[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. W kalendarzu 10 luty 2020 roku. Na zegarze godzina 20:00 z kilkoma sekundami, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycję o świadomości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:47] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:50] - Mając nadzieję, że dzisiaj warunki pogodowe nie utrudnią nam nadawania. Wiemy, że w wielu częściach Polski strasznie dzisiaj wieje. W Katowicach już wiało, w Krakowie chyba właśnie teraz wieje i chyba u pana Sławka również, ale mamy nadzieję, że dzisiaj pogoda nie urwie nam internetu. Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bo audycję realizujemy w całości na żywo. Można będzie do nas dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także oczywiście na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, z czystym sumieniem oddaję panu głos.
[02:29] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie i też przyłączam się do życzeń i słów pana Marka. Mam nadzieję, że nikomu tam się nic złego w związku z tą niezbyt przychylną aurą nie dzieje i że nam też się nie będzie nic działo. Podobno zwierzęta mają możliwość przewidywania przyszłości, czyli historie, kiedy one uciekają z miejsc, które są zagrożone. To dotyczy wielu gatunków. To chciałem wam powiedzieć, że u mnie chyba nic takiego nie nastąpi, ponieważ mój najmłodszy domownik, przesympatyczny koteczek, nie zdradza żadnych objawów zakłopotania ani zaniepokojenia. Wprost przeciwnie, chrapie sobie. Najlepsze, mam nadzieję, że nie przeszkadza wam to w odsłuchiwaniu dzisiejszej audycji. Słuchajcie, tak à propos kotów, to zamiast komentarzy, bo nie było ich zbyt dużo, kiedyś dzieliłem się z wami swoimi obawami oraz prosiłem was o radę. Zresztą, notabene wiele fajnych rad dostałem w dziedzinie oswajania zwierząt, które się ze sobą nie znają.
Chodziło o dorosłego kota i dorosłego psa. Chciałem wam powiedzieć, że sytuacja jest ogarnięta i co potwierdza po raz kolejny taką tezę, że tam, gdzie jest spokój i dobre intencje, to zdarzają się również cuda. W tej chwili mój stary kot, który do tej ostatniej sytuacji nigdy nie był na świeżym powietrzu, nie widział innych zwierząt oprócz samego siebie, w tej chwili jest może nie w świetnej komitywie, ale na bardzo dużym poziomie tolerancji z psem z podwórka, że tak powiem, nie idzie go wygonić. Czuje się świetnie, z każdym dniem coraz lepiej. Coraz więcej czasu tam spędza. Więc gdyby ktoś was kiedyś pytał, czy da się oswoić czy zlikwidować wrodzoną niechęć i agresję dwóch antagonistycznych gatunków, jakim jest pies i kot, to ja wam potwierdzam, że jest to możliwe. Aczkolwiek gros fachowców, którzy mi dawali różne rady, twierdzili, że jest to niemożliwe. Więc jak widać w przyrodzie, w naturze, we wszechświecie zdarzają się tak zwane cuda. Ostatnio się spotkałem z takim dość fajnym określeniem: anomalia. Jest to pojęcie, które dotyczy języka takiego typowo naukowego, ponieważ miałemNiewątpliwą przyjemność wysłuchania i obejrzenia filmu z panią profesor Danutą.
I tu się zaczynają schody, bo już nie pamiętam. Natomiast dla zainteresowanych wrzuciłem ten filmik na swoją stronę poświęconą książce. To jest godzina czterdzieści pięć rozmowy z panią profesor nauk wszelkich, przede wszystkim ścisłych, która w sposób naukowy tłumaczy zjawiska, które my nazywamy duchowymi. Bardzo ciekawy materiał. Widzicie, coraz częściej wam zaczynam ja również coś podsyłać. W podziękowaniu też za to, że wy podsyłacie mi cenne materiały, warte obejrzenia. Dlatego zapraszam, jeżeli macie ochotę zobaczyć, jak świat naukowy tłumaczy zjawiska, o których my sobie tutaj w audycjach rozmawiamy i nie tylko w audycjach, i na pewno nie tylko ze mną, to serdecznie wam ten materiał polecam. I mówię: to stwierdzenie takie, że pani profesor takie cuda nazywa anomaliami z punktu widzenia naukowego. Więc rozszerzam, że tak powiem, nasze słownictwo dotyczące przeróżnych zjawisk duchowych. A żeby was jeszcze zachęcić i podnieść atmosferę, to pani profesor opisuje swoje doświadczenia, również związane z bioenergoterapią, z opuszczaniem ciała oraz — i to jest też pewnego rodzaju ciekawostka — z teleportacją, ponieważ takie doświadczenie też w swoim życiu miała.
Takiej anomalii doświadczyła.
[08:38] - Pani doktor Danuta Adamska-Rutkowska.
[08:41] - Bardzo dziękuję, panie Marku. Dokładnie tak. Znaczy przez wielu z was jest na pewno postacią znaną.
[08:49] - Czasami się pojawia też jako gość w audycjach, szczególnie w niedzielnych.
[08:56] - Ja miałem pierwszy raz przyjemność panią poznać. Jak widzicie to, co zawsze potwierdzałem, moja wiedza, którą się z wami tutaj dzielę, przemyślenia i inne rzeczy, jak widzicie, nie pochodzi z innych źródeł, bo ja te źródła dopiero odkrywam. Dzięki wam zresztą, bo tego linka dostałem od swojego kolegi, notabene słuchacza naszych audycji. Serdecznie go pozdrawiam, jeżeli dzisiaj jest. Natomiast też opowiem wam fajną historię związaną z nim i ze mną, ponieważ ludzie często pytają mnie właśnie o to, jak to jest, jak ja łączę. Bo to jest taka obawa, tak? Jak rozmawiać z ludźmi na tematy duchowe, bo to w dalszym ciągu budzi różne reakcje u ludzi. I czy moje otoczenie uległo jakiejś gwałtownej zmianie w momencie, kiedy napisałem książkę, kiedy ją wydałem, kiedy się ujawniłem ze swoimi zainteresowaniami. Bo to jest częsta obawa ludzi, że ludzie się odsuną, przestaną z nami rozmawiać, zaczną nas traktować jak świrów nawiedzonych i tak dalej. Ja zawsze powtarzam, że jedna ważna rzecz: w momencie, kiedy dochodzi się do jakichś wniosków bądź, tak jak niektórzy nazywają, dostępuje się stanu przebudzenia — bardzo tego określenia nie lubię — ale coś jakby zaczyna się układać w naszym życiu albo przychodzi jakieś doświadczenie, które nas ukierunkowuje w stronę duchowości, i zaczynamy o tym intensywnie myśleć, zaczynamy robić, szukamy ludzi, to o jednym trzeba pamiętać: nie można się z tą wiedzą nikomu narzucać.
Tutaj były takie komentarze, że ludzi trzeba wybudzać, przebudzać, zmuszać do tego, do tamtego, do śmego, żeby otworzyli oczy i tak dalej. Ja oczywiście jestem zdecydowanym przeciwnikiem, bo przypomnijcie sobie chwilę wcześniej, przed waszym przebudzeniem. Co by było, gdyby ktoś wam na siłę próbował tę wiedzę wciskać i przekonywać was, że powinniście to zrobić? Łatwo jest zrozumieć. Tak się ludzie uczą empatii. Tak się można nauczyć empatii w warunkach ziemskich. Czyli obrócić sytuację. Co ja bym zrobił, gdyby mnie dotyczyła taka sytuacja?To zjawisko występuje w przypadku naszych doświadczeń duchowych, czyli te nasze doświadczenia właśnie temu służą, żebyśmy zrozumieli, jak to jest, kiedy ktoś robi dokładnie to samo, co my robimy. Jak ktoś robi to względem nas. To rozwija właśnie empatię, bo zaczynamy rozumieć, jak to jest, jak się inni czują z tym, jak my coś robimy.
Natomiast wracając do mojego kolegi serdecznego. Ja nigdy z tą wiedzą się nikomu nie narzucałem. Nigdy to może złe słowo, bo może się czasami gdzieś tam zapętliłem i coś może za dużo powiedziałem. Dlatego mówię nigdy nie powiem, że nigdy tak. Natomiast staram się nikomu z tą wiedzą nie narzucać. Jeżeli ktoś porusza jakiś wątek i ktoś go podłapuje, to kontynuujemy rozmowę do tego momentu, dopóki on jest tą rozmową zainteresowany. Natomiast jeżeli rzucam jakiś wątek bądź się pojawia w trakcie rozmowy i ktoś tego wątku nie podtrzymuje, to ja go nie ciągnę na siłę. Nie przekonuję go, że warto o tym rozmawiać. Każdy musi sam ten moment, kiedy dojdzie do wniosku, że warto, sam go musi w sobie odkryć. Albo nie musi, jak chce.
I my z Piotrem, bo tak na imię ma ten mój serdeczny kolega. Znaliśmy się, pracowaliśmy obok siebie. Ja prowadziłem firmę na piętrze, on prowadził swoją firmę na parterze tego samego budynku. Widywaliśmy się czasami listonosz, jak mnie jeszcze nie było, zostawiał pocztę u niego. Ja zostawiałem pocztę, on zostawiał pocztę u mnie. Żyliśmy obok siebie, rozmawialiśmy, czasami nawet robiliśmy jakieś tam spotkania świąteczne w większym gronie, nie tylko jednej firmy, to też spotykaliśmy się przy takich okazjach. Ja zaprzyjaźniłem się z jego pracownikiem, moim obecnym serdecznym przyjacielem, więc byliśmy kolegami. I oczywiście żaden z nas tematów duchowych nie poruszał. I pamiętam, jak czas jakiś temu zadzwonił do mnie i powiedział mi, że słuchał mojej audycji w Radiu Paranormalium i w pierwszej chwili, jak usłyszał imię i nazwisko prowadzącego, mówi: „Nie, to nie może być ten Sławek”. Ale z drugiej strony mówi, jak dużo takich Sławków Bączkowskich może być.
No i zadzwonił, oczywiście mnie wyfacebookował, wygooglował i coś tam innego. Utwierdził się w przekonaniu, że jestem to ja i do mnie zadzwonił. Więc jak widzicie można zupełnie bezinwazyjnie i bezkolizyjnie prowadzić życie, być osobą uduchowioną i zajmującą się interesującą tego typu tematyką i zupełnie nie tracić znajomych. Mało tego, w momencie kiedy niechcący, przypadkiem czy z jakiegoś innego powodu wspomnicie o swoich zainteresowaniach, to się właśnie może okazać, że w waszym dotychczasowym otoczeniu takich osób, które się tym interesują, jest dużo więcej, tylko żyli z takimi samymi obawami jak wy i dlatego nigdy na ten temat nie rozmawialiście. Więc mówię, nie bójcie się, bo te setki, dziesiątki tysięcy osób, które słuchają audycji w internecie, oglądają je, komentują filmy, przeróżne muzyki słuchają, żyją wśród nas. To nie są ludzie z innego wszechświata, z innej planety. To są ludzie, którzy żyją w Polsce, żyją koło nas. Natomiast my często sobie zupełnie nie zdajemy z tego sprawy, że żyją dosłownie siedzą na sąsiednim fotelu albo mieszkają w sąsiednim mieszkaniu. Także nie bójcie się o tym rozmawiać. Tylko mówię, nie narzucajcie.
Doszliście do jakichś wniosków, nie narzucajcie ich innym i nie wmawiajcie ludziom, że skoro wy zrozumieliście, to oni też. Bo to jest właśnie najlepsze. Ostatni temat, zanim przejdę do tematu audycji jest taki, że część z was już pewnie wie. Natomiast na mojej drugiej stronie, czyli na Świecie Oczami Dziecka pojawiły się dwa nowe filmy z małym Olusiem, synem pana Michała, który kilka audycji wcześniej wzbudził wśród słuchaczy dość dużo emocji swoimi wypowiedziami i swoim telefonem. Natomiast zgodnie z tym, co my żeśmy z panem Michałem wcześniej ustalili, te filmiki nagrał. Filmiki są jużZrobione w specjalnie przygotowanej masce. Może to nie jest profesjonalna foto maska, natomiast zdecydowanie eliminuje możliwość podglądania przez chłopca tego, co się dzieje na stole. Mało tego, mały Oluś opowiada też, w jaki sposób to widzi. Zwłaszcza jeden film, jaki jest? Musicie go zobaczyć, bo jeżeli gro ludzi miało do tej pory jakieś wątpliwości, to myślę, że poziom trudności tego ćwiczenia, który został przed Olusiem postawiony, zdecydowanie uniemożliwia wykonanie tego ćwiczenia, nawet gdyby jakimś magicznym cudem Oluś poprzez wykonaną maskę mógł cokolwiek przez szczelinkę zobaczyć.
Kochani, tyle ciekawostek, przynajmniej rzeczy ciekawych z mojego punktu widzenia. Tyle też ogłoszeń tak zwanych parafialnych. Przejdźmy do tematu audycji. Kilka rzeczy zebrało się na to, żeby poruszyć ten dzisiejszy temat. Między innymi taki, że któryś z moich znajomych, dość bliskich z audycji opublikował post na jednej z grup. Wpadł mi w oko, ponieważ dotyczył dzieci, postanowiłem się temu przyjrzeć. Oczywiście jak się przyjrzałem, to wdałem się w dyskusję. Nie będę wam opowiadał, o czym był. Dotyczył przede wszystkim problemu samobójstw i depresji wśród aktualnych dzieciaczków i wśród młodzieży. Ponieważ temat dzieci jest mi bardzo bliski, dlatego się w niego zaangażowałem.
Jedna z osób komentujących powiedziała, że w najbliższym czasie ma się pojawić książka dająca rady, poradnik dla rodziców, jak nawiązać bliskość z własnym dzieckiem. Książka bodajże ma mieć tytuł „Potęga bliskości”. Oczywiście ta informacja spotkała się z przeróżnym przyjęciem, bo jedni powiedzieli: „Wow, super”, a drudzy jak zwykle: „Czy ludzie są aż na tyle leniwi, żeby nie rzec głupi” — to nie są moje słowa — „że potrzebują książek o tym, jak nawiązać bliski kontakt z własnym dzieckiem?”. Teraz właśnie złożyło się oczywiście, jak to w moim umyśle, kilka rzeczy, które pojawiły się wcześniej, złożyły się w całość i dlatego dzisiaj poruszam temat, który za chwilę usłyszycie. Bo właśnie jacy ludzie są? Czy są leniwi? Ja mówiłem, że często ludzie są w dzisiejszych czasach roszczeniowi. Czyli przekonaj mnie, to ja poświęcę swój czas, swoją uwagę, swoje pieniądze dla ciebie. Ale musisz mnie przekonać. Więc są roszczeniowi.
Są z pewnością w wielu kwestiach wygodni. Część z nich na pewno jest też konsumpcyjna, czyli nie zrobi niczego nie dostając nic w zamian. Ale najbardziej do określenia stanu, w jakim w tej chwili ludzie się znajdują, pasuje mi zupełnie inne słowo. Ciekawy jestem, czy na koniec audycji, jak to słowo powiem, czy wam też to słowo przyszło do głowy. Kochani, najlepiej się operuje gdzieś na przykładach. Ja pamiętam historię ze swojego dzieciństwa, kiedy mieszkałem sobie jako taki mały chłopczyk. Mieszkałem na blokowisku do 10. roku swojego życia, ponieważ to było pierwsze duże blokowisko w moim mieście, więc sprowadziło się tam mnóstwo młodych małżeństw, a młode małżeństwa są zawsze związane z tym, że następstwem młodego małżeństwa są małe dzieci. Więc w moim bloku trzyklatkowym, czteropiętrowym bloku miałem tylu kolegów, że nie zadawałem się z nikim więcej poza moimi kolegami o rok ode mnie młodszymi bądź rok starszymi. Ilość dzieciaków w tym wieku wystarczyła do tego, żeby zrobić dwie drużyny piłkarskie i grać w piłkę.
Nie mówię 11-osobowe, ale tak, żeby się dobrze bawić. W samej mojej klatce moich rówieśników mieszkało trzech, w następnej ze czterech albo z pięciu, później znowu ze trzech.W jednym tylko czteropiętrowym, trzydklatkowym bloku. Oczywiście, ponieważ tych dzieciaków było tam całe dzikie tabuny, więc z niektórymi dzieciakami, chłopakami z trzech bloków dalej nawet nie miałem okazji się pobawić, ponieważ świetnie się bawiłem ze swoimi kolegami z własnego bloku. Oczywiście znaliśmy się, spotykaliśmy się na boiskach, na górkach, na sankach, na innych rzeczach. Przy naszym bloku, jak zresztą przy większości, stał śmietnik, który rodzice moi oraz moich rówieśników próbowali zamaskować winogronem. W czynie społecznym nasadzili tego winogrona, żeby one tam sobie rosły i ten niezbyt przyjemny estetycznie widok troszeczkę zamaskować. My oczywiście jako dzieciaki nie ułatwialiśmy zadania temu winogronu. Nazwijmy rzeczy po imieniu: obok był trzepak, koło tego śmietnika się ganialiśmy, więc zadanie dla tego winogrona było dość trudne i warunki dość ekstremalne. Myślę, że gdyby szczepy tych winogron później można było poobcinać, to myślę, że one spokojnie mogłyby sobie rosnąć w Afryce, na Saharze i na Antarktydzie. Były tak zahartowane.
Natomiast oczywiście nie ma tutaj powodów do tego, żebym się chwalił przed wami, że wraz z kolegami wyhodowaliśmy tak zahartowaną odmianę winogron. Natomiast większość ludzi, większość rodziców pracowała. Oczywiście w większości rodzin pojawiała się jakaś osoba starsza. Z nami mieszkała moja babcia. W bloku też mieszkali ludzie starsi, którzy zajmowali się swoimi wnuczkami, pomagali swoim dzieciom. Były takie pewne mechanizmy. Inaczej: nie było telefonu. Nie było SMS-ów, maili, telefonów. Wiadomo, że młodym słuchaczom wydaje się to zupełnie niemożliwe, żeby były takie czasy po Chrystusie, kiedy nie było telefonów, ale takie czasy były. Natomiast był niesamowity przepływ informacji.
Wszyscy się znali i informacje w jakiś magiczny sposób zostawały przekazywane w bardzo natychmiastowy sposób. Ciężko było nawet łobuzować specjalnie, ponieważ zdarzało się — mnie akurat nie, bo ja jakimś takim szkodnikiem zdecydowanym nie byłem — że zanim się wróciło do domu, to rodzice już wiedzieli, że ktoś coś narozrabiał. Sytuacje, w których takich większych łobuziaków ktoś z sąsiadów przyprowadzał do jego własnych rodziców, mówiąc, że niszczył ławkę, coś tam psuł, coś tam przeklinał. Nie wspomnę już nawet o paleniu papierosów czy piciu alkoholu. Takie rzeczy w ogóle nie wchodziły w grę. Nie było możliwości, żeby młody człowiek mógł stać przed blokiem i bezkarnie przeklinać, ponieważ natychmiast ktoś z dorosłych reagował na to w taki czy w inny sposób. My mieliśmy takiego naszego dyżurnego stróża, pana Głowackiego. Starszy pan, który był już wtedy na emeryturze, czujnie strzegł porządku w dwóch sąsiadujących obok siebie blokach. To, co ja mówię o niszczeniu tych winogron oczywiście było sporą przesadą, ponieważ każda próba wspinania się po ścianie, po tym winogronie na dach śmietnika kończyła się tym, że pan Głowacki brał za ucho i nawet jeżeli nie zaprowadził natychmiast do rodziców, to wiadomo było, że ta informacja do rodziców z pewnością z jego ust w najbliższej przyszłości dotrze. À propos przepływu informacji teraz mi się przypomniała moja osobista historia.
Nasze osiedle było jakieś 300 metrów, może 400 metrów od głównej ulicy, która przebiegała przez nasze miasto. I też przy głównej ulicy były wszystkie główne atrakcje tego miasta, łącznie ze sklepami, restauracjami, kościołem, urzędem miasta. Policja była troszeczkę dalej oraz budkami z piwem i ze słodyczami. Ja pamiętam taką historię, co też pokazuje moje podejście do świata, do ludzi, czyli po prostu taką zwykłą, wtedy można by było to nazwać dziecięcą naiwność i ufność.Ale jeżeli to dotyczy człowieka, który ma 50 lat, to nie wiem, jak to nazwać. Natomiast ja w dalszym ciągu tą swoją ufność do ludzi w sobie pozostawiłem. Trzech mężczyzn, z tego, co pamiętam, przechodziło chodnikiem koło naszego bloku. My coś tam robiliśmy. Czy ja sam byłem? Oni się coś tam do mnie odezwali, a co tak będę sam siedział? I żebym z nimi poszedł.
Cóż mógł zrobić Sławoś w takiej sytuacji? Poszedł. Poszedłem z nimi, oni sobie szli na piwo, natomiast mi obiecali kupić jakąś czekoladę czy lody, czy coś tam inne. I ja słuchajcie, z tymi trzema facetami poszedłem. Oni nawet nie zdążyli dopić piwa, jak pojawił się mój tata w asyście dwóch czy trzech innych sąsiadów, których na biegu zmontował po to, żeby mnie odbić z rąk złoczyńców. Okazało się, że to byli jacyś koledzy mojego taty, znajomi, którzy mnie znali i po prostu zaproponowali mi, że mi kupią jakąś tam czekoladę. Sprawa się wyjaśniła. Odbyło się bez rękoczynów, awantur. Natomiast szybkość reakcji w świecie zupełnie bez telefonów, nawet domofonów na klatkach nie było. I reakcja społeczeństwa całego na różnego rodzaju przypadki, zwłaszcza związane z dziećmi, była po prostu porażająca.
Nawet biorąc pod uwagę dzisiejsze możliwości kontaktu telekomunikacyjnego. Natomiast do czego ja zmierzam? Bo pewnie się zastanawiacie, po co ja wam tę historię opowiadam. Opowiadam wam po to, żeby zadać wam teraz pytanie: co determinowało, co określało zakres możliwości naszych działań kiedyś? I nie mówię powiedzmy 40 lat temu, ale mówię o 100 lat temu, o 200 lat temu, o 400 lat temu. Przez wiele tysiącleci my jako ludzie żyliśmy w pewnych normach. Te normy określały zakres naszych możliwych zachowań. I co wpływało tak naprawdę na nasze zachowania? Na pewno i to bez względu na to, czy to było kiedyś, czy to jest teraz, czy to pewnie będzie jeszcze w najbliższej przyszłości, jest to nasza podświadomość. Nasza podświadomość jest wynikiem naszego tak zwanego wychowania, czyli prawd, wzorców, zasad, które zostały nam przedstawione przez naszych najbliższych we wczesnych latach naszego rozwoju tutaj na Ziemi.
To jest podświadomość. Następnym czynnikiem, który określał nasze zachowania, były normy społeczne. Czyli po prostu żyliśmy według pewnych niepisanych norm społecznych. W zależności od tego, w jakim zakresie społeczeństwa przyszliśmy na świat, my, nasza rodzina, takim prawom społecznym żeśmy podlegali. Ja jako dziecko mieszkałem na osiedlu, to wszyscy podlegali pewnym normom społecznym. Czyli dzieci mają się zachowywać w pewien określony sposób, przynajmniej w miejscach publicznych. Nie mogą krzyczeć, nie mogą wrzeszczeć, nie mogą przeklinać, nie mogą palić papierosów, nie mogą rozrabiać, nie mogą kraść, pić alkoholu, być niegrzeczne wobec ludzi, złośliwe i tak dalej.
[35:09] - Moja przyjaciółka zapewne by dodała: „Nie mogą drzeć ryja na klatce schodowej o trzeciej w nocy”.
[35:15] - Na przykład. O czwartej zresztą też najprawdopodobniej nie.
[35:20] - I o piątej też.
[35:22] - I o piątej też. Natomiast bez względu na naszą podświadomość, tym normom społecznym, czyli pewnym zasadom, które panowały w domu, podlegaliśmy wszyscy. I nie było przeproś. I nie było, czy to jest dziecko z bogatej rodziny, chociaż poziom społeczny w tamtym czasie był bardziej wyrównany niż teraz. Natomiast jeżeli dziecko stało i na przykład darło mordę o trzeciej w nocy, tak jak to pan Marek tutaj powiedział, to nie było rodzica, który by mu na to pozwolił. Po prostu łapało się takie dziecko za ucho, wprowadzało do mieszkania i załatwiało sprawę. Nie było przyzwolenia na to, żeby jakiekolwiek dziecko przeklinało w miejscu publicznym. I tak dalej. To były normy społeczne, które bardzo mocno trzymały nas w ryzach. Następnymi normami, które też miały duży wpływ nawachlarz możliwości naszych zachowań to były normy religijne.
Tak jest bardziej było niż jest na całym świecie. Nie tylko u nas, nie tylko w religii chrześcijańskiej. Mało tego, akurat religia chrześcijańska w tej chwili może nie zluzowała tych norm, natomiast ludzie przestali się nimi przejmować. Natomiast w krajach muzułmańskich te normy religijne są bardzo mocno egzekwowane i bardzo mocno przestrzegane. Zresztą tak samo jak normy prawne. Wiecie dobrze, że turyści wyjeżdżając do krajów muzułmańskich muszą zapoznać się z całą listą rzeczy, których nie można zrobić, ponieważ można albo kogoś obrazić, albo można się wpakować w kłopoty nawet ze stratą życia czy zdrowia. Więc są jeszcze na ziemi miejsca, w których te normy religijne są bardzo mocno egzekwowane. Następnym takim olbrzymim batem uniemożliwiającym nam zachowanie takie, jak byśmy chcieli, jest prawo. A tak naprawdę litera prawa. Bo jak z pewnością wiecie, prawo się dzieli na ducha prawa i na literę prawa.
Duch prawa to jest intencja, powód powstania danego przepisu prawnego. Czyli żeby chronić dzieci, które na przykład wychodzą ze szkoły przed wpadnięciem pod samochód, ogranicza się na tej drodze prędkość poruszania pojazdów na przykład do 40 kilometrów na godzinę. Literą prawa jest przepis, który nakazuje ograniczenie prędkości do 40 kilometrów na godzinę pod groźbą konkretnej kary, punktów karnych, mandatu i tak dalej. Tak naprawdę największym batem dla nas jest litera prawa, ponieważ ducha prawa bardzo często nie rozumieją sami prawnicy. Nie zastanawiają się nad tym, po co ten przepis powstał, tylko powołują się na konkretne artykuły, przepisy, paragrafy, strafy i tak dalej. Jak widzicie, tych głównych elementów decydujących o naszym ewentualnym zachowaniu wymieniłem przynajmniej cztery: podświadomość, pewne uwarunkowania społeczne, prawa religijne i prawo cywilne, państwowe czy jakkolwiek to nazwać. W tych kategoriach, w tych uwarunkowaniach i obwarowaniach poruszaliśmy się przez ostatnie tysiąclecia. Co się wydarzyło dalej? Nie wspomniałem tutaj o jednym jeszcze aspekcie. O aspekcie naszej świadomości.
I nie mówię tu oczywiście o aspekcie świadomości ziemskiej, która rozwija się wraz z naszym rozwojem, ze zdobywaniem wiedzy, doświadczeń, innych rzeczy stricte ziemskich. Mam na myśli naszą świadomość duchową. O niej nie wspomniałem, ponieważ przez wiele tysiącleci świadomość duchowa była sprowadzana tylko do pewnego rodzaju obrzędów religijnych, mniej bądź bardziej religijnych. To było wszystko związane z obrzędami. Potrzeba zrozumienia czy chociażby odwaga, żeby się nad tym zastanowić, co Bóg, Stwórca, źródło chciało nam przekazać, dotyczyła bardzo wąskiej grupy ludzi na świecie. Bardzo wąskiej. I ta bardzo wąska grupa ludzi na świecie interpretowała te święte przykazy i mówiła nam, jak mamy je rozumieć, co mamy w związku z tym robić, jak mamy postępować i tak dalej. Zastanawianie się nad tym, co Bóg miał na myśli, nie wchodziło w grę, więc nasza świadomość sobie wegetowała, dostając tylko możliwość zdobywania kolejnych informacji i doświadczeń. Więc życie było dość uproszczone, ponieważ w przypadku podświadomości dostawaliśmy to, co nasi rodzice mogli nam powiedzieć, pokazać.przekazać. Nie mieliśmy na to wpływu.
Prawa czy tam przepisy, czy normy społeczne były też przenoszone z podświadomością, wynikały z jakichś tradycji, z nawyków, przyzwyczajeń, więc też za specjalnie nie mieliśmy na to żadnego wpływu. Prawo w ogóle było tworzone przez ludzi, którzy posiadali władzę, więc tym bardziej nie mieliśmy na to wpływu. Prawa religijne były tworzone znowu przez ludzi, którzy posiadali wiedzę i kontakt z Bogiem, więc też nie mieliśmy na to wpływu. Większość ludzi przez wiele tysięcy lat nie miała żadnego wpływu na to, jak postępować, jak żyć. Po prostu to zostało narzucone człowiekowi w momencie jego urodzenia, ponieważ rodził się w konkretnym kraju, gdzie było konkretne prawo. Rodził się w konkretnym miejscu, gdzie była konkretna religia. Rodził się w konkretnej rodzinie, gdzie obowiązywały konkretne prawdy i konkretne normy społeczne. Koniec kropka. To było przeznaczenie, od którego tak naprawdę jakiekolwiek odstępstwa graniczyły z cudem, czy tak jak dzisiaj to sobie powiedzieliśmy z anomalią. Co się stało?
Jak to mawiał mój serdeczny kolega spadochroniarz: co się stało, że się zesrało? Co się wydarzyło kilkadziesiąt lat temu? Nastąpiło tak zwane przebudzenie. Dla niektórych oświecenie. To, do czego niektórzy namawiają, że trzeba ludzi wybudzać, że trzeba ludzi oświecać. To nastąpiło. Kilkadziesiąt lat temu rozpoczął się proces przebudzania ludzkości. I czy mówiąc o tym, jak żyliśmy przez tysiące lat i patrząc na to, co dzieje się teraz, czy możecie powiedzieć z ręką na sercu, że jest lepiej? Chociaż wcale was do tego nie namawiam, żebyście się do tego ustosunkowywali. Kochani, jak zachowują się w tej chwili ludzie?
To jest to słowo, do którego ja zmierzam od początku audycji. Jacy ludzie teraz są? Pokazałem wam, jak w tym okresie, kiedy inni za nas zadecydowali, jak mamy żyć, jak życie było prostsze. Ludzie w dzisiejszych czasach są zagubieni. Otwarcie się na drogę duchową, oświecenie, przebudzenie spowodowało, że ludzie poczuli się zagubieni. To ciągłe poszukiwanie odpowiedzi, ciągłe poszukiwanie celu, ciągłe zastanawianie się nad tym, jak mam żyć, co powinienem zmienić, do czego powinienem dążyć, kim powinienem być, spowodowało, że z tego całego szczytnego, pięknego celu, jakim jest używanie świadomości w życiu, zrobił się całkiem niezły bałagan, żeby nie rzec gorzej. Gro ludzi, ja nie mówię oczywiście, że wszyscy, aczkolwiek rozmawiam z ludźmi bardzo wykształconymi, oczytanymi, praktykującymi, doświadczającymi różnych stanów duchowych, pracującymi. Ludzie, którzy pracują nad sobą z każdym następnym krokiem zadają sobie coraz więcej pytań. Czują się coraz bardziej w tym wszystkim, im więcej informacji spływa, tym powstaje większy chaos. I zamiast często upraszczać sobie życie, coraz bardziej je komplikują, wdając się często w kolejne doświadczenia, w kolejne eksperymenty, szukając odpowiedzi na miliony pytań, których 50 lat temu nikt sobie nie zadawał.
