[00:14] - INFRA Fakty. Przegląd wydarzeń anomalnych i niezwykłych.
[00:23] - Witam w INFRA Faktach, przeglądzie zjawisk anomalnych i niezwykłych. Mówi Michał Kuśnierz. Razem ze mną jest Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[00:30] - Witam.
[00:31] - Dzisiaj powiemy o pewnej bazie na Marsie nieznanego pochodzenia, jak też o zaginionych UFO aktach w Australii oraz o nowych faktach związanych z Całunem Turyńskim. Zaczynając od pierwszego tematu, czyli tej słynnej bazy. Już słynnej, dlatego że parę dni temu ukazał się film. Pewien amerykański, jak to zachodni komentatorzy mówią, fotelowy astronauta z pomocą programu Google Mars, czyli takiej interaktywnej mapy planety Mars, odkrył pewną dziwną strukturę, która według niego może być bazą obcych. Pojawiło się wiele komentarzy w związku z tym filmem i w związku z jego interpretacją. Niektórzy byli tym zszokowani i zdziwieni. Zaczęły pojawiać się komentarze, że NASA coś ukrywa, NASA coś wie o tym, że być może tam istnieją jakieś struktury, o których nie mówi się publicznie. Ale mieliśmy też przecież już i marsjańską twarz, tę słynną Cydonię, mieliśmy marsjańską deskę, marsjański posąg, także to też się wpisuje jako kolejny element sagi o tym, co jeszcze możemy odkryć na Marsie.
[01:54] - A no właśnie, jak powiedziałeś, znalazcą tej dziwnej struktury był nijaki pan Martinez. Okazało się jednak, że nie on jako pierwszy na to trafił. Widzieli to także inni. Nikt z tego większej sensacji nie zrobił. Rzeczywiście ta domniemana baza wyglądać ma jak coś w rodzaju litery F umieszczonej na powierzchni Marsa w takim białym kolorze. Przywodzi to oczywiście na myśl coś w rodzaju sztucznie stworzonego środowiska dla istot żywych, takiego, jak widzimy na takich futurologicznych obrazkach niekiedy. Natomiast co się okazało? Wideo szybko zrobiło karierę do tego stopnia, że zaczęli się na jego temat wypowiadać eksperci. Przypomnijmy może, że film ten można zobaczyć sobie u nas na forum. I rzeczywiście okazało się, że jest to kolejna z takich anomalii, wśród których znajdują się między innymi wspomniana przez ciebie twarz z Marsa czy też posąg, który odkryty został tam rzekomo kilka lat temu.
Jak się wkrótce okazało, Alfred McEwen, dyrektor laboratorium badań nad obrazowaniem planetarnym, stwierdził, że jest to zwyczajny błąd w przetwarzaniu obrazów, wynikający zapewne z oddziaływania na to urządzenie fotografujące promieni kosmicznych. Czyli jest to po prostu coś w rodzaju uszkodzenia na tym zdjęciu, które przybrało taką dziwną formę. Oczywiście po zbliżeniu tego obiektu, tej rzekomej bazy nie widać praktycznie nic, ale tutaj dopisała się cała historia i teoria spiskowa. Przypomnijmy może jeszcze, że ta słynna marsjańska twarz to był w rzeczywistości układ skał przypominający coś w rodzaju gigantycznej twarzy, który został sfotografowany kilkadziesiąt lat temu. Przez wiele lat pozostawał on takim dowodem na to, że na Marsie nie tylko można znaleźć ogromną twarz, ale nawet coś w rodzaju piramid, posągów. I ta historia o dziwnych znaleziskach na Czerwonej Planecie ciągnie się właściwie do dziś. Można sobie przejrzeć ich galerię na naszej stronie. Eksperci i sceptycy twierdzą jednak, że za większość tego typu znalezisk, czyli rzekomych twarzy na Marsie, desek, posągów odpowiada zdolność ludzkiego mózgu do dopatrywania się znanych form i figur w układach rzeczy, które są zupełnie przypadkowe. Możemy tutaj wspomnieć o bardziej codziennym zjawisku, takim jak na przykład dopatrywanie się twarzy w chmurach i w innych rzeczach. Jednak, jak twierdzą niektórzy, część z tych znalezisk ma tak kontrowersyjny charakter, że nie da się ich po prostu z marszu zanegować.
Dlatego ta teoria spiskowa sobie żyje. Każdy musi sobie wyrobić na ten temat zdanie, bo jak na razie ta planeta jest na tyle nieosiągalna mimo wszystko, że musimy poczekać, aż dotrą tam nasi kolonizatorzy. A jak mówią niektórzy, Mars jest już niestety zajęty przez inną cywilizację, czego dowodem ma być ta afera z rzekomą bazą.
[04:58] - Tak, pewnie historia będzie sobie żyła swoim życiem aż do momentu, kiedy wreszcie ludzie wylądują na Marsie. A kiedy to się stanie, to już jest zupełnie osobna historia. Przejdźmy może do tematu związanego z UFO aktami w Australii. My często mówimy o różnych archiwach związanych ze zjawiskiem UFO zbieranych przez różne państwa. No i właśnie australijska prasa donosi o tym, że australijskie Ministerstwo Obrony faktycznie zbierało takie informacje, tylko że one w jakiś dziwny sposób okazało się, że gdzieś zaginęły. Co możemy o tym powiedzieć?
[05:40] - Jedna z australijskich gazet rzeczywiście postanowiła przeprowadzić próbę poszukiwania tych akt. Trzeba jednak dodać, że one były już wcześniej poszukiwane i eksperci twierdzą, że one tak nie do końca zaginęły, tylko nikt nie umie ich odnaleźć. Przez wiele lat australijskie wojsko, Ministerstwo Obrony przy współpracy różnego rodzaju ekspertów badało tego typu doniesienia. Oczywiście niektóre były bardziej ciekawe, inne mniej ciekawe, ale wnioski i opracowania na temat tych przypadków pozostają na razie nieosiągalne. Udało się zgromadzić kilka tego typu dokumentów, które opisują między innymi słynny przypadek obserwacji UFO z Woomera. To jest taki poligon wojskowy, na którym zaobserwować, a nawet sfilmować miano w latach bodajże 60. latający spodek koło wystrzeliwanej rakiety. Wtedy powstała taka mała afera, szeroko komentowana na całym świecie. Jak się okazało, jednak nie ma w tym nic dziwnego. O tym, że te australijskie akta zaginęły dawno, to wiadomo.
Tutaj może jedynym takim elementem, który pobudził wyobraźnię wszystkich, było to, że rzeczniczka Ministerstwa Obrony powiedziała, że część z tych akt mogła w rzeczywistości zostać zniszczonych. Także te poszukiwania są może bezsensowne. My dodajmy może jeszcze, że do najsłynniejszych przypadków australijskich spotkań z UFO zaliczyć można słynny przypadek zaginięcia Fredericka Valenticha, którego samolot znalazł się w pobliżu dziwnego obiektu, a następnie przepadł bez śladu i do dzisiaj nikt nie wie, co się z nim tak naprawdę stało oraz chyba najsłynniejszy przypadek uprowadzenia przez obcych, historię Kelly Cahill. Zapraszamy do zapoznania się z tymi materiałami na naszej stronie oraz skomentowania tego na naszym forum, bo jak się okazuje w Polsce mamy bardzo podobny przypadek, jeżeli chodzi o akta UFO, bo one również są niezlokalizowane. Najprawdopodobniej są rozrzucone wśród setek tysięcy innych dokumentów i również nie udało się nigdy trafić na ich ślad. Także tutaj taka ciekawa zbieżność z naszym krajem.
[07:56] - Tak. A jeszcze do tych przypadków, o których mówiłeś, dodajmy przypadek z Westall, o którym myślę, że niedługo napiszemy, też bardzo interesujący. A przypadki, które wymieniłeś oczywiście można znaleźć na stronie naszej www.infra.org.pl, też i na naszym forum. Piotrze, może powiedzmy parę słów zmieniając temat o całunie turyńskim, dlatego, że media donoszą o kolejnych sensacyjnych w zasadzie doniesieniach naukowców, którzy cały czas badają to płótno, które ma nosić na sobie rzekomy wizerunek Jezusa Chrystusa. Otóż mówi się o tym, że tak naprawdę twórcą całunu turyńskiego jest słynny Giotto. Jeden z włoskich naukowców mówi, że odnalazł na całunie właśnie jego podpis. To jest jedna z kolejnych sensacji, dlatego że niedawno, całkiem niedawno, już w zeszłym chyba roku, gdy się mówiło o tym, że datowanie całunu również naukowcy oszacowali na takie wczesne średniowiecze.
[09:00] - Tutaj z całunem turyńskim nam się wiąże cała saga. Mało kto wie, że tak naprawdę jest on jedną z chrześcijańskich relikwii tego właśnie typu. Wśród innych wymienić możemy zaginiony mandylion z Edessy, na którym miała odbić się twarz żywego Jezusa, także chustę Weroniki. Kopie tych relikwii znajdowały się w całej Europie. Były bardzo popularne i w tym kontekście znajduje się gdzieś właśnie całun turyński, o którym od czasu do czasu ktoś nam przypomina w związku z jakimiś tam nowymi rewelacjami. Tym razem jeden włoskich uczonych stwierdził, że dopatrzył się w twarzy Chrystusa z całunu kreski Giotta i tego, w jaki sposób on ujmował postać Chrystusa. Nie wiem, jak to ocenić. Prawdopodobnie ilu profesorów sztuki we Włoszech, tyle opinii na temat całunu turyńskiego i tego, kto go zrobił, bo pamiętam, że przypisywano go już bodajże każdemu, w tym da Vincemu. Włączano w to także czasem siły nieziemskie, anielskie, kosmiczne i kto wie jakie. Także oczywiście dobrze, że taka informacja się pojawiła, ale wyrabianie sobie opinii na podstawie takiego jednego komentarza może nie jest zbyt dobre.
Dodajmy tylko, że całun turyński jest tak popularny, że niezależnie od tego, co by odkryto w jego przypadku, jest nie do ruszenia. To znaczy jego pozycja jest niepodważalna. Ja myślę nawet, że nigdy nie uda się go zbadać tak w 100%, gdyż takie jednoznaczne potwierdzenie, że został on wykonany we wczesnym średniowieczu na przykład czy pod koniec tego okresu, mogłoby po prostu zaszkodzić jego wizerunkowi. Podobnie mamy z ojcem Pio na przykład. Tutaj pojawiają się różne oskarżenia pod jego kierunkiem, natomiast nigdy nikt nie odważył się przyznać jednoznacznie, że na przykład było oszustwem czy coś podobnego. Ale polecam wszystkim zapoznać się z takimi dwoma ciekawymi artykułami na naszej stronie. Jeden mówi właśnie o mandylionach i chustach Weroniki, a drugi o innej popularnej relikwii, jaką są szczątki Krzyża Świętego.
[11:06] - Tak jest. Ja polecam też najnowsze artykuły, między innymi o kamieniach z Carnac, jak też o zielonych dzieciakach z Ulvid. Mamy też interesujący artykuł o zderzeniach z multі wszechświatów. Zachęcam. www.infra.org.pl oraz nasze forum http://paranormalne.eu. Dziękuję ci, Piotrze.
[11:29] - Ja również dziękuję.
[11:30] - I zapraszam na kolejne wydanie Infra Faktów. Dziękuję.
[11:49] - Infra Fakty. Przegląd wydarzeń anormalnych i niezwykłych.