[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu i do twojej świadomości. Drogi słuchaczu, droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie kolejnego, trzynastego już odcinka audycji „Świat oczami duszy”. Miejmy nadzieję, że dzisiejsza trzynastka będzie nie pechowa, tylko taka bardziej szczęśliwa. Jest to pierwsza audycja, pierwszy odcinek audycji w roku pańskim 2019. Przy mikrofonie jak zawsze za sterami audycji Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:00] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, serdecznie.
[01:04] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, podam kontakty do Radia Paranormalium. Audycja realizowana jest oczywiście jak zawsze na żywo. Będzie można dzwonić. Dobra wiadomość jest taka, że udało mi się wreszcie naprawić połączenie ze smartfonem, także słuchacze korzystający na co dzień z telefonów komórkowych będą mogli również do nas dzwonić bez ponoszenia tak zwanych kosztów dodatkowych. Ale tradycyjnie podam najpierw numer stacjonarny 32 746 00 08. Oczywiście linię telefoniczną będziemy włączać koło godziny 21:00. Numer komórkowy 53 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Oczywiście czekamy także na pytania i komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z audycją, z tematyką świadomościową na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panie Sławku, po raz pierwszy w tym roku oddaję panu głos.
[02:45] - Dziękuję, panie Marku. Dziękuję serdecznie. Jeszcze raz was witam bardzo serdecznie w nowym roku. Tak przed audycją właśnie z panem Markiem chwilę rozmawialiśmy i powiedziałem, że po tej trzytygodniowej przerwie przed dzisiejszą audycją miałem taką tremę, jakbym siadał pierwszy raz, jakbym miał się z wami pierwszy raz spotkać. Jak słusznie zauważył pan Marek, jest to faktycznie pierwszy raz w tym roku, więc pewnie te pierwsze minuty też będą takie może troszeczkę... Pewnie wyłapiecie, że jestem taki troszeczkę spięty, ale mam nadzieję, że za chwilę wszystko wróci do normy. Witam was w nowym roku i tym razem dla urozmaicenia i dla zmiany nie będę wam składał życzeń, bo po pierwsze już je składałem, po drugie to zawsze wywołuje lawinę zwrotną, więc już nie chcę tej lawiny zwrotnej tworzyć. Dziękuję wszystkim za życzenia, które w tej przerwie od was dostałem, ale nie będę wam składał życzeń, bo jak kiedyś powiedziałem, nie mam takiej mocy, by te życzenia móc spełnić. Poza tym tak naprawdę nie wiem, co każdy, każda z was sobie życzy. Wiem jednak, że w każdym z nas jest moc spełniania marzeń i realizacji życzeń.
I to spróbuję zrobić. Spróbować pomóc wam ten dar w sobie odnaleźć. I po części właśnie o tym będzie dzisiejsza audycja. Ale na początek jak zwykle kilka refleksji autora. Pierwsza podstawowa to jest taka, że się za wami stęskniłem. Za wami, za audycjami w Radiu Paranormalium. Ci, co mnie znają tak bezpośrednio, to wiedzą. Natomiast większość z was na pewno nie wie, jak bardzo te audycje wpływają również na mnie i na moje duchowe samopoczucie. Ponieważ tego nie wiecie, to przyznam wam się i powiem wam bardzo szczerze, że bardzo wpływają. Te ostatnie trzy tygodnie rozłąki bardzo mi to uświadomiły.
Dlatego tym bardziej cieszę się, że mogę się z wami dzisiaj spotkać właśnie tutaj, na antenie Radia Paranormalium. Spotkania z wami, przygotowywanie audycji, przemyślenie, przemyśliwanie tematów, zastanawianie się nad odpowiedziami powodują u mnieZupełnie inny wymiar mojego duchowego życia. Jeszcze tak naprawdę nie wiem, na czym ten fenomen polega. Być może na tym, że w jednym momencie łączymy się ze sobą i ja tą pozytywną energię płynącą od was bardzo mocno czuję. Być może są też inne aspekty. Tak czy inaczej, kiedyś być może do tego dojdę, ale tak czy inaczej znowu poczułem się dzięki wam w dniu dzisiejszym rewelacyjnie i za to po raz kolejny chciałem wam serdecznie podziękować. A teraz troszeczkę do rzeczy. Podczas ostatniej audycji powiedziałem, że być może będę miał dla was jakieś interesujące informacje na temat eksperymentów, które zamierzałem w czasie naszej rozłąki wykonać, dokonać. I co prawda bomby jeszcze nie ma, ale sytuacja rozwija się i to mam nadzieję, i jestem nawet przekonany, że w dobrym kierunku. Po pierwsze temat transformacji podświadomości.
Kilka eksperymentów, które przeprowadziłem, przekonały mnie, że kierunek jest właściwy. Prawda? Mam pewien problem. Problemem pozostaje kwestia wyboru właściwego oprogramowania, doboru muzyki, stworzenia podkładu z lektorem prowadzącym. I to jest taki temat, nad którym będę teraz pracował. Ponieważ do wykorzystania mam tylko to, co już istnieje, więc jestem trochę ograniczony. Ale wszystko idzie w dobrym kierunku, więc mam nadzieję, że w następnych audycjach będę miał już więcej konkretów. Jeżeli one się tylko pojawią, jakieś wnioski, jakieś konkretne przemyślenia, być może już konkretne efekty, to z chęcią oczywiście się z wami tymi informacjami podzielę. Drugi temat, który się pojawił przed naszą poprzednią, znaczy ostatnią zeszłoroczną audycją, to był temat, który mnie zelektryzował, a dotyczył tak jakby naukowego udowodnienia istnienia duszy. Dokładnie tak.
Tak to zostało mi zaprezentowane i tak to zostało mi przedstawione. Początek tej historii miał już ładnych kilka miesięcy temu, kiedy napisał do mnie pan Grzegorz z informacją, że ma kontakt z innymi bytami, które chcą mu pomóc udowodnić, że dusza faktycznie istnieje, ponieważ taki dowód odmieni sposób myślenia ludzi i wpłynie na wiele korzystnych zmian na Ziemi. Ponieważ w pełni się zgadzam z tym założeniem, no może za wyjątkiem określenia „korzystnych”, bo tego tak do końca nie jestem pewien, zwłaszcza w przypadku części ludzkości, postanowiłem się w to doświadczenie zaangażować. Nie jestem naukowcem, więc ciężko mi z naukowego punktu widzenia ocenić to. Natomiast doświadczenie polegało na tym, że na skutek przepuszczenia światła przez materiały różnej gęstości pojawiały się w tych materiałach wizerunki i obrazy różnych postaci, nie tylko ziemskiego pochodzenia. Ponieważ zdjęcia, które pan Grzegorz mi wysłał i udostępnił, nie rozwiały moich wątpliwości, postanowiłem osobiście i w pewien sposób organoleptycznie, jeżeli to jest w ogóle możliwe, się o tym przekonać. I doszło do tego dokładnie w nocy z 29 na 30 grudnia zeszłego roku. Za pomocą jedynej w miarę dobrej kamery, która już dysponowała rozdzielczością HD, udało nam się nagrać kilkanaście filmików obrazujących te postacie. W większości są to same twarze, ale bodajże w jednym czy w dwóch przypadkach pojawiają się też całe postacie. Jak niektórzy z was wiedzą, wrzuciłem dwa różne filmiki z dwóch różnych źródeł światła na swoją stronę na Facebooku, ale przyznam szczerze, że byłem załamany troszeczkę jakością tych filmów.
Aczkolwiek wiedząc już, które miejsca się, że tak powiem, przyglądać, pewne rzeczy widzę. Natomiast rozumiem, że dla większości z was zresztą tak jak tam się też komentarze pojawiły, że to takie trochę nudne jest oglądanie 10 minut stałego obrazu. Więc rozumiem, że jakość pozostawia wiele do życzenia. Natomiast problem polega na tym, że taki pięciominutowy filmik w rozdzielczości HD to jest objętość rzędu 500 MB, więc ciężko mi go komukolwiek przesłać za pomocą internetu.Za co tych, którzy byli zainteresowani bardzo przepraszam. Być może wrzucę z jeden, ze dwa na YouTube'a, ale też nie mam pojęcia jak będzie z jakością, więc gdyby tu się też wśród naszych słuchaczy pojawili fachowcy bądź ludzie, którzy dysponują większą wiedzą na ten temat i doświadczeniem, to bardzo bym prosił o wsparcie. Bo co prawda te postacie widać już na laptopie i nawet przy trybie pełnoekranowym w rozdzielczości 1024 na 768 można dość zaobserwować za pomocą chociażby Windows Media Playera. I tu jedno, kochani, małe wyjaśnienie: nie uważam tego za żaden dowód naukowy na istnienie duszy. I to się też nie zmieni, dopóki nie przeprowadzę jeszcze jednego doświadczenia. Ale ponieważ potrzebny mi jest do tego już bardzo dobrej jakości sprzęt, którym w tej chwili nie dysponuję, może się jeszcze z tym chwilkę zejść. W tej chwili traktuję to jako pewnego rodzaju ciekawostkę i powód do przemyśleń, do zastanawiania się i to tak w sensie duchowym, jak i ludzkim, co niebawem postaram się wyjaśnić.
Na tą chwilę, chcąc być uczciwym, dotrzymać danego wam słowa, chciałem was po prostu poinformować, jak wygląda sytuacja. Podczas tych ostatnich tygodni zmieniła się jeszcze jedna rzecz w moim życiu. I zobaczcie, do czego prowadzi tęsknota i samotność. Mam oczywiście tutaj na myśli naszą rozłąkę. Dzięki waszym namowom oraz chęcią podzielenia się ze mną swoimi przemyśleniami i doświadczeniami, miałem możliwość poznania kilku innych, nieznanych mi do tej teorii na temat świata duchowego. Dziękuję zwłaszcza panu Tomaszowi, który podesłał mi sporo ciekawych informacji, zwłaszcza na temat ośmiu płaszczyzn rozwoju naszej duszy. Nie mogę tego rozwinąć, ponieważ to jest też wyraźna prośba pana Tomasza, żeby póki co tej wiedzy nie przekazywać dalej. Natomiast powiem wam, że ponieważ moja świadomość nie powiedziała zdecydowanego „nie”, więc postaram się bardziej zrozumieć to zagadnienie. Chociaż o czym wie pan Tomasz, wy jeszcze nie wiecie o czym mówię, ale nie będzie to proste zadanie. Natomiast obiecuję, że tak łatwo się nie poddam.
Tych informacji, które do mnie ostatnio napłynęły, jest dużo więcej, ale z kilku powodów nie będę o nich opowiadał. Pierwszy to taki, że najprawdopodobniej większość z was je zna i ma na ich temat wyrobione zdanie. Po drugie, jak wielokroć powtarzałem, nie czuję się autorytetem, żeby chociażby ustosunkowywać się do przemyśleń i doświadczeń innych ludzi. Zwłaszcza że też większości z nich nie znam osobiście i są to często tylko jakieś wycinki, wyrywki ich teorii, ich opinii, ich zdania, ich doświadczeń. Po trzecie, po co mam to robić? Po co tak naprawdę w ogóle ktoś ma to robić? Padł ten argument, ale przyznam wam się, że może on się okazać najsłabszy, zwłaszcza w obliczu moich ostatnich osobistych doświadczeń duchowych. Ale mam nadzieję, że o tym będzie jeszcze okazja porozmawiać. Na dzisiaj wiem jedno: te ostatnie doświadczenia doprowadziły mnie do jednego pytania. Jaki jest cel rozwoju duchowego?
Jaki jest cel rozwoju naszej świadomości? A przede wszystkim jakie intencje nami kierują, kiedy wchodzimy właśnie na tą drogę rozwoju duchowego? I tutaj może też będzie troszeczkę górnolotnie, ale kiedy się nad tym zastanawiam, oczywiście nie mogę nie pomyśleć o tych najwybitniejszych bądź najbardziej znanych nauczycielach, prorokach, mistrzach, jacy w historii ludzkości na Ziemi się pojawili i pojawiają się nadal. I tak sobie myślę, że kto jak kto, aleCi najbardziej znani: Chrystus czy Mahomet, Bóg zna. O tym, co się dzieje z naszą duszą po naszej śmierci i kim jest Bóg, wiedzieli bardzo dużo. Ja przy nich czuję się jak amator. Mimo swojej olbrzymiej wiedzy nie opowiadali o tym, koncentrując się bardziej na sprawach zwykłych, ziemskich, codziennych. Jednym zdaniem uczyli, jak tutaj na ziemi czynić nas lepszymi ludźmi. Obserwując to, co obecnie dzieje się, zaczynam zastanawiać się, czy aby na pewno chęć zrozumienia Boga, jego pomysłu i planu wobec nas, zrozumienie mechanizmów, jakie wymyślił, są właściwym kierunkiem, w którym powinniśmy zmierzać. Czy przypadkiem nie zagubiliśmy właściwego celu i sensu rozwoju naszej świadomości?
Czytając, słuchając, oglądając wypowiedzi, a czasami wręcz nauki niektórych uduchowionych i mocno oświeconych osób, zaczynam obserwować, że ich wiedza w żaden korzystny dla nich sposób nie zmienia ich życia i postępowania w sprawach zwykłych i codziennych. Tu się nasuwa taka myśl, czy to nie chodzi o to, aby gonić króliczka? Czy sama wiedza nie jest celem samym w sobie? Kolejnym aspektem i chyba nie o to chodzi w rozwoju duchowym, jest to, co z tą wiedzą część ludzi robi, jak ją wykorzystuje, do jakich celów. Podczas wielu rozmów z Grzegorzem słyszałem, z jakimi propozycjami on się spotykał, a wręcz podlegał naciskom i groźbom, aby wykorzystać jego doświadczenia wprost do oszukiwania i wykorzystania ludzi. Do manipulowania nimi w celu osiągnięcia wymiernych korzyści finansowych. Zresztą, jak na pewno sami wiecie, wiele osób właśnie do tego wykorzystuje swoją wiedzę duchową i doświadczenia. Nie ukrywam, mocno zapaliłem się do wizji i do możliwości przede wszystkim udowodnienia w namacalny i bardziej naukowy sposób, który będzie dostępny dla zwykłych ludzi, że dusza istnieje. Przez moment sam uważałem, że to jest właściwy kierunek, ale przyznam wam, że zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości, czy to jest aby na pewno właściwy czas. Czy ludzie będą w stanie właściwie i mądrze taką wiedzę wykorzystać?
Czy więcej będzie z tego pożytku, czy szkody dla nas samych? Przyznam wam się szczerze, że nie dostałem jeszcze jasnej i pewnej odpowiedzi. Dlatego podjąłem decyzję, że do momentu, kiedy nie będę tego pewien, skoncentruję się nie na poszukiwaniach i rozkminianiu Boga, ale na tym, jak tę wiedzę, którą do tej pory posiadam, zdobyłem, wykorzystać do tego, aby ludziom na ziemi żyło się lepiej. Aby rozwój duchowy przekładał się na nasze lepsze codzienne ziemskie życie. Aby rozwój duchowy nie był kolejną hipokryzją, chociażby religijną, a stał się źródłem i podłożem do bycia po prostu lepszym człowiekiem dla siebie samego i też dla innych ludzi. To jest jedno z moich noworocznych postaw. Tym postanowieniem dzielę się z wami w sposób oficjalny. Ciekawe, co się będzie z tego wycofa. Dlatego też w dzisiejszym odcinku chciałbym razem z wami zastanowić się, dlaczego mimo olbrzymiej wiedzy i niejednokrotnie olbrzymiego doświadczenia duchowego, gro ludzi ma olbrzymi problem z przełożeniem tego na codzienne życie. Dlaczego bardzo wiele osób, których rozwój świadomości jest na bardzo wysokim poziomie, boryka się z problemami życia codziennego, z pracą, z nieudanymi związkami, z problemami materialnymi, kiepskimi relacjami rodzinnymi czy towarzyskimi.
Ogólnie mówiąc z brakiem poczucia szczęścia i radości. Jak się na pewno domyślacie, nie ma tutaj jednej odpowiedzi i jednego powodu, z jakiego tak się dzieje. Bo co człowiek to jest inna historia, inna sytuacja. Ale na szczęście jest kilka wspólnych przyczyn, o których sobie dzisiaj porozmawiamy. Niektóre już znacie.Zwłaszcza ci, którzy słuchają moich audycji, naszych audycji od początku. Ale przypomnę, że takim pierwszym i chyba najważniejszym hamulcem jest nasza podświadomość. To takie najsilniejsze źródło naszych tak zwanych nieszczęść. Na ten temat mówiliśmy bardzo dużo. Co prawda ja i tak mam zawsze niedosyt i wiem, że temat jest w dalszym ciągu niewyczerpany i z pewnością byśmy przegadali jeszcze wiele godzin i też go nie rozwiążemy i nie zakończymy. Zwłaszcza że też jestem przekonany, że będziemy jeszcze do niego wracać.
Ale dzisiaj go odpuszczę i skoncentruję się na czymś innym, ale to za chwilkę. Drugim powodem jest to, że wraz z rozwojem naszej świadomości rośnie w nas poczucie empatii i zainteresowania innymi ludźmi, ich sytuacją, ich problemami, a w wyniku tego bardzo często pojawia się chęć pomagania. Pomagania wynikająca ze współczucia i zrozumienia ich sytuacji. To często prowadzi do tego, że dobro innych przykładamy ponad dobro własne. I to jest całkowicie naturalna konsekwencja zmieniającej się świadomości, która zaczyna być spolaryzowana na dobro innych. Na szczęście jest to okres przejściowy. Mówię na szczęście, bo pewnie większość z was, którzy takie sytuacje w swoim życiu przechodzą bądź przechodzili, na pewno nie jest z tego powodu szczęśliwa. Nie jest szczęśliwa, ponieważ ten etap dojrzałej świadomości bywa dla nas, z ziemskiego punktu widzenia, bardzo bolesny. Często powoduje to, że świadomie stawiamy się w roli osoby na tak zwanej przegranej pozycji. Czasami rzekłbym nawet, że ofiary.
I z punktu widzenia rozwoju jest to oczywiście korzystne, ale wiem, że z ludzkiego punktu widzenia jest to, tak jak mówiłem, męczące, a czasami doświadczenia, które sobie fundujemy, wręcz nawet bolesne. Z czego takie podejście wynika? Tak jak mówiłem, przede wszystkim z tego, że zmieniają się proporcje miłości do samego siebie, a do innych. A dokładnie miłość do samego siebie jest zastępowana miłością do innych. I w sumie założenie jest naprawdę bardzo fajne. Fajne, słuszne i tak naprawdę powinno być dla nas bardzo miłe doświadczenie, bo jak na pewno też się przekonaliście, dawanie miłości, dawanie radości, powodowanie w innych uczucia i poczucia szczęścia po pierwsze jest dużo przyjemniejsze niż dostawanie, a poza tym dostarcza dużo więcej takiej frajdy, takiej energii. Dłużej utrzymuje nas w bardzo dobrym nastroju i też dłużej pamiętamy takie wydarzenia niż dostawanie miłości od innych. I to z bardzo wielu powodów. Chociażby z tego powodu, o którym kiedy rozmawiam zwłaszcza z kobietami, które mówią: „Ja nie dostąpiłam miłości, ja nie doznałam miłości, ja nigdy nie spotkałam kogoś, kto dał mi miłość”. To zawsze staram się wytłumaczyć, że z taką na przykład miłością, którą dostajemy od innych, zawsze jest związany strach.
Strach, że jeżeli uzależniamy się od tego, czy dostaniemy miłość od kogoś, czy nie. Strach, że możemy to stracić. Dawanie miłości, dawanie radości. Tego strachu zupełnie nie powoduje. Nie wywołuje tego strachu. Chociażby z tego powodu, że zawsze znajdziemy tych, którzy tej miłości i tej radości z chęcią od nas troszeczkę uszczkną. Zawsze znajdziemy ludzi, których tą miłością i tą radością będziemy mogli obdarzyć, którym będziemy mogli to tak jakby w pewnym sensie ofiarować, zaoferować. Bo póki co tych ludzi, którzy chcą dawać miłość, jest jeszcze zdecydowanie mniej. Jaką moc energetyczną ma dawanie miłości, nie muszę chyba was przekonywać.Jestem przekonany, że każdy z was miał przynajmniej jedną taką historię w życiu, kiedy z miłości, z chęci uszczęśliwienia drugiej osoby zrobił coś, o czym jeszcze dzisiaj myśląc, ma ciary na plecach i banana na twarzy. O jakie sytuacje mi chodzi?
Najprościej będzie mi to opowiedzieć na swoim przykładzie i przykładzie mojej najstarszej córki, a dokładnie jej 18. urodzin. Moje obie córki obchodzą urodziny w sierpniu. Jak niektórzy słuchacze pamiętają, nawet tego samego dnia sierpnia, chociaż nie są bliźniaczkami. Więc czas 18. mojej córki przypadł akurat na czas pielgrzymki, na której ona była. Ponieważ, jak wiecie, 18. to jest bardzo duże wydarzenie, więc nie chcieliśmy czekać ze świętowaniem. Zresztą w tym dniu złożenie osobiście życzeń, moim zdaniem, należy do jednych z podstawowych obowiązków rodziców. Więc ja jako ten rodzic postanowiłem się z tego obowiązku wywiązać.
Powiem wam tak: zmontowaliśmy tort, ponieważ to pielgrzymka, więc szampana piccolo, jakieś tam przysmaki, bo wiadomo, że tamci ludzie raczej po McDonaldach i po restauracjach na pielgrzymkach nie chodzą. Ja jeszcze w nocy wydziergałem taki baner z białego prześcieradła, szprejem napisałem coś, już nie pamiętam, coś w rodzaju: „Witamy szanowną osiemnastolatkę” czy coś w tym stylu. Zmontowaliśmy rodzinną ekipę i tak zaopatrzeni postanowiliśmy zaskoczyć moją córkę. Ponieważ śledziłem i monitorowałem sprawę, więc wiedziałem, w którym miejscu będzie postój. Pojechaliśmy. Pojawiły się pewne problemy techniczne z wkopaniem tego banera. Miałem jakieś dwa kije, wziąłem jakąś sapereczkę ze sobą, ale niestety okazała się mało wystarczająca. Natomiast ludzie na trasie pielgrzymki są zazwyczaj uprzejmi, więc znalazło się trzech panów, którzy razem ze wsparciem logistyczno-technicznym pożyczyli mi szpadel oraz zaoferowali swoją własną pomoc w sensie podpowiadania mi, jak mam te dołki wykopać. Bardzo ich pozdrawiam w tej chwili. To niezapomniane wrażenie.
I co? Udało się. Kocyk rozłożony, oczywiście przysmaki, tort, szampan, baner. Tak się złożyło, że moja córka wraz z moją siostrzenicą i swoimi przyjaciółmi szła na samym końcu grupy, więc kilkaset osób, które przechodziło koło nas, widziało ten baner i wiedziało, że szykuje się impreza. Więc zanim moja córka do nas doszła, już chyba wiedziała, że coś się szykuje. Natomiast w momencie, kiedy już do nas doszła, wkoło stało kilkaset osób, które zaraz po nas zaczęły jej składać życzenia, zaczęło śpiewać jej „100 lat”. Jej mina w tym momencie, zmęczona oczywiście i mocno zaskoczona, była po prostu bezcenna. I też serce ojca rozradowane niespodzianką, szczęściem dziecka, które zupełnie nie spodziewało się, że zostanie zaskoczone taką sytuacją, że jest dla kogoś na tyle ważne, żeby rzucić jakieś tam obowiązki, przejechać kilkaset kilometrów i złożyć jej osobiście życzenia. Dla mnie w dalszym ciągu, zresztą dla nas wspólnie, dla osób uczestniczących w tym wydarzeniu, mimo że już upłynęło jeszcze nie kilkanaście, ale już ładnych kilka lat, w dalszym ciągu jest to powód do olbrzymiej radości, do takich fajnych, wzruszających wspomnień, do kolejnego przeżywania tej miłej sytuacji. I to jest też sytuacja, która mi zawsze daje taki zastrzyk fajnej, pozytywnej energii.
Bardzo lubię tą historię. Powiem wam, czekam na wasze historie, bo jestem przekonany, że w swoim życiu robiliście wiele pięknych, takich od czapy zupełnie gdzieś tam akcji, historii, które na trwałe zapisały się w waszych sercach. Dzielcie się, piszcie o nich, bo właśnie takimi historiami, takimi informacjami powinniśmy się ze sobą dzielić. Także czekam z utęsknieniem. Może jakąś nagrodę ufundujemy. Nie, sorry, wycofuję się z nagrody. Zapowiadają odwilż, więc lodówka na razie nie wchodzi w grę.Także mimo że już opustoszała po świętach, jednak może się jeszcze przydać. Tak na marginesie mam nadzieję, że nasi słuchacze, którzy temat lodówki poruszyli, są dzisiaj z nami. Ale na historię czeka. Wracając do tematu.
Jak powiedziałem, w założeniu jest to bardzo przyjemny okres i w niektórych sytuacjach, jak ta, którą przed chwileczką wam opowiedziałem, jest tego potwierdzeniem. Niestety, póki co takie sytuacje należą do mniejszości, a chęć bezinteresownego dawania jest najczęściej wykorzystywana niestety przez innych. Czemu? Ponieważ nasza podświadomość, tak jak już ustaliliśmy, jest ślepa i do momentu, dopóki naszym emocjom będzie towarzyszyć potrzeba dawania innym, zawsze podsunie nam kogoś, komu będziemy mogli coś dać. Tu pewnie się pojawi pytanie, taki aspekt odnośnie sprawiedliwości, bo w takich sytuacjach, kiedy dajemy innym, by na koniec na przykład zostać sami z jakimś problemem bądź sami w sensie sami, budzi w nas najczęściej takie właśnie odczucia, czy sprawiedliwość istnieje na Ziemi. I w momencie, kiedy pojawia się to pytanie w takich sytuacjach, jest to najwłaściwszy moment, żeby przyjrzeć się dokładnie własnym intencjom. I właśnie o tych intencjach chciałbym troszeczkę dzisiaj z wami porozmawiać. Oczywiście, jak zwykle mam w zwyczaju, podzielę się z wami wiedzą z Wikipedii, czyli określeniem, czym jest intencja. Dla ciekawych intencja pochodzi z łaciny od intentio. Jest to według Wikipedii świadomy proces umysłowy polegający na aktywnym stosunku umysłu wobec jakiegoś problemu bądź sytuacji, w wyniku czego pragnienia przekształcają się w potencjalny plan działania, świadome zamierzenie, zamiar, zamysł, cel, motyw działania, myśl przewodnia, chęć, pragnienie.
