[00:05] - Radio Paranormalium zaprasza do wysłuchania audycji z cyklu "Debaty niekontrolowane". Z wizytą w Biurze Duchów. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Mamy niedzielę, 24 listopada 2019 roku. Jest godzina 19:02 na moim zegarku, a to oznacza, że czas najwyższy już, z lekkim poślizgiem, ale jednak, wystartować z kolejną debatą niekontrolowaną z cyklu z wizytą w Biurze Duchów. Dzisiaj postaramy się przyjrzeć temu, czy zło może przybrać formę osobową. Ile prawdy można znaleźć w historiach o poltergeistach? Czy czarny PR wokół tablicy Ouija i seansów spirytystycznych jest zasłużony? Na te i na inne pytania postaramy się odpowiedzieć dziś w kolejnej debacie niekontrolowanej. Po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami już Beata Kamp, Ewa Ada Edelman z bloga Biuro Duchów oraz nasz dzisiejszy gość, znana już państwu Izabela Kijak, medium spirytystyczne i doradca duchowy.
Audycję jak zawsze obsługuję od strony technicznej ja, Marek Sęk "Ivellios", a zanim oddam głos naszym paniom po drugiej stronie połączenia internetowego, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem audycja realizowana jest w całości na żywo. Będzie można dzwonić pod nasz numer telefonu oraz wysyłać SMS-y, naturalnie pod numer 530 620 493. Można także próbować na numer stacjonarny 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i fanpage'u bloga Biuro Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Niesanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Droga Beato, pani Izabelo, oddaję paniom głos.
[02:37] - Witam państwa bardzo serdecznie. Witam ciebie, Izo.
[02:43] - Dzień dobry Beatko, dzień dobry Marku.
[02:47] - Poprzedni nasz program wzbudził spore zainteresowanie i tak się złożyło, że wydawnictwo Replika wypuściło właśnie w tym czasie kolejną książkę autorstwa Eda i Lorraine Warren. Tym razem są to "Opętania. Historie prawdziwe". Praca Warrenów, jak już wspominałam poprzednio w recenzjach, jest dla mnie niezwykle istotna i wartościowa, jeśli chodzi o badaczy zjawisk paranormalnych. Myślę, że pomimo ich silnej konotacji kościelnej, interpretacji bardzo zgodnej z doktryną Kościoła katolickiego, choć ja postrzegam te zjawiska trochę w innym kontekście i dużo szerszym, to są to relacje niezwykle rzetelne i pozbawione dozy sensacji. Chciałam też przypomnieć państwu, że książkę "Opętania. Historie prawdziwe" Ed i Lorraine Warrenów możecie państwo wygrać albo w konkursie facebookowym, który jest na fanpage'u Biura Duchów, ewentualnie biorąc dzisiaj czynny udział w naszej audycji. Serdecznie polecam. Recenzja jest na blogu. Jest to bardzo wartościowa i niezwykle przejmująca publikacja.
Wartościowa również dlatego, że pozbawiona, jak wspomniałam, całkowicie hollywoodzkiego blichtru. Są to po prostu rzetelne relacje ze spraw prowadzonych przez Warrenów i dotyczących właśnie tej tematyki, o której dzisiaj będziemy rozmawiać. Proponuję zacząć od poltergeistów, od kręgu tych zjawisk, które bardzo często są wykorzystywane zwłaszcza w filmach grozy i pokazywane w sposób rzeczywiście mrożący krew w żyłach. Jak łatwo się domyśleć, osoby, które zauważają taką właśnie paranormalną aktywność w swoim domu, zwracają się do medium, do osoby, która jest w stanie pomóc im. Zatem zwracają się do ciebie, Izo. Chciałabym zapytać, czy na podstawie takiej wstępnej rozmowy ty jesteś w stanie jakośI poprzez pryzmat swoich doświadczeń i poprzez pryzmat twojej bardzo rozwiniętej intuicji rozpoznać, czy mamy tu do czynienia rzeczywiście z istnościami duchowymi, czy też po prostu osoba wyolbrzymia pewne rzeczy. Jak w ogóle wyglądają te rozmowy, kiedy ludzie się do ciebie zgłaszają?
[06:35] - Wiadomo, że różnie. Jak przychodzę do kogoś do domu, to jeżeli coś tam się naprawdę dzieje, pierwsze: obniża mi się temperatura. Słyszę telepatycznie, mój przewodnik mi od razu mówi, co tam się dzieje, bo ja mam cały czas łączność z moim przewodnikiem. W pierwszej audycji rozmawiałyśmy o przewodniku duchu. Ja od razu słyszę telepatycznie, jak on do mnie mówi. Obniża się temperatura i zapalam białą szałwię, zapalam świece i zaczynam chodzić od drzwi wejściowych. Idę i wyczuwam energię w danym pomieszczeniu, które jest najcięższe. Energia jest tam najtrudniejsza, najcięższa. Jest tam chłód. Później, jak przespaceruję się już po całym mieszkaniu czy domu, siadam i zaczynam się dostrajać.
Wtedy pytam się: „Czy ktoś tutaj jest?” I słyszę, ktoś mi mówi: „Tak, jestem” i opowiada swoją historię. Tak właśnie u mnie to wygląda. A jak ludzie opisują swoje doznania, jeżeli mogłabym powiedzieć, to często mówią, że czują, że są obserwowani, że czują, że ktoś jest. Mówią: „Iza, nie widzę, ale wiem, że ktoś na mnie patrzy, że ktoś tutaj stoi”. Nie mogą często spać. Budzą się w nocy. Nieraz mówią, że to jest taka godzina duchów, trzecia po trzeciej. Czują nieraz, że ktoś ich przesuwa po łóżku. Wchodzą też w paraliż nocny. Słyszą w swoim domu trzaskanie drzwiami, kroki po schodach.
Wiedzą, że są sami w danym domu, a słyszą bardzo dużo różnych dźwięków, że ktoś biega po pokojach. Telewizor się sam włącza, radio się samo włącza. Gdzie jest jakiś przycisk, że trzeba przycisnąć ten przycisk, on się sam włącza. Światło się zapala. Czują też chłód. Mówią różne zapachy, na przykład perfum. Ktoś na przykład z rodziny umarł, kobieta jakaś, która używała tych perfum, już nieżyjąca i mówi: „Wiem, że przyszła, bo czuję jej perfumy”. Czują też na przykład zapach papierosów. „Nikt nie pali, a ja czuję, że ktoś tutaj jest i papierosy”. Taka fajna historia jest, że mężczyzna mi opowiada, jak budzi się rano i jest ubrany zupełnie w co innego, niż się kładł.
Nie w piżamie, tylko w jakichś starych ubraniach, których od dłuższego czasu nie używał. Mówi: „Na dnie szafy one były. Po prostu się już wtedy przeraziłem, że jestem inaczej ubrany”. To są takie historie, że nie mieszczą się nieraz w głowie. Dziewczyna na przykład też mi opisywała, że układa swoje ubrania na krzesełku wieczorem. Rano się budzi, a te ubrania są porozrzucane po całym pokoju. Mówi: „To jest takie cykliczne, że tak jest codziennie, że wieczorem kładzie te ubrania, rano one są porozrzucane” i się ludzie zaczynają bać. Obrazy spadają ze ściany. Na przykład byłam w takim domu. Mówili, że kran sam się odkręca i woda leci z kranu.
Łazienki od wewnątrz potrafią się zamknąć. Byłam też w takim domu, gdzie podjechałam i patrzę, a tam siatki są dookoła pozakładane na oknach i mówią: „Iza, dlatego że ptaki”. Bo wiadomo, że jak firanki są w oknach. Jak nie ma firanki w oknie, to może ptak w tę szybę wlecieć. Ale jak są firanki, to nie powinno czegoś takiego być. Mówi: „Iza, ptaki nagminnie leciały i zabijały się, okaleczały się, bo w szybę wlatywały”. Ludzie na przykład często obserwują u swoich dzieci, że rozmawiają z kimś. Później pytając się dzieci, dzieci odpowiadają: „Mam przyjaciela czy przyjaciółkę, która już nie żyje i razem się bawimy”. I to jest bardzo ciekawe, bo te dzieci opowiadają historie, kto to jest. Na przykład, że chłopczyk zgubił się, nie może trafić do swojej mamy, że wyszedł z domu i nie widzi jego mama.
Dużo tego jest. Nawet przez sen. Niektórzy mówią, że mają takie sny dziwne. Takie doznania mają, że sen się cyklicznie powtarza, że sobie ktoś odbiera życie. Co by tu jeszcze powiedzieć o takich doznaniach, jakie klienci mi mówią? Na przykład podjeżdżam nieraz i ktoś pokazuje mi na ciele swoim różne ugryzienia. Potrafią mieć otarcia, zadrapania, siniaki. Tak, doznania. Na przykład rzeczy. Jeżeli chodzi o rzeczy, popsute rzeczy, na przykład zegar, który jest popsuty, nie chodzi.
Nagle trzecia w nocy zaczyna chodzić. Czy komórka, która jest rozładowana. Sama miałam takie doznania odnośnie nawet telefonu komórkowego, że nie używałam tam ileś lat. Już była stara komórka. Nagle patrzę, coś dzwoni, podchodzę, jeszcze widzę, jak się świeci, a to już nie miała prawa się świecić. Tak jest dużo różnych rzeczy.
[11:54] - Tak, to są wszystko charakterystyczne rzeczy i myślę, że jeśli rzeczywiście taki opis pojawia się w rozmowie, to możemy domniemywać, że mamy tu do czynieniaZ taką obecnością paranormalną. W książce zresztą też jest opisany przykład, kiedy Warrenowie zostali zaproszeni do Akademii Wojskowej West Point z wykładami i byli zaskoczeni, bo zaprowadzono ich do rezydencji Doubledaya, czyli dyrektora tej podówczas instytucji i opowiadano im o licznych paranormalnych manifestacjach, które tam miały miejsce. Rzeczywiście Lorraine również wyczuła obecność istności duchowej. Był to duch kobiety, konkretnie żony generała MacArthura i Lorraine też wyczuła w atmosferze tego wszystkiego, co tam się działo, że chodzi o przemoc, że chodzi o taką właśnie osobę przemocową, trudną, bardzo agresywną w kontaktach. I ona po prostu weszła w kontakt mentalny i udało jej się tę sytuację rozwiązać. Ciekawa jest tam też sprawa, jak bardzo fizyczne mogą być manifestacje z pozoru przecież niefizycznych postaci, prawda?
[13:54] - Jest to nawet nieraz niebezpieczne, bo ktoś mówi: „Iza, po prostu parę razy zostałam zepchnięta ze schodów, ktoś mnie popchnął na przykład”. To już jest niebezpieczne. Ludzie się zaczynają bać. Są takie historie niestety.
[14:07] - To jest warte bardzo mocno podkreślenia, dlatego, że my jesteśmy trochę wychowywani, może powiem inaczej. W wielu kulturach na przykład słowiańskich, celtyckich, po prostu tych kulturach pierwotnych, szamańskich, tam ten świat duchowy był czymś naturalnym, czymś obecnym, prawda? Natomiast w naszej kulturze nastąpił taki specyficzny kolaps mentalności, bo z jednej strony część tych istot została zepchnięta do świata bajek, czyli wróżki, elfy, krasnoludki i tak dalej. Część z tych istot, które nasi przodkowie widzieli jako jak najbardziej obecne w swojej przestrzeni, została zepchnięta do świata bajek. A z drugiej strony część istot, powiedzmy anielskich, jest przedstawiana z niezwykłą delikatnością. One są też w pewnym sensie przedstawiane baśniowo i obecność jakiejkolwiek siły paranormalnej w naszej przestrzeni mimo wszystko jest bardziej traktowana na zasadzie czucia, na zasadzie mentalnego odbioru. A stosunkowo rzadko mówi się o tych przejawach obecności, które mogą być bardzo fizyczne, mieć bardzo fizyczny charakter. I w tym sensie można mówić, że zło potrafi przybrać formę osobową, potrafi wejść w relację z człowiekiem, nawet przejąć człowieka. Mnie się wydaje, że to jest bardzo istotne i dobrze, że to tutaj jakoś tak spontanicznie wyszło i podkreśliłaś to, bo trzeba sobie zdawać sprawę, że te oddziaływania są bardzo szerokie i zarówno popadanie w swego rodzaju histerię i doszukiwanie się w każdym nietypowym zajściu w naszym życiu strony duchowej jest przesadą, ale z drugiej strony lekceważenie pewnych rzeczy również może po pewnym czasie doprowadzić do sytuacji niebezpiecznej. Dlatego, że przecież jeszcze jest jedna istotna właściwość takich mentalnych ataków, o której może dwa słowa powiem.
Te istoty są w stanie oddziaływać na swoje otoczenie przez coś na granicy hipnozy i halucynacji. One potrafią wywoływać halucynacje, stany lękowe i po długim czasie, co również podkreślają bardzo mocno Warrenowie i nie tylko, oni potrafią wpływać naStan psychiczny człowieka, a nawet na poważne zmiany w osobowości. Dlatego myślę, że trzeba po prostu zachować zdrowy rozsądek i obserwować to, co się wokół nas dzieje. Powiedz, Izo, czy zdarzyło ci się kiedykolwiek, że udałaś się na miejsce, badałaś miejsce, zajmowałaś się jakąś sprawą, w której nie potrafiłaś się dopatrzeć?
[18:49] - Tak, oczywiście, że tak. Chociaż w większości muszę się przyznać, że jak już jestem proszona gdzieś, to raczej tam się zawsze coś dzieje. Ja nie mówię, że tam się dzieje coś naprawdę demonicznego, ale duchy, czyli nasi bliscy umierają i nie odchodzą. I ja po prostu ich odprowadzam, pomagam im odejść. Dzieją się też demoniczne rzeczy, ale to już jest naprawdę w małym procencie. Ale tak jak mówisz, nieraz sami rzeczywiście potrafimy się nakręcić, jak to się mówi, nagromadzić swoją własną energię, natworzyć ją tak, że po prostu się sami nakręcamy. To też tak jest. Ale na ogół, jak już ktoś mnie zaprasza do siebie, to coś tam się już zaczyna dziać.
[19:34] - To też może się brać z tego, że jednak żeby znaleźć osobę odprowadzającą, medium, to trzeba sobie pewien trud zadać. A ludzie mają to do siebie, że trud to sobie zadają tylko i wyłącznie wtedy, jak czują się przyciśnięci do muru. Więc musi być już grubo, żeby po prostu ktoś zaczął szukać i docierał do nas. Bo nie wiem, jak w twoim wypadku, ale z moich obserwacji, choć oczywiście ja nie mam takiego doświadczenia jak ty, bo ty zajmujesz się tym na większą skalę. Stąd też próba twoich doświadczeń jest zupełnie inna, ale mnie na przykład kilkakrotnie zdarzyło się, że to, co tam w tym mieszkaniu się tak naprawdę znajdowało, to były po prostu myśli i wrażenia ludzi zatrzymane w czasie, bo nie odczuwałam obecności takiej paranormalnej. Natomiast ewidentnie atmosfera była tak ciężka, po prostu przeraźliwie ciężka, wręcz nie do wytrzymania. I tak jak powiedziałaś, sami sobie ludzie to zrobili. I to mnie też czasami zastanawia. Ta nieprawdopodobna, wręcz masochistyczna chęć pielęgnowania w sobie bólu. Czy zwróciłaś na to uwagę, że często z tymi sprawami łączy się ból, żałoba, jakieś wewnętrzne cierpienie, wyrzuty sumienia?
Izabelo, jak to widzisz?
[21:53] - Nieraz ludzie nie mogą się pogodzić z daną sytuacją i tak na swój sposób przeżywają, że się uruchamiają. Ja bym raczej chciała się wypowiadać na temat naprawdę, jak się już dzieje coś i że jednak te duchy przy nas są, że wcale nie jest powiedziane, że jak ludzie umierają, to sobie tak po prostu wszyscy odchodzą. Tylko ja mam takie zdanie, że bardzo dużo ludzi, jako duchy zostają jednak i z różnych powodów tutaj zostają. Nieraz nie chcą odejść, a nieraz po prostu nie wiedzą jak. Jak na przykład właśnie po tej pierwszej audycji skontaktował się ze mną pewien mężczyzna i powiedział mi w zaufaniu oczywiście, ja tu żadnych danych nie będę mówiła, że nienawidzi siebie, nienawidzi ludzi, nienawidzi życia, świata i w ogóle i chce ze sobą skończyć. I chce ze sobą skończyć, żeby się to wszystko skończyło. Ja mu właśnie zadałam pytanie: „Proszę pana, gdzie pan myśli, że pan pójdzie? Jeżeli pan jest w takiej energii negatywnej, na pewno pan nie pójdzie do żadnego światła, do domu naszego, że tak powiem, tylko zostanie uwięziony w jakiejś takiej przestrzeni, gdzie będzie nadal cierpieć i będzie nadal nieszczęśliwy. I nawet jeżeli przyjdą po takiego człowieka jego bliscy i będą chcieli mu jakoś pomóc, to on ich nie zobaczy, bo nie będzie w stanie”. Dlatego to nie jest takie proste, jak ktoś myśli, że się odetnie od tego wszystkiego i pójdzie i będzie szczęśliwy.
Nie, bo my jak będziemy umierać, to będziemy mieć te emocje tak jak wcześniej, jak za życia. Więc to jest ważne też. Nawet śmierć jest ważna, bym powiedziała, żeby właśnie wybaczyć wszystkim i od ziemi po prostu, jak to się mówi, odejść w spokoju, żeby nas nic nie przytrzymywało.
[23:43] - To się też łączy, można powiedzieć, z tym, co zresztą mówił w swoich książkach Robert Monroeeee, że podobne przyciąga podobne i to, co sobie stworzymy myślami naszymi, naszym systemem myślenia tutaj na Ziemi, to sobie zafundujemy właściwie też w zaświatach.
[24:01] - Dokładnie.
[24:02] - Też myślę, że tak jest. Przed audycją rozmawiałyśmy. Ja wspominałam, jak kiedyś znalazłam się w takim miejscu. Ja to wyjątkowo rzadko robię, ale była wielka prośba znajomej mojej osoby i się zgodziłam.Znalazłam się przed bardzo ładnym domem. Piękny, zadbany park. Prawie że jak park, bo ten ogród był naprawdę duży. No i cóż, w środku? W środku nie dość, że niesamowita ilość nagromadzonych przeróżnych antyków. Widać było od razu, że to są po prostu zbieracze antyków, kolekcjonerzy różnych i mebli i różnych przedmiotów. Wszystko było tak zastawione tymi rzeczami.
Rzeczami oczywiście wartościowymi, ale mimo wszystko zgromadzonymi z ogromną przesadą. Mało tego, jeszcze w wazonach zasuszone kwiaty, bo ta pani sobie zostawiała takie w cudzysłowie pamiątki. Gdzieś była, jakiś piękny bukiet czy gdzieś ktoś jej wręczył, czy gdzieś sama zbierała i robiła te bukiety. Ta dołująca energia tych martwych kwiatów. Mało tego, zapytałam: „Mieszka pani sama w tym domu? Tyle szaf, jakieś komody, tego typu rzeczy. Czy pani jest potrzebnych aż tyle tych mebli?” A ona: „Bo przecież ja tutaj trzymam pamiątki po zmarłym ojcu, tam po zmarłej matce, a tutaj mam rzeczy mojego zmarłego męża.” Więc nieśmiało zapytałam: „Czemuż pani na przykład przynajmniej ubrań tego męża nie rozda na przykład potrzebującym? Przecież po co to tutaj? Wszystko jest gromadzone w jednym miejscu.” A ona powiedziała mi: „Ja sobie nie wyobrażam, proszę panią, żeby jakiś żul chodził w ubraniu mojego męża.” Ogarnęło mnie przerażenie. I nie w związku z jakimiś zjawiskami paranormalnymi, tylko w związku z tym, że jeżeli ktoś robi z odzieży relikwię, to w jaką energię się wplątuje, jak nieprawdopodobne przywiązania tworzy i jak uniemożliwia sobie samemu-
[27:07] - Ciężką energię.
[27:08] - Tak! Jak żyć? Jak ma żyć w tym domu? Moim zdaniem tam nie było żadnych paranormalnych aktywności. Tam po prostu była taka energia i w ogóle taki rozstaw i te matowe lustra i te zwiędłe kwiaty. Ja powiem tylko tak, żeby nie przeciągać. Specjalista od feng shui po prostu usiadłby tam i zapłakał krwawymi łzami, jakby zobaczył ten dom. I żadnego przepływu energii. W oknach oczywiście bardzo drogie firany, grube story. Po prostu żadnego normalnego przepływu światła.
Więc jak ma być energia dobra? Jak ma się ta osoba dobrze czuć? Myślę, że tworząc sobie takie specyficzne środowisko do życia, a spędzała w tym domu ta pani dużo czasu, to jej umysł w końcu zaczął płatać figle i jestem przekonana, że dokładnie o to w tym wszystkim chodziło. Niemniej naszła mnie na koniec taka refleksja, że jeżeli kiedyś ona będzie odchodziła, to nie wiem, jak człowiek przywiązany nawet do odzieży po zmarłym jest w stanie przejść na drugą stronę. To jest niepojęte.
[28:37] - Właśnie. Taka ciężka energia na nas wpływa i my możemy się nawet, jak to się mówi, pochorować i szybciej umrzeć, bo każda rzecz ma swoją własną energię. I właśnie stare rzeczy, meble, zegary, różne tam szafy, komody i tak dalej trzeba po prostu oczyszczać. Każdą rzecz po prostu trzeba oczyścić. I wtedy możemy mieć takie rzeczy i je nawet w jakiś sposób gromadzić. Ale trzeba je oczyszczać, a nie właśnie tylko gromadzić. Ja też byłam w takich domach wielu, gdzie tak dużo ludzie właśnie nagromadzili różnych rzeczy z rynku staroci od kogoś. Nawet nie wiedzą. Jakiś zegar na przykład, który ja chodzę i czuję, że jest niefajna energia od danego zegaru. Tak dużego, starego zegaru.
Mówi: „Iza, nie wiem, jaki tam pierwszy właściciel, bo ten zegar krąży, już krąży.” A ja mówię: „No wiesz, albo oczyszczasz ten zegar, albo po prostu komuś podaj dalej.” Przecież nawet właśnie Warrenowie mieli taki swój pokój. Oni już mieli takie rzeczy nagromadzone w tym pokoju. Nawiedzone, prawda? To wszyscy wiedzą. Jeżeli oglądali te filmy „Obecność” i czytali właśnie o nich, to mieli taki właśnie w swoim domu pokój, w którym trzymali różne rzeczy nawiedzone. Już takie naprawdę nawiedzone. My mówimy może o rzeczach nienawiedzonych w tym momencie, ale o takich, które mają ciężką energię. Ciężką energię i to trzeba oczyszczać.
[30:00] - Powiedziałabym o rzeczach może nie nawiedzonych, ale obciążonych.
[30:04] - No.
[30:06] - Które potrafią wprowadzać wielki zamęt w nasze życie. Stąd mówiąc o złej energii, zawsze musimy mieć na myśli to, co mamy w swoim otoczeniu. Mogą to być zarówno przedmiotyKtóre zostały nam podarowane z nie najszczęśliwszą intencją. Mogą to być rzeczy zakupione gdzieś na różnych targach, pchlich targach czy też nawet bardzo drogie rzeczy zakupione w Dessie na przykład.
[30:51] - Rękodzieła, prawda? W daną rzecz i wkłada swoją energię, na przykład negatywną.
[30:58] - Nie mówiąc o tym, że jeżeli mamy do czynienia z rzeczami, które w czyimś domu były przez długi czas, niektóre mogły przesiąknąć energią pokoleń, a nie jednej osoby. Wydaje mi się, że oczywiście, jeśli ktoś lubi starocie, to okej. Poza tym ja jestem wielką fanką recyklingu, więc uważam, że wiele rzeczy można odnowić i one mogą służyć kolejnym osobom. Niemniej tu pewną ostrożność należy zachować i bardzo prosto można poodcinać pewne energetyczne obciążenia. Nie jest to nic nadzwyczajnego. Kolejna rzecz, o której tutaj też warto powiedzieć, to po prostu są mieszkania, do których my się wprowadzamy. To są istotne sprawy i też o tym się często zapomina, że należy zbadać taką przestrzeń. Z moich osobistych doświadczeń, lata temu to się działo, byłam młodziutką dziewczyną, jak rozegrały się te wydarzenia, ale przyjechałam do mojej znajomej bardzo dobrej, która urządzała tak zwaną parapetówkę. I proszę mi wierzyć, że to, o czym mówię, nie działo się w domu starym, wielowiekowym. Nie.
To się działo w wielkiej płycie. Normalne mieszkanie z wielkiej płyty. Ja zauważyłam, jak tylko weszłam, że właśnie to, o czym wspominałaś, Izabelo, ten spadek temperatury, mimo że tam było sporo osób. Dużo też było pozytywnej energii, bo ludzie się cieszyli, że im się udało, że mają mieszkanie swoje własne. Więc było wiele pozytywów, ale jak tylko weszłam, to miałam taki przebłysk, taką wizję czerwonej plamy na ścianie. Ale wtedy jeszcze też miałam dużo mniejszą pewność siebie niż w tej chwili i zaczęłam sobie wręcz wmawiać, że jest to moje przewidzenie. Ale niewiele czasu minęło. Ja zaczęłam właśnie odczuwać to, że jestem obserwowana, później, że ktoś koło mnie przeszedł, a na końcu po prostu zobaczyłam kobietę. To było mgnienie oka, ale zobaczyłam ją. Być może postąpiłam niewłaściwie, ale nie powiedziałam o tym swoim gospodarzom, o tych swoich wizjach, ponieważ nie chciałam im psuć tej radości.
Jednak po pewnym czasie ta znajoma do mnie zadzwoniła i powiedziała mi, że dzieją się w tym mieszkaniu bardzo dziwne rzeczy. Że ona się boi tam sama być. Zwłaszcza że ona była wtedy też w domu z małym dzieckiem. Mąż wyjeżdżał, na tym polega jego praca, że często wyjeżdżał w delegacje i ona po prostu się bała tam być. Ona bardzo mocno zaczęła odczuwać taką niepożądaną obecność, a później zaczęły się rzeczywiście konkretne manifestacje, czyli rzeczy dziecka porozrzucane po całym mieszkaniu, jakieś zabaweczki czy też takie higieniczne rzeczy dla dziecka. Ona wchodziła rano i na przykład wokół przewijaka porozrzucane pieluszki, chusteczki, wszystkie te rzeczy, z których się korzysta. Porozsypywany puder dla dziecka i tak dalej. Doszło do tego, że po półtorej roku ona po prostu spakowała manatki i przeprowadziła się do rodziców, bo powiedziała, że nie zostanie tam sama. Mało tego, wywiązał się kolejny problem, ponieważ te manifestacje nigdy nie miały miejsca przy jej mężu. Nigdy.
Stąd on zaczął podejrzewać, że żona przesadza, że wymyśla. I kiedyś pojechałam tam z nią do tego domu i rzeczywiście pojawiła mi się w głowie pewna historia o tym, że po prostu tam została zabita młoda kobieta. Dopiero wtedy zaczęło się dochodzenie, sprawdzanie. I rzeczywiście, tragiczna historia. Zazdrosny mąż w szamotaninieW jakiejś konfrontacji fizycznej zabił swoją żonę. Dla mnie to była wstrząsająca historia i ja ją sobie na długo zapamiętałam. Czy tobie się kiedykolwiek zdarzyło, żeby ktoś kupił mieszkanie czy dom i zaprosił cię, żebyś sprawdziła to miejsce?
[37:00] - Miałam właśnie o tym powiedzieć Beatko. Dwa, trzy dni temu byłam właśnie w wieżowcu u pewnego mężczyzny, który kupił okazjonalnie tanie mieszkanie i mówi, że nie wiedział, dlaczego takie jest tanie, ale wiadomo, nie miał za dużo pieniędzy. Ucieszył się. Żona, małe dziecko i kupili mieszkanie. Później mówi: „Wiesz Iza, nawet miałem żal, jak się dowiedziałem, co tam się wyrabiało. Ile tam ludzi odebrało sobie życie w tym wieżowcu”. On mówi: „Iza to nazywają ten wieżowiec, wieżowiec samobójców. Tak dużo ludzi sobie odebrało życie”. To wszystko na nas ma wpływ i mówi: „Gdybym wiedział w ogóle historię, kto tam mieszkał, co tam się działo, to bym nie kupił tego mieszkania”. I ja tam powiem szczerze byłam już drugi raz, gdzie powiem szczerze, nieskromnie, rzadko mi się to zdarza, żebym drugi raz szła do tej samej jeszcze sytuacji, że jeszcze się nie wyjaśniło.
I teraz było o wiele mocniejsze te odprowadzenie zrobiłam o wiele mocniejsze z przewodnikiem i powiem i nie tylko z moim przewodnikiem, ale jeszcze moim aniołem, którego też mam. Arielem, że tak powiem aniołem Arielem, który przyprowadził jeszcze pewne istoty, jak to się mówi, też anioły. I to już było takie mocniejsze odprowadzenie, jakby cały ten wieżowiec został oczyszczony. Nie tylko mieszkanie, ale wieżowiec. I teraz mam nadzieję, że już będzie cisza i spokój. Ale też młodzi ludzie przeżyli swoje. I najgorsze to jest właśnie też nieraz sny, to przechodzi, że mają koszmary nocne, coś tam się niefajnego śni. I się te rzeczy właśnie hałasy, krzyki, jakieś tam drapanie po ścianach. Tutaj jeszcze była elektroniczna jakaś piła, nawet zdjęcia też otrzymałam od tego mężczyzny, że dużo zdjęć, że zaczął robić sam zdjęcia, bo różne jakieś cienie i tej piły cienie i jakieś postaci i naprawdę też bardzo ciekawy przykład. Mam nadzieję, że to się już zakończy teraz, bo wiem, że to było naprawdę mocne odprowadzenie, więc ja wierzę zawsze, że to się da odprowadzić.
Ja nie spotkałam się jeszcze z domem takim, który by nie dało się odprowadzić właśnie zagubionych duchów. Ja się nie spotkałam. Wiem, że niektóre domy są takie, jakby były pootwierane portale, że tam ludzie wywoływali duchy i że tam cały czas coś się przyciąga, że ja odprowadzam i za trzy miesiące ktoś dzwoni, mówi: „Iza, nie jest dokładnie to samo, jest coś innego, ale też nie jest fajnie”. I ja mówię nieraz są takie nieraz domy stare, że po prostu tyle rzeczy się tam nieraz wydarzyło. Mówię: „Kurczę, najlepiej by było, jakbyście wyprowadzili się”. Ale najczęściej właśnie jest tak, gdzie my się wyprowadzimy, kto nam kupi taki stary dom i niestety musimy tam mieszkać. A jeżeli są niestety takie ciężkie energie, dużo rzeczy się dzieje, to ludzie chorują, są nieszczęśliwi, kłócą się później brak pieniędzy. To taki łańcuch zdarzeń jest i niezbyt ludzie są szczęśliwi w takich domach.
[39:59] - Tak, w tamtym wypadku też udało się odprowadzić tę kobietę i tam się pewne rzeczy uspokoiły. Myślę, że to mieszkanie zostało już później jako czyste, bez takiej energii. Ale zobacz, w jakiej ona musiała być potwornej opresji psychicznej przez całe swoje życie, że nawet jako istota duchowa został w niej zakodowany ten lęk przed mężczyzną w domu. Nigdy nie działo się nic z tych zjawisk, kiedy był ten mąż mojej znajomej w domu. Po prostu to, że się nad nią znęcano, to że takie rzeczy się działy bardzo dramatyczne tam, to doprowadziło do tego, że ona owszem, została przywiązana do tego miejsca, ale nie manifestowała nigdy przy tym mężczyźnie w obecnym domu.
[41:13] - Śmierć ją nie uwolniła. Trzeba o tym powiedzieć, że śmierć w tym przypadku ją nie uwolniła, tylko cały czas zatrzymała się w miejscu. W tym miejscu się zatrzymała. I to nieraz ludzie właśnie lata lecą, prawda? Czas ucieka, a tu jest duch uwięziony. I on jest nieszczęśliwy, bo jeżeli był nieszczęśliwy za życia, to i po śmierci często tak jest, że jest nieszczęśliwy. No i trzeba właśnie pomóc takiej duszy.
[41:36] - Jest niesamowite przywiązanie do miejsca, nawet do miejsca swojej tragicznej śmierci, bo przecież ona zginęła w tym mieszkaniu. Także to mnie tak bardzo mocno uwrażliwiło na resztę życia i ja przywiązuję bardzo dużą wagę właśnie do oczyszczania pewnych nabywanych przedmiotów, bo ja też jestem osobą, która lubi czasami rzeczy, starocie, rzeczy oryginalne, rzeczy ciekawe o ciekawej, niepowtarzalnej urodzie i takim czasami trochę oldschoolowe. I owszem, zdarza mi się kupować, tylko po prostu ja te rzeczy przeważnieGruntownie oczyszczam z tego, żeby pewne sploty energetyczne się nie ciągnęły i nie dokuczały, nie przenosiły się, nie psuły energii, o której równowagę dbam. Staram się, żeby w domu panowała jak najlepsza atmosfera i po prostu energia była zrównoważona. Myślę, że czasami te istności, które się pojawiają, chyba nie jest to zbyt wielką przesadą, jeśli powiem, że mogą działać troszkę jak ten dżin z butelki. Że przynosimy coś do domu i nagle wszyscy zaczynają cierpieć na bezsenność, bo rzecz potrafi tak mocno promieniować. Ale skoro mówimy o rzeczach, które mają dość nieciekawą energię i nieciekawe konotacje, to powiedz mi, co sądzisz o niesławnej tablicy Ouija do wywoływania duchów?
[44:02] - Słyszałam oczywiście o tej tablicy. Osobiście nie polecam takich rzeczy. Nigdy nie wywołuję duchów. Zawsze mówię: „Odprowadzam je”, ale nigdy nie wywołuję. Dla mnie ta tablica jest niekorzystną tablicą. Nie chciałabym jej mieć i nie polecam nikomu innemu też.
[44:29] - Ta tablica wprowadziła pewien zamęt, ponieważ wcześniej, kiedy rozwijały się zjawiska spirytyzmu i rzeczywiście były seanse, podczas których dochodziło do kontaktów między światami, do dyktowań, wręcz do przejęcia medium przez istotę duchową, która mówiła ustami medium. Ale to wszystko miało nieco inny charakter i inny wydźwięk niż opisane znane sytuacje z tablicą Ouija. Trzeba też wspomnieć, że w zasadzie producentem tej tablicy była firma, która produkowała zabawki.
[45:35] - No właśnie.
[45:37] - I zaczęto wprowadzać modę na tą tablicę.
[45:42] - Jako zabawę.
[45:43] - Była ona reklamowana. Producent mógł mówić, że tu chodzi o zabawę, ale doskonale wiedział, że ludzie będą tej tablicy używać. Powiem tak: nie sądzę, żeby sam przedmiot, sama tablica miała takie działanie opętujące i niekorzystne, bo nie popadajmy w przesadę. Jest to kawałek deski. Na tej desce narysowane są znaczki i sama ta tablica nic nie znaczy. Natomiast my swoją intencją prowokujemy.
[46:35] - Otwieramy się.
[46:37] - Tak, otwieramy się i prowokujemy pewne incydenty. Stąd myślę, że o ile seanse spirytystyczne odbywały się w towarzystwie ludzi bardzo rozsądnych, ludzi badających zjawiska paranormalne, tymi osobami przemawiającymi, zabierającymi głos były media doświadczone i cała ta atmosfera była, mimo mistycznej strony tego przedsięwzięcia, jednak i rozum tam grał rolę. Starano się zachować kontrolę nad tym, co się dzieje. Starano się obserwować. Przede wszystkim medium było otoczone ogromną opieką. Natomiast tu wierzę, że wystąpiło w związku z tablicą Ouija wiele nieszczęść i wiele wręcz opętań z tego względu, że po prostu korzystając z dostępności tego narzędzia, zabierają się za to osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia. Często jest to młodzież i często jest to młodzież nietrzeźwa. Mówmy o realiach. Więc przypisywanie samej tablicy jakichkolwiek demonicznych mocy jest bezsensowne. Natomiast korzystanie z niej może być rzeczywiście niebezpieczne.
[48:33] - Muszę powiedzieć Beatko i Marku, że wiele ludzi prosi mnie o kontakt ze zmarłą osobą, kogoś z rodziny. I powiem szczerze, że nie chciałabym tego robić, ale niestety to robię.I mówię: zawsze potrzebuję zdjęcia. Potrzebuję imię, zdjęcia danej osoby i potrafię się, nie mówię, że za każdym razem oczywiście, ale staram się i udaje mi się w wielu sytuacjach skontaktować z danym duchem. Na przykład pamiętam, jak to było pierwszy raz, może ze dwa lata temu, taka sytuacja, jak najdalej się od tego trzymałam, ale zadzwonił do mnie z Krakowa pan i mówi: „Wie pani, zginął w wypadku mój jedyny syn. Tylko jego miałem. I teraz jest taka ogromna pustka i cały czas myślę, czy jest życie po tamtej stronie, czy go nie ma. I bardzo panią proszę, żeby pani się skontaktowała”. Mówię: „No dobrze”. I to pierwszy raz. Później już poszło oczywiście, ale skontaktowałam się z jego synem.
Opowiedział mi, jakie miał marzenia, na co zbierał pieniądze. Opowiedział mi, jaki miał relacje ze swoją mamą. Ja mu to wszystko przekazałam, temu panu i on wtedy tak fajnie powiedział: „Ja dziękuję pani za to, bo wiem, że on tam gdzieś jest. Teraz mam pewność, że on jest, że jest życie dalsze i że my się spotkamy”. I to jest właśnie taka satysfakcja, że ktoś jest szczęśliwy z tego powodu, że wie, że w tym przypadku ten syn tam jest gdzieś, że on się jeszcze z nim spotka.
[50:09] - Tak, ale my tu mówimy o tym, że ty się tylko otwierasz na jakiś przekaz, że przyjmujesz na przykład słowa, dyktowania, czyli po prostu robisz to, co robiło sławne medium Chicox Awier, który przede wszystkim miał dyktowania i otrzymywał wiadomości od zmarłych i nic więcej. On nikogo nie wywoływał. On po prostu dawał znać, pozostając w wielkiej czystości serca, w wielkim skupieniu religijnym i modlitewnym. On otwierał się i jako ten czysty kanał przepuszczał, że tak się wyrażę, przez siebie te informacje i zapisywał je i dawał wiele światła, wiele nadziei cierpiącym ludziom. Cudownie. Zresztą dzięki tym dyktowaniom pozyskał wiele opisów, na podstawie których powstał film „Nasz dom” i ja rozróżniałabym tutaj dwie rzeczy. Czym innym jest seans spirytystyczny, przynajmniej do pewnego stopnia, a czym innym jest swego rodzaju taki channeling duchowy. Kiedy wysyłamy intencję: jeśli chcesz, możesz przeze mnie przekazać wiadomość i ta osoba, czy to na zasadzie pisma automatycznego, czy w kontakcie we śnie to jest trochę coś innego. Porównanie tych dwóch rzeczy nie wypada jako tożsame pojęcie. To nie są tożsame pojęcia.
[52:22] - Oczywiście, ja się z tym zgadzam, że to jest zupełnie coś innego. Tylko ja chciałam powiedzieć, jak w moim przypadku jest to, że jestem medium. To chciałam właśnie powiedzieć, jak w moim przypadku jest, że ludzie właśnie chcą spotkać się w jakiś sposób, coś usłyszeć od osoby, która odeszła, bo ja właśnie wtedy mówię: ja nie wywołuję właśnie w taki sposób spirytystyczny. W sensie, że jakiś stoliczek, ktoś siedzi z ludźmi i zaczynamy właśnie tego kogoś wywoływać tylko właśnie przez zdjęcie. Wiadomo, że to jest coś innego. To chciałam powiedzieć, jak w moim przypadku jest, że coś takiego bardziej preferuję.
[52:58] - Myślę, że tutaj jest to podejście zdroworozsądkowe i ze wszech miar bezpieczne i korzystne, jeśli już w ogóle takie kontakty bierzemy pod uwagę, o takich kontaktach mówimy. Ale nie sposób było w rozmowie nie wspomnieć o tej tablicy Ouija, bo-
[53:23] - Dużo się o niej mówi.
[53:24] - Bo dużo się o niej mówi. Mówi się źle. Ale powiedzmy sobie szczerze, jeśli rzeczywiście wcześniej ona należałaby do osoby, która zajmowała się jakimiś kontaktami i przyciągnęła tam bardzo znudzone i psotne dusze, tak się wyrażę, i one mogłyby podążać za tym narzędziem, bo ich uwaga podąży za przedmiotem konkretnym, to zakup takiej tablicy fabrycznie nowej, powiedzmy nie jest niebezpieczny, tylko po prostu używanie jej w sposób nieodpowiedzialny może przynosić poważne zagrożenia i być bardzo niekorzystne. I to są rzeczy dla mnie oczywiste. Mimo że zapakowana jest nawet tak, że przypomina zabawkę, to na pewno zabawką nie jest. Tak po prostu w moim pojęciu ta sprawa wygląda. Teraz jeszcze jedną rzecz bym chciała poruszyć, mianowicie taką, że ten świat duchowy czasamiI te przywiązania duchowe biorą się z tego, że ludzie domagają się jakiejś sprawiedliwości, wyrównania pewnych krzywd, które ich po tej stronie spotkały. I zdarza się, że media bardzo mocno angażują się w policyjne śledztwa. Tak było w przypadku Warrenów. Tak jest w przypadku naszego niezwykle uzdolnionego pana Jackowskiego, którego niestety Polacy nie doceniają mimo wszystko.
Czy ty kiedykolwiek pomagałaś w takich sprawach? Jeżeli oczywiście to nie jest tajemnica.
[55:57] - Oczywiście nie jest to tajemnicą, bo na ten moment jeszcze nic takiego w moim życiu się nie zdarzyło, żebym pomagała policji, ale wiem też, jakie są informacje w przestrzeni, że zdarza mi się tak, że nieraz idę w jakieś miejsce i potrafię usłyszeć tą informację z przestrzeni. Może taki błały przykład podam, ale dziewczyna, fryzjerka z zakładu fryzjerskiego poprosiła mnie do swojego zakładu i mówi: „Iza, czy mogłabyś oczyścić mi salon? Bo wszystkie teraz fryzjerki z kosmetyczkami się kłócą. Po prostu nie możemy razem funkcjonować. Nie wiemy, co się dzieje”. Ja po prostu idę. Poszłam i gdy oczyszczałam te pomieszczenia u nich, usłyszałam głos kobiety, która była bardzo niezadowolona. Powiedziała określone słowa, że więcej do nich nie przyjdzie, że nie podoba jej się fryzura, którą jej zrobili. Taką im zrobiła awanturę i ja to wychwyciłam z przestrzeni i później im to powiedziałam. I ta szefowa powiedziała, że trzy tygodnie wcześniej tak sobie pokojarzyła.
Rzeczywiście się to tak zaczęło, że to mogło właśnie mieć ten wpływ przez tą klientkę niezadowoloną i dokładne słowa, które powiedziała ja usłyszałam w przestrzeni. Czyli to są takie zapisy, które możemy przeczytać.
[57:17] - I tu dotykamy ciekawego zagadnienia, mianowicie takiego, że ile w tych zapisach, w tych odczytach, które może zrobić jasnowidz czy medium — mam tu na myśli oczywiście odczyty dotyczące spraw kryminalnych, zbrodni, morderstw, dramatycznych wypadków drogowych i tak dalej. Jak ty to oceniasz? Ile w tym jest czegoś, co moglibyśmy nazwać informacją z pola Akaszy, z tego pola, w którym wszystkie nasze myśli są zapisane? Ile w tym jest właśnie takiej informacji? Ile może być rzeczywiście interakcji między światem rzeczywistości niejawnej a naszym?
[58:17] - Powiem ci, że Beatko trudne pytanie. Do końca nie umiem na nie odpowiedzieć. Może przytoczę znowu przykład, bo tak mi najlepiej jest. Poszłam do pewnego domu. Była starsza pani. Powiedziała mi, że syn jej wyjechał do Egiptu i odebrał sobie życie. I mówi: „Nie mogę uwierzyć, że on sobie odebrał życie”. Był doświadczonym, już starszym nawet lekarzem, bo ta pani też była starszą panią i mówi: „Ja w to nie mogę uwierzyć”. I daje mi zdjęcie swojego syna. I ja mam wizję i widzę, jak to się wszystko stało.
I wcale ten mężczyzna nie odebrał sobie życia, tylko zbiegał ze schodów takich kręconych, które były na zewnątrz tego hotelu. Zakręciło mu się w głowie, bo niestety alkohol i inne używki wpłynęły na to, że po prostu zakręciło mu się w głowie i wypadł z tych schodów i spadł. I on sobie nie odebrał życia. Ja jeszcze go widziałam dalej, coś tam się działo dalej z nim, ale coś takiego, że ktoś nam mówi coś, a my nieraz możemy to w jakiś sposób sprawdzić. Tak do końca nie umiem ci odpowiedzieć, ile jest tego, ile jest tamtego.
[59:33] - Kochanie, nie oczekuję, że ty rozstrzygniesz tą sprawę.
[59:37] - Każda sytuacja jest inna historia i wiesz, nie wiem.
[59:41] - Ale powiem ci, że czasami rzeczywiście te wrażenia są porażające, bo kiedyś napisała do mnie pani, która miała poważne wątpliwości również na temat śmierci swojego syna, mimo że jego zgon miał miejsce w domu, gdzie oni mieszkają. I zastanawiała się nad tym, czy po prostu osoby trzecie nie brały w tym udziału. I tak jak powiedziałaś zdjęcie, kontakt i nagle taka potężna, porażająca wizja, w której jakbym wręcz przejęła częściowo te być może ostatnie chwile tego młodego mężczyzny. Miałam wrażenie po prostu, że się dusi, że ma jakieś nieprawdopodobne kołatanie serca, zawroty głowy i jednocześnie czułam — to trudno opisać. To być może ty mnie zrozumiesz. Nie każdy. Czułam, że tak, jakbym w ręku zgniatała puszkę. Wiesz, to jest charakterystyczne. To się nie da pomylić z innym przedmiotem, tak?I wycofałam się z tej wizji, bo to było tak przykre, tak poruszające mną całą, że wycofałam się z tego i powiedziałam, że ja bym się bardzo dobrze zastanowiła na jej miejscu i sprawdziła to, czy ten młody chłopak po prostu nie nadużywał energetyków. Tych napojów z kofeiną i między nami mówiąc, nie wiadomo jeszcze z czym.
I co się okazało? Po kilku tygodniach napisała ta pani do mnie jeszcze raz i powiedziała tak, że już było po sekcji zwłok i okazało się, że rzeczywiście on miał zawał serca związany z nadużywaniem tych energetyków i napisała, że nie zdawała sobie sprawy, w jakich ilościach on pił te napoje, dopóki nie zajrzała do jego samochodu, gdzie okazało się, że nie dość, że miał pełno tych opróżnionych puszek, to jeszcze w bagażniku miał całą zgrzewkę. Także on musiał pić często i po prostu one coraz mniej działały i stąd on zwiększał te dawki. Nie chcę tutaj zanudzać szczegółami, bo to cała analiza toksykologiczna i tak dalej. I ten młody człowiek po prostu umarł na zawał, który z kolei był spowodowany całą reakcją biochemiczną w jego organizmie. Dlatego ja podziwiam odwagę pana Jackowskiego, który zanurza się bardzo często w te tematy, ponieważ zdaje sobie sprawę, że dotykanie tej przestrzeni-
[01:03:23] - Jest obciążające.
[01:03:25] - Tak, jest obciążające i jeżeli się bardzo głęboko dotknie tej chwili śmierci, to można odczuć fizycznie to, co czuł ten człowiek w momencie, kiedy odchodził.
[01:03:42] - Ja też chciałam powiedzieć dwa słowa na ten temat. Jak duchy pokazują nieraz, ja teraz tak mówię medium do medium, do ludzi, którzy mają też takie odczucia, dany duch potrafi pokazać, na co chorował i w jaki sposób umarł. Ja mam to często i to jest bardzo nieprzyjemny stan.
[01:04:05] - A możesz jeszcze coś więcej na ten temat dodać?
[01:04:07] - Na przykład rozmawiam z daną osobą o kimś, kto odszedł i po prostu zaczynam się źle czuć. Zaczyna mnie coś boleć konkretnego. Wtedy mówię, na co on umarł i to się pokrywa z tym, na co umarł ten człowiek. Więc dokładnie tak. Albo właśnie sam moment odejścia. To jest po prostu bardzo nieprzyjemne. To uczucie, że właśnie brakuje tego powietrza. To jest nieprzyjemne, ale rzeczywiście niektóre duchy chcą pokazać czy pokazują właśnie w sposób taką wizję, pokazują tak, żebyśmy zobaczyli, jak to było lub nieraz chcą nam na naszym ciele to pokazać. Ja zawsze proszę o to, że ja tego nie chcę, bo człowiek się źle czuje później, prawda?
[01:04:55] - Nie wiem, chyba nie zawsze się da przyjąć wizję wybiórczo. I kilkakrotnie już podkreślałam, że nie da się być sensytywnym wybiórczo. Albo się jest sensytywnym, albo nie. Ludziom się wydaje, że pewne rzeczy można wyłączyć, można uruchomić ponownie na zawołanie. Tak nie jest. Stąd osoby właśnie takie wrażliwe, ekstrasensi nie zawsze są łatwi we współżyciu i nie zawsze dobrze się czują i po prostu bywa i tak, że muszą niektóre relacje ograniczyć albo odmawiać ludziom pewnych, nie chcę nazwać tego usługą, ale po prostu pewnych działań, których by się oczekiwało. Dlatego, że my też musimy jakieś BHP-
[01:06:19] - Zastosować, tak.
[01:06:21] - Tak.
[01:06:22] - Bo ja mogę się raz skontaktować, ale jeżeli dana osoba mówi: „Iza, ale nie odprowadzaj”. Ja już tak sobie nawet pomyślałam, że w ogóle nie będę się kontaktować z duchami, których później nie mogę odprowadzić, bo wtedy wiem, że one mają większy wpływ na mnie, mogą wpływać na mnie. A często jest tak, że właśnie kontaktuję się, ale ktoś mnie prosi: „Nie odprowadzaj, bo ja nie jestem na to gotowa”. A później nieraz jeszcze za jakiś czas: „Iza, czy możesz jeszcze raz się skontaktować? Czy jeszcze raz?” Ja mówię: „Nie”, bo to jednak nie jest dla mnie. Muszę takie BHP stosować. Nie jestem telefonem cały czas, prawda? Ja wiem, że ktoś tęskni i to jest do zrozumienia oczywiste, ale to jest duże obciążenie.
[01:07:01] - Duże obciążenie. A poza tym jeszcze jedna istotna sprawa, że osoba, która ciągle przywołujeTego zmarłego. Ona go tutaj widzi, ona go tutaj trzyma. I ja nie chcę brać w czymś takim udziału, dlatego, że jesteśmy wolnymi duszami. Bo tak naprawdę ta ciągła potrzeba kontaktu z tą drugą stroną, niezręcznie jest może o tym mówić, ale taka jest prawda, jest również związana z ego, z przywiązaniem i z takim egoistycznym przywiązaniem. Ja cię nie puszczę, bo ja chcę, żebyś ty tu był, była ze mną. I nie wydaje mi się, żeby był jakikolwiek sens ładowania takich energetycznych kajdan dla tej drugiej osoby. Poza tym nie wiem, jakie jest twoje zdanie, ale ja uważam, że ludzie mogą się od takich spirytystycznych kontaktów uzależnić.
[01:08:26] - A nie o to chodzi właśnie.
[01:08:28] - Bo mogą przywoływać osobę zmarłą, ponieważ na przykład ten ktoś zawsze w życiu dobrze im radził. Była to mądra osoba, były to korzystne decyzje. Kiedyś miałam właśnie taką historię, jak jeden pan napisał, że jego mama zajmowała się numerologią i ona mu numerologicznie pomagała i chodziło tam o sprawy finansowe, giełdę, tego rodzaju historie, jakieś finansowe inwestycje. I ona mu zawsze pomagała i czy można by się było z nią skontaktować. Drodzy państwo, zgodnie ze swoim temperamentem odpisałam: jeżeli tak duże korzyści czerpał pan z talentów i z tej wiedzy swojej mamy, to ja nie widzę powodu, żeby ją niepokoić. Natomiast zajrzeć do wszystkich książek, z których zapewne korzystała i opanować tą samą wiedzę. Krótko mówiąc dać matce święty spokój.
[01:09:51] - Ileż można?
[01:09:53] - Skoro korzystała, to pewnie miała w domu podręczniki, a jeśli tak, to on również może się tego nauczyć, bo to nie jest wiedza tajemna.
[01:10:04] - Dokładnie.
[01:10:05] - Tylko jak najbardziej wiedza dostępna. Dobrze. Patrzę, ile mamy czasu, bo tu jeszcze i o tym by trzeba było i o tamtym. Może w tej chwili ja bym tutaj jakoś podsumowała te sprawy dotyczące właśnie sczytywania tych komunikatów. Może istotną gdzieś jest rzeczą podkreślenie tego, że nie wszystko to, co nam się pojawia w tej przestrzeni domu, mieszkania, to są, tak jak mówiliśmy, faktycznie istności duchowe, które pozostały po tej stronie i płatają nam różne figle lub też dają znać o sobie, czasami wołają o pomoc, ale zdarzają się również duchy historyczne i swego rodzaju obecności związane z czymś, co nazwałabym zagięciem czasoprzestrzeni. Czyli pojawiają się w rocznicę swojej śmierci na przykład albo w związku z jakimś wydarzeniem i są rodzajem hologramu. Czy ty spotkałaś tego rodzaju obrazy?
[01:11:52] - Nie. Po prostu nawet w tym momencie nie pamiętam. W tym momencie po prostu nie pamiętam. Wiem, że nieraz właśnie ludzie mówią, że jest taki czas czy właśnie Święto Zmarłych, czy mówią: „Święta się zbliżają i to się uruchamia, coś się zaczyna dziać i wiemy, że później to przestanie się dziać”. To są takie różne dni w ciągu roku. Ale mówisz o czymś powtarzającym się, historycznym? Nie wiem.
[01:12:20] - Nie, mnie chodzi po prostu o takie typowe zjawy historyczne.
[01:12:24] - Zjawy historyczne. Nie spotkałam się.
[01:12:27] - Nie, nie spotkałaś się.
[01:12:31] - Może gdybym odwiedziła jakieś takie stare budynki historyczne, już niezamieszkałe, jakieś stare, to może coś by się tam wydarzyło. Tylko ja powiem szczerze nie chodzę po takich budynkach, tylko chodzę po domach ludzi.
[01:12:47] - Ja rozumiem, ale i w domach mogą się takie pojawiać, bo kiedyś wspólnie z taką zaprzyjaźnioną osobą udało nam się to uchwycić, że to jest po prostu coś, co pojawia się zawsze w momencie, kiedy dwa, trzy dni przed nowiem u niej na przykład.I to się powtarzało cyklicznie. Zgodnie z cyklem Księżyca powtarzał się pewien zestaw zjawisk. To było ciekawe doświadczenie, bo z jednej strony ewidentne było, że tam się coś dzieje, a z drugiej strony ja tych wszystkich objawów nie odczuwałam, że to jest pewna istota duchowa z osobowością. To jednak jest zupełnie inne wrażenie. Faktem jest, że mogą się takie rzeczy zdarzać. Mogą się pojawiać pewne rzeczy cyklicznie, tylko ludziom ciężko jest to skojarzyć, kiedy coś pojawia się raz na kwartał albo czasami raz do roku i trwa na przykład przez tydzień. My w zgiełku życia o tym zapominamy, ale to też jest pewien aspekt tych spraw, które mogą się w domach pojawiać. Koniec końców powiem szczerze, że nie udało nam się tej anomalii usunąć. Niemniej dużym postępem było już zrozumienie istoty tego zjawiska, ponieważ oni już wtedy byli spokojni. Wiedzieli, że to jest coś, gdzieś w czasie zawieszone, co przetacza się przez ten dom.
To trwało kilka godzin i na tym się kończyło. I tak do następnej pełni. Ale wszyscy byli spokojni i byli do tego przyzwyczajeni. Jedyne co dało się zrobić, przynajmniej z mojego punktu widzenia, to ustalić fakty, co czasami też, jak dobrze wiesz, jest dużym krokiem do przodu. Dobrze. Nie zostało nam już dużo czasu, więc przejdźmy teraz, Izunia, do grubego kalibru spraw, czyli takich ciężkich przypadków, o jakich tutaj Warrenowie też wspominają. W książce „Opętania. Historie prawdziwe” jest opisana właśnie sprawa niesławnego Amityville, gdzie 13 listopada 1974 roku doszło do morderstwa w rodzinie DeFeo. Jeden z jej członków z broni palnej zabił sześcioro członków swojej rodziny. 13 miesięcy po tym morderstwie do domu wprowadza się inna rodzina i zaczyna się dziać źle.
Poruszają się przedmioty, uczucie przenikliwego zimna, przemieszczające się stada much oraz innych owadów, które się pojawiają, potem znikają. Ludzie mają męczące sny o niepokojącej treści i tak dalej. I teraz zamieniam się w słuch. Jakie są twoje doświadczenia w takim ciężkim kalibrze spraw?
[01:17:18] - Parę takich historii mam, ale właśnie chciałam powiedzieć ten słabszy jeszcze kaliber. Może tak bym zaczęła łagodniej, a później przeszłabym do czegoś mocniejszego.
[01:17:31] - Proszę uprzejmie.
[01:17:32] - Byłam poproszona kiedyś do apteki, gdzie pani magister mówiła: „Iza, słuchaj. Kładę receptę w jednym miejscu, recepta nagle jest w drugim. Na oczach widzę, jak zlatują lekarstwa z półek. Coś jest. Albo ja jestem psychicznie chora już, albo coś się dzieje”. Ja oczywiście dostroiłam się szybko w tej aptece. Zobaczyłam małego chłopca, pięcioletniego, który tam w tej aptece był i on właśnie robił takie psikusy. Pokazał mi, w jaki sposób tam przyszedł. Przyszedł razem z mamą. Jego mama żyła, a on już był duchem.
Trzymał ją za rękę. Pokazał mi taki przekaz, jak to wyglądało. Mama kupiła leki, wyszła, a on został. I ja się też zapytałam tego chłopca, dlaczego on został. A on mówi: „Bo tu są cukiereczki i lizaczki”. Taka historia. Rzeczywiście później otworzyłam oczy, zobaczyła, rozejrzałam się. Rzeczywiście dużo tych cukierków, lizaków i to go zatrzymało w tej aptece. Tego chłopca odprowadziłam. Właśnie takiego małego kalibru, ale dużo takich właśnie sytuacji jest, że się dzieją takie różne rzeczy, ale też, jak to się mówi, dobrze odprowadzić taką małą duszyczkę, żeby poszła dalej i żeby ktoś się też nie stresował, co się tam dzieje.
Dużo takich różnych jest historii. Na przykład takiego dużego kalibru, chociaż jest to bardzo krótka historia, ale to był duży kaliber. Zaprosiła mnie do siebie wróżka. Stawiała tarota, nauczyła się go sama. Jak by tu powiedzieć? Ja zawsze mówię, bo też sama jestem wróżką, najpierw trzeba posprzątać na swoim podwórku, poukładać sobie swoje życie i dopiero można zacząć uczyć się tarota i pomagać innym.Jak weszłam do jej pokoju, ciężko mi było w ogóle wejść do jej pokoju, bo czułam jakby była jakaś blokada. Przezroczysta, ale jakby była jakaś maź, jakaś substancja, coś, co mnie trzyma, jakby bańka. Ja się ledwo przebiłam przez wejście, gdzie drzwi były otwarte. Weszłam, zobaczyłam tych talii, tego wszystkiego, tych świeczek. Ona taka przygaszona i po prostu zaczęła się bać.
Nie była gotowa na stawianie kart. To jest ważne. Nie była gotowa na stawianie kart, bo była pokłócona z wieloma ludźmi. Nie radziła sobie sama w swoim życiu i przyciągnęła, otworzyła pewną bramę i przyciągnęła jakieś nieciekawe energie. I to było właśnie mocnego kalibru. Żarówki się odkręcały, same normalnie się odkręcały, spadały, światło się paliło. Ona mówi: „Iza, cały czas jestem ciągnięta, przesuwana po tym łóżku. Nieraz potrafi mnie to coś zrzucić. Wiem, że stoi koło mnie”. Wchodziło już jej do umysłu.
Czyli miała myśli samobójcze. Naprawdę, jak weszłam do tego pokoju, to była energia bardzo ciężka. Zaczęłam się dostrajać. Nie wiedziałam jeszcze, co to jest, ale jak zobaczyłam wtedy, to chyba pierwszy raz zobaczyłam energię, która miała ze trzy metry. Teraz nie chcę straszyć tak na wizji, ale to było coś naprawdę wielkiego, takiego półzwierzęcego i zaczęło też nacierać na mnie, jakby walczyć ze mną. W takiej sytuacji poprosiłam mojego przewodnika i przyszedł mój anioł, ten Ariel i jeszcze poprosiłam o większą ilość aniołów, bo wiedziałam, że to jest ciężka rzecz. A poczułam w ogóle, jakby ta energia czegoś, naprawdę uważam, że to było demoniczne, trzyma mnie za szyję. Po prostu ja chyba stracę zaraz przytomność, bo jakby mnie dusiło. To był taki atak, typowy atak na mnie. Ale wiadomo, że przybył jeden anioł, drugi, oni zrobili swoje i zaczęli go odprowadzać.
Pod pachę go wzięli, tę ciężką energię i po prostu ją zabrali ze sobą. Wiem, że to może tak brzmi, ale ten demon, bo tak muszę o nim powiedzieć, zaczął krzyczeć swoje imię. I pamiętam, jak mój przewodnik od razu zaczął wpływać na mnie, żebym ja nie pamiętała tego imienia, że to nie jest dla mnie dobre. Ja sobie zapisałam, chociaż może nie powinnam, ale żebym nie pamiętała, że nie jest to dla mnie dobre i chciał usunąć to imię z mojego umysłu, żebym ja tego nie mogła zapamiętać, bo to było nawet niebezpieczne, że ja będę znała to imię. Tak to odczułam. Krótka historia, ale wrażenia były bardzo mocne.
[01:22:11] - Ale czy ty uważasz, że ona-
[01:22:20] - Sprowadziła go. Tak, ona go sprowadziła.
[01:22:23] - Ona go sprowadziła, czy też po prostu on był pewnym konglomeratem tego wszystkiego?
[01:22:28] - Może ona go nie chciała sprowadzić. Może źle się wyraziłam. Rzeczywiście na pewno nie chciała taką energię mieć przy sobie. Ale otworzyła pewne drzwi, na które nie była gotowa. To chciałam powiedzieć.
[01:22:39] - Ja myślę też, że być może ta energia była pewnego rodzaju konglomeratem tego wszystkiego, co do niej przynieśli klienci.
[01:22:50] - A chcę powiedzieć, że ona nie przyjmowała klientów za bardzo. Ona sama stawiała sobie te karty. Wszystkie te talie, to wszystko ona nie stawiała innym ludziom, tylko sobie. Może jakiejś koleżance, bo nie chcę, żeby tutaj tak wyszło. Może jakiejś koleżance, ale jeszcze takich klientów, nie miała takich klientów. Tylko może swoim koleżankom, coś tędy. Mia to w mieszkaniu, ona nie przyjmowała klientów. Ale to jest pewna energia silna i trzeba być na nią gotową.
[01:23:23] - Być może jest też tak, że czasami uwalniamy poprzez taką wizyjną, medytacyjną pracę z tymi kartami coś z własnego cienia, z własnych strachów, obaw, z własnego ego. Ponieważ niektóre osoby zajmują się tymi kartami tylko i wyłącznie dlatego, żeby podnieść własną samoocenę. Takie jest moje zdanie. Nie traktują tego jako rozwój, tylko jak coś, co może im po prostu podnieść ich popularność w niektórych kręgach.
[01:24:13] - Dokładnie.
[01:24:14] - Być może to był taki proces.
[01:24:16] - Dokładnie. Ja jeszcze historii to mogłabym tu opowiadać godzinami.
[01:24:21] - Mamy jeszcze dużo czasu. Słuchamy cię z zapartym tchem.
[01:24:25] - Wiesz co, naprawdę tych historii jest bardzo dużo i od takich historii, jak na przykład klientka dzwoni, że po prostu coś z synem się dzieje, że lunatykuje, że moczy się w nocy, ma siedem lat i mówi: „Chyba do psychologa muszę, do psychiatry z nim iść, bo coś mówi, że widzi. Wie pani, tak do końca mu nie wierzę. Ale teraz moja córka, która już ma pięć lat, podrosła i zaczyna mówić to samo, co ten starszy syn”. Mówi: „Jak już dwoje dzieci to samo mówi, to chyba coś się dzieje”. Ja przyjechałam do tego domu, nie wiedziałam, czy to jest stary dom, czy nowy, bo taki wyremontowany. To mówię: „Nie wiedziałam, czy to jest stary dom, czy nowy” i od razu wyczułam pewne energie, które tam się znajdowały. Dostroiłam się i zobaczyłam dwóch dziadków, czyli kobietę i mężczyznę starszych już. I oni mi pokazali, że to jest ich dom i pokazali mi, jak on wyglądał wcześniej. Pokazali mi podwórko, jak tam kury chodziły, jakie zwierzątka mieli.I powiedzieli mi, że bardzo pragnęli mieć dzieci, ale nie mieli tych dzieci. I teraz ta klientka, która była którąś już z kolei, kupiła ten dom, wyremontowała go i tu się te dzieci pojawiły.
Strasznie polubili te dzieci i związali się. Pokazywali się tylko tym dzieciom. Nie pokazywali się dorosłym, tylko dzieciom. A te dzieci ze strachu, tak jak ten chłopczyk, moczyły się i lunatykowały. Bały się. Krzyczeli. Straszne sny te dzieci miały i bały się tych ludzi starszych. Odprowadziłam tę parę starszych ludzi, chociaż bardzo niechętnie. Nie chcieli opuścić swojego domostwa, ale odprowadziłam ich. Oczywiście mam też kontakt z moimi klientami, więc zawsze co jakiś czas zadzwonię, czy wszystko jest w porządku.
„Jest w porządku. Dziecko już śpi spokojnie, nie moczy się”. Mówi: „Dobrze, że nie muszę iść do żadnego psychologa, psychiatry w tym momencie”, bo już nie wiedziała, co ma robić. To są takie właśnie historie łatwego kalibru, lżejszego. Ale tak jak na przykład przychodzę do klientki i wyczuwam zapach, jakby się coś spaliło. Spalenizny. I widzę, że w kuchni stoi mężczyzna, a za nim stoi kobieta i dwie córki. Jeszcze stały dwoje dzieci i wszyscy ubrani w takie koszule do kostek, jakby to były ich piżamy, takie koszule nocne. I opowiada ten mężczyzna, bo nie dopuszcza w ogóle do głosu tej kobiety. Jest wystraszona zanim.
Wyczuwam, że się lękają. A on taki odważny ojciec i mówi, że dom im się spalił i teraz będą mieszkać w tym domu. To jest teraz ich dom. Byłam u tej klientki i mówiła, że nie umiała tego wytłumaczyć, ale ja jej to powiedziałam i dopiero wtedy opowiada, jak ona to odbierała, że też czuła ten zapach. To był nowy dom. Mówi: „Cały czas w głowie, że się coś spaliło, że czuję zapach”. Mówi: „Tak się lękałam, Iza, nawet nie umiałam sobie tego wytłumaczyć”, że jak była u góry w sypialni i na przykład zachciało jej się pić, to „bałam się iść do tej kuchni. Czułam się źle”. No i całą tę rodzinę odprowadziłam. To jest dużo takiego przede wszystkim lekkiego kalibru.
Ale na przykład tutaj sobie też przypomniałam taką historię. Na obrzeżach Częstochowy podjeżdżam pod taki dom, patrzę, a tu siatki na oknach. Później klientka mi tłumaczy, że ptaki po prostu wlatywały w te okna i się zabijały lub uszkadzały. I ona teraz już ma siatki w oknach i działo się tam bardzo dużo nieciekawych rzeczy. Ale tak jak nieraz mówisz, Beatko, że nieraz taki duch czy duchy upatrzą sobie jednego członka w rodzinie, innym się nie pokazują tak bardzo, tylko temu jednemu. I teraz czy ktoś mu uwierzy, czy nie? Nieraz tak w filmach jest. Oglądamy i „czy ktoś mu uwierzy”, prawda? I właśnie tu była córka. Tu chodziło o córkę.
Córka bardzo się zmieniła. Nie chciała w ogóle z nimi rozmawiać. Zamknęła się. Mówiła, że chyba będzie szukała pomocy gdzieś na zewnątrz. Zaczęła się ubierać w ogóle na czarno. Jak weszłam do jej pokoju, to powiedziałam „dzień dobry”. Ona mi nie odpowiedziała. W jakimś transie była przy swoim biurku i rysowała. Miała same czarne kredki i rysowała czarne postacie. Takie groźne czarne postacie.
I w tym pokoju ona miała u góry drzwiczki i tam był taki stryszek. I ona mówi: „Iza, tam cały czas te drzwiczki się otwierają”. Mąż gwoździami zabił te drzwiczki, żeby się nie otwierały, bo mówi: „Wyczuwamy, jakby tam jakieś zło wychodziło”. Bo to, muszę powiedzieć, był stary dom. Dostali w spadku po kimś i sobie wyremontowali. To był stary dom. I mówi: „Gwoździami zabił te drzwiczki, żeby się nie otwierały, a one i tak się otwierają”. Były takie sytuacje, mówi: „Iza, gwizdy, hałasy, jakby ktoś klaskał w ręce”. Mówi: „Śpię z córką, bo przyjechała rodzina, to poszłam spać do swojej jednej córki”. Jeszcze była młodsza córka.
Mówi: „Trzy śpimy. Nagle młodsza córka mnie budzi: »Mamo, mamo«”. A tutaj normalnie słyszy głos taki nieciekawy: „Julia! Julia!” i tak jakby wzywał tę dziewczynę. Ta energia normalnie tę dziewczynę jakby wołała, nawoływała. Mówi: „Iza, ja jestem w takim strachu, że to się w głowie nie mieści”. Oczywiście pies też wyczuwał. Zwierzęta oczywiście wiemy, że wyczuwają. I ja odprowadziłam tę energię. I pamiętam wtedy jeszcze, to był początek mojej działalności i nie poprosiłam wtedy mojego przewodnika, bo zaczęłam prosić od pewnego momentu.
Teraz już go zawsze proszę dla bezpieczeństwa, żeby ten ktoś był odprowadzony. I pamiętam wtedy, że nie poprosiłam jeszcze wtedy przewodnika. Myślałam, że sobie sama poradzę. I ta energia, jak już weszłam tam, te drzwiczki otworzyli, drabinę mi taką przenieśli. Ja tam weszłam do tego małego schowka. Tam zaczęłam robić odprowadzenie. W tym momencie żarówka pękła jakby na mak. Nie tyle zgasła, bo zgasła, ale się rozwaliła ta żarówka. Dlatego ten przewodnik jest taki istotny i ci aniołowie też. Bo jednak człowiek jest tylko człowiekiem.
Myślałam, że odprowadziłam, a to się okazało tak, że przyszłam do domu swojego własnego. Nie powiedziałam swojej rodzinie, gdzie byłam, żeby nie wpływać na nich w ogóle. Też mam córkę, która ma predyspozycje takie jak ja. I Ola mi mówi na drugi dzień, jaki miała ogromny horror w nocy. Opowiada mi go. I właśnie te czarne postacie. I mówię: „Kurczę, przyszło za mną”. Nie chciałam o tym mówić, żeby nie wystraszyć mojej rodziny. Po prostu zrobiłam odprowadzenie już takie poważniejsze. Już nie sama wtedy.
Żeby odprowadzić z mojego własnego domu. Dlatego wiem, jakie to jest ważne odprowadzenie, żeby ktoś za nami nie przyszedł do domu.
[01:31:27] - Chciałam cię jeszcze o jedną rzecz zapytać, bo kiedyś podczas jednej z audycji powiedziałam rzecz, której uczyła mnie moja babcia: że w takich momentach, kiedy czujemy niepożądaną obecność, można powiedzieć, czy mentalnie, czy na głos: „Proszę cię, odejdź. Ja się ciebie boję i nie rób mi tego. Odejdź”. Babcia to tak tłumaczyła. Pamiętam, że bardzo często te osoby, które pojawiają się w domach, to są osoby z rodziny i taka osoba zrozumie naszą prośbę i rzeczywiście jest duże prawdopodobieństwo, że odejdzie, ponieważ nas kocha, dobrze nam życzy i być może nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wstrząsający jest jej widok czy jej obecność dla osób żyjących. Kochanie, tylko dokończę. Wyobraź sobie, po tej mojej wypowiedzi sporo osób bardzo krytycznie do tego podeszło i usłyszałam, że tak nie powinno się postępować, ponieważ możemy dać tym niechcianym, tym złym postaciom, duchom jeszcze większy asumpt do tego, żeby nas nękały. Bo jak przyznamy się, że się boimy, to możemy spotęgować te ataki mentalne. Powiedz mi, co ty myślisz w tej sprawie? Jak ty się do tego odnosisz?
[01:33:50] - Beatko, moje zdanie jest takie, że wchodzę z miłością i zero strachu, bo wiem, że duchy nas czytają i wyczuwają i wiedzą, jeżeli my się boimy. One wiedzą o tym i dlatego nigdy, jak to się mówi, nie mogę się bać. I tak jak właśnie pytasz: „Czy odejdźcie, bo się ciebie boję?” Ja bym tak nigdy nie powiedziała. Ale słyszałam właśnie od starszych ludzi, że nieraz prosili. Ale teraz z mojego doświadczenia, to przecież nie wiemy, czy ten duch potrafi sam odejść, czy nie. Miałam takie historie, że duch przeszedł od jednej siostry, poszedł do drugiej, u jednej się skończyło, u drugiej się zaczęło dokładnie to samo. Więc najważniejsze wydaje mi się, według mnie, odprowadzić po prostu tego ducha.
[01:34:38] - Moja babcia dożyła prawie 97 lat, była bardzo przytomna do końca i zawsze traktowałam ją jako niezwykle mądrego człowieka, więc ja to stosowałam w kilku momentach w swoim życiu, ale też oczywiście w momentach, które dotyczyły mnie osobiście, a nie kogoś z zewnątrz, gdzie mogłam się spodziewać, czy wręcz wyczuwałam, kim jest ta istność. I wtedy tak mówiłam. Czy one nas czytają? Myślę, że i tak, i nie. Że być może tutaj jest taka sytuacja, jakby to ująć, że duch kogoś bliskiego, który po prostu nie potrafi odejść, czy zagląda w naszą rzeczywistość z tęsknoty, to jest zupełnie inna sytuacja niż ta, w której przychodzi ktoś obcy. I tu chyba nie do końca można to samo kryterium stosować. Chcę przez to powiedzieć, że jeśli to jest dusza długo pozostająca właśnie między światami, to ona może ma lepszą orientację w tym, co się dzieje, czyli bardziej rozumie, jakie wywołuje wrażenie na osobach, przy których się manifestuje. Natomiast ktoś z bliskich, kto dosłownie kilka dni czy może kilka tygodni wcześniej odszedł, może nie mieć tej świadomości. Albo inaczej, jego świadomość jeszcze może być ciągle w takim stanie, że on nie odróżnia swojej sytuacji i tych wszystkich zmian, które zaszły. Wiesz, co chcę powiedzieć?
Że byłam kochaną babcią.
[01:37:25] - Tak, rozumiem cię. Tak.Tak. Ja tak patrzę z punktu swojego może, ale teraz rzeczywiście jest tak, jak na przykład moja siostra mówi, że jak tylko czuła, że tata nasz gdzieś koło niej się kręci swego czasu czy jej się przyśnił, to ona mówi: „Tato, nie przychodź do mnie i nie śnij mi się, bo ja się ciebie boję”. I zawsze pamięta. Siostra zawsze to powtarza, że mu mówi: „Nie przychodź do mnie”. Do mnie, mojej siostry, tata przychodził bardzo wiele razy w takiej pięknej postaci i ja aż tego, powiem szczerze, pragnęłam. To już 13 lat temu się zadziało. To było naprawdę piękne. Takie właśnie przekazy telepatyczne, które mi przekazywał i w jakiej formie się pokazywał. Jak on wyglądał, to wyglądał bardziej żywy jako duch niż za życia, że tak powiem.
Naprawdę to było coś pięknego. Ale masz rację, ja wiem, o co ci chodzi, Beatko. Tak, nie każdy się zajmuje przecież tym, czym ja się zajmuję czy ty, Beatko, i ktoś, pomimo że kochał i wszystko było okej z tatą, z mamą czy z kimś, nie chce po prostu tego, bo się po prostu boi.
[01:38:36] - Ja tak pozwoliłam sobie zapytać ciebie, bo bardzo ostro niektóre osoby zareagowały na tę moją wypowiedź, że to wzmaga niebezpieczeństwo i tak dalej, ale trzeba pewne sytuacje odróżnić. Kiedy dzwoni do mnie znajoma i mówi: „Słuchaj, cały czas córka mówi, że widzi babcię” – czyli mamę tej osoby – „że widzi babcię, że babcia z nią próbuje rozmawiać, że babcia stoi w pokoju, że jej się przygląda i tak dalej”. I ona oczywiście zaraz cała lista: bo to trzeba odprowadzić, bo tu trzeba to jeszcze zrobić, zaraz księdza wezwać, po prostu uruchomić. Ja mówię: „Wiesz, zrobisz, jak zechcesz. Możesz jeszcze i po straż pożarną zadzwonić. Ale czy najprostszą rzeczą wobec osoby, która uwielbiała swoją wnuczkę nad życie, to było jej oczko w głowie i teraz ona przychodzi i czy my musimy od razu egzorcyzmy, uwalnianie?” Ja mówię: „Po prostu stań w pokoju twojego dziecka i powiedz: Mamo, nie przychodź. Mamo, kochamy cię, dziękujemy ci za wszystko, co dla nas zrobiłaś, ale nie przychodź, bo Nastusia się ciebie boi”. I w tym momencie, kiedy ona to zrobiła, to wszystko ustało. Więc o to mi po prostu chodziło. Ja chciałam to jeszcze raz wyjaśnić, że w takich sytuacjach, kiedy naprawdę są takie relacje z bliskimi ludźmi, najprościej jest w taki sposób zareagować.
[01:41:05] - Tak. Do bliskich jak najbardziej możemy tak powiedzieć. Jeżeli tak czujemy, to oni nas zrozumieją. Na pewno.
[01:41:12] - Zaglądam tutaj do naszej korespondencji, ale myślę, że tutaj właściwie do wszystkiego się już odniosłyśmy. Podsumowanie jest takie, że z jednej strony trzeba po prostu żyć uważnie i obserwować to, co się wokół nas dzieje, a z drugiej strony racjonalnie też odnosić się do pewnych sytuacji, bo wiadomo, że można popaść w obłęd, doszukując się jakichś paranormalnych zjawisk wokół siebie. Myślę też, że chyba najważniejszą rzeczą, która wszystkim nam by się przydała, to taka choćby pięciominutowa, ale codzienna, krótka medytacja, wyciszenie. Wtedy łatwiej jest odbierać te komunikaty i to, co dzieje się wokół nas. Tak ja uważam. I cóż, myślę, że zdrowy rozsądek, czyli to szkiełko i oko można połączyć z tym, co nazywamy czuciem. Iza?
[01:42:56] - Dokładnie tak. Zdrowy rozsądek.
[01:42:59] - Jakąś miarę trzeba przykładać właściwą do pewnych rzeczy. Ja zawsze mówię tak żartobliwie, że gdyby było 100 osób w jednym miejscu i jedna mrugająca żarówka, to ja będę tą 99. dopiero w kolejności, która pomyśli, że to może być sprawa paranormalna.Bo po prostu takie mam podejście. Ale może jeszcze kilka słów gdybyśmy mogły tutaj zamienić na temat reakcji zwierząt na pewne zjawiska, które zwykle w drugiej kolejności dopiero stają się odczuwalne dla ludzi.
[01:43:58] - To jest dla mnie pytanie. Oczywiście, że tak. Często psy, jak i koty odczuwają obecność duchów. To wiemy, nieraz ktoś mnie wzywa i mówi: „Iza, mam wyremontowany dom, dostałam po przodkach, ale pies mój stoi przy schodach i szczeka cały czas i wiem, że tam ktoś musi stać, ale ja go nie widzę”. Przybyłam, taka historia była i była tam kobieta z dzieckiem, która stała na tych schodach i ten pies widział. Pamiętam, jak mój tata umarł i przyszedł w odwiedziny, wszedł do pokoju czy wpłynął i mój pies york, który śpi koło mnie, w tym momencie za żadne skarby by nie wyszedł z pokoju. To jednak wyczuł energię, że jest duch i po prostu wybiegł. Powiem ci takie historie, że na przykład w pewnym domu się działy straszne rzeczy, przez tego pana, który tam wywoływał duchy i na cmentarze chodził, jakieś rytuały robił. Bardzo to była ciężka sprawa, ale pies tej pani — ta pani była zaatakowana parę razy, była atakowana na ciele i popychana i miała właśnie siniaki, zarysowana była i te ugryzienia były. Ja tu jechałam, pamiętam, bardzo długo do niej.
Miała takiego fajnego psa i mówi: „Iza, ja wiem, że ten pies mnie broni”. Później jak przyjechałam do niej, to ten pies miał połamane wszystkie nogi. Pies leżał na wersalce i miał połamane wszystkie nogi. Sobie możecie to wyobrazić. Po prostu bronił tą swoją panią. Przynajmniej tak powiedziała, ja po prostu w to uwierzyłam, tak przekazuję, ale tak mogło być, bo psy przecież kochają nas miłością bezwarunkową.
[01:46:01] - Ja mam wiele historii o zwierzętach reagujących na orby i reagujących bardzo gwałtownie. Myślę też, że ten związek z naturą, którą mają zwierzęta, jest nieprzerwany. Bo my jesteśmy przeintelektualizowani wszyscy. Żyjemy często w odcięciu od natury i to rodzi pewne konsekwencje. Natomiast zwierzęta mają ten kontakt i być może tak jak szaman musi się wprowadzić w pewien trans, w pewien odmienny stan świadomości, o tyle zwierzęta mają to jakby spontanicznie. Naturalnie czują takie rzeczy i w tym sensie ich zmysły są o wiele wrażliwsze od naszych. Myślę, że to chyba się stąd bierze. Na to stawiam w każdym razie, bo nie jest to kwestia fizycznych oczu na pewno i tylko. To jest kwestia tego, czy świadomość jest gotowa na taki odbiór, czy nie, czy jest wyostrzona w pewnym zakresie, czy nie. Bo tak jak psy słyszą dźwięki, których nie słyszy człowiek.
To o to chodzi. Tak myślę, że to jest tą podstawą. Zatem na pewno nie należy lekceważyć zachowania naszych czworonożnych przyjaciół, takiego jak opisałaś przed chwilą. Aczkolwiek też trzeba mieć świadomość, że — przynajmniej ja z takim przypadkiem się spotkałam — gdzie ludzie uważali na granicy pewności, że w ich domu jest duch. A na jakiej podstawie? Na takiej, że pies o pewnej porze zaczynał się bardzo dziwnie zachowywać, o porze nocnej oczywiście. Wskakiwał na łóżko starszego pana, piszczał i tak dalej. Ale jak żeśmy wszystko dobrze przeanalizowali i zastanowili się, to można to było bardzo prosto wytłumaczyć. Pan miał problemy z sercem, bardzo źle sypiał, w nocy miał krótkie bezdechy i najprawdopodobniej zwierzę reagowało na to, co działo się z jego właścicielem. Słyszał, że ten oddech jest niemiarowy, być może zmieniał się też zapach tego człowieka i zwierzę bardzo źle reagowało iCyklicznie występowały takie incydenty.
Później, kiedy pan przeszedł operację serca i wrócił do formy, nagle wszystko się skończyło. Czasami wydaje mi się, że łatwiej nam jest powiedzieć: „Być może to jest jakiś duch, być może to jest jakaś energia, która mnie nęka”, niż poszukać nie tylko racjonalnych rozwiązań danych kwestii, ale poszukać odpowiedzi choćby w samym sobie. Czy jesteśmy w porządku? Czy mamy tak zwane wyrzuty sumienia, które mogą nas dręczyć i wokół tego tworzymy historię? Śmiem twierdzić, że czasami idziemy w tym względzie na łatwiznę. Powiedz mi jeszcze na zakończenie, Izuniu, czy ty masz taką sprawę, którą uważasz za swój największy sukces?
[01:51:05] - Tak. Za największy sukces. Nie powiedziałam w ogóle o tej sprawie. Jeżeli mamy minutę, to mogę jeszcze powiedzieć.
[01:51:15] - Ależ myślę, że minuta będzie.
[01:51:17] - Możemy tę minutę troszeczkę jeszcze rozciągnąć w miarę możliwości w razie potrzeby.
[01:51:24] - O, dziękuję. To była historia taka: jechałam pod Wrocław do młodych ludzi, mieli małe dziecko. I takie historie właśnie, obrazy zlatywały. Nowy wybudowany dom. Obrazy spadały, krany się odkręcały, woda leciała sama, łazienki zaczynały się zamykać od środka. Strasznie się wystraszyli tego wszystkiego, bardzo się bali. Ja przyjechałam do nich, weszłam sobie do nich na strych. Pamiętam, jak ten młodzieniec, ten młody mężczyzna zaniósł mi wielką latarkę. Mówi: „Iza, przepraszam, nie mamy tu oświetlenia, ale ona jest niezawodna”. Tak mi zapalił i mówi: „Ale ja schodzę”.
Ja mówię: „Oczywiście, nie musisz tu ze mną być”. I ja zobaczyłam trzy postacie na tym strychu. Trzy kobiety. Tam dużo się działo rzeczy, tak w skrócie największym, że tak jakby waliło coś w dach i oni bali się, mówi: „Nowy dom”. Takie odgłosy dziwne, nie wiadomo co. Ja zobaczyłam trzy postacie. To były trzy kobiety. Trzy kobiety, które krzyczały: „Gdzie są nasze dzieci? Gdzie są nasze dzieci?” Ja od mojego przewodnika się dowiedziałam, że te dzieci nie żyją. Jeszcze wracając do tej latarki.
W tym momencie oczywiście ta latarka zgasła niezawodna, ciemno się zrobiło. Ja je zobaczyłam i one krzyczały: „Gdzie są nasze dzieci?” Przewodnik mówi: „Nie żyją”, więc ja automatycznie do nich mówię telepatycznie: „Wasze dzieci nie żyją. Ja was odprowadzę tam, gdzie są wasze dzieci, bo tutaj ich nie ma”. I otworzyłam kanał energetyczny z moim przewodnikiem. Przeprowadziliśmy te kobiety. One wbiegły tam, ja muszę to powiedzieć, wbiegły. One wyglądały jak takie dwumetrowe postacie, jakby zarzucić białym prześcieradłem na każdą z nich z oddzielnie. Normalnie takie jak duchy. Typowo normalnie takie duchy. I tak szybko to się wszystko skończyło.
Przyjechałam do domu, byłam bardzo zmęczona. Mówię: „Muszę się położyć na chwilę spać”. Bo jednak takie rzeczy, nieraz krótkie, ale bardzo pobierają tej energii. Człowiek jest zmęczony. I mam wizję. Patrzę, mam tę wizję w półśnie. Patrzę, widzę las. Widzę wielki dół wykopany już wcześniej. Było to wszystko zaplanowane. Widzę dół.
Widzę wielki dół wykopany i widzę trzech małych chłopaków, takich pięć, sześć lat. To byli właśnie ci synkowie tych pań. Widzę, jak zostali po prostu zamordowani. Widzę, jak postać mężczyzny wrzuca ich do tego dołu takich półżywych. To było bardzo dla mnie silne i bolesne, bo nie mogłam się przez długi czas pozbierać po tym. Zasypał ich tą ziemią. Wiedziałam, że już tam na pewno zginęli. I taka informacja przyszła. Nigdy nie zostali odnalezieni. Nie wiem, po co dostałam tą wizję tak naprawdę, tobym jej nie chciała, ale dostałam.
Nie wiedziałam, że będzie dalsza część tej historii. I później, gdzieś za rok oni się znowu odzywają, bo później napisali mi, że wszystko się skończyło. Nie ma takich hałasów, dźwięków, cisza jest, wszystko przeszło. To ja się ucieszyłam z tego powodu. Rok minął. Znowu z Wrocławia dzwonią, że inaczej się coś dzieje. O co chodzi? Ich córka miała wtedy rok i miesiąc, dwa zaczęła chodzić i wystraszyli się, bali się, że tej córeczce się coś stanie. Mówią tak: „Idzie, idzie i nagle jakby podmuch wiatru za plecami i ona jakby popchnięta była i się tak przewracała”. Takie dziwne miała upadki.
Oni się wystraszyli. Teraz są takie czasy, że właśnie młodzi śpią w jednym pokoju, małe dziecko w drugim. Te nianie elektryczne. Jak oni usłyszeli dziwne dźwięki, szepty jakieś takie charczące, włosy dęba im stanęły, jak to mówili. Dziecko wzięli do swojej sypialni i wtedy czekali właśnie na mnie, aż ja tam przyjadę. Nie wiedziałam wtedy, o co chodzi, ale to właśnie jest ciąg dalszy. Ja po prostu wchodząc do tego domu, usłyszałam już telepatycznie szept małych dzieci. Dzieci mówiły do mnie: „Dzieci, boimy się. Tutaj on jest”. Ja mówię: „O kurczę, co tu jest?” „Czego on chce?”Czego on chce?
Bo one mówiły: on. Wiemy, że silne energie potrafią niestety przytrzymać słabsze energie. To jest przykre, ale niestety tak jest, że nieraz uwalniamy, dopiero te słabsze energie są uwolnione. Odprowadzimy ciężką energię i są wtedy uwolnione te, które przytrzymuje taka energia. To były energie małych dzieci i one się boją, uciekają. Ja mówię: „Czego on chce?” On chce jej. Usłyszałam imię dokładnie tej dziewczynki, która miała rok dwa miesiące. Mówię: „O kurczę”. Przeszłam oczywiście cały dom, okadziłam i idę z powrotem na ten strych. Nadal nie ma tego oświetlenia, jak to mówiłam, chociaż i po ciemku chodzę.
Mówią: „Iza, nie mamy oświetlenia”, ale teraz mam jeszcze lepszą latarkę. To jest trochę humorystyczne, ale ta to już na pewno nie jest zawodna. Ale nic, wchodzę na ten wielki strych. On mi tę latarkę postawił, ten mężczyzna. Ja otwieram kanał energetyczny i proszę wszystkie te dzieci, żeby przybyły i od razu je przepuszczam. Od razu te dzieci, te małe dzieci, te dusze tych dzieci. Wyczuwam od razu, że przybywa ktoś, kto jest dla mnie niemiły. Ktoś, kto chce mi zagrozić. W tym momencie oczywiście gaśnie mi latarka, gaśnie mi świeca, którą mam zawsze. Wszystko mi gaśnie.
Po prostu ciemność jest niesamowita i zaczynamy walczyć swoją energią. On na mnie wpływa, ta energia. Miałam dwa razy w swoim życiu tak, że chyba będę uciekać. To wtedy też tak było, że wszystkie włosy stanęły mi dęba. Wpłynął na mnie takim strachem, że się tak strasznie wystraszyłam. Mówię: „Chyba będę uciekać”. Ale znowu myśl druga: „Przecież nie po to tyle tu jechałam, że będę uciekała”. Oczywiście zatopiłam się, jak to się mówi, w miłości, swojej bańce, że nie pozwolę, żeby ktoś tutaj cokolwiek mnie chciał zrobić różnymi takimi sposobami. Zobaczyłam w pewnym momencie, on już zaczął słabnąć. Ta energia tego mężczyzny zaczęła słabnąć i zobaczyłam starca.
Zobaczyłam łańcuch, który ma między nogami. To jest taki symbol, że ktoś ma problem. Taki symbol problemu. Bo ja mówię: „Ja też ciebie odprowadzę”. Dlaczego nie? Ja nie będę tutaj go oceniać, bo wiedziałam, że on niekoniecznie te dzieci, które były, bo on je przytrzymywał. Ale wiedziałam, że on to był ten morderca, który zabił tamte dzieci. To jest naprawdę bardzo ciężka historia. Tę trójkę chłopców. Później sam umarł i szukał niestety tam, gdzie odchodziły małe dzieci.
On przytrzymywał te duszyczki tych dzieci. Ja powiedziałam, że go też chcę przeprowadzić, a on mi odparł, że on by chciał przejść, ale on się boi tego, że ktoś go tam osądzi. Tego sądu ostatecznego się bał. Bał się przejść. Ja już nie chcę mówić tutaj, co ja tam mu powiedziałam, bo niektórzy by mogli powiedzieć, dlaczego tak do niego. Za dobrze powiedziałaś coś. Nie chcę też tej oceny, ale go odprowadziłam i się skończyło wszystko. Czyli ta dziewczynka mogła spać już w swoim pokoju. Nie było tych hałasów, dźwięków i dalej już ci ludzie funkcjonują w spokoju. Ale miałam satysfakcję, że po prostu pomogłam tym dzieciom.
To jest moja największa historia, gdzie mam najwięcej satysfakcji.
[01:59:12] - Piękna historia mówiąca też o tym, że idąc w takie miejsce nie zawsze wiemy albo inaczej nie jesteśmy w stanie przygotować się na wszystko.
[01:59:26] - Tak.
[01:59:28] - Nie ma takiej możliwości, ponieważ zawsze pojawiają się jakieś dodatkowe aspekty albo przynajmniej bardzo często i mogą być one i pozytywne, i negatywne. Ale powiedzieć, że idę tam w to miejsce i jestem gotowa na wszystko, to jest bzdura. Ludzie też myślę czasami mają nadmierne wyobrażenie po obejrzeniu niektórych filmów typu właśnie „Amityville” i tak dalej, że my tu musimy wszystko zrobić, wszystko umieć i być gotowym na wszystko. A tak nie jest, bo nawet ci najsilniejsi egzorcyści też czasami się poddają. Ja muszę się przyznać, że też miałam kiedyś taki przypadek, gdzie po coś zupełnie innego byłam w tym miejscu, po prostu żeby posprawdzać pewne rzeczy. Przede wszystkim pod kątem takim radiestezyjnym. Czy wszystko w tym budynku, w tym domu jest wszystko w porządku. To było we Włoszech. Potem się okazało, że tam przy jeziorze, było takie jezioro niedaleko tego domu, na środku była wyspa i tam po prostu powieszono dwie kobiety, które były podejrzewane o uprawianie czarów. One po prostu były córkami, można powiedzieć, takiego cyrulika farmaceuty.
Chyba na ich nieszczęście ten ojciec dopuszczał ich do wiedzy i te młode dziewczętaMiały tak ogromną wiedzę, która dla całej reszty była zaskakująca. W dodatku oni mieszkali we Włoszech. Z tego kontaktu z nimi wywnioskowałam, że to byli Holendrzy. Oni też byli protestantami i to wszystko razem spowodowało, że stali się kozłem ofiarnym w tej miejscowości. Najciekawsze było to, że później dowiedziałam się, że rzeczywiście na tej wyspie na tym jeziorku — to żadna spektakularna wyspa, nic nadzwyczajnego — mówiono, że tam straszą czarownice. I co najlepsze, jedna była taka historia, że ponoć podczas kiedy Włosi zaczęli niestety faszyzować i skłaniać się ku tym nurtom, które były bliskie faszystom niemieckim, to różne rytuały były na tej wyspie odprawiane. Potem nikt nie chciał tam pływać, nikt nie chciał w ogóle tam przebywać. Dopiero po latach, jak już okoliczna ludność nieco wymieniła się pokoleniowo, ludzie zaczęli zapominać i ona znowu zaczęła być w jakiś sposób używana do wypoczynku. Ta wyspa pośrodku tego jeziora. Także po coś zupełnie innego przybyłam.
Co innego się wydarzyło i w sumie krzywda mnie żadna nie spotkała przy tym, ale gotowym trzeba być na różne rzeczy i dobre, i złe. Cóż, myślę, że to jest temat niewyczerpalny. Kopalnia po prostu wielu doświadczeń. Dziękuję ci, Izabelo, że po raz drugi byłaś z nami.
[02:04:17] - Tutaj się jeszcze takie potencjalnie kontrowersyjne pytanie pojawiło pod newsem dosłownie przed chwilą: „Czy pani Iza próbowała kiedykolwiek przywołać kogoś z katastrofy smoleńskiej i czy słyszała o tym, że wszystkie medium dostały zakaz zagłębienia się w ten temat od panów w czerni?”
[02:04:38] - Powiem szczerze, że w ogóle nie jestem w tym temacie i nie starałam się w ogóle z nikim skontaktować z tej wielkiej tragedii i nie wiedziałam o tym, że jest zakaz. Nie wiedziałam o tym. To dziwne. Bardzo to dziwne.
[02:04:54] - Ja nie miałam wyboru. Samo przyszło w sprawie tej katastrofy. W sumie miałam pięć takich bardzo wyczerpujących dla mnie snów, ale ja nie upowszechniam tej wiedzy. Nie ze względu na panów w czerni, tylko ze względu na to, że nie chcę dotykać spraw politycznych i mam do tego prawo, żeby pozostać tutaj osobą neutralną i poza tą linią polityczną. Nie chcę dotykać tych spraw i wolałabym, żeby to do mnie nie przyszło. I powiem w ten sposób: wydaje mi się, że Polacy są już wystarczająco strąceni. Także może z jednej strony, skoro te przekazy się pojawiają, to ktoś powie, że jest pewien obowiązek ich ujawnienia. Są osoby, które swoje rzeczy ujawniały. Ja po prostu wyszłam z założenia, że tak jak wspomniałam, już jesteśmy Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Nie będę dokładać do tego stosu.
On się już wystarczająco dobrze pali. Tyle z mojej strony, jeśli chodzi o katastrofę smoleńską. Nie wiem, czy jest tam jeszcze jakieś pytanie, czy będziemy kończyć.
[02:06:51] - Tutaj jeszcze jakieś pytanie widziałem, ale to już chyba była kwestia, do której się panie odniosłyście. Prośba o pomoc. Tutaj oczywiście przesłałem e-mail słuchacza do pani Izabeli również. I właściwie mamy tutaj same powitania. „Witam z Norwegii.” Pozdrawiamy! „Witam również z zimnej Norwegii.” W Norwegii mamy dużo słuchaczy. Na całym świecie, praktycznie nawet w Stanach Zjednoczonych nas słuchają. Nie widzę tutaj żadnych nowych pytań.
[02:07:27] - Mamy tą możliwość, że kiedy nazbierają się nowe tematy, nowe kwestie, zawsze możemy zrobić kolejną audycję. Dzisiaj myślę, że wystarczająco dużo zostało powiedziane. Mam nadzieję, że przekazałyśmyCoś ciekawego i coś dla państwa wartościowego. Jeszcze raz przypominam o tym konkursie. Można grać o książkę i myślę, że warto, bo to kawał rzetelnego materiału z badań paranormalnych. Myślę też, że w razie potrzeby i w razie państwa życzenia zrobimy audycję i zaprosimy Izabelę. Będziecie państwo mogli zadawać pytania i spędzimy wspólnie czas na ciekawej rozmowie. Izabeli bardzo serdecznie dziękuję, że była dzisiaj z nami.
[02:08:47] - Ja bardzo dziękuję za zaproszenie Marku i Beatko. Bardzo dziękuję za udział w tej audycji.
[02:08:54] - Dziękujemy za takie informacje z pierwszej ręki, świeże i od osoby, która jest praktykującym i kobietą pracującą, która żadnej pracy się nie boi, w tym pracy w terenie też. Bo to jest bardzo ważne, że ty masz tą pogodę ducha w sobie, że masz wewnętrzną siłę, która cię prowadzi i pozwala ci w różnych bardzo trudnych okolicznościach dać sobie radę i pomóc wielu osobom. Także ja Markowi dziękuję za wspólny program, tobie za dzisiejszą obecność. Państwu, którzy zechcieli być z nami, dziękuję za to, że towarzyszyli i życzę wszystkim dobrej nocy.
[02:09:46] - Dziękujemy również. To była audycja „Debata Niekontrolowana” z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów”. Rozmowę jak zawsze poprowadziła Beata Kamp-Pawel Ada Etelman z bloga Biuro Duchów. Polecamy przy okazji państwa uwadze owego bloga www.biuroduchow.pl. No i oczywiście książkę „Opowieści z Biura Duchów”. Naszym dzisiejszym gościem była medium spirytystyczne i doradca duchowy pani Izabela Kijak. Tutaj również bardzo serdecznie dziękujemy. Jeżeli ktoś zechciałby się skontaktować, to w jaki sposób może to zrobić?
[02:10:23] - Ja bym mogła podać maila i mój numer telefonu, czyli izabellakijak@gmail.com i telefon 501 601 457. Zapraszam.
[02:10:36] - Dziękujemy bardzo. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” z Radia Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium oraz oczywiście w kolejnej „Debacie Niekontrolowanej” z cyklu „Z wizytą w Biurze Duchów”, której temat oraz termin już niedługo podamy na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na łamach bloga biuroduchow.pl. A więc raz jeszcze dziękujemy za uwagę i do usłyszenia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl.