[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Check, check, microphone check. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Namaste. Kłaniam się nisko do pasa.
Bądźcie pozdrowieni, drodzy słuchacze. Czas rozpocząć kolejny epizod naszych spotkań w „Chacie mistyka”. Ja mam na imię Bart i zapraszam wszystkich do kolejnego epizodu. Otóż w poprzednim odcinku rozmawialiśmy sobie troszeczkę o całości wszechświata, o tym, jak funkcjonuje stworzenie, z jakich elementów składa się stworzenie. Zastanawiam się, czy teraz słychać mnie lepiej. Chyba tak, bo podłączyłem sobie mikrofonik. Przepraszam za usterkę. W poprzednim odcinku „Chaty mistyka” rozmawialiśmy sobie o wszechobecności elementów, które tworzą ten system na naszej planecie, ten świat materialny, w którym przyszło nam funkcjonować. Świat materialny, który nie jest jedynym. On pozornie może wydawać nam się jedynym dlatego, że my odbieramy nasze otoczenie, nas samych, naszą funkcję i pozycję w świecie poprzez nasze pięć zmysłów poznawczych.
I te zmysły to są swego rodzaju instrumenty, narzędzia, które mają dosyć ograniczoną formę. Dlatego, jeżeli wkroczymy na drogę poszukiwania prawdy, drogę zgłębiania świadomości, szybko zdajemy sobie sprawę, że ten materiał dostarczany przez owych pięć zmysłów wydaje się być niewystarczającym do tego, aby mieć totalną pojmę o wszechświecie i o tym, jak funkcjonuje rzeczywistość. Wtedy właśnie wkraczamy na drogę poszukiwania, na drogę poznania, która w pewnym stopniu na samym początku uczy nas tego, żeby oduczyć się wszystkich form i schematów myślowych, które do tej pory nabyliśmy. Dlatego, że większość z nich, okazuje się, że są to schematy, które dają nam fałszywe wnioski. Te wnioski będą bardziej lub mniej fałszywe, w zależności od tego, na jakim etapie rozpatrujemy dany podmiot, w jakim stopniu staramy się zbadać naszą rzeczywistość. Aczkolwiek okazuje się, że właściwie nie jesteśmy w stanie poznać nic, co znajduje się poza nami samymi. To jest troszeczkę paradoks, dlatego przywołajmy na przykład taką sytuację, że widzimy przed sobą krzesło. To znaczy stwierdzamy, że tuż przed nami stoi na podłodze krzesło. Teraz warte zastanowienia się jest tak naprawdę, gdzie my widzimy to krzesło. Czy widzimy to krzesło w oryginalnej perspektywie?
To znaczy, czy widzimy to krzesło w miejscu, gdzie to krzesło istnieje? Po krótkim zastanowieniu okazuje się, że jednak nie, bo tak naprawdę co my widzimy? My nie widzimy krzesła, tylko widzimy światło, które odbija się od owego krzesła. Więc my nie postrzegamy przedmiotu samego w sobie. Tylko ten przedmiot ma takie właściwości, że zatrzymuje tudzież odbija światło słoneczne, które to penetruje naszą gałkę oczną. Nasz mózg interpretuje sobie informację w odpowiedni sposób, narzuca na to filtry, przerabia to, dopasowuje to do tego, co już znamy, czego nauczyliśmy się wcześniej w naszym doświadczeniu i interpretuje sobie to jako przedmiot, dajmy na to krzesło. Czyli gdzie my tak naprawdę widzimy to krzesło? To krzesło widzimy w nas samych, widzimy je pierwotnie w gałce ocznej, a później obraz interpretowany jest przez nasz mózg. Czyli posługujemy się narzędziem umysłu, dlatego, że umysł to jest nic innego jak tylko narzędzie, które ma za zadanie pomóc nam w przetrwaniu w tym fizycznym, materialnym świecie. Więc to jest takie narzędzie, które pozwala nam na interpretację przedmiotów wokół nas, świata wokół nas samych, aczkolwiek nie daje nam możliwości poznania Tego świata w rzeczy samej.
My oglądamy sobie krzesło tak naprawdę w naszej głowie. My słyszymy dźwięk, na przykład dźwięk głosu. Bart mówi do mikrofonu. Teraz ty, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, drogi słuchaczku, słyszysz dźwięk, ale tak naprawdę przecież wiemy, że Bart nie siedzi w tym samym pokoju, w którym jesteś ty, szanowny słuchaczu, słuchaczko. Tylko że ten dźwięk jest przenoszony za pośrednictwem technologii. Jest to zakodowana forma informacji, która dociera do ciebie i poprzez twoją małżowinę uszną, bębenek i kowadełko i tak dalej, dociera sygnał, który interpretowany jest przez mózg, czyli przez umysł. Również mój głos słyszysz nie na zewnątrz, tylko ten głos słyszysz wewnątrz siebie. Czego jesteśmy tak naprawdę w stanie doświadczyć tutaj, w naszym bycie, w tym świecie, na tej planecie? Wydaje się, tutaj wniosek taki pojawia, że jesteśmy w stanie doświadczyć tylko tego, co istnieje w nas samych tak naprawdę. Bo pomimo tego, że te wszystkie sygnały dochodzą nas rzekomo z zewnątrz, to one tak naprawdę nie mają znaczenia.
Dlatego, że wszystkie rzeczy, wszystkie przedmioty w całym istnieniu, zwierzęta i przedmioty nieorganiczne, one po prostu sobie istnieją. Rzecz sama w sobie nie analizuje sama siebie, nie myśli: „O, jestem twardym kamieniem” albo „Mam kolor brązowy”, tudzież „Jestem gazem lotnym i rozpowszechniam się w atmosferze”. Nie, to jest nasza domena, to jest nasza ludzka domena. My chcemy zawsze interpretować, nazywać rzeczy po imieniu, ale niestety nasz umysł jest ograniczony. Również nasz słownik jest ograniczony, dlatego, że my próbujemy ubrać myśli w słowa. Jesteśmy w stanie interpretować sobie pewne zjawiska, pewne fenomeny wokół nas, ale tylko w bardzo zawężonym, określonym dla nas samych indywidualnym toku, w indywidualnym wymiarze. W poprzednim odcinku poruszyłem parę innych kwestii. Poprzedni odcinek zatytułowałem „Wszystko jedno”, ale pomiędzy słowami „wszystko” i „jedno” jest znak równości. Dlatego, że próbowałem tutaj pokazać, że całość stworzenia nie tylko zbudowana jest z podobnych elementów, z tych samych elementów w różnych proporcjach, ale funkcjonuje również dokładnie na tej samej zasadzie w skali mikro, czyli w skali mikroskopijnej. I tak samo funkcjonuje to wszystko w skali makro.
Całość stworzenia funkcjonuje dokładnie na tej samej zasadzie. Dlatego w opowieściach jogińskich bardzo często przywoływana jest taka paralela, że całość wszechświata, całość stworzenia można by z łatwością skumulować i zmieścić w nasionku gorczycy. Dlatego, że nasionko gorczycy to jest mikrokosmos sam w sobie. Każda cząstka tego nasionka to będzie kolejny wszechświat, kolejny mikrokosmos. Tak samo zbudowane jest nasze ciało ludzkie. Każdy system naszych tkanek to jest galaktyka, można by powiedzieć. Jesteśmy zasilani odgórnie energią życia. Energią, która sprawia ruch w całym kosmosie, która sprawia, że stworzenie przybiera różne formy, różne charakterystyki. To wszystko jest sterowane tym samym polem energetycznym, które manifestuje się na różne sposoby. Właściwie tych sposobów jest nieskończona ilość.
Dlatego, że w momencie, kiedy pojawia się materia z nicości, dlatego że pierwotną formą tego całego fenomenu jest pustka, nicość, która jest wszechpotężna, wszechistniejąca, która istnieje poza czasem. Dlatego, że w warunkach, kiedy jest totalna cisza, totalna pustka, nie istnieje czas. Dlatego, że czas, okazuje się, odmierzany jest tylko i wyłącznie faktem istnienia grawitacji. Do tego sobie dojdziemy jeszcze za chwilę. Grawitacja jest bardzo mocno usankcjonowana zjawiskiem czasu i przestrzeni w połączeniu. Dlatego, że czas i przestrzeń, czyli czasoprzestrzeń to są dwie, aczkolwiek nierozłączne rzeczy. Dwa nierozłączne fenomeny. Jeden nie może istnieć bez drugiego. Czas nie może istnieć bez miejsca. Miejsce nie może istnieć bez czasu.
A to wszystko trzymane jest dokupy poprzez pewną magiczną siłę, właśnie ową siłę grawitacji. Co chodzi o grawitację, to mam dla was zabawną opowieść, którą usłyszałem pierwszy raz od mojego duchowego mistrza, od Sadhguru, który w bardzo błyskotliwy sposób zwrócił uwagę na to, jak poprzez nasze metody akademickie pojmujemy rzeczywistość. Prawo grawitacji zostało określone, zostało zdefiniowane przez pana Izaaka Newtona. On bierze sobie zaszczyty za sformułowanie owego prawa grawitacji. Historia opowiada, że rzekomo Newton jako młodzieniec siedział sobie pod drzewem jabłoni. Ja notabene jestem w miejscu, w którym otoczony jestem sadami jabłecznymi. Jestem w górach. Właśnie jest sezon zbiorów jabłek, więc tutaj lokalna ludność w wiosce jest dosyć mocno zajęta zbiorami i pakowaniem w skrzynki owych jabłek. Ale powracając do pana Newtona. Pan Newton siedział sobie przy owym drzewie jabłoni, tudzież pod drzewem jabłoni.
Gdybał na różnego rodzaju głębokie tematy, rozciągał swoje różnego rodzaju filozofie i w pewnym momencie nieoczekiwanie na czubek głowy spadło mu jabłko, nabijając mu tym samym potężnego guza. Rzekomo był to moment uprzytomnienia dla młodego Newtona. Moment olśnienia. Moment typowej eureka, w którym to stwierdził, że musi istnieć jakaś siła w owej naturze, która sprawia, że wszystkie przedmioty spadają w kierunku ku ziemi, że przemieszczają się swobodnie w kierunku ku ziemi. Nazwał tą siłę siłą grawitacji. Od tej pory uczymy się wszyscy dziarsko o prawie grawitacji sformułowanym przez pana Newtona, aczkolwiek okazuje się, że jest to swoistego rodzaju kolejny żart edukacyjny. Z tego właśnie śmieje się Sadhguru, który w bardzo pogodny sposób przedstawia ową kontrowersję. Moi drodzy, pan Newton był skory do zauważenia tak istotnego faktu, że jabłko rzeczywiście spadając z drzewa leci w kierunku ku ziemi. I tak zachowują się wszystkie inne przedmioty fizyczne. Więc nazwał to prawem grawitacji.
Prawem, które powoduje, że jest owa magiczna siła, która zaciąga wszystko z powrotem do ziemi. Ale zdaje się, że przeoczył dużo istotniejszy fakt siedząc pod ową jabłonią. Nie zauważył tego, że owo potężne drzewo wyrosło przecież do góry na przekór owym siłom grawitacji. I to jest właśnie piękno naszej natury. Tutaj próba ogarnięcia czegoś schematami fizycznymi, schematami, w jaki sposób funkcjonują nasze umysły, nasze mózgi, nie do końca zawsze spotyka się z powodzeniem. Jest potężna siła życia, która powoduje, że drzewa rosną ku górze na przekór owej sile grawitacji. Nie zapominajmy również o tym, że owo drzewo ma potężny system korzeni pod powierzchnią ziemi, więc jest to kolejny symbol na to, że to, co ponad nami, również pod nami. As above, so below. I to jest taka ciekawostka. Często łatwo uwierzyć innym autorytetom, nauczycielom, politykom, ludziom, którzy prowadzą przedsiębiorstwa i potężne korporacje zniewalające tysiące pracowników.
Łatwo im zawierzyć, zaufać, owczym pędem podążać, a często jesteśmy w stanie przeoczyć tak istotne fakty, które są tuż przed nami, a my ich nie zauważamy. Więc taka jest to historia pana Newtona. Wszechświat jako całość jest przedstawiony w każdej swojej pojedynczej cząsteczce. Jest to taka siatka uzależnień. Wszystko połączone jest ze wszystkim. W każdej kropelce oceanu jest właściwie przepis na cały ocean. Każda kropelka oceanu zawiera wszystkie pierwiastki chemiczne, które zawiera woda w reszcie oceanu. Ba, każda taka kropelka oceanu zawiera wszystkie pierwiastki, które dostępne są na tej planecie, na planecie Ziemia. Wszystko zbudowane jest na tej samej zasadzie. Dawno temu, tysiące lat temu, Shiva, czyli pierwszy jogin, Adiyogi, powiedział, że cały kosmos, całe stworzenie można umieścić w ziarenku gorczycy, czyli po angielsku mustard seed.
To jest takie powiedzenie, że cały wszechświat można zamieścić w ziarenku musztardy czy też owej gorczycy, z której robi się musztardę. Dlatego, że wszystko jest częścią tego samego i funkcjonuje na tej samej zasadzie. Wszystko jest mikrokosmosem. Każda część naszego organizmu jest kolejną galaktyką, można by powiedzieć. Każde ziarnko piasku to jest kolejny świat. Każdy liść na drzewie to jest przepotężna galaktyka, gdzie funkcjonują różnego rodzaju fenomeny, prawa, zależności i powiązania. Wszystko to zbudowane jest z tego samego materiału, owych pięciu elementów, o których wspominaliśmy. Są również tak zwane guny. Wspomniałem również o trzech gunach, czyli o zespole wszechobecnych jakości w każdym przedmiocie. I wszystko połączone jest ze wszystkim.
Wszystko, moi drodzy, jest jednym. Wszystko równa się jedno. Różni się tylko skala zjawiska, natężenie albo proporcje tych materiałów budulcowych. Ale poza tym każda cząsteczka tego stworzenia jest przepisem na całość i posiada informacje na temat wszystkiego, nie tylko w naszej galaktyce, ale w całym wszechświecie. Mam taki przerywnik dla was. Mam dosyć ciekawą historyjkę o pewnym znanym, aczkolwiek nierozpoznawalnym w dzisiejszych już czasach naukowcu, który pochodził z Indii. Pan J.C. Bose. Jego imię to był sir Jagadis Chandra Bose, który urodził się w miejscu, które nazywa się Bengal w Indiach. Żył na przełomie XIX i XX wieku.
To były Indie pod okupacją brytyjską, pamiętajmy. Więc tutaj zwyczaje były troszeczkę inne niż obecnie. Były też troszeczkę inne niż te przed wkroczeniem Brytyjczyków do Indii. Panowała swoistego rodzaju etykieta. Oczywiście otwarty rasizm w stosunku do lokalnej ludności ze strony białych ludzi z Anglii. Ale pomimo wszystko pewnym światłym umysłom udało się zamanifestować w świecie akademickim. Chciałem powiedzieć o tych represjach, dlatego, że ludzie w owych czasach nie mieli dostępu do edukacji tak powszechnie, jak to ma miejsce w dzisiejszych czasach. Byli troszeczkę stłamszeni jako naród. Pan J.C. Bose, czyli pan sir Jagadis Chandra Bose, jak to światły umysł, zajmował się wieloma dziedzinami.
Zajmował się fizyką, biologią, biofizyką, botaniką, archeologią. I taka ciekawostka, zapoczątkował też indyjskie pisarstwo science fiction. Był jednym z pierwszych autorów takiego nurtu. Ale czym zajmował się pan Bose? Pan Bose zajmował się również bezprzewodową transmisją informacji. Miał bardzo wysokie osiągi w dziedzinie mikrofali. Jest nazywany również jednym z ojców technologii radiowej. Na temat tego, kto wynalazł radio jest dosyć długotrwały spór. Spór jest o to, kto jest właściwym wynalazcą urządzenia pod tytułem radio. Wiemy, że bardzo duże zasługi miał w tej dziedzinie pan Tesla, aczkolwiek pan Tesla okazuje się, że nie był jedynym człowiekiem pracującym nad tego rodzaju technologią w owych czasach.