W skrócie tak na ten temat wypowiada się Wikipedia. Jak się domyślacie, na pewno nasze intencje też się zmieniają wraz z rozwojem świadomości. I tak jak na początku są skoncentrowane na przetrwaniu, później w tym dziecinnym okresie naszego rozwoju na tym, by jak najwygodniej przeżyć kolejne życie, tak już na poziomie młodym zaczynają się zmieniać w zapędy polegające na zmianie otaczającego nas świata, ale na taki, w którym nam byłoby lepiej. I ta sama chęć zmiany świata przyświeca nam również na poziomie dojrzałym, ale jest już bardziej skupiona na zmianie świata, by innym żyło się lepiej. Jest to bez wątpienia bardzo szlachetny okres naszego życia i też piękny etap rozwoju, bo na tym etapie rodzą się ludzie obdarzeni świadomością, która walczy o sprawiedliwość, o równouprawnienie, o prawa ludzi i innych istot do życia na Ziemi, do współżycia na tej Ziemi w szacunku do życia, do natury, do wszystkiego, co na tej Ziemi istnieje. Na bazie takich świadomości powstają fundacje. Powstają też organizacje, które mają za zadanie pomagać innym. Ekolodzy, wolontariusze, ludzie, którzy nawołują do życia w zgodzie z prawami natury. Artyści, którzy czasami w kontrowersyjny nieraz sposób zmuszają nas do przemyśleń i budzą w nas jakieś emocje, zmuszają do zastanowienia. Na tej bazie powstają również nawiedzeni politycy bądź prawnicy, którzy walczą o sprawiedliwość pokrzywdzonych.
To są również dziennikarze, którzy nie zezwalają na krzywdzenie, którzy wyciągają różne brudy, różne nieuczciwości, afery, którzy poruszają trudne tematy. I też całe mnóstwo dobrych ludzi, którzy te działania wspierali. I to jest piękne. To jest szlachetne, tak jak powiedziałem, i też niezwykle ważne dla rozwoju świadomości całej ludzkości. Te działania tworzą zupełnie nowe postawy społeczne, nowe wzorce do naśladowania. Dają też nowe możliwości działania ludziom, którzy chcą pomagać innym, którym los innych nie jest obojętny. I to są postawy i zachowania, które Majowie nazywają mądrością świata.Tylko wedle tych samych Majów istnieje coś takiego jak mądrość cienia, która też zapewnia rozwój. I akurat w tej sytuacji to być może nawet przyjemniejszy z ziemskiego punktu widzenia i bardziej przyjazny. Jak mnie już poznaliście, tym razem również postaram się, jak najdelikatniej potrafię, chociaż przyznam wam, że w niektórych sytuacjach taka delikatność jest zupełnie nieuzasadniona, powiedzieć, co mam na myśli. Chęć zmieniania świata, chociażby tego najbliższego, naszego malutkiego świata, jest zawsze związana z jednym przekonaniem.
Z przekonaniem: ja wiem, jak ten właściwy świat powinien wyglądać. To jest przekonanie, które towarzyszy nam tak naprawdę zawsze na Ziemi, bez względu na rozwój naszej świadomości. Taka jest po prostu nasza ziemska natura. Problemem zaczyna to być wtedy, kiedy do przekonywania innych i namawiania ich do zmian wykorzystujemy wiedzę z poziomu duchowego. Kiedy wiedzę, którą posiadamy i doświadczenia, których staliśmy się uczestnikami, zaczynamy wykorzystywać w niewłaściwy sposób. Być może ja nie powinienem o tym mówić, bo pewnie sam się otarłem o takie działania podczas naszych audycji. Jeżeli ktoś z was tak to odebrał, to go bardzo w tym momencie przepraszam, bo nigdy nie miałem na celu nikogo przekonywać do swoich poglądów. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że bardzo łatwo jest tę granicę przekroczyć. Niestety coraz częściej jestem świadkiem takich działań, co przyznam się wam szczerze, momentami powoduje we mnie chęć zaprzestania robienia tego, co robię. Intencje wielu uduchowionych i oświeconych ludzi budzą mój niepokój i te obawy, o których wam mówiłem na początku.
Czy przypadkiem nie zagubiliśmy sensu rozwoju i ewolucji? I czy świat duchowy nie został sprowadzony do trochę takiej, w sumie nawet zupełnie odwrotnej roli? Roli porównywania się, uważania za lepszych, szufladkowania za ludzi lepszych, gorszych, bardziej, mniej oświeconych, uduchowionych do jakiegoś momentami marketingu i umiejętności sprzedaży swojej wiedzy do manipulowania ludźmi, czasami w celu osiągnięcia mniej lub bardziej intratnej posady, lub nawet korzyści, które niekoniecznie mają wartość duchową. Przyznam wam się szczerze, że byłem szczęśliwszy nie wiedząc i nie widząc tego wszystkiego. Może zbyt wyidealizowałem sobie ludzi szukających prawdy. To była taka kolejna moja osobista refleksja, ale tym razem pojawiła się w trakcie audycji, tak dla urozmaicenia. Ale wróćmy do intencji, bo w sumie o nich chciałem dzisiaj z wami porozmawiać. Zwłaszcza że też na początku audycji powiedziałem, że nie mam mocy spełniania życzeń, ale chciałbym wam podpowiedzieć i pomóc taką moc odnaleźć w sobie. Więc chciałbym tego słowa dotrzymać. I powiem wam, że intencja w świecie duszy jest oprócz wiary elementem decydującym o skutecznym realizowaniu się naszych pragnień, naszych marzeń, naszych życzeń.
To intencja decyduje o sile i jakości energii, która jej towarzyszy, a znowu ta decyduje o skuteczności realizowania się naszych pragnień. Im więcej tej pozytywnej energii, tych pozytywnych emocji towarzyszy naszym marzeniom, naszym pragnieniom, tym większa jest siła sprawcza. Dlatego warto jest poznać swoje intencje. Warto jest zrozumieć, co tak naprawdę kieruje nami bądź kierowało nami w sytuacjach, w których działy się dla nas ważne życiowe sprawy, kiedy podejmowaliśmy ważne życiowe decyzje. W swojej książce posłużyłem się przykładem. Oczywiście był wymyślony przeze mnie przykład i też takie trochę wymyślone statystyki odnośnie zawierania małżeństw. Co kieruje, jakie są intencje kierujące ludźmi w momencie podejmowania decyzji oO zawarciu związku małżeńskiego. Większość ludzi twierdzi, że to, co użyłem w książce jest dość zabawne i rozrywkowe, więc polecam. Mało tego, kilka osób nawet mi to potwierdziło, więc może nie do końca było tak, jak to wymyślałem. Ale nie będę was dzisiaj tą wiedzą uszczęśliwiał, ale postaram się jeszcze troszeczkę roztoczyć przed wami korzyści z odkrywania swoich własnych intencji.
Na początek opowiem wam kolejną historię ze swojego życia, która miała miejsce w czasach, kiedy nie miałem pojęcia o rozwoju duchowym. Kiedy miałem krótką przerwę w prowadzeniu własnej działalności ze względów rodzinnych, małżeńskich. Po prostu żona oczekiwała ode mnie, żebym się troszeczkę ustatkował. Ustatkował w sensie zawodowym, ponieważ prowadzenie własnej działalności w latach 90. było okupione dość dużym stresem i ryzykiem. Pojawiło nam się drugie dziecko, więc ona chciała się poczuć troszeczkę bezpieczniej, więc poszedłem do pracy do mojego kolegi. Tam pracowałem pewnie z rok, robiąc oszałamiającą karierę. Zostałem kierownikiem magazynu, kierownikiem kierowników, co było już absolutnym końcem mojej kariery i rozwoju w tej firmie. I też budziło to mój niedosyt. Miałem taką afirmację, jak to ktoś przyjeżdża z jakiejś dużej firmy i oczywiście poszukuje jakiegoś wybitnego pracownika, którym mogę zostać tylko ja, ze względu na swoje przeróżne umiejętności i talenty.
I oczywiście proponuje mi bardzo intratną posadę na wysokim szczeblu. Oczywiście związane z tym są olbrzymie profity. Dobra pensja, samochód służbowy, komórka. W tamtych czasach komórka służbowa, jakieś fundusze reprezentacyjne. I oczywiście dostaję do dyspozycji możliwość stworzenia sobie grona współpracowników, którzy będą ze mną współpracowali. Oczywiście, słuchajcie, co zrobiłem? Wszyscy moi bliscy, wszyscy moi znajomi znaleźli się w tym gronie. Oczywiście wszyscy. Mało tego, każdy dostał naprawdę bardzo dobre warunki finansowe. Oczywiście wszystko się działo w moich marzeniach, moich pragnieniach.
Mało tego, ja w tych swoich marzeniach już budowałem osiedle, na którym my wszyscy wspólnie zamieszkamy. Gdzie będzie basen, będzie przedszkole, bo niektórzy mieli małe dzieci. Będzie wspólne boisko, będzie wspólne miejsce na grilla, gdzie będziemy się mogli spotykać. Takie miałem marzenie. Powiem wam, że zreflektowałem się, że to marzenie się spełniło dopiero po kilku latach. Dopiero po kilku latach, jak wygrzebałem się z pierwszych poważniejszych kłopotów, które mnie w życiu dopadły. Cóż się wydarzyło? Pracując jeszcze w tej firmie, któregoś razu patrzę, podjeżdża mój przyjaciel, z którym się dawno nie widziałem. I on do mnie mówi: „O, cześć stary, słuchaj, świetnie, że cię widzę, bo nie mogłem się spotkać. Widzisz, bo ja teraz otwieram taką dużą spółkę i szukam kogoś, kogo obdarzę swoim zaufaniem, komu będę bezgranicznie ufał.
Potrzebuję prezesa do swojej spółki. Czy byłbyś zainteresowany?” Oczywiście umówiliśmy się na rozmowę. Perspektywa była po prostu piękna. Dostałem pensję dwa razy większą. Oczywiście dostałem obietnicę służbowego samochodu, a póki tego służbowego samochodu nie będę miał, to będę jeździł swoim, ale będą mi zwracane koszty paliwa i utrzymania tego samochodu. Oczywiście dostałem fundusz reprezentacyjny, bo prezes jakoś musi wyglądać. I oczywiście dostałem komórkę służbową, pierwszą komórkę, tak zwaną celłę. I oczywiście: „Słuchaj, musisz stworzyć biuro, bo dopiero zaczynamy, więc znajdź sobie ludzi do pomocy, do współpracy. Takich, na których będziesz mógł polegać. Jakieś tam warunki im zaproponuj, tylko tak, żeby firmy z torbami nie puścić” i tak dalej.
Słuchajcie, zrealizowało się dokładnie wszystko. Po kilku latach sobie to uświadomiłem. Wiecie tylko, jaki był problem?Mój problem był taki, że mój kolega, mój przyjaciel okazał się przestępcą i wpędził mnie w niezłe problemy. Oczywiście on wyszedł na tym bardzo dobrze. Ci ludzie, których ściągnąłem do roboty: jeden sobie wyremontował mieszkanie, drugi kupił działkę, na której budował dom, trzeci otworzył swoją własną firmę. Co się stało ze mną, nie będę wam opowiadał. Po kilku latach zrozumiałem, że w tym całym marzeniu zapomniałem o sobie, a moją główną intencją było to, żeby uszczęśliwić innych i uszczęśliwiłem. Natomiast totalnie zapomniałem w tym marzeniu o sobie. Mi została przyjemność z dania radości, pieniędzy, z uszczęśliwienia innych. Jak się zapewne domyślacie, zwłaszcza ci, którzy słuchają mnie od początku moich audycji, to jest właśnie ta jedna z pułapek, o których wam mówiłem przy tworzeniu afirmacji.
Moja potrzeba pomagania innym była tak silna, że właśnie w tej afirmacji zapomniałem o sobie. A tak się właśnie dzieje, kiedy nie do końca zdajemy sobie sprawę z naszych intencji. I to jest pierwszy powód, dla którego warto je poznać. Drugim jest właśnie poznanie samego siebie. A to znowu skutkuje tym, że przestajemy być zaskakiwani tym, co się w naszym życiu dzieje i co nas w życiu spotyka. Trzeci ważny powód to jest to, że możemy już wtedy świadomie budować nasze marzenia, świadomie dopasowywać do nich afirmacje czy modlitwy, jak kto woli, które będą w zgodzie z nami i z planami naszej duszy na to wcielenie. I na koniec najważniejsze: to jest moment, kiedy przestajemy ulegać wpływom innych i manipulacji innymi. Od razu powiem, że to nie jest proces. Proces rozpoznawania swoich intencji jest najprzyjemniejszym doświadczeniem, jakie moglibyśmy sobie wymarzyć. Zwłaszcza z ziemskiego punktu widzenia, bo zwłaszcza na początku tak nie będzie.
Kilka takich gorzkich pigułek związanych z prawdą o nas samych na pewno trzeba będzie przełknąć, ale niewątpliwą korzyścią z tego płynącą jest to, że tak naprawdę to też jest najszybsza droga do zrozumienia tego, że jeżeli coś możemy zmienić na ziemi, to tylko siebie. A to już jest tylko krok do przejścia na następny etap rozwoju świadomości. Czego oczywiście, jak zawsze wam i sobie z całego serca życzę. I na koniec, kochani, jeszcze jedna taka moja refleksja. Dużo ich dzisiaj, bo przerwa była spora i miałem sporo czasu na różne przemyślenia i też takie osobiste doświadczenia duchowe. Posiadanie duszy, bez względu na to, w jakim miejscu nauki jesteśmy, jest chyba jedyną cechą, która łączy wszystkich ludzi, bez względu na wszystko i wszelkie doświadczenia i wiedza płynąca z tego świata duchowego powinna być właśnie tym, co ludzi ma połączyć, a nie podzielić. Znacie wiele teorii. Ja ostatnio też wiele teorii poznałem, ale też chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że prawda jest jedna, chociaż drogi dotarcia do niej przeróżne. Ale niech odkrywanie tej prawdy daje nam radość i jeżeli to komuś potrzebne, to niech będzie to zaszczytem, a nie powodem do podziałów i wręcz czasami nietolerancji duchowej. Ja wiem, że odkrywanie tej prawdy ma służyć temu, abyśmy nauczyli się ją wcielać w nasze codzienne życie, a nie po to, by ta prawda stała się kolejną formą manipulacji i pozostała tylko na etapie teorii.
I dopóki będzie zapotrzebowanie na taką formę duchowościA ja taką rolę będę mógł pełnić, to będę się sprawami duchowymi zajmował. I to jest moje kolejne noworoczne postanowienie. Jakoś dużo dzisiaj tych postanowień. Mam nadzieję, że jak się spotkamy w marcu czy w kwietniu, to tych postanowień będzie jeszcze tylko więcej, a nie będę się musiał tłumaczyć z tego, że tych nie dotrzymałem. Ale mam nadzieję, że czegoś takiego nie będzie. I co? Chyba trochę smutno mi się dzisiaj jakoś zakończyło tą audycję. Nie wiem czemu.
[01:01:42] - Część wykładową nazwijmy, się zakończyła, bo tutaj jeszcze są komentarze od słuchaczy.
[01:01:48] - Nie ukrywam, że miałem taką cichą nadzieję. Miałem taką cichą nadzieję, że nie jesteśmy panie Marku dzisiaj sami, bo mogliśmy sobie porozmawiać inaczej. Cieszę się bardzo, że są tutaj z nami słuchacze. Więc czy ja mam odpalać już Messengera?
[01:02:08] - Jak najbardziej.
[01:02:11] - Czy może ktoś będzie chciał zadzwonić? Kilku słuchaczy mi się mocno deklarowało, że się w końcu dodzwoni.
[01:02:19] - Że się dodzwonią.
[01:02:22] - Tak, że się w końcu dodzwoni. Ale widocznie ja dzisiaj zdominowałem swoimi postanowieniami noworocznymi audycję.
[01:02:33] - Ale jakby ktoś chciał właśnie teraz zadzwonić, to ma taką okazję. Właśnie teraz otwieramy naszą linię telefoniczną. Gdyby ktoś chciał zadzwonić, to zachęcamy do dzwonienia. Numery telefonów do Radia Paranormalium to stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku na koncie Radia Paranormalium i na grupach Radia Paranormalium oraz czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości związane z audycją i z tematyką świadomościową na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:03:46] - Nikt nie dzwoni?
[01:03:49] - Na razie nie widzę, żeby telefon dzwonił, ale zachęcamy do dzwonienia jak najbardziej.
[01:03:55] - Tak jest, bo ja się stęskniłem. Naprawdę kochanie, ja się stęskniłem tutaj za wami bardzo mocno. Na szczęście odpaliłem Messengera i muszę podziękować za ten wpis, bo pierwsze wpis Linki tej audycji dodają skrzydeł. Bardzo się cieszę, że ta dyskusja się od takiego wpisu zaczyna. Linko, dziękuję ci bardzo, bo mi też. Więc cieszę się, że jest nas więcej. Tutaj mamy kolejny bardzo fajny wpis, z którego też się cieszę. Mnie głos pana Sławka wycisza, a stukanie to w nawiasie jest laską dodaje smaczku. Może to moje stare glaty tak strzykają albo krzesło, na którym siedzę. Ja tutaj żadnej laski nie mam, ale cieszę się, że przynajmniej to jest pozytywnie odbierane.
„Dzielenie duszy to chyba nic dobrego” tutaj Nosfera napisał, a dopiero na osiem: „Według mnie takie coś jak rozwój duchowy nie istnieje. Dusza się nie rozwija, to człowiek może się rozwijać. Dusza jest wieczna i jest poza ciałem, a rozwój ewolucji i tym podobne może zaistnieć tylko w czasie”. I tutaj powiem tak: ja do tego dzielenia na osiem nie będę się odnosił, bo na tyle dobrze się w to nie wczytałem, żeby móc coś więcej na ten temat powiedzieć. Zresztą, tak jak poprosił mnie pan Tomasz, nie jestem póki co do tego upoważniony. Natomiast tak jak powiedziałem w czasie audycji, moja świadomość nie powiedziała zdecydowanego „nie” o przypadkach, kiedy dusza tak jakby się dzieli, świadomość się dzieli, zwłaszcza w ostatnich kilkudziesięciu latach, po to, żeby nazywając rzecz po ziemsku nadrobić zaległości w doświadczeniach. Nie w nauce, tylko w doświadczeniach. Są przypadki, kiedy w tym samym czasie na Ziemi sama świadomość inkarnuje się w kilku ciałach naraz, w różnych, zupełnie odmiennych sytuacjach, nazwijmy to geopolitycznych. WięcWięc poniekąd jest to też podział, tyle tylko, że odbywa się w tym samym czasie i w tych samych realiach. Tak samo nie wierzę w rozwój świadomości.
Tutaj troszeczkę jestem zaskoczony tym stwierdzeniem i bardzo poproszę o rozwinięcie tej myśli, bo nie chciałbym się do tego zdania tylko odnosić, ponieważ to zupełnie nie jest w zgodzie z tym, co mówię. Więc gdybym się miał odnieść tylko do tego zdania, musiałbym powiedzieć zdecydowane „nie”. Tutaj mam też pytanie: „Panie Sławku, a co złego jest w pomocy innym? Przecież to jest szlachetne, a ile radości daje, jak się komuś pomaga”. Nie będę cytował komentarza, który się pojawił pod tym. Natomiast mój drogi, ja nigdy nie powiedziałem, że jest w tym coś złego. Pomaganie innym, i ja to też podkreśliłem, być może niezbyt wyraźnie w takim razie, nie twierdzę, że pomaganie innym to coś złego. I też nie twierdzę, że nie daje radości. I też uważam, że jest to bardzo szlachetne i w dalszym ciągu twierdzę, że jest to bardzo przydatne dla rozwoju i ewolucji całej ludzkości. Oczywiście jak najbardziej nikogo przed tym nie chcę ani powstrzymywać, ani mówić, żeby tak nie robił.
Bardziej mi chodzi o to, z jakiego powodu, czyli jakie intencje towarzyszą naszej chęci pomagania innym. Chociażby po to warto się nad tym zastanowić, żeby nie przekroczyć tej granicy, kiedy pomaganie innym będzie się odbywać kosztem nas. Tylko i wyłącznie o to mi chodzi. O to, żeby właściwie rozpoznać własne intencje, żeby nie zapędzić się w pomaganiu innym kosztem samego siebie. Bo tak naprawdę to, co ja powtarzam: jeżeli coś na tym świecie możemy zmienić, to samego siebie. Jeżeli pomaganie innym zmienia nas samych i stajemy się w jakiś sposób ludźmi lepszymi, bardziej świadomymi, to jak najbardziej tak. Natomiast to nigdy nie może się odbywać kosztem nas. Nie może nigdy powodować tego, że my na tym będziemy cierpieć, bo wtedy to nie ma nic wspólnego z rozwojem, tylko w pewnym rodzaju utknięciu na jakimś etapie testowania swoich emocji. A to bardzo często jest takie zamknięte koło, z którego później ciężko się jest wyrwać. Tu chyba mam odpowiedź na pytanie, które mnie nurtowało: „To umysł się rozwija, nie świadomość.
Świadomość jest jak obserwator. Nie ocenia, nic nie robi, tylko patrzy. Refleksje, zrozumienie i tak dalej powstają w umyśle, a nie w świadomości”. No tak, ale to na skutek większego doświadczenia te refleksje są inne. Na skutek przeżytych doświadczeń. Ja taką świadomość mam na myśli. Ponieważ nasz umysł jest przypisany do tego ciała. Nasz umysł nie sięga pamięcią do poprzednich wcieleń. Dusza tak. Natomiast to prawda, że my jesteśmy wynikową.
Nasze zachowania i nasze reakcje, to, co my nazywamy charakterem, osobowością, jest wynikową naszej duszy i naszej podświadomości w najprostszym skrócie. Natomiast czy umysł się rozwija? To jest takie pytanie, czy umysł tworzy myśli, czy nasz mózg tworzy myśli? I to jest dobre pytanie, nad którym się też i naukowcy zastanawiają. Czy nasz umysł produkuje myśli, czy jest tylko procesorem, który bodźce, które do nas docierają po prostu w jakiś sposób obra. A z tym to się zgodzę: „Praktycznie cały new age i garażowa ezoteryka to odwrotność duchowości. Biznes”. Tutaj przeszliśmy do następnego etapu audycji. To będzie krzesło, a raczej gnaty. Też mam taką nadzieję, że to jednak było krzesło trzeszczące.
Ani moje, ani gnaty. I tutaj John mnie uspokoił: „Spoko Panie Sławku, odpowiedział pan już po moim komentarzu troszkę później”. To dobrze.Dobrze, ja już wyczerpałem limit komentarzy, panie Marku, więc zapowiada się najlepsze.
[01:13:17] - Słuchacz właśnie podał dosłownie w tym momencie nowy komentarz. Zaraz go panu prześlę. Oczywiście zachęcamy do dzwonienia. Telefon nie jest dla ozdoby w Radiu Paranormalium. Można oczywiście korzystać, można dzwonić. Numery 32 746 00 08, 32 746 00 08. I komórkowy 530 624 193, 530 624 193. Jesteśmy także oczywiście na Skypie radio.paranormalium.pl. Prosimy dzwonić.
[01:14:03] - Tutaj widzę, że zaczynamy wracać do nazewnictwa i do troszeczkę rozdwojenia, nad którym żeśmy już dyskutowali.
[01:14:22] - Mamy słuchacza na antenie. Halo, halo, Radio Paranormalium, czy się słyszymy?
[01:14:27] - Tak, słyszymy się. Chodzi o pomaganie innym. Nie wiem, tu się ładnie powie nie po polsku, a zadołaje człowiekom. Czyli ukraińskiego, białoruskiego. Jak po polsku by to było fajnie? On władkuje człowiekiem. Jest taki moment. Faktycznie, to jest dokładnie to. Słuchałem, ja miałem to już dużo lat temu, że pomagać innym, a o sobie to w ogóle nie myśl, bo i tak będzie wynagrodzone. Okazuje się, że to kompletnie nieprawda.
Tak nie można. Ale bo ja już zmądrzałem i teraz już myślę inaczej. I dalej z tego nic nie wynika. Na razie. Stwierdziłem, że tu przychodzi do intencji, odkrycia swoich intencji i moje intencje, chcę do nich dojść, są może nie do końca, znaczy nie we wszystkim piękne, bo przede wszystkim nie bardzo w ogóle mam obrzydzenie do czynności zwanej sprzątaniem. Przerabianiem czegokolwiek, zamiataniem, odkurzaniem. Ja czuję, że jestem kotem. Koty się potwornie odkurzacza boją. Ja też. Ja tego używam, jak potem roztrzęsiony jestem z musu.
Od dziecka byłem terroryzowany w domu przez mamę ciągle, bo miałem to po ojcu, bo mój ojciec nigdy nic nie posprzątał. Ja mam to samo. Tu był terror w domu. Raz na tydzień piekło było, bo ona sprząta i darła się na mnie i na ojca. W ogóle po kątach, wystraszeni, szaleje ze szmatą, z tym, drze się, żeby jej pomóc. Jak spróbować pomóc, to jeszcze gorzej krzyczy, bo się psuje robotę. Ojej. Teraz zrozumiałem, że całe życie z tym mam problem. Właściwie dziś, kiedy tu, gdzie mieszkam, gospodarz domu po prostu ostrą jazdę mi zrobił za to, że nie wypucowałem odpowiednio w kuchni. A wcześniej miałem narzeczoną, która była właśnie taka jak ja i przez to mieliśmy kłopoty, bo ona w ogóle nie sprzątała, a przeciwnie, wszędzie śmieciła.
Masakra. Po prostu ta kobieta, Małgorzata niejaka, użyję nieładnego słowa, taka syfiara, że przeszła mnie. Ja jednak się staram, bo są jakieś granice, a u niej żadnych. Jeszcze miałem do czynienia z tym bałaganem od dziecka, bo moi rodzice to praca, pieniądze i nie bardzo mieli czasu i ochoty. Ochotę to mieli, tylko czasu nie mieli się mną zajmować, bo najmowali sąsiadkę do tego. Ta sąsiadka to według mnie schizofreniczka, ta starsza pani Żubowa. U niej w mieszkaniu to było tak, że stół i na tym stole po prostu cztery kanapki. W ogóle to jest trudno opisać, co tam się działo i ona nikogo nie wpuszczała, tylko mnie. Ja to widziałem. Potem jak zmarła, to wszyscy musieli wejść.
To była masakra. Oczywiście usłyszałem od mamy: „Bo ciebie – teraz powiem – licho wychowało”. Ona miała taką ksywę Licho, ta kobieta.To jest taka historia. Nie będę mówił dlaczego, skąd to się wzięło. To jest nieważne. To przez nią. Ona przychodziła i ja całe dnie z nią sprzątałem, a u nas w domu to nie, było porządnie. Ona gotowała obiady, pozmywała. Taka służąca mi była, bo ja jej płaciłem. Ojej.
[01:19:37] - Szewc bez butów chodzi.
[01:19:39] - To ja o tym powiedziałem. Z tymi intencjami chciałem. Bo ja mam intencję, że chciałbym mieć już dość z tym wszystkim, tym sprzątaniem i w ogóle. A tak kochać ludzi. Ja sam siedzę zupełnie, żeby ktoś mnie kochał. To są deklaracje. A chciałbym się czymś twórczym zajmować, fajnym. Chcę! To typu jakieś głupie kryminały zacząłem pisać. Nie mogę tego dokończyć, jakoś straciłem.
Wydałem kiedyś jedną powieść, taką mistyczną, „Tramwaj na wyspę umarłych”, drugi tom. I nie mogę nad tym usiąść, bo ciągle doła dostaję. A po co? Dla kogo to? Niby jest parę osób. Nie wiem. Na razie się gubię ciągle i może się odnajduję. Właściwie jak się najlepiej poodnajdywać? To ja bym miał pytanie. Właśnie mi to siadło.
Dla innych z miłości, dla innych to całkiem siadło. Ja bym w końcu chciał dostać jakieś pieniądze za mój wysiłek. Nic!
[01:21:06] - Raczej to nie jest kwestia intencji. Wyraził pan swoją intencję, że chciałby pan zająć się czymś twórczym, czymś fajnym. I to jest fajne, jak najbardziej. Ja tutaj wspieram i cieszę się, że pan do nas dzwoni, dzieli się swoimi przemyśleniami. Natomiast ja myślę, że u sedna problemu nie jest to kwestia intencji, tylko bardziej już chyba pewnych takich wzorców. Dla mnie to już z pogranicza traumatycznych przeżyć, wynikających z dzieciństwa, wynikają te pewne ograniczenia.
[01:21:58] - Więcej niż z dzieciństwa, bo to jest z współżycia.
[01:22:02] - No tak.
[01:22:03] - To jest współżycia, przeżyć.
[01:22:06] - Później to już jest tylko kopiowanie. Natomiast źródło pewnych zachowań jest istotne i myślę, że tutaj prędzej jakieś tam próby czy techniki transformacji tych nawyków z podświadomości by tutaj coś zmieniły. Rozpoznawanie intencji i transformacja podświadomości to nie są rzeczy, które są ze sobą sprzeczne. Natomiast myślę, że u pana bardziej skuteczne byłyby techniki pracy z podświadomością niż z intencjami. Aczkolwiek intencja i to, co pan powiedział: „Chcę”, jest w pana wypadku bardzo trafna, bo my często w swoich intencjach czy w swoich marzeniach, swoich pragnieniach częściej używamy słowa na przykład „nie chcę” niż „chcę”. Natomiast jeżeli pan zaczyna używać określeń, że chce coś w swoim życiu zmienić, chce coś w swoim życiu kreatywnego i czymś fajnym się zająć, to znaczy, że pojawiła się potrzeba. I to jest taka iskierka pojawiania się miłości do samego siebie. I to jest bardzo dobry kierunek i niech się pan tego trzyma.
[01:23:32] - Dobrze.
[01:23:32] - Jeszcze tylko małe pozamiatanie jakichś takich dziwnych wzorców, które pana gdzieś tam ograniczają. I ja myślę, że to czytanie kryminałów zostanie, może zamienione na pisanie kryminałów.
[01:23:49] - Nie, ja nie czytam, ja piszę. O to chodzi.
[01:23:53] - Pisze pan? To jednak byłem blisko.
[01:23:57] - Mam dwa zaczęte i mogłem ich dokończyć, a w głowie jeszcze następne dwa. I o to chodzi właśnie. Nie czytanie. Ja w ogóle nie czytam prawie kryminałów, bo to śmieszy. A to pomysł był, bo ja stwierdziłem z rozpaczy, że na literaturze pięknej, takiej z wrotami historycznymi, co ja wcześniej pisałem, to się nie zarobi, a podobno ludzie na kryminałach zarabiają. Tak stwierdziłem parę lat temu, że po ściepie to kryminały pisać dla kasy. I właśnie na tym ugrzęzłem. Pięknie się wszystko porozwijane i tak trzeba to dokończyć. Ja się w sumie tego boję trochę. No dobra.
[01:24:51] - Tym bardziej polecam troszeczkę, taki odkurzaczyk wziąć, taki oswojony odkurzaczyk, ale tym razem do podświadomości. I tam z tej podświadomości parę takich negatywnych rzeczy wyciągnąć, które pana gdzieś tam blokują. No i co? I wiatr w żagle i do przodu. Czekamy na jakieś-Na jakieś fragmenty pana wydanej książki.
[01:25:22] - No to ja przyślę na Facebooku, bo my jesteśmy znajomymi i to nie jest problem dla mnie.
[01:25:31] - To ja poproszę.
[01:25:32] - To ja wysyłam, wyślę też rozdział nawet w PDF-ie tego „Tramwaju”.
[01:25:39] - Ale myślę, że zamiast do mnie, to raczej pan powinien zainteresować tym tematem może jakieś wydawnictwa. Niech to ktoś oceni.
[01:25:50] - „Tramwaj” to ja wydałem w ogóle sam. Urząd miejski mi dał, taki był zbieg okoliczności. Jeden wiceprezydent przeczytał, mu się spodobało i dali mi kasę na wydanie. Ja to wydałem bez żadnej promocji, tylko urząd dał pieniądze. Sam musiałem to wydać samodzielnie, jako jakieś takie ad hoc niby wydawnictwo na chwilę zarejestrowane i później to sprzedać. Nigdzie tego ode mnie nie chcieli poza księgarniami w rodzaju Trojka w Poznaniu, księgarnia anarchistyczna. Ci to wzięli ode mnie.
[01:26:39] - To proszę się nie poddawać!
[01:26:41] - No nie.
[01:26:42] - Ja pisałem książki 15 lat, więc wie pan.
[01:26:46] - Kryminały to musiał iść na sto tysięcy egzemplarzy, tu nie ma co marzenia, bo tam tysiąc miałem ciężko sprzedać.
[01:26:53] - Może coś trzeba poprawić, może coś trzeba dorzucić, może trzeba poczytać gdzieś. Są strony, gdzie ludzie dzielą się swoimi radami. Może dać to komuś do przeczytania. Ktoś, kto podpowie, co tu można by było zmienić. Trzeba troszeczkę podrążyć ten temat. To nie jest tak, że to już się tam napisze. Napisać „Harry Pottera” to rzadko komu się udaje.
[01:27:20] - Ale to moje.
[01:27:22] - Troszeczkę więcej zaangażowania w to. Poczekać aż sukces sam przyjdzie.
[01:27:28] - A może by pan podesłał swoje opowiadania?
[01:27:32] - Dobra, dzięki.
[01:27:34] - Może by pan podesłał swoje opowiadania do Bibliotekarium.pl? Bo oni mają też audycję u nas związaną z opowiadaniami.
[01:27:42] - Dobra, to ciekawe. Ciekawy pomysł, bo ja mam takie wydawnictwo, tylko tam trzeba samemu zainwestować pieniądze, których za bardzo nie mam w wydanie książki. Oni niby promocję zrobią, że w Empiku będzie. Jedzie mną, muszę też to spróbować, ale fajnie. Ja bym podesłał, bo jestem nieudolny biznesowo, to wiadomo. To może ja bym faktycznie do Bibliotekarium podesłać.
[01:28:14] - No widzi pan, warto było zadzwonić.
[01:28:17] - No to dobrze. Ja będę coś tam walczyć jeszcze trochę.
[01:28:24] - Widać, że intencje ma pan słuszne.
[01:28:26] - Chodzi, żeby sens jakiś był, żeby to działało, bo to za słabo działa na razie. Już mi są potrzebne pieniądze, żeby mieć za to kasę, ale one się wtedy znajdą, jak to zacznie dobrze działać.
[01:28:41] - Czego oczywiście panu życzymy.
[01:28:43] - Ja również nawzajem, żeby się rozwijało jakoś wszystko, bo musimy jakoś do sensu myśleć, a nie za tłumem iść właśnie typu biznes. Biznes to owszem, ja bym mógł ewentualnie.
[01:29:03] - Powiem tak, moja audycja zdecydowanie nie jest poświęcona biznesom, więc w tej kwestii akurat rad panu nie będę dawał.
[01:29:18] - Ale ja słyszałem już pana opowieść w „Ciesławku” o tym, jak to byłem prezesem.
[01:29:28] - Nawet jak mówi się coś więcej, proszę mnie nie słuchać.
[01:29:36] - No a jutro się nie.
[01:29:37] - Proszę mnie nie słuchać.
[01:29:39] - Ale nie, to dobra opowieść poniekąd. Znaczy ja mógłbym w biznesie to tylko w spółkach kolejowych. Ja już opowiadałem, że ja maszynistą chciałem być. Mówię o tych spółkach kolejowych. Ale taka moja sympatyczna spółka i tam już prawie wejście miałem, to właśnie wyrzucili prezesa z powodów politycznych.
[01:30:02] - Bo tak się zazwyczaj kończy.
[01:30:05] - Także to jest dzisiaj jest, jutro nie ma.
[01:30:08] - Powiem tak, to jest historia sprzed dwudziestu ładnych kilku lat, więc powiem szczerze, opowiedziałem ją na potrzeby audycji i to też jako przykład. Ale tak niekoniecznie chciałbym ten temat rozwijać.
[01:30:25] - Ale nie, nie będziemy go rozwijać, bo chciałem tylko tyle. Ja znam te lata. Wiem. Ale teraz to bym chciał powiedzieć, że w zasadzie to się nic nie zmieniło, bo w biznesie to jest tak, że opcja polityczna się zmieni, to sam-
[01:30:42] - Mam do pana prośbę. Nie ciągnijmy tego tematu. Po pierwsze, że on nie jest w temacie audycji. Porozmawialiśmy o intencjach, a zaczynamy wchodzić na tematy polityczno-biznesowe, więc nie zabierajmy czasu naszym słuchaczom, którzy są zainteresowani trochę inną tematyką niż tematy biznesowe.
[01:31:06] - Przepraszam, bo to przypadek był. Ja w każdym razie uznaję się, że omówiliśmy to, co mnie interesowało i właśnie jeśli są chętni, to bardzo chętnie ich słucham cały czas. Mnóstwo normalnie słyszę cały czas naprawdę bardzo dużo ciekawych rzeczy i ciężko mi się odnieść, bo aż za dużo jej w głowie mam.Ile rzeczy usłyszałem dzisiaj, cały dzień na Egipska.
[01:31:39] - To trzeba sobie to na spokojnie układać.
[01:31:42] - No właśnie usiąść, przemyśleć, a nie po impulsie coś robić.
[01:31:51] - Nie przyspieszymy pewnych tematów. Trzeba dać im po prostu czas na to, żeby się same poukładały.
[01:31:57] - Mam sporo botów. Dobra, to jeszcze innych tam gdzie indziej mam trochę tematów.
[01:32:03] - Ale nie polityczno-biznesowych.
[01:32:06] - Tu biznesowych nie, a gdzie indziej to też nie, bo już się biznesowo zniechęciłem. To nie moja działka. Ja się nie nadaję. Tylko tak nie to. To absolutnie odpada. Sztuka tak, ale nie biznes.
[01:32:25] - To na tej płaszczyźnie życzę jak najwięcej sukcesów. No i czekamy na jakieś informacje odnośnie sytuacji.
[01:32:36] - Dobra, ja posłuchałam, już słyszałem. To ja wyślę te moje prace i przede wszystkim podesślę powiesz. Dobra, dziękuję.
[01:32:46] - Dziękujemy bardzo.
[01:32:48] - Mhm.
[01:32:50] - A tu w międzyczasie rozpisał się jeden z naszych słuchaczy Ghost na czacie na www.paranormalium.pl. No i troszkę też się rozpisał Nosfera na czacie naszym youtubowym. To są chyba tacy dwaj najbardziej dzisiaj aktywni słuchacze.
[01:33:09] - Tak, troszeczkę tutaj zgubiłem wątek. Tak, tu z Nosferą mamy dyskusję na temat co się bierze, w którym momencie i jak to się wszystko odbywa. I przeczytam, bo to jest fajny głos w dyskusji: „Dusza sięga do poprzednich wcieleń, bo to jej pamięć, a nie nasza. Jesteśmy ludźmi, a nie duszą. To, co czyni nas jednostką, to ego, a nie dusza”. I jest dalszy ciąg tej wypowiedzi. Albo inaczej: „Dużo ludzi przypisuje duszy to, co jest tworem umysłu: myślenie, emocje, to, co czyni ciebie jednostką, zmysły i tym podobne. Jeśli tak jest, to po co nam umysł? Wtedy chyba po nic”. No i to jest dość ciekawa teoria, dość ciekawe stwierdzenie.
To jest temat bodajże z początku naszych rozmów radiowych, na który poświęciliśmy kilka audycji, więc nie wiem, czy uda mi się to w skrócie teraz tutaj wyjaśnić, bo ja się nie do końca z tym zgadzam. Bo tu znowu się pojawia ten temat takiego rozdzielenia, że to jakby dusza sobie, umysł sobie, że to wszystko jest troszeczkę pomieszane. Znaczy, że to jest przede wszystkim troszeczkę oddzielone, a wszelkie moje doświadczenia na sobie i też wszelkie moje rozmowy z ludźmi i innego rodzaju doświadczenia świadczą właśnie o tym, że to jest cały czas proces, który jest nierozerwalny i trwa cały czas, że cały czas następuje wpływ naszej duszy i płynącej z niej świadomości. Ja cały czas się upieram przy tym stwierdzeniu, że dusza jest tylko nośnikiem pewnych informacji, nośnikiem pewnej wiedzy i nośnikiem też pewnych wniosków, które później nam zostają podczas kolejnych wcieleń przekazywane. I tak naprawdę to te informacje, które płyną z tej duszy i świadomości, tworzą dla nas taki nierozerwalny kręgosłup moralny. Ja to tak nazywam. To one decydują o tym najczęściej, jakie są główne zarysy naszej osobowości. Więc sam umysł? No nie wiem. Chyba trzeba będzie poświęcić temu znowu przynajmniej jakiś wycinek audycji, żeby tę myśl rozwinąć.
Pojawia się tutaj określenie ego, czyli w moim przekonaniu to jest coś, co powstaje w wyniku połączenia podświadomości ze świadomością płynącą z duszy, że efektem tego jest coś charakterystycznego, czyli ego. I w tym zakresie się tutaj zgadzam, że to ego tworzy obraz danej konkretnej osoby i to nas charakteryzuje i to nas wyróżnia spośród całego tłumu innych ego ludzi. Więc teraz przejdę tutaj do pytań Ghosta. „Cześć, witaj Goście”. Witam państwa, wszystkich słuchaczy. „Proszę nie poddawać się. Staram się”. I teraz jest pytanie: „Czy można w jakiś sposób intencje przyrównać do modlitwy?”. Powiem tak: w Kościele, zwłaszcza w Kościele chrześcijańskim, jest pojęcie intencji, czyliCzyli modlitwy za kogoś bądź w jakimś konkretnym celu. Natomiast mi nie chodzi o tę formę intencji.
Intencja to są powody, przyczyny, jakie nami kierują w momencie, kiedy podejmujemy pewne decyzje, kiedy zaczynamy je przekształcać w jakiś konkretny plan. Intencją jest to, że robimy coś dla kogoś, bo go lubimy i chcemy mu pomóc. To jest intencja. Taki był cel tej audycji, żebyśmy zrozumieli samych siebie, żebyśmy zrozumieli powody, dla których podejmujemy pewne działania, żebyśmy się przyjrzeli im dokładnie, towarzyszącym temu emocjom i powodom, z jakich podejmujemy pewne działania. Bo często jest tak, że robimy coś, bo tak. Natomiast później jesteśmy zaskoczeni, tak jak ja byłem zaskoczony, wielu ludzi jest zaskoczonych tym, co na skutek tych działań wychodzi. I tutaj mam pytanie. Nawiązując do pytań z poprzedniej audycji, chciałbym pójść za ciosem i pociągnąć dwa z nich. Mówi pan, że nasze ciało ziemskie zawsze umiera. Nie zawsze, a na zawsze.
Czy wie pan, jak będzie w ostatniej inkarnacji? Czy to ostatnie ciało będzie żyło wtedy wiecznie wraz z duszą i już nigdy nie umrze? Gdyby tak było, zostałoby ono dość znacznie wyróżnionych ze wszystkich tych poprzednich ciał. Wiem, to dość przyziemna myśl. Czy żyłoby wiecznie? Myślę, że na podstawie już nawet badań naukowych, kiedy wiadomo, że dla ludzkiego organizmu z biologicznego punktu widzenia 200 lat życia to już nie jest żadne ograniczenie. 200, a nawet niektórzy mówią, że 300. Czyli nasz biologiczny nośnik jest w stanie funkcjonować przez 200 bądź 300 lat. To są takie aktualnie ustalenia. Być może pojawią się następne, które będą twierdziły, że jesteśmy w stanie z biologicznego punktu widzenia żyć 200, 300, być może 500 lat.
Więc może się okazać, że po prostu nam, tej duszy, to życie też się już w którymś momencie po prostu znudzi. Natomiast nie sądzę, żebyśmy byli w stanie fizycznie żyć wiecznie. Bardzo długo, ale chyba nie wiecznie. Sfera tu mnie widzę, że jest temat na następną audycję. Bo faktycznie pojawiają się różne określenia. Tu jest pytanie, jakie są różnice pomiędzy transformacją podświadomości, transformacją świadomości, rozwojem swojej duchowości i rozwojem duchowym? Transformacja świadomości. Nie sądzę, żebyśmy mieli wpływ na transformację. Transformacja to jest dla mnie świadome działanie zmierzające do konkretnych efektów. Chociaż nie, transformacja świadomości też może nastąpić na skutek naszego wpływu na doświadczenia, przez jakie będziemy chcieli przejść.
Natomiast transformacja podświadomości jak najbardziej. Transformacja wzorców, które się pojawiły w naszym obecnym życiu. I tutaj świadome korygowanie i świadoma zmiana tych, które często są dla nas szkodliwe. Często blokują nasz rozwój, często powodują sytuacje, których nie chcemy już z jakiegoś powodu przeżywać, ponieważ te doświadczenia, które do tej pory przeżyliśmy, już są wystarczające do tego, byśmy zrozumieli, że to na przykład jest niewłaściwe, a ten etap nauki mamy już za sobą. Więc transformacja podświadomości to jest praca nad zamianą wzorców, które są zapisane w podświadomości. Transformacja świadomości to jest świadome wpływanie. Znaczy o transformacji świadomości nigdy nie mówiłem, więc jest to świeży temat, który się pojawił. I też wymagałby głębszego wyjaśnienia. Ja sobie to zapiszę. Wezmę sobie teraz karteczkę papieru.
I postaram się szerzej na ten temat powiedzieć w następnej audycji, bo tutaj tego tematu zdecydowanie nie wyczerpię.A różnica jest w transformacji podświadomości a transformacji świadomości taka, jak różnica pomiędzy podświadomością a świadomością. Dobra, zapisałem. Postaram się upamiętać przed następną audycją. Tutaj mam pytanie gościa. Innym pytaniem zapytałem o te podpoziomy dusz, czy na przykład jeden, czy pięćdziesiąt sześć. Odpowiedział pan, że istnieją, ale rozszerzył pan to na wszystkie dusze, czyli na wszystkich żyjących ludzi na Ziemi. Mi z kolei chodziło w tym pytaniu o pojedynczego człowieka i pojedynczą duszę. Zadam jeszcze raz pytanie: czy pojedyncza, na przykład młoda dusza, podlega takim podpoziomom, czyli przez wszystkie swoje inkarnacje rozwija się poprzez te podpoziomy? Jak pisałem ostatnio, jako ta młodsza dusza w poszczególnych jej inkarnacjach widać efekty jej rozwoju, czyli jej, tej młodej duszy, poziom pierwszy różni się od kolejnego poziomu, na przykład pięćdziesiątego szóstego. Czy w naszym życiu widać, że człowiek z duszą podpoziomu pięćdziesiątego szóstego jest poprzez rozwój tej duszy lepszym człowiekiem od poziomu pierwszego?
Proszę zauważyć, że cały czas mam na myśli tutaj rozwój tylko jednej młodej duszy, a nie wszystkich istniejących. Chyba że różnice w zachowaniu człowieka widać dopiero między młodą a dojrzałą duszą. Goście drogi. Powiem tak: są też różne teorie i każdy człowiek to jest oddzielna historia. Ja słyszałem o takich wyliczeniach, że na jednym poziomie dusze inkarnują się od siedmiu do dwunastu razy na każdym poziomie. Moim zdaniem nie jesteśmy w stanie tego w żaden sposób zbadać, ponieważ musielibyśmy wszystkich ludzi, albo przynajmniej tysiąc, dwa tysiące ludzi wprowadzić w sesje regresyjne i po kolei razem z nimi analizować, który poziom, na jakim. To jest jakaś abstrakcja dla mnie, więc podejrzewam, że są to tylko jakieś takie wyliczenia ogólne. Natomiast z tego też wynika, że te podpoziomy oczywiście istnieją, jeżeli nazywając je po ziemsku. Założenie jest takie, że z każdym następnym wcieleniem, jeżeli oczywiście nie robimy jakichś tam zonków dramatycznych, ta świadomość powinna się zmieniać i ta świadomość powinna rosnąć. Więc i zadania, i doświadczenia na następne wcielenia powinny być inne.
Czy widać różnicę? Moim zdaniem tak, bo świadomość na przykład wczesno, że tak powiem, dziecinna będzie moim zdaniem troszeczkę inaczej reagowała ze względu na zdobyte małe doświadczenie niż świadomość przechodząca już na następne. Oczywiście to jest wszystko, kochani, bardzo umowne. To jest sprowadzone do takiego ziemskiego nazewnictwa, żeby to było po prostu łatwiej wytłumaczyć. Natomiast tego się nie da tak przełożyć jeden do jednego, bo ja sam znam przynajmniej dwie osoby, które na poziomie bardzo starych dusz, tak mi się przynajmniej wydaje z rozmów, z obserwacji, z jakichś przemyśleń i swoich odczuć, na przykład kończyły swoje dwa ostatnie życia samobójstwem i zapętliły się właśnie w takiej pętli i mają poważny problem, żeby się z tego wyrwać. Więc to jest zupełnie oddzielna historia. I tu co człowiek, to jest oddzielna historia. Dlatego też dusza ma przynajmniej kilka scenariuszy, ponieważ tak jak wiecie, mamy wolną wolę i nie zawsze te sytuacje, które powinniśmy obrócić na swoją korzyść, na tą korzyść obracamy i potrzebujemy jakiegoś tam upływu czasu, żeby pewne rzeczy zrozumieć i podjąć kolejną próbę przejścia pozytywnie. Egzaminu? To ciężko powiedzieć, ale załatwienia tego tematu, który był dla nas celem na to wcielenie.Więc ciężko to jest uogólnić.
Natomiast różnice w zachowaniach jak najbardziej powinny być. Jeszcze chciałbym zapytać o coś takiego: czy jak rodzi się dziecko na Ziemi i otrzymuje ono duszę starą, bo rozumiem, że poprzez kolejne inkarnacje tak to działa, to czy to dziecko jest jakoś bardziej niezwykłe, rozwinięte i tak dalej w porównaniu do dziecka, które otrzymuje duszę młodą? Jeśli tak, to jakie będą dzieci z duszami wyższych poziomów niż dusze stare? Będą od razu porozumiewać się telepatycznie z rodzicami? Pod warunkiem, że rodzice będą na podobnym poziomie. To znaczy tutaj akurat z duszami starymi to jest tak, że w dalszym ciągu jest ich mało i one się rodzą w przeróżnych warunkach. Z moich doświadczeń i z moich obserwacji wynika, że czasami na przykład jedno z rodziców jest na podobnym etapie rozwoju. Bardzo często jest tak, że dusza wybiera takich rodziców, u których będzie miała zapewniony właściwy rozwój. Jeżeli dusza jest na poziomie na przykład młodym, to najczęściej któreś z rodziców jest też na poziomie młodym, żeby zapewnić tej duszy właściwe doświadczenia. Jeżeli na przykład jest małżeństwo duszy młodej z duszą dziecinną, to jeżeli jest dwójka dzieci, to bardzo często jest tak, że jedno jest na poziomie duszy młodej.
Na przykład ojciec jest biznesmenem, to często syn, który przychodzi na świat, jest również obdarzony duszą młodą, żeby na przykład rozwijać i zdobywać te doświadczenia przypisane do stanu młodego. Natomiast córka często jest duszą dziecinną, ponieważ matka na przykład jest duszą dziecinną i na bazie tych starć dochodzi do różnych sytuacji, które powodują, że ta dziecinna dusza zdobywa to doświadczenie. Natomiast co się będzie działo, kiedy dusze stare pojawią się w większej ilości na Ziemi, to być może tak właśnie będzie. Z tego, co wiem, to dzieci, które rodzą się już w podwyższonym rezonansie Schumanna, ich mózgi na przykład działają już zupełnie inaczej. To, na co my potrzebujemy czasu, żeby się przestawić na tą zmianę częstotliwości dla dzieci, które już urodziły się w podwyższonych częstotliwościach, jest to coś zupełnie normalnego. Więc niedługo nam będzie dane poczekać, bo być może 10, 15 lat, kiedy te dzieci urodzone w podwyższonym rezonansie Schumanna zaczną być ludźmi dorosłymi i zaczną pokazywać swoje, być może już wtedy na przykład telepatyczne umiejętności. Tutaj Sfera dopisała mi: „O osobistym rozwoju osobistym”. Podejrzewam, że o ten rozwój osobisty Sfera napisał. Przepraszam, bo ja ciągle myślę, że Sfera to kobieta, a zapominam, że to przecież pan. Przepraszam cię.
Czym jest nierozerwalny kręgosłup moralny? Bo dla mnie człowiek nie jest moralny sam z siebie. Człowiek ma tylko potencjał, żeby stać się człowiekiem, ale ktoś musi go tego nauczyć. Tutaj właśnie cały czas mamy problem nazewnictwa. Kręgosłup moralny to jest takie moje starodawne określenie. Bardziej chodzi mi o to, że tak kiedyś się używało, że wychowanie, że kształtowanie kręgosłupa moralnego, czyli pewnych zasad postępowania i tak dalej. Ja twierdzę, a jeżeli chodzi o mnie, to jestem wręcz przekonany, bo też przez wiele lat nie mogłem zrozumieć swojego postępowania i tego, dlaczego, mimo że wszyscy mnie namawiają, żebym robił inaczej, ja nie potrafię robić inaczej. Dlaczego, mimo że wiele doświadczeń powinno zmienić moje postępowanie, wiele doświadczeń życiowych powinno zmienić moje postępowanie i to w tych ziemskich kategoriach na takie bardziej użytkowe, na takie bardziej przydatne w życiu, na takie bardziej opłacalne. A ja nigdy tego nie potrafiłem zrobić i czułem, że wchodząc w tego typu klimaty i zachowania, robię coś wbrew samemu sobie. I to na pewno nie byłyZachowania wynikające z rozsądku.
I to też na pewno nie były zachowania wynikające z podświadomości. Ponieważ akurat mam dobry przykład swojej osobistej, rodzonej siostry, która jest dramatycznie ode mnie różnym człowiekiem, chociaż wychowanym przez tych samych rodziców, w tych samych warunkach, w tym samym pokoju w dzieciństwie, przez tą samą babcię, w tej samej szkole podstawowej, na tym samym osiedlu, wśród tych samych ludzi. Więc powinniśmy być chociaż trochę do siebie podobni. Nie jesteśmy w żadnym calu, w żadnej decyzji, w żadnym zachowaniu. Nie jesteśmy do siebie podobni. Ten kręgosłup moralny, który ja nazywam kręgosłupem moralnym, a tak naprawdę mam na myśli ilość uniwersalnych prawd, które stosuję w swoim życiu. Jest zasadniczo inny od ilości uniwersalnych prawd czy uniwersalnych zasad stosowanych na przykład przez wielu moich kolegów, przyjaciół, siostrę, braci i tak dalej. Ktoś go musi tego nauczyć. Człowiek ma tylko potencjał, żeby stać się człowiekiem. Człowiek ma duszę, która go namawia do tego, żeby stał się człowiekiem.
I faktycznie to od nas zależy, czy tą duszę do naszego życia i jej doradczy głos dopuścimy, czy będziemy się dalej upierali przy tym, że my wiemy lepiej. I człowiek sam się nauczy. Kwestia tego, ile to będzie trwało. Tutaj mam pytanie Ghosta: „Ostatnio naciskałem pana o to, co po drugiej stronie. Dla mnie to ważne, bo to stanowi całość tej wiedzy o reinkarnacji i Bogu, czyli istoty sprawy. Przedstawił pan obraz Boga i podłączonych do niego dusz, oczywiście w postaci energii, kul i niczeczek. Jeszcze raz dzięki za przedstawienie tego obrazu. I przepraszam za dociekanie, bo mówi pan, że nie jest chętny do takich rozważań. Muszę przyznać, że coś podobnego sobie wyobrażałem i z punktu widzenia duszy jest to piękny obraz. Za to z punktu widzenia człowieka, może mojej podświadomości, obraz ten trochę napawa pewnym przerażeniem lub takimi dziwnymi skojarzeniami z życia ziemskiego.
To nie pytanie, to tylko takie moje skojarzenia i przemyślenia, ale nie będę o tym pisał oczywiście.” No dobrze, już więcej nie pisz na ten temat. Wiele dzieci wychowywało się ze zwierzętami. Głośno było o takich przypadkach i żadne z nich nie było moralne czy ludzkie właśnie dlatego, że nikt tego ich nie nauczył. No i tutaj, Mostero, jest pytanie, czy my mówimy o moralności ziemskiej, bo moralność ziemska, taka na przykład wynikająca z tego, że jakiś tam człowiek w Afryce, któremu ukradziono jedyną krowę, która była jedynym źródłem mleka i ewentualnie mięsa dla jego rodziny, w momencie, kiedy mu tą krowę ukradną, pójdzie zabić swojego wroga i odebrać krowę. Inna moralność mówi, że oko za oko, ząb za ząb. Ja znam takie moralności, w których ojciec się cieszy, że syn pójdzie do więzienia, bo nauczy się życia, tak? I będzie mógł przejąć po nim biznes. Ale też znam takie moralności, kiedy jeden brat w imię wyznawanej swojej wiary zamyka dobrze prosperującą firmę w Stanach i wraca do Polski ratować swojego brata, który jest leniem patentowanym. Spłodził piątkę dzieci i narobił sobie kłopotów. Więc pytanie, co nazywamy moralnością?
Czy mówimy o takiej moralności, która w każdym miejscu ziemi jest inna? Nie tylko w każdym miejscu ziemi, w każdym miejscu Polski i w wielu rodzinach polskich sposób na przykład wychowywania dzieci jest zupełnie odmienny. Jednym się pozwala przeklinać i robić jakieś tam rzeczy albo opluć starszą panią tylko dlatego, że się krzywo spojrzała. A jeszcze w innym domu za coś takiego dostaje się pasy albo klęczy w pokoju trzy godziny na grochu. Może już przesadziłem trochę z tym.Może przesadziłem trochę z tym grochem. W każdym razie nawet normy wychowawcze są odmienne. Czy mówimy o takiej moralności i o takiej ludzkości? Czy mówimy o takiej moralności, w której panuje zasada, że to, na co pozwalasz sobie, pozwól i innym. Że twoja wolność kończy się w tym momencie, kiedy zaczyna wkraczać w wolność drugiego człowieka, gdzie obowiązuje zasada: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Więc pytanie, o jakiej moralności rozmawiamy?
Bo owszem, moralności ludzkiej, czyli tej wynikającej z podświadomości, dziecko, które zostało wychowane przez zwierzęta, mieć nie będzie. Co nie znaczy, że nie będzie mieć podświadomości, ponieważ dla tego dziecka i dla jego stanów emocjonalnych wszystko, co przeżywa, z czym spotyka się pierwszy raz, będzie zapisywane jako wzorzec postępowania. Natomiast to dziecko będzie miało duszę i będzie miało świadomość, która z tej duszy płynie. Na jakim to będzie poziomie? Być może świadomość będzie na poziomie niemowlęcym, kiedy najważniejszym celem, jedynym zadaniem jest przeżyć. Dlatego może takie ekstremalne warunki do zdobywania doświadczenia. Nie wiem, ciężko mi powiedzieć. Zresztą nie czytałem o takich przypadkach, więc bardziej ciężko mi jest powiedzieć. Natomiast pytanie jest, o jakich moralnościach mówię. Tu dalszy ciąg.
Przecież te dzieci nie były ograniczane przez kulturę, religię, ideologię i tak dalej. A jednak te dzieci nie mają nic wspólnego z człowieczeństwem. Na tym polega też ewolucja. Bo jeżeli sięgniemy do początków naszej ewolucji, kiedy nasze świadomości zaczynały dopiero funkcjonować, oswajać się z tą ciężką ziemską energią, kiedy jedynym naszym doświadczeniem i pragnieniem było przeżycie. Rozmawiamy tutaj o etapie ludzi pierwotnych, kiedy jakiekolwiek relacje międzyludzkie nie istniały, a jeżeli istniały, to służyły tylko podtrzymaniu gatunku. Faktycznie, jeżeli narodzi się dziecko z taką świadomością, to nie będzie miało nic wspólnego z człowieczeństwem. Tak jak nasze początki na Ziemi nie miały nic wspólnego z człowieczeństwem, o którym mówimy teraz. Zresztą o czym my mówimy, o czasach prehistorycznych. Czy coś wspólnego z człowieczeństwem miało na przykład to, co ja powtarzam, kilkaset lat temu zbieranie ludzi na placu i patrzenie, jak obcina im się głowy, bądź pali się kogoś na stosie? 2000 lat temu ludzi kamienowano czy ludzie nie zabijali drugiego człowieka po prostu bez żadnego problemu.
Wprost przeciwnie, mieli z tego jakąś tam uciechę. Więc o jakim my człowieczeństwie mówimy? O tym, którym teraz zaczynamy się szczycić? Może tak. Natomiast jeszcze nie tak dawno nawet takie zachowania, które my teraz nazywamy nieczłowieczeństwem, nie budziły aż takich emocji jak teraz. Moralności trzeba się nauczyć. Ona nie jest nabyta. Religia, kultura, rodzina uczy ludzi moralności, zaś New Age twierdzi, że to nas ogranicza i dzieli. Skoro nas dzieli, to jak to możliwe, że dzieci, które nie były ograniczane przez kulturę i tak dalej, nie są wzorem człowieczeństwa, zamiast tego są wzorem zezwierzęcenia? Powiem tak.
Tu znowu wraca temat tego, jakiej moralności. Bo na Ziemi ludzi przed robieniem pewnych rzeczy powstrzymuje najczęściej prawo. Prawo bądź właśnie religie, ideologie. Dopiero na tych troszeczkę wyższych poziomach rozwoju świadomości, rozwoju duszy do głosu zaczyna wchodzić ta moralność uniwersalna, która nie wymaga już przepisów prawa, nie wymaga religii, nie wymaga czyichkolwiek nakazów po to, aby powstrzymać człowieka przed robieniem złych rzeczy.I to jest właśnie ta różnica pomiędzy moralnością płynącą z duszy i ze świadomości duszy a moralnością, którą gdzieś mamy zapisaną w podświadomości. Co by było, gdyby tak jak to powiedział jeden z takich moich azjatyckich kolegów na pytanie, które ktoś mu zadał: „Co tam u was się dzieje?” I on odpowiedział wtedy: „A co by się działo w Polsce, gdyby rozdać ludziom broń i powiedzieć im, że mogą jej używać i nie spotka ich za to żadna kara. Wtedy byśmy dopiero poznali moralność ludzi”. Tylko ja nie wiem, czy o takiej moralności. Czy to jest ta sama moralność, o której obydwaj rozmawiamy? Coś tutaj, nie wiem do czego dotyczy ten wpis Johna, ale napisał: „W tle słychać. Niemożliwe.
Niewiarygodne. Paranormalium.”
[02:09:43] - Technicznie się zrobiło. Słychać było dżingle radiowe.
[02:09:48] - Tak się domyślałem, że chyba coś tam pan Marek tutaj nam uatrakcyjnia audycję. Ja tego nie słyszę, więc tak tylko się domyśliłem. Ale wracając już do wątku, Sfera powiedział pan, że dusza ma wiele scenariuszy. Według mnie ona nie ma żadnych scenariuszy, bo ona nie musi zdawać żadnych egzaminów. To człowiek ma różne scenariusze na życie, a nie dusza. Pomijamy się w pewnych... Zaraz, bo tutaj pojawił się drugi wpis. Dusza pisze scenariusze, a człowiek jest aktorem. Człowiek to nie scenarzysta. Teraz troszeczkę się pogubiłem.
Troszeczkę się mijamy. Nie wiem, jak bardzo i na ile jest to z twojej strony podchwytliwe i wynika z chęci poruszenia ważnych tematów. Natomiast dusza pisze scenariusze, człowiek jest aktorem. Człowiek to nie scenarzysta. Troszeczkę jest tak dla mnie w sprzeczności z tym, co pojawiło się wcześniej. Tak faktycznie dusza nie zdaje żadnych egzaminów. Oczywiście, że nie. Natomiast musielibyśmy wrócić znowu do początków audycji, kiedy rozważaliśmy te opcje. Ja w dalszym ciągu i powtórzę to teraz, twierdzę, że dusza nie jest żadnym ciałem obcym dla nas. Dusza jest darem, dzięki któremu mamy dostęp do tego, co przez wszystkie wcielenia przeżyliśmy.
Dostęp w sensie wniosków, dostęp w sensie świadomości, czym kończą się takie, a nie inne działania. Więc jeżeli to człowiek byłby decydentem we wszystkich tych kwestiach, to jakby cała istota inkarnacyjna nie miałaby sensu, bo wtedy to człowiek by jechał sobie do sklepu i wybierał sobie duszę z odpowiednim oprogramowaniem, ponieważ by mówił: „A teraz to ja bym sobie chciał przeżyć na przykład bogactwo. Więc teraz ja sobie wybiorę taką duszę, która będzie powodowała bogactwo”. Jak widać na załączonych w życiu obrazach tak to nie działa, że to najczęściej my nie wiemy, co się dzieje z naszym życiem. Najczęściej to my nie wiemy, dlaczego ono wygląda tak, jak wygląda. To my zadajemy sobie jako ludzie pytanie: dlaczego? Co się stało, że się zesrało? Więc gdyby nasze umiejętności były tak duże, to nie mielibyśmy z tym żadnych problemów. Nie zadawalibyśmy sobie tych pytań, tylko kreowalibyśmy swoje życie w sposób dla nas wygodny, fajny, miły, przyjemny. No i niektórzy tak próbują to robić.
Bardziej chodziło mi o to, że wiele scenariuszy. Chodzi mi o to, że dusza tak naprawdę zmierza do pokazania nam tego, co mówiłem, jak sytuacje wyglądają z drugiej strony, po to, abyśmy doświadczyli wszelkich dostępnych na ziemi sytuacji związanych z tym, emocji związanych z tym doświadczeń. I te różne scenariusze polegają na tym, że my nie zawszeChcemy wyciągnąć właściwe wnioski z tego, co nas spotyka w życiu, że czasami doświadczamy czegoś, ale wniosek z tego doświadczenia jest zupełnie inny niż ten, o który chodzi naszej duszy. I dlatego pakujemy się co chwilę w podobną sytuację aż do momentu, dopóki nie zrozumiemy sensu tego doświadczenia. Dlaczego na przykład pakujemy się po raz kolejny w taki sam związek? W myśl zasady wyznawanej przez wielu mężczyzn nie można zmienić kobiety, ale można zmienić kobietę. Ale to i tak nic nie zmienia, ponieważ okazuje się bardzo często, że kolejny związek, chociaż wydawałoby nam się, zresztą kobiety twierdzą to samo, wydawało się, że to już był ten właśnie właściwy, idealny. A okazuje się, że jest jeszcze gorzej, ponieważ to, o czym dzisiaj mówiłem, często nie rozpoznajemy właściwie swoich własnych intencji. Często pakujemy się na przykład w związek, w którym wydaje nam się, że kogoś zmienimy, że mamy misję zmieniania na przykład, albo mamy misję pomagania. Miałem sąsiadkę, która poznała swojego męża w więzieniu.
Miała tak silną potrzebę pomagania ludziom, że ożeniła z nim się jeszcze wtedy, kiedy był w więzieniu. Tak była przekonana, ponieważ była terapeutką, tak była przekonana, że go zmieni, że liczyła, że na skutek jej pracy, umiejętności, miłości, że on się zmieni. Więc czasami, jeżeli nie rozpoznamy tych właśnie intencji, które nami kierują w takich sytuacjach i nie wyciągniemy właściwego wniosku z doświadczenia, przez które przechodzimy, często na przykład obwiniając innych, że to on jest zły, że to ona jest zła. Tak się uparłem na te związki, ponieważ to jest taki pierwszy temat, na którym wszystko widać, a po drugie to w większości wszystkich nas dotyczy. To nie jest moja wina, to jest jej wina na pewno, bo to zła kobieta była. I zupełnie nie wyciągamy wniosków z tego i za chwilę pakujemy się w następną, jeszcze gorszą kobietę. Tutaj Nosfera pisze: nie ma takiego czegoś jak moralność kosmiczna czy uniwersalna. Moralność to wytwór kultury. Innej moralności nie ma i wystarczy spojrzeć na przyrodę. Zwierzęta, rośliny nie kierują się moralnością.
Zwierzę nie kieruje się zasadą „nie czyń nikomu, co tobie niemiłe” i to jest niezaprzeczalny fakt. Tak. Mam taki przekaz do kolegi: chrześcijaństwo nie jest dla ciebie. Pomyśl o buddyzmie. Pozdrowienia z angielskiej taksówki. Ryszard. Pozdrawiamy angielskiego taksówkarza, Ryszardzie, dziękuję bardzo. Nie wiem, czy to dotyczyło tak dokładnie mnie, ale jeżeli mnie, to ja ogólnie nie podpisuję się pod religiami w sposób taki bezpośredni. Tak jak wam mówiłem, pewne przykłady podaję z religii chrześcijańskiej dlatego, że to najlepiej znam. W tej żyję od swoich pięćdziesięciu paru lat i też mi najłatwiej ją obserwować i mam najwięcej danych, więc to raczej religii nie zmienię, bo w żadnej tak naprawdę nie jestem.
I tutaj cały czas brniemy w temat. Nie ma moralności uniwersalnej, bo gdyby była, to ludzie, którzy nie są ograniczeni przez religię i kulturę, stawaliby się automatycznie guru. A zamiast tego, jak już pisałem, stają się zwierzętami. Ja już wspominałem o tym w jednej z chyba pierwszych audycji. Czy na Ziemi istnieje jeden chociażby wzorzec postępowania, według którego można by było określić, co jest dobre, a co jest złe? Czy istnieje na Ziemi taki punkt odniesienia, który byłby w stanie jednoznacznie określić, co jest dobre, a co jest złe? I tenże ta opinia czy to zdanie, czy ten osąd byłby akceptowany przez wszystkich ludzi na Ziemi. Według mnie coś takiego na Ziemi nie istnieje. Więc skoro nie ma jednoznacznej moralności czy tam wzorca moralności ziemskiejTo faktycznie cała ta moja historia, całe te moje i nie tylko moje teorie nie mają najmniejszego sensu, bo jeżeli nie ma też uniwersalnego wzorca, to tak naprawdę róbmy co chcemy i nikt nigdy nie będzie nam w stanie zarzucić, że zrobiliśmy coś źle. Zastanawiam się tylko, skąd się biorą wyrzuty sumienia.
Skąd się bierze pewnego rodzaju niepokój u ludzi, którzy mają coś na sumieniu, na tak zwanym sumieniu. Natomiast jeżeli nie ma uniwersalnego wzorca, to wszystko to, co powiedziałem do tej pory, nie ma sensu. Więc mam nadzieję, że jednak jest jakiś wzorzec. Pan Adam: „Skąd tyle idealizowania duszy? Ona też się rozwinie. Jak inaczej człowiek nie byłby potrzebny.” Sfera pyta, czy dusza jest wieczna. A może od tego jest właśnie poczekalnia? No raczej. O ile nie zaprzepaszcza swojego potencjału, to wydaje mi się logiczne, że tak. Sprzeczność, której nikt nigdy nie wyjaśni.
Dusza jest wieczna, czyli jest poza czasem. Tutaj mi coś przeleciało.
[02:22:13] - Przeleciało, bo dużo nowych komentarzy wleciało.
[02:22:17] - Dobra, okej, no właśnie mi się tak coś tutaj przewinęło. Dusza jest wieczna, czyli jest poza czasem, zaś rozwój, ewolucja to coś, co istnieje tylko i wyłącznie w czasie. A to, co istnieje w czasie, z samego tego faktu nie jest wieczne. Tak. I tu troszeczkę zaczynamy wchodzić w tematy, o których mówiłem dzisiaj wam. Czy my czasami nie pragniemy zbyt dużo zrozumieć? I czy czasami nawet jak coś zrozumiemy, to czy ta wiedza nie pozostaje tylko wiedzą i pozostaje tylko taką zwykłą teorią? Zastanawiam się, czy odpowiedź na pytanie, czy dusza jest wieczna, czy nie, oprócz tego, że zaspokaja jakąś tam naszą ciekawość, czy ona coś zmienia, ta wiedza. Czy jeżeli ustalimy, że dusza jest wieczna, że znajdą się dowody naukowe na to, że dusza jest wieczna albo wprost przeciwnie, że dusza nie jest wieczna, to czy to coś zmieni? Czy to coś wniesie do naszego jutrzejszego życia?
[02:24:08] - Myślę, że może to wnieść pewną zmianę w życie osób, które kogoś bardzo mocno opłakują.
[02:24:18] - Że łączność na poziomie energetycznym, że to połączenie duszy później. W tym sensie tak, panie Marku?
[02:24:27] - No tak, że ta osoba, która odeszła na przykład tak naprawdę odeszła tylko jej powłoka fizyczna, ona żyje sobie gdzieś tam dalej.
[02:24:37] - Znaczy bo ja myślę, że my tu nie rozważamy samego procesu inkarnacji, czyli że dusza w ogóle istnieje, tylko czy ona będzie istniała przez najbliższe cztery miliardy lat i później, i później, i później. Bo myślę, że tutaj ten temat, że inkarnacja jest, że dusza po śmierci gdzieś tam sobie wędruje i później wraca i ona cały czas na tym poziomie naszej ewolucji funkcjonuje, to chyba tego ja nie poddaję w wątpliwość i też myślę, że nikt ze słuchaczy tutaj nie poddaje. Tylko wydaje mi się, że my zaczynamy się zastanawiać, czy dusza żyła 300 miliardów lat temu i czy za 300 miliardów lat będzie jeszcze żyła. Że to chyba na takiej przestrzeni my tutaj dywagujemy. Bo co do tego, że po naszej śmierci te dusze tam się ze sobą w jakiś tam sposób spotkają, to myślę, że to nie ulega wątpliwości. Także jeżeli ja coś źle zrozumiałem, to przepraszam, ale tutaj to bardziej chodziło, czy dusza jest wieczna, czyli poza czasem. Jeżeli w tych kategoriach, to się wycofuję, jeżeli coś pokręciłem. Więc przejdę do następnego wątku. Tutaj John napisał: „Zgadzam się. Mi niektóre doświadczenia czasami zajmowało kilka lat, nim zrozumiałem pełny sens doświadczenia.” No i myślę właśnie, że na tym gdzieś tam powinniśmy się przede wszystkim koncentrować, na tym, by te doświadczenia i też ta wiedza, którą...
nawzajem się tutaj staramy obdarować, żeby to ona powodowała właściwe wyciąganie wniosków. Wniosków, które tak na co dzień pozwolą nam to życie zmieniać na takie, które będzie nie tylko bardziej świadome, ale też będzie po prostu w takim ziemskim wymiarze dla nas lepsze, fajniejsze, przyjemniejsze. Żebyśmy nie poprzestali na tej wiedzy i jak kiedyś w jednym z takich starych filmów, które ja jeszcze oglądałem, gdzie był taki pustelnik, który miał mnóstwo wiedzy i 30 lat żył korzonkami szarańczy. Owszem, jeżeli ktoś ma taki cel, taki plan na swoje życie, żeby takie przeprowadzić, to tak. Natomiast myślę, że wszyscy zasługujemy na to, żeby to życie było przede wszystkim radośniejsze, żeby było fajniejsze, żeby nam się chciało żyć. I ja marzę o tym, żeby ta cała wiedza, której tak dużo się pojawia w naszych audycjach, właśnie takich zmian w naszym codziennym życiu dokonywała. Żebyśmy na podstawie tej wiedzy, którą się dzielimy, umieli wyciągać właściwe wnioski, żebyśmy nie musieli powtarzać doświadczeń, żeby nawet te doświadczenia, które się pojawiają w naszym życiu, nie były dla nas wyrokiem śmierci czy końcem przyjemnego życia. To takie jest moje marzenie. Taki jest zresztą też cel tych audycji. Ja chciałem pominąć ten wątek, natomiast pojawiło się bardzo fajne podsumowanie tego wątku odnośnie duszy i jej życia w czasie bądź poza czasem.
John napisał: „Ja bym postulował, że nie śmiertelna, a nie wieczna”. I myślę, że to jest właściwe wyjaśnienie tej sytuacji, że dusza jest nieśmiertelna, a nie wieczna. No sfera w świecie fizycznym też są istoty nieśmiertelne, takie meduzy. Chyba że je coś zeżre albo zachorują. Bardzo się cieszę. Wątek rozrywkowy się pojawił. Jest też jeszcze jedna prawie że nieśmiertelna istota na Ziemi, bodajże patyczak czy coś w tym stylu. To jest też jakaś świeża informacja sprzed bodajże tygodnia. Nie zdążyłem zgłębić tego tematu, ale istota, która przeżyje wybuch bomby atomowej, jak również będzie w stanie wytrwać kosmicznie niskie temperatury przez kilkadziesiąt albo przez kilkaset lat. Więc faktycznie nawet w świecie fizycznym istnieją takie trochę nieśmiertelne.
Ojeju!
[02:30:34] - Ale teraz podskoczyło do góry. Oj!
[02:30:38] - Co?
[02:30:38] - Teraz podskoczyło do góry. Zaraz jeszcze raz chyba podskoczy.
[02:30:43] - A co podskoczyło?
[02:30:45] - Komentarze.
[02:30:47] - Właśnie, bo się tutaj na chwileczkę po długopis schyliłem i patrzę. Ja już nie wiem, gdzie ja jestem, ale już się chyba odnalazłem. Tutaj toczy się dyskusja na temat: skąd stwierdzenie, że dusza żyje poza czasem? Tutaj pan Adam poruszył temat. Zwierzęta potrafią być też moralne i jednostkowe. Na przykład adoptują młode z innych miotów albo nawet innych gatunków. Tak. Tu się całkowicie z panem Adamem zgadzam. Mało tego, dają się adoptować nawet przez ludzi dzikie zwierzęta. Mam koleżankę, która pracuje w zoo i zdarza się, że zajmuje się takimi gdzieś tam przypadkami.
Zaraz, bo znowu się pogubiłem. Bo tym jest wieczność. Wieczność to istnienie poza czasem. Wieczność to nie nieskończoność. Tu bardzo ciekawe, że tak powiem, wątki się pojawiają. Jest ciężko śledzić je tak precyzyjnie, na bieżąco i jednocześnie w czasie rzeczywistym odpowiadać na te pytania. Aczkolwiek widzę, że nie muszę, bo tutaj dyskusja toczy się zupełnie bez mojego udziału, co mnie bardzo cieszy. Tutaj John napisał: „Panie Sławku, ja myślę, że jest. Zawsze słucham swojego wewnętrznego głosu i on nigdy w ostatecznym rozrachunku się nie myli”. Nie wiem, czy dobrze zinterpretuję, ale mam nadzieję, że to dotyczy tego uniwersalnego wzorca, że on jednak, ja przynajmniej mam nadzieję, że istnieje, więc mam nadzieję, że to dotyczy, drogi Johnie, właśnie tego.
Jeżeli możesz, to potwierdź albo zaprzecz, żebym nie błądził. No tutaj musfera troszeczkę, ale przeczytam. Taki mój obowiązek. Musfera: „Róbta, co chceta. To radosny powrót na drzewa, panie Sławku”.