Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witam cię bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, w poniedziałek, 24 lutego 2020 roku rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” na żywo oczywiście audycję o świadomości. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:42] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:44] - Jak dobrze słyszeć i wiedzieć, że panu Sławkowi przewalająca się jeszcze poprzedniej nocy wichura nad Polską nie urwała połączenia z internetem. To jest dobry znak. Tak więc mogę spokojnie podać kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to oczywiście 32 746 0008, 32 746 0008. Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontakt Radia Paranormalium i koncie prowadzonym przez pana Sławka. Czy można szukać przeznaczenia, czyli po co człowiekowi dusza? Na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, z czystym sumieniem, skoro już podaliśmy kontakty, mogę oddać panu głos.
[02:04] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz kochani, witam was bardzo serdecznie i przepraszam za tą dłuższą niż zwykle przerwę, ale nie ukrywam, że moje życie zawodowe troszeczkę się w ostatnim okresie zintensyfikowało, więc myślę, że jeszcze tak ze dwa, ze trzy tygodnie to potrwa i mam nadzieję, że ogarnę sytuację. Także jeżeli sprawiłem wam jakiś tam zawód, to bardzo was przepraszam. Postaram się, żeby takich sytuacji było w przyszłości jak najmniej. Kochani, zanim tam zrobię jak zwykle małe jakieś tam dygresje, to powiem wam, o czym chciałbym dzisiaj z wami porozmawiać, podebagować, pozastanawiać się, a może nawet uda nam się znaleźć jakąś wspólną odpowiedź na pytanie: co jest w życiu ważniejsze — miłość czy mądrość? Już oczywiście zapraszam wasze szare komórki do rozmyślań na ten temat. Z chęcią też poznam oczywiście wasze zdanie, czy to podczas rozmów na naszym czacie poaudycyjnym, czy może ktoś będzie chciał zadzwonić i do czego oczywiście serdecznie zapraszam i swoim zdaniem się ze mną i ze słuchaczami na antenie na żywo podzielić. Kochani, dwa tygodnie minęło. Owszem, miałem sporo pracy, natomiast nie ukrywam, że te tygodniowe przerwy są dla mnie czasami bardzo długie, ponieważ audycja w radiu motywuje mnie, mobilizuje mnie do tego, żeby przejść troszeczkę jakby na inne płaszczyzny myślenia i rozumowania i odczuwania, ponieważ mój proces przygotowywania się do audycji jest taki bardzo mój, bardzo specyficzny, ale też bardzo dobrze mi osobiście też robi. Więc te przerwy tygodniowe czasami są zbyt długie.
Teraz ta dwutygodniowa była po prostu przeokropnie długa, więc spróbowałem te wolne chwile swojego czasu poświęcić na posłuchanie, na pooglądanie też materiałów, które mi podsuwacie. Oczywiście ze wszystkimi nie dałem rady, ale pewnie też w następnych wolnych chwilach będę do nich wracał i słuchając tych materiałów fajnych oczywiście coraz fajniejsze materiały do mnie docierają, coraz ciekawsze informacje. Zasadniczo we wszystkich tych audycjach i filmach, które udało mi się obejrzeć w ciągu ostatnich dwóch tygodni pojawia się zawsze jeden wspólny mianownik, jeden wspólny tak jakby problem w tym, jak zmienić swoje życie. Jak tych zmian, że tak powiem, dokonać. Nie ukrywam, że nawet pod jednym z moich tych takich jakby filmików, które wrzuciłem na swój prywatny kanał, pojawił się też w ciągu ostatnich tam dwóch, trzech dni taki właśnie komentarz, kiedy pani pyta, czy to, że skoro jesteśmy, nasze życie jest konsekwencją tego, co było w poprzednim wcieleniu, to czy my w ogóle mamy jakikolwiek wpływ i możliwość dokonania zmian. Więc jak widać tego typu pytania się pojawiają i wątpliwości wśród ludzi. A jeżeli już jest w ogóle jakby pomysł na to, że chciałoby się coś zmienić, często nawet wydaje nam się, że wiemy, co byśmy chcieli zmienić, to zazwyczaj jest problem jakJak to zrobić? Nawet podczas jednej z rozmów z moim serdecznym kolegą mieliśmy okazję się spotkać i poświęcić sobie parę godzin na przeróżne dyskusje. On bardziej zmierzał w kierunku fizyki kwantowej, w kierunku szukania odpowiedzi na to, jak to wszystko działa, jak to wszystko jest skonstruowane. Przekazał mi kilka bardzo cennych informacji.
Często pojawiało się pytanie, czy ja się nad tym zastanawiałem. Ja oczywiście zgodnie z prawdą mówiłem: nie, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Oczywiście, jeżeli jest takie pytanie, że nigdy się nad tym nie zastanawiałem, pojawia się natychmiast też pytanie: dlaczego się nigdy nad tym nie zastanawiałem? Ponieważ, kochani, moim chyba od zawsze celem było właśnie znalezienie sposobu, pomysłu, techniki, metody na to, jak dokonać zmian w życiu. Co tak naprawdę powoduje to, że te zmiany przychodzą nam z tak dużą trudnością i często coś niby się poprawi, za chwilę znowu coś wróci do poprzedniego poziomu. Albo robimy krok w tył, albo robimy dwa kroki w tył. Co tak mocno nas trzyma przy tych starych, powiedzmy, niskich wibracjach? To jest oczywiście temat nie na dzisiejszą audycję. Natomiast też jako dla was informacja, być może część z was czuje się w swoich kłopotach związanych z dokonywaniem zmian osamotniona. Wydaje wam się, że inni mają to już za sobą albo inni znaleźli metodę, że innym przychodzi to dużo łatwiej.
Dlatego chciałem wam powiedzieć: nie. To dla większości ludzi, nie mogę powiedzieć, że dla wszystkich, ale dla większości, o których słyszałem, łącznie ze mną, żebyśmy też mieli jasność, dokonywanie zmian stwarza pewnego rodzaju mniejszy bądź większy problem. Oczywiście to się dzieje na różnych płaszczyznach. Dla jednych są związki problemem, dla innych finanse, praca, relacje, zdrowie. Te płaszczyzny są przeróżne. Rodzina. Oczywiście kumulacją jest to, jeżeli to się dzieje na większości bądź na wszystkich płaszczyznach naszego życia. Natomiast każdy ma swojego negatywnego konika, na którym najtrudniej mu się utrzymać dłużej. Miałem ostatnio rozmowę z kolegą, który jest w trakcie terapii i też nastąpił nawrót. Rozmawiałem z młodą dziewczyną i jako ciekawostkę wam opowiem, jak czasami mało znaczący szczegół z naszej przeszłości, wyrzucony już dawno z naszej pamięci, może powodować olbrzymie zamieszanie, olbrzymie kłopoty w naszym życiu aktualnym, obecnym.
Dziewczyna ma 28 bodajże lat i ogólnie rzecz biorąc, żadnych większych traumatycznych przeżyć w życiu nie miała. Mało tego, jest w szczęśliwym związku małżeńskim. Praca, ogólnie pasmo dużych sukcesów. Natomiast okazało się, że są jakieś problemy z samooceną. Ponieważ nie chcąc, co uważam też za dość rozsądne, nie chcąc magazynować tych negatywnych emocji, tych przeżyć, co jakiś czas ma swojego psychoterapeutę i chodzi do niego, żeby te świeżo pozbierane negatywy z siebie wyrzucić. Podczas jednej z terapii wyszło to, że ktoś kiedyś powiedział jej, że jest głupia. Rozumiecie, rodzice często do dzieci mówią: „Głupia jesteś, nic z ciebie nie będzie” albo coś w tym stylu. Taki drobny temat. Oczywiście ona po iluś tam zabiegach myślowych wyeliminowała matkę, wyeliminowała ojca i trwały poszukiwania dalej. Okazało się, że jej chrzestna kiedyś w jakiejś rozmowie powiedziała jej, że jest głupia.
I tak niby mało znaczący szczegół spowodował u niej olbrzymie problemy z samooceną. Może nie olbrzymie, ale poważne problemy z samooceną. Więc kochani, jak widzicie, nie można bagatelizować niczego. I też czasami, zwłaszcza po dłuższym okresie czasu powielania jakichś wzorców, to dotarcie jest dużym wyzwaniem. Oczywiście nie każdy musi dochodzić do tego, kto, kiedy i dlaczego coś tam powiedział na nasz temat, bo można ten proces skrócić bardziej techniką wybaczania, odcinania się i miłości do samego siebie i rozwoju świadomości. Można skutki takich stwierdzeń czy takich poglądów na nasz temat wyeliminować. Ale z drugiej strony, żeby coś było skuteczne, też powinno być w jakiś sposób spersonalizowane. Ale oczywiście mówię: co człowiek, to inny sposób, inna technika.Kochani, jeszcze przeproszę tylko, że nie brałem udziału w dyskusji pod ostatnią audycją. Na szczęście, czy niestety tych komentarzy nie było zbyt dużo, więc po prostu nie miałem czasu. Też staram się to robić w takich momentach, kiedy jestem na tyle wewnętrznie wyciszony, żeby napisać to, co czuję.
Więc przepraszam, to nie jest żadne bagatelizowanie, tylko po prostu chwilowa sytuacja to spowodowała. Kochani, wracając do tematu audycji. To znaczy nie wracając, bo jeszcze go nie poruszyłem. Więc zaczynając temat naszej audycji: co jest w życiu ważniejsze? Miłość czy mądrość? Czym w życiu się kierować? Rozmawialiśmy dużo o miłości i ona w tych naszych rozmowach najprawdopodobniej w oczach wielu z was urosła do rangi priorytetu w naszym życiu. Ja też przez wiele audycji bardzo duży nacisk kładłem na to, że dążenie do miłości i dążenie do miłości do samego siebie jest jednym z głównych celów w naszym życiu. I tutaj podpowiem, że zawęziłem w swojej wypowiedzi w tej chwili dążenie do miłości do samego siebie. Nie dążenie do miłości do innych, do całego świata, tylko dążenie do miłości do samego siebie.
Dlaczego tak to w tej chwili rozbijam? Dlaczego taki nacisk kładę akurat na miłość do samego siebie? Pamiętacie, czym jest miłość? Chęcią sprawienia, by życie istoty, którą kochamy było jak najlepsze. Często robimy to według własnych przekonań, ale często też staramy się wsłuchać w potrzeby drugiego człowieka i te potrzeby tego drugiego człowieka, tej istoty spełnić. I teraz, czy to jest dobre? Czy to jest właściwy trop? Bo oczywiście jest to bardzo szlachetne. Chcemy, by życie innej istoty i to mówię celowo, że tak powiem, istoty, bo ta miłość nie musi być kierowana tylko i wyłącznie- O!
[14:46] - Niestety dzwonią numer zastrzeżony, a takich nie odbieramy.
[14:52] - Może zagranica? Dobrze, dajmy szansę. Może się pojawi kolejna próba. A wracając do naszego tematu, że fajnie jest próbować sprawić, by życie innych istot było szczęśliwsze. Niby to jest fajne, niby to jest szlachetne, niby to jest też i przyjemne. Natomiast jaka jest w tym wszystkim pułapka? Taka, że często jeżeli jesteśmy nastawieni na dawanie, to tak jakby coś próbowało nas przetestować i sprawdzić. Często trafiamy na osoby, które są nastawione tylko i wyłącznie na odbiór. Czyli jeżeli naszą potrzebą jest dawanie, to tak mniej więcej jakby wywiesić, chodzić po ulicy z flagą: „Mam 100 000 złotych. Z chęcią komuś je oddam.” Też jest prawdą, że nasze potrzeby, choćby nawet te nie do końca świadome, zawsze znajdą jakiś sposób realizacji.
Więc jeżeli mamy w sobie chęć dawania miłości innym ludziom, to na pewno na swojej drodze spotkamy natychmiast osoby, które będą tą miłość od nas chciały przyjąć. Zrobią to z radością i z przyjemnością. Nadmiar naszej pozytywnej energii z chęcią od nas odbiorą. My będziemy tym prostownikiem, a ktoś z przyjemnością stanie się takim akumulatorem, którego będziemy non stop ładować. Tylko tu jest takie pytanie, pojawia się: czy to jest uczciwe? Czy to jest w porządku i czy aby o to nam do końca chodziło? Bo przecież możemy spróbować uszczęśliwiać wszystkich ludzi naokoło. Możemy im rozdać pieniądze, możemy ich pocieszać, możemy im rozdawać swoje ubrania, możemy się nimi opiekować, możemy ich dokarmiać. Możemy robić mnóstwo rzeczy, poprawiać im nastrój, dotrzymywać towarzystwa, czytać im gazety, wychodzić z nimi na spacer i tak dalej. Sposobów na okazanie im miłości jest mnóstwo i też mnóstwo jest osób, które tą miłość od nas przyjmą.
Dlaczego o tym mówię? Ponieważ jak widzicie, jak się domyślacie, w dawaniu miłości innym ludziom jest pułap. To jest trochę tak, jak z afirmacjami. Ostatnio rozmawiałem z jednym z naszych słuchaczy o tym, jak przy całym jego entuzjazmiePrzy całej jego miłości do ludzi, chęci pomagania i tak dalej, raptem zaczęło się w życiu wszystko sypać. I zwróciłem mu uwagę na to: czy w jakiś sposób zachowujesz coś dla siebie? Czy ta twoja potrzeba pomagania ludziom nie przeszła w stan zagrażający twojemu istnieniu? Oczywiście nie mówię tu o utracie życia, ale istnieniu na płaszczyźnie chociażby emocjonalnej, czy finansowej, czy zdrowotnej. Że jeszcze, jeszcze. I jeszcze ten chce, i jeszcze ten chce. Temu dałeś, to daj mi.
I tak dalej. raptem się okazuje, że te huby zaczynają się pojawiać w naszym życiu jak za pstryknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie wiadomo skąd. Jakby ktoś dał ogłoszenie w prasie: tu jest facet, który rozdaje. I my w tym całym pędzie i tej radości, że wow, fajnie, super, świetnie się czuję. Wow, tryskam energią. Rozdaję, kocham. Buduję to uczucie miłości i raptem przychodzi rozczarowanie. Ale nic do mnie nie wraca. Niby miłość, że dobro wraca, a tu raptem nie wraca, bo my ładujemy w ten sposób rozładowane akumulatory.
Tu nie ma współpracy, tu jest tylko dawanie. I to jest pewnego rodzaju pułapka, kiedy myślimy o miłości właśnie w taki sposób, że naszym zadaniem, naszą misją jest uszczęśliwianie innych ludzi. Żeby nie popełniać tego błędu... To nie jest błąd. To jest jak zwykle doświadczenie. Natomiast, żeby nie przyszło to rozczarowanie, że my jesteśmy podekscytowani tym dawaniem miłości i raptem w którymś momencie przychodzi wypalenie, wycieńczenie, zmęczenie, rozczarowanie, to jeżeli już chcemy to robić, trzeba spróbować zrozumieć intencje tego człowieka. Trzeba się troszeczkę nad nim pochylić i zastanowić się, co on z tą naszą miłością zrobi. To widać na prostych przykładach. Jeżeli z naszej dobroci, miłości czy szlachetnych pobudek coś oferujemy drugiemu człowiekowi, coś, co nazywa się umownie pomocą i słyszymy tylko słowo „dziękuję” albo samo stwierdzenie: „fajnie, super, jestem ci wdzięczny” i nie stoi za tym nic innego, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z ładowaniem pustego akumulatora. Czyli stajemy się dla niego takim prostownikiem.
Oczywiście to mój męski punkt widzenia. Dlatego porównanie motoryzacyjne. Więc skoro już w to brniemy, to następne porównanie motoryzacyjne, czyli jak to powinno wyglądać, żeby była jakakolwiek forma współpracy. W samochodzie to wygląda w ten sposób, że akumulator, posiadając pewien swój zapas energii, uruchamia silnik, tracąc w ten sposób energię, ale jednocześnie samochód odwdzięcza mu się tym, że podczas jazdy tę energię, którą on stracił na uruchomienie tego samochodu, do tego... Zawiesiłeś mnie.
[21:44] - Mamy telefon, panie Sławku. Halo, halo?
[21:46] - Halo, halo! Dobry wieczór.
[21:48] - Dobry wieczór.
[21:50] - Joanna ze Szczecina. Witam, Sławku.
[21:52] - Joanna! Ojejku.
[21:56] - Witam cię.
[21:57] - Przepełnia mnie radość. Ja tu o miłości, o tryskającej energii i proszę bardzo.
[22:01] - No właśnie słucham. I tak mnie trochę to rozdawnictwo twoje irytowało. Dlatego dzwonię.
[22:11] - Dobrze, bardzo się cieszę. Cieszę się, że zadzwoniłaś i cieszę się, że się zdenerwowałaś, ale cieszę się, że zadzwoniłaś.
[22:20] - Nie, nie zdenerwowałam się, tylko chciałam stwierdzić, że to też jest inna strona tego. Ty widzisz to po męsku. Ja nie wiem po jakiemu ja to widzę, ale widzę to trochę inaczej, bo ja to postrzegam bardziej ze strony rozdawcza, tej osoby. Nie patrzę na te osoby obok, które biorą, bo one po prostu są przyzwyczajone do brania, więc biorą. Mają taką możliwość, więc biorą i to jest ich sprawa, nie nasza. Naszą sprawą jest to rozdawanie. I teraz pytanie jest takie: czy to przypadkiem nie jest takie doświadczenie, którego mamy właśnie doświadczyć? Czyli tak naprawdę nauczyć się w pewnym momencie, zrozumieć ten proces i nauczyć się, że rozdawanie nie jest najlepszym kierunkiem. Ale czy to nie musi się wydarzyć u takich osób, które rozdają? Bo ja też pracowałam z wieloma osobami tego typu, które właśnie dają i w końcu, w którymś momencie stają i myślą sobie: „Boże, ja cały czas daję i nic nie dostaję w zamian”.
No tak, ale dajesz całe życie. Wszyscy się przyzwyczaili do tego, że dajesz. To dlaczego teraz nagle, jeśli ty zmieniłaś pozycję, ktoś inny również ma ją zmienić? Rozumiesz? To jest trochę takie...
[23:37] - Nieuczciwe, nie?
[23:38] - U każdego jest inny proces. I u tego, który bierze, i u tego, który daje. Ale każdy proces jest ważny. Rozumiesz?
[23:45] - Joanno, przecież słuchaj, przecież wiesz doskonale, że co prawda ostatnio rzadziej mamy okazję i przyjemność ze sobą rozmawiać.Natomiast wiesz doskonale, że w większości rzeczy my się całkowicie zgadzamy. Ja się oczywiście z tobą zgadzam, że to jest proces. Ja właśnie o tym mówiłem, żeby przygotować ludzi na to, że taka sytuacja może się wydarzyć. Jeżeli wywalimy z siebie intencję dawania, to będziemy dawać aż do tego momentu, do którego zrozumiemy, że to nie jest tędy droga.
[24:27] - Dokładnie. Wydaje mi się, że to się po prostu musi u niektórych wydarzyć. Ten proces się musi zadziać. On musi się wydarzyć po to, żeby ktoś doszedł do tego momentu zrozumienia, że to chyba nie o to chodzi. Chyba nie chodzi o to, żeby cały czas dawać. Myślę, że jest to taki brak kontaktu ze sobą, bo szukamy tej miłości u innych. W związku z tym dajemy. Trochę można powiedzieć kupujemy tę miłość. Kupujemy. Tym dawaniem chcemy dostać ciepło, a się okazuje, że to tak naprawdę wcale tak nie jest, bo ludzie, którzy się przyzwyczajają do tego, że ciągle dostają, przestają to doceniać w którymś momencie.
Zwłaszcza jeśli tylko biorą. Bo oczywiście jeśli jest wymiana, to jest zupełnie inny proces i inne doświadczenia. Ale w przypadku, kiedy tylko dajesz. Na początku cię to cieszy. Na początku dajesz i niczego nie oczekujesz. Dajesz, ale po jakimś czasie nagle przychodzi refleksja. Zaczynasz się zastanawiać, ale refleksja pojawia się tylko u ciebie. U tego, który bierze – średnio. On jest przyzwyczajony do brania.
[25:38] - Pojawia się złość oczywiście, pretensja i tak dalej.
[25:41] - Oczywiście. Dokładnie.
[25:42] - Od źródła energii, w której on się pięknie wygrzewał i było mu bardzo fajnie i przyjemnie. Więc oczywiście trzeba liczyć się z tym, że jeżeli odetniemy dopływ prądu, to ktoś się na nas obrazi i najprawdopodobniej go stracimy. Tylko czy tę stratę możemy traktować w kategoriach straty, czy może raczej w kategoriach weryfikacji i podejścia, że odcięliśmy sobie kolejną hubę ze swojego pnia?
[26:14] - Jeśli zrozumiemy ten proces i poukładamy sobie w głowie, że tak jest dla mnie lepiej i następnym razem już dawać nie będę, to wtedy jest tylko lepiej. Ale czasami niestety jest tak, że tracimy kogoś, pojawia się następna osoba i powtarzamy proces. Jeśli nie przyszło zrozumienie, ta chwila, ten moment może, bo każdy oczywiście ma swoje tempo i swoje momenty, to powielamy. Powielamy niestety do momentu zrozumienia.
[26:49] - I właśnie po to, widzisz, jest twój telefon i dzisiejsza audycja, żeby ten moment zrozumienia u tych w sumie dobrych ludzi, bo to najczęściej dotyczy ludzi dobrych, bo to oni mają kryty.
[27:04] - Oczywiście. W ogóle nie ma co oceniać ani tych biorących, ani tych, którzy dają, bo ci biorący też nie są źli. Oni są przyzwyczajeni do tego, więc trudno się im dziwić, że biorą. I trudno się dziwić, że w końcu jak przestają dostawać, czują brak i złość. To im nie pasuje, bo przecież całe życie dostawali. Dlaczego nagle coś jest nie tak? Dlaczego się zmieniłaś albo zmieniłeś? Całe życie zawsze dawałeś, a teraz nie dajesz. I wtedy przychodzi pretensja.
[27:34] - W takim momencie stajemy się egoistą, który myśli tylko i wyłącznie o sobie. I też przed tym właśnie staram się naszych kochanych słuchaczy może nie przestrzec, tylko przygotować, że takie sytuacje będą miały miejsce, żeby nie byli zaskoczeni tym albo znowu też nie przeżywali, nie brali na siebie poczucia winy. Bo to często u ludzi dobrych i naiwnych, bo to trzeba po imieniu nazwać, właśnie powstaje coś takiego. U ludzi z dużą empatią powstaje takie poczucie winy. Może faktycznie ja jednak powinienem jeszcze dać. Może w imię miłości ja powinienem jeszcze poświęcić troszeczkę samego siebie, żeby ten drugi człowiek był zadowolony. W moim przekonaniu najgorsze jest to, że to dotyczy właśnie ludzi dobrych. Ludzi, których powinniśmy pielęgnować, podlewać i dbać o nich, żeby było ich jak najwięcej. I ci ludzie bardzo często właśnie w takich sytuacjach zamykają się i mówią: „Nie”. W swoim rozwoju, już takim bardzo fajnym, bardzo sympatycznym rozwoju swojej empatii zaczynają się cofać i mówić: „Nie, to ja będę się teraz uczył asertywności, zdrowego egoizmu” i tak dalej.
[29:06] - Ale zobacz, posłuchaj. Przecież zazwyczaj bywa tak, można powiedzieć w 80%, że jednak uczymy się najbardziej na takich ciosach, na traumach, na ciężkich sytuacjach. W związku z tym być może nieświadomie, a raczej podświadomie doprowadzają do sytuacji takiej właśnie, żeby ten cios oberwać, żeby jednak poczuć dosyć mocno po to właśnie, żeby zrozumieć, żeby się obudzić, żeby zacząć postrzegać z innej perspektywy sytuację.
[29:47] - Asieńko, tak jak ja cię bardzo uwielbiam i wiem, co robisz, wiem, czym się zajmujesz. Jeżeli ktoś cię posłucha i cię nie znaTo by pomyślał, że ty chciałabyś ludzi zostawić samopas i niech sobie doświadczają.
[30:03] - Oczywiście, że nie. Po to są nauczyciele, żeby można było do nich chodzić. Nauczyciele czy w ogóle ludzie. Rozmowy oczywiście. Każdy człowiek jest naszym nauczycielem, którego spotykamy. Ale czasami tak jest, że doprowadzamy sami pewnymi sytuacjami do takiego momentu, kiedy już jesteśmy na dnie. Ja oczywiście tutaj już przesadzam, ale dopiero się odbijamy od tego dna i wtedy mamy inną perspektywę i wtedy rozumiemy. Ja już tutaj nie mówię o takich traumatycznych sytuacjach w tej chwili, ale czasami zdarza się, że dopiero jak ta osoba dostanie w kość mocno, taka dająca, to myśli sobie: „Okej, więcej nie dam”. Ale to też minie za chwilę. Przychodzi złość, przychodzi rozczarowanie, wyrzuty sumienia, ale za chwilę jakieś inne spojrzenie, inna perspektywa i zaczynają troszeczkę inaczej postępować.
Choć i tak to są nadal ci ludzie, ci dobrzy, ci dający, ale już patrzący trochę inaczej, bardziej dbający może o siebie, o swoje poczucie.
[31:11] - I właśnie o to mi chodzi. Bo przecież to staramy się robić. I ty, i ja staramy się to robić, żeby ludzie nie musieli sięgnąć tego dna, żeby nie musieli aż tak bardzo się wypalić. Bo oczywiście w kategoriach doświadczeń, w kategoriach budowania świadomości całkowicie się z tobą zgadzam, że właśnie poprzez takie doświadczenia czegoś się uczymy o samych sobie. Przede wszystkim dlaczego ja mam taką potrzebę tego rozdawania? Co mnie do tego pcha? Co mną kieruje, że ja mam taką potrzebę dawania? Ja to pytanie zadawałem sobie wiele razy w życiu, dostając różnego rodzaju klapsy od ludzi, od życia. I też mówiłem sobie: „Okej, Sławek, ostatni raz”. Ale za chwilę przychodzi też taka refleksja: dlaczego ja mam zmieniać samego siebie i żyć nie w zgodzie z samym sobą tylko dlatego, że ktoś na przykład ten raz nie wykorzystał?
Dlaczego cała reszta ludzi, którzy mogliby coś ode mnie uszczknąć, tej energii, ma z tego powodu nie dostać tylko dlatego, że na mojej drodze pojawił się jeden pasożyt, który na chwilę wyssał ze mnie energię? I myślę, że to nie jest dylemat tylko mój.
[32:43] - Myślę, że masz rację, że tak jest. Ja to nazywam trochę syndromem Matki Teresy, że mamy w którymś momencie taki syndrom pomagania. To też jeszcze jest pytanie, czy te osoby, którym dajemy, czy one chcą tego tak naprawdę? Czy one nas proszą o to? Bo czasami jest jeszcze to rozdawnictwo takie nachalne, że chcemy po prostu uratować cały świat, pomóc wszystkim tak naprawdę nie pytając ich, czy w ogóle oni potrzebują tej pomocy, czy w ogóle jej chcą. I to już jest taki moment, kiedy już poszło za daleko, kiedy ten, który rozdaje, już się pogubił. Rozumiem jeszcze, jak są osoby, które chcą tej pomocy, potrzebują jej i my ją dajemy. Tam już nie ma tej równowagi, tylko dajemy, nie dostajemy nic w zamian. To zazwyczaj w związkach tak się zdarza. Bywa tak, czyli ten syndrom Matki Teresy, a wiele osób taki ma.
Gdzie ta pomoc jest czasami aż nachalna, że szukamy sobie – oczywiście teraz przeginam – ale szukamy sobie takiej ofiary, której możemy pomóc, której damy naszą energię. I jest mnóstwo osób, które po prostu szukają tylko w każdej chwili komu tu pomóc, komu tu podpowiedzieć, komu przyłożyć rękę, jeśli myślę sobie, że mogę uleczać. Komu coś tam, komu podpowiem jaką dietę stosować, komu podpowiem jeszcze coś, bo przed chwilą przeczytałam książkę. I to jest takie rozdawnictwo już przesadzone. I z tym też należy uważać, bo fajnie jest mieć wiedzę, fajnie jest z nią wychodzić do ludzi, ale też trzeba mieć ludzi, którzy chcą od nas brać tą wiedzę, czyli proszą o nią, a nie zarzucać osoby. W tym przypadku, kiedy ty masz audycję, to nikogo nie zmuszasz do słuchania audycji. Ty pomagasz ludziom, którzy wchodzą i słuchają tego świadomie, z wyboru. Oni chcą od ciebie pomocy. To jest zupełnie inna sytuacja.
[35:08] - Nie chodzę po domach.
[35:10] - Właśnie o to chodzi. Widzisz, nie chodzisz po domach, nie dopadasz ludzi.
[35:14] - Ja mam sposób, metodę. Ja was tutaj obudzę, przebudzę.
[35:19] - Tak, dokładnie.
[35:21] - Przekażę kraganek oświecenia.
[35:22] - Są różne takie etapy, różne możliwości tego rozdawnictwa. W związkach zazwyczaj bywa tak, że po prostu jedna osoba, tak jak mówisz, na zasadzie rezonansu jest ta dająca i ta biorąca. I teraz jeśli to się nie zharmonizuje podczas związku w sposób naturalny, to już tak zostanie. Niestety to się zazwyczaj poprzez jakąś pracę ze sobą czy jakiś rozwój, który się tam pojawia po drodze, gdzieś tam się zmienia. Jeśli jest takie założenie od początku, to ciężko jest to zmienić.To bardziej na zasadzie obserwowania siebie. Czy jest mi z tym dobrze? Jak się czuję? Czy ja mam wystarczająco? Czy ktoś o mnie dba tak, jak ja dbam o wszystkich innych? To jest pytanie, które trzeba sobie zadawać.
Czy ja mam tyle ciepła, ile ciepła daję innym? Bo przecież zasłużyłam, bo przecież daję.
[36:20] - Przepraszam, bo wpadłem ci w zdanie. Powiedziałaś na początku, że nie wiesz, z jakiego punktu widzenia ty to analizujesz. Więc ja ci powiem, bo już to odkryłem, że z kobiecego punktu widzenia to analizujesz, bo nie zrozumiałaś mojego porównania alternator i akumulator, a facet by to zrozumiał.
[36:41] - Zrozumiałam. Miałam malucha.
[36:45] - To dobrze. Oczywiście to taki żart. Natomiast poruszyłaś bardzo ważną rzecz, między wierszami. Być może to nie wszyscy wyłapali. Bardzo ważną rzecz, która się nazywa, że możemy pomóc człowiekowi tylko wtedy, kiedy on nas o pomoc poprosi. Tylko wtedy jest to pomoc, jeżeli on określi, jakiej pomocy potrzebuje i że w ogóle tej pomocy potrzebuje. W innym wypadku jest to już wchodzenie w jego świat bez jego zgody, bez jego wiedzy, bez jego udziału, a czasami wbrew jego woli. I to oczywiście jest niedopuszczalne. Nazywając rzeczy po imieniu, takich rzeczy robić nie mamy prawa. Natomiast jeszcze jedną rzecz chciałem tutaj powiedzieć i tu pozwolę sobie przytoczyć przykład, który pojawił się podczas jednej z rozmów na ten temat kiedyś prowadzonej przeze mnie.
Jedna z pań poruszyła wątek z „Titanica”. Ja chyba nie oglądałem całego „Titanica”, bo on w ogóle jest za długi dla mnie, ale jakieś sceny kojarzę, bo pewnie coś w międzyczasie robiłem. Jak główna bohaterka na tej łodzi, a on przy tej łodzi i ona mu sugerowała, żeby on już ją... Nie wiem. Nie będę mieszał, bo zaraz się okaże, że mnie zaczniecie poprawiać, że to nie z „Titanica”, tylko z czegoś innego. Chodzi o taką sytuację, kiedy zdrowym rozsądkiem byłoby opuścić daną osobę w takiej sytuacji i ratować siebie, ponieważ wiemy, że jej już nie jesteśmy w stanie uratować. I tu w kategoriach: co jest ważniejsze? Mądrość czy miłość, przywiązanie, miłość do tej drugiej osoby? I tu się pojawia wątek tak zwanych intencji, bo to akurat w kategoriach tych, o których rozmawiamy, będzie miał na moim podsumowaniu bardzo duże znaczenie. Czy my, zostając z tą osobą, chcemy jej towarzyszyć do końca jej dni, czy chcemy wykazać się odpowiedzialnością, lojalnością czy paroma innymi rzeczami?
Czy to jest tylko stricte miłość do drugiej osoby, czy są jeszcze inne czynniki, które każą nam z tą osobą, która już i tak wiemy, że umrze, pozostać?
[39:26] - To jest tak ciężki temat. Myślę, że w momencie, kiedy jesteśmy przy osobie umierającej, to są tak silne emocje, że one są zwielokrotnione w sposób jakiś szalony i jakakolwiek by to nie była emocja, czy to jest miłość, czy to jest... Nawet ciężko mi jest nazwać tę emocję. Jakakolwiek ona by nie była, to jest tak ogromna, że myślę sobie, że zdrowy rozsądek w tym momencie to nie ma takiej opcji. Nie ma takiego momentu, żeby umysł świadomy podjął jakąś świadomą, logiczną decyzję. Idziemy wtedy za emocjami, jakakolwiek ona by nie była, bo to może być miłość jakaś ogromna, ale może być też to, co mówisz, poczucie, że ja muszę, bo na przykład co to będzie, jak nie pomogę, czy cokolwiek innego. To jest tak emocja zwielokrotniona, że nie ma szans dopuścić tutaj umysłu świadomego z logiczną decyzją, która by decydowała: „I tak on umrze czy ona umrze, to ja w takim razie w tej chwili ratuję siebie”. Ja to tak postrzegam. Być może się mylę, ale mam wrażenie, że w takich momentach umysł świadomy nie przebije się. Nie ma opcji.
[40:51] - Słuchaj, ja się całkowicie z tobą zgadzam i też nie przez przypadek użyłem dość ekstremalnego przykładu. Bo w tych prostych sytuacjach te decyzje są mniej emocjonalne. Natomiast bardziej zmierzam do tego, że w takiej sytuacji ciężko nam rozpoznać swoje własne intencje, bo tak na dobrą sprawę chcemy zostać z tą osobą, ale nie wiemy, z jakiego powodu. Tak na dobrą sprawę nie wiemy, z jakiego powodu.
[41:24] - Ale czy to jest ważne na ten moment? Powiedz mi. Czy to jest istotne?
[41:27] - Nie.
[41:28] - No właśnie.
[41:28] - Nie, w tych kategoriach, Asieńko. Tylko skoro my nie jesteśmy w stanie rozpoznać swoich własnych intencji, więc jak możemy próbować rozpoznać intencje drugiego człowieka, skoro nie jesteśmy w stanie rozpoznać swoich? To było właśnie jako przykład w kategoriach tego dawania miłości.
[41:52] - Okej, dobra, rozumiem ścieżkę twoją.
[41:55] - Tak. Ja czasami nie tłumaczę tego aż tak bardzo wprost, chociaż staram się to robić i cały czas się tego uczę.Do czego ja zmierzam? Bo jest tam jeszcze jakiś finał, jakieś podsumowanie tego wszystkiego. Chodzi mi o to, co powiedziałem na początku: miłość do samego siebie. Kochani, mówię oczywiście Asiu do ciebie i też do naszych słuchaczy, żeby skoncentrować się na miłości do samego siebie. Ponieważ nie jesteśmy w stanie rozpoznać intencji innych ludzi. Nie wiemy, czy oni tej pomocy potrzebują, czy oni akurat takiej potrzebują, czy im ta miłość jest potrzebna, czy to jest pasożyt, czy to jest pijawka, czy jest szansa na to, że on tę miłość nam odwdzięczy jak ten alternator, czy na sam koniec nie wyjdzie to, że on jest niezadowolony, a my wypaleni i tak dalej. Zmierzam do tego, że z tą miłością do innych ludzi jest związanych bardzo wiele pułapek.
[43:07] - Ta ścieżka jest oczywista. Mam takie zdanie chociażby z tego względu, że w momencie, kiedy jest ta miłość własna, taka bezwarunkowa, absolutna miłość własna, to przede wszystkim przyciągając inne osoby działamy na zasadzie rezonansu. Czyli jeśli my jesteśmy szczęśliwi ze sobą, to przyciągamy osoby, które są szczęśliwe ze sobą i wtedy związki mogą być idealne. Może idealne to też trudno powiedzieć, bo jeszcze pewnie wyskakują inne rzeczy, ale to właśnie o to chodzi. Dlatego ja zawsze też tłumaczę przede wszystkim mamom, które siedzą w jakimś cierpieniu z dziećmi. Ja mówię, że jeśli ty będziesz szczęśliwą mamą, ty znajdziesz czas dla siebie, ty będziesz zadowolona, to dziecko na zasadzie rezonansu będzie brało od ciebie właśnie tę emocję. A nie smutnej, zmęczonej i niezadowolonej z siebie mamy. Czyli to jest kwestia tego, że działamy na zasadzie rezonansu. Przyciągamy takie osoby, ale też uczymy właśnie dzieci. Czyli w momencie, kiedy kochamy siebie i jest ta energia miłości do siebie, to zaufanie, pewną miłość przede wszystkim.
Ta bezwarunkowa miłość do siebie. Ja wiem, że to źle brzmi, ale to jest ważne. Przede wszystkim ja, a potem wszystko inne naokoło idzie ode mnie i bierze ode mnie. Ale jeśli ja sobie daję, to tak naprawdę nie muszę ciągnąć od innych.
[44:41] - I właśnie dobrnęliśmy do sedna i do pięknego wniosku. Bo dokładnie o to mi chodziło. Żeby pokazać, ty to powiedziałaś, ja tego jeszcze nie zdążyłem powiedzieć, więc powtórzę to po tobie. Kochając samych siebie, eliminujemy ze swojego życia ewentualnych pasożytów, ewentualne rozczarowania, ewentualne procesy wypalenia. Ponieważ, tak jak sama powiedziałaś, w naszym otoczeniu pojawiają się ludzie o podobnych wibracjach, podobnym podejściu, podobnym usposobieniu, podobnej świadomości. Otwierając się na wszystkich, przyciągamy wszystkich, którzy chcą brać. Otwierając się i koncentrując na miłości do samego siebie, owszem, rozdajemy tę miłość. Emanujemy tą miłością, ale już w towarzystwie osób, które tak naprawdę już nie potrzebują od nas tej miłości, tylko się cieszą razem z nami. Wspólnie się cieszymy tą otaczającą nas energią.
[45:48] - Dokładnie.
[45:50] - Eliminujemy to zagrożenie, o którym rozmawialiśmy wcześniej. Dlatego jeżeli już kochać, jeżeli kierować się w życiu miłością, to miłością do samego siebie. Cała reszta wtedy układa się sama, bo te ewentualne, już tak brzydko nazwane przeze mnie dzisiaj pasożyty i huby, po prostu nie będą się do nas w pewnym sensie podpinać, ponieważ nie będą miały szansy. Może staną te trzy metry dalej i tak pogrzeją plecki troszeczkę, chociaż na chwilę. Natomiast już nie będą miały możliwości tego ciągnięcia z nas, że tak powiem, bezkarnie tego wszystkiego, co tylko my chcemy rozdać i później sami gdzieś tam tę energię-
[46:40] - Tak, ale pamiętaj, że jeszcze jest jeden plus. Plus jest jeszcze taki, że te tak zwane huby, które mnie strasznie rozbawiły, to one też podczas takiego zbliżenia się do osób, które kochają siebie, mogą się trochę podciągnąć. Jeśli nasz rezonans będzie dosyć silny i ta wibracja będzie silna, to my mamy siłę podciągania tych niższych wibracji jednak. Więc też trochę mogą zyskać. Jeśli chcą oczywiście i są na to gotowe.
[47:14] - Obserwując naszą miłość do samego siebie.
[47:16] - Tak, to miałam na myśli.
[47:19] - I znowu widzisz, po raz kolejny się całkowicie z tobą zgadzam, ponieważ mój sposób zwracania ludzi uwagi na duchowość, na rozwój świadomości polega między innymi na tym, czego oczywiście w audycjach nie słychać, co mnie bardzo nurtuje. Widocznie to jest jakiś stres. Ale ty mnie Asiu znasz. Wiesz, że w rozmowie takiej normalnej jestem troszeczkę inny, bardziej weselszy, bardziej radosny. To jest właśnie pokazywanie ludziom tej pozytywnej energii w prostych sprawach życiowych, w sytuacjach w sklepie, w autobusie, na drodze, w pracy. Pokazywanie tej energii. I wtedy część ludzi właśnie o tym podciąganiu: „A dlaczego ty tak robisz? A co się stało, że ty stałeś się takim spokojnym, wesołym człowiekiem?”I tak dalej. A dlaczego ty się tym nie przejmujesz? Dlaczego ty się tym nie stresujesz?
Dlaczego ty tego nie przeżywasz? Dlaczego ty się nie denerwujesz? I wtedy ludzie sami, bez pukania do ich drzwi i mówienia: „Słuchajcie, ja wam powiem, jak się nie denerwować”. Oni sami o to pytają.
[48:33] - Dokładnie. To jest to podciąganie właśnie ich.
[48:37] - Tak. Ludzie patrząc na taką użytkową przydatność duchowości, czyli facet jest wyluzowany jak chomik w styczniu. Tę tugą próbuję zdenerwować, a on się po prostu uśmiecha. Ciężko go wyprowadzić z równowagi. Potrafi poukładać, że tak powiem, słowa, zdania, mówi logicznie, potrafi odpowiedzieć, jest uśmiechnięty, jest wesoły, tryska energią. Wow! Może ta duchowość ma też jakieś przełożenie na codzienne życie? I to jest właśnie wydaje mi się, że taka najlepsza forma dawania ludziom przykładu, czy tam zachęcania do tego, żeby też może próbowali zadziałać w tym kierunku.
[49:31] - Dokładnie. Trzeba zacząć od siebie i to jest właśnie ta główna rzecz, którą powinniśmy zrobić: zacząć zmianę od siebie, czyli najpierw my, potem reszta.
