[01:40] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, w tym konkretnym punkcie czasu i przestrzeni. W niedzielę 17 marca 2019 roku z lekkim poślizgiem, ale jednak rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną z cyklu „Z wizytą w biurze duchów”. Dzisiaj skoncentrujemy się na zjawisku odchodzenia i związanym z nim współuczuwaniu śmierci, różnych niespodziewanych widzeniach, wizjach przedśmiertnych oraz, jak to ujmuje Patricia Pearson, autorka książki „Drzwi do nieba”, eksploracją obszarów leżących gdzieś między umieraniem a śmiercią. Audycja oczywiście będzie prowadzona na żywo. Na państwa pytania i spostrzeżenia w tych tematach czekamy już teraz. Dzisiaj będzie oczywiście z nami gość specjalny. Zgodnie z tym, co zapowiedzieliśmy w zapowiedzi na stronie internetowej Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Naszym gościem będzie tanoterapeuta pan Sebastian Minor. Jeszcze się z nim nie połączyliśmy, ale jest już z nami po drugiej stronie połączenia internetowego Ada Edelman, a właściwie Beata Kampa, autorka bloga „Biuro duchów” oraz książki „Opowieści z biura duchów”.
Witaj Beato.
[03:06] - Witam państwa bardzo serdecznie.
[03:09] - Właśnie teraz dołączył do nas Sebastian Minor. Dobry wieczór. Czy się słyszymy?
[03:17] - Dobry wieczór. Słyszymy się. Miło mi dołączyć tutaj do rozmowy. Mam nadzieję, że dzisiaj ustalimy tutaj wiele cennych rzeczy w tematach, w których mam nadzieję, że słuchacze są zawsze zorientowani. Tutaj we wstępnej rozmowie z Beatą ustaliliśmy już jakiś grafik tematów, ale oczywiście to jest tylko część, jaka nam przyszła do głowy w ciągu jednej audycji, ale mam nadzieję, że jak najwięcej uda się powiedzieć.
[03:50] - Ja przede wszystkim bardzo się cieszę, że Sebastian dzisiaj jest z nami. Szanowni państwo, tak się utarło w ciągu naszych ostatnich audycji, że swego rodzaju leitmotivem staje się książka. W tym wypadku Patricia Pearson „Drzwi do nieba”. Znakomita książka amerykańskiej dziennikarki, wielokrotnie nagradzanej. Inspiracją do napisania tej książki były osobiste wydarzenia z jej życia, mianowicie śmierć siostry i w krótkim czasie odszedł jej ojciec. Pani Patrycja zdecydowała się zgłębić ten temat, ponieważ w okresie, kiedy tak bliscy jej ludzie odchodzili, wydarzyło się wiele dla niej zastanawiających rzeczy. Cokolwiek czeka za tymi drzwiami, warto obserwować cały proces, który towarzyszy odchodzeniu.
[05:03] - To ja bym proponował jednak, żeby zacząć audycję tradycyjnie od podania kontaktów do radia.
[05:08] - Oczywiście, tak.
[05:10] - Bo audycję, tak jak mówiłem już przed chwilą, realizujemy dzisiaj w całości na żywo. Nie wiem, jak będzie z dzwonieniem, ponieważ nasz smartfon jest tutaj zajęty. Na smartfonie podłączyliśmy Sebastiana Minora, ale SMS-y jak najbardziej będziemy odbierać. Numer 530 620 493. Numer stacjonarny. Mamy nadzieję, że nie będzie nam dzisiaj szwankował. 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na komentarze i pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bloga „Biuro duchów”, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Niesamowitego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do tematu dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Teraz już z czystym sumieniem mogę oddać głos Beacie i Sebastianowi.
[06:34] - Tak. Przepraszam, niech się już stanie wszystkim kwestiom formalnym zadość i przejdziemy do naszej planowanej dyskusji. Ja tylko chciałam przypomnieć, że tradycją stają się również, że możecie państwo wygrać książkę, która jest, jak wspomniałam, leitmotivem dzisiejszej audycji, czyli Patricia Pearson „Drzwi do nieba”. Na fanpage'u Biura Duchów jest post i jak zwykle zapewne Radio Paranormalium ułatwi sprawę poprzez podanie linku do tego postu. Jego można po prostu udostępnić i w ten sposób wchodzi się do losowania tej książki. Bardzo wartościowej. Serdecznie jeszcze raz polecam.
[07:29] - Ja może jeszcze tylko się wtrącę tutaj i chciałbym dodać jeszcze trzy książeczki swojego autorstwa „Fuku. W krainie życia po śmierci” dla osób, które mają dzieci i chciałyby z nimi porozmawiać. Ponieważ dzieci też często zadają pytania, czy to w sytuacji, kiedy odchodzi ich ukochane zwierzę, czy umiera babcia, czy ktoś z rodziny. I to jest dla osób, które nie wiedzą za bardzo, jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci, a chciałyby je uspokoić i natchnąć nadzieją, że wszyscy spotkamy się po tamtej stronie. Także dokładam tutaj do konkursu trzy książeczki dla osób zainteresowanych. Na pewno będzie to ciekawa pozycja w bibliotekach.
[08:13] - W takim razie musimy to jakoś formalnie rozwiązać. Myślę, że może po prostu w ramach tego losowania wśród osób, które są zainteresowane tą książką Patricii Pearson, po prostu wylosujemy dwie osoby i dla jednej z nich będą wysłane te książeczki. Dziękuję ci bardzo. Tak jak wspomniałam, cokolwiek czeka na nas za drzwiami śmierci, szalenie istotne są procesy, które umieraniu towarzyszą, bo tak jak nasze przyjście na świat jest pewnym procesem. Pomijam tu już moment animacji ciała, czyli połączenia ciała i duszy, bo nie będziemy tu wchodzić w sprawy doktrynalne. Natomiast cały proces ciąży, potem porodu, podczas którego de facto matka i dziecko też są na granicy dwóch światów. Więc pojawienie się nasze na tym świecie jest procesem i tak samo odchodzenie jest również bardzo złożonym procesem, na który wpływ mają różne czynniki. Może na początku ja bym prosiła, żebyśmy porozmawiali troszeczkę o tych symptomach, sygnałach, które można zaobserwować u osób odchodzących. Myślę, że takie najbardziej zauważalne są: głęboki spokój, jaki ogarnia taką osobę, w jakim ona się znajduje. U wielu osób w ostatnich chwilach w ogóle nie ma odczuwania bólu.
Generalnie zdarza się też nawet na kilka godzin czy kilka dni przed odejściem poprawa stanu fizycznego albo też pojawia się niezwykła jasność umysłu, zupełnie zaskakująca w kontekście dotychczasowego stanu tej osoby. Czy tu mógłbyś w tej sprawie coś powiedzieć od siebie, Sebastianie? Bo wiem, że jako wolontariusz pojawiałeś się niejednokrotnie w hospicjum na przykład.
[11:01] - Tak, jak najbardziej. Często byłem świadkiem sytuacji towarzyszących umieraniu, nawet do tego stopnia stało się to jasne i oczywiste, że można określić z przybliżeniem do kilku dni, kiedy ta śmierć realnie nadejdzie w przypadku osoby przewlekle chorej czy chorej terminalnie, bo do hospicjum trafiają tylko takie przypadki. To jest zestaw różnych znaków i doświadczeń, które możemy zaobserwować u osób będących bliskich śmierci. Tutaj o chorobach terminalnych będziemy mogli w tej audycji więcej, ale całe nasze życie jest takim terminalnym procesem, w którym zbliżamy się do śmierci. Tak jak świeca jest jednoczesnym spalaniem się i świeceniem. Więc kiedy ta świeca zaczyna przygasać, ona rozbłyskuje i najczęściej przed końcem, tak jak powiedziałeś, życiem świecy, przed pojawieniem się tej śmierci jest właśnie taki intensywny rozbłysk jasności umysłu. Ale już wcześniej, mniej więcej około dwóch tygodni przed samym odejściem są widoczne symptomy u osób świadomych, przytomnych. Nie mówimy tu o osobach podłączonych do respiratorów.
[12:36] - Oczywiście
[12:37] - ... lekami, ale te osoby widzą wyraźnie istoty, które po nie przychodzą. Najczęściej są to osoby z rodziny, które są rozpoznawalne, ale są też inne świetliste postacie. Często dostają od tych istot instrukcje, że ci umierający mają zachować spokój, że spotka ich coś bardzo dobrego, żeby się nie obawiały bólu i w tym procesie powstaje taka relacja zaufania do samego procesu odchodzenia i do świata, w którym ta osoba ma się znaleźć, do którego się wybiera. Tak samo osoby z rodziny, które towarzyszą przy świadomym odchodzeniu, które są synchronizowane energetycznie, czyli są połączone sercem, są na poziomie odczuwania tej osoby. Czyli to jest coś, o czym też możemy powiedzieć więcej. Ta śmierć współdzielona czy śmierć współdzielna, którą możemy odbierać jako wspaniałe doświadczenie miłości, światłości, spokoju wiecznego.
[13:52] - Tak, ale przepraszam, wejdę ci w słowo, bo ten temat chciałam za chwileczkę rozszerzyć, tej śmierci współdzielnej. Natomiast teraz interesują mnie bardzo te symptomy. Do najbliższych zaraz wrócimy. Ja tylko chciałam się zapytać, czy też się zgadzasz w swoich obserwacjach, że niesłychanie często u osób, które rzeczywiście szykują się do odejścia, pojawia się w ich słowach, wypowiedziach motyw drogi, podróży, konieczności przygotowania się do niej.
[14:33] - Pożegnania. Tak.
[14:36] - Ja tu nawiązuję do pewnej opowieści pani, która jest na stałe zatrudniona w hospicjum, gdzie ona powiedziała, że nawet osoby, które po udarach, po wylewach, osoby, które mają bardzo mocno ograniczony kontakt z tą tak zwaną rzeczywistością, osoby te nagle usiłują wstać z łóżka, ponieważ one nie do końca wiedzą, gdzie się znajdują, więc szukają walizek, pytają, gdzie są ich bilety. Dla mnie to jest fascynujące, jak nawet w tym umyśle, ten chory mózg uszkodzony bardzo poważnie czy mózg guzy, cokolwiek by to nie było, nawet w tak obciążonej percepcji ci ludzie wiedzą, że nadchodzi moment przejścia. I to jest też, myślę, bardzo charakterystyczne.
[15:47] - Tak, jak najbardziej, bo to jest taka ciągła gotowość do drogi. Te osoby uświadamiają sobie, że nie są w miejscu, w którym powinny być. Często mówią o tym, że są oczekiwane. Często sprawdzają swój ubiór i mówią, że powinny się przebrać, bo są gdzieś zaproszone na wydarzenie dla nich bardzo istotne, na jakąś imprezę powitalną. One często pytają o osoby zmarłe też tak, jakby były tutaj w otoczeniu. Często też deklarują, że wszystko jest w porządku, czyli uspokajają tych, którzy próbują ich uspakajać. Bo najczęściej w naszym zachodnim, współczesnym świecie nie ma takiej zgody na odchodzenie człowieka, który już uważa, że wszystko załatwił na ziemi i chce tylko odejść. Jednak rodzina blokuje i przeszkadza. Dlatego najczęściej ta śmierć przychodzi w momencie, kiedy wysyła się kogoś na przykład po szklankę wody i taka osoba odchodząca wykorzystuje ten moment, nawet jak ma pięć minut, że ona sobie w spokoju umiera, ponieważ bardzo przeszkadzają płacze, spazmy, reanimacja uporczywa. Pytania: „dlaczego mi to robisz?
Nie umieraj, jeszcze jesteś zbyt młody, jeszcze możesz żyć”. Takie rzeczy się też słyszy na pogrzebach i to kompletnie nie pomaga. I jeśli znajduje się ktoś przytomny w trakcie tego procesu odchodzenia z rodziny, to powinien stać się takim koordynatorem tego procesu i uszanować przede wszystkim wolę umierającego, zwłaszcza jeśli wskazania lekarzy nie dają szans i nadziei. Oczywiście zawsze można mieć tutaj nadzieję, że nastąpi remisja w przypadku, gdy są to osoby niezagrożone jakąś trudną sytuacją zdrowotną, że nie ma już rokowań pozytywnych, ale jednak należy tę śmierć potraktować jako coś naturalnego. Tak jak chcemy ulżyć zwierzętom w cierpieniu i oferujemy im bezbolesne odejście przez podanie zastrzyku. Tutaj nie ma w polskim prawie możliwości eutanazji. Zresztą jestem przeciwnikiem eutanazji. Uważam, że żyć trzeba do końca, ale że każdy człowiek sam decyduje, kiedy ten koniec nadejdzie i ta śmierć przychodzi na życzenie. Jednak te osoby, które są umęczone często wielomiesięcznymi zabiegami, wizytami w szpitalach, chcą już odpocząć. One już mają dosyć.
I to trzeba zrozumieć, że to przejście daje przepustkę do nowego świata i ten etap podróży, o którym mówimy, jest bardzo istotny. Trzeba umierającym też powtarzać o tym, że śmierć jest przestąpieniem tylko progu, że nie jest zniknięciem świadomości, nie jest wejściem do niczego strasznego, że odchodzimy z tym, co mamy w swoim umyśle i w swoim sercu. Dlatego najważniejsza w tym procesie towarzyszenia jest zmiana nastawienia do tej osoby i przede wszystkim redukcja napięć emocjonalnych, żalu, gniewu. Wszystko, co się wiąże z wybaczeniem, z zaufaniem do procesu przejścia jest bardzo ważne i taka osoba powinna poczuć się zwolniona z obowiązku życia, z obowiązku towarzyszenia swoim bliskim, z obowiązku spowiadania się, dlaczego odchodzę, co mam tam do załatwienia. Ponieważ trzeba uznać, że dusza dysponuje naprawdę wolną wolą i jeśli podejmuje decyzję odejścia, to nikt jej nie zatrzyma. Możemy zwrócić uwagę jeszcze na jeden istotny czynnik, tak zwane miejsce śmierci. Ponieważ często te osoby, które mają możliwość wyboru skutecznej terapii, często z niej rezygnują i na własną prośbę pchają się w tę paszczę śmierci. Ale ich dusza wie, co robi i rodzina musi się z tym pogodzić i zaakceptować to, że gdybyśmy byli w sytuacji tej osoby, gdybyśmy cierpieli i źle się czuli, być może dla nas też najlepszym rozwiązaniem byłaby śmierć. Pomyślmy, jaką tragedią byłaby sytuacja, gdyby nie można było korzystać z tego wyjścia. Na szczęście jeszcze nie jesteśmy podłączeni do respiratorów, do komputerów na stałe, ale takie wizje przyszłości, okrutne zresztą, pojawiają się w filmach i to nie jest rozwiązanie.
Rozwiązaniem jest akceptacja tego, właściwe przygotowanie się, stworzenie po sobie, ja to nazywam pomnikiem życia, czyli czegoś, co nadaje sens naszemu życiu i dzięki realizacji jakiegoś planu czy misji możemy czuć się zwolnieni z obowiązku dalszego życia. Ponieważ to nie jest świat, w którym możemy być w pełni szczęśliwi teraz. Możemy tworzyć to szczęście wokół siebie, ale tak jak Robert Monroeeeeeeeeeeeeeeee twierdził, ten świat jest obliczony na warunki trudne i tymi trudnymi warunkami możemy zasłużyć sobie na życie wieczne, że uczestnicząc w tych codziennych wymaganiach zasługujemy na swoją duchową czy anielską rangę po tamtej stronie.
[22:09] - Pozwolę sobie tutaj wejść w słowo. To jest istotne, co mówisz, zwłaszcza jeśli chodzi o zachowanie rodziny. Dlatego, że jak wspomniałeś, ludzie połączeni ze sobą na poziomie serca czują, przeczuwają to odejście. Wiele jest takich sytuacji, gdzie można zauważyć, że czy ten człowiek jest w domu, czy ten człowiek jest w hospicjum, jeśli mówimy tu o ludziach przewlekle chorych, nagle, niespodziewanie zmienia się zachowanie najbliższych. Wiedzeni jakimś zbiorowym przeczuciem zaczynają gremialnie odwiedzać taką osobę. Ja to w książce swojej „Opowieści z Biura Duchów” również umieściłam, bo uznałam to za istotny element i ważną wskazówkę, kiedy lekarka hospicyjna mówi: „W momencie, kiedy zaczyna się ruch wzmożony przy łóżku pacjenta, wiemy, że to jest najdłużej 48 godzin”. To jest bardzo istotne, bo jeśli w tych ostatnich chwilach obecność rodziny jest tak nasilona, to i oddziaływanie na chorego jest ogromne. Wiem, że to nie jest prosta rzecz, ale zachowania emocjonalne, które wręcz ocierają się o wzbudzenie poczucia winy, że odchodzisz, zostawiasz mnie, tu to, tu tamto, tu dzieci, tu kredyt, cokolwiek. A przecież jest, jak jest i nie możemy tego zmienić. Takie przygotowanie jest istotne.
Tutaj rzeczywiście masz rację. Jeśli chodzi o zwolnienie z życia, znakomitym przykładem dla mnie jest sytuacja w Szwecji, w której pani Aleksandra dowiedziała się, że jej mąż będzie odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Oni się tam wszyscy zebrali, chociaż to jest społeczeństwo generalnie niewierzące. To jednak ona powiedziała, że nie życzy sobie takiego brutalnego odłączenia od maszyny, że ona sama mu wszystko wytłumaczy i on zdecyduje. Ku zdumieniu tych lekarzy ateistów, trzeba to jednak podkreślić, ona delikatnie go gładziła po ręce i spokojnie mu wytłumaczyła, że może odejść, że ona wszystko pozałatwia, że sobie da radę, że jej starczy, to sprzeda, tamto kupi. Rozmawiała jak z żywym człowiekiem i po kilku minutach tych zapewnień, że ona sobie da radę, że on ma iść do światła, że on wie, co ma robić, że on ma opuścić to ciało, które jest dla niego teraz więzieniem. Po prostu linia prosta: pip, pip i koniec. Dusza z mojego punktu widzenia spokojnie opuściła ciało. Myślę, że ona dała mu poczucie bezpieczeństwa, to, czego on potrzebował. Uwolniła go po prostu i ze wzruszeniem tę scenę sobie przypominam.
[26:06] - To piękna historia i to jest dobry przykład tego, jak osoba bliska może się przydać tej umierającej jako wrzecnik jej duszy w takiej sytuacji trudnej chwili, kiedy trzeba podjąć decyzję. Jest to działanie bardzo świadome i bardzo dojrzałe. Jeśli ktoś zna tego odchodzącego bardzo dobrze, jest z nim w życzliwym kontakcie na poziomie serca, to jest w stanie odebrać ten sygnał duszy później już: „Pozwól mi się już nie męczyć, pomóż mi przejść i odnaleźć się w drugiej rzeczywistości”. Jeśli ktokolwiek czytał coś na ten temat, a przecież literatury jest mnóstwo, filmów jest bardzo dużo, tych relacji po śmierci klinicznej jest ogrom. Nie sposób jest zamknąć się przed tą wiedzą nawet największemu ignorantowi. A jeśli ktoś jest ciekawy, to może naprawdę być specjalistą w tej dziedzinie. Życie nie pozwoli nam pozostać obojętnym na problem śmierci i każdy z nas się o nią ociera. Natomiast tego nie zauważamy, nie uświadamiamy sobie i ten język wszechświata jest bardzo precyzyjny, który do nas mówi, że zaczyna nam brakować czasu albo żebyśmy skupili się na czymś istotnym. Dusza nie chce realizować tutaj kaprysów naszej tak zwanej wolnej woli, czyli naszego ego, naszego chciejstwa. Ona tu przyszła załatwić specjalne zlecenia z wyższego poziomu.
Jest to odpracowanie karmy, stworzenie wspaniałych relacji z bliskimi. Jest to autokreacja, czyli samorealizacja. Jest to poszerzanie swojej wiedzy na poziomie mądrości. Jest to też podejmowanie z najczystszą intencją wszelkich działań, z których możemy mieć korzyść w życiu wiecznym. Natomiast to, za czym my tutaj biegamy, odciąga nas od tego, co ważne i przeszkadza nam w tym przejściu. Dlatego tak ważne jest, żeby zostawić za sobą pozamykane wszystkie sprawy i formalne, i emocjonalne. W takim stanie można odejść łagodnie. W innym przypadku ta dusza się strasznie szarpie, kiedy bliscy tego nie rozumieją, jeszcze w tym przeszkadzają i to jest trudny, męczący proces. Można go porównać jedynie do ciężkich narodzin, gdzie tą małą istotę trzeba wycinać z brzucha matki albo tak jak w dawnych czasach jeszcze poród był zagrożeniem życia. Tutaj też można mówić o śmierci, która jest lekka, łagodna i przyjemna i o takiej śmierci, która jest morderczym procesem i dusza wychodzi z niej ledwo żywa, mówiąc w cudzysłowie.
Od naszego przygotowania zależy, jak ta śmierć będzie wyglądać.
[29:17] - Żyjemy w cywilizacji niezwykle materialistycznej, cywilizacji kultu ciała i wydaje mi się, że to też niesłychanie pogłębia tę trudność rozstania się z tym ciałem, bo wydaje nam się, że nic lepszego nie może nas spotkać niż to, co jest w ciele, rangę samego ciała podnosi się w tej chwili do stopnia absurdalnego. Oczywiście ja nie mam na myśli zdrowego stylu życia, dbania o siebie w sensie zachowania dobrej kondycji, zdrowych nawyków żywieniowych i tak dalej. Nie, ja nie to mam na myśli, tylko ten kult ciała, kult piękna, młodości. Posuwamy się w tym do granicy, moim zdaniem, absurdu.
[30:27] - Właśnie to wynika z lęku przed śmiercią, próby jej odpięcia, zaprzeczania jej istnieniu. To jest żartem, bo makijażem nie sprawimy, że zniknie starość. Tak jak przeszczepami serca nie sprawimy, że to serce będzie biło wiecznie. Suplementacją tak samo, nie przedłużymy sobie życia, ale możemy podnieść jego jakość. Ale musimy się skonfrontować jednak z tym, co jest nieuniknione.
[31:00] - Tak, w ogóle nasza cywilizacja na przestrzeni wieków od memento mori, pamiętaj o śmierci i nie ciesz się życiem doczesnym, bo ono jest bez znaczenia. Tylko to, co po śmierci, do teraz obrót o 180 stopni i po śmierci nic nie ma. Tu jest wszystko, co się najesz, napijesz, użyjesz to twoje, reszta nie ma najmniejszego znaczenia. Każda koncentracja energii nadmiernie na jednym punkcie też moim zdaniem nie jest najszczęśliwsza, bo ostatecznie, jeżeli przyszliśmy tu na tą planetę, jak zauważyłeś słusznie, w niełatwą przestrzeń. Nie na darmo mówi się czasami, że ci, którzy tu schodzą, to są odważne dusze. To przyszliśmy po coś, na pewno nie po to, żeby myśleć tylko o śmierci, bo to też by było bez sensu. Zdrowe wypośrodkowanie takiego podejścia jest moim zdaniem bezcenne w tej sytuacji. Ja bym chciała jeszcze, drogi Sebastianie, wrócić tutaj do świadomości ciała w momencie śmierci. Jak mówiliśmy o wpływie różnych substancji na ten proces odchodzenia. Oczywiście jesteśmy świadomymi ludźmi i rozumiemy i ty, i ja, że przecież jeśli człowiek ma poparzone 70% powierzchni ciała, to on musi być w stanie śpiączki farmakologicznej.
Są sytuacje, gdzie ból jest tak przerażający, że muszą być podawane środki, które ten ból niwelują. I siłą rzeczy one mają jakiś wpływ na świadomość. Ale jak uważasz, jeśli tylko nie ma takiej konieczności i ludzie odchodzą bez tych obciążeń farmakologicznych, ten proces jest dla nich łatwiejszy, prawda?
[33:37] - Jak najbardziej. To jest tak, jakbyśmy przygotowali ważną podróż. Jeśli umrzemy w nieświadomości czy we śnie, to może być sytuacja, gdzie się nie zorientujemy i środki farmakologiczne bardzo potęgują orientację w przestrzeni wewnętrznej. A w tej chwili przecież pojawiają się dostępne środki naturalne, takie jak chociażby olej z konopi CBD, który doskonale uśmierza stany bólowe, ale pozostawia wyostrzoną świadomość. To jest bardzo istotne, w przeciwieństwie do stosowania opiatów, morfiny i środków psychotropowo regulujących nam ciśnienie i powodujących wieczny sen. Więc to jest w tej chwili zwodnicka działalność na poziomie całej cywilizacji, produkowania i dopuszczania środków, których lekarze sami nie chcieliby zażywać. Więc tutaj mówimy o jakiejś patologii. Weźmy pod uwagę przykład z drugiej strony świata, czyli z Azji, gdzie mnisi buddyjscy czy jogini hinduscy celebrują ten moment śmierci jako najważniejszą chwilę życia. I tutaj to wypośrodkowanie, o którym mówiłaś, to pamiętaj o śmierci i pamiętaj o życiu. Można byłoby pisać na zegarach tak, jak dawniej to pytanie: „Która z tych godzin będzie mą ostatnią?” To można zapytać: „Która z tych godzin, które mi pozostały, będzie tą najważniejszą?” I to wcale nie musi być śmierć.
To może być triumf życia. Natomiast ja mam taką definicję roboczą śmierci, że śmierć to jest ten czas, który już minął, a życie to jest ten czas, który nam pozostał. I tak jak patrzymy na świeczkę, to możemy ocenić, ile ona ma życia. I w wielu relacjach duchowych jest taka informacja, że w ciągu życia mamy co najmniej kilka takich furtek, w których możemy umrzeć czy odejść legalnie, nie popełniając samobójstwa, i ostatnia jest już nieodwołalna. Zdaje się Bruce Goldberg mówił o pięciu takich furtkach, ale też wiemy, że można mieć ich więcej. To są takie szanse na przedłużenie życia. I to się też często zdarza, że osoby w młodym wieku wolą skorzystać z tej pierwszej czy drugiej furtki i najczęściej wśród osób bardzo wrażliwych, młodych, uzdolnionych jest niechęć do życia. Więc ta śmierć jest takim biletem do raju czy do ziemi obiecanej, który się trzyma i traktuje jak największy skarb. Więc te bardziej świadome dusze przeważnie preferują możliwość szybszego odejścia po zrealizowaniu swojej misji życiowej oczywiście. Tu też jest sposób na to, żeby się zorientować, ile nam czasu zostało.
Jest taka odpowiedź: jeśli nie zrealizowałeś swojego przeznaczenia, to jeszcze masz czas. Jeśli zrealizowałeś przeznaczenie, to już prawdopodobnie jesteś martwy. Różne materiały na ten temat od strony obserwacji paranormalnych pokazują, że większość ludzi w zaświatach, w tych warstwach astralnych i mentalnych naśladuje swoje dotychczasowe życie i mają problem z zorientowaniem się, że już od dawna nie żyją. Chociażby taki film „Szósty zmysł”, doskonale na pewno wszystkim znany, z Brucem Willisem, to pokazuje nawet w przewrotnym obrazie, gdzie ten terapeuta martwy ma wrażenie, że pomaga dziecku, które tak naprawdę jest jego przewodnikiem, jest medium i uświadamia mu powoli: „Stary, słuchaj, ale zorientuj się, że od dawna już nie żyjesz”. To jest też taka patologia, którą mogą nas prowadzić te środki farmakologiczne uśmierzające naszą świadomość i czujność w tym ważnym momencie.
[38:16] - Ja do tego wracam, bo zauważamy taką tendencję, że ludziom się wydaje, że jeżeli dadzą albo proszą lekarzy o podanie takich środków starszym osobom czy osobom terminalnym, to jak odejdą w stanie półprzytomności, będzie się im odchodziło lepiej. Tymczasem powiem ci, że są ludzie, którzy instynktownie czują, że jest inaczej. Mam serdeczną przyjaciółkę, której dziadek odchodził około dwóch lat temu. Ona przychodziła do niego do szpitala. On już był mentalnie zupełnie gdzie indziej. Był mentalnie w swoim starym domu, tam, gdzie się urodził. I on jej mówił na przykład: „Postaw mi to na komodzie” i pokazywał ręką. Ona znała ten dom i zachowywała się tak, jakby była w tym pokoju, bo znała rozkład tego pokoju. Mówiła, co jest za oknem, co widać, tak jakby patrzyła przez tamto okno. Absolutnie pozwoliła mu zostać w tej iluzji, w której on był.
On był taki szczęśliwy, że to się natychmiast przełożyło na stan jego odczuwania pewnych dolegliwości. Mniej duszności, mniej różnego rodzaju problemów. On odchodził szczęśliwy, mentalnie będąc w tym pokoju ze swojej młodości, gdzie mieszkał. I ona mu to dała. Zachowywała się cały czas, jakby tam była i on się odprężał bardzo zadowolony. On oczywiście jej opowiadał, kto go odwiedził. Jak się domyślasz, odwiedzali go już wtedy nieżyjący krewni. Ale ona: „Tak, tak, tak”. Ona mu pozwoliła zostać w tej iluzji. Ten człowiek miał bardzo spokojne odejście.
Wręcz prosiła: „Nie podawajcie mu więcej środków otępiających. On już jest zupełnie w innym świecie. On jest bardzo szczęśliwy”. Chciałam jeszcze poruszyć jedną rzecz, żeby bardziej uświadomić, że śmierć sama w sobie nie jest żadnym przeżyciem bolesnym ani traumatycznym, ani trudnym w taki sposób, jak my to sobie wyobrażamy. Chciałam tu nawiązać, jeśli pozwolisz, Sebastianie, do tematu acute dying experience, czyli zespołu intensywnego odczuwania śmierci. Może ja tylko w trzech słowach przybliżę, jeśli słuchacze nie do końca wiedzą, o czym mówię w tej chwili. To jest ten moment, kiedy człowiek jest w stanie zagrożenia życia. Oprę się tutaj na konkretnym przykładzie. Strażak World Trade Center, gdzieś od swoich kolegów zboczył w inny fragment tej przestrzeni zburzonej. Coś spadło na niego.
Miał zmiażdżoną nogę, nie mógł się ruszyć i zaczęło mu brakować również powietrza. On opisuje to tak: „Mój ból był potworny, ale kiedy uświadomiłem sobie, że najprawdopodobniej koledzy mnie nie znajdą, ogarnął mnie nieprawdopodobny spokój. Wszystko zaczęło się dziać w zwolnionym tempie. Miałem wrażenie, że mimo że w swoim ciele, to jestem w innym zupełnie wymiarze. Nie czułem bólu, nie czułem strachu. Wydawało mi się, że wszystko jest tak, jak być powinno”. Że dzieje się coś, co prowadzi mnie w bardzo dobre miejsce i w dobrym kierunku, że nie dzieje mi się żadna krzywda i wszystko ma swoją kolejność. I ten stan opisują alpiniści, którzy znaleźli się gdzieś w zagrożeniu. Osoby tonące, osoby w trakcie jakichś katastrof, trzęsień ziemi. Myślę, że wiadomo, o czym ja mówię.
Ubolewam nad faktem, że rzadko się o tym mówi, bo jak zwróciłeś uwagę wcześniej, bardzo popularne są relacje ze śmierci klinicznej czy ogólnie rzecz biorąc z sytuacji granicznych, ale przekazywane zupełnie w innym kontekście. Natomiast tutaj o tym acute dying experience stosunkowo, proporcjonalnie niewiele się mówi, a wydaje mi się, że jest to istotne, ponieważ osoby te były przekonane, że właśnie są w momencie umierania i opisują ten moment w taki, a nie inny sposób. Tam nie ma strachu, przerażenia, nie ma bólu. Wszystko mija. Człowiek wydaje się być jeszcze w ciele, a jednak już częściowo z tym ciałem niepołączony. I tutaj jakbyś parę słów zechciał powiedzieć. Czy ty też jesteś tego zdania, że może powinny być te historie trochę bardziej nagłośnione, mimo że nie są tak spektakularne w cudzysłowie, jak te historie z NDE?
[44:58] - Powiem tutaj o kilku ważnych rzeczach w tym temacie. Po pierwsze, takim zobrazowaniem doskonałym tego zjawiska, o którym mówisz, jest chociażby film „Joe Black”, gdzie to przeczucie śmierci pojawia się w pierwszych chwilach filmu i głos wewnętrzny, który temu towarzyszy, jest bardzo uspokajający i krzepiący. „Czy ja umrę?” „Tak. A czego się spodziewałeś?” „Okej, w takim razie akceptuję to. Ile czasu mi zostało?” Wtedy jest to pytanie: „Co jeszcze mogę zrobić?” Ale ten spokój oblewający świadomość jest niezwykły. On jest czymś bardzo realnym i namacalnym. I o tym tak samo mówił nasz podróżnik, zdobywca obu biegunów w ciągu jednego roku, Marek Kamiński, który też był w takiej sytuacji, gdzie, zdaje się, szli na biegunie południowym i minęli już ten punkt tak zwany bez powrotu, gdzie nie starczyłoby im zapasów na drogę powrotną, a mimo wszystko zdecydowali się, żeby iść dalej. I temu towarzyszył właśnie spokój i pewność, że są w cudownej krainie, że nie jest ważne to, czy im się uda, czy nie uda, tylko że oni mogą iść i idą. Więc to jest też świadomy wybór wejścia w coś takiego. Ja miałem takie doświadczenie też na morzu, jak prowadziłem jacht podczas silnego sztormu i miałem takie przeświadczenie, że wszystko się może stać.
