[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko. Z lekkim poślizgiem, ale jednak i z pewnymi problemami technicznymi, ale jednak rozpoczynamy wlewanie kolejnego odcinka audycji o świadomości na żywo „Świat oczami duszy”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku, czy się słyszymy?
[00:52] - Witam panie Marku, ja pana słyszę. Witam wszystkich serdecznie.
[00:57] - Skoro my się słyszymy, to znaczy, że słuchacze również nas słyszą. To jest dobry znak. Zanim przejdziemy do dzisiejszej dyskusji na tematy świadomościowe, podam tradycyjnie kontakty do Radia Paranormalium. Gdzieś tak koło godziny 21:00, może troszkę później będzie można do nas dzwonić i wziąć udział w dyskusji na antenie, ale kontakty i numery telefonów do Radia Paranormalium warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery to stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 624 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na koncie Radia Paranormalium oraz na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, no i oczywiście propozycje tematów do omówienia w najbliższych odcinkach audycji „Świat oczami duszy” na nasz adres e-mail na radio@paranormalium.pl. No to teraz mogę, panie Sławku, z czystym sumieniem oddać panu głos.
[02:28] - Dziękuję panie Marku. Witam was jeszcze raz bardzo serdecznie i przepraszam za tą małą opsuwę. To moja wina. Troszeczkę się zamyśliłem. Troszeczkę się tak zamedytowałem, bo tak mam przed każdą audycją, że staram się jakby troszeczkę jeszcze wyciszyć, żeby lepiej przekazywać wam to, co mam do powiedzenia. Także mówię dzisiaj to moja wina. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, więc już nie przedłużam i do roboty, że tak powiem. Oczywiście zgodnie z naszą tradycją odpowiedzi na pytania. I tutaj jest mi bardzo miło, bo w ramach odpowiedzi na wasze pytania, na wasze komentarze mam okazję jeszcze raz wszystkim bardzo serdecznie podziękować za życzenia urodzinowe, bo oprócz tematu, który zakończyliśmy, mam nadzieję, to te życzenia się pojawiały najczęściej w waszych komentarzach. I jeszcze raz wam serdecznie za to dziękuję.
Przyznam, że trochę smutno mi, bo nie będę mógł się wam odwdzięczyć, bo nie wiem, kiedy macie urodziny. Ale korzystając z okazji z tematu urodzinowego, chciałbym już dzisiaj życzyć wam wszystkim jak najwięcej miłości i radości. Tak na co dzień, nie tylko od święta. A w dniu urodzin, kiedy on już nadejdzie, radości z życzeń i świadomości, że są ludzie, którzy o was pamiętają i dla których jesteście ważni. I tego wam z całego serca życzę. A w związku z tym, że mamy bądź co bądź mały jubileusz dzisiaj, czyli dziesiąty odcinek naszej ulubionej audycji „Świat oczami duszy”, spróbuję zrobić takie małe podsumowanie, ale postaram się was też nie zanudzić i nie zamęczyć tym, co już było. Z małych takich refleksji, jakie ja po tych dziesięciu odcinkach wyciągnąłem, to powiem wam, czego ja się dowiedziałem, zwłaszcza o sobie. Po raz kolejny w swoim życiu przekonałem się, że mój optymizm graniczy czasami z szaleństwem. Podjąłem się prowadzenia audycji w Radiu Paranormalium, zupełnie nie zdając sobie sprawy, na co się tak naprawdę porywam i z czym mi się przyjdzie zmierzyć. Ponieważ to nie jest pierwszy przypadek w moim życiu, kiedy z takim olbrzymim optymizmem podchodzę do tego, co mam zrobić, więc w sumie nie jestem nawet bardzo zaskoczony tym, co zrobiłem.
Ale dalej zastanawiam się, skąd u mnie przekonanie, że dam sobie radę. Powiem wam, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłem ani nic podobnego. Ale przyznam, łapię się w tajemnicy, tak między nami mówiąc, że zupełnie nie żałuję swojej decyzji. A jak przychodzi poniedziałek i siadam przed laptopem w ten poniedziałkowy wieczór, to jestem szczęśliwy. Czuję się, że jestem we właściwym miejscu. I za to wam też bardzo kochani dziękuję.Chociaż tak naprawdę jest to zupełnie nielogiczne z ludzkiego punktu widzenia, bo ja jestem zwykłym facetem, rzekłbym nawet prostym facetem. Nie skończyłem studiów. Większość życia prowadziłem różne swoje biznesy, interesy i większość swojego życia chciałem być taki normalny, nie wyróżniający się z tłumu. Chociaż tak naprawdę zawsze coś mi w środku mówiło, że takim normalnym Kowalskim to ja nie jestem i trochę się różnię od swoich znajomych, rówieśników, bliskich. Wiecie, jaka jest moja ulubiona piosenka?
Rzekłbym nawet, to jest taki mój hymn poniekąd, który przypadł mi do serca, jak go tylko pierwszy raz usłyszałem. W moim towarzystwie, moim otoczeniu to była tak zwana moja piosenka. Zawsze jak spotykaliśmy się ze znajomymi, pograć na gitarach, pośpiewać. Teraz już coraz rzadziej, niestety. Każdy w towarzystwie miał jakąś piosenkę, która w jakiś sposób była związana z nim i zawsze on ją wykonywał. I to była właśnie moja piosenka. Na 99% nie znacie jej, bo słowa napisał jeden z moich znajomych, muzykę napisał drugi, później to wykonywał zespół, który już nie istnieje. Taki zespół bardziej z pogranicza poezji śpiewanej, z pogranicza muzyki turystycznej. Natomiast jest tam wersja. Gdybyście byli zainteresowani, jak to wygląda w oryginale, to z chęcią podam wam namiary.
Zacytuję wam tylko pierwszą zwrotkę tej piosenki. „Był zegar, co chodzić chciał do tyłu. Tryby zawrócił, zaczął tykać. Pytać, co się skończyło? Nie tyka, bo jest na śmiechu. Bo na co komu taki zegar, co chodzi nie tak, lecz inaczej? Nie bądźmy inni, nie tak, jak trzeba. Tego nam ludzie nie wybaczą”. To by było tyle o mnie tak pokrótce. Siedzi po drugiej stronie waszych laptopów, waszych smartfonów zwykły facet, który nie skończył studiów.
Już nie mówię tematycznych studiów. Przeczytał cztery książki na krzyż o duchowości i o rozwoju. A wy tego faceta słuchacie. I zastanawiałem się, czemu to robicie. Teraz będzie tak troszeczkę o was, bo przyszło mi do głowy, że słuchacie mnie, bo szukacie prawdy. Szukacie odpowiedzi na nurtujące was pytania na temat celu, sensu, konstrukcji, mechanizmu. I to jest dobre. To jest bardzo chwalebne. Natomiast gorsze w tym wszystkim jest to, że nie wierzycie samym sobie, że szukacie potwierdzenia tego, co w was jest i tego, co doskonale czujecie. I to coś próbuje do was cały czas przemawiać.
Czemu sobie nie wierzycie? To pytanie zostawię na chwilę bez odpowiedzi. Zresztą myślę, że najlepiej każdy sam sobie musi odpowiedzieć na to pytanie. A przejdę do następnego wątku. Nie wiem, czy pamiętacie, jak mówiłem o dwóch najsilniejszych emocjach, które istnieją na Ziemi. Te emocje to miłość i strach. Teraz pytanie, skąd one się biorą? Żeby tak było w miarę obiektywnie, z szerszej perspektywy, to przyjrzyjmy się ludzkości w okresie ostatnich 5000 lat. Ponieważ ten okres jest już w miarę znany historykom, już coś wiemy na ten temat. Już mamy jakieś dowody, więc możemy to w jakiś sposób w miarę naukowy i w miarę obiektywny zrobić.
Jakie główne uczucie towarzyszyło ludziom przez ten okres? Z jakiego powodu dokonywano zmian? Z jakiego powodu? Co trzymało ludzi w ryzach? Co powodowało, że robili to, co mieli do zrobienia, co musieli zrobić? To właśnie był strach. Zresztą mówię o 5000 latach, ale wcześniejsze okresy były bardzo podobne, bo zaczynając swoją ewolucję na Ziemi już jako istoty człowiekopochodne, że tak powiem, zaczynaliśmy z uczuciem strachu o przetrwanie. Strachu, nawet rzekłbym przerażenia o przetrwanie kolejnego dnia. O to, żeby nie zostać zjedzonym. Przede wszystkim zjedzonym przez zwierzęta, przez innych.
Oczywiście nie chcę tego zbytnio rozkminiać, bo ewolucja też nie jest tutajTym, czym chciałbym się zajmować w tej audycji. Moja wiedza na ten temat nie jest wystarczająca, żeby mówić o tym z pozycji autorytetu i też nie chcę namieszać. Natomiast coś mi mówi, że odnośnie tego strachu to mam rację. Strach jest takim naszym podstawowym stanem emocjonalnym przekazywanym z pokolenia na pokolenie od początku naszego istnienia. Strach jest najsilniejszą emocją zapisywaną w naszej podświadomości, rządzącą w naszej podświadomości. Teraz zastanówmy się, skąd się wzięła miłość. Pozwolę sobie, żeby nie było rozbieżności w nazewnictwie, przytoczyć wersję encyklopedyczną świadomości. Mam zapisane, będę cytował: „Świadomość to podstawowy i fundamentalny stan psychiczny, w którym jednostka zdaje sobie sprawę ze zjawisk wewnętrznych, takich jak własne procesy myślowe oraz zjawisk zachodzących w środowisku zewnętrznym i jest w stanie reagować na nie somatycznie lub autonomicznie”. Tyle na temat tej podstawowej wersji świadomości mówi Wikipedia. To jest takie nasze ziemskie wytłumaczenie świadomości.
A teraz jak to wygląda oczami duszy? Dokładnie tak samo. Mówię o tym, bo czasami odnoszę wrażenie, iż część ludzi zbyt dużą wagę przywiązuje do tej mistycznej, metafizycznej roli duszy. Przyznam wam, że dla mnie też fascynujące jest to, jak można przez tysiąclecia czy przez miliony lat przechowywać w cząstce energii jakąś wiedzę, informację, dane. Nieziemskie jest również to, że te informacje później są przekazywane naszemu mózgowi. Jest to naprawdę ciekawy temat do badań dla naukowców, neurologów, całej rzeszy naukowców. Ale ja nie jestem naukowcem i dlatego zajmuję się taką przyziemną rolą duszy i jej wpływem na nasze codzienne życie. Bo według mnie bez sensu byłoby zbierać informacje i doświadczenia dla samego zbierania. Jakiś cel w tym wszystkim musi być. Tak jak już rozmawialiśmy, dusza zapamiętuje wszystkie sytuacje, a dokładnie stany emocjonalne z nimi związane.
Wszystkie te sytuacje, przez które przeszliśmy od początku naszego istnienia do chwili obecnej, budując i zwiększając w ten sposób naszą świadomość. Dokładnie tak jak na Ziemi, po to, abyśmy sobie zdawali sprawę ze zjawisk i procesów, w których uczestniczymy i mogli autonomicznie na nie reagować, czyli podejmować decyzje. A ponieważ naturalnym środowiskiem duszy jest środowisko miłości, dlatego to ona jest dla nas tym źródłem miłości. Dusza jest źródłem miłości, a podświadomość jest źródłem strachu. Dlatego bardzo często ludzie nie wierzą sobie, bo kieruje nimi strach płynący z podświadomości. Z jednej strony płynie strach, a z drugiej strony dusza namawia nas do kierowania się w życiu miłością. Pamiętajcie, nie chodzi o samo doświadczanie i poszerzanie świadomości. To służy tylko temu, abyśmy byli szczęśliwi, abyśmy potrafili żyć miłością. A często o tym zapominamy, gubiąc się w różnych teoriach, poszukiwaniach sensu, mistycyzmu. O to wszystko, o co podejrzewamy swoją własną duszę.
Jesteśmy tu na Ziemi i dusza też ma bardzo przyziemną rolę. Ma nas prowadzić drogą miłości. Wiem, że zabrzmiało to pompatycznie, górnolotnie, może nawet sekciarsko. Ale ja mówię o miłości i o szczęściu takim normalnym, ludzkim. W sumie nie mieliśmy okazji wymienić się poglądami na ten temat i nie wiem, czy was ta tematyka interesuje, ale mnie interesuje bardzo to, co jest tu i teraz. Pamiętacie, że jak w poprzednim odcinku mówiłem wam, że pierwszy tytuł mojej książki, jak zaczynałem ją pisać 17 lat temu, brzmiał: „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem”. A tak naprawdę, gdybym teraz miał ją nazwać, to doprecyzowałbym ten tytuł, dając książce tytuł: „Życie człowieka, czyli walka strachu z miłością”. Tego strachu płynącego z podświadomości i tej miłości, którejŹródłem jest nasza dusza i pewnie ci, którzy są słuchaczami wszystkich audycji i słuchają uważnie, pewnie im się zapaliła teraz lampka, bo do tej pory stwierdziłem, że nie ma żadnego konfliktu pomiędzy duszą a podświadomością. Że jest współpraca i symbioza. I to jest prawda.
W kwestii zdobywania doświadczenia, w kwestii budowania świadomości jest pełna symbioza. Mały problem pojawia się wtedy, kiedy próbujemy, zaczynamy próbować świadomie kierować naszym życiem, a jeszcze nie dokonaliśmy transformacji naszej podświadomości. To w tym momencie pojawiają się takie małe zgrzyty. Ale to też nie jest konflikt, to jeszcze pewnie za chwileczkę spróbuję szerzej wyjaśnić. Na różnych etapach rozwoju świadomości są różne proporcje udziału podświadomości i świadomości płynącej z duszy w naszym codziennym życiu. Na samym początku zdecydowanie wygrywa podświadomość. Te pierwsze etapy, zwłaszcza niemowlęcy, to jest taka typowa podświadomość. Natomiast z czasem, kiedy mamy już tych doświadczeń wystarczająco dużo, by tą świadomość już mieć w jakiś sposób rozbudowaną, ona próbuje zaczynać dochodzić do głosu i próbuje bardziej wpływać na nasze życie. I tak jak mówiłem, że to się zaczyna dziać wtedy, kiedy już doświadczymy wszystkich takich ziemskich przyjemności, czyli kiedy kończy się ten etap, który umownie nazwaliśmy młodym. Mamy już za sobą sukcesy, władzę, bogactwo i nadal nie jesteśmy szczęśliwi.
Wtedy pojawia się pytanie dlaczego? I wtedy najczęściej zaczynamy szukać jakiegoś innego sensu życia. I to jest ten moment, kiedy zaczynamy wpuszczać do naszego życia świadomość. Świadomość, która płynie z doświadczeń, które do tej pory zebraliśmy, że jednak nie chodzi tylko o kasę, że nie chodzi tylko o władzę, że nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi jeszcze o coś innego. I w momencie, kiedy zaczynamy wpuszczać do naszego życia świadomość, to zaczynamy wpuszczać do niego również miłość. Dopuszczamy, ale to nie znaczy, że dajemy jej decydować o naszym życiu. Z początku próbujemy, testujemy, ale jeszcze tak nie do końca dajemy się jej ponieść. Nie do końca dajemy się jej sterować, kierować, tak? Bo podświadomość też nie chce ustąpić.
Chce nadal kierować naszym życiem i w zasadzie to nigdy nie ustąpi, bo taka jest jej rola. Jak ja to mawiam, taką ma robotę. Jest to jeden z powodów, dla których namawiałem was do transformacji podświadomości. A teraz mam pytanie do was: czym chcielibyście się kierować w życiu? Strachem czy miłością? Chociaż to w sumie nie jest właściwe pytanie, bo na dzień dzisiejszy miłość nie jest jeszcze dobrym stanem do prowadzenia życia na Ziemi. Zapytam więc inaczej: co wam daje siłę, energię, chęć do życia? Strach czy miłość? Oczywiście póki co nie znam waszych odpowiedzi. Mam nadzieję, że będę miał okazję je poznać.
Więc powiem wam, co ja czuję. To, co mnie napędza do działania, co mi daje siłę, co mi daje moc, to jest właśnie miłość. Wszelkie negatywne emocje pozbawiają mnie energii. Natomiast wszystko, co pozytywne, daje mi siłę. I to jest jeden z powodów, dla których prowadzę tą audycję. Ponieważ czerpię z niej mnóstwo pozytywnej energii i mam nadzieję, że ta moja energia chociaż trochę wam się udziela i też mam nadzieję, że macie podobne odczucia. Kochani, powiem wam teraz chyba jedną z ważniejszych rzeczy o całym rozwoju duchowym, o rozwoju świadomości. Na samym końcu, kiedy już przejdziemy wszystko, kiedy już to wszystko przetestujemy, kiedy doświadczymy wszelkich stanów emocjonalnych dostępnych na Ziemi, kiedy doświadczymy już wszystkiego, czego Ziemia i ludzie są w stanie nam zaoferować, dochodzimy do wniosku, że najważniejszą wartością jest miłość. I to jest właśnie cel, do którego prowadzi nas dusza. Już wyjaśniam.
Zanim zaczniecie mnie tu podejrzewać o jakieśSekciarskie lub religijne zapędy. Nie mam na myśli miłości bezwarunkowej na zasadzie: ktoś ci przyłożył mordę, nadstaw drugi policzek. Albo nie wiem, załóż worek lniany i rozdawaj wszystko, co masz. Broń Boże, żeby ktoś, kto przerwie audycję w tej chwili, nie poszedł, że tak powiem, zlikwidować swojego konta i rozdać pieniądze bezdomnym. Ja was do tego broń Boże nie namawiam. Jak już, to kto inny jest za to odpowiedzialny. Bo ja sam nie wierzę w taką miłość bezwarunkową na ziemi, taką miłość do bliźnich, miłość bezwarunkową. Bo też prawda jest, że nie wszyscy na tą naszą miłość zasługują. Więc o jaką miłość mi chodzi? O miłość do samego siebie.
Miłość do samego siebie jest najczystszą formą miłości na ziemi. Jak to jeden z naszych kochanych słuchaczy po ostatniej audycji, popisaliśmy troszeczkę, jak to trafnie ujął: egoistyczna miłość do samego siebie jest miłością prawdziwą. Chociaż ja wiem, że na pierwszy rzut ucha i oka to słowo egoistyczna pewnie spowoduje dysonans w waszych uszach. Egoistyczna miłość do samego siebie. To trzeba tutaj zrozumieć całe to sformułowanie. Nie chodzi mi o to, żeby być egoistą, żeby dążyć do miłości do samego siebie kosztem innych ludzi. Broń Boże. Miłość do samego siebie jest najczystszą formą miłości, ponieważ nic w zamian nie chcemy, nic od siebie nie chcemy. I gdyby mówić o miłości bezwarunkowej, chociaż będzie ciężko mówić o miłości do samego siebie jako o bezwarunkowej. Natomiast gdybyśmy taki aspekt miłości rozpatrywali, to to jest właśnie taka namiastka miłości bezwarunkowej.
Ponieważ kochając samych siebie, nic od siebie w zamian nie oczekujemy. Zacząłem ten temat w poprzedniej audycji i też z przyjemnością zamierzam go kontynuować. Zapytacie pewnie, dlaczego się tak uparłem. Powodów jest wiele, rzekłbym nawet całe mnóstwo. Począwszy od tych mistycznych, po zwykłe, takie ludzkie, codzienne. Bo czym jest miłość? Zadałem to pytanie w poprzednim odcinku i dostałem jedną odpowiedź tak naprawdę, że miłość dla każdego znaczy co innego. I to jest prawda. To tak jak z tym naszym wymarzonym samochodem. Dla każdego ten samochód był inny.
I też wynika to z tego, że na różnych poziomach rozwoju świadomości miłość i szczęście znaczą co innego. Dla przypomnienia, że ludzie w związku z tym są różni i przekonywanie ich do jednego wzorca i szczęścia, miłości nie ma sensu. A to często ma właśnie miejsce w związkach. Przypomnę. Na pierwszych etapach naszego rozwoju miłość do samego siebie nie istniała, a szczęściem było przeżycie kolejnego dnia. W okresie dziecinnym za miłość i szczęście odpowiedzialni są inni ludzie. Jak dzieci oczekują, że ktoś im to szczęście i tą miłość da. W okresie młodym sami staramy się dać to szczęście, a miłość do samego siebie jest bezgraniczna, ale też i egoistyczna. Taka egoistyczna w sensie, że jesteśmy egoistami i bardziej koncentrujemy się na sprawach ziemskich niż na tym, by wyszukać tej miłości, takiej płynącej z duszy. W okresie dojrzałym miłość do samych siebie sprowadza się do poszukiwania prawdy, a szczęściem jest samo doświadczanie.
I to jest pułapka bardzo wielu ludzi, którzy wchodząc na tą ścieżkę świadomego rozwoju duchowego, osobowego, świadomego rozwoju świadomości, często koncentrują się tylko na doświadczaniu, zapominając o tym, że to doświadczanie czemuś ma służyć. Stara świadomość szuka miłości na wszystkich płaszczyznach życia i w każdym jego aspekcie. Powiedziałem o tym, żebyśmy nie walczyli ze sobą. Miłość to nie jest walka. Każdy sam musi, oczywiście, jeżeli chce, określić, czego pragnie, co dla niego znaczy słowo miłość, co dla niego znaczy słowo szczęście, by móc to później zamienić w stan zwany szczęściem. Miłość bez względu na poziom rozwoju naszej świadomości ma jeden wspólny mianownik. Jest to chęć robienia wszystkiego, co powoduje, że jesteśmy szczęśliwi. I powiem wam, że mógłbym gadać o tym długo, ale pewnie oczekujecie ode mnieWyjaśnienia i odpowiedzi na pytania, które w dzisiejszej audycji się pojawiły. A było ich dość dużo. Teraz spróbuję to zrobić tak po ludzku, tak przyziemnie.
W sumie tak jak lubię. Jak wygląda zwykły dzień na ziemi zwykłego człowieka? Mówię tutaj oczywiście o naszych uwarunkowaniach geopolitycznych i na tym się skoncentruję, bo to też jest nam bliższe i o tym możemy rozmawiać. Co się dzieje? Wstajemy rano, najczęściej już z czegoś niezadowoleni. Albo zaspaliśmy, albo się nie wyspaliśmy, albo coś nas boli, albo jest kiepska pogoda, więc pewnie będą korki. Dzieciaki się nie mogą dobudzić, więc pewnie spóźnią się do szkoły. One do szkoły, my do pracy. Zaraz awantura przed łazienką, bo ktoś nie sprzątnął włosów z umywalki albo ktoś za długo siedzi, albo ktoś wziął książkę i próbuje odrabiać w niej jeszcze lekcje. I tak dalej.
W biegu próbujemy złapać jakieś śniadanie. Oczywiście ci, co się zdrowo odżywiają, bo inni łapią gdzieś kawę bądź nie. I co? Zaczyna się wyścig z czasem. Żeby dzieci do szkoły zdążyły, do przedszkola, do żłobka. Opiekunka się spóźnia. My oczywiście już jesteśmy spóźnieni do pracy. Co jest na drodze? Jeżeli jedziemy samochodem, to na drodze wszyscy oczywiście robią wszystko, jakby się na nas uparli, żeby nam ten dojazd do pracy jak najbardziej skomplikować. O korkach już nawet nie wspomnę.
W komunikacji miejskiej jedni kaszlą. Zaraz pewnie nas zarażą. Ktoś tam głośno gada przez telefon albo z kimś tam gada, opowiada o wczorajszej imprezie. Albo podaje przepis, swój ulubiony przepis na ciasto jabłkowe. Boże, ile ja bym ciast jabłkowych upiekł, gdybym ja robił notatki. Inni znowu przeżywają coś, co za chwilę ich czeka. Jakąś nerwowość, jakieś SMS-y wykonują, już są spóźnieni, już odpisują, że za chwilę będą tam, właśnie już wchodzą do biur. Niektórzy się wyłączyli i próbują o tym nie myśleć. Zatopieni w lekturze książki czy gazety, czy młodzież zwłaszcza w słuchawkach coś tam słucha. Jeszcze inni w smartfonach szukają szczęścia.
O tym, co się dzieje na drodze mówię już nawet nie chcę wspominać. Miałem takie, mam zresztą dalej, takie fazy, że jadąc w korku, fajnie się nazywa, stojąc w korku i próbując jechać, uśmiecham się do ludzi. Uśmiecham się do ludzi w samochodach obok. Albo na przykład śpiewam sobie i wybijam jakąś melodię na kierownicy. Znaczy śpiewam, od razu mówię, tylko albo latem, jak jest włączona klima, ale ja mam latem rzadko włączoną klimę, więc śpiewam tylko zimą, kiedy szyby są zamknięte. Spokojnie, szanuję ludzi. Natomiast uśmiecham się. To takie moje bardziej ulubione zajęcie. Jeżeli to robiliście, to wiecie, co się dzieje. Reakcje są przeróżne.
Najczęściej jest zdziwienie i odwrócenie wzroku. I po chwili głowa wraca i odwzajemnia uśmiech. Ale też taki zagubiony ten wzrok, nie wiadomo, co z tym zrobić. Są też oczywiście pukania się w głowę albo akty wyartykułowanej agresji, bo są pewnie podejrzenia, że albo się z nich naśmiewam, albo po prostu jestem stuknięty. Bo z czego się tutaj śmiać i co wesołego jest w korku na drodze? Opisałem jakieś dwie, trzy godziny naszego codziennego życia. Dalej już się tak nie będę rozkręcał, bo sami wiecie najlepiej. Dalej? Bo dalej nie jest lepiej. Najbliższe osiem, dziesięć godzin spędzimy w pracy.
Co tam się będzie działo? Ciężko mi jest opisać jakiś statystyczny przykład, bo takiego nie ma. Natomiast jedną z takich najczęściej pojawiających się wspólnych emocji jest niezadowolenie. Nawet jeżeli praca jest satysfakcjonująca pod względem finansowym, to nie zawsze jej towarzyszy dobra atmosfera. Na przykład jeżeli jest dobra atmosfera, to może na przykład zarobki słabe lub godziny kiepskie lub robimy coś, co zupełnie nie jest z naszej bajki. Jeżeli już robimy coś, co kochamy, to często albo brakuje kasy, albo atmosfery. Połączenie kasy, atmosfery i pasji jest w dalszym ciągu rzadkim zjawiskiem, rzadko spotykane. Jeżeli komuś się to udaje, jest usatysfakcjonowany ze wszystkich tych trzech płaszczyzn, z wszystkich tych trzech aspektów, to naprawdę zalicza się doDo wyjątków, bo często jest jeszcze czwarty aspekt, czyli na przykład brak czasu. Albo jeżeli jest więcej czasu, to jest większa odpowiedzialność. Zawsze coś jest nie tak.
Z kim nie rozmawiam, to zawsze jest coś nie tak, zawsze coś mogłoby być lepiej. I to tyle o pracy. Po pracy jest następna, kolejna gonitwa, żeby odebrać dzieci, zdążyć na ulubiony program w telewizji, zrobić zakupy, odrobić lekcje z dziećmi, zawieźć je na dodatkowe zajęcia. Kobiety często coś tam jeszcze muszą upichcić, coś uprasować dziecku, jakieś pranko może zrobić na szybko, bo się dziecko ubrudziło w przedszkolu czy szkole. I całe mnóstwo rzeczy mniej lub bardziej ważnych, które absorbują nasz czas i też nie powodują tego, że jesteśmy jakoś mocno zrelaksowani. Na szczęście przychodzi ten moment, przychodzi ten czas dla nas i to jest czas, kiedy kładziemy się do łóżka spać. O tym, co tam się może wydarzyć, w ogóle nie chcę mówić. Natomiast z tego, co wiem, to nawet te z założenia bardzo przyjemne klimaty nie zawsze takie się okazują. I tak mniej więcej wygląda jeden zwykły dzień zwykłego człowieka. I tak jak mówiłem, to są te nasze uwarunkowania.
W innych kulturach oczywiście to będzie wyglądało na pewno inaczej. Natomiast jest kilka rzeczy, które są wspólne dla wszystkich ludzi, bez względu na miejsce zamieszkania. Największą wspólną cechą jest stres. Teraz pewnie powiecie: „Ach, co wymyśli. Przecież wszyscy to dokładnie wiedzą. Bębnią, że stres to cichy zabójca i tak dalej”. Właśnie. Wszyscy wiedzą i dlaczego nic z tym nie robią? Powiedzcie mi, z czego wynika stres? Zapomniałem, że to nie warsztaty, tylko audycja radiowa.
Żartowałem oczywiście. Opisałem jeden dzień z naszego życia w jednym konkretnym celu. Nie po to, aby kogokolwiek zmuszać do porównywania, czy jego dzień jest lepszy, czy gorszy od tego, który ja opisałem. Zrobiłem to, aby pokazać, że w ciągu takiego zwykłego dnia dokonujemy setek, a może nawet tysięcy wyborów. Wyborów, które wywołują w nas konkretne emocje, które później skutkują tym, czy jesteśmy szczęśliwi, czy nie. Bo tak jak wam wcześniej powiedziałem, to o szczęście właśnie chodzi. Większość naszych codziennych wyborów, chociaż wybory to nie do końca trafne określenie, bo one odbywają się bez naszego świadomego udziału, bo przecież od podsyłania konkretnych reakcji, konkretnych emocji mamy podświadomość, która jak już wielokroć ustaliliśmy, odpowiada za podsuwanie nam właśnie rozwiązań. Rozwiązań, reakcji i wynikających z nich emocji. I teraz, przynajmniej według mnie, układanka zaczyna się sama układać. Większość naszych codziennych reakcji płynie z podświadomości, a główną emocją zapisaną w podświadomości jest strach.
I właśnie ten strach wywołuje w nas stres. Zapytałem was wcześniej, czemu sobie nie wierzycie. Właśnie z powodu strachu. Strachu, który powoduje stres co będzie, jeśli nie macie racji, jeżeli się mylicie. Często strachu przed zmianą swojego postępowania, bo nie wiem, co ludzie powiedzą, jakie będą tego skutki związkowe czy towarzyskie, co możecie zyskać, a co możecie stracić. Tak wygląda życie większości z nas i to od tysięcy lat. I kolejne pytanie: czy tak wygląda szczęśliwe życie? Kochani, na szczęście doszliśmy do tego momentu naszej ewolucji, że możemy dzisiaj na antenie Radia Paranormalium rozmawiać o duszy, o świadomości, o miłości, o szczęściu. Doszliśmy do takiego etapu, o którym z ewolucyjnego punktu widzenia jeszcze niedawno nasi poprzednicy nawet nie marzyli. I trzeba to docenić.
To jest kolejny powód do tego, żeby być tutaj na ziemi też szczęśliwym. Wiem, że w niektórych kwestiach dzisiaj się powtarzam, ale trochę to wynika z tego, że audycję przygotowywałem, bardzo mi zależało na niej, na tej dzisiejszej specjalnej, bo 10:00. Więc bardzo mi zależało. Przygotowywałem od kilka dni, więc troszeczkę te myśli spływały w różnym okresie, ale też pewne rzeczy robię celowo, bo temat jest naprawdę ważny i chciałbym go wytłumaczyć najlepiej, jak potrafię. I za to przepraszam. Jeżeli jest jakiś chaos, jeżeli jest jakieś zagmatwanie, to przepraszam. Postaram się to na czacie albo w komentarzach, albo może w następnej audycji, jeżeli będą pytania oczywiście jeszcze raz wyjaśnić. Ponieważ audycja jest „Świat oczami duszy”, to terazJest pytanie: jak mógłby wyglądać ten dzień, który opisałem, ten statystyczny dzień, gdybyśmy się kierowali miłością do samego siebie? Tak na marginesie, przy okazji powiem wam, że gdyby dusza myślała ludzkimi kategoriami, to zakładam, że albo by pękła ze śmiechu, albo zfixowała. 297.
raz stoimy w tym roku w korku. 297. raz w tym roku jedziemy tym samym metrem. Przepraszam. 785. raz, a może 1548. przeżywamy codzienny poranny kocioł. I co? I nic. Po raz kolejny jesteśmy zaskoczeni, jesteśmy zdziwieni i do tego wszystkiego wkurzeni.
Normalnie dzień świstaka. Czy da się to jakoś logicznie wytłumaczyć? Dlaczego 297. raz w tym roku zaskakuje nas korek i nas wkurza? Da się to jakoś logicznie wytłumaczyć? Kochani, my jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że wiemy, że mamy podświadomość i wiemy, jak ona działa. Ale z punktu widzenia duszy jesteśmy, delikatnie rzecz ujmując, popieprzeni i nienormalni. Duszy wystarczy jedno doświadczenie, by zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Nam, kierując się podświadomością, nie wystarczy 297, 785, a nawet 1548 razy, żeby zrozumieć, że na przykład na pewne rzeczy nie mamy wpływu, a w związku z tym nie warto tracić na to czasu i energii. I to jest taki przyziemny, ale bardzo ważny, kolejny powód, żeby transformować swoją podświadomość.
Mam nadzieję, że zwłaszcza po dzisiejszej audycji już nie będę musiał do tego nikogo przekonywać. Postaram się roztoczyć przed wami teraz, patrzę, że już mamy czas niezły, ale muszę skończyć wątek. Spróbuję i spróbuję się sprężyć. Spróbuję roztoczyć przed wami taką przyjazną i miłą wizję miłości do samego siebie. Czy codzienne poranne wkurzanie, tworzenie nerwowej atmosfery, złoszczenie się na korki i środki masowego transportu, jak ja je nazywam, przeżywanie tych samych sytuacji w pracy, po pracy, przed pracą i całego mnóstwa historii, które pozbawiają nas siły i energii i w ogóle chęci do życia, są objawem miłości? Może i tak, ale jeżeli już, to na pewno nie do siebie. Jeżeli już, to do innych. Bo pozwalanie innym, aby decydowali o naszych emocjach, można podciągnąć, mocno naginając, pod miłość. Ale ze świadomością to już na pewno nie ma nic wspólnego. Zresztą z miłością do samego siebie, tak jak powiedziałem też.
Popełniamy kilka podstawowych błędów. Błędów oczywiście z ludzkiego punktu widzenia, bo z punktu widzenia duszy nie ma błędu. Ale jest takie niezrozumienie z jej strony, dlaczego z uporem maniaka po raz kolejny robimy sobie krzywdę. Czasami narzekamy, że cierpimy, bo ciągle nas coś złego w życiu spotyka. A jeżeli spojrzymy na to z innej strony, od strony duszy, to okaże się tak naprawdę, że to ona cierpi, patrząc na nasz upór w wyrządzaniu sobie krzywdy. To trochę tak, jak rodzice cierpią, kiedy dziecko, nie słuchając ich rad, po raz kolejny pakuje się w jakieś niefajne sytuacje. Spróbuję się sprężyć i powiem wam teraz o kilku takich według mnie podstawowych warunkach, jakie trzeba spełnić, aby rozpocząć świadomy proces miłości do samego siebie. Pierwszy to jest właśnie świadomość. Bo jak mówiłem, na różnych etapach rozwoju świadomości ta miłość do samego siebie wygląda inaczej, niż tak naprawdę chodzi o to Bogu i naszej duszy. Dlatego dojście do tego etapu, na jakim obecnie jako ludzie jesteśmy, zajęło nam ładnych parę tysięcy, a może nawet milionów lat.
Ze świadomości wiele rzeczy wynika, które pozwalają nam dokonywać zmian, których nie byliśmy w stanie wcześniej zrobić. Ze świadomości płynie również wiedza o to, o co tak naprawdę chodzi, co jest ważne w życiu. Wiedza o zasadach gry, którą nazywamy życiem. Świadomość powoduje również to, że już nie obarczamy winą za swoje życie, za swoje niepowodzenia innych, z Panem Bogiem na czele. Świadomość pozwala również na w miarę bezbolesną transformację podświadomości.A co też z tym związane zmianę głównego bodźca naszych poczynań, czyli strachu na miłość. To jest w zasadzie najważniejszy warunek. Ta zmiana i to jest aspekt duchowy, ten taki metafizyczny, ten, którego od duszy tak naprawdę oczekujemy, żeby była taka nieziemska, taka była metafizyczna, żeby czyniła cuda. Drugim jest zaprzestanie życia tym, co było i tym, co ma się wydarzyć. Bo to jest bardzo często popełniany błąd nawet przez ludzi bardzo świadomych. Wynika to tak naprawdę z tej ziemskiej potrzeby kontrolowania wszystkich i wszystkiego.
Kolejnym jest oczywiście tracenie energii na rzeczy, na sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu. Na przykład na pogodę na przykład na korki, na przykład na zachowania ludzi. Na to nie mamy żadnego wpływu. A ileż ludzie potrafią czasu spędzić, roztrząsając zachowanie, nie wiem, swoich sąsiadów. Już o nie wiem politykach, o kapłanach, o szefach w ogóle nie wspominam. Tak? Ale tracimy na to mnóstwo energii. To jest oczywiście wpływ naszej podświadomości, ale możemy przecież to zacząć próbować kontrolować, tak? Ostatnim łączącym w sobie aspekt i duchowy, i ziemski jest wybaczanie. Wybaczanie, o którym mówiłem, do którego was namawiałem.
I to jest bardzo ważne. Taki podsumowujący i zakańczający proces pastwienia się nad samym sobą. To jest właśnie proces wybaczania. Znaczy jest jeszcze kilka tam dodatkowych, pośrednich, ale nie będę w tej chwili o nich mówił, żeby nie komplikować tego wszystkiego. Oczywiście, jak będziecie chcieli, to możemy się zagłębić w ten temat. Tak? I to jest w zasadzie wszystko. Prawda, że proste? Mało tego, czy chcemy, czy nie chcemy, to taka jest nasza przyszłość. Bo patrząc na kierunek rozwoju i ewolucji ludzkości, to jest właśnie nasza jako ludzkości najbliższa perspektywa.
Dlatego ja już teraz namawiam was do budowania tej miłości do samych siebie, chociażby nawet po to, żebyśmy tym razem uprzedzili działania naszej duszy, żebyśmy ją zaskoczyli, żebyśmy byli pierwsi. Dusza chce doświadczać, by budować naszą świadomość i tak naprawdę nie zrozumiemy, co to jest miłość, dopóki jej nie doświadczymy, dopóki jej nie sprawdzimy na samych sobie. Żeby coś zrozumieć, trzeba to przeżyć. I znowu, zamiast jakichś prostych wyjaśnień trochę ubrałem to wszystko w po raz kolejny skomplikowane wywody. Pracuję cały czas nad tym. Mam nadzieję też na szybki sukces, ale mam nadzieję też, że widzicie w dzisiejszym odcinku pewne symptomy poprawy, więc trzymajcie za mnie kciuki, a ja postaram się też dołożyć starań, żeby to nie było takie nudne. Takie no, takie jak do tej pory. Na dobry początek powiem wam wprost, że jeżeli myślicie, że jak już zaczniecie wprowadzać zasady miłości do samych siebie, do swojego życia, to nie wiem, że znikną korki na drogach, rano nie będzie kolejek do łazienki albo nikt nie zostawi kupów w umywalce, a na przykład w pracy przestaną się was czepiać. Nie chcę was oszukiwać, nie będę was oszukiwał. Tak się nie stanie.
Niestety aż tak bardzo to nie działa. Przynajmniej na początku. Ale co mogę wam obiecać, to to, że zmieni się wasze podejście do tego wszystkiego. Najważniejsze, żebyście odzyskali władzę nad swoimi emocjami, abyście sami zaczęli decydować, a wasze reakcje były autonomiczne i świadome. A tak się właśnie dzieje, kiedy zaczynamy wpuszczać miłość do samego siebie, do naszego życia, do naszego codziennego życia. Bo ja mówię nie chodzi tu o jakieś nawiedzone formy miłości. Nie. O zwykłą, codzienną miłość do samego siebie. Ponieważ dużo było aspektów tych takich filozoficznych, duchowych, metafizycznych, ewolucyjnych i związanych z naszym rozwojem. A jak wam mówiłem, ja jestem praktykiem, to podam wam kilka przykładów, jak działa miłość do samego siebie w naszej takiej ziemskiej praktyce, w naszym codziennym, ziemskim życiu, w naszych codziennych setkach, tysiącach wyborów, których dokonujemy za pomocą naszej podświadomości.
Jak wspomniałem wcześniej, przestajemy tracić czas i energię na rzeczy, na które nie mamy wpływu. Zmienia się nasz pogląd na te sytuacje, które do tej pory nas wkurzały. Co ważne, zmienia się nasze słownictwo.Ponieważ nie robiliśmy tego eksperymentu chyba, ale miałem ochotę go zrobić i na warsztatach na pewno go zrobię. Bo gdybym zadał pytanie teraz o wymienienie 10 rzeczy, które was wkurzają, których nie lubicie, których nie chcecie w swoim życiu, bo już to przerabiałem, to większość ludzi bez wahania wypisuje 10, 15, 20 rzeczy, które je wkurzają, których nie chcą. Natomiast jeżeli prosiłbym was, żebyście wymienili, ja nie mówię tutaj konkretnie o was, mówię ogólnie o ludziach, żeby wymienili 10 rzeczy, których chcą, których pragną, to zaczyna się rozkminka. Zaczyna się kombinowanie, zaczyna się zastanawianie. Jedna to każdy ma jakieś marzenie, więc zaraz tam będzie zdrowie na przykład, bo zdrowie jest najważniejsze. Ktoś tam powie szczęście. Nie wiadomo, co to szczęście znaczy. I pieniądze.
Trzy rzeczy. Każdy chce być zdrowy, szczęśliwy i bogaty. Trzy rzeczy jeszcze idą, a dalej zaczynają się schody, przynajmniej u większości ludzi. Dlatego poprzez zmianę swojego podejścia i myślenie o miłości do samych siebie zmienia się słownictwo. I zamiast stwierdzenia „nie chcę”, stwierdzenia, z którym związane są negatywne emocje. A negatywne emocje w świecie i podświadomości ducha nie ma słów. Nie ma słów, są tylko emocje i intencje. Więc wypowiadamy, wyrzucamy z siebie, to jest bardzo poważny błąd, który później skutkuje olbrzymimi konsekwencjami w naszym codziennym życiu. Stwierdzenie „nie chcę”. To stwierdzenie, bo jak zaczynacie się zastanawiać z miłości do samego siebie, to zaczynacie myśleć o tym, czego chcecie.
I pojawia się słowo „chcę”, a ze słowem „chcę” są związane, jak chcę, to znaczy, że tego pragnę, że to jest coś dla mnie miłego. To jest coś, co budzi moje pozytywne emocje. I w ten sposób wyrzucacie w przestrzeń pozytywne emocje. A to się później przekłada na nasze zwykłe, codzienne życie. Spróbujcie sami i jestem przekonany, że będziecie zaskoczeni. Z miłości do samego siebie zaczynamy się szanować. A co z tym jest związane? Przestajemy się dawać wykorzystywać, poniżać. Zwiększa się nasza samoocena. Bo przecież człowiek, który się kocha, jest wartościowy.
Przestajemy się pakować w jakieś chore sytuacje, chore związki, chore relacje zawodowe, towarzyskie. Miłość do samego siebie powoduje też, że jesteśmy szczerzy. Szczerzy wobec siebie i szczerzy wobec innych. Kłamstwo nie idzie w parze z miłością. Z miłości do samego siebie zaczynamy dbać o swoje potrzeby tak fizyczne, jak na przykład odżywianie, wypoczynek, styl życia typu siłownia, rower, spacer czy na przykład śniadanie zamiast szybkiej, nerwowej, porannej kawy. Jak również i o swoje zdrowie i stany emocjonalne. Unikamy towarzystwa ludzi albo raczej zaczynamy szukać ludzi, którzy dodają nam energii, a nie jej pozbawiają. Myślimy o związku, który będzie coś rozwijał i tworzył, a nie zabijał i cofał. Relacje z ludźmi tworzymy po to, ponieważ naszym największym pragnieniem jest miłość. Tworzymy po to, aby ją doznać.
Jako ludzie mamy wewnętrzną potrzebę miłości. To pragnienie naszej duszy wynikające z jej naturalnego środowiska, które cały czas gdzieś w nas pulsuje, cały czas się gdzieś dobija. Dlatego, aby doznać tego uczucia, szukamy go u innych, tak aby to oni nam dali, abyśmy czuli tą miłość. Dlatego robimy mnóstwo rzeczy, staramy się, zmieniamy, próbujemy się gdzieś wyróżniać wśród innych, przypodobać, tak aby zasłużyć na miłość. Jednocześnie cały czas żyjemy w strachu, że możemy ją stracić, że możemy jej nie dostać lub że na przykład jesteśmy jej niegodni. Dając miłość sobie, zaczynamy rozumieć też, że inni mają prawo do tego samego, że mają tak samo prawo do miłości. Przestajemy od ludzi wymagać, by robili i myśleli, i marzyli o tym samym, co my. Jest mnóstwo powodów, dla których warto dawać sobie miłość, jak najwięcej miłości. Ale po pierwsze patrząc na zegarek, nie opowiem wam o wszystkich, ale też dlatego, że jestem ciekawy waszego zdania. Mam nadzieję, że-Podzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami.
Nie wiem, czy jeżeli na czacie, to czy zdążę to wszystko wyłapać. Natomiast gdybyście to zrobili pod audycją na YouTubie, to obiecałem wam kiedyś konkurs i mam taki pomysł, że taki najfajniejszy, najmilszy, najbardziej emocjonalny powód do kochania samego siebie wynagrodzę. Wynagrodzę. Zabrzmiało nieźle. Nagrodą w tym konkursie będzie książka z moim podpisem, którą jak prześlecie adres do radia, to na ten adres zostanie wysłana. Ponieważ temat jest fajny, ja się świetnie czuję, to może jeszcze taki miły akcent do tego wszystkiego. Czas na podsumowanie, bo znowu się rozgadałem. Namawiałem was w zasadzie od dwóch odcinków do miłości do samych siebie. Poruszyłem różne aspekty i korzyści z tego płynące, od tych metafizycznych po takie nasze ziemskie. Nie wiem, czy was namówiłem, a jeżeli już, to który z argumentów dla was był najważniejszy i najbardziej przekonywujący.
Ale nie powiedziałem wam jeszcze o jednym i jak dla mnie najważniejszym. Kochając siebie, uwalniamy się z nacisków podświadomości i strachu co będzie, jak zrobimy inaczej. Robimy krok w stronę tego, czego chce nasza duchowa cząstka. Zaczynamy sami decydować o tym, co ma się wydarzyć w naszym życiu. Jednym słowem odzyskujemy wolność. Wolność, której sobie i wam wszystkim z całego serca, kochani, życzę. I tym optymistycznym akcentem prawie wyrobiłem się w godzinę. Przepraszam was, jeżeli was zanudziłem. Natomiast gdybym nie miał zegarka, pogadałbym jeszcze pewnie przez następne półtorej. Panie Mareczku, nie śpi pan tam?
[01:03:10] - Ja nie śpię, nie śpię. Tutaj skrzętnie zapisuję wszystkie komentarze, jakie pojawiają się na czacie i odnoszą się do dzisiejszej audycji. Ja oczywiście komentarze panu już przesłałem drogą messengerową. Tutaj widziałem, że ktoś próbował się dodzwonić w trakcie, gdy pan mówił jakieś pół godziny temu. Oczywiście można już teraz dzwonić. Linia telefoniczna jest otwarta. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas również spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na fanpage'u Radia Paranormalium oczywiście oraz na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście różne inne wiadomości odnoszące się do audycji „Świat oczami duszy” na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:04:33] - Coś ale się rwało strasznie panie Marku.
[01:04:38] - Widziałem, że Skype też mi pokazał jakiś komunikat, że słabe połączenie. Jakie znowu słabe? To jest mocne połączenie. Podczas takiej audycji to jest zawsze mocne połączenie. My i słuchacze. Pojawiają się komentarze.
[01:04:53] - Może przejdziemy do następnej na łączność metafizyczną.
[01:05:00] - Kto tam wie? Może kiedyś.
[01:05:03] - Możemy nad tym popracować. Chyba dobry film w telewizji dzisiaj jest. Ale cieszę się, bo pierwszy mnie od razu komentarz podbudował. Miłość jest najwyższym sensem istnienia. Z tym że w przeciwieństwie miłość, a ponoć nienawiść jest silniejszą emocją niż miłość, niestety. Strach i nienawiść są uczuciami tak zwanymi prawdziwymi i w związku z tym może dlatego silniejszymi, bo na pewno bardziej znanymi naszej podświadomości. Więc może to też z tego wynika, że ona lepiej na to reaguje. Natomiast to są takie szczere uczucia, bo nawet jeżeli się gdzieś na kogoś złościmy, na kogoś naprawdę się mocno wkurzymy, jesteśmy wściekli bądź przerażeni, to potrafi nas sparaliżować ze strachu. Więc to uczucie jest faktycznie bardzo silne. Nie znam przypadku, że kogoś sparaliżowało z miłości, żeby to było tak.
Zresztą do miłości też podchodzimy jak przysłowiowy pies do jeża i jak się pojawia miłość, to zaczynamy rozkminiać. Dlatego że to nie jest dla naszej podświadomości stan naturalny. To sytuacje miłości są sytuacjami sporadycznymi. Ja mówię o takiej prawdziwej miłości. Dlatego może ona nie do końca w niektórych przypadkach ma przygotowane scenariusze na taką okoliczność.Miłość równa się energia pozytywna. Bardzo mi się podoba ten komentarz. Chyba z miłością do siebie to większość ludzi nie ma problemu. Drogi Pio, tak jak mówiłem, na tych wcześniejszych poziomach rozwoju świadomości to faktycznie ta miłość jest bardzo mocno rozbudowana. Tylko że to jest nie taka miłość, na jakiej zależy Bogu, wszechświatowi i naszej duszy. Bo to jest bardzo ukierunkowana miłość, która wykorzystuje innych.
Czyli miłość wynikająca z egoizmu. Chociaż nawet z egoizmu to nie, bo egoista jest tylko przy konfrontacjach. Nie wiem, jak to nazwać, ale dokładnie wiecie, o co chodzi. Tylko że to nie jest miłość. Tak naprawdę to nie jest miłość. To jest chęć dbania o swoje interesy. To jest chęć robienia sobie jak najlepiej, ale kosztem innych. To z miłością ma niewiele wspólnego. Natomiast wiem, o co ci chodzi. I dokładnie, zwłaszcza u tych młodych buńczucznych, tu widać to wyraźnie.
Liczę się tylko ja, moje dobro i wszelkimi dostępnymi i niedostępnymi metodami będę dbał o to, żeby mi było jak najlepiej, a resztę świata i resztę ludzi mam głęboko w domyśle. Natomiast miłość, tak jak mówiłem, chodzi o tą miłość, która da prawo, uzna prawo każdego innego człowieka też do takiego samego stanu. Ta miłość, z którą w tej chwili się spotykamy, ona według prawa Kalego daje prawo miłości mi. Natomiast tylko ta miłość, o której ja mówię, i ta miłość, która jest dla mnie ważna, ma być ważna dla wszystkich innych. I to jest taka miłość według prawa Kalego. Ostatnio jest moda na mówienie i pisanie o podświadomości. Robi się z tego nową religię. Powiem tak, mówiłem o tym. Można oczywiście nic nie wiedzieć o podświadomości, można nic nie wiedzieć o świadomości. Można nic nie wiedzieć o procesach.
Oczywiście, że można. Można o tym nie rozmawiać, można tym się nie interesować. Natomiast to jest trochę tak, jak można jeździć samochodem po ulicy, nie znając przepisów ruchu drogowego. I to, że nie będziemy o czymś rozmawiali, nie znaczy, że to zniknie z naszego życia. Ja rozumiejąc pewne mechanizmy podświadomościowe, też bardzo dużo zrozumiałem ze swoich wcześniejszych zachowań, ze swoich wcześniejszych reakcji, z tego, dlaczego na pewne rzeczy patrzyłem tak, a nie inaczej. Więc ja uważam, że rozmów o podświadomości jest i tak za mało. Rozmowy o podświadomości powinno się w tej chwili prowadzić w liceach, ponieważ budowanie podświadomości zaczyna się od momentu narodzenia. Młodzi ludzie, którzy w tej chwili będą zakładali rodziny, będą programowali za chwilę podświadomość swoich dzieci i upłynie następne 20 czy 30 lat klonowania, a to pokolenie wejdzie znowu z jakąś zaprogramowaną podświadomością i będzie żyło 20 czy 30, czy 40 lat po to, żeby znowu na skutek jakichś zdarzeń życiowych zastanawiać się, o co chodzi. Więc mi wydaje się, że trochę jest szkoda czasu, zwłaszcza że ten czas nam się powoli kurczy. Dlatego ja uważam, że religia w szkole mogłaby być zastąpiona przedmiotem o podświadomości.
Nie miałbym nic przeciwko temu. Zaraz, bo coś mi się tutaj już przewinęło. Tak, ale oby to nie była miłość egoistyczna, bo wtedy ciężko się otworzyć na innych. Ale ciekawe jest to, co opowiada pan Sławek. Mam nadzieję, że religia nic z tego jednak nowa nie powstanie. Za dużo już tego się wykluło na naszym globie, a przecież ostatecznie chodzi o to samo. Dziękuję bardzo. Kurczę, coraz bardziej mi się podoba dzisiejszy odcinek. No i wykrakałem. Ale też z miłości do siebie możemy szkodzić innym.
Z miłości do siebie możemy szkodzić innym. Domyślam się, że tu jest jakaś pułapka. I oczywiście w tej miłości zaborczej, jeżeli przekroczymy granicęPoszanowania prawa do miłości do samego siebie, drugiego człowieka. Możemy zrobić krzywdę. Z tym, że takich mechanizmów, kiedy możemy szkodzić innym, jest bardzo dużo. Ja między innymi staram się zawsze złapać przed audycją chwilę. Między innymi dlatego dzisiaj była taka malutka obsuwa. Staram się złapać taką chwilę medytacji, wyciszenia, kiedy proszę o prawdę. I uwierzcie mi, że zdarzało mi się ze dwa albo ze trzy razy coś z tego, co miałem wypunktowane na kartce, co chciałem wam przekazać, zmienić przed samą audycją. Więc uważam, że jeżeli ta miłość do samego siebie będzie wynikała ze świadomości, to ryzyko jest zdecydowanie mniejsze.
Ponieważ jeżeli już obudzimy tą świadomość w sobie, jeżeli obudzimy to środowisko miłości, takiej prawdziwej miłości w sobie, to już ciężko nam będzie krzywdzić innych. Krzywdzenie innych, robienie krzywdy innym jest bardzo prawdopodobne, kiedy nasza potrzeba zaspokajania swoich potrzeb, bo to trudno nazwać miłością, zaspokajania swoich potrzeb wynika z podświadomości, to tak, ryzyko szkodzenia innym jest jak najbardziej prawdopodobne. I mało tego, to się ciągle dzieje. Kiedy ktoś kosztem drugiej osoby w pracy wykłada mu pomysł po to, żeby zarobić więcej pieniędzy i żeby sobie kupić lepszy samochód, a nie żeby to zrobił jego kolega, który na to wpadł. To jest w obecnych czasach nagminne. Natomiast to jest zaspokajanie swoich potrzeb ziemskich, które wynika z naszej podświadomości, nie ze świadomości, nie z miłości. Oj dobrze. „Najważniejsza jest miłość, prawda i dzięki temu wolność. Mam nadzieję, że kiedyś tę wolność nieograniczoną posiądziemy”. Skoro wypowiadamy na głos świadomie taką prośbę, takie życzenie i jest to nasza potrzeba, to na pewno tak się stanie.
Wolność nieograniczona tu na ziemi. Ciekawa dyskusja się zaczyna robić. To niemożliwe. Wszyscy mogliby zabijać, kraść, gwałcić. To byłaby wolność nieograniczona. Patrząc na to, w jakiej sytuacji jesteśmy jako ludzie, to tak, gdyby zlikwidować prawa, przepisy, to tak mogłoby się zdarzyć. Tak jak kiedyś mój znajomy rozmawiał z muzułmaninem i swoim przyjacielem. Ten go pyta: „Co tam się u was wyprawia?” On mówi: „Jak to u nas?” Mówi: „Czy myślisz, że w Polsce byłoby inaczej, gdyby rozdać ludziom broń i powiedzieć, że nie spotka ich za to żadna kara?” Natomiast to jest przerażające, bo gros ludzi wykorzystałoby tą sytuację bez wątpienia. Natomiast widzicie kochani, tu się bardzo pięknie prezentuje, jak wygląda praktyczne wykorzystanie duszy w życiu naszym codziennym. Bo to praktyczne wykorzystanie duszy i świadomości, która z niej płynie, powoduje to, że nawet jakbyśmy mogli, to nie zrobimy pewnych rzeczy, ponieważ one już nie są zgodne z tym, co czujemy.
Jeżeli ta świadomość zaczyna już nam się dobijać dość mocno, to już tego nie zrobimy. Nawet gdyby ktoś nam powiedział, że zapłaci nam za to dużo pieniędzy. Są ludzie, którzy z samej chęci zemsty, ciężko mi powiedzieć, jakie motywy mogą kierować ludźmi, którzy zabijają. Nie wiem, czy podpalają tak jak ostatnio, jakiś dom podpalili, w którym dwójka dzieci zginęła tylko dlatego, że ktoś kogoś rzucił, porzucił, nie pokochał. Więc ja nie wiem, jakie motywy mają tacy ludzie. Natomiast wiem, że taki człowiek zrobi krzywdę drugiemu człowiekowi w imię jakiejś durnej idei. A są ludzie, którzy... i wiecie dobrze o tym sami, być może tak macie, że choćby wam płacili, prosili, namawiali, przekonywali do zrobienia czegoś złego, do zrobienia krzywdy drugiemu człowiekowi albo zwierzęciu, to nie będziecie w stanie tego zrobić.To jest właśnie to praktyczne i codzienne, ziemskie wykorzystanie wpływu duszy i świadomości na nasze postępowanie. Opowiadam taką historię, jak toczyłem bój z kretami. Nie ukrywam, że do momentu, dopóki dostarczały mi takiej fajnej ziemi, gdy grzebały tą ładną, żyzną ziemię, to mi to jakoś specjalnie nie przeszkadzało.
Natomiast w momencie, kiedy już doprowadziłem działkę do takiego stanu, który cieszył moje oko, to jak na wiosnę rozpuścił się śnieg i zobaczyłem księżycowy krajobraz, to nawet z moim podejściem i nastawieniem się lekko zdenerwowałem. Oczywiście wszyscy znają metody na krety. Wiecie, co ja zrobiłem? Znalazłem adresy do towarzystw ochrony zwierząt czy towarzystw przyjaciół zwierząt. Co tam znalazłem, wysłałem zdjęcia i powiedziałem: „Kochani, ja nie chcę tym zwierzętom zrobić krzywdy. Przyjedźcie i je stąd zabierzcie”. Tak na marginesie oczywiście nikt nie przyjechał, nikt nie zareagował. Tylko przysyłali zdjęcia, jak należy zabezpieczać ogrodzenia, siatki i tak dalej. Jeden miły pan wyjaśnił mi pewne procedury i styl życia kretów. I miałem takie sytuacje, kiedy widziałem, jak ten krecik wychodzi z tej ziemi, gdzie wystarczyło wziąć szpadel i go ubić.
Nie byłem w stanie. Szkodnika jednego skubanego, który niweczył, niszczył moją pracę. Nie byłem w stanie. Kiedyś najprawdopodobniej suka złapała kreta i położyła go na betonie. Rano wstaję, patrzę, leży kret na betonie. Myślałem, że nie żyje. Okazało się, że on żyje. Myślicie, że byłem w stanie go zabić? Nie. Spojrzałem mu w te jego ledwo widoczne ślipia, wsadziłem go do akwarium z piaskiem i wywiozłem do lasu.
Więc jak widzicie, na pewnych poziomach, kiedy ta świadomość już zaczyna dość mocno gościć w życiu człowieka, pewnych rzeczy po prostu się już nie da zrobić. Nie da się. Ja mówię, że prędzej z egoisty zrobi się człowieka świadomego niż z człowieka świadomego egoistę. I to jest dla mnie pewnego rodzaju przekonanie, że miłość się sama obroni. Dobrze, tutaj troszkę zgubiłem wątek. Skąd ta wolność ma wyniknąć? Z miłości i z prawdy. Więc już nikt nie będzie na nas nastawał. Bardzo słusznie. Właśnie to jest to, przy czym na naszą wolność osobistą, duchową, to nieograniczone.
Ale skoro nie można robić tego, co się chce, to nie ma się wolności nieograniczonej. Nie można robić tego, co się chce. To fakt. To jest ograniczenie wolności, bo nie można robić tego, co się chce. Ale tak jak powiedziałem, w pewnym momencie można robić, ale się nie chce. Można zabić kreta, ale się nie chce. Bo tak dla ułatwienia dodam kret, który na terenie zabudowanym już baraszkuje, jest wyjęty spod ochrony. Pod ochroną jest tylko w swoim naturalnym środowisku, jeżeli nie czyni szkód. Także można było zabić, ale się nie chce. I to jest właśnie ta różnica.
No dobrze, tutaj się wątki erotyczne pojawiły. Nie będę cytował, niech sobie panowie spokojnie rozmowę, czy tam panowie i panie dokończą rozmowę. No dobrze, powiem, że dzisiaj mało mam komentarzy. Czy żebyśmy mieli mało, pewnie mało słuchaczy jest, panie Marku?
[01:23:58] - Nawet nie patrzyłem, szczerze mówiąc, dzisiaj na licznik.
[01:24:02] - Nie, no ale tak patrzę-
[01:24:03] - Rzadko sprawdzam w ogóle, ilu jest słuchaczy w danym momencie. Zaraz zobaczymy. Dzisiaj jest całkiem sporo słuchaczy, 107. Ale coś nie chce im się pisać.
[01:24:17] - Z jednej strony to może i dobrze. Może wszyscy się szykują do komentowania na ty. Może się wszyscy szykują do komentowania pod audycją na YouTubie. Może ta wizja książki spowodowała, że nie będą tutaj pisać. Nie, żartuję oczywiście. Jeżeli mnie kochani słuchacie, to ja podtrzymuję swoją propozycję jak najbardziej. Natomiast być może temat jest tak prosty, tak oczywisty i tak fajny, że po prostu nie ma co komentować.A może właśnie teraz się wszyscy wzięli do wprowadzenia miłości w swoje własne życie i mówią: „Tak, to już niech mi tutaj nie będzie w głowie mieszał”. I tyle. Ale tu mam coś: „Mam do pana Sławka jeszcze mnóstwo pytań, zwłaszcza do poprzedniej audycji. Wszystkie przesłuchałem.
Super, bardzo się cieszę, gdzie mam te swoje przemyślenia w tych tematach. Gdzie mogę je zadać? Tutaj, czy na czacie? Z tym, że trochę tego może być, bo zadać pytanie typu: jak pan ma na imię, to mi nie wystarczy. To trochę za mało. Czasem z jednego pytania powstaje następne, więc może być trochę tego dlaczego, jak, w jaki sposób, po co?” Już odpowiadam. Tutaj te odpowiedzi moje są, pół odpowiedzi moje są dzisiaj akurat bardzo spokojne, bo jest mało komentarzy. Natomiast tu nie zawsze jest tak spokojnie jak dzisiaj, więc cieszę się z tych pytań, ale mówię, nie zawsze jestem w stanie tak na biegu udzielić odpowiedzi. Więc albo pod audycją, jak się ukaże na YouTubie, albo proszę mnie znaleźć na fejsie. Proszę mnie znaleźć po imieniu, po nazwisku.
Myślę, że nie będzie problemu. Tam na stronie, którą poświęciłem książce, jest przekierowanie też do mnie maila, bo niektórzy tak właśnie robią, że piszą do mnie bezpośrednio mailem. I wtedy nie wiem, jeżeli przez Facebooka, to wtedy mam Messengera do dyspozycji, a jak trzeba to możemy się nawet zdzwonić i podyskutować któregoś tam pięknego wieczoru. Także jestem jak najbardziej za. Jestem jak najbardziej otwarty. Ewentualnie wysłać na radio jakiś kontakt do siebie. Ja się wtedy odezwę, pan Marek mi to prześle. Ale też prowadzimy dyskusje pod audycjami, jeżeli są jakieś pytania. Tam nieraz jest i po 15 komentarzy, bo inni słuchacze się włączają w tą dyskusję. Więc forma jest dogodna.
Mamy chwilę czasu, więc pierwsze pytania mogą się pojawić już teraz. Postaram się na nie odpowiedzieć. „Energia miłość jest najlepszym i najskuteczniejszym narzędziem. Często korzystam z niej choćby poza...” I tu się coś pourywało.
[01:27:44] - Jeżeli dobrze kojarzę terminologię oneirotyczną, to chyba poza to jest poza ciałem.
[01:27:52] - Poza ciałem. Może tak być. Energia jest czymś naturalnym, zresztą miłość tak samo. Więc to jest naprawdę bardzo fajny trening, jeżeli ktoś ma takie umiejętności, możliwości. Bo to mówię, dla naszej duszy to jest środowisko naturalne, więc lepszej dawki i lepszej takiej formy, bo tak tu z czystą taką miłością ja do tej pory nie poznałem. Tutaj chyba pan Piotr nie podpuszcza. Tak mi się wydaje z uśmieszkiem. „Chciałbym poznać poglądy pana Sławka na temat religii, a szczególnie różnic”. Powiem tak, mieliśmy już dość interesującą i burzliwą dyskusję na temat rzeczywistości wirtualnej. Ja filozofem nie jestem.
Nie jestem też religioznawcą, więc na temat religii z pozycji autorytetu i różnic pomiędzy nimi nie będę się wypowiadał. Natomiast z religiami jest tak, jak ze wszystkim. W momencie, kiedy rozpoczynaliśmy naszą przygodę na Ziemi, bo ja patrzę na religię też nie pod kątem tego, co się dzieje teraz, czy nie wiem, działo się przez ostatnie tysiąc czy dwa tysiące lat, bo to jest takie wybiórcze spojrzenie. Dużo można znaleźć argumentów przeciwko. Natomiast ja, patrząc z punktu widzenia ewolucyjnego na udział religii, wszelakich religii, ja nie mówię tylko o tych, które przetrwały do dzisiaj, które są najbardziej popularne czy filozofii, ale mówię o wszelakich religiach. Kiedyś to było modlenie się do drzewa albo do ognia, albo do wody. To była na tamtych etapach rozwoju świadomości jedyna forma podtrzymania w nas w ogóle jakiejkolwiek duchowości. Więc rola wszelkich religii w procesie ewolucji człowieka i niezatraceniu tak do końca naszej duchowości jest bezcenna. I też wiem, że jeszcze w dzisiejszych czasach żyją ludzie, którzy nawet w Polsce, krajach cywilizowanych, ludzie którzyW związku ze swoją świadomością, często dziecinną, dziecięcą, gdyby im powiedzieć, że nic nie zależy od Boga, że Bóg tak naprawdę ma cię w nosie, to byłoby jak zrujnować ich życie i zawalić cały ich świat w gruzy, pozbawić ich sensu życia. Dusze dziecinne lubią — nie lubią, po prostu tak mają — że jak dziecko nie są w stanie samodzielnie funkcjonować.
Potrzebują autorytetów, potrzebują jakichś nakazów, potrzebują pewnych ram, w których będą się przemieszczać. I też potrzebują, ponieważ nie są w stanie same wziąć odpowiedzialności na siebie, ponieważ konsekwencje po prostu mogłyby je zabić. Więc potrzebują autorytetów i kogoś, kogo obarczają winą za swoje szczęście bądź swoje nieszczęście. I pozbawienie ich takiego czegoś, to jakby położyć całą ich filozofię życiową w gruzach. To jakby pozbawić dziecko rodziców. Więc nie będę wartościował religii za to, co przekazuje. Wiem, że w każdej z religii są ukryte pewne uniwersalne prawdy, które oczywiście przez tysiąclecia pozostały pozmieniane i wykorzystane do zupełnie innych celów. Ale na przykład to, co mówiłem o wybaczaniu i o tym, co ja nazwałem spowiedzią, to jest uniwersalne przesłanie, jak należy rozwiązywać skutecznie problemy pomiędzy ludźmi. Nie tylko pomiędzy człowiekiem a Bogiem, ale również pomiędzy ludźmi. Te warunki muszą być spełnione, żeby ten proces oczyszczania mógł być skuteczny i pełny.
Więc z punktu widzenia filozoficznego, z punktu widzenia ewolucyjnego uważam, że religie odegrały bardzo ważną rolę w podtrzymaniu jakiegokolwiek stanu duchowego w nas samych. Piotrze, bo tak nic nie podpuszczam, naprawdę zależy mi na pana zdaniu i ustosunkowaniu się na temat religii. Nie wiem, czy ta odpowiedź była satysfakcjonująca, ale tylko tyle. Bez budzenia demonów podświadomości naszych słuchaczy chciałbym się w tej kwestii wypowiedzieć. Chyba że są jakieś konkretne pytania, to wtedy poproszę i spróbuję z tego jakoś wybrnąć. À propos dzisiejszej audycji: czy fizyczna miłość nie wchodzi w grę? Bo to oczywiście nic złego. To tak na marginesie. Fizyczna miłość jak najbardziej wchodzi w grę. Podczas kontaktów fizycznych opartych na miłości powstaje również wymiana energetyczna.
Jest energia, którą posiadają kobiety, a która jest potrzebna mężczyznom do życia, której sami nie są w stanie wytworzyć. Ta energia na przykład między innymi pojawia się podczas udanego, zadowalającego aktu miłości fizycznej. Więc jak najbardziej tak. W tym nie ma nic złego. To jest też forma miłości. Tylko miłości. Czy dla duszy nasza miłość fizyczna ma jakieś znaczenie? Oczywiście! Chociaż ma też znaczenie i dla naszej podświadomości. Ponieważ miłość fizyczna jest tak naprawdę bardzo dziwnym zjawiskiem, prawda?
Nie sądzicie, że to jest dziwne? Niektórzy twierdzą, że przereklamowane, bo to nie jest ani higieniczne, ani jakoś komfortowo przyjemne, bo i z wysiłkiem fizycznym związane, i z różnymi dziwnymi stanami emocjonalnymi, i w ogóle. Miłość fizyczna jest nielogiczna. Przecież dużo przyjemniejsze jest przytulenie, uściśnięcie dłoni czy na przykład delikatny pocałunek. Miłość fizyczna jest bardzo biologiczna. Więc o co chodzi z tą miłością fizyczną, z tym seksem? Właśnie o te energie, które nie pojawiają się w żadnej innej sytuacji życiowej.Ma z tego jakieś korzyści, przyjemność oczywiście. Czy dusza ma przyjemność? Tak, dusza też zbiera doświadczenie, ponieważ na różnych etapach rozwoju świadomości te kontakty, ta miłość fizyczna jest różna. Ta miłość fizyczna jest różna.
Przecież im niższy poziom rozwoju świadomości, tym ta miłość sprowadza się do czynności biologicznych. Znacie na pewno, pamiętacie grę wstępną, różnych rodzajów scenkach żartobliwych wśród jaskiniowców. Czyli maczuga i dziewczyna ciągnięta za włosy do jaskini. Najprawdopodobniej, zresztą tak samo jak jest wśród zwierząt, służyło to tylko i wyłącznie podtrzymaniu gatunku. Pojawiały się okresy, kiedy kobiety wysyłały sygnały do mężczyzny, że to jest właściwy moment i to się sprowadzało, nie sądzicie, że tam były jakieś kwiaty, szampan, truskawki, ładna muzyka i seksowna bielizna w jaskini. Jak widzicie, to też wraz z rozwojem świadomości ludzi się zmienia. Verita: „Tak troszkę abstrahując ciekawi mnie wspomniany przez pana wątek kurczącego się nam czasu. Czy ma to coś wspólnego z obecnie szybko upływającym dniem i poczuciem przyspieszenia upływu czasu?” Tak. Ma. Przede wszystkim, kiedy coś więcej na ten temat usłyszymy?
Nie wiem. Młode dusze niechętnie rezygnują z obecnego statusu i ta walka, utrzymanie świata w tym samym układzie jest dość mocna i cały czas się toczy wokół nas. Dla mnie temat miłości do samego siebie, świadomości, wybaczania jest tak przyjemnym tematem, tak miłym, że mógłbym gadać o nim długo. Natomiast jeżeli chcemy zrobić sobie przerwę, to możemy na przykład nawet już za tydzień. Umówmy się tak: zobaczymy, co się pojawi w komentarzach, w prośbach, w pytaniach po audycji. Jakie będą propozycje. Jeżeli nie będzie albo ja nie poczuję gwałtownej potrzeby wyjaśniania tutaj jeszcze czegoś, to może spróbuję coś na ten temat więcej powiedzieć. Czas to iluzja. Natomiast na Ziemi funkcjonuje, niestety. Wiele osób mówiło mi, że tak czują, że dzień leci za dniem szybciej niż kiedyś.
Takie mamy poczucie. I tutaj powiem wam, będę mógł chyba nawet posłużyć się pewnego rodzaju dowodami naukowymi. Nie wiem, czy wnioski będą mocno naukowe, które wyciągnąłem, ale są też materiały naukowe na ten temat. Religia kiedyś była niezbędna, to fakt. W obecnych czasach dla wielu ludzi nadal ma znaczenie. Tak jak powiedziałem, to wszystko zależy od stopnia rozwoju świadomości. Tak jak dzisiaj nawet powiedziałem: świadomość to jest zaprzestanie obwiniania innych z Panem Bogiem na czele za to, co się dzieje w naszym życiu. A nie każdy jest w stanie, nie każdy chce, nie każdy potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność za swoje własne życie. Tak jak w pracy zawodowej. Są ludzie, takie dziecinne duszyczki, które chcą się poruszać.
Ja to nazywam takie dziecinne, takie korporacyjne duszyczki, które chcą się poruszać w świecie jasno skonkretyzowanych przepisów, łącznie z dress codem. Czyli z tym, żeby ktoś zadecydował, jak mają przychodzić ubrani do pracy. Jest im z tym lepiej niż porywanie się na przykład na prowadzenie swojej własnej firmy czy dźwiganie na sobie ciężaru bycia odpowiedzialnym za grupę ludzi i działania pod presją czasu. To jest też wpływ naszej duszyczki na te zwykłe ziemskie sprawy. Dlatego ja kładę duży nacisk na to, żeby pokazać, że dusza to nie jest tylko aspekt duchowy, metafizyczny, tylko zwykły, taki prosty, przekładający się na nasze codzienne życie, na nasze codzienne decyzje. Nawet prowadziłem ostatnio z kimś rozmowę, czy łatwo jest ustalićKto jaką jest duszą, jaki poziom świadomości sobą, na jakim poziomie rozwoju świadomości aktualnie się znajduje. Odpowiedziałem, że wbrew pozorom to jest w miarę proste do ocenienia, bo świadomość przekłada się na każdy aspekt naszego codziennego życia. Jeżeli zada się człowiekowi pytanie, czy byłby w stanie zabić kreta, który kopie mu doły na przykład na działce, z zimną krwią, mając go w ręku ukręcić mu łebek i on mi odpowie, że tak. To ja już wiem, że nie mam do czynienia ani z duszą starą, ani najprawdopodobniej dojrzałą. Jeżeli zapytam, tak jak was pytałem o wasz wymarzony samochód, co jeden z naszych słuchaczy potwierdził później, że chciałby mieć ekologiczny.
Jeszcze jeżeli ustalimy, jaką pracę wykonuje, możemy go zapytać na przykład jaką formę seksu najbardziej lubi. I to są pytania, które w dość precyzyjny sposób określają poziom rozwoju świadomości, ponieważ te zwykłe czynności jak związki, wychowanie dzieci, praca, normalne zachowania, które my nazywamy ludzkimi, wynikają również z poziomu świadomości. Emocjonalność człowieka wynika z poziomu świadomości. Tutaj jest potwierdzenie Ghosta: „Teraz odebrać tym ludziom religię i wiarę. Powstałby chaos. Niestety.” Nie wiem do kogo to jest, proszę odpowiedzieć, bo tutaj się panowie chyba wdali też w dyskusję. Oczywiście, że konkretnie. Proszę się nie obawiać telefonu ode mnie. Są różne rodzaje miłości. I tu się pogubiłem.
Nie dla każdego, jeśli chodzi o logikę. Przepraszam za pytania. Ja już teraz nie wiem, panowie, czy wy rozmawiacie ze sobą, czy ze mną? Poproszę o jakąś podpowiedź, czy ja mam się do tego odnosić, czy wy sobie już udzieliliście odpowiedzi na nurtujące was pytania? Dla wielu wolność jest za trudna. Tak, po raz kolejny powtórzę: wolność jest objawem chęci. W zeszłym roku wybrałem się ze znajomymi. Były w Warszawie organizowane pierwsze targi rozwoju osobowości w Warszawie na Marsa. Szczególnie jedna znajoma była strasznie napalona na to, więc wybraliśmy się. Nie powiem, spotkałem kilku bardzo fajnych osób, bardzo sympatycznych dla mnie.
Też się paru rzeczy dowiedziałem. Część oczywiście mi nie podchodziła, bo nie lubię zastępować jednej podświadomości drugą podświadomością bez używania do tego świadomości. Więc pewnie wszystko mi podeszło. Ale właśnie znajoma, jadąc po którymś z wykładów, zapytała mnie, co dla mnie jest najważniejsze. Co dla mnie jest najważniejsze, co ma dla mnie największą wartość. Ja jej odpowiedziałem, że wolność. I w pierwszej chwili była zaskoczona, że nie pieniądze, że nie miłość, że nie szczęście, że nie zdrowie. Ja mówię: wolność zawiera w sobie to wszystko. Bo jeżeli jesteśmy chorzy, to znaczy, że jesteśmy nieszczęśliwi. A jeżeli jesteśmy nieszczęśliwi, to znaczy, że ktoś bądź coś wywiera presję, decyduje o naszych emocjach, bądź poprowadziliśmy swoje życie w ten sposób, żeby się wpakować w kolejne doświadczenia.
Więc znowu tą wolność, to też wolność wyborów materialnych, czyli kupuję to, co chcę, a nie to, co muszę. To, co mi się podoba, a nie to, na co ktoś wywiera naciski, żebym ja kupił. Więc wolność jest tak naprawdę stanem, który ma w sobie wszystko: zdrowie i szczęście, i miłość. Więc do wolności trzeba też dorosnąć. Panie Sławku, bez szczegółów. Przykre jest to, że dusze nie mogą tak jak my ludzie. Jak dzisiaj powiedziałem, nie traćmy energii na to, na co nie mamy żadnego wpływu. Natomiast gwarantuję, że dusza, jeżeli jest to związane z miłościąWzajemną miłością trójki ludzi, to też czerpie z tego niewątpliwą przyjemność. Także trochę też może. Może nie w taki jak my ludzie sposób, ale też czerpie przyjemność.
Tak to było do pana, jak pan mówił, ale to już nieaktualne. Widocznie znowu się rozgadałem i coś umknęło mojej uwadze.
[01:49:52] - Raczej nie umknie uwadze to, że właśnie teraz dodzwonił się do nas słuchacz telefoniczny. Halo Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:50:01] - Dobry wieczór.
[01:50:02] - Dobry wieczór.
[01:50:05] - Ja mam takie pytanie, czy pan Sławek mnie słyszy?
[01:50:09] - Tak, słyszę. Troszeczkę mi pan pływa, ale słyszę.
[01:50:12] - A my się słyszymy?
[01:50:14] - Słyszymy się cały czas.
[01:50:16] - Raczej my pana słyszymy.
[01:50:17] - Mam takie pytanie do pana Sławka, bo nie tylko pan Sławek, ale sporo osób głoszy takie tezy, być może zgodne z prawdą, że po śmierci nie czeka nas żadna kara, żadne piekło czy inne tego typu rzeczy. Generalnie jesteśmy tu po to, żeby doświadczać. Mamy tylko wyciągać wnioski i tak dalej. Ja przyznaję, co prawda akurat nie jestem katolikiem, ale wierzę w Jezusa, wierzę, że istniał. On wspominał o czymś takim jak może nie piekło, ale otchłań. Generalnie o jakiejś karze wspominał. Teraz jestem ciekaw zdania pana Sławka na temat osoby generalnie samego Jezusa, jego wiarygodności.
[01:51:02] - O przepraszam.
[01:51:07] - Chciałbym mógłby wyjaśnić.
[01:51:09] - Czy pan słyszy teraz pana Sławka? Przed chwilą słyszał pan?
[01:51:13] - Nie słyszę, nie wyłączyłem. Nie, nie słyszę. Ja słuchałem cały czas w internecie, ale teraz wiem, że jak się dzwoni, to się lepiej rozłączyć, więc się rozłączyłem. Także słyszę tylko pana i siebie.
[01:51:25] - Czyli mnie nie ma.
[01:51:26] - Pana Sławka chyba słuchacz nie słyszy teraz w telefonie. Nie wiem, co się stało, szczerze mówiąc.
[01:51:33] - Panie Marku, pan zapyta tylko, o czyją osobę chodziło, bo ja nie dosłyszałem wytłumaczenie.
[01:51:40] - Chodziło chyba o osobę Jezusa Chrystusa, tak? Jeżeli dobrze pamiętam.
[01:51:44] - Chodzi o osobę Jezusa Chrystusa. Co pan Sławek sądzi na temat Jezusa i ewentualnej sprzeczności jego nauk z tym, co teraz się głosi?
[01:51:56] - No dobrze. Grubo, kochanie. Widzę, że tu się grubo bawimy.
[01:52:05] - A dokładnie o Jezusa Chrystusa.
[01:52:07] - Dobrze. Na początek powiem wam kochani, że tak, trochę byłem przerażony, jak tam mnie zarzuciliście teorią Toma Campbella. Jak się tam musieliśmy poukładać co do tego. A widzę, że teraz muszę się zmierzyć z osobistością jeszcze potężniejszą, czyli z samym Jezusem. Powiem tak. Uczestniczyłem ładnych parę lat temu w takim eksperymencie, który się nazywał podglądanie cudów. Nie będę wam szczegółów tutaj opowiadał, bo to nie o to chodzi. Natomiast mój drogi słuchaczu, ja nie wiem, nie usłyszałem imienia, dlatego muszę się zwracać tak trochę bezosobowo. Po pierwsze to, co powiedziałem i to, co żeśmy też tutaj na czacie ustalili, że na pewnych etapach rozwoju świadomości pozbawienie ludzi pewnych prawd, pewnych zasad mogłoby ich zabić. Więc trzeba wziąć pod uwagę taką rzecz, że Chrystus mówił do ludzi, którzy żyli 2000 lat temu.
Powiem wam tak jeszcze 10, 20, 50 lat temu albo 100 lat temu te poglądy, o których my dzisiaj rozmawiamy, te rzeczy, o których my dzisiaj rozmawiamy, to byłby temat, za który albo zamknięto w wariatkowie, a na pewno dostalibyśmy zakaz odzywania się publicznie i zostalibyśmy samotnikami, ponieważ zostalibyśmy uznani za wariatów. Więc trzeba wziąć tą poprawkę, że Chrystus mówił do ludzi 2000 lat temu. Mówił tak, aby po pierwsze móc mówić, a po drugie tak, aby ci ludzie go zrozumieli. To jest jedna rzecz. Natomiast drugą rzeczą jest to, że to, o czym najważniejszym mówił, bo my cały czas i tu Kościół po jakichś tam drobnych ewolucjach cały czas cytuje słowa, które podobno zostały wypowiedziane 2000 lat temu. Natomiast tych słów nie da się bezpośrednio zastosować w dzisiejszych czasach. Natomiast główną ideą Chrystusa było pokazanie tego, o czym dzisiaj rozmawialiśmy, że ludzkość powinna wejść na drogę miłości.I to było główne przesłanie nauk Chrystusa. I w tej kwestii, jak się na pewno domyślacie, całkowicie się z nim zgadzam. Natomiast powiedzenie ludziom dwa tysiące lat temu, że Pan Bóg ma was w dupie i róbta, co chceta, bo i tak w następnym wcieleniu za to odpowiecie, to mogłoby się skończyć rzezią. W dzisiejszych czasach jest dokładnie tak samo.
Gdyby nie postraszyć ludzi tym, że pójdą do więzienia, to wielu ludzi nie zahamowałoby, żeby nie wymierzyć samodzielnie własnej osobistej, prywatnej sprawiedliwości kalego drugiej osobie. Czy to w formie uderzenia, czy w formie zabrania mu czegoś, czy w formie pobicia, czy w formie zabicia. Więc na to proszę wziąć poprawkę. Czy pan, drogi słuchaczu, boi się piekła?
[01:56:20] - Piekła?
[01:56:20] - Tak.
[01:56:24] - Nie, raczej nie boi się piekła.
[01:56:26] - Sam pan sobie odpowiedział. Jeżeli nasza świadomość dojrzewa już do tego momentu, że wiemy, że tego piekła tam nie ma.
[01:56:38] - Ale nie, to, że się go nie boję oznacza, że do końca nie wierzę w jego jakąś formę.
[01:56:44] - Nie do końca wierzę w jakąś jego formę. Najprostszą formą piekła, jaką można było wymyśleć, jest powrót na ziemię i uczestniczenie w tych sytuacjach, które się spieprzyło, za przeproszeniem. Ale z drugiej strony to jest najlepsza forma piekła. Ja nie mówię, że tak jest, tylko tak dosadnie tłumacząc: jeżeli zabiłeś 10 osób, to w ciągu swoich następnych 10 wcieleń będziesz 10 razy zabijany. Czy to nie jest najlepsza forma wytłumaczenia człowiekowi, że robi źle? Bo gdyby było piekło, to byłby to proces nieodwracalny. I tak na dobrą sprawę lądowalibyśmy w miejscu, gdzie nie ma szansy na poprawę, na tak zwaną resocjalizację. Czy o to Panu Bogu chodzi? Czy bylibyśmy w stanie się rozwinąć do tego momentu, gdyby wszyscy, którzy zrobili coś źle, lądowali w piekle? Czy my wybudowalibyśmy naszą świadomość, pan kochany, drogi słuchaczu, ja i ci, którzy nas obecnie słuchają, oglądają i czytają, czy bylibyśmy w stanie dojść ze swoją świadomością do tego momentu, gdybyśmy po pierwszym błędzie, który popełniliśmy, wylądowali w piekle?
Jestem przekonany, że większość z nas, którzy tutaj sobie miło gawędzimy, w swoich wcieleniach kogoś zabiła. Czyli nasza dusza ma jakby na swoich rękach krew. Jestem o tym głęboko przekonany. Więc gdyby było piekło, nie mielibyśmy szansy na po pierwsze naprawienie, po drugie zrozumienie poprzez te doświadczenie, na poprawienie swojej świadomości. Więc ja powiem tak: być może nadejdzie taki moment, jest to jedna z teorii, że to, co właśnie było nazywane sądem ostatecznym, kiedy Pan Bóg zstąpi na ziemię i wypali, że umarli będą z grobów wychodzić i tak dalej. Taka bardzo makabryczna wizja. Czyli jak będzie ten koniec świata, to tak właśnie będzie. Być może jedna z teorii mówi, że dusze, które nie zdołają przekroczyć, przejść na ten etap świadomości, który będzie na Ziemi obowiązywał, trafią do innych wymiarów, że nie dostaną już szansy na inkarnowanie się tutaj na ziemi. I to może oznaczać dla nich piekło. Natomiast my po swojej śmierci nie pójdziemy do nieba ani nie pójdziemy do piekła.
Do nieba idziemy tylko na chwileczkę, po to, żeby przygotować się do następnego wejścia na ziemię. Takie wakacje w niebie mamy, a teraz wracamy tutaj z powrotem. Przynajmniej większość. Więc z ideą Chrystusa odnośnie: ludzie, wejdźcie na drogę miłości, tylko poprzez miłość dojdziecie do szczęścia, całkowicie się z tą ideą zgadzam. Jeżeli chodzi o słowa, o formy, o teksty, to biorąc pod uwagę, że być może one zostały już wielokroć zmanipulowane, pozmieniane. Więc co do słów, nie mam już takiego przekonania. Słów, które się cytuje, które są podobno słowami Chrystusa. Nie mam już takiego przekonania, bo nie wiem, czy one są faktycznie wypowiedziane przez Chrystusa. Co do idei się zgadzam. Słów nie analizuję, natomiast jest wiele przesłań uniwersalnych, powiedzianych przez Chrystusa, które mają zastosowanie również w dniu dzisiejszym, na przykład pod tytułem: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.Albo kochaj bliźniego swego jak siebie samego.
Nie zrozumiesz, człowieku, co to jest miłość, jeżeli nie pokochasz najpierw samego siebie. Jest mnóstwo takich uniwersalnych rzeczy, które Chrystus ludziom przekazał i tu się całkowicie zgadzam. Natomiast z piekłem się nie zgadzam. Nie zgadzam się na piekło.
[02:01:50] - Okej, czy mogę jeszcze jedno pytanie zadać?
[02:01:54] - Jasne.
[02:01:56] - Z zupełnie innej beczki. Jest też taki dość ostatnio pogląd szerzony, że czas nie istnieje. Teraz mam takie pytanie. Z jednej strony ja rozumiem, że może dla Boga ten czas nie istnieć w jakiś tam sposób. Natomiast jeśli my się inkarnujemy, my zdobywamy jakieś doświadczenie, to jakby było w przeszłości, gdyby tego czasu nie było, to my to doświadczenie mielibyśmy od razu, w całości jakby. Chociaż z drugiej strony też nie wiem, do kiedy ten proces trwa. Nie wiem, czy rozumie pan, co ja mam na myśli, co ja mam w głowie?
[02:02:36] - Tak.
[02:02:37] - Chodzi mi o to, że-
[02:02:39] - No poproszę.
[02:02:41] - Chodzi o to, że po prostu nie ma jakby przyczyny bez skutku w pewnym sensie. Jeśli nabywamy doświadczenie, to musimy go nabywać w jakimś tam czasie.
[02:02:51] - Mhm.
[02:02:53] - Gdyby czasu nie było, to doświadczenie nie mogłoby być nabywane jakby. To jest skutkiem na końcu.
[02:03:02] - Ja powiem tak: czas jest kwestią umowną, bo na przykład czas liczony na Ziemi jest inny, a na przykład jeżeli już opuścimy Ziemię, to ten czas jest liczony zupełnie inaczej. Natomiast czas jako czas, jako pojęcie umowne, moim zdaniem funkcjonuje, bo przecież są pewne cykle, które się powtarzają tak jakby choćby obrót Ziemi wokół własnej osi czy obrót orbita wokół Słońca. To jest konkretny cykl. Czas w różnych miejscach wszechświata jest inny. Natomiast jako czas istnieje. Majowie, którzy nazywali siebie strażnikami czasu, mierzyli czasy w orbitach po 26 000 czy 104 000 lat, natomiast w dalszym ciągu ten czas w ich pojęciu funkcjonował. Więc nie wiem, czy udzieliłem odpowiedzi, o którą panu chodziło. Jeżeli nie, to proszę o pytania dodatkowe.
[02:04:29] - Myślę, że jeśli... Powiem tak: pan generalnie nie zgadza się z tym, że czas nie istnieje, tylko jest inny w różnych wymiarach, w świecie materialnym inaczej to funkcjonuje, w świecie duchowym inaczej. Tak mam to rozumieć?
[02:04:50] - Tak, oczywiście. Biorąc pod uwagę, że wszechświat jest wieczny, to przy tym założeniu faktycznie czas nie istnieje, bo coś było, coś jest i coś będzie. Więc to nabiera formy takiej pozaczasowej. Natomiast ja też nie jestem badaczem wszechświata i to wielokroć staram się podkreślać. Ja jestem bardziej takim praktykiem, którego interesuje to ziemskie życie, ale z perspektywy i przy założeniu wszelkich praw duchowych. Natomiast w dalszym ciągu to, co się dzieje tutaj na Ziemi, bo tylko tutaj mamy coś do zrobienia tak naprawdę, tylko tu możemy coś zrobić. Po tamtej stronie możemy już tylko wyciągnąć wnioski. Natomiast całe działanie, całe doświadczanie odbywa się tutaj na Ziemi. Więc to, co najważniejszego w naszym życiu się dzieje, dzieje się właśnie tutaj na Ziemi. I tu na Ziemi czas funkcjonuje, istnieje i tego się nie da zmienić.
Milionów czy tam nie wiem, być może od początku ta orbita wokół Słońca się nie zmieniła. Ciężko mi powiedzieć na ten temat. Jeżeli już, to pewnie nieznacznie. Więc te cykle są w dalszym ciągu nieustannie takie same.
[02:06:29] - Okej, jeszcze jedno pytanie mi się urodziło teraz w głowie po pańskiej odpowiedzi.
[02:06:35] - Bo to tak właśnie działa. Jedna odpowiedź powoduje jakieś pytania.
[02:06:43] - Wspomniał pan, że to, co mamy do zrobienia, to jest tu na Ziemi, tu inkarnacjach na Ziemi. Z pewnością spotkał się pan też z poglądem różnych ludzi, że inkarnujemy albo możemy inkarnować w różne istoty na zupełnie innych światach. Co pan sądzi na ten temat?
[02:07:03] - Powiem tak: mi się to jeszcze nie przytrafiło. Znaczy nigdy nie szukałem tych doświadczeń i co? Natomiast tak, słyszałem o tym. Natomiast jeżeli komuś jest potrzebne takie doświadczenie do czegoś, żeby... Zresztą ja w dalszym ciągu twierdzę jedną rzecz, żeTo poszukiwanie innych wymiarów, to poszukiwanie tego, co się dzieje poza ciałem, to jest tylko przekonywanie samego siebie i swojej podświadomości tak naprawdę, że tam faktycznie coś jest. Ten, kto tego nie doświadczył, mówi: „A może tak, a może nie, ale ja nie wiem. Ale ja nie jestem pewien.” W momencie, kiedy przekraczamy tą barierę, kiedy zaglądamy na tamtą stronę, to wtedy już wiemy, że faktycznie tam coś jest. Tylko tam nie da się nic zrobić. Tam nie wykonamy żadnej czynności. Tam możemy obserwować, możemy doświadczać emocjonalnie pewnych stanów, natomiast nie jesteśmy w stanie nic fizycznie zrobić.
I dlatego to, co do zrobienia jest takiego ważnego, to jest właśnie tutaj, na Ziemi. Ja słyszałem, rozmawiałem też z ludźmi, którzy mnie przekonywali, namawiali nawet do tych podróży. Natomiast jakoś tak nie ciągnie mnie. Uważam, że tu na Ziemi się dzieje tyle fajnych rzeczy. Zresztą być może tam i byłem nawet. Ale nie wracam do tych wspomnień. Powiem tak: być może pan też był. Być może tam gdzieś zaglądaliśmy.
[02:09:15] - Nie, nie byłem.
[02:09:18] - Powiem tak: na pewno był pan, i to wielokroć, już po tamtej stronie. Na pewno to nie jest pana pierwsze wcielenie, więc proszę mi uwierzyć, że pan już był tam wielokroć. Tylko jeszcze pewnie nie chce pan trochę tego do siebie dopuścić. Jeszcze podświadomość pana gdzieś tam trzyma i stąd takie niedowierzanie. Natomiast w dzisiejszych czasach w zasadzie podejrzewam, że już jest bardzo mało przypadków, kiedy ludzie zaczynają swój proces inkarnacyjny dopiero, kiedy to są ich jedne z pierwszych wcieleń. Jedne z pierwszych wcieleń mieliśmy, kiedy byliśmy w epoce kamienia u pana, na takim poziomie świadomości, kiedy maczugą próbowaliśmy rozwiązywać problemy. Jeżeli pan się zastanawia nad niebem, nad piekłem, nad przesłaniem Chrystusa, to proszę mi wierzyć, że na pewno wielokroć pan już po tamtej stronie był.
[02:10:39] - Dziękuję panu za odpowiedzi.
[02:10:42] - Mam nadzieję, że coś tam pomogłem panu.
[02:10:46] - Nie obiecuję, że jeszcze nie będę dzwonił do pana.
[02:10:51] - Dobrze, zapraszam. Ja z wielką przyjemnością też rozmawiam na żywo, bo to też ma inny wymiar troszeczkę niż odpowiadanie na ten... Więc zapraszam. Jeżeli są tylko jakieś pytania, proszę dzwonić, pytać, pisać. Co tam pan chce.
[02:11:10] - Miłego wieczoru panu i słuchaczom.
[02:11:13] - Dziękujemy bardzo. Dziękuję w swoim imieniu oraz słuchaczy. Również dobrej nocy.
[02:11:19] - Do usłyszenia.
[02:11:20] - Do usłyszenia. Pozdrawiam serdecznie.
[02:11:22] - Do usłyszenia.
[02:11:25] - Zbliżamy się powolutku do godziny 23:00, a tutaj komentarze się sypią i sypią.
[02:11:34] - Tak? Bo ja już myślałem, że to już koniec jest. „Ja też nie chcę z piekłem się zgadzać. To znaczy na piekło.” Super, cieszę się, że jest nas więcej. „Czas dla ciał materialnych, między innymi ludzi, planet chyba się mierzy, ale dla duchowych, bo dusze już raczej nie.” Powiem tak: nasze dusze też kiedyś miały swój początek. Przy założeniu, że jesteśmy cząstką Boga, też kiedyś od tego Boga się oderwały. My nie żyjemy jako ludzie wiecznie. Więc jak dla Boga mógłbym się zgodzić z tym, że czas nie istnieje, ponieważ jest wieczny, tak naszym duszyczkom już bym przypisał jakąś datę urodzenia. Owszem, to będzie w dalszym ciągu kosmicznie długa i odległa data, ale już bym jakiś czas, ten moment oderwania, tych narodzin się tutaj na Ziemi przypisał. „Czas jest względny” — jak mawiał Albert Einstein.
„Nie zgadzam się z panem Sławkiem. To bardziej tęsknota i chęć przebywania wśród miłości. Powrót do źródła.” Rozumiem. Dotyczy tego źródłem miłości. „Jak można mówić o świadomości i miłości, nie doświadczając jej w łączności z duszą?” Ależ ja nic takiego powiedziałem, że ja jej nie doświadczałem. „Myślę, że gdyby pan Sławek doznał świadomego wyjścia poza ciało, inaczej by śpiewał.” Kochani, to są te tematy, gdzie nie mam argumentów. Może raczej nie chcę mieć.Po co? Gratuluję doświadczeń. Rozumiem też potrzebę przebywania w źródle miłości. Powrót do źródła.
Ja to wszystko rozumiem, tylko zastanawiam się nad sensem. Jeżeli dusza decyduje się na inkarnowanie tutaj na Ziemi, czyli chce budować swoją oraz naszą świadomość, to jeżeli w trakcie pobytu tutaj na Ziemi zaczyna tęsknić za miłością i chce naładować swoje akumulatory, ogrzać się przy źródle miłości, to znaczy, że logicznie rzecz ujmując, brakuje tej miłości tutaj. Że nie potrafi tej miłości wykrzesać w nas. Więc coś jest zachwiane, coś nie do końca działa tak, jak powinno. Skoro czujemy potrzebę doładowania swojej energii i doładowania swojej miłości z powrotem przy źródle, dlaczego nie potrafimy tej miłości wykrzesać tutaj? Czy celem naszej duszy, naszego rozwoju duchowego i naszej świadomości jest inkarnowanie się na Ziemi po to, żeby odbywać podróże do źródła? Po co się było inkarnować? Więc w tym temacie chyba mam na tyle, kochani, jeżeli chodzi o moje pojęcie na temat świadomości, miłości i mojego śpiewania na ten temat. A może każdy ma w części rację. Mam na myśli osobiste doświadczenia, tylko trzeba te wszystkie teorie usystematyzować, dogadać się, wyrzucić to, co jest błędem i bzdurą.
Nie wiem, czy to było do mnie. „Proszę się nie obrażać na te pytania. Uważam, że im głupsze, tym lepiej. Proszę się nie obrażać”. Czyli pytania w stylu: jak pan Sławek z tego wybrnie? Fajnie, kochani, zrobiliście zabawę. Może w następnym odcinku zamienimy, co? Też bym posiedział po tamtej stronie i poklikał. Dobra, żartuję oczywiście. Taką mam robotę, jak to mawiał mój znajomy.
Więc od tego jestem tutaj, żeby na te pytania odpowiadać tak, jak potrafię. Robię, co mogę. Nie wiem, czy was to tak do końca satysfakcjonuje. Ja staram się mówić w zgodzie z tym, co czuję, z tym, co wiem, z tym, co przeżyłem. Drogi goście, i jak, wybrnąłem? „Ja nie wierzę w piekło”. Imka się odezwała. „Dosłownym tego słowa znaczeniu”. I bardzo słusznie, Imko, bo my też tutaj z Ghostem i z paroma innymi osobami nie wierzymy w piekło, ale piekło na ziemi jak najbardziej. Wystarczy otworzyć oczy i rozejrzeć się dookoła.
Jeżeli widzisz piekło na ziemi, to zamknij oczy. Nie rozglądaj się dookoła. Droga Imko, nie rozglądaj się dookoła. Twoja dojrzała świadomość chce walczyć o równość, sprawiedliwość, szacunek. I to jest bardzo fajne. Natomiast jeżeli to ciebie ma odciągać i ściągać z drogi do własnego szczęścia, to już nie jest dobra droga. Dlatego lepiej zamknij oczy. Jeżeli czujesz się z tego powodu tylko nieszczęśliwa, to zamknij oczy i nie rozglądaj się dookoła. Natomiast jeżeli chcesz coś z tym zrobić, masz chęć do działania, masz chęć do przekazania swojej wiedzy, swoich poglądów, do przekonywania ludzi, żeby coś z tym zrobili, to do dzieła. „Czas jest drogą do poznania wieczności”.
Bardzo filozoficzne, ale ja bym prosił o rozwinięcie tej myśli, bo nie wiem. Podoba mi się, natomiast nie wiem, co autor miał na myśli. Natomiast wiem, co Ghost miał na myśli. Bez urazy dlań, Sławku, to nie o to chodziło. Ależ ja naprawdę nie czuję żadnej urazy. Naprawdę. Też sobie pozwoliłem na drobny żarcik i bardzo mi się podoba ta luźna i pełna uśmieszkówPełna uśmieszków dyskusja, więc nie żywię żadnej urazy. Aczkolwiek zadałem pytanie i jak z tego wybrnąłem? Na końcu był uśmieszek. Dobra, mamy godzinę 23.
Panie Marku, chyba ktoś tam czeka na nas z audycją? Nie mam pana Marka.
[02:20:08] - Jestem, tylko akurat teraz mi tutaj ktoś wszedł. Akurat jak ja nadaję audycję, to musiał ktoś wejść.
[02:20:17] - Rozumiem. Znamy to, znamy to, panie Marku.
[02:20:21] - Znamy ten ból obydwaj.
[02:20:23] - Dokładnie.
[02:20:25] - Tutaj jakichś nowych komentarzy nie widzę. Z tego, co widzę, to nie widzę.
[02:20:33] - Ja też nie widzę. Ale jak pan nie widzi, to ja nie mam prawa. A mówię, panie Mareczku, chyba ktoś tam czeka na nas. Ktoś z audycją wchodzi dzisiaj?
[02:20:44] - Czeka na nas, ale to jest audycja emitowana z puszki. 3600 sekund podcast YouTub'iego.
[02:20:51] - Myślałem, że będzie wchodził ktoś na żywo. Więc mówię, nie będziemy tutaj chłopaka blokować, bo moje gadulstwo już wszyscy znają. Więc może niekoniecznie chciałbym, żeby i on je poznał. I jeszcze się gdzieś tam na mnie później złościł albo się nie wyspał, broń Boże przeze mnie. Tak że tak. Dobrze, panie Marku, to chyba będziemy kończyć. Fajnie, dzisiaj tak się fajnie te komentarze poukładały. Nie wiem, czy wszyscy są zadowoleni z odpowiedzi, które uzyskali, ale mam nadzieję, że jak nie, to poprawimy się następnym razem.
[02:21:42] - I tak oto powolutku, można powiedzieć, doszliśmy do końca dzisiejszego, kolejnego chyba rekordowo długiego odcinka audycji „Świat oczami duszy” w całości poświęconej świadomości. Oczywiście zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka Bączkowskiego „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Zapamiętałem tytuł, dosyć długi jak na standardy moje pamięciowe, ale w końcu się udało. Oczywiście zachęcamy do zostawienia komentarzy pod audycją, jak już będzie wgrana do archiwum i do naszego YouTube'a. Zachęcamy do komentowania, również nadsyłania e-maili z komentarzami odnoszącymi się do audycji. No i cóż, był z nami jak zawsze po drugiej stronie połączenia internetowego pan Sławek Bączkowski, gospodarz audycji i autor wideobloga o tym samym tytule. Dziękuję jeszcze raz, panie Sławku.
[02:22:48] - Ja również dziękuję, panie Marku. Dziękuję wam, kochani, wszystkim za udział, za telefony, za komentarze. Jak zwykle to był bardzo udany wieczór. Tak że serdecznie was pozdrawiam. Dobrej nocy, uważajcie na siebie.
[02:23:02] - Uważajcie. I zachęcamy do pozostania z Radiem Paranormalium. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, oczywiście na żywo. Oczywiście już za tydzień.
[02:23:27] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.