[49:41] - Ja to tak mówię: tam reszty to nie tykajmy tak na wszelki wypadek, bo różnie z tym jest. Łatwo jest przekroczyć jakąś tam granicę. Skoncentrujmy się na sobie. Zwłaszcza że tak na dobrą sprawę ludzie, jeżeli nie będą chcieli się zmienić, to się nie zmienią. I choćbyśmy się tam nie wiem, skiśli i wypróbowali to i owo, i tak dalej, to oni i tak tego nie zrobią, więc róbmy to.
[50:16] - Nie ma takiej opcji.
[50:17] - Róbmy to, co do nas gdzieś tam należy, to co nam gdzieś tam w sercach gra, a reszta jak ma ochotę, to niech się podciąga.
[50:26] - Dokładnie. Dobrze Sławku, zostawiam cię samego. Już prowadź audycję, będę podsłuchiwać.
[50:35] - Dobrze Asieńko, dziękuję ci bardzo.
[50:36] - Pozdrawiam serdecznie.
[50:38] - Bardzo dziękuję ci za telefon, miło cię było usłyszeć. Trzymaj się cieplutko.
[50:43] - Miłego wieczoru. Do widzenia.
[50:45] - Wzajemnie. Dziękujemy, wszystkiego dobrego. No i do usłyszenia oczywiście, mam nadzieję jeszcze w przyszłych audycjach, a może jeszcze dziś. Ja skorzystam z okazji, że podam kontakty do Radia Paranormalium, bo tutaj na Skypie jakiś taki cokolwiek znajomy nick się dobijał. Co prawda nieznajomy w tej audycji, ale w innej coś kojarzę. Może ktoś kojarzy taki nick Teflon. Kiedyś dzwonił do pewnej audycji, której już na antenie Radia Paranormalium nie ma. Więc kontakty do Radia Paranormalium to oczywiście numery telefonów: 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl.
Można oczywiście już teraz dzwonić, można także cały czas pisać. Nasz Gadogadut to 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i fanpage'u pana Sławka Bączkowskiego „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Jesteśmy też na grupach Radia Paranormalium oraz czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[52:27] - Zapraszamy kochani, bo jak widzicie te rozmowy, te wasze telefony też ożywiają moją osobę. I mówię ci, którzy mnie znają bardziej prywatnie czy mieli okazję ze mną porozmawiać w bezpośredniej rozmowie, pewnie czasami się zastanawiają, czy jestem taki w audycjach. Nie wiem, może trochę za bardzo się staram. Natomiast jestem zdecydowanie bardziej wesołą i pogodną osobą niż taką często poważną tutaj na antenie radia. Więc te telefony też pozwalają mi być bardziej chyba naturalnym. To taka malutka refleksja na temat mojej osoby. Natomiast wracając do-
[53:14] - No i wspomniany Teflon do nas właśnie teraz się dodzwonił. Halo, halo Teflonie, czy się słyszymy?
[53:20] - Tak, witam, witam tutaj Teflon.
[53:23] - Witaj Teflonie, cokolwiek by to nie znaczyło.
[53:26] - Tak że nic się do mnie nie przylepia. Nawet miłość. Dawno, dawno dzwoniłem jeszcze na RNF, na Radio Na Fali. To byłem częstym bywalcem.
[53:37] - Wiedziałem, że to ten Teflon. Wiedziałem.
[53:42] - To właśnie byłem ja. Znaczy jestem dalej, ale to już tyle czasu minęło, że nie wiem, czy mi się rozwinie gadka. Komputer inny. Wiem, że słabo słychać, bo próbowałem ten test Skype'a.
[53:54] - Nie, jest okej, nie stresuj się. Ja przynajmniej słyszę cię bardzo dobrze, a jeżeli ktoś tutaj w naszym towarzystwie ma słabe łącze internetowe to ja. Więc jeżeli ja cię dobrze słyszę, to myślę, że reszta słuchaczy słyszy cię bardzo dobrze.
[54:12] - No to super. Witam wszystkich. O to chodzi, że à propos tego tematu aktualnego bardzo dużoJuż powiedzieliście, które ja też chciałem w tym samym guście powiedzieć, więc mało mam do dodania, ale chodzi mi też o coś takiego, że ta miłość taka, która teoretycznie, żeby ją emanować, to jest też forma egoizmu według mnie. Bo człowiek osobiście na przykład ja daję, to się cieszę tym, że ktoś się tym cieszy. I to jest taki egoizm. To nie jest dawanie, tylko też branie. Nawet niewiele, ale to, że się cieszysz z tego, nie może tak być?
[54:51] - Powiem tak: słowo egoizm tutaj nie pasuje, natomiast sam mechanizm masz rację. Ja zaraz wytłumaczę, dlaczego mi słowo egoizm nie pasuje, bo ja często powtarzam, ktoś mnie pyta, dlaczego ja prowadzę audycje o świadomości, dlaczego ja się tym tematem zajmuję, dlaczego ja napisałem książkę. Ja odpowiadam: ponieważ chcę przebywać w gronie osób, z którymi będę mógł porozmawiać na poziomie świadomości, a nie na poziomie podświadomości. Chcę mieć wokół siebie osoby, które są radosne. Chcę mieć wokół siebie osoby, które są dobre. Chcę mieć wokół siebie osoby, które są miłe. Więc poniekąd moja działalność nie jest bezinteresowna, ponieważ ja też robię to w jakimś celu, natomiast nie nazwałbym poprawiania humoru drugiej osobie. To też oddziałuje później w drugą stronę na nas, ponieważ ta osoba ma lepszy nastrój, więc my się lepiej czujemy w jej towarzystwie. Więc faktycznie o takiej totalnej bezinteresowności mówić nie możemy, bo to działa w dwie strony zawsze, że coś jednak dajemy, ale też w zamian coś chociażby częściowo dostajemy. Natomiast dlaczego mówię, że słowo egoizm mi tutaj nie pasuje?
Ponieważ egoizm określa stan, kiedy w sytuacji konfliktowej wybieramy swoje własne dobro kosztem dobra czy interesu drugiego człowieka. Więc tutaj o egoizmie raczej mowy nie ma, ponieważ zasadniczo dwie strony na tym zyskują.
[56:41] - W sumie tak. Z tym że egoista to jest, nie wiem, inna sprawa. Jakby to przyrównać? Narcyzm to też ciężko, bo to jest niby kochanie siebie, ale kochasz siebie przez to, że jakbyś to przyrównał? Że po prostu chcesz kogoś rozweselić po to, żeby tobie było lepiej. Jakim by to słowem nazwać?
[57:05] - Wiesz co, jeżeli taka jest twoja intencja, jeżeli tylko i wyłącznie o to chodzi, żeby poprawić komuś nastrój, czyli robisz coś wbrew sobie, to trzeba to nazwać altruizmem. Czyli robisz coś wbrew sobie. Natomiast jeżeli to jest to również twoją potrzebą, a drugiej osobie sprawia to również przyjemność, czyli potrzeby dwóch osób są zaspokajane w tym momencie, to jeżeli szukałbym jakiegoś słowa, to prędzej symbioza.
[57:39] - Symbioza super, na to faktycznie trafiłeś, że uszedł. No bo właśnie o to chodzi.
[57:44] - Zmusiłeś mnie do strasznego wysiłku.
[57:48] - Tak. Także życie właśnie na tej symbiozie polega i każdy jakoś się wymienia tymi emocjami jeden z drugim. I właśnie to, co się daje, to się odbiera. To jest święta prawda, o czym mówiliście z koleżanką. To jest naprawdę święta prawda. Trzeba w ogóle mieć w sobie miłość, kochać siebie przede wszystkim, bo jest co wtedy dawać. Jeżeli nie masz czegoś, co możesz dać komuś, to nie ma co dawać. I ktoś widzi to, że to jest jakoś na siłę czy coś. A ty jesteś z uśmiechem, przychodzisz do sklepu, się uśmiechasz do pani, to ci da lepszą kiełbasę niż starszą i tak dalej.
[58:37] - Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale faktycznie zdarza mi się, że faktycznie pani mówi: „Nie, pan nie bierze tej kiełbasy”.
[58:48] - No właśnie na tej zasadzie. Ale jeszcze inna sprawa, żeby sprecyzować, co to jest ta miłość, bo to jest takie słowo ogólne, a tak naprawdę ciężko to tak powiedzieć według mnie, bo na przykład inną miłość, ja nie mam dzieci, niestety już stary jestem dla mnie chłop, żeby nie powiedzieć brzydkim słowem, ale po prostu wiem, porównując na przykład, że się inaczej kocha na przykład dzieci, to można nazwać miłością. Ale w skład tej miłości na przykład do dzieci wchodzi jakaś troska. Po prostu można rozłożyć na części pierwsze. Ja się elektroniką zajmuję, jestem trochę bardziej fizycznie do świata podchodzę i wszystko jakoś tak logicznie próbuję. Więc to słowo miłość to jest takie zbiorcze słowo, gdzie różne uczucia podchodzą do tego i na przykład co innego będzie dla dzieci, a co innego będzie dla jakiegoś partnera czy partnerki. I też można to rozłożyć na części pierwsze. I jeszcze jedna sprawa. Na przykład kwestia wieku. Załóżmy najpierw jakieś zauroczenie, potem będzie przyzwyczajenie.
[01:00:01] - Związanie, szacunek, zaufanie, wygodnictwo.
[01:00:06] - Na przykład. Bo też renta jest.
[01:00:12] - Absolutnie. Wiesz co, ja powiem ci tak: tematyce takiej miłości jako miłości w różnych aspektach poświęciliśmy trzy audycje jakiś czas temu i właśnie też szukaliśmyWspólnie definicji słowa miłość. Oczywiście tych synonimów miłości i synonimów szczęścia, bo to dwa aspekty ze sobą starałem się połączyć, było chyba 164 takich znanych w języku polskim. Pewnie jakbyśmy inne języki jeszcze do tego dołączyli, byłoby tego całe mnóstwo. Natomiast główną, i to jest coś bardzo ciekawego, miałem o tym wspomnieć króciutko wcześniej, że nikt nas nie uczy jako dzieci, później nastolatków, jako ludzi dorosłych, nikt nas nie uczy ani miłości, ani nawet interpretacji słowa czy zjawiska miłość. A miłość jest chęcią sprawienia, żeby istota, którą kochamy, to możemy być również my, żeby jej życie było lepsze, przyjemniejsze, weselsze, prostsze, fajniejsze, szczęśliwsze.
[01:01:33] - Tak, właśnie o to mi chodziło w tych pierwszych słowach. Im więcej dajemy, tym więcej bierzemy. To jest może taki instynkt samozachowawczy. Z doświadczenia, każdy ma swój charakter. Jeżeli siebie nie lubi, to innych może nie lubi. Po prostu nie ma z siebie co dać. Przez to też inni reagują tym samym, bo widzą jakiś zbur przyszedł do sklepu. Taki przykład ze sklepu. Jeżeli ktoś widzi, że uśmiechamy się, to bierzemy z pokładem. Ale czy to jest właśnie miłość?
Czy ten uśmiech, czy takie nastawienie się do drugiego człowieka, czy to jest ta miłość? Czy można to tak nazwać?
[01:02:16] - Oczywiście. Właśnie o to chodzi, że często wiele osób na przykład, jak słyszy słowo dusza, to myśli sobie: kościół, religia, Bóg. Nie zdając sobie sprawy, że dusza to jest świadomość, a świadomość to jest każda sekunda naszego życia. Że dusza ma też znaczenie praktyczne na nasze zachowania, na nasze decyzje, na nasze podejście, na sposób patrzenia na ludzi i tak dalej, na nasze relacje, na wszystko. I tak samo jest z miłością. Ludzie często przypisują, zostawiają to słowo na jakieś wybitne chwile w życiu. Urodzenie dziecka, to dziecko — miłość. Ślub — miłość. I później ta miłość ląduje w sejfie jako coś niesamowicie drogiego, cennego, ale jednocześnie skoro leży w sejfie, to przestajemy jej używać na co dzień. A miłość to jest bardzo prosty mechanizm, którego powinniśmy i grono ludzi używa w sposób codzienny.
Uśmiech do drugiego człowieka jest objawem miłości do drugiego człowieka. Obdarzenie kogoś, drobna przysługa to jest też miłość. Jakaś tam drobna chęć pomocy to jest też miłość.
[01:03:39] - Ale zauważ, że niektórzy naprawdę mają ten uśmiech przyklejony cyjanopkem do gęby i tyle. To inna sprawa, że po prostu uczą się różnych tych sposobów, jak to się ludźmi komunikuje, NLP czy jak tam by tego nie nazywał. Oni po prostu to robią z chęci zaistnienia w świecie, bo wiedzą, że tak się im, to nie jest kwestia miłości, tylko to jest kwestia biedy.
[01:04:10] - Słuchaj, ja nie poruszam tutaj aspektu w ogóle, że ktoś, znaczy uśmiech. Nie każdy uśmiech jest oznaką miłości. Tak samo jak nie każdy dobry uczynek jest oznaką miłości. Tak jak nie każde małżeństwo jest oznaką miłości. Nie możemy tego podpisać pod wspólną kreską, pod wspólnym mianownikiem, bo oczywiście masz rację, część ludzi wykorzystuje uśmiech do tego, żeby zmanipulować drugiego człowieka. Zresztą robią to również mężczyźni, tak samo jak kobiety. Na przykład w sytuacjach damsko-męskich. Kobieta się uśmiecha, bo chce uchodzić za pogodną, wesołą i tak dalej. Facet się uśmiecha, bo chce uchodzić za wyluzowanego, wesołego i tak dalej. Zmierza to tylko do tego, żeby stworzyć relację.
Nie wiadomo, ile ona przetrwa, ale chodzi o osiągnięcie konkretnego celu. Więc to już jest manipulacja.
[01:05:14] - Tak, ale zauważ, że właśnie mówiłem wcześniej o tych aspektach, że na przykład, żeby sobie uskarbić zaufanie u kogoś drugiego, że się jest fajnym, to najpierw, bo nie wiadomo, może on jest jakimś cyborgiem, jest jakimś przypleczuchem. Ufem wylądował i jest cyborgiem i wygląda na człowieka. Ale się uśmiechasz do niego. Też jeden i drugi nie wie, kto jesteś. Po prostu ciężko poznać charakter. Dopiero potem można cały ten czas, à propos na przykład związku, jakiś ten krótki okres, maksymalnie według mnie trzy lata to jest, tak z mojego doświadczenia to wynika, że jest właśnie kwestia tych hormonów, że poznajemy się jeden z drugim i te hormony szaleją, a później już się to przeradza w inne stadia. To dalej się nazywa miłość.
[01:06:10] - Widzisz, i tutaj znowu wracamy do tematu bardzo ważnego. Do tego, od którego w zasadzie zaczęliśmy naszą rozmowę. Od miłości do samego siebie. Jeżeli człowiek ma miłość do samego siebie, to nie zastanawia się, nie manipuluje, nie wykorzystuje tego uczucia w jakichkolwiek tak zwanych niecnych celach.
[01:06:33] - Słuchaj, nie znasz kogoś. Musisz najpierw strzeżyć piękne zęby jeden do drugiego. Musisz pochwalić się. Chłopy to się muszą portfelami chwalić, kobitki muszą się chwalić pięknymi piórami na sam dzień dobry. Nie wiesz kto jest kim i nie znasz jego charakteru, ale patrzysz na początku wzrokowo. Załóżmy dopiero potem, jak zaczniesz dyskusję. Na przykład my teraz dyskutujemy, wymieniamy swoje argumenty i z niektórymi ludźmi nie da rady takich tematów rozciągać, bo zwyczajnie ja dzwonię do tego radia, nie do innego. Do TVN takich dyskusji nie moglibyśmy robić.
[01:07:17] - Zasadniczo podejrzewam, że masz dużo racji, chyba że nas zaproszą kiedyś. Zobaczymy. Wszystko przed nami. To jest wieloznaczność słowa miłość. Ty nie mówisz o miłości teraz. Ty mówisz o poznawaniu się, o graniu przed sobą jakichś ról. O podrywaniu mówisz, o lansowaniu mówisz. Ty nie mówisz o miłości.
[01:07:48] - Tak. Mówię, od czego się to zaczyna, bo musi się od czegoś zacząć.
[01:07:55] - Właśnie o to chodzi, że według mnie przynajmniej osobiście, prywatnie, w moim odczuciu i z moich doświadczeń wynika, że jeżeli jest miłość do samego siebie, ta podstawowa forma miłości, do której ja namawiam siebie oraz wszystkich, to ten proces udawania ty przynajmniej ze swojej strony eliminujesz od razu na samym początku.
[01:08:20] - Przyjdziesz do sklepu: „Ja panią kocham” i się będziemy całować.
[01:08:27] - Dobra. Jest to ciekawe podejście oczywiście do tematu związków bardziej niż miłości.
[01:08:38] - O to mi chodzi, że miłość to są związki ogólnie, związki z ludźmi. Można kochać na przykład chłopa. Ja nie mówię o jakiejś bielactwie, tylko mówię, że też można powiedzieć, że to jest jakaś miłość. To się wtedy nazywa inaczej, że jakiś kumpel czy jakiś przyjaciel. Ten typ miłości do drugiego człowieka nie znaczy, że to ta sama płeć.
[01:09:00] - I tu całkowicie się z tobą zgadzam. Oczywiście miłość jest jakby nieuzależniona od płci. Przekazywanie miłości czy okazywanie miłości innym ludziom nie musi dotyczyć odmiennej płci. My mówimy tutaj właśnie o miłości związkowej, która zmierza do stworzenia związku. Natomiast oczywiście, że tak. Ja często byłem przez różne kobiety mojego życia podejrzewany, zwłaszcza w początkowych fazach znajomości o to, że ja kokietuję kobietę, ponieważ moje zachowania właśnie mogły być odebrane, moja sympatia do ludzi, taka właśnie miłość, otwartość, chęć rozmowy, zainteresowania się, powiedzmy drugim człowiekiem, empatii mogła być odebrana, że ja jestem miły, ponieważ chcę ją poderwać.
[01:09:54] - Słuchaj, to siedzi w naszych chłopskich genach, że zwyczajnie do drugiego chłopa to podchodzisz jakby do swojego rywala, a do kobiety podchodzisz jako do nie wiem. Według mnie to jest w genach wpisane, że podchodzisz do jakiejś może ewentualnie twojej żony.
[01:10:17] - Powiem ci tak: jeżeli chodzi o mnie, to się zupełnie nie zgadzam, bo ja tak samo wyściskam swojego kumpla czy przyjaciela, jak wyściskam swoją przyjaciółkę. U mnie te zachowania przytulania, okazywania radości, sympatii w przypadku kobiet i mężczyzn są bardzo podobne. Moi koledzy i przyjaciele się już przyzwyczaili do tego, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy jest mnóstwo radości, są jakieś radosne sytuacje, to ja nie mam jakichś zahamowań, żeby po prostu na powitanie kogoś swojego kumpla przytulić i strzelić tak zwanego misiaczka. Dlatego ja nie rozgraniczam okazywania miłości ze względu na płeć. Jedyną inną formą miłości, taką troszeczkę ubraną w inne zachowania stosuję wobec dzieci, ponieważ jestem bardziej delikatny, z większym wyczuciem i większą delikatnością.
[01:11:34] - Załóżmy na przykład ja teraz bym zapłacił gdzieś tam na Paranormalium. Czy to nie jest forma miłości, że Marek robi taką zajebistą rzecz? Czy to nie jest na przykład taka forma?
[01:11:47] - Nie bardzo. Rozumiem.
[01:11:49] - Czy jeżeli na przykład chodzi mi o to na przykład docenić Marka, jak robi Paranormalium Radio, żebym mu na przykład zapłacił na jakieś tam konto. Czy to nie jest też forma miłości, załóżmy?
[01:12:03] - Każda forma, która jest zgodna z oczekiwaniami drugiej strony i sprawia mu przyjemność, jest formą okazywania miłości. Czyli jeżeli pan Marek zbiera, utrzymuje radio z datków, czyli z jakichś tam wpłat słuchaczy.
[01:12:25] - Dobra, wiesz, nie będziemy się na części pierwszej... To nie o to mi chodzi, tylko chodzi mi o to, że po prostu podoba mi się koleś, bo robi fajną robotę, która jest niszowa i naprawdę fajna. I chcę mu jakoś się odwdzięczyć za to, że mogę słuchać mnóstwo bardzo ciekawych audycji.
[01:12:43] - To jest forma miłości. Oczywiście, jak najbardziej.
[01:12:48] - Widzisz, ta miłość jest naprawdę różna, można różnie o tym myśleć. Ciężko powiedzieć, czy to można nazwać miłością. Czy ja się odwdzięczam w tym momencie za to, że mogę mnóstwo rzeczy słuchać? Nigdy nie zapłaciłem nikomu za nic w internecie, dlatego, że sam też dużo do internetu daję swoich rzeczy i też mi nikt nie płaci. Ale to pomijając, chodzi mi po prostu zwyczajnie, że jakbym tak chciał. Teoria definiowania tej miłości, można na różne rozbić rzeczy, więc miłość tak naprawdę nie istnieje, według mnie.
[01:13:30] - Ja ci powiem tak: dla mnie wdzięczność jest jakby klonem czy częścią składową miłości. Tak jak na przykład szacunek czy wolność jest częścią składową miłości. Radość jest składową miłości, więc wszystkie te rzeczy, które wpisują się w słowo miłość, natomiast określają różne działania, są objawami miłości. Tylko my, żeby nie nadużywać tego słowa, to często faceci, kobiety mówią: „powiedz mi, że mnie kochasz”. Facet mówi: „nie, ja ci nie powiem, że cię kocham, bo to słowo osłucha i straci na wartości”. Czyli my o miłości mówimy w wyjątkowych chwilach. Jak się komuś oświadczamy, na ślubie mówimy o miłości i w ten sposób w naszej podświadomości ten wzorzec miłości przestaje funkcjonować, przestaje istnieć. Znaczy nie ma go, nikt go nie stworzył w naszej podświadomości, wzorca miłości. I dlatego my nie wiemy, jak ta miłość wygląda, jak powinna wyglądać, jak powinniśmy się z nią obchodzić. To tak, jakbyśmy dostali granat, z którym nie bardzo wiemy, co mamy zrobić.
Dlatego wolimy go schować do sejfu. Niech leży bezpiecznie. Co jest przyczyną właśnie naszego często nieszczęśliwego życia. Bo my myślimy, że raz na 30 lat usłyszymy: „kocham cię” i to wtedy ma wartość. Natomiast nie potrafimy się cieszyć prostymi objawami miłości typu wdzięczność, szacunek, zaufanie, wolność dla drugiego człowieka i tak dalej. I myślimy, że nikt nas nie kocha.
[01:15:19] - Ale zauważ, że patrzymy ze swojego punktu. Po prostu chodzi o mężczyzn. My jako chłopy. A na przykład taka kobieta lubi być adorowana, lubi, że doceni, że ona się ładnie pomalowała. Lubi być piękna. I dla niej to jest objaw miłości, bo ktoś zobaczył, że ja byłem wczoraj tutaj, trzy piętra wyżej, bo akurat tam mieszkam. Już nie będę mówił u kogo, może mnie nie pozna nikt. W każdym razie ona się cieszy, jak ja popatrzyłem, że wymieniłaś sobie obrus jakiś taki na stole. Kobiety się z takich rzeczy cieszą. Nie wiem, o co chodzi.
Po prostu potrafisz taką kobietę zadowolić głupimi rzeczami, a ona myśli, że nie wiem. To nie jest właśnie kwestia tej miłości, tylko że jakoś się nią interesujesz. To zainteresowanie wchodzi w całą tą teorię.
[01:16:26] - Słuchaj, po pierwsze to powiedziałeś troszeczkę takich sloganów, jak ja to nazywam, bo kobieta się będzie cieszyła z tego, że zauważyłeś, że zmieniła fryzurę albo że wymieniła obrus. Natomiast facet się będzie cieszył z tego, jak ktoś zauważy, że oddał felgi w samochodzie do renowacji albo kupił sobie nowy zegarek czy nowy krawat, albo że ładnie pomalował pokój, naprawił kran. Sytuacje są troszeczkę inne. Natomiast za każdym razem, jeżeli ktoś, druga strona czy inna osoba dostrzega nasze działania i nasze pozytywne działania, które wynikają z naszych pozytywnych intencji, to sprawia nam to przyjemność.
[01:17:17] - No właśnie. Miłość to jest sprawianie przyjemności.
[01:17:23] - Dlatego to też jest forma okazywania miłości drugiemu człowiekowi. Chociażby zainteresowanie. Ktoś ma jakiś problem i w środę będzie go rozwiązywał. Idzie na jakieś ważne spotkanie odnośnie pracy, spadku albo czegoś tam innego. I ty w środę wieczorem do niego dzwonisz i mówisz: „słuchaj stary, i jak tam ci się udało? Załatwiłeś wszystko w porządku?”. Czyli wykazujesz zainteresowanie jego problemami czy dylematami. To jest też forma okazywania miłości drugiemu człowiekowi. Zainteresowanie.
[01:18:00] - Tak. Widzisz, rozłożyliśmy to jedno słowo miłość na różne. To nie jest tak, że miłość to jest jedno. To jest cały czas różne słowo, można to nazwać różnymi określeniami. W końcu i tak można to nazwać miłość, ale właśnie to, chęć sprawiania przyjemności drugiemu to jest podstawa chyba. I to jest miłość. Ale jeszcze jedna rzecz, jaki jest tego sens? Jeszcze raz się powtórzę to, co mówiłem, że jak ty robisz komuś przyjemność, to się cieszysz, że on się cieszy i to jest cały pól.
[01:18:42] - Tak, dokładnie tak. To wtedy właśnie istnieje ta symbioza. Taka pełna symbioza jest wtedy, kiedy ta druga osoba, której ty sprawiłeś przyjemność i ona się ucieszyła, okazuje ci jakąś formę może nie wdzięczności, bo to już zaczyna być takieTakie kupowanie-
[01:19:08] - Nie, nie że wdzięczność, tylko po prostu ja się cieszę z tego, że ktoś się cieszy. To całkiem normalne. Są inne charaktery. Inna sprawa, jeszcze jednego nie poruszyłem. Chodzi o to, skąd się to bierze. Dlaczego jesteśmy tacy? To gadałaś, zapomniałem imię koleżanki.
[01:19:27] - Asia.
[01:19:27] - Jeszcze raz.
[01:19:28] - Asia.
[01:19:28] - Asia bardzo dobrze wszystko rozkminiła. Ty też tam dokładałeś niezłe rzeczy. Dlatego już nie wiedziałem, czy dzwonić, bo wszystko rozwaliliście nam w części pierwszej.
[01:19:44] - Jak widać nie.
[01:19:46] - I znowu zapomniałem.
[01:19:50] - Oj, przepraszam.
[01:19:53] - Dobra, może sobie przypomnę. Czekaj, weź tam walnij coś, ja sobie zaraz przypomnę.
[01:20:00] - Mówiłeś o tym, że na początku żeśmy o tym rozmawiali i że miłość to jest tak naprawdę, jeżeli sprawimy przyjemność-
[01:20:11] - Poczekaj, bo już wiem. Chodzi mi o to, dlaczego tacy jesteśmy. Gadałeś o tym, że jeden chce brać, drugi chce dawać i tak dalej. Ten, co daje, też cieszy się z tego, że dał i jego to rajcuje. Ja też lubię dawać uśmiech, różne rzeczy. Lubię coś na przykład taniej zrobić, bo ktoś się cieszy i tak dalej. Ja to robię sam dla siebie, nie dla kogoś. Miałbym więcej pieniędzy, załóżmy, ale ja się cieszę. Ja to robię tylko dlatego, żebym ja miał uśmiech na gębie. Na zasadzie po prostu uśmiechnięcia.
Skąd się biorą te charaktery? Czy to reinkarnacja, czy to właśnie jest stąd?
[01:20:58] - Słuchaj, przede wszystkim moim zdaniem ludzie potrzebują dostawać miłość. Uzależniają swoje samopoczucie od tego, czy są przekonani o tym, że ktoś ich kocha, czyli potrzebują dostawać. Wynika z tego, że nie mają miłości do samego siebie. To jest pierwsza podstawowa rzecz. Ludzie, którzy potrafią sami wytworzyć w sobie miłość, nie potrzebują jej dostawać. A z czego to wynika? W moim przekonaniu właśnie z rozwoju świadomości. Ponieważ ludzie na wcześniejszych etapach rozwoju świadomości, czyli po mniejszej ilości inkarnacji, po mniejszej ilości wcieleń, po mniejszej ilości zdobytych doświadczeń uzależniają swoje samopoczucie od innych osób. Potrzebują sobie kupić samochód lepszy niż mają inni, bo wtedy ktoś im mówi, że są super. Potrzebują mieć więcej pieniędzy, żeby sobie kupować następne dobra, żeby ludzie ich szanowali, doceniali, podziwiali i tak dalej.
Uzależniają swoje samopoczucie, swoje poczucie szczęścia od innych ludzi. Człowiek, który nauczył się kochać samego siebie, staje się poniekąd niezależny. Ponieważ nie przywiązuje już wagi do tego, jakim samochodem przyjechał. Nie przywiązuje też wagi do tego, czy ma najmodniejszy model butów, czy najmodniejszy model zegarka, tylko po prostu cieszy się tym, że przyjechał. Cieszy się obecnością ludzi, których spotkał. Cieszy się tym, co się wydarzy czy tym, co się wydarzyło. Czerpie przyjemność z przebywania, a nie z posiadania. Dążenie i moje przekonywanie ludzi do tego, żeby rozwijali miłość do samego siebie w sobie jest moją próbą.
[01:23:04] - Poczekaj, co to właśnie rozwijanie miłości do samego siebie? O to chodzi, że jak rozwijasz tą miłość? Według mnie trzeba być z siebie dumnym. Po prostu kochać siebie, bo się robi to, co się powinno robić.
[01:23:19] - Właśnie widzisz, używasz słów, które nie do końca określają stan miłości. Być dumnym.
[01:23:27] - Ale poczekaj. Jeszcze jedno. Być dumnym z siebie.
[01:23:30] - I robić to, co powinniśmy robić.
[01:23:33] - Właśnie o to mi chodzi, to słowo „powinniśmy”. Mamy jakiś cel życiowy, przyszliśmy na ten świat. Kurde, miałem pierwsze co powiedzieć, o godzinie 18:34 urodziła się trzecia córka mojego brata. Gratulacje jeszcze raz. Dzisiaj przychodzimy na ten świat.
[01:23:59] - Gratulacje.
[01:24:00] - Ona też ma swoją drogę życia, swój cel. Chodzi mi o to-
[01:24:08] - Że przychodzimy tutaj z jakimś celem.
[01:24:12] - Celem tak, dokładnie.
[01:24:14] - I właśnie to jest takie pytanie, bo ludzie poszukują tego celu, a tak naprawdę cel jest jeden dla każdego człowieka: spędzić to życie w jak najszczęśliwszy sposób.
[01:24:26] - Nie, może właśnie w najgorszy sposób, bo to jest też nauka.
[01:24:30] - Nie. Słuchaj, ja to cały czas powtarzam. Jeżeli ktoś twierdzi, że przyszedł na ziemię, żeby doświadczać, to nie powinien słuchać żadnych audycji, czytać książek, bo po prostu niech sobie zbiera doświadczenia. Jeżeli on z założenia chce doświadczać, to jest trochę tak: jeżeli chcesz doświadczyć szybkiej jazdy samochodem, to wsiądź w samochód i zapierdzielaj 180 na godzinę. Będziesz zbierał doświadczenia.
[01:25:04] - Nie, tylko że ty się rodzisz tutaj na przykład, załóżmy, nie ma samochodów, tylko są UFA i będziesz UFem latał.
[01:25:11] - Też może spowodować wypadek.
[01:25:14] - Wiemy dobrze, jak działa reinkarnacja. Nie kojarzę tych wszystkich audycji. Reinkarnacja jest dla ciebie faktem, tak?
[01:25:24] - Tak jest.
[01:25:26] - Więc wybieramy sobie jakąś drogę, że mniej więcej mamy tak i tak. Tutaj autostrady, a tutaj sobie możemy gdzieś pojechać na bok w tę i we w tę. To nie jest tak, że jeden jest królem, drugi jest gówniem.
[01:25:46] - No właśnie widzisz, o to chodzi, że przechodzimy poprzez kolejne etapy. Czyli na początku zbieramy doświadczenie bardzo ziemskie, później zaczynamy uzależniać swoje szczęście i samopoczucie od innych osób. Później dochodzimy do takiego momentu w swojej świadomości, że te wszystkie rzeczy, które robiliśmy do tej pory i tak nie dały nam szczęścia. I wtedy zaczynamy zastanawiać się, co jest tym szczęściem i zaczynamy szukać nie na zewnątrz, tylko w sobie. I wtedy stajemy się spokojnymi, szczęśliwymi ludźmi. Tak naprawdę bez względu na to, na jakim człowiek jest w danym momencie, etapie swojej drogi, to i tak na samym końcu, w którymś momencie dojdzie do wniosku, przy tym wcieleniu, następnym, za 30 wcieleń, że jego celem na Ziemi jest bycie szczęśliwym. Tylko pytanie, kiedy dojdzie. Może dojść do tego wniosku dzisiaj i powiedzieć: „Okej, Sławek coś tam pierdzieli, coś tam wie, coś tam mówi, ale w zasadzie co mi szkodzi spróbować być szczęśliwym?” I wtedy ten cały proces doświadczania, zanim dojdzie do tego momentu, kiedy uzna, że chce być szczęśliwym, może sobie oszczędzić, ale może również poprzez swoje doświadczenia upierać się, że szczęście mu da lepszy samochód, lepszy dom, lepsza praca, więcej pieniędzy, lepsze wakacje, lepsze ciuchy i tak dalej. I może sobie zbierać doświadczenie po to, żeby się przekonać, czy te wszystkie rzeczy dadzą mu szczęście.
[01:27:29] - No i właśnie na końcu wyjdzie to, że będzie gdzieś w Tybecie i nic nie robił.
[01:27:40] - Nie, to też nie jest tak do końca, bo jednak naszym celem, gdybyśmy się wszyscy jako mieszkańcy Ziemi wyprowadzili do Tybetu i żyli sobie w jaskiniach obok siebie, nie wchodzili sobie w drogę, to byłoby tak troszeczkę, jak zamknąć alkoholika w szklanej klatce, odciąć go od towarzystwa, od alkoholu i twierdzić, że jest zdrowy. Żeby się przekonać, czy jesteśmy zdrowi, czy te teorie już potrafimy wcielać w życie, czy potrafimy się tak zachowywać, jak byśmy chcieli, musimy się znaleźć w konkretnej życiowej sytuacji, żeby sprawdzić, czy wyciągnęliśmy wnioski z poprzedniego doświadczenia, czy znowu damy się ponieść nerwom, emocjom, kłótniom, złościom, zawiściom, nienawiściom i tak dalej.
[01:28:34] - Ale damy się. Właśnie dlatego jesteśmy ludźmi. Są różne inne istoty na tym świecie, ale my jako ludzkość w tej tak zwanej trzeciej gęstości, chyba pierwsza na tej Ziemi, my jako człowiek mamy tą świadomość, że jesteśmy po prostu istotami, że jest na przykład niebo, chociaż jest bardzo podobny do nas. Kot też nie wiem, czy ma, to ciężko powiedzieć, ale my jesteśmy świadomi, że po prostu zwyczajnie mamy istoty obok siebie niższe i ja jestem świadomy też tego, że mamy wyższe i ta Ziemia jest... Teoria jest różna. Czy to jest tak faktycznie, czy to nie jest, że jesteśmy tą hodowlą jako ludzkość, czy nie jesteśmy, to już inna sprawa, ale z tego, co widzę dookoła, to my jako pierwsza z nacji tutaj tych wszystkich innych zwierząt wiemy, że żyjemy i się zastanawiamy po co i na co. Pies nie wiem, czy się zastanawia. I to jest też ciekawe. Ciekawe jest to, że my jako pierwsi możemy zawładnąć kurami na przykład zamknąć je w klatce i ona nie widzi świata, a inne widzą, bo masz jaja takie, takie, inne, że chodzą w biegu wolnego lub nie. Więc jesteśmy królami akurat tej Ziemi, ale mogą być inni królowie tego naszego wszechświata.
I dlaczego, à propos tej wolnej woli i miłości, czy nie jesteśmy sterowani?
[01:30:14] - Poruszyłeś teraz w swojej krótkiej wypowiedzi kilka wątków na kilka audycji, więc ciężko tak będzie na wszystko ci tutaj powiedzieć moje zdanie. Oczywiście ja twierdzę, że nie jesteśmy sterowani. Ja twierdzę, że nie jesteśmy żadnymi królami tutaj, na tej Ziemi i do tego wniosku też musimy kiedyś jako ludzkość dojść.
[01:30:38] - Ale zauważ, że genetycznie modyfikowani jesteśmy. Potrafimy sami się modyfikować genetycznie, robić te jakieś tam owce Dolly, jakieś tam nie wiadomo co. Zmieniamy jakieś tam rośliny, więc cała ta Ziemia jest prawie już pod naszym... Ledwo co już sięgamy tego, co prawie nas stworzyli.
[01:31:03] - Ja ci powiem tak: według mojej wiedzy i informacji już parę razy na takim etapie byliśmy i po tym, że tak powiem, naszym przekonaniu, że tacy właśnie jesteśmy super, hiper i ekstra pozostała tylko Ziemia. Natomiast my zaczynaliśmy swoją ewolucję od początku. Więc to jest bardzo zgubne myślenie, że już sięgamy Boga i tego, co nas stworzył i że jesteśmy, że tak powiem, z nim równi.I te próby podporządkowania sobie i zawładnięcia tą ziemią zawsze się kończą dla nas bardzo źle jako dla ludzi. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że uda nam się ten następny krok zrobić. Aczkolwiek informacje, które coraz częściej i gęściej do nas docierają, raczej pokazują, że zbyt dużo czasu na refleksję i na dokonanie zmian już nam nie zostało. Ale to temat na inną audycję. Zresztą nawet dzisiaj z panem Markiem żeśmy na ten temat chwilę przed audycją rozmawiali. Więc ja uważam, że to, co teraz powiedziałeś, to jest ślepy zaułek właśnie tej naszej ziemskiej natury. I to nie ma nic wspólnego ani z miłością, ani ze świadomością, tylko jest takim troszeczkę uwstecznieniem nas.
[01:32:42] - Słuchaj, ja bardzo przepraszam, bo muszę teraz wyjść z mieszkania, do auta muszę pójść. Skończę dyskusję. Proszę kontynuować. Potem sobie odsłucham, dobra?
[01:32:54] - Dobra. Dziękuję ci bardzo za ciekawą rozmowę.
[01:32:57] - Dzięki.
[01:32:57] - Mam nadzieję, że to nie był ostatni raz. Także nie gryzę, więc serdecznie zapraszam do następnego telefonu. Dobrej nocy, miłego wieczoru. Trzymaj się. Dzięki.
[01:33:09] - Dzięki Teflon. Ja może przypomnę kontakty, może ktoś jeszcze zadzwoni. Nasze numery telefonów to oczywiście 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także do nas pisać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:34:12] - Dziękuję panie Marku. Czekamy na kolejnych słuchaczy, kolejne słuchaczki. A ja sobie tutaj w międzyczasie odpaliłem Messengerka, bo mi tam pikało, że pan Marek coś podsuwa, więc jeszcze spróbuję, zanim pójdziecie spać przeczytać kilka komentarzy, bo tu też parę widzę osób nowych nam się włączyło do dyskusji, do rozmów, co mnie bardzo cieszy. Ale oczywiście w dowolnym momencie przerwę, jeżeli ktoś będzie miał chęć tutaj do nas zadzwonić. Anna pisze tak: „Nieprawda, ja mam wiele miłości do zaoferowania, a nikt się nie zgłasza”. Smutny uśmieszek, smutna mordka na koniec. Stefan odpisuje: „Ciekawe czemu?”. I to jest właśnie ciekawe. Ale tu tak na dobrą sprawę na to pytanie odpowiedź znasz Aniu tylko ty. Myślę, że to był komentarz z początku audycji, więc być może w trakcie naszych rozmów telefonicznych pewne rzeczy troszeczkę się poukładały i być może znalazłaś odpowiedź na to pytanie.
Ciekawe czemu nikt się nie zgłasza? Ja tylko podpowiem, że żeby dość szybko i sprawnie znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba przed samym sobą przyznać się co do własnych intencji. I też do jakości tej miłości, którą mamy do zaoferowania. A być może jest tak, jak z Asią żeśmy rozmawiali na początku, że się pojawia to rozdawnictwo takie bez opamiętania i ładowanie pustych akumulatorów. Sanchez pisze tak: „A bo miłość trzeba mądrze, a nie ślepo”. No właśnie, bo tutaj jakby poruszyliśmy temat miłości, a pytanie było, co jest w życiu ważniejsze, czym się w życiu kierować: miłością czy mądrością? Więc żeby też już nie robić tego w moim ulubionym stylu, czyli żeby was nie naprowadzać, tylko powiem wam, jakie jest moje zdanie na ten temat. Aby miłość była miłością, nie rozdawnictwem, aby miłość nie stwarzała nam problemów i nie powodowała tego, że z czasem ludzie będą się od nas odwracać, żeby nie powodowała wypalenia i poczucia winy, pomiędzy miłością a mądrością trzeba postawić znak równości. To, co napisał Sanchez: „Bo miłość trzeba mądrze, a nie ślepo”. I dlatego te dwie rzeczy, dopiero miłość i mądrość, kiedy idą ze sobą w parze, mogą stać się celem naszego życia i sensem naszego życia.
I też nie będą niosły ze sobą takiego olbrzymiego ryzyka. Jak się ta mądrość odnośnie miłości w sposób praktyczny prezentuje? Być może spróbuję powiedzieć wam w następnej audycji, aczkolwiek niekoniecznie, bo być może ktoś z was w przyszłym tygodniu będzie chciał zadzwonić i swoje zdanie na ten temat... i powiedzieć, do czego oczywiście serdecznie was zapraszam. Ania pisze: „Czyli co to znaczy mądrze?” No właśnie. Tak jak widzisz Aniu, powiedziałem przed chwilą, to nie jest temat na jedno zdanie, bo to są właśnie te aspekty, kiedy kochając czy obdarowując miłością inne osoby, zaczynamy przekraczać granice, ryzykować stratę miłości do samego siebie. Więc to są tematy dość subtelne i nie chciałbym tak pstryknąć palcem i jednym zdaniem to powiedzieć. Tak jak powiedziałem, może poruszymy ten temat w takim razie za tydzień. Ania pisze: „O Boże, jak to trzeba posłuchać do końca, bo już pomyślałam o eutanazji”. Jednak trzeba słuchać do końca.
