[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” – o książkach do czytania i do rozmawiania. Luwina, jesieniary, ziemiary, wiośniary, leciary i co tam jeszcze wpadło ostatnio do słownika Alternatywki. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radio Paranormalium. Dzisiaj mamy 6 grudnia 2009 roku, Mikołajki, a najlepszym prezentem mikołajkowym jest oczywiście audycja w Radiu Paranormalium. Audycja na żywo. Zaczynamy odcinek „Bibliotekarium”, w którym tematem przewodnim będzie twórczość Bohumila Hrabala, a konkretnie powieść „Obsługiwałem angielskiego króla”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Marku, czy Wiktor już wrócił z wielkiego dymienia?
[01:07] - Wrócił z wielkiego dymienia. Dzień dobry wieczór wszystkim. Kłaniamy się z Bydgoszczy.
[01:13] - Jestem, jestem dymny i szczęśliwy.
[01:15] - Tak jest. Jesteś dymny-
[01:17] - Skoro Wiktor jest już dymny i szczęśliwy, to ja mogę jeszcze spokojnie podać kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj nadajemy na żywo, a to oznacza, że otwarte będą nasze kontakty. Otwarta będzie nasza linia telefoniczna. Będzie można zadzwonić albo napisać. Nasze numery telefonów to oczywiście 530 620 493, stacjonarny 32 746 0008, Skype radio.paranormalium.pl. Oczywiście można także do nas pisać cały czas na naszym GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Już się widzę zameldował nasz stary, stały słuchacz o35. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. Na grupie „Bibliotekarium” również oczywiście.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz czas na magiczne „halo, halo Bydgoszcz”.
[02:45] - To Bydgoszcz się melduje. Meldujemy się dzisiaj z powieścią niefantastyczną. Ostatnio sobie mocno pozwalaliśmy w kierunku fantastyki.
[02:54] - Ależ Marku, ta powieść jest wręcz fantastyczna.
[02:58] - Tak, ona jest fantastyczna w innym znaczeniu. To prawda. Ale zanim zaczniemy ją chwalić, to chciałem zagaić jakoś inteligentnie. Nie wyszło mi, ale to mi rzadko wychodzi. W związku z tym to norma pewna. W każdym razie książka Bohumila Hrabala. Zaryzykuję taką tezę: to jest taka literatura, do jakiej Czesi nas przyzwyczaili. Świetna, ale nie taka prosta, jakby się na początku wydawało, bo Hašek też wydaje się taki śmieszny. Zajebiście jest i wesoło i w ogóle. A tymczasem prawda jest zupełnie inna.
Podobnie jest z tą książką. Hrabal niby wprowadza nas w świat, w którym jest zabawnie, erotycznie, jakoś tak beztrosko. Ale to jest pozór tak naprawdę.
[03:58] - Bardzo często w takich sztandarowych odniesieniach do wielkiej literatury dotykamy książek, które trochę są skomponowane tak jak „Dziewiąta” Jana Sebastiana Bacha. Są potężne, wspaniałe, piękne i mądre do bólu, jak się przeanalizuje. Natomiast literatura wielka, potężna ma swoją antytezę w takiej literaturze, która wydaje się leciutka. Te palce po klawiaturze, po strunach tak biegają sobie od niechcenia. To takie lekkie, łatwe i przyjemne. Taki popik po prostu. Wydaje się, że ten pop. Ale ten pop się okazuje mniej więcej taki sam jak dzisiaj na przykład rap. Jak się posłucha polskich kapel, to po prostu tak brędzą od Frasa do lasa, to sobie gadają. Ale jak się wsłuchasz w teksty, to są czasami teksty wręcz porażające socjologicznie, mądre, głębokie.
Przynajmniej na wymiar tej kałuży kulturowej, w której się babrają. Więc powieść Hrabala właśnie zmierza, jest wycelowana w taką literaturę, której mądrości doszukasz się niechcący właściwie. Będziesz sobie tak się prześlizgiwał, powoli wtapiał w to i nagle ockniesz się zupełnie z innymi myślami, refleksjami niż na początku tej książki było. To jest ogromna, olbrzymia zaleta, gdyż To jest zaleta książki wielowymiarowej. Ona jest bardzo wielowymiarowa. Nie jest tak jednostronna, jak na przykład coś z wielkiej literatury, żeby gruchnęło i zabolało, to na przykład „Archipelag Gułag” czy wielkie rzeczy orwellowskie i tak dalej, one są potężne, a to nie jest takie. Ale jeśli przeczytasz tę książkę i pomyślisz, to ona jest na wymiar tamtych również.
[06:44] - Tak. Ja nie powiem nic nowego, ale odnoszę takie wrażenie, że część polskich czytelników ma do czeskiej literatury stosunek dosyć pobłażliwy. Tak jak my czasami nabijamy się z ich języka. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, w naszych uszach brzmi to czasami zabawnie, ale w związku z tym my automatycznie przenosimy to również na literaturę. A to jest duży błąd, bo tak sobie powiedzmy o tym, że Bohumil Hrabal to jest nie byle kto w światowej nawet literaturze. To jest Czech, którego książki zostały przetłumaczone na pewno na ponad 20 języków. To dla pisarza jest pewna miara jego popularności, ale to jest jeszcze mało, bo książka zatytułowana „Pociągi pod specjalnym nadzorem” została sfilmowana. Tylko żebym ja pamiętał, przez kogo została sfilmowana. Chyba Menzel. Co więcej, to, że coś jest sfilmowane, to w naszych czasach nie jest może wielkie osiągnięcie, ale ta ekranizacja dostała Oscara za film nieanglojęzyczny, a to już jest pewna miara.
Co by jeszcze o Hrabalu powiedzieć? Te pociągi pod specjalnym nadzorem, one się nie wzięły znikąd, bo on w czasie wojny pracował na kolei. W związku z tym, jak każdy rasowy, dobry pisarz wykorzystał te swoje doświadczenia do tego, żeby powieść uczynić bardziej prawdopodobną. To jest taki pisarz, którego życie troszeczkę przypomina książkę, o której dzisiaj będziemy rozmawiać, bo w latach 60. Bohumil Hrabal, tak jak piszą to w mądrych źródłach, to był jeden z najpopularniejszych pisarzy czeskich. Ale na Czechy przyszły trudne czasy. Wiosna praska. Trochę się tam skotłowało, jeśli chodzi o politykę, o zależności od Związku Radzieckiego, bo wtedy wszyscy byli zależni od Związku Radzieckiego, przynajmniej w tej części Europy. Hrabal tak naprawdę po inwazji radzieckiej dostał zakaz publikacji. Bo jak ktoś był popularny, to też był opiniotwórczy.
Dzisiaj pewno nie ma porównania z tą opiniotwórczością z lat 60., ale jednak coś tam do powiedzenia miał. Tu teraz czytam w komentarzach, o 35 pisze o tym, że Hrabal ma niesamowicie lekkie pióro. To miał być nasz komentarz na później, ale oczywiście potwierdzamy to wspólnie z Wiktorem. Dla nas też to pióro wydaje się wyjątkowo lekkie, co nie oznacza, że Hrabal pisał tylko o lekkich rzeczach. Wręcz przeciwnie. Właśnie, to kolejny komentarz, że potrafił pisać bardzo lekko o sprawach bardzo poważnych.
[10:14] - Zwróć uwagę, jak widzimy takiego boeinga albo jakiś inny supersamolot w niebie, to on leci bardzo lekko, prawda? Ale jest ciężki jak cholera.
[10:26] - Tak. Tu jeszcze o 35 pisze, że czytał tę książkę w latach 80. Myśl, jaką miał, można zamknąć w takich słowach: dlaczego żaden z Polaków nie potrafił tak napisać książki jak Hrabal? Ale wrócę do tej przerwanej myśli o dosyć porąbanych dziejach pisarza. Bo jak dostał ten zakaz publikacji, to wiecie państwo, w Czechach to nie była zabawa. Wtedy w Czechosłowacji właściwie. To nie była zabawa, bo tam zakazem na przykład objęte były czasopisma pod tytułem „Pies” na przykład. Ponieważ podczas Praskiej Wiosny ukazywały się tam różne artykuły, to na przykład przez całe lata 70. i 80. nie można było wypożyczyć rocznika miesięcznika „Pies”, ponieważ on również objęty był cenzurą.
Cenzura Hrabala trwała do połowy lat 70., kiedy to Hrabal opublikował taki list na łamach jednego z czasopism. Takie bicie się w pierś, że źle postępował wtedy, jak była Praska Wiosna i teraz się przyznaje. Podobno to oświadczenie było częściowo spreparowane przez redakcję pisma, w którym się ono ukazało. Jak było, nie wiemy, ale i tak lekko Hrabal później, nawet pomimo tego oświadczenia, lekko nie miał. Warto też powiedzieć, że książka, o której dzisiaj mówimy, „Obsługiwałem angielskiego króla”, to była książka, która przez długi czas krążyła po Czechosłowacji w różnego rodzaju odpisach Czy kserokopiach to nie wiem, czy wtedy ksero, a jakiś powielaczowych może wersjach. Dlaczego? Władze lubiły podkreślać, że dlatego, ponieważ jest tam sporo erotyki. Myślę, że nie tylko dlatego. To jest książka, która dosyć jadowicie traktuje również rzeczywistość czechosłowacką po II wojnie światowej. To, co można przeczytać w tej książce, nie napawa optymizmem i do socjalizmu ciężko byłoby kogoś przekonać, stosując cytaty z tej książki.
To tak à propos losów Hrabala, czy w ogóle taka skrócona wersja jego życiorysu. To teraz chyba czas do książki, prawda?
[13:04] - Może jeszcze skomentuję to co o 23 po prostu.
[13:10] - 35.
[13:11] - 35.
[13:13] - To był J23. Hans Kloss, nasz człowiek w Antwerpii.
[13:20] - Dobrze, niech będzie. Dwa w tą, dwa w tą. Otóż nasz komentator powiedział, że dlaczego polska literatura czegoś podobnego nigdy nie skleiła. Ja tuż przed audycją ciężko zachodziłem w głowę, próbując znaleźć jakieś koligacje, jakieś rodowody bliskie temu. I właśnie wpadłem na jeden bardzo dobry przykład, czyli „Kariera Nikodema Dyzmy”, która jest niby groteską, niby też plebejską. Tak to się zaczyna. Kończy się dosyć poważnie i-
[14:02] - Jadowicie się kończy.
[14:03] - Jadowicie, że tak powiem. Czyli też ma ten wymiar takiego rozwoju z dołu do góry.
[14:12] - Co więcej, pewne podobieństwo da się również wyszukać czy pokazać na takim oto przykładzie. My, chociaż wiemy o bohaterze „Kariery Nikodema Dyzmy”, że to w gruncie rzeczy kawał gnoja jest.
[14:26] - Tak jest.
[14:27] - Ale lubimy go. Lubimy go po prostu. Podobnie jest z bohaterem Hrabala. Książka pisana w pierwszej osobie i my właściwie od pierwszych stron lubimy bohatera tej książki.
[14:40] - Zauważamy, bo nie zawsze, że coraz ześlizguje mu się noga z linki co pewien czas, jako temu linoskoczkowi życia i po prostu bruździ tam od czasu do czasu. Natomiast niestety sympatia do tego i może przez to, że to jest taki przykład, ta literatura zaczyna się tak urwisowsko. Tak jak wiele książek się zaczynało, jak „Przygody Tomka Sawyera”, jak wszystkie takie młodzieżówki, powiem prawdę. Chociaż dosyć szybko trafia tam na łono.
[15:25] - Dosłownie na łono.
[15:27] - Bohater tej książki. Ale dzieci się tulą do tego łona często, więc jakoś to można przełknąć. Natomiast tej urwisowskiej literatury jest sporo. Zresztą mi się, jak słuchałem tej książki, kojarzył się ten problem cwaniackości, lekkości takiej plebejskiej, który na przykład w naszym kręgu kulturowym funkcjonował zawsze gdzieś tam w Odessie, Lwowie, Warszawie. Ci żigolasy. Żigolak to nie jest słowo czeskie, a może jest. Natomiast taki pikolak, taki urwis — takie coś funkcjonowało zawsze. W kręgu kulturowym angielskim również takie rzeczy były. Bardzo często to się kończy powieścią młodzieżową. Kończy się na takiej zabawnej historii.
Jeżeli dobrze to przeciągnąć, to można tutaj zagrać jak Dziewiątą Jana Sebastiana Bacha, potężnie. I to robi mniej więcej Hrabal. Z biegiem czasu to zaczyna grać jak potężne organy, wcale nie tak dyskretnie.
[16:53] - Bo Hrabal zaczyna tak, jak powiedziałeś, bardzo lekko. On nas w gruncie rzeczy zwodzi, bo dostajemy fajną obyczajową historię. Zabawnie to jest napisane tak, jak napisał nasz słuchacz: rzecz podana lekko.
[17:13] - Od razu dostajemy intrygujący tytuł.
[17:16] - Tak.
[17:17] - Ciekawy.
[17:18] - Tytuł jest intrygujący, chociaż przez sporą-- jak żeby tak nie spalić. Nie do końca z tym angielskim królem było tak, jak mógłby wskazywać na to tytuł. To w zawoalowany nieco sposób podajmy. Król niekoniecznie król, a może cesarz, a może nie angielski, tylko może abisyński.
[17:46] - W każdym razie jest to też przekrętka taka pewna, która służy podtrzymaniu intrygi, że tak powiem, żeby ten kocioł z intrygą się cały czas palił.
[18:02] - Tak, ale jest jeszcze w tym początku. Powiem tak, my często w siostrzanej audycji ABW coś tam mówimy, jak zacząć opowiadanie. Hrabal dowodzi tego, że jest mistrzem, a w każdym razie wirtuozem pisarstwa, samym początkiem książki. Będę cytował z pamięci. Nie mam w tej chwili tekstu przed sobą, ale tam jest taka scena, że głównego bohatera wzywa szef kelnerów i daje mu w ucho, czy go ciągnie za ucho, już nie pamiętam. I mówi: „Pamiętaj, nic nie widzisz i nic nie słyszysz. Czy rozumiesz?”. Oczywiście w takiej sytuacji kto by nie przyznał, że rozumie. To wtedy dostaje w drugie ucho albo go chwyta za drugie ucho ten pan oberkelner i mówi: „Ale masz wszystko widzieć i wszystko słyszeć”. To jest szkolenie dla pikolaka, który pracuje w hotelu, ale równie dobrze mogłoby być szkoleniem dla tajnego agenta czy dla donosiciela, szpicla.
O to mniej więcej chodzi, żeby wiedzieć wszystko i specjalnie nie rzucać się.
[19:20] - To jest prawda. To jest pewna mądrość, która dotyczy tak samo polityków, tak samo żigolaków. Taką taktykę należy stosować bardzo często w związku małżeńskim. Po co? Po to, żeby było wszystko jakoś w porządku. Natomiast jak już dowiązałeś do tego i do naszego ABW, to ja tę książkę szczególnie bym polecał rzeczywiście naszym wszystkim twórcom, a już na pewno Bruno Kadynie i Julianowi. Dlaczego? Jako przykład, w jaki sposób genialny można lekko poprowadzić narrację w pierwszej osobie, która bez dialogów, chociaż tam dialogów jest całe mnóstwo.
[20:14] - Tak, ale one są cytowane.
[20:15] - One są cytowane. One są zasłyszane. On je podsłuchuje, komentuje sam w sobie i tak dalej. Więc tam dialogi są bez przerwy, chociaż niby nie ma. A rzecz jest tak naturalna. Co jeszcze ważne i przy polocie Juliana, i przy cholernej konsekwencji Kadyny, jak Kadyna robi bardzo konsekwentnie te rzeczy, to jest książka też budowana pieczołowicie, konsekwentnie. Nie ma czegoś takiego, że to się tak fajnie na luzie pisało. To jest fajnie, literatura lekka, łatwa i przyjemna. Ciężką harówę Hrabal zrobił, żeby te palce lekko biegały po klawiaturze.
[21:11] - W wielu komentarzach można znaleźć taką oto myśl, że Hrabal tak naprawdę wesoło żongluje sobie piłeczkami różnych historii, które tam czytamy i my dajemy się wciągnąć w tę zabawę. I w pewnym momencie orientujemy się, że wcale nie ma zabawy, że tak naprawdę czytamy coś, co pod pozorem książki lekkiej, łatwej, przyjemnej, napisanej leciutko, daje nam pewien obraz świata. Świata, który nie jest fajny, w którym nasz główny bohater wykopuje sobie norkę, czy też mości się w swojej niszy ekologicznej. Ale tak naprawdę ten świat jest dosyć okrutny. On po prostu umie się w nim znaleźć. On ma swoje cele. On, czyli główny bohater. My go zaczynamy usprawiedliwiać, raz po razie go zaczynamy usprawiedliwiać. I jako dziecko, które ostro kombinuje, żeby nie wydawać reszty na dworcu. Tak sobie to wykombinował, że sprzedaje parówki podróżnym z pociągów i tak je sprzedaje, żeby nie wydawać reszty.
Czemu to służy? W pewnym momencie zaczyna to służyć temu, że główny bohater postanowił pójść na dziwki. Po prostu na dziwki. Znaczy on tego tak nie ujmuje. Właśnie ja powiedziałem to tak, jakby to może należało powiedzieć i może byłaby to prawda. My natomiast wciągamy się w narrację, w której to wygląda zupełnie inaczej. Dlaczego on poszedł do tego przybytku? Dlatego, że wydawało mu się, iż to jest pewien synonim dorosłości. Tam należy być, więc poszedł.
[23:13] - Tam bywali ci klienci, których on podziwiał. U siebie w firmie, w knajpie, w której po prostu podawał, w hotelu, gdzie podawał im piwo. To była elita miasta.
[23:28] - A on chciał być taki jak oni. Dokładnie taki jak oni.
[23:32] - Oni chodzili tam, więc i on tam pójdzie prędzej czy później.
[23:36] - Ale jak już poszedł, to my z pewnym zaskoczeniem, rozbawieniem, ale w konsekwencji zdziwieniem odkrywamy, że ten gówniarz zakosztował w tej oto, nawet nie wiem, jak to nazwać, rozrywce czy w tej formie aktywności i sobie poprzysiągł, że będzie jeszcze lepiej, jeszcze sprawniej oszukiwał na tych parówkach sprzedawanych na dworcu, bo chce tu bywać jak najczęściej, a przynajmniej raz w tygodniu. Co więcej, ten gówniarz jest w stanie zachwycić dziewczynki tam pracujące, a przynajmniej jedną z nich, robiąc rzecz absolutnie poetycką. Nie wchodząc w szczegóły, robiąc rzecz absolutnie poetycką, ujmuje tę dziewczynę przyzwyczajoną do różnych ekscesów. On ją po prostu ujmuje swoim Takim dziecięcym czy też młodzieńczym uwielbieniem dla urody kobiecej, w ogóle dla kobiecości. Zobacz, jak lekko to Hrabal napisał.
[24:40] - Tak. Wpadła mi się taka refleksja, zahaczyła mi głowę, Marku, w tej chwili.
[24:46] - Ale nie mocno.
[24:47] - Nie mocno. Otóż Hrabal był, praktycznie rzecz biorąc, zakazany w Czechach. Nie można było tego typu książek. One opisywały pewną tego. Otóż muszę ci powiedzieć, że wyobrażam sobie, że ta książka byłaby również dzisiaj zakazana, Marku.
[25:03] - A dlaczego?
[25:04] - A dlaczego? Wystarczyłoby, żeby główny bohater nie był chłopczykiem, ale dziewczynką. Groza by była. Groza we współczesnym świecie, proszę ciebie. Jak tak można traktować kobiety? Jak tak można karierę kobiety wykrzywiać? Jak można zbrudzić i zbrukać człowieczeństwo kobiece, że tak powiem, Marku? Feministi by protestowały na ulicach w Czechach, w Pradze, w Warszawie, w Berlinie, w Paryżu, wszędzie, żeby ta książka nigdy się nie ukazała w żadnym języku i że na żadnym z dwudziestu nie była przetłumaczona. Zobacz Marku, wystarczy tylko jedna przekładka i ta książka byłaby straszna.
[25:52] - Nie wiem. Być może tak. Coś ci przeczytam, bo to interesujące. Po 35 pisze o tym, że pomyślał również o karierze Nikodema Dyzmy, ale wskazuje też fajny ślad. I to jest moim zdaniem w punkt. Nawet pisze o 35, że jakbyś czytał w jego myślach, ale wspomina też inny tytuł. Taki był film z młodym Kondratem „Zaklęte rewiry”.
[26:24] - Tak jest.
[26:24] - Czyż to nie jest bardzo podobne? A wcześniej o 35 pisze o tym, też dobre skojarzenie, że możecie się panowie ze mnie śmiać, ale jak czytałem trylogię husycką Sapkowskiego, to sobie pomyślałem, że potrafi do swoich powieści wplątać fakty historyczne jak Hrabal do swoich książek. Coś w tym jest, tylko że Sapkowski, wiele w tym jest, bo tam trochę z Czechami nawet wspólnego trylogia husycka ma nawet nie tylko trochę, ale ta trylogia husycka Sapkowskiego to jest jednak dzieło o takim charakterze postmodernistycznym. Ja to tak określę. On tam z pewnymi rzeczami się bawi. Rzucę swój ulubiony przykład, że oni czasami tam rozmawiają językiem współczesnym o rzeczach bardzo współczesnych, ale też już samo to, że zahacza o te regiony jakoś tam z Czechami związane, też musi, czy też wymusza na autorze pewną poetykę, która w jakiś sposób jest zbliżona. Ale wróćmy do Bohumila Hrabala. Ja powiem tak, że ja często czytuję takie komentarze, że to, za co ludzie lubią Hrabala, a szczególnie tę książkę, to jest sposób, w jaki on prowadzi narrację. Już o tym wspominałem. Dla mnie to jest w ogóle pewna magia, kiedy Hrabal potrafi doprowadzić nas jako czytelników do tego, że lubimy głównego bohatera.
Trochę tak jak naszego kumpla, który mówi w pierwszej osobie o rzeczach czasami fajnych, a czasami niefajnych, ale my go mimo to lubimy. My jesteśmy nawet skłonni go usprawiedliwiać z powodu pewnych decyzji, pewnych podjętych działań, bo to jest nasz kumpel, przynajmniej na czas tej lektury.
[28:33] - Marku, ale muszę ci powiedzieć, że bardzo podobny stosunek mają czasami historycy. Przypomnę ci na przykład Waldemara Łysiaka, którego uwielbienie dla Napoleona jest tak wielkie, że mimo wiadomego skurwysyństwa Napoleona i rzeczy, które on tam wyprawiał, które wołają o pomstę do nieba na terenie Europy, ale on go lubił. On go wręcz kochał. W ten sposób kochało się Juliusza Cezara przecież, który deptał legionami połowę Europy, rozwalał Kartaginę. Czy to on albo nie on, to już nie pamiętam. W każdym bądź razie Rzymianie aż się kochali tych cesarzy wielkich. Już gorzej było z totalnymi karykaturami, jak Kaligula czy innych, może niesłusznie i krzywdząco powykrzywianych przez historyków, bo ich akurat nie kochali, bo im po prostu nie płacili na przykład.
[29:44] - Właśnie ty jeszcze dotykasz takiego dosyć śliskiego tematu. Czy lud rzymski kochał swoich cesarzy? Proszę ciebie, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Zdaje się, że jesteśmy skazani-
[29:57] - Mniej więcej tak samo kochał jak ulica paryska swoich królów, nie?
[30:01] - No a królów mówisz. Bo dzisiaj ulica paryska też jest dosyć niespokojna i zdaje się, że nie kocha swojego prezydenta tak do końca przynajmniej. Ale wróćmy do Bohumila Hrabala i do książki „Obsługiwałem angielskiego króla”. Zadam ci takie pytanie. Główny bohater marzy o tym, żeby być człowiekiem bogatym.
[30:25] - No kto nie marzy?
[30:26] - Żeby być milionerem.
[30:28] - To jest leitmotiv każdej bajki
[30:31] - Ale zadam ci pytanie. Odwołamy się oczywiście tylko do książki, nie do własnych przemyśleń, tylko do książki. Jakbyś miał na podstawie książki powiedzieć, dlaczego właściwie on chce być bogaty, to potrafiłbyś odpowiedzieć?
[30:46] - Nie potrafię odpowiedzieć na podstawie książki. Chociaż wiem, że może troszeczkę dlatego, że on obserwując świat zewnętrzny stwierdził, że pieniądz jest wartością, przed którą wszyscy jak przed kielcem złotym padają na kolana. Więc on dlatego chce być bogaty.
[31:10] - Tak, ale w tym dążeniu do bogactwa, które obserwujemy u głównego bohatera, nie ma tego, co się bardzo często z bogactwem kojarzy, pewnej pazerności.
[31:24] - Tak.
[31:25] - On w gruncie rzeczy nie jest pazerny.
[31:27] - On jest idealistą.
[31:28] - On po prostu chce być bogaty. I tu padło bardzo ważne słowo przed chwilą wypowiedziane przez ciebie cichutko, to je powtórzę. On jest rodzajem idealisty albo inne słowo marzyciel. To jest nieustanny marzyciel. On ma na imię Jan, a jego nazwisko to jest Dziecio, Dzieciątko. Mamy właściwie do czynienia z chłopaczkiem, który swoje życie postrzega jak dziecko. On ma takie marzenia, wiesz, jak przedszkolak ci mówi, że chciałby być bogaty i mieć wszystkiego dużo. Dużo zabawek by chciał mieć. To troszeczkę taki jest bohater Hrabala. On właściwie pomyka przez to życie.
Jest pikolakiem, później jest kelnerem. Gdzieś tam w swoim życiu robi też karierę, staje się naprawdę bogaty. Później, jak to życie, dostaje od tego życia kopa. W dodatku staje się bogaty. Dlaczego się staje bogaty? I tu już się zawaham, czy powiedzieć. Wojna go robi bogatym, a właściwie to, co w czasie wojny robił. To tak enigmatycznie, żeby nie opowiadać, bo losy głównego bohatera są ciekawe w czasie wojny. Nie zawsze moralne, a w każdym razie nie zawsze dobrze oceniane przez rodaków. Ale jednak zobacz, los drwi z głównego bohatera, bo czyni go bogatym.
Później mu to bogactwo zabiera. Później są czasy powojenne. To już w ogóle jest groteska wymieszana z grozą, bo w momencie, kiedy on trafia do obozu reedukacyjnego.
[33:09] - Bo jak się dorobił i stał się bogaty.
[33:12] - Później się stał biedny, ale i tak trafił do tego obozu, gdzie się reedukuje milionerów czy ludzi bogatych. Tam spotyka zresztą kilku znajomych. Właściwie człowiek się zastanawia, jak to było kurna możliwe w ogóle. Takie czasy były, że się reedukowało ludzi o pewnym statusie majątkowym. Nie dlatego, że byli źli, dobrzy, tylko dlatego, że byli bogaci. Życie ewidentnie zakpiło z głównego bohatera.
[33:42] - Rosyjska edukacja przecież wszystkich ziemian, chłopów przede wszystkim, bo tam miasta się mniej liczyły. Natomiast to ziemiaństwo dostało tak w tyłek, bo miał człowiek hektar czy jak tam po rusku to będzie, to nie wiem. Natomiast miał te dwa hektary ziemi i to była zbrodnia.
[34:05] - Tylko że Rosjanie radzili sobie, reedukowali za pomocą nagana i to była reedukacja totalna.
[34:15] - Czesi to robili.
[34:18] - Delikatnie, w sposób aksamitny. Oni aksamitną rewolucję mieli i reedukowali również w sposób aksamitny. Chociaż znowu to nie do końca prawda, bo jak się prześledzi, co się w Czechach działo i jakie wyroki śmierci zapadały tuż po wojnie, to człowiek też się może trochę przestraszyć. Ale zostawmy to, bo po wojnie było ciężko. Jak to mówił jeden z bohaterów pewnego filmu, 30 czy też 20 filmów o tym zrobiłem. To troszeczkę tak wyglądało. Wszyscy to wiedzą, a mam nadzieję przynajmniej, że wszyscy to wiedzą, jak po wojnie było. Tu mamy tylko czeską wersję tego wszystkiego. Ale zobacz, po tym obozie reedukacyjnym, kiedy bohater znajduje pewien spokój, pewien oddech, mamy wrażenie, że ukojenie. Pewne ambicje już w nim przygasają.
On jest w takim rodzaju samotni. Trafia gdzieś daleko od ludzi i zobacz, on staje się szczęśliwy. Tam się staje szczęśliwy. To nie jest takie szczęście hoho i tak dalej. Nie. To jest takie małe szczęście, ale w gruncie rzeczy zastanawiamy się, czy przypadkowo bohater właśnie tam nie znalazł spełnienia.
[35:42] - Ale widzisz, żeby znaleźć takie spełnienie, jak ty mówisz na końcu, to trzeba przedtem coś przeżyć. Otóż życie musi być przeżyte, żeby na starość być człowiekiem szczęśliwym po prostu. Jeśli przedtem była tylko wyłącznie pustka, to potem można znaleźć spokój, a nie szczęście.
[36:08] - Wiesz, to prawda. Tylko zobacz, pewnym mistrzostwem Hrabala jest to, że... Dobra, powiem to. W gruncie rzeczy, jakby się ktoś bardzo uparł, to mógłby streścić książkę, o której dzisiaj mówimy, takim hasłem: pieniądze szczęścia nie dają. Banał? Oczywiście, że banał. Ale w wykonaniu Hrabala ten banał zamienia się w rodzaj takiej, szukam dobrego słowa i go nie znajduję, cały czas mi wchodzi słowo epopeja, więc zostańmy. Taka mała epopeja prywatna człowieka i jego los. To, że los jest zmienny to kolejny banał, ale zakończenie tej książki, właściwie jej ostatnia część bardzo mnie ujęła. Bo Hrabal ma coś takiego w swoim pisaniu, że kiedy jego bohater stwierdza, że znalazł spokój, że jest spokojny, to my wierzymy.
On naprawdę jest tam w tym miejscu, w którym się znalazł, w którym spisywał swoje losy. Tchnie z tego spokój. Wiemy, że ten człowiek po tych różnych kolejach losu, po tym szaleństwie młodzieńczym, po tym dążeniu do bycia bogatym znalazł spokój chodząc po lasach, chodząc z daleka od ludzi. I to się wydaje znowu, ach, tam takie pierdzielenie, chodzi gdzieś tam facet biedny i w ogóle oderwany od wszystkiego. Nie, proszę państwa, to jak mówi to Żelkowski, to można właśnie tak to odbierać. Ale jak pisze to Hrabal, to my mu po prostu wierzymy. Mogło się z człowiekiem stać, że nie jest bogaty, o czym marzył, że stada panienek się za nim nie kręcą, o czym w dzieciństwie czy w młodości wczesnej też marzył i w ogóle uważał, że to największe szczęście, które może być. On zupełnie się przewartościował pod koniec życia czy w drugiej części życia, a mimo to jest szczęśliwy. I powtarzam, można by podejrzewać, że autor tworzy taką powiastkę filozoficzną z natrętnym morałem. Nic z tych rzeczy.
[38:33] - Widzisz, jak przytoczyłeś to powiedzonko, że pieniądze szczęścia nie dają, to tak sobie myślałem ciężko i trochę mam na ten temat taką refleksję dziwną, że widzisz, tak mi się wydaje, mam takie wrażenie, zresztą z biegiem lat coraz bardziej to wrażenie do mnie docierało i to się z tą powieścią Hrabala bardzo pokrywa. Otóż przy opisaniu świata człowiek wymyślił coś takiego jak język i słowo. Słowo, które jest symbolem opisującym świat zewnętrzny. Ale słowo to jest taka czysta idea. Pieniądz jest również symbolem, symbolem wartości pewnych rzeczy, które nie opisujemy słowem. Otóż odwracanie się od pieniądza, od wartości to po prostu człowiek sobie wymyślił w ten sposób, że coś jest warte tyle, coś jest warte tyle, tamto jest warte tyle. Po co? Po to, żeby jakoś tą rzeczywistość wyregulować, żeby było ważne. Wiadomo, w sposób prymitywny, co jest ważne, a co nie jest ważne. Oczywiście można ten mechanizm wykorzystywać brutalnie, ale tak naprawdę pieniądz zawsze był dobrym elementem kształtującym naszą cywilizację.
Bez tego pieniądza, bez tej próby wartościowania my byśmy nigdy nie wyszli z żadnej jaskini ani tam nawet nie trafili przecież. Pieniądz to jest strasznie ważna rzecz. Ja sobie nigdy o tym w ten sposób nie myślałem, ale tak myślę, że poza słowem, poza poetyką, poza językiem, który myśmy wymyślili, to wymyślenie pieniądza było chyba najgenialniejszym czegoś symbolicznego, co w sposób symboliczny wskazuje, nie zastępuje, ale wskazuje wartość poszczególnych rzeczy w świecie. Tak należy patrzeć na to.
[40:53] - Wiesz, kiedyś pieniądz, a przynajmniej spora jego część, te papierki miały pokrycie w złocie.
[41:00] - Więc właśnie to jest to symboliczne złoto.
[41:03] - Dzisiaj już nie ma pokrycia w złocie.
[41:05] - W ogóle do niczego nie ma pokrycia w złocie ani żadnej wartości życia w ogóle.
[41:10] - W impulsach elektronicznych czy elektrycznych. Ale mam ciekawą uwagę o 35, bo o 35 napisał wcześniej, że czytasz w jego myślach. To teraz chyba on poczytał w twoich myślach, bo napisał: „Kiedyś kupiłem tę książkę, tę, którą dzisiaj omawiamy jako audiobooka czytanego przez Kazimierza Kaczora. To było jakieś 12 lat temu lub nawet wcześniej. Wyborcza wydała ten tytuł. Jeśli chodzi o narrację, to jak Kaczor ją czytał, mistrzostwo świata. Dlaczego mówię o czytaniu w myślach? Bo Wiktor odnowił sobie swoją znajomość z tą książką właśnie na tym audiobooku. To jak, Wiktorze, z tym czytaniem Kaczora? Też oceniasz, że mistrzostwo świata?
[42:03] - Nie, tylko to nazwisko.
[42:05] - Oj tam, to zupełnie drugorzędna sprawa.
[42:09] - Tak myślisz?
[42:10] - Tak myślę.
[42:11] - Aha, dobrze.
[42:12] - Tak myślę.
[42:13] - Ale rzeczywiście mistrzostwo świata. Przede wszystkim dlaczego? Dlatego, bo się wpasowuje doskonale w zamiar Hrabala. Hrabal pisał lekko, łatwo i przyjemnie o rzeczach poważnych bardzo często. Kaczor czyta to też w taki sposób, że tak jakby właściwie był autorem Bohaterem.
[42:41] - Bo ta książka jest zabawna. Po prostu jest zabawna w tej pierwszej warstwie. Podzielmy tę książkę na warstwy. W tej pierwszej warstwie-
[42:49] - Warstwie od początku do końca. To nie jest tak, że ona strasznie poważnieje.
[42:54] - Nie, nie poważnieje tak bardzo. Ale w pewnym momencie wchodzą poważniejsze wątki.
[43:01] - Ale Marku, przypomniała mi się, jak mówiłem o tej literaturze, to takie poważniejsze wątki. Przecież to jest bardzo podobna metoda, jak na przykład w "Don Kichocie". Tam Sancho Panza jest wprowadzony po to-
[43:17] - Żeby ją rozluźniać.
[43:18] - Żeby ją rozluźniać, żeby rozbawiać ludzi. A to, co ty mówisz, wchodzi powaga. To odzywa się Don Kichot i szarżuje Don Kichot.
[43:29] - Ale ta książka jest zabawna, bywa zabawna, ale bywa też chwilami magiczna. Ona bywa magiczna. Te klimaty, które tam rysuje.
[43:41] - Przejrzyj sobie Sancho Pansę. A czy on nie jest magiczny? Właśnie dzięki tej opozycji, dzięki temu rozrzutowi i ostrzeleniu.
[43:54] - Wiesz, dlaczego mi się wydaje, że ta książka ma szansę porwać czytelnika?
[43:59] - Ma.
[44:00] - Bo my stawiamy się troszeczkę jako czytelnik w roli spowiednika głównego bohatera. To my jesteśmy za kratką konfesjonału i słuchamy spowiedzi życia. I ta spowiedź jest frapująca, wciągająca. I to, co już mówiłem, my tego bohatera nieustannie rozgrzeszamy tak naprawdę. Poznajemy jego wady, poznajemy jego ciemne sprawki, bo i takie się zdarzają, ale nie potrafimy go nie lubić. Nie ma takiej możliwości. Nawet kiedy jest II wojna światowa i jego wybory moralne są przynajmniej dwuznaczne. On tam nie robi żadnych strasznych rzeczy, ale też dumnym nie ma z czego być. Już samo to, dlaczego staje się milionerem. Handluje czymś, nad czym zastanowilibyśmy się, z naszej perspektywy przynajmniej, czy w ogóle wolno tym handlować albo czy godzi się tym handlować.
Nie będę wchodził w szczegóły, bo nie taka jest rola naszej audycji, żeby opowiadać książkę, ale tam się pojawiają rzeczy, które tego głównego bohatera trochę poszarzają. Robią z niego jednak nie taką postać fajną, lekką, łatwą i przyjemną, tylko czasami mu nadają taki ton, taki rys.
[45:33] - Ona od początku nie jest taka płaska. Od początku jest taka, że lubisz, podoba się, śmieszy, ale nas zgryza. Masz taką dziwną rzecz, że jak pomyślisz o sobie, czy byś tak postąpił, czy tak byś się zachował, czy tak wysoko byś nosił głowę, jak on to nosi. Bo musi, bo kołnierzyk go ubiera.
[46:00] - Właśnie chciałem powiedzieć, że on wysoko głowę nosi. Nie dlatego, że jest taki dumny, tylko że go kołnierzyk pije.
[46:07] - Ale to dlatego, bo był mały kurdupel. Ale zobacz, jak to jest ładnie opowiedziane.
[46:13] - Bo pikolak, jakby z samej nazwy. To musi być kurdupel mały, pomocnik kelnera i jego rola jest taka pikolakowska. Jaki ma być? Duży? Ale później się staje kelnerem. W każdym razie ma się taką nadzieję, kiedy czyta się Hrabala, że śledzimy losy człowieka, który dzięki swojemu uporowi i samozaparciu wywinduje się ponad innych. Gorąco w to wierzymy i kibicujemy mu. I kiedy przychodzą pierwsze potknięcia, pierwsze niepowodzenia, to jesteśmy zawiedzeni. To znowu nawiązuje do tego, że lubimy tego bohatera. A to jest w ogóle ciekawy temat, bo Hrabal wpisuje się w to, co my bardzo nieprecyzyjnie lubimy nazywać czeską literaturą.
A uświadommy sobie, że czeska literatura, my znamy tylko jej najwybitniejszych przedstawicieli. Wspomniany Hašek.
[47:26] - Franz Kafka.
[47:28] - Właśnie. Zepsułeś mi narrację w tej chwili. Bo Hašek to jest Hašek. Jest zabawnie, chociaż też nie zawsze. Tam jest absurdalnie i wesoło, ale czasami pokazana jest groza wojny. Ona nie jest pokazana w taki sposób, jak w "Czasie apokalipsy", czy w pierwowzorze, czyli "Jądrze ciemności". Ale ta groza gdzieś tam pojawia się zza węgła. Ale już Franz Kafka, tam nie ma klimatu absurdu. Jak mamy "Proces", to absurd się pojawia, ale on jest nieco mniej zabawny, prawda? Ta książka "Proces" jest od początku, czujemy pewną, znowu słowo wytrych.
Czujemy grozę.
[48:17] - Bo to jest dorosła literatura.
[48:20] - A co? Hrabal nie jest dorosły?
[48:23] - Z biegiem czasu tak.
[48:25] - Nie, on jest od początku dorosły. To jest tylko kostium. Ten pikolak biegający z parówkami i chodzący, co tu będziemy sobie wiele mówić, na dziwki i czyniący z tych dziwek królowe. Przedmiot uwielbienia. To tylko pozór, że czytamy literaturę lekką. Nie, ona od początku jest poważna. Tylko mistrzostwo Hrabala polega na tym, że on to tak przedstawia. Kafka to zupełnie inna bajka. Ale zobacz, łączy te dwa rodzaje narracji pewien absurd sytuacyjny. Rzuć mi jeszcze nazwisko.
A Kundera? Zupełnie inaczej. Kundera pokazuje absurd w swoich książkach. Nie, Kundera nie pokazuje. Kundera pokazuje rzeczywistość, która go otaczała i ona sama w sobie była tak absurdalna, że nie musiał się silić na tego rodzaju chwyty literackie, jakie stosuje Hrabal. On po prostu relacjonował pewne sprawy. Robił to bardzo poważnie, w sposób wzruszający. To o Kunderze mówię. I też mu wierzymy, ale ten absurd wychwytujemy. Więc znowu ta czeska literatura, pomimo poczucia wyższości, które czasami mamy, które czasami niektórzy czytelnicy skłonni są uderzać, moim zdaniem zupełnie niesłusznie, jest zadziwiająca z tego względu, że jest tak różna.
Te nazwiska, które wymieniliśmy, pokazują, że o ile Czesi mogliby się kojarzyć tylko z Haškiem i Hrabalem, to mają też literaturę zupełnie, trudno mówić po drugiej stronie, ale taką, która jest drapieżna, bo proces jest drapieżny. Kundera bardzo często też jest drapieżny. Różna jest moc tej drapieżności, ale w gruncie rzeczy, kiedy czytamy Kunderę, to mamy takie poczucie, znowu cytując film, że nie jest bezpiecznie. To z „Maratończyka”, jakby ktoś pytał. Nie jest bezpiecznie. U Kundery na pewno nie jest bezpiecznie. U Hrabala to jest inna część tej rzeczywistości, tej samej rzeczywistości albo innymi oczami na nią patrzymy. I to jest dla mnie w literaturze czeskiej fascynujące. Przecierasz oczy ze względu na co?
[51:14] - Próbuję przetrzeć oczy i przypomnieć sobie takie koligacje polskiej literatury. Polacy byli straszliwie zawsze heroiczni, również w literaturze. Odniesienie do heroizmu było zupełnie takie, jakbyśmy byli autorami „Conana Barbarzyńcy”. Wszystko u nas było takie conanowskie. Te legendy może nie do końca. Mieliśmy co prawda jednego bandytę wspólnego z Czechami, czyli Janosika, bo to pół na pół tu, pół na pół tam.
[51:50] - Do dzisiaj trwają spory międzynarodowe, czyj on był.
[51:54] - Czyj on był. On był nasz wspólny i jako bandyta się dobrze sprawdzał. Prawdopodobnie łupił bogatych Polaków.
[52:04] - Niestety w tym momencie Markowi i Wiktorowi urwało się połączenie z internetem, więc fragment audycji musieliśmy pociągnąć drogą telefoniczną.
[52:14] - Ja może będę miał taką refleksję drobną. Technika umożliwia nam uświadomienie sobie, jak cienka jest linia między bytem a niebytem. Niby jesteśmy, niby mówimy, a nagle nas nie ma. Jesteśmy w niebycie, Marku. Byliśmy w niebycie, chociaż żeśmy sobie bardzo ładne rzeczy wspominali.
[52:37] - Postaramy się odtworzyć. Podobno ostatnią rzeczą, którą było słychać, była informacja o tym, że mieliśmy wspólnego bohatera, czyli Janosika i spory trwały o niego, czy on jest bardziej ich, czy bardziej nas. I tak to się toczyło.
[53:00] - Ja od razu szybko przeskoczyłem do wspomnień polsko-czeskiej granicy, czyli do moich kolonii, do moich wakacji, w których jako dzieciak jeździłem i namiętnie żeśmy na Śnieżce wymieniali się z pogranicznikami czeskimi. Mieliśmy taką wymianę pograniczną. To znaczy my im czekoladę Wedla w dużych ilościach zresztą, a oni nam zapakowane cud techniki tamtych czasów, absurdalnie niedostępny w Polsce Ludowej, czyli długopisy. Czesi byli technologicznie o wiele bliżsi Europie w tamtych czasach niż dzisiaj. Dzisiaj są tak samo dobrzy jak my. Jesteśmy równi, płascy jak deska. Natomiast kiedyś różnorodność prowadziła do wymiany handlowej. Dzisiaj czym można handlować? Właściwie już niczym, bo handel wszystko załatwia. Marek oczywiście wiele rzeczy poopowiadał ze swojego życia, szczególnie jako handlarza wódki.
Z tym pikolakiem hrabalowskim to się ma wiele wspólnego, gdyż mniej więcej tak samo jego kariera się toczyła. Kiedyś był takim pikolakiem handlującym, przynajmniej przemycającym wódkę w czesko-polskiej – ja mówię o Żelkowskim oczywiście – polsko-czeskiej granicy, a dzisiaj został redaktorem na forum bardzo poważnej, renomowanej radiostacji Paranormalium. Wygłasza swoje światopoglądy.
[54:49] - Ogrędnie i nieogrędnie. Jak to było, Marku, z tymi twoimi-
[54:57] - Żeby pikanterii dodać, to od razu powiem, że ja już wtedy, jak przemycałem tę wódkę, to też byłem szanowanym redaktorem, tylko gdzie indziej. Nie wiem, czy szanowanym, ale na pewno tę funkcję pełniłem. Tylko się tak zastanawiam, zanim to opowiem, czy najpierw nie puścić felietonu Tomka Fąsa, a ja w tym czasie spróbuję nawiązać kontakt z Markiem Ivelliosem przez inny internet.
[55:34] - Telepatię. Dobrze.
[55:35] - Marku, czy to byłoby możliwe, żebyśmy teraz puścili Tomka?
[55:38] - Jak najbardziej. Oczywiście.
[55:41] - Dobra. To spróbujmy, a ja spróbuję się jakoś wbić przez inny internet. Jak to brzmi nieźle – inny internet.
[55:48] - Dobra.
[55:48] - Marku, to robimy tak.
[55:49] - Wbij przez ten ostatni link, który ci wysłałem.
[55:53] - Okej, to się rozłączam.
[55:55] - Dobrze. A więc teraz na antenie Radia Paranormalium przygotowany na dzisiaj felieton Tomka Fąsa zatytułowany, a właściwie tak jest zatytułowana MP3: „Relatywizm”. Posłuchajmy.
[56:12] - Ta pieprzona moralność. Proszę państwa, omawiamy dzisiaj powieść o dużym podtekście historycznym i pewnej takiej wymowie, jeżeli nie nihilistycznej, to przynajmniej eksponującej pewien moralny relatywizm. I to jest wątek bardzo na czasie. Ostatnio lubimy bohaterów niejednoznacznych. Dużą popularność zyskały sobie takie seriale jak na przykład „Dr House”. Przecież postać wątpliwa, a już później jeszcze bardziej serial „Breaking Bad”, gdzie już ewidentnie bohater był złym człowiekiem, a jednak myślę, że widzowie serialu jakoś tam go polubili. Coraz częściej pokazuje nam się bajki, baśnie w wersji „prawdziwa historia”, gdzie bohaterów już nie tak idealnych, gdzie staramy się odbrązawiać. Gdzieś tam też ten wątek w kontekście historii, w kontekście przyglądania się pewnym postaciom historycznym, symbolicznym, od innej strony, nie tak pozytywnej. Chcemy zobaczyć ten relatywizm. Może nie zło w człowieku, ale tę niejednoznaczność.
Jednocześnie takie postawy silnie etyczne, trochę narracyjne, powiedziałbym. Wydaje mi się, że nie są dzisiaj postrzegane zbyt dobrze. To też trochę tak jest, że ludzie, którzy nadmiernie może eksponują pewną moralność, pewne zasady życiowe, to często są ludzie siłą rzeczy stojący w kontrze, opierający się często, będący przeciw wielu rzeczom, wielu postawom, wielu sytuacjom, które się gdzieś dzieją. Moralność, posiadanie silnych zasad, posiadanie mocnej wizji tego, jak świat powinien wyglądać wiąże się z tym, że często ścieramy się z tym, że świat nie wygląda tak, jak powinien. Im ktoś więcej ma poglądów, im ktoś bardziej zdecydowanie coś na temat tego, jak być powinno, uważa, tym częściej konfrontuje się z tym, że tak nie jest, jak być powinno i w związku z tym albo wykaże pewien relatywizm, albo ustąpi, albo będzie musiał żyć w swoim świętym oburzeniu. Tak to niestety jest z poglądami, że przeważnie konfrontują nas z tym, że nie jest tak, jak byśmy chcieli. Jak żyć, proszę państwa? Kojarzy mi się pewna anegdota, pewna sytuacja knajpiana, powiedzmy kawiarniana, gdzie człowiek taki bym powiedział, raczej opozycyjny, ale bez przesady, sytuujący się gdzieś w granicach poglądów Platformy czy Koalicji Obywatelskiej. Psychoterapeuta, były narkoman w sytuacji wieczornej kawiarnianej zobaczył rozpoznawalnego działacza lewicy i miał dużą potrzebę okazać mu swoje niezadowolenie, swój brak szacunku. Więc podchodzi do tego człowieka i mówi mu z pewnym wyrzutem: „Ty byłeś w partii” – za komuny oczywiście.
Na co tamten bez dłuższego namysłu odpowiedział: „A ty wtedy wciągnąłeś mojego kolegę w heroinę i on dzisiaj nie żyje”. Kontratak tamtego psychoterapeuty: „Przecież ja tu masę ludzi uratowałem”. W odpowiedzi, na co tamten mówi: „A wiesz ilu ja ludziom dobre studia, lepsze życie załatwiłem?”. I kto wygrał? Jaki z tego morał, proszę państwa? Oczywiście nie wiem. Nie będę silił się na jakieś wnioski czy interpretacje tego dyskursu. Niemniej po raz kolejny trzeba powtórzyć pewne moje motto życiowe, że rzeczywistość jest zawsze bardziej złożona, niż by nam się wydawało.
[59:49] - Widzę, że Markowi zaczął działać ówże drugi internet, tak zwany inny internet. Inny czasami znaczy lepszy, może bardziej stabilny. Zaraz się przekonamy. Zanim oddamy głos Markowi i Wiktorowi, przypomnę szybko kontakty te głosowe, bo tych pisemnych nie trzeba wam przypominać. Widząc po aktywności na czacie, szczególnie O35 tutaj się udziela. Tak więc nasze numery telefonów to 32 746 0008, komórkowy i do SMS-ów 530 620 493. No i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl. Mam taki jeszcze pomysł. Może gdyby ktoś na czacie chciał dołączyć do rozmowy, to mogę podesłać link do Hangouta.
[01:00:47] - Wrócę do tej historii z przemytem, bo tak mnie Wiktor fajnie zareklamował, to już się teraz trzeba przyznać. Otóż Był taki czas, że alkohol w Czechach był znacząco tańszy niż w Polsce. Jak ktoś jechał pod południową granicę, to krewni, znajomi tudzież wszyscy, którzy sobie o nas przypomnieli, zgłaszali się, żeby im coś przywieźć. A to whisky, a to Becherovkę, a to jeszcze inne. Człowiek jechał zadowolony, że może coś dla bliźniego zrobić. To się odbywało tak, że czeskie sklepy z wódką były tuż za granicą, jakieś 30 do 100 metrów. Poszedłem z kumplem dokonać zakupów, samochód zostawiliśmy po polskiej stronie i kiedy robiliśmy zakupy, doszliśmy do wniosku, że przez tę granicę będziemy musieli kilka razy przechodzić obiuczeni jak wielbłądy, co będzie dosyć podejrzane. Więc kupiliśmy skromnie, przeszliśmy na polską stronę i postanowiliśmy przejechać samochodem, bo to będzie łatwiej. Nie uwzględniliśmy tego, że los bywa złośliwy. Jak już przejechaliśmy na czeską stronę, obkupiliśmy wszystkich krewnych, znajomych i tak dalej, ruszyliśmy spokojnie na granicę, a tam, proszę państwa, zmieniła się obsada tego przejścia i zamiast celników, którzy byli wyrozumiali dla ludzkich słabości, dlatego, że się alkohol przewozi na droższą stronę, pojawiły się celniczki.
Tak jak przetrzepała polska celniczka mój samochód, to zaglądała mu w takie miejsca, że się wstydzę powiedzieć. O samochodzie cały czas mówię. Wyciągnęła chyba wszystko. Policzyła później, odliczyła, ile możemy, a cała góra została. Był taki problem dla mnie wtedy, czy ona to zarekwiruje, czy pozwoli nam zwrócić. Pozwoliła zwrócić. Czech spojrzał na nas, ten, który handlował z nami tym alkoholem. Mówi: „Co? Celniczki się pojawiły, to już nic nie przewieziecie”. Sytuacja wydawała się beznadziejna.
To był absurd absolutny, ale był taki polsko-czeski absurd. On wtedy powiedział: „Słuchajcie, się nie przejmujcie. Ze mną interesu nie zrobicie, ale podjedziecie” – tu pokazał na mapie, gdzie mamy podjechać – „tam jest przejście piesze, tam obkupicie się do woli”. Trochę bez wiary pojechałem w to miejsce. Proszę sobie wyobrazić, jaka sytuacja. Po polskiej stronie ogromny parking, takie klepisko, ale parking gęsto obstawiony samochodami i wianuszek ludzi. Nie wiem, jak to powiedzieć. Takie kółko graniaste ludzi, którzy wchodzą z polskiej strony, kupują na czeskich straganach głównie wódkę, ale nie tylko, za chwilę powiem co jeszcze, i wracają. Polski celnik, który cierpiał na poważne zaburzenie oczno-węchowo, w ogóle zmysłowe zaburzenie, bo nic nie widział, głównie zajmował się patrzeniem w niebo, a ludzie chodzili z tym alkoholem. To było tak fascynujące, że jak już przenieśliśmy z kolegą, z którym wówczas byłem na południowej granicy, na polską stronę wszystko, co mieliśmy przenieść, to staliśmy zafascynowani, obserwując całe to dziwne zamieszanie.
Raz celnik się uaktywnił i wykosił jednemu z przenoszących. Facet miał torbę, w której przenosił ze 20 kilo cukru i ten cukier mu wykosił. Wódki, piwa nie ruszał, ale cukier.
[01:04:52] - Celnik prawdopodobnie był jak demon Maxwella. Dbał o równowagę w przyrodzie. Cukier można po tamtej stronie, czyli po naszej przerobić na wódkę, co zachwiej równowagę handlową między dwoma granicami. Więc przenośmy towar, a nie przenośmy półproduktu.
[01:05:15] - Ja teraz się zachowam jak rasowy paranoik i zapytam się Marka, czy nas słychać.
[01:05:23] - Słychać.
[01:05:24] - To dobrze. Ja już teraz będę paranoicznie w czasie dzisiejszej audycji reagował.
[01:05:30] - Jeśli mogę skomentować, Marek, twoje wspomnienia. Otóż dziwnej rzeczy żeś dotknął, ale widzisz, ja w czasach komuny jako geodeta i potem jako archeolog namiętnie jeździłem po Polsce, a przede wszystkim przez całe życie jeździłem tam i z powrotem z Bydgoszczy do Warszawy pociągami. Oczywiście jak się jest stałym klientem takiego pociągu, ekspresu Bydgoszcz-Warszawa, to wiadomo, że konduktorzy znali nas wszystkich prezesów Związków Literatów, prezesów Plastyków Polskich, muzyków i tak dalej, PSI. Wszyscy żeśmy jeździli tam i z powrotem między Bydgoszczą a Warszawą. Otóż nikt z nas nie jeździł za uczciwe bilety dlatego, bo to wstyd przynosiło. Niepoważnie byłbyś traktowany. Myśmy zawsze płacili połowę. Zamiast biletu płaciło się konduktorowi. Konduktor wprowadzał cię do pustego przedziału, chociaż nawet pociąg był absolutnie zatkany po tego, ty miałeś leżące miejsce. I w ten sposób jeździliśmy za pół ceny.
Ale do momentu, kiedy pojawiały się konduktorki. O ile z konduktorem zawsze można się było dogadać, o tyle z konduktorką nigdy. Można by było troszkę poszydzić, że to mężczyźni są tacy Lewacy w ogóle takie-
[01:07:01] - Nie! Kobiety są uczciwsze po prostu.
[01:07:03] - Może nie tyle to jest kwestia uczciwości, co pewnego sposobu filozofii życia. Mężczyzna myśli, i nie tylko myśli, ale to realizuje, że można życie przeżyć za pół ceny. Kobieta, która ma dom na utrzymaniu, która musi dzieci wychować i tak dalej, musi dbać o pewną dyscyplinę wydatków i organizację. Tutaj nie może być taryfy ulgowej.
[01:07:31] - Wiesz co, a skoro jesteśmy już przy wspomnieniach takich prawie jak z wojny, w każdym razie z jakiegoś starcia cywilizacji, to ja też się podzielę. W tych czasach, o których piszesz, to była pierwsza połowa lat 90., w Gazecie Wyborczej, która jeszcze wtedy była normalną gazetą. Dzisiaj bywa z tym różnie. W każdym razie treści, które podaje Gazeta Wyborcza, budzą czasami moje zdziwienie. Te dzisiaj. Ale wtedy to była gazeta, którą się czytało. I tam się ukazał w swoim czasie taki reportaż o tym, jak można Polskę przejechać za pół ceny. Ten reportaż opisował ten proceder, jak to konduktorzy zarabiają sobie drugą pensję na tym, że przewożą różnych takich chętnych do jeżdżenia. I z kolegą, z którym wtedy byłem na czeskiej granicy, postanowiliśmy to wypróbować. Myśmy wtedy jako przedstawiciele redakcji jeździli często na południe, a konkretnie na Śląsk.
Postanowiliśmy to wypróbować. Czy to działa? Oczywiście, że działało. Było tak do czasu, kiedy ktoś wpadł na prosty pomysł i wprowadził na wszystkie linie drużyny rewizyjne. Był konduktor przypisany do pociągu, a co jakiś czas na trasie wsiadała taka drużyna rewizyjna składająca się z trzech osób i jechała przez wszystkie wagony, żeby sprawdzić, czy tamten nie robi boków. I się skończyło.
[01:09:14] - Nie skończyło się, Marku, bo ta rewizyjna omijała przedział służbowy konduktorów, a my zwykle żeśmy sypiali w tym przedziale służbowym.
[01:09:26] - Tak. To ci opowiem historię związaną z przedziałem służbowym, która dla mnie była niewinna, ale dla mojego kolegi okazała się dosyć dramatyczna. To dobre słowo, dramatyczna. I znowu trochę w stylu czeskiej komedii, bo mój kolega nie uwzględnił prostej rzeczy, że piwo na Śląsku jest niezwykle smaczne. Ale piwo ma tę prostą cechę, prostą przypadłość, że bywa moczopędne. Jak nas konduktor zamknął w tym przedziale zdaje się, że mamy-
[01:10:01] - O 35 się do nas dodzwonią, czy tak?
[01:10:04] - Tak.
[01:10:06] - No to witamy panie Janie.
[01:10:08] - Opowiem taką starą historię przemytniczą z lat 80. z czeskiej granicy.
[01:10:14] - Zapraszamy!
[01:10:17] - To były lata 80. Jako kilkunastoletni uczniowie liceum staraliśmy się tak zwanym przemytem. Jeździliśmy do Czech, prawda? Ja akurat przy tym nie byłem. Opowiadał mi taki kolega o pseudonimie Maniek, który wrócił z takiej wyprawy przemytniczej. Po przekroczeniu granicy, po odprawie celnej rozmawiał jeszcze z polskim celnikiem i nagle polski celnik zauważył idącego na boso polskiego chłopaka i zapytał się go, co się stało. Chłopak ten powiedział, że celnik zobaczył na jego nogach czechosłowackie buty i kazał mu zdjąć, ponieważ stwierdził, że je przemyca. Na to ten celnik podrapał się w głowę, podszedł do przejeżdżającej Skody, obejrzał opony i stwierdził, że czeska Skoda ma opony Stomil Olsztyn. Kazał zdjąć opony i pojechać na fałdach. To jest autentyczny przypadek z pracy przemytniczej Polska-Czechosłowacja.
[01:11:29] - Muszę powiedzieć, że nie doceniałem do tego momentu, nawet cytując te dosyć absurdalne historie z mojego życia, nie doceniałem jednak głębi łączących nas kontaktów z Czechami. Widać po tej historii przytoczonej tutaj, że one jakoś z natury są absurdalne po prostu. Ale piękna historia, piękna, trzeba przyznać.
[01:11:55] - Mój kolega Maniek zarzekał się, że to jest prawda. Widział to na własne oczy.
[01:12:01] - Jak to powiedział w swoim czasie Lech Jęczmyk: „Jeśli to nawet jest nieprawda, to znakomicie wymyślona”. To był komentarz do jednej z historii Wiktora Żwikiewicza. Ale to jest dobry komentarz. Jeśli to nawet nie jest do końca prawda, to jakoś świetnie opisuje to, co się na polsko-czeskiej, czy też wcześniej czechosłowackiej granicy działo, a działy się tam rzeczy rzeczywiście na takim poziomie absurdu troszeczkę.
[01:12:33] - To jeszcze powiem taką przygodę z podróży pociągiem. Chodzi o płatności za bilety, prawda? Jak panowie mówili. Pewnego razu z kolegą wybraliśmy się nocnym pociągiem z Białegostoku do Warszawy. Kupiliśmy jako tam, nie wiem, dziewiętnastoletni, osiemnastoletni chłopcy bilety oczywiście do drugiej klasy, bo było taniej. Ale stwierdziliśmy w pewnym momencie, że nie będziemy jechali drugą klasą, ponieważ Cała druga klasa była kupowana przez Rosjan w takich czapkach barankach, jak się widzi. Poszliśmy do pierwszej klasy i chcieliśmy zrobić dopłatę. Spotkaliśmy konduktora w stanie bardzo odpowiadającym nam spożycie i mówimy, że chcemy dokonać dopłaty. Konduktor wyjął bloczek, zaczął wypełniać i liczył wypełniając. To były jeszcze stare pieniądze.
„Trzy sześćdziesiąt, pięćset pięćdziesiąt osiem”. Wtedy wypadł mu ten bloczek fioletowy z rąk na ziemię. Popatrzył, schylił się, obejrzał w dwóch palcach, otworzył okno i wyrzucił ten bloczek przez okno. I powiedział nam: „A dajcie kurczę chłopcy po dwie dychy i jesteśmy”.
[01:13:57] - Czyli historie kolejowe się potwierdzają. À propos nawet do dzisiejszego autora, to było polskie wydanie pociągów pod specjalnym nadzorem. Tak, to prawda. Dzięki. To piękne historie. Mówiąc szczerze piękne historie, dobrze wpisujące się w pewną poetykę.
[01:14:19] - Jeszcze mi się przypomniało spotkanie z rosyjskim celnikiem. Pamiętam jak dziś, bo najdalej był to 1991 rok, był tak zwany pucz moskiewski. Z kolegą wybraliśmy się z małymi plecaczkami do Moskwy. Akurat wybuchł pucz, więc postanowiliśmy wrócić. Wrócić było ciężko. Ciężko było się załapać na jakiś pociąg. W perypetiach po paru dniach w końcu dotarliśmy pociągiem do polskiej granicy. I przychodzi rosyjska celniczka i pyta się: „Złoto macie?” „Nie”. „Papierosy macie?” „Nie”. „To macie wódkę?” „Nie”.
„To przemycacie dolary?” „Nie”. „To przemycacie ruble?” „Nie”. Obejrzała nasze plecaki i mówi do mnie: „To musisz mieć kontrabandę”. Ja pytam się jej na to: „Czy mam je zdjąć?” Ona mówi: „Poproszę”. „Dobrze, zdejmę, ale chciałbym panią uprzedzić, że nie zdejmowałem tych butów przez pięć dni, bo jestem w drodze”. Pani popatrzyła i nagle powiedziała: „Nie, ja już idę”.
[01:15:28] - Proszę. Jednak nie ma bardziej soczystych, pięknych historii niż historie z granic. A mówi się często, że pogranicze zawsze jest najciekawsze. I potwierdza się. To prawda. Dzięki za wspaniałą historię.
[01:15:44] - Jeszcze mi się taka autentyczna historia przypomniała, jak z kolegą tym samym jechaliśmy. To był jeszcze Związek Radziecki. To było u nas już po przemianach, ale jeszcze Związek Radziecki. Jechaliśmy PKS-em, ichniejszym. Jedziemy, jedziemy. W końcu siedząc w PKS-ie mówię do kolegi: „Słuchaj Piotrek, wszyscy wokół biorą wódkę, a my jeszcze nigdy jej nie kupiliśmy tutaj”. „Dobra” mówi. „No to pójdziesz się zapytać kierowcy po drodze, gdzie tu można kupić”. Podchodzę do kierowcy i mówię mu: „Przepraszam, czy pan wie, gdzie tu można kupić wódkę?” On popatrzył. „Nie ma problemu.
Ja zaraz to wszystko załatwię”. Nagle kierowca zahamował, skręcił w jakąś polną drogę. Ludzie zaczęli krzyczeć: „Gdzie ty jedziesz?” Na to kierowca się odwrócił, na cały głos wrzasnął: „Cisza, bo będę mordę bił!” Na to cały autobus zamilł. Nagle autobus się zatrzymał przy takiej betonowej budce, coś przypominającej nasz GS i powiedział: „Tu zawsze jest wódka”. W szczerym polu nic nie było widać, ale stał ten budynek i tam zawsze można kupić wódkę. Żywego człowieka nie ma dookoła, ale pani sprzedawała tą wódkę. Kupiliśmy wódkę. Podchodzę do kierowcy, chciałem podziękować, wręczyć mu flaszkę. Mówi: „Ja jestem człowiekiem honorowym, rozumiem ludzi w potrzebie”.
[01:17:24] - Dobre.
[01:17:25] - To jest autentyczna historia.
[01:17:29] - Ja się zrewanżuję historią z Podlasia. Kiedyś pojechaliśmy tam z kolegą i ponieważ Podlasie znane jest z dobrego samogonu, postanowiliśmy wypróbować. Pytamy w pewnej miejscowości przechodzącego obywatela, trochę się krygując, gdzie tu można ten samogon kupić. A on tak na nas popatrzył, wskazał na kościół, który był w centrum tej miejscowości i mówi: „Widzicie ten budynek? To tam nie można”. To też taka historia z tych terenów. Dzięki. Rzeczywiście dotykające absurdu historie. Co prawda to nie są historie Hrabala, ale one pokazują pewien nastrój.
[01:18:27] - Klimat budują taki bardzo wysoki.
[01:18:30] - Który buduje też Hrabal. Dokładnie dlatego tak chętnie rozmawiamy, bo to jest mniej więcej ten poziom absurdu sytuacyjnego, który Hrabal chwilami przedstawia. To nie są te historie oczywiście, ale tych historii od Hrabala nie przedstawimy, bo one siłą rzeczy stanowią pewną tajemnicę do zgłębienia, której namawiamy naszych słuchaczy. Ale to jest ten poziom pewnego absurdu. Dziękujemy O35 za telefon.
[01:19:04] - Jeszcze jedną taką historię.
[01:19:09] - To jest autentyczne. To właśnie było wtedy, jak wracaliśmy pociągiem przed tymi butami. W międzyczasie jakimś pociągiem z przesiadką nad ranem trafiliśmy do Wilna. Byliśmy bardzo głodni, a wiadomo, byliśmy chyba ze trzy dni już wtedy w podróży. Nie wyglądaliśmy zbyt elegancko. Byliśmy w dwuzdrojnikowych, brudzonych oraz sportowych. Na dworcu była w Wilnie restauracja, gdzie pisało dumnie, że to jest restauracja pierwszej kategorii. Przed drzwiami stał taki pan, powiedzmy dwa na dwa. Popatrzył na nas i mówi: „Nie ma miejsc, nie ma miejsc, nie ma miejsc”. A sala oczywiście była pusta.
I wtedy jednemu z nas się wyrwało słowo „ka” i „mać”, prawda? Na to pan popatrzył i powiedział: „Polaki? To proszę bardzo”. A wtedy ja powiedziałem do kolegi: „Klotzka, zobacz Klotzek, nie ma takich miejsc”. Halo?
[01:20:10] - Tak, jest. Słuchamy. Tak jest. Cóż, takie historie. Ja też, jak słucham tych historii, to przypominam sobie swoje też związane z pięknymi czasami, kiedy jeździło się na wymianę studencką na Wschód. To były historie osiągające poziom absurdu. Dziękujemy o 35. Wrócimy za tydzień.
[01:20:38] - Dobrze, dziękuję też bardzo. Nie blokuję linii, bo pewnie inni chcą zadzwonić i to jest trochę poza tematem. Dziękuję.
[01:20:44] - Dziękujemy.
[01:20:45] - Do usłyszenia.
[01:20:46] - Wbrew pozorom-
[01:20:46] - Dziękujemy bardzo. Zachęcamy owych innych również do dzwonienia, jak najbardziej.
[01:20:51] - Wbrew pozorom, tak jak już mówiłem, to troszeczkę było, jak to się mówi modnie, w temacie, bo rzeczywiście Hrabal rysuje tego rodzaju historie. To jest ten poziom absurdu. Natomiast nie dajcie się państwo zwieść, bo to szczególnie na początku tych historii tam jest dużo. Ten chłopak różne ciekawe rzeczy przeżywa. Tam się w pewnym momencie w hotelu pojawiają Cyganie. Jak by to powiedzieć? Dwie grupy Cyganów dyskutują ze sobą bardzo ostro, dosłownie ostro.
[01:21:28] - Po prostu tak jak kiedyś się w każdej dobrej knajpie pojawiali na przykład kibole. Było wesoło.
[01:21:35] - Kiedyś nie było. Kiboli byli za to dyskutujący ostro, więc oni dyskutują ze sobą ostro. Ale ja chciałbym zwrócić uwagę, jeśli chodzi o Bohumila Hrabala, to już zresztą przewijało się w tym, co mówiłem wcześniej, że cała ta historia opowiada luźne historie, ale obserwujemy tam mniej lub bardziej moralne zachowanie głównego bohatera. To, co mówiłem, wiele my jesteśmy w stanie wybaczyć i na początku ta fabuła wydaje nam się komediowa, ma charakter komediowy, komediowo-obyczajowy. Pewne rzeczy nas tam mogą szokować, jak chociażby odwiedziny małolata w domu publicznym. Ale w gruncie rzeczy jest zabawnie i my stopniowo, to jest mistrzostwo, stopniowo dajemy się wciągać w historię, która już przestaje być tak zabawna. Ona chwilami jest dalej absurdalna, ale nie zawsze już jest zabawna. Co więcej, jest taki moment w powieści, może tych momentów jest kilka, taki próg, do którego dochodzimy, że już właściwie musimy przewartościować to swoje pierwotne spojrzenie, że to jest tak lekko, łatwo i przyjemnie. Nagle odkrywamy, zresztą mówiłem częściowo o tym, że to jest książka absolutnie na poważnie, że skończył się czas dzieciństwa, między innymi głównego bohatera i teraz się żyje na poważnie. I owszem, to jest w dalszym ciągu marzyciel, to jest w dalszym ciągu człowiek, który żyje tymi swoimi marzeniami.
Ale też okazuje się, że jest poważnie, że robi się poważniej i że nie ma ucieczki przed tym zwykłym życiem. I jeśli nawet ono jest absurdalne, to ten absurd, tak jak w tych opowieściach o 35 czy tych naszych opowieściach o przemycie, ten absurd już przestaje być taki zabawny. On jak powraca we wspomnieniach, takich nazwijmy go wspomnieniem martyrologicznych, to możemy się przy nim uśmiechnąć, ale w chwili, kiedy nas to dotyczyło, czy dotyczyło głównego bohatera opowieści Hrabala, to wcale nie jest zabawnie. Jest bardzo poważnie.
[01:23:54] - Marku, ten adres i zmierzanie ku powadze, zobacz, że to jest metoda wykorzystywana przez pisarzy zawsze, a przynajmniej bardzo często. Nawet na naszym małym podwórku zobacz, co robi na przykład Przemysław Cichoń. To są niby anegdoty, niby rzeczy zabawne, też takie z pogranicza właściwie takiej podwórkowej naszej rozmowy o przemytach i tak dalej, o alkoholu. Powoli to nabiera zupełnego wymiaru poważnego. Może się ocierać o tragedię, gdyby Cichoń pociągnął pałeczkę i zbudował z tego powieść, ale wychodząc nie od powagi, tylko od takiego paradoksu, to z tego by była powieść. Zresztą książka już jest.
[01:24:56] - Dzięki, że przypomniałeś „Pewnego razu w Świnoryjach”, bo to jest taki zbiór opowiadań, który jednak co do wymowy ma charakter parapowieściowy, bo kiedy dochodzimy do pewnego momentu w książce Cichonia To też robi się jakby poważniej, chociaż przez cały czas było zabawnie, było swojsko. W książce Hrabala też jest swojsko. Momentami jest przaśnie, tak jak u Cichonia też bywa przaśnie, to jednak okazuje się, że to jest życie. Jest taki wiersz, w którym jeden z poetów rozmawia z nieżyjącą matką i w pewnym momencie pyta: „Mamo, to już? To już jest całe życie?”. I tam pada odpowiedź: „Tak, to jest właśnie życie”. Życie, które się kończy. Czasami tego nie zauważamy w tym natłoku, w tej powodzi absurdów, która nas na co dzień dotyka. Nie tylko absurdów zresztą. Po prostu życie jest takie, jakie jest.
To kolejny banał dzisiejszego wieczora, ale my po prostu w tym natłoku rzeczy ważnych, mniej ważnych, nie zauważamy, że mija nam życie. Ta książka Hrabala to też jest takie podsumowanie życia. Zaczyna się właśnie lekko, łatwo, przyjemnie, wesoło. Bohater spotyka tylu dziwnych ludzi. O samych tych ludziach można by nakręcić filmy, napisać książki. Oni tylko przemykają przez jego życie, przez jego opowieść. Tak jak u nas w życiu. To, o czym opowiadał o 35, to, o czym ja opowiadałem, mówił też Wiktor. Takich historii w naszym życiu są setki.
[01:26:59] - Tak, ale ja mam do ciebie pytanie. Takich historii są setki, ale te historie zostały zbudowane z pewnej konstrukcji świata, wyniesione z jakiejś konstrukcji świata. Ja mam do ciebie pytanie: czy jeszcze są Czechy?
[01:27:17] - A dlaczego miałoby nie być Czech?
[01:27:19] - Przepraszam, ale w pojęciu takim ludzkim, zwyczajnym. Ja wiem, że politycznie to jeszcze niby tam jest, nie? A czy jeszcze jest Polska? Nie ma.
[01:27:29] - Wiesz co?
[01:27:30] - Granica decyduje o tym, że istnieje właśnie to kółko na granicy, które przecudownie stan równowagi uzupełnia. Jak nie ma granicy, to nie ma czego uzupełniać. Jak nie ma granicy, to nie ma czego w ogóle porównywać. Jak nie ma granicy, to właściwie niczego już nie przekraczasz.
[01:27:50] - Aha, do tego pijesz. Powiem ci tak, że ja bym tak nie dramatyzował, bo jeśli nie ma takiej granicy, przez którą trzeba przemycać wódkę czy przenosić wódkę i modlić się o to, żeby jakaś celniczka nie okazała się zbyt gorliwa — to z mojej historii czy też z tych historii, które opowiadał o 35 — takiej granicy rzeczywiście w tej chwili nie ma. W tej chwili jedziesz i ledwo zauważysz, że właśnie minąłeś granicę. Najczęściej na podstawie tablicy identyfikujesz, czy jesteś jeszcze w Polsce, czy już w Czechach. Ale to pytanie, czy istnieją Czechy, czy istnieje Polska... Nie dramatyzuj. W dalszym ciągu takie kraje jak Polska czy Czechy są silne, chciałem powiedzieć kulturą, zostanę przy tej kulturze, ale też pewną swoją odrębnością. Odrębnością, której korzenie rzeczywiście gdzieś są zapuszczane w kulturę, ale też w codzienność. My naprawdę jesteśmy troszeczkę inni. Może jesteśmy bardziej zaściankowi, może mniej postępowi niż Europa Zachodnia, ale przez to jesteśmy jacyś.
Nie jesteśmy tacy zglobalizowani jak cała Europa, czyli wszędzie te same wartości, tacy sami, tacy wspaniali, nowocześni, rozwinięci. Mówię z sarkazmem, ale my jesteśmy jacyś jeszcze. Czy to dobrze, czy źle? Odpowiedź na to pytanie będzie zależała od tego, jaką ktoś opcję polityczną prezentuje. Wiesz, że się teraz nie mówi, że ktoś jest postępowy, tylko mówi się, że ma poglądy progresowe? Nie, wyleciało mi z głowy. Już się nie mówi, że ktoś jest progresywny. O, właśnie.
[01:29:43] - Chciałem wam przypomnieć, że Strugaccy mieli w swojej literaturze tak zwanych progresorów, czyli tych, którzy wprowadzali komunizm, że tak powiem, w naszym świecie.
[01:29:53] - Tak, ale zobacz, to jest coś takiego, że jak się mówi, że ktoś ma postępowe poglądy, to już wszyscy wiedzą, jakie on ma poglądy. Czyli gdzieś tam o komunę zahacza. Ale jak się mówi, że ma progresywne poglądy, patrz, jak to poważnie brzmi.
[01:30:08] - Poważnie.
[01:30:10] - Wiesz co, nie chcę tego oceniać, bo przynajmniej połowie słuchaczy się narażę, ale zresztą to nie o to chodzi. Każdy ma jakieś poglądy, jeden bardziej progresywne, drugi mniej progresywne. Nie o to chodzi, żeby sobie udowadniać, które są lepsze. Nie.
[01:30:25] - Błąkasz się, Marku.
[01:30:27] - Nie!
[01:30:28] - Mówisz twierdzenie: każdy ma jakieś poglądy. Jak ja obserwuję współczesność, to większość ludzi nie ma żadnych poglądów.
[01:30:35] - Oj dobra, dramatyzujesz. Tak naprawdę jakieś tam każdy ma, mniej lub bardziej uświadomione.
[01:30:43] - Mniej lub bardziej uświadomione i mniej lub bardziej zmienialne, bym powiedział.
[01:30:48] - A tak.
[01:30:50] - Zmienialne pod wpływem tego, co powie środowisko, żeby się komuś na przykład nie narazić, żeby nie stracić jakiegoś cennego kontaktu z cenną osobą.
[01:30:59] - Na przykład. To rzeczywiście słuszna uwaga. Dlaczego ja o tym mówię? Znowu może się wydawać, że my gdzieś z Wiktorem meandrujemy. Nie, proszę państwa, pewne rzeczy jednak pomimo zapaści starczej czy też jakiejś daleko posuniętej sklerozy robimy jeszcze świadomie, bo Bohater naszej opowieści, a właściwie nie naszej, tylko opowieści Hrabala, a naszej dzisiejszej audycji. On też jakby zmienia poglądy w trakcie swojej bytności na tym Łez padole.
[01:31:36] - Granica między dobrem a złem, pięknem a brzydotą w jego życiu jest bardzo płynna.
[01:31:46] - Reedukuje się przecież. My bardzo często lubimy w naszym życiu, nie wiem jak państwo, ale ja miewam tak czasami, że odruchowo oceniam kogoś właśnie na podstawie tego, co mówił ileś tam lat temu. A to się okazuje, mówię to znowu z sarkazmem, każdy z nas to przeżywał, że my nie jesteśmy zawsze tacy sami. My się zmieniamy. Nam się tylko wydaje, że ten człowiek sprzed lat dwudziestu, który miał imię i nazwisko takie jak my, to jest ten sam człowiek, którym jesteśmy teraz. Lubimy tak o sobie myśleć, że mamy niezmienne poglądy, że zawsze byliśmy jak ta opoka, ten monolit. Nieprawda. Hrabal znowu to świetnie pokazuje, że tylko nam się wydaje. Główny bohater miota się. Te jego marzenia, te jego poglądy, te jego miłości, te jego losy wreszcie, one dobitnie pokazują, że wszystko płynie.
[01:32:53] - Tak, ale zobacz, on nie popada w tą naszą poetykę polską, że nagle sobie żyły wypluć. To dalej wszystko jest takie, tu nie ma rosyjskiego rozdzielania szat albo naszego Rytana padającego.
[01:33:12] - No prawda. Jest właśnie model czeski. Czyli on po prostu przyjmuje do wiadomości, że coś wokół niego się zmieniło. Skończyła się Praga przedwojenna, zaczęła się okupacja.
[01:33:26] - Był ten cesarz, jest inny cesarz.
[01:33:30] - Skończyła się okupacja, zaczęły się Czechy powojenne, pojawił się socjalizm, komunizm czy jak to tam nazwiemy, reedukacja. I on to przyjmuje, czy ze stoickim spokojem, to nie wiem, ale odnosimy takie wrażenie, że on od pewnego momentu książki przyjmuje to spokojnie. Tak jest i nie da się tego zmienić. Można by powiedzieć, że głupkiem jest, bo trzeba się brać z losem za bary. To znowu takie polskie jest bardzo. Ja nie wiem, czy to jest złe, bo w gruncie rzeczy może dlatego, że jestem wychowany tu i teraz. Teraz, jak teraz, ale od iluś tam dziesięciu lat wychowany w tym miejscu geograficznym. I może ja bardziej jestem przyzwyczajony do tego, że z losem trzeba się brać za bary. Nie wiem, czy Czesi się biorą za bary. Bohater tej powieści nie zawsze się z tym losem bierze za bary.
On czasami pewne wyroki losu przyjmuje nad podziw spokojnie.
[01:34:31] - To jest tak zwana filozofia chłopska.
[01:34:33] - Aż się czasami dziwię.
[01:34:34] - Czy pada, czy nie pada, trzeba przeżyć.
[01:34:37] - W dodatku to znowu cenna uwaga o tyle, że przecież główny bohater, my bardzo mało wiemy o rodzicach głównego bohatera. Oni się tam pojawiają bodajże raz, kiedy ten oberkelner mówi o tym, że przybył ten chłopaczek z prowincji od rodziców, ponieważ była bieda na tej wsi, to go ściągnął do miasta, wziął pod opiekę i tłumaczy mu, że on musi wcześnie chodzić spać, bo on wziął go pod opiekę i musi wcześnie chodzić spać, żeby się wysypiać, żeby potem z pełnym zapałem w ciągu dnia pracować.
[01:35:17] - To problem jest dyrektywa współczesnych korporacji. Macie szybko dużo spać po to, żeby dobrze pracować, po czym znowu spać i pracować. Życie poza tym zostawcie sobie.
[01:35:29] - Jak to bywa w czeskiej opowieści młodzieniec nie chce chodzić spać, ponieważ jemu się te dziwki marzą po prostu. On popada, seksoholizm to za dużo powiedziane.
[01:35:43] - Kadenizm taki.
[01:35:45] - Czy co?
[01:35:46] - Kadenizm. Ja lubię termin po ostatnim opowiadaniu.
[01:35:49] - Po ostatnim, tak. On popada w fascynację, ale to, co powiedziałem w pewnym momencie audycji, on popada w fascynację, ale potrafi jako dzieciak zafascynować swoją osobą te kobiety, które tam pracują. Jedna z nich, tak jak powiedziałem, jest autentycznie zafascynowana podejściem tego dzieciaka do niej jako kobiety.
[01:36:15] - Pierwszy raz zauważyła, że ktoś ją potraktował jako dzieło.
[01:36:18] - Jako kobietę.
[01:36:19] - I jako dzieło sztuki.
[01:36:20] - Jako dzieło sztuki. To prawda. Dlaczego o tym tyle mówimy? Bo wspomniałem, że książka Hrabala była zakazana. W każdym razie rząd, bo wtedy to od rządu zależało, publikacja książek przez Hrabala nie był entuzjastycznie nastawiony do publikacji książki „Obsługiwałem angielskiego króla", bo nie był entuzjastycznie nastawiony ze względów właśnie tych erotycznych, jak i politycznych. I zawsze wolał podkreślać, że to o to erotyczne oczywiście chodzi, bo Hrabal zwariował i tam obscena się pojawiają. A prawda chyba była jednak taka, że szczególnie ta druga część książki, ona w jakiś sposób uderzała w ten obraz Czecha jako takiego zwolennika komunizmu, socjalizmu czy czego tam jeszcze nie wymyślono. Zresztą losy Hrabala były dziwne. To jest głupie słowo, dziwne. One były takie ludzkie po prostu.
Znowu, jak losy tego bohatera, którego śledzimy w książce. Otóż Hrabal najpierw długo siedział z zakazem publikacji. Tak jak powiedziałem, opublikował taki list z przeprosinami i spokajaniem się, że źle się zachował, źle oceniał i tak dalej. Pewne pęta się rozluźniły, ale znowu, o ile wcześniej miał zakaz publikacji, był takim ludowym bohaterem, bo jak się komuś zakazuje publikacji, to stugębna plotka o tym mówi i tym chętniej się go czyta. Ale kiedy powstała w Czechach, w Czechosłowacji taka organizacja opozycyjna, na miarę czeską, ale jednak opozycyjna, nazywała się Karta 77 i tam wielu pisarzy, wielu inteligentów, wielu takich ludzi, na których lud patrzył, jak się zachowują, przystąpiło. Późniejszy prezydent Czech przystąpił do Karty 77, a Bohumil Hrabal nie, bo on w pewnym momencie doszedł do takiego wniosku, tak mi się wydaje, wysnuwam wnioski na podstawie życiorysu, że on w pewnym momencie doszedł do wniosku, że w życiu pisarza ważniejsze od tego, żeby być podmiotem, przedmiotem. Właśnie to jest ten problem, czy podmiotem, czy przedmiotem polityki. Ważniejsze jest to, żeby pisarz pisał, publikował i żeby był czytany. I on troszeczkę po tym 1977 roku, ktoś powie sprzedał się, a może po prostu chciał nawiązać kontakt z potencjalnym czytelnikiem. Politycy mają taką zdolność czy taką przypadłość, że dzisiaj się łatwo ocenia ludzi, ich zachowanie sprzed kilkudziesięciu lat.
Mówi się: „O, nie był opozycjonistą, pewno kapował czerwonym albo był opozycjonistą”. Na przykładzie Hrabala widać i na przykładzie losów Hrabala, ale też pewnej filozofii, może za dużo powiedziane, ale pewnych losów jego bohaterów w książce można pokazać, że te wybory nie zawsze były łatwe. One nigdy nie są łatwe.
[01:40:13] - One nigdy nie są łatwe i nigdy nie są czyste. Nie są takie ekstremalne. Można postępować w życiu tak jak Giordano Bruno albo tak jak Galileusz. Ani jedna strona, ani druga nie jest receptą na życie. Galileusz żył i tworzył dalej. Giordano Bruno właściwie nic nie stworzył, tylko po prostu pięknie umarł.
[01:40:44] - Wiesz co? Z tym Jordanem Brunem to historia jest troszeczkę bardziej skomplikowana niż się to przedstawia. Ale poczekaj, Wiktorze, ja muszę dać upust swojej dzisiejszej paranoi. Marku, czy nas słychać?
[01:40:58] - Słyszymy się, Marku, słyszymy się.
[01:41:00] - Super. To już moja paranoja lekko przygasła.
[01:41:04] - Jakie masz ambicje. Koniecznie chcesz być słyszalny. Ja tam mogę gadać nawet w próżni.
[01:41:10] - Można, ale to wiesz, później to trzeba powtarzać. A jak człowiek powtarza drugi raz to samo, to zawsze mu coś umknie. Zawsze mu się wydaje, że to, co powiedział za pierwszym, ta historia o przemycie wódki za pierwszym razem, kiedy szła w pustkę, była lepsza. A jak już ją opowiadałem drugi raz, to wydaje mi się, że była gorsza. Powiedz mi, Wiktorze, czy jesteś w stanie powiedzieć, za co jeszcze lubisz książkę Bohumila Hrabala?
[01:41:39] - To znaczy ja ją w pełni podziwiam. Ona mnie zachwyca właśnie od tej technicznej strony.
[01:41:46] - Brzmi groźnie, bo jak ty chwalisz, to...
[01:41:49] - Nie, po prostu jeżeli się człowiek próbuje zmierzyć z materią i używa do tego grubej Berty, to było takie niemieckie działo w czasie pierwszej wojny światowej, które miało bombardować Paryż chyba.
[01:42:05] - Różne rzeczy miało.
[01:42:06] - Zza linii frontu.
[01:42:09] - A to pierwsza wojna.
[01:42:10] - Tak. Więc jeżeli się używa takiego monstrualnego działa, to jest to sprawa poważna. To jest taka jak Hiroshima i Nagasaki. Natomiast można to wszystko ubierać w sposób taki, żeby do świadomości czytelnika się prześlizgnęło niezauważalnie, wtopiło w niego i zostało w nim na zawsze. I tą metodę stosuje Bohumil Hrabal, taką filozofię podstępu, sprytu, przekrętu, gdzie nie zauważasz. Zauważ, że w ten sposób działa na przykład powódź. To jest powolne podmywanie brzegów. Wobec tego zanim się zorientujemy, już się wszystko sypie. To jest metoda. Brutalna metoda.
Jest efektowna. Jak wspominałeś Czechy, to wiesz, ja chciałem przypomnieć wszystkim, że to myśmy się bardzo do ich samostanowienia i świadomości politycznej współczesnej przyłożyli, bo to nasz wspaniały generał Jaruzelski Wkraczał do Czech razem z Rosjanami, a właściwie to wykonywał za Rosjan brudną robotę.
[01:43:41] - Rosjanie też tam byli.
[01:43:42] - Też tam byli.
[01:43:43] - Jaruzelski, Smok Wawelski.
[01:43:45] - Tak. Czesi mają do nas zgryza od tamtego czasu, od zawsze zresztą bardzo słusznego, bo myśmy się pakowali. Co prawda oni nie pamiętają, że kiedyś zrabowali nam cały Wrocław, Kraków, wszystko.
[01:44:01] - W Gnieźnie też byli.
[01:44:02] - W Gnieźnie też byli. Spustoszyili to dokumentnie, zanim Szwedzi się dobrali do nas. Czesi też mają za uszami.
[01:44:10] - Piotrze, ktoś się do nas nie dobierał. Mało byłoby takich sąsiadów, co się do nas nie dobierali. Jakąś taką mieliśmy.
[01:44:19] - Takie jakoś dziwnie, to same facety się do nas dobierały. Kurde, dziwny ten naród.
[01:44:25] - Nie brnijmy w ten-
[01:44:26] - Nie.
[01:44:27] - Jedna była Katarzyna przecież. Czyli wszystko w porządku. Dobrze.
[01:44:31] - Tak jest.
[01:44:31] - Dobrze. Wiesz co? À propos tego-
[01:44:34] - Ta książka jest dobra właśnie z wielu powodów, Marku. Z takich właśnie, które powinny służyć jako wzór do pisania powieści. Jeśli chce się na poważne tematy pisać, żeby to rozumieli również ludzie, a nie tylko filozofowie.
[01:44:53] - Wiesz co? To, że los bywa skomplikowany, że czasami płata nam figle i że nic nie jest jednoznaczne. Taki przykład, który mi się nasuwa. Dzisiaj rozmawiałem na Messengerze z naszym partnerem od audycji ABW, czyli Tomkiem Fonsem i on polecił mi nowy kanał youtubowy. Kogo? Zaraz się zdziwisz. Moniki Jaruzelskiej.
[01:45:27] - No.
[01:45:28] - A dlaczego to mnie zafascynowało? Ona tam rozmawia z wieloma osobami życia politycznego i nie tylko. Zresztą Tomek przesłał mi link do tej rozmowy i wysłuchałem tej rozmowy z fascynacją. Rozmawia Monika Jaruzelska z Rafałem Ziemkiewiczem. Ziemkiewicz znany jest z ostrej publicystyki. On jest zaangażowany. W co on jest zaangażowany, to tak trudno powiedzieć, bo pisowcy mówią, że on nie jest pisowcem. Niepisowcy mówią, że jest pisowcem. Czym on jest tak naprawdę? Znam ludzi, którzy go nie znoszą i znam ludzi, którzy go kochają.
Nie czas i nie miejsce, żeby oceniać publicystykę Rafała Ziemkiewicza. Ja się podejmuję oceniać jego książki, szczególnie fantastykę, którą pisał, fantastykę naukową. Tu się czuję w jakiś sposób kompetentny. Jeśli chodzi o publicystykę, to ani nie będę państwu narzucał swoich fascynacji, ani też swoich krytycznych uwag. Natomiast ta rozmowa pomiędzy Moniką Jaruzelską, przed chwilą wygłosiłem hasło Jaruzelski, Smok Wawelski, więc pewien pogląd macie państwo, ale ta rozmowa jest fascynująca, bo ludzie z sąsiednich klas, Monika Jaruzelska była klasę wyżej w liceum niż Rafał Ziemkiewicz, opowiadają sobie i o tych młodzieńczych sprawach. I fascynujące jest to, że oboje potrafią się dogadać. Być może to sentyment do dzieciństwa czy do młodości, ale to jest piękna rozmowa o tym, co było kiedyś, o tym, co jest dzisiaj. I nagle obie postaci widzimy w troszkę innych barwach. Już nie widzimy tak, jak chcą niektórzy widzieć Ziemkiewicza jako takiego krwiożerczego faceta, który w swojej publicystyce rozjeżdża walcem przeciwników politycznych, który z nich szydzi bezlitośnie, który potrafi ich od czasu do czasu obrazić i to tak celnie, że później boli przez kilka tygodni. Nie widzimy z kolei w Monice Jaruzelskiej tylko córki generała, która ma lewicowe poglądy i ci, co mają lewicowe, to ją kochają.
Ci, co mają prawicowe, to nie za bardzo. Widzimy nagle dwójkę ludzi, którzy rozmawiają ze sobą o rzeczach, znowu użyję ulubionego swojego słówka, fascynujących. Ba więcej, potrafią ze sobą rozmawiać. To tak à propos, bo znowu być może ja wszędzie doszukuję się pewnych pokrewieństw, ale książka Hrabala to też jest tego rodzaju klimat, że byśmy spoglądali na życie nie tak łopatologicznie, nie tak jednoznacznie. Oczywiście zdarzają się nam momenty, każdemu z nas w życiu zdarzają się momenty, bohaterowi książki zdarzają się też momenty, że ocenia coś jednoznacznie. Jest tak albo tak. Jest białe, czarne. Hrabal pokazuje i nie tak, że stwierdza w pewnym momencie, że tak nie jest. On pokazuje, że rzadko bywa czarne albo białe. Ono nawet chyba szare nie jest.
[01:48:50] - Po prostu życie nie jest na ostrzu noża. To nie jest życie. Życie nie może trwać na ostrzu noża bez przerwy, bo to jest po prostu katastrofa. Życie jest właśnie takie trochę śliskie, trochę pokrętne.
[01:49:04] - To, co przedstawia Hrabal, że z jednej strony mamy groteskę, komizm w tej Pradze. To życie jest właśnie groteskowe i komiczne. Ale z drugiej strony jest ból, okrucieństwo, niesprawiedliwość, jakieś takie klimaty.
[01:49:25] - Z jednej strony są, Marku, te poglądy, o których żeś mówił, a z drugiej strony nagle po latach Ziemkiewicz się spotyka z Moniką Jaruzelską. Będę ciekawy, czy ona mnie pamięta. Bo dzięki Ziemkiewiczowi kiedyś ją mogłem poznać w bardzo zabawnej sytuacji na korytarzu w uniwerku, gdzie studiowali obydwoje. Cała paczka młodych ludzi wybierała się na prywatkę, że tak powiem, bo to się kiedyś tak nazywało, na ostre chlanie i zabawę do jakiegoś tam przytułku.
[01:49:59] - Bardzo proszę bez szczegółów.
[01:50:00] - Dobrze. W każdym razie na korytarzu się to odbywa w moim towarzystwie. Zresztą dalej sobie dyskutujemy. Fajnie. I już są umówieni. I w pewnym momencie Ziemkiewicz trąca mnie łokciem i mówi: „O, a to zobacz, to jest tam…” Bo to był stan wojenny, w okolicach stanu wojennego właśnie.
[01:50:23] - To już raczej po stanie wojennym.
[01:50:26] - Po stanie wojennym. „To jest właśnie Monika Jaruzelska. Po nią przyjeżdża suka, czyli gazik na studiach od ojca przysłany. Ona dowozi i odwozi ją z uniwersytetu po prostu, bo tatuś dba o bezpieczeństwo swojej małolaty”. I oni ją zabierają. Na co ja mówię: „To wy jej nie zapraszacie?”. A tam byli studenci. Pamiętam ich spojrzenia wszystkich. Oni zgłupieli. Nikomu to do myśli nie przyszło.
Wtedy ja do niej podeszłem i powiedziałem jej, że my umówiliśmy się tutaj wszyscy, czy ona by poszła z nami? Spojrzała na mnie i powiedziała, że bardzo chętnie. Tylko muszę spławić tych kierowców z tego samochodu.
[01:51:12] - Znowu.
[01:51:13] - Panie i panowie, oto człowiek, któremu udało się zaprosić Monikę Jaruzelską.
[01:51:19] - To były dawne czasy.
[01:51:21] - Dlatego zaapelowałem na początku, żeby nie podawał szczegółów tej imprezy, bo to już gdzieś by zahaczało. A ja powiem coś z tej rozmowy, bo to pozornie znowu jest temat, który odbiega od powieści Hrabala, ale z tej rozmowy na YouTubie. Ponadgodzinna rozmowa zaczyna się między innymi od tego, że Rafał Ziemkiewicz tak się rozgląda, jest w mieszkaniu Moniki Jaruzelskiej i mówi: „Kiedyś nie przyszłoby mi do głowy, że w ogóle znajdę się w tym miejscu”.
[01:51:52] - No tak.
[01:51:53] - A tak naprawdę to był podobno drugi raz w domu Moniki Jaruzelskiej. Ale jeszcze jest coś bardzo ciekawego, bo ty mówisz o tym, jak to było na studiach. A z kolei Monika Jaruzelska wspomina, że jak chodzili do liceum, ona klasę wyżej, tak jak mówiłem, to Rafał Ziemkiewicz z tej młodszej klasy był przedmiotem takiej niezdrowej zawiści, a nawet pewnego takiego zacięcia wśród tych między innymi koleżanek Moniki Jaruzelskiej. Pewno Moniki Jaruzelskiej zresztą też, bo polonistka tegoż Rafała Ziemkiewicza podawała jako wzór. Mówiła do tych dziewczyn: „Wy jesteście polonistkami?” Bo to klasa humanistyczna była. „Wy jesteście polonistkami? Wy jesteście za polonistki? O, polonista to jest ten Ziemkiewicz, który tam publikuje opowiadania. To jest myśliciel, to jest ktoś, a wy? Wy to w ogóle mu do pięt nie dorastacie”.
I tak się stał Rafał Ziemkiewicz batem na tę. Ona mu zazdrościła. Czyli znowu to jest tak, że nam się często wydaje, że jak ktoś jest gdzieś tam dzieckiem wówczas najpotężniejszej osoby w PRL-u, to nam się wydaje, że ona ma wszystko i nikomu niczego właściwie nie powinna zazdrościć. Okazuje się, że Rafał Ziemkiewicz nie wiem, czy był mrocznym przedmiotem zazdrości, ale był przedmiotem takiej pewnej zawiści ze strony Moniki Jaruzelskiej, bo na pewno też chciałaby napisać jakieś opowiadanie SF, które może jeszcze we władzę waliło. Bo jak sobie przypominam wczesne opowiadanie Rafała Ziemkiewicza, to tam ostro jechał czasami po władzy. To zdaje się z nim wiąże się historia, późniejsza nieco niż te, które opowiadamy, że jeden z decydentów partyjnych z pewną taką nostalgią sobie powiedział, że jakby były inne czasy, to by kazał rozstrzelać Ziemkiewicza. Na szczęście nie było już stalinizmu i Ziemkiewicz dotrwał do czasów dzisiejszych. Ku rozpaczy jednych, ku radości drugich.
[01:54:09] - Tak, Ziemkiewicz dotrwał. Natomiast Monika Jaruzelska wypłynęła, że tak powiem, na tą polonistyczno-dziennikarską estradę z pełną gębą. Zaczęła pisać książki, wspomnienia o ojcu i różne dyrdymały bardzo często. Bo to jest takie tworzenie mitów po budowie. Mi się najbardziej podobała jej pierwsza wypowiedź wtedy, kiedy żeśmy się spotkali. Zapytałem wprost, patrząc w oczy, już tak prywatnie, kiedy żeśmy tam sobie byli, to mówię: „Słuchaj, a co ty myślisz o ojcu?”. Wiesz, jak ona zareagowała najbardziej wiarygodnie, jak to jest możliwe? Popatrzyła na mnie jak na idiotę, wzruszyła ramionami i powiedziała: „Ja kocham ojca”. To był koniec.
[01:55:03] - A widzisz.
[01:55:04] - Polityka nie istniała, nie istniał świat, nie istniało nic. I to była rzecz wiarygodna najbardziej.
[01:55:11] - Ona jest wiarygodna w dalszym ciągu, bo kiedy rozmawiałem z Ziemkiewiczem, w pewnym momencie temat taki się pojawia i Ziemkiewicz rozumie doskonale Monikę Jaruzelską. Monika Jaruzelska doskonale rozumie Ziemkiewicza. Dlaczego? Bo oboje deklarują, że ojciec to był w ich życiu ktoś bardzo ważny, kogo będą bronić za wszelką cenę. A przecież reprezentują tak różne punkty widzenia do dzisiaj. Do dzisiaj to są dwie strony medalu. I wróćmy jednak, proponuję, żebyśmy wrócili do Bohumila Hrabala, bo o tym tak naprawdę mamy rozmawiać, ale ta wycieczka w stronę YouTube'owego wywiadu Moniki Jaruzelskiej z Ziemkiewiczem znowu nie była bez sensu. Bo to jest ta filozofia, którą pokazuje Hrabal.
[01:55:59] - Dwuznaczności, wieloznaczności.
[01:56:02] - Że życie nie jest proste. I książka Hrabala to jest jedna z tych książek, która w sposób taki bezbolesny, ale jednocześnie bardzo obrazowy, nie nadęty, nie taki filozoficzny typu: masz w to wierzyć, do cholery, a jak nie wierzysz, to znaczy, że jesteś idiotą. Tylko w sposób taki naturalny pokazuje to, z czego wielu ludzi sobie nie zdaje sprawy, że stawianie naszej rzeczywistości na ostrzu noża, mówienie ten jest dobry, ten jest zły, ten jest głupi, ten jest mądry, ten jest taki, a ten jest śmaki. To w gruncie rzeczy może się przydać w jakiejś ostrej dyskusji, jak kogoś bardzo chcemy obrazić albo kogoś bardzo chcemy wywyższyć, ale tak naprawdę nie spełnia próby życia. Nie spełnia próby życia głównego bohatera powieści Jana Ditte. Tak to się chyba wymawia. Tego Jana dziecko, Jana Dzieciątko i nie spełnia się w takim codziennym życiu. Tak nie jest po prostu. My oczywiście bardzo często mówimy, że ktoś jest idiotą, bo w danej sytuacji zachował się jak idiota. Ale tak naprawdę, jeśli trzymamy się tego poglądu i raz na zawsze oceniamy kogoś, że ktoś jest idiotą, będzie idiotą, a jeszcze wcześniej był idiotą oczywiście, jesteśmy skazani na to, na co skazany jest główny bohater książki Hrabala.
Na to, że się musi od czasu do czasu przewartościować swój pogląd na rzeczywistość. To dla niego nie jest bolesne zresztą, on to bardzo lekko przyjmuje. Przyjmuje to jako rzecz naturalną. I tu jest pewna nauka chyba dla nas.
[01:57:40] - Wiesz, jak wspominałeś o życiorysie Hrabala, to mi tak chodziło po głowie, że bardzo często ten mechanizm, który obserwujemy, przemiany pokoleń, wymiany pokoleń odbywa się w taki dosyć dziwny sposób, że młodzi, którzy przychodzą, nowe pokolenia chcą, żeby ci starzy dali przykład i poszli z nimi na barykady. Ci starzy już na tych barykadach byli. Byli w czterdziestym piątym, byli w trzydziestym dziewiątym, byli w pięćdziesiątym szóstym, byli w siedemdziesiątym pierwszym, byli w osiemdziesiątym. A żądanie, żeby oni bez przerwy wychodzili od tego są nowe pokolenia, nowe pokolenia są do walki. Z wyższą sympatią podchodzę do tego, że Hrabal nie dał się oczarować tej karcie siedemdziesiąt siedem. Tak samo zresztą jak Konwicki nie dawał się już zauroczyć. Tak, towarzyszył, przyglądał się temu wszystkiemu, ale on już tam był dużo, dużo wcześniej. A teraz miejsce dla tego, żeby sobie młodzi jeszcze raz powalczyli, bo do walki są szczeniaki po prostu, nie? No i tak to się robi. Natomiast z biegiem czasu to się powoli człowiek wycofuje z życia.
Nie tylko z życia politycznego, ale z życia w ogóle. Mniej więcej podobna jest historia tego żigolaka hrabalowskiego. To jest powolne wycofanie z marzeń o bogactwie, z marzeń o miłości.
[01:59:27] - Nie zgadzam się z tobą. To jest po prostu zmiana marzeń w ciągu życia. On pokazuje, że zawsze mamy jakiś cel, tylko że on się zmienia. On się dodaje. Nie mogę powiedzieć, że się z jednej wycofujemy, dążymy. Pokazuje, że człowiek może coś tam potrafi. No może tak, ale większość ludzi nie potrafi żyć bez marzeń, bez pewnych celów, do których dąży. Tylko te cele się zmieniają. To nie jest tak, że ktoś jest takim, jak lubiła mówić pana polonistka, która uczyła mnie z kolei w liceum. Jednolity monolit.
[02:00:04] - Słusznie, Marku, ale te cele się zmieniają. Nie. To należy patrzeć inaczej. Te cele powinny się zmieniać, bo inaczej nie istnieje rewolucja, jeżeli się trzymamy tego. Gdyby ta postać tego żigolaka chciała tylko zarobić na kiełbaskach i taka przetrwała do starości, to byłaby karykaturą pazernego takiego skąpca, nie? Który tylko zgarnia. Byłaby makabryczną postacią. Natomiast ona makabryczną w tej książce nie jest, bo to, co jest dozwolone, czy co jest do przyjęcia na pewnym etapie życia pewnym marzeniem, pewnym takim tego nie staje się leitmotivem z historii tego człowieka.
[02:00:51] - Dwie rzeczy chciałbym powiedzieć. Hrabal potrafi też- tam jest druga część. Pod koniec książki jest taka historia o psie, który główny bohater się zaopiekował. Opisany jest ten pies, jaki jest mądry. W pewnym momencie jest to wzruszająca historia. Ta historia wrażliwym osobom może wycisnąć łezkę w oku, bo znowu to tylko w powieściach dla młodzieży historie zwierzęce kończą się dobrze, bo ona się nie kończy dobrze. Nie kończy się dobrze, bo taki jest świat, który nas otacza. Nie będę tego tematu rozwijał, ale mnie wzruszyła ta historia. To znaczy znowu dlaczego jej czytamy? To jest niejedyny moment, kiedy się można przy tej książce również wzruszyć.
Dlaczego ją przytaczam? Bo myśmy bardzo duży nacisk położyli na to, że Hrabal pokazuje absurdy śmiesznie. Też wzrusza, autentycznie wzrusza. Co więcej, Hrabal pokazuje też, posłużę się historią z czasów wojny. Pokazuje też, i to znowu nawiązanie do sytuacji politycznej, kiedy mówiliśmy o Ziemkiewiczu, Jaruzelskiej. Pokazuje też, jak łatwo jesteśmy oceniani przez innych, jak łatwo jest stać się obiektem nawet nie wiem, czy nagonki, ale takiej jednoznacznej oceny. Jesteś zły, będziesz zły, musisz być zły. Ta historia wojenna, to jego wplątanie w pewne małżeństwo, w pewną historię z okupantem, pewne naznaczenie. On został naznaczony jako zdrajca, jako człowiek, który coś tam z Niemcami kombinował. I bardzo ciężko jest się tego garbu pozbyć.
[02:02:53] - Ciężko, jak ciężko się tego garbu pozbywały francuskie nie tylko dziewczyny, ale w ogóle kobiety paryskie, które flirtowały z Niemcami, które wychodziły za mąż, które miały dzieci z Niemcami, po czym po drugiej wojnie światowej były golone, piętnowane publicznie w centrach miast i tak dalej. Postępowano z nimi makabrycznie. Ulica je napiętnowała.
[02:03:27] - O tym Hrabal mówi. Ja nie wiem, czy to we Francji tak było. Nie znam tej historii. Natomiast Hrabal pokazuje mniej więcej ten mechanizm, że jak się narazimy jakiejś grupie, to później żadne racjonalne argumenty nas nie wybronią. Czy one będą mniej, czy bardziej racjonalne, to nie ma żadnego znaczenia. Jak już podpadliśmy, to podpadliśmy i nie ma wyjścia z tej sytuacji. To też bardzo dobrze Hrabal pokazuje. Ta sytuacja, w którą bohater się wplątuje w czasie wojny, ona jest groźna dla niego. Z różnych stron jest groźna, bo nawet to małżeństwo jest, ja nawet nie wiem, czy je można nazwać absurdalnym. Ono jest dziwne.
Ono jest dziwne. To jest chyba najlepsze słowo ukrywające istotę, ale pokazujące, że tam nie jest wszystko w porządku. Znowu taki jest los tego bohatera. W ogóle mamy wrażenie, kiedy kończymy, odkładamy książkę, że chyba byśmy nie chcieli przeżyć takiego życia, jakie przeżył główny bohater. Chociaż było tak wesoło, tak fajnie, tak ciekawie. Tylko jest w tym pułapka. Jest w tym pułapka. Ja też miałem takie wrażenie. Na czym polega ta pułapka? Na tym, że Hrabal tak naprawdę opisał życie każdego z nas.
Oczywiście może nie jest tak barwne, może nie jest z takimi zwrotami akcji, ale w gruncie rzeczy każdy z nas taką historię przeżywa. Znowu dzisiaj jest wieczór na prawienie banałów, więc ja konsekwentnie będę te banały prawił. Nie da się przeżyć życia lekko, łatwo, przyjemnie, wesoło. Zawsze nas spotka jakiś cios, zawsze dostaniemy w trąbkę. Tylko chyba nieliczne jednostki mają tak skonstruowane to życie, że im się tak lekko, łatwo przemknie. Większość z nas doświadcza tego, co niektórzy mądrale nazywają smakiem tego życia. Tak jak powiedziałem, jak się odkłada książkę Hrabala, to człowiek zastanawia się, czy to aby na pewno jest smak. Taka jest może istota tego życia, ale czy smak? Może na tej zasadzie, że co się polepszy, co się popieprzy. A przekładając to na język bardziej cywilizowany, jak człowieka spotka nieszczęście, to później bardziej docenia to dobrego, co go spotyka.
To znowu motyw żydowskiego dowcipu o kozie wprowadzanej do pokoju po to, żeby później ją wyprowadzić i żeby się zrobiło luźniej. Trochę tak to wygląda. To jest cała ta opowieść Hrabala. Tak by się dała zamknąć, jakby już bardzo trzeba skomasować to w takiej właśnie opowieści. Ale wierzcie mi państwo, ta książka Hrabala ma coś takiego w sobie, że bardzo trudno, jak się już wejdzie w te kilka pierwszych stron, może kilkanaście, to bardzo trudno się od niej oderwać. Ja wiem, ja jestem znany z tego, że mnie się bardzo trudno w ogóle od każdej książki oderwać. Ale uwierzcie mi państwo, spróbujcie po prostu, sięgnijcie po tę książkę. Chociaż to nie jest moja ukochana fantastyka naukowa, to naprawdę warto. To jest książka, która w pewnym momencie padło takie słowo magiczna, bo ona jest magiczna. Ona czaruje sytuacjami.
Człowiek się nagle łapie, na tym się łapie, że staje się takim samym marzycielem jak ten główny bohater. Wspólnie z nim marzymy o pewnych rzeczach, pewne rzeczy sobie wyobrażamy. To dlatego mu tak kibicujemy. Dlatego jesteśmy skłonni pójść z nim na pewne nawet cwaniackie numery, które on wykonuje. Wredne numery, bo rozumiemy, że on to robi, żeby spełniać swoje marzenia. Od tych parówek, z którymi kombinuje na peronie dworca, po te numery, które się odbywają podczas okupacji, bo ten jego handelek, ten, który prowadzi go do tego, że staje się człowiekiem bogatym na chwilę. Na chwilę, bo to marzenie również pryska, również odchodzi w siną dal. Nie wiem. To wzruszająca książka jest, w gruncie rzeczy wzruszająca, chociaż śmiejemy się przy niej równie często, jak wzruszamy.
[02:07:35] - Widzisz, mnie ta książka, jak ty mówisz, że ja się ani przez moment nie utożsamiałem z głównym bohaterem.
[02:07:44] - A ja tak.
[02:07:44] - Chociaż to jest w pierwszej osobie pisane. Ani przez moment Ale to mi zupełnie nie przeszkadzało w odbieraniu tego tak, jak ty to mówisz. Dlaczego? Gdyż tak, jak obserwuję życie, ty użyłeś tutaj takiego sensownego porównania, że Hrabal przedstawiał życie, jakie jest, że świat taki jest. A świat taki jest po prostu. To jest coś takiego, jak chłopskie dziecko, które na Wielkanoc przytula owieczkę do siebie, bo miła ta owieczka. Po czym przy kolejnym Bożym Narodzeniu może stwierdzić, że nie tylko była piękna, ale również jest smaczna. Bo świat taki jest po prostu.
[02:08:31] - Tak, ale ponieważ zbliżamy się do końca dzisiejszej audycji, to muszę jeszcze jedną rzecz powiedzieć. Skąd tyle zachwytów moich i Wiktora? Co właściwie burzy nam audycję? Bo jak się zgadzamy, to nie ma napięcia żadnego w tej audycji. Ale skąd te zachwyty? Bo Hrabal poza tymi wszystkimi ochami i achami, które dzisiaj wygłosiliśmy, dlaczego wydaje mi się pisarzem wielkim? Dlatego, że literatura ma coś takiego, że lubi spłaszczać pewne problemy. Szczególnie literatura popularna lubi pewne rzeczy wypłaszczać, żeby pokazywać inne w sposób dosyć radykalny. I stąd często literatura, nawet ta dobrego sortu, bywa jednostronna, bywa wyprana z wieloznaczności. Oczywiście ci najwięksi sobie z tym spokojnie radzą i Hrabal do tych największych należy.
Znowu zrobię cytat z cytatu, bo Wiktor zacytował mnie, to ja teraz zacytuję Wiktora, tak naprawdę cytując siebie: „Pokazuje Hrabal życie takim, jakim jest”. I to jest wbrew pozorom dosyć unikalna umiejętność wśród pisarzy. To naprawdę trzeba niezłego pióra, niezłej pary w mózgu, żeby tak to zrobić, umieć tak to zrobić, żeby pokazać to życie takim, jakim jest. Bo nakreślić jakiś swój obraz tego świata, jakąś jednostronną jego wizję, to właściwie większość z nas potrafi, a ci, co nie potrafią, to się tego są w stanie nauczyć. Być pisarzem pełną gębą, tak wieloznacznym, to już jest naprawdę mistrzostwo. Pewną herezję wygłoszę za chwilę. O ile wierzę, że przyzwoity tekst, taki literacki, opowiadaniowy czy może nawet rozrywkowy, jest w stanie napisać prawie każdy po dłuższym bądź krótszym przeszkoleniu. Czy to będzie literatura? Wiktor się skrzywi i powie pewno, że nie, ale to będzie jakiś produkt literaturopodobny, który da się czytać i który niektórym przyniesie jakąś tam rozrywkę, być może jakąś tam refleksję. Ale żeby napisać, opisać świat tak jak Hrabal, to trzeba być Hrabalem, ale trzeba mieć po prostu pewną parę w tej łapie, w tym piórze po prostu.
Chapeau bas.
[02:11:09] - Ja mam tylko jeszcze taką drobną refleksję, tak prawie na dobranoc z wami, że ubawię was. Otóż wiecie, czym się różni-- Czesi strasznie dużo, ich kultura, że tak powiem, o wiele bardziej niż nasza, chociaż nasza również bardzo dużo zawdzięcza Germanii. To znaczy to nie chodzi o germanizację, ale ta kultura łacińska, która docierała do nas za pośrednictwem Niemiec, Cesarstwa Niemieckiego i tak dalej, na Czechach odcisnęła piętno potężne, na nas troszkę mniejsze, bo Ruski mieli własne zdanie. Natomiast zwróćcie uwagę, że Czesi zachowali przy tych wpływach, które mieli tutaj od nas, z polskiego Śląska i z Brandenburgii, że tak powiem, z drugiej strony zachowali rzecz, która jest unikalna. Otóż co mają wspólnego z nami? Nie łyknęli naszego kretyńskiego heroizmu i, że tak powiem, ruskiego oszołomstwa. Natomiast z Niemcami mieli takie same upodobanie do orkiestry dętej, dętych instrumentów. To jest w muzyce absolutnie. Orkiestra dęta czeska straży pożarnej w Pradze albo w ogóle orkiestry dęte to było mistrzostwo w wykonaniu tak samo Czechów, jak sąsiedniej Bawarii czy Brandenburgii. Natomiast jeśli chodzi o literaturę, Czesi zachowali totalną odrębność.
To jest przepaść między-- taka żigoloowatość tej literatury, ta gówniarskość, te krótkie spodenki literackie, które Czesi mieli zawsze, prześmiewczo trwały w tej literaturze. Całą literaturę, nawet Czapka, tego typu rzeczy dotyczą. Czesi tą odrębność zachowali i dlatego to jest przepiękne według mnie, że można wiele rzeczy zgubić, można z wieloma rzeczami się rozstać, ale pewnej istoty swojej natury nie odda się za żadne skarby i Czesi tego nigdy nikomu nie oddadzą.
[02:13:45] - Wiesz co, tak naprawdę na koniec nie powiedzieliśmy o jednej rzeczy. Wymieniliśmy dzisiaj Hrabala, to oczywiste. Powiedzieliśmy o Haszku, wspomnieliśmy Haszka, wspomnieliśmy Kafkę. A o kim nie powiedzieliśmy?
[02:14:01] - O mnóstwie żeśmy, Marku, nie powiedzieli.
[02:14:05] - Ale o kim nie powiedzieliśmy, co nas najbardziej interesuje? O Karolu Czapku.
[02:14:11] - O Karolu Czapku.
[02:14:11] - Dlaczego? Jeśli chodzi o absurd, to przeczytajcie sobie państwo – ci oczywiście, którzy nie czytali – „Inwazję jaszczurów”.
[02:14:19] - Zgadza się. Też o tej przed chwilką pomyślałem.
[02:14:22] - Tak, to jest po prostu tak wieloznaczna rzecz. Wydaje się prosta historia. Pewnego dnia jaszczury trochę zmądrzały i zaczynają opanowywać świat. Proszę państwa, to jest majstersztyk. To jest sztuka teatralna. To jest napisane zupełnie inaczej niż oczywiście książka naszego bohatera dzisiejszej audycji, ale jest pewne podobieństwo. Znowu sposób patrzenia na świat. Dlaczego jeszcze o Karolu Czapku? Bo od Karola Czapka wywodzi się nazwa – wszyscy może to wiedzą, ale i tak powiem – nazwa „robot”. W takim swoim utworze „R.U.R.
Rossuma uniwersalne roboty” się pojawia. Nawet Asimov pisze o tym, że tam należy szukać źródła słowa „robot”. Ale Czapek okazał się też przenikliwy, bo to on stworzył utwór. A ja wiedziałem, że w końcu mnie to dopadnie w dzisiejszej audycji pod koniec, ale dopadło. Więc on sprokurował utwór pod tytułem „Krakaatit”.
[02:15:37] - Tak jest.
[02:15:38] - O, to jest, proszę państwa, historia. Krótko powiedzieć: jak ktoś zastanawiał się, jak to z bombą atomową było, to może Karol Czapek nie pisze o bombie atomowej. U niego ten mechanizm jest troszeczkę inny, ale w gruncie rzeczy o taką substancję, która daje moc między innymi politykom, mniej więcej chodzi.
[02:16:02] - Ale to był czas, w którym również Aleksander Tołstoj pisał na przykład taką powieść „Eksperyment inżyniera Garina”. Kapitalna rzecz. To zresztą czasy Żuławskiego i tak dalej, czyli kiedy ludzie, dobre pióra rzucały się na technologię jako nowy wymiar rzeczywistości, w którym można popląsać i można sobie powymyślać różne niestworzone rzeczy. Natomiast tu, jak wspomniałeś, Karola Czapka, to widzisz, on stosował to szczególnie w tych „Salamandrach”, które uważam za genialną powieść. Zresztą tak samo w „Krakaatit”. On obsługiwał to geopolitycznie. To jest powieść socjologiczna, która dotyka tego, co się w tym czasie w Rosji działo. W tym czasie w Rosji Bułhakow pisał „Pieskie serce”, coś, co dotyczy nie geopolityki, ale-
[02:17:07] - Chyba wcześniej.
[02:17:07] - ... człowieka. Mniej więcej, bo to są te same lata dla mnie. Wszystko, co było przede mną, to było-
[02:17:14] - Aha, rozumiem.
[02:17:15] - To jest mniej więcej w tym samym czasie.
[02:17:17] - To ujęcie rozumiem.
[02:17:18] - No.
[02:17:19] - Wiesz, ale jeśli chodzi o Czapka i tę „Inwazję jaszczurów”, proszę ciebie, znowu, przecież on opowiada tak naprawdę o, obojętnie kogo sobie wybierzemy, czy sobie wybierzemy Hitlera, czy Stalina, o takich narodzinach totalitaryzmu. Ale jak on to opowiada? Przecież to jest przezabawnie zrobione. Te jaszczury, które tam apelują przez radio: „Wy ludzie, wy ludzie” i tak dalej. To znowu jest taki śmiech przez łzy.
[02:17:53] - No widzisz, bo to jest zrobione po czesku, a nie po orwellowsku na przykład.
[02:17:58] - Tak, dokładnie.
[02:17:59] - Ani po niezrozumiałe 1:57 niosku.
[02:18:03] - No i na ten aspekt literatury czeskiej warto zwrócić uwagę. On jest obecny oczywiście u Hrabala, ale w ogóle ta czeska literatura ma w sobie coś fascynującego. Dlaczego? Dlatego, że ona jest zupełnie inna niż polska. Ja nie wiem, czy ktoś w Polsce pisze w taki sposób. Być może nasi pisarze są lepsi, a być może patriotyzm kazałby to powiedzieć, że tak, że są na pewno lepsi. Ja oczywiście tego nie powiem, ale powiedzmy, jak ktoś ma ochotę, to może. Natomiast jedną rzecz powiem na pewno: są inni. Na pewno są inni.
[02:18:42] - U nas próbuje to właśnie Przemysław Cichon. Chyba najbliższy jest.
[02:18:47] - Tak, to prawda. Ale wiesz, jest coś fascynującego w tym. I tym zakończmy, bo będziemy już dalej tylko mnożyć słowa. Naprawdę serdecznie państwa zachęcam, tych, którzy nie czytali powieści Bohumila Hrabala „Obsługiwałem angielskiego króla”, żeby sięgnęli po tę powieść.
[02:19:11] - Ja w ogóle użyję takiego przekleństwa piramidy po prostu. Otóż ja twierdzę, że ta audycja się nigdy nie skończy, dopóki każdy, kto jej słuchał, nie przeczyta tej książki do końca.
[02:19:25] - Przede wszystkim nie będzie wiedział, jak to z tym angielskim królem było.
[02:19:28] - A to jest naprawdę intrygujące, ciekawe.
[02:19:33] - Intrygujące jak intrygujące, ale jest przykładem kolejnym pewnej przewrotności Hrabala. Bo tytuł jest intrygujący. Historia też jest intrygująca, ale trzeba niezłej pary, żeby taki tytuł nadać powieści Która w gruncie rzeczy mówi o czymś zupełnie innym. Ale to już inne-
[02:19:59] - Ale ten król też tam jest.
[02:20:00] - Ale oczywiście jest, tylko że on może nie do końca jest królem, tylko może tak jakby-
[02:20:04] - To już nie. Nie, nie, nie, Marku, bo dalej to już niech Hrabal gada.
[02:20:09] - Dziękujemy państwu bardzo za dzisiejszą audycję. Mogliśmy się wygadać do woli. Trochę nas dzisiaj zagłuszyło, ale cóż, daliśmy radę. Uruchomiliśmy drugi internet. Jakkolwiek to brzmi, to drugi internet zadziałał. No cóż, jeszcze raz dziękujemy. Naprawdę będziemy się cieszyć, jeśli chociaż jedną osobę namówiliśmy do lektury. To będzie nasza duża zasługa i to nie tylko w stosunku do autora, do Bohumila Hrabala, ale też do państwa. To naprawdę kawał dobrej literatury. Obiecujemy poprawę, bo za tydzień nie ma ABW.
Za tydzień jest znowu Bibliotekarium. Zaraz powiem o czym. Znowu Bibliotekarium, bo tak się trochę dziwnie porobiło, że święta, że trochę terminy nie pasują. No i ABW będzie dopiero za dwa tygodnie. Ale będzie. Będzie, oczywiście, że będzie, to za dwa tygodnie, a za tydzień jest piątek 13. A o czym powinno się mówić w piątek 13? O czym, Wiktorze?
[02:21:17] - No znowuż będziemy o sobie mówić.
[02:21:20] - To wiadomo. Cała ta audycja jest o nas, o nas i tylko o nas, a w każdym razie o tym, jak długo potrafimy gadać. Natomiast będziemy mówić o grozie, bo trzynasty piątek to jest dobry moment, żeby mówić o grozie. O jakiej grozie będziemy mówić?
[02:21:35] - W czeskim wydaniu to będzie wesoła.
[02:21:38] - Nie, nie będzie w czeskim, będzie w wydaniu polskim. I to w takim wydaniu klasycznym. A mianowicie sięgniemy po Grabińskiego. Ci z naszych słuchaczy, którym to nazwisko coś mówi, to się ucieszyli. Ci, którym nie mówi nic, a to znowu zachęcam. To jest taka groza, którą bardzo chętnie porównuje się z Edgarem Allanem Poe, który pisał znacznie wcześniej. Bardzo chętnie porównuje się też grozę Stefana Grabińskiego na przykład z Lovecraftem. To co prawda troszeczkę inne klimaty, ale również-
[02:22:22] - Ale są opowiadania typowe. Po prostu jakby Lovecraft je napisał.
[02:22:27] - Ale mroczny nastrój jest i dzisiaj się może Grabiński wydawać taką ramotką. To stare. Kiedy on to pisał? Już nawet można jego dzieła udostępniać za darmo, jest w domenie publicznej. To znaczy, że to napisał tak dawno, że tego nie warto czytać. Warto czytać. Mam wątpliwości co do powieści. Na przykład taka „Wyspa Intongo” może człowieka-
[02:22:58] - Zmieść z planszy.
[02:23:00] - To tego słowa, tego sformułowania było mi potrzeba, ale raczej w wydźwięku negatywnym, bo to nudne po prostu jest. Ale proszę państwa, opowiadania Stefana Grabińskiego to w dalszym ciągu są perełki i na te opowiadania, i głównie na tych opowiadaniach się skupimy mówiąc o Stefanie Grabińskim i jego prozie. Zapraszamy zatem za tydzień. Życzymy wszystkim dobrej lektury i bardzo będziemy ucieszeni, uradowani, jeśli to będzie lektura Bohumila Hrabala. I zapraszamy za tydzień na audycję o Stefanie Grabińskim.
[02:23:38] - No może też se nachrabimy.
[02:23:40] - Nachrabalimy.
[02:23:42] - Nachrabimy.
[02:23:43] - Nachrabil, a co? Nachrabimy sobie?
[02:23:45] - No.
[02:23:46] - Nachrabimy sobie kawał dobrej literatury. No niech będzie.
[02:23:49] - Dobrze, dobrze.
[02:23:49] - Niech będzie.
[02:23:50] - Pa, pa.
[02:23:50] - Dziękujemy wszystkim jeszcze raz. Wszystkiego dobrego życzymy. Do usłyszenia za tydzień.
[02:23:56] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę i do usłyszenia oczywiście, tak jak mówił Marek, już za tydzień na żywo o 20:00 w Bibliotekarium na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. And who's gonna pay attention, to your dreams? And who's gonna blot the tears, when you scream? You can't go on, thinking, nothing's wrong. Oh. Who's gonna drive you home, tonight?
Who's gonna hold you down, when you shake? And who's gonna come around, when you break? You can't go on, thinking, nothing's wrong. Oh. Who's gonna drive you home, tonight? Oh. You know you can't go on, thinking, nothing's wrong. Who's gonna drive you home, tonight?