[00:00] - To think for yourself and question authority. Dzień dobry państwu. Dzień dobry pani, dzień dobry panu. Cześć człowieku. Witam cię oczywiście w hiperprzestrzeni w Radiu Nafali, jak najbardziej po przerwie, bo nie było mnie przez chwilę. Działy się tu różne dziwne rzeczy, o których zaraz powiem. W ogóle zniknąłem troszkę przygruzowany ilością obowiązków w życiu, ale jestem z powrotem. Wszystko się udało ogarnąć. Dzisiaj w ogóle taki eksperyment dźwiękowy dla wszystkich audiofilów. Stream radiowy nie daje tej jakości dźwięku, niemniej dzisiaj ekstra mikrofony, także chyba będzie mnie lepiej słychać.
No właśnie. Ja będę chyba częściej kopał w te statywy, bo już mam dwa. W tym momencie eksperymentalnie. A co! To witam cię człowieku w tej hiperprzestrzeni. No cześć. Sobotni wieczór, Radio Nafali, oprócz tego Radio Czas Snu oraz Radio Paranormalium. Nie zapomnij o tym. To oni streamują teraz to, co się dzieje w Radiu Nafali. Otóż to ja.
Na imię Tomek i chyba wiesz, co tu robisz i w ogóle i tak dalej. Właśnie. Jeszcze pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Nafali. Mecenasko i mecenasi, pozdrawiam serdecznie. Przy okazji właśnie taka szybka odezwa, bo szybka jak szybka. Czas najwyższy, żebym wspomniał, że za chwilę się pojawi jakiś dodatkowy podcast, o którym już była tutaj mowa. Zresztą parę chwil temu, czyli Chata Mistyka, który to się-- no właśnie, ci, którzy słuchają Radia Nafali wiedzą, o co chodzi. To się pojawi lada chwila. Nie powiem ci, że w przyszłym tygodniu, bo jeszcze mam tam kilka drobiazgów, które są w stanie płynnym, że tak powiem i ciężko mi się tak zdefiniować, że wiesz, że od razu już tu ci mówię czwartek albo coś tam, ale nastaw się, przygotuj. Być może tak właśnie będzie.
Tak to wygląda, bo ja jeszcze zwyczajnie-- pozwolicie, że tę herbatę wezmę ze sobą, bo chwilę tu posiedzę. Mm, z mlekiem. Bo wygląda na to, że chyba spokojnie też się zawrócę do pojawiania się w czwartek w radiu na parę chwil. Taki w ogóle pomysł. Po lekkich wakacjach radiowych, bo tu się troszeczkę działo. Miałem powiedzieć, co się działo, to może powiem, co się działo. Masa roboty. To jest jedna historia, ale o tym nawet nie będę mówił. Wszystko jest okej akurat z tą robotą, także tutaj nie panikuję i ty też nie panikuj, wszystko jest okej. Po prostu wiesz, człowiek czasami robi w życiu inne rzeczy poza radiem, ale oprócz tego działo się kilka spraw, takich jak na przykład wywałka komputera, kilka innych rzeczy po drodze i kilka innych drobnych komplikacji.
No i szczęśliwie udało się to wszystko okiełznać, a efekt jest jeszcze taki dodatkowo zabawny, że są jeszcze dzisiaj dwa mikrofony oprócz tego wszystkiego, które dodatkowo robią fajny dźwięk, że fajnie się słucha. Także koniec końców wszystkie te przygody skończyły się bardzo radośnie i bardzo dobrze. Uff, się działo, a ja szczęśliwie jestem tutaj za mikrofonem. Wszystko działa jak należy. Wszystkie urządzenia, bo się obawiałem o komputer, o utratę danych. Wiesz, wszystkie te rzeczy związane z tym, co trzymamy w dzisiejszych czasach na tym kawałku metalu, plastiku i innych różnych komponentów zasilanych prądem elektrycznym. Koniec końców happy end. No właśnie, ja jeszcze w ogóle zniknąłem centralnie z internetu. Znaczy nie centralnie z internetu. Jestem tam dostępny, ale łatwiej mnie złapać na telefonie, normalnie tutaj na miejscu, wiesz, życiowe historie i łatwiej złapać mnie na Skypie takim moim własnym, prywatnym, ale to już inna historia.
I gdzieś tam zniknąłem z tego internetu. Nie odpisuję na maile, gdzieś tam poznikałem. Jestem zajęty Go To The Forest. Dokładnie. I tam też nie ma mnie za bardzo na internecie, bo tu się dużo dzieje po prostu face to face wśród żywych ludzi. Także jestem, już chciałem powiedzieć, zmuszony, żeby tak zabrzmiało, że mam poczucie winy. Nie, nie, nie. Po prostu jestem w takiej sytuacji, że załatwiam tu dużo spraw poza internetem i akurat tam muszę być fizycznie. Anyway, przy okazji właśnie ja tam się pojawię już niedługo. Właściwie niedługo, już się pojawiam, bo po tej awarii komputera była lekka panika.
Co się stanie z tymi mailami? Co się stanie z tym wszystkim, z tą pocztą, ze zdjęciami, z dokumentacją i tak dalej, i tak dalej, z adresami, wiesz. Wszystkie te historie. Szczęśliwie udało się to okiełznać, tak jak wspomniałem wcześniej. Także wracam z powrotem na łono internetu. Uff, po długiej przerwie. Chociaż powiem ci szczerze, że taka przerwa od Facebooka, przerwa od mediów społecznościowych to doskonała historia. Tym bardziej, że ja właściwie nie jestem takim twittermanem, facebookowcem i tak dalej, i tak dalej, żebym tam siedział i non stop mielił te wszystkie rzeczy. Właściwie od bardzo dawna nie sprawdzam tego serwisu codziennie. Jakoś tak mam.
W ogóle gazet nie kupuję codziennie, wiesz. Troszeczkę jestem odcięty od tego Babilonu, mówiąc szczerze, ale to zajęcia takie życiowe, praca i tak dalej. Wszystko to mnie sympatycznie i szczęśliwie izoluje od szaleństwa współczesnego świata czasami. Czasami troszkę mocno izoluje, jak jest kilka rzeczy do zrobienia. Właśnie przy okazji, człowieku, jeżeli czekasz tam na rzeczy z Go To The Forest, jeszcze poruszę tutaj prywatną historię. Są tu trzy przesyłki, które nie dotarły na miejsce i trzeba je koniecznie dostarczyć. Być może jest to właśnie twoja przesyłka. Podczas zamieszania się odnalazły wszystkie. Wszystkie trzy. Także za chwilę muszę rozwiązać i tą sprawę.
Szczęśliwie jest dzisiaj sobota, jutro niedziela. Także tak czy siak przede mną zupełnie inne historie i przed tobą też. Także możemy zatopić się w opowieści Relaks przy ogniu w sobotni wieczór, bo ja tak troszkę z rozpędu w ogóle od razu wdepnąłem w tą hiperprzestrzeń dzisiaj, zaraz po tych wszystkich swoich sprawach. Computer case i nie tylko. Odpalenie tego wszystkiego, żeby było tak, jak powinno być. Szczęśliwie. Także już jest. Uff. Jeszcze w ogóle miałem szalony pomysł, że sobie zrobię jeszcze taką przerwę, drobne wakacje w tym wszystkim, ale się okazało, że już nie wyrobiłem na wakacje. Ale myślę, że za chwilę i ja sobie zrobię jakieś w środku tygodnia wakacje, także spokojnie.
Hiperprzestrzeń nigdzie stąd nie znika, zostaje tam, gdzie była. To, że ostatnio mnie nie było, no wiesz, życie prywatne. Goście w ogóle byli. Też taka ciekawa historia. Także się działo. Dobra, bo tak się zagadałem troszkę. Niczym na takim spotkaniu z ciocią, wiesz. Co u ciebie? A wiesz, goście byli. Pracuję.
Jakoś tak. Jakieś takie historie, prawda? Troszkę jak na takim spotkaniu rodzinnym. Dobra, to zostawiam te rodzinne historie z życia ryso-prywatnego, ale wiesz, dzieje się. Nie będę udawał, że się nie dzieje. Wiesz, każdy z nas ma życie. To byłoby takim, no właśnie, jakimś fałszerstwem udawanie, że tego życia nie ma, że to jest tylko mikrofon i człowiek, który opowiada jakieś historie w sobotę. Nie, to jest normalne życie człowieka. Absolutnie. Normalny człowiek, normalne życie.
Bardzo miłe zresztą. Anyway, ja dzisiaj w ogóle spono takiej historii, bo ona się pojawiła razem z gośćmi. Tak jakoś był moment, że rozmowa zeszła na genetycznie modyfikowane jedzenie i tak dalej. Ja w ogóle sobie prześledziłem wątek. Tak dzisiaj będę troszkę publicystyczny. No bo wątek jest intrygujący. Akurat mieszkam w kraju, w którym genetycznie modyfikowane jedzenie oraz oficjalnie przynajmniej jego sprzedaż jest zakazana, a jeżeli nie jest zakazana, to jest obowiązek udzielania wszelkich informacji na opakowaniu. Czyli jeżeli biorę cokolwiek z półki w sklepie, to tam musi być wyszczególnione, czy to jest wzbogacone, czy to nie jest wzbogacone intelektem Herberta Boyeta i jego partnera, kolejnego dżentelmena, Rudolf Janis zdaje się, który też odpowiada za owo genetycznie modyfikowane jedzenie. Właśnie, bo tak użyłem dwóch nazwisk. Ja nie będę dzisiaj za bardzo kłapał tymi nazwiskami, chociaż jest ich cała kolekcja.
Ale w ogóle historia jest ciekawa, bo jak człowiek tak sobie spojrzy do tyłu, ja tu nie będę ci mówił o tym, że to nie jest zdrowe, bo myślę, że o tym wiesz. Przecież nie będę mówił, że genetycznie modyfikowane jedzenie jest czymś, co jest takie super. Właściwie nikt tak naprawdę do końca nie wie, co to jest i jak się zachowuje. Jest to produkt ludzkiego umysłu, który stwierdził, że doskonałym biznesem będzie sprzedawanie czegoś, co jest związane z naszą naturalną historią, z naszym naturalnym aspektem życia na tej planecie, czyli że musimy zeżreć kawałek sałaty albo pomidora, albo marchewki. Dajmy na to truskawki. Właśnie to chciałem powiedzieć. Truskawki, właśnie. No właśnie. I że to jest organiczny kawałek, i że to jest takie nieprzewidywalne, wiesz. Zawieje sobie wiatr, spadnie śnieg, nie ma truskawki, nie ma jabłka, nie ma marchewki, nie ma niczego.
I wtedy jest dramat. A skąd wziąć chleb? Przecież też trzeba posadzić zboże i tak dalej. Cała ta nieprzewidywalność mamy natury, która niestety nigdy nie pasowała ze swojej, można powiedzieć, naturalnej struktury do struktury biznesowej Giełdy Nowojorskiej. I to od wieków jest chyba największy problem mamy natury. Wiedzą o tym doskonale ci, którzy poruszają się gdzieś w dżunglach i dzikich lasach. Nie tylko Amazonii, bo też mowa o dzikich lasach, dzikich miejscach w Azji, w kilku innych miejscach. Tam, gdzie jeszcze żyją dzicy ludzie, można spotkać bardzo nie-dzikich ludzi, bardzo cywilizowanych ludzi, którzy tam sperają, węszą i niuchają za różnymi dziwnymi roślinami, które mają niesamowite właściwości. Bo jak to jest, że tam człowiek żyje bez prąda, bez gazeta, bez kurczę jego mać telewizora i żyje i dobrze mu i ma jakieś lekarstwa na rzeczy, z którymi sobie nie radzi współczesny pomysł na rzeczywistość zwany cywilizacją białego człowieka bardzo często. I nawet tam się znajduje tych inteligentnych ludzi z wielu bardzo ciekawych uniwersytetów, którzy robią swoje poszukiwania.
Poszukują roślin, które pomogą im okiełznać rzeczywistość, bo właściwie do tego się to sprowadza, że ktoś ma koncept rzeczywistości. Na przykład ty i ja mamy koncept rzeczywistości. Wymyśliliśmy sobie taki obóz koncentracyjny w troszkę lajtowej wersji i wyobraź sobie, że zrobiliśmy research, mieliśmy pieniądze. Było dużo ludzi, którzy zauważyli, że jest to dobra metoda, można na tym nieźle zarobić. Pierwszy taki dżentelmen nazywał się Ford i produkował samochody. Wybudował własny obóz koncentracyjny wzorowany na właściwie belgijskich obozach koncentracyjnych w Afryce i na takich plantacjach kolonialnych prowadzonych przez Brytyjczyków wszędzie, gdzie się dało. I Francuzów i Niemców. Bo tam się mówi, że nie wiadomo skąd ci Niemcy się wzięli tacy okrutni podczas II wojny światowej. Nie to, że nie wiadomo skąd się wzięli, tylko wzięli się z Afryki. Pracowali dla rządu belgijskiego, dla rządu niemieckiego na koloniach i utrzymywali to wszystko w ryzach, ćwicząc taktyki prowadzenia obozów koncentracyjnych.
Bo historia jest bardzo opłacalna. Od momentu, kiedy takie pierwsze eksperymenty na masową skalę zostały przeprowadzone z powodzeniem przez Forda, producenta samochodów, który to wybudował własne miasto, gdzie się płaciło dolarami Forda i można było tylko wydać dolary Forda, zauważono, że właściwie przy pewnych parametrach społeczeństwa, tak się naukowo mówi, że parametry społeczeństwa. Generalnie chodzi o to, że jak ktoś cię docisnie do ściany, to są dwie opcje. Pierwsza opcja to się będziesz układał z systemem i ty też dziewczyno. A druga opcja, że kopniesz ten system w dupsko i zaczniesz budować swój własny. I teraz jeżeli ktoś ma mechanizm w ręku albo podejrzenie, że jest blisko mechanizmu Który może sterować twoją decyzją, czyli tym momentem, że albo kopniesz kogoś w dupsko i powiesz: „No way. Idę swoją drogą, nie idę do twojego obozu pracy. Wymyślę sobie nową rzeczywistość, jakąkolwiek, ale nową”. Albo że pójdziesz do obozu pracy. To jest ten mały języczek u wagi.
Coś, co powoduje, że albo coś robisz, albo nie. Od tysięcy lat można powiedzieć... Brzmi jak slogan: od tysięcy lat. Wyniosę jeszcze jakieś właśnie. Od tysięcy lat wiadomo, że taką rolę spełnia religia. My żyjemy w pokolach troszkę różnych systemów religijnych, akurat w części Europy, z której ja pochodzę, a dumnie pochodzę z Polski. Pomimo wszystko, że mówię do ciebie oczywiście z południowego Londynu, gdzie mieszkam od lat. Także jestem takim człowiekiem, który urodził się w Polsce, ale nie mieszka w Polsce od lat. Co wcale nie znaczy, że jestem jakoś specjalnie mądrzejszy od kogokolwiek, kto mieszka albo tu, albo tam, albo gdziekolwiek mieszka. Nawet jeżeli chodzi o inną planetę.
To akurat nie zmienia niczego. W tym przypadku mogę być tak samo głupi jak para twoich butów, potencjalnie. Albo mądrzejszy. I don't know. Zostawmy może ten temat. W każdym razie instytucja naukowa, tak to można nazwać, która się pojawiła na początku XIX wieku. Jak by to powiedzieć, bo ja to troszkę zagmatwałem. Jak zwykle od tyłu. Pojawiły się instytucje naukowe, może za duże słowo, za mocno powiedziane, ale takie organizacje, które bardzo chciały być na topie. Taki nowoczesny język, być na topie, czyli być zawsze na czasie i niejako przewodzić tej całej gawiedzi dookoła.
I tu oczywiście wszystkie historie związane z tym, jak to Kościół katolicki próbował zdominować cały świat i tak dalej. Myślę, że znamy doskonale. Przepraszam bardzo, tu musiałem sobie chrząknąć. Ja tu nie będę specjalnie wnikał w te wszystkie historie, bo i tak dzisiaj będzie troszkę o Watykanie. Tego nie unikniemy. Ani ty, ani ja w ten piękny sobotni wieczór. W każdym razie jakoś trzeba było to robić. Także były pewne techniki, znane techniki, ale oprócz technik zawsze potrzeba trochę pieniędzy na to, żeby coś w ogóle odpalić. Jakikolwiek pomysł, jakiekolwiek działanie. I też inna historia jest związana z tym, że nastąpił from the siecle, jak to się mówi na francuskiego, czyli przełom wieków.
I wymyślono troszkę nowych technologii. To są te czasy Nikoli Tesli, o których ja czasami tu wspominam. I też dużo wiedzy wylądowało poza religią. Jeżeli się zastanawiasz, jakie było... Nie wiem, czy się zastanawiasz, ale rzucę ci takie hasło na temat znaczenia Watykanu na przykład w XIX i XVIII wieku. Było żadne, bo Watykan jako państwo nie istniał. To była instytucja religijna, głowa Kościoła katolickiego. Gorzej niż rosyjska cerkiew, bo właściwie rosyjska cerkiew to taka bardzo potężna instytucja od samego początku i niezależna. Już inna historia. A Kościół nie do końca.
