[01:08] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online. Dziś debata bez numerka, bowiem w dzisiejszym odcinku będziemy poszukiwać odpowiedzi na pytania, które z różnych względów, nawet pomimo długiego czasu trwania naszych audycji, nie doczekały się odpowiedzi podczas poprzednich odcinków naszych debat ufologicznych. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Dzisiaj po drugiej stronie Skype'a jest z nami ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik. Witaj, Arku.
[01:41] - Witam, dobry wieczór wszystkim.
[01:43] - I już za chwilę dołączy do nas również Chris Miękina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor serwisu nowaatlantyda.com. Zanim przejdziemy do zadawania pytań niezadanych i poszukiwania na nie odpowiedzi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Całkiem prawdopodobne, że dzisiaj włączymy naszą linię telefoniczną dla słuchaczy dużo wcześniej. Być może już za chwilę. Numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. W tym miejscu taka uwaga: Radio Paranormalium nie odbiera rozmów z numerów zastrzeżonych. Tak więc jeżeli ktoś chce nam nabluzgać, tak jak pewien pan to zrobił niedawno na naszej sekretarce, to zostanie mu tylko nagrać się na sekretarkę i liczyć, że Radio Paranormalium z tym nic nie zrobi. Także jeszcze raz: telefon 32 746 00 08, Skype: radio.paranormalium.pl. Można również wysyłać pytania drogą tekstową na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Widzę, że już Chris do nas dołączył. Dobry wieczór, Chrisie.
[03:02] - Dobry wieczór, cześć.
[03:04] - Można do nas pisać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu INFRA. Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również przesyłać pytania, komentarze i naturalnie relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Przechodzimy więc do pytań niezadanych. Panowie, z debat o SETI pochodzi pytanie, co sądzicie o teorii spiskowej, według której NASA ukrywa informacje o sygnałach obcych i ich aktywności w przestrzeni okołoziemskiej? Co sądzicie o śladach obcych na Księżycu? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[03:49] - SETI w sumie podała tą informację. Jeżeli miała jakiś sygnał, który budził kontrowersje czy był jakiś zagadkowy. Oni o tym podają, dlatego, że to jest ich status quo. Jeżeliby podali jakieś dodatkowe jeszcze informacje, przyszłyby pieniążki na dalsze badania i program by się kręcił. A tak na dobrą sprawę, gdyby nie pomoc pozarządowa czy od osób prywatnych dla tego programu, już dawno by go nie było. Więc ciężko jest powiedzieć akurat, żeby SETI cokolwiek ukrywało. Natomiast inną sprawą jest NASA. Jest to agencja, która jest w jakiś sposób sygnowana przez armię. Największym kontrahentem NASA są właśnie usługi w zakresie wystrzeliwania satelitów. Większość tych rzeczy jest przede wszystkim na potrzeby armii amerykańskiej, więc jak sądzę, to, co się przedostaje, jest w jakiś sposób filtrowane i nie wszystko dostaje się, bo nie ma takiej potrzeby, żeby się dostawało do opinii publicznej.
Natomiast jeżeli chodzi o ślady obcych na Księżycu, to najbardziej zagadkowym jest odwołanie dwóch pozostałych przygotowanych misji księżycowych. Rakiety były, ludzie byli, programy były, więc tylko w zasadzie wystrzelenie i robienie tych badań. Miały być to właśnie już misje typowo naukowe. Nie znamy przyczyn, dla których one zostały zawieszone, bo raczej mało prawdopodobne byłoby, gdyby to było tylko po prostu znudzenie opinii publicznej Księżycem. Ciężko w tej chwili powiedzieć. Co jakiś czas trafiają jakieś filmy takieZ Księżyca, na których coś jest przedstawione, jak dochodzi do jakichś spotkań czy wręcz nawet ataku ze strony innych sił na astronautów. Ale to są filmy, którymi bardzo łatwo jest zmanipulować. Natomiast są filmy, które są z programu lotów wahadłowców kosmicznych. Jest taki film, gdzie widać, to jest chyba STS 71 z tego, co pamiętam, ale mogę się mylić, gdzie widać jakieś poruszające się obiekty i wytłumaczeniem NASA było, że to są kropelki wody czy bąbelki powietrza z tych silników korekcyjnych. Natomiast ktoś sobie zadał trud i dokładnie prześledził możliwości zaistnienia takiej sytuacji.
To znaczy, czy te silniki faktycznie by w ten sposób mogły działać i jeżeli zadziałały, to czy jest to widoczne na podstawie pozornego ruchu gwiazd. I okazuje się, że nie, że faktycznie to jest coś, co lata poza możliwością aktywności tych silników korekcyjnych. Ten film na YouTubie trwa chyba ze cztery godziny. Zadałem sobie trud, większy trud sobie zadał ten, który to wszystko badał i po prostu dokładnie się temu wszystkiemu przyjrzałem. I faktycznie można dojść do takiego przekonania, że niektóre rzeczy są bardzo szybko i powierzchownie badane albo nawet nieprzebadane i tak przechodzi się do porządku dziennego. W tej chwili z powodu stałych cięć budżetowych NASA kończy karierę. Być może zmiana prezydenta w tej chwili coś tam zmieni, pomoże. Na razie przyszłość jakoś nie jest chyba w kolorowych barwach, ale więcej na pewno powie Chris na ten temat. Dziękuję.
[08:49] - Chrisie?
[08:49] - My tak się cały czas koncentrujemy na tym, co powie SETI, czy SETI odcyfruje jakiś sygnał, da jakąś szansę, że taki kontakt może być nawiązany. I mam wrażenie, że taka popularyzacja działalności SETI jest taką zasłoną dymną, bo nie patrzymy nigdzie dookoła. Oczywiście za każdym razem, kiedy dochodzi do odkrycia czy odebrania jakiegoś interesującego sygnału, natychmiast Shostak stara się wszystkich uspokoić, że sygnał był raczej sztuczny albo jest to jakiś rodzaj zakłócenia z przestrzeni kosmicznej, czasami z urządzeń, które nadają gdzieś na orbicie okołoziemskiej, jak na przykład satelity, które mogą odbić ewentualnie taki sygnał, zmienić go, zmodulować i on dociera jako coś dziwnego, interesującego, intrygującego. I szuka się jakichś odpowiedzi na ten temat. I jak przyjrzymy się działalności SETI, scenariusz ten powtarza się aż wręcz do znudzenia. Ciągle mamy tą samą odpowiedź, że sygnał nie jest możliwy do stwierdzenia, czym on jest. Czy on jest sygnałem od jakiejś cywilizacji pozaziemskiej, czy tylko może jest to jakieś zakłócenie albo naturalny sygnał. Dziwny sygnał, który poprzez to, że odbija się od najrozmaitszych planet, przechodzi najrozmaitsze bariery, pas asteroidów i różne inne historie, zmienia się w taki sposób, że wygląda troszeczkę inaczej niż cała reszta. Myślę, że najsłabszym punktem SETI jest to, że opiera się na odbieraniu sygnałów radiowych, tak jakby komunikacja za pomocą radia była czymś absolutnie podstawowym w przestrzeni kosmicznej. Nie istnieje dla SETI nic oprócz odbierania sygnałów radiowych.
A przecież sama historia radiostacji i porozumiewania się za pomocą radia na Ziemi to jest niewiele ponad 100 lat, tak mi się wydaje. Strzelam troszeczkę, ale mniej więcej tak by wyglądało, że w zasadzie jest to rzecz bardzo nowa. Zdaje się, że jednym z pierwszych eksperymentatorów w tej dziedzinie był Tesla i on sam zresztą odebrał taki sygnał. Zresztą sygnał bardzo serio i rozmawialiśmy o tym w ostatniej debacie, kiedy uznał, że jest to sygnał z przestrzeni pozaziemskiej i być może od jakiegoś satelity, obcego satelity, który krąży dookoła Ziemi, którym ewentualnie, jak się później okazało, mógłby być ten słynny i mroczny Czarny Rycerz. Natomiast to, czego nie bierze się pod uwagę, to to, że istnieją jeszcze inne sposoby sprawdzenia, czy jest taki kontakt z kimś na obcej, bardzo odległej planecie. Taki kontakt jest możliwy i ten kontakt byłby możliwy za pomocą modulacji światła, sygnałów świetlnych, najstarszych sygnałów, jakie my znamy na Ziemi. A przecież wiemy, że w przestrzeni kosmicznej znajduje się szereg słońc, które oczywiście taki sygnał świetlny tworzą, jeżeli na przykład są podobnie zbudowane jak nasze Słońce i można go odebrać z odległości wielu lat świetlnych. I tym właśnie sygnałem świetlnym, który jest odbierany i rejestrowany praktycznie przez każde laboratorium astronomiczne, i w tych wszystkich danych, jakie są zbierane, kiedy fotografowana jest taka właśnie przestrzeń kosmiczna, fotografowany jest ten fragment kosmosu, który interesuje astronomów, odbierany jest również ten sygnał świetlny i jest to odbierane i rejestrowane właśnie w formie danych.I zastosowano coś takiego, taki system, urządzenie matematyczne, które się nazywa Sloan Digital Sky Survey i dzięki niemu można dokonać analizy tego światła. Co oznacza, że na przykład jeżeli odkryto jakiś czas temu, że istnieje gdzieś tam w odległym zakątku kosmosu jakieś słońce i ono emanuje także i światło, wówczas może się okazać, że na przestrzeni na przykład lat czy rozmaitych obserwacji rozciągniętych w czasie emanacja tego światła się w jakiś sposób zmienia. I dzięki analizie spektrum takiego światła, a dokonano już co najmniej 2,5 miliona takich analiz, można określić, czy źródło tego światła, czy sposób emitowania tego spektrum światła jest naturalny czy też sztuczny.
I ku zaskoczeniu wszystkim astronomowie doszli do wniosku, że może to być w jakiś sposób emitowane sztucznie i być może właśnie tą drogą ktoś z bardzo odległego zakątka kosmosu daje nam do zrozumienia, że tam jest, że istnieje jakaś obca cywilizacja. Zajmuje się tym profesor Ermanno Borra. Ermanno Borra jest profesorem fizyki, wykłada na Uniwersytecie Laval w Quebecu. Praktycznie w tej chwili poświęcił całą swoją karierę naukową temu, ażeby w jakiś sposób uzasadnić tą swoją śmiałą teorię, która pokazuje, a prowadzi to już od co najmniej trzech, czterech lat tego typu badania, która pokazuje za każdym razem, że światło emitowane i analiza spektrum tego światła może mieć właśnie jakieś sztuczne pochodzenie, czyli może pochodzić od jakiejś inteligentnej cywilizacji. I na tej podstawie można w zasadzie bez żadnych wątpliwości stwierdzić, że ktoś tam jest w kosmosie i ktoś nadaje, a my ten sygnał odbieramy. I że jest to możliwe do przesłania właśnie poprzez olbrzymi obszar tej przestrzeni kosmicznej, gdzie oczywiście, jak wiemy, przecież fala radiowa rozprasza się, słabnie i trzeba by naprawdę ogromnego impulsu, a co się z tym wiąże, zastosowania olbrzymiej energii, być może energii porównywalnej do tego, jaką produkuje na przykład cała nasza planeta w ciągu roku, czyli niezmierzonych wręcz ilości energii. Tak olbrzymi, że aż trudno je nam sobie wyobrazić, ażeby wysłać sygnał i skutecznie odebrać go na drugim końcu wszechświata. Także wydaje się to być z punktu widzenia logiki, oczywiście jeżeli możemy zawsze założyć, że ta cywilizacja, która to wysyła, jest bardzo zaawansowana, że stoi wysoko w tej skali Kardasiewa, o ile możemy używać takiej skali wciąż, mnie się wydaje, że ta skala bardziej przeszkadza niż pomaga. Rzeczywiście w teorii jest coś takiego możliwe, ale jest to bardzo trudne do zrealizowania. Natomiast w przypadku tego spektrum świetlnego, które analizuje profesor Borra, sprawa zupełnie wygląda inaczej i wszystko wskazuje, że ktoś jest w przestrzeni kosmicznej i ktoś nadaje.
Nadaje właśnie sygnałami świetlnymi, które my dzisiaj odebraliśmy na Ziemię. Odbiera to praktycznie każde obserwatorium astronomiczne. Rejestruje to i jest to w formie danych. Jego pomysły, jego rewelacje i teorie na ten temat i wnioski także zostały opublikowane w najlepszych periodykach astronomicznych. Ale jak to z naukowymi danymi bywa, są to pisma hermetyczne i ciężko im się przedrzeć do mainstreamu. Dlatego mało kto na ten temat wie. Co do NASA, rola NASA jest szczególna i specyficzna. Wpisuje się w to, co robi Akademia, że nie są to poszukiwacze, a raczej strażnicy. Strażnicy religii, która ma nas utrzymywać w pewnym sensie w porządku i w spokoju i żeby nic z zewnątrz do nas nie docierało, co potrafiłoby zburzyć nam umysły na tyle, że zdecydowalibyśmy się zburzyć system, w którym żyjemy. Dlatego w przypadku NASA jest tak, że mniej więcej od 2000 roku wszystkie dane na temat tego, co dzieje się, co zaobserwowano w przestrzeni kosmicznej, te dane, które właśnie schodzą z tych obserwatoriów astronomicznych, one są filtrowane przez NASA i dopiero NASA uznaje, czy warto je opublikować, czy też nie.
A jeśli już, to w jakiej formie. Tak się dzieje od 2000 roku. Powód był teoretycznie zasadny, dlatego że wcześniej, zanim do tego doszło, przed 2000 rokiem, tego typu dane z obserwatoriów były najszybciej wyłapywane przez tabloidy. Tabloidy podkręcały to oczywiście, bo chciały sobie podkręcić sprzedaż, więc co jakiś czas opisywały, że kolejny kamień kosmiczny zbliża się w stronę Ziemi, że jest jeszcze większy niż ten, który wybił do nogi dinozaury i lada chwila będzie koniec świata. A ludzie, jak to ludzie są strasznie łasi na tego typu sensacje, żyją nimi, podniecają się bardzo ostro, więc tabloidy nieźle na tym zarabiały. Ktoś wpadł na pomysł, żeby to ukrócić. Był to taki szatański pomysł, bo ukrócono absolutnie wszystko. Tabloidy oczywiście już niczego nie podkręcają więcej, ale wszystkie dane są analizowane i filtrowane właśnie przez NASA. Dlatego o tak wielu rzeczach dowiadujemy się niemalże w ostatniej chwili albo wcale się nie dowiadujemy. Za wszystkim stoi NASA.
Podobnie jest z tymi ewentualnymi historiami na Księżycu, które wskazywałyby, że ktoś tam może jest. Tyle że znów, skąd mamy to wiedzieć? Coraz mniej mamy danych dotyczących Księżyca.A tu z kolei logika podpowiada, że im mniej danych, tym więcej się tam dzieje, tym więcej jest rzeczy do skrywania, tym bardziej chce się doprowadzić do sytuacji, żebyśmy w ogóle zapomnieli najlepiej o tym Księżycu, skupili się na czymś innym. Zauważyliście zapewne, jak ucichły te wszystkie historie z tego chińskiego łazika, który wylądował właśnie na Księżycu jakiś czas temu. On miał na jakiś czas zamarznąć, potem miał odmarznąć. Tak naprawdę niewiele wiemy. Mamy tylko wciąż do dyspozycji jedną serię zdjęć, które zrobili Chińczycy tuż po lądowaniu. Nie wiadomo, co z nich wynika. Próbowano dokonać analizy. Według niektórych wydaje się, że chiński łazik coś sfotografował i jeżeli zaczniemy bawić się troszeczkę światłem na tych zdjęciach, gdzieś tam w tle zaczynają majaczyć jakieś struktury.
Nie wiadomo, co to jest, a być może jest to po prostu tylko gra światła, a być może jest to tylko taki elektroniczny glitch i nic on nie mówi. Ale Księżyc nas intryguje, zawsze nas intrygował. Czy coś dzieje się na Księżycu? Zwłaszcza po przeciwnej stronie, która jest dla nas niedostępna. Nie możemy jej obserwować z Ziemi dlatego, że Księżyc za każdym razem patrzy w jedną stronę, patrzy jedną stroną na nas i nigdy nie pokazuje swojej ciemnej strony. Żeby ją dostrzec i zobaczyć, trzeba wysłać satelitę, co jest oczywiście skomplikowane i niezwykle kosztowne. Dlatego, że taki satelita w porównaniu na przykład z satelitą, który krąży dookoła Ziemi, musi mieć zaprogramowany taki sposób lotu, ażeby przez jakiś czas istnieć i funkcjonować i wypełniać swoje zadanie bez kontaktu z Ziemią. Dlatego, że taki satelita, będąc na przykład po drugiej stronie Księżyca, taki kontakt traci, chyba że jest połączony z innymi satelitami. Wówczas może przesłać dane, a to oznacza, że musi istnieć spora infrastruktura kosmiczna, czyli znów olbrzymie pieniądze i olbrzymia agencja za tym stojąca. Dziś w zasadzie tylko trzy kraje mogą sobie na to pozwolić.
Oczywiście Stany, Rosja i Chiny. Chiny bardzo poważnie myślą o Księżycu i dlatego prawdopodobnie też mało kto słyszał, bo jakoś bardzo cicho było na ten temat w mediach, że Chińczycy właśnie wysłali satelitę, który będzie latał dookoła Księżyca. On już lata i będzie służył do tego, ażeby móc prowadzić komunikację z ewentualnym łazikiem, który wyląduje tym razem po ciemnej stronie Księżyca i będzie penetrował tamten obszar. Także Księżyc jest dla nas jeszcze bardziej zagadkowy, niż był jeszcze jakiś czas temu. Dlatego, że dochodzi do tego jeszcze jeden bardzo interesujący element, a jest nim to, że coraz więcej ludzi podważa fakt pierwszego lądowania na Księżycu przez statek kosmiczny Apollo. Tu też logika podpowiada, że być może nigdy do tego nie doszło. Moje osobiste zdanie jest takie, że do tego doszło, ale doszło z użyciem technologii, która do tej pory nie została nam ujawniona. Dlatego, że ja jestem zwolennikiem takiego myślenia, że wszystko, co funkcjonuje na Ziemi, funkcjonuje w sposób dwutorowy. Jest część, która istnieje właśnie dla nas, ale istnieje tylko po to, ażeby nie tylko odwracać naszą uwagę, ale także nas kontrolować w jakiś sposób. Natomiast ta super technologia istnieje w tym drugim obiegu i jest dostępna tylko dla nielicznych.
I ci nieliczni są w stanie wykorzystywać ją do takich celów, jak na przykład loty międzyplanetarne, czyli lot na Marsa czy lot na nasz Księżyc. I dlatego nawet kiedy mamy do dyspozycji i oglądamy ten film z lądowania na Księżycu, z którym mają wszyscy różne problemy, ja uważam, że jeżeli nawet doszło do tego, że rzeczywiście zrobiono ten film gdzieś raczej w studiu niż naprawdę w przestrzeni kosmicznej i na powierzchni Księżyca, to zrobiono to właśnie dlatego, żeby nie musieć pokazać, zwłaszcza przez przypadek tego, co zostało zastosowane, aby oderwać z powrotem ten próbnik od powierzchni Księżyca, pokonać jego słabą, ale wciąż grawitację i następnie znaleźć igłę w stogu siana, którą był statek kosmiczny matka, dzięki któremu można było wrócić z powrotem na Ziemię. Bardzo zresztą precyzyjnie w tamtych czasach. Wydaje się to być wręcz absolutnie niesamowite, ale takie jest moje zdanie na ten temat. I jeżeli coś rzeczywiście jest na Księżycu, tym bardziej się to wszystko ukrywa. Do tego dochodzi jeszcze ostatnia fala, która próbuje nas kontrolować, o czym być może przy jakiejś okazji dziś jeszcze będę chciał wspomnieć, bo mam pewien pomysł, dlaczego tak się dzieje. Jest to fala tych fake news. Mamy po prostu zalew tych fake news, fałszywych informacji, które atakują nas ze wszystkich stron i strasznie mieszają w głowach. Mieszają w głowach do tego stopnia, że sami pewnie wszyscy nasi słuchacze w Radiu Paranormalium zauważyli, jak one są silne, chociażby w przypadku tych historii z płaską Ziemią. Przecież od tej historii wręcz się nie można odczepić i co jakiś czas pojawia się kolejna w cudzysłowie nawiedzona osoba, która nagle znajduje coś w tej teorii interesującego, tej płaskiej Ziemi i uważa, że jest to wszystko możliwe.
A jest to dla mnie przynajmniej przykład właśnie takiego fake news, który ma nas zamieszać w głowie i kompletnie nas zbić nie tylko z pantałyku, ale w ogóle z tropu i ośmieszyć wszystko to, co próbujemy dookoła siebie odnaleźć. Zwłaszcza te odpowiedzi na te najbardziej dręczące nas pytania, łącznie z tym, czy jesteśmy sami w kosmosie i jeśli nie, to czy kontaktujemy się z jakąśJakąś kosmiczną cywilizacją czy inteligencją. Dziękuję.
[24:41] - Słuchacie państwo kolejnej debaty Ufologicznej Online. Dziś pytanie niezadane, a więc poszukujemy odpowiedzi na pytania, które nie doczekały się odpowiedzi z różnych powodów podczas poprzednich naszych audycji. Już niedługo będzie można dzwonić i wziąć udział w dyskusji na antenie, ale póki co przejdziemy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. A brzmi ono następująco: z debaty o nocnych gościach pochodzi pytanie następujące: czy spotkanie z nocnym gościem może wyrządzić człowiekowi krzywdę? Czy każde z nich oznacza próbę oprowadzenia? I jak podchodzić do relacji o nocnych zmorach? Może tym razem pierwszy niech się wypowie dla odmiany Chris Micki na Chrisie.
[25:26] - Ja już miałem wczoraj nocną zmorę, kiedy zabrało mi Internet i cudem odzyskałem ten Internet tuż przed debatą. Już myślałem, że mi się upiecze, ale nie. Wracając do tych poważnych nocnych zmor, czy one mogą wyrządzić nam krzywdę? Nie jestem kimś, kto jest ekspertem w tej dziedzinie, ale jestem przekonany, że jak najbardziej tak. Spójrzmy na to, co się dzieje z nami pod wpływem snów. Czasami mamy piękne sny, czasami mamy prorocze sny. Tesla widział swoje wynalazki w snach. Czyli jest to nie zmora, tylko coś pozytywnego. Zmora może działać na podobnej zasadzie. Gdzieś, w jakiś sposób, w tym dziwacznym stanie pomiędzy świadomością a podświadomością okazuje się, że gdzieś docieramy poprzez nasz sen.
Dlatego właśnie w „Paranormalium” jest specjalna audycja na temat snu. Jest grupa ludzi, która się tym interesuje, widząc w tym absolutnie niesamowity pojazd do tego, aby móc eksplorować naszą rzeczywistość w sposób zupełnie inny, poza naszymi zmysłami, a jednocześnie znaleźć jakiś sposób właśnie na to, ażeby móc sprowadzić to, co jest w podświadomości do naszej świadomości i jednocześnie móc to w jakiś sposób zrozumieć i do tego się odnieść. Połączyć obie te nasze półkule, połączyć obie te strony, które dzieli tak potężna granica, że trudno się przez nią przedrzeć. Właśnie sen przełamuje taką granicę. I teraz może być to sen w sensie pozytywnym i sen w sensie negatywnym. Tak samo jak możemy dotrzeć w nim do czegoś dobrego, czegoś, co w jakiś sposób nas ubogaca, możemy dotrzeć do mrocznej części tego obszaru i natrafić na coś, co jest dla nas niebezpieczne w najrozmaitszy sposób. Dlatego za każdym razem taki sen zostawia w nas ślady. Czasami są to ślady bardzo poważne. Czasami słyszę ludzi, którzy cierpią na bezsenność, mówią, że są zadowoleni z takiego stanu rzeczy, mimo że są śmiertelnie zmęczeni każdego dnia, wyczerpani fizycznie, ale sami mówią, że boją się zasnąć. Boją się tego, co w tych snach im się nagle pojawia.
I życie na jawie, nawet w zmęczeniu, jest dla nich życiem bezpiecznym. Dlatego uważam, że w konsekwencji, nie wchodząc w szczegóły tego typu historii, bo nie zajmuję się nią specjalnie, jedynie słyszę od czasu do czasu. Staram się interesować wszystkim dookoła, ale ta tematyka jest tak szeroka, że nie sposób jest interesować się wszystkim, wiedzieć wszystko na każdy temat. Dlatego na tej podstawie uważam, że absolutnie tak. Wszystkie te zmory senne są nam w stanie wyrządzić krzywdę. Zostawiają szramy gdzieś w naszej psychice. Zostawiają być może nawet same rany, które z czasem mogą się powiększać. Zostaje przerwana ta bariera, otwiera się jakaś brama, przez którą te zmory mają coraz łatwiejszy z nami kontakt. I teraz znów wracając do różnych przekazów literackich, jak wiele z nich opisuje ludzi, którzy spotykają się właśnie w takim stanie z kimś. Z kimś tak jakby z innego wymiaru.
I ten ktoś podpowiada im rozwiązania, które niekoniecznie są dobre dla tej osoby, ale także dla osób, które żyją dokoła nich. Coś nagle na przykład podpowiada seryjnemu mordercy, że ma kogoś zabić. Coś nagle podpowiada szaleńcowi, że musi zrobić coś strasznego po to tylko, żeby zaznaczyć swoją obecność. Albo coś podpowiada komuś, kto żyje sobie prostym, zwykłym, normalnym życiem, podpowiada mu, oszukując go, że jest Bogiem na przykład pod tytułem Allah i każe mu założyć kamizelkę z materiałem wybuchowym i wyjść na najludniejszą część rynku z warzywami i zabić jak najwięcej kompletnie niewinnych osób. Dlatego uważam, że kwestia zmor sennych, zwłaszcza że nawet w kulturze arabskiej taka zmora jest dżinem. Teraz jest dobry dżin i zły dżin. Najczęściej są one złe i podstępne. I w każdej kulturze będą one znajdywały jakiś inny sposób, ażeby dotrzeć do człowieka i starać się właśnie nie tylko jemu wyrządzić krzywdę, ale i innym, a jednocześnie prawdopodobnie znaleźć przejście dla samej siebie, dla tej postaci, dla tej istoty z innego wymiaru właśnie do naszego świata i zamieszać w nim jak najbardziej. Dziękuję.
[30:12] - Arku?
[30:12] - Chris tutaj właśnie dużo powiedział. Zdecydowanie jest tak, że jakiekolwiek nocne odwiedziny, gdzie jesteśmy w takim stanie w sumie bezradności, jakiejś takiej spolegliwości, w ten sposób można powiedzieć. I tutaj wizyta kogoś, kto w jakiś sposób wpływa na nas, zawsze powoduje jakąś traumę. Na pewno wiele osób będzie się późniejBędzie cierpiało na bezsenność, nie będzie chciało zasnąć. Ale część osób, których to dotyczy próbuje nawiązać kontakty i nawet robią wszystko, żeby te kontakty w jakiś sposób podtrzymać i w jakiś sposób z nich korzystać. Zadawane pytania tym postaciom z reguły są bez odpowiedzi. Zdarzają się takie przypadki, trzeba też podzielić te spotkania z gośćmi na takie, które są pozytywne i takie, które są negatywne. Na ostatnim naszym spotkaniu naszej grupy ufologicznej mieliśmy takie spotkanie, gdzie uczestniczyli między innymi radiesteci i właśnie na ten temat między innymi zagaiłem i była ich taka odpowiedź, że bardzo często w domach ni z tego, ni z owego pojawiają się takie czarne punkty. Oni określają to jako czarne punkty, dlatego, że w swojej skali odbioru sensytywnego mają pogrupowane to na kolory. Taki właśnie czarny punkt jest takim czarnym punktem, przez które takie postacie potrafią przenikać.
I to są z reguły takie nocne zmory, właśnie te, które gnębią, duszą, wysysają energię witalną. Nie sposób się od tego w jakiś sposób uwolnić. Czasami trzeba nawet do tego stopnia, że żeby się tego pozbyć, trzeba opuścić to mieszkanie. Czasami wystarczy przestawić łóżko, czasami wystarczy odpromieniować mieszkanie. Ale bardzo często, jeżeli już się coś takiego w domu dzieje i jest takie czarne miejsce, trzeba spróbować po prostu je opuścić, jeżeli przybiera to na tyle dużą siłę, że nie można tego przeskoczyć. Z innych ciekawostek na temat takich miejsc jest między innymi to, że Wilczy Szaniec pod Kętrzynem jest całkowicie odpromieniowany radiestezyjnie. Także tam ci naziści, oni i Niemcy i Hitler bardzo dużą uwagę na to zwracali i potrafili się tym skutecznie posługiwać. Natomiast nie wszystkie te postacie, które się w nocy pokazują, ukazują są złe. Zdarzają się przypadki, że nawet leczą czy próbują leczyć w jakiś sposób organizmy ludzkie. Także być może, że jest to w jakiś sposób, jeżeli organizm się sam leczy, być może, że jest to jakaś emanacja tego, co się ma zdarzyć, jakieś wyobrażenie tego, że ktoś przychodzi, natomiast organizm sam się leczy.
Też nie można tego odrzucić i to jest następna furtka. Natomiast nie jest to jednoznaczne. Zarówno taka wizyta, zarówno z próbą, usiłowaniem porwania, jak i z jednostronnie negatywnym wydźwiękiem czy odbiorem. Ciężko na ten temat jednoznacznie stwierdzić, że wszystko to, co się w nocy pokazuje jest złe. Na pewno pozostawia coś w psychice osoby, która ma spotkanie z czymś takim. Natomiast ja miałem w tym momencie takie pytanie do współprowadzących tej debaty, zarówno do Chrisa, jak i do Marka i do Viosa, gdybyście mogli powiedzieć, co was skłoniło do zajęcia się tematem paranormalnym, rzeczami paranormalnymi i właśnie takimi rzeczami jak UFO. Tutaj bardzo dużo zarówno Marek, jak i Chris pisze na ten temat, bardzo wiele tłumaczy na język polski. Zapewne bardzo dużo wiecie, ale właśnie chciałbym się w tym momencie zapytać was, jak do tego doszło, że zajęliście się tym? Gdyby Marek zajął się radiem i prowadził disco polo albo coś takiego, na pewno by było więcej odtworzeń czy więcej gości. To by po prostu było miałkie.
[35:52] - Disco polo.
[35:55] - Tak. A jest ambient, także całkiem inna grupa słuchaczy.
[36:01] - Myślę, że w sumie nie wiem, jak to się stało, że nakierowałem się na taką tematykę. Po prostu towarzyszy mi to jakoś od dzieciństwa, zainteresowanie tymi tematami ufologicznymi, paranormalnymi. Jakoś tak rodzice, szczególnie mama, wprowadzali mnie stopniowo w tego typu tematy. Początkowo pół żartem, pół serio pokazując. Pamiętam kiedyś taką rozmowę z mamą. Siedzieliśmy w ciemnym pokoju, patrzyliśmy przez okno i mama w pewnym momencie powiedziała: „Patrz na gwiazdę. To chyba nie jest gwiazda, to może być UFO”.I tak jakoś zacząłem się tym interesować. Po jakimś czasie wpadły mi w ręce książki Lucjana Znicza: „Goście z kosmosu”, „Niezstane obiekty latające”. I tak zacząłem to przeglądać. Początkowo jak małe dziecko szukał w poszukiwaniu obrazków, jakichś grafik.
Potem zacząłem to czytać. Później, z biegiem lat zacząłem zapoznawać się z innymi tematami, z bioluminescencją, kryptozoologią, ze zjawiskami paranormalnymi. I tak to jakoś się przerodziło w taki sposób, że w pewnym momencie, siadając do komputera, postanowiłem, że założę stronę internetową o takich tematach. I tak właśnie powstało z czasem Radio Paranormalium. Tak to można w skrócie ująć. A jak to wyglądało w twoim przypadku, Krysiu?
[37:31] - Już chyba opowiadałem tę historię kiedyś, ale może są jacyś nowi słuchacze, więc opowiem ją jeszcze raz. Każdy ma swoją legendę i ją buduje i tworzy. Ale ja mam nadzieję, że na końcu Arek też opowie swoją historię. Podejrzewam, że ma najciekawszą z nas wszystkich.
[37:48] - Skoro już ci zadał to pytanie.
[37:51] - Tak, tak podchwytliwe, żeby uzupełnić kartoteki. Na pewno. Jak to się stało? Skąd to się wzięło? Gdzie się to wszystko zaczęło? U mnie zaczęło się to bardzo wcześnie, bo zaczęło się od niedzielnego chodzenia do kościoła i „Teleranka”. Nastąpiło zderzenie jednego i drugiego i ze względu na „Teleranek” nienawidziłem chodzić do kościoła, bo nie mogłem go obejrzeć. Co oczywiście w katolickiej rodzinie, w której się wychowywałem, to była straszna masakra, bo to były wrzaski, krzyki, nastrój absolutnie niereligijny i nawet lanie. Wlekli mnie na siłę do tego kościoła. I może to był ten moment, który nastawił mnie bardzo krytycznie do wszelkiej zorganizowanej religii, ale jeszcze wtedy sobie tego nie uświadamiałem.
Walczyłem sam jak mogłem.
[38:45] - Miałem to samo. Dokładnie. U mnie te wszystkie niedzielne wizyty w kościele to był taki przykry obowiązek, bo tak trzeba, tak się robi.
[38:56] - Ja miałem jeszcze taki produkt uboczny w kościele. Z niewiadomych przyczyn do dziś tak się dzieje. Kiedy jestem w kościele, nagle odzywa się we mnie jakieś takie dziwne burczenie brzucha, które brzmi tak, jakbym zasuwał i rozsuwał suwak w skafandrze. Takich dziwnych odgłosów, jak już takie prywatne historie sobie opowiadamy, nigdy w innych warunkach mi się nie tworzyły. Tutaj się przez całą tą historię, jaka odbywa się na mszy, tworzą, a jej apogeum było zazwyczaj w przypadku podniesienia, kiedy panowała cisza w kościele. Miałem wrażenie, że w tej akustyce każdy to musi słuchać. Na początku wstydziłem się tego bardzo i nawet udawałem, że rozpinam i zasuwam suwak w mojej kurtce, ale potem jakoś to przeszło. Trwało to jakiś czas, te moje walki z moim ojcem szczególnie. I on wpadł wtedy na diaboliczny pomysł. Zrobił ze mną umowę.
Powiedział, że jeżeli pójdę z nim do kościoła i będę się zachowywał jak człowiek w tym kościele, to w takim razie po kościele on, bo zazwyczaj sobie szedł z kolegami spotkać się na piwku, to ja będę mógł pójść do księgarni, które w tamtych czasach w niedzielę były otwarte i będę mógł sobie wybrać jedną książkę, ale taką, jaką chcę, a on absolutnie bez gadania mi ją kupi. Ta forma przekupstwa zadziałała od razu, bo to jest mój praktycznie najsilniejszy nałóg. Nie jestem w stanie powstrzymać się przed kupowaniem nowych książek. Po prostu nie jestem. Wydaje mi się, że już w zasadzie doszło to do takiego punktu, że być może wymagam fachowej pomocy w tej sprawie, dlatego, że jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że mam w tej chwili zgromadzone tego tyle, że jeśli policzyć to matematycznie, to już mi na pewno życia zabraknie, żeby to wszystko przeczytać. Więc jaki jest sens kupować następne książki, skoro jeszcze bardziej robię tą sytuację tragiczną niż jest? Ale jakoś szybko zgłuszyłem tą myśl w sobie. Ciągle każdego tygodnia mam jakieś nowe książki. Nie mogę się od tego powstrzymać. Zostawiłem w życiu za sobą już kilka bibliotek, które przepadły w różnych okolicznościach.
W tej chwili buduję następną. Prawdopodobnie podzieli los poprzednich i tej aleksandryjskiej zresztą też. Ale namiętnie to zbieram, licząc, że tym razem może będę miał szczęście i uda się przynajmniej część w jakiś sposób przechować, zabrać ze sobą. Książki elektroniczne bardzo pomagają, zwłaszcza Kindle, ale z drugiej strony uświadomić sobie na przykład fakt, że Kindle to jest tylko impuls elektroniczny. I co? Jeżeli ktoś, kto rządzi Kindle zdecyduje, że trzeba to wszystko skasować, to tego również nie będzie. Łatwiej jest dzisiaj spalić wielką bibliotekę w Aleksandrii niż w czasach starożytnych. Ale wracając do mojej historii, mogłem sobie wybrać taką książkę, jaką chciałem. Wówczas z taką książką sobie szedłem do stolika, gdzie siedział ojciec z kolesiami. Oni mnie zawsze pytali, o czym ta książka jest.
Ja nie wiedziałem, o czym jest, bo jeszcze jej nie przeczytałem, ale już trochę ją przejrzałem, więc mogłem się troszeczkę popisywać przed kolegami ojca. Zawsze dostawałem na dnie szklanki trochę piwa i trochę soku, jak był jakiś w okolicy. Tak się zaczęła moja inna przygoda, ta spirytualna. Uwielbiałem te spotkania z facetami. Czułem się jednym z nich. I któregoś razu kupiłem sobie książkę Dänikena. Miałem wtedy ze sześć lat chyba. Ta książka straszne rzeczy wywołała w mojej głowie, takie rzeczy ten Däniken wypisywał. Podpaliłem się strasznie do tego wszystkiego i tak mi już zostało. Takie życiowe przekleństwo.
[42:41] - Arku, jak-
[42:42] - Czy mieliście jakieś spotkania z czymś paranormalnym, takie bezpośrednie? Jakieś nocne zmory na przykład. Marek już tutaj opowiadał, że widzieli jakieś światełko niezidentyfikowane. Może coś więcej na ten temat?
[43:06] - To była taka eskadra świateł kręcących się dookoła jakiegoś jednego punktu.
[43:12] - Ja widziałem eskadry kolorowych świateł i jak się okazuje, nie jestem jedyny z tego czasu, który ją widział, bo odezwał się jeden z kolegów, który słucha nas na „Paranormalnie”, być może dzisiaj, że on widział to samo w tym samym czasie. Także obserwowaliśmy to samo zjawisko. Potwierdził moją obserwację. Z kwestii takich paranormalnych przeżyć, to w dzieciństwie byłem lunatykiem. Może ciągle jestem, tego nie wiem. Wtedy to się objawiało w ten sposób, że budziłem się na szafie, na kredensie i kiedy czasami przypominałem sobie sny, jakie temu wszystkiemu towarzyszyły i miałem wrażenie, że latam, że unoszę się w powietrzu. Tak, że nie wspinam się, a że unoszę się w powietrzu. Zakończyło się to tym, że byłem zamykany w pokoju, w którym spałem, dlatego, że któregoś razu ojciec w środku nocy, tknięty jakimś przeczuciem, zdjął mnie właśnie z płotu, na którym zawisłem. Nie wiem, czy mi się nie udało przelecieć przez ten płot, ale to już dla niego było za dużo. Od tego czasu prawdopodobnie wydarzyło się coś jeszcze i wydarzyło się to w mniej przyjemnej formie, jakieś pewnie dziwne rozmowy miałem, jak każde dziecko ma ze swoimi rodzicami, którzy nie mają czasu na wychowanie i idą na skróty.
To nie oznacza, że mnie źle wychowywano, ale idą na skróty i niektóre rzeczy załatwia się w sposób brutalny, tak jak na przykład moją leworęczność, która do dziś od czasu do czasu mi się odzywa. Zostałem zmuszony do tego, żeby wszystko robić prawą ręką tak jak normalni ludzie. To była też forma brutalna, o której nawet nie będę opowiadał, w jaki sposób to się odbywało, ale paskudny. Ta leworęczność się we mnie ciągle odzywa i co ciekawe, moja córka jest też leworęczna. Ja już jej na tą leworęczność pozwoliłem. W tamtych czasach leworęczność medycyna uznawała za problem, był to swego rodzaju niezbyt ostry, ale stan jakiegoś tam upośledzenia. Należało wszystkich unormalnić i w związku z tym mnie też. Dlatego moi rodzice mieli jakąś rozmowę z jakimś psychologiem, żeby zrobić coś, żebym zmienił rękę. Oni znowu poszli na skróty i zrobili to skutecznie. Jestem dzisiaj praworęczny z tendencją do leworęczności.
Jak się to odbiło na mojej osobowości? Prawdopodobnie się odbiło i to poważnie, ale czas to jeszcze pokaże.
[45:56] - Jak wyglądała twoja historia zapoznania się, wejścia w tematy ufologiczne i paranormalne, Arku?
[46:03] - U mnie to nie było ciekawe, ale też przez książki w sumie i przez lotnictwo. Zawsze uwielbiałem samoloty. Gdy pierwszy raz zobaczyłem lądującego na polu Pirata, taki szybowiec, to wręcz jakbym Mikołaja zobaczył Świętego, tylko popatrzyłem. Także było takie ukierunkowanie. Później jako najmłodszy z rodziny oczywiście nikt się z takim nie chce bawić, więc zostały mi tylko książki. Później były takie modne koszulki w Polsce gazetowe i miałem taką koszulkę, gdzie był artykuł o zaginięciu samolotów nad Trójkątem Bermudzkim. Jak już poszło tą stroną, to już poszło. Po jakimś czasie trafiłem oczywiście na taki zły czas dorastania, gdzie mieliśmy stan wojenny i te inne rzeczy i te marzenia o lataniu nie mogły się spełnić tak, jak powinny się spełnić u młodych ludzi. Dopiero dużo później zrobiłem sobie uprawnienia właśnie na latanie. W tej chwili latanie paralotniowe to mnie kręci najbardziej.
Zostałem przy dużej ilości przeczytanych książkach zarówno fantastycznych, jak i takich dokumentalnych. Po jakimś czasie skontaktowałem się z Bogdanem Zabierskim, wtedy Sławkiem Zabierskim i już była utworzona w sumie taka warmińsko-mazurska grupa ufologiczna i do niej dołączyłem. Tam razem działamy, jeżeli jest co do działania. Także nic specjalnie, nic szczególnego ani nic takiego, co by było ważne i jakieś takie nadnaturalne.
[48:05] - Może ja jeszcze jedną małą historię dodam do tego, skoro już tak sobie opowiadamy takie rzeczy z historii, bo miejsce, w którym się wychowywałem, w jego najbliższej okolicy było coś, co się nazywało prochownia. To było takie miejsce zbudowane jeszcze za cara Mikołaja albo jakiegoś innego cara rosyjskiego. Była to generalnie strzelnica wojskowa i taki rodzaj małego poligonu, prawdopodobnie do jakiejś nieludzkiej musztry dla tych carskich żołnierzy, którzy tam ćwiczyli. Było tam mnóstwo różnych zabudowań fortecznych, ziemno-betonowych i była góraGóra służyła jako bezpieczna zapora dla trenujących strzelanie. Miała wyłapywać wszystkie kulki, które leciały w jej stronę. Ta góra była zbudowana w formie piramidy. Wówczas za bardzo sobie tego nie uświadamiałem, ale była to absolutnie przepiękna klasyczna piramida. Nie wiem, czy miała wymiary piramidy, ale wyglądała jak piramida. Była czterokątna, to znaczy miała cztery ściany. Moim zawsze marzeniem było wjechać na nią na rowerze.
Zajęło mi to parę lat. połamałem ze dwa rowery na tej górze, bo wymagało olbrzymiego wysiłku. Zwłaszcza, że to były czasy bez przerzutek, żeby wjechać na takie rzeczy. Trzeba było mieć niezły power, żeby dać sobie z tym radę. Udało mi się to zrobić, ale spędzałem tam masę czasu na różnych głupotach, na zabawach w wojnę, na wydłubywaniu tych pocisków, których były miliony, wbitych w tę górę i zbieraniu ich. Potem tych ładniejszych obsadzanie na strzały do łuku i strzelanie z nich. Zresztą sam kiedyś taką strzałą dostałem w plecy. Przyszedłem z nią do domu i mi w domu ojciec scyzorykiem operacyjnie wyjmował tę strzałę z pleców. Ale to inna historia. Natomiast spędzałem tam dużo czasu.
Czytałem na tej górze różne książki, które tam sobie przenosiłem, czekając na kolesi. Dziś, kiedy sobie wracam pamięcią, a z wiekiem, a już trochę tego wieku mam na karku, te szczegóły z dzieciństwa, z młodości są o wiele wyraźniejsze. Mam taką reminiscencję, takie wrażenie tego, że za każdym razem, kiedy przebywałem tam sam, siedziałem na szczycie tej piramidy. Dookoła pachniały trawy. I dziś świetnie pamiętam ten zapach. W lecie wiał lekki, przyjemny wietrzyk i miało się wrażenie, uczucie bycia w kompletnie innym świecie, jakby on zamierał, jakby przeniósł się gdzieś indziej. Cały świat był niezwykle spokojny, niezwykle łagodny. Był to kompletnie inny świat i było to na tyle dojmujące uczucie, że dziś jestem w stanie je odtworzyć, kiedy myślę o tym wszystkim. Mówię o tym jeszcze dlatego, że dziś ta prochownia nie istnieje. Została zniwelowana, zjechana koparkami, ziemia została wywieziona, rozsypana.
Wiele tych umocnień zostało zasypanych. Dziś stoją tam jakieś magazyny i różnica między tamtymi czasami a tymi, i to doskonale pamiętam, to jest to, że musiała ta ziemna budowla w jakiś sposób wpływać na atmosferę, na pogodę dookoła. Dlatego, że nigdy, tak jak dawno sięgam pamięcią, nigdy przez to miejsce, w którym mieszkaliśmy razem z rodzicami, nie przeszła jakaś nawałnica tak potężna i niszcząca, że trzeba było ją zapamiętać. Czy śnieżyca, czy coś w tym rodzaju. Nie było gradobicia, nie było żadnego zjawiska atmosferycznego, które w jakiś sposób byłoby ciężkim zagrożeniem. Dookoła padało, lało, zalewało, niszczyło. Dookoła nas, w promieniu wielu kilometrów nie to, że była cisza i spokój, ale deszcze były łagodne. Lato wydaje mi się, że było gorętsze i przyjemniejsze. Wszystko rozwijało się w pewnej harmonii. Dziś właśnie tak sobie myślę, że być może przez przypadek stworzono strukturę, która działała w taki właśnie sposób na atmosferę, a jednocześnie na ludzi dookoła.
Wszyscy byliśmy zżyci z sobą. Dziś okazuje się, że te więzy już nie istnieją. Teren jest prawie obcy i być może skończył się razem z istnieniem tej ziemnej piramidy, którą ja dziś tak nazywam, a wówczas wszyscy nazywaliśmy prochownią. Najczęściej to, co pamiętam z mojego letniego czasu, w tamtych czasach, to było absolutnie czyste i błękitne niebo i tylko gdzieś w oddali białe, łagodne chmurki. Bardzo rzadko brzydka i zła pogoda. Nawet zimą, kiedy spadł śnieg, słońce za każdym razem, w większości przypadków świeciło i rzadko była naprawdę zła pogoda. Jak już rozmawiamy o dzieciństwie, to taką historię sobie jeszcze przypominam. I kiedy mówimy o tych różnych wpływach, jakie stworzyły nas takimi, jakimi dziś jesteśmy, być może właśnie ta ziemna piramida promieniowała mnie wystarczająco długo, że nakierowała te wszystkie moje zainteresowania właśnie w tą stronę.
[53:27] - Przed chwilą licznik słuchaczy unikalnych pokazał 333. 333 unikalnych słuchających.
[53:36] - A co to znaczy?
[53:36] - Gdy trzy trójeczki staną obok siebie, to miej człeku nadzieję, że nic się nie zepsuje, bo lud debat potrzebuje.
[53:49] - Piękny liryk.
[53:51] - Piękny.
[53:53] - Nawet nie czuję, kiedy mówię.
[53:54] - Trzecie pytanie.
[53:56] - I pytanie trzecie z naszej ściślej tajnej listy pytań 333 słuchaczy. I trzecie pytanie. Pytanie do debaty odnośnie WikiLeaks i wyborów w USA oczywiście. Mówiono, że Obama na odejściu odtajni akta na temat UFO. Tymczasem CIA udostępniło zdigitalizowane akta, a wiele mediów błędnie ogłosiło, że to coś nowego. Czy naprawdę jest się czym podniecać? I z tym pytaniem łączy się również kolejne pytanie: czy Trump może zmienić coś w kwestii tajności danych o UFO? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[54:37] - Tutaj bym zaczął od końca. Czy nowy prezydent może coś zmienić w kwestii UFO? Jeżeli popatrzymy na to, że robi się na niego nagonkę, nawet CIA robi w sumie taką medialną nagonkę na Trumpa, więc on prawdopodobnie nawet jeżeli będzie bardzo chciał i bardzo drążył tematy, to po prostu zostanie od tych tematów odcięty czy wypchany z tej swojej ciekawości, że tak powiem. Będą na pewno podrzucali coś takiego, żeby nie drążył tego tematu.Natomiast sama postawa Obamy przed końcem jego kadencji sugerowała, że robi wszystko, żeby zaszkodzić następnemu prezydentowi. To było między innymi to wyrzucenie Rosjan i tak dalej. Wszelkie możliwe rzeczy, jakie mógł złemu narobić, na sam koniec to narobił.
[55:41] - Tak jak podrzucanie takich małych, śmierdzących, za przeproszeniem, gówienek na koniec.
[55:47] - Dokładnie tak. Tak jakby takiego krowiego placka walnął i: „Masz tutaj na koniec i zobaczymy, co z tym teraz zrobisz”. Nie było tam pomocy. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że jeżeli weźmiemy pod uwagę historię Majestic 12, to oni mają rację bytu z tym odsuwaniem prezydentów od informacji naprawdę ważnych, podstawowych, jakimi jest UFO i kontakty z obcymi. To miałoby sens, dlatego że zawsze się znajdzie taki Obama, który będzie chciał na sam koniec utrudnić komuś albo będzie jakaś zmiana bagienka i żeby czegoś takiego nie było, żeby nie ujawnili czegoś, co zaszkodzi Stanom Zjednoczonym w ich niekwestionowanym przywództwie narodów. Więc prezydenci będą po prostu traktowani jako takie: „No dobra, macie tam te swoje, a tutaj po prostu się nie pchajcie i nawet nie będziecie wiedzieli, dlaczego macie się nie pchać”. Na tej zasadzie. Być może, że Obama wymusił udostępnienie jakichś akt, ale CIA jest, podejrzewam, kierowane całkiem z innej strony i po prostu oni: „Owszem, chcecie to macie”, ale nic tam nowego nie było, chyba że się przejrzy na ilość, jaka została opublikowana i to, że faktycznie byli tym zainteresowani i mimo tego, że za każdym razem negowali jakieś swoje zainteresowanie tymi sprawami, faktycznie zbierali te informacje i uzbierali tak tego dużo. Na pewno na ten temat więcej będzie miał Chris do powiedzenia.
On tam siedzi i pewnie to dla niego jest takie bliższe jak podkoszulka.
[58:02] - Siedzę, bo muszę. Bliskie jak podkoszulka. Ja cały czas patrzę i gdzieś próbuję znaleźć jakąś wewnętrzną logikę tego, po co to jest, kto za tym stoi, jakie siły za tym stoją i do czego to ma ewentualnie doprowadzić. To wszystko są takie historie, które zastanawiamy się, myślimy, szukamy w tym jakiegoś sensu i czasami ciężko go znaleźć, bo popatrzmy, co się dzieje. Z jednej strony mamy, że pokazują swoje akta dotyczące UFO nawet Rosjanie, Brytyjczycy, Francuzi. Chyba Argentyna pokazała swoją dokumentację tego typu przypadków i cały szereg innych krajów to zrobiło. Robią to różne agencje w Stanach, publikują tego typu dokumenty, ale za każdym razem jest to samo. Jest rozczarowanie. Bo to są tak naprawdę zwykłe historie, które przydarzają się ufologii niemalże każdego dnia. Tak że dla ufologów nie ma w nich nic specjalnego.
Nie ma tego mięsa, nie ma czego się uchwycić, nie ma czegoś, co przynajmniej wskazałoby właściwy kierunek, jak rozumieć cały fenomen i próbować znaleźć jego sens. Nie ma tego typu informacji. I kiedy zastanawiamy się nad tym, dlaczego ich nie ma, myślę, że taką odpowiedź przynajmniej znalazłem w książkach Stonehilla. Tego, który pisał między innymi o Setce, czyli o tym rosyjskim programie kosmicznym. I on opisał to w ten sposób, że powody, dlaczego żaden kraj, żadne mocarstwo światowe nie opublikuje wszystkich dokumentów, a przede wszystkim tych najciekawszych dokumentów, gdzie nastąpiła na przykład interakcja pomiędzy takim fenomenem, pojazdem kosmicznym, pozaziemską siłą, energią czy czymś takim a na przykład wojskiem. Kiedy mamy takie historie o tym, że nagle okazało się, że sekwencja wystrzeliwania pocisków balistycznych w Rosji została włączona i nie sposób ją wyłączyć. Musiała się sama wyłączyć. Oczywiście takie rzeczy wzbudzają panikę. Jeżeli raz taka historia przepłynęła do publicznego obiegu informacji, oznacza to także, że może takich przypadków było więcej. Wydarzyły się jeszcze w innych miejscach, tylko że w porę je zabezpieczono, żeby nie przedarły się do opinii publicznej, do szerszej wiadomości.
I teraz według Stonehilla, który jest w ogóle Rosjaninem, który przeszedł na amerykańską stronę i opowiada dużo różnych ciekawych historii, ponieważ ciągle ma silne kontakty w Rosji, więc te rosyjskie historie opowiada i nie tylko. Ostatnia jego historia, jak będzie czas, dotyczy wyspy Matua w Wyspach Kurylskich. Bardzo ciekawa rzecz, zupełnie nowa w całym tym naszym myśleniu o rzeczach tajemniczych, niesamowitych i ufologicznych również. Może będzie czas o tym jeszcze pogadać. Ale on tłumaczy właśnie ten fakt, żeŻe takie informacje nie zostaną opublikowane bardzo prostą rzeczą. Jeżeli byłyby opublikowane, one jednocześnie pokazując interakcje z wojskiem informują drugą stronę, co to wrogie wojsko robiło. Czyli na przykład, jeżeli Rosjanie opowiedzieliby, że tutaj się zaczęła sekwencja, gdzie indziej na okręcie podwodnym, bądź robiono doświadczenie takie i takie, nastąpiło pojawienie się na przykład statków kosmicznych, a być może ich nawet lądowanie i kto wie, co jeszcze. Czy porwania, czy takie historie jak chociażby w Rendlesham Forest. Wówczas Amerykanie, każdy szanujący się analityk złoży z tego jeszcze inną historię, złoży z tego historię, czym Rosjanie się zajmują, co się tam dzieje, w jakich punktach tam się dzieje i na podstawie tego cały można sobie obrazek stworzyć tego, w jaki sposób budowana jest siła ofensywna, a także defensywna przeciwnika. Dlatego do ujawnienia tych informacji nigdy, ale to nigdy nie dojdzie, dopóki te kraje istnieją.
Dlatego nie jest możliwe, aby coś sensownego, na co czekamy, coś interesującego pojawiło się w tego typu archiwach. To jest pierwszy podstawowy powód. Natomiast mamy co jakiś czas takie historie jak ta historia, o której wspominał Arek z Obamą, że nagle on powiedział, czy taka pogłoska poszła, że ogłosi jakieś bardzo ważne informacje na temat UFO i mnie się wydaje, że one nie tyle dotyczą, żeby opisać jakiś przypadek czy stwierdzić, czy coś takiego istnieje, czy nie. Chociaż właściwie w tym sensie jak najbardziej tak. Chodzi o to, że w tej chwili żadna organizacja rządowa, żaden autorytet, który nami dowodzi, autorytet w cudzysłowie, czyli prezydenci, papieże, różni ludzie na stanowiskach, którzy mają na tyle władzy, aby decydować o naszym życiu, w którą stronę ono się potoczy, nie o życiu i śmierci, chociaż często też. Chodzi o to, żeby nastąpiło to ogłoszenie faktu, że istnieje jakaś cywilizacja pozaziemska i musimy z tym żyć dalej, bo do tej pory, jak widzimy, jest ciągła walka. My oczywiście wszyscy, którzy jesteśmy tu z Radiem Paranormalium związani, nasi słuchacze i ich rodziny i wielu ludzi, którzy w ogóle nawet nie słyszało o Radiu Paranormalium nie ma wątpliwości, że istnieje obca cywilizacja. Prosta chłopska logika na to wskazuje. Natomiast ciągle, jeżeli nie zostało to powiedziane, nie ma tego w podręcznikach szkolnych, to ciągle jest to swego rodzaju herezja. My się z tym czujemy bardzo źle.
Próbujemy to w jakiś sposób zmieniać. Czekamy na to ogłoszenie, czyli to de facto ujawnienie, o którym mówimy od tylu lat, żeby móc przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego i zastanowić się, co dalej z tym zrobić. I teraz to, co robił Obama, być może miało być czymś właśnie takim. Ja podejrzewam, że tak, ale sens tego i cel tego był zupełnie inny, bo ja dokładam do tego. Obama nie funkcjonował w próżni. To nie jest jego pomysł, że ma ochotę coś takiego powiedzieć. Dlatego, że on od zawsze, od samego początku swojej kariery funkcjonuje w pewnej grupie i reprezentuje pewną grupę, trzymającą władzę. Grupę ludzi niesamowicie wpływowych, którzy z drugiej linii bądź zza kotary, jak czarownik z Oz pociągają za sznurki, poruszają dźwigienkami i różne rzeczy dzieją się na świecie. I teraz ta grupa, którą można zidentyfikować, która znajduje się wokół Obamy, to jest oczywiście Hillary Clinton i cała rodzina Clintonów, która często o tym mówiła. Ostatnia rzecz to są afery z odkryciem e-maili, gdzie odkryto e-maile wysoko postawionych osób, które wręcz o UFO mówiły.
Mówiły wprost, żałowały, że nie ogłosiły tego wcześniej. To pokazuje pewną taką drabinkę, że istnieją ludzie, którzy się tym zajmują, myślą o tym poważnie i chcą to zrobić. Ale czemu ma to służyć? Ma to służyć temu, że ma wywołać to pewien efekt. Ja to kojarzę z tym właśnie efektem, który miałby doprowadzić w konsekwencji do stworzenia wreszcie światowego globalizmu. Bo wyobraźmy sobie, że po ośmiu latach Obamy dochodzi do głosu Hillary Clinton, która reprezentuje tych samych ludzi, tą samą linię polityczną, tą samą wizję świata i jego zmiany. I wiemy, że wielu z nas się przynajmniej z czymś podobnym nie zgadza. Ogłoszenie tego, że istnieje nie tylko cywilizacja pozaziemska, ale że wcale ona nie jest dobrze do nas nastawiona. Co powoduje? Powoduje, że powstaje mechanizm taki, który zmusza nas do tego, żeby się podporządkować takim osobom, które rządzą nami w celu właśnie tego, żeby móc stworzyć jakąś wspólną obronę.
Kiedyś Reagan powiedział, zdaje się nawet, że on to powiedział w ONZ-ecie, wtedy on prowadził rozmowy ostro z Gorbaczowem i w czasie tym swoim słynnym przemówieniu powiedział: „Spójrzmy, z jaką łatwością pękają wszelkie różnice w momencie, kiedy okazuje się, że mamy wspólne zagrożenie, które pochodzi spoza Ziemi”. Tak powiedział Reagan. Spójrzmy, jak niewiele trzeba, żebyśmy mogli połączyć się razem w tym naszym wspólnym celu, żeby ten świat, tą naszą planetę uratować. I ma to jak najbardziej sens. Rzeczywiście tacy zaciekli wrogowie, którzy trzymali palce na tych czerwonych guzikach od rakiet w pewnym momencie tej zimnej wojny, która za tą żelazną kurtyną była bardzo gorąca, jak się okazuje dziś, kiedy widzimy, co się działo w tamtych czasach, w tych bunkrach i silosach z rakietami. Okazuje się, że dziś możemy stworzyć taką sytuację w momencie, kiedy znajdziemy sobie jakiegoś wspólnego wroga. A tak mówił doktor Bernard Brown, że właśnieW celu stworzenia tego globalnego świata ostatnim etapem, który będzie jednoczył ludzi, będzie wspólne zagrożenie, które będzie pochodziło spoza Ziemi. Wówczas możemy stworzyć sobie taką federację jak w Star Treku, gdzie lata sobie ziemski statek kosmiczny, który nie reprezentuje żadnego kraju. Reprezentuje całą planetę, jedną wielką globalną planetę. Fajnie to wygląda na ekranie telewizyjnym.
Natomiast żeby do tego doprowadzić, wszyscy musimy zrezygnować z naszych ambicji państwowych, kulturalnych, niepodległościowych, jakichkolwiek byśmy sobie nie wymyślili. Czy w kwestii naszych poglądów na świat i życie. Po to, żeby zjednoczyć się w celu odparcia wspólnego wroga, który miałby pochodzić z kosmosu. Tylko w taki sposób jestem w stanie patrzeć na zamieszanie, ujawnienie takich osób jak Clintonowie czy Obama, który jeszcze rzutem na taśmę próbował coś zmienić, próbował coś wywołać po to, żeby móc zatrzymać. Zresztą to podejrzewałem i mówiłem kiedyś w Radiu Paranormalium o tym, że może być tak, że Obama wcale nie zechce oddać tej władzy, dlatego, że kraj, który prowadzi wojnę, nie zmienia swojego prezydenta. Dlatego te jego agresywne zachowania wobec Rosji, te prowokacje, te setki czołgów, które wysłał do Polski na ruską granicę, licząc na to, że może powstanie jakaś prowokacja, która zatrzymałaby zaprzysiężenie nowego prezydenta i nową erę rządów. Co do Trumpa nie wierzę, żeby doprowadził do jakichś zmian w kwestii ujawnienia, dlatego, że nie wierzę, że on w ogóle czymś takim jest zainteresowany. To jest biznesmen, do którego przemawiają bardziej pieniądze i jeśli chodzi o rzeczy pozaziemskie, astronomiczne, to są to wtedy astronomiczne pieniądze. I to jest język, którym on mówi i rozmawia. Myślę, że jest to najmniejszy problem, z którym on ma w tej chwili do czynienia.
On ma zupełnie innych aliens na myśli. To są ci aliens, którzy pochodzą z Meksyku, przechodzą nielegalnie przez granicę. I to są ci, którzy przychodzą z krajów arabskich, też przez meksykańską granicę, często też i przez kanadyjską, o czym się bardzo mało mówi. To jest olbrzymia długość granicy. Często przechodzi przez dzikie lasy, jeziora, przez miejsca słabo strzeżone. Można przejść granicę niechcący, tak jak kiedyś to bywało z Polski na Słowację i z powrotem wpaść sobie na piwo i pogranicznicy nic o tym nie wiedzieli. Na granicy kanadyjsko amerykańskiej jest to wręcz notoryczne. Dlatego jest to bardzo poważny problem. Jak już rozmawialiśmy o tych wszystkich historiach, jakie nam się w życiu przydarzyły, to kwestia tych właśnie alienów, czyli obcych. To ja byłem jednym z nich, bo kiedy ten kraj doszedł do wniosku, że może mi dać szansę spróbować sobie pożyć tutaj i popatrzeć, jak ten świat z tej perspektywy amerykańskiej wygląda, dostałem na pierwsze moje pięć lat tutaj taką kartkę, która nazywana jest zieloną kartą.
I tam było wielkimi literami napisane „Alien”, obcy. Moje zdjęcie było pod spodem i strasznie było żal mi oddać tą kartkę, bo po raz pierwszy byłem kosmitą z innego świata. Tak naprawdę rzeczywiście byłem z innego. Wciąż jestem z innego świata w tym kraju, ale może dzięki temu troszkę lepiej widzę, obserwuję kontrasty i z boku wszystko wygląda czasami lepiej, niż będąc w środku tego wszystkiego, nie dostrzegając, nie mając żadnej perspektywy obserwacji tego, co się dzieje. Tak jak robią ci ludzie na przykład, którzy potrafią zrobić wszystko, ażeby wesprzeć tych, którzy uważają, że są pokrzywdzeni. Ja tego nie widzę. Którzy są seksualnie czy płciowo inaczej. Sami nie wiedzą nawet, jakiej są płci. Jest to absolutny ułamek narodu. I ci ludzie właśnie wychodzą na ulicę po to, żeby zmusić rządzących, ażeby oni zmusili resztę, czyli 99,999998% ludzi, żeby poszli na ustępstwa, bo ni stąd, ni zowąd ta jedna maleńka, mikroskopijna grupka musi mieć coś do powiedzenia i każdy musi to usłyszeć, co wydaje się być dziwne.
Zwłaszcza że skoro jesteśmy demokracją, to większość ma zawsze rację. W związku z tym mniejszość musi się w jakiś sposób podporządkować, znaleźć dla siebie szczelinę i przestrzeń do życia. A jak nie, zawsze można poszukać innego miejsca do życia. Ciągle żyjemy w świecie, gdzie jest względna wolność poruszania się tu i ówdzie. Dlatego zawsze można spróbować znaleźć swoje życie. Tak trochę przydługo. Mam nadzieję, że było to na tyle jasne, że się nie zaplątałem w te wszystkie moje wywody, wspomnienia i inne historie. Dzięki.
[01:12:30] - Słuchacie państwo kolejnej debaty ufologicznej online. Dziś poszukujemy odpowiedzi na pytania, które z różnych powodów nie doczekały się odpowiedzi podczas poprzednich naszych debat. Można już w zasadzie teraz dzwonić do Radia Paranormalium, wziąć udział aktywnie w dyskusji na antenie. Przypominamy, że Radio Paranormalium nie odbiera połączeń z numerów zastrzeżonych. Tak więc, żeby się dostać na antenę, trzeba pokazać swój numerek. A numer telefonu to 32 746 0008. 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02.
Odbieramy także pytania i komentarze z czatów, które towarzyszą naszej transmisji na YouTube oraz z czataNa naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Teraz może dla odmiany jedno z pytań z naszego czatu. Słuchacz O35 zadał pytanie dotyczące obszarów, gdzie praktycznie nie występują obserwacje UFO, na przykład na Podlaskiem. Praktycznie nie ma z tego rejonu żadnych obserwacji. Co o tym sądzą prowadzący? Na innych obszarach jest ich tam zatrzęsienie. Ponieważ padło tutaj pytanie między innymi o Podlaskie, może najpierw niech się w tym temacie wypowie Arek Kocik. Arku?
[01:14:24] - To nie jest tak, że obserwacje nie są dokonywane, tylko po prostu nie ma w tej chwili za bardzo komu je zgłaszać. Kiedyś jeszcze zgłaszano to do miejscowych gazet, skąd my między innymi się dowiadywaliśmy i wtedy jechaliśmy, i zbieraliśmy takie informacje. Natomiast w tej chwili nie ma takiej tendencji do tego, żeby ktokolwiek gdziekolwiek coś takiego zgłaszał. Jeżeli jest osoba młoda, to jeszcze może w internecie poszuka, ale osoby starsze nie są akurat zainteresowane tym, żeby zgłaszać tego typu przypadki. A zwłaszcza, że w tej chwili bardzo dużo rzeczy lata nam nad głowami i łatwiej sobie wytłumaczyć, że sąsiad drona puszcza czy coś takiego, niż szukać, zgłaszać do ufologów, że coś tam się widziało. Do niektórych sytuacji dochodzimy już będąc na miejscu, na przykład przy okazji badania kręgów. Dochodzi do tego, że przez cały czas zadając pytania i cały wywiad przeprowadzając, dochodzimy do tego, że niektóre kręgi zaczęły się od tego, że dzień wcześniej albo dwa dni wcześniej, albo w nocy ktoś widział jakieś światło, które przemykało, ale nikt nie zwrócił na to uwagi, dlatego że to lampiony może, albo to było przy sobocie, albo w takich okolicznościach. Tutaj należy wspomnieć o tym, że bardzo dużym ośrodkiem, gdzie jest wszystko fajnie zorganizowane, jest Podkarpacie. Tam akurat dużo jest. Arek Miazga bardzo ładnie się promuje i ten jego blog, i od niego też otrzymujemy czasami informacje o obserwacjach, jakie dokonują ludzie w północnych rejonach.
Dlatego, że po prostu jest łatwo odnajdywalny i jeżeli ktoś przeczyta jego bloga, fragmenty jego blogów, zobaczy, że to nie jest nic strasznego, zgłosić coś takiego. Faktycznie utrzymujemy to, że jeżeli sobie ktoś nie życzy, to nie podajemy adresów czy okoliczności takich, które mogłyby wskazać na osobę, która tego zgłoszenia dokonuje. Mało tego, niektórych rzeczy w ogóle nie wpisujemy, nie ujawniamy, jeżeli mogą te nasze wpisy w jakiś sposób zlokalizować tą osobę i ta osoba miałaby mieć z tego tytułu jakieś nieprzyjemności. Tego nie publikujemy, czekamy, aż będzie jakieś zgłoszenie jako udowodnienie tego, że coś takiego jest. Trzymamy to w archiwum niejawnym. Przy okazji swoich zainteresowań paralotniowych co roku zawsze na zakończenie sezonu kręgów zbożowych, jak już zboże jest skoszone i jeszcze troszeczkę później, zadaję zawsze takie pytanie na grupie paralotniowej dotyczące tego, czy ktoś nie ma jakichś zdjęć czy filmów, gdzie coś takiego by się pokazało. Czasami jest jakiś filmik, ale do tej pory nie spotkałem się z czymś takim, żeby ktoś faktycznie coś takiego nakręcił. Na początku jest oczywiście tam parę wpisów takich ośmieszających, ale prywatnie ktoś podaje linki do swoich filmików na YouTubie. Czasami widać, że to są zwykłe kretowiska, czasami są to miejsca po składowaniu słomy czy obornika, które nie mają wielkiego znaczenia. Ale generalnie od paru lat nie występują w Polsce kręgi zbożowe, co jest co najmniej dziwne.
Paralotniarzy zrzeszonych w Polskim Stowarzyszeniu Paralotniowym jest 1200, więc cała Polska praktycznie podczas każdej ładnej pogody jest ofilmowana, obfotografowana. Także gdyby coś takiego się zdarzyło, na pewno by wypłynęło. Raczej łączę brak jakichś informacji z Podlaskiego z tym, że w Polsce generalnie mamy mało doniesień na temat jakichśRzeczy paranormalnych i dotyczących UFO i kręgów zbożowych. Dziękuję.
[01:19:43] - Krysie, w moim przypadku to wygląda zupełnie odwrotnie, że na wielu obszarach, na których do tej pory UFO obserwowano w miarę rzadko, dziś ono się pojawia. Właściwie jeżeli gdzieś coś się nie pojawia, to w sposób oczywisty nie wzbudza to mojego zainteresowania. Nie zastanawiam się nad tym, dlaczego się ono tutaj nie pojawia. W moim rejonie nie tylko ono się pojawia regularnie w najrozmaitszych formach, ale do tego dochodzą jeszcze inne zjawiska, jak na przykład podejrzane odgłosy. Odgłosy tak, jakby pękał lód, pękała skała, dudnienie czy odgłos jakby stada słoni tratującego bambusowy las, który słychać na olbrzymim obszarze. Czasami jest tak, że ta kakofonia dźwięków niknie w dźwiękach, wśród których żyjemy: odgłosy samolotów, odgłosy ulicy, odgłosy przejeżdżającego pociągu. Ale tych przypadków jest wiele. Na razie roboczym terminem, jakim się je nazywa, przynajmniej po polsku, są tak zwane straszne dźwięki. Dźwięki, które nie wiemy, skąd pochodzą, a słychać je na olbrzymim obszarze. W miejscu, w którym ja żyję, one są słyszalne i nikt nie potrafi skojarzyć, z czym one są związane i dlaczego słychać je na przykład wybiórczo, w pewnej określonej linii.
Nie ma tak, że słychać je w promieniu, tylko są to strumieniowo ukierunkowane dźwięki, które słyszy cała grupa ludzi. Jest ich sporo. Natomiast w miasteczku dalej nikt czegoś takiego nie słyszał. Nikt nie wie, co jest grane i o co w tym wszystkim chodzi. Prawdopodobnie jest to związane w jakiś sposób z geologią Ziemi, tak mi się wydaje, a jednocześnie z interakcją Ziemi z innymi planetami czy innymi zjawiskami kosmicznymi. Myślę, że funkcjonuje coś takiego i działa od dawna. Widzimy to na przykład nawet w Biblii i różnych przekazach historycznych, że słychać jakieś straszliwe dźwięki i okazuje się, że ciągle je słychać w naszych czasach. To jest coś niebywałego, na co ja zwracam uwagę. Natomiast kiedy gdzieś coś się nie dzieje, zwracam uwagę mniejszą albo nawet wcale, dlatego, że tych nowych zjawisk jest bardzo wiele. Intensywność pokazywania się UFO, przynajmniej tutaj w Stanach, mam wrażenie, że wzrasta wręcz z roku na rok.
Archiwa, które grupują tego typu informacje, puchną w nieprawdopodobny sposób. Właściwie ciężko jest nadążyć, żeby codziennie móc przeczytać wszystko, co wydarzyło się danego dnia. Dziennie jest to czasami ponad 300, a czasami nawet i 500 przekazów. Właśnie sytuacji, które są coraz lepiej opisane, mają wielu świadków i były widziane na olbrzymim obszarze. Także ta intensywność wzrasta i pojawia się często w miejscach, w których do tej pory nie było. Arek, słuchałem, jak opowiadał o kręgach, które gdzieś w Polsce zaczęły zanikać. A spójrzmy, co się dzieje na świecie. Kręgi zbożowe zaczęły pojawiać się w Stanach, zaczęły pojawiać się we Włoszech, a szczególnie dużo ich pojawia się obecnie w Holandii. Holandia jest nową mekką dla tych, którzy chcą przeżyć to doświadczenie z kręgiem zbożowym. Zboża w Holandii może hoduje się mniej niż w Anglii, w Wiltshire, gdzie ich jest najwięcej, ale hoduje się inne rośliny i nawet w fasolce potrafi powstać całkiem piękny krąg zbożowy.
Ostatnio spotkałem się z opinią bardzo interesującego człowieka. Jest to doktor Simeon Hein. On zajmuje się kręgami zbożowymi od co najmniej 20 lat i jest jak typowy naukowiec. Na początku był sceptykiem i później nagle przyszedł moment takiej iluminacji. Kiedy sam zaczął obserwować tego typu zjawiska, jak na przykład powstawanie kręgów zbożowych, zajął się tym bardzo serio z całym swoim instrumentarium naukowym. Doszedł do niesamowitego wniosku, wydaje mi się, który jest dobrą okazją, żeby przedstawić. On mówi o tym, bo my często rozmawiamy, które kręgi są prawdziwe, które fałszywe, które robią żartownisie, które robią artyści, które może powstają w jakiś inny sposób, gdzie na przykład jest w to wszystko uwikłana jakaś technologia, o której nie mamy pojęcia. I być może są też takie, które robią te istoty pozaziemskie i wysyłają taką formę sygnału w naszą stronę. Wniosek doktora Simiona Heina jest taki, że praktycznie niemalże wszystkie kręgi zbożowe są prawdziwe. Są absolutnie prawdziwe.
On uważa, że my źle podchodzimy do tego problemu, bo usiłujemy stwierdzić, kto za tym stoi. Ale dla niego najważniejsze jest to, czy taki krąg zbożowy działa. I on dokonał szeregu pomiarów w setkach kręgów zbożowych, z którymi miał do tej pory do czynienia, między innymi na działalność elektryczną, elektromagnetyczną i wszelkie możliwe przejawy jakichś zmian fizycznychKtóre mogą zajść w miejscu, gdzie taki krąg powstał przy użyciu obecnego instrumentarium astronomicznego i naukowego. Naukowego, a astronomicznego również. Dlatego, że zawsze warto jest wiedzieć, co w tym czasie, w tym momencie działo się nad Ziemią, jaki był układ planet, czy coś się wydarzyło, czy przeleciał meteoryt, meteor, coś takiego. Stwierdził to na podstawie takiej, że większość tych kręgów, ta znakomita większość tych kręgów i niezależnie od tego, czy zostały one stworzone przez kogoś, czy źródła tego stworzenia są nieznane, one działają. Struktura, która powstaje w zbożu, jest strukturą bardzo często geometryczną, często o bardzo skomplikowanej formie geometrycznej. I wówczas ta struktura tworzy rodzaj kryształu na Ziemi, po prostu kryształu. I ten kryształ oddziaływuje, zmienia warunki fizyczne wewnątrz takiego kręgu i dlatego bardzo łatwo stwierdzić je, używając tego typu instrumentów, że inaczej jest w kręgu, inaczej jest poza nim. Czas trwania działania takiego kręgu jest ograniczony.
Zanika w ciągu tygodnia praktycznie do zera. Czasami trwa troszeczkę dłużej, ale on na przykład mierzył takie pole elektromagnetyczne w kręgach, które tworzono w momencie, kiedy on sam je obserwował. Ci ludzie, którzy kryją się za tymi kręgami, którzy tworzą je w tajemnicy, zgłosili się do niego, ażeby stworzyć na jego oczach taki krąg na zamówienie. I on dokonał właśnie takich pomiarów. Co się okazało? Wszystko działa. Także to pokazuje, że trzeba na fenomen kręgów zbożowych popatrzeć zupełnie innym okiem. Nie kto za tym stoi, ale w jaki sposób one działają. I dopiero wtedy, co może powodować takie działanie i czy jest to forma jakiejś konwersacji z nami, czy może w taki sposób objawia się zupełnie coś innego. Także jest to bardzo interesujące i fascynujące podejście właśnie do kręgów zbożowych.
Dziękuję.
[01:27:47] - Mieliśmy właśnie takie badanie między innymi kręgów zbożowych, gdzie na początku ten krąg nie funkcjonował, nie miał jakichś specjalnie wielkich wartości radiestezyjnych. Były w sumie trzy kręgi, a już następnego dnia, przy następnej bytności w tym miejscu te kręgi działały. Czyli już ta witalność, bo tak to się określa, skala witalności. Witalność tych kręgów była ogromna. To się, tak jak mówiłeś, Krzysiu, utrzymuje jakiś czas, a są kręgi, które jeszcze utrzymują się, już może nie w takiej sile, jak to ma miejsce kilka dni czy tydzień po, ale jeszcze potrafią utrzymywać swoje właściwości kilka lat po zrobieniu.
[01:28:46] - A wiesz, z czego to może wynikać? Bo jest coś takiego jeszcze, jak tak zwane postkręgi zbożowe. W momencie, kiedy zboże kładzie się na ziemi w formie takiego kręgu, ludzie tam chodzą, obserwują to, mierzą, badają. Zboże sobie leży, ono dojrzewa. Teraz czym jest zboże? Zboże jest niczym innym jak kolektorem energii. Natura stworzyła zboże w taki sposób, ażeby w sposób maksymalny wykorzystało energię słoneczną po to, żeby dojrzeć i wydać plon czy w przypadku logiki rośliny, żeby stworzyć jak największą ilość ziarna o najwyższej jakości po to, żeby mogło kiełkować i dalej dokonywać ekspansji wokół siebie i utrzymać swoją rasę, swój gatunek przy życiu. I teraz, w momencie, kiedy zboże zostanie położone na ziemi, sytuacja ta diametralnie się zmienia. Ten kolektor i jego praca, to wszystko zostaje w jakiś sposób zakłócone, więc ono dojrzewa inaczej. Niemniej jednak dojrzewa.
I wówczas z takiego dojrzałego zboża wysypują się te nasiona i one po prostu nagle, kiedy już zboże dawno jest zżęte i pole jest już zaorane, nagle okazuje się, że to zboże, które wysypało się z tych położonych kłosów na ziemię, zaczyna rosnąć i kiełkować. Ni stąd, ni zowąd, kiedy już nikt nie zwraca na to uwagi i zapomniał o kręgu zbożowym, on odtwarza się i może nie jest do zobaczenia z tego samego poziomu, z poziomu patrzenia na pola, ale na przykład jeżeli popatrzę na to z drona, zupełnie inaczej to wygląda. Okazuje się, że jest tak jakby echo tego, co wydarzyło się wcześniej. Wspominam o tym, bo z tego, co opowiadasz, że niektóre kręgi potrafią utrzymywać swoją energię przez tak długi czas. Być może w jakiś sposób przez to, że te nasiona wysypały się w taki, a nie inny sposób, odtworzyły ten krąg i cały czas odbudowują tą strukturę krystaliczną stworzoną z roślin i ona ciągle jeszcze w jakiś sposób daje znać o sobie.
[01:30:53] - Ale tutaj w procesach agrokultury następuje zaraz po ścięciu tego zboża, przeważnie kombajny gubią i tak, i tak około 10%, 8% zbóż, które miały zebrać. Więc są to naprawdę dosyć duże ilości i to się wszystko przerowuje na początku na pięć centymetrów, a później, jeżeli nie jest pod następny zasiew robiony bezpośrednio, to przerowuje się to jeszcze głębiej. Także te nasiona wpadają mniej więcej na około 10, 15 centymetrów pod ziemię. I tutaj z tym kiełkowaniem akurat by miały bardzo duży problem, dlatego że zboże, jak wszystkie każda inna trawa, wymaga tego w zasadzie tylko przysypania półtora centymetra pod grunt i to jest optymalne dla nich. Także takie głębokie zakopanieW sumie w jakiś sposób usypia te nasiona. One nie kiełkują tam w tym momencie. Czekają do następnego roku, żeby przy następnej takiej aurze ewentualnie z powrotem na ziemię, blisko ziemi, blisko powietrza wyrosły.
[01:32:16] - To jest teoria. Pewnie tak to działa. Natomiast te kręgi, które nagle zaczęły wyrastać z tych wysypanych nasion, są sfotografowane. Także ja opieram się na danych. Czyli w jakiś sposób to musiało jednak zadziałać i takie zboże musiało wyrosnąć. Bo musimy tu jeszcze przy okazji dodać, że przecież krąg zbożowy, tworząc tą właśnie unikalną sytuację elektromagnetyczną, tworząc ten kryształ stworzony z roślin, tą strukturę, w jakiś sposób wpływa na te kłosy, na to ziarno. Tak samo jak do piramidy zaniesiemy ziarno, tak samo jak Majowie zanosili do swoich piramid, jak do tej pory nosi się zboże do na przykład Kopca Węża w Ohio. I dziś nie ma wątpliwości, że zboże, które we właściwym czasie, kiedy jest właściwy układ planetarny nad Ziemią, kiedy przeleży w tym miejscu jakiś czas, dzień, dwa dni, czasami tydzień, nagle zmienia swoje właściwości. Witalność takiego zboża ogromnie wzrasta. Plon, który daje, jest większy.
Dlatego takie zboże Majowie znosili do piramid, ono leżało sobie przez tydzień i dopiero wówczas je wysiewano. Czyli następuje jakieś magiczne, bo nie ma na to jakiegoś wytłumaczenia sensownego, naukowego, magiczna zmiana właśnie w tym charakterze witalności takiego zboża. I ono rośnie lepiej. Także kto wie, może zboże w taki sposób naenergetyzowane pod takim Red Bullem słonecznym i krystalicznym może po prostu jest nawet w stanie wyrosnąć ze sporej głębokości, nawet gdy zostało przysypane dość głęboko. Tego trudno mi stwierdzić, ale tak usiłuję znaleźć jakąś logiczną odpowiedź na to, o czym w tej chwili mówisz.
[01:34:09] - Na czacie pojawiło się właśnie pytanie o zboże w kręgach zbożowych. Czy ktoś potrafi powiedzieć, czy te kręgi mają jakiś wpływ na nasiona, na ich potencjał?
[01:34:19] - Chyba nie. Chyba nie, dlatego, że większość na przykład zboża, jeśli chodzi o pszenicę w Wiltshire, jest to zboże pastewne. Karmi się nim zwierzęta. Trzeba by te zwierzęta zbadać. Nie robi się z tego zboża mąki, z których piecze się na przykład chleb.
[01:34:37] - W Polsce robił Adam Piekut chyba, z tego, co pamiętam, ale być może się mylę, były robione bardziej dokładne badania dotyczące tych wschód, tych nasion. No i tak w sumie miały większą siłę kiełkowania i jeżeli było to zboże rozmiękczone w wodzie i zrobiona z tego nasiona taka papka, to zasychając tworzyły struktury takie kwieciste. Nie było to poparte jakimiś długofalowymi badaniami z tego, co pamiętam, ale być może to był jedyny taki przypadek. Niemniej jednak takie rzeczy się zdarzają. Wracając do tego pomysłu z tym, że tworzą swoisty z roślin kryształ, to by akurat pasowało do obserwacji niektórych kręgów. One po prostu, jak się na nie z boku popatrzy, troszeczkę bardziej z góry, z drona czy z jakiejś tam wieży, to właśnie one mają taki swój specyficzny połysk. Jeżeli się popatrzy na takie kręgi zrobione nie ręką ludzką, niekoniecznie zrobione przy pomocy desek, one specyficznie tak błyszczą. Z takimi kręgami się spotkaliśmy. Na to między innymi zwraca uwagę właśnie Bogdan, że on po prostu popatrzył tak na krąg, tak się błyszczy. I to jest wizualnie do sprawdzenia.
Natomiast przeprowadzałem sam takie doświadczenia, jeżeli chodzi o wkładanie roślin do piramidy. I faktycznie jest tak, że zwiększa siłę kiełkowania i jeżeli w paczce nasion jakiejkolwiek tam rośliny kupowanej w sklepie siła ich powinna być około 70%, trochę ponad 70% powinno skiełkować, to po umieszczeniu tych nasion na jakiś czas w piramidzie, na tej właśnie jednej trzeciej wysokości, kiełkuje z reguły 100%. Może nie bezpośrednio w tym samym czasie, ale z całą pewnością wszystkie, jeżeli nie są uszkodzone, to wykiełkują.
[01:37:12] - Słuchacie Państwo debaty ufologicznej online. Dziś „Pytania niezadane”, a więc poszukujemy odpowiedzi na pytania, które z jakichś powodów nie doczekały się odpowiedzi podczas poprzednich naszych debat. Można już teraz dzwonić i pisać cały czas. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02.Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może do nas również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
I właśnie drogą e-mailową dotarło do nas pytanie odnoszące się do tematu hybrydyzacji. Przeczytam może całą tę wiadomość. „Mam pytanie, czy może raczej sugestię odnośnie ostatniej audycji. Może obcy realizują hybrydyzację nie poprzez łączenie DNA ludzkiego i obcego, co być może w ogóle nie jest możliwe. Nie wiadomo, czy obcy posiadają kod DNA i z jakich elementów się on składa. Ponadto tworząc taką hybrydę, będzie ona w jakimś stopniu inna od ludzi, co może być prędzej czy później ujawnione, na przykład gdy ulegnie ona wypadkowi komunikacyjnemu. Sądzę, że z ich perspektywy lepiej nie zmieniać dostosowanego do lokalnych warunków organizmu, który się nie wyróżnia z populacji. Lepiej pozyskać płód i wszczepić mu obcą świadomość. Jakie znaczenie ma to, jak wyglądamy? Ważna jest osobowość.
To również tłumaczy, czemu rody królewskie nie krzyżowały się z plebsem. Przypuśćmy, że były to hybrydy, organizmy ludzkie ze wszczepioną obcą inteligencją i świadomością, więc wtajemniczone. Logiczne jest, że połączą się tylko z osobnikami z tego samego kręgu, tak jak one wtajemniczonymi”. Co myślicie o tej sugestii? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Chris Mikina. Chrisie?
[01:39:38] - Jest to ciekawa sugestia. Nie wiem, co w niej jest takiego krzycząco różnego od tego, o czym rozmawialiśmy. Gdzie jest ta różnica? Kiedy opowiadałem moją wizję tego, jak ja widzę hybrydy, mówiłem o tym, że wszystko, co jest w kosmosie, być może jest zbudowane z takich samych elementów. Dlatego mówiłem o Arrheniusie, który stworzył teorię panspermii i o Cricku, który stworzył kod DNA. I na tej podstawie można stwierdzić, że jeżeli istnieje coś, co istnieje i funkcjonuje na Ziemi, to nie ma nic krzycząco odrębnego, co istnieje we wszechświecie. Dlatego, że żyjemy w jednej olbrzymiej zupie. Także w jakiś sposób życie może być o wiele bardziej zaawansowane, o wiele lepiej zorganizowane, ale być może jest zbudowane dokładnie z tych samych elementów, z jakich zbudowane jest życie na naszej planecie. I stąd właśnie ten program hybrydyzacji, bo w tym sensie byłby atrakcyjny dla ewentualnie obcej cywilizacji, która chciałaby móc wkroczyć na naszą Ziemię i żyć na niej i funkcjonować. To, co jej przeszkadza w tym wszystkim, być może są właśnie elementy, które są na naszej Ziemi, takie jak na przykład zbyt wielka powszechność życia.
Mam tu na myśli wirusy i bakterie. Być może one przeszkadzają tym pozaziemskim istotom, aby mogły tu przyjść na Ziemię i wziąć ją w swoje posiadanie. Bo nawet w przypadku tych wszystkich przekazów na temat szaraków, które tu i ówdzie się pokazują, jak się okazuje, one nigdy nie mogą przebywać na Ziemi zbyt długo z różnych względów. Nawet w przekazach o Anunnakach wiemy o tym, że nawet Enki sam stwierdził, że ich laboratorium, które tworzyło te genetyczne zmiany w człowieku, musi coś zrobić, bo zauważył, że żyjąc na Ziemi starzeje się szybciej. Że mimo że Anunnaki żyli niemalże, przynajmniej w naszym pojęciu, wiecznie, to okazało się, że Enki starzał się szybciej. Coś jest nie tak na tej naszej Ziemi, więc musi dojść do tej hybrydyzacji. A to, że one nie różnią się za bardzo od nas, też byłem proponentem takiej teorii i jest ona oparta na tym, co mówi doktor Jacobs, że hybrydy, jeżeli one żyją wśród nas i funkcjonują wśród nas, nie mogą się od nas wyróżniać zewnętrznie i ich celem jest poznawanie naszego życia. Kiedyś Jacobs opowiadał o tym, że przeprowadził kilka sesji, które trochę zmroziły mu krew w żyłach, bo starał się dowiedzieć właściwie, po co byłyby takie hybrydy na naszej planecie, do czego one miałyby służyć, gdyby wmieszały się w nas, w nasze społeczeństwo, żyły wśród nas i my byśmy nie mieli o tym pojęcia. I kilka tych odpowiedzi, jakie uzyskał od różnych ludzi właśnie poprzez hipnozę, opowiadały o tym, że hybrydy są po to, że któregoś dnia wylądują tutaj na Ziemi olbrzymie pojazdy kosmiczne i powstanie wielka panika, wielka histeria na Ziemi i wówczas ludzie zaczną biec i szukać ratunku i szukać pomocy. Będą chcieli się schować.
I te hybrydy, ich zadanie jest proste. One mają ten ludzki tłum sterować prosto do tych statków kosmicznych, które mają nas wszystkich z tej Ziemi zabrać i mają zawieźć nas nie wiadomo gdzie, gdzieś na koniec kosmosu. Także po to są hybrydy na Ziemi. Natomiast co do tych rodów królewskich i tej arystokracji, tych ludzi, którzy uważają, że są lepsi od nas, bo my mamy czerwoną krew, a oni błękitną. Tu z kolei ja raczej widzę zupełnie inny powód tego wszystkiego. Być może nie jest on związany z kosmosem, a jest związany bezpośrednio z tym, kto nami steruje, kto nami rządzi, boZauważmy, że za każdym razem odwołujemy się w tym, jak żyjemy, do tych, którzy nami rządzą. Coś Kaczyński powiedział, ludzie już idą na Sejm demonstrować. Coś powiedział Obama, ludzie już demonstrują, bo im się to nie podoba. W ten sposób każdy z nas, uczestnicząc w takiej demonstracji, pokazując swoje zdanie na internecie, pokrzykując gromko, mówiąc, że są głupkami, że są idiotami, że robią to czy tamto źle, pokazuje przy okazji, że uważam, że ta osoba jest bardzo ważna. Podpieram to tym, że uznaję ją za taką ważną osobę, bo będę protestował przeciwko temu, co ona robi.
Czyli to, co ona robi, jest bardzo ważne i istotne. Grupa tych cwaniaków, po tym, jak zostały w ludziach pomieszane zmysły po wieży Babel, a może było inaczej, ale przyjmijmy to dla dobra dyskusji, zauważyła, że tę wielką masę trzeba kontrolować. Rzeczywiście najpierw stanęła na ich czele, a później dołączyła do tego religie, zorganizowane religie, które są niczym innym jak tylko kontrolą nad masami. W zależności od czasów i sytuacji ta kontrola się zmienia. Dziś jesteśmy w czasach, kiedy okazuje się, że religie oparte na tradycyjnej wierze w jakiegoś Zbawiciela przestają działać, przestają do ludzi przemawiać, więc trzeba wymyślić im coś nowego. Dlatego stworzono nową religię, która jest nauką. Ludzie wierzą w naukę, są przekonani, że tak jest. Dadzą się porżnąć albo porżną innych za to, że jest globalne ocieplenie i podobne tego typu historie. Dlatego następuje nieustanne udoskonalanie tego typu systemów. Kiedy popatrzymy na to w historii, za każdym razem na czele stoją zawsze ci sami ludzie.
Ta sama grupa połączona ze sobą więzami krwi, która w ten sposób się uwłaszczyła i jest rodzajem mafii opartej na tego typu związkach, które mają spowodować, że to oni przetrwają naszym kosztem, że są pasożytami i robią wszystko, żebyśmy my odgrywali swoją własną rolę. Dlatego zamiast zająć się swoimi sprawami, najbliższymi ludźmi, wśród których żyjemy, swoją własną niewielką grupą ludzi, wśród których funkcjonujemy, czy pomagać sobie na tym naszym Radiu Paranormalium, zamiast atakować się nieustannie w komentarzach. Jak patrzę na to wszystko z perspektywy, widzę, że właściwie ludzie przychodzą po to, żeby się bić, żeby robić ustawkę. Że nie ma sensu powiedzieć czegokolwiek w komentarzu. Nie ma żadnego komentarza, jeżeli nie można się do czegoś przywalić, nie można czegoś znaleźć, nie można na kogoś się rzucić, ale to od razu najlepiej do gardła. Oblać go pomujami i doprowadzić do masowej bijatyki. To jest na rękę tym, którzy nami rządzą. Oni właśnie to widzą, że my będziemy się bić ze sobą i będziemy co jakiś czas protestować przeciwko nim, bo dla nich jest to znak, że oni są ciągle bardzo ważni, bo to oni mogą coś zmienić, a nie my. A przecież jest odwrotnie. Widzę, że tak wyglądała historia tego, w jaki sposób powstały więzy krwi, rody, krew błękitna i ciągle ci sami, którzy nami rządzą do dziś, którzy, jak się okazuje, mają powiązania głęboko w historii z tymi wszystkimi, którzy nawet jeszcze przed naszą erą zawiadywali całymi grupami społecznymi.
Dzięki.
[01:47:37] - Arek.
[01:47:38] - Zasłuchałem się w to, co mówił Chris. Według mnie jedno nie przeszkadza drugiemu. Nie jesteśmy specjalnym miejscem stworzenia. Pas DNA inny niż gdziekolwiek indziej we wszechświecie. Dlatego, że wszechświat jest złożony z tych samych pierwiastków i one będą tak samo się łączyć. Żeby kontynuować łączenie komórki i organizmy, powinny się zachowywać mniej więcej w ten sam sposób. Być może jesteśmy im bardzo bliscy, jeżeli weźmiemy pod uwagę tego typu działanie. Z drugiej strony, tak jak jest opisane to w „Księdze Henocha”, tych 200, których się zbuntowało, oni odrzucili w sumie nieśmiertelność na rzecz śmiertelności. Po prostu wniknęli, tak wygląda, jakby wniknęli w ciała tutaj mieszkających Ziemian i resztę już raczej tak się zachowywali według przykazań. To nieprawda jest, że oni sobie brali ileś set żon, tylko jest wyraźnie napisane: każdy sobie wziął po jednej, więc to przykazanie również było.
Jedynym ich buntem było to, że mieli gdzieś oblatywanie planet, tylko chcieli się osiedlić, stworzyć kulturę i cywilizację i za to zostali potępieni. Tak jak mówisz, czy jest możliwe, żeby ci obcy byli zainteresowani właśnie wszczepianiem świadomości do ciał? Mniej więcej tak jest to opisane. Po co jest to robione? Może część ich jest znudzonymi podróżnikami. Być może część przeprowadza super eksperyment mający na celu odrodzenie ich rasy, która jest już tak wyeksploatowana, że jest tylko jeden genotyp i tam się niczym nie różnią i w momencie ewentualnej choroby wszystkie szaraki jak jeden się nie będą w stanie odrodzić.My na razie póki co jesteśmy jeszcze dosyć zróżnicowani i tego się trzymajmy. Wszystkie próby leczenia lekami o podłożu zmian genetycznych należałoby w sumie 10 razy przemyśleć, czy warto i dokąd to zmierza. Z jednej strony w zasadzie nie potrzeba, żeby oni przeprowadzali jakichś porwań i próbowali krzyżówek. Być może wystarczy zrobić jakiś dobry lek. Najpierw zatruć nas jakąś dobrą pandemią, a później wynaleźć skuteczny lek na to, który tak jak wirus wszczepiony zmienia genotyp człowieka.
Być może się wszyscy zmienimy tak, jak się należy. Będziemy mieli na żywo to, co jest w tych wszystkich filmach o zombie i będziemy musieli jakoś walczyć. Jesteśmy tak naprawdę na zadupiu wszechświata, daleko od jakichś miejsc, w których cokolwiek mogłoby się dziać, więc w tym naszym grajdołku nie sądzę, żeby nam się cokolwiek miało stać. Innej cywilizacji nie warto by było na nas napadać z jednego prostego powodu. Co jakiś czas jakiś wielki czy mniejszy meteoryt spada i robi nam reset kompletny i to samo należałoby się spodziewać, że zrobi z innymi. Jeżeli nawet jesteśmy dziećmi osadników, którzy ileś milionów lat temu czy setek tysięcy lat temu przylecieli tutaj, to w sumie jesteśmy do tej planety przystosowani. Ci, którzy nas tutaj zasadzili, powinni objąć nas opieką i tego należałoby się spodziewać, że prędzej tego typu będzie. Jakoś ludzkość jest w jakiś sposób sterowana i nasz rozwój jest sterowany. Czy akurat we właściwą stronę, to nie wiem, bo stajemy się coraz mniejszymi trybiczkami, którzy nie mają żadnego wpływu na to, jak się toczy nasze życie. I to jest w tym wszystkim najstraszniejsze.
Czy taka zmiana, czy taki przylot, ewentualnie jakaś hybrydyzacja typu na szybach byłaby korzystna, to już nie wiem. Dziękuję.
[01:52:49] - Dodzwonił się do nas słuchacz Edek. Jesteśmy już na antenie. Dobry wieczór.
[01:52:54] - Dobry wieczór, tak jest. 333 numerek. Także w tym sęk.
[01:53:02] - Teraz jest już dużo więcej. 418 słuchaczy unikalnych.
[01:53:08] - No proszę. To przebiliśmy Kabaret Dudek.
[01:53:11] - Tak.
[01:53:12] - W związku z tym chciałbym zacząć od kwestii, którą chciałem poruszyć podczas poprzedniej debaty. Mianowicie chciałem poznać panów stanowisko w sprawie dzieci, ludzi kryształowych czy też indygo. Dlaczego się powstrzymałem od telefonowania podczas poprzedniej debaty? Ano dlatego, że skorzystałem z rady, której nie udzieliłem panu Nikinie. Więc powiemy na to przeziębienie, to trzeba kropelkę brandy do herbatki i tylko trzeba uważać, żeby nie przesadzić z herbatą. W związku z tym zastosowałem się do tego, a telefonowanie do państwa, do panów po tej herbacie z brandy byłoby kompromitujące dla mnie, a i oznaką braku szacunku dla panów, jak i dla pozostałych słuchaczy. To dlatego telefonuję w tej kwestii właśnie dzisiaj i jednocześnie dopytuję się i domagam poinformowania pana Piotra, że bez niego debaty są niekompletne. Dlatego, że panowie jesteście tak kompatybilni, że nie trzeba nic ujmować, nic dodawać. Jak wcześniej już mówiłem, zgadzam się w prawie 100% z panem Nikiną. Niemniej jednak ten rytm metodologiczny historyka, pana Piotra Cielebiasia, jest jak najbardziej wskazany.
I jego poczucie humoru. Także proszę łaskawie przekazać, że dopytuję i mam nadzieję, że w najbliższych debatach będzie brał udział również pan Piotr Cielebiaś.
[01:54:55] - Dzisiaj jego nieobecność jest wyjątkowa. Zdarzyła się taka okoliczność, która spowodowała, że musiał przy tej okoliczności być.
[01:55:06] - Rozumiem.
[01:55:06] - Także dzisiaj, ale w następnej debacie już powinien normalnie.
[01:55:10] - To świetnie. No dobrze, w takim razie gdyby panowie byli uprzejmi ustosunkować się do kwestii dzieci indygo czy też ludzi indygo, czy też kryształowych, czy też jest to zdaniem panów kwestia, którą w ogóle nie należy się zajmować?
[01:55:30] - A czy pan sądzi, że to może być w jakiś sposób powiązane z tematyką ufologiczną?
[01:55:35] - To znaczy w kwestii poprzedniej debaty, jeśli chodzi o hybrydyzację. Bo wiele jest informacji różnych na ten temat z różnych krajów i z różnych czasokresów. Dlaczego mówię tak o czasokresach? Mogę taki fragment prywatny? Mogę?
[01:55:54] - Oczywiście, prosimy bardzo.
[01:55:57] - Moje zainteresowania tymi kwestiami, szanowni panowie. Swoje życie pamiętam od drugiego roku. Jako dwulatek domagałem się wyprowadzenia wieczorem, żeby patrzeć na księżyc i podobno potrafiłemTaki pół godziny. A poza tym w domu moim rodzinnym trudno było znaleźć kubek do herbaty, natomiast o książki człowiek się potykał od podłogi po sufit i różne artykuły i różne tego typu, więc wyjścia po prostu nie miałem. To tyle. Halo?
[01:56:26] - Tak, jesteśmy cały czas.
[01:56:28] - Ponawiam prośbę. Pozdrawiam panów i mówię do pana Krysia Mikiny: kropelka brandy. A jeszcze jedna kwestia, przepraszam, już miałem kończyć, jeszcze się rozgadam trochę. Jak jest z radiem Paranormalium? Jak już jestem w tej nomenklaturze, którą zwalcza ustawa. Z radiem Paranormalium jest tak, jak z dobrym czerwonym winem. Trzeba się systematycznie poddawać mu, żeby się we właściwy sposób rozsmakować. Natomiast same debaty ufologiczne to już jest koniak i cuda.
[01:57:06] - To jest krem de la krem.
[01:57:07] - Pozdrawiam panów. Kłaniam się niziutko. Do usłyszenia.
[01:57:10] - Dziękujemy, pozdrawiamy.
[01:57:12] - Ja dziękuję za receptę na zdrowie. Zapisałem sobie wszystkie składniki, najważniejsze, we właściwych proporcjach.
[01:57:24] - Najważniejszy składnik to jest to, co się do tej herbaty dodaje. To jest chyba kluczowy składnik. Zasadnicze jest, żeby nie przesadzić z herbatą.
[01:57:36] - Tak, dokładnie. Dlatego mówię, jeszcze raz usprawiedliwiłem się, bo chciałem zabrać głos, ale pomyślałem sobie, że to byłoby niestosowne wobec panów, jak i wobec pozostałych słuchaczy. I dla mnie niezbyt chwalebne. Kłaniam się niziutko. Pozdrawiam. Do usłyszenia.
[01:57:52] - Dziękujemy. Do usłyszenia. Krysie?
[01:57:56] - Pan Edek jak zawsze tryska różnymi pomysłami i tutaj dobra recepta, sobie zapisałem. Myślę, że intuicyjnie tą receptę znałem. Moim lekarstwem jest właśnie tutejszy bourbon. To prawie że brandy, można powiedzieć, ta sama rodzina. Którego tak w ogóle nie lubię, dlatego jeśli już, to na lekarstwo można spróbować i jest coś dziwnego w tym napoju, bo rzeczywiście wzmacnia. Człowiek nagle czuje, że ma przepływ energii, jest silniejszy w porównaniu do innych tego typu wysokooktanowych historii, jakich mamy mnóstwo w dzisiejszych czasach. Ale jest coś chyba magicznego w tych wszystkich brandy, whisky i tego typu alkoholach. Jak już weszliśmy w alkoholologię, mam nadzieję, że nie będziemy w ten sposób wpływać na młodszą część słuchaczy radia i nie będą zaraz eksperymentować, chociaż nikt ich przed tym nie powstrzyma. Mnie też nikt nie powstrzyma, ale nie namawiam. Nie wolno, bo jesteście jeszcze za młodzi, ci młodzi.
Jeśli chodzi właśnie o tego typu trunki, to kto je wymyślił? Przecież wymyślili je templariusze. A było to tak, że kiedy templariuszy przegoniono z Francji, oni rozpierzchli się w różne miejsca, w większej ilości wylądowali w Szkocji. Tam się ukrywali, zapasy wina im się skończyły. I kiedy spróbowali tych szkockich wynalazków, wpadli w załamanie. Nie dość, że zimno, nie tak jak w Prowansji czy w Otreme w Ziemi Świętej, to jeszcze czysto wypadałoby napić się czegoś mocniejszego, zrobić sobie lekarstwo według przepisu pana Edka czy coś w tym rodzaju. I zaczęli przyglądać się temu, jak to ci Szkoci prymitywni robią. I też się załamali. Ale mieli templariusze wiedzę i nikt chyba temu nie zaprzecza. To zaczęli eksperymentować i efektem tych eksperymentów była właśnie słynna szkocka whisky.
I ta tajemnica popłynęła w różne inne rejony, między innymi bimbrownicy w Kentucky. Nie wiem, w jaki sposób ją przejęli, ale robią swoją robotę naprawdę wybornie. Znają się na rzeczy. Nazywa się tutaj to moonshine, czyli po polsku księżycówka i też leczy i ciało, i duszę. Także jest coś w tym napoju. Natomiast w celach rekreacyjnych myślę, że ten magiczny posmak tego wszystkiego gdzieś się zaciera i za często nie można chyba takiego lekarstwa stosować. Ale to taka mała dygresja na ten temat. Natomiast w kwestii indigo uświadomiłem sobie w tym momencie, że po tej mojej spowiedzi tutaj publicznej z mojego dzieciństwa, do której nas tutaj Arek wszystkich wciągnął, to ja też byłem takim dzieckiem indigo, bo dzieci indigo to są te dzieciaki, które nie bardzo pasują do reszty dzieciaków. Robią swoje, widzą to, co inni nie widzą. Zachowują się troszkę inaczej.
Nie tak rażąco inaczej, ale troszkę inaczej. Ich wrażliwość na wiele rzeczy jest nieco inna. I nazwa dzieci indigo pochodzi od tego, że każdy z nas nad głową ma aurę. Tylko niektórzy mają aureole. I ta aura ma różne kolory. I właśnie kolor tych dzieci to był kolor indygo. U tego typu dzieci to jest właśnie kolor indygo i stąd powstała ta nazwa, ten termin. Czy ma to coś wspólnego z hybrydami? Według mnie zdecydowanie nie. Według mnie to, że my jesteśmy indigo, czyli mamy różne umiejętności czy różne sposoby na to, żeby w jakiś sposób wyjść z tych naszych trzech wymiarów, to jest to, co sprawia, że stajemy się atrakcyjni dla tych wszystkich, którzy usiłują przerobić nas na hybrydy.
Bo jest to coś absolutnie unikalnego, co daje nam możliwości, którymi my nie potrafimy sterować. Nasze ciało jest statkiem kosmicznym, niezwykłym statkiem kosmicznym, natomiast my nie potrafimy nim operować i dlatego robimy głupie rzeczy, proste rzeczy i najczęściej rozwalamy go na pierwszej życiowej rafie, zamiast wykorzystywać te nasze możliwości. I właśnie dzieci indigo mają te możliwości o wiele bardziej uzewnętrznione niż cała reszta. I to jest właśnie ta super atrakcyjna rzecz, bo dzięki temu można zobaczyć świat, którego nie widzą inni i spróbować wejść w reakcję z tym światem, bo ta wrażliwość jest o wiele bardziej uzewnętrzniona, jest uaktywniona u takich dzieci. Tak to widzę i mam nadzieję, że pan Edek miał to na myśli, że nie miał na myśli na przykład black eye kids, czyli czarnooki dzieci. Zupełnie inna historia. Dziękuję.
[02:02:38] - Arku, a co ty sądzisz o tej koncepcji, którą tutaj pan Adek zaprezentował, łączącej dzieci indygo i dzieci kryształowe z hybrydyzacją?
[02:02:49] - Przede wszystkim uważam, że zarówno pojęcie dzieci kryształowych, jak i dzieci indygo, poza oczywiście dziećmi czarnookimi, bo to jest całkiem inna bajka, jest bzdurą. To jest po prostu chęć zaistnienia, wyrwania się z szarości dnia. „No dobra, mam dziecko indygo”. Ale musimy popatrzeć też na to, że przez cały czas zmienia się system wychowania dzieci i z takiego bardzo autorytarnego wcześniejszego przechodzimy do takiego coraz bardziej łagodnego. Te dzieci coraz więcej mówią, coraz bardziej są aktywne, coraz bardziej umieją postawić na swoim i przynajmniej z naszego punktu widzenia, mojego własnego doświadczenia jako rodzic, mają o wiele większe możliwości. Rewolucja w wychowaniu dzieci, która zaczęła się wcześniej na Zachodzie, dopiero teraz do nas przychodzi. Dlatego tam te opisy tego typu dzieci, tak rozwiniętych dzieci, tak bardzo emocjonalnie ukierunkowanych czy po prostu mądrzejszych od swoich rodziców, następowały troszeczkę wcześniej. Teraz będzie następowało to między innymi u nas i w innych krajach. Między innymi to bezstresowe wychowanie i po prostu słuchanie swoich własnych dzieci. Wcześniej tego nie było i dlatego nie było takiego problemu.
Ja mam dosyć inne zdanie na ten temat.
[02:04:42] - Dodzwonił się do nas na Skypie użytkownik o dosyć oryginalnym nicku Unikorgazm. Witamy, jesteśmy już na antenie.
[02:04:49] - Witam. Cześć, Ibelius. Witam prowadzących, witam słuchaczy. To może odrobinę nie na temat, ale chciałem się podzielić pewną obserwacją zjawiska paranormalnego na niebie, które widziałem bardzo dawno temu. To było z 18, 20 lat temu. Właściwie jedyna taka obserwacja w moim życiu. Dlatego pomyślałem, że się podzielę tym. Z Ibeliusem też próbowałem się umówić, ale zawsze jakoś mamy nie po drodze i nie możemy się poza anteną zgadać.
[02:05:14] - Ale na orgazm?
[02:05:17] - Nie, nie chodzi o umówienie się na orgazm, tylko na zdalnej tej relacji. Mimo tego, że nick taki mam, to potraktujcie panowie poważnie tą relację, bo to jest autentyczna sprawa. Miałem w owym czasie może z osiem, maksymalnie do 10 lat. I pech polega na tym, że jechałem wtedy całą rodziną w samochodzie i miałem szansę mieć na tą okoliczność świadków, ale po prostu byłem tak, nie wiem, jak to nazwać, zatkany tym widokiem, że gapiłem się w szybę samochodu i po prostu nie byłem w stanie wykrztusić nawet słowa. Coś w stylu: „spójrzcie tam” albo coś takiego. Chodzi o to, wiecie panowie na pewno, jak wygląda samolot, podczas tego, jak się słońce odbija. Powiedzmy jest takie słońce już prawie zachodzące wieczorem, takie lekko pomarańczowe i leci samolot, to jak słońce od niego się odbija, to tak ładnie błyszczy na żółto, prawda? Coś podobnego widziałem, tylko tyle, że to było dużo większe. Mniej więcej jakby to porównać wielkością, powiedzmy do połowy księżyca. Jak księżyc jest w pełni na niebie, jest taki dosyć duży.
To obiekt był wielkości połowy księżyca i ewidentnie świecił światłem odbitym od słońca. To było gdzieś koło 20:00, 21:00 wieczorem i to było późne lato. Podejrzewam, że może końcówka sierpnia, jakoś tak. I widziałem właśnie taką kulę. Ona leciała w stosunku do horyzontu jakieś 10 stopni w górę. I na początku pomyślałem, że to meteoryt jest czy meteor, tylko że to nie leciało w dół, a w górę, tak mniej więcej pod kątem 10 stopni względem horyzontu. I stąd też moje pytanie do panów, czy spotkaliście się może z taką relacją już kiedyś, że ktoś widział coś podobnego?
[02:07:11] - To może Adek?
[02:07:12] - Potrzebne nam jeszcze są kilka informacji. Znamy mniej więcej datę, mniej więcej 15 lat wcześniej.
[02:07:23] - Około 18 lat temu, może 20 lat.
[02:07:26] - Region?
[02:07:27] - To jest Wielkopolska, dokładnie we Wronkach, bo tu nic nie zamierzam ukrywać. Jestem z Wronek i to było dokładnie we Wronkach. Lotnisko najbliższe jest około 50 paru kilometrów w Poznaniu, także nie ma szans, żeby to był samolot, który startowałby z takiej bardzo bliskiej odległości, że wydawałby się ogromny i odbijałby światło od siebie. Także wykluczam możliwość taką, że to był samolot.
[02:07:53] - Trzeba by było przejrzeć w tym momencie, bo kule, które jakoś tam w formie świecą czy światłem odbitym, czy własnym, są spotykane praktycznie wszędzie. Ale tutaj warto by było może przeszukać stronę internetową PGU Poznań. Nie wiem, czy ta strona jeszcze funkcjonuje, ale tam zajmował się na tamtym terenie pan Zygfryd Świerkowski. Zajmował się właśnie zbieraniem danych na ten temat. Może warto by było, gdybyś spróbował, przepraszam, że tak na „ty” mówię, ale tak w internecie to jest.
[02:08:34] - Jak najbardziej.
[02:08:36] - Spróbował tam uderzyć. pgu.poznan.pl chyba taką stronę mieli.
[02:08:46] - Być może to jest któraś z relacji tego samego zdarzenia. Być może ktoś inny widział to albo być może jest to pokłosie innej obserwacji, która może nie dotyczy bezpośrednio kuli światła, tylko jakiegoś innego fenomenu, który w tym czasie był. Niestety ta strona nie istnieje. Wpisałem w wyszukiwarkę i nie ma tej strony. To już nie. Poszukam tego tematu. Panowie spotykali się z podobnymi obserwacjami. To jest częste zjawisko, że widać dużą kulę świecącą światłem odbitym. To nie było światło własne, tylko ewidentnie od słońca się odbijało, a słońce już się chyliło ku zachodowi, dzięki czemu było takie lekko pomarańczowe. Nie jest to częste i jest to na pewno fenomen, jest to UFO ewidentnie, bo nie wiemy, co to było.
Natomiast nic bliżej na ten temat powiedzieć nie możemy. Tak mi się wydaje. Ja sobie pluję w brodę, że byłem tak mocno zszokowany tym zjawiskiem, że nie byłem w stanie wykrztusić słowa. Później zresztą od rodziców dostałem ochrzan za to, bo im się pochwaliłem, co widziałem, a oni mnie ochrzanili jeszcze, dlaczego nie zwróciłem wcześniej uwagi na to zjawisko. Ale mówię, byłem absolutnie zatkany.
[02:10:10] - Czasami jest też tak, że tak jak w przypadku tej rodziny w Belgii, która przed swoim domem, cała rodzina obserwowała gigantyczny statek kosmiczny, olbrzymi jak kilka boisk piłkarskich i nie widział nikto poza nimi. Ich sąsiedzi tego nie widzieli, natomiast oni wszyscy później ze sobą rozmawiali, opisywali szczegóły. Wszyscy widzieli to samo. Podobnie czytałem też zeznanie świadków z Oregon, którzy też wędrowali przez małe miasteczko. Wszyscy widzieli obiekty na niebie i również opisywali je, pomiędzy sobą wymieniali informacje. Każdy z nich potwierdzał to, co widział, mniej więcej w podobny sposób. Natomiast wszyscy byli zaskoczeni, że ludzie w miasteczku tego nie widzą, tylko oni to widzą. Także to są różne historie. UFO ma wiele smaków, kształtów i rodzajów.
[02:10:58] - Tak, to się nie da określić. Także tu jeszcze chciałem takie pytanie od słuchacza Szyderca na czacie Radia Paranormalium. Niech słuchacz powie, czy ruch był liniowy, czy zmiennej prędkości. Cały czas liniowy i moja obserwacja trwała jakieś 10 do maksymalnie 15 sekund. Później, jak już się obróciłem w stronę rodziców, żeby im coś powiedzieć i z powrotem spojrzałem na niebo, tego już nie było. To leciało liniowo pod kątem mniej więcej 10, może 15 stopni względem horyzontu w górę. Wyglądało tak właśnie jak księżyc czy coś tego rodzaju, tylko świeciło tak na pomarańczowo. Duża kula taka i zniknęła. Nie jestem pewien, czy zniknęło w związku z tym, że przestało się odbijać od tego światła. Może już było w takim punkcie na niebie, że światło się nie odbijało i obiekt był już niewidoczny albo po prostu zniknęło, bo się zdematerializowało czy coś.
[02:11:51] - Ciekawy też jest ten moment, który mówisz, że to było pod koniec dnia przy zachodzącym słońcu. Ja miałem taką obserwację z kolei przy wschodzącym słońcu, że jeszcze panował taki mocny półmrok. Noc jeszcze nie odpuszczała, ciągle była gęsta jak kawa poranna i kiedy sobie tą kawę popijałem i wpatrywałem się w bezchmurne, ciemne jeszcze niebo, na którym były widoczne gwiazdy, zauważyłem właśnie taki obiekt. Obiekt poruszał się bardzo szybko i wyglądało na to, że jest bardzo wysoko. Nie migał, więc nie było to nic, co mogłoby być samolotem albo czymś w tym rodzaju. Doszedłem do wniosku, że być może jest to jakiś satelita, których sporo mamy nad nami. Tak sobie wodziłem za nim wzrokiem, to najlepsza rzecz przy kawie, móc takie coś sobie zaobserwować. I kiedy obiekt doszedł wreszcie do takiego punktu, gdzie już powoli wychodził z mojej widoczności, nagle rozbłysł bardzo jasnym blaskiem i doszedłem do wniosku, że ten jasny blask, trwało to chwilę tylko i że ten jasny blask jest wynikiem tego, że właśnie słońce odbiło się na przykład w jego panelach albo czymkolwiek, cokolwiek tam było. Odbiło się i na chwilę nastąpił właśnie taki rozbłysk, oświetlenie tego obiektu. Nagle stał się kilka razy większy przez to i zniknął.
Także może to jest ten sam fenomen.
[02:13:26] - Ale też pod atmosferę, że też w kontakcie z atmosferą.
[02:13:31] - Wtedy się spala. Wiadomo, to jest zupełnie inna historia. Spalanie widać w postaci smugi chociażby, bo coś spadło.
[02:13:40] - Za tamtym obiektem, który ja widziałem, też żadnej smugi nie było. I wydawało mi się, że porusza się dosyć wolno, chyba że było bardzo daleko i naprawdę potężny. Wtedy też mogło lecieć bardzo szybko, a z takiej odległości wydawał się ten lot dość powolny.
[02:13:56] - Tu jeszcze wchodzi w grę też swego rodzaju złudzenie, że tak nazwę. Już tłumaczę dlaczego. Czasami, kiedy obserwujemy księżyc w pełni, zwłaszcza kiedy wschodzi, kiedy jest jeszcze względnie nisko, wydaje nam się, że jest olbrzymi, że jest blisko ziemi, jest gigantyczny wręcz. A jest to właśnie złudzenie optyczne wywołane tym, że właśnie patrzymy pod pewnym kątem. Nasza atmosfera tworzy soczewkę i wówczas następuje ten właśnie rodzaj złudzenia. Nagle następuje takie pewne powiększenie. I teraz zakładając, że słońce zbliża się już, właściwie już zachodzi i obiekt porusza się w pewnej przestrzeni, która sprzyja powstaniu właśnie takiej soczewki, również możemy właśnie ulec takiemu złudzeniu. Nie to, że takiego obiektu nie ma, ale to, że wydaje się nam znacznie większy, znacznie jaśniejszy. Także mogą to być jeszcze takie warunki wpłynąć na naszą obserwację.
[02:14:52] - Gdyby brać pod uwagę tego typu warunki, to mógł być to jednak samolot, prawda? Tylko w związku z tym, że ta atmosfera stworzyła taką soczewkę, mógł on się wydawaćPowiedzmy 50 razy większy niż normalnie wygląda samolot na niebie odbijający się od słońca.
[02:15:09] - Mogło tak być. Ja nawet taką przygodę miałem z Concordem. Ostatni lot Concorda z lotniska Kennedy'ego w Nowym Jorku do Paryża. Postanowiłem sobie jeszcze na niego popatrzeć. Pojechałem do Fort Tilden. To jest takie miejsce niedaleko lotniska. Ma parę niewielkich wzgórz, więc jest fajne miejsce do obserwacji. Leci ten Concorde i ja go widzę, tak jak go widzę dziś w mojej wyobraźni. Widzę go bardzo wyraźnie. Nie jest wcale odległy.
Zrobiłem zdjęcia aparatem, zresztą to było bardzo dawno temu, aparatem pod tytułem Zenit, na kliszę jeszcze. Porządna ruska maszyna. Do dziś go zresztą mam. Już piękny zabytek, ciągle na chodzie. Waży pięć kilo, a może więcej, może mniej, ale ciężki. Już nieporównywalnie do tego, co teraz się robi. Wywołałem te zdjęcia i byłem bardzo ciekaw, co zrobiłem. Okazało się, że to jest krzyżyk na niebie, że mój wzrok, moje emocje w jakiś sposób sprawiły, że to nie jest nic cudownego. To nie oznacza absolutnie indygo ani nic. Nasze oczy też działają jako lornetka.
To, na co patrzymy, zawsze jest nieco bliżej niż jest w rzeczywistości. Nie wiem, czy bierzemy to pod uwagę. Na przykład oceniamy wzrokiem, że coś jest w danej odległości, ale tak naprawdę widzimy to za każdym razem inaczej. Zresztą spójrzmy na to, jak przyzwyczailiśmy się do takich różnic. Są ludzie, którzy potrzebują okularów, jedni większych, drudzy mniejszych, żeby zobaczyć to samo. Dlatego nasza optyka to jest jedna z bardziej złudnych rzeczy, że nie zawsze to, co widzimy, jest tym, czym jest. Dlatego właśnie tu też dochodzą emocje. Jeżeli ciebie zatkało ze zdumienia, wówczas tak jak to się mówi w przysłowiu: strach ma wielkie oczy, a przysłowia zazwyczaj naprawdę niosą w sobie jakąś mądrość. Wówczas ten obiekt mógł wręcz doznać takiego cudownego powiększenia, dodatkowego jeszcze w twoich własnych oczach, bo byłeś zdumiony tym, co widzisz.
[02:17:01] - Tak, ja sobie też próbowałem to racjonalizować przez te lata, że to, co widziałem, może mi się wydawało, czy może wyolbrzymiłem to jako dziecko. Nie wiem. To jest moja jedyna obserwacja takiego naprawdę dziwnego obiektu na niebie przez całe moje życie. Oprócz tego widziałem mnóstwo satelit na niebie w nocy i tak dalej, co też nie jest pewne nigdy, czy to aby na pewno jest satelita, ale tak sobie to zawsze tłumaczę. Tutaj to zjawisko, chciałem się tym podzielić i właściwie tyle w temacie.
[02:17:34] - Oczywiście to mógł być również balon meteorologiczny wysyłany gdzieś spod Poznania.
[02:17:42] - Jasne. Ja nie sonduję, co to mogło być aby na pewno, tylko po prostu snuję jakieś domysły i podejrzewam, że to jednak mogło być coś niezwykłego i nieziemskiego, skoro nigdy później już podobnej obserwacji nie miałem.
[02:18:04] - Być może strona pgu.poznan.pl też będzie dotyczyła UFO nad Wielkopolską.
[02:18:18] - Bez „prv”, tak?
[02:18:19] - Tutaj właśnie jeden ze słuchaczy na czacie podesłał jeszcze inny link: ufopoznan.blogspot.com.
[02:18:29] - Bo pgu.poznan.pl przenosi bezpośrednio na stronę główną Poznania. Spokojnie, tam sobie będę informacji szukał w międzyczasie. Tylko chciałem po prostu podzielić się tą obserwacją i ewentualnie zasięgnąć wiedzy, czy podobne zjawiska panom ktoś już opisywał, czy może osobiście widzieliście.
[02:18:48] - A może gdzieś ta strona Poznańskiej Grupy Ufologicznej jest zarchiwizowana w Internet Archive?
[02:18:54] - Jasne, może jest.
[02:18:54] - Można sprawdzić.
[02:18:56] - Będę szukał tam we własnym zakresie. Także nie zabieram więcej czasu. Dziękuję za możliwość podzielenia się tą obserwacją.
[02:19:03] - Dziękujemy bardzo.
[02:19:04] - Miłego wieczoru.
[02:19:05] - Dziękujemy nawzajem i życzymy oczywiście wciągającego i przyjemnego słuchania radia Paranormalium.
[02:19:11] - Dzięki również. Dobrej nocy.
[02:19:14] - Dzięki. A my na antenie przechodzimy do kolejnego pytania niezadanego, które właśnie za moment zadanym będzie. Brzmi ono tak: z programu o naszej gotowości na kontakt pochodzi pytanie: dlaczego mówi się, że po ogłoszeniu istnienia obcych zapanowałaby panika, skoro moim zdaniem nic by się nie stało? Dziesiątki ludzi po prostu jest obeznanych z prawdą. Nie sądzicie, że to nieco wyświechtany argument? Może tym razem pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[02:19:49] - Ja również uważam, że w tej chwili przy takim przygotowaniu, jakie nam firmy fantastyczne zorganizowały, w sumie niewiele by to się zmieniło. Byłaby krótka wzmianka i wszyscy po prostu odetchnęliby z ulgą. W końcu. Oczywiście byśmy czekali na lek na raka, ewentualnie jakieś super paliwo, które by zastąpiło benzynę i w krótkim czasie byśmy się zapewne dowiedzieli, że nie ma czegoś takiego jak ogólnie dostępny lek na raka, a paliwo musimy sobie sami wymyślić, bo oni latają na całkiem czymś innym, czego nie jesteśmy w stanie pojąć i po prostu nie jesteśmy w stanie tego odtworzyć. Więc w sumie nic by się nie zmieniło. W dalszym ciągu pojawiałyby się jakieś filmy takie czy owakie. Myślę, że w tej chwili jesteśmy przygotowani na to, a nic gorszego niż obecnie jakieś zaangażowanie wojenne i exodus dziwnych ludzi już nam za bardzo nie grozi, tak żebyśmy zniszczyli sami siebie.
[02:21:11] - Nie rozumiem w tej chwili tych obaw, o ile one jeszcze miały jakieś swoje umotywowanie w tradycji religijnej jakiejkolwiek, to w tej chwili religią stają się smartfony i miejsce kościołów zastąpiła telewizja i filmy. Więc w sumie nie jest to wielkie wyzwanie do tego, żeby świat miał się skończyć w tym momencie. Przeszlibyśmy do tego po prostu do porządku dziennego, by dróg nie blokowali i by dalej był prąd w gniazdkach. Dziękuję.
[02:21:59] - Krysie?
[02:22:01] - Ja się nie zgadzam z takim podejściem, bo oczywiście nikt nie padnie trupem ani nie oszaleje z tego, że gdzieś wyląduje UFO. Tak jak mówiłem niedawno, gorzej jeżeli zablokuje autostradę, a wszyscy jadą do roboty, się spieszą. To będzie problem największy, ale w tym wszystkim najważniejsze są implikacje czegoś takiego, co z tego wynika. I teraz zauważcie, że za każdym razem, jeżeli jest jakiś problem na Ziemi, na naszej planecie, jakikolwiek problem czy to z ludźmi, ze sprawiedliwością społeczną, z równością płci czy czymkolwiek innym, czy zagrożenie globalnym ociepleniem na przykład albo czymś jeszcze innym, uchodźcami. Sam już nie wiem, czym jeszcze. Wszystkim generalnie. Za każdym razem pojawia się ktoś, kto mówi: „Mam rozwiązanie tego problemu”. Pojawia się ktoś, przynajmniej wymaga się tego, żeby ci, którzy nami rządzą, kontrolują to, co my robimy, mieli rozwiązanie tego problemu. Co z tym dalej zrobić? Muszą oni pokazać, że są w stanie go kontrolować.
Jeżeli ktoś nam zagraża wojennie, my jesteśmy silni, zwarci, gotowi, odeprzemy atak i skopiemy mu tyłek. Za każdym razem będą ci