Bo oczywiście to był stary jacht, gdzie żagle poszły w strzępy, gdzie silnik jak borzęzi i trzeba było dolewać cały czas tam oleju, że było zagrożenie, że jak się zatrzyma, to zbije nas tylko na brzeg Afryki, bo to były Azory, Wyspy Kanaryjskie, niedostępny brzeg. Miałem takie przeświadczenie: a bodaj to. Niech się dzieje, co chce. Ja płynę dalej. I wtedy te fale zupełnie ustały, ten gwizd stał się kołysaniem i wpłynąłem w taki spokój zupełnie innej przestrzeni. I to jest chyba ten moment, kiedy duch opuszcza ciało i w niektórych sytuacjach jeszcze ta świadomość ciała pozostaje. Jakby taki powidok tego ciała.
[47:27] - To chyba jest dosyć często występujący motyw u takich, że tak powiem, hardcorowych podróżników typu Kamiński. Z tego, co ja czytałem, to również Reinhold Messner o czymś takim wspominał. Nawet widział jakieś istoty, jakieś wejście w taką dziwną krainę, bardzo piękną i istoty, które mu się przyglądały.
[47:52] - Tak, ja tutaj mogę tylko dodać, że symptomem tego, że jesteśmy już w tym stanie pośmiertnym czy w tym świecie duchowym, jest całkowita zmiana postrzegania wibracji, takiego odczuwania, że jest właśnie spokój, przejrzystość, klarowny umysł i tak jakbyśmy leżeli sobie na trawie, na łące, gdzie ptaszki śpiewają i ten czas jakby zatrzymuje go, znika całkowicie. I to wewnętrzne odczucie takiej błogości jest niesamowite, bardzo realne, ale zupełnie nieziemskie. Trudno jest to poczuć na ziemi i dlatego osoby odchodzące czy doświadczające czegoś takiego doznają euforii, która całkowicie likwiduje wszelki ból. Czyli odcinane są te doznania zimna, chłodu, cierpienia, jakichś takich wrażeń nieprzyjemnych, pooperacyjnych, że to wszystko naturalnie jest pomyślane tak, żeby mieć taki bezpiecznik. ... który się wyłącza w momencie nastąpienia śmierci. Jeśli tego nie przeoczymy, to umysł się szarpie, tak jak tonący na powierzchni wody nie może zaczerpnąć powietrza. Ale gdy ten umysł odpuści, to wpływamy w głębię tego pięknego, prawdziwego spokoju. Tego doświadczali tradycyjnie szamani, którzy przechodząc przez ten proces zatrzymywali się w tym stanie, w tym wymiarze spokoju na resztę życia. Szaman, można powiedzieć, jest to osoba, która żyje pomiędzy światami, jest tym pośrednikiem, ale jest bardziej tam niż tu.
Tam czuje się bardziej w domu, a tu czuje się bardziej w pracy, w obowiązku. Tego doświadczenia można użyć jako terapii przed lękiem przed śmiercią, chociażby w trakcie różnych ceremonii, rytuałów szamańskich. Również ostatnio bardzo modne, popularne, coraz częściej są różne środki psychoaktywne, często z rejonu Ameryki Południowej, Środkowej, ale to pomaga doświadczyć stanu świadomości poza ciałem albo bez ciała, bezcielesności, otwarcia serca i często spotkania z tym, co się dzieje w chwili śmierci, czy też w trakcie dawnych rytuałów aszańskich poprzez wodę.
[50:34] - Tak, ale też podkreślmy tu jeszcze raz, ponieważ mieliśmy audycję na temat molekuły duszy, czyli dimetylotryptaminy i eksperymenty, którym poświęcona była książka, jasno pokazywały, jaka ogromna jest różnica między tymi stanami, które wyzwalają świadomość do pewnych możliwości poprzez podanie substancji takich czy innych, jak one są różne, mimo pozornych podobieństw. One są jednak bardzo różne od stanów, kiedy rzeczywiście jesteśmy w zagrożeniu życia, kiedy opuszczamy ciało, czy to podczas śmierci klinicznej, czy na przykład w trakcie operacji. Przede wszystkim zasadnicza różnica była, jeśli chodzi o walory terapeutyczne, ponieważ te przeżycia, jeśli są autentyczne, odciskają wielkie piętno, mają ogromny wpływ na resztę życia człowieka, są wartością samą w sobie i siłą sprawczą ogromną. Natomiast kiedy lekarze przeprowadzali eksperymenty i wprowadzali ludzi środkami chemicznymi w takie stany, to wiele nie osiągali. Przynajmniej patrząc na walory terapeutyczne, ponieważ ludzie bardzo szybko o tych doświadczeniach zapominali. I tak jak w przypadku autentycznych doświadczeń, one są żywe przez całe nasze życie, tak tamte wywołane farmakologicznie po kilku dniach czy kilku tygodniach w umyśle tych ludzi stawały się snem, majakiem i nie miały dla nich żadnej wartości, która w istotny sposób wpływałaby na ich życie. Tutaj mamy pytanie od słuchacza. Chyba do tego właśnie acute dying experience. „Może ten spokój to reakcja obronna organizmu, a nie żadne przejście?” Ja tu tylko w trzech słowach i oddam tobie głos, że oczywiście my możemy się zawsze zastanawiać, na ile jest to doświadczenie fizyczne, a na ile wkraczamy w przestrzeń mistyczną. Natomiast siła tych doświadczeń i ich wpływ na osobę i różnorodność od wszystkiego, czego ci ludzie doświadczyli kiedykolwiek, ma ogromne, moim zdaniem, badawcze znaczenie, ponieważ wróćmy do tego strażaka.
W przypadku jego, on przeszedł najpierw w ten stan intensywnego odczuwania śmierci. I on był z tym pogodzony i był zanurzony w oceanie spokoju i nie czuł jakiegokolwiek bólu. Natychmiast po tym, jak jego koledzy wydobyli go nadludzkim wręcz wysiłkiem spod jakiejś belki czy co mu blokowało nogę i wyciągnęli go i poddali go wstępnym zabiegom ratowniczym, on natychmiast zaczął z powrotem odczuwać ból i wszystkie niedogodności. Ale kiedy znalazł się na sali operacyjnej, opuścił ciało i to było zupełnie inne doświadczenie. Do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że ten człowiek miał jakieś porównanie do tego, czym jest jawa w jego odbiorze, czym było to doświadczenie przedśmiertne i czym jest opuszczenie ciała jako czysta świadomość. Także mnie się wydaje, że odpowiedź na pytanie, czy jest to doświadczenie fizyczne, czy my tutaj wkraczamy w przestrzeń mistyki, zawsze będzie otwarte, ponieważ nauka żąda dowodów, których na ten moment nie można przedstawić, a przynajmniej nie w takiej formie, jak oni by sobie życzyli. Natomiast jak ty byś odpowiedział na pytanie, czy to jest reakcja obronna organizmu, a nie żadne przejście w inny wymiar?
[56:20] - Ja bym odpowiedział pytaniem na pytanie, jakie to ma znaczenie? Ponieważ wiadomo, że zachodzą rozmaite reakcje chemiczne w mózgu, wytwarzają się hormony szczęścia i pod ich wpływem możemy zdekodować pewne stany emocjonalne czy duchowe. I tak samo możemy powiedzieć człowiekowi zakochanemu: „Człowieku, ty nie odczuwasz zakochania, tylko odczuwasz reakcje chemiczne w ciele, więc nie daj się oszukać. To nie jest nic szczególnego. Po prostu twój organizm ci daje tutaj kakofonię różnych sygnałów i zachowujesz się nieracjonalnie”. Jakie to ma znaczenie, co organizm robi, jakie hormony wypuszcza mi w koktajlu do mózgu, jeśli ja chcę odczuwać to, co odczuwam i to, tak jak powiedziałaś, zmienia moje życie i wpływa na jego resztę, na moje postrzeganie tej rzeczywistości. To jest kwestia techniczna, tylko co wpływa na ten stan. Ale nie można zarzucić, że zjawisko tego typu nie zachodzi tylko dlatego, że zbadaliśmy, że organizm to robi, nazwijmy to, sztucznie. Moje subiektywne odczucie jest prawdziwe i tylko to się liczy. I to jest tak samo, jak w trakcie hipnozy.
Możemy zasugerować człowiekowi, że podetniemy mu żyły i się wykrwawi na śmierć. Były takie sytuacje w różnych więzieniach, gdzie po takiej sugestii człowiekowi lano na rękę ciepłą wodę i wmawiano mu, że krew płynie i on miał objawy jak przy wykrwawieniu. Więc nasz umysł jest w stanie generować dowolne stany i chemia naszego organizmu za tym podąża, ale to, czego my doświadczamy, jest tutaj kluczowe i fundamentalne. Więc powiem tak: mnie to nie interesuje, jaki hormon jest odpowiedzialny za wyrażanie mojego doświadczenia śmierci czy właśnie tego stanu spokoju. Interesuje mnie tylko, jaki ten stan ma wpływ na moje postrzeganie rzeczywistości. Jeśli on zmienia diametralnie moje zasady, priorytety, intencje, to nawet niechby to było sztucznie wytworzone, tak jak pod wpływem sugestii hipnotycznej, to i tak odnoszę z tego znaczną korzyść. Był taki film „Linia życia”, który na pewno słuchacze doskonale znają, bo ostatnio pojawiło się współczesne jego powtórzenie. Ideałem byłoby doprowadzenie do takiego kontrolowanego doświadczenia stanu śmierci. Pragnął zrealizować, i częściowo mu się to udało, chociażby Raymond Moody. Przeżywanie chociażby kontaktu ze zmarłą osobą nie jest niczym, co da się wymyślić, zrealizować sztucznie.
To są autentyczne doświadczenia na poziomie objawień wewnętrznych, które kreują naszą dalszą rzeczywistość w sposób fundamentalny. Tylko tak jak Dannion Brinkley również po dwóch śmierciach klinicznych znalazł się na gwieździe lekarzy i słyszał mnóstwo absurdalnych zarzutów, jakichś teorii i głupawych pytań. Co powiedział? Tylko, że wystarczy kilka razy umrzeć, żeby już takich pytań nie zadawać. Jeśli lekarz pytał go ironicznie o to, jaki on ma stopień naukowy, to on mówił: „Ja jestem DOA”. A to jest skrót, który oznacza „przywieziony do szpitala w stanie agonalnym jako martwy”. Więc on się tym może wylegitymować. Jeśli ktoś nie ma takiego doświadczenia, to nie zrozumie. My mu nie wytłumaczymy, jak smakuje dany owoc, jak ciało odczuwa kąpiel w ciepłym morzu, jeśli nigdy nie widział morza i nie odczuje tak samo tego, czego nie doświadczył tylko poprzez wyjaśnienie, czym to jest.
[01:00:38] - Drogi Sebastianie, jeśli pozwolisz, ja jeszcze myślę, że jest jednak istotna pewna chemia naszego ciała, chemia naszego mózgu, bo kto wie, czy nie jest tak, że żeby spokojnie przejść i tak kolokwialnie odkleić naszą część duchową od naszego fizycznego ciała To być może właśnie ta chemia mózgu i ta nasza genialna i mityczna przecież szyszynka mogą nam to w znacznym stopniu ułatwiać, bo trzeba rozluźnić dwie rzeczy. Mnie niektóre te eksperymenty bawią, ponieważ ja mówię w ten sposób: jeżeli byłabym w stanie człowiekowi podać pewną mieszankę ziół i on by pod wpływem tych ziół i jakichś środków typu maści, wszystko absolutnie naturalne, miał wszystkie objawy odry na przykład. Gdyby w tym momencie zbadał go lekarz niemający zielonego pojęcia, co zostało zastosowane, stwierdziłby, że ten pan ma odrę, mimo że wirusa, który tę chorobę wywołuje, nie byłoby w organizmie. Co my byśmy udowodnili tym eksperymentem? Dla mnie to są po prostu absurdalne sytuacje. Tak samo jak poddawanie ludzi deprywacji sensorycznej, zamykanie ich w jakimś kasku na głowie i puszczanie wokół nich ultradźwięków. Wszystko tylko po to, żeby osiągnąć efekt i powiedzieć: „Bo im się wydawało, że są w pokoju jakieś osoby trzecie, że coś takiego się dzieje”. Ale co to udowadnia, że możemy to wywołać sztucznie? Przepraszam bardzo. Jeśli ktoś wchodzi do budynku i odczuwa rzeczywiście, że są tam istności duchowe, niekoniecznie pożądane, że budynek jest nawiedzony, to przecież ja do tego budynku nie wchodzę w kasku i nie jestem katowana infradźwiękami.
To są dla mnie absurdalne zestawienia i nic nieudowadniające eksperymenty. Masz oczywiście rację, że tutaj intensywność doświadczenia jest istotna i wielu lekarzy, z którymi koresponduję i którzy przeżyli śmierć kliniczną, może nie mają odwagi cywilnej, żeby głosić to światu tak, jak to zrobił Rauni Kilde czy Eben Alexander, ale w każdym razie piszą do mnie, że potem nastawienie się zmieniło, że oni w tej chwili inaczej traktują pacjentów etc. Kto tego nie doświadczy, nigdy nie pojmie, że ilość bodźców, to, co się przeżywa, realność tego doświadczenia jest tutaj argumentem samym w sobie.
[01:04:38] - Tak, i to jest dokładnie tak, jak powiedziałaś, że jest po prostu niedopracowana i źle dobrana metoda badawcza. To jest tak, jak w kontakcie z cywilizacją pozaziemską. Naukowiec pierwsze, co by zrobił, to by chciał takiego kosmitę rozkroić, żeby zobaczyć, jaką ma fizjologię, jakie ma płyny i dowiedziałby się tylko suchych faktów, nic nieznaczących. Człowiek duchowy chciałby z nim porozmawiać, chciałby się po prostu czegoś dowiedzieć od tej istoty. W przypadku wywoływania tego typu stanów naszym zadaniem jest pochwycić ten pierwotny sens, ale poprzez swoje doświadczenie, to, o czym mówił Rudolf Steiner chociażby, że to my mamy stać się tym narzędziem badawczym jako człowiek, jako organizm wibrujący w pewnych częstotliwościach, zdolny dostroić się do tej fali informacji, którą odbiera, a nie starać się zobaczyć, co tę falę nadaje i rozkręcić na części ten nadajnik. Interesuje nas tutaj fala informacji i energii, i zdobycie pewnej wyższej świadomości pozwala już zmienić podejście naukowe, badawcze. To, o czym mówił chociażby i pisał Pim van Lommel, znany również z teorii, którą uważa, że udowodnił naukowo i na pewno dla nas jest to dowód, że istnieje coś takiego jak świadomość nielokalna. On to nazywa świadomością nieumiejscowioną, która nie wymaga posiadania ciała. Ona jest po prostu falą, taką samą jak nasz wzorzec życia, o czym mówił chociażby Rupert Sheldrake w swoich opisach pól morfogenetycznych. Są pewne wzorce, do których możemy się dostroić, posiadając ciało czy nie.
Tak naprawdę odczepmy się już od tej chemii mózgu i od tego, że efektem śmierci klinicznej jest niedotlenienie mózgu, bo jest to totalna bzdura i ktoś, kto twierdzi i głosi takie poglądy, ośmiesza się, nie znając literatury, nie znając faktów. Należałoby go po prostu wysłać do podstawówki ezoterycznej, żeby się douczył. Tak jak powiedziałaś-
[01:07:10] - Może nie tyle nie znając, co po prostu ignorując pewne niewygodne fakty Dokładnie. Jeszcze pozwolę sobie odpowiedzieć, bo osoba podpisuje się Karim M. i pisze: „Czyli prowadzący każe mi wierzyć, bo nie potrafi mnie przekonać.” Szanowna pani, panie, prowadząca nie miałaby powodu, ani też śmiałości kazać panu uwierzyć w cokolwiek, ponieważ człowiek ma wolną wolę i sam dokonuje w tych kwestiach wyboru. My po prostu spotkaliśmy się dzisiaj z tym miłym towarzyskiem, żeby podzielić się wiedzą. Nie będziemy nikogo przekonywać, ponieważ każda wolna dusza, która zechce wysłuchać tego programu, będzie miała swoje refleksje, będzie miała swoje pytania i swoje odpowiedzi. Tyle. Tutaj pozwoliłam sobie.
[01:08:10] - Ja chciałbym tutaj też komunikat wygłosić, że uczestniczycie w czymś naprawdę ważnym i wyjątkowym, że jest możliwość posłuchania takiej audycji, której nie usłyszycie w radiu komercyjnym, nie zobaczycie tego w telewizji. Kiedyś był taki program „Rozmowy o umieraniu”. Bardzo ciekawe rozmowy pan Małachowski prowadził, ale od tamtego czasu już właściwie niewiele się tutaj dzieje i nic się nie pojawia. Dlatego odpowiem tak na ten zarzut słuchacza czy słuchaczki, że wiara przestaje nas interesować, ponieważ wiara należy do epoki ryb, epoki autorytetów, które kazały nam w cokolwiek wierzyć bez podawania dowodów. I my nie zamierzamy konkurować tutaj z demagogicznymi systemami wiary, tylko wchodzimy już w erę wodnika, w erę wiedzy i wiedzę zdobywa się poprzez doświadczenie, więc nikt nikogo nie przekona, dopóki sami słuchacze nie przekonacie się, że śmierć jest realna, jak ona wygląda. My wam tylko możemy zasugerować pewne rzeczy, na które warto byłoby zwrócić uwagę. A mądrego warto posłuchać, zwłaszcza takiego, który wraca z miejsca, do którego my się wybieramy dopiero. Oczywiście pojawią się zarzuty, że stamtąd nikt nie wrócił, że jak jest życie, to nie ma śmierci, a jak jest śmierć, to nie ma życia. Ale to też są wszystko tylko półprawdy, ponieważ są istoty żyjące obecnie na Ziemi, które istnieją w formacie wielowymiarowym i mogą przemieszczać się tak jak dawni czarownicy opisywani przez Carlosa Castanedę po wielu wymiarach. Ich nie interesuje przekazywanie tego komukolwiek czy czyjaś opinia, czy w to wierzyć, czy nie wierzyć.
Jest to ich prywatnym doświadczeniem, a niewielu jest takich, którzy naprawdę chcą o tym mówić i mówią w sposób zrozumiały i wiarygodny dla innych. To nie jest kwestia tego, jak dobrze jest to podane, tylko jak dobrze zostanie to odebrane. My dajemy tylko pewne wskazówki, które każdy sam może zdobyć, czytając literaturę czy rozmawiając z różnymi doświadczonymi. Każdy sam musi wyciągnąć sobie z tego wnioski. Tutaj jest tak, jak powiedział Morfeusz do Neo: „Ja ci tylko pokazuję drzwi, ale ty sam musisz przez nie przejść. Nikt za ciebie tego nie zrobi. Pytanie tylko, czy zrobisz to z przygotowaniem, czy tak jak przy skoku z bungee, że to będzie na zasadzie: a niech się dzieje, co chce.”
[01:10:57] - Tak, ja tylko chciałam zwrócić uwagę na jedną rzecz, że trudno jest znaleźć w mainstreamie tego rodzaju audycje z prostej przyczyny. Dlatego, że lęk przed śmiercią jest czymś, co trzyma ludzi w pułapce i wykorzystują ten lęk przed śmiercią wszyscy: i politycy, i koncerny farmaceutyczne, i po części przynajmniej niektóre doktryny religijne. To jest ogromna pułapka dla człowieka, jeżeli bardzo boi się śmierci. Ludzie, którzy nie boją się śmierci, są nie do opanowania, są nieprzewidywalni. Oni naprawdę mogą mieć wolną wolę, ponieważ wychodzą w znacznej mierze z pewnych ograniczeń, schematów i przywiązań różnego rodzaju, które wcale niekoniecznie są nam do szczęścia potrzebne.
[01:12:14] - Ja bym powiedział to jeszcze dostarniej, że to, co my robimy, to jest zakrecia robota w systemie Matrixa i tak naprawdę jest to wiedza zastrzeżona dla nielicznych, ukrywana przed wszystkimi. I to jest początek duchowej rewolucji, ponieważ człowiek, który nie boi się śmierci, tak jak zauważyłaś, jest wolny i my nie możemy zauważyć tej wolności właśnie poprzez te ograniczenia i poprzez ten kult ciała i wiecznego życia, wiecznych przeszczepów, wiecznego upiększania się. Ale ten czas już mija, ponieważ ludzie samoistnie tą wiedzę zdobywają za pomocą internetu. Informacja obiega świat w jedną chwilę, co było wcześniej niemożliwe i też niedopuszczalne. I to, co dajemy ludziom, to tak naprawdę jest prawo do wolności, do samodzielnego myślenia. I liczę na to, że tego się w końcu dowiemy i że przebijemy głową właśnie ten mur ignorancji, mentalności i mentalu, czyli tłumaczenia wszystkiego właśnie poprzez naukę, poprzez dowody. Nie interesują mnie dowody. Interesuje mnie w tej chwili to, czego doświadczam i to jest dla mnie największym i najwartościowszym dowodem, ponieważ wszystkie dowody świata nie zastąpią doświadczenia. Tak że dajemy coś dużo cenniejszego.
[01:13:43] - Kiedyś starożytni mawiali, że sen to krótka śmierć.
[01:13:52] - A śmierć to wieczne życie, natomiast życie to długi sen. Tak że jak najbardziej to się wszystko zgadza. Dwa z czterech etapów śmierci to są doznania zasypiania, gdzie jest to bardzo podobny stan. Tracimy poczucie tej rzeczywistości i płynnie wchodzimy w inną rzeczywistość. Miałem wiele doświadczeń duchowych, nie tylko z umierającymi, ale i z ich przewodnikami, i również z istotą śmierci samą w sobie. Ponieważ, tak jak to pokazywał pewien serial „Dotyk anioła”, są to konkretne istoty, które po nas przychodzą i które mogą ten proces wytłumaczyć. Kiedyś spotkałem, w uproszczeniu, krystalicznego anioła, ciekłokrystalicznego, bo on był jak parujące powietrze i mówił, że zajmuje się śmiercią i przeprowadzałem kogoś. Ja, czekając na dokończenie tego procesu, wdałem się w pogawędkę z tą krystaliczną istotą śmierci i pytałem: „Jak to wygląda z twojej strony? Mogę ci opisać, jak to wygląda ze strony mojej rzeczywistości, mojego doświadczenia, ale jak to wygląda u ciebie technicznie ten proces śmierci?” I on mi to wytłumaczył tak: „Słuchaj, to jest bardzo proste. To jest tak, jak didżej na dyskotece ma dwa potencjometry, dwie gałki.
Jedna odpowiada za rzeczywistość fizyczną, materialną, druga odpowiada za rzeczywistość duchową, do której się przenosi poza cielesną. I ta materialna jest rozkręcona na 100%, tak jak muzyka, która jest grana, jak fala, którą odbiera ten człowiek swoją percepcją, a ta duchowa jest blisko zera. I w momencie śmierci dokonuje płynnego ruchu tą gałkę z rzeczywistością materialną, z duchową z zera na 100% i świadomość płynnie przenosi się z tej rzeczywistości do drugiej. I to jest dokładnie to, co dzieje się przecież w trakcie snu. Więc to nie jest nic nowego. Nowość polega na tym, że my nie wracamy do tego samego ciała, że pozostajemy w rzeczywistości naszego umysłu i jeśli nie mamy pomysłu na to dalej, to nie możemy się z tego wydostać. Jeżeli zrezygnujemy z jakąś ścieżkę duchową, jeżeli mamy jakieś kontakty z istotami duchowymi, możemy je wezwać. Jeżeli nie wierzymy w to, że to doświadczenie jest realne, to wydaje nam się, że śnimy, a już dawno nie żyjemy i ciężko jest uwolnić komuś z takiego umysłu. Najpierw trzeba mu zrobić terapię po drugiej stronie i dopiero wtedy można nauczyć go sterowania swoją myślą i przenieść go na inny poziom świadomości. To robię w trakcie przeprowadzania dusz.
Tak że to jest coś niezwykle ważnego, żeby mieć świadomość tego, jak to wygląda i żeby znowu nie bać się tego i być wolnym. Być wolnym w swojej pewności, którą zdobywamy poprzez doświadczenie.
[01:17:11] - Wiesz, inaczej my rozmawiamy i inaczej reagują słuchacze, którzy mają głębokie przekonanie, że nasza świadomość jest sumą nie tylko wszystkich doświadczeń z tego życia, ale w ogóle wszystkich naszych doświadczeń, jakiekolwiek nabyliśmy, i że ten stan świadomości, w jakim się znajdujemy, ma ogromne znaczenie nie tylko dla procesu umierania, ale on też ma znaczenie dla tego, co przyciągniemy, dla tego świata, w którym w swojej świadomości duchowej podążymy. Bo przecież jest bardzo charakterystyczną rzeczą, że ludzie, którzy odchodzą w bardzo złym stanie psychicznym, mam tu na myśli moich czytelników po próbach samobójczych, którzy po wyjściu z ciała znajdowali się w bardzo nieprzyjemnych miejscach, takie mieli odczucie. Natomiast trudno jest wytłumaczyć, że nie jest to żadne, w cudzysłowie, piekło, tylko jest to po prostu ciężka energia własnej duszy, głęboka depresja. Powiedzmy sobie szczerze, przecież nikt ze szczęścia i z poczucia dobrobytu i dobrostanu swojej osoby duchowej i fizycznej nie popełnia samobójstwa. Natomiast osoby, które były spokojne, na przykład małe dzieci, ludzie w jakiś sposób pogodzeni, prowadzący normalne życie zupełnie w inne miejsca trafiają. W momencie oddzielenia świadomości od ciała. Podobne przyciąga podobne.
[01:19:42] - Oczywiście, można jasno powiedzieć, że w trakcie śmierci nasza rzeczywistość się nie zmienia, że to, co mamy w sercu, to mamy i w świecie. Jeśli ktoś ma żal, gniew, nienawiść, spotka się z tym, co wypromieniuje na zewnątrz. Rudolf Steiner porównał to przejście do rękawiczki, że w tej chwili to, co mamy na zewnątrz, jest na zewnątrz, ale w momencie śmierci to jest tak, jakbyśmy tę rękawiczkę przewrócili na lewą stronę, że to, co jest zewnętrzne, będziemy mieli w sercu, a to, co mieliśmy wewnątrz siebie, będzie naszym doświadczeniem zewnętrznym i tylko tyle się zmienia. Wobec tego przejście jako śmierć jest wejściem w swój świat wewnętrzny. Jeśli to jest świat urojeń, jeśli to jest świat lęku, jeśli to jest świat braku akceptacji siebie, to będziemy tego doświadczać w sposób przykry i nawet bolesny i długotrwały, dopóki się to doświadczenie nie wyczerpie. Jeśli oczekujemy szczęśliwego świata, to do niego mamy szansę trafić. A najpewniejszym na to sposobem jest to, żeby w nim żyć już zanim się umrze przez pewien czas. I wtedy możemy tylko wzbogacić to doświadczenie o nowy wymiar, który jest wymiarem samospełniających się wizji. Nasza umysłowość, nasza wyobraźnia jest bardzo ważna, żeby nad nią zapanować, kontrolować ją. Dlatego tak istotny jest proces koncentracji, medytacji i treningu uważności przed śmiercią.
Nie ma w tej chwili klinik przygotowujących do tego przejścia, do wejścia w ten proces odchodzenia. Moim celem jest takie kliniki tworzyć albo przynajmniej poprzez indywidualną pracę z umierającymi umożliwić taki trening umierania. Czy też kurs odprowadzenia dusz, który prowadzę od wielu lat, pozwala taką duszę przechwycić po drugiej stronie i ułatwić jej to przejście. Ale tak samo zależy mi na tym, żeby stworzyć kursy ostatniej pomocy, tak jak są kursy pierwszej pomocy. Zależy mi na tym, żeby w Polsce powstały takie miejsca, w których można przygotowywać do odchodzenia. Pracuję nad kursem ostatniej pomocy analogicznie do kursu pierwszej pomocy, żeby każdy miał szansę zdobyć takie doświadczenia i z nich korzystać. I mam nadzieję, że ta audycja pobudzi wyobraźnię i oczekiwanie ludzi, ponieważ to ma być proces oddolny, że kiedy jest potrzeba, to pojawia się też taka możliwość. Więc ta możliwość jest, tylko w tej chwili ważna jest potrzeba, żeby każdy chciał umierać godnie i żeby każdy chciał umierać świadomie, żeby wiedział, co się z nim dzieje i mógł liczyć na pomoc odpowiednich, wsparcie osób kompetentnych.
[01:23:02] - Wiesz, jest to przerażające, jak nieprzygotowane do pracy z człowiekiem odchodzącym są nie tylko osoby najbliższe, ale przede wszystkim pracownicy hospicjów, szpitali, tych ciężkich oddziałów. Powiedzmy sobie szczerze, są oddziały bardziej i mniej rokujące, gdzie ludzie są na bieżąco w takich sytuacjach ostatecznych ze swoimi pacjentami. Myślę, że kompletnie są nieprzygotowani i być może dlatego często reagują bardzo nerwowo. I też powstają te konflikty z rodzinami, ponieważ to jest zderzenie dwóch światów. Czyli świata lekarza, pielęgniarki, którzy z tą śmiercią obcują codziennie, a kogoś, komu umiera bliska osoba. I to wszystko ma zupełnie inną wagę. Niemniej nie ukrywajmy, przyczyną, podwaliną alkoholizmu u wielu osób ze środowiska medycznego, jeśli z nimi rozmawiać, było to, że nie radzili sobie z odchodzeniem swoich pacjentów.
[01:24:46] - Tak, jak najbardziej. To jest bardzo powszechny problem, z którym też się spotkałem w hospicjum, kiedy jeszcze jako młody wolontariusz, miałem może z 18 lat, trafiłem do hospicjum onkologicznego w Warszawie i rozmawiałem z dyrektorem o tym, jak moglibyśmy to zorganizować, żebym miał możliwość rozmawiania z tymi ludźmi o śmierci. Chciałem zaproponować również zorganizowanie kursu dla personelu, a ten dyrektor tak tężał i szybko poczerwieniał na twarzy i zaczął agresywnie mi komunikować, że absolutnie tutaj nie można tym ludziom mówić nic o śmierci. Ja mówię: „Ale zaraz, chwileczkę, jesteś hospicjum. To co w takim razie?” Mówicie im, że będą żyli i że wrócą do domu? On mówi: „Nie, o życiu też im nie mówimy”. To co w takim razie im mówicie? „Nic im nie mówimy, po prostu ich przeczekujemy”. To przeczekiwanie jest synonimem niezdolności podjęcia jakiegokolwiek dialogu i efektem tego jest nerwowość personelu. Pielęgniarki, które uczestniczą już w konaniu, stają się bardzo nerwowe, są zestresowane, biegają w kółko i nie mogą się uspokoić.
Natomiast wolontariusze, którzy pracują w hospicjum, wytrzymują tam tylko do pierwszej, maksymalnie do drugiej śmierci swojego pacjenta, ponieważ przeżywają to jak śmierć osoby najbliższej i dla nich jest to zbyt trudne, żeby zostawać z tym na co dzień, jeśli nie akceptują procesu śmierci jako wyzwolenia duszy. Więc brakuje tutaj szkolenia na każdym poziomie. I na poziomie psychologów hospicyjnych, i osób duchownych, i lekarzy, i pielęgniarek, i rodzin, i dyrektorów, i wolontariuszy, i gości, którzy odwiedzają takie miejsca. Przez wiele lat szkoliłem wolontariuszy, którzy na ochotnika obsługiwali wiele domów opieki i hospicjów. Ale tam jest problem również inny — problem możliwości dotarcia do tych osób, ponieważ często takie domy opieki są prowadzone przez zakonników czy zakonnice i tam obowiązuje tylko jedna słuszna ideologia. Więc jeśli się mówi o odchodzeniu w inny sposób, to jesteś po prostu traktowany jak trędowaty, czy w najlepszym wypadku jak świadek Jehowy, który przyszedł tutaj przechrzcić na inną wiarę. I wielokrotnie byłem wypraszany z takiego domu, gdzie interwencja palca Bożego, jakiegoś biskupa, czy nawet — to był dom prywatny — znalazła się matka jakiegoś księdza, który natychmiast się o tym dowiedział i domagał się, żeby taki wykład zakończyć. Czy też w domach opieki społecznej takie wykłady prowadziłem i to zwykle źle się kończyło.
[01:27:56] - Oczywiście, że tak, ponieważ to jest licencja na umieranie. Licencja na przywitanie, czyli przyjęcie do konkretnej wiary. Oni to traktują, że w momencie, kiedy wytłumaczy się człowiekowi tak jak ty mówisz, to będzie to resakralizacja jego osobowości. Ja przepraszam, może to jest nieadekwatne, ale mnie się zawsze przypomina ten film „Sami swoi” i ta starsza pani już na łożu śmierci i przychodzi do niej, bo nikogo nie mogli tam znaleźć, ten niemiecki ksiądz i potem ta synowa komentuje: „Żeby przez tę niemiecką spowiedź mama choć czyśćca dostąpiła”. Jak o tym mówimy, ja mam zawsze to przed oczami.
[01:29:03] - Boga.
[01:29:04] - Tak, bo akurat to było w tym momencie najistotniejsze. Ale teraz, jeśli pozwolisz, bo nie zostało nam już dużo czasu, ja bym chociaż na chwilkę chciała nawiązać do jeszcze jednej kategorii zjawisk, mianowicie do zjawisk pesji towarzyszących odchodzeniu. Czy w twojej karierze ty się spotkałeś z takimi zdecydowanie paranormalnymi aktywnościami?
[01:29:44] - Tak, zdecydowanie. Większości tych zjawisk doświadczają osoby bardziej rozwinięte duchowo, tak to nazwijmy, czyli bardziej wrażliwe, mówiąc ogólnie. Najczęstszym zjawiskiem jest to, że te wrażliwe, bliskie osoby wiedzą, że umiera dokładnie ta osoba i w tym momencie mają to odczucie. Jeśli jest więcej osób odczuwających, one ustalają godzinę i zazwyczaj ta godzina się zgadza. To jest tak, jak w momencie zatrzymywania się zegarów na godzinie śmierci. Tego doświadczyli pracownicy — jest to znana sprawa — współpracownicy Thomasa Edisona, który pracował nad komunikatorem z zaświatami i w momencie śmierci wszystkie zegary w jego pracowni zatrzymały się na godzinie śmierci. I on udowodnił, że jest to możliwe i zdobył tą wiedzę, niestety dopiero po śmierci i nie miał jej komu przekazać. Więc tego typu odczucia są najczęstsze wśród tych zjawisk. Pojawiające się istoty znikąd typu motyl w zamkniętym pomieszczeniu, ptak uderzający w szybę, ćma, która się gdzieś telepie, gasnąca świeczka, zimny, chłodny wiatr, który każe na siebie zwracać uwagę, pęknięte lustra, których nikt nie dotykał czy spadające przedmioty. To jest bardzo częste i powszechne.
Te osoby zmarłe pojawiają się w przestrzeni swoich bliskich, którzy najczęściej nie wiedzą, że umarli. Chyba że jest to ten przypadek wrażliwców, którzy to czują, ale tym się nie trzeba manifestować, bo oni już wiedzą. Natomiast ci, którzy nie wiedzą, muszą tego doświadczyć poprzez język symboli czy język znaków. I w krótkim czasie pojawiają się relacje ze snów, gdy często taka osoba manifestuje się w określonej pozie, z określoną jasnością, w określonym ubiorze. Często ma jakiś przekaz albo tylko się uśmiecha, albo jest smutny, albo jest na jasnym tle, albo na ciemnym, albo towarzyszą jej ptaki, albo zwierzęta. I to jest bardzo wymowne i bardzo ważne, bo to jest taka pocztówka z zaświatów, którą każdy świadomy zmarły może przesłać i każda osoba wrażliwa połączona z nim jest w stanie to odebrać. I ten most między zaświatami mam wrażenie, że w naszej cywilizacji bardzo się wydłuża i te światy się odsuwają. Także te pocztówki są coraz trudniejsze do wysłania i coraz rzadsze. Natomiast we wcześniejszych epokach, kiedy ludzie żyli bliżej przyrody, żyli również bliżej tych zjawisk paranormalnych i dla nich one nie były paranormalne. One były normalne, na które oczekiwano.
I teraz poprzez lęk, poprzez psychomanipulacje mediów, poprzez retrosmog, poprzez zmiany społeczne te wszystkie zjawiska stały się czymś takim jak widzenie ducha albo jak zielone ludziki. Jest to coś, o czym się do tej pory nie rozmawiało jeszcze na głos. Na szczęście coraz więcej osób się tym interesuje i poszerza się ten krąg, gdzie można sobie nawet w gronie rodziny o tym otwarcie porozmawiać. Już się z tym na szczęście spotykam coraz częściej.
[01:33:41] - Ja mam swoje doświadczenie, bardzo specyficzne. Lata temu byłam w szpitalu i na tej samej sali, gdzie ja, leżały dwie starsze panie. Jedna wydawała się bardziej rokująca, zadbana starsza pani, cała w koronkach. Rodzina otaczała ją wielką opieką. Natomiast skromna starsza pani leżała na drugim łóżku. Obudziłam się i widziałam rzecz przedziwną, mianowicie coś na kształt mglistego całunu, który usadowił się na przestrzeni łóżka, na której leżała ta, pozwolę sobie tak powiedzieć, pani w koronkach i ten całun mglisty zaczął się zagęszczać. I tam się w pewnym momencie pojawił taki świecący punkt, wokół którego ten całun zaczął się zawijać. W końcu utworzyła się kula, która po chwili znikła. Ja żyłam w przekonaniu, że miałam jakąś halucynację, mimo że siedzę przecież od lat w sprawach wiadomych, to jednak starałam się to racjonalizować i wytłumaczyć sobie, że to się nie zdarzyło naprawdę. Tymczasem w relacjach, które nawiązałam już w czasie, kiedy istnieje Biuro Duchów z lekarką, z panią podolog, obie z ogromnym stażem na takich działach geriatrycznych, ewentualnie w hospicjach.
I one również opowiadały mi o tym, że były świadkami tego typu manifestacji. Pani doktor miała taką pacjentkę, starszą panią i w nocny dyżur poczuła taki imperatyw, by natychmiast pójść i sprawdzić, co się dzieje z panią Różą. I poszła w tamtym kierunku. Ona leżała na pojedynczej sali. No i właśnie była świadkiem czegoś podobnego, czegoś, co widziałam. Tego całunu i świetlistej kuli, która wyleciała z budynku. Takie rzeczy się również zdarzają.
[01:37:06] - To, co opisujesz, to jest to, o czym mówił chociażby Edgar Cayce. On to nazywał białą aurą śmierci. Świadczył kiedyś widzenia osób w windzie, które wszystkie miały białą aurę. On się dziwił. Wydawało mu się to niemożliwe. Po czym, gdy ta winda się zamknęła, zaczęła zjeżdżać na dół, urwał się łańcuch, który tą windę ściągał i ci wszyscy ludzie zginęli. Więc osoby wrażliwe widzą tą białą aurę. Natomiast też personel tych szpitali czy hospicjów jest jakoś dostrojony i ma ten szósty zmysł. Zostrzony, czyli ta nadwrażliwość przynajmniej na możliwość nadejścia tej śmierci, bo oni tym pracują, więc to odczuwają. Często pojawia się też specyficzny zapach śmierci.
[01:38:05] - Jeszcze raz, bo nie...
[01:38:07] - Mówię, że też takim symptomem jest coś takiego jak zapach śmierci. I to opisują też żołnierze na polu bitwy, że widzą, że człowiek, który nawet nie wie, że zginie, zaczyna inaczej pachnieć. I też manifestują się pewne zjawiska, jak chociażby taka obojętność na to, że często na polach bitew ktoś taki, kto doświadcza wskazania przez śmierć, nagle wstaje, zaczyna się zachowywać irracjonalnie i dostaje śmiertelny postrzał. Więc to często jest rodzaj wezwania przez śmierć, namaszczenia przez tamtą stronę. I również w trakcie chociażby egzorcyzmów można zauważyć różne towarzyszące zjawiska utraty sił życiowych i między innymi w magii kahunów wysłana modlitwa śmierci to był po prostu duch, który wysysał energię z człowieka. I to też był biały dym, który się pojawiał i przecinał ten srebrny sznur i taka osoba odchodziła. Także jesteśmy świadkami możliwości obserwacji wielu tego typu zjawisk i gromadzenia się tych zjawisk w grubą kartotekę. Więc w tykach jestem, jeszcze co słuchacze mieliby do powiedzenia na ten temat, bo zawsze są osoby zainteresowane tym tematem najbardziej poprzez swoje doświadczenia czy zdolności. Więc tu też prośba do słuchaczy, żeby podzielili się swoimi doświadczeniami symptomów towarzyszących osobom umierającym, czy też im samym w trudnych momentach życia, bo ta śmierć jest obecna obok nas. Ja sobie wyobrażam, że ta śmierć to jest tak naprawdę nasz anioł stróż, który tak długo nas karmi i dba o nas, jak my w niego wierzymy.
I tu z kolei ta epoka wiary ma sens. I tak długo, jak zasilamy ten program życia, program bezpieczeństwa i program troski o siebie, to tak długo jesteśmy zaopiekowani. Jak przestajemy dbać o tego anioła życia, to on traci siłę i staje się takim aniołem śmierci, który w którymś momencie jest tak zagłodzony, że ta nasza cieniutka linia życia, ta nitka duszy naturalnie się przerywa czy też wygasa. Dlatego mój apel: dbajmy o to życie, dbajmy o tych swoich przewodników. Dbajmy o swoją duszę, karmmy ją najlepszą dla mnie karmą, którą znam. Dla duszy to jest kontaktowanie z przyrodą, zachwyt, dobroć i współczucie. Wtedy tworzą się najlepsze uczynki, najlepsza karma, najlepsze relacje i przyjaźń międzywymiarowa. To dla duszy ma ogromne znaczenie. Nie interesują ją zaszczyty, sława, pieniądze. Ponieważ nagie przyszliśmy na ten świat i z niczym stąd odejdziemy.
Liczy się tylko to, co będziemy mieli w swoim wnętrzu, jak nas zapamiętają bliscy, co po sobie zostawimy i na jaką skalę będziemy rozsiewać dobro w tym wymiarze. Dzięki temu nie będziemy musieli już wracać. Także tego i sobie, i państwu życzę.
[01:42:14] - Tak, to rzeczywiście święte słowa, bo mówiliśmy o tym. W tym bardzo zmaterializowanym świecie ludzie gonią zupełnie nie za tym, co powinni. Zresztą cóż tu dużo mówić, to jest ogólnie bardzo silna psychomanipulacja stosowana przede wszystkim przez media, reklamy wszechobecne w tej chwili i tak dalej, gdzie stwarza się iluzję, że jeżeli czegoś nie będziesz mieć, to będzie ci z tym gorzej. Będzie ci się gorzej żyło, bo czegoś tam nie masz, nie posiadasz. Tymczasem okazuje się, że wiele badań bez cienia wątpliwości uświadamia nam, że najszczęśliwsi ludzie wcale nie są to ludzie najbogatsi w sensie materialnym. Dlatego pewne rzeczy są oczywiste i tutaj dla mnie nie ma cienia wątpliwości, że człowiek poprzez swój styl życia, swoje relacje z innymi ludźmi tworzy swoją przyszłość, w której znajdzie się w ten czy w inny sposób. ... powiedzmy tak kolokwialnie, po drugiej stronie. I to są rzeczy istotne. Ten spokój, tę równowagę widać bardzo często u ludzi starszych, bo przecież ludzie niejednokrotnie wskazywali dzień swojej śmierci.
Ci starsi ludzie potrafią to zrobić i oni są bardzo precyzyjni w tych wskazaniach.
[01:44:37] - Tak, bo to nawet nie jest przewidywanie, tylko raczej postanowienie, że „zbierzcie się wszyscy, pożegnam się z wami. Powiem, co mam do powiedzenia i na drugi dzień umrę” czy też „umieram, planuję umrzeć”. I to jest rzecz całkowicie naturalna, akceptowalna. Jak ktoś nie ma strachu przed osądem czy też oceną swojego życia, gdy nie ma nic na sumieniu, nie ma się czego obawiać. Dużo bardziej trudno umiera się osobom, które uświadamiają sobie pod koniec życia, że absolutnie zmarnowały swoje życie i nie wykorzystały go właściwie, że nic nie osiągnęły, mając na przykład wszystko w tej materii. I tu jest problem, jak przetransformować dobra materialne w wartości duchowe. Kiedyś takim sposobem była donacja na kościoły czy też dobroczynność, dawanie na biednych. Dzisiaj to jest trudniejsze, ponieważ ludzie są tak przywiązani do swojej materii, że wydaje im się, że nigdy nie jest dobry czas na to, żeby coś od siebie dać innym, poprzez co uzyskują tylko zatwardziałość serca. A z drugiej strony są rozliczani z potencjału, który mieli jako możliwość pomagania innym, a nic z tym nie zrobili. I to jest fakt, nasz niewykorzystany potencjał i konto, które w banku było zasilać chciwością i próżnością.
Mówi się o ludziach bogatych, że on ma, bo on nic nie daje. Taki bogacz z drugiej strony ma bardzo przykre doświadczenie, gdy widzi, że tam liczy się ta dobroczynność, współczucie i traktowanie innych tak, jak sami byśmy chcieli być traktowani. Ci starsi ludzie dawniej nie mieli tego problemu, bo oni żyli w sposób skromny, szczęśliwy i mieli autentyczną dobroć na co dzień. To jest najlepszym treningiem przygotowywania się do śmierci. Współczucie dla innych, dobroć, uważność na potrzeby innych i podążanie swoją ścieżką duchową, swojej pasji, swojej samorealizacji, dostarczania czegoś dobrego temu światu. Wtedy będziemy przyjęci naprawdę po królewsku i niczego nie musimy się obawiać.
[01:47:28] - Nie ma tej popularyzacji podstawowych wartości. Natomiast jest kult pieniądza i bardzo brakuje równowagi między tymi dwoma stanami umysłu, bo przecież są to stany umysłu naszego. Tak bycie dobrym, jak bycie chciwym. Jest to stan umysłu. Tak to po prostu wygląda. Posłuchaj, my tutaj powolutku będziemy się zbliżać, bo już jest 20.50, nawet chyba 20.54. Pomalutku będziemy się zbliżać do końca audycji. Ja jestem ci ogromnie wdzięczna, że zdecydowałeś się spędzić z nami ten czas. Może kilka słów podsumowania.
[01:48:44] - Ja również bardzo dziękuję za tę możliwość. Mam nadzieję, że słuchacze skorzystali chociaż trochę na poziomie inspiracji, ale chciałbym na koniec tylko zadać jedno pytanie jako pracę domową dla każdego słuchacza, żeby zastanowić się nad tym, jak ja chciałbym umierać. Czy mogę sobie zaplanować swoją śmierć? Jakie przydałyby mi się wtedy wiadomości, informacje, instrukcje? Z jakimi osobami chciałbym odchodzić? Kto mógłby mi towarzyszyć? Czy znam kogoś takiego godnego zaufania w tej podróży i czy jestem gotowy przekroczyć ten próg bez lęku już teraz, ponieważ nie ma czasu, nie ma jutra, jest tylko teraz. Dlatego zachęcam do tego, żeby ten program edukacyjny przesunąć na dzisiejszy dzień, na to, co mogę zrobić teraz, żeby nie odkładać tego na jutro, bo jutro może być za późno. Dziękuję wszystkim słuchaczom za życzliwą uwagę. Dziękuję tobie za to.
Dziękuję panu prowadzącemu. Bardzo miło było mi wystąpić w Radiu Paranormalium. Mam nadzieję, że będziemy częściej się słyszeć. Dziękuję. Życzę wszystkim dobrej, miłej nocy i pięknych snów. Po wspaniałym świecie, gdziekolwiek by on był. Na pewno jest w naszym sercu. Dobranoc
[01:50:12] - Panie Sebastianie, my się nie tylko słyszeliśmy, ale kiedyś się widzieliśmy. Ja byłem jako patron medialny na debacie ufologicznej w Katowicach.
[01:50:21] - Proszę, bardzo mi miło przypomnieć tę wizytę.
[01:50:26] - Tak, myśmy też spotkali się z Sebastianem przy okazji konferencji „Dokąd po śmierci?” Też pamiętam. Ja myślę, że, Sebastianie, twoja wiedza jest tak cenna, tak głęboka i przede wszystkim podszyta ogromnym doświadczeniem. Z przyjemnością i wielkim zainteresowaniem ciebie słuchałam, słucham i słuchać będę. I mam nadzieję, że uda nam się za jakiś czas spotkać. Teraz mamy wstępnie zaplanowane dwie, trzy audycje do przodu. Jest tu i teraz, ale jednak troszeczkę tych planów trzeba mieć. Za chwileczkę powiemy o następnej audycji. Tobie jeszcze raz serdecznie dziękuję i mówię, bardzo podkreślając słowo, do usłyszenia.
[01:51:38] - Do usłyszenia. Również było mi bardzo miło. Życzę wszystkiego dobrego, powodzenia i sukcesów dla całej ekipy radia.
[01:51:47] - Dziękujemy serdecznie. Cóż, po tych trudnych tematach niewątpliwie, ale jakże potrzebnych. Bo przecież w mainstreamie dzieją się zupełnie inne historie, a warto uwagę skoncentrować również czasami na tematach trudniejszych. Dlatego, szanowni państwo, zdaję sobie sprawę, że tego typu audycja jest tym trudniejszym tematem. Natomiast jeśli chodzi o zapowiedź następnego naszego spotkania, to myślę, że możemy już w tej chwili powiedzieć, że będziemy mówili o doktorze Ibenie Alexandrze, ponieważ ukazała się nowa książka tego autora.
[01:52:59] - „Serce świadomości”?
[01:53:01] - Dokładnie. Znamy go z jego bardzo odważnej książki „Dowód”, która była pierwsza. Później pojawiła się „Mapa nieba”, a w tej chwili „Serce świadomości”. Tak się cudownie składa, że dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Literanova będziecie państwo mogli zagrać o tę książkę. Niebawem ten konkurs się pojawi. Oczywiście najpierw musimy zakończyć ten, który wcześniej był ogłoszony.
[01:53:41] - Ja tylko pozwolę sobie troszkę naostrzyć apetyty słuchaczy faktem, pewną informacją. Otóż tym razem egzemplarzy do wygrania będzie kilka. Bodajże z tego, co pamiętam z korespondencji z wydawnictwem, to oni na pewno mają trzy egzemplarze konkursowe przygotowane.
[01:54:07] - Jak najbardziej. Jeden egzemplarz mamy na pewno, natomiast jeszcze to doprecyzujemy co do tych dwóch pozostałych. Ale jeśli się uda, będziemy bardzo szczęśliwi. A państwu polecamy tę książkę, ponieważ autor jest niezwykły. Troszkę przybliżymy sylwetkę doktora Iben Alexandra. To, co zrobił dla tematyki doświadczeń poza ciałem, to, co stało się jego osobistym udziałem. I przybliżymy również najnowszą książkę doktora Alexandra, a także wspomnimy o kilku innych lekarzach, którzy publicznie przyznali się do swoich doświadczeń poza ciałem i ryzykując, nie ukrywajmy, swoją karierę, postanowili jednak dać świadectwo tego, co im się przytrafiło i odnieść się też do swoich doświadczeń, co istotne, z punktu widzenia nauki. Z punktu widzenia tego, co zgodnie z nauką jest możliwe i co medycyna uważa za niemożliwe. Myślę, że jest to nie lada gratka, bo poprzednie książki Iben Alexandra stały się bestsellerami również w Polsce. I w tym kierunku ukłon robimy.
O szczegółach będziemy oczywiście na bieżąco informować.
[01:56:17] - Oczywiście nie jest jakimś zaskoczeniem, że Eben Alexander, szczególnie wśród swoich kolegów akademickich, naukowców, lekarzy, doktorów budzi też niemałe kontrowersje.
[01:56:31] - Niejeden z jego kolegów pomyślał przecież, czytając książki i słuchając, co do powiedzenia ma specjalista tej klasy, co Eben Alexander, ma do powiedzenia na temat mózgu, na temat tego, jak ten organ reaguje. Bo neurochirurgowi trudno zarzucić brak wiedzy albo wręcz niewiedzę. Przynajmniej nie specjaliście tej klasy co on. Więc tu trudno dyskutować i niejeden doktorat zawisł na włosku w momencie, kiedy Eben Alexander opowiedział o swoich doświadczeniach i podparł to wszystko swoim autorytetem naukowym. Trudno o entuzjazm, kiedy zdajesz sobie sprawę, że masz doktorat oparty o nie tak silne przesłanki, jak myślałeś. To jest ego. Tu wszystko się rozbija o ludzkie ego. Natomiast Eben i jeszcze paru innych lekarzy uznało, że jednak warto albo nawet należy pozostać w prawdzie przynajmniej z samym sobą i przedstawić swoje spostrzeżenia nie tylko jako osobiste doświadczenie, ale również odnieść to do świata nauki, odnieść to do świata medycyny. Oczywiście każdy z nich robił to z poziomu dziedziny, w której się specjalizował. Natomiast refleksje te są ciekawe, pouczające i oczywiście muszą być kontrowersyjne, bo jeśli tysiąc lekarzy anestezjologów mówi swoim pacjentom, że to, co widzieli, to był efekt uboczny działania leków, a pojawia się kilku lekarzy anestezjologów, którzy mówią: „Nie, to nie jest efekt uboczny działania leków.
Ja to przeżyłam. To jest niemożliwe”. Siłą rzeczy następne pytanie: wobec tego, jeśli są takie kontrowersje, to co my naprawdę wiemy o pracy mózgu? Czym jest mózg? Gdzie mieści się świadomość? Ale na te wszystkie tematy myślę, że porozmawiamy przy okazji następnej audycji, kiedy będziemy też mogli już książkę zaoferować państwu.
[01:59:41] - Już teraz mogę zapowiedzieć, że jeżeli komuś nie uda się książki wygrać, to na otarcie łez będzie zaprezentowany na antenie wybrany fragment. Dogadałem już szczegóły z wydawnictwem. Zarezerwujcie sobie państwo troszkę więcej czasu w niedzielę 31 marca roku pańskiego 2019, aby zostać z Radiem Paranormalium trochę dłużej, bowiem po „Debacie Niekontrolowanej” z cyklu „Z wizytą w biurze duchów” będzie zaprezentowany wybrany fragment książki Ebena Alexandra „Serce świadomości”. Była z nami Beata Kampa, Beata Adelmann, autorka bloga „Biuro Duchów” oraz książki „Opowieści z biura duchów”. Dzięki jeszcze raz, Beato.
[02:00:28] - Dziękuję i dobrej nocy życzę. Wszystkiego dobrego dla państwa.
[02:00:33] - Rozłączył się z nami, ale również był przez całą audycję tanaterapeuta Sebastian Minor. Dziękujemy panu Sebastianowi jeszcze raz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, oczywiście na żywo, już za dwa tygodnie. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08.
E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:01:47] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. No tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:01:58] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
[02:02:24] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. No tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:02:36] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[02:03:24] - Dwa miesiące temu był drop prowadzący do pewnego radia. Że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:03:35] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.