Cieszę się, że wytrwałaś do końca i nie zdecydowałaś się w międzyczasie na eutanazję, bo miałbym pewnie jakieś wyrzuty sumienia, gdybym się o tym dowiedział. Miłe słowa. Sandcz pisze: „Dobrze prawią”. To było najprawdopodobniej Asiu do naszej dyskusji. Bardzo się cieszę w imieniu swoim oraz Asi. Sandcz pisze: „A po co ci eutanazja? Pożyj sobie”. Oczywiście, że tak. Zwłaszcza że wiemy dokładnie, że im więcej załatwimy teraz, tym mniej będziemy mieli do załatwienia następnym razem. Więc warto jeszcze pożyć, pociągnąć tutaj troszeczkę i pozałatwiać jak najwięcej spraw.
O, właśnie. Ania pisze: „Ach, to już wiem czemu jestem sama. Wyeliminowałam pasożyty i huby”. Widzisz Aniu, czyli tak jak miałem nadzieję, że jednak w trakcie audycji znajdziesz odpowiedź na to pytanie. To jest ten moment, przed którym właśnie dzisiejszą audycją staram się może nie tyle uchronić, bo pewnie nie jestem w stanie uchronić. Natomiast przestrzec, że takie sytuacje właśnie w przypadku, kiedy ilość miłości do innych jest większa niż ilość miłości do samego siebie, będą się niestety mogły przytrafiać. Natomiast oczywiście nie poddawaj się teraz. Jeżeli masz zapas tej miłości, to spróbuj ją skierować do samej siebie, odbudować to swoje dobre samopoczucie. Na tym się skoncentruj i zobaczysz, że z pewnością nie będziesz sama. Ja wiem, jak to wygląda w praktyce, kiedy ludzie, którzy się uśmiechają, którzy są pogodni, którzy są energetyczni, którzy kreują same pozytywne rzeczy, obdarzają ludzi taką pozytywną, rozsiewają wokół siebie pozytywną energię, są prawdomówni, uczciwi, lojalni i kochają samych siebie, są zawsze mile widziani w przeróżnych towarzystwach.
Ja miałem nawet ostatnio sytuację, kiedy zadzwonił do mnie mój serdeczny przyjaciel i pod pretekstem, że ma coś ważnego, jakąś ważną sprawę, umówił się ze mną, a następnie zaprosił mnie do kina. Ja mówię: „Ale czemu?” „A bo się za tobą stęskniłem”. Czyli w pewnym sensie stęsknił się też za możliwością przebywania w takim towarzystwie troszeczkę bardziej pozytywnie i optymistycznie nastawionym do życia. Także nie martw się, jeżeli ta miłość w tobie do samej siebie też gdzieś tam się rozwinie, to z pewnością nie będziesz sama. Sandcz pisze: „Ja też wyczułem, że jak za dobry jestem, to cię potrafią zżerać takie kiany”. Cieszę się bardzo, że ta audycja nie trafiła w próżnię, że jednak jesteście dowodem na to, że właśnie tak się kończy ta niekontrolowana miłość do innych ludzi. Ania pisze: „Stwierdzenie im więcej dajemy, tym więcej dostajemy jest truizmem niemającym niejednokrotnie pokrycia w rzeczywistości. Zdarza się wiele razy, że miłość idzie dalej, rozprasza w postaci cząstek”. Ja się zgadzam z tobą i też i w pierwszej, i w drugiej rozmowie telefonicznej rozmawialiśmy na ten temat, że jeżeli jesteśmy nastawieni tylko i wyłącznie na dawanie, to faktycznie będziemy ładowali to jak studnię bez dna. Będziemy po prostu ładować te akumulatory, a one się za chwilę będą rozładowywać i znowu będziemy je ładować.
To nie jest jeden do jednego, że im więcej dajemy, tym więcej dostajemy. Wprost przeciwnie. Czasami może to doprowadzić do tego, że im więcej dajemy, tym będziemy podlegali presji, żeby dawać jeszcze więcej. Więc całkowicie się z tobą zgadzam, że nie zawsze to jest tak, że im więcej dajemy, tym więcej dostajemy. Ania pisze: „Jej, musiałam ocenzurować własną wypowiedź”.Dodawszy, że nie zawsze te cząstki miłości wrócą. Ja już jeden na milion w całości. Dokładnie. Nie zawsze dostajemy tyle, co dostaliśmy. Często zostaje nam tylko dzika satysfakcja i nic więcej, a to czasem się ulatnia i nic nam nie pozostaje. Zostajemy wypompowani.
Cały czas widzicie, kochani, znajdujemy potwierdzenie nie tylko w moich wypowiedziach, że tak właśnie jest. Mówię broń Boże albo jakoś tak. Taka była intencja tej dzisiejszej audycji, żeby jednak nie dać się ponieść często sloganom, że miłość jest celem naszego życia, miłość bezwarunkowa i tak dalej. Że żyjemy na ziemi, na której jednak mimo wszystko czyhają pułapki i musimy do tej miłości dołączyć mądrość, zrozumienie i świadomość, bo czasami nawet najlepsze intencje potrafią ludzie wykorzystać przeciwko nam. Trzeba pomiędzy miłością a mądrością postawić znak równości. Anna pisze: „Panie Teflon, filantropia jest miłością altruistyczną, często nieosobową, ale jest też formą miłości egoistycznej, bo pokazuje nam, że mamy gest”. Tak, już żeśmy na ten temat rozmawiali. Sanchez pisze: „To takie na pokaz, a trzeba być dobrym raczej na co dzień, a nie tylko od święta”. To też się pojawiło w naszej rozmowie z Teflonem. Ja jakiś czas może dziwny, ale ostatnio mnie strasznie cieszy przepuszczanie ludzi na pasach i jak się uśmiechają.
Oczywiście każda forma okazywanej miłości, pod warunkiem, że jest świadoma tego, co robimy. Kochani, pamiętajcie, że to są audycje o świadomości, audycje o tym, żeby tą naszą świadomość rozwijać, żeby nie przyklepywać pewnych wzorców bez zrozumienia i też nie iść za jakimś trendem, pędem albo jakimś wzorcem, którego nie rozumiemy. Dlatego tak zwracam uwagę na to bardzo mocno, żebyśmy rozumieli samych siebie. Bo jeżeli tak, jak w poprzednim komentarzu bodajże Ani było, że pokazujemy, że mamy gest. Więc jeżeli nie rozpoznamy tych intencji w sobie, to później może być właśnie taka sytuacja, że dajemy i to do nas wraca zupełnie w innej formie, nie w takiej, jakbyśmy chcieli. Natomiast każda forma świadomego dawania miłości, której jesteśmy świadomi, jak na przykład przepuszczanie na pasach, jest oczywiście jak najbardziej fajna, przyjemna. Ania pisze jeszcze tutaj: „Tak, tylko już odnoszę wrażenie, że w tej rozmowie spłaszczamy pojęcie miłości do życzliwości, samozadowolenia. Ale coś mi się wydaje, że w pojęciu miłości jest coś więcej”. Sanchez pisze: „Bo miłość to raczej szerokie pojęcie. Warstw miłości jest tyle, co charakteru.
Każdy może mieć inną definicję szczęścia”. To o szczęściu będzie za chwilę. Natomiast ja wrócę do tego pojęcia miłości. Kochani, w rozmowie z Teflonem powiedziałem i powtórzę to jeszcze raz, bo to jest ważne. Nikt tak naprawdę nie uczy nas miłości. Uczono nas i uczy się, jak okazywać szacunek, to, tamto, śmamto, ọmto, wzorców zachowań i tak dalej. Tego nas uczono. Zastanówcie się, ja nie mówię tutaj, że ktoś to zrobił celowo, ale być może właśnie dlatego jest tyle pojęć i tyle różnych określeń, żeby ten wzorzec miłości w naszej podświadomości nie zaistniał w naszym życiu. Dlatego może właśnie zostało to w jakiś sposób zrobione celowo, żebyśmy się do tej miłości nie potrafili zbliżyć. Tak jak na przykład kochanie samego siebie jest często nazywane narcyzmem.
Jest wręcz negowane i wręcz potępiane po to, żebyśmy tego stanu miłości, radości nie potrafili z tym obcować. Bo jak to zabrzmi, jeżeli Sanchez mówi, że przepuszcza ludzi na przejściu dla pieszych i sprawia mu to przyjemność. Jak by to zabrzmiało, gdyby on stanął na skrzyżowaniu i powiedział: „Robię to z miłości do was”, a ludzie by powiedzieli: „Wow, dziękujemy ci, że nas kochasz, że okazujesz nam miłość”. My nie jesteśmy oswojeni z takimi zachowaniami, więc trudno, żebyśmy potrafili w tym środowisku miłości funkcjonować. My się tego boimy jako ludzie. To jest dla nas coś zupełnie obcego. Więc właśnie po to na ten temat mówię, żebyśmy zaczęli się oswajać z tym, że miłość to nie jest tylko miłość rodzica do dziecka, miłość Boga do człowieka i miłość małżonków do siebie. Objawem miłości dla drugiego człowieka jest również przepuszczenie go na przejściu dla pieszych. Według mnie tak. Chociaż nazwiemy to uprzejmość, życzliwość.
Nie nazwiemy tego miłością. Dlaczego nie nazwać tego miłością?Miłość to jest chęć sprawiania, by życie drugiego człowieka, drugiej istoty było lepsze, weselsze. Czy przepuszczenie drugiego człowieka na przejściu dla pieszych nie powoduje to, że on się uśmiecha, że jest zadowolony, że jest wdzięczny i tak dalej? Czy to nie jest miłość? Jest. Tylko nauczmy się o tym mówić otwarcie. Sanchez też pisze, że każdy może mieć inne definicje szczęścia. Oczywiście zgadzam się z tym i też mówię: zapraszam, jeżeli nie mieliście okazji, ci, którzy dzisiaj są z nami, Sanchez, wysłuchać audycji, w której rozbijałem szczęście na 136 synonimów, to cofnijcie się, bo ja całkowicie się zgadzam. Jeżeli jest 130, 200, 400 synonimów słowa „szczęście”, oczywiście każdy z nas może to szczęście inaczej postrzegać i też może dla niego to inaczej wyglądać. Ania pyta: a nasz rozwój to dążenie do ideału lub miłości absolutnej lub oświecenia?
Jeżeli już bym się z czymś próbował zgodzić, to może z tym ideałem, ale to też jest bardzo szerokie pojęcie. Według jakiego ideału? Natomiast o miłości absolutnej poniekąd tak. Natomiast absolutna to jaka to jest absolutna? Moglibyśmy też tutaj poświęcić temu tematowi więcej czasu. Sanchez pisze: teraz ludzie mają sprane mózgi. Każdy tylko goni i goni za czymś i nie myśli. Mają wytyczne i chodzą jak zombie. Dobrze powiedziałem. Nie, oczywiście.
Drogi Sanchezie, z tobą nie zgadzam, bo tematy o duchowości i osoby, które tymi tematami się interesują, jest ich naprawdę bardzo wiele. Ilość grup na Facebooku chociażby, które się tym zajmuje. Ilość filmów na YouTubie, ilość kanałów na YouTubie, ilość informacji na ten temat, stron internetowych jest po prostu przeolbrzymia. Ilość terapii, ilość metod, sposobów. A gdyby nie było tak zwanego popytu, nie byłoby też podaży. Ja mówię, mam to szczęście, że książkę zacząłem pisać 20 lat temu, więc już wtedy miałem jakieś poglądy, które chciałem przelać na kartkę papieru. Więc ja chociażby w perspektywie tych 20 lat mam porównanie, jak wielki progres odnośnie zmian świadomości ludzi nastąpił. Więc nie zgodzę się z tobą. Oczywiście są i tacy. Natomiast jest mnóstwo ludzi, zwłaszcza młodych, już się tą tematyką interesuje.
Karolina pisze: pozdrawiam, panie Sławku. Niestety ja lokuję uczucia w niewłaściwych osobach. Niestety miłość i mądrość rzadko kiedy idzie w parze. Serce i rozum to dwa różne bieguny. Droga Karolino, całkowicie się z tobą nie zgadzam i najprawdopodobniej nie wiem też, jakie masz doświadczenia. Teflon nam się tutaj przyznał, że jakiś ten bagaż życiowy już na sobie ma. Natomiast jeżeli tak to wygląda, kochani, pamiętajcie, jeżeli tak to wygląda, to jest trochę tak, jak powiedziała Asia na początku rozmowy. Jest to jakieś tam doświadczenie, bo niestety ja też o tym wielokroć powtarzałem. Często nie zastanawiamy się, jak jest nam dobrze, natomiast zaczynamy się zastanawiać, jak jest nam źle. Zaczynamy się zastanawiać nad sobą, nad innymi.
Więc jeżeli takie doświadczenia masz, to na 99% jest coś w tobie, co wymaga zmiany. Albo czegoś jest za dużo, albo czegoś jest za mało. I jeżeli twierdzisz, że miłość i mądrość to dwa różne bieguny, to już wiemy, o co chodzi. Między miłością a mądrością trzeba postawić znak równości, nie odwrotności. Ja oczywiście nieustająco w takich sytuacjach, kiedy jest nam źle, kiedy jest nam ciężko, kiedy mamy jakieś takie właśnie kiepskie doświadczenia, to po pierwsze warto się zastanowić, jaki wzorzec, jaki filtr, jaka matryca jest w centrum naszej uwagi, na czym koncentrujemy swoją uwagę. Czy na tym, że szklanka jest do połowy pusta, czy na tym, że szklanka jest do połowy pełna? I też warto wtedy jeszcze z większą chęcią, wysiłkiem i zaangażowaniem poświęcić czas na wypracowanie takiego fajnego wzorca miłości do samego siebie. Ania pisze: dobrze, Duncan powiedziałeś, że nie ma nic złego w zadaniach, ale myślenie też się przydaje i to bardzo. Dobrze, bo coś mi się tutaj przewinęło. Tutaj Inka nam się pojawiła.
Bardzo cię, Inko, witam. Dawno cię tutaj nie czytałem u nas.Inka pisze: Karolina, ciekawa jestem, dlaczego lokujesz swoje uczucia tam, gdzie nie powinnaś i popełniasz te same błędy. Może jakaś terapia z psychoterapeutą pomogłaby ci to rozwiązać? Całkowicie się zgadzam. Jeżeli nie dajesz sobie sama rady, nie znalazłaś odpowiedzi w samej sobie, to może trzeba poprosić kogoś o pomoc, żeby spojrzał na to z zewnątrz, bo czasami z zewnątrz widać dużo lepiej niż ze środka i może ktoś ci zwróci uwagę. Ja też, kochani, nie przez przypadek ten temat poruszyłem, ponieważ ja już też ten etap doświadczania rozdawnictwa mam przerobiony. Więc zakładam, że nie jestem wyjątkowym egzemplarzem na tej ziemi i że dotyczy to tylko mnie. Więc założyłem, że dotyczy to dużo większej ilości dobrych ludzi. Dlatego postanowiłem to poruszyć i jak widać na załączonym obrazku, niestety się nie myliłem. Natomiast tak, Inka dobrze podpowiada, warto by było z kimś na ten temat porozmawiać.
Inka pisze też do Sancheza: Dajesz palec, łapią rękę. Tak, jeżeli mamy ochotę i wewnętrzną potrzebę rozdawania, to tak będzie. Rękę, ramię, tułów, później całego wessą i wyplują. Ja tak mówiłem, z rozdawnictwem miłości jest taka sama pułapka jak z afirmacjami. Ostatnio rozmawiałem z kolegą. Miałem ten przykład dać wcześniej. Podam go teraz. Rozmawiałem z kolegą, którego terapeuta uczył, jak wyznaczać sobie cele, jak koncentrować swoją uwagę na celu, żeby go osiągnąć. I podawał przykład ze swojego życia, kiedy miał marzenie. Zrobił sobie to dla próby, dla treningu, dla wprawy, dla przekonania samego siebie, że to działa.
Miał potrzebę posiadania wymarzonego samochodu. To była jakaś beemka. I koncentrował swoją uwagę, myśli na tym, że ma taki samochód. Co się stało? Po jakimś czasie, po miesiącu, po dwóch, już nie pamiętam, miał wypadek swoim samochodem. Samochód też był powiedzmy niedupowy. Odstawił go do warsztatu do naprawy bezzwrotowej. I co? Jako samochód zastępczy dostał właśnie ten samochód, który mu się marzył, ponieważ były problemy z jakimiś częściami do jego samochodu. Więc tym samochodem, swoim wymarzonym, jeździł przez miesiąc.
Oczywiście musiał go oddać. Natomiast jego intencja związana z tym, żeby mieć taki samochód, była niedoprecyzowana, ponieważ sposób, w jaki wszedł w posiadanie tego samochodu, był bardzo niebezpieczny, ponieważ był skutkiem wypadku, rozbicia swojego własnego samochodu. I do tego wszystkiego ten wymarzony samochód nie pozostał w jego posiadaniu na całe życie czy na ten czas, kiedy on by chciał. Nie był jego własnością, tylko miał możliwość użytkowania tego samochodu. Jest to też jakieś doświadczenie, bo być może zrozumiał, że to nie jest jego wymarzony samochód, że zbyt dużo pali, że to, tamto. Nie rozmawiałem z człowiekiem, więc nie wiem. Natomiast tak się realizują nasze marzenia, że jeżeli nie posiadamy w sobie miłości do samego siebie, czyli hamulca, że okej, najpierw o swoje własne. Tak jak też ktoś powiedział: nie dam nikomu czegoś, czego sam nie posiadam. Nie dam nikomu 100 złotych, jeżeli tych 100 złotych nie mam. A jeżeli to jest moje ostatnie 100 złotych, to chcąc rozdawać, oddam te 100 złotych komuś.
Ktoś się ucieszy, będzie szczęśliwy, a my nie będziemy mieli pieniędzy na telefon, na paliwo albo na bilet. Czy tak ma wyglądać miłość do drugiego człowieka? Że oddam mu wszystko, ryzykując to, że umrę z głodu? Więc miłość do samego siebie powoduje to, że jeżeli mam 100 złotych i musi mi wystarczyć na najbliższe trzy dni, mogę komuś dać 10 złotych, żeby 90 mi pozwoliło na zjedzenie, na dojazd do pracy. Więc okej, najpierw muszę zabezpieczyć samego siebie. Muszę zostawić sobie coś, co mi pozwoli przeżyć. Dlatego z chęcią rozdawania, jeżeli myślicie sobie, afirmujecie, marzycie sobie, że będziecie dobrym człowiekiem, to będziecie dobrym człowiekiem. Wszyscy powiedzą o was: to jest dobry człowiek, który umarł z głodu, bo był dobrym człowiekiem, tylko zapomniał o sobie. Więc jeżeli takiego doświadczenia potrzebujecie, to okej. Inka pisze: z tym dawaniem to jest tak, że czasami...
Teraz mi się otworzył profil pana Marka. Dobrze. Gdzie my jesteśmy? Z tym dawaniem to jest tak, że czasami im więcej dajesz, tym mniej otrzymujesz. Trzeba wtedy uciąć pępowinę.Kochani, budowanie jakiejkolwiek pępowiny nie jest w żaden sposób zdrowe, ponieważ budowanie relacji na zasadzie pępowiny powoduje wzajemne uzależnienie. Więc nie budujcie relacji z innymi ludźmi na zasadzie pępowiny, żeby ją później trzeba było odciąć. Bo jeżeli faktycznie tą pępowinę wybudujecie, to trzeba ją w którymś momencie ciachnąć. Tylko że wtedy odcinacie też człowieka, tak jakbyście odcięli pępowinę dziecku od tego, co dla niego jest ważne i co jest mu potrzebne. Karolina pisze: „Im więcej dajesz, tym mniej dostajesz. Tak było w moim przypadku za każdym razem”.
Bo tak jest w każdym przypadku, droga Karolino, wtedy, kiedy z miłością nie jest związana mądrość. Kiedy widzisz, że ktoś cię, za przeproszeniem, doi ze wszystkiego. Mało tego, jeszcze często próbując wzbudzić w tobie poczucie winy, to tak będzie za każdym razem. Dlatego jedyną mądrą ochroną jest miłość do samego siebie, ponieważ wtedy łatwo jest. Zresztą to, co rozmawialiśmy też z Asią, że nasze otoczenie zaczyna się wtedy zmieniać, bo pasożyty, huby już nie mają takiej odwagi podpinać się. Zresztą my też jesteśmy już na to wyczuleni. Powtarzam, pewnie już was to nudzi, że powtarzam to po raz, nie wiem, 10, 20 czy 30. Najpierw miłość do samego siebie, a dopiero później miłość do innych ludzi. Taka jest kolej. Inka pisze: „Nie można zawsze tylko dawać, bo się człowiek w którymś momencie wypali.