Kościół właściwie, przynajmniej ten rzymskokatolicki z Watykanu, jest bardzo mocno związany z rodami koronowanymi, bo czy chcemy, czy nie, stanowienie się królem albo kimkolwiek szlachetnym jest związane z tym, że ma się tytuł szlachecki, który jest przyznawany przez króla. Żeby król mógł zostać królem, ktoś musi mu przyznać tytuł królewski, tak samo jak cesarski cesarzowi i tak dalej. Jest tylko jedna opcja: papież. Ponieważ jest to związane z religią. Czyli władca zawsze musi być namaszczeniem instytucji, która teoretycznie jest w tym biznesie najdłużej, ma najwięcej informacji, potencjalnie ma najwięcej informacji, które mogłyby skompromitować bardzo wielu ludzi. Dlatego każdy musi się ukłonić dobremu wujkowi, który decyduje cichaczem o tym, jak sprawy stoją, kto tutaj z kim rozmawia i o czym, i co będzie załatwiane w tej chwili. Taki dobry wujek, który sobie tam z boku stoi. Ale wiadomo, że dobry wujek nie przetrwał czasu Oświecenia za bardzo. Wiedza wystrzeliła. Pojawili się ludzie tacy jak Wilhelm Reich.
W ogóle dzisiaj troszkę opowiem o tym, co Wilhelm Reich, tylko że nie do końca tak samo. Napisał książkę na ten temat, która kosztowała go bardzo szybko ewakuację z nazistowskich Niemiec, bo książka się bardzo nie spodobała. Opisywała praktyki manipulacji tłumem, które były stosowane przez partię nazistowską w Trzeciej Rzeszy. Dzięki temu wygrała wybory. Książka bardzo się nie spodobała partii nazistowskiej, a że było już lekko po wyborach, tuż parę chwil po. Także książka razem z autorem. Autor zdążył się ewakuować. Książki nie wszystkie zdążyły. Większość z nich spłonęła w radosnym ogniu przy jakichś marszowych piosenkach śpiewanych w języku niemieckim. O tym, jak to jeden naród szedł do przodu.
W każdym razie idea była zawsze ta sama. Jest jeden naród, jest elita, która wiedzie prym i ta elita próbuje sobie trzymać kontrolę nad wszystkim. Wiadomo, że są pewne techniki, socjotechniki, które pozwalają kierować naturą. Tymczasem słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nefaliir transmitowanej w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Czasno. Pozdrawiam serdecznie Ivelliosa i Grzegorza. Adam serdecznie. I ciebie słuchaczko, i ciebie słuchaczku siedząc tutaj absolutnie na żywo. Jak słyszałeś telefon, wszystko się dzieje absolutnie na żywo w sobotni wieczór. Nie wiem, który dzisiaj jest. Dobry dzisiaj jest.
Zawsze jest dobry dzień i doskonała godzina. Zgadzasz się? Ja też się zgadzam. Właśnie dzisiaj opowiem ci ciekawą historię, bo na tropie historii jestem. Ciekawa historia. Tak dużo wątków. Taki sobie temat wziąłem na głowę, ale lecę dalej, bo naprawdę intrygująca sprawa. I właśnie zapraszam tak przy okazji, jeżeli lubisz robić sobie taki research, jeżeli jeszcze sobie radzisz na przykład z językiem angielskim albo coś takiego To sobie posprawdzaj kilka wątków z tej opowieści nawet w tym internecie. Będziesz zaskoczony. Ale ja wracam do swojej historii, ponieważ konkluzja tych wszystkich opowieści o tym, kto z czyjego namaszczenia bywał władcą, myślę, jest doskonale znana, także nie będę jej tutaj przewiercał na wylot jeszcze raz i opowiadał w nieskończoność.
W każdym razie ludzie ci posiadali pieniądze z prostego powodu posiadali ziemie. Kiedy pojawiły się XVII, XVIII, XIX wiek, pojawiła się eksplozja informacji, technologii, wiek pary, żelaza i stali. Pojawiła się konkurencja do tych wszystkich możnych władców i to taka mocna konkurencja. Częściowa oczywiście, bo część tej konkurencji to nie była konkurencja, tylko możny pan miał pieniądze, które zainwestował w fabrykę, która przyniosła duże dochody i nikt inny nie był w stanie kupić maszyn parowych, tylko on. Swego czasu były bardzo drogie, także dalej chyba są. Anyway, chociaż czajnik nie jest aż tak drogi, to też urządzenie parowe. W każdym razie ten mariaż dobrego urodzenia, przede wszystkim posiadania ziemi, bo dobre urodzenie jest związane z posiadaniem ziemi. Szczególnie było w tamtych czasach ziemi, na której można postawić fabrykę i podatków, które musisz odprowadzać. Czyli taki doskonały układ inwestorów, fabrykantów i właścicieli tytułów szlacheckich. Ale żeby zostać szlachetnie urodzonym, nie wystarczy mieć dużo pieniędzy.
I zawsze była potrzebna historia związana albo z urodzeniem się, albo namaszczeniem się na odpowiedni status. Namaszczenie się w ówczesnych czasach odbywało się tylko przez drogę oficjalną, katolską, że tak powiem, watykańską. Tytuł mogłeś dostać od króla, a król był namaszczony przez Watykan. Czyli wszystkie te historie musiały przejść przez mocne sito teologii, konkretnej teologii. Musiałeś pasować wielu ludziom, żeby dostać taki tytuł albo robić z nimi dobre interesy. Bardzo dobre interesy, żeby dostać taki tytuł. Anyway, niektórzy już mieli te tytuły. To już zostawiam. Ale niektórzy mieli, co mieli, bo w tamtych czasach była bardzo duża odkrywczość, wynalazczość. Pojawiło się masę nowych technologii.
W ogóle weszła przede wszystkim ta owa technologia węgla, pary i stali, silników spalinowych między innymi. Do dzisiaj trwa. Pojawiły się wielkie fortuny, które powstały na wiedzy, nie na de facto wierze, na dobrym urodzeniu, tylko na wiedzy. Ktoś miał patent, zrobił ten patent, no i nagle się okazało, że ma gigantyczną fortunę. Nobel. Okej, nie byli to z reguły ludzie, którzy urodzili się, że tak powiem, w stajence, w sianie i nie wiedzieli, jak się nazywają i kiedy się urodzili i nie mieli żadnego wykształcenia. Byli to ludzie z reguły z wykształceniem. Ale pamiętaj, były to czasy Nikoli Tesli. Nikola Tesla być może się troszeczkę spóźnił i może nie chciał grać według takich standardów jak Rockefeller. Czyli jeżeli jest konkurencja, która nie chce sprzedać swojego biznesu, należy wynająć prywatnych morderców i odstrzelić konkurencji głowę, bo tak załatwiał sprawy Rockefeller za czasów swojej młodości i tak zrobił swoją fortunę.
No ciężka praca nie hańbi. Buty trzeba polerować, zbryzgane krwią i tymi mózgami trzeba je polerować, brudne takie. Dlatego właśnie ten mit o polerowaniu butów Rockefellera się tak utrwalił chyba. W każdym bądź razie duże pieniądze w Europie były w rodzinach właśnie owych tytularnych, tak to można w skrócie nazwać, które z czasem zamieniły się na rody bankierskie. Bo wiedza i to, co zrobiła rodzina Rothschildów w Europie, czyli można powiedzieć zrobiła taką bankową enklawę, kupując sobie Stany Zjednoczone. No, to jest taka koncepcja. Oczywiście nie musisz się z nią zgadzać. Taka nieoficjalna koncepcja, która tam krąży po kokach Watykanu i temu podobnych, która mówi, że właściwie Stany Zjednoczone do tej pory są kolonią Wielkiej Brytanii. Jeżeli Wielka Brytania potrzebuje mięsa armatniego, to wysyła brytyjskich doradców wojskowych, oficerów SAS i tak dalej. Wszystkich w randze oficera.
Wysyła obsługę, wysyła serwis techniczny do komunikacji i nikogo więcej. Natomiast ci, którzy maszerują na pierwszej linii frontu i dostają ołowianą kulkę prosto w czoło, to są z reguły chłopcy z Ameryki i chłopcy z innych krajów. Jest taki podział właśnie logistyki zawsze, że Brytyjczycy obsługują i zarządzają, natomiast cały świat walczy za czyjeś pieniądze. Czyjeś pieniądze to oczywiście pieniądze Rothschilda, rodziny Rothschild, bo rodzina Rothschild jest bardzo mocno związana z dzisiejszymi czasami poprzez handel bronią. Właściwie mówimy rodzina Rothschildów i często myślimy o pieniądzach. Owszem, jak najbardziej pieniądze się zgadzają, ale to nie są tylko pieniądze. To nie jest tylko produkcja złota, to nie jest pożyczanie pieniędzy na potężny procent Napoleonowi i na przykład rządowi Anglii, znaczy rodzinie królewskiej Anglii i na przykład kupowanie sobie na własność królewskiego skarbca, który należy de facto dalej do rodziny Rothschildów, tylko że teraz jest obsługiwany. Właściwie został teoretycznie część tych udziałów została sprzedana do Citibank Group chyba w 2006 czy 2007 roku i oni od tamtej pory operują fundem brytyjskim. Ale to też jest jakoś dziwne, bo teraz się okazało, znaczy nie teraz, tam 10 lat później, że robili jakieś przewały właściwie, a ja nawet nie będę w to wbijał, rozumiesz? Hurt, detal i drobne kradzieże.
Cóż, świat giełdy i finansjery, tak to można nazwać. W każdym bądź razie jest to rodzina, która stoi, właściwie nazwisko tej firmy, bo właściwie jest to firma, już można powiedzieć nawet nie tyle rodzina, ile firma, stoi za największymi transakcjami z dziedziny produkcji i handlu bronią. Dosłownie. Na przykład do kogo między innymi należy fabryka broni o nazwie Beretta? Należy oczywiście do Watykanu i pośrednio do rodziny Rothschildów, bo Watykan nie kupił tej fabryki za swoje własne pieniądze. Kupił ją za pieniądze pożyczone od Rothschildów. Jest na ten temat troszeczkę dokumentów. To jest taki troszeczkę niesmaczny wątek dla wszystkich watykanistów, bo „wiara na szyi, krzyżyk w kieszeni, amunicja”, że zacytuję Muńka Staszczyka z czasów, kiedy był młodym młokosem. No właśnie, to taka specyficzna religia. I się okazuje, że główna część tego handlu to głównie handel opium i bronią.
To jest rodzina Rothschildów, to są te potężne rody. I tak oto w bardzo podobny sposób jak Rothschildowie pozostała część ludzi, którzy doszli do wielkich fortun, skleiła się właśnie z bankierami, bo owe rodziny szlacheckie założyły po prostu domy bankierskie. Zresztą co tu dużo mówić, Rothschild zaoferował wielu ludziom dołączenie do elity. Zresztą to samo budowanie swojego własnego society od zera robił Rockefeller i nie tylko on. Bardzo wielu ludzi. Morgan. Mogłeś zostać jego wrogiem, mogłeś z nim walczyć, ale jeżeli byłeś inteligentny i byłeś na tyle chciwy, żeby robić duże pieniądze i miałeś odpowiednio dużo wiedzy, żeby cię szanował. A byli to ludzie, którzy do wszystkiego doszli, wybijając zęby i strzelając do ludzi własnoręcznie. Tak że nie to, że kolejne pokolenie takie zbazowane, wychowane gdzieś w prywatnych szkołach, tylko to byli tacy kolesie, którzy wiedzieli, co tak naprawdę się dzieje i że naturalne procesy są nieprzewidywalne. Nie wiadomo, gdzie się trafi taki geniusz typu Nikola Tesla i nie wiadomo wcale, czy on będzie chciał robić wielkie interesy.
To jest wszystko nieprzewidywalność natury. Ale te duże pieniądze, te wszystkie badania, które robią za te duże pieniądze, które należały do owych rodzin bankierskich, czyli dawniej możnych rodzin utytułowanych w Europie, które założyły właśnie owe banki. Te pieniądze szły właśnie na sprawdzanie, jak daleko można się posunąć w kontroli tych wszystkich naturalnych procesów, które są związane z życiem człowieka. Bo wiadomo, że jeżeli masz jakiś biznes, to chcesz ustawić sobie cały świat w taki sposób, żeby ten cały świat obsługiwał ten biznes i dzięki temu nigdy nie będziesz musiał produkować żadnego kolejnego urządzenia. Zawsze będzie sprzedawał ten sam model do końca swoich dni, a jeszcze twoje dzieci będą sprzedawały ten model i ich wnuki. I cały świat będzie szczęśliwy, a ty będziesz klepał na tym gigantyczną fortunę. Właściwie albo twoje wnuki. No i z takim oto zamiarem zrobiono taką rewoltę. I to właściwie był jedyny chyba powód, dla którego Watykan jeszcze jakkolwiek przetrwał ten XVIII, XIX wiek. Bo te rodziny z nadania też potrzebują, że tak powiem, swojego z angielskiego mówiąc backgroundu, czyli swojego otoczenia.
Nie możesz być szlachetnie urodzony, powołując się na to, że zaczynasz od bycia pucybutem. To jest taki bullshit troszeczkę. Nie możesz tego zrobić. Znaczy możesz, ale nikt cię nie potraktuje poważnie. Musisz być szlachetnie urodzony, czyli musisz służyć jakiemuś królowi. A wiadomo, że królowie w Europie to z namaszczenia Watykanu. Czyli te powiązania są bardzo jednoznaczne. To są rycerze zakonni, to jest przynależność do wielu różnych organizacji, nawet w Ameryce, nawet w tym laickim kraju jest takie stowarzyszenie, które jest tak mocno związane z tym wszystkim. W każdym razie cała ta zabawa zawsze polegała na tym, że jest grupa ludzi koncentrująca w swoich rękach bardzo mocne środki finansowe, środki przemocy w postaci produkcji broni, środki perswazji w postaci propagandy, drukowania gazet. Teraz są radio i telewizja i całe te mass media masowego rażenia.
Jest taka grupa ludzi. Ona zawsze istniała. To nie jest grupa ludzi, która pojawiła się wczoraj, ale jest grupa ludzi, która właściwie, jeżeli chcesz się przyjrzeć uważnie na ten cały rynek biznesowy dookoła, to zauważysz, że właściwie istniała od zawsze taka bardzo wąska grupa ludzi. Ona się oczywiście zmienia. Ciężko byłoby powiedzieć, że istnieje od tysięcy lat i są to słynni Iluminaci, którzy się nigdy nie zmienili. To bardziej ludzie, którzy chcieliby może być nazywani iluminatami. Może sami siebie raczej na 100% nazywają iluminatami, ale są to raczej fortuny i historie, które mają co najwyżej 300 lat do tyłu, jakbyś chciał policzyć. Jest to historia związana bardzo mocno z rozwojem technologii i właśnie z tym ciekawym odbiciem tej technologii w kierunku kontrolowania wszelkich możliwych procesów, które występują w przyrodzie naturalnie począwszy od naszego życia, a skończywszy na tym, jak rośnie sobie roślina. Bo wiadomo, że pewnych rzeczy po prostu się nie da. O ile możesz produkować tego złota w cholerę, możesz produkować karabinów w cholerę, możesz zrobić każdą możliwą wojnę i zniszczyć życie każdemu na tej planecie.
To nie możesz stworzyć za bardzo w ten sposób życia. Jak tylko dotykasz tego momentu tworzenia, to nagle życie eksploduje w nieprzewidywalny sposób. Nikt nie jest w stanie tego zorganizować. To jest właśnie to przekleństwo naturalnych rewolucji, na które nie masz absolutnie miejsca nigdzie na świecie, ponieważ naturalna rewolucja mogła być przewidywalna. Mogłaby się skończyć na przykład brakiem krwawego przelewu krwi, mogłaby się skończyć wprowadzeniem własnej niezależnej waluty albo w ogóle wyrzuceniem jakichkolwiek gwałt. Mogłaby się skończyć zmienieniem prawa na prawo naturalne. Mogłaby się skończyć pięknym światem, ale dużo ludzi bardzo ciężko pracuje nad tym, żeby żadna rewolucja nie skończyła się pozytywnym rozwiązaniem. Generalnie chodzi o to, żeby bardziej był to kontrolowany proces w 100% niż w 1%, czego doskonałym przykładem jest taka namiastka może tej rewolucji, która się wydarzyła na Ukrainie całkiem nie tak dawno temu. Ciekawe dokumenty wyciekają aktualnie do opinii publicznej. Dokumenty jasno pokazujące, kto stoi za dużymi zakupami broni, które trafiły na Ukrainę do tych dziwnych grup, które nie wiadomo do kogo należą, nie wiadomo komu podlegają.
Wiadomo tylko, że biegają od wioski do wioski, od miasteczka do miasteczka, próbując zrobić dym. Okazuje się, że są to pieniądze Watykanu i są to pieniądze grupy Rothschild i są to pieniądze związane z fabryką broni i nie tylko. Stąd zresztą się pojawiały wszystkie te wątki związane z bronią, strzelcami wyborowymi, dziwnymi rzeczami. Jak się okazuje, swędzi ręka troszeczkę. Swędzi, bo wiadomo, że są to dodatkowe zasoby. Wiadomo, że można sprzedać troszeczkę broni. I tu się włącza taki dodatkowy element w tym wszystkim, bo jest pewne szaleństwo korporacji, które żyją z tego, że produkują nieustannie wojny i zagłady na świecie. To chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć dwa razy. Watykan należy do tych korporacji od zawsze. On został stworzony w ten sposób.
