[01:39] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Dzisiaj mamy niedzielę, 31 marca 2019 roku. Zgodnie z zapowiedzią na stronie Radia Paranormalium, w naszej ramówce oraz na naszym profilu na Facebooku, dzisiaj rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz kolejną bardzo niezwykłą debatę niekontrolowaną z cyklu „Z wizytą w biurze duchów”. Dziś skupimy się na postaci neurochirurga Ebena Alexandra, znakomitego naukowca i wykładowcy Harvardu, który doświadczył życia po śmierci i odważył się o tym napisać już nie jedną książkę, ale trzy. Dzisiaj punktem wyjścia do dyskusji będzie właśnie trzecia książka „Serce świadomości”. Oczywiście nadajemy na żywo. Dzisiaj audycja będzie również połączona z konkursem. Konkurs dosyć szczególny, ponieważ do zdobycia będą aż trzy egzemplarze najnowszej książki Ebena Alexandra „Serce świadomości”. Konkurs szczególny także z tego względu, że jeden z egzemplarzy będzie zarezerwowany dla słuchacza, który podzieli się z nami na antenie swoją historią z przeżycia z pogranicza śmierci. Ale o szczegółach dowiecie się państwo już za chwilę od będącej już z nami po drugiej stronie połączenia internetowego Beaty Kępy vel Ady Edelman z bloga biuroduchow.pl.
Dobry wieczór, Beato.
[03:02] - Dobry wieczór państwu.
[03:04] - Beata już za chwilę poda państwu szczegóły konkursu. Co trzeba zrobić, żeby książkę „Serce świadomości” zdobyć. Ale zanim przejdziemy do tematu głównego naszej dzisiejszej audycji, czyli do Ebena Alexandra i jego doświadczeń, ale nie tylko. Tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Numer telefonu, pod który będzie można dzwonić to 530 620 493. Oczywiście pod tym numerem odbieramy również SMS-y. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Biura Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości nawiązujące do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. I tak oto z czystym sumieniem mogę teraz oddać głos Beacie.
[04:23] - Tak. Szanowni państwo, bardzo się cieszę, że dzisiaj się spotykamy. Powód spotkania jest szczególny. Kolejna książka Ebena Alexandra. Zanim przejdę do meritum, chciałabym tylko powiedzieć, że na fanpage'u Biura Duchów jest możliwość wylosowania tej książki poprzez udostępnienie posta. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Litera Nowa mamy dla państwa aż trzy egzemplarze. Postanowiliśmy razem z Markiem, że dwa egzemplarze rozlosujemy wśród osób udostępniających tego maila. Natomiast trzeci egzemplarz, tak jak Marek wspomniał, zarezerwowany jest dla osoby, która w trakcie audycji, kiedy nastąpi moment uruchomienia linii telefonicznych, odważy się do nas zadzwonić i zechce podzielić swoim doświadczeniem z tej przestrzeni. Proszę naprawdę mieć w sobie mobilizację i odwagę, ponieważ każda taka relacja jest cenna, ważna i stanowi ogromny wkład w wiedzę o tematyce życia po życiu, o tematyce naszej świadomości. Czym ona tak naprawdę jest i gdzie się znajduje?
W dniu dzisiejszym skupimy się nie tylko na osobie Ebena Alexandra, bo chciałabym odnieść się do sylwetek innych lekarzy, którzy albo przeżyli, tak jak Eben Alexander, śmierć kliniczną i wywołało to w nich tak silne, dojmujące pragnienie podzielenia się swoim doświadczeniem, pomimo tego, że jak wiemy, każdy z tych lekarzy ryzykuje swoją karierę. Lekarze mają tą możliwość, że również do nich zwracają się pacjenci, którzy doświadczyli czegoś szczególnego, szczególnych stanów poza ciałem, czy to podczas operacji, czy to podczas reanimacji przy ciężkiej chorobie. I tutaj za chwilę wrócę do sylwetki doktora Pima van Lommela, który w zasadzie poświęcił wiele lat badaniom nad tego typu zjawiskami. Natomiast teraz zaczniemy od Ebena Alexandra. Jak pewnie większość z państwa wie, Eben Alexander to amerykański neurochirurg, wykładowca renomowanych uczelni, członek licznych towarzystw naukowych, ceniony publicysta, którego artykuły ukazywały się w opiniotwórczych magazynach branżowych. Jednym słowem jest to szanowany naukowiec i lekarz. Dla wielu swoich pacjentów absolutny autorytet. Człowiek, który przez wiele lat był, jak sam to określa, dumnym sceptykiem. Niestety albo stety dla nas tak się stało, że w 2008 roku doktor Alexander ciężko zachorował. Była to rzadko spotykana odmiana zapalenia opon mózgowych.
Jak sam pisze, był tak blisko śmierci, jak tylko można być. To doświadczenie na zawsze zmieniło jego życie. Doktor w roku 2012 opublikował pierwszą książkę „Dowód". Wkrótce potem ukazała się „Mapa nieba". Te dwie pozycje właściwie skupiały się na doświadczeniach z tego, co udało się przeżyć i zobaczyć po drugiej stronie. I te pozycje stawiały tak naprawdę jedno zasadnicze pytanie: czym jest świadomość i gdzie ona się znajduje? Nieco szersze spojrzenie na ten temat znajdujemy w książce „Serce świadomości". Eben Alexander skupił się tutaj na rozważaniach dotyczących różnych odmiennych stanów świadomości, nie tylko na samej śmierci klinicznej. Doktor stara się, najkrócej rzecz ujmując, wchodzić w pewną polemikę naukową ze sceptycznymi kolegami i przedstawiać te wszystkie zjawiska poprzez pryzmat i swojego doświadczenia, i swojej wiedzy. A jest ona ogromna, jeżeli chodzi o działanie ludzkiego mózgu, a także Alexander skupia się na tym, co jest w szerokiej przestrzeni od dawna komentowane, omawiane i z perspektywy religijnej, i z perspektywy naukowej.
On, powiedziałabym, że stara się zbudować most między nauką a duchowością, ponieważ jak mało kto orientuje się we wszystkich teoriach na temat pracy mózgu i teoriach na temat szczególnego oddziaływania pewnych incydentów na tą pracę, więc jego wnioski są niezwykle ciekawe. Jak wspomniałam, doktor Alexander odwołuje się do takich zjawisk jak déjà vu, jak komunikacja z osobami zmarłymi, jak fenomeny paranormalne, jak telepatia, wspomnienia z minionych wcieleń, sny prorocze. I właściwie postawił bardzo śmiałą tezę, ponieważ twierdzi, że jesteśmy tutaj zamknięci w pewnej wielkiej iluzji. Natomiast moment, kiedy kora nowa, część ludzkiego mózgu, przestaje działać, przestaje funkcjonować, wtedy stajemy się całkowicie pozbawieni jakiejkolwiek zasłony oddzielającej nas od świata ... duchowego. Czyli innymi słowy, że kora nowa w ludzkim mózgu jest rodzajem filtra, który nie dopuszcza do nas wszystkich możliwości doznań obrazów związanych ze światem niefizycznym. I kiedy ta zasłona opada, my możemy przeniknąć do tego świata, nawiązać z nim kontakt, poruszać się w nim, doświadczać tego, co on ze sobą dla nas niesie. Jest to o tyle istotne, że w jednej z poprzednich audycji mówiliśmy o doświadczeniach związanych ze środkami wywołującymi halucynacje, środkami typu ayahuasca, LSD i tak dalej. I te wszystkie środki wywołują pewien stan, który jest zbliżony do tego momentu, gdy opada przesłona oddzielająca nas od świata duchowego. Ale ponieważ jest wywołany sztucznie, nie prowadzi do takich konsekwencji, do jakich prowadzą autentyczne przeżycia, czyli do zmiany ludzkiego życia, do wielkiej transformacji, która w człowieku zachodzi, do spojrzenia innego na siebie, na ludzi, na religię.
Doktor zauważa również, że te zjawiska nie są niczym nowym, dlatego że takie wspomnienia z poprzedniego życia czy wspomnienia dotyczące momentu śmierci pojawiają się już w starożytności. Tutaj możemy się odwołać chociażby do pism Platona, gdzie w dialogu „Państwo” Platon wspomina o fascynującym przypadku zabitego w bitwie niejakiego Errea, syna Armeniosa z Pamfilii, którego złożono na stosie pogrzebowym. Ku zdumieniu współtowarzyszy, tuż przed podpaleniem stosu żołnierz otworzył oczy. Opowiedział im, że po śmierci człowiek powraca do najważniejszych wydarzeń swojego życia, by wyciągnąć z nich naukę, a najważniejszą cechą, według której je ocenia, jest miłość, jaką okazał innym podczas ziemskiej wędrówki. Ponieważ są to doświadczenia niezwiązane z żadną religią, zdarzają się przecież również ateistom. Jednak siła i częstotliwość występowania relacji z pogranicza życia i śmierci stanowią asumpt do badań, które doktor Alexander rozpoczął, analizując wiele różnych zagadnień i przypadków. Podłożem, podwaliną, która tak silnie go uwarunkowała, jest na pewno jego własne doświadczenie. Pozwolę sobie tutaj zacytować maleńki fragmencik książki „Serce świadomości": „Czy kiedykolwiek zdarzyło się wam przystanąć samotnie w pięknym miejscu, w którym doznaliście wszechogarniającego poczucia bezpieczeństwa i jedności z wszystkim, co istnieje? Właśnie to mam na myśli. To, co zobaczyłem, i to, co oglądało tylu innych, którzy powrócili z pogranicza śmierci lub doświadczyli innych przeżyć prowadzących do przemiany duchowej.
Można porównać to tylko do pełni świadomości, do możliwości ujrzenia w całej okazałości tego, co dotąd czaiło się tuż poza polem widzenia. Prawda nas otacza. Niekiedy udaje nam się dostrzec jej przebłyski, lecz jak moglibyśmy lepiej ją zrozumieć?" Myślę, że tutaj wkład Bena Alexandra jest ogromny i w badanie tych zjawisk, ale przede wszystkim w popularyzacji świadomości, że człowiek może doświadczać rzeczy niezwykłych i że nie jest to żadna halucynacja. Nie jest to wymysł umierającego mózgu, który próbuje nam w jakiś sposób moment śmierci ułatwić. Absolutnie to tak nie działa i ta książka również jest tego dowodem. Ogromne znaczenie ma również fakt, że doktor Alexander jest w stanie stanąć, że tak powiem, w szranki w każdej dyskusji ze swoimi równie utytułowanymi kolegami. Proszę państwa, ja wychodzę z założenia, że my potrzebujemy — my, mam na myśli wszystkich ludzi, którzy doświadczyli tego zjawiska, tych nas, zmartwychwstańców, ludzi, którzy wiedzą, jak autentyczne jest to doświadczenie, ale nie potrafią wejść w dyskusję z osobą, która tytułuje się Profesorem, doktorem nauk medycznych. Jest neurologiem i po prostu zakrzyczy nas, zadepcze każdy nasz argument skomplikowanymi nazwami medycznymi i można powiedzieć ex cathedra wygłosi za każdym razem ten sam wniosek: to były halucynacje umierającego mózgu. To były rzeczy, których doświadczyliście, ponieważ podano wam środki znieczulające, środki zwiotczające na przykład podczas operacji. To nie było naprawdę, to się nie działo naprawdę.
Nie przeżywaliście tego, nie widzieliście niczego poza tym, co podsunął wam wasz niedotleniony mózg. Stąd myślę, że bardzo ważnym i istotnym czynnikiem sprzyjającym wytłumaczeniu lub pojęciu tego, z czym my naprawdę mamy do czynienia, czym jest ludzka świadomość i gdzie ona jest umiejscowiona, bardzo wielkimi sprzymierzeńcami są lekarze. Są osoby, które z racji swojego wykształcenia i wiedzy mogą dać odpór teoriom, które zniekształcają tą tematykę, które zniekształcają prawdziwe doświadczenie człowieka. I powiem więcej: odrzucają wagę doświadczenia osobistego. I tutaj pozwolicie państwo, że ja nawiążę do postaci doktora Pima van Lommela, który w 2001 roku opublikował w „Lancecie” — jest to takie prestiżowe pismo medyczne — artykuł oparty na wcześniej przeanalizowanych 344 przypadkach pacjentów. Artykuł ten, wnioski z niego płynące były takie, że sceptyczna reakcja osób, które tłumaczą wszystko to, co pacjent widzi, czego doświadcza, niedostatkiem tlenu, halucynacjami, przyjmowaniem jakichś leków, że to są wszystko wytłumaczenia niewystarczające. Doktor van Lommel napisał: „są niewystarczające choćby dlatego, że do wystąpienia halucynacji niezbędna jest aktywność mózgu, a tej w przypadkach, o których mówimy, nie było. Ustaje ona po 15 sekundach od zatrzymania akcji serca”. Doktor van Lommel sformułował taką tezę, którą najkrócej określa się świadomością nielokalną. Co za tym idzie, doktor twierdzi, że mózg ludzki prawdopodobnie spełnia funkcję tylko i wyłącznie odbiornika i przekaźnika, a nie w cudzysłowie producenta naszej świadomości.
Natomiast sama nielokalna świadomość istnieje poza czasem i przestrzenią. I to jest to miejsce, z którego wracają ludzie po doświadczeniach NDE. To jest to miejsce, w którym łączy się ze sobą teraźniejszość, przyszłość, przeszłość. Dlatego w trakcie śmierci klinicznej czy w ogóle doświadczeń granicznych ludzie mają natychmiastowy dostęp do własnych wspomnień i myśli, ale również do doświadczeń innych osób sobie bliskich na przykład. Czyli mózg spełnia w tym wypadku funkcję interfejsu, czegoś na kształt radia czy telewizora. I dlatego doktor pisze: „kiedy wyłączysz odbiornik, audycja czy program telewizyjny nadal trwają, choć ty już ich nie słyszysz i nie widzisz”. Doktor uważa — oczywiście mam teraz na myśli doktora van Lommela — że tak właśnie jest z naszą świadomością, że my możemy doświadczyć pełni tego połączenia ze świadomością pierwotną w momencie, kiedy uruchomiony zostaje pewien proces. Z kolei Eben Alexander mówi o tym, że musi dojść do sytuacji, w której kora nowa praktycznie przestaje pracować. I to jest od strony fizycznej pracy mózgu ten moment, w którym my przełączamy się w inny tryb, wchodzimy w inne pole. Nasza świadomość ulega ogromnemu poszerzeniu.
Natomiast można powiedzieć, że to, co nas powstrzymuje w momencie, kiedy doświadczamy opuszczenia ciała i ta zasłona zostaje przerwana, czy można nawet chyba powiedzieć uszkodzona To przypuszczalnie nigdy już nie będzie ona tak szczelna jak wcześniej. Ja bym się z tym zgodziła bez żadnych zastrzeżeń, dlatego że większość znanych mi osób, które przeszły śmierć kliniczną, które opuściły swoje ciało również w sposób nagły, spontaniczny, mają bardzo poszerzoną intuicję, zaczynają śnić świadome sny. Zdarza im się mieć również sny prorocze. Niektórzy w taki uroczy sposób i nieco poetycki używają takiego sformułowania, że stamtąd każdy wraca z jakimś darem. Jest to poetyckie określenie, ale coś jest tutaj na rzeczy. Bardzo wielu ludzi, którzy przekroczyli ten próg, nagle odczuwają przemożną potrzebę nauki gry na instrumencie i o dziwo ta nauka przychodzi im nad wyraz szybko. Zaczynają malować obrazy, przejawiają jakieś aktywności artystyczne, czy też zyskują pewne cechy świadomości wykraczające poza to, co nazywamy przyjętą normą. Dlatego powiem państwu szczerze, że mnie idea doktora Van Lommela o świadomości nielokalnej bardzo przekonuje i bardzo mi odpowiada, ponieważ w niej w sposób prosty i przejrzysty zamyka się 20 innych tez opisywanych przez pewne systemy religijne, przez innych naukowców. Tu nie ma komplikacji. Prosta rzecz: świadomość i mózg to są dwie różne rzeczy.
Świadomość ogarnia to wszystko od zarania dziejów, od swojego powstania. Wszystko to, co przeszliśmy, czego doświadczyliśmy. Wszystko jest w tym zawarte. Ona jest częścią integralnej, nierozerwalnej całości, jedni, w której jesteśmy połączeni. Natomiast mózg jest tylko i wyłącznie interfejsem, odbiornikiem, nadajnikiem, przekaźnikiem umożliwiającym korzystanie z wszystkiego, co daje nam świat fizyczny przy pełnym połączeniu ze swoją świadomością. Dlatego być może kora nowa jest nam potrzebna tylko i wyłącznie do tego, żebyśmy, będąc w ciele, nie przeciążali układu nerwowego zbyt dużą ilością bodźców. I cała ta teza jest przez doktora Van Lommela ujęta w sposób piękny, czysty, przekonywujący i co najważniejsze prosty. Do tej tezy odnosi się również bardzo mocno Eben Alexander w swojej najnowszej książce. On analizuje właśnie przypadki, o których mówiłam wcześniej: od déjà vu, przez rozmowy ze zmarłymi, poprzednie wcielenia i tak dalej, przez pryzmat tej teorii, że prawdziwa świadomość jest tym, w co wchodzimy właśnie w takich sytuacjach lub w co wejdziemy, kiedy nasze ciało już całkowicie przestanie działać. A te przebłyski, te doświadczenia, te informacje, które do nas napływają, są potwierdzeniem tej tezy, że świadomość to nie jest tożsama rzecz z mózgiem.
Eben odnosi się do tego właśnie przez pryzmat swojego przypadku, ponieważ twierdzi, że ta część mózgu, w której według naukowych teorii zawarta jest pamięć, u niego była uszkodzona w takim stopniu, że nie wydaje się możliwe odtworzenie wszystkiego tego, co udało mu się odtworzyć. Sam jasno to określa, że po wyjściu z takiego stanu, w jakim on się znajdował, powinien być rośliną, w najlepszym razie człowiekiem funkcjonującym na podstawowym poziomie. Natomiast jemu w bardzo krótkim czasie wróciła cała wiedza, jaką posiadał przed tą nieszczęsną chorobą, która takie spustoszenia poczyniła w jego organizmie. Wróciła cała pamięć, wszystkie umiejętności, cała wiedza medyczna, znajomość języków obcych i wiele umiejętności manualnych. Mało tego, Eben Alexander wcześniej miał licencję i pilotował samoloty. I ta wiedza wróciła. Po prostu nastąpiło coś na kształt pełnej rekonstrukcji. Ale powstaje pytanie: jak możliwa jest ta rekonstrukcja, jeśli zostały tak wielkie uszkodzenia wprowadzone w mózgu, w tym obszarze, w którym teoretycznie powinny być te wspomnienia przechowywane? Jedyne sensowne wytłumaczenie jest takie, że kiedy mózg zaczął się odbudowywać, zaczęły odnawiać się pewne struktury, udało się zwalczyć przede wszystkim ten stan zapalny, to w tym momencie świadomość mogła w pełni znowu połączyć się z tym swoim interfejsem, czyli mózgiem. I Eben Alexander wrócił do żywych w pełnym tego słowa znaczeniu i w całej swojej aktywności i dotychczasowej wiedzy.
W książce „Serce świadomości” przez pryzmat takich porównań autor odnosi się do wielu zjawisk określanych jako fenomeny paranormalne i kwestionowanych przez współczesną naukę. Natomiast dając inne spojrzenie, badając to, analizując z troszkę szerszego kontekstu, widać, że rzeczywiście istota naszej świadomości to jest coś zewnętrznego, coś absolutnie nie tożsamego z mózgiem. Pozwolę sobie teraz spojrzeć, bo widzę, że tu już ileż państwa tutaj komentuje.
[32:09] - Szczególnie mamy jednego bardzo dociekliwego słuchacza, pana Rafała. Ja tutaj pozwolę sobie odpowiedzieć na część jednego z pytań, które pan Rafał niedawno nadesłał. Skąd bierze się taka mnogość różnych relacji z pobytu po drugiej stronie? Myślę, że taki wysyp relacji o przeżyciach z pogranicza śmierci rozpoczął się pod koniec lat 60. XX wieku, w momencie, gdy zaczęto stosować nowo wynalezione metody resuscytacji po ustaniu akcji serca. Pozwoliło to oczywiście ściągnąć z powrotem większą liczbę pacjentów, a co za tym idzie, zwiększył się też współczynnik osób wspominających o przeżyciach z pogranicza śmierci. Oczywiście wcześniej również takie wspomnienia się pojawiały. Najstarsze wspomnienia, według Ebena Alexandra przynajmniej, sięgają 2500 lat wstecz. Ale oczywiście większość pacjentów po ustaniu akcji serca po prostu umierała i nie mieli nam tego jak opowiedzieć.
[33:12] - Oczywiście, żeby nastąpił powrót do ciała. Bo ja się też spotykam z takim pytaniem: jak to jest, że jedni mają taką możliwość, a drudzy nie? Oczywiście jest w tym ogromna gorycz w tym pytaniu. Dlaczego czytam relacje, że czyjaś mama wróciła, a moja mama nie? Ja myślę, że pierwsza zasadnicza część tej odpowiedzi jest taka: żeby wrócić, to trzeba mieć do czego wrócić. Jeśli ciało jest bardzo zniszczone długotrwałą chorobą, to wydaje mi się, że każdy powrót i każda resuscytacja to jest przedłużanie agonii. To jest coś strasznego, czego my nie mamy prawa robić tym ludziom. To jest moje zdanie. Nie mamy prawa. I dlatego możliwość powrotu zwykle otwiera się przed osobami, które owszem, mają jakiś problem zdrowotny, znaleźli się w sytuacji, gdzie ich ciało zostało na przykład w sposób nagły uszkodzone.
Mam tu na myśli chociażby wypadek, ale generalnie jest to sytuacja rokująca pod względem fizycznym. To jest pierwsza rzecz. Tutaj kolejne pytanie było takie: dlaczego jedni pamiętają tak wiele szczegółów i potrafią je odtworzyć. Mogą opowiadać bardzo długo o tym, czego doświadczyli. Widzieli światy barwne, spotykali swoich bliskich, rozmawiali z nimi, a drudzy nie pamiętają nic. Ja myślę skromniuteńko, oczywiście tutaj z tą tezą się wychylam, bo poruszamy się w świecie tak wielkich autorytetów medycznych i tak wielkich nazwisk, że staram się przede wszystkim z nich czerpać, ale wydaje mi się, że taka może być odpowiedź, że po prostu część ludzi się na to otwiera i to przyjmuje. I stąd jest takie bogactwo tego doświadczenia. A część ludzi być może też tego doświadcza, tylko w jakiś sposób wypiera to doświadczenie już w swojej świadomości, czyli w momencie swojej świadomości połączonej z mózgiem. Wypiera, jakby nie chciało o tym pamiętać. Lub może, spekulując tu w tym momencie, bo przecież nie mogę tego podeprzeć żadną teorią naukową czy szerokim opisem tego zjawiska.
Wiarygodnym. Może też być tak, że z punktu widzenia świadomości zbiorowej, duszy, która jest częścią ogromnej, zupełnie innej struktury, dla tej osoby może nie jest to rzeczywiście potrzebne i korzystne, żeby w tym życiu pamiętać to doświadczenie. Bo zdajmy sobie sprawę, że to jest ogromny wstrząs, przeżycie czegoś takiego. Proszę państwa, o tym się nie mówi albo mówi się mało. Zdarza się nierzadko, że rozpadają się związki czy małżeństwa. Tak zresztą się stało też w przypadku Iben Alexandra, ponieważ jego żona, która była niezwykle religijną osobą, przestrzeń wspólnego porozumienia, wspólnych przekonań, która między nimi była, po tym, co się wydarzyło, przestała istnieć. Oni pozostają w dobrych kontaktach, ale nie są już ze sobą. To jest zawsze doświadczenie zmieniające, ale czasami ta przemiana odbywa się poprzez burzenie struktury naszego życia, w której do tej pory trwaliśmy. Tu może być wiele różnych powodów, dlaczego niektóre osoby pamiętają, a inne nie. Kiedyś ktoś z państwa napisał do mnie na adres Biura Duchów: „Przeżyłam śmierć kliniczną, ale niczego nie pamiętam, więc sama już nie wiem, co mam myśleć o relacjach osób, które śmierć kliniczną przeżyły i doświadczyły wielu różnych, bardzo głębokich emocjonalnych i również intelektualnych przeżyć po tamtej stronie”.
[38:46] - Jest też coś takiego z tego, co kiedyś tłumaczyłem w jednym z artykułów poświęconych tematyce życia po życiu i przeżyć z pogranicza śmierci. Wspominam o tym, że jest pewna różnica między śpiączką a zwykłym NDE. Różnica polega na tym, że w śpiączce nie pojawiają się żadne stany wizyjne i ludzie niczego nie pamiętają.
[39:14] - Ja bym powiedziała też jeszcze jedną rzecz, bo państwo się zdążyliście przekonać, że jestem człowiekiem praktycznym i zawsze szukam praktycznych przykładów i praktycznych odniesień. Załóżmy, że w jednym zakładzie pracy wszyscy ludzie zachorowaliby na przykład na grypę jelitową i opisywaliby swoje doświadczenia związane z tą jakże nieprzyjemną przypadłością. Niektórzy mogliby długo mówić, co ich tam spotkało. Niektórzy mogliby nawet wylądować z tego powodu w szpitalu. Różnie mogło być. I teraz pojawia się osoba, która mówi: „Ja też miałam przecież tą jelitówkę i nic takiego mi nie było. Wcale się jakoś tak tragicznie nie czułam. Wypiłam dwie filiżanki herbaty miętowej i mi przeszło”. To teraz ja się pytam: czy ta osoba w tym momencie kwestionuje doświadczenia przykre wszystkich pozostałych, bo u niej to samo przebiegło w inny sposób? Ja przepraszam, może to jest trochę niefortunne porównanie, ale takie przyszło mi do głowy.
Dlatego intensywność pewnych doznań, to wszystko jest sprawą indywidualną. Jeżeli wychodzimy, opuszczamy ciało i jesteśmy energią, świadomością w czystej formie, to trzeba mieć też wyobrażenie, że przyciągamy pewne rzeczy do siebie i stajemy w świetle tego, co się w naszym życiu wydarzyło. Chodzi mi o to, że jedni znajdują się w świecie przyjaznym, widzą rzeczy przyjazne, przyjemne, wzbudzające spokój i zaufanie. Ale zdarzają się też osoby, które mają doświadczenia przykre, które to, co widzą, wywołuje ogromny strach, przerażenie. Gdybyśmy przeanalizowali te przypadki, dojdziemy do wniosku, że grupa osób, które przeżywają to tak strasznie, w sposób przykry, to są ludzie, którzy albo mają mocno obciążone sumienie, albo też są to ludzie pogrążeni w strasznej, głębokiej depresji. Ludzie, którzy po prostu targają się na własne życie. I w tym się zanurzamy, co było treścią naszego życia. Stąd jest różna możliwość występowania różnych obrazów i krajobrazów przed naszymi oczyma. Kiedy mówimy tutaj o świetlistej istocie, o cieple miłości, takich niesamowitych pozytywach, to też Przytrafiają się one osobom bez takich obciążeń, o jakich tu przed chwilką wspomniałam. Ci ludzie, te dusze w zasadzie, przechodzą na drugą stronę, doświadczają ciepła, zrozumienia i idąc dalej otwierają się na to, co ma nastąpić, to co przed nimi, idąc z pełnym zaufaniem.