I dlatego mówię: ludzie z powodu duchowości, z powodu tego przebudzenia, oświecenia poczuli się zagubieni. Ta wolność, której teraz doświadczamy, czyli mogę wszystko, nikt nie będzie za mnie decydował, co ja mam zrobić, powoduje zadawanie sobie pytań: to co ja mam zrobić? To jak ja mam w końcu żyć? Która prawda jest ważniejsza? Która droga jest właściwsza? I mówię o tym trochę, żeby ostudzić zapały tych, którzy uważają, że ludzi trzeba przebudzać. Zobaczcie, często nasze przebudzenie następowało na skutek jakichś tam wydarzeń, ale z drugiej strony wiemy, że gdybyśmy nie byli przygotowani na to, gdybyśmy nie podjęli takiej decyzji, to byśmy mmmTo byśmy się nie przebudzili. I teraz my, będąc przygotowani czy pałający chęcią do tego przebudzenia się, czujemy się zagubieni. A co by się stało z ludźmi, którzy nie są na to przygotowani? Co dalej z tym fantem zrobić?
Kochani, na szczęście patrząc, słuchając teraz coraz częściej różnego rodzaju materiałów, jak chociażby ten, który udostępniłem. Widzę, obserwuję też z pewnego rodzaju radością, że grono ludzi, którzy publicznie występują i decydują się mówić o świecie duchowym, w większości wypadków mówi o tym w bardzo podobny sposób. Są tam oczywiście jakieś drobne niuanse, są drobne rozbieżności, są drobne różnice w nazewnictwie, często wynikające z różnych interpretacji, na przykład niezrozumienia danego słowa czy danego stanu. Natomiast większość przynajmniej tych ludzi, tych materiałów, z którymi ja się stykam, mówi o tym w bardzo podobny sposób. Czyli jakby troszeczkę porządkując ten cały chaos i być może powodując to, że zaczniemy się odnajdywać w tych zupełnie nowych realiach. Kochani, powtarzałem to parę razy, powtórzę to jeszcze raz. Mamy to niewątpliwe szczęście pojawić się na ziemi w momencie wielkiego przełomu. W momencie, kiedy zaczynamy wchodzić na zupełnie inną drogę, niż szliśmy do tej pory. I oczywiście jest to powód do radości, jest to powód też do dumy, że wybraliśmy sobie takie czasy na naszą reinkarnację tutaj na ziemi. Ale jest to też powód do tego, żeby się głębiej zastanowić nad samym sobą i być może dać sobie odpowiedź na takie pytanie: dlaczego akurat teraz postanowiłem się tutaj, w tym miejscu na ziemi pojawić?
Ponieważ większość z nas miało w tym jakiś swój własny cel. Kochani, żeby nie gmatwać jeszcze bardziej, przypomnę wam, jaki jest cel nas wszystkich. Każdego człowieka z osobna i całej ludzkości jako ludzkości. Patrząc na kolejne etapy naszego rozwoju jako ludzkości, jako ludzi. Patrząc na to, od czego gdzieś tam zaczynaliśmy i na miejsce, w którym aktualnie się znajdujemy. Patrząc na to, co się dzieje na świecie, jakie trendy, jakie nurty, jakie myśli, jakie prawdy zaczynają dochodzić do głosu, to wniosek jest jeden jedyny. Celem nas jako ludzi, każdego człowieka, każdego, kochani, z was, mnie i wszystkich, którzy tą audycję obejrzą, czy słuchają innych audycji, czy czytają inne książki. Cel jest jeden: być jak najlepszym człowiekiem. Spędzać to życie w jak najbardziej radosny sposób, jak najprzyjemniejszy, nie krzywdząc innych ludzi i dając sobie jak najwięcej radości z tego, że tutaj, na tej ziemi przebywamy. Mówię o tym, żeby w tym całym chaosie chociaż jedna rzecz była w miarę stała.
Żebyście chociaż do jednej rzeczy mieli przekonanie, czyli do celu. Nie musicie, kochani, wchodzić w konstrukcję świata, wszechświata, w konstrukcję Boga, w jego plany wobec wszechświata. Tak naprawdę wszystko sprowadza się do jednego. Do tego, abyśmy nauczyli się żyć tutaj na ziemi. Żeby życie na ziemi sprawiało jak największą radość i przyjemność, ale odbywało się w poszanowaniu dla wszystkich, którzy na tej ziemi przebywają, żyją. I naprawdę nic więcej, żadna inna wiedza tak naprawdę nie jest wam potrzebna. A jeżeli już, to niech będzie pewnego rodzaju zaspokojeniem ciekawości, zwykłej ludzkiej ciekawości. Może niezwykłej ludzkiej ciekawości. Natomiast żadnego innego celu przed nami nie ma. Jeżeli jesteśmy tutaj, to właśnie z tego powodu.
I to chciałbym, żebyście z dzisiejszej mZ dzisiejszej audycji najbardziej zapamiętali. Bez względu na to, w jakim momencie swojego rozwoju świadomościowego czy ziemskiego, czy duchowego jesteśmy, cel jest tylko i wyłącznie jeden: życie, aby każdy następny dzień był dniem lepszym od poprzedniego. Na wszystkich płaszczyznach naszego życia, aby był chociaż troszeczkę lepszy, abyśmy każdego następnego dnia byli lepszymi ludźmi dla siebie i dla innych. Tu nie ma innego powodu. Nie ma żadnych mechanizmów, nie ma żadnych bytów, które manipulują naszym życiem. Mamy wolną wolę i musimy tylko nauczyć się i zrozumieć, co w życiu jest ważne, co w życiu jest wartościowe. I zrozumieć, że nie ma innych celów niż to, aby każdego następnego dnia stawać się lepszym człowiekiem dla siebie i dla innych. Nie tylko ludzi, dla innych: dla Ziemi, dla zwierząt, dla natury, dla innych bytów, dla całego wszechświata. Również dla Boga, dla Stwórcy, dla źródła. I w tym bałaganie, jak już będziecie mieli tego mętliku dosyć, jak nie będziecie wiedzieli, co jest prawdą, a co nie jest prawdą, jak będziecie chcieli to wszystko odrzucić, wrzucić do Bora i utopić w oceanie albo nie będziecie mieli już siły tego rozkminiać i poszukiwać następnych odpowiedzi na następne pytania: dlaczego i po co?
To pamiętajcie tylko o tym. Nic więcej nie jest wam potrzeba. Żyjcie tak, aby każdy następny dzień był lepszy, fajniejszy, milszy, przyjemniejszy, radośniejszy dla was i dla wszystkich, którzy was otaczają. Dlaczego realizowanie tego jest tak trudne? Powiem w następnej audycji, ponieważ nie chcę już tutaj was zanudzać. I też przeproszę Adama, bo miałem poruszyć wątek, o którym dzisiaj mailowaliśmy, ale rozgadałem się o kotach i o innych rzeczach i trochę zbrakło czasu. A wiem, że Jubi po nas wchodzi dzisiaj z audycją na żywo, na którą oczywiście ja ze swojej strony też serdecznie zapraszam. Więc żeby nie przeciągać poruszę ten temat za tydzień. Kochani, powtórzę ostatni raz: nie musicie nic więcej wiedzieć oprócz tego, że każdy z nas w swoim życiu, a w ten sposób również w życiu całej ludzkości, ma jeden cel: postępować tak, aby każdy następny dzień był lepszy, radośniejszy, przyjemniejszy, weselszy dla nas i dla wszystkich, którzy wokół nas żyją. Czego oczywiście z całego serca sobie oraz wam życzę.
[58:48] - Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy” na antenie Radia Paranormalium oczywiście na żywo. Mamy dzisiaj 10 lutego 2020 roku i właśnie teraz przechodzimy do tej części audycji, którą bardzo państwo lubicie, czyli do tej części, w której pan Sławek Bączkowski czyta komentarze i się do nich odnosi oraz odbieramy telefony. Mam nadzieję, że dzisiaj nie tylko pisemnie, ale również głosowo się państwo uaktywnicie. Otwieramy właśnie teraz naszą linię telefoniczną. Można do nas dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na państwa komentarze i pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc piszcie, dzwońcie.
Czekamy na wasze wypowiedzi.
[01:00:28] - Tak jest. Ja się oczywiście jak zwykle przyłączam do słów i próśb pana Marka, a póki nikt do nas nie zadzwonił, to przejdźmy do komentarzy. Mobilek1 pisze: „Sławku, nawiązując do tego, co mówisz, wygląda na to, że ludzie są zagubieni z kilku powodów. Między innymi to, że są napełnieni lękiem i strachem, konserwatyzmem społecznym oraz brakiem wyznaczania sobie celów w życiu.”Emobilku, myślę, że powodów, dla których ludzie są zagubieni jest całe mnóstwo. Głównym powodem zagubienia ludzi, którzy zaczynają się kierować w życiu świadomością jest między innymi to, że trzeba podzielić. Nie ja to dzielę, tylko ten podział istnieje samoistnie, bo to, o czym mówiłem, co się działo z ludzkością przez tysiąclecia, to było życie podświadomością, wzorcami podświadomości. I wtedy tych dylematów ludzie nie mieli. Bo jak się urodził w jakiejś wiosce, gdzie od dziecka widział, jak mężczyźni chodzą na wojny i zabijają swoich znajomych z sąsiedniej wioski tylko dlatego, żeby mieć więcej terenów, to dla niego ten wzorzec w podświadomości zapisany, że tak trzeba, nie był niczym dziwnym. On się nie zastanawiał nad tym, dlaczego zabija. To było dla niego naturalne zjawisko, tak jak to, że słońce wschodzi i zachodzi i że zimą pada śnieg.
Więc życie podświadomością, to, o czym nawet rozmawiałem ostatnio ze swoim kolejnym serdecznym kolegą, jest prostsze, ponieważ człowiek się nie zastanawia nad tym, czy coś jest dobre, czy coś jest złe. W momencie, kiedy przechodzimy na tryb życia świadomością, kiedy zaczynamy mieć świadomość tego, że to, co robię, może być krzywdzące dla innej osoby, zaczynają się pojawiać dylematy, zaczynają się pojawiać problemy z ustaleniem granicy, do którego momentu moja wolność, moja miłość, do którego to działa, w którym zaczynam wchodzić w zakres drugiego człowieka. Nic nie muszę, bo w momencie, kiedy człowiek wie, że musi, to robi. Natomiast w momencie, kiedy wie, że nie musi, to zaczyna się zastanawiać, co chce. I my jesteśmy właśnie w takim momencie życia jako ludzie w krajach cywilizowanych, że my nic nie musimy. Przez tysiące lat nikt nie dawał nam możliwości wyboru i zastanowienia się nad tym, co my byśmy chcieli. Musieliśmy. Jako niewolnik musieliśmy to, jako następca tronu musieliśmy to, jako służąca na zamku musieliśmy to, jako żona musieliśmy tamto, jako chłop musieliśmy tamto. I nikt nie pytał nas, na co my mamy ochotę. Nikt nie pytał rolnika, czy ma ochotę iść na studia i czy może zechciałby zostać menadżerem albo lekarzem na zamku króla.
Nikt nikogo o nic nie pytał. Dlatego mówię o tym podziale ludzi, którzy w dalszym ciągu żyją podświadomością i oni się nie zastanawiają, oni nie mają dylematu. Ja mówię o tej grupie ludzi, którzy zaczęli do swojego życia wpuszczać swoją świadomość, swoją duszę, pozwalając jej sugerować, podpowiadać o tym, co mamy robić, co chcemy robić. Więc ty, Emobilku, bardziej mówisz o ludziach przepełnionych lękiem, strachem, konserwatyzmem społecznym i tak dalej. Ci ludzie dalej kierują się w swoim życiu podświadomością. Oni nie mają dylematu. Dylematy mają ludzie, których świadomość jest większa i silniejsza od podświadomości. Radek pisze: „Witam. Mi przebudzenie dało zrozumienie, dlaczego nie warto popełniać samobójstwa. A powiem szczerze, że nie raz o tym myślałem.
Sam chodziłem do klasy z dwoma kolegami, co się zabrali z tego świata skacząc”. Radku, powiem ci szczerze, to w tej grupie osób, u których nastąpił jakiś przełom. Cieszę się, że zaliczasz się do tej grupy ludzi, którzy doświadczyli tego w pozytywny sposób. Bo często niestety te doświadczenia, które nas wyrywają z letargu podświadomościowego, są negatywne. Aczkolwiek domyślam się, że twoje życie nie było ani radosne, ani przyjemne, skoro takie myśli chodziły ci po głowie. Ale tym bardziej się cieszę, że jesteś dzisiaj z nami. Emobilek widzę tutaj zaczyna swoją walkę z systemem. „Obowiązujący system, który zrobił z ludzi niewolników oraz zdemoralizował do takiego stopnia, że lepiej wychodzi się na kłamstwie i fałszywości niż na prawdzie i tolerancji. Co innego znaczy uczciwość i sprawiedliwość międzyludzka, a co innego ludzi wobec władzy. To drugie to system nakłada łatki na poszczególne grupy społeczne i traktuje każdego innego z osobna.
Nie dziwię się temu zjawisku, dlatego, że większość ludzi to zwierzęta, które są w stanie zrobić krzywdę innym po to, aby tylko przetrwać”. Emobilku, powiem ci tak.Piszesz o czymś tak, jakbyś nie słuchał tego, co ja powiedziałem. Jak można narzekać na to, co jest teraz, skoro sto lat temu było dużo gorzej? To jest trochę w myśl takiej zasady: jak ktoś chce narzekać, to będzie narzekał. Postęp społeczny, postęp cywilizacyjny w sensie ewolucji świadomości, mentalności i tak dalej w społeczeństwie jest kolosalny, a ty dalej narzekasz. Ja rozumiem, że do doskonałości nam jeszcze daleko i fajnie, i trzeba o tym mówić i dążyć, i szukać sposobu. Natomiast takie tylko narzekaństwo to jest wołanie do swojej duszy: pozwól mi doświadczyć. Ściągnij na mnie doświadczenia, które pokażą mi, że może być jeszcze gorzej, żebym w końcu przestał narzekać. À propos tego, jak przekazywać wiedzę czy jakieś mądrości, czy filozofię ludziom bez mówienia o duchowości. Przez wiele lat, zresztą nadal używam tego, bo lubię, używam różnego rodzaju przypowieści bądź dowcipów do przekazywania mądrości.
Po pierwsze, dowcip poprawia nastrój ludziom, więc jest taką przyjazną formą, a jednocześnie przemyca pewnego rodzaju mądrość. Ja starałem się w swoim życiu te dwie formy ze sobą łączyć i dlatego też pozwolę sobie wykorzystać to w dzisiejszej audycji. Była taka przypowieść żydowska, jak Nicek i Salkie przyszli do rabiego i mówią: „Rabi, jak żyć? Jedna izba, nas dwoje, szóstka dzieci i jeszcze teściowa. Nie da się po prostu żyć. Co my mamy robić?”. Rabi tak na nich popatrzył, mówi: „Kupcie sobie kozę”. I oni tak nie za specjalnie wiedzieli, o co chodzi, ale rabi powiedział, więc trzeba kupić sobie kozę. Kupili tę kozę. Zaczął się armagedon.
