[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata Mistyka”. Namaste. Pozdrawiam wszystkich. Pozdrawiam wasze boskie istoty, drodzy słuchacze. Jest kolejny fantastyczny, słoneczny dzień w południowo-zachodniej części Indii, w obszarze, który nazywany jest Karnataka.
Znajduje się nad oceanem. Część oceanu, która nazywa się Morze Arabskie. Parę dni temu, kiedy nagrywałem poprzedni odcinek „Chaty Mistyka”, znajdowałem się w zatoczce, która nazywa się Paradise Beach, czyli rajska plaża. Tam koczowałem na dziko. Spałem w hamaku, ale po paru dniach przeniosłem się do sąsiedniej zatoczki. Tym razem to miejsce nazywa się Zatoką Półksiężyca. Half Moon Bay. Od paru dni mieszkam w bardzo fajnej chatce zbudowanej praktycznie z błota. Nie ma tu prądu ani wody, ale jest wspaniale. Wodę muszę przynieść sobie ze studni za każdym razem, kiedy gotuję czy chcę umyć naczynia, ale jest to świetna aktywność każdego dnia.
Naprawdę chodzenie na bosaka w samych kąpielówkach w tym skąpanym słońcem świecie jest przepiękną sprawą. Chatka jest bardzo prosta, aczkolwiek bardzo przestrzenna. Znajduje się w niej jedynie podwójne łóżko i parę wiszących półek. Także bardzo minimalistyczny ambient, aczkolwiek to wszystko mi wystarcza do szczęścia. Przed chatką znajduje się małe palenisko, na którym to gotuję sobie codziennie posiłki na ogniu. Klimaty dosyć wiejskie. Jest to mała zatoczka, która otoczona jest przepiękną, soczystą zielenią dżungli porastającej tutaj ten obszar. Chatka usytuowana jest pośród poletek ryżowych i poletek z orzeszkami ziemnymi. Oprócz tego znajdują się tutaj bawoły. Biegają sobie raźnie kury.
Jest pies. Jest kot. Tuż obok chatki znajduje się parę bardzo majestatycznych drzew cashew, czyli po polsku tak zwany nerkowiec, gdzie polska nazwa w pewien sposób wskazuje na kształt orzechów nerkowca. Ale orzech to nie jest jedyny produkt tego drzewa. To naprawdę wspaniałe, dorodne, potężne drzewa czasami. Orzeszek zwisa pod owocem, więc generalnie drzewo produkuje takie okrągłe, trochę wydłużone, może kształtem lekko przypominające jabłka owoce koloru zwykle żółtego, czasem wpadającego w czerwień. No i właśnie pod tym owym jabłkiem, które zresztą jest jadalne. Jest to dosyć specyficzny owoc. On nie cieszy się zbytnią popularnością nie tylko ze względu na swój bardzo specyficzny smak, który określiłbym słodko-kwaśno-cierpkim. Owoc pozostawia taki dosyć cierpki smak na języku na długo po zjedzeniu owego owocu.
No ale oprócz tego sama konsystencja tego owoca jest dosyć specyficzna, dlatego większość ludzi przestrzennie ostrzega się przed zjadaniem owych owoców. Ja czasami sobie skubnę takie właśnie jabłko nerkowca, aczkolwiek jest to na tyle delikatny owoc, że jakiekolwiek próby transportu tego owoca czy sprzedaży jego w większych ilościach są po prostu niemożliwe. Dlatego owoc ten jest niedostępny i jest bardzo mało popularny na różnego rodzaju marketach, rynkach warzywnych i owocowych. Natomiast pod samym owym owocem znajduje się właśnie jedno jedyne nasionko w postaci takiego orzeszka, który bardzo ciekawie zawija się. To wygląda troszeczkę, przypomina kształtem ludzki embrion, kiedy nadal znajduje się w łonie matczynym. No, jest to generalnie taki spin energetyczny, co bardzo fajnie można zaobserwować na przykładzie tego owoca. No i dlatego nerkowce są tak drogocenne i są po prostu drogie, dlatego, że proces pozyskiwania tych orzechów jest dosyć skomplikowany. Oprócz tego orzech sam w sobie zawiera mnóstwo toksyn. Należy go uprażyć i ten proces prażenia musi odbywać się w bardzo przewiewnym środowisku. To znaczy zwykle- Nie polecam prażenia świeżych cashew nuts, czyli nerkowców na przykład w piekarniku w domu, dlatego, że dym może być bardzo negatywny dla naszego zdrowia, dla naszych płuc.
Ja sobie prażę te orzeszki na moim palenisku przed chatką, na gorącym metalowym talerzu, który bezpośrednio zwisa z kamieni wokół ogniska. Świeże prażone orzeszki cashew są naprawdę wyborne. To jest taki wyjątkowy specjał. Drzew nerkowca akurat w okolicy, gdzie jestem w stanie Karnataka w Indiach, jest dosyć sporo. Znajdują się tutaj plantacje. Natomiast znam to drzewo już od wielu lat. Po raz pierwszy zapoznałem się z tym drzewem na Jamajce na Karaibach. A tutaj podobna strefa klimatyczna, więc podobne owoce, również czasem podobne zwierzęta. Także wiem dokładnie, jak obchodzić się z nerkowcem. Oprócz tego mnóstwo drzew owocowych.
Tuż koło mnie znajduje się gąszcz drzew bananowych, które tutaj sobie radośnie szumią przy wietrze nadchodzącym znad oceanu. Nieopodal przepiękny błękitny ocean. Godzina jest tuż popołudniowa, więc słońce już wysoko na niebie. Jest doprawdy gorąco. Jest bardzo słonecznie. Słońce, podobnie jak ogień, to nie tylko ciepło, ale również źródło światła. I to światło jest w naszym życiu bardzo istotne. To właśnie dzięki temu światłu, które pochodzi od słońca, jesteśmy w stanie tutaj funkcjonować w naszej obecnej żywej formie. Dzisiaj trochę na ten temat chciałem opowiedzieć. Wszystko, co żywe na tej planecie, w tym środowisku, w którym funkcjonujemy, zasilane jest energią, która pochodzi bezpośrednio od słońca.
Bez tej energii słonecznej, bez tych promieni słońca nie bylibyśmy w stanie funkcjonować tutaj, w tych warunkach, w tym świecie, który nas otacza. Jaka jest mechanika pozyskiwania energii od słońca? Jest to proces, który może wydawać się niezbyt oczywisty, aczkolwiek definitywnie po krótszym zastanowieniu się dojdziemy do wniosków, że energia życia pochodzi właśnie tylko i wyłącznie od słońca. Jaka jest sama mechanika procesu pozyskiwania energii z pożywienia? Słońce promieniuje energią w postaci światła, która to przechwytywana jest przez rośliny. Rośliny mają bardzo specyficzną właściwość. Posiadają substancję, która nazywa się chlorofil. Ta substancja jest właściwie jedyną znaną człowiekowi substancją, która jest w stanie transmutować energię słoneczną na energię życia, na energię funkcjonowania. Rośliny gromadzą i przetwarzają promienie słoneczne przy udziale substancji, która nazywa się chlorofil i przemieniają to w swoją tkankę, w której to zaprogramowana jest energia. Zwierzęta zjadając rośliny pozyskują tą energię właśnie dzięki temu, że są w stanie rozładować ten ładunek elektryczny, ten ładunek energetyczny z tkanek roślinnych i przetworzyć to później we własny organizm.
Ta sama energia, która początkowo pochodzi od słońca, która została następnie przetworzona przez rośliny, teraz funkcjonuje w formie żywej tkanki, w formie tkanki mięśniowej i innych różnych substancji, które znajdują się w organizmie żywym zwierząt. Tak samo jak i ludzi. W momencie kiedy zjadamy takie zwierzątko lub kiedy zwierzątko zjada inne zwierzątko, to również pozyskuje energię, która właśnie została w pewien sposób zachowana w tkance innego zwierzęcia. Pozyskiwanie energii życia jednak w ten sposób wydaje się dosyć utrudnione, dlatego, że proces ten już jest wielostopniowy w tym momencie i dużo łatwiej jest nam przetworzyć energię, która pochodzi bezpośrednio z roślin raczej niż z tkanki zwierzęcej. Dlatego właśnie wegetarianizm. Dlatego powinniśmy odżywiać się pożywieniem, które jest najmniej złożone, najmniej skomplikowane. Dlatego, że to pożywienie jest dla nas najbardziej przyswajalne. Czyli im prostszy organizm w tym łańcuchu ewolucyjnym, najbardziej oddalony od nas samych, od naszej własnej struktury ciała, tym łatwiej będzie nam tą energię przetransformować i przyswoić. Ale pośród wszystkich zagadek i zjawisk, które pojawiają się w kosmosie, najbardziej fenomenalnym wydaje się być właśnie zjawisko światła. Czemu światło?
Ze względu na swój dosyć nietypowy charakter. Nietypowy, bo nie można go porównać do żadnego innego zjawiska, które możemy zaobserwować w świecie materialnym, w spolaryzowanym świecie, w świecie skrajności i napięć. W świecie, gdzie zawsze istnieje para sił o przeciwnym kierunku. Zawsze jest akcja i jest reakcja. Ale akcja i reakcja to jest właściwie jedno. Te siły są sobie równe. Jest niemożliwe, aby mieć tylko jedną z tych sił, prawda? Zawsze muszą być dwie. Siła równoważna i siła przeciwstawna. To jest właśnie świat dualizmu, świat rozłamu.
Przynajmniej tak ten świat postrzegamy z naszego ograniczonego punktu widzenia. Ale to wrażenie rozłamu, to wrażenie oddzielności, to jest właściwie iluzja. To jest to, co w Wedach, w starożytnych skryptach pochodzących z Indii nazywane jest maya. Ten błędny ogląd istnienia, fałszywy świat, fałszywa interpretacja nas samych i naszej funkcji tutaj, w tym świecie. Ale to właśnie te najbardziej spektakularne aspekty, które przejawiają się w naturze, te fenomeny tajemnicze, niewyjaśnione, czasami o charakterze cudów, wydają się poniekąd omijać tą materialną zasadę dualności. One w pewien sposób wyłamują się poza ten obszar mayi. Tutaj dajmy na to prąd elektryczny. To jest fenomen, który przejawia się ze względu na warunki, które zaistniały w danym środowisku. Warunki o charakterze odmiennym. Odpychanie i przyciąganie się elektronów i protonów w odpowiednich materiałach.
Czyli mówiąc prościej plus i minus. Ale tak zwany potencjał pojawia się wtedy, gdy jedna ze stron trochę przeważa. To właśnie tu zjawisko uzewnętrznia jak gdyby swoją moc, kiedy w pewien sposób następuje przewaga jednego z elementów. Więc nagromadzenie ładunków dodatnich czy ujemnych jest jakby chwilowym przełamaniem zasady dualizmu świata. I teraz, właśnie w momencie, kiedy rozładowujemy układ, pojawia się ten aspekt dynamiczny. Pojawia się ruch tak dobrze nam znany w świecie przedmiotów, dlatego że wszystko jest w ciągłym ruchu. Wszystko się zmienia, nic nie trwa wiecznie. I tu właśnie mówimy, że prąd elektryczny płynie. Ale nic bardziej błędnego. Tak naprawdę prąd nie płynie.
To jest pewnego rodzaju fenomen. Magiczna moc, która istnieje niezależnie, właściwie ponad tym układem, w którym jesteśmy w stanie zauważyć dane zjawisko. To jest fenomen, który istnieje ponad tym plusem i minusem, niezależnie od miedzianego kabla, niezależnie od kondensatora czy telewizora. My tylko powodujemy warunki, w których możemy zaobserwować, czy też nawet wykorzystać tą moc tylko dlatego, że ma ona po prostu ochotę częściowo zamanifestować się w świecie napięć i materii, czyli w świecie, w którym żyjemy. Ale to samo zjawisko jest jak gdyby ponad tym wszystkim. Ono istnieje niezależnie od tego, czy my będziemy wykorzystywać to zjawisko, czy będziemy w stanie zauważyć to zjawisko, czy będziemy brali udział w tym całym procesie. Ta moc istnieje poza światem rozbieżności, poza światem napięć. Dlatego nauka ma potężne problemy z określaniem zjawisk, które wykraczają poza nasze zmysłowe poznanie. Uzyskanie uniwersalnej formuły, która działa w każdych okolicznościach, wydaje się być w tym przypadku niemożliwe. No ale ta uniwersalna formuła to jest właśnie to, o czym mowa jest, kiedy opisywany jest tak zwany kamień filozoficzny.
Moc, którą włada alchemik, czyli osoba wtajemniczona w totalność, w totalność procesów funkcjonowania tego stworzenia. I to właśnie wtedy, kiedy to moc twórcza i zdolność manifestowania przedmiotów i zjawisk jest równoważna z intencją, to właśnie wtedy pojawia się alchemia. To jest właśnie owy kamień filozoficzny, owa uniwersalna formuła, która jest w stanie transmutować wszystko w nic i nic we wszystko. Zjawiska grawitacji czy prądu elektrycznego są znane od wieków, ale czym ta grawitacja i prąd właściwie są, to może pojąć wydaje się bardzo niewielu. I właśnie światło jest taką fenomenalną, a zarazem odmienną rzeczą, która również ciężko jest pojąć. Ale jest to również coś, czego my jako żywe stworzenia nie możemy ignorować. Jest to fantastyczny fenomen, bez którego nie moglibyśmy funkcjonować. Fenomen, który ma zgoła odmienne właściwości do pozostałych. Z jednej strony posiada materiał budulcowy, czyli cząstki, z których się składa, czyli tak zwane fotony. A z drugiej strony światło poniekąd zachowuje się jak fala.
Przejawia się w swojej ciągłości jak gdyby Poniekąd w pewien sposób ustanawia bezruch, czy też charakter tego światła posiada cechy pewnego rodzaju bezruchu. W przeciwieństwie do fali dźwiękowej na przykład, która aby zaistnieć potrzebuje powietrze lub inny materiał przewodzący, na przykład woda, czyli po prostu środowisko. Światło przemieszcza się swobodnie poprzez próżnię kosmicznej przestrzeni, przez galaktyki i przestrzeń międzygwiezdną i nie potrzebuje żadnego nośnika. Tutaj, mówiąc o pionierach fizyki i metafizyki światła, muszę oczywiście wspomnieć postać Alberta Einsteina, który to borykał się z problemem światła w swojej usilnej próbie zdefiniowania świata w swojej teorii względności. Czy Einstein zasługuje na miano geniusza lub nie, to nie będę dzisiaj na ten temat się rozwijać. Postać na pewno dosyć kontrowersyjna w historii. Niektórzy mówią, że nawet szczwana postać. Mówi się o tym, że przypisał sobie wiele osiągnięć innych naukowców podczas swojej kariery. Jest dosyć sporo oskarżeń w dzisiejszych czasach w kierunku tego popularnego lub popkulturowego naukowca, wliczając w to fakt taki, że zwykł pracować w urzędzie patentowym, więc miał oczywiście w tej branży wielu znajomych. Miał również dostęp do najnowszych osiągnięć technicznych i tak zwanych własności intelektualnych.
Niektórzy uważają, że właśnie dzięki temu udało mu się wypromować w tej drabinie akademickiej, w tej drabinie naukowców i wynieść do samego szczytu kariery. Oprócz tego Einstein był dosyć mocno promowany i sponsorowany również przez paru możnowładców tego świata, więc na pewno historia dosyć kontrowersyjna. W każdym razie teoria względności, która miała opisywać wszystko w postaci jednego finalnego równania, pozostała tylko teorią właściwie. Zresztą sam Einstein pod koniec życia, pomimo swej popularności, przyznał się poniekąd do porażki w pewien sposób. Próbował się nawrócić i gorączkowo pracował nad połataniem swojego systemu pełnego dziur i nieścisłości. Problemem było to, że ta jedna zasada opisująca wszystko, ten jeden totalny wzór, który miał opisywać wszystko, wszystko razem w skali mikro, jak i w skali makro. Z tym nie było za bardzo problemu, ale było to kompletnie bezużyteczne w przypadku próby wykroczenia poza właśnie to wszystko, czyli kiedy próbował opisać nic, czyli kiedy próbował opisać pustkę, czyli na przykład tak zwane czarne dziury w kosmosie. W tamtych czasach Einstein nie był jedynym naukowcem pracującym nad fenomenem światła. Oczywiście pojawiła się nawet w tym czasie pewna ogólna teza, która to zapędziła wielu nieuważnych naukowców w tak zwany kozi róg. Była to mylna interpretacja definicji, pewnej definicji, która to pojawiła się na przełomie wieków w środowisku naukowym, a była to definicja tak zwanego eteru.
Więc ogólne wnioski były takie, że jeżeli wszystko, co rozpowszechnia się w świecie, potrzebuje jakiegoś medium, czyli jakiegoś nośnika czy też przekaźnika, to również światło, pomimo tego, że wydaje się rozprzestrzeniać bez udziału jakiegokolwiek innego czynnika, również potrzebuje pewnego rodzaju środowisko, aby zaistnieć. Aby ogarnąć to zjawisko w sensie intelektualnym, wymyślono hipotetyczną przestrzeń, w której to rozpowszechnia się między planetami światło. I tą teoretyczną przestrzeń nazwano sobie właśnie eterem. A tymczasem eter to jest słowo wywodzące się z sanskrytu, czyli pochodzi bezpośrednio z Indii, z pradawnej kultury. A historia jest taka: na przełomie wieków pewien wybitny jogin, Swami Vivekananda, udał się z misją rozpowszechnienia mistycznej wiedzy z Indii do Stanów Zjednoczonych. Mnich Swami Vivekananda był osobą światłą i bardzo skrupulatnie przygotowywał się do swojej misji latami. Dzięki temu udało mu się uzyskać pewien szacunek i popularność w środowisku zachodnim, kiedy to dotarł do Stanów Zjednoczonych. Mówiąc biegle po angielsku, był w stanie pojawiać się w szerszych kręgach i w formie wykładów prezentować swoją wiedzę. Podczas swojego pobytu w Nowym Jorku spotkał się z Nikolą Teslą, nietuzinkowym naukowcem, który zwykł pracować nad zjawiskami, które wykraczały dalece poza umiejętność rozumowania przeciętnego intelektu. Człowiek, którego darem było pojmowanie zjawisk w sposób wykraczający poza logiczne, empiryczne poznanie.
Tesla był fenomenalny. Był wizjonerem, który transmitował wiedzę na zasadzie przebłysków raczej niż na skutek długotrwałych procesów intelektualnych. Ale właśnie dlatego, że Tesla wykraczał swoim geniuszem często poza kanony techniczne i naukowe, miał czasem problem z nazywaniem rzeczy po imieniu. Nie było takich słów, takich definicji w języku angielskim, czy nawet w innych językach europejskich, które określałyby to, nad czym pracował Tesla. Podczas tego spotkania ze szlachetnym joginem Swamim Vivekananda, Tesla zapoznał się z definicjami opisanymi w starożytnych Wedach. Veda oznacza mądrość. Jest to pradawna mądrość, która w formie skryptów została przechowana w Indiach od tysięcy lat. Jedną z tych definicji była Akasza lub Akash, czyli inaczej eter. To obszar niebytu. Jest to jeden z pięciu elementów, z bloków, które budują rzeczywistość.
Te pięć elementów to ogień, woda, ziemia, powietrze i przestrzeń, czyli owa Akasza, owy eter, owa pustka, której jest tak naprawdę najwięcej w całym stworzeniu. Pustka, której nawet w samym stworzeniu jest proporcjonalnie więcej niż samego bytu. Dlatego, że na przykład jeżeli popatrzymy sobie na proton i elektron w budowie atomu, to ten proton i elektron w stosunku do jądra atomu oddalone są tak naprawdę o lata świetlne. A pomiędzy tymi cząsteczkami jest pustka. Jest nic. Jest przestrzeń, jest cisza, stabilność. Tak samo zresztą wyglądają gwiazdy w przestrzeni kosmicznej, które oddalone są od siebie o wieczność, a pomiędzy więcej przestrzeni niż samych gwiazd, prawda? Więcej niczego niż tego czegoś właściwie. Więc jest to owa przestrzeń ponad przestrzenią. Jest to nadprzestrzeń lub hiperprzestrzeń.
Ahoj kapitanie, pozdrawiam przy okazji hiperprzestrzeni. Więc Akasza, czyli stan niebytu, od którego to pochodzi i pomiędzy którą pojawia się istnienie. Ten nieograniczony potencjał, ta skarbnica nieprzebranej wiedzy, która zawiera informacje jak, gdzie i kiedy może zamanifestować się forma fizyczna. To jest właśnie eter. I to miał na myśli Nikola Tesla, kiedy przedstawił środowisku akademickiemu słowo eter, a nie teoretyczną przestrzeń powołaną z braku laku przez ówczesnych pseudonaukowców dla własnej wygody intelektualnej, kiedy to próbowano uporać się z fenomenem światła. Zresztą dużo jest takich rzeczy pochodzących z tradycji hinduskiej. Na przykład zero, czyli w sanskrycie shunia, czyli stan przeciwny do bytu, jest również stanem, który zdołali rozpoznać i opisać starożytni skrybowie w Indiach, a który w Europie na długo był niepojmowany. Stan nieistnienia, który figuruje w powszechnym użyciu jako praktyczny czynnik raczej niż teoria. Więc nie jest to koncepcja, ale jest to praktyczna umiejętność pojmowania stworzenia i niebytu. Bez zera, pomimo tego, że jest niczym, arytmetyka nie byłaby możliwa.
Ale nawet Albert uprzytomnił sobie, że eter jako koncept, jako mylna interpretacja tego, o czym opowiadał Tesla, nie ma sensu. Dlatego, że jakakolwiek przestrzeń, w której to miałoby przemieszczać się światło, musiałaby mieć charakter geometryczny, czyli istnieć w zależnościach geometrycznych. A geometria to jest tylko domena świata przedmiotów. W niebycie, w przestrzeni bez przestrzeni nie ma zależności geometrycznych, dlatego, że nie ma geometrii. Tak więc światło pozostaje najbardziej subtelną manifestacją energii, również najbardziej swobodną formą, bo nie zależy od materii, tak jak inne manifestacje w naturze. Jest to coś, co jak gdyby jedną nogą stoi w świecie materii, ale jest zanurzone tak naprawdę gdzie indziej. Ale w swych pracach Albert natknął się na coś jeszcze bardziej zaskakującego. Prędkość światła jest stała. Jest to cholernie szybka rzecz. Do tej pory nie zauważamy nic szybszego.
I na dodatek jest to prędkość, którą możemy zmierzyć i policzyć. I to właśnie było fenomenalne. I to właśnie ten fakt zdominował całą teorię względności Einsteina. W sposób matematyczny udowodnił on, przynajmniej na tyle, o ile pozwala to pojąć ludzki intelekt, że jedynym statycznym elementem tego wiecznie poruszającego się i zmieniającego się wszechświata jest stała prędkość światła. I to właśnie od tego absolutnego charakteru prędkości światła, przynajmniej w teorii, zależy ściśle nasz standard pojmowania czasu i przestrzeni. Czyli nie abstrakt eteru, w którym przemieszcza się światło, jak to uznawali nieliczni, ale ścisła zależność czasu i przestrzeni. Nieodzowna czasoprzestrzeń. W sanskrycie to się nazywa kala, co jednym słowem określa pustkę, czas i przestrzeń. Jedno słowo, aby określić te wszystkie trzy stany. W naszym ludzkim doświadczeniu czas i przestrzeń są zależne i mają charakter ograniczony, ale również pojmujemy je wyłącznie względem jedynego czynnika, który wydaje się mieć charakter stały.
Dzięki temu jesteśmy w stanie coś przyrównać. I tym stałym czynnikiem jest właśnie stała prędkość światła. Czyli wszystko, co zmienne, opisywane jest względem tego, co wydaje się stałe, czyli prędkość światła. Dlatego teoria względności. E równa się mc kwadrat. Ale to wszystko zauważone zostało tylko w warunkach ziemskich, w warunkach, gdzie istnieje materia. No a co z tą olbrzymią pustką, która to właśnie wypełnia wszystko pomiędzy tym, co jest? Co się dzieje w tak zwanych czarnych dziurach? I w tym właśnie tkwi cały szkopuł. Tutaj E równa się mc kwadrat za bardzo nie pasuje do tego wszystkiego.
Sam Albercik uprzytomnił sobie ten problem. Usilnie i żywiołowo pracował nad nową teorią, teorią opisującą wszystko, a zarazem nic. Wszystko i nic jednocześnie. W późniejszej fazie próbował przedstawić światu nową teorię, którą nazwał Unified Field Theory, co na polski można chyba przetłumaczyć: teoria zespolonego pola. Nie jestem do końca przekonany, czy takie jest polskie tłumaczenie. Jeżeli ktoś zna nazwę tej teorii, to proszę mnie poprawić. Ale Albert swych prac nie dokończył, dlatego, że po prostu zabrakło mu życia. Albo ktoś się postarał, żeby zabrakło mu życia. Jak to często bywa, kiedy naukowcy są na tropie czegoś wielkiego, pojawiają się różnego rodzaju konspiracje. W każdym razie Albercik wziął i umarł, ale zanim umarł, wskazał pewną esencję, która to wydaje się wspólna dla bytu i niebytu.
Tą esencją jest owo pole, pewien stały czynnik, którym również cechuje się światło. Składa się z cząsteczek fotonów i porusza się, ale jednocześnie przejawia cechy pola, owo światło. Czyli w pewien sposób jest stałe. No i właśnie na tą esencję wskazał Albert Einstein, zanim wyzionął ducha. Einstein był również przekonany, że prawa elektromagnetyzmu i grawitacji są ze sobą ściśle powiązane i mogą być przedstawione w postaci matematycznej formuły, którą to nazwał właśnie teorią zespolonego pola. Zresztą dzięki tym matematycznym formułom Alberta zostały posunięte do przodu badania nad samym atomem, dzięki czemu naukowcy zorientowali się, że atom jest raczej energią niż samą materią. A na dodatek przypuszczenia, że energia atomowa jest ściśle powiązana z umysłem, okazały się trafne. To umysł dyktuje, na ile jesteś w stanie być, tudzież współistnieć z danym fenomenem. Tam, gdzie zjawisko wykracza poza możliwości umysłu, pojawiają się symbole. Tam, gdzie pojawiają się symbole, tam właściwie znikają naukowcy.
Naukowcy nie są zainteresowani tym aspektem. Naukowcy nie chcą zajmować się symbolami, czymś, co wykracza poza logiczne rozumienie. Ale tam, gdzie istnieją symbole, bo nauka nie jest w stanie tego ogarnąć swoimi definicjami, tam pojawia się alchemik. Alchemik swym czystym, bezwarunkowym umysłem jest w stanie transmutować symbole i zamanifestować je w świecie rzeczywistym. Tak więc wszystko posiada pewien wspólny mianownik, pewną esencję, którą cechuje się byt i niebyt. I to właśnie fenomen światła pozwala nam to zaobserwować. Fenomen, dzięki któremu istnieje w rzeczywistości dynamika, pewien ruch, pewna siła sprawcza, siła życia. Na tej samej zasadzie funkcjonują elektrony, co umożliwiło w późniejszych czasach opracowanie mikroskopu elektronowego Elektrony mają dwojaką osobowość. To jest taki przykład Dr Jekyll i Mr Hyde, czyli dwie osobowości w postaci jednej postaci. Poniekąd elektrony zachowują się jak cząstki, a z drugiej strony mają cechy fali.
Dzięki temu można je uporządkować w pewien sposób. I można to wszystko wykorzystać, skupiając elektrony na zasadzie wiązki, tak jak poprzez soczewkę można skupić światło. To dzięki tej własności można zaobserwować obraz w mikroskopie elektronowym. Obraz, czyli to, co bezpośrednio wynika z własności światła. To światło również staje się główną siłą, z której utkany jest wszechświat. Wszechświat, który to coraz mniej przypomina materialną, mechaniczną strukturę, a raczej wywodzi się bezpośrednio od samej myśli, gdzie wytworzenie myśli przez kosmiczny umysł jest równoważne z pojawieniem się przedmiotu w świecie materialnym. Jesteś Bogiem. Pomyślisz coś i to jest. I tu jako przykład wysoce zaawansowani w swej świadomości jogini. Ci, którzy są w stanie manifestować zjawiska.
Ci, którzy siedzą latami w jaskiniach daleko w górach. Czasem nie śpią latami, czasem nie jedzą, czasem nawet nie oddychają. Ci, którzy pojęli totalność, poznali alchemię wszechświata, ale nadal pozostają w ciałach. Tutaj problemem jest to, że tacy jogini, którzy poprzez wieloletnie praktyki dochodzą do tego poziomu świadomości, istnieje bardzo szerokie ryzyko, że nie są w stanie zachować się w tym świecie materialnym w formie człowieczej. Kiedy osiągasz ten stan wysokiej świadomości, rzekomo jednocześnie przetwarzasz się, transmutujesz w czystą energię i opuszczasz swoje ciało fizyczne. Ale są tacy, którzy decydują się z różnych powodów na pozostanie w ciele ludzkim i na funkcjonowanie jeszcze przez wiele lat, zanim doznają tak zwanego mahasamadhi, czyli przejścia w inną formę energii, odłączenia się od świata dualności, od świata napięć, od świata przedmiotów i fizyczności. Niektórzy z tych joginów decydują się na to, aby nadal pozostać w swoich ciałach, aby nadal żyć w świecie майi, w świecie iluzji dualnego stworzenia, pomimo tego, że wiedzą już doskonale, że jest to tylko i wyłącznie iluzja. Oni zwykle nie są doceniani ani uznawani za jakikolwiek autorytet w świecie Zachodu. Ci panowie, ci królowie słomianych mat, jak to ja ich nazywam. A z drugiej strony również nie są to dżentelmeni, którym zależy na popularności i na udowadnianiu czegokolwiek komukolwiek, dlatego, że oni po prostu wiedzą już to wszystko i czasami są skorzy do tego, aby dzielić się wiedzą z tymi, którzy są zainteresowani i wtajemniczeni w jogę, a czasami po prostu pozostają na uboczu, daleko od cywilizacji i są pustelnikami.
Pomimo tego, że zdolności owych joginów są często poddawane w wątpliwość dlatego, że fakty te nie zostały zweryfikowane w sposób laboratoryjny w jakiejś pracowni akademickiej, to mamy również lokalne przykłady z Europy, które świadczą o tym, że umiejętność wykorzystywania energii słonecznej i tym samym pozyskiwania energii życia może być opracowana i posunięta do bardzo ciekawych rezultatów. Są przykłady ludzi, którzy wykazują nadludzkie cechy, a którzy są badani i wystawiani na naukowe próby i weryfikowani, i zdolności, których nie może zakwestionować ani wyjaśnić właściwie żaden naukowy autorytet. Są przykłady ludzi, którzy nie jedzą długimi latami ani nie spożywają żadnych płynów, a czują się doskonale i funkcjonują w normalny sposób. Jest na przykład historia pewnej katolickiej dewotki, która to pochodziła z Bawarii w Niemczech. To było na początku XX wieku. Była to pani, która pościła długimi latami, spożywając jedynie raz dziennie mały opłatek. Oprócz tego miała również stygmaty, czyli takie krwawiące rany na wzór ran, które rzekomo otrzymał Jezus podczas ukrzyżowania. Te stygmaty pojawiały się w każdy piątek. Ta pani nazywała się Therese Neumann. Jeżeli ktoś chce sobie odszukać taką informację: Therese Neumann.
Twierdziła, że do życia niepotrzebne są jej dania i trunki, a jedynie boskie światło, którym się żywi. To boskie światło to właśnie była umiejętność przetwarzania, transmutowania bezpośrednio energii słonecznej w energię życia bez udziału pokarmów. Czyli jak gdyby ominięcie tego jednego kroku, tego jednego elementu w procesie, czyli pozyskiwanie czystej energii życia bezpośrednio od słońca. Tutaj sprawa dewocji owej pani ma szalone znaczenie. Pomimo tego, czy pani miała rację, czy nie w swoich dogmatach religijnych. Po prostu przekonanie i jej siła woli były wystarczające, aby otworzyć i wykorzystać kanały energetyczne i tym samym pozyskać siłę życia. Nie z warzyw czy innych pokarmów, ale właśnie bezpośrednio od światła. Jeszcze jeden przykład, który tutaj sobie zanotowałem, bardziej współczesny może. Pan, który jest bardziej znany obecnie, dlatego, że pojawia się często w internecie na YouTubie. Pan Wim Hof.
Pan, który pochodzi z Holandii, okrzyknięty mianem tak zwanego Ice Mana, czyli lodowego człowieka. Człowiek, który zaobserwował w sobie energię i sposób przemieszczania się energii życia i poprzez bardzo regularną praktykę udoskonalił swoją technikę do tego stopnia, że jest w stanie przetrwać w warunkach, w których każdy inny by po prostu skonał. Głównie specjalizuje się w zimnych temperaturach i również jest mistrzem wstrzymywania oddechu. Tu warto wspomnieć. Jest obecnie posiadaczem wielu rekordów światowych. No i pan generalnie zajmuje się pływaniem nago pod lodem na przykład albo wspina się na ośmiotysięczniki w samych majtkach, gdzie każdy inny po prostu zamarzłby już po paru minutach. Wim Hof, stosując pewne krije, dlatego że definitywnie są to krije — techniki oddechowe, które wywodzą się bezpośrednio z jogi — udowadnia po prostu ludzkości, całemu światu, że umysł jest silniejszy niż warunki pogodowe. Pokazuje światu, w jaki sposób można przełamać ograniczenia ludzkiego ciała i umysłu i tym samym wykorzystać subtelny fenomen, którym to nasycony jest cały wszechświat. Fenomen, którym cechuje się również światło, który jest wszechobecny i niesie życie. Ale my często tego fenomenu nie zauważamy.
Jeszcze jako ciekawostka zastanawia mnie sama polska nazwa światło. To znaczy jaka jest etymologia tego słowa właściwie? Ja znawcą języka polskiego nie jestem, aczkolwiek zastanawia mnie właśnie pochodzenie tego słowa. Dlatego, że jeżeli rozbijemy to słowo na dwa człony światło, czyli świat i tło, to wydawać by się mogło, że właśnie owa nazwa tego fenomenu wskazuje na pewien bardzo subtelny charakter światła, które miałoby być tłem dla istniejącego świata właściwie. Czyli ta bardzo subtelna forma energii, która istnieje nie wprost, aczkolwiek w jakiś sposób w tle, a z drugiej strony uwarunkowuje całe istnienie świata, czyli tego, co powołane do istnienia, tego, co funkcjonuje w formie materialnej. No i oprócz tego zastanawia mnie nazwa, czy też imię pradawnego pogańskiego boga Słowian — Światowida. Światowid, czyli ten, który widzi światło. Ten, który widzi światło, ale moim zdaniem nie światło jako optyczny fenomen, tylko jako właśnie ta bardzo subtelna forma, jako ta esencja, która przepełnia stworzenie. A ja również byłbym przychylny do stwierdzenia, że niebyt. Ten wspólny mianownik, który przejawia się w postaci pola.
I tu również wspomnę, że wielu ludzi, którzy podejmują próby medytacji, poniekąd wyznaczają sobie jakieś cele, mają jakieś oczekiwania w stosunku do praktyki, co jest absolutnie błędne. Podejmując proces medytacyjny nie powinniśmy oczekiwać niczego, a z drugiej strony powinniśmy być gotowi na wszystko. Wielu ludzi wysnuło dosyć błędne wnioski, że w głębokich stanach medytacyjnych powinieneś znaleźć się w świetlistości, w świetle. Powinieneś być otoczony tudzież przemienić się w światłość. To jest pewna mylna interpretacja znowu słowa, które pochodzi z sanskrytu. Słowa, które opisywało tego typu stany świadomości, tego typu stany pojednania z totalnością, stany bycia w unii z Bogiem, ze Stwórcą. A słowo, które raczej opisuje klarowność i totalny wgląd w rzecz raczej niż fenomen optyczny, jakim jest ten aspekt światła, który to postrzegamy dzięki naszemu narządowi wzroku. Także moi drodzy, podejmując próby medytacji czy też medytując nie szukajcie światła. Nie szukajcie również fajerwerków tudzież różnych innych wybuchowych dowodów na to, że medytacja przebiega sprawnie. Tutaj wręcz przeciwnie.
Nie wyznaczajmy sobie w tym procesie medytacyjnym żadnych celów. Nie próbujmy sobie ani nikomu innemu czegokolwiek udowodnić. Udajmy się w podróż, w której dystans nie ma znaczenia. Ani jakiekolwiek efekty i rezultaty nie są tutaj istotne. A to, co ma się wydarzyć, nastąpi w sposób naturalny. A jeżeli nic się nie wydarzy, to też super. Czasami zdrowo sobie po prostu posiedzieć samym ze sobą w ciszy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Mam nadzieję, że zdrowymi jesteście. Do usłyszenia, do zobaczenia w Chacie Mistyka.
Pokój, miłość i światło dla każdego. Pranam. Chata Mistyka.