[00:00] - To think for yourself and question authority. Ojka, tak trochę z nabiegu w ogóle tutaj wszedłem. Mikrofon. Witam cię, człowieku, serdecznie w hiperprzestrzeni w sobotni wieczór. Właśnie wbiegłem, podłączyłem mikrofony dosłownie. Spojrzałem na swoją herbatę i nagle się okazało, że to już. Już teraz. Mam słuchawki na uszach i słyszę ciebie, a ty słyszysz mnie. I jest las. Jest sobota wieczór.
„Radio na Fali” retransmitowane w Radiu Paranormalium, Radiu Czas Nu. Pozdrawiam cię, mecenasko i mecenasie Radia Falowego bardzo serdecznie. Piszę do mnie o człowieku. Pozdrawiam słuchaczu offline. Pozdrawiam słuchaczu, który jest tutaj obecny razem ze mną. Ja jeszcze tu jak zwykle jakieś jezioralne muszę porobić. Troszkę pokląskać tym krzesełkiem w jedną i w drugą stronę. Ustawię sobie mikrofony. Tutaj mam dzisiaj ciekawy temat związany troszeczkę-- No właśnie. Związany ze substancjami dzisiaj temat.
Swego czasu w „Radiu na Fali” jest w archiwum. Myślę, że można tam bez problemu znaleźć, na tej nieodświeżanej dawno stronie „Radia na Fali” jest w archiwum seria podcastów o nazwie „Substancja”. No właśnie. Ja troszkę wrócę do tego tematu. Wiesz, czas leci. Jako użytkownik medycyny naturalnej od lat sam fakt nagrania serii podcastów „Substancja” nie zmienił akurat, nie spowodował, że przestałem używać substancji. Wręcz odwrotnie, używam ich jeszcze bardziej świadomie. Rozumiesz? Lub coś w tym stylu. Anyway, czyli cokolwiek to oznacza, dzisiaj właśnie opowiem, cokolwiek to oznacza.
Ja mam dalsze refleksje po „Substancji”, bo podcast się skończył, ale ja mam takie refleksje. Ja myślę, że hiperprzestrzeń jest doskonałym miejscem na wynurzenia na ten temat ad rem substancji, ad rem tego, co ja w ogóle o tym myślę. Jest kilka ciekawych wątków z tym związanych. Po latach zaczynam troszeczkę więcej, przynajmniej tak mi się wydaje, wiedzieć na ten temat jako użytkownik, podróżnik, rozumiesz? I takie tam. Także dzisiaj będę próbował zmierzyć się, nawet nie będę próbował, będę się mierzył z tematem, który z reguły jest nazywany jako nasza osobowość albo coś w tym stylu. Jest masa historii tak zwanej psychologii, takiej nawet oficjalnej. Carl Gustav Jung się kłania, wielu innych dżentelmenów. Wszyscy ci, którzy studiują te książki, uczą się na pamięć, cytują te wielkie dzieła, odwołując się nieustannie do Carla Gustava albo Freuda, albo kogoś tam i tak dalej. Ja nie będę za bardzo poruszał konceptów tych panów.
Ja się z nimi po prostu nie zgadzam. Znam te koncepty, znam doskonale, ale się z nimi nie zgadzam. Jest dookoła tak zwanego konceptu naszej osobowości, naszego ego, zwał jak zwał, jest kilka różnych ciekawych koncepcji. Przede wszystkim głównie bazują one na koncepcie dualizmu, czyli na zasadzie, że jestem tu i teraz, ale jest wewnątrz mnie zwierzę, które zeżre cię żywcem albo coś w tym stylu. Jest taki szalony koncept i właściwie wszystkie te klasyczne szkoły psychologii, czy chcemy, czy nie, zajmowały się tylko i wyłącznie głównie tym klasycznym konceptem, próbując wyjaśnić, jak to możliwe, że jedna istota o dwóch nogach jest w stanie robić takie rzeczy. W sensie rozkleić się troszkę na dwie różne substancje, można powiedzieć. Jedna jest niszczycielska, mordercza, druga znika w miłosnych uniesieniach. Jak to w ogóle okiełznać? Kim jest człowiek wobec jego próżnej natury? Jakby powiedział, może tak by się zapytał Goethe pewnego dnia.
No właśnie, ale Goethe właściwie stawiał takie pytanie u siebie we „Fauście”. Przepraszam, ja się rozglądam, bo ja sobie tu prokuruję herbatę. Dolewam sobie wody specjalnej, momencik. Mówiłem, że będę jeziorany, ale skoro jest od duszy, to niech będzie tak jak w prawdziwej kuchni. Zdejmuję słuchawki. Idę po. Idę po i już mam, i już wracam. O, właśnie. Sobie będę tutaj popijał, sączył, pączę, opowiadał ci do mikrofonu w tym lesie tą historię związaną z tym, co jest poza oficjalną psychologią. Jest z tym w ogóle ciekawa sprawa związana, bo temat, to, o czym dzisiaj będę mówić, zahacza nie tylko i wyłącznie o kwestie naszej osobowości, przynajmniej w moim tego słowa rozumieniu i w moim spojrzeniu z tej perspektywy zahacza o zjawisko UFO, zahacza o wiele innych ciekawych rzeczy.
Zahacza o na przykład sprawy związane z podróżami do wielu wymiarów z czasem, z lataniem czasu. Wbrew pozorom nie jest to-- no wiesz, wszystkie te tajemnicze historie, podróże w czasie i przestrzeni. Prawie że Juliusz, powiedzmy po prostu po polsku Julek Verne. Otóż to. Opisywał sobie między innymi on w książkach takie futurystyczne historie troszeczkę dla niektórych. Niemniej wszystko zaczyna się gdzieś na etapie czegoś, co psychologia oficjalna nazywa naszą osobowością. Niektórzy nazywają podświadomością, nadświadomością. Klasyfikacji jest w cholerę albo jeszcze więcej. No i ja właśnie troszkę o tym dzisiaj nawinę tobie ten makaron na uszy. Nawinę na uszy taki makaron.
Ale zanim zacznę nawijać, jeszcze szybko jedno ogłoszenie. Właśnie, bo Grzegorz w Radiu Czas Nu szykuje czasnu.com. Przypominam, taki jest adres: czasnu.com A Radio Nafal jest jeszcze retransmitowane w czasie snu. Oprócz tego w Radiu Paranormalium. Ale wracając do sedna, do puenty tego ogłoszenia, proszę zajrzeć na stronę Radio Czas Snu, bo tam nadchodzi start w nadawaniu, będzie start nowych audycji w Radiu Dream Time. Także zapraszam serdecznie. Tam jest nawet ramówka. Będzie nadawane o godzinie 22:00 czasu polskiego. Będzie „360 sekund”, „Bo chcę widzieć!” trwające jedną godzinę. Będzie „Czas snu.
Wizje i podróże mistyczne nieśmiertelnego ducha. Między duchem a materią. Relacje ze wspólnej podróży" właśnie w Londynie między innymi, trwającą dwie godziny. Ja coś wiem o tej podróży, ale to zostawię. Dzisiaj właściwie poniekąd o każdej podróży i o tamtej też. Ale się generalnie wkleiłem idealnie w ten news. Pozdrawiam Grzegorza serdecznie, bo to dzisiaj też taka koncepcja. Nawet nie troszeczkę, tylko podróżnica. Otóż to. Dziękuję serdecznie za newsy.
Tymczasem borem, lasem. Właściwie powinien puścić jakiś utwór muzyczny, ale dzisiaj tak z rozbiegu jestem i oczywiście utwór muzyczny jak zwykle jest gdzieś w moich przepastnych archiwach, ale daj mi chwilę, a to wszystko wygrzebie. Także jeszcze raz przypominam, że dzisiaj zanurzam się w krainę, można powiedzieć ezoteryczną, bo jest to też z drugiej strony cała historia związana z tym, czym jest, popularnie rzecz nazywając, alchemia, bo alchemia ma swoje drugie oblicze poza chemią, poza tym materialnym aspektem, tym wszystkim, co tworzy fizyczny aspekt transmutacji, jest tak zwany nie fizyczny aspekt transmutacji, transmutacja ducha. I to też jest generalnie ten sam koncept związany z naszym duchem. Skoro mówisz i ja mówię i ty słyszysz, i ja też czasami słyszę transmutacja ducha automatycznie oznacza to to, że mamy do czynienia z tym czymś, o czym wyrzynali się nieprzeciętnie właśnie Carl Gustav Jung chociażby, bardzo lubiany przeze mnie swego czasu. Nieprzeciętnie, przyznam szczerze. Już mam, już wszystko mam. Mam muzykę, człowieku, mam muzykę, jestem przygotowany. Ale jeszcze tutaj troszkę poustawiam. Tak czy siak, wracając do mojej opowieści, żeby wrzucić troszeczkę na trop przed utworem muzycznym, to zacznę może od prostej historii.
Od tego, że podejrzewam, że wiele rzeczy, takich istotnych rzeczy w naszej głowie jest uwarunkowanych, między innymi nasza percepcja rzeczywistości, tak mi się wydaje, jest uwarunkowana tym, co wydaje nam się wiemy na temat samych siebie. Tak najprościej mówiąc, żeby nie motać, nie tworzyć jakiegoś akademickiego, dziwnego nie wiadomo czego językowego. Qu'académics to jest takie fajne sformułowanie używane przez dżentelmena, które bardzo lubię. Dżentelmen to John Anthony West, taki badacz starożytnego Egiptu i on używa takiego sformułowania qu'académics, takiego szyderczego, że „qua, qua, qua", z angielskiego taka troszeczkę prześmieszna forma powiedzenia akademicy. Także żeby nie mówić zbyt akademickim językiem, żeby nie brzmieć jak taki qu'académic. W skrócie, jeżeli ktoś ci nie powie i mi też nie powie, że pewna sprawa jest możliwa i na przykład wychowa mnie i ciebie, przypuśćmy w szklanym pudełku i my przyzwyczaimy się do tego, że jest między nami a rzeczywistością szklana ściana. Czegokolwiek. Może być zbudowana z emocji, bo ja dzisiaj o emocjach, o tym duchu, bo to właściwie tego się tyczy. To wiadomo, że ta szklana ściana może spowodować nasze interakcje z drugą stroną, że będziemy jak ten słoń, który przywiązany za młodu do kawałka drzewa wbitego w ziemię wierzy, że nie może ruszyć się daleko. On się tego uczy.
I później numer polega na tym, że nawet dorosły słoń, który jest wytresowany, ma taki mały kawałek patyczka na sznureczku przyczepiony do swojej nogi. I numer polega na tym, że on święcie wierzy w to, że ten mały patyczek jest tak ciężki, że on nie może się oddalić od tego patyczka za bardzo na długość tego łańcucha, bo jak tylko poczuje lekki opór, to przestaje ruszać się dalej. Staje w miejscu, a ten patyczek się wbija tak płytko. I to jest taki numer stosowany przez właścicieli słoni w Azji i ten numer stosowany przez właścicieli słoni jest stosowany przez każdego właściciela własnego samodzielnego mózgu. Każdego z nas, tak mi się wydaje. I jest to jedna z takich kluczowych rzeczy, która odpowiada za naszą percepcję, bo wydaje nam się czasami, że nie możemy pójść dalej. Tu w ogóle jest taka historia związana troszkę z technologią dla nas taką kosmiczną. Dlaczego wspomniałem o UFO? Bo to jest technologia, można powiedzieć kosmiczna. Ale widzisz, tu jest taki myk związany w ogóle z całym pojęciem technologii, bo ja zanim wskoczę w naszą świadomość, o której pisał Carl Gustav Jung, który też pisał o dziwnych obiektach na niebie, o dziwnych rzeczach, zjawach, które widział, duchach przodków i tak dalej, pisał o świecie nierzeczywistym, jak on to nazywał.
Świecie, gdzie, jak twierdził, komunikujemy się z własną psychą. Koleś musiał być nieźle rozjechany, bo ciągle przez całe życie wierzył w to. Wystarczy sobie poczytać Carla Gustava, którego zresztą sobie bardzo cenię. Pozdrawiam Carl. Carl, pozdrawiam cię serdecznie. Ale wracając do rzeczy, to jest taki szalony koncept dualizmu, że jedna część nas samych nie nadąża za drugą i nie chce zaakceptować faktu, iż posiadamy zjawisko takie jak komunikacja z troszkę inną rzeczywistością. Mniejsza o to, czym ona jest. Próba wyjaśnienia pojawi się za parę chwil. Ale to może za parę chwil. W każdym razie jest coś innego i teraz jest tylko kwestia naszej percepcji, jak to sobie zdefiniujemy.
Możemy stwierdzić, że jest to gówno warta halucynacja Możemy też zauważyć pewne parallel z naszym życiem, czyli pewne dziwne powiązania i połączenia, które nie dają nam spokoju i nie możemy zasnąć i przemyśliwujemy te powiązania i połączenia. Nie jest to koniecznie związane z substancjami psychoaktywnymi. Jest to związane z naszą normalną, codzienną rzeczywistością. Znany mi przykład, którym tu rzucam już od lat w Radiu Na Fali, chociażby kobiety, która zobaczyła swoje dziecko pod kołami samochodu, a była niewielkiej postury, miała metr sześćdziesiąt wzrostu, mając buty na wysokim obcasie. Podbiega to chuchro do tego samochodu, podnosi jedną ręką i wyciąga własną ręką spod samochodu. Dziecku się nic nie dzieje. Nikt nie wie, jak to jest możliwe, żeby kobieta podniosła jedną ręką i to takie chuchro samochód o wadze powyżej jednej tony. Ale takie rzeczy się dzieją i wiemy, że oczywiście można wyjaśniać to w sposób chemiczny, ale nie ma wyjaśnienia. Jedyne chemiczne, tak zwane biologiczne, medyczne, tak zwane quacademics wyjaśnienia dotyczą tylko i wyłącznie produkcji substancji chemicznych w naszym organizmie. Wiemy, że jedna rzecz jest niedyskutowalna na żaden z milionów sposobów.
Wszystkie te zjawiska chemiczne, które się dzieją podczas takiej interakcji, są wywoływane przez zestaw emocji w naszej głowie. Można nazwać to stresem, można nazwać to w dowolny, inny sposób. Słynne historie opowiadane przez Ralfa Messnera. Jeżeli nie wiesz kto to jest, to Ralf Messner to jest taki dżentelmen, który się drapał tam, gdzie go nie swędziało, jak mówi stare powiedzonko, z brodą, czyli himalaista. Człowiek, który zdobył chyba prawie wszystkie ośmiotysięczniki, napisał kilka ciekawych książek. Bardzo odważny jegomość. Wisiał nie raz na linie, ryzykując własnym życiem. Twierdzi, że spotkał yeti. Napisał parę ciekawych książek. Są przetłumaczone na język polski.
Polecam w ogóle. Dżentelmen jest naprawdę bardzo intrygujący. Jego refleksje na temat tajemniczego królestwa Szambali też bardzo ciekawe. Taki podróżnik, można powiedzieć bardzo ciekawy, ale zostawmy Ralfa Messnera. W każdym razie takich przypadków jest masa i mogę tu ich podawać w nieskończoność. Ta audycja mogłaby się składać z wymieniania nazwisk tych ludzi przez kolejny chyba rok czasu. Dużo tego jest. Może się nagle okazać, że zadzwonisz do mnie za parę chwil właśnie, bo jestem jeszcze na Skypie radionafali.com. Zadzwonisz do mnie i powiesz: „Słuchaj, taka historia wydarzyła się mi”, a ja ci zaraz odpowiem: „Słuchaj, i mi też. I to nie jedna”.
Bo takie historie wydarzają się nam codziennie. No, może nie codziennie, ale bardzo często. Chociażby nieustannym zjawiskiem, które nam towarzyszy przez całe życie, jest zjawisko déjà vu, czyli moment, kiedy nagle łapiemy się na tym, że byliśmy tutaj. Wszystko to już widzieliśmy. Czasami jest to jeszcze bardziej posunięte, bo jest to związane ze snami. Dotykamy rzeczywistości, która teoretycznie według panów psychologów i pań psycholożek jest czystą i wyłącznie wariacją na temat naszego codziennego życia i stanu konta. Tylko i wyłącznie. I przeszkadza czasami w realizacji naszych rzeczy i trzeba coś z tym robić. W rzeczywistości tam dostajemy informację, która jest bardzo mocno związana z tym, gdzie jesteśmy w swoim własnym życiu, dzięki czemu nasz zestaw emocjonalny, który nam towarzyszy na co dzień, zamienia nas i nasze otoczenie w troszeczkę inną chmurę emocji. Właśnie.
I tu jest ciekawy temat, bo jest to moja właściwie definicja na temat tego, czym jest emocja. Jest to bardzo właściwie wizualne zjawisko jak dla mnie, tak mi się wydaje i tak twierdzę. Las szumi, ja popijam herbatę w Radiu Na Fali, a ty czego słuchasz? Oczywiście. No właśnie, ale wracając do mojej doktryny osobowości, bo nawet nie jest to teoria, jest to moja doktryna osobowości. Właściwie jest to bardziej niż teoria. Nad tym tematem tutaj troszkę ślęczę i jakoś tak chciałem powiedzieć, że spędzam troszkę więcej czasu, niż przypuszczałem, że w życiu będę spędzał nad tym tematem. I koniec końców mam z tym pewne refleksje. Ale wróćmy do konkluzji. Wróćmy do konkluzji, żeby nie błądzić dookoła.
No więc mowa jest o emocjach. Mowa jest o tym czymś, co oficjalna psychologia nazywa podświadomością, tymi wszystkimi nieujawnionymi instynktami, tym rozwojem osobowości, że doktor Jekyll i Mr Hyde, że koniecznie każdy z nas ma w sobie psychopatę i musi złapać za brzytwę i sobie odciąć głowę, po drodze wyrzynając cały świat. Wszystkie te szalone pomysły. Ale ja myślę, że jest zupełnie inaczej. Myślę, że jest zupełnie inna konstrukcja całego tego opakowania. Tutaj zacznę od czegoś takiego: czym są w ogóle emocje? Właściwie cała ta historia dotyczy tylko i wyłącznie emocji, bo nawet ta psychologia, o czym wcześniej wspomniałem, bazuje tylko i wyłącznie na tym, że mamy przed sobą dżentelmena, który jest okej. W ogóle rozumiesz. W sensie wizualnym ma garnitur, krawat, jest akceptowalny, ma ze sobą ekskluzywny samochód marki czerwonego koloru. Rozumiesz?
Nie nosi żadnej walizki przy sobie, bo nie musisz nosić walizki. Od tego jest jego menadżer. Rozumiesz? Helikopter ląduje w tle. Tego typu historie. Ale ten obywatel może być psychopatą i często jest. Ale widzisz, jak to jest możliwe, że część z nas, bo chodzi o to cudowne odkrycie współczesnej psychologii, tej tak zwanej szarlatanerii. Ja to nazywam po prostu szarlatanerią współczesną psychologię, bo jest to nauka, która właściwie nie jest żadną nauką. Jest to po prostu szarlataneria. Anyway, według mnie oczywiście możesz się ze mną kłócić, ale nic ci z tego nie wyjdzie.
Ja nie zmienię swojej opinii. Taki jestem. I wracając do tych historii, jest to rozgraniczenie pomiędzy naszą fizycznością, czyli tym, będę mówił takim dziwnym językiem, ale myślę, że złapiesz, o co chodzi. Aspektem fizyczności, czyli tym wszystkim, co robimy własnymi łapami, tym, co artykułujemy ze siebie, tym, co możemy świadomie kontrolować, tym całym światem na zewnątrz. Właściwie nie tyle całym światem, ile naszą interakcją ze światem. Czyli tak dobrze się kontrolujemy, że reagujemy W bardzo przemyślany sposób i przemyślny sposób przede wszystkim na wszelkie impulsy ze świata zewnętrznego. Jeżeli ktoś zapyta się ciebie o coś. I tu przypomina mi się taki stary dowcip związany z kultowym filmem pokolenia moich rodziców „Siedem mgnień wiosny” zdaje się o sowieckim agencie. Taki protoplasta Hansa Klossa można powiedzieć, który szpiegował na rzecz sowieckiego wywiadu w faszystowskich Niemczech, był specjalnie przerzucany przez granicę. Szpiedzy, afery kryminalne, historie, rozumiesz?
Wojna i czekamy na koniec wielkiej ojczyźnianej wojny w Rosji. I on miał taki numer, który nieustannie stosował w każdym odcinku. To miał być poważny film, ale troszkę wyszło jak taki comedy show. No tak się złożyło, ale właśnie dlatego, że jest tak głupi i stał się tak kultowy. Nie wiem, czy jest polskie tłumaczenie w dzisiejszych czasach, ale w każdym razie główny bohater wykonywał taki numer pod tytułem: wchodził jako oczywiście szpieg rosyjski podczas drugiej wojny światowej do gabinetu, w którym siedział jakiś feldmarszałek, znaczy, w którym nie było feldmarszałka, ale wchodził do jego gabinetu, wyciągał mały aparat szpiegowski schowany w spince do krawata. Coś w tym stylu. Jakiś taki absurd w piórze. Coś w tym stylu wyciągał. Otwierał tajne dokumenty, robił zdjęcie na biurku i nagle wchodził ten feldmarszałek. A wtedy nasz rosyjski szpieg odwracał się w kierunku owego dżentelmena i zadał mu pytanie na przykład: „Jak smakowało dzisiejsze śniadanie feldmarszałka?” Coś w tym stylu.
I z offu, czyli z backgroundu, z tła dobiegał głos. Tłumaczmy mniej więcej to w ten sposób, że... bo tam był oczywiście główny bohater i tak dalej. Czekaj, jakby to powiedzieć, żeby nie zepsuć tego? A właśnie. Ja jestem słaby w opowiadaniu dowcipów. Tekst z offu brzmiał: „Nasz człowiek wiedział, że należy rzucić pytanie zupełnie niezwiązane z kontekstem, aby feldmarszałek nawet nie pomyślał o tym, co widzą jego własne oczy”. Chodziło o odrocenie uwagi. Taki paranoidalny troszkę. No nie wiem, jak zwykle zwaliłem ten dowcip.
Ja nie jestem specjalnie opowiadaczem dowcipów. No tak się niestety złożyło. W każdym razie koleś za każdym razem, kiedy nakryto go w sytuacji in flagranti, czyli takiej, że już naprawdę nie może nic zrobić, poza tym, że powinni go zakuć albo rozstrzelać, to on w tym momencie rzucał jakimś kretyńskim pytaniem pod tytułem: „Jaka jest pogoda na zewnątrz?” I wtedy feldmarszałek zadumiał się. Następnie nasz główny bohater chował wszystkie dokumenty do szuflady, łącznie z aparatem fotograficznym. Feldmarszałek się odwracał, mówił: „Nie jest zimno jak na tą porę roku. Całkiem słonecznie, ale troszeczkę zaczyna wiać już zimnym wiatrem”. No właśnie. I wtedy nasz główny bohater wychodził z gabinetu, jak gdyby nigdy nic i dalej dokonywał swoich szpiegowskich wielkich akcji. My dokładnie robimy mniej więcej taką samą scenkę sami ze sobą. Odgrywamy, że nie widujemy pewnych rzeczy.
I to jest mniej więcej takie rozbicie naszej osobowości, naszej jaźni, można powiedzieć, na naszą rzeczywistą interakcję ze światem zewnętrznym. Czyli w tym momencie odgrywamy, że robimy coś, czego nie robimy, nikt tego nie widzi. Właściwie jesteśmy takimi kretynami oraz że akceptujemy to, kim jesteśmy. Nasza cywilizacja w takim oficjalnym nurcie do tej pory ma bardzo poważny problem z zaakceptowaniem tego, że jest coś więcej niż tylko i wyłącznie opakowanie fizyczne, które kontrolujemy przez swoje, można powiedzieć, filtry emocjonalne. To, co robimy na zewnątrz, to jak się komunikujemy z innymi ludźmi, to co robimy własnymi rękami, to czy oddamy ten portfel, który znajdziemy, czy nie oddamy. Rozumiesz wszystkie te pułapki, które czekają, jak to niektórzy mówią, na nas w życiu, a niektórzy nazywają je, że to nie są żadne pułapki. Ja właśnie należę do takich ludzi, którzy nie uważają tego za pułapkę, a uważają to za wręcz dar. Słuchaj, masz sytuację, w której możesz zareagować w niesamowity sposób, stworzyć radosny potencjał. Znajdujesz portfel, nie musisz kasować tej kasy do własnej kielni. Możesz zanieść właścicielowi.
Prosta sprawa. I to są takie miłe rzeczy, które można spotkać w życiu i się zweryfikować, zrobić coś miłego, pomóc komuś, spowodować, że miło się poczuje, bo on już przeżył swoją stratę, a tu nagle wszystko wraca do niego. Rozumiesz? Miła sytuacja w życiu i to są rzeczy związane z emocjami. Możesz to powiedzieć, że to jest logiczna decyzja, ale każda logiczna decyzja w naszym życiu jest podyktowana emocjami. I jest taki moment w naszym życiu, kiedy emocje nie zgadzają się z rzeczywistością. I wtedy do roboty wkracza licencjonowany szarlatan, czyli pan psycholog, który stwierdza, że ma metodę na synchronizację naszej osobowości, bo on twierdzi, że jesteśmy z jednej strony psychopatą, z drugiej jesteśmy samym aniołem, po prostu pure angel. I teraz on ma pewne metody, pewne sprawdzone sposoby działania razem ze mną, żeby zrobić to ze mną tak, że ja wrócę do siebie, jakiegoś siebie. Nie wiadomo jeszcze jakiego, ale że jest jakiś ja, który się synchronizuje. Słuchaj, ten zsynchronizowany ja odrzuci iluzje, które nie podążają torem tego świata i dostroję się do tej rzeczywistości.
Właściwie cała psychologia to nie jest nic innego jak próba przekonania człowieka, który w wieku XX i na początku XXI, no, jeszcze koniec XIX wieku stał się niewolnikiem przymusowego obozu pracy. Znakomita część tak zwanego świata rozwiniętego wstaje rano przez pięć dni w tygodniu niczym koń do roboty i zasuwa przez osiem godzin do dziewięciu, dziesięciu, wykonując różne dziwne, przezabawne sztuczki magiczne w swoim własnym życiu, czynności cyrkowe po to tylko, żeby zaspokoić potrzebę zjedzenia, potrzebę dachu nad głową i potrzebę spokojnej egzystencji, która właściwie i tak wyparowała. Zredukowała się do może dwóch dni w weekend, jeżeli nie trzeba zrobić niczego dla samego siebie. Także koniec końców mieszkańcy obozu koncentracyjnego Na lepszą, którego celem miało być zbudowanie lepszej przyszłości, zaczęli lekko fiksować. Także pojawiła się odpowiedź społeczna, odpowiedź z ruchów elit naukowych, żeby stworzyć naukę, która zajmuje się badaniem tego, dlaczego człowiek, który ciągle dostaje w dupę od swojego bliźniego, czuje się z tym źle. Może się uda znaleźć jakąś tabletkę, metodę na to, żeby kopać go w dupę nieustannie i spowodować, że pewnego dnia zaakceptuje ten cały shit tak, jak leci i już nie będzie żadnych rozterek moralnych. Wszystko będzie pięknie, cudownie i jakoś to poleci do przodu i akcje pójdą w górę. Mniej więcej z tego powodu stworzono naukę psychologię. Można powiedzieć, że podstawy były bardzo chlubne, że chodziło o zrozumienie ludzkiej podświadomości i tak dalej, ale umówmy się, to są jakieś żarty. Nie chcę wracać do historii psychologii, bo gdybym wrócił do życiorysu jednego koleżki, który jest bardzo znany.
Przepraszam za takie troszkę blogerskie sformułowania, tak jakbym siedział na ławce z kolegami i palił jointa. Właściwie chyba powinienem sobie zapalić jakiegoś. Ale tak jakoś mi się kojarzy dżentelmen z ręką w swoich gaciach, który nie mógł stale jej wyciągnąć. Jak nie w gaciach, to w kalesonach. I tak na zmianę. Ręka ciągle w kroku i w kroczu. No właśnie. Beznamitny psycholog światowy, który zajmował się tylko i wyłącznie odruchami seksualnymi. Freud się nazywał. Jego uczeń, poniekąd można powiedzieć ta sama klika, ta sama paczka, ale już w inną stronę.
On twierdził, że odpowiedzi na życie leżą w naszych snach, że jest jakieś połączenie. To był Carl Gustav Jung. Oczywiście stwierdził, że to połączenie jest właściwie metaforyczne i ciężko jest zrozumieć, że jest to tak symboliczny język, że człowiek może zwariować i nigdy go nie zrozumieć. Należy go rozkodować na zasadzie uderzenia w tak zwane archetypy naszej cywilizacji. I wymyślił sobie, że człowiek składa się, można powiedzieć, z 12 kawałków różnych rzeczy. Można sobie przetłumaczyć, że jest kawałkiem drewna, ognia, wody, powietrza. Tak na żywioły przekładając. I w ogóle stwierdził, że cała ta alchemiczna szkoła europejska jest niczym innym jak dotkyną mówiącą nam o naszym psychologicznym położeniu i że te żywioły właściwie nie mają żadnego sensu logicznego. To jest tylko i wyłącznie metaforyczna dotkyna, czyli taki koncept, że na przykład pewnego dnia czuję się wiatrem, kiedy biegnę przez pola z tobą, kochanie, za rękę, rozumiesz? A pewnego dnia czuję się jak kamień na dnie rzeki albo coś w tym stylu.
Takie dywagacje snuł. Stwierdził na końcu, że właściwie każda sytuacja życiowa to była taka, można powiedzieć, mało naukowa praca. Jest to w jego ostatniej książce, którą ja osobiście bardzo sobie cenię nawet do dzisiaj, nawet pomimo swoich refleksji. Nazywa się „Sny i wspomnienia” Carla Gustava Junga i on tam opisał właśnie troszkę na ten temat, że zaczął to trochę inaczej postrzegać. Zrobił sobie taki troszkę kredyt myślenia o tym i kojarzy to troszeczkę z własnymi indywidualnymi lękami i przemyśleniami. Postanowił z tej okazji wybudować wieżę z kamienia nad Jeziorem Genewskim na swojej posesji jako starszy już jegomość i jako taki pan psycholog wrócić do podstaw, zrobić coś, co ma jakikolwiek sens, wieżę widokową dla ludzi albo coś takiego. I robił to w taki przezabawny sposób, że co któryś kamień jest rzeźbą od wewnątrz i od zewnątrz w tej wieży. Nie byłem tam nigdy, nie zwiedzałem, więc nie wiem, jak to do końca wygląda. Są zdjęcia na internecie. I tam co któryś z tych kamieni, który tam jest włożony w tą wieżę.
On tak po prostu robił sobie cement i tak sobie hobbystycznie jako emeryt budował taką wieżę z kamienia na swojej posesji. Wracając do tych co po niektórych kamyków, to są rzeźby różnych symboli, przedstawień jakichś groteskowych, różne takie historie, symbole przede wszystkim, które on twierdził, że są związane z różnymi aspektami osobowości i tak dalej. Troszkę obsesji na punkcie masonów, transmutacji. Nikt nie mógł głośno tego mówić, ale wiemy doskonale, że Carl Gustav Jung był zafascynowany alchemią i transmutacją. Powtarza się to w wielu jego pracach i zresztą oprócz tego wszystkiego zdarzyło mu się spotkać na swojej drodze życia, bo doskonale o nim wspominam. A miałem mówić o substancjach, a mówię o takich nudach quacademic, bo Carl Gustav Jung miał kontakt z peyoti. Tajemnicza historia, którą sam wyklął ze swoich pamiętników. Opisał bardzo szczątkowo, że dokonał pewnej transmutacji psychologicznej po rozmowie z pewnym szamanem podczas wizyty w Ameryce Południowej. Wiemy, że szaman go potraktował czymś, o czym Carl Gustav Jung wiedział, bo znał historię o grzybach w Europie Środkowej, Wschodniej i Zachodniej, o amanita muscaria i tak dalej. To nie była taka tajemnica.
Wiedział o sporyszu. Sporysz też był znany i wiadomo było, że sporysz był używany do magicznych celów transmutacji osobowości między innymi przez alchemików. Sporysz to jest grzyb, który po syntetyzowaniu i wyczyszczeniu do takiego prostego stanu zamienia się w przeźroczysty płyn, który nosi nazwę kwas lizureidowy, popularnie zwany kwasem, a przez niektórych nazwany LSD. No właśnie. Także wiemy, że substancje tażają za tym obrazem naszej osobowości już od niepamiętnych czasów. I jak na ironię właśnie Carl Gustav Jung, który sięgnął po kawałek tego kaktusa, czy co tam było, wrócił do Europy i zmienił troszeczkę sposób patrzenia na swoją osobowość. Nie do końca, bo tam miał swoich klientów i nie chciał też wyskakiwać przed szereg. Siedział sobie spokojnie. Trwała wojna, naziści się tukli, inne rzeczy się działy na świecie, a on sobie siedział i trzepał niezłą kasę, lecząc psychopatyczne problemy najbogatszych ludzi świata mieszkających wtedy w Genewie i bywających tam bardzo często. Rodzin bankierów, znanych możnowładców, fabrykantów i tak dalej.
Takie wygodne życie na, co dużo mówić, po prostu zaczybistej pozycji jednego z najbardziej cenionych psychologów i najlepiej opłacanych zresztą. Piszący swoje wspomnienia, cokolwiek koleś nie napisał, od razu było drukowane po prostu z wypiekami na twarzy przez jego fanów. Towarzystwo Karla Gustawa Junga, Towarzystwo Psychologii. Zaprzeczył Freudowi, rozwinął jego tezę. Alternatywna szkoła, rozumiesz? I poszło. W Ameryce popularność wielka. Trzymając się z dala od jakichkolwiek konkluzji politycznych także nie podzielił losu Wilhelma Reicha, który odkrył troszeczkę większy mechanizm, bo tam dalej jest Wilhelm Reich, który oczywiście też był z Karlem Jungiem związany. Zresztą uczeń Karla Gustawa Junga miał zostać jego szwagrem, ale stwierdził, że córka-- znaczy nie Karla Gustawa Junga, tylko szwagrem Freuda, przepraszam bardzo. Szwagrem Freuda miał zostać, bo był jego najlepszym uczniem i miał zostać szefem, następcą Freuda na stanowisku szefa Stowarzyszenia Psychoanalityków.
Najbardziej elitarne stowarzyszenie quakademików, czyli tych szarlatanów, które powstało kiedykolwiek w historii świata, w tej dziedzinie naukowej oczywiście tak zwanej psychologii naukowej. W każdym razie nie udało się, bo odrzucił rękę. Tam inne względy jeszcze polityczne wchodziły w rachubę. Był zbyt prawym człowiekiem, nie podobali mu się naziści i odrzucił jeszcze chęć robienia kariery w taki ekskluzywny sposób razem, że tak powiem, z zięciem, z Freudem i odrzucił rękę jego córki, co wściekło całą rodzinę. W ogóle historia troszkę taka-- ja może ją pominę, bo taka prywatna historia pomiędzy rodziną Zygmunta Freuda a właściwie jego, można powiedzieć, bardzo rock'n'rollową córką, która sama nie wiedziała, czy woli mieć dziewczynę, czy chłopaka. Freud postanowił ją wydać za mąż za kolesia, który ją jakoś uziemi i wydawało mu się, że tym kolesiem będzie nie kto inny jak oczywiście Wilhelm Reich. Wilhelm miał troszkę inny pomysł i też miał inne gusta na temat kobiet. Także wiesz, jak to jest w ogóle. I jeszcze na dodatek obalił w ogóle ogólne konkluzje Freuda, twierdząc, że w ogóle podstawy psychologii powinny bazować zupełnie gdzie indziej. Nie w obserwacji wykonywanej podczas sięgania do lęków pacjenta i znajdowania jego lęków, tylko podczas sprawdzania, w jaki sposób emocje wpływają na ludzki organizm i znajdowania tego niewidzialnego połączenia właśnie w mechanizmie biologicznym.
Tak oto Wilhelm Reich wpadł na pomysł Biona, czyli tej praenergii. Niektórzy nazywają to praną i tak dalej. On nazwał to orgonem tej energii, którą widać pod mikroskopem, kiedy formuje się komórka, że widać po prostu plazmę. Teraz wiemy, że jest to plazma, zjawisko magnetyczno-grawitacyjne. Nie jest to żaden orgon. Ale to wiesz, musiało minąć troszeczkę lat. Tak czy siak, anyway, cała ta historia związana z naszą osobowością jest bardzo mocno związana w ogóle z powstaniem jakiejkolwiek nauki, takiej oficjalnej, która w ogóle istnieje do dzisiaj. Oczywiście nie zdajemy sobie z tego tak do końca sprawy. To zostało zredukowane bardzo często do takich dywagacji filozoficznych pod tytułem: czym jest nasza osobowość? I do sprzedawanych warsztatów z podpierdolki pod tytułem: synu, przyjdź do mnie po trzech dniach, powiem ci, kim jesteś i na czym polega twoje życie.
Rozumiesz tego typu historie. A tutaj sprawa jest o wiele grubsza, bo się okazuje, że w ogóle ta historia związana z UFO sięga właśnie jeszcze czasów Zygmunta Freuda i jego niesfornego ucznia, czyli Wilhelma Reicha, który to miał też swoich uczniów i pomimo że został stuknięty w więzieniu w Ameryce. Tak, ale to już zostawiamy historię Wilhelma Reicha. Przecież ja nie o tym. Było o tym kiedy indziej. Opowiadałem o Wilhelmie Reichu parę razy. Także tą historię zostawiam i konsekwentnie do przodu. Dalej brnę przez tą historię, przez śnieg po kolana. Idę w zboże i w śnieg jak ci partyzanci. I dotarłem do Trevor James Constable, dżentelmen, który robił niesamowity research na temat czegoś, co on jeszcze nazywał właśnie siłami orgonu w latach 70.
i 80. Taki bardzo naukowy dżentelmen, który był oficerem marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, który porzucił służbę w marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych i został naukowcem. Został uczniem córki Wilhelma Reicha, która przekazała mu część spuścizny intelektualnej po ojcu i tak dalej. Także dżentelmen rozbudował całą tą historię związaną z działem orgonowym tak zwanym, czyli z przeganianiem chmur po niebie. I to zrobił to w taki sposób, że to się w głowie nie mieści. Napisał książkę, która stała się-- do tej pory jest. Mam tą książkę w domu. Pierwsze wydanie tutaj angielskie. Książka jest kultowa. To jest książka mojego sąsiada, ale mogę sobie zajrzeć na oryginalne zdjęcia.
Ale wracając do książki. Książka jest kultowa, dosłownie kultowa. Jeżeli ktoś w ogóle chce budować cloudbustera, jeżeli ktokolwiek chce mówić cokolwiek na temat, w ogóle jakąkolwiek prelekcję, wykład, rozmowę, moim zdaniem taką profesjonalną na temat orgonu i tego, jak to działa, no to to jest w ogóle lektura numer jeden obowiązkowa. Bez tego nie ma o czym w ogóle rozmawiać. I to jest książka pod tytułem „The Cosmic Pulse of Life". „Kosmiczny puls życia", napisana przez Trevora James Constable. Tak się nazywa dżentelmen. I to był właśnie, można powiedzieć, uczeń Wilhelma Reicha. Dżentelmen, który jeszcze pamiętał Wilhelma Reicha. Później, kiedy Wilhelm Reich zmarł, współpracował z jego córką.
Później współpracował już jako własna firma zajmująca się właśnie wprowadzaniem takich bardzo alternatywnych i działających rozwiązań dla rządów w wielu bardzo ciekawych krajach, takich jak Singapur, bo Singapur to jest, zdaje się, osobne państwo-miasto. Pracował dla lokalnego rządu, kiedy był tam potężny monsun i trzeba było zmienić pogodę. I faktycznie jest to udokumentowane normalnie dokumentami rządowymi, że facet wziął urządzenia na helikoptery, wyleciał i przesunął dosłownie monsun o parę kilometrów dalej, ratując miasto przed totalnym zalaniem i wielką katastrofą, która nadchodziła. Także były takie historie i jest to cały czas związane właśnie z historią, z naszą osobowością. Z jednej strony poszło w taką bardzo ciekawą niszę naukową, bo jest to nauka. Są to ludzie, którzy naprawdę robili bardzo ciekawy research, czyli tak zwane badania naukowe dookoła biologii, naszego zdrowia. Cały ten biorezonans w Polsce znany chociażby za pomocą i dzięki przede wszystkim genialnym urządzeniom Janka Turajla, tym właśnie zaperom. Biorezonatorom dokładnie to nazywając. To są wszystkie te technologie takie pionierskie. Teraz już nie, teraz ciężko nazwać to pionierskimi.
Sto lat minęło, odkąd mamy to dookoła. Oczywiście może nie jest to w mainstreamie, ale to jest ta część tak zwana niezależna, jakby ktoś powiedział. Ale w rzeczywistości nie taka niezależna. Jest to porządny kawał nauki. Jak się okazało, jeszcze zabawniej związany z taką bardzo mainstreamową nauką, tylko troszeczkę już za zamkniętymi drzwiami. Mowa jest o NASA, mowa jest o lotach w kosmos. No bo przecież Trevor James Constable i wielu ludzi związanych właśnie z takimi badaniami naukowymi ma i zawsze miało background, jak to się po angielsku mówi, czyli podłoże, jeżeli chodzi o edukację, wojskowe. Oni zawsze byli gdzieś z wojska, spędzili tam parę lat, mieli niesamowite kontakty i tak dalej. To byli ludzie, którzy mieli troszeczkę większy zasięg kontaktów osobistych i możliwości zdobywania informacji niż przeciętny obywatel. I ci ludzie bardzo często partycypowali w różnych badaniach, w różnych placówkach naukowych i tak dalej.
Wiadomo, że troszeczkę tych rzeczy przeciekło do NASA, było wykorzystywane. Jest w ogóle bardzo ciekawa historia związana z tak zwanym problemem oficjalnych zdjęć z lądowania na Księżycu, z tymi bardzo dyskusyjnymi zdjęciami, które są bardzo kontrowersyjne. Jest takie zdjęcie i akurat w tym momencie nie mam go pod ręką, nawet nie będę wklejał za bardzo na czata, bo nawet nie mam linka. Ale jak będzie muzyczka, to może rzucę się i poszukam. Zdjęcie jednego z dżentelmenów na Księżycu z takimi łunami dookoła. Oczywiście jest teoria spiskowa, która mówi, że są to odbite światła reflektorów, bo są z różnych kierunków. Ale jak na ironię się okazuje, że mamy do czynienia z fenomenem, który został wcześniej zaobserwowany przez ludzi pracujących między innymi dla NASA, którzy wykorzystywali część dorobku naukowego takich ludzi jak Wilhelm Reich, bo to nie jest tajemnica, że jego badania zostały zakazane i właściwie kompletnie zniszczone, ale część tych badań została przejęta. To, co dało się adoptować, żeby nie wyciekło na zewnątrz i dało się z tego skorzystać w komercyjny sposób, tak żeby się nikt nie przyczepił. To gdzieś tam zostało używane i wiadomo, że jest używana taka bardzo specjalistyczna fotografia robiona w różnych specjalistycznych pasmach podczerwieni. Wilhelm Reich zasłynął z robieniem bardzo ciekawych zdjęć różnych dziwnych latających pojazdów nad pustynią, właśnie używając specjalnego filtra podczerwieni, używając specjalnego aparatu i tak dalej.
Ja właściwie mogę ci nawet podać parametry tego aparatu i tego filtra, ale nie chce mi się iść i szukać tego, bo jest w innym pokoju ten aparat razem z tym filtrem nałożony. To jest aparat z 1954 roku. Jest cała specyfikacja podana w książce „Kosmiczny puls życia” i jest sposób robienia tych zdjęć. Mi się jeszcze nie udało zrobić porządnego zdjęcia takiego w podczerwieni, bo jeszcze ciągle jest zabawa z wywoływaniem tej kliszy. Nie wszędzie każde laboratorium to przyjmuje, ale już pierwsze próby zostały zrobione i bardzo ciekawie to wygląda. Ale jeszcze nie mam żadnych spektakularnych wyników. Niemniej nie mam żadnego akurat cloudbustera, także nie mogę zrobić powtórki eksperymentu właśnie Trevora Jamesa Constable'a i Wilhelma Reicha, czyli ustawić cloudbustera na niebie. Ale cloudbustera ich konstrukcji. Nie tych rurek miedzianych, bo to jest coś zupełnie innego, tylko tej oryginalnej maszyny, która troszeczkę inaczej jest zbudowana, inaczej prawdopodobnie działa. Także ten temat jest jasno opisany w książce.
Nie będę się rozwlekał za bardzo. Także nie mogę do końca zrealizować tego eksperymentu. I oni robili takie zdjęcia, gdzie były bardzo takie dziwne łuny dookoła urządzeń, na niebie dziwne łuny. Była historia związana z tym, że UFO atakuje Ziemię. Różne dziwne opowieści. I nagle się okazuje, że podobne łuny pojawiają się w kosmosie. Podobne łuny pojawiały się przy wyładowaniach elektrostatycznych i są bardzo ciekawe zdjęcia robione w laboratoriach firmy Bell. Proszę pana i proszę pani, to nie jest żaden dowcip. To nie jest żaden science fiction. Zdjęcia dotyczyły wyładowań elektrostatycznych w różnych częstotliwościach, bo się okazuje, że oczywiście jest to wzbudzana plazma i dzieją się różne ciekawe rzeczy podczas właśnie owych zjawisk.
I się okazuje, że takie łuny się pojawiają właśnie w kosmosie i takie łuny pojawiły się dookoła żywych istot. I w ogóle te łuny widać pod mikroskopem podczas formowania się żywych organizmów. Konkluzja była dosyć prosta. Było to potwierdzenie rewolucyjnej tezy Wilhelma Reicha, która kompletnie obala oficjalną doktrynę biologii, która jest do tej pory wykładana na uniwersytetach na świecie, oficjalną doktrynę fizyki i tak dalej. Dlatego też doktryna została, że tak powiem, zatrzymana, zamrożona gdzieś tam w podziemiach, a na zewnątrz sprzedaje się nieprzeciętny kit ludziom i opowiada bajki rodem z opowieści dla dzieci. Nawet gorzej, bo opowieści dla dzieci mają przynajmniej morał. Natomiast te bajki, które często nam się opowiada na uniwersytetach, to już są naprawdę opowieści science fiction bez żadnego morału. W każdym razie jest to związane z naszą osobowością, bo nasza osobowość bazuje w organizmie, który jest zbudowany z komórek i widać interakcje pomiędzy jednym a drugim. I tu się pojawia w ogóle historia związana z szamanami z Ameryki Południowej, Środkowej północnej z szamanami ze stepów Afryki, z Australii, z szamanami, skąd pochodzi oryginalna nazwa, czyli z Syberii. Mowa jest o polu, które stwarza człowiek, że człowiek tworzy pole, że nasze uczynki, nasze emocje.
To jest taka naprawdę mocno szamańska historia, ale jak się okazuje, skojarz ją z tym zdjęciem człowieka na Księżycu. Mamy swoje pole dookoła. Skojarz z fotografią kirlianowską i fotografią wyładowań elektrostatycznych dookoła ludzi. Chociażby Nikola Tesla robił takowe dziwne zdjęcia. Widać tam dużo piorunów. Już wtedy były takie fakty obserwowane i notowane jako istniejące zjawiska, jako coś, co nie podlega dyskusji, czy ono istnieje, czy ono jest teoretyczne. To widać dookoła nas. Dotykasz klamki, przelatuje iskra pomiędzy twoim palcem a klamką, zanim ją dotknąłeś. Się zaiskrzyło między nami, nie? No właśnie.
I to jest ta prosta historia, która tutaj się dzieje. I teraz pytanie: gdzie ta synchronizacja następuje? Czy synchronizacja, o której mówi tak zwany zestaw szarlatanerií, quakademiccy, quacademics o nazwie psycholodzy oficjalni. Czy ta synchronizacja następuje w momencie, kiedy się dostosujemy do systemu, który mamy dookoła nas? Czyli systemu, w którym i sposób pozyskiwania energii, i sposób zrozumienia funkcjonowania ludzkiego organizmu, i sposób w ogóle, i doktryna na to, jak jest zbudowany uniwers, jak w ogóle funkcjonuje kosmos, ma jakikolwiek sens. Oczywiście, że nie ma żadnego sensu. Wiem o tym doskonale. Dlatego jest to taka patologiczna historia. Gdyby to działało, to żadne społeczeństwo nie wywołałoby żadnego konfliktu z żadną inną grupą sąsiadów na zewnątrz, a już tym bardziej po drugiej stronie oceanu na przykład albo po drugiej stronie świata jeszcze lepiej. Nie byłoby takich możliwości.
Ludzie nie mieliby w sobie tego szaleństwa, nie dałoby się sprzedawać broni, nie można by było robić innych rzeczy. Nie dlatego, że byłoby chociażby zakazane, tylko dlatego, że nikt zwyczajnie nie czułby w sobie tego wariata, który musi kogoś zabić, żeby poczuć się bezpiecznie. Albo musi myśleć o tym, że jest panem czyjegoś życia w ramach ubezpieczania swojego własnego życia. Rozumiesz, że wszystko polega na tym, że ktoś kiedyś, kiedy kończy grać melodia, zabiera jedno krzesło i kiedy 10 użytkowników zabawy próbuje usiąść, nagle się okazuje, że jest o jedno krzesło za mało i jeden odpada. Ktoś dostaje kulkę w głowę i zabawa toczy się dalej. Rozumiesz? To jest oficjalna wizja. Ktoś z tej zabawy odpada. Wyląduje u psychologa na kozetce. Opowiada o tym, że jest traumatyzowany, nie potrafi sobie poukładać życia, a psycholog nawet sobie nie zdaje sprawy, że obok ta osobowość to nie jest jakieś jego ego albo nie wiadomo jaka pod-, nadświadomość, nie wiadomo co.
Tylko że to jest rzeczywista istota, która się rozjeżdża, ponieważ rzeczywistość, którą obsługuje i ta część interfejsu nie pasuje do tego, jak jest skonstruowana w środku. I tam jest ten rozjazd, bo to wszystko jest skonstruowane jako jedna istota i nigdy nie było żadnego dualizmu. I to jest coś, o czym mówią od samego zarania wszyscy ludzie, którzy mieszkają w dżungli. Wszyscy ludzie, którzy mieszkają właśnie w takich dzikich jeszcze miejscach, używający naturalnej medycyny. Mowa jest o substancjach psychoaktywnych. Żebym przypadkiem tutaj nie zapomniał ci o tym przypomnieć, żebyście nie zapomnieli tego usłyszeć. Tak, tak, mowa jest o medycynie naturalnej, ponieważ nasz umysł płata nam takie figle, że potrafi się tak zapatrzyć na rzeczywistość dookoła, że się odklejamy od naszego rzeczywistego stanu i potrafi nam się wydawać, że jesteśmy tylko i wyłącznie mechanizmem i tylko mechanizmem kółek zębatych połączonych poprzez jakieś bakterie niewiadomym polem tajemniczym. Bo to pole, które klei wszystkie te komórki dookoła nas, dalej oficjalnie biologii jest nieznane. Spytaj się oficjalnie biologa, co trzyma te wszystkie substancje do kupy. Nie odpowie ci na to pytanie, bo on nie zna zasady, na jakiej to funkcjonuje.
Natomiast będzie ci opowiadał, że nerka robi to, wątroba robi tamto, siamto i owamto. I owszem, ma rację, wcale cię nie okłamuje ani mnie też. Dobrze się nauczył, ale on obserwuje tylko reakcje chemiczne, które zachodzą w tych miejscach w naszym organizmie, natomiast nie ma bladego pojęcia, o co tu w tym wszystkim chodzi. Dlatego też taki oficjalny lekarz nie jest w stanie zrekonstruować ci kości od początku do końca. Jest w stanie wstawić coś w zamian, ewentualnie sprowokować organizm, żeby sobie sam zrekonstruował. Nic innego. Natomiast żaden z lekarzy robiących tak zwaną oficjalną medycynę nie dysponuje umiejętnościami, które pozwalają mu zrekonstruować część naszego organizmu na nasze życzenie. Nie ma takich opcji. Jedyne przypadki lekarzy, którzy robią takie rzeczy, a są takowi dżentelmeni. Jest taki facet w Rosji, słynny badacz UFO, zjawisk niewyjaśnionych i tak dalej, i tak dalej.
Facet, który właśnie znalazł to wejście do Szambali, opowiada niesamowite rzeczy. Jest to chirurg okulista najlepszy na świecie. Jako jedyna osoba żyjąca w ogóle i w ogóle w historii naszej znanej cywilizacji dokonał udanej transplantacji oczu dla pacjentki, która była kompletnie niewidoma. I ta dziewczyna widzi. Nie widzi może idealnie, ale widzi kształty, jest w stanie się poruszać, chodzić, normalnie funkcjonować. Wyobrażasz to sobie? I ten facet twierdzi, że cała ta operacja była dyktowana przez jego ducha, że on łączył się ze swoją rzeczywistą istotą, którą jest. I to był taki specjalny stan, w którym jego ręce były prowadzone przez czystą intencję pomocy, chęci uzdrowienia tej żywej, drugiej istoty, którą właśnie w tym momencie operował. I wszystko działo się dosłownie, jakby się wydarzyło tuż przed tym, jakby szedł po sznurku, jakby ktoś go ciągnął, wszystkie sytuacje się przyciągały. Że nie było opcji, żeby zrobić inaczej.
On nawet nie wiedział, dlaczego tak się dzieje. Znaczy jako zawodowy, jeden z najlepszych chirurgów doskonale wie, co robi ze skalpelem, ale mówi, że czuł coś w rodzaju transu. Wszystkie rzeczy się działy jakby samoczynnie. Wszystkie nerwy, wszystkie dopasowania do siebie, wszystkie rzeczy, sposób, w jaki to poskładał, po prostu wpłynęło. To było w ogóle niesamowite, bo mówił to na wielkiej, potężnej konferencji naukowej zwołanej w Moskwie, gdzie przyjechali najwięksi specjaliści z największych korporacji farmaceutycznych produkujących sprzęt i tak dalej, bo to jest gorący kartofel. Jeżeli masz technologię, którą jesteś w stanie zrekonstruować ludzkie oczy, jeżeli masz faceta, który to robi, to masz ślad tej technologii, to możesz pójść dalej o taki krok do przodu, że ci się w głowie nie mieści. Tak że na konferencję zjechały wszystkie szyszki z całego świata. Siedli i facet wychodzi i mówi takim tekstem. Opowiada o wodzie życia, którą używa podczas operacji, że jest specjalna woda, którą opisał, że ta woda to jest plazma, która w sposób emocjonalny jest programowana, której klastry są tak skonstruowane, że tworzą niesamowity pomost podczas... No właśnie.
Las musi wrócić. Podczas całej tej transplantacji. Ma swoją własną klinikę w Moskwie i robi taki research w tej Moskwie cały czas. Cały czas prowadzi nad tym badania, tą wodą. Można kupić tą wodę u niego, można się zgłosić na badania do niego, robi część rzeczy cały czas za darmo, bo jest taki troszkę, że tak powiem, dżentelmen takiej starej daty, taki jak powinien być. Czyli jeżeli nie masz kasy i przyjdziesz do niego z poważnym problemem, a on wie, jak to zrobić i ma czas, to ci pomoże. Generalnie ma klinikę, do której wali pół świata, żeby wyleczyć sobie oczy. I cały czas to robi i produkuje tą wodę. Można sobie kupić od niego tą wodę, rozwija tą technologię i się okazało, że to, co powiedział, było tak kontrowersyjne, że dotknęło w tak niebezpieczny sposób kwestii naszej własnej duszy. Tego, że ta woda jest programowana przez dobrą duszę i że ty musisz mieć odpowiedni poziom emocjonalny w sobie zebrany, czyli musisz po prostu się elegancko czuć.
Musisz czuć się jak człowiek nieustannie zakochany we wszystkich ludziach dookoła. Nie możesz chcieć kupować karabinu maszynowego w myśl, że to spowoduje większy pokój. Musisz zaufać innym ludziom. Musisz stać się, niektórzy powiedzieli bezbronny, ale jak się okazuje, jest zupełnie odwrotnie. Moment, kiedy zaczynamy ufać sami sobie i wszystkim ludziom dookoła, zaczynamy mieć najlepszą osłonę, jaką można sobie wyobrazić przed wszelkimi niebezpieczeństwami i przed wszelkimi pomyłkami. Tak stwierdził ten dżentelmen między innymi. I to jest historia związana z naszą duszą. I to jest tak kontrowersyjne, że naukowcy po tym jego wykładzie, gdzie opisał jeszcze całą tą operację, jak to zrobił, jak to było łączone, w jaki sposób przyszła do niego inspiracja, że przyszło to podczas podróży do Tybetu, że tam zobaczył oko i to oko, w sposób, w jaki jest skonstruowane, jak funkcjonuje, jakie są pryncypia budowy organizmu. Przez moment, operując, rozumiał kosmiczne pryncypia budowy całego kosmosu. On dokładnie tak to mniej więcej ujął.
I to przeraziło całą brać akademicką tak potwornie, że właściwie wszyscy szybciutko po tej konferencji, kiedy on skończył ten swój referat i powiedział, że zapraszam do dyskusji i zapraszam do pytań, zapadła cisza. Nie pojawiło się żadne pytanie. Dosłownie. Absolutnie nikt nie zadał ani jednego pytania. To była najbardziej powalająca z nóg konferencja naukowa, jeżeli chodzi o dziedzinę chirurgii, operacji i medycyny na świecie, jaka kiedykolwiek się odbyła. I okazuje się, że nikt nie miał odwagi zadać żadnego pytania. Ponieważ moment, kiedy przekraczamy granicę czegoś, co wydawało nam się niemożliwe i nagle się okazuje, że jest to możliwe, wolimy zaakceptować taki stary stan rzeczy, że to jest niepoznane, że okej, dalej będziemy wierzyć w jakiegoś popieprzonego Boga, dalej będziemy chodzić do kościoła, dalej wymyślimy sobie jakąś wiarę, jakąś religię, jakieś prawa Newtona. Nie będziemy akceptować tego, co widzą nasze oczy. Nie da się tego zaakceptować. Nie chcemy tego akceptować.
I to jest dokładnie taki nieustanny problem właśnie owej akademickiej nauki, która próbuje za wszelką cenę zrobić to w taki sposób, żeby wszystko, cokolwiek jest zrobione, zostało ogolone kompletnie z tej sfery, którą psycholodzy nazywają podnadświadomością, ego, nie wiadomo czym. Z tej całej sfery osobowości. Bo mi się powoli, coraz częściej z Wikiem wydaje, że w ogóle dzielenie tego na różne podgrupy typu, że to jest ego, to nie jest ego, to jest świadomość, nieświadomość i tak dalej, jest nieprzeciętnym bullshitem, bo właściwie to jest ciągle ten sam koleś. Właściwie jestem ja mówiący do ciebie i nie ma tu kolesia, który stoi mi za plecami. No chyba, że wyjdę z siebie, stanę za plecami, ale wygodnie mi tu siedzieć tak, jak siedzę teraz, tak że nie mam ochoty wychodzić z siebie. Nie ma tu innego kolesia. I to jest moim zdaniem rzeczywista definicja synchronizacji, która jest wszędzie opisywana właśnie przez tych szamanów. Ale wrócę do tych szamanów. Jak zwykle odbiegłem troszeczkę od wątku. Zbiegłem trochę z tematu.
Oni mówią o tym, że to pole dookoła nas jest niczym innym jak taka właśnie chmura. I powiem ci, że zdarza mi się widywać podczas używania medycyny naturalnej w swoim życiu takowe zjawiska wizualnie. Możesz to sobie potraktować w dowolny sposób i sobie pomyśleć teraz, co ja widzę, cokolwiek chcesz. Dokładnie. No właśnie. Szczęśliwie jest tak, że nie tylko, a czasami jestem jednym z wielu ludzi, którzy widzą dokładnie to samo zjawisko. Tak że jak się okazuje, jest tutaj pewien uniwersalizm i to taki bardzo kosmiczny uniwersalizm, bo są to zjawiska widziane poprzez granice. Widzą to ludzie, których w ogóle nie znam. Czasami czytam podobne relacje z podobnych podróży. I też cała ta opowieść, która jest schowana właśnie w tym tak zwanym szamanizmie, mówi dokładnie o tej chmurze energii, która wygląda jak można powiedzieć taki żelek dookoła nas.
Żelek, na którego grawitacja oddziaływuje w zupełnie inny sposób niż na nas, bo nas przyciąga w tym momencie troszeczkę do ziemi. Dużo rzeczy na ziemi przyciąga do ziemi. Może nie tak konkretnie, bo drzewo rośnie do góry, ale rośnie na ziemi. Korzeniami je przyciąga do ziemi. Jakieś połączenie musi być. I zawsze widzimy gdzieś gwarantowane połączenia. A to pole nie ma jako takiego połączenia. Jedynym połączeniem jesteśmy my. Jeżeli się ruszamy, przemieszczamy, to ten żelek dookoła, taka chmurka chodzi dookoła razem z nami. To jest troszeczkę, można powiedzieć, taka dziecięca metafora, ale myślę, że idealnie oddaje rzeczywistą sytuację, że dookoła nas jest taka chmurka.
Ta chmurka jest albo duża, albo jeszcze większa, albo różna, albo owaka. I to jest takie nasze ciało energetyczne, cokolwiek by nie mówić. Słynna aura to jest to, co widzimy na zdjęciach kirlianowskich. I widzisz, tu z powrotem cofamy nas, ciebie i mnie w objęcia, w ręce nauki, ale tej nauki, która została tak troszkę wykopana z tego oficjalnego nurtu i została zepchnięta, bo tego nie można zignorować, tego nie możesz wyrzucić, bo się nie da. Ale została zepchnięta do nurtu o nazwie inżynieria. I to taka normalna inżynieria materiałowa, bo przecież te maszyny do fotografii kirlianowskiej stosuje się do zdjęć metali i sprawdzania tego, czy przypadkiem w środku nie nastąpiło pęknięcie, którego nie widać na zewnątrz. Obcina się pasma, widać już tylko w konkretnych pasmach konkretnych metali. Podłącza się płytę metalu pod napięcie elektryczne, włącza się aparat, fotografuje i widać, czy pęknięte w środku, czy nie. Jak pęknięte to widać rysy na zdjęciu na płycie, a jak nie pęknięte jest gładko, bo na płycie na zewnątrz pęknięcia jeszcze nie widać i będzie dopiero widać, kiedy wmontuje się w samolot i samolot pojawi się na wysokości 10 tysięcy metrów i się rozpadnie. I wtedy będzie już troszkę za późno.
Ale do fotografowania ludzi ciężko tego używać. Pomimo że urządzenie istnieje, nie ma problemu, żeby je kupić. Niestety kosztuje fortunę. Sprawdzałem najtańszą maszynę do robienia tych zdjęć. Niestety zdjęcia są małe. Możesz robić zdjęcie ręki chyba. Zdaje się taki był format. Kosztowało 15 tysięcy funtów, czy jakoś tak. Takie prawdziwe zdjęcie kirlianowskie, bo są oczywiście maszyny, które wyświetlają coś takiego jak ludzką aurę. Tak się opisuje, ale to troszkę inna historia i ja jakbym miał wybierać, to zamiast urządzenia, które wyświetla mi komputerową symulację ludzkiej aury na podstawie na przykład badań jakimś rezonansem akustycznym albo elektrycznym, elektromagnetycznym, to wolałbym zobaczyć na zdjęciu rzeczywiście naświetlone kolorki mojego pola.
No ale to jest nasze pole, tak czy siak. Taka jest konkluzja i tej konkluzji ciężko zaprzeczyć. Można oczywiście dalej twierdzić, że mam to w dupsku i to naprawdę zupełnie na mnie nie działa. Nie jest to coś, co ma wspólnego z moim życiem, ale jak na ironię, po wysłaniu właśnie owych kosmonautów na Księżyc okazało się, że właśnie w tym paśmie fotografowania kamery i w ogóle w atmosferze Księżyca wszystko wygląda troszeczkę inaczej. I taśma fotograficzna, która jest tam włożona do aparatu i filtr przede wszystkim, który jest założony, żeby nie wypaliło tego filmu, sfotografował łuny dookoła kosmonautów, które wyglądają dokładnie tak samo jak łuny tak zwane orgonowe, fotografowane dookoła pacjentów w urządzeniach orgonowych konstrukcji Wilhelma Reicha i nie tylko. Podobne do rzeczy fotografowanych przez aparat kirlianowski, podobne do tych łun fotografowanych dookoła materiałów. Bo w dzisiejszych czasach robi się na przykład badania spektrografię laserową i się bada na przykład rozbijanie promienia lasera, wiązki laserowej na konkretnych materiałach. Numer polega na tym, że walisz taką wiązką bardzo skoncentrowaną, która przepaliłaby nie wiadomo co w coś tam i ta wiązka się rozsypuje na różne pasma i widać zakrzywienie dookoła różnych przedmiotów, na przykład pola elektromagnetycznego dookoła magnesów i tak dalej. Widać jak wiązka się rozdziela, jak wiązka się ścieśnia i tak dalej. Zresztą to się wykorzystuje w każdym laboratorium, w którym się pracuje nad laserami.
Właśnie do koncentracji wiązki lasera wykorzystuje się elektromagnesy, czyli puszcza się wiązkę światła przez taki tunel, taką rurkę, która jest obłożona elektromagnesami, które są włączone na wysokie napięcie i w ten oto sposób się koncentruje wiązkę. Także nie jest to żadne czary-mary i wiadomo, że takie rzeczy istnieją. Także pytanie pod tytułem co nam się oficjalnie sprzedaje jako obraz nas samych i dlaczego za każdym razem, kiedy próbujemy się dowiedzieć czegoś więcej, sprzedaje nam się nieustanny kit, że jesteśmy kółkiem zębatym. Skoro właściwie cała nauka, jedyna nauka, która działa, bo dzięki temu mamy jedyne działające urządzenia, nie dzięki tym przygłupawym troszkę teoriom z akademii uniwersyteckich, a już tym bardziej szarlatanerii psychologicznej mamy działające urządzenia tylko dzięki połączeniu czegoś, co nazywamy duchem. Na różne aspekty można to rozbierać, ale to dalej jest duch z tym, jak go reprezentujemy w świecie fizycznym, że właściwie budujemy interfejs do naszych emocji. To są właściwie działające maszyny do dzisiaj, czy chcemy, czy nie. I tu jest historia związana właśnie z tym polem znana w Polsce. Chyba wszyscy w Polsce, którzy chyba czytają książki, przeczytali książkę... Jak on się nazywa? Pole morfogenetyczne.
Nie mówię o Rupertcie Sheldrake'u, tylko mówię o polach, o tym przenoszeniu się pól bakterii, wody i tak dalej. Wszystkie te historie związane z tym, jak nasza intencja wpływa na naszych sąsiadów, na nas samych, na przedmioty dookoła, na rośliny. Przecież wszyscy to doskonale wiemy. Ale tu jest jedna sprawa, która jest związana z tym, że ignorujemy to wszystko. I jeszcze wrócę do tych zdjęć, bo na tych zdjęciach oprócz tych łun dookoła kosmonautów na Księżycu zaobserwowano obiekty na niebie. I to jest ciekawa historia. Okazuje się, że ta energia, którą my wydzielamy z siebie, te coś, którego nie widzimy, ta chmurka, ten żelek, w którym chodzimy cały czas, ma podobną konstrukcję energetyczną do czegoś, co możemy nazwać naszymi braćmi w kosmosie. I teraz jest pytanie, czym to jest? I teraz, czy jakakolwiek opcja oficjalnej psychologii, oficjalnej nauki, quó academic, tego, że tak powiem, uniwersyteckiego bullshitu kiedykolwiek doprowadzi nas do rozwiązania tej zagadki? Tym bardziej że ona nie akceptuje takiego stanu rzeczy.
Tam kolesie siedzą w gabinetach i mówią nam: „Stary, twoje życie jest okej. Zarobiłeś na piękny sportowy samochód dla swojej córki. Ma piękne Ferrari. Zarobiłeś na piękne Lamborghini dla swojej żony. Zarobiłeś na pięknego zabytkowego jaguara dla siebie i jeszcze kilka innych zabytkowych samochodów. Masz na szofera, który cię wozi do pracy w twoim drugim samochodzie czy trzecim, czy czwartym. Wiem, że masz problemy psychologiczne. Słuchaj, nie rzucaj tego, co robisz. Wszystko jest okej, bo przestaniesz mi wtedy płacić moją grubą, tłustą wyprawkę za porady psychologiczne. Słuchaj, zmieniaj powoli swoje życie, dalej chodź do pracy, rób dalej to, co robiłeś i płać mi dalej grube pieniądze.
Może łyknij jakąś tabletkę, może ci przejdzie depresja. Coś w tym stylu. Natomiast tutaj nie ma takiej opcji. Tu jest troszkę inaczej zsynchronizowany człowiek. Tu nie ma takiej opcji, że robiąc to, co robimy, czyli na przykład budując dysfunkcyjny świat, budując coś, co jest oparte na ropie, na rozwiązaniach technokratycznych, niszczących każdy żywy, zdrowy organizm, my w jakikolwiek sposób osiągniemy jakąkolwiek synchronizację. To jest kwestia na przykład związana z domową chemią. Czy używając współczesnej domowej chemii kuchennej, żywy organizm kiedykolwiek osiągnie równowagę w swoim normalnym funkcjonowaniu? Nigdy, za żadną cholerę, człowieku. Przecież to gówno chemiczne wykańcza nas naprawdę nieźle. To jest powód, dla którego biegamy po lekarzach w dzisiejszych czasach.
Człowiek dożył cudownej cywilizacji, która lata w kosmos i przy okazji unicestwił połowę swojej własnej cywilizacji w ramach wyprodukowania plastikowego kubka. Było warto. Pokolenia odkopią, kubek przeżyje pięć milionów lat. Będzie co po nas zbierać. Oj będzie. Taka zabawa, którą sobie wymyśliliśmy. I to jest wizerunek świata, w który z powrotem wtłacza nas cała ta historia związana z szarlatanerią o nazwie psychologia. Tam przychodzisz i koleś ci mówi: „Stary, nie radzisz sobie z życiem, bo nie chodzisz do pracy na stałe. Nie potrafisz zbudować stałych relacji w tym społeczeństwie. Nie potrafisz zrobić tego, nie potrafisz zrobić tamtego, nie potrafisz zrobić siamtego.
Nie zarabiasz miliona dolarów. Nie płacisz mi najwyższej pensji, jaką mógłbyś mi płacić. Dlaczego, człowieku, jeszcze nie jesteś sławny? Co się z tobą dzieje? Musisz być dopasowany do tego społeczeństwa”. I to jest ta opcja, którą się nam sprzedaje, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że całe to społeczeństwo jest zbudowane na jakimś konkretnym pomieszaniu z poplątaniem permanentnym i że ten pan, sam psycholog, ma problemy, o których nie mówi swoim pacjentom i sam musi zasięgać, że tak powiem, porady nie wiadomo czego, bo jest już tak odklejony od swojego życia, że za chwilę sam sobie strzeli w głowę. To jest zawsze przerażenie pacjentów, kiedy się okazuje, że ich doktór, najlepszy psychiatra w mieście, właśnie popełnił samobójstwo. Nagle jest taki dramat. O shit, a to miał być najzdrowszy człowiek na świecie. O fuck.
Co tu zrobić dalej? No właśnie. Chyba łykać tylko tabletki. Także to jest ta opcja oficjalna, dlatego tam nigdy nie znajdziemy. Dlatego tutaj chciałem zaznaczyć w tym odcinku „Hiperprzestrzeni”, że droga do zrozumienia owych zjawisk, takich zjawisk jak UFO, takich zjawisk jak podróże kosmiczne, takich zjawisk jak to, czym i kim jesteśmy, czym jest nasze ego, czy w ogóle istnieje coś takiego jak ego, nad-, podświadomość i tak dalej. Czy w ogóle należy przypadkiem albo wcale nie przypadkiem, tylko świadomie wrzucić te wszystkie sformułowania do śmieci? No właśnie, bo mamy tą chmurkę energii. I teraz jest druga część naszego programu związanego z pierwszą refleksją, której nie możemy odrzucić. Nie możemy jej odrzucić organoleptycznie, naukowo, teoretycznie, koncepcyjnie, bo istnieje. Dowodów na to mamy miliony.
Nie mamy natomiast ani jednego dowodu na istnienie tej drugiej rzeczywistości, poza tym, że usilnie próbujemy ją budować i nic nie działa. Ha! No właśnie, to mamy drugi punkt całego programu, bo mamy chmurę emocji i teraz się okazuje, że jesteśmy jeszcze reaktorami, bo do tego są owe interakcje, o których cały czas mówię. I teraz my sami ustawiamy poziom swojej własnej chmurki, która sobie lata dookoła nas. Czy to nie brzmi jak bajka dla dzieci? Troszeczkę tak. Tadadat. „Hiperprzestrzeń”. Ale to o tym pies, bo każdy o tym wie. A ja mam na imię Tomek.
Właśnie pozdrawiam wszystkich na czacie. I co ja chciałem? Co ja chciałem? Ja chciałem dokończyć swój temat oczywiście, bo konkluzja tych wszystkich badań naukowych doprowadza oczywiście nas w bardzo klarowne miejsce, gdzie wiadomo, że w jedną stronę nie ma nic. Natomiast rzeczywista droga poznania — pozdrawiam Barta przy okazji — droga poznania wiedzie w zupełnie drugą stronę. Wiedzie w tą stronę, w której poszukiwania prowadził między innymi Wilhelm Reich i tak dalej, i tak dalej. No można powiedzieć, że Carl Gustav Jung jakoś zapoczątkował, ale ciężko nazwać to początkiem czegokolwiek. Po prostu odważny biały koleś przez parę chwil z dobrej rodziny zobaczył troszkę więcej i się tak przestraszył, że do końca życia nie wiedział, co z tym zrobić. Tak jak my wylądowaliśmy troszeczkę później, w troszeczkę bardziej odważniejszych czasach, ja podejrzewam, że my już po prostu nie mamy, nie mamy czasu. Ja nie mam czasu, proszę koleżanki i kolegi.
Ja nie mam czasu i ty chyba też. Doszliśmy do momentu, w którym cywilizacja osiągnęła permanentny peak i właściwie nie ma już czasu na to, żeby łudzić się, że oficjalna wersja tej szarlatanerii w jakimkolwiek kierunku i dostrajanie się do niej i próby upchania, że tak powiem, się w o 10 rozmiarów za małe buty da radę. Nie, nie warto w to wierzyć. Ja myślę, że warto porzucić wszystkie te iluzje i trzeba zrozumieć tą rzeczywistą definicję synchronizacji, bym powiedział, bo to jest nic innego jak coś, co owi szamani nazywają polem żywej istoty. I tu jest ciekawy numer, ponieważ się okazuje, że możemy sami oddziaływać na samych siebie, że to pole to nie jest takie pole, które ta żywa istota, czyli ty i ja posiadamy po prostu, bo posiadamy, bo coś nas odpala, mamy jakiś reaktor i tak dalej, i tak dalej zewnętrzny. Numer polega na tym, że wszystkie badania naukowe, wszystkie te miejsca, do których doszli owi dżentelmeni, a było ich naprawdę bardzo, bardzo, bardzo dużo w historii ostatnich co najmniej stu lat. Ja bym się nawet cofnął troszeczkę bardziej, bo ja tu lubię się do Goethego cofać i tak dalej, i tak dalej. Dużo ludzi mówiło o tych spostrzeżeniach, bo jest to bardzo widoczny mechanizm, ale pod warunkiem, że wiesz, w które miejsce się przyglądać. Konkluzja jest dosyć prosta, dokładnie taka sama jak u szamanów, że jesteśmy niczym innym jak pole żywej istoty i sami sobie stwarzamy rzeczywistość dookoła. Zresztą co tu dużo mówić, jest to bardzo łatwa obserwacja, którą można sobie zaobserwować we własnym życiu.
Jak sobie składamy wszystkie te elementy, z których jest zbudowane. Oczywiście jest tu taki moment, w którym ludzie mówią: „Ale to nie tak do końca, jest kod DNA” i tak dalej. Ale się okazuje, że pod kodem DNA jest kod RNA i kod RNA właściwie jest ciekawą rzeczą, bo to są już tylko i wyłącznie oddziaływania magnetyczno-grawitacyjne, które się budują i dopiero one zapalają całą resztę mechanizmu. I można sobie zmienić całą tą konstrukcję i widać później, to naukowcy zauważyli, że widać zmianę w restrukturyzacji kodu DNA, że jest jakaś magiczna opcja, która powoduje, że pole wysyłane przez RNA rekonstruuje uszkodzenia DNA. I nagle się okazuje, że wow, czyli widzisz, wszystko jest wewnątrz. Można powiedzieć to pole żywej istoty, to pole, które stwarza. Wewnątrz, mówiąc w wielkim cudzysłowie, to pole jest dookoła. To jest rzeczywista konkluzja, że to jest właściwie jedyny kierunek, w którym możemy się wybrać. Tu oczywiście kolejna konkluzja, że jest to chmura emocji, bo jak zauważono i na urządzeniach, i na wielu innych maszynach badających to od bardzo medycznych i naukowych podstaw, jest to związane z tym, jak się czuje badany dżentelmen albo badana lady w danym urządzeniu. Od tego zależy wynik każdego eksperymentu.
Tutaj dochodzimy do jeszcze ciekawszej rzeczy, bo w tym momencie wpadają nam w głowę, mam nadzieję, że tobie już wpadły, historie z Dalekiego Wschodu o wielkich mistrzach Wschodu, którzy robią niesamowite sztuczki rękami i tak dalej. To jest właśnie to pole żywej istoty. Oczywiście oficjalna nauka, tak jak wspomniałem, cały czas przypominam, twierdzi, że to jest dyskusyjne pole i to jest tylko taka nieświeża koncepcja, która w ogóle nie ma racji i sensu bytu, bo świat jest zupełnie inaczej zbudowany. Ale żeby było zabawniej mówią to naukowcy, którzy sami mają sny i nie potrafią na przykład sterować swoimi snami albo ich wyłączyć. Często wielu z nich ma koszmary albo coś takiego. To jest w ogóle dobra definicja zdrowego człowieka. To jest nieposiadanie koszmarów, to jest dobra relacja z samym sobą i zdrowe, normalne sypianie. I to jest miła, sympatyczna historia. To jest świadectwo naszej zdrowej osobowości, bo jest coś takiego jak zdrowa osobowość. Jest definicja synchronizacji.
Absolutnie. Moment synchronizacji ciebie z sobą samym i mnie ze mną samym to jest moment, kiedy nie mamy lęku przed tym, co widzimy. I tu powiem dosyć istotną dla mnie sprawę chciałem tutaj poruszyć. Tak, powiem. Chodzi między innymi też o wizje, ale nie do końca wszystkie rodzaje wizji. Może ja troszkę zamotałem. Powiem najprościej. Chodzi o zaufanie do siebie, że to, co widzę, jest rzeczywistym obrazem tego, co mam w głowie. Niekoniecznie musi to oznaczać, że jest to rzeczywista sytuacja, która się dzieje dookoła mnie. Jeżeli w tym momencie widzę po lewej stronie siebie obok, tutaj na krzesełku siedzącego różowego słonika wielkości półtorej metra, machającego do mnie różową łapką, trąbką w stylu Walta Disneya.
Może być to coś, co naprawdę się dzieje, ale doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że dzieje się to tylko w mojej głowie i niekoniecznie ty musisz to widzieć. Natomiast są rzeczy, które widzimy wszyscy i to już ciężko zakwalifikować jako halucynacje, jako jakąś wizję albo jakieś szaleństwo, tylko to już jest, cokolwiek chcesz powiedzieć, jest to informacja. Tym bardziej w sytuacjach, gdzie mamy bardzo dużo ciekawych badań naukowych na temat, jak odbierana informacja zmienia nasze życie. To jest ten nagły telefon, nagła zmiana planów, nagły impuls, od którego nie możemy się odpędzić i który powoduje, że przeżyliśmy, a mieliśmy zginąć. Różne tego typu historie, które oficjalna nauka nazywa po prostu dzikim przypadkiem, a my wiemy, że tam nie ma ani grama przypadku. Wiemy doskonale, że cała ta historia, która się wydarzyła, bo właśnie przed chwilą mieliśmy umrzeć fizycznie, a żyjemy dalej, a przeżyliśmy nieprzeciętną historię. Właściwie wszystko zostało już zmiecione w pył, a my stoimy obok i wszystko dymi. Jesteśmy cali i zdrowi i to jest niemożliwe wręcz, że jesteśmy cali i zdrowi. Powoduje, że widzimy w tym momencie, znika strach i widzimy troszeczkę w inny sposób swoje własne życie. Strach determinuje nasze pole poprzez wiązania aminokwasów, jak się okazuje.
Ciekawa historia, którą odkryli naukowcy. Zwierzaki używają tego do detekcji zapachu. W dzisiejszych czasach badania nad zapachem są troszeczkę bardziej zaawansowane niż to, o czym się mawia oficjalnie. Wiadomo, że feromony to nie jest związek zapachowy. Wiadomo, że to jest związek, który przekazuje informacje, a informacja jest zapisana w niewidocznym polu, które nazywamy aminokwasami. I numer polega na tym, że właśnie to czarodziejskie pole powoduje, że wszystko się zmienia i się troszeczkę inaczej widzi rzeczy i można w tym polu sobie sterować różnymi hecami dookoła, swoją własną wizyjnością i kilkoma innymi rzeczami. I to pole oprócz tego jest sklejone w jakiś tajemniczy sposób z kosmosem. W tajemniczy sposób z całą strukturą wszystko jest tym kosmosem. Ale właśnie wejście w kosmos, wejście w wiele zjawisk, które oficjalnie przeczą oficjalnej nauce, właśnie odbywa się przez to pole. Przez to pole, które przestaje być już wizjami indywidualnymi, a zaczyna być przekazem informacji, który jest już odklejony od tego indywidualnego aspektu, bo wiadomo, że na świecie co najmniej x set ludzi czy tysięcy ludzi dostaje dokładnie te same wizje i widzą te same rzeczy.
I to jest troszeczkę takie jak moment pojawienia się jakiejś genialnej idei, konceptu. Rozwoju cywilizacji. I ten koncept pojawia się naturalnie, spontanicznie w paru miejscach na świecie. To nigdy nie jest jedno miejsce, z którego wszystko wyrasta. To jest informacja, która się roznosi po polu. Jest masa eksperymentów naukowych, o których możesz przeczytać w milionie naukowych książek na temat intuicji szczurów, między innymi tego, jak przekazują sobie informacje na temat chodzenia po labiryncie. Masę badań na ten temat, jak uczą się od siebie w polu, kiedy jedne szczury znajdują się w Sydney, a drugie znajdują się w Nowym Jorku, a trzecia próbka testowa znajduje się w Londynie albo w Tokio i wszystkie wykonują tą samą robotę. Za każdym razem coraz szybciej, bo się okazuje, że uczą się od siebie nawzajem, niezależnie od tego, ile dzieli ich oceanów, wysp i kontynentów. Informacja jest dookoła w nas i ta informacja to jest zarzewie wszystkich kontaktów z UFO moim zdaniem. Bo przy kontaktach z UFO, przy wszystkich tych rzeczach, które są związane z braćmi, ja to nazywam bracia i może ja pozostanę przy tej nazwie.
Nie musisz się z nią zgadzać. Ja mówię, że w kosmosie mieszkają nasi kosmiczni bracia i tak będę to pozwolił sytuował. W każdym bądź razie uważam, że ta kombinacja aminokwasów odpowiada za widzenie oraz możliwość manifestacji się właśnie owych naszych braci. Bo chodzi o pole, bo ja tak używam słowa chemicznego aminokwasy, ale de facto chodzi o to pole, że my tworzymy coś w rodzaju promieniowania, bo właściwie cały czas jest mowa o promieniowaniu, mówimy o promieniowaniu ludzkiego organizmu i właściwie tak to jest nazywane w tej oficjalnej nauce, w tych badaniach, które są tam dalej robione, ale głęboko schowane, tak żeby wiesz, jakby coś tam wyszło, a wiadomo, że tam wszystko działa, tylko nie da się nic opatentować, bo to wszystko są zjawiska, które występują na taką potężną skalę. I tak jak nie można opatentować tego, że słońce świeci, tak samo nie można opatentować tego zjawiska. I to jest właśnie największy problem tych jednostek badawczych niestety w dzisiejszych czasach. Ale wracając do tej drugiej drogi, do tej definicji synchronizacji, to jest moment, kiedy nasze pole jest na tyle synchroniczne, że potrafimy się dosłownie jak Saint-Germain słuchaj, skleić ze światełkiem i zniknąć i pojawić w drugim miejscu. Ja myślę, że to jest kierunek w ogóle rozwoju cywilizacji i technologii, który w ogóle nastąpił na tej planecie. Wiesz, każdy ma swoją koncepcję na rozwój przyszłości świata. Ja mam swoją własną koncepcję.
Niektórzy piszą na ten temat książki science fiction i mówią na przykład 2056 rok świat wygląda po zagładzie nuklearnej. Trzy statki lecą, unoszą się nad ziemią i coś tam. Ja natomiast mam zupełnie inną koncepcję. Myślę, że jest to sprawa związana i jestem o tym bardziej niż przekonany z nowym approach, jak to można po angielsku powiedzieć, z nowym podejściem do technologii. Jest to zupełnie inna technologia. Mowa jest o czymś, co jest związane z polami, z radiacją, z tym niewidocznym czymś. I ślad tego był już wcześniej, o czym opowiadałem. Bo za każdym razem, kiedy jak się pojawiało jakieś dziwne mocarstwo, tak zwane mocarstwo, tyrania jakaś na świecie, gdzie testowano dziwną technologię, to zawsze pojawia się ślad właśnie badania promieniowania, bo wiadomo, że w promieniowaniu jest schowana tajemnica stworzenia całego kosmosu. Bo o ile nie wiemy nic na temat, z czego kosmos się składa, to są wszystko takie nasze dywagacje na temat tego, co odbiła antena i co ta sama antena odbija na Ziemi i wygląda tak jak na Ziemi, a co ta antena na przykład odbija gdzieś w kosmosie i co tam jest. Pierwiastków możemy się tylko domyślać.
Natomiast wiemy jedno dalej jest to promieniowanie, które my odbieramy jako na przykład promieniowanie alfa, beta, gamma lub cokolwiek. Natomiast w kosmosie nie wiemy, co to jest, ale mamy ten wspólny punkt. To jest promieniowanie i to jest ten kierunek. I wiemy, że ludzka emocja tworzy to promieniowanie. Wiemy, że można zostawić po sobie chmurę emocji i to jest to tajemnicze, magiczne coś związane z naszym samopoczuciem, że albo czujemy się dobrze, albo czujemy się naprawdę słabo. I to wszystko. I to jest niesamowita historia, która jest schowana za całymi tymi, tak mi się wydaje, maszynami tak zwanej wolnej energii, obsługiwaniem grawitacji, bo z tego punktu widzenia sprawa staje się bardzo jasna. Nie istnieje coś takiego jak antygrawitacja. Nie ma czegoś takiego. Istnieje wszędzie grawitacja w kosmosie i to jest nie do uniknięcia, ponieważ grawitacja jest komponentem, który powoduje, że to pole żywej istoty, to promieniowanie się przenosi.
Natomiast numer polega na tym, że zmieniamy parametry grawitacji i widać to po tym polu, że to pole zmienia parametry naszej grawitacji. Pierwszy odcisk naukowy znajduje się w badaniach ludzkich komórek i chociażby komórek macierzystych. Kolejny odcisk w medycynie znajduje się przy komórkach nowotworowych. Słynne historie z promieniowaniem, oddziaływaniem promieniowania na ludzki organizm i tym, co się dzieje później w komórce. W jaki sposób ona zaczyna rosnąć. Nagle zmienia się cała struktura informacji i komórka już wygląda zupełnie inaczej. Dla nas jest w tym momencie zabójczym nowotworem, ale jako taka komórka jest to normalne nowe życie. Jest to troszeczkę jakby wejście do innego wymiaru. I tu zaczyna się ciekawa rzecz. To jest ta rzecz, która się ciągnie za nami od strony laboratoryjnej od lat, od dokładnie 1939 roku, kiedy Wilhelm Reich opublikował wynik badań na uniwersytecie w Sztokholmie, o ile dobrze pamiętam, na temat biona energii orgonu.
I to były pierwsze zdjęcia, które pokazywały moment formowania się komórki jeszcze zanim pojawi się fizycznie jakikolwiek atom, jakakolwiek molekuła, zanim pojawi się cokolwiek, widać łunę, łunę energii, którą widać tylko i wyłącznie w odpowiednich spektrach, w których się fotografuje to wszystko. Musi być odpowiednie światło, odpowiedni filtr założony i wtedy dopiero widać całą tą historię. I tu jest ciekawostka, bo tu już pojawia się kolejny ciekawy temat związany z filtrem, że właściwie jeżeli spojrzymy na to pole, to tak samo jak przy fotografii, tak samo dosłownie się odnosi prawdopodobnie można powiedzieć, a ja bym powiedział, że na 100% do kwestii naszych emocji. My sobie ustawiamy limit filtra. Wiele koncepcji, które się pojawiały w momencie, kiedy naturalna medycyna z powrotem wracała do naszej cywilizacji, czyli nagle skończyła się II wojna światowa, pojawił się Watkins z psylocybiną, pojawił się LSD, pojawiły się pierwsze próby spenetrowania troszkę innej refleksji. Wiadomo było, że to, co mówi Carl Gustav Jung, to, co mówią wszystkie te dziarskie szkoły szarlatanerii, odstaje permanentnie od tego, co widzimy. Bo co możesz powiedzieć w sytuacji, kiedy masz wizję z dużym, potężnym białym wilkiem w środku dzikiego lasu, a wiesz doskonale, że siedzisz w swoim apartamencie? Pytanie jest, jakie skojarzenie z tym białym wilkiem ma twój psycholog, który próbuje ci to wyjaśnić, a jakie skojarzenie ty masz? Jeżeli jesteś człowiekiem, który dorastał w lesie, ten wilk ma dla ciebie zupełnie inny kontekst, bo dla ciebie jest to żywa istota, która przynosi ci konkretną informację, która jest skojarzona ze stanem emocjonalnym z dzieciństwa. Natomiast dla twojego psychologa jest to postać bajkowa z opowieści, którą on czytał i on kojarzy to z symbolem fallusa.
Rozumiesz? Tu jest taki delikatny problem poznawczy, że jesteśmy jedynymi osobami, które są w stanie dobrać się do tej skarbnicy wiedzy, którą każdy z nas w sobie nosi indywidualnie i nie ma innej opcji jak tą wewnętrzną bramką. I ta wewnętrzna bramka jest dosłownie tak jak te maszyny, które były używane do fotografii tych komórek. Słynne mikroskopy wybudowane przez, między innymi, dżentelmena ze Stanów Zjednoczonych Kinga Royala, które są zaanektowane teraz przez koleżanki i kolegę Smithsonian Institute. Te potężne mikroskopy optyczne, na których widać wszystkie te interakcje plazmowe. Bo teraz wiemy oficjalnie w medycynie, nawet jak idziesz na targi urządzeń medycznych, to masz najnowsze urządzenia do regeneracji tkanki skóry i tak dalej. To sobie poczytaj, co to jest. Zawsze jest opis ten sam: urządzenie plazmowe i zaczyna się wykorzystywać technologię plazmową, czyli pole. Bo de facto plazma to jest nic innego jak pole. Mówimy o promieniowaniu pola, także słowo promieniowanie pola.
No widzisz, już są dwa słowa promieniowanie pola, a tak mówisz plazma. To jest jedno słowo. Dokładnie to samo. Od strony naukowej jest to dokładnie to samo zjawisko i jak się okazuje, wszystko bazuje na tym samym. I tu wracamy do podstaw teoretycznych, które powstały dzięki Goethemu, bo Goethe był pierwszym facetem, który stwierdził, że jeżeli światło się rozbija w ten sposób, a światło determinuje wszystkie procesy życiowe, to wszystko musi być oparte na tej samej zasadzie. W świetle wygląda to tak, ale ten sam proces przetłumaczony na inne zjawisko wygląda dokładnie tak samo jak w siodełku. I tu jest ten fenomen owej ucieczki do normalnej synchronizacji, że normalna synchronizacja nas samych następuje nie w otoczeniu technologii wariata, tylko następuje w otoczeniu normalnej technologii, która jest zsynchronizowana z naszymi emocjami. Czyli tak jak mówią szamani, pierwsza rzecz, którą musi zrobić żywa istota po to, żeby móc skorzystać ze swoich mocy, to jest uleczenie samego siebie, czyli wyleczenie swojej własnej duszy. W tym momencie oznacza to dosłownie wyleczenie się z attachmentów, tak jak się po angielsku w języku psychologii mówi. Po polsku będzie to brzmiało jako wyleczenie się z rzeczy, do których się przyzwyczailiśmy emocjonalnie, fizycznie, w jakikolwiek sposób.
Zżyliśmy do przyzwyczajeń, można powiedzieć, bo attachment to jest załącznik, bo wymyślamy sobie w naszym życiu poza naszą oficjalną, normalną funkcją, że czujemy się dobrze, śpimy, jest fajnie, jest okej. Po prostu żyjemy na planecie tu i teraz. Wymyślamy sobie różne dodatkowe pomysły na życie, takie jak mały sportowy czerwony samochód, dom z basenem, udane wakacje, awans w pracy i zaczynamy się kleić do tych rzeczy, tworząc konkretne pole, bo w ten oto sposób kształtujemy coś, co się nazywa filtrem. Jak się okazuje, numer jest niezły, bo zostało to opisane w latach 50. przez książkę, która się nazywa „Drzwi percepcji” Huxley'a. I tam jest taki koncept, że człowiek specjalnie ma zablokowane te receptory, bo jakby się dowiedział, jak wygląda naprawdę świat, to by zwariował z nieszczęścia i tak dalej. Ale mówimy o człowieku nie psychopacie, o pięknym człowieku, który zwariował i na jakiś czas został psychopatą, bo przeżył wojnę. Przeżył bardzo traumatyczne doświadczenie i cała jego wizja świata była bardzo traumatyczna i taką miał konkluzję, bardzo traumatyczną z tego też powodu. Natomiast rzeczywista konkluzja jest troszeczkę inna. Rzeczywista konkluzja polega na tym, że jak ściągniesz filtr, to zaczynają się bardzo ciekawe interakcje.
I to jest ta historia, która jest obserwowana zarówno pod mikroskopem w przypadku różnych komórek. Z kolei idziesz w inną stronę. Tam ściągnięcie filtra polega na założeniu filtra, ponieważ redukujesz promieniowanie, czyli właściwie usuwasz coś, co jest pomiędzy tobą a rzeczywistym zjawiskiem. Doprowadzasz go do esencji. Czyli jeżeli coś miało pięć składników i było niewidoczne dla twojego i mojego oka, odejmujemy w tym momencie jeden i drugi składnik i w tym momencie te trzy kawałki, które nam zostały, są doskonale widoczne. Rozumiesz, proszę ja, kolegi i koleżanki? Rozumiecie państwo? Doskonała rzecz. I tak jak się robi zdjęcie, tak samo, jak się okazuje, funkcjonuje ludzki mózg. I tu w ogóle jest ciekawostka znaleziona przez neurobiologów.
Okazuje się, że jest takie coś w naszym mózgu. Jest taka dziwna struktura. Jest to błona, która znajduje się dookoła naszego mózgu. Nie jest to błona, która jest od wewnątrz czaszki, taka okrągła, tylko to jest ta cienka błona dookoła tego szarego, pomiętolonego materiału i płynu, który się tam znajduje w środku, dookoła tej kiszki, tak można to nazwać. Taka cieniutka błona. Błona ma grubość dosłownie iluś tam nanomilimetrów. Jakoś tak. Nano błona. No i błona ma bardzo ciekawą właściwość, bo jest czymś w rodzaju siatki o właściwościach elektromagnetycznych. Kiedy jest zasilana przez nasze myślenie, czyli wszystkie interakcje, które się dzieją w naszym mózgu.
Jeżeli widziałeś kiedyś skan ludzkiego mózgu, to widziałeś, że podczas myślenia w różnych ośrodkach mózgu pojawiają się różne interakcje, takie rozbłyski. Lewa, prawa strona i tak dalej. Jeżeli jesteś upośledzony emocjonalnie, bo przeżyłeś ciężkie, traumatyczne doświadczenie, to w tym momencie widać, że tych interakcji w mózgu za bardzo nie ma. Są ciemne obszary i interakcje nie mogą się wydarzyć. Kiedy interakcje się dzieją na obszarze mózgu, dzieją się w środku tej kiszki, którą mamy pośrodku czaszki, produkują ciekawe pole. Pole, które nie istnieje. Pole plazmy, dokładnie zjawisko plazmowe, które jest rejestrowane jako zjawisko elektromagnetyczne dokładnie na tej siatce, którą jest ta membrana dookoła naszego mózgu. I w tym miejscu tworzy się inne pole i potrafi się zrobić takie, że w tej części mózgu pojawiają się czarne obszary, czyli te uszkodzone części mózgu. Fenomenalna sprawa, ale w rzeczywistości jest to tylko i wyłącznie pole. Numer polega na tym, że od lat co najmniej stu wiemy, że wpływ tego pola ma wpływ na nasze zdrowie.
Jest kilka urządzeń, takich jak różne kaski zakładane na głowę i tak dalej. Ten pomysł się pojawił w momencie, kiedy się okazało, że naturalnej medycyny nie można używać, bo jest nielegalna. Ale co robi naturalna medycyna? Naturalna medycyna zmienia nas bardzo mocno od strony emocjonalnej, synchronizując nasz wewnętrzny, emocjonalny, etyczny balans, równowagę naszą własną z naszą fizycznością. I w tym momencie to pole żywej istoty, które samo siebie buduje i zawsze samo siebie uzupełnia. Człowiek sam przychodzi na świat. W łonie mamy, ale później, jak wyjdzie z łona mamy, ręka sama wyrasta. To nie jest tak, że ja po trzeci, czwarty, piąty palec i po piąte żebro idę do mamy dwa lata po tym, jak się urodziłem. Wszystko mam już od razu i to się wszystko we mnie montuje. Czyli informacja, zaczyn na chleb już jest.
Zakwas jest gotowy i jedyny numer polega na tym, żeby utrzymać ten zakwas w rozruchu i tym czymś, co utrzymuje ten zakwas, czyli nasz worek kości i mięśni, i krwi, i tak dalej w kupie, to jest właśnie to pole, które jest sklejone z naszymi emocjami. To jest ta rzeczywista istota, pole żywej istoty. I nie polega to na tym, że weźmiemy sobie kawałek tabletki albo kawałek jakiejś substancji medycznej, albo jakiejkolwiek i automatycznie się skleimy z tym. Jest to kwestia, która jest wyzwalana przez substancje, ale tylko wyzwalana. Chodzi o przeżycie ze sobą samym swojego własnego życia w taki sposób, żeby nie było zbyt dużo rzeczy, które nam się kleją do nóg i dociążają, kiedy chodzimy po tym padole, że tak powiem. Czyli nie ma attachmentów tak zwanych. Ta synchronizacja polega na tym, że zdajemy sobie sprawę z tego, jak niewiele potrzebujemy do życia albo jak wiele i dokładnie używamy tyle, ile używamy. Standard polega na tym, że bierzemy od świata dokładnie tyle, ile potrzebujemy i dokładnie tyle, a czasami wręcz z nawiązką oddajemy. To jest zaprzeczenie komercyjnego stylu życia, ponieważ każdy doskonale wie, że człowiek robi więcej niż tylko dla siebie. Jeżeli gotujesz cokolwiek, zawsze wychodzi więcej niż tylko dla siebie.
I tak dalej. Tak jak rośnie roślina, jest jedno ziarenko, później z jednego ziarenka wysadzasz paręnaście ziarenek, później rośnie całe pole. Struktura w naturze zawsze jest dokładnie taka sama, zawsze jest rosnąca. Także definicja synchronizacji i tego, jak to się później rozprzestrzenia, jest dokładnie oparta na tym, że pole żywej istoty samo się buduje, samo się układa, jest takie samosię naprowadzające. Ty jedyne, co musisz zrobić, to poczuć się zwyczajnie dobrze sam ze sobą, ze swoimi emocjami. Nie żyć strachem, nie karmić tego lęku, nie iść w tą stronę. Wiesz, o czym mówię. I to jest technologia, która jest związana z czymś zupełnie innym, bo jak się okazuje, z tym polem jest związana potężna energia. I to też jest taka ciekawostka, bo to nie jest energia teoretyczna, o której mówią wszyscy ci, którzy trzymają w ręku różdżki i te dziwne urządzenia radiestezyjne. Prawda jest taka, że sam jestem właścicielem trzech takich urządzeń radiestezyjnych i przyznam się szczerze, że czasami lubię się nimi pobawić.
Mam na przykład różdżki, takie prawdziwe, z miedzi zrobione, bardzo solidne. Kiedyś zaszalałem i sobie kupiłem takie profesjonalne różdżki, bo zawsze lubiłem się tym bawić. Zawsze mi latały w rękach. Nie mam problemu z obsługiwaniem różdżek, ale właśnie dlatego, że nie mam problemu, zdaję sobie sprawę, jak siła mojej intencji wpływa na odczuwanie tego pola. Że jest taki moment, za pomocą mikroruchów swojej własnej dłoni, zupełnie niezauważalnych, jestem w stanie wyprodukować jakiś konkretny efekt, który sobie zażyczę na przykład na owych różdżkach. I to potrafi każdy dżentelmen i każda lady, która się tym obsługuje. I właściwie jeżeli używam tego urządzenia, to bardzo długo trwa uczenie się rozróżniania tego mojego pola, tego mojego chcenia od tego rzeczywistego pola, które jest na zewnątrz. Ale są to urządzenia mocno dyskusyjne nawet dla mnie, użytkownika tych urządzeń, bo ja nigdy do końca nie wiem, ile to jest mojego pola, a ile to jest tego dookoła. To zawsze jest interakcja pomiędzy jednym a drugim i to zawsze jest interakcja pomiędzy mną, więc w rzeczywistości nie nadaje się za bardzo do mierzenia czegoś, co jest kwestią dyskusji pomiędzy mną, tobą i resztą świata, bo to i tak jest tylko coś pomiędzy mną a moją interakcją. A tutaj dzieją się rzeczy, które dotyczą nas wszystkich i te rzeczy można sobie spokojnie zmierzyć.
I są urządzenia pomiarowe. Wiadomo, że coś takiego istnieje Nasza synchronizacja powoduje wzrost napięcia elektrostatycznego, które jest rejestrowane w mięśniach naszego serca. Wiemy doskonale, że wyższy prąd elektryczny w kombinacji chemicznej substancji, która się nazywa naszą krwią, czyli hemoglobiną zawierającą substancję o nazwie CH3, czyli tak zwany tlenek żelaza, jest aktywna w polu elektrostatycznym. Ja przepraszam za taki długi wykład, troszkę może przynudnawy, ale chciałem tutaj zaznaczyć takie ogólnie znane wszystkim naukowcom fakty, że ta substancja ma właściwości magnetyczne, przez co też manifestują się jako pole elektronów. Dlatego też mówimy, że jest elektromagnetyczne. W rzeczywistości jest to pole grawitacyjno-magnetyczne. Magnes oddziałuje na ludzkie serce. Są takie klasyczne historie, że jak się wchodzi do pomieszczeń, laboratoriów, gdzie są potężne magnesy, to czasami człowiek się troszeczkę inaczej czuje. Zresztą są terapie oparte na używaniu magnesów. Słynne na cały świat, sprzedawane chyba na tony, takie bransoletki, w których są zamontowane specjalne magnesy neodymowe, które robią pole i ludzie, że tak powiem, czują się o wiele lepiej i zdrowiej.
I tak dalej. I to faktycznie działa. Leczy ze stanów reumatycznych i tak dalej. Jest oddziaływanie, jest materia, także nie ma czemu zaprzeczyć. Wiadomo, że to istnieje. Kiedy bierzesz miernik do ręki i sadzasz takiego dżentelmena, każesz mu robić medytację. Ja przepraszam, że tak dyskryminuję kobiety i ciągle mówię dżentelmen. Ale kobiety teraz siedzą sobie, mają wywalone na wszystko, z ulubioną kawką w ręku i sobie słuchają, a panowie to słuchają. Kobiety górą. Anyway, wracając do tej historii.
Jeżeli weźmiesz człowieka i nauczysz go, on sam się nauczy tak zwanej medytacji, czyli uspokajania rytmu swojego własnego serca od strony zwalniania oddechu i tak dalej. Umiejętność wymuszania poniekąd tej reakcji uspokojenia na organizmie, ale poprzez emocjonalną rzecz, bo medytacja polega na tym, że ty się uspokajasz, wyciszasz w głowie, czyli synchronizujesz się poprzez właśnie taką selekcję. Usuwasz filtry, wypuszczasz wszystkie myśli na zewnątrz, jakbyś wyciągał wszystkie rzeczy, które cię dzielą, jedną szybę za drugą, jedną szybę za drugą, otwierał kolejne okno i na końcu otwierasz wszystkie okna tak, że masz przeciąg przez cały budynek. I na tym polega cały numer. I w tym momencie dopiero zaczyna się synchronizacja w twoim sercu. I jeżeli masz podłączone urządzenia, to widać na nich, jak napięcie elektryczne, elektrostatyczne, które się tam manifestuje, wzrasta. Kolesie, którzy mieszkają w Azji, były takie badania, potrafią zrobić około 200 wolt wyładowania elektrostatycznego w swoim ręku DC. Poważnie, takie potężne iskierki strzelają. Także wiadomo, że pole żywej istoty nie ma sobie równego. Taka jest prawda.
Wiadomo też doskonale, bo to jest kolejna konkluzja, że pole żywej istoty jest odpowiedzią na pytanie na temat prądu. Wiedział o tym Nikola Tesla. Badał ten temat, do końca życia go nie zgłębił. My żyjemy w takich czasach, w których mamy dostępną taką technologię. To jest moja opinia. Musisz się ze mną zgodzić. Musisz. To jest oczywiście technologia Keshe. Anyway, tak czy siak. W każdym razie Nikola Tesla dzisiaj robiłby dokładnie tą technologię, bo to jest przedłużenie dokładnie tych wszystkich historii z polami.
Ale to nie chodzi o technologię, bo technologia to jest nic innego jak opis używania kawałka wiedzy na temat, jak to funkcjonuje. Natomiast wiedza jako taka o tym zjawisku sięga tysięcy lat i ciężko nazwać to technologią. To jest po prostu kawałek wiedzy o nas samych i to jest historia związana z szamanami. Szamani nie potrzebowali czekania na technologię i jak coś budować. Tam zawsze było wiadome i zawsze jest wiadome, że jesteśmy chmurą emocji i sterujemy wszystkim od strony właśnie naturalnej chmurki, która nas otacza. I to jest naturalna strona, nie od wewnątrz, tylko od zewnątrz. I naturalna medycyna pomaga nam znaleźć tą wewnętrzną równowagę, synchronizację poprzez wysłanie nas na taki drugi biegun. Biegun, można powiedzieć magnetyczny, czyli to pole dookoła. Bo jak się okazuje, to pole dookoła to jest dokładnie ten sam odpowiednik, który się znajduje w reaktorach nuklearnych. Bo wiesz, technologie technologiami, opowieści opowieściami, ale wszystko ma swoją historię.
To nie jest wcale tak, że te wszystkie rzeczy są z poniedziałku na wtorek, czy jakoś tak. Bardzo ciekawe zjawiska zaobserwowano w miejscu, które się nazywa reaktorem nuklearnym. Bardzo ciekawe. Ludzie się bardzo dziwnie czują. Nie mówi się o tym bardzo często, ale percepcja przebywania w takim miejscu jest troszeczkę inna. I się okazuje, że jest to właśnie interakcja tych pól, że to nie jest tylko i wyłącznie oddziaływanie fizyczne organizmu, ale też emocjonalne. Także tutaj jest kolejne potwierdzenie, że nawet największa, najostrzejsza reakcja, jaką możesz sobie wyobrazić na świecie w ogóle jakakolwiek istnieje, czy nuklearna, czy jakakolwiek, każda najpotężniejsza rzecz, która ma chyba największe zniszczycielskie oblicze, jakie można sobie wyobrazić, ma swoją drugą stronę lustra, która jest zupełnie inna. I ta druga strona lustra to jest właśnie ta rzeczywista interakcja, te rzeczywiste pole, na którym funkcjonuje cały kosmos. Ta struktura, z której jest wszystko zbudowane i to jest ta energetyczna chmurka, która sobie lata dookoła każdej żywej istoty, jest tworzona przez ziemię dookoła, jest robiona wszędzie, gdzie tylko się da i tą chmurkę możesz postawić sobie wszędzie. Taka historia, rozumiesz?
I to jest właśnie pole żywej istoty. Rewelacyjna historia. I to jest coś, co właśnie tak mówię o tych polach żywej istoty, ale przełóżmy to na aspekt cywilizacyjny, bo to jest jeden z celów, do których zmierzam. To połączenie owego ducha z materią. że przyszłość to jest dokładnie taka technologia zaprzęgnięta do produkcji wszelkiego możliwego rodzaju energii, jakąkolwiek sobie wyobrazisz. Ponieważ to jest jedyny moment formowania się rzeczywistej energii w całym uniwersum, w całym kosmosie, na Ziemi, gdziekolwiek chcesz. Wszystko podlega dokładnie tym samym prawom i tym samym warunkom. O tym jest mowa od tysięcy lat. To jest ta, moim zdaniem, chyba nawet za często dla niektórych powtarzam, że to jest ta słynna alchemiczna szkoła, która była szkołą tak zwaną zakazaną, czyli hermetyczną, bardzo niszową, gdzie było to mocno schowane, żeby zbyt dużo ludzi się nie dowiedziało, że wszystkie zjawiska na tej planecie są interakcją, która się odbywa między sobą i żeby przez przypadek nie zaczęli kombinować pomiędzy tymi interakcjami. Bo co się stanie, jak przestaniesz wierzyć w Boga?
Jak przestaniesz wierzyć w inne rzeczy? Jak nagle zrozumiesz, że jeżeli znasz klucz do restrukturyzowania się komórek w organizmie, to znasz klucz do restrukturyzowania się komórek w każdym materiale, który jest na tej planecie. Czyli kwestia transmutacji nie jest dla ciebie zagadką, jest czymś normalnym, co robisz i czym strzelisz sobie kawki na śniadanie o poranku. Numer polega na tym, że wszystkie te szkoły, cała ta wiedza, całe to tałatajstwo cały czas mówiło o tym, że alchemik, ja też to powtarzam, że alchemik jest procesem tej transmutacji, jest nieodłącznym procesem. On musi wykonać drugą połowę. I to jest właśnie to niewidoczne pole, które jest dookoła nas. Oczywiście część z nas może stwierdzić, że zrobi sobie zabawę taką: „Ja w ogóle nie wierzę w to wszystko. To jest jakaś taka ściema. Ja tu porobię swój własny cyrk na świecie. Mam tu swoją własną koncepcję na życie.
Poodgrywam jakieś tutaj role, jakieś takie historie. Ta energia mnie nie obchodzi. To w ogóle to jest jakaś dziwna, egzotyczna energia” i tak dalej. Ale to też ma swoje konsekwencje, bo negowanie tego rozwiązania powoduje, że chyba automatycznie następuje chyba odstrzelenie takiej lady albo dżentelmena od opcji skorzystania z takiej technologii. Bo ja myślę, że cała cywilizacja w ogóle do przodu, tak jak UFO, tak jak kilka innych rzeczy, nazywamy dzisiaj UFO, jest oparta na troszeczkę innym koncepcie. Nie jest to koncept przyciskania czerwonego włącznika na tablicy deski rozdzielczej z napisem „Start” i niezależnie od tego, jak się czujemy, nagle coś się dzieje. Tylko że ta cudowna rzeczywistość, dostęp do tych niesamowitych możliwości robienia niesamowitych rzeczy, latania przez kosmos, transmutacji, restrukturyzacji organizmu, pojawiania się i znikania wiedzie przez tą naszą wewnętrzną synchronizację emocjonalną, że nasze pole, moje i twoje pole musi być zgrane, żebyśmy wykonali taki numer. Jeżeli ktoś z nas jest po prostu wewnętrznym pajacem, który nie potrafi się ogarnąć sam ze sobą, bo koniecznie musi każdemu udowodnić, a przede wszystkim sobie, że istnieje na tym świecie, po prostu musi dać znak koniecznie, to wiadomo, że w tym momencie ta chmura emocji dookoła siebie ma bardzo mocny potencjał grawitacyjny, że jest magnesikiem, który zaciąga mocno do przodu i interakcje, które powoduje dookoła, mogą być takie, że wyobraź sobie taki moment, że co się dzieje na świecie, katastrofa globalna. Przylatuje statek z kosmosu, przylatują nasi bracia z kosmosu. I facet w tym momencie jest tak przerażony, bo jest po prostu pogięty w głowie i nie chce dopuścić do siebie, że jego oczy widzą to, co widzą i przełącza się świadomie.
On nawet o tym nie wie. On sobie to może wytłumaczyć jako fiksację religijną, bo może sobie stwierdzić, że nie widzi Jezusa. To na pewno jest to diabeł. Gdyby ktoś przyleciał po mnie na ziemię ratować, to byłby to tylko Jezus. A jeżeli nie wygląda jak Jezus z książki, to jest to diabeł. Na przykład bracia nie wyglądają jak Jezus z książki, którą facet czytał. I jest lekki dysonans poznawczy. I dżentelmen dostaje świra i zaczyna strzelać do nich albo wariuje, albo coś takiego. To jest jedna opcja. Druga opcja jest taka, że nagle w tym momencie ślepnie, bo włącza się w jego umyśle, dokładnie w tym momencie w mózgu powstaje takie wyładowanie plazmowe na tej bramie do góry, które obdą z bitą strukturę elektromagnetyczną, taką statyczną strukturę wszystkich komórek, bo one w tym momencie, kiedy dostają impuls elektryczny, nagle tworzą taką krystaliczną strukturę, która nie chce się za bardzo ruszyć.
I jeżeli coś się nie rusza, to w tym momencie nie ma możliwości do propagacji energii i informacji, bo informacja i energia propaguje za pomocą właśnie tych mikroruchów. Czyli w tym momencie masz zamrożoną strukturę, która jest jak kawałek twardego dysku i ten kawałek dysku reprezentuje nic innego jak kawałek twojej gównianej albo mojej gównianej emocji pod tytułem „przeraziłem się na śmierć, bo po prostu zwariowałem”. I cokolwiek teraz wpadnie do mojej głowy, jakikolwiek pomysł jest zawsze filtrowany przez ten kawałek membrany na moim mózgu. I numer polega na tym, że dopóki się nie wstrząsnę emocjonalnie w drugą stronę i nie zakocham się albo coś takiego, do tego momentu jestem out i nie widzę, co się dzieje i mogę nawet oślepnąć. Genialny przykład znany z oficjalnej medycyny ludzi, którzy są niewidomi. Jest naprawdę masa ludzi na świecie, którzy są niewidomi, ale wszystkie badania medyczne, skany MRI, tomografie komputerowe i tak dalej, wszystko, cokolwiek jest możliwe na tym świecie, żeby prześwietlić człowieka na wylot i na wskroś, pokazuje jasno i wyraźnie, że nie ma żadnego uszkodzenia nerwu wzrokowego i w ogóle elementu, który odpowiedzialny jest za widzenie w naszym mózgu, że wszystko działa idealnie. Organizm jest idealnie przygotowany, ale jest coś, jest jakiś rodzaj emocji. Coś się wydarzyło w życiu tych ludzi, że nagle oślepli, zobaczyli coś traumatycznego i tak dalej. Nie chcą już widzieć świata. I może być taka akcja, że przyleci sobie jakiś nasz brother and sister joł z kosmosu.
Akurat może niekoniecznie będzie zielony i niekoniecznie będzie miał maski, ale będzie czymś innym. Będzie łuną, która się unosi w powietrzu i będzie światłem. Zapyta się: „Cześć stary, masz może jakieś zioło?”. A ty się przerazisz, uklękniesz na kolana, zaczniesz się modlić, powiesz słowo modlitwy wydłukasz i nagle sparaliżuje cię i oślepniesz. A on właśnie przyleciał i Zaofiarował ci pomoc, bo idzie fala na ciebie albo coś tam. Może się przyleciał przywitać albo ciastko ci przywiózł. Pogadać. Sąsiad, brat. Ale widzimy się tylko wtedy, kiedy nasze aminokwasy się dostrajają, kiedy nasze pola się dostrajają, kiedy pola tej planety się dostrajają, kiedy wszystkie te elementarne, podstawowe budulce, my je nazywamy budulce, cząsteczki, ale w kosmosie to są pola. Mają ten element synchronizacji ze sobą.
Podlegają temu wspólnemu momentum. I wtedy wszyscy się widzimy. I numer może polegać na tym, i numer polega na tym, że niektórzy ludzie mają niesamowitą tendencję, bo mają naturalnie usunięty ten filtr z głowy i widzą niesamowite rzeczy na niebie cały czas, a obok nich stoi ktoś i nic nie widzi. I jeszcze lepszy numer polega na tym, że ktoś bierze aparat fotograficzny. Są tacy ludzie i myślę, że na pewno o nich słyszałeś. Robią zdjęcie i czasami jest tak, że oni nie widzą obiektu, a na zdjęciu go widać. A czasami jest tak, że oni widzą obiekt, aparat widzi obiekt, a dookoła jest 50 ludzi i nikt nic nie widzi. Czyli kto wyzwala to zjawisko? Kto robi? Kto tutaj wyskakuje na solo?
Jasne, że to my wyskakujemy na solo. Nie jest to nikt inny, tylko my. I że ta bramka do tej technologii, te potężne moce są w nas. I teraz sobie wyobraź, że cała technologia, nielimitowana energia jest związana z tym, co posiadamy w sobie. To my jesteśmy tym reaktorem, który jest w stanie wyprodukować większe pole niż na przykład reaktor termonuklearny. Tylko że to pole ma inny charakter. To nie jest wielka eksplozja, która rozrywa pół świata na kawałki, tylko to jest pole, które powoduje, że jak w filmie science fiction pstrykniesz palcami, a dosłownie metr przed tobą w powietrzu pojawi się świecąca kulka czegoś, plazmy i będzie cię oświetlała i będzie oświetlać wszystko dookoła jak latający świetlik. I to będzie zjawisko, które będziesz mógł zrobić pstryknięciem palców. Ale te i wszystkie zjawiska czekają na nas dopiero w tym momencie, kiedy jako większość gatunku, może nie wszyscy, ale jako większość będziemy już zsynchronizowani z tym kosmicznym polem. Kiedy zaczniemy widzieć troszeczkę więcej niż normalnie widzimy.
Moment, kiedy człowiek będzie mógł zobaczyć to, co widzi jego pies albo kot, który dziwnie się ogląda na szafę i wygląda na to, że ktoś chodzi po szafie, a tylko pies to widzi albo kot. Wszystkie zwierzęta w domu widzą kogoś na szafie, a my nic. Pusto. Może nadejść już niedługo ten moment, że pole żywej każdej istoty, niezależnie od tego, czy manifestuje się w atomach, tak jak tu wszystko w tym polu grawitacyjnym znanym nam z tego wymiaru, czy też jest czymś troszeczkę bardziej wymiarowym i widać to tylko czasami przy pomocy medycyny. Widzą to nasze zwierzaki domowe. Czy może nadejść moment, że będziemy to widzieli na co dzień. I to będzie moment, że trzeba będzie się nauczyć samego siebie, zaufania do samego siebie. Trzeba będzie wiedzieć, co jest podróżnikiem z kosmosu, który pojawi się tu na chwilę i jakie interakcje robi ze światem zewnętrznym. Czy jest to duch, który przepłynie przez nas i wszystko jest okej i możemy sobie porozmawiać z nim, posłuchać o innym kawałku uniwersum. Czy jest to właśnie transmutacja, która za chwilę objawi się wyprodukowaniem kawałka złotej sztapki, jeżeli komukolwiek będzie potrzebna.
Kto wie? Ale na pewno, na 100%, cokolwiek by nie mówić, nasz rozwój i definicja i w ogóle cokolwiek, by nie wrzucać do tego jednego wielkiego gara o nazwie tam jest ta droga, tam jest ten kierunek. To jest dokładnie ucieczka w tę stronę od tych wszystkich oficjalnych dostrajania się do tego toksycznego systemu. To jest właśnie ta rzeczywista synchronizacja. Jakakolwiek technologia teraz nie zaistnieje, jakakolwiek nie weźmie tak zwanego takeover, czyli góry nad tym całym shitem, który jest, to jest ta jedna technologia związana zawsze, niezależnie jaka by ona była, czy to będzie Nikola Tesla, czy będzie Keshe, czy Reich, czy ktokolwiek inny. Zawsze będzie ten moment weryfikacji. Momentem weryfikacji tej technologii, która zmiata każdą dziadowską cywilizację i na jej ruinach powstaje coś, co buduje piramidy. Ta technologia zawsze jest sklejona z tą niewidoczną częścią, z tym czymś, co ludzie wyznający pseudonauki o nazwie psychologia nazywają nad-, podświadomościami i tak dalej. A to jesteś ty, a to jestem ja. To jesteśmy my, żywe istoty.
Tylko czasami się odklejamy i myślimy, że jesteśmy swoim zawodem, który wykonujemy. Jesteśmy tym, co jemy. Jesteśmy tym, co wydaje nam się, że myślimy w tym momencie. Ale w rzeczywistości wszystko sprowadza się do tego, że czujemy. Czujemy, że jesteśmy tutaj. I ty czujesz, że tu jesteś i ja czuję, że tu jestem. Reszta jest kwestią dyskusji pomiędzy nami, co nam się wydaje na ten temat, prawda? Możemy się spierać na wszystko, ale jedno jest pewne. Ty tu jesteś i ja tu jestem. I na tej energii, która czasami pomiędzy dwoma paluchami na wyświetlaczu pokazuje 200 woltów i jak się okazuje, człowiek, gdyby się postarał i mu się chciało i miał takie odblokowane pole u siebie w głowie, w mózgu, na tej membranie, to może produkować nagle, jak się okazuje, prąd cały czas, niczym agregat prądotwórczy.
Jak się okazuje, człowiek może dokonywać transmutacji, wyciągać dziwne rzeczy z innych ludzi. Są takie operacje zanotowane przez oficjalną medycynę. Człowiek może zmieniać wiele rzeczy swoimi rękami. I teraz pytanie, czy nazwać to technologią? To jest dobre pytanie, bo z jednej strony jest to technologia, a z drugiej strony się okazuje, że to jest natura wszechświata, natura każdej żywej istoty. Przecież kameleon czego używa do zmiany swojego koloru? A czego my używamy do zmiany swojego koloru oczu? To jest taka ciekawa sprawa, na którą polecam się przyjrzeć każdemu z nas na temat tego, kim i czym my jesteśmy, jak to wygląda, jak zmieniają się kolory naszych oczu pod wpływem emocji. Ciekawa historia. Transmutacja w pigułce.
Tymczasem kończę ten odcinek „Hiperprzestrzeni”. Zostałem ci samopas z tymi refleksjami, a wrócę do tego tematu Do tej rzeczywistej synchronizacji, do tego momentu, do którego zmierzamy, do tego, że substancje to tylko część drogi, którą wykonujemy. I cały numer polega na tym, żeby nie budować sobie tych filtrów poznawczych, tych specjalnych filtrów, które nam troszeczkę definiują rzeczywistość. Im mniej definicji rzeczywistości, tym większe pole pomiędzy rękami, tym większe pole, które czujemy w głowie, w sercu, w nogach, wszędzie dookoła i tym ciekawiej możemy wyglądać na zewnątrz. Może być tak, że im większe pole, tym więcej światełek widzimy na niebie. I to już takie światełka, że są trzy światełka i te trzy światełka potrafią w ciągu ułamka sekundy skręcić kierunek o 90 stopni w inną stronę, przyśpieszyć, zwolnić, zrobić łuk i polecieć znowu o 90 stopni w inną stronę. Rozumiesz? I nie będzie to problemem, żeby widzieć takie rzeczy na niebie. I zabawne się stanie coś zupełnie innego. Zabawni się staną wszyscy ci ludzie, którzy tego nie widzą.
I to będzie takie dziwne. Jak można tego nie widzieć? To będzie ciekawy świat, to będzie ciekawa cywilizacja i taka jest przyszłość. Taka jest moja opinia, człowieku. I tyle. Zostawiam cię zatem z moją opinią na ten temat. Dziękuję jeszcze raz za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”. Słuchałeś Radia Na Fali.com, człowieku. Ja przypominam, że jest to retransmitowane w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Czas Snu. I jeszcze przypominam o moich zacnych kolegach, którzy nadają w Radiu Na Fali, o etykiecie zastępczej, żebyś tam wpadł, człowieku, w środku tygodnia, żebyś wpadł oprócz etykiety zastępczej na Chatę Mistyka w czwartek.
Etykieta zastępcza w środę o godzinie 23 polskiego czasu. Chata Mistyka zaczyna się o godzinie 10 polskiego czasu, a ja później czasami się pojawiam na felietonie przed mikrofonem. Takim felieton z życia w Londynie. Także zapraszam w środę i czwartek. Zapraszam ogólnie do wszystkich radiów po drodze i Paranormalium i Radia Czas Snu. Teraz na weekend do Paranormalium, bo tam pewnie kolejne debaty i różne takie rozmowy. Pozdrawiam serdecznie Ivelliosa i Chrisa, których strasznie lubię ostatnio słuchać. Namiętnie was słucham panowie. Serdecznie pozdrawiam. Nie odzywam się tak z taką prymatą skutecznie przy ludziach pochwałę, że tak słucham.
Fajne rozmowy. Bardzo serdecznie polecam każdemu z obecnych. Dziewczyno, chłopaku, jak się nudzisz, tam jest fajny podcast do posłuchania. Znajdziesz sobie, wiesz, o co chodzi. Znajdziesz po tytule. Wiesz, o czym mówię. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Że w czasie snu w Radiu Czas Snu niedługo będzie nowa rzecz. Nowe rzeczy się pojawią, nowe nagrania. Także zapraszam serdecznie.
Będzie ciekawa opowieść. Ja znam tą opowieść, bo jestem jednym z bohaterów tej opowieści, jak się okazuje, czy jakoś tak. Ale mniejsza o to. Ciekawa rzecz nam się wydarzyła, bardzo ciekawa. Właśnie na temat tej informacji, którą pozyskujemy troszeczkę inaczej, że świat działa inaczej, że jesteśmy w stanie wzbudzić każdą reakcję, potężną ilość energii w zupełnie inny sposób, zupełnie nie korzystając z reaktorów nuklearnych, kopalni na węgiel, fabryk na węgiel i wszystkich tych dodatkowych rzeczy i ropy przede wszystkim. Jak się okazuje, jest to związane z emocjami. Ciekawa rzecz. Jestem człowiekiem, który jako po prostu żywa istota na swoje oczy widzi działanie takowych urządzeń i ciężko mi zaprzeczyć faktowi istnienia tego zjawiska w ogóle w aspekcie naukowym, w aspekcie użytkowym na co dzień, w aspekcie działającej technologii i powiązania tego wszystkiego z tym, co ja sobie myślę o świecie i moi znajomi, którzy też o tym wiedzą i też zdają sobie z tego sprawę, jest wręcz niesamowite. I powiem ci szczerze, że naprawdę nie jestem tu oryginalnym człowiekiem, który zdaje sobie z tego sprawę, że dni tej technologii, którą mamy dookoła oficjalnie, tej oficjalnej nauki, są naprawdę policzone. Niewiele ich zostało.
Ja tymczasem tutaj znikam budować nową przyszłość. Zapraszam cię, jeżeli zostajesz przy słuchawkach i przy głośniku jeszcze przy Radiu Na Fali na wieczorową porę tutaj ze mną. Dziękuję jeszcze raz za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”, człowieku. Dziękuję i tobie dziewczyno, i tobie słuchaczu offline zmierzający gdzieś w swoim kierunku. Pozdrawiam kosmicznie, serdecznie. Do usłyszenia w następnej „Hiperprzestrzeni” — mówił do ciebie ja. I aż mi się odbiło po drodze. No właśnie. Żywa audycja to się musi odbić. Otóż to.
No właśnie i ziorane muszą być. Zatem do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali.com.