[00:31] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu. Drogi słuchaczu i droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie kolejnego odcinka Bibliotekarium, tym razem na żywo. Dzisiaj punktem wyjścia do dyskusji na linii Żelkowski i Żwikiewicz kontra słuchacze Radia Paranormalium będzie książka „Kroki w nieznane rakietowej krowy”. Jest to zbiór opowiadań przygotowany specjalnie na 25. Festiwal Fantastyki. Już teraz oczywiście zapraszamy do słuchania, a także do dzwonienia i komentowania. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami gospodarze Bibliotekarium: Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. A więc tradycyjnie: halo, halo, Bydgoszcz.
[01:16] - Halo, halo. Ja nie jestem pewien, czy to, co mówił Marek, było w pełni dobrze słyszalne, bo do nas to docierało słabo.
[01:29] - Niestety ja teraz nadajnikowo w warunkach wyjątkowo niesprzyjających nadawaniu czegokolwiek, jak słychać. O, właśnie pielęgniarka oddziałowa przyszła sprawdzić, czy wszystko w porządku. Tutaj wszystko w porządku w tym zakątku kosmosu. Panów słychać bardzo dobrze, myślę, że audycja jest w żaden sposób niezagrożona, więc możemy kontynuować.
[01:52] - Tak jest. Weszło nam w krew eksperymentowanie. My sobie w połowie czerwca 15. eksperymentowaliśmy w Mierkach. Dzisiaj Marek z kolei eksperymentuje, bo całe swoje studio przeniósł w miejsce niekoniecznie nadające się na punkt nadawczy. Niemniej działamy. Słychać nas dość dobrze.
[02:16] - A wydawca książki, którą będziemy omawiali, też eksperymentuje ewidentnie nie tylko z tytułem tej książki, ale również z jej zawartością. Jest to pewien eksperyment, mniej lub bardziej zabawny. Postaramy się go-
[02:33] - Przybliżyć.
[02:34] - Poszlachtować.
[02:36] - Och, ale zabrzmiało groźnie. A w ogóle pięknie jest się znowu z państwem spotkać, bo jak przyznaję, ostatnia audycja była przecież z puszeczki. Czasami na wakacje trzeba pojechać. Tym razem jesteśmy jak najbardziej na żywo. Żyjesz, Wiktorze?
[02:58] - Wiesz, ja też mam niesmak do konserw zwykle.
[03:02] - Z tym życiem jest dzisiaj trochę ciężko, bo ta temperatura, która była w ciągu dnia za oknem, może nie sprzyjać życiu. Niemniej już teraz ładnie słońce zachodzi, świecąc nam tradycyjnie, tak jak zawsze, w monitor komputera, tak że widać co drugie, co trzecie albo co piąte słowo. Zanim zaczniemy mówić o książce, to zróbmy sobie krótki przegląd tego, co się dzieje ciekawego na świecie. Nie mogę nie wspomnieć o tym, o czym mówią dzisiaj wszystkie rozgłośnie i wszystkie telewizje, i piszą wszystkie gazety.
[03:37] - Nareszcie się czegoś dowiem.
[03:39] - Tak? Ja nie wiem. W każdym razie dzisiaj o 21:30 zaczyna się najdłuższe od 100 lat zaćmienie Księżyca.
[03:48] - To mnie nie dziwi. Mam tyle kontaktu z ludźmi, którzy mają zaćmienie umysłu mimo XXI wieku, że zaćmienia mnie nie fascynują specjalnie.
[04:02] - Zaćmienia tak, ale coś się w ogóle dzieje na świecie, bo jadąc tutaj na audycję, słucham sobie uważnie w radiu i dowiaduję się, że bodajże wczoraj Facebook jak pierdyknęło na giełdzie, pobił wszelkie rekordy i takie było tąpnięcie, że jakieś miliardy się posypały. W każdym razie olbrzymie sumy. 20% bodajże straciły na wartości akcje Facebooka. Bo nie wszystkim się podoba to, jak Facebook robi to, co robi i po prostu kupa forsy rozpłynęła się w powietrzu. A co więcej, jakaś tendencja się rysuje, bo podobnie Twitter też bodajże 15% poleciał. Tak że coś się, panie, dzieje.
[04:55] - Dobrze, że myśmy żadnych akcji nie mieli.
[04:58] - Dobrze, że nie mamy.
[04:58] - Dzięki temu nie polecimy.
[05:00] - Akcje Bibliotekarium utrzymują się na stałym kursie. To tyle przeglądu ostatnich wydarzeń. Nie będziemy państwa oczywiście zanudzać. To był rodzaj żartu.
[05:15] - Nie, Marku. Dziwne rzeczy się dzieją nie tylko z Facebookiem, ale wczoraj wieczorem nad głową w Bydgoszczy przeleciały mi trzy żurawie.
[05:26] - Tak? A co?
[05:28] - To niemożliwe.
[05:29] - Dlaczego?
[05:30] - W Bydgoszczy żurawie nie latają.
[05:32] - Ojej, zabłąkały się.
[05:34] - Z Facebooka.
[05:35] - Z Facebooka, tak. Przyleciały. Słuchaj, dzisiaj mamy, tak jak powiedziałeś, jak mówił Ivellios, książkę, która ma dziwaczny tytuł, przyznasz. „Kroki w nieznane rakietowej krowy”. Ja nie wiem, to dziwny tytuł.
[05:54] - Jak będziemy klonować, to tak samo będą dziwadła wychodziły, nie?
[06:01] - No jest to. A to jest rodzaj eksperymentu genetycznego. Ja nawet nie wiem, czy to do końca klonowanie. To jednak jest eksperyment genetyczny.
[06:09] - Hybrydyzacja.
[06:09] - Hybrydyzacja zdecydowanie. Moim zdaniem udana. Ty już zapowiadałeś.
[06:15] - Bardzo udana.
[06:15] - A, no właśnie. Tu patrz, nie możemy się nie zgadzać ze sobą. Coś musimy zrobić. Słuchaj, bo jak my się zgadzamy, to od razu nam słuchalność spada.
[06:23] - Nigdy nie bądź pewien mój zgody.
[06:27] - Tak. Jak z której strony zaatakujesz. Tego się domyślam. No w każdym razie ja uważam, że eksperyment jest udany. Powiedzmy trochę o tym eksperymencie. No, to jest eksperyment zrobiony przez Wojtka Sadeńkę, wydawcę z wydawnictwa Solaris. Człowieka, ale wcześniej działającego w fandomie. Człowieka, który niejeden zbiór opowiadań komponował. Jeżeli sobie państwo przypominacie takie zbiory jak „Wizje alternatywne”, to gdzieś tam zawsze Wojtek Sadeńko koło takich przedsięwzięć. To zresztą nie jedyny tytuł, który komponował.
Tych zbiorów. „Przedmurze”, które w swoim czasie omawialiśmy. To jest człowiek, który potrafi to robić.
[07:12] - Potrafi. Tym bardziej, że w czasie komuny był w fandomie, a po komunie zaczął wydawać w Rescie Przyjaciół.
[07:18] - Tak, ale poza tym, tak jak powiedział w czasie rozmowy w Mierkach, robi w życiu to, co lubi. Jego pasja i jego praca to w tej chwili jedno. Wydaje fantastykę, czyta fantastykę. Żeby wydać, musi przeczytać, zatwierdzić. Także szczęśliwy człowiek, to przyznaję i to zresztą widać. Widać zarówno przy kontakcie z Wojtkiem, ale także kiedy się poznaje owoce jego pracy. Dzisiaj, tak jak mówiliśmy, „Kroki w nieznane” Rakietowej Krowy. Skąd się wziął ten zbiorek? Otóż ponieważ Festiwal Fantastyki, na którym zrobiliśmy audycję z dużą ilością gości, obchodzi 25-lecie, to taka okazja to dobra okazja, żeby skomponować zbiorek opowiadań. Zbiorek opowiadań, którego założeniem takim chyba wyjściowym, pierwotnym było to, że te opowiadania nadsyłane do antologii mają w jakiś sposób wiązać się z Festiwalem Fantastyki w Nićcy.
I to przyznam, na początku chyba nie wydawało się zbyt łatwe, bo tak jak Wojtek przyznawał, opowiadania nie nadchodziły przez długi czas. Mijały kolejne miesiące. Wszyscy mówili: „Tak, tak, prześlemy.” Ale opowiadania nie przychodziły. Wojtek zdesperowany sam napisał dwa opowiadania, żeby już jak nikt nic nie napisze, to chociaż się coś wyda jednak. Ale jednak się okazało, że opowiadania zaczęły napływać. I tak pojawiły się nazwiska w tym zbiorze. Ja może je po prostu przeczytam, bo jest Ewa Joswichman, jest Istvan Wisvary. To może osoby, które dopiero wkraczają na niwę literatury. Natomiast mamy też Marcina Podlewskiego, mamy Jacka Baneckiego, Leszka Błaszkiewicza, Wojtka Sadeńkę. Tu skromnie moją osobę również, ale mamy Jarosława Borysia, o którym pewno Wiktor sporo powie.
Mamy Bartłomieja Dzika, ale mamy Pawła Majkę, mamy Andrzeja Pilipiuka, Andrzeja Zimniaka. Mamy znaną z ABW Dagmarę Adwentowską. Mamy ponownie Wojtka Sadeńko, bo powiedziałem, że dwa opowiadania napisał. Mamy Mirosława P. Jabłońskiego. Osobę, która od dawna pisze i pisze myślę wybornie. Mamy osobę, która znana jest może już historykom fantastyki naukowej, Iliję Warszawskiego. Człowieka, który pisał takie fajne kawałki, ale dawno, dawno temu. Tu akurat pasował kawałek.
[10:16] - Nie tylko kawałek, również nazwisko pasowało.
[10:19] - Nazwisko też pasowało. No i na końcu mamy tuza polskiej fantastyki naukowej, a mianowicie Jacka Nigrota. Więc przyznacie państwo, zestaw nazwisk jak na taki zbiorek o tak dziwnym tytule jest przedni. Przyznasz.
[10:33] - No przedni. Ale ja się dorwałem z wielkim bólem do tej książki, bo ja czytać nie lubię.
[10:43] - Ale umiem.
[10:44] - Ale umiem. Ty, Marku, zawracasz mi głowę, bo ty mi po prostu przynosisz teksty. Każesz mi siedzieć przed komputerem i czytać. Ja uważam, że do czytania się nadaje tylko i wyłącznie pozycja leżąca, ewentualnie taka półleżąca w wannie. 99% książek przeczytałem na leżąco, brzuchem do góry i tak dalej. I wtedy po prostu czytam, przymykam oczy i śni mi się to, co przeczytałem. A tak jakbym zrobił przy komputerze, to bym się ocknął na podłodze przecież. Natomiast niestety czytanie z komputera jest bezsensowne. Natomiast wracając do tego zbiorku, którego akurat, jak mówimy, tytuł jest, jaki jest. Uważam ten tytuł za bardzo dobry tytuł.
Bardzo fajna zabawa.
[11:39] - I z kluczem. To jest tytuł z kluczem, o którym powiemy.
[11:41] - Tak. Natomiast ja muszę powiedzieć. Może tak właściwie powiem wszystko i potem już nic nie będę musiał mówić.
[11:48] - Ale się nagadam w takim razie.
[11:51] - Otóż ja jestem w dużym stopniu albo w pewnym stopniu zauroczony tą książką. Wcale nie jej poziomem, bo poziom jaki jest, taki sam każdy zobaczy i tak dalej. Natomiast- Pewnym spostrzeżeniem przy czytaniu tej książki, które właściwie nobilituje tę książkę. Otóż ja od dawna nie czytałem tak zwanej żywej książki. Wszystkie rzeczy, nawet bardzo świetne i które czytałem, to są takie wydumane, łącznie z moimi własnymi wydziedzinami, że tak powiem, wydumane, gdzieś osadzone, opisane, wymęczone, zrobione. Świetnie się to czyta i tak dalej, ale czy ja wiem, czy to żyje? Natomiast ten zbiorek opowiadań po prostu żyje. On jest po prostu żywy przez całą sytuację, przez ten zabawny zabieg, który zastosował Sydeńko, żeby zaprosić autorów do opisu miejsca ich wspólnego, tego, w którym się spotykają, w którym są jakieś zdarzenia, mają komentarze wobec siebie nawzajem, autorzy wobec autorów, różne obserwacje i tak dalej. I co się zrobiło? Otóż ci autorzy się po prostu bawią.
Bawią się może nie zawsze wielką literaturą, nie zawsze bardzo precyzyjnym słowem i tak dalej. Natomiast empatia, która przebija z tych opowiadań jest naprawdę zajebista. Czytając każde opowiadanko przeskakujesz do następnego z radością, bo wiesz, że to, co zostało opisane, to się mniej więcej zdarzyło. Może nie w tej warstwie literackiej, ale w tej warstwie obyczajowej coś takiego było. Ci ludzie tak, ci się skomentowali, ci coś tam sobą reprezentowali i tak dalej. Wszyscy się bawią, bawią się aktualnościami obyczajowymi świata, nie tylko Nidzicy. I ta książka jest dla mnie bardzo żywa. Prawie każde opowiadanko, właściwie każde opowiadanie jest żywe. Tak jak mówię, do poziomu mogę tego. Natomiast pomysł uważam za wyborny i warty chyba pociągnięcia, Marku, dalej, bo zwróć uwagę, że to jest coś takiego, jak my tak z rozrzewnieniem wspominamy ten amerykański złoty wiek.
Ale przypomnijcie sobie, że większość tych autorów pisała w tym czasie o Ameryce, o swoich kumplach, o swoich kasynach, o swoich bobach i jakichś innych bubach, bublach. Przy okazji oczywiście rozgrywali rzeczy te, które ich na chwilę oderwały, o kosmosie, o filozofii, o przyrodzie i tak dalej. Ale wszystko było bardzo takie na miejscu, czyli na miejscu w naszym czasie i tu i teraz, w którym my, autorzy tej Ameryki, funkcjonujemy. I mnie się wydaje, że takie małe jest piękne, czyli patrzenie przez pryzmat własnego fotela, tego miejsca, na którym ty siedzisz własną dupą, a nie patrzenie ogólnoświatowe na ten cały świat. Nie orkiestra dęta przy kłania i tak dalej. Gdzie? Tu popitolić można w takiej Nidzicy swoją bajeczkę i nagle się okaże, że ona ma urok, a w zestawieniu z innymi jeszcze ten urok rośnie. Powiedziałem.
[16:00] - Ale żeś się rozgadał, nie poznaję cię po prostu. Ale wracając jeszcze, kiedy powiedziałeś, że może to jest zbiorek prawdziwy, ale później się szybko zastrzegłeś, że w pewnej warstwie obyczajowej i Bogu niech będą dzięki, że nie jest prawdziwy, bo dzięki Wojtkowi dostaliśmy mieszankę bardzo różnych opowieści. Bo mamy tutaj opowiadania, które można spokojnie zakwalifikować do czystej fantastyki naukowej, ale mamy również rodzaje opowiadań grozy i to w różnym wydaniu ta groza. Mamy postapo. To jedno z opowiadań, między innymi Wojtka Sydeńki, to jest takie postapo przecież. Mamy różne odmiany fantastyki. To niekoniecznie jest twarda science fiction i to też moim zdaniem świadczy o tym, że ten zbiorek żyje po prostu. Nie sposób się znudzić tą prozą.
[16:55] - Tą książką się nie można znudzić. Można ją przelecieć, odłożyć na jakiś czas i znowu przeczytać któreś opowiadanko. Ten zbiorek jest fajny i tak jak mówię, wart chyba tego, żeby ciągnąć ten cały pomysł, żeby ludzie, to towarzystwo wzajemnej adoracji, które, że tak powiem, się w tym zbiorku zebrało, może jeszcze poszerzone o parę innych nazwisk, które akurat jeszcze do tego... Tych nazwisk jest dużo w tej okolicy Solanisa i Nidzicy i Zamku Krzyżackiego.
[17:30] - Sam jesteś takim nazwiskem.
[17:31] - Też jestem takim tam bolidem, który tam krąży wokół po jakiejś tam orbicie małej. I chyba warto ciągnąć, żeby ci ludzie bawili się sami sobą, swoją obecnością w tej Nidzicy, a przy okazji swoim patrzeniem na świat, bo to patrzenie bywa bardzo różne.
[17:58] - Ale ja nie chciałbym, żeby to, co mówimy, było zrozumiane w ten sposób, że jacyś sobie tam autorzy zrobili przyjemność Wojtkowi i napisali o jego festiwalu. To nie tak. To jest tylko punkt wyjścia. Oczywiście to wszystko prawda, co powiedziałem przed chwilą, ale okazuje się, że nawet tak prosta albo tak oczywista sprawa, jak festiwal miłośników fantastyki, może być punktem wyjścia do historii kosmiczno-wszelko-fantastycznych. Może w ten sposób to określmy, bo się nagle okazuje, że pomysłowość autorów jest niezwykle migotliwa. W tak różne miejsca wędrujemy z autorami, w tak różnych sytuacjach się znajdujemy. Żeby już nie czarować, to powiem tak: wykorzystam opowiadanie, które sam napisałem. Notabene Wiktor co prawda jako autor nie występuje w zbiorze.
[19:03] - Nie wiem czemu.
[19:04] - Sam też nie wiem, czemu nie napisałeś opowiadania. Pewno z wrodzonej sobie pracowitości.
[19:10] - Skromności.
[19:11] - Dobrze. Niemniej dobry zbiór nie może się bez Wiktora obejść, w związku z czym dwóch autorów zadbało o to, żeby Wiktor w zbiorku się znalazł. Jednym z tych autorów jest Jarosław Boryś. To zdaje się, jest w ogóle jedno z pierwszych opowiadań, jakie w życiu ten autor napisał. To już Wiktor o tym powie. Drugim autorem jest Marek Żelkowski. On także wplątał Wiktora w niezwykle pokrętną historię.
[19:41] - To są opowiadania, w których jestem prawie głównym bohaterem. Natomiast na przykład bardzo inteligentnie piszący Jacek Inglot walnął tekstem, w którym ja wypowiadam się. A wiesz, jak mówię?
[19:59] - Słucham.
[20:01] - Ja tego nie powtórzę. Trzeba Inglota poczytać.
[20:05] - Właśnie. Żelkowskiego zostawmy, bo historia, w którą cię wplątał, to jest historia zahaczająca o szpital wariatów. Przynajmniej. Może nie ciebie tam należałoby wsadzić, ale jednego z bohaterów na pewno. Natomiast Żelkowski to jest postać, którą jeszcze w tym roku pewno wspólnie z Tadeuszem Krajewskim rozwałkujecie. W związku z tym to może zajmijmy się tym drugim opowiadaniem, czyli „Ostatni raport” Jarosława Borysia.
[20:39] - Może jeszcze, dla skromności nie mówisz. „Cienie i świetlne księżyca” jest to opowiadanko, w której przewijają się właściwie wszyscy wielcy fandomu. Od Parowskiego, Ramusa, począwszy po-
[20:59] - Wojtek Sydenko.
[21:00] - Wojtek Sydenko również. Czyli to też jest coś, co żyje, co ma odniesienie do rzeczywistości, nie jest tylko wymyślone. Zresztą w ogóle jest prawie niewymyślone, bo cała historia jest przez ciebie jako dziennikarza właściwie zerżnięta z życia.
[21:18] - Tak, dokładnie.
[21:20] - To wszystko, co opisałeś-
[21:21] - Z drobnym retuszem.
[21:22] - Z retuszem litery „s” rzeczywiście się zdarzyło.
[21:28] - Może poza dramatycznym zakończeniem.
[21:31] - Tak, ale w każdym razie jest to na miarę audycji naszej, na miarę Rozgłośni Paranormalnej.
[21:40] - Tak. Ale wróćmy do tego opowiadania „Ostatni raport”, bo to ciekawe. To właściwie za twoim poduszczeniem się stało, że Jarosław Boryś chwycił za pióro.
[21:53] - Wiesz co, jako anegdotkę potraktujmy sobie zupełnie tę moją opowieść, ale zobaczcie, jakie są dziwne koleje losu wkraczania kogoś, chwytania za pióro albo za klawiaturę. Różne są drogi. Otóż jest sobie, że tak powiem, w Brzegu taki grafik, który się nazywa Jarosław Boryś, który robi grafikę komputerową. Miał jakąś firmę, zajmuje się czymś i tak to robi. Kiedy byłem poprzednio w Nidzicy, słońce dawno wstało, a wszyscy jeszcze ledwo zipią. Natomiast ja, który ze względów sercowych nie mogę. Właściwie mogę, ale nie mogę. Rano słońce wstało. Ja sobie wyszedłem nad jezioro i spaceruję naokoło tego jeziora i nagle patrzę, martwa cisza, totalny spokój, nikt się nie rusza, nawet łabędzi nie ma. Nagle patrzę, jakiś taki szary, smutny człowiek idzie naprzeciwko mnie.
Bardzo żeśmy do siebie pasowali tą posturą schyłkową zupełnie, więc skoro idzie w swoją stronę, to idziemy dalej. Idziemy i podchodzimy i trudno było nie zagadać. No to żeśmy zaczęli ze sobą gadać, dla odwagi. Oczywiście świetnie się nam gadało, bo obydwaj palacze, więc nie było problemów z tym. Tak żeśmy się dogadali i porozmawialiśmy o mnóstwie rzeczy, o tym, jakie książki żeśmy czytali w życiu, co żeśmy lubili, czego nie lubili, o światopoglądach, o polityce i tak dalej. O różnych rzeczach żeśmy pogadali, ale przede wszystkim o kulturze i tak dalej. I tak żeśmy się rozstali prawie, ale, jak się okazuje, nie do końca. Pojechałem do domu. Boryś pojechał też do siebie do domu, ale tak mu się podobało to nasze spotkanie nad tym jeziorem, że postanowił je opisać. Wymyślił do tego całą zwariowaną historię o obcych.
O jakichś dziwnych rzeczach, które się dzieją w trakcie tego i tak dalej. Wplótł tam tego siwego człowieka nad jeziorem, z którym się spotyka i tak dalej. On, ale już nie on. I tak dalej, i tak dalej. I tak powstało opowiadanie. To mało, że powstało opowiadanie pierwsze w jego życiu. Nie dosyć tego, kiedy żeśmy się teraz spotkali, trochę się podśmiechiwałem. Mówię: „Ale żeś mnie tam wpakował w matnię.“ On mówi: „Ale piszę dalej.“ Ja mówię: „Co piszesz dalej?“ „A różne rzeczy. Pierwszą powieść robię, jakieś tam opowiadanka jeszcze. Może pociągnę jeszcze dalej tę historię, którą w tym zbiorku umieściłem.“ To jest właśnie anegdotka.
Zobaczcie, jakim przypadkiem zupełnie może za przeproszeniem z grafika komputerowego wyrosnąć pisarz.
[25:21] - Z każdego może wyrosnąć pisarz.
[25:23] - Z grafika komputerowego nikt nie. Pardon. To jest dziwna nasja, muszę ci powiedzieć. Mam sporo kontaktu z nimi.
[25:30] - Ja myślę, że w tej chwili się mocno narażasz sporej części społeczeństwa. Robisz to publicznie.
[25:36] - Nie, to tak samo jak się kobietom narażam. Ale graficy to jest coś bardzo podobnego. Komputerowi szczególnie.
[25:43] - Myślę, że brniesz w tej chwili, ale dobrze. Słucham cię z uwagą. Wiesz co? Myślę, że w tej chwili jest dobry czas, zanim zaczniemy mówić jeszcze o innych opowiadaniach, to jest chyba dobry czas, żebyśmy powiedzieli, że tytuł „Kroki w nieznane rakietowej krowy“ to jest taki tytuł z kluczem. Teraz by czas powiedzieć, na czym ten klucz polega. Otóż-
[26:10] - Dawno, dawno, dawno temu, jak bajki babcie opowiadały.
[26:13] - Tak, w odległej galaktyce może niekoniecznie.
[26:15] - Było coś takiego jak-
[26:18] - Dwie antologie, które zapisały się w historii polskiej fantastyki naukowej. Żeby być chronologicznym, to pierwszą z tych antologii to była antologia „Rakietowe szlaki“. „Rakietowe szlaki“ wyszły po raz pierwszy w roku 1958. Grube tomiszcze.
[26:43] - Wiesz, co ja wtedy miałem?
[26:44] - Osiem lat miałeś wtedy.
[26:45] - Tak, ale miałem książeczkę do nabożeństwa oraz „Rakietowe szlaki“. To były dwa-
[26:52] - Bardzo dobrze.
[26:53] - Egzemplarze, z którymi się nie rozstawałem.
[26:56] - „Rakietowe szlaki“ te z ’58 roku to był zbiór, rzeczywiście dzisiaj się nadużywa, ja go też nadużywam tego słowa, kultowy. Już od razu, kiedy się pojawił. Ponieważ wtedy, dwa lata po październiku, rządzi Gomułka, stalinizm upadł i zaczynają się pojawiać opowiadania zza żelaznej kurtyny, w tym wypadku Amerykanów. Są tam perełki. To tam pojawiło się opowiadanie „Czarna walizeczka“. Jeżeli ktoś tego opowiadania nie zna, a interesuje się fantastyką naukową, to myślę, że-
[27:37] - Conblata to było?
[27:39] - Tak, Cyrila Konblatha. To powinien koniecznie to opowiadanie przeczytać. Ale dalej. Tam jest takie opowiadanie Jacka Finneya „Zajmujący sąsiedzi“. Właściwie jak teraz będę wymieniał tytuły, to dla mnie te opowiadania to są synonimy dobrej fantastyki naukowej. Rzeczywiście redaktor tomu, który stworzył ten tom w latach 50. był mistrzem wyboru. Bo kolejne opowiadanie Raya Bradbury'ego „Nadejdą deszcze“. Ja przez długi czas znałem to opowiadanie prawie na pamięć, a wierszyk z tego opowiadania w jednym z tłumaczeń potrafię nawet teraz zarecytować. Może daruję naszym słuchaczom.
Dalej jest opowiadanie Heinleina. Dlatego ważne, bo drogi muszą być w ruchu. Dlatego ważne, ponieważ w kolejnym wydaniu w latach 70. to opowiadanie się już nie ukazało. Zostało wycięte. Żadne za tym pewno polityczne sprawy nie stoją, tylko po prostu to wydanie z lat 70. było już po prostu cieńsze. Zrezygnowano z pewnych opowiadań. Ale jest opowiadanie Harry Harrisona „Skalny nurek“.
[29:06] - Słuchaj, jeśli ktoś dzisiaj myśli o science fiction, myśli tym, co można wyczyniać z materią, czy w ogóle myśli o tych tak zwanych w cudzysłowie kwantach albo różnych zabawach związanych z naszym ciałem i przestrzenią i tak dalej. O rany. A Harry Harrison pisał sobie „Skalnego nurka“ kiedy?
[29:33] - Ho, ho, ho! A może i dalej? Mi się wydaje, że to jest opowiadanie z przełomu lat 40. i 50.
[29:39] - A o czym on pisał? Przeczytajcie, jeśli żeście tego nie czytali, bo to po prostu powala z nóg. O czym on tam napisał. A wizjonersko to, co on tam opisał, to dopiero będzie. Będzie na pewno, ale jeszcze daleko.
[29:55] - Tak. Jest tam jeszcze opowiadanie. O właśnie, jest tam ciekawe opowiadanie Murraya Leisnera. Ja nie znam tego autora poza tym jednym opowiadaniem. Ono się nazywa... Nie, przepraszam, pomyliłem. Leisner napisał „Parlamentariusza“, natomiast-
[30:19] - Napisał przede wszystkim najbardziej kultowe, które też w tym zbiorku jest, „Samotną planetę“.
[30:25] - Właśnie. Widzisz, myślałem przez chwilę. Właśnie, „Samotna planeta“. Ja tego opowiadania, które pierwsze wymieniłem, „Parlamentariusza“ nie pamiętam nawet. A „Samotna planeta“ to jeśli- Ktoś później czytał „Solaris”
[30:37] - Kto oglądał filmy science fiction, których jest mnóstwo, spadkobierców tej idei. To jest coś nieprawdopodobnego. To opowiadanie to zapoczątkowało-
[30:53] - Murray Leinster. Nie wiem, jak to przeczytać nawet. Leinster. W każdym razie jest absolutnie zabawne opowiadanie Sheckleya „Instynkt myśliwski”. Piękne opowiadanko.
[31:07] - Ja jestem bardzo ciekaw, czy Robert Sheckley kiedykolwiek nie napisał zabawnego opowiadania. Wszystkie są zabawne.
[31:16] - Gorzej było z powieściami. Tam ostro przynudzał.
[31:19] - Bo to jest inna klasa.
[31:21] - Natomiast był mistrzem opowiadania. Dalej piękne opowiadanie Arthura C. Clarka „Wyprawa ratunkowa”. Bardzo piękne, ale moim zdaniem absolutnie ukochane opowiadanie moje, które w pewien sposób oddaje sytuację, chyba do dzisiaj jest aktualne, mianowicie Paula Andersona „Pomocna dłoń”. Ktoś, kto się zastanawia, jak przenikają się nawzajem kultury, jak kultury te bardziej zaawansowane miażdżą kultury mniej rozwinięte, to to jest dobre opowiadanie. Warto po ten tom sięgnąć. Żeby nie przynudzać i nie mówić za długo. Ten tom z ’58 roku. Ja pamiętam, że były takie opowiadania, ponieważ ja już byłem maniakiem fantastyki we wczesnym dzieciństwie, a mój wujek miał ten tom. Ja go natomiast nie miałem i kiedy kupiłem tom ten w latach siedemdziesiątych, już byłem starszym nastolatkiem.
Kupiłem „Rakietowe szlaki” i tu o zawodzie nie wszystkie opowiadania były. Cóż zrobiłem wtedy? Pożyczyłem tom od wujka i część opowiadań przepisałem. Po prostu przepisałem. Miałem mocno rozwinięte poczucie własności. Lubiłem mieć. Ponieważ nie było początkowo szans, żeby ten tom znalazł się w moich rękach na stałe, to po prostu przepisałem opowiadania. Ale tak jak powiedziałem, zasługą, dużą zasługą wydawcy, mianowicie Czytelnika, było to, że tom został wznowiony w latach siedemdziesiątych, a co więcej, dużą zasługą było to, że w latach siedemdziesiątych wydano tom drugi, mianowicie opowiadań o dwie dekady późniejszych. W tym drugim tomie pojawiły się nowe nazwiska, które w latach pięćdziesiątych jeszcze nie były znane. Oczywiście pojawia się ponownie Paul Anderson.
To jest rodzaj łącznika, ale pojawia się Brian Aldiss, pojawia się Bailey, pojawia się Brunner, pojawia się Foster, pojawia się Ursula Le Guin.
[33:35] - Z Johnem Brunnerem miałem taki śmieszny epizod. Przyjechał kiedyś do Polski. Siedzieliśmy przy stoliku i popijaliśmy jakieś whisky, ale zupełnie obojętni. Normalne tam jakieś tego. Ja sylabizuję po angielsku, czyli rozumiem, ale nie wchodzę w wielkie konwersacje i tak dalej.
[33:58] - Dużo używasz rąk.
[33:59] - Nie, w ogóle raczej nie. Ale siedzimy i w pewnym momencie Jacek Rodek wyciągnął z torby powieść „Imago” chyba. To było coś takiego dwutomowe, wydane w Kawie. I położył temu Johnowi Brunnerowi przed nim. Jacek skinął na mnie, ja skinąłem głową, a ten wziął do ręki. Oczywiście po polsku. On tam nic nie rozumie, ale szybciucko poszukał stopki, spojrzał w nakład i oszalał. Tak. I w tym momencie zaczął na mnie patrzeć z takim ogromnym podziwem. To był, jak by nie było, prezes europejskiego fandomu pisarzy science fiction.
Wtedy był prezesem. Natomiast jak przeczytał, że takie powieściodelko w tej jakiejś Polsce wydano w ćwierć miliona nakładu i tak dalej, i ktoś to czytał, że tak powiem, to był prze... To nie to. Nakład go nie wzruszał.
[35:05] - Wzruszał.
[35:05] - Nie, co innego go wzruszyło. On zrozumiał, że skoro to w takim nakładzie, to znaczy, że ja musiałem tyle zarobić.
[35:14] - A! Rozumiem.
[35:15] - I on patrzył na mnie jak na bogatego człowieka. Ja nie powiem, ile ja za to dostałem.
[35:23] - Oj, nie przesadzaj.
[35:24] - Na kolację w Angliisku albo w Bazyliśku by to wystarczyło.
[35:29] - W każdym razie wracając, w tym drugim tomie pojawił się na przykład autor, którego ja nie znam poza tym jednym opowiadaniem. Robinet chyba się nazywał. „Piekłomiot cz. IV” to jest bardzo dobre opowiadanie pisane w pierwszej osobie. Ale jest Bob Shaw, jest Simak. Nigdy nie wiem, jak to wymówić. Norman Spinrad, William Tenn. Właściwie nie wiem, dlaczego on się tu dopiero pojawia, bo on pisywał już-
[35:59] - Ależ czym? „Żbirni fałszczy”.
[36:02] - Tak jest. Pojawia się Roger Zelazny z „Diabelskim samochodem”. Niezłe opowiadanko, ale żeby zakończyć historię. Była nadzieja, że ta inicjatywa „Rakietowe szlaki” będzie kontynuowana. Niestety nie była. Owszem, ruszyła seria z Kosmonautą, ale „Rakietowe szlaki” kolejne tomy się już nie pojawiły, chociaż sugerowano, że się pojawić mogą. I tu nawiązanie do działalności Wojtka Sedeńki i „Solarisu”. Dopiero w latach-
[36:40] - W dwutysięcznych.
[36:41] - Tak, w drugiej dekadzie XXI wieku, w latach 2011, 2012 Ukazały się łącznie, o ile dobrze pamiętam, siedem tomów „Rakietowych szlaków”, które skomponował Wojtek Sedeńko. Przepraszam, pomyliłem się. Później będzie z kim wspólnie. W każdym razie pojawiły się w tych sześciu tomach. Myślę, że za jakiś czas, jeśli już nie teraz, to też powinny być zbiorki kultowe tych „Rakietowych szlaków” Wojtka Sedeńki, ponieważ tam się znajduje kwiat pisarstwa międzynarodowego, bo tam są Anglosasi, ale tam są też Rosjanie, tam są również Polacy. Wiktor Żwikiewicz też się pojawia?
[37:42] - Już nie pamiętam.
[37:43] - Właśnie nie wiem, czy ty się pojawiłeś w „Rakietowych szlakach”, czy ty się później pojawiłeś w „Krokach w nieznane”. Nie ważne. Jest Wiktor Żwikiewicz w siódmym tomie. Oczywiście. Dobrze. Jednak coś tam jeszcze pamiętam. Jeszcze mnie skleroza nie dopadła. W siódmym tomie pojawia się ballada o przygódleństwie.
[38:02] - To grubo.
[38:03] - Oczywiście, ale tomy też były grube, więc to Wojtkowi to niestraszne. W każdym razie tych siedem tomów to jest do dzisiaj gratka. Do tych „Rakietowych szlaków” nawiązuje druga część tytułu, czyli „Kroki w nieznane” rakietowej krowy.
[38:28] - Dlaczego krowy?
[38:29] - Krowa jest symbolem festiwalu w Nidzicy.
[38:32] - Nie taka normalna krowa, ale z dopalaczami. Ma rakietowe wspomaganie tam, gdzie normalnie krowy mają tylko ten do placku.
[38:44] - Tak. Ale jest też druga część tytułu, a właściwie pierwsza część tytułu, czyli „Kroki w nieznane”. Częściowo już mówiliśmy o tych zbiorach w rozmowie, którą prowadziliśmy w Mierkach z autorem tej antologii, z człowiekiem, który ją komponował w latach 70. Pierwsze sześć tomów, czyli z Lechem Jęczmykiem. Notabene, skoro już mówimy o tej audycji z Mierek, to oczywiście ona znajduje się w archiwum Radia Paranormalium, ale z racji polowych warunków tam dźwięk jest średniej jakości. Natomiast mamy dla wszystkich zapowiadaną już zresztą wcześniej gratkę. Na kanale YouTuba, ale kanale nie Paranormalium, tylko Bibliotekarium jest zapis wideo z całej tej audycji. Dźwięk jest lepszy, a przy okazji widać.
[39:42] - Widoczność piękna. Wyglądamy tak przystojnie.
[39:47] - Nasi goście przede wszystkim wyglądają. Można sobie wszystkich tych gości obejrzeć. Zapraszam na kanał Bibliotekarium. Tam ten film jest wstawiony dzisiaj. Dzisiaj osobiście jeden z moich współpracowników ten filmik wstawiał. Każdego, kto wtedy był troszeczkę niezadowolony jakością dźwięku, niestety warunki polowe, nic się nie dało zrobić, to tutaj ten dźwięk jest fajny, a przy okazji można gości zobaczyć. Ale wróćmy do tego, co mówił Lech Jęczmyk. „Kroki w nieznane”. Zbiory wychodzące co rok, co półtora roku, czasami co dwa. Sześć tomów w latach 70.
Cóż mam innego powiedzieć? Kultowe tomy. Za tymi tomami się zabijali ludzie w księgarniach, a później zabijali się na różnego rodzaju konwentach i różnego rodzaju giełdach fantastycznych.
[40:47] - To są naprawdę dobre kawałki. W tej chwili, jak patrzę w komputer, jak widzę Wiktora Gontowskiego „Gambit Wonguma”. Cóż to jest? Kto tego nie czytał, to powinien przeczytać.
[41:01] - W „Krokach w nieznane” Lecha Jęczmyka komponował najlepszą fantastykę, jaka się w tamtym czasie ukazywała, najlepszych także publicystów, bo to były takie tomy, które łączyły czystą prozę z publicystyką. Lepszą, gorszą, różną. Ale tam się pojawiały naprawdę ciekawe kawałki naprawdę ciekawych autorów. Cóż, kto nie zna, powinien poznać. One są dostępne. Jak sprawdzałem ostatnio w jednym z portali, na których się handluje, to te tomy są dostępne i czasami nawet w niezłej jeszcze kondycji, pomimo tego, że już mają kilkadziesiąt lat, to jeszcze są całkiem dobrze zachowane, bo to była sztywna okładka. Notabene też tam gościłeś w tych „Krokach w nieznane”, też tam drukowali twoje opowiadania.
[42:00] - Pchałem się kiedyś wszędzie.
[42:02] - Pchałeś się, gdzie popadło, ale na dobre ci wyszło. W każdym razie te sześć tomów to były lata 70. Później, tak jak mówiłem, na giełdach fantastycznych usiłowało się kupić taki tom. To się wyskakiwało z dużych pieniędzy. Jak podkreślił Lech Jęczmyk, niestety nie trafiały one do niego. A szkoda, bo byłby dzisiaj niezwykle bogatym człowiekiem. W każdym razie tę tradycję, ten pewien sentyment Wojtek Sedeńko postanowił wykorzystać. Wykorzystać ma takie czasami znaczenie trochę pejoratywne. On w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu postanowił wykorzystać, żeby pokazać fantastykę w najlepszym wydaniu. I w ten sposób w roku 2005 ukazał się pierwszy Pierwszy z nowych tomów „Kroków w nieznane” z absolutnie nowymi nazwiskami, takimi współczesnymi.
To jest absolutnie współczesna fantastyka. Czytacie państwo dłuższe utwory wszystkich autorów, którzy się pojawili w pierwszym i w następnych tomach, częściej w postaci powieści. Na przykład Greg Egan, cały cykl pojawił się. Ale jeżeli państwo kojarzycie takie nazwisko jak Ted Chiang, to powinno to nazwisko niektórym miłośnikom filmu chociażby powiedzieć, bo na podstawie jego opowiadań nakręcono w ostatnim czasie całkiem niezły film. Te tomy ukazywały się później co roku, od 2005 do 2014 roku włącznie, więc tych tomów się troszeczkę pokazało. Ja niestety nie mam wszystkich w swojej bibliotece i żałuję, bo to jest taka przygoda, którą jak się ma ten tom w dłoni, to jest taka przygoda, która się kończy dopiero wtedy, jak już zjesz cały tom, przerzucisz ostatnią kartkę.
[44:16] - Książki miały to do siebie-
[44:17] - Taką magię.
[44:19] - ... że nie można skończyć, nie można odłożyć.
[44:21] - Znaczy można odłożyć, jak się skończy opowiadanie. Ale nie daj Boże zacząć czytać następne, to dalej już jedziesz. Trzeba bardzo uważać, żeby skończyć w odpowiednim momencie. Tomy są grube, kilkusetstronicowe, z takim nastawieniem gdzieś w okolicach pół tysiąca i więcej stron. W związku z tym trzeba uważać, bo człowiek się może i odwodnić, i z głodu zacząć mieć wizje alternatywne.
[44:46] - Niestety. Do takich książek pasuje tytuł jednego kryminału Alistaira Macleoda z dawnych czasów. Nie brać i broń Boże nie zaczynać wieczorem, kiedy się kładziesz spać. Jest taki tytuł u niego „Noc bez brzasku”. Jeśli zaczniesz czytać tę książkę, nie prześpisz, nie zmrużysz oka, będziesz czytał absolutnie do białego świtu, aż ją skończysz. Takie są te książki wszystkie.
[45:18] - To tyle tytułem objaśnienia sytuacji tego klucza do tytułu „Kroki w nieznane. Rakietowe krowy”. Jak widzicie państwo, Wojtek wie, co robi. Rzeczywiście można potraktować ten tom jako pewną sondę wypuszczoną, bo na przykład kiedy czytałem komentarze, także w „Solarisie” właśnie, to jedno z pytań, które się pojawiło pod tomem „Kroki w nieznane. Rakietowe krowy” brzmiało: czy i kiedy pojawią się te prawdziwe „Kroki w nieznane”, dalsze tomy i czy w ogóle będą? Odpowiedzi nie znalazłem, ale widać od razu, że „Kroki w nieznane” oraz „Rakietowe szlaki” zostawiły pewien ślad w czytelnikach i do dzisiaj ten ślad jest na tyle głęboki, że ludzie chcieliby kolejnych tomów. Nie wiem co prawda, co na to Wojtek.
[46:25] - Chyba Wojtek robił taką robotę i robi dalej taką robotę i dlatego ludzie tak to postrzegają. Otóż jest tak zwany rynek wydawniczy. Jeżeli będziesz chciał grzebać w tym rynku wydawniczym, to znajdziesz przede wszystkim 90% gówna. Poślizgniesz się wiele razy, i wreszcie znajdziesz jeden rodzynek. Są ludzie, którzy po prostu zamiast nas to samo przewalają, wybierają tylko rzeczy naprawdę dobre, zbierają je do jednego tomu i przedstawiają. I wtedy nie trzeba szukać jak idiota po tych półkach księgarskich, tylko po prostu masz w całości wydane z gwarancją to, co było przez te lata najlepsze. Robił to zawsze Leszek Jęczmyk. Kiedyś robił to, już nie pamiętam, kto to robił, ale robili to ludzie. Natomiast robił to Jęczmyk. Teraz to robi Wojtek Sadejko.
[47:33] - Robi to. W dodatku jest na pewno znakomitym następcą Lecha Jęczmyka. Zresztą zdanie Lecha Jęczmyka o Wojtku Sadejko można znaleźć też w jednym z nagrań z Nidzicy, kiedy on mówi, że to jest człowiek absolutnie petarda. Człowiek, który ma w sobie tyle energii, tyle chęci, żeby fantastyka pod strzechy trafiała, że on naprawdę robi to z dużą pasją. Ma dobre oko, które wyłapuje te opowiadania. On znajduje absolutne, dzisiaj coś mocno „absolutne” powtarzam, ale niech już będzie, perełki. Po prostu perełki. Dlaczego mówię perełki? Bo zainteresowania Wojtka Sadejki są bardzo szerokie. To znaczy to nie jest tylko i wyłącznie twarda SE.
On znajduje kawałki absolutnie, właśnie kolejny raz „absolutnie”. Ktoś by może policzył, ile tego „raz” już dzisiaj użyłem. Znajduje literaturę. To jest literatura. Spora część tych opowiadań ma tę cechę, że jest nie tylko fantastyką mniej lub bardziej naukową, ale jest literaturą. W zalewie tego, o czym powiedziałeś, tego, co się wylewa z różnych wydawnictw To tu Solaris zdecydowanie jest na uprzywilejowanej pozycji.
[49:03] - Dlatego, bo ktoś to wybiera po prostu, a nie rzuca na rynek hurtowo po to, żeby zarobić. Tytuły, które zarobią dzisiaj, ale po tygodniu są pamięć po prostu.
[49:21] - Dobrze. Ponieważ już trochę opowiedzieliśmy o tak zwanym kontekście, to wróćmy w takim razie do tomu, o którym dzisiaj mówimy, czyli „Kroki w nieznane rakietowej krowy”.
[49:34] - Zobaczcie, to się tak ciężko wymawia, ale zobaczcie, jaki to jest świetny tytuł tak naprawdę. Logiczny, prosty. Kroki w nieznane kogo? Czego? Rakietowej krowy po prostu. Skomponowały się dwa zbiory opowiadań ze współczesną nidzicą i mamy świetny tytuł według mnie.
[49:54] - Tak jest. Przejdźmy do tych tytułów. Powiedzieliśmy o opowiadaniu Jarosława Borysia. Powiedziałeś przynajmniej o jego genezie. Tego słowa mi brakowało. Oczywiście tradycyjnie opowiadać nie będziemy, natomiast kilkoma refleksjami podzielimy się.
[50:16] - Ja się szczególnie chętnie podzielę refleksjami.
[50:19] - To dziel się. Od razu dziel się.
[50:20] - Dzielę się refleksjami. O tyle na przykład jestem zachwycony, tak samo jak Leszek Piętnik i ty, aktywnością i działalnością Wojtka Sedeńki. Tak samo w mniejszym stopniu jestem zachwycony opowiadaniami, które tutaj napisał. Chociaż radość przy ich czytaniu miałem ogromną, bo taki śmieszny paradoks wyłapałem. Otóż ja chyba zacząłem, a przynajmniej przeczytanie tego jest łatwe. Łatwo zrozumieć, dlaczego Wojtek Sedeńko jest wydawcą, człowiekiem, który wybiera, wydaje, ale sam nie pisze. Te rzeczy, które tutaj, tak jak powiedziałeś, z rozpaczy rzutem na taśmę napisał, są po prostu napisane. I bardzo dobrze, że je napisał, bo się ubawiłem przednio czytając. Natomiast są dowodem na to, jak pewne umiejętności redakcyjne nie mają nic wspólnego z tą twórczością. Leszek Piętnik nigdy niczego nie napisał literackiego, chociaż facet ma łeb jak sklep.
[51:33] - Jest znakomitym tłumaczem.
[51:34] - I jak mówi, to mówi tak precyzyjnie, tak świetnie mu się ten wątek, że tak powiem, fabularny w ustach rozwija. Niestety na kartce słaba. Nigdy niczego nie napisał. Jego brat pisał wiersze świetne, a on nie. Bo to są zupełnie inne umiejętności. Wojtek Sedeńko szczególnie w drugim opowiadaniu, gdzie właściwie opisuje coś takiego jak reportaż. To jest reportaż ze zdarzeń, które mają miejsce na terenie Polski i w świecie.
[52:15] - Gdzieś tam postapo się czai.
[52:16] - Postapo niesamowite i tak dalej. Otóż on nie wdaje się w żadną literaturę. Relacjonuje zdarzenia pach, pach, pach, krok po kroku. Co się zdarzyło, co z tego wynikło. Zresztą głównym narratorem jest reporter amerykański w tym, że tak powiem-
[52:35] - To jak miał to napisać? Właśnie dlatego czekałem, co powiesz, bo moim zdaniem opowiadanie Wojtka Sedeńki „Nidzica się broni” to jest to lepsze opowiadanie. Z dwóch jest lepsze. Na pewno.
[52:47] - Nie. To pierwsze jest jeszcze chyba lepsze.
[52:51] - Wreszcie mamy odmienne zdanie. Jakżeż się cieszę.
[52:53] - Z bardzo prostego powodu, bo tamto jest o krowim feminizmie, że tak powiem. I co z tego? Co z tego wynika, jak trafi na byka? Po prostu.
[53:05] - Tak. Jakbyśmy nie zaczęli gadać, to zawsze dojdziemy do feminizmu. To jest jakaś taka-
[53:10] - Opowiadanko jest zabójcze. Kiepskie literacko, nieprawdopodobne.
[53:14] - Ale śmieszne. To jest ważne.
[53:16] - Natomiast jest śmieszne. Dialogi są do luftu, ale po prostu sens, który dociera, a bez przerwy do nas dociera krok po kroku, jest zabójczy i opowiadanko, gdyby zostało napisane na przykład przez Asimova, to na pewno by Nebulę dostało jakąś.
[53:36] - Ja uważam, że jesteś zbyt surowy dla Wojtka. Ja uważam, że on się trzyma pewnej konwencji i w tej konwencji się broni. Powiedziałeś, to drugie opowiadanie.
[53:45] - On się niczego nie trzyma. On się po prostu świetnie bawił, pisząc te teksty. Pisał to, co mu przyszło do głowy. Jak większość autorów zresztą.
[53:54] - Zgoda, ale jest konsekwentny. Sam powiedziałeś. Głównym bohaterem jest reporter. To jak ma pisać? Literaturę? Nie, pisze czy relacjonuje tak, jak zrobiłby to dziennikarz. Ja uważam, że trzyma się czegoś, co ja nazywam prawdopodobieństwem zdarzeń w literaturze. Jak najbardziej.
[54:16] - Nie. To tak, ale to prawdopodobieństwo zdarzeń jest również, że tak powiem, w każdej pracy magisterskiej.
[54:28] - Dobra. Wiesz co? Mamy tych opowiadań sporo, bo poza-
[54:33] - Widzisz, jak komentowałem tak Wojtka Sedeńkę. Napisał te opowiadanka i jestem z nich bardzo zadowolony.
[54:42] - Ja też.
[54:43] - Tak, ale czytam pierwsze opowiadanko, takie same, dziejące się zupełnie tak Ewy Josifman Tak samo w Nidzicy ta sama mniej więcej budka z piwem, bo to wszyscy prawie odwiedzają tą samą budkę z piwem w tym zbiorcu i tak dalej. Natomiast to już jest inna narracja. Tam nie ma prawie dialogów, ale ona jest literacka. Ona jest fajna, ma ten sam urok i puentę taką samą. Chodzi o kumpli i o pewną taką wirtualną rzeczywistość tej Nidzicy i tego fandomu. Natomiast ta umiejętność pisania jest darem szczególnym i pani Jarosiewicz ma ją, ma. A Wojtek nie, ale za to ma inne talenty.
[55:40] - A powiedz mi, wiesz co? Bo ja byłem zaskoczony opowiadaniem Marcina Podlewskiego "Morelowy napój". Bo ja znam Marcina Podlewskiego z takiej twardej space opery, gdzie Głębia jest naprawdę takim twardym SF. Na wielkich planach kosmicznych się dzieje. Dekoracje są olbrzymie, bo całogalaktyczne. A to jest zupełnie inne.
[56:08] - Tak. Tam się też, jak już mówimy o tym, że to w pewnym kręgu żyje, głównym bohaterem, jednym z głównych bohaterów tego opowiadania jest nasz przyjaciel Krzysztof Sokołowski, tłumacz i wydawca Feniksa i tak dalej, który zaraz na początku opowiadania pyta w barze jakiejś tam znudzonej panienki, czy jest woda. Na co panienka ma niesmak w twarzy. Na co drugi gość, z którym tam się kiśną chyba pojawia, pyta, czy jest piwo. Dowiozą. To co jest?
[56:42] - Jest.
[56:43] - Morelowy napój.
[56:44] - Tak jest.
[56:45] - Ale przegrzany. I od czegoś takiego zaczyna się-
[56:48] - Można z ukuć historię.
[56:51] - Z takiego wyjścia wychodzimy i zaczynamy pisać i nagle się ta historia trzyma. Dlatego ja mówiłem to odniesienie, wiesz, takie podwórkowe tych amerykańskich pisarzy do swojego kraju, do swoich tam tego. A to tutaj też działa. Wychodzimy z tego, a dochodzimy do obrazów prawie jak u Bremera albo do przenośni jakichś, albo do jakichś takich dziwnych rzeczy.
[57:18] - Wiesz co, ale powiem ci tak jak już plotkujemy na temat tego zbioru, to powiem ci, że ten zbiór może stać się takim zbiorem bardzo poszukiwanym z powodu jednego opowiadania. I chciałoby się powiedzieć, że z powodu mojego opowiadania. Niestety nie. Takim opowiadaniem, z powodu którego ten zbiór może być poszukiwany to jest opowiadanie "Skub" Andrzeja Pilipiuka. Bo ten autor ma swoich zagorzałych fanów, czytelników. Czytelnicy, którzy pasjonują się opowiadaniami z Wędrowyczem, z tym takim geniuszem pijackim troszeczkę jest sporo. I proszę opowiadanie Andrzeja Pilipiuka jest unikalne, bo dzieje się w okolicach nidzickich i tam się pojawia właśnie Wędrowycz.
[58:24] - Pilipiuk w ogóle pisze o sobie.
[58:27] - To ja nie-
[58:27] - O swoim bohaterze.
[58:28] - O?
[58:29] - O Wędrowyczu i w ogóle o bohaterach książek.
[58:33] - No tak, ale chodzi o to, że póki co to opowiadanie jest tu i tylko tu. W żadnym zbiorze o Wędrowyczu tego opowiadania nie znajdziesz. Czyli dla takich koneserów, dla ludzi, którzy muszą mieć wszystko, przeczytać wszystko, zobaczyć wszystko, co się wiąże z ich ulubionym bohaterem, no to może być taki rarytas.
[58:59] - To, co się z nim wiąże, to w tym opowiadaniu jest dosyć takie przewrotne, bo trzeba przeczytać.
[59:10] - Bo Wędrowycz to Wędrowycz, po prostu. Wędrowycz to Wędrowycz.
[59:14] - Ale to nie tylko Marku, dzięki temu opowiadaniu.
[59:17] - Ale można dzięki temu opowiadaniu Pilipiuka spojrzeć nieco inaczej na samą ideę festiwalu fantastyki w Nidzicy. Więcej nie mogę powiedzieć.
[59:28] - Każde z tych opowiadań, praktycznie biorąc, wymiar tego festiwalu przedstawia w bardzo dziwny sposób i zupełnie inny niż to, że tak powiem. Zresztą czy ja wiem, jaka jest rzeczywistość? Może rzeczywistość jest właśnie taka, jak opisywana w tych opowiadaniach.
[59:47] - No to muszę cię jeszcze zapytać o opowiadanie, chciałoby się powiedzieć naszej autorki, ale w każdym razie autorki, która dała się poznać ze świetnych opowiadań na antenie Radia Paranormalium w audycji ABW, czyli Dagmary Adwentowskiej.
[01:00:04] - No, czytałem nieuważnie, ale przeczytam po raz drugi i zobaczę, czy mi się podoba.
[01:00:10] - To dziwna recenzja.
[01:00:13] - No po prostu Adwentowska pisze tak, że nie do końca człowiek jest taki pewien fotela, na którym siedzi. Nie jestem wcale pewien, czy dobrze łapię to opowiadanko. Ono miejscami do mnie trafia, a miejscami mi ucieka po prostu to opowiadanko. Wynika mi się z percepcji, że tak powiem. Zobaczę. Przeczytam jeszcze raz. Na pewno jest to bardzo ciekawe opowiadanko. No i takie jedno z niewielu takich fantasy klimatycznych, bo tam klimat jest, ale ja mam podejrzenie, że trochę więcej zapowiedzi klimatu niż klimatu. Ale co? W ramach klimatu może to tak jest.
[01:01:01] - Może.
[01:01:01] - Zobaczymy. Ja przeczytam sobie jeszcze raz na pewno tę pani Dagmary opowiadankę, jeśli pani nas słyszy i zobaczę.
[01:01:10] - A gdybyś miał wskazać opowiadanie, które podobało ci się w tym tomie najbardziej?
[01:01:19] - Oj!
[01:01:20] - Ja wiem, to głupie pytanie, ale muszę je zadać.
[01:01:24] - Najbardziej to mi się podobało w „Poszukiwaniu” Mróza Sedlnieckiego ze względów ideologicznych. Natomiast ze względów takich, czego ja strasznie się zdziwiłem i zauroczyłem się opowiadaniem Mirosława P. Jabłońskiego „Straszliwa opowieść” i tam dalej, dalej, dalej spadają nazwiska i inne takie rzeczy. To się zaczyna, to się czyta. To w ogóle niby się kręci gdzieś koło tego nidzickiego zamku krzyżackiego, ale ucieka w bok. Na końcu to w ogóle znajdujemy się gdzieś, praktycznie biorąc, w starożytnej Grecji. Wydawałoby się, że to niemożliwe, ale to opowiadanko ma według mnie ogromny urok i ma klimat taki, taki… No bardzo ciekawe. Ja w każdym razie wszystkim polecam to opowiadanko, bo naprawdę jest zabawne.
[01:02:32] - To ja może przytoczę cały tytuł, bo to jest godne przytoczenia, czyli „Straszliwa opowieść o potworze, co w studni zamku nidzickiego mieszkał, o nieustraszonym Andrzeju Wiedźmiórze, który-
[01:02:49] - Nurka.
[01:02:50] - Tak. Który na stwora polował, o Wojtku latarniku i o tym, co się później stało.
[01:02:58] - Tak. Tytuł jest długi, opowiadanko też jest długie, ale naprawdę, słuchajcie, ono jest niesamowite i bardzo urokliwe. Po prostu ja jestem za tym opowiadaniem na topie. Najbardziej chyba mi się podobało. To znaczy nie tyle podobało, co po prostu ono było takie wzruszające i piękne. Miszczany w rymowie trochę.
[01:03:27] - Ja się asekuruję, słucham z podziwem pewnym, jak się asekurujesz.
[01:03:34] - Jeszcze jest zupełnie strasznie dziwne opowiadanko w tym zbiorku, które też mnie trochę zafascynowało. To jest Jacka Inglota opowiadanie kończące cały zbiorek. Jest to takie, słuchajcie-
[01:03:48] - A ja nawet wiem, dlaczego cię zafascynowało.
[01:03:52] - Nie wiesz dlaczego. Słuchajcie, po prostu ja troszeczkę obserwowałem w Nidzicy Jacka Inglota. To jest taki facet, który siedzi właściwie cały czas z kałasznikowem w ręku i strzela na lewo i prawo. Po prostu seriami. Wali seriami, nie patrząc, czy kogoś tam trafi, czy nie trafi, czy z sensem, czy bez sensu, ale zwykle bardzo bystro, inteligentnie. I właściwie to opowiadanie też jest napisane taką serią. To jest jak z kałacha. Po prostu wali sobie seria. Nie do końca wiem. Ewidentnie temperament Inglota tutaj ponosi.
Bardzo bystre, bardzo ciekawe opowiadanko po prostu. Co prawda właściwie się odnosi do takiego fandomowego Faklandu po prostu.
[01:04:51] - Nie rozumiem. Z czego?
[01:04:52] - Fakland. To jest taki świat współczesny według Inglota. To znaczy nazwa według mnie, ale on to mniej więcej obrazuje, gdzie właściwie wszyscy służą tylko przemysłowi, który produkuje, że tak powiem, jakieś tam wyżymarki, które sprawiają ludziom radość, które odreagowują tych wszystkich, którzy są samotni albo nieśmiali, że tak powiem. To jest taki świat dziwny i dziwnie, jak ja to mówię. A co to ma wspólnego z Nidzicą? Otóż ma. Bo po prostu bez Nidzicy by tego nie było, ani tego opowiadania, ani Inglota w tym zbiorze, ani w ogóle niewiele innego. I to jest największa zasługa Sedlnickiego. Te dwa opowiadania, które napisał. Chwała Bogu, że je napisał, ale zasługi są jego większe.
[01:06:00] - Tak, to prawda. Powiem ci, ciekawym eksperymentem, który zrobił Wojtek, jest wstawienie, wspominałem, Ilii Warszawskiego. „Uniwersalny poradnik dla pisarzy fantastów” to jest zresztą kolejne takie puszczenie oka, bo o ile mnie pamięć nie myli, a czasami mnie jednak myli, ale w tym wypadku chyba nie. To opowiadanie Ilii Warszawskiego „Uniwersalny poradnik dla pisarzy fantastów” ukazało się w Polsce w „Krokach Nieznane”. Cóż to jest? Illia Warszawski miał dosyć specyficzny sposób pisania. Właściwie wszystkie jego teksty to są teksty oparte na twardej fantastyce, takiej nawiązującej do nauki. Ale z drugiej strony nie pamiętam żadnego opowiadania Ilii Warszawskiego, które nie byłoby pisane z pewnym przymrużeniem oka. On zawsze do swoich czytelników to oko puszcza. W przypadku tego uniwersalnego poradnika dla pisarzy-fantastów to już jest ewidentne.
On sobie po prostu robi jaja. Kpi z pewnych schematów. Takich schematów, jakie były popularne w przełomie lat 60. i 70., kiedy to opowiadanie powstawało. Pewno dzisiaj nie wszystkie te porady są, w cudzysłowie, aktualne. Ale w gruncie rzeczy on świetnie łapie to, że pisarze-fantaści mają złą, niedobrą cechę powielania pewnych rzeczy. On to świetnie wyłapuje w tym opowiadaniu, że jak jeden zacznie pisać, weźmy przykładowo, o jakiejś galaktyce i dzięki niemu space opera stanie się modna, to się wszyscy na space opery przerzucają. Jak ktoś zacznie pisać fantasy i fantasy stanie się modne, to połowa przynajmniej się na fantasy przerzuca, bo modne.
[01:08:12] - Tak. Jak ktoś napisze opowiadanie albo powieść o czarnej dziurze, to potem połowa pisarzy wpada w czarną dziurę.
[01:08:18] - Tak. Czarna dziura.
[01:08:19] - I zupełnie z niej nie wychodzi.
[01:08:21] - Kpi sobie ewidentnie z pewnego sposobu. Dzisiaj to już pewno nie jest aktualne, ale w swoim czasie ci bohaterowie się nazywali specyficznie. To jest satyra. Trzeba wziąć taką satyrę na klatę i trzeba ją przyjąć mężnie, bo Ilja Warszawski nie oszczędza pisarzy fantastycznych.
[01:08:50] - Ale zwróć uwagę, że również w tym momencie Wojtek Sedeńko nie oszczędza swoich przyjaciół, kolegów, umieszczając taki tekst w zbiorze, gdzie są właśnie pisarze SF, całe towarzysko nidzickie. Proszę bardzo, piszecie teksty, ale ja wam tutaj pokażę, co Warszawski na ten temat napisał w swoim czasie. I to również świadczy o tej samej wirtualnej sprawności umysłu Wojtka Sedeńki.
[01:09:22] - Ale z drugiej strony od razu sprzedajmy pewne informacje. Ilja Warszawski to był taki pisarz, który zaczął pisać bardzo późno. Był marynarzem. O ile dobrze pamiętam, urodził się w Kijowie, ale był marynarzem i większość swojego życia spędził na morzu. Jeśli wydawał książki, to były książki podróżnicze. Nie pamiętam, jakiś był taki tytuł, który brzmiał mniej więcej tak: „Okrążyć świat” czy „Wokół świata bez biletu”, coś takiego. A fantastykę zaczął pisać bardzo późno, tuż przed pięćdziesiątką, o ile dobrze pamiętam. Umarł stosunkowo młodo. Młodzi się oburzą, ale miał 66 lat, kiedy umarł, więc jak sobie człowiek pomyśli, ile jeszcze mógłby napisać, gdyby go nie dopadło choróbsko, dosyć przewrotne i paskudne, to człowiekowi żal, bo klasa tych opowiadań jest naprawdę wysoka. To jest jeden z tych pisarzy-
[01:10:34] - Nawet na tle tej rosyjskiej fantastyki, która była bardzo barwna, bardzo wieloznaczna w porównaniu nawet z amerykańską, to Warszawski wyskakiwał bystrością umysłu, inteligencją taką ostrą, zwięzłą, błyskotliwą.
[01:10:54] - Ale było to zabawne.
[01:10:56] - Było to, było. Właśnie do przymrużenia oka.
[01:10:58] - Do tego stopnia było to zabawne, że ja mam wrażenie, że opowiadałem już tę historię na antenie, ale w związku z tym znacie to, posłuchajcie. Było tak, że ja zafascynowany opowiadaniami Ilji Warszawskiego, które ukazywały się w serii „Kroki w nieznane”. Nie, przepraszam, już się tymi krokami tak dzisiaj zasugerowałem. Nie. W serii „Stało się jutro” pojawiło się sporo jego opowiadań i kiedyś trafiłem w antykwariacie na zbiorek opowiadań po rosyjsku Ilji Warszawskiego. Przerzuciłem go. Było tam sporo opowiadań, których nie znałem, które się nie ukazały w języku polskim i tak jak to jeszcze było przed czasem, kiedy zacząłem dosyć ostro czytać fantastykę w języku rosyjskim, to była jedna z tych pierwszych książek, które wygoliłem od początku do końca, mając jeszcze duże kłopoty z czytaniem po rosyjsku. Ale przeczytałem, ponieważ autor mnie fascynował.
[01:12:01] - Marku, ja tak samo miałem taką historię. Ani wrząb rosyjskiego nie znałem, związkiem wrodzonych policznie, że tak powiem, skłonności ku pewnej śpiewności tego języka.
[01:12:18] - Ale ty zrobiłeś rzecz już taką hardcorową.
[01:12:20] - Natomiast zupełnie ani wrząb nie umiałem, nie czytałem, w ogóle mnie to nie interesowało. Uczenie się w ogóle innych języków. I kiedyś wszedłem do księgarni wydawnictwa jakiegoś i zobaczyłem tam książkę Freda Hoyle „Czarny obłok” to była po polsku również. Freda Hoyle, wielkiego fizyka i astronoma.
[01:12:46] - To się chyba po polsku „Czarna chmura” nazywa.
[01:12:47] - „Czarna chmura” się nazywa.
[01:12:48] - Chyba. Nie jestem pewien.
[01:12:49] - Chyba tak. W każdym razie to było po rosyjsku. Ogromny, gruby tom, chyba 500 czy 600 stron i tak dalej. Kupiłem to. Były wakacje, mi się ręce trzęsły. Co ja z tym mam zrobić? Pamiętam, poszedłem w domu W ogrodzie do altanki i zacząłem czytać. Czytałem cały dzień jedną pierwszą stronę. Dwie strony następne przeczytałem już następnego dnia. W każdym razie, kiedy skończyłem czytać tę książkę ze słownikiem na kolanie i tak dalej.
Możecie mi wierzyć, spokojnie po przeczytaniu tej książki mogłem się po paru latach przesiąść do tłumaczenia Aleksandra Millera i Olgi Leonow, które się w Problemach Opowiadania ukazywały. Ja już mogłem spokojnie tłumaczyć z języka rosyjskiego, bo się tak nauczyłem. To była ciężka, trudna książka, ta „Czarna chmura”. Przeczytałem i nauczyłem się języka. Tak się wielu ludzi uczyło języka angielskiego w ogóle.
[01:13:54] - Wiesz co? To ci powiem, że te losy tych dinozaurów, takich jak my, są nieco zbliżone. Bo ja z kolei też chadzałem do takiej księgarni. Była tutaj w Bydgoszczy taka księgarnia, która handlowała literaturą zza wschodniej granicy. I początkowo kupowałem książki takie, jakie były. Ale w pewnym momencie zorientowałem się, że Rosjanie wydają całkiem sporo literatury zachodnioeuropejskiej, amerykańskiej również. I zacząłem polować na te książki. I dzięki temu, podobnie jak ty tego Freda Hoyle'a, tak ja poznałem kilka innych powieści z tego anglosaskiego kręgu kulturowego, które u nas się nie ukazywały, a ukazywały się w Związku Radzieckim. To było dla mnie duże zaskoczenie zresztą, że pewne teksty ukazywały się tam, a u nas nie.
[01:14:51] - No wiesz, ale Rosja to zawsze miała tę kobiecą naturę.
[01:14:54] - Tak? Ale rozwinij.
[01:14:57] - Nigdy nie wiadomo, czy wolno, czy nie wolno.
[01:14:59] - A, to w ten sposób. Tak. Ale powiem ci, że to było na swój sposób fascynujące. Później zorientowałem się w dodatku, że co roku ukazuje się tam, nawiązując do tego, o czym dzisiaj mówimy, czyli do antologii. Mówiliśmy o „Krokach w nieznane", mówiliśmy o rakietowych szlakach. To tam ukazywał się, to się prosto nazywało „Zbornik naucznoj fantastyki. Za rok". I tam było zawsze podzielone, podobnie jak w „Krokach w nieznane". Trochę swoich, trochę Anglosasów. I powiem ci, że tam rzeczywiście były nówki nierdzewki wtedy, jak na tamte czasy.
Pokazywały się świeże opowiadania. Pewno wybranych według jakiegoś klucza autorów, ale jednak się pokazywały.
[01:15:54] - To były dobre opowiadania. I rosyjskie, i amerykańskie, czy angielskie, czy francuskie były naprawdę przedniej marki wtedy.
[01:16:03] - Tak. I powiem, że później byłem dosyć wierny. Chociaż powtarzam, jak to było z socjalizmu, to wszystko było nieregularne, a w księgarniach to już wyjątkowo ta nieregularność występowała. Nie dość, że cykl wydawniczy, przypuszczam, w Związku Radzieckim był równie nieobliczalny jak w Polsce.
[01:16:21] - Wiesz co? My nie narzekajmy. Ja pamiętam tę samą księgarnię, o której ty mówisz. Któregoś razu zobaczyłem, jak wkracza tam pułkownik wojsk sowieckich, że tak powiem. Pułkownik pięknie, te czerwone wszywki w tej czapce i przy pagonach, i tak dalej. Był taki chyba z czterema ogromnymi torbami, jak dzisiejsi turyści. Rzucił te torby na podłodze, po czym zaczął zgarniać książki z tych półek i pakować do tych toreb. Widziałem, jak mu się ręce trzęsą, a oczy ma pełne zachwytu po prostu. On takich książek w Związku Radzieckim nie widział w księgarni. Natomiast tu on się zaopatrzył w rzeczy, które tam nie mogły w ogóle.
To znaczy one były wydawane, ale były po pierwsze poza zasięgiem normalnego człowieka.
[01:17:28] - W socjalizmie było tak, że nakład był zawsze za mały.
[01:17:32] - No zawsze.
[01:17:33] - Ale to też ma drugą stronę, bo w socjalizmie było tak, i to była ta zła strona, że nakład był zawsze za mały. Ale w socjalizmie było też tak, i jeżeli miałbym jakąkolwiek dobrą stronę wymienić, to wymieniłbym to: socjalizm upowszechnił czytelnictwo. Dużo ludzi czytało. To, że miesięcznik „Fantastyka" mógł mieć w pewnym okresie nawet 200 tysięcy nakładu. Normalnie miał trochę mniej, nawet znacznie mniej. 100 tysięcy, 150 tysięcy. Ale był taki krótki czas, że miał 200 tysięcy nakładu. Dzięki czemu to było możliwe? Ludzie powszechnie czytali. Dzisiaj miesięcznik „Fantastyka", ja nie wiem, jaki ma nakład, ale jest nieporównywalny.
[01:18:17] - Ale to mało jest.
[01:18:20] - Już się ledwo sprzedaje.
[01:18:21] - To mało tego, ja nie znam nikogo, kto by to czytał.
[01:18:27] - Ja jeszcze znam.
[01:18:28] - Ale bardzo szanuję tam ludzi, którzy pracują. Tam są świetni redaktorzy, świetną robotę robią. Tylko że ja nie znam żadnego-
[01:18:37] - Ten miesięcznik nie jest, znaczy on jest pomijany. Nie jest nieczytany. Podwójne przeczenie to już w ogóle rozpacz, ale nie dlatego, że jest źle robiony. Wręcz przeciwnie, tam jest świetna ekipa. Natomiast coś w ludziach pękło. Coraz mniej się czyta, ale już nie narzekaj. Wiesz co? Nie ciągnijmy tego, bo zaraz zaczniemy narzekać. Coś się stało po prostu. Ludzie nie czytają.
A wtedy czytali. Dlatego powtarzam, jeżeli coś dobrego było, to było właśnie to, że po prostu Czytelnictwo było na wysokim poziomie, dlatego nakłady były zawsze zbyt małe.
[01:19:12] - Marku, kiedyś za komuny się nagle okazuje, że byliśmy jak ta madame Pompadour w takim lustrze. Myśmy smakowali, a dzisiaj się konsumuje.
[01:19:24] - Się konsumuje. W dodatku widzisz, ty się mogłeś pochwalić przed Brunnerem ile tam miałeś?
[01:19:35] - Ćwierć miliona.
[01:19:36] - Tak, ćwierćmilionowym nakładem. A dzisiaj autor jest przeszczęśliwy, jak się okazuje, że sprzedał w przypadku fantastyki na przykład 10 000 swoich książek. To są absolutni rekordziści. Ja mówię o fantastyce naukowej.
[01:19:53] - Najniższa książka, moje nie były przecież specjalnie łatwe. Najniższy nakład, jaki w życiu pamiętam, to chyba było 30 000.
[01:20:04] - Lech Jęczmyk powtarzał w audycji, że najniższy nakład to był, pomijam takie niszowe wydawnictwa, ale normalny taki nakład, jaki obowiązywał w Czytelniku to 30 000. Dzisiaj 30 000 to jest jakiś kosmos. To jest jakiś kosmos i to jest dosyć charakterystyczne. Ale wiesz co, ja nie chciałbym, sam to sprowokowałem, ale nie chciałbym, żebyśmy podążali w tym kierunku, że będziemy teraz narzekać, jaki to jest zły stan czytelnictwa. Tym bardziej byłoby to bez sensu, że słuchają nas ludzie, którzy jednak chyba chcą słuchać o książkach, to w związku z tym chyba czytają. W związku z czym narzekanie teraz, że ludzie nie czytają, jest pozbawione sensu i troszeczkę przypomina sytuację taką, jak pani w klasie. Część dzieci uciekła na wagary, to pani karze tych, co zostali, bo tamtych złapać już nie może. I to tak często było. To nawet pamiętam, że byłem w tej grupie, która została, to pani wydzierała się na nas, a nie na nich. Także trochę tak się teraz zachowujemy.
[01:21:09] - Dzisiaj sobie leżałem, jak się ocknąłem, obudziłem i wtedy mam chwilę na przemyślenie jakichś takich pierdół. I sobie pomyślałem, że porównując ten poziom współczesnego świata i jego czytelnictwo z ewolucją. Otóż zwróć uwagę, że doszedłem do takiego śmiesznego paradoksu. To jest tak na marginesie, ale ta książka Wojtka Sedeńki również moją wyobraźnię pobudza.
[01:21:45] - Prowokuje.
[01:21:48] - Widocznie mnie sprowokowało. Otóż słuchajcie, my wszyscy przeciwstawiamy zawsze dobro pokoju. Przeciwstawiamy straszności i złu wojny. I zapewne tak jest w tym wymiarze indywidualnym. Ale zwróćcie uwagę w ewolucji jakie to ma, jak to się sytuuje w ewolucji. Otóż w ewolucji pokój to jest czas zmarnowany. Pokój to jest czas zmarnowany na konsumpcję. W ten sposób najwspanialsze ptaki, które szybowały, te, co teraz Amerykanie znaleźli w Denver przy budowie lotniska rok temu. One 18 milionów lat w sposób niezakłócony kołowały nad oceanami Ziemi otaczającej Pangaeę. Czy to było w innym czasie?
Nieważne. W każdym razie 18 milionów lat zmarnowanych na wyłapywanie kaszy z oceanu, w którym było ciepło i tej kaszy było w sam raz. To samo dinozaury zmarnowały czas pokoju, kiedy doszły do władzy w ciszy i spokoju. I takie marnowanie czasu przez każdy gatunek, który dochodził do tego, marnowanie przez rośliny. Dlaczego? To jest czas na konsumpcję i spokój. Ewolucja nowe gatunki powoływała dzięki katastrofom. Katastrofy dynamizowały ewolucję. Ewolucja sama jako taka nie istnieje. Istnieją tylko schody.
Schody do nieba, a nie żadna winda do nieba. Proszę ciebie, windą się nie wjedzie. I teraz zwróćcie uwagę, w jaki sposób my żyjemy, bo to taki ma wymiar europejski. My według mnie marnujemy również czas pokoju w takiej Europie. I teraz jakie przemyślenie miałem? Otóż czym my się różnimy od zwierząt i roślin, które rzeczywiście ten czas marnowały? Rozumem. Może nam rozum Pan Bóg czy kto tam wie, kto nam dał po to, żeby nie marnować czasu pokoju. A my, zamiast się posługiwać rozumem, konsumujemy. Jedyna rzecz, która nas w tej chwili bawi to konsumpcja.
[01:24:36] - Wiesz, dobra konsumpcja nie jest zła.
[01:24:41] - Tak. I tak mówiły te dinozaury. I żarły tą paszę, żarły, żarły. I w końcu to mknęło i już było po nich.
[01:24:50] - Wiesz, ale żeby gładko nawiązać, mało inteligentnie, ale gładko nawiązać, to powiem tak. Tom, który dzisiaj omawiamy, który operuje Wojtek Sedeńko Po części jest zaprzeczeniem tej tezy.
[01:25:06] - Przede wszystkim nie jest tak wysmakowanym, nie jest tą paszą do konsumpcji.
[01:25:13] - O tym mówię.
[01:25:16] - To po prostu jest pewna rzecz, efemeryda, która wyskakuje na tym całym rynku. Jest po coś, dla coś. Ma swoją tezę własną. Z tą tezą zgłasza się do czytelnika. Proponuje takie opowiadanko i przede wszystkim takie spojrzenie proponuje. Proponuje spojrzenie, które mówi od podwórka, od naszego podwórka, na którym my jesteśmy, czy pisarzem, czy czytelnicy. Zjeżdżamy się do Nidzicy albo do innego miejsca i tak dalej. Po czym z tego punktu widzenia patrzymy na świat, a może i również na cały wszechświat, że tak powiem, albo i na więcej, jak to w opowiadaniu Inglota, bo tam się patrzy już na wszystko.
[01:26:02] - Na cały fandom.
[01:26:05] - Ja tam wysunąłem z tym takim referatem o dupie Maryni, że tak powiem. I Inglota też tam słychać. Ten adres się pojawia.
[01:26:18] - Jeszcze powiem coś takiego, że nawiązując do miejsca, które zrodziło tom, o którym dzisiaj rozmawiamy, warto trochę o tym festiwalu powiedzieć. Trochę mówił co prawda Wojtek w tej audycji z Mierek, ale powtórzmy, że wszyscy państwo, którzy znacie różnego rodzaju konwenty, czy to Pyrkon, olbrzymia impreza, która mnie odstrasza, mówiąc szczerze, czy inne duże konwenty, Polcony.
[01:26:50] - Jesteś aspołeczny.
[01:26:51] - Ja jestem wyjątkowo aspołeczny. To prawda. Czy jakieś Polcony i tak dalej. To są imprezy jak najbardziej potrzebne. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, to one mnie odstraszają, a niekoniecznie muszą odstraszać innych. Ale dla wszystkich tych, którzy podobnie jak ja lubią kameralną atmosferę.
[01:27:09] - Co nie znaczy, że tam jest mało ludzi. Tam jest mnóstwo ludzi, ale dziwnym sposobem jest to impreza bardzo kameralna.
[01:27:15] - Jednak miejmy miarę. Tam tych ludzi jest, jak dla jednostki to jest sporo, bo tam około dwóch setek ludzi przybywa.
[01:27:24] - Albo i trzech.
[01:27:25] - Albo trzech setek. Tak, okej, ale nie więcej.
[01:27:27] - No tak.
[01:27:28] - I te trzy setki w takim dużym ośrodku zagubionym w lesie się spokojnie rozmywa, ludzie czasami znaleźć nie mogą.
[01:27:36] - Dla człowieka normalnego to czasami setka wystarczy.
[01:27:39] - Setka, ale najlepiej powtórzyć później lornetę, żeby była lorneta, a nie setka. W każdym bądź razie to jest impreza naprawdę kameralna. Te trzysta osób gubi się w tym wielkim ośrodku. Jak chcą się zgubić, to się gubią. Jak chcą się znaleźć, to się znajdują.
[01:27:56] - Tam się gubią nawet przy samym jeziorze. Jezioro jest większe od ośrodka przecież.
[01:28:02] - Można popływać, można kajakiem popływać, można rowerkiem popływać wodnym. W ogóle można się zgubić, można się znaleźć. Ja lubię takie miejsca.
[01:28:12] - Byłem świadkiem takiego fajnego zdarzenia, bo teraz ten transhumanizm jest modny. Otóż podchodzę sobie do pomostu i słyszę, jak tatuś woła do synka, który pływa: „Machaj płetwą, machaj płetwą.”
[01:28:32] - Dobra. W każdym razie wracając, to rzeczywiście, tak jak powiedziałem, tam się można zgubić, tam się można znaleźć. Ale przede wszystkim mnie odpowiada ta kameralna atmosfera. Mówił o niej jeden z naszych gości, a mianowicie Tadeusz Meszko. Otóż tam jest tak, bo na dużych imprezach gdzieś tam na piedestale siedzi sobie jeden pisarz, drugi pisarz i gdzieś tam z tego piedestału przemawiają do ludu, czasami bardzo ze swadą i bardzo tak wprost, i w sumie bardzo bezpośrednio, ale jednak są daleko. A tutaj jest tak, że każdy z tych pisarzy ma jakieś tam spotkanie, mówi o czymś, ale później kończy to spotkanie, zbiera notatki i idzie na piwo. I nie ma najmniejszego problemu, żeby się przysiąść do jednego, drugiego, trzeciego pisarza. I to bez względu na to, czy to jest pisarz z pierwszych stron gazet, bardzo znany i w ogóle wszyscy przed nim na twarz padają, czy to jest pisarz niszowy, mniej znany i taki, który gdzieś tam jeszcze o swoją pozycję w fandomie walczy, to bez względu który z nich, można spokojnie usiąść, wypić z nim piwo i pogadać. Oczywiście, że tak.
[01:29:50] - A tu jeszcze nie można, jeżeli to jest Inglot, bo on cię zagada.
[01:29:54] - Nie, ale niemniej będzie gadał do ciebie. To też jest, wiesz, bo nie potraktuje cię jak powietrza.
[01:30:04] - No nie.
[01:30:05] - I to jest właśnie duża zaleta. Jeśli ktoś miałby ochotę, nie był, to naprawdę polecam. Zapraszam. Wszystkie informacje na stronie Solarisu, wydawnictwa Solaris można znaleźć. Przyszły festiwal w przyszłym roku pod koniec czerwca. Jakoś tak się złożyło, że bodajże na przełomie czerwca i lipca. W związku z czym termin dogodny, bo już po końcu roku szkolnego. Dla niektórych to stanowi problem, bo ich latorośle gdzieś tam właśnie kończą rok szkolny i to wtedy jest problem. Natomiast to jest impreza, która łączy w sobie z jednej strony pewną magię związaną z fantastyką naukową, z tym, że jest tam pewne grono zainteresowane z pewnymi zainteresowaniami, z pewnymi fascynacjami, z pewną właśnie taką bezpośredniością. Kiedy ja mocno zbudowany byłem taką sytuacją, kiedy obserwowałem jednego, drugiego autora Otoczonego wianuszkiem ludzi rozmawiających bardzo bezpośrednio.
W ogóle ta zasada bardzo mi się podobała. Ona bywa też na innych spotkaniach, co jest fajne, że tam wszyscy rozmawiają bezpośrednio, nie panują sobie. Tam naprawdę z autorem z górnej półki można porozmawiać bez najmniejszych problemów. Pamiętam, byłem na pierwszym festiwalu i, jak to się mówi, na pierwszym moim festiwalu. To był 2014 rok, więc to już był któryś tam z kolei, ale pamiętam, z jaką nieśmiałością podchodziłem do niektórych autorów. Nawet do Lecha Jęczmyka, którego wcześniej znałem z osobistego wywiadu, który przeprowadzałem w Warszawie. Pomimo że znałem, to jednak podchodziłem z pewną nieśmiałością. Do innych autorów także. A tu się okazało, że moje strachy to są jakieś idiotyzmy siedzące w mojej głowie, bo tam nikomu nie przyszło do głowy tworzyć jakąś barierę, jakiś dystans. To jest, uważam, duża zaleta tej imprezy.
Nie wiem, czy jest druga taka. Jeśli jest, to chętnie o niej usłyszę. Chętnie ją nawet odwiedzę, ale musiałbym taką informację pozyskać.
[01:32:28] - To nie tylko jest czasami zaleta albo wada imprezy, ale również pewna umiejętność człowieka. Nie każdy potrafi szybko się dogadać. Niektórzy potrafią to lepiej. Taką anegdotę sobie przypominam. Chyba kiedyś siedziałem z Leszkiem Jęczmykiem i z Asimovem przy stoliku i wpadał tam Wójcik. Wpadało tam paru wydawców jeszcze i koniecznie chcieli z Asimovem podpisać umowę na jakąś książkę.
[01:33:07] - Przeproszę, to tylko tak gwoli informacji dla tych, co są trochę mniej zorientowani. Wójcik to człowiek, który dowodził Kawem.
[01:33:17] - Tak.
[01:33:18] - Dowodził Kawem i tą sławną serią z glizdą czarną, która uważam, że pomimo różnych swoich kiksów, które popełniła, to była bardzo ważna seria w historii polskiej fantastyki naukowej. Andrzejowi Wójcikowi przy świadomości tego, że nie wszystko było tam okej i było fajnie, to jednak duży hołd dla niego. Wróćmy do twojej historii.
[01:33:43] - Ale właśnie trzeba było coś załatwić z tym Asimovem. Natomiast Asimov wszystkich olewał, bo po pierwsze nikt nie mówił dobrze po angielsku, więc on może kiepsko rozumiał. Przynajmniej może rozumiał tylko amerykański. Natomiast wszyscy się leścili przy tym Asimowie, droczyli się, jakoś nieśmiało podchodzili. Jak ktoś podchodził nieśmiały, kłaniając się Asimowowi, to Asimov popatrzył na niego z góry, odwracał się i gadał z nami dalej przy stoliku o pierdołach jakichś i tak dalej. I w pewnym momencie widać było, że nikt nie może ubić z tego interesu z Asimovem. Wtedy wystawiono do przodu Jacka Rodka, właściciela dzisiejszego Maga, który przyszedł, chlapnął bez pytania na siedzenie obok Asimowa, założył nogę na nogę i zaczął gadać do niego łamanym angielskim, bo nigdy dobrze Jacek po angielsku nie mówił i tak dalej. W pięć minut kupił wszystko od Asimowa, co chciał, bo po prostu traktował Asimowa normalnie. A skoro on traktował Asimowa normalnie, to i Asimow traktował go normalnie, a nie w żaden sposób bogobojny albo pogardliwy.
[01:35:04] - Bo jak ktoś ci składa hołdy, to je chętnie przyjmujesz. Dlaczego nie? Natomiast jak widzisz, że ktoś nie jest specjalnie skory do tych hołdów, natomiast chętnie z tobą porozmawia, to czemu nie?
[01:35:17] - Ta obyczajowość kontaktów między czytelnikiem, tylko że ona może być trudna do przeskoczenia. Natomiast tam w Nidzicy jest właściwie żadnym problemem. Tam ten problem po prostu nie istnieje. Przeskoczenie takiej granicy.
[01:35:34] - I bariery językowej nie ma.
[01:35:35] - I bariery językowej, dodatku nie ma.
[01:35:38] - Ona się pojawia gdzieś tak po godzinie 24.00, bo już wtedy wiele ludzi-
[01:35:43] - Jeszcze jedna bariera się teraz pojawia coraz bardziej. Była tam również jedna feministka.
[01:35:51] - Była. Mój Boże.
[01:35:52] - To też bariera językowa.
[01:35:54] - To się bariera też pojawia. Ale bariera się pojawia, tak jak już mówiłem wcześniej, z powodu ilości wypitego piwa. Tam się też pojawia w pewnym momencie bariera.
[01:36:03] - Tu akurat mam zastrzeżenie troszeczkę do tej książki, której sedno jest- ona jest taka swojska i sympatyczna i bardzo fajna, ale mam nadzieję, że przy następnych tego typu próbach jednak ci autorzy opuszczą tę wspólną kawiarnię piwa, bo właściwie dzisiaj się tylko w tej pijalni piwa czują świetnie, a w prawie każdym opowiadaniu odnoszenie się do piwa jest rytualne.
[01:36:36] - Ale Wiktor, jak można było? Przecież picie piwa na Festiwalu Fantastyki w Nidzicy, a w tej chwili w Mierkach. Nie ma festiwalu bez picia piwa.
[01:36:50] - W ogóle nie ma prawie rozmowy bez picia piwa. To już prasłowianie o tym wiedzieli. Kiedy zaczęli robić piwo.
[01:36:58] - To co się dziwisz, że w niemal każdym opowiadaniu zawartym w tomie, o którym dzisiaj rozmawiamy, odbywa się rytualne picie piwa?
[01:37:06] - Tak, ale ono jest jeszcze takie nie tego lotu, które na przykład nasz autor tutaj w tych całych skirolawkach. Nie skirolawkach tylko- No!
[01:37:20] - A w Świnioryjach?
[01:37:22] - W Świnioryjach!
[01:37:22] - No nie, ale to-
[01:37:23] - Obserwuję. Świnioryje są z wyższą klasą po prostu od tego co-
[01:37:27] - No bo tam się pije wódę, a nie piwo.
[01:37:29] - A, no to jest z większą klasą.
[01:37:31] - To w Świnioryjach się tak odbywa. Na pewno wyższy woltaż tam panuje. W każdym razie, jak sobie teraz uświadomiłem, to w moim opowiadaniu też pije się piwo, bo finałowa scena również odbywa się przy piwie.
[01:37:49] - No tak.
[01:37:51] - Czyli bardzo trudno jest uniknąć, nawet przecież większość opowiadania się przy piwie nie odbywa, tylko na sali prelekcyjnej. Jest wielka wymiana zdań i tak dalej. Dyskusja.
[01:38:05] - Ale tak, ktoś może wychodzi na balkon i ja to sprawdzę.
[01:38:09] - To wiadomo. W każdym razie rzeczywiście, tak sobie teraz uświadomiłem, że trudno jest znaleźć opowiadanie, w którym piwa się nie pije.
[01:38:20] - Dlatego dla piwoszy tę książkę można polecać z czystym sumieniem.
[01:38:26] - Książkę tak, ale-
[01:38:27] - A skoro wszyscy są piwoszami.
[01:38:29] - Nie wszyscy są piwoszami, natomiast warto też powiedzieć, że w Mierkach, ale nie tylko w Mierkach, bar zaopatrzony jest dobrze i wszechstronnie, nie tylko w piwo, jakby kogoś to interesowało. Co więcej, dla tych, którzy spragnieni napojów alkoholowych nie są, jest również całkiem niezła kuchnia. Także jakby się ktoś obawiał, że z głodu zemrze, to nie, jest wszystko w porządku. Zresztą Wiktor może poświadczyć, bo pałaszował tam u Hu z dużym zacięciem.
[01:39:02] - Ale Marku, tam piwo czy inne bary to małe piwo, że tak powiem. Ja pamiętam, jak zbaraniałem trzy lata temu, czy coś takiego, jak zobaczyłem gigantyczny stragan, ale jaki! Zastawiony butelkami, nalewkami z całych Mazur, Kaszub, Podhala.
[01:39:28] - Bo to od razu trzeba sprzedać historię od początku do końca. Nie wiem, bo Wojtek to chyba zarzucił w tej chwili, ale tam się przez jakiś dłuższy czas odbywała, nie wiem, jak to określić, nie festiwal, ale ludzie przywozili różne nalewki i wybierano tę najlepszą.
[01:39:49] - O!
[01:39:49] - Ale co trzeba zrobić, żeby wybrać najlepszą nalewkę?
[01:39:52] - No tak.
[01:39:53] - Siłą rzeczy. W związku z tym był, o ile dobrze kojarzę, to w czasie Biesiady Mazurskiej, a ona się kiedyś odbywała w sobotę, teraz się odbywała w piątek, akurat w czasie naszej audycji. Dlatego tam takie efekty dźwiękowe, dodatkowe, śpiewalne były i dlatego się spóźniliśmy i zostały dla nas resztki, ale były na szczęście i było co zjeść. W każdym razie w czasie tej biesiady ten konkurs nalewkowy się odbywał. Szkoda, że się teraz nie odbywa. Rzeczywiście wyleciało mi to z głowy, a faktycznie piękna to była tradycja. Niezwykle.
[01:40:35] - Tym bardziej tam można było zobaczyć takie rzeczy, że tylko naprawdę dobry pisarz science fiction wymyśli, że coś takiego w ogóle nadaje się do konsumpcji po prostu.
[01:40:50] - Wiesz co, powiem ci tak, że jeśli chodzi o bagaż wspomnień, który się wynosi po każdym takim festiwalu, to przyznasz, że są to rzeczy niezapomniane.
[01:41:06] - Niezapomniane. Słuchajcie, jak ja pierwszy raz w życiu na przykład dotknąłem czegoś takiego. Marek używa tutaj słowa biesiada, ale ja to widziałem tylko u Wajdy na filmach albo u jakiegoś innego polskiego reżysera. Te stoły średniowieczne, zastawione tymi dzikami, różnymi rzeczami i tak dalej. Jak człowiek wchodzi na tą całą biesiadę, jak widzi te wszystkie sielawy, inne tam mrówki w sosie własnym, po prostu to wszystko, co jest przygotowane przez ekipę, która Marka tam wspomaga przez hotele i tak dalej. Nie Marka, tylko Wojtka. Po prostu powala. To jest naprawdę science fiction, bo jak tam przyjeżdżają Amerykanie, to też chyba własnym oczom nie wierzą, a przyjeżdża tam sporo.
[01:41:56] - Wspominał Wojtek o tym, jak Martin pojawił się i kilku innych zresztą. Rok temu był Ian Watson. Wszyscy są oczarowani nie tylko gościnnością, ale też tym wszystkim, co się dzieje na tym festiwalu. Także myślę, cóż, jakby to tak dobrze ująć? Myślę, że zaproszenie od Wojtka jest cały czas aktualne i każdy, kto by miał ochotę, powinien się na festiwalu po prostu pojawić. Ale wróćmy do książki, bo pewno powoli będziemy kończyć, ale jeszcze czas by był na jakieś podsumowanie. Masz jakieś podsumowanie?
[01:42:51] - Że po prostu ten cały festiwal i „Dzica” to jest okładka tej książki właśnie. To jest okładka, która towarzyszy, a pisarze tworzą zawartość tego, bawią się w tej chwili, przekomarzają między sobą. Ja sobie nie wyobrażam, tam są takie nadeptywanie sobie różne nawet w tych opowiadankach na odciski, więc po prostu nie wyobrażam sobie, żeby nie było ciągu dalszego, dalszych nawiązań, dalszych historii. To się może skończyć tak naprawdę, jak w tych naszych Świniorojach po prostu, że z jednego opowiadanka wyszedł cykl. Tak samo tutaj z jednego zbiorku może zrobić się cykl, który może nie będzie takiego lotu jak „Rakietowe szlaki” czy „Kroki w nieznane”. Natomiast będzie naszym polskim podwórkiem i naszą prywatną małą zabawą. Ktoś kiedyś napisał, za komuny jeszcze czytałem taką książkę: „Małe jest piękne”. Otóż małe jest piękne również w takim sensie, że Warszawa jest piękna, Kraków jest piękny, ale Nidzica również piękna. I jedno jeziorko, nad którym my się tam bawimy albo gdzie wszyscy pisarze zjeżdżają, to jest naprawdę pierwszej wody. Chociaż nie są to całe Mazury.
To jest tylko jedno jeziorko. Małe jest piękne.
[01:44:29] - Małe jest piękne. Ja powiem ci tak: kiedy myślałem o książce, którą dzisiaj omawiamy, „Kroki w nieznane. Rakietowe krowy”, próbowałem sobie jakąś syntezę z tego zrobić. Taką literacką.
[01:44:48] - Ja wiem. Słuchajcie, wiecie co? On tak gada, ale on właśnie skończył magisterkę z filozofii. Zaliczył. I on w tej chwili zaczyna wszystko systematyzować. Mów!
[01:44:59] - Dobrze. W każdym razie próbowałem sobie to właśnie usystematyzować od strony literackiej. I muszę powiedzieć, że trudno jest to.
[01:45:13] - Nawet magister filozofii ma kłopoty?
[01:45:17] - Powiem ci tak: i to świadczy chyba o tym, że to jest zbiorek wart godzien uwagi. To znaczy, jeśli się czegoś nie da wstawić na półeczki, ustawić w rameczkach i tak dalej, to dobrze świadczy o takim tomie. Bo jeśli by się to dało, powiedzmy tu taki wątek, tu taki wątek, tu od strony literackiej to jest przejaw takiego, a takiego nurtu, a tu takiego i takiego, to by było sztampowe. Ja sobie długo myślałem o tym, bo czasami się jednak przygotowuję do audycji i starałem się zrobić jakąś syntezę z tego. Powiem ci, że jest trudno. Oczywiście poza taką banalnością, że wszystko dotyczy Festiwalu Fantastyki i dzieje się na zamku w Nidzicy albo w okolicach szeroko pojętych, to większej syntezy już nie potrafię zrobić.
[01:46:10] - A ja potrafię.
[01:46:11] - O, proszę! To zawsze byłeś lepszy. Nawet bez filozofii.
[01:46:15] - Bo to jest takie proste, Marku, tu filozofia nie jest potrzebna. Otóż ta książka ma jedną zaletę, którą można bardzo ładnie przedstawić, nie systematyzując górnolotnie. Otóż ona jest taka jak blondynka, wiesz?
[01:46:33] - Rozwiń, bo ja aż się boję.
[01:46:36] - Blondynki bywają różne. Ale to nieważne, czy ona jest inteligentna, czy umie gotować. To nieważne. Ale jest urocza. Ta książka ma pewien urok po prostu. Taki urok osobisty, którego wiele lepszych książek nie ma. Ten urok osobisty on ma i ja tak mówię. Czytając tę książkę, a przeleciałem ją migiem, to po prostu się nie mogłem prawie powstrzymać. Nie dlatego, że byłem zafascynowany, tak jak „Krokami w nieznane”, czytając od początku do końca, ale właściwie byłem tak rozbawiony, że przeskakiwałem z opowiadania w opowiadanie. Właśnie szkoda mi było się odrywać od tej książki.
Ta książka właśnie jest taka.
[01:47:27] - No i wreszcie nadeszła wiekopomna chwila, że mogę się z tobą nie zgodzić w tej audycji.
[01:47:33] - Tak?
[01:47:33] - Tak, bo ja się też, przyznaję, nieźle bawiłem w czasie lektury, ale tam jest kilka takich tekstów, które wymiatają moim zdaniem. Takich, które nie tylko bawią.
[01:47:46] - Nie. Ja mówię też, jak mnie coś bawi, to może być również bardzo poważne albo i straszne nawet. Na przykład Dagmara Adwentowska choćby nie wiem jakiego stracha na wróble tam opisała, to i tak mnie będzie bawił, a nie straszył.
[01:48:05] - Nie, ja jestem pod dużym wrażeniem. Powiem ci, pod takim wrażeniem sposobu, w jaki ona, tu użyję słowa, którego ty nie lubisz i wielu ludzi nie lubi odnośnie pisania. Sposób, w jaki ona konstruuje swoje opowiadania, język, jakim się posługuje i nastrój, który tworzy, to jest z mojej strony pełen szacunek.
[01:48:25] - Tak, ale zwróć uwagę, że to, co ja powiedziałem. Czy ja mogę się smucić, skoro mnie koryba zachwyt? Skoro jestem zachwycony, to jestem radosny. Choć nie wiem jaki sposób.
[01:48:39] - To ty masz bardzo szeroką definicję bycia zadowolonym i rozbawionym.
[01:48:48] - Tak. Jak moja córa śpiewa strasznie smutne piosenki, a ja się szczerze cieszę z tego, bo one mi się podobają.
[01:48:57] - Szczerze szczezisz.
[01:48:57] - Tak! Szczerze, bo one mi się tak podobają, że jestem radosny. One mnie wprawiają w radość. Ona mnie pyta: „Z czego ty się cieszysz?” Ja mówię: „Bo one są fajne.” „Ale przecież są takie smutne.” „No nieważne, ale fajne, dobre” i tak dalej. Tak samo jest z Adwentowską, z Inglotem i tak samo jest z Lewandowskim. Po prostu tam fajnie się czuję.
[01:49:23] - W każdym razie pozostaje nam powiedzieć coś takiego, że jeszcze raz zachęcamy do przeczytania tego zbioru. Zbiór dostępny jest przede wszystkim na stronach wydawnictwa Solaris. Tam spokojnie można go nabyć drogą kupna w wersji papierowej, w wersji elektronicznej. No cóż.
[01:49:48] - Ja mam jeszcze takie prognostyczne, jakbym się futurologią postapokalipsą zaczął bawić. Ta książka ma jeden walor. Być może go nie ma, a może ma. Otóż chyba ją warto nawet mieć po to, żeby obserwować, co z tego wyniknie. Czy ci ludzie, którzy tam zaczynają pisać, albo którzy już piszą i tak dalej, jak się będą dalej rozwijali? Te haki, tak jak powiedziałeś, Filip Łuka na przykład z „Wędrowyczem”, te haki w tej książce istnieją. Początki kariery, bohater z innej książki, młodzi ludzie, którzy wymieniają. Warto ją mieć, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie.
[01:50:37] - To zdecydowanie. Jeśli już szukamy dlaczego warto, to warto mieć między innymi dlatego, że Wiktor tam występuje w ilu już opowiadaniach? Trzech?
[01:50:49] - Wiesz, Marku.
[01:50:51] - Trzech opowiadaniach.
[01:50:52] - Marku, ja jeszcze mam takie ładne hasło. Żyjemy w świecie konsumpcyjnym. Dla tych wszystkich, którzy konsumują, przecież jest takie piękne hasło: dlaczego warto mieć? Żeby mieć.
[01:51:10] - No tak. To prawda, ale wracając, będę drążył. W trzech opowiadaniach jesteś czy jeszcze w większej ilości? Bo już nie pamiętam. Trzech chyba.
[01:51:22] - To znaczy-
[01:51:22] - Inglot pierwszy.
[01:51:24] - Tam jeszcze-
[01:51:25] - Jacek Boryś drugi.
[01:51:26] - Tam się coś przewija, ale to nie ma znaczenia. Tam jest coś pomiędzy po prostu. A ten jeden wątek, który tam kroczy z książki na opowiadanie, na opowiadanie.
[01:51:40] - Zaletą tej książki jest właśnie to, co już mówiłeś zresztą, że ona się odbywa tu i teraz. Że tam są ludzie z krwi i kości. Dzisiaj przeczytacie państwo o nich w książce, a jutro możecie ich spotkać. Dlatego tak namawiamy do przyjazdu do Nidzicy. Żaden nasz interes w tym nie jest. Nie mamy prowizji od Wojtka płaconej.
[01:52:04] - Bilet musieliśmy za autor właśnie.
[01:52:07] - Tak jest. To były dobrze wydane pieniądze. Tak jak powiedziałem, po prostu warto tych ludzi spotkać. To zdecydowana zaleta takiego pobytu w Nie-Nidzicy albo w Nidzicy, to już w zależności od tego, który to festiwal będzie, bo zdaje się, że w przyszłym roku jednak będą Mierki po raz drugi. Piękne, urokliwe miejsce. Cóż, Wiktorze, pewno się zbliżamy do końca audycji, bo każda audycja jakiś koniec powinna mieć. Jakieś tam próby podsumowań?
[01:52:49] - Nie, to nie tylko audycja. Każdy powinien mieć jakiś koniec.
[01:52:53] - Tak. Nawet kij, który ma dwa końce. Dobra, próby podsumowań już robiliśmy. Tak jak powiedziałem, tę książkę trudno jest podsumować, bo ona jest tak różna, tak bogata, że trudno, więc pewno już sobie darujmy dalsze podsumowania. Powiedzmy krótko: warto. Naprawdę warto po tę książkę sięgnąć. Ja jeszcze powiem tak, że dostajemy od państwa sporo korespondencji mailowej, w której zgłaszacie różne propozycje dalszych audycji. Też dostaliśmy na czacie Radia Paranormalium taką sugestię, że może dobrze byłoby, to człowiek piszący pod nickiem Jaro napisał taką sugestię, że może by dobrze było zrobić audycję o prozie Szczepana Twardocha. Ten pomysł mi się podoba. Uważam, że po pierwsze dlatego, że autor jest w tej chwili, to się mówi „modny”, ale to nie byłoby wystarczające.
Autor pisze ciekawe książki, to już byłoby-
[01:54:08] - Tak samo jak z Orbitowskim. To są ludzie, którzy po prostu funkcjonują.
[01:54:14] - Ale tak tytułem zabawy powiem, że zaimponował mi Szczepan Twardoch, bo się pojawił w reklamie. Ja byłem przyzwyczajony, że w tej chwili w reklamie może wziąć udział aktor. Może wziąć udział piosenkarz, jakiś taki człowiek z show-biznesu, ale pisarzy się do reklam nie brało, bo to wiadomo hołota i w ogóle się do niczego nie nadaje, tylko niech siedzi i pisze. I wreszcie doczekałem pięknych czasów. Ja jestem mocno zbudowany tym, że wreszcie pisarz reklamuje i to nie byle co, tylko całkiem konkretną instytucję finansową.
[01:55:00] - To znaczy chciałbym powiedzieć, że to nie jest takie, Marku, jasne i proste, kto kogo reklamuje.
[01:55:07] - Dobra, podpisuję się jedną i drugą ręką pod tym, co powiedziałeś. Jak najbardziej. W każdym bądź razie ta sugestia Jaro o tym, żeby się Szczepanem Twardochem zająć, jakkolwiek to zabrzmi, jest chyba słuszna. Pewno gdzieś tam jesienią wczesną wrócimy do tego pomysłu. A teraz powiedz mi, bo mamy dwie książki do wyboru do najbliższej audycji. Znaczy obie i tak omówimy, ale którą pierwszą? Jedna z nich to jest książka Trochę taka o teorii literatury, teorii pisania, ale w sposób bardzo przystępny. Niezwykła książka. Nazywa się „Podróż autora”. A druga książka, którą myślę, że warto i nasi czytelnicy, nasi słuchacze również uznali, że warto, to Jonathan Swift i książka, która myślę, że towarzyszy wielu osobom od dzieciństwa w takiej wersji bardziej przystosowanej dla dzieci, a mianowicie „Podróże Guliwera”.
Ale to jest całkiem poważna lektura w tej wersji oryginalnej. To jest bardzo poważna lektura.
[01:56:25] - Ty tak mówisz, jakby ona rzeczywiście towarzyszyła. Ona towarzyszyła, ale to jest chyba dawno, ze starszym pokoleniem. Dzisiaj już chyba jest zupełnie nieczytana ani nieznana już chyba nikomu. Może malutkim dzieciom jako bajeczka o małym albo dużym.
[01:56:47] - Najczęściej ten fragment, tak jak powiedziałeś, o liliputach.
[01:56:53] - Natomiast tej książki już samej nikt nie czyta, tak jak jakichś tam Rabelais czy innych francuskich pisarzy.
[01:57:05] - „Gargantua i Pantagruel”.
[01:57:07] - Już też nikt tego nie będzie przeczytał.
[01:57:09] - Powiem szczerze, jak czytałem, to mi się nie chciało tego czytać, było obrzydliwe.
[01:57:13] - Ależ kapitalne! I mądre, i bystre.
[01:57:17] - Może i mądre.
[01:57:19] - Natomiast już nieczytelne. Natomiast chyba do Swifta warto wrócić, żeby unaocznić współczesnym ludziom, szczególnie młodym, że ci ludzie w tych dawnych czasach też mieli jaja i potrafili pisać zabawne historie.
[01:57:38] - Mądre historie.
[01:57:40] - Mądre historie. Żeby leciutko zmienić tylko dekoracje, to byłby to czas jak najbardziej dzisiejszy i katastrofa klimatyczna, która nas ogarnia, by była na topie.
[01:57:59] - Przejawy katastrofy klimatycznej są za naszymi oknami. Teraz już temperatura spada, bo wieczór, ale jutro wróci upał. Spokojnie. Rozumiem z powyższego, że opowiadasz się w takim razie, że za dwa tygodnie jedziemy z Jonathanem Swiftem.
[01:58:16] - Tym bardziej że jeszcze są wakacje, więc mamy umysły wakacyjne trochę.
[01:58:21] - No dobra.
[01:58:22] - Taka była książka Sedynki, ten zbiorek też wakacyjny.
[01:58:26] - To Jonathan Swift.
[01:58:27] - Swift jest też wakacyjny, szczególnie jak wybiera się do Olchyna.
[01:58:31] - On się w ogóle wybiera, krąży po różnych miejscach. W każdym razie za dwa tygodnie zapraszamy wszystkich państwa na „Bibliotekarium” o „Podróżach Guliwera”.
[01:58:44] - Ja mam nadzieję, że z tego Ivellios przeczyta kawałek, bo do tej książki się tak nie przyłożył, do tej Sedynki.
[01:58:53] - Nie to myśmy nie przyłożyli. Przecież jakaż wina Ivelliosa w tym?
[01:58:58] - Każda wina nie moja jest ważna. Czyjaś. To nie moja wina. Ja w ogóle jestem niewinny.
[01:59:06] - Żelkowski nie dostarczył odpowiednich materiałów, więc trudno mieć do kogokolwiek pretensje. Może Żelkowski.
[01:59:13] - Byłbyś listonoszem.
[01:59:14] - Moja wina i tak dalej. Ale patrz, jak mamy ładnie rozłożony sierpień. Za dwa tygodnie zapraszamy na Jonathana Swifta i „Podróże Guliwera”, a za kolejne dwa tygodnie będzie „Podróż autora”. Książka naprawdę ciekawa. Jeśli kogoś interesuje, niech sobie wygoogla. Nie wiem, czy ona jest dzisiaj tak łatwo dostępna. Trochę połączymy „Bibliotekarium” z „ABW”, bo to jest książka, którą jeśli ktoś myśli o pisaniu prozy, koniecznie powinien przeczytać. Ale nie tylko. Jeśli ktoś chce rozumieć, jak proza powstaje, jak autor miesza i w końcu wymiesza i wyprodukuje książkę, to również warto, żeby tę książkę poznał. Mówię o „Podróży autora”.
[02:00:08] - Bo na pewno w tej książce jest coś, co zawsze próbuję wytłumaczyć czytelnikom, że pisanie to jest rzecz tak prosta i tak nieprawdopodobnie skomplikowana jednocześnie.
[02:00:21] - Tak jest.
[02:00:22] - Że jedno bez drugiego się nie odbywa.
[02:00:25] - Poza tym wynika nawet z tytułu. Pokazuje, że pisanie jest procesem, i nie tylko procesem sprowadzonym do tego, że ktoś wali w klawiaturę. Procesem myślowym.
[02:00:37] - Może cały rok znosić jaja albo i dwa, trzy lata i albo jechać jak Hemingway na wojnę, żeby w ogóle coś napisać.
[02:00:45] - Chociażby. Ale właśnie, że pisanie jest pewnym procesem dziejącym się w mózgu, rozwijaniem pewnego wątku. Autor pisze o tym, w jaki sposób pewne rzeczy nawijać na tę szpulkę, żeby one rzeczywiście stanowiły pewną całość. A więc mamy jasność. Za dwa tygodnie Jonathan Swift, za kolejne dwa tygodnie „Podróż autora”, a oczywiście za tydzień zapraszamy na „ABW” wakacyjne, czyli Antologia „Bibliotekarium” Wakacje, a w niej ostatni już odcinek opowiadania Wiktora Żwikiewicza „Sindbad na RQM”. 27? Tak. 57. Widzisz, to skleroza mnie dopadła, a ciebie w dodatku też.
[02:01:36] - Nie, mnie nie dopadła. To była jakaś taka autostrada w stanie zasunąć to.
[02:01:40] - Kto by to pamiętał.
[02:01:41] - 57 to była jakaś ważna. Ja nie pamiętam, która to była autostrada, ale jak pisałem, to widziałem.
[02:01:48] - To dobrze. Dobre i to chociażby. Cóż. W takim razie dziękujemy państwu serdecznie za uwagę tym wszystkim, którzy wytrwali i tym wszystkim, którzy będą słuchać później tego nagrania. Zapraszamy na kolejne audycje. Wszystkim życzymy tylko doskonałych lektur. Do usłyszenia.
[02:02:08] - Do usłyszenia.
[02:02:09] - Dobrej nocy.
[02:02:11] - Mówili te słowa do państwa gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Ja przepraszam za dźwięk z telewizora. Niestety koledzy zainwestowali w telewizję. Siedzę teraz chwilowo w szpitalu. Takie szpitalne klimaty. Chyba TVN leci, z tego, co widziałem. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobronoc i do usłyszenia ponownie, tym razem w ABW, już za tydzień.