Powstał podczas bitwy, dosłownie po wygranej bitwie właściwie powstała ta idea, że Jezus jest naszym Panem, bo spuściliśmy łomot nad Tybrem innym koleżkom. Zostawiamy tę historię znad Tybru, ale wracając do tego, co się dzieje aktualnie i troszeczkę nowoczesnych czasów, bym powiedział. Wiele spraw, które można powiedzieć, dla niektórych uświęcają ten cały handel bronią, tak naprawdę są rzeczywistym drugim dnem. Dla nas mogą wydawać się absurdalne, ale są takowe idee. To nie jest tylko pieniądz. Jeżeli ty jesteś zakochany w pieniądzu, to wyobraź sobie, że są ludzie i żeby było zabawniej wszystko wygląda na to, że są to ludzie w Watykanie i nie tylko. Rodzina Rothschild, ludzie na giełdzie nowojorskiej, w londyńskim City, którzy mają jeszcze jedną ciekawą ideę do tego wszystkiego. Ideą, o której zdaje się chyba wspominałem depopulacji takiej globalnej. I faktycznie jest coś takiego. Wiele tych rodów bankierskich obawia się jednej rzeczy, efektu badań.
Ponieważ jest takie słynne badanie z biologii, które stoi u podłoża wszystkich tych zdeterminowanych koncepcji na depopulację, że ludzi jest za dużo, że sami się pozabijamy i tak dalej. Jest taki jeden eksperyment. Jest to eksperyment z bakterią. Zostawiono bakterię wolną. Ja nie pamiętam w tym momencie dokładnego opisu. Jeżeli jesteś biologiem, to myślę doskonale wiesz, o co chodzi, a jeżeli nie jesteś, to żyjemy w czasach Internetu koleżanko i kolego i sobie sprawdź. Jest takie doświadczenie z bakteriami, że stworzyło się bakterii idealne warunki. Dało jej się żyć, dało jej się ciepło, dało jej się dobrą imprezę, dało jej się dużo miłości, uścisk i pięknie jest po prostu cudownie. I bakterie rozmnażają się w potężnym tempie do tego stopnia, że zjadają wszystko, po czym nagle wszystko znika. I ludzie nauki, którzy byli sklejeni z tymi wszystkimi wielkimi fortunami, bo te wielkie fortuny, my tak mówimy wielkie fortuny, ale to są ludzie.
Ludzie, którzy za tym wszystkim stoją. I o ile można powiedzieć, że są to ludzie chciwi, są to ludzie zwariowani, są to ludzie pokręceni, niemoralni, cokolwiek sobie tam wymyślisz. Jednego nie można o nich powiedzieć, że są to idioci. Są to bardzo często ludzie bardzo dobrze, jeżeli nie jeszcze lepiej wykształceni. Dowcip sytuacyjny. Wyobraź sobie, że koleżka, który jest szefem korporacji o nazwie Watykan, z reguły ma kilka doktoratów. I to nie są takie uczelnie, że tak powiem, pierdnięcie w stołek, tylko to są ludzie, którzy mają dostęp do najnowszych badań naukowych. Tam się nie robi kariery akademickiej tylko po to, żeby mieć tytuł akademicki, bo tam się zachodzi od tyłu troszeczkę, tam troszkę inne są zwyczaje na robienie kariery, zdaje się. Tam jest to związane z rzeczywistą wiedzą, ze sprawdzaniem tego, jak daleko można się w tych procesach posunąć. Wiadomo, że ta wiedza o tych kosmicznych procesach, o ich wpływie na nasze życie jest, zawsze była.
To jest ta alchemia, to jest to wszystko, co istnieje od tysięcy lat. To jest feng shui, to jest masa rzeczy. Myślę, że znasz więcej niż ja. I teraz jest pytanie, jak daleko da się posunąć ten kawałek wiedzy, żeby niekoniecznie pokazując komuś na zewnątrz, że mamy ten kawałek wiedzy, móc z niego spokojnie korzystać. Świetnym przykładem były przejawy pojawiania się Boga w kościołach średniowiecznej Europy i nie tylko średniowiecznej, bo też działo się to później. Były takie kościoły, w których stosowano sztuczki dla pielgrzymów, że nagle posąg Maryi zaczynał płakać rzewnymi krwawymi łzami. Okazywało się, że tam są specjalne takie rurki, tam specjalnie w sprytny sposób i tak dalej. Wywoływano takie różne zjawiska, które wierni odczytywali za rzeczywisty fakt istnienia ich Boga w tym kosmosie i automatycznie oddawali wszystko, cokolwiek mieli owym księżom. Dzięki czemu owi ludzie mieli nad nimi kontrolę i władzę. Tak jak wspominałem, średniowiecze się skończyło.
Pojawiła się era spalin i tych wielkich fortun, które chyba nie do końca chciały pójść na taki permanentny kompromis ze zrobieniem z siebie głupka tylko dlatego, że papież ma podobną sumę na koncie. To ja mam robić z siebie głupka, który będzie wierzył w te wszystkie bzdury, skoro tutaj mam General Electric, mam kilka innych fabryk na koncie i mam taki research od swoich naukowców. Tutaj zapłaciłem Nikoli Tesli, tutaj zapłaciłem kilku innym. Mam wykupionych najlepszych ludzi na świecie i jak czytam wyniki ich badań, to mi się śmiać chce z tych głupków w Watykanie. I te głupki w Watykanie to wiedzą doskonale. Ale te głupki w Watykanie są ekspertami w produkcji i dostarczaniu broni poprzez misje. Od samego początku istnienia misji misje zarabiały gigantyczne pieniądze na dostarczaniu broni we wszystkie właściwe miejsca. Misja to z reguły misja wojskowa. Z reguły ten ksiądz przybywał w otoczeniu niezłej ilości karabinów. Taka jest prawda.
Zawsze tak było. Nie zawsze. Może od 1800 któregoś tam roku, bo Watykan był związany i ta cała religia właśnie z tymi możnymi domami poprzez przyznawanie sobie tytułów. A wiadomo, że jak interesy bankierskie, to wiadomo, że bankier inwestuje pieniądze. Pewnym biznesem jest wojna, a najbardziej pewnym biznesem są kolonie, ponieważ wojny w koloniach są najbardziej opłacalną historią, jaka może się wydarzyć w twoim portfolio finansowym. Wyjaśniam ci dlaczego. Pierwsza rzecz: to nie ty tam jesteś. Tam są na miejscu tak zwani lokalni ludzie, których polaryzujesz między sobą. To oni się pozabijają. Druga rzecz: to jest daleko od twojej fabryki, także nic ci nie zniszczą.
Trzecia rzecz: każdą broń, cokolwiek tam użyją, muszą sobie przywieźć na tą wyspę. I żeby było zabawniej, to jest produkowane w twoich fabrykach w zupełnie innym miejscu świata, a łódki, którymi to przypływa, należą do ciebie. Także właściwie przywozisz im sprzęt. I jeszcze zabawniejsza historia. Każesz im płacić srogie pieniądze za to, bo to wiesz, daleko jest. Wiatr wieje, ciężko dopłynąć. W oczy dmucha. Rekiny po drodze. Panie, sztormy. Wiesz, panie, niebezpieczna robota.
To kosztuje. Także oni muszą słono zapłacić za to, żeby dostać coś od ciebie. Ale polaryzujesz ich w taki sposób, że wyskoczą ze skóry, żeby ci dać tą kasę. Oczywiście nie mają kasy, bo skąd mają mieć? Ale mają ziemię, mają pola. Mogą być niewolnikami. Tadam! I doskonale zadziałało. Zresztą pod egidą Kościoła katolickiego panowało największe niewolnictwo, jakie można sobie wyobrazić swego czasu. No ale to już specyfika tego biznesu.
Zawsze musi być jakiś niewolnik. Ale wracając do naszych czasów, bo mamy coś bardzo takiego na bieżąco związanego z depopulacją. Wiadomo, że idea kontroli wszystkich ludzi jest tylko ideą i ludzie, którzy mają potężne pieniądze, potężne wpływy, nie są idiotami, doskonale o tym wiedzą. Nie da się kontrolować wszystkiego na świecie. Świat jest praktycznie nieprzewidywalny. Da się kontrolować tylko część rzeczy i tylko, jak się okazuje, z reguły ta kontrola tego wszystkiego to jest taka stymulacja, która z reguły jest skazana na zagładę, ale dzięki temu można wykonać jakiś dobry deal. W dzisiejszych czasach mamy genetycznie modyfikowane jedzenie. To jest w ogóle ciekawa historyjka, która powstała w 1974. Właściwie tam parę lat wcześniej może powstały takie pierwsze szczepy, takie próby wyselekcjonowania DNA samego kodu i w ogóle, wiesz, przeniesienia z jednej fiolki do drugiej. Rzeczywistą mutację na żywym organizmie na myszy dokonano w 1974 roku i od tego momentu oficjalnie się przyjmuje start genetycznie modyfikowanych rzeczy, czyli że człowiek stwierdził, że doskonale rozumie mechanizm działania jakiejkolwiek istoty.
I teraz za pomocą takich ruchów jak zabawy w klocki Lego poprzestawia tam elementy i otrzyma dokładnie to, co będzie chciał. Wszystkie próby wcześniej z pestycydami, bo wcześniej była próba zrobienia tego w inny sposób, chemioterapią, taką masową na globalną skalę, się nie powiodła. No ale okazało się, że właśnie widzisz, bo dowcip polega na tym, że wielu ludzi, ja się ciągle powtarzam, że to nie są idioci. Wielu ludzi o tym wiedziało, doskonale o tym wiedziało. Sprzedając farmerowi ziarno, człowiek, który je sprzedaje, doskonale wie, że to ziarno ma tylko jeden rok aktywności. Drugiego lata nie wyrośnie. Farmer będzie musiał wrócić po nowe karabiny albo po nowe ziarno, a jak będzie chciał zrobić rewolucję, to kupi jeszcze więcej karabinów i tak będzie musiał kupić później ziarno, jak nie on, to jego dzieci. Jest nasz. Kupiliśmy człowieka. I w ten oto sposób zauważono, że można bardzo łatwo kontrolować wszystkie te historie związane z ruchami ludźmi, że w lewo, że w prawo.
W Ameryce zastosowano takie lekkie perswazyjne ruchy i się okazało, że nie było problemu, żeby Ameryka dołączyła do pierwszej wojny światowej. W Europie zastosowano podobne ruchy i się okazało, że udało się wywołać pierwszą wojnę światową bez żadnego problemu. Sprawdzono to oczywiście na taktykach bojowych, na żołnierzach. Poginęło ich masę podczas pierwszej wojny światowej. Nikt do tej pory nie wie, po co oni tam biegali w jedną i w drugą stronę, skoro i tak nie miało to żadnego znaczenia. No niby nie miało znaczenia, ale później ci sami oficerowie, którzy prowadzili te pułki na pewną śmierć, ale zdalnie, bo oni nie byli na miejscu, oni byli gdzieś w Londynie, trenowali rozkazy i tak dalej, i tak dalej. To wszystko docierało do sztabu. Sztab wysyłał na linię frontu. Żołnierz ginął. Dowódca mówił: „No trudno, trzeba wysłać kondolencje rodzinie.
To wyślijcie od razu w grupie całej, bo pięć tysięcy zginęło, to za jednym razem skreślijmy z listy”. Także oni troszeczkę co innego robili. Oczywiście może być, że byli wariatami, ale nie wszyscy. Później się okazało, że było to związane-- no właśnie było związane, jak było związane, że ci sami ludzie skleili się z uniwersytetami, które robiły badania na temat socjotechnik, o czym kiedyś opowiadałem. Tu w Cambridge robią takie eksperymenty. Tak przygotowano Trzecią Rzeszę, żeby sobie powstała. Ale te techniki trenowano jeszcze w takim żywym środowisku, bo zanim włączono Trzecią Rzeszę, odpalono w ogóle ten pomysł na kraj, wzięto pewne-- znaczy zawsze musisz mieć pewną ideę, która jest modna. To nie jest tak, że wyskakujesz jak Filip z konopi i pomysł zawsze działa. Nie tak do końca. Musi być jakaś baza.
No i tą bazą okazał się faszyzm. Doskonała historia. No i przede wszystkim doskonałe pieniądze, bo po pierwszej wojnie światowej wiadomo było, że kontrakty finansowe są potężne. Powstały gigantyczne korporacje. Nawet Porsche jest dzieckiem właściwie tej wojny. Peugeot jest dzieckiem tej wojny. Renault. To wszystko były firmy, które produkowały armaty, karabiny, pierwsze czołgi i tego typu historie. I sprawa zaczyna się właściwie, kiedy Mussolini startuje w wyborach. Bo to jest taka dziwna partia.
Mają pieniądze nie wiadomo skąd. Później się okazuje, że pieniądze są od rodziny Rothschildów, ale tak podawane razem z Kościołem katolickim, bo Kościół katolicki zaczął tracić wpływy w Europie. To był taki niebezpieczny czas. Lata 20. po pierwszej wojnie światowej. Dużo wolnej energii, dużo Nikoli Tesli, dużo różnych innych rzeczy. Trzeba było walczyć o wpływy, bo ludzie mogli zrobić coś nieprzewidywalnego. Wilhelm Reich, Viktor Schauberger. Dużo się działo. Wielu ludzi doskonale o tym wiedziało, że czasy są niebezpieczne i ta opinia publiczna może skręcić troszkę w inną stronę i świat może pójść w zupełnie innym kierunku.
Pojawił się Mussolini, wymyślony dżentelmen z właściwym pochodzeniem, można tak powiedzieć, niby robotnicze, ale nie do końca, ale doskonałe koneksje swoją drogą. W każdym razie doskonałe powiązania z Kościołem katolickim, a Kościół katolicki jako taki w Europie to jest, co tu dużo mówić, brat bliźniak rodziny Rothschildów, bo właściwie rodzina Rothschildów utrzymuje Kościół katolicki od chyba 200 lat, na dobrą sprawę. To jest taka grupa dobrych przyjaciół, którzy się znają z pokolenia na pokolenie, można tak to określić, inaczej się nie da tak jakoś zżyć ze sobą, bo jedni usprawiedliwiają istnienie drugich, nadając sobie tytuły szlacheckie, nadając innym tytuły, organizując wszystkie te imprezy, msze, celebracje, wszystkie te cyrkowe numery, że zakładamy specjalne sukienki, które są wyszywane złotymi nitkami, szkarłatne peleryny, korony na głowę sobie zakładamy. Jest fetysz. Jest takie sado-maso konkretne. I żeby to mogło istnieć, to musi istnieć ciągłość tradycji, bo to się powołuje tylko i wyłącznie w naszej głowie, w twojej i mojej na to, że to istnieje od tysięcy lat, że to jest nasza spuścizna kulturowa, że to jest cywilizacja, że może nie jest to zdrowe, jest to toksyczne, okej, wszyscy się zgadzamy, ale to i tak jest margines tego wszystkiego, takie żywe muzeum. I akceptujemy to. To jest taka drobna furtka, którą nam wprowadzono do głowy. A wiadomo, że Włochy były takim dosyć rzymskokatolickim krajem i ten numer we Francji by nie wyszedł, nie wybrano by żadnego Mussoliniego we Francji, nie wybrano by jeszcze wtedy w Niemczech, bo Niemcy były wtedy zupełnie innym krajem. Nikt nie chciał wracać do wojny.
Ludzie rzygali już amunicją, bronią, mordowaniem się nawzajem. Europa była spustoszona, natomiast Włochy były jeszcze biedne i zacofane, pod bardzo mocnym butem Kościoła katolickiego. Hiszpania to samo. I w dwóch tych krajach zrobiono taki eksperyment, że w jednym pojawiła się rewolucja socjalistyczna, taka frakcyjna wojna, która odwróciła uwagę, ale to może za chwilę. Zacznijmy od Włoch, bo to właściwie jest pierwszy kraj. We Włoszech pojawił się dżentelmen o nazwie Mussolini i oczywiście doszedł do władzy po 1922 roku. Też takie znamienite czasy. W ogóle zabawne historie były, w każdym razie wspólne kroki tej instytucji, jednej i drugiej, czyli partii faszystowskiej i Kościoła katolickiego to kroki tej samej instytucji. Jedni i drudzy podpisali umowę, bo Kościół katolicki robił kampanię reklamową Mussoliniemu w kościołach, bo wiadomo było, że ktoś musi zagłosować na faszystów we Włoszech. Wiadomo, że Europa biedna i tak dalej.
Trzeba było się odwołać do wielkiego Imperium Rzymskiego, a wiadomo, że Imperium Rzymskie to przede wszystkim chrześcijańskie imperium, oczywiście na korzeniach rzymskich, na korzeniach imperium wielkiej krainy, ale już z własną nową religią, z jednym Bogiem. Wszyscy tacy równi wobec tego Boga, tak, żeby było wszystko sprawiedliwie. Oczywiście rozbiła się zabawna historia o prawa kobiet do rozwodów, bo się okazało, że na północy Włoch jest organizacja, która chce, żeby we Włoszech kobiety mogły się rozwodzić, a Kościół katolicki i papież stwierdził, że kobiety nie mogą brać rozwodu ze swoimi mężczyznami. Nie może być tak, kobieta do końca życia przy garach. Jakoś tak. I taki klasyczny konflikt północ-południe Włoch. Jedne bardziej katolickie, drugie troszkę mniej, jedne bliżej francuskiej Riwiery i w ogóle Riwiery i Monte Cassino, a właściwie kasyn nad pięknym wybrzeżem lazurowym, a drugie takie biedne, zacofane, do kościółka cały czas w czarnych sukienkach nieustannie. I konfliktem, zarzewiem było to, co może kobieta, a czego kobieta nie może. I się okazało, że partia faszystowska tutaj postanowiła zagrać ten języczek uwagi, czyli stworzono takiego dżentelmena, całą partię włożono w tą całą sytuację, stworzono konflikt. Efekt był taki, że oczywiście wygrali ci, którzy byli przeciwko rozwodom.
Kościół katolicki w nagrodę dostał dzięki temu Watykan, gigantyczne pieniądze z Mussoliniego w ramach odszkodowań i tam zdaje się sto parę akrów ziemi w Rzymie, które później zamieniło się w niezależne miasto Watykan. Tam w ogóle chodziło jeszcze o podpisanie wspólnej umowy, takie religijne małżeństwo, ceremonia specjalna była, bo oczywiście Mussolini się żenił, papież mu robił ślub i w ogóle taka cała historia, bo on się ożenił z tym papieżem dopiero w 1925 roku, chociaż ten cywilny ślub to on tam w 1915 wziął. Ale jak to bywa w życiu, dużo wina we Włoszech, czasu troszkę przeleciało i oni później podpisali takie porozumienie, że będą razem, wspólnie. I oczywiście te kobiety i ich prawo do rozwodu to nie było wszystko, bo kolejną rzeczą w tej umowie pomiędzy faszystami a Watykanem było to, że należy ukrócić tą szaloną prywatną edukację. Młodzież nie może uczyć się w szkołach od nieodpowiedzialnych ludzi. Cała edukacja musi być kontrolowana przez państwo. To były dwa najważniejsze postulaty, które postulował zarówno Watykan, jak i partia faszystowska. Później podpisano coś takiego jak Lateran Treaties, taka konwencja Pomiędzy obiema stronami. Kościół katolicki dostał za jej chyba 30 milionów funtów w tamtych czasach kompensacji. To tak jakby dzisiaj dostał 330 bilionów, bo to możesz tak przeliczyć na biliony dosłownie.
I oczywiście 109 akrów owej słynnej ziemi w środku Rzymu, tam, gdzie jest bazylika i cała ta reszta, żeby stworzyć nowy stan, ale oficjalnie miał się nazywać Stan Papieski, czyli taki nowy stan we Włoszech. Republika. Znaczy województwo. Wyobraź sobie, że w Polsce biskupi razem z całą resztą stwierdzają, że robimy sobie nowe województwo i nazywają je na przykład biskupstwem. I zamieniają na przykład pół Warszawy na województwo biskupskie, bo tak sobie wymyślili. Dostali od prezydenta ziemię, dostali pieniądze za to, że im wiatr zawsze w oczy, że za mało karabinów sprzedali w Ameryce Południowej podczas gorączki kauczukowej, że w Afryce za mało obozów koncentracyjnych zrobili i że w ogóle strasznie słabo im poszło. To dostali w nagrodę te 30 baniek. Plus jeszcze pół Warszawy. Coś w tym stylu. Tylko że to się wydarzyło w Rzymie i naprawdę wydarzyło się w 1926 roku i tą kompensację wypłacono im, zdaje się do '29 roku.
W każdym razie pierwszą rzeczą, która się wydarzyła w tym wolnym stanie Watykanu, to Watykan się zebrał. Oni sobie wybrali swój własny rząd. Po prostu od razu ciach, ciach, koledzy się poskładali, usiedli razem i obwołali konwent. Jak to się nazywa? Oni mają tam swoje nazwy na to wszystko. Robiłem notatki, ale oczywiście nie mam tego wszystkiego w notatkach jak zwykle. Tylko tak po łebkach. Encyklikę! Tak, bo to są ich papiery. Wyślij encyklikę i w encyklice od razu, jak tylko dostali kawałek ziemi i dostali kasę na konto, stwierdzili: od tego momentu jesteśmy niezależnym państwem.
Nie podlegamy Włochom, nie podlegamy nikomu. Jesteśmy Watykanem i wydajemy własne paszporty. I tyle z tego mamy. Tak sobie chłopaki wymyślili i dokładnie tak się wydarzyło. I żeby było zabawniej, możliwość otworzenia własnego państwa dała doskonałą możliwość otworzenia przede wszystkim prywatnego banku Watykanu, który był, jak się okazuje-- gdzie jest mój las? Gdzie jest mój las? Jest mój las. Także to otworzenie tej nowej furtki dało opcję na kolejną furtkę o nazwie Bank Watykański, ponieważ każdy kraj musi mieć swój własny wewnętrzny bank. A takim dżentelmenem, który bardzo chętnie i bardzo zapobiegliwie, i bardzo wspierał pojawienie się tego banku był nie kto inny jak szef, można powiedzieć głowa rodziny Rothschildów oraz Rockefeller. Znaczy rodziny Rockefellerów, bo Rockefellera już wtedy zdaje się nie było.
Tego Rockefellera. Chociaż nie, tamten jeszcze był. W każdym razie jeszcze Giełda Nowyorska. Nagle się okazało, że jest w Ameryce taka organizacja jak Kongregacja do Spraw Wiary i wszyscy ci amerykańscy multibilionerzy, Ford i tak dalej, pomimo że są protestantami, takimi dewotami, to oprócz tego mają takie wielkie skrzypienie, bo oni są protestantami, ale oni się boją troszkę Watykanu. Bo wiadomo, Watykan to tradycja. Taki kompleks troszeczkę regionu Noworysza, że tamci w tych norkach, w tych czerwonych pelerynkach i kamykach i koronach na głowie coś tak pomykają po tych korytarzach od setek lat. A tam taki głupek jeszcze parę lat temu słoma z butów wystawała. I wspólnie razem robić interesy raczej wypada niż nie wypada. A inna sprawa, że Mussolini i dla Forda, i dla każdego z tych dżentelmenów, General Electric to kwestia rozwiązań patentowych. Właśnie cała ta niezależna energia, która mogłaby się pojawić w Europie.
Wiesz, o co chodzi. Numer się udał zrobić. Bo ja tak mówię: wiesz, o co chodzi, jakbyś człowieku wszystkie historie, które opowiadam, znał. Chodzi o to, że w Stanach Zjednoczonych rząd zrobił praktycznie wszystko, żeby zablokować rozwój czegoś takiego, co możesz nazwać wynalazczością i ustalił bardzo ścisłe standardy, łącznie z zakazem emitowania fal eteru, czyli nadawania jakichkolwiek audycji radiowych. Tak, tak, to nie jest dowcip. Prywatnych audycji radiowych na teren całego stanu. Mogłeś lokalnie gdzieś nadawać, jak dostałeś gdzieś licencję miasteczka, ale to też nie za bardzo. W ogóle był zakaz prywatnych. Mogłeś tylko należeć do jakiejś grupy, czyli być franchising, czyli kupić licencję tylko i wyłącznie tak. I to od rządu.
Natomiast nie było opcji, żebyś mógł to robić prywatnie. Pierwsze te licencje, pierwsze zakazy. Co się działo z Nikolą Teslą? Chyba rozumiesz, o co mi chodzi. Wszystkie te zakazy zaczęły się od Ameryki. Tam się okazało, że można. Trzeba mieć tylko prawników po swojej stronie. Trzeba mieć pieniądze po swojej stronie. Trzeba mieć rząd po swojej stronie. Trzeba mieć po prostu władzę, fizycznie władzę i propagandę oraz policję i wojsko.
A wojsko jest bardzo szczęśliwe, bo wojsko zarabia bardzo dużo pieniędzy i dostaje najnowsze karabiny i generałowie mają gdzie się wyżywać wysyłając mięso armatnie. Także biznes bardzo opłacalny dla ludzi z dużymi pieniędzmi. Dla ciebie i dla mnie nie za bardzo. No chyba, że masz jakieś bardzo duże pieniądze i inwestujesz właśnie gdzieś razem z Watykanem w fabryce Beretta. No ale o to cię nie podejrzewam. Chociaż kto wie. To ja może puszczę muzyczkę. W każdym razie dokończę tylko ten wątek jeszcze przed tą muzyczką, że doprowadziło to do takiego bardzo dziarskiego połączenia, ponieważ armia amerykańska wydała gigantyczną fortunę na samochody Forda i wszystkie te samochody chodziły na ropie Rockefellera, które jeździły po Europie. I Watykan miał w tym doskonałe udziały w produkcji broni. Tadam!
Ciekawa historia, prawda? I transferował wszystkie te pieniądze przez całą Europę, ponieważ Watykan może transferować poprzez granicę pomiędzy dwoma stronami tego samego konfliktu. Wyobrażasz to sobie? Zresztą nie musisz sobie tego wyobrażać. To się wydarzyło w Polsce. Watykan uzbrajał historię na Zachodzie, jak i doskonale uzbrajał historię na Wschodzie, płacąc grube pieniądze, które dostał zresztą od CIA na to, żeby można było kupić drukarkę dla Niezależnego Związku Solidarność i przeszmuglować ją za pomocą jakiegoś księdza z parafii z zachodnich Niemiec, bo to wszystko załatwiane przez parafie, przez księży. Zobacz, kto miał kontrolę nad tym. To się niewiele zmieniło. Teraz cofając się w czasie człowiek się zastanawia: „O, faktycznie tak się wydarzyło.” Jeszcze tylko przypomnę, że Kościół katolicki stracił jakąkolwiek ziemię we Włoszech w 1870 roku. Także gdyby nie Mussolini, to w ogóle nie byłoby czegoś takiego jak Kościół katolicki, Watykan.
Gdyby nie Mussolini, bo tak mówimy Mussolini, gdyby nie Rothschild, który tam jeszcze utrzymywał tą kuriozalną pozycję, żeby tam był jakiś papież, który może cię namaszczyć na możnego z tytułem, żebyś miał herb jakiś i żeby można było ten cyrk odgrywać dalej z królami, właścicielami ziemi. Bo wiadomo, że w Anglii dużo ziemi należy do króla, w Belgii podobna historia. Przecież te wszystkie kolonie. Do kogo należały kolonie obsługiwane przez prywatne korporacje należące do wielkich fortun, które powstały na bazie wiedzy i patentów? Należały z reguły do rodów koronowanych. Historia firmy Dutch Shell to są pieniądze holenderskiej rodziny królewskiej, które zostały zainwestowane w poszukiwania ropy naftowej. Złóż ropy naftowej razem z Rockefellerem do spółki, później razem z Brytyjczykami de facto. Takie historie do dzisiaj masz opisane i oni są dumni z tej historii. Także to nie jest coś, co świat ukrywa przed tobą i przede mną. Nie, nic z tych rzeczy.
Stąd się wzięła ta fortuna, taka na marginesie, bo ja tu ciągle do tego DNA nawiązuję, ale spokojnie, zaraz wrócę do tego DNA. Zaraz wrócę. Spokojnie, zdążę. A tymczasem jakaś muzyczka, bo tak się rozgadałem i o muzyczce zapomniałem i sobie popiję herbaty. Mam nadzieję, że miło ci się słucha. Dzisiaj mam taką troszkę większą obstawę mikrofonów. Te drugie są pożyczone. To nie moje. Powaga. Nie to, żebym sobie dokupił mikrofony, bo aż tak nie potrzebuję.
Pożyczone po sąsiedzku się okazuje doskonałe, prawda? A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni.” Otóż to. Retransmitowanej w Radiu Paranormalium oraz radiu Dream Time. Czas snu. Właśnie pozdrawiam przy okazji słuchaczy radia Czas Snu i Radia Paranormalium oraz Radia Nafali. A ja wracam do tej opowieści, bo tak ciągle rozciągam ten wątek DNA genetycznie modyfikowanych rzeczy. Nie rozciągam. Daję ci historię tej całej opowieści. W każdym razie pominę wszystkie te historie związane z Mussolinim, władzą, polityką, Trzecią Rzeszą, bo myślę, że chyba każdy doskonale wie z lekcji historii, co się wtedy na świecie działo. Ja tylko tak nadmienię, że eksperyment wypalił tak doskonale, że postanowiono włączyć go do działania na pełną skalę w owych nazistowskich Niemczech i postanowiono zostawić takie dwa kraje satelitarne na marginesie, które są takie ni w pieś, ni w oko oraz jedno takie państwo, które jest niby neutralne, ale zawsze robi dobre interesy.
To tak jak z tymi drukarkami, które przyjeżdżały do Polski. Jest historia dżentelmena, który był szefem banku watykańskiego, który został zamordowany w Londynie w 1981 zdaje się roku, dokładnie w momencie, kiedy tam Solidarność w Polsce i tak dalej. Ale oprócz tego nie zapomnij, że pieniądze na wszelkie te drukarki do Polski były z Watykanu i pochodziły z handlu bronią. Afera nazywa się Iran-Contras. To była dokładnie pralnia pieniędzy i dżentelmen, jak się okazało, zgarnął bardzo dużo do swojej własnej kieszeni, nie dzieląc się z nikim, bo to była akcja podpierdolka taka centralnie, bo tam CIA puściło prowizję. Tam nikt generalnie chyba nie gadał o pieniądzach. Po prostu Watykan miał swoją prowizję na tym, wcale nie małą. Kasował tą prowizję i jeszcze sprzedawał usługi wywiadowcze, robienia takiej małej rewolucji, układania wszystkiego, żeby było tak, jak powinno być według kilku ludzi z Ameryki w Polsce i brał za to tłustą kasę. A w zamian do Polski raz na jakiś czas gdzieś przemycano jedną jakąś kserokopiarkę. To były lata 80., początek lat 80., sama końcówka lat 70.
Jakiś jeden, może trzy, cztery powielacze. Kiedy sobie porównasz sumy, które Watykan tam dostawał od CIA na tak zwane budowanie demokracji i wspieranie opozycji w krajach demokracji ludowej, czyli w Polsce, to nagle się okazuje, że z przysłowiowej sumy tysiąca dolarów zniknęły te trzy zera i został jeden dolar, który trafił gdzieś na jakąś parafię w Polsce w postaci zdezelowanej maszyny poligraficznej, która była używana przez 40 lat w zachodnich Niemczech i już nikt nie wyrzucał jej na śmieci, tylko przemycono ją do Polski w kawałkach, rozumiesz? I te pieniądze gdzieś wyparowały. To była ta wielka pomoc na opozycję w Polsce, której opozycja w Polsce nigdy nie zobaczyła. Znaczy nie zobaczyła Bolek Wałęsa miał nową pralkę, zameczek sobie kupił. Teraz ma swoje własne biuro, siedzi za biurkiem i mówi, że on wszystko to zrobił, rozumiesz? I było na to biurko, i był na ten zameczek. Także niektórzy się dorobili, ale takie śmieszne kwoty, bo przy tych sumach, które tam teoretycznie miały iść na budowę opozycji w Polsce, okazało się, że praktycznie to taki dowcip. Tam zainwestowano ponoć miliony dolarów. Z tych milionów dolarów parę dolarów trafiło do Polski, ale jeżeli już trafiły, to i tak zostawały w tych sukienkach, w habitach, gdzieś pod habitami.
I tak pieniądze, które jak się okazało dostał Lech Wałęsa, kitrał poprzez Bank Watykański. Była to jedyna pewna wypłata, że on znosił swoje pieniądze do biskupa gdańskiego, czy jakoś tam. Oni je wywozili do banku, wpłacali na konto Kościoła katolickiego, Banku Watykańskiego i on tak naprawdę jest obsługiwany przez konto Banku Watykańskiego, a nie przez konto jakiegokolwiek polskiego banku. Zawsze tak było. I to są takie zabawne historie z tym związane, jak taka drobna organizacja public relations doskonale robi interesy wszędzie na świecie. Ale może zostawmy tę historię Polski na razie. To i tak jest tak dobrze udokumentowane, że mówienie o tym to jest takie troszkę odgrzewanie naprawdę mocno starego kotleta. To sprawy naprawdę mocno znane od co najmniej 20 lat. Polecam sobie posłuchać, co mówi państwo Gwiazda między innymi, zebrać do kupy troszkę rzeczy. Chociaż oni akurat są religijni i mają ten problem, że oni dalej chyba sobie nie zdają sprawy, że zostali wydymani, że tak powiem, z obydwu stron, na własne życzenie niestety.
No ale tak bywa w życiu. Anyway, wracając do tych rodów bankierskich i tych wszystkich rzeczy podczas wojen i nie tylko, kiedy trzyma się za pysk całą technologię, trzyma się centra badawcze, ma się największe pieniądze na badania i przede wszystkim kontroluje się licencje na przykład na niektóre sytuacje w nauce, bo naukowiec nie może wejść na pewien obszar, dopóki rząd mu nie pozwoli, bo na przykład jest to nadawanie w eterze albo coś tam. Także wszystkie te zezwolenia mają te duże korporacje, wszystkie te przyrządowe korporacje, ponieważ te wszystkie, jeszcze raz się powtórzę, duże korporacje istnieją tylko dzięki temu, że mają rządowe zamówienia. Normalnie nikt nie ma tylu zamówień. To jest wszystko po to, żeby była duża wojna, żeby dużo żołnierzy miało ten sam kolor butów i ten sam fason tych butów, te same mundury, te same buty dla całej grupy. Rozumie kolega i koleżanka. Cały ten zestaw, te same karabiny dla każdego najlepiej, bo wtedy najłatwiej wyprodukować. Może niewielka zmiana, żeby nie wyglądały podobnie, ale wiesz, żeby jak najwięcej na tym zarobić. I pomoc humanitarna później oczywiście, bo to wszystko pod przykrywką pomocy humanitarnej. Zawsze tak pomoc humanitarna z Watykanu wygląda tak, że przyjeżdżają, jak nie ma karabinów, to są szczepionki razem z nimi i później już nie ma lokalnej społeczności, bo lokalna społeczność wyginęła w nieznanych okolicznościach.
