[00:33] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko rozpoczynamy wlewanie kolejnego odcinka normalnego tak zwanego Bibliotekarium. Odcinek ten specjalny, bo bardzo jubileuszowy. Okrągła pięćdziesiątka właśnie dzisiaj nam stuknęła. To oznacza, że Bibliotekarium na antenie Radia Paranormalium gości już od równiuteńkich dwóch lat. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Halo, halo Bydgoszcz.
[01:17] - Halo, halo. Dzień dobry wieczór.
[01:19] - Dzień dobry.
[01:20] - Dobry.
[01:21] - Dobry.
[01:22] - Dobry.
[01:23] - Ale dobry.
[01:23] - Pięćdziesiąta audycja to zawsze jest dobra okazja. Tylko że jakoś tak widzisz, to tak zawsze jest. Człowiek czeka, czeka na pięćdziesiątą audycję, a później się jakoś tak chorą czuje. Dzisiaj tak jakoś tak mnie chyba grypa rozkłada albo co.
[01:38] - Nie no, leciwość po prostu.
[01:40] - Leciwość. No tak. O pięćdziesiąt audycji starszy jestem. To rzeczywiście ta leciwość daje o sobie znać. Cóż, myśmy się z Wiktorem długo zastanawiali. Byliście państwo zresztą świadkami tego, że się zastanawialiśmy, co tu na tę pięćdziesiątkę przygotować. Kilka rzeczy, które wymyśliliśmy, nie udało nam się po prostu pewnych rzeczy zrobić, a pewne się udały. Postanowiliśmy jako dwaj ludzie zainteresowani fantastyką naukową do tej naszej pięćdziesiątki włączyć coś fantastycznego. Ale co włączyć? Kombinowaliśmy.
Pięćdziesiątka się kojarzy ze złotem, bo jak ludzie mają pięćdziesiątą rocznicę ślubu, to mają złote gody. W ogóle pięćdziesiątka — złoto. Okej, poszliśmy tym śladem i natrafiliśmy na książkę, a właściwie książki, ale o tych szczegółach za chwilę. W każdym razie pojawił się Isaac Asimov i książka, która jest zbiorem esejów. Nosi tytuł „Magia i złoto”. Musiało być złoto, bo pięćdziesiąta audycja, więc złoto.
[02:54] - Chcę zwrócić waszą uwagę, że dajemy tutaj popis, że tak powiem, takiej wieloznaczności, takiego nie wprost.
[03:06] - Bo my zawsze tak.
[03:08] - Mam tutaj aluzję do konkursu, który żeśmy ogłosili i opowiadań, które czytam.
[03:15] - Klonów zbieramy.
[03:17] - Klonów, tak. Otóż 90% z tych opowiadań jest niestety powalająca z nóg.
[03:23] - In plus.
[03:25] - Nie, in minus, bo o ile wartościowe są, czy fajne w samej formie, czy w treści, o tyle ta bezpośredniość aluzji do „Hotel na uboczu” albo „Diabeł gra w kości” jest tak toporna. Żadnej przenośni. Te tematy były, że tak powiem, liczyliśmy na to, że ktoś to potraktuje bardzo w przenośni. Natomiast dosłowność traktowania tych jest czasami tak powalająca. Jak ja czytam jedno opowiadanie po drugim, kiedy diabeł po prostu zwyczajnie prymitywnie gra w kości, to już nie mogę. Czasami bywa lepiej.
[04:11] - Ja mogę i mnie te historie bawią i wcale nie oczekiwałem, że każde opowiadanie będzie przenośnią. I tu widzicie państwo esencję właściwie z tego, jak podchodzimy do tych opowiadań. Wiktor niedługo przybierze przydomek Okrutny. Wiktor I Okrutny. Ja natomiast będę, myślę, jakiś taki fajny przydomek Łagodny.
[04:41] - Łagodny. Tylko że dziwne, że ja pijam herbatę, a ty esencję.
[04:46] - Gdzieś to się musi w przyrodzie wyrównywać. Ja jestem łagodny jak baranek, czytając teksty, ale za to herbatę piję taką, że przeciętny człowiek robi sobie z czegoś takiego trzy, cztery herbaty. I dobrze. A ty będziesz Wiktorem Okrutnym.
[05:08] - Dlatego, bo ja tak krążę, krążę jak ta ćma wokół ogniska, ale naprawdę to, że wybraliśmy książkę Isaaca Asimova na swoją chwalebną uroczystość pięćdziesiątki i nawiązanie do tego złota jest właśnie takim popisem naszego sprytu i naszej inteligencji.
[05:31] - Jesteśmy sprytni, aż się boję po prostu.
[05:34] - Naprawdę. Po pierwsze złoto to jest złoto i magia w tej książce.
[05:43] - Magia i złoto.
[05:44] - Magia i złoto. Czym jest magia i złoto? Magia to jest, jak to tam w tej książce jest? Czym jest magia?
[05:52] - Mówisz o tej książce, o której czytamy?
[05:54] - Tak.
[05:54] - Magia jest-
[05:56] - Bo ten podział na opowiadania i na eseje, bo to jest zbiór i opowiadań, i esejów.
[06:02] - Właśnie nie. Właśnie widzisz. Dobrze, że o tym powiedziałeś, to wytłumaczmy najpierw rzecz, jak to się wszystko ma. Jest sobie wydawnictwo Rebis.
[06:13] - No jest.
[06:15] - Jest. I wydawnictwo Rebis poza wszelkimi innymi dobrymi cechami ma jednak cechę bardzo ważną dla wydawnictwa: potrafi zarabiać pieniądze. I mówię to bez sarkazmu. Absolutnie bez sarkazmu.
[06:30] - Oczywiście.
[06:32] - To jest dobra, chwalebna cecha wydawcy. Więc to wydawnictwo Rebis wydało sobie taki zbiór esejów Isaaca Asimova „Magia i miecz". Ja te eseje przeczytałem, Wiktor też i byliśmy tacy z siebie zadowoleni. Bo Isaac Asimov pisze o rzeczach ważnych i mniej ważnych. Czasami pisze ciekawie, czasami mniej ciekawie. Czasami pisze rzeczy oczywiste w tych esejach. Ale nie wymagajmy zbyt wiele. Czytelnik amerykański bywa różny i czasami rzeczy podstawowe trzeba mu po prostu wytłumaczyć. Ale jak już przeczytaliśmy ten zbiór, to się okazało, jak sobie zerknąłem do sieci, że jest jeszcze drugi zbiór Isaaca Asimova, który w przeciwieństwie do tego, o którym mówiliśmy, nosi tytuł „Złoto i magia", czyli odwrotnie. Sięgnąłem po ten zbiór.
Okazało się, że to jest właśnie zbiór opowiadań, w którym dominują opowiadania z cyklu, który Asimov pisał przez dłuższy czas o takim dwucentymetrowym, o ile dobrze pamiętam demonie. Raz był demonem, raz przedstawicielem innej cywilizacji, co zresztą nie jest najważniejsze. W każdym razie spełniał życzenia głównego bohatera. Bardzo sympatyczny cykl. Zresztą pomysłowy, oparty na ogół na błyskotliwym pomyśle, dochodzeniu do pewnego rozwiązania. To oczywiście nie są wszystkie opowiadania w tym zbiorze zatytułowanym „Złoto i magia". Jest tam jeszcze kilka innych, na ogół dosyć lekkich. Właściwie chyba tylko jedno z tych opowiadań w zbiorze „Złoto i magia" jest bardziej poruszające, szukam dobrego słowa, refleksyjne, takie trochę zbijające z nóg, bo też nie jest charakterystyczne. Nie jest wesołe, nie jest takie rozrywkowe , tak to określę. No więc mamy dwa zbiory: jeden prozy „Złoto i magia" oraz drugi esejów „Magia i złoto".
Proszę, jak pięknie. Ale to jeszcze nie jest koniec tej historii, bo jak się głębiej poszpera, to się okaże, że Isaac Asimov wydał w 1995 roku zbiór zatytułowany „Gold", czyli „Złoto", który był takim miksem opowiadań i esejów. Rok później ukazał się tom „Magic", czyli „Magia" i też był zbiorem opowiadań i esejów. Rebis zrobił inaczej, żeby pojawiły się dwa nowe tytuły, zabrał wszystkie eseje, czyli z obu tomów zabrał wszystkie eseje i umieścił w jednym tomie i z obu tomów zabrał opowiadania i umieścił w drugim tomie. Trzeba przyznać, są przebiegli po prostu jak lisy.
[09:54] - Dlatego że żeby nasi inteligentni czytelnicy, którzy chcą esejów i tak dalej, czyli akademicy jacyś, nie pobrudzili sobie inteligencji jakimiś opowiadaniami science fiction w dodatku. Oraz z drugiej strony, żeby zjadacze science fiction, broń Boże-
[10:14] - Nie dotknęli.
[10:14] - Nie dotknęli tej parszywości jak esej. Jakoś nie przemawia do mnie ta ostrożność, bo wolałbym, żeby to było w naturze. A poza tym jest to poprawianie Asimova również, czyli modne dla współczesnego całego świata.
[10:33] - O tym jeszcze będziemy dzisiaj mówić. O tym sobie pogadamy.
[10:36] - Skąd wiesz, że ja będę mówił?
[10:38] - Ale ja będę mówił. A to sobie dobraliśmy to samo. To dobrze, to się dogadamy. Ja powiem tak: ja już się czuję trochę zmęczony opowiadaniem tej pokrętnej historii o złocie, magii, złocie i magii, i magii, i złocie. Tak by się dało to streścić, więc już odpuśćmy. Ten zbiór opowiadań „Złoto i magia" nie tyle pomińmy milczeniem, co źle się opowiada utwory literackie, a już omawiać zbiór opowiadań to jest dosyć karkołomne, ale polecam państwu ten cykl o tym dwucentymetrowym demonie czy też kosmicie. Tak do końca to nie wiem, czy to kosmita, czy demon. Może obywatel innej rzeczywistości, innego wymiaru? Nie wiem, ale w każdym razie w roli takiego demona, który spełnia życzenia okazał się bardzo sprawny. I ten bodajże George miał z niego sporo pociechy.
My jednak w naszej dzisiejszej 50. jubileuszowej audycji skupimy się na tym zbiorze esejów wydanych przez Rebis. Oddajmy temu Rebisowi, że jest Rebis.
[12:01] - Chwała Bogu, że to wydał, bo kto by to wydał, jakby nie Rebis?
[12:06] - Kto by to czytał?
[12:07] - Kto czytał gdyby Rebisa nie było? Chwała Bogu, że istnieje.
[12:11] - No to dobrze, Wiktorze, to zagaj jakoś rozmowę na temat tegoż pięknego zbioru esejów.
[12:18] - Z esejami to jest coś takiego, że zwykle to jest ta esencja Markowa, czyli tam jest strasznie dużo treści. Wynieść z niego można to, co się wyniesie, oczywiście co do siebie dotrze. Natomiast ja kiedy czytałem tę książeczkę, to jestem zachwycony jedną stroną tej całej książki. Ona jest napisana piekielnie prosto, jasno, nie ma tam akademickiego języka, chociaż-
[12:48] - Czasami jest napisana za prosto.
[12:51] - Dla mnie nigdy nie jest za prosto.
[12:53] - Dobrze.
[12:53] - Szczególnie kiedy to pisze Asimov. Asimov jest z natury prostym człowiekiem. Był prosty w swoich rzeczach i dlatego również bardzo piękny. Chcę zwrócić uwagę, że ta prostota języka, którym się posługiwał, prostota nawet myślenia, podziału na sprawy oglądu świata, czyli interpretacji świata, jasne stawianie sprawy, czyli proste stawianie sprawy, jest rzeczą chwalebną. Owijanie w bawełnę, wielosłowia, kolorytu i tak dalej, pewne rzeczy uwielbiane przez pewną kastę ludzkości, część przynajmniej ludzkości, kiedy właściwie nie wiadomo Bogiem a prawdą, o co chodzi. Naszych wieszczów jak się czyta, to tak się czyta. Oni takie piękne rzeczy piszą.
[14:01] - Człowieku, jak się jest nastolatkiem, chodzi do liceum i czyta te mroczne historie, które był nam wieszcz Mickiewicz.
[14:12] - To takie piękne.
[14:13] - Takie piękne.
[14:15] - Cholera, ja nigdy nie wiedziałem naprawdę, o co chodzi.
[14:18] - Też nie zawsze wiedziałem, ale nastrój był. To trzeba przyznać. I w związku z tym, jak się jest nastolatkiem, to się głównie za nastrojem biega.
[14:30] - Nie, za dziewczynami.
[14:32] - Też. I robi się nastrój. Jasne przecież, że jedno z drugim jest w jakiś sposób powiązane. Dla mnie pewną wartością tej książki jest to, co Isaac Asimov robi na początku. Otóż on przeprowadza tam, ktoś powie pokrętną, ja powiem dosyć odważną tezę o tym, że magia... Inaczej, zacznijmy inaczej. Odwołujemy, wymazujemy i zaczynam od nowa. Otóż konflikt pomiędzy miłośnikami science fiction a fantasy, tak ogólnie to określmy, jest już długi i nie zanosi się na to, żeby kiedyś, w najbliższym czasie został wygaszony. Co robi Isaac Asimov? Otóż on stwierdza, że konflikt jest w ogóle bezprzedmiotowy.
Nie ma żadnej opozycji pomiędzy fantasy i science fiction. Dlaczego nie ma? Ano dlatego. I tu cytat, pierwsze zdania tej książki. Esej „Magia”. „Arthur Clarke w jednym ze swoich słynnych i często cytowanych komentarzy powiedział, że dostatecznie zaawansowana technologia nieodróżnialna jest od magii”. To prawda. Myśmy już ten cytat kiedyś przywoływali i nie tylko w naszej audycji, ale bodajże w „Debatach Ufologicznych”. Okazuje się, że rzeczywiście, jeśli spojrzymy na różnego rodzaju dzieła bądź dziełka fantasy, jeśli je odpowiednio zinterpretujemy, to się okaże, że to czyste SF. Prawda, że teza dosyć pokrętna?
[16:26] - Niekoniecznie, bo to bajka Marku, a nie SF. I z drugiej strony każde SF to jest też bajka.
[16:36] - Ja się odwołuję wprost do tego, co napisał i to jest. Oczywiście on, czyli autor, puszcza do nas oko. To nie jest tak do końca na poważnie. Zresztą eseje mają to do siebie, że one nie traktują wszystkiego akademicko i śmiertelnie poważnie. One szukają pewnych pomostów, pewnych nowych dróg, którymi warto podążyć. I przyznam się, że to jest chyba droga udana, bo rzeczywiście wyobraźcie sobie państwo, zresztą takie próby literackie były już czynione, że gdyby spróbować opisać cywilizację, która, co daj Boże, pojawi się na ziemi, czy będzie funkcjonowała na ziemi za jakieś 500 lat, to my chyba dzisiaj nie dysponujemy takim językiem, żeby ją opisać. Z naszego punktu widzenia to będzie magia. Tak samo jak dla człowieka sprzed 100 lat to, że mamy telefony bezprzewodowe, że możemy w każdej chwili łączyć się z drugim końcem świata. Wtedy już fantastyka o tym mówiła, ale jak się cofniemy jeszcze o 100, to już będzie magia. To, że właściwie informacja jest dzisiaj w powietrzu.
Bo czym jest bezprzewodowy internet? Właśnie informacją zawieszoną gdzieś w powietrzu. Wystarczy mieć odpowiednie urządzenie i już mamy dostęp do takiej giga encyklopedii. Ona jest wszędzie, z każdym z nas. Nie, z każdym z nas.
[18:14] - Widzisz, ja bym z tą tezą, Marek, chyba podyskutował.
[18:18] - Jakże inaczej! Liczyłem na to.
[18:21] - Tylko że nie wiem za bardzo jak, bo zrobiłem to bardzo skutecznie w książce, której nigdy nie wydałem, czyli w „Kosmodramie Machu Picchu”. Natomiast tam zrobiłem to literacko, żeby to było praktycznie dotykalne. Natomiast tak to powiedzieć to ja nie umiem, specjalnie za głupi jestem. Tam to potrafiłem ładnie pokazać.
[18:41] - To spróbuj takim językiem kali jeść, kali spać, to jakoś powiesz.
[18:45] - Otóż ja tam zrobiłem taki zabieg zupełnie nieprawdopodobny, że tak powiem, nie tyle przyszłości, co rzeczywistości ziemskiej. Pojawia się małpolud, człowiek pierwotny jeszcze sprzed epoki kamienia łupanego i tak dalej. Wydawałoby się, że on jest małpą. Otóż nie, Marku, nieprawda. Ten człowiek oczywiście musi w pewnym sensie się zorientować tylko, ten małpolud w sytuacji, posługując się swoimi własnymi narzędziami, które przynosi ze sobą, posługując się instynktem, wyczuciem, sprytem i tak dalej, który człowiek jako Homo sapiens posiadał zawsze. Posługując się tymi cechami błyskawicznie. To nie ma znaczenia. On nie musi rozumieć tej magii, on nie musi wiedzieć, jak to jest skonstruowane. To nie ma znaczenia. On tylko błyskawicznie, posługując się sprytem czy właśnie, jak powiedziałem, instynktem, zaczyna funkcjonować w tej rzeczywistości i funkcjonuje doskonale, Marku.
[20:04] - Ale pytanie brzmi w ten sposób: to, że on świetnie funkcjonuje, to jeszcze nie oznacza, że ją do końca rozumie.
[20:14] - A po cholerę ma rozumieć?
[20:16] - Nie. Oczywiście. To są dwie tezy, które się mijają w tej chwili, bo ja nie mówię o tym, czy to jest dobrze, czy źle i czy po cholerę, czy nie po cholerę. Ja tylko stwierdzam pewien fakt. Ja go nie oceniam w tej chwili. On funkcjonuje w tej rzeczywistości, przyjmuje ją taką, jaką jest, ale jej nie rozumie. I to jest okej.
[20:39] - Funkcjonuje tak samo, jak każdy normalny, współczesny europejski czy amerykański obywatel. Funkcjonuje, nie rozumiejąc rzeczywistości, bo taki jest fakt.
[20:50] - Zgoda. Rzeczywiście, gdybyśmy dzisiaj kazali przeciętnemu człowiekowi wytłumaczyć, jak to wszystko działa, te wszystkie urządzenia cudowne.
[20:58] - Jak działają nie tylko urządzenia, ale i polityka, jak działa socjologia, jak działa chemia i fizyka.
[21:04] - Nie idźmy tak daleko. Zostańmy przy technologii, przy tym całym internecie i przy tych wszystkich gadżetach, które się na Black Friday na przykład kupuje. Jeśli przy tym zostaniemy, to możemy mieć dwa podejścia. I rzeczywiście, tak jak powiedziałeś, ten człowiek pierwotny, ten twój małpolud. Ja nie wiem, czy ty jesteś poprawny politycznie w ogóle. Jesteś bardzo niepoprawny.
[21:30] - On w dodatku jest czarny.
[21:31] - W ogóle zamilcz. Więc ja nie wiem. Pewna różnica jednak jest pomiędzy człowiekiem, wytworem współczesnej cywilizacji a twoim małpoludem.
[21:43] - Nie ma.
[21:44] - Jest i zaraz ją pokażę. To znaczy inaczej. Jeśli chodzi o funkcjonowanie w społeczeństwie, to rzeczywiście masz rację. Nie ma. Jemu jest niepotrzebne rozumieć, jak to działa i im też. Im, czyli tym współczesnym, też jest to niepotrzebne. Oni po prostu z tego korzystają. Ale tłumaczenie tego świata jest inne. Oni przyjmują, że jest to wytwór technologii. Nie wytwór boski, tylko wytwór technologii.
Nasi mądrzejsi bracia, ci tam z Doliny Krzemowej, to wymyślili po to, żeby się nam żyło pięknie i wspaniale. Twój małpolud natomiast będzie myślał przez cały czas, że to wielka magia, którą tu wytworzyli. Ale jest ciekawe to, co mówisz, bo i jedni, i drudzy będą właściwie funkcjonowali tak samo. I to jest ciekawe. To jest, przyznam, coś, z czym się ciężko pogodzić, szczególnie ciężko się pogodzić obywatelem współczesnego świata, którzy uważają bardzo często, iż to, że urodzili się na przełomie wieków, czy też nawet w tym wieku, daje im prawo do pogardzania i mówienia o tych ludziach pierwotnych czy o ludziach prostszych, czy o ludziach, którzy rozwijali się w innym świecie, w innej kulturze, daje prawo tym naszym współczesnym do wypowiadania się o tamtych z wyższością. Otóż chyba nie do końca. Bo to, co powiedział Wiktor, proszę powiedzieć, proszę państwa, czy wy dokładnie wiecie, jak to się dzieje, że ten internet dociera do was do komórki?
[23:23] - A jaki internet? Czy wy w ogóle wiecie, jak działa kontakt, który macie w ścianie, kiedy zapalacie światło? Też nie wiecie w 99%.
[23:32] - Tyle jeszcze ludzie wiedzą.
[23:37] - Zwróć uwagę, że jak ta prostota, przykład: jeżeli weźmiemy małpoluda, który używał pięściaków, czyli tych kamieni w łapach, używał ich przez całe dziesiątki tysięcy lat po prostu nasz Homo sapiens. Jeżeli się taki człowiek pojawi w starożytnym Rzymie, natychmiast zorientuje się, że używanie krótkiego miecza jest o wiele skuteczniejsze od używania pięściaka i będzie się posługiwał tym mieczem, nauczy się posługiwać błyskawicznie.
[24:15] - Ale wykonać go nie będzie potrafił.
[24:16] - A po cholerę mu?
[24:19] - Ale dobrze, przecież nie ma między nami opozycji. Akcentowanie innych elementów, bo ten człowiek będzie korzystał nawet bardzo sprawnie, ten pierwotny człowiek z tego miecza krótkiego, ale go nie będzie potrafił wytworzyć. Analogia jest pełna, bo współczesny człowiek, gdyby mu nagle cywilizacja runęła, to on też nie odtworzy tej cywilizacji, nie zbuduje sobie internetu, nie zbuduje sobie komputera, nie zbuduje sobie nic.
[24:47] - Ale pięściaka sobie zrobi.
[24:49] - Pięściaka sobie zrobi. Więc jest jednak pewna analogia. Co więcej, ją się da rozszerzać. O tyle jest to fajne, co proponuje Asimov i z czego my w tej chwili korzystamy, czerpiemy garściami, że on rzeczywiście pokazał pewną perspektywę naszego świata. Jaki jest nasz świat? I w gruncie rzeczy to, co powiedziałeś, nasz świat jest bardzo prosty, proszę państwa, i my jesteśmy bardzo prości. Nasze poczucie wyższości bierze się z pracy jednostek, może pewnych zespołów, ale nielicznej grupy ludzi, która nam te dobra daje. Trochę nam daje tak na zasadzie, jak to Asimov napisał magii. My dostajemy magię.
[25:36] - Tak samo, jak kiedyś dostawaliśmy od Boga cały świat, tak samo dzisiaj dostajemy cały świat od polityków i od inżynierów.
[25:47] - Od inżynierów. Od polityków to dostajemy bełkot najczęściej. I to jest pewna ważna rzecz, na którą Asimov zwraca uwagę, że kiedy czytamy książki spod znaku SF i kiedy czytamy książki spod znaku fantasy, to może nie zaczynajmy tylko i wyłącznie od tego, żeby udowadniać sobie, że SF jest lepsze od fantasy, tylko zastanówmy się, o co tak naprawdę chodzi i oceniajmy raczej książki chociażby z tych obu gatunków pod kątem tego, czy są dobre, czy złe. Tu już możemy się bawić w to, że powiedzmy sporo książek w literaturze SF to są niezłe książki. Oczywiście masa chłamu. Fantasy trudniej znaleźć książki naprawdę wybitne, ale jak się już znajdą, no to czasami czapki z głów.
[26:50] - Wiesz Marku, jak się zaczynasz po porannym, że tak powiem wstaniu ubierać i sięgasz do szafy, to po pierwsze wyciągasz gacie i je wkładasz na dupę oraz wyciągasz podkoszulkę i wkładasz ją na tego. To są inne gatunki, że tak powiem, przedmiotów, które służą, pełnią swoje funkcje. Tak samo jest w literaturze, tak samo jest w sztuce. Tak samo jest w całym naszym życiu. To są inne przedmioty. Inne. Tak samo ważne, żeby nam było ciepło w te zimne dni.
[27:28] - Wiesz co? A to teraz wreszcie rozumiem, dlaczego z takim upodobaniem w swoim czasie nosiłeś ten krowi kombinezon.
[27:37] - Tak.
[27:37] - Bo to było połączenie spodni i tej podkoszulki.
[27:42] - Cholera uniwersalne.
[27:44] - Uniwersalność.
[27:45] - Czyli amerykańskie kalesony takie.
[27:47] - Trzymając się tego.
[27:49] - Jednocześnie połączenie podkoszulki z kalesonami.
[27:53] - I trzymając się tej twojej przenośni, to Asimov nam coś takiego proponuje, że ten podział na fantasy i science fiction to jest chyba, może nie, aż tak daleko się nie posunę. Powiedzmy, on sugeruje, że można na to patrzeć jako na pewien anachronizm, jednak. Że to w gruncie rzeczy służy do tego, żeby się ubrać. Znowu trzymając się twojej analogii i nie zawsze musi być podzielony. Czasami można to po prostu połączyć. Bo ta magia wcześniej czy później może okazać się wcale nie magią, tylko technologią. I to chyba jest dosyć ważne z pewnej części książki napisanej przez Asimova „Magia i złoto" to chyba z niej wynika. Co wynika jeszcze? To ja powiem. Jak zadałem pytanie, to muszę na nie odpowiedzieć.
Jakżeby inaczej? Otóż mnie się bardzo podobała ta część, w której Asimov próbuje zdefiniować, czym naprawdę jest science fiction. I proszę ciebie, rozwaliły mnie te części, bo do czegoś dochodzimy?
[29:02] - No.
[29:03] - Do tego, że tak naprawdę nie da się tej definicji ukuć. To jest pewien paradoks i chyba przyznasz, że to głupie jest tak naprawdę. Jest pewne zjawisko, jest science fiction i co? I nie da się zrobić definicji tego cholerstwa?
[29:23] - No nie da. Jak wszystko, co jest cokolwiek warte. To nie jest złoto, to nie jest srebro, to nie są atomy, to jest empatia, to jest jakieś dzieło ludzkie. Dzieła ludzkiego nie sprowadzasz do kwantów.
[29:43] - Tak, ale wiesz co? To się wydaje na początku takie zawsze bardzo proste. Ja powiem tak, że w swoim czasie, kiedy zmagałem się z jedną z prac naukowych, swoich w dodatku, ponieważ ona w jakimś stopniu zahaczała ta praca o literaturę science fiction. W związku z tym osoba, która prowadziła mnie za rękę przez świat naukowy, zasugerowała, że może zacznijmy od zdefiniowania tego, czym jest science fiction. Ja już wtedy zaprotestowałem. Mówię: „Ależ panie profesorze... To jest rzecz do zrobienia bardzo trudna. Na co profesor zatarł ręce. Powiedział: „A no właśnie o to chodzi, żeby nie było łatwo.” No i rzucił mnie na głęboką wodę. Pracowałem, rozdział się rozrastał i rozrastał.
I gdyby w końcu profesor mi tego nie przerwał, to bym samą książkę o definicjach napisał. Bo okazuje się, że prób zdefiniowania science fiction w przeciągu stulecia było tyle i tak wieloaspektowych, na tak różne rzeczy te definicje zwracały uwagę, że właściwie kiedy byłem już przy dziesiątej definicji, zacząłem odkrywać, że można je pogrupować w pewne działy. Te definicje dotyczą tego, te definicje SF dotyczą tego, a jeszcze trzecie tamtego. Żeby to tylko trzy działy były. Tych działów dałoby się też z 10 ułożyć. Co więcej, żeby nie było tak prosto, to bardzo szybko zaczęło się pokazywać, że niektóre z tych definicji nawzajem się zaczynają wykluczać. Zobacz, to jest paradoks. Mamy do czynienia z pewną zamkniętą pulą. Co prawda ciągle są pisane nowe opowiadania i powieści SF, ale jednak jest to w jakimś stopniu ograniczona pula, a zdefiniować tego nie sposób. Co więcej, przypomniałem sobie wtedy, że będąc zapalonym miłośnikiem SF i mając lat 11 tudzież 12, próbowałem na swój własny użytek taką definicję SF uklepać.
Myślałem długo, kombinowałem. I co mi z tego wyszło? Zgadniesz? Otóż doszedłem do wniosku, ja byłem wtedy człowiekiem młodym, ale z niezwykle rozwiniętym poczuciem własności i jeżeli czymś się interesowałem, to ja to musiałem mieć. Doszedłem do wniosku, jak przeanalizowałem literaturę, że nie pozostaje mi nic innego, jak zaanektować całą bibliotekę moich rodziców, ponieważ stoi tam na regałach literatura piękna, a właściwie według mojej nowej młodzieńczej definicji SF, wszystko, co zostało napisane jako beletrystyka jest fantastyką.
[33:01] - Fantastyką może, ale nie jest science fiction.
[33:03] - Tak, ale fantastyką.
[33:04] - Fantastyką to tak, bo cała literatura jest fantastyką, o czym też Asimov pisze i to bardzo dobitnie.
[33:12] - Dlatego mi się ta książka tak podobała.
[33:15] - Nawet literatura faktu jest naprawdę literaturą fantastyczną.
[33:19] - Dlatego ja z taką radością czytałem tę książkę, bo nagle sobie przypomniałem lata wczesnomłodzieńcze, kiedy ten wniosek jakoś tak mi w głowie zaświtał. A człowiek lubi odkrywać, że już w młodości był geniuszem. No to właśnie odkryłem, że Asimov napisał coś takiego pod koniec życia, a ja już na początku wiedziałem.
[33:38] - Tak Marku, tylko ja chcę, żeby ten pogląd w ogóle naszą dyskusję troszeczkę uporządkować. Chciałem zwrócić uwagę, że jest coś takiego, jak było przynajmniej i zawsze jest, literatura jako funkcja kultury ludzkiej naszej cywilizacji. Ona była sobie. Nagle się pojawia taki kundel jak science fiction. I zwróć uwagę, że wszystko w tej literaturze można w jakiś sposób dosyć prosto zdefiniować. Weźmy jakiekolwiek gatunki literackie: romans, kryminał, historyczna powieść i tak dalej, obyczajówka. Wszystko można bardzo prosto zdefiniować. Natomiast tego kundla science fiction naprawdę nie można zdefiniować. Otóż on ma wszystkie cechy swoich rodziców, że tak powiem, ale równocześnie jest obcy w tej kulturze.
[34:45] - Tak, jeszcze jest jedna rzecz, którą warto podkreślić: mówiłeś o tym skundleniu, ale science fiction to przede wszystkim takie zjawisko, które jeśli próbujemy zrobić definicję, to im jest ona bardziej szczegółowa, tym mniej nam mówi o zjawisku. Czyli tak naprawdę jest bezużyteczna. A jeśli ma być jakaś definicja, która to zjawisko ujmuje w miarę całościowo, to musi być tak ogólna, że też nam właściwie niewiele daje. Bo jeżeli stwierdzimy w trzech, czterech, pięciu wyrazach, czym jest science fiction, to tak naprawdę praktycznego wymiaru taka definicja nie ma. Ona coś może porządkuje, ale porządkuje to na takim stopniu ogólności, że po co nam taka definicja? I stąd powiem tak, że Asimov robi to sprytnie, kiedy pisze o science fiction, bo on pokazuje, że science fiction to jest po prostu literatura. A to SF to ono ma dodane później.
[36:02] - Nie później Marku.
[36:03] - No dobrze.
[36:05] - To ma dodane w samym źródle, w samym początku swoich narodzin. Dlaczego?
[36:11] - Zgoda.
[36:11] - Zwróć uwagę na jedną rzecz, że my próbując zdefiniować ten cały gatunek, bardzo często zapominamy o tym, żeby po prostu zwyczajnie opisać moment pojawienia narodzin, jak to się narodziło. Otóż ten gatunek literacki narodził się przede wszystkim po pierwsze to jest jakby mowa uczonych inżynierów, techników. To jest ich jakby przemowa do humanistów i tak dalej.
[36:49] - Zgoda, to prawda. Jak najbardziej. Ze swojej pracy pamiętam, jak powoływano się, iluż to noblistów pod pseudonimami albo otwarcie pisywało utwory science fiction. Noblistów w dziedzinach nauk ścisłych.
[37:05] - I to we wszystkich. Astronomowie, cybernetycy, fizycy, chemicy.
[37:10] - Filozofowie.
[37:11] - Filozofowie również, tak.
[37:12] - Chociaż to nie jest ścisły kierunek.
[37:15] - Tak, ale to oni zaczęli próbować swoich sił w dziedzinie literackiej, czyli opisywać to, czym się oni zajmują. Opisywać to ludziom, którzy nie mają na ten temat zielonego pojęcia, czyli normalnym.
[37:35] - Zgoda. To jest ciekawy ślad, o którym mówisz, ale ja odnoszę wrażenie, że wtedy, w tym okresie, który opisujesz czy zdefiniowałeś, to jeszcze nie była do końca literatura. To była opowiastka.
[37:53] - Tak, to były próby spopularyzowania swojej technicznej wiedzy.
[37:57] - Później kilku cwaniaków, którzy poza tym, że mieli ścisłe umysły i lekkie pióro, doszło do wniosku, że to jest świetny pomysł. Świetny dlatego, że pozwala z jednej strony coś przekazać dotyczącego nauk ścisłych, ale może nie tylko.
[38:18] - Jest to narzędzie popularyzacji wiedzy, czegokolwiek.
[38:24] - Mówienia o rzeczach hermetycznych stosunkowo, ale jednocześnie da się tu sprzedać prawdziwą literaturę. I wtedy właściwie pojawiła się prawdziwa science fiction, tak jak ją rozumiemy dzisiaj. I wbrew pozorom nie stało się to wcale tak późno, bo o ile jeszcze to, co pisywał Verne – to zły przykład, bo on już jednak potrafił pisać – ale było kilku takich, którzy po Verne nawet próbowali pisać. I to są rzeczy, które dzisiaj się ciężko czytają, bo po prostu ci ludzie nie potrafili pisać. To gdzieś już w latach 20., końcówka lat 20. w Stanach Zjednoczonych to już jest czas, kiedy oczywiście pokazują się te magazyny pulpowe, te opowieści dziwnej treści o robotach gwałcących kobiety i w ogóle stworach przybrzydłych i tak dalej. I mogłoby się dzisiaj wydawać, że to takie bzdury były, ale tak hartowała się stal, że nawiążę do pewnego tytułu, bo tam się zaczynała wykuwać nowoczesna science fiction. To było jeszcze niedoskonałe. To było jeszcze dyskusyjne. Tam pojawiało się sporo kiczu i bredni, ale tam zaczynała się wykuwać science fiction, jaką znamy dzisiaj.
A dzisiaj znamy, jeśli oczywiście sięgacie państwo po te lepsze utwory. Dzisiaj science fiction, cokolwiek by nie ględzili krytycy i poważni naukowcy od literatury, jest literaturą pełnoprawną i czasami bardziej głęboką i czasami bardziej rozumiejącą pewne zjawiska, świat nawet, niż literatura głównego nurtu. To nie znaczy, że literatura głównego nurtu jest passé. Wręcz przeciwnie, ale to poczucie wyższości, które czasami mają głównonurtowcy, jest jak najbardziej nieprawdziwe.
[40:29] - To znaczy może nawet prawdziwe, Marku.
[40:32] - Nie.
[40:32] - Bo zwróć uwagę, co jest potrzebne do napisania ciekawej, dobrej książki współczesnej czy tej głównonurtowej. Potrzebny jest talent, inteligencja, lekkie pióro. Wiele dobrych cech jest potrzebne. Czym się różni to od tego? Science fiction. Żelazna, absolutnie żelazna logika, żelazna dyscyplina. Oczywiście to wszystko również jest w kryminałach czy w każdej literaturze. Natomiast odniesienie do magii, tam w normalnej jest odniesienie do życia.
[41:26] - Proszę ciebie.
[41:27] - A to jest do magii, czyli do technologii.
[41:29] - Proszę ciebie. Właśnie zębami wyciągam zawleczkę i mam w ręku granat i zaraz go użyję. Odpalę. To puszczam zawleczkę, rzucam. Otóż to jest tak, że żeby napisać taką książkę jak na przykład „Ślepowidzenie” albo na przykład tak sobie poszukam. No dobrze, zostańmy przy „Ślepowidzeniu”. To naprawdę nie jest potrzebna tylko i wyłącznie logika, czy te inne rzeczy, o których powiedziałeś.
[42:09] - No ja wiem.
[42:09] - Ale trzeba po prostu mieć świetne pióro, świetną wyobraźnię i coś do powiedzenia. Tę drugą książkę, której tytuł sobie gorączkowo próbowałem przypomnieć i nie mogłem, bo tak zawsze jest, jak się człowiek bardzo zepnie, to później tytuł ucieka. To był chociażby „Atlas chmur”. To są książki, które są literackimi dziełami. Po prostu dzieła literackie. Co więcej, im czasami się obrywa za to, że są za mało fantastycznonaukowe. Zaręczam ci, że są, i to bardzo, natomiast wymagają wielkiej wiedzy, o której mówiliśmy, ale wymagają też literackiego wyrobienia. One są tak napisane, że ja każdemu nurtowcowi życzę, żeby tak potrafił pisać. Więc ta granica, o której ty wspomniałeś, chyba nie do końca w tym miejscu przebiega.
[43:06] - Tak, ale ja mówiłem już to, Marku, tysiąc razy. Literatura science fiction powstała jako próba popularyzacji wiedzy techniki i tak dalej. Natomiast dalej tak jest. To znaczy dalej, żeby napisać science fiction, trzeba popularyzować właściwie chemię, fizykę.
[43:36] - Nieprawda. Oczywiście te gatunki, te nauki też, ale wszystkie. Dzisiaj już właściwie science fiction obejmuje wszystkie nauki. Ja kiedyś o tym wspominałem. Ta różnica pomiędzy science a nie science. Co to było science? To było to wszystko, co uważamy za nauki ścisłe. A te wszystkie, o których mówimy, humanistyczne nie zaliczały się do science. Dzisiaj już zostały przyjęte. Dzisiaj motywem przewodnim science fiction może być historia, może być socjologia.
Mogą być inne gatunki, inne nauki humanistyczne. Jak najbardziej, zapraszamy. One są, funkcjonują. Dlatego science fiction stała się taka bogata. Co więcej, ja tak do końca nie mam zdania, czy to się dobrze stało, czy nie. Bo z jednej strony skąd się bierze ten nasz sentyment do złotych lat i do opowiadań z lat 50. czy 40. nawet? Bo one były bardzo proste.
[44:42] - I bardzo prosto popularyzowały.
[44:47] - Tak, ale były oparte na pomyśle, błyskotliwym na ogół, ale literacko były takie sobie.
[44:55] - Bo w popularyzacji literackość nie jest taką ważną rzeczą. Dobrze, jak jest, ale jak jej nie ma...
[45:01] - Zresztą to dotyczy nawet prozy Asimova. Isaac Asimov. Wiecie państwo co? Ja już się spotkałem ze zdaniem i właściwie chwilami są takie momenty, kiedy ja nawet podpisuję się pod tym. Isaac Asimov nie był jakimś wysublimowanym literatem. Jak się spojrzy na konstrukcję jego utworów, na język, którym się posługuje, to jest wszystko bardzo proste. Tam nie ma takich fajerwerków literackich, a mimo wszystko to się czyta. Czasami lepiej, czasami gorzej. Może to zależy od tłumacza, ale po okresie takich prób, jakie robił Asimov, został wierny tym próbom. Pojawiają się opowieści bardziej złożone, bardziej literacko dojrzałe.
Chociaż żeby samemu sobie zaprzeczyć, to jak się przeczyta opowiadanie z tamtych czasów „Nadejście nocy”, to człowiek nagle zaczyna dostawać wypieków, bo ono jest nie tylko oparte na dobrym pomyśle, ale świetnie skonstruowane. Więc okazuje się, że to nie jest takie proste. Natomiast droga, którą przebyła science fiction od czasów tych pierwotnych po dzisiaj, z jednej strony jej pomogła, bo stała się literaturą, ale dzisiaj, czytając takie dzieła naprawdę literackie science fiction, czasami tęsknię za tymi opowiadaniami takimi prostymi, prostociętymi, o których często rozmawiamy.
[46:40] - Wiesz, Marku, jak ty mówisz, to ja tak ciężko myślę. Zawsze lubię to odnieść do rzeczy takich obyczajowo zwykłych. No i tak pomyślałem sobie, Marku, że ty tak mówisz bardzo o literaturze. To jest taka piękna, wspaniała, język, w ogóle cudowna i tak dalej.
[47:03] - Bywa.
[47:04] - A ta fantastyka, chociaż to słowo jest fantastyczne, ale jest bardzo racjonalna, w sumie prosta, odnosi się do rzeczy i tak dalej. Zwróć uwagę na coś takiego, Marku. Otóż zwykle każda kobieta doskonale pamięta tych młodzieńców, którzy wpatrywali się w jej oczy, mówili cudowne teksty, bardzo często w wierszu. Pisali zresztą wiersze, składali ręce, krążyli wokół niej jak tamci. W ogóle to jest ideał. To jest w ogóle coś cudownego. To jest jej młodość i ci wspaniali mężczyźni. Tylko że mijają lata, a ona ma męża. A mąż jest jaki? Mąż jest zwykle prozaiczny.
Dlaczego? Bo mąż ma przede wszystkim być, dobrze, jak jest również odrobinę wzniosły, ale przede wszystkim powinien być praktyczny. Praktyczny, czyli w miarę zarabiać, być sensowny, być w miarę czysty, w miarę logiczny i tak dalej. Mąż powinien być prosty, jasny. I taka jest różnica między science fiction a literaturą piękną. Literatura piękna jest tym ideałem.
[48:31] - Przepraszam cię, ale nie, nie rozumiemy się Taka była science fiction. Ty jesteś dzisiaj dinozaurem. Dzisiaj science fiction zrównała się z tą.
[48:44] - Nie.
[48:44] - Jest. Naprawdę jest. Proszę cię, nie opowiadaj mi takich rzeczy.
[48:49] - Ja jestem przeciwnikiem równości, więc mi nie mów słowa, że się zrównało.
[48:54] - Ale się niestety albo stety zrównała. Dzisiaj, żeby przebrnąć przez niektóre dzieła, że tak sobie powtórzę jeszcze, dzieła, to naprawdę trzeba czasami dużo cierpliwości, tak jak przy zwykłej literaturze. Czasami dużo czasu, bo to są tomiszcza liczące sobie setki stron. Czasami dobrej uwagi, bo to są rzeczy skonstruowane niezwykle misternie i w ogóle taka książka, jeśli chodzi o język literacki, konstrukcję i wszystkie inne cechy literackie, nie różni się od zwykłej literatury. To, że ona zawiera ten pierwiastek.
[49:39] - A no tak, i czym się różni?
[49:39] - Dobrze, różni się czymś. Kiedyś było prościej. Był statek kosmiczny, była machina czasu — science fiction. Nie było — nie science fiction. Dzisiaj już się tak nie da. Tak się nie da definiować książki, bo czasami książki SF nie zawierają tych dwóch elementów, które wymieniłem przed chwilą, a mimo wszystko są SF. Więc to się naprawdę dzisiaj bardzo skomplikowało. Ale dlaczego tak długo o tym rozmawiamy? Bo Asimov w swojej książce w pewnym momencie dochodzi do takiego właśnie wniosku, że wszystko fajnie, że wszystko da się zdefiniować, że da się powiedzieć o literaturze SF, jakieś tam podziały stworzyć. Ale on zgłębiając później temat, pisząc o różnych zjawiskach dotyczących SF, właściwie dochodzi do takiego wniosku, o którym my tylko pozornie z Wiktorem się nie zgadzamy, a tak naprawdę prowadzimy do tego samego.
Da się literaturę SF podzielić, jej rozwój właściwie, na kilka takich etapów. Ten czas, o którym mówiłem, tej prostoty, takiej wymierności, a później coraz bardziej się to rozwija. Zwróć, Wiktorze, uwagę na to, że przecież to w czasach, kiedy te opowiadania były lekkie, proste, łatwe i popularyzatorskie, pojawiły się na przykład „Kroniki marsjańskie”. Czy tam chodzi o popularyzację? Tam chodzi o pewną poetyczność i pokazanie pewnego zjawiska.
[51:26] - Tak, ale Marku, mówisz o rzeczach właściwie otwartych, bo wiadomo, że literatura wykształciła mnóstwo środków oddziaływujących na nasz mózg, na mózg czytelników i tak dalej. Fantastyka musiała się nauczyć posługiwać tymi narzędziami, żeby sprzedawać swoje treści i zrobiła to. To żadna wielka sztuka po prostu, że dzisiaj piszą ludzie tego. I świetnie, że piszą. Mogliby pisać prościej.
[51:59] - Ale to, o czym przed chwilą mówiliśmy przez dłuższy czas, pokazuje w sposób dobitny i taki właściwie obrazowy, jakie problemy Asimov i w ogóle wszyscy inni mieli i mają z definicją science fiction. Ta nasza rozmowa pokazuje, dlaczego to jest takie trudne. Bo z jednej strony to jest to, co powiedziałeś przed chwilą. Z drugiej strony są te proste utwory. Jak to wszystko do jednego worka wrzucić? Można próbować w każdym razie, ale dlatego te definicje są takie niedoskonałe i Isaac Asimov świetnie to pokazuje, nie tylko w tym eseju, w którym pisze o problemach z ukłuciem definicji gatunku, ale później praktycznie, kiedy pokazuje różnego rodzaju zjawiska, które w fantastyce naukowej są przedstawiane, pokazuje, że to się, kurczę, nie do końca skleja zawsze, za każdym razem. I to myślę, jeden z tych ważnych punktów w tym zbiorze esejów. I w sumie jedna rzecz jest ważna z tego, co ty powiedziałeś przed chwilą, że chyba fajnie jest, że to się jednak zdefiniować nie da.
[53:11] - Widzisz, o tyle jestem mądrzejszy nawet chyba od Asimova, gdyż nigdy nie-
[53:18] - Znaczy nie miałem żadnej wątpliwości.
[53:20] - Nigdy nie podejmowałem próby wyważania, to znaczy zawracania sobie głowy definiowaniem czegoś, co jest niezdefiniowalne.
[53:29] - Ale ja myślę, że to nie wypływa tylko i wyłącznie z niewątpliwej twojej mądrości, ale też z tego, że Asimov specjalnie się do roboty nie przykłada. On tylko pokazuje. „Wy sobie to, chłopcy, róbcie, próbujcie, definiujcie. I tak wam się nie uda do końca tego zrobić.” Ja myślę, że on to pokazuje po prostu. Myślę, że tu moglibyście sobie panowie podać rękę. On był chyba tego samego zdania co ty, że to się nie da zrobić. Ale jak ktoś bardzo potrzebuje sprawdzić to w sposób praktyczny, to proszę, niech zacznie. Nieszybko skończy.
[54:05] - To jest jakby żądać od tego, żebyśmy definiowali sami siebie, to większość ludzi nie zaczęłaby w ogóle pisać. Po prostu piszę, bo taką ma naturę. Piszę tak, bo taką mam naturę. Lubię taki temat. Natomiast ewidentnie jest coś takiego. To nie jest definicja, ale jest różnica między prozą Tą główną nurtową, ale science fiction jest po prostu różnicą genetyczną Marku. Tam jest coś takiego, że po prostu to jest inne. To jest inne i jest to natychmiast absolutnie wyczuwalne. Nigdy nie oszuka się na przykład czytelnika, miłośnika science fiction, choćby się napisało nie wiem jak cudownie najpiękniejszą książkę udając, a się na tym nie znając, żeby napisać science fiction. Nie oszuka się.
Po prostu on wie, że to śmierdzi i to jest gówno. Przepraszam. W każdym razie tego się nie zrobi. Z drugiej strony tak samo reagują ludzie akceptujący normalną kulturę, to znaczy tą normalną współczesną literaturę. Tak samo natychmiast wyczuwają ten śmierdzący zapach science fiction w literaturze fantastyczno-naukowej, gdyż natychmiast mają ten odruch wymiotny. Nie, nie, to nie jest tego. To jest science fiction. To jest też wyczuwalne. Nie zdefiniuje się dlaczego. A przynajmniej ja nie spróbuję.
Ale to jest różnica potężna, tak jak różnica między Marsem a Ziemią, kobietą a mężczyzną, górą a dołem. To jest jakaś różnica i absolutnie to są zupełnie inne rzeczy. Nikt mi nie wciśnie, że najwspanialsza literatura jest literaturą science fiction, jeśli nie jest. I odwrotnie, że najwspanialsza science fiction jest literaturą do zaakceptowania przez ludzi, którzy fantastyki nie czytają i nie akceptują. Oni jej nigdy nie połkną. Ty masz, że tak powiem, nieumiejętność trawienia mleka, tak?
[56:39] - No tak, tak. Bywa. Nie potrafię strawić mleka.
[56:43] - Nie strawisz. Tak samo widocznie w ewolucji kultury ludzkiej pojawiła się, że tak powiem, ta mutacja science fictionopodobna, że tak powiem, że są umysły, które akceptują tą literaturę oraz takie, które jej nigdy nie akceptowały i nie zaakceptują. I odwrotnie po prostu.
[57:04] - Wiesz co, przykro mi, ale się z tobą nie zgadzam.
[57:08] - Dobrze.
[57:09] - Inaczej. Nie zgadzam się z tobą w stu procentach, bo zjawisko, które opisałeś przed chwilą występuje jak najbardziej i myślę, że można się z nim zetknąć na co dzień. Natomiast są wśród dzieł science fiction z różnych okresów jej rozwoju takie książki, które już przebojem wdarły się do kanonu lektur. Nie tych obowiązkowych broń Boże w szkole, ale tych, które kulturalny człowiek po prostu znać musi. I możesz być nie wiadomo jak uczulony, jeśli chcesz być człowiekiem, który ma coś do powiedzenia. Nie tylko takim, o którym mówią, że jest oczytany, bo to jest może najmniej ważne, ale takim, który ma mieć coś do powiedzenia, to pewne książki po prostu powinieneś znać. Obojętnie, czy lubisz science fiction, czy nie. Ja to wymienię od razu.
[58:11] - No.
[58:11] - Chociażby nie wyobrażam sobie, żeby ktoś poważny dzisiaj nie znał Orwella i „Roku 1984”.
[58:21] - 90% poważnych ludzi nie zna, tylko zna z opowieści ze skryptów. I że tak powiem zna treść.
[58:28] - Dobrze, ale to znaczy, że wydali.
[58:32] - Ale przeczytać tego nie przeczyta, bo normalnie mu się rzygać będzie chciało.
[58:36] - Nie, ale to wiesz Wiktorze, przepraszam, ale to znaczy, że to jest cymbał. Ktoś, kto opowiada o książkach, o których tylko słyszał, no nie mogę go traktować poważnie. Ale już na pewno nie jako człowieka zajmującego się nauką na przykład.
[58:55] - Jezu, Maryjo!
[58:57] - Ale wróćmy jeszcze dalej. Jedźmy dalej, bo ja sobie teraz rozwinę skrzydła, a co? W pięćdziesiątej audycji mogę. Wspomniane przeze mnie „Kroniki Marsjańskie”. No ja cię bardzo przepraszam, nawet Marsa. Przepraszam.
[59:12] - Tylko miłośnicy science fiction.
[59:16] - Nieprawda. Nieprawda. O „Kronikach Marsjańskich” słyszało sporo osób.
[59:23] - Słyszało.
[59:24] - I sporo osób je też czytało. Dlatego że to nie jest taka czysta science fiction. A powiem ci dalej, a dlaczego jest tak, że na przykład w tej chwili z wydanych w Polsce, to się nazywa „Kroniki Podręcznej” bodajże, czy „Dziennik Podręczny”? Nie pamiętam w tej chwili. Cały serial zrobiono w tej chwili taki postapo trochę. To też jest fantastyka naukowa.
[59:49] - No jest. Ja wiem, Marku, ja wiem, że nawet „Katedra” Dukaja jest w tej chwili w lekturach szkolnych. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że literatura science fiction stała się podobna do literatury.
[01:00:09] - Oj wiesz co? Przepraszam cię, ale zobacz, jeśli byś prześledził z ostatnich trzydziestu lat hity kinowe, to jakie filmy będą dominowały?
[01:00:21] - No te, które tam sięgały po science fiction.
[01:00:26] - Mniej lub bardziej. Ja nie mówię, że wyłącznie, ale zobacz, ile takich tytułów topowych czerpało z science fiction. To znaczy, że to nie jest tak, że dzisiaj fantastyka już jest pełnoprawnym obywatelem literackiego czy też filmowego świata, ale następuje takie zjawisko przeciekania, takiej swoistej osmozy.
[01:00:51] - Nie no, tak się to w zalaniu tych dzieł stało już- Wtedy, natychmiast. Otóż na początku pisali, jak wspomnieliśmy, uczeni technicy, inżynierowie. Natomiast błyskawicznie humaniści zorientowali się, że na tym można zarabiać, więc to zaanektowali. To samo humaniści robią dzisiaj.
[01:01:12] - Nie. Później jeszcze było tak, że jak się wzięli za to humaniści i zaczęli pisać o technologii i technice, to wychodziły takie bzduractwa, że na jakiś czas naukowcy się obrazili na science fiction, bo jak się wzięli za to ludzie niekompetentni i zaczęli wypisywać takie głupoty, na przykład-
[01:01:32] - Jak się pojawiał ten film, ten przerażający, to Asimov krytykuje w tej książce. Nie o obcych, tylko...
[01:01:44] - Akurat nie pamiętam.
[01:01:47] - On akceptuje, Asimov akceptuje – oczywiście z nauką to nie ma nic wspólnego – „Wojny Gwiezdne”, akceptuje „Planetę małp”, natomiast nie akceptuje tego całego tam-
[01:02:02] - Obcego?
[01:02:03] - Nie. To akceptuje, bo to są rzeczy takie wprost-
[01:02:07] - Nie wiem. Może sobie przypomnisz. Ja akurat tego fragmentu nie pamiętam.
[01:02:10] - Taki hit był kinowy.
[01:02:17] - Masa była hitów.
[01:02:18] - Ale nie, nie „Czwarty wymiar rzeczywistości”, ale coś takiego podobnego. Po prostu o obcych i jakieś tam takie... Nie pamiętasz?
[01:02:29] - Wybacz, nie pamiętam w tej chwili.
[01:02:31] - Zapomniałeś.
[01:02:32] - Ale wiesz, cały czas prowadzę do tego, że naprawdę dużo się w science fiction zmieniło i cennym elementem tej książki, tych esejów Isaaca Asimova jest to, że on stara się łapać te zmiany, te przemiany właściwie. I to jest chyba rzecz cenna, dla której tę książkę warto przeczytać. Zaczęliśmy zresztą o tym mówić, że ona chwilami wydaje się zbyt prosta. I są takie momenty, fragmenty, eseje całe, które człowiek przeczyta i mówi: „To wiedziałem”. Czyta następny: „To też wiedziałem”. Czyta trzeci i mówi: „O kurczę, a tego nie wiedziałem” albo „Nie patrzyłem na to w ten sposób”. Bo to chyba częściej przy lekturze się zdarza, kiedy mówimy sobie: „Kurczę, to jest ten inny punkt widzenia, którego mi brakowało”. Może to nie jest takie złe. Ale powiem ci, w tej książce ciekawy fragment, to się chyba nawet tak nazywa jeden z esejów, o ignorancji w Ameryce. Nie wiem, czy ty sobie z kolei przypominasz.
[01:03:57] - Tak, bardzo dobrze.
[01:03:58] - O ignorancji w Ameryce. Powiem tak: dla wszystkich tych, którzy uważają, że Amerykanie w swojej masie to jednak prości ludzie są, to tu sobie znajdzie potwierdzenie tego właśnie zjawiska. Bo czytamy u Asimova rzeczy, które właściwie nie są budujące, bo my sobie skłonni jesteśmy przedstawiać Stany Zjednoczone jako taki fajny kraj, gdzie każdy ma cztery smartfony, wielki telewizor, w ogóle jest technologicznie zaopatrzony, niedługo zacznie jeździć samochodem inteligentnym i w ogóle wszystko jest tam naj i wspaniałe. Tymczasem Asimov w krótkim eseju pokazuje, że cóż, my często narzekamy na swoje społeczeństwo, że takie tępe, niedouczone. Polecam państwu ten esej, bo tu się nagle okaże, że to nie jest tylko taka bolączka naszego społeczeństwa, że w Stanach Zjednoczonych jest równie fajnie.
[01:05:16] - Jest nawet lepiej, bo Asimov wręcz pisze wprost, że dziewięćdziesiąt parę procent obywateli amerykańskich nie ma zielonego pojęcia właściwie o niczym z techniki.
[01:05:35] - On tam pisze. Ja mam ten fragment przygotowany, dlatego tak wyciągam rękę po książkę.
[01:05:39] - W każdym razie ja akurat mam książkę w rękach, bo rozpaczliwie szukałem tego filmu i to z tym, o czym mówiłem, ma wiele wspólnego. Otóż 90% społeczeństwa amerykańskiego jest na poziomie filmu, który właśnie Asimov-
[01:05:54] - Schłostał.
[01:05:55] - Schłostał, czyli zwróćcie uwagę, akceptując „Planetę małp”, coś takiego zupełnie, akceptując „Wojny Gwiezdne”, nie akceptuje „Bliskich spotkań”. A wiecie, co ja zrobiłem? To jest jedyny w moim życiu film, który obejrzałem pierwsze 10 minut i wyszedłem z kina. Po prostu wyszedłem z kina, bo to było dla mnie nie do zaakceptowania nudne.
[01:06:29] - Wiesz co? Ja powiem tak: moim zdaniem – to moja prywatna teoria spiskowa, mam wrażenie, że już o niej kiedyś mówiłem – ten film to było przygotowanie. Nie wiem, z jakich powodów to się w końcu nie udało, ale film „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” – o tym mówisz?
[01:06:55] - Tak.
[01:06:55] - To było przygotowanie społeczeństwa amerykańskiego na kontakt z obcymi.
[01:07:00] - Mhm.
[01:07:02] - Coś tam nie poszło.
[01:07:02] - Nie udało się, bo owsy się nie pojawiły.
[01:07:04] - Właśnie coś. Teoria spiskowa ma to do siebie, że musi być spiskowa. Więc moja głosi, że tam nie dogadali się do czegoś i nie doszło do oficjalnego kontaktu.
[01:07:16] - Aha.
[01:07:19] - Żeby to rozbudować, teoria spiskowa musi być rozbudowana. Tam było podobno tak, że nawet był czas antenowy dla Jimmy'ego Cartera zarezerwowany, w którym on miał ogłosić coś bardzo ważnego, a później czas wykorzystano. On wyszedł, opowiadał jakieś głupoty i w rezultacie nic z tego nie wyszło. To było trochę po tym, jak się film ukazał. I tak się skojarzy fakty i taką teorię można ukuć. Powiem ci tak: długi ten film i nie do końca rozbudowane sceny były w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia", ale ja jednak z kina nie wyszedłem. Nie wyszedłem z kina, obejrzałem cały. Bardzo mi się ten statek kosmiczny, który się pojawia na końcu, taki oblepiony jak choinka, podświetlony. Tego ty już nie widziałeś, bo ty wytrzymałeś 10 minut. Ja wytrzymałem do końca.
Powiem ci, jak taka choineczka, wszędzie się mu świeci.
[01:08:20] - O tym Asimov pisał: jeżeli oglądasz film dla efektów specjalnych albo grasz w grę dla grafiki, to nie jest żadne tego. Ważna jest treść, ważne jest wnętrze. Tak samo w człowieku, jak i w literaturze.
[01:08:41] - Wiesz co, rozmawialiśmy o tej ignorancji w Ameryce, to ja sobie przygotowałem fragmencik, tylko muszę go znaleźć. Więc jeszcze chwileczkę. Weź zabawiaj teraz słuchaczy, a ja sobie poszukam tego fragmentu, bo on z mojego punktu widzenia był powalający o tej ignorancji w Ameryce. Strona 97, więc szukam sobie pracowicie. 97. strona.
[01:09:10] - À propos tej ignorancji, jak rozmawialiśmy o Dawkinsie i tak dalej, te rzeczy wychodziły. Otóż słuchajcie, w Europie od dawna nikt nie traktuje pewnych rzeczy literalnie. Są przenośnią, pewne rzeczy zawarte na przykład w religiach europejskich, to głębia tych religii jest naprawdę o wiele głębsza od wiary amerykańskiej. Amerykańska wiara, tak jak cała kultura, jest straszliwie płytka. Ona traktuje rzeczy dosłownie w tak kuriozalnie śmieszny sposób, że się w głowie nie mieści.
[01:10:07] - Dlatego tam między innymi teoria młodej Ziemi jest taka popularna.
[01:10:10] - Zwróć uwagę, to jest jasne. Jeżeli u nas Kościół jednak przeszedł ogromną ewolucję i przechodzi. Ci księża, możemy na nich narzekać, możemy ich obdarzać filmami pod tytułem „Kler", natomiast są to jednak ludzie wykształceni, którzy trafiają do tego przybytku, jakim jest Kościół.
[01:10:38] - No powiedzmy bywają wykształceni. To nie jest reguła.
[01:10:43] - Natomiast w Ameryce wystarczy, że ja znajdę w sobie powołanie, biorę Biblię pod pachę i jestem pastorem.
[01:10:56] - Tak, to prawda.
[01:10:58] - I głoszę prawo Boże.
[01:11:01] - Więc teraz na potwierdzenie twojej opinii taki nie za długi fragment z eseju Asimova: „Weźmy następujący przykład: — to à propos ignorancji w Ameryce — w lipcu 1988 roku John Miller z Public Opinion Laboratory działającego w Northern Illinois University przeprowadził telefoniczną sondę obejmującą 2041 osób dorosłych i każdemu z nich zadał 75 pytań dotyczących fundamentów nauki. Wyniki pokazały, że niemal 95% badanych nie miało pojęcia o podstawowych i prostych faktach naukowych. Nie sposób więc nazwać ich inaczej, jak naukowymi analfabetami. Do popularnych poglądów należało choćby przekonanie, że wiązka laserowa składa się z fal dźwiękowych, nie zaś ze świetlnych oraz że atomy są mniejsze od elektronów, zamiast odwrotnie. Kwestie te mogą wydać się nieco ezoteryczne. Weźmy jednak pod uwagę następujący fakt: 21% badanych było zdania, że Słońce krąży wokół Ziemi, kolejne zaś 7% nie miało pojęcia, co krąży wokół czego. Mając na względzie, że obecnie mijają cztery wieki od chwili, gdy nauka osiągnęła w tej sprawie jednomyślność, stwierdzając, iż Ziemia krąży wokół Słońca, trzeba zapytać, jak to możliwe, że czwarta część badanych nie miała o tym pojęcia.
[01:12:41] - Amerykańscy obywatele.
[01:12:43] - Moim zdaniem są trzy odpowiedzi na to pytanie. I tu jest bardzo fajnie. Ci, którzy nie wiedzieli albo nigdy nie chodzili do szkoły i nigdy nie przeczytali żadnej książki dotyczącej w jakikolwiek istotny sposób nauki. Dwa. W samej rzeczy chodzili do szkoły i przeczytali jakieś książki, ale nie zainteresowali. Przepraszam, to się dysleksja nazywa, tak? Ale nie zinternalizowali dostarczonych przez nie treści. Czyli może po prostu uogólnili, nie? No dobrze. Dalej trzy.
Chodzili do szkoły, czytali książki, uogólniali dostarczone treści, ale nie byli właściwie nauczani. Pierwsze dwie możliwości są dla mnie nie do pomyślenia, w związku z czym zmuszony jestem zająć się trzecią. I rzeczywiście zajmuję się tą trzecią możliwością, czyli że zostali niewłaściwie nauczani. A jakie są między innymi wnioski? Ano takie, że jeśli się komuś wkłada do głowy naukę, tak jak się często to robi w naszych szkołach, czyli kuj, a i tak żelazo nie będzie gorące. Czyli po prostu nudne to jest jak flaki z olejem i sporej części osób to po prostu nie interesuje, to efekty są właśnie takie, że później chcą jak najszybciej zapomnieć. Science fiction ma szansę przeniknąć do głów przynajmniej niektórych ludzi.
[01:14:23] - Dlaczego nie?
[01:14:24] - No to zwróć uwagę, ja się zgadzam z Asimovem.
[01:14:27] - Asimov też na ten temat pisze, że jak w takim razie ci obywatele amerykańscy, 95% przecież głosuje. Od nich zależy rozwój nauki amerykańskiej.
[01:14:49] - Oczywiście, że tak.
[01:14:50] - Po pierwsze i europejskiej i każdej innej. Otóż zwróćcie uwagę, że kim są politycy. Mamy tą 90-procentową masę upadłościową naszej homo sapiens cywilizacji, która nie ma o niczym pojęcia. Ale to są bardzo sympatyczni ludzie. Zresztą ja uwielbiam idiotów. Z idiotą można usiąść na przykład przy ognisku, wypić piwo, pogadać fajnie. To są bardzo sympatyczni ludzie czasami idioci. Z idiotą wypiję chętnie piwo, natomiast nie będę z nim dyskutował o rzeczach bardziej wzniosłych. Idioci są rasą pożyteczną, sympatyczną, fajną. Już nie mówiąc o idiotkach.
One mają jeszcze więcej walorów. Natomiast zwróćcie uwagę te 95% społeczeństwa głosuje. Na kogo? Na polityków. A kim są politycy współcześni? Politycy są reprezentantami i zawsze tak było w demokracji, nie w żadnym innym ustroju. Reprezentantami tych, którzy ich wybrali.
[01:16:00] - Czyli jaki z tego wniosek?
[01:16:03] - Przeciętnie reprezentują również stan umysłów swoich wyborców.
[01:16:09] - Ale Wiktor, przecież on o tym pisze, o tym trudnym słowie, na którym się położyłem, czyli internalizować, a właściwie zinternalizować. Co to oznacza? Uogólnić, a właściwie przyjąć jako swoje. Czyli o co w tym wszystkim chodzi? Ja nie mówiłem, że fantastyka będzie sposobem na to, żeby oświecić społeczeństwo. Mówiłem o tym, że jest ostatnią deską ratunku. Jak już jest cymbał taki, że w ogóle do niego nic nie trafia, to może chociaż część z tych cymbałów przeczyta, zainteresuje go fabuła, a przy okazji łyknie trochę treści. I tylko o tym mówię, a nie tak szeroko. Niestety, tak jak ty mówisz, z głupka nie da się zrobić filozofa. Chyba że chłopskiego filozofa, a to też czasami nie jest głupie.
[01:17:06] - Chłopski filozof to jest geniusz bardzo często.
[01:17:09] - Bardzo często nawet.
[01:17:11] - Jest mądrzejszy od akademickich profesorów.
[01:17:14] - To już bardzo często mądrzejszy.
[01:17:16] - Zwykle tak.
[01:17:18] - Tak. Ale wiesz, o to mi tak naprawdę chodzi, że Asimov zwraca uwagę na zjawisko i pokazuje. On w ogóle nie sili się w tych swoich esejach na to, żeby dawać recepty. On tylko pokazuje, że fantastyka naukowa, bo nią się zajmuje, stwarza pewne możliwości. I chwała mu za to. Ja go za te teksty szanuję. To są krótkie teksty, akurat nadają się do takiej lektury przed snem. Człowiek czyta bach, kilka stron, idzie spać. Ma co przemyśleć.
[01:17:55] - Jak się czyta tę książkę, to się można mnóstwa rzeczy dowiedzieć strasznych, takich ciekawostkowych. Między innymi ja zupełnie zgłupiałem, kiedyś mi się to obiło o uszy, jak się jakimś językoznawstwem bawiłem, natomiast w tej chwili już na starość, jak nagle dowiedziałem się od Asimowa, skąd się wzięło słowo romanse. Otóż w tych czasach do XIX wieku i tak dalej, literatura dzieliła się na literaturę mądrą oraz dla głupków. Literatura dla głupków była pisana w językach romańskich.
[01:18:38] - Na początku.
[01:18:39] - Zawsze, wtedy w językach romańskich.
[01:18:42] - Dlatego mówię na początku, bo teraz jest pisana we wszystkich językach.
[01:18:46] - W tej grupie językowej po prostu, która się w Europie, że tak powiem, to były języki romańskie, w nich była pisana dla ludu. Przyśpiewki, kuplety, różne tam hocki-klocki. To, co lud czytał.
[01:19:03] - Lud nie czytał.
[01:19:04] - Czytał. Ale ten przeciętny jakiś mieszczuch.
[01:19:08] - No mieszczuch tak.
[01:19:09] - I tak dalej. Czyli to jest też lud. W każdym razie to były te języki romańskie, obsługiwały te narody. Natomiast literaturę mądrą to pisało się po łacinie wtedy. W tej chwili to wszystko, że tak powiem, przeszło pewną ewolucję i dalej pozostało. Ta literatura już nie romańska Ale dla ludu to są romanse. Od słowa romańskie języki. Romeo i Julia nie mają nic wspólnego z żadnym romansem. Okazuje się, że ja też nigdy w życiu nie romansowałem.
[01:19:52] - Ja ci powiem coś jeszcze. To, co pisze Asimov ma ręce i nogi, że kiedy Juliusz Verne pisał swoje książki dotykające elementów science fiction, przynajmniej niektóre z nich, wtedy jeszcze nie było fantastyki naukowej. Nie istniało takie pojęcie, nie było science fiction. A jak nazywano? Nie znam wymowy francuskiej, więc od razu w tłumaczeniu: to były romanse naukowe. Więc proste potwierdzenie. To były romanse naukowe. We francuskim języku pisane to tak się wtedy mówiło. Gdyby nie odrobina szczęścia, to być może dzisiaj nie byłoby fantastyki naukowej, tylko romantyka naukowa? Romantyka naukowa.
[01:20:43] - Rzym ma taki wielki wpływ wciąż na nas, ale już się powoli zmienia, bo przestał.
[01:20:53] - W każdym razie, jeśli chodzi o te romanse naukowe, to właśnie tak to wyglądało. Zresztą we wczesnych definicjach jeszcze używano często zamiennie. Kiedy się analizuje początki gatunku gdzieś tak z początku XX wieku różnego rodzaju prace, to tam to widać.
[01:21:11] - Nawet w języku rosyjskim powieść to jest roman.
[01:21:17] - Roman.
[01:21:17] - Roman.
[01:21:18] - Tak. À propos jeszcze w ogóle literatury i tego, co poważne, niepoważne. Warto powiedzieć, że mówiłeś o tych mieszczanach, co czytali. Warto sobie uświadomić, że Honoré de Balzac, pisarz jak najbardziej klasyczny i taki, który cieszy się poważaniem do dzisiaj za swój cykl powieściowy. Warto powiedzieć, że on był pseudonimem, zanim stał się takim wziętym pisarzem. To właśnie problem, bo on był pisarzem wziętym, ale wiecznie żyjącym w biedzie, bo tak szybko wydawał zarobione pieniądze, że zawsze ich nie miał. Nigdy ich nie miał.
[01:22:02] - Przechwalał, tak?
[01:22:03] - Nie! Przypuszczał. On był panem. On żył ponad stan, a właściwie nie chciał dziadować. W związku z tym wszystko musiał mieć najlepsze, w najlepszym gatunku i w ogóle naj, naj. Z tym te pieniądze się go nie trzymały. Zawsze zarabiał sporo.
[01:22:20] - Ja niespecjalnie znam artystów, którym się pieniądze trzymają.
[01:22:23] - On właśnie był takim typowym artystą, ale pracował z żelazną konsekwencją. To, o czym już kiedyś wspominałem, że jego rytm dobowy był po prostu utrzymany co do kwadransa. Wszystko było tip top. Natomiast warto sobie też uświadomić, że zanim stał się pisarzem tak popularnym, że mógł żyć z pisania, to pisywał tak zwane w Polsce to się nazywało chyba powieści groszowe albo jakoś tak. Po francusku już nie pamiętam, ale pisywał takie tomy na zlecenie pod pseudonimem. To się pisało na czas. To znaczy miał na to powiedzmy dwa tygodnie i miał napisać powieść. To siadał i pisał. Pracowity był, więc to mu się udawało. Ciekawe, że nikt nie podjął, pewno naukowcy podjęli takie próby, bo on tych powieści trochę wydał pod pseudonimem.
One siłą rzeczy, z racji szybkości pisania i pewnej specyfiki, bo pewne rzeczy gatunkowo były wymagane, właśnie takie proste, upraszczające. One były marne, ale chętnie bym coś takiego przeczytał. Co pisał facet czysto dla pieniędzy pod pseudonimem, a co pisał też dla pieniędzy, ale już nie pod pseudonimem. To byłoby myślę dosyć interesujące badanie jak Honoré de Balzac pisywał, bo właśnie pisywał. On pisywał rzeczy, trudno powiedzieć, dla chleba. I to może jest ważne z punktu widzenia na przykład naszej siostrzanej audycji ABW. Bo on przecież, proszę państwa, pisząc te powieści dwutygodniowe czy góra miesięczne, mówię o czasie poświęconym na ich napisanie. On zdobywał szlify, on ćwiczył pióro, wyostrzał sobie to pióro.
[01:24:19] - Chodził na siłownię.
[01:24:20] - Chodził na siłownię, dokładnie taką literacką siłownię. Tam zdobył te szlify, muskulaturę literacką, którą później pięknie wykorzystał w swoim cyklu powieściowym. To jest jedna z dróg, o której warto pamiętać, że czasami warto terminować, popisać troszeczkę tak dla zdobycia muskulatury literackiej.
[01:24:46] - Akurat również w tej książce, w tych esejach znajdujemy opis jak się zaczynała, jak się wykluwała ta science fiction w Stanach Zjednoczonych, jaka ona jest podobna do tego, co jest nawet dzisiaj, przecież tego nikt nie czytał. Książek się nie wydawało, pism do tego nie było. Nie można było publikować. Publikowało się w jakichś groszowych magazynach, takich pół byle jakiego, bo nieszlachetnego komiksu z ba, ba, ba i do tego opowiadanie science fiction. Zwróćcie uwagę, to byli fizycy, to byli astronomowie. Oni tam publikowali, bo nie mieli gdzie. My się dzisiaj dziwimy, ty, Marek, się dziwisz, że naszym autorom, że wydawnictwa nie chcą wydawać książek. A zawsze tak było. Chcesz, to się przebij, znajdź sobie. Zwróć uwagę, że tak jak w Ameryce były sobie grosowe magazyny.
Marku, my jako „Bibliotekarium” również pełnimy pewną funkcję grosowego wydawnictwa, jako ta audycja. Czyli zamiast książek mówimy o tych książkach. Jest to coś zamiast. Ale przynajmniej to robimy. Robimy minimum, pokazujemy autorów młodych, którzy mają ambicje, którzy coś tam ciekawego... Zwracamy uwagę, robimy konkursy i tak dalej. Jest to element zastępczy, dlatego, gdyż poza siecią nie ma innego miejsca, a sieć jest tak spłaszczona, że ciężko w tej sieci cokolwiek wyłowić. My przynajmniej również z tego wyławiamy, bo z tej sieci również czerpiemy, ale przynajmniej jesteśmy szkiełkiem powiększającym w tą sieć zwrócona.
[01:27:03] - Wiesz co? Kiedy powiedziałeś o tym, że jesteśmy takim pismem groszowym-
[01:27:08] - Nie pismem, ale tą audycją
[01:27:10] - ... audycją groszową, poczułem coś w rodzaju dumy.
[01:27:13] - Ja też.
[01:27:14] - Bo to były naprawdę świetne magazyny z naszego punktu widzenia, ale nie tylko z naszego. Naprawdę świetne. Tam się ostrzyły pióra. Co więcej, proszę państwa, jest taka autorka, o której dzisiaj rozmawialiśmy przed audycją z Wiktorem. Powiem nazwisko za chwilę i imię, to ono części z państwa nic nie powie, a zaraz później powiem, kto zacz. Pani nazywała się Leigh Brackett. Kto z państwa wie, kto to?
[01:27:48] - Nikt nie wie. Nawet miłośnicy science fiction nie wiedzą.
[01:27:51] - Chociaż niektórzy już mogą wiedzieć, bo są pewne dwie fajne inicjatywy, które panią troszeczkę spopularyzowały w Polsce. Otóż to jest pani, która była scenarzystką. Jej ostatnim filmem, do którego napisała scenariusz, był film „Imperium kontratakuje”. A wcześniej z takich mniej fantastycznonaukowych filmów pisała scenariusze do filmu „Rio Bravo”. Chyba każdy słyszał, jeśli nawet nie każdy oglądał. Dalej, „Wielki sen” czy „Długie pożegnanie”. Więc takie hiciory w swoim czasie. Ale zostańmy przy „Imperium kontratakuje”. Pani Leigh Brackett w latach 40., na początku 50. pisała do magazynów groszowych i dzięki dwóm inicjatywom, dzięki inicjatywie Wojtka Sedeńki, który w publikacjach swoich dostępne w Polsce tłumaczenia w domenie publicznej opublikował.
Tam są perełki opowiadań. Można je znaleźć w internecie całkiem legalnie, ponieważ są w domenie publicznej. Tłumaczenie też jest w domenie publicznej i na takim blogu „Poczytaj mi, Mako” można znaleźć zapisy dźwiękowe, amatorskie audiobooki, gdzie są opowiadania napisane w latach 40., 50., w których na Wenus rośnie dżungla, w których rzeczy są proste, planety zamieszkałe i w ogóle świat jest zupełnie inny. Ale to się dzisiaj czyta jak bajki, jak baśnie. Jest coś w tym świecie wykreowanym w tamtych czasach. Przecież wiemy, że na Wenus raczej nie rosną dżungle, że na Marsie też to chyba troszeczkę inaczej wygląda niż sobie autorka wymarzyła, wyobraziła i opisała. A jednak czytamy to z wypiekami na twarzy, bo to po pierwsze jest nieźle napisane i nieźle przetłumaczone. Tu chwała tłumaczowi. Nieźle to jest zrobione, ale po drugie jest w tym pewna dojrzałość i pewny sznyt literacki, a jednocześnie bogactwo wyobraźni. To się trzyma kupy, jeśli chodzi o fakty, nazwijmy je naukowe.
Ale nie to jest w tych opowiadaniach ważne. Ważne, że tworzone jest pewne uniwersum, pewien mit założycielski. I to jest w tym wszystkim najważniejsze.
[01:30:43] - Marku, ale co my innego robimy, jak nie szukamy jako taki magazyn takich autorów. I my znajdujemy takich autorów, którzy mają takie samo. Właśnie jak ta pani Brackett. Kto o niej słyszał, kto o niej wie? Nagle się okazuje, że ona potrafiła i ona do czegoś doszła i zrobiła. Ja nie wiem, ale wiele opowiadań, które przez nasze ręce przechodzą, są właśnie taką zajawką czegoś, co kiedyś zacznie fruwać. Wiele opowiadań i wielu autorów, którzy do nas piszą, przysyła opowiadanka i to coraz lepsza.
[01:31:31] - To prawda. Poza tym, jeśli się czyta te opowiadania Leigh Brackett, to Powiem ci tak: one są niezwykle inspirujące. W swoim czasie w ABW mówiliśmy o czymś takim, że warto czytać opowiadania innych po to, żeby się zainspirować. To chyba w ostatniej audycji mówiliśmy o tym, jak można sobie wyobraźnię pobudzić. Zaręczam państwu, jeśli sięgniecie po opowiadania Leigh Brackett z tego właśnie złotego okresu science fiction, to natychmiast ulęgną się w waszych głowach różnego rodzaju pomysły. Pomimo że będziecie czytać o jakiejś wyprawie na Wenus, która eksploruje ją i odkrywa tam nowe gatunki zwierząt i tak dalej. Przyznacie państwo, nawet Wiktor się uśmiechnął tutaj w tej chwili, że to jednak czasami, jak się to tak streści, to tak dziwnie. Ale zaręczam, że jak się już sięgnie po materię literacką, to nagle wygląda zupełnie dobrze. Czemu się tak uśmiechnął, jak powiedziałem?
[01:32:37] - Tak myślę nad naszą upadłościową. My tak rozmawiamy o tym, mówimy o książkach, odnosimy się do jakiejś literatury, Marku, ale po co? Przecież 95% tego społeczeństwa i tak tego nie czyta, i nie słucha, i nic o tym nie wie.
[01:33:05] - Wiesz co, powiem ci tak: to jest chyba dobry moment, żebyśmy z pierwszego dzisiejszego tematu, czyli z książki, bo ileż można mówić o esejach Asimova. Je po prostu trzeba przeczytać. Jeszcze raz polecam. Książka „Magia i złoto. Eseje” wydana przez Rebis jakiś czas temu. To nie jest książka, która wyszła tu i teraz, bo troszeczkę czasu minęło. Początek XXI wieku. Niechżeż spojrzę, kiedy to zostało wydane, bo złośliwie oczywiście nie widać.
[01:33:39] - Pewnie, że są książki, które nie mają jakiegokolwiek znaczenia, kiedy zostały wydane.
[01:33:44] - Dokładnie. W 2000 roku została wydana, więc już trochę czasu minęło, ale zaręczam, że ona jest do upolowania zarówno w internecie, jak i w antykwariatach. Ale ileż o tym można mówić? Trzeba to po prostu przeczytać, bo warto. To oczywista oczywistość. Natomiast tak jak Wiktor powiedział, nie możemy przekazać wszystkiego, ale z tej książki można się bardzo wielu rzeczy dowiedzieć. I tych takich bardzo ważnych informacji jest sporo, i tych może trochę mniejszych, ale takich ciekawostkowych, które każdemu się w życiu mogą przydać. Dlatego jeszcze raz mogę powiedzieć w imieniu moim? Mogę?
[01:34:27] - Możesz.
[01:34:29] - Więc polecamy serdecznie tę książkę. Warto. Po pierwsze napisał mistrz, ale po drugie mądrze ją napisał. Nie robił chałtury, więc w związku z tym warto. Ale to wbrew pozorom nie jest koniec dzisiejszej audycji, pomimo że książkę skończyliśmy omawiać. Bo ty mówisz o tym, że ludzie nie czytają książek. Ja mam inne wrażenie, że chyba czytają i dlatego się pojawia temat, który poruszymy w drugiej części audycji. Od 50 audycji rozmawiamy o książkach, a to takie, a to śmakie tytuły i nam się wydaje, że żyjemy w świecie fajnym, bezpiecznym, w którym są książki i się je omawia. Tak nie jest, proszę państwa. Ja sobie z tego zdałem sprawę, kiedy zacząłem przeglądać internet zaintrygowany pewną wiadomością, o której za chwilę powiem.
Zacząłem przeglądać internet i zaczęły mi się jeżyć włosy, właściwie resztki włosów na głowie, bo o części tych rzeczy wiedziałem wcześniej, ale część absolutnie nie miałem pojęcia o nich. Otóż nam się wydaje, że świat jest taki, że jest dzieło literackie i ono tak jest. Ono sobie tak trwa. Ludzie je czytają albo nie czytają, o nim zapominają, ale ono sobie gdzieś tam w bibliotekach pokrywa się kurzem. I ktoś za 200 lat sięgnie, powie: „O, to już taki antyk. To wstawiamy gdzieś tam i to dzieło sprzed 200 lat możemy teraz omówić, zanalizować”. Otóż, proszę państwa, jest to fikcja. Fikcja absolutna. Nasz świat okazuje się światem płynnym. Pamiętacie?
Dzisiaj mówiliśmy, proszę państwa, pamiętacie zapewne, w roku 1984 są tak zwane groby pamięci. Mówię o książce, o Orwella. Groby pamięci to są miejsca, w których wrzuca się na przykład notatkę prasową, która mówi o jakimś wydarzeniu. Wrzuca się ją do tego grobu pamięci i redaguje nową, która mówi coś na przykład zupełnie odwrotnego, że sytuacja była zupełnie inna. Kiedy to czytałem, to mi się wydawało, że to ta krytyka podłej komuny, która sobie wymyśliła różne bzduractwa i będzie chciała tak nasze umysły kontrolować, że będzie nawet rzeczywistość zmieniała. I ani do głowy mi wtedy nie przyszło, że ja będę żył w takim świecie i ten świat nie będzie się nazywał komunistycznym koszmarem, tylko demokratycznym, liberalnym państwem. Bo nagle się okazuje, że książki, dzieła klasyczne, dzieła, które zakorzeniły się już w naszej kulturze, w naszej historii literatury okazuje się, że są zmieniane, poprawiane, naprawiane. Właściwie zdaniem niektórych naprawiane, bo autor nie potrafił napisać tego tak, jak powinno być napisane. I to, mówiąc szczerze, pokazuje, że nasze czasy są dziwne. Użyłem słowa „płynne”, bo jeśli Tekst literacki nie jest nam dany przez autora raz na zawsze.
Ten autor dawno umarł, a ktoś go poprawia, bo źle to napisał i teraz trzeba to napisać lepiej. Przyznasz, że to jest jakieś porąbane troszeczkę.
[01:38:06] - Nie wiem, czy przyznam Marku, ale rozpaczliwie próbuję zrozumieć problem i się zastanawiam. Przecież nawet Gilgamesz został potem przerobiony na Biblię, prawda?
[01:38:18] - Po pierwsze nie do końca, a po drugie nikt tego nie podpisywał Biblia. Odwrotnie.
[01:38:27] - Tak, to był Gilgamesz, a potem była Biblia. Natomiast nie pisano nowej Biblii.
[01:38:32] - To nowy Gilgamesz.
[01:38:34] - Tym się różni ewolucja mitów, światopoglądów i tradycji od pobierania i nazywania tego samego.
[01:38:47] - Proszę państwa, jeśli mamy do czynienia z sytuacją taką, którą opisał Wiktor, że mity sobie gdzieś tam wędrują pomiędzy różnymi kulturami i później mamy sytuację, że w Biblii rzeczywiście można znaleźć kawałek tego, kawałek czegoś jeszcze innego. To rzeczywiście jest tak, ale to się nazywa Biblia.
[01:39:10] - Tak, Biblia miała pomysł, że zerżnęła z Gilgamesza na przykład potop.
[01:39:17] - Chociażby.
[01:39:18] - I jej sprawa. Natomiast nie pisała, że to Gilgamesz.
[01:39:23] - Co więcej, jak się dobrze to wszystko prześledzi, to się może okazać, że do Gilgamesza zerżnęli coś z wcześniejszych rzeczy. To jest jeszcze normalne. Natomiast całkiem niedawno pojawiła się informacja, że książka, którą podejrzewam, że zna sporo naszych słuchaczy, a mianowicie „Mały Książę” jest napisana źle, niepoprawnie i głupio w ogóle, w sposób przestarzały i idiotyczny. Antoine Saint-Exupéry mylił się całkowicie pisząc tę książkę i trzeba tę książkę poprawić. W związku z tym bodajże dwie feministki z Ameryki Południowej napisały tę lekturę od nowa i one jeszcze były na tyle przyzwoite, że nie podszyły się pod Saint-Exupéry’ego i nie napisały nowej wersji „Małego Księcia”, tylko napisały „Małą Księżniczkę”. Bo to jest bardziej poprawne politycznie, żeby napisać „Małą Księżniczkę”. Co więcej, ponieważ „Mały Książę” jest ozdobiony ilustracjami takimi charakterystycznymi, wykonanymi przez autora, one bazując na tych rysunkach, inspirując się nimi, stworzyły też własne tego rodzaju rysuneczki, których ta mała księżniczka, nie wiem, czy to dobrze wypowiadam, La Principessa, to się chyba tak powinno wymawiać. La Principessa też na tych rysuneczkach jest zamiast Małego Księcia.
[01:41:08] - A czemu nie?
[01:41:10] - Nie, powiem ci, to, że jest to jest głupie, to jest w porządku, ale przynajmniej jeszcze nikogo nie oszukuje. Chociaż jest mi nieco obca ta filozofia, bo dlaczegóż one zmieniły? Słuchaj, na przykład czego w tej książce nie ma? Pamiętacie państwo zapewne, że główny bohater rysował coś na kształt kapelusza i przedstawiał ten rysunek dorosłym, pytając ich, czy ich to nie przeraża. Dorośli odpowiadali: „Dlaczego ma ich przerażać kapelusz?”. On wtedy rysował przekrój tego kapelusza i okazywało się, że to jest wąż boa, który połknął słonia. Otóż nasze panie autorki doszły do wniosku, że to jest zbyt drastyczne, żeby to przedstawiać dzieciom. Pytam się, czytałeś „Małego Księcia”? To ci się wydawało drastyczne?
[01:42:06] - Nie. Bajka jest bajką.
[01:42:08] - Bajka jest bajką, a tu się okazuje, że drastyczne. Poza tym jakież jeszcze błędy popełnił autor? Autor nie uwzględnił tego, że powinien być parytet. Że trochę męskich postaci, trochę żeńskich. W związku z tym panie to naprawiły. Ten parytet jest dosyć wątpliwy, ale jest według nich, bo 60% zmieniły postaci w książce na postacie żeńskie, a 40% to męskie.
[01:42:38] - Marku, może tak powinno być, bo zwróć uwagę, że wszystkie książki dbają o ten parytet. Na przykład połowa stron jest parzysta, a połowa nieparzysta.
[01:42:49] - To jest bardzo dobre.
[01:42:49] - Ten parytet jest przestrzegany.
[01:42:53] - One poszerzyły ten parytet jeszcze. Dalej, w miejsce tego kapelusza czy też boa ze słoniem w środku, ponieważ było to drastyczne, zastąpiły je wulkanem wybuchającym.
[01:43:09] - Ten kapelusz.
[01:43:10] - Ten kapelusz wulkanem. To oczywiste przecież jest. Dalej, te wszystkie zmiany, pytanie: po co?
[01:43:23] - Bo chciały zarobić i chciały wydać książkę.
[01:43:28] - Pewna uczciwość tej sytuacji polega na tym, że one nie wyciągały łapy ani do wydawnictwa, ani do nikogo innego, ani broń Boże w podatki nie szły, tylko zafundowały sobie taką akcję crowdfundingową. W każdym razie zbierały kasę na to.
[01:43:49] - Crowdfunding.
[01:43:51] - Crowdfunding. Właśnie. Jak to dobrze jest mieć człowieka, który jest z językiem obeznany, to od razu człowiekowi raźniej. W każdym razie W każdym razie zebrały sobie kasę, wydały w kilku krajach Ameryki. Chyba do Meksyku dopełzły razem z tą swoją twórczością literacką.
[01:44:12] - I to na pewno jeszcze dopełzną i do Paryża, i do Warszawy.
[01:44:16] - Tak, to na pewno. I powiem ci tak-
[01:44:18] - I Lwowa.
[01:44:19] - Ja to uważam za akcję głupią, ale jeszcze do pewnego stopnia uczciwą, bo jedno drugiego nie wyklucza. Głupie to jest, ale kto zabroni?
[01:44:31] - To czego się czepiasz?
[01:44:34] - Czepiam się tego, że nic tak nie rozbestwia ludzi jak powodzenie tego rodzaju przedsięwzięcia. Bo panie już wymyśliły, że trzeba przerobić kilka innych dzieł literackich, które są napisane niewłaściwie przez ich autorów. Bo na przykład taki Hemingway napisał „Starego człowieka i morze”. To teraz będzie „Stara kobieta i morze”.
[01:44:57] - Znaczy kobieta powinna morze w ogóle być stara dzięki plastyce? Nie, to nie plastyka.
[01:45:06] - Ale według pań feministek może i nawet powinna. Dalej, jak Wiktor Hugo pisał „Nędzników”, to on pisał z niewłaściwych pozycji. To teraz będą „Nędzniczki”.
[01:45:21] - O Boże.
[01:45:21] - Nędzniczki będą. I też się zmieni tam postaci odpowiednio.
[01:45:26] - Ale one będą szlachetne zapewne te nędzniczki.
[01:45:29] - Ale przygotowałem sobie na koniec coś, co się tobie szczególnie spodoba jako miłośnikowi Alexandra Dumasa.
[01:45:38] - Tak.
[01:45:38] - Otóż „Hrabia Monte Christo” też jest napisany z niewłaściwych pozycji. Alexander Dumas mylił się, ujmując temat w ten sposób. To będzie hrabina Monte Christo. Ale powtarzam, każdemu wolno wyczyniać głuptactwa i to jeszcze mnie nie do końca oburza.
[01:46:02] - Czekaj, jak tak myślę ciężko, jak tu przerobić parę książek. Trzeba będzie, Marku, o tym pomyśleć.
[01:46:10] - Tak. Wiesz, na mnie nie licz. Ja nie będę tego przerabiał. Ale uczciwość polega jeszcze na tym, że tu się nikt pod nikogo nie podszywa. O tym podszywaniu to powiemy za chwilę.
[01:46:25] - Ty mówisz, a ja patrzę, a tutaj przed nami w redakcji leży w pudełku taka książka. Ona ma bardzo niewłaściwy tytuł. Według tych pań należałoby ją przerobić. Ale książka ta może jest za trudna, bo to jest „Wpływ Kadyny”. Ale to nazwisko Kadyna. Może by Kadynka?
[01:46:54] - Ale Kadyna to jest-
[01:46:56] - Ale one przerobią. Będą wydawały tę samą książkę pod nazwiskiem Kadynka. Inne nazwisko.
[01:47:02] - Nie, a ja uważam, że w ogóle, ponieważ to jest rodzaj żeński, Kadyna na A się kończy. A Kadyna.
[01:47:08] - A ta Kadyna.
[01:47:09] - Co prawda to jest Bruno Kadyna. My, broń Boże, nie żartujemy sobie z nazwiska. To może one złośliwie będą teraz, to będzie się nazywała Bruna Kadyn. Odwrotnie, zawsze odwrotnie było.
[01:47:24] - Nie, Kadynka mi się bardziej podoba.
[01:47:26] - Dobra, zostawmy to, bo to, powtarzam, głupie to moim zdaniem jest do imentu, ale wolno, każdemu wolno przerabiać, jeśli to podpisuje własnym nazwiskiem i inspiruje się. Powiedzmy rzecz dopuszczalna. Zaraz przejdziemy do lepszych bajerów, ale powiem tak: coś się w ogóle dzieje porąbanego z naszym odbiorem literatury. Bo kiedy słyszę i kiedy czytam o tym, że znany publicysta, różnie o nim mawiają, jedni go kochają, drudzy go nienawidzą. Nie dyskutujmy o tym, ale Jacek Żakowski, w końcu postać znana, publiczna i mówi o tym, że „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza to rasistowska książka, że właściwie nie powinno się jej udostępniać dzieciom, że jeśli już, to z obszernymi przypisami. To ja się pytam, co się dzieje? Czy naprawdę czytając „W pustyni i w puszczy” miałeś poczucie, że jest to rasistowska książka?
[01:48:37] - Ja nie miałem, ale teraz mam problem, bo strasznie się zastanawiam, jak tu zmienić nazwisko, żeby nie było na „Z”. Bo mi głupio jakoś.
[01:48:47] - A dlaczego? Aha, bo Żakowski. Ja też pomyślę.
[01:48:51] - Taki rodowód.
[01:48:53] - Ja też pomyślę.
[01:48:55] - Ty też pomyśl, Marku. Musimy to „Z” wyrzucić, bo wstyd.
[01:48:59] - Może się przez „RZ” zrobi.
[01:49:03] - Jest szansa.
[01:49:04] - To wszystko zmieni. Natomiast wiesz co? Ja już się spotkałem nawet z takimi głosami, które popierały to stanowisko. Rzeczywiście to bardzo rasistowska książka jest. Tylko ja zadaję pytanie. Każda literatura jest odbiciem swoich czasów, w których powstaje. To jak, do cholery, ten Sienkiewicz miał pisać o tym Kali? Właśnie dlaczego jest rasistowska? Bo przedstawia Kalego i Me jako takich prostaczków bożych, którzy nic nie wiedzą, nic nie umieją, głupoty gadają i w ogóle.
[01:49:43] - A Kali w dodatku, o ile ja pamiętam, to nie nosi spodni, tylko gacie i tam wiszą mu. Bo tacy oni byli wtedy.
[01:49:55] - Co więcej, nie żyłem w tamtych czasach, więc nie wiem, ale należy podejrzewać, że Sienkiewicz raczej nie tworzył science fiction ani fantasy. I raczej opisywał pewną rzeczywistość zaczytaną, zaciągniętą, opowiedzianą przez kogoś.
[01:50:17] - Przede wszystkim ja doskonale pamiętam fotografie Afryki z wieku XIX jeszcze, z XX i tak dalej. Pamiętam doskonale, jak wyglądali tubylcy, którzy zamieszkiwali ten kontynent.
[01:50:35] - Co więcej, to, że dzisiaj ludzie o ciemnej karnacji są profesorami, są artystami.
[01:50:42] - I używają dezodorantu.
[01:50:44] - Używają dezodorantów, używają wszystkich zdobyczy cywilizacji. Nie oznacza, że w XIX wieku robili to samo. W tamtym czasie oni niestety wyglądali tak, jak wyglądali, a Europejczycy odnosili się do nich tak, jak to opisał Sienkiewicz albo jeszcze gorzej. Więc te postulaty Żakowskiego, wybaczcie państwo, ale są jakieś takie dziwne. Dziwne są tym bardziej, że skoro ja nie poczułem się jakimś perwersyjnym rasistą, czytając „W pustyni i w puszczy” i w ogóle nie znam ludzi, którzy tego rodzaju odczucia by mieli, to zastanawiam się, skąd ta idea wzięła się w głowie pana Jacka Żakowskiego.
[01:51:27] - Z wrodzonego idiotyzmu.
[01:51:29] - Nie wiem, czy z wrodzonego idiotyzmu. Ja czytałem kilka mądrzejszych rzeczy, które napisał pan Żakowski. Nie mówię, że jestem fanem, ale dlaczego nie? Natomiast to jest jakiś szczyt durnoty kompletnej, bo właściwie dlaczego należałoby to opatrywać przepisami albo wręcz zakazywać młodzieży czytać? Kolejna książka, której należałoby zakazać, bo tak nie wolno. Nie wolno tak przedstawiać ludzi o ciemnej karnacji.
[01:52:05] - Ja teraz, wiesz, Sienkiewicza, Hollander. Co teraz zrobić z moją wiedzą historyczną na temat na przykład Luwru?
[01:52:18] - Zapomnieć.
[01:52:19] - Zapomnieć?
[01:52:19] - Zapomnieć.
[01:52:20] - Jednak zainstalować tam kible na każdym piętrze i na każdym załomie.
[01:52:24] - Zapomnieć o tym, że oni na klatkach schodowych robili.
[01:52:27] - Tak?
[01:52:27] - Tak, trzeba zapomnieć, bo tak nie było. To nie mogło tak być.
[01:52:31] - Nie mogło tak być, bo to uwłacza tym zabojadom.
[01:52:34] - Oczywiście uwłacza.
[01:52:36] - Ja używałem słowa-
[01:52:37] - To w ogóle nie. paskudnie się zachowałeś. Ale już wiesz, powiedzmy. Proszę państwa, to są naprawdę rzeczy ahistoryczne. Ja się zastanawiam, co trzeba mieć w świadomości swojej, żeby wysuwać takie postulaty i po prostu tego nie rozumiem. Dlatego być może jestem aż tak złośliwy. Jeśli zechcieliby państwo mi to wytłumaczyć, to ja bardzo chętnie.
[01:53:04] - Ale Marku, poprawianie historii chyba jest odwieczne. O ile ja sobie teraz przypominam ostatnio badania tych wszystkich piramid, które zostały w Egipcie wybudowane w pewnym przynajmniej okresie. Zarządzała tym Egiptem królowa egipska.
[01:53:24] - Był taki czas.
[01:53:25] - Jej nazwisko było wykute na tych całych budowlach, piramidach razem z tym całym biednym tam Ramzesem czy z którymś tam innym.
[01:53:37] - Nie znam takiej historii.
[01:53:39] - Tak. Niestety kobieta zmarła wcześniej. Natomiast ten, który pozostał, bardzo starannie zatarł wszystkie napisy, z których mogło wynikać, że oni wspólnie zarządzali przynajmniej budowlami i tak dalej. Zamazał je tak doskonale, że ona w ogóle zniknęła z historii Egiptu. Ta władczyni Egiptu zniknęła z historii. On poprawił rzeczywistość, poprawił tego i tak dalej. Dzisiaj, dzięki aparaturze, która może, że tak powiem, sobie tego, nagle żeśmy wyświetlili na tych ścianach, że właściwie ich konstruktorem była autorka. Zwróć uwagę, że wszystkie kobiety feministki mówią, że kobiety zawsze nic nie miały do powiedzenia, a tu się nagle okazuje, że największym faraonem w Egipcie była faraonka. Zapomniałem, jak ona się tam nazywała konkretnie.
[01:54:44] - Powiem ci coś takiego. Nie zrozumiem tego. Nie zrozumiem, bo to jest myślenie po pierwsze ahistoryczne, bo naprawdę, co miał się Staś tudzież Nel zwracać do Kalego: „Szanowny panie, czy zechciałby pan zebrać troszeczkę chrustu do rozpalenia ogniska? Ja nie mogę, albowiem udaję się...” i tak dalej. Nie, tak się po prostu nie rozmawiało. Biały nie rozmawiał w Afryce z Murzynem. Po prostu tak się to nie działo. I dlaczego to ma wyglądać w książce inaczej? Ale to, powiedzmy, jest wybryk pana. Za tym nie idą konsekwencje.
To jest wybryk publicysty pana Żakowskiego. Spuśćmy nad tym zasłonę milczenia. Ale kiedy mówiliśmy o grobach pamięci, bo to, co ty mówiłeś o zacieraniu nazwiska czy imienia tej faraonki, to miało miejsce w mrocznych czasach niewolniczych i w ogóle było paskudnie. Później były różne inne ustroje i było tak sobie.
[01:55:55] - Natomiast jesteśmy wyżyną.
[01:55:57] - A teraz jesteśmy wreszcie w świetnej cywilizacji, w której panuje wolność, panuje demokracja, panuje liberalizm. I co? I okazuje się, że W XXI wieku następują zmiany, które przypieczętowują tę naszą wolność.
[01:56:17] - Fatalnie. Jak ciebie słucham, to zaczyna mnie porażać.
[01:56:21] - Zaraz cię porażę solidnie.
[01:56:24] - Poczekaj, bo wiesz, cokolwiek Marku nie powiesz, to jest nieprawomyślne.
[01:56:28] - No ja wiem.
[01:56:28] - Wiesz, co ty mówiłeś? Używasz takiego słowa „panuje”.
[01:56:32] - Nie.
[01:56:33] - Makabra.
[01:56:34] - Muszę złożyć samokrytykę. Za chwilę powiem tak: w XXI wieku wreszcie dojrzeliśmy do tego, żeby zacząć poprawiać dzieła i w ogóle się do tego nie przyznawać albo przyznawać się, ale zapominać. Otóż w XXI wieku, po długim czasie, kiedy dzieła Marka Twaina były zakazane w części Stanów Zjednoczonych, były zakazane szczególnie „Przygody Huckleberry Finna”, były zakazane, ponieważ dlaczego były zakazane? Ponieważ tam zbyt często pojawiał się wyraz stosowany przez autora „nigger”. To się chyba tak wymawia: „nigger”, czyli „czarnuch”. Książka w związku z tym była nieprawomyślna i jej nie rozpowszechniano. Nawet biblioteki jej w niektórych stanach nie wypożyczały. Nie było takiego dzieła. Jakich wspaniałych poprawek dokonano! Otóż to słowo „czarnuch” zastąpiono słowem „slave” – niewolnik.
Teraz książka jest jak nowo narodzona. Wreszcie jest wspaniała. Tylko mam taki zgryz. Ona jest być może wspaniała i godna XXI wieku. Tylko że, kurczę, to nie Twain pisał. Twain pisał w taki sposób. Zresztą powiem ci tak: głupizna polega na tym, że była zakazana książka, która w swej wymowie była i jest antyniewolnicza. Przecież główny bohater Huck, jego najbliższy przyjaciel to Murzyn. Wspólnie uciekają, wspólnie wędrują po Stanach. I ta książka była przez długi czas zakazana, a teraz musiała być poprawiona, żeby mogła być wypożyczana i czytana.
Czy ty nie masz wrażenia, że jednak znajdujemy się w jakiejś kompletnie odjechanej sytuacji?
[01:58:40] - Myślałem, że w komunie własność prywatna, a jednak słowo należało kiedyś do autora. Autor napisał, jak napisał. Trudno, ale to jego wina albo grzech.
[01:58:50] - Ale napisał. Tak się wtedy mówiło.
[01:58:52] - Tak się wtedy mówiło i tego używało.
[01:58:54] - Jeszcze ci powiem więcej, bo jak się już czepiamy Marka Twaina, to jest tak, że jest siostrzana książka, czyli „Przygody Tomka Sawyera”. Tam używane jest z kolei słowo – nie wiem, jak się to wymawia – „Injun”, nie wiem jak, oznaczające Indianina. Takie pogardliwe określenie Indianina. To też zmieniono, bo postęp następuje i trzeba takie rzeczy po prostu wypleniać. Proszę ciebie, to są rzeczy...
[01:59:28] - Czyli czekaj. U nas kiedyś na chłopa mówiło się „cham”.
[01:59:40] - Tak.
[01:59:41] - Ale w tej chwili słowo „cham” ma inne znaczenie. Chamskie. Więc należałoby każdą książkę czy każde wspomnienie odnoszące się do chłopstwa polskiego, do chamów, że tak powiem, zmienić to słowo, gdyż słowo „cham” jest chamskie.
[02:00:03] - Tak. I tak nie powinno się mówić. Powiem ci tak, a w ogóle już zacząłem o tym mówić. Twain zmarł na początku XX wieku, bodajże w 1910 roku. To był facet, który sporą część życia poświęcił temu, żeby krytykować rasizm. Co więcej, krytykować. On finansowo wspomagał różne organizacje, które walczyły o prawa mniejszości. W każdym razie o prawa człowieka dzisiaj byśmy powiedzieli. A z powodu tego, że kilka słów, które były w jego książkach, wydają się dzisiaj niektórym ludziom niepoprawne politycznie, to w roku 1957, czyli zobacz, jaki to szmat czasu, „Przygody Huckleberry Finna” były wycofane w Stanach Zjednoczonych ze szkół podstawowych i gimnazjalnych. To po prostu się w głowie nie mieści.
Ale to jeszcze nie wszystko, co przygotowałem.
[02:01:04] - Ale ja mam takie wyobrażenie. Otóż minie 200 lat i inne słowa będą zmieniały znaczenie. I wtedy będziemy musieli przerabiać wszystko: Biblię z powrotem na Gilgamesza, Marka Twaina z powrotem na-
[02:01:23] - Marka Twaina.
[02:01:24] - Marka Twaina. I tak dalej. I bez przerwy.
[02:01:28] - Nazwę Radia Paranormalium też trzeba będzie zmienić, bo ktoś powie, że paranormalium oznacza nienormalium albo abnormalium.
[02:01:37] - O, właśnie.
[02:01:37] - Tak.
[02:01:38] - A poza tym ta para. Jaka para?
[02:01:43] - Bibliotekarium też trzeba będzie zmienić, bo bibliotekarium przywodzi na myśl łacinę, a łacina przywodzi na myśl starożytny Rzym, a starożytny Rzym równa się niewolnictwo.
[02:01:57] - Niewolnictwo. I Watykan jeszcze. Jeszcze gorzej. Niewolnictwo faktycznie. Wszystko przerobić.
[02:02:04] - Tak, ale wiesz, najtrudniejsze w tej historii o Twainie jest to, że tam nikt już nie zmienia nazwiska. Bo jeszcze panie, które przerabiały „Małego Księcia” na „La Princessę”, to przynajmniej się podpisały pod tym. Pod Twainem się już nikt nie podpisuje.
[02:02:20] - Tylko używa się, bo już facet nie żyje.
[02:02:23] - Tak. On już w XIX wieku przewidział, jakie słowa będą poprawne i poprawił. Ale to jest wszystko jeszcze nic. Przygotowałem historię znacznie bardziej smakowitą, ale nie jedną. W dodatku. Otóż znacie państwo — chyba też o tym mówiliśmy, ale to dopiero napoczęliśmy temat. Otóż jest znana powieść, nie wiem, czy wszystkim. W każdym razie Agata Christie napisała w swoim czasie powieść zatytułowaną „Dziesięciu Małych Murzynków”. Ona opierała się na wierszu autora, którego już nie pomnę w tej chwili, który dzisiaj jest autorem wyklętym za ten wierszyk o dziesięciu małych Murzynkach. Jest wyklętym i zapomnianym i rasowo w ogóle nieprzyzwoitym człowiekiem czy nie stosującym się do rasowych.
Właśnie jak to? Źle. Zaplątałem się we własne słowa. W każdym razie zbyt dużo-
[02:03:18] - Został wymazany z tej piramidy literackiej.
[02:03:22] - Za bardzo kład nacisk na rasę. A rasy przecież nie ma. I tak dalej. Dobrze, zostawmy sprawę pierwowzoru. W każdym razie Agata Christie napisała „Dziesięciu Małych Murzynków”. Książka wyszła. Spodobała się, bo intryga fajna. I ponieważ język jakby podobny, a właściwie prawie taki sam, książka bardzo szybko trafiła do Stanów Zjednoczonych. Ale tam akurat budził się ruch związany z czarnymi i w związku z tym ktoś doszedł do wniosku, że to nie może być dziesięciu małych Murzynków. I co zrobiono?
Zrobiono dziesięciu małych Indian, bo Indianie jeszcze wtedy nie mieli w ogóle-
[02:04:09] - Jeszcze nie wyszli z rezerwatu.
[02:04:12] - W związku z tym było dziesięciu małych Indian. I wydawało się, że sprawa załatwiona. Ale lata płynęły. W tak zwanym międzyczasie Agata Christie była sobie zmarła. I ktoś doszedł do wniosku, że tak nie może być, żeby dziesięciu małych Murzynków-
[02:04:31] - I wiesz, co zrobili? Na dziesięciu Polaków. Nie.
[02:04:34] - Nie byli aż tak. Byli bardzo poprawni i zmienili ten tytuł na: „I nie było już nikogo”.
[02:04:45] - To znaczy kogo? Aha, bo nie było ani Murzynków, ani Indian, ani Polaków.
[02:04:51] - Ale pojawiło się coś. Pojawili się żołnierzyki.
[02:04:58] - Zamiast Murzynków?
[02:04:59] - Zamiast Murzynków i Indian małych. To żołnierzyki. Trzeba było wypierdzielić wierszyk o Murzynkach. Trzeba było to wszystko pozmieniać. Ale to się dalej podpisuje jako Agata Christie. Przepraszam, ale komuś coś się chyba popierniczyło. To tak, bo tak będzie lepiej. Tak po prostu ma być.
[02:05:24] - To znaczy wiesz co, ja sobie tak wyobrażam, że mógłbym bardzo pięknie przerobić na przykład mein kampf, bo to parę zabiegów słownych, przerobić na konstytucję amerykańską i dalej podpisywać Hitler.
[02:05:46] - Nie.
[02:05:47] - Czemu nie?
[02:05:47] - Podpisywać jako konstytucja. Wpisać mein kampf w konstytucję amerykańską i podpisywać konstytucję amerykańską.
[02:05:55] - Aha. Tak, taki zabieg też można przeprowadzić. Czemu nie? Dlaczego nie?
[02:06:01] - Bo to mniej więcej analogicznie. Ale to jest jeszcze, wiesz co? Dalej jest pikuś. Jedźmy dalej. Ja nie wiem, czy ty sobie przypominasz taką książkę autora. To Niemiec jest, w związku z czym jego nazwiska pewno znowu będę miał problem z wymówieniem. To się Otfried Preussler nazywał i napisał taką książkę uroczą. Moim zdaniem urocza książka, „Malutka czarownica”. Ja ją czytałem po raz pierwszy, będąc pacholęciem, chodząc do pierwszej klasy. Już w pierwszej klasie pani nam kazała czytać, więc czytać „Świerszczyk” i w „Świerszczyku” w odcinkach ta „Malutka czarownica” była drukowana i z wypiekami na twarzy czasami sam, a czasami czytała mi mama.
Poznałem tę książkę. Ale wiesz, książka nie oparła się postępowi i czasy się zmieniły. Czasy się zmieniły, dlatego trzeba ją było poprawić. Autor też już nie miał okazji dokonania tych poprawek, ale w imię takiego nowego spojrzenia, pewnej poprawności trzeba było w tej książce zmienić. Wykreślić takie słowa jak Murzynek, Turek i zastąpić je innymi słowami. A co to jest tak naprawdę? Czy to nie jest przypadkowo cenzura?
[02:07:28] - Nie przypadkowo. Marku, wiesz co? Ja mam stracha.
[02:07:36] - A ci powiem-
[02:07:37] - Ale nie, czekaj, Marku. Ja się nigdy nie bałem śmierci.
[02:07:43] - Że będą przerabiać ci książki.
[02:07:45] - Teraz tak. Nareszcie. O Boże, co oglądniesz?
[02:07:50] - Wiesz, czego się boisz?
[02:07:51] - Ja ten Sindbad na RKM 57 przerobił. Przerobił Sindbada, bo to-
[02:07:59] - Nie będzie Murzynka, nie będzie Turka ani chińskiej dziewczynki. Akurat u ciebie nie ma chińskiej dziewczynki.
[02:08:04] - Ale mam chińskiego chłopczyka w takiej bajce o Chinach. Ooo cierpię, Marku.
[02:08:11] - W każdym razie wiesz co? O tyle mi się to nie mieści w głowie, bo to jest książka, pewien klasyk literatury dziecięcej. Ta książka była nagradzana, tłumaczona na kilkadziesiąt języków. I nagle komuś odpaliło i doszedł do wniosku, że tam są treści niepoprawne.
[02:08:30] - Ja już to dawno słyszałem, że na przykład ten nasz elementarzowy Murzynek Bambo też jest nieprawomyślny i to bardzo. Ja taką sympatię miałem do Murzynka Bambo, bo był strasznie sympatyczny.
[02:08:46] - Powiedz, w kim wierszyk o Murzynku Bambo wzbudził uczucia rasistowskie? Co więcej, dlaczego niby wierszyk o Murzynku Bambo, który wzbudza raczej same dobre uczucia, ma być dowodem na to, że traktujemy przedstawicieli z innym kolorem skóry protekcjonalnie? Absolutnie nie. Przecież tam pada: „Czarną ma skórę ten nasz koleżka”. To kim on jest? Naszym kolegą. Nie niewolnikiem, nie jakimś brudasem, tylko kolegą jest naszym.
[02:09:25] - Mhm. Holender, ja mam problem, bo teraz cały świat mi się zawala, bo jak ja w tej chwili mam pamiętać na przykład Puszkina?
[02:09:39] - Za Puszkina się jeszcze nie wzięli.
[02:09:41] - Jeszcze nie, ale będą musieli mu te rysy twarzy przerobić.
[02:09:45] - To za jakiś czas.
[02:09:47] - Żeby on w ogóle nie miał takiego profilu przede wszystkim, bo ma bardzo dziwny profil. Ja nie powiem jaki.
[02:09:55] - Małorosyjski.
[02:09:56] - Małorosyjski, tak.
[02:09:59] - Przepraszam, i to w jakikolwiek sposób zmienia wielkość dzieł, które tworzył? Chyba nie. Postanowiłem cię dzisiaj dobić. Postanowiłem cię dobić, bo 50. audycja jest, to musi być jakaś kara. Więc jadę dalej z koksem. Otóż czytałeś w dzieciństwie „Przygody doktora Dolittle”?
[02:10:26] - Zawsze wszystkie dzieci to czytały.
[02:10:29] - Ja też czytałem. I wyobraź sobie, że znowu, tak jak tego Niemca od „Małej czarownicy” dopuszczę. Powiem tak, że w tej „Małej czarownicy” to było tak, że ona usłyszała, że nie może wziąć udziału w takiej uroczystości, którą te czarownice organizowały, bo jest za młoda, bo miała sto ileś lat, więc jest za młodą czarownicą. I podsłuchała rozmowę, kiedy stare czarownice rozmawiały między sobą, że jeżeli będzie dobrą czarownicą, to ją w przyszłym roku dopuszczą. Więc ona przez cały rok była dobra, pomagała ludziom, robiła różne dobre uczynki, a później się okazało, że być dobrą czarownicą to znaczy szkodzić ludziom, być złośliwym i tak dalej. Ona później zemściła się na tych starych czarownicach i w każdym razie w uroczystości brała udział, ale sama. Piękna książka. Piękna, na pewno nie odda moje krótkie streszczenie, ale uwierzcie państwo to książka, którą jeśli państwo nie czytali w dzieciństwie, to warto po nią sięgnąć nawet teraz. A wracając do doktora Dolittle czy jakkolwiek się to wymawia. Otóż za tę książkę również się zabrano, bo ona też jest niepoprawna politycznie.
Znaczy zaczęto się za nią brać już dawno, bo w roku 1960, a później w '72 i '86. Ciągle ją okrawano, ciągle jej coś odcinano, bo coś się tam okazywało nie takie jak trzeba. Wreszcie okazało się, że w '86 roku to wydanie, które się ukazało w '86 roku, ono ma niewiele wspólnego z pierwowzorem, ale dalej było podpisane nazwiskiem i imieniem autora. Nikt nie uważał za stosowne, żeby przynajmniej zaznaczyć, że to niewiele ma wspólnego, bo te ilustracje były nie takie, bo przedstawiały, że Afrykanie są dzicy i usunięto te ilustracje, natychmiast usunięto jako obraźliwe. Poza tym tam był taki wątek, ja nie wiem, czy ja go dobrze pamiętam, że taki czarny młody król, książę chyba, Dolittle mu jakoś pomaga i wiem, że tam była taka historia, że on starał się go wybielić czy zrobić z niego białego, czy coś takiego. Już tu pamięć szwankuje, w każdym razie to też jest bardzo niepoprawne politycznie. Powiem ci tak: zmiany, zmiany, zmiany, bo na przykład był taki spopularyzowany przez serial, była taka powieść pani Wilder „Domek na prerii”. „Domek na prerii” to powieść. Ja nie wiem, czy jest taka popularna, ale serial ją mocno spopularyzował. Czy to „Mały domek na prerii”, czy „Domek na prerii” to taka fajna opowieść z punktu widzenia dziecka właściwie.
Ale dlaczego jest niepoprawna? Bo oczami dziecka tam Indianie, bo na prerii się rzecz działa, z ich punktu widzenia byli zagrożeniem. Bo tak się ta historia amerykańska toczyła, że kontakty pomiędzy białymi a Indianami nie zawsze należały do poprawnych i tam się jedni drugich rezali, z czego biali rezali bardziej.
[02:14:11] - Oczywiście nie, skuteczniej.
[02:14:12] - Skuteczniej, tak. Natomiast Indianie nie pozostawali dłużni, w związku z czym z punktu widzenia dziecka to był nieprzyjaciel i tak to przedstawiła autorka, ale przedstawiła to źle, bo tak nie wolno przedstawiać. Czyli niesłuszne dzieło i w związku z tym się musiało jakoś zwinąć.
[02:14:34] - To co, Indianie teraz przychodzili do tej chatki na prerii z dalami i padali na twarz przed? Nie, bo to też niepoprawne.
[02:14:43] - Ja ci coś przeczytam. Ja myślę, że to jest dobry cytat. Autorka „Wywiadu z wampirem” Anne Rice napisała coś takiego: „Są siły na rynku książki, które chcą kontrolować twórczość beletrystyczną w zakresie tego, kto ma prawo, o czym pisać. Niektórzy nawet popierają cenzurowanie starszych dzieł — przedstawiłem to — których użyto słów uznawanych teraz za nieakceptowalne. Niektórzy podchodzą krytycznie do powieści, w których pojawia się gwałt. Inni twierdzą, że biali powieściopisarze nie mają prawa pisać o kolorowych, a chrześcijanie nie powinni pisać powieści, w których występują Żydzi lub tematy z nimi związane. Myślę, że to niebezpieczny trend” — napisała Anne Rice.
[02:15:33] - No.
[02:15:35] - I co? Nie przyznać jej racji? Przyznać. Po prostu ona w krótkich, żołnierskich słowach przedstawiła tę głupotę, którą zaraz będę jeszcze rozwijał, bo to nie koniec. Otóż nauczyciele bodajże z Łodzi — to jest historia, którą pamiętam — postulowali, że trzeba się wziąć za „Lalkę”. Tych z państwa, których ta lektura nudziła w szkole, przepraszam, mnie się akurat podobała. Nie dlatego, że byłem specjalnie pilnym uczniem, tylko uważam, że była nieźle napisana. Obojętnie czy lubimy „Lalkę”, czy nie, to napisał ją Bolesław Prus. Pseudonim bo pseudonim, ale jednak napisał i do głowy mu nie przyszło, że przedstawiając taką panoramę mieszczaństwa ówczesnego, drugiej połowy XIX wieku, jest również niepoprawny. Zarzucali mu nauczyciele z Łodzi, że Żydzi są tam przedstawieni w złym świetle, że jeden z bohaterów mówi, że „Żydzi się cisną” albo „poszły parchy”, albo „Żydzi chwytają chrześcijańskie dzieci i zabijają na macy”.
Tam są cytaty z tego. Oczywiście to jest odbicie stereotypów, które funkcjonowały w tamtejszym społeczeństwie, ale funkcjonowały. Ja mam obawę, czy ci nauczyciele w ogóle czytali tę „Lalkę”, chociaż ją wykładają dzieciakom. Nie wiem, czy ją czytali, bo tam są całe fragmenty, w których się okazuje, że Prus nie tylko nie był antysemitą, ale wręcz pewną sympatię żywił. Historia młodego Szlangbauma chociażby i tak dalej wskazuje na to, że Prus miał coś naprzeciwko. W związku z czym mówienie, że ta książka — tu cytat, bo mam taki cytat: „Nie ma wątpliwości, że najwyższy czas uznać ten skrzętnie ukrywany problem. Antysemickie poglądy w polskiej literaturze są faktem. Inwektywy przedzierają się do świadomości uczniów pod szyldem arcydzieła. A potem dziwimy się, że na murach kwitną antysemickie napisy” — mówi „Dziennikowi Łódzkiemu” pominę milczeniem imię i nazwisko jedna z autorek tego wiekopomnego odkrycia. Trzeba jak najszybciej zorganizować debatę nauczycieli i literaturoznawców i odpowiedzieć na pytanie, czy młodzież nie zaraża się antysemityzmem z lektur szkolnych.
Proszę ciebie, moja wytrzymałość jest ograniczona, a to jest głupota w stanie czystym. Niemal się skrapla. No i cóż, masz jeszcze jakiś komentarz?
[02:18:33] - Mam. Myślę cały czas nad sobą. Jak mówiłeś o tych całych Murzynkach zamienionych na Indian, a potem na Polaczków, a raczej na żołnierzyków, to ja mam taki dylemat. Wiesz, Marek , nie znasz jakiejś dobrej kliniki psychiatrycznej? Bo ja się powinienem udać do psychiatry. Po prostu nie mogę tak dalej żyć, bo co z tego, że ja żyję, skoro tam w głowie bez przerwy wyświetla mi się takie coś z wykrzyknikiem. Mój absolutnie ulubiony przysmak produkowany przez zakłady cukiernicze w Bydgoszczy, przez Jutrzenkę, to były takie murzynki białe w środku i czarna czekolada z wierzchu. Murzynki jadałem jako dziecko.
[02:19:26] - Ale ty sobie zdajesz sprawę, że nie ma już murzynków.
[02:19:28] - Jak nie ma?
[02:19:29] - No nie ma.
[02:19:29] - Wybili całą Afrykę? Zniszczyli?
[02:19:31] - Nie ma murzynków. Są ciepłe lody. Autentyk.
[02:19:36] - No dobrze, ja się z tym pogodzę. Tylko co ja mam zrobić z tym, co mam w głowie?
[02:19:42] - No nie wiem.
[02:19:43] - W głowie mam dalej murzynki. Może jest jakaś terapia, psychotropy jakieś żem zażył?
[02:19:49] - Może ci się wybije z głowy.
[02:19:51] - Albo pałką w tyłek. Albo po rękach, po łapach. Lać, lać, żeby zapomniał.
[02:19:57] - Ale widzisz coś takiego, żyjąc w takich czasach, czytając komentarze — na przykład w internecie znalazłem rozbudowany komentarz na ten temat — jakim seksistowskim dziełem jest książka Ziemiańskiego „Achaja”.
[02:20:13] - No.
[02:20:14] - To jest bardzo seksistowskie dzieło i w ogóle nie należy tego czytać. To jest seksistowskie dzieło. Ale z czego to wynika? To wynika z tej właśnie nieco dziwnej kultury, z którą mamy w tej chwili do czynienia. Kultury polegającej na tym, że trzeba wszystko sprowadzać do jednego glutka, który jest poprawny politycznie, bo musi być poprawny politycznie. A co to jest poprawność polityczna? Skąd ona się wzięła? Ona jest cały czas definiowana, redefiniowana. To tak jak w komunizmie — permanentna rewolucja. I tu też jest permanentna rewolucja.
Ciągle jest poprawiane. To, co było dobre 10 lat temu, już nie jest dobre, a to, co jest dobre dzisiaj, nie będzie dobre za 10 lat, bo cały czas trzeba poprawiać, reinterpretować, zmieniać. I tak dalej.
[02:21:03] - Ja tu kiedyś w audycji wspominałem, że jadąc do Torunia spotkałem w autobusie, przynajmniej zauważyłem 14-letnią dziewczynkę gdzieś około na oko, czytającą właśnie tę powieść Achaja Ziemiańskiego. Kiedy wysiadałem z autobusu zwróciłem się do niej: "Jak się podobało? Podoba, nie?" Ona spojrzała na mnie takimi pięknymi błękitnymi oczami i powiedziała: "Cudowna". Ja teraz wiem, dlaczego ona z takim zainteresowaniem czytała tą Achaję.
[02:21:36] - Ona powinna z obrzydzeniem to czytać.
[02:21:37] - Nie!
[02:21:38] - Obrzydzenie, absolutnie.
[02:21:40] - Skoro ona była seksistowska, to ja chyba też zacznę czytać tą Achaję.
[02:21:44] - Nie, ale ona to powinna być oburzona, bo tam kobiety, jak pisze autor pewnego bloga, już na początku są głupie, a później stają się jeszcze głupsze.
[02:21:55] - A tu chodzi o głupotę? Ja myślałem, że są seksistowskie.
[02:21:58] - Nie. Seksistowskie są dlatego, że mężczyźni są mądrzy, wspaniali, tacy wymyślniali. A Achaja jest nie za mądra, a później staje się coraz głupsza. Ja nie wiem gdzie autor-
[02:22:10] - Na początku na pewno jest piękna, potem się robi brzydka, jak to zwykle.
[02:22:14] - Różnie bywa. Tak się z człowiekiem dzieje. Ja nie wiem co prawda, gdzie autor tego bloga znalazł przykłady na poparcie swojej tezy, ale nie wnikam.
[02:22:24] - Nie, ja wiem, gdzie znalazł.
[02:22:27] - Na pewno nie w książce Ziemiańskiego. We własnej wyobraźni.
[02:22:30] - Tam, gdzie Żakowski. W tym samym stoku umysłowym.
[02:22:35] - To być może. Natomiast rzecz dotyka, przecież musi dotknąć najbardziej postępowych krajów, czyli na przykład Szwecji. W Szwecji pewnemu panu, który jest dzisiaj staruszkiem i wydawał w swoim czasie książki takie jak "Dziadek jest piratem", postawiono takie oto ultimatum: albo zmieni ilustracje w swoich książkach, albo nie będzie już więcej publikowany. Notabene autor tej książki, Jan, ja nie wiem, jak się to wymawia, podwójne umlaut w języku szwedzkim. W każdym razie Lööv. Właśnie kazano mu te ilustracje wymienić i w ogóle tam jeszcze kilka innych szczegółów zmienić. A on zachował się wreszcie jak facet z jajami. Powiedział, że on już jest stary i nie zamierza publikować więcej książek dla dzieci. I te książki mają zostać takie, jakie są. Nie docenił jednak pewnej opresyjności demokratycznego państwa liberalnego czy socjalistycznego właściwie, jeśli chodzi o Szwecję.
Otóż Szwecja te książki wypierdzieliła i są niedostępne. Po prostu. Bo Szwecja ma bogate tradycje. Na przykład Szwecja sławiła się też tym, że zabrała się za książki Astrid Lindgren.
[02:24:06] - Jezu, za Pippi Lączną?
[02:24:09] - Pippi Lączną. Też musiała zostać poddana resocjalizacji.
[02:24:14] - To jeszcze moje dzieci się łapały na Dobranocki.
[02:24:17] - Rzecz by się nie wydała, tylko w pewnym momencie ktoś przyfilował, że w jednej z bibliotek, już znowu nie pamiętam dokładnie, w jakim mieście, pali się książki Astrid Lindgren. To się zainteresował, bo to w końcu jedna z tych bardziej znanych pisarek szwedzkich. To co jest grane?
[02:24:37] - Jak to pali?
[02:24:38] - Pali się tak jak faszyści palili książki na stosach, palili Goethego, to oni palili Astrid Lindgren. Palili. Dlaczego palili? Bo ta książka, konkretnie chodzi o jedną z części Pippi Lącznogóry na morzach południowych czy coś takiego. Dlaczego palili? Bo miała przyjść nowa wersja. Bo w starej wersji tata Pippi Lącznogóry jest królem Murzynów. Chyba nawet tytuł taki jest: "Król Murzynów". Nie pamiętam. "Król Murzynów".
Ale to się nie może nazywać "Król Murzynów", bo on teraz jest królem Południowego Pacyfiku w nowym wydaniu. Już nie jest królem Murzynów i z tego powodu stare zostało spalone, a nowe przyszło. I znowu mamy tę samą sytuację. Astrid Lindgren już nie żyje, ale zmieniono. Ale Astrid Lindgren nie pisała, że to był król Południowego Pacyfiku. Czepiam się, prawda? Czepiam się. Głupio się czepiam o jedno słowo. Się będę czepiał o dwa.
[02:25:50] - Po pierwsze ja myślałem cały czas, że kapitalizm charakteryzuje się poszanowaniem własności, w przeciwieństwie do komunizmu. Okazuje się, że-
[02:26:03] - Ci wszyscy, którzy każą nam szanować wartość intelektualną i ścigają nas za obejrzenie w domu filmu gdzieś nielegalnie skopiowanego, zupełnie spokojnie mają w nosie wartość intelektualną, jaką jest dzieło napisane przez pisarza i swobodnie w nim gmerają. To jest właśnie to poszanowanie literatury i w ogóle takie podejście do książki, że jak już została raz napisana, to została napisana. Nie. To jest materiał do grzebania jak najbardziej. A placówka biblioteczna odmawia wypożyczania starej wersji, bo jest nowa. Czyli Astrid Lindgren nigdy nie napisała o królu Murzynów. Nigdy. Grób pamięci? Grób pamięci.
[02:26:45] - To są groby pamięci. Wrzucamy do grobu w pamięci. Właściwie w tej chwili nie wiem, nawet jak się pójdzie do księgarni i kupi jakąś książkę, to ja dzisiaj nie będę pewien, czy to autor napisał, czy to wydawnictwo dzisiaj wydało, tak?
[02:27:02] - Tak.
[02:27:03] - Aha.
[02:27:04] - Proszę ciebie. Znalazłem też w internecie jeszcze kilka innych kwiatków, że zaczęto kwestionować poprawność „Opowieści z Narnii” Lewisa.
[02:27:19] - No tak.
[02:27:19] - Bo tam też znaleziono wątki przynajmniej rasistowskie. Ale „Narnia” to jest jeszcze dwudziestowieczne dzieło, takie powiedzmy młodziutkie w miarę. Ale problem się zaczyna, kiedy na przykład zaczyna się znajdować wątki takie podejrzane w „Tajemniczym ogrodzie”. Tam też w pewnym momencie pojawiają się wątki związane z Murzynami. Właściwie nie. Tam chodzi o Indie, bo tam służąca przychodzi i jest przekonana, że to dziecko, które przyjechało z Indii, że zobaczy ciemną karnację, a ona nie jest ciemna. I tam się wywiązuje pewien dialog, bardzo niepoprawny według niektórych krytyków, niepoprawny politycznie. A na koniec tej pewnej części zostawiłem sobie w ogóle kuriozum. Pamiętasz, w lekturach za czasów komuny była taka książka. Nikt tego nie chciał czytać, bo tak sobie napisane, ale była taka książka „Chata wuja Toma”.
[02:28:25] - Tak.
[02:28:27] - W swoim czasie znana zresztą książka. Jaki był wydźwięk tej książki?
[02:28:33] - Piękna.
[02:28:34] - Piękna, antyrasistowska, antyniewolnicza książka. Ale okazuje się, że ona jest może i piękna i antyrasistowska, ale na przykład w Illinois w 84. roku została zakazana. Zakazana, ponieważ w tej książce pada słowo już obecne dzisiaj w audycji nigger. Nigger i koniec. I nie ma gadania. Nieważne o czym jest książka, jak pada czarnuch, to nie ma książki. Ja cię przepraszam.
[02:29:07] - Poczekaj. Chyba, że nigger jest przekleństwem.
[02:29:13] - Ono jest.
[02:29:14] - Jak nam Prokopowicz przyśle opowiadanie i będzie tam jedna kurwa, druga kurwa, to też powiemy, że nie ma, nie?
[02:29:21] - Wiesz co? Nie jest przekleństwem. Jest obraźliwym słowem w języku angielskim. No jest. Taką ma konotację tam. Zaraz o tym jeszcze powiem, bo to rzecz ważna. Ale powiem ci tak: pewnym skowytem historii, a właściwie takim śmiechem historii jest coś takiego, że ta sama książka, czyli „Chata wuja Toma”, była też zakazana w swoim czasie w carskiej Rosji. A wiesz dlaczego?
[02:29:51] - No.
[02:29:52] - Bo tam znaleziono powód taki, że ona podważa nauki Kościoła.
[02:29:56] - Aha.
[02:29:58] - Taki, widzisz, więc każdy powód jest dobry, żeby jakieś książki zakazać.
[02:30:02] - To znaczy przynajmniej każdy powód wydawał nam się, że kiedyś był dobry w carskiej Rosji.
[02:30:09] - Tak.
[02:30:09] - W komunie.
[02:30:11] - A teraz w demokracji.
[02:30:12] - W socjalizmie.
[02:30:13] - A teraz mamy nowe standardy.
[02:30:15] - Teraz mamy standardy nowe i jeszcze skuteczniejsze, bo mamy skuteczność, która natychmiast potrafi zamazać, bo wydaje książkę na nowo.
[02:30:26] - Bo książki teraz wydać łatwiej. Ja powiem tak: my cały czas o tym mówimy dzisiaj dlatego, że ja miałem takie naiwne przekonanie, że książka jest czymś stałym. Że jak się raz ją autor napisze, to ona jest. Obojętnie czy jest fajna, czy niefajna, niefajne się zapomina, fajne zostają. Okazuje się, że nie. Że mamy standardy orwellowskie roku 1984, w którym poprawia się książkę.
[02:30:57] - Czekaj, ale mam chyba pomysł, tylko że się boję go-
[02:31:02] - Jak to jest pomysł, który chcesz sprzedać postępowcom, to lepiej go nie sprzedawaj.
[02:31:07] - Właśnie postępowym. Marku, bo jakby tak obejrzeć, proszę ciebie, nie wiem, troszeczkę tamte całe malarstwo, od „Powrotu syna marnotrawnego” przez wszystkie inne, to trzeba by było przemalowywać całą klasykę.
[02:31:26] - Sądzę, że to jest jeszcze przed nami.
[02:31:29] - Przemalowywać obrazy.
[02:31:31] - Od literatury.
[02:31:33] - Ja miałem talent. Wreszcie mam fuchę. Ja się zabiorę za robotę. Mam tam parę takich.
[02:31:38] - Od literatury było łatwiej zacząć. Kto wie, czy się obrazów też nie będzie w jakiś sposób cenzurować albo malować ich nowe wersje.
[02:31:46] - Naszą Matkę Boską trzeba będzie przez uchyl przemalować na biało.
[02:31:52] - Nic nie mówię na ten temat, nic nie mówię, bo to są po prostu-
[02:31:55] - Ciemna, nie?
[02:31:56] - To są po prostu... I komuś to przeszkadza? Przepraszam?
[02:31:59] - Jakoś w tej Polsce liberalnej nikomu to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, kochają ją mnóstwo ludzi przynajmniej.
[02:32:12] - Ja pytam się, co się właściwie dzieje. Ale wracam do tego słowa nigger. Otóż ta poprawność polityczna, która jest lansowana w tej chwili w Polsce, ona nie uwzględnia, ona jest mechaniczna, dlatego jest głupia, bo jest mechaniczna. Otóż ktoś nie uwzględnił, że w różnych językach słowa mają różną konotację i coś, co jest wyjątkowo obraźliwe czy bardzo obraźliwe w języku angielskim, tłumaczone na polski, już takiej konotacji nie ma, bo inny jest odbiór słowa nigger-
[02:32:50] - Ale my nie używamy tego słowa.
[02:32:52] - Inny jest odbiór w języku angielskim, a inny jest odbiór słowa. Inaczej, gdyby to tłumaczyć czarnuch, to to jest negatywne. Ale jeśli się mówi Murzyn, w Polsce słowo Murzyn Oczywiście są tacy, którzy powiedzą ci, że będziesz moim Murzynem. I to jest ta zła strona tego słowa. Być Murzynem, czyli pracować dla kogoś i być niewolnikiem czyimś. Ale generalnie słowo Murzyn w języku polskim raczej jest określeniem człowieka o ciemnej karnacji, po prostu ciemnoskórego. I taką ma konotację i nie negatywną. Dlatego zastępowanie automatyczne słowa Murzyn innymi słowami jest głupie.
[02:33:37] - Równanie słowa Murzyn z Nigerem, ze słowem Niger jest głupie. Po prostu jest głupie, bo w polskim języku słowo Murzyn nie ma takiej konotacji, ale w tej chwili robi się wszystko, żeby miało. Czekaj, ale Marku, to nie jest głupie, bo ja teraz tak myślę, że przecież dla głupca głupota jest mądrością.
[02:34:03] - Nie, proszę, nie baw się w takie zabawy słowne, bo nic z tego nie wynika, a tak naprawdę podbijasz bębenka tym wszystkim postępowcom, którzy naprawdę doprowadzą do tego, że słowo Murzyn stanie się wcześniej czy później w języku polskim słowem negatywnym. A przecież nie było takim słowem.
[02:34:25] - Nie było.
[02:34:25] - Nie było. Stąd się wzięła zabawna historia mojego znajomego, który uczył się języka angielskiego. Raczej handlowo uczył się tego języka, czyli poznawał słówka. I jeszcze w nieistniejącym dzisiaj World Trade Center dla swojej córki miał zamówienie, dla dziewczynki miał zamówienie, żeby kupił jej lalkę, ale nie zwykłą, tylko właśnie Murzynkę. I on samouk taki jadący ze słownika poszedł do tego World Trade Center. Tam był jakiś sklepik za ciężką kasę, gdzieś w dolnych partiach tego kompleksu. Podszedł i taką łamaną angielszczyzną mówi, że chciałby lalkę, Niger coś tam i tak dalej. I został prawie wyrzucony ze sklepu, bo nie przyszło mu do głowy, że on chciał tak naprawdę, jakby to tłumaczyć, to on chciał lalkę z twarzą czarnucha. To właściwie delikatnie jeszcze, tu by się trzeba do Ivelliosa odwołać, ale jak to dokładnie by tam odniesienia są w każdym razie niesympatyczne w przypadku mieszkańców Stanów Zjednoczonych. W związku z tym prawie został z tego sklepu wyrzucony.
Kolega podpowiedział mu, żeby raczej troszeczkę innych słów używał, nie tych takich słownikowych. Słownik miał notabene z lat 70. i troszeczkę inaczej ten problem wyglądał w ogóle. Tam nawet w tym słowniku troszeczkę inne konotacje miało to określenie. W każdym razie warto o takich rzeczach pamiętać, ale nie warto stawać się ich niewolnikiem, bo do czego to prowadzi? Otóż książka o czytaniu książek. Taka książka Raya Bradbury'ego „451 stopni Fahrenheita”. Kto nie zna historii, to polecam. Film był słaby, ale książka jest naprawdę mocna, dobra. Tam polega to między innymi na tym, że strażacy zajmują się paleniem książek.
To taki rewolwerowy skrót. Nie do końca o to chodzi, ale są tam też takie postacie, które uczą się książek na pamięć. Oni są książkami właściwie. Jest tam pani taka, powiedzmy pani jakiś tytuł, powiedzmy pani Czerwone i Czarne.
[02:36:55] - I Pan Green.
[02:36:57] - Na przykład i tak dalej. Piękna książka, a wyobraź sobie, że nawet taką książkę można było obłożyć cenzurą. W Stanach Zjednoczonych ta książka przez wiele lat, około 20 chyba, ukazywała się okrojona. Po prostu wyobrażasz sobie? Nam się wydawało, że cenzura grasuje w komunie, wycina autorom książki. Później się jeden, drugi autor, trzeci skarży, jak to za komuny wycinano całe fragmenty z książek, a tymczasem w demokratycznym kraju, w Stanach Zjednoczonych wycinano całe fragmenty tej książki. Żeby nie być gołosłownym, 75 fragmentów niegrubej stosunkowo książeczki zostało wyciętych.
[02:37:45] - Marku, ja się powoli przestaję dziwić, bo znany tutaj chyba wszystkim jestem jako wielki miłośnik gry Fallout Tactics. Otóż chciałbym zwrócić wszystkim uwagę, że również już w latach 2000, bo Fallout Tactics chyba pojawił się w 2000 którymś roku, coś takiego około 2000, w którymś, nie pamiętam, to już w tych nowożytnych czasach nawet gry komputerowe są też okrajane. Otóż Fallout Tactics miał ocenzurowaną i ma do dnia dzisiejszego w Stanach Zjednoczonych ocenzurowaną jedną misję, która była nieprawomyślna. Ta misja w becie, a miałem ten program jako betę, jeszcze istniała. W tej chwili oczywiście w internecie można znaleźć nielegalne wydania tej gry, które mają tą misję. Ona jest bardzo ciężka, ale bardzo dużo punktów doświadczenia daje, więc bardzo jest opłacalna i tak dalej. Otóż można z tą misją tego Fallouta Tactica zaliczyć bez tej misji raczej ciężko. Natomiast w wersji polskojęzycznej, która pojawiła się w Polsce i w Stanach Zjednoczonych przy debiucie ta misja nie istniała. Dlaczego? Gdyż była politycznie niepoprawna, nie podobała się politykom.
Wydawałoby się, że jak dzisiaj ktokolwiek ma na to wpływ?
[02:39:27] - Ale à propos polityków, proszę ciebie, ocenzurowanie Polegający na wycięciu fragmentów, powtarzam, siedemdziesięciu kilku fragmentów z książki „451° Fahrenheita” Raya Bradbury'ego. To jest tak naprawdę działanie porównywalne z takimi osiągnięciami ludzkiej kultury- To jest groźne. Takimi osiągnięciami ludzkiej kultury, jak na przykład obłożenie cenzurą archipelagu Gułag w Związku Radzieckim. No zrobiono to. No tak. Ale powiedzmy komunistom jeszcze się nikt nie dziwi. Nie dziwił. Ale innym osiągnięciem kultury było zakazanie w Trzeciej Rzeszy Biblii. Po '42 roku zaczęto kombinować, żeby jak najszybciej wprowadzić narodowy kościół Rzeszy i próbowano Biblię wyeliminować i zastąpić ją „Mein Kampfem”. To tak w skrócie.
To znowu niedokładnie tak, ale tak rewolwerowo skracając. Żeby tak zrobić. To naprawdę, jeżeli to w takim szeregu ustawić, to naprawdę wielkie osiągnięcie. Naprawdę pełen podziw. Okazuje się, że nawet pisarze bardzo znani, topowi mają w Stanach Zjednoczonych, a w związku z tym, bo Stany Zjednoczone trendsetterem narodów, w związku z tym, co się w Stanach, to i w Polsce wcześniej czy później. Na przykład takiemu autorowi jak Stephen King w swoim czasie zakazano, aby książka jego autorstwa była w bibliotekach. W '89 roku, kiedy my podobno odzyskiwaliśmy wolność, to zakazano książki „Bastion” w jednym ze stanów Stanów Zjednoczonych, w Oregonie bodajże. To czemu nie? A wiesz dlaczego? Bo tam scena seksu była.
I w związku z tym koniec, szlaban. Czyli w Oregonie się nie uprawiało? Nie uprawia się seksu w Oregonie, a w każdym razie się o nim nie pisze. Aha. Proszę ciebie, jedźmy dalej, bo to są po prostu historie pornobrutalne. Znasz taką bajkę „Charlie i fabryka czekolady”? Nie. Nie znasz. A wszyscy autora takiego jak Ronald Dahl? Tak.
On był popełnił w swoim czasie taką bajeczkę. Pamiętam, film widziałem. Film nawet wierny, w miarę wierny. Otóż to jest książka, która też doczekała się szlabanu. Wiem. Czekolada. Nie. Nie? A co? Otóż ona podobno została zakazana.
To akurat w jednostkowej, w jednej z bibliotek została zakazana ze względu na to, że propaguje ubogą filozofię życiową. To jest dowód na to, że idiotów ci u nas dostatek. Nie tylko u nas, ale i w Stanach Zjednoczonych. To naprawdę. Wiesz co, ja już nie wspomnę o tym, że mnie na przykład takie rzeczy jak to, że kiedyś zakazano publikacji czy w ogóle rozpowszechniania „Cierpień młodego Wertera” w swoim czasie. To stare dzieło Goethego mogli zakazać w swoim czasie, ale nie spodziewałem się, że dożyjemy takich czasów. Ja przypomnę tylko, że jak w swoim czasie rządził w Polsce pewien minister, to on też zdjął z lektur szkolnych właśnie „Cierpienia młodego Wertera”, bo mu się, kuźwa, nie podobało. À propos idiotów, wyobraź sobie, to już jest tytułem żartu, ale bajka o Czerwonym Kapturku też została zakazana w jednym ze stanów, w Kalifornii. Wiesz dlaczego? Nie zgadniesz.
Ale spróbuj. Nie wiem, bo w Krzemowej Dolinie może tam coś mają krzemem w mózgu? Nie. Otóż w oryginalnej wersji, którejś z tych oryginalnych Kapturek w koszyczku niesie flaszkę wina dla babci. O Boże. I koniec, nie ma. I została książeczka zdjęta. Flaszkę wina. Powiem ci tak. Czekaj.
Ale jakby przerobić tą flaszkę wina na flaszkę oliwy, to by było jeszcze gorzej, bo ona idzie podpalać Biały Dom. Z benzyną w ogóle. Wystarczy oliwa, oni już się domyślą, o co jej chodzi. I w dodatku jeżeli ten Czerwony Kapturek, powiedziałeś? Tak. Oh my God. Czyli tego Kaptura. A kto dzisiaj chodzi w tych kapturkach? Te dziewczynki, które- Ja nie wiem ... idą wysadzać, tak?
One nie, to nie są kaptury. Ale dobrze, podobne. Okej. To nie jest kapturek, ale mają na twarzy coś takiego. Dobrze. O mój Boże, słusznie, że to zakazali. Wobec takiego dictum powiem ci tak: to jest po prostu ordynarna głupota z tym kapturkiem. A wcześniejsze przykłady też były niezłe. Powiem ci tak: jak komuniści zakazywali książek, to wiedzieli, czego zakazują, bo jak zakazywali rozpowszechniania książki „Doktor Żywago”, przypomnę Borys Pasternak to był pisarz, który... Życzę wszystkim narodom, żeby się takiego pisarza dochowały.
Wiedzieli, czego zakazują. To było pokazanie, skąd się ta komuna wzięła, jak ta rewolucja wyglądała. To ja się nie dziwię. Ale wiesz co? Jak na przykład dowiaduję się, że cenzurowana jest taka książka, która jest właściwie wielkim memento i książką wstrząsającą, a mianowicie „Dziennik Anne Frank”. Przypomnę: żydowska dziewczynka, która nota bene w końcu ją Niemcy dorwali i skończyło się to tak, jak się kończyło w czasie II wojny światowej. Znaleziono w jej dziennikach całe fragmenty, które ocenzurowano, bo przecież tam nie mogło być rzeczy, które są nieprawomyślne, na przykład takie, które są obraźliwe w stosunku do Niemców. A pytam się: jakie miały być, skoro ta dziewczynka nieustannie bała się o swoje życie? To jakie miały być te fragmenty? Nieobrażające Niemców?
Powiedz, czy to nie jest czysta głupota? Ale wiesz co? Powiem ci tak: ja rozumiem na przykład, że komuniści — nie pochwalam — ale przynajmniej komuniści mieli jakiś system, jakiś to sens miało. A u nas ma jakiś taki bezsens kompletny. Zakazywanie takich właśnie „Czerwonych Kapturków”. Przepraszam za to zestawienie, ale tak się akurat złożyło. Czy „Dziennika Anny Frank”. To jest bez sensu. Po prostu obcinanie tego jest bez sensu, bo jak na przykład komuniści obcinali fragmenty „Folwarku zwierzęcego”, to wiedzieli, co robią. Bo znowu historia świń, które obejmują władzę, była tak czytelna, że trzeba było tego po prostu-
[02:47:27] - Słuchajcie, jak zakazywali takiej książki Bułhakowa jak „Psie serce” po prostu, bo skoro pies zostaje pierwszym sekretarzem czy komunistycznym jakimś tam cudownikiem, to uderza w nas. Oni zakazywali tego, co uderza w nas. A w co w tej chwili uderza ten czerwony? Chociaż Marku, ja chyba zaczynam to jednak rozumieć. Otóż kto to zakazuje? Zakazuje ta dwudziestowieczna, to 95% tego nic zakazuje. Nic! Czyli zakazuje coś, co w nich uderza.
[02:48:09] - Staraj się Wiktor, staraj, ale mi tego nie wytłumaczysz. To są po prostu jakieś... Przepraszam, ale nie użyję tego słowa.
[02:48:21] - Na samym początku powiedziałem ci, że człowiek pierwotny od człowieka współczesnego nie różni się niczym.
[02:48:28] - Wiesz co? Budzi się we mnie człowiek pierwotny.
[02:48:32] - Tak, i słusznie. I powinieneś, Marku, wziąć maczugę i jej użyć.
[02:48:38] - Tak. Tylko nie wiem, czy mnie do samolotu wpuszczą, bo musiałbym do Stanów polecieć.
[02:48:42] - Sprawa twojego heroizmu, Marku.
[02:48:44] - Ale wyobraź sobie-
[02:48:45] - Jeśli to będzie właściwy samolot, z tymi dziesiątkami czy jedenastkami, nie pamiętam.
[02:48:50] - To teraz walnę coś takiego. Znasz książkę Johna Steinbecka „Grona gniewu”?
[02:48:58] - No przepiękna.
[02:49:00] - Wspaniała książka, nie?
[02:49:01] - Dawno, dawno czytałem.
[02:49:02] - Więc wyobraź sobie, że ta książka w USA właściwie chyba pobiła jakiś rekord, bo ją atakowano i z prawa, i z lewa. Dla jednych i dla drugich. Dla mnie to jest objaw tego, że po prostu mamy do czynienia z człowiekiem, który myśleć potrafił. Pisał rzeczy z serca, a nie z polityki i w związku z tym nie podobało się to aktywistom partyjnym różnego rodzaju, bo pisał dla nich rzeczy niewygodne. Pisał rzeczy, które nie schlebiały jednym, a ganiły drugich, czy odwrotnie. On po prostu pisał tak, jak mu literackie serce, literacki umysł kazały. Był szczery. Był pisarzem i taka jest rola przecież pisarza, a mimo wszystko naraził się na to, żeby go zakazać. Powiem ci tak, żeby już teraz nie przedłużać, bo wiesz, ja bym tak mógł jeszcze nadawać ze dwie godziny, ale powiem tak: cenzury dopuszczono się — i to nie w żadnych tam, akurat nie w komunie — dopuszczono się na „Jądrze ciemności” Josepha Conrada, na „Kandydzie” Woltera. To, że na „Kochanku lady Chatterley” to akurat rozumiem, bo wiktoriańska Anglia była taka, jaka była, więc okej, rozumiem, że to takie było straszne.
Wiesz, powiem ci tak, że kiedy skończyła się komuna i wydano, bodajże Alba Press wydał „Kochanka lady Chatterley”, to ja to wertowałem z wypiekami na twarzy, a później zacząłem czytać, bo jak wertowałem, to nie znalazłem nic takiego. Więc w końcu to siadłem i przeczytałem. Powiem ci, że to było tak nudne. Tak nudne.
[02:50:47] - O Jezu.
[02:50:48] - Ale przeczytałem. Nic tam nie było. A jak sobie wyobraziłem, że z powodu tego dzieła, nawet reklamowano, że to było zakazane w ogóle. Niestety, widzisz, jak to się wszystko zmienia. Także wiesz, to, że były takie czasy, że gdzieś tam zakazywano na przykład „Lolity”. Głupota oczywista, ale to jeszcze można sobie jakoś wytłumaczyć, że jak taki polityk czy tam ktoś inny, jakiś inny opiekun moralności przeczytał te wszystkie bezeceństwa, to mu się nagle w głowie pomieszało i zamarzył tego, o czym napisał autor. Sam tak się przestraszył, że później zakazał. Kpię, bo tylko kpić na ten temat można, ale zakazano nawet „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Gdzie? Nie w komunie, nie w Europie.
W Stanach Zjednoczonych, w kilku stanach: w Kolorado, w Ohio, w Nowym Jorku, w Idaho, w Waszyngtonie zakazano tej książki. Powiedz mi, dlaczego jej zakazano? Powiedz. Bo tam się wulgarnie wyrażają. Wyrażają się wulgarnie. Przecież nie można takiej książki.
[02:52:02] - To dobrze. Ja też nie lubię wulgaryzmów. Natomiast skoro świat jest taki, ja piszę science fiction, więc mogę się obejść bez tego, ale jeżeli ktoś opisuje rzeczywistość taką, jaka go otacza, jakim słownictwem się wyrażają w obozach uchodźcy z całego świata, jak tam się zachowują, jak się nasi ludzie na meczach piłki nożnej zachowują, to jak mają mówić?
[02:52:33] - Ja ci powiem coś jeszcze. Zostawiłem sobie znowu rodzynek. Dlaczego jeszcze wycofano tę książkę? Dlatego, że ona to jest absolutna perełka, bo promowała postawy przestępcze i mogła w związku z tym psuć młodzież. Powiedz mi, kuźwa, gdzie w „Locie nad kukułczym gniazdem” jest promocja postaw przestępczych?
[02:52:59] - Czekaj.
[02:53:00] - Jakim trzeba być durniem, żeby coś takiego wymyślić?
[02:53:03] - Trzeba być przede wszystkim niekonsekwentnym durniem, bo w takim razie właściwie należałoby całej produkcji Hollywoodu zakazać, gdyż tam bez przerwy głównymi bohaterami są bandyci. Od Al Capone po Kidów, tych całych rewolwerowców. To są bohaterowie filmów. Bandyci. Z „Imperium kontratakuje”, ten czarny, co tak mówi.
[02:53:32] - Darth Vader.
[02:53:34] - Zakazać! To zły człowiek.
[02:53:36] - To zły człowiek?
[02:53:37] - Zły obcy.
[02:53:38] - Zły obcy.
[02:53:39] - Zły obcy propaguje bycie złym i w dodatku obcym.
[02:53:43] - I czarnym.
[02:53:44] - I czarnym w dodatku.
[02:53:45] - W ogóle. Powiem ci jeszcze tak: z tym przypadkiem „Lotu nad kukułczym gniazdem” jest jeszcze jeden problem.
[02:53:56] - Propaguje wariatów, tak?
[02:53:58] - Nie. Otóż on pokazuje pewne zjawisko, które też jest dla naszych czasów dosyć charakterystyczne. Otóż w jednym z miejsc w Stanach Zjednoczonych o tym, że tę książkę wycofano, zdziwisz się, zaledwie 18 lat temu, w roku 2000. Wycofano tę książkę dlatego, ponieważ rodzice uznali, że nauczyciele byliby zobowiązani do tego, żeby proponować dzieciom śmieci jako lektury, bo książka „Lot nad kukułczym gniazdem” według rodziców jest śmieciem. Chyba bez komentarza. Bo wiesz, ile razy można używać słów powszechnie uznawanych za obraźliwe? Książka według rodziców „Lot nad kukułczym gniazdem” jest śmieciem. Życzę tym państwu wielu radości w życiu. Zostawiłem sobie to na koniec dlatego, że z bardzo podobnych powodów usunięto z jednej z bibliotek w stanie Tennessee książkę Steinbecka „Myszy i ludzie”. Pamiętasz?
Tam jest dramatyczna historia z takim niedorozwiniętym człowiekiem, morderstwo i tak dalej. Okazuje się, że dlaczego wycofano tę książkę? Dlaczego się jej pozbyto? Otóż w stanie Ohio dawno, bo to powiem ci w '80 roku ktoś doszedł do wniosku, właściwie nie ktoś, a rodzice doszli do wniosku, że po pierwsze ta książka propaguje wulgarny język, ale poza tym należy się pozbyć z biblioteki wszystkich „brudnych książek”. Takich, które są brudne, trudne i w ogóle takie, które stawiają dylematy. Książka powinna być jasna, prosta, lewo, prawo, prosto, krzywo, a nie jakieś dylematy, bo jeżeli państwo znacie „Myszy i ludzi” Steinbecka, to wiecie, że ta lektura zostawia zadry. Zostawia pewien problem człowiekowi i nie jest łatwo po tej lekturze. Nie jest człowiekowi lekko. Świat nie jest taki sam. Ja nie mówię, że się zmienia, bo przecież czytamy, to jest w końcu lektura, to jest w końcu proza, ale naprawdę świat się zmienia po lekturze „Myszy i ludzi”.
[02:56:44] - Wiesz czego? Ja myślałem całe życie, że literatura jest również po to, żeby po jej przeczytaniu, takiej książki na przykład, rzeczywiście nie móc zasnąć albo żeby stawała krucha w gardle, bo po to jest sztuka w ogóle.
[02:57:04] - Tak. Masz coś przeżyć.
[02:57:06] - Masz przeżyć. Oczywiście można nakręcić film albo przeczytać książkę, którą czytasz, po czym odkładasz i w ogóle nie pamiętasz. Można, takich jest wiele filmów i takich jest wiele książek. Chyba że chodzi o to, żeby tak było.
[02:57:29] - Dlaczego ja się skupiam w naszej rozmowie, od pewnego momentu zacząłem się skupiać na Stanach Zjednoczonych? Bo w naszym mniemaniu Stany Zjednoczone to jest oaza wolności.
[02:57:39] - Nie, w tej chwili jest to nasz Rzym. Świat.
[02:57:43] - Oaza wolności. Ja jeszcze czytam dalej, zaraz wyciągnę pewien wniosek. Otóż Zakazano także w Stanach. Oczywiście to są często zakazy przejściowe, trwające jakiś czas, ale zakazano.
[02:57:55] - U nas też było jakiś czas.
[02:57:57] - Na Zachodzie bez zmian zakazano w niektórych bibliotekach, bo po co takiego Ericha Marię Remarqua promować?
[02:58:06] - A w ogóle taki ten, żeby szło przesłanie do wszystkich na Zachodzie bez zmian, czyli w Stanach Zjednoczonych wciąż biją Murzynów?
[02:58:17] - To nie o to dokładnie chodziło. Na przykład usunięto w Stanach Zjednoczonych z programów nauczania „Nowy wspaniały świat”. Bo były tam nawiązania seksualne w „Nowym wspaniałym świecie”, a to się nie godzi. Przecież ja nie wiem, w Stanach Zjednoczonych ludzie rozmnażają się w jakiś dziwny, ale na pewno nie seksualny sposób.
[02:58:38] - Może jest klonowanie, pączkowanie, odkładanie.
[02:58:43] - To nie jest książka z mojej bajki, ale z różnych innych powodów „O powstawaniu gatunków” Darwina też zakazano. Bo oni wolą swoją teorię młodej Ziemi, a Darwin nie, jest passe. Odcinanie się od czegoś, można to uznawać, można nie uznawać. Ja akurat jestem bliższy tej teorii, a z innych powodów wojuję z Darwinem. Na pewno nie z tego powodu, że ogłosił swoją teorię. Można? Można. Zakazywano na przykład takich książek jak „Paragraf 22”. Ich pisarz w końcu Heller to od nich gość, ale zakazano. I to na dłuższy czas zakazano w Ohio, w Tennessee, w Waszyngtonie.
A czemu nie? Rok 1984 gdzie zakazany? W komunie to oczywiste, że była zakazana w ZSRR, ale była też zakazana gdzie? Na Florydzie. Czyli i w Związku Radzieckim, i na Florydzie jakby te same trendy panują, panie. Jak się to panu podoba?
[03:00:05] - Marku, ja ci powiem, że problem jest taki podwójny, bo o ile ja zakazy rozumiem, bo zakazy służą doraźnym, pewnym celom i tak dalej. Rozumiem również cenzurę, również służy doraźnym celom komuś i tak dalej, ale myśmy wyszli na początku tej audycji, a przynajmniej ty wyciągnąłeś sprawę nie cenzurowania, nie zakazywania, ale fałszowania. I to jest dla mnie groza po prostu.
[03:00:37] - Ale powiem ci, dla mnie to wszystko jest groza, bo rzeczywiście od pewnego momentu zmieniłem ostrze. Jak czytam, że w Stanach Zjednoczonych ktoś doszedł do wniosku, że trzeba zakazać Vonneguta „Rzeźni numer 5”, bo tak, bo trzeba zakazać, że trzeba zakazać pewnej klasyki literackiej, a mianowicie „Szkarłatnej litery”. „Ulissesa” zakazano.
[03:01:06] - To są lokalne rzeczy, przejściowe jak deszcz. Nie szkodzą rozwojowi naszej cywilizacji.
[03:01:13] - „Wielkiego Gatsby'ego” zakazano. Dobrze, skończę to, bo to jest właściwie lista hańby to, co w tej chwili wymieniam. Ale pewna konkluzja z tego wszystkiego, bo tak sobie można jeszcze wymieniać długo. Otóż zastanawiam się, czy to jest dobre zjawisko, że nagle o wartości książki zaczęli decydować politycy i zaczęto decydować w głosowaniu. Czyli społeczeństwo głosuje. Heller jest zły, Vonnegut jest zły, ktoś tam jeszcze inny. Żlikiewicz jest zły, to go zakażmy.
[03:01:54] - Czekaj, ale ja rozumiem, że w komunizmie to komunizm zawsze posiadał imię. Czym imieniem był Trocki, Lenin, Stalin.
[03:02:10] - A wcześniej Marks i Engels.
[03:02:14] - Po prostu to ma imię. A gdzie jest imię tych, którzy zakazują tego Marka Twaina, Orwella gdzieś na Zachodzie? Oni są bezimienni. Więc ja mam pytanie skoro tu jest wolność, ja chcę wiedzieć, kto to jest. Nie ma tego kogoś. To jest demokracja. To jest po prostu demokracja. Demokracja ma prawo zakazać również wszystko. Skoro może człowiek jeden, to dlaczego my również wspólnie nie możemy zakazać?
[03:02:50] - Do tego prowadziłem, ale niech sobie nasi czytelnicy odpowiedzą sami. Ważne jest to, co powiedziałeś, że czy aby na pewno to jest najlepszy sposób badań literaturoznawczych? Badanie demokratyczne tego rodzaju dzieł.
[03:03:07] - Piszę o tym. Jeżeli głosowanie oddać tym, którzy nie mają pojęcia o czymś i kazać im głosować na coś, bo takie mają prawo. Mają prawo do równości.
[03:03:27] - Ale nie prawo do decydowania o wszystkim.
[03:03:29] - O wszystkim i do wyrażania poglądów na każdy temat.
[03:03:34] - Ty mi powiedziałeś o tym, że to ludzie decydują. Tak, dlatego przytoczyłem to jednym tchem. Najpierw pisałem o przeredagowywaniu książek i zmianie książek, a dopiero później mówiłem o cenzurze, bo to są dwie strony medalu Wbrew pozorom zastanawiam się, czy te książki, które czasowo były zakazane, przypadkowo nie są książkami następnymi do poprawki. To oczywiście daleko idąca teoria, ale przecież z jakiegoś powodu były zakazane. I teraz wróćmy do tych poprawek. A kto poprawia te książki? Przecież to też się odbywa na zasadzie „pewnego głosowania”. Pewni ludzie dochodzą do wniosku, że wiedzą lepiej, co jest dobre, a co jest złe dla ludzi i coś trzeba zmienić. Zobacz, jak blisko jest. Coś trzeba zmienić, czegoś trzeba zakazać.
To wbrew pozorom bardzo blisko jest od jednego i drugiego. Dlatego przedstawiłem to, tak jak powiedziałem, jednym tchem.
[03:04:39] - Ale zobacz, jak ten mechanizm demokratyczny pięknie działa. Bo zobacz, myśmy myśleli, ale my jesteśmy wsteczna Europa, że szkoła jest po to, żeby przekazywać wiedzę uczniowi. Ale w Ameryce i w Polsce już również tak nie jest. W tej chwili szkoła służy nie do przekazywania wiedzy, ale służy rodzicom do tego, żeby dyktowali nauczycielom, co mają robić właściwie nauczyciele w czasie szkoły.
[03:05:12] - Tak.
[03:05:14] - Jak uczyć albo jak nie uczyć.
[03:05:16] - No właśnie.
[03:05:17] - Czego uczyć.
[03:05:18] - Wiesz co, Wiktorze, ja myślę, że to jest ten dobry moment, w którym już tak namieszaliśmy w głowie naszym słuchaczom.
[03:05:25] - I sobie.
[03:05:26] - I sobie, że musimy się rozstać i przemyśleć. Nasi słuchacze to, co usłyszeli od nas, my jeszcze bardziej to, o czym mówiliśmy, bo to wbrew pozorom nie jest taki problemik. Nam się może dzisiaj wydawać: „A, tam takie”. Powtórzę to, co powiedziałem na początku, że mnie się jeszcze całkiem niedawno wydawało, że dzieło literackie to jest coś niewzruszonego, coś, co się nie zmienia. Okazuje się, że dowędrowaliśmy do takich czasów, kiedy nawet książka, nawet dzieło literackie nie jest czymś stałym.
[03:06:06] - Ale Marek, zawsze była taka zasada: nie ma świętych.
[03:06:10] - Tak, ale jednak nie robiono tego tak na bezczelnego.
[03:06:14] - I tak totalitarnie.
[03:06:16] - I tak totalitarnie. A przecież mówimy o totalitarnych praktykach nominalnie demokratycznego państwa, demokratycznych instytucji. Bo przecież władze oświatowe to demokratyczne instytucje. To, że tak jak te panie od La Principessy czy coś takiego mają durne pomysły, to ja jeszcze rozumiem. Naprawdę to jeszcze rozumiem, ale że w bibliotece pali się książki, to już jest czysty Ray Bradbury i „451 stopień Fahrenheit”.
[03:06:51] - Marku, ale chcę ci powiedzieć, że tak było zawsze i tak chyba zawsze niestety będzie. Przypomnę ci ten passus z Sokratesem, kiedy na rozstaniu z życiem skazały go czarne kamyki. Wrzucano do garnka białe i czarne kamyki. Nie udało mu się wybronić. Poszedł w diabły. I teraz czym to się różni od współczesnego wyklikiwania uśmieszkami w internecie? Klikaj na twarzyczki. Klikaj. Wyciągnąłeś swojego. Zapominamy o tym, na kogo nie klikamy.
Tam były czarne kamyczki. Dzisiaj mamy buźki. No i tak dalej.
[03:07:41] - Wiesz co? To jest chyba najlepsza z możliwych puent, jaką mogłeś zafundować dzisiaj naszym słuchaczom i mnie. Przyznam się, że to chyba jest dobre podsumowanie. No i cóż, dziękujemy państwu pięknie za 50. audycję. To już naprawdę 50. audycji. Zapraszamy za tydzień na „Bibliotekarium” w wydaniu ABW. Zapraszamy na kolejne opowiadania. Jak się uda, to będzie najnowsze opowiadanie naszego autora.
Już mówię to z dumą. Bruno Kadyna wydaje niedługo drugą książkę. Wydaje książkę za tytułu-
[03:08:23] - Rozbezcinsił się.
[03:08:25] - Wydaje książkę. Powiem ci, że jest lepsza od pierwszej. Wydaje książkę „Ciężki bagaż”, a to opowiadanie, które mam nadzieję uda się nam za tydzień zaprezentować, potraktujcie państwo promocyjnie, bo to będzie pierwsze miejsce, w którym to opowiadanie się ukaże. Bruno ma taką cechę, że swoje opowiadania umieszcza w różnych miejscach internetu, a my tym razem będziemy pierwsi. Pierwsi, u nikogo go nie ma, tego opowiadania.
[03:08:50] - Ja pierwszy raz usłyszałem, Marku, w tej chwili od siebie tytuł tej książki. Bardzo intrygujący. „Ciężki bagaż”. O cholera, o czym to może być?
[03:08:59] - Powiem ci, że niezła jazda. Ale to o książce Bruna będziemy mówić. Natomiast za tydzień zapraszamy właśnie na ABW, między innymi z opowiadaniem Bruno. A za dwa tygodnie zapraszamy państwa na omówienie, porozmawiamy sobie o książce pani Joanny Pypłacz. Książka nosi tytuł „Nierozdzielne”. To jest książka wydana całkiem niedawno. To jest nówka nierdzewka, jak to się mówi. Ja przeczytam państwu krótko notkę o tej książce. Być może ona państwa zaintryguje. Mnie w każdym razie zaintrygowała.
Bliźniaczki Sybillę i Sabinę łączy silna, ale też skomplikowana relacja oparta na dominacji, podporządkowaniu oraz wytworzonym przez nie w dzieciństwie prywatnym, niezrozumiałym dla otoczenia języku Gdy skryta, chorobliwie nieśmiała Sabina zaczyna się stopniowo uniezależniać od siostry, odważna i władcza Sybilla coraz bardziej pogrąża się w chaotycznym świecie pełnym niepokojących zjawisk oraz tajemniczych, przerażających wizji. Przekroczenie pewnej niepisanej granicy nieuchronnie prowadzi do tragedii. „Nierozdzielne" to rozgrywająca się w przedwojennym Krakowie mroczna opowieść o dwóch zewnętrznie identycznych, wewnętrznie zaś skrajnie odmiennych istotach, o obsesyjnej namiętności, nadużyciu kompetencji oraz przede wszystkim o trudnych relacjach, których nie jest w stanie przerwać nawet śmierć. To książka, która zabrzmiała bardzo poważnie, ale nie dość, że jest głęboka, to jest książka, którą czyta się bardzo lekko. Wciąga jak rasowe bagno, ale jest w co się wciągnąć. To jest świetna lektura, ale chwalić jeszcze zdążę, a Wiktor zdąży jeszcze skrytykować. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że autorka będzie gościem naszej audycji. Nie na żywo, ale będzie. Kilka słów od naszej autorki usłyszymy. Zapraszamy za dwa tygodnie, a teraz już wszystkiego dobrego, samych dobrych lektur, samego dobrego pisania.
Do usłyszenia za dwa tygodnie w „Bibliotekarium" w 51. audycji i za tydzień w AWW.
[03:11:49] - Ja was żegnam z pewnym jednak optymizmem, bo jednak możemy żyć i czytać książki jeszcze nie w Stanach Zjednoczonych.
[03:11:58] - Jeszcze niezmienione .
[03:12:02] - Mówili te słowa do państwa gospodarze „Bibliotekarium" Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc. Do usłyszenia już za tydzień w AWW i za dwa tygodnie w „Bibliotekarium". Mam taką nadzieję, że mimo pewnych obaw ani Radio Paranormalium, ani audycja „Bibliotekarium" nie spoczną nigdy w tak zwanym grobie pamięci. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.