I co wtedy?” No i właśnie wtedy jest to, że się wypalamy. I wtedy się pojawiają te dylematy. Często właśnie poczucie winy. Dylemat: co ja takiego źle robię? Dlaczego to się wszystko tak układa? Dlaczego ja daję, a później na samym końcu jestem tym złym? Tak, to jest dokładnie ten proces, o którym wam mówiłem. I tak za każdym razem będzie. Jeżeli nie odwrócicie kolejności, jeżeli nie zaczniecie od miłości do samych siebie, tylko zaczniecie od miłości do ludzi, to tak będzie za każdym razem. I Sanchez pisze: „To przeważnie tak jest.
Zamykasz się w sobie”. Tak, bo człowiek wtedy musi zregenerować te swoje siły, zregenerować swoją energię, ponieważ jest sam wyczerpanym akumulatorem. Pamiętajcie, kochani, jeszcze o jednej rzeczy: że każdy człowiek ma takie same prawo i możliwości do posiadania tego, czego chce. My nie odpowiadamy za samopoczucie drugiego człowieka. Oczywiście, jeżeli go nie krzywdzimy, jeżeli nie robimy wszystkiego, żeby mu to samopoczucie zepsuć. Jeżeli my potrafimy wybudować w sobie radość, optymizm, miłość, to tak samo potrafi to zrobić drugi człowiek. Jeżeli chce taki stan osiągnąć, to powinien oczekiwać tego od samego siebie, a nie żądać i oczekiwać, że ktoś mu to da bez jego wysiłku. To nie jest uczciwe, to nie jest sprawiedliwe. To jest be. Pamiętajcie o tym.
Ania pisze: „Oj, troszkę się nie zgadzam. Miłości uczymy się od najbliższych. Wydaje mi się, że byłam uczona miłości od najbliższych do innych ludzi, do ojczyzny, a w wieku młodzieńczym byłam uczona miłości własnej”. No to, Aniu, okej. Kochani, pamiętajcie, że ja nie generalizuję. Chociaż być może czasami wyrwie mi się słowo „zawsze” albo „nigdy”, albo „wszyscy” na przykład. Natomiast ja oczywiście nie twierdzę, że to, co ja mówię, dotyczy wszystkich ludzi. Więc jeżeli ktoś się z tym nie zgadza albo ma inne doświadczenia, na przykład lepsze, to tylko się należy cieszyć. Natomiast też, Aniu, warto się zastanowić, że skoro jednak miałaś właściwe wzorce, to co się po drodze stało, że twoje życie potoczyło się trochę nie po twojemu? Sanchez pisze o tych pasach: „To raczej miałem na myśli małe gesty”.
Tak się domyślam, że nie stoisz na skrzyżowaniu z flagą. Ania pisze: „Uczymy się miłości przez obserwację”. Chociaż za chwilę pisze: „Ups, chodziło mi o przykład”. Na początku tak. Oczywiście, że uczymy się jako małe dzieci. Wzorcem miłości staje się ten wzorzec, który widzimy w domu. Oczywiście tak jest i on przez wiele lat również później w nas pokutuje, funkcjonuje. I zmiana tego wzorca jest też bardzo trudna, zwłaszcza wzorca miłości. Ania pisze: „Właśnie odnośnie ideału miłości idealnej to troszkę pytałam, jaki on jest na końcu ciągu reinkarnacji i taki miałam ideał na myśli”. Powiem tak: ponieważ końca reinkarnacji najprawdopodobniej jeszcze nie przeżyłem, skoro tu jestem, to ciężko mi powiedzieć.
Mogę tylko pewne rzeczy domniemywać, ale w dalszym ciągu uważam, że Ziemia jest jednak miejscem spolaryzowanym i miejscem doświadczeń, więc myślę, że naszym celem nie jest osiągnięcie takiego bogowskiego ideału czy ideału miłości źródła. Natomiast myślę, że w tym kierunku zmierzamy. Myślę, że nikt też nie oczekuje od nas jakoLudzkości takiego zaawansowanego poziomu. Tak. Myślę, że to nie o to chodzi. Karolina pisze: „Szklanka zawsze do połowy pełna, nigdy odwrotnie”. Oczywiście cieszę się, że tak na to patrzysz, natomiast sama z pewnością znasz ludzi, których szklanka jest zawsze do połowy pusta i choćby mieli 10 par najnowszych spodni, najmodniejszych, to i tak będzie ta 11., której nie posiadają. Sanchez pisze: „Aniu, żyj tym, co teraz, a nie o inkarnacji myślisz”. Ja powiem tak: jednym jest ta wiedza do czegoś potrzebna, innym zupełnie nie. Więc jeżeli jest takie pytanie, to ja też nie mogę powiedzieć, że ono jest bez sensu albo nie na miejscu, albo nie powinnaś go zadawać.
Jeżeli cię to interesuje, to ja zawsze, jeżeli mam jakieś zdanie na ten temat, wiedzę, informację, to zawsze staram się ją przekazać. Ania pisze: „Duncan to tylko odnośnik do audycji Sław”. No i super. Sanchez pisze: „Ale wiesz, że najlepiej słuchać siebie niż coachów różnej maści”. Ania odpisuje: „Wiem”. A ja oczywiście powiem, że całkowicie się z wami zgadzam i najchętniej chciałbym doczekać takiego momentu, co już zresztą notabene następuje, że część ludzi odchodzi, znajdując właśnie odpowiedzi w samych sobie i ja jestem już im do niczego niepotrzebny. Więc fajnie by było, gdybym doczekał takiego momentu, że wszyscy słuchacze powiedzą: „Okej, Sławek, słuchałem cię przez 10 audycji, 20, 30, 50 czy 61, ale już sam dla siebie jestem przewodnikiem”. To jest dla mnie stan idealny i wymarzony, kiedy w któryś poniedziałek pan Marek mi powie: „Panie Sławku, nie mamy dzisiaj żadnego słuchacza”. Oczywiście to nie jest moja afirmacja, bo oczywiście z tą też jest związanych sporo pułapek. Dlatego doprecyzuję ją.
Kiedy już wszyscy, którzy tych audycji słuchają, znajdą odpowiedzi w samych sobie. Inka pisze: „Sławku, tylko głupiec oddaje ostatni grosz, który ma. Ja takim głupcem byłam i bardzo źle na tym wyszłam. Dostałam lekcję życia i się wreszcie, niedawno zresztą, nauczyłam rozumu. Najpierw dbam o siebie, a potem o innych. I tak doradzam innym”. Inko, właśnie o to chodzi. Dlatego domyślam się, że właśnie tak ty, jak ja, jak gros naszych słuchaczy, dbają o innych z dobroci tak zwanego serca, czyli z miłości. Często mówiąc: „Okej, tobie jest trudniej, ja sobie jakoś poradzę. Za tydzień mam pensję.
Tu mi gdzieś tam zejdą jakieś pieniądze, coś tam. W razie czego mam od kogo pożyczyć, to sobie jakoś poradzę. Ty masz trudniej”. I to jest właśnie też kwintesencja. Sama powiedziałaś: tylko głupiec. Natomiast bardzo często naszym intencjom towarzyszy jakieś szlachetne uczucie, chęć pomocy, chęć poprawienia życia drugiego człowieka, rozwiązania jakiegoś problemu, czyli okazania mu miłości. I przed takimi sytuacjami, kochani, was ostrzegam. I to, co tutaj Inka powiedziała: głupiec, czyli mądrość równa się miłość. I wtedy to ma sens, ale najpierw i tak jest miłość do samego siebie. Czyli najpierw zabezpieczam samego siebie.
Każdy z nas ma obowiązek dbania o samego siebie. To nie jest nic złego. Rozmawialiśmy o tym przez ładnych kilka audycji. Nie ma nic złego, nic negatywnego w dbaniu o swoje własne potrzeby, pod warunkiem, że nie jesteśmy egoistą i nie robimy tego kosztem innych ludzi. Więc w zasadzie Inka podsumowała dzisiejszą audycję. Sanchez pisze: „Wychodzi na to, że trzeba być chamem, takim w wersji przyswajalnej dla innych”. Oczywiście nie, Sanchezie. Jak właśnie przed chwilą powiedziałem: najpierw dbamy o siebie, ale nie kosztem innych. Właśnie o to chodzi, żeby nie być egoistą. Karolina pisze: „No cóż, dla mnie miłość do samego siebie zawsze była formą egoizmu.
Może to był mój błąd. Dlatego pisałam, że u mnie rozum i miłość nigdy nie szły w parze. I tak jak pan to powiedział, było jeszcze moją winą to, co nie było”. Więc widzisz, droga Karolino, widzę cię pierwszy raz na naszym czacie, więc domyślam się, że nie wiem, jakie tam masz zaległości w poprzednich audycjach, ale sporo czasu poświęciłem właśnie na ten temat. Miłość do samego siebie to nie jest egoizm. To gdzieś ktoś nam próbował wmówić i dlatego ja się podjąłem tego wysiłku, żeby to słowo miłość do samego siebie było właściwie rozumiane iŻebyśmy się z tym wszystkim, z tym pojęciem w ogóle oswoili. Sanchez pisze: „Pies na spacer, panie prowadzący”. Dziękuję ci bardzo za troskę. Mój piesek się wyprowadził sam. Natomiast mamy tutaj po sąsiedzku bardzo małego szczeniaczka, który sobie biega po podwórku i moja sunia wzięła chyba sobie za obowiązek ochrony tego zwierzaczka i odstrasza od płotu wszystkich, którzy się tutaj zbliżają, więc jest wyprowadzona od kilku dni.
Sama się wyprowadziła i robi to w bardzo intensywny sposób. Ale dziękuję ci za troskę, przekażę. Anna pisze: „Moi rodzice byli i są ułomnymi ludźmi, tak jak ja w wychowaniu własnych dzieci. Błędów się nie ustrzeżemy”. Najprawdopodobniej tak. Natomiast świadomość popełnionych błędów zawsze daje jakąś szansę na to, żeby je naprawić, troszeczkę zniwelować bądź zmniejszyć szkody wynikające z tych błędów. Ja wielokroć we wcześniejszych audycjach powtarzałem, że swoją najstarszą córkę wielokroć przepraszałem za to, że była efektem przez jakiś czas błędów wychowawczych związanych z pierwszym dzieckiem, eksperymentów wychowawczych, ja to tak nazywałem. I też jej tłumaczyłem, z czym to było związane i ten proces odwracaliśmy w wieku 12, 13 lat. Więc oczywiście, że wiemy tyle na temat wychowania dzieci, ile nam przekażą nasi rodzice. Później coś próbujemy od siebie dodawać, modyfikować.
Dlatego fajnie jest, że dwie podświadomości się spotykają w postaci ojciec-matka, czyli na płaszczyźnie tych starć, dyskusji i nieporozumień jest szansa na wytworzenie czegoś nowego, bo oczywiście każdy z nas próbuje na swoich dzieciach wprowadzić wzorzec wyniesiony z domu. Natomiast mając świadomość, możemy przynajmniej skutki tych błędów w swoich dzieciach niwelować. Sanchez pisze: „Zamykaj kanał”. Dobra, nie wiem, czego to dotyczy, ale jest uśmiech na twarzy, więc okej. No dobrze, tutaj Jack nam się pokazał. Osobistość, widzę, skądinąd znana przynajmniej przez niektórych. Ja ciebie też, Jacku, witam. Oczywiście przeczytam to, bo jestem pod tym względem uczciwy. „Hejka, polecam nowe nagranie o kosmitku na NTV Niewiarygodne”. Natomiast prosiłbym, to już wielokroć prosiłem, żeby jednak komentarze dotyczyły tematu audycji, bo są inne audycje poświęcone innym tematom, więc zapraszam do dyskusji tam.
Jack pisze: „Inka, pokochać siebie i innych. Dokładnie, wodniczku”. Inka pisze: „Właśnie, Sławku, najpierw zadbać o siebie, a potem o innych, bo z pustego nie nalejesz”. Tutaj Jack też się podpisuje pod tym: „Co w środku, to na zewnątrz”. Czyli jak widzicie, kochani, w bardzo wielu kwestiach tutaj zgadzamy się i też rozumiem, że to wynika z waszych doświadczeń, tak jak tutaj piszecie. Więc może te doświadczenia niech też będą pewnego rodzaju przestrogą dla innych, bo też taki jest między innymi cel tej audycji, żeby nie wszyscy musieli doświadczyć tego samego. Może jednak uda się chociaż kilka osób przed doprowadzeniem się do takiego stanu, jak część z was się już tutaj doprowadziła, uchronić bez potrzeby doświadczania. Inka pisze: „Sławku, bo miłość do samego siebie brzmi jak dziwnie górnolotnie, a to chodzi po prostu o dbanie samego siebie, a nie o miłość narcystyczną”. Oczywiście, że tak, Inko. Dlatego ja mówię, poświęcam temu tematowi, tematom okołomiłościowym tyle czasu i uwagi, żeby ona w końcu stała się takim samym tematem jak temat o samochodach.
Miłość jest uczuciem, które zasadniczo powinno nam się kojarzyć z czymś miłym, przyjemnym, fajnym. Miłość jest naturalnym środowiskiem przebywania naszej duszy i dla naszej duszy miłość jest czymś tak naturalnym, że gdyby analizowała to tak trochę po naszemu, to by zastanawiała się, dlaczego my mamy z miłością taki wielki problem, bo dla naszej duszy jest to coś całkowicie naturalnego. A jak tu, Inko, piszesz, dokładnie, bo to brzmi tak dziwnie górnolotnie. Miłość. Bo to ma takie skojarzenia, bo miłość do samego siebie, tak jak Karolina napisała, kojarzyło jej się z egoizmem. Inka pisze o narcyzmie. A tak jak tutaj Inka napisała i o czym też ja powtarzam, miłość do samego siebie to dbanie o samego siebie. Co jest w tym złego? Co jest w tym złego, że chcemy się dobrze odżywiać? Co jest w tym złego, że chcemy mieć dobrą pracę, w której ktoś nas będzie szanować, będziemy się realizować, będziemy zarabiać pieniądze?
Co jest w tym złego, że chcemy wyjechać na wakacje? I co jest w tym złego, że chcemy odpocząć, wyjść na spacer albo się ubrać w wygodne ciuchy takie, jak lubimy, albo pojechać w miejsce, do którego chcemy wyjechać?Czy mieszkać wygodnie. Jeżeli lubimy ciszę, to mieszkać w domku. Jeżeli jesteśmy w jakiś sposób wygodni, że nie chce nam się odśnieżać, naprawiać, grabić trawy, to mieszkamy sobie w bloku, żeby nie musieć tego robić. Co jest w tym złego? Nic. Więc faktycznie rozmawiajmy na ten temat, żeby to pojęcie miłości do samego siebie stało się czymś oczywistym i czymś właściwie rozumianym. Jack pisze: „Krótka recepta. Należy poznać siebie, uleczyć traumy, emocje, studiować psychologię, później wyjść do ludzi”. Jest to recepta, dość skrócona.
Natomiast kolejność jest zasadniczo właściwa, ponieważ jeżeli ją odwrócimy, to skutkuje to tym, o czym mówił Sanchez, o czym wspominała Inka, Ania, Karolina. Jeżeli najpierw wyjdziemy do ludzi, to w pewnym sensie zostaniemy zmuszeni do tego, żeby studiować psychologię po to, żeby uleczyć nasze traumy, niepowodzenia i negatywne emocje związane z wykorzystaniem, z wypaleniem się, z niezrozumieniem, dlaczego nasze intencje są w ten sposób wykorzystywane, a na samym końcu poznać siebie. Więc jest to w pewnym sensie procedura, która zamyka się w kole. Tylko w zależności od tego, w jakiej kolejności to zrobimy, to albo zrobimy sobie kuku, albo nie. Sanchez pisze: „A no właśnie, jak nie umiesz zadbać o samego siebie, to jakim cudem zadbasz o inną osobę? Tak mi mówili”. Często tak rodzice mówili, oczywiście negując jakieś nasze zachowania. Też nie mówię, że wszyscy i że zawsze. Ale jak widać po, kochani, waszych przykładach, że można zadbać o inne osoby, nie dbając o samego siebie. Można zadbać o drugą osobę, można mu dać miłość, można mu dać pieniądze, można mu dać szczęście, można mu dać radość, nie dając tego samego sobie.
Tylko wiecie, jak się to kończy. Przecież możemy będąc bogatym mężczyzną mieć żonę albo kochankę, albo partnerkę i spełniać wszystkie jej marzenia, zachcianki, potrzeby. Będzie przeszczęśliwa, nie musząc pracować, jeżdżąc nowym samochodem, żyjąc w luksusowym domu, chodząc na zakupy, ubierając się w modne ciuchy, chodząc do fryzjera, do przyjaciółek i tak dalej. Możemy spełnić wszystkie jej marzenia, jeżeli pozwalają nam na to środki, możliwości. Możemy jej prawić komplementy, kupować prezenty, dawać kwiaty, zapraszać na kolacje. Będzie szczęśliwa, nie oczekując niczego w zamian. Więc to nieprawdą jest, że nie możemy zadbać o inną osobę, nie dbając o samego siebie. Chociaż akurat w tym wypadku, jeżeli nie zadbaliśmy wcześniej o odpowiedni zasób gotówki, to faktycznie nie będziemy w stanie jej wszelkich oczekiwań spełnić, bo nie będzie nas na to stać. Więc najpierw musieliśmy zadbać o siebie. Tylko jeżeli ten proces będzie trwał przez dłuższy okres czasu, to w końcu i my zostaniemy bez niczego, ponieważ wszystko poświęcimy drugiej osobie.
Więc to o to chodzi, żeby umieć zachować, wychwycić tą granicę. Inka pisze: „Jack, tym sposobem można nigdy nie wyjść do ludzi”. Może i tak być, droga Inko. Sanchez pisze: „Dlatego dzieciom od lat najmłodszych kupić chomika, niech się uczy empatii”. Nie wiem, czy to akurat jest sposób na nauczenie dzieci empatii. Może bardziej jakiejś tam obowiązkowości. Jack pisze: „Inka, mi się udało”. Inka pisze: „Tobie, ale innym może zabrać to wiele lat życia”. Słuchajcie, kochani, może zabrać. To jest wasza wewnętrzna dyskusja, ale z drugiej strony pamiętajcie, że tak naprawdę nikt nie ma obowiązku uszczęśliwiać nas, ani my nie mamy obowiązku uszczęśliwiać innych.
Każdy może to zrobić we własnym zakresie i możemy sobie funkcjonować bez wzajemnych roszczeń. Stworzyliśmy też z miłości, z dobrego samopoczucia, z optymizmu, z dobrej energii stworzyliśmy pewnego rodzaju towar przetargowy, towar handlowy. Zwróćcie na to uwagę, że w pewnym sensie miłość stała się produktem handlowym, ponieważ jedni cierpią na jej niedobór, a inni z drugiej strony mają jej nadmiar i potrzebę rozdawania. Więc zwróćcie uwagę, w jakim kierunku to czasami zmierza. Inka pisze: „Trzeba żyć i się uczyć, a nie zamykać się na poznawanie siebie”. Jack pisze: „No właśnie, zabrali mi lata z mojego życia w tym wcieleniu źli kosmici i ludzie podli. Teraz mam lepiej”. Lepiej. Wiadomo. Żeby dziecko dobrze wychować.
Niektórzy nie umią o psa zadbać, a co dopiero o aniołka małego.To prawda, ale tu już wchodzimy w temat oceniania innych, a tego staram się w swoich audycjach unikać. To jest jedna sprawa. A druga sprawa jest taka, że jeżeli rozmawiamy w audycji o świadomości, to należy też przypomnieć sobie założenie, że my wiemy i wychodzimy z takiego założenia, że każda dusza sama wybiera sobie miejsce swojej własnej inkarnacji, więc wybiera również rodziców i też ma mniej więcej świadomość tego, z jakimi okolicznościami przyjdzie jej się zmierzyć. Więc z tego punktu widzenia... Przepraszam, zaraz wrócę. Z tego punktu widzenia rozwoju świadomości nie ma w tym nic złego. Inka pisze: „Prawda. A najgorsze jest to, że ci ludzie mają i psy, i dzieci”. Często przecież tak jest. Karolina pisze: „Mam ogromne zaległości.
Dopiero odsłuchane trzy audycje, więc na pewno zajmie mi to trochę czasu przesłuchanie wszystkich. Zresztą wczoraj napisałam na pana kanale, że dzięki radiu na pana trafiłam”. Witam pani Karolino. Chociaż ja zawsze proszę, żeby tutaj jednak w audycji się zwracali do mnie po imieniu, bo to upraszcza zdecydowanie komunikację. Tym bardziej miło mi cię tutaj widzieć na naszej dzisiejszej audycji. Anna pisze: „Jeżeli miłość jest stanem, do którego nasza dusza dąży, to może jest tak wielką potrzebą i pragnieniem, że się w podążaniu za nią zapętlamy?”. Aniu, nasza dusza nie dąży do miłości. Nasza dusza jest miłością. To jest ten drugi biegun naszej osobowości. Dusza jest miłością, podświadomość jest strachem.
To są te dwa bieguny wobec których my się poruszamy. I naszym zadaniem jako ludzi jest zmieniać naszą podświadomość i iść w kierunku, czyli wyrywać się z tych okowów strachu drzemiących w naszej podświadomości, a iść w kierunku miłości, którą proponuje nam dusza. Więc mówię: to nie nasza dusza dąży. To my jako ludzie powinniśmy dążyć do tego stanu miłości, który oferuje nam nasza dusza. Sanchez pisze: „Marzyłem w Bangui. Tam dbają bardziej o psy niż o ludzi”. Jack pisze, Inka: „Tak, później lat dorosły już człowiek wychodzi z traum”. Nie bardzo ogarnąłem ten komentarz. Jack pisze: „Pozdrawiam was”. My ciebie również pozdrawiamy.