Anyway, panowie zrozumieli, że przyszłość nauki jest gdzie indziej. Eksperymenty prowadzone przez Niemców w latach 30. i nie tylko, bo i te wcześniejsze eksperymenty i te spektakularne próby uwalenia czy Wilhelma Reicha, czy Kinga Royala jasno wskazują, że ludzie z tamtej strony, jeżeli tak można to nieelegancko określić, doskonale zdawali sobie od samego początku sprawę z tym, co się kryje za tą sferą dzisiaj byśmy powiedzieli biochemii, biomedycyny, wszystkich tych zjawisk na takim bardzo drobnym poziomie. Rzeczy, których się normalnie oficjalnie w medycynie nie podaje. Że są pewne zjawiska, które są z definicji nieakceptowalne, bo teoretycznie organizm nie powinien tego robić. Ale są pewne techniki medyczne, pewne różne dziwne historie, które powodują, że następują dzikie rekonstrukcje organizmu, dzieją się różne rzeczy, czasami gdzieś odpryski tych informacji trafiają do jakichś publikacji naukowych, ale bardzo niewiele. Ale wiemy, że dużo różnych takich rzeczy było. Na pewno wszyscy zdajemy sprawę z tego, że pojawiły się masy alternatywnych źródeł zasilania alternatywnych do spalanej ropy. Wiadomo, że trzeba było to uwalić. Wiadomo, że produkowanie syntetyków to jest produkowanie patentów przede wszystkim, bo mając klucz do konkretnej substancji, tylko ty masz ten klucz.
To jest twoja licencja, twój patent i jeżeli idziesz w kierunku medycyny, to w tym momencie możesz wyprodukować lekarstwo, na które masz patent. Jeżeli wiesz, jak działa ludzki organizm, to wiesz troszeczkę więcej do przodu i możesz to opatentować teoretycznie. Czyli wbijasz się w zjawisko biomedycyny. A jeżeli wiesz, że ludzki organizm jest w jakiś tam sposób sterowalny za pomocą chemii i biochemii, właściwie zjawisk biochemicznych, to należy połączyć propagandę z biochemią razem. I się okazało, że wielkie rody bankierskie zainwestowały gigantyczne pieniądze w bardzo ciekawe badania na początku lat 20. minionego stulecia, począwszy od propagandy, a skończywszy na dosłownie eksperymentach na ludziach. Robił to i Ford po cichu, robił to Rockefeller, robili to Rothschildowie. Jest masa opowieści na ten temat. Ja tak troszeczkę ścinam dzisiaj na zakrętach nawet nie trochę, tylko bardzo dużo. Nie podaję konkretnych przykładów, ale myślę, że możesz sobie sam wyszperać.
Potraktuj to jako taką swobodną historię. Jeżeli chcesz sobie zrobić research i sobie sprawdzić różne rzeczy, to tutaj zostawiam cię samopas. Ja tylko tak dzisiaj się prześlizgnę troszeczkę, bo interesuje mnie taki główny, intelektualny wątek tej sprawy jak zwykle. Te historyczne rozważania, wiesz co było, a nie jest tak trochę. Grunt, żebyśmy mieli naszkicowany plan tej sytuacji. W każdym razie ta biomedycyna, którą dzisiaj znamy, wzięła się ni stąd, ni zowąd, jak z próby wyselekcjonowania kogoś, kto Będzie się lepiej nadawał do spełnienia warunków, które są stawiane przez elitę, która próbuje rządzić światem, niż ci, którzy tych warunków nie spełniają. Czyli będzie karny, będzie wyglądał odpowiednio, nie będzie chorował albo będzie chorował, albo będzie podatny na to, albo nie będzie podatny na to. W każdym razie de facto sprowadza się tylko i wyłącznie do tego, że będzie to człowiek podatny na pewien zestaw czynników zewnętrznych, które będzie można dozować w konkretnej sytuacji. I takim pierwszym eksperymentem była III Rzesza, takim pełnoprawnym eksperymentem, gdzie wzięto ludzi, zabrano im praktycznie wszystko i jeszcze zrobiono to w taki sposób, że wybrali to własnymi rękami. Następnie zaczęto serwować im bardzo ciekawą technologię medyczną.
Przecież to w Niemczech zaczęła się aspiryna na masową skalę. Przecież to w Niemczech zaczęły się szczepionki na masową skalę. To w Niemczech zaczęło się masę rzeczy, które właściwie dzisiaj stanowią podstawę tej oficjalnej mainstreamowej medycyny. Tą podstawę, która jest potwornie toksyczna i od której powoli wszyscy chcemy uciec. To właśnie tam się to zaczęło. To były techniki sprawowania władzy nad społeczeństwem. Na przykład porody, żeby kobiety nie rodziły w domach. To były takie techniki, które testowano w Stanach Zjednoczonych, żeby wysyłać kobiety do szpitala. W Niemczech obowiązkowo Niemki rodziły zdrowych Niemców w szpitalach pod nadzorem niemieckich lekarzy. Wszystko skontrolowano od początku do końca.
Tak samo jak u Mussoliniego. Pierwsze połączenie z Kościołem rzymskokatolickim i od razu wchodzi przepis, na który nikt się nie buntuje w całym kraju wszystkie parafie wyświęcają lokalne szkoły, otwierają lokalne szkoły, ale cała edukacja jest pod kontrolą rządu. To samo w Niemczech, to samo w wielu innych miejscach. W Stanach Zjednoczonych po prostu korporacje przejęły kontrolę nad edukacją. Tam nie potrzeba było specjalnie rządu, to i tak zawsze gdzieś było obok. I koniec końców okazało się, że w tej całej gonitwie za złotym Graalem, za panowaniem nad światem odnaleziono biotechnologię, czyli możliwość teoretycznie sterowania procesami, które do tej pory wydawały się permanentną magią w taki sposób, że będzie można kontrolować praktycznie całą nawet biosferę tej planety. I nagle okazało się, że dżentelmeni, którzy dostali te opracowania w swoje ręce, aby to bardzo pionierskie opracowania, po prostu zwariowali i wyobrazili sobie, że na bazie tych bardzo pionierskich opracowań, które nie do końca się zgadzają właściwie z rzeczywistym statusem naukowym zjawisk, o których mówią, są czasami niepoprawnie wyciągniętymi wnioskami albo błędnie wyciągniętymi wnioskami, albo nie zakładającymi pewnych istotnych elementów, ale na podstawie tych bardzo szczątkowych informacji pchani taką dumą, że właśnie rozkręcają cały świat, że skoro udało się rozkręcić państwo od nowa, udało się stworzyć nowego człowieka i w Rosji za pieniądze też Rothschildów. Taka jest prawda. Dowody? Proszę bardzo, proszę się wybrać do muzeum w Moskwie.
Jest parę takich muzeów. Jest zresztą muzeum tutaj w Londynie też nazywa się British Museum i tam są sztabki złota. Oryginalne są te oryginalne sztabki złota z pieczątką banku Rothschildów. Te same sztabki złota były używane przez rząd rewolucyjnej Rosji i do tej pory są w muzeach na świecie właśnie jako złoto, którym płacił rewolucyjny czerwony radziecki rząd. Zobowiązania Niemcom, Francuzom i tak dalej. Skąd rewolucyjny rząd, który obalił właśnie cara, ma sztabki złota z logiem Rothschilda? Nie przez to, że sam zrobił. Od Rothschildów dostał. Także te wszystkie dowody są przed nami, leżą prosto pod naszymi stopami. Naprawdę nie trzeba specjalnie ani kopać łopatą, ani szukać.
To jest coś, co widzimy codziennie, tylko z reguły nie wiążemy tych faktów razem w jedną całość. W każdym razie wracając do naszej biotechnologii, ona okazała się czymś potężnym, bo wiadomo było, że to jest taka tajemnica poliszynela, że Rothschildowie mają swoją fortunę z tego powodu, że prapradziadek rozkręcił swoją pracownię alchemiczną w ten sposób, że nauczył się produkować złoto. Nauczył swoich trzech synów produkować złoto i na tych trzech synach się skończyło. Coś się później stało z recepturą. Rodzina straciła recepturę i moment, kiedy stracił recepturę, to jest moment, kiedy rodzina Rothschild staje się właścicielami banku Rezerw Federalnych i Bank of England. Czyli w momencie, kiedy tracą możliwość robienia złota, kupują sobie na własność za całą kasę, którą mają najważniejsze banki na całej planecie w tamtych czasach. Do dzisiaj zresztą tak samo, sprawa się nie zmieniła. I zaczynają rozglądać się za technologią, ponieważ ci ludzie wiedzą od początku, że to jest technologia. To nie jest religia. Religia jest dla ludzi ubogich duchem i intelektem.
Natomiast ci, którzy wiedzą, o co chodzi, nie są wariatami modlącymi się do nieistniejących bytów, tylko wiedzą, że świat się stwarza. I jeżeli masz wiedzę na temat stwarzania się tego wszystkiego dookoła, to potrafisz stworzyć różne rzeczy, począwszy od złota. A przede wszystkim, jeżeli już nie możesz tworzyć złota, to możesz stworzyć sytuację, gdzie ludzie swoimi rękami oddadzą ci swoje złoto i być może coś z tego wyjdzie. I ten numer się doskonale udał i okazało się, że po drodze odkryto właśnie biotechnologię. Pierwsi byli Niemcy. Jeden z takich ciekawych eksperymentów ponoć, bo oczywiście jest to legenda, nie możemy powiedzieć, że to się wydarzyło naprawdę. Nikt tego nie wie. To jest taka spekulacja. Dużo ludzi o tym mówi, ale nie mamy żadnego dowodu dymiącego rewolweru w ręku. Chodzi o dżentelmena, który zabił Nikolę Teslę.
Taki dżentelmen z Niemiec. Też oczywiście jest to spekulacja. Można tak to potraktować. Dżentelmen był prywatnym, osobistym ochroniarzem, szefem ochrony Adolfa Hitlera i ten dżentelmen, ciekawostka, przeżył. O nim kiedyś opowiadałem Przeżył bardzo długo, bo o ile kiedy był ochroniarzem Adolfa Hitlera, miał już trzydzieści parę lat, kiedy trwała wojna i tak dalej, po wojnie chyba już miał czterdzieści lat, coś koło tego. Ten dżentelmen znika. Gdzieś znika, rozpływa się na świecie i pojawia się z powrotem w latach 90. w doskonałej kondycji zdrowotnej i opowiada, bo jakoś tak rozwiązuje mu się język. Może to wiek, może już nie miał się czego bać i przyznaje się do tego, że przetestował na sobie pewne technologie biomedyczne, które opracowano w Trzeciej Rzeszy, które miały służyć spowolnieniu procesów starzenia i tak dalej. Także ten dżentelmen ponoć był takim żywym dowodem.
O ile jest to prawda, to, że się wspomagał biotechnologią, tego nie wiemy. Niemniej jedno jest pewne, przeżył więcej niż powinien i w tak doskonałej kondycji, że to aż szokujące. Tym bardziej że przeżył dwa zamachy na Adolfa Hitlera, dostał odłamkiem jakiegoś szrapnela po twarzy i tak dalej. Także troszeczkę przeżył na froncie. A właśnie i ciekawostka, bo był to dżentelmen, który był dowódcą grupy komandosów, która odbiła z rąk aliantów samego Mussoliniego, kiedy go aresztowali po raz pierwszy w górach. Na szybowcu podlecieli, wyskoczyli z szybowca, odbili z rąk aliantów i polecieli z Mussolinim do Berlina. Otto Skorzeny. Dokładnie! Mike odgadł na czacie. Otóż to!
A ja to chciałem tak zostawić na koniec. Otto Skorzeny. Dokładnie o Otto Skorzenego chodzi. Otto Skorzeny pojawił się, słuchajcie, w '95 czy '96 roku. Widziałem zdjęcia Otto Skorzenego z tamtego okresu w doskonałej kondycji. To jest niewyobrażalne. Ten facet powinien mieć 150 lat. Prawie że. Jakoś tak wyglądam. Także są bardzo ciekawe ślady robienia różnych eksperymentów w obozach koncentracyjnych, nazistowskich obozach koncentracyjnych wybudowanych przez nazistów i faszystów na terenie Polski.
Proszę o tym pamiętać. Nie że wszyscy doskonale to wiedzą. Też jestem na to troszeczkę uczulony. No właśnie. Jeżeli się przyjrzymy, o czym wspominałem już zdaje się jakiś czas temu, jeżeli przyjrzy się naturę tych eksperymentów i na to, kto brał w nich udział, to oczywiście to, o czym kiedyś wspominałem. Stał za tym Instytut Kajzera Wilhelma, taki słynny instytut naukowy, który był takim think tankiem Trzeciej Rzeszy, który pilnował właściwie wszystkiego. Cokolwiek tam się działo, było kontrolowane przez naukowców dokładnie z tego instytutu, czy to propaganda, czy badania biotechnologiczne, czy cokolwiek, czy napędy. Tajemnica, po prostu wielka tajemnica historii Europy. Wiadomo, że instytut został założony przez Warburga, czyli człowieka, który zarobił gigantyczne pieniądze na handlu bronią i ropą. Partnera w biznesach w Europie dla Rockefellera i Rothschilda z Anglii.
Wiadomo, że w ten instytut zainwestowały niemieckie rodziny bankierskie, które później pojawiły się ze swoimi bankami w Ameryce. Taka bardzo wiązana transakcja. W każdym razie do czego zmierzam? Ślady tych biotechnologii istnieją w dokumentacjach medycznych, które później zostały przejęte po II wojnie światowej jako taka spuścizna smutnych i bardzo niesmacznych eksperymentów na ludziach przeprowadzanych przez nazistów w obozach koncentracyjnych w całej Europie. Różnych technologii wpływania na ludzi za pomocą substancji chemicznych. Słynne tabletki Perwolin podawane niemieckim żołnierzom, czyli na przykład testowanie, jak daleko człowiek bez snu może wytrzymać w aktywności bojowej i ruszać do walki. I tak dalej. Wszystkie te historie, takie testowanie ludzi do granic, do oporu. No i chyba eksperyment, przynajmniej nie wiemy się-- a i tu trzeba przyznać, że jako że jest to spekulacja, to jest moja spekulacja. Zresztą nie tylko moja, bo kilku ludzi też spekuluje na ten temat.
Nie wiemy, jakie były docelowe założenia tego eksperymentu, jaki był taki finalny cel. Stworzyć jedną rasę na świecie? Owszem, to są takie hasła, które były używane, ale de facto nikt z nas nie wie, jaki był ostateczny cel. Wiadomo, że potężna eksterminacja, podział świata na taką kastę panów i kastę niewolników, która na nich pracuje, bo to było dosyć oczywiste, było powtarzane przez wszystkich ideologów i naukowców pracujących dla tej idei przez ostatnie sto lat, łącznie z tymi, którzy pracują do dzisiaj bardzo często. Ten koncept pod postacią depopulacji. Bill Gates jest doskonałym przykładem. Watykan jest doskonałym przykładem. Taka ciekawostka à propos Watykanu. Oficjalnie Watykan ma na przykład takie stanowisko, że nie popiera szczepionek. Ale to kłamstwo, bo Watykan zainwestował bardzo dużo swojej własnej kasy w szczepionki, ponieważ to jest rynek biochemii, biotechnologii.
Watykan ma w tym udziały. Oficjalnie sponsoruje badania nad szczepionką na raka. Wyobrażasz to sobie? Ale sprawdź, co to za firma, jakie szczepionki są robione, gdzie to trafia. Bill i Melinda Gates. Powiązania z Kongregacją Wiary Katolickiej i tak dalej w Stanach Zjednoczonych z Giełdą Nowojorską, z bardzo różnymi instytucjami i przede wszystkim można powiedzieć z Ministerstwem Oświaty w Stanach Zjednoczonych, czyli na przykład taka tajemnica poliszynela, że bilionerzy, którzy pracują. Watykan po prostu po cichutku wspiera wszystkie możliwe szczepionki i jako argument podaje, w Stanach aktualnie się dzieją takie historie. Jest taka specjalna organizacja i aktualnie podaje argument, że okej, wspieramy te naturalne szczepionki Tylko dlatego, żeby nie było tych szczepionek z tymi dziwnymi komórkami z martwych zwłok i tak dalej, bo tam jest, nie chcę tutaj wkręcać nowych tematów związanych ze szczepionkami, to może potem robię, ale do szczepionek, do robienia szczepionek są używane w wielu miejscach martwe ludzkie komórki. Czy to płody, czy z różnych innych dziwnych miejsc, pokręcona idea nieprzeciętnie. Chodzi o aminokwasy, które są tam zawarte.