Bo nie dość, że liczba mieszkańców się nie zmieniła, to jeszcze do tego koza, która załatwiała swoje potrzeby, gdzie chciała. W dodatku kozy są szkodne, bo wpieprzają wszystko, co się da. Więc co tylko jeszcze w domu było całe, zostało przez tę kozę wyskubane, oskubane albo pożarte. Więc poszli z powrotem do rabiego, mówią: „Rabi, po prostu armagedon. Ta koza to był najgłupszy pomysł, jaki mogliśmy zrobić. Co my mamy robić? Nie da się wytrzymać. Wszystko w domu zniszczone, dzieci nie śpią, koza beczy. Nie dajemy już rady”. Więc rabi powiedział: „Okej, to zabijcie kozę, zróbcie uroczysty obiad i przyjdźcie do mnie za tydzień”.
I tak zrobili. Zabili kozę, gotowali obiadu, napieprzali się wszyscy zadowoleni, szczęśliwi. Tydzień bez kozy, po prostu niebo na ziemi. I za tydzień przychodzą i mówią: „Rabi, bardzo ci dziękujemy, że dałeś nam dobrą radę”. Więc jak się domyślacie, chodzi mi o to, że narzekamy, bo się przyzwyczailiśmy do narzekania. Dopiero jak coś się wydarzy, co pogorszy komfort naszego życia, dopiero zaczynamy tęsknić za tym, co było wcześniej i zaczynamy to doceniać. I wtedy usilnie dążymy do tego, żeby przywrócić ten stan i wtedy jesteśmy szczęśliwi. Więc Emobilku, to było tak bardziej pod twoim kątem, że jednak dużo takiego negatywizmu jest w twoich wypowiedziach. Natomiast uwierz mi, że było dużo gorzej i teraz jest dużo lepiej. Więc może tak nie przesadzaj z tym narzekaniem, bo będziesz sobie musiał kupić kozę.
Adam pisze do Emobilka: „Zależy, do czego porównujesz nasz obowiązujący system. Ja twierdzę, że dopiero próbujemy wypracować coś lepszego niż jest teraz, ale nigdy wcześniej nie było tutaj na ziemi lepiej”. I właśnie to się nazywa umiejętność postrzegania. I dziękuję ci, drogi Adamie. Dokładnie zgadzamy się w tym. Nigdy wcześniej na ziemi nie było tutaj lepiej.
[01:12:51] - Wygląda na to, że będziemy mieli teraz słuchacza telefonicznego.
[01:12:54] - Wow!
[01:12:56] - Halo, Radio Paranormalium. Czy się słyszymy?
[01:12:59] - Tak. Dzień dobry, kłaniam się serdecznie. Słychać mnie dobrze?
[01:13:03] - Bardzo dobrze.
[01:13:04] - Tutaj Kazimierz z poprzedniej audycji się kłania.
[01:13:07] - Witam panie Kazimierzu.Witam serdecznie
[01:13:11] - Okej, to ja może zdejmę słuchawki, bo teraz zaczynam słuchać ze słuchawek. Dzień dobry, kłaniam się. Postanowiłem, że zadzwonię dla zachęty innych, bo tak nikt nie dzwoni, a chciałbym, żeby więcej ludzi dzwoniło, więc dlaczego nie ja? Może taki dobry przykład dam. Chciałbym się odnieść, jeżeli można, do dwóch rzeczy, ale najbardziej do jednej, którą powiedział pan Sławek. Mianowicie do tego, że jesteśmy niesamowicie zagubieni w naszym życiu. I chcę tak powiedzieć z własnej obserwacji, bo myślę, że takim podstawowym problemem, który mamy, to szukanie własnego komfortu. Chcemy żyć jak najbardziej wygodnie. Stronimy przed wszystkim, co złe. Słuchamy sobie o różnych złych wydarzeniach na świecie i sobie myślimy: „Oby to nie my kiedyś.
Oby żadna choroba nas nie doświadczyła, żadna tragedia, zbrodnia czy jakiś wypadek”. A mnie się właśnie wydaje, że my najwięcej w tej całej duchowości doświadczamy wtedy, kiedy właśnie coś się dzieje. Kiedy nie siedzimy na przysłowiowych czterech literach, nie siedzimy na przykład przed komputerem, ciągle coś robiąc, załatwiając swoje sprawy. Żyjemy bardziej otwarcie, bardziej aktywnie wśród ludzi i doświadczamy także innych ludzi. Chcę tutaj podzielić się taką moją myślą. Ostatnio mnie złapała, ponieważ o dziwo wróciły mi takie moje dolegliwości specyficzne, które są bardzo interesujące dla mnie, bo pod ich kątem też sporo się uczę. Mianowicie mam coś takiego jak zespół jelita drażliwego. To jest bardzo nieprzyjemna rzecz, ponieważ czasami mam wrażenie, że dosłownie umieram. To są objawy typu, że zaczyna mnie piec, boleć w najróżniejszych dziwnych miejscach brzucha i niestety robi mi się słabo. Czasami muszę się położyć, czasami nie mogę oddychać, czasami się pocę jak dziki, jakbym po prostu za chwilę miał zejść z tego świata.
Niesamowicie się tego bałem zawsze. To było takie uczucie, kiedy pojawiał się strach i ten strach wzmacniał to wszystko, co mi się działo do tego stopnia, że być może nawet nie byłem na granicy tego zejścia, chociażby na zawał ze strachu. I ostatnio, kiedy mnie to znowu złapało, pomyślałem sobie o tym, co napisałem, co przeczytał pan Marek w zeszłej audycji i pomyślałem sobie: „Kurczę, ja tak się strasznie boję tego typu problemów, że coś mnie tam złapie, będzie boleć, zaraz być może akurat zejdę albo być może to boli naprawdę. W sensie, że nie wiem, jakiś wyrostek, cokolwiek się tam dzieje, nerki i tak dalej”. Ale pomyślałem sobie, że ja przecież nie wiem, być może coś jednak jest z tych rzeczy mi zaplanowane. I kiedy sobie uświadomiłem, że niektóre rzeczy rzeczywiście mogą być poza moją wiedzą, poza moim planem, kompletnie przestałem się bać. Kompletnie przestałem się bać i uświadomiłem sobie, że pomimo tego, że przez całe życie próbowałem różnych rzeczy, jak telekinezy, różnych doświadczeń OBE, różnych medytacji. Zresztą mam zamiar z panem Sławkiem pewne doświadczenie wykonać zdalne, to swoją drogą. Pomimo że niby doświadczyłem wielu niesamowitych rzeczy, to kompletnie to mi nic nie dało, jeżeli chodzi o moją duchowość. Nawet mając świadomość tego, że doświadczyłem na przykład bytów zewnętrznych, takich bytów niewidzialnych, to kompletnie nie wpłynęło na moją duchowość.
I dopiero w samym sobie, kiedy własne lęki, sam skonfrontowałem się ze sobą, zacząłem uważać, że się uzdrawiam. I jednocześnie bardzo wiele dały mi inne osoby. Najwięcej w swoim całym życiu nauczyłem się od innych osób. Poprzez ich tragedie, poprzez ich doświadczenia, poprzez ich problemy. I dopiero dzisiaj tak naprawdę odkrywam to wszystko w sobie. Tym się chciałem po prostu podzielić, bo to zagubienie mi się wydaje, że wynika z tego, że nie doświadczamy. Albo się chowamy za wszelką cenę, próbujemy jak najmniej mieć wspólnego ze światem, bojąc się, unikając, myśląc na przykład: „O mój Boże, muszę dobrze jeść, żeby mnie rak nie złapał. Muszę jakieś maski nosić”. Żyjemy w takim strachu i jednocześnie nie wiemy, dokąd to wszystko zmierza. Nie konfrontujemy się być może z tym celem, który w nas jest.
Nie wiem, jaka jest sytuacja, bo słyszę ciszę. Przepraszam.
[01:18:53] - Nie, panie Kazimierzu, ja, że tak powiem, robię sobie notatki, żebym nie zapomniał o tym, co chcę powiedzieć i nie chcę panu przeszkadzać.
[01:19:04] - Ja bardzo przepraszam, bo ja cały czas tak lekko słyszę na słuchawkach i ja nie wiem, czy ja mówię do ściany, a na antenie jest inna dyskusja.Nie, jest wszystko w porządku. Ja pana słucham.
[01:19:16] - Okej, super.
[01:19:18] - W takim razie ogólnie sam u siebie widzę kompletny brak aktywności. Ten brak aktywności, czyli bardzo mało ludzi wokół mnie, bardzo mało doświadczania wszystkiego, co wokół jest. I druga rzecz padła odnośnie wychodzenia do ludzi w sensie takim, żeby ich uduchawiać? To było takie określenie? Otwierać na duchowość? Jak to było na początku?
[01:19:56] - Właśnie, ja jestem przeciwny metodom narzucania duchowości innym ludziom.
[01:20:05] - Właśnie. I pomyślałem też, że to, w jaki sposób my będziemy uduchowieni, w jaki sposób my zaczniemy aktywnie w tym naszym rozwoju uczestniczyć. Aktywnie, nie na zasadzie bierności. To znaczy, jeżeli doświadczam czegoś w sobie, to warto to przekuć na pewne, może nie zasady życiowe, ale obrać pewne kierunki. I jeżeli my będziemy przykładem dla innych ludzi, czyli nie będziemy mówić, dyskutować, słowami próbować ludzi uczyć, a poprzez bycie, poprzez sam własny rozwój, to myślę, że najwięcej rzeczy zrobimy. Bo często się zdarza, że uczestniczymy w różnych dyskusjach bezcelowo kompletnie, ponieważ każdy ma własne zdanie. To jest ten problem. I właściwy moment na dyskusję pojawia się wtedy, kiedy w tej całej naszej mądrości nagle nie wiemy, co zrobić. Czyli byliśmy mądrzy przez całe życie, nagle nie wiemy, co zrobić. I to jest jedyny taki moment, kiedy rzeczywiście uważam, że warto z kimś porozmawiać na zasadzie wsparcia.
A tak to myślę, że poprzez bycie warto być takim przykładem, bo ja przez całe życie rozwijałem się poprzez obserwację innych ludzi. Oni kompletnie nawet nie są świadomi tego, ile mnie nauczyli. Ja po prostu zaobserwowałem i zacząłem bardzo długo nad tym myśleć, ponieważ to było dla mnie fascynujące. I myślę, że to prowadzi do rozwoju duchowego. Być może jego początek jest w takiej potrzebie rozwoju tutaj, żeby nam się tutaj żyło lepiej, żeby tutaj było fajniej, żeby tu mieć więcej pieniędzy, żeby tu mieć lepszy dom, żeby tu mieć lepszą rodzinę. I po kolei idąc, krok za krokiem, w pewnym momencie dochodzimy do tego, że ciągle to nie to. I że wspólnym mianownikiem wszystkich ludzi, których obserwowaliśmy, było zupełnie coś innego, coś niematerialnego, coś znacznie bardziej cennego. Co żeby zdobyć, musimy zajrzeć w siebie, musimy popracować nad sobą, żeby chociażby zmienić swoje słownictwo, sposób patrzenia na świat. Kiedy wstaję rano, nie myślę: „Ojejciu, znowu deszcz. Ojejciu, znowu upał.
Ojejciu, znowu zimno”. Z każdej pogody się cieszyć. Taki początek, pierwsze kroki. I myślę, że to zagubienie jest stąd, że my bardzo weszliśmy w taki... Ja uważam inaczej niż pan Sławek, że mnie się wydaje, że zawsze byliśmy uduchowieni, tylko że dzisiaj mamy tę możliwość, aby szukać lepszego komfortu w życiu. Kiedyś albo się żyło w miastach i trzeba było robić w fabrykach, ciężka praca, robić w fabrykach, w kopalniach albo rano wstawać i robić na wsi. Człowiek nie miał za bardzo czasu na przemyślenia, brał to, co jest najłatwiejsze. Zawsze się zastanawiał, dlaczego tak się dzieje. Tak mi się wydaje. Dzisiaj mamy więcej czasu, mamy jednak łatwiejsze to życie i mamy tę możliwość, aby to życie sobie bardziej układać pod siebie, bardziej szukać komfortu, lepsze mebelki, wygodniejsze łóżeczko, lepszy komputer, lepsze tamto.
Być może odnieść jakiś sukces, żeby inni nas zauważyli, docenili, żeby świat gdzieś tam o nas usłyszał. Pojawiają się różni eksperci, którzy chcą nas uczyć sukcesu, tacy trenerzy. I mnie się wydaje, że to zagubienie w tym jest, że poszliśmy w ten materializm, żeby się dobrze ułożyć tutaj. I rzeczywiście też poprzez taką pracę nad pewnymi naszymi, jak my to uważamy na tym etapie, wadami, żeby tego się pozbyć, tamtego się pozbyć, wtedy będę odnosić sukces. Ale poprzez pozbycie się, odrzucanie my nie rozwiązujemy problemu. To jest jak łykanie tabletki. To znaczy łykam tabletkę, żeby nie bolało, choć przyczyna bólu ciągle jest. To są moje takie przemyślenia.
[01:24:41] - Walka ze skutkami, a nie z przyczynami.
[01:24:44] - Dokładnie. To jest to samo. Walka z objawami.
[01:24:51] - Okej, dobra. Pana słucham, tu robię notatki. Ale wiem.
[01:24:57] - Tylko moje przemyślenie jeszcze drugie chciałbym się wtrącić, panie Sławku, ponieważ z jedną rzeczą się kompletnie nie zgadzam, ale to akurat jest uzasadnione, ponieważ wszyscy to mylą. I pan mi wszedł na konika mojego i chciał odjechać na nim.Więc ja się tutaj troszeczkę zupełnie nie na temat, ale wcisnę. Pan powiedział bardzo fajną rzecz, mega fajną. Jestem zszokowany, ponieważ ja ogólnie bardzo się zainteresowałem czymś takim jak prawo. Nie studiowałem prawa, zainteresowałem się tym. Pan pięknie powiedział, że prawo jest podzielone na literę prawa. Powinno być podzielone na literę prawa i na ducha. Dał pan świetny przykład. Tylko chciałbym zwrócić jedną uwagę, że niestety w błędzie jest pan mówiąc, że tak funkcjonuje prawo. Niestety nie, w żadnym kraju już tak nie funkcjonuje.
Mamy tylko literę, bo gdybyśmy faktycznie mieli ducha, to nie byłoby problemu. Tak jak w tym pańskim przykładzie człowiek, który koło tej szkoły jedzie osiemdziesiąt kilometrów na godzinę, wcale by nie musiał popełniać przestępstwa czy wykroczenia, ponieważ mogłaby być noc. Więc ten duch prawa na zasadzie ochrony dzieci, żeby nie wpadały pod samochód, by nie działał, bo w nocy tam dzieci nie ma, więc niestety tego nie ma. My żyjemy tylko pod literą. Szkoda, że to zostało odrzucone i skutecznie się trzymają ustawodawcy z dala od tego. No niestety żałuję, ale tylko chciałem na to uwagę zwrócić.
[01:26:28] - Ale to ja powiedziałem. Nie, tutaj już muszę wejść, bo mi się wydaje, że ja właśnie dokładnie to miałem na myśli, że nie stosujemy się, nawet prawnicy nie stosują się.
[01:26:40] - No ale, bo nie ma tego.
[01:26:41] - Nie rozumieją ducha prawa, tylko kierują się literą prawa.
