[00:35] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie kolejnego odcinka Bibliotekarium. Tym razem w wyjątkowo okrojonym składzie, bowiem nie ma z nami Wiktora Żwikiewicza. Gdziekolwiek teraz jest, gdziekolwiek nas słucha, pozdrawiamy go bardzo serdecznie. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie jest z nami połówka Bibliotekarium, współgospodarz audycji Marek Żelkowski. Halo, halo, Bydgoszcz.
[01:08] - Halo, halo. Dzień dobry wieczór. Ja dzisiaj mam zadanie poważne przed sobą, bo Wiktora oczywiście nie da się zastąpić, ale przynajmniej muszę próbować i rozdwoić się. Chociaż i tak wiem, że w tej chwili już co poniektórzy sięgają po wyłącznik radia, bo jak nie ma Wiktora, to nie ma zabawy. Jednak będę się starał. A tematem dzisiejszej audycji, jak państwo zapewne wiecie, jest książka Joanny Jax „Podróż do krainy umarłych”. To jest pierwszy tom cyklu zaplanowanego na trzy tomy „Zanim nadejdzie jutro”. Pani Joanna Jax, tak naprawdę to pseudonim. Naprawdę pani Joanna Jakubczak. Cóż powiedzieć?
Ja powiem tylko tyle, że przez bardzo długi czas jakoś nie miałem mięty do powieści, które są sagami rodzinnymi, dzieją się na przestrzeni lat. Coś tak jak przez analogię do serialu „Dom”. Dzieje się i dzieje, lata płyną, a pokolenia się zmieniają, dzieci się rodzą, starsi umierają. I tak to się wszystko toczy. Nie miałem przekonania do tego typu literatury. Podobnie zresztą jak do filmu. Kiedy pojawiły się pierwsze odcinki serialu „Dom”, jakoś niespecjalnie mnie ciągnęło do tego filmu. Z czasem zacząłem się jednak przekonywać, bo to tak pewno musi być. Zacząłem się przekonywać, że to nie musi być wcale literatura czy też film, które są złe. Zresztą wiecie państwo, w świetle tego, co serwują w tej chwili rozmaite telewizje, nazwijmy je komercyjne, a zresztą niekomercyjne też, to taki na przykład serial „Dom” to jest arcydzieło sztuki filmowej.
Bo jeżeli państwo spojrzycie na przeciętną telenowelę, która się w jednym, drugim, trzecim czy 18. programie pojawia, to naprawdę, jeśli to się dzieje tak, że aktorów się wymienia, jeśli poproszą o podwyżkę albo jakoś w ogóle im się znudzi, to natychmiast umierają, wyjeżdżają i tak dalej, to już świadczy o tym, że dostosowuje się treść do tego, co się po prostu dzieje w prawdziwym życiu. To nie jest to. Natomiast prawdziwe sagi mają to do siebie, że są drobiazgowo zaplanowane. Zresztą będziemy dzisiaj za pośrednictwem taśmy gościć autorkę, panią Joannę Jax. Ona troszeczkę opowie o tym, w jaki sposób pisuje, w jaki sposób doszło do tego, że zaczęła pisać. Ważne jest chyba to, że ta książka, o której będziemy dzisiaj rozmawiać, to jest książka, przy której znowu to tak troszeczkę jak przy Bruno Kadynie. Gdyby nie rozsądek, to bym zawalił nockę, bo ona po prostu wciąga. Ta książka po prostu wciąga i na początku wydaje się, taka historia gdzieś tam osadzona dawno, dawno temu. Bo z naszego punktu widzenia przełom lat 30.
i 40. to naprawdę już rzeka czasu nas oddziela, właściwie całe morze czasu. I cóż tam może być ciekawego? Okazuje się jednak, że to, co się zaczyna tak spokojnie, tak prosto, tak prawie sielsko, tak to sobie określmy, nagle dostaje przyspieszenia. Nagle się okazuje, że te proste losy zaczynają być mocno skomplikowane, a co więcej, dzieją się na tle wielkiej historii. To jest duża zaleta tej książki i myślę, że warto po prostu sięgnąć po tę literaturę, bo co ważne, autorka, pani Joanna Jax bardzo dba o szczegóły. To jest książka, może przesadzę, ale ja sobie lubię poprzesadzać, w związku z tym niech będzie. To jest książka, z której na dobrą sprawę można się uczyć i wielkiej historii, czyli śledzić wydarzenia historyczne, ale uczyć też tej historii małej, którą bardzo często przekazują nam nasi bliscy, jacyś znajomi. Opowiadają o różnych szczegółach, o takich szczegółach dnia codziennego. I to jest zawsze ten moment, kiedy nagle się okazuje, jak mało wiemy.
Myślę, że pomimo że zaczynamy dopiero audycję, to jest dobry moment, żeby oddać głos autorce. Posłuchajmy pierwszej części rozmowy, którą z autorką przeprowadziłem. Zadałem jej w tym wywiadzie pytania o to, żeby przedstawiła troszeczkę swoją drogę pisarską. Myślę, że to jest zawsze ciekawe, jeśli prosimy autora o to, żeby powiedział, jak został pisarzem. Tu odpowiedź jest bardzo ciekawa. Bardzo ją polecam. Później jeszcze po rozmowie troszeczkę do tego nawiążę, bo myślę, że autorka bardzo pięknie przedstawia, jak blisko jest od marzeń, które ma człowiek do ich realizacji. Warto tego posłuchać. Oczywiście nie mogłem nie zapytać o to, skąd zainteresowanie takim, a nie innym okresem historii i w ogóle dlaczego historia? Dlaczego te wydarzenia opisywane przez autorkę, historie ludzi, dlaczego tak daleko od nas?
Dalej pytałem jeszcze o to, jak się do takiej książki człowiek przygotowuje, bo chyba zdajecie sobie państwo sprawę, jeśli chcemy opisać to, co nas otacza, to jest bardzo proste. Rozglądamy się i opisujemy. Natomiast na dobrą sprawę, jakbym zadał państwu pytanie: a jak wyglądały monety II Rzeczpospolitej? Albo jak wyglądała ulica, taka przeciętna ulica w mieście na, powiedzmy, północno-wschodniej części Polski? Jak tam było? Po prostu. Jakie były smaki, zapachy, kolory? Jak to wszystko wyglądało? Normalnie tego nie wiemy, a dzięki autorce nagle się dowiadujemy. Ale żeby tak mogło być, to jest ciężka praca autorki.
Okupione jest to ciężką pracą autorki. Dalej oczywiście musiałem zapytać o to, czy książka jest fikcją literacką, czy też są tam jakieś elementy, które są wzięte z życia. Też bardzo ciekawa odpowiedź dla wszystkich tych, którzy troszeczkę próbują pisać. Myślę, że w kontekście naszej audycji ABW, czyli Antologia Bibliotekarium Warsztaty warto jej posłuchać, bo to jest też takie krótkie studium tego, jak można konstruować bohatera. Ale teraz to już oddajmy głos autorce. A zatem pani Joanna Jax.
[08:51] - Witam bardzo serdecznie. Nazywam się Joanna Jax i piszę książki. Książki piszę różne. Natomiast ci, którzy znają moją twórczość wiedzą, że takim moim ulubionym okresem historycznym, w którym umieszczam akcję swoich powieści, jest historia najnowsza, a konkretnie okres przedwojenny i okres II wojny światowej. Jeżeli chodzi o moją pisarską drogę, to trudno powiedzieć, że ona była długa i wyboista, ponieważ jakkolwiek marzenie o pisaniu zrodziło się we mnie dosyć wcześnie, bo w wieku lat 14, tak decyzję o tym, żeby jednak spróbować swoich sił podjęłam stosunkowo niedawno, bo jakieś pięć lat temu. Pierwsza moja powieść, czyli „Dziedzictwo Dombecków”, tkwiła w mojej głowie 20 lat. Czekała na to, żeby zostać przelaną na papier. Natomiast na półkach księgarskich ukazała się w lipcu 2014 roku. Także trudno tu mówić, że moja droga była długa. W międzyczasie oczywiście pracowałam.
Pracowałam w korporacji, w firmie zajmującej się zakładaniem ogrodów i projektowaniem tychże ogrodów. Natomiast kilka miesięcy temu musiałam podjąć decyzję i zastanowić się, co dalej. Dlatego, że jednak pogodzenie tych dwóch spraw, czyli pracy zawodowej pełnoetatowej oraz pisania zaczęło być troszeczkę męczące. Od kilku miesięcy jestem pełnoetatową pisarką. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. To tyle w zasadzie, co chciałabym o sobie opowiedzieć, jeżeli chodzi o tą moją drogę pisarską. Może tylko tyle, że w zasadzie decyzja o tym, żeby napisać pierwszy wyraz, pierwsze zdanie została podjęta naprawdę bardzo spontanicznie, pod wpływem mojej przyjaciółki, która była bardzo szczerze zdziwiona, że hodując niejako w sobie marzenie o pisaniu, nigdy nie spróbowałam tego zrobić. Spróbowałam, napisałam i udało się. To znaczy znalazłam wydawcę. Znaleźli się czytelnicy, którzy polubili, niektórzy wręcz pokochali moje powieści, a to jest najlepsza motywacja do tego, żeby tworzyć dalej, żeby rozwijać się i stawać się coraz lepszą w swoim fachu.
Jeżeli chodzi o tematykę, czyli okres historyczny i miejsce geograficzne, to może powiem w ten sposób. W momencie, kiedy wymyśliłam swoją powieść, nie wiem, dlaczego umieściłam akcję tej powieści w czasie wojny. Po prostu taki miałam pomysł i kiedy myślałam sobie o tej powieści, dochodziłam do wniosku, że owszem, wszystko fajnie pod względem fabularnym, natomiast brakuje mi zdecydowanie wiedzy merytorycznej. Zaczęłam sięgać po książki dokumentalne, po książki biograficzne obejmujące ten okres w dziejach świata, oglądać filmy dokumentalne, fabularne zresztą też. I nagle odkryłam, że to są tematy, które bardzo mnie ciekawią, że chciałabym więcej i więcej wiedzieć. Tym sposobem z każdą powieścią, z każdą książką coraz więcej rzeczy się dowiadywałam, studiowałam i tych książek rzeczywiście przez ten czas nie jestem w stanie nawet określić ilości. Ile ich przeczytałam? W każdym razie robiłam takie małe podsumowanie do mojej sześciotomowej sagi „Zemsta i przebaczenie” i wyszło mi, że przeczytałam chyba około 70 książek tego typu. Nie mówiąc o filmach, może nie tyle stricte dokumentalnych, co przesłuchiwałam opowieści ludzi, którzy żyli w tamtym okresie. Nie tylko bohaterów wojennych, osób, które walczyły gdzieś w podziemiu, ale również takich zwykłych, najnormalniejszych ludzi, którzy starali się jakoś przetrwać ten okres.
Jeżeli chodzi o miejsce geograficzne, to tutaj mamy akurat w najnowszej mojej powieści okres przedwojenny, teren byłego województwa wileńskiego. Później przeniesiemy się do Kazachstanu i na daleką Syberię. Natomiast biorąc pod uwagę wszystkie moje książki, to ja bardzo mało piszę powieści. Chyba tylko jedną taką napisałam, która zamyka się w jednym miejscu lub w pobliżu tego miejsca. Natomiast jestem takim niespokojnym duchem i po tym świecie strasznie szaleję. Jeżeli chodzi o „Zemstę i przebaczenie”, to również nie ograniczyłam się jedynie do terenu Polski, ale również wyjechałam na Wschód i na Zachód troszeczkę, i na Południe, i nawet zahaczyłam o Afrykę. Więc ja lubię podróżować w czasie i przestrzeni. Natomiast jeżeli chodzi o tę ostatnią moją powieść, pierwszy tom cyklu „Zanim nadejdzie jutro”, tutaj była bardzo zabawna sytuacja, ponieważ troszeczkę współpracuję z Fundacją dla Rodaka. Jest to fundacja, która wspiera naszych rodaków w Kazachstanie. Organizacja, która organizuje wakacje dla młodzieży z Kazachstanu i robi mnóstwo akcji związanych z Polakami, którzy tam mieszkają.
Pewnego dnia zapytałam się pani prezes tej fundacji, czy może byłoby wskazane, gdybym na przykład napisała taką książkę, reportaż o ludziach, którzy tam byli, mieszkali, żyli. Niektórzy tam oczywiście pozostali, inni powrócili do kraju i jest możliwość spotkania się na żywo z tymi ludźmi. I czy nie byłoby fajnie, gdybym ja taki reportaż napisała? I wtedy pani prezes, pani Joanna Wilk-Jaridis mówi do mnie: „Ale my chcemy powieść”. Wtedy mówię: „No dobrze, to w takim razie będzie powieść”. I już zaczęłam obmyślać fabułę. Dlatego to jest właśnie los zesłańców. Nie tylko do Kazachstanu, ale między innymi. Jeżeli chodzi o moje przygotowania do napisania książki, to oczywiście nie jest tak, że jestem w stanie wszystko napisać z głowy. Tutaj research musi być dosyć mocno pogłębiony, żebym głupot nie pisała.
Zatem na samym początku przede wszystkim kompletuję zbiór lektur, które będą niezbędne, tak żebym je miała cały czas pod ręką. Między innymi pani Zofia Kurzowa napisała książkę, w zasadzie taki słownik na temat gwary, w ogóle języka północnokresowego i tych wszystkich nazw, słów. To jest książka, która mi praktycznie non stop towarzyszy, dlatego, że częściowo moi bohaterowie posługują się tą gwarą północnokresową. Muszę skądś wziąć to słownictwo, jakim się wówczas posługiwali. I kiedy mam już ten zbiór lektur, to po prostu wertuję je, czytam, studiuję. Bardzo dużo oczywiście materiałów mam w formie elektronicznej, co oczywiście jest dużym ułatwieniem, dlatego, że wtedy wyszukuję sobie konkretne zagadnienie, które mnie interesuje i na tym się skupiam. Ale najczęściej i tak jest konieczne przeczytanie całej książki, żeby znaleźć to, o co mi chodziło. Bardzo często się zdarza, że kiedy taki materiał czytam, nagle zdobywam informację, jakieś wydarzenie historyczne, które jest na tyle ciekawe, że postanawiam ubrać moich bohaterów i osadzić w tym wydarzeniu historycznym. I teraz tak, czy książka jest fikcją literacką, czy wykorzystuje historie prawdziwe? Tak, jest to fikcja literacka.
Natomiast oczywiście tło historyczne, obyczajowe, społeczne jest jak najbardziej prawdziwe. To znaczy przynajmniej tak podają źródła. Zdarza mi się, i nie ukrywam, że dosyć często, że czerpię pewne zdarzenia, które wydarzyły się osobom żyjącym, czasami sławnym, czasami mniej sławnym, które również wplatam w swoją opowieść. Natomiast to nie jest jeden do jednego. To są tylko niektóre wydarzenia. Czasami może się zdarzyć, że jedna z moich bohaterek czy jeden z moich bohaterów posiada fragmenty życiorysów na przykład 10–15 osób. Ale mówię, to są fragmenty. To są jakieś takie smaczki, które wydają mi się warte pokazania, warte opowiedzenia. Także jak najbardziej fikcja przemieszana z faktami. Natomiast to nie jest jeden do jednego.
[18:36] - Pierwszą część wywiadu mamy za sobą. Dlaczego tak zwracałem uwagę? Dlaczego tak podkreślałem? Chociażby to, że tak niewielka droga dzieli nasze marzenia od tego, żebyśmy zaczęli je realizować. Zobaczcie państwo, mamy rok 2018. Co prawda gdzieś tam chyżo zmierza do końca, ale jednak jest 2018 rok, a pierwsza książka bohaterki dzisiejszego programu, pani Joanny Jax, wyszła w roku 2014. Cztery lata. A jeśli spojrzymy na to, że tych książek, jeśli liczyć by kolejne tomy, bo jedna saga autorki liczyła dwa tomy, później była ta, która liczyła sześć tomów, czyli „Dziedzictwo Fundeków”, o ile dobrze pamiętam. A nie, „Dziedzictwo Fundeków” to była ta dwutomowa, a później jeszcze była saga „Zemsta i przebaczenie”. To sześć tomów.
Ukazywały się też inne książki autorki. Zobaczcie państwo, a minęły tylko cztery lata. Co więcej, zwróćcie państwo uwagę, że czasami trzeba mieć kogoś, kto nas pchnie w tę dobrą stronę, dzięki której będziemy mogli realizować swoje marzenia. Czasami troszeczkę brak nam odwagi, żeby je realizować. Warto zatem posłuchać kogoś, kto nam po prostu dobrze życzy. Trochę mi brakuje dzisiaj tutaj Wiktora, bo zawsze w tym momencie włączyłby się do gry i powiedział coś ciekawego. To może ja teraz powiem coś ciekawego. To tak chyba jest, bo właściwie takich historii pisarskich poznałem już troszeczkę w życiu. I rzeczywiście w bardzo wielu przypadkach jest tak, że żeby być pisarzem, dany autor marzy wściwie od okresu nastoletniego. To bardzo często się zdarza.
Ktoś pielęgnuje w sobie to marzenie, bo uważa, że to jest to, co w życiu fajnie byłoby robić, ale bardzo często nie ma odwagi. Czasem tak jest, że człowiek po prostu chciałby, a boi się. I proszę, czy to jest okres potrzebny, czy nie? Są tacy, którzy powiedzą, że nie. Po co było tak długo czekać te 20 lat? Gdyby pani Joanna zaczęła wcześniej, to dzisiaj mielibyśmy tych książek, które napisała znacznie więcej. Pewnie tak, ale z drugiej strony może ta pierwsza książka musiała po prostu w autorce dojrzeć, może musiała zostać wypielęgnowana w jej umyśle i dopiero wtedy mogła trafić do czytelnika. Nie wiem. To pewnie rzecz, którą będzie trudno rozstrzygnąć. A zatem jej po prostu nie rozstrzygajmy.
To jest rzecz, którą warto sobie przemyśleć. Czy spieszyć się ze swoim debiutem i za wszelką cenę biec ku temu, czy też nie? Ja myślę, że nie ma prostej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Bardzo dobrze, jeśli robimy dużo w tym kierunku, aby realizować swoje marzenia. Ale czy musimy je realizować już, teraz, natychmiast? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Natomiast zwróćcie państwo uwagę, co autorka mówi o researchu, o szukaniu, o szczegółowym znajdowaniu. Te 70 książek, które trzeba było przeczytać, żeby powstała powieść, to jest być może miara tego, dlaczego książki pani Joanny Jax tak dobrze się czyta. Bo nie ma w nich fałszu, nie ma w nich takiego prześlizgiwania się po temacie, po szczegółach.
Prześlizgujemy się kiedy? Wtedy, kiedy nie wiemy, co w tym miejscu umieścić. Myślę, że taka sytuacja w książkach, o których mówimy, po prostu nie następuje. Pani Joanna jest przygotowana i to docenić można wtedy, kiedy człowiek zamyka książkę i mówi sobie: „Kurczę, jaka to była pełna krwista historia”. Nie dość, że bohaterowie, ich losy wciągnęły mnie, to w dodatku wszystko grało. Nie było tam fałszu. Ja myślę, że jest taka nić porozumienia pomiędzy autorem książki a czytelnikami i że czytelnicy bardzo często czują, czy pisarz mówi do nich w sposób szczery, czy też coś udaje. I to kolejny punkt dla pani Joanny, że nie udaje, że to są książki pisane, tak mądrze można powiedzieć, sercem, ale emocjami, po prostu całą sobą i to później owocuje. Ja myślę, że czytelnicy doskonale to wyczuwają. Ja oczywiście jako człowiek internetu, który w internecie dosyć dużo buszuje, nie mogłem sobie odmówić i poszukałem troszeczkę na temat tego, co na temat twórczości pani Joanny Jax pisze się na różnego rodzaju forach.
I to, co przed chwilą powiedziałem, jest poruszane bardzo często. Szczerość wypowiedzi. Szczerość, z jaką autorka przemawia do czytelników jest podkreślana oraz właśnie emocje, o których mówiłem, że ci bohaterowie, którzy się pojawiają, zwykli ludzie tak naprawdę. Chociażby w tej książce, o której mówimy, „Podróż do krainy umarłych”, pojawiają się dzieci, pojawiają się osoby dojrzałe, które mają swoje kłopoty, bo tam mamy na przykład wnuczka, który opiekuje się Ociemniałym dziadkiem. Mamy młodą kobietę wychowującą dziecko. Zobaczcie państwo, zupełnie proste historie. I nagle pojawia się wielka historia. Ona się gdzieś tam przewala przez tych ludzi i okazuje się, że ona wszystko zmienia, że ten świat nagle w związku z wielkimi wydarzeniami historycznymi rozpęka się, rozpada się, zupełnie się zmienia. Oczywiście to, co najgorsze się może stać, co będzie chyba najstraszniejsze, pojawi się w kolejnych tomach, które są planowane przez panią Joannę, bo tak jak powiedziałem, cykl „Zanim nadejdzie jutro” będzie liczył sobie trzy tomy. Pierwszy „Podróż do krainy umarłych” to ten, o którym dzisiaj rozmawiamy.
W przygotowaniu „Ziemia ludzi zapomnianych”, tom drugi. I jeszcze przed autorką, przed przystąpieniem do pracy jest „Druga strona nocy”. A zatem mamy do czynienia z wielką, epicką opowieścią. I tak jak zacząłem mówić o tym, nie mogę się powstrzymać przed porównaniami chociażby z serialem „Dom”. Nie wiem, czy autorka nie będzie miała mi za złe przypadkowo, ale jest coś w tym takiego, że jedną i drugą twórczość, zarówno serial „Dom”, jak i książki pani Joanny Jax zbliża do siebie to, że czytelnik, a w przypadku filmu oglądacz filmu chce być z bohaterami, którzy zostali stworzeni. To jest właśnie to, że kiedy wspominałem o tej zawalonej nocce, to nie dlatego przecież, że się tam aż tak dużo dzieje, że tam jest tak sensacyjnie. Takie książki też oczywiście lubię, ale dlatego, że w książce pani Joanny ci bohaterowie są prawdziwi i chcemy z nimi podążać. Chcemy być. Ciekawi nas, co się stanie dalej. Ważne jest w książce pani Joanny Jax to, że na naszych oczach dzieje się, już to mówiłem, wielka historia, ale też wielka, znowu to zabrzmi patetycznie, martyrologia.
Ta wielka i ta mała, codzienna. Ja cały czas to z takim namaszczeniem powtarzam, natrętnie to powtarzam. Nie ma Wiktora, więc nie ma mi kto przerwać, więc sobie będę powtarzał dalej. Natomiast wbrew pozorom to jest bardzo ważne, bo my przez lata, im jesteśmy dalej od wydarzeń dramatycznych, tym uodparniamy się na nie po prostu. Ileż można słuchać o tym, że kiedyś była wojna, że było strasznie. Dzisiaj tego już nie czujemy do końca. Młode pokolenie czy młodsze pokolenie. Po prostu była wojna. 500 lat temu też była jakaś wojna. Nie bardzo już czujemy więź i właściwie tylko i wyłącznie przez losy pojedynczego człowieka, grupy ludzi, z którą chcemy być, której losy chcemy poznawać.
Ta martyrologia, może to niedobre słowo, te dramatyczne losy docierają do nas. To jest wtedy coś, co budzi nasz niepokój. Budzi nasze zwątpienie, jakieś takie przekonanie, że już nie jesteśmy pewni tego, co nas otacza, bo nagle się okazuje na przykładzie bohaterów pani Joanny, że tak jak w naszym przypadku mamy swoje proste, codzienne życie, a ono może zostać rozwalone w jednej chwili, właściwie błyskawicznie i wszystko trzeba przestawiać na nowe tory. To jest kwintesencja tego złego, co nas w życiu może spotkać i to myślę warto zapamiętać. Ja w każdym razie z tej książki bardzo mocno zapamiętałem. To jest jakiś taki wątek z „Podróży do krainy umarłych”, który został we mnie bardzo głęboko. Bo oczywiście niby to człowiek wie, że wielka historia przetacza się po nas bardzo często jak walec, ale bądźmy uczciwi, proszę państwa, czy wielka historia się po mnie czy po państwu przetoczyła? Nie sądzę. Nic takiego wielkiego się w naszych czasach nie dzieje. Jest co prawda politycznie bardzo gorąco, ale w gruncie rzeczy nic wielkiego, dramatycznego wokół nas się nie dzieje.
A bohaterowie książki pani Joanny Jax rzuceni są w takie sytuacje ostateczne, które sprawdzają. Bardzo często mówią „sprawdzam” temu, jakimi są ludźmi, jak się zachowują, jak mogą się zachowywać. I pewnie dlatego z czasem zacząłem. Zacząłem zresztą od tego, że nie bardzo szanowałem kiedyś różnego rodzaju sagi. Wydawała mi się to taka literatura drugorzędna. Dzisiaj z pewną radością odszczekuję to zupełnie szczerze. To tak nie jest. Sagi są Powiem tak, są albo złe, albo dobre sagi. I na tym polega tak naprawdę różnica. Niektóre z nich mogą być literaturą, a niektóre z tych sag literaturą zdecydowanie nie są.
Książka pani Joanny Jax i to jest oczywiste, co powiem, literaturą jest, bo to nie jest tylko śledzenie losów bohaterów, którzy żyją sobie w północno-wschodniej Polsce przedwojennej Polsce II Rzeczypospolitej. Ich losy są zupełnie zwyczajne. I nagle pojawia się wojna, nagle pojawiają się Rosjanie. I zaczyna być dramatycznie. Przecież za dużo nie zdradzę, jeśli powiem, że nagle nasi bohaterowie stają przed koniecznością wyjazdu na wschód. Czy to na Syberię, czy do Kazachstanu. Wyobraźcie sobie państwo teraz, że ktoś wam komunikuje, że jedziecie gdzieś w głąb subkontynentu eurazjatyckiego. Może na wycieczkę to tak, ale czy tak z całym dobytkiem, z całą rodziną, w ogóle z całym życiem? Nie jestem pewien, czy to byłaby porywająca perspektywa. Mówiłem o tej zapalonej nocki i to jest taka rzecz, która często nawet po ostatniej audycji jeden z naszych słuchaczy zarzucił mi, że to już jest przesada, bo przecież nocki się nie zarywa z powodu książki.
Powiem tak, bardzo ci, szanowny słuchaczu, współczuję, że nigdy nie udało ci się zawalić nocki z powodu dobrej książki. Mnie się już kilka razy udało. Teraz co prawda coraz częściej górę bierze rozsądek, ale to jest tylko rozsądek i sposób myślenia na zasadzie: przecież jutro muszę wstać i iść do pracy. W związku z tym dobra, zakładka w ruch, zamykam książkę i idę spać. Ale w gruncie rzeczy, gdybym mógł, to bym tę książkę po prostu skończył. Myślę, że warto coś takiego przeżyć. I powiem tak, oczywiście łatwo przeżyć to z książką sensacyjną, no właśnie, chciałem powiedzieć, że się dużo dzieje, ale w tej książce też się dużo dzieje tak na dobrą sprawę. Więc to nie, to fałszywy trop. Łatwo jest się porwać sensacyjnemu wątkowi. Łatwo jest się porwać jakiejś zagadce, którą rozwiązujemy wspólnie z bohaterem książki sensacyjnej.
Ale uwierzcie mi państwo, pani Joanna Jax sprawia, że równie łatwo jest podróżować przez życie z bohaterami jej książek. Po prostu. I to myślę, jest duża wartość, jeśli chodzi o ten typ literatury. Tak sobie gadam i cały czas spoglądam na puste krzesło obok mnie, na którym powinien siedzieć Wiktor. To teraz się sprytnie wymknę i zaproszę państwa na kolejną część, ostatnią, drugą czy jakkolwiek to nazwiemy, wywiadu z panią Joanną Jax. Tym razem pytałem o to, czy mogłaby w jakiś sposób zareklamować swoją powieść, bo to zawsze ciekawe, co autor ma do powiedzenia. Troszeczkę pani Joanna mi uciekła z odpowiedzią, ale nie dziwię się. Mówiąc szczerze doskonale ją rozumiem. Dalej zapytałem o dalsze losy bohaterów, jak sobie to zaplanowała i bez spoilerowania, bez zdradzania szczegółów szczególnie istotnych pani Joanna opowiada o tym, jak sobie to dalej zaplanowała. Dalej rozmawiamy o tym, co kształtuje pisarza.
To jest z mojego punktu widzenia bardzo ważne pytanie, bo oczywiście można mówić, że pisarz to wyobraźnia, ciężka praca, być może trochę tego, co nazywamy weną, ale również przecież suma lektur, którą każdy autor w życiu przeczytał. To jest zawsze bardzo istotne. Zobaczcie państwo, posłuchajcie państwo, jakie lektury wymienia pani Joanna. Bardzo ciekawe. Zresztą w kontekście tego, jak mówi o swoich planach literackich później, o tym, co ma zamiar jeszcze napisać, jakie są jej literackie plany, to jest bardzo znamienne. Ten zestaw lektur jest bardzo znamienny.
[36:12] - Kolejne pytanie dotyczyło tego, jakich argumentów użyłabym, żeby zareklamować swoje powieści czy też ostatnią swoją powieść. I to jest chyba najtrudniejsza rzecz, jaką przychodzi mi czynić, ponieważ jeżeli chodzi o autoreklamę, jestem zupełnie do niczego. Nie lubię reklamować swojej własnej twórczości, czy też swojej osoby. Nie wiem, z czego to wynika. Po prostu wychodzę z założenia, że są osoby, które pokochają te książki i są osoby, które kompletnie nie będą zainteresowane moim stylem czy czymkolwiek, co piszę w swoich powieściach. Daję czytelnikowi niejako wolny wybór. Nie potrafię, po prostu nie potrafię tego robić i nie będę tego robiła. Na każdej powieści, na każdym tomie powieści jest krótki opis, o czym opowiada książka. Zatem czytelnik sięga po nią na własne ryzyko. Jeżeli byśmy wrócili do mojej najnowszej powieści, czyli „Zanim nadejdzie jutro" i pierwszy tom już się ukazał.
Natomiast oczywiście dwa kolejne są w przygotowaniu. Mam nadzieję, że nie będzie jak z „Zemstą" i „Przebaczeniem", bo tam również zaplanowałam trzy tomy, które się rozrosły. Saga rozrosła się do sześciu tomów. Tutaj mam nadzieję, że w tych trzech tomach przekażę wszystko, co chciałabym opowiedzieć moim czytelnikom. Czy mogę zdradzić kilka szczegółów? Tak, oczywiście, niektóre rzeczy mogę powiedzieć, bo każdy, kto przeczytał pierwszy tom, domyśli się, co będzie w kolejnych. W kolejnych tomach będzie przedstawione życie w Kazachstanie po zesłaniu czy też na Syberii. To, w jaki sposób ludzie musieli walczyć o przetrwanie, jak bardzo zmieniło się ich życie. Muszę oczywiście zahaczyć jeszcze o jeden temat, a mianowicie o armii Andersa, ponieważ wiele osób wyszło ze Związku Radzieckiego dołączając do armii Andersa i przez jakiś czas byli rozsypani po całym świecie, niekiedy bardzo egzotycznym, bo to była i ówczesna Persja i Liban, czyli Bliski Wschód i Afryka. I później, kiedy wojna się skończyła, nagle musieli podjąć decyzję, co dalej ze sobą zrobić.
Była to bardzo specyficzna sytuacja, ponieważ dla Kresów Wschodnich w przypadku osób, których dotknęło zesłanie, oni mieli tylko jednego wroga podczas tej wojny, bo oni Niemców nie widzieli na oczy. Dla nich wrogiem był Związek Radziecki. I nagle wojna się kończy. Okazuje się, że dostaliśmy się pod strefę wpływów Związku Radzieckiego, czyli dla tych ludzi pod but wroga, który 17 września wdarł się do ich ojczyzny. Z drugiej strony ogromna tęsknota za Polską i te ogromne dylematy. Mam nadzieję, że uda mi się pokazać, jak bardzo rodziny zostały podzielone, jak szukali się po świecie i jak odnajdywali się w tej powojennej rzeczywistości. I to by było tak pokrótce. Oczywiście nie będę zdradzała szczegółów, chociażby takich, który z moich bohaterów przeżyje, który nie. Natomiast mniej więcej to jest to, co ja bym chciała, żeby znalazło się w kolejnych tomach powieści. Co do weny, to jest bardzo trudne pytanie, dlatego że często na spotkaniach autorskich czy podczas wywiadów otrzymuję pytanie, skąd mi się to bierze.
Jedyną rozsądną odpowiedzią jest odpowiedź nie wiem. Nie wiem, czy to nazwać weną, czy to nazwać-- być może niektórzy nazwą to talentem, ale ja z wrodzonej skromności i pokory talentem tego nie nazwę. Ale myślę, że to jest jakaś iskra Boża, jakiś dar, że autor opowieści czy pisarz jest w stanie to, co sobie wyobraził w głowie, przelać na papier i jeszcze nadać temu kształt i jakąś logikę. Myślę, że to jest dar, dlatego że wyobraźnię posiadamy wszyscy. Niektórzy posiadają tę wyobraźnię bardzo bujną i bardzo ciekawe rzeczy przychodzą im do głowy. Natomiast następuje ten zgrzyt, kiedy trzeba usiąść i to, co w duszy gra, przelać na papier. I tutaj właśnie mówimy o tej wenie czy też iskrze Bożej. Oczywiście im więcej się pisze, im dłużej się pisze, poprawia się warsztat pisania. To znaczy jest coraz mniej poprawek. Pisarz czy chce, czy nie chce, w jakimś tam stopniu staje się rzemieślnikiem.
Natomiast ja myślę, że jeżeli pewnego dnia moje pisanie będzie tylko rzemiosłem, to będzie mój koniec. Dlatego, że ja pisząc wkładam wiele serca, duszy i przede wszystkim emocji w to, co piszę, bo wierzę w to, że jeżeli mnie emocjonuje pisanie tej opowieści, to czytelnik to wyczuje i również będzie odczuwał silne emocje podczas czytania. Także miejmy nadzieję, że one mnie nigdy nie opuszczą i nigdy nie stanę się stricte rzemieślnikiem. Autor to również suma lektur, takie mam pytanie, jakie przeczytał w życiu. Oczywiście jestem jeszcze z pokolenia, które czytało dużo, gdzie w zasadzie tak jak w tej chwili ludzie zasiadają codziennie przed telewizorem, oglądają ulubiony serial czy cokolwiek innego, co im tam pasuje. Tak kiedyś takim rytuałem było sięganie po książkę, więc nie jestem nawet w stanie powiedzieć, ile tych powieści, książek, bo nie tylko to były powieści, przeczytałam, bo myślę, że na tony można byłoby liczyć. Natomiast oczywiście były takie książki, które były dla mnie ważne, jeżeli chodzi o moją karierę pisarską i mogę wymienić takie najważniejsze. Pierwsza to było „Przeminało z wiatrem" Margaret Mitchell. Powieść przeczytana w ósmej klasie, czyli miałam 14 lat i kiedy skończyłam czytać tę powieść, po raz pierwszy w mojej głowie zakiełkowała myśl, że bardzo bym chciała zostać pisarzem, że to musi być fantastyczny fach, że tak powiem. I pisać tak fantastycznie, jak zrobiła to Margaret Mitchell, że stworzyła taką nietuzinkową bohaterkę, że wplotła historię, której nie czułam mięty specjalnej, a jednak ona potrafiła tak wpleść tło historyczne do opowieści, że czytało się to z przyjemnością, a przy okazji człowiek się czegoś dowiadywał.
To było takie marzenie, że chciałabym być pisarką. Natomiast kolejna książka, pod wpływem której wymyśliłam swoją powieść, aczkolwiek zupełnie inną od tej, którą przeczytałam, to była powieść Kena Folletta „Niebezpieczna fortuna”. Uważam, że to jedna z najlepszych jego powieści i troszeczkę niedoceniana. Znane są inne jego opowieści, natomiast ta niekoniecznie jest mocno doceniona. Stwierdziłam, że połączenie historii, może nie sensacji, ale jakiejś przygody, oczywiście miłości. I wtedy urodziła się w mojej głowie powieść pod tytułem „Dziedzictwo von Beków”. Kolejną ważną powieścią, taką, którą teraz sobie na gorąco przypominam, jest trylogia Kena Folletta, która ukazała się stosunkowo niedawno. To są trzy tomiszcza obejmujące I wojnę, II wojnę i okres powojenny w historii świata. Nie ukrywam, że zainspirowałam się tą trylogią, żeby zrobić coś takiego, tylko przenieść to na nasze podwórko, to znaczy bliżej Polski. Jest również Wschód i Zachód, natomiast zupełnie pomijam Stany Zjednoczone czy Wielką Brytanię.
Wielka Brytania pojawia się, ale tylko w kontekście Polaków, którzy tam dostali się po 1939 roku i polski rząd na uchodźstwie, czyli coś, co dotyczyło mojego kraju. Pod wpływem, że to jest dobry pomysł, żeby stworzyć kilku bohaterów z różnych krajów i pokazać ten konflikt z punktu widzenia i Rosjanina, i Niemca, i Polaka. Czyli jak to kiedyś mój kolega bardzo zabawnie określił: „Był sobie Polak, Rusek i Niemiec”. Mniej więcej tak to wygląda, jeżeli chodzi o „Zemstę” i „Przebaczenie”. To była bardzo ważna książka. I jeszcze jedna książka, o której często zapominam, bo nawet nie wiem, czy dobrze powiem tytuł. Jest taki pisarz Erich Maria Remarque. Wszyscy się zaczytują jego „Łukiem triumfalnym”. Natomiast on napisał książkę „Trzej towarzysze”, ale nie wiem, czy nie było ich przypadkiem czterech. W każdym razie była to książka o męskiej przyjaźni.
Ta książka mi się tak strasznie podobała, że również pod wpływem tej powieści stworzyłam w „Zemście” i „Przebaczeniu” opowieść o męskiej przyjaźni. O damskiej zresztą też, ale ta męska była bardzo specyficzna, ponieważ był ten przysłowiowy Polak, Rusek i Niemiec. I czy ta przyjaźń przetrwała wojnę i wojenną zawieruchę? Jakie są moje plany literackie? Na razie są bardzo skonkretyzowane, a mianowicie przede mną jest dokończenie drugiego i napisanie trzeciego tomu powieści „Zanim nadejdzie jutro”. Ja piszę te powieści. To nie jest tak, że one leżą sobie w szufladzie i ja wyciągam po kawałku i wrzucam, bo niektórzy czytelnicy myślą, że właśnie tak jest i żeby podkręcić sprzedaż, czy żeby taki niedosyt zostawić, to mam całą szufladę tych swoich powieści i wyciągam teraz tą, teraz tą. Nie, to nie jest tak. Tworzę na gorąco, na bieżąco i to jest priorytet dla mnie. Natomiast później chciałabym sobie zrobić krótką przerwę, jeżeli chodzi o pisanie historycznych fakt czy też powieści, dlatego, że chodzi mi po głowie już od jakiegoś czasu spróbowanie swoich sił w thrillerze, sensacji, kryminale.
Zresztą w niektórych powieściach wyłazi ze mnie ta chęć, bo gdzieś tam jakąś nutkę tajemnicy czy jakiejś zbrodni umieszczam, więc najwyraźniej coś mi w duszy gra. Chciałabym coś takiego napisać, zobaczyć. Oczywiście to ocenią już czytelnicy, jak mi to wyjdzie. Natomiast chciałabym spróbować coś takiego napisać i kiedy to już napiszę, jeśli napiszę, jeśli na przykład nie poddam się w połowie drogi, bo to u pisarzy różnie bywa, to wtedy obiecałam swoim czytelnikom, swoim fanom, że niejako pociągnę, napiszę kontynuację „Zemsty” i „Przebaczenia”. Przy czym to już nie będą ci sami bohaterowie. Oni pewnie gdzieś się tam będą pojawiać, natomiast dojdzie do głosu drugie pokolenie z uwagi na to, że jednak troszkę dzieci się pojawiło. Spełnię ten plan, który był pierwotnie założony, czyli że „Zemsta” i „Przebaczenie” będzie obejmowała okres od przedwojnia aż do czasów współczesnych. Natomiast nie dość, że nie było trzech tomów, tylko było sześć, to ostatni zakończył się na 1953 roku. Zatem jeszcze tej historii troszeczkę przede mną. I to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o plany.
Mam jeszcze jeden chytry pomysł związany z tą kontynuacją, ale o tym na razie nie będę mówić. Zobaczymy, jak wyjdzie, jak wyjdą i jakim uznaniem wśród czytelników będą się cieszyły kolejne tomy „Zanim nadejdzie jutro”. I to chyba byłoby wszystko.
[49:11] - Tak, to bardzo charakterystyczne. Wcale się nie dziwię. Myślę, że sukces tej potencjalnej książki sensacyjno-thrillerowej jest prawie pewny, bo rzeczywiście jest coś w sposobie pisania pani Joanny, coś takiego, co sprawia, że mam prawo tak sądzić. To znaczy jest taki specyficzny styl pisania, specyficzny sposób podawania obrazów, sposób konstruowania narracji Jestem niemal pewien, że to będzie bardzo dobra, sensacyjna książka. Ale zwróćcie państwo uwagę, że mowa jest też o książce Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”. Ja oczyma duszy widzę, jak kilka osób wywraca w tej chwili oczami i mówi sobie: „Takie coś. Tego się przecież czytać w ogóle nie da, bo to jest jakieś romansidło”. Okej, możemy spojrzeć na „Przeminęło z wiatrem” od tej strony. Ale zobaczcie państwo – i to podkreśla autorka – to znowu jest znamienne, w jaki sposób ona sama pisze, że główną rzeczą, którą podkreśla, jest rzucenie bohaterów na wielkie wydarzenia historyczne, które dzieją się tuż obok nich, a właściwie pomimo nich, a oni muszą się w tych wydarzeniach znaleźć. To specyficzny rodzaj podejścia do prozy.
Bardzo ciekawy. Zresztą nie bez przyczyny pada tutaj tytuł książki Kena Folletta. Ta książka, ja przypomnę, to jest „Niebezpieczna fortuna”. Chcemy znać Kena Folletta – przynajmniej spora część z nas – z jego wielkich książek. Jednej z pierwszych książek „Igła”. Sensacja. Później dużo książek takich stricte sensacyjnych, w których się naprawdę dużo działo. Ale zauważcie państwo, przecież dosyć szybko Ken Follett napisał „Człowieka z Sankt Petersburga”, czyli książkę sensacyjną, ale dziejącą się – jeśli z naszej perspektywy – dosyć dawno temu. A „Niebezpieczna fortuna”, o której wspomina pani Joanna Jax, to jest książka, która dzieje się w XIX wieku. Ktoś znowu wydął policzki i powiedział: „Co się w XIX wieku może dziać sensacyjnego?”.
I znowu powiem: jeśli, szanowny czytelniku, wydymasz te policzki, a nie czytałeś „Niebezpiecznej fortuny”, to koniecznie sięgnij po tę książkę. Kiedy śledzimy tam losy dwóch braci – teraz się zastanawiam, ile mogę powiedzieć tak naprawdę – którzy mocno rywalizują o pewien rodzinny bank, jest tam sensacyjnie, jest tam zbudowane napięcie, a gdzieś tam w tle rzeczywiście dzieje się historia. W związku z tym naprawdę warto po tę książkę sięgnąć, chociażby po to – ja powiem tak, to będzie przez niektórych poczytane, że ja sobie już naprawdę dużo pozwalam, ale sobie pozwolę – zobaczycie państwo na tym przykładzie, jak dobrą pisarką jest Joanna Jax. I ktoś mi teraz powie: „Tak, Żelkowski, ty sobie tutaj opowiadasz takie rzeczy, bo masz książkę i ją chwalisz, bo ty zawsze książki chwalisz”. Być może, ale tu myślę, że nie przesadzam. A tym bardziej że proponuję państwu proste spojrzenie i proste porównanie. Naprawdę pani Joanna i Ken Follett to jest zestawienie, które żadnemu z autorów nie czyni krzywdy. Naprawdę to są książki, które porównywać ze sobą po prostu można. To nie jest nic, co obrażałoby ani jednego, ani drugiego autora. Wręcz przeciwnie – pokazuje klasę.
Bo my mamy taką tendencję do uznawania, że dobrzy autorzy są gdzieś tam hen daleko, a w Polsce mamy takich wyrobników pióra. Nic bardziej błędnego. Tu można bardzo prosto się o tym przekonać. Nie trzeba specjalnie wydziwiać, cudować. Po prostu wystarczy te książki ze sobą porównać. Ale to jest dobry ślad. Jeśli chcemy zrozumieć, co napędza, co jest siłą napędową autorki, o której dzisiaj rozmawiamy, to właśnie to, że potrafi konstruować fabułę. I to potrafi konstruować te fabuły w sposób niezwykle przemyślany. To nie są takie – jedyne, co mi przychodzi do głowy – proste produkcyjniaki, które gdzieś tam same się dzieją. Nie.
Ta fabuła jest dosyć drobiazgowo skonstruowana. Zwróćcie państwo zresztą uwagę. I tu znowu taki element warsztatowy, o którym równie dobrze można by powiedzieć w tej audycji, czyli „Bibliotekarium”, jak i podczas antologii „Bibliotekarium Warsztatów”. Otóż zwróćcie państwo uwagę, co mówi autorka o konstruowaniu postaci. Kiedy pada to pytanie, okazuje się, że to nie jest ktoś przerysowany jeden do jednego z rzeczywistości, z tego, co nas otacza. Ale wbrew pozorom jest to jednak postać do pewnego stopnia prawdziwa. Ten swoisty paradoks literacki wydaje się oczywisty. A komu się nie wydaje, to jeszcze sobie o nim porozmawiajmy. Otóż to złożenie bohaterów z kilku postaci, o którym wspomina autorka, jest zabiegiem niezwykle często stosowanym. Przerysowanie postaci jeden do jeden w powieściach biograficznych by się sprawdzało.
Natomiast Ten zabieg, o którym autorka wspomina, to jest zabieg ściwie stosowany przez większość autorów. Bohaterowie literaccy rzadko kiedy wyskakują w całości z głowy autora. To tak nie działa. Rzeczywiście autor najczęściej zbiera sobie różne postacie, zbiera sobie losy ludzkie, pewne cechy charakteru, pewne podejście, pewne sposoby, w jaki podchodzą dane postacie do rzeczywistości. Później to można dosyć sprawnie, dosyć dobrze ulepić w jedną konstrukcję i taki bohater myślę, że ma tę siłę przyciągania, jaką mają bohaterowie tworzeni przez panią Joannę Jax. To jest rzecz dla mnie, często to dzisiaj powtarzam, ale oczywista. Czuję po prostu, że się muszę wytłumaczyć. To co powiedziałem na początku. Mam przekonanie, że przez długi czas żyłem w sporym błędzie, uważając to, o czym mówiłem na początku, czyli że wszelkiego rodzaju sagi to jest wielka strata czasu. Jak sobie człowiek czyta jakąś sagę, ale kosmiczną, która się dzieje na wielkich planach kosmosu, to nie jest strata czasu.
Tak przynajmniej bym powiedział jeszcze z 10, może 15 lat temu. Ale jak człowiek musi czytać kolejną sagę o jakiejś rodzinie, która coś tam robi i się coś tam dzieje i tak przez kilkadziesiąt lat, to szkoda czasu. Tak jak powiedziałem, to już dzisiaj musiałbym to pracowicie odszczekać, bo cóż, póki państwo nie przeczytacie, to jeżeli jesteście państwo wyznawcami podobnego poglądu, to nie przekonam państwa. Ale jeśli zaczniecie czytać książkę, chociażby „Podróż do krainy umarłych”, o której dzisiaj rozmawiamy, to przekonacie się, że jest inaczej. Najbardziej mi dzisiaj brak głosu Wiktora i jego cennych uwag, a się zastanawiam, co on by w tej chwili powiedział. Na pewno wspomniałby o tym, że literatura kobieca i pisana przez kobiety i pisana przez mężczyzn bardzo się od siebie różnią. Ja nie jestem przekonany do tej tezy. Nie ma Wiktora, więc ja sobie pozwolę wygłosić swoją tezę. Ja nie widzę, przynajmniej w przypadku książki, o której dzisiaj rozmawiamy, takiej różnicy. To jest po prostu dobra książka.
Ja myślę, że książek nie dzieli się na książki pisane przez mężczyzn i te, które są pisane przez kobiety, tylko po prostu na książki dobre i złe. W moim głębokim przekonaniu książka „Podróż do krainy umarłych” należy do tych dobrych książek po prostu i o tym warto pamiętać. Ja to dzisiaj powtarzam o tym pamiętaniu, ale ja jestem pod dużym wrażeniem tej książki. Przyznam się państwu, że czytałem tę książkę. To wydarzenie z zawaleniem nocki i tak dalej miało miejsce w tym tygodniu, więc ja jestem świeżo po lekturze. Emocje jeszcze we mnie grają. To zawsze dobrze, kiedy człowiek pod wpływem emocji opowiada o swoich książkowych przeżyciach, wrażeniach, bo człowiek wtedy jest chyba szczery. Mam sobie tutaj taką zapisaną uwagę, że wolność jako wartość. Co miałem na myśli? Zwróćcie państwo uwagę, że książka, o której mówimy, dzieje się w bardzo trudnych czasach.
Już wspominałem najazd sowiecki i to, o czym mówi autorka. Nagle bohaterowie książki, to co się właściwie będzie działo w kolejnych tomach, a tutaj mamy przedsmak tego, co się może dziać. Oni nie znają innego wroga niż Rosjanie. Tak jak mówiła autorka, Niemców nie widzieli na oczy. Z racji geografii po prostu żyli sobie w północno-wschodniej Polsce i tam się po prostu pewnego dnia pojawili Rosjanie i tę wolność po prostu zabrali. A teraz wyobraźmy sobie rzeczywiście tak po ludzku tę sytuację, że gdzieś po wojnie dowiadują się bohaterowie, że teraz ci, którzy im wolność zabrali, w dalszym ciągu będą panami ich świata. To nie jest chyba komfortowa sytuacja. Dlatego wbrew pozorom, przy całej tematyce, które te książki poruszają, bo to nie tylko ta jedna książka, warto pamiętać o tym, że sprawa wolności gdzieś, przynajmniej w tej książce, o której tu rozmawiamy, gdzieś się przemyka. I znowu ktoś powie: „Na siłę Żelkowski wrzucasz ten wątek z tą wolnością”. Nie jestem tego taki pewien.
Uważam, że cały kunszt polega właśnie na tym, żeby nie eksponować tego tak, jak to robią na przykład politycy, nie eksponować tego i nie krzyczeć: „Wolność, wolność, my tu musimy za wszystko wolność i niepodległość, i naród, i ojczyzna”, i tak dalej. To może się dziać w tle, a wtedy człowiek chyba dobrze sobie uświadamia, że takie wartości, które wymieniłem przed chwilą, są naprawdę ważne, mogą być ważne, a szczególnie stają się ważne, kiedy są nam zabierane i wtedy uświadamiamy sobie, że jeśli się coś traci, to uświadamiamy sobie, jak było to cenne. Może nawet prostacka czy nieprostacka konstatacja, ale ostatnio mam wrażenie, kiedy toczę różnego rodzaju rozmowy, że my bardzo często nie zastanawiamy się nad rzeczami prostymi. Jesteśmy skłonni snuć różnego rodzaju wizje, różnego rodzaju wielkie sytuacje nas zajmują. Losy świata, losy cywilizacji i tak dalej. Natomiast nie zastanawiamy się nad rzeczami prostymi, nie odpowiadamy sobie na proste pytania, a jeśli ktoś próbuje nam takie pytania suflować, tak jak ja próbuję to robić z państwem w tej chwili, to od razu się pojawia zarzut: „Tak, ale taki patos z tego bije”. Tymczasem nie widzę patosu. Widzę to, że my przestaliśmy o ważnych sprawach myśleć. Przestaliśmy się nimi przejmować, bo uważamy je za coś oczywistego, za coś, co się nam po prostu należy. Zawsze to było i uważamy, że zawsze będzie.
A takich gadaczy jak ja w tej chwili uznajemy za takich niewygodnych, marudzących facetów, którzy starają się nam za wszelką cenę coś udowodnić, co wcale nie będzie miało miejsca, bo jesteśmy przecież bezpieczni i jedynym problemem, jakim się możemy zająć, są zbliżające się wybory. Zaręczam państwu, że za tydzień będzie już po wyborach, przynajmniej po pierwszej turze. I ja nie wiem, czy się tak strasznie wiele w naszym życiu zmieni. Natomiast warto sobie uświadomić, że są takie procesy historyczne, dziejowe, które naprawdę w naszym życiu sporo zmieniają i one się wbrew pozorom dzieją w tej chwili również. Sami państwo doskonale wiecie, że Europa od jakiegoś czasu przestała być miejscem spokojnym. My w związku z tym wielkie scenariusze snujemy. Czasami co poniektórzy młodzi ludzie, to miałem okazję ostatnio usłyszeć, snują takie patetyczne wizje, jak to powinniśmy pójść na wojnę z islamem. Coś takiego słyszałem również ostatnio. Tymczasem ja myślę, że książka pani Joanny „Podróż do krainy umarłych” bardzo dobrze pokazuje, że te wielkie procesy historyczne, które się dzieją obok nas, w ogóle nie pytają nas o zdanie. One zmiatają, potrafią zmieść nasze życie w jednej chwili, rozwalić je i nasze piękne plany.
To, co mamy sobie wydumane, nagle obraca się w niwecz, nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Warto chyba jeszcze powiedzieć, mówiąc o książce „Podróż do krainy umarłych”, że ja się zastanawiam i trochę nawiążę do tego, o czym mówiłem podczas ostatniej audycji ABW, kiedy wspominałem o tym, że nie ma właściwie czegoś takiego jak mecenat państwa nad kulturą w kraju, w którym wszyscy mówimy od jakiegoś czasu przynajmniej, a już politycy to na pewno o tym, że naród, ojczyzna i tak dalej. Te wątki są bardzo często poruszane, bardzo często eksploatowane. To ja zastanawiam się, dlaczego rozmaite ministerstwa z Ministerstwem Kultury na czele nie potrafią zrobić nic dla polskiej literatury. I to nie chodzi o to, żeby mówić, że ona jest wielka i najlepsza na świecie. Chodzi o to, żeby coś zrobić dla twórców tej literatury. Ale wbrew pozorom bardzo często władza ma pretensje o to, że ktoś nakręci jeden, drugi czy jakiś tam piąty, czy dziesiąty film o czymś, co się władzy nie podoba. A z drugiej strony mamy masę twórców, takich jak chociażby pani Joanna, którzy tworzą dobrą literaturę. Literaturę, która właściwie jest gotowym scenariuszem na książkę, na pewną sagę, którą można nakręcić. I zastanawiam się, dlaczego jak dotąd nikt nie zainteresował się książkami pani Joanny, żeby stały się kanwą scenariusza.
Dlaczego? Dlatego, że książki sensacyjne jest nakręcić prościej? Czy może dlatego, że znajdą więcej odbiorców w kinie? Tego nie wiem oczywiście, ale to jest taki wątek, który często mnie zastanawia. Dlaczego my mamy pretensje do całego świata o to, że robi dobre filmy, pisze dobre książki, a nie potrafimy doceniać swoich? Nie potrafimy dać im satysfakcji, bo wbrew pozorom twórca cieszy się z każdego czytelnika. Pani Joanna w rozmowie, nie wiem, czy to padło na antenie, ale mówiła mi o tym, jak ważną sprawą jest kontakt z czytelnikiem. Że czytelnik to jest właściwie postać pierwszoplanowa w całym pisaniu, że pisze się dla czytelnika. Oczywiście każdy autor filtruje przez siebie i ta historia powstaje w nim.
[01:08:34] - Oczywiście owe pisanie dla czytelnika nie oznacza, że należy od razu pisać pod publiczkę.
[01:08:40] - Oczywiście, że nie. Pisanie dla czytelnika nie oznacza tego, że trzeba schlebiać takim prostym gustom. Natomiast czytelnik jest istotą pisania dla pisarza. Bez czytelnika można sobie popisać, ale jaki ma to sens? Niewielki, powiedziałbym. Natomiast mówiłem o satysfakcji dla autorów, bo Polska to taki dziwny kraj, jak mawiał pewien kabareciarz. Taki dziwny kraj, że my wielbimy pisarzy, którzy byli kiedyś. Dzisiaj mówimy o Żeromskim, zachwycamy się, jak to „Przedwiośnie” napisał. Zachwycamy się Sienkiewiczem, który w XIX wieku skrobał powieści ku pokrzepieniu serc. I wszystko bardzo dobrze.
To wielcy pisarze byli i dałoby się jeszcze wymienić kilku innych, ale potrafimy się tak naprawdę zachwycać tylko tymi, którzy już odeszli. Ewentualnie czasami się czymś zachwycimy, ale najlepiej, żeby ktoś to jeszcze z zagranicy pochwalił, to my się też zachwycimy na przykład książkami Olgi Tokarczuk. Jest się czym zachwycać. Oczywiście, ale zwrócę państwu uwagę, że rozkwit zainteresowania twórczością Olgi Tokarczuk nastąpił wtedy, kiedy pani Olga Tokarczuk zaczęła osiągać sukcesy za granicą. Wcześniej była znana tym, którzy lubili dobrą literaturę, bo po prostu jest dobrą pisarką. Natomiast moda na panią Olgę Tokarczuk zrobiła się wtedy, kiedy to niejako zrykoszetowało i gdzieś się pojawiło na polskim rynku. Wtedy pani Olga Tokarczuk stała się modna. Nie wiem, czy to jest nawet dobre zjawisko dla autora. Z punktu widzenia ilości sprzedanych książek to na pewno. Natomiast ja nie wiem, czy dobrze jest być modnym, bo mam takie wrażenie, że pisarz modny bardzo często jest nierozumiany, bo część ludzi czyta go tylko dlatego, że jest modny, a nie dlatego, że chce go czytać.
Myślę, że pani Olga Tokarczuk w tym pierwszym okresie, kiedy jej fascynujące książki, bez dwóch zdań, czytali ci, którzy naprawdę chcieli je czytać. Później niestety zaczęli czytać również ci, którzy uznawali, że po prostu trzeba się posnobować troszeczkę. Miałem okazję kiedyś rozmawiać z kimś, kto przeczytał jedną z powieści pani Olgi Tokarczuk. I powiem, że to było dosyć zabawne, bo miałem wrażenie, że ten ktoś przeczytał zupełnie inną książkę niż ja. Który z nas miał rację? Nie wiem. Nie chcę tego nawet rozstrzygać. Ale po co o tym mówię? Zresztą o tym częściowo wspomniałem. Otóż ta tendencja do tego, żeby nie zauważać autorów, a jest ich w naszym kraju naprawdę sporo.
Tych autorów, którzy naprawdę nie mogą mieć kompleksów w stosunku do swoich zachodnich kolegów, bo oni bardzo często są nawet lepsi. Nie ma natomiast jakiegoś takiego parcia, mechanizmu, który sprawiłby, że staną dobrze wypromowani. Tak jak wspominałem w poprzedniej audycji w ABW, sporo bym dał, żeby zobaczyć taką sytuację, kiedy ministerstwo sponsoruje tłumaczy na Zachodzie. Sponsoruje to złe słowo, w ogóle. Płaci uczciwą stawkę za tłumaczenie polskich pisarzy, bo to jest sposób na promowanie polskiej kultury. I jeśli coś takiego kiedyś miało miejsce, to uważam, że na przykład książki naszej dzisiejszej autorki, pani Joanny Jax, jak najbardziej się mogły znaleźć. Chociażby z dwóch powodów. Po pierwsze czysto literackiego. Literacki powód: po prostu to dobra pisarka jest. A drugi powód taki, że już wielokrotnie o tym wspominałem — książki pani Joanny zahaczają o historię, o to, co się działo kiedyś.
Pokazują losy ludzi na tle historii, ale pokazują właśnie tę historię. Historię, której bardzo często ludzie na Zachodzie, w tej strefie języka angielskiego nie znają albo znają ją w sposób mocno niedoskonały, żeby nie powiedzieć zakłamany. Nagle można pokazać, jak było. Nie wiem, czy wiedza o tym, że w 1939 roku we wrześniu Polska przeżyła agresję dwóch państw, jest powszechna na Zachodzie. Wcale nie jestem o tym przekonany. W ogóle dzisiaj stwierdzam, że jestem mało przekonany do wielu rzeczy. Ale tak to chyba jest. że ta wiedza w Europie Zachodniej, którą skłonni jesteśmy uważać za miejsce, w którym ludzie wszystko wiedzą lepiej, są piękniejsi, mądrzejsi, wspanialsi. Nie wiem, czy do końca. Jeśli miałyby takie tłumaczenia powstawać, to myślę, że jedną z pierwszych książek, która mogłaby być przetłumaczona, to by była chociażby książka „Podróż do krainy umarłych”, czyli pierwszy tom sagi „Zanim nadejdzie jutro”.
Wspomniałem na początku naszej audycji, w początkowych jej momentach o researchu, o tym, jak się zbiera materiał. Pani Joanna także o tym wspominała, o tym drobiazgowym przeszukiwaniu książek i o ważnej bardzo rzeczy: o rozmowach z ludźmi. Te rozmowy są ważne z dwóch powodów. I to również w książce pani Joanny widać. Z dwóch powodów. Po pierwsze, czysto faktograficznych. Rzeczywiście w książkach pani Joanny jest cała masa szczegółów. Wspominałem o tym, że my dzisiaj nie wiemy, jak wyglądała przedwojenna ulica. Czasami są jakieś filmy, ale w gruncie rzeczy nie wiemy. To z książki pani Joanny takich szczegółów możemy się dowiedzieć.
Ale jest ważniejsza rzecz wynikająca z tych rozmów. Znowu emocje. Dzisiaj to często podkreślam, ale emocje są bardzo ważne. Te emocje, o których mówi pani Joanna, które się wlewa w książkę i te same emocje później czytelnik wyciąga z owej książki. Jeśli w książce te emocje są, to jest połowa sukcesu. A przecież rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli tamte wydarzenia, te emocje bierze się do siebie. Później kwestia tego, żeby je w sposób umiejętny, z talentem przekazać. I to się pani Joannie zdecydowanie udaje. Myślę, że warto także podkreślić, że historia, która się dzieje na kartach książki, ja już to powiedziałem, ale powtórzę. Jeśli już nawet powtórzę, to nie miejcie mi państwo tego za złe.
Dzisiaj jednak ta audycja z powodu braku Wiktora jest troszeczkę roztrzepana, bo wierzcie mi państwo, toczyć monolog przez tak długi czas to nie jest łatwa sprawa. Rozmowy z ludźmi to przepis na książkę z emocjami, o której mówiłem. Proszę państwa, jeżeli ktoś jest świadkiem historii, człowiekiem, który przeżył to wszystko, o czym pani Joanna pisze, to trudno, żeby w tych relacjach nie pojawiały się emocje. Ale zwrócę też uwagę na to, co pani Joanna mówiła o języku, o tym, jak do tego się przygotowuje. Zwróćcie państwo uwagę, że posługiwanie się słownikiem, o którym wspomniała autorka, to jest już wyższa klasa. To znaczy, że autorka nas nie oszukuje, że stara się przybliżyć nam tamten czas możliwie wiernie. Przecież jej bohaterowie, gdybyśmy uciekli do zabiegów literackich stosowanych przez różnego rodzaju autorów, autorka mogła zastosować chwyt polegający na tym, że ci bohaterowie mówią nienaganną literacką polszczyzną końca XX bądź początku XXI wieku. I też właściwie nic by się nie stało. Pozornie. Bo to jest kolejny element z szeregu drobnych elementów, z których składa się książka „Podróż do krainy umarłych”.
To jest jeden z tych elementów, który sprawia, że kiedy czytamy historię zawartą w książce, ona się wydaje jeszcze bardziej prawdziwa. Bo autorka nie puszcza do nas oka i nie mówi: „Słuchajcie, uwierzcie mi, że tak było”. Nie. My prawie czujemy tych bohaterów, chociażby po tym, jak oni się wysławiają, jak mówią. To są drobiazgi. Każdy, kto troszeczkę zajmuje się pisaniem, a wiem z korespondencji, że tacy słuchacze również w naszej audycji biorą udział, to ci wszyscy wiedzą, jaki czasami jest problem z czystymi faktami, o których mówiłem wcześniej, czy chociażby z językiem. Kiedy człowiek pisze opowieść fantastyczną, gdzie wszystko się może wydarzyć, to nie ma problemu. Ale kiedy musimy cofnąć się o kilkadziesiąt lat, to wtedy właściwie wszystko staje się problemem, każdy szczegół życia. Ja już nie wspomnę o takich prostych rzeczach, o których na przykład dzisiaj bardzo młodzi ludzie, nie podejrzewam słuchaczy naszej audycji o coś takiego. Ale kiedy zobaczyłem w swoim czasie na jednym z kanałów YouTube Że dzieci nie do końca wiedzą, do czego służył telefon z tarczą.
Oczywiście troszeczkę się pośmiałem na początku, ale później złapałem się na tym, że przecież a właściwie dlaczego mają wiedzieć? Telefony z tarczą to naprawdę dawne czasy i świadomość tego, że się nie wysyłało przez nie SMS-ów, a że w ogóle to wszystko inaczej działało, nam, starszemu pokoleniu wydaje się to zabawne, ale tak naprawdę musimy zdać sobie sprawę, jak szybko czas przemija. Myślę, że w ogóle z dziesięciolecia na dziesięciolecie to przemija szybciej. I w związku z tym tym bardziej chylę czoło przed autorką, przed panią Joanną Jax, że tak dobrze, tak szczegółowo potrafi tamten czas opisać. Każdemu, kto mi nie wierzy, kto mówi sobie: „A tam gada, bo gada, bo musi gadać, bo Wiktora dzisiaj nie ma, to musi gadać dwa razy więcej niż normalnie”. To ja polecam proste ćwiczenie. Napiszcie państwo krótką historię na stronę, która dzieje się przed wojną, ale niech to się dzieje w takich codziennych dekoracjach. I zobaczcie państwo, w ilu momentach będziecie mieli problemy ze szczegółami. Na przykład czy w latach 20. były kaloryfery?
Jak one wyglądały? Jak wyglądały telefony w latach 20. albo nawet 30.? Czy potraficie je państwo opisać? Jak wyglądały samochody? Tu jest może nieco łatwiej, bo gdzieś tam sobie przypominamy, czy to z filmów, czy z ilustracji takie troszkę śmiesznawe pojazdy. Ale jakby przyszło co do czego i trzeba by przywołać, jaki to model. Bo dzisiaj wychodzicie państwo na ulicę, jedzie sobie samochodzik i mówicie: „A, to taki, taki, a to inny, a to taka marka, a to taki model”. Czy potrafilibyście państwo wymienić modele, które funkcjonowały w tamtym czasie? Co więcej, czy potrafilibyście państwo powiedzieć, jak one były odpalane, czy kluczykiem, czy nie kluczykiem, czy może jakoś inaczej?
Gdzie miały biegi? Czy tam, gdzie ma większość samochodów, które używane są w Polsce, czyli gdzieś tam w podłodze, czy może przy kierownicy, tak jak to robią sobie w tej chwili głównie Amerykanie? Czy może to jeszcze inaczej jest rozwiązane? I tak dalej. Wystarczy sobie tego rodzaju ćwiczenie zrobić, żeby naprawdę chylić czoło przed autorami i autorkami, którzy tak jak pani Joanna Jax zajmują się odległym czasem. Ktoś powie nie taki odległy. W końcu to 70 lat z hakiem. Ale jednak. Widzicie państwo, czas przyspiesza, tak jak powiedziałem. I te szczegóły się zacierają.
Po prostu. Tak sobie w tej chwili myślę na gorąco. A potrafilibyście państwo opisać policjanta przedwojennego? Albo jaki był kolor pały, którą się posługiwał? Jak wyglądały guziki przy mundurze? To wszystko to są rzeczy do sprawdzenia przez autora i to bardzo takiego drobiazgowego sprawdzenia, jeśli ta nasza książka ma być wiarygodna, jeśli ma nieść jakieś informacje, które nie będą takim sianem, takim zapychaczem. I zapewniam państwa, że ja sobie kilka rzeczy jako niewierny Tomasz sprawdziłem z tego, co pani Joanna pisała. I tak po prostu jest. Tu jest zero ściemy, że tak pozwolę sobie powiedzieć. Naprawdę research, który został wykonany, to jest naprawdę nie wiem, czy mistrzostwo świata, ale na pewno ciężka robota, o której pani Joanna wspominała.
Cóż, drodzy państwo, ja tak jak powiedziałem, musiałem dzisiaj mówić dwa razy więcej i myślę, że i tak nie zastąpię w tej audycji dwóch osób, a szczególnie osoby tak niezastąpionej, jaką jest Wiktor Żwikiewicz. Jednak nawet audycja bez Wiktora kiedyś się musi skończyć. Podsumowując to książka pani Joanny Jax, czyli Joanny Jakubczak to książka, którą z całego serca państwu polecam, bo to jest książka, która przyniesie państwu wzruszenie, nawet jeśli jesteście państwo twardzielami. Jeśli nie lubicie się wzruszać, to nie jest takie wzruszenie, że będziecie państwo szlochać przy tej książce, ale ona po prostu porusza takie czułe nuty w naszym sercu, w naszej duszy, że człowiek mimo woli odkrywa, że ci bohaterowie stają mu się po prostu bliscy. Że ci ludzie, których losy śledzimy na przestrzeni kilkuset stron, a powtarzam to dopiero pierwszy tom z trzech. Stają się nam po prostu bliscy. Chcemy śledzić ich losy, interesują nas one i ja się wcale nie dziwię, że jest takie ciśnienie na autorkę, żeby jak najszybciej te swoje książki kończyła. Bo to naprawdę jest tak, że przerywamy lekturę. Oczywiście jest to zrobione w sposób profesjonalny, więc nie zostajemy nagle wyrzuceni z tej książki i nie wiemy, co ze sobą zrobić. Natomiast wierzcie mi państwo, że będziecie czekać niecierpliwie na kontynuację.
Cóż, będę czekał razem z państwem. I na tym myślę możemy zakończyć dzisiejszą audycję o książce „Zanim nadejdzie jutro”, o cyklu powieściowym „Zanim nadejdzie jutro”, a konkretnie o książce „Podróż do krainy umarłych”. Za dwa tygodnie zapraszam państwa na książkę, która w jakiś sposób nacechowana jest politycznie. I tu pojawia się u państwa zapewne jakieś czerwone światełko, bo o polityce to dzisiaj aż strach rozmawiać. Więc ja od razu powiem, ona jest trochę nacechowana politycznie, ale w gruncie rzeczy to jest jakaś taka fantastyka naukowa dalekiego zasięgu. A może to nie jest fantastyka naukowa, tylko jakiś taki clerical fiction? Tak przynajmniej bywa czasami określana. To jest książka Pawła Lisickiego. Ja wspomnę, że to jest naczelny do rzeczy. Dla niektórych to jest rekomendacja, a dla niektórych wręcz przeciwnie.
Nie chcę się zajmować działalnością publicystyczną czy też działalnością polityczną autora, czy też redaktora naczelnego. Interesuje mnie książka. Książka nosi tytuł „Epoka antychrysta”. Mamy do czynienia z sytuacją, że za 200 lat, w roku 2217 na tron papieski wstępuje po iluś tam papieżach, którzy byli imiennikami obecnego papieża, któreś tam kolejne numery się zmieniały. Wstępuje na tron papieski człowiek, który przybiera imię Judasza. Już ten początek to jest sam początek książki, już jest intrygujący. A z czasem dzieją się w tej książce rzeczy bardzo dziwne. Wydawać by się mogło, że to jest jednak abstrakcja, ale mamy do czynienia z autorem, który jest zbyt dobrze obeznany w pewnych niuansach związanych z wiarą, religią, Kościołem, polityką, żeby to była amatorszczyzna. Wręcz przeciwnie. Tu są pewne dosyć głębokie rozważania dotyczące tego, jak to jest, jak to będzie, dlaczego tak jest i dlaczego pewne rzeczy, które dzisiaj nie mieszczą nam się w głowie, opisane są jako rzecz normalna.
To tyle. Nie wiem, być może skutecznie zniechęciłem część państwa do następnego „Bibliotekarium”. Te osoby bardzo przepraszam, a te osoby, które zachęciłem jeszcze raz zapraszam. Za dwa tygodnie będziemy mówić o książce Pawła Lisickiego „Era antychrysta”. A za tydzień oczywiście „ABW” z kolejnymi opowiadaniami. Cóż, jeśli bym tak uchylił rąbka tajemnicy, to powiem, że będzie sporo opowiadań Juriana. A teraz cóż, być może nie do końca udane i nie do końca takie, jak byście państwo oczekiwali, ale jednak było na antenie, co też jest pewną wartością. Kończę to wydanie „Bibliotekarium”. Zapraszam na następne. Pięknie państwu wszystkim dziękuję za uwagę.
Mam nadzieję, że nie zanudziłem państwa na śmierć, że jakoś mi się udało, przynajmniej częściowo i niegodnie zastąpić naszą parę. Mam nadzieję, że to tylko przejściowo. Życzę samych udanych lektur. Życzę tym, którzy piszą dużo weny. I cóż, do usłyszenia w następnej audycji. Bardzo dziękuję.
[01:30:51] - A mówił te słowa do państwa współgospodarz „Bibliotekarium” Marek Żelkowski. Audycję, jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Tym razem w ABW.
[01:32:30] - There's a billion mouths to feed tonight. Everything I need. There's a hurting deep inside. But I've got everything to hide. Hey, hey, I saved the world today. Everybody's happy now. The bad thing's gone away. Everybody's happy now. The good thing's here to stay. Please let it stay.
Let it stay. Let it stay. Hey, hey, I saved the world today. Everybody's happy now. The bad thing's gone away. Everybody's happy now. The good thing's here to stay. Please let it. Hey, hey, I saved the world today. Everybody's happy now.
The bad thing's gone away. Everybody's happy now. The good thing's here to stay. Please let it. Please let it stay.