W każdym razie Kościół z Watykanu to organizacja. Watykan stwierdziła, że wszystkie szczepionki okej, tylko dlatego, żeby tych nie szczepiono, bo te są złe, natomiast wszystkie pozostałe są okej. Jest nawet specjalna organizacja, która się nazywa Children of God for Life i ta organizacja za pieniądze Watykanu w Ameryce promuje właśnie szczepionki. Taka ciekawostka. Żeby niby nie było, że oni się lenią i że oni nic tam nie robią w tym temacie. Robią, robią cały czas coś robią w tym temacie. Zresztą dżentelmen, który jest odpowiedzialny też za te szczepionki i jest takim komisarzem, można powiedzieć rządu Stanów Zjednoczonych, takim autorytetem. To jest taki koleś, który spotyka się z prezydentami, doradza prezydentom, czy mają być szczepionki, czy nie. Ktoś takim bilionerem z dziedziny biotechnologii. Nazywa się Patrick Soon-Shiong jest Azjatą z pochodzenia.
Doktor Patrick Soon-Shiong jest takim kolesiem, który czy to się zmienia prezydent czy się nie zmienia, on zawsze jest w tym samym miejscu. Jest takim biotechnologiem, który tam siedzi w kodach DNA i w wszystkich tych historiach, które można sobie tylko wyobrazić. Jest specjalna nagroda ufundowana przez Watykan dla biotechnologii, której Watykan oczywiście oficjalnie w kościołach w innej części świata zabrania, żeby tam nie robić nic innego. Ale się okazuje, że on przyznaje nawet specjalne nagrody. I przyznał właśnie nagrodę doktorowi Patrickowi Soon-Shiongowi. Taka nagroda. Powiedzmy sobie szczerze, jest to po prostu konkretna łapówa, dokładnie przyznana temu dżentelmenowi. To jest 10 bilionów euro dokładnie na badania nad szczepionką na rakiem. Oczywiście wszystko to jest w rękach korporacji Ownat Cell, Ownat Bioscience i tak dalej. Taka historia i numer polega na tym, że właściwie widzisz, bo nie wszyscy zdają z tego sprawę, jak ty zostajesz darczyńcą dla kolesia, który zakłada biznes i właśnie dajesz mu w prezencie 10 bilionów euro i on zakłada firmę.
Zdradzę ci tajemnicę. Jesteś współwłaścicielem części udziałów tej firmy. I żeby było zabawniej, twoja firma jest notowana w pierwszych 50 przez magazyn Fortune. Rozumiesz? To tak, jakby Watykan nie inwestował w biotechnologię. W każdym razie po doświadczeniach II wojny światowej okazało się, że bez żadnego problemu. Zresztą to nie były pierwsze doświadczenia. Pierwsze takie doświadczenie to były koce rozdawane przez misjonarzy Indianom w Ameryce Północnej po to, żeby ich zarazić gruźlicą i różnymi chorobami, żeby powzdychali. I tak się właśnie wydarzyło. Specjalnie zorganizowano koce, zatruto te koce różnymi zarazami i rozdawano Indianom.
Słynna historia. Znajdziesz o tym masę opowieści, bo to jest prawdziwa historia, która się wydarzyła. I właściwie ten sam schemat jest nieustannie powtarzany przez Watykan. Cały czas. To się nigdy nie zmienia. Tym razem numer jest oparty na szczepionkach i oni tam oczywiście mają w tym swoją inwestycję i mają w ogóle taki swój pomysł, żeby tych ludzi nie było za dużo, bo okazało się, że za dużo populacji może się pojawić rewolucja, której nikt nie jest w stanie przewidzieć, nikt nie jest w stanie kontrolować, jeżeli populację doprowadzi się do sytuacji, kiedy ona sama dba o to, żeby nigdy nie przyrosła. Czyli na przykład wszyscy robią sobie szczepionki, wszyscy żrą genetycznie modyfikowane jedzenie, to wiadomo, że nikt tego nie przeżyje. No i bum! Pojawia się oczywiście cała biotechnologia w latach 70., bo w pewnym momencie pan Herbert Boyer razem z kolegą wymyślają coś takiego jak DNA. Wymyślają coś takiego jak genetycznie modyfikowany organizm.
Znaczy nie wymyślają, bo teoria już istniała. Oni po prostu robią. Zdaje się chyba rybkę czy tam była rybka i świnka genetycznie, jakaś świnka co ja mówię? Myszka, ucho zdaje się przyczepili. W każdym razie transgeniczna mysz powstała dokładnie z embrionu, ją wyhodowali i tak dalej, i tak dalej. Jest opis tego wszystkiego nawet chyba w języku polskim. Ja tu w ogóle będę oszczędzał, siedziałem zakrętach, bo historia jest naprawdę długa i można opowiadać godzinami, ale to sam sobie przeczytaj. Ja to oszczędzę. Zmierzam do sedna, do sedna sprawy. W każdym razie panowie zostali tak doskonale przyjęci przez całe towarzystwo bilionerów, że tam nawet księżniczka Patrice, rodziny królewskie, belgijskie złożyły im honory.
Panowie od razu dostali Nobla. No, może nie tak od razu dostali sześć lat później, zdaje się w 80. roku Nobla razem z Lechem Wałęsą. To też taki znamienity moment historii. Nobliści, licho ich mać, się spotkali w tym samym czasie. No i się okazuje, że właściwie ci panowie to też tak mocno związani z czymś takim. To się nazywa City of Hope Nation Medical Center. To są organizacje powołane przez bilionerów, kontrolowane przez US News and World Reports i tam Best Cancer Hospitals. I tak dalej, i tak dalej. Generalnie jest ciekawostka.
Wszyscy ludzie w tej branży wiedzą doskonale, że rak nie jest chorobą w sensie stricto, jak się go nazywa w oficjalnej medycynie. Że jest to absolutnie uleczalny moment w twoim życiu i jest na to parę technologii naprawdę znanych co najmniej 100 lat, zaczając od Wilhelma Reicha, odżywienia i tak dalej, i tak dalej. Z tym, że pojawia się nowotwór w naszym organizmie, wiążą się zupełnie inne sprawy, jak się okazuje. I teraz te badania wypływają na wierzch. Te badania są ogólnie wszystkim zainteresowanym w temacie doskonale znane i bynajmniej nie jest tu mowa o badaniach Znanych w Polsce jako tych przedstawionych przez pana Ziębę. Pozdrawiam serdecznie. Jeśli słuchasz człowieku, pozdrawiam cię serdecznie. To doskonała robota, sir. Bynajmniej nie mówię o tych badaniach, które tam są w ukrytych terapiach Jurka Zięby. Chodzi mi o normalne, oficjalne badania rządowe prowadzone w latach 90., 80.
Nie tylko przy placówkach rządowych, przy rządzie francuskim, przy rządzie belgijskim, przy wielu rządach w całej Europie i nie tylko. Na przykład genetycznie modyfikowanego jedzenia i tak dalej. Wszystkich tych spraw, które my nazywamy genetycznie modyfikowane. I te badania jasno i wyraźnie pokazują wszystkie anomalie związane z nowotworem. Są też badania dotyczące przyczyn powstawania nowotworów i robi się analizy chemiczne, wszystkie tego typu działania laboratoryjne. I też wiadomo, o co chodzi. To nie jest tajemnica, tak jak nam się często opowiada, że to jest taka tajemnicza choroba, która nie wiadomo skąd się pojawia. Znane są tak zwane czynniki ryzyka. I żeby było zabawniej, okazuje się, że to, że są czynnikami ryzyka, jest wiadome wszystkim producentom owych substancji. Ale numer polega na tym, że jest coś takiego związanego z tymi biznesami Watykanu i patentami, bo za tymi czynnikami ryzyka stoją syntetyczne substancje, których używamy na co dzień dookoła.
Czy to plastik, czy polimer, czy genetycznie modyfikowane coś tam. To są wszystko zabawy w tworzenie nowego świata, w próbę oszukania natury i stworzenia swojej własnej repliki tylko po to, żeby mieć poczucie, że kontrolujemy jakiś proces. Że drzewo będzie rosło w lewo, a nie w prawo, bo strasznie potrzebujemy drzewa, które rośnie w lewo. Jak w prawo, to będzie awaria życiowa, wyskoczę przez okno i się zabiję, bo już nie będzie ładnie na świecie. Coś w tym stylu. I że będzie za dużo ludzi i że w ogóle coś tam. I się nagle okazuje, że te rody od dawna wiedzą o tych wszystkich rzeczach i techniki, które zostały przetestowane właśnie w latach 30., na przykład techniki eutanazji za pomocą szczepionek, za pomocą tabletek stosowane między innymi na kobietach w Szwecji. Był taki program prowadzony przez rząd szwedzki, też bardzo ciekawa historia, gdzie po cichutku kastrowano wszystkie Szwedki przez chyba 10 lat. Rząd Szwecji do tej pory nie lubi się przyznawać do tej historii, bo właściwie skończyła się II wojna światowa. Była rozprawa sądowa, trybunał w Norymberdze.
Naziści poszli siedzieć. Wiadomo, że wyjechali do Argentyny palić cygara na swoich pięknych posesjach. Wszyscy o tym doskonale wiemy. Ci, którzy poszli siedzieć, poszli. A w tym czasie w Szwecji doskonale dalej panował faszyzm i taki klasyczny faszyzm. I robiono dalej eksperymenty na ludziach. I wyniki tych eksperymentów to nie jest taki pusty zapis, który gdzieś tam utknął na półkach uniwersyteckich jakichś dziwnych laboratoriów, tylko to wszystko było zbierane, kolekcjonowane przez różne instytucje, przede wszystkim wszystkie korporacje, które za tym stały. Bo jeżeli przyjrzeć się tym wszystkim dziwnym sytuacjom, które się działy w Europie przez ostatnie 100 lat, to stoją za tym dokładnie te same firmy. Bosch między innymi. Słynna firma Bayer.
Wiele innych firm, a za nimi stoją akcjonariusze, bo właściwie te firmy należą do innych firm. To jest w ogóle taka ciekawostka. Żeby kupić spodnie firmy X w Anglii, to te spodnie muszą przejść przez pięć krajów czy sześć krajów. Dosłownie, bo z jednego do drugiego i z jednego do drugiego. Później wracają do tego pierwszego jako już produkt, są wysyłane w inne miejsce. I tak oto nie płaci się żadnego podatku. Ale o ile w przypadku spodni, ubiór czy czegokolwiek jest tylko kwestia podatków, to tutaj jeszcze chyba chodziło o kwestię ukrycia jakiegoś drugiego dna. Taka jest moja opinia, bo wszyscy ludzie zajmujący się tymi rzeczami z pograniczych biotechnologii doskonale wiedzieli, że ciężko byłoby powiedzieć, że jest to zdrowe dla człowieka. Jest to ciągle takie igranie na krawędzi. Ktokolwiek by nic nie mówił, może im powiedzieć, że on wyhodował doskonałego pomidora.
Że to jest genetycznie modyfikowany pomidor. Ale ja chciałbym zobaczyć jego dzieci, bo wszyscy doskonale wiemy, że pierwszy taki rzeczywisty eksperyment z wymianą, przestawianiem kodu DNA był zrobiony w 1974 roku. Czyli właściwie ja jestem tym pokoleniem, które ma tyle co pierwsze eksperymenty genetyczne. Czyli nie ma pokolenia, które by dorastało później po tym pokoleniu, które by zaświadczyło o tym, że wszystko jest okej i wszystko działa. Normalnie lek trzeba sprawdzić na trzech pokoleniach czasami, żeby stwierdzić, czy naprawdę nie ma żadnych skutków ubocznych. A tu się okazuje, że powstaje nowa technologia, której właściwie działania nikt nie zna. Bo ta technologia DNA okazała się porażką od samego początku. To jest wielki sukces nauki. Oczywiście. Jest piękna firma, nazywa się Genetech, notowana na Giełdzie Nowojorskiej i tak dalej.
Jeżeli masz akcje, to już raz przewaliłeś. W każdym razie ta firma poluje na jedną rzecz, jak wiele innych firm z dziedziny biotechnologii sklejonych z całym tym rynkiem potentatów finansowych i naftowych. Poluje na patenty. Patenty związane z obsługą kodu DNA. Jeżeli ktoś odkryje, że za pomocą jakiegoś przestawienia czegoś w naszym kodzie DNA na przykład może pozbawić cię jakiejś choroby, to w tym momencie automatycznie to patentuje i będzie żądał od ciebie za każdym razem, kiedy ten proces wystąpi, kiedy ty skorzystasz z tego kawałka kodu DNA, opłaty patentowej, opłaty licencyjnej. To był taki paradoks, że próbowano opatentować ludzki kod DNA, ale żeby było zabawniej, cała ta zabawa panów i władców świata skończyła się totalną porażką. Taką cichą porażką, o której nikt nie chce głośno za bardzo mówić. Bo okazało się jakiś lat temu, niecałe dziesięć, że pod kodem DNA, który był traktowany jako taki wytrych przez tych wszystkich bankierów i rody koronowane do zrobienia takiej depopulacji i do zrozumienia wszystkich procesów natury. Tego, jak tworzyć człowieka na tej planecie, jak tworzyć przyrodę, jak tworzyć rośliny. Chociaż oni sami nie jedzą nigdy genetycznie modyfikowanych rzeczy, co jest dosyć zabawne.
Nawet w kantynie Monsanto jest przecież zakaz podawania genetycznie modyfikowanego jedzenia. Oni sami wolą ten nieprzewidywalny model Mamy Natury, a nie ten, który sprzedają tobie. Oni sami się mocno wyłożyli, bo się okazało, że DNA jest częściowo dziedziczne. To jest taki mechanizm, część informacji, które dziedziczymy po naszych przodkach, a z drugiej strony jest właściwie formowane na nowo. Można powiedzieć nie wiadomo skąd, z powietrza i formuje się za pomocą interfejsu, który nazywamy RNA, czyli kodem, który znajduje się jeszcze głębiej. I żeby w ogóle DNA mogło się pojawić na jakichkolwiek aminokwasach i zacząć się rozpowszechniać, rozprzestrzeniać i zamieniać w komórkę, to musi się pojawić RNA. Ta informacja, która kształtuje ten sam początek. Właśnie, słychać, że mieszkam w mieście. Ach, te mikrofony zgarniają karetki za oknem czy policyjne radiowozy. No właśnie, może ktoś przestał jeść z genetycznie modyfikowanym jedzeniem.
Może jakiś pieczony ziemniak zamieniono na frytkę. Bo czemu służy to genetycznie modyfikowane jedzenie? Właściwie genetycznie modyfikowane organizmy służy przede wszystkim masowej hodowli, która pozbawiłaby ową plantację, hodowlę odium choroby, która niszczy całe zasoby. Że wiesz, jedna krówka się zaraziła, mija tydzień czasu i właściciele wszystkich hodowli świń w Ameryce zostali bez ani jednej świni, bo wszystkie zmarły, bo zaraziły się od jednej świnki. Wiesz, żeby utrzymać całą tą strukturę pod kontrolą. Wczoraj rozmawiałem z dżentelmenami, znajomymi. Wspominaliśmy o jedzeniu. Chodziło o krewetki. Nie ma normalnych krewetek, które mógłbyś normalnie człowieku zjeść. Jeżeli lubisz krewetki, podarłeś sobie, bo wszystkie te, które kupujesz w supermarkecie są naszpikowane antybiotykami.
Numer polega na tym, że o ile antybiotyki, których ty potencjalnie możesz używać, są sprawdzane jeszcze do pewnego stopnia przez jakąś izbę lekarską, izbę kontroli rządowej. Jak coś ci się stanie, to teoretycznie, w praktyce jest to niemożliwe, ale teoretycznie możesz zasądzić korporację farmaceutyczną do sądu. Przynajmniej tak ci się może wydawać i dobrze się z tym czujesz. I że niby sprawdzone na ludziach i że cię nie popsuje, to te antybiotyki, które są dodawane do owych krewetek, nie podlegają już tej kontroli, ponieważ krewetka nie jest człowiekiem, także nikt nie będzie sprawdzał krewetki, czy wiesz. Otóż to. Rozumiesz tą logikę? Tak samo jak się modyfikowane jedzenie daje jako paszę zwierzętom i ty oficjalnie nie jesz ani grama modyfikowanego jedzenia. Ale to nieprawda, bo ty jesz wszystkie te związki właśnie pochodzące z modyfikowanego jedzenia. No, jest taka różnica, że nasz organizm nie radzi sobie dokładnie z naszymi aminokwasami, które posiadamy. O czym wielu na świecie wie.
Nie radzą sobie z syntetycznie produkowanym jedzeniem. Nasz organizm zaczyna sobie odkładać wszystkie te wartości na bok. Dlatego zaczynamy tyć, zaczynamy przybierać na masie, na wadze i tak dalej, i tak dalej, w dosyć zastraszającym tempie, ponieważ organizm nie ma co z tym zrobić, nie wie nawet, jak to wyrzucić, nie widzi tego, to musi gdzieś zmieścić w tym organizmie. Bo jak się okazuje, nasze aminokwasy nie są w stanie się skleić z aminokwasami tej substancji i że tak powiem, zrobić taki management, że ją wyrzucić z nas. Bo właśnie za to się okazuje, odpowiadają aminokwasy. No i teraz wychodzą takie troszkę kwiatki naukowe z takich różnych poważnych dziedzin na światło dzienne i się okazuje, że cokolwiek by nie mówić, ale to całe towarzystwo, które stoi za genetycznie modyfikowaną żywnością, czyli de facto Watykan, duże korporacje razem do kupy sklejone, no bo one sprzedają też środki do nawozów i one stoją za uniwersytetami. No bo biotechnologia to są przede wszystkim firmy, które produkują te wszystkie rzeczy. Oczywiście nie każdy student biotechnologii, firm w tej dziedzinie jest dużo i oczywiście każdy może powiedzieć, że to jest wolny rynek, każdy może produkować biotechnologię. Oczywiście ja nie mówię o urządzeniach, bo to, że jest tam tysiąc firm produkujących wirówki do robienia testów DNA, to akurat nie jest problem. Tych wirówek i tak nie robi się za bardzo w Europie.
To są już produkowane w Chinach wirówki rękami chińskiego pracownika na taśmie chińskiej fabryki. Tu jest inżynier, który to projektuje i właściwie cała ta logistyka, czyli cała ta armia ludzi, która wychodzi po biotechnologii, właściwie służy tylko i wyłącznie jako taki interfejs do obsługi tego pomysłu, który się narodził w latach 20., 30. i 50. i latach 70. Do obsługi cywilizacji, do tego, jak doprowadzić do tego, żeby nie pojawiło się za dużo ludzi? Jak prowadzić depopulację? Jak na przykład zaprojektować szczepionki tak, żeby nie zabiły od razu, ale na przykład rozciągnąć na 15 lat? Jak kontrolować zwyczajnie życie na tej planecie? Taki szalony pomysł rodów możnych tego świata, które postanowiły zwariować. Jak na ironię za tym wszystkim stoi organizacja o nazwie Watykan, która twierdzi, że w jej definicji jest miłość bliźniego swego.
I to są ludzie, którzy aktualnie stanowią, właściwie nie tyle stanowią, są jednym z największych graczy, jeżeli chodzi o biznes depopulacji na świecie. Oni doskonale wiedzą, że te szczepionki zabijają. Doskonale wiedzą, że broń z fabryki Beretta, na której zarabiają, zabija ludzi. Doskonale wiedzą, że te transporty broni trafiające na Ukrainę za pieniądze Watykanu i Rothschildów też nie robią nikomu dobrego życia. Wiadomo, że broń, która trafia na Bliski Wschód, nie trafia od szejków arabskich, bo największymi gwiazdami na targach nie są szejkowie arabscy. Oni są takimi celebrities bardziej, żeby się na nich skupiła prasa. Pierwsze dwa, trzy dni tych targów zbrojeniowych są odizolowane i w ogóle nie masz prawa tam wejść. I żeby było zabawniej, na tych targach są przedstawiciele Kościoła katolickiego z Watykanu. To jest w ogóle fenomen. Idziesz na targi broni, tą zamkniętą część, gdzie są tylko najwięksi rzeźnicy na świecie i wśród tych największych rzeźników są kolesie w czarnych sukienkach i czerwonych czapkach i rozmawiają bardzo fachowo na temat broni, amunicji, kosztów produkcji, transportu.
Są ekspertami jak niewielu ludzi na świecie, bo prawda jest taka, że specjalizują się w tej branży od setek lat, a ostatnie prawie 100 lat to jest ich bardzo wąska specjalizacja. Właśnie handel i produkcja broni i robienie takich konfliktów. Udało się zrobić w Europie konflikt między Żydami i katolikami. Dzięki temu łatwo mogą uniknąć podejrzeń, bo wiadomo, że nikt nie będzie szukał tam fabryki broni. Wszyscy będą widzieli w nich ofiarę, która traci swoich własnych apostołów wiary w jakichś tyraniach. W rzeczywistości te tyranie są opłacane przez tą organizację, a ci kolesie, którzy mają tam zniknąć, to właśnie po to, żeby organizacja miała swój status świętej krowy, żeby zawsze byli męczennicy i żeby ciemny lud miał się na czyim ramieniu wspomnieć. Zresztą schemat jest bardzo prosty, zawsze jest ten sam. I to jest paradoks, bo to właśnie schemat, który został opisany przez Wilhelma Reicha i za to go właśnie wygoniono z Niemiec, że wystarczy gospodaryzować grupę ludzi. Wystarczy stworzyć rząd, który wydaje się bardzo ludzki. Rząd wygrywa wybory.
Opowiem ci historię o PiS-ie. Rząd wygrywa wybory. Niby tacy ludzie z plebsu, jak niby dziadek, babcia, ciotka, wujek głosowali na nich, bo to taki niby prezes, ale swój człowiek. Bo o to chodzi. To się robi na swojego człowieka, ale wiadomo, że oni nigdy nie mają być swoimi ludźmi. Oni mają docisnąć wszystkich, bo najlepiej dociska koleś, który jest twoim przyjacielem. Przemoc domowa jest bardzo łatwa do ukrycia według panów psychologów i pań psychologów właśnie dlatego, że jest domowa, że jest więź emocjonalna między ofiarą a katem. Jedna osoba lubi się postawić w roli ofiary, a druga lubi się stawiać w roli kata i nie lubią tego wyrzucać na zewnątrz. I to wszystko jest tak schowane. I to jest troszkę taka sytuacja, żeby złapać taki model porozumienia pomiędzy tym kolesiem, który był jeszcze twoim kumplem, został posłem, ale ty już go nie znasz, a on dalej jest twoim kumplem.
On już przestaje być taki troszkę fajny i w pewnym momencie ten koleś zaczyna dociskać. Nienawidzisz go, ale masz do niego sentyment. To jest syndrom sztokholmski, tak to się nazywa. Terroryści wzięli zakładników w Sztokholmie podczas olimpiady i zakładnicy, kiedy zostali już uwolnieni od terrorystów, nie chcieli ich opuścić, bo tak się z nimi zżyli. Bardzo mocne wiązanie emocjonalne. Twoje emocje kształtują wszystko na świecie i jeżeli odpowiednio się zagra emocjami, stworzy się taką partię z ludu, wyselekcjonuje się kolesi. Oni i tak po drodze, ci, którzy są uczciwi, odpadną. To nie ma problemu, ale musisz zrobić partię z ludu, jak w Niemczech NSDAP, jak Mussolini. Robisz partię z ludu i ona ma poparcie zawsze ciche Kościoła, bo ona musi się wesprzeć na tradycji. To jest coś, co daje ci stabilizację, ale są od ciebie, czyli stabilizują twoje życie, są dla ciebie wiarygodni.
No i głosujesz na nich. I oni zaczynają cię dociskać, ale nie od razu. Zaczyna się to tak powoli, w taki dziwny sposób, niby dogmatem religijnym z jednej strony, a z drugiej strony tak. I nagle zaczyna się taka jazda typu genetycznie modyfikowane jedzenie, tak jak w Polsce. Wszędzie po sąsiedzku zabronione, wszędzie normalni ludzie, nikt nie jest samobójcą, ale w Polsce nagle się pojawia. Ale to nie jest przypadek. Swego czasu duże korporacje farmaceutyczne zainwestowały bardzo duże pieniądze. Dla Polski są to bardzo duże pieniądze. Na skalę tutaj laboratorium w Londynie to są żadne pieniądze, mówiąc szczerze. Tanio kosztował ten biznes, ale udało się kupić kilku rektorów w Polsce, szefów biologii, bo sobie wyjeżdżasz na przykład na taką serię wykładów na temat biotechnologii, na przykład gdzieś w Singapurze i tam przez dwa tygodnie razem z wycieczką po Chinach sobie konferujesz na temat biotechnologii.
Wszystko jest sponsorowane przez te same koncerny. Te same koncerny właściwie opłacają ciebie taką łapówką. Ty nie chcesz widzieć tego jako łapówkę. To ja jestem naukowcem. Jestem tak dobrym naukowcem, że oni mnie zapraszają na te wszystkie konwencje i ja muszę tam robić swoje odczyty. Bullshit. Wszyscy wiemy, że to jest takie smarowanie na ego. Na ego najlepiej człowieka wyrwać, bo wiadomo, że ostatnią rzeczą, do której sam się przed sobą przyzna, to to, że jest to łapówka. Bardziej stwierdzi, że jest to opłacenie jego dorobku naukowego, bo on tam przecież prelekcje prowadzi naukowe, jest naukowcem. No i dzięki temu dostaje granta na piękny sprzęt, na nowy sprzęt, amerykański sprzęt, europejski sprzęt do badań nad biotechnologią, do robienia testów DNA, wymazów i tak dalej, analizy spektrografii.
Wszystko to prawie za darmo. Na zasadzie wymiany partnerskiej z innym uniwersytetem, bardzo poważnym i przede wszystkim z dużą korporacją, która od razu przychodzi z pakietem miejsc, w których twoi absolwenci mogą zostać zatrudnieni. Ba, nie absolwenci, tylko ty sam możesz dostać pracę i ona już dla ciebie jest jako doradcy, asystenta, bo są nowe produkty. Oni potrzebują ludzi nauki, których się będą pytali o zdanie. I dostajesz piękne dokumenty, które wszystkie podpisujesz bez problemu, bo za tym stoją piękne wakacje, piękna wypłata. Za tym stoi medal ministra, bo ta korporacja idzie do ministra i tam już jest troszkę inna rozmowa, bo tam koleś może powiedzieć: „Stary, ale ja nie podpiszę tego gówna, bo wytruję sobie cały kraj”, a on mówi: „Musisz podpisać, bo już ci zapłaciłem, po pierwsze parę kafli i to jest jedna sprawa i powiem o tym głośno. A druga rzecz, że już nie musisz się męczyć, bo ustawiliśmy już uniwersytety. Państwowa Akademia Nauk jest za tobą. Tu zapłaciliśmy tym profesorom, oni są za tobą. Tu mamy nowy ośrodek biotechnologii we Wrocławiu.
Tu mamy nowy ośrodek biotechnologii w Warszawie. Tam testują pomidory, które mówią, że są genetycznie modyfikowane i jeszcze leczą z raka. Ty tylko musisz wyjść i powiedzieć, że wszystko jest okej”. I na to się czeka przez parę lat. Bo to nie jest tak, że to tylko polityk, jedna decyzja i ktoś sobie zaprotestuje albo nie zaprotestuje, on powie tak albo nie. Nikt nie inwestuje pieniędzy w to, żeby decyzja była podejmowana w przeciągu 30 sekund i wahała się w głowie jakiegoś wariata, który albo zadecyduje, że się wycofuje, albo że się nie wycofuje. Nikt nie po to wydaje grube miliony. One są wydawane z gwarancją stuprocentową wydarzenia. Ja płacę za wydarzenie, które już się wydarzyło. To, za co ci płacę, to za rozciągnięcie w czasie, żeby cię ludzie nie zlinczowali, kiedy zalegalizujesz u siebie genetycznie modyfikowane uprawy.
Będziesz miał czas na to, żeby naściemniać ludzi, okłamać ich. My finansujemy wszystkie badania, bo my też nie chcemy, żeby tam ktoś nowy się pojawił. To jest nasze terytorium, nasze patenty. Jeżeli się pojawią jacyś zdolni studenci, odkryją coś na uniwersytecie na temat roślin albo cokolwiek, co jest związane z biotechnologią jakichkolwiek żywych organizmów i będzie można stosować to masowo, to zrobią to na moim sprzęcie, sprzęcie mojej korporacji. Jeżeli zrobią to na moim sprzęcie, to każdy proces otrzymany na tym sprzęcie podlega wojnie patentowej z moją korporacją, bo ja teraz mogę ci powiedzieć, że: „A wiesz, złociutki, to na tym sprzęcie już tysiąc ludzi robiło przed tobą. Weź mi to udowodnij, bo teraz ja mam sprzęt, na którym ty to zrobiłeś, a ty wymyśliłeś zjawisko, a teraz ja patentuję to zjawisko”. Ciężka sztuka do obronienia, szczególnie jeżeli jeszcze masz 20 lat, jesteś studentem, a oprócz tego albo jesteś adiunktem w tej całej sytuacji, albo nawet jesteś rektorem tego uniwersytetu. Będziesz to bronił? Szybciej zamkniesz te badania, bo jeżeli będziesz bronił tych badań, za chwilę minister może powiedzieć: „Panie rektorze, mam tu ciekawych sponsorów. Oni by weszli w naukę, ale nie jestem rektorem.
Ja tu mam miliony na uniwersytet i jak ja dam te miliony na uniwersytet, to ja mogę później ludziom w wyborach powiedzieć, że za mojej kadencji powstał nowy wydział biotechnologii na przykład, który teraz wzbogaca polską myśl naukową. I teraz ludzie na mnie głosują i ja dzięki temu zostaję posłem na Sejm i tak dalej. Później zostaję ministrem w tym rządzie, ministrem od spraw rolnictwa, zdrowia, cholera wie czego”. Ten łańcuszek doskonale sobie znajduje drogę. To nie jest tak, że to jest sytuacja z wczoraj, bo tam czasami ludzie się zastanawiają, że będą nagle robili genetycznie modyfikowane jedzenie w Polsce. Nie nagle, tylko robią to. Robią to od lat systematycznie. Po to są właśnie wszystkie te granty. Po to są wszystkie te sytuacje. Bo nawet jeżeli ty jako rektor się zbuntujesz, to minister może cię zwolnić z twojego rektorskiego stołka i nikt za tobą nie stanie, bo ty masz nic.
A korporacja, która chętnie znajdzie sobie nowego rektora, ma gigantyczne pieniądze, na które jest dużo chciwych ludzi dookoła i właściwie tam każdy jest tylko po pieniądze. Tam nie ma ludzi etycznych, którzy zastanowiliby się nad jedną taką prostą rzeczą, że co z tego, że kupią sobie chaty na Mazurach? Co z tego, że nawet się przeniosą na Ukrainę? Co z tego? Nic im z tego nie wyjdzie. Z prostej przyczyny. Układ geograficzny, geologiczny przynajmniej tej części świata jest taki, że woda czy chcemy, czy nie, z gór zetater spływa do samiutkiego moza. Spływa sobie woda i ta woda sobie spływa z całą tą kontaminacją, którą zbiera po drodze. I wiadomo, że genetycznie modyfikowane jedzenie niszczy cały ekosystem, a zniszczony ekosystem uwalnia potężne ilości kontaminacji toksycznych substancji do wszystkich możliwych źródeł wody. To jest katastrofa ekologiczna.
Pierwsza rzecz: owady. Genetycznie modyfikowane rośliny nie pracują z owadami. Nie ma tych samych aminokwasów, grupy aminokwasów się nie zgadzają. Tak samo jak z naszym Tyciem po żarciu gównianego plastikowego jedzenia. Dokładnie ta sama historia. Pszczółka zdycha, bo organizm nie jest w stanie wydalić tego gówna, które ma w środku i ją po prostu wywraca do góry brzuszkiem i już nie poleci i nie zapyli nam kwiatka naszej jabłoni. Koniec z normalnym jedzeniem. Już tylko teraz Roundup. Właściwie nie Roundup, bo Monsanto jest cwane i nie wchodzi pod szyldem Monsanto do Polski ani do Europy, tylko wchodzi pod markami lokalnych firm, które zresztą mają podpisaną od, zdaje się, 2006 roku tak zwaną umowę technologiczną o pełnej współpracy patentowej w ramach wspólnej odpowiedzialności za ekosystem. To jest totalny bullshit.
Po prostu jest to jedna wielka korporacja, jeden kartel, który się dzieli oficjalnie na trzy firmy, żeby nie było, że jest jedna, żeby się czuł lepiej i żebym ja się czuł lepiej, że jest jakiś niby element rywalizacji na jakimś nieistniejącym rynku, który ponoć gdzieś istnieje. Nie ma czegoś takiego. Jest to bardzo wąska grupa firm, które właściwie należą do tych samych inwestorów. I to jest fenomen, że są na świecie ludzie, którym się wydaje, że Bo wiadomo, że nigdzie się nie ruszą z Polski. Na przykład taki polski polityk. Wiadomo, że jak on na starość, to gdzie? Na Maderę się wyprowadzi, do Ameryki pojedzie. On dzieci wysłał do Ameryki na prywatny uniwersytet. On wie, że te dzieci już tu nie wrócą. On już ma lekkiego doła, bo chciałby sobie święta i wódkę, że tak powiem, z kolegami, z rodziną, a już nie ma z kim nawet świąt spędzać, bo rodzina już zamerykanizowana.
Dzieci, wnuki już nawet nie mówią po polsku. Także gówniana historia troszeczkę. No i on sam siedzi. Wszyscy kumple pozdychali na nowotwory od genetycznie modyfikowanego jedzenia i totalnie zdewastowanego ekosystemu. On został ze swoimi pieniędzmi w swojej potężnej willi na Mazurach, gdzie całe jezioro albo pół jeziora do niego należy. Ma specjalny parking, ma samochód z napędem na cztery koła. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Ma nawet hammera. Ma sportowe samochody w specjalnym garażu w Warszawie ma apartament, rozumiesz? I co z tego, skoro nawet jak ucieknie na te Mazury, to w tym jeziorze pływają ryby, które są, proszę ja, koleżanki i kolegi, do góry brzuchem i to mocno do góry brzuchem, bo cały ten syf zawarty w rzepaku i nie tylko, który sobie rośnie na północy albo na południu, z dala od tych jezior, gdzieś tam, został właśnie zaprawiony genetycznie modyfikowanym shitem, który sobie powolutku spłynął się, rozprzestrzenił w ekosystemie.
I to jest fenomen, że podpisują to urzędnicy, którzy też biorą łapówy, bo to nie jest tak, że taki urzędnik nie dostaje za to pieniędzy. On nie podpisze ci niczego, jak mu nie zapłacisz. Idź do urzędnika i poproś, żeby ci coś podpisał. A później zrób eksperyment. Otwórz walizkę z pieniędzmi, dużo i poproś o podpis. Zobaczysz, o co chodzi. Prosta historia. Tylko się spyta: „Nie tutaj, tu są kamery. Wyjdźmy stąd i wszystko załatwimy”. Zawsze tak było.
I teraz o ile może tak być z lodówką, pralką, telewizorem, rozumiem. Ale jeżeli chodzi o kwestie jedzenia, to jest takie samobójstwo, bo ten koleś to podpisujący nie zdaje sprawy, że nawet jak on wyda te pieniądze nawet na najbardziej odizolowaną farmę na Mazurach albo w Bieszczadach, to on i tak nie ma szans przetrwania, bo tą eksterminację całej ludzkości, którą sobie zaplanował, zaplanował dla siebie. I do tego samego momentu doszli właśnie ci wielcy planiści z Watykanu, bo nagle się okazało, że jest RNA. Pod RNA okazuje się, że to są w ogóle bardzo ciekawie zachowujące się wiązania naszych aminokwasów, które tworzą tą całą sytuację. Ja tu nie chcę być taki medyczny, profesorsko-wykładowy i opowiadać, co ostatnio nauka odkrywa na tym, skąd się bierze życie, jak w rzeczywistości wyglądają mechanizmy, które je budują, że nie mają nic wspólnego z tym pomysłem wariatów na depopulację, na to, jak to jest skonstruowane. I nagle się okazuje, że ci wariaci muszą teraz coś ze sobą zrobić. Wiem, że Watykan próbuje zrobić konflikt na Bliskim Wschodzie. Mają w cholerę broni. Kontrakt, który podpisali z firmą Beretta, właściwie podpisali sami ze sobą, bo oni są właścicielami firmy za kurtyną, jakbyś nie wiedział. To Watykan produkuje karabiny Beretta i nie tylko karabiny Beretta, bo też inne rzeczy.
W każdym bądź razie ilość broni, która została zakontraktowana przez Watykan do wyprodukowania jest większa niż ilość broni, którą wyprodukowała cała fabryka Beretta podczas II wojny światowej. I powiedział to jeden z menadżerów firmy Beretta, robiąc duże oczy i zastanawiając się głośno, czy Watykan nie planuje III wojny światowej. Oczywiście, że planował. No, szczęśliwie nic nie wyszło, ale wyglądało, że było blisko. Już były próby robienia zamachów i tak dalej. Brytyjskiej królowej nawet się wyrwało, że będzie majhem. I cały numer polega na tym, że cała ta zabawa tego society, które się bawiło do tej pory w iluminatów, tych oświeconych, którzy niby wiedzieli, na czym opierają się mechanizmy życia, że tam pokonstruują, pokleją DNA, zrobią coś z tym DNA, nagle się okazuje, że właściwie sami z siebie zrobili ofiary, bo nawet ich hodowle, bo są specjalne hodowle, z których korzystają rodziny królewskie i bogaci ludzie na świecie. Mówię o multimilionerach i milionerach, czyli zdrowe, niemodyfikowane genetycznie jedzenie właściwie już nie istnieje na świecie. Ostatnio padł na nich blady strach. Tak wnioskuję, że blady strach padł, bo okazało się, że jedyne plantacje i hodowle, które mieli, które należą, żeby było zabawniej, do brytyjskiej rodziny królewskiej, znajdujące się na południu Afryki, niestety posiadają już szkodliwą kontaminację.
Oni mieli specjalne swoje własne ogrody, potężne farmy, gdzie hodowano specjalnie biodynamika, Rudolf Steiner, ekologiczne uprawy, specjalna czysta woda, wszystko od razu ładowane do samolotów. Świeżutkie lądowało na stołach tu w Londynie, w kilku miejscach, takich ekskluzywnych hotelach i tak dalej, na stołach rodziny królewskiej. I nagle się okazało, że i radioaktywne i jeszcze kilka innych rzeczy tam jest w tym wszystkim. Świat się zmienia. Się okazuje, że zabawnie, kiedy jedna z wiewiórek nagle stwierdza, że jest ważniejsza od pozostałych wiewiórek i w ramach tego, że może jej kiedyś nie starczyć orzeszków, to najpierw tak, żeby przejąć kontrolę nad wszystkimi innymi wiewiórkami, zetnie wszystkie orzechy, żeby było tylko jedno drzewo z orzechami i sama będzie pilnowała tego drzewa i będzie sprzedawała te orzeszki innym wiewiórkom. I jeżeli te inne drzewa zaczną odrastać, to ona wyhoduje genetycznie modyfikowane drzewo, które zniszczy cały ekosystem tak, żeby tamte nigdy nie odrosły, żeby pozostałe wiewiórki nigdy nie miały szansy na niezależny byt i zawsze będą musiały kupować orzeszki od niej. I nagle się okazało, że ten jeden orzech niestety jako jedna roślina nie jest w stanie funkcjonować i że sam się zaraził tą bioinżynierią i że zaczyna umierać i że nawet on rodzi już nienadające się do jedzenia orzechy. I w tym momencie ta wiewiórka dalej siedzi na tym orzechu. To jest taki syndrom człowieka, który siedzi na gałęzi, którą sam podcina. A właśnie teraz wychodzą bardzo ciekawe informacje.
Wrócę do tematu, który tu się czasami pojawia, katastrofy globalnej. Właśnie opublikowano bardzo oficjalne i bardzo prestiżowe, bo to nawet nie National Geographic, jedna z tych propagandówek naukowych, Science opublikowała te informacje. Wynik badań. Wszyscy się pod tym podpisują. Okazuje się, że skrupa ziemska jest tak dynamiczna, że bardzo poważne, raptowe, gigantyczne zmiany potrafią zajść tak raptownie, że praktycznie, w cudzysłowie mówiąc, pół kontynentu potrafi się dosłownie schować. I to nie jest żart. W ciągu 5 minut pod drugim kontynentem i zniknąć. I nagle wszystko jest załatwione i z powrotem wraca ocean. Sprawy nie było. Jeszcze tam troszeczkę różne wulkany podymią, lawa wystygnie, tydzień czasu przestanie dymić, kurz opadnie i po kłopocie.
Trafili na ślad takich potężnych przemieszczeń i mówią o tych przemieszczeniach w kontekście nadchodzącego czasu, że właśnie tak zachowuje się w kilku miejscach skrupa ziemska i widać ślady tych potężnych przemieszczeń i do tej pory nie był to akceptowany przez naukę model. Tym razem znaleźli potwierdzenie właśnie w sposobie, w jaki płynie lawa pod spodem i tak dalej. Już nie chcę tutaj rozwijać tematu naukowego ciężkiego. W każdym razie zabawna historia. Wszyscy siedzimy na gorącym kartoflu w takim momencie, gdzie powinniśmy się zastanowić. Okej, może przestać drilować ropę, rozejrzeć się. Może są jakieś opcje, żeby przygotować się na taką sytuację, gdyby jelom z tą grzmotną albo cokolwiek się stało, bo naprawdę żyjemy w takim momencie, że to lada chwila się wydarzy. Ale nie ma z tym problemu tak długo, jak jesteśmy normalną cywilizacją, tak zwaną normalną. Gdybyśmy byli, to byśmy byli przygotowani. To nie jest problem wziąć parę tysięcy ludzi i przemieścić z jednego miejsca na drugie.
Tym bardziej jeżeli nie ma problemu z zasobami, z jedzeniem, z miejscem do mieszkania i ludzie są przyjaźni i nie ma między nimi napięcia, rywalizacji i walki o lepszy rynek. Rozumiesz? To nie jest problemem. Ale cała ta historia, która się pojawiła w latach 20. i wystartowała w latach 30. już tak na 100%, która towarzyszy do dzisiaj, jest taką patologią, w którą częściowo my sami się zapędziliśmy, bo to też na nasze własne życzenie zaczęliśmy maszerować trochę pod to dyktando, bawiąc się w wybory, bawiąc się w całe te zabawy społeczne, kupując te produkty genetycznie modyfikowane. I nagle okazało się, że ups, ta gałąź jest martwa razem ze wszystkimi, którzy na niej siedzieli i tymi, którzy myśleli, że właśnie wygrywają los na loterię i że za chwilę będą mieli wolną od hołoty ziemię i będą mogli spędzać swój lordowski sposób całe dnie, jakby teraz nie robili tego w ten sposób. Bez przesady. Jeżeli masz 20 milionów funtów na swoim koncie, to jak ty spędzasz swój dzień? Co?
Wstajesz rano do kopalni, idziesz walić młotkiem w ścianę, żeby komuś naprawić prysznic? No co ty, zwariowałeś, człowieku? Przecież nie pracujesz na budowie. Otóż to. Budzi cię twój asystent o porze, o której sobie życzysz, żeby cię obudził. Ewentualnie w ogóle cię nie budzi. Sam się budzisz. Tak to wygląda. Taka zabawna historia. I tak to się skończyło, że widzisz, paradoksalnie w takim kraju jak Polska aktualnie sam koniec tej historii.
Tu geolodzy podają, że Ziemia zaczyna się przemieszczać, że są takie ślady mikroprzemieszczeń w Kalifornii na przykład, że jest pewne ryzyko, że Kalifornia za chwilę zleci w ten sposób, bo właśnie przed chwilą się wyłoniło trochę ziemi właśnie w ten sam sposób, jak się pojawiają te przemieszczenia. Właśnie tak się pojawił kawałek ziemi niedaleko Kalifornii na wybrzeżu i kolesie zaczynają w cudzysłowie urwać włosy z głowy, bo zdają sobie sprawę z tego, co to zwiastuje. A tam reszta się cieszy, bo jak to zwykle w Ameryce nowy kawałek lądu, nowy rynek, nowy market, new market, big market. Parafrazując Bill Hicksa huge fucking market. Dokładnie. Wszystko do sprzedania. A oni wiedzą, że to oznacza raczej zjazd duń, a nie zerowe. Ale to już inna sprawa. Zostawiamy tę historię z trzęsieniem ziemi, bo paradoksalnie wygląda to w Polsce. O ile jeszcze taki koleś z giełdy nowojorskiej może mieć taką percepcję rzeczywistości, że na przykład powie okej, robię gnój w Polsce, stawiam tam fabrykę, jak ta fabryka spuści te wszystkie śmieci i tą wodę, to nic tam nie wyrośnie przez 100 lat.
I wiem o tym. Ale wiesz co? Wali mnie to, bo i tak mieszkam na Hawajach, także fuck it. Natomiast zabawne jest to, że kolesie, którzy mieszkają w Polsce będą siedzieli tam do końca życia prawdopodobnie. To się nigdy nie zmieni i nie wyobrażam sobie, żeby oni wyobrażali sobie święta bez bigosu prasłowiańskiego, pralechickiego, sława! Z kiełbasą i czosnkiem i wódeczką. I tak sobie dokopali w dupę, że już się nie pozbierają, bo w tym momencie nie ma ich wódeczki, nie ma ich bigosiku, nie ma ich szyneczki, kiełbaski, nie ma świąt, nie ma bigosu i nie ma schabowego. Po prostu koniec. Skończyło się. No właśnie.
Bardzo szybko się skończyło. I ci ludzie nie wpadli na pomysł, że siedzą na takiej gałęzi, że oni właściwie co jak co, ale oni nie mają tych Hawajów, na które mogliby się przeprowadzić. Oni co najwyżej mogą tylko na Mazury. I to właśnie ci ludzie sami sobie podpisali, że będą teraz się żywić genetycznie modyfikowaną żywnością, chociaż jeszcze tego nie powiedzieli światu. Oni na razie udają, że słuchają ludzi i się zastanawiają, czy to podpisać, czy nie, że badają, czy to jest groźne, czy niegroźne. Wszyscy wiemy, że przecież gdyby to nie było groźne, to nikt by nie zapłacił tylu milionów dolarów na szczeblu ministerialnym do prywatnej kieszeni przez Bank Watykański. I biskupa i całą resztę. Przecież nie byłoby tej historii. No w każdym bądź razie ciekawa historia. W takim miejscu cywilizacji świata jesteśmy.
Kiedy to rody banksterskie i korporacyjne postanowiły pomóc ludzkości osiągnąć jeszcze większy poziom szczęścia, symulując naturę tak, żeby było jeszcze więcej. Okazało się, że zniszczyli nie tylko tych, których chcieli zniszczyć, ale przede wszystkim zniszczyli i niszczą siebie nieustannie. I to jest zabawny moment w historii cywilizacji, gdzie możemy na własne oczy obserwować takie żywe trupy. I nie takie zombie jak w amerykańskich filmach, z ketchupem na twarzy i tak dalej, tylko słuchaj, to się dzieje naprawdę. To nie jest amerykański film z Hollywood, to nie jest żaden bullshit wyreżyserowany przez agencję ubezpieczeniową i producenta broni, żeby w chorągiewki amerykańskiej nowy model kałacha wówcze. Nie, to jest coś, co się dzieje naprawdę. To jest scenariusz, który pisze życie. I za chwilę w Polsce będzie genetycznie modyfikowane wszystko. To tak jak w Brazylii i nie tylko. Szczęśliwie genetycznie modyfikowana żywność, człowiek umiera szybciutko na raka, ale szczęśliwie Watykan.
Wojna się nie udała na Ukrainie. Nieszczęśliwie nie cała broń się sprzedała. Trochę się sprzedała, ale nie wszystko. Nie udało się orznąć Cerkwi prawosławnej z całej kasy, którą tam miała i z ziemi przede wszystkim i dobrać do zasobów. Nie udało się, ale było blisko. Ale szczęśliwie jeszcze jest taki kraj jak Polska. Jeszcze jest Case Western Reserve University i te wszystkie uniwersytety, które tam odpowiadają za badania genetyczne, DNA, genetyczne modyfikacje i tak dalej. Szczęśliwie jest jeszcze ta piękna historia związana z GenTech i z tymi pięknymi grantami, które Watykan płaci na to, żeby ta szczepionka na raka była nieustannie szukana i żeby pewnego dnia wreszcie znaleźć właśnie tą szczepionkę na raka. Nie żeby oni się bawili w Boga, żeby nie było, że wyznają Boga, a produkują. Oficjalnie to wyznają Boga, ale produkują karabiny i bawią się w jeszcze większego stwórcę, produkując szczepionki.
Ale cicho sza, jutro dużo ludzi pójdzie do kościoła i z własnych pieniędzy się dołoży na tacę, żeby biznes się tak szybko nie skończył. I to była moja konkluzja na dzisiaj. Od czasów Mussoliniego do jakiegoś polskiego polityka. Nie mieszkam w Polsce od lat, także Mussoliniego prezesowego. Tak bym powiedział, bo prezesem nazywają prezydenta Polski czy premiera. Ja tam się nie znam. Wiadomo kto wprowadza GMO, wiadomo jacy urzędnicy podpisują te dokumenty. Wiadomo, że za tym wszystkim stoi minister. Wiadomo, że ci ludzie z Belgii, którzy to sygnują tam, sprawdzają, jeżeli są jakieś monity, to wiadomo, że są to ludzie związani z korporacjami, które są afiliowane. To duże pieniądze, duże korporacje i naprawdę potężne zyski.
Mówimy o bilionach. Jeżeli jeden grant, a mówimy jeden oficjalny grant, to jest 30 bilionów euro. Oficjalny grant. To wyobraź sobie, jak za te pieniądze może żyć grupa 100 ludzi. I teraz sobie wyobraź. No właśnie, to już sobie wyobraź sam resztę. Ja tu więcej nic nie będę mówił, bo wyobraźnia potrafi przerazić, co się dzieje w umysłach tych ludzi, bo oni naprawdę myślą, że nawet oni zapłacą te pieniądze i że przeżyją to wszystko. Takie zombie, które właśnie skumało, że jest już zombie. Zabawna historia i to wszystko prosto przed nami, na naszych oczach. Prawdziwe, a nie w żadnym hollywoodzkim filmie.
I zobacz jak elegancko. Nikt nie upaćkany krwią, żadne obrusy nie są pobrudzone, nie trzeba nic prać specjalnie. Wszyscy elegancko ubrani, białe koszule, krawaty, marynarka, medala w klapie przypięta. Rozumie pan. Tak to jest i biznes się kręci. I to była moja dzisiejsza opowieść o cudownym odkryciu kodu DNA i możliwości manipulacji kodem DNA odkrytym przez kilku naszych bliźnich w dzisiejszych czasach, w tej hiperprzestrzeni. Także dziękuję ci serdecznie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu za wysłuchanie moich refleksji na temat genetycznie modyfikowanego życia. Przepraszam wszystkich tych, którzy czekają na odpowiedź na maile, a szczególnie tych z Go To The Forest, którzy czekają na trzy paczki. Dokładnie tak. Trzy paczki znalazły się, są tutaj.
Odnalazły się i jeszcze się okazało, nie dotarły do ciebie. Także nie denerwuj się człowieku. Ja za chwilę siadam do biurowej roboty i wysyłam te trzy paczki, które się tu jedyne zapodziały. Także wszystko będzie załatwione. A tymczasem zapraszam na wieczorową porę do Radia Na Fali, bo oczywiście koniec hiperprzestrzeni zwiastuje początek wieczorowej pory. Może nie zawsze, ale czasami. Czyli ja tu zostaję sobie live w Radiu Na Fali, które jest retransmitowane przez Radio Paranormalium oraz Radio Czas Snu. To się nagadałem o tych Rothschildach. To chyba czas na wieczorową porę. Słuchałeś kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni" w Radiu Na Fali.