Tutaj jest jakaś wewnątrz dyskusja, której też nie bardzo ogarniam, więc nie będę wam zabierał czasu. Inka to podsumowała: „A jak się masz czuć normalnie? Ty znasz swoją wartość, nie przejmuj się innymi”. Ach, tu Inko nie do końca się z tobą zgodzę. Domyślam się, co masz na myśli, natomiast ja się nie do końca zgadzam z tą akceptacją samego siebie, z tym nieprzejmowaniem się innymi i tak dalej. Ludzie są pewnego rodzaju też określeniem miejsca, w którym się aktualnie znajdujemy. Mówi się o tym nieporównywaniu się, ale z drugiej strony, jeżeli coś robimy, a ktoś robi to lepiej niż my, to znaczy, że można to zrobić jeszcze lepiej. Szybciej, dokładniej, precyzyjniej, sprawniej, z mniejszym wysiłkiem i tak dalej. Więc nie odcinajmy się od ludzi, tylko z jednym się zgadzam: nie przejmujmy się. Nie traktujmy tego jako coś, że jesteśmy gorsi, ponieważ ktoś zrobił coś na przykład lepiej od nas, a traktujmy to jako informację na zasadzie: można to zrobić jeszcze lepiej.
Jeżeli będę chciał, to jestem w stanie się tego nauczyć. À propos dzieci i wychowania: tłumaczyłem dzieciom, zresztą nie tylko swoim. Na przykład ocena, którą dostajemy w szkole często przez rodziców jest wykorzystywana jako pewnego rodzaju szantaż. Czyli Zośka zrobiła to lepiej, bo dostała piątkę. Ty dostałaś trójkę, więc jesteś matołem. Ja zawsze powtarzałem jedną rzecz: dzisiejsza ocena w szkole to jest określenie twojego aktualnego stanu wiedzy w tej dziedzinie, w tym temacie, na tą chwilę. Nie jest wyrokiem, nie jest określeniem twojej inteligencji, nie jest określeniem twojej wartości. Jest określeniem twojej aktualnej wiedzy w tym temacie. Ale oczywiście od ciebie zależy, bo jeżeli nauczysz się, nadrobisz jakiś tam materiał, nauczysz się go lepiej, to twój stan wiedzy za dzień, za dwa ulegnie powiększeniu, poprawie. I też tak należy podchodzić do informacji, które płyną od innych ludzi.
Określają po pierwsze drugiego człowieka, co o nas myśli, ale też określają nasz aktualny stan wiedzy, umiejętności w jakimś tam temacie na daną chwilę. Więc to nieprzejmowanie się innymi dotyczy tylko pewnego zakresu. Tak samo jest z tą akceptacją. Ja akceptuję siebie takim, jakim jestem. Czyli jestem gruby... zapasiony, leniwy i tak dalej. I akceptuję siebie. Nie przejmuję się zdaniem innych ludzi, więc nie będę z tym nic robił. Będę dalej pieprzał hot dogi, niezdrowo się odżywiał, prowadził tryb życia, który jest dla mnie zabójczy i tak dalej. Tak samo może powiedzieć alkoholik, że: „Przecież jestem taki, jaki jestem, tak mnie się akceptuje i nie przejmuję się opinią innych”.
To jest tylko slogan, w którym jest tylko kawałek prawdy. Ania pisze: „Nie nazywajmy dobroci serca frajerstwem. Nazywajmy chamstwo i cwaniactwo po imieniu. Proponuję odsunięcie się od tych, którzy nas chcą wykorzystać lub skrzywdzić”. Polecam cały czas w dzisiejszym odcinku i zresztą nie tylko w dzisiejszym, prostszą metodę. Ktoś tam nazwał to Inka bodajże „odcięciem pępowiny”, a ja nazywam i będę nazywał: rozwijajcie miłość do samego siebie, czyli nie pozwalajcie się wykorzystywać. Nie pozwalajcie traktować się po chamsku, a ludzie, którzy próbują to robić, sami się odsuną. Nie będziecie musieli wykonywać tego aktu wyrzucenia, odtrącenia, pozbycia się. Oni sami odejdą. Jeżeli przestaniecie być dla nich dawcą, to oni przestaną mieć korzyść z przebywania w waszym otoczeniu.
Mało tego, zyskacie miłość do samego siebie. Sanchez pisze: „Tak, brak mi siebie”. I pisze jeszcze: „Ty już Aniu to zrobiłaś i też masz samotność i cztery ściany”. Słuchajcie, bo też się trzeba zastanowić, czy czasami w obawie, w lęku przed samotnością nie robimy sobie krzywdy na siłę, szukając jakiegokolwiek towarzystwa. Ja to obserwuję na przykład w związkach, bo Sanchez pisze: „Tak, brak mi wiary w siebie”. Czy posiadanie obok siebie osoby, która obniża jeszcze naszą wartość, jest lepsze niż bycie samotnym? Kiedy łatwiej nabieramy wiary i zaufania do samego siebie? Kiedy jesteśmy z kimś, kto nam udowadnia, że nic nie potrafimy, czy wtedy, kiedy mierzymy się z czymś, radzimy sobie i pokazujemy samym sobie, że jesteśmy w stanie coś zrobić? Ja to często widzę w związkach, kiedy zwłaszcza kobiety tłamszone przez mężów, którzy wmawiają im: „Nie poradzisz sobie beze mnie” i tak dalej, wywołują taką więź i w momencie, kiedy kobiety rozstają się już zmęczone ze swoimi mężami, są przerażone, jak one sobie poradzą z dwójką dzieci. Często bez pracy, z przerwą w wykonywaniu zawodu, bo były skoncentrowane na zajmowaniu się domem i dziećmi.
I są przerażone tą samotnością. A później, po jakimś czasie okazuje się, że wyrastają z nich harde, mądre i zaradne dziewczyny, którym ktoś próbował wmówić, że sobie z tym nie poradzą. Więc warto się zastanowić, czy lepsze jest bycie samemu i budowanie zaufania do siebie przez robienie samemu pewnych rzeczy, czy bycie z kimś, kto nas utwierdza w przekonaniu, że tego nie zrobimy. Ania pisze: „Dokładnie, ale mam jeszcze dzieci, przyjaciół i pasje”. Ania tutaj odpowiedziała. Dokładnie chyba to, o czym ja mówiłem, że nieposiadanie partnera nie oznacza samotności czy nie oznacza tego, że jesteśmy gorsi czy mniej szczęśliwi. Czasami oznacza coś zupełnie innego. Między innymi czas dla samego siebie, możliwość bycia sobą, możliwość rozwijania samego siebie w sposób i w tempie, jaki gdzieś tam nam pasuje, czy nam odpowiada, czy jest dla nas przyjazny. Sanchez pisze coś, co jest w sumie smutne i nieelegancko: „Ja nie mam niczego z tego, co wymieniłaś”. Oczywiście smutne jest to, co piszesz, przyjacielu.
Natomiast to, co powtarzam wielokroć, każdy moment, każdy dzień jest dobry na to, żeby ten proces zmieniać. Energia przede wszystkim nie stoi w miejscu. Ona cały czas gdzieś ewoluuje. Z życiem jest tak samo. Ono nie stoi w miejscu, więc każdy moment jest dobry, żeby to wszystko zacząć zmieniać. Pierwszy krok każdy, kto się pojawił w tej audycji czy w jakiejkolwiek audycji, każdy ten pierwszy krok już wykonał, wykazał potrzebę, wykazał intencję, wykazał chęć. A jak mawia jakieś stare chińskie przysłowie, że każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od najmniejszego kroku, od jednego prostego pierwszego kroku. Więc żeby ruszyć w najdalszą podróż, trzeba zrobić pierwszy krok. Ja, mając intencję dokończenia pisania książkiPo 15 latach jej pisania zrobiłem sobie ramkę ze zdjęciem, a później tapetę na laptopie. Gdzieś w internecie to wygrzebałem z takim małym kurczaczkiem, bardzo radosnym, fajnym, sympatycznym i z hasłem: „Każdego dnia rób chociaż mały kroczek w kierunku tego, czego pragniesz”.
Nie ustawaj, nie przestawaj. To nie muszą być kroki milowe. To nie musi być od razu lot w kosmos. Ale każdego dnia rób chociaż mały kroczek w kierunku tego, czego pragniesz. I jeszcze jedną rzecz tutaj, na skutek tego, co napisał Sanchez, powiem, bo to też powtarzałem wielokroć ludziom, że życie człowieka może się zmienić w ciągu pięciu sekund. A te pięć sekund, może trzy, może siedem, potrzebujemy na to, żeby wpaść na swojej drodze na jednego człowieka, który wywróci nasze życie w pozytywnym słowa znaczeniu do góry nogami. To może być kobieta bądź mężczyzna poznany w autobusie, kawiarni, w sklepie. I ja nie mówię tutaj tylko o związkach, ale to może być osoba, która podsunie nam pomysł, która podzieli się z nami na przykład informacją, która będzie dla nas bardzo cenna, bo będzie pasowała nam jak ostatni element naszej układanki. To będzie osoba, która na przykład wyrobi w nas motywację do działania. Bo to może być zobaczenie, jak osoba niepełnosprawna, gdzieś bez nóg, bez rąk, na przykład wjeżdża wózkiem inwalidzkim po schodach do metra.
I raptem może się okazać, że coś, co dla nas wydawało się niemożliwe, na skutek takiego doświadczenia pokaże nam, że nie takie rzeczy na tym świecie są możliwe. Więc nasze życie na skutek spotkania jednej osoby, usłyszenia jednego zdania, zobaczenia jednej sytuacji, obejrzenia jednego filmu czy czegokolwiek innego w ciągu pięciu sekund może się zmienić o 180 stopni. Więc kochani, nie martwcie się na zapas, bo wszystko jest jeszcze możliwe i wszystko jest przed nami. Właśnie Ania pisze dokładnie to samo: „Duncan, biedactwo, ale jeszcze nie umierasz. Wszystko przed tobą, wiele do nadrobienia”. Chociaż Ania pisze: „Jednak przyznać muszę, że czasem czuję się samotna”. Sanchez pisze: „Jak każdy”. Pewnie w mniejszym czy większym stopniu każdy z nas odczuwa jakiś niedobór czegoś. Może niekoniecznie jest to kwestia samotności, bo niektórzy na przykład sobie bardzo cenią to, że mogą robić, zajmować się, zachowywać tak, jak mają na to ochotę, nie musząc uważać na przykład na inne osoby. Zresztą tak jak Sanchez napisał: „Zawsze czegoś, kogoś brak”.
Inka pisze: „Sławku, to nieprzejmowanie się innymi dotyczyło tego, że ktoś go nazwie frajerem, bo coś tam. Ja bym się tym w ogóle nie przejmowała”. Okej, Inko, tu się z tobą zgodzę. Tam był ten wątek, którego ja nie do końca byłem w stanie rozgryźć. Tam wasza taka, wydawało mi się, wewnętrzna rozmowa. Dlatego tak, jeżeli chodzi o takie określenia, to oczywiście, że tak. Chociaż z drugiej strony też było takie przysłowie, że jeżeli jedna osoba nazwie cię osłem, to się nie przejmuj. Natomiast jak pięć osób nazwie cię osłem, to kup sobie siodło. Więc przejmowanie się, branie do siebie oczywiście, dołowanie się, zalewanie łzami bądź robienie jakichś jeszcze innych rzeczy jak najbardziej nie. Natomiast gdyby się sytuacja w jakiś sposób powtarzała, to warto być czujnym.
Bo czasami taka informacja płynąca od ludzi pod tytułem: „Jesteś frajerem”, może dla nas oznaczać to, żebyśmy się zastanowili, dlaczego ktoś nas tak odbiera. Bo być może w jego przekonaniu jesteśmy zbyt naiwni, zbyt łatwo dajemy się wykorzystać, zbyt łatwo dajemy się zmanipulować, zbyt łatwo dajemy się gdzieś wykorzystać. Więc przejmowanie to jest jedno, natomiast chwila zastanowienia się, odrobina przemyślenia jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Karolina pisze: „To moja dusza była albo psychopatką, albo desperatką, że wybrała sobie taką drogę życia. Chyba że to jest pokuta za poprzednie wcielenie. Może byłam jakąś zołzą Kleopatrą” . Ja tu też o tym, droga Karolino, mówiłem. Czasami jedni znajdują odpowiedź w swoich poprzednich wcieleniach, dlaczego tak życie ich wygląda. Natomiast pamiętaj, że nigdy nie ma jednego scenariusza na dane wcielenie. Zawsze jest kilka wariantów, więc nie sądzę, żeby twoje życie też nie dało się w jakiś sposób odziać w jakieś pozytywne i przyjemne barwy.
WięcZawsze w każdym doświadczeniu, przez które przechodzimy, tak jak w chemii, chodzi o wyciągnięcie właściwych wniosków. Tak jak w chemii: jeżeli dolewamy jakichś tam czynników do siebie i powstaje wybuch, a chodziło nam o to, żeby powstał zielony płyn, a to nam wybucha, to znaczy, że użyliśmy złych składników. To nie jest tak, że te składniki się uparły, żeby wybuchnąć i zrobić nam na złość. Powtarzanie tego samego doświadczenia z użyciem tych samych składników wiemy, jak się skończy. Trzeba coś zmienić: proporcje, składniki. Wtedy możemy się spodziewać, że wynik tego doświadczenia będzie inny. Jeżeli rozumiemy, co zrobiliśmy źle, to w następnym doświadczeniu możemy te proporcje zmienić. Jeżeli nie wiemy, co zrobiliśmy źle, będziemy to robić na oślep. Będziemy robić to na pałę i będziemy po raz kolejny produkować rzeczy, na których nam nie zależy. Więc zrozumienie tego doświadczenia, przez jakie przechodzisz, pozwala mieć nadzieję, że jeżeli zmienisz coś w swoim postępowaniu, zachowaniu, podejściu, myśleniu, jest nadzieja, że wynik następnego doświadczenia będzie inny.
Przede wszystkim trzeba zrozumieć, co nie zagrało. Dlaczego wynik twojego doświadczenia — zresztą nie tylko twojego, kochani, każdego z nas — dlaczego jest negatywny? Wtedy można próbować coś poprawić, zmodyfikować. Karolina pisze jeszcze: „Może gdybym pamiętała poprzednie wcielenie, potrafiłabym niektóre rzeczy bardziej zrozumieć”. Mówiłem o pamiętaniu poprzednich wcieleń przy okazji regresingu. I też powiem to jeszcze raz, ponieważ wiemy, że masz jakieś zaległości w audycjach. Być może niektórzy słuchacze również. Jeżeli nie nauczyliście się, kochani, wybaczyć samym sobie, to regresing wcieleniowy nie jest dla was. Ponieważ cofniecie się do doświadczenia, które będziecie musieli sobie wybaczyć. Cofniecie się do wydarzenia czy do wydarzeń, które już raz spowodowały w was jakieś bardzo silne emocje, często traumy.
I nie zawsze przechodzenie drugi raz przez to kończy się tylko na zrozumieniu, bo niestety często te wszystkie emocje wracają i trzeba po raz kolejny podjąć próbę wybaczenia sobie tego, co się zrobiło kiedyś. Więc warto się zastanowić, czy zrozumienie pozostanie tylko w fazie mentalnej, czy zostanie tylko na zrozumieniu, czy niestety będzie związane również z jakimiś bardzo traumatycznymi, niefajnymi doświadczeniami i emocjami. Inka pisze: „Albo byś się jeszcze bardziej dołowała, Karolino”. Dokładnie tak. Ania pisze: „Nie bądź dla siebie taka surowa. Na nasze postępowanie wpływa wiele czynników”. Oczywiście, że tak. Ania, tutaj całkowicie się zgadzam. Jesteśmy wynikową przynajmniej dwóch źródeł informacji. A ja mówię trzech.
Bo jednym jest nasz umysł świadomy. Natomiast nasze wcielenie, nasza dusza, świadomość jest jednym z czynników. Drugim bardzo ważnym jest nasza podświadomość. One oczywiście do pewnego momentu ze sobą współpracują, ale tak naprawdę tylko do pewnego. Ale to jest też, droga Karolino, temat do nadrobienia, bo to wszystko już też było w naszych audycjach omawiane. A gdybyś chciała jakichś oczywiście eksternistycznych i skróconych wersji porad czy informacji, to te, które będę w stanie jakoś w skrócie ci przekazać, to po prostu odezwij się i spróbujemy nadrobić te zaległości w jakiejś takiej skróconej wersji. Sanchez pisze: „Ja się cieszę, że ktoś to w ogóle przeczytał”. Drogi Sanchezie, jeżeli ty się cieszysz, że ja to przeczytałem, to ciesz się jeszcze bardziej, ponieważ wiele osób to również usłyszało. Także ja się cieszę razem z tobą. „Prędzej wpadnę pod autobus lub pociąg”.
Byłbym ostrożny z takimi myślami. Ale oczywiście jeżeli tak jest, to tylko ty możesz to zmienić. Inka pisze: „Ale z ciebie pesymista”. Sanchez pisze, że raczej realista. No nie. Nie wiem, w porównaniu z czym prędzej. Natomiast procent osób ginących przez przypadek pod autobusami bądź pociągami, przynajmniej według mojego stanu wiedzy, nie jest taki duży, więc nie wiem, czy nie prędzej trafisz w multilota, niż wpadniesz pod pociąg. Warto się nad tym zastanowić, używając słowa realista. Hanna się pojawiła. „Witajcie, kochani”.
Witaj, Haniu. Witaj, witaj. Lepiej późno niż wcale. Ponieważ pojawił się temat pociągu i autobusuWięc tu się z tobą nie zgodzę. Jeżeli spóźnisz się na pociąg, to lepiej wcale niż późno, bo tylko się spocisz, zmęczysz, zestresujesz, pobiegasz po schodach z walizką, a i tak pociągiem nie odjedziesz. Więc „lepiej późno niż wcale” nie zawsze jest słuszne, ale cieszę się, że cię dzisiaj czytam. Inka pisze: „Oczywiście, że należy się nad sobą zastanowić, jeśli kilka osób nazywa nas osłem. A było ha, ha, ha jeszcze”. Tak. Cieszę się bardzo, że cię w jakiś sposób uśmieszyłem.
Uśmieszyłem, nie ośmieszyłem, żebyśmy mieli jasność, bo wiem, że może być trochę niewyraźnie. Hanna pisze: „To prawda, nigdy się nie mogę ogarnąć, by słuchać Sławka na żywo. Zawsze słucham po, więc dziś wielki wieczór, skoro udało się na koniec”. W takim razie skoro tę misję wypełniliśmy, to możemy kończyć, Haniu. Nie, żartuję oczywiście, ale wiem, że jesteś z nami, co mnie bardzo cieszy. Ania pisze: „Mnie się jakoś tak przypomniało, że jest audycja”. Sanchez pisze: „Ale teraz co pan prowadzący mówi takie masło maślane. Każdy rozumie, już to wie chyba”. Drogi Sanchezie, może się będę troszkę tłumaczył, ale po pierwsze to zaraz będzie cztery godziny, jak tutaj nawijam na żywo. Po drugie czytanie komentarzy, już też o tym mówiłem, wielowątkowych, ze zmieniającymi się tematami.
Wiadomości na Messengerze, tu się pojawi jedno, za trzy wpisy się pojawi dalszy ciąg tego. Musiałbyś spróbować to zrobić. Jednak mimo wszystko staram się uważać na słowa, których używam, a do tego wszystkiego jeszcze staram się mieć do tego jakiś wewnętrzny stosunek, więc uwierz mi. Być może są ludzie, którzy lepiej sobie z tym radzą. Dla mnie w dalszym ciągu jest to męczące, więc może się pojawić i chwila zawieszenia i jakaś forma zmęczenia. Zwłaszcza że mamy zaraz godzinę 24. Poza tym ja też wiem, do kogo mówię, tylko w stosunku do osób, które piszą komentarze. Nie wiem, kto to odsłucha, nie wiem, kto tego słucha i nie wiem, ile z tego, co mówię, już zrozumiał. To nie jest szkoła, że mamy materiał z trzeciej klasy podstawówki według książki do przerobienia i że wszystkie dzieci są mniej więcej na tym samym etapie rozwoju i wiedzy. Więc oczywiście mam świadomość tego, że jeden się będzie nudził, a dla drugiej osoby będą to rzeczy zupełnie nowe, niezrozumiałe i wymagające jakiegoś rozjaśnienia.
Więc nie jestem w stanie dogodzić i zadowolić każdego. Chciałbym, ale niestety nie jest. Anna pisze: „Duncan, czasami warto, by brzmiały rzeczy niby oczywiste, abyśmy mogli je przeżyć albo uświadomić sobie”. Dziękuję ci, Aniu. I też powiem jeszcze jedną rzecz. Miałem też i takie przypadki, że po 30. audycji, kiedy mówiłem o podświadomości, o świadomości, innych rzeczach, odzywał się do mnie słuchacz i mówił: „Nareszcie zrozumiałem twój sposób myślenia czy to, co miałeś na myśli”. Więc uwierz mi, mój drogi, to są takie tematy, które z poziomu mentalnego, ponieważ ja ewolucję, czyli jakieś zmiany, których dokonujemy w życiu, podzieliłem według siebie na cztery etapy. Pierwszym to jest poznanie prawdy, czyli uzyskanie jakichś informacji. To jest pierwszy etap dokonywania zmian w swoim życiu.
Drugim etapem to jest zrozumienie tej prawdy. Czasami usłyszenie nie jest równoznaczne ze zrozumieniem. Więc twierdzenie, że każdy już to wie, to jest dopiero pierwszy etap dokonywania zmian w swoim życiu. Drugim jest zrozumienie tego. Następnym, trzecim po zrozumieniu jest zaakceptowanie tego, co się dowiedziało i tego, co się zrozumiało. I czwartym, tym najtrudniejszym, bo wymagającym już jakiegoś wysiłku i dokonywania zmian, jest wprowadzenie tych zmian w życie, tych prawd, tych informacji, które się dowiedziało. Więc tak na dobrą sprawę 2000 lat temu ktoś powiedział, że jako ludzie powinniśmy dążyć do miłości, że powinniśmy uczyć się żyć w miłości. I co się przez te 2000 lat działo? Na pewno z historii doskonale wiesz. Więc miejmy nadzieję, że teraz już nie będziemy potrzebowali następnych 2000 lat, żeby nauczyć się tą mądrość i tą informację jako ludzie wcielić w życie.
Czego oczywiście sobie i wam kochani życzę. A skoro już sobie uświadomiliśmy, że jest prawie godzina 24, więc też myślę, że będziemy powolutku kończyć. Jeszcze tutaj mi wpadły jakieś rzeczy, więc nie kończymy. Sanchez pisze: „Ania, to ten język jest dla mnie niezrozumiały. Ja jestem prostyProsty człowiek. Uwierz mi Sanchezie, że tłumaczę to w najprostszy sposób, jaki mi tylko przychodzi do głowy. Może jeszcze mógłbym wyeliminować ze słownictwa kilka słów, które mogą powodować zamieszanie. Zobaczymy, może przyjdzie i taki etap. Piszesz też Sanchezie: „Rozumiemy, rozumiemy, nie tłumaczy się pan, dobrze jest”. Dobrze, nie będę tego już dalej rozwijał.
„Szacunek, że panu się chce”. Jeszcze się chce. Karolina pisze: „Sobie wybaczyć popełnionych błędów tak każdy z nas nie popełnia. Jeszcze raz: sobie wybaczyć popełnionych błędów tak każdy z nas nie popełnia. Ale ja jestem wobec siebie bardzo krytyczna w tamtym okresie to, co robiłam, nie wydawało mi się, że jest błędem. Niestety życie weryfikuje nasze decyzje”. Droga Karolino, bycie krytycznym wobec siebie też nie jest niczym złym. To też kwestia tego, jak daleko ta krytyka się posuwa. Natomiast pamiętać należy, ja to też daję jako pewnego rodzaju wskazówkę, żeby na każdym etapie naszego życia robić wszystko to, co nam przychodzi do głowy, żeby spróbować każdego sposobu, który przychodzi nam do głowy, żeby nie żyć później w poczuciu winy, że mogłem zrobić coś więcej, mogłem zrobić inaczej, mogłem tak postąpić bądź mogłem tego nie zrobić. Z zasady lepiej żałować tego, co się zrobiło, niż tego, co się nie zrobiło.
Natomiast to, że z upływem czasu poszerzamy swoją świadomość i wiedzę, to nie znaczy, że kiedyś zrobiliśmy źle, bo pewne rzeczy stają się dla nas proste dopiero po pewnym czasie i możliwe też po pewnym czasie. To jest trochę tak, jak znany skoczek w dal albo skoczek o tyczce, bo nie wiem, ile skaczą w dal teraz. Skoczek o tyczce, który zaczynał swoją karierę, obwiniał się, że kiedyś skakał pięć metrów, a teraz skacze sześć metrów. Na tamtym etapie, żeby dojść do tych skoków na sześć metrów, musiał zacząć od skoków na przykład na pięć metrów. Wtedy nie był w stanie zrobić nic więcej. Nic więcej nie potrafił, nic więcej nie mógł, nie miał na tyle umiejętności, doświadczenia i tak dalej. Krytyczne podchodzenie do siebie w ocenie tego, co robiliśmy w przeszłości, jest drogą do samounicestwienia się. Przeszłość jest po to, żeby wyciągnąć z niej wnioski, czyli przeanalizować składniki, jakie dodawaliśmy do danego doświadczenia. I tylko po to. Nie po to, żeby się obwiniać za to, że dodaliśmy złe składniki.
Dodaliśmy, mamy efekt, mamy możliwość dokonania korekty i zrobienia tego doświadczenia po raz kolejny, już teraz dobrze. Potraktuj to jako informację zwrotną, a nie powód do tego, żeby patrzeć na siebie krytycznie, bo wpadniesz na rondo i się będziesz kręcić w kółko. „Z perspektywy czasu wiem, że nie warto poświęcać siebie dla innych”. Słowo poświęcenie jest już w samym założeniu słowem negatywnym. Poświęcić, to znaczy zrobić z siebie ofiarę. Jeżeli wychodzisz z założenia, że chcesz być ofiarą, to zawsze nią będziesz. To też jest wskazówka dla ciebie, jak ty o sobie myślisz. Jeżeli myślisz o sobie jak o ofierze, to już wiesz, jakiego negatywnego czynnika dodałaś do tego doświadczenia. Chęci bycia ofiarą. Wynik tego doświadczenia był z góry wiadomy.
Sanchez pisze: „No i dalej bądźmy wolnymi elektronami”. Nie bardzo wiem, o co chodzi, ale okej. Anna pisze: „No i tak na nockę Sławka dopadła deprecha. Ja też nie wszystko przyjmuję za pewnik i często kontestuję”. Ależ Aniu, bardzo mnie to cieszy. Ci, którzy tutaj są z nami, fakt, że może jakoś ostatnio się zaniedbałem w tej kwestii, ale ja wielokroć powtarzałem: nie kupujcie bezwiednie i jako pewniki tego, co mówię. Po pierwsze mogę się mylić, a po drugie też przepuśćcie to przez samych siebie. Powtarzam, proszę, namawiam, przekonuję, bo tak naprawdę znacie odpowiedzi na wszystkie te pytania, które zadajecie mi. Przy odrobinie wysiłku, techniki i cierpliwości na wszystkie te pytania sami jesteście w stanie sobie odpowiedzieć. Oczywiście sprawdzajcie mnie.
Nie zgadzacie się ze mną, nie zgadzajcie. Dobrze, bo to w pewnym sensie wywołuje potrzebę zweryfikowania tego. A każda potrzeba zweryfikowania to jest zajrzenie w głąb samego siebie. A przecież o to tutaj tak naprawdę chodzi.Inka pisze: „Deprecha. Po czym tak sądzisz?” Ja już w ogóle nie poruszałem, Inko, tego tematu deprechy, bo oczywiście to nie ma nic wspólnego z deprechą. Może prędzej z jakimś zmęczeniem. Bo tak jak mówiłem na początku audycji, dość intensywnie przez ostatni okres czasu pracuję zawodowo i mogę być troszeczkę zmęczony. Jeżeli dało się to w jakiś sposób odczuć. Ale dziękuję ci, że mnie już na tyle poznasz. Sanchez pisze: „Brak chęci do życia.
Nie cieszy cię nic”. To jest następny temat, który wymagałby dłuższego przegadania. Wszystko w życiu można zmienić i też można zasięgnąć wielu porad, szukać specjalistów, technik i przeróżnych innych możliwości. Natomiast jest jedna rzecz, której nikt nam nie da: chęci do dokonywania zmian. Można szukać sposobów, ale chęci nigdzie nie kupicie, nie dostaniecie ich na receptę i też nie dostaniecie chęci od innej osoby. To jest produkt, który każdy, jeżeli chce coś w życiu zmienić, musi wykrzesać, wyprodukować w samym sobie. Karolina pisze: „Ja siebie osłem nie nazywam. Za to mówię, że gdyby moja głupota umiała latać, to byłabym sokołem”. Faktycznie jesteś bardzo krytyczna względem siebie i też masz złe relacje z samą sobą i warto by było chyba od tego zacząć. Ania pisze: „Inka po cierpieniu i smutku w głosie”.
Aniu, ciekawie, że tak powiem, brzmi analiza mojej osoby. Chyba przesłucham jutro audycję i spróbuję się zastanowić, czy faktycznie to cierpienie i smutek był w głosie. Fajnie, że rozmawiacie o mnie. Inka pisze: „Aniu, nie było mnie parę minut, ale nie zauważyłam nic. A może to zwykłe zmęczenie jest?” Tak, kochani, spokojnie. To jest zwykłe zmęczenie. Ale naprawdę dziękuję wam za troskę, za to, że poświęciliście mojej osobie swoją uwagę i emocje, bo to jest bardzo miłe. Sanchez pisze, Ania pisze: „Może zmęczenie materiału?” Natomiast pragnę was uspokoić. Tak, to jest takie zwykłe fizyczne zmęczenie, które jest skutkiem dość intensywnej pracy. Aczkolwiek też po wypadku mojej mamy parę osób w moim głosie doczytało się, że coś się wydarzyło.
Więc być może tym razem też w moim głosie słychać troszeczkę przejmowania się moją córką, którą w piątek potrącił samochód. Więc być może to faktycznie jest gdzieś przekazywane. Natomiast pragnę was uspokoić, jest wszystko w porządku. Znaczy na tyle w porządku, że ma tylko nogę w gipsie. Natomiast emocje i różne sytuacje, które się tam działy, może faktycznie wpłynęły też na to, że jest dzisiaj może troszeczkę mniej ognia i większe zmęczenie. Dobrze. Inka pisze: „Tak zwane ofiary losu działają mi na nerwy. Gdzie by nie byli, co by nie robili, to zawsze są ofiarami. Ofiary bardzo często lubią być ofiarami. Może chodzi tu o to, żeby ich po prostu dostrzec.
Ofiarom nie jest łatwo pomóc. Czasami wydaje mi się, że lubią być w takim stanie”. Inko, tak. To jest głęboki i szeroki temat. To jest to, o czym wspomniałem, że kwestia jest tego, jaki filtr funkcjonuje w centrum naszego postrzegania świata i rzeczywistości. Jeżeli tak jakbyśmy na aparat czy na okulary założyli przyciemniane szkła, to wszystko, na co będziemy patrzyli, będzie widziane przez pryzmat tego. Natomiast ten proces może wynikać z naszej świadomości, z naszej kontynuacji życia duchowego, jak również z naszej zwykłej podświadomości i doświadczeń, które na przykład trwają w naszym życiu przez dłuższy okres czasu. Bądź z naszej podświadomości wynikającej z naszego dzieciństwa. Tych aspektów może być kilka albo nawet i kilkanaście. Natomiast tak.
Są osoby, które chcą budzić litość innych ludzi i im nie zależy na dokonywaniu zmian, tylko na tym, żeby ktoś się nimi zajmował, żeby ktoś się nimi opiekował, żeby ktoś ich wyręczał, załatwiał za nich i tak dalej. Jest to jakaś formaPrzetrwania. Dobrze kochani, tutaj Sanchez jeszcze napisał: „Chcemy tylko potwierdzenia. To przecież kawałek naszego życia.” To w dwóch częściach było napisane, więc nie wiem, czego dotyczy to potwierdzenie, więc ciężko mi odpowiedzieć na pytanie, co mam potwierdzić. I tyle. Kochani, ponieważ w moim głosie pojawiła się depresja, zmęczenie materiału i parę innych rzeczy, więc jest to najlepszy czas, żeby nasze dzisiejsze spotkanie zakończyć. Bardzo się cieszę oczywiście z telefonów i z poruszenia tego ważnego tematu, w którym też się wiele osób odnalazło i wiele osób potwierdziło, ale widzę, że pojawiły się nowe komentarze, więc jeszcze szybciutko je przelecę, odpowiem i będziemy kochani kończyli. „Przyszło nam żyć w tym samym czasie. Coś to znaczy.” Oczywiście, że coś znaczy. Ja w dalszym ciągu uważam, że czasy, w których żyjemy, są bez wątpienia przełomowe i bez wątpienia dostaliśmy szansę uczestniczenia w czymś bardzo ważnym zarówno dla nas, jak i dla całej ludzkości.
Więc bez wątpienia się zgadzam. Inka pisze: „Sławku, ja w twoim głosie słyszę zastanawianie się nad słowami, których chcesz użyć, aby wszystko do nas dotarło.” Dokładnie. Ja to wiele razy mówiłem i nawet dzisiaj powtarzałem, że zasadniczo w rozmowach bezpośrednich jestem osobą bardziej bezpośrednią, bardziej radosną i mówię dużo szybciej, czasami nawet być może za szybko. Natomiast to wynika przede wszystkim z tego, żeby myśl była w miarę precyzyjna i żeby nie używać słów, które w jakiś sposób mogłyby niektórym zmienić merytoryczny przekaz tego, co mam do przekazania. Dziękuję ci, że to dostrzegłaś. Anna pisze: „Inka, myślę, że jesteś za surowa. W psychologii jest pojęcie bezradności wyuczonej i nie jest ona zawiniona przez osobę bezradną.” Aniu, ale tu surowości nie było, tylko moim zdaniem realizm. Natomiast tak czy inaczej myślę, że psychologia opisuje tylko skutki pewnego stanu, zwłaszcza że psychologia nie zajmuje się tematyką duchową i też ciężko jej tam znaleźć pewnie jakieś wyjaśnienia takiego stanu rzeczy. Ania pisze: „Ale jest nadzieja, że można z tej bezradności wyuczonej wyjść, choć wymaga to trochę pracy.” Aniu, tu też myślę, że Inka, przynajmniej ja tak zrozumiałem, nie twierdzi, że jest to wśród tych osób celowe i bardzo świadome działanie. Oni najczęściej chcieliby inaczej, tylko chcieliby, żeby ktoś za nich to zrobił bardzo często.
Na tym polega ich bezradność, że nie są w stanie podjąć trudu dokonywania zmian, oczekują, że ktoś to zrobi za nich. Sanchez pisze: „To ja.” Tego to nie wiemy. Inka pisze: „Sławku, w dzisiejszych czasach bardzo dużo młodych ludzi cierpi na depresję. Siedzą w necie 24/7 i cierpią. Może kiedyś zrobiłbyś audycję w tym temacie?” Droga Inko, z wielką przyjemnością. Temat samobójstw wśród dzieci poruszyłem w jednym ze swoich filmików. I też chyba o tej depresji coś wspominałem w którejś z naszych wcześniejszych audycji. Natomiast ponieważ ci, którzy bardziej śledzą moje poczynania, to też wiedzą, że powstał nowy projekt „Świat oczami dziecka”, który troszeczkę przez pracę ostatnio zaniedbałem. Także temat dzieci jest mi bardzo bliski mojemu sercu, więc z chęcią na ten temat ten temat poruszę. Oczywiście ja nie twierdzę i nie podpisuję się pod tym, że jest to wina internetu i tego, że dzieci w tym internecie siedzą 24 godziny na dobę.
Przepraszam, nawet uczestniczyłem w jakiejś dyskusji na jednej z grup na ten temat. Ania pisze: „A widzisz Duncan, jest nadzieja i dla ciebie.” Ania pisze: „Okej, dobrej nocy życzę i dziękuję za wartościową audycję.” Sanchez pisze: „Aniu, oczywiście przyjemność również po mojej stronie.” I było nas tylko piątka. I to już koniec. Kudłaty nam się pojawił. „Zgadzam się, Inka, z tą depresją coś jest na rzeczy.” Więc kochani pojawił się temat depresji u dzieci. Pojawił się temat kontynuowania tej mądrości w okazywaniu miłości, czyli bardziej praktyczna strona miłości. Więc czekam na decyzję z waszej strony, który temat poruszyć. Jak nie dostanę jakiegoś wyraźnego przekazu informacji, to sam zadecyduję.Kochani, kończymy. Dziękuję wam za dzisiaj. Dziękuję za telefony.
Bardzo fajne i myślę, że dla was bardzo wartościowe. Dziękuję też za całą tę dyskusję, bo dzisiaj chyba pierwszy raz cała dyskusja była podporządkowana tematowi audycji, więc wielki szacunek dla was, że nie pojawiło się zbyt dużo tematów pobocznych. I też bardzo się cieszę z nowych osób, które zdecydowały się na udział w naszej wspólnej rozmowie.
[03:16:35] - A tu piszą i piszą, i piszą, i piszą. Coraz mniej, ale jednak.
[03:16:43] - Monika jeszcze napisała: „Miłość potrafi prowadzić nas do świadomego cierpienia, aby opiekować się bliskimi. To jest coś, co daje siłę. Mylę się?”. Miłość potrafi doprowadzić nas do świadomego cierpienia, aby opiekować się bliskimi. I to jest coś, co daje siłę. Mylę się? Temat, droga Moniko, niejednoznaczny, więc tu nie może być jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ można zrobić bardzo łatwo komuś krzywdę, mówiąc, że tak bądź nie, nie znając dokładnie sytuacji i pobudek działania obydwóch stron. Jeżeli jedna strona świadomie cierpi, jest to jej świadomym wyborem, to jest to jej doświadczeniem. Natomiast nie wiem, kim są te bliskie osoby. Jeżeli to są osoby starsze, to pytanie, z jakiego powodu decydują się, żeby obarczyć swoją osobą bliskich i w jakiś sposób przykrzeć im życie.
Ciężka sprawa. Znam bardzo bliski mi przypadek, kiedy możliwość opiekowania się osobą starszą, rodzicem, była formą wcześniej nigdy nieokazywanej wdzięczności dziecka za to, co dostała od danego rodzica w ciągu swojego życia. Czyli los dał dziecku szansę odwdzięczenia się rodzicowi za to, co rodzic mu dał wcześniej. Więc sytuacja wymagająca indywidualnej analizy. Mam nadzieję, że będzie okazja tę myśl rozwinąć, bo też się tak zastanowiłem, ale musielibyśmy zacząć zupełnie nowy wątek. Jeżeli chciałabyś, żebyśmy ten temat poruszyli szerzej, to daj mi znać albo pod audycją, albo do mnie osobiście napisz i wtedy z chęcią do tego wątku wrócę. Sanchez pisze: „Ale jeśli chodzi o dzieci, to nie ma kompromisów”. I tu się całkowicie z tobą zgadzam. I Inka pisze: „Ale depresja jest nie tylko u dzieci. Często są to ludzie pomiędzy 20.
a 35. rokiem życia”. Depresja z tego, co czytałem w momencie, kiedy szykowałem materiały do tematu samobójstw, dotyczy naprawdę bardzo młodego wieku do bardzo starego wieku, więc dotyczy to większości nie tylko dorosłego społeczeństwa. Jeżeli ma być temat depresji, to będzie temat depresji. A teraz, panie Marku, bardzo proszę nie przesyłać mi więcej komentarzy. Kochani, dziękuję jeszcze raz naprawdę również za troskę o moje zdrowie i samopoczucie. Jest wszystko okej. Wszystkiego dobrego na ten najbliższy tydzień wam życzę. Jak najwięcej radości i miłości, takiej już bardzo świadomej, w znaku równania z mądrością. I cóż, słyszymy się za tydzień.
Trzymajcie się, uważajcie na siebie. Dobrej nocy. Cześć, pa pa.
[03:20:50] - Mówi do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Oczywiście tradycyjnie zachęcamy gorąco do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube, który nazywa się tak samo jak nasza audycja – „Świat oczami duszy”. I oczywiście do polajkowania fanpage'a, który nazywa się „Czy można oszukać przeznaczenie?”. I oczywiście moli książkowych, ale nie tylko moli, również ciekawskich, ciekawych różnych spostrzeżeń na temat świadomości. Zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka Bączkowskiego „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. A na dzisiaj już kończymy powolutku. Na zegarze już jest 17 minut po północy, więc mamy wtorek. Tak więc pięknie zakończyliśmy poniedziałek i ciekawie rozpoczęliśmy wtorek, można powiedzieć. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia oczywiście za prawie tydzień.
Dokładnie za sześć dni i kilkadziesiąt godzin, w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium w kolejnym odcinku na żywo. No i już jesteśmy poza anteną.
[03:22:15] - Oj, dali dzisiaj popalić.
[03:22:18] - Dali, dali. Ostro było.
[03:22:21] - Właśnie à propos, nie zrobiliśmy przerwy. Do swojej kozy nie dorzuciłem. I tak siedzę tutaj, na początku się rozebrałem. Tak mi było fajnie, cieplutko, a teraz mówię: „Kurde, jak zaraz tego nie skończymy, to zamarznę”.
[03:22:37] - No to szybko.
[03:22:39] - Przyszedł mnie tutaj pogrzać. Chyba wyczuł, że mi jest chłodno. Ten wiatr mi tutaj ciepło wydmuchał. Także panie Marku, ja idę ratować ogień.
[03:22:49] - No to pomyślnego ratowania ognia w takim razie.
[03:22:52] - Dzięki serdeczne. Dzięki panie Marku za dzisiaj. Zmykam. Wszystkiego dobrego. Dobrej nocy. Do usłyszenia.
[03:22:59] - Wzajemnie. Wszystkiego dobrego i do usłyszenia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl