[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” – o książkach do czytania i do rozmawiania. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Z leciutkim, ale to naprawdę leciutkim poślizgiem startujemy z dzisiejszym „Bibliotekarium”. Na żywo mamy piątek, 22 listopada 2019 roku. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. A ja tradycyjnie, zanim przekażę głos do Bydgoszczy i powiem magiczne „halo, halo, Bydgoszcz”, po którym być może, a być może nie, nastąpi słynne „dziękujemy, dziękujemy”, podam kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj tematem przewodnim będzie nie jedna książka, ale twórczość jednego pisarza, a tym jednym pisarzem będzie Edgar Rice Burroughs. Kontakty do Radia Paranormalium to oczywiście numer telefonu 530 620 493. Można także oczywiście wysyłać SMS-y. Można również dzwonić na nasz numer stacjonarny 32 746 00 08.
Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu czy też na GG, jak to się teraz nazywa, 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i Rubieże rzeczywistości – chyba tak się ta grupa nazywa z tego, co kojarzę. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz przyszedł czas na magiczne „halo, halo, Bydgoszcz”.
[02:21] - No i cóż ja mam powiedzieć? Właściwie powinienem powiedzieć „dziękujemy, dziękujemy”, ale to już się zgrało. To już tak nie bierze jak wcześniej. W związku z tym powiem „dziękuję” pojedynczo. A ty, Wiktorze, jesteś z nami? Jesteś.
[02:36] - No jestem.
[02:36] - Po dwutygodniowej absencji.
[02:39] - Ciałem i duszą.
[02:40] - Tak jest, ciałem i duszą. Ja w twojej osobie witam niezwykle uniżenie szanowną inkarnację.
[02:49] - No dzięki bardzo.
[02:50] - Szanowna inkarnacjo, jesteś bardzo ważną inkarnacją, szczególnie dla dzisiejszej audycji.
[02:57] - Wiktor jest z nami dzisiaj ciałem, duszą i papieruszą, ale ta papierusza poza anteną prawdopodobnie już się zapali.
[03:06] - Ta papierusza się może zapali, ale Wiktor jest poza tym szacowną inkarnacją dzisiaj. Nikt jeszcze nie wie, o czym mówimy. To ja za chwilę tajemnicę zdradzę. Otóż kiedy dwa tygodnie temu proponowałem wspólnie z Wiktorem audycję o Edgarze Rice'ie Burroughsie, to nie wiedziałem, że Wiktor jest szacowną inkarnacją. Otóż tak się złożyło, że kiedy zacząłem przeglądać życiorys – warto zawsze życiorys bohatera audycji przejrzeć – dowiedziałem się, że Burroughs urodził się 1 września 1875 roku. To nie jest informacja szczególnie ekscytująca. Ale idźmy dalej. Otóż jak się urodził, to musiał umrzeć. I rzeczywiście zmarł w Los Angeles 19 marca 1950 roku. Tego samego dnia w odległej Polsce urodził się Wiktor Żwikiewicz.
[04:13] - Dlatego w imieniu Burroughsa witam wszystkich naszych słuchaczy, bo poczuwam się trochę do spadkobierstwa tego wielkiego pisarza. I coś w tym zapewne jest. Oczywiście ja przygodowych książek nie napisałem, natomiast całe życie traktowałem jako wielką przygodę i każde pisanie również traktowałem jako wielką przygodę. A kiedy znowuż Marek mi proponował, żeby poświęcić audycję Burroughsowi, to muszę wam powiedzieć, że ja sobie przemyślałem sprawę i wymyśliłem coś takiego: że jak się mówi o przeszłości, o tej flocie pirackiej różnych autorów, którzy budowali swoje szkunery, jakieś takie śliczne, smukłe, czyli tworzyli wielką flotę pisarską, to ich jest bardzo wielu. Bardzo wiele książek, bardzo wiele wspaniałych charakterów, bardzo wielu pisarzy. Ja mówię o tym XX wieku tego rozkwitu przygodowej literatury. Fantastyka to jest dodatkowo tam. Przygodowej literatury. Otóż jak sobie pomyślałem, jak wyglądał okręt flagowy tej floty pisarskiej, to przyszło mi do głowy, że Marek może mieć rację, proponując tego Burroughsa na tapetę, bo Burroughs tak naprawdę był-
[05:54] - Na tapet? Nam zwrócą uwagę na tapet. To jest ten tapet.
[05:58] - Bo ona nie może być tapetą?
[05:59] - Nie, to jest ten tapet.
[06:00] - Ale to co one mają na twarzy?
[06:02] - Na stole prezydialnym leży tapet. To się nazywa to sukno.
[06:07] - Aha.
[06:08] - Bo nam później piszą, że my w ogóle-
[06:10] - Że brzydko się odzywamy
[06:11] - ... nie z tej planety jesteśmy.
[06:12] - Że tapeta, tak?
[06:13] - Oczywiście
[06:15] - Czyli ja teraz muszę mówić? Aha, nie zawsze mówię.
[06:19] - Coś leży na tapecie. To zgoda. A coś wziąć na tapet.
[06:24] - Aha. Na tapet.
[06:26] - Można jeszcze spróbować po francusku. Na tapete.
[06:31] - Na tapete.
[06:31] - Z takim francuskim akcentem.
[06:34] - Bardzo chętnie, bo i tak mi się to kojarzy z petem, więc od razu mi się robi w życiu miło. Natomiast zwróćcie uwagę, że to, co powiedziałem à propos Burroughsa, że to był tak naprawdę jeden i największy okręt flagowy literatury dwudziestowiecznej, przygodowej, w ogóle literatury dwudziestowiecznej. To nie jest taki przypadek. Otóż tych pisarzy, którzy się rozdrabniali, że tak powiem, w swoim indywidualizmie, było bardzo wielu. Powstały cudowne absolutnie książki, cudowne nurty. Dzisiaj jak my normalnie wymieniamy pisarzy, to będziemy wymieniali wszystkich: od H. G. Wellsa, przez Karela Czapka, po Stanisława Lema, Strugackich, Orwella. Wszystkich wymienimy, a nikt nie wymieni Burroughsa. Dlaczego?
Bo oni mieli te śmigłe szkunery. Oni wszyscy bardzo sprawnie i bardzo wdzięcznie pływali, przeskakiwali, spali na fale.
[07:53] - I bardzo literacko.
[07:55] - Literacko i tak dalej.
[07:56] - Byli tacy literaccy.
[07:58] - Natomiast cały kierunek tej floty tak naprawdę był prowadzony przez okręt flagowy, który sobie po cichu, spokojnie płynął w jedną stronę, ale od niego, na nim, że tak powiem, zbudowała się cała współczesna kultura massmedialna współczesnej cywilizacji. Dzieci żyją czymś, o czym nie wiedzą, że taki Burroughs istnieje. Ale wszystko, czym się interesują dzieci we współczesnych komputerach i tak dalej, to jest typowo burroughsowskie. To jest przygodowe, to jest bardzo barwne, bardzo żywe. U żadnego innego pisarza nie spotykamy takiej globalności, totalnej globalności, gdzie wszystko jest pełne przepychu, pełne wartości, pełne żywiołowości i tak dalej. A to jest w dzisiejszych grach komputerowych. To jest w dzisiejszym filmie najważniejsze. Nie dosyć tego, że ta tendencja jest najważniejsza, to jeszcze nagle się okazuje, że wiele rzeczy, na które wpadli pisarze mainstreamowi, że tak powiem, w tamtych czasach utonęło bez śladu albo utknęło w jakimś Morzu Sargassowym. Natomiast te burroughsowskie klimaty ciągną się dalej. Kto nie słyszał we współczesnym świecie o Tarzanie na przykład?
[09:45] - No właśnie chciałem ci przerwać na chwilę ten monolog. No kto nie słyszał? Dzisiaj to może już nawet nie wszyscy słyszeli, bo jest tyle ciekawych różnych filmów, że Tarzan mógł zniknąć w tym natłoku. Ale jeszcze moje pokolenie, które miało dwa programy w telewizji, z czego ten jeden lepiej odbierał, na ogół pierwszy i od czasu do czasu puszczano jeszcze przedwojenne filmy z Tarzanem. Znaczy nie z Tarzanem, o Tarzanie, z takim umięśnionym byłym pływakiem. Jak on się nazywał? Zapomniałem. Johnny Weissmuller bodajże tak się nazywał. Więc on tam odgrywał rolę Tarzana. Ale rzecz charakterystyczna.
Kino bardzo szybko wyczuło ten potencjał, jaki jest w twórczości Burroughsa. Bo Burroughs tak naprawdę, dzisiaj już nie jestem w stanie ustalić, jaką książką zaczął. Ale jedna rzecz jest pewna, że w roku 1912 ukazały się dwie jego książki. Jedna to był właśnie „Tarzan. Tarzan wśród małp.” Tak to po polsku się nazywało, ale też nosiło taki tytuł jak „Dziecko dżungli” lub „Tarzan. Król małp.” Różne wydania. Wtedy wydania były takie dosyć dowolne. Czasami nie był podawany nawet autor powieści, a czasami nawet nie był podawany tłumacz. Ważne było dzieło. No i to dzieło dosyć szybko się w Polsce pojawiło, ale zacząłem mówić, że pojawiła się pierwsza książka o Tarzanie w 1912 roku, ale pojawiła się również pierwsza książka z cyklu marsjańskiego, a mianowicie „Księżniczka Marsa”.
Czyli on niejako był taki wielozadaniowy. W jednym roku napisał dwie powieści, które rozpoczynają chyba najbardziej znane jego cykle, bo dzisiaj powiemy pewno o innych. Ale te dwa cykle o Tarzanie i o właśnie Marsie. Ale właściwie ten Mars to dzisiaj wychodzi ta seria w wydawnictwie ESSEF pisanym E S S E F, czyli ESSEF. Wychodzi jako Barsoom, bo Barsoom to w miejscowym języku było właśnie oznaczenie Marsa. Tak jak powiedziałem, w dawnym Solarisie czy dzisiaj w SF ten Barsoom chyba się cały w końcu ukaże, bo tych książek o Marsie troszeczkę było. Najpierw „Księżniczka Marsa”, później „Bogowie Marsa”, później „Wódz Marsa”, później „Thuvia z Marsa”, „Szachiści z Marsa”, „Władca umysłów z Marsa”, „Wojownik z Marsa”, „Miecze Marsa”, „Sztuczni ludzie z Marsa”, „Lana z Gathol” i „John Carter na Marsie”. To jest coś, czego nie zidentyfikowałem, bo to książka, która się ukazała w 1964 roku, a więc 14 lat po śmierci Burroughsa. Nie wiem, czy to jest jakaś składanka, czy jakieś opowiadania. Trudno, nie wiem, nie udało mi się ustalić.
Być może w SF się ukaże i wtedy się przekonamy. Wrócę do Tarzana. Otóż kino wyczuło potencjał, bo znowu przypomnę te czasy PRL-u, kiedy się oglądało. Był „Tarzan”, ale później pojawiały się kolejne przedwojenne filmy o Tarzanie i one w latach 70. wydawać by się mogło, że długo po tym, jak filmy o Tarzanie powstały, w dalszym ciągu gromadziły przed telewizorami. Być może to był skutek marnej oferty w PRL-u, ale gromadziły całe masy ludzi. O młodzieży, którą wtedy byłem, nie wspomnę, ale myśmy najbardziej przeżywali te przygody tarzanowe. To była pewna ekscytacja. Ten pohukujący, wyjący i przemieszczający się za pomocą lian po dżungli bohater to było coś, co się chciało oglądać. Widać od razu, że Burroughs miał żyłkę człowieka, który umie, chce, lubi opowiadać fajne historie.
On niespecjalnie rzeczywiście przejmował się poetyckością, literackością swoich dzieł. On po prostu opowiadał fajne historie. Tych książek wydanych w wielu cyklach dałoby się naliczyć dziesiątki. Uwierzcie mi państwo, to jest pewne osiągnięcie.
[14:46] - Jak mówisz, że dzisiaj nikt z młodych nie wie nic o Tarzanie. To nie jest prawda, Marku.
[14:53] - To prowokacja.
[14:55] - Poczekaj, prowokacja. Ja chciałem podkreślić to, że być może imię Tarzana jest dzisiejszym dzieciom obce. Natomiast tarzanowatość świata i naszej współczesnej kultury jest ewidentna. On ten kierunek wytyczył, on tę flotę w tę stronę pchnął. Na nim zbudowali. Nie tylko buduje się dzisiaj filmy czy gry komputerowe, ale również bez Tarzana tak naprawdę nie byłoby komiksu. To był jeden z pierwszych postaci typowo komiksowych, które komiks natychmiast łyknął i przywłaszczył sobie jako postać własną, naszą. Komiks „Tarzan” błyskawicznie przeskoczył z książki Burroughsa na tapetę komiksiarzy jako ich, bo on się pięknie sprawdzał. On tam dobrze wyglądał. On budził wyobraźnię.
Przede wszystkim był dynamiczny i spełniał wszystkie życzenia konsumentów.
[16:10] - Burroughs to także kwintesencja, a może nie kwintesencja, może raczej pierwociny i to, co później zaowocowało naprawdę masową kulturą. To widać w wielu aspektach. Powiedzmy sobie, on jest mistrzem kontynuacji. Co się pokazało po „Tarzanie wśród Małych”? Oczywiście pojawił się rok później „Powrót Tarzana”. Dalej, jaki był trzeci tom? „Tarzan. Król zwierząt” albo „Prawo dżungli”. Później oczywiście czwarty tom. Co to mogło być?
Oczywiście „Syn Tarzana”. Później już się zaczęło ciekawe zjawisko, bo Burroughs chyba wpadł mniej więcej w tym czasie na fajny pomysł, o którym zaraz powiem, bo się pojawiła książka o Tarzanie „Tarzan i klejnoty Oparu”. Dlaczego o tym wspominam? Bo jak będziemy mówić o następnych cyklach marsjańskim, podziemnym, czyli o Pellucidarze czy cyklu wenusjańskim, tam się odnosi wrażenie, a czasami ma się pewność, że on w pewnym momencie wpadł na pomysł, żeby te wszystkie swoje cykle połączyć. Zobacz, co się dzieje we współczesnej literaturze rozrywkowej. Też tworzone są olbrzymie cykle. Czasami pisze te cykle wielu autorów. W przypadku omawianego metra Goluchowskiego, kiedy on stworzył pewien zalążek pomysłu, ileś tam powieści wydał, a później ludzie pisali ten cykl. Burroughs był zaborczy i pisał sam, ale widać, że chciał te cykle połączyć. Marsjański, ten podziemny, pellucidarowski czy jeszcze ten tarzanowski.
Tam się gdzieś to ocierało. Myślę, że to w sumie fajny pomysł. Ja tylko przypomnę, że mniej więcej, to traktujcie państwo To mniej więcej z pewną tolerancją, ale przecież inny autor, który stworzył inną kultową postać, czyli Conana, Howard. Dobrze kojarzę? To on w tych czasach zaproponował swojego bohatera.
[18:49] - Tak, ale zobacz, jak się patrzy na to tak z daleka, z bardzo daleka, bo z bliska bardzo kiepsko widać. Czasami, żeby cokolwiek widzieć i dostrzegać, trzeba patrzeć z bardzo daleka, a przynajmniej z zewnątrz. Otóż zwróć uwagę na jedną rzecz, że dzisiaj pisarze, nasi polscy również bardzo chętnie tworzą cykle literackie, bo pierwszy im się sprzedał, pierwszy bohater zaistniał. Też budują takie cykle, nie zdając sobie sprawy, kto był protoplastą tego pomysłu, że był kiedyś taki Burroughs i to dosyć dawno temu, bo już sto lat minęło od tego czasu prawie. Natomiast jak mówiłem o tej dalekości widzenia, to zobacz, jak to się podobnie sprawdza w przyrodzie, Marku. A co ma przyroda z Burroughsem i z Tarzanem wspólnego, Marek?
[19:51] - Słucham cię.
[19:52] - W przyrodzie każdy byt próbuje się rozmnażać. Rozumiesz? Wtedy dopiero ma szansę przetrwania. Książki również widocznie są bytami, które próbują się rozmnożyć. Ty mówisz, że Burroughs napisał taki cykl. Nie, kochany. On był tylko tatusiem faktycznie. Natomiast te książki się mnożyły same. Żeby przetrwać, żeby mógł przetrwać Tarzan, musiała powstać następna książka. Dzięki temu istnieje przemiana pokoleń.
To jest zupełna bajka.
[20:35] - Ja tu się tytułem usprawiedliwienia, kiedy mówiłem, że traktujcie państwo tą jedność w czasie z dużym przybliżeniem, to od razu powiem, że Robert Howard od Conana swoje pierwsze opowiadanie wydał w 1932 roku, ale zdajmy sobie sprawę, że w tym czasie, w 1932 roku nasz bohater Burroughs był świetnie rozpisany. Co prawda umarł w 1950 roku, tak jak powiedziałem, ale w 1932 roku był w trakcie największego szału twórczego. Więc te opowiadania, powieści powstawały jak z rękawa. I nikt mi nie powie, że w jakimś stopniu twórca Conana nie odwoływał się do tych samych przygodowych mechanizmów, jakimi posługiwał się Burroughs. Ja wiem, że to jest zupełnie inny rodzaj prozy. Inaczej to jest wszystko skomponowane, ale przygody są tym, co napędza obie te twórczości.
[21:42] - Wiesz, nie jest to być może również nic odkrywczego, ale jak mówisz, że przygody napędzają twórczość, to odnieśmy się do samego źródła. A cóż innego napędza Homera, jak nie przygoda?
[22:00] - Tak, ale dzisiaj język się tak zestarzał, że dzisiaj Homera kojarzy się z wielkim dziełem, którym cię nauczyciel męczy, jak chodzisz do szkoły. Każe ci podziwiać, że piękne. Nie widzisz tego piękna, bo to jest napisane taką frazą. To piękno może dostrzeżesz kilkadziesiąt lat później, jak już będziesz w zaawansowanym wieku. Może to piękno dostrzeżesz, a i tak większość nie zauważy tego piękna. Ale nastolatek, który ma zauważyć piękno „Iliady”, „Odysei” proszę ciebie. Myślę, że nieliczne są wyjątki, które się zachwyciły dziełami Homera w naszym współczesnym świecie. Nie dziwię się, a to, że tam jest przygoda, to może starożytny Grek widział tę przygodę. Dzisiaj ta przygoda jest dla przeciętnego odbiorcy dosyć mocno ukryta.
[22:53] - Nie jest, Marku ukryta, bo jeżeli student, nie czytając Homera, skorzysta ze skryptu, to w skrypcie wychodzi tylko przygoda.
[23:04] - Tak.
[23:06] - Czyli istotna.
[23:08] - Dobrze, niech tak będzie. Masz rację. Natomiast myślę, że szkoła dosyć skutecznie odstrasza od tych dzieł starożytnych, o których mówisz. Natomiast Burroughs czy później Howard czy Konanie, obaj oni, zresztą nie tylko oni, takich pisarzy było więcej. Oni po prostu stali się mistrzami w swoich grupach. Wszyscy oni świetnie posługiwali się tym, co sobie na dzisiaj, na tę rozmowę nazwijmy przygodowością. Oni się tą przygodowością posługiwali świetnie, pławili się wręcz w niej. Im to bardzo łatwo przychodziło. Co więcej, kiedy się czyta książki o Tarzanie, o Marsie, Barsoomie, wykonane przez Burroughsa, człowiek ma takie wrażenie, że bardzo wiele wątków, które oni dotykali, pokazywali czytelnikowi, czasami się tylko o nie ocierali, to te wątki pojawiają się w dzisiejszej literaturze, pojawiają się do dzisiaj. I kiedy ja przeczytałem „Na Marsie”, żeby nie spoilerować, to w jednym z tomów tego cyklu o Barsoom Jest mowa o takiej rzece na Marsie.
Tą rzeką odpływają starzy Marsjanie. Wiem, że to śmiesznie brzmi, ale w wykonaniu Burroughsa lepiej. Jacyś tacy sędziwi Marsjanie odpływają do lepszej krainy. Prawda jest zupełnie inna. Nie będę zdradzał, czym jest. Proszę państwa, ja tego rodzaju wątki znajdowałem w całkiem współczesnej literaturze. Ta rzeka, którą się gdzieś odchodzi. Co więcej, Burroughsa, tego elementu jego wykształcenia nie znam, ale Burroughs w sposób bardzo umiejętny, takie jest moje zdanie, korzystał z mitów, takich popularnych mitów. On potrafił je świetnie wykorzystywać w swojej twórczości. Gdzie on o tych mitach słuchał, gdzie się ich uczył?
Może po prostu ciekawy był świata, ale muszę powiedzieć, że w jego twórczości cała masa tych opowieści, które są nam znane, tylko trzeba troszeczkę wysiłku umysłowego, takiego rozeznania w tych mitach z całego świata, żeby u Burroughsa je znaleźć. Ale są tam i ewidentnie to nie jest kwestia przypadku. Może też to jest źródło sukcesu, który Burroughs odniósł. On po prostu odwoływał się do opowieści, które są zawsze aktualne, zawsze nas ekscytują. Prostych opowieści o dobru, złu. Te jego opowieści świadczą o tym, że pewne mechanizmy i ci wszyscy, którzy twierdzą, że właściwie my cały czas poruszamy się w środowisku archetypów, to ci ludzie mają rację po prostu. To być może dlatego Burroughs tak się dobrze czytał i tak się dobrze czyta do dzisiaj. Albo się zapędziłem w filozofowanie.
[26:45] - Może nawet jeśli się nie czyta dzisiaj dobrze, bo pewna archaizacja kultury rzeczywiście następuje z biegiem czasu. Natomiast na pewno to jego spojrzenie na świat, a tu trzeba to, Marek, podkreślić, że do czego my właściwie będziemy zmierzali w tej audycji. Już na samym prawie początku tej audycji trzeba spalić dowcip. Dlaczego myśmy wpadli na Burroughsa i dlaczego my ciągniemy tę rzecz w tej chwili? W ABW bardzo często radzimy pisarzom początkującym, udzielamy jakichś porad, o ile sami nie wpadają na to wcześniej, a wpadają również i rozważamy różne wątki, różne elementy tej pisarskiej rzeczywistości. Natomiast trzeba sobie uświadomić, że tak naprawdę to przygoda. Przygoda to słowo. Przygoda jest motorem literatury, jest motorem kultury, jest motorem rozwoju również nauki, techniki i tak dalej. Bo dla takiego inżyniera wymyślenie, wykombinowanie jakiejś przekładni albo jakiegoś wiązania stropów i tak dalej to jest niesamowita, fascynująca przygoda po prostu. Jakby to nie powiedzieć, paru na przykład wyśmienitych chirurgów, którzy mi już parę razy uratowali życie, też przeżyło wielką przygodę z niejakim Wiktorem Żyłkiewiczem, bo udało im się te zwłoki uratować po prostu.
Przecież ja tylko dzięki nim żyję. Wszystko jest przygodą tak naprawdę. I tak należy patrzeć na świat, tak należy patrzeć na życie, tak patrzeć na literaturę. Jeśli chcesz napisać dobre opowiadanie, jeśli chcesz napisać dobrą powieść, to opisz po prostu pewną przygodę i myśl o przygodzie, a nie o filozofii, nie o czymkolwiek i tak dalej, tylko o przygodzie tak naprawdę.
[29:29] - Jest jeszcze jeden ślad. Kiedy mówiłem, że nie mam pojęcia, skąd się u niego brała ta znajomość mitów. Znajomość nie tylko mitów, ale pewnych opowieści, które krążą w różnych kulturach, to dalej nie wiem. Ale na przykład ta skłonność do przygody jest dla mnie jasna, bo Burroughs był wykształconym, nawet w West Point studiował, wojskowym. To był wojskowy. Jest pewien mit, skoro już przy mitach jesteśmy. Jest pewien mit, taki popularny, który mówi, że wojskowi to są tępe koły, które nic nie wiedzą, nic nie rozumieją.
[30:18] - Wojskowi dzielili się na trępy oraz na generałów.
[30:21] - Nie, to też nie jest prawda. Wojsko, jak wszystko na tym świecie, jest różne. Oczywiście na pewno są w nim tępe koły, które w ogóle tam żadna myśl się, jeśli się pojawia, to rzadko. Ale okazuje się, że Może dobrzy wojskowi to są tacy, którzy mają wyobraźnię. Ja tak naprawdę nie wiem, jakim wojskowym był Burroughs, dlatego ciężko mi jakieś wnioski wysnuwać. Ale był kawalerzystą, był nieźle wyszkolonym wojskowym. Myślę, że jakiś związek jest.
[31:02] - Marku, w polskim języku jest takie ładne przysłowie: ułańska fantazja.
[31:08] - Chociażby.
[31:10] - Żołnierz nie musi być tępakiem, ale może mieć ułańską fantazję, a to coś znaczy.
[31:20] - To jest jeszcze tak, że jak czytałem życiorys Burroughsa, to pewne rzeczy mnie bawiły. Nie wiem, czy życiorys można kojarzyć, że był bardziej pisarski albo mniej pisarski. Ale załóżmy, że poruszamy się takimi meandrami. Facet, który pracował na przykład w fabryce akumulatorów. Czy tobie praca w fabryce akumulatorów kojarzy się z jakąś subtelnością pisarską? Ja wiem, że żadna praca nie hańbi. Oczywiście można sprzątać podwórko i być subtelnym myślicielem. Ale takie popularne podejście. Czy jakbyś spotkał kogoś w fabryce akumulatorów, to pomyślałbyś, że to wielki pisarz?
[32:07] - Czemu nie? Byli pisarze, którzy pracowali w rzeźni. A ja kopałem doły i instalowałem tam granit. Betonowałem. Jaka piękna robota.
[32:21] - Ale ja się z tym zgadzam. Tylko raczej walczę w tej chwili z takim przesądem, że pisarz to jest taki gość, albo może pisarka też, to jest taki gość albo gościni. Musimy teraz żeńskich końcówek używać.
[32:36] - Przepraszam bardzo, ja mam własną końcówkę i nie będę żeńskiej używał.
[32:40] - Posełki, posłanki, nieważne. Tak sobie wymagają teraz, żeby używać. To używajmy. Ja bez przekonania, proszę państwa.
[32:51] - Nie życząc sobie, żeby przy tym je całować po rękach.
[32:55] - Oczywiście, absolutnie. To w grę nie wchodzi. Taki znak czasów. W każdym razie też jestem zdania, że by walczyć z tego rodzaju przesądami, naprawdę może właśnie zasmakowanie życia, poznanie tego życia w różnych jego aspektach jest dobrym startem do pisarstwa. Zresztą jak człowiek wejdzie w treść niektórych książek Burroughsa, to on tę swoją wiedzę wojskową wyraźnie wykorzystuje. To się tam przydaje i widać, że to nie są dziwne opowieści.
[33:34] - One mają taktykę, strategię, one mają myśl przewodnią, czyli tak, jak się prowadzi.
[33:42] - Jego bohaterowie poza tym są wojownikami. Ten chociażby, który trafia na Marsa, to jest ewidentny wojownik. W każdym razie on jeszcze, jak to się dzisiaj ładnie mówi, imał się pracy ranczera. Z tego, co wiem, to nawet zarządzał. W każdym razie coś miał wspólnego z wydobywaniem złota.
[34:10] - A, wiem. Dentystą był.
[34:15] - Nie.
[34:17] - To w wydaniu niemieckim to się pojawiło.
[34:19] - Nie, to on daleko, bo on w Stanach Zjednoczonych i to tych takich wczesnych. W każdym razie wiem, dlaczego on taką atencją darzył kobiety. I te jego historie w gruncie rzeczy, poza tym, że są przygodowe, to bywają też niezwykle romantyczne. Taki specyficzny romantyzm typu jak się bohater zakocha, to całego Marsa rozpierdzieli, Wenus albo jakąś inną planetę, byle do tej ukochanej swojej. Ten bohater z „Księżniczki Marsa” przecież pod koniec pierwszego tomu trafia z powrotem na Ziemię. Dziesięć lat się trudzi, a w końcu wraca na Marsa. Taki był zajadły. Tak chciał do swojej księżniczki wrócić.
[35:08] - Ona już stara jest.
[35:09] - Nie, po dziesięciu latach to taka stara nie. Co ty jesteś? Kuba Wojewódzki, że jak ma 20 lat, to już prawie geriatria? Nie. Ale wiesz dlaczego ja o tym mówię? Bo on na przykład ożenił się, jak już skończył z wojskiem, to ożenił się ze swoją ukochaną z dzieciństwa. Sobie wyobraź. Taki był romantyk. Silny gość wojskowy, a romantyk taki. I to w tej jego prozie widać.
Niezwykle romantyczny był.
[35:40] - A może po prostu krótkowzroczny?
[35:43] - Ja nie wiem, jak tam z jego wzrokiem było. W każdym razie-
[35:45] - To, co dostrzegł w dzieciństwie, to mu zostało.
[35:49] - O, jak ty wszystko jesteś w stanie zepsuć. Taki był wierny i taki był po prostu wspaniały. Nie psuj mi tego obrazu. Bardzo cię proszę.
[35:59] - Bardzo mi pasuje ten obraz takiej wierności od dziecka do starości.
[36:05] - Dzielny był. Wiesz kim jeszcze był? Hurtownikiem. To mnie najbardziej rozbawiło. Był hurtownikiem temperówek. To już jest, powiem ci, taka praca, którą sobie nawet trudno wyobrazić. Hurtownik temperówek.
[36:26] - Ale wiesz ile trzeba nałamać głowy, żeby dzisiaj jakiemuś dziecku wytłumaczyć, co to jest temperówka?
[36:36] - Ale mamy szansę. Wiesz co? Powiem ci tak. Ale kto wie, czy ta praca w hurtowni temperówek-
[36:46] - Odkryłem. To jest posłanka na Sejm. Temperówka.
[36:52] - To jest twoje. Ja ci wytoczył proces, to ja nie chcę w tym procesie brać udziału.
[36:56] - Ale one lubią końcówki, to tam się wszystko zgadza.
[37:00] - Powiem ci tak. Ponieważ jako hurtownik temperówek nie zarabiał wiele, właściwie to mało zarabiał, a myślę, że żona, chociaż była wierną towarzyszką jego życia, to nie była z niego zadowolona. Więc facet wpadł na pewien pomysł. Zaczął pisać powieści. Nie wiem, czy to w naszych czasach jest możliwe, że pisanie powieści staje się sposobem na załatanie dziury budżetowej, rodzinnej. Ale wtedy widocznie to się sprawdzało. Zaczął pisywać powieści i dosyć szybko te powieści zaczęły się ukazywać w magazynach bardzo popularnych. Tam płacono tak sobie, więc musiał pisać dużo, więc się wyćwiczył w tym pisaniu i to chyba jest efekt. Takie szybkie, dosyć sprawne pisanie zostało wymuszone przez sytuację życiową. Patrz, jak to znowu burzy pewien mit, bo często myśli się o pisarzu, że to jest taki człowiek-
[38:13] - Z urodzenia, z nadania.
[38:16] - A facet kasy po prostu nie miał i postanowił zarobić na tym, co mu widocznie wcześniej całkiem nieźle wychodziło, czyli na wymyślaniu i spisywaniu historii, które wymyślał. Co prawda niektórzy złośliwcy mówią, że tej swojej „Księżniczki Marsa” to on tak do końca nie wymyślił. Była bowiem książka wydana pod koniec XIX wieku o bardzo marnym tytule, autora to już w ogóle nie pamiętam. Opisywała Marsa i człowieka też, notabene bodajże pułkownika. Jakąś szarżę wojskową miał ten człowiek, który się przeniósł na Marsa i tam przeżywał różne przygody. Ci Marsjanie byli złotoskórzy, o ile dobrze pamiętam, i tam jakieś ruiny miast były i tak dalej. Ta książka jest dostępna w języku angielskim. Ona nosi taki durnowaty tytuł, o ile dobrze pamiętam, „Herkules na Marsie”. Ale to nie chodzi o tego naszego Herkulesa z mitologii, tylko on miał na imię Herkules po prostu. Tych tytułów było kilka.
Ten tytuł się zmieniał. Natomiast często się mówi o tym, że Burroughs garściami czerpał inspirację przynajmniej do „Księżniczki Marsa” z tej właśnie książki. Ile jest prawdy? Nie wiem.
[39:52] - Zwyczajnie, Marku, jako dziecko się wychował na-
[39:56] - Nie, ta książka wyszła nie tak, żeby jako dziecko czytał. Ona wyszła pod koniec XIX wieku.
[40:05] - To spokojnie mógł to sobie czytać i na tym się rozwijał. Zresztą te koligacje są... To nieważne, kto wyprodukował strzałę. Ważne, kto trafił w cel tą strzałą. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. To nie jest ważne, kto wymyśla, kto wpada na pewną rzecz. To jest jakby mówić, deprecjonować na przykład Juliusza Verne'a za to, że nie on wymyślił łódź podwodną. Boże mój, starożytni na ten pomysł wpadli, już absolutnie starożytni. Kiedy proponowano Aleksandrowi Macedońskiemu, nawet nie wiem, czy proponowano, czy on tego nie zrobił, żeby w szklanej beczce się opuścić na dno pod powierzchnię oceanu i tak dalej. On chyba to zrobił.
Nie pamiętam. Chyba rzeczywiście to zrobił. Czyli ta łódź podwodna istniała zawsze. Od kiedy istniał człowiek i patrzył na wodę, to zawsze myślał o tym, żeby tam tą głowę zanurzyć i jeszcze sobie posiedzieć, a nie wypływać, żeby złapać oddech. Dlatego te rzeczy są normalne.
[41:27] - Wybaczcie państwo, że ja tego tytułu, który podobno jest pierwociną czy jakąś inspiracją do „Księżniczki Marsa” nie pamiętam, ani pamiętam autora, ani tak dokładnie tytułu. Ale jak sobie państwo dobrze pogrzebiecie w internecie, to nawet tekst tej powieści, co prawda w języku angielskim, ale jest w wolnym dostępie, bo jest w domenie publicznej anglosaskiej, więc można sobie ten tekst ściągnąć, porównać, zobaczyć, o czym bohater pisał. Tak po prostu było. Ale czy to ma większe znaczenie? Nie wiem, bo tamtej powieści, o której wspomniałem, niech ona się nazywa dla potrzeb naszej rozmowy „Herkules na Marsie”, ale mam wrażenie, że to jeszcze miało też dłuższy tytuł czy podtytuł. W każdym razie co z tego, że ona była? Dzisiaj nikt o niej nie pamięta. Natomiast o książkach Burroughsa pamięta się bardzo. Dowód? Proszę państwa, co tu będziemy wiele szukać.
Otóż pamiętacie państwo zapewne taki film całkiem niedawno, chyba w 2011 roku. To sobie zaraz sprawdzę. Ale pokazał się film „John Carter”, w którym historia „Księżniczki Marsa” została opowiedziana. To hollywoodzki, disneyowski chyba film. I co z tego? Co z tego tak naprawdę? Co więcej, to, że ten motyw jest dosyć popularny, to zdradzę, że John Carter się w 2012 roku pokazał, a wcześniej w 2009 ten film nie trafił do szerszej dystrybucji kinowej, od razu się ukazał na DVD. Ale odbył się w 2009 roku film „Księżniczka Marsa". Ten film był nakręcony w 2009 roku i on nie zrobił takiej kariery jak John Carter. Może miał mniejszy budżet reklamowy.
W każdym razie, jeśli na początku XXI wieku w odstępie trzyletnim przerzuca się na ekran tę samą historię dwa razy, to znaczy, że znowu potwierdza się teza, że ten Burroughs i jego twórczość nie zestarzały się tak, jak się powinny zestarzeć. Bo jak coś ma kurna sto lat, to już powinno być pajęczyną obrośnięte, a ludzie to nadal czytają, oglądają. Ja wiem najlepiej, że kiedy Wojtek Sedeńko, a właściwie jego wydawnictwo SF, o którym już wspominałem, wystawia te książki z cyklu marsjańskiego czy z poszczególnych innych cyklów, to one się cieszą niezwykłym powodzeniem. Naprawdę są kupowane i ludzie sobie z rąk to wyrywają. Znowu pamiętam, kiedy „Księżniczka Marsa" ukazała się po raz pierwszy w Polsce w Nowej Fantastyce, w tej wydzieranej środkowej części, którą trzeba było wydrzeć, poskładać i miało się książeczkę. To ludzie ze zdziwieniem czytali, że po pierwsze ten Burroughs, bo wtedy stan niewiedzy był ogromny i ludzie mówili: „Ten Burroughs? Ach, to jest ten Burroughs, co Tarzana napisał? I takie tutaj napisał o tym Marsie, ale numer!". Jak się ludzie dowiedzieli, że tych części Barsooma jest jeszcze xxx, to tak bardzo chcieli, a nikt im tego nie dał. Dopiero się to po wielu latach zaczęło ukazywać.
Powiem ci tak, to jest dla mnie, mimo wszystko, wiem, że przesadzam jak zwykle, ale to jest jakiś fenomen, że to się tak nie zestarzało. Wiem, że to powtarzam już prawie od godziny, ale trudno powiedzieć, że jestem w niemym szoku, bo gadam, tak jak powiedziałem od kilkudziesięciu minut. Ale jestem w szoku.
[45:49] - Marek, książki Burroughsa może się zestarzały, ale idea się nie zestarzała.
[45:57] - Ale co ty masz na myśli? Idea, jaka to idea? Kuźwa, nawalają się tam najczęściej. Co to za idea?
[46:04] - Ale to jest idea przewodnia przecież naszej cywilizacji.
[46:09] - Niby tak.
[46:11] - Z tego my żyjemy. My się nie czarujmy, że my żyjemy duchem i tak dalej. My się nawalamy, my się na w ogóle i tak dalej. I to jest sumpt tej ziemi. Bez tego nie ma niczego w ogóle. Bez tego nie ma przemiany pokoleń, nie ma następnych bytów, czyli następnych książek, następnych autorów. Niczego nie ma. Przynajmniej tak mi się wydaje.
[46:46] - Nie wiem. Dobrze, wróćmy do naszego szanownego Burroughsa, bo powiedzieliśmy o dwóch jego cyklach. Wspomniałem o kolejnych. Więc tak, mamy cykl w tym samym roku rozpoczęty, cykl o Marsie, Barsoomie, i cykl tarzański. Jakkolwiek to zabrzmi to tarzański. Ale znowu warto powiedzieć, że znowu w SF-ie ukazuje się ten cykl pellucidarowski i po nim najlepiej widać, że w pewnym momencie autor, to, co już wspominałem, starał się połączyć te wszystkie cykle w jeden wielki megacykl. Ale mamy Pellucidar. Pierwsza książka w 1914 roku nazywała się, piękny tytuł, „W jądrze Ziemi". Druga to był ten sławny Pellucidar. I tu upłynęło sporo czasu, bo zanim się zdecydował drugi tom napisać, minęło dziewięć lat.
Oczywiście on miał taką tendencję do pisania bardzo podobnych tytułów. Bo o ile na Marsie mieliśmy w pewnym momencie Lana z Gathol albo coś tam jeszcze z Marsa, to tutaj mamy na przykład Tanara z Pellucidar. Czyli wymieniamy bohatera i teraz będziemy o tym bohaterze opowiadać. Zostawmy ten Pellucidar, bo tych tomów też tutaj naskrobał przynajmniej pod dziesięć chyba. Niechżesz policzę. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Przepraszam, sześć tylko. Ale mamy też cykl wenusjański. To jest ciekawe. Jak już zagospodarował Marsa, to postanowił się przerzucić na drugi planetę.
I mamy przynajmniej cztery książki, właściwie to pięć. Tylko z tą piątą to mam taki problem, że ona znowu wyszła w 1970 roku, a więc dwadzieścia lat po tym, jak Burroughs sobie odpłynął w zaświaty. Więc znowu nie wiem. Co prawda miał dwójkę dzieci, więc może one starannie zagospodarowywały twórczość tatusia. Ale jakoś tak się zrobiło, że się ten piąty tom pokazał. Co więcej, Burroughs też napisał dwa tomy takiego cyklu księżycowego. W ogóle pisał sporo fantastyki, ale ponieważ powiedzieliśmy, że on był przygodowy człowiek, to poza Tarzanem pisał też o przygodach w dżungli. Tych dżunglowych tomów jest tam pod cholerę, ale pisał też powieści historyczne. To jest gość, który dzisiaj też zarabiałby spore pieniądze, bo miał dużą łatwość pisania. On, jakkolwiek brzydko to zabrzmi, produkował te książki.
Zobacz, to jest w jakiś sposób zgodne z tym, co się dzisiaj dzieje na rynku. Kto święci największe triumfy? Ci, którzy książki, przepraszam, że używam tego słowa, może dobrze, niech już nie produkują, którzy bardzo szybko piszą książki. To jest znak naszych czasów.
[50:06] - No tak, kiedyś nawet buty miały autora. Dzisiaj mają już tylko producenta. Tak się świat zmienił.
[50:17] - Ciekawa uwaga się pojawiła na czacie od Karola Lipińskiego, że może Burroughs był pragmatykiem, a nie romantykiem. Albo może był oportunistą. Możemy i taką opcję przyjąć.
[50:39] - Zgadza się.
[50:40] - Ta jego skłonność do masowego pisania może na to wskazywać.
[50:45] - Ale przede wszystkim trzeba jeszcze uwzględnić naturę środowiska.
[50:50] - Co masz na myśli?
[50:51] - Ameryki. Ameryka żądała własnej kultury. Było dużo ludzi z pieniędzmi, którzy mogli zapłacić za tę książkę, a nie bidna Europa, która miała tylko arystokrację, która umiała czytać i tak dalej. Może już w tym czasie to nie, natomiast mniej więcej Europa była. Ameryka była wtedy dzika i młoda, i żądała jak najwięcej. Tam można było to sprzedawać.
[51:25] - Dzika Ameryka na początku XX wieku? Może bardziej dzika niż dzisiaj, ale nie przesadzajmy.
[51:31] - Taka sama jeszcze, chociaż już się starzeje powoli. Już im się nie chce. Już wymyślają drony, bo sami niespecjalnie dają radę. Wtedy Ameryka była młoda i dynamiczna i wszyscy pisarze, biznesmeni w tym świecie próbowali zrobić dużo i dobrze, jak najwięcej.
[51:56] - W pewnym momencie naszej rozmowy mówiłem, jakich to zawodów imał się Burroughs, a mówiłem to z pewną intencją. Otóż widać, że to był autor, który czerpał garściami ze swojego życia. Ktoś się tutaj uśmiechnie w tej chwili. Jak? Na Marsa poleciał? Nie do końca, ale jeśli sobie państwo prześledzicie, jak się zaczyna „Księżniczka Marsa”, to zobaczycie, że kiedy wspominałem, że był poszukiwaczem złota, może nie w tym gatunku takim, jak się czyta u Londona, ale był człowiekiem, który nadzorował prace wydobywcze. Zobaczcie państwo, „Księżniczka Marsa” zaczyna się w taki oto sposób, że główny bohater wyrusza na wyprawę, na poszukiwanie ze swoim przyjacielem złota. To się dzieje po zakończeniu wojny Północy z Południem i po tej wojnie domowej on wyrusza na poszukiwanie złota w dziką Amerykę, bo wtedy jeszcze Ameryka naprawdę była dzika. I w trakcie tej wyprawy po złoto, nie spoilerując, dostaje się na Marsa. Nie żadną rakietą.
Po prostu się przenosi tam gwiezdnymi wrotami. Dzisiaj nawet gwiezdne wrota dałoby się pod Burroughsa podpiąć. Przenosi się tam. I dzięki temu, że tam jest niska grawitacja, przynajmniej niższa niż na Ziemi, zyskuje przewagę i staje się tam wojownikiem. Nie będę państwu oczywiście książki opowiadał, bo zawsze liczę, że po naszej audycji przynajmniej kilka osób po taką książkę sięgnie, ale widać od razu, że on wykorzystywał swoje życie dla uwiarygodnienia opisywanych treści. Może to nie dotyczyło akurat Marsa, ale znowu mamy na początku wojskowego, który wyrusza na poszukiwanie złota. Proszę bardzo, on to wszystko znał.
[54:06] - Słuchaj, Marek, przecież każdy dobry pisarz swoją praktykę życiową-
[54:10] - Do czego prowadzę
[54:11] - ... wykorzystuje. Szczególnie ci, którzy opisują romanse na przykład. To już zupełnie. Chociaż bardzo często jest dokładnie odwrotnie, że w życiu nigdy na ulicę prawie nie wyszli i nie zaczepili. Nie, nie można zaczepiać, bo będzie oskarżenie o molestowanie przecież. Czekaj, a czy książki romantyczne nie powinny być zakazane w ogóle?
[54:41] - Dlaczego?
[54:42] - Bo to jest próba molestowania chyba. Młody czytelnik zainspirowany twórczością romansową może potem wyjść na ulicę i próbować. No co?
[54:56] - To ty się zdecyduj. Romansową czy romantyczną?
[54:59] - Romansową.
[55:02] - Bo ja tu już miałem wielką improwizację na myśli, jakieś motywy fantastyczne, a ty mi tutaj o romansie. Dobrze, to ja jeszcze powiem tak. Zobaczmy, na jakiej zasadzie Burroughs pisał kontynuacje. Otóż znowu przestrzegał żelaznej zasady. Kończył tom w taki sposób, żeby można było dopisać część drugą. Zawsze to robił od pierwszego tomu. Pierwszy tom „Księżniczki Marsa” kończy się w taki sposób, że spokojnie, bez żadnego wysiłku umysłowego można było dopisać ciąg dalszy. Chwała mu, bo kiedy sobie wyobrazimy, że w tym drugim tomie w wyniku pewnej akcji wraca na Ziemię i to, co mówiłem wcześniej, przez 10 lat kombinuje, jak na Marsa wrócić. W dodatku nie wie, czy pewna akcja, którą podjął na Marsie powiodła się, czy nie. Jest targany wielkimi wątpliwościami.
I już. To jest mniej więcej treść „Bogów Marsa”, czyli drugiej części. To jest ta część, która mówi o tym, gdzie trafiają starzy Marsjanie. Tak to najkrócej ujmijmy. Nie jest to fajne miejsce, w każdym razie. Dalej ten tom kończy się znowu w taki sposób. Nie czeka na tym Marsie. Tam oczywiście wszystko mu się udaje, bo jakże w takiej książce mogłoby mu się nie udać. Między innymi wyjaśnia, co się dzieje z tymi starymi Marsjanami płynącymi rzeką Iss. On oczywiście przemierza te wszystkie krainy, ale znowu pojawia się tom trzeci i znowu płynnie przechodzi.
Mamy wodza Marsa i płynnie przechodzi do narracji. Co więcej, w kolejnych tomach mamy jego córkę. Córka, która staje się to Ta Thuvia z Marsa. Nie, jego córka się chyba inaczej nazywała. Zakałapućkałem się, bo to rzeczywiście dosyć rozbudowane narracje są. Córka Cartera miała na imię Tara. To ona się pojawia w „Szachistach z Marsa”. Zobacz, tu już pokolenia całe na tym Marsie funkcjonują. Czym ja się tak zachwycam? Bo ktoś się w tej chwili może w głowę pukać przed mikrofonem.
Czym Żelkowski się zachwycasz tak nieprawdopodobnie? Opowiadasz w gruncie rzeczy banały. Proszę państwa, trzeba mieć pewną zgrabność literacką. Inni to nazwą podstawową umiejętnością, ale ja nazwę zgrabnością literacką, żeby tak płynnie wchodzić w następne tomy. Trzeba to planować. On to wyraźnie planował. Kiedyś czytałem wypowiedź bardzo znanego pisarza, że sporo czasu zajmuje mu, do czasu, kiedy nie wpadł na to, żeby robić tak samo jak Burroughs, ale sporo czasu zajmowało mu dopisywanie kolejnych części, ponieważ nie zawsze uwzględniał, że ta następna część będzie i trzeba było tak kombinować, żeby to się wszystko zgadzało. To czasami według tego pisarza było trudniejsze niż napisanie całej książki, żeby tak skomponować to wszystko, żeby się dało drugi tom napisać. A proszę, Burroughs płynnie, bez żadnych problemów tego rodzaju fuchę sobie załatwiał.
[59:06] - Trzeba pamiętać, że nie miał wielkiego takiego problemu. Te książki są w sumie proste, jasne i czytelne, więc nie mają ambicji takich, żeby przenosić głębsze przesłania. Natomiast są taką przygodą, na której my możemy budować głębsze przesłania czy ewentualnie współczesna kultura do nich się odnosić. To jest taka trampolina sprzed stu lat.
[59:36] - W świetle tego, co powiedziałem o tym jego odwoływaniu się do mitów. To tak brzmi idiotycznie. Jego odwoływaniu się do opowieści z różnych stron świata, które gdzieś głęboko w nas siedzą. Nie wiem, ile jest w tym, że te książki są do dzisiaj popularne, ile jest jego literackiego kunsztu. Naprawdę weźmy to w cudzysłów. A ile tej umiejętności czerpania z kulturowego dziedzictwa. Wiem, proszę państwa, jak państwo słyszą w przypadku książki popularnej opowiadającej o tym, jak się naparza gość na Marsie, na Wenus czy w innym miejscu, to mówienie o dziedzictwie kulturowym to już jest troszeczkę jak kwiatek do kożucha, ale ja jednak będę bronił tej tezy.
[01:00:30] - Zaprotestuję.
[01:00:31] - Protestuj, bo ja też bronię tego.
[01:00:34] - Nie jest to kwiatek do kożucha, gdyż trzeba pamiętać, że jest to pewien znak czasów. Przypomnijmy sobie i można by było na dokumentację tego zajrzeć do programu nauczania szkoły w czasach, kiedy Burroughs był młodym człowiekiem w XIX wieku, w XX wieku, początkach tych wieków. Nie trzeba było skończyć studiów, żeby po liceum jakimkolwiek czy po szkole średniej, a nawet i prawie podstawowej nie mieć pojęcia na przykład o mitologii greckiej czy rzymskiej. Czy innych rzeczach. Kiedyś szkoła przenosiła te rzeczy. Była taką przekładnią. Dzisiaj szkoła jest tylko odfajkowywaniem pewnych... Nie wiem. Właściwie szkoła już niczego nie uczy, tylko testy, że tak powiem, redaguje, sprawdza, czy wyniki w testach dobre masz, czy nie. Masz złe.
Jeśli masz dobre, to w porządku. Szkoła wykonała robotę. Jeśli masz testy, wyniki złe, a uczniowie się nauczyli tylko wyłącznie zdawać testy, a nie uczyć się czegokolwiek i mieć jakiekolwiek zainteresowania zresztą.
[01:02:06] - Tak mówisz? Z drugiej strony przecież często opowiadasz o tym, że ta młodzież dzisiaj przecież zła nie jest.
[01:02:16] - Ale nie. Zawsze podkreślam, że te 10% daje sobie radę, ale ta reszta... Natomiast kiedyś było troszeczkę lepiej, że ta reszta była podciągana po prostu dzięki szkole, dzięki piorunującej dyscyplinie szkolnej, która jest w tej chwili „be”.
[01:02:43] - Uczeń dzisiaj ma więcej praw niż obowiązków.
[01:02:46] - Zgadza się. Szkoły są miejscem, gdzie uczniowie mają prawa, a nie obowiązki. Słusznie to powiedziałeś. A kiedyś szkoła to były wyłącznie obowiązki. Praw tam nie było dla ucznia absolutnie żadnych, poza tym, że żyje i przechodzi z klasy do klasy.
[01:03:06] - O, jak to dramatycznie.
[01:03:07] - Jak się zgodzą.
[01:03:08] - Jak to dramatycznie zabrzmiało. Wiesz co? Ja bym jednak był za wypośrodkowaniem tego. Każde przegięcie w żadną stronę nie jest za dobre. Powiem tak. Zostawmy te szkolne sprawy. Wróćmy do Burroughsa. Wspomniałem o tym cyklu Pellucidar.
[01:03:35] - Poczekaj. Wpadłem na coś. Otóż to, co mówiłem o szkole, że Burroughs nie musiał kończyć czegokolwiek wielkiego, żeby mieć pojęcie o wszystkim. Ale zwróć uwagę jeszcze na coś. Burroughs mógł pisać. Dlaczego? Dlatego, bo odbiorcy również chodzili do tamtych szkół i mogli odczytywać te jego zabawy, gierki literackie. Bo Burroughs pisał do czytelnika, który go rozumiał. Rozumiesz?
[01:04:13] - Ale zaraz, bo to się kupy nie trzyma, co opowiadasz. Takie mam wrażenie. To jakim cudem Burroughs trafia do dzisiejszego czytelnika? Bo nie chodzili do tej samej szkoły.
[01:04:24] - Dzisiaj trafia też nie do każdego.
[01:04:29] - Nie do każdego. To nigdy nie trafia.
[01:04:31] - Kultura masowa zrobiła z niego, właściwie nie zrobiła. Jakoś to się trzyma kupy po prostu, Marek.
[01:04:40] - Jak to mawiają w telewizorni jesteśmy w mylnym błędzie.
[01:04:46] - Tak.
[01:04:47] - Dlaczego? Dlatego, że ja upatrywałbym tej popularności, już to powiedziałem, nie w edukacji, ale raczej w uniwersalności historii, które opowiada Burroughs. A ponieważ robi to w trybie przygodowym, czyli opowiada fajne historie, często historie, nie bójmy się tego słowa, historie z morałem. A jednak. To ten morał zostaje. On nie jest tym morałem nachalnym. W związku z tym bywa tolerowany i to całkiem bezboleśnie tolerowany.
[01:05:24] - Jeśli miał morał, to znaczy, że był jednak literaturą edukacyjną.
[01:05:30] - Nie, proszę cię. Jaki tam morał? Musiałem coś powiedzieć. To rodzaj morału. Tak to sobie ujmijmy. Nie przesadzajmy. W każdym razie zacząłem o Pellucidarze. Nie wiem, jak to odmieniać. Mówiąc szczerze, jak zwykle pojawiają się kłopoty językowe. Zobacz, jaka to jest znowu prosta historia.
Na przykład miłośnicy wydrążonej Ziemi, takiej teorii, która się często pojawia na przykład na łamach Nieznanego Świata czy w Radio Paranormalium również, tego nie wiem, ale pasuje do tej tematyki. Miłośnicy teorii wydrążonej Ziemi powinni czytać książkę z cyklu Pellucidar z wypiekami na twarzy. Bo co opisuje Burroughs? Burroughs opisuje już w pierwszym tomie, właściwie cały cykl jest o tym, ale w pierwszym tomie pojawia się kraina, ten Pellucidar. Ona się znajduje pięćset mil pod powierzchnią Ziemi. Trzeba tam się nieźle wypuścić. Zobacz, to jest jakieś nawiązanie może do Verne'a, ale nie wiem, czy Burroughs znał Verne'a. W każdym razie pomysł miał podobny. Ten Pellucidar zamieszkują ludzie, którzy są na takim stopniu rozwoju kamienołupanym troszeczkę. Jakieś małpy, ale to ludzie.
Są małpoludy również, ale też zobacz, jakie to jest inteligentne. Jaszczurowate istoty, także rozumne, całkiem nieźle kombinujące. Zobacz, jak on czerpał garściami z takich popularnych opowieści. Przecież do dzisiaj opowieści o reptilianach, o tej gadziej cywilizacji, która czasami się na naszych oczach, na jakimś filmie z ochroniarzem prezydenta USA pojawia, niby się przekształca, mu ta twarz lekko zaburza i tak dalej. A Burroughs to pisał na początku XX wieku. Mamy naukowca Taka w sumie prosta historia. Mamy naukowca, który się wypuszcza do tych podziemi, przeżywa tam masę przygód, walczy z tymi złymi gado-podobnymi. Zobacz, to jest piękny sposób na to, żeby otworzyć kolejny cykl. I on to robi. Mamy później Pellucidar, ale zobacz te kolejne tytuły.
[01:08:05] - Mam do ciebie pytanie, bo ja już nie pamiętam. Moja książka z dzieciństwa, przy której dostawałem wypieków na twarzy, chyba jedna z najbardziej malowniczych książek, jakie w życiu przeczytałem jako dziecko, czyli „Podróż do wnętrza Ziemi”.
[01:08:20] - O to chodzi, o Verne'a mówię.
[01:08:21] - Tak, o Verne'a. Cudowna rzecz. Absolutnie genialna książka. Na ile to rzutowało później na twórczość Burroughsa? Bo on też to musiał czytać. Z całą pewnością to czytał, bo wtedy wszyscy takie rzeczy czytali z wypiekami na twarzy. Verne był протопластом tego typu literatury również. My dzisiaj w tej audycji odnosimy do Burroughsa, ale w swoim czasie to Verne był takim przygodowcem, który wyprowadzał przygodę na piedestał, że tak powiem, w przeciwieństwie do wszystkich francuskich dyrdymałów i dzielenia włosów na czworo.
[01:09:13] - Powiem tak. Ten cykl Pellucidar, pierwszy tom, ja powiedziałem „We wnętrzu Ziemi”, czasami „W jądrze Ziemi”, to znowu różne tytuły. Później mamy tom, który się nazywa „Pellucidar”, ale później mamy „Tanar of Pellucidar”. Zobacz, i to jest to łączenie. „Tarzan w Pellucidarze”. Zobacz, jak próbował łączyć. To jest właśnie to, co jest charakterystyczne. „Powrót do epoki kamienia” kolejny tom. „Kraina grozy”. Świetna rzecz, ale skoro już mówię o tych cyklach, to muszę jedną rzecz odszczekać, proszę państwa.
Mówiłem o tym, ale tylko częściowo. Mówiłem o książce, która była być może punktem wyjścia dla Burroughsa do napisania „Księżniczki Marsa”. To mi się zupełnie pozajączkowało, bo mówiłem o Herkulesie, a to był „Gulliver”. „Gulliver of Mars” tak to się nazywało. Napisał to Edwin Lester Arnold. Pracowicie w tym czasie, kiedy Wiktor mówił, ja sobie to w internecie znalazłem i okazuje się, że znowu ja też byłem w mylnym błędzie.
[01:10:22] - Widzisz, próbujesz to odszczekiwać, ale ja tak sobie na marginesie tej audycji w tej chwili pomyślałem, że odszczekiwać to można tylko wtedy, kiedy się coś mówi, Marku, a nie wtedy, kiedy się tworzy szum medialny. Dzięki temu na przykład kiedyś mieliśmy zastrzeżenia do polityków, którzy czasami mówią coś, ale oni nie mówią, oni tylko tworzą szum medialny.
[01:10:46] - Ja właśnie nie wiem, czy mam traktować to podsumowanie twoje jako komplement, czy jako przytyk. Jeszcze się zastanowię nad tym. W każdym razie to tyle o tym. „Gulliver of Mars” zresztą miał jeszcze jakiś karkołomny zupełnie podtytuł, ale to sobie zostawmy. W każdym razie ta książka prawdopodobnie natchnęła Burroughsa. Ale powiedziałeś o pewnej rzeczy, która jak mówiłem o tym Pellucidarze, to mnie dźgnęła. Bo powiedziałeś o Verne'ie jako twórcy powieści przygodowej. Bo nam się wydaje, że powieść przygodowa to jest wynalazek naszych czasów. Corozsądniejszym to się tak nie wydaje. Ale przecież jak głęboko sięgnąć, to powieść przygodowa towarzyszyła literaturze od początku.
[01:11:50] - Od początku. Jeśli to była nawet bajka dla dzieci, to bajka była przygodą, po której się zasypiało z zamkniętymi oczami i wypiekami na twarzy i śniło się przez całą noc to, co opowiadała babcia. Zawsze to była przygoda. Co prawda zwykle też z morałem. Jak sobie przypomnę żonę tego rybaka, to też chyba trzeba będzie-
[01:12:19] - Tego od trzech życzeń?
[01:12:20] - Od trzech życzeń. Bardzo strasznie feministki powinny oprotestować tę całą bajkę, bo to jest zła, antykobieca.
[01:12:32] - I w ogóle niesłuszna. Ale wiesz co, ja tak nawiązuję, bo jak sobie przypomnę, często rozmawiamy o literaturze i zobacz, twój ukochany Alexander Dumas. Co to jest? To jest powieść przygodowa.
[01:12:47] - Żeglowała, absolutnie tak się czytało. Może z wyjątkiem „Królowej Margot”, która już była taka bardziej erotyczna, przynajmniej dla siedmiolatka, jak to czytałem.
[01:12:59] - Dobrze, że to dodałeś, bo się zastanawiałem, gdzie ta erotyka tam jest taka nachalna. Ale dobrze. Powieści Alexandra Dumas. On zresztą też produkował. To jest charakterystyczne. Ci od przygodówek produkują tych książek naprawdę dużo. I słowo produkują jest krzywdzące, bo Alexander Dumas, nie wiem czy dzisiaj, ale to się kiedyś czytało. Tam się działo tyle, że po prostu-
[01:13:29] - Ale Marku, produkcja nie jest rzeczą-
[01:13:33] - Też tak uważam.
[01:13:35] - Bo to tak, jakbyś powiedział, że ja zszedłem z piedestału, bo wyprodukowałem trójkę dzieci.
[01:13:44] - Nie. Ale ja nawiązuję do takiego mitu, który jednak wśród osób piszących się pojawia, że pisarz to jest taki człowiek, który raz na pięć lat wypuści jakieś cienkie dziełko. To cienkie dziełko jest głębokie i wielkie. A jak ty robisz książkę w kwartał, to na pewno jest gówno. To na pewno nie może być dobre.
[01:14:04] - Akurat, Marku, w przedostatnim „Wiedzy i Życie” wyczytałem bardzo zabawny, ciekawy artykuł pod tytułem „Przemysłowa produkcja żywności”. Produkcja i przemysł to nie jest rzecz naganna i nie dotyczy tylko arystokratycznych kucharzy i pisarzy, bo to jest ten sam zawód, tylko na innej płaszczyźnie. To jest przemysł, to jest produkcja i pisarz powinien produkować, jeśli to robi. Jeśli tego nie robi, to jest, Marku, grzech według prostych chrześcijan.
[01:14:55] - Myślę, że brniemy w podejrzane rejony, bo zobacz. Lubię sobie od czasu do czasu wpaść do McDonalda i spałaszować wyrób jedzeniu podobny.
[01:15:09] - Ale to są pierwociny, Marku.
[01:15:11] - On jest tam fajnie zaopatrzony różnymi środkami zapachowymi, smakowymi. Z jedzeniem to ma wspólnego tyle, że to można zjeść i strawić. Czasami z trudem, ale jednak. Mimo wszystko ludzie do McDonalda chodzą, jedzą. Tylko czasami pojawia się we mnie taka potrzeba, żeby zjeść coś, co jest prawdziwą żywnością. I zastanawiam się, czy na tej podstawie ludzie przypadkowo nie wnioskują, że z książkami jest tak samo. Odpowiedź moim zdaniem jest oczywista, ale powiem. Tak może się dziać, bo rzeczywiście są pisarze, a właściwie pewno grafomani, którzy też produkują książki. Ta granica jest bardzo cienka.
[01:15:57] - Cienka czerwona linia.
[01:16:02] - Jedni i drudzy, i pisarze piszący niezłą przygodówkę, i grafomani produkują książki na kopy. Rzecz w tym, że ten produkt jest zupełnie inny. W przypadku Burroughsa mamy naprawdę pisarza dojrzałego. Może to nie jest wielki pisarz, który nam dostarczy wielkich wzruszeń, nasza dusza się będzie radować, jak będziemy czytać. Nie.
[01:16:30] - Dostarczy, jeśli będzie się czytał we właściwym wieku.
[01:16:37] - Nie. Jeśli będzie się czytał z odpowiednim nastawieniem. Bo ja mogę dzisiaj czytać nieznane mi jeszcze, nie będę udawał, że wszystkie tomy czytałem z poszczególnych cykli, ale do dzisiaj mogę je czytać tylko z odpowiednim nastawieniem. Jeśli będę się szykował na wiekopomną literaturę, która mnie wzbogaci we wszystkich możliwych wymiarach, to chyba nie.
[01:17:00] - Ale Marek, tu jest problem, który miałem tobie przez telefon między nami załatwić, ale który się nagle ujawnił. Bo ostatnio chciałem do ciebie zadzwonić i zapytać się, czy ty się czujesz dojrzały.
[01:17:16] - Nie miałbym innego wyjścia, żeby zeznać, że tak. Bo jak człowiek przekroczył pięćdziesiątkę, to jak mam powiedzieć, że dalej się niedojrzały czuje?
[01:17:26] - Ja się nie certolę. Dalej uważam, że chyba nie dojrzałem, że tak powiem, i dalej zachowuję się umysłowo. Ale byłem ciekaw, jak ty się czujesz. Czy nie czujesz się tak jak chłopiec w krótkich spodenkach dalej?
[01:17:41] - Niestety się czuję i zastanawiam się, czy to jest objaw kompletnego zdiocenia mojego, czy też objaw normalny.
[01:17:49] - Ale to jest problem, bo słyszałem o tym, że ludzie dojrzewają, że mądrzeją, że stają się dystyngowani.
[01:17:59] - Coś mnie chyba ominęło.
[01:18:01] - Że korygują się.
[01:18:05] - Ja się nie czuję jakoś specjalnie głupi. Mądry też może nie, ale głupi jakoś specjalnie nie. Ale żeby zaraz dojrzały? Czy ty mnie przypadkowo nie obrażasz? Ja się zastanawiam.
[01:18:16] - Pewna niedojrzałość jest cechą charakterystyczną dla twórców. To się nie tylko twórców dotyczy. Niedojrzałość, żeby tworzyć literaturę jest potrzebna. Zgadzasz się? Bo dzięki temu masz ochotę jeszcze i jeszcze. Ale zwróć uwagę, że w wypadku, gdyby człowiek nie tylko umysłowo, ale i cieleśnie nie był do końca dojrzały, to też by mógł się mnożyć cały czas.
[01:18:59] - Trudny wywód robisz, a rzecz jest w sumie dosyć prosta. Przyjąłem do wiadomości, à propos tej niedojrzałości, że w pewnych sytuacjach życiowych trzeba założyć na siebie homonto zwane garniturem i jeszcze się zakrawacić. Przyjąłem to do wiadomości, nawet czasami stosuję. Ale żebym ja to robił z przyjemnością? Znam ludzi, którzy się z garniturem nie rozstają. Zadałeś bardzo niewygodne i bardzo wredne, i przyznam się, bardzo intymne pytanie. Czy ja się czuję dojrzały?
[01:19:48] - Ja bym to pytanie pociągnął dalej. I to jest bardzo ciekawe pytanie do naszych autorów, którzy piszą do naszej audycji. Na przykład zapytałbym Juliana, zapytałbym Kadynę, zapytałbym każdego z naszych autorów, czy oni się czują dojrzali, bo tak jak ich poznałem Jako stary człowiek, jak sobie zerknąłem na nich jednym rzutem oka, to raczej nie do końca mam-
[01:20:16] - Wiesz co? Ty, stary człowieku, jak to pięknie ująłeś. Ty może rocznikowo to rzeczywiście stary jesteś, ale jak teraz będziesz usiłował oświadczyć, że się coraz bardziej dojrzały czujesz, to ujawnię pewne kompromitujące cię fakty, które postawią cię w takim świetle, że swoją liczbę lat na karku masz. Ale o dojrzałości to sorry.
[01:20:45] - Chwała Bogu. To jest tak jak z mądrością. Mądrym można być, ale jeszcze lepiej być głupim, bo głupi czasami chce coś się dowiedzieć, a mądry już tylko wie.
[01:20:58] - Już tylko wie. Chociaż jak jest mądry, mądry, to on wie, że nie wszystko wie. Żeby tak sobie sparafrazować filozofa. Wracając jeszcze do tego przeglądu. Zobacz, powiedzieliśmy o Alexandrze Dumie, wspomniałeś Verne'a, ale zobacz, tych autorów. Po pierwsze oni chyba też nie wszyscy dojrzali byli, bo zobacz, mamy twórcę Winnetou. Karol May to był facet. Powtórzmy ten mit, że on w ogóle prawie nie podróżował, a opisywał cały świat. A już nie wspominam tylko o Winnetou, które się dzieje w Stanach Zjednoczonych. Ten Winnetou sobie tam hasa razem z Old Surehandem.
Ale mamy też powieści Karola Maya, które się dzieją na wszystkich kontynentach chyba. Proszę. Moc wyobraźni i chęć przygody. Tu mamy Karola Maya. Wspomniałem w pewnym momencie o Howardzie. Ale takich autorów, którzy posługują się tą prostą przygodą i przez tych cudzysłów, nie ma telewizji, ale uwierzcie mi państwo, ogromny cudzysłów sobie stawiam. Ci autorzy są w pogardzie u tych prawdziwych, tu ten cudzysłów, pisarzy. No bo kto pisze taką galanterię?
[01:22:26] - Ja ci powiem, kto pisze. Nawet pisarze od Nobla pisali właśnie taką galanterię, poczynając od Sienkiewicza naszego kochanego, który po prostu dostaje Nagrodę Nobla również za książkę przygodową, bo „Quo vadis” jest książką przygodową. Dlatego Amerykanie nakręcili już chyba pięć wersji tej książki.
[01:22:54] - Nie mów mi o tym, bo Polacy też nakręcili. Do dzisiaj patrzeć nie mogę.
[01:22:58] - Na amerykańskie również się kiepsko patrzy, ale jednak wszyscy kręcą. Dlaczego? Bo tam jest przygoda, a każdy, kto przeczyta tę książkę, będzie do końca życia pamiętał tego Tarzana Sienkiewiczowskiego Ursusa, który trzyma byka za rogi, a na plecach tego byka Thalee czy jak ona tam miała.
[01:23:19] - Lydia.
[01:23:20] - Lydia. Lydia tak sobie pięknie-
[01:23:24] - Thalea to była z „Gwiezdnych wojen”. Księżniczka.
[01:23:26] - Ta jest tak ładnie roznegliżowana. Do tego jeszcze w dodatku chrześcijanka na byku.
[01:23:34] - No dobrze, już nie mówiąc o tym, że Sienkiewicz miał bardziej przygodowe książki niż to.
[01:23:39] - Bardziej przygodowa. Stach i Nel, „Saba” i tak dalej. Kto może taką? To Burroughs by napisał taką powieść. Może nie tak dobrze jak Sienkiewicz.
[01:23:48] - Ale trylogia to już były klimaty burroughsowskie.
[01:23:52] - Jak najbardziej. To jest czysto przygodowa książka z pewnych względów, szczególnie edukacyjnych, czyli książki, które są lekturami, przestają się nam zwykle podobać. Ona jest uciążliwa dla współczesnego młodego człowieka. Natomiast tak naprawdę jest książką przygodową pewną.
[01:24:12] - Musimy się państwu do czegoś przyznać. Pracowicie od półtorej godziny podtrzymujemy ten dualizm, że literatura dzieli się na literaturę przygodową i literaturę głównego nurtu, poważną, którą czytają bardzo poważni ludzie. Ja mam nadzieję, że państwo się zorientowali, że ten podział, który my tutaj pracowicie rysujemy, to jest podział sztuczny. To jest podział, który my prowokacyjnie próbujemy nakreślić, ale on tak naprawdę słaby styk z rzeczywistością ma.
[01:24:52] - Wiesz, tak jest w ogóle w przyrodzie. Marku, słusznie żeś powiedział, ale to tak samo, jakbyśmy spojrzeli na przykład na taki gatunek jak kobiety, że są przygodowe oraz te głównego nurtu.
[01:25:04] - A ja wiedziałem.
[01:25:06] - Marku, nie, nie ma takiego czegoś. Wszystkie są takie same.
[01:25:10] - Ja wiedziałem, że coś takiego zaraz padnie.
[01:25:12] - Słyszysz?
[01:25:13] - No słyszę.
[01:25:13] - Wszystkie są takie same.
[01:25:14] - Słyszę, słyszę. Ja nawet nie wiem, czy ja chcę to słyszeć. Dobrze, Wiktorze. Ja myślę, że to jest teraz dobry czas, żebyśmy posłuchali, co ma do powiedzenia na temat czytania Tomek Fąs. Marku, prosimy.
[01:25:36] - Czytanie jako czynność cudowna. Proszę państwa, omawiamy dzisiaj autora popularnego. Autora, którego przynajmniej cykl o Tarzanie stworzył już taką ikonę kulturową kojarzoną przez bardzo wielu ludzi. Też z racji filmów, z racji jakiegoś upowszechniania. Niemniej jakoś tak to się stało, że ten oto bohater przyjął się w kulturze. Tak my go kojarzymy. Jakoś tak się, proszę państwa, dzieje, że często zupełnie przypadkowo coś zaskoczy. Jakiś pomysł, jakaś ikona, jakiś taki rodzaj symbolu pomysłu odbije się szerzej w kulturze, zyska popularność. Nagle, nie wiedzieć czemu, książki rozchodzą się w ogromnych nakładach, są tłumaczone i To nie zawsze jest to jakkolwiek związane z poziomem literackim dzieła. Nie staram się tutaj jakoś dyskredytować autora, natomiast z tego, co się orientuję, to opinie na jego temat są podzielone.
Spotkał się też z jakąś falą krytyki, że jest to jednak prosta literatura, której być może nie warto dzisiaj poznawać. Są też inne opinie. Tutaj pewnie dyskutanci więcej i bardziej kompetentnie na ten temat Państwu powiedzieli lub powiedzą. Ja natomiast chciałem tutaj przytoczyć może inną myśl moją, którą gdzieś tam od czasu do czasu wygłaszam w kontekście w ogóle chwalenia czytelnictwa, ogromnej promocji czytania jako czynności cudownej, uwznioślonej, czyniącej z dzieci geniuszy, rozwijającej wszystkie cnoty najlepsze. I właściwie nieważne, co się czyta, ważne, żeby młody człowiek czy w ogóle człowiek czytał. Akcje masowego czytania dzieciom. Są jakieś też facebookowe inicjatywy, aby dyskryminować seksualnie osoby, które nie czytają. I ta cudowność. Co prawda są też grupy osób, które za podobnie cudowną czynność wyzwalającą intelekt i tak dalej uważają zażywanie środków halucynogennych, niemniej zdaje się, że akurat ta grupa jest mniejsza. W przypadku czytania to również światłe umysły tutaj taką tezę głoszą.
Przyznaję, że tak ogólne tezy zazwyczaj budzą we mnie pewną wątpliwość, pewien odruchowy opór. I zadaję na przykład w takim kontekście pytanie, że jeżeli czytanie czyni ludzi jakoś wyższymi kulturowo, intelektualnie istotami, to skąd na listach bestsellerów znajdują się rzeczy intelektualnie marne? To jest takie pytanie. Mówię tutaj tak jakoś bardzo do Burroughsa. Tak mi się po prostu skojarzyło, a temat gdzieś tam mnie nurtuje ogólnie. Tu bardziej chyba takim sztandarowym przykładem jest Coelho. Co prawda Coelho akurat moim zdaniem daje czytelnikom coś innego niż literaturę. On daje im rodzaj jakiejś psychologicznej korzyści z czytania tych książek i stąd myślę, jest jego popularność. Niemniej jest to literatura, która się dobrze sprzedaje, a nie wydaje się, aby było to coś, co wśród ludzi o szczególnych potrzebach intelektualnych jest dobrze postrzegane. Więc tak mnie to zastanawia.
Jedną z głównych zalet przypisywanych czytaniu jest stwierdzenie, że czytanie rozwija wyobraźnię. Jest to na przykład argument, który też często pojawiał się w kontekście gier RPG. Jak pamiętam w młodości właśnie bawiłem się w ten rodzaj rozrywki polegający na odgrywaniu postaci, na wcielaniu się gdzieś tam w rozmowie, w takiej grze papierowej właśnie wyobrażaliśmy sobie, że jesteśmy jakimiś postaciami, najczęściej fantastycznymi. Odgrywaliśmy wspólnie historię. I stały argument też był taki, że gry RPG rozwijają wyobraźnię. Szczerze mówiąc, patrząc na dalsze kariery zawodowe ludzi, którzy się tymi grami RPG zajmowali, to nie były one jakimiś karierami, przynajmniej wśród moich znajomych, nie były to kariery wybitnych intelektualistów, więc nie do końca ta wyobraźnia jest może tym, co nam się przeważnie kojarzy, że to nie wiadomo co. Bo słowo wyobraźnia, proszę państwa, jest pojęciem dość ogólnym. I tu oczywiście bardzo wiele możemy szukać tych wyjaśnień, czym właściwie ta wyobraźnia jest. Ja bym się ograniczył do takich dwóch. Z jednej strony wyobraźnia, która byłaby czymś pożądanym, to jest umiejętność przewidywania.
To jest coś, co przydaje się na przykład przy projektowaniu, przy tworzeniu, przy grze w szachy, przy działaniu być może artystycznym. Jest to wyobraźnia taka bardzo konkretna, która pozwala człowiekowi tworzyć. Tylko czy to ma związek z literaturą? Czy może raczej właśnie czytanie prowadzi do innego rodzaju wyobraźni, czyli takiej wyobraźni marzycielskiej, niekoniecznie konkretnej, która raczej gdzieś tam nas odrywa od rzeczywistości, pcha ku krainie mlekiem, miodem płynącej, jakimś takim ogólnym wyobrażeniu. Niekoniecznie ten rodzaj wyobraźni przekłada się na cokolwiek, co może nam się w życiu czy w funkcjonowaniu w świecie przydać, a raczej może czasem utrudnić. I to w kontekście gier RPG wydaje mi się, że czasami ten przypadek zachodził, że owszem, te gry rozwijały wyobraźnię, ale raczej taką ucieczkową, raczej taką eskapistyczną wyobraźnię marzyciela, który chciałby raczej śnić niż działać czy coś tworzyć realnie. Fakt faktem, że oczywiście mądrzy ludzie bardzo dużo czytają. Przeważnie. Zwłaszcza naukowcy, bo to jest jakiś element pracy naukowej, że się treści intelektualne przetwarza przeważnie na piśmie. Tylko znowu tutaj jakiś rodzaj badawczego podejścia każe rozważyć, na ile to jest tak, że czytanie czyni mądrym, a na ile być może zachodzi raczej prawidłowość odwrotna.
To znaczy ludzie mądrzy, ludzie o pewnych potrzebach intelektualnych faktycznie sięgają po te książki jako zaspokojenie ich potrzeb poznawczych, zaspokojenie jakichś tutaj konieczności zdobywania wiedzy, konieczności czy potrzeby właśnie zawodowej, ale także wewnętrznej, psychicznej, żeby konfrontować się z treściami. To nie jest tak, że pchanie w młodego człowieka jakiegokolwiek tekstu zawsze go rozwija. Na przykład ja pamiętam gdzieś tam na etapie szkoły średniej, jak myśmy przerabiali lektury na języku polskim, to w pierwszej klasie, na samym początku jakiegoś tam programu poznawania literatury, to się leci chronologicznie, czyli na samym początku są teksty antyczne, greckie, które jakby są dla młodego człowieka chyba najtrudniejsze i najbardziej obce i kompletnie zniechęcające. Więc wydaje mi się, że jednak zależy kto czyta, co czyta i ile z tego rozumie. Przepiękną ilustracją do tych moich wywodów, argumentów jest opublikowany niedawno przez Andrzeja Mleczko rysunek. Żart rysunkowy, który wygląda w ten sposób, że młody człowiek o ogolonej głowie i w koszulce ONR siedzi, trzyma książkę. Rodzice zachwyceni. Dobrze, że przynajmniej czyta. Natomiast na okładce książki widzimy napis "Mein Kampf".
[01:32:24] - To oczywiście skrajność argumentum ad hitlerum jest pewną przesadą, pewnym wyjaskrawieniem tego. Natomiast w dzisiejszych czasach myślę, że wychodzi wiele rzeczy, których czytanie niekoniecznie jest rozwojowe. Bo to nie jest tak, że wszystko, co zostanie wydrukowane jest mądre. A dzisiaj to też nie jest tak, że wszystko, co wydrukowane jest choćby językowo poprawne. Czasem wręcz przeciwnie.
[01:32:52] - Fieletony Tomka są przygodowe. Według mnie są bardzo przygodowe. W dobrej szkole się wykształcił. Dlaczego? Otóż one są od początku do końca bardzo przezroczyste. Trzymają się takiego kontekstu zrozumiałego, w którym każdy przeciętny słuchacz czy czytelnik może łapać treść. Na ile złapie głębię, na ile złapie sens wywodu eseistyczny, to jest jego sprawa. Natomiast ta przygodowość to jest właśnie ta istota przezroczystości i jasności tekstu, który Tomek wygłasza samodzielnie albo przy pomocy pióra. To jest felieton również dla mnie przygodowy, lekki, łatwy i przyjemny, a przy okazji, jeśli ktoś zechce albo mu się rozjaśni po latach, skojarzy.
[01:34:03] - Kilka fajnych skojarzeń można mieć.
[01:34:04] - To będzie tak.
[01:34:05] - Jak najbardziej. A poza tym Tomek się ze mną zgodził, że przerabianie z młodymi ludźmi antycznej literatury to jest jednak rodzaj nieporozumienia, bo na pewno im takich estetycznych czy z czym kojarzymy bardzo często literaturę, czyli z taką jednak przynajmniej minimalną rozrywką, to tej rozrywki im na pewno nie dostarcza.
[01:34:34] - Ja trafiłem na mity greckie i rzymskie.
[01:34:38] - To ja też!
[01:34:40] - Bardzo prosto, ale również dzięki przygodowości. Dlaczego? W tamtych czasach to było jedyne źródło, jedyne, mówię dokładnie, jedyne w polskiej literaturze, w polskich książkach, gdzie się mogłem spotkać nagle z nagimi boginiami. Były zdjęcia!
[01:35:02] - O Jezus, Wiktor, ty erotomanie! Kurczę!
[01:35:05] - Ale dzięki temu przeczytałem te wszystkie mity greckie i pożerałem je. Dzięki temu, że towarzyszyło temu coś jeszcze.
[01:35:18] - Wiesz co, ja powiem tak: ja na szczęście trafiłem na mity greckie, książkę autorstwa pani Markowskiej, bo gdybym trafił na mity greckie Parandowskiego, to w tym wieku, w którym to czytałem, a ja czytałem mity mając 12 lat, to by mnie odrzuciło od tych mitów, bo Parandowski to jest trudniej napisana książka. Moim zdaniem po latach jest znacznie głębsza, to jest po prostu lepsza książka.
[01:35:50] - I bardziej przygodowa.
[01:35:53] - Nie wiem, ale Markowska operowała bardzo prostym językiem. Bardzo dobrze, że nie trafiłem na opracowanie mitów greckich w wykonaniu innych pisarzy, bo warto wiedzieć, że autor „Klaudiusza”, Robert Graves, także napisał wielkie dzieło o mitach greckich. Ja się cieszę, że trafiłem na Wandę Markowską i w jej wykonaniu mity poznawałem, bo ja je czytałem z wypiekami na twarzy. Nie z powodu zdjęć nagich boginek, chociaż dobrze, zerkałem pożądliwie jako dwunastolatek, ale jednak te mity wciągały. Bez żalu odwracałem kartki.
[01:36:39] - Ale słuchaj, tutaj dotykamy jeszcze jednej rzeczy, czyli uproszczenia i tej przezroczystości, co użyłem w wypadku felietonów Tomka Fąsa. Otóż czyli popularyzacji. Mity Parandowskiego wymagały większej dojrzałości umysłowej, większego wykształcenia.
[01:37:06] - Wykształcenia, tak.
[01:37:07] - Po prostu wykształcenia, żeby je załapać. I teraz uproszczenia. Uproszczenia są potrzebne do tego, żeby dotrzeć do ludzi. Uproszczeniem był komiks. Odnosząc się na przykład do naszej religii, nawet do religii jest uproszczeniem obraz tego cudownego raju Adama i Ewy i tak dalej. To jest pewne uproszczenie idei. Idea ta głębsza, dotycząca istoty rzeczy, jest dużo głębiej i dalej.
[01:37:48] - Tak, jeżeli ktoś do dzisiaj wyobraża sobie raj jako: tam chodzą duszyczki z rękami złożonymi, modlą się, wszędzie anielskie pienia tam się rozlewają. Powiem tak, to jest bardzo taki fajny obraz, ale przecież tak jak powiedziałeś, to jest jedno wielkie uproszczenie.
[01:38:10] - Ale co najzabawniejsze, nawet wielcy współcześni autorzy i pisarze, również polscy.
[01:38:17] - Posługują się tym.
[01:38:18] - Posługują się tym mitem, walcząc z tą całą religią. Oni myślą, że wierzący tak myślą.
[01:38:28] - Nie, ale czasami jest to jako znak kulturowy.
[01:38:32] - Tak.
[01:38:33] - Że to jest mrugnięcie okiem przez autora. Słuchajcie, o to mi chodzi. Jak wy inaczej sobie wyobrażacie ten raj, to jest wasza sprawa, bo tak naprawdę często powtarzam, to będzie teraz rzecz obrazoburcza, że być może jest tak, jak powtarza jeden z publicystów, że specjalistą od naszego zbawienia jest przeciętny ksiądz. Nie wiem, nie chcę tego rozstrzygać. Być może. Natomiast jedną rzecz wiem na pewno, że żaden z tych specjalistów na temat tego, jak wygląda druga strona, nie ma nam nic do powiedzenia. On nam tak samo mówi o swoich wyobrażeniach, o tym, w co bardzo głęboko wierzy. A jak jest naprawdę, to jak będziemy mieli odrobinę szczęścia, to się przekonamy. A jak mamy pecha i zakład Pascala okaże się nieco mniej przyjazny dla nas, to się okaże. Ale my tego już nie będziemy wiedzieli, że tam na przykład nic nie ma.
Ci, co wierzą, a się przekonają, że coś jest, będą mogli wtedy zweryfikować swoje ludzkie, ziemskie wyobrażenia z tym, jak tam jest naprawdę. Obawiam się, że jest zupełnie inaczej niż sobie większość ludzi wyobraża.
[01:39:47] - Marek, chciałem ci przypomnieć, że ja już tam parę razy byłem.
[01:39:50] - No i jak jest? Powiedz.
[01:39:51] - W porządku.
[01:39:52] - Tak? Dobrze, to jakaś nadzieja. Dobrze. Dla mnie ważne jest też w felietonie Tomka to, podkreślił to kilka razy, że na temat Burroughsa są bardzo różne zdania. Jedni mówią, że to jest taka literaturka, drudzy się z kolei zachwycają. Ja oczywiście jestem gdzieś bezpiecznie pośrodku, ale z takim skierowaniem na fascynację. Bo rzeczywiście, jakbym oceniał, znowu weźmy cudzysłów, sobie wstawmy, tak literacko czysto, to przyznaj, to jest proste do bólu i literacko czasami przewidywalne. Ale to, co mówiłem, opowiadanie pewnych archetypowych historii, archetypicznych historii sprawia, że ta literatura stwarza pozór prostej, ale nie jest do końca prosta. Oczywiście mamy znowu przygody, one tam dominują, ale gdzieś w drugim planie można się doszukać pewnych opowieści, które są uniwersalne. A w literaturze, nie oszukujmy się, poza przygodą szukamy pewnej uniwersalności.
[01:41:03] - Jeżeli to ziarno pada na przykład na twojego dwunastolatka albo czternastolatka, pozostawia piętno na całe życie.
[01:41:14] - Ale też zostawia niezrozumienie. Czasami sobie czuję: „Kiedyś w dzieciństwie czytałem taką powieść. Może to tam było, a może nie. Może mi się tylko wydaje”. I sięgasz po tę książkę i się okazuje, że tam to było. Ty jako dwunastolatek tego nie widziałeś. Co więcej, ta proza do ludzi, którzy nigdy się tym nie zainteresują, nazwijmy ich ludźmi prostymi, chociaż to też jest nadużycie, do których dociera ta warstwa zewnętrzna, czyli przygoda. To co, to znaczy, że to jest zła literatura? Że oni nie widzą tam pewnych treści? To nie widzą.
I co z tego? Nic się nie dzieje. Przeczytali kawał fajnej przygody. Zostawiłem sobie gdzieś taką oto historię. Otóż nie wiem, czy sobie wyobrażasz taką oto sytuację. Burroughs był człowiekiem, który był przy narodzinach science fiction. A może science fantasy? Bo tam mamy trochę fantasy, ale też science fiction się pojawia. Był przy narodzinach i on tak naprawdę wprowadził do literatury SF szereg takich motywów żelaznych, które się później pojawiają w literaturze raz za razem. Można powiedzieć: Burroughs to wymyślił, a 10 innych autorów zastosowało.
To już przy okazji tej rzeki wspominałem. Ale nigdy bym nie przypuszczał, że się pojawi zjawisko... Może to opiszę tak: kiedy ukazał się film wspomniany już przeze mnie „John Carter” zrobiony na podstawie „Księżniczki Marsa”, to można się było chwycić za głowę, kiedy czytało się recenzje w internecie. Ja specjalnie sobie pożeglowałem do internetu angielskiego, anglojęzycznego, przepraszam, bo tam jest najgłupiej. U nas też jest głupio, ale tam jest najgłupiej. Co znalazłem? Otóż wyobraź sobie, że filmowi „John Carter” zarzuca się wtórność. To wtórne jest, bo to już tyle razy było. To piszą ci geniusze, którzy uznają, że dostali nowy produkt. Tymczasem to jest produkt pierwotny i zarzuca się autorowi, który to wszystko, dobrze, nie wszystko, wymyślił sporą część tych motywów, zarzuca się wtórność, bo się go poznało dopiero co przed chwilą i zarzuca mu się wtórność.
Przyznasz, że naprawdę los potrafi być złośliwy.
[01:43:52] - Tak. Burroughs się, że tak powiem, w tym stanie ducha, w którym się aktualnie znajduje, dowiedział, że jest wtórny wobec „Wojen Gwiezdnych”.
[01:44:04] - Wobec „Flasha Gordona”.
[01:44:08] - Tak. Jest wtórny wobec Kuby Wojewódzkiego. Wobec wszystkiego.
[01:44:13] - W ogóle jest wobec wszystkiego wtórny. Przyznasz mi chyba, że kiedy mówiłem, że w angielskojęzycznym internecie bywa najgłupiej, to trochę racji miałem. Chociaż przyznam też, że i w polskim internecie podobne kwiatki odnośnie Burroughsa można znaleźć. Co prawda to mnie w jakiś sposób buduje. Taka osoba, która w ten sposób mniej więcej napisze, spotyka się dosyć szybko z odpowiedzią ludzi, którzy coś wiedzą i to w jakiś sposób napawa mnie optymizmem.
[01:44:49] - Wyróżnia polski internet.
[01:44:51] - Chciałbym w to wierzyć. Przynajmniej bardzo chciałbym w to wierzyć, że tak właśnie jest. Ale przyznasz, że ja się długo uśmiechałem, kiedy przeczytałem te komentarze, które zarzucały Burroughsowi wtórność, bo wyobraziłem sobie faceta, który to wymyśla. Dobrze, ja wiem, sam powiedziałem o tym „Guliwerze na Marsie”, że może nie do końca to wymyślił. Inaczej powiedzmy: tak przefiltrował ten pierwszy tom. „Guliwer na Marsie” — kto o nim słyszał? Powiedziałem państwu, teraz słyszeliście i może po niego nawet sięgniecie, ale tak naprawdę ten Guliwer gdzieś zniknął. Natomiast Burroughs dalej funkcjonuje. To, myślę, dosyć charakterystyczne jest. Ja na tym opieram swoje głębokie przekonanie, że Burroughs jest jednak zjawiskiem wykraczającym poza literaturę czysto przygodową.
Nie umniejszając i nic nie zarzucając literaturze przygodowej, ale powtórzę to po raz kolejny: on stworzył pewne współczesne mity, do których wielu autorów się później odwołuje. Przepraszam bardzo, ale jak tu nie zazdrościć Burroughsowi?
[01:46:12] - Zresztą nie tylko zazdrościć, bo nie mam czego mu zazdrościć. Natomiast szacunek mam wobec Burroughsa coraz zdecydowanie większy, choćby z tego powodu, że trzeba zweryfikować całe swoje życie dzięki Burroughsowi. Skoro on zmarł, a ja się pojawiłem, to coś znaczy przecież, Marku.
[01:46:36] - Właśnie, ale co?
[01:46:38] - Nie wiem. Ludzie Wschodu uśmiechnęliby się, wzruszyli ramionami i odpowiedzieli ci: „Ależ to oczywiste”.
[01:46:47] - Szanowna inkarnacja.
[01:46:49] - Ależ oczywiste.
[01:46:50] - Ale czemu nie ciągnąłeś tych cykli? To ma było w drugim życiu pociągnąć.
[01:46:57] - Czekaj, ale ciągnę dalej. Ja też mam dzieci. Ja też umrę. Ale w dniu, w którym ja umrę-
[01:47:06] - Ktoś się na pewno na tej planecie narodzi.
[01:47:10] - Proszę ciebie, to nie jest koniec Burroughsa.
[01:47:14] - Burroughs wiecznie żywy. Dobrze, ale tak sobie przeskakujemy z żartów, z mówienia poważnie o Burroughsie. Ale jakbyś miał w jakiś sposób podsumować to, co o Burroughsie wiemy, to, za co go szanujemy albo nie szanujemy, to jakbyś to ujął?
[01:47:36] - Najkrócej to wrócę do tego, co powiedziałem na samym prawie początku, że gdyby tak z daleka spojrzeć na naszą cywilizację, na naszą literaturę XX-wieczną, XIX-wieczną i XXI-wieczną i tak dalej. Kto był ojcem tego wszystkiego, a przynajmniej kto był największym prorokiem tej kultury? Nie cywilizacji, ale kultury, która towarzyszy naszej cywilizacji na przełomie między XIX a XXI wiekiem. To był właśnie Burroughs. On sobie chyba z tego nie zdawał sprawy. Nikt sobie z tego nie zdaje sprawy, ale gdyby ten temat podsunąć, bo my tego tak dobrze, Marku, nie zrobimy, Dominice Oramus na przykład, która by prześledziła i opisała, tak jak w paradygmatach darwinowskich, jakie były paradygmaty, jak się ostał Burroughs w kulturze XX-wiecznej, współczesnej kulturze, to moglibyśmy zrobić wielkie oczy. Bo do tego trzeba może trochę kobiecej wnikliwości i uszczypliwości, żeby ten temat dobrze złapać. Dominika Oramus jako kulturoznawca dałaby sobie z tym radę, a nawet chyba zgłoszę się do niej z pomysłem, żeby ten temat ruszyła, bo to jest chyba mocny temat.
[01:49:16] - Wiesz co? Pewno tak dobrze jak Dominika Oramus tego nie zrobimy. A jednak coś mnie korci, żeby powiedzieć. Burroughs „Tarzana” napisał kiedy? To było tuż po tym, kiedy się pojawiło ileś doniesień. Zresztą one też na literaturę, nie tylko na „Tarzana” miały wpływ. Nawet Marks o tym pisał. Ale to z literaturą miało niewiele wspólnego. Pojawiło się szereg doniesień na przełomie XIX i XX wieku o dzieciach wychowanych przez zwierzęta. Przez małpy.
Więc Burroughs chwycił to i tę historię nam przekazał. W takiej wersji, dzisiaj by się powiedziało hollywoodzkiej, ale jednak to się chce oglądać i to pobudza wyobraźnię. A jak bardzo pobudza wyobraźnię? Zdajmy sobie sprawę, że myśmy tu dzisiaj wspominali o „Tarzanie” z rolą Weissmüllera. Ale zwróćcie państwo uwagę, kiedy ja byłem nastolatkiem, w kinach pojawił się film „Greystoke. Legenda Tarzana”. Całkiem niedawno, w 2016 roku pojawiła się kolejna ekranizacja. To miało chyba tytuł „Tarzan: Legenda”. Nikt mi nie powie, że twórczość bezwartościowa jest jednak co jakiś czas wznawiana. Ktoś może powiedzieć: „Godzilla też jest co jakiś czas wznawiana." Może się trzeba nad tą Godzillą również zastanowić, bo najpierw Japończycy kręcili te filmy, Toho chyba ta wytwórnia się nazywała, o Godzilli.
Później była Godzilla amerykańska, a teraz jeszcze jedna jest amerykańska Godzilla. Godzilla stała się też elementem popkultury. To źle? Dla mnie ważne jest to, że kolejni twórcy do tej książki, do tej opowieści odwołują się. Tym bardziej tacy reżyserzy. Tego ostatniego kręcił facet, Yates. David? David chyba. David Yates to jest autor, który kilka filmów w życiu nakręcił, czyli też miał powód, żeby się za tę opowieść chwycić. Mnie to mimo wszystko fascynuje, że ta opowieść, pomimo upływu ponad stu lat, dalej się do niej wraca.
Gdyby to była czysta przygodówka, to przecież by tego nie robiono. Siedzi w tej opowieści jakaś pierwotność, jakaś historia, która dotyczy nas wszystkich. To nie jest taka historia jak w „Jekyllu i Hyde'ie", ale też do pewnych pierwotnych instynktów się odwołuje. Takie jest moje zdanie przynajmniej.
[01:52:34] - Marku, jak mówiłeś o tym, sczesałeś mniej więcej „Księżniczkę na Marsie" Burroughsa, to ja tak słuchałem z wielkimi oczami, bo puszczałeś takie najbardziej płaskie, najbardziej proste wyjaśnienia czegoś. A ja mówię: „Boże, przecież otwiera mi cały Ray Bradbury z jego „Kronikami marsjańskimi". Bez Burroughsa nie byłoby Bradbury'ego „Kronik marsjańskich" prawdopodobnie, bo to jest ten sam rodowód, ta sama amerykańska tamtego czasu opowieść o farmerach na Marsie.
[01:53:22] - Ja powiem coś jeszcze. Ten Yates to jest facet, który nakręcił kilka „Harry'ego Potterów". To jest facet, który nakręcił „Fantastyczne zwierzęta".
[01:53:31] - Dla mnie to nie jest dobrym poleceniem.
[01:53:34] - Nie, to nie o to chodzi. Można „Harry'ego Pottera" nie lubić, można go lubić, ale chodzi mi o to, że autor, reżyser, nie autor, reżyser uznał opowieść o Harry'm Potterze, że jest równie fascynująca dla niego jako materiał. Jako pewna materia reżyserska jest tak samo interesująca dla niego jak właśnie „Tarzan". Czyli potraktował opowieść, która powstała kilkanaście lat temu, na równi z opowieścią, która powstała ponad sto lat temu. To moim zdaniem świadczy, być może ja chcę w to wierzyć po prostu. Dobrze, niech i tak będzie, ale ja chcę wierzyć, że to świadczy o sile tej opowieści i innych opowieści Burroughsa. Z tymi innymi opowieściami, z tym cyklem Pellucidar, z cyklem venusjańskim oraz kolejnymi częściami marsjańskimi jest taki kłopot, że one, pomimo że opowiedziane przez Burroughsa tak dawno, żeby je nakręcić, trzeba by sporo kasy wywalić na efekty specjalne. To świadczy o tym, że ten facet miał naprawdę sporą wyobraźnię. Tak to sobie powiedzmy.
[01:54:52] - Mógłbym to także swojej strony, Marek, spuentować. Wiesz, jest takie w Polsce powiedzenie: „Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi." Człowiek pisze powieści, człowiek pisze literaturę. Ale jeżeli Burroughs strzelał z tymi seriami swoich książek, jeśli Pan Bóg raczył zauważyć jego kule i ponieść dalej, i donieść do dzisiejszych czasów, to znaczy, że coś one miały wagę.
[01:55:24] - Wiesz co? Kręcimy się wokół pewnego motywu, ale ja powiem w ten sposób, że być może jest tak, jak mówisz, że on sobie strzelał, ale w tym, co powiedziałeś, jest takie milczące założenie, że on nie do końca wiedział, co robi. Czyli tak sobie puszczał te historie.
[01:55:43] - Chciał.
[01:55:44] - Ja mam jakieś takie głębokie przekonanie, że ta prosta literatura, tak jak chcą niektórzy, prosta, przygodowa i tak dalej, że ona była pisana świadomie z drugim dnem. Nie przesadzajmy, to nie są jakieś głęboko psychologiczne opowieści. Nie. Ale to są proste opowieści, czyli łatwostrawne, które zostawiają pewien ślad. Taki ślad, który jak taki osad zostaje w tobie. Te opowieści. Kojarzysz przygody, a później ci się pewne rzeczy nasuwają, związane z wymową tej książki. Powtarzam, powtórzę po raz kolejny i będę to powtarzał. To są proste opowieści o tym, jak ktoś dostaje się na Marsa. Jest tam człowiekiem, który może więcej i wykorzystuje tę swoją moc w dobrej sprawie, a przy okazji zakochuje się w księżniczce Marsa oczywiście.
Zakochuje się. Jest wierny. Ale co więcej, w jego książkach jest bardzo dużo prostych wartości, jak na przykład przyjaźń, lojalność. To być może są cechy wyniesione przez Burroughsa z wojska, gdzie czasami od twojej decyzji, od twojej lojalności zależy los twoich współtowarzyszy broni. Ale to widać wyraźnie w jego twórczości. Jego bohaterowie są lojalni do tego stopnia, że stosunkowo rzadko mają rozterki moralne. Oni wiedzą, jak powinni postąpić. Wiedzą, że przyjaźń to jest przyjaźń, a nienawiść to jest nienawiść. Trudno o większy banał niż ja w tej chwili wypowiedziałem, ale nasze czasy postanowiły to skomplikować. Dzisiaj mamy pełno książek na temat tego, czy przyjaźń aby jest przyjaźnią i czy zawsze powinniśmy być lojalni.
A może nie? Może niekoniecznie. Może powinniśmy folgować swoim odczuciom, swoim impresjom i na przykład przyjacielowi, którego się ma od lat 10, 20, 40 powiedzieć: „Już mam dosyć cię, przyjacielu i teraz poszedł mi won, bo teraz będę miał nowych przyjaciół.” Takie się pojawiają. Bo być może ty, przyjacielu, nie wyznajesz moich wartości, a skoro nie wyznajesz moich wartości, to już nie jesteś moim przyjacielem. Zobacz, tak nie komplikuje świata Burroughs. Świat Burroughsa jest światem lojalności, przyjaźni, czasami nienawiści, ale też bardzo dobrze pokazanej, że nienawiść również ma swoje źródła. Że to nie jest tak, że dzisiaj ktoś coś powiedział albo ktoś coś zrobił i już go nienawidzimy. Na nienawiść trzeba sobie zasłużyć, tak jak na przyjaźń. To bardzo wyraźnie u Burroughsa widać w różnych jego książkach.
[01:58:49] - Marku, my jesteśmy jeszcze wychowani w tamtych czasach.
[01:58:56] - Z góry niesłusznych.
[01:58:59] - Dzisiaj każdy obywatel powinien mieć doradcę prawnego, który mu wytłumaczy nie to, czy coś jest słuszne czy niesłuszne, czy coś jest zgodne z prawem. Kiedyś światem rządziła kultura, dzisiaj rządzi prawo, a prawo może decydować o tym, co jest ważne, co jest słuszne, co jest niesłuszne i tak dalej. Co jest aktualne, co nieaktualne.
[01:59:26] - W tej audycji mówiłem dziesiątki razy, przesadzę, ale kilka razy o tym mówiłem, że ludzie, którzy mają nadzieję, że nasz współczesny świat da się uporządkować za pomocą prawa, to są biedni ludzie.
[01:59:44] - Biedni.
[01:59:44] - Biedni, bo wmawianie ludziom, że prawo totalnie porządkuje nasze życie, że tylko prawo jest w stanie to życie uporządkować, to ja nawet nie wiem, czy to jest naiwność, czy to jest głupota. Zrozummy się. To nie chodzi o to, że ja mam coś przeciwko prawnikom albo że jakoś piję do obecnej sytuacji politycznej. Chodzi po prostu, proszę państwa, o to, że są sytuacje w naszym życiu, w których my musimy się wykazać po prostu elementarną przyzwoitością, a nie odwoływać się do prawa i nie patrzeć, co nam się z punktu prawnego opłaci. Są sytuacje, w których prawo nie ma do nas dostępu, bo my i tak zrobimy pewne rzeczy albo możemy zrobić pewne rzeczy i nic nam się nie stanie. Nie będę powtarzał tej sytuacji, bo już o niej mówiłem, ale są takie sytuacje w naszym życiu, gdzie prawo nie ma do nas dostępu.
[02:00:44] - Tak się nam wydaje.
[02:00:46] - Nie.
[02:00:47] - Prawo dąży do tego, żeby mieć.
[02:00:50] - Oczywiście prawo dąży. Tylko prawo zapomina o tym, że nasze życie poza prawem regulują jeszcze inne czynniki, takie jak na przykład system wartości.
[02:01:03] - Ale prawo zdominuje, czyli wcześniej uznane będzie tworzyło systemy doraźne, potrzebne.
[02:01:09] - To jest czarnowidztwo. Nie. Ja cały czas chcę wierzyć w to, że tak jak u Burroughsa jest system wartości. Czasami ten system wartości powiązany jest z religią, ale nie musi być powiązany z religią. Ten system wartości może być powiązany z przekonaniami, które mamy. To nie muszą być przekonania religijne, ale ten system wartości musi być silny.
[02:01:35] - Taki system wartości jest naturalnym wrogiem prawa.
[02:01:40] - Jest, ale ja o tym mówię. Dlatego to, co powiedziałeś, że prawo dąży. Nie. Mam nadzieję, że ludzie nie dadzą sobie wykorzenić systemu wartości, etyki, obojętnie jakie jest źródło tej etyki i wszystko zastąpi prawo, bo to będzie koniec naszej cywilizacji. Wiara w to, że całe nasze życie zdominują procedury oraz prawo, to naprawdę, wierzcie mi państwo, mnie przeraża taka wizja i być może teraz będzie tak zwany łatwy wniosek. Być może świat, który opisuje Burroughs, w którym takich niebezpieczeństw nie ma, gdzie etyka, system wartości jest prosty, chciałoby się powiedzieć naturalny. Coś jest dobre, coś jest złe. Co nic, że to można skomentować: „Tak, ale to jest to, co jemu się wydaje, że jest dobre.” A jak powinien, proszę państwa, postępować człowiek? Czy państwo zastanawiając się, czy komuś pomóc, zastanawiacie się, czy na przykład nie wyciągniecie kogoś z wody, bo być może topi się morderca potencjalny, więc go może nie ratujmy. Może byłoby lepiej?
Takie rozmywanie naszej moralności, tego, co mamy do zaoferowania światu. Nie ratujmy nikogo, bo być może ratujemy przestępcę, więc nie ratujmy nikogo.
[02:03:09] - Nie róbmy dzieci, bo to przecież bydlaki i starości się urodzą.
[02:03:15] - Dzieci to w ogóle zwiększają zużycie tlenu.
[02:03:21] - Tlenu zużywają w ogóle, torebek od wady i wszystkiego. To jest potwory.
[02:03:26] - Oczywiście, proszę państwa, sprowadzamy to wszystko ad absurdum, ale robimy to świadomie, bo pokazujemy, że nasz świat strasznie różne rzeczy skomplikował. A Burroughs to jest świat prosty, ale świat, za którym można zatęsknić, bo ci jego bohaterowie. Inaczej można to, co powiedziałem, odczytać, że skoro bohater czasami postępuje w sposób odruchowy, to znaczy, że to jest prymityw, bo się odruchami kieruje. To ja lubię tego bohatera. Ja go lubię, bo on wie. Ma wewnętrzne przekonanie. Może nie wie, ale ma wewnętrzne przekonanie o tym, co jest dobre, a co jest złe. Zobaczcie państwo, jak to dzisiaj rzadko występuje.
[02:04:12] - Bo dzisiaj powinien za tobą chodzić diabeł. Pardon, adwokat, doradca finansowy, doradca prawny. Doradca, który ci cały czas szepcze na ucho: „Zrób tak, bo inaczej będziesz płacił. Zrób tak, bo inaczej będziesz ukarany. Tego nie wolno, tego nie wolno. Tej końcówki nie używaj, bo tak.” I tak dalej. Świat jest po prostu obłędnie oddany w szpony prawa, a prawnikom należy obciąć.
[02:04:45] - A pamiętaj, zobacz. To się jeszcze o tyle może potwierdzać, że kiedy wspomnieliśmy Howarda i Conana. Conan jest taką samą postacią jak postacie Burroughsa. Conan też wie, jak powinien postąpić. Mówi się o nim, że barbarzyńca i czasami jest prymitywny. Ale zobacz, jedną z cech Conana jest to, że jest lojalny. Że jak od kogoś weźmie pieniądze za zrobienie jakiejś rzeczy, to zadanie wykona, choćby się w trakcie pojawiały jakieś wątpliwości.
[02:05:24] - Dobrze Marku, ale widzisz, tego typu świadomość jest potrzebna indywidualności. Społeczeństwu jest to zbędne. Społeczeństwo chce mieć prawo. Bezwzględnie.
[02:05:39] - Wiesz co, to jest dyskusyjne, o czym mówisz. A jeszcze pewne podobieństwo. Nie wiem, po co to robię, ale powiem to. Pewne podobieństwo pomiędzy Burroughsem a Howardem jest też takie, że Howard zainspirował całe legiony, podobnie jak Burroughs, całe legiony pisarzy. Ja już pomijam tych, którzy kontynuowali dzieje Conana, losy Conana i tak dalej, bo to nazwiska z pierwszych czołówek list pisarzy SF kontynuowały dzieło Howarda, ale też motywy u Howarda poruszane. Słuchaj, dzisiaj wystarczy w dalszym ciągu wziąć jakieś dzieło z gatunku fantasy i na bank jakieś motywy z Howarda się tam znajdą. Oczywiście można powiedzieć, że bo on był pierwszy, to dlatego dzisiaj wszyscy. Nie jestem przekonany. W każdym razie mam takie wrażenie, że po dzisiejszej audycji w dalszym ciągu nasi słuchacze pozostaną z pewnym zgryzem. To jakim pisarzem był tak naprawdę ten Burroughs?
Dobrym, złym, przyzwoitym? No jakim?
[02:07:03] - Marku, to nieważne. Jego książki żyją.
[02:07:06] - Żyją. Żyją. Proszę państwa, to co mówiłem o wydawnictwie SF Wojtka Sedeńki. Proszę państwa, w tej chwili wydawnictwa nie są tak jak w socjalizmie. Kiedyś wydawnictwa były po to i tylko po to, żeby tłuc kolejne tytuły. Państwo płaciło, wydawnictwo wydawało. Dzisiaj wydawnictwa to są spółki, to są działalności gospodarcze, to są różne inne formy aktywności rynkowej, których zadaniem owszem, jest wydawanie książek, ale zarabianie na tych książkach. Więc nie liczcie państwo na to, że Wojtek Sedeńko i wydawnictwo SF tłucze, drukuje kolejne tomy Barsooma i innych cykli, które napisał Howard tylko po to, żeby je wydrukować. Nie. Wydawnictwo jest po to, żeby zarabiać pieniądze i zaręczam, że SF również na tych książkach zarabia.
A to jest dla mnie najlepszy dowód, że te książki w dalszym ciągu cieszą się popularnością. Przepraszam za takie bardzo merkantylne podejście, ale to czasami również przemawia, że to nie są książki, jakieś ramoty, jakieś cienkie powieścidła, o których ludzie najchętniej by zapomnieli. Nie. To są, proszę państwa, książki, które w dalszym ciągu świetnie się sprzedają.
[02:08:37] - Pominęliśmy jeszcze Marku jedną rzecz, na którą na samym końcu chyba już dowiążę. Otóż tymi książkami można trochę oddychać. One mają pewną malowniczość, pewną plastyczną taką luźną wyobraźnię. Nie są za mordystycznie trzymane, a to jest naprawdę dobra cecha. Naprawdę piękna cecha, gdyż ona Nie wiem. Wiesz, jak my sięgnęliśmy, ty do Howarda. Ja bardzo chciałbym się dowiedzieć, a może nie chciałbym, bo chyba o tym wiem, na ile Żuławski sięgał do Burroughsa? Proszę ciebie.
[02:09:28] - Myślę, że nie sięgał.
[02:09:29] - Nie sięgał?
[02:09:30] - Myślę, że nie sięgał, bo to, co on opublikował, on to załatwił przed Burroughsem. Po prostu.
[02:09:41] - Ale zobacz, jakie są podobne rodowody. Nikt dzisiaj, przynajmniej w Polsce, nie zarzuci Żuławskiemu braku literackości, choćby jego książki były językiem tragicznym napisane.
[02:09:58] - Nie tragicznym. Po prostu dzisiaj młodopolski język niekoniecznie nas bawi. Ale czemu nie? Da się to jednak czytać. Cóż, chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale właśnie uciekło mi z głowy, więc to chyba najlepszy dowód na to, że powinniśmy naszą dzisiejszą audycję chyba gdzieś już zakończyć.
[02:10:26] - To znaczy ja dzisiejszej audycji z pewnością nie zakończę. Bo po tych newsach, które od ciebie otrzymałem na tematy rodowodowe.
[02:10:40] - Piszesz kolejny tom „Księżyc i Marsa”?
[02:10:43] - Zamknę oczy i będę ciężko myślał, co do mnie Burroughs w nocy powie, nie?
[02:10:49] - No dobra, tylko jeszcze nawiązując do tego, co powiedziałeś o możliwych związkach z Żuławskim. Wiesz, Żuławski „Na srebrnym globie” napisał w 1903 roku. Tak jak mówiłem, książki Burroughsa w 1912 się zaczęły ukazywać.
[02:11:09] - Znaczy my i tak Polacy byliśmy lepsi. Jak zawsze.
[02:11:13] - W 1911 powstała „Stara Ziemia”, a rok wcześniej „Zwycięzca”. Żuławski nie. Ale to świadczy, że byliśmy wtedy w głównym nurcie. Zaczynała powstawać fantastyka naukowa i my byliśmy na czasie. Przypomnę, wydawnictwo Bibliotekarium wydało „Gości z Marsa”, książkę napisaną przez autora, którego nazwisko nikomu nic nie mówi. A to jednak Polak napisał pod koniec XIX wieku. To nie jest może jakaś wybitna powieść, ale jest ciekawa. Może nie jest napisana świetnym językiem, ale jest ciekawa. W dodatku jest napisana chwilę przed tym, jak Wells napisał swoją „Wojnę światów”. Więc znowu wyprzedziliśmy.
My w ogóle wtedy byliśmy gdzieś w czołówce. Jakoś się nam później tak porobiło, że zostaliśmy z tyłu.
[02:12:13] - To znaczy jak? Razem z Lenem to dalej byliśmy w czołówce.
[02:12:17] - Tak, ale mieliśmy długą przerwę, a w tym czasie fantastyka się rozwijała.
[02:12:25] - Tak, ale Marku, my jesteśmy peryferią świata. Nie dosyć, że peryferią Europy, to jeszcze peryferią świata totalną. Ilu nas jest i co my znaczymy wobec takiej symbolicznej Ameryki albo Euroazji?
[02:12:41] - Ja ci tylko przypomnę, że w czasach, kiedy Żuławski pisał swoją trylogię, to Polski w ogóle nie było. A jakoś jednak dawaliśmy radę. Tego nie rozstrzygniemy. W każdym razie na koniec, już zupełnie naprawdę na koniec. Szczerze państwu książki Burroughsa polecam. Nie wszystko jest w Polsce dostępne jeszcze, ale sporo jest. Cykl marsjański jest prawie cały. Cykl wenusjański też się chyba zbliża do końca, jeśli chodzi o polskie wydania. Podobnie jest z Pellucidarem. Z Tarzanem nie wiem, bo z Tarzanem to jest tak, że część Tarzana jest bardziej fantastyczna, część mniej fantastyczna.
Jak sami państwo słyszeli, Tarzan trafił również do świata podziemnego, do Pellucidaru. To też świadczy o tym nowoczesnym myśleniu. Zobacz, ilu w tej chwili autorów, to już mówiłem, stara się tego rodzaju cykle stworzyć. A on proszę pyk i w pierwszych latach XX wieku już to robił. Dobrze, skończmy te zachwyty. Ja państwu w każdym razie serdecznie Burroughsa polecam. To naprawdę zestarzało się trochę mniej niż spora część literatury z okresu dwudziestolecia międzywojennego, która się w Polsce ukazywała. To rzeczywiście czasami są już ramoty, a Burroughs nie. Być może dlatego, że jest w tej chwili tłumaczony. Jednak współczesny tłumacz nadaje temu pewną nowoczesność języka.
Być może to, być może coś innego. W każdym razie po Burroughsa warto sięgnąć.
[02:14:26] - Tak jak w komunie było takie hasło à propos zupełnie innego człowieka: „Borów, żyj, nie żywy.”
[02:14:36] - Niech ci będzie. Chociaż nie wiem, czy mu robisz przysługę, bo porównywanie Burroughsa z Leninem... Nie wiem.
[02:14:47] - Tam nie wypaliło, ale tu się sprawdza.
[02:14:50] - Przynajmniej na razie. Jak długo jeszcze pożyje ta literatura? Trudno powiedzieć. Proszę państwa, dziękujemy za dzisiejsze spotkanie. Nie możemy bić rekordu z zeszłego tygodnia, gdzie prawie dobiliśmy do pięciu godzin. Ale jeszcze nie do pięciu, więc wszystko przed nami. Zapraszamy na przyszłotygodniowe „ABW”. Może damy radę do pięciu godzin.
[02:15:14] - Mamy jeszcze komentarz. Aż drugi komentarz dzisiejszego wieczoru od Karola Lipińskiego.
[02:15:20] - A, to już sobie pracowicie zerkam na ten komentarz.
[02:15:24] - Za komuny drukowało się mniej i lepsze książki. Przynajmniej jeśli chodzi o zachodnią fantastykę.
[02:15:31] - Ależ pełna zgoda. Być może to jest nowy słuchacz naszej audycji, ale ja to często podkreślałem. Tu w pełni się z naszym słuchaczem zgadzam. Ja się podpisuję pod tym komentarzem. Zresztą jest zbieżny z tą często cytowaną przeze mnie wypowiedzią Leszka Jęczmyka, który przy tobie to powiedział: kiedyś wydawano mniej książek w dużych nakładach i wszyscy czytali te same książki. W związku z tym mieli o czym rozmawiać.
[02:16:09] - Tak, ale jeszcze jest jedna rzecz, która z Borusem może mieć wspólnego jako poszukiwaczem złota. Wiecie, jak wyglądała praca takiego zwykłego, prostego poszukiwacza złota? Przede wszystkim przesiewanie piachu.
[02:16:26] - Tak, to prawda.
[02:16:27] - I to robiła kiedyś kultura wydawnicza z książkami. Było sito i się ciężko szukało tego okrucha złota.
[02:16:39] - Częścią tego sita był właśnie Lech Jęczmyk i on rzeczywiście wybierał książki za komuny. To były perełki.
[02:16:45] - A dzisiaj nie ma sita, tylko lejek.
[02:16:48] - A potem było tak, że brało się autora, który nas ekscytował, bo za komuny wyszła jakaś jedna, dwie jego książki. Później, jak się zaczęła wolność, braliśmy te książki i się okazywało, że ten facet tak naprawdę w życiu napisał dwie fajne książki, a pozostała część to jest po prostu jakieś szambo albo coś takiego. Byli i tacy autorzy. Stąd dosyć szybko miłośnicy fantastyki naukowej w Polsce byli bardzo zawiedzeni, bo się okazało, że ci idole, ci wspaniali pisarze zachodni produkowali też ordynarny shit.
[02:17:28] - Okruch złota na sicie, który został czy na dnie misy to był jedyny, a dalej już było puste.
[02:17:38] - Niestety.
[02:17:39] - Błoto.
[02:17:40] - Tak. I tu pełna zgoda z naszym słuchaczem. Rzeczywiście, jeśli miałbym za czymkolwiek tęsknić związanego z komuną, to za tą selekcją, która była robiona. Ale przyznajmy szczerze, myśmy wtedy to odbierali jako cenzurę.
[02:17:57] - Cenzura była.
[02:17:59] - Była też, ale czasami to było po prostu niedawanie, niesprzedawanie nam produktów, jak to było u Bułhakowa, tego jesiotra, który nie był pierwszej świeżości. Troszeczkę tak to można odbierać. Cóż, było jak było. W każdym razie my państwa zapraszamy na przyszłotygodniowe „ABW”. Być może uda nam się dobić do rekordu pięciogodzinnego. To żart jest oczywiście, proszę państwa, bo jak sobie pomyślę, że ktoś miałby słuchać pięciogodzinnej audycji bez przerwy, to ja od razu mu współczuję. Myślę, że inaczej się tego słuchać niż w odcinkach nie da. Po prostu jak trzech facetów się zbiera i gada, to z tego gadania można posłuchać tych opowiadań, które nasi szanowni autorzy przysyłają. Ale tego gadania to ja bym sam siebie nie zniósł, jakbym musiał tyle tego słuchać. Niemniej zapraszamy państwa już za tydzień kolejne „ABW”.
Warto też powiedzieć, co będzie za dwa tygodnie. I tutaj z Wiktorem mieliśmy dzisiaj, jak to się mówi, zagwozdkę. W każdym razie trochę podyskutowaliśmy i wyszło nam, że zaprosimy państwa na książkę, tym razem niefantastyczną. Na omówienie książki, która z fantastyką nie ma nic wspólnego, ale to jest po prostu dobra literatura. Będziemy mówić o książce Bohumila Hrabala „Obsługiwałem angielskiego króla”. Proszę państwa, sobie zostawię na za dwa tygodnie, ale to jest książka, przy której się można śmiać i płakać. Nie wiem, czy to jest rekomendacja, ale dla mnie jest.
[02:19:48] - Powtórzmy. „Obsługiwałam angielskiego króla”?
[02:19:53] - Dobrze. Doskonale wiesz, że to jest „Obsługiwałem angielskiego króla”, a wszelkie skojarzenia w tym kierunku są, od razu powiem, błędne.
[02:20:04] - Wiktorowi pewnie skojarzyła się „Obsługiwałem angielską królową”.
[02:20:10] - Mogło i tak mu się skojarzyć.
[02:20:12] - Pięknie.
[02:20:13] - Ja powiem państwu jedno.
[02:20:14] - Nie, one są brzydkie.
[02:20:19] - Co za szowinizm jakiś taki potworny tutaj się pojawia. Naprawdę, proszę państwa, Bohumil Hrabal i książka „Obsługiwałem angielskiego króla”. My często mamy taki pogardliwy stosunek do Czechów.
[02:20:32] - A przynajmniej pobłażliwy.
[02:20:36] - Pogardliwy to przesada. Pobłażliwy. To, proszę państwa, ja bym chciał, żeby w polskiej literaturze pojawiały się takie książki jak ta właśnie Bohumila Hrabala „Obsługiwałem angielskiego króla”. Naprawdę nie przesadzam wcale, kiedy mówię o tym, że przy tej książce można się pośmiać, ale są momenty, w których można po prostu popłakać. A poza tym jest to kawał historii. Śledzimy losy kraju. To brzmi banalnie. Losy kraju na tle losów człowieka. Zabieg stosowany miliony razy. Tylko że Hrabal Tak go zastosował, że to nie tchnie powtórką, nie tchnie czymś banalnym.
Nagle wchodzimy w życie kogoś i to życie nas po prostu wzrusza, przede wszystkim porusza. Cóż, zapraszamy za dwa tygodnie. Wtedy powiemy troszkę więcej o tej książce. Na teraz to cóż, samych dobrych lektur. Może lektur Burroughsa. Tym, którzy piszą, którzy wspomagają zasoby ABW oczywiście natchnienia. Wszystkim piszącym na konkurs Rubieże rzeczywistości podwójnego natchnienia albo nawet potrójnego. Do usłyszenia. Do usłyszenia już za tydzień, za dwa tygodnie. Dobranoc.
[02:22:09] - Czołem. Dobranoc.
[02:22:11] - Mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Tym razem w ABW już za tydzień. Ale panowie, mam nadzieję, że z tymi pięcioma godzinami to był trochę taki żart, bo nie wiem, czy moje gardło to wytrzyma tyle nagrywania.
[02:22:41] - Nie, to przecież nie będzie pięć godzin nagrania opowiadań.
[02:22:44] - Ale panie Marku, trzeba wreszcie powiedzieć sobie uczciwie w oczy i trzeba jakoś tam naoliwić to gardło. Będzie.
[02:22:54] - Cały czas mówimy o herbacie, kawie tudzież innych napojach.
[02:22:57] - Nie. Ja tym razem mówię jasno i prosto. Panie Marku, bez pół litra nie siadać z nami do dyskusji.
[02:23:05] - Nie, Wiktor, ale prawda jest taka, że musimy sobie też powiedzieć, że obiecaliśmy sobie, że po tej jednej audycji patostreamowej prawie zarzucimy ten zwyczaj. Więc niestety nic z tych rzeczy. A jeśli chodzi o tę audycję, to mam nadzieję w trosce o naszych słuchaczy, że ona nie będzie pięciogodzinna.
[02:23:30] - Ale Marko, ty mi zarzucasz erotomanie, ale to ciebie zawsze ponosi ta rozwiązłość słowna i proszę ciebie, jak zaczniesz tego, to się przeciąga do pięciu godzin przez ciebie. Ja mówię skrótowo i jasno.
[02:23:44] - Ja wiem.
[02:23:44] - Albo się zamyka.
[02:23:45] - Każdy ma taką rozwiązłość, na jaką zasługuje. Jeszcze raz dobranoc wszystkim.
[02:23:52] - Dobranoc.
[02:23:53] - Dobranoc. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Jesteśmy już poza anteną. Super!
[02:24:09] - Ja ten kawałek na końcu zapomniałem, że jesteśmy jeszcze na antenie. To miało być poza anteną.
[02:24:16] - No cóż, poszło w eter. Nie da się już teraz.
[02:24:19] - Cholera jasna.
[02:24:20] - Musisz z tym żyć.
[02:24:29] - Happiness is a journey, like a train on a track. Coming to warn us, that the signal's turning back. To reason I hold on. 'Cause I need to let go. It's funny how you think I'm one, but I'm the only one who needs to stay gone, yeah. 'Cause when you never see the lights, it's hard to know which part of us is fading