Dlatego moim zdaniem przyciągają i otwierają przed sobą takie, a nie inne widoki, osoby, światy, do których mogą przejść. Stąd myślę, że nawet to, co bardzo potocznie jest nazywane niebem i piekłem, to też właśnie może opisywać taki stan, że człowiek pozytywny, ja nie mówię, że chodzi tu o ludzi krystalicznie czystych. Nie, tu nie chodzi o takie sprawy, bo pewne pojęcia dobra i zła myślę, że zostały zbytnio uproszczone przez religię. To wszystko jest takie bardzo czarno-białe. Liczy się czyn, nie liczą się intencje w tym wszystkim. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Natomiast tutaj człowiek jest odarty z tej całej fizyczności, z tej całej otoczki świata fizycznego, którą sobie stworzył. Tutaj jest po prostu duszą. Nie jest królem, nie jest władcą, nie jest jakimś zwykłym robotnikiem. Jest po prostu duszą, która wraca do domu.
Droga do domu może wyglądać bardzo różnie. Stąd jedni mają takie doświadczenia, dają takie opisy, takie rzeczy przeżywają, a inni mniej te doświadczenia mają przyjemne i sympatyczne. Natomiast to, że ktoś czegoś w ogóle nie widział, to moim zdaniem może mieć podłoże właśnie w tym, że osoba to wypiera albo jej świadomość rozumiana jako dusza nie dopuszcza tych wspomnień, ponieważ wiadomo jest, że tego rodzaju przeżycia wywołują pewne konsekwencje i może ze względu na to, żeby te konsekwencje nie nastąpiły, ta przemiana i tak dalej. Tak mi się wydaje. Pozwolę sobie teraz spojrzeć na państwa. Ojej, świetnie pani napisała, pani Inka: „Jak idziemy spać, to też wszyscy mamy inne sny. Nie śnimy o tym samym”. Pięknie, bardzo pani dziękuję. Pan Rafał pyta: „To mam teraz trudne pytanie. A co jeśli w ciągu życia moje przekonania zmieniły się kilkukrotnie?
Według którego przekonania mi się sprawdzi to, co mnie spotka po drugiej stronie? Tego ostatniego?” Panie Rafale, my tutaj wszyscy przychodzimy po to, czy się wierzy w reinkarnację, czy nie, generalnie przychodzimy po to, żeby coś przeżyć, doświadczyć, żeby się uczyć. Człowiek to nie jest noga od krzesła. Ma zmieniać zdanie, ma kwestionować, ma zadawać pytania. Może się wahać, może szukać nawet przez całe życie odpowiedzi na to pytanie, które gdzieś w duszy, w sercu wydaje mu się najważniejsze dla niego. Może zmieniać poglądy i myślę, że to jest właśnie rozwój. Więc jeżeli ktoś nawet przez część swojego życia w ogóle się nie interesował żadną duchowością, żył, doświadczał tego świata fizycznego wszystkimi możliwymi zmysłami i na wszystkie sposoby, ale przez cały ten czas nie krzywdził, nic złego nikomu nie uczynił, to przecież jest rzeczą oczywistą, że może z pełną jasnością sytuacji swojej i z pełną pozytywną taką wibracją przejść ze stanu fizycznego w stan duchowy. To przecież nie kto inny jak papież Franciszek powiedział, że osoby wierzące i osoby niewierzące kiedyś spotkają się w tym samym miejscu. Takiego sformułowania użył. Spotkamy się w tym samym miejscu, pod warunkiem, że czynimy dobro.
Ja myślę, że jak na głowę dość ortodoksyjnego Kościoła to i tak powiedział bardzo dużo. Dlatego myślę, że im więcej pytamy, dociekamy, im więcej kwestionujemy, tym w gruncie rzeczy bardziej upewniamy się co do swojej prawdy, którą i tak nosimy w sobie. Bo jest takie powiedzenie, że jeśli człowiek zadaje pytanie, to odpowiedź ma już w sobie, tylko musi ją w jakiś sposób znaleźć poprzez autorytet osoby, która jest znawcą tematu i która dla niego akurat jest kimś ważnym i on się z nią liczy. Może to znaleźć właśnie poprzez szukanie autorytetu. Albo poprzez doświadczenie empiryczne. Różne są drogi, ale ważne jest to, żeby działać z przekonaniem i gdzieś z przestrzeni serca, bo wtedy, uważam, dzieje się prawdziwy rozwój duchowy. My się zmieniamy, jest transformacja i cały czas idziemy do przodu i to jest istotne. My nie mamy najszerszej gamy doświadczeń w momencie, kiedy rodzimy się. Urodziliśmy się w tej religii, przyjmujemy wszystko tak, jak leci, w ogóle bez zastanowienia się. Bo co innego, jeśli przyjmujemy to, co nam powiedziano, analizujemy i przez pryzmat swojej przestrzeni serca przyjmujemy i mówimy: „Tak to jest.
Ja wierzę, że tak jest. Wierzę, że to jest dla mnie dobre i chcę iść tą drogą”. To wtedy ma sens. Widzisz, dużo tych pytań.
[49:49] - Ja myślę, że dobrze będzie już włączyć powolutku naszą linię telefoniczną. Nasz numer telefonu, pod którym będziemy odbierać połączenia to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Oczywiście pod tamtym numerem także będziemy przyjmować SMS-y. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na państwa komentarze i pytania, których tutaj bardzo dużo się pojawiło na naszych czatach na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Biura Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości, szczególnie relacje z przeżyć z pogranicza śmierci na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[51:04] - Tak. Tu jeszcze pada pytanie, że znane są przypadki, że ludzie po śmierci klinicznej czy w ogóle po MDE mówią innymi językami, że nagle mówią w obcym języku. To jest bardzo proste. Jeśli przyjmiemy, że świadomość jest sumą naszych wszystkich wcieleń, to po prostu zyskujemy dostęp do tej części świadomości, która zawiera w sobie wiedzę o języku i świadomość języka. Mówimy przecież „świadomość języka”, że ktoś, żeby dobrze mówił w jakimś języku, musi mieć świadomość języka. Myślę, że to też jest ważne sformułowanie. I my to zyskujemy, bo tak jak wspomniałam, wiele wskazuje na to, że jeżeli ta przesłona, którą nazywają różnie różne religie, którą Eben Alexander nazywa śmiercią kory nowej w mózgu, tu wiele różnych określeń jest. Jeśli ta przesłona raz opada, to w momencie powrotu do ciała ona nigdy nie będzie już tak szczelna, użyję takiego sformułowania, jak była wcześniej. Stąd też właśnie ludzie, którzy doświadczyli przejścia tak dalekiego i głębokiego jak Eben Alexander, czy chociażby na moment opuścili swoje ciało podczas operacji bez zatrzymania akcji serca, bez tego, co nazywamy śmiercią kliniczną. Wszystko jedno.
Każdy, kto po prostu zdał sobie sprawę, że świadomość i ciało to są dwie różne rzeczy, staje się sprawniejszy w sięganiu po to, co w jego świadomości od dawien dawna jest już zakodowane. Tak bym to określiła. Tak że my tu się właściwie cały czas miotamy wszyscy i ludzie, którzy chcą się dowiedzieć, i naukowcy, i wszystkie religie. Cały czas tak naprawdę miotamy się, szukając tego modelu, który wyjaśni nam związki między umysłem a mózgiem. Tak że z jednej strony jest to spektrum materialistyczne: mózg tworzy umysł, ale w drugą stronę idą wszystkie idee metafizyczne, czyli że to umysł tworzy mózg i całą materię fizyczną. Czyli że świadomość tworzy rzeczywistość. I tu wiele na pewno do tych zagadnień wnosi w tej chwili fizyka kwantowa i całe spektrum nowej wiedzy pojawiającej się od lat. Ja bym tutaj może przytoczyła taki króciutki fragment książki, proszę mi pozwolić. W miarę jak zachodnia nauka opracowywała coraz bardziej wyrafinowane narzędzia i techniki służące do badania funkcjonowania mózgu, niektórzy jej przedstawiciele Zdumiewali się pozornie bezdenną głębią problemów związanych ze zjawiskiem świadomości. Ci, którzy podjęli to wyzwanie, przyznali, nierzadko po długiej walce z samym sobą, że zgodnie z dostępnymi dowodami funkcje umysłu znacznie wykraczają poza funkcje mózgu.
Proszę zwrócić uwagę, że każdy z lekarzy, którzy doświadczają na samym sobie śmierci klinicznej czy szeroko pojętej gamy zjawisk z pogranicza, zaczyna od tego, że jest najpierw niebywale wstrząśnięty tym, co zaszło. Potem przechodzi przez etap walki z samym sobą, czyli wypierania tego, co przeżyli i rozpaczliwego poszukiwania odpowiedzi w nauce, którą uprawia, czyli w tym wypadku w medycynie. Później przychodzi etap załamania, bo zdają sobie sprawę, że nie są w stanie medycznie wytłumaczyć tego, czego doświadczyli. A później w większości przypadków jest etap swego rodzaju zadośćuczynienia tym wszystkim pacjentom, których wcześniej wysyłali w diabły, bo nie wierzyli, szydzili z tych ludzi. Cały czas sprzedawali im jedną i tą samą informację: halucynacje mózgowe po lekach. „Wie pani, takie środki, jakie pani dostała przy tej operacji, która trzy godziny trwała, to mogła tam pani zobaczyć i Królewnę Śnieżkę, i krasnoludki, i Jezusa. Co pani tylko chce”. Tak to wygląda na co dzień. Nie oszukujmy się. Świetnym przykładem jest indyjski lekarz pracujący w Stanach Zjednoczonych, Rajiv Parvati, który jako anestezjolog w taki właśnie sposób traktował swoich pacjentów.
Nie chciał ich słuchać i za każdym razem posługiwał się wobec nich najprostszym możliwym narzędziem ucinania dyskusji, zanim ona się w ogóle zaczęła, czyli halucynacje pod wpływem leków. Ciekawa jest rzecz, że kiedy doktor Parvati sam doświadczył śmierci klinicznej podczas ciężkiej operacji, której został poddany, przeszedł fascynujący proces podróży poza ciałem. Pierwsza rzecz, o której wspomina w swojej książce, to właśnie chęć zadośćuczynienia pacjentom, przeproszenie ich za to, że nie chciał ich słuchać i co gorsza jeszcze za to, że ich wyśmiewał. Jest to charakterystyczne właśnie dla lekarzy, ale to też pokazuje, jak to doświadczenie nimi wstrząsnęło, że oni nie dość, że są gotowi stanąć naprzeciwko swoich kolegów i powiedzieć: „Słuchajcie, to trzeba przemyśleć jeszcze raz. My coś albo źle rozumiemy, albo my się mylimy gdzieś w jakimś podstawowym postulacie dotyczącym czym jest mózg, czym jest świadomość, jak to pracuje, jak współpracuje. Bo ja wiem jedno: to nie były halucynacje po lekach. To nie były w ogóle żadne halucynacje, bo ta część mózgu, która mogłaby je wytwarzać, już nie pracowała” i tak dalej. I to, że są w stanie również stanąć przed tymi pacjentami i powiedzieć: „Przepraszam was bardzo serdecznie za to, że tak was traktowałem. Zamiast jako lekarz starać się zrozumieć, to śmiałem się, zbywałem was, zachowałem się wszechmiar niestosownie”. Jak wielkie trzeba mieć wewnętrzne przeżycie i ogromną transformację przejść w sobie, żeby z medycznego tronu pychy, na którym siedzi większość lekarzy, uważając siebie za bogów, ewentualnie w najgorszym razie za półbogów, zejść do takiego poziomu skruchy i poziomu, na którym te tytuły, cały ten splendor przestaje się liczyć, a liczy się tylko prawda.
To jest dla mnie naprawdę niezwykle poruszające, zwłaszcza w przypadku ludzi ze środowiska medycznego, naukowego i wszystkie te osoby, które z taką zajadłością krytykowały czy wyśmiewały ludzi opowiadających o swoim osobistym, głębokim przeżyciu. Teraz pozwolę sobie zajrzeć do państwa pytań. Ciekawe pytanie. Jaka jest relacja między duszą, świadomością, sercem i osobowością? Czy pani zdaniem te terminy są synonimiczne? A jeśli nie, to jaka jest między nimi różnica? Co się rozwija, co jest niezmienne? Potężne pytanie. Nie wiem, czy ja tu jestem przygotowana, żeby odpowiedzieć pani. Ja myślę tak: zaczynając od strony fizycznej, mózg może być interfejsem dla naszej duszy, czyli dla mnie dusza jest synonimem świadomości.
Świadomość i dusza to jest dla mnie jedno i to samo, żeby to było jasne. Posiadamy świadomość, a właściwie jesteśmy tą świadomością. Świadomość łącząc się z ciałem fizycznym, potrzebuje tego odbiornika, przekaźnika, interfejsu, czyli łączy się z mózgiem. W ciele fizycznym wydaje się, że to całe połączenie energetyczne, bo to jest na pewno połączenie energetyczne, jeśli świadomość, czyli dusza, jest zapisem pewnym energetycznym, dochodzi do tego połączenia nie tylko w przestrzeni mózgu, ale również w całym organizmie. Stąd pewne oddziaływania naszej świadomości mogą mieć miejsce albo przez mózg, który skłania całe ciało do działania, albo z przestrzeni serca, ponieważ dowiedzione jest, że serce ludzkie przekazuje poprzez sieć neuronową więcej komunikatów do mózgu niż odwrotnie, co sugerowałoby taką możliwość, że serce zarządza same sobą, że serce nie jest organem sterowanym przez mózg. Ogromna jest również energia, którą wytwarza obszar serca. Nie na darmo serce było zawsze, czy w literaturze, czy w szerokiej świadomości ludzkiej, odbierane jako organ bardzo szczególny. Mówiło się: „niech cię prowadzi serce, tam dom twój, gdzie serce twoje”. To wszystko ma znaczenie. Stąd ja myślę, że świadomość łączy się z ciałem.
Część funkcji świadomości przekazywana jest i działa poprzez mózg, część idzie z przestrzeni serca. Niektórzy twierdzą, że cały układ pokarmowy i jelita to jest w ogóle trzeci mózg. Pierwszy ten właściwy, serce i jelita. Coś może być na rzeczy, ponieważ większość ludzi reagując emocjonalnie, czyli z przestrzeni świadomości, bardzo w tym obszarze układu pokarmowego to odbija się najszybciej. Myślę, że to, co my nazywamy charakterem, to jest pewien zespół cech wewnętrznych, czyli przypisanych naszej świadomości i zespół cech zewnętrznych, które na nas wpływają. I charakter jest wypadkową starcia między tym, co jest w nas, czyli w naszej świadomości, a tym, co na nas wpływa, wywiera nacisk, co nas kształtuje, co jest nam podsuwane jako swego rodzaju budulec naszej moralności, naszego etosu życiowego, etosu środowiska, w którym żyjemy. Tak to chyba można, najprościej mówiąc, że charakter jest wypadkową tego, co zachodzi między oddziaływaniem zewnętrznym i tym, co jest w nas. Stąd myślę, że świadomość może wyrażać się poprzez całe nasze ciało. Natomiast charakter, jakieś cechy ze sobą na pewno przynosimy wchodząc w ciało. Myślę, że te cechy charakteru są do pewnego stopnia również zawarte, albo inaczej, one mogą być kompatybilne z tym, co jest w naszym DNA, bo przecież wiadomo, że my w całym zapisie DNA mamy wiele rzeczy zakodowanych: kolor oczu, włosów, wszystkie nasze cechy zewnętrzne, to czy będziemy silni, odporni, czy też będziemy kruchej budowy i bardzo delikatnej struktury, jeśli chodzi o przestrzeń zdrowotną.
Stąd w teorii, która zakłada istnienie reinkarnacji, a ja w to bardzo wierzę, kiedy wybieramy konkretne ciało, my najprawdopodobniej dostosowujemy cechy tego ciała do pewnych cech osobowości Jaka się chce w nie wcielić. To wszystko musi pasować, bo żebyśmy mogli się realizować i iść do przodu, rozwijać się, to nasza świadomość musi być połączona z takim ciałem, które umożliwi nam realizację założeń, które przyjmujemy w momencie wcielenia. Ale też musi współgrać z pewnym temperamentem, czyli siłą fizyczną, która rządzi samym ciałem. Bo w moim pojęciu świat duchowy to jest jedno i on jest kluczowy. Natomiast trzeba też brać pod uwagę oddziaływania świata fizycznego. Tak jak wspomniałam, charakter jest to ścieranie się oddziaływań związanych z psychiką, ze środowiskiem, z naszym podejściem do życia, tym wszystkim, co wywiera na nas naciski. Ale jest też fizyczna siła, którą daje ciało, a ciało połączone jest z Matką Ziemią, z planetą, z energią przestrzeni w kosmosie, w której się znajdujemy. Jeżeli chodzi o ciało fizyczne, jest ono zbudowane z wszystkiego, co daje Ziemia, z wszystkich pierwiastków, z wszystkich składników, które istnieją na tej planecie. Więc nasz temperament, nasza żywotność jest związana z tym, co wypływa wprost z energii naszej planety. I tutaj to jest bardzo skomplikowane i trudno o tym mówić w sposób prosty i przejrzysty.
Nie wiem, czy udało mi się wyrazić do końca to, o co mi chodziło, ale myślę, że chyba na to pytanie odpowiedziałam. Tak. Teraz sięgam do państwa pytań. „Żeby żyć, muszę oddychać. Po drugiej stronie już nie. Czy nie jest to jakieś traumatyczne przeżycie dla naszej świadomości?” Nie jest, ponieważ w momencie, kiedy się znalazłam po drugiej stronie, to w ogóle nie myślałam o tym, czy oddycham, czy nie oddycham, co się dzieje po tej drugiej stronie i co się różni od tego, co jest w ciele fizycznym. Przecież my oddychamy, nie kontrolujemy swojego oddechu na bieżąco. Nasz super interfejs, jakim jest mózg, dba o to, żeby odpowiednie organy pracowały i żebyśmy oddychali. Tak naprawdę bardzo nieświadomie oddychamy, co prowadzi do tego, że oddychamy źle, zbyt płytko. Nie pracuje prawie zupełnie przepona i tak naprawdę czym jest oddech i jak on jest ważny, to się orientujemy w momencie, jak nam zaczyna tego oddechu brakować.
Czyli w takich momentach, gdzie dochodzi do zawału serca i są problemy z oddychaniem, czy też na przykład topimy się i rozumiemy, jak ważny jest oddech właśnie w takich momentach. Natomiast po tej drugiej stronie to jest tak nagłe, to przejście jest tak nagłe i jest tyle bodźców oddziałujących na nas, mimo że kiedy opuszczamy ciało i poruszamy się w innej przestrzeni jako czysta świadomość, to i tak zmiana jest na tyle duża, że koncentrujemy się zupełnie na innych bodźcach. Tak bym powiedziała. Także tego typu czynności myślę, że nikt tego nie rozważa i nikt tego nie odczuwa, ponieważ ciało fizyczne, które tego oddechu wymaga, bez którego ono się bardzo szybko niszczy i staje się z punktu widzenia duszy, świadomości bezużyteczne, to zostawiamy tutaj.
[01:12:11] - Może przypomnę niezwykle ważne dzisiaj informacje. Oczywiście zachęcamy cały czas do zadawania pytań i komentowania dzisiejszej audycji. Przypomnę tylko, że dzisiejsza audycja połączona jest z konkursem, w którym można wygrać jeden z trzech egzemplarzy książki Ivany Alexandra „Serce świadomości”. Dwa egzemplarze powędrują do słuchaczy, którzy udostępnią wpis konkursowy na swoich profilach na Facebooku. Żeby oczywiście ułatwić wam to zadanie, udostępniliśmy ten wpis również na fanpage'u Radia Paranormalium. A jeden z egzemplarzy książki „Serce świadomości” powędruje do tej osoby, która postanowi podzielić się z nami na antenie swoim wspomnieniem z- Z przeżycia z pogranicza śmierci. Tak więc zachęcamy do dzwonienia, do pisania. Nasz numer telefonu to 530 620 493. Jesteśmy także na Skypie radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można także nas spotkać oczywiście na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bloga Pióro Duchów, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Oczywiście, jeżeli ktoś postanowi zadzwonić i podzielić się z nami swoją historią, to może to zrobić na antenie całkiem anonimowo, bowiem dane osobowe oczywiście będziemy przyjmować poza anteną, poza wzrokiem słuchaczy.
[01:14:23] - Oczywiście. Tu pan, który podpisuje się jako Kamyk do ogródka, zadaje kolejne ciekawe pytanie: „A jak pani ustosunkowuje się do osób, które miały doświadczenia NDE, OOB, a jednak nie mówią tego, co Eben i Raiss Park? Dlaczego jedni interpretują swoje doświadczenia naturalistycznie, a drudzy mistycznie?” Proszę państwa, powiedzmy sobie szczerze, że każdy z nas przychodzi na ten świat w pewnym stanie świadomości. Czyli ma już za sobą jakiś bagaż doświadczeń, wybiera sobie swoją sytuację. Może jeszcze inaczej: wybiera sobie odpowiednią miejscówkę na to życie. I wciela się, żyje, zbiera te doświadczenia. I są ludzie, którzy potrafią otworzyć się, przyznać, że coś, co postrzegali w taki konkretny sposób przez wiele lat, po określonym doświadczeniu nabrało nieco innego charakteru. Natomiast są takie dusze, których cały mistycyzm świata duchowego, mistycyzm przejścia niespecjalnie w gruncie rzeczy obchodzi. Dlatego, że oni urodzili się, żyją tutaj, przyjęli światopogląd materialistyczny i albo nie chcą naruszać swojego status quo, w którym tkwią, w którym jest im dobrze, albo po prostu wiązałoby się to dla nich ze zbyt dużymi kosztami osobistymi, gdyby mieli takie doświadczenie przyjąć w sposób mistyczny, a nie jako przysłowiową halucynację umysłu. Również wiele środowisk naukowych, tak samo jak wiele środowisk religijnych, nie jest zainteresowanych zupełnie jakąkolwiek formą analizy i zastanowienia się nad takim pojęciem, chociażby jak świadomość nielokalna.
Dlatego, że nie jest im to na rękę. To otwiera temat do bardzo złożonej dyskusji, zarówno jeśli chodzi o doktryny religijne, o mistykę związaną z konkretną religią. A w środowisku naukowym to jest podważanie pewnych autorytetów. To są doktoraty, habilitacje, to są miliony dolarów, złotych, euro, czegokolwiek, wydane na cały kompleks różnych badań, które doprowadziły do pewnych wniosków. I w tej chwili podważenie któregoś z tych wniosków mogłoby podziałać, wywołać efekt domino. Jedno po drugim zaczęłoby się walić. Więc z takimi tezami, jakie głosi Eben Alexander, a przede wszystkim doktor Pim van Lommel oraz wielu innych, lepiej jest się nie zgadzać. Wygodniej, tak myślę, jest dla wielu osób i pod względem religijnym, i pod względem naukowym. Urodzili się w średniowieczu, chcą umrzeć w średniowieczu. Mają do tego prawo.
Każda świadomość musi się rozwijać w swoim tempie i przyjmować wiedzę taką, na jaką jest gotowa. Nikt nikogo nie może popędzać, bo to się zwykle, moim zdaniem, źle kończy. Być może- W następnym życiu albo jeszcze pięć żywotów później zmienią zdanie, ale na razie są w takim stanie świadomości. Są to wszystko nasi kosmiczni bracia i siostry, więc musimy, albo przynajmniej wypadałoby, żebyśmy się do nich odnosili jak najbardziej pozytywnie, więc tutaj nie ma co wchodzić w żadne starcia i konflikty. To się wszystko powolutku samo otwiera, zwija. Coraz więcej ludzi się budzi, otwierają oczy ze zdumienia i myślą: "Boże, w jakim my świecie żyjemy? Czy ja się przez tyle lat dałem na to wszystko nabrać? Jak to możliwe, że gdzieś te struktury, te autorytety tak bardzo mnie zawiodły, wciągnęły mnie w jakąś przestrzeń, gdzie moja świadomość została całkowicie zablokowana?" Bo to po prostu tak wygląda. Dzisiaj doczekaliśmy czasów, kiedy takie uczelnie na przykład jak Harvard, to są miejsca na miarę góry Synaj. Wprawdzie Mojżesz z tablicami nie schodzi z nich, ale za to schodzą przeróżni naukowcy, profesorowie, którzy ogłaszają wyniki swoich badań i to jest niepodważalne.
Jest to bardzo przykre, ponieważ prawdziwy sceptyk to jest dla mnie ktoś, kto nie obnosi się ze swoim sceptycyzmem, tylko potrafi swój sceptycyzm wystawiać na próbę. Natomiast jeśli ktoś nie wierzy, bo nie wierzy i uważa, że wyprzedza wszystkich tylko dlatego, że kwestionuje każde osobiste doświadczenie, to dla mnie nie jest prawdziwy naukowiec. Tak jak ktoś, kto nie ma odwagi zakwestionować wyników czyichś badań, naukowca, którego największą zaletą kariery i badań jest to, że zostały one zrobione na Harvardzie na przykład. Dochodzimy do sytuacji, w której nauka staje się religią, bo trudno to inaczej nazwać. W tej chwili pod wieloma względami nauka przyjęła formę, którą mają doktryny religijne i to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Oni są tak zamknięci, są tak bardzo w swoim świecie, że zastanawiam się, czy ich bogiem nie stało się udowadnianie, że Boga nie ma, że nie ma świata duchowego. To jest bardzo niebezpieczne, bo to może nas wszystkich jako ludzkość, jako cywilizację doprowadzić w złe miejsce. Bardzo tragiczny punkt. W takim punkcie dojdzie do odczłowieczenia, do całkowitej technicyzacji życia i tak naprawdę można powiedzieć, że homo sapiens jako rasa przestanie istnieć. Świat będzie się ograniczał tylko do świata materii.
Zostanie wykluczony świat ducha. Jeżeli w tym tempie i z tym etosem nauka będzie szła nadal do przodu. Tak mnie się przynajmniej zdaje. To są bardzo niebezpieczne historie. Moment. „Widocznie to piekło i niebo też musimy zaliczyć. Taka ocena po życiu, klasówce, końcowe zaliczenie, ocena danego etapu”. Tak, zdecydowanie. Przechodzimy różne etapy na tej planecie i wydaje się, że zjawiska towarzyszące śmierci klinicznej, w ogóle wszystkie te zjawiska z pogranicza, to jest rodzaj korekty w naszym postępowaniu. Szanowni państwo, ja uważam, że życie ludzkie nie jest od początku do końca zdeterminowane, że takie podejście jest błędne.