Urządzenie na dane czasy było na tyle skomplikowane, że właściwie pracowało nad nim wielu ludzi. I ten dobytek twórczy, czy też intelektualny, właściwie ciężko jest w tej chwili nadać mu jakieś konkretne źródło, dlatego, że wielu szanownych dżentelmenów pracowało nad technologią bezprzewodową w owych czasach. Właśnie jednym z nich był również J.C. Bose. Wspomina się również nazwisko pana Marconi, który pracował nad falami elektromagnetycznymi już na kilkadziesiąt lat, zanim pojawiły się oficjalnie pierwsze urządzenia radiowe. Ale to tak jak w naszym systemie edukacyjnym, w naszej historii mnóstwo rzeczy nazywanych jest w jeden określony sposób. Są ku temu czasami pewne przykre powody, że próbuje się na przykład przypisać zasługi komuś innemu, a ktoś się nad zagadnieniem bardzo napocił, napracował. I tutaj podobnie. Zresztą tak samo, jak pan Edison nie wynalazł żarówki, tak samo Marconi nie wynalazł radia. Prawdopodobnie ten spór można by kontynuować.
Tak samo Maxwell nie wynalazł radia. To wszystko jest oparte na pracach pana Rudolfa Hertza. Heinrich Rudolf Hertz, który jest nazwiskiem znanym również w fizyce. To jest zbiór doświadczeń różnych ludzi. Oczywiście Tesla na pewno miał bardzo duże zasługi w tej dziedzinie, aczkolwiek nie można powiedzieć, że żaden z tych panów jest konkretnie ojcem danego urządzenia, dlatego, że ta technologia w tamtych czasach w ogóle nie była tajna, nie była zatajana. Światłe umysły jeszcze nie tak dawno temu rozumiały, że wiedza jest dla wszystkich. Ona pochodzi z jednego źródła, pochodzi od wszystkiego. Wszystko równa się jedno. Dlatego wiedza musi być dzielona, musi być powszechna i za darmo dla wszystkich. To było oczywiste dla tych dżentelmenów.
Podobnie myślał pan J.C. Bose. Ale powróćmy do jego historii. Przywołuję jego historię dlatego, że to jest człowiek, który również doskonale rozumiał pojęcie „wszystko jedno”. On wiedział, że wszystko we wszechświecie pochodzi z jednego źródła i wszystko funkcjonuje w ten sam sposób. Próbował to uwidocznić, urzeczywistnić szerszej publice. Początkowo pracował nad owymi mikrofalami, nad bezprzewodową transmisją danych. Wkrótce jednak zmienił pole swoich zainteresowań ze świata nieorganicznego na świat organiczny i zajął się badaniem świata roślin. Ludzie w środowisku jego naukowym myśleli, że oszalał, bo miał naprawdę fajne osiągi w budowaniu różnych urządzeń i był naprawdę dobry technicznie. W tym była kasa, można było na tym zarobić kasę, a on nagle rzucił wszystko i zaczął się zajmować roślinkami, botaniką.
On zajmował się roślinkami pod pewnym szczególnym kątem. Badał na przykład rośliny pod względem dystrybucji energii i reagowania na bodźce. Jak rośliny reagują na różnego rodzaju bodźce, czy też chemiczne, tudzież mechaniczne, czy też elektryczne. On traktował też roślinki prądem, traktował roślinki gazami różnymi. Sprawdzał, jak reagują na zmianę temperatury. Jak to wszystko badał? Zbudował urządzenie bardzo precyzyjne, wysublimowane urządzenie, które nazwane zostało kreskografem. Kreskograf to był bardzo precyzyjny instrument, który służył do obserwacji rozwoju roślin i tego, w jaki sposób reagują na różnego rodzaju bodźce. Urządzenie było w stanie powiększyć wizerunek obiektu obserwowanego i zanotować jego mikroskopijne, ale takie naprawdę już mikro-mikroskopijne zmiany. To nie był mikroskop.
Ono działało na zasadzie rzucania cienia przedmiotu na ekran, ale powiększenie było tak potężne, że mówi się o tym, że był w stanie powiększyć taką tkankę roślinną do 10 tysięcy razy. Przy takim powiększeniu zaobserwował mnóstwo rzeczy. Okazuje się, że rośliny to są żywe stworzenia, więc również się poruszają, również mają specyficznego rodzaju rytm funkcjonowania. Okazało się, że rośliny reagują na bodźce dokładnie tak samo, jak ludzie czy zwierzęta, dlatego, że posiadają również impulsy, które są podobne do elektrycznych. Takie impulsy, które sterują naszym organizmem. Informacja jest przekazywana poprzez impulsy elektryczne. Tym samym zauważył, że rośliny mają swój układ nerwowy. Jest to swoistego rodzaju układ nerwowy, bardzo podobnie funkcjonujący do tego, który to układ nerwowy mają zwierzęta również. Tam procesy zachodzą może troszeczkę wolniej, te impulsy są troszeczkę wolniejsze, ale schemat funkcjonowania jest dokładnie taki sam. Tkanki roślin zachowują się i reagują dokładnie tak samo, jak zwierzęce.
Ba, nawet niektóre komórki roślinne, niektóre typy komórek wyglądają praktycznie identycznie, jak komórki zwierzęce. Tutaj pojawiły się pytania. Skoro rośliny są zbudowane tak samo, jak my, to może rośliny też mają emocje? Bo wszystko pochodzi z jednego źródła. Skoro wszystko stworzone jest na tej samej zasadzie, to możliwe jest to, że rośliny, skoro również funkcjonują i reagują podobnie jak my, to one może również mają jakąś sferę energetyczną. Może mają również jakąś sferę emocjonalną. Pan Bose przebadał. On jest Bose pisany przez B-O-S-E, nie B-O-S-S, czyli nie wielki boss, szef, tylko Bose. Bose przebadał też przy pomocy swojego urządzenia metale. To jest interesujące, bo on, żeby mieć spektrum całego oglądu, nie badał tylko rzeczy organicznych, tylko zajmował się też rzeczami nieorganicznymi.
Badał różnego rodzaju metale. Co tutaj się okazało? Okazało się, że nawet metal posiada swego rodzaju wibrację praniczną. Praniczną, czyli tą wibrację energii życia. W dużo mniejszym stopniu ma tą pranę, posiada tą energię praniczną niż organizmy żywe, ale nadal ją posiada. Zaczął prowadzić badania na temat struktury metali, gdzie okazało się, że nawet strukturalnie metale podatne są na zmęczenie. I to nie jest tylko kwestia słownika. Zmęczenie materiału. Tak zwane zmęczenie materiału to jest fakt. Okazuje się, że przy odpowiednich warunkach i ilości czasu metale są w stanie się zregenerować, czyli po prostu są w stanie sobie najzwyczajniej w świecie odpocząć.
Taki naprężony materiał, zmęczony materiał metalowy pozostawiony sam sobie. Może być to kwestia paru setek lat, bo podejrzewam, że to nie są szybkie procesy typu parę godzin, ale dajmy na to parę miesięcy czy też parę lat i metal po prostu jest w stanie sam się regenerować. A to wszystko za sprawą owego odgórnego źródła zasilania pranicznego. Więc znowuż wszystko równa się jedno. Wszystko jedno, moi drodzy. Dlatego tutaj przywołałem dla was taką fizyczną anegdotkę. Pan J.C. Bose oczywiście został przez środowisko akademickie zepchnięty kompletnie do cienia. Rzadko kto sobie zdaje sprawę z funkcjonowania takiego dżentelmena. No ale cóż, w dobie internetu możemy takie informacje w dzisiejszych czasach odszukać, sprawdzić sobie i podziękować panu Bose'owi za jego wkład w rozwój tej cywilizacji i w rozwój naszej ludzkiej egzystencji na tej planecie, dlatego, że był naprawdę niemały.
Ale powróćmy sobie do naszego Wielkiego Wybuchu. Big Bang. Cały wszechświat można zmieścić w ziarenku gorczycy. As above, so below, czyli to, co ponad nami, to w nas samych. To jest jedna z głównych zasad alchemii, w której jest rozpoznawalny bardzo ten istotny fakt, że wszystko jest zbudowane w ten sam sposób, na tej samej zasadzie. Wszystko tutaj, w tym świecie strukturalnym, w tym świecie fizycznym, w tym świecie materialnym, w którym się przydarzyło nam pojawić czy też zagościć. Z jednej strony jest wieczność, czyli stan kompletnej ciszy, stan kompletnego ukojenia, totalna pustka, tak zwana śunia. Tutaj można powiedzieć, że obcujemy z samym Bogiem albo jesteśmy samym Bogiem w formie pierwotnej. To jest strefa, która istnieje poza czasem. Tutaj, w wieczności czas nie istnieje.
W wieczności nie ma pojęcia upływającego czasu. Tam też nie ma pojęcia miejsca, dlatego, że nie ma świata fizycznego, w którym są wymiary. Nie ma czasu, dlatego, że nie ma ruchu. Pojęcie ruchu może tylko mieć miejsce w świecie przedmiotów, czyli w tym świecie obiektywnym, w naszym świecie materialnym. Tutaj, gdzie manifestują się formy fizyczne, istnieje czas i przestrzeń. Czas i przestrzeń to jest jedno. Czasoprzestrzeń jako jedno nierozłączne zjawisko. Dodatkowo czas jest tym czynnikiem, który właściwie tworzy przestrzeń. Z tego czasu wynika grawitacja. I tu właśnie powracamy do grawitacji.
Grawitacja jest konsekwencją czasu, a nie na odwrót. To jest bardzo istotne. Czyli grawitacja pojawia się dlatego, że jest czas. Nie czas, dlatego, że jest grawitacja. W tradycji wedyjskiej pochodzącej z Indii mianem kala albo kali w języku sanskryt określa się czas. Ale jaka jest różnica pomiędzy tym słowem kala a czas? Różnica jest taka, że to samo słowo kala w sanskrycie, pomimo tego, że oznacza czas, oznacza również ciemność czy też pustkę. Więc czas i pustka są tym samym. Tam, gdzie jest czas, jest też stworzenie. Grawitacja jest po to, żeby to wszystko utrzymać razem, czy też w odpowiedniej formie.
Owe istniejące cząstki fizyczności, tak jak powiedziałem, one się rozpadają i kumulują miliardy razy na przestrzeni sekundy. Więc ta siła, która sprawia, że to wszystko trzyma się razem do kupy, tak nieładnie powiem, to jest właśnie owa grawitacja. Dlatego, że inaczej my byśmy się rozpadli na drobny pył kosmiczny, gdyby nie było tej siły, która nas spaja razem, która trzyma tą całą naszą strukturę razem. W tym wszystkim pamiętajmy, że jesteśmy zanurzeni w pustej wieczności. Grawitacja to jest ta siła, która sprawia, że się nie rozsypujemy, że nadal trwamy w danej określonej formie, że budzimy się rano, wstajemy z łóżka i nadal jesteśmy tym samym człowiekiem. Grawitacja pojawia się tylko w miejscu, gdzie czas czy też owa pustka zagina się w bardzo specyficzny sposób. Tak jak mówiłem, nie można bezpośrednio rozumieć tego, że czas się zagina. Są to sprawy, które wykraczają poza nasze pojęcie logiczne. Nie ma słów, żeby określić tego typu zjawiska. Można to prawdopodobnie próbować rozpisywać w formułach matematycznych.
Zresztą wielu ludzi w ten sposób próbuje, posługując się językiem matematyki, opisać dane zjawiska. Ale w słowniku nie ma takich określeń. Nasz umysł nie jest przygotowany na ogarnięcie czegoś, co nie istnieje w naszym doświadczeniu i w naszej historii, w naszej bazie danych. My nie rozumiemy czegoś, co jest dla nas nowe, czego nie jesteśmy w stanie zinterpretować. Czas czy też owa pustka, bo czas i pustka to w tradycji hinduskiej, wedyjskiej jednakowa rzecz. Czas zagina się w specyficzny sposób. Tam, gdzie zagina się owy czas, pustka, tam istnieją wymiary fizyczne. Tylko w tych miejscach. A tam, gdzie nie ma zagięć, nie ma świata fizycznego. Każde takie zagięcie powoduje następstwo cykliczności.
Dlatego, że tu pojawia się fenomen cykliczności. Cykliczność nie istnieje w owej pustce, w owej ciszy, w owej wieczności. Tam nie ma pojęcia czasu. Ale w momencie, gdzie ta pustka zagęści się czy też zagnie się w odpowiedni sposób, czy też zafaluje, można by powiedzieć, to tam zaczyna następować zjawisko cykliczności. Linia prosta, która podąża sobie w nieskończoność i zacznie się zaginać nagle. W co się zamienia taka linia? Taka linia zamienia się powoli w spiralę, dlatego że ten ruch zaginający powoduje, że kształt linii prostej zaczyna przybierać kształt spirali. Czy też nawet okręgu, w zależności od tego, jaki kąt tego zagięcia jest. Albo inny przykład. Dajmy na to kamień rzucony do jeziora spowoduje kręgi na wodzie.
Można by przywołać też fale w oceanie. Każda fala napędza kolejną i są jak gdyby połączone. To jest taka siatka zależności. To powoduje ową cykliczność. Cykliczność funkcjonuje tylko w naszym świecie materialnym. I to z tej cykliczności my próbujemy się wyłamać, będąc ludźmi świadomymi. Nasza wolność jest uwarunkowana tym, czy jesteśmy w stanie decydować o samych sobie. Bo skoro nie jesteśmy w stanie decydować o samych sobie, skoro nie jesteśmy w stanie rościć sobie intencji do powodowania czegoś, do tworzenia czegoś, to jesteśmy tym samym zniewoleni. Nasza próba polega na wyłamaniu się z owej cykliczności życia i śmierci, z owej cykliczności powracania na tę planetę w danej formie, w formie inteligencji ludzkiej. Próbujemy się z tego wszystkiego wyrwać i powrócić do źródła, powrócić do rzeczy samej w sobie, do owej pustki nasyconej kompletnym potencjałem.
Tutaj wszelkiego rodzaju techniki jogi, cała Hatha Joga pojawia się, pojawiają się wszystkie systemy medytacji, wszelkiego rodzaju szkoły i religie, które z tego wynikają również. Dlatego, że religia to jest taki fenomen, gdzie w pewnym momencie, skoro nie jesteśmy w stanie czegoś zrozumieć i doświadczyć, to zaczynamy w to wierzyć. Przeradza się to w pewnego rodzaju system. System zawsze kontrolowany jest odgórnie przez jakąś grupę rządzącą. W ten sposób pojawiają się problemy. Cała ta nasza odrębność od rzeczywistości, od natury przejawia się ekstremizmem religijnym lub rządzą władzy grup rządzących, polityków, biznesmenów, właścicieli korporacji. Tutaj pojawia się również kwestia ego. Ego to jest rzecz, którą sami sobie tworzymy w nas samych. Rzecz, która nie istnieje sama w sobie. Ona jest bardzo mocno uwarunkowana naszą egzystencją w świecie fizycznym, w świecie grawitacyjnym.
Pojawiają się pewnego rodzaju schematy określania nas samych. Pojawiają się pewnego rodzaju formy funkcjonowania nas jako jednostek w społeczeństwie. To wszystko buduje w mocny sposób nasze ego, czyli to, kim nam się wydaje, że jesteśmy. Nie to, kim tak naprawdę jesteśmy. Dlatego, że właśnie tym jest ego. To jest taki balast, który każdy z nas ze sobą niesie. To jest coś, co sobie sami nazbieraliśmy, co sobie sami nakleiliśmy, z czym się sami borykamy przez całe nasze życie. I tutaj nie ma wyjątków, dlatego, że każdy z nas taką formę oglądu samych siebie tworzy sobie w pewnym momencie naszego życia. Ale o tym porozmawiamy sobie troszeczkę szerzej w kolejnym odcinku „Chaty mistyka”, dlatego, że mam przygotowane dla was, drodzy słuchacze, zagadnienie pod tytułem „Ego”, gdzie poopowiadamy sobie troszeczkę o tym, czym właściwie ego jest, a czym nie jest i w jaki sposób jesteśmy od tego owego ego zależni. I może w jaki sposób warto troszeczkę pracować nad owym zagadnieniem, dlatego, że ono troszeczkę nas odciąga od oglądu rzeczywistości samej w sobie, czyli od tego naszego głównego celu podróży.
Ale tu jeszcze na chwilkę pozwólcie, że wrócę do naszego wielkiego wybuchu, żeby już tutaj troszeczkę podsumować i zakończyć dzisiejszy epizod „Chaty mistyka”. Wszystko jest jedno, wszystko jest połączone, wszystko pochodzi od jednego źródła i w to samo źródło się znowu składa. I tutaj, kiedy pojawia się czas, kiedy pojawia się to zagięcie w tej pustce, pojawia się rzeczywistość fizyczna, również pojawia się zjawisko rezonansu. Dlatego, że każda cykliczność powoduje pewnego rodzaju wibracje. Więc stąd właśnie z jednej strony wszystko w naturze manifestuje się w formie spirali lewoskrętnej, counterclockwise. Tak manifestują się zjawiska właśnie od tego pierwszego pierwotnego zapoczątkowania ruchu, który to właśnie był lewoskrętny. To nie jest dosłownie tak, jak ja mówię w słowach, że to jest ruch lewoskrętny, tudzież, że to jest spirala. Spirala jest to jakiś kształt geometryczny, który istnieje albo na płaszczyźnie dwóch wymiarów, albo jest trójwymiarowa. Ale używając tych słów, nie do końca chodzi mi o formy geometryczne. Chodzi mi bardziej o ujęcie tego całego aspektu zapoczątkowania, zainicjowania ruchu, zainicjowania owej cykliczności, którą to ma charakter nasze stworzenie, nasze funkcjonowanie w świecie fizycznym.
No więc kwestia rezonansu, czyli po prostu częstotliwości. Wszystko wibruje, wszystko rezonuje. Każdy ułamek mikroskopijny tego stworzenia rezonuje. Tak zwane zależności matematyczne i geometryczne to jest właśnie to, co my za pośrednictwem naszego umysłu próbujemy sobie zaadoptować z tego, co zauważyliśmy w naturze, w naszym otoczeniu. Bo tak naprawdę czymże jest matematyka czy geometria? To są rzeczy, które nie istnieją. To są rzeczy, które my sobie stworzyliśmy w naszych umysłach. Tak jak zresztą wiele rzeczy sobie tworzymy, tak jak tworzymy sobie wartość pieniądza, tak jak tworzymy sobie pojęcia dobra i zła. I tak dalej. Świat po prostu istnieje.
On jest taki, jaki jest. Nie jest ani dobry, ani zły. W świecie fizycznym rzeczy po prostu są. One po prostu istnieją zanurzone w owej wiecznej pustce, w owej wiecznej ciszy. A my tutaj tymczasem niesforni, niepokorni tworzymy sobie pojęcia matematyczne, geometryczne, próbujemy to wszystko sobie ogarnąć. Ale faktem jest, że zauważyliśmy to wszystko w naszym otoczeniu. Wszystko ma rezonans. Wszystko ma po prostu częstotliwość. Cała planeta ma rezonans. Jest to tak zwany rezonans Schumanna.
Pan Schumann nie tak dawno temu, na pewno nie jest pierwszym, który to odkrył, czy też nazwał, czy też określił. Ale on zauważył, że cała planeta wibruje w odpowiedniej częstotliwości. Zmierzył to w hercach. Z tego, co pamiętam, częstotliwość wibracji jonosfery, czyli tego pierwszego płaszcza atmosfery, tej, która jest nam najbliższa, wibracja tego pierwszego płaszcza jest 7,83 megaherca. To można sobie sprawdzić. Wszystkim polecam zagadnienie rezonansu Schumanna. To jest w bardzo mocny sposób powiązane z tym, w jaki sposób my funkcjonujemy, w jaki sposób się czujemy, będąc częścią powierzchni tej planety. Dlatego, że tak oczywisty fenomen, tak wszechpotężny fenomen na pewno musi w jakiś sposób oddziaływać na nas, na nasze organizmy. Więc nie jest to rzecz bagatelna. Jest rzecz na pewno nie do pomijania.
Rzecz warta uwagi. Rezonans Schumanna. No i wszędzie są spirale, moi drodzy. Spiralne formy w świecie zwierząt, w świecie roślin, w świecie bakterii i innych drobnoustrojów. To wszystko przejawia się w takich samych patternach, w takich samych wzorach. Jest to bardzo często widoczne gołym okiem. Tylko że my patrząc się na coś, tego często nie widzimy. Na to wszystko, od tego pierwszego zgięcia. Wszystko pochodzi od pierwszego zgięcia, tudzież zagięcia pustki, tudzież śuni, tudzież przestrzeni. I to pierwotne zagięcie sprawiło cały ten ambaras, cały ten proces.
Można by powiedzieć, że to jest forma kosmicznego żartu, może eksperymentu, może jakiegoś testu. Z tego całego spokoju nagle, może było za nudno i nagle pojawiła się zmarszczka albo fala, albo zagięcie. I tutaj przyszło nam z tym wszystkim sobie radzić. Karuzela kosmiczna nadal się kręci. Cykliczność zjawisk, cykliczność życia, cykl istnienia, czas i przestrzeń to jest jedna wielka iluzja naszego umysłu. I teraz cała sztuka w tym, aby, moi drodzi, wznieść się w sposób transcendentalny ponad tą iluzję, żeby uświadomić sobie, że to wszystko, co myśleliśmy do tej pory, gdzie w tym komforcie, aczkolwiek tudzież stresie również, żyliśmy sobie tą iluzją, że to wszystko jest nieprawda, że to wszystko jest ściema. I tutaj pora spojrzeć na to wszystko troszeczkę z innej perspektywy, dlatego że po to mamy tak biegłe umysły, jesteśmy obdarzeni darem świadomości, żeby z tego daru korzystać. I to jest właśnie owa praktyka duchowa. To jest owy rozwój duchowy. To jest medytacja, tak zwana dhyana, czy też śunia, czy to są praktyki hatha jogi.
I to jest ta podróż w kierunku prawdy. To nie jest religijność, to nie jest chodzenie do kościoła, to nie jest wiara w jakichś księży, w jakichś papieży, w jakieś dziwne systemy, strachy przed jakimś patronatem, przed jakimiś grupami rządzącymi, które próbują mieć pod kontrolą wszystkich, dlatego, że tak bardzo są osaczeni tą grawitacją. Tak bardzo są zakorzenieni, zanurzeni w tym świecie fizycznym, że kierowani są lękiem. Są kierowani najzwyczajniej lękiem przetrwalniczym. Ci ludzie, którzy mają aspiracje do władzy, do prowadzenia wojen, do wyzyskiwania innych ludzi, to są najzwyczajniej w świecie tchórze. To są ludzie, którzy nie są w stanie wyjrzeć poza tą rzeczywistość fizyczną, poza tą twardą, grawitacyjną rzeczywistość. Także to nie chodzi o religię, chodzi o rozwój duchowy. To nie chodzi o wierzenie w jakieś święte książki, w Biblię, Koran czy też Torę. Tylko chodzi najzwyczajniej w świecie o rozwój duchowy, który jest pracą z samym sobą, tudzież z samą sobą. Jest to najbardziej starożytny system, aczkolwiek nie jest to do końca system.
Dlatego, że możemy znaleźć sobie wsparcie w postaci praktyk nauczycieli duchowych, guru, którzy transmitują w pewien sposób wiedzę i energię tego wszechświata. Aczkolwiek zawsze ten rozwój będzie zależał tylko i wyłącznie od nas samych jako indywiduum. Dlatego my jesteśmy indywidualnościami. Dlatego, że mamy wybór i możliwość podjęcia takiej próby uwolnienia się od tych schematów i od tego fałszywego poglądu na świat. Ale nikt tego nie jest w stanie zrobić za nas. Nikt nie odrobi za nas tego zadania domowego, więc każdy z nas musi przebyć tą drogę w pewien sposób samodzielnie. Droga jest otwarta dla każdego. Każdy ma dokładnie te same predyspozycje, moi drodzy. Wszystko jest fair. Wszystko jest naprawdę na równi.
Karty zostały rozdane uczciwie. Tylko teraz kwestia, jak tymi kartami będziemy operować, w jaki sposób będziemy grać w tą grę. Więc rozwój duchowy to przede wszystkim praca z samym sobą, praca nad samym sobą, wejrzenie wewnątrz nas samych właśnie po to, aby połączyć się nie tylko z tym, co na zewnątrz nas, ale z całością. Ze wszystkim. To również próba wyłamania się z owej cykliczności, która tu została nam zafundowana. Zresztą przez nas samych. Dlatego, że my sami zesłaliśmy się w to więzienie fizyczności. Dlatego jest to taka forma żartu troszeczkę. Nie można tego wszystkiego traktować zbyt poważnie. Ja myślę, że warto się z tego śmiać.
To jest po prostu jeden wielki kosmiczny żart, jedna wielka kosmiczna karuzela. Wszystko jest kolorowe, wszystko się świeci i błyszczy i gra muzyka. Nauczmy się być tutaj w tym świecie, funkcjonować bez chorych aspiracji, bez chorych gonitw za kaboną, za jakimiś systemami wiary, za religiami. Postarajmy się tutaj być, spędzić fajnie ten czas, który tutaj się manifestuje, dlatego, że w innych warunkach nie mamy do czynienia z czasem. Więc zróbmy z tego sobie użytek. Bądźmy tu po prostu bez strachu, w spokoju, w ukojeniu, w ciszy wieczności. Big bang. I znowu wszystko od nowa. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Mam na imię Bart.
Zapraszam do kolejnej audycji, gdzie porozmawiamy sobie troszeczkę na temat ego. A ego to tylko konsekwencja w pewnym stopniu owego strachu, który często bierze kontrolę. Ale nie ma powodu się bać. Do usłyszenia moi drodzy. Obyście zdrowymi byli. Zapraszam do chaty. W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata.
Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”.