[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu Chata Mistyka. Zaszumiało, zastwierczało. Namaste. Namaskaram. Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Pozdrawiam wszystkich na wstępie, abyście zdrowi byli. Witam w kolejnym odcinku Chaty Mistyka. Witam w chacie. Moi drodzy słuchacze, jestem nadal w domu, w którym zagościłem parę dni temu. Zostałem zaproszony do domu, w którym przebywa paru medytatorów. Przepiękne okoliczności przyrody. Mała, malownicza wioseczka w niższych partiach Himalajów, w północnych Indiach. Dzisiaj wcześnie rano pewien jegomość lokalny zapukał w moje okienko sypialni. Ja już byłem na nogach. Otworzyłem mu okienko, powitałem go uśmiechem.
Był ubrany w bardzo tradycyjne, lokalne szaty. Na głowie miał charakterystyczne lokalne nakrycie głowy, okrągłą czapkę z wyszywanym na przedzie paskiem materiału, który przyozdobiony jest w lokalne wzory. Taki lokalny design, bardzo tradycyjny, ludowy. Jegomość poinformował mnie, że dzisiaj w tym domu odbędzie się spotkanie ludności z wioski. Także w tym momencie, kiedy nagrywam dla was kolejny epizod Chaty Mistyka, na dole domu, w podpiwniczonym pomieszczeniu, aczkolwiek bardzo przestronnym, odbywa się właśnie spotkanie lokalnej starszyzny. Więc postanowiłem dać im troszeczkę więcej miejsca. Pomimo tego, że dom jest wielki, bardzo przestronny, to udałem się na dach owego domu. Lokalna ludność jest bardzo pracowita. Wstają bardzo wcześnie rano i chodzą spać późno wieczorem. To jest taka społeczność, która generalnie musi wyprodukować sobie wszystko.
Warunki nie są łatwe, dlatego że są bardzo strome zbocza gór. Ja jestem tutaj w połowie wysokości doliny, powiedziałbym, otoczony majestatycznymi szczytami porośniętymi strzelistymi ku niebu sosnami. Jest bardzo zielono, ale w oddali widać bardzo majestatyczne, dramatyczne, ostre szczyty himalajskie, które pokryte są czapą śnieżną. Więc pomimo tego, że jest lato, to ten śnieg w wysokich partiach gór, podejrzewam, że jest to wysokość około 4500, a może 5000 metrów, utrzymuje się tam przez cały rok. Więc siedząc na dachu mam przewspaniały widok na te wszystkie szczyty. Oprócz tego otoczony jestem mnogością wodospadów. Naprawdę z tego miejsca, gdzie siedzę, gdybym próbował policzyć wodospady, te, które tylko widzę, to prawdopodobnie jest ich ponad 10. Jest to dosyć częste zjawisko w górach. Lokalna ludność jest bardzo pracowita, pracuje ciężko. Kobiety pracują równie ciężko jak mężczyźni, może czasami nawet ciężej.
Zaimponowało mi to, że widuję kobiety chodzące tutaj z potężnymi koszami na plecach. Te kosze są albo tradycyjnie zrobione z wikliny, albo częściej raczej plastikowe. Jest obecnie czas zbiorów jabłek, dlatego że ta wioska zajmuje się oprócz tego, że tak jak wspomniałem wcześniej, produkuje bardzo wysokiej klasy haszysz z kannabisu, który tutaj radośnie, naturalnie porasta wszędzie. To są konopie indyjskie, dokładnie indyjskie. One nie są tutaj hodowane, tylko po prostu dziko rosną wszędzie. Lokalna ludność w sposób bardzo tradycyjny, bardzo pracochłonny również pozyskuje z tych roślin olej, który przerabiany jest w bardzo prostym procesie tłoczenia na zimno rękoma i jest przerabiany w haszysz. Oprócz tego, że produkują tutaj lokalny haszysz, to wioski słyną z jabłek, przewspaniałych, soczystych jabłek. Sady, czyli tak zwane jabłeczniki porastają owe strome zbocza gór. Więc to nie jest taki sad łatwo dostępny w kratkę, gdzie można wejść i zebrać wszystkie jabłka w przeciągu dnia. Tutaj warunki są troszeczkę mniej dostępne.
Owe dziarskie panie z wielkimi koszami na plecach pociskają sobie tutaj radośnie po tych górskich dróżkach i noszą te potężne kosze wypełnione jabłkami. Nieprawdopodobna praca. W momencie, kiedy na dole domu odbywa się spotkanie starszyzny, nie mam za bardzo pojęcia, na jaki temat dyskutują. Jest to zgromadzenie ponad 30 osób, więc jest to pewnie sprawa bardzo istotna. Może chodzi o zbiory jabłek. Kto to wie? Ja jestem na dachu. Słońce zaczyna coraz bardziej prażyć, więc za chwilę będę szukał jakiegoś cienia, żeby się schować. Mam nadzieję, że to nagranie uda mi się kontynuować, dlatego, że czasami sprzęt pod tytułem Apple wyłącza się z powodu przegrzania w słońcu. Za chwilę muszę znaleźć jakiś kawałek cienia na tym dachu.
Niech napiję się troszeczkę wody z mojej miedzianej butelki. Polecam miedziane butelki. Zanim rozpocznę, dzisiaj mam ciekawy temat, dlatego że dla uważnych słuchaczy, dla uważnych gości Chaty Mistyka, może dzisiaj uda mi się otworzyć im troszeczkę oczy na pewne sprawy. Skromnie mam nadzieję, że może uda mi się nawet odpowiedzieć na parę nużących ich pytań. Dlatego, że dla tych, którzy dzisiaj będą słuchali uważnie moich przemyśleń, moich wypowiedzi, może się nagle okazać, że znajdą odpowiedź na nużące ich egzystencjalne pytania, takie jak: kim ja tak naprawdę jestem? O co w tym wszystkim chodzi? I jaki jest cel mojej wędrówki? Moi drodzy, dzisiaj opowiem o wszystkim. Dosłownie. Dzisiaj będę opowiadał o wszystkim, o całości.
Także proszę wytężyć słuchu, ale też jeżeli ktoś nie skuma od razu, o czym w tym wszystkim chodzi, to proszę się absolutnie nie przejmować. Każdy z nas, którzy wstąpili na drogę poszukiwania prawdy, ma swoje tempo, ma swoje warunki, w których się musi poruszać. Także nigdy nie polecam zapatrywania się na kogokolwiek innego, że ktoś to rozumie bardziej, ktoś to czuje bardziej, ktoś jest na wyższym poziomie, a ja w ogóle nic nie doznaję i nic się nie dzieje ze mną. O takich rzeczach trzeba zapomnieć. Jakiekolwiek aspiracje trzeba sobie schować w kieszenie. Na to wszystko przyjdzie czas. Trzeba porzucić wszelkie oczekiwania. Za chwilę o tym powiem i po prostu delektować się życiem, istnieniem. Także jeżeli ktoś nie zrozumie dzisiejszych moich wypowiedzi, to proszę się absolutnie nie przejmować. Zawsze można wrócić sobie do mojej opowieści.
