[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 3 lutego roku pańskiego 2020. Minęła przed chwilą godzina 20:00 na naszym zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja w całości poświęcona mądrom świadomości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:41] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:44] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Nasza audycja jest realizowana w całości na żywo. W momencie gdzieś około godziny 21:00 będzie to oczywiście ogłoszone na czatach. Będzie można dzwonić, będzie otwarta linia telefoniczna, ale nasze numery telefonów warto zapisać sobie już teraz, choćby do SMS-owania na przykład. Nasz numer stacjonarny to 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Panie Sławku, tradycyjnie oddaję panu głos.
[02:05] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Słuchajcie, dzisiejsza audycja będzie troszeczkę złożona, ale będą też niespodzianki, o których później powiem. Natomiast na początek jak zwykle kilka słów informacyjnych, tak zwane ogłoszenia parafialne. Po pierwsze mam już linki do filmików, które dotyczą takich już — mam nadzieję, że większość z was gdzieś tam zadowolą te, które będę wrzucał za chwilę na „Świat oczami dziecka”. Tych, którzy są tym tematem zainteresowani polecam, żebyście to w miarę śledzili, bo nie zdążyłem ich ściągnąć przed audycją, więc pewnie zrobię to jutro i spróbuję też jutro to być może opublikować. Dla mnie bardzo dobra wiadomość, ponieważ myślę, że rozwieją wątpliwości osób, które do mnie pisały i twierdziły, że bardzo by chciały, żeby to była prawda, żeby faktycznie Oluś takie umiejętności posiadał. Myślę, że te osoby będą usatysfakcjonowane. To jedna dobra wiadomość. Druga dobra wiadomość, która przyszła do mnie ze strony mojego serdecznego kolegi, który w swoim życiu szedł krzakami w swoim życiu, czyli komplikował sobie wszystko, co tylko możliwe.
Też stanął na krawędzi kilku bardzo trudnych sytuacji, między innymi przez alkohol, przez jakieś tego typu rzeczy. Skomplikował sobie mnóstwo rzeczy: pracę, związek, rodzinę i wydawało się, że już się z tego nie podźwignie. W dniu dzisiejszym ma akurat urodziny, więc pozwoliłem sobie zadzwonić do niego z życzeniami chwilę przed audycją i kochani, cóż za piękna rozmowa. I metamorfoza, i to wszystko, co usłyszałem od niego i rozmowa, jaką przeprowadziliśmy, zostanie oczywiście między nami. Natomiast co jest istotne w tym wszystkim? Że on sam doszedł do jednego najważniejszego wniosku, że tak naprawdę poprzez miłość do samego siebie zaczął wszystko naprawiać. Pośmieliśmy się, pożartowaliśmy, że być może da się kiedyś namówić na to, żeby wziąć udział jako gość w naszej audycji po to, żeby być tak zwanym świadkiem tego, co miłość jest w stanie w naszym życiu sprawić, jaką ma siłę naprawczą nie tylko dla nas, ale również w naszym najbliższym otoczeniu i jaką ma siłę odstraszającą dla różnego rodzaju bytów, osób fizycznych, które naszą słabość w tych dla nas trudnych momentach próbują wykorzystywać.O czym będzie dzisiejsza audycja? Na początku będzie o sprzątaniu. Będzie o sprzątaniu, o gotowaniu, naprawianiu samochodów i wychowaniu dzieci. Tak.
I pewnie sobie pomyśleliście, że prowadzę również audycję pod tytułem „Idealny pan domu” albo coś w tym stylu i coś mi się pomieszało. Natomiast nie, nie pomieszało mi się, ponieważ właśnie o tym chciałbym z wami dzisiaj przez chwilkę porozmawiać. A dokładnie o czym? Nie myślcie, że będę wam dawał jakieś tutaj rady jak należy sprzątać mieszkanie albo myć drewniane meble. W sumie mógłbym, bo jestem przecież stolarzem. Natomiast nie o tym. Natomiast chciałbym te proste sytuacje, z którymi spotykamy się na co dzień, bez względu na to, czy jesteśmy mężczyzną, czy jesteśmy kobietą. Uczestniczymy w procesie na przykład gotowania. I czasami zdarza się, że zupa, na przykład nasypiemy za dużo soli bądź nasypiemy za dużo pieprzu czy jakiejś tam innej przyprawy i coś jest po prostu niedobre. I co się dzieje w takim momencie?
Próbujemy tą sytuację w jakiś sposób naprawić. Czyli dolewamy wody. Nie jestem mistrzem kulinarnym. Ja zawsze twierdziłem, że jednym z podziałów ludzi jest to, że jedni żyją, żeby jeść, a inni jedzą, żeby żyć. Ja się zdecydowanie zaliczam do tych, którzy jedzą, żeby żyć. Jest to moja potrzeba fizjologiczna i na tym jakby się moja euforia z jedzeniem związana kończy. Oczywiście to nie może być byle co i cokolwiek. Natomiast nie poświęcam temu aż tak dużo czasu jak niektórzy, więc moje rady kulinarne, nie róbcie sobie z tego przepisu, bo nie daję wam gwarancji, że coś sensownego z tego wyjdzie. Natomiast tak czy inaczej próbujemy to jakoś, tą sytuację naprawić, szukając albo środków, które to zneutralizują. Jeżeli nie da się tego już naprawić na dobrze, to przynajmniej szukamy środków, które ten zły smak zneutralizują.
Podobnie jest z naprawą samochodu. Czyli jeżeli ustalimy, że jakaś część jest zepsuta, to nie wkładamy drugiej zepsutej części, tylko raczej próbujemy zamienić tą część na nowszą, na sprawną. Chociaż może samochód to nie jest najwłaściwszy przykład w tym kontekście, o którym chcę wam powiedzieć. Co się dzieje na przykład w momencie, kiedy mamy małe dziecko, malutkie dziecko, które zapłacze, które z jakiegoś powodu okazuje swoje niezadowolenie, niechęć, złość, przerażenie czy cokolwiek innego, czy chociażby cierpienie czy ból. Jaka jest nasza reakcja? Nasza reakcja jest taka, że przytulamy to dziecko, głaszczemy, cmokamy, całujemy bolące miejsce i mówimy, że ta magia wyleczy wszelkie dolegliwości i bolączki. I co jest najciekawsze i najdziwniejsze, że tak postępujemy z małym dzieckiem. Natomiast w momencie, kiedy to dziecko zaczyna dorastać, to w momencie, kiedy się uderzy w kolano, w łokieć czy w cokolwiek innego i zaczyna płakać, narzekać bądź w jakiś sposób to przeżywać, to co robimy? Często wyzywamy go od pierdół, dajemy mu rady. Twierdzimy, że powinien uważać, że jest gapą i tak dalej.
Już nie reagujemy w ten sam sposób, jak reagowaliśmy kiedyś. Zaczynamy mieć względem niego wymagania i oczekiwania. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ zwróćcie uwagę, co się dzieje w sytuacjach, kiedy przeżywamy w relacjach z drugim człowiekiem jakąś negatywną sytuację. Co robimy? Jeżeli ktoś podnosi na nas głos, to my również podnosimy na niego głos. Jeżeli ktoś zaczyna mieć do nas pretensje, my albo zaczynamy się tłumaczyć, albo odwzajemniamy się tym samym. Jeżeli ktoś jest wobec nas złośliwy, najczęściej my również stajemy się złośliwi.Czyli gdyby to była zupa, to byśmy do zasolonej soli dosypali jeszcze więcej soli. Gdyby to było małe dziecko, to byśmy do płaczu dorzucili płacz. W tych prostych sytuacjach doskonale wiemy, jak mamy postąpić, że nie zniwelujemy, nie ugasimy.
Może ci, którzy będą chcieli się przyczepić, oczywiście powiedzą, że to jest nieprawda, natomiast nie ugasimy pożaru pożarem, dolewając czegoś, co jest łatwopalne. Używamy czegoś, co niweluje ten pożar. W prostych sytuacjach życiowych doskonale wiemy, jak mamy się zachować. Nie naprawiamy zasolonej zupy solą. Natomiast zwróćcie uwagę, że w sytuacjach emocjonalnych, w sytuacjach relacji międzyludzkich właśnie próbujemy w ten sposób działać. Znaczy działać w inny sposób, niż nakazuje logika i niż działamy to w sytuacjach na przykład z zupą czy z małym dzieckiem, czy w sytuacji pożaru. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wbrew logice myślimy, że dosypując soli do zasolonej zupy uzyskamy lepszy smak? Dlaczego oczekujemy, że jeżeli ktoś na nas krzyczy i my będziemy na niego krzyczeć, to w ten sposób tę sytuację załagodzimy? Ponieważ w sytuacjach emocjonalnych logika idzie na bok.
Dajemy się ponieść emocjom. Reagujemy często instynktownie, często podświadomości. Nie uzyskując w ten sposób pożądanego efektu. Więc czy w takim działaniu jest sens? Czy jest logika? Oczywiście, że nie ma. I tak sobie myślę, że każdy logicznie myślący człowiek ze mną się zgodzi, że gniewem reagując na gniew tylko dolewamy tak zwanej oliwy do ognia, dosypujemy soli do zasolonej zupy. I wiem, że mimo tych argumentów logicznych i też część z was powie, że ani część powie ma rację, to i tak wiem, że ten wzorzec jest bardzo trudno zastąpić, zwłaszcza jeżeli on jest głęboko zapisany w naszej podświadomości i przetestowany przez nasze życie sto, dwieście, trzysta albo parę tysięcy, czy paręnaście tysięcy razy, więc jest trudny do zastąpienia. Natomiast po raz kolejny polecam wam do zastanowienia się, bo już sama świadomość jakiegoś tam mechanizmu pozwala nam zachować do tego jakiś dystans. Kochani, dlaczego o tym mówię?
Ponieważ przemiły słuchacz, jeden ze słuchaczy, podczas audycji ostatniej zadał mi jakieś tam pytania odnośnie mojej mamy i tak dalej. No i tam sobie popisaliśmy, popisaliśmy. Serdecznie go przy tej okazji pozdrawiam. Mam nadzieję, że dzisiaj z nami jest. I oczywiście wyjaśniłem mu tam też swoją dość skomplikowaną sytuację rodzinną. I podpowiedział mi, podsunął mi metodę, która się nazywa Quantum Touch, o której istnieniu nie miałem zielonego pojęcia. To znaczy nie wiedziałem, że to ma taką nazwę i że ta technika tak właśnie ma tam te swoje odpowiednie procedury. I ponieważ ja się bałem używać technik tak zwanych zdalnych, ponieważ nigdy nie wiedziałem, nigdy nie miałem pewności, czy nie wkraczam w tak zwane przeznaczenie drugiego człowieka. Oczywiście wiecie, kiedy zdałem sobie z tego sprawę, że niektórzy ludzie wybierają bycie chorym. Że ich jakby przeznaczeniem czy celem na tą inkarnację jest bycie chorym i żadna zewnętrzna ingerencja, żadna siła tego nie zmieni.
Niestety przy rozmowach o świadomości, przy rozbudowywaniu świadomości trzeba o tym pamiętać.Dlatego po pierwsze trzeba zachować pewne zasady, czyli nie można udzielać pomocy człowiekowi, który o tę pomoc nie poprosił, który o tę pomoc wyraźnie nie wystąpi. Bo być może choroba jest pewnego rodzaju doświadczeniem, które danej osobie jest do czegoś potrzebne. Z czegoś ta choroba wynika. Jeżeli to jest choroba zwykła, ziemska do wyleczenia, to być może pozwala mu zrozumieć, że w zdrowym ciele zdrowy duch i że emocje w dużej mierze wpływają na nasze zdrowie fizyczne. Nigdy tego nie wiemy. Dlatego ja rozumiejąc wybór mojego syna odnośnie przeznaczenia, takich technik nie stosowałem. Od czasów, kiedy próbowałem pomóc własnemu synowi nie stosowałem takich technik. Natomiast w przypadku mojej mamy stwierdziłem, że w zasadzie rozmawialiśmy. Wiem, że jej troska, chęć powrotu do zdrowia jest, że tak zwana seria niefortunnych zdarzeń spowodowała to, że jest w takim stanie, jakim jest. Więc ona na tę pomoc zasługuje.
Oczywiście wykorzystując technikę, metodę, którą dostałem do ręki, mówię: „Okej, może czas spróbować i tego”. Technika, tak w skrócie powiem, oczywiście każdy sobie to może wygooglować, polega na wyobrażaniu sobie zaciągania energii poprzez stopy aż do głowy i później w drugą stronę poprzez ręce wysyłanie jej do osoby, miejsca bądź sytuacji, którą chcemy uzdrowić. Ja oczywiście nie byłbym sobą, gdybym pewnych według mnie usprawnień i modyfikacji nie wprowadził. Jeżeli będziecie ciekawi, to oczywiście powiem, co ja tam sobie wymyśliłem. W każdym razie skoncentrowałem, przynajmniej próbowałem się skoncentrować na kręgosłupie mojej mamy. Powiem wam tak: miałem z tym problem. Natomiast w zamian za to pojawiły się obrazy związane z moją siostrą i z moją mamą. Obrazy, emocje, odczucia. I wtedy zrozumiałem, kochani, że nadawanie intencji, ukierunkowywanie miłości na jakiś konkretny cel może być faktycznie wchodzeniem w przeznaczenie drugiego człowieka i że tego raczej bez jego wiedzy i zgody nie powinniśmy robić. Natomiast zrozumiałem też jeszcze jedną rzecz, że przekazywanie miłości, czystej miłości, energii miłości jest i powinno być sposobem na naprawianie zasolonej zupy.
Ponieważ akurat w moim przypadku ta energia miłości wybrała sobie sama intencję i pole działania. Ja przestałem ukierunkowywać się na chorobie mamy, na jej kręgosłupie, tylko pozwoliłem tej energii sobie po prostu popłynąć bez żadnej intencji. I zdarzył się cud, ponieważ ja też parę rzeczy zrozumiałem. O paru rzeczach wiedziałem, natomiast tak jakby się utwierdziłem. Natomiast zdarzył się cud. Następnego dnia zadzwoniła do mnie moja siostra. Jest to cud, ponieważ to był nasz pierwszy kontakt od ponad dwóch lat. Z tego, co dobrze pamiętam. Więc jak widzicie przekazywana miłość bez żadnej konkretnej Może nie to, że intencji. Sama miłość jest intencją.
Natomiast bez takiego napinania się, że chcemy osiągnąć jakiś konkretny efekt, tylko przekazywanie energii miłości w sytuacje, sfery bądź stany, które w naszym przekonaniu chcielibyśmy naprawić, poprawić, uzdrowić, polepszyć, jest tak naprawdę najprostszą i też najbardziej logiczną metodą naprawiania wszystkiego, co jest złe. Może nie to, że złe. Z naszego punktu widzenia chcielibyśmy, żeby było inne, żeby było lepsze, żeby było weselsze, żeby było radośniejsze, żeby było przyjemniejsze nie tylko dla nas, ale również dla innych. Egoizm nie ma nic wspólnego z miłością, więc jeżeli ktoś jest egoistą, to miłości po prostu nie będzie w stanie przekazać. Nie boję się, że ktoś będzie tym manipulował i tak dalej. Więc kochani, idąc za tą logiką i też za tym doświadczeniem, za tą techniką, o której przez wiele lat po prostu odrzuciłem jako przekonanie, że ingeruje w życie drugiego człowieka, w jego przeznaczenie, wykonuje coś bez jego wiedzy, bez jego chęci, bez jego udziału. Świadomość nie pozwalała mi na stosowanie tej techniki. Teraz zrozumiałem, że kierowanie energii miłości w sytuacje, które są chore, jest najlepszym sposobem naprawiania tych relacji. Tylko bez oczekiwań. Ja chciałem, żeby moja mama wróciła do zdrowia.
Energia miłości w tamtej sytuacji sprawiła, że pewne pokłady złości, pretensji, nienawiści, niechęci w relacjach rodzinnych zostały rozpuszczone. Ja nie powiem, że one zostały całkowicie zniwelowane. Zostały troszeczkę naruszone. Ten mur został delikatnie nadwyrężony, skruszony. Pojawiła się drobna szczelinka, w którą drobną strużką wpłynęła miłość i pojawiła się nadzieja. Reasumując ten wątek, kochani, jeżeli przesolicie zupę, to staracie się tę sytuację czymś innym, nie solą naprawić. Jeżeli jesteście w chorych bądź dziwnych sytuacjach emocjonalnych, to najlepszą metodą naprawienia tej sytuacji, uzdrowienia, polepszenia, nawet chociażby to miało oznaczać rozstanie bądź pożegnanie się z daną osobą, bądź pozbycie jej się z kręgu swoich znajomych, bądź nawet czasami przyjaciół, jest jedyną znaną mi skuteczną i bezinwazyjną metodą, którą się z wami chciałem podzielić. Oczywiście to jest wielki wysiłek. Ja to rozumiem. Znaleźć trzy minuty czasu czy pięć minut czasu na to, żeby usiąść na fotelu i wysłać odrobinę miłości do swojego szefa, który nas dzisiaj wkurzył, bądź do naszego kolegi, bądź do kierowcy na drodze i tak dalej, to ja tu walczę z wiatrakami w tej chwili.
To jest po prostu zgoła niemożliwe. Wykrzesanie z 24 godzin dwóch minut. W tym naszym zapędzonym i zagonionym i trudnym do przezwyciężenia świecie. Ale żeby nie było, macie narzędzie. To jest jak woda do zasolonej zupy. To jest jak przytulenie dla małego dziecka. Chwila, dwie, trzy minuty. Myśl, koncentracja i wysłanie odrobiny energii miłości bez specjalnej intencji. Bez intencji, że ten człowiek ma być lepszy. Bez intencji, że ten człowiek ma się zmienić.
Bez intencji, że ten człowiek ma postępować tak, jak my byśmy chcieli. Tego nie róbcie. Wyślijcie po prostu energię miłości do drugiego człowieka, do konkretnej sytuacji, do konkretnego zjawiska. Słuchajcie, czy to zadziała? Nie wiem, ale na pewno nie zaszkodzi. A z pewnościąPoprawi wasze samopoczucie i też pozbędziecie się jakiegoś balastu, kolejnego kamyczka, który was uwiera w bucie. Tylko pamiętajcie, żeby nie ingerować w życie i przeznaczenie drugiego człowieka, bo być może czyimś przeznaczeniem jest bycie mendą, nazywając rzeczy po imieniu. Być może ktoś musi się przekonać o tym. Być może czyimś przeznaczeniem jest bycie alkoholikiem. Ale energia miłości wysłana bez żadnej intencji na pewno mu nie zaszkodzi.
À propos energii miłości, to muszę wam powiedzieć o technice, którą sobie zmodyfikowałem. Wyobrażam sobie energię, którą ciągnę z ziemi, naszą ziemską energię, która nas trochę uziemia i jednocześnie wyobrażam sobie, że przez czakrę korony wpływa do mnie energia wszechświata. Energia płynąca ze źródła. I te dwie energie łączą się w sercu i z tego serca ta skumulowana energia z dwóch biegunów, z dwóch źródeł, poprzez moje dłonie płynie w stronę, którą chciałbym w jakiś sposób zasilić tą energią miłości, której być może w tej sytuacji brakuje. To tyle à propos gotowania, sprzątania, naprawiania samochodów i opieki nad dziećmi. Kochani, drugi temat też przyszedł od słuchaczki tym razem. Droga słuchaczka wysłała mi dwa filmiki. Czytam dosłownie: „Wiem, że masz dużo na głowie, lecz może do poduszki? Chyba zależy mi na twojej opinii”. Więc powiedziałem, że okej, może nie do poduszki, bo jak już mam głowę na poduszce, to śpię, więc raczej z tego słuchania niewiele by wyszło.
Natomiast coś mnie tknęło, żeby sobie te dwa filmiki obejrzeć. Powiem wam tak: to się nazywa samadhi. Bardzo fajna muzyka, świetny głos, bardzo fajnie zrobione. Bardzo dużo fajnych wartości i poukładanej wiedzy filozoficznej, teologicznej z różnych religii i tak dalej, więc bardzo przyjemnie się tego słuchało. Natomiast oczywiście, ponieważ była potrzeba wypowiedzenia się na ten temat, musiałem swoje zdanie na ten temat wypowiedzieć. I szukam tutaj tej odpowiedzi, której udzieliłem. Ponieważ rozbieżności w interpretacji, które zauważyłem pomiędzy autorami tego filmu a tym, co ja sobie myślę, polegała na tym, jak zwykle kto jest dla kogo. Czyli temat, który przerabialiśmy już wielokroć, który też wracał przy przeróżnych moich innych dyskusjach, tak zwanych kuluarowych, czyli pozaaudycyjnych. Więc ten temat oczywiście musiał się pojawić. Mówię wam o tym filmie, ponieważ mało oglądam, więc też może i dlatego rzadko mi coś takiego wpada w oko albo w ucho.
Natomiast rzadko faktycznie mam okazję powiedzieć w swoim wewnętrznym przekonaniu, że warto sobie tego posłuchać. Oczywiście nie jeden do jednego. Zawsze mówię: przepuśćcie to przez samych siebie, posłuchajcie, czy to gra, czy to nie gra, czy to rezonuje. Oczywiście tam słowa typu Matrix i tak dalej się pojawiają, więc weźcie sobie na to poprawkę. Natomiast pojawiły się pytania ze strony słuchaczki. My, to znaczy kto? Człowiek. Czyli jeśli wysublimujemy duszę, wszechenergię, to co pozostanie w człowieku? Czy aby to, co pozostanie, nie jest czasem pomysłem duszy? Co odpowiada na zadane pytanie?
Mianowicie to człowiek jest potrzebny duszy. Bez niej zamyka oczka, więc można powiedzieć też, że dusza jest potrzebna człowiekowi. Skoro dusza ma plan, odwrotnie nie idzie. Ty nie możesz mieć planu dla duszy.I takie właśnie oto dylematy pojawiły się podczas rozmowy na temat tego filmu. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ zbiegło się to z jeszcze jednym słuchaczem, z którym prowadzimy rozmowy mailowe, który opowiadał mi o swoich przemyśleniach, doświadczeniach, wizjach i zaproponował, że spróbuje to w jakiś sposób opisać. I właśnie po ostatniej audycji dostałem od niego taki przekaz. Dostałem od niego jego odczucia na temat tego, co dzieje się z nami po naszej śmierci i jak się ma układanie tego planu duszy i komu on tak naprawdę ma służyć. Czyli odpowiada na te pytania, które tutaj słuchaczka zadała mi w prywatnej rozmowie. I tu będzie, słuchajcie kochani, mała niespodzianka.
Niespodzianka będzie polegała na tym, że poprosiłem bardzo uprzejmie pana Marka, a pan Marek również uprzejmie, mimo że nie dałem mu zbyt dużo czasu, zgodził się tego maila odczytać w formie już przygotowanego na szczęście nagrania ze swoim głosem, ponieważ ja obawiałem się, że mój głos nie będzie przekazywał tych emocji, które się w tej wiadomości i w tym przekazie pojawiły. Także kochani, przygotujcie się, bo za chwilę jako nasz gość wybitnie specjalny pojawi się pan Marek ze swoim cudnym, głębokim i przejmującym głosem. Tak, panie Marku? Jesteśmy, że tak powiem.
[38:49] - Jesteśmy gotowi.
[38:51] - Kochani, szykujcie się. Pan Marek czyta.
[38:57] - Świat po tamtej stronie jest dokładnie taki sam jak nasz tutaj. Aż chce się powiedzieć: jak w niebie, tak i na ziemi. Bardzo niewyraźnie pamiętam, jak szedłem szerokim, jasnym korytarzem wewnątrz budynku. Wiem, że minąłem się z kilkoma osobami, ale zupełnie nie pamiętam, kto to był. Widzę w pamięci, jakby jedna z tych osób wskazywała mi drzwi. Byłem chyba spóźniony. Wszedłem przez wskazane drzwi do bardzo ciemnego pomieszczenia. Było w nim słabe, ciepłe światło, jak ze świecy. Źródłem był ekran na przeciwległej ścianie, na którym wyświetlało się coś jakby lampa lawa. Pomieszczenie było zupełnie puste.
W środku czekali na mnie mój towarzysz i operator. Operatorem nazywam osobę, która nami się opiekowała. Takich jak on jest tam wielu. Pamiętam, że rozpoznałem go po ubraniu tak, jak się rozpoznaje po mundurze. Mam też delikatne wrażenie, że go znałem. Mam zresztą zupełnie mieszane odczucia co do operatora. Na początku, kiedy widzę siebie wchodzącego, czuję się, jakbym był jego kolegą po fachu. Coś jak spotkanie dwóch żołnierzy. Dalej we wspomnieniu widzę coś, co nasuwa mi myśl, że żołnierskie poczucie wynikało z ekscytacji. Działamy.
Kiedy stałem już przed ekranem, rozejrzałem się. Pamiętam drzwi, które mieniły się na biało. Pamiętam towarzysza, który był mężczyzną koło trzydziestki. Nie czuję, abyśmy się znali. Nie wiem dlaczego, ale widzę dość dziwną scenę z operatorem. Gdy wchodziłem, był przy prawej ścianie, jakby chodził w tę i z powrotem, czekając na mnie. Ale kiedy spojrzałem na niego sprzed ekranu, był ze cztery metry od nas i robił coś przy jakimś pulpicie przypominającym z kształtu białą mównicę. Dziwne to jest, bo wygląda to tak, jakby obsługiwał komputer. Coś powciskał i mogliśmy zaczynać. Dokładnie obaj, ja i mój towarzysz, wiedzieliśmy, co mamy robić.
Operator chciał, abym zaczął ja. Na ekranie pojawił się obraz poprzednich moich wcieleń. Wygląda to tak, jakbym mówił i dokładnie to, o czym mówię, pojawiało się na ekranie. Najtrudniejsze jest wrócić do tego, o czym mówiłem. Nie było to opisywanie czynów, nie była to też spowiedź. Nie oczekiwałem osądzenia ani wymierzenia kary. To, o czym mówiłem, było tak subtelne, że nie do ujęcia słowami. To było jak mówienie o uwadze, którą można znaleźć w oczach, z których spływają łzy wdzięczności. Jak o pustce i ciemności ukrytej pod dłońmi, którymi z bezsilności zasłania się oczy. Zupełnie jakby były to metaforyczne nici, po które tu przybywamy, by uszyć sobie z nich szatę.
Nici, które oplatają nas, plączą się i kłębią, a my przenosimy je na sobie z jednego wcielenia w drugie, aż nauczymy się je rozplątać i wysupłać kolejną nić do ubrania. Kiedy już podsumowałem, co chciałem, przyszedł czas na zebranie tego w wolę dotyczącą wcielenia. I tu się robi dziwnie. Wyraźnie pamiętam, jak powiedziałem, że chcę leczyć ludzi. Pamiętam nawet mój tok myślenia. Stwierdziłem, że jestem w stanie rozwinąć się duchowo do takiego stopnia, by móc zachorować, uleczyć się i pokazać ludziom, że też potrafią. Mam bardzo mocne odczucie, że operator poczuł się jak nauczyciel, który odpytując ucznia, doświadczył bezdennej głupoty, ale musiał trzymać poziom. Tutaj kolejny raz czuję, jakbym z operatorem się znał. Wywiązała się dłuższa wymiana zdań.W zasadzie to ja odpowiadałem operatorowi. Każdy mój argument przyjmował z powagą, ale za każdym razem prosił, abym wszedł w niego głębiej.
Dochodziłem do ślepej uliczki i wracaliśmy do punktu wyjścia, by znowu mógł mnie zagonić do kolejnej ślepej uliczki moich argumentacji. Byłem uparty. Twardo stałem przy swoim. Czuję, że operator postrzegał to jako jednocześnie przerost ambicji, jak i wielką wolę duchowości. Wytargałem nauczanie ludzi. To było już gwarantowane. Nie miałem jeszcze pojęcia, że było to wdepnięciem w minę zwaną karmą. Bo żeby nauczać, trzeba najpierw zdobyć wiedzę, a że do nauki było sporo, to życie musiało graniczyć z szaleństwem. Otrzymałem też wspomnienie jako klucz do mądrości, której miałem szukać. Tak, dziś wiem, że nauczanie nie odbywa się przez słowa i bycie mistrzem, którego inni słuchają.
Nie polega na rozwiązywaniu problemów, leczeniu z chorób i wymachiwaniu przed oczyma duchowością. Duchowość jest taka, na jaką sami pozwalamy, a pogłębiamy ją poprzez stawiane sobie wyzwania i cele, które idą w parze z życiowymi problemami. Czasem to też choroby i te będące skutkiem obranej drogi i te będące postawionym wyzwaniem. Sami musimy stawić im czoła. Nauczanie to służba drugiemu człowiekowi, często w milczeniu. Nie bycie drogą, a pomostem, czasem stacją w drodze do celu, ale nigdy nie drogowskazem, bo ten każdy musi odnaleźć w sobie. To indywidualne drogowskazy, które wskazują postawione przed narodzeniem cele. To odnalezienie na każdej z obranych tutaj dróg. Gdzieś tam się spotkamy. Wszystko ma swój czas.
Targałem dalej. Chciałem doświadczyć miłości. Nie prosiłem jednak o kochającą rodzinę czy szczęście w związku. Chciałem jak najlepiej zrozumieć miłość. To była druga mina karmy, na którą nadepnąłem. Nigdy nie dowiesz się, jaką coś ma wartość, dopóki nie odczujesz braku. Nikt mnie jednak w tym życiu nie porzucił. Od małego zachodziłem w głowę, co to znaczy kochać i czym się choćby różni miłość do dziecka od miłości do partnera? Miłość do brata od miłości do rodziców? Nie umiałem kochać.
Pytałem więc i szukałem, z czasem doświadczając zakochań i erotycznego pożądania. Aż pewnego dnia upadłem. Ścięło mnie z nóg. W mojej głowie zrodziło się piekło. Dni zdawały się być latami. Pokochałem kogoś, kogo nigdy nie spotkałem. Jej tragiczna śmierć była moim duchowym upadkiem. Czułem, że się znamy. Była taka moja. Była dzieckiem, a ja doświadczyłem jej dojrzałej duszy, choć setki kilometrów od siebie, jakby zupełnie obok.
W piekle swoich metaforycznych nici, które oplotły moją szyję, w braku tchu i coraz silniejszym uścisku konfrontowałem się z miłością, której dotąd nie znałem. Nie fizyczną, nie erotyczną, nie rodzinną, a duchową. Pisząc to, nadal rozplątuję wiele z nich. Miłość się we mnie jednak już tli. Miłość wynika z mądrości duszy. Kiedy po tym wszystkim, czego doświadczyliśmy, widzimy już w sobie drugiego człowieka, a w drugim człowieku siebie. Te wszystkie drogi, wyzwania i cele, te radości, ból i cierpienie. Jest w tym może i duchowy erotyzm, takie połączenie dusz we współbyciu. Dlatego właśnie musimy szukać prawdy w nas samych. Tylko przez siebie naprawdę dostrzeżemy innych.
W sobie odnajdziemy drugiego człowieka. W sobie odnajdziemy w końcu Boga. Co najbardziej dało mi do myślenia w tym wspomnieniu, to jednak prawda o tym, co to znaczy być człowiekiem. Rodzimy się dokładnie tacy sami, jacy byliśmy tam. Tam jesteśmy tacy, jacy odeszliśmy stąd. Tam bardzo chciałem udowodnić swoją wartość. Takiej też się narodziłem i z tym się konfrontuję. Tam byłem lękliwy, unikając w poczuciu niepokoju i strachu pewnych wyborów. Od urodzenia stawiam czoła wewnętrznym lękom i obawom przed kolejnym krokiem. Byłem uparty i porywałem się z motyką na księżyc.
To ja dziś. Spóźniłem się. Spażniam się. Czułem wewnętrzną siłę i ona mnie od małego rozpiera. Obscyłem sobie, że chcę leczyć jak szaman i od dziecka to sobie wyobrażałem. Od dziecka też chciałem nauczać duchowości i dziś umiem sobie odpowiedzieć, po co tu jesteśmy. Dokładnie po to, co nie tylko zabierzemy tam, ale wrócimy z tym z powrotem. Wspomniałem o tym, że analizując swoje poprzednie życia, nie spodziewałem się kary ani oceniania. Słowem kluczem jest karma. Piękne plany możemy zniszczyć przez duchową płytkość lub porywczość.
Upragnioną miłość możemy stracić przez zazdrość i pożądanie. To, czego nie przepracujemy, jest naszą karmą, jest nami. Tacy się narodzimy, jacy jesteśmy. Operator mógł mi pozwolić postawić sobie za cel uzdrawianie ludzi. Zachorowałbym i umarł. Rozumiejąc jednak kierunek mojego rozumowania, pomógł mi wejrzeć w siebie. Od tego właśnie jest. Jeżeli będzie wiedział, że pożądamy bogactwa, by się nim chełpić, dostaniemy to. Będziemy bogaci do porzygania, ale doświadczymy na przykład braku miłości, lojalności, szczęścia. Operator pozwoli nam się o tym przekonać na własnej skórze.
Odnoszę wrażenie, że mój towarzysz był tam po to, aby dać mi lekcję wcielania się.Operator nic od siebie nie dodaje do planów wcielenia, ale po powrocie mógłbym przypomnieć sobie towarzysza. Operator nie spodziewał się jednak, że tak się potoczą sprawy i będę mógł przerobić tę lekcję jeszcze tutaj. Mój towarzysz podsumował swoje poprzednie wcielenia i to, co mi powiedział, zszokowało mnie. Pomyślałem sobie, że ma wiele odwagi w sobie. Ja bym się bał. Przenosimy inteligencję, duchowość, bystrość, elokwencję i nic nie możemy sobie dodać. Możemy jednak ująć. Powiedział, że chce narodzić się z porażeniem mózgowym i że chce być odrzucony przez rodziców. Dokładnie zgłębił to, wskazując, czego chce doświadczyć duchowo i wyjaśnił dlaczego. To było na niesamowitym poziomie, którego nie umiem odtworzyć.
Mam też wrażenie, że on był chory w poprzednim wcieleniu. Nadal tego nie rozumiem. Po tym wszystkim operator postukał jakby w komputer i na ekranie pojawiła się Ziemia. Najpierw mnie zaprezentował możliwości wcielenia się. Jakoś to jest tak, że na podstawie tego, co chcemy doświadczyć, wyszukuje odpowiednich rodziców. Na przykład jak w przypadku mojego towarzysza ludzi z tendencją do porzucenia chorego dziecka. Z jednej strony doświadczą oni pewnej nauki, z drugiej wykonają nieświadomie swoje zadanie. Ja dostałem trzy możliwości. Dokładnie jak w Google Maps glob się przekręcił, zbliżył i widziałem pierwsze miejsce swoich narodzin. Widziałem rodziców i rodzeństwo.
Operator opowiadał o nich. Opowiadał też o miejscu. Potem drugie miejsce i trzecie. Mogłem sam sobie pooglądać i spokojnie wybrać. Wybrałem. Tak samo mój towarzysz. Na końcu operator podsumował wszystko, by ostatni raz poprosić o potwierdzenie. Wtedy jednak ja, jakby dostrzegając pewne braki w informacjach, zacząłem dopytywać o znaki. Zupełnie jakbym spodziewał się jakichś znaków. Co dziwniejsze, operator zaczął mi wymieniać, co się wydarzy przełomowego, a będzie tłem.
Nie wiem dlaczego, ale zapytałem o znak, który rozpoznam. Operator pokazał na ekran. Tam wyświetlane było okno, które miałem ujrzeć. Dokładnie to okno ujrzałem kilka lat temu w szpitalu, schodząc po schodach z OIOM-u, na którym leżała moja mama. Tam też parę dni później dokonał się cud. Podtrzymywana była sztucznie przy życiu w oczekiwaniu na śmierć mózgową, bo już nie działały płuca i nerki. Zalecano już organizować zakład pogrzebowy. Wtedy kolega mojego brata, ksiądz, odprawił nabożeństwo o uzdrowienie. Kilka godzin później, w nocy cały OIOM postawiony został na nogi. Ruszyły organy.
Mama się obudziła. Lekarka prowadząca profesor powiedziała, że to był niemożliwy cud, na który uczy studentów, aby czekać do ostatniej chwili. Człowieka, który ze mną tam był, też chyba spotkałem. Z porażeniem mózgowym pozostawiony przez rodziców kończył szkołę. Otoczony był serdecznymi wolontariuszami, ale też zwykłych ludzi doświadczał. Potrzebował pomocy w poruszaniu się na wózku, w noszeniu go, wożeniu żukiem do szkoły, a także w toalecie. Doświadczał każdego, kto chwycił za jego wózek. Miał też te przywary mojego towarzysza, z którymi musiał przy okazji się zmierzyć. Kiedy już wszystko zostało ustalone i potwierdzone, padło ostatnie pytanie: gotowi? I wspomnienie się kończy.
Tamten świat był naprawdę taki sam jak nasz. Myślę sobie, że jest też dokładnie tym samym. To coś jak sen, takim stanem świadomości. Pamiętam, jak kiedyś śniło mi się, że potwornie boli mnie brzuch. Nie mogłem złapać tchu. Myślałem, że umieram. Za moment się obudziłem. Zacząłem niepewnie sprawdzać brzuch, bo byłem przekonany, że prawdziwy ból wniknął w sen i mnie obudził. Nic mnie jednak nie bolało. Ostrożnie wstałem, ciągle pełen obaw, że może zrobię parę kroków i znów zaboli.
Nic mi nie było. Szybko stało się to wspomnieniem złego snu, obojętnym wspomnieniem. Nie przeżywałem więcej tego, co się działo. W przeciwieństwie do ciągle żywego wspomnienia rodzenia kamienia. Chyba właśnie tak umieramy. Nawet kiedy odchodzimy w bólu, to po tamtej stronie szybko postrzegamy to jak zły sen. Tak naprawdę nie boli i nigdy nie bolało. Obudziliśmy się. Nie wiem, co jest po samej śmierci. Myślę jednak, że moje wspomnienie jest z miejsca, które nazywamy niebem.
Takim miejscem spokoju, ale nie danym na zawsze. Nie widzę tam miejsca dla ludzi skłonnych do zbrodni, gwałtów czy samozniszczenia. Nie może tam być morderców, ale mogą ci, co zamordowali. Gwałcicieli, ale mogą być ci, co zgwałcili. Nie jest to miejsce dla złych ludzi, ale może być to miejsce dla tych, co zrobili złe rzeczy. Jeżeli potrafią skonfrontować się ze sobą. Przypomina mi się tutaj film, który mnie bardzo zaskoczył. „Nasz dom” jakby uzupełnienie mojego wspomnienia. Pięknie też jest tam pokazane właśnie miejsce, które pełni rolę piekła. Tam też trafia na początku główny bohater.
Bardzo ważne jest wybaczanie. Jeżeli będziemy chcieć się zemścić na przykład na mordercy, a on przerobi to, co zrobił i trafi do nieba, to my nie będziemy mogli też tam być.Ja wybaczyłem. Widzę też w nim jego doświadczenie i trud drogi. Może nawet będę mógł być tam jego opiekunem i oddać się tej służbie. Odkąd pamiętam, w tym życiu szukałem wiedzy. Chciałem wiedzieć. Potrzebowałem tego. Choć wiedzę zabieramy tam, to tam ona pozostaje i po powrocie zaczynamy od nowa. Nie o wiedzę, a o mądrość duchową chodzi. Z nią wracamy drogą doświadczenia i wzbogacenia o kolejne nici.
Przenosimy je na kolejne wcielenia. Mądrość to te, które nas już zdobią.
[55:58] - Panie Marku, bardzo dziękuję. Naprawdę bardzo dziękuję. I teraz już się tylko utwierdziłem w przekonaniu, że dobrze zrobiłem, prosząc pana o przeczytanie tego. Zresztą myślę, że słuchacze tylko to potwierdzą. Kochani, ja tego w tej chwili komentował nie będę. Zostawię was z tym emocjonalnym przykazem. Zrobimy króciutką przerwę i po tej króciutkiej przerwie wrócę do czytania waszych komentarzy.
[56:39] - Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy”. Mamy dzisiaj 3 luty 2020 roku. Oczywiście nie 2002, broń Boże, tylko 2020. Jeszcze nie opanowaliśmy zdolności podróżowania w czasie i przestrzeni, ale może kiedyś się to zmieni. Na razie mamy 2020 rok, 3 luty. Na zegarze godzina 21:07, a to oznacza, że czas najwyższy przejść do drugiej części naszej dzisiejszej audycji, czyli do tej części, którą państwo bardzo lubicie i z której państwo bardzo intensywnie nieraz korzystacie. Czyli do komentarzy. Oczywiście już teraz otwieramy naszą linię telefoniczną. Można dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 0008. Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493.
Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos i oczywiście oddaję również wszystkie dotychczas wysłane wpisy na naszym czacie na Messengerze.
[58:37] - Dziękuję panie Marku. Kochani, wracając, a nawet może nie tyle wracając, co zaczynając czytać wasze komentarze. Zacznę od pierwszego, tylko mi się tutaj następne powiadomienie schowa. Kamil Michał: „Lichej wiary człowiekiem być może jesteś. Za dużo stawiasz sam znaków zapytania. Mało ludzi wierzy w niemożliwe, ale ty z pewnością do nich nie należysz. Nic osobistego”. Kochani, chciałem tak powiedzieć, że jak ktoś pisze do mnie, to wiadomo, że jest to już osobiste. Staje się to osobiste. Natomiast ja nie angażuję, nie odbieram waszych komentarzy jako coś takiego, żebym się tutaj zacietrzewiał.
Zresztą ci, którzy są z nami tutaj od dawna wiedzą. Natomiast czy ja jestem lichej wiary człowiekiem? Nie wiem, czy lichej, bo to też trzeba by mieć do tego jakąś skalę. Natomiast pewnie gdyby moja wiara była większa, robiłbym jeszcze więcej niemożliwych rzeczy. I bez wątpienia, tak jak każdemu z nas trafiają się chwile zwątpienia i zastanawiania, czy to, co się aktualnie dzieje i co się robi, jest tym, co by się chciało i czy efekt, który się uzyskuje jest właśnie taki, jak zamierzaliśmy, żeby był. Więc z pewnością moja wiara nie jest doskonała. Jest jeszcze tam pewnie sporo w tej kwestii do zrobienia. Dużo znaków zapytania stawiam. Drogi Kamilu, pierwszy raz cię chyba czytam w komentarzach. Ja wychodzę z założenia, zresztą nie wiem, czy słusznego, ale wydaje mi się, że słusznego.
Tak wynika to z moich obserwacji i doświadczenia, że zadawanie i naprowadzanie w pewnym sensie ludzi na poszukiwanie odpowiedzi daje zdecydowanieLepsze efekty niż dawanie gotowych rozwiązań. Człowiek jednak ma taką naturę, że jeżeli sam do pewnych rzeczy nie dojdzie, to nie do końca w to wierzy. Więc to doświadczanie polega również między innymi na tym, żeby znajdować odpowiedzi, bo z gotowych rozwiązań nie korzystamy. Natomiast czy ja wierzę w rzeczy niemożliwe? Ja już robiłem w swoim życiu rzeczy niemożliwe. Takie, które wszyscy moi znajomi uważali, że są nie do zrobienia. Więc ja może nie tylko wierzę w rzeczy niemożliwe, tylko bardziej wychodzę z założenia, że wszystko jest niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione. Więc to tak, odpowiadając na ten komentarz. Adam pisze: „Kamil, Michał, rozwiniesz myśl? Czy to miało wybrzmieć jako pełen wiary przekaz niosący ze sobą konstruktywnego, pozytywnego przykładu?” To nie do mnie, więc nie będę na to odpowiadał.
Ania pisze: „Ja też właśnie chciałam poprosić o rozwinięcie tej myśli”. Aniu, jeżeli to dotyczyło, żebym ja rozwinął myśl, to bardzo cię proszę o podpowiedź jaką myśl. Natomiast jeżeli to dotyczyło Michała, to pozostawiam to jego gestii. Adam pisze: „Quantum Touch zarazem jest też pracowaniem z oddechem. Przy wdechu zaciągamy od stóp do głowy, a przy wydechu z głowy do dłoni. Modulacja oddychania według preferencji”. Z pewnością domyślacie się kto się podzielił ze mną tą techniką. Drogi Adam mnie nakierował na tą myśl, więc jeżeli chcielibyście więcej szczegółów tej techniki poznać, to z pewnością Adam nigdy nie odmawiał odpowiedzi, więc z pewnością jeżeli ktoś zapyta, wierzę, że tym razem będzie tak samo. Arkadiusz Jan Dylewski pisze: „Idzie odwrotnie. Jednakże mogą to robić...”.
Tu mi się coś przewinęło. „Mogą to robić tylko bardzo zaawansowane dusze”. Rozumiem, że chodzi o tą technikę, o której wam mówiłem, aczkolwiek to już była 20:41, więc nie wiem, czy to nie był już moment czytania przez pana Marka przekazu naszego słuchacza. „W swoich ciałach”. Tu Arkadiusz pisze: „W swoich ciałach mogą zmieniać plan”. Nie do końca rozumiem ten wątek, więc ciężko mi się odnieść. Drogi Arkadiuszu, jakbyś coś jaśniej napisał, żebym czegoś nie namieszał albo też nie przekłamał tutaj informacji. Arkadiusz pisze jeszcze: „To nieprawda. Po drugiej stronie nasza świadomość jest znacznie bardziej rozwinięta niż tu na Ziemi”. Tak jak mówiłem, kochani, nie chciałem psuć tego pięknego przekazu, który przeczytał pan Marek swoim głosem.
Dlatego też na końcu nie odnosiłem się do tego. Natomiast według moich doświadczeń, według mojej pamięci, według moich przekonań i poglądów te procedury dużo zależą. Nie dla wszystkich są takie same. Dużo zależą właśnie od tego, jak wysoka jest świadomość danej osoby. Bo na przykład na tych pierwszych poziomach zbierane jest doświadczenie, więc możliwość wyboru wcieleń czy celów jest zdecydowanie mniejsza. Ponieważ trochę tak jak dzieciom nie można dać wyboru, tylko trzeba gdzieś tam ich ukierunkować i pewne doświadczenia, swoją tą nawet chociażby ziemską świadomość rozwijać. Więc nie traktujcie tego przekazu jako jeden do jednego i że w każdym przypadku jest dokładnie tak samo. Poza tym trzeba pamiętać, że nasza podświadomość tutaj na Ziemi też nigdy nie śpi. Więc nawet ubieranie pewnych rzeczy w słowa odbywa się już przy użyciu naszej podświadomości i ona też w pewien sposób, częściowo z moich przekonańW moim przekonaniu zabarwia. Natomiast skoncentrujcie się na myśli, na idei, na sensie tego przekazu.
Na tych wartościach, po co to wszystko jest, w jakiej atmosferze się to odbywa, jak wygląda to subiektywne, znaczy nie subiektywne, tylko to subtelne połączenie między świadomościami. O tym, że nie ma poczucia winy, nie ma potrzeby kary. Myślę, że to jest istota tego przekazu, bo jeżeli byśmy chcieli się czepiać, to możemy oczywiście dyskutować na temat słowa operator czy towarzysz. Tylko nie sprowadzajmy dyskusji do tego, bo nie to jest wartością tego przekazu. eMobil pisze, witaj eMobilku: „Mądre i bardzo dobre spostrzeżenia słuchacza, który podzielił się tym z nami. Rzeczywistość za życia w ciele i pośmiertne jest bardzo zbliżona do siebie. Jedna różnica jest między nimi to prawa fizyczne, które inaczej działają po śmierci ciała, gdy uwalnia się nasza świadomość, jesteśmy bardziej wolni i mamy większe możliwości przechodzenia pomiędzy wymiarami”. Tutaj akurat nie było żadnej mowy o przechodzeniu pomiędzy wymiarami. I też moim zdaniem nie to jest istota tego przekazu. Moim skromnym zdaniem.
Oczywiście każdy niech wyciągnie z tego najwięcej jak dla siebie może. Tutaj Adam pisze: „Powiało buddyzmem. Nie ma złych ludzi, tylko ludzie, którzy zrobili złe rzeczy”. Ja nie jestem jakimś specjalnym znawcą filozofii buddyjskiej, więc nie będę się na ten temat wypowiadał. Natomiast z drugiej strony to przy założeniu, że każdy z nas posiada duszę, czyli tą jakby iskrę bożą, ten element źródła. Cóż to?
[01:10:39] - No i mamy słuchacza telefonicznego. Panie Sławku?
[01:10:43] - Dzień dobry, kłaniam się serdecznie. Tutaj autor tego przekazu, który przeczytaliście. Postanowiłem zadzwonić do państwa z dwóch powodów w sumie. Cieszę się bardzo, że w ogóle ten materiał został przeczytany. Chciałbym tak jeszcze jedną rzecz wyjaśnić. W sumie dwie rzeczy chciałem wyjaśnić. Dobra, zdejmę słuchawki, bo ja słyszę też siebie z opóźnieniem. Okej, słuchać mnie dobrze?
[01:11:17] - Tak jest.
[01:11:17] - Bardzo dobrze.
[01:11:19] - Tak jest. Okej. Więc pierwsza rzecz, ja to wszystko próbowałem naprawdę bardzo długo napisać. Pan Sławek spokojnie potwierdzi, że ze dwa tygodnie zeszło, żeby cokolwiek tam dostarczyć. Bardzo dużym problemem było to, żeby opisać to, co miało tam miejsce na zasadzie takiej wiedzy fizycznej, czyli to, jak ja pamiętałem, co się tam wydarzyło, bo dokładnie wszystkiego nie pamiętałem. W sensie gdzie byłem, co dokładnie robiłem, co mnie otaczało. Na przykład kiedy analizowałem to wszystko, to byłem przeświadczony na początku, że nic wokół mnie kompletnie nie ma. Dopiero z czasem sobie uświadamiałem, że przecież było coś przede mną. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że chcę zwrócić uwagę, że to, że ja odebrałem to jako świat fizyczny, taki zupełnie jak nasz, to zawsze może być właśnie przez naszą podświadomość też sporo zaciągnięte, że odbierałem moje wspomnienie na zasadzie tego, co potrzebowałem pamiętać. A że żyję teraz w takim świecie, w jakim żyję, to może to się tak odbiło na tym wspomnieniu dokładnie.
Prawdę mówiąc nie pamiętam skąd to wspomnienie mam, a długo mnie męczy i widziałem, że ono ma wpływ na moje życie, na to co się dzieje. I najważniejszą rzeczą, którą chciałem zaznaczyć, to to, co pisałem we wszystkich swoich tekstach, ale nie w tym finalnym, który wysłałem. Mianowicie ja tak uważam, bo wszystko co tam napisałem to jest to, co ja uważam, a nie tak jak jest. Ciężko jest napisać coś dla mnie tak, żeby jasno wynikało z tego, że to nie jest jakaś moja doktryna, że to nie jest jakieś moje święte przekonanie, że chcę wszystkim mówić jak było, jak jest. Tylko chcę, żeby była taka świadomość, że ja takie coś mam w głowie, takie mam wspomnienie. A każdy sobie może to pod kątem swojej wiedzy, swoich doświadczeń, albo może swojej wiaryPrzeanalizować. Ale najważniejsze, co chciałem powiedzieć, to to, że mnie się wydaje, bo tam pisałem na temat karmy, że tutaj wdepnąłem w karmę, tam wdepnąłem w karmę. To mnie się jednak wydaje, że karma nie jest taką siłą, która jest niewidzialna, jakimś prawem, do którego się musimy dostosować. I nie zawarłem tak wyraźnie, że moim zdaniem karma to po prostu jesteśmy my. Czyli dokładnie to, czego my nie przepracowaliśmy, jest po prostu nami.
My ciągle tacy jesteśmy i to, jacy jesteśmy, wpływa na nasze postępowanie, na drogi, które my obieramy w życiu. Chciałem po prostu to zaznaczyć, że być może jakby ktoś w ten sposób spojrzał na karmę, a nie jako jakąś niesprawiedliwą czy sprawiedliwą siłę, że kogoś zabije, to potem ktoś mnie zabije albo tak dalej. Okej, tyle chciałem tylko zaznaczyć i jeżeli jeszcze jestem do czegoś potrzebny, to mogę coś powiedzieć. Jak nie, to się mogę spokojnie rozłączyć. Z mojej strony to wszystko.
[01:14:55] - Panie Kazimierzu, słyszy mnie pan?
[01:15:00] - Tak, słyszę.
[01:15:03] - Mówię, korzystając z okazji, że mam taką okazję bezpośrednio, chciałem panu przede wszystkim bardzo podziękować. Bo to też wiemy, jakie jest, bo do tego potrzebna jest i odwaga, i chęć, i czas. Odnoszę się do pana opisu jako euforyczny czy negujący, czy jakikolwiek inny, ponieważ wykorzystam tą sytuację. Zresztą to, co pan też powiedział. Kochani, każdy z nas, to co powtarzam bardzo często, każdy z nas już swoją śmierć przynajmniej raz przeżył. Każdy z nas ma możliwość zweryfikowania chociażby tego, co mówię ja i co napisał pan Kazimierz. Więc dla tych, którzy nie mają odwagi, nie mają ochoty, żeby się z tym zapoznać, to macie tutaj żywy dowód w postaci pana Kazimierza, że można. Więc włóżcie w to, że tak powiem, swoich własnych starań, zaangażowania, chwili spokoju, żeby sobie samym. To taka z mojej strony gorąca prośba, bo mnie na przykład, panie Kazimierzu, ten przekaz tak bardzo poruszył emocjonalnie, że poprosiłem dzisiaj pana Marka. Zresztą to, co pisałem panu w mailu.
Boję się, że nie będę w stanie ja ze swoim głosem i umiejętnościami odtworzyć tych emocji, które pan w tym zawarł. Mogę pana poprosić o to, aby takowe się pojawiły? Czy przesadzam, że tak powiem?
[01:17:12] - Sekundkę, bo ja nie wiem, do kogo to było mówione i co było mówione, bo przerwało coś. Nie wiem, czy pan na antenie też wszystkim mówił.
[01:17:20] - Niestety coś chyba u pana Sławka jest jakiś problem.
[01:17:27] - Ewentualnie jeszcze panie Marku, jeżeli jest taka naprawdę duża tragedia, to przejdźmy może na telefon.
[01:17:35] - Tylko przez chwilę było.
[01:17:38] - Taka tragedia, takie tragedie co jakiś czas się zdarzają, także myślę, że chyba przejście na telefon będzie dobrym pomysłem. Spróbuję pana Sławka tutaj jakoś płynnie podłączyć. A pan Kazimierz może coś jeszcze zechce dodać?
[01:17:53] - Nie, ja tak jak powiedziałem, nie chcę nic już dodawać, wszystko chcę zostawić słuchaczom. Bo cóż mógłbym innego dodać? Chciałem zupełnie też inaczej to opisać, bardziej pełnie, a okazało się, że po dwóch tygodniach się nie da. Mogę tylko powiedzieć tak szczerze i otwarcie, że odnoszę takie prywatne wrażenie, że wiele z tych rzeczy, których nie do końca byłem w stanie sobie przypomnieć, dopiero się stały dla mnie jasne w momencie, kiedy potrafiłem skonfrontować się właśnie ze swoimi takimi cechami negatywnymi, takimi wadami, tym, co mógłbym powiedzieć tymi karmicznymi. Że jak nie przepracuję, to potem z tym wrócę i tak dalej. I dopiero jak sobie uświadomiłem, że będąc w jakimś miejscu byłem jakiś tam, w jakiś sposób funkcjonowałem, w jakiś sposób faktycznie myślałem, to mi się z powrotem to zaczęło układać. Halo?
[01:19:01] - Panie Sławku, Skype'a niech pan wyłączy.
[01:19:06] - Wyłączyć Skype'a. Dobra. Dobra, jestem już poza Skype'em. Tak jest teraz chyba lepiej, nie?
[01:19:14] - Teraz już jest dużo lepiej.
[01:19:16] - Dobra, spróbujmy to pociągnąć dalej. Przepraszam, panie Kazimierzu, bo moje połączenie wpadło panu, że tak powiem, w zdanie, a mówi pan bardzo przydatne i bardzo ciekawe i też dla innych myślę korzystne rzeczy. Także ja już oddaję panu z powrotem głos, panie Kazimierzu, niech pan kontynuuje.
[01:19:37] - Myślę, że już wszystko. Myślę, że to, co miałem przekazać, jest przekazane. Ja w ogóle dziękuję bardzo, że mogłem to napisać, że mnie pan, panie Sławku, zmotywował, bo tak naprawdę za tymTo wspomnienie mam od bardzo wielu lat, już nawet nie pamiętam od kiedy. Na początku nieszczególnie w to wspomnienie wchodziłem, bo mi się wydawało, że to jakiś sen. Przyśniło mi się, że wstałem pewnego dnia, sen się błędnie zapisał i zaczęło to żyć, że ten sen gdzieś był, że niby coś się wydarzyło naprawdę. Ale jak zaczęły się rzeczywiście dziać rzeczy, które z tym snem rzekomym miały jakiś związek, to mnie zaczęło bardzo zastanawiać. Już od kilku lat podchodziłem do tego troszeczkę jak do jeża, do tego wspomnienia prawdziwych wydarzeń albo wspomnienia snu. Finalnie we właściwym momencie, tutaj w szczegóły nie chcę się wdawać zbytnio, natrafiłem na audycję. Pan Sławek powiedział w audycji, że zbiera różne informacje. Stwierdziłem, że wyślę, skontaktuję się i tyle.
Jestem bardzo wdzięczny.
[01:21:02] - Super, panie Kazimierzu, my też jesteśmy bardzo wdzięczni. Myślę, że mówię nie tylko w swoim imieniu, ale również w imieniu słuchaczy, bo jest kilka osób zazwyczaj, które się — to też, żeby pan wiedział — kilkanaście, które się udzielają na czatach. Natomiast do mnie się odzywają też osoby, które nigdy w życiu nie zaistniały na żadnym czacie, natomiast z wielką uwagą słuchają tego, co się w audycjach pojawia. Więc na pewno też pana przekaz dzisiejszy dotrze do dużo większej grupy osób i na pewno dużo im też da, a przede wszystkim pozwoli im zrozumieć, że pewnych rzeczy nie da się odłożyć. Jeżeli one gdzieś grają w człowieku, to muszą znaleźć swoje ujście i muszą znaleźć uwagę nas, nie możemy ich tak po prostu odłożyć, bo to nic nie da. Tylko będzie sobie tam pulsowało i w końcu prędzej czy później wypłynie. Więc nie ma co tych spraw odkładać. A poza tym, tak jak sam pan powiedział, chciałbym, żeby to też był przekaz dla słuchaczy, że pewne rzeczy, jak już się zajmiemy nimi, to zaczynają się same układać, naprawiać, wyjaśniać i tak dalej. Mam nadzieję też, że dały panu jakiś wewnętrzny spokój. Bo to, że czegoś nie robimy, powoduje w nas poddenerwowanie, negatywne nastroje.
A w momencie, kiedy załatwimy sprawę, zdejmujemy z dynki i jesteśmy spokojniejsi.
[01:22:45] - Wiadomo, cały czas człowiek ma wiele pytań odnośnie tego. Na przykład sam podzieliłem się nie dlatego, żeby kogoś czegoś nauczyć, żeby komuś coś powiedzieć, jaka jest rzeczywistość, jakie są fakty czy realia. Tylko stwierdziłem, że moja opowieść i tak będzie fantastyczna. Może dla wielu ludzi być na tyle nieprawdopodobna i niewiarygodna, dla mnie również taka po części jest, że może być fajnym stymulantem tylko do myślenia. Bo ja bym nie chciał, żeby nikt za mną szedł, być może to jest jakiś błąd mojej pamięci. Więc nie chciałbym, żeby ktoś za mną na ślepo szedł. Usłyszał, że jemu nie pasuje chrześcijaństwo, to pójdzie tą drogą, bo tutaj gościu powiedział, że pamięta. Chciałbym, żebyśmy sami sobie to zobaczyli i przeanalizowali potem swoje życie. To, jacy my jesteśmy, jak my funkcjonujemy. Bo czasami sobie pytanie możemy takie zadać: dlaczego mi w życiu nie wychodzi?
Odpowiedź tak naprawdę jest przed nosem. To jest ta konkretna wada, z którą sobie jeszcze nie poradziliśmy i do której nie potrafimy się jeszcze przyznać. Więc żeby tak usiąść przed sobą, szczerze się otworzyć, to może się okazać, że w ciągu pięciu minut co prawda sprawimy, że powstanie milion innych pytań, ale już pewien problem zostanie rozwiązany i będzie w stanie już pójść w jakimś kierunku na spokojnie, rozumiejąc, dlaczego nasze życie się układa źle. Bo mamy tą wadę, z którą tu przyszliśmy, być może mamy z tą konkretną wadą się skonfrontować, a być może niekoniecznie z tą konkretną wadą mamy się skonfrontować, ale ta konkretna wada znowuż będzie nam przeszkadzać. Więc myślę, że w tym kierunku takie myślenie, żeby odejść stąd już bez pewnych ciężarów, żeby w następnym wcieleniu było jeszcze łatwiej, żebyśmy mieli mniej tych wad do przenoszenia, a więcej dobrych, pozytywnych mądrości w sobie po prostu.
[01:25:09] - Ja się całkowicie z panem zgadzam oprócz jednej rzeczy. Staram się przekazywać taką informację ludziom, żeby wyrzucali ze swojego słownika słowa, które niosą ze sobą negatywne wibracje. Słowo „wada”... Słucham?
[01:25:34] - Przepraszam. Jak ja zadzwoniłem po raz pierwszy, ja się cieszę, że najpierw był jakiś problem, potem było oddzwonienie i tak dalej, bo byłem tak zestresowany, że pewnie w ogóle bym nie mógł mówić. I to mnie uspokoiło po raz pierwszy, po raz drugi. Ale ciągle jestem taki świeży na tej antenie i też nie jestem w stanie przemyśleć wszystkich słów, co ja mówię. To jest dla mnie ciągle stres, to jest ciągle coś nowego, więc proszę mi wybaczyć, że czasem użyję takichI też nie chcę używać.
[01:26:11] - Broń Boże tutaj zero negatywów, panie Kazimierzu, czy zero krytyki, bo mamy jakieś takie nawyki i warto samym sobie zwrócić uwagę, jak myślimy o swoich tak zwanych negatywnych cechach. Myślimy o nich w sposób negatywny. Myślenie negatywne powoduje znowu jakieś poczucie winy. Poczucie winy powoduje znowu nasze gorsze samopoczucie. Później to powoduje chęć odkupienia tego i powstaje w naszej podświadomości taki cały proces, w którym poprzez jedno głupie słowo z negatywną wibracją, energią pakujemy się w kolejne doświadczenia, których chcielibyśmy uniknąć. Jest to o tyle negatywne, że przyciąga do nas negatywne doświadczenia. Może nieprzyjemne, bo nie negatywne, bo każde czegoś nas uczy. Więc ja te negatywne cechy nazywam za Majami mądrością cienia i jakoś to mi jeszcze przez gardło przechodzi.
[01:27:26] - Okej, dobra. Podpisuję się.
[01:27:31] - Dobrze. Bardzo się cieszę, panie Kazimierzu. Mam nadzieję, że już następny telefon nie będzie obarczony tak wielkim stresem.
[01:27:39] - Już się domyślam. Nie!
[01:27:42] - Pierwsze śliwki Robaczewskiej, jak to mówią. Ja też zawsze twierdzę, że nie gryzę. Raczej staram się tę atmosferę robić bardziej luźniejszą. Chociaż ja też jestem inny przy rozmowie telefonicznej, a przy moich własnych, osobistych komentarzach jestem jeszcze zbyt sztywny, zbyt oficjalny i tak dalej. Więc ja też mam jeszcze parę rzeczy do przerobienia. W pana towarzystwie jest mi też raźniej, że nie jestem sam.
[01:28:21] - Wszyscy mamy tutaj dobre fluidy. Dobra, to ja dziękuję. Nie będę zajmował anteny. Nie mam już kompletnie niczego do powiedzenia, a na pewno jeszcze wiele rzeczy fajnych jest do zawarcia w tej audycji. Nie chcę już zajmować czasu, więc życzę wszystkim wspaniałego wieczoru, przyjemnej audycji. Dziękuję bardzo panu, panie Sławku, panie Marku i wszystkim słuchaczom. Do następnego razu, jeżeli poczuję taką potrzebę.
[01:28:54] - Dobrze, trzymam poniekąd za słowo. Dziękuję, panie Kazimierzu. Naprawdę bardzo dziękuję i za ten przekaz, i za ten telefon.
[01:29:02] - Dziękuję bardzo.
[01:29:03] - Serdecznie pozdrawiam. Wszystkiego dobrego.
[01:29:05] - Dziękuję również. Do widzenia.
[01:29:08] - Do widzenia.
[01:29:09] - To ja może skorzystam z okazji i przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Jak się okazało, to jednak coś u pana Sławka się porobiło niedobrego z internetem, ale tak już bywa. Dobrze, że mamy w ogóle ten telefon. Pamiętam, kiedyś często wspominałem w takich sytuacjach sytuację z Polskiego Radia, z radiowej Jedynki. Prezenter Artur Wolski, redaktor sekcji naukowej, już chciał zacząć audycję realizować z jakiegoś planetarium, a tu się nagle okazało, że padło połączenie. I to nie internetowe, tylko takie supernowoczesne, satelitarne. No i też musieli czy audycję odwołać? Przecież nie odwołają, chyba nie. Musieli przejść na telefon i to była taka jedna z rzadkich, ale jednak audycji w Polskim Radiu w całości zrobiona drogą telefoniczną. Dosyć osobliwie to brzmiało, ale koniec końców się udało.
Także wracając do kontaktów, nasze kontakty to telefony 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Skype cały czas nam działa, więc można tą drogą również wejść na antenę i z panem Sławkiem porozmawiać. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:31:19] - No dobrze. Dziękuję, panie Marku, za przypomnienie. Być może znajdzie się jeszcze ktoś śmiały, żeby do nas zadzwonić. A ja wrócę w takim razie do komentarzy.
[01:31:29] - Gdyby panu całkiem padło połączenie internetowe, to jeszcze mamy możliwość wysyłać komentarze SMS-em, ale to już by była ostateczność.
[01:31:42] - Już nie mam tego komunikatu, że mam Messengera niedostępnego, bo takowy był. Natomiast w tej chwili to wszystko wróciło w miarę do normy. Natomiast żeby nie mieszać i też nie robić zakłóceń tutaj słuchaczom, może zostańmy na tym telefonie, póki to działa, bo ja mam tutaj pięć kresek czy cztery kreski zasięgu.Być może to wszystko już wróciło do normy. Dzisiaj u mnie dość silny wiatr wieje, więc może złamał jakieś drzewo albo jakaś gałąź zasłoniła mi nadajnik. Trzymajmy kciuki, żeby udało się dzisiejszą audycję dokończyć na telefonie. Schodzą mi tu następne powiadomienia, więc chyba nie jest źle. Wracając do komentarzy, Arkadiusz pisze: „Mobil, chodzi o to, że tutaj nasza świadomość jest kompletnie zamroczona instynktami, lekami ludzkimi, amnezją duchową. Operuje na bardzo ograniczonym spektrum i ma to wpływ na postawy moralne”. Kochani, z panem Arkadiuszem też mam okazję pierwszy raz dzisiaj dyskutować na antenie radia. Nie wiem, na ile jest naszym wiernym słuchaczem i na ile zna moje zdanie na ten temat.
Natomiast ja zawsze od początku audycji twierdzę, że nasza osobowość jest wynikową dwóch aspektów: naszej świadomości płynącej z duszy i naszej podświadomości. Te proporcje oczywiście wraz z naszym rozwojem się zmieniają i im wyższa świadomość, tym większy wpływ jej na nasze zachowania, a im niższa świadomość, tym większy wpływ naszej podświadomości na nasze zachowania i na nasze postawy moralne również. To dużo zależy od poszczególnego przypadku. Tego nie można jako mechanizm generalizować. Natomiast poniekąd instynkt, czyli to, co ja nazywam podświadomością, jest też dla nas gwarantem zdobywania doświadczeń. Jeżeli pan Arkadiusz zna moje poglądy, to nie będę ich powtarzał. Natomiast jeżeli nie, to bym poprosił o ewentualne zapoznanie się we wcześniejszych audycjach. Tutaj też pan Arkadiusz pisze: „Gdy umrzemy, nasza prawdziwa, piękna tożsamość wyleci jak motyl z ciała”. Widać, że zaczynamy tutaj rozmowę sprzed kilku audycji. Gdy umrzemy, nasza prawdziwa to, czym jesteśmy tutaj, było nieprawdziwe.
Panie Arkadiuszu, ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem tak zwanego dualizmu, czyli oddzielenia tych dwóch aspektów. Gdyby chodziło o oddzielenie naszej świadomości od naszej podświadomości, to żylibyśmy sobie w dwóch różnych wymiarach. Człowiek tutaj na ziemi, a dusza gdzieś tam w świecie duchowym. Gdyby nie chodziło o to, żeby na podstawie tej jedności stworzyć coś. Więc nie ma prawdziwej i nieprawdziwej tożsamości. Jesteśmy my, jesteśmy osobowością, która tworzy całość łącznie ze swoją duszą, swoim ciałem, swoim umysłem, swoją mentalnością, fizycznością i tak dalej. Nie próbujmy tego oddzielać, kochani, bo my bez duszy najprawdopodobniej bylibyśmy jakimiś tam zwierzętami biologicznymi. Dusza bez ciała nie miałaby możliwości doświadczania pewnych aspektów fizycznych. Nie mieszajmy, nie cofajmy się już w naszych rozmowach, kochani. Mobil pisze: „Intencje i przekonania oraz wiara tylko umacniają i otwierają możliwości do udoskonalania i poszerzania rozwoju oraz ułatwiają to, abyśmy rezonowali z tym, z czym jesteśmy mentalnie powiązani”.
Mentalnie, czyli umysłowo. To też się nie do końca z tym zgodzę. Ponieważ sama myśl bez emocji pozostaje tylko myślą, nie ma siły sprawczej. Nie do końca się z tym zgadzam. Adam pisze: „2020 ładnie brzmi, ale czasami prościej jest powiedzieć rok szczura”. Nawet nie wiedziałem, że mamy rok szczura. Mobil pisze: „Ciekawostką jest to, że im bardziej jesteśmy mniej przywiązani do mechanistycznego światopoglądu, tym łatwiej osiągnąć stany świadomości, w których można rozwijać wiele zdolności psychicznych, które bardzo ułatwiają codzienne życie i dają pewny potencjał”. To prawda. Bo wszelkie próby nawiązania jakiegoś bliższego kontaktu z naszą świadomością sprowadzają się tak naprawdę do tego, żeby ograniczyć wpływ naszej podświadomości na nasze zachowania, reakcje i myśli w danej chwili. Natomiast moim zdaniem, kochani, my często przewartościowujemy te doznania duchoweJak one by były celem nadrzędnym w tym wszystkim.
To jest też następna pułapka duchowości. To, o czym mówiliśmy w poprzedniej audycji. Bo ja już potrafię, umiem zrobić to, umiem zrobić tamto. Nasza ludzka natura każe nam się porównywać z innymi. Skoro umiem coś więcej niż inny, to jestem wyjątkowy. Poprzednia audycja była o wyjątkowości. Nie idźmy tą drogą, bo to tylko tworzy antagonizmy. To u jednych pompuje ego, a drugich wpędza w kompleksy. Duchowość to nie jest wyścig szczurów. Dlatego gdzieś tam czasami czytając te wszystkie komentarze pod różnego rodzaju audycjami i widząc to, czy jakimiś wywiadami, czy czymś takim, dochodzę do wniosku, że jest to kolejne doświadczenie, które funduje nam nasza podświadomość.
I tyle. Także ja za takimi podziałami, klasyfikacjami zupełnie nie jestem. Ania pisze: „Piękna gra to nasze życie.” Adam to skwitował: „Tak, tylko chciałoby się czasem znaleźć konsolę i w opcjach zmienić poziom trudności na very easy.” Niestety, drogi Adamie, działa to właśnie troszeczkę w drugą stronę. Z każdym następnym poziomem świadomości poziom wyzwań jest coraz większy. Ponieważ pomyśl sobie, że dając ci zbyt łatwe zadanie, mógłbyś się poczuć obrażony. Idąc na studia, rozwiązuje się zadania dużo bardziej skomplikowane niż na przykład w podstawówce. I gdybyś na studiach dostał zadania z trzeciej klasy podstawówki, to byś powiedział, że cię ktoś obraża. Dasz sobie radę. Każdy z nas sobie da radę, kochani. Tylko trzeba gdzieś tam się troszeczkę bardziej siebie słuchać i mniej może koncentrować się na mechanizmach, na wiedzy, na tym, jak to jest z tym wszechświatem, z tym Bogiem i z tym źródłem.
Tylko bardziej się skoncentrować na tym, jak to jest z nami, ze mną. To, co powiedziałem, najważniejsze pytanie, które człowiek powinien sobie zadać, to jest: jaki błąd popełniam? Ania pisze: „Czy wystarczy tylko odzyskać pada? Co dalej, kiedy życie uzależnia? Jak z tego wyjść na zawsze?” Droga Aniu, powiem ci tak: ja nie wiem, czy naszym celem jest wyjście z ziemi na zawsze. Bo gdyby tak naprawdę chodziło tylko i wyłącznie o to, co ja powtarzam, jeżeli dusza wyszła ze źródła, to po coś wyszła. Przecież nie musiała tego źródła opuszczać. Więc skoro wyszła, to jest w tym jakiś cel, jakiś sens. Więc skoro wyszła, to po co ma wracać? Być może dojdziemy jako ludzkość do takiego poziomu świadomości, a może inaczej, do takiego poziomu podświadomości, że nasza podświadomość będzie się rządziła i kierowała tymi samymi kryteriami co nasza dusza.
I wtedy dusza nie będzie nam potrzebna. Bo tak naprawdę pamięć poprzednich wcieleń, jakieś magiczne czary-mary, które się dzieją we wszechświecie, nie są nam potrzebne do życia tutaj na ziemi. Tu na ziemi potrzebne jest nam do życia zupełnie coś innego, tylko po to, żebyśmy przestali się mordować, błąkać, kierować nienawiścią. Potrzebna nam jest dusza. Potrzebne nam są te wszystkie doświadczenia, żebyśmy zrozumieli, jak to jest. Żebyśmy wiedzieli, czy to, co wydaje nam się szczęściem, będzie dla nas szczęściem, żebyśmy o tym pamiętali, nie zapomnieli. Po to jest nam potrzebna dusza. A być może, jak osiągniemy taki poziom świadomości, znaczy podświadomości, że będziemy myśleli tak, jak byśmy myśleli duszą, to być może ta dusza nie będzie nam do niczego potrzebna. Może wtedy będzie miała możliwość wrócenia do źródła w pełni wykonując swoje zadanie. Adam odpowiada na pytanie Ani w sposób, na który ja nie wpadłem: „Ania, trzeba chyba się skontaktować z działem obsługi klienta.” Jest to jakiś ten.
Jakby ci się udało namierzyć numer do nich, to ja też poproszę.Mobil pisze: „Do osiągania odmiennych stanów świadomości i odkrywania zdolności początki są zawsze ciężkie i wymagają dużego skupienia.” Ale potem idzie z płatka. Dodatkowo nasz mózg zapamiętuje drogę. No dobrze. Tylko kochani, po co nam odmienne stany świadomości? To jest ciągle ten sam temat: OOBE, sny świadome, odmienne stany świadomości, inne kontakty i tak dalej. Po co nam to jest potrzebne? Zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób to uszczęśliwia? Nie wiem. Umiejętność posiadania telekinezy, zaginania przedmiotów bez używania narzędzi. Ludzie wymyślali narzędzia po to, żeby usprawniać sobie życie i w zasadzie przez wieleset tysięcy lat temu to służyło.
Później służyło to również do wojen, do trzymania ludzi w strachu i tak dalej. Natomiast generalnie rzecz biorąc, narzędzia służą jakiemuś konkretnemu celowi. Mają czemuś służyć. W jakiś sposób poprawiać, zwiększać wydajność, efektywność i tak dalej. Upraszczać, zmniejszać siłę, którą trzeba w to włożyć. Temu mają służyć. Więc zastanówmy się kochani, po co nam te nadprzyrodzone umiejętności? Adam pisze: „Wracając do tego listu, który przeczytał pan Marek, od której strony to ugryziemy? Jak dla mnie to w miarach możliwości i nic więcej nie mogę powiedzieć.” Tutaj, drogi Adamie, celowo na ten temat nic nie mówię. Nie podpowiadam za dużo, bo zdecydowanie uważam, że każdy się z tym przekazem powinien zmierzyć sam sobie.
Może właśnie jako próbę przypomnienia sobie tej drogi, tej podróży, tego, co się działo po naszej poprzedniej śmierci. Oczywiście, jeżeli kogoś to interesuje, jeżeli komuś to jest do czegoś potrzebne. Ania pisze: „Te okrutne wrażenia emocjonalne tu na ziemi. Prawie wszyscy wpisujemy sobie płacz, ból, samozagładę i tak dalej. To jaki błogi stan musimy osiągnąć przed przyjściem tutaj, że tego potrzebujemy?” Jaki błogi stan musimy osiągnąć przed przyjściem tutaj, że tego potrzebujemy? Dobre pytanie. Może właśnie po to, żeby próbować poprzez swoje działania, poprzez swoje decyzje doprowadzić tutaj na ziemi do takiego samego błogostanu emocjonalnego, jaki odczuwamy po tamtej stronie, żeby właśnie ten ból, te okrutne wrażenia emocjonalne tu na ziemi zastępować powoli, sukcesywnie takim błogostanem, jaki mieliśmy pomiędzy wcieleniami. Ania odpowiada Adamowi: „System nie dopuści.” Adam pisze: „Ania, ktoś już dzisiaj napisał, że wiele z tego narzuca nam nasza ludzka, zwierzęca natura. Masa instynktów, programów, sznurków, presja ewolucji, presja ewolucyjna przetrwania.” Kochani, poniekąd to tak właśnie jest. Przypomnijcie sobie audycję, w której mówiłem, że nasza podświadomość jest gwarantem naszych doświadczeń i do momentu, dopóki nie jesteśmy świadomi, nie chcemy korzystać z podszeptów duszy, to nasza podświadomość, czyli te wszystkie sny, jak mówicie i tak dalej, są gwarantem tego, że będziemy zdobywali doświadczenia.
I przez wiele setek tysięcy lat wcieleń każdego z was, wam to nie przeszkadzało. Mi też.Przychodziliśmy tutaj na Ziemię, byliśmy niewolnikami, zabijaliśmy, uprawialiśmy pole, później szliśmy na wojnę, gwałciliśmy, grabiliśmy, później robiliśmy różne dziwne rzeczy. Byliśmy królami, krzyżowcami i paroma innymi rzeczami. Nie zastanawialiśmy się nad tym, że coś jest nie tak. Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczyna się budzić świadomość, kiedy zaczyna do nas pukać nasza dusza i mówić: „To nie jest tędy droga”. I my jesteśmy dokładnie jako ludzie w tym momencie, kiedy te dusze zaczynają do ludzi pukać. I my teraz się zastanawiamy. Za chwilę wychowamy następne pokolenie ludzi, dzieci, które o duszy będą wiedziały tyle samo, co o tabliczce mnożenia, dla których temat reinkarnacji będzie tematem normalnym, prostym, zwykłym. Wszystkie umiejętności, o których my teraz mówimy „wow”, będą dla ludzi czymś zupełnie normalnym i tych dylematów nie będzie. To my, kochani, rodzimy się, urodziliśmy się na przełomie jakichś tam czasów.
I stąd nasze dylematy, bo jeszcze niedokładnie wiemy, co mamy z tym wszystkim zrobić. Ale za chwilę te dylematy odejdą. Tych dylematów nie będzie. Dobrze. Adam pisze: „Właśnie, system mi wycina wszystko, co napiszę na klawiaturze. Oczywiście żartuję. Po prostu nie mam takiej wielkiej pamięci, więc dla mnie istnienie nieba nadal jest domniemaniem”. No i to jest w pewnym sensie jakiś tam problem. I to są też, kochani, tak naprawdę właśnie te wszystkie próby. Ja to mówię, te wszystkie próby poszukiwania czy doświadczenia z penetracją wymiarów i tak dalej, właśnie są poszukiwaniem przez nas samych dowodów, że jednak coś poza tą naszą ziemską naturą istnieje.
I te wszystkie takie jakby cudowne rzeczy, które my nazywamy cudownymi, czy paranormalne, czy jakieś inne, przestaną być paranormalne, jak staną się normalne. To jest trochę tak, jak z ziemskim posiadaniem broni. Bo jeżeli ja mam broń atomową, to jej mogę bezkarnie użyć. Natomiast jeżeli wiem, że i inni mają broń atomową, to wiem, że jeżeli ja ich użyję, to spotkam się z tym samym ze strony innych. Powstaje tak zwana równowaga strachu. Czyli niby mam, ale jej nie użyję. I za chwilę tak samo może być z tymi wszystkimi, że tak powiem, to, co tak ludzi fascynuje, telepatia, jakieś tam inne rzeczy. Czyli niby mogę wejrzeć w głowę drugiego człowieka, niby mogę nim manipulować, ale tego nie zrobię, ponieważ jeżeli to zrobię, to ktoś zrobi dokładnie to samo względem mnie. Tak często jest w polityce. Wszyscy na wszystkich mają haki, ale nikt ich nie używa, bo jeżeli jeden tego użyje, to rozwiąże worek, że tak powiem, Puszkę Pandory i wyleje się jedno wielkie świństwo.
Dlatego się zamiata pewne rzeczy pod dywan, żeby nie robić samemu sobie krzywdy. Więc to poszukiwanie w pewnym momencie przestanie być poszukiwaniem. W pewnym momencie się po prostu skończy, ponieważ będziemy wiedzieli już, ludzie się przekonają o tym, że coś jednak jest i przestaną to traktować jako właśnie domniemanie, coś niepewnego, tylko jako pewnik. Ania pisze: „A widzisz. Właśnie pan Marek mi podrzucił coś i mi się przewinęło. A widzisz, ja sobie to wyobrażam, że absolutnie wszystko ja kreuję. Ja decyduję nawet narzucanie mi. Sama sobie tworzę postać, dane i opcje”. Ciekawa teoria. Nie wiem, czy bym aż się tak daleko posunął w swoich poglądach.
Pewnie nie. Ale Aniu, dziękuję. Adam pisze: „Aniu, ciekawa wizja, ale masz tu na myśli w sensie solipsyzmu? Tylko ja istnieję i jestem źródłem wszystkiego i inni ludzie to część mnie”. Nie chcę odpowiadać za Anię, okej. Adam pisze: „Trzeba wskoczyć do budki telefonicznej, gdzie się powiedziało, że tonę”.Się wypnie. Okej. Ania odpowiada chyba Adamowi. Ja istnieję, ale nie tylko ja. Wszyscy są źródłem.
Inni ludzie dzielą ze mną źródło. Tak myślałem, że to będzie ta opcja, ale nie chciałem. Zresztą Adam też tak myślał, bo pisze: „Tak myślałem, ale wolałem dopytać." O! Jesteśmy akurat przy rozmowie pana Kazimierza. Sam autor dzwoni, koniecznie się ta rozmowa powinna odbyć. W ogóle głosu Sławka nie poznają przez telefon. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Pan Arkadiusz pisze: „Musiałbym zadzwonić kiedyś do audycji i rozpocząć debatę." Panie Arkadiuszu, bardzo serdecznie zapraszam. Jak pan widzi, tu nie ma żadnych ograniczeń, utrzymujemy tylko po prostu pewien poziom rozmowy. Tematy są dowolne.
Ja nigdy nie twierdziłem, że wszystko wiem i na wszystkim się znam. Wprost przeciwnie. Cały czas dochodzę do nowych wniosków, przekonań i też dzięki słuchaczom. Więc oczywiście jak najbardziej zapraszam. Adam pyta Arkadiusza, czy dzisiaj nie ma ochoty zadzwonić. Wnioskuję, że nie. Zresztą Arkadiusz pisze: „Nie jestem przygotowany do debaty w tej chwili. Musiałbym zrobić wszystkie notatki." Ale fakt jest faktem, że mając wyższą świadomość bynajmniej nie jesteś tą samą osobą. Jesteś lepszą wersją siebie. Ja nie wiem, jak to jest z tymi wersjami.
Czy są gorsze i lepsze wersje samego siebie? Myślę, że jest po prostu rozwój. I żeby ocenić, czy coś było lepsze, czy gorsze, najczęściej potrzeba jest czasu, ponieważ rzadko kiedy uzyskujemy, zwłaszcza na drodze budowania świadomości, natychmiastową odpowiedź. Często na tą odpowiedź musimy poczekać aż do naszej śmierci, żeby z trochę innej perspektywy spojrzeć na swoje własne uczynki, z tej perspektywy nieobciążonej instynktem czy tymi ziemskimi uwarunkowaniami. Wtedy ten wgląd jest bardziej obiektywny. Kiedyś była taka fajna historyjka, którą ktoś wrzucił gdzieś i to było mniej więcej o tym, jak człowiek umiera i trafia do tak zwanego nieba, czyli na tak zwany sąd i widzi przed sobą starca, który ma przed sobą księgę jego życia. Staje przed nim, mówi: „Umarłem?" „No tak, umarłeś." I ten starzec mówi: „Dobrze, tam są drzwi. Wybierz sobie któreś." Dosyć zdziwiony człowiek mówi: „Ale jak to? Nie będziesz tam zaglądał w tą książkę, oceniał moich czynów, które są dobre, które złe. Tutaj nie będzie nic takiego." Więc starzec z westchnieniem: „No dobra, następne." „No dobra, jak już chcesz, to dawaj." I otworzył księgę, i czyta, mówi: „Pamiętasz, jak miałeś sześć lat czy dziewięć i przeprowadziłeś staruszkę na przejściu dla pieszych?" „Pamiętam." Mówi: „Czy to był dobry uczynek, czy to był zły uczynek?" Mówi: „Oczywiście, że dobry." „No tak, ale ona po tym, jak ty poszedłeś w drugą stronę, na następnym skrzyżowaniu wpadła pod tramwaj, a gdybyś jej nie przeprowadził, to by na ten tramwaj nie zdążyła.
Więc to był dobry uczynek czy zły uczynek?" No i konsternacja. Mówi: „Dobra, to następna historia. Byłeś lekarzem i nie uratowałeś życia jakiejś tam kobiecie. To był zły uczynek czy dobry? Bo byłeś zmęczony, byłeś pijany albo coś takiego." „Nie, oczywiście, że zły." Mówi: „A wiesz, że ta kobieta gdyby przeżyła, to urodziłaby syna, który wymyślił szczepionkę, która by zabiła 10 milionów ludzi. Więc czy to jest dobry czyn, czy zły czyn?" I tamtych przykładów było całe mnóstwo. Ja oczywiście nie upieram się przy tym, że one są jedyne właściwe i słuszne. Natomiast samoocena własnego zachowania chociażby wymaga świadomości.A my często nie zdajemy sobie sprawy nawet ze świadomości, jakie skutki wywołują nasze działania. Wiemy często, jakie działania wywołują w naszym najbliższym otoczeniu, w naszym życiu. Natomiast jakie są dalsze skutki tych działań?
Nie mamy świadomości. Będąc nauczycielem czy nakrzycząc na małego chłopca, który gdzieś tam kradnie jabłka w sadzie. Być może decyzję, którą podejmujemy, czy go ukaramy pasem, czy damy mu szansę poprawy, być może zmieni całe jego życie. Nigdy więcej tego chłopca nie spotkamy na swojej drodze i nie wiemy, jak ten czyn, jak to zachowanie wpłynęło na życie tego chłopca. A może jak nakrzyczymy na niego albo go przestraszymy, to będąc dzieckiem słabym psychicznie, pójdzie na przykład na tory i rzuci się pod pociąg. Więc z oceną, czy jesteśmy lepszą wersją, czy gorszą, ja bym się powstrzymał aż do tego momentu, w którym będziemy w stanie w bardziej obiektywnych warunkach, z większą wiedzą, z większą świadomością ocenić swoje działania. Dzisiaj pan Kazimierz fajnie to opisał, że wybrał kilka scenariuszy, w których operator prowadził go tą drogą, pokazując mu, że w dalszej konsekwencji jego wyborów jest to ślepa uliczka. Natomiast z perspektywy stania na głównej drodze człowiek sobie nie zdawał sprawy, że tą drogą dojdzie w ślepą uliczkę. To też jest następny argument na to, żeby z tym ocenianiem, z tym podsumowywaniem aż tak bardzo się nie wyrywać. Tutaj pan Arkadiusz pisze: „Z wieloma rzeczami się zgadzam, ale z wieloma też się nie zgadzam”.
No i to też panie Arkadiuszu, jest całkowicie normalne, bo my tutaj mamy pięćdziesiątą dziewiątą audycję chyba i jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby w jakiejkolwiek audycji wszyscy się ze mną zgadzali i w każdej sytuacji. Także na tym polega dyskusja. Stąpamy może nie to, że po cienkim lodzie, ale jesteśmy w dużej mierze pionierami, kochani, trzeba sobie zdawać z tego sprawę, że jesteśmy pionierami, że my dopiero zdobywamy jakąś wiedzę, wgląd, pojęcie. Wymyślamy słowa, które określają pewne stany, które do tej pory były zupełnie w większości ludziom nieznane. Więc pewnie to dotarcie do prawdy zajmie nam jeszcze trochę czasu. Być może nigdy do tej prawdy nie dojdziemy, a być może dojdziemy do takiego wniosku, że ta prawda jest nam do niczego niepotrzebna. Że tak naprawdę naszym celem jest tutaj bycie na ziemi i życie w sposób jak najbardziej radosny, szczęśliwy, z szacunkiem dla wszystkich, którzy wkoło nas żyją i czerpanie z tego przebywania tutaj na ziemi jak najwięcej przyjemności, której kończąc dzisiejszą audycję, bo widzę, że komentarze się zakończyły, czego oczywiście sobie i wam z całego serca życzę, dziękując za nasze dzisiejsze cotygodniowe spotkanie, tym razem telefoniczne. Mam nadzieję, że mój głos przez telefon nie brzmiał aż tak tragicznie w porównaniu ze Skypem i że za tydzień spotkamy się ponownie, poruszając i zgłębiając jakieś tam następne skomplikowane bądź mniej skomplikowane tematy związane z naszą duszą, świadomością, życiem tu i gdzie indziej również. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Dziękuję jeszcze raz panu Markowi i życzę wszystkiego dobrego.
Trzymajcie się kochani.
[02:07:32] - Mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Dzisiaj wyjątkowo częściowo drogą telefoniczną. No niestety, coś tam czasem musi z tymi naszymi łączami internetowymi paść, kolokwialnie mówiąc. Ale na szczęście mamy telefony, w razie czego możemy zawsze się przełączyć ze Skype'a na telefon.
[02:07:56] - I pana Marka mamy również, panie Marku, że to ogarnia, tak?
[02:08:01] - Ktoś to musi ogarnąć.
[02:08:02] - Taki wielki pokłon.
[02:08:04] - Jakby ktoś zobaczył, jak wygląda moje studio poza tymi wytłoczkami na ścianie, o których mówiłem poza anteną. Jakby ktoś zobaczył tą kabliologię tutaj, jaką ja sobie tutaj zorganizowałem, żeby to wszystko działało, to by się za głowę złapał. To by tego nie ogarnął na pewno.
[02:08:24] - Ja na pewno nie. Także tym bardziej jestem pełen podziwu, panie Marku, dla pana.
[02:08:29] - No cud, że to wszystko jakoś działa.
[02:08:32] - No cóż, w cudownym radiu występujemy, zajmujemy się sprawami paranormalnymi, więc może też i odrobina, że tak powiem, paranormalności zawitała w pana studiu. Może coś się odbywa bez udziału kabli, a tylko i wyłącznie siłą pana woli. No ale nie będziemy tego badali, panie Marku, nie będziemy tego badali.
[02:08:53] - No rzeczywiście, może lepiej tego nie badajmy, bo wyjdzie z tego jeszcze jeden temat do omówienia w jakiejś audycji takiej bardziej paranormalnej. Także- Mówił do państwa gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Oczywiście zachęcamy także do polajkowania fanpage'a na Facebooku o takiej samej nazwie. No i do zasubskrybowania kanału na YouTube, który dla odmiany nazywa się tak jak nasza audycja „Świat oczami duszy”. A my ponownie usłyszymy się oczywiście, miejmy nadzieję, już bez problemów z połączeniem internetowym już za tydzień, w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Oczywiście już za tydzień, w najpiękniejszy dzień tygodnia o 20:00 na żywo na antenie tego właśnie radia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl.