Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. Z sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami. Było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez okno. Do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
Tajemnicze istoty. Spadła wielka asteroida. Fala uderzenia właśnie pojawiła i w pewnym momencie w moim ogrodzie po prostu wylądowała postać. Ta postać spojrzała na mnie i miał ogromne czarne oczy i jak on je zobaczył, to ruszył tak, by po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. A więc stało się właśnie tutaj, właśnie teraz. Czas najwyższy rozpocząć czwarty już odcinek podcastu Mówią Świadkowie, w którym prezentujemy wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z Nieznanym, które dotarły do redakcji Radia Paranormalium. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk Ivellios. Dobry wieczór Państwu.
Dzisiejszy odcinek poświęcony będzie w całości na prezentację relacji ze spotkań z właściwie nie wiadomo jak to nawet określić. Z istotami jakimiś na poły materialnymi bądź niematerialnymi bytami, na pewno z czymś, co przynajmniej w opinii świadków wykazywało pewne cechy ludzkie, pewne cechy jakiejś inteligencji, a w jednym przypadku pomogło świadkowi i towarzyszącym osobom wydostać się z tarapatów. Dzisiejszy odcinek w dużej części wypełnią relacje tekstowe oraz relacje spisane i opracowane na podstawie rozmów z tymi z naszych słuchaczy, którzy nie wyrazili zgody na publikację zapisów rozmów z nimi na antenie. Zanim jednak przejdziemy do prezentacji samych relacji, tradycyjnie już na samym początku naszej audycji przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, pod którymi można nagrywać bądź wysyłać swoje relacje ze spotkań z Nieznanym. Nasz numer telefonu to 530 620 493, 530 620 493. Można oczywiście wysyłać również SMS-y. W razie, gdyby przy naszym telefonie nikt nie dyżurował. Istnieje oczywiście możliwość nagrania wiadomości głosowej Skype Radio Kropka Paranormalium kropka pl. Gadu-Gadu 36 08 80 02 36 08 80 02. Jesteśmy także na Facebooku na fanpejdżu Radia Paranormalium oraz na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. Można także wysyłać relacje na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl Radio Małpa Paranormalium kropka pl. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
Przypominamy również, że w razie wykorzystania zapisu rozmowy głosowej w którejś z naszych audycji, na życzenie świadka istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Tak jak już mówiłem, prezentację dzisiejszych relacji rozpoczniemy od zaprezentowania tego, co wylądowało w naszej skrzynce głosowej pod koniec lutego 2018 roku. Niestety z jakiegoś powodu nie zapisał nam się numer telefonu do słuchaczki, która zostawiła nam tę wiadomość. Tak więc jeżeli Pani teraz nas słucha, to będę bardzo wdzięczny, jeżeli napisze Pani jakiegoś maila albo SMS-a, ponieważ mam kilka pytań dotyczących tej istoty, którą Pani oraz Pani partner zaobserwowaliście. Jak wiadomo skrzynki głosowe, jeżeli chodzi o długość nagrania, mają dosyć ograniczoną pojemność, jednak naszej słuchaczce udało się w ciągu 3 minut w dwóch wiadomościach upakować dosyć sporo informacji. Dlatego też pozwoliłem sobie wszystko spisać i teraz Państwo tę relację usłyszycie. A więc oto ta relacja: "Zdarzenie miało miejsce w 2015 roku, kiedy wracaliśmy z wakacji. Wracaliśmy wtedy z Niechorza i wracaliśmy z Kołobrzega do Inowrocławia. W kujawsko pomorskim. Jechaliśmy drogą krajową, nie żadnymi autostradami. Znaleźliśmy się w takim miejscu, w sumie bardzo odludnym.
Nie było żadnych domów, same pola, tak jakby trochę las. Żadnych gospodarstw, zabudowań gospodarczych, nic. Nie było nawet żadnej stacji paliw. Po prostu nic. I widzimy, że naprzeciwko nas idzie postać, osoba. Nie wiem, która to była godzina. Może to była 18:00, 19:00? Zbyt dobrze nie pamiętam. Nawet jeszcze mój partner mówi do mnie. Dziwne, że tutaj nie ma żadnych zabudowań, żadnych domów, a ta osoba po prostu idzie sama i nawet roweru nie ma. Ja jeszcze tak patrzyłem na tę postać i zdziwiło mnie to, że rzeczy na tej postaci tak powiewają. Widziałem normalnie spodnie i kaptur założone na głowę. To było lato, ciepło, ale nic.
Zbliżamy się do tej postaci i cały czas ta postać miała głowę na dół schyloną. Gdy żeśmy się zbliżyli samochodem do niej, to żeśmy ją widzieli już w sumie z daleka, bo szła w sumie dobrze. My jechaliśmy. W sumie szła w naszą stronę, przodem do nas, tak że szła prawidłową drogą. Ale gdy się zbliżyła do nas i spojrzałem na nią i mój partner także, bo żeśmy trochę zwolnili, po prostu nie wiemy, co to było, ale gdy podniosło to coś głowę, to tam nie było nic. Nie było nic, po prostu czarne. Był tylko kaptur nałożony i nic więcej tam nie było. Nie było żadnej twarzy, żadnych ust, nosa, po prostu nic. Byliśmy tak jakby w jakimś szoku. Powiedzieliśmy tylko widziałaś? Widziałem i jechaliśmy dalej.
Nic się nam nie zatrzymało. Samochód jechał.Dokładnie nie wiem, jaka to była miejscowość, czy to było koszalińskie, czy to był już Człuchów, ale taka sytuacja się zdarzyła i to był sierpień, może piętnasty, szesnasty sierpnia 2015 roku.
To tyle, jeżeli chodzi o opis zdarzenia z okolic, prawdopodobnie Człuchowa, jaki zostawiła nam w lutym 2018 roku jedna z naszych słuchaczek. Tak jak mówiłem, będę bardzo wdzięczny za kontakt, najlepiej drogą mailową na adres radio@paranormalium.pl. Ponieważ mam pewne pytania odnośnie tej właśnie relacji, głównie odnośnie wyglądu tej istoty.
Naturalnie, jeżeli inni słuchacze Radia Paranormalium również przeżyli coś podobnego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zachęcamy jak najbardziej do dzielenia się z nami swoimi historiami. Można to robić oczywiście również w komentarzach pod audycją na naszym kanale na YouTube, a także w naszym archiwum audycji MP3 na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Być może dzieląc się swoimi historiami w komentarzach, zachęcicie Państwo również innych słuchaczy, którzy przeżyli coś podobnego, aby otwarli się, nabrali odwagi i zrobili to samo. Teraz z kolei zajrzymy, proszę Państwa, do takiego dosyć obszernego pliku doc na moim dysku, w którym przechowuję relacje przygotowane do emisji w którejś z debat ufologicznych online. Tutaj taka mała uwaga do pytających kiedy ta audycja wróci? Nie wiadomo, czy wróci i kiedy wróci. Także, jeżeli będzie planowany powrót debat ufologicznych, to będzie o tym news. Nie trzeba o to wypytywać w pięćdziesięciu różnych miejscach. Śledźcie newsy i jeżeli tylko debaty ufologiczne wrócą, to tam właśnie będzie, na naszej stronie internetowej oraz na naszym Facebooku. Tam będzie zamieszczona informacja na ten właśnie temat. A wracając do zawartości owego jeszcze chwilowo ściśle tajnego pliczku, które będę tutaj stopniowo ujawniał.
Są to relacje, które z różnych względów, najczęściej ograniczeń czasowych, nie doczekamy się jeszcze publikacji w żadnej z audycji na antenie Radia Paranormalium. Relacje przygotowane tak jak mówiłem, do debat ufologicznych. I właśnie jedna z takich relacji świetnie pasuje do tematu przewodniego dzisiejszego odcinka podcastu mówią Świadkowie, czyli do bliskich spotkań z bliżej niezidentyfikowanymi istotami. Przytoczę tutaj teraz fragment dosyć obszernej korespondencji mailowej, jaką nadesłała do nas jedna z naszych słuchaczek. Miałem siedemnaście lat, gdy zdarzyło się coś, co wywróciło moje widzenie przestrzeni do góry nogami. Zdarzenie miało miejsce w czasie snu. Zasnęłam, a przynajmniej spało moje ciało. Moje Ja było świadome, że jest noc i że leżę w łóżku. Miałam wrażenie, chyba tak to nazwę, by lepiej zobrazować, co czułam, że widzę siebie i swój pokój w tej ciemności. Usłyszałam głos miły, spokojny, niezwykle przyjacielski, który jakby był już kiedyś znany, który nawoływał mnie, bym podążała za Nim. Byłam zdezorientowana i nie chciałem oddalać się od miejsca, w którym byłam. Nie ufałam głosowi, ale głos nie ustępował. Namawiał mnie bardzo, że coś dla mnie jest przygotowane. Przyjęcie, coś w tym stylu i głos. Nie potrafiłem ustalić, czy to głos kobiecy, czy męski.
Na pewno dość młodo brzmiący. Zapewniał mnie, że absolutnie nic mi nie grozi, że nic mi się nie stanie, że wrócę, kiedy będę chciała. Czułam, jakbym swoim ja lekko się uniosła. Głos mnie naprowadzał i zachęcał dalej. Podążałam za nim swoim duchem, czy też ja na pewno nie ciałem fizycznym. Nagle, jakby ktoś ściągnął przede mną kurtynę i odsłonił widok.
Znalazłam się w bardzo jasnym, gwarnym pomieszczeniu. Było sporo ludzi przy zastawionym stole. Faktycznie, głos nie kłamał. To było przyjęcie. Ale czyje? Słyszałam dźwięki muzyki, czegoś w tle. Jakieś małe postaci, chyba dwie.
Wykonywały piruety przed stołem, jakby zabawiały uczestników. W jednej chwili wszystko się zmieniło i znalazłam się w innym pomieszczeniu. To, co przeżyłam, mimo wielu minionych lat, stanowi część mojego życia. Teraz stałam przed rzędem postaci w liczbie około dziesięciu ustawionych przede mną niczym jury.
Postaci te nie miały ciał fizycznych, zbudowane były z szaro czarnego dymu. Miały kształt postaci, ale tylko zarys bez ludzkich cech. Dym— to, z czego były zbudowane, to było żywe, ale według mnie transparentne, choć nieprześwitujące. Dym falował delikatnie w tym ich obrysie.
Postacie nie miały żadnych widocznych narządów, ani rąk, ani nóg. Na pewno stały. Usłyszałam, jak jedna postać, nie potrafię określić, która z tego rzędu, zaczęła do mnie mówić. Pytała, czy ją słyszę i rozumiem. Stałam i nie mogłam wydusić z siebie nic, prócz jednej wątłej myśli, że ktoś zwabił mnie w pułapkę. I ta myśl, której nie zapomnę, że umrę i nikt się nie dowie, gdzie jestem. Czułam pierwszy raz w życiu, że czeka mnie śmierć, tak realna i że nie śnię, że to się dzieje naprawdę. Tymczasem postaci zaczęły mówić, jakby klika między sobą i do mnie także. Nie umiałam ich słuchać.
Byłam na wpół przytomna ze strachu. W pewnej chwili, nie umiem określić, ile to trwało, jedna z postaci, jakby ze środka tego rzędu — postaci mogły mieć metro osiemdziesiąt do dwustu centymetrów, ja mam sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu — jedna z postaci powiedziała, że mam do niej podejść, bo mają dla mnie wiadomość.Nie drgnęłam nawet o krok. Dalej stałam. Prośba była mocniejsza i bardziej stanowcza. Usłyszałam, że muszę odebrać tę wiadomość, że jest to konieczne.
Zobaczyłam, jak ta postać wyciąga do mnie rękę ze zwiniętym pergaminem. Dalej stałam. Wtedy koło mnie pojawiła się postać, która mogła mieć około metra wzrostu. To jakby jeden z tych, co jakiś czas temu skakał przed zastawionym stołem.
Postać była karłem o ludzkich cechach, w ubraniu, jakby w garniturze. Był najbardziej ludzką postacią, jaka tam się wtedy znajdowała. Zaczął mnie nakłaniać, bym jak najszybciej odebrała wiadomość i będę wolna. Wrócę do siebie, że jest to konieczne. Nie miałam nic do stracenia.
Ruszyłam w kierunku postaci ze zwojem, a wzrok miałam wbity w ziemię czy cokolwiek to było. Podeszłam, wyciągnęłam rękę do zwoju i nagle przemieściłam się w inne miejsce. Zobaczyłam ulicę, drogę asfaltową, po której jechała ciężarówka wypełniona żwirem, kamieniami, czymś takim. Widziałam ją dokładnie. Nagle zgięła się. Usłyszałam huk. Ciężarówka przechyliła się i udała na bok z całym impetem. Nagle znalazłam się nad czyimś leżącym ciałem. Patrzyłam na martwego mężczyznę. Wyglądał strasznie. Aż zerwałam się ze snu. Spojrzałam na zegar z wyświetlaczem. Była dokładnie 5:10. Byłam mokra, zmęczona jak po maratonie. Leżałam i czekałam na godzinę szóstą, kiedy wstaną rodzice. Gdy tylko się obudzili, opowiedziałam im i bratu wszystko. Tego dnia rodzice długo nie wracali do domu. To nie były czasy telefonów komórkowych. Musiałam czekać i czekać na ich powrót. Drzwi otworzył tata i od razu się rozpłakał. Okazało się, że nad ranem mój wujek, brat mojej mamy, jadąc ciężarówką wpadł w poślizg. Naczepa ze żwirem czy grysem przeciążyła na bok auto. Jadący z nim jako współpracownik mój ojciec chrzestny umierał w ramionach mojego wujka. Na pogrzebie dowiedziałam się, że stało się to dokładnie o 5:10. Od tamtej nocnej wizyty gdzieś, z kimś mam przekazywane różne informacje od mających nastąpić zgonów, po miłe rzeczy, a także ostrzeżenia, zdarzenia i temu podobne. Przez lata tkwiłem w przekonaniu, że spotkałam demona. Spotkanie to oraz inne zdarzenia pchnęły mnie do zadawania pytań i rozszerzania swojej wiedzy. Z czasem zaczęłam wiązać wszystko i szukać wspólnego mianownika. Jestem skłonna powiedzieć tylko i wyłącznie w oparciu o moje różne przeżycia, że istnieją istoty.
Egzystencja potrafiąca łamać zasady czasoprzestrzeni. Kiedyś oddzielałem sprawy duchów, aniołów, demonów od istot zwanych przez nas potocznie kosmitami. Dopuszczam myśl, że zaproszenie, które przyjęłam, nie pochodziło od żadnych duchów, ale istot znających fizykę, mających taką technologiczną możliwość, że nie ma to czarów, ale nauka, której jeszcze nie znamy. I to tyle, jeżeli chodzi o fragment dość obszernej korespondencji mailowej z jedną z naszych słuchaczek. Zdarzenie, jak Państwo widzicie, dość niezwykłe. Pewne elementy tej historii wskazują, iż mogła się ona rozegrać w swego rodzaju innej rzeczywistości, w innym wymiarze. Można to nazywać różnie porwanie, wzięcie, zaproszenie w inną przestrzeń, doświadczenie poza ciałem i tem podobne.
Spotkanie z istotami w dziwnym pomieszczeniu nasuwa skojarzenia z opisami spotkań właśnie poza ciałem, na jakie można natknąć się choćby w książkach takich autorów jak Robert Monroe czy Bruce Mohen. Świadek zresztą wspominała, że spała, a przynajmniej spało jej ciało.
Niektórym z Państwa zapewne skojarzyło się to również ze wzięciem w środku nocy w jakieś bliżej nieokreślone miejsca. Być może jakaś nieuchwytna siła próbowała przygotować naszą słuchaczkę, a następnie przekazać jej coś, co miało bardzo duży wpływ na jej późniejsze życie. A może po prostu chodziło o pewien element prekognicyjny, mianowicie przekazanie informacji o nadchodzącej śmierci bliskiej osoby? A co państwo o tym sądzicie?
Zapraszamy do dzielenia się swoimi przemyśleniami, spostrzeżeniami, a także naturalnie, jeśli przeżyliście coś podobnego swoimi historiami. A do prezentowania przygotowanych na dziś relacji powrócimy po krótkiej przerwie.
Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Archiwum Radia Paranormalium. [muzyka w tle] Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów pociągających, paranormalnych empetrójek czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum Audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl.
Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty, tajemnicze istoty, mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[muzyka w tle] Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Słuchajcie Państwo kolejnego już odcinka podcastu Mówią Świadkowie, w którym teraz przechodzimy do kolejnych relacji. Tym razem zgłoszenia wyciągnięte z głębokich czeluści archiwum portalu Paranormalium pl, a dokładnie z działu Wasze relacje, do którego trafia większość relacji o obserwacjach UFO, duchów i innych niebieśnych zjawisk, jakie nadsyłacie Państwo do naszego serwisu.
Zaprezentujemy mianowicie kilka wybranych historii, jakie otrzymaliśmy w okolicach roku 2008-2010, czyli w czasach, kiedy Paranormalium nie było jeszcze nawet radiem. Tutaj mała uwaga do osób, które postanowiły przejrzeć wspomniany dział Nasze relacje. Prosimy nie sugerować się numerkami wyświetlanymi przy każdej z relacji. Nie odzwierciedlają one bowiem liczby relacji, jakimi dysponujemy. Są to po prostu identyfikatory wpisów w naszej bazie danych. Numerki są dosyć wysokie, ponieważ poza relacjami opublikowanymi mamy również te, których autorzy nie wyrazili zgody na publikację. Ponadto nasz serwis, jak zresztą każda inna strona internetowa, od czasu do czasu atakowany jest przez spamboty wysyłające w komentarzach oraz zgłoszeniach mnóstwo śmieci, co również powoduje podnoszenie się kolejnych numerków. A wracając do relacji, jako pierwszą zaprezentujemy dziś tę z numerkiem sześćset osiemdziesiąt siedem. Oto, co pisze nasza czytelniczka: "Od małego często mam do czynienia z różnymi nadprzyrodzonymi zjawiskami. Jako mała dziewczynka zawsze bałam się wejść do jednego z pomieszczeń w moim domu, bo czułam, że ktoś tam jest oraz widziałam na przykład na ulicy ludzi wyglądających normalnie, nie różniących się od innych, lecz gdy szli koło jakiegoś drzewa czy latarni, dosłownie nie było po nich śladu.
Gdy zaczynałam wchodzić w okres dojrzewania, wszystko się nasiliło. Miałam silne przeczucia, że ktoś mnie obserwuje w wyżej wspomnianym pomieszczeniu. Czasem to było tak silne, że nie byłam w stanie do niego wejść. Czułam tam mnóstwo złych, negatywnych emocji i że ktoś jest tam na mnie wściekły i może mnie skrzywdzić.
Miewałam też wtedy wizje. Czasem budziłam się w nocy i patrzyłam, jak kołdra sama zsuwa mi się z nóg w rogu łóżka. Taka sytuacja zdarzyła się tylko kilka razy. Jednak od roku 2006 wszystko jakby się ustabilizowało i wyostrzyło. Może zabrzmi to dziwnie, ale początkiem tego stanu była śmierć mojej sąsiadki, która była mi bardzo bliska. Byłam wtedy na kolonii. W nocy, kiedy zmarła, nie mogłam spać, ale w pewnym momencie, dosłownie jak na komendę, zasnęłam. Rano, gdy się przebudzałam, obudziłam moje współlokatorki słowami: "Coś jest nie tak.
Stało się coś złego". Powtarzałam to na okrągło. Sama nie wiem czemu. Cały dzień czułam, że coś złego się stało. Wieczorem, rozmawiając z mamą, zapytałam, czemu ma taki dziwny głos. Z początku nie chciała mi powiedzieć, ale w końcu wyjawiła, że w nocy zmarła moja ciocia z sąsiedztwa. Od tamtej pory mam wyraźne wizje, przeczucia i prorocze sny. Wszystko się sprawdza.
Najczęściej widzę takie rzeczy jak ciężka choroba, rozstanie czy śmierć. Od czasu tej kolonii z 2006 roku przewidziałam takie zdarzenia jak śmierć ojca mojej koleżanki z klasy, wypadek, w którym uczestniczyłam wraz z rodzicami, zginął motocyklista, śmierć kolegi mojego taty, raka u mojego dziadka i wiele innych rzeczy. Do tej pory widuję różnych ludzi, którzy nagle znikają mi z oczu. Czuję także obecność duchów. Potrafię czasem stwierdzić, w którym miejscu jest duch, jakiej płci oraz powiedzieć o jego emocjach. Nie słyszę ich głosów, ale porozumiewają się jakby za pomocą emocji i uczuć. Nie wiem, czy przyda się to w jakiś sposób serwisowi. Najbardziej zależy mi na skontaktowaniu się z osobami, które mają podobne dolegliwości lub z kimś, kto mógłby mi pomóc uporać się z tym.
Serdecznie pozdrawiam". Słowem komentarza: czytając tę relację odniosłem wrażenie, jakoby świadek wykazywała jakieś wyjątkowe predyspozycje do tego typu obserwacji. I co ciekawe, z wiekiem owe predyspozycje się u niej nasiliły. Jeśli autorka tego zgłoszenia nas teraz słucha, to powiem, co następuje. Zdecydowanie nie jest pani sama. Postrzeganie pozazmysłowe to wbrew pozorom rzecz występująca u dużej części populacji. Czasami nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z istnienia u nas takich czy innych zdolności. Kiedy indziej próbujemy je zagłuszyć naszymi przekonaniami. Nie zmienia to jednak faktu, że te zdolności istnieją i się objawiają. Prosty przykład: dzwoni telefon, a my bez patrzenia w wyświetlacz wiemy, kto próbuje się do nas dodzwonić. Kiedy indziej zaś mamy przeczucie, że komuś z bliskich czy znajomych przydarzyła się jakaś trauma i okazuje się, że tak było w istocie.
Przejdźmy teraz do innego zgłoszenia, tym razem z numerkiem dziewięćset czterdzieści siedem, którego autorka krótko podzieliła się paroma zdarzeniami z życia członków jej rodziny.Chciałabym opisać przeżycia, jakie miała moja mama za młodu. Gdy była dzieckiem i miała kilkanaście lat, nie więcej niż trzynaście mniej więcej.
Mieszkała z rodzicami i trzema siostrami w małej wsi obok naszej miejscowości. Nigdy nie miała żadnych strachów ani nie fascynowała się spirytyzmem czy innymi paranormalnymi rzeczami, ale przydarzyło jej się kilka nieprzyjemnych rzeczy.
Pierwsza historia. Gdy jej siostry już poszły spać, ona jeszcze siedziała w łóżku i czymś się zajmowała. Nie pamiętam czym, ale wkrótce potem w końcu położyła się spać. Po kilku minutach poczuła coś w nogach, jakby chodziło coś. Spojrzała tam i zobaczyła wielkiego kota, który przechodził przez jej łóżko aż pod samą ścianę. Wystraszyła się i kopnęła go przez kołdrę. Ten zwierz zatrzymał się i gapił się na nią przez kilka minut w bezruchu.
Przestraszyła się i nakryła głowę kołdrą. Po chwili wyjrzała, ale już go nie było. Chyba przez jakiś czas o tym nikomu nie mówiła, ale po latach rozmawiała z jakąś starszą panią i ona powiedziała jej podobno, że ten kot to była zmora nocna i szła do kogoś, bo gdyby szła do niej, to by ją dusiła. Gdy mama to opowiadała, to potem kilka nocy miałam stracha, żeby do mnie to coś nie przyszło. Druga sprawa to przypadek. Gdy mama leżała w łóżku i nie mogła zgasić światła, bo widziała łażące robaki po wierzchu łóżka. Wielkie. To było obrzydliwe. Trzecia sprawa to taka trochę śmieszna, bo widziała w kącie gołego faceta, dosłownie gołego, który trzymał w rękach lalkę owiniętą w jakieś szmaty.
Podobno widziała to trzy razy. Potem już nie miała takich zwidów. A teraz inna sprawa dotycząca wujka mojej mamy. Stał podobno i oglądał jakąś wystawę w jakimś mieście i kątem oka dostrzegł jakąś małą, niską postać obok siebie. Spojrzał na nią i zobaczył, że to był mały człowieczek z racicami zamiast nóg i w takim jakimś dziwnym ubranku z kapeluszem na głowie. I ten stwór zaczął skakać wkoło niego i śmiać się. Ten facet próbował jakoś odejść, ale jak tylko odwrócił się w którąkolwiek stronę, ten stwór już stał przed nim. Wpadł w końcu w panikę i zaczął wrzeszczeć przez kilka minut, a gdy w końcu się zamknął, stwora już nie było.
Straszne i dziwne. To tyle, jeżeli chodzi o zgłoszenie numer dziewięćset czterdzieści siedem. Trudno ocenić wiarygodność tych relacji, gdyż nie dysponujemy tutaj praktycznie żadnymi informacjami na temat osób biorących udział w tych wydarzeniach. Można jedynie domniemywać, iż mama naszej czytelniczki również posiadała jakieś predyspozycje do dokonywania, powiedzmy, nietypowych obserwacji. Zresztą podobnych historii drogą głównie mówioną przekazuje się dość sporo. Zainteresowanych podobnymi przypadkami zapraszamy do przejrzenia bazy relacji na naszej stronie www.paranormalium.pl oraz do zajrzenia na bloga Krzysztofa Dreczkowskiego, www.zmiennokształtne.blogspot.com, którego autor zbiera i opracowuje takie właśnie historie. A teraz zamykamy okienko przeglądarki z naszą bazą relacji i wracamy po krótkiej przerwie. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Bardziej niż nieprawdopodobne. Niemożliwe.
Niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w Twoim domu. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl. Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zagadkowe obiekty. Tajemnicze istoty. Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
Mówią Świadkowie w Radiu Paranormalium. [muzyka w tle] No i właśnie teraz, po krótkiej przerwie przyszedł czas, aby zaprezentować relację, o której była mowa na samym początku audycji. Mianowicie historię, w której niezidentyfikowana postać pomogła naszej słuchaczce oraz osobom jej towarzyszącym.
Mówiąc krótko i dosadnie wyjść z bardzo poważnych tarapatów ze względu na pełnione przez naszą słuchaczkę funkcje oraz dużą jej rozpoznawalność, nie możemy udzielić na jej temat zbyt wielu informacji. Świadek mieszkanka Tych w województwie śląskim przez wiele lat prowadziła różne akcje charytatywne na rzecz domów dziecka.
Szczególnym zaś zainteresowaniem darzyła domy dziecka zlokalizowane daleko od jej miejsca zamieszkania, nieraz znajdujące się wręcz na rubieżach Polski. Dwudziestego trzeciego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego roku świadek wraz z kilkoma osobami towarzyszącymi jechała do miejscowości Jaszczurowa koło Wadowic w województwie małopolskim. Cały konwój z darami na rzecz jednego z domów dziecka składał się z czterech samochodów mających pierwszą młodość już dawno za sobą. Świadek użyła określenia żechy w typie starego poloneza.
Poza samochodem, w którym podróżowała nasza słuchaczka, wszystkie pozostałe samochody były wyposażone w letnie opony. Tutaj drobna uwaga. Wspomniany dom dziecka jakiś czas później został przeniesiony do innego budynku. Jako że teren został wyznaczony do zalania w związku z budową zapory. W miarę zbliżania się do Jaszczurowej nagle zaczął padać śnieg, przez co cała ekipa po jakimś czasie, mimo wcześniejszego dokładnego opracowania trasy zgubiła drogę w docelowym domu dziecka. Wszyscy mieli się zjawić na godzinę szesnastą, gdyż wtedy właśnie zaczynała się Wigilia. Była już godzina piętnasta pięćdziesiąt, a droga stała się dosyć śliska. Podjeżdżając pod górę, świadkowie zauważyli drogowskaz Jaszczurowa cztery kilometry. W tym momencie kierowca jednego z samochodów stracił panowanie nad pojazdem i wpadł do rowu. Wszystko to pośród potężnej śnieżnej zadymy. Wszystkie samochody się zatrzymały. Nasza słuchaczka, której samochód jechał tuż przed tym, który wpadł do rowu, wyszła z pojazdu i natychmiast się poślizgnęła. Wstając, nagle zauważyła człowieka, który przynajmniej według niej w ogóle nie powinien się tam znajdować.
Poza drogą i drogowskazem w pobliżu nie było bowiem widać żadnych innych widocznych gołym okiem przejawów istnienia ludzkiej cywilizacji. Dookoła same pola. Ów człowiek zresztą wyglądał, umówmy się bardzo nietypowo jak na tę porę roku.
Koszula w kratkę, nowiutka, jak gdyby wyjęta z magazynu, wyglądająca na dopiero co wyprasowaną. Rękawy podwinięte, kręcone włosy. Słowami świadka karbowany baranek jakby urwał się z lat trzydziestych. Włosy koloru jasny blond wpadający w rudę.
Biorąc pod uwagę sam jego ubiór, można wręcz powiedzieć świetny przepis na zniszczenie sobie zdrowia. W jednej ręce mężczyzna trzymał zwój liny. Zatrzymajmy się na chwilę przy ostatnim szczególe — lina. Nasza słuchaczka posiada wykształcenie techniczne i od razu coś jej w owej linie nie pasowało. Nie była to bowiem zwykła splotka, tylko gruba, jasna bawełniana lina. Wyglądająca jak zupełnie nowa i nieużywana o gładkim obwodzie. W drugiej ręce mężczyzna ciągnął coś, co wyglądało jak kosiarka do trawy. Oddajemy głos naszej słuchaczce. On się z tej zamieci wynurzył bez słowa. Podszedł do tego auta, które wpadło do rowu. Coś z tą liną zrobił. Ten motorek uruchomił i błyskawicznie ten samochód wyciągnął. Ja pytam gdzie jest ten dom dziecka w Jaszczurowej? On na to tak jak was obróciło. Pokazał nam ręką kierunek i poszedł w tą zamieć. Koniec cytatu. Ekipa dotarła do domu dziecka praktycznie na czas. W późniejszej rozmowie personel domu dziecka stwierdził, że nie mają pojęcia, kim mógł być ów mężczyzna, jako że w okolicy nie było żadnego gospodarstwa. W późniejszym czasie nasza słuchaczka opisała tę historię w korespondencji nadesłanej do Nieznanego Świata. Historia ukazała się drukiem na przełomie lat dwa tysiące dziewięć dwa tysiące dziesięć.
Artykuł przeczytał jeden z jej znajomych, który zaproponował wycieczkę do Jaszczurowej celem odszukania tego miejsca. Co prawda oboje udali się tą samą drogą, jednak w ciągu kilkunastu lat od zdarzenia na tym terenie dość dużo się pozmieniało. Pojawienie się licznych domów, drzew i innych obiektów znacznie utrudniło naszej słuchaczce rozpoznanie miejsca, w którym widziała tajemniczego mężczyzna. Świadek pamiętała jednak lokalizację nowego domu dziecka oraz wiedziała, gdzie znajdował się drogowskaz.
Świadek wraz ze znajomym pojechali w inne miejsce i dotarli na wzgórze, które również znajduje się w obrębie wsi Jaszczurowa. Na owym wzgórzu znajduje się mały cmentarz i kościół. Znajomy powiedział Cytat Tam jest to miejsce, które ty mi wskazałaś, z którego wyszedł ten facet z liną. Opowiem ci coś. Jesteś jedyną, która to usłyszy. Nikomu więcej o tym nie mów, bo mnie tu ludzie znają. Nie mów tego. Okazało się, że na cmentarzu spoczywali dziadkowie znajomego. Znajomemu zdarzyło się parę razy siedzieć na wzgórzu i oglądać jaszczurową z góry. Razu pewnego znajomemu wydawało się, że wschodzi księżyc. Później jednak zwątpił, bowiem zobaczył jasną, świetlistą kulę, która jakby z końca wychodziła i wędrowała pionowo.Księżyc powinien skierować się w lewą stronę. Kula natomiast nagle skręciła pod kątem prostym w prawo. Jeśli chodzi o rozmiary, to znajomy porównał jej wielkość do wielkości Księżyca. Oczywiście z perspektywy obserwatora stojącego na wzgórzu. Najciekawszy jest jednak powód, dla którego znajomy wypytywał naszą słuchaczkę o owego tajemniczego mężczyznę.
Okazało się bowiem, iż obserwowana przez niego kula wychodziła dokładnie z tego samego miejsca, w którym ów mężczyzna z liną się pojawił. Wróćmy jeszcze do opisu tajemniczego człowieka. Jak już wiemy, pojawił się praktycznie znikąd. Wyszedł spośród śnieżnej zamieci. Słowami świadka, wyszedł do nas z pustki i udzieliwszy naszym nieszczęśnikom pomocy, równie szybko w niej zniknął. Zwraca uwagę również ubiór tego mężczyzny, wybitnie nieprzystający do warunków zimowych.
Świadek wspomniała o zwykłej koszuli w kratę, na dodatek z rozwiniętymi rękawami. Z opisu przytoczonego przez naszą słuchaczkę wynika, iż całe zdarzenie trwało dość krótko. Innym zwracającym uwagę elementem jest przeniesione przez tego mężczyznę urządzenie. Gabarytami przypominało ono kosiarkę ogrodową. Z opisu podanego przez naszą słuchaczkę wynika, iż mężczyzna jeden koniec liny w jakiś sposób przywiązał do samochodu, drugi zaś połączył z ową kosiarką i przy pomocy tego właśnie urządzenia udało mu się wyciągnąć samochód z rowu. Proszę sobie wyobrazić, jaką moc musiałoby mieć tak małe urządzenie, aby być w stanie wyciągnąć tak duży i ciężki obiekt, jakim był stary polonez. Zapytana o odczucia względem tajemniczego mężczyzny świadek wspomniała, że czuła wobec niego ogromną wdzięczność. Pomocny jegomość nie był jednak zbyt rozmowny. Wskazał jedynie kierunek, w którym znajdował się dom dziecka, po czym ten po prostu sobie poszedł i już więcej go nie widziano.
Trudno powiedzieć, kim tak naprawdę mógł być ów tajemniczy jegomość z liną i małym urządzeniem. Nie są również znane szczegóły z historii tego miejsca. Możemy gdybać, że być może kiedyś w przeszłości rozegrały się tutaj wydarzenia, za sprawą których jakieś istoty duchowe, być może dusze ludzi niegdyś tu mieszkających, zostały do tego miejsca w jakiś sposób przywiązane i od czasu do czasu dają o sobie znać. Historia opowiedziana przez naszą słuchaczkę przywodzi również na myśl pewne legendy i podania mówiące o pomocnych istotach, które pojawiają się jak gdyby znikąd, aby przestrzec przed jakimś tragicznym wydarzeniem, bądź też pomóc komuś wykaraskać się z kłopotów. A co państwo sądzicie o całej tej historii?
Dajcie znać w komentarzach. No i oczywiście, jeżeli macie za sobą podobne przeżycia, to zachęcamy do podzielenia się nimi z Radiem Paranormalium. A już za chwilę na naszej antenie ostatnie relacje, tym razem wycięta z jednej z debat ufologicznych, do której dodzwonił się jeden z naszych słuchaczy i opowiedział kilka historii, jak to ujął, wybitnie nieufologicznych. Radia Paranormalium, paranormalny głos w Twoim domu. Zostańcie Państwo z nami.
Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko, że z wyłączeniem jest już powiedzmy troszeczkę gorzej. Posłuchaj nieznanego Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium.
Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko, że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej. Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl.
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. W ostatniej części dzisiejszego odcinka zaprezentujemy historie, którymi podzielił się z nami jeden ze słuchaczy, który dodzwonił się do Radia Paranormalium na żywo podczas debaty ufologicznej 11 marca 2018 roku. Historie, jak to ujął słuchacz nieufologiczne, a więc pasujące do dzisiejszego odcinka podcastu Mówią świadkowie. Zdarzenie z lutego 2016 roku z okolic Karpacza. Pięć osób szło szlakiem turystycznym prowadzącym przez świerkowy las. W odległości około 50 metrów od siebie świadkowie zauważyli coś w rodzaju bezkształtnej, czarnej masy, która szybko się przemieszczała to w górę, to w dół.
Początkowo świadkowie uznali czarną masę za niedźwiedzia, bo takie też gabaryty miał ten obiekt. Próba odnalezienia śladów postaci na śniegu nie dała jednak rezultatu. Wysłuchajmy rozmowy z naszym słuchaczem. Później przytoczył on również dość przerażającą historię opowiedzianą przez swoją koleżankę, która brała udział w opisywanym wcześniej zdarzeniu z Karpacza.
Było to dwa lata temu w okolicach Karpacza. To był luty. Wybraliśmy się z czwórką przyjaciół, żeby sobie trochę pooddychać świeżym powietrzem. To było akurat ferie w łódzkim pochodze wrześniowskiego i szliśmy sobie takim szlakiem w okolicy Karpacza. Las był taki dość rzadki, świerkowy.
Szliśmy w poprzek tego zbocza. Także podgórze było z lewej strony, a szczyt z prawej. No i gdzieś w odległości mniej więcej pięćdziesięciu metrów od nas zobaczyliśmy. [echo] Taką niekształtną, czarną masę. Coś jakby dym. Czarny, gęsty, tylko bardzo zbity. I bardzo szybko się przesuwa z lewej na prawo, czyli pod górę. Yyy, no i żeśmy stanęli jak wryci.
Yyy, byliśmy wtedy trzech facetów i jedna kobieta. No i we trzech akurat to żeśmy widzieli, a ta kobieta nie, bo gdzieś się tam patrzyła w inną stronę. Yyy, no i zatrzymaliśmy się. Tak patrzymy, a ona mówi: "Co s-c-co się stało?" No, jakiś... Yyy, chłopaki mówią: "To jakiś niedźwiedź chyba". Ja mówię: "Jaki niedźwiedź??" To nie był żaden niedźwiedź.
To wyglądało mniej więcej tak, jakby, jak już powiedziałem, taki kłąd czarnego dymu, wielkości mniej więcej małego niedźwiedzia, ale bardzo zbity, jakby w kierunku ruchu i trochę węższy od tyłu. No i to się tak szybko przesuwało pod górę, 50, 60 na godzinę. No ja mówię, to nie był żaden niedźwiedź. On mówi: "Wiesz, a co to?" Ja mówię: "Spokojnie, to zwykły demon". No i nieopatrznie wypowiedziałem to słowo, bo ona się tego bardzo wystraszyła, ta dziewczyna, bo okazało się, że miała traumę z dzieciństwa, jak twierdzi, widziała demona, ale mniejsza, mniejsza o to. Yyy, nie będę tutaj mówił o jakiejś drugiej ręki ładnie, zabawa w głuchy telefon, ale, yyy, do czego zmierzam. No, sprawdzimy, co to było. No to postanowiliśmy sprawdzić, czy nie zostawiło jakichś śladów. Było akurat szczęście, że taki-- trochę tam śniegu było świeżego. No to sprawdzimy ślady. No i żeśmy poszli te pięćdziesiąt metrów. No i szukamy w tył, przód, patrzymy, żadnych śladów na śniegu nie było nic, a wyraźny kształt. No tu to widzieliśmy w trójkę tak, że we trzech, bo było trzech facetów i jedna kobieta, no we trzech żeśmy to widzieli wyraźnie. No i do tej pory się zastanawiam, co to mogło być, żeśmy później wieczorem zrobili taki wywiad u lud miejscowych, czy tam w Karkonoszach jest coś niedźwiedzi. Okazało się, że tam wszyscy twierdzą, że nie ma tu żadnych niedźwiedzi ani, ani zwierząt większych. Także no, nie mam pojęcia, co to mogło być. Czy może macie panowie jakiś pomysł?
Szczerze mówiąc, to słyszałem, słyszałem o, o podobnych zdarzeniach. Parę z nich opisał Arek Miazga, yyy, kiedy-- zresztą ja swego czasu dostałem kilka relacji na temat, yy, tego typu obiektów, bo tak to chyba należy nazwać, w postaci właśnie takich kłębów, kłębów czarnego dymu. I szczerze mówiąc, nie mam, nie mam pojęcia, co to mogło być, jak to wyjaśnić?
Yyy, no nie wiem panowie, macie jakieś, jakieś, jakieś koncepcje, bo moglibyśmy iść na łatwiznę i To znaczy, ja próbowałem szukać. Czytałem akurat książki Jarka Bzany. Co prawda on tam trochę pisze o Castanedzie i Opowieści don Juana. Yyy, nie czytałem Castanedy, ale akurat książki Jarka Bzany, wiem, że opisuje tam tych kontrolerów, czy, czy drapieżców. Mniej więcej wygląd tylko by się zgadzał, ale kształt i sposób poruszania im tam u Castanedy był, że oni jakby się poruszali skokami i lądowali plackiem na ziemi, a tutaj sposób poruszania był jednostajny.
A w jakiej, w jakiej odległości to było od pana? Około pięćdziesięciu metrów. Mhm. I żadnych, żadnych więcej, yy, tutaj zdarzeń, zjawisk z tym związanych nie było. Nie było żadnych dźwięków. W jaki sposób żeście to stracili z oczu w ogóle?
Nie było żadnych dźwięków, nic, yy, żadnych pobocznych, że tak powiem, innych sensacji. A o co pan pytał? W jaki sposób to wam zniknęło z oczu? A no, zniknęło między krzakami. Pod górę. Jaka wówczas pogoda była?
To był taki dzień lekko pochmurny, ale nie było słońca i nic, żadnych opadów. To było tak wczesne popołudnie. A temperatura mniej więcej? Temperatura była koło zera albo troszkę na plusie, bo jak pamiętam, żeśmy omijali takie jakby miejsca bardziej rozmiękłe, rozmokłe. Także musiało być troszkę na plusie.
Oleszku, masz jakieś pytanie? No to pytania to nie, raczej nie. No pan miał do czynienia, moim zdaniem, z takim żywiołakiem, istotą, która jest energią taką dosyć niską i one, no z tych przekazów właśnie takich szamańskich, one mają ciemną, szarą, taką brudną, nieprzejrzystą energię. Jeżeli była skupiona, to znaczy, że była jakaś taka mocniejsza istotka. Gdzieś tam się błąka. Karkonosz prawdopodobnie się pojawił także, no... Super.
To znaczy, ja miałem jeszcze takie pytanie do, do pana, który to zaobserwował i opisuje. Czy widział pan kiedyś-- absolutnie nie mówię, że to, że to było. Tylko że, że czy widział pan kiedyś przelatujący rój pszczół?
[śmiech] Po wyrojeniu się słowa. Tak, ale to było. To było. To było w zimę? Chyba, tak? Aaa, o roju pszczół pan mówi? Nie, nie. Ale widział pan taki lecący rój? Tak, tak, tak, tak. Yyy, widziałem, widziałem coś takiego, yyy, o czym pan próbuje, co pan próbuje sugerować, ale to na pewno nie, nie, nie.
Tutaj dobrą, dobrą wskazówką jest, yy, jeżeli mogę przerwać, bardzo ciekawym elementem tej relacji jest szybkość tego, tego czegoś. Bo jeżeli pan to ocenił na pięćdziesiąt, sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, a da się to ocenić, każdy kierowca w miarę to potrafi. Yyy, to, to jest dużo, to jest bardzo dużo. To jest szybkie. Nie wiem, czy jakaś, jakieś, yyy, stworzenie w takim terenie byłoby w stanie się tak szybko poruszać, bo pamiętajmy, że musiałby pokonywać przeszkody, prawda?
Jeszcze dodatkowo- Nie zostawiło śladu. Więc, więc- No właśnie. -jakiekolwiek stworzenie chodzące- Wiesz, też pomyślałem o tym, o tym roju jakichś owadów, ale to było zimno. Zimno było tak, jak pan wspominał, to było zimno.
To była dodatnia temperatura. Także jest możliwe tylko, że w lutym raczej pszczoły bardzo rzadko przemieszczają się, bardzo rzadko uciekają. Chociaż w tej chwili to jest, różnie, różnie się zdarza. Ale jeżeli pan miał wcześniej— widział, jak rój wygląda, jak przylatuje rój, to ma pan porównania 50 metrów- Tak, tak wygląda, że, że zmienia kształty w sposób taki nieregularny, a to nie zmieniało kształtu no i w dodatku za szybko się przemieszczało. Poza tym rój to nie miałby takiego ciemnego, smolistego koloru.
Mnie to przypomina te historie, które stanowią od jakiegoś czasu przedmiot naszego zainteresowania. Tutaj z Arkiem Miazgą, między innymi, przepraszam [kaszel]. Yyy, i on ostatnio opublikował na swoim blogu nie wiem, czy pan czyta blog Arka Miazgi? Opublikował tam- Nie.
To niech pan, niech pan sobie wpisze w Google blog Arka Miazgi i on tam opublikował taki cykl artykułów Magonia po polsku i tam są spotkania z dziwnymi istotami, no, w trochę podobnych okolicznościach, kiedy ktoś widzi coś.
Tylko tam są spotkania z istotami, powiedziałbym o raczej określonych kształtach. Muszę Wam powiedzieć, że przypadki zetknięcia z amorficznymi obiektami, czymkolwiek to było, no są, są raczej rzadkie. No bo jakie jeszcze tutaj roz- jakie tutaj rozwiązania wchodzą nam w grę? No jedynie, że to był dym. Tak? No ale skąd to był dym? Dlaczego ten dym był taki skupiony? Yyy, po drugie, yyy, jakieś oddziaływanie naturalne, ale szczerze mówiąc nie przychodzi mi do głowy nic, no co by mogło dać czarny dym? Tak? Co daje czarny dym? Taki, taki bardzo, bardzo czarny, jedynie palony plastik na przykład albo palona opona. No ale on też nie jest taki, że można go, że można go- A jeszcze, jeszcze miałbym jedno pytanie czy ten obiekt, czy ta kupa energii oddalając się, stawała się przejrzysta, czy ona cały czas była taka jednolita, taka konkretna?
To znaczy, o ile, bo to była krótka obserwacja, to dosłownie trwało, ja wiem, z sześć, osiem sekund. Yyy, to jakby To nie zanikało. Nie, nie, nie, to nie zanikało. Tylko jakby ten tył jego, jakby odrywał się czy coś. No, mogło to wyglądać w pewnym sensie jak jakiś rój, ale no to na pewno nie był rój. Tego to jestem pewien na sto procent. No ale jakby jakiś taki dym odrywający się od tylnej części, to tak bardziej, ale cały, cały czas to była zbita masa.
A jaką wielkość by pan określił? Jaką wielkość? To dwa metry? Wielkość? No nie, nie, nie, to było mniejsze. To średnicy może jakiegoś metr dwadzieścia, no, góra. Góra. Taki, taki mały niedźwiadek o coś takiego, takiej wielkości.
Na tym tle, na tym tle tej czerni nie zauważył Pan na przykład jakichś białych plam? Czegoś takiego? Nie, nie. Nie? No zresztą to było tak krótko. To jeszcze- To znaczy, bo to jest, jest taka hipoteza.
Jest taka hipoteza na przykład, że no bo to nie zostawiło śladów, ale to mógł być jakiś uciekający zwierz, ale no to bardzo szybko. Sześćdziesiąt kilometrów, no, borsuk, borsuk szybko biega, ale- Susy, susy jakieś było widać na tym śniegu. No, no nie wiem.
No właśnie. Znaczy, że to było pod górę, więc. Tym bardziej, że jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, o której pamiętajmy, że to zaczęło się pod koniec tej obserwacji dezintegrować. Jak rozumiem, tak? Że część tego, czegoś się oderwała, tak?
Tak, ale to, to z powrotem jakby się zwijało. No to, to był to coś takiego, jak w ostatniej części Harry'ego Pottera Ci Śmierciożercy, yyy, się zamieniali w takie słupy dymu. Z tym, że oni to były takie, takie smugi tego dymu. A tu była taka zbita masa. No, coś takiego wygląda.
Nie wiem, czy to może- Czyli pozostawiały taki, taki ślad, taki jak gdyby ślad w powietrzu za sobą, który zanikał. Tak, tak, tak. O właśnie. Coś takiego. W dawnym polskim folklorze, ee, coś takiego było, było świadectwem działania złych mocy. Pamiętacie państwo, że, yy, tutaj różnego rodzaju diabły- To znaczy, to nie były złe moce.
[śmiech] Ale to były moce Z żyłę nawet. To były moce, to były moce pradawne, to były ludowe demony. Natomiast one zostały utożsamione potem z, z tymi siłami piekielnymi już. I tutaj bardzo ciekawa jest ta hipoteza, o której mówiłeś, że to była jakaś naturalna energia jakiegoś, jakiegoś stopnia. Znaczy, wiecie, interesuje mnie fizyczna strona powstania czegoś takiego, ale szczerze mówiąc, gdyby na przykład to miało inny kolor, to by nam było łatwiej wysunąć jakąś hipotezę, tak? Na przykład, gdyby to było pomarańczowe czy fioletowe, moglibyśmy mówić o tym, że w grę wchodzą zjawiska związane z, z, z przyrodą, resztki atmosferyczne, błędne ogniki i tak dalej. Tutaj to coś jest czarne. Czy spotkałem się jeszcze z czarnym? Z czarnym błędnym ognikiem?
No ja spotkałem w literaturze nie, nie tylko u Kastanedy to się przewija, że no istoty, które są związane z taką pierwotną wiarą, takich pierwotnych miejsc, często gęsto przybiera właśnie postać ciemnej, takiego kłębu energii. Także no mnie to akurat nie zaskakuje.
No to ciekawa rzecz jeszcze, że ta znajoma pierwszy raz o tym opowiedziała o demonie. Miała taką traumę z dzieciństwa, a my jesteśmy już w wieku słusznym pięćdziesięciu lat, a ona o tej traumie pamiętała jeszcze, jak miała kilkanaście lat. Tylko że to była taka zabawa w głuchy telefon, nie wiem, czy o tym opowiadała.
Bo jak usłyszała słowo demon, no to się przeraziła. To tak może tak, może pokrótce. Co się tam wydarzyło? Pokrótce to było tak, że wracała z siostrą. Ona miała koło tam piętnastu lat, siostra miała może jedenaście lat.
Wieczorem wracały do domu swojego od koleżanki i zobaczyły na, na górze nad sobą jakieś oczy wpatrujące się w nie. Zamarły, po prostu ich sparaliżowało je. Jak ten paraliż puścił, zaczęły biec do domu.
Bardzo szybko spadły i nic nikomu nie mówiły, do siebie też o tym nie opowiadały, dopiero po kilku latach. Jak ona opowiada, że to było tak przerażające, to było, jakby, jakby samo zło się w nie wpatrywało, yy, w te dziewczynki dwie i ona, ona aż mówi, że do tej pory jest po tym zdarzeniu, ma traumę. Oczy, mówi, widziała oczy na wysokości kilku metrów nad sobą. Złe oczy, jak się wpatrywały.
I ona to, no, w jakiejś tam opowieści sobie skojarzyła z demonem, że to był demon. No i tak jest. Szczerze wam powiem, że ludzi, którzy mają podobne doświadczenia jest bardzo dużo i to relacje, które zbieramy tutaj. Arek Miazga ma ich szczególnie dużo, Damian Trele też ma sporo, ale one wskazują, że ludzie słuchając o czymś takim, też łamią barierę milczenia i mówią, że tak, miałem coś podobnego.
Oczywiście bardzo łatwo jest sobie to skojarzyć z demonami czy z czymś innym, ale to mimo wszystko się dzieje. To jest bardzo ciekawe. Ja nie sądzę, że te istoty są w stu procentach materialne i one należą do tego świata. Natomiast takie relacje przychodzą, przychodzą i to jest, to jest dla badacza, to jest naprawdę intrygujące. Można by to odrzucić z gruntu, ale, ale fascynujące. No, jak mówiłem przed chwilą, dawniej utożsamiano coś takiego z siłami diabelskimi.
Tutaj podał pan, szczerze mówiąc, bardzo dużo ciekawych, ciekawych szczegółów, które rzucają dużo światła na to, na to zdarzenie. Jest pan w stu procentach przekonany, że to właśnie tak było? Tak? Że zdążył się pan temu dokładniej przyjrzeć? A czy ci pozostali świadkowie potwierdzili również najbardziej- Tak, tak, tak, potwierdzili.
Kolega, kolega, zaraz mówię: tropiciel zaczął śladów szukać, no ale nie znalazł, niestety. No nie wiem. Panowie, hipoteza o zwierzęciu w świetle tych kilku szczegółów, o których mówiliśmy, wydaje się, wydaje się troszeczkę mało prawdopodobne.
No bo zwierzę musiałoby być to dwa zwierzęta, tak że jedno się oddzieliło od drugiego. No to, no nie wiem, jak by to było możliwe. Rój to jeszcze mógłby być puchacz jakiś lecący, bo one się poruszają bardzo cicho, ale to, no to było widać, że to ptak jest konkretny, nie?
Szkoda, że widziałem kiedyś puchacza w lesie, bo w ogóle lubię trochę ornitologię. Z dzieciństwa się zajmowałem trochę ornitologią. To znaczy puchacze. Puchacze są ciemne, ale one chyba są takie jakby brązowawe, tak? Z tego, co pamiętam, czarny- Taki szary odcień.
Czarny. Szary to nie wiem, nie wiem, czy w Polsce występują. Wiem, że są chyba uralskie puszczyki. Z tego, co pamiętam duże czarne, no z innych ptaków. Czy ptak mógłby być za to odpowiedzialny? Jeżeli to było tak wielkie, musiałby, musiałby to być bardzo duży ptak, prawda?
Ja sądzę, że to by musiał być jakiś olbrzymi kondor, o! Także nie, nie, Nie. W Polsce nie występują takie ptaki, nawet największe. Okej. Czy rozmawiał pan na ten temat z miejscowymi? Może, może podobne obserwacje już były na tym terenie?
To znaczy nie w tym kontekście w ogóle. Tylko jak tam poszli na kolację koledzy, no to się pytali, czy w Karkonoszach są niedźwiedzie i tylko tyle, a pod tym kątem nie rozmawiali. No rzeczywiście ciekawa sprawa. Szczerze mówiąc, szczerze mówiąc, no nie wiemy, co powiedzieć, bo jeżeli pan się przyjrzy tym relacjom, o których mówiłem przed chwilą, to może znajdzie pan pewne, pewne związki, bo nie potrafimy w stu procentach powiedzieć, co to było. Gdyby wam powiedział najwyżej- Możemy co najwyżej wykluczyć pewne rzeczy, których jest pan pewny, że na pewno nie to. Jeżeli nie było śladów, więc na pewno nie jakieś zwierzę, które biegło.
Dobre, dobre [śmiech] No tak, no tak. Jakby do tej pumy skrzydła dodać i ona by się zwinęła w kłębuszek i leciała, n o to może faktycznie. To znaczy gdyby, gdyby w tej historii wszystko się kończyło na tym, że widzieliście coś czarnego, co ucieka, to mogło być wszystko tak. Ale tutaj pojawiło się kilka bardzo ciekawych wątków, które no dają do myślenia, nie oszukujmy się.
Kończąc już tak ten wątek, to chciałbym Pana odesłać do tych, do tego bloga Arka Miazgi. Tam jest taki cykl Magonia, Magonia po polsku. To może rzucić panu nieco odpowiedzi, nieco światła na tą, na tą kwestię. No cóż.
Może złożyć, może Pan złożyć również swoją relację dla Arka, który ją uwzględni w najnowszych swoich wydaniach. Dobrze, postaram się. Dziękuję bardzo. No to chyba tyle z mojej strony. Nie chcę więcej. To znaczy, jeżeli, jeżeli by pan kontaktował się z najbliższym ufologiem, to proszę pisać do Damiana Treli, bo to było w Karpaczu, a on też jest z Dolnego Śląska i on pamiętam, że zbierał relacje z tamtego regionu na temat zjawiska UFO.
Także proszę- Jeszcze raz, a to wszystko jak? Proszę. Damian Trela, Proszę sobie znaleźć blog Czas, Czas tajemnic, taki blog Czas tajemnic blog spod com. Jak Pan wpisze czas tajemnic w Google to wyskoczy. I jak Pan napisze do Damiana to on na pewno coś, coś Panu poradzi. Ewentualnie proszę nam wysłać swojego, proszę nam wysłać swojego emaila teraz nawet, a my go prześlemy Damianowi z informacją. On się do Pana na pewno odezwie, dobra?
Dobrze. Dziękuję bardzo. Nagranie. Dobrze. Pozdrawiamy. Pozdrawiamy. Do widzenia. Do usłyszenia. Hej! No dobra, noc. I to by było na tyle, jeśli chodzi o przygotowane na dziś relacje. Gwoli zapowiedzi dodam jeszcze, iż nie dalej jak wczoraj otrzymałem od Damiana Treli zapis niezwykle ciekawej rozmowy ze świadkiem, który opisał bardzo złożoną historię spotkania z czymś, co do dziś nie daje mu spokoju. Sprawa aktualnie jest w toku. Gdy się zakończy, można spodziewać się notki na blogu Damiana Treli pod adresem Czastajemnic.blogspot.com. A wspomniany zapis rozmowy usłyszycie Państwo na naszej antenie już wkrótce. A tymczasem dziękujemy za uwagę i do usłyszenia już niedługo w kolejnym odcinku podcastu Mówią świadkowie na antenie Radia Paranormalium. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. Skype: Radio.paranormalium.pl. Numer telefonu: 32 746 00 08. 32 746 00 08. Numer komórkowy: 530 620 493. 530 620 493. W razie, gdyby po drugiej stronie połączenia telefonicznego nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a bądź nagrania wiadomości głosowej. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Ponadto wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.