To nie jest tak, że wszystko jest zapisane, zaplanowane i nie mogą nastąpić żadne zmiany. Natomiast to, że doświadczamy śmierci klinicznej, może być rodzajem ostrej korekty, która ma człowieka wyprowadzić z błędu, w którym tkwi, jakiegoś mentalnego błędu. Może z błędu, który oddala go od planu wcieleniowego, z jakim tutaj wszedł. Może ma go ocalić przed jakimś uczynkiem, przed postępowaniem, które zaprowadziłoby go w jakimś fatalnym, w ogóle niekorzystnym pod każdym względem kierunku. Dla wielu osób przecież Tego rodzaju przeżycie jest tym impulsem, który wytrąca ich ze stagnacji życiowej i daje jakieś światło. Po prostu prowokuje progres. To jest tak istotne i na wielu płaszczyznach życia możemy utknąć i robić coś źle, i po prostu marnować swój potencjał. Stąd takie wydarzenia są wielu osobom bardzo potrzebne. Mnie też były potrzebne. A ponieważ nie wszyscy doświadczają ich, to pojawiają się tacy właśnie ludzie jak Eben Alexander czy Van Lommel, czy kilkunastu jeszcze innych opisujących, Raymond Moody.
Wielu ludzi poświęcających swoje życie szerzeniu tej wiedzy. Bo jeśli ktoś jest w stanie zaufać osobistemu doświadczeniu innej osoby, to on przechodzi ten proces wraz z nią. Ten proces otwarcia i pogłębienia wiedzy o świecie duchowym i o tym, że nasza świadomość nie jest tożsama z mózgiem. To jest bardzo istotne moim zdaniem. Chciałabym tutaj jak najwięcej tych państwa znam. Ojojoj. Oczywiście tutaj część pytań się powtarza. Może jeszcze odniosę się tutaj do jednej takiej ciekawej sprawy, która dla mnie stanowi właśnie potwierdzenie tej świadomości połączonej. Tego, że wszyscy jako dusze jesteśmy ze sobą połączeni. Mianowicie chodzi mi o ten moment kontaktu, kiedy jedna osoba znajduje się w ciele, a druga z jakiegoś powodu swoje ciało opuściła.
Ostatnio dostałam bardzo ciekawego maila od pani, która mieszka w Anglii od 15 lat. Ponieważ chciała zachować anonimowość, więc nazwijmy tą osobę panią Anią. Pani ta przyszła w zeszłym roku, kiedy na Wyspach pojawił się śnieg i nagle ulice były oblodzone. Doszło do poważnego wypadku. Została staranowana w swoim małym samochodziku przez duże auto i doznała bardzo ciężkich obrażeń ciała. Opisała taką sytuację, którą ja sobie pozwolę tu w skrócie przedstawić. Mianowicie w momencie, kiedy przyjechały te wszystkie służby ratunkowe, pani zatrzymało się, ustało krążenie, była reanimowana i zdała sobie sprawę, że obserwuje to wszystko, że jest poza ciałem. Zastanawiała się, oczywiście pojawiła się naturalna refleksja: o Boże, w takim razie, jeśli ja jestem poza, moje ciało jest tu, a ja jestem jako ja poza tym ciałem, to znaczy, że ja chyba nie żyję. I była tak przejęta tą sytuacją, zaczęła natychmiast przywoływać w myślach wszystkich swoich bliskich. I rzeczywiście, o kim pomyślała, przy tej osobie się znajdowała natychmiast.
Pomyślała o swojej córeczce i w tej samej chwili była przy niej w szkole, widziała, co dziewczynka robi. I tak o kilku jeszcze sobie bliskich osobach. Ale ciekawy jest tutaj przypadek, że pomyślała również o swojej mamie mieszkającej w Polsce. I tak jak pomyślała, tak w sekundę znalazła się przy niej. Jej mama była wtedy, w tym momencie była w sklepie i taki nieduży sklepik i po prostu ta starsza pani była tam sama. Czekała na to, aż podejdzie ekspedientka i ona pisała, że: „znalazłam się w tym sklepie, zobaczyłam swoją mamę i co ciekawe, kiedy znalazłam się blisko niej, mama zaczęła się rozglądać i po chwili wyszła z tego sklepu i widziałam, że zaczyna wybierać jakiś numer, że usiłuje się z kimś połączyć przez telefon”. I później, kiedy pani szczęśliwie z tego wszystkiego wyszła, wróciła do ciała. Zresztą też ciekawy jest to moment, bo w pewnym momencie te wszystkie osoby, które odwiedziła, będąc poza ciałem, Z tych miejsc i obrazów powstało coś w rodzaju multi streamu. Także oglądała nagle wszystkie te miejsca i osoby na jednym ekranie. I stanęła przed tym ekranem i powiedziała: "Boże, przecież ja mam jeszcze tyle do zrobienia, ja powinnam wrócić".
I z tyłu głowy pojawił się głos mówiący: "Tak, moja droga, masz jeszcze wiele do zrobienia i dlatego wrócisz". I w tym momencie ona rzeczywiście ocknęła się w ciele. Udało im się ją przywrócić w karetce w drodze do szpitala. I co ciekawe, kiedy doszła do siebie na tyle, żeby móc rozmawiać ze swoją mamą, to przyznała: "Byłam poza ciałem i to było niesamowite, bo ja ciebie widziałam w tym momencie i ty byłaś w sklepie" i tak dalej. I ta matka to potwierdziła. Mówi: "Tak, byłam w sklepie dokładnie o tej porze i to było niesamowite, bo ja byłam w tym sklepie sama. Nagle poczułam, że ktoś staje za mną i dotyka mnie, kładzie mi rękę na ramieniu, po czym to wrażenie zniknęło. Natomiast opanowała mnie nieopisana trwoga i strach i byłam przekonana, że to tobie stało się coś złego". Stąd mama tej pani wyszła ze sklepu i usiłowała do niej zadzwonić. Takie przypadki dają do myślenia, że my jesteśmy rzeczywiście połączeni ze sobą i poza ciałem możemy się w błyskawicznym tempie przemieszczać do tych osób, bez względu na odległość.
Do osób, które chcemy w tym momencie zobaczyć, którym być może chcemy dać o sobie znać. I jest to dla mnie również dowód na to, że ta świadomość nielokalna istnieje i my możemy korzystać z całego świata, wszechświata. Przemieszczamy się dokładnie w te miejsca, które pragniemy. Ale też ta duchowa obecność może być odczuwalna dla osób nam bliskich, chociażby pod postacią czyjejś obecności, dotyku, czy też nagłego przekonania, że z tą konkretną osobą stało się coś złego. Bo przecież mama tej pani nie pomyślała o kimkolwiek innym, ale właśnie o niej i do niej dzwoniła. Odczuła czyjąś obecność. W sklepie była sama, dlatego się obejrzała, rozglądała wokół siebie, odczuła ewidentnie czyjąś obecność, dotyk na swoim ciele. Dla mnie to są historie niesamowicie poruszające. Myślę, że państwo na pewno też takie znacie i jeśli nie potrafimy zaufać doświadczeniom innych ludzi, a sami czegoś takiego żeśmy nie przeżyli, to nie pozostaje nam nic innego, tylko ten materializm i to przekonanie, że mózg i świadomość są tożsame. Bo ktokolwiek uważa, że istnieje świat duchowy, to musi sobie zadać pytanie: jak to jest możliwe, że opuszczając ciało mamy pełną świadomość tego, co robiliśmy, zabieramy swoją wiedzę, doświadczenie, zabieramy wszystkie uczucia, przeżycia, emocje i jesteśmy tym poza ciałem, mimo że przecież mózg zostaje w tymże ciele fizycznym.
Jeżeli to wszystko byłoby zapisane w mózgu, to jakim cudem moglibyśmy odtworzyć pewne wspomnienia? A co na przykład z ludźmi, którzy mają do tego stopnia uszkodzony mózg, że nie pracują w ogóle ogromne obszary, a jednak oni doskonale pamiętają. Mogą mieć na przykład uszkodzoną pamięć bieżącą, ale pamięć historyczna działa bez zarzutu, mimo że uszkodzony lub zniszczony został ten obszar, który według neurologów za tą pamięć odpowiada. Dobrze. KamykDoOgródka pisze: "Skrajne osoby znajdują się w obydwu obozach". Prawda. "Scjentysta i mistyk jadą często na tym samym dogmatycznym wózku". Prawda. "Wielu sceptyków nie kwestionuje samych doświadczeń NDE, ale ich interpretację". Ja jestem zdania, że nie można się zachłystywać Każdą relacją, która dotyczy NDE i zjawisk z pogranicza.
Tak jak osoby wykluczające jakikolwiek mistyczny i duchowy charakter tych zjawisk myślę, że działają w najgorzej pojętym wspólnym interesie. Wspólnym – mam na myśli nas wszystkich jako mieszkańców tej planety. Każda skrajność jest z założenia niebezpieczna i niepotrzebna, bo osoby o takich ekstremalnych, skrajnych poglądach już wielokrotnie doprowadziły całe narody na skraj przepaści albo do strasznych czynów. Więc dobrze jest zachować zdrowy osąd sytuacji. Ponieważ ja jestem osobą bardzo emocjonalną i przez pryzmat własnych doświadczeń łatwiej mi się otworzyć na pewne teorie, dlatego sięgam do autorytetu takich osób, takich naukowców czy lekarzy, którzy są w stanie odnieść się do zjawiska świadomości i do tego, czym jest mózg w sposób spokojny, rzetelny, analizując za i przeciw. I to właśnie znalazłam w książkach tych lekarzy, o których dzisiaj wspomniałam. Ten spokój, niepoddawanie się emocjom, ale szukanie jakiegoś kompromisu między teoriami naukowymi, duchowością. Ponieważ jeśli spojrzymy, może poza tą duchowością buddyjską, gdzie pewne rzeczy są podane w taki sposób, który jest bardzo zbieżny z tymi badaniami dotyczącymi chociażby świadomości nielokalnej. Natomiast inne religie nakładają kalkę świata duchowego na świat fizyczny, co jest błędem, ponieważ jeden i drugi rządzi się swoimi prawami. I gdybyśmy mogli doświadczyć wszystkiego, co istnieje na przestrzeni tylko i wyłącznie fizyczności w świecie duchowym, to nie byłoby sensu, żeby dusze tu schodziły i takie doświadczenia czerpały i takich rzeczy się uczyły, przechodziły pewne procesy, pewne wydarzenia, doświadczały czegoś w tym ciele fizycznym.
Te dwa światy są odrębne, one się mogą miejscami przenikać, ale jednak uważam, że są takie obszary, które są tylko duchowe i tylko fizyczne. Dlatego to, co jest przynależne każdemu z nich, powinno być rozpatrywane odrębnie. A to, co łączy te dwa światy, powinno stanowić obszar szczególnej troski. Mam tu na myśli i naukę, i etykę, i szerokie spojrzenie na obie te dziedziny, bo ktoś, kto skrajnie chce rozpatrywać wszystko tylko w kategoriach duchowych niestety bardzo szybko rozbije się o prawa rządzące światem fizycznym. I w drugą stronę wydaje mi się, że to działa dokładnie tak samo. Najpiękniejsza byłaby ta możliwość, gdyby udało się te dwie koncepcje w sposób harmonijny, logiczny i spójny wyjaśnić. Za co odpowiada mózg, za co odpowiada przestrzeń serca, czym jest tak naprawdę ciało ludzkie, jego energetyka i że ciało fizyczne to jedno, a ciała subtelne to jest również forma każdego homo sapiensa na tej planecie. I gdyby to wszystko udało się wytłumaczyć i ten system powiązań subtelnych i fizycznych wyjaśnić w sposób, który godziłby jedną i drugą stronę, to byłby stan idealny. Tylko powtarzam, że choć chciałabym się mylić, bardzo bym chciała się mylić w tym wypadku, mam wrażenie, że jednej ortodoksyjnej i drugiej ortodoksyjnej stronie naukowej, oczywiście mam na myśli stronę naukową i stronę przedstawicieli różnych religii, nie jest to na rękę. Po prostu Oni żyją w świecie swoich dogmatów.
Ustalili takie dogmaty dla religii, ustalili takie dogmaty dla nauki i teraz zębami, pazurami będą tego bronić i będą się tego trzymać. Okopali się już na swoich wybranych, upatrzonych pozycjach. Mało, że się okopali, mam wrażenie, że zaczynają jeszcze mur budować, przy którym Mur Chiński to jest tak zwany mały pikuś. Jest to najgorsze możliwe ustawienie sił, jakie w tej chwili nastąpiło. Religia i nauka nie chcą się wspierać, nie chcą się uzupełniać, nie chcą działać wspólnie na rzecz rozwoju ludzkości, rozwoju tej planety. One się zwalczają. Jedna, druga strona nie chce ustąpić. I to jest smutne. To jest bardzo smutne, bo ludzie, którzy mają otwarte umysły, którzy chcą rozważać różne możliwości, bo my przecież tutaj w tej chwili rozważamy różne możliwości. Powtarzam, moim zamiarem nigdy nie jest przekonywanie kogokolwiek.
Ja przedstawiam to, w co wierzę. A czy ktoś w tym chce być ze mną i akceptuje tą ścieżkę i moje postrzeganie, to okej, ale walka z nikim nie ma sensu i walczyć nie zamierzam. Mówię, skąd biorą się moje przekonania. Nie tylko z osobistego doświadczenia. Prezentuję państwu osoby, publikacje, które są dla mnie wiarygodne i tyle mogę zrobić. Robię taki mały podkop w tym murze, który powstał między ortodoksami z jednego i z drugiego środowiska i tym podkopem usiłuję przedostać się i powielać, propagować pewne rzeczy, które są dla mnie istotne. Myślę, że to by było na tyle z mojej strony.
[01:45:49] - Zbliżamy się już powolutku do końca naszej dzisiejszej audycji. Za chwilę wybije godzina 21:00.
[01:45:57] - Marku, drogi Marku, pozwól, że ja coś zaproponuję, ponieważ nikt nam się nie odezwał, ale mieliśmy tu kilka osób niesamowicie aktywnych, jeżeli chodzi o uczestnictwo poprzez te wszystkie środki, czaty i tak dalej. To może byśmy zrobili w ten sposób, że dwie książki rozlosujemy wśród osób, które udostępniały posta ze strony Biura Duchów z książką Ebena Alexandra, a jedną może wśród osób, które tak aktywnie uczestniczyły na czatach. Co ty na to?
[01:46:51] - Nie widzę przeciwwskazań. Wręcz jestem jak najbardziej za. Tylko jak my to teraz zrobimy? Może zróbmy tak, że z tych osób, które były bardzo aktywne, których pytania tutaj sobie zapisaliśmy, wylosujemy jednego ze słuchaczy.
[01:47:09] - To zróbmy tak, że ja teraz puszczam ten czat i gdzie mi się palec zatrzyma. Palec mój się zatrzymał na poście pana, który podpisuje się jako Rafał. Nie wiem, czy mogę nazwisko powiedzieć, bo teraz to RODO, to zwariować można. Pan Rafał, który tu był tak niesamowicie aktywny. Myślę, że będzie chyba dla pana taka książka interesująca. Proszę już w prywatnej wiadomości skontaktować się z nami czy ze mną, z Markiem, jeżeli jest pan zainteresowany książką „Serce świadomości” Ebena Alexandra, którą dzięki uprzejmości Znak Litera Nova możemy zaoferować, a pozostałe dwie książki, zgodnie z obietnicą rozlosujemy wśród osób udostępniających posta. Jeśli, drogi Marku, jeszcze mi pozwolisz na słówko, to może pozwolę sobie delikatnie zaawizować następną audycję. Szanowni państwo, ponieważ chciałabym zaprosić ciekawego gościa i troszkę z innej strony spojrzeć na zagadnienia duchowości, więc proponuję audycję poświęconą światom duchowym, istotom duchowym, istnościom duchowym obecnym w literaturze i sztuce na przestrzeni wielu stuleci. I moim gościem, wspaniałym rozmówcą będzie Andrzej Maria Marczewski, znany reżyser, człowiek kultury, fantastyczny interpretator i znakomity znawca twórczości Bułhakowa, Schulza. Człowiek, którego mam honor znać osobiście.
Myślę, że w takim spojrzeniu spotkamy się 14 kwietnia i postaramy się przedstawić tę tematykę przede wszystkim przez pryzmat jej istotności z perspektywy dorobku literackiego naszych twórców. To są istotne rzeczy, bo trzeba mieć świadomość, że o tej tematyce wypowiadali się i pisali najwięksi iluminarzy kultury światowej. I to jest bardzo ciekawy i dla mnie istotny temat. Także serdecznie zapraszam. Gościem programu będzie Andrzej Maria Marczewski.
[01:50:37] - To by było na tyle, jeżeli chodzi o główną część dzisiejszej audycji. Jeszcze się z państwem nie żegnamy. Dzisiaj, zaraz po zakończeniu „Debaty Niekontrolowanej”, wyemitujemy wybrany fragment książki Ibane Alexandra „Serce świadomości”. A my już powolutku kończymy główną część audycji. Była z nami oczywiście Beata Kampa vel Ada Adelmann, autorka bloga „Biuro Duchów” oraz książki „Opowieści z biura duchów”, do której lektury serdecznie państwa zapraszamy. Dzięki jeszcze raz, Beato.
[01:51:15] - Dziękuję serdecznie państwu. Dziękuję za pytania. Dziękuję za obecność. Pozdrawiam serdecznie. Wszystkiego dobrego dla państwa.
[01:51:23] - Audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zapraszamy do wysłuchania wybranego fragmentu książki „Serce świadomości”. Ibn Alexander, „Serce świadomości”. Rozdział trzeci: Spotkanie nauki z duchowością. „Nauka nie tylko nie kłóci się z duchowością, ale jest jej głębokim źródłem.” Carl Sagan, astronom amerykański. Bez wątpienia mój świat zatrząsł się w posadach. Odniosłem wrażenie, że natknąłem się na istotny czynnik, który nie tylko mógł się przyczynić do rozwoju nauki, lecz także umożliwiał pełniejsze zrozumienie prawdziwej natury ludzkiej egzystencji. Dzieliłem się moim przesłaniem z wszystkimi, którzy chcieli mnie wysłuchać w nadziei, że będą w stanie wnieść wkład w podejmowane przeze mnie problemy. Wieści o moich przeżyciach zaczęły się rozprzestrzeniać wśród sąsiadów i całej lokalnej społeczności.
Poprzez znajomych zacząłem się kontaktować z rodzicami opłakującymi zmarłe dzieci. Pierwszą oficjalną prezentację wygłosiłem w 2010 roku podczas imprezy połączonej ze zbiórką pieniędzy na rzecz Kids Haven, grupy wsparcia dla dzieci, które straciły rodziców lub rodzeństwo. Zakończyłem ją stwierdzeniem, że moje przeżycie stanowi argument przemawiający za istnieniem duszy po śmierci ciała fizycznego. Słuchacze przyjęli te słowa z ulgą. Chyba pomogłem wielu z nich w przeżywaniu żałoby. Następnie przemawiałem do niewielkiej grupy 25 uzdrowicieli, członków Stephen Ministries, którzy pomagają ludziom radzić sobie w różnych sytuacjach kryzysowych. Gospodarzem spotkania był Zjednoczony Kościół Metodystyczny w Parkland. Tydzień później miałem wystąpienie w Kościele Episkopalnym Świętego Jana, którego rektorem był Michael Sullivan i do którego również należałem. Było to pierwsze wydarzenie publiczne, które wzbudziło szersze zainteresowanie. Po nim otrzymałem kolejne zaproszenia od innych kościołów i organizacji działających w okolicy.
Przed zapadnięciem w śpiączkę wygłosiłem około 200 prezentacji dla przedstawicieli różnych zawodów medycznych na temat moich zainteresowań badawczych w dziedzinie neurochirurgii, więc wystąpienia publiczne mnie nie krępowały, lecz zwierzanie się obcym ludziom z osobistych przeżyć było czymś zupełnie nowym, szokująco odmiennym, a do tego dziwnym. Po prelekcjach słuchacze niejednokrotnie przyznawali, że moja historia poruszyła w nich czułą strunę. Odebrali ją jako kojący, pozytywny przekaz, dzięki któremu poczuli się pełniejsi. Wielu z nich nie kryło wzruszenia. Nie byłem przyzwyczajony do reakcji emocjonalnych na moje słowa. To też zdumiewało mnie to niesamowite poczucie grupowej więzi i wspólne odkrywanie pewnych prawd. Słuchacze zdawali się w pełni podzielać tezę, że dusze żyją wiecznie. Pomogło mi to dostrzec kolejny aspekt dotychczas zdobytej wiedzy. Żadne przeżycie nie jest udziałem tylko jednej duszy, a w masowej ewolucji świadomości uczestniczymy wszyscy. Moja historia nie tylko bardzo pomogła innym, lecz także uświadomiła mi uniwersalne aspekty przesłania, którym się z nimi dzieliłem.
Poczułem się absolutnie zobowiązany do uświadomienia światu, że konwencjonalne rozumienie rzeczywistości, a wraz z nim wyjaśnienia proponowane przez naukę materialistyczną, jest całkowicie fałszywe i złudne. Nie mogłem milczeć, gdyż odkrycie, jakiego dokonałem, było zbyt ważne. Ryzyko załamania się mojej kariery w neurochirurgii akademickiej związane z podjęciem tej decyzji było całkiem realne. Narobiłem poważnego zamieszania, które mogło w końcu zmusić mnie do wzięcia rozbratu z grupą zawodową neurochirurgów i neuronaukowców. Dlatego z radością przyjąłem zaproszenie Akademii Medycznej w Lynchburgu do wygłoszenia prezentacji w gronie 150 lekarzy. Wśród nich byli ci, którzy się mną opiekowali oraz ci, którzy kilka miesięcy po moim przebudzeniu uczestniczyli w konferencji na temat zachorowalności i umieralności oraz ich małżonków. Obawiałem się, że słuchacze z przygotowaniem medycznym i naukowym powitają mnie z daleko posuniętym sceptycyzmem, by nie rzec z pogardą. Przeważali jednak wśród nich ludzie otwarci, którzy zadawali bardzo istotne pytania, adekwatne do wagi prezentowanego zagadnienia. Wszyscy raczej zgodzili się co do dwóch rzeczy. Po pierwsze, mojego doświadczenia nie da się wyjaśnić za pomocą tradycyjnych modeli neurobiologicznych, zgodnie z którymi duchowa podróż musiała być halucynacją.
Po drugie, naprawdę musimy zakwestionować dominujący paradygmat, którego nauczano nas na studiach. Następnie znajomi Brusa Greysona zaprosili mnie do wygłoszenia referatu inauguracyjnego na Krajowej Konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia Badań nad Przeżyciami z Pogranicza Śmierci International Association for Near Death Studies, w skrócie IANDS we wrześniu 2011 roku w Durham w Karolinie Północnej. Stowarzyszenie to założono w 1978 roku w celu zapewnienia wsparcia i zasobów początkującym badaczom w tej dziedzinie. Program dorocznych konferencji IANDS uwzględnia prezentację najnowszych wyników badań oraz relacje osób, które powróciły z progu zaświatów. Występując przed ponad 300 osobami, z których większość przeżyła doświadczenia z pogranicza śmierci, ze zdumieniem odkryłem, że opowiadanie idzie mi znacznie płynniej niż podczas poprzednich prelekcji. Już wcześniej podejrzewałem, że przesłanie dotyczące głębokiej i prawdziwej wiedzy często wykraczało poza sumę wypowiadanych przeze mnie słów, lecz dopiero teraz odczułem to z całą mocą. Dotychczasowe podejście: opowiem moją historię innym i zobaczę, jak zareagują, uległo zmianie w bardzo licznym gronie osób, które dokładnie wiedziały, o czym mówię. Znacznie lepiej rozumieliśmy, co to znaczy powrócić osowionym nimbem tajemnicy dalekiej podróży, która stała się siłą napędową naszego życia. Właśnie na tej konferencji zetknąłem się z doktorem Raymondem Moodym, pionierem współczesnych badań naukowych nad przeżyciami z pogranicza śmierci. Od pewnego czasu traktowałem go jako żywą legendę, lecz gdy poznałem go osobiście, okazał się jednym z najbardziej otwartych i ujmujących ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem.
Był bardzo przystępny i z przyjemnością wspominam rozmowę z nim oraz z Johnem Odette, jednym z ojców założycieli IANDS, również obecnym na sesji plenarnej. Raymond opowiedział mi o zainteresowaniach, jakie skłoniły go do podjęcia badań nad przeżyciami z pogranicza śmierci. Przed rozpoczęciem studiów medycznych uzyskał doktorat z filozofii starożytnej Grecji. Najbardziej zachwyciły go pisma Platona. W dialogu „Państwo” Platon wspomina o fascynującym przypadku zabitego w bitwie niejakiego Era, syna Armeniosa z Pamfilii, którego złożono na stosie pogrzebowym. Ku zdumieniu współtowarzyszy, tuż przed podpaleniem stosu martwy żołnierz otworzył oczy. Opowiedział im, że po śmierci człowiek powraca do najważniejszych wydarzeń swojego życia, by wyciągnąć z nich naukę. Odbywa tak zwany przegląd życia, a najważniejszą cechą, według której je ocenia, jest miłość, jaką okazał innym podczas ziemskiej wędrówki. Ta relacja ukierunkowała zainteresowania Raymonda na kwestie życia po śmierci. Kiedy jako student medycyny zetknął się z dziwnymi wspomnieniami pacjentów, którzy znaleźli się na progu śmierci, zaczął zbierać i porządkować ich relacje.
W przełomowej książce „Życie po życiu” wykorzystał wspomnienia około 100 pierwszych pacjentów. Największe wrażenie wywarło na mnie jego spostrzeżenie, że ludzie opowiadają o podobnych zdarzeniach od co najmniej 2400 lat, a ich relacje zawierają uniwersalne przesłania, zupełnie nieskażone wcześniejszymi przekonaniami. Chociaż mogą one mieć wpływ na interpretację i sposób przekazywania doświadczeń. Książkę tę napisał bardziej z filozoficznego niż naukowego punktu widzenia, uznając, że pierwszych odpowiedzi na pytanie o życie po śmierci nie udzieli nauka, lecz raczej krytyczne myślenie i logika. Jednym z najważniejszych wydarzeń w poszukiwaniach Raymonda było spotkanie z doktorem George'em Richem, psychiatrą z Wirginii, który jako dwudziestoletni szeregowiec doznał bardzo głębokiego przeżycia z pogranicza śmierci. Raymond po raz pierwszy usłyszał opowieści George'a w 1965 roku, gdy był jeszcze studentem filozofii. Książka George'a „Powrót z jutra” cieszy się niesłabnącą popularnością ze względu na okoliczności jej powstania. W tamtych czasach jeszcze nie istniało bowiem pojęcie przeżycia z pogranicza śmierci. Choroba, która doprowadziła go na próg innego wymiaru, rozpoczęła się późnym wieczorem 11 grudnia 1943 roku. Tak więc przeżycie George'a, którego opis ostatecznie opublikowano w 1978 roku, miało miejsce w bardzo wiarygodnych okolicznościach.
Kiedy ciało Richiego leżało martwe w szpitalu wojskowym w Camp Barkley w zachodnim Teksasie, jego dusza odbyła nocną podróż na wschód przez południowe Stany Zjednoczone, a następnie z powrotem na zachód, gdzie spotkała świetlistą istotę i wiele się od niej nauczyła. Ten wspaniały opis podróży w zaświaty zalicza się do klasyki literatury z pogranicza śmierci. „Znasz George'a?” — spytał mnie Raymond. „Nie. Jak dotąd nie miałem okazji go poznać. A szkoda, bo bardzo bym chciał”. „Przypominasz mi go” — uśmiechnął się Raymond. „Podzielasz jego bezgraniczny entuzjazm i radość życia. Co za podobieństwo. Niesamowite”.
Po wybudzeniu ze śpiączki drogę do samopoznania wskazywało mi wiele innych, równie światłych umysłów, w tym liczni przedstawiciele współczesnych nauk ścisłych i medycyny. Ludzie często zakładają, że moja podróż i chęć dzielenia się przeżyciami stanowią pewną anomalię, antytezę współczesnej nauki, podczas gdy naprawdę jest wręcz odwrotnie. Wielu spośród najwybitniejszych naukowców tego świata, zwłaszcza głęboko zaangażowanych w badania nad zrozumieniem zjawiska świadomości, nie tylko zgadza się z moim głównym przesłaniem, lecz także służą mi jako mentorzy. Oni już to zrozumieli. Na konferencjach, na które mnie zapraszano, poznawałem coraz więcej światłych lekarzy. Kolejna sposobność pojawiła się w kwietniu 2012 roku na Międzynarodowej Konferencji Komunikacji Pośmiertnej w Phoenix, której gospodarzami byli Anne i Herbert Purrier. Poznałem na niej kolegów lekarzy Pima Van Lommela i Larry'ego Dossey'a, dwóch niezwykłych i szlachetnych pionierów myśli, których prace głęboko mnie zainspirowały. Pierwsze doniesienia o przeżyciach z pogranicza śmierci pojawiły się już kilka tysięcy lat temu, lecz znaczny wzrost ich liczby datuje się od końca lat 60. XX wieku, kiedy opracowano pierwsze techniki resuscytacji osób z nagłym zatrzymaniem krążenia. Wcześniej prawie wszyscy pacjenci z tej grupy umierali.
W rezultacie sprowadziliśmy z powrotem na ten świat liczne rzesze dusz, które zawędrowały już na tamtą stronę i niektórzy lekarze zaczynają uwzględniać ten fakt w W swoich dociekaniach. Dr Pim van Lommel jest holenderskim kardiologiem, autorem doniosłego artykułu opublikowanego w 2001 roku w prestiżowym tygodniku medycznym „Lancet”. W swojej pracy przeanalizował on przypadki 344 pacjentów 10 holenderskich szpitali, u których resuscytacja po nagłym zatrzymaniu krążenia zakończyła się powodzeniem. Uwzględnił przy tym wyniki badań kontrolnych prowadzonych nawet przez osiem lat po zajściu zdarzenia. O przeżyciach z pogranicza śmierci opowiedziało 62 pacjentów. 18%, w tym 41, 12% doznało tak zwanych przeżyć głębokich lub wyjątkowo głębokich. Proszę pamiętać, że przymiotnik „głęboki” niekoniecznie odnosi się do mojego przypadku. Ja sam zidentyfikowałem bowiem jądro jako najgłębszy poziom sfery duchowej leżący u podstaw wszelkiego istnienia. Tak głębokie doświadczenia najczęściej występowały u pacjentów, którzy zmarli w ciągu 30 dni od wystąpienia pierwotnego zdarzenia. Poziom istotności statystycznej wynosił poniżej jednej dziesięciotysięcznej, czyli prawdopodobieństwo, że prawidłowość ta była wyłącznie dziełem przypadku, wynosiło zaledwie jedną setną procenta.
Pim jest również autorem przełomowej książki „Wieczna świadomość. Naukowa wizja życia po życiu”, zawierającej obszerny przegląd coraz liczniejszych w skali globalnej przeżyć z pogranicza śmierci, analizę aktualnej wiedzy medycznej dotyczącej relacji umysł-mózg oraz interpretację tych zjawisk z punktu widzenia mechaniki kwantowej, zwłaszcza w odniesieniu do natury świadomości. Gdy przedstawiono nas sobie w Phoenix, dostrzegłem w Pimie uosobienie dostojnego, mądrego i doświadczonego lekarza, który od pierwszej chwili wzbudza zaufanie pacjentów. Najbardziej uderzającą jego cechą była jednak żywiołowa radość życia, połączona z entuzjastycznym dążeniem do znacznie głębszej interpretacji dostępnych dowodów niż ta, która zadowoliłaby mniej dociekliwego lekarza. Krótko mówiąc, nie wystarczały mu konwencjonalne wyjaśnienia wydarzeń z pogranicza światów, jeżeli stały one w sprzeczności z istniejącymi dowodami. Był doskonałym wcieleniem sceptycznego naukowca. Doktor Dossey jest również cenionym lekarzem, autorem wpływowych książek poświęconych nielokalnej świadomości i wartości dobrostanu duchowego, w tym „One Mind”, „Jeden umysł”, „The Power of Premonitions”, „Potęga przeczuć”, „Reinventing Medicine”, „Wynaleźć medycynę na nowo” i „Słowa, które uzdrawiają. Siła modlitwy a praktyka medycyny”. Wysoki i sprawny fizycznie Larry wyróżnia się również jako mistrz lekarzy. Jest tak kompetentny, wnikliwy i doświadczony, że wzbudza u pacjentów i kolegów głębokie zaufanie, dodając im pewności siebie.
Do idei związku wszystkich umysłów przekonała go głęboka więź, jaką odczuwa przez całe życie z bratem bliźniakiem. W książce „One Mind” ujawnia niezwykłe dowody, takie jak skoordynowane ruchy stad ptaków i ławic ryb, komunikacja między ludźmi a zwierzętami, zachowania stadne, przeczucia, teleobserwacje, badania nad przeżyciami z pogranicza śmierci oraz z udziałem bliźniąt, które pokazują, że wszyscy jesteśmy powiązani świadomością. Już wcześniej czytałem jego książki zdradzające dogłębną znajomość rzeczy, dlatego nigdy nie zapomnę wspaniałego poczucia pokrewieństwa intelektualnego, wyjątkowego ciepła i życzliwości, jakich doznałem, gdy dane mi było poznać go osobiście. Uznając rolę odgrywaną przez naszą istotę duchową i badając jej potencjał, Pim i Larry wyprowadzili świat medycyny z mroków ignorancji reprezentowanej przez czysty materializm i zainicjowali oświecenie w sztuce przywracania zdrowia. Czułem z nimi tak ścisłą więź duchową, jakbyśmy się znali od zawsze. Przez dziesiątki lat prowadzili oni pionierskie badania nad dzikim i nieznanym pograniczem świadomości, podczas gdy ja dopiero stawiałem pierwsze kroki w tej dziedzinie. Najbardziej krzepiło mnie obcowanie z innymi naukowcami, którzy w pełni zdawali sobie sprawę z pozornie niezgłębionej tajemnicy świadomości. Nie pamiętam wszystkich szczegółów rozmowy, jaką przeprowadziliśmy tamtego dnia, lecz zdecydowanie było to najbardziej dogłębna i wyczerpująca dyskusja poświęcona zasadniczym aspektom natury świadomości, jaką kiedykolwiek odbyłem z innymi lekarzami. Larry musiał odnieść takie samo wrażenie, ponieważ gdy się rozstawaliśmy, powiedział: „Ojej, szkoda, że tego nie nagraliśmy”. Chociaż w tamtym czasie nie bardzo potrafiłem opisać, jak postrzegałem Pima i Larry'ego, teraz wiem, że wyczułem w nich dusze znajdujące się w bardzo zaawansowanym stadium rozwoju.
Zacząłem się kontaktować z naukowcami spoza świata medycyny, którzy również balansowali na linii rozpiętej pomiędzy nauką a duchowością. John O'Dece, poznany przeze mnie na konferencji IANDS od kilkudziesięciu lat blisko przyjaźnił się z astronautą uczestniczącym w misji Apollo 14, Edgarem Mitchellem, który po powrocie z Księżyca w 1971 roku przeszedł głęboką przemianę osobistą. Byłem bardziej niż podekscytowany, gdy John umówił mnie z Edgarem podczas mojego pobytu na Florydzie w lipcu 2012 roku. Odkąd pamiętam, część mojego ja zawsze czuła się bardziej komfortowo nad tym światem niż na nim. Moje najżywsze wspomnienie z pierwszej klasy szkoły podstawowej pochodzi z 5 maja 1961 roku. Do klasy pani Allen wniesiono wówczas czarno-biały telewizor. W tamtych czasach wciąż rzadkość, żebyśmy mogli oglądać na żywo Alana Sheparda w rakiecie Mercury-Redstone 3, którą wystrzelono w przestrzeń kosmiczną na wysokość prawie 187 kilometrów nad Ziemię. Chociaż cały lot trwał zaledwie 15 minut, dostałem bzika na tym punkcie. Miałem kosmos we krwi. Przez następnych 15 lat śledziłem misje Mercury, Gemini i Apollo, pochłaniając całą dostępną wiedzę na temat wypraw oraz ich uczestników, śledząc ich przebieg tak, jakbym był kolejnym członkiem załogi.
Niewiele brakowało, by fascynacja kosmosem pokrzyżowała moje wcześniejsze plany związane z medycyną. Po inspirującej kolacji z Rion Seddon, specjalistką do spraw misji promów kosmicznych, która wcześniej ukończyła studia medyczne i odbyła staż na oddziale chirurgii ogólnej, zgłosiłem się do tego programu, by polecieć promem kosmicznym w 1983 roku, gdy NASA miała przeprowadzić kolejną turę rekrutacji astronautów. W tamtym okresie dopiero rozpocząłem rezydenturę na oddziale neurochirurgii, a ojciec dowiedziawszy się o moich planach, usilnie namawiał mnie do jej ukończenia przed rozpoczęciem kariery w korpusie astronautów. Po tragedii promu Challenger w styczniu 1986 roku nastąpiła dwuipółletnia przerwa w programie załogowych lotów w kosmos. W tym czasie ukończyłem szkolenie i niezwłocznie podjąłem pracę jako neurochirurg zamiast realizować marzenie o podboju kosmosu. Fascynacja astronautyką zaowocowała osobistymi spotkaniami z czterema astronautami, uczestnikami programu Apollo: Nilem Armstrongiem, pierwszym człowiekiem, który stanął na Księżycu podczas misji Apollo 11 w lipcu 1969 roku, Jimem Lovelem, dowódcą heroicznej misji Apollo 13, najwspanialszego osiągnięcia NASA, gdy moduł serwisowy statku kosmicznego został uszkodzony w wyniku eksplozji zbiornika z tlenem w drodze na Księżyc, lecz dzięki niezwykłym wysiłkom bezpiecznie powrócił na Ziemię, Frankiem Bormanem, partnerem Jima Lovella w misji Apollo 8 w grudniu 1968 roku, podczas której obydwaj nadali wigilijny apel o pokój na Ziemi z orbity Księżyca i Edgarem Mitchelliem, pilotem modułu księżycowego podczas misji Apollo 14 w lutym 1971 roku. Chociaż z radością spotykałem się z nimi wszystkimi, najbardziej ceniłem sobie przyjaźń z Edgarem, który moim zdaniem przejdzie do historii jako jeden z najwybitniejszych odkrywców. Chętnie rozmawiałem z nim o jego dzieciństwie spędzonym na ranczu w Nowym Meksyku, graniczącym z ranczem należącym do Roberta Gordarda, ojca amerykańskiej techniki rakietowej. Cóż za fascynujący zbieg okoliczności! Oraz o tym, jak on, podobnie jak ja, samodzielnie odbył lot samolotem w wieku 14 lat.
Tak niezwykłe przeżycia w młodym wieku na zawsze łączą duszę człowieka ze sferami pozaziemskimi. Podczas trzeciej załogowej misji na Księżyc Edgar został szóstym człowiekiem, jak dotąd z 12, który stanął na powierzchni Srebrnego Globu. 5 lutego 1971 roku zasiadł za sterami Antaresa, modułu księżycowego misji Apollo 14 i wylądował na wyżynie Fra Mauro. Jego partnerem w module był Alan Shepard. Jako nastolatek zafascynowany podróżami w kosmos śledziłem bezpośrednią relację z tej misji. Niemniej wysłuchanie opowieści jej bezpośredniego uczestnika było jedną z najbardziej pamiętnych chwil w moim życiu. Edgar opowiedział mi o swoim wielkim objawieniu, które nazwał savikalpa samadhi, ekstazą jedności, doznanym podczas powrotu ze świętej podróży na Księżyc. To niezwykłe objawienie gruntownie odmieniło jego podejście do życia. „Wylądowałem Antaresem na wyżynie Fra Mauro i wraz z Alanem odbyliśmy najdłuższy spacer po Księżycu przez pokryte pyłem wzgórza” — powiedział mi w swoim domu podczas śniadania. — „Większość ludzi słyszała o tym, jak odbijam piłki golfowe na Księżycu, ale niewielu zdaje sobie sprawę, że ja rzuciłem tam oszczepem dwukrotnie dalej.
To siła grawitacji Księżyca, sześć razy słabsza niż tu na Ziemi, pozwoliła mi uzyskać wyniki porównywalne ze złotymi medalistami olimpijskimi. Potem wraz z Alanem wróciliśmy na orbitę Księżyca, gdzie dołączyliśmy do Stu w Kitty Hawk, module dowodzenia. Gdy opuściliśmy orbitę Księżyca i wzięliśmy kurs na Ziemię, moja praca była skończona. Miałem więc trzy dni na odpoczynek i podziwianie widoków. Znajdowaliśmy się w trybie grillowania, co znaczy, że statek obracał się co kilka minut, by uniknąć przegrzania intensywnym promieniowaniem słonecznym. Widziałem 10 razy więcej gwiazd niż kiedykolwiek można dostrzec z Ziemi. Widok był naprawdę spektakularny. Dzięki rotacji statku co kilka minut oglądałem przesuwające się za oknem Ziemię, Księżyc i Słońce. W zawieszeniu pomiędzy wielkim niebieskim klejnotem Ziemi a smagłym Księżycem, który zostawiliśmy za sobą, zacząłem zupełnie inaczej odbierać ogrom i spokój wszechświata. Trudno o lepszą scenerię.
Nagle poczułem dojmującą świadomość wszechświata, związki między jego poszczególnymi elementami i przenikającą go świadomość, której nie można w żaden sposób opisać. To zmieniło moje życie na zawsze”. Koniec cytatu. Ta epifania skłoniła go do rozpoczęcia naukowych badań nad świadomością. Pragnął bowiem pomóc ludzkości w rozpoznaniu zasadniczej jedności wszystkich aspektów aktywnej świadomości z wszechświatem. Podczas podróży odbytej w śpiączce doświadczyłem takiego samego poczucia jedności z prawdziwie świadomym wszechświatem jako całkowicie zjednoczoną samoświadomością wszystkiego, co istnieje. Głęboko podzielam to, co intuicja podpowiadała Edgarowi. Nauka i duchowość wzajemnie się uzupełniają, a ich naturalna synteza jest nieuniknionym etapem w historii człowieka. Edgar napisał kilka wspaniałych książek o swojej wyprawie na Księżyc i wędrówce życiowej, z których za najbardziej inspirujące uważam: „The Way of the Explorer” – droga odkrywcy i „Psychic Exploration” – badania zjawisk paranormalnych. Uznaję takie światłe jednostki za pionierów, którzy odrzucają stare paradygmaty, zapowiadają kolejny etap ewolucji ludzkości i wyprowadzają nas ze świata przez wielu uznawanego za pozbawiony sensu i celu.
Doktor Mitchell z niezmordowanym entuzjazmem dążył do zrozumienia rzeczywistości i określenia miejsca zajmowanego w niej przez ludzkość. Nie wątpię, że kiedyś jego wysiłki uczci historia. W 1973 roku powołał do życia Instytut Nauk Noetycznych, Institute of Noetic Sciences, INS, który kontynuuje przełomowe prace nad fundamentalną naturą świadomości wszechświata. Stawia on sobie za cel popularyzację idei, że wszyscy stanowimy część większej całości, której wszystkie elementy są wzajemnie powiązane ze sobą. INS prowadzi nieszablonowe badania wiodące do pogłębionego pojmowania rzeczywistości oraz kształtowania zdolności człowieka do praktycznego zastosowania rozszerzonej świadomości. Wieść o wznoszeniu mostów pomiędzy nauką a duchowością dodała mi otuchy. Nie chodzi tu bowiem o dokonywanie wyboru między jednym a drugim, gdyż ani nauka, ani duchowość nie mogą pójść naprzód bez uznania kluczowej roli, jaką ma do odegrania ta druga w uświadamianiu ludzkości jedności obydwu aspektów istnienia. Pomimo dogłębnej zmiany poglądów i gruntownego wykształcenia akademickiego, szybko się zorientowałem, że wciąż jestem na samym początku coraz bardziej stromej krzywej uczenia się. Kontynuując badania nad zjawiskiem świadomości nielokalnej, poznałem różne metody stosowane przez ludzi pragnących świadomie uzyskać dostęp do krain podobnych do tych, w które zawędrowałem podczas śpiączki. Powodowany ciekawością zapisałem się na seminarium poświęcone sposobom osiągania różnych stanów świadomości.
Właśnie tam w listopadzie 2011 roku poznałem Karen Newell. Nasze spotkanie nastąpiło przed publikacją „Dowodu”. Wcześniejsza książka Ibena Alexandra. Nie znała więc jeszcze mojej historii ze szczegółami. Ponieważ interesowała się zjawiskami z pogranicza śmierci, spytała o moją duchową podróż odbytą podczas śpiączki. „Powiedz mi o jakiejś ważnej rzeczy, której dowiedziałeś się dzięki tej podróży” – poprosiła. „Mózg nie tworzy świadomości” – wypaliłem szybko z niewzruszonym entuzjazmem. „A dlaczego ktokolwiek miałby tak sądzić?” – odparła zdumiona. „Zawsze uważałam, że świadomość istniała przed naszym narodzeniem i będzie istnieć po śmierci. Jak moglibyśmy nie mieć duszy?” – dodała.
A więc przekonania, którymi się kierowałem przez 54 lata mojego życia przed zapadnięciem w śpiączkę, typowe dla naukowego materializmu, były jej zupełnie obce. Karen bowiem przez całe życie wyznawała światopogląd będący zupełną odwrotnością materializmu. To znaczy wierzyła, że umysł i doświadczenie psychiczne stanowią podstawę wszelkiego istnienia, że umysł sprawuje pełną władzę nad materią oraz że wolna wola ma ogromną zdolność zmieniania świata. Spodobały mi się jej pasja i idealizm, ponieważ tę myśl dopiero zaczynałem brać pod uwagę w żmudnej wędrówce ku zrozumieniu mojego doświadczenia z pogranicza śmierci. Jedno było jasne. Karen miała przenikliwy umysł, błyskawicznie kojarzyła fakty i wkrótce stała się niezastąpioną partnerką w dyskusji. Zawsze mogłem liczyć na to, że dzięki szczerości i autentyczności niezwłocznie dotrze do sedna sprawy. Łączyła nas podobna misja. Od razu to poczułem. Natychmiast zaufałem Karen, gdyż miałem wrażenie, że znam ją od dawna.
Zupełnie jakbym spotkał dawno niewidzianego członka rodziny lub starego przyjaciela. Wyczułem w niej niewinność, dziecięcą otwartość na wszelkie możliwości, połączone jednak z silną osobowością. Nie tylko ja dostrzegłem głębię duchowego opanowania Karen. Kiedy przedstawiłem jej jednego z moich nowych znajomych z dziedziny NDE, holenderskiego kardiologa Pima van Lommela, ten niemal natychmiast zapytał, czy kiedykolwiek miała przeżycie z pogranicza śmierci. „Nie, nie miałam” – odpowiedziała. Lecz Pim ufał swojej intuicji. Zapewne wyczuwał tę samą potężną energię emanującą od niej, którą ja poczułem, gdy ją poznałem. „Zastanawiam się, czy w dzieciństwie nie przeżyłaś czegoś podobnego?” Pim nie dawał sobie rady. Nie chorowałaś? Nie przytrafił ci się jakiś wypadek?
Nie pamiętam — odpowiedziała. Jako dziecko miewałam napady padaczki, ale minęły mniej więcej po ukończeniu piątego roku życia. Nie pamiętam jednak niczego, co mogłoby spowodować przeżycie z pogranicza. Niekiedy ludzie nie pamiętają takich zdarzeń, zwłaszcza jeżeli przytrafiły im się w bardzo młodym wieku. Ale wyczuwam twoją energię. Rozpoznaję w niej energię ludzi, którzy powrócili z drugiej strony. Z pewnością emanujesz taką samą energią. Gdy omawialiśmy często spotykane następstwa doświadczeń z pogranicza śmierci, okazało się, że kilka spośród nich, takie jak głęboki podziw dla natury, wyostrzona intuicja i świadomość, odczuwanie duchowego aspektu życia, niekoniecznie związanego z wyznawaniem określonej religii oraz głęboko zakorzeniona potrzeba dążenia do wyższej prawdy i sensu życia, występuje u Karen. Na wczesnym etapie życia rozwinęła się u niej pasja do zadawania fundamentalnych pytań, na przykład: dlaczego tu jesteśmy i po co żyjemy? W młodym wieku stwierdziła, że nauki Kościoła metodystów nie są w stanie zaoferować jej satysfakcjonujących odpowiedzi na takie pytania.
Podobne braki dostrzegała w szkole świeckiej. Dorastając, poszukiwała alternatywnych wyjaśnień naszej przeszłości i zaczęła czytać ezoteryczne pisma, teksty Kabały, dzieła teozoficzne, transkrypcje rękopisów z Qumran, a także prace myślicieli starożytnych, między innymi opowieść Platona o Atlantydzie w jego dialogach „Timajos” i „Kryjias”. Miała problemy z pełnym zrozumieniem wielu tych tekstów. Często też zawierały one sprzeczne informacje. Zaczęła jednak dostrzegać podobieństwa między różnymi szkołami myślenia. Nie poszukiwała jednego podejścia, które dałoby jej odpowiedzi na wszystkie pytania. Zaintrygowało ją odkrycie, że niektóre spostrzeżenia często się powtarzają. Na przykład niesamowita wartość prawdziwego poznania własnej wewnętrznej natury poprzez uzyskanie wglądu w siebie za pomocą takich praktyk jak medytacja. Nie trzymała się kurczowo żadnej dyscypliny, przedkładając ponad wszystko syntezę tego, co później nazwała prawdami uniwersalnymi. Karen słabo znała osiągnięcia nauki, którą uprawiałem przez znaczną część mojego życia.
Z kolei ja równie kiepsko orientowałem się w najwyraźniej dobrze znanych jej sprawach duchowych. Właśnie zacząłem zapuszczać się dalej na te niezbadane, nowe dla mnie wody, a to wymagało wypracowania nowych umiejętności, by z pożytkiem analizować doznania i koncepcje. Chociaż byłem otwarty na bliższe poznanie aktywnej świadomości, Karen uświadomiła mi konieczność znacznie lepszego opanowania umiejętności oddzielania ziarna od plew. Oprócz poszerzania swojej wiedzy, Karen od wielu lat konsekwentnie i wytrwale odbywała wyprawy w głąb świadomości. Zorientowała się, że doświadczenie stanowi klucz do pełnego zrozumienia. Niekiedy opanowanie wiedzy zawartej w książkach nie wystarczy. W moim przypadku z pewnością była to prawda. Zwróciłem na nią uwagę dopiero po cudownym powrocie do zdrowia po siedmiodniowej śpiączce. Karen intrygowały opowieści o starożytnych szkołach wiedzy tajemnej, gdzie nowicjusze poddawano serii prób prowadzących do poznania sekretów wszechświata. Współcześnie nie istnieją żadne tego rodzaju szkoły.
Uczestniczyła więc w praktycznych kursach, podczas których badała i rozwijała takie umiejętności jak świadomy sen, podróże astralne, czyli wychodzenie z ciała fizycznego, telepatia, teleobserwacja, autohipnoza i różne formy uzdrawiania za pomocą energii. O wielu tych praktykach czytałem podczas swoich niedawnych badań naukowych. W jej przypadku metoda bezpośredniego uczenia się okazała się dość skuteczna i przyczyniła się do pogłębienia wiedzy. Ja odebrałem najważniejszą lekcję mojego życia w śpiączce, podczas gdy Karen wyciągała wnioski z licznych osobistych doświadczeń. Wypróbowywała różne teorie i techniki, eksperymentowała z nimi i testowała je w życiu codziennym. Ufała własnym przeżyciom, co rozwinęło w niej silne poczucie znajomości samej siebie. W ten sposób wypracowała sobie unikatowy światopogląd, znacznie szerszy od naukowych przekonań materialistycznych, jakie wyznawałem przez wiele lat przed zapadnięciem w śpiączkę. Istnieje znaczna różnica między czymś, w co wierzymy, a tym, co wiemy. Chodzi nie o to, by przyjmować za dobrą monetę słowa innych ludzi, w tym wszystko, co napisano w tej książce. Najlepiej uczyć się bezpośrednio, zdobywać osobiste doświadczenia i zaufać im, rozwijając w sobie zdolność do wewnętrznego poznania.
Każdy z nas podąża nieco inną drogą, odpowiadającą jedynej w swoim rodzaju kombinacji motywacji i celów. Porzucenie głęboko zakorzenionych przekonań może być niezwykle cenne dla zrozumienia konkretnej sytuacji z nowej perspektywy. Właśnie o to chodzi w nauce. Naukowiec prawdziwie wolny od uprzedzeń rozważa wszelkie dostępne dowody, zanim wyda jakąś opinię. I tak oto na zakończenie kolejnej debaty niekontrolowanej z cyklu z wizytą w biurze duchów zaprezentowaliśmy na naszej antenie wybrany fragment książki Ibenna Alexandra „Serce świadomości”. Na kolejną debatę niekontrolowaną zapraszamy państwa już za dwa tygodnie, 14 kwietnia 2019 roku.