[01:26:46] - Paranojas polega na tym, że w ogóle nie istnieje zapis ducha prawa, bo rzeczywiście powinno być, że my wprowadzamy ten przepis dlatego, z tego powodu i kropka. I pierwszą rzeczą, kiedy dochodzi do złamania litery prawa, to sprawdza się, co mówił duch. Jeżeli jest wykroczenie przeciwko duchowi, to wtedy działa litera. Jeżeli nie ma wykroczenia przeciwko duchowi, to litera nie działa. Tego po prostu nie ma. Jest wyłącznie litera. Kiedyś rzeczywiście było na początku lat dziewięćdziesiątych jeszcze się pisało, po co ustawa i ustawa jest wprowadzana. Mało tego, też pisano, skąd się weźmie pieniądze na ewentualnie to, co chcemy zrobić, ale już niestety jest pisanie, co komu do głowy przyjdzie i nikt się nawet nie zastanawia po co, dlaczego. I później wychodzą z tego jaja. A rzeczywiście prawnicy o tym wiedzą, bo są na pierwszym roku studiów uczeni o tym, że dawno ktoś wpadł na to, żeby to podzielić na literę i na ducha.
Ale niestety żyjemy w systemie litery.
[01:27:57] - No ja miałem okazję, że tak powiem, rozmawiać z prawnikami na ten temat. Też nie jestem prawnikiem i stąd, że tak powiem, też takie moje niezadowolenie, że nawet z prawnikiem nie można na ten temat porozmawiać i że on sam wydając wyroki nie rozumie tego, że właśnie myśl ducha prawa ktoś nie popełni wykroczenia.
[01:28:23] - Tak, tylko on nie może. Oni nie mogą. Właśnie to jest ten taki cały dowcip. Kiedy coś się dzieje, to prawnik wychodzi, gimnastykuje się, że mój klient zrobił to dlatego, bo to nie ma znaczenia w systemie, jeżeli w literze nawet zrobi tą gimnastykę, że w ogóle nie wchodźmy w ten temat. Po co? To jest temat radosności.
[01:28:45] - Słusznie. W zasadzie wyczytał pan to w moich myślach, panie Kazimierzu.
[01:28:50] - No właśnie, to już inny temat. Wróćmy do tego pierwszego. Ja tylko zaznaczyłem, bo to był mój konik. Musiałem go odebrać.
[01:29:00] - Nie no jasne. Ja mam swojego, a na dwóch koniach jeździł nie będę.
[01:29:07] - Dokładnie.
[01:29:08] - Przepraszam za chęć zawłaszczenia.
[01:29:12] - Dobra, to ja dziękuję bardzo. Powiedziałem, co chciałem i zachęcam innych do dzwonienia, bo naprawdę warto. Lepsze niż komentarze. Myślę, że jakby się okazało, że w końcu nam się uda mieć po kilku dzwoniących, to myślę, że każdy telefon później mógłby być taką pozytywną prowokacją dla następnego i moglibyśmy też dużo osiągnąć w ten sposób. Wzbogacić jeszcze bardziej, bo tak to tylko pan Sławek się próbuje nam wysilać dla nas bez naszego większego udziału, poza komentarzami. A to jest dość trudne nadążać za komentarzami czasami. Warto się odnieść.
[01:29:52] - Jest to trudne. Ja zdecydowanie wolę rozmowy na żywo. Zresztą ci, którzy ze mną rozmawiają, to widzą też, że ja jestem troszeczkę taki inny w rozmowie niż w tych komentarzach. A komentarze tak całkowicie się zgadzam. Są taką bardzo fajną formą, wygodną wywołania mnie do tablicy i powiedzenia, że ja sobie coś powiem, a niech się tam Sławek teraz poci. Także całkowicie się tutaj z panem zgadzam, że jednak ta konfrontacja na antenie wymaga troszeczkę więcej odwagi i też nie jest już taka— to jest takie wyjście ze strefy komfortu, jak to niektórzy mówią.
[01:30:32] - Tak, dokładnie. Dlatego ja sobie pozwolę, jeżeli można, co pewien myślę, że tak, co pewien czas podzwonić, żeby prowokować, zachęcać, pokazywać pozytywnie, pozytywnie prowokować, zachęcać. Może więcej ludzi zacznie chętnie dzwonić, bo tutaj widzę trzydzieści osiem osób u mnie. Widzę zawsze spore osób może dzwonić, a reszta pięćset reszty to sobie odsłuchuje później i być może też stwierdzi: „A tak rozmawiają, to może będziemy na żywo w końcu to słuchać”.
[01:31:02] - Może sam siebie słyszy, prawda?
[01:31:04] - Trzydzieści osiem osób pokazuje chyba tylko licznik na YouTubie, bo też słuchają nas na strumieniu radiowym i na drugim kanale. I jest nas łącznie wszystkich osiemdziesięciu jeden.
[01:31:17] - A to pan, panie Marku, jest magik. Widzę. Okej, to w kilku miejscach jesteśmy. Dobrze.
[01:31:23] - Trzykrotnie zwiększyliśmy zasięg tylko jednym komentarzem pana Marka. Panie Kazimierzu, jakby pan został jeszcze trochę na linii, bo ja bym się tutaj z chęcią odniósł do bardzo fajnych wątków, to może byśmy sobie na ten temat podyskutowali, żeby też nie było tych monologów, bo myślę, że-
[01:31:42] - Ależ oczywiście.
[01:31:43] - Słuchaczom pewnie bardziej się podobają dyskusje niż monologi. A ja tutaj tak mówię, wypunktowałem sobie coś, nazgrałem na kartce. Pan wspomniał o swojej chorobie i o swoich dolegliwościach i poruszył pan, wbrew pozorom, bardzo fajne wątki, o których warto też słuchaczom powiedzieć, że choroba jako choroba jest objawem, to już ustaliliśmy, objawem pewnych stanów emocjonalnych, czyli jakichś tam problemów emocjonalnych. One się objawiają w naszym ciele fizycznym jako jakieś tam choroby, więc warto się zastanowić, jaki problem, jaka emocja może gdzieś tam we mnie siedzieć, która jeszcze nie została uwolniona, która powoduje takie boleści. I bardziej to mówię słuchaczom niż panu, bo pan już wie, że żeby te problemy rozwiązać, trzeba się zagłębić w samego siebie. I to jest następna niesamowicie fajna rzecz, którą pan powiedział i też zachęcam. To jest, kochani, jedyna droga. To jest jedyna droga. Pan Kazimierz tutaj też tak sobie w swoim spokojnym wywodzie dokładnie o tym powiedział, że jeżeli coś jest do rozwiązania, to jest to do rozwiązania tylko w nas. I też powiedział pan o tym lęku, który towarzyszy panu.
[01:33:22] - To jest taki somatyczny bardziej, prawda? Bo każdy poczuł się w sytuacji takiej, że nagle jego organizm słabnie, bo to są objawy naturalne dla jelit, bo jelita kompletnie nie są unerwione, za to potrafią każdy organ promieniować bólem na każdy organ. I wtedy boli nerka, boli tamto, siamto i czasami naprawdę dochodzi do takiej akcji, że odkrywamy właściwości naszego ciała. To znaczy nie wiemy, że jeżeli w jakimś miejscu coś się stanie, to nagle wzrasta ciśnienie krwi, nagle się robi człowiekowi gorąco albo spada ciśnienie krwi i robi się słabo. Reaguje cały organizm nagle na błahą rzecz.
[01:34:18] - No nie taką błahą.
[01:34:19] - Somatyczne lęki.
[01:34:22] - Źródło naszego pokarmu, jeżeli zostaje w jakiś sposób zachwiane, to cały organizm zaczyna czuć się zagrożony, tak? Bo jeżeli przestajemy dostarczać pokarm do organizmu, to organizm wie, że za chwilę umrze, nie? Natomiast chciałem zwrócić uwagę na inną rzecz. Że jeżeli pan zaakceptował pewne rzeczy, to przestał się pan bać.
[01:34:50] - Tak, dokładnie.
[01:34:51] - Tak pan powiedział. I to jest następna, kochani, wskazówka, o której też już kiedyś wspominałem, że każda emocja, która w nas siedzi, będzie prędzej czy później wymagała konfrontacji. Więc jeżeli jest w nas strach o coś, tak jak pan Kazimierz powiedział, że nie będzie tego, że nie będzie tamtego, że tego mi zbraknie, że tu się coś wydarzy, to jest dla nas informacja, że jeżeli będziemy ten strach pielęgnować, nie usuniemy go w jakiś sposób, czyli nie uzdrowimy tej emocji, to prędzej czy później ta sytuacja w naszym życiu się pojawi. Bo nawet te, które my nazywamy negatywnymi rzeczami, negatywnymi emocjami: strach, lęk, one mają zdecydowanie większą siłę oddziaływania i realizowania się niż te pozytywne. Ponieważ strach jest takim prawdziwym uczuciem. Jak się boimy, to potrafi nas sparaliżować ze strachu. To jest prawdziwe uczucie. Jak jesteśmy na kogoś wściekli, to jesteśmy wściekli od czubków palców po czubek głowy. Jesteśmy wściekli całym sobą.
[01:36:14] - To są bardzo cenne doświadczenia, bo uczą bardzo wyraźnie.
[01:36:22] - No właśnie, ale też właśnie przez to, że są takie prawdziwe, one nie są hamowane. Nienawiść jest niehamowana po prostu. Ona jak wyniknie, to jest niehamowana. Dlatego skala emocjonalna jest tak duża, że te strachy szybciej się w naszym życiu zrealizują niż te pozytywne rzeczy. Im mniej strachu, tym więcej miejsca na dobre rzeczy, na dobre doświadczenia. Natomiast chciałbym, żeby pan powtórzył jeszcze raz słuchaczom, w którym momencie ten lęk ustąpił.
[01:37:00] - Ten lęk ustępuje i tam lek jeszcze jest, bo to dopiero moja praca od tygodnia jest, bo pierwsza największa konfrontacja z tym wszystkim była poprzez tekst, który spisałem po prostu. I wtedy jeszcze kolejne rzeczy do mnie dotarły. Chociażby dotarło do mnie to, że kurczę, przecież być może jednak nie wszystko pamiętam. Być może coś jeszcze jest zaplanowane dla mnie, prawda? Więc głupio by było, jeżeli ja na przykład mam tracić czas na to, że się czegoś będę bał. A jeżeli jest to planowane, przepraszam, to będzie. A jeżeli nie jest planowane, to nie będzie.
[01:37:41] - To po co się bać?
[01:37:43] - Więc po co się bać? A jak będzie, to będzie i wtedy trzeba to wykorzystać. Proste. To jest pierwsza rzecz i to samo się odnosi zresztą wszędzie, bo czasami tak mamy, że podążamy za czymś na siłę. Czasami nam brakuje na przykład pieniędzy. I kiedy nam się wydaje, że już wszystko się ułożyło, nagle się samochód psuje i 2000 w plecy i tych pieniędzy znowu nie ma. To coś nam mówi, że nie tędy droga, bo jeżeli coś mamy się nauczyć, to bez względu na to, co my zrobimy, i tak będzie to, co miało być. My możemy tylko z tym walczyć. To będzie walka ciężka i nieskuteczna. Albo możemy się zastanowić, o co w tym wszystkim chodzi.
A jak się zastanowić, to tylko i wyłącznie każdy może to zrobić poprzez wgląd w samego siebie, poprzez ocenę. Chociażby, co doprowadza do tego, że ciągle mi czegoś brak, czego mi ponoć brak. Bo być może właśnie-
[01:38:47] - Poczucie braku na pewno tak.
[01:38:50] - Bo być może my przerzucamy, bo to jest coś takiego, jakby ludzi zapytać. Bardzo często takie coś mamy, że ludzie chcieliby mieć piękny dom, piękną żonę, rodzinę, dzieci i tak dalej, i tak dalej, czy pięknego męża, rodzinę, dzieci. Dlaczego? Dlatego, bo tak wszyscy kojarzą sobie dom. Tak wszyscy kojarzą sobie rodzinę, że mają własny dom z ogródkiem i tak dalej, i tak dalej. A prawdopodobnie wszyscy tęsknią za emocjami, które są w środku, za tym ogniskiem. Więc podążanie za samym obrazem jest jak podążanie za pieniędzmi. Więc pytanie, czego nam brakuje, że my dokładnie idziemy za substytutem i to ciągle się wywala. A właśnie być może tego mamy się doświadczyć i tego mamy się nauczyć. Mamy odnaleźć to, czego nam brakuje, a nie na siłę podążać za substytutem albo na siłę walczyć z czymś, czego się boimy.
Tak jak w moim przypadku było to, że coś mi tam będzie większego, mniejszego i tak dalej.
[01:40:01] - To jest trochę tak, substytut bardzo podoba mi się to słowo, ale to jest trochę tak, ja to nazywam samospełniającą się przepowiednią. Jeżeli do czegoś bardzo mocno przywiązujemy uwagę, koncentrujemy swoje emocje, myśli, to jakby przyciągamy to, chociaż słowa tego też nie za specjalnie lubię, ale tworzymy potrzebę konfrontacji się z tym.
[01:40:25] - Ja tak na przykład à propos, tak z ciekawości mogę. Jeżeli ktoś na przykład ma jakieś marzenie. Bo ja tak kiedyś à propos właśnie tego błędu w wyszukiwaniu tych swoich właściwych celów, to ja słuchajcie, miałem kiedyś takie fajne marzenie. Dlatego mówiłem o tym domu. Chciałem mieć dom, chciałem mieć rodzinę, chciałem mieć dzieci. I zrobiłem proste doświadczenie. Usiadłem sobie na łóżeczku i zacząłem sobie to wyobrażać, jakby to było mieć. I co się okazuje? Co się okazało? Za każdym razem jedyna różnica co do mojego życia aktualnego była taka, że miałem dom, że miałem żonę i miałem dzieci.
To była jedyna różnica. Nic poza tym się nie zmieniało. Ja nie wiedziałem, co w tym domu robić, jak funkcjonować, jak ogarniać swoje własne życie, jakim być. Nie potrafiłem inaczej żyć. Byłem dalej sobą, z tą różnicą, że miałem dom i tak dalej i w zasadzie to wszystko. I uświadomiłem sobie, że to nie może być cel. Bo jeżeli to jest cel, to zmienia się całe życie, całe myślenie. Więc próba wyobrażenia sobie, że zrealizowałem ten cel kompletnie nic mi nie dawała. To mi dało właśnie do myślenia i szukania gdzieś indziej. I wtedy zrozumiałem, że tym elementem nie jest ta fizyczność, tylko to, czego mi faktycznie po realizacji nadal brakowało, czyli odkrycia tego, co jest najbardziej fascynujące w relacjach między ludźmi, w tym cieple ogniska, w zrozumieniu jednego człowieka w rodzinie, z drugim człowiekiem w rodzinie.
Tego mi brakowało. I pojawił się właśnie taki standardowy, wygodny, najprostszy substytut w postaci wizerunku domu. No bo chcesz dom, to dąż do domu. I my możemy czasami mieć dobry kierunek, ale w zasadzie zły cel.
[01:42:32] - To znaczy ja bym tego tak nie nazwał. Jak mieliśmy audycję między innymi o afirmacjach, ja też opowiadałem o takim swoim marzeniu sprzed trzydziestu lat, które później zrozumiałem właśnie tak jak pan, że mi się zrealizowało. Tylko że ja zapomniałem w tym marzeniu o sobie. Czyli pojawiła się taka wizja, jak to ja swoją osobą uszczęśliwiam innych. Mi się wydawało, że też chodziło o jakąś pracę zawodową, o pieniądze, o jakieś korzyści materialne i tak dalej, i tak dalej. Natomiast u podłoża tego wszystkiego była moja chęć uszczęśliwienia innych. I to wszystko się zrealizowało. Ja tą pracę lepszą dostałem, tylko na skutek tej pracy narobiło mi się mnóstwo kłopotów. Wszyscy wkoło mnie byli szczęśliwi. Ten kupił to, tamten załatwił to, ten wybudował sobie dom i tak dalej, i tak dalej, a ja zostałem z długami i z problemami.
I ja wtedy właśnie powiedziałem, że w afirmacjach... że afirmacje potrafią być wielką pułapką, jeżeli nie potrafimy ich precyzyjnie określić.
[01:43:54] - Zgadzam się, tylko ja nie mówię w ogóle o afirmacji.
[01:43:58] - Znaczy o marzeniu, tak?
[01:44:00] - Nie, o dążeniu, bo każdy w jakiś sposób coś rozumie. Ja mówię o takim ogólnym celu, który sobie stawiamy. Młoda dziewuszka może mieć marzenie: mieć wspaniałego męża i dzieci. I to jest ten problem, ponieważ czasami marzymy sobie coś, co rozumiemy jako pewien idealizm. I poprzez to, że robimy bardzo duży skok nad przepaścią, żeby dążyć do tego idealizmu, to pomijamy mentalnie i świadomościowo tę przepaść. A ta przepaść to na przykład nasza niezdolność do nawiązywania tych relacji. I w momencie, kiedy nawet będzie miała męża, kiedy nawet będzie miała dzieci, okaże się, że to nie jest tak, jak chciała, żeby było, ponieważ nie ma kontaktu z tymi dziećmi.
[01:44:55] - Rozum.
[01:44:56] - Rodzinę zrozumiała jako: mam dom, mam męża, jest nam fajnie. A pominęła to, że aby było fajnie, to jeszcze są pewne elementy i to te elementy ją doprowadzą, a nie, że ona zrobi wielki skok i: „Dobra, mam fajnego chłopaka, będziemy mieć dziecko, teraz kupujemy dom czy wynajmujemy dom i mam moje marzenie”. Krok po kroku, a nie wielkim skokiem. I to się odnosi do wielu innych. To nie afirmacja, rozumiem kwestię afirmacji, ale to, co sobie wyobraziłem, to tylko jest eksperymentem, do którego zachęcam, żeby każdy przez chwilę sobie wyobraził, co się zmieni, jak zrealizuje swój cel. Czy będę inny? Czy będę potrafił inaczej się zachowywać? Czy cokolwiek zmieni to w moim życiu, że będę inny niż na co dzień, inaczej funkcjonował? Do innej pracy chociażby chodził. Wszystko.
Co się zmieni? Zastanówmy się, bo być może ten obraz to jest to, co najprościej nam przychodzi do głowy, żeby wytłumaczyć naszą wewnętrzną potrzebę.
[01:46:05] - Te obrazy też często płyną z naszej podświadomości. Nie zastanawiamy się.
[01:46:12] - Bo nam się skojarzy po prostu i tyle.
[01:46:15] - Tak. Nie zastanawiamy się nad tym, jakie będą skutki. Że sam dom jako budynek nie daje poczucia ciepła, tylko muszą być tam ludzie, którzy to ciepło i te więzi stworzą. Czyli tak naprawdę u podłoża tego wszystkiego jest potrzeba miłości, ciepła, bliskości, zaufania i tak dalej. Ten substytut, o którym pan mówi, który nam się kojarzy z czymś pozytywnym, nie zaspokaja do końca naszych potrzeb, których jeżeli nie wejdziemy sami w siebie w głąb, tak naprawdę ich nie zrozumiemy. Będziemy marzyli o substytucie.
[01:46:57] - I pomimo tego będziemy ciągle walczyli o to marzenie w kółko, pomimo że będziemy tuż obok.
[01:47:05] - Ale teraz dobrze, już dobrze zrozumiałem pana przekaz?
[01:47:09] - Tak.
[01:47:12] - No to fajnie, to się cieszę. To ja jeszcze wrócę do jednej rzeczy, o której pan mówił, która jest bardzo ważna. Tylko sobie spojrzę na karteczkę, bo dwie rzeczy jeszcze chciałem poruszyć. Wspomniał pan, i to też oczywiście z mojego punktu widzenia bardzo mi przypadło do gustu, ponieważ jest dokładnie tym, o czym wspominałem w audycjach, że wszelkiego rodzaju doświadczenia duchowe: telekineza, OBE, telepatia i tak dalej. Pan to dzisiaj bardzo precyzyjnie ładnie nazwał: „nie rozwinęły mnie duchowo”. I to jest bardzo cenna informacja, bo to jest tylko doświadczenie, które ma często ludziom pokazać, to jest dowód dla nas samych, że życie duchowe w ogóle istnieje. I taki jest sens tego doświadczenia, bo prawdy o sobie w takim doświadczeniu nie znajdziemy. Prawdę o sobie znajdziemy w samym sobie i też w tych doświadczeniach nie zmienimy samych siebie, bo samych siebie możemy zmienić tylko w samych sobie. I żeby właśnie w ten sposób, o którym pan powiedział, podchodzić do tego typu doświadczeń. Jako: „Okej, może nie wierzyłem, że tam coś jest.
Może potrzebowałem jakiegoś dowodu, że w ogóle dusza istnieje, że istnieje jeszcze coś poza ciałem fizycznym i tak dalej. Dostałem ten dowód, ale skoro go już mam, skoro już wiem, skoro się upewniłem, to wracam do siebie i u siebie tam w środku robię teraz już porządki, ponieważ mam już pewność, że tam w tym środku coś jeszcze jest oprócz jelit, serca, nerki i wątroby”. Z mojego punktu widzenia i mam nadzieję też dla słuchaczy, którzy często mają poczucie bycia gorszym, bo ktoś tam lata, fruwa, zwiedza, ja tego nie umiem, tego nie robię, więc widocznie jestem jeszcze na kiepskim poziomie. Widocznie nie zasługuję na to. Widocznie jeszcze nie umiem. Czyli muszę pracować nad tym, żeby tego doświadczyć, bo to wtedy będzie świadczyło, że przeszedłem na wyższy poziom i tak dalej.
[01:49:39] - Dokładnie. Takie myślenie też ludzie mają. Dokładnie. I dlatego też to mówię.
[01:49:45] - Dobrze, bardzo się cieszę. I też bardzo się cieszę, że powiedział pan, że najlepszym sposobem na rozwój duchowości u innych osób jest dawanie przykładu. Czyli, bo ty jesteś taki uśmiechnięty, bo ty jesteś ciągle zadowolony, bo ty wyglądasz, sprawiasz wrażenie szczęśliwego. Co ty robisz, że masz taki fajny nastrój, tak? Co spowodowało, że jesteś dobrym człowiekiem, tak? Że jesteś fajny, lubiany, wesoły, sympatyczny, uśmiechasz się, potrafisz się cieszyć, mimo że sytuacja może nie do końca jest adekwatna. I wtedy to jest świetny powód, żeby powiedzieć o swoich poglądach, tak? Bo ja wierzę w to, bo ja wierzę w to, bo ja robię to, bo ja nie tracę czasu na przykład na zajmowanie się rzeczami, na które nie mam wpływu. Bo ja nie interesuję się życiem innych ludzi, tylko interesuję się życiem swoim. Mam takie poglądy, takie śmakie łakie.
Jestem tu i koncentruję się na tym, co jest w tej chwili. Nie żyję przeszłością, nie zastanawiam się nad przyszłością i tak dalej. To jest świetny i najlepszy sposób na to, żeby przekonywać ludzi do duchowości. Pokazywać samym sobą, że ta duchowość przynosi w życiu codziennym konkretne efekty. Powoduje to, że moje życie jest przyjemniejsze.
[01:51:20] - Wzbudza ciekawość u innych i to oni wychodzą, a nie my afiszujemy się i machamy chorągiewką: „Hello, hello”.
[01:51:30] - Tak. Chodźcie, ja wam pokażę.
[01:51:33] - Dokładnie.
[01:51:34] - Nauczę, ja was poprowadzę. Pójdźcie za mną, owieczki moje.
[01:51:38] - A tym bardziej, że jak tak się krzyczy, że: „Hello, hello, bo ja wiem”, to pamiętajmy, że my też upadamy i każdy nasz upadek, który jest taki uduchowiony, a pierwsza lepsza sytuacja i już się wyłożył. A jeżeli nie mówimy, jeżeli się wykładamy, ludzie też to widzą, ale wtedy patrzą się inaczej, jak postępujemy wtedy, kiedy się wykładamy.
[01:52:00] - Ja miałem takie swoje radosne chwile, że na przykład ludzie się grupowali, zbierali się w grupy, żeby mnie atakować. Czyli pojedynczo nie stawali ze mną w jakiejś szranki, że tak powiem. Natomiast jak się zbierała grupa trzech, czterech osób i jedna tam na przykład coś powiedziała, to natychmiast pozostałe osoby przyłączały się, wtórowały i wspierały go w udowadnianiu mi, że ja też popełniam błędy. I jeden taki jakiś błąd, który popełniłem, na przykład urastał do rangi niesamowitego wydarzenia i dawał ludziom satysfakcję, że ja nie jestem doskonały.
[01:53:00] - Bo to pan bez błędu zrobił, tak?
[01:53:02] - Tak. I to jest dopiero frajda, nie?
[01:53:04] - No.
[01:53:05] - To jest dopiero frajda pokazać, że tak powiem również jemu, że popełnia błędy, że nie jest taki doskonały, za jakiego się uważa, czy za jakiego chciałby uchodzić. Oczywiście to takie były też moje etapy właśnie tej błędnej drogi duchowej. Trwały bardzo krótko. Na szczęście dość szybko zrozumiałem, że to nie jest tędy droga. Więc doskonale, panie Kazimierzu, rozumiem tą zależność. Przetestowałem również to na sobie. Więc pozostaje mi dawanie przykładu i mówienie, że nie musicie szukać. Ja też mnóstwo błędów w swoim życiu popełniłem. Nie jestem doskonały. Przyznaję się do swoich pomyłek, przyznaję się do błędów i jest mi z tym zdecydowanie lepiej.
Nie muszę już teraz czekać, aż się ludzie zgrupują i jak popełnię błąd, to po prostu mówię: „Sorry”.
[01:54:21] - A ścieżki lecą, nie?
[01:54:23] - Tak jest. Nobody's perfect, jak mawiają młodzi ludzie.
[01:54:29] - Zgadza się. A co mnie akurat tak zastanawia najbardziej w tym wszystkim, co ja tutaj mówię i w tym, co ja mam jeszcze panu do przekazania mailowo i w tym, co panu napisałem w ostatnim mailu, to właśnie to, gdzie są granice tego, co powinniśmy mówić. To jest moje takie pytanie, które sobie sam zadaję, bo o ile pierwsze, co przekazałem, uważam, że jest wyjątkowo cenne i może się komuś przydać, bo tam są jakieś elementy, które mogą kogoś zastanowić, o tyle zastanawiam się, po co miałbym przekazywać informacje innego typu z moich doświadczeń. Tak się zastanawiam jeszcze. Nie wiem, może pan będzie w stanie się na antenie odnieść, czy pan jest w stanie teraz tak z czapy, z lotu, z biegu coś na ten temat powiedzieć? Czy dawanie tego typu relacji myśli pan, że faktycznie ma jakiś sens i czy realizuje jakiś cel? Czyli mam na myśli, że w życiu doświadczyłem tego, przypuśćmy paranormalnego w cudzysłowie. Tego doświadczyłem, żeby inni się dowiedzieli. Czy to ma według pana sens?
[01:55:47] - Panie Kazimierzu, ja po pierwsze wszystkie audycje już teraz robię z czapy, z biegu i z lotu. Zresztą tak jak to zadanie na komentarze. Między innymi to jest zaleta audycji na żywo, że ja na biegu wymyślam, znaczy nie wymyślam, udzielam odpowiedzi. Więc ja oczywiście sam czasami w niektórych audycjach hamowałem się przed mówieniem pewnych rzeczy i to słuchacze dobrze wiedzą, jakich tematów unikałem i dlaczego nie chciałem o pewnych tematach mówić. Więc całkowicie pana rozumiem, że nie wszystkie informacje muszą być ujawnione. Co prawda ja uważam, że słowa, które wypowiadam są słowami, które wypowiadam, natomiast każdy człowiek jest dorosły i też bierze na siebie trochę odpowiedzialności za to, co z tymi słowami zrobi, z tymi informacjami. Bo nie możemy decydować za innych ludzi, w jakim celu oni tych informacji użyją i co z tymi informacjami zrobią.
[01:57:21] - To oczywiste. Tak, to prawda.
[01:57:23] - Więc my czasami trochę próbujemy być przeodpowiedzialni.
[01:57:30] - Nie, tutaj nie ma kwestii odpowiedzialności, myślę, tylko bardziej kwestia taka, że jeżeli chcemy ludziom pokazać, że pewne rzeczy są, to czy rzeczywiście skoro my na przykład mamy taką świadomość, ja na przykład mam, że nie tędy droga, to nie chodzi o to, że nie chcę mówić, aby ludzie też nie szli, bo to nie ma większego znaczenia, bo jeżeli ludzie mają pójść, to i tak pójdą. Niech sprawdzą. Natomiast pytanie, czy to realizuje cel? Bo z jednej strony ja mogę powiedzieć coś, a potem ktoś powie: „Chwila, moment, bo gościu tutaj miał takie doświadczenia na jedną osobę trochę zbyt dużo”.
[01:58:21] - Nie, niech pan nie rozważa tego w ten sposób, bo tak na dobrą sprawę nie wiemy, przez jakie doświadczenia przeszli ludzie, którzy nas słuchają.
[01:58:39] - My też nie wiemy dokładnie.
[01:58:41] - Przeszli przez dużo więcej, a nie mówią o tym z różnych powodów. Nie każdy ma odwagę publicznie o tym mówić. Więc powodów może być całe mnóstwo. Ocena tego, czy to jest za dużo, czy to jest za mało, tego bym nie brał pod uwagę. Ja tylko czasami, nie mówiąc o pewnych rzeczach, chciałbym, aby też słuchacze włożyli w to odrobinę wysiłku, żeby sobie resztę na przykład dośpiewać, żeby resztę doświadczyć samemu. Żeby to nie było znowu takie podane na tacy, że tak po prostu jest i albo się z tym zgadzam, albo nie zgadzam. Pan to wie, ja to wiem, gros słuchaczy o tym wie, że zmiany dokonują się przez doświadczanie. Nie tylko przez posiadanie wiedzy. Można posiadać mnóstwo wiedzy i nie zrobić z tego żadnego użytku. Ta wiedza w żaden sposób nie będzie wpływać na nasze życie.
[01:59:52] - Dokładnie.
[01:59:53] - A jednak zetknięcie się zwłaszcza z tymi sferami duchowymi, w których panuje ten spokój, ta miłość, ta równowaga, brak potrzeby robienia czegokolwiek, to jest też doświadczenie związane ze światem duchowym. Także ja nie muszę nic robić. Tak na dobrą sprawę ja nie muszę nic robić. My tu podlegamy mnóstwu nacisków, jest na nas wykonywanych ze wszystkich możliwych stron, a raptem wchodząc w ten stan takiego duchowego spokoju, okazuje się, że my nic nie musimy. Poprzez takie doświadczenia. Takie doświadczenia zmieniają nasz sposób patrzenia. Nie wiedza o tym, że tak jest, tylko takie doświadczenia. Więc ja jestem za tym, żeby dawać dowody, żeby mówić, ale żeby to były też informacje, które będą trochę mobilizowały ludzi do tego, żeby spróbować zrobić to samemu, żeby pewne rzeczy spróbować przepuścić przez samego siebie, chociaż się otrzeć o to. Bo ja wierzę, że każdy człowiek jest w stanie to zrobić.
[02:01:23] - Tak, dokładnie. Dlatego też trochę się zastanawiam, ale to już inne rzeczy na maila, to wyśle na maila, inne rzeczy nie ma sensu tutaj dyskutować na antenie. To może tak finalnie jeszcze jedną rzecz tylko dopowiem na marginesie. À propos zeszłej audycji powiedziałem coś, co mi się nie spodobało. Chciałbym sprostować, bo powiedziałem, że powinniśmy żyć w taki sposób, aby w następnym wcieleniu było nam lepiej.To było głupie stwierdzenie, bo miałem kompletnie inną rzecz na myśli. Dlatego chciałbym teraz wyjaśnić, co miałem na myśli poprzez mówienie, żeby żyło nam się lepiej. Mianowicie uważam, że skoro jesteśmy tutaj po to, żeby zdobywać duchową mądrość, czyli nie wiedzę, którą zostawiamy jak coś tam i z nią nie wracamy tutaj, tylko po duchową mądrość, która staje się częścią nas, czyli karmy, którą my jesteśmy. To oznacza, że kiedy jesteśmy już takimi małymi dziećmi z powrotem, to pewne rzeczy przychodzą nam przez intuicję. I to jest ta mądrość. Intuicyjnie coś już wiemy, intuicyjnie potrafimy coś zrozumieć i nie potrzebujemy poczytać o tym w książkach albo doświadczyć tego jeszcze raz.
Wiemy, że na przykład dziecko widzi, że inne dziecko jest smutne, to podejdzie i je przytuli. Intuicyjnie pojawia się taka potrzeba zrozumienia, czyli coś przerobione w zeszłych wcieleniach przychodzi jako duchowa mądrość, która jest w nas dostępna. Pewne rzeczy stają się oczywistościami w jakiejś mierze albo bardzo łatwe do dojścia. Może troszeczkę musimy pobłądzić, ale na pewno nie bardzo. I to mam na myśli, że jest łatwiejsze, że nad pewnymi rzeczami nie musimy już tak bardzo się męczyć i pracować. Natomiast nie znaczy to, że same życie będzie łatwiejsze, bo nie wiadomo, jakie cele sobie postawimy. Być może wręcz przeciwnie, trudniejsze. Wyższe poziomy jazdy.
[02:03:42] - Podnosimy poprzeczkę. Natomiast bardzo mi się podoba jeszcze jedno, bo pan to nazwał duchową mądrością i może faktycznie lepiej to nazywać duchową mądrością. Ja to nazywam świadomością, bo w ten sam sposób interpretuję świadomość. Świadomość powoduje, że my już pewne rzeczy wiemy albo że pewnych rzeczy nie zrobimy, ponieważ już to przerabialiśmy. Wiemy, że to jest złe, że to jest negatywne, że to nic dobrego nie przynosi. Przeżyliśmy to doświadczenie, więc na przykład nie posuniemy się do zrobienia krzywdy drugiemu człowiekowi. Tak właśnie działa świadomość, czyli ta duchowa mądrość. Albo na przykład, że będziemy odruchowo i zupełnie bez żadnych ziemskich uwarunkowań i uzasadnień po prostu dobrzy dla innych.
[02:04:40] - Będziemy jacyś tam tak naprawdę, bo mówię, niedobór tej mądrości też może mieć wpływ. To wszystko jest karmą moim zdaniem. Karma to jest taki nasz całokształt. Więc jeżeli czegoś nie przerobimy, to też może być intuicyjne dla nas, że będziemy agresją reagować na coś.
[02:04:57] - Tak, poszukując doświadczenia.
[02:05:00] - Dokładnie.
[02:05:01] - Tak, ale mówię, samo to stwierdzenie duchowa mądrość może być takim, bo my się też uczymy cały czas nazywać te sytuacje, stany. Więc może być też fajną alternatywą dla świadomości i może nie będzie mieszać się z tą zwykłą ziemską świadomością. Ciekawy pomysł.
[02:05:20] - Mi się tak kojarzy świadomość bardziej z czymś takim, że teraz mam tą świadomość, bo sobie teraz to uświadomiłem. Czyli taka chwila, moment. Jakoś mi się z tym kojarzy ciągle, więc uznajmy, że duchowa mądrość. Użyję takiego słowa.
[02:05:32] - Nie, fajnie, bo mówię, ja poszukiwałem tego słowa, żeby to określić. I może od tej podświadomości jako alternatywa się to wzięło. Ale duchowa mądrość tak, bardzo fajne określenie. Bardzo dziękuję, panie Kazimierzu.
[02:05:52] - Super! Cieszę się, wyślę rachunek.
[02:05:55] - Na to radio.
[02:05:57] - Jasne.
[02:05:58] - Z panem Markiem.
[02:05:59] - A to z fakturką będzie w takim razie.
[02:06:02] - W tych sprawach. Fajnie. Bardzo się cieszę, bo to też taki poziom poczucia humoru, który mi bardzo odpowiada. Pan Marek się na razie nie odzywa, więc zobaczymy jak to będzie po audycji, ale myślę, że się dogadamy.
[02:06:25] - Jasne. Dobra, to ja w takim razie mogę podziękować.
[02:06:27] - Spokojnie.
[02:06:29] - Dobrze. Cieszę się, panie Marku, bo już miałem wewnętrzne obawy, że pan nam zszedł na wiadomość o fakturze. Dobra, panie Kazimierzu, to co? Bardzo dziękuję.
[02:06:50] - Tak, ja też dziękuję. Telefon jest, super. Słyszę telefon.
[02:06:54] - Mamy teraz drugiego słuchacza, tym razem na naszym telefonie komórkowym.
[02:06:59] - Witam, tu pan Robert.
[02:07:02] - Witamy pana Robercie.
[02:07:03] - Dzień dobry.
[02:07:04] - Witamy, panie Robercie.
[02:07:05] - Chciałem się podzielić swoimi doświadczeniami ze względu na to, co kiedyś zobaczyłem w życiu. Mam 38 lat. Widziałem dość duże...
[02:07:23] - Panie Robercie, słuchajmy się może na czas rozmowy tylko przez telefon, bo w radiu będzie opóźnienie.
[02:07:30] - To ja może teraz zwolnię linię jeszcze, bo może ktoś będzie chciał się dodzwonić. Nie będę wywoływany, to zostawiam tutaj pana, który dzwoni.
[02:07:39] - Nie, prosiłbym pana, panie Kazimierzu, może pan coś jeszcze doda w międzyczasie.
[02:07:42] - Więcej w kupie siła. Im więcej osób uczestniczy, tym jest zawsze ciekawiej.
[02:07:48] - Dobra, proszę bardzo. Posłuchamy w takim razie.
[02:07:51] - Panie Robercie, zapraszamy.
[02:07:54] - Ja tak szybciutko, nie chcę zabierać za dużo czasu, bo przede wszystkim chciałbym pozdrowić wszystkich, którzy słuchają właśnie Radio Paranormalium, bo bardzo zawsze lubię słuchać tego radia. Także jest mi bardzo miło, że mogę z panem rozmawiać.Powiem tak od początku, tak może troszeczkę z innej strony, bo moje życie polegało na tym, że patrzyłem zawsze realnie na świat. Nigdy nie chciałem uwierzyć w jakieś duchy, jakieś inne takie rzeczy. Dopóki samego mnie to po prostu nie spotkało. Od czego mogę zacząć? Zacznę od tego, gdy miałem dwanaście lat. Razem ze swoim bratem robiliśmy sobie taką zwykłą imprezę sylwestrową. Po prostu chcieliśmy spędzić sobie fajnie czas, także zrobiliśmy sobie zakupy.
[02:09:04] - Wcześnie pan zaczynał, panie Robercie.
[02:09:07] - Słucham?
[02:09:08] - Wcześnie pan zaczynał w wieku dwunastu lat.
[02:09:11] - Tak, taka impreza typowa, takie Piccolo i takie inne sprawy.
[02:09:18] - Ja oczywiście żartuję, bo czuję, że pan troszeczkę taki jest spięty. Proszę się nie denerwować, tu sami swoi są.
[02:09:26] - Tak, to jest prawda. Wiem, co znaczy ten stres.
[02:09:35] - Dokładnie. Nie ma się czego bać.
[02:09:36] - Dziękuję, że troszeczkę mnie pan uspokoił, bo to wiadomo, że człowiek jak rozmawia, to na pewno nas słuchają i słuchacze, i człowiek ma ten stres, a każdy chce coś ciekawego powiedzieć od siebie. Ktoś, kto coś w życiu przeżył. Mnie spotkało coś takiego niesamowitego, gdzie gdybym tego w życiu nie zobaczył, to bym po prostu nie uwierzył. Dobrze, że świadkiem był mój brat tej sytuacji. Teraz rozmawiamy pewnie o innych rzeczach, ale ja chciałem się podzielić taką sprawą, że spotkało nas coś takiego niesamowitego. Wyszliśmy z domu, sprawdziliśmy wszystkie okna, wszystkie drzwi, wszystko, co tylko mogło być sprawdzone i poszliśmy, zrobiliśmy zakupy. To, co mogliśmy zrobić, zrobiliśmy zakupy. Przychodzimy do domu, wszystkie kwiatki były powywracane. Rodzice byli daleko, na swojej imprezie. Nikogo w domu nie było i to mnie zaskoczyło.
Dzwonię dlatego do Radia Paranormalium. Przepraszam, że się troszeczkę zająkałem, ale właśnie takie coś, czego człowiek nie potrafi zrozumieć ani wytłumaczyć, jak to się mogło zdarzyć, prawda? Takie w życiu mnie coś spotkało, dlatego dzwonię do radia, bo chciałbym się tym podzielić, bo ja sobie nie potrafię tego wytłumaczyć, jak jakaś siła mogła po prostu wyrzucać wszystkie kwiatki z domu na sam środek pokoju, gdzie wszystko było pozamykane. Nie było możliwości wejścia innej osoby do domu. I to ingerencja czegoś niesamowitego. Dla mnie to było dosyć dziwne. Chciałem się tym podzielić ze słuchaczami.
[02:11:34] - A był jakiś dalszy ciąg tego? Coś się jeszcze więcej działo po waszym powrocie?
[02:11:45] - Powiem tak, bo to jest mieszkanie moich rodziców. Teraz już nie mieszkam z rodzicami. Zawsze, odkąd pamiętam, jak byłem małym dzieckiem, zawsze coś się w tym mieszkaniu działo. Jakieś wypadanie, jakieś kieliszki spadały, jakieś szklanki wypadały. Cały czas coś się działo w tym mieszkaniu. I tak dla ciekawostki podzieliłem się tą właśnie ciekawostką z najbliższą sąsiadką z naprzeciwka z bloku. Z naprzeciwka mojej klatki, mojego mieszkania. I sąsiadka też miała takie właśnie sytuacje. Później podzieliłem się tą informacją z sąsiadem z góry i też miał różne dziwne rzeczy. Dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że gdzieś tam pracownik, który kiedyś tam pracował w Londynie i po prostu gdzieś tam zginął śmiercią tragiczną.
Suma summarum co roku był ksiądz. Święcił mieszkanie i dalej się dzieją rzeczy dziwne. Otwierają się same szafki, wypadają jakieś elementy z mieszkania. Takie dziwne rzeczy. Akurat my z naszej klatki, sąsiedzi, jesteśmy do tego przyzwyczajeni, bo jak rozmawiamy między sobą, spotykamy się, to rozmawiamy o tym spokojnie. „Słuchaj, u mnie się zdarzyło to, u mnie dzisiaj otworzyły się drzwi”. Ja już nie mieszkam u rodziców pięć lat, ale często tam przyjeżdżam do rodziców i są takie sytuacje, gdzie rozmawiam sobie z mamą, rozmawiamy sobie o różnych sprawach, a nagle się otwiera szafa i spoglądamy się na siebie, ja na mamę, mama na mnie i tyle. I co możemy więcej właśnie zrobić?
[02:13:49] - Powiem tak: można by to było w jakiś sposób spróbować zbadać. Bo jeżeli jest tam taka kumulacja, że i u sąsiadów, i u pana mamy, to jest to dość ciekawe zjawisko. Jeżeli to cały czas trwa, to ja myślę, że jest możliwość tego w jakiś sposób przebadania.Proszę się zastanowić nad tym.
[02:14:17] - Panie redaktorze, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo nigdy nie chciałem brać spraw w swoje ręce, nie wiem, kogokolwiek dzwonić, bo to jest udowodnione, naoczni świadkowie. Tych świadków jest mnóstwo i z mojej strony, z mojej rodziny, sąsiadki rodziny, sąsiada z góry tak samo. Jest cały czas manifestacja jakiegoś takiego bytu, gdzie wszyscy już się od 20 lat do tego bytu przyzwyczaili. Każdy już ma swoją pracę, dom, rodzinę. Nikt nie będzie dzwonił, szukał kogokolwiek, ale z ciekawości chciałem zadzwonić, bo troszeczkę się już uspokoiłem. Każdy zdaje sobie sprawę z tego bytu, że jest tam, manifestuje i po prostu daje sobie znać.
[02:15:18] - Ja broń Boże nie jestem typem, który ma zamiar się narzucać. Natomiast gdyby pan zechciał coś z tym podziałać, to proszę się do mnie odezwać i coś wymyślimy. Proszę to potraktować jako propozycję, a nie obowiązek.
[02:15:42] - Jasne. Moja mama nie miałaby nic przeciwko, aczkolwiek sąsiadka akurat sprzedała to mieszkanie, bo stwierdziła, że znajdzie sobie inne mieszkanie, troszeczkę mniejsze. Ja nowym sąsiadom nic nie będę na ten temat mówił, bo nie chciałbym się sprzeczać na początek, bo wiadomo, że ktoś młody się wprowadza do mieszkania, bo teraz akurat naprzeciwko sąsiedzi nowi kupili mieszkanie po sąsiadce, więc sąsiadka zmieniła mieszkanie na mniejsze. Nie znam tych nowych sąsiadów, także nie będę się wypowiadał na temat nowych sąsiadów.
[02:16:30] - Wie pan, taki aspekt ziemski całkowicie, że jak się we wspólnocie dowiedzą, to wam za jeszcze jednego mieszkańca zaczną śmieci i ogrzewanie naliczać.
[02:16:45] - Dziękuję. Na pewno.
[02:16:48] - Warto się nad tym pochylić.
[02:16:51] - Jasne.
[02:16:52] - Oczywiście zażartowałem sobie.
[02:16:56] - Super. Jeszcze raz powiem, że super jest takie Radio Paranormalium, gdzie ludzie mogą się wypowiedzieć na ten temat, powiedzieć coś od siebie, co ich w życiu spotkało takiego niesamowitego, innego. Naprawdę super, coś takiego naprawdę powinno wypłynąć już dawno. Dziękuję, że w internecie jest wasze radio, gdzie ludzie mogą powiedzieć o tym, co czują, co myślą. Super, ja szybciutko, nie chcę zabierać czasu ani głosu innym słuchaczom, gdzie pewnie mają jakieś inne historie i też pewnie bardzo mądre, prawda? I tyle chyba.
[02:17:44] - Fajnie, panie Robercie, bardzo dziękuję. To ja dziękuję za to, że pan się chciał z nami podzielić swoimi doświadczeniami. Im więcej nas jest, im więcej się na ten temat mówi, tym może z czasem przestanie to być traktowane jako paranormalium i pan Marek będzie musiał zmienić nazwę radia na Radio Normalium.
[02:18:08] - Bardzo fajnie pan to mówi. Super.
[02:18:12] - W tym kierunku zmierzamy i dzięki takim telefonom i dzięki takim osobom mam nadzieję, że to z czasem będzie.
[02:18:19] - Dziękuję jeszcze raz. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy i pana. Dobranoc. Miłej nocy życzę.
[02:18:31] - Dobranoc. Dziękujemy bardzo.
[02:18:35] - Ja może tak się tutaj wtrącę jeszcze odnośnie tego, co tutaj słuchacz powiedział. Słychać mnie w ogóle?
[02:18:42] - Nie.
[02:18:43] - Jestem, dobra. Mnie tak trochę zastanawia, bo myślę, że o takich rzeczach warto mówić z kilku powodów, bo może się okazać, że gdzieś tam w takich miejscach, w których takie rzeczy się dzieją, będzie mieszkał ktoś, kto będzie bardziej w domyślnej konfiguracji zdolny do przyciągania tego typu różnych bytów. I może się okazać, że ta osoba będzie w tajemnicy zachodzić w głowę, co się z nią dzieje, dlaczego ona tego doświadcza. Myślę, że warto o tym mówić. Natomiast problemem jest to, jak dać jakieś rozwiązania w sytuacji, kiedy tylko się słyszy opowieść. Akurat z doświadczenia, pomimo że takie jedno mam, to jednak nie byłbym na tyle odważny, aby mówić, co w takiej sytuacji należy zrobić, bo za specjalistę się nie uważam. Natomiast być może ktoś taki jak ja by się tam znalazł i od samego dziecka miałby jakieś problemy związane z przyciąganiem tego typu dziwnych bytów i takim dziwnym samopoczuciem, odczuciami i tak dalej. Więc może gdyby słuchacz jeszcze chciał, to mógłby się tam pointeresować po znajomych troszeczkę więcej, bo może coś faktycznie można zdziałać i przy okazji komuś tam pomóc.To jest temat rzeka, ciężko to w ogóle omówić przez telefon.
[02:20:30] - Panie Kazimierzu, ja dlatego też wspomniałem o tym, że jeżeli byłaby wola, to jestem oczywiście najbardziej za, żeby coś z tym faktem zrobić.
[02:20:45] - Dokładnie. A tym bardziej, że jest częścią tej audycji „Świat oczami duszy” i jeszcze „Jak to było dziecka”.
[02:20:55] - „Świat oczami dziecka”.
[02:20:57] - To jest ten drugi mój.
[02:20:59] - Właśnie. Jako że to pan prowadzi, to warto zwrócić uwagę, że jak ktoś takie doświadczenia ma, warto, żeby się podzielił, chociażby ze względu na to, że dzieciaki mogą widzieć coś więcej i to one mogą na tym najbardziej ucierpieć. Więc jeżeli my zaczniemy mówić, to być może będzie to pomocne dla tych młodszych. I też sposób manifestowania się tego bytu jest dość dziwny, bo nie jest stricte pozytywny, jest raczej negatywny i nie wiadomo, jakie są dalsze pomysły na to. Ale nie w naszej mocy to w tej chwili jest, żeby w tym kierunku coś działać. Jacku, ja akces zgłosiłem, jeżeli będzie zainteresowanie.
[02:21:53] - Może w moje okolicy ktoś się też przyłączy.
[02:21:56] - Jakby coś będziemy w kontakcie, panie Kazimierzu.
[02:21:59] - Pewnie.
[02:22:04] - Kochani, oczywiście potrzebujemy takich informacji. Też między innymi to, co pan Kazimierz wspomniał o świecie oczami dziecka, ponieważ nie wiedząc, że takie rzeczy się mogą wydarzyć, gro ludzi może się czuć nieswojo albo faktycznie myśleć, że się sfiksowało, zwariowało, że ma problemy psychiczne, chodzić po lekarzach i tak dalej. Więc warto mówić, dawać relacje, że takie rzeczy się dzieją, żeby ludzie mieli tego świadomość. I to jest kolejny aspekt poszerzania naszej świadomości, również tej ziemskiej. Więc dzwońcie, piszcie, informujcie, do czego was namawiam. Zapraszam i z góry oczywiście jak najbardziej dziękuję.
[02:23:05] - Dokładnie. Dobrze, to może ja akurat zwolnię linię, bo ja dzwonię na stacjonarny. A może ktoś chce właśnie na stacjonarny zadzwonić, bo ma darmowe tak jak ja? To może jak zwolnię, to zachęcę, żeby ktoś się dodzwonił.
[02:23:23] - Niech pan zwolni do woli. Mamy możliwość dołączenia teoretycznie nawet około 20 osób do rozmowy.
[02:23:29] - Poważnie?
[02:23:30] - Tak, bo to jest realizowane przez Skype'a i po prostu Skype umożliwia podłączanie takiej ilości osób do rozmów grupowych.
[02:23:40] - Czyli kilka osób może na stacjonarny dzwonić?
[02:23:42] - Tak, jak najbardziej.
[02:23:44] - Okej. To się nie czuję zapychaczem łącza.
[02:23:51] - Pan Marek jest mistrzem wielu dziedzin.
[02:23:53] - Podziwiam, naprawdę.
[02:23:56] - Niech pan mi wierzy, ja też od samego początku. I jak pan Marek coś mówi, to nie dyskutuję. Mówię: „Skoro można, to znaczy, że można, a skoro nie można, to znaczy, że nie można”. Ja mam do pana Marka pełne zaufanie w tej kwestii.
[02:24:16] - Muszę kiedyś sfotografować tą kablologię, jaką ja tutaj mam w studiu. Jak to zobaczycie, drodzy słuchacze, to przynajmniej niektórzy, myślę, że większość, złapiecie się za głowę, że da się w ogóle to ogarnąć.
[02:24:29] - Że to działa, tak?
[02:24:32] - Podłączone to do tego, tamto do tamtego i jakoś to działa.
[02:24:38] - I nikt nie ryka.
[02:24:39] - Od 60, że tak powiem, audycji, przynajmniej moich, działa bez zarzutu, a jeżeli jakieś problemy się pojawiają, to tylko i wyłącznie w kwestii mojego internetu. Żadnych innych problemów do tej pory nie mieliśmy. Dobrze, kochani, panie Kazimierzu, ja bym wrócił do czytania tych komentarzy, bo trochę mi tego jeszcze zostało. Nie wiem, co pan Marek mi tutaj jeszcze w międzyczasie podesłał. Także panie Kazimierzu, dziękuję za dzisiaj. Jesteśmy w tak zwanym kontakcie. Ja się nie mogę doczekać tego doświadczenia.
[02:25:22] - Ja się przygotowuję już.
[02:25:24] - Myślę, że jak zakończymy je sukcesem, to naprawdę będzie o czym porozmawiać i myślę, że dzwoniących będzie zdecydowanie więcej.
[02:25:37] - Tak, dokładnie. Dobra, moi drodzy, ja jeszcze sobie pozwolę w następnych audycjach prawdopodobnie podzwonić, aby zachęcać i motywować innych. A na dzisiaj bardzo dziękuję wszystkim. Dziękuję panu Markowi, dziękuję panu Sławkowi i do usłyszenia. Jak słychać po moim głosie, zdecydowanie spokojniej już jest za drugim razem. Może pierwszy raz jest wyjątkowo nerwowy i stresujący, bo tak jakoś mamy, że się lubimy trochę bać, ale już drugi, trzeci raz jest spokojny i zachęcam wszystkich do dzwonienia. Do usłyszenia następnym razem. Pozdrawiam.
[02:26:16] - Dzięki panie Kazimierzu. Pozdrawiamy serdecznie. Dziękuję za telefon. Wszystkiego dobrego.
[02:26:22] - Dziękujemy bardzo.
[02:26:24] - Do widzenia.
[02:26:25] - Do widzenia. Do usłyszenia.Ja tutaj podesłałem w międzyczasie panu Sławkowi komentarze. Nie jest ich jakoś strasznie dużo, bo aktywność na czacie zamarła w czasie tej rozmowy. Albo wszyscy się tak zasłuchali, albo po prostu wszystkich nam wywiało. Wolałbym, żeby nie wiejało.
[02:26:49] - Miejmy nadzieję, że wszyscy słuchali. Więc ja przelecę tak szybciutko komentarze, bo tak jak wspominaliśmy-
[02:26:57] - Tutaj Jubi czeka, żeby wejść. Nie możemy dzisiaj przesadzać, a jeszcze Jubi ma gościa.
[02:27:04] - Tak? No to tym bardziej. To ja szybciutko przelecę przez te komentarze, które się tutaj pojawiły. Te, które dotyczą przede wszystkim tematu naszej audycji. Adam pisze: „Sławku, co się odwlecze, to nie uciecze”. Ja też dzisiaj nie jestem w formie do dyskusji, aczkolwiek były takie zamysły, że może i Adam do nas zadzwoni. To widocznie w takim razie to nie był ten czas. Tutaj mieliśmy taką dyskusję Adama z Emobilkiem dotyczącą oczywiście naszej cywilizacji i tego, że ludzie są fałszywi i pozbawieni tolerancji. Czyli ten negatywizm Emobilka daje o sobie znać. Ja o tym nie będę wspominał, aczkolwiek tutaj jest taki komentarz: „Zapewne wiesz, że lepiej żyć w takiej cywilizacji, gdzie jest wzajemna pomoc i współpraca”.
Kochani, oczywiście, że tak. Adam pisze: „Na razie taka cywilizacja nie istnieje w ogólnym pojęciu, ale możesz znaleźć takie sąsiedztwo, które wpasuje się w twoją wizję dobrego. Serio jest aż tak źle, że nie znajdziesz wdzięczności?” Ja myślę, że tutaj to jest po prostu ze strony Emobilka taka forma wsadzania kija w mrowisko i prowokowania ludzi do dyskusji na ten temat. Radek pisze, to jest też nowa postać chyba tutaj u nas w audycji: „Ja miałem sny prorocze i to nie jeden. Co fakt, to fakt. Nie miałem lekkiego dzieciństwa z patologicznym ojcem”. Radku, ja oczywiście zawsze współczuję, jeżeli ktoś mówi o swoim dzieciństwie, o pamięci swojego dzieciństwa i tym, że nie było fajne. Natomiast pamiętaj o tym, że najprawdopodobniej gdyby nie twoje dzieciństwo, które z duchowego punktu widzenia wiemy, że sami sobie wybraliśmy rodziców, na pewno nie byłbyś tym człowiekiem, którym jesteś dzisiaj. A gdybyś zechciał zadzwonić do nas i troszeczkę nam o swoich snach powiedzieć, co się sprawdziło, co się nie sprawdziło, jak to wyglądało, czego dotyczyło, to oczywiście ja ze swojej strony i słuchacze będziemy ci bardzo wdzięczni. Matrix pisze: „Gdyby nie internet, to byłoby to samo.
Szukajcie, a znajdziecie”. Zdecydowanie. Nie tylko ja jestem przekonany, że internet bardzo mocno wpłynął na rozwój naszej świadomości, na rozwój świadomości ludzi, ludzkości, wiele przeróżnych zmian. Więc ja uważam, że bez internetu byłoby dużo trudniej. Radek pisze: „Pewnie, że byłoby gorzej. Teraz mamy komputery, mamy co robić, nie jest nudno”. Mamy dostęp na pewno do dużo większej ilości możliwości, wiedzy, więc bez wątpienia moim zdaniem jest lepiej. Matrix pisze: „Proste. Nie chcę być niewolnikiem i robić z kogoś niewolnika”. Bardzo słusznie.
Miej zasady: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe i myślę, że gdybyśmy chcieli zasady naszego postępowania spisać w kilku zdaniach, to to zdanie znalazłoby się na pewno na tej liście. Jubi pisze: „Cześć”. Cześć Jubi. Matrix pisze: „Informacje dla dzwoniącego. Kołatanie serca, lęki, napady, wymioty, poty, jelito drażliwe. Ze snem polecam sporo potasu, magnezu oraz melisę plus kompleks witamin. Papierosy i piwko do odstawki”. Oczywiście jest to jedna z form zaleczania objawów. Natomiast o znalezieniu przyczyn i rozwiązania problemu u źródła jego powstania myślę, że z panem Kazimierzem tutaj dość dużo porozmawialiśmy. Piotr pisze tak: „Żeby poznać dobro, trzeba znać zło”.
Ponieważ ja z Piotrem dość dużo na ten temat rozmawiałem, więc pozwolę sobiePozwolę sobie to rozwinąć, bo całkowicie się z tym zgadzam. Często chcielibyśmy wyeliminować zło z naszego życia, natomiast życie na Ziemi jest spolaryzowane. Człowiek w swojej naturze nie akceptuje czegoś takiego, że zrób to, bo to jest dobre. Człowiek w swojej naturze potrzebuje spraw. A żeby sprawdzić, zrozumieć i docenić, musi zrozumieć również zło, żeby móc docenić i zrozumieć dobro. Także ja się całkowicie z tą myślą zgadzam. Matrix też pisze: „Sprawiedliwość, nie prawo”. To jest następna z głębszych myśli, które na tej liście praw powinny się znaleźć. Sprawiedliwość, nie prawo. Natomiast prawo będzie istniało do tego momentu, dopóki ludzie nie będą rozumieli, czym jest sprawiedliwość.
Do tego momentu, kiedy ludzie będą się kierowali prawem Kalego, czyli tym prawem, kiedy ja ukradnę krowę, to jestem mądry i cwany, a kiedy ktoś mi ukradnie krowę, to jest złodziejem, a ja jestem biedny i pokrzywdzony. Do tego momentu prawo będzie musiało istnieć, żeby normować chociażby ludzkie zachowania. Natomiast ja też jestem za tym, żeby sprawiedliwością zastąpić prawo. Tutaj mam jeszcze jeden komentarz Darka Wójcika ze Skype'a: „Mam wrażenie, że świat pędzi do przodu bazując na rywalizacji, a z drugiej strony jedyna rozsądna i przyszłościowa opcją jest kooperacja. Zakładając, że to jest właściwa droga, dlaczego jest, jak jest i wszyscy się na to zgadzamy i bierzemy w tym szaleństwie udział?” Oczywiście rozmawiamy tutaj o jakichś szczytnych ideach przyszłościowych, natomiast kochani, trzeba pamiętać o tym, że jeżeli rozpędzimy kulę, która nabierze pewnej prędkości, to żeby ją zatrzymać, nie zatrzymamy jej w miejscu. Żeby nie zdemolowała wszystkiego, co po drodze spotka, musi swoją prędkość wypracać poprzez zmniejszanie swojej masy. Poprzez zmniejszanie masy negatywizmów, negatywnych emocji w życiu ludzi z czasem tę kulę powstrzymamy, ale nie zrobimy tego w sposób natychmiastowy. Więc cierpliwości. Kochani, ponieważ to był ostatni komentarz, który się pojawił, dlatego żeby już nie przytrzymywać Hubiego i jego gościa, podziękuję wam za dzisiaj. Było jak zwykle bardzo fajnie.
Cieszę się z nowych osób podczas dyskusji. Cieszę się z nowych dzwoniących. Mam nadzieję, że tę tendencję będziemy utrzymywali. A póki co mówię dziękuję wam kochani za dzisiaj. Wszystkiego dobrego. Cieszę się z dzisiejszego spotkania. Nie mogę się doczekać następnego. Uważajcie na siebie. Dużo radości, dużo szczęścia, dużo miłości i wszystkiego dobrego dla was na najbliższy nadchodzący tydzień. Trzymajcie się.
Do usłyszenia. Pa, pa.
[02:36:51] - A mówi te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie tych z państwa, którzy chcą zgłębić swoją wiedzę na tematy świadomościowe bądź poszukać jakichś ciekawych spostrzeżeń, refleksji i tak dalej, zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Do polajkowania fanpage'a, który nazywa się na Facebooku tak samo jak książka „Czy można oszukać przeznaczenie?” Najłatwiej ten fanpage znaleźć, wpisując nazwisko pana Sławka oczywiście w wyszukiwarce. Także zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube, który z kolei nazywa się tak samo jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. No i cóż, kończymy już powolutku dzisiejszy bardzo aktywny odcinek. Bardzo aktywny, bardzo interesujący. I zapraszamy jak zwykle za tydzień o 20.00 w poniedziałek na antenie Radia Paranormalium, oczywiście na żywo. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnym odcinku.
[02:38:10] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl