[00:32] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy właśnie tutaj, właśnie teraz kolejny odcinek niezwykłej audycji, na którą czekają głównie mole książkowe, ale nie tylko. Również wielbiciele interesujących radiowych dyskusji. „Bibliotekarium” tym razem w wydaniu na żywo. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Dobry wieczór panowie.
[01:04] - Dobry wieczór.
[01:04] - Dobry wieczór.
[01:05] - Punktem wyjścia dzisiaj do dyskusji będzie książka Łukasza Orbitowskiego pod tytułem „Exodus”. Ale zanim przejdziemy do dyskusji, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Po godzinie 21:00 będzie można dzwonić i wziąć udział w dyskusji na żywo na antenie, ale numer telefonu warto zapisać sobie już teraz. Stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. Jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne propozycje nowych, kolejnych książek do omówienia w „Bibliotekarium” na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Halo, halo Bydgoszcz.
[02:22] - Halo, halo. Autor dzisiaj zacny i przede wszystkim doświadczony wszelako w różnych gatunkach literackich, bo Łukasz Orbitowski, który jest autorem książki „Exodus”, zaczynał od prozy, którą jedni kochają, drudzy niekoniecznie, a mianowicie od literatury grozy. Trochę fantastyki. Współpracował zresztą z czasopismami, z którymi myśmy również współpracowali, czyli na przykład „Science Fiction, Fantasy and Horror”. W każdym razie dzisiaj już z tej fascynacji literaturą grozy jest troszkę mniej w jego literaturze. To raczej pożeglowało w kierunku prozy obyczajowej, chociaż, jak pewno dzisiaj wyniknie w czasie naszej rozmowy, chyba tak nie do końca. Bo książka „Exodus”, o której będziemy dzisiaj rozmawiali, niby jest taką książką obyczajową, nie lekką, ale obyczajową, a mnie mimo wszystko z jakimś rodzajem horroru, grozy jednak nieodparcie się kojarzy. Łukasz Orbitowski to laureat Paszportu Polityki. To bardzo ważne wyróżnienie w Polsce. Był też nominowany do Nagrody Literackiej Nike i jest też zdobywcą Nagrody Zajdla.
Był też nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia. To jeśli chodzi o osiągnięcia takie związane z nagrodami, bo osiągnięć literackich, czyli po prostu książek wymieniał nie będę, bo jest ich sporo. Posługiwanie się taką listą i wymienianie ciurkiem iluś tam tytułów nie sprzyja poczuto czystości audycji. Dlatego sobie może daruję. Natomiast jest tam naprawdę tego sporo. Między innymi jest książka, której tłem akcji jest nasza Bydgoszcz, czy też zwana też niekiedy Brzytgoszczą, chociaż już coraz mniej adekwatne jest to określenie. Mamy mówić o książce „Exodus”, a zatem powiedzmy coś.
[04:55] - Wyrażenie opinii na temat dosyć potężnej książki, bo-
[05:01] - No, 450 stron
[05:02] - ... Orbitowski poszalał rzeczywiście. No ale cóż, książka ma wymiar autora chyba, mam takie wrażenie. Trzeba będzie się pogimnastykować. Ale z drugiej strony ty wiesz, Marek, ja sobie tak myślę, że my się możemy specjalnie nie przejmować tym, co musimy wygłosić, bo rozmowa to jest rozmowa. To nie jest dysertacja , to nie jest akademicka wykładnia jakakolwiek, to nie jest zresztą wyciąganie wniosków. To jest czasami przeskakiwanie od różnych skojarzeń. Na tym polega rozmowa.
[05:43] - Czasami luźna impresja. To, na co sobie nie może poważny recenzent pozwolić, my sobie możemy pozwolić i pewno sobie będziemy pozwalać.
[05:52] - W każdej recenzji trzeba przedstawić jakąś tezę, tę tezę rozwinąć.
[05:56] - Jakiś wychodzik mały.
[05:58] - Spróbować ją udowodnić i tak dalej. W rozmowie Ja coś palnę, Marek to przyjmie na wiarę, wy wysłuchacie. Najwyżej dostaniemy maila, że Żykiewicz znowuż bręzi. Ale ja uwielbiam ten proceder.
[06:16] - Takie maile też uwielbiamy. Naprawdę czasami ich uzasadnienie bywa sążniste i niezwykle poważne.
[06:23] - Natomiast będziemy próbowali się do tej książki ustosunkować, bo dla mnie ona ma spory wymiar, ale to może będę później wyłuszczał.
[06:38] - Myślę, że dobrym początkiem dla naszej rozmowy będzie recenzja, którą przytargałeś ze sobą, a Marek Iwellios nagrał ją. Recenzja, która dotyczy książki Łukasza Orbitowskiego, jest napisana z pełnym sznytem i bardzo poważnie. Autorką tej recenzji jest Marta Sowiecka. Recenzja ukazała się na portalu Dzika Banda w magazynie Niecałkiem Kulturalnym. Ta recenzja nosi tytuł „Trud Gilgamesza”. Dotyczy „Exodusu”, dotyczy książki Łukasza Orbitowskiego i myślę, że to jest dobry punkt wyjścia do naszej dyskusji.
[07:30] - Tym bardziej, że w pewnym sensie ułatwiamy sobie robotę, bo zamiast wyłuszczać mniej więcej, gimnastykować się z tym, o czym książka, na jaki temat, a pewnych rzeczy nie wolno zdradzić.
[07:41] - I za dużo nie powiedzieć, żeby nie zdradzić.
[07:45] - Recenzent też tego nie robi, ale recenzent przynajmniej klarownie wykłada to, co w dyskusji takiej potocznej mogłoby umknąć.
[07:56] - Tak jest. Cóż, Marku, prosimy w takim razie o recenzję zatytułowaną „Trud Gilgamesza”.
[08:05] - „Exodus” to opowieść o mężczyźnie, który wepchnięty w siatkę międzyludzkich powiązań, wymyka się. Ucieka dopingowany tragedią, by stać się samotnikiem kroczącym pośród ludzi. By być nikim i zrozumieć, że nikim być nie można. Zawsze trzeba być kimś, choćby artystą życia, który potrafi wykreować jedynie tragedie. Bo Janek ma tę niezwykłą cechę: jednoczy innych przeciwko sobie. Gdy piszę tę recenzję, poznański dworzec PKP zdobią billboardy niosące pewną treść: „Tolerancja to za mało. Należy się szacunek”. Billboardy często przypominają o tym, by nie bić żon, by nie wsiadać za kółko po spożyciu, by szanować drugiego człowieka. Trudno powiedzieć, czy bez nich cokolwiek uległoby zmianie. Orbitowski jest pisarzem, dlatego przesłania z billboardów upycha w fabuły.
Zadaje przy tym ciekawe pytania. Czy bez pieniędzy, bieznych wojen, czystego ubrania nadal odbijamy się w oczach innych jako ludzie? Czym jest godność? Czym jest człowieczeństwo? Przemierzając Berlin, obóz przesiedleńczy u podnóża Alp, Lublanę oraz goszcząc na greckiej wyspie, szuka odpowiedzi na te pytania. Pierwszy przystanek to Berlin. Przyklejony do swojego plecaka niczym Raul Duke do walizki Janek, uciekinier z własnego życia, pędzi przez dnie i noce, smakując zachodnie powietrze. I rzeczywiście jego przygoda przypomina tę opisaną w „Strachu i odrazie” w Las Vegas. Mania prześladowcza krążąca po głowie jest motorem napędowym bohatera, czerwoną lampką nad głową, która nie pozwala na chwilę spokoju. To wyrzuty sumienia, przed którymi nie sposób uciec.
Jednak by nie oszaleć, należy próbować. I gdy próby kończą się fiaskiem, na ratunek Jankowi przychodzi ksiądz Robert. Janek ma specyficzną cechę: demaskuje niegodziwości innych. Jego łupem pada również Robert, który obdarty ze swej tajemnicy, karleje do diabelskich rozmiarów. Stacja druga to przesiedleńczy obóz, gdzie dzieje się wszystko, a my możemy zobaczyć szaleństwo, któremu Janek poddaje się, chcąc naprawdę zbawić obóz. Lublana to przystanek, gdzie rzeczywistość odwraca się od rozgrywających się scen, błagając, by wpisać je w fikcję. To tutaj, w krainie beznadziei, Włóczykij odkrywa w sobie największe pokłady dobra. Odnajduje bezinteresowną miłość do drugiego człowieka. Nie przez przypadek kończymy w pięknej Grecji, stolicy zachodniej mądrości. Tutaj, u źródła największych idei, Janek sprawdza granice własnego miłosierdzia.
W tej całej podróży zrzuca siebie, gubi siebie, prąc naprzód donikąd. Z tych warstw, z tej skorupy wyłania się człowiek tęskniący za drugim człowiekiem, za dotykiem, okruchem ciepła. Powoli wychodzi największa tęsknota, jaką jest tęsknota ojca do syna. Człowiek stworzony jest do tego, by kochać. Jednak życie często niesie więcej namiętności, niż może pomieścić serce. Bywa, że kocha się kogoś więcej niż partnera, z którym kroczy się przez życie. Ta miłość może być równie gorzka, co ta uprawiana od lat w domowym zaciszu. Tego dowiadujemy się z retrospekcji, wspomnień, z których tak naprawdę dowiadujemy się, kim jest Włóczykij Janek. Tu przewodnikiem jest raz mama, a raz trener sukcesu, dzielny Steve, wujek Dobra Rada, przekuwających chłopców w prawdziwych mężczyzn. Nie ma tu jednak figury ojca.
Jego zarys dostrzegamy ukryty w kopertach, ale to sekret najpilniej strzeżony, najbardziej bolesny. Bo przecież, cytat: „Brak ojca jest jak zepsuty kompas i potrzaskany ster. Trudno wówczas żeglować przez życie”. Zaś cytat: „Życie to ciemność, jęk i skrzycota. W tym mroku przyda się każdy promyk”. I taki właśnie jest Janek, główny bohater książki. Skłonny do filozoficznych rozważań, kroczący z głową w chmurach, ale to dzięki temu gotów jest, niczym wielki Gilgamesz, opuścić swoje królestwo i ruszyć w nieznane, szukając dla siebie ratunku. A przecież to nie wszystko. Jest jeszcze billboard nawołujący do szacunku. Bo Janek to nie tylko włóczykij własnego życia.
To również rzetelny, bo kroczący obok rzeczywistości dziennikarz. Ta gonzo narracja, poprzez którą autor mocuje się z europejskim kryzysem uchodźczym, z postępującą bezdomnością, z trenerami fałszywej tożsamości, z fałszywym miłosierdziem, uzależnieniem od gadżetów, pozwala czytelnikowi samemu wyskrobać niepokój drzemiący w podbrzuszu. Orbitowski dzieli się z czytelnikiem gorzką jak polskie oliwki refleksją o tym, że jesteśmy bezradni jak dzieci. Potrafimy bez końca toczyć scenariusz, którego nas nauczono, który nam wpojono, a coraz mniej zdolni jesteśmy do zrywu, by chwycić życie za mordę. O tym, że rodzimy się niewolnikami, całe życie budującymi w marzeniach domy, nie rozumiejąc, że domu nie da się kupić. Słyszymy o tym w jęku bezdomnych, pijaków, którzy umierają, tęskniąc za tymi widziadłami. To gorzka refleksja na temat człowieka, który nauczony kochać poprzez pieniądze, nie widzi w sobie szacunku, gdy mu ich brak. Najbardziej poruszający okazał się dla mnie fragment, który wprowadzę, wspierając się filmem „Wielkie piękno” – „La Grande Bella”. Jest tam scena, gdzie święta na miarę Matki Teresy z Kalkuty, osaczona przez włoskich artystów, zapytana o swoje życie, odpowiada: „O biedzie się nie mówi, w biedzie się żyje”. Tę gorzką prawdę Orbitowski obnaża w obozie dla uchodźców, gdzie człowiek wznosi swój sukces na porażce drugiego człowieka.
A jednak „Exodus” uczy, że od nadmiaru da się uciec, zgubić po drodze i pozostać człowiekiem. To nie nadmiar zżera człowieka, lecz pustka, przed którą nie da schronić się nigdzie. To puste miejsce w łóżku, pusty żołądek, pusta butelka po alkoholu, która przeraża, wykrzywia mordę w zwierzęcym grymasie. Pustka to potwór. To bestia najgorsza, którą każdy chce czymś zapełnić. To ona dmie w żagle wichrami nieukojonej goryczy. Zrywa do marszu tak Janka, jak i Gilgamesza w eposie, którego słowa na koniec zacytuję, bo „Exodus” jest niczym epos o współczesnym człowieku. „I to takoż był trud Gilgamesza, władcy, który wszystko widział, a przejrzał. Widział rzeczy zakryte, wiedział tajemne. Przyniósł wieści sprzed wielkiego potopu.
Wyruszył Gilgamesz w daleką drogę. Zmęczył się ogromnie. Przyszedł z powrotem. Na kamieniu wyrwał powieść o trudach”. Marta Sobiecka, recenzja dla portalu dzikabanda.pl. Czytał Marek Sęk "Ivellios".
[15:41] - Specjalnie spróbowałem wciągnąć tę recenzję Marty Sobieckiej, dlatego bo mi się bardzo podobała, chociaż zastrzegam się, że autorka w egzaltowany sposób mówi o tej książce. Trochę dmie w bardzo bojowe surmy, a książka nie ma takiego wymiaru. Książka jest bardzo wyciszona. Książka nie jest tak...
[16:18] - Uciekło słowo.
[16:18] - Uciekło.
[16:19] - Uciekło. Ja ci wejdę w słowo w takim razie, bo ja mam wrażenie, że to nie jest tak, jak powiedziałeś, że dmie w surmy i tak dalej. Ja na przykładzie tej książki mam wrażenie, że to jest taka literatura, którą troszeczkę inaczej odbierają mężczyźni i troszeczkę inaczej odbierają kobiety. Ja wiem, że zaraz zostanę okrzyknięty jakimś podłym rasistą. Nie, to nie o to chodzi, że aż tak się bardzo różnimy, tylko inna wrażliwość. I ja myślę zresztą, że portal Dzika Banda, na którym ukazała się ta recenzja, chyba też to zauważył, ponieważ recenzji Marty Sobieckiej towarzyszy recenzja napisana przez chłopaka, przez mężczyznę. A zatem są różne punkty widzenia na tę samą książkę. To chyba nie jest przypadek. I ja się zgadzam z tym, że tę książkę inaczej będą odbierali mężczyźni, inaczej będą odbierały kobiety.
[17:24] - Zadałem pewnemu człowiekowi pytanie, czy ta książka jest męska. Bez wahania odpowiedział: „Tak”. Otóż jeśli ta książka jest książką męską, jest o mężczyźnie w dodatku, siłą rzeczy my odnosimy się do tego, co albo znamy, albo sobie wyobrażamy, albo czujemy. Ja mówię o mężczyznach. Kobiety mogą się stykać, czasami czytając tę książkę pierwszy raz w życiu, z taką interpretacją męskości. Nie z samcem Tylko z mężczyzną, z człowiekiem. W tym obrazie mężczyzny dostrzec człowieka zwyczajnego. Zresztą ta książka ma taki wymiar. Będziemy jeszcze o tym.
[18:23] - Tak, mam tu też zapisane. Ponieważ autorka odwołuje się do Gilgamesza, a ty mi powiedziałeś, że coś w tym jest i przywołałeś swoją-
[18:35] - To tak dla anegdoty. Zapewniam, że to nie ma nic wspólnego. I oczywiście, że nie ma nic wspólnego, ale kiedy usiadłem do tej książki, zacząłem ją sobie przewracać, bo ona jest solidnych rozmiarów. Zerknąłem sobie na jedną stronę, potem drugą, przerzuciłem kilkadziesiąt stron albo i kilkaset. Przeczytałem jedną stronę, wróciłem do początku i znowuż przeczytałem stronę. I tak się zacząłem bawić i mnie ta gra wciągnęła. Otóż czytałem różne fragmenty, przechodziłem i one mi sprawiały dużą przyjemność. I ja w tym momencie, kiedy się tak tym bawiłem, trochę rozpoznając teren jak ten harcownik, przypomniałem sobie, że ja się kiedyś w życiu dokładnie tak samo bawiłem książką bardzo poważną, heroiczną. Tak jak tutaj autorka recenzji przywołała Gilgamesza, tak ja przypomniałem sobie, że ja sobie w ten sam sposób czytałem epos Kalevala. To jest fiński epos historyczny, też o heroizmie, ale już północy, nie południa.
To może książka, która się nie nadawała wręcz w dzisiejszych czasach-
[19:59] - Skandynawia
[19:59] - ... tak, do czytania jednym ciągiem. Natomiast sprawiała ogromną satysfakcję w czytaniu fragmentów, gdyż to może przypomina starą książkę „Grę w klasy” Cortázara, tylko że on ten zabieg literacki współczesny zastosował mechanicznie. Natomiast książki historycznie ważne bardzo często można czytać w taki sposób wybiórczy, wracając, cofając się, szukając potwierdzenia na pewne tezy w poprzednich rozdziałach i tak dalej, wędrując po książce. Otóż książka taka jak Kalevala, jak dzisiaj Gilgamesz, to są książki do wędrowania. Bardzo podobną książką według mnie jest książka Orbitowskiego „Exodus”. Zresztą przywołują recenzenci, wiele jest na ten temat takich twierdzeń, że to jest książka o drodze, Marku.
[21:01] - Właśnie. Ja tutaj sobie zrobiłem notatki. Przy takim stwierdzeniu „książka drogi” mam ogromny znak zapytania, bo to jest rzecz, która się pojawia w wielu recenzjach, że to jest książka drogi. A ja prowokacyjnie zapytam: ale czy na pewno?
[21:23] - Ja odpowiem, że na pewno tak.
[21:26] - Tak. Okej, już się co do czegoś zgadzamy. To już jest zawsze pozytywny objaw. Ale jakiej drogi?
[21:34] - Tu możemy się bardzo różnić.
[21:36] - Pięknie się różnimy w takim razie.
[21:38] - Jeszcze nie wiem, ale ja wygłoszę swój pogląd. Dla mnie ta książka nie jest podróżą z Warszawy przez Berlin, do Lublany i do Grecji, i tak dalej. Jest to książka o drodze przez życie, drodze mężczyzny i drodze przez jego własne życie. Ja miałem takie wrażenie. Chociaż rzeczywiście podróż bardziej namacalna w książce istnieje, nie? A jak ty żeś to odebrał?
[22:21] - Wiesz, ja z kolei odniosłem wrażenie, że ta podróż, z którą mamy do czynienia na kartach książki, to jest podróż duchowa, podróż przemiany bohatera. Inaczej, rozpoznawania siebie, może bardziej tak. Jakby wgłębiania się w siebie samego. Człowiek zaczyna siebie rozumieć. I ja nawet na poparcie tej tezy mam przynajmniej jeden argument, że autor stosuje - długo się nad tym zastanawiałem - dosyć ciekawy zabieg literacki. Otóż jesteśmy sobie z bohaterem jego książki w Berlinie. Jesteśmy? Jesteśmy. Dowiadujemy się, że teraz zmienią się dekoracje, bo autor rozpocznie podróż, a potem jest krótkie cięcie, tak jak w filmie, i już jesteśmy w tym drugim miejscu, czyli na południu Europy. Nie ma tej drogi, ta droga fizyczna, pokonanie odległości między Berlinem a południem Europy nie istnieje na kartach książki.
I zastanawiałem się właściwie dlaczego, bo mamy do czynienia - a to warto wiedzieć - w przypadku Łukasza Orbitowskiego z autorem, u którego chyba nie ma przypadków. To jest autor dojrzały. Autor, który wie, co robi, wie, co pisze i wie, dlaczego pewne zabiegi stosuje. My nie do końca czasami wiemy dlaczego, ale nie podejrzewam, że autor tej klasy pozostawia Takie rzeczy przypadkowi.
[24:07] - Ja ci powiem, że mówisz, że tej drogi nie ma, a ja ją mam. Ja ją widziałem, ale w taki dosyć specyficzny sposób. Zobacz, jak można tą samą książkę czytając mieć zupełnie inne spostrzeżenia. I to jest zawsze ogromny walor każdej literatury, jeśli coś takiego można wygłosić. Otóż ja muszę ci powiedzieć, że potraktowałem prawie od samego początku, sięgając strona po stronie, po książce, czasami czytając dłuższy kawałek i znowu wracając, wyobraziłem sobie taką sytuację, że właściwie wsiadłem do taksówki, w której Orbitowski to jest ten facet, taksówkarz. Jedziemy sobie, tylko że na zewnątrz tej taksówki leje rzęsisty deszcz. Przez przednią szybę nie widać nic. Ale chodzi ta wycieraczka. Taksówkarz, jak każdy kierowca musi mieć wzrok przyklejony do świateł i do sosy i do kierunku, w którym jedzie. Ale ja, pasażer, mam wycieraczkę, która na chwilę odgarnia tą cieknącą z góry wodę i ja widzę pewien widok, pewną sytuację.
Znajduję się w tym miejscu, w tym zdarzeniu, znowu wycieraczka, deszcz leje, znowu odsłona i znowu. I ta cała książka to jest taki powolny, wahadłowy ruch wycieraczki, która zdejmuje tą wodę, odsłaniając przed moimi oczami pewną partię tekstu i z powrotem zasłania. A ja już jestem w nowym miejscu, ale ta droga cały czas jest.
[25:57] - To prawda. Można to jeszcze w taki sposób interpretować, że autor zostawia nam pewne pole do wyobraźni. Tak czy inaczej, musimy, chociaż na chwilę przed oczyma duszy zobaczyć tę drogę, którą bohater musiał pokonać. Szczególnie że my z taką czystą drogą, opisaną spotykamy się na początku książki, kiedy nasz bohater jest w pociągu, kiedy podróżuje do Berlina. Tam to jest opisane, ta fizyczność jest. Jest pokazane, jak on podróżuje. Później tego nie mamy. Ja już sobie nad tym zabiegiem Łukasza Orbitowskiego długo myślałem, już wymyślałem najdziksze i najbardziej skomplikowane interpretacje. Postanowiłem jednak tym szaleństwem z naszymi słuchaczami się nie dzielić, bo zacząłem brnąć w kierunku rasowego recenzenta, który tak się zaczyna zakochiwać w swojej wizji, tej, którą ma po przeczytaniu książki, że już później niczego innego nie widzi. Postanowiłem w związku z tym porzucić te rozmaite wizje, tylko zwrócić uwagę potencjalnym czytelnikom, że taki zabieg został zastosowany i myślę, że nie został zastosowany tak ad hoc, zupełnie bez powodu, że tam jakieś zamierzenie, jakiś cel autor osiąga.
Być może my sobie w sposób świadomy z tego nie zdajemy sprawy. Niemniej jednak to działa na nas i kiedy w tym obozie dla uchodźców ni stąd, ni zowąd jesteśmy w Berlinie, ciach, już jesteśmy w obozie dla uchodźców. To robi jednak wrażenie. Nagle przenosimy się, podróżujemy pomiędzy światami. I to jest ciekawy zabieg.
[27:45] - Jak ciebie słucham i przypominam sobie, co sam tutaj powiedziałem, to zaczynam mieć takie wrażenie, że słuchacze mogą odnieść wrażenie-
[27:55] - Również wrażenie.
[27:56] - Również wrażenie, że książka jest nieprawdopodobnie mądra i skomplikowana, że tak powiem. Otóż nic bardziej omylnego.
[28:05] - Mądra jest, ale nie na takim akademickim poziomie, gdzie padają same bardzo mądre wyrażenia i same górnolotne sformułowania.
[28:14] - Ta książka jest piekielnie prosta w odbiorze. To właściwie od czytelnika zależy, w jaki sposób, z jakim rozmachem, w jakie objęcia wpadnie.
[28:27] - Ona jest prosta również z tego powodu, że autor ma tę literacką klasę, że posługuje się językiem, który właściwie dla czytelnika jest przezroczysty.
[28:41] - Jak szkło. Jak kryształ.
[28:42] - Dokładnie. I nie skupiamy się na tym, że autor właśnie napisał coś i my to mamy przeczytać. Skupiamy się na tym, co jest nam podawane, na tym, co się dzieje w tej książce. Wbrew pozorom to nie jest takie oczywiste. Bardzo wielu autorów stosuje taki język, że najpierw musimy się przez ileś stron wdrażać. Musimy się przyzwyczajać, zanim w końcu ruszymy do przodu. W książce „Exodus” właściwie wchodzimy miękko w całą narrację i ten język, tak jak powiedziałem, jest przezroczysty. On sprzyja temu, że my w ten świat się zagłębiamy. A świat jest ciekawy, bo to jest świat z jednej strony bardzo naturalistycznie zarysowany. Nie zdradzę żadnej tajemnicy, że autor, nie wiem, jakie miał motywacje, ale dzięki temu, że odbył podróże do miejsc, w których rozgrywa się akcja, to w tej warstwie opisowej, takiej obyczajowej, to jest bardzo wiarygodne.
Ja nie potrafię co prawda wypowiedzieć się co do Grecji czy obozu dla uchodźców, ale jeśli chodzi o Berlin, to wydało mi się to miejsce narysowane na kartach jego powieści bardzo znajome. Po prostu to widziałem.
[30:19] - Wiesz, wiarygodność jest wtedy wiarygodna najbardziej, kiedy się czegoś dotknęło. Bywają również książki, szczególnie na przykład w fantastyce, science fiction, które są wiarygodne dlatego, gdyż autor wyobraźnią dotykał świata w sposób taki, jakby to była ręka. Czyli jeśli ktoś ma wyobraźnię, to się posługuje wyobraźnią. Jeśli ktoś ma reporterski zmysł, to po prostu musi wsiąść w pociąg albo wsiąść w samochód i jechać albo iść pieszo przed siebie i oglądać świat, postrzegać ten świat.
[31:07] - Ja powiem tak: mówiliśmy przed chwilą o tym, czy to jest powieść drogi. Prowokacyjnie dalej podtrzymuję ten znak zapytania, ale oczywiście nie byłoby dobrej audycji, gdybym sam sobie nie zaprzeczył. Więc od razu zrobię to na początku, żeby nie trzymać wszystkich naszych słuchaczy w niepewności, bo z jednej strony to się zastanawiam nad tym, czy to rzeczywiście tak do końca jest powieść drogi, a z drugiej strony nie sposób nie zauważyć tego, co dla drogi jest charakterystyczne, że autor wyrusza z pewnego miejsca, a potem do niego wraca. Takie nawiązania do „Władcy Pierścieni”, gdzie bohaterowie wyruszają, a potem wracają.
[31:54] - Albo do klasycznej „Odysei” po prostu.
[31:58] - Chociażby. Jest coś takiego w tej powieści, że ta podróż musi się odbyć, żeby bohater odkrył samego siebie. Oczywiście przy okazji dokona iluś ważnych czynów, iluś ważnych odkryć, pozna bardzo duży szmat świata, ale w gruncie rzeczy musi w nim ta przemiana duchowa nastąpić, żeby mógł wrócić w to miejsce, z którego wyruszył.
[32:32] - I tak to się odbywa w tej książce. Pamiętasz taką książkę Verne'go „Podróż do wnętrza Ziemi”?
[32:41] - Tak.
[32:42] - To była też droga do wnętrza Ziemi, a to jest droga do wnętrza samego siebie.
[32:46] - Samego siebie, zdecydowanie. Cały czas się gryzę w język, bo musimy uważać, żeby nie opowiadać tej książki. Ale powiem tak, że my na początku nie wiemy, co właściwie opętało głównego bohatera, że ni stąd, ni zowąd uciekł z Warszawy, wyczyścił konta, wymazał gumką myszką swoje poprzednie życie. My w toku narracji, przewracając kolejne karty książki, dowiadujemy się, dlaczego on z tej Warszawy uciekł. I kiedy pozyskujemy tę wiedzę, to niektórzy mogą powiedzieć: „Tak, wiem, ale w dalszym ciągu nie wiem, dlaczego on uciekł. Miał dramatyczne przeżycia chłop, ale nie rozumiem”. Bo to jest opisanie, nie wiem, czy specyficznego gatunku człowieka, ale opisanie rzeczywiście specyficznej wrażliwości. My poza tym, że przewracając kolejne strony, poznajemy powody takich, a nie innych działań bohatera, to poznajemy też jego. Jaki on jest w gruncie rzeczy, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. I być może wielu z nas nie postąpiłoby właśnie w taki sposób.
Nie tak zareagowałoby na trudne przeżycie, które go spotyka. Natomiast jeśli zaczynamy poznawać tego bohatera, to jego postępowanie pasuje. Ono jest spójne. To znaczy, to nie jest tak, że Łukasz Orbitowski wymyślił sobie jakąś postać i miota nią po kartach książki. Nie. To jest spójne i to jest wiarygodne.
[34:37] - Jest to wiarygodne, bo ja w ogóle uważam, i taką tezę postawię tutaj nawet w dyskusji, że Orbitowski napisał, zaskoczę cię nawet chyba i nie tylko ciebie, piekielnie ważną książkę. Bardzo ważną książkę.
[34:56] - A do tego za chwilę wrócimy, bo ja uwielbiam ci przerywać tok myślowy, jednak chcę postawić kropkę nad i. Książka ważna. Do tego za chwilę wrócimy, ale wróćmy do pytania. To to jest powieść drogi czy nie?
[35:10] - Jest to powieść drogi. Jest to powieść drogi i to pierwszej wody. Zupełnie jedną z najlepszych powieści tego typu. Dlatego, gdyż kiedy się o niej, ja mówię o męskim odbiorze tej książki, czyta tej książki tak, jak by się postrzegało siebie samego.
[35:37] - Wejdę ci w słowo. Jak już tak sobie na chwilę zamilczałeś, to wejdę ci w słowo. Nawiązujesz do tego, co powiedziałem na początku, że książkę Orbitowskiego inaczej będą odbierały kobiety, inaczej będą odbierali mężczyźni. To jest moim zdaniem oczywista oczywistość.
[36:01] - Zapewne tak, bo inaczej być nie może.
[36:05] - Tak. Dumasz, wyraźnie dumasz o tym, że Łukasz napisał ważną książkę. To ci teraz pozwolę powiedzieć o tym. Dlaczego ona jest taka ważna?
[36:16] - Dlaczego? Też się nad tym zastanawiam, ale takie odczucie miałem właśnie po tym swoim przerzucaniu pierwszych stron. Nie wiem.
[36:29] - Dobrze, to pójdźmy tym śladem. Szukajmy tropów.
[36:32] - Zacznę od czegoś takiego. Tak jak powiedziałem, że jak się chce powiedzieć coś pewnego, to powiedzieć to, czego się dotknęło, że tak powiem, a nie imaginacji. Opowiem wam pewną anegdotkę. Otóż pewnego razu Orbitowski zaprosił mnie do swojego programu w telewizji, który wyplata ciężko. Zastanawiałem się, czy pojechać, ale w sumie pojechałem.
[37:04] - I zostałeś dezerterem.
[37:06] - I zostałem dezerterem. Opowiem wam, jak ten program wyglądał. Program jak program. Są pewne reguły gry. Gdyby Orbitowski dał mi powiedzieć to, co bym chciał powiedzieć, to by ten program nigdy nie wszedł na antenę. Gdybym się mógł zachowywać tak, jak bym się chciał zachowywać, to również by on nie wszedł na antenę. Orbitowski zrobił z materiałem to, co mógł zrobić. Ja tam gadałem jak menel i powiem wam dlaczego. Otóż pojechałem do Warszawy w pewnym ukrytym celu. Od 20 lat mam pewną fobię, pewne hobby, które po prostu nigdy nikomu nie wyjawiłem.
[38:04] - Coming out teraz będzie?
[38:05] - Nawet tobie. Tak. Pierwszy raz je wyłożę. Otóż od 20 lat szukam szczęśliwego człowieka. Słuchajcie, przeżyłem komunę, przeżywam wszystko, co jest możliwe i tak dalej. Od 20 lat szukam. Byłem przez kupę lat bezdomnym człowiekiem. Również tam szukałem ludzi szczęśliwych, bo wbrew pozorom są. Szukam człowieka szczęśliwego. I tutaj się dowiedziałem, że facet jest, że tak powiem, cóż, muskule jak to się w Dziwie gadało, muskule ma, klatę również.
Kiedy się wyraziłem przed naszą wspólną przyjaciółką, że mam jakąś odruchową sympatię do tego człowieka, ona wzruszyła ramionami i powiedziała: „Wszyscy lubią Orbitowskiego. On się po prostu nie da nie lubić”. Pomyślałem tak: „Wszyscy go lubią. To szczęśliwy człowiek. Pojadę, porozmawiam ze szczęśliwym człowiekiem”. Usiadłem w tym jego studio. On mi zadawał pytania. Jego interesowałem ja. Tylko że problem w tym, że mnie w ogóle moja osoba nie interesuje. Ja się z podełba przyglądałem facetowi, który siedział naprzeciwko mnie.
Który zadawał mi pytania. Odpowiadałem byle co. On mi nawet poza kamerą dawał znaki, na jaki temat mam się wymówić. Ja udawałem idiotę, że nie złapałem. Wiedziałem doskonale. Unikałem tematów. Ja się po prostu uważnie człowiekowi przyglądałem. Przyjechałem do Warszawy poszukać faceta, który jest na fali, który jest szczęśliwy, którego wszyscy kochają, wszyscy lubią, którego wszyscy podziwiają, któremu książki wydają, który pisze dobre książki, który jest inteligentny, dobry, doceniony. I cóż ja widzę przed sobą? Miał trudny moment może w życiu i tak dalej, więc trudno o tego.
Ale ja tam spotkałem człowieka, którego teraz spotykam w tej książce, głównego bohatera tej książki. Powiem wam, dlaczego z takim uporem brnę w to moje hobby i szukam szczęśliwego człowieka. Zwróćcie uwagę na taki śmieszny paradoks. Przecież żyjemy w bardzo dziwnych czasach. Nie ma wojny. Dobrobyt kwitnie. Żreć można i rzygać do upadłego. Książek jest w bród.
[41:01] - Programów kulinarnych w telewizjach szpachlami.
[41:04] - Kulinarnych również.
[41:05] - Można jeść wszystko.
[41:06] - Kopulować można i namacalnie, i wirtualnie. Czyli zaspokajać wszystkie ludzkie potrzeby powyżej uszu. Tylko ja cały czas brnę przez ten mój kawałek życia i szukam w tym świecie szczęśliwego człowieka. Ja go nie znajduję. Jadę do Warszawy na spotkanie z Orbitowskim. Nie spotykam go również. Czytam jego książkę i nie spotykam go również. I nie spotykam nigdzie w pełni. Właściwie to skłamałbym. Ja jestem szczęśliwym człowiekiem, a poza tym raz spotkałem ewidentnego idiotę i on był bardzo podobny do mnie.
I obydwaj byliśmy szczęśliwi.
[41:53] - Rozumiem, że audycja bez autopromocji jest audycją straconą.
[41:58] - Ale zwróćcie uwagę na taki paradoks współczesnych czasów. I dlaczego mówię, że ta książka jest pieczołowicie ważna. Otóż w literaturze współczesnej i zresztą w literaturze od czasu, kiedy literatura stała się popularną literaturą do czytania przez wszystkich, czyli od czasów Gutenberga mniej więcej, książki fabularne, przede wszystkim fabuła ludzi interesowała. Obraz rzeczywistości i bohaterów, to znaczy ludzi, jacy żyją w danym czasie, powstawał przy okazji. Przy okazji możemy się dowiedzieć, jacy bohaterowie żyli na przykład u Bolesława Prusa w czasach „Lalki” czy coś takiego. Wspominać tego. To przy okazji fabuły. Przy okazji jest narracja, jest jakaś fabuła i przy okazji my dzisiaj odkrywamy bohaterów z tamtego czasu. A teraz ja wam powiem, jak będzie na przykład z Stoczni za 200 lat. Jeśli badacze z tamtej przyszłości będą chcieli zrozumieć człowieka z przełomu XX i XXI wieku w tym miejscu, w którym my tutaj w tej chwili rozmawiamy, w którym siedzimy, w którym żyjemy, będą chcieli dowiedzieć się o życiu zwykłego, przeciętnego, dajmy na to akurat w tym wypadku mężczyzny, to wtedy należy sięgnąć do książki Orbitowskiego.
To jest pełen, w pełni skończony obraz drogi przez życie człowieka współczesnego. Roboczopiec z przełomu XX i XXI wieku. Może jest to smutne, może jest to gorzkie, ale tym niemniej ja mam takie poczucie, że to Orbitowski oddał najpełniej w tej książce.
[44:17] - Cóż ja mogę powiedzieć? Że się z tobą radykalnie nie zgadzam, ale jednak przyznaję ci rację. Bo rzeczywiście Łukasz Orbitowski namalował pewien portret mężczyzny po przejściach. To już sobie zresztą przed audycją ustaliliśmy i ustaliliśmy, że nie będziemy wchodzić w szczegóły, ale jest w tej książce bardzo wiele osobistych doświadczeń autora, wrzuconych do tej książki, osobistych jego przeżyć, a bardziej odczuć, różnego rodzaju refleksji. Długo sobie o tym przed audycją rozmawialiśmy i-
[45:05] - Tego Marku jest dużo. To właśnie tak, jakby do komputera, na którym pisał tą książkę wyjął jakiegoś chipa i sobie wetknął w żyłę po prostu.
[45:14] - Trochę tak. Dlatego się z tobą zgadzam, że ta książka pokazuje, ale nie przesadzajmy, to nie jest opis życia wszystkich otaczających nas ludzi.
[45:29] - A ja ci powiedziałem właśnie Marku, że tak.
[45:34] - Dobrze.
[45:34] - Wiesz dlaczego? Dlatego, bo szukam człowieka szczęśliwego i nie znajduję.
[45:39] - Dobrze. Łukasz Orbitowski jest absolwentem filozofii i jest moim zdaniem potwierdzeniem tego, że człowiek z dużą wiedzą, z dużą wrażliwością nie ma szans tak naprawdę, żeby być człowiekiem szczęśliwym, bo za dużo o tej rzeczywistości myśli, za dużo ma refleksji, za dużo poszukiwań, jakichś nadziei, za dużo świadomości uciekającego czasu, uciekających wydarzeń, uciekającego wszystkiego. W tym momencie, kiedy człowiek nie ma tylu refleksji, nie kombinuje za dużo, jest prosty i nieskomplikowany, to jest znacznie szczęśliwszy i tam bym na twoim miejscu szukał człowieka szczęśliwego. Ja nie wiem, czy mądrego, bo zaczynam w toku naszej rozmowy oczywiście nabierać takiego przekonania, że myśmy stworzyli nie do końca jednak prawdziwą opozycję, ale ona się tutaj, przynajmniej w tej dyskusji sprawdza, że troszeczkę jest tak, że jak jesteś szczęśliwy, to nie możesz być za mądry. Jak jesteś mądry, to nie możesz być szczęśliwy. To trochę się tutaj sprawdza i ja bym jednak nie czynił tego jakąś taką zasadą generalną w tej warstwie takiej bardzo osobowej. Natomiast ty w pewnym momencie powiedziałeś, że jest to również książka prawie o naszej cywilizacji.
[47:17] - Tak.
[47:19] - I w tym momencie jestem skłonny się z tobą zgodzić, bo to jest książka właściwie, która pokazuje, jak wygląda to, co nas otacza.
[47:30] - Tu i teraz.
[47:31] - Tu i teraz. Troszkę może nie tu i teraz w tym kraju, ale już kawałek za granicą.
[47:39] - W tym kawałku świata, w którym jesteśmy.
[47:40] - W tym kawałku świata, w którym jesteśmy. Nagle okazuje się, że ten kawałek innego świata też składa się z innych światów. Przecież te opisy, które autor nam dostarcza opisują rzeczywistość, której większość z nas nie zna. I rzeczywiście w tym wymiarze Łukasz Orbitowski opisuje naszą rzeczywistość, naszą europejską rzeczywistość. I tu bym się był skłonny na to zgodzić.
[48:18] - I właśnie dlatego ja tę książkę nazywam świadectwem czasu obecnego, bo tak to można ująć, bo ona taką właśnie książką jest.
[48:29] - Tak.
[48:30] - Czy ją docenią przyszłe pokolenia to inna sprawa.
[48:33] - To zależy, jaka opcja wygra. W każdym razie chodzi o to, że w tych szerokich planach tak, ale ja myślę, że w tym planie osobowym głównego bohatera, będzie tak, że niektórzy przeczytają tę książkę i powiedzą: „O kurczę, ale niektórzy ludzie mają przerąbane w życiu." Bo tego nigdy nie doświadczyli. To jest rodzaj świadectwa dawanego przez Łukasza Orbitowskiego zarówno w tej warstwie, o której mówiliśmy poprzednio, czyli w tej ogólnej, szeroko planowej, jak i w tej ludzkiej, w warstwie przeżyć pojedynczego człowieka, jego wrażliwości. To jest ważne świadectwo, ale świadectwo, które jedni przyjmą, muszą nawet przyjąć na wiarę. Inni powiedzą tak: ten facet wie coś o życiu, bo ja poruszałem się w podobnych kręgach piekła jak on, jak jego bohater. I to jest myślę z tego względu rzeczywiście książka, którą zgadzam się z tobą, należy uznać za książkę ważną. Przeczytałem w jednej z recenzji, których dosyć sporo jest w internecie, że to jest książka fajna, ale nie najlepsza. Ja bym nie chciał w ogóle, tak jak powiedzieliśmy-
[49:59] - Tak, wartościować.
[50:00] - Nie warto wchodzić w takie dyskusje, czy ona jest lepsza, czy ona jest gorsza, a to zależy kto czyta i jaki ma bagaż doświadczeń.
[50:11] - I czego szuka.
[50:11] - Czego szuka w tej książce. Dokładnie. Bo wtedy nagle się może okazać, że to właśnie ta książka jest najważniejsza.
[50:21] - Ja uważam, że ona jest— nie wiem, czy jest dobra, czy jest najlepsza, ale dlatego powiedziałem, że być może w życiu Orbitowskiego jest to książka najważniejsza. Dlatego, gdyż nie jest do końca wymyślona, ale jest w pewnym sensie sprawdzona w praktyce. To znaczy pewna opcja życia, światopoglądu.
[50:52] - A tu ciekawy głos polemiczny na czacie. Timitu pisze coś takiego: „Mi raczej się wydaje, że tylko człowiek wrażliwy może być szczęśliwy”.
[51:05] - Większość ludzi właśnie w ten sposób mówi odwrotnie. Tylko człowiek wrażliwy właściwie może być człowiekiem nieszczęśliwym.
[51:14] - A można to jeszcze, jak już tak się bawimy w takie przewrotki, można też powiedzieć inaczej zupełnie, że człowiek wrażliwy z tej racji, że jest wrażliwy i tak wszystko przeżywa, to nie ma szans na to, żeby być szczęśliwy.
[51:27] - To znaczy człowieka wrażliwego łatwo dotknąć.
[51:31] - Dobić do ziemi jest po prostu łatwiej.
[51:34] - Natomiast tu nie tyle o wrażliwość. Natomiast człowieka szczęśliwego z natury trudno dotknąć, trudno uderzyć, trudno ze szczęścia wybić po prostu z poczucia takiego.
[51:47] - Chociaż wiesz, nawet uświadomienie sobie zła tego świata, tak jak chociażby w książce Orbitowskiego, kiedy jesteśmy w obozie dla uchodźców, sam wiesz, co tam się działo i o czym na przykład— za chwilę o tym możemy bardzo ogólnie powiedzieć —o rozmowie z szefem tego obozu. To piękna scena jest przecież. Sam wiesz, co tam się dzieje, że jest nieszczęście i są ludzie, którzy swoje szczęście budują na tym nieszczęściu.
[52:18] - Tak, ale na tym polega cała-
[52:20] - To zresztą się znalazło w recenzji, którą cytowaliśmy. A wracając jeszcze na chwilę do tego komentarza, który się pojawił na czacie. Oczywiście trudno w tak krótkiej audycji, w tak dosyć ogólnikowych stwierdzeniach rozstrzygnąć taką kwestię. Rzeczywiście spojrzenia mogą być różne i wcale nie przesądzamy, jak jest. Wróćmy do książki, bo jak już powołałem się na tę rozmowę, spróbujmy, bo to będzie dobry punkt do dalszej dyskusji. Spróbujmy przybliżyć tę scenę z obozu dla uchodźców. Tam główny bohater w pewnym momencie udaje się do szefa.
[53:02] - Tak jak powiedziałeś, że zło to też nie jest takie jasne.
[53:06] - Nie, oczywiście.
[53:08] - I klarowne. Po prostu, jak to w każdym interesie bywa, każdy obywatel tego świata kręci sobie lody z życia i z wszystkiego.
[53:24] - A niektórzy dodają jeszcze polewę do tych lodów.
[53:26] - Jeszcze do tego. Więc oczywiście wszystkie obozy, tak samo jak każda wojna, to jest pole dla biznesu, pole dla karier, pole dla zbudowania swojego image jakiegoś. Wszystko jest biznesem, wszystko jest interesem po prostu we współczesnym świecie.
[53:54] - Tak by go chcieli, przynajmniej niektórzy postrzegać.
[53:57] - I tak jest również w naszej rzeczywistości, Marku, nie jest inaczej. Proszę zwróć uwagę jak funkcjonuje— tam jest obóz przesiedleńczy, a u nas pomoc dla tych bezdomnych i tak dalej. Przecież to jest biznes po prostu. Mnóstwo ludzi pracuje, dostaje pensję, a potem emeryturę za to, że pomagają bezdomnym, nie? Czyli właściwie kto tu komu pomaga? Ten bezdomny pomaga komuś zdobyć emeryturę. On sam zostanie bez emerytury.
[54:30] - I bezdomny.
[54:32] - Bezdomny. Natomiast przed II wojną światową w tej Polsce takiej w miarę normalnej było tak, że jeśli ktoś, kto coś posiadał, chciał wspomóc biednych, to charytatywnie wspomagał go. Nie robił na tym interesu, tylko po prostu brał udział w charytatywnych imprezach i tak dalej. Wykładał kasę na stół, wykładał biżuterię na stół swoją własną i żony, nie odchodził bez żadnego kwika za to, że scedował na rzecz biednych i dzięki temu może sobie od podatku.
[55:14] - Odliczyć od podatku. Oczywiście.
[55:17] - Tamto była charyzma, charytatywność, a dzisiaj to wszystko jest biznes i naczynia połączone. Nie ma czegoś takiego. I tak samo się odbywa w każdym obozie uchodźców, którzy się przelewają. To jest wszystko dzisiaj interesem. A kiedy bohater Orbitowskiego postrzega ludzi, którzy - ja nie chcę zdradzać, bo tam jest dużo dowcipu dobrego, dużo anegdoty.
[55:48] - No dobrze. Budują, kręcą te swoje lody na nieszczęściu innych. Tak ogólnie powiedziawszy.
[55:53] - Na nieszczęściu innych i tak dalej. On przeżywa to, on dojrzewa do tego, że tak być na tym świecie nie powinno. Chce coś z tym począć, zrobić. I tu zdradzimy na chwilkę tylko.
[56:07] - Ale to drobiazg.
[56:09] - Idzie z tym do naczelnika obozu. Idzie i wali wszystko-
[56:16] - Na stół.
[56:16] - I poczytajcie, żeby się dowiedzieć, co było dalej, bo to was powali.
[56:27] - No dobrze, zostawmy, bo to ciekawa scena i pokazująca, że czasami człowiek poniewczasie dochodzi do wniosku, że szlachetny poryw serca może nie zawsze się sprawdza.
[56:45] - Nie zawsze szlachetne czyny również skutkują chwalebnymi osiągnięciami. Szczytnych celów było wiele.
[56:58] - Ale Łukasz Orbitowski tę scenę rozwiązał znakomicie.
[57:04] - Nie tylko tą.
[57:05] - Jedna z takich scen, która jest majstersztykiem.
[57:08] - Bardzo błyskotliwa.
[57:10] - Bo się nagle okazuje, że-
[57:12] - Nie mów tego.
[57:13] - Oczywiście, że nie powiem, ale że każdą scenę można w jakiś sposób rozwiązać tak, żeby zaskoczyć czytelnika. Tu zdecydowanie zaskoczenie następuje.
[57:26] - I dlatego ja też chętnie tę scenę przytaczam, że warto tam poszperać, bo ta książka jest pisana nie tylko tym przezroczystym, czystym jak kryształ językiem, którym naprawdę można się uczyć polskiego, gdzie nie ma zbędnych słów. Jest może bardzo reporterski język, natomiast jest to książka pisana ze swadą. Z poczuciem, nawet wtedy, kiedy jest to trudne do przełknięcia, wiele rzeczy z postaw własnych, z własnego samopoczucia w tym świecie, to rzecz jest pisana i inteligentnie, i ze swadą.
[58:15] - Wiesz co, powiem ci, jeszcze tak zerkam na czat. Tu nam ktoś, słusznie zresztą, zwrócił uwagę, że my posługujemy się taką frazą „obóz dla uchodźców”, a tak naprawdę to chyba nie mamy do czynienia jednak z uchodźcami. W języku jest coś takiego i my w sumie ulegamy temu, że to tak naprawdę nie są uchodźcy, a w każdym razie nie wszyscy, że to jacyś tam uciekinierzy, przesiedleńcy, imigranci czy nachodźcy, czy jakkolwiek sobie ich nazwiemy. Coś w tym jest.
[58:54] - Jakiś facet z Warszawy, który właśnie rzucił wszystko i pojechał, siedzi w tym obozie. Bohater.
[59:01] - Plus jeszcze on. Rzeczywiście, jeśli będziemy się twardo trzymać tych określeń, kto to jest uchodźca, to rzeczywiście nasz słuchacz zwraca słusznie nam uwagę. Tylko język jest taki, jaki jest i czasami mimowolnie się tej frazy używa i proponuje więcej wyrazumiałości dla nas. W każdym razie upraszamy o tę wyrozumiałość. Natomiast wróćmy do książki Orbitowskiego. Powiedzieliśmy, w pewnym momencie się to pojawiło, że język powieści jest przezroczysty. Ja powiem ci, że od początku cieszyłem się tym. Ja lubię takie książki, w których autor swoim istnieniem nie przeszkadza w czytaniu.
[59:52] - On robi jeszcze taki zabieg, a przynajmniej ta książka w ten sposób może być odbierana. Otóż on po prostu nie przeszkadza czytelnikowi. Będę śmirowaty przez chwilę. Lubię śmirę, uwielbiam śmirę. Zostało mi to z młodzieńczych czasów. Otóż ja po prostu jak czytałem, przerzucałem pierwsze kartki i tak dalej, miałem takie wrażenie przy czytaniu tych książek, że siedzi przede mną taki gitarzysta, który właściwie nie ma żył na mózgu. Właściwie nie wali w te struny. Właściwie to jest obojętny wobec tego instrumentu, który tak leciutko tylko palcami trąca struny. Ale gitara jest akustyczna. To pudło jest po mojej stronie.
Autor tylko wyłącznie trąca struny, a na ile rezonans, pozostawiając czytelnikowi. I to jest najwspanialsze w tej książce. Po prostu nie- Nie wrzucać na siłę, nie krzyczeć, że boli, że uwiera i tak dalej. Boli ciebie? To twoja sprawa. Masz taki odbiór, w tobie ten rezonans tak brzmi? To twoja sprawa. Czuj to. To jest po prostu nieprowadzenie czytelnika za rączkę. To jest szanowanie czytelnika, szanowanie inteligencji i emocjonalności autora.
Pisarze robią to różnie, ale tu Orbitowski chyba się bardzo dobrze sprawdza.
[01:01:45] - Ja powiem tak, że jeśli- Drodzy państwo, mamy słuchacza telefonicznego. Słuchacza właściwie skypowego. Czy się słyszymy? Radio Paranormalium.
[01:01:58] - Dzień dobry. Słyszymy się? Ja słyszę.
[01:02:00] - Bardzo dobrze.
[01:02:02] - Dzień dobry.
[01:02:03] - Dzień dobry.
[01:02:05] - Z tej strony Piotr Kopowicz. Znamy się z ABW też.
[01:02:12] - Witamy naszego autora. Witamy.
[01:02:14] - Dużego autora.
[01:02:19] - Przyznam, że tej książki akurat nie czytałem. Natomiast chciałem się trochę wtrącić, bo tamte pewne przemyślenia związane ze szczęściem i tak dalej, zawsze można coś od siebie dodać. Zdaje się, że to nie padło, ale szczęście tak naprawdę nie jest trwałym stanem. Chyba że mówimy o nirwanie buddyjskiej, ale generalnie to raczej są stany chwilowe, więc poszukiwanie szczęśliwego człowieka, można go nawet w pociągu znaleźć, jak on będzie sobie spał i przez chwilę o czymś szczęśliwym śnił.
[01:02:59] - Celna uwaga. Bardzo celna uwaga.
[01:03:05] - A jeszcze jeśli chodzi o jakąś próbę definiowania, bo tam też było troszkę o tym, to może warto pójść w tą stronę, że albo jest się mądrym, albo szczęśliwym, ale może właśnie mądrość to jest umiejętność bycia szczęśliwym świadomie. Im bardziej świadomie jesteśmy szczęśliwi, tym jesteśmy mądrzejsi. Oczywiście można być szczęśliwym i niemądrym, ale w jakiś sposób tą mądrość można by chyba uzależnić trochę od tego szczęścia.
[01:03:37] - Tak. To, o czym mówimy w tej chwili, dobitnie pokazuje, że problem jest chyba bardziej skomplikowany niż udało nam się zarysować w tych krótkich wypowiedziach, bo chyba trzeba by trochę go zwariantować i powiedzieć o różnych elementach, co zresztą, Piotrze, w sumie bardzo dobrze sygnalizujesz w tej chwili.
[01:04:06] - Te kwestie związane z uchodźcami, w ogóle z tą tragedią, która się dzieje na całym świecie, one co jakiś czas wypływają. Teraz ci uchodźcy. Ciężko przechodzić obok czyjegoś nieszczęścia obojętnie. Ale pytanie, co zrobić, żeby faktycznie pomóc? Bo historia zna już przykłady, że eliminowanie jakiegoś dyktatora tak naprawdę prowadzi do jeszcze gorszych rezultatów w danej okolicy. Są różne piosenki, które aktywizują. Jest taka piosenka Czyżykiewicza „Giną ludzie”. Ona była odnośnie Bośni akurat. Ona trochę ma wzruszyć kogoś, że czemu siedzisz, żresz pączki, idź i coś zrób. Tylko że co?
Mam całe oszczędności wpłacić komuś, żeby ktoś coś robił? Czy mam rzucić swoje dziecko i pójść? Takie samo pójście i coś zrobienie to jest duży problem, bo z jednej strony ciężko nic nie robić, ale z drugiej strony, nie znając realiów lokalnych, łatwiej zaszkodzić. Historia dobrze zna, że interwencję można powiedzieć: eliminujemy, wynajmujemy jakiegoś snajpera i eliminujemy tego głównego złego. Potem się okazuje, że on wcale taki zły nie był, bo ci następni są dużo gorsi. A jednocześnie jak zaczniemy na siłę wyciągać ludzi z tych realiów, to się nagle okaże, że wcale im nie pomagamy. Wiadomo, przenieść się tam, żyć, im pomagać? Ja na razie nie znam rozwiązania, nie wiem, czy ktoś zna taki dość duży problem do rozważenia, mi się wydaje, dla ludzkości obecnie. Co zrobić, żeby tak naprawdę pomóc? Tak jak tutaj gdzieś padło.
Ja nie czytałem tej książki, ale domyślam się, jaki był efekt tego, że on tam wywalił kawę na ławę, bo tych historii o tym jest już trochę. I w filmach, i w książkach, więc to chyba nie jest takie proste jednak, żeby wywalić kawę na ławę albo po prostu wziąć i pomóc, bo ta pomoc bezpośrednia zwykle w drugą stronę się odwraca. Taka moja uwaga odnośnie tego. Tutaj jeszcze miałbym taką propozycję odnośnie samej audycji na przyszłość. Taką propozycję, jeśli chodzi o książkę, bo panowie proponujecie różne tytuły. Faktycznie, jak jest jeden tytuł, jest to duża książka, gruba książka, to jak ktoś tego nie czytał, to tak Trochę może czuć się wyobcowany w takiej dyskusji. Może ciężko mu zabrać głos, ale chciałem polecić taką książkę, która może być łatwiejsza, w której łatwiej będzie wciągnąć innych w dyskusję, bo ona składa się ze stu krótkich tekstów. To jest „Żuk w pudełku”. Autor Julian Baggini. Tytuł pełny to jest „Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych”.
To jest dość ciekawie skonstruowana książka, bo na początku jest zawsze jakaś historia. Te historie są wyciągnięte albo z rozpraw filozoficznych, albo z filmów, albo z książek. Ale takie historie trochę postawione na głowie. Tam jest cała seria takich historii. Przychodzi Bóg do filozofa czy filozof do Boga i Bóg mówi, żeby filozof go słuchał. Ale filozof zaczyna pytać: „Ale mam cię słuchać, bo jesteś dobry? Czy dobro jest w tobie, czy dobro jest na zewnątrz?” i tak dalej. Nie będę już tego przytaczał, ale to są dość krótkie teksty. Nie wiem, jak prawa autorskie, ale może by się dało coś takiego przeczytać na antenie i wtedy wszyscy będą wdrożeni w cały tekst i może da się wciągnąć większą liczbę ludzi do ciekawszej dyskusji. Nie wiem, w co w to wpadłem.
[01:08:38] - Dziękujemy za propozycję. Już sobie ją skrzętnie notujemy.
[01:08:47] - Jeszcze do ABW miałbym pewną sugestię, prośbę. Nie wiem, czy można tutaj przy „Bibliotekarium”.
[01:08:54] - Prosimy.
[01:08:58] - Ponieważ panowie jesteście dużo bardziej doświadczeni niż my i inni autorzy, którzy do was piszą, to może by dla mnie przynajmniej fajnie było posłuchać, jakie są niuanse rynków wydawniczych związanych z umowami z wydawnictwami. Czego się spodziewać, czego się obawiać, jakie są pułapki. Bo każdy obszar ma swoją specyfikę. Jak ktoś się w tym nie orientuje, to może czasami niepotrzebnie tracić czas na rozważanie czegoś, co jest z góry niewarte rozważenia. Albo właśnie się w coś wpakować takiego, z czego potem ciężko się wycofać.
[01:09:46] - Słuszna uwaga. Ja w tej branży też jestem dziewica orleańska, ale Marek się lepiej w tym obraca.
[01:09:53] - Znać więcej osób, które głębiej siedzą w tej branży niż taki przeciętny autor, który do was pisze. Tak mi się wydaje.
[01:10:02] - To jest bardzo dobra propozycja z tymi niuansami rynku wydawniczego i wydawnictw pojedynczych. Tym bardziej, że ostatnimi czasy, to tak ładnie zabrzmi fraza, ostatnimi czasy troszkę ten rynek zdziczał. I będę miał kilka przykładów nawet do podania, jak w gruncie rzeczy stał się przynajmniej częściowo patologiczny. Bo nam się wydaje, że to jest tak: autor napisze dobrą książkę, później zanosi ją do wydawnictwa. Wydawnictwo mówi: „Och, jaka dobra książka! No to wydajemy”. To się tak odbywa na poziomie znanych autorów. Natomiast na poziomie osób zaczynających swoją przygodę z literaturą, czy też osób, które są po debiucie, po pierwszej książce, to wygląda troszeczkę inaczej i niestety troszeczkę smutniej. Ale dobrze, w takim razie kupujemy ten pomysł.
[01:11:09] - Będę czekał niecierpliwie.
[01:11:13] - Okej, w takim razie zapraszamy do ABW. To będzie chyba niezła jazda, jeśli ten temat poruszymy. Jeszcze raz dziękujemy za propozycję czytelniczą i za pomysł do ABW.
[01:11:30] - Dziękuję, do usłyszenia.
[01:11:32] - Do usłyszenia. Dziękujemy.
[01:11:34] - Dziękujemy.
[01:11:38] - I powiem ci, Wiktorze, że dzwoniący do nas Piotr Prokopowicz trafił w punkt, bo właśnie się spinałem do skoku. Już miałem zaatakować dziwne zwyczaje wydawnicze i idealnie się Piotr wpasował. O czym chciałem truć? Otóż chciałem powiedzieć naszym szanownym słuchaczom, dlaczego dzisiaj Ivellios na początku przeczytał recenzję i od tego czasu właściwie-
[01:12:14] - My zdzieramy gardło.
[01:12:16] - My zdzieramy gardło, a Ivellios taktownie milczy i nie czyta fragmentów powieści Łukasza Orbitowskiego. Pierwotnie zamysł taki był, ale niestety przy uważnym wertowaniu książki wydanej przez krakowskie wydawnictwo SQN natrafiłem na taką oto notatkę. To nie jest zresztą jedyna książka z taką notatką. Trafiają się tego rodzaju notatki w różnych wydawnictwach. A ta notatka brzmi tak. Jest tam oczywiście tradycyjny copyright. Wszyscy wiedzą, o co chodzi i tak dalej. Jest copyright by Łukasz Orbitowski i jest też copyright for the Polish edition by Wydawnictwo SQN. Ale jest też taka uwaga Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fototypicznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. I tyle wydawca ma nam do powiedzenia.
[01:13:37] - Zresztą bardzo ograniczone, bo ja bym miał więcej pomysłów, czego nie wolno robić z książką.
[01:13:44] - Tak, ja też miałbym kilka. Ale wróćmy do tego, co przeczytałem. Otóż powiem tak, to jest rozszerzenie. Gdzieś tam to krąży wokół tego copyrightu, o którym mówiłem na początku, ale wydawnictwo właściwie zapewnia sobie totalność, pełną wyłączność i właściwie nikt mu nie podskoczy. Oczywiście otwiera furtkę pod tytułem: „Napiszcie do nas, to może się zgodzimy”.
[01:14:15] - Jak ucałujemy w rękę jeszcze.
[01:14:17] - Tak, ewentualnie. Nie wiem, jakie są zwyczaje wydawnictwa SQN, ale to jest tak naprawdę, powiem szczerze, zawracanie głowy z tą pisemną zgodą wydawnictwa, bo pewno jeszcze musielibyśmy poczekać na pisemną zgodę. Powiem tak, moim zdaniem, jestem oczywiście małym misiem albo nawet bardzo małym misiem, jeśli chodzi o prawo. Nigdy w sposób czynny nie miałem z nim do czynienia. Natomiast odnoszę wrażenie, że wydawnictwo troszeczkę sobie rości prawa albo w każdym razie nadużywa tego prawa. Otóż funkcjonuje w polskim prawie, również w publicystyce, prawo cytatu, gdzie jeśli utwór ma sporą objętość, a używamy tylko fragmencików, w tym przypadku wystarczyłoby kilka stron, a w dodatku używamy ich w określonym celu, w celu komentarza i pewnej analizy, to moglibyśmy spokojnie te fragmenty przeczytać dzięki głosowi Ivelliosa. Ale powiem tak: ani Wiktor, ani ja, ani pewno Ivellios, ani nikt, ani wydawca, ani absolutnie nikt nie ma ochoty toczyć na przykład dwuletniego, trzyletniego procesu z szanownym wydawnictwem o to, czy to my mamy rację, czy też rację ma wydawnictwo, a później jeszcze na przykład wpłacać na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża jakieś pierdylionów złotych za to tylko, że postanowiliśmy w jakiś tam jednak sposób zareklamować wydawnictwo. To jest oczywiście moje prywatne zdanie, ale wydaje mi się to jednak nie do końca w porządku. Cóż, będziemy musieli z tym jakoś żyć. Myślę, że to nie jest najlepszy zwyczaj wprowadzanie tego rodzaju notatek, bo to właściwie zamyka drogę takim działaniom, jakie my robimy, jakie my wykonujemy.
[01:16:17] - Zwróć uwagę, że wydawca, który jest praktycznie biorąc pewnym pośrednikiem między autorem a czytelnikiem, nagle zawłaszcza sobie właściwie autora i książkę jako rzecz, do której nikt nie ma prawa, tylko wyłącznie wydawca. Autor zresztą żaden nie powinien zgadzać na takie ubezwłasnowolnienie swojej własnej twórczości, która jest w pewnym sensie szkodliwa. Ale to jest proceder zresztą chyba nagminny w tej chwili.
[01:16:51] - Ja powiem tak: ja oczywiście nie wiem, tak jak podkreślałem to już, nie wiem, kto w takim sporze miałby rację i kto by ewentualny proces wygrał. Ja mam tylko wrażenie po prostu, że jest coś, co wydaje mi się nie w porządku zarówno w stosunku do nas, małych misiów, którzy o książkach mówią, jak i naszych słuchaczy, w ogóle odbiorców książki. Bo wydaje mi się jednak, że jeśli chcemy skłonić odbiorcę, chcemy skłonić czytelnika, żeby naszą książkę kupił, mówię tu tak jakby w imieniu wydawnictwa, to powinniśmy dać możliwość, żeby ową książkę w jakiś tam sposób zareklamować. Możemy oczywiście o tej książce mówić bardzo długo, ale ja odnoszę wrażenie, że książki, które pojawiają się na antenie Radia Paranormalium w audycji „Bibliotekarium” i są czytane przez Ivelliosa, docierają do czytelników znacznie lepiej, jeśli to nasze ględzenie na antenie, że sobie tak zrymuję częstochowsko, kiedy jest uzupełnione to nasze ględzenie jednak fragmentami prozy.
[01:18:07] - My robimy przecież to tylko z myślą o tym, żeby wspomóc Łukasza Orbitowskiego. Może tego nie potrzebuje, bo sam sobie daje radę jako tako, ale książka zawsze będzie potrzebowała jakiegokolwiek wsparcia z każdej strony. Każde jest dobre.
[01:18:21] - Nawet jeśli przyjmiemy, że dla wydawnictwa książka jest tylko i wyłącznie towarem, to nawet ten towar trzeba chyba umieć zareklamować. Oczywiście można wstawiać różnego rodzaju banery, można wstawiać różne inne rzeczy do internetu, ale może naprawdę nie warto tak prawnie zatrzaskiwać wszystkich furtek, jakie można by wykorzystać. Bo tak jak powiedziałem, nikt z nas tutaj tworzących audycję, a jest tych ludzi jednak kilku przynajmniej, nie ma ochoty na jakiekolwiek procesy i po prostu nie będziemy w tego rodzaju sprawy wchodzić. Szkoda. Po prostu szkoda, bo to jest kawał dobrej prozy.
[01:19:11] - Szkoda, Marku. Natomiast pewien taki kabaretowy wymiar tego paradoksu polega na tym, że my, że tak powiem, możemy tutaj dzięki Ivelliosowi zaprezentować na przykład kawałek z Platona, możemy „Kubusia Puchatka”, możemy coś jeszcze, ale już na przykład nie możemy również „Kubusia Puchatka”, bo Walt Disney wykupił wszelkie możliwe prawa oraz nie możemy Łukasza Orbitowskiego. Możemy najwyżej wspominać Gilgamesza.
[01:19:50] - Tak jest. Z drugiej strony może to jest dobry objaw, że Disney wykupi prawa do twórczości Orbitowskiego. Może Disney to nie, tego mu nie życzmy. Może jakaś inna wytwórnia.
[01:20:05] - Hollywoodu też mu nie życzę.
[01:20:07] - Dobra, przestańmy. Wróćmy do książki, bo zaczniemy się wyzłośliwiać, a to ani nie służy nam, ani nie służy wydawnictwu, ani tym bardziej naszym słuchaczom. Wróćmy zatem do książki. Ja w pewnym momencie powiedziałem o tej realistyczności opisu. Powiem ci, kiedy sobie czytałem o Berlinie, jakbym tam był po prostu. Z pewną fascynacją czytałem też o miejscach, w których nigdy nie byłem. Na przykład ten hostel opisany zaraz na początku, to jest sam początek książki. Ten hostel, w którym on tam jest, to miejsce, w którym się zatrzymuje, ta wieloosobowa sala i to, co się na tej sali dzieje. Te specyficzne zwyczaje związane chociażby z piwem czy w ogóle z życiem w takim miejscu. To się czyta jak zupełnie inną bajkę.
Troszeczkę jest tak, że ja wtedy zacząłem ufać autorowi, że on wie, co pisze. Zresztą powiem ci tak: ja w ogóle mam zaufanie do Łukasza Orbitowskiego od czasu, kiedy jeszcze wiele lat temu na łamach miesięcznika „Science Fiction, Fantasy i Horror” pisał sobie wspólnie z drugim autorem. To się chyba nazywało „Urbi et Orbi”. Tam się między innymi pojawiały takie reportaże. To są takie stylizowane na reportaże fragmenty. Pamiętam taki reportażyk, jak się później okazało, nie do końca reportażyk, o takim jakimś czołgu widmo. I to był oczywiście żart, który obaj panowie zrobili. Takie specyficzne poczucie humoru. Z tym że słowo specyficzny nie oznacza, że dyskredytuję, wręcz przeciwnie, raczej podziwiam. Co więcej, w pewnym momencie na łamach forum towarzyszącego pismu, forum internetowego, rozpętała się dyskusja na temat, czy to jest prawdziwy reportaż, czy nie.
Panowie później wyjaśniali, co mieli na myśli i dlaczego taki reportaż napisali. Myślę, że się nieźle bawili przy tym, ale pokazali też pewien sposób, w jaki można właściwie wycisnąć wiadomość, wycisnąć reportaż właściwie z kija, z niczego. I to też im chwała za to, bo pokazali pewne mechanizmy, jak można pisać reportaże o grozie, czy powiedzmy o niemieckim czołgu widmo, o ile dobrze sobie przypominam. Więc ja, tak jak powiedziałem, zaufanie do autora mam. Wiem, że jak on się za coś bierze, to to robi dobrze po prostu. Mam też to zaufanie, wspominałem na początku o książce, której tłem, dekoracjami jest Bydgoszcz. To jest kryminał i bardzo wiele osób zarzucało autorowi później po lekturze, że on to inaczej napisał niż było, bo to było inaczej. I on tak nas skrzywdził, bo taka była piękna historia. Znaczy piękna, groźna, właściwie straszna historia, ale powiedzmy taka literacka. On to zrobił inaczej.
Dlaczego? I było takiego marudzenia dosyć sporo. Tymczasem ja myślę, że zrobił po prostu znakomitą książkę i myślę, że to jego jako autora najbardziej interesuje. Właśnie to, jak zrobić dobrą prozę, a nie jak odwzorować tak dokładnie, jak to było i jak on tam mordował albo nie mordował. Troszeczkę chyba o co innego chodzi w literaturze.
[01:24:09] - Każda literatura jest po prostu opisem pewnej rzeczywistości przez zmysły, serce i duszę autora. One są tą soczewką, która wypala po drugiej stronie literki drukowane, że tak powiem, na papierze, tak jak soczewka wypala. Po prostu, jeśli autor to robi dobrze, to robi dobrze. Ja w każdym razie nie wiem, czy mam zaufanie do Orbitowskiego. Wszystko może się udać albo nie udać. Książka „Exodus” uważam, że Orbitowskiemu wyszła bardzo dobrze. To znaczy uważam, że jest po prostu bardzo dobrą książką, mądrą książką i fajną w odbiorze, ciekawą.
[01:24:59] - Wróćmy jeszcze do tego elementu, który ja sobie tak roboczo zatytułowałem „kobieta i mężczyzna”, bo kilka razy się to już pojawiło, że to jest książka, która może być różnie odbierana. Ty jesteś specjalistą od rozróżniania klimatów damskich i męskich. Powiedz coś na ten temat.
[01:25:28] - To jeszcze nie to. To jest jeszcze bardziej zawikłana sprawa. Otóż ja myślę, że ta męska książka o mężczyźnie może służyć przynajmniej jako pewna dosyć- Dotkliwa lekcja poglądowa do odrobienia przez kobiety, na przykład przez matki mające synów, żeby przez pryzmat tej książki spojrzały na swojego syna. Albo kobietę, która kocha mężczyznę, ale właściwie go nie rozumie. Nie wie, dlaczego jest taki, a nie inny. Nie rozumie specjalnie, co przeżywa, jak mężczyzna myśli, jak patrzy na otoczenie. Niech poczyta tę książkę. To jest książka o męskim wnętrzu, o męskim postrzeganiu samego siebie. Bardzo trudna książka od tej strony. To jest ta najgłębsza warstwa książki.
Bardzo przejmująca, bardzo dotkliwa, bardzo bolesna może również. Dla mnie ona taka była.
[01:26:57] - Wtrącę ci się tylko na chwileczkę. Zauważ, a w kontekście tego, co mówiliśmy wcześniej, że w tej książce jest dużo autora.
[01:27:05] - Tak.
[01:27:06] - Tak jak powiedziałem, nie będziemy zdradzać gdzie i w których momentach, ale dużo jest z jego doświadczeń, z jego przeżyć. To nadaje dodatkowy rys temu, co powiedziałeś przed chwilą.
[01:27:16] - Tak, bo dodaje wiarygodności, jak każde doświadczenie. Tak jak ty mówiłeś - ten Berlin był dla mnie wiarygodny, a ja przeżyłem mniej więcej to samo co bohater Orbitowskiego. I dla mnie w tym momencie ten bohater jest wiarygodny, tak samo jak ten dworzec w Berlinie dla ciebie.
[01:27:41] - Wiesz co, powiem ci tak: ja jako znany obsesjonat, jak się do czegoś przyczepię, do jakiegoś tematu, to później mnie ciężko oderwać od tego. Zadam ci pytanie dotyczące tych przerw, o których wspominałem na początku, bo to jakoś tak mnie męczy bardzo. Nie wiem, czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie, niemniej ja jak się do czegoś przyczepię, tak jak powiedziałem, później ciężko mnie oderwać. Jak sądzisz, czy to czemuś służy, czy nie służy?
[01:28:14] - Służy na pewno. A czemu, to nie wiem.
[01:28:18] - Właśnie, bo ja zadaję ci pytanie po to, żeby sam na nie odpowiedzieć. Ale dobrze, niech będzie. Nie odpowiem. Powiem tylko tyle, że nie wierzę w to, już wspominałem o tym - nie wierzę w to, że autor tak doświadczony, tak umiejący pisać i tak panujący nad warsztatem, nad treścią, robi cokolwiek przypadkowo w książce. Tu się odwołajmy również do swoich doświadczeń. Ile jest miejsca w książce na takie coś, że sobie zrobię tak albo zrobię sobie inaczej? Bo ja odnoszę wrażenie, że w gruncie rzeczy od pewnego momentu niewiele.
[01:29:02] - Nie, w ogóle nie ma.
[01:29:02] - Pewne rzeczy robi się świadomie i z rozmysłem.
[01:29:06] - Zawsze się robi świadomie, ale zwróć uwagę, że być może ten efekt, który we mnie, w moim osobistym odbiorze wywołał te wahnięcia z tej wycieraczki na przedniej szybie taksówki. Zmywa deszcz i ukazuje czysty obraz. I znowu zmiana obrazu, i znowu zmiana obrazu. Taki wahadłowy, spokojny ruch zmiany sytuacji i tak dalej. Tempo narracji książki jest gładkie, tak samo jak język. Tam nie ma czegoś takiego, że nagle ockniesz się z ręką w nocniku, bo nie wiesz, o co chodzi, albo w którym miejscu jesteś. Zawsze wiesz, gdzie jesteś, w jakim punkcie narracji. Także ja tutaj nie mam żadnych akurat takich. Zresztą mnie ta rzecz w ogóle nie bulwersowała ani nie przejmuje.
[01:30:05] - Nie, ona mnie nie bulwersuje. Ona mnie po prostu zastanawia. Uważam, że to jest zabieg literacki, którego nie potrafię rozszyfrować, co mnie osobiście w jakiś sposób wkurza, że nie potrafię.
[01:30:18] - Tak, ale wiesz, Marek, rozważanie, co autor miał na myśli, akurat na pewno coś miał. Natomiast jeśli my zaczniemy rozważać, to Orbitowski może mieć niezły ubaw.
[01:30:31] - Tak. Ale też pamiętajmy o tym, że tak to jest, że z kolei nie przeginajmy pałki i nie sugerujmy naszym słuchaczom, że autor w 100% panuje nad swoim dziełem, bo to też jest nieprawda. Bo to nie jest tak, że można wszystko w swojej książce zaplanować. Jest czasami tak, że owszem, planujemy bardzo szczegółowo książkę, planujemy różne zabiegi literackie, a i tak czasami przychodzi recenzent i ku zaskoczeniu autora, i rozmawiałem na ten temat z wieloma autorami, ku zaskoczeniu autora wyciąga z tej książki logiczne wnioski i logiczne przesłania, o których autor wtedy, kiedy pisał, w ogóle nie myślał. W ogóle nie miał pojęcia, że to jest w tej książce. Tymczasem ów, i to nie chodzi o takich domorosłych analityków, którzy sobie rozwłóczają jakiś utwór na czynniki pierwsze, tylko raczej o ludzi doświadczonych, którzy raczej wiedzą, czego szukają i na ogół znajdują, uderzają celnie. I nagle się okazuje, że oni tam znajdują coś, o czym autor nie myślał. I teraz można zadać pytanie bez stawiania kropki nad i: czy to tam naprawdę było? Czy umysł recenzenta, umysł człowieka analizującego ten utwór wyciągnął z tego coś? Ale skoro wyciągnął, to być może podświadomość autora, nie ta świadoma część, tylko podświadomość autora zapisała w utworze coś, o czym on sam nie miał pojęcia.
[01:32:19] - Ja mam takie wspomnienie. Kiedyś w bydgoskim Informatorze Kulturalnym z jakiejś okazji ktoś musiał napisać donos na temat mojej twórczości i zabrał się za to mój dobry przyjaciel, ale w życiu go nie podejrzewałem o takie niecne traktowanie mojej literatury. Wiecie co on napisał? W ogóle nie opisywał mojej twórczości, żadnej literatury, nie odnosił się w ogóle do książek, coś tam zacytował i tak dalej. On prosto z mostu, bezpośrednio napisał o tym, jakie wrażenie on odnosił. To nie miało znaczenia, co autor zakłada, bo tak naprawdę to, co autor sobie zamyśli, nie ma żadnego znaczenia w literaturze. Ważny jest odbiór, czyli to pudło rezonansowe, które my mamy, czyli nasza przepona i nasze serce. Serce czytelnika. Co autor sobie pomyśli, sobie może myśleć. Jeśli tego nie umie sprzedać, to i tak tego nie sprzeda.
A jeśli ma talent, to my to odbierzemy tak czy inaczej, po swojemu.
[01:33:41] - A z tą podświadomością, którą zasugerowałem?
[01:33:45] - Podświadomość. Na podświadomość można zwalać wiele rzeczy. Żyjemy w pewnym kręgu kulturowym, w którym możemy na podświadomość zwalać to, że wszyscy mniej więcej mamy te same wzorce kulturowe, podobne skojarzenia. Jeśli ktokolwiek pokaże ręką na wschód, to każdemu od razu stają przed oczami śnieżne równiny Sybiru. To wiadomo, w naszej Polsce każdy będzie miał takie skojarzenia, a nie dom wschodzącego słońca.
[01:34:26] - Ja na chwileczkę wyrwę nas z tej narracji dotyczącej książki Łukasza Orbitowskiego „Exodus”. Powiem tak, że na czacie pojawiło się pytanie do ciebie, Wiktorze, zadane przez Marka79, dotyczące „Stachury” tak najogólniej. Ja powiem tak, ponieważ to pewno będzie dłuższa odpowiedź, dłuższe rozważania, Wiktora by to wciągnęło, już sobie to zapisałem tutaj dosyć dokładnie, że na to pytanie naszego słuchacza odpowiemy w najbliższym „ABW”. Zapraszamy w takim razie za tydzień. Na temat poruszony przez naszego słuchacza Wiktor będzie się wypowiadał.
[01:35:18] - Bardzo chętnie.
[01:35:19] - Natomiast skoro już jesteśmy przy zbliżającym się „ABW”, to ja już ostatnio polecałem i zapowiadałem autorów. Teraz powiem tylko tyle, że w zbliżającym się tygodniu pojawi się wreszcie na YouTubie drugi numer „Podpalaczy nieba”, ponieważ jest to plon poszczególnych audycji „ABW”, więc zapraszamy. Wszystkie opowiadania z poprzednich czterech audycji tam się właśnie znajdą. Wyszło nam sążniste dzieło, bo ponad osiem godzin słuchania, prawie 8,40 do wysłuchania. Opowiadań sporo. A żeby zareklamować zbliżającą się audycję w przyszły piątek, poza innymi autorami świetnymi będzie też spora liczba opowiadań pszennoburaczanych Przemysława Cichonia. Kilka aż się znajdzie w tej zbliżającej się audycji. I to tyle o „ABW”. Wróćmy do bohatera naszej dzisiejszej audycji i do jego książki, do książki „Exodus”. Wiesz co, mam tutaj zanotowane w naszych ściśle tajnych, ale za to nabazgranych moim pięknym pismem notatkach taką notatkę, która już właściwie wybrzmiała.
Już mówiliśmy o tym przezroczystym języku, ale przed audycją powiedziałeś o tym, że to jest taki bardzo prawdziwy język, którym Orbitowski się posługuje na przykład w dialogach. Mógłbyś to troszeczkę rozwinąć?
[01:37:28] - Ja byłem troszeczkę zaskoczony w tej książce pewnym dystansem, spokojem i taką wstrzemięźliwością Orbitowskiego. Może dlatego, że go nie znam za dobrze. Natomiast wielu, jeśli nie większość autorów prozy współczesnej, piekielnie lubi wspomagać atrakcyjność swojego towaru Przesadzając z gloryfikacją chamstwa, gloryfikacją brutalności, dynamizując sobie tym swoją rzeczywistość.
[01:38:20] - Jakąś dużą porcją „k”, „h”.
[01:38:22] - Tak. Orbitowski – te rzeczy są nieważne. Jeśli gdzieś się coś pojawia dlatego, bo ktoś tak mówi, to dlatego, bo w takiej sytuacji ktoś tak tylko mówi. To się zdarza raz czy dwa, tak jak nam wszystkim zdarza się to spotykać w życiu, o ile sami nie miotamy namiętnie. Ale w sztuce zawsze był przynajmniej ten mit złotego środka, i Orbitowski ten złoty środek również w dialogach znajduje. Te dialogi są wiarygodne, one nigdy nie są przegadane. Ja bym tutaj naszym z ABW, nie tym już dobrym autorom, bo oni mają swoją również klasę porównywalną z Orbitowskim, ale tym początkującym proponował poczytać tę książkę, żeby docenić oszczędność słowa, precyzję słowa i wstrzemięźliwość w wyrażaniu emocji na przykład. A książka jest do bólu emocjonalna. Więc jak może być? Może być do bólu i jednocześnie wstrzemięźliwa?
Może być. Poczytajcie „Exodus”.
[01:39:48] - Ja jeszcze dodam, że to pytanie, Marek79 to jest nasz autor, Marek Myszograj, którego opowiadań również słuchamy w ABW. Także zapraszamy do najbliższego ABW, tam sobie o sprawie poruszanej przez Marka porozmawiamy. A ja mam pewien cytat z takiej minirecenzji z internetu. Ten cytat wydaje mi się dosyć charakterystyczny. Otóż: „Exodus to powieść-spowiedź odarta z nadziei na rozgrzeszenie trzydziestoparoletniego mężczyzny, który…” Dalej nie będę czytał, bo dalej to już jest spoiler. W każdym razie to jest ciekawa myśl, bo kiedy czytałem książkę, nie podchodziłem tak do tego i dopiero po przeczytaniu tego zdania zdałem sobie sprawę, że tak można podejść, że nie tylko powieść drogi, nie tylko opowieść o przemianie, ale również spowiedź. To jest chyba dobry klucz, jeden z kluczy oczywiście do tego utworu.
[01:41:05] - Jest na pewno, bo to książka, która jest o jednym bohaterze, o jego życiu, o jego przemyśleniach i o jego patrzeniu na świat pisana przez autora. Jest pewną spowiedzią również autora, być może. Spowiedzią i próbą rozgrzeszenia siebie albo swojego świata wobec nas, wobec czytelników, wobec Boga, wobec bliskich, z którymi się zetknęło i tak dalej. To znaczy Paula albo i nie. Różnie to można interpretować. Ja nie lubię zbyt głęboko wnikać, a przede wszystkim nie lubię tego w słowa przeobrażać i dlatego unikam takich dyskusji. Sam mogę tak myśleć, ale nie lubię tego publicznie, bo może nie jestem ekshibicjonistą po prostu.
[01:42:09] - Dobrze, to w końcu musimy postawić problem głównego bohatera. Tak jak powiedzieliśmy, ta powieść to nie jest lustro, w którym przegląda się Łukasz Orbitowski, tak 100 na 100. On dał tej postaci sporo z siebie, tak przypuszczam, że sporo z siebie. Czytałem w internecie, bo przygotowując się do każdej audycji, przerzucam strony jedna po drugiej i czytam, co ludzie piszą na temat poszczególnych książek. Znalazłem skrajnie różne opinie na temat głównego bohatera. Jedni uważają, że on człowiek po przejściach, ma prawo do takich, a nie innych zachowań, do takiej, a nie innej drogi. Inni natomiast, co mnie jakoś ubodło, mówiąc szczerze, kiedy to przeczytałem, posuwają się nawet do tego, że określają go mianem mięczaka i człowieka rozlazłego, który właściwie nie wiadomo, o co mu chodzi. Spotkało go w życiu nieszczęście, to zamiast stawić mu czoła, on się tak rozłazi w szwach. Powiem ci, że nie patrzyłem tak na to i w ogóle nie potrafię tak na to patrzeć, a jednak tego rodzaju opinia się pojawiła. Usiłuję to jakoś skomentować.
Staram się to jakoś sobie przepracować w głowie, ale chyba oddam tobie głos, bo ty jesteś spokojniejszy.
[01:43:45] - Marku, jest stare, dobre powiedzenie: wolnoć Tomku w twoim domku. Każdy ma prawo do swojej interpretacji, do swoich odczuć i do odbioru. Natomiast ja bym proponował, żeby czytając książkę Orbitowskiego, oceniać nie bohatera tej książki, ale samego siebie. Szukać tam Rzeczy, z którymi samemu należy się pogodzić albo z którymi należy się rozliczyć, bo nie ma według mnie człowieka, który by w jakimś punkcie styczności z bohaterem Orbitowskiego nie miał. Tacy ludzie nie istnieją. Czyli nie ma ludzi bezgrzesznych, nie ma idealnych, nie ma również chamów ani nadwrażliwych. Po prostu wszyscy są zwyczajnymi ludźmi, tak jak powiedziałem, w tym miejscu i czasie, w którym ten bohater żyje Orbitowskiego, taki jest przeciętny mężczyzna, być może.
[01:45:01] - Przytoczyłem przed chwilą opinię, z którą nie do końca mogłem się zgodzić, a nawet się w jakiś sposób buntowałem, to przytoczę teraz opinię, która moim zdaniem nieźle charakteryzuje tę książkę, bo oczywiście nie możemy dać państwu jakiejś wykładni tego, jaką książką jest „Exodus", ale możemy przez metodę kolejnych przybliżeń jakoś państwa naprowadzać. I w jednej z opinii internetowych przeczytałem, że to jest książka przepojona tęsknotą za tym, co już było, co przeminęło, za tym, co jest stracone bezpowrotnie, co odeszło już po prostu. Za młodością na przykład. Za taką młodością, która odeszła i której już nie ma. Nic dwa razy się nie zdarza. Tęsknotą za miłością, która się mogła wydarzyć, wreszcie za wolnością, która przeminęła gdzieś. Już jesteśmy uwikłani w jakieś układy, w życie po prostu. To jest taka powieść w pewnym sensie do pewnego stopnia nostalgiczna. To jest też jakiś fundament, na którym Orbitowski trochę to buduje, prawda?
[01:46:29] - Dobra, nie chciałem specjalnie tego tematu poruszać, ale przywołałeś teraz ty mnie do tablicy. Otóż rzeczywiście tak. Ale jest tam tęsknota również za czymś, nie tylko za tym, co przeminęło, ale co po prostu w sposób fizyczny zostało odebrane. Będę mówił oględnie, ale po prostu mówiąc oględnie potraktujesz rzecz bardzo szeroko. Otóż po prostu koleje naszej cywilizacji tutaj zachodnioeuropejskiej są dosyć dziwne przez wieki, przez setki lat przynajmniej. Pewnym paradoksem naszych społeczeństw była zupełnie kuriozalna rola mężczyzn w związkach z kobietami oraz kwestia upodmiotowienia kobiet oraz traktowania dzieci na przykład. Mężczyzna decydował o wszystkim absolutnie. Mężczyzna był panem i władcą. Władcą kobiet, władcą domu, władcą dzieci.
[01:47:50] - Panem i władcą.
[01:47:51] - Tak. Nie wiem. Kiedyś żeś mi opowiadał taką historyjkę o Rousseau na przykład.
[01:47:59] - No tak, to prawda. Rzeczywiście. Nawiązując do tego, co powiedziałeś. Rousseau bardzo często, jak mówimy o filozofii, to jest takie nazwisko, które się pojawia. Jan Jakub Rousseau, wielki myśliciel i tak dalej.
[01:48:18] - Szlachetna postać.
[01:48:19] - Szlachetna postać, filozof, myśliciel i tak dalej. Dobre to w kontekście tego, że autor, o którym dzisiaj mówimy, jest filozofem. Ukończył filozofię, to już mówiłem. Warto powiedzieć trochę o Rousseau. Otóż tu zacytuję swojego profesora od filozofii, który powiedział: „To był straszny facet. Może myślicielem był niezłym”. To zależy pewno od punktu, z jakiego się obserwuje te jego myśli. Natomiast życiowo to był koszmar, to był potwór. To był absolutny potwór. Dość powiedzieć, że on się bez przerwy ze wszystkimi kłócił i bez przerwy na wszystkich donosił.
Kiedy już się pokłócił ze wszystkimi we Francji, zdarzyło mu się podróżować do Berlina. I ta podróż w tamtych czasach trwała i trwała, bo dyliżanse jeździły czy jakkolwiek się to nazywa, powozy, to trochę trwało. Więc w czasie tej podróży zatrzymywano się w karczmach, gospodach czy jakkolwiek to nazwiemy i on stamtąd po każdym dniu siadał i pisał listy do swoich znajomych. Zanim dojechał z Paryża do Berlina, to już właściwie nie miał potrzeby jechać do Berlina, bo się ze wszystkimi dokładnie listownie pokłócił. Ale to można by powiedzieć, że taki miał temperament. Sięgnijmy po inne karty z życia Jana Jakuba Rousseau. Otóż to był facet, który na przykład miał sporo dzieci i wszystkie oddał do przytułku.
[01:50:08] - Właśnie ten aspekt jego życia mi tak bardzo...
[01:50:11] - Wszystkie oddał do przytułku i to jeszcze pod zmienionymi nazwiskami, żeby mateczki nie mogły odnaleźć tych dzieci. Bo on uważał, to też jest dosyć paradoksalne, że dzisiaj Jana Jakuba Rousseau bardzo często jego myśli służą Różnym teoriom pedagogicznym. Zważmy, że to był facet, który uważał, że żadna matka, żaden ojciec nie wychowają dziecka dobrze. To państwo się powinno tym zająć. Przesadzam, ale dlatego oddawał te dzieci do przytułków pod zmienionymi nazwiskami, żeby broń Boże nikt z tych przytułków ich nie wydobył. Ale to był też facet, który potrafił na człowieka mniej więcej tydzień czy dwa po tym, jak pewien człowiek przyjął go pod swój dach, udzielił mu gościny, bo nikt nie chciał mu tej gościny udzielić, taką był wredną szują. Dwa tygodnie mniej więcej po tym, jak ta gościna została mu udzielona i mieszkał pod dachem, to zaczął na swojego gospodarza pisać donosy. Ale kwintesencją tego, co ten facet był w stanie wyprawiać, było to, że on w młodości był kochankiem pewnej bogatej hrabiny czy bogatej pani. I pewnego razu zdarzył mu się wypadek, czy też choroba, nie pamiętam już dokładnie. Musiał sobie gdzieś na leczenie pojechać, a kiedy wrócił, jego miejsce było już zajęte.
Starsza pani wzięła sobie innego kochanka i poczuł się dotknięty. Żywił w swoim sercu tak głęboką urazę, a potrafił czekać i odczekał wiele lat. W późnej starości ta pani, on był jeszcze w kwiecie wieku, pani już mocno podstarzała, podupadła na zdrowiu, ale również na majątku. Stała się osobą ubogą. Kiedy się o tym dowiedział, to było święto. Wykupił kamienicę naprzeciw jej domostwa i tam przy odsłoniętych zasłonach gził się na potęgę we wszystkich możliwych pomieszczeniach tak, żeby nie było takiej możliwości, żeby nie widziała tego, co robi. Taki mniej więcej charakterologicznie człowiekiem był Jan Jakub Rousseau. Ale najważniejsze, wiem, że chodzi ci o te dzieci, które on oddawał, zdecydował, że do przytułku.
[01:52:50] - To nie tylko Rousseau, ale właściwie wszyscy mężczyźni o dzieciach decydowali jak o swoich psach czy koniach, że tak powiem. Taki obyczaj, taka kultura funkcjonowała zawsze od czasów niepamięcznych. Może to było dobrze, może niedobrze, to mnie nie interesuje. Natomiast interesuje mnie to, że ja dzisiaj postrzegam, że bieguny ziemskie zamieniły się miejscami. Otóż tak jak mężczyzna kiedyś mógł wszystko z dziećmi, tak dzisiaj tą samą rolę pełni kobieta. Dzisiaj, przy pełnym aplauzie i akceptacji prawa i naszej obywatelskiej zgodzie, dzieci są wyłączną osobistą własnością samic, a nie samców. Ojciec nie ma nic do powiedzenia, jeśli chodzi o dzieci. O ile rzeczywiście sprawy obyczajowe, tak jak w czasach Rousseau, są jeszcze w miarę elastyczne, tak jak każdy obyczaj czy kultura może być elastyczna, o tyle prawo XX- czy XXI-wieczne elastyczne już nie jest. Prawo decyduje o tym tak, jak ma być i tak my dzisiaj żyjemy. Dlatego ja właśnie twierdzę, że żyjemy w czasach absolutnie totalitarnych.
Nie w czasach totalitarnego ustroju, tylko w czasach totalitarnego prawa. Prawa, które bezwzględnie zawłaszcza naszą najbliższą, najbardziej intymną prywatność. Ma prawo wkraczać do naszych domów, bo to robi. Ma prawo dyktować nam nasze obyczaje, bo to robi, namiętnie zresztą. Ma prawo odbierać jednej połowie związku jego dzieci, tak jak to się namiętnie dzieje i przekazywać drugiej. I tutaj nie ma wyboru. I ten ból tej bezradności zupełnie wobec sytuacji, z której nie ma wyjścia zupełnie we współczesnym, wspaniałym, pięknym świecie XXI wieku, ten ból z tej książki Orbitowskiego również promieniuje. Trzeba dobrze czytać tą książkę. Trzeba myśleć o tym bohaterze. Dlaczego on w sklepie kupuje misia, kładzie go na łóżeczku, rozmawia z nim?
Czego temu człowiekowi brakuje tak naprawdę?
[01:55:59] - Ciekawy, to jest bardzo ciekawy trop. Jeśli się troszeczkę wgryźć w biografię autora, porównać ją z tym, co się dzieje na kartach książki, to można do bardzo ciekawych wniosków dojść i zrozumieć wtedy, jak głęboko w ludzką duszę sięga ta książka.
[01:56:21] - Bo ona sięga piekielnie głęboko i już dalej być nie może.
[01:56:25] - Nie, bo to są słowa, ale kiedy się tak zastanowisz nad tym, jak głęboko schodzimy, bo Można mieć takie wrażenie, że to jest taka gawęda, że on tam opowiada i to, co już mówiliśmy, że to jest powieść drogi i że tam jest przemiana i tak dalej. Wszystko prawda.
[01:56:46] - To jest wartka powieść o zdarzeniach.
[01:56:49] - Tak, ale jednocześnie jest to powieść, która właśnie takim stosunkowo lekkim tonem, bo nie przesadzajmy, to nie jest opowieść o Jamesie Bondzie, ale to jest stosunkowo łatwym językiem napisana książka, tak jak powiedzieliśmy przezroczystym, ale jednocześnie jak się ją uważnie czyta, to są takie momenty, kiedy się wstępuje w czeluść. I warto mieć świadomość tego. I to się odbywa niejako z marszu. To nie jest tak, że tam jest jakieś artyleryjskie przygotowanie, pojawia się ciemność, pioruny biją i teraz będzie groza. Nie.
[01:57:33] - To nie jest powieść o trzęsieniu w Los Angeles.
[01:57:37] - Nie.
[01:57:37] - A tym niemniej jest to książka rzeczywiście czasami wstrząsająca.
[01:57:42] - Dlatego mówiłem na początku audycji, że z jednej strony autor odszedł od grozy. Już nie pisuje klasycznej grozy, takiej jak się to pojawiało na początku, „Tracę ciepło” chociażby. Ale jednocześnie ta książka ma w sobie taki potencjał grozy. Nie takiej oczywistej, ale kiedy schodzimy z autorem właśnie w tę czeluść, w głębię ludzkiej duszy, to się nagle okazuje, że nie jest fajnie, że wcale nie musi być fajnie. I takie to naiwne przekonanie, które bardzo wielu, ta dzisiejsza krótka dyskusja o szczęściu i kiedy się jest szczęśliwym, a kiedy nie, to może być podsumowanie tej dyskusji. Podsumowanie tej dyskusji w książce możemy również znaleźć. Czym właściwie jest szczęście i jak to szczęście znajdować? Może źle. Nie tyle szczęście, co ta tęsknota, o której mówiłem. Ta tęsknota za przeszłością, za czasami szczęśliwymi, za tym, co było.
I to może jest jeden z tropów mówiących o tym, skąd się ta podróż głównego bohatera książki wzięła. Ta przemiana, która się pojawia w jego życiu. Ja myślę, że to jest ważny trop.
[01:59:11] - Ale o ile ja zachęcam czytelników do czytania książki Łukasza Orbitowskiego „Exodus” o tyle właśnie w tym kontekście, o którym ty mówisz, ja bym zachęcał również Łukasza Orbitowskiego, żeby przeczytał albo wysłuchał jednego z opowiadań publikowanych w naszych „Podpalaczach nieba”. Opowiadania Bruno Kadyny „Ogień zgasł” to jest opowiadanie mniej więcej o tym samym punkcie, w którym znajduje się mężczyzna w pewnych sytuacjach, jak w książce „Exodus”. Zupełnie inaczej, nie mniej głęboko i nie mniej wstrząsająco. Ale gorąco bym zachęcał, żeby Łukasz Orbitowski przeczytał „Ogień zgasł” Bruno Kadyny.
[02:00:15] - Nie wiem, w której to części, czy w drugich, czy w pierwszych „Podpalaczach nieba”. Niemniej, jak powiedziałem, „Druzdy. Podpalacze nieba” w zbliżającym się tygodniu na YouTubie się już pojawią. A teraz muszę na chwilę odrobinę prywaty, bo jak nas chwalą, to zawsze bardzo chętnie, chętnie to przeczytam, chociaż jak nas ganią, to też nie uciekam. Jeden ze słuchaczy, Coguto. Dobrze przeczytałem? Coguto, tak. „Powiem wam szczerze, że ta audycja to jedna z lepszych rzeczy w polskim internecie. Serio, ile można Korwina słuchać?”
[02:00:52] - No, można.
[02:00:53] - I drugi słuchacz. Bardzo dziękujemy za te miłe słowa. Czujemy się podbudowani i zobowiązani na przyszłość, żeby jakoś nie zaniżać poziomu. Drugi z naszych słuchaczy, Paralelny Ziemianin. Dopisuje: „Zgadza się. Ile można słuchać polityków i newsów o aferach w innych stacjach radiowych?” Jeszcze raz dzięki za te miłe słowa.
[02:01:29] - Pamiętajcie również, że my mamy trochę ułatwioną robotę, bo każda książka właściwie jest inną książką.
[02:01:39] - Innym światem.
[02:01:40] - Innym światem. Każdy autor jest innym światem. A politycy są tacy sami jak sto lat temu, tysiąc lat temu i jak za sto lat. Zawsze tacy sami.
[02:01:53] - Zawsze gotowi, żeby się pokłócić. Dobra, nie narzekajmy, bo zaczniemy zaraz już naprawdę jak takie dwa stare zgredy narzekać na temat polityków i nie skończymy przed dwunastą. Cóż, ja myślę, że z racji tego, że dzisiaj nie możemy poczytać książki.
[02:02:14] - Tym chętniej możemy poczytać w domu, jeśli ją strawimy. A warto.
[02:02:20] - Ja powiem tak, że warto tę książkę kupić. Ja wiem, że ja zawsze to powtarzam prawie przy każdej audycji, że warto. Nie wiem, słowa się dewaluują. Nie wiem, jak mam jeszcze zachęcić. Tę książkę szczególnie warto kupić. Nie wiem.
[02:02:39] - Może tak.
[02:02:40] - Warto ją pożyczyć.
[02:02:42] - To będzie takie, bo moc mi tutaj wyszedł. Ta książka to cenna rzecz. Cenna rzecz.
[02:02:51] - Cenna rzecz. W każdym razie obojętnie. Warto ją ukraść, warto ją pożyczyć, warto ją kupić. Warto ją po prostu przeczytać. To jest książka, po której nie zostaniecie obojętni, kiedy ją przeczytacie. To książka, która albo was ostatecznie zdołuje, albo da wam kopa. Ale zawsze zostaniecie z poczuciem, że dotknęliście czegoś fajnego, czegoś dużego, czegoś, co w was zostanie.
[02:03:23] - A ja, żeby tak jeszcze zachęcić, to powiem-
[02:03:26] - Do dotknięcia czegoś dużego. Bez podtekstów. My zawsze bez podtekstów jedziemy. I tym optymistycznym akcentem będziemy kończyć dzisiejszą audycję.
[02:03:42] - Tym dużym akcentem.
[02:03:43] - Tym dużym akcentem, tym dotknięciem czegoś dużego. Książka ma w końcu 450 stron. Zejdę z linii strzału mówienia o tym dużym. Ale jeszcze zanim ostatecznie skończymy, to powinniśmy powiedzieć, co w następnej audycji. A w następnej audycji spotkamy się z autorem, który powinien być znany wszystkim miłośnikom grozy. Jego książka zatytułowana „Drapieżnik” wyszła w swoim czasie w dużym wydawnictwie Świat Książki, który w tamtych czasach przeżywał swój rozkwit. Mowa o Tadeuszu Olszowskim, człowieku, który trochę tej grozy napisał. Słowo trochę raczej proszę nie traktować dosłownie. Napisał całkiem sporo. W ostatnim czasie pożeglował troszeczkę w kierunku innej gatunkowo prozy, a mianowicie w kierunku kryminału, ale też nie takiego kryminału, że zabili go i uciekł.
Wręcz przeciwnie, to jest znowu proza pełnowymiarowa. Groza też tam jest, ale to nie jest proza lekka, łatwa i przyjemna, ale z drugiej strony bardzo wciągająca. Tadeusz Olszowski w ostatnim czasie wydał książkę zatytułowaną „Młode”. To taka mroczna historia i warto po nią sięgnąć. A powtarzam, myślę, że o klasie autora świadczą jego wcześniejsze dokonania. A o tym najnowszym dokonaniu, czyli opowieści „Młode” opowiemy, a co więcej, będziemy mieli okazję zapytać samego autora, bo będzie naszym gościem w najbliższej audycji, czyli za dwa tygodnie. Zatem zapraszamy. Dziękujemy pięknie za dzisiaj. Mamy nadzieję, że książka Łukasza Orbitowskiego „Exodus” zostanie z państwem. Zapraszamy na następną audycję.
Tak jak już powiedziałem, będziemy rozmawiać o książce Tadeusza Olszowskiego „Młode”. A za tydzień zapraszamy na „ABW”. To już dziesiąte, co dobrze pamiętam. Zatem liczba dwucyfrowa nam wskakuje. Będzie na pewno ciekawie. O odpowiedzi na pytanie Marka79 będziemy pamiętać. O problemach, które zgłosił Piotr Prokopowicz również. Jeszcze raz zapraszamy. Do usłyszenia za dwa tygodnie w „Bibliotekarium” i za tydzień w „ABW”. Dziękujemy państwu pięknie.
[02:07:00] - Dziękujemy bardzo.
[02:07:01] - Te słowa do państwa mówili gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień, tym razem w podcastowym wydaniu „Bibliotekarium”, czyli „ABW”.
[02:08:52] - Once upon a time I was falling in love Now I'm only falling apart There's nothing I can do A total eclipse of the heart Turn around Every now and then I get a little bit restless And I dream of something wild Turn around Every now and then I get a little bit helpless And I'm lying like a child in your arms Turn around Every now and then I get a little bit angry And I know I've got to get out and cry Turn around Every now and then I get a little bit terrified But then I see the look in your eyes Turn around bright eyes Every now and then I fall apart Turn around bright eyes Every now and then I fall apart And I need you now tonight And I need you more than ever And if you only hold me tight We'll be holding on forever And we'll always be making it right 'Cause we'll never be wrong Together we can take it to the end of the line Your love is like a shadow on me all of the time All of the time I don't know what to do I'm always in the dark We're living in a powder keg and giving off sparks I really need you tonight Forever's gonna start tonight Forever's gonna start tonight I don't know what to do I'm always in the dark We're living in a powder keg and giving off sparks I really need you tonight Forever's gonna start tonight Forever's gonna start tonight Once upon a time I was falling in love Now I'm only falling apart There's nothing I can do A total eclipse of the heart Nothing I can say A total eclipse of the heart