[00:00] - To think for yourself and question authority. No i pojawił się las, pojawiło się ognisko. Pojawiłem się ja. Sobotni wieczór, Radio Na Fali. Ja mam na imię Tomek, a to wszystko się nazywa Hiperprzestrzeń. Czyli jakieś dwie godzinki moich opowieści do twojego ucha tutaj w Radiu Na Fali, retransmitowane w Radiu Paranormalium oraz Radiu Czas Schnu! Ja jak zwykle, jak przystało na porządnego radiowca amatora, sobie pobrałem mikrofon oczywiście, żeby było trochę stukania, trochę jezioranów, żeby nie było jak pajace w telewizorach i radiach, które udają, że nie srają i nie szczają i są już tacy gładcy, że już wszystko się od nich odkleja, nawet inteligencja, rozumiesz? Ale to chyba pierwsze się odkleiło. Anyway, pozostawiam te swoje refleksje na temat tak zwanych profesjonalnych mediów. Otóż to.
I zapraszam cię na radosny wieczór ze mną i z moimi refleksjami. Oczywiście możesz zadzwonić: radionafali.com taki jest adres na Skypie. Już jestem na Skypie. Oprócz tego co tu jeszcze jest? Jest jeszcze czat: radionafali.com wchodzisz przez radionafali.com na Chatango i tam jestem sobie elegancko na czacie jednym okiem oczywiście. Oprócz tego jest czat na Radiu Paranormalium i jest jeszcze Czas Schnu! oczywiście. Czat jest na Paranormalium, na Czasie Schnu! nie ma. Wiem, że jeszcze jest transmitowane, zdaje się na YouTubie przez Paranormalium.
Także ja myślę, że jeżeli naprawdę ktoś chce posłuchać, to masz więcej niż jedną możliwość. To masz wszystkie możliwości. Tak mi się wydaje. A o czym miałoby być dzisiaj? Ja dzisiaj kontynuuję troszkę wątek, jak to nazwać? Nazw jest wiele. No wiele jest nazw, wiele, ale jakoś się trzeba zdecydować w końcu jedną. Ja dzisiaj będę kontynuował wątek substancji, który się pojawił w zeszłym tygodniu w Hiperprzestrzeni. Także będę leciał dalej, bo jesień, grzyby na horyzoncie. Rozumiesz koleżanko i kolego, nie można stać z boku własnego życia.
Życie jest po to, żeby je mieć i nim właśnie żyć. Także dzisiaj troszeczkę na ten temat, żeby nie stać sobie z boku i o substancjach i o refleksjach związanych z całą tą historią dookoła całego tego zamieszania. Anyway, może zacznę po prostu od utworu muzycznego, ale zanim zacznę od utworu muzycznego, to przypomnę, że jeszcze oprócz mnie w Radiu Na Fali koleżanko i kolego jest w środku tygodnia książę Edward, którego serdecznie pozdrawiam. Właśnie ja tutaj dokręcam jeszcze mikrofony, dlatego tak dziwnie mówię. Siłuję się z rurką od mikrofonu. Chyba już jest okej. Mam nadzieję. Także książę Edward w środę o 23 polskiego czasu w Radiu Na Fali, też retransmitowane w Radiu Czas Schnu! i w Radiu Paranormalium. W czwartek Chata Mistyka, czyli Bart z podróży prosto gdzieś z Nepalu tym razem.
Zapraszam serdecznie. Jest o godzinie 10 polskiego czasu, a później czasami ja się pojawiam na krótki felieton. Ostatnio nie byłem. Także dzisiaj troszkę będzie felietoniarsko w Hiperprzestrzeni. No może nie do końca felietoniarsko. Bardziej substancyjnie. Substantial to jest takie słowo w języku angielskim, tłumacząc na znaczenie substantial znaczy konkretny, zasadniczy albo coś takiego. Substancja od nazwy substancja, że jest czegoś pełno. Zasadniczo to jest to, chciałem powiedzieć. Także dzisiaj zasadniczo substancyjnie proszę ja koleżanki i kolegów.
Co za łamany język polski, ale będzie jeszcze gorzej, ale to dopiero później w Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. A ja zacznę może od czegoś, od czego w ogóle powinienem zacząć tą dzisiejszą audycję. Numer myślę doskonale znany bardzo wielu ludziom, bardzo wielu, szczególnie tym, którzy są z mojego pokolenia. No cóż, ciężko tego nie znać, bo ja dzisiaj właśnie zanim puszczę utwór muzyczny, to może naprowadzę cię troszeczkę na ten trop, o czym ja w ogóle chcę dzisiaj mówić. Mam czasami takie wrażenie, że cywilizacja, w której mieszkam, właściwie może nie tyle cywilizacja, ile świat ludzi, który tworzy tą całą rzeczywistość. No właśnie, bo to zawsze świat ludzi odpowiada za tą całą rzeczywistość. Ma czasami bardzo poważne zaburzenia psychiczne i są substancje, które leczą z tych zaburzeń psychicznych. A zaburzeniem psychicznym, czy chcesz, czy nie, jest nic innego jak nasze współczesne życie w tej tak zwanej society. Kompromisy, które płacimy za to, żeby móc tu funkcjonować. Te kompromisy powodują, że połowa z nas ma stres pourazowy i inne dodatkowe rzeczy.
I tak oto leci, leci, leci, leci i się okazuje, że wszyscy są już w trumnach, bo nikt nie przeżył do momentu, kiedy zaplanowano edycję nowego modelu produktu. A już kadra menedżerska nie przeżyła i klienci nie przeżyli. Jest nowy model telefonu i nie ma go komu wprowadzić, bo nie ma już klientów. Wszyscy poumierali. Nagle się okazało, że te dane pod tytułem telefony komórkowe niszczą ludzki mózg się okazały prawdziwe. Wszyscy o tym wiedzieli, ale okazało się, że lepiej się zabić i sobie pogadać o dupie Maryni, niż żyć szczęśliwie i rozmawiać też o dupie Maryni. Przysłowiowo. Przepraszam, Maryna, przepraszam Maryna, nie chodziło o twoją pupę. Chodziło tylko o przenośnię, pani Maryno. Tylko o przenośnię.
Także ja zostawiam może wdzięki pani Maryny. No właśnie. I zajmę się dzisiaj Takim bardzo ciekawym obrazem tego, na co sobie pozwalamy, a na co nie pozwalamy, jest taka kontynuacja mojego wątku z zeszłego tygodnia. Ja w ogóle twierdzę, że jeżeli ktokolwiek ma pretensje do tego, że cywilizacja jest do dupy, to powinien zacząć od tego, że powinien się zastanowić, co w nim jest do dupy. Otóż to. Słuchaj, utyskiwań na świecie końca nie ma. Taka jest prawda, szczególnie w dzisiejszych czasach. Taki ciekawy news na sam początek, żeby rozkręcić troszkę temat. Taki gorący news w dzisiejszych czasach. Może słuchasz tego za sto lat i to już nie gra żadnej roli, ale posłuchaj, dowiesz się, co się działo sto lat temu, gdzieś tam na Florydzie.
Czyli w roku 2017, po przejściu wielkiego huraganu przez Florydę, lokalne prawo, które sobie wymyślili ludzie, którzy chodzą na wybory, którzy głosują w tych wyborach, wybierają prezydenta, później się kłócą, czy ten jest lepszy, czy drugi jest lepszy. Są w stanie założyć nawet koszulkę z widokiem jednego i drugiego pajacyka. Są w stanie się kłócić przy rodzinnym stole, w ogóle dyskutować, który z tych pajaców ma większy wpływ na ich życie. Rozumiesz? Takie rzeczy są możliwe. Później wybierają to wszystko, to łajdactwo ich okrada, oni udają, że ich nie okrada. Udaje im się udawać, że są szczęśliwi. Wszystkim się udaje udawać do pewnego czasu, że są szczęśliwi. A jak są nieszczęśliwi, to biorą tabletki od psychologa, takie antydepresanty. I jak są nieszczęśliwi, tylko pięć lat nieszczęścia i szybciutko umierają na zawały i inne choroby.
Także szczęśliwie nie muszą być długo nieszczęśliwi, bo współczesna medycyna dba o to, że człowiek nieszczęśliwy bardzo szybko jest wysyłany wcale nie do obozu koncentracyjnego przymusowej pracy. Znaczy jest, ale to jest taki dobrowolny obóz eksterminacji. W każdym razie wracając do tego wątku nieszczęśliwości i szczęśliwości na Florydzie i wybrania sobie kolejnych pajaców do rządzenia. Słuchaj, milion ludzi nie jest w stanie w Ameryce, kraju wolnego człowieka. Yeah, free man on the fucking country. Ten milion ludzi nie jest w stanie, na tym polega cały numer, ustawić prądu elektrycznego. Okazało się, że po przejściu tornada na Florydzie wszyscy muszą odłączyć panele słoneczne. Muszą odłączyć wszystko, cokolwiek chcą. Oglądałem sobie reportaż takiego dżentelmena, który mieszka na Florydzie i nakręcił reportaż na YouTubie na swoim kanale na ten temat. Nie będę wklejał linka, i tak jest po angielsku.
Musisz sobie sam poszukać. Jest we wszystkich gazetach i tak dalej. To nie jest żadna tajemnica. Ale już mówię, co tam jest. Mówię, a nie mówię, o co chodzi. Chodzi o to, że po przejściu huraganu nie ma nigdzie prądu. Pozrywało wszystkie linie. Floryda jest miejscem, gdzie nie buduje się piwnic, podpiwniczeń ani takich rzeczy, bo siedzi na bagnach. Także tam nie ma rury za bardzo w ziemi, wszystko idzie naziemną częścią. Linie wiszą na słupach wysokiego napięcia.
Wiadomo, że po przejściu huraganu nie ma żadnych linii wysokiego napięcia. Nie ma nic, co możesz uratować, bo słupy telefoniczne zostały wyrwane i porwane kilometr dalej. To nawet nie jest kwestia, że ty przyjedziesz, postawisz ten słup z powrotem, połączysz kable, podczepisz, zejdziesz na dół, przybijesz piątkę z kontrahentem i powiesz: „Job done”, czyli robota zrobiona. Bullshit. Żaden job done. Nic takiego nie zrobisz, bo nic takiego tam nie ma. Przede wszystkim nie dojedziesz na miejsce, gdzie stał ten słup z prądem elektrycznym, z drutami prądu elektrycznego, bo tam już nie ma drogi. Także swoją fantastyczną ciężarówką, która ma fantastyczną drabinę, fantastyczny serwis, wszyscy mają telefony komórkowe, firmowe koszulki, pracują dla dobra public space i tak dalej. I tak tam nie dojadą. Ale najlepszy numer jest taki, że skandal polega na tym, że nie dość, że żadna pomoc nie może dojechać, co akurat nie jest skandalem, bo wiadomo, że przecież nikt nie dojedzie.
To były takie przekomarzanki. To tak, jak ci archeolodzy, którzy twierdzą, że piramidy mają 3000 lat. Jasne. A ty jeszcze powiedz mi, że w poprzednim życiu byłeś Napoleonem, a w jeszcze poprzednim wcieleniu, mój ty kochany panie archeologu, musisz mi jeszcze przypomnieć, że byłeś Kleopatrą. Wtedy to już ci zupełnie uwierzę. To jest poziom współczesnej archeologii, nie różniący się niczym od współczesnej ogólnej wiedzy. Nie jest tylko w archeologii, w medycynie, jest właściwie wszędzie, w inżynierskich naukach i tak dalej. Sięgnęło Kalifornii. Jeszcze nie, Kalifornii sięgnie za parę chwil. Na razie sięgnęło Florydy i się okazało, że nie ma prądu i coś trzeba z tym zrobić.
I ludzie zaczęli włączać sobie panele słoneczne, kombinować jak tylko się da i się okazuje, że nie możesz nic takiego zrobić, ponieważ w Ameryce na Florydzie jest oficjalny przepis, zakaz. To jest przepis federalny rządu amerykańskiego, że nie możesz mieć własnego, niezależnego źródła zasilania prądem elektrycznym w domu. Dosłownie. Po prostu nie możesz mieć w takiej sytuacji. Nie możesz mieć, nie ma takiej opcji. Numer polega na tym, że nie możesz nawet włączyć paneli słonecznych. Nie to, że nie możesz. Możesz włączyć, ale tylko za zezwoleniem i podpięciem do oficjalnej sieci i instalacji elektrycznej, która należy do rządu częściowo federalnego i do stanu Floryda i do jakiejś tam komercyjnej, bo to chodzi o prywatną elektrownię. Tak długo, jak nie jesteś spięty oficjalnie do sieci, nawet ze swoim panelem słonecznym, tak długo nie możesz z tego panela wziąć nawet jednego wolta. Rozumiesz, pani, panie?
Także numer polega na tym, że ludzie zostali pozbawieni prądu i nawet gdyby chcieli sobie włączyć panele słoneczne, zrobić cokolwiek w temacie, bo nie ma problemu, mają generatory, mają panele słoneczne, można by już odpalać, to nie mogą zrobić nic, ponieważ za odpalenie jakiegokolwiek urządzenia grozi ci finansowa kara rzędu zdaje się chyba 2000 czy 3000 dolarów na dzień dobry, jakoś tak. Do sądu i prawnika, i tak dalej. Wiadomo, że w Ameryce każdy obywatel jest niewolnikiem swojego kraju i niewolnikiem swojego kredytu. Może co najwyżej zrobić sobie siku w majtki i kupę w majtki z drugiej strony i tyle może podskoczyć systemowi. Tym bardziej że mówiąc szczerze, ludzie wcale nie chcieli podskakiwać systemowi. Wszystkim przez ostatnie lata zajebiście się podobał ten system. Wszyscy zajebiście zapierdalali, przepraszam, excuse me my friend. Mam nadzieję, że dzieci tego nie słuchają. Postaram się mniej rzucać ostrymi słowy. Wszyscy zapieprzali po te kredyty, brali te kredyty, próbowali się dopasować do tego życia.
I numer polega na tym, że nigdy się nie uda. Nigdy się nie uda. Zawsze bank będzie szybszy, zawsze bank będzie pół kroku przed tobą. I prawo przede wszystkim. Przyjdzie taki huragan i co się stanie? Już jest po tobie. Musisz poczekać, aż rząd ułaskawię naprawi linię wysokiego napięcia, żeby ci przysłać prąd, ale rząd nie naprawi ci linii wysokiego napięcia, jak jesteś normalny obywatel, bo nie należysz do elity. Tylko elita na razie dostaje prąd. Reszta niech idzie żreć trawę albo niech poszukają pracy. Przecież i tak muszą spłacać swoje karty kredytowe.
To, że cały stan Floryda poszedł w powietrze, wcale nie znaczy, że ludzie, którzy mieszkają w tym stanie, zostali zwolnieni przez banki z faktu spłacania swoich kredytów za te domy, których już nie ma, baseny, których już nie ma i cały ten shit, którego już tam nie ma. Oczywiście wszystko to częściowo było ubezpieczone, ale wiesz jak jest z ubezpieczeniami wszędzie na świecie. Zanim przyjdzie ubezpieczenie, to ty już masz dwa razy większe długi, bo musiałeś pożyczyć natychmiast pieniądze, żeby przeżyć. W każdym razie piękny amerykański raj, piękny kraj. Disneyland okazał się kawałkiem gówna, gdzie człowiek właściwie jest tak zredukowany do roli go i wyłącznie maszynki, która ma srać i rzygać dolarami. Praktycznie nie jest to tylko i wyłącznie Ameryka. W dzisiejszych czasach obywatel został zredukowany do tej maszynki srającej i rzygającej banknotami nieustannie. Właściwie chyba wszędzie na świecie. I żeby było zabawniej, każdy obywatel na to pozwolił. Jest znakomita ilość ludzi na świecie, która w sytuacji, gdzie do wyboru ma uścisnąć drugiego człowieka albo dostać przysłowiowego dolara do ręki w postaci banknotu, wybierze tego dolara zamiast uściskanie drugiego człowieka.
I nawet jeżeli zaproponujesz to człowiekowi, który ma milion dolarów, to ten już szybciej zabierze dolara. Odrąbie ci rękę w której trzymasz tego dolara. To jest taki paradygmat troszeczkę innego świata, można powiedzieć, który stworzył bardzo ciekawą, egzotyczną rzeczywistość, która jest już chyba wszędzie na świecie. Powoli, cicho, tam gdzieś ludzie wspominają w gazetach, że: „Mamy pewne problemy”. Ostatnio gazeta The Guardian w Anglii pokusiła się o odważny artykuł. Pod szczęką im ściekł odważny artykuł. Nie napisali o tym, że rodzina królewska to pedofile. Nic z tych rzeczy. Aż tak odważni nie są, bez przesady. Przede wszystkim właściciel gazety The Guardian i Independent, czyli dwóch największych tytułów Anglii, są dobrymi przyjaciółmi rodziny królewskiej.
Także nawet gdyby rodzina królewska zerżnęła ich własne dzieci, to i tak tego nie napiszą w gazecie. Nie wiem, może pójdą się wypłakać w macie królowej, jeżeli nie zejdzie na raka, coś w tym stylu. Syf jest wszędzie nieprzeciętny na świecie. Normalny człowiek na dźwięk słowa „polityka” zaczyna rzygać i ciężko mu skończyć. To chyba normalny odruch. Ale widzisz, paradoks polega na tym, że to się nie wzięło znikąd i jak na ironię to się wzięło właśnie z punktu widzenia tych zwykłych obywateli, którzy siedli i zaczęli marudzić. Mam takiego znajomego, który nie uwierzysz, mieszka w Anglii. Znaczy nie, w to łatwo uwierzyć. Nie powiem, kto to jest. Fantastyczny dżentelmen.
Bardzo go lubię, ale nie rozumiem zupełnie jego zachowań, co akurat zupełnie nie przeszkadza mi szalenie lubić tego człowieka. Mój dobry znajomy. Ten człowiek ma telewizor w domu. Wiem, że jest to dziwne, ale uparł się. Twierdzi, że jego dziecko lubi oglądać telewizję i że ma tam komputer podpięty. La la la. Sru tu tu tu, majtki z drutu. Przecież wiem, że ogląda polską telewizję. Mieszka tu w Anglii od nie wiem ilu lat. Dziesięciu, dwunastu, cholera wie.
Ale ciągle siedzi i ogląda tą polską telewizję, ten polski kanał. I rozmawialiśmy nie raz, kiedy tutaj był w gościnie. On mi mówi, że coś tam, coś tam. Tu, koleś, jest jakiś prawicowy program, tu koleś robił kanał na YouTubie, w którym mówił prawdę o Polsce i że to wkurwiające, że taki syf, że dobrze, przynajmniej jest jakaś stacja i oni coś mówią. I tak dalej, i tak dalej. Ja zawsze się śmieję z niego do dzisiaj, cały czas się śmieję z niego i zawsze się pytam, czy jest taki głupi czy taki naiwny, czy naprawdę jest takim frajerem, którego po prostu każdy jest w stanie wziąć za twarz i wyszeć im każdemu po podłodze i on nawet tego nie zauważy. Pamiętam historię, jak dżentelmeni, z którymi mój były kolega radiowy, dalej prywatnie kolega, z daleka troszkę, bo się nie widujemy zbyt często. On mieszka w innym kraju, też z takim już nie mamy kontaktu specjalnie. Anyway, ale pozdrawiam serdecznie. Michał, który prowadził „Teorię chaosu” w Radiu Nafali.
Anyway. I taka refleksja na temat dlaczego ludzie w to wierzą, dlaczego ludzie robią politykę. Właśnie tak wspomniałem o tym wszystkim w takim kontekście dosyć prostym, bo mam tego znajomego. To bynajmniej nie jest ten dżentelmen, o którym wspomniałem, czyli Michał z „Teorii chaosu”. To jest mój znajomy z Anglii, który się piekli, wkurza i tak dalej. No i Michał swojego czasu robiąc tą swoją relację z Bilderbergów poznał dżentelmenów z Polski. Panowie z jakiegoś serwisu niezależnego, internetowego tworzyli własną stronę internetową. Taki serwis, co się dzieje w świecie Bilderbergów, coś w tym stylu. Wszystkie teorie spiskowe i nie tylko. Mniejsza o to.
Wzięli aparaty fotograficzne, wzięli tele, pojechali na to spotkanie Bilderbergów. No i się okazało, że mieli piękne trafienie. Trafili kolesia, który się nazywa Sikorski ze swoją żoną Applebaum. I numer. Bo się okazuje, że Sikorskiego tam nie powinno być. Ale był i panowie zrobili zdjęcia tego koleżki na spotkaniu Bilderbergów. Wrócili do Polski, pokazali te zdjęcia wszystkim, wysłali do wszystkich tych prawicowych, niezależnych dzienników i tak dalej. Którzy tam jadą po rządzie, bo oni szukają prawdy wolnej Polski i tak dalej. Jakoś tak się okazało, że wszyscy się zesrali ze strachu w gacie. Nikt tego zdjęcia nie opublikował i do tej pory nigdzie nie zostało w Polsce oficjalnie opublikowane zdjęcie Sikorskiego z jego dupeczką na spotkaniu Bilderbergów.
Znaczy z jego oficerem prowadzącym, bo taka jest prawda. Małżeństwo to jest na papierze. Ale dobra praca, dobrze płacą, jak się okazuje. Mniejsza o to. To zdjęcie nigdzie nie wypłynęło. Nigdzie. Są tacy kolesie w Polsce, mój znajomy się pasjonuje oglądaniem jakichś niezależnych dziennikarzy, jakichś kolesi, którzy mówią prawdę. Ja się go pytam: „Stary, jak oni prawdę ci mówią? Przepraszam bardzo, czy któryś z tych niezależnych dziennikarzy w Polsce powiedział o systemie Magrav, o systemie zaprojektowanym przez Fundację Keshe, przez niejakiego Mehrana Keshe? Czy któryś z nich wspomniał o tym, że można sobie zrobić magravat urządzenie i że można sobie zredukować rachunki elektryczne?
Nie! Nikt z tych kolesi, ponieważ ci kolesie mają każdego i wszystkich razem centralnie w dupie. Moim zdaniem jest to centralnie ustawka i wynika z używania pewnej substancji, chyba substancji zwanej alkoholem. Wszyscy już chyba tak zmiękli na mózgach, że nawet nie zauważają, jak siebie sami rolują nieustannie od początku do końca. Tak jak ten mój nieszczęśliwy znajomy. Siedzi, ogląda newsy w telewizji i co jakiś czas się odzywa i mówi mi, że ma doła. Ja mam tylko jedną odpowiedź dla niego: „Weź i wypierdol ten telewizor przez okno. To jest moja jedyna odpowiedź na twoje problemy. Albo będziesz się zajmował duperelami, albo weźmiesz się i zaczniesz robić coś konkretnego”. Numer polega na tym, że nasze modele społeczne, to society, są takie, że my nie mamy robić nic konkretnego.
Jedyną konkretną rzeczą, którą mamy robić, mamy pójść do jakiejś przymusowej pracy i srać banknotami z każdej możliwej strony. Uszami, dupą, nosem, z każdej strony mamy srać banknotami, które mamy automatycznie wpłacać jako podatek, dzięki któremu kilku popieprzonych pedofili będzie mogło sobie zrobić wojnę na drugim końcu świata. Teraz jest taki numer, że są oczywiście urządzenia, które na przykład redukują zużycie benzyny w samochodzie. Nazywają się Magrav. Poważnie. Montujesz, wkładasz i samochód spala o wiele mniej benzyny i możesz sobie to zamontować. Są jeszcze inne urządzenia. Akurat śledzę tą technologię, bo mi się bardzo podoba i prywatnie, i w ogóle nie ma innego „prywatnie” niż osobiście i inaczej. Ja jako Tomasz uważam, że jest to jedyna technologia, która jest w stanie wyciągnąć świat na właściwą drogę teraz. Wszystkie inne, moim zdaniem, są fajne, wszystko jest okej, jest masa fajnych technologii, ale żadna się nie nadaje do tego, żeby z niej skorzystać w tym momencie, bo żadna nie jest tak łatwa do zrobienia i żadna nie jest tak efektywna i tak tania w kosztach.
Mam tu wiele powodów. Będę je w tym momencie zostawiał na boku. Hej, powody, zostawiam was. Zastanawiam się, bo się przyglądam temu światu od ponad 40 lat i naprawdę czasami się zastanawiam, jak to jest możliwe, że mamy tyle rozwiązań, tyle opcji, możliwości, mamy wszystko pod ręką, a jedyne co robimy, to jak ten mój znajomy. Wstaje, włącza telewizor, po czym ogląda jakieś Final fucking Fantasy wymyślone przez debili. Plus jacyś kolesie, którzy mówią, że są jakimiś dziennikarzami. Wódki się napili chyba, może im odjechało. Kwasu na pewno nie brali, bo są za głupi chyba na to. Tak mi się wydaje. Przynajmniej nie wyglądali, jakby cokolwiek zrozumieli ze swojego życia.
Taka jest moja recepta i opinia na ich temat. I on to ogląda, mieli się, ogląda tą „Królewnę Śnieżkę”, ten kraj Walta Disneya i się przejmuje, że w bajce o imieniu Walt Disney królewna zjadła żabę, a żaba była zatruta i on strasznie tym żyje, co oni w tej telewizji powiedzą. On ma doła, bo świat jest ciężki, chory. On ma dziecko małe. Tu się takie straszne rzeczy dzieją. Czasami się zastanawiam, kogo tu pogięło na tym świecie. Ale widzisz, odpowiedź jest banalnie prosta, bo właściwie nie pogięło ani mnie, ani ciebie. Ja akurat nie mam telewizora. Liczę na to, że ty nie masz telewizora. Wiem, że mój znajomy jest mocno pogięty, bo ma telewizor w domu.
Jak wyrzuci, to go przestanie giąć. I ludzie żyją tym światem, ale żyją kompletnie dobrowolnie. I to jest historia związana między innymi z substancjami psychoaktywnymi. Dlatego substancje psychoaktywne są nielegalne, ponieważ jasno i wyraźnie percepcja, która przychodzi człowiekowi akurat po zderzeniu się z samym sobą, to jest tak zwany dystans do rzeczywistości, dystans do świata i poszukiwanie działających rozwiązań. Jeżeli coś nie spełnia wymogów działających rozwiązań, nie jest przyjazne, nie jest miłe, zachowuje się jak kawał gówna w stosunku do mnie, to w tym momencie każdy zdrowy, normalny psychicznie człowiek mówi: „Nie, dziękuję, do widzenia, wychodzę. To nie jest moje życie”. Albo pokazuje dżentelmenowi drzwi wyjściowe i mówi: „To jest moje miejsce, a ty stąd wychodzisz i koniec naszej zabawy”. I tak się to mniej więcej kończy. Natomiast jak się okazało, ten cały stres pourazowy, ta choroba psychiczna, którą dorwało nasze society, poszła naprawdę bardzo mocno po ludziach, naprawdę bardzo konkretnie. I efekt jest taki, że nawet moi znajomi są, co tu dużo mówić, upośledzeni psychicznie od tej strony.
Potrafią siedzieć, oglądać telewizję i przejmować się newsem, który wymyślił frajer, który po prostu żyje z tego, że wymyśli im jeszcze więcej takich newsów, licząc na to, że sprzeda im reklamy pomiędzy tymi newsami. Na tym polega cała zabawa. Dlatego nigdy nie znajdziesz ani reklamy, ani informacji o, między innymi, substancjach medycznych, takich właśnie jak psylocybina, jak LSD w telewizji. Chociaż to się zmieniło. Wiadomo, że o LSD ciężko nie mówić, bo właściwie gdyby nie to, to nie wiem, czy byśmy mogli sobie rozmawiać tutaj przez komputery, bo w końcu facet był na niezłym tripie, kiedy wymyślił połowę tego procesora. Procesor, który obsługuje nasze komputery. Nie wiem, czy byśmy cokolwiek wiedzieli o konstrukcji naszego organizmu nawet od tej biologicznej strony, bo w sumie facet, który wymyślił DNA, też był na niezłym tripie po kwasie. I tak to się zaczęło. Jedyny problem z tą wiedzą mają ci, którzy nie tripują, moim zdaniem. Są tacy kolesie, którzy wychodzą i mówią: „On był naćpany”.
Po czym otwiera butelkę wódki, wypija, przewraca się, zarzyga się. Przyjedzie po niego żona taksówką, zabierze go pan profesor na wakacjach. Rozumiesz? I to są ludzie, od których my sami zdecydowaliśmy, że zależy nasze życie. Tak jak na przykład od profesorów psychologii, szarlataneri zależy nasz stan umysłów i tego, co kwalifikujemy za chorobę psychiczną. Tak samo od wielu innych kolegów dookoła nas zależy wiele rzeczy w naszym życiu. Tak samo jak od telewizora, który posiada mój dobry znajomy, zależy to, jak się dobrze czuje. Jakbym chciał się dowiedzieć, jak się dobrze czuję i kiedy nie będzie mi pisał, że ma doła, bo jest strasznie zmartwiony tym, co się dzieje na świecie, to powinien kupić sobie rozkład jazdy telewizora i czytać, kiedy nie ma programów publicystycznych polskiej telewizji, bo on siedząc tu w Anglii nagminnie ogląda polską telewizję. I don't know, I don't get it. Nie pytaj się, nie mam tego.
Doskonała woda. Tym razem woda. Słuchajcie, dzisiaj nie mam kawy ani herbaty. Mam po prostu zwykłą wodę. Smaczną, destylowaną, demineralizowaną, bardzo zdrową. Doskonały smak. Anyway. Można się zawiesić na tym, można się nie zawiesić, wracając do mojej konkluzji. I konkludując moją konkluzję, bo samo to, że można i nie można, nie jest wielką konkluzją. Wydaje mi się, że dosyć prostą konkluzją jest zastanowienie się, w którym momencie dokarmiamy system i uświadomienie sobie, że właściwie ten system istnieje tylko z jednego powodu, że ktoś go dokarmia i tym kimś, kto go dokarmia jesteś ty i ja.
I nie ma innych ludzi. Przecież ani ten prezydent, ani ten premier, ani nikt inny, ani żaden z tych złodziei. Przecież żaden z tych kolesi nie robi żadnej kasy, nie potrafi nic zrobić poza otworzeniem flaszki wódki. Wszyscy doskonale o tym wiemy. I teraz jest pytanie, czy przypadkiem my nie wybieramy takiej opcji, że myślimy, że takich pajaców, lekarzy, którzy wysyłają ludzi na chemioterapię, chociaż doskonale wiedzą, nikt nie chce tego publikować. Nieoficjalne dane, które są oficjalne, tylko akurat nie dla ludzi, mówią, że chemioterapię jest w stanie przeżyć niecałe 7% osób, a po sześciu latach chemioterapię przeżywa 3% osób. Oficjalne dane, ale nieoficjalne oczywiście, bo przecież duża kasa. I wyobraź sobie, że facet, który żyje w takim społeczeństwie, żyje w takim środowisku, robi takie rzeczy, funkcjonuje w taki sposób, taki koleś staje się autorytetem. Lekarz staje się autorytetem mojego zdrowia. Lekarz, który sam nie potrafi się wyleczyć.
Co za łajza nieprzeciętna, prawda? Co to za specjalista od wkręcania żarówek, który mieszka w ciemnym domu, bo sam nie potrafi wkręcić swojej żarówki? Żaden to specjalista. Prosta sprawa. Ale widzisz, jak się okazało, ten cały kraj z Walta Disneya to zabawa, że ja sobie wymyśliłem, że jestem księciem i od dzisiaj traktuj mnie jako księcia, a ty sobie wymyśl, że jestem strażakiem i specjalistą albo specjalistą od czegokolwiek i będziemy się traktowali jako specjaliści. Już nie będę ja i ty, tylko będziesz ty specjalista i ja specjalista. No i w rolach tych specjalistów, odgrywania tych ról, bo to jest taki teatr. Przecież nikt z tych ludzi w zasadzie nie jest specjalistą od niczego. Gdyby było inaczej, naprawdę, gdyby na świecie byli specjaliści, uwierz mi, nie byłoby sytuacji, że na Florydzie po dwóch tygodniach od minięcia huraganu nie ma prądu i nie ma żadnych szans na prąd, bo się ktoś nie zgadza. To są specjaliści.
To i tak dobrze, że nikt w Europie jeszcze nie przegonił takiego huraganu, bo by było jeszcze zabawniej od tej strony. I widzisz, numer jeden o tym, kto robi tą cywilizację. Cywilizację robią specjaliści. Skąd się biorą specjaliści? Specjaliści biorą się z bajek, w które my wierzymy. Wymyślamy sobie specjalistę. Wymyślamy sobie, że to, co robi, jest okej i że to nam uratuje coś, zmieni nasze życie, ale tylko dlatego, że nie chcemy brać odpowiedzialności za siebie. To jest taka bardzo elementarna sprawa. No i efekt jest taki, że o ile wszyscy doskonale to wiemy, podejrzewam, to teraz przyszło nam zebrać się z konsekwencjami tych wszystkich czynów. Ja to lubię generalnie zawsze, jeżeli ktoś się pyta, co zrobić, że jest tak ciężko na świecie i tak dalej.
Mam oczywiście kilka opcji, ale pierwsza opcja jest taka: zacznij od siebie. I to jest chyba najważniejsza opcja, żeby wyleczyć się z tego niezdrowia psychicznego, z tego nieustannego pokładania wiary w cudze ręce i zastanawiania się, jaki wpływ na moje życie będzie miał news z telewizji. Rozumiesz? I w ogóle kalkulowanie swojego życia w ten sposób. To jest taka klasyczna sytuacja jak z ludźmi, którzy na przykład szukają mieszkania albo szukają samochodu, albo szukają czegoś innego. Są ludzie, którzy potrzebują urządzenia, potrzebują coś zrobić, potrzebują samochód, potrzebują mieszkanie i po prostu idą i to załatwiają. Oraz jest grupa ludzi, która non stop jest w trakcie. Robi. Kiedyś skończy, na razie robi. Robię, będzie trwało, robię.
I to jest właśnie taki teatrzyk, który odgrywamy przed sobą. Każdy z nas potrafi odegrać taki teatr. Mam nadzieję, że jak najmniej z nas odgrywa ten teatr na co dzień. Właśnie konsekwencja tego, że świat dookoła jest taki zabawny, jaki jest, to jest to, że my zgodziliśmy się na odgrywanie tych ról, że usiedliśmy w tych mundurkach. Ty jesteś policjantem, ja jestem kimś innym, on jest lekarzem, on jest tamtym. I że niby coś tam wiemy, że niby wszystko jest okej. Wiemy, że nic nie wiemy. Wiemy, że cała ta nauka to jest gówno prawda. Ale przyzwyczailiśmy się do tego i czujemy się z tym bezpiecznie. To wcale nie znaczy, że lekarz cię wyleczy z czegokolwiek.
Ani że mechanik będzie wiedział, jak naprawić urządzenie, poza tym, że stwierdzi, żebyś kupił nowe. Rozumiesz? To są takie klasyczne rzeczy i to jest taka zabawa właśnie w teatrzyk. My sobie odgrywamy teatrzyk. Dlatego wszystkie te nielegalne substancje cały czas są na liście nielegalnych, nienawidzone i znienawidzone przez wszelkie sekty pedofilskie typu Watykan na świecie, rozumiesz? Przez wszelkie religie. Każde doktryny teologiczne mówią ci: „Nie rób nic, my zapewniamy ci wszystko”. Każde państwo mówi: „Nie rób nic, my zapewniamy ci wszystko”, bo to wszystko to jest religia. Taka jest moja opinia. Tylko po to, żeby zatrzymać nas w pół drogi, żebyśmy nigdy nie wpadli na pomysł, że to my robimy to wszystko dookoła.
I to wszystko tylko i wyłącznie służy po to, żeby jak największa ilość z nas uwierzyła w to, że nie ma już nic do powiedzenia i że nie ma nic do zrobienia i że się należy dostosować do panującego trybu życia. I myślę, że znakomita część z nas kupiła to gówno, połknęła i jest nieprzeciętnie szczęśliwa, licząc na to, że pewnego dnia spłacą swój kredyt. Pewnego dnia znajdą szczęśliwą, radosną przystań, do której przybiją. Nie, nigdy nie znajdą. Przecież wszyscy o tym doskonale wiemy. Zwariować można tylko z jednego powodu. Zwariować można z powodu tego, że ma się leniwą dupę swoją własną i się nie chce szukać żadnych działających rozwiązań. A nawet jeżeli zna się rozwiązania, to się nie aplikuje tych rozwiązań do własnego życia. Jedyna frustracja, to jest moja opinia na ten temat. Ja wiem, że współczesna szarlataneria o nazwie psychologia ma duże portfolio, bym powiedział.
I zaraz się pojawi jakiś cwaniak, który gówno na temat życia wie, nic jeszcze nie zrobił. Ale pewien pan psycholog powiedział i ja się tutaj nauczyłem i z pacjentami tu. Jasne. To zastosuj do swojego własnego życia, sprawdzimy jak działa, a wtedy wróć do mnie, pośmiejemy się razem. W każdym bądź razie zasada jest prosta. Wszyscy zaakceptowaliśmy bardzo ciekawą rzecz. Jest to kompletny brak jakiejkolwiek odpowiedzialności i ten brak jakiejkolwiek odpowiedzialności wydawał się bardzo przyjemny do momentu, dopóki ktoś coś dostarczał albo wierzyliśmy, że ktoś coś nam dostarcza, albo coś z tego będzie. I tak jak na Florydzie piosenka szybciutko się skończyła, bo okazało się, że lokalni mieszkańcy nie są w stanie wszcząć rebelii przeciwko bandziorom, którzy przyszli i powiedzieli im: „A, to sobie zdychaj bez prądu, bo ja ci zabraniam używać prądu”. Rozumiesz? Nie było rebelii.
Nie, wszyscy czekają grzecznie, aż tam rząd przyjdzie, podłączy te wszystkie rzeczy. A jak przyjdą i każą wziąć karabin, iść na wojnę i się zabić, to pójdą i się zabiją. Ludzie roboty, które uwierzyły w to, że wszystko na świecie jest dokładnie tak, jak piszą w gazecie. Wszystko, bez żadnego wyjątku. I że na pewno tak właśnie wszystko jest skonstruowane. Fenomenalna historia. I to jest właśnie dokładnie ten numer, który towarzyszy nam każdego dnia, na który wszyscy się zgadzamy. Ty i ja do pewnego stopnia. Ja szczęśliwie kilku rzeczy już w życiu nie robię i myślę, że cała zabawa polega na tym, żeby nie robić tych rzeczy w życiu, niekoniecznie na byciu wielkim radykalistą i tak dalej. Po prostu wycinać to wszystko systematycznie i nie pompować tego dziadostwa, żeby się nie rozbryzgiwało po okolicy.
Wręcz wykonać jakąś drugą akcję w odwrotną stronę. I to jest kwestia historii z depresją, można powiedzieć, historii z tym, że nie czujemy się świeżo w tej całej sytuacji. Rozejrzyj się po ulicy. Ilu jest szczęśliwych ludzi w dzisiejszych czasach? Mija prawie 50 lat od zakończenia ostatniej potężnej wojny w Europie i obawiam się, że zaraz po wojnie, gdzie była większa nędza niż kiedykolwiek w ostatnim stuleciu, było więcej szczęśliwych ludzi niż teraz, jak się okazuje, zdaje się. Są jakieś badania robione nieustannie. Firmy, które sprzedają produkty, martwią się o to, czy będzie komu sprzedać te produkty i czy klient jest zadowolony. I robiąc te wszystkie badania się okazuje, że ludzie ciągle są nieszczęśliwi, ciągle coś ich boli i tak dalej. Tak jak z substancją psychoaktywną. Wielka zabawa w kotka i myszkę, co jest legalne, a co nielegalne.
Żaden psycholog właściwie taki komercyjny nie pójdzie nigdy w stronę legalizacji czegokolwiek, bo w tym momencie zabierasz mu pracę. Całe jego doświadczenie, cały bullshit, którego się nauczył na pamięć i wydaje mu się, że coś to znaczy, idzie się walić na żywo, bo ty bierzesz sobie ze sobą substancję, idziesz sobie do lasu, spędzasz w tym lesie osiem godzin i wiesz więcej niż ten pan psycholog na temat swojego życia i na temat całego świata. Ty wiesz więcej na temat całego świata i swojego życia niż on się kiedykolwiek dowie. Taka jest prawda i nigdy nie będzie inaczej. I to jest moment, i to jest ten punkt, w którym podważasz sens istnienia systemu. I to jest dokładnie ta zajawka, tak zwana zajawka, na której się zawieszamy. Sens istnienia systemu. Ilu z nas na co dzień spędza znakomitą część swojego życia na szukaniu sensu i znajdowaniu oczywiście sensu dla istnienia tego systemu? Bardzo dużo. Spytaj się człowieka, po co robi swoją pracę, to ci dumnie odpowie, że świat go potrzebuje.
I odpowiedź to pani sekretarka, która przekłada nic nieznaczące papiery z jednego miejsca na drugie. Albo ktoś, kto zajmuje się potwierdzaniem umówionych rozmów telefonicznych. Tego typu historie. Bo co my właściwie robimy jako tako? Nic innego, jak tylko odgrywanie roli, udając, że coś robimy. Efekt jest taki, że właściwie nic nie robimy, bo stąd jest ta nędza. Bo niby coś robimy, ale właściwie nic nie robimy, a produkty nie nadają się do używania. Ale o tym wszyscy wiemy. To nie ma żadnej specjalnej tajemnicy. Po prostu fuksem tu jeszcze żyjemy na tej planecie po tym całym zamieszaniu.
Wielu z nas zwariowało do tego stopnia, że ludzie nawet prowadzą oryginalne prywatne audycje finansowane z własnej kasy, żeby reklamować telefony komórkowe i tak dalej, bo wydaje im się, że to jest taka bajka, że oni może kiedyś, gdzieś po drodze się skleją z tym budżetem reklamowym kolejnego modelu telefonu i może producent do nich zadzwoni. I dzięki temu, że zadzwoni, a oni byli tacy poprawni politycznie, nie robili nigdy żadnej substancji, nie wybierali się w za dalekie podróże, żeby przypadkiem nie mieć zbyt dużo dalekosiężnych wniosków i refleksji. A chłopaki zostali tu na miejscu. Może sprzedamy następny telefon? A może ja dostanę robotę? Może coś mi skapnie? To jest taki odruch człowieka, który myśli, że może coś mi skapnie z tego. I tak się zawiesza i kombinuje. To jest kwestia chociażby związana z wiedzą, bo medycyna, przynajmniej ta, o której mówię, ta medycyna, która polega na tym, że ma właściwości psychoaktywne i że to, co widzisz, to jest odbicie twojej własnej osobowości. I bardzo często w wielu przypadkach ludzi pochodzących z tej cywilizacji pierwsza rzecz, która się dzieje, to jest problem z zauważeniem, kim tak naprawdę oni są.
Widziałem to nie raz, nie dwa na własne oczy. Widziałem też w lusterku, przesyłałem to dawno, kiedy ja startowałem ze swoimi historiami ze sobą samym. Miałem dokładnie tą samą historię, jak zobaczyłem w lustrze, kim jest ten koleś, którym myślałem, że jestem. Nie było zbyt dużo ochoty do zostawiania tego sobie na później. Jedyny pomysł, jaki przyszedł to to, że pożegnać się z tym całym gównem najszybciej jak tylko można i że to nie są rzeczy, które robią moje życie. Są to bardzo smutne, zdołowane pomysły na rzeczywistość, które nie mają żadnego znaczenia i właściwie są niczym innym jako próbą sklejenia sobie nieistniejącej rzeczywistości ze skrawków iluzji, że ja sobie wymyślę, że coś będzie w przyszłości, że kiedyś będę mieszkał tu, będę mieszkał tam, będę robił to, będę robił sio, będę taki sraki i owaki. Po prostu będę miał plan i że coś pójdzie zgodnie z moim planem. I teraz po latach, już trochę lat minęło. Się śmieję zawsze jak widzę jakieś wielkie rozczarowanie, właśnie tak jak u swojego znajomego. Ja mu tego jeszcze nie powiedziałem, ale i tak mu to powiem, że wywołało falę wielkiego uśmiechu na mojej twarzy, kiedy napisał mi, że jest po prostu przerażony.
Naprawdę mocno śmiałem się tu przy komputerze. Że on jest zdruzgotany. Śmiałem się, zastanawiałem, a czym jesteś zdruzgotany? Sobą? Możesz być zdruzgotany. No bo co? Siedzisz, oglądasz telewizję, gówniane seriale w telewizji, oglądasz gówniane newsy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i zamiast pomóc komukolwiek dookoła, sąsiadom albo zrobić cokolwiek sensownego, konstruktywnego, to siedzisz na dupie, mielisz to gówno i ono cię robi. Gówno cię robi, to robi ci gówniane życie. I ty robisz też gówniane życie dalej. Konsekwencje są takie, że to gówniane życie do ciebie wraca.
I stary, jesteś nieszczęśliwy? To wypierdol ten telewizor przez okno. Poczujesz się od razu bardziej szczęśliwszy. Przynajmniej zaczniesz rozmawiać ze swoją własną żoną i dziećmi, a nie z telewizorem. I nie będziesz musiał komentować za każdym razem przy domowym posiłku, co widziałeś w telewizorze, jak wkurwia cię rzeczywistość. Tylko może zaczniesz rozmawiać z tą drugą osobą tak normalnie. Taka prosta sprawa. I to jest jedna z takich prostych konkluzji. Tutaj spotkałem masę ludzi, którzy mi mówili, że nie oglądają telewizji w ogóle i tak dalej, i tak dalej. W rzeczywistości wszystko było kłamstwem, bo siedzą i żyją tym.
To jest ich news. Ale właśnie skąd to się bierze? Wiemy skąd się bierze. Strach, przerażenie, panika i niechęć do brania odpowiedzialności, bo się okazuje, że właściwie nikt z nas nie musi żyć w niewolniczym systemie. Nikt. Absolutnie. Nie ma w ogóle takiej potrzeby. Jedyna potrzeba, jaka istnieje, to nasza własna. To jest nasza własna chora ambicja. Moja kochana mama, słuchaj, naprawdę bardzo kocham moją mamę.
Jest fantastyczną osobą. W ogóle się z nią nie dogaduję. Po trzech minutach muszę się bardzo mocno trzymać, żeby nie odłożyć słuchawki telefonu. Poważnie, nie wytrzymuję, nie wchodzi mi absolutnie ten klimat. Absolutnie nie radzę sobie w takich rozmowach. Rozumiesz? Nie jestem ambitnym człowiekiem i zawsze mamy bardzo poważny punkt krytyczny sporu, ja ze swoją mamą, na temat ambicji. Dorastałem w domu, w którym się mówiło, że trzeba mieć ambicje, trzeba być ambitnym, trzeba coś osiągnąć w życiu. I powiem ci, że osiągnąłem i nawet nie prawie, tylko osiągnąłem naprawdę sporo. Przynajmniej jak na swoje własne warunki.
Może na twoje warunki jest to nic, ale na moje to jest po prostu kosmos. W każdym razie osiągnąłem to, co chciałem osobno osiągnąć w skali międzynarodowej finansjery. Koniec końców konsekwencje, jak obracasz się w tym całym zamieszaniu, jak próbujesz zrealizować jakieś ambicjonalne historie, wiesz, jak to wygląda, działa i tak dalej. Ja szczęśliwie miałem fuksa, bo nie byłem kierowany i motywowany aż tak bardzo ambicją, tylko tym, że należę do ludzi, którzy lubią to, co robią zawodowo, jakby się wyżywam i spełniam zawodowo, wyobraź sobie. Tak że nie czułem się nigdy w pracy jak w niewoli od tej strony. Se rysowałem, a to, że rysowałem przez całe życie, to se rysowałem w pracy. Za to mi płacili ekstra. W każdym bądź razie zawsze rozmowa schodzi do tego ambicjnego momentu, że trzeba mieć w życiu ambicje, że trzeba coś osiągnąć, że trzeba kupić dom, że trzeba coś. Ja zawsze się patrzę, zawsze tłumaczę, mówię: „Kobieto, oszalałaś, naprawdę oszalałaś”. Bo to jest prosta historia.
Zawsze się pytam: „Słuchaj, nie dogadujesz i nie dogadałaś się z facetem, z którym miałaś dziecko, a mówisz innym, żeby mieli ambicje w życiu, że to coś zmieni w ich życiu. I co to zmieniło w twoim życiu?” Wtedy zapada takie milczenie, duże milczenie. Czasami jak jest taka poważna rozmowa, milczenie trwa jeden dzień, bo mama się na mnie gniewa, a ja widzisz, kocham swoją mamę, jestem uczciwym synem i ja nie zamierzam jej okłamywać ani opowiadać różnych niesamowitych rzeczy. Rozmawiam z nią tak szczerze, jak tylko mogę najbardziej. Nigdy nic nie zostawiam, żadnych niedogadanych historii, żadnych takich dziwnych rzeczy. Po prostu walę prosto z mostu, o co chodzi w tym wszystkim. Jest to taka klasyczna historia pod tytułem nie zgadzamy się na temat ambicji. Ja się zawsze nad nią patrzę, jak ona mi próbuje mówić o ambicji, a ja tak się patrzę na nią i mówię: „Zobacz sobie, przyjrzyj się na swoje własne życie. Zobacz na tych wszystkich ludzi dookoła. Pokaż mi ambicje, pokaż mi szczęśliwego człowieka.
Pokaż mi. Po prostu pokaż mi, kto jest szczęśliwy, kto jest zadowolony. Co ci ludzie zrobili?” I nagle zapada takie milczenie. Ona coś tam powie, a tak się złożyło, że ja akurat znam część tych ludzi i pamiętam kiedyś był jakiś taki argument: „Zobacz na tego i tamtego”. Ja mówię: „No widziałem, okradł tylu ludzi, że dawno powinien siedzieć w więzieniu. I jesteś z tego dumna, że znasz złodzieja?” Rozumiesz, to są takie dyskusje i nagle zapada milczenie. I to jest ta kwestia z aspiracjami, ambicjami. Bo moja mama, jak większość ludzi na świecie, twoja mama pewnie też czasami może mniej troszkę niż moja. Kto im nakładł do głowy tego gówna, żeby tresowali własne dzieci na zasadzie ambicji? Mam takich znajomych, którzy wysyłają własne dzieci na wszelkie możliwe szkoły, zajęcia, bo też mają takie ambicje, żeby zgnoić swoje dzieci i zamienić je w roboty, które będą na rozkaz odblokowywały zamek w karabinie maszynowym i strzelały do każdego, niezależnie od jego koloru skóry, czegokolwiek, na rozkaz oficera dowódcy.
Taki klasyczny numer. Jak się okazuje, ambicje są toksyczne. Bo cóż to jest ambicja? To jest choroba psychiczna, taka prawdziwa, już nie wymyślona przez lekarzy szarlatanów, psychologów, tylko to jest naprawdę upośledzenie umysłowe, które polega na tym, że człowiek żyje w miejscu, gdzie go nie ma. Bo jesteś tu i teraz. Słuchasz mnie tu i teraz. Twoja ambicja na temat kolorowego basenu, samochodziku, który jest czerwony i sportowy, domu i czegokolwiek innego idzie się walić na żywo, bo rozmawiasz tu ze mną albo słuchasz mnie w tym momencie. Możesz zawsze wyłączyć oczywiście. Oczywiście, jak najbardziej polecam. No właśnie.
I gdzie jesteś? Jesteś tutaj czy gdzie? Gdzie ty jesteś w ogóle? O czym ty myślisz? To jest taki klasyczny numer, że ta pokusa tego, że gdzieś jest lepiej, że jest gdzieś miejsce, że trawa jest bardziej zielona. Ta pokusa ubrana w jakieś dziwne stroje ludowe pod tytułem polityka lokalna, szmaty kolorowe pod tytułem flagi narodowe, orzełki, chorągiewki i tak dalej. Kolejny kraj obok, rywalizacja pomiędzy krajami, rywalizacja pomiędzy rodzinami, rywalizacja pomiędzy ludźmi, rywalizacja w pracy o stanowisko. Rozumiesz? I to wszystko jest związane z ambicją. To nie jest kwestia tego, że ktoś to robi, bo właśnie jest gratyfikowany.
To są wszystko rzeczy, które wykonujemy jako społeczeństwo po to, żeby pewnego dnia, bo tak nam się wydaje, bo oglądaliśmy Walta Disneya, dostaniemy nagrodę i nagrodą będzie coś. To coś specjalnego, co uczyni nas kimś specjalnym. Jak się okazuje, nic takiego nie ma. To, co czeka nas za tymi drzwiami jest coś zupełnie innego. Ci, którzy wchodzą w bardzo ciężki biznes, światowi finansierzy bardzo szybko się dowiadują, że muszą wpaść na imprezę razem z kolegami, bo kiedy robisz już takie miliardowe interesy, gdzie jeden kontrakt to 200 milionów dolarów, to musisz wpaść razem z kolegami na imprezę, bo głupio się nie znać w towarzystwie. A impreza jest akurat taka, że musisz zerżnąć pięcioletnie dziecko. Rozumiesz? I to jest wpisowe do klubu miliarderów, takich multibilionerów na świecie. Dosłownie. Musisz wykonać taki zabawny numerek na oczach kolegów razem z nimi.
Zresztą oni też lubią. I to jest to, gdzie dorośli ludzie wysyłają swoje dzieci. Natomiast żeby chociaż wysłali na kwasa, wysłali gdzieś na ayahuasca albo coś takiego, to to już takie: „Synu, nie pal jointów, bo ci się coś stanie”. Najbardziej śmieję się zawsze i mówię to też prosto w oczy niektórym znajomym, którzy mówią: „Siedzą na ławce przed blokiem, palą jointy”. A ja się tak patrzę na niego: a co? Mają pracować w banku, cię opierdalać do gołego z twojego kredytu jak tamci inni, którzy byli ambitni? I nagle jest taka cofka do tyłu. Zaraz, zaraz, zastanów się, kolego. To wolisz tych ludzi, którzy sobie siedzieli, palili jointa na ławce, czy wolisz, żeby zamienili się w takich kolesi, którzy cię już orzną i puszczą naprawdę w skarpetach, bo będą teraz walczyli o pozycję menadżera w banku, w którym dostali pracę trzy miesiące temu, bo muszą się sprawdzić. To kogo wolisz bardziej?
Ja osobiście wolę usiąść sobie z takimi przysłowiowymi ziomkami na ławce, zapalić z nimi bata i pogadać o przysłowiowej pupie Marii. I to jest moja opcja. Uważam, że to jest zdrowe. Natomiast druga opcja, jakakolwiek by nie była, to jest już choroba psychiczna i taka naprawdę mocno zaawansowana, przynajmniej w mojej opinii. Bo są moim zdaniem dwie rzeczy do wyboru, przynajmniej w moim takim oglądzie sytuacji. Pierwsza rzecz do wyboru: jeżeli nie masz rozwiązań, które działają na współczesną cywilizację i po prostu nie chcesz ich szukać, chcesz zostać tam, gdzie jesteś, chodzić do tej samej pracy, do której chodzisz, jeść to samo, co jadłeś, czytać te same gazety, które czytasz i robić to samo, co chcesz i czujesz się nieszczęśliwy z tego powodu i lubisz czuć się nieszczęśliwy, bo myślisz, że to jest część twojego życia, to zostań tam, gdzie jesteś i nie szukaj niczego nowego. Ale jeżeli będziesz chciał coś zmienić, to zacznij się zastanawiać, co możesz wydzieć z tego życia. To może najlepszy numer będzie jak zrezygnujesz z kariery. Najwięcej ludzi się boi o karierę, o wszystkie tego typu doperele. I właśnie dlatego, że się tak mocno o to boją i tak mocno o to walczą, właśnie dlatego tworzą tą rzeczywistość.
Bo ten koleś, którego później spotykasz jako szefa swojej własnej firmy, który cię gnoi, to jest koleś, który był takim samym dupkiem jak ty lata temu, który był bardzo ambitny i wyobraziło sobie się, że założy kiedyś firmę i że będzie zajebistym szefem. Będzie naprawdę super dla ludzi. Po chwili się okazało, że środowisko, w którym pracuje powoduje, że nie można być zajebistym dla ludzi, bo wszyscy, którzy partycypują w tej zabawie są skurwysynami od początku do końca i wszyscy, którzy wchodzą do tej zabawy nawet na najniższym poziomie, wiedzą doskonale od początku, że muszą być skurwysynami, bo inaczej nie przeżyją w tym świecie. I to jest taka naiwna gra, którą my prowadzimy ze sobą, że zacznę karierę albo wyślę dzieci do robienia kariery w banku albo gdzieś tam będą pięknymi ludźmi. Tak, tak, będą pięknymi ludźmi. Opierdolą cię do gołego i kiedy będziesz już stary, wyślą cię do jakiegoś ośrodka, że będziesz tam jednym zastrzykiem uśpili tak, żebyś się nie obudził, bo nauczą ich nowych wartości. Tą nową wartością jest zawsze współczesna religia, pieniądz i tam wysyłamy swoje własne dzieci. To jest coś, co robimy nałogowo jako society. Powstaje nowy członek społeczeństwa. My wybieramy mu doktrynalną drogę.
Będziesz policjantem, lekarzem, będziesz prawnikiem i tak dalej. To gówno nigdy nie umrze. My umrzemy, ale ty będziesz podtrzymywał ten pieprzony system. I nie waż mi się, synu, palić tu jointów, bo nie będziesz mógł się nauczyć do szkoły i nie zapamiętasz dat z historii Polski. Gdyby ci ludzie jeszcze znali historię Polski. To jest zawsze zabawna historia, prawda? Te wszystkie argumenty pod tytułem nie rób tego, nie rób tamtego, bo zapomnisz, bo co? Wiemy, o co chodzi. Żeby utrzymać ludzi w ryzach, trzeba ich ładować cały czas stresem półrazowym. Oni muszą być, jak się po angielsku mówi, w stanie alert state consciousness, czyli w stanie nieustannej gotowości bojowej.
Dosłownie, bo to się bierze z wojska. Wszystkie te techniki, które my tak skwapliwie jako society łykamy, na przykład takie pomysły, że nagle pojawiają się jakieś cudowne diety w gazetach i tak dalej. Nagle wydaje nam się, że gazety dbają o nasze zdrowie. Nie dbają o nasze zdrowie, nie dbają o diety. Pierwsza rzecz to sprzedają swoje produkty. A druga rzecz to to, że robią nic innego jak Zapijają nam czas, znajdują jakiś sens życia i wmawiają nam bullshit, że jak zjemy ogórka, który jest inaczej pokrojony, to będziemy zdrowsi albo coś w tym stylu. W rzeczywistości ani ten ogórek, ani to krojenie, ani nic tutaj nie ma do rzeczy. Bo tu jest las. Bo taka ciekawostka, która ostatnio wyszła, tak jak wspomniałem, w gazetach „The Guardian” o tym napisała. Ludzie są wrakami psychicznymi, jak się okazuje, bo co drugi chodzi do psychiatry.
Jest wrakiem psychicznym i pyta się swojego psychiatry: „Jak długo jeszcze wytrzymam? Jak długo jeszcze wytrzymam? Jak długo jeszcze wytrzymam?” I tak jest spisywane w raportach medycznych, że ludzie wychodzą z pytaniami, że chce się zabić. „Jak długo to wytrzymam? Nie mogę już” — mówią. Bo ludzie za mało śpią. Jest deprawacja snu. Ludzie powinni więcej spać. Bo mało śpią, dużo pracują i tak dalej. Powinni więcej spać, nie powinni oglądać filmów wieczorami i tak dalej.
Robi się kolejny trend. Trend na nowe, zdrowe życie. A tu nie ma trendu na nowe, zdrowe życie. Bo jeżeli twoja robota jest toksyczna i przez osiem, 10 godzin każdego dnia jesteś centralnie w dupie, to nawet jeżeli będziesz cudotwórcą przez kolejne osiem godzin, to ci nie pomoże, bo jedna trzecia twojego życia jest po prostu out. I to jest tak, jakbyś sobie odciął jedną rękę, wierząc, że za pomocą dwóch nóg i tej jednej ręki sobie wyhaftujesz z nitki i drucika tę brakującą rękę, jak będzie potrzeba. Bo po prostu zniknęła. Po prostu nie ma. I to jest dokładnie taka historia. Zabawna rzecz, jak to sami sobie robimy nieustannie bólu. Jednym z takich głównych powodów jest nasz nieustanny strach przed tym, że ktoś odkryje, co mamy w głowie.
To też jest taka ciekawostka, ale jest to związane z kwestią ambicji. Człowiek, który stara się o dobrą posadę, o dobre życie, nie może budzić wątpliwości. Nie może. Sam w sobie nie może budzić wątpliwości, bo przecież co by było, gdyby w momencie, kiedy kogoś okrada, się zawahał. W tym momencie ta ręka utkniałaby w kieszeni, ktoś by złapał za tę rękę i wtedy wyszłoby na to, że on jest złodziejem. Tak żeby robić te wszystkie wyskoki, trzeba być pewnym cwaniakiem, raczej bardzo pewnym cwaniakiem. I to jest coś, co się wydarzyło całemu społeczeństwu. Całe społeczeństwo postanowiło być cwaniakiem. Cwaniakiem, któremu się wydaje, że od poniedziałku do piątku będzie troszkę podpierdalał, a w sobotę i niedzielę będzie krzyczał na ten rząd, który i tak finansuje od poniedziałku do piątku. Taki klasyczny numer.
Wpierw głosuje na jedną, później na drugą, później na trzecią, a później znowu jest lustrowany. Został bankrutem, wyrzucili go z domu, kredyt we frankach jest już nie do spłacenia. „Ale co tam, pójdę, zagłosuję jeszcze raz. Ci z kolei zmienią mi kredyt na większy”. I to jest dokładnie taka zabawa. I w takim świecie dosłownie pełnym świrów, którzy właściwie nic już nie potrafią. Bo co taki koleś potrafi poza włączeniem pilota do telewizora, włączeniem sobie laptopa, odebraniem maila na Facebooku i zrobieniem kogoś w chuja, za przeproszeniem, na kasę w papierach? Jeżeli się tego nauczy, tylko tyle potrafi. Ale co ci ludzie potrafią? Nic nie potrafią.
Jakiegokolwiek standardu życiowego. Tam nie ma żadnych umiejętności. Tam nie ma nic poza jedynie chęcią i oczekiwaniem, że pewnego dnia przyjdzie taki Tomek albo ktoś inny i przyniesie wszystkie te brakujące elementy układanki i to wszystko ładnie się poskłada ze sobą i będziesz wolnym człowiekiem, który nie będzie musiał pracować dla Matrixa lub coś w tym stylu. To jest takie popularne powiedzonko, które jest używane nieustannie w dzisiejszych czasach, bo to też jest taka fajna historia związana z konformizmem. Ludzie uwielbiają ten film i powiem ci, dlaczego ludzie uwielbiają ten film. Bo jest to kawał gówna, przynajmniej w mojej opinii. „Matrix” jest tak gówniany, że się po prostu nie da oglądać. Obejrzałem go. Rewelacyjnie się oglądało za pierwszym razem, był bardzo nowatorski jak na lata 90. I to właściwie wszystko z tego wszystkiego.
I zapomniałem. Natomiast weszło do słownika nieprzeciętnie słowo „matrix” i wszyscy ten „Matrix”, „Matrix”, „Matrix”. Prawnik mówi „Matrix”, ale przecież prawnik robi prawo. O co chodzi z tym wszystkim? To jest taka piękna metafora naszej strefy komfortu, bo ten film doskonale odpowiada temu, gdzie byśmy chcieli być, bo wiadomo, że wszyscy śpimy, wszyscy śnimy i nikt nie chce robić nic innego. Taki główny bohater, który się wyrywa do świata niby snu, ni snu. To takie marzenie znakomitej większości ludzi, żeby wreszcie pewnego dnia podjąć decyzję o swoim własnym życiu samemu ze sobą, a nie z telewizorem, ani z propagandą, ani z czymś innym. Nawet nie za bardzo się udało, bo właściwie film „Matrix” jedyne czego nauczył ludzi, bo tam ktoś mówi: „On pokazał, jak działa system”. Nic nie pokazał, jak działa system. Była to doskonale opowiedziana bajka, bardzo przyjemnie nakręcona i efekt był taki, że zamiast otworzyć, tak naprawdę doprowadziło do tego, że ludzie zamiast snuć jakąś sensowną refleksję, zaczęli używać słowa „matrix”.
I znowu wszystko się skanalizowało do jednego słowa. „Matrix”, „Matrix”, „Matrix”. To już odpowiedziało na wszystko. Matrix to, matrix tamto. Żyjemy w Matrixie. Czyżby? A może po prostu chcesz żyć w Matrixie, bo podoba ci się wizualny obrazek tego bohatera? Podoba ci się taka scenografia i podoba ci się moment, w którym ty, jako że normalne jest to, że nie jesteś głównym bohaterem tego filmu, nie masz supermocy, nie masz magicznego telefonu, który do ciebie dzwoni, nie ma kogoś, kto przychodzi, podaje ci pigułki i tak dalej. Nie ma takich ludzi. Wszystko jest bardzo zwyczajne, wszystko jest normalne.
Nie ma nic specjalnego. Nie wiem, jak to przeżyć, prawda? To jest wymówka. Dlatego nie możesz zmienić świata. Bo ty nie jesteś Nero. Nero może zmienić świat, ale ty nie jesteś wybrańcem. To Nero był wybrańcem. Ty nie. Więc wrócisz do domu, następnego dnia pójdziesz do pracy, wszystko będzie tak samo. To jest właśnie ten numer i że to tylko w filmie można.
Natomiast kiedy przychodzi do czego? Kiedy przychodzi do sytuacji, gdzie armia jednego kraju rusza na drugi kraj, wszyscy siedzą i nikt nic nie mówi. I jest milczenie. Mija parę chwil i ci sami kolesie, którzy przez zupełny przypadek losu nie znajdują się pod ostrzałem karabinów maszynowych, którzy akurat przez zupełny przypadek losu urodzili się w innym kraju, z którego pochodzą karabiny, którymi się ostrzeliwuje tamtych ludzi, dumnie zakładają koszulki ze swoimi symbolami narodowymi. Paradują w nich. Opowiadają o ojczyźnie, opowiadają o swojej lokalnej społeczności, o tym, że trzeba to zmienić. Trzeba zrobić dobre życie, trzeba potądki, zmienić to na lepsze. Ale nikt do tej pory nie wpadł, że ciężko zmienić coś na lepsze, jeżeli cały twój lepszy świat opiera się na wysyłaniu kilku gramów ołowiu do głowy dziesięcioletniego dziecka gdzieś na Bliskim Wschodzie. I tylko dlatego masz tą możliwość, że możesz rozkminiać swoje ciekawe problemy i dywagacje intelektualne tylko dlatego, że ktoś walnął temu dzieciakowi kulkę w głowę i postawił tam szyk naftowy. To jest jedyny powód, dla którego możesz sobie tutaj siedzieć i dyskutować na różne tematy.
Innego powodu nie ma. Przynajmniej taka jest moja opinia. I to jest część naszego społeczeństwa. Jest druga część, która stwierdziła, że nie zamierza iść na kompromis. No i to jest ta część, która została wygoniona troszeczkę z tego mainstreamu i właściwie cóż, chyba bardzo dobrze, bo myślę, że ciężko się dogadać z kimś, kto— to jest moja opinia oczywiście, nie musisz mieć takiej samej. Ja uważam, że ciężko się dogadać z kimś, kto rozmawiając z tobą ma już obraz swojego własnego życia do swojej tak zwanej deski gromowej. Jeżeli ktoś jest takim fantastą, ambitnym fantastą, który sobie wyobraził swoje całe życie, to normalne jest to, że rozmowa ze mną się nie uda. Prosta rzecz. On żyje w swoim świecie. Ja jestem tylko dodatkiem do jego rozmowy.
Jestem tylko czymś, co umila mu drogę do zrealizowania jego celów. I wiesz, jaka jest moja odpowiedź? Kiedy ja mam być jego rozrywką, to ja po prostu fuck it, man. Dokładnie taka jest moja opinia. Po prostu pieprzę to. Naprawdę nie będę z tobą gadał, nie będę dawał takiej rozrywki. Nie jestem od tego, żeby robić takie rzeczy. To nie jest moja sprawa. To, że ktoś ma jakieś wyobrażenie i zabrakło mu rozrywki przy okazji, bo właśnie w drodze do swojego ulubionego życia nie bawi się dostatecznie dobrze, nie ma dużo zabawek, zabrakło mu, nie cieszy go coś i w ogóle nie ma komu zabrać bębenka. Sorry.
Trzeba to zdealować samodzielnie, myślę sobie. Trzeba zdealować samodzielnie. Tak samo jak historia właśnie kolejna z filmu Matrix. Dzieciaki są takie podekscytowane jak wielu ludzi. Pigułka jedna, druga, wiesz, świat. Gdybym ja miał taką pigułkę, byłby jak Nero. Stary, przestań pieprzyć. Przecież masz. Kup sobie nasionka RSO i sobie posadź. Masz problem z porządną medycyną z psylocybiną?
Są wszędzie na internecie do kupienia growth boxy z grzybami. Wystarczy się ogarnąć trochę, ruszyć swoje tłuste dupsko i sobie taki zestaw postawić. Jak się hoduje sobie znajdź. Nie wiesz, to się nauczysz. Nauczyłeś się obsługiwać kontrakt w banku? Nauczyłeś się obsługiwać kredycik? Nauczyłeś się obsługiwać trzydziestu ludzi w firmie? To się nauczysz hodować grzyby. Twoja babcia umiała robić chleb. Twój dziadek umiał zbić łóżko, które działa do dzisiaj.
Pradziadek umiał zbudować dom. To tylko ty jesteś łajzak, która nic nie potrafi i jeszcze ma problem do świata, bo nie potrafi sobie sama wyhodować prostej rośliny. I idzie i mówi Matrix, Matrix, Matrix, srany Matrix, srallix Matrix. Sam se tą pigułkę możesz zrobić. Bierzesz sobie grzyby, kupujesz i masz i hodujesz i jest. Jeżeli nie masz, idziesz do lasu, na łąkę i zbierasz. Nie ma problemu. To jest taka zabawa, że my sobie wymyślamy, jak bardzo niedostępne jest nasze życie. Wszystkie koncepcje wolności są niedostępne. Nie mamy praw.
To tylko w filmie. Tylko w filmie są takie rzeczy. Natomiast kiedy masz to przed oczami, możesz to zrobić, możesz to złapać. Wtedy się okazuje nie, nie widzę tego. I to jest moment, kiedy pomyślałbyś zdrowy, rozsądny człowiek, który ma mózg, patrzy się na białą kartkę i mówi: ta kartka jest czarna. Ale przecież jest biała. Nie, jest czarna. I to jest dokładnie ten problem. To nie jest problem świata. To jest problem nas indywidualnie.
Problem tego, co chcemy zauważać. Albo chcemy naprawdę dogonić czerwony samochodzik, albo chcemy znaleźć własnych siebie w sobie. Ja myślę, że nie ma opcji pośrodku. Jest kilku frajerów, którzy sprzedają za grubą kasę warsztaty, ale to widzisz, jak ktoś ci sprzedaje taką wiedzę za kasę, no to wiadomo, że sam zbiera na czerwony samochodzik. Gdyby już go miał, to by nie zbierał, nie? No i oni ci mówią, że zbieranie na czerwony samochodzik i bycie, wiesz... I to jest okej. To naprawdę jest sens życia. Ty musisz to pokochać. Musisz jakąś medytację zrobić.
Pieniądze, pieniążki muszą przyjść, jakieś takie sprawy, wszystkie takie historie. Śmieszne, prawda? Naprawdę idiotyczne. Ja się zastanawiam, kto tu jest większym kretynem. A właściwie my wszyscy jesteśmy kretynami, bo my zaakceptowaliśmy taką idiokrację. Zaakceptowaliśmy moment, gdzie pajac, który jest chciwy, sprzedaje mi swoje gadki pod tytułem jak być chciwym, ale udawać przed sobą, że wszystko jest okej. Rozumiesz? I my wszyscy to kupujemy, bo pewnego dnia być może ja kiedyś stanę się posiadaczem czegoś. I to jest dokładnie ten sam numer, na który się wszyscy nieustannie nabierają. Znaczy na szczęście nie wszyscy.
Mam nadzieję, że szczęśliwie na świecie jest trochę normalnych ludzi, którzy niekoniecznie biegną tam, gdzie każe im propaganda pobiec. To jest taki nieustanny problem, że propaganda każe biec ludziom w różne ciekawe miejsce. Oni tam biegną, biegną, biegną, biegną, nic nie znajdują. Inna sprawa, że tam nigdy nic nie było, także ciężko było cokolwiek szukać, bo sensu żadnego brak. Niemniej to jest ta część rzeczywistości, o której znakomita część świata mówi, że właśnie to jest standard, że ludzie żyją w ten sposób, że życie na tej planecie polega w ten sposób i oni się Od tego kawałka tej patologii, największej patologii najbardziej chorych ludzi, jakich możesz sobie wyobrazić na tej planecie. Od tego ktoś zrobił standard zdrowia psychicznego. To tak, jakby ktoś ci pokazał wariata, który właśnie się rozpędza i wpierdala głową w mur, zalewa się krwią i zaczyna obsesyjnie się śmiać. I mówi ci: „To jest normalny człowiek, to jest Zdzisiu. Zdzisiu ma po prostu tylko słaby dzień. A Zdzisiu jest okej.
Zdzisiu będzie ci pokazywał, jak masz dealować ze swoim własnym życiem. A Zdzisiu patrzy na ciebie i ty wiesz, że za chwilę złapie za twoją głowę i będzie tłukł twoją głową o ścianę. Ale ten pan z telewizora mówi: „Nie, Zdzisiu jest okej. Słuchaj, może we wtorek ta jego decyzja o szczepionkach w Sejmie nie była dobra. Ale to dobry człowiek. Zobacz, w czwartek on podpisał się pod bardzo dobrą petycją. On jest dobry”. I to jest właśnie taka schizofrenia maniakalna. Ja myślę, że posługując się nazewnictwem, za które zapłaciliśmy naprawdę srogą cenę, tym psychologicznym szarlatanerskim nazewnictwem, jest to taka psychoza maniakalna. I to taka ostateczna psychoza maniakalna.
Ja sobie śledzę czasami tak zwane media niezależne i tam czasami się zdarzy taki jeden cwaniak z drugim, który mówi: „Bo wiesz, kiedy robią dobrze, to ich chwalimy, a kiedy robią źle, to ich sprawdzamy”. Wszystko normalne, wszystko w porządku. Sprawdźcie, czy się przypadkiem nie poluzowały na panu sznurówki, bo już nam ucieknie ze szpitala. Jak się pan czuje? Mi się zawsze naprawdę przypomina taki prosty obrazek. To jest taka schizofrenia w wykonaniu mikro. To jest to, co robimy z akceptowaniem gówna w naszym życiu. I to dokładnie tak wygląda na co dzień. To się niewiele różni. Tak jak ten koleś dziennikarz, który jest podpierdalaczem albo ktoś, który mówi, że jest dziennikarzem i raz ściemnia, raz mówi tak, raz nie.
Wpierw mówi głosuj na tego, tuż przed wyborami zmienia, bo teraz głosuj na kogoś innego, bo zmieniliśmy pomysły. Wszystkie te historie. Przecież to jest choroba psychiczna. To jest dokładnie tak jak ten koleś, który tłucze swoją własną żonę po ryju w sobotę wieczorem po pijaku tłucze do nieżywego, następnie idą do kościoła w niedzielę. Ona ma specjalnie ciemne okulary na twarz i całą zasłoniętą, żeby nikt nie widział, jak ma mordę poobijaną. Ale wiesz, Zdzisiek jest okej, bo chodzi do kościoła. A to, że w sobotę przypierdoli żonie, się zawinie nogami po ścianie, a tam w niedzielę i tak przyjdzie do kościoła, się wyspowiada. To jest dokładnie to zjawisko. I w tym wszystkim grupa tych wszystkich dzielnych ludzi wychodzi i mówi innym, co jest legalne, co jest nielegalne. I grupa takich kolesi próbuje determinować, co jest możliwe, co jest niemożliwe, jak ja mam żyć, jak ty masz żyć.
To jest zabawna historia. Myślę, że czas najwyższy i żyjemy w tych czasach, by śmiało, bez problemów, zdecydowanie przypomnieć troszkę i sobie i światu dookoła, że to nie ogon macha psem, ale pies macha ogonem i sprawy troszkę inaczej się mają z wielu stron. Ja myślę, że to jest zdrowe podejście. Oczywiście wcale to nie znaczy, że będzie to przyjemne. Myślę, że pierwsza rzecz do zaakceptowania będzie kupa gówna, którą sami jesteśmy, którą musimy przerzucić ze sobą. To jest klasyczny numer z wyprawami na substancjach psychoaktywnych, tych nielegalnych substancjach, które ponoć zniszczą twoje własne dziecko. A czy ty jesteś zdrowy? Czy ty jesteś niezniszczony? Rozumiesz moje pytanie? Czy ty jesteś niezniszczony?
Bo ty nie używałeś tych substancji. Ale czy ty jesteś niezniszczony jako przeciwnik? No właśnie. To jest dokładnie taka historia, że chyba trzeba wrócić do korzeni. Trzeba po prostu odmienić wszystko. Ja się czasami zastanawiam i wiem doskonale, że już nie będzie takiej, przynajmniej na razie w tym roku się nie zapowiada, żeby była druga rewolucja jak w latach 60. Nie sądzę, ale też z drugiej strony ciężko byłoby, podejrzewam, żeby w dzisiejszych czasach taka rewolucja się w ogóle wydarzyła, ponieważ konformizm, do którego dopuściliśmy sami ze sobą, przerósł praktycznie wszelkie możliwe granice, jakie można było sobie wyobrazić. Absolutnie. Przynajmniej taka jest moja opinia. Nasza nieczułość tej części społeczeństwa i wymuszanie na całej reszcie tej nieczułości, że wszyscy musimy być tacy debile jak ten pan z telewizji i ten pan, który ogląda tą telewizję.
To jest takie wymuszanie, że musimy to zaakceptować, że to jest normalność. Ale to nie jest normalność. Absolutnie nie jest to żadna normalność. To jest właśnie choroba psychiczna i to jest kwestia tylko tego, czy my będziemy biegli w tą stronę, czy też zostawimy to w spokoju i zrobimy coś zupełnie innego. Fenomen naszej kultury to jest coś, co chciałem wspomnieć à propos substancji. To jest w ogóle fenomenalna historia. Praktycznie każdy aspekt naszej, to, co nazywamy kulturą, nawet w definicji, że jest to nasza aktywność intelektualna jako taka. Pisanie książek, robienie muzyki, malowanie obrazów, cokolwiek jest związane z czymś zupełnie innym, jest związane z zupełnie innym sposobem życia. Wszystkie te praktycznie najlepsze kawałki, najlepsze numery masz tylko dlatego, że kolesie, którzy je zrobili, zrobili je praktycznie kompletnie nielegalnie. Gdyby ktokolwiek z nich próbował zrobić cokolwiek legalnie, to to nigdy by nie powstało.
Nie ma takiej opcji. To są wszystko rzeczy zrobione tylko dlatego, że człowiek, który to robił, zanegował sposób, w jaki żyje society i stwierdził, że ma to w dupie i robi to wszystko po swojemu, tak jak on to czuje, a nie tak, jak czują to panowie z radia i telewizora oraz gazety. Prosta historia. Wielkie odkrycie życia. To tak jak z tą pigułką. Młodzież marzy o tym, żeby znaleźć się w opcji wyboru i zmiany systemu. Poważnie. Poznałem naprawdę sporo ludzi i usłyszałem już tyle tekstów pod tytułem: „Gdybym mógł zmienić ten system, od razu bym zmienił”. A jak się patrzę... Robiłeś kiedyś grzyby?
Co? Grzyby robiłeś. O czym mówisz? Jakie grzyby? Co? Prawdziwki? Nie. Z psylocybiną, LSD. Nie, co ty, przecież to narkotyki. To może powinieneś zacząć od tego samego początku.
Od tego początku, kim tu jesteś. Taka jest moja opinia. Jeżeli są tutaj te substancje, to nie jest to przypadek. To, że mamy teraz takie informacje i ten dostęp do prawdziwej medycyny, przynajmniej na tyle, na ile mamy, nawet kiedy ona jest nielegalna, nie jest przypadkowy. Wszystko się dzieje dlatego, że człowiek już kompletnie zwariował. Indianie Hopi mają taką, moim zdaniem najcenniejszą przepowiednię. Ja akurat zupełnie sobie nie cenię współczesnych wróżek, wszystkich tych Edgarów Cayce to się raczej śmieję i podśmiewam bardziej niż cokolwiek bym ich miał kiedykolwiek cytować w czymkolwiek. Ale Indianie Hopi to zupełnie inna sprawa. Starsi bracia dawno temu powiedzieli, że będzie taki moment w historii planety, że jeżeli człowiek zwariuje i się nie ogarnie, to będzie ciężko. A jeżeli nie zwariuje i się ogarnie, to będzie okej.
Ale wygląda na to, że człowiek się nie ogarnie i nadejdzie czas szaleństwa, i to będzie duża zmiana na Ziemi. I to jest dokładnie to, co przewidzieli Indianie Hopi. To jest dokładnie to szaleństwo. To jest szaleństwo, które powoduje, że ludzie na Florydzie nie martwią się, nie zadają sobie tego pytania, tego fundamentalnego pytania: gdzie ja, do jasnej Anielki, mieszkam? Jak to jest możliwe, żeby w sytuacji, gdzie prądu jest w cholerę, ja musiał umierać z głodu, nie wiadomo co, żyć bez prądu. Ale ludzie się nad tym nie zastanawiają. Nie zrobią żadnej rebelii. Spokojnie pójdą do pracy. Będą czekali, aż pojawi się z powrotem praca, żeby mogli właśnie zarobić na ten kredyt. No właśnie.
Zarobić i żeby to mogło dalej trwać. Jak się okazuje, wielkie wstrząsy w historii cywilizacji niekoniecznie oznaczają wielkie wstrząsy intelektualne. W większości dowiadujemy się tylko i wyłącznie kilku rzeczy o samych sobie. To, czego dowiadujemy się teraz jako cywilizacja o sobie, to to, że znakomita część z nas już naprawdę jest kompletnie out of space. Już nic nie kuma. To są tylko takie robociki biegnące za banknotem. Możesz sobie przyczepić banknot i iść po ulicy i zobaczyć, jak szlaczek ludzi za tobą zacznie chodzić. To wszystko, cała historia. I do tego się to wszystko sprowadziło, że właściwie mamy już nie raz bandę samobójczych wariatów, którzy zaproponowali każdemu samobójczy deal. Żryj nasze tabletki, żryj nasze prochy, stresuj się, żyj takim życiem, które cię wykończy.
Będziesz miał czerwony samochód, który jest cholernie toksyczny, ale wszyscy będą bili brawo na jego widok i będą podziwiali ciebie, bo ty zarobiłeś na ten samochód. Rozumiesz? Wszystkie tego typu historie. I to są między innymi rozmowy, które czasami zdarzyło mi się prowadzić ze swoją mamą na temat ambicji, że pytałem, czy kolor samochodu czyni ją szczęśliwą, czy marka samochodu czyni cię szczęśliwą, czy to jest coś bardzo ważnego dla ciebie, czy dom, w którym mieszkasz, jest już tak ważny i czy ważne jest to, jak sąsiedzi z tobą rozmawiają, jaki masz status społeczny, co jest tak naprawdę dla ciebie ważne? I na koniec jest zawsze to pytanie: no dobra, a jak ważni są dla ciebie ludzie? Tak zwyczajnie, tak po prostu żywe istoty dookoła. I to jest zawsze takie bardzo drażniące pytanie, bo po całej serii, gdzie jedni mają biegunkę na punkcie swojej własnej przyszłości tu, jedni tam, jedni sram. Nawet kiedy zapada pytanie, co teraz? Bo świat stoi w konkretnym miejscu, nie cofnie się do tyłu. Wiadomo, że sprawy też się nie zatrzymają w miejscu.
Trzęsienia ziemi się przyspieszają. Wiadomo, że nic tego nie przeżyje. Wiadomo, że struktura, która jest aktualnie tą naszą krainą złota Disneya, nie jest w stanie nic wydać z siebie. Jest to tylko i wyłącznie dysfunkcyjny obraz kilku świrów. Kompletna patologia. Jeden z największych stanów w Stanach, Floryda, jest bez prądu. Nie dlatego, że nie ma prądu. Nie dlatego, że nie ma paneli słonecznych. A tam jest w cholerę słońca, tam możesz palić panele i już nie ma problemu, bo to jest takie miejsce, gdzie jest słonecznie przez 360 dni w roku. Dosłownie.
I co? I się okazuje, że możesz mieć wszystko, ale nie masz niczego. Bo Marley kiedyś na widok pewnego dżentelmena powiedział bardzo znamienne słowa. Powiedział: „Ten człowiek jest najbiedniejszym człowiekiem na świecie. On nie ma nic poza pieniędzmi”. To było bardzo cenne zdanie. Ja tak się przyglądam troszeczkę dookoła i taką mam refleksję, że znakomita część z nas właściwie jest już takimi nędzarzami w życiu, że nie ma już nic poza pieniędzmi. Nie ma już nic poza jakimś ochłapem swojej fantazji na temat tego, jak kiedyś wydadzą pieniądze, które zarabiają teraz lub coś w tym stylu. To jest tylko i wyłącznie taka fantazja Final Fantasy, że finally, czyli finalnie gdzieś pod koniec swojego życia będę mógł się cieszyć tym, co mam. I tak sobie czasami człowiek próbuje przeczytać gazetę, próbuje coś tam wyhaczyć czasami, zobaczyć, co się dzieje na świecie.
Z reguły kończy się na przeglądnięciu pierwszych dwóch, trzech tytułów i wyrzuceniu tego wszystkiego. I koniec piosenki. Nie mam siły nawet w to wchodzić głębiej, tylko czekam na pierwszy taki artykuł, który mnie zaskoczy. To jest taka z kolei moja gierka taka troszeczkę. Się zastanawiam, kiedy coś się zmieni tak od tamtej strony. Nie to, żebym wierzył, że coś się zmieni, bo w to akurat wątpię. Nie sądzę, żeby ludzie, którzy poświęcili swoje całe życie, jak wielu z nas, po to, żeby coś mieć, nagle chciało być człowiekiem. Rozumiesz? Nie sądzę, żeby to się wydarzyło. Nie po to wielu z nas spędziło tyle lat, żeby to mieć, żeby teraz być człowiekiem.
Żeby być normalnym, żeby przytulić drugiego człowieka, żeby zastanowić się, jak zbudować inną rzeczywistość. Nie. To jest miejsce, w którym wylądowaliśmy jako cywilizacja, tak zwana cywilizacja. Robi się coraz zabawniej, bo właściwie wiadomo, że trzęsień ziemi będzie coraz więcej, że wszystkiego będzie coraz więcej. Wiadomo, że pomysł na ciężkie harowanie właściwie nie ma żadnego sensu, bo jeżeli nic nie robimy, bo co ta cywilizacja wybudowała? Jeżeli nie jesteśmy w stanie w XXI wieku w ciągu dwóch tygodni odpalić prądu elektrycznego w jakimś miejscu na świecie, to tak naprawdę nie mamy żadnej technologii. To nie jest żadna technologia. Jeżeli nie potrafisz tego zrobić, to znaczy, że nie masz tej technologii i tyle. To nad czym tu się zastanawiać? Czego tu bronić?
Pytanie jest, gdzie są te ideały do obrony i gdzie to jest? Ja myślę, że najlepszym ideałem do obrony jest ideał świętego spokoju i pogodzenia z samym sobą, i zaakceptowania tego, gdzie się jest. Myślę, że taka elementarna sprawa to jest to, co mówił kiedyś Terence McKenna, że właściwie każdy lider na świecie, zanim zostanie tak zwanym liderem, powinien zrobić potężną ilość psylocybiny, bo jest to jedyna gwarancja, że obudzi w sobie kawałek człowieka i że w konfrontacji z patologiczną sytuacją, w której będzie chciał się skorumpować i skrzywdzić drugiego człowieka dla własnej chęci zysku się zatrzyma, bo w tym momencie poczuje, co może czuć ten drugi człowiek. Poczuje tą rzecz, którą my normalni ludzie nazywamy empatią, a która zniknęła w wielu miejscach. Nie ma pojęcia empatii. Jest pojęcie business deal i interes i to, co można z tego wynieść. Popularne słowo networking w dzisiejszych czasach, czyli nowy sposób nazywania znajomości z przyjaciółmi. Już nie masz przyjaciół, znajomych. To jest swój networking i nawet jeżeli masz albo miałeś przyjaciół, znajomych, to robiąc biznes wpisujesz ich na listę tak zwanego networkingu. Czyli to są ludzie, do których uderzysz po to, żeby ściągnąć z nich kasę, bo to już nie są twoi znajomi.
To już nie są ludzie, którzy dają ci tą niewidzialną część twojego ciebie, tą piękną część, tylko mają wyskoczyć z kaski i zapłacić za coś, co sobie wymyśliłeś. I tak tego nie kupisz teraz. Musisz okraść wielu ludzi, stracić wielu przyjaciół po drodze, żeby dojść do pułapu, gdzie będziesz mógł zapłacić połowę raty za ten produkt. Ale widzisz, to jest coś, co ciebie napędza i jeżeli to cię napędza, to na pewno się nie dogadamy nigdy. Absolutnie. Twoja ambicja jest tak potężną przeszkodą, której ja nie jestem w stanie zrozumieć. To jest jak szklana ściana. Ja cię widzę, możesz mi pomachać i cokolwiek byś mówił, ja tylko widzę ruszające się usta i sobie odchodzę. Tak zwyczajnie. Nie działa to już na mnie, ale to jest właśnie, myślę, jedyna opcja, żeby normalnie funkcjonować jako żywa istota.
Tak długo, jak znakomita część z nas nie będzie odporna na to oddziaływanie zewnętrzne, które sobie wymyśla, na ten cyrk z Walt Disney'a, który sobie tworzy, na powtarzanie nieustanne kłamstw na temat świata, na nieustanne powtarzanie kłamstw na temat samego siebie. Na życie w takiej sfałszowanej rzeczywistości od rana do wieczora. Tak długo nic za bardzo nie drgnie, przynajmniej w tej części. Drgnie i tak, bo planeta Ziemia jest tak skonstruowana, że to i tak nic nie będzie stało wiecznie. Pewne zmiany się za chwilę wydarzą. Już się dzieją. Właśnie się działo wielkie tornado na Florydzie. Jak widać nawet ta katastrofa nie zmieniła mentalności mieszkańców. I zamiast zrobić powstanie i powiedzieć: „Od tej pory pieprzymy ten cały amerykański rząd, odpalamy własne solary, jesteśmy niezależnym krajem”. Co, z armią tam wejdą?
Wojnę domową sobie zrobią? Nie zrobią. Nic takiego nie będzie, rozumiesz? Ale ludzie na to pozwalają. Ludzie pozwalają na takie sytuacje, żeby ich dotyczyły. Powód jest prosty. Część z tych ludzi myśli: „Może moje dziecko, gdy dorośnie, zostanie inżynierem, będzie pracowało dla tej firmy, która teraz naprawia Florydę. To jest dobry zawód, to jest dobra przyszłość. Taka historia. Na pewno warto.
Zainwestujmy w dzieci, zainwestujmy w przyszłość”. Taka inwestycja. Wszyscy inwestują w przyszłość, w której nie ma nic. Nie ma ani flagi, ani godła, ani hymnu, ani czegoś. Kraina nieistniejącego. Przyszłość. Przeszłość jeszcze można powiedzieć, że są wspomnienia, ale przyszłość? I wszystko jest zdecydowanie ustawione właśnie na to, żeby odnieść sukces w przyszłości. Zauważyłeś, że zawsze się mówi o sukcesie w przyszłości. Pracujemy na swój sukces i pewnego dnia odniesiemy sukces.
Zawsze jest w czasie przyszłym, zawsze w tej krainie, która nie istnieje. Ciekawe. To też wiele świadczy o zdrowiu psychicznym ludzi, którzy wypowiadają takie zdania. Bo łatwo się zastanowić, gdzie ten człowiek żyje? Łatwo zrozumieć jego naturę, łatwo go odkryć. W moim przypadku jest to dosyć konstruktywna konkluzja, która się pojawia, która mówi: „Człowieku, nie rób nic za bardzo intensywnego z tym człowiekiem. Cokolwiek. Nie rób raczej nic z tym człowiekiem, bo jest wariatem. I tak samo jak sprzedaje samego siebie jak tanią dziwkę, tak samo sprzeda ciebie i wszystkich swoich przyjaciół jak tanią dziwkę”, bo dla niego to jest właśnie to. To jest ten model, według którego żyje.
On wierzy, że to jest normalne. To jest to uszkodzenie mózgu, które ma część society. To jest to, że w poniedziałek mówisz jedno, we wtorek mówisz drugie. To jest to, moim zdaniem, największe szaleństwo tak zwanych kręgów niezależnych, czy to w Polsce, głównie w Polsce, które na przykład stanęły potężną opozycją w stosunku do naturalnej medycyny. Nie mówię o podpierdolce pod tytuem sprzedawanie suplementów pakowanych w RFN albo gdzieś tam indziej i na zasadzie, że w Polsce nie można kupić tego suplementu, ale jest legalny. Nie mówię o tej medycynie, która jest legalna. Mówię o tej prawdziwej medycynie. O tej, która zmienia naszą percepcję. Jeszcze się nie spotkałem, żeby za bardzo jakiekolwiek tak zwane środowiska, jak się mówi, wykonały jakąkolwiek akcję w tym kierunku. Z reguły polega to na tym, żeby o tym nie mówić, żeby zamilczeć ten temat, bo jeszcze sponsorzy nie przyjdą, bo jeszcze nikt się nie pojawi.
I przede wszystkim jedna rzecz. Jest to po raz kolejny taka stopa włożona pomiędzy drzwi a futrynę, ponieważ naturalna medycyna pod tytułem psylocybina, LSD, ayahuasca i tak dalej stawia człowieka na nogi szybciutko i stawia go permanentnie. I tu jest konflikt interesów, bo jeżeli cała niezależność sprowadza się do tego, że wychodzi jakiś pajac, któremu masz zapłacić pieniądze, on ci mówi, jak masz żyć i to jest tak zwany warsztat, za grubą kasę. I cała ta niezależność polega na tym, że ty chodzisz od warsztatu do warsztatu, robiąc z siebie coraz większego głupka z coraz bardziej pustą kieszenią. To taki dosyć słaby numer, ale to jest właśnie zgoda na tą zabawę. Także te tak zwane środowiska niezależne, zależne i tak dalej, to jest dalej ta sama zabawa. Jedni się bawią w chodzenie do kościoła, inni się bawią w chodzenie na wybory, inni się bawią w chodzenie na warsztaty. Żaden z nich nie chce dotknąć prawdy o samym sobie, bo to jest ten krytyczny moment. To jest ten krytyczny punkt, kiedy dotykamy prawdy o samym sobie. Kiedy ja się skonfrontuję ze swoją własną śmiercią, to ja wiem, kim ja jestem, to ja wiem, czego mi szkoda, kiedy stąd odchodzę.
Wiem, dlaczego chcę tu wrócić. To jest moja osobista konfrontacja i to jest bardzo istotna informacja, bo to jest taka kompletnie resetująca informacja do poziomu zerowego. Kiedy nie masz już nic, zauważasz, co tak naprawdę w twoim życiu ma sens. I moim zdaniem jest to w ogóle nieodłączne zjawisko, które powinno towarzyszyć i spotkać każdego z nas. I tu w ogóle nie ma dyskusji na ten temat. Nie mówię o tym, żeby ktokolwiek ucierpiał z tego powodu, bo nie ma tu żadnego cierpienia. Absolutnie. Jest to kwestia dostrzeżenia tego, że nasz fakt egzystencji na tej planecie nie jest tylko i wyłącznie po to, żeby jakiś pajac mógł sobie wybudować teologię na mój temat albo cokolwiek by to nie było, czy to jest teologia czerwonego samochodzika sportowego, czy to jest teologia warsztatów i Czekamu Wawelskiego, czy jakiegoś innego pierdu. To naprawdę nie jest istotne. Zasada jest prosta, jeżeli jesteśmy poważnymi, dorosłymi ludźmi i ktokolwiek z nas otwiera w tym momencie buzię i mówi na temat doświadczania świata i odpowiedzialności za samego siebie, no sorry stary, musi po prostu wziąć te grzyby, musi je zjeść i nie może pierdolić dłużej jak połamany, że on odkrył coś niesamowitego, wielkiego, ledwo co umarł, przeżył.
I teraz mi wierszyk napisze i opowie bajkę. I jeszcze ja mam za to zapłacić mu pięć stów, a najlepiej jeszcze 15 kafli dodatkowo, bo warsztaty będą trwały pół roku. To jest bullshit i to jest permanentny bullshit. Tym bardziej że większość tych ludzi zawsze cię będzie odciągała od tego i będzie ci mówiła, że to jest niebezpieczna rzecz, że to jest wbrew terapii, że to jest wbrew zaleceniom lekarza i tak dalej, lub coś w tym stylu. To tak jak współczesna medycyna, która mówi ci, że powinieneś iść na chemioterapię, bo wszystkie inne terapie nie pomogą, a jak się okazuje, wszystkie stawiają na nogi, za wyjątkiem chemioterapii, bo tam akurat śmiertelność wynosi 97%. Stosunkowo mało. 97% pacjentów nie jest w stanie przeżyć kuracji. Zajebista kuracja. Gratuluję lekarzom. Stuprocentowe trafienie, w samą dziesiątkę.
Dobrze, że jeszcze dziennikarz z gazety nie zdechł na raka i jeszcze ma tyle bezczelności, skurwysyństwa w sobie, żeby pisać kłamstwa ludziom, że chemioterapia ratuje 70% przypadków. Żeby ludzie szli i wywalali kasę, bo wiadomo, że chemioterapia kosztuje. Do pewnego momentu jest za darmo, a później już płacisz z własnej kaski, z ubezpieczenia. Nie masz na ubezpieczenie, to masz mieszkanie. No to idziesz i zastawiasz mieszkanie w banku pod ubezpieczenie. Bank kupuje mieszkanie za pół ceny, czyli za nic. Daje tobie gówno warte pieniądze, które i tak wydrukował nic to nie jest warte, bo i tak firma, która produkuje tabletki należy do tego samego koncernu co bank. Także i tak sprzedają ci po zawyżonej o 1000% cenie tą tabletkę. Trafiają na tym nieźle. Ty i tak zdechniesz, a bank za pięć lat jest właścicielem domu, bo nie jesteś w stanie spłacić tego kredytu.
Bo z czego spłacisz? Zrobią kryzys finansowy i tak nie spłacisz. Prosta sprawa, wszyscy się na to zgadzają. Ja pamiętam takie sytuacje, że ktoś ze znajomych został dziennikarzem, aktorem znanym i tak dalej. Gdzieś tu mu się trafiło. I o ile jeszcze był normalnym chłopakiem, normalną dziewczyną, która jeszcze miała olej w głowie i wiedziała, co robi w swoim własnym życiu, to moment, kiedy się okazało, że jest kariera do chwycenia za nogi, okazał się momentem utraty mózgu permanentnego. Się okazało, że nagle już trzeba zmienić sposób myślenia o świecie. Trzeba zmienić opinię. Trzeba mieć wyważoną opinię. Trzeba mieć poprawne politycznie opinie.
Trzeba się raczej zgadzać, niż myśleć, bo to jest zaleta dzisiejszych czasów zdaje się, że ty musisz się zgodzić. Raczej nie myśl. Po prostu się zgódź na to wszystko. I to jest coś, na co my się zgadzamy. To jest historia, która też wynika z naszych relacji z nami samymi. Jeżeli ja myślę, że będę miał deal doskonały ze sobą, że jeżeli się okłamię i zmuszę, spałuję się na śmierć i po prostu coś zrobię, obiecując sobie, że na pewno to mnie uszczęśliwi, to taki słaby numer. No i teraz przekładając tą sytuację na ludzi dookoła, jeżeli wykorzystasz własnych znajomych do tego, żeby sobie podkręcić, że tak powiem troszeczkę w portfelu, czy tam gdzieś indziej sobie podkręcić, bo wydaje ci się to łatwą opcją, nie myśleć i nie zrobić nic samemu, tylko wesprzeć się, wziąć od kogoś najlepiej. Nie robić nic, wziąć od kogoś. To jest taki klasyczny numer. Ach, jest wiele, ale to może oszczędzę, bo tych przykładów można podać w nieskończoność całą noc.
A to nie o to chodzi. Tych przykładów każdy powinien chyba sobie sam rozpoznać. Mieć taki syndrom rozpoznawania tego we własnym życiu, żeby nie utkwić. No i jest takie nieeleganckie słowo, co tu dużo mówić. Nazywa się to skurwienie i jest to klasyczny numer, który właściwie każdy z nas do pewnego stopnia mniej lub bardziej robi. Dzięki temu ta cywilizacja ma szansę przetrwać jeszcze troszkę dłużej i nie ma z tym żadnego problemu. Bank ma szansę przetrwać i nie ma z tym żadnego problemu, ponieważ o bank dbasz ty i cała twoja reszta sąsiadów. Natomiast czy twój sąsiad ma prawo przetrwać? Nie, nie ma. Powód jest prosty nie dbasz o swojego sąsiada, masz go w dupie.
Bardziej zależy ci na banku, do którego chodzisz. Taka jest prawda. Gdyby było inaczej, sąsiad miałby większe fory w życiu niż twój bank. Ale w rzeczywistości jest tak, że bank ma większe fory. Nie dlatego, że sąsiad jest gorszy albo coś tam. Sam masz w dupie ten bank. Wkurza cię, okrada cię. Nagle się okazało, że jest złodziejem. Ale kiedy były wybory, zapierdalałeś do tej urny, stary, w podskokach i ty, dziewczynko, też zasuwałaś i liczyłaś na to, że coś zmienisz. I to jest konsekwencja dokładnie tego całego cyrku.
Wszyscy biegają, bawią się w tą zabawę, bawią, a na koniec lądują z chorobami psychicznymi i chorobami ciężkimi nie do wyleczenia, próbując się zabawić jeszcze z lekarzem przy okazji w sprzedanie swojego własnego domu i zrobienie jeszcze lepszego dodatkowego interesu. To są takie proste historie, o których nawet szkoda mówić czasami. Ja myślę, że najchętniej i najlepiej to w ogóle, nie tyle że polecam, ile coś, co ja robię, to szukanie działających rozwiązań. Fenomenem dla mnie aktualnie na skalę globalną jest technologia Keshe. To jest po prostu fenomen. To jest tak mordercza, genialna technologia, która działa tak niesamowicie, że to jest szok i fascynuje mnie to, jak cicho jest na temat tej technologii. Jest dosłownie na cenzurowanym permanentnie. Jest kilku pojebanych szajbusów, którzy non stop się przypierdalają do każdego, kto robi coś w tej technologii, a to tylko dlatego, że ktoś im chyba płaci albo może są pedofilami, albo nie wiem co. Ciężko mi to zrozumieć, bo to już jest naprawdę lot kretyna ciężki czasami. Ale cóż, tak bywa na świecie.
Jest technologia, jest wszystko. Jeżeli komuś się nie podoba Keshe, niech wraca do Tesli. Jest wszystko, są blueprinty, są plany. Naprawdę można zmienić świat. Ilu ludzi to robi? Nie, nikt tego nie chce za bardzo zrobić. Bardzo niewielka liczba ludzi. A druga rzesza ludzi, potężna grupa stoi z boku, się przygląda i pyta się: „Kiedy będę mógł to kupić w supermarkecie?”. What? Przepraszam, o czym ty mówisz?
W supermarkecie? Przecież gdyby kiedykolwiek ktoś wymyślił supermarket po to, żeby do ciebie docierały prawdziwe produkty, to by go nie było. Supermarket jest wymyślony po to, żeby dostarczyć ci najtańszym kosztem gówno, którego nikt, nawet twój pies nie jest w stanie zjeść, bo tylko w ten sposób możesz wyprodukować masowo jedzenie, które nie zgnije. Nie ma fizycznie możliwości, żebyś wyprodukował jedzenie dla połowy planety i ono nie zgniło, i dostarczył jeszcze na czas, i nadawało się do jedzenia z półek sklepów. To takie proste sprawy. Zadawanie sobie prostego pytania, czy jesteś możliwy, czy jest niemożliwe. Ale to jest to pytanie, na którym często wielu z nas lubi utkwić tak zwyczajnie. „Nie, nie zadam sobie tego pytania. Przecież nie będę. Bo po co?
Włączę telewizor, poczytam gazetę, później zadzwonię do kogoś, powiem, że jestem zdołowany”. I tak to wygląda. I ludzie się zastanawiają, dlaczego jest tak źle. Pierwsza rzecz, niedogadanie się ze sobą. To jest ta rzecz, którą trzeba załatwić na początku. Moim zdaniem od tego jest naturalna medycyna. Grzyby nie rosną na tej planecie przez przypadek i nie rosną przez przypadek dłużej niż człowiek na tej planecie, bo taka jest prawda. Są tutaj dłuższym organizmem, dłużej żyjącym, są bardzo inteligentnym organizmem i są po to, żeby tutaj funkcjonowały. Człowiek też nie jest tu przez przypadek razem z grzybami. To wszystko się razem znalazło gdzieś w okolicy lasu na łące i też nie przez przypadek.
I zastanawia mnie traktowanie tego w ogóle całego życia ludzkiego jako jednego wielkiego przypadku przez znakomitą część populacji. Tam mówi: „A, bo tak się wydarzyło, a bo tak się to”. A w życiu nie ma przypadków. I to jest kolejny fakt, który bardzo ciężko zaakceptować bardzo wielu ludziom, ponieważ on zmusza do odpowiedzialności, zmusza do zadawania sobie pytania pod tytułem: jeżeli coś takiego gównianego wydarzyło się w moim życiu, to przecież ktoś to musiał zaplanować. I bardzo szybko się okazuje, że konkluzja jest tylko jedna: ty albo ja, czyli właściciel tego życia sobie planuje to, co się w tym życiu dzieje. Nie ma innej opcji, nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Ale widzisz, bardzo niepopularne pytanie, bym powiedział. Dlatego nie zadajemy sobie tego pytania, dlaczego to się stało i co zrobiłem. Tylko jest takie: „A, bo to taki przypadek, to kiepski przypadek. Tak się po prostu dzieje, tak się wydarza” i tak dalej.
Ja sobie obserwuję te wszystkie hece ze współczesną medycyną aktualnie od troszeczkę innej strony. Nie śledzę wszystkich tych rzeczy związanych z witaminami C i tak dalej. Wiem doskonale, jak działa naturalna medycyna typu olej Ricka Simpsona, czyli olej z cannabis. Wiem doskonale, jak działają inne rzeczy. Jest tego naprawdę sporo. Wiem doskonale, co robi psylocybina. Wiem doskonale, co robi LSD. Wiem doskonale, co robią inne substancje, takie jak ayahuasca. To są substancje, które są jedynym i jak na razie jedynym lekiem na stresy pourazowe w ciężkich przypadkach, bo żaden lekarz, żadna medycyna syntetyczna, chemiczna nie jest w stanie tego zrobić. Wyobrażasz to sobie?
A te rośliny są nielegalne. I teraz jest pytanie, do jakiego momentu doszliśmy? Czy polega to na tym, że tylko i wyłącznie dlatego, że ty na przykład wymyśliłeś sobie, że postanowiłeś się zabić w swoim życiu po to, żeby zabić się w swoim luksusowym basenie i luksusowym samochodzie i ja mam z tego powodu cierpieć? O co tu chodzi? Bo do tego się sprowadza, że jest grupa ludzi, która ciosa grubą kasę. Oni są w swoim kosmosie. To są albo pedofile, albo coś w tym stylu. To są ci wszyscy politycy, których oglądasz w telewizorze. Jeżeli masz telewizor i przekonujesz się za każdym razem, patrząc w ten telewizor, że tak właśnie powinno wyglądać i pierzesz sobie mózg codziennie, przyzwyczajasz się do tej sytuacji. I teraz pytanie za 100 punktów, czy ty naprawdę wierzysz, że ten facet w telewizji, który kłamie w żywe oczy, kawał skurwysyna, złodziej, wiesz o tym, ma kilka wyroków.
Wszyscy o tym wiedzą. Prokurator go nie ruszy, bo jest tym samym złodziejem co on. A ty idziesz i głosujesz na niego. A ty idziesz i oglądasz to, co on mówi, a ty idziesz i dyskutujesz jego słowa. A ty idziesz i robisz mu propagandę, a później siadasz w domu i dziwisz się: „Jejku, świat mi się zawalił na głowę”. Nie, kolego, świat się nie zawalił, tylko twoja głowa się zawaliła. Bo zamiast wybrać się jak przodkowie przynajmniej dwa razy w roku na solidny reset, wziąć psylocybinę i jako dorosły, dojrzały człowiek zmierzyć się z własnym obrazem samego siebie, tego, kim się jest i kim się nie jest, ty biegniesz po flaszkę do sklepu, łoisz flaszkę z kumplami, włączasz telewizor i już ci odpierdala, za przeproszeniem. Excuse me, my friend. Dzisiaj strasznie klę w ogóle w tym radiu. No ale cóż, czasami i ja użyję stajennego języka.
A co? Mi też można używać tego języka, każdemu zresztą. Anyway, prosta historia. Dopóki my sami nie zmienimy tego w sobie, dopóki my sami nie wyrzucimy tej koncepcji, którą sami sobie narzuciliśmy, że jesteśmy zlimitowanym do roli obsługi kilku kółek zębatych mechanizmu na tym świecie, to do tego momentu nic się nie zmieni. Do tego momentu wszystkie wizje na temat wolności będą tylko i wyłącznie wizjami, iluzjami dzieciaka, który sobie obejrzał film „Matrix” w kinie i do końca życia nie może wyjść z tego schematu. Wszystko jest Matrix. Neo, Matrix tu, Matrix tu, Matrix tam, Matrix sram. Książki nie przeczyta, nic nie zrobi. Zawsze będzie siedział i będzie niewolnikiem tego Matrixa, do końca życia niewolnikiem cudzego konceptu na rzeczywistość. Niech wstanie, zrobi sobie grzyby i po zrobieniu grzybów, psylocybiny czy dobrego LSD, czy dobrej medycyny naturalnej, nagle odkryje, jak gównianą, słabą i żałosną wyobraźnią dysponują ludzie z Hollywood, że ten cały Matrix, cała opowieść naprawdę jest takie...
Żeby to chociaż jeszcze był jakiś pomysł, żeby to chociaż był jakiś kontekst w tym. Ale widzisz, żeby znaleźć to doświadczenie w sobie, które pozwala nam skonfrontować to, co widzimy z rzeczywistą prawdą nas samych, z tym prawdziwym pięknem, jest za tą tajemniczą kurtyną, która nazywa się brak kontroli nad swoją przyszłością, bo przyszłości nie ma. I teraz jest pytanie, czy masz wystarczająco dużo odwagi, żeby to zrobić? Czy jesteś po prostu frajerem, który jest chciwym dupkiem czekającym na to, aż spadnie mu kasa z nieba i będzie siedział, będzie opowiadał swoje bajki i nie będzie musiał nic robić. Wszystko będzie płynęło, świat się nigdy nie zmieni, a on będzie mógł mówić ludziom, I don't know what. Tego to już nie wie nikt. Tylko że tej opcji na to, że świat będzie dalej taki sam, nie ma. To jest ta fantastyczna historia, która spotyka każdego z wielkich, natchnionych duchowych nauczycieli, który mówi o tym, jak jest skonstruowany świat, jak pięknie energie działają na świecie, jak to płynie, ta energia, praca z energią i tak dalej. Potem wychodzi, wsiada do samochodu, który jest zalany na ropę albo benzynę i odjeżdża w siną dal. Gdyby nie on i jego bak w samochodzie, nie byłoby potrzeby rozpierdalać tych ludzi w Palestynie, Izraelu, na Bliskim Wschodzie i wszędzie, gdzie się da.
Szczęśliwie on używa ciągle ropy. Gdyby ten człowiek pewnego dnia wstał i się zastanowił, czy ja naprawdę wiem coś na temat energii? Bo gdybym wiedział coś na temat energii, to nie spalałbym benzyny w samochodzie. Bo jeżeli mówię, że energia kosmiczna jest wszędzie taka sama, to taka sama jest w samochodzie, jak i we mnie. Zastosowałbym inne rozwiązania, poszukałbym czegoś innego. Ale widzisz, tu się cała koncepcja kończy. W momencie wyjścia i scashowania powrót do rzeczywistości dla wielu ludzi jest wybawieniem. To jest ta jedna rzeczywistość, którą znają i której innej nie chcą znać. Takie czasy. Strach przed konfrontacją, strach przed obawą, że jeszcze się okaże, że wcale nie byłem takim zajebistym kolesiem, jak myślałem, że jestem.
To jest akurat normalna historia. Myślę, że ciężko byłoby tutaj szukać jakiegoś innego kontekstu. To jest zawsze kwestia tego strachu wewnętrznego, że spojrzysz na siebie i nagle się okaże, że jesteś kawałkiem gówna w swoich własnych oczach. A to jest ostatnia rzecz, którą ktokolwiek z nas przyjmuje ze stoickim spokojem i z radością. Ilekroć zdarzyło mi się widzieć w lusterku ten kawał gówna, byłem przerażony tym, w jaki sposób i dlaczego doprowadziłem siebie do tej sytuacji, że patrzę teraz na siebie i nie poznaję żywej istoty z drugiej strony. To miała być żywa, kochająca istota. A kto to, kurwa, jest? Rozumiesz? To jest taka piękna konkluzja, którą każdy powinien spotkać przy jakimkolwiek lusterku. A tym lusterkiem jest naturalna medycyna.
I ja też jestem zdania, tak jak wszyscy starsi bracia, że ktokolwiek, zanim kiedykolwiek podejmie jakąkolwiek decyzję na temat czyjegokolwiek życia, musi spędzić dużo czasu z medycyną naturalną. Musi sam spędzić dużo czasu, bo to nie chodzi o medycynę, chodzi o siebie samego. Sam, bez pomocy nikogo. Jeżeli on sam w swojej głowie daje sobie radę bez pomocy nikogo innego z zewnątrz, to znaczy, że ma predyspozycje do tego, żeby móc pomóc komuś innemu. Tym bardziej, że i tak nie jesteśmy w stanie nikomu pomóc, co najwyżej sami sobie, indywidualnie. Czyli ty sam musisz się zdecydować na to, że stwierdzisz, okej, jeżeli jestem takim poszukiwaczem prawdy, szukam prawdziwych informacji, jak jest skonstruowany świat, jak to wszystko działa dookoła. Zobacz, ilu ludzi się deklaruje jako wielcy poszukiwacze nie wiadomo czego.tona ludzi, która mówi, że szuka, robi research. Ale jaki to jest research? Każdy research powinien zacząć się od jednego elementarnego faktu, poznania siebie samego. Tak długo, jak nie ruszysz dupy w tym kierunku, wszystko inne jest przed tobą zamknięte.
Każdy człowiek, który cokolwiek odkrył w życiu, coś, czego używamy na co dzień, co jest częścią naszej codzienności, jeżeli sobie poczytasz i posprawdzasz, to dowiesz się bardzo szybko, że tak naprawdę to było właśnie mechanizmem, który stał za pojawieniem się tego urządzenia czy tego odkrycia. Chęć poznania samego siebie. Facet, który szedł odkrywać, że tak powiem, DNA, nie zastanawiał się nad tym, jak jest zbudowane DNA, ale poszedł na LSD i tam dowiedział się, kim on jest i zobaczył swój własny kod DNA można powiedzieć. Gdyby nie to, gdyby nie zajrzał w siebie dalej, być może jak administracja amerykańska wierzył, że miejsce urodzenia, długość twoich uszu i kolor twojego paszportu świadczy o twojej wrodzonej inteligencji i nazywa się to eugenika. Dlatego ludzie z Europy Wschodniej muszą mieć wizy do Stanów Zjednoczonych, ponieważ genetycznie są głupi. To jest oficjalne stanowisko, o czym oczywiście nikt nie mówi, bo mowa jest o wizach. Ale wszyscy doskonale wiedzą, że to jest rzeczywista dotkyna polityki Stanów Zjednoczonych. Wizowa. To jest eugenika i ta dotkyna powstała lata temu i tylko dlatego, że tamci ludzie miejący się światłymi ludźmi, twierdzą, że ci, którzy mieszkają w innym miejscu Europy są głupi, bo mają inny rozmiar nosa, buta i kolor oczu. I to ich dyskwalifikuje jako inteligentnych ludzi, dlatego ich nie wpuszczą normalnie do swojego kraju.
Wpuszczą tylko najtańszą siłę roboczą, która nie będzie marudziła na kiepskie warunki pracy i będzie nadawała się do doskonałej pracy na farmie jako niewolnicy. I to jest coś, na co my się zgadzamy. Zgadzamy się na samych siebie w tej sytuacji. I to jest chyba największa tragedia rodzaju ludzkiego w dzisiejszych czasach, że my sami się zgodziliśmy na to, jacy jesteśmy w tym momencie, jak organizujemy swoje życie, jak organizujemy swoje society, jak organizujemy swoje szczęście. Tak sobie to zrobiliśmy i naprawdę pokracznie wygląda w dzisiejszych czasach jakakolwiek próba kogokolwiek, kto wychodzi i mówi: „Bo mi się nie podoba i ja uważam, że powinniśmy założyć partię polityczną, zmienić to, sramto i owamto”. Mi się zawsze bardzo chce śmiać. Uważam, że jest to żałosny obraz jeszcze większego zgłupienia i zdebilenia, jakie można sobie wyobrazić, bo to jest dokładnie zaproszenie do tej zabawy. To jest zabawa pod tytułem jak zrobić jeszcze większą patologię w już istniejącej. Założymy nowy zespół partii politycznych, założymy nowe przepisy, dopiszemy nowe paragrafy, zmienimy prawo na jeszcze inne. Jest taka iluzja, że jak zmienisz przepis na inny, to będzie bardziej ludzki.
A ja się zapytam, a może nie potrzebujesz tego przepisu? Skąd się wziął przepis? Zastanów się skąd jest ten przepis i co on oznacza. Ale to jeszcze trzeba się zastanowić. To jest właśnie taka najtrudniejsza decyzja, żeby wziąć i się zastanowić. I to jest kwestia z tak zwaną konsekwencją, która jest słowem, które wyparowało podejrzewam ostatnio z wielu miejsc na świecie. Tak zwana konsekwencja. O mediach to już nawet nie będę mówił, bo to jest bardzo zabawne, kiedy słyszysz faceta, który próbuje ci wkręcić jakąś historię, a numer polega na tym, że sam nie zrobił żadnego researchu na ten temat i że to, co on mówi, czy zależny, czy niezależny, czy jakikolwiek. Naprawdę nie gra roli, czy to jest Telewizja Polska, czy jakiś kanał YouTube, gdzie chłopcy krzyczą przeciwko NWO i tak dalej. Gdzieś tam ktoś tam, że reptilianie i tak dalej.
To naprawdę nie gra roli, to nie jest istotne. Wszędzie jest ta sama zasada. Albo stukniesz się do siebie samego i zrozumiesz, że to się zmienia od tego momentu, albo nie. Ja nie sądzę, żeby ktokolwiek z tych tak zwanych alternatywnych kolesi cokolwiek zrobił. Mam masę znajomych, którzy są tak zwanymi alternatywnymi dziennikarzami, jak łatwo się domyślić. Część z nich tutaj czasami się przewija przez to radio, bo się gdzieś tam poboku pojawili. Część trochę dłużej, część krócej. I wielu z tych ludzi dalej nie kuma, że mają wolną energię, że mogą sobie zrobić urządzenie, że ich to nie kosztuje. Opowiadają niesamowite bzdury, niesamowite bajki o tym i w ogóle pouczają wszystkich, a sami nic nie zrobili dookoła siebie. Czasami potrafią uwalić piękny pomysł tylko dlatego, że im się nie chce nic robić.
To jest właśnie ta strefa komfortu. Bo właściwie jak się przyjrzysz całej tej sprawie, to się sprowadza do bardzo prostej kategorii. Są ludzie, którzy robią i mają efekty i są ludzie, którzy nic nie robią i efektów nie mają. I to jest dokładnie z naszym myśleniem, że albo coś robisz w głowie sam ze sobą i masz efekty tego w postaci świata dookoła siebie, albo nie robisz tego w swojej głowie, albo robisz coś innego i też masz efekty tego innego, bo zawsze coś robisz. Taka jest prawda. Jeżeli robisz w głowie taki świat, jaki jest na zewnątrz, to nie dziw się, że jest tak jak na zewnątrz. Nie ma czemu się dziwić, że nie ma cudownych rozwiązań, które czekają na nas w supermarketach. Bo jakie głowy chodzą do tych supermarketów? Co te głowy miałyby tam zrobić w tych supermarketach? Jak zmienić atmosferę?
Przecież nie zmienią. To dalej jest na etapie rozrywki. Podrzuć mi nowy, ciekawy temat. Zabaw mnie tutaj przez parę chwil, bo mi się znudziło już oglądanie telewizji. To sobie wymyślimy poza zależnymi niezależne telewizje, a później sobie wymyślimy niezależne radio, a później sobie wymyślimy niezależne gazety. Po prostu zabawa. Zabaw mnie, a później wrócimy do tych zależnych, bo już nam się przejadły. Takie kółko. Zabaw mnie, niech ja się pobawię, niech ja mam co oglądać. To mnie znudziło, to pooglądam coś nowego.
To jest ciągle z punktu widzenia oglądacza. To nigdy nie jest z punktu widzenia człowieka, który wchodzi w rzeczywistość, bierze młotek, gwoździa, wbija deski i coś konkretnego robi. To są zawsze numery pod tytułem podpierdolka. Usiądź, poczekaj, obejrzyj. Za chwilę wychodzi nowy produkt. Już jest na wszystkich półkach w sklepie. Możesz go kupić, ale gdybyś miał coś sam robić, lepiej tego nie rób. Lepiej usiądź, pooglądaj reklamy. Mogły ci się nie podobać. Możesz na nas krzyczeć.
Załóż serwis przeciwko nowemu porządkowi świata i umieść tam reklamy. Sobie będziesz zarabiał na tym, że jesteś przeciwko nowemu porządkowi świata. Wow! Fantastyczna wizja, prawda? Możesz być za i przeciw w jednym. Możesz kontestować i na tym zarabiać. Fenomenalna historia. Piękne czasy, prawda? A ludzie się zastanawiają, dlaczego jest, jak jest. Mam paru takich kolegów, którzy bardzo głośno narzekają na świat jaki jest, ale gdybyś zobaczył, człowieku, jak oni żyją, to byś się zdziwił.
Zastanów się. Przecież ci kolesie jako pierwsi zapierdalają po przysłowiową butelkę coca-coli. To jest tak, że on nie może bez tej butelki coca-coli i bez tego browarku wytrzymać. To on pierwszy zasponsoruje ten biznes. Ty nawet nie musisz w ogóle nic robić. Wypuszczasz go samopas i za pięć minut koleś wraca i już powstało dziesięć korporacji. On był taki niezależny i taki dobre serce i w ogóle chciał wszystkim pomóc. Także to jest takie, że tak powiem, na dwoje babka wróżyła. Ja to zawsze twierdzę, że po efektach się poznaje człowieka, po tym co robi. Albo coś robisz, coś działa, albo jest to czcza gadanina, jest to cofanie się do tyłu.
Mielenie w miejscu zdaje się ostatnio chyba najbardziej popularnym i najbardziej docenianym zajęciem przez wszelkie media. Jeżeli chcesz zrobić karierę, musisz stanąć w miejscu i mielić kołami. Stań i miel kołami. Wymyśl sobie jakiś temat. Jest masa pajaców, którzy sobie wymyślają kontrowersyjny temat. Statystyki pokazują, w tym sezonie modne są małżeństwa gejów. To robimy program o małżeństwach gejów. W przyszłym miesiącu modne są małżeństwa wiewiórek. Robimy program o małżeństwach wiewiórek, a w przyszłym tygodniu będziemy mówili o strażakach. Także będziemy robili program o strażakach.
A za miesiąc może się sprzeda, będzie zima, będzie o czapkach. Rozumiesz? I wszyscy to kupują. Jeszcze gorzej, bo znakomita część ludzi w tym momencie się drapie. „Zajebisty pomysł. Chyba otworzę fabrykę czapek. Akurat będzie jeszcze trzy miesiące. Może uda mi się na tej fali sukcesu wypłynąć i zarobić na czapkach”. To jest dokładnie taka zabawa. Szukanie koniunktury na lepsze jutro.
Fascynująca historia. Myślę, że nie trzeba naprawdę tego robić. Świat dostarcza nam takich rozwiązań, że się w głowie nie mieści. Mamy technologię, z której można skorzystać. Nie musisz, ale możesz. To jest właśnie ten wybór. Na Florydzie nikt nie chciał skorzystać z technologii Keshe. To jest fenomen. Stany Zjednoczone dostały jako pierwszy blueprint tej technologii i to taki z generatorami, że cokolwiek się stanie, to oni mają prąd. Tych generatorów normalnie już nie możesz kupić.
Są teraz montowane w Afryce pierwsze egzemplarze, ale nie są do kupienia w tej części świata, gdzie my mieszkamy. Przynajmniej ja i ty. Jeżeli mieszkasz w Polsce, a ja mieszkam w Anglii albo w Stanach mieszkasz, albo gdziekolwiek, to poza Afryką są nie do kupienia. Ale nie było problemu, można było zwyczajnie zrobić te generatory. Była propozycja, była o tym mowa, rząd dostał propozycję, ale bardziej się opłaca ludziom, bo to jest pytanie, bardziej się opłaca rządowi tego nie robić. Bardziej się ludziom nie opłaca tego nie robić. Nie opłacało, bo to chyba w czasie przeszłym, że to wszystko się nie opłacało. Wszyscy potraktowali tak, centralnie olali. Olali, olali, poszli, poszli. „A takie głupoty nagadał.
Przecież nie wiadomo, czy działa, czy nie. Napijmy się wódki, będzie lepiej”. I się napili tej wódki czy tamtego lokalnego drinka Budweisera. Szefowie byli tacy, że przy tornado też czekają na prąd. I niech czekają dalej. Wiadomo, że się nic nie zmieni. Wiadomo, że w tym momencie, jeżeli ich nastawienie do rzeczy jest takie, to wiadomo, że ktokolwiek miałby działający generator, nie przyszedłby do nich i nic nie zrobił. To jest tak samo jak ja i moja medycyna. Jeżeli widzę w tobie szaleństwo, a miałbym medycynę w ręku, to na pewno będziesz ostatnią osobą, do której będę chciał uderzać z tą medycyną, bo naprawdę nie lubię szaleńców dookoła siebie. Także nikt nie będzie tutaj ci proponował nic specjalnego, jeżeli zwariujesz.
Jeżeli zwariujemy ty i ja, musimy liczyć tylko i wyłącznie na siebie, bo w tym momencie jakakolwiek pomoc by nie była, to nie jest żadna pomoc, tylko dobijanie nas, bo wiadomo, że dookoła wtedy będziemy mieli już tylko taką idiokrację i ktoś znowu wpadnie na genialny pomysł i stwierdzi, że szczepionka uratuje mi życie i mogę nie przeżyć przez tą szczepionkę. Ale w papierach wyglądało, że przeżyję, bo papier jest ważniejszy od człowieka. I to jest chyba taka konkluzja, którą każdy powinien sobie złapać w głowie na ten temat. Nie wiem, czy ja powinienem się wypowiadać na temat gdzie jest, w którym miejscu i co tak naprawdę chce wspierać swoim działaniem. Co chce robić, jaki świat chce zbudować, gdzie chce dojść z tym wszystkim. Gdzie ty chcesz dojść, człowieku, z tym wszystkim? Do jakiej przyszłości? Co tam ma się dziać w tej przyszłości? Czy w ogóle jest jakaś przyszłość? Czy w ogóle patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego w ogóle jest sens?
Właśnie, to jest dobre pytanie. I ja z tym pytaniem, z tym bardzo ważkim pytaniem, które jest doskonale znane wszystkim podróżnikom, zostawię cię tutaj po tej jakże wykrzyczanej i wybluzganej hiperprzestrzeni. Jak będziesz komuś ją polecał, to przypomnij, że ja tu troszeczkę klnę i żeby odsunął dzieci od głośników. I tylko tyle. Otóż to. I to było na tyle dzisiejszej hiperprzestrzeni. Myślę, że wszyscy zrozumieli, o czym mówiłem. Do roboty! Ładnie. Dzięki za słuchanie, człowieku.
Dzięki za spędzenie czasu ze mną. Dzięki temu mogłem się z tobą podzielić swoją jakże ważką refleksją na temat, w którym miejscu jest cywilizacja i tak naprawdę komu zależy na tym, żeby świat się zmienił. Właśnie. I zostawiam ciebie tutaj, bo ja myślę, że ty sam wiesz, czy tobie zależy na tym, żeby coś tu się zmieniło, czy tobie w ogóle nie zależy na tym, żeby się zmieniło. Mi na tym zależy, bo jestem częścią tego świata. Wiem, jak się tu żyje i wcale nie chcę tak żyć do końca życia. A ty? Słuchaj, decyzję zostawiam w twoich rękach. Musisz sobie sam ogarnąć temat. Jeżeli nie wiesz, nie jesteś przekonany, kim jesteś, kim nie jesteś, znasz recepturę.
Bierzesz naturalną medycynę, idziesz i poznajesz samego siebie. To jest ta bramka, przez którą się wchodzi do prawdziwego życia. Innej bramki nie ma. Ktokolwiek cokolwiek ci nie powie, to jest ta podstawowa bramka. Jeżeli tego nie przerobisz, to może być tak, że nigdy się nie spotkamy w tym samym miejscu. Może tak być. Zawsze będziesz musiał biec po tą Europę i to się nigdy nie skończy. A ja? A ja to nie wiem. Ja będę gdzieś indziej.
Prosta historia. Ja już jestem gdzieś indziej, ale to już jest inna sprawa. Anyway, człowieku, zostawiam cię z tymi wszystkimi refleksjami. Mam nadzieję, że należysz do tak dziarskich ludzi jak ja i podejmiesz na co dzień, nie że podjąłeś, ty już podejmujesz na co dzień od lat takie decyzje jak ja i nie masz problemu z tym, żeby spojrzeć śmiało każdemu w oczy i normalnie z nim porozmawiać. Bo ja nie mam tego problemu, żeby spojrzeć tobie prosto w oczy i porozmawiać z tobą szczerze. Nie mam problemu, żeby patrzeć ludziom prosto, szczerze w oczy. I to jest moim zdaniem jedna z najpiękniejszych rzeczy, które może mnie osobiście spotkać. I dokładnie tylko tacy ludzie tworzą świat. Ci ludzie, którzy są w stanie patrzeć prosto w cudze oczy. I nie muszą kłamać, nie muszą kombinować, nie muszą kręcić, nie muszą robić nie wiadomo czego.
To jest właśnie prosta historia. Nic więcej. I to tyle na dzisiaj w hiperprzestrzeni, człowieku. Wysłuchałeś hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz Czasnu. Ja tu pozdrawiam serdecznie Grzegorza, z którym ostatnio podróżowaliśmy i mieliśmy bardzo ciekawe refleksje na temat w ogóle rzeczywistości i tak dalej. Ciągle te same. Ale wiesz, zmieniamy rzeczywistość, to możemy sobie pozwolić na refleksję. Ja tu buduję maszyny, które redukują poważnie zużycie prądu elektrycznego. Liczniki stoją w miejscu, jeżeli o to chodzi. Także ja już wiem, co to oznacza i wiem, że to jest możliwe i wiem, że można.
Zrobiłem te wyprawy i dalej robię wyprawy, używając medycyny naturalnej, wybierając się na tak zwane tripy, dostając wizji, których tak wszyscy ci, którzy są zakłamani w sobie, się tak boją, bo nagle by się okazało, kim są, a kim nie są. Nie mam tego problemu, jakoś się spokojnie z tym ogarniam i powiem ci szczerze, że polecam nawet i uważam, że każdy, kto skończył 21, 23 rok życia, może być wcześniej, powinien minimum raz w roku robić taką medycynę i nie w żadnych kontrolowanych warunkach, tylko normalnie wziąć substancje w piękny dzień, pójść do lasu i spędzić ten dzień ze sobą samym. Ja myślę, że gdyby tak się działo, to ten świat w ciągu dosłownie tygodnia wyglądałby zupełnie inaczej. I mam taką nadzieję, że tak się właśnie dzieje, bo to nie jest tak, że ja tej nadziei nie mam. Ja tu sobie pracuję, ja tu mam maszyny, które już robią troszeczkę inne rzeczy z prądem. Także moje spojrzenie na rzeczywistość jest zupełnie inne. Ja wierzę, że się da i to nawet nie jest wiara. Ja po prostu wiem, że się da inaczej. Przetestowałem na sobie i działa. Także jedyne, co mogę powiedzieć, jestem żywym dowodem na to, że działa.
To radio też, człowieku. To ja znikam. Zostawiam cię z tymi wszystkimi dziarskimi opowieściami. Jeszcze raz serdecznie przepraszam, jeżeli uraziłem twoje ucho twardym męskim słowem, właściwie powiedziałbym stajennym językiem. Ale wiesz, czasami się zdarza. Także dzięki za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam na kolejny odcinek za tydzień. Przypominam, że w Radiu Na Fali słyszycie inne audycje transmitowane też przez Radio Paranormalium oraz Radio Czas Snu. To jest środek „Książę Edward. Etykieta zastępcza” oraz w czwartek o godzinie 22 polskiego czasu „Chata Mystyka”, w której ja się czasami pojawiam z felietonem, zaangażowanym felietonem, bo przecież wszyscy jesteśmy zaangażowani.
Tak à propos taki margines. Mi się czasami chce uśmiechać bardzo mocno, jak słyszę taki komentarz, że coś jest zaangażowane, że dziennikarstwo zaangażowane albo coś jest zaangażowane. Tak się zastanawiam, do jakiego stopnia zdebilenia musiał dojść człowiek, który używa tego słowa. Bo to jasno i wyraźnie oznacza, że człowiek, który tak mówi, nie jest zaangażowany nawet w swoje własne życie. Mu się wydaje, że wszyscy wszystko robią na zasadzie odgrywania przedstawienia, że wszyscy są aktorami tak samo jak on, że wszyscy mają to w dupie i chodzi tylko o odegranie roli, niepomylenie się w tekście i nieprzewrócenie dekoracji. I on to nagrywa jako takie moje życie. Śmieszne, prawda? Ale od razu widać, kto kim jest. Także to jest ta luksusowa sytuacja, że jak masz już troszeczkę otwarte oczy, na tyle otwarte, że możesz każdemu śmiało spojrzeć prosto w jego oczy i nie ma z tym problemu, bo nie masz nic do ukrycia, no to wtedy sprawy się zmieniają. Wtedy też widzisz pewne rzeczy.
Już też nikt cię nie okłamie, bo nie ma takiej opcji. No widzisz, że kolor firanek nie zgadza się z dywanem. Także tu już takiej opcji nie ma. Anyway, zostawiam to wszystko. Zostawiam ciebie z tymi refleksjami. Słuchaj, spotkamy się wtedy, kiedy się spotkamy, czyli w najlepszej okoliczności, najbardziej sprzyjającym czasie. A ja dziękuję wszystkim mecenasom Radia Na Fali, bo jest tu kilku drobnych mecenasów, którzy nie opuścili radia. Także dzięki serdecznie. Pozdrawiam w ogóle serdecznie i dziękuję bardzo. Namaste, sir.
Tymczasem znikam, a ty słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.