Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:29] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Właśnie tutaj, właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu i droga słuchaczko rozpoczynamy wlewanie kolejnego odcinka Bibliotekarium, tym razem na żywo. Dzisiejszy odcinek Bibliotekarium będzie bardzo wyjątkowy, ponieważ nie będzie towarzyszyła mu żadna książka przewodnia. Będzie za to rozmowa o polskiej fantastyce z różnymi autorami, a rozmowa odbędzie się wyjątkowo nie w Bydgoszczy, a w Nidzicy, przy okazji odbywającego się tam właśnie 25. Festiwalu Fantastyki. Już teraz gorąco zachęcamy do słuchania nie tylko fanów fantastyki, ale w ogóle miłośników dobrej literatury. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego, czy też raczej dzisiaj wyjątkowo telefonicznego, są z nami gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz nasi goście. Halo, halo Nidzica.
[01:23] - Dobry wieczór. To od razu może sprostowanie, że nie tyle Nidzica, co Nie-Nidzica, bo nie jesteśmy, jak to tradycyjnie przez wszystkie festiwale bywało w Nidzicy, tylko jesteśmy w Mierkach. To stosunkowo niedaleko, ale jednak różnica jest. Różnica jest. Po prostu zamek w Nidzicy-
[01:41] - Trzeba się musi odremontować Krzyżaków.
[01:43] - Tak jest. Krzyżacy muszą być odremontowani, postawi się im windę, wymieni się im podłogi i pewno 26. festiwal będzie już w Nidzicy. Natomiast ten jubileuszowy jest w Mierkach. No i z tej okazji zaprosiliśmy organizatora tego festiwalu. Od 25 lat niesie ten krzyż. A może nie krzyż? Nie wiem. Zaraz zapytamy. W każdym razie 25 lat Festiwal Fantastyki, Międzynarodowy Festiwal Fantastyki, bo o tym też warto powiedzieć, już się odbywa.
No i cóż, Wojtku, oddajemy ci głos. Naszym gościem jest, pierwszym gościem, to od razu podkreślę, jest Wojtek Sadejko i już oddajemy ci głos. Jak to się stało, że tak postanowiłeś ten krzyż czy też nie krzyż wziąć sobie na plecy?
[02:31] - Dobry wieczór. Nie jest to krzyż, z tego co wiem, krzyż pewnie bym nie wziął na plecy. Jest to wielka przyjemność organizowania takich spotkań z tak wspaniałymi ludźmi i z tak wspaniałymi uczestnikami. A przez 25 lat udało się naprawdę bardzo wielu gości ściągnąć z całego świata, bo polscy twórcy przyjeżdżają co roku regularnie wielką liczbą i bawimy się. Bawimy się i myślę, że dużą zasługą tego długiego stażu festiwalowego jest to, że doczekaliśmy się naprawdę wiernych uczestników, wiernych słuchaczy, odbiorców tych wykładów, które się odbywają co roku w czerwcu.
[03:13] - No to z takich ciekawostek warto powiedzieć, że tutaj gośćmi byli ludzie związani z fantastyką, ale tacy topowi. Oczywiście pierwszym przykładem będzie chociażby Martin, który w tej chwili w dalszym ciągu wszyscy mniej lub bardziej zatyka ich, kiedy oglądają „Grę o tron”. A on tutaj był. Tutaj, jak tutaj, w Nidzicy na zamku był.
[03:40] - Tak, był George R.R. Martin w 2011 roku.
[03:46] - I wszyscy, co nie byli wtedy, mogą żałować.
[03:50] - Oczywiście dlatego, że wątpię, że druga okazja do zobaczenia i posłuchania Martina zdarzyła się w Polsce, dlatego, że tylko na tę jego wizytę czekaliśmy około trzech lat. Warunki były też bardzo wysoko postawione, jeśli chodzi o transport czy zakwaterowanie, ale przyjęliśmy go z polską gościnnością i bardzo mu się w Polsce podobało. Myślę, że miało też to wpływ na sprzedaż jego książek. A jednocześnie on przyjechał do nas dokładnie w dniu zakończenia pierwszego sezonu „Gra o tron”. HBO puszczał właśnie ostatni odcinek i zaczęła się ta Martinomania. Ale to jest taka, powiedzmy, najgłośniejsza medialnie postać, ale dla mnie wielkim pisarzem ze Stanów Zjednoczonych, którego gościliśmy, był John Crowley. To jest wymieniany w sumie chyba w pierwszej piątce współczesnych powieściopisarzy amerykańskich, oczywiście nie tylko fantastykę. Byli tacy tuzowie jak Brian Aldiss, autor „Non-Stop”. Był Robert Silver, autor znakomitych książek.
[05:03] - Tego autora szczególnie cenię. To jest mój ulubiony, jeden z moich ulubionych autorów.
[05:07] - Ale to myślę, że było wielu. Około 40 pisarzy weszliśmy zagranicznych, z Zachodu i ze Wschodu. Trudno byłoby tutaj ich wymieniać. Za długa lista.
[05:21] - Jasne. Ja chciałem zapytać o taką sprawę, bo wielu z naszych słuchaczy pewno kojarzy konwenty z jakimiś takimi olbrzymimi imprezami typu Pyrkon, typu jakaś inna impreza, gdzie się tłumy przewalają w różnych strojach, z mieczami, przebrani za czarowników płci obojga. I to tak mniej więcej wygląda. Festiwal w Nidzicy, czy też w tym roku Nie-Nidzicy jest inny. To jest zupełnie inna impreza. Na czym to polega? Dlaczego tak? Jaka to jest impreza?
[05:51] - Tu chodzi o my. W momencie, kiedy ktoś się chce bawić w anime, w mandry, w przebieranie, no to musi się spotykać z innego rodzaju publicznością i wymaga czegoś innego. Hałasu, muzyki.
[06:04] - Wielu oglądaczy. My postawiliśmy na literaturę i na film. I to jest zupełnie inne medium. Ono wymaga wyciszenia, więc dużo mniejsza grupa odbiorców to festiwal. Ma dziesięciu uczestników, ale takich, którzy się znają na literaturze i którzy tłumnie wypełniają salę, słuchając wypowiedzi gości zaproszonych. To może zabrzmieć, że atmosfera jest trochę dryga-
[06:30] - Przeciwnie.
[06:32] - Festiwal też ma atmosferę myślę niepowtarzalną, bo chodziło dla mnie zawsze o to, żeby nie izolować gościowo uczestników, żeby ich ze sobą zaprzyjaźnić, żeby poznać. Dzisiaj na przykład dosłownie przed pół godziną zetknąłem ze sobą towarzystwo naukowców, literaturoznawców zajmujących się fantastyką. Osoby, które znały się dotąd ze słyszenia. W tej chwili widzę, że na dworze po prostu się zebrało znakomite combo ludzi. Dyskusja po prostu wre.
[07:08] - Wymieniają poglądy.
[07:10] - Wymieniają poglądy. To są sami doktoranci, habilitacje, profesury i tak dalej. A siedzą wśród uczestników i trwa żarcia wspaniała dyskusja. Chcę zwrócić uwagę, że stadion właściwie uniemożliwia rozmowę. Rozmowy się zwykle toczą tam, gdzie jest wyciszenie pewne i bliskość kontaktu. Krzesła obok krzesła. Ten, który przemawia blisko tego, który słucha. Ten festiwal, rzeczywiście jego istota to są rozmowy międzyludzkie, rozmowy między autorami, przede wszystkim między autorami, bo jest ogromna ilość młodych i starych. Ci młodzi dojeżdżają, spotykają starszych, starsi się cieszą, że spotkali jeszcze starszych i tak dalej. I tak to się z roku na rok posuwa, ale bez przerwy podłączają się nowi ludzie.
Nowi ludzie przychodzą. To jest taka samonapędzająca się, jak się należy, lokomotywa.
[08:10] - A ja powiem słuchaczom jedną ważną rzecz. Nasz gość, Wojtek Syteńko, to jest człowiek, który w polskiej fantastyce zrobił wiele. Ale to są takie gładkie słówka. Powiem tylko, że przede wszystkim jest człowiekiem, który bardzo dużo książek wydaje. W tej chwili jego wydawnictwo Solaris właściwie klasykę fantastyki to już ma właściwie w tej chwili w swoim portfolio czy w ofercie. Po prostu ma. I każdy, kto by tę klasykę chciał poznać, to wystarczy, że się wydawnictwem Solaris zainteresuje w necie. W końcu nie jest to problem, żeby znaleźć. Ale wspomnę też jeszcze o tym, że Wojtek, nasz gość, jest znany z tego, że w tak zwanym międzyczasie, bo w ciągu tych dwudziestu pięciu lat, a właściwie wcześniej zorganizował kilka ważnych dla fantastyki antologii. Wojtku, oddaję ci głos, bo to już zapowiedziałem, a teraz trochę powiedz o tych antologiach.
Co cię tak korciło, żeby kolejne książki powstawały? Aż w końcu doszedłeś do tego, że masz wydawnictwo i to wydawnictwo niebanalne, które naprawdę udostępnia tę fantastykę ze złotych czasów fantastyki naukowej.
[09:27] - Jako czytelnik w latach 80. zajmowałem się trochę wydawaniem fanzinu klubowego i poczułem, że bycie wydawcą może być bardzo fajną i przyjemną pracą polegającą na tym, co lubię, czyli na czytaniu książek. Czasami jest to trudniejsza praca, bo przychodzi tekst debiutanta, który jest interesujący, a źle napisany. Trzeba półtorej mikrofili pochwalić. I wtedy to poczułem. Najpierw antologię polskiej fantastyki wzorowaną na słynnej antologii „Dungeons and Dragons” Lona Ejsmonta. U mnie to się nazywało „Wizje alternatywne”. Zredagowałem w 1990 roku. To było parę miesięcy po przełomie, po czwartym czerwca. Jeszcze chyba w sumie nie było tego rządu Mazowieckiego, jak mi się wydaje.
Zacząłem pracować z autorami. Nie było internetu, więc wysyłałem listy. Dzwoniłem pod wskazane przez przyjaciół numery i tak znalazłem autorów, którzy napisali opowiadania specjalnie dla autorów. To była pierwsza antologia, w której teksty napisano specjalnie dla niej, nie pod jakiś zadany temat, ale dyskutowaliśmy o takiej świeżej, już pozbawionej cenzury antologii. I ta antologia się ukazała tak naprawdę w ciągu czterech miesięcy od zebrania. To był absolutny rekord świata wówczas, bo kto pamięta, wie bardzo dobrze, ile się lat poczekiwano na wydanie książek. Naprawdę to był wielki fan. Od tamtej pory zrobiłem ponad trzydzieści antologii amerykańskich, rosyjskich i sowieckich. Samych wizji alternatywnych było sześć tomów plus kilka jeszcze antologii tematycznych z literaturą postapokaliptyczną czy z rosyjską. Też troszeczkę tak stymulowałem Rosjan.
Na przykład chciałem w jakiś sposób zareklamować u was „Wiedźmina” Sapkowskiego. Z tym że Sapkowski i tak jest tam traktowany na Wschodzie jak gwiazda rocka. Jak on wychodzi z limuzyny przed konwentem, to wręcz wygląda na szaleństwo, jakby Beatlesi przyjechali. I postanowiłem rozgłosić razem z Pawłem Prążańskim wśród rosyjskich autorów propozycję napisania opowiadań ze świata „Wiedźmin”. Ta antologia się ukazała w Polsce, a potem się ukazała w Rosji. Oczywiście nie musieli przekładać tylko opowiadań. Ta antologia została wybrana najlepszą antologią w Rosji w tym roku.
[12:10] - Także w jakiś sposób się tam przecięliśmy do reklamy polskiej fantastyki w Polsce.
[12:16] - Odpowiedz Wojtku, w ofercie wydawnictwa Solaris, tych takich topowych wydawnictw, topowych książek, zbiorów opowiadań należących do przeszłości fantastyki, ale jednak tego najlepszego okresu, z mojego starszego punktu widzenia to pewno najlepszego, czy złotego okresu. Ile macie właściwie, ile to jest tomów, różnego rodzaju tytułów?
[12:41] - Znaczy według takich moich, wiesz, szacunkowo.
[12:45] - Szacunkowo. No tak, to już do takich liczb dochodzimy.
[12:48] - Zredagowałem i wydałem około sześciuset książek. Fantastyki. To jest działalność od dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, czyli dziewiętnaście lat. Można sobie przeliczyć ile to jest pozycji do roku. Z tym że wydawnictwo jest niszowe. Zabrzmi śmiesznie, bo wydajemy więcej książek niż niektóre oficyny bardzo mocno reklamujące się, ale jest to wydawnictwo niszowe. Zwłaszcza że kilka lat temu przeszliśmy na tryb drukowania książki w momencie złożenia zamówienia przez internet, dzięki posiadaniu własnej drukarki cyfrowej. I to była chyba pierwsza propozycja polskiego wydawcy, który w ten sposób postanowił i sprzedawać, i handlować książkami wyłącznie w internecie, poza rynkiem książki, czyli Empik, księgarnia stacjonarna i hurtownia. Skontaktowałem się z wieloma pisarzami i chciałem wydać pozycję, którą uważam, że brakuje cały czas na rynku, bo taka książka jest dostępna w momencie, kiedy wpłynie zamówienie, ona jest dodrukowana. Umowy są tak skonstruowane, że jeżeli autor stwierdzi, że znajdzie wydawcę lepszego, który zaoferuje dziesięć tysięcy na start, to rozwiązujemy w dniu, kiedy zgłosi takie zapotrzebowanie.
Po prostu się nie napinamy. My robimy swoje, a dzięki temu są dostępne książki Borumeta. Są książki Żerdzińskiego, są książki Wiktora Żółkiewicza. Wydawcy nie chcieli tej książki znać, bo właśnie dosyć duże ryzyko porażki wydawniczej dla bardzo popularnego polskiego pisarza. A tutaj ta książka jest. Wprowadzimy je na różnego rodzaju festiwale.
[14:38] - Te książki, które wymieniłeś, to jest Archiwum Polskiej Fantastyki. Ale to nie jest jedyna seria, którą Solaris wypuszcza na rynek.
[14:48] - To jest seria Archiwum Polskiej Fantastyki, ma prezentować najciekawszych autorów obecnie niewydawanych. Przecież nie ma w serii Lema, Sienkiewicza i innych autorów, Szatkowskiego, Tukaja, bo oni są stale wydawani przez Solaris, ale miała prezentować polską fantastykę dwudziestego wieku, zaczynając od Żuławskiego po Żerdzińskiego czy kończąc na Sękierzyńskim.
[15:13] - Ja może bym miał jeszcze do Wojtka Szedeńki takie pytanie, na które akurat znam odpowiedź.
[15:20] - Ale zapytam.
[15:21] - Chciałbym wymusić na nim tą prostą odpowiedź. Otóż w każdej literaturze sensacyjnej, w każdym dobrym przynajmniej kryminale jest zawsze pytanie o motyw zbrodni. Powiedz mi tak po ściewie, dlaczego my tutaj reklamujemy ciebie jako organizatora? Co to jest organizator? Dyrektor, księgowy? Dlaczego ty żeś to wszystko zrobił? Może równie dobrze wariat jesteś.
[15:49] - No tak, to jest wersja optymistyczna. To przejdźmy do innych wersji.
[15:56] - No ja jestem, jeżeli się w czymś zakochałem, a po prostu zakochałem się jako kilkulatek, gdy ciocia podsunęła mi książki Lema, których niewiele rozumiałem, ale to było to uderzenie.
[16:08] - No to to jest właśnie ta odpowiedź. Miłość albo szaleństwo. Ale do tego się tylko mężczyzna musi mieć odwagę, żeby do tego przyznać zwykle po prostu.
[16:19] - Także jak kocham to już na zabój i do końca.
[16:24] - No tak, ale wróćmy jeszcze, bo mówiliśmy o Archiwum Polskiej Fantastyki, ale tam są jeszcze inne serie. Pierwsze książki Burroughsa i to z różnych cykli są u ciebie dostępne. Gdzie indziej ciężko je dostać. Jest cały cykl marsjański. Jest Pellucidar. Tak, to się tak wymawia. Widzisz, czegoś się jeszcze nauczyłem. Powiedz coś jeszcze, co masz w ofercie, bo tego jest sporo.
[16:54] - Taką drugą serią poza Archiwum jest seria Galaktyka Gutenberga. To jest obijająca starożytną galaktykę sprzed stu lat, jak nasi Burroughsi. Jest to klasyka fantastyki amerykańskiej i sowieckiej. Tam nie ma rosyjskiej fantastyki, ale tej pisanej przez pisarzy radzieckich. I to jest ta druga seria.
[17:17] - I tam jest co czytać w tej radzieckiej fantastyce?
[17:21] - Jest duża grupa czytelników, duża, kilka osób, duża grupa czytelników, którzy są rozkochani w sowieckiej fantastyce.
[17:32] - Ale oczywiście nie puszczasz takich jakichś tam socrealistycznych truków, tylko jakieś takie-
[17:36] - Nie, socrealizmy wypadły, umarły śmiercią naturalną. Chyba że z punktu socjologicznego było w nich coś ciekawego, jak w przypadku Jefremowa „Rodzina grub”. Ale Rosjanie zawsze chcieli pisać o człowieku, o świecie, jego problemach. Ta fantastyka była jakby obok. Tam nie ma śmigających gwiazdolotów, które się rozsmarowują po granicach Wszechświata i nie ma strzelających działek jak w „Dziesięciu wojnach” czy „Stratego”. Na pierwszym miejscu zawsze człowiek lub jakiś problem.
[18:13] - No dobrze. Wojtku, myślę, że w twoim imieniu możemy zaprosić na teraz już XXVI Festiwal Fantastyki chyba do Niedzicy.
[18:23] - Myślę, że jeszcze możemy rok się w Mierkach pobawić, bo jest nam tu dobrze.
[18:28] - Tak?
[18:29] - Wiadomo, jak budownictwo w Polsce wygląda. Ja raczej nie obstawiam tego, że wcześniej niż w przyszłym roku zamek już będzie.
[18:38] - Myślisz, że tej windy nie postawią tam jeszcze?
[18:40] - Nie jest tak prosto. To jest budowa średniowieczna. Może jacyś Krzyżacy przyjdą z podziemi, że rozmucą po prostu tę firmę budowlaną. Zobaczymy.
[18:50] - Okej. No cóż, myślę, że Wojtka wypuścimy, bo on nie dość, że organizator, to jeszcze podgłodniały troszeczkę. Jeszcze w dodatku dzisiaj impreza się nie kończy. Dzisiaj jest biesiada na festiwalu. W związku z tym to dziękujemy ci Wojtku.
[19:05] - Dziękuję.
[19:05] - Dziękujemy. A już z nami jest następny gość. Gościmy Marka Oramusa, pisarza, którego mam nadzieję naszym słuchaczom przedstawiać nie trzeba.
[19:19] - Dzień dobry.
[19:21] - Już się pisarz przywitał. No cóż, mamy gościa. Wiktorze, zaczynaj przesłuchanie.
[19:28] - Wiesz, cóż ja tutaj mogę? Marku, dla mnie nie jesteś gościem, niestety, ale przyjacielem wielu lat.
[19:38] - Dlaczego niestety?
[19:40] - Nie, to takie słowo kobiece.
[19:43] - Z wrotyczem.
[19:44] - Z wrotyczem. Marku, powiedz, co cię przyciąga do tego festiwalu? Akurat dlaczego tutaj przebywasz? Sedenka tutaj powiedział coś na temat dlaczego co roku.
[20:00] - A ja jeszcze czujnie przejrzałem listę weteranów festiwalu. Marku, jesteś jednym z tych weteranów, którzy tutaj naprawdę długo się trzymają.
[20:12] - Byłem na pierwszym festiwalu. Jeszcze on się tak nie nazywał. Jeździłem właściwie co rok, z wyjątkiem na jeden rok, kiedy urodziło mi się dziecko, więc uważam się za częściowo usprawiedliwionego. Nie mam kompletu zwycięstw, ale jestem dość blisko. A jeszcze dlaczego? Dla atmosfery. Dla spotykania się z ludźmi, którzy tak samo jak ja próbują tu znaleźć coś dla siebie. I okazuje się, że z tymi ludźmi nie mogę się spotkać na innych konwentach. Inne konwenty się jakoś tak, nie zawaham się użyć słowa, zdegenerowały, że się po prostu tam źle czuję. Powiem o jednym konwencie.
Parę lat temu byłem na konwencie Pyrkon w Poznaniu, który kiedyś był miłym, kameralnym konwentem, a teraz się przerodził w takiego molocha na 25 000 ludzi albo i więcej. I szliśmy z Dominiką po terenach targowych, gdzie to się odbywało wśród strasznej ciszy ludzi. I minęło pół godziny, zanim zobaczyłem pierwszą znajomą twarz. Był to Jacek Inglot, który mi powiedział, że rzeczywiście on też idzie pół godziny i dopiero my jesteśmy pierwszymi znajomymi gębami, które widzi. To się wszystko szalenie skomercjalizowało. Pokazuje się rzeczy, które nie mają nic wspólnego z fantastyką. Niedawno na którymś konwencie oglądałem dwie panienki przebrane w jakieś wykwintne suknie. Młode panienki z zaciekawieniem oglądające miecze i sztylety. Za moich czasów byłoby to nie do pomyślenia, bo dama takich rzeczy nie bierze do ręki, chyba że się trudni skrytobójstwem albo jakimś innym tego typu faktem. Więc Wojtek zorganizował konwent, a potem festiwal fantastyki, który jest dla mnie odpowiedni, w którym się mieszczą wszystkie te stare rzeczy, które ja lubię.
To znaczy książka, film, spotkanie z ciekawym autorem, okazja do porozmawiania o tym i owym. Okazja już w moim przypadku do powspominania, bo się ma te 160 lat, więc kawałek czasu się przeżyło. No i to mnie tu ściąga. Akurat w Kalwarii w Mierkach dochodzi jeszcze krajobraz, dochodzi jezioro, dochodzą przyjemne warunki pobytu. Ja jeziora nie mam pod oknem w domu na przykład. A tu mam. Wstaję rano i idę do okna. Patrzę jezioro. Jak to u Płaski było powiedziane? Samowity jezior.
[23:20] - Ja chciałbym zapytać, bo u Wojtka Sedenki w Solarisie ukazują się w tej chwili dzieła, nie wiem, jak to określić, wszystkie dzieła Marka Oramusa. Może powiedzmy o tym, bo to rzecz jest chyba ważna, bo książka na przykład „Cenni zwycięzcy”, którą ja pamiętam z lat 80., z pierwszej połowy lat 80., to w tym pierwszym wydaniu to ona już jest dawno, dawno zapomniana. Później były kolejne. Ale czemu zdecydowałeś się na dzieła wszystkie? Pięknie wydane zresztą.
[23:55] - One się nie nazywają dzieła wszystkie, ponieważ nie chciałem, żeby się tak nazywały. Nazywają się „Powieści i opowiadania Marka Oramusa”. I to brzmi neutralnie, znośnie dla każdego. A dzieła to pisał Tołstoj i Szekspir, i tam jacyś sławni. Więc nie chciałem, żeby się ze mnie śmiali po prostu różnie nieżyczliwi dla mnie obserwatorzy moich poczynań i wobec tego dałem taki tytuł. Wojtek się zgodził na to, żeby to wydać. Tych książek będzie dziewięć, czyli cała fantastyka beletrystyczna, którą napisałem. Oprócz tego napisałem trochę krytyk, także razem to było piętnaście książek, ale krytyki wychodzą w innej serii i bardzo mi się ta seria podoba, mimo że mam w niej koleżeństwo i towarzystwo. Natomiast jest taki moment, że człowiek dokonuje obrachunku swojej twórczości, patrzy, co zrobił, co mu się nie udało zrobić. Tego, co się nie udało zrobić, jest oczywiście zawsze więcej niż tego, co się zrobiło.
I to porządkowanie twórczości wymaga ode mnie, żebym pewne rzeczy przeczytał. Nie nazwałem tego dziełami wszystkimi, ponieważ nie wiem, czy one są wszystkie, a poza tym wolałem to nazwać „Opowiadania i powieści Marka Oramusa", żeby jacyś mniej życzliwi obserwatorzy moich poczynań nie śmiali się ze mnie, że to dzieła, a Tołstoj też dzieła, a Szekspir dzieła. I to jest tak, jakbym się stawiał w tym szeregu. Więc nie dzieła, nie wybrane, nie zebrane, w ogóle żadne. Jakieś książki po prostu do poczytania. No i musiałem pogrupować swoją twórczość, przeczytać ją przede wszystkim ponownie, poprawić, bo się okazało, że pewne rzeczy są przyprawiające o niepokój, które tam zostały wydrukowane. Porządne na przykład korektorki czytelników w jednej krakowskiej książce powieści puszczały takie rzeczy jak „cofnął się do tyłu". To już jest klasyczny przykład pleonazmu i to poszło. To można sobie zobaczyć w pierwszym wydaniu, że tam jest. Więc czyściłem z takich rzeczy i udostępniłem książki czytelnikom na nowo, żeby były, żeby można je było kupić i czytać, bo tamte wydania albo się rozsprzedały, albo są zapomniane dawno, albo coś się z nimi stało.
Wyrosło młode pokolenie czytelników, które w ogóle nie wie, że jest taki autor o moim imieniu i nazwisku.
[26:57] - Myślę, że wiedzą. Natomiast myślę, że ważne jest pewne podkreślenie, szczególnie ważne dla słuchaczy audycji, którą prowadzimy co dwa tygodnie, która się nazywa trochę groźnie, bo ABW, ale rozszifrowując ten skrót to jest Antologia Bibliotekarium Warsztaty. I tam niektórzy niestety nasi słuchacze nie są w stanie uwierzyć w to, że autor jest w stanie poprawiać swoje prace, swoje utwory bardzo długo. Tu macie państwo najlepszy przykład, że po wielu latach utwór, który był publikowany, który został poznany przez czytelników.
[27:37] - Znowu poznany.
[27:38] - Tak, oczywiście, że tak.
[27:39] - Wszyscy padali prawie na kolana z zachwytu.
[27:42] - Ewidentnie „Senni zwycięzcy" to był hit wtedy. Nie wiem, tego słowa chyba nie używało nawet, ale w każdym razie to była pozycja wydawnicza poszukiwana. A się okazuje, że mijają lata i nagle autor mówi to, co przed chwilą Marek Oramus powiedział, że tam się znajdowały rzeczy, które był skłonny poprawić.
[28:02] - Powiedzmy, że ja to poprawiam, ale nie piszę na nowo. Każdy tekst można poprawić, bo jak się to czyta po jakimś czasie, to się widzi inne rzeczy, których się nie widziało wcześniej. W ogóle z czytaniem własnych tekstów to jest kłopot, bo autor ma wbudowane takie życzliwe nastawienie wobec swoich tekstów. Dlatego koniecznie trzeba to dać komuś innemu jeszcze do czytania albo czytać samemu po długim czasie, żeby się miało dystans, żeby się to czytało jako obcy tekst. Mnie się to udało, bo pewne rzeczy nie były wznawiane od ćwierć wieku. Na przykład powieść „Święto śmiechu", którą w tej chwili można kupić w księgarni u Wojtka, nie była wznawiana 23 lata, od 1995 roku, więc przez ten czas się różne rzeczy zmieniły. Pewne fragmenty mogą nawet brzmieć archaicznie, ale pozostawiam. Tu się kierowałem przykazaniem pana Stanisława Lema, który powiedział, że pewne rzeczy, pewne książki swoje musiałby pisać od nowa. Więc zamiast tego on woli pisać nowe książki, a tamte po prostu niech zastygną w takim kształcie, w jakim były. I temu dajemy spokój.
Gdyby Lem po prostu wyznawał inne nastawienie, to przecież „Obłok Magellana" to by trzeba było tak czyścić jak szopę na wiosnę, bo są tam takie kawałki, które brzmią tragikomicznie.
[29:45] - Rozdział komuniści.
[29:46] - Rozdział komuniści i w ogóle tamte różne opisy dobrobytu komunistycznego w XXX wieku i tak dalej. Więc mając takie naukowe podbudowanie, że tak powiem, od najwyższych autorytetów, zabrałem się za to. No i czytam po kolei te kawałki i w miarę jak Wojtek je wydaje, to ja je zsyłam do produkcji.
[30:17] - Wiesz, Marku, co powiedziałeś? Chciałem powiedzieć między innymi poza tymi wszystkimi rzeczami, to teraz zwróciłeś uwagę na to, co właśnie tutaj dokonał Wojtek Szedeńko. Wojtek Szedeńko w tym czasie i miejscu, w którym my się znajdujemy, stworzył adres, po którym może każdy czytelnik sięgnąć i otrzymać dowolną książkę z puli wielkiej literatury science fiction światowej, polskiej, jakiegokolwiek czasu. Normalnie te książki były rozproszone po prostu gdzieś po jakichś wydawnictwach, po latach zostały wydane i tak dalej, a tutaj to jest wszystko pod jednym adresem mailowym właściwie. I dlatego to jest ogromna, nieważna rzecz, że każdy ma bezpośredni dostęp do źródeł.
[31:11] - A ja z kolei chciałem zapytać, bo tutaj się w pewnym momencie pojawił Stanisław Lem. Nasz gość jest, tu zawsze mam kłopoty, znawcą. W każdym razie człowiekiem, który sporo o Lemie wie. Nawet książkę popełnił na temat Lema właśnie. Skąd to zainteresowanie? Dlaczego tak? Czy ten Lem fascynował dlatego, że był taki wielki, czy że dlatego, że jednak tam był taki wielki niedopowiedziany?
[31:44] - To jest parę powodów, bo moja znajomość z fantastyką zaczęła się od Lema. Przeczytałem opowieść o astronautach, która była drukowana w odcinkach w takim piśmie harcerskim „Świat Młodych”. No i okazało się, że to były przedruki z książki, która wyszła. Mój kolega z ławki miał tą książkę w domu. Przyniósł mi na jej przeczytałem. Byłem zachwycony i mówię: „To jest to, o co chodzi. Coś takiego to można czytać, a nie nad nim męczyć się u rodziców”. No i w ten sposób doszedłem do fantastyki. Drugi powód był taki, że dorastałem w momencie, kiedy Stanisław Lem był kimś wielkim. On jest dalej wielki, tylko że już nie żyje.
Ale wtedy tworzył, działał, udzielał wywiadów. Był takim elementem świata, do którego nie sposób się było nie odnosić. Zwłaszcza jeżeli się czytało fantastykę, a potem uprawiało podobny rodzaj twórczości. Ktoś napisał o moim pisaniu czy o mojej krytyce, że moje pisanie wzięło się z Lema i ze sprzeciwu wobec Lema. I ja myślę, że to jest prawda, że człowiek chciał przeczytać coś dobrego, no to sięgał po Lema. Jak chciał coś napisać, to starał się pisać tak jak Lem. To oczywiście było niemożliwe, ale te starania to trzeba jednak podkreślić. Lem był takim drogowskazem, takim punktem odniesienia, nawet jak już go potem nie było albo jak stracił ochotę do pisania beletrystyki fantastycznej, co nastąpiło względnie szybko. Moim zdaniem za szybko, bo to są lata 1987–1988 ubiegłego wieku. Potem Lem jeszcze 20 lat żył i właściwie nie pisał nic z beletrystyki.
Jakieś pojedyncze rzeczy. Więc jeżeli się miało koło siebie w zasięgu ręki tak wielką postać polskiej kultury i polskiej fantastyki, to nie sposób było udawać, że się tego nie widzi, że tego nie ma, że do tego się człowiek jakoś nie odnosi. To był po części paraliżujący strach. Może przesadzam trochę, ale poprzeczkę Lem zawiesił niezwykle wysoko i jak się do tej poprzeczki już prawie doskakiwało, to można było powiedzieć, że się uprawia znośną fantastykę. O przeskoczeniu tej poprzeczki to przynajmniej w moim wypadku raczej mowy nie było, bo Lem miał taką okazję. Miał taką znajomość nauki, o której ja wtedy nie mogłem marzyć i do dziś bym miał trudności z dotrzymaniem mu kroku. W miarę jak się starzał, jego zainteresowania się zmieniały. Pisał trochę gorzej. Stwierdził w wywiadzie, że przestaje pisać dlatego, ponieważ na starość zdumiewająca liczba twórców pisze słabe rzeczy, a on by chciał zostać zapamiętany jako autor rzeczy dobrych. Ja całkowicie rozumiem tą opinię i podzielam.
Tak się powinno, zdaje się, postępować.
[35:31] - A wracając jeszcze na chwilę do Lema, to ta książka „Bogowie Lema”. Do kogo ona jest adresowana?
[35:42] - Ja ją adresowałem do czytelników, bo to jest tekst zebrany z takich okazjonalnych tekstów. Adresowałem ją do czytelników, którzy znają twórczość Lema, bo jak ktoś nie zna, to nie wie, o czym jest mówione. I tam sobie pozwoliłem równocześnie oprócz oczywiście oddawania Lemowi, co Lemowe. Pozwoliłem sobie na krytykę pewnych aspektów lemowej twórczości. Lem popełniał błędy naukowe Na obcej planecie astronauta idzie i pije sobie ze strumyka, bo jest zmęczony. A na tej planecie jest życie. Przecież ktoś, kto jest lekarzem z wykształcenia, powinien uważać na takie rzeczy, bo doznać infekcji na obcej planecie z inną mikroflorą to jest prawie pewna śmierć. Więc tego typu rzeczy mu wytykałem i mam wrażenie, że słusznie. Jest taki rozdział. Nie wszystkie rzeczy mi się podobały, które Lem przeprowadzał koncepcyjnie w swoich rzeczach.
Miałem do tego prawo jako czytelnik, dyskutować z tymi rozwiązaniami i pozwoliłem sobie na to. Miałem poza tym dobre wywiady z Lemem. Zrobiłem trzy wywiady z Lemem, z czego najobszerniejszy do „Playboya” i miał ponad 20 stron, więc Lem zdążył się wypowiedzieć o wszystkim. Natomiast udało mi się porozmawiać również ze współpracownikami Lema, jego tłumaczem i agentem Franzem Rottensteinerem z Wiednia i z jego dobrym tłumaczem Michaelem Kendlem z Ameryki. Oni mi tam zeznawali dość bulwersujące rzeczy na temat Lema, ale nie chcę o tym opowiadać, bo kto chce, to sobie kupi książkę i przeczyta, prawda?
[37:49] - Ale bardzo ważną rzecz zauważyłeś. Marek ci zadawał pytanie: dlaczego? Użyłeś dwóch słów, które są właściwie istotą każdego ucznia. Bogiem a prawdą w jakiejkolwiek dziedzinie, w jakiejkolwiek filozofii czy w czymkolwiek. Niszczyć i sprzeciw, prawda? W tym jest zawarte wszystko to, co następcy mają do zaoferowania. Przyjąć od mistrza i sprzeciwić się w ramach oczywiście pewnego słupku i tak dalej. Dzięki temu idziemy do przodu.
[38:32] - Ja chciałbym zapytać jeszcze o cykl felietonów. Dzisiaj jest takie słowo, które się nadużywa, słowo „kultowy". Ale zostawmy to słowo. W każdym razie zbliżamy się gdzieś do tego. To był cykl felietonów „Piąte piwo". Słyszałem, że „Piąte piwo" ma wrócić.
[38:53] - Już wróciło właściwie, bo ukazuje się „Feniks". Taki może kwartalnik, który się nazywa „Feniks. Antologia" i zwrócili się do mnie redaktorzy tego periodyku, żeby wznowić tam „Piąte piwo". Ja się zgodziłem, bo dość rzadko trzeba pisać, więc nie jest to kłopotliwe. Oczywiście czasem coś trzeba do tego przeczytać, bo koncepcja tego polega na tym, żeby opowiadać o literaturze w sposób felietonowy. Nie są to recenzje, bo nie spełniają mocy definicyjnej recenzji, tylko to są takie moje luźne dywagacje. Metoda była taka, że zaczynam nie z gruszki, nie z pietruszki, a potem piszę o książce i uciekam z tej książki do poważnych rzeczy czasami. Na przykład pisałem o Vonnegucie, to zacząłem o tym, jak chuligani na stadionie dali mu myślenice, opluli sędziego i wygrażali mu kawałkami cegły i żywiono z ochotą i malowniczo. Potem przechodziłem do Vonneguta i pisałem takimi akapitami, jak to Vonnegut zwykł robić i starałem się jego odzywki małpować. „O ha ha, u la la, tak było" i tak dalej.
Miałem z tego straszną zabawę, bo wydawało mi się, że uczestniczę w rozmowie z Vonnegutem prawie tak, jakbym siedział i rozmawiał z wami. To była formuła strasznie pojemna, ponieważ można w nią było wcisnąć właściwie wszystko. Jeden z tych felietonów polegał na tym, że o książce napisałem dosłownie cztery linijki, a całą resztę pisałem o przeprowadzce redakcji ze starego miejsca na nowe.
[40:51] - Wiesz co, Marek? Z tego przebija bardzo fajna dykteryjka na temat, że jak się osiągnie pewien wiek, trzeba już człowiekowi nie zadawać pytań i czekać na odpowiedź, tylko dać mu pogadać po prostu.
[41:07] - Tak, dać mu pogadać, poględzić. Chyba trzeba go zdyscyplinować jednak, żeby nie był za bardzo rozwlekły, bo rozwlekłość jest jednak pierwszym wrogiem sztuki, a drugim jest nuda.
[41:19] - To ja chciałbym jeszcze zapytać tak typowo kronikarsko, które to jest miejsce, w którym ukazuje się „Feniks. Antologia"? Które to jest miejsce, w którym ukazuje się felieton „Piąte piwo"?
[41:32] - Ukazuje się tak, jak się ukazywał w „Feniksie", bo one wystartowały w „Feniksie" w roku 1990. Rafał Ziemkiewicz, który miał być wtedy naczelnym tego „Feniksa" i potem był przez jakiś czas, zwrócił się do mnie, czy bym nie chciał pisać felietonu do tego pisemka i zostawił mi pomysł. Mówi: „Co sobie wymyślisz, to będziemy drukowali". To ja sobie wymyśliłem takie i okazało się, że wydrukowałem tego ponad 150 sztuk i zrobiłem z tego dwie książki. Więc pod pewnymi względami mi się to bardzo opłaciło. Raz na jeden z konwentów przyszedł katecheta z jakiejś szkoły. Przyniósł - Też taki akademicki, stu kartkowy z powklejanymi piątymi piwami i zachwalał mi je. Ja mówię: „Proszę księdza, proszę mi nie mówić, że one są dobre, bo ja o tym wiem”. Ja chciałem uciąć ten pocisk podłogiem mojej elokwencji i on mówi: „Ja się tym posługuję w mojej pracy duszpasterskiej i pedagogicznej z uczniami”. Już nie chciałem drążyć, w jaki sposób i tak dalej, ale fakt, że wyrzekł takie zdanie.
[42:53] - To się nazywa kamień pod strzechę.
[42:57] - Stworzyć obelisku nawet.
[42:59] - No tak, faktycznie, że pod jakimś dzwonem. Ale to prawda. To ja zapytam. To takie pytanie, którego autorzy pewno nie lubią. Nawet na pewno jakichś nie lubią, ale to pewno słuchacze by nam nie darowali, gdybym tego nie zrobił. Czy Marek Oramus jeszcze pisze nowe rzeczy literackie?
[43:24] - Tak, na pewno będę musiał pisać trochę opowiadań, ponieważ w tym spisie, który drukujemy w „Powieściach i opowiadaniach Marka Oramusa” jest dziewiąty tom, który jest gotowy w połowie. To są opowiadania, więc parę opowiadań muszę dopisać, żeby wypełnić ten tom. Poza tym dość długo już nie pisałem nic, więc chodzą mi po głowie różne pomysły, ale też nie do wszystkiego chce mi się zginać. Już jestem na tyle stary, że pewne pomysły, które bym pisał w młodości, wydają mi się dziś nieatrakcyjne, puste i bezwartościowe. Człowiek by chciał, żeby zostało po nim po prostu samo wielkie. Oczywiście tak się nie da zrobić, bo trochę słabizny trzeba naprodukować przy okazji i cała umiejętność polega na tym tylko, żeby tą słabiznę umieć wydzielić i wyeliminować. I to jest właściwie oprócz umiejętności pisania naczelna umiejętność każdego autora. Jeżeli się tej umiejętności nie ma, jeżeli dyskryminator jest otwarty za łagodnie, to nie można wtedy powiedzieć, że twórczość tego autora jest dobra, bo ona będzie co najmniej nierówna. Będą się trafiały rzeczy dobre i rzeczy słabe, które mówią: „A to taki falowiec, po prostu. Tu mu się uda, tam wpadka”.
Więc będę coś pisał, bo mi chodzi po głowie parę pomysłów, ale nie śpieszę się. Tak jakbym miał żyć wiecznie. Opowiadam żonie i dziecku, że gdybym miał żyć 160 lat, to bym sobie właśnie z takim tempem pisania radził. I też mam świadomość, że czytelnicy niespecjalnie czekają na to, co napiszę, bo mają swoich nowych idoli i umiejętność czytania, co tu będziemy kryli, jest w zaniku. Jeżeli ja dawniej na spotkaniu mówiłem do ludzi tytuł i już widziałem, że jarzą, że czytanie, to teraz muszę opowiedzieć treść danego, żeby móc się odbić do jakichś dalszych rozważań. Nie czytali. Jak czyta jedna osoba, dwie to jest dobrze. I to samo występuje na przykład na anglistyce, bo mi opowiada żona, która jest anglistką i przepytuje zawsze na początku studentów, coście czytali, to mówią jej, co czytali i to głaz na głowie powstaje. I to są filolodzy, to mają być zawodowi filolodzy.
[46:08] - Jeszcze na koniec, myśmy jakiś rok temu mniej więcej tutaj w audycji „Bibliotekarium” rozmawiali z Wiktorem o książce, o antologii noszącej tytuł „Przedmurze”. Tam jest twoje opowiadanie i to takie z tych nowszych, chociażby z treści sądząc, bo odnosi się do pewnego zjawiska, które się pojawiło jakiś czas temu. Czy coś o tym zechciałbyś powiedzieć? O tej antologii i o tym, jak tam zaistniałeś w tej antologii.
[46:38] - Wojtek mi powiedział, żeby pisać opowiadanie i ja się zgodziłem, bo jest okazja napisać coś, a zaraz biorą, drukują. Kiedy ja tak miałem? Ale jak to zwykle zwlekałem do ostatniej chwili, aż prawie już było za późno. I napisałem to „Przedmurze”, ponieważ Wojtek mi mówił, że nachylenie antologii jest fantastyko-socjologiczne. Więc ja zrobiłem taką parodię opowiadania w opowiadaniu i jednocześnie zrobiłem taką sytuację historyczną, oczywiście celowaną w przyszłość, że Polska jest przed murzem, ale w drugą stronę, ponieważ na zachodzie mamy kalifat składający się z Francji, dużej części Niemiec i północnych Włoch. Ten kalifat zagraża całej Europie. My znowu stoimy wobec przeważającej siły i musimy sobie z tym jakoś poradzić. I o tym jest opowiadanie. A Wojtek, który nie miał tytułu do antologii-
[47:46] - Właśnie go znalazł.
[47:47] - Właśnie go znalazł. To „Przedmurze” mu strasznie zapasowało i wziął to na tytuł książki. Ja z tym już nie miałem nic wspólnego.
[47:57] - Dziękujemy. Dziękujemy za wizytę w naszym takim zaimprowizowanym studiu na 25. Festiwalu Fantastyki. Dziękujemy jeszcze raz.
[48:06] - Ja nie dziękuję do końca.
[48:08] - A dobrze, to jeszcze Wiktor, proszę bardzo.
[48:10] - Ja mam po prostu-
[48:12] - Ja zawsze przed szereg wychodzę.
[48:14] - Nie, tu nie o to chodzi. Ja mam nadzieję, że się spotkamy jeszcze tutaj przed tym mikrofonem za rok, za dwa lata po prostu i pogadamy.
[48:23] - Zamyślimy o tym, co żeśmy dzisiaj powiedzieli.
[48:26] - Ja bym nawet powiedział: daj Boże, za 10 i za 50 lat, to by znaczy, żebyśmy wtedy jeszcze żyli. Dziękuję wam za zaproszenie.
[48:35] - Dziękujemy. A z nami jest już następny gość. Zapraszamy następnego gościa.
[48:38] - Przyjaciel Dariusza zresztą.
[48:40] - Tak jest. Zapraszamy.
[48:44] - Wielki, niewielki, wieloletni.
[48:47] - Tak, z nami jest... Oj, wszystkie funkcje jak bym wymienił.
[48:54] - Powiedz imię i nazwisko, to będzie wystarczające.
[48:56] - No dobrze. Z nami jest Maciej Parowski, człowiek, który przez długi czas, ja ostatnio podśpiewam, to był pan fantastyka. On właściwie rządził po prostu polską fantastyką. Wynajdował pisarzy, wyciągał ich z czarnych dziur albo z różnych innych miejsc. W każdym razie dzięki redaktorowi Parowskiemu kilka znanych nazwisk się pojawiło. Jakie się pojawiły na przykład?
[49:29] - Sapkowski, Huberek, Dukaj, Sabata.
[49:34] - Gałęcka.
[49:36] - Jezierska. Wojowałem z nią, ale dziękowałem za nią Bogu, bo była dobra.
[49:40] - Pięknie powiedział: „wojowałem z nią, ale dziękowałem Bogu, bo była dobra”.
[49:50] - To jest taki dowcip. To, co robił Siemienz, pan Schab. To samo przybrało zwrot. Trochę tak to było, był miesięcznik „Fantastyka”, był to miesięcznik wielki. I troszeczkę, mówiąc szczerze, jedyny. I trochę nie bardzo było gdzie drukować indziej jak nie w nim. I ja tak zasłuchałem się w nazwiska. Był Nowak, był Kochański, był Ziemkiewicz, mój drugi kumpel.
[50:23] - Drugi kumpel?
[50:25] - To potem. I przecież ci nowi autorzy i Cetnarowski i ten mój następca naczelny. Pomijam nazwiska, bo tego było strasznie dużo. Powiem tak, to jest okazja do reklamy. Robię teraz leksykon moich autorów, alfabetyczny leksykon moich autorów, wymienię ich alfabetycznie, ale nie od początku do końca, tylko dekadami czy piątkami lat. Co się zdarzało, co zmieniała się za wolności, za niewoli. Pierwsze lata wolności, późniejsze lata wolności.
[51:04] - To będzie gruba książka.
[51:05] - Tak. I ja tych nazwisk pomogłem policzyć około tysiąca. Wybrałem 150 nazwisk. To wszystko byli ludzie, którzy w tym czasie drukowali i niektórzy z nich drukują dalej u mojego następcy Michała Cetnarowskiego. I to była taka funkcja kulturotwórcza pisma, funkcja strasznie ważna dla literatury. To było miejsce, gdzie młodzi ludzie, którzy uprawiali literaturę wyobraźni, mają gdzie przyjść. I ja miałem różne spory ze środowiskiem młodych, starych, że tę fantastykę zmieniłem, że źle ją dobierałem, że wymyśliłem sobie fantastykę religijną, bo jestem katolikiem, że wymyśliłem sobie fantastykę alternatywną, bo jestem antykomunistą. Nieprawda. Starczyło mi rozsądku, żeby się poznawać na nowych odmianach literatury. Mam wrażenie, musiałbym się skupić, żeby powiedzieć, o co chodzi, że pozwoliłem zaistnieć paru gatunkom, z którymi się nie zgadzałem, paru odmianom, paru opcjom.
Był to czas wielkiej przemiany. Lata 82–2018. Ja funkcjonowałem do 13. To czas wielkiej przemiany. Zmienił się społeczny system, zmienił się w Europie układ sił, zmieniły się gatunki, zmieniła się intencja tytułu, zmieniła się intencja nauki. Pamiętam, jak w 90. roku pani, która kieruje wielką biblioteką współczesnej Państwowej Instytucji Wydawniczej, powiedziała: „Wie pan, nie istnieje takie pojęcie jak światopoglądowe. Są światopoglądy”. Więc oni to pomyślenie zaczynali. No i w tym czasie przyszedł ktoś taki jak ja.
Nie powiem, że bez kręgosłupa, ale z szerokim umysłem, który kocha różnice w literaturze, który nie przywiązuje się do ortodoksji. To było dobre w mojej funkcji. Troszkę nuży klasyka, widzi mechaniczność stwarzania klasycznych listów. One same się wykręcą, a to ma płynąć. Każde zdanie ma być zaskoczeniem, każdym zdaniem ma być aforyzmem. Świat ma być inny. Ja byłem na to czuły. Kochałem tę fantastykę, ale miłością inżyniera, który przestał być inżynierem, bo nie chciał nim być, bo był z duszy humanistą i ja nie wymyśliłem sobie przemian. Ja byłem tylko dobrze usposobionym przez biografię, geny i sytuację.
[53:44] - Właściwy człowiek na właściwym miejscu.
[53:49] - Wiesz, Wiktor, mówiłem tym moim antagonistom: „A zrobilibyście co innego na moim miejscu? Nie poznalibyście się na Łysej Górze? Nie poznalibyście się w Kalkutach na osiemnasta? Naprawdę byście nie poznali się na opowiadanie «Zabójca czarownic» i „Wiedźmin”? Tutaj Kochański, tam się wiedzie. Przecież strasznie mało o co się pokłócić. Strasznie mało. I tak właśnie myślę, że zdarzało mi się, że były bardzo zwaśniane obozy, też w szkole i rozmawiałem z tymi i z tymi.
[54:27] - I sztolerowali, że ja stamtąd i stamtąd. I to właśnie ta moja cecha charakteru czy ta marzą łamność się chyba przydała. Ale żebym się nie był, Maćku, tak za bardzo zachwycony sobą, to ja ci podpowiem. Proszę ciebie, że jednak miałeś kilka niezłych łbów do pomocy w tym całym procederze. Miałeś Leszka Jaczmyka, miałeś Oramusa, miałeś kogo tam jeszcze? Bo już nie pamiętam. Ale miałeś ludzi.
[54:59] - Wiesz, miałem Andrzeja Niewiadomskiego.
[55:02] - No dokładnie.
[55:02] - Który jest z innej parafii. Ale jak tutaj przyszło opowiadanie „Złota Galera”, ja go miałem. On mówił, że ma 16 lat, że on jest z Tarnowa. Ma 16 lat i jest z Tarnowa, takie opowiadanie. Idę do Andrzeja, z którego kiedyś kpiiliśmy, bo to był gość z uniwersytecką głową i jak szedł do kolegów na uniwersytet, to wyrywał banki u kowala. Się koleś wystylił, ale na fantastyce się znał, bo miał gdzieś magisterium czy doktorat. „Andrzej, co to? To nie było tego kiedyś?” „Nie było.” Popatrz, jaka inna reakcja. Mówię: „Coś tu już napisałem, bo robię redakcję tamtego tomu.” Powiedział, że to nie było, ale Oramus jak mu opowiadanie pokazałem, to grzeszczył. Uczynił sobie to opowiadanie wzorcem opowiadania w ogóle.
Ponieważ Niewiadomski to był polonista, a Oramus . I to inna reakcja. Tak, miałem pomocników i miałem jeszcze jednego pomocnika. Miałem wyższy. Dzieci. Nas było więcej, naszych redaktorów było więcej, naszych autorów było więcej. To było pokolenia wyżej. Ja byłem wtedy szósty, Marek był pięćdziesiąty drugi, Huber był pięćdziesiąty czwarty, Barański pięćdziesiąty czwarty, Zakosie czterdziesty ósmy. To się jeszcze kręciło tym dużym wyborem, tą pulą, która wyrzucała znacznie więcej.
[56:23] - Demografia właśnie.
[56:24] - Demografia. Tak jak wspominam swoje osiedle, to w każdym domu jedno, dwoje. I to mówię o jednym osiedlu i o drugim. Osiedle pełne małych ludzi. Matki się na nich drą, żeby przychodzili do domu. Te osiedla się zmieniają. Tu są emeryci, to się przenoszą gdzie indziej. Głównia że na rowerach jeżdżą. Najpierw nas było więcej. Spójrz na krzywe.
Dlatego pismo miało jednak 170, 180.
[56:48] - W pewnym momencie fantastyka dwustu sięgnęła, czy przekroczyła.
[56:52] - Ten numer z tym Mikołajem Rakietą. Ale w każdym razie na moją tak zwaną wielkość pracowała demografia, polityka, fart, przemiana, kumple. Ten gatunek był przygotowany. Można było zresztą Wójciku mówić. Andrzej nas prowadził.
[57:12] - Tak jest.
[57:12] - Oczywiście. Ale prowadził. Przecież jak ja robiłem wywiady z wydawcami na początku pierwszych dwóch latach fantastyki, potem weszli do „Mojego czasu” fantasti. Kto tam był? Bronek Klecik i tak w naszej księgarni.
[57:29] - Pani Czeszyńska.
[57:30] - Tak. I Klecik, i Wójcik, i Fidy pani Przybyłowska i przewodnik Szemuska, która redagowała i Energa, i Lema. I oni wszyscy byli pionierami.
[57:44] - Wcześniej jeszcze redaktor Przyrowski.
[57:46] - Wcześniej ja byłem jego laureatem. Z nim bym był laureatem. Za nim był laureatem. Myśmy są stąd. I ja pamiętam, że on wydał nam taki styczniowy błąd. To są Marka Oramusa „Sceny zwycięstwa”. Dramatyczną książkę pisaną inaczej, w duchu lat już powojna, wojna nieprze. Przyrowski tego przestraszył, nie wydrukował. Tylko że jak przyjechał do nas w latach 90. Pojawić się.
Zaśpiewał piosenkę „A Stalina boże chuda świnia”. On po prostu wiedział, co wolno, a co niewolno. Nie mógł narazić na upadek naszych księgarń. Nie mógł narazić na upadek Władysława Haszka. A Marka opowieść „Sceny zwycięstwa” w języku narracji, w obrazowaniu niosła sceny burzycielskie, wiesz. I a mnie było już łatwiej, bo już jak już wjechały czołgi na ulicę, to już nawet ten Marek nie był taki zrazowy. I człowiek tak patrzy. Tak się mu wywarciło. Głowy wczoraj inne mi szły pod nogi. Mnie się nie poleciały.
Wiesz, te różne obciążenia i te jeszcze wstydliwości, które czego oni dotykali, ja już je ominąłem. To, że ten taki paradygmat fantastyki naukowej, że się z tego nie można wyzwolić, że nie można pójść ku literaturze, ku szaleństwu. No to mnie to już nie dotykało. A jeszcze było śmiesznie. Byłem w Białymstoku u młodych autorach, którzy ze mną wojowali. A coś mi drukowali, drukowali. A potem mnie. Potem zacząłem o nich dobrze myśleć. To jest paradoks. Oni się zakochali w starym.
Lem, Smoglik. I stawiali na sztandarach. Pisali inaczej. Nie zauważyli, że piszą inaczej. Mieli do mnie pretensje, że drugie nie są potrzebne. I potem, jak oni zaczęli wydawać swoje antologie, jak oni zaczęli się kręcić, to się okazało, że oni też grzeszą grzechami parobszczyzny. Znaczy, że też łapią się za nowe. Też się łapią za rozrywkowe. Też się łapią za sen niż taką serię twardą fantastykę. A to było wspaniałe, bo się wszyscy pojednali.
Oni walczyli o rozrywkową, a potem zaczęli robić problemową. Mówię, zmienili zawartość swoich. Przebudowali armię, a nie zmienili sztandaru. Przebudowali tabory i uzbrojenie. A jeszcze wydawało się to normalni literaci. To się to czytało przez Deckę, przez Bluma, przez czeskich pisarza, którego czytałem w młodości. To była fascynująca przygoda. Teraz tak gadam z ludźmi. A ja mam własnych autorów. To wraca.
Taki był dorobek z pięćdziesięciu. Taki, że żebyś już nie pierwszą edycją nie wyczerpał, drugie czy trzecie. Moje 30, 40 lat w fantastyce to jest wielka przygoda. I to byli ludzie w 30, 35% bardziej od mnie utalentowani, w 70% bardziej ode mnie pracowici, wydajni. Ja do nich dołączyłem później z własnymi powieścią. Pisałem jednocześnie komiksy, które przekładał najlepszy rysownik w całej fantastyce. I tak patrzę na swoje rzeczy z perspektywy 62 lat i myślę, że było dobre. No i przyglądam się tej imprezie, przyglądam się ludziom, przyglądam się, wyznaję miłość jacyś ludziom, którzy fantastykę pisali 30, 40 lat temu. Daszkowi też, Markowi. Mylą nas z Markiem.
I Wiesi Mirek, który zablokował kupę ludzi w Stali. Naszą kupę jeszcze z polityki. Zbyszek Baraniewski też był naszą kupą z polityki. To jest ten nasz świat, nasza młodość, nasza starość i nasze powracanie do świata. To fajnie wygląda. Pytajcie o coś jeszcze.
[01:01:41] - Ja to pytam. Z tym Ziemkiewiczem to takie interesujące.
[01:01:50] - Powiem ci jedno zdanie, które z grubsza pamiętam, bo zaglądałem do „Pisz ten słownik". Tam jest takie zdanie, że po wszystkich tych bojach w sprawie ponad 20 lat zrodził się między mną, cytuję siebie, który to pisał w lepszej formie: „Zrodził się między mną a Ziemkiewiczem typ serdeczności między bokserami, którzy po walce rzucają się sobie w ramiona." Ja to się przyglądam boksowi. Bardzo zapraszam. Przypadkowo się zdarzyło, że się nad nim zastanawiali. Mój wuj za mojej mamy i mój kuzyn kochany, syn siostry mojej matki, byli bokserami. Opowiadali mi różne rzeczy. Mówili, gdzie trzeba bić, żeby znokautować. Z kuzynem grałem też w szachy. Przyglądałem się mistrzostwom Polski od początku lat 70. I widziałem bokserów, którzy zapraszają do domu.
Widziałem bokserów, którzy przedstawiają sobie swoje dzieci. A my z Rafałem wojowaliśmy. Tak nasz tata wskazał, to jest ten podział pokoleniowych ról. Ale między Rafałem a mną było pełne serdeczności. Paradoks, bo jak on napisał bardzo znaczące opowiadanie „Stosowni wyrocznicy", jak były bezwody, a potem jeszcze „Inicjaczka". Te znaczące opowiadania. Jego koledzy na niego warczyli. Zawsze. A ja napisałem tak dobre recenzje tych opowiadań, mu się podobały. Nie robiłem żadnego gestu.
Gest bym zrobił, gdyby Rafału się nie podobał. Byłbym chamski. A był zdziwiony, bo oni z Rafałem warczyli dość ostro, a tutaj przyszło im do głowy i to trochę zmieniło naszą sytuację. To było tak, że ja w tym programie przytaczam, kiedy rozmawiamy, kłócąc się, mówimy sobie pewne rzeczy i potem przechodzimy do pewnych zwaśnienia. Przytoczą drużynę. Bo on tak prosto się pojednać, bo nie odpowiadał tylko za siebie. Był strategiem pewnej walki. A ja bym podejrzany mógł być jako systemik. One były zatrudniane, były zatrudniane gdzieś nieoficjalnie. A były zatrudnione w trybie konkurencyjnym, bo oni założyli Feniksa i rywalizowaliśmy.
Zgoda nie była łatwa, ale była łatwa, bo mieliśmy podobne ideały i teraz ja się zachowałem w jego opowiadaniach. On trochę nie miał wyjścia, ale trochę złego. I to jest wspaniała przygoda mężczyzn. Tak sobie to kombinuję i opowiadam, że wiesz, i z jego wszystkimi kumplami, jego wiernymi kolitami, z jego drużyną, żeby było jeszcze ładniej. Lubimy się. O co się trzeba było kłócić? Poza tym rzeczywiście, faktycznie, ideologicznie my z Rafałem staliśmy na drodze, bo był filtruje i żądał od nich tylkości. A wiem to po sobie, to jest taki moment w życiu młodego pisarza uformowana, żeby się od niego odpieprzyć. Nie żądę, że nie wydrukuje. Po prostu drukował co zapisał.
No co zrobić? Z czego będzie? Jak oni będą drukowali to, co mu nie wyszło, to z czego? Jaka sama powieść? Jest pewien typ hipokryzji. Redaktora też jest hipokryta. Spokojnie. Ale ktoś, kto wiesz, duchowo przyszedł z teksty Baraniewskiego, Sapkowskiego, Dukaj, Kuby Nowaka. Sobotki.
[01:05:23] - Tak. A nie jest ci trochę żal? Nie ma prawa narzekać na los. Nie ma prawa.
[01:05:30] - A czy można narzekać, że Pan mu nie dał większego talentu? Trochę się mną talent krytycznym. Tego nie ma.
[01:05:37] - Nie jest ci trochę żal, że dzisiaj Sapkowskiego wszyscy pod niebiosa wynoszą? A przecież tak naprawdę konkurs organizowany przez miesięcznik, w którym pracowałeś wyniósł z niebios.
[01:05:50] - Ja do dziś pamiętam taki obrzydliwy tekst, na który walczę z Sapkowskim, że Sapkowski zawziął się wszystko.
[01:05:55] - Nie no wszystko.
[01:05:56] - Nie, nie, nie. Marek, spokojnie. Ja mam być nieszczęśliwy, że Sapkowski jest wielki, bo myśmy go wylansowali, a on nam nie płaci tantiem? Nie, że wszyscy piszą w biogramach: „Debiuty 86. Fantastyka grudzień". No nie żartuj. Czego możemy chcieć? Spokojnie. Przecież pytanie polega na tym, czy to my Sapkowskiego mamy sławę dzięki jego książkom, czy on my? To jest jego.
Słuchaj, ja brałem pieniądze za to, że drukował mnie Sapkowski, a Sapkowski nie drukował mnie gdzie indziej. Trzeba znać miarę. Żyd mnie nauczył szopena muzyki. On się nie dopisywał do Mazurków, do koncertu fortepianowego. Ja nawet nie poprawiałem Sapkowskiego, nie było potrzeby. Ja poprawiałem innych autorów, którzy mieli zajeb..., i nie będę się chwalił którymi, bo to jest tajemnica spowiedzi. Tak, dla niektórych autorów na każdej stronie jest moich poprawek technicznych i były z tego zadowoleni. Mam ci powiedzieć których?
[01:06:55] - No nie.
[01:06:56] - Nie będę wałem tak obrzucałem.
[01:06:58] - Nie zdradzaj.
[01:07:00] - Ja się tym szczycę. Moi to wiedzą, sami to mówią i mi to wystarcza, ponieważ funkcja poprawiacza jest inna niż funkcja autora. Jeśli ja mogę do opowiadania Jerzego Zajdy dopisać zdanie, skreślić zdanie, wkraść trzy wyrazy, to nie znaczy, że ja autorowi tego opowiadania dorównuję. To znaczy, że dysponuję pewną umiejętnością zawodową, za co mi płacą. I po prostu wywiązuję się ze swojego powołania i już. I zrozum. To Sapkowski, drukując na maszynie, uszczęśliwiał nas w pismo, a nie my drukując jego zrobiliśmy mu łaskę.
[01:07:39] - To ja rozumiem. Tylko ja się zastanawiam bardzo często nad takim problemem. Mówi się często, że jakiś autor miał szczęście, a jakiś autor szczęścia nie miał. I ja się troszeczkę z tym zgadzam. To nie jest tak, że jak ktoś jest wielkim talentem, to on zawsze wypłynie. I to mnie troszeczkę zastanawia, jak to jest, bo czasami jest tak, że ktoś ma to dobre pióro, wielkie pióro i po prostu zostaje niezauważony.
[01:08:12] - Wiesz, ja powiedziałem takie bardzo ważne zdanie, rozmawiając z innym kolegą i ono jest dla mnie ważne. Ja się z moimi autorami nie ścigałem. Oczywiście się z nimi nie ścigałem. To znaczy, że nie występował element rywalizacji, że jakiegoś opowiadania nie doczytam czy nie poznam, że uznam, że wiem coś podobnego i że lepiej to powstrzymać, że nie wejdę z tym autorem w kontrowersje polegające na tym, że pracuję nad dokładnie tym samym tematem i w związku z tym jestem znieczulony na cudze widzenie rzeczy. Nie, ja się z moimi autorami nie ścigałem, dość wcześnie spostrzegłem, że przeważająca większość z nich jest bardziej utalentowana, a na pewno bardziej dzika i szalona, co język wbija jako funkcję i praca. I po prostu się cieszyłem, że jest na tym dobrze. Powiem ci jeszcze jedną rzecz, dlaczego mi tak łatwo było być wielkoduszny i się z nimi nie ścigać? Ponieważ zostałem zaspojleryowany jako autor jako autor scenariusza komiksu. To wiąże się od pewnego momentu. A prawda jest taka, że moja pierwsza książka była z gatunku „ja znam”.
Ja znalazłem przyjemność w nazywaniu tego, co znam. To jest frajda. To jest frajda, jeśli nie literatka, to przy literatce. I było parę przypadków, gdzie nie poznałem znaczeń prawem należących. To jest przypadek Ewy Brzezińskiej. Bo nie Ewy Woynarowej, ani Brzezińskiej. Była kłótnia, była awantura. Ja do dziś nie bardzo wiem, czy nie miałem racji, ale wiem tylko, że inni uważali, że nie miałem racji. Bo ktoś, kto ma jednak dość, tak powiem, szeroki, ale jednak jakoś spulchniony gust, ma jakieś luki, ma jakieś ograniczniki, ma jakieś rygory. Ja się dałem uwieść innym jej opowiadaniom.
Jednym z nich był Zajdel. Ale ten Twardokęsek, ta luźna feministyczna przypowieść o babci Twardokęskiej, babci Bulci, babuni, jak ona tam się nazywa, nie wiem. Ja tego nie wykrywałem i moi ludzie, którym wierzyłem, którym ufałem, tutaj Dukaj z jednej strony i z drugiej strony Lewandowski, którego cenię jako autora, uważam, że jest największym wariatem wandomie, ale jest dobrym opisem. Przekonywali, że się mylę. Ale Marek mi udzielił wsparcia, że nie. Bo my jesteśmy byli niezaprogramowani do literatury, jaką komponowała Brzezińska w Twardokęsu. No i się zaparłem. Dostałem jakąś tam karę, jakąś tam też flamenada na kolację. Ale nie tak trudno być uczciwym redaktorem literatury. Boję się, że wszyscy moi rywale by trafili na moje miejsce.
Nie byliby gorsi ode mnie, a może nawet lepsi. To nie jest tak trudno, jak się dostaje dobre opowiadanie, się na nim poznać. Przecież to jest święto, to widać.
[01:10:49] - Ja mam takie pytanie, które już właściwie zadałem, bo zastanawiam się właśnie. Mówisz o dużą uczciwości redaktorskiej, a właśnie dużo od tego zależy, bo ja sobie jestem w stanie zupełnie spokojnie wyobrazić sytuację, w której po prostu ktoś Sapkowskiego nie zauważy i zostawi.
[01:11:10] - Mistrz Kostusia. Jak to najłatwiej?
[01:11:12] - Po prostu nie miał szczęścia. Wiesz co ci powiem? Powiem taką przypowieść. Jeden z wydawców, który wypromował pewną autorkę, chwalił się tym, że on wcale jej tak naprawdę nie szukał. On po prostu wyciągnął ze stosu maszynopisu jakiś maszynopis, powiedział: „ten” i zrobił autorkę.
[01:11:34] - To ja przerazuję, ja zaminuję twoje przerazenie. Było u jednego z lektorów, którego nie lubiłem, którego lektora, u którego pod łóżkiem leżał na pół metra taki plik maszynopisu do przeczytania.
[01:11:51] - No właśnie.
[01:11:51] - Jest wysokie prawdopodobieństwo, że tam nie było nic ważnego.
[01:11:54] - Tak, ale jest też prawdopodobieństwo, że mogło coś być, jakoś tak.
[01:11:57] - Ja nie poznałem się na ani jednej. Dopowiedziałem sobie, przesłałem, dopowiedziałem sobie, odezwałem. Ona poszła do innych. Teraz sobie robię bezproblemowy sejf.
[01:12:05] - Okej, więc nie zginie taki autor.
[01:12:09] - Mamy co najmniej nadzieję, że nie. Sapkowski jeszcze się na nim poznał, bo to był Graal i powiedział: „On się bardzo przypracował. Ja mu się to pewnie pod-”. Ja mówię: „To jest genialne”. A chłopcy powiedzieli: „Musisz to opowiadanie wrócić, bo się opowiadanie zagraniczne nie zmieści”. Ja powiedziałem: „Ile to problemu wrócić opowiadanie?” „Maciuś!” Wziąłem, czytam. „No nie, panowie, nie.” „Musisz.” „Nic nie muszę. Wrócisz sobie zagraniczne. Wymienię dopóki jest zagraniczne.” Wiesz, wystarczy odrobina charakteru.
[01:12:40] - I odrobina znawstwa, żeby zablokować niestosowne przypadki. Tak się zastrzegałeś, że czułeś się zawsze, że lepszych autorów wybierasz od siebie. Ale ja jednak chciałbym cię zapytać o twoją twórczość. Twoja książka „Twarzą w ziemi”, powieść, to była jednak powieść, która była znacząca.
[01:13:00] - Dostałem za nią wyróżnienie Martewicza. Nie, medal nie, statuetkę. Słuchaj, gadałem sobie o tej powieści. Ktoś mi tłumaczył, że ona jest sobie, że ona jest klasyczna, że ona jest rwana. Ktoś o tej książce w Sieci powiedział bardzo dobrze. Bardzo dobra książka, taka sobie powieść. To już nie jest powieść czasowa. Była też dyskusja o Czrostkach, Olbicowskiej i Dukaj. Dukaj miał moje pretensje o niedoróbki, że Parowski wykręca się jakimś takim postmodernizmem, jakimś tam szkółkowym pisaniem. A Czrostek zauważył w tym metody jazzowe, że się pisze, synkopuje, że się nie robi całych melodii, tylko się skraca, że się to sygnalizuje i resztę się doczyta.
Ja widziałem parę powieści zrobionych po bożemu metodą taką, że końskie gówno śmierdzi, zbroja skrzypi, konie galopują, chrapią. Wszystko słychać. Tylko czy jeszcze będzie się czytać? I przyszedł Twardoch, napisał ten swój „Wieczny Grunwald”. I tam w jednym zdaniu jest wszystko i te chrapy, i ten skrzyp. I jeszcze stylizacja. Przyszedł czas. Już mamy kino, mamy wideo, kolorystyczne zdjęcia. Przyszedł czas skurczonego pisania i to jest technika użyta tutaj. Nie jest to technika malarska, jest to technika puentylistyczna, że robi się kolory w punkciki.
One się układają w całość. Mówię, taka sobie bardzo dobra książka.
[01:14:34] - Maćku, ja pamiętam, jak ta książka się ukazała z osobistego punktu widzenia. Otóż w moim środowisku miłośników science fiction nikt tej książki praktycznie wyraz nie tolerował. Z wyjątkiem mnie. Dla mnie ta książka natychmiast była ważną książką i moją książką, rozumiesz? Ja ją czytałem z pełną akceptacją, że to jest książka science fiction, a reszta fandomu tak zwanego jeszcze bardzo, bardzo wczesnego. Co to jest?
[01:15:10] - Był wydruk solidnej książki. Ja byłem na festiwalu w Pyrkonie i tam nie byłem w stanie. Ludzie mówią: „Słuchaj, mieliśmy mówić o nowej fantastyce. Mówisz o swojej książce”. Przyszedł Leszek Jędrzej, powiedziałem: „Nas to nagrają”. Wiesz, taki miałem fart, że jednego dnia, kiedy byłem w złej formie, napisałem pierwszy i ostatni rozdział książki. Zaniosłem ją do szkoły. Leszek do mnie zadzwonił, mój znajomy, i powiedział: „Maciek, przyjdź, bo chcę ci coś powiedzieć”. I przez dwie godziny z kartek czytał, jaka ta książka ma być. Po pierwszym i ostatnim rozdziale, co ja darem Boznym napisałem w jeden wieczór, średnio udany, zwykłym biurysmem.
I to było wszystko słyszalne, że ma być o Polsce, że Polska będzie dopakowana. Leszek powiedział, że złodziej, Koziołkowiec z II Rzeczypospolitej miał więcej charakteru niż dyplomata PRL-u i mówił o wywiadzie polskim. Mówił różne rzeczy, bo dostrzegł w tej książce właśnie nostalgiczną opowieść o Polsce międzywojennej, która została zamordowana. Gdyby się pewne rzeczy nie zdarzyły, to może by zamordowanie i by trwała. Więc bardzo to, że książka taka sobie powieść. Na tym to polega. Ja się nauczyłem cenić formy otwarte, niekompletne. Wiesz, jest pewien typ, pewien sznyt opowiadania. To się robi z dnia na dzień. Twardoch czasem.
A trzeba szukać innego języka, innej formy. I ja się tego dowiedziałem też nie tylko od Leszka, ale od pisarza. Napisz to jakoś inaczej, niech to inaczej wygląda. Ale prawda jest taka, że jak się ma taki temat, jak ja miałem duży, to się tego nie umie napisać po bożemu. To jest za duże. Trzeba to spiskować. Właśnie tym, który się akurat podoba, właśnie z mojej generacji.
[01:16:50] - Ja sobie tak na zakończenie naszej rozmowy z Maćkiem Parowskim pozwolę wyciągnąć, raczej nie skierować do niego pytania, ale wyciągnąć jeden kawałek tekstu, który on, poradę właściwie dla młodych piszących, dla tych, którzy wchodzą w ten świat z piórem czy z chęcią pisania. On tutaj bardzo piękny tekst zapodał nam. Otóż świat jest-- procesy, które rządzą tym światem, są czasami łagodne, czasami bardziej groźne. Socjologia rządzi również naszym osobniczym życiem. Maciek tu powiedział taki tekst: „Kiedy już wyjechały czołgi na ulicę, mnie było łatwiej”. O czym powinien każdy pamiętać, kto patrzy w przyszłość po prostu.
[01:17:44] - Dziękujemy, Macieju.
[01:17:45] - Dzięki.
[01:17:46] - Dziękujemy i zapraszamy naszego kolejnego gościa. Naszym gościem jest osoba bardzo ważna dla fandomu, dla fantastyki. Naszym gościem jest pan Lech Jęczmyk. Prosimy, zapraszamy. Wiktorze, zaczynaj.
[01:18:07] - Kłaniam się słuchaczom. Dzień dobry wszystkim. Nie wiem, czy będzie to nadawane wieczorem czy rano.
[01:18:13] - To jest już nadawane.
[01:18:14] - No to dobry wieczór.
[01:18:21] - No Wiktorze, zapomniałeś pytania, to ja je zadam w takim razie za ciebie. Kiedyś wspólnie z Wiktorem odwiedziliśmy pana Lecha i wtedy pojawiła się taka fraza niesamowita, którą ja do dzisiaj pamiętam. Dobrze, ale jak już sobie przypomniałeś-
[01:18:37] - Już sobie przypomniałem. Otóż Leszek ma taką, jak by to powiedzieć, pan Lech Jęczmyk jest snajperem. Otóż on, że tak powiem, wybiera cele Zmierza się, po czym zwykle strzela nieprawdopodobnie celnie w grę. Co prawda może to jest takie moje przybliżenie i tak dalej, ale rzeczywiście ja w pewnym momencie jękłem w czasie tej dyskusji i wizyty u Leszka Igrzyka, kiedy byliśmy tam z Markiem Żelkowskim. Otóż taka była rozmowa zupełnie luźna, jakoś sobie tam rozmawialiśmy. W pewnym momencie Marek zadał tobie Leszku pytanie: dlaczego to? Dlaczego tak? Dlaczego coś? Pewna sytuacja strategiczna we współczesnym świecie różni się od tej sytuacji, w której Bogiem a prawdą myśmy się wychowali. I ty powiedziałeś piekielnie ważną rzecz.
Otóż kiedyś, jak się spotykał człowiek z człowiekiem, to miał zawsze wspólny temat. Czytał tę samą książkę, na przykład Biblię, nie? Dzisiaj-
[01:19:50] - Każdy czyta jedną książkę inną niż sąsiad. Nie ma dwóch ludzi, trudno znaleźć dwóch ludzi, którzy czytali tę samą książkę. W związku z tym rozmowa się nie klei. Każdy ma ze swoją muzyką chodzi.
[01:20:04] - Czyli co? To przekleństwo dobrobytu?
[01:20:07] - Nie. Różnorodność. Wtedy wychodziło dużo mniej książek, ale wychodziły w nakładzie co najmniej trzydziestu tysięcy, a dzisiaj wychodzą w nakładzie trzech tysięcy i to jeszcze połowa się sprzedaje.
[01:20:21] - Czy to się da jakoś tak prosto rozstrzygnąć, że wtedy było lepiej, a teraz jest gorzej? Czy to takie proste recepty nie wchodzą w grę?
[01:20:29] - Nie wiem. Ja się nad tym nie zastanawiam. Jest tak, jak jest i trzeba się w takiej sytuacji znaleźć. Trzeba być sobą w każdej sytuacji, czy się jest w dżungli, czy na lodowcu.
[01:20:41] - No to ja chciałbym zapytać, bo bardzo wielu autorów podkreśla, że na pewnym etapie swojego życia, swojej twórczości natrafiali właśnie na pana. Że to pan był tym dobrym duchem, który skłaniał do tego, żeby pisali, żeby w pewien określony sposób pisali. Przed chwilą nawet Maciej Parowski o tym mówił. To chciałbym zapytać. To oczywiście jest pytanie takie trochę o magię, ale jak się rozpoznaje autora, o którym już się w tej pierwszej chwili prawie wie, że jest dobry, że powinien pisać?
[01:21:15] - No musi mieć interesujący temat. Są ludzie, którzy mówią w sposób interesujący o czymkolwiek się ich spyta. Ale głównie chodzi o to, że ktoś ma interesujący temat. Coś go interesuje w życiu i chce to rozwikłać w jakiś sposób. To jest wtedy interesujący pisarz typu science fiction.
[01:21:38] - Ale do opinii wynikającej z tematu trzeba dopiero dotrzeć, bo najpierw trzeba dotrzeć do istoty tematu. A co powiesz na taką rzecz, z którą ja dzisiaj sobie wędrując tutaj po deptaku naszego festiwalu z Markiem Oramusem rozmawialiśmy sobie. Ja powiedziałem, że ja bardzo często mam taką reakcję, że dostaję jakiś tekst młodych ludzi. W tej chwili piszą, czytam trzy, cztery, pięć zdań i ja od razu wiem, że ten facet czy ta dziewczyna będzie pisać. Bez tematu, bez istoty rzeczy, tylko po samej składni.
[01:22:18] - Właśnie. Albo temat, albo język.
[01:22:21] - Albo język.
[01:22:22] - To jest właśnie to. Pięć zdań to wystarcza. Z tym że ja przeczytałem pewnie tysiące książek, żeby wybrać setki do wydania, bo wydałem setki. Często tak czytałem dwie, pięć stron. Nie bardzo mi to szło. To jeszcze parę stron ze środka i parę stron na zakończenie. Nic nie złapało. No to dziękuję, rezygnuję. Natomiast autor musi złapać czytelnika na pierwszych dziesięciu stronach.
[01:22:59] - Ja przeproszę na chwileczkę. Targany trochę niepokojem, bo to studio jest takie jednak zaimprowizowane. Marku, czy nas słychać?
[01:23:07] - Słychać, słychać bardzo dobrze.
[01:23:10] - Dziękujemy. To możemy w takim razie kontynuować naszą rozmowę. No ja powiem tak. Dla mnie pierwsze spotkanie z panem Lechem, takie dziecinne jeszcze, a może nie dziecinne, młodzieżowe, to było wtedy, kiedy ja dostałem po raz pierwszy w swoje ręce antologię „Kroki w nieznane", przy której pan ją stworzył tak naprawdę. To był inny czas. To jest antologia. Ja znowu dzisiaj w tej audycji jakoś tak mi się zrobiło, że nadużywam słowa kultowe, którego tak naprawdę nie znoszę, ale jak inaczej określić tę antologię, o której mówimy, czyli „Kroki w nieznane"? Ja pamiętam lata osiemdziesiąte, w których na tak zwanych fantastycznych targach ta antologia, poszczególne jej tomy, o ile dobrze pamiętam, sześć tomów wydano w latach siedemdziesiątych, osiągała jakieś gigantyczne kwoty się płaciło za tą książkę.
[01:24:12] - Do mnie one nie docierały . Natomiast kiedy zaczynałem wydawać, kiedy miałem pomysł, żeby to wydawać, to praktycznie nie miałem konkurencji. Nie było w Polsce znawcy literatury fantastycznej. Lem był, powiedzmy, znawcą, ale on by się nie zajmował takim. Raz mi wpadła w ręce jego antologia, którą przyrządził. Napisałem do niej wstęp, ale w końcu jej Wydawnictwo Literackie nie wydało. Nie wiem dlaczego. No i tam były stare opowiadania. On najlepiej się orientował w tych starych, ale to były bardzo dobre opowiadania. Przecież lata- Powojenne i najbliższe trzydzieści lat to był złoty wiek fantastyki i złoty wiek opowiadania.
Istniały wtedy czasopisma, miesięczniki poświęcone wyłącznie fantastyce. Było z czego wybierać. Miałem przed sobą trzydziestoletni dorobek literatury. Czasopisma dostawałem dzięki przyjacielowi ze Stanów bezpośrednio i dzięki temu nie miałem konkurencji. To było bardzo łatwe zrobić znakomite wybory i one były bardzo dobre. Do dzisiaj z przyjemnością czytam tamte opowiadania. Czasem sobie zerknę i przeczytam ciągle Gardnera, Sheckley'a.
[01:25:44] - Wiesz, co ja zrobiłem ostatnio?
[01:25:46] - Nie mam wiadomości.
[01:25:49] - Leżałem sobie u Sokołowskiego, bo byłem trochę chory i zobaczyłem u niego na półce wydanie złotego wieku amerykańskiej nowelistyki zebrane przez Cedenikę. Noc była późna, a ja w nocy nie śpię, więc wziąłem sobie i połknąłem trzy tomy tych krótkich opowiadań. I muszę ci powiedzieć, że czapki z głów. Jezu, jakie one są genialne! One wszystkie nie są doskonałe, wszystkie można by było poprawić i tak dalej. Ale to był rzeczywiście, ci ludzie pisali z nieprawdopodobnym wizjonerstwem, z energią. Po prostu to było coś cudownego. Oni dyskutowali między sobą.
[01:26:36] - Raz to był taki czas, że fantastyka się rodziła i wszystko było nowe. Każdy rozpisał po raz pierwszy. Przez te powiedzmy trzydzieści lat większość tematów została poruszona, jeżeli nie wykorzystana czy zajeżdżona. Następni musieli stawać na głowie, żeby coś nowego, swojego, oddzielnego powiedzieć. A tamci byli, po rosyjsku to się nazywa pierwoprachodcy. Ci, którzy torują drogę, idą pierwsi przez nieznany teren. I dlatego to było takie fascynujące, interesujące.
[01:27:16] - Ja chciałbym zapytać o to, ponieważ w pana antologii, w tych „Krokach w nieznane” pojawiały się opowiadania oczywiście Amerykanów, ale pojawiały się również opowiadania rosyjskie. I to jest tak, że to był taki czas, ja go jeszcze pamiętam, kiedy jak młodzi dostawali do ręki tę antologię, to najpierw czytali oczywiście Amerykanów. Te wszystkie przykłady anglojęzyczne, a później z pewną niechęcią sięgali po opowiadania powstałe w języku zaborcy. Okazywało się, że w tych tomach „Kroki w nieznane” były również świetne opowiadania autorów zza wschodniej granicy.
[01:28:03] - No tak, ja byłem wtedy, prawdę powiedziawszy, kierownikiem redakcji literatur słowiańskich, więc oczywiście, że rosyjskich miałem bardzo dużo pod ręką i one mi były bliższe. I wydałem jedną czy dwie antologie opowiadań rosyjskich. Jedna jest niepodpisana moim nazwiskiem nawet. Amerykańskie przychodziły z boku do mnie. Ja sam, ponieważ wydawałem literaturę rosyjską, nie wypadałem. Głównie miałem wspaniałe opowiadania czeskie. Hrabala odkryłem pierwszy tom Hrabala wydałem. To wielki pisarz. Te rosyjskie były stale pod ręką, a ja do nich dobierałem amerykańskie. To było nie tak, że amerykańskie i wrzuciło się parę rosyjskich.
Ja tych rosyjskich czytałem bardzo dużo. Pismo było takie, że można było je znaleźć, a oprócz tego masę tomów opowiadań rosyjskich wydawano wtedy. To była przyjemność. Strugaccy, powiedzmy pierwsze opowiadania już zaznaczały ich talent. Powieści wolniej się rozwijały, ale opowiadania już były od początku bardzo dobre.
[01:29:31] - A ja pewną taką prawdę historyczną. Chciałbym zasięgnąć języka. To znaczy ile prawdy jest w tej opowieści, takiej krążącej w fandomie, że kolejne „Kroki w nieznane”, siódme wtedy w latach siedemdziesiątych, nie pokazały się właśnie dlatego, że po prostu tam była jakaś ingerencja związana właśnie z autorami, że to powinno być więcej tych zza wschodniej granicy, czy też-
[01:29:55] - Nie, to ingerencja dotyczyła mojej osoby i ja wtedy odmówiłem przyjęcia odznaki czy orderu imienia Janka Krasickiego i partyjnie podpadłem. Dyrektor początkowo nie mógł mnie wyrzucić, bo byłem przewodniczącym rady zakładowej. Jak przestałem być, zresztą sam zrezygnowałem z tej funkcji, to natychmiast pośpiesznie mnie wyrzucił. No i wtedy zatrzymał też ten ostatni tom uzbierany już „Kroków w nieznane”.
[01:30:33] - Tak wygląda historia. Nie jako pisarz, ale redaktor.
[01:30:36] - Tak, ja podpadłem. Chciałbym jeszcze jedną rzecz. Zdarzały się ingerencje w książki rosyjskie, powiedzmy radzieckie, bo to często byli pisarze nierosyjscy. Różnych narodowości, powiedzmy radzieckich. Bardzo dużo Żydów było w literaturze i dopiero późno zaczęli się przebijać tak zwani pisarze ze wsi, „derewianskaja proza”. Nie miałem nigdy cenzury w angielskich tekstach, miewałem w rosyjskich.
[01:31:15] - To rzeczywiście ciekawe. Tak bym o tym nie pomyślał. A chciałbym zapytać: człowiek, który tyle książek wybrał do tłumaczenia, do druku w Polsce. Pytanie będzie trywialne, ale ponieważ prowadzimy audycję z Wiktorem, która jest kompatybilna z tą, czyli audycję pod nazwą ABW.
[01:31:43] - Agencja bezpieczeństwa.
[01:31:47] - Na szczęście nie. To jest Antologia Bibliotekarium Warsztaty, więc nie jest tak źle z tą agencją bezpieczeństwa. Tam staramy się młodych autorów w jakiś sposób uczyć. Gdybym zapytał o jakąś radę dla młodych autorów albo czym się powinni kierować. Wiem, że rada to może jest za wąskie, ale czym się w ogóle powinni kierować ludzie, którzy pragnęliby pisać, pragnęliby zostać autorami?
[01:32:13] - Ja nie ośmielałbym się doradzać. W Stanach Zjednoczonych jest tak, że są kursy pisania literatury pięknej na uniwersytetach. Z tego prawie nic nie wychodzi do głosu. Potem oni piszą takie wiersze, opowiadania, jakby chcieli coś napisać, ale nie mają tematu. Można by zrobić potężną antologię takich właśnie opowiadań. Nie, to nie jest doradztwo, to trzeba się uczyć samemu próbować. A poza tym uczyć się od mistrzów, czytać dobrą literaturę, podglądać, patrzeć, jak ktoś to zrobił, a nawet zrzynać. Jak ktoś mówił do takiego początkującego literata: „Chłopcze, literatura to jest taki sad pełen jabłek, do którego ty się zakradłeś i możesz wybierać sobie, co ci się podoba”.
[01:33:14] - Leszek nawiązał bardzo pięknie do ostatnich, roku ubiegłego chyba, teorii na temat rozwoju ludzkiego mózgu w epoce kamienia łupanego. Otóż myśmy się rozwijali dzięki podglądactwu. Ktoś, kto umiał łupać te oto czaki, pięściaki nic nie robiąc, tylko łupiąc te kamienie, przekazywał. Młodzi podglądali co robią ci starsi mistrzowie. Od nich podglądały następne pokolenia. I tak się rozwijał mózg ludzki. Tak przekazywało się wiedzę. I to jest podstawowa rzecz: uczyć się od tych, przekazywać młodszym. Co tu więcej.
[01:34:04] - Nie ośmieliłbym się formułować takich rzeczy. Ja byłem czysto praktykiem. Całe życie pracowałem z książką jako bibliotekarz, wydawca, tłumacz, na końcu wreszcie autor. Natomiast rzeczywiście mówi się dzisiaj i pisze o tak zwanych lustrzanych neuronach, czyli o takich elementach mózgu, które naśladują to, co widzą. Mówimy często, że małpa małpuje, naśladuje, udaje to, co widzi. Człowiek ma to samo. Właściwie powiedziałem o lustrzanych neuronach. O tym dzisiaj nauka mówi, że jest to właściwość mózgu ludzkiego, ale nie tylko ludzkiego, bo małpy to mają bardzo silnie rozwinięte. Dlatego mówimy, że ktoś małpuje kogoś. I tak to jest.
Każdy z nas ma takie doświadczenie, że w kościele ktoś zakaszle i zaraz druga osoba się odzywa, trzecia. Albo w autobusie czy tramwaju niech się dziecko gdzieś rozkrzyczy i zaraz się odzywa drugie, trzecie. Taki silny instynkt naśladowczy i w ten sposób się uczymy też.
[01:35:20] - Wiesz, jeżeli ja wpadnę dzisiaj na jakiś pomysł, to w ciągu najbliższego pół roku, ale dobry, to na pewno ktoś napisze takie samo, podobne opowiadanie na podobny temat i tak dalej, bo to również jest taki ciąg.
[01:35:33] - Tego dotyczy teoria Sheldrake'a, która mówi, że odkrycia chodzą stadami i myśli chodzą stadami. On twierdzi, że to działa w skali ziemskiej. Jest takie pole. I bardzo możliwe. Ja mam skłonność, żeby się przychylać do tego, że może tak właśnie jest. Dlatego rekordem jest jakiś wynalazek, który w ciągu jednego roku sześciu ludzi wynalazło jednocześnie. Ale dwa, trzy to jest częstnie.
[01:36:20] - Panie Lechu, pan w pewnym momencie powiedział o tym, że sporo pan tłumaczył. Ja tylko wszystkich zainteresowanych odsyłam do internetu. Dzięki panu Lechowi naprawdę znane pojawiły się na polskim rynku wydawniczym dzieła, o których trudno zapomnieć. Vonnegut chociażby.
[01:36:44] - Tak, to było wówczas odkrycie światowe.
[01:36:48] - Tak, ale chciałbym zapytać o to.
[01:36:50] - Wiedź ja pamiętam, jak po Bydgoszczy biegali wszyscy w miarę intelektualnie rozwinięci ludzie i mówili: „śniadanie mistrzów, śniadanie mistrzów, śniadanie mistrzów”. Po prostu wszyscy to czytali.
[01:37:05] - No tak, ale właśnie chciałbym o to zapytać, bo bycie tłumaczem to też jest po części bycie pisarzem.
[01:37:14] - Trzeba. Oczywiście ma się taki tekst przewodni, ma się tekst przewodni, ale czasami przecież bywa tak, że tłumaczenie jest lepsze od oryginału.
[01:37:25] - Czyżby? Więcej zawdzięcza oryginałowi, bo tam jest pomysł i jego opracowanie, a sam wyraz słowny może być rzeczywiście czasami lepszy. Ja nie pamiętam, żebym kogoś poprawiał. Może takie drugorzędne rzeczy, jak powieść o tym, co by było, gdyby Niemcy wygrały wojnę i była historia angielska. To było zabawne i było napisane taką-- angielszczyzna się bardzo zastarzała. Angielszczyznę drugorzędną z czasów bezpośrednio powojennych czy wojennych bardzo trudno jest tłumaczyć. Natomiast amerykański to był język potoczny i nie było takiego kłopotu, prawda? Paragraf potem Heller.
[01:38:25] - Paragraf 22. Powiedzmy o tym od razu.
[01:38:31] - Tak, rzeczywiście. Wtedy znowuż nie miałem konkurencji, ponieważ miałem w Stanach przyjaciela zamożnego i studenta literatury angielskiej, który przysyłał mi najciekawsze wówczas książki. Także jemu zawdzięczam znajomość „Homera” czy właśnie „Paragrafu 22”. I nikt w Polsce wówczas o tych książkach nie wiedział. Byliśmy spóźnieni jako tłumacze, jako ludzie poznający tę literaturę o dwadzieścia lat przynajmniej. A ja miałem ten przeskok dwudziestoletni do przodu, na bieżąco ją poznawałem.
[01:39:13] - Panie Lechu, a jak pan patrzy na współczesny świat? Nie tylko literacki. W ogóle. Właśnie z perspektywy swojego doświadczenia. To właśnie dlatego panu zadaję to pytanie.
[01:39:26] - Niedawno napisałem taki mały kawałek, parę uwag o końcu świata i jako motto daję słowa świętej Łucji, która mówi, że współczesny świat bardziej zasługuje na zniszczenie niż świat sprzed arki Noego i świat Sodomy i Gomory.
[01:39:50] - To jest może straszne, ale do mnie też to przemawia. Też mam takie-- no, jest to właściwie na krawędzi wszystkiego powiedzenia, ale coś w tym niestety jest. My jak oszalali pędzimy gdzieś, właściwie jak te lemingi, które skaczą.
[01:40:18] - Człowiek w ogóle jest tak skonstruowany, Pan Bóg go w taki sposób stworzył, że człowiek podróżuje przez czas, siedząc tyłem do kierunku jazdy. Nie widzi tego, co się wydarzy za godzinę, za dwa dni, za tydzień. Natomiast może oglądać to, co się już wydarzyło. I to jest taka ciekawa konstrukcja właśnie świata specjalnie dla nas stworzonego. I też się to sprzyja doświadczeniu, które jest potrzebne, żeby wyprodukować z tego tłumu ludzi parę procent aniołów.
[01:40:58] - À propos produkcji tych ludzi, to ja uświadomię naszym słuchaczom jedną taką rzecz. Wyobraźcie sobie, bo wy sobie wyobrażacie, jesteście młodzi, mieliście cztery siedem w internecie, mają na bieżąco dostęp do wszelkiej informacji z tego świata, dajmy na to, również do-- możecie zobaczyć-
[01:41:21] - Również do wszystkich kłamstw.
[01:41:22] - Tak. I do wszystkich prawd i do wszystkich kłamstw. I możecie również zobaczyć, co pan Leszek Jańczuk w życiu dokonał. Natomiast ja wam opowiem, jak to praktycznie wyglądało w skrócie. Jako jego przyjaciel taki wieloletni oglądałem wiele razy, jak on pracował nad tym swoim ogromnym dorobkiem, który wykonał. Zwykle robił to w kuchni. Zakładał nogę na nogę, kładł na nodze zeszyt, zwykły zeszyt, obok na stole kładł książkę, brał długopis czy ołówek w rękę i tłumaczył po prostu. Bez żadnego komputera, nawet bez maszyny do pisania. Po prostu w zeszycie, ręcznie to robił.
[01:42:04] - Trochę zalałeś, bo nogi do tego nie mieszałem. Siedziałem na tapczanie, przed sobą miałem stół i pracowałem, dopóki się nie zwaliłem, nie zasnąłem.
[01:42:16] - Tak.
[01:42:17] - Dziękujemy.
[01:42:18] - Dziękujemy bardzo.
[01:42:19] - Ja dziękuję i do widzenia państwu.
[01:42:21] - Dziękujemy. Do usłyszenia. Do usłyszenia. I zapraszamy. Zapraszamy naszego kolejnego gościa. To dla naszych słuchaczy jest niespodzianka. Kolejna niespodzianka dzisiaj, bo całkiem niedawno rozmawialiśmy o książce Marka Kuperata, której tytułu zawsze, jak mam powiedzieć ten tytuł, to zawsze się wstrzymuję, bo zawsze wiem, że błąd popełnię. Zatem oddam głos autorowi. Jaki ta książka nosi tytuł?
[01:42:57] - Dziękuję bardzo. Dzień dobry, chciałem się przywitać najpierw, mówić do państwa. Książka ma tytuł „Patron Aurelio”.
[01:43:08] - Ileż razy się zaciąłem w czasie audycji. „Ołowienisty orzeł”. Właśnie to pamiętałem. Gorzej było powiedzieć-
[01:43:14] - Zwyczajem.
[01:43:15] - Gorzej było-
[01:43:15] - Zwyczajem, w tym „Wiele księżyc dolina”.
[01:43:19] - Tak. To jest właśnie nasza niespodzianka, ponieważ całą audycję poświęciliśmy książce, a teraz mamy autora tej książki, nie tylko zresztą tej książki, u siebie w studio. Zaimprowizowanym, bo zaimprowizowanym, ale jednak jest. No to cóż, dlaczego Marek Huberath tak mało pisze? To jest jedno z prawdziwych pytań, które dostaliśmy mailem.
[01:43:48] - Ja oczywiście nie wiem dlaczego. Może dlatego, że próbuję połączyć dwie kariery. To znaczy nie tylko piszę, ale mam swoją profesję. Zajmuję się nauką. Jestem fizykiem energetycznym.
[01:44:01] - Czyli wszyscy ci, którzy do nas pisali w sprawie, żeby coś zrobić, żeby Marek Huberath pisał więcej, to się raczej nie udało. Tak to padło.
[01:44:12] - Jest to bardzo możliwe. Trzeba zrobić naprawdę złą ustawę o nauce i szkolnictwie wyższym, która rozwali polską naukę.
[01:44:20] - I wtedy będziemy mieli pisarza do swojej dyspozycji.
[01:44:23] - No jeszcze.
[01:44:25] - I całą resztę kadry naukowej, tak bezrobotnej .
[01:44:28] - Ale jest jeszcze jedna szansa. Jeszcze jakbyśmy ci dali emeryturę szybko w nerę, to wtedy byś miał czas. Wiesz co? Nie chcę iść na emeryturę. Oczywiście, że jak będzie emerytura, to mnie przemocą wyślą. Chyba profesorowie są jedynymi, którzy muszą iść na emeryturę w wieku 70 lat. Natomiast szczerze ci powiem, że to byłaby dezercja, bo ja w tym momencie mam piątkę doktorantów, to znaczy ludzi, którzy pracują pod moim kierunkiem. I ja się czuję odpowiedzialny. Czy mnie wolno jest pisać, jeżeli zależą ode mnie kariery życiowe niektórych osób? Tak, to już jest.
Ale dobrze, to ja jednak Urkę wypromowałem już. Oczywiście piątka mi wychodzi, ale to jest kleszczowy ból.
[01:45:14] - A rozumiem. Czyli jeszcze potrwa trochę?
[01:45:17] - To znaczy nie, bo ta dziewczyna już jest na dwutrzec miesięc, więc myślę, że będzie.
[01:45:21] - Nie, no to błyskawicznie, to będzie szybko. Ale znowu słuchacze nie patrzyliby, gdybym tego pytania nie zadał.
[01:45:30] - To idzie na żywca?
[01:45:31] - Tak. Do ściany ich zostanie pięć sekund.
[01:45:33] - Nie, nie, nie. To idzie na żywca, bo to niestety albo stety, ale wszystko zostaje. Czy Marek Huberath coś pisze w tej chwili fantastycznonaukowego albo fantastycznego, albo w ogóle coś pisze? Beletrystyka.
[01:45:50] - Skończyłem etap roboty. To znaczy skończyłem dokumentację, którą tam napisałem. Zobaczymy, jak to pójdzie. I właściwie odblokowałem się po 20 latach milczenia. Natomiast słuchaliście mojej relacji dzisiaj z wyprawy na Antarktydę. Tam siedziałem i pracowałem nad drugą podobizną Balamasta. Chciałbym, jeśli będzie ktoś chciał wydać, wydać ją w wersji 280 stronicowej. Do tej pory była 135 stron.
[01:46:17] - Rozumiem, bo mamy autora, który nie pisze szybko. To takie teraz modne, żeby powieść ukończyć w dwa miesiące, trzy miesiące. Już kiedy mówiliśmy o „Ognistym Orle", to podkreślaliśmy, że pisanie tej powieści było rozłożone na wiele, wiele lat. Naście, o ile dobrze pamiętam. Naście? Tak, naście. Od 90. latach była zaczęta.
[01:46:43] - To jednak jeżeli chcesz pisać coś, co warto czytać, co ktoś jakoś może pragnął czy ktoś chciał przeczytać, sam musisz mieć dystans do tego. Takie pisanie pod ścianą to troszkę jakoś jest dalekie, wiesz? Właśnie chętnie do tego nawiązujemy, ponieważ tak jak już to dzisiaj mówiliśmy przynajmniej raz, prowadzimy też co drugi tydzień, zamiennie z tą audycją, audycję poradniczą. Nazywa się groźnie, bo ABW: Antologia Bibliotekarium Warsztaty i tam niektórzy autorzy, którzy do nas przysyłają opowiadania, które są później czytane na antenie, zdają się wyznawać taką zasadę: „Piszmy jak najwięcej w jak najkrótszym czasie". I to pytanie skąd się wzięło, że może nie zawsze należy się taką filozofią pisania kierować?
[01:47:34] - Wiesz, trudno mi oceniać. Mogę ci powiedzieć tylko za siebie. To znaczy staram się pisać tak, jak bym chciał, żeby moje książki były zraniane jeszcze 50 lat po mojej śmierci.
[01:47:46] - Ale ja bym zauważył, Marku, że masz taką ułatwioną trochę pracę, bo jak dzisiaj zamieniłem dwa pierwsze zdania z twoją żoną, natychmiast zrozumiałem, że z pełnym uśmiechem zaakceptowała ten fakt, że oczywiście z pisania zejść nie można. Nie wiem, jak długo pracował nad małżonką, żeby to zrozumiała, ale chyba to zrozumiała bardzo dobrze.
[01:48:13] - Ja późno zacząłem pisać. Ja już miałem swój zawód. Wystarczyło nie rezygnować.
[01:48:22] - No tak, ale dlaczego w ogóle zacząłeś pisać? Jak to się stało? Ktoś cię zachęcił? W ogóle był jakiś motyw taki?
[01:48:31] - Nie, to nic odkrywczego. To znaczy wiesz co, ja po prostu dowiedziałem się, że jest drugi konkurs miesięcznika „Fantastyka". Nie miałem pustej szuflady. To znaczy po prostu kiedyś pisałem o tym wielokrotnie, ale powtórzę, skoro pytasz, bo idzie tak żywa mowa na antenie. Po prostu kiedyś obejrzałem fotoreportaż o zakładzie z bardzo upośledzonymi ludźmi gdzieś na Węgrzech w miesięczniku „Polska" i to jakoś zrobiło na mnie wrażenie. Potem tkwiło to we mnie i napisałem krótkie opowiadanie. Finał był zadziwiający, bo ja myślałem, że to były czasy komuny i przypuszczałem, że takie rzeczy są kompletnie ustawione i że nikt na to nie zwróci uwagi. Gdzieś to przepadnie. No wysłałem coś. Cześć.
Prawda? Nie traktowałem tego poważnie. Też fantastyka była podejrzana, bo to było jedno z czasopism, które się ukazały w czasie bojkotu, prawda?
[01:49:33] - Tak.
[01:49:33] - I człowiek nie był pewny, czy można ich czytać. Okazało się, że oczywiście są fajni, że można ich czytać. To są uczciwi ludzie, którzy skorzystali z okazji i przedarli się.
[01:49:42] - To była sytuacja takiej miejscowości fantasy, która dla władzy nie była żadnym drogiem ani... raczej partnerem.
[01:49:50] - Ale każdy człowiek patrzył na to przez rząd z ostrożnością. Kiedyś wróciłem z pracy do domu i otworzył mnie redaktor, który przyszedł i mi powiedział: „No to zapraszam”.
[01:50:07] - Właśnie. Da się to jakoś słowami opisać? To uczucie euforii, kiedy przychodzi taka wiadomość?
[01:50:14] - Można przeczytać.
[01:50:16] - Ale po tym zadziwieniu, jak to już przyjął do wiadomości.
[01:50:19] - Nie chcę rozmawiać w kategoriach emocji, bo raczej spełniło się nieoczekiwane. Wiesz, ja nie znałem Maćka, nie znałem Lecha. Nie wiedziałem, że to są profesjonalni faceci, którzy są świetni, że zupełnie zwyczajnie tworzą masę polskich fantasy. „Dwie wieże mistrzów”. Lem wtedy już powoli odchodził, pisał swoje ostatnie rzeczy coraz mniej jakoś zaszły, szczerze mówiąc.
[01:50:43] - Jesteś drugim autorem dzisiaj, który o tym mówi. Dokładnie prawie tymi samymi słowami.
[01:50:48] - No to wytnijcie to. To się będą powtórzenia.
[01:50:53] - Nie, wręcz przeciwnie. To raczej potwierdzenie wartości diagnozy.
[01:50:58] - „Nowa Trona” w radio jest dedykowana Lemowi. „Mistrzowie”. Wiesz dlaczego? Z jakiego powodu dedykowałem?
[01:51:08] - Nie.
[01:51:09] - Bo wydało mi się, że on zignorował kompletnie jedną z możliwości kontaktu. To coś tak jak na tym obrazie Breughela. Ikar, którego nikt nie zauważa. Coś orzą, sieją, a on spada. Ten też nie zauważył kontaktu.
[01:51:25] - Ja się od razu uderzę w pierś. Oczywiście, że znałem odpowiedź na to pytanie, bo o tym mówiliśmy. Ale chciałem sprowokować.
[01:51:32] - Ale to nie była ustawka.
[01:51:33] - To nie była ustawka. To była moja wina. Tylko moja wina. Ale chciałem zapytać. Znaczy chciałem sobie nagrać, żeby już autor, nasz gość, przynajmniej mnie znielubił kompletnie. To zadam takie pytanie, którego autorzy nie znoszą. Od razu to mówię. Skąd autorowi przychodzą pomysły takie jak chociażby w tym „Płomienistym oku”? Jak to się dzieje, że w pewnym momencie taka idea się pojawia? Takiej planety, takiej odciętej społeczności.
[01:52:02] - Myślałem, że to nie jest „Płomień”. Skąd autor bierze pomysły? Bo mam gotową odpowiedź, którą każdy z kolegów zadaje z głowy, to znaczy zniszcza.
[01:52:09] - No tak. A teraz przejdź.
[01:52:11] - I właściwie nic nie dodał.
[01:52:13] - Jasne, ale jakbym mógł poprosić o przywołanie takiego czasu, kiedy się taka idea właśnie takiej odciętej społeczności pojawia, bo to jest pewien problem. To nie jest-
[01:52:25] - Moja zawsze była odciętej społeczności. Moja odcięta społeczność była domyślana do tego, do zamierzenia innego.
[01:52:32] - To od czego się zaczęło?
[01:52:33] - Od chyba snu Huberatowej, której się coś przyśniło, czego ona teraz nie pamięta już. Ja za bardzo tego snu też nie pamiętam. Natomiast wydaje mi się, że to było takim kośćcem. To znaczy od tego się zaczęło budowanie całej opowieści.
[01:52:49] - Czyli sen wbrew pozorom-
[01:52:50] - Znaczy te narodziny z martwych ludzi. Tak.
[01:52:54] - Tak. To jest właśnie to, że ja pamiętam, kiedy czytałem właściwie „Płomień” przeczytałem, bo ja pierwszy raz tę powieść odsłuchałem tak naprawdę jako audiobooka. Ciekawie, jak ten język się słucha, jeżeli ktoś to pierwszy raz słucha. Bo ja próbowałem zapowiedzieć czytelnikowi, że w kosmosie nie tylko będzie język angielski w różnych odcieniach z różnych stron, ale też będą Latynosi, wyjdą Słowianie i spróbowałem wygenerować języki na bazie słowiańskich. Chociaż tam jest śmieciarnia języków. W trakcie trwania powieści przylatują różni i oni przynoszą różne słowa, więc tam nie ma jednorodności. W opowiadaniach jest jednorodność z tego świata i następnych stąd. Natomiast w samej powieści nie ma tej jednorodności. Ale myśl właśnie była taka, jak będę mogła wywołać język. Ja powiem, kiedy czytałem to na początku miałem takie wrażenie, kiedy słuchałem.
Zabrzmi to?
[01:53:56] - Tak.
[01:53:57] - Zwłaszcza na początku, ale później ja już mówiłem to w poprzedniej audycji, więc teraz mogę spokojnie to powtórzyć. Nikt mi nie zarzuci, że tutaj kadzę. Wręcz przeciwnie. Ale ja się absolutnie wciągnąłem w tę powieść tak, że po prostu błyskawicznie ją odsłuchałem po pierwszy raz. I to mnie skłoniło, żeby ją przeczytać w dodatku. Ja po prostu wsiąkłem w ten świat absolutnie. Mnie on pociągnął. On mi się wydawał dziwny oczywiście. Sama ta idea właśnie narodzin tych specyficznych. Nie chciałbym, nie opowiadamy książek nigdy na antenie, więc w szczegóły nie będę wchodził.
Natomiast tych specyficznych narodzin, które tam mają miejsce. Na początku się zastanawiałem, czy to był, ale później to porzuciłem. To w ogóle nie miało żadnego znaczenia w światło. Po prostu oczarował. I to jest, myślę, chyba ta największa umiejętność każdego pisarza, żeby tak pociągnąć za sobą czytelnika. Ja się dałem.
[01:54:55] - Dobrze się to nagrywa? To będą słyszeć wszyscy?
[01:54:58] - Będą.
[01:54:59] - To kontynuuj.
[01:55:02] - Nie tylko, że będą słyszeć, tylko słyszą. Po prostu.
[01:55:06] - Tak jest.
[01:55:08] - Ja miałem też takie dziwne wrażenie, Marku, jak żeś wspomniał o tym twoim językoznawstwie słowiańskim. Ja z pełnym zachwytem zauważyłem, że używając serbskiego, chorwackiego czy jakiegokolwiek języka
[01:55:27] - Właściwie niczego tam nie trzeba dodawać i to jest w pełni zrozumiałe.
[01:55:31] - Wiem.
[01:55:32] - Tak, to jest w pełni zrozumiałe w każdej chwili. Dalej, później, kiedy przechodzisz nie do skowiańskich, kiedy czytasz gdzieś Panów czy również jest to wszystko zrozumiałe. Jest to wszystko oparte na łacinie, opiera się na naszym wspólnym rdzeniu pochodnych języka. Natomiast co do całości literackiej tych twoich opowieści, to ja muszę ci powiedzieć, że jestem absolutnie pełen zachwytu z jednego może powodu. Otóż jest wiele literatury, którą można czytać i się zachwycać, nie? Natomiast po większości literatury przepływa się jednak z pewnym poczuciem świadomości świata rzeczywistego, że mamy dzisiaj godzinę 8 wieczorem, jest noc, 18 grudnia albo którykolwiek inny.
[01:56:31] - Mnie by interesowało to, że jest 15 czerwca 2018.
[01:56:37] - No właśnie, zwykle mamy poczucie tego wszystkiego. Otóż w twoich książkach można utonąć, traci się kontakt w ogóle z jakąkolwiek realnością, bo wszystko staje tak wiarygodne w sztafażu, w tej obudowie tego, co ty gdzieś tam wygooglał w środku.
[01:57:01] - Jak to wygooglał? Z siebie po prostu.
[01:57:04] - Wiedzy nie ma w internecie, prawdziwej wiedzy w internecie nie ma. On nie czary nie się przecież.
[01:57:10] - Ja wiem.
[01:57:11] - To są śmieciwałka dla ludożerców.
[01:57:14] - Zgadza się.
[01:57:14] - Nic się więcej nie dowiesz tam na głos.
[01:57:17] - Moje ulubione słowo „wygooglanie” nie ma z Google nic wspólnego, ale z googlanie. To jest takie polskie słowo.
[01:57:25] - Szukanie w głowie.
[01:57:26] - Tak.
[01:57:28] - Trzeba coś mieć w głowie, żeby znaleźć.
[01:57:31] - Dokładnie, bo to jest ten problem, że przez jakiś czas wmawiano młodzieży, że po co się czegokolwiek uczyć, wszystko jest w internecie. Problem polega na tym, ja to już kiedyś mówiłem-
[01:57:44] - Że to przyczepa kulturowa, wiesz?
[01:57:46] - Tak, ale to problem jeszcze polega na tym, że żeby czegoś szukać w internecie, to trzeba wiedzieć, czego szukać. Trzeba wiedzieć, ale jeśli nawet by było, to trzeba by wiedzieć, czego szukać. Trzeba wiedzieć, czego się nie wie, żeby czegoś szukać w ogóle. Skoro ma się to takie ulotne przekonanie, że właściwie wszelka wiedza jest dostępna tuż obok, to wtedy właśnie pojawia się coś takiego, jak się w tej chwili pojawia.
[01:58:11] - A może nasza współczesna cywilizacja chce wychować młodzież przyszłych Sokratesów, żeby zadawać pytania?
[01:58:21] - Tak, z pewnością. Ja powiem tak, ja mam-
[01:58:24] - Zacznę odpowiadać po kolei. To znaczy Sokratesów to chyba nie chce wychować. Zaraz ci przybliżę. Dlatego, że w nauce i szkolnictwie wyższym jest presja na liczebność grup studenckich. Musi być przynajmniej sześć osób w grupie. A Sokrates przez całą swoją karierę miał tylko jednego dobrego studenta. On się nazywał Platon. Platon też przez całą swoją karierę miał jednego dobrego studenta. On się nazywał Arystoteles. Także nie, nie chce tego zrobić cywilizacja.
Raczej podejrzewam, że chce nas wychować na pracowitych niewolników, którzy zmarnują swój czas, który mu się niby daje do wykorzystania, kiedy on może zrobić karierę. Bo tak naprawdę społeczeństwo jest fajnie ułożone. Płacą młodym. To znaczy powiem tak, może nie płacą wprost, ale płacą za to, żeby młodzi się edukowali przez jakiś czas i wszystko robią, żeby oni zmarnowali swoją szansę. Dlatego że dobrych, dobrze płatnych prac i wartościowych pozycji jest niewiele. Natomiast my chyba jesteśmy w ogóle w trudnej sytuacji jako naród. Nas się przewidywało na pracowitych niewolników. Zbuntowali się w pewnym momencie i ten bunt trwa gdzieś tak od 1990 roku, prawda? Zobaczymy. Z przerwami przetwarza się w różne rzeczy.
Jak to się rozwinie? Nie wiem. Natomiast nie jest tak, jak mówisz. Nie ma tu nic sztywnego. Dobre miejsca są zarezerwowane. Wiem o tym oczywiście dla innych.
[01:59:58] - A ja powiem tak, ja mam po przeczytaniu książki, o której mówiliśmy, miałem tak naprawdę do autora jedną pretensję, że ta książka się skończyła. Ona jest gruba, obszerna książka, ale ona się w pewnym momencie jak każda kończy i chciało mi się pozostać w tym świecie. Naprawdę. Fakt, że później są jeszcze opowiadania, które można z tym światem jakoś powiązać. To prawda. Ale ja do tego stopnia-
[02:00:25] - To są wcześniejsze, bo w tamtym-
[02:00:28] - Ale ja do tego stopnia zwariowałem na punkcie tej książki, że ja pamiętam na przykład niektóre sceny, na jakiej autostradzie jechałem, jak słuchałem tej książki. Ja pamiętam, jak jechałem w nocy z Warszawy do Bydgoszczy. I tak dalej. To świadczy o tym, że gdzieś tam to zostało tak bardzo mocno i że ta książka jakoś mnie poruszyła. To była książka jedna z tych, co się pamięta.
[02:00:52] - Ty jechałeś i rozchichotwałeś się, ale ja pamiętam-
[02:00:54] - Że się nie rozbiłeś.
[02:00:56] - Ja ją czytałem w nocy i po prostu pamiętam ten straszny żal, bo ja ten żal przeżyłem kilka razy tylko w życiu. Przede wszystkim przeżyłem ten żal przy „Głosie Pana”, przy „Niezwyciężonym” Stanisława Lema i przy tych książkach też przeżyłem straszny żal, że się skończyły. Leżałem-
[02:01:20] - Usypanej, szarej, usypanej z popiołu, jakby odtwarzali z głosu tych z wału. Oczywiście. Ale byłem takim malutkim uberautem. Miałem jeszcze nie 12 lat czy z 11. Ja tylko jeszcze powiem jedno, że można powiedzieć, że my tutaj w tej chwili kadzimy autorowi, ale prawda jest taka, że myśmy tę książkę czytali. Została nam polecona przez Andrzeja Zdziacha. I tak mówimy sobie z Wiktorem: „No dobra, to przeczytamy tę książkę. Jak mamy zadaną lekturę, to ją przeczytamy”. Dostaliśmy zadaną lekturę i powiem, że bez entuzjazmu ruszałem. Jeszcze taka gruba książka.
Tak w życiu bywa, że jak się coś zaczyna bez entuzjazmu, to się bardzo często kończy z nadmiernym entuzjazmem.
[02:02:11] - W ogóle dobrze zilustrowana. Marta Blachura, która ją rysowała, miała dobry okres. Bardzo ładnie ją narysowała.
[02:02:18] - To prawda. Właśnie, w audycji, którą prowadziliśmy na temat książki, przytoczyliśmy wywiad, który jest dostępny w internecie we fragmentach, w którym właśnie była mowa o tym, że jesteś zwolennikiem tego, żeby książki ilustrować.
[02:02:38] - Tak.
[02:02:38] - To jakbyś zechciał powtórzyć jeszcze dlaczego.
[02:02:42] - W mojej ocenie, porównując z młodym puberatem, który zaczynał czytać, młody czytelnik nie ma wyobraźni. Ma ją po prostu szczątkową, jeszcze nie rozwiniętą. I dobrze narysowane ilustracje potrafią niektórych osób odpalić, wystartować z wizjami zupełnie zwyczajnie. Dlatego zostało mi to i lubię ilustrowane książki. Może sam miałem taką atroficzną wyobraźnię, jak powstawał „Zmierzch”. Natomiast Marta Blachura dobrze narysowała tę książkę. Jeżeli mam odkrywać tajemnice, to pewnie będę mówił, że ma być lewe światło i tak dalej. Ale są dwie rzeczy, które powinny być. To znaczy w zestawie ilustracji powinna być jedna goła baba i powinien być jeden piękny profil kobiecy. Blachura nie narysowała profilu kobiecego i jest goła baba, ale to wystarczyło, dlatego że inne rysunki były bardzo fajne, bardzo dobre.
To wygląda dynamicznie, żywo i dobrze. Gorzej opowiadania zilustrowania, wtedy gorsza okres. Niektóre są chybione niestety.
[02:03:51] - Ale się jednak pochwalę, bo po audycji, którą mieliśmy o książce z naszymi gośćmi, dostaliśmy trzy maile, w których ludzie mówili nam, że nie lubią grubych książek, ale po naszej audycji, jak już tak naopowiadaliśmy, naopowiadaliśmy, to po tę książkę sięgną. Jakąś dobrą energię przekazaliśmy.
[02:04:13] - Wojtek sprzedał książkę czy coś?
[02:04:15] - Nie wiem. My nie sprzedajemy . My tylko polecamy.
[02:04:20] - Synek już jest dawno sprzedany, rozliczony. Chociaż chyba Wojtek ma jeszcze.
[02:04:23] - Chyba ma. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to do Wojtka Syrenki.
[02:04:29] - Jeśli Wojtek nie ma, to dodrukuje książeczkę.
[02:04:33] - Nie, tak się nie uda, bo to wydawało Wydawnictwo Literackie. Tak że to Wojtek tak daleko-
[02:04:40] - To musiałby sam to-
[02:04:43] - Tak daleko ręce i dłonie Wojtka nie sięgają.
[02:04:46] - Muszę zacząć negocjować. Jeżeli wrócą, właśnie.
[02:04:51] - Dziękujemy bardzo za wizytę.
[02:04:53] - Dziękuję.
[02:04:54] - Chyba że jeszcze autor szanowny chciałby coś do ludu, do naszych szanownych słuchaczy powiedzieć, jakąś refleksję.
[02:05:03] - Nie da się usłyszeć, tylko się nie robi.
[02:05:05] - Nie, nie robimy. Szczególnie dzisiaj w tym zaimprowizowanym studiu. Normalnie tak, ale dzisiaj ten sprzęt jest tak troszeczkę połączony.
[02:05:13] - Wiesz co, nie będę wygłaszał jakiejś takiej przemowy. Jeżeli zadacie mi, jeśli jakieś jedno chociaż pytanie, to można w ten czas tak wykorzystać. To jest wartościowsze.
[02:05:22] - Okej.
[02:05:22] - Po prostu wiem z doświadczenia. Lepiej po prostu w interakcję wejść.
[02:05:27] - Dobrze. To ja w takim razie mam pytanie warsztatowe. Nawiążę do tej części drugiej naszej audycji, czyli do „Autopu”. Co jest pisarzowi potrzebne do pisania? Bo tu też mamy szereg mitów, które się pojawiają, z których nasi słuchacze nas atakują różnymi dziwnymi teoriami. Ja bym chciał, żeby prawdziwy pisarz powiedział, co jest potrzebne autorowi do pisania.
[02:05:55] - Przez długi czas mojej kariery wystarczała kartka papieru biała. Zaczynałem od lewego górnego rogu. Teraz piszę z reguły na klawiaturze, a to się bierze z tego, że ja się nauczyłem pisać dziesięcioma palcami i po prostu nie piszę z szybkością światła dwoma palcami, tylko piszę z szybkością swojej myśli. Nie muszę spowalniać myśli, jak piszę. Po prostu patrzę na ekran, na tekst, który powstaje i nie patrzę na klawiaturę. To jest bardzo wygodne i bardzo przyspieszyło mój sposób przekazywania myśli.
[02:06:28] - No właśnie. Statystyczna uwaga, proszę.
[02:06:33] - To może jeszcze jedno zdanie. To znaczy w Stanach i Kanadzie mają semestr na uczelni z zajęć z pisania dziesięcioma palcami. Cała populacja wykształcona tak pisze. Zawsze wyróżniają i zauważają informatyków z Europy Wschodniej, że walą z prędkością światła dwoma palcami w klawiaturę. Widać po nich to bardzo. Tak tracimy i to w diametralny sposób, dlatego że są programy, które pozwalają, tak jak ja się nauczyłem, nauczyć się pisać dziesięcioma palcami. Teraz w ogóle pisanie wychodzi przez te nowe różne aplikacje w tabletach czy jakieś takie różne rzeczy. Natomiast po prostu masz program, który ci wyświetla literki i wkładasz na pamięć, jak są klawisze. Po prostu w trzech rzędach i jeszcze wskazujące palce obsługują dodatkowe. Jak cofujesz, masz już jak masą pisać.
[02:07:26] - Masz uwolnioną myśl.
[02:07:28] - Ależ oczywiście. Super to, właśnie o to chodzi.
[02:07:32] - Proszę bardzo. Jak prosta rzecz czasami jest potrzebna do opanowania. Maszynopisu?
[02:07:38] - Tak.
[02:07:39] - Roboty maszynopisu.
[02:07:41] - Ja jeszcze jestem z tych czasów, kiedy się uczyłem dziesięcioma palcami pisać na maszynie.
[02:07:46] - To podziwiam. Ale to masz rozwalone stopy.
[02:07:49] - Na szczęście za długo to nie trwało. Nie zdążyłem sobie ich rozwalić. Przeszedłem na klawiaturę komputerową. Trochę się znaki tam zmieniły. Niektóre.
[02:07:59] - „Z” zmieniło się w „ż”. Oczywiście z niemieckiej przeszedłeś na angielską.
[02:08:03] - Tak. Ale w sumie dosyć szybko się dostosowałem.
[02:08:08] - Super, że nie zniszczyłeś sobie stopy. Cóż, dziękujemy bardzo za wizytę.
[02:08:12] - Ja bardzo dziękuję.
[02:08:13] - Naprawdę było nam miło gościć. Szczególnie po, ile? Nie wiem. Dwa tygodnie minęły chyba od audycji, którą prowadziliśmy.
[02:08:20] - Tak, ale wtedy odkryliśmy książkę. W tej chwili dopiero odkryliśmy autora i zobaczyliśmy, że-
[02:08:26] - Co za rozczarowanie.
[02:08:29] - Nawet po takich reakcjach. Widzisz, ty masz bardzo młody umysł, więc ja jako starszy człowiek mam do ciebie właściwie żądanie takie, jakie orbicowcy, Łukasz, wygłosili: „Pisz, Hubera, pisz, bo to jest twój psi obowiązek”.
[02:08:46] - Pogadać z moimi dokumentami też.
[02:08:48] - Wiem, to jest-
[02:08:49] - Kariery życiowe zapraszamy.
[02:08:52] - Zgadzam się.
[02:08:52] - Dziękuję bardzo.
[02:08:53] - Jeszcze raz dziękuję.
[02:08:54] - My też dziękujemy państwu, że dotrwaliście do końca audycji. Audycja nie do końca się kończy, tak brzydko to ujmijmy. Zapraszamy jeszcze jednego gościa. Dziękujemy dotychczasowym gościom i zapraszamy kolejnego gościa. Gość u nas już bywały, bo gościmy dzisiaj Tadeusza Myszko.
[02:09:17] - Witam gorąco.
[02:09:19] - Tak. Gość, który pojawił się w Bibliotekarium, ile to miesięcy? Marzec. Marzec. Nie, kwiecień.
[02:09:26] - Ja nie liczę czasu.
[02:09:27] - To widać, że ja też nie liczę czasów, bo to był początek maja. Niemniej jednak, czy coś się zmieniło od tamtego czasu w twoich pisarskich planach, w twoich zapadywaniach i tak dalej?
[02:09:44] - W planach nic. W zapadywaniach nic. W rzeczywistości tyle się zmieniło, że książka została wydana i jest dostępna.
[02:09:54] - Jest dostępna.
[02:09:56] - I nie wiem, jak się sprzedaje. Mam nadzieję, że dobrze się sprzedaje.
[02:09:59] - Też mamy taką nadzieję. Przypomnę, ta książka to „Śmieciowi ludzie”. Wydawcą jest również nasz wydawca, czyli Bibliotekarium. Ale powiem tak, chciałbym, żebyś powiedział. My dzisiaj przepytujemy autorów nie tyle o ich książki, co o różne takie warsztatowe problemy związane z pisaniem. I ja wiem, że te problemy czy te rady, których nam dzisiaj udzielają różni autorzy, to nie są rady uniwersalne i my to zawsze podkreślamy z Wiktorem, że nie ma rad uniwersalnych w tym fachu. Jednemu pasuje to, drugiemu pasuje tamto. My sobie z tego oczywiście zdajemy sprawę, ale jakbyś kilkoma radami dla młodych pisarzy rzucił, to nie byłoby źle. Ja ci zaraz pomogę.
[02:10:52] - No właśnie, bo to jest właśnie pytanie.
[02:10:54] - Ja wiem. Tadeusz się trochę spanikował, ale już mówię.
[02:10:58] - Dokładnie. To będzie widać na YouTubie.
[02:11:01] - To będzie widać na YouTubie, jeśli wkleimy to nagranie. Okej, ale dobrze. To ja zapytam. Siadasz przed, kiedyś kartką papieru, dzisiaj klawiaturą.
[02:11:13] - Nie.
[02:11:13] - Nie. Tu zaczynamy. To jak się zaczyna pisać?
[02:11:17] - Do dzisiaj siadam przed kartką papieru. Leży jak wyrzut taka pusta kartka i po pół godzinie zapiszę sobie jakieś tam zdanie, że facet zakochuje się w kobiecie. Później przez następną godzinę nic się nie dzieje na kartce, bo w głowie zaczynam się zastanawiać. No dobrze, ale jaki facet? Jaka kobieta? W jaki sposób się zakochują? Więc to jest taka gonitwa myśli i zastanawianie się. Po następnej godzinie zapisuję zdanie, że on jest piękny i młody. I później znowu kartka jest pusta przez następną godzinę. Dalej myślę.
Nie przedłużając, pod koniec patrzę, chciałbym przeklnąć, ale tak bardziej-
[02:12:10] - Bez przeklinania.
[02:12:11] - Bez przeklinania. O kurczę, to właściwie to, co napisałeś, to jest bez sensu. Trzeba to zacząć od nowa. Kładę się spać, sobie śpię i w śnie mi na przykład przychodzi coś do głowy.
[02:12:24] - Ale że ci pisarze marnują czas rano, bo siedzi kilka godzin, chodzi kilka godzin i kilka zdań napisze.
[02:12:31] - Dokładnie. Sześć albo osiem godzin siedzę przed tą kartką i nic. I ten sen mi przychodzi i wstaję, kurczę, taki o czwartej, trzeciej rano wstaję i mówię: „Kurde, muszę to zapisać”. Potem stwierdzam: „Nie, to jest bez sensu”. Więc znowu się kładę spać, dosypiam do ósmej rano następnego dnia, wstaję, pracuję zawodowo i o 15:00, 16:00 albo 17:00 znowu wstaję, siadam przed tą kartką pustą albo już pokreśloną i znowu się zastanawiam. Kurde, no dobra, facet zakochuje się w dziewczynie i co dalej? I wiesz, i tak to potrafi-
[02:13:10] - I tak mija dzień za dniem.
[02:13:11] - Tak, dokładnie.
[02:13:12] - Miesiąc za miesiącem.
[02:13:13] - Ale wiesz, są takie chwile, że nagle widzisz tą sytuację i okazuje się, że w ciągu 15 minut potrafisz napisać trzy, cztery strony.
[02:13:24] - I to jest ważna informacja, żeby już nasi słuchacze nie podupadli na duchu. To właśnie tak się powinno kończyć. Tak się powinno kończyć pisanie, takie wstępne pisanie.
[02:13:38] - Nie, bo musisz jednak, zanim zaczniesz pisać To musisz jednak mieć to jakoś ułożone w głowie, wiedzieć, do czego zmierzasz. Więc nie ma czegoś takiego, jak ty powiedziałeś, że siadam przed klawiaturą albo siadam przed czystą kartką papieru i mówię sobie: „Napiszę powieść”. Znowu się musiałbym przekląć, ale to powiem mniej dosłownie. To jest nic niewarte. Nie, najpierw musisz sobie w głowie wymyśleć, że chcesz powiedzieć o takiej dziewczynie, o takim chłopaku, którzy się w takiej sytuacji-- i mam na myśli taką konkretną osobowość czy sytuację. Dopiero kiedy ty wiesz co dokładnie, to wiesz, co napisać i jak to napisać. „Jak” to jest może jeszcze inna sprawa, bo możesz to ująć w formie komedii, romansu albo Wiktor podpowieś mi czego.
[02:14:35] - Szejnfeld.
[02:14:36] - Szejnfeld , tak. Więc oprócz tego, że chcesz to powiedzieć, to musisz wybrać jeszcze formułę, w jakiej chcesz to powiedzieć, którą uznajesz za najbardziej trafną, żeby przekazać te twoje myśli.
[02:14:53] - To będzie dobry punkt wyjścia, żeby pokazać, jak mogą daleko sięgać różnice, bo mówiliśmy na początku, że nie każda recepta jest dobra dla każdego. Z tego, co pamiętam, to Wiktor postępuje bardzo podobnie. Też najpierw wyłaści wszystko w swojej głowie i w pewnym momencie, jak już jest ta masa krytyczna przekroczona, to dopiero cokolwiek zaczyna pisywać. Czy się mylę?
[02:15:14] - To znaczy może i tak, może nie. Ale wiesz, to co tutaj Tadeusz mówi, to bardzo mi przypomina moją teorię, taką główną, powstawania w ogóle jakichkolwiek dzieł. Otóż dzieła powstają przez przemyślenie oraz przez olśnienie. Przemyślenie można w jakiś sposób opisać. Można to udokumentować, co myślałem. Połączyłem to z tym, to z tym i tak dalej. No i wyszła mi pewna konstrukcja. Natomiast olśnienia mówię naprawdę nie można w żaden sposób opisać.
[02:15:51] - Pogadamy.
[02:15:52] - Co to jest? Spadło z nieba. Stanąłem nagle przed drzwiami, zobaczyłem rubla i już wszystko wiem o mojej powieści, nie?
[02:16:01] - Marek, przepraszam, Wiktor, ja mogę ci powiedzieć po części, czym jest olśnienie. Olśnienie to jest właśnie pewna chwila, kiedy twoje doświadczenia układają się w jakiś wzór. I to może się wydarzyć w czasie snu albo w czasie jakichś tam nudów, złości i tak dalej.
[02:16:21] - Ale warto powiedzieć, że to olśnienie to jest jakby utwór w pigułce. W momencie olśnienia nagle dostajesz zręby tego swojego przyszłego dzieła, obojętnie czy ono będzie miało czterysta stron, czy dziesięć stron. Nagle o nim wiesz bardzo dużo. Nie mówię wszystko.
[02:16:39] - Jest taka scena kluczowa, wokół której później zaczynasz budować narrację całej książki.
[02:16:46] - Ale powiedziałem o różnicach, to chciałbym też powiedzieć, że ja na przykład, w końcu przykład mi najbliższy, nie potrafię tak jak tutaj obecni dwaj panowie, czyli na przykład Wiktor, czyli na przykład Tadeusz, przekidłaścić sobie tego w głowie. W głowie to mi się takie krótkie rzeczy, rzeczy jakieś drobne pojawiają, techniczne. Natomiast-
[02:17:10] - Przecież to nie jest tak. Przecież my też nie nosimy tego w głowie. Marek, ale to jest tak samo.
[02:17:17] - Ale ja muszę usiąść przed kartką i ja zapisuję swoje myśli.
[02:17:21] - Dobrze, w porządku. My też zapisujemy. Przynajmniej ja zapisuję i później patrzę przez właśnie trzy, cztery dni na to. Nie wiem, o co, kurczę, mi chodzi, a w końcu rozumiem, o co mi chodzi. Tak jak odczytanie kart w lipie. Ty trochę inaczej.
[02:17:35] - Nie do końca, bo on mówił, że on zapisuje swoje myśli. Ja zapisuję swoją bezmyślność.
[02:17:41] - No to przepraszam, przyznaję się, tak. Piszę pierwsze bezmyślnie.
[02:17:46] - Wiesz, o co chodzi. W pewnym momencie nawet czy to są myśli, czy to jest bezmyślenie, nagle stwierdzasz, że widzisz: „Kurczę, to właśnie o to mi chodziło. To jest to”.
[02:17:57] - To jest to. Tylko że jak ktoś by wziął do ręki tę kartkę, w której ja zapisuję swoje bezmyślenie albo myślenie, to by uciekł. Uciekł albo przynajmniej skierował mnie do jakiegoś zakładu zamkniętego, bo tam się pojawiają rzeczy tak zaprzeczne, przedziwne i głupawe, że się czasami sam-
[02:18:15] - Dlatego ja powiedziałem o tym, że napiszę na kartce, że facet zakochał się w dziewczynie. Pamiętam, nie wiem, kto tego po raz pierwszy użył, ale jest taka anegdota o pisarzach. Mam takie dwie albo trzy ulubione anegdoty o pisarzach. Zracę Wam tą pierwszą. Właśnie facet się żali, taki pisarz, że mówi: „No kurczę, mam takie wspaniałe pomysły, ale w czasie snu. A jak się budzę, to nic nie pamiętam”. No i psychiatra mu mówi: „To niech pan weźmie kartkę papieru i tam ołówek czy długopis i jak się przebudzi się z tego snu, to zapisze to”. On mówi: „No dobra, spróbuję”. No i facet, ten pisarz potencjalny, znowu przeżywa sen. „Kurde, ale wspaniała historia.
I znowu nie zapamiętam”. Ale sobie przypomina. „Aha, ale przecież mam kartkę i długopis. Zapiszę”. Zapisał i na rysunku spał. Budzi się rano. „Ojejku, miałem taki wspaniały sen. Ale przecież miałem kartkę i długopis. Zapisałem”. I patrzy na tą kartkę, a tam jest zapisane: „Chłopak zakochuje się w dziewczynie”.
[02:19:25] - O tak, bo to jest właśnie to, o czym kiedyś dyskutowałem na jednym ze spotkań, nazwijmy go autorskim, kiedy próbowali mi młodzi ludzie powiedzieć, że na przykład należałoby pisać w stanie upojenia alkoholowego albo pod wpływem jakichś narkotyków. Ja troszeczkę bezradnie próbowałem wytłumaczyć, że narkotyków nigdy nie próbowałem. Natomiast w stanie nawet lekkiego rauszu pisze się źle, a w stanie większego rauszu pisze się po prostu beznadziejnie. Bo to, co nam się wydaje takie wspaniałe, takie nośne, takie świetnie sformułowane, jak się czyta następnego dnia, to w zależności od tego, co ma kto słabe, to go przynajmniej zęby bolą. Mogą też inne partie ciała zaboleć, bo to niestety nie jest tak, że jeśli coś nam się wydaje w chwili euforii takie wspaniałe, takie cudowne, ono takie samo będzie po tym, kiedy już wrócimy do stanu swojej świadomości. Na ogół się to nie potwierdza.
[02:20:36] - Jak was tutaj słuchałem, na chwilę się oderwałem, że tak powiem, od zaświatów i-
[02:20:42] - Ja tylko zdradzę, że przy okazji pomiętoliłem papierosa, bo już ten czas na to chodzi.
[02:20:47] - Ale wyrwałem się z zaświatów i wyobraziłem sobie sytuację, jaką racjonalnie czytelnikowi jakiemukolwiek albo potencjalnemu pisarzowi wytłumaczyć proces powstawania powieści w najprostszy sposób i chyba wymyśliłem coś takiego. Należy po pierwsze, jeżeli się chce coś pisać, to mieć świadomość tego, czym się dysponuje, po prostu, czym się rozporządza. I w zamyśle na przykład ja to sobie wyobrażam w ten sposób: mam dwa atomy wodoru i jeden atom tlenu. Jak je połączyć?
[02:21:31] - Nie, nie, nie od razu z tego magia albo fizykę.
[02:21:37] - Poczekaj, do tego dopiero dojdzie literatura. Łączę je, łączę i w końcu, po wielkich trudach konstrukcyjnych, mam molekułę wody, prawda? Co dalej? A dalej zaczyna się wszystko dopiero. Kołysanie rzek, szelest fal, krople ściekające po deszczu, szron zakwitający na oknach. Ale wszystko się musi-
[02:22:07] - Z tej cząsteczki wody.
[02:22:08] - Z cząsteczki wody po prostu. Bez pełnej świadomości konstrukcji tego na początku napisania się nie można w ogóle.
[02:22:17] - Zadam ci tak zwane pytanie trudne. Jakbyś miał to przetłumaczyć na praktykę, to jak to powinno wyglądać? Bo poetycko zabrzmiało świetnie.
[02:22:27] - To jest proste. Najpierw jest pomysł albo jakaś zadra, która cię tak dręczy, że musisz coś o tym powiedzieć, a później układasz do tego te elementy, ten szum wody. Co posiadasz. Posiadasz wiedzę o pięknej dziewczynie i pięknym chłopcu, to ją wykorzystaj. Ale najpierw sobie uświadom, kim jest ten chłopiec, jakie walory ma ta dziewczyna w przeciwieństwie do wszystkich innych na świecie. I dalej coś z tym zrób, jak będzie szumiało między sobą.
[02:23:02] - Jeśli to ma być powieść, to jaki jest konflikt między nimi? Bo oni muszą jednak różnić się czymś. Na miejscu wszystkich naszych korespondentów z ABW ja bym uważnie słuchał tego odcinka audycji i tego, i tego, i takiego audycji, bo ja myślę, że tu wbrew pozorom w lekkiej formie padło kilka bardzo ważnych uwag dla wszystkich, którzy chcą pisać, jak sobie to dobrze przemyślą i przetransponują na swój użytek. Bo to też nie jest tak, że gotowe recepty da się zastosować jeden do jeden.
[02:23:36] - Ja słucham, chociaż jestem autorem już od dwudziestu lat. Słucham waszej audycji ABW i jak was słucham, to sobie stwierdzam czasami: „O kurde, rzeczywiście mówicie prawdę”. Ale chciałem teraz powiedzieć coś innego. Nie ma problemu. My z Wiktorem możemy porozmawiać i właśnie zdradzić jeszcze o wiele więcej takich tajników zawodowych. Ja się tego nie boję, że powiem, jak to robię i tak dalej. Wiktor też się przecież tego nie boi.
[02:24:08] - No to dobrze. Ponieważ pora późna, to sobie przynajmniej jedno takie pytanie jeszcze zadajmy natury technicznej, pisarskiej. Kiedy wiecie, że skończyliście? To wbrew pozorom się wydaje takie proste.
[02:24:28] - To wiesz pierwszy.
[02:24:29] - Stawiamy ostatnią kropkę i jest gotowe dzieło. No tak, ale chyba nie do końca. To kiedy macie to głębokie przekonanie, że to już jest ten etap, że już napisaliście tyle, że można to dać, jeśli nie szerokiemu czytelnikowi, szerokiemu gronu czytelników. A kiedy, powiedzmy nawet tym beta czytelnikom, o których kiedyś mówiliśmy, a kiedy nie, jeszcze nie teraz. Teraz jeszcze nie jest gotowe, bo jeszcze tego albo czegoś tam brakuje. Jest taki etap? Czy to się zupełnie intuicyjnie wyczuwa?
[02:25:06] - Ja chyba mam taki etap, że jak ja już mam absolutnie dosyć tej książki, tego tematu, to ten temat zwykle również ma dosyć mnie. I te dwa nuty się zbiegają. I zwykle się okazuje to właściwym momentem. Jeśli ja pociągnę dalej, to już jest nie to. Jeśli zatrzymam się wcześniej, to też jest jeszcze nie. To musi być tak, żebym ja się wyrzygał do końca i ten temat właściwie również był zaspokojony.
[02:25:41] - Wyrzygał i już nie chciał więcej rzygać.
[02:25:44] - Nie chciał. I wtedy mam pełny komfort po prostu.
[02:25:47] - To jest właśnie trudno określić. To jest bardziej takie intuicyjne, jak Wiktor mówi. Powiem jedno.
[02:25:54] - Z pewnością nie jest to to, że kiedy piszemy ostatnie zdanie w książce, bo często jednak się zaczyna od tego, że finał się pisze na początku.
[02:26:08] - Ja tylko powiem, że tego rodzaju sytuacjom czy tego rodzaju myślom, jak powiedziałeś przed chwilą, sprzyjają na przykład fabulacje Kinga, bo na przykład w książce Kinga pewien autor stawia ostatnią kropkę, otwiera szampana, bo właśnie skończył książkę swoją i pije tego szampana. To taki ma zwyczaj, że jak skończy książkę, pije szampana, bo postawił ostatnią kropkę.
[02:26:36] - Ja piję metaxę .
[02:26:38] - Tak, tylko powiedzieliście, ale nie po postawieniu ostatniej kropki. Właśnie zwróciłeś na to uwagę, że to nie jest ten moment, w którym się stawia ostatnią kropkę w potencjalnie ostatnim zdaniu, bo to jest potencjalnie ostatnie zdanie. Kto wie, czy jeszcze jakieś tam nie przybędzie. Tylko koniec jest jednak w innym momencie i to warto wziąć pod uwagę. Nie karmić się tymi fantazjami, że po prostu człowiek pisze, pisze, pisze, stawia kropkę i jest koniec.
[02:27:04] - Postawienie kropki również bardzo często nie znaczy niczego. To znaczy daje nam na przykład oddech na dzisiaj albo na tydzień wolnego nad jakimś jeziorem mazurskim. Natomiast właściwie postawienie kropki to właśnie rozpoczyna etap czytania na nowo tego, co się napisało. Oczywiście się tego nigdy nie zrobi.
[02:27:25] - Ojejku, to jest najgorsze w pracy nad książką. Czytać to, co się napisało.
[02:27:30] - A no właśnie, widzicie panowie, to fajnie wychodzi dzisiaj pokazanie, jak wszyscy są równi, bo ja uwielbiam ten etap.
[02:27:38] - Uwielbiasz?
[02:27:39] - Zaraz powiem, co najbardziej w nim lubię. Czytanie po raz kolejny tego samego nie jest fajne, ale poprawianie tego idioty, który nazywa się Żelkowski, który zrobił takie błędy, jest, wierzcie mi państwo, fenomenalną zabawą, przynajmniej dla mnie. I zobaczcie państwo.
[02:27:56] - Ja się wtedy wkurzam na samego siebie. Jak mogłeś to tak napisać w ogóle?
[02:28:00] - I to jest właśnie ciekawe, że każdy autor ma swój sposób pisania. To tak to wygląda. Ja po prostu ten etap uwielbiam. To chyba nie wypływa z żadnego masochizmu takiego.
[02:28:14] - Każdy autor powinien poprawiać swoją książkę.
[02:28:17] - No to oczywiście.
[02:28:18] - Ale ty mówisz przy tym, że czujesz satysfakcję jakąś, a ja czuję do siebie po prostu wstręt. Jak, kurde, ja jako autor mogłem napisać tak głupio to zdanie. Zły szyk w ogóle.
[02:28:32] - Ja nie wiem, czy to jest kwestia satysfakcji odczuwanej. To jest kwestia mimo wszystko pewnej zabawy, bo ja widzę tego biednego Żelkowskiego sprzed kilku tygodni albo czasami miesięcy, który coś tam bredzi, a ja mu to ciach i poprawiam. Wierzcie mi, to jest naprawdę niezła zabawa. Ja ten etap lubię.
[02:28:55] - Wiem, że dokładnie.
[02:28:56] - Ja ten etap lubię, ale to pokazuje tylko, że nie ma prostej recepty na pisanie. I tak nam się audycja „Bibliotekarium” trochę w ABW przekształciła. Ale ja się tu, Marku, wtrącę, bo pewne stwierdzenie, które tutaj było. Otóż stwierdzenie, Marku, że każdy właściwie pisarz ma swój strój, że tak powiem, czyli może to i tak dalej, w pewnym sensie załatwia problem i rozgrzesza wszystkich z wszystkiego.
[02:29:28] - No nie.
[02:29:28] - Mi się wydaje, że tak dokładnie nie jest. Są pewne zasady nadzwyczajne, ogólne, których my sobie nie uświadamiamy.
[02:29:36] - Fajnie, że to powiedziałeś.
[02:29:37] - Które nie są właściwie do zdefiniowania, bo jakby to powiedzieć, w tych szkółkach amerykańskich jakoś się nie udaje wyprodukować wielkich pisarzy. Natomiast my na przykład tu, spotykając się z ludźmi, którzy pisali książki, tą wspólnotę w rozmowach, jak żeśmy pisali, żeśmy tworzyli, my ją odnajdujemy. Czyli ona jest jakaś tam.
[02:30:02] - Ale jest trudno definiowalna. Szanowni państwo, wszystko dobre, ale nawet to najlepsze kiedyś się kończy. To właśnie chyba jest ten moment, kiedy powinniśmy audycję skończyć. To nie była łatwa audycja. Dużo zawdzięczamy w tej audycji naszemu ostatniemu gościowi, bo gdyby nie jego wysiłek, przyprowadzanie tutaj gości to-
[02:30:24] - To była przyjemność.
[02:30:26] - No to ja nie wątpię.
[02:30:26] - Ja bym ci doprowadził jeszcze z 20 innych osób.
[02:30:30] - No ja nie wątpię, że to była przyjemność.
[02:30:32] - Ja wiem, że bardziej te osóbki.
[02:30:35] - Ale jednak była to praca do wykonania i za to dziękujemy Tadeuszowi, bo gdyby nie on, to niektórzy goście by po prostu tutaj nie dotarli. Więc chwała mu.
[02:30:52] - Jaka tam chwała. Dziękuję. Cieszę się, że mogliście porozmawiać z wieloma osobami i na następny konwent, już 26. Festiwal Fantastyki, także przyjedziecie. Posłuchajcie, to jest jedna jedyna taka prawie chyba w Polsce impreza, gdzie z pisarzami, czyli z nami, można porozmawiać. To nie jest tak, że przychodzicie do stoiska, a tam 500 osób czeka, żeby ktoś tam podpisał. Nie, tu się spotykamy, tu sobie gadamy.
[02:31:25] - Przy piwie.
[02:31:26] - No przy piwie to nie wiem, czy mogę tak mówić, ale gadamy po prostu.
[02:31:31] - Przy piwie.
[02:31:34] - Gadamy do białego rana, później wstajemy i znowu gadamy. I to są takie wspaniałe trzy, cztery dni rozmów.
[02:31:41] - A w tym czasie jest mnóstwo zorganizowanych imprez.
[02:31:43] - Nie no, jest organizowana.
[02:31:46] - To się doskonale, że tak powiem, plastycznie pokrywa.
[02:31:51] - Także zapraszam was wszystkich do Niedzicy w przyszłym roku.
[02:31:54] - Albo Niedzicy, bo jeszcze Wojtek nie jest pewien.
[02:31:56] - Ten remont jednak.
[02:31:58] - Przedłuży się. No to w takim razie do Mierek zapraszamy. Takiej audycji jeszcze w historii Bibliotekarium nie było, żebyśmy mieli aż tylu gości. I to gości tej klasy. Dlatego postaramy się za rok powtórzyć, jeśli się uda.
[02:32:19] - W archiwach jakiegoś YouTube'a czy coś.
[02:32:23] - Nie no, Radia Paranormalium.
[02:32:25] - Radia Paranormalium. Ta audycja będzie kultowa.
[02:32:33] - Oby. Dziękujemy za uwagę. Mamy nadzieję, że dostarczyliśmy państwu dużo dobrej rozrywki. Tytułem jeszcze takiego kronikarskiego, a właściwie wyprzedzającej informacji powiem, że za dwa tygodnie będziemy również rozmawiać o fantastyce naukowej i o pewnej bibliotece. Niech to tak zabrzmi enigmatycznie. Po raz kolejny za dużo nie powiem, bo to taka drobna niespodzianka kolejna, ale myślę, że wszyscy ci, którzy lubią fantastykę naukową, warto, żeby po tę audycję sięgnęli, czy to na żywo, czy to później odsłuchali, bo o tej fantastyce sporo sobie porozmawiamy z ludźmi jak najbardziej kompetentnymi. Będziemy mieli gości. Nie tylu co dzisiaj, ale za to dwóch całkiem znacznych i całkiem zorientowanych gości, bo to chyba też jest ważne. Dziękujemy państwu bardzo. Polecamy się.
Za tydzień oczywiście kolejne ABW. Zapraszamy. Kolejne opowiadania, kolejne nasze zrzędzenie na temat tych opowiadań i nie tylko.
[02:33:48] - Ja się wtrącę. Dobranoc i żałujcie, że nie jesteście z nami.
[02:33:52] - Tak jest. Dobranoc.
[02:33:54] - Dobranoc.
[02:33:55] - Dobranoc.
[02:33:56] - A mówili te słowa do państwa gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz bardzo liczni dzisiaj goście. Audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem z taśmy, bo w ABW już za tydzień.