[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Ciskam gorące promienie słońca w waszą stronę, szanowni słuchacze. Kolejny log.
Jestem już w kolejnym miejscu. Opuściłem ashram. Spędziłem w aśramie dziesięć dni. Czas wypełniony intensywną praktyką. Również brałem udział jako wolontariusz w pewnym warsztacie jogi, w pewnym programie jogi, który nazywa się Shunia Intensive. Czterodniowy warsztat, w którym uczestniczyło 240 ludzi. Zabawne było to, że 200 osób z tego tłumu to byli Chińczycy, więc bardzo specyficzny warsztat, bardzo specyficzny program. Oczywiście wszystko przy udziale tłumaczy, ale przemili ludzie, naprawdę sympatyczni. Ja myślę, że to wypływa trochę z kultury. Nie ma co ukrywać, ludzie w Chinach są dosyć uciśnieni przez rząd i to również w pewien sposób wywiera wpływ na ich zachowanie, na to, w jaki sposób zachowują się w środowisku, kiedy na przykład opuszczają Chiny.
Są to bardzo pokorni ludzie, ale również pełni radości. Bardzo często i chętnie wyrażają swoją radość w postaci wszelkiego rodzaju okrzyków i podskoków. Także miło było to obserwować. Program, w którym ja sam wziąłem udział już ponad rok temu, kiedy byłem w aśramie. Program, który wtajemnicza cię w pewną praktykę kriji jogi, która jest przepotężną właściwie techniką, przynosi mnóstwo pozytywów do życia jogina praktykującego tę technikę dziennie. Ja sam wykonuję tę technikę. To są techniki oddechowe i techniki przekierowywania energii życia podług własnej intencji, kierowania po prostu prany w odpowiednie części naszego organizmu, ale również przekierowywanie energii w naszej siatce energetycznej, w naszym ciele energetycznym. Tym razem jako wolontariusz byłem pomocą dla ludzi przybyłych właśnie na ten program. Program był bardzo zabawny. Program jest dosyć intensywny, trwa cztery dni, gdzie każda dosłownie minuta twojego czasu jest zaprojektowana pod kątem osiągnięcia określonych celów.
Wszystko jest zaprojektowane w szczegółowości, wliczając w to dietę, to, co podawane jest jako posiłki i godziny, o których podawane są owe posiłki. Wszystko to dlatego, że praktyka jogi i fizyczne asany, czyli fizyczne postawy ciała ludzkiego, odbywają się w długich, wielogodzinnych sesjach każdego dnia. Oprócz tego odbywają się wykłady wideo, gdzie Sat Guru opowiada o różnego rodzaju technikach i wtajemnicza po prostu ludzi w tematykę jogi. Więc program bardzo intensywny. Przez cztery dni właściwie wszyscy zamknięci są w jednym obszarze. Przepiękne miejsce. Jest to potężna hala otoczona barwnym ogrodem, gdzie rosną potężne drzewa, w tym jeden wielki baobab o potężnym, grubym pniu i bardzo ciekawych, włochatych owocach. Ale oprócz tego mnóstwo innych dużych drzew. Drzewa owocowe, również mnóstwo drzew kwitnących przepięknymi, pachnącymi kwiatami. Oprócz tego stołówka i hala, w której to podawane są owe posiłki, gdzie wszyscy wspólnie jedzą, siedząc na podłodze na matach ze skrzyżowanymi nogami.
W tym czasie wszyscy uczestnicy programu są zachęceni do tego, aby pozostawić wszelkiego rodzaju technologiczne zabawki, wliczając w to telefony, iPady i aparaty fotograficzne w depozycie. Przez te cztery dni generalnie nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym, nawet z resztą ashramu. A właśnie wszystko po to, aby uczestnicy mogli skupić się na osiągnięciu celu. A zadanie jest niebagatelne, wymaga dużo skupienia, wymaga również dużo energii i mobilizacji swego rodzaju. Praca przy tego rodzaju programie jest jeszcze bardziej intensywna, bo pomimo tego, że było nas prawie 40 wolontariuszy, więc obsługa była dosyć spora- Każdy z nas wykonuje praktyki jogi już od dłuższego czasu i musieliśmy znaleźć czas na to, aby wykonać swoje dzienne praktyki, a oprócz tego zatroszczyć się o komfort i warunki dla uczestników owego programu. Często brakowało czasu, często byliśmy w szaleńczym pędzie, aczkolwiek energia wypływająca z tego doświadczenia jest nieprawdopodobna. Cztery krótko przespane noce, ale naprawdę tętniłem energią. Jest to wspaniałe uczucie. Jest atmosfera miłości, wspólnej wibracji i jest to wspaniałe. Po ukończeniu tego programu jako wolontariusz spędziłem parę dni w aśramie.
Przepięknie spędzony czas. Wzmocniłem moją sadhanę, czyli moją praktykę duchową. Myślę, że to był bardzo fajny booster, czyli taki wspomagacz mojej praktyki dziennej. Parę dni temu opuściłem aśram pełen wrażeń, energii, optymizmu i przepełniony chęcią działania. Chyba tak bym to określił. Trzy dni drogi motorem. Jestem w miejscu, które nazywa się Gokarna. Powróciłem nad ocean. Kiedy nagrywam tutaj ten odcinek, siedzę sobie na skalistej skarpie tuż nad oceanem. W tle słychać pluszczącą wodę Morza Arabskiego.
Tak nazywa się tutaj ta część oceanu. Jest właśnie zachód słońca. Siedząc sobie na tej wysokiej skarpie, spoglądam w dół skalistej zatoki. Miejsce nazywa się Paradise Beach, czyli rajska plaża. Przepiękna lokalizacja, malowniczo położona zatoczka, mnóstwo zieleni. Pojawiają się tutaj podróżnicy obcokrajowcy, więc znowu klimaty hipisiarskie. Generalnie jest to taka dzika plaża, gdzie najbliższe zabudowania tego miejsca znajdują się jakieś 20–25 minut spacerku. Tutaj na rajskiej plaży nie ma ani prądu, ani nie ma na przykład toalety, ale spokojnie, woda pitna jest. Pomiędzy skałkami w niedalekiej odległości znajduje się malutkie źródełko, które radośnie produkuje nam tutaj wodę pitną. Obecnie na plaży przebywa może około 20 osób.
Są to głównie obcokrajowcy. Miejsce jest naprawdę malownicze. Znajdują się tutaj palmy kokosowe. Znajdują się też drzewa owocowe. Tuż przede mną drzewo mango. Mój hamak zresztą rozpięty jest tym razem pomiędzy palmą kokosową a drzewem mango. Mango jeszcze nie są dojrzałe. To nie jest jeszcze sezon na zbieranie owoców. Bardzo miły, słoneczny klimat. Wszystko oczywiście skąpane słońcem, nagrzane skały, błękitny ocean dosłownie parę metrów przede mną.
W ten sposób żyję sobie w hamaczku przez ostatnie parę dni. Jest pięknie. Miejsce w pobliżu miejscowości, które nazywa się Gokarna. W Gokarnie jeszcze nie byłem. Będzie to moja pierwsza wizyta. To jest dosłownie parę kilometrów od tego miejsca, gdzie jestem. Aczkolwiek zanim udam się do miasteczka, postanowiłem spędzić parę dni i parę nocy tutaj, na tej dzikiej, rajskiej plaży w towarzystwie paru znakomitych postaci. Poznałem paru podróżników. Jest to miejsce dosyć popularne dla ludzi podróżujących w Indiach. Ludzi, którzy pojawiają się tutaj, w tej południowo-zachodniej części kraju.
Słyszałem o tym miejscu wiele dobrych opinii od ludzi, których spotkałem na drodze do tej pory, więc postanowiłem odwiedzić to miejsce. Generalnie odkąd opuściłem aśram w Coimbatore w Tamilnadu, zaczynam kierować się powoli na północ, moi drodzy. Przychodzi taki czas, że zbliża się dla mnie czas powrotu. Aczkolwiek ja nie wracam, tylko przemieszczam się zawsze do przodu. Także nie ma już dla mnie powrotów, aczkolwiek poruszam się do przodu na północ ponownie może. Jeszcze jest trochę czasu, także spokojnie. Postanowiłem odwiedzić znowu ocean. Kocham ocean. Kocham słońce. Kocham tą roślinność, przepiękną naturę.
Po trzech dniach jazdy motorem, dosyć intensywnej jazdy nie było łatwo. Motor popsuł się by the way. Ponownie motor odmówił posłuszeństwa dosłownie tuż przed salonem, tuż przed garażem, serwisem marki Royal Enfield. Pierwszy raz wydarzyło się to w Radżastanie, kiedy to jechałem do miasta Jaisalmer, w którym znajduje się piaskowy pałac, piaskowy fort i dosłownie kiedy zajechałem na miejsce, motor odmówił posłuszeństwa. Byłem na górce i wystarczyło motor obrócić i zjechać na luzie po prostu na dół drogi. I tam właśnie znajdował się salon również Royal Enfield. Motor został naprawiony bardzo szybko. Również tym razem wyjechałem z aśramu i dosłownie 45 kilometrów od centrum Isha Yoga Center motor zaczął się psuć. Problem był z dźwignią zmiany biegów. Kiedy popsuł się kompletnie, to obróciłem głowę w lewo i okazało się, że stoję przed salonem Royal Enfield.
I to otwartym salonem, w którym pompowało życie i panowie oganiali się przy naprawdę setkach maszyn. Jest to dla mnie wielka przyjemność widzieć różne modele tego legendznego, klasycznego motoru Royal Enfield. Niektóre egzemplarze są naprawdę odjechane. Niektóre są wyśrubowane i stuningowane do granic możliwości. Istne motoryzacyjne dzieła sztuki. Ja na moim trochę starszym, tudzież nie gorszym motorze udałem się do warsztatu. Po paru godzinach rozmów z mechanikami, pasjonatami swojej pracy, swojego zawodu, co miło jest widzieć, udało się motor naprawić i wyruszyłem w drogę. Trzy dni drogi, na liczniku ponad 7500 kilometrów. Nie wiem dokładnie ile, muszę sprawdzić, ale już ponad 7500 kilometrów odkąd rozpocząłem podróż. Dotarłem nad ocean.
Zamierzam tutaj troszeczkę posiedzieć, może z tydzień, może z dwa, odpocząć po prostu, zanim ruszę w drogę na północ, w północną część Indii. Siedzę właśnie na tej skarpie, na przepięknym kamiennym klifie, który porośnięty jest soczystą, bujną zielenią. Wszelkiego rodzaju orientalne rośliny, wliczając w to palmy. Nie tylko palmy kokosowe, ale różnego rodzaju inne palmy, których nie jestem do końca w stanie nazwać. Oglądam sobie zachód słońca i naszły mnie takie przemyślenia odnośnie kolorów. Oczywiście przepiękne zachody słońca nad oceanem. Zawsze obserwujemy te zachody słońca, podziwiamy je, a ja tutaj zwróciłem uwagę na spektrum kolorów, które pojawiają się przy owych zachodach słońca. Szczególnie kiedy oglądasz takowe nad morzem czy też nad oceanem. Woda odbija światło w bardzo specyficzny sposób, zakrzywia je. Stworzy takie lustro.
Ale o tych kolorach tutaj chwilę dzisiaj chciałem opowiedzieć, dlatego że zjawisko, które pojawia się podczas zachodu słońca, kiedy generalnie linia horyzontu przekracza kierunek, z którego pochodzą promienie słoneczne. Przy zachodzie słońca pojawiają się specyficzne warunki optyczne, które pozwalają nam zaobserwować pewien fenomen. Fenomen, który polega na tym, że światło złożone jest z mnogości kolorów, ale jawi nam się albo jako promień białego światła w zwykłych warunkach dziennych. Jak wiadomo, światło jest niewidoczne. Widzimy tylko to, co zatrzymuje światło, tudzież to, co odbija promienie słoneczne. Tutaj przy zachodzie słońca pojawia się swego rodzaju pryzmat, który rozszczepia tę wiązkę światła na poszczególne kolory. Obserwując sobie tutaj te zachody słońca, mogę wyróżnić takie właściwie równomierne spektrum kolorów, które zagęszczają się w pewnym określonym kierunku ku horyzontowi, ku linii horyzontalnej. Te kolory, gdybym chciał je wymienić. Patrzę w tej chwili sobie na zachodzące już słońce i te kolory, zaczynając od góry, nazwałbym ten kolor taki świetlisty, nazwałbym go białym. Takie przezroczyste, niewidzialne dla naszego oka światło.
To światło zaczyna się zagęszczać i przemienia się w kolor żółty. Pojawia się żółć. Kolor żółty, idąc dalej w kierunku linii horyzontu, zamienia się w kolor pomarańczowy i nabiera intensywności wokół słońca. Wokół tego źródła słońca, które często jawi się również jako czerwone przy zachodzie, prawda? Ale podążając dalej od koloru żółtego, idąc w dół, w kierunku horyzontu, zaczyna pojawiać się fiolet, taki indigo. I ten fiolet swobodnie przechodzi sobie w kolor niebieski. Tak bym to nazwał. Jest to kolor ciemnoniebieski, który zagęszcza się w kolor granatowy. To jest generalnie całe spektrum tego światła. Tutaj zaczyna się już horyzont.
Ale pamiętajmy o tym, że to jest właściwie tylko jedna strona obrazka. Żyjemy w świecie dualności, gdzie wszystko rozpięte jest pomiędzy dwoma skrajnościami. Jest zawsze plus i minus. Jest zawsze ciepłe i zimne. Jest mrok i jest światło. Każde zjawisko ma swoje alterzjawisko. Zawsze każda siła posiada siłę, która ma charakter odmienny, przeciwny. To jest to prawdziwe prawo dynamiki. Zawsze jest para sił. To nie jest nigdy tylko jedna siła.
Zresztą ja myślę, że jest więcej niż para tych sił, ale dla uproszczenia modelu logicznego dla wyobraźni, myślę, że wystarczy uzmysłowić sobie, że po prostu istnieje zawsze para, że istnieje ta rozbieżność, to napięcie pomiędzy dwoma skrajnościami. Tutaj również schodząc do horyzontu, chyba często zapominamy o tym, że to jest właściwie tylko jedna strona tego całego zjawiska. To jest tylko jedna strona medalu, jedna strona okładki książki. A co jest po drugiej stronie? Tutaj oglądam zachód, a po drugiej stronie jest przecież wschód słońca. Ten wschód słońca również powoduje odpowiednie warunki optyczne, które pozwalają nam zauważyć to całe spektrum kolorów, które posiada wiązka światła, czy też korona świetlna, która pojawia się tutaj ze słońca. Jest to druga strona obrazka, której my nie dostrzegamy, ale która istnieje. To znaczy, ja w tej chwili postrzegam zachód słońca. Ktoś po drugiej stronie planety ogląda wschód słońca. Całość tego spektrum to jest właściwie model kulisty.
To nie jest tylko tęcza, która przejawia się z jednej strony najciemniejszej do jaśniejszej, tylko jest to obraz, który również istnieje po drugiej stronie, pomimo tego, że w tej chwili moja gałka oczna nie jest w stanie zauważyć wschodu słońca, dlatego, że zasłania mi po prostu obraz ta planeta. Ale zjawisko jest, istnieje nadal, istnieje równocześnie w tym samym momencie. Jest to model okręgów bardziej niż paska rozbieżności tych kolorów. Tutaj naszło mnie takie przemyślenie, że to, co na górze, to również pod spodem. Ta stara alchemiczna zasada. Jeżeli tak dla naszego zmysłu postrzegania, dla naszego oka, dla naszego umysłu manifestuje się wiązka promieni słonecznych docierających tutaj ze słońca, czyli ma tą całą skalę kolorów, wnioskować z tego można, że światło złożone jest z różnych barw, z różnych odcieni, ale właśnie nie do końca. To światło nie jest stworzone z kolorów. Kolor to jest właściwie tylko i wyłącznie domena przedmiotu, od którego odbija się światło. Wszystko, co jest w stworzeniu, wszystko, co oglądamy w świecie fizycznym, posiada odpowiednie walory, posiada odpowiednie jakości i dlatego jest tym, czym jest. Jest również w swojej najdoskonalszej geometrycznej formie istnienia.
Dlatego istnieje. Gdyby nie było zachowanej idealnej geometrii, rzeczy po prostu rozpadałyby się na kosmiczny pył. Zresztą dużo rzeczy rozpada się na kosmiczny pył. Ale to, co istnieje, zachowuje swoje istnienie ze względu właśnie na tą siłę zachowawczą. Nazwij to sobie miłością. To miłość jest tym, co spaja istnienie, co powoduje naszą manifestację w świecie przedmiotów. Bez miłości, bez tej intencji bytu, bez tej woli bytu nie byłoby po prostu ani nas, ani niczego, co nas otacza, czego jesteśmy również częścią w tym świecie, w świecie stworzenia. Rzeczy nasycone są różnego rodzaju jakościami. Z tego względu tworzy się ich struktura, z tego względu powstają ich właściwości. Do grona tych właściwości zaliczyć można również zdolność odbijania światła i zdolność odbijania charakterystycznych wiązek światła.
Właśnie z tego powodu pojawiają się kolory dla nas, dla naszego oka, dla naszego umysłu. Jesteśmy w stanie zinterpretować światło pochodzące od słońca, które pochłaniane jest lub odbijane przez przedmiot i powraca do naszej gałki ocznej i później poprzez ten instrument umysł analizuje te dane i nazywa sobie to na przykład kolorem zielonym. To jest oczywiście wielki skrót, bo tak naprawdę my prawdopodobnie nie widzimy nawet ułamka tego spektrum świetlnego, które odbija się od danego przedmiotu. Jest to wystarczająca ilość informacji, żeby nam umożliwić przetrwanie w tym świecie przedmiotów, w tym świecie fizyczności. To wystarcza, ale z drugiej strony jest też dużym filtrem poznawczym. Te kolory to jest tylko i wyłącznie zasługa jakości przedmiotu. Jeżeli przedmiot ma w sobie taką cechę, że na przykład odbija czerwień, a pochłania całe inne spektrum światła My postrzegamy ten przedmiot jako czerwony. Jabłko. Truskawka. Ale skoro przedmiot odbija większość spektrum promieni słonecznych, a bardzo mało z nich pochłania, to my widzimy to jako kolor biały.
Śnieg. To jest kolor, który odbija jak najwięcej energii. Drugą skrajnością jest kolor czarny. Kolor czarny czy też przedmiot, który ma właściwości koloru czarnego, który ma taką strukturę, pochłania największą ilość światła. Dlatego my widzimy to jako czerń. Dlatego, że to nie odbija za dużo światła słonecznego. To pochłania najwięcej energii i to nie tylko energii słonecznej. Tutaj taka ciekawostka: ludzie, którzy chodzą na pogrzeby i stypy, ubierają się w tradycji katolickiej na czarno. To jest właśnie ten dowcip. Jeżeli nie lubisz za bardzo tego typu imprezek jak stypy i pogrzeby, to polecam nieubieranie się na czarno.
Dlatego, że nosząc na sobie czarne ubranie, absorbujesz, pochłaniasz dużo więcej energii niż nosząc na sobie ubrania jakiegokolwiek innego koloru. To jest taki paradoks. W jodze ubiór czarny, takie czarne szale i okrycia służą do tego, aby w odpowiednich praktykach, przy odpowiednich zgromadzeniach, gdzie praktykowane są różnego rodzaju techniki jogi, ubierać czarne ubiory, po to, żeby chłonąć więcej energii podczas tego procesu. Kolor biały odbija jak najwięcej energii, więc jest to kolor, który najbardziej chroni nas od energii, które potencjalnie mogą być dla nas szkodliwe. Szkodliwe pod względem niewłaściwego rezonansu, pod względem niewłaściwej wibracji, co może przełożyć się na niewłaściwą wibrację naszego ciała fizycznego, ciała energetycznego, jeżeli jesteśmy podatni na tego typu historie. Nie polecam ubierania się na czarno. Wiem, że to jest mocna tradycja, szczególnie w Polsce, szczególnie w kulturze katolickiej, aczkolwiek warto zdawać sobie z tego sprawę, że kolory mają mnóstwo właściwości, również energetycznych. Zresztą można stymulować w przepiękny sposób system odpornościowy człowieka podczas zabiegów przy udziale kolorów i zapachów również. Aromaterapia, chyba tak to się nazywa. Powracając jeszcze do tego zachodu słońca i do tego spektrum kolorów na niebie.
Wydaje mi się, że ta prastara zasada alchemiczna: to, co nad nami, to pod nami również. To, co nad nami, to wewnątrz nas. Jeżeli taki jest model funkcjonowania światła w naszej atmosferze ziemskiej, to zastanawiałem się nad czakrami. Czakry, czyli centra energetyczne. Generalnie wymienia się najczęściej siedem głównych czakr, które to usytuowane są mniej więcej w lokalizacji wzdłuż naszego kręgosłupa. Kręgosłup, czyli kosmiczna antena. Warto bardzo o tę antenę dbać i w odpowiedni sposób tę antenę dostrajać. W jodze, ale nie tylko w jodze, w kulturach wschodnich wspomina się kolory owych czakr, owych skrzyżowań energetycznych. Te kolory generalnie troszeczkę mnie zastanawiają, dlatego że te siedem głównych czakr to, idąc od podstawy, jest czakra muladhara. Tak nazywa się ta czakra w tradycji jogi z sanskrytu.
Muladhara przedstawiana jest jako kolor czerwony. To jest ta czakra, która nas ukorzenia z planetą u podstawy kręgosłupa. Idąc wyżej, pojawia się czakra, która ma kolor pomarańczowy. Idąc wyżej, w okolicach pępka znajduje się czakra, która ma kolor żółty. Później w okolicach serca znajduje się czakra, która ma kolor zielony. Na szyi, w tym miejscu, gdzie jest taki dołek na krtani, znajduje się w tej okolicy czakra nazywana visuddhi. Czakra visuddhi przedstawiana jest zwykle jako kolor niebieski. Idąc wyżej, na czole, pomiędzy brwiami, na linii brwi znajduje się ajna albo adżna. Jest to miejsce, w którym znajduje się tak zwane trzecie oko. Jest to miejsce, które reprezentowane jest przez kolor purpurowy, indigo.
Czakra, która znajduje się na czubku głowy, czakra koronna ma swoją reprezentację w kolorze białym, świetlistym. Tak generalnie przyjęło się w kulturach wschodnich, że w takich kolorach pojmuje się czy też wyobraża sobie te skrzyżowania energetyczne. To są oczywiście miejsca w ciele energetycznym człowieka, które jest niedostrzegalne dla niewprawnego oka. czyli dla większości z nas. Ja tutaj zauważam pewną analogię z tymi kolorami, które pojawiają się przy zachodzie słońca. Bo skoro tak reprezentowane jest światło słoneczne, które jest naszą baterią życia, która napędza nas, nasze komórki i która daje nam siłę życia, istnienia, to czemu owe czakry również nie miałyby być reprezentowane przez te same kolory i uszeregowane w tej samej kolejności? Tylko z tego, co mnie się wydaje, czakry te mogą mieć odmienne kolory, aczkolwiek tutaj chodzi o nasycenie danym kolorem, danym paskiem koloru. Dlatego, że moim zdaniem te czakry zawierają całe spektrum światła, tylko w zależności od proporcji, od ilości nasycenia i może jakości owej czakry, kolor przejawia się w bardziej zdefiniowanej dla nas formie. Więc zaczynając od najniższej czakry, która przedstawiana jest zwykle jako kolor czerwony. Ja bym się z tym kłócił, dlatego, że ta najniższa czakra wydaje mi się, że będzie granatowa.
To będzie taki sam kolor, który przedstawiany jest tuż nad linią horyzontu przy zachodzącym słońcu. Więc idąc wyżej, zamiast koloru pomarańczowego wstawiłbym kolor fioletowy. Tylko o co chodzi? Ta fioletowa czakra nie oznacza, że ona jest tylko fioletowa. Ona zawiera całe spektrum, te wszystkie paski kolorów wymieszane, ale proporcjonalnie najbardziej przejawia się kolor fioletowy. Ten kolor fioletowy przechodzi sobie swobodnie w kolor czerwony i kolor czerwony przechodzi w kolor pomarańczowy. Kolor pomarańczowy przechodzi w kolor żółty. Kolor żółty na samej górze przejawia się jako taka światłość. To oczywiście wszystko jako model kulisty. Słowo czakra z sanskrytu oznacza koło, dlatego, że wskazuje w pewien sposób charakter ruchu, dynamiki owych skrzyżowań energetycznych.
Aczkolwiek w modelu energetycznym w systemie jogi czakra tak naprawdę jest trójkątem. To jest ta najbardziej podstawowa figura geometryczna, która jest w stanie się zamanifestować w naszym stworzeniu. Teraz wyobraźcie sobie, drodzy słuchacze, że owe czakry mają takie kolory i w takim kierunku układa się ten gradient, to cieniowanie owych kolorów. Nie do końca jest to tak, jak to przedstawia się na starożytnych rycinach. Nie wiem, co o tym myślicie. Chciałbym usłyszeć opinie wasze. Wydaje mi się, że ma to sens. Jeżeli zaobserwujesz takie zjawisko. To wszystko jest widoczne przed naszymi oczami, ale czasami do nas nie dociera. Skoro wszystko zbudowane jest na tym samym modelu, działa w ten sam sposób, to myślę, że te kolory również przejawiałyby się w podobny sposób w przypadku czakr, tych węzłów energetycznych.
Więc ta mieszanka kolorów po prostu jest. Ona tylko i wyłącznie manifestuje się bardziej lub mniej, w zależności od charakteru danego środowiska. Tak jest generalnie ze wszystkim innym. Tak jest z chemią, tak jest z fizyką. W zależności od tego, jakie stworzymy warunki, powstanie lub nie dany efekt. Mnie tymczasem zastał już wieczór na skalnym klifie. W dole szumi sobie morze. Komary wychodzą na żer, więc będę żegnał się. Dzisiaj odcinek troszeczkę krótszy, aczkolwiek myślę, że miło ponownie spotkać się w skromnych progach Chaty Mistyka. Dzięki wszystkim za słuchanie.
Dzięki wszystkim za szperanie w archiwum. Dziękuję wszystkim za odwiedziny w Chacie. Dziękuję wszystkim za słuchanie. Jeżeli lubisz Chatę Mistyka i masz wśród swoich znajomych kogoś, kto mógłby być zainteresowany tematyką mistycyzmu i podróży wszelkiego rodzaju, to zaproś tą osobę do Chaty. Ja tymczasem pozdrawiam was gorącą bryzą znad Morza Arabskiego. Przesyłam dużo słońca, dużo miłości. Trzymajcie się, moi kochani i zostawię was na chwilę z odgłosami morza wieczorową porą. Namaste. Pranam. A teraz powoli zamknij oczy i poprzez nos weź głęboki wdech.
Zatrzymaj na chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem zrelaksuj swoje ciało kompletnie. Teraz weź drugi głęboki wdech nosem. Zatrzymaj na chwilę powietrze i wypuszczając powietrze nosem zrelaksuj się jeszcze bardziej. Weź trzeci głęboki wdech nosem. Zatrzymaj na chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem zrelaksuj się kompletnie. Hata mistyka.