Zresztą bardzo polecam wszystkim grzebanie w archiwum Chaty Mistyka. Archiwum dostępne jest na www.paranormalium.pl w dziale Archiwum MP3 należy wpisać Chata Mistyka. Każda z części Chaty Mistyka ma tytuł. Zawsze staram się, żeby ten tytuł był jakimś odnośnikiem do tematu, o którym mówię w danym epizodzie. Aczkolwiek wszystkie te części są połączone ze sobą. Staramy się zaprowadzić pewną unię we wszechświecie, pewne zrozumienie całości, więc każdy element połączony jest z każdym innym elementem. Polecam grzebanie w archiwum. Archiwum też dostępne jest na kanale Paranormalium na YouTubie, także na YouTube wystarczy wpisać Chata Mistyka. Też pojawią się tam do tej pory zarejestrowane epizody. Także zachęcam wszystkich.
Ja staram się nie powtarzać za bardzo, aczkolwiek temat jest tak rozległy i zarazem tak spójny. Tak jak powiedziałem, wszystko połączone jest ze wszystkim tutaj. Także często wspominamy te same rzeczy, rozpatrujemy je pod innymi kątami, może używam troszeczkę innych słów. Dzisiaj troszeczkę klamrowo spróbuję opowiedzieć o całości, o co w tym wszystkim chodzi i jaki jest cel naszej wędrówki. Drodzy słuchacze, w międzyczasie zacznę szukać sobie zacienionego miejsca na dachu. Mam pewien pomysł. Dlatego, że słońce przesuwa się coraz wyżej i jest coraz goręcej. Także ja tutaj jeszcze się troszeczkę pokrzątam. Zanim wytoczymy te grube armaty na burtę naszego statku pirackiego i zanim zaczniemy grzmieć jakimiś potężnymi pojęciami i zanim zanurzymy się w gęstwinę dygresji i napomnień, to ja się przeniosę na drugą stronę dachu i opowiem wam jeszcze jedną anegdotkę. Otóż wspomniałem jakiś czas temu, że w chacie, w której przebywam, pojawił się pewien gość.
Pewien, powiedziałbym nawet jegomość. Bardzo zacna postać. Ja i mój współlokator zastaliśmy na ganku domu pewnego dnia majestatyczną postać starca ubraną na biało, w białe szaty. Wizerunek prawdziwego mistyka, powiedziałbym, dlatego, że jest to mistyk. Brodacz. Długa siwa broda, długie siwe włosy, majestatyczny wyraz twarzy, w bardzo dostojnym spokoju czekał na nas. Kiedy pojawiliśmy się blisko niego, przywitaliśmy się gestami. Przybył z daleka. Nie wiedziałem dokładnie skąd. Wiedziałem tyle, że do najbliższej większej wioski idzie się Półtorej godziny do dwóch godzin, w zależności od tempa.
Pan przyszedł z daleka. Napiliśmy się herbaty wówczas i porozmawialiśmy sobie chwilkę. Ja poinformowałem go o moich praktykach, których to nauczyłem się w południowych Indiach, w centrum jogi. Próbowałem go podpytać o jego praktyki, techniki. Opowiedział mi, że jest joginem, że praktykuje tak zwaną kriya jogę. Po paru godzinach rozmowy jegomość się pożegnał i wyruszył w drogę powrotną. Oczywiście spytałem się go, czy odwiedzi nas ponownie. Powiedział, że tak, że nie ma problemu. I właśnie pojawił się wczoraj ponownie. Kończyłem moją poranną praktykę.
Zszedłem do kuchni i okazało się, że siedzi owy jegomość w bieli, z bardzo sympatycznym uśmiechem. Dobra, już się chyba tutaj zainstalowałem. Przepraszam za zgrzyty i szuranie. Dobrze. Tak chyba będzie okej. Halo, halo! Jak mnie słychać? Słuchajcie, moi drodzy, wczoraj odwiedziłem prawdziwą chatę mistyka, można by powiedzieć. Jegomość pojawił się ponownie. Tym razem udaliśmy się w jego strony.
Jest to rzeczywiście niemała odległość. Szliśmy dwie godziny do stacji autobusowej, a później wsiedliśmy w autobus, który to jechał przez prawie godzinę. Znaleźliśmy się w małej wiosce, w troszeczkę innej części. Nie wspomniałem o tym, jak ma na imię. Otóż to jest mnich bez imienia, właściwie można by powiedzieć. Dlatego, że wszyscy w wiosce nazywają go Swami Ji albo Baba Ji, co jest takim tytułem, którym się ludzie posługują, kiedy zwracają się do osoby uduchowionej, czyli do jogina, dajmy na to, który praktykuje rozwój duchowy. Więc Swami Ji ani Baba Ji to nie są imiona. To jest bardziej taka funkcja w społeczeństwie. Swami dosłownie oznacza mnich, więc on jest nazywany po prostu mnichem. Nazwijmy go sobie mnichem bez imienia.
Mnich bez imienia zaprowadził mnie do swojej chatki, w której mieszka, a jest to dosłownie chatka. Po takim 15-20 minutowym spacerze od miejsca, gdzie zatrzymał się autobus, znaleźliśmy się pośród pola. Takiego po prostu pola, gdzie gdzieniegdzie rosły drzewa jabłkowe. Stała tam taka dosłownie chatka, po prostu zwykła, drewniana, lekka konstrukcja. Okazuje się, że jest to po prostu typowa pustelnia. 20 minut od głównej drogi. Człowiek jest totalnie sam siedząc w tej chatce. Dokonuje swoich praktyk, medytuje. W chatce nie ma ani prądu, ani nie ma wody. Nie ma po prostu wodociągu tam.
Nie ma nic, nie ma dosłownie nic. On nie ma nawet materaca. On śpi praktycznie na glebie, tylko po prostu rozciągnie sobie jakiś kawałek koca czy też maty i śpi na tej macie. Widziałem, że ma tylko jeden set ubrań, szczoteczkę do zębów, pastę do zębów. Praktycznie w tym domu, w tej chacie nie ma nic. Jest to typowa pustelnia mistyka. Okazuje się, że Swami bez imienia, że mnich bez imienia jest mistrzem duchowym już od 19 lat. Szkolił się u swojego mistrza dawno, dawno temu, a teraz sam został po prostu nauczycielem. Ale nie uczy wszystkich. Uczy tylko tych, którzy są poniekąd wtajemniczeni lub są w jakiś sposób w procesie podążania drogą świadomości.
To nie jest człowiek, który wychodzi i szuka sobie uczniów. To troszeczkę w drugą stronę działa. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Zapowiada się na interesującą historię. Moi drodzy, czas rozpocząć poważniejsze kwestie, o których dzisiaj chciałem poopowiadać troszeczkę. Zachęcić was do myślenia troszeczkę w inny, alternatywny może sposób. A może jest to dla wielu słuchaczy gości Chaty mistyka sprawa oczywista. Może ja użyję troszeczkę innych słów, może troszeczkę innego kąta zagadnienia, a może nic z tego po prostu w nas nie zostanie. Ale też się tym, tak jak powiedziałem, nie ma co przejmować, dlatego że mówię dzisiaj o sprawach dosyć poważnych, więc jest to kwestia, która może wymaga troszeczkę skupienia. Dzisiaj porozmawiamy sobie troszeczkę o całości, o jedności.
Pięć elementów czy też pięć jakości, pięć gatunków informacji. Te pięć elementów to są tak zwane żywioły, czyli woda, ogień, ziemia i powietrze. Piątym elementem, bardzo istotnym, jest przestrzeń. Przestrzeń, czyli po prostu pustka. Jest to bardzo istotny element, dlatego że w zależności od niego i od konfiguracji pozostałych czterech elementów powstają formy materialne. Piąty element, czyli pustka, to nie jest coś, co jest niepotrzebne. To nie jest jakiś produkt uboczny procesu. Wręcz przeciwnie, jest to bardzo istotny składnik wszechświata. To jest to, co w języku fizyki kwantowej może być nazywane na przykład czarną dziurą albo antymaterią. Ale co to jest ta pustka?
Ta pustka, czyli tak zwana szunia w sanskrycie, to jest pustka, ale ona jest nasycona maksymalnym potencjałem. Z tej pustki może wyniknąć cokolwiek, co się przejawia w świecie fizycznym. Jest to nieistniejący świat idei, można by powiedzieć, które nie istnieją w świecie, nie reprezentują się w formie materialnej, aczkolwiek mają potencjał zaistnienia w zależności od tego, jak wystąpią owe czynniki, czyli pięć elementów, w jakich proporcjach, w jaki sposób one się zamanifestują. To, co istnieje w świecie fizycznym, to, co jesteśmy w stanie odebrać przez nasze ciała, przez nasze organizmy, które również zanurzone są w fizyczności, czyli wszystko to, co interpretujemy sobie z naszego otoczenia, to jest to, co poznajemy przez nasze pięć zmysłów. Nasze pięć zmysłów to jest wzrok, słuch, smak, węch i dotyk. Ogół informacji o naszym świecie fizycznym, który sobie interpretujemy, jest dostarczany poprzez nasze pięć zmysłów. To właśnie one, te zmysły, pozwalają nam rozpoznać nasze położenie w świecie fizycznym. Ale te pięć zmysłów wprowadza też pewien rodzaj ograniczenia, dlatego, że my jesteśmy w stanie poprzez pięć zmysłów odczuć tylko to, doświadczyć tylko tego, co te zmysły są w stanie odebrać. Czyli to, w jaki sposób one nastrojone są do wszechświata, bo to jest kwestia dostrojenia częstotliwości dosłownie i za chwilę o tym powiem, to na tyle jesteśmy w stanie odebrać rzeczywistość i nic poza tym. Ale nie, nie do końca.
Nic poza tym nie jesteśmy w stanie odebrać w tym sensie fizyczności, w tym sensie materii. Na czym polega materializacja przedmiotów? Skąd biorą się przedmioty w tym świecie namacalnym, w tym świecie fizycznym? Polega to wszystko na stopniu nasycenia energii owymi pięcioma elementami, czy też można powiedzieć tymi pięcioma jakościami. I w zależności od struktury i złożoności formy energii powstaje po prostu dane zjawisko. Zjawisko, czyli kiedy energia z czystego potencjału, z tej pustki przeistacza się w formę, nabiera jakiegoś charakteru, co jest domeną na przykład przedmiotów albo żywych stworzeń, to wówczas ta forma nabiera kształtu. Z tej idei, z tej pustki, przy udziale odpowiednich jakości, potencjał nabiera formy i nabiera kształtu dla przedmiotów, dla żywych stworzeń, a dla innych fenomenów staje się na przykład dźwiękiem, zapachem czy też temperaturą. Inaczej mówiąc, różne bodźce zmysłowe, na które reaguje człowiek, są produkowane przez różne rodzaje wibracji. I to jest taka wibracja na poziomie atomowym, powiedziałbym nawet na poziomie subatomowym. Wszystko we wszechświecie wibruje.
Wszystko wibruje i na poziomie mikro, i na poziomie makro. Jak to działa? Na poziomie tym właśnie subatomowym można by powiedzieć, że wibracje istnieją w elektronach i protonach. Ale elektrony i protony to nie są najmniejsze cząsteczki. To wszystko jest regulowane przez pranę. Prana, czyli bardzo subtelna forma energii życia. To jest to, co nas napędza. To jest to, co powoduje, że jesteśmy żywi na tej planecie i tutaj, w tej części galaktyki. To właśnie ta prana, ta energia życia ustawia cząstki atomu i powoduje wibracje tego atomu, czyli programuje atom do pewnego rodzaju wibracji. Okej?
Wtedy właśnie atom jest naładowany informacją o tych pięciu zmysłowych ideach, o tych pięciu ideach pochodzących od pięciu elementów. Kiedy atom jest tak zaprogramowany, to my jesteśmy w stanie za pośrednictwem naszych pięciu zmysłów odebrać informację. Jesteśmy w stanie odebrać informację jako dźwięk, jako na przykład kształt. Jesteśmy w stanie doznać bodźców dotykowych i tak dalej. Mamy taki aparat w sobie, który nastrojony jest do odbierania tej wibracji, a ta wibracja tworzy dane zjawiska. Okej? Można by powiedzieć, że wszystkie istniejące, czyli te zmaterializowane formy, obojętnie od źródła pochodzenia, obojętnie skąd są wygenerowane, posiadają też pewne trzy rozpoznawalne charakterystyki, które zawsze jednocześnie istnieją w każdej rzeczy i stworzeniu na świecie. To są tak zwane trzy guny. Trzy guny. Sattva, która ma jakości dobra, harmonii i konstruktywności.
Rajas, która reprezentuje pasję, aktywność, ale również zagubienie. I tamas, czyli ciemność, ignorancja i zniszczenie. To są trzy guny, które całościowo opisują jakość każdego przedmiotu, można powiedzieć. Sattva, rajas, tamas. Ja o tym mówiłem troszeczkę szerzej w odcinku „Chaty Mistyka” zatytułowanym „Adi Yogi”. Czyli była to opowieść o pierwszym joginie, o Shivie. O gunach mówiłem, z tego, co pamiętam, w odcinku drugim, dlatego że były to dwa odcinki. Także zachęcam bardzo do posłuchania tych starszych audycji „Chaty mistyka”. I co z tymi gunami? Okazuje się, że każda rzecz, która istnieje w materialnym świecie, ma w sobie te trzy guny, czyli te trzy zespoły wartości czy też jakości.
I w zależności od proporcji i stopnia nasycenia tych jakości, stanowią one w jakiś sposób o charakterze przedmiotu. Czyli każdy przedmiot wygenerowany w tej naszej rzeczywistości fizycznej posiada te trzy różne wartości, jakości, tylko w innych proporcjach. I w zależności od tego, jakie te proporcje będą, jaka będzie proporcja ignorancji albo aktywności, albo dobra, to w zależności od tego powstanie dany przedmiot fizyczny albo stworzenie żywe. W ten sposób wydaje się materializować ten właśnie czysty potencjał. I rzekomo poprzez bardzo intensywne praktyki jogi można posiąść w pewien sposób umiejętność materializowania przedmiotów. Więc tutaj wypływamy już na naprawdę szerokie i głębokie wody. Można potraktować to, o czym mówię, jako czary-mary albo można dać temu troszeczkę uwagi. I rozumiejąc ten proces, można dojść do wniosku, że jest to właściwie możliwe. Może nie jest to łatwe, aczkolwiek z punktu widzenia teoretycznego, okazuje się, że również praktycznego, jest to możliwe. Praktyki jogi, które bazują na tym, że takowy praktykant jogin już jest tak wtajemniczony w całość wszechświata, jest tak rozpuszczony w świecie, że już nie istnieje jedynie w ciele fizycznym, tylko jest bardzo mocno połączony z tą boskością, z tym stworzeniem, z tą całością, z tym kosmosem, jest w stanie troszeczkę manipulować siłami natury.
Jeżeli praktykujący są już na takim poziomie rozpoznania stworzenia i są tak już rozpuszczeni w tej zbiorowej świadomości, to okazuje się, że są w stanie w jakiś sposób przekierować, można powiedzieć, owe stwórcze siły kosmiczne wedle swojej intencji. Czyli intencja już wówczas staje się tak potężnym narzędziem, że jest w stanie w jakiś sposób uporządkować siły natury odnośnie naszej woli. Jest to na pewno niełatwa działalność, wymaga długich lat praktyk. I wówczas może nastąpić na przykład zmaterializowanie się jakiegoś obiektu. Dlatego, że wówczas odpowiednio dobrane proporcje jakości energii kosmicznej są w stanie długotrwale zamanifestować się w żądanej przez owego jogina formie. I tutaj mam przykład takiego jogina. Ganda Baba, czyli Perfume Saint, tak zwany „święty od perfum” można by to przetłumaczyć. Święty od perfumów. Był to pewien bardzo nonszalancki jogin, który rzekomo przez hardkorowe praktyki jogi, trwały one 12 lat, zdołał nabyć umiejętności dostrajania siebie do mocy pranicznych, czyli do tych energii życiowych. I był rzekomo w stanie przekierowywać biony, czyli cząstki prany.
Był w stanie kierować nimi w taki sposób, aby uporządkować ich strukturę na poziomie wibracji, a tym samym zamanifestować obiekt albo zjawisko. I rzekomo jego specjalnością było produkowanie przepięknych zapachów. Stąd ksywka „święty od perfumów”. Zdobył sobie tym dosyć sporą popularność. Odwiedzało go wielu ludzi, miał mnóstwo uczniów, a jego wizytatorzy byli bardzo zachwyceni faktem, że był w stanie sprawić, że przykładowo ich dłonie, bez użycia żadnych substancji i bez kontaktu dotykowego z samym mistrzem, zaczynały pachnieć intensywną wonią olejku różanego na przykład albo jaśminu. Więc owy jegomość, mnich od perfum sprawiał, że części ciała jego gości zaczynały przepięknie pachnieć perfumami. I odbywało się to bez udziału żadnych substancji ani bez dotykania nikogo. Oczywiście próbowano podważyć autentyczność świętego od perfumów. Zarzucano mu praktykę autosugestii, czy też nawet hipnozy, czyli myślano, że ludzie stają się ofiarami jakichś praktyk hipnotycznych i w związku z tym w bardzo subiektywny sposób są w stanie czuć woń perfum. Ale okazało się, że to jednak nie była hipnoza, dlatego że nawet ludzie na zewnątrz, którzy nie brali udziału w eksperymencie, również czuli zapach perfum na skórze ludzi czy na przedmiotach, które były w obecności mistrza.
Więc zostało to w jakiś sposób zweryfikowane. I co o tej historii myślicie? Pozostawiam to wam. Aczkolwiek w jakiś sposób historia owa pokazuje tutaj nieprawdopodobny potencjał możliwości, które wynikają z praktyki duchowości, jogi, nas samych, wnętrza. Wszechświat jest przepotężny, ale jednocześnie jest bardzo mikroskopijny. To jest taki paradoks. Wszechświat nie posługuje się prawami logicznymi, dlatego że w pewnym momencie, kiedy rozmawiamy sobie o sprawach metafizycznych ... mistycznych czy też duchowych język staje się bardzo nieporadny. Oprócz tego, że nie mówię za często po polsku, to też pojawia się pewien problem lingwistyczny, który związany jest z tłumaczeniem, nadawaniem nazw zjawiskom, które to po prostu już nie egzystują, nie funkcjonują w obszarze naszego poznania zmysłowego. Dlatego, że to, co poznajemy przez zmysły, nauczyliśmy się nazywać.
Stworzyliśmy języki, słowa, którymi posługujemy się. Jest to swego rodzaju forma kodowania informacji, która dociera do nas poprzez nasze zmysły, które odbierają ową kosmiczną wibrację. Problem chyba głównie polega na tym, że pozostawiamy w tle ową sprawność logiczną. To już są rzeczy, które wkraczamy na tak głęboki ocean świadomości, że usiłujemy nazwać coś, okiełznać to myślą, aczkolwiek są to już rzeczy, które wykraczają poza umysł, powiedziałbym, czy poza jakiekolwiek doświadczenia zmysłowe. Wszechświat, ten wszechpotężny, bezgraniczny wszechświat jako całość jest przedstawiony w każdej swojej pojedynczej cząsteczce. Czyli każda najmniejsza drobina rzeczywistości tego wszechświata zawiera informację o całości, o wszystkim innym i jest kosmosem, można by powiedzieć, samym w sobie. Czyli każda drobinka kosmosu, każdy pyłek, każde ziarenko jest po prostu swoistego rodzaju kosmosem samym w sobie. Śiwa czy też Adi Yogi, tak zwany pierwszy jogin, powiedział, że cały kosmos, całe stworzenie można umieścić w ziarenku gorczycy, czyli po angielsku mustard seed. To jest takie powiedzenie, że cały kosmos można umieścić w tym właśnie mustard seed, czyli w tym małym ziarenku gorczycy. Dlatego że tak jest.
Informacja jest ta sama dla wszystkiego, tylko inne są proporcje, troszeczkę inna jest wibracja, troszeczkę inne pojawiają się warunki, dlatego że te wszystkie elementy oddziałują każdy z każdym. Energia wiecznie krąży w kosmosie. Wszystko jest częścią tego samego, funkcjonuje na tej samej zasadzie, można by powiedzieć, i zbudowane jest z tego samego materiału, z owych pięciu elementów. Wszystko ma zespół wszechobecnych jakości. Owe trzy guny. Dlatego też wszystko zanurzone jest w takiej siatce zależności. Wszystko połączone jest ze wszystkim. Dlatego wszystko jest jednym. Wszystko jest jednością, wszystko jedno. Ale nie wszystko jedno, że nie zależy mi.
Wszystko jedno. Machnę ręką i pójdę. Tylko wszystko, znak równości pomiędzy, jedno. Wszystko jest jednym. Rzeczy różnią się tylko skalą zjawiska, powiedziałbym natężeniem tego zjawiska. Ale jest to też sprawa względności. Wszystko to zależy od pozycji obserwatora. Kiedy już stworzymy sobie obserwatora, o tym za chwilę powiem. Czyli wszystko zależy od pozycji obserwatora i tego, jak wielkiego znaczenia próbuje owy obserwator nadać samemu sobie. Stąd właśnie wynika ta niewygodna dla nas dualność świata, czyli to rozdwojenie rzeczy w świecie materialnym, kiedy my jako uczestnicy świata próbujemy się wyodrębnić jako obserwatorzy tego świata.
Nam się wydaje jako ludziom, że jesteśmy tacy ważni, istotni. Próbujemy się wyodrębnić, wyłuszczyć od reszty natury, od reszty stworzenia, więc często nie zdajemy sobie sprawy, że my jesteśmy częścią tej planety. Mamy Ziemi, częścią tej galaktyki, częścią tego kosmosu, tylko wydaje nam się, że my jesteśmy jakimiś mieszkańcami na tej planecie i że my poruszamy się po jej powierzchni jako po naszym terytorium. Jak możemy ubiegać się o przywłaszczenie terytorium, skoro ono jest częścią nas samych? To jest ten problem, z którym spotkali się lokalni ludzie w Ameryce Północnej, kiedy to rozpoczął się najazd Europejczyków. Kiedy to panowie z długimi, zakręconymi wąsami w melonikach wytyczali sobie swoje terytorium na nowym lądzie, tak zwanym odkrytym przez nich lądzie, pomimo tego, że był zamieszkiwany przez tysiące lat przez ludzi innych szczepów, innej kultury. Lokalni, tak zwani Indianie, co też jest pomyłką, bo przecież to nie Indie, tylko Ameryka, ale zwykło nazywać się ich Indianami. Oni nie mogli za bardzo zrozumieć, dlaczego biały człowiek biega z tymi sztachetami, wbija je w ziemię i rozciąga linę czy też buduje ogrodzenie i mówi, że to jest jego kawałek ziemi. Przecież ziemia była dla wszystkich. Zawsze jest.
Ziemia jest tak samo dla zwierząt, jak i dla ludzi. I to był problem, taki logiczny właśnie w pojęciu tubylców w Ameryce Północnej. Jak to jest, że biały rubieżca próbuje sobie rościć prawa do jakiegoś kawałka ziemi, że on tam może przebywać, a ja nie mogę? Taka dygresja, taka ciekawostka. Ale powracając do wszechświata i do wszystkiego. Wszystko jest jednym. Wszystko równa się jedność. My tutaj próbujemy stać się obserwatorami zjawisk na świecie. I w tym polega błąd. Dlatego, że my sugerujemy się w pewien sposób tą dualnością, tym napięciem w świecie materialnym.
Czyli tym, że jest plus, minus, że jest ciemne, jasne, że jest białe, czarne, że jest dobro i zło i tak dalej. To są wszystko pojęcia, które kreuje sobie nasz umysł. Te rzeczy tak naprawdę nie istnieją. One istnieją tylko dla nas, dlatego, że my sobie w ten sposób interpretujemy ten świat fizyczny. Jako taki świat rozwarstwiony, rozbity na tą skazę materialności. Ale na przykład alchemik to jest taka postać, która doskonale rozumie, że nie powinno się odstawać od stworzenia, czy też nawet eksperymentu. Dlatego, że alchemik jest w stanie bardzo sprawnie manipulować prawa natury. To jest taki rodzaj jogina, który jest w stanie manipulować pewne zjawiska, tudzież nawet materializować przedmioty, tudzież lewitować. I może ma różne inne moce, które to w dzisiejszych czasach w telewizji mają super herosi. Może coś w tym jest.
Pradawna wiedza, moi drodzy. Alchemik doskonale rozumie, że jest zawsze częścią procesu. On sam. Czyli on nie jest tylko obserwatorem i wszystko po prostu dzieje się na zasadzie wypadków, tylko on jest uczestnikiem i od niego zależy to, jak będzie funkcjonować zjawisko. Ale powróćmy do naszej pustki. Jak to jest, że od tej pustki w nicości, od tej shuni nagle przejawia się świat fizyczny, świat materialny, w którym to my tkwimy, w którym jesteśmy zanurzeni. Ale spokojnie, dlatego, że nie jest to jedyna nasza forma egzystencji. Czyli ciało ludzkie to nie jest jedyna rzecz, która cechuje ludzi. Dlatego, że posiadamy również ciało energetyczne, ciało emocjonalne. To jest różnie nazywane w różnych tradycjach, w różnych kulturach.
Dusza czasami, czasami wyższe ja, czy też głębsze ja, nie wiem, jak to się nazywa. Jest to swego rodzaju proces. Ten proces można by właściwie opisać w pięciu poszczególnych stopniach. Jak to się staje, że od tej pustki, od tej nicości, od tej antymaterii, od tej czarnej dziury, która jest notabene właśnie nicością, ale tak gęstą, że zasysa do siebie każdą materię, która pomimo tego, że ma gęstość, to jest dużo lżejsza niż ten maksymalny, przepotężny, nieograniczony potencjał. Owa właśnie czarna dziura. Dlatego wszystkie galaktyki, zaobserwowane zjawiska kosmiczne zasysane są do wnętrza tej najbardziej nasyconej potencjałem nicości, tej pustki, tej nieprzestrzeni. Jak to się dzieje, że od tego pojawiają się obiekty fizyczne, materialne? A więc jest to pięć stopni. Pierwszym z nich to jest pustka, owa nicość, shunia. W tym wszystkim następuje zapłon, można by powiedzieć.
Tutaj następuje powstanie świadomości, samoświadomości. Dlatego, że wszystko ogólnie, ogół cały jest świadomością, ale musi nastąpić moment. To nie jest moment w czasie, tylko musi nastąpić inicjacja, zapłon myśli. Czyli pojawia się myśl, czy też nawet nie jest to myśl, dlatego, że to jeszcze nie jest umysł, to jest samoświadomość, to jest zapłon. Ja jestem. I am. Niech tak będzie. Amen. Czy cokolwiek, ktokolwiek jest nazywany w różnych religiach, w różnych tradycjach. Ja jestem.
Jest to moment rozpoznania istnienia samego siebie. Jeżeli wykasujemy wszystkie pytania, które nas nurtują, czy też kiedy odpowiemy na wszystkie pytania, które nas nurtują, co prawdopodobnie nie jest możliwe. Ale może po dzisiejszej audycji parę pytań uda się tutaj rozwiązać. Jedna jedyna rzecz, na temat której możemy być pewni, to jest tylko jedyna rzecz. Kiedy zamkniemy oczy i kiedy wyłączymy wszystkie nasze bodźce zmysłowe, obojętnie w jakim języku mówimy, jaki mamy kolor skóry, z jakiego jesteśmy tła społecznego, jaki mamy stopień edukacji. Zapomnijcie o tym wszystkim. Kiedy zamkniemy oczy, skupimy się na naszym wewnętrznym spokoju, wyłączymy wszystkie zmysły. To jest tylko jedna rzecz, na temat której możemy być pewni. I ta rzecz to jest nasze istnienie. To jest po prostu fakt, że istnieję.
Ja istnieję. Nie wiem, w jakiej formie. Nie wiem, w jakim kolorze skóry. Nie wiem, jakim językiem mówię. Nie wiem, w jakim kraju. Nie wiem w ogóle, kim ja jestem, czym jestem. Człowiekiem, zwierzęciem, kamieniem. Nie ma to znaczenia. Jedyny fakt, który tkwi w naszej świadomości, która się pojawia, to jest taki, że ja jestem. To można nawet zawęzić do jednego słowa: jestem.
Czyli to już nie ma znaczenia w tym momencie, czy to ja, czy to ty, czy to my, czy oni. Jedyna opcja, która może się pojawić w kompletnie pustym umyśle, to jest to, że rozpoznajemy własne istnienie. Jestem. I to jest początek wszystkiego. To właśnie o tym mówi Biblia w Księdze Genezy, kiedy mówi o tym, że na początku był dźwięk, na początku był głos, wibracja. Pojawia się po prostu pierwsza forma wibracji. Jestem. Myśl, która nie ukorzeniona jest w umyśle, dlatego, że umysł jeszcze w tym momencie nie istnieje. Umysł pojawia się na kolejnym stopniu, na trzecim stopniu. To właśnie tutaj świadomość wytwarza umysł, czyli powstaje forma indywidualności.
Właśnie tu można dodać już to słowo „ja”. Ja jestem. Jestem w stanie w tej chwili posługiwać się moim umysłem jako narzędziem do rozpoznawania pewnych procesów, które zaczynają się rodzić. Do rozpoznawania pewnych schematów, które zaczynają funkcjonować już na tym trzecim stopniu, dlatego, że jest już umysł. Zaczyna istnieć coś, zaczyna wibrować coś, co zaczyna rozpoznawać samo siebie, dlatego, że z pustki, z kompletnej nieobecności pojawiła się świadomość, czyli jestem. Z jestem pojawia się umysł, czyli dostajemy narzędzie do realizacji naszego rozpoznania. Możemy zacząć się rozglądać dookoła. Nic jeszcze nie ma, dlatego, że nie ma jeszcze świata, jest tylko umysł. Ale już powoli możemy zaczynać się rozglądać dookoła. Już mamy jakieś narzędzie.
Czwartym stopniem, kolejnym jest nasze ciało ludzkie, czyli pojawia się materializacja. Materializujemy się w formie człowieka, czyli ten umysł ma już swoją lokalizację. Już w głowie mieszka rozum. To ciało fizyczne to już jest tak naprawdę to, w jaki sposób funkcjonujemy tutaj, w tych warunkach. Piątym, kolejnym stopniem dodamy wokół tego ciała cały świat. Czyli to nie jest tylko nasze ciało unoszące się w niebycie, tylko już mamy stworzony świat. Mamy swoją galaktykę, mamy planetę, którą zamieszkujemy. Jest to świat obiektów materialnych, fizycznych, w których funkcjonujemy. Nie zapominajmy o tym, że nasze ciało ludzkie to nie jest nic innego jak po prostu zbiór elementów z naszego otoczenia, czyli z naszego świata. Dlatego że my, pomimo tego, że przypisujemy sobie jakieś niesamowite zasługi i jesteśmy bardzo dumni z naszej ludzkości, człowieczeństwa, to często nie zdajemy sobie sprawy, że my tak naprawdę jesteśmy tylko ziemią i to dosłownie.
Jesteśmy brudem, ziemią, która jest troszeczkę bardziej złożona w swojej strukturze, bardziej kompleksowa forma, która ma dwie nogi i potrafi się poruszać po powierzchni planety. Ale nasze ciało składa się z tych samych pięciu elementów, z których składa się wszystko inne na tej planecie. Czy jest to zwierzę, czy jest to roślina, czy jest to najbardziej złożony organizm, który zamieszkuje tą planetę, który jest częścią tej planety, czyli człowiek, to my jesteśmy złożeni z tego samego. Dlaczego ciało jedzeniowe czy też żywieniowe? Dlatego, że nasza struktura ciała składa się tylko i wyłącznie z tego, co my nazbieraliśmy rączkami i włożyliśmy do buzi. To nie jest jedyny sposób, w jaki nabywamy energii do funkcjonowania, dlatego, że energia praniczna pochodzi bezpośrednio z kosmosu. Ta energia życia pochodzi bezpośrednio ze słoneczka. To słońce, które często nas pali, razi w oczy, za którym tak bardzo tęsknimy na przykład w okresie zimy, to jest właśnie potężny transmiter, który non stop nadaje i wydziela energię, którą zasilane są wszystkie organizmy na tej planecie. A to nasze ciało fizyczne to jest po prostu nic innego jak zbiór elementów z naszego otoczenia, czyli z naszej planety. Pięć stopni, pięć procesów, w których manifestuje się świat obiektywny, czyli świat obiektów.
Zaczynamy od pustki. To znaczy, źle powiedziałem „zaczynamy”, dlatego że ten proces, te pięć stopni to jest tylko logiczna próba zrozumienia tego, czym jest fenomen istnienia. Można zacząć ten proces na każdym stopniu, dlatego że to jest proces, który nigdy się nie zatrzymuje. Jest to pewnego rodzaju ekspansja tych pięciu elementów procesu i implozja. I to następuje cały czas, naokoło. Wszechświat się rozszerza i zawęża, rozszerza i zawęża, powiększa i zacieśnia. Więc z pustki, z nicości, z shuni powstaje świadomość. Ja jestem, czyli jestem. To jest drugi stopień. Istnieję.
Ja istnieję. Trzeci stopień to jest umysł. Pojawia się umysł. Umysł to jest tylko i wyłącznie nasze narzędzie do rozpoznawania schematów, którymi posługuje się świat. W tym świecie fizycznym my sobie dostarczamy jakichś informacji, jakichś definicji Pojawia się dualność, dlatego, że świat fizyczny odbieramy tylko i wyłącznie za pośrednictwem naszych bardzo ograniczonych pięciu zmysłów. Tworzymy sobie w tym miejscu definicję czasu, który notabene nie istnieje tak naprawdę. Czas i przestrzeń to są tylko rzeczy, które my sobie interpretujemy. One w skali wieczności, w skali nicości, owej śuni, czas nie ma znaczenia. Czas dotyczy tylko naszego świata materialnego, czyli on się pojawia tylko na tym trzecim etapie, kiedy zaczyna funkcjonować umysł, pojawia się pojęcie czasu czy też przestrzeni. My próbujemy sobie nazwać rzeczy.
Kiedy umysł już funkcjonuje jako narzędzie, pojawia się ciało, czy też manifestuje się ciało. Jesteśmy ludźmi, jesteśmy zwierzątkami. Mamy dwie ręce, dwie nogi, mamy nos, mamy oczy, mamy wszystkie narządy naszych zmysłów. Żywimy to ciałko, zbieramy te wszystkie roślinki, korzonki, owoce, orzeszki dookoła. Pijemy wodę. Niektórzy też jedzą zwierzątka czy też piją mleko pochodzące od innych stworzeń. I zaczynamy sobie ogarniać, nazywać to wszystko dookoła. Zaczyna się pewnego rodzaju stres związany z tym, że próbujemy zapewnić sobie przetrwanie w tym świecie fizycznym. Dlatego, że pojawia się strach, pojawiają się emocje, które nie istniały wcześniej. Bo w tym momencie, kiedy uświadamiamy sobie: „jestem, istnieję”, nie ma żadnych emocji.
To jest stan kompletnej błogości, po prostu istnienia ponadczasowego. Jestem. Nie interesuje mnie to, czy będę głodny, co będę robił jutro, jak zapłacę za czynsz w przyszłym miesiącu. Nie ma w ogóle takich problemów na tym etapie. Dopiero w momencie, kiedy dostajemy to fizyczne ciało, zaczynamy przejawiać się w świecie materialnym, zaczynają pojawiać się problemy. Ale to wszystko sterowane jest umysłem. To wszystko pochodzi tylko i wyłącznie z naszego oglądu rzeczywistości, a nie z rzeczywistości samej w sobie. To nasze ciało funkcjonuje w świecie, czyli na tej planecie, w tych warunkach materialnych, w tych warunkach kosmicznych, w jakich się przejawiliśmy. Jest to świat obiektów, czyli jesteśmy otoczeni różnymi obiektami. Sami jesteśmy obiektem w tym świecie.
Stąd właśnie wywodzi się forma dualizmu, czyli nasz umysł zaczyna interpretować sobie nas samych jako odrębność od reszty świata. To jest pewnego rodzaju pułapka, którą wielu z nas niestety podąża. Właśnie to, że społeczności omamione są pewnymi ideałami, jakimiś hasłami, jakimiś lękami, to, że na świecie pojawiają się wojny, wywodzi się właśnie z tego punktu, kiedy uświadamiamy sobie, że my jesteśmy odrębnością od świata, że ciało ludzkie jest takie kruche, jest takie miękkie, że jest tak łatwo stracić to ciało czy też przestać żyć, przestać funkcjonować. Jeżeli ograniczymy się tylko i wyłącznie do oglądu świata w sposób patrzenia poprzez zmysły, przez odbiór świata materialnego, przez zmysły i zapomnimy o tych wszystkich pozostałych stopniach, które doprowadziły nas do funkcjonowania w takiej formie, a nie innej, to wtedy pojawia się potężny lęk. Ten lęk powoduje to, że jesteśmy zestresowani, zaczynamy gromadzić wokół siebie dobra materialne, zaczynamy jak najbardziej skupiać się na zapewnieniu sobie przetrwania w świecie fizycznym. To wykorzystują bardzo skrzętnie, bardzo niechlubnie potężne koncerny, firmy, korporacje, na czele których oczywiście stoją ludzie. To nie są roboty, które kontrolują tymi firmami. Są po prostu ludzie, którzy również nie dostrzegli tych innych aspektów funkcjonowania człowieka i którzy tak już zatracili się w tym świecie materialnym, fizycznym, uroili sobie opinie na temat funkcjonowania w tym świecie do tego stopnia, że próbują kontrolować swoje otoczenie i próbują kontrolować innych ludzi i wprowadzają swojego rodzaju rządy. To wszystko wywodzi się z lęku, moi drodzy. To nie jest żaden atut, że ktoś posiada mnóstwo pieniędzy dlatego, że dorobił się ich na oszukiwaniu innych.
On najzwyczajniej w świecie nie rozumie sensu i całości funkcjonowania życia na tej planecie i sposobu, w jaki skonstruowany jest i funkcjonuje wszechświat. To jest człowiek, który zapędził się początkowo w próbie zapewniania sobie jak najwyższego bezpieczeństwa w naturze, później komfortu, później to przeradza się w chorą żądzę władzy i pomiatania innymi ludźmi, którzy sobie po prostu żyją i funkcjonują i delektują się stworzeniem i światem. Z tego miejsca pojawiają się ludzkie troski. To jest to miejsce, w którym zaczynają funkcjonować wojny pomiędzy plemionami, pomiędzy narodami. Jest to wojna wpływów, jest to wojna dosłownie w formie militarnej. Przykra jest to sprawa, że jest to tylko poziom nasycenia świadomości, że niektórzy z nas dokonują złych wyborów. Dokonują po prostu takich wyborów. Wybory powinny być w naturze słuszne, czyli nie ma pojęcia dobra i zła. To jest coś, co my sobie wykreowaliśmy, posługując się naszymi umysłami. Umysł, czyli tylko coś, co jest narzędziem do funkcjonowania w świecie materialnym.
A my nie jesteśmy tylko zwierzątkami w materialnych ciałach. Ale owy umysł tworzy sobie różnego rodzaju definicje, różnego rodzaju dualności, pojęcia czasu, przestrzeni, pojęcia dobra czy też zła, czy też umysł próbuje nazywać sobie emocje, których doświadczamy tutaj. Świat po prostu jest, jaki jest. Stworzenie nie ma jakości przewyższającej niszczącą, dlatego, że stworzenie by zniszczyło samo siebie i przestałoby tym samym istnieć. Więc ogólną tendencją jest dobro. My sobie to nazywamy dobrem, ale to jest tak naprawdę tylko kwestia tego, co działa i co nie działa. To jest tak jak w laboratorium chemicznym czy w warsztacie mechanicznym. Coś po prostu albo działa, albo nie działa. Jest dla nas korzystne albo niekorzystne. Czasami jest neutralne.
Tak samo jest z pojęciami dobra i zła. To są rzeczy, których definicje my sobie stworzyliśmy, aby nazywać jakieś formy zaistniałe w rzeczywistości. Ale tak naprawdę dobro i zło nie istnieje. Są tylko rzeczy, które działają lub nie działają. Zabiegłem się troszeczkę w tej dygresji. Mówiłem o tych wszystkich wielkorządcach, zagubionych postaciach. Dlatego, że gdyby ta grupa tak zwana rządząca na chwilę się zatrzymali, usiedli spokojnie i nie myśleli o tych swoich klanach, które stworzyli, żeby kontrolować rynkami świata i ludźmi. Żeby nie myśleli o tych akcjach na Wall Street, żeby nie myśleli o tych pieniądzach czy o tym, w jaką limuzynę wsiądą dzisiaj po południu. Gdyby oni na chwilę usiedli i zaczęli praktykować medytację, gdyby zanurzyli się wewnątrz siebie, to każdy z nas jest w stanie dojść do wniosku, że jesteśmy częścią potężnego, funkcjonującego mechanizmu. Jesteśmy przejawem życia tutaj, na tej planecie i jesteśmy tylko jednostkowym przejawem tego, co manifestuje się całościowo.
Z tego miejsca, dlaczego chcielibyśmy zaszkodzić jakiejś części stworzenia? To jest tak, dlaczego miałbym w tej chwili zacząć gryźć w palec wskazujący lewej ręki i odgryźć sobie palec? Dlaczego miałbym to zrobić? Przecież to jest część mojego własnego organizmu. To jest część mnie samego. W podobny sposób w społeczności, kiedy większość ludzi tak naprawdę jest dobra. Jeżeli nazywamy sobie to takimi kategoriami, większość ludzi jest dobra. Tylko niektórzy ludzie są zagubieni dlatego, że się boją. Dlatego, że przejawia się w nich forma lęku, co prowadzi do stresu. To wszystko funkcjonuje tylko i wyłącznie w naszych umysłach.
Żadne zjawiska tak naprawdę nie funkcjonują na zewnątrz w takich formach, w jakich my sobie je nazywamy słowami. Wszystko jest takie, jakie jest. To tylko my panicznie próbujemy sobie wszystko podporządkować, wyprostować i nazwać. Świat jest całościowy. Znowuż z pustki do istnienia, czyli ja jestem. Kolejny etap: umysł. Kolejny etap: ciało. Kolejny, piąty etap: świat obiektów, czyli świat, w którym istniejemy. Możemy zacząć sobie ten proces w każdym miejscu tych pięciu stopni. Tutaj jeszcze wspomnę, jaka jest różnica pomiędzy wiecznością a nieskończonością.
Czas nie istnieje w tej nasyconej potencjałem pustce, w tej nicości. Tam nie ma znaczenia, czy Bartek będzie mówił w programie „Hata mistyka” przez godzinę, czy może przez półtorej godziny, czy może przez 10 lat, czy będzie mówił przez 1008 lat. Dlatego, że jeżeli nie mamy ciała fizycznego, to nie interesuje nas upływ czasu. Dlatego, że nie musimy jeść, nie musimy spać, nie musimy pić wody, nie bolą nas plecy, tylko po prostu tkwimy i jesteśmy, uczestniczymy w tym. I to jest właśnie wieczność. W tym miejscu tego procesu, tego cyklu pięciostopniowego, to jest właśnie owa wieczność, czyli brak czasu. Później, kiedy kreujemy sobie to pojęcie czasu, kiedy już posiadamy umysł, kiedy zaczynamy już funkcjonować w ciele i to ciało zaczyna funkcjonować w świecie obiektów. Świat obiektów ma pewne walory nieskończoności, dlatego, że nie ma nic porównywalnego w tej manifestacji materii, w takiej formie na planecie, w naszej galaktyce, w naszym kosmosie. Nie ma dwóch identycznych rzeczy. Ten maksymalny potencjał może przejawić się na mnogość rozwiązań.
Jest nieskończony sposób możliwości, w jaki może przejawić się idea. Owa platońska idea, można by powiedzieć. Dlatego, że Platon również joginem był. Taka ciekawostka. I również posiadł tę wiedzę na temat stworzenia. To nie był filozof, dlatego że zwykło nazywać się go mianem filozofa greckiego. Filozofia nie jest to dziedzina bardzo praktyczna, tylko bardzo teoretyczna, a okazuje się, że Platon mówił i uczył, i nauczał o rzeczach, które miały bardzo praktyczne zastosowanie. Tudzież z tych idei platońskich, z tego świata obrazów jak gdyby, ale które nie mają jeszcze formy, owe pomysły, można by powiedzieć, owe idee są w stanie przekształcić się w cokolwiek, w nieskończoną ilość możliwości. I ta ilość możliwości nigdy się nie skończy, dlatego że nie istnieje w czasie, tak jak sobie tutaj podsumowaliśmy. Więc ten proces tworzenia się świata materialnego, ta wędrówka od wieczności do nieskończoności, ten tak zwany Big Bang, czyli ten wielki wybuch.
Bo właściwie to, o czym dzisiaj mówię, to jest to, co zwykło się nazywać Big Bang, czyli początek wszechświata. Tylko że troszeczkę mylna jest interpretacja Big Bang jako jakiegoś zjawiska, które pojawiło się dawno w czasie i które jest kontynuowane, dlatego że na początku nie ma początku, bo nie ma czasu. Czas to jest tylko coś, co my sobie interpretujemy przez nasz umysł. Czyli w tej pustce nie ma jeszcze miejsca na takie zjawisko jak czas, więc nie może być również początku. Więc Big Bang, czyli ten wielki wybuch, to jest rzecz, która nie istnieje na osi czasowej. To jest po prostu coś, co następuje cały czas na okrągło. Każda najmniejsza porcja naszego czasu, którą jesteśmy w stanie sobie zinterpretować przez nasz umysł, to jest po prostu taki cykl kręcący się w kółko z nieprawdopodobną prędkością. Czyli wszechświat się rozszerza i się zawęża. To nie jest jeden wybuch, tylko to jest po prostu mnogość, nieskończona ilość wybuchów potężnych i implozji. Czyli jest pustka.
Nagle pojawia się świadomość. Jestem, więc buum. Wszystko się rozszerza, pojawia się umysł, pojawia się ciało fizyczne. Zbieramy sobie elementy z naszego otoczenia, pojawia się świat obiektów. Wszystko zwalnia i nagle zasysa się z powrotem do siebie. I to jest właśnie to. To jest ten Big Bang. To nie jest tylko wybuch, tylko to jest implozja. I to trwa cały czas, od wieczności po nieskończoność, od maksymalnego potencjału do nieskończoności możliwości przejawiania się form materialnych. Czyli my wiecznie rozpadamy się na części jako materia i jesteśmy zespalani na nowo.
Tylko to się dzieje tak szybko, że my nie jesteśmy w stanie tego zauważyć. Nasze organizmy fizyczne rozpadają się miliony razy na sekundę i składają się ponownie w całość. To, jak się składają, zależy wszystko od wibracji, a wibracja jest programowana z owej pustki. I to właśnie tutaj pojawiają się zagadnienia telepatii. Dlatego, że może jesteśmy w stanie komunikować się bez używania słów. Skoro są takie miejsca, gdzie nasza świadomość funkcjonuje bez organizmów, bez tego ciała fizycznego. Może tutaj pojawia się miejsce na teleportację, skoro jesteśmy w stanie funkcjonować poza ciałem. Może są takie momenty, kiedy jesteśmy w stanie to ciało skumulować w innych warunkach, w innych okolicznościach czasu, przestrzeni. Może do tego właśnie dąży technologia Keshe'go. Ja przynajmniej tak to widzę.
Właśnie na tym może będą polegały w przyszłości już niedługiej podróże kosmiczne. Nie na zasadzie wsiadania w rakietę, która spala tony paliwa, wyrzucając śmieci w kosmos, które później orbitują przez tysiące lat. A może na zasadzie, że we własnym domu, we własnym pokoju jesteśmy w stanie stworzyć takie warunki, że po prostu znikamy, pojawiamy się w innym miejscu. Może na tym to właśnie wszystko polega. Wujek Keshe, myślę, że on wie, o co chodzi. Myślę, że jest taką współczesną formą jogina czy też alchemika, który pojął tą wiedzę i tutaj pojawił się ponownie. Bo właśnie w takich warunkach, kiedy już rozpadamy się i tylko jesteśmy przechowywani jako informacja, czemuż by nie pojawić się ponownie? Tu właśnie pojawia się kwestia reinkarnacji tak zwanej. Skoro nie jesteśmy ograniczeni już tylko do ciała fizycznego i do naszego umysłu, to dlaczego by nie pojawić się na nowo w innej formie, w innych okolicznościach, w innym czasie? Cóż, moi drodzy, to sprawa, o której możemy rozmawiać i będziemy rozmawiać w kolejnych częściach Chaty Mistyka.
Ja myślę, że na dzisiaj tutaj już czas nam zakończyć owe dywagacje. Mam nadzieję, że udało mi się tutaj zainteresować was tematem. Może udało mi się, mam cichą nadzieję, wprowadzić pewne wątpliwości w wasz tok rozumowania. Może macie jakieś sugestie. Zapraszam wszystkich do komentowania naszych spotkań pod audycją w archiwum. Tam można zostawić komentarz. I zapraszam do szukania, do szperania. Zapraszam do kolejnego spotkania w Chacie, gdzie będziemy rozmawiać o kolejnych mistycznych tematach. Pozdrawiam tutaj z tego miejsca, z dachu, z takiego właściwie przedsionka dachu, bo schowałem się przed słońcem na domu, który położony jest w majestatycznych okolicznościach przyrody, na zboczu góry, pośród sadów owocowych w niższych partiach Himalajów. Z tego miejsca bardzo serdecznie wszystkich zapraszam do kolejnej części Chaty Mistyka.
Wszystkich bardzo pozdrawiam. Obyście zdrowi byli. I do przodu, eksplorujmy. Pranam.
[01:07:50] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk.
[01:08:33] - Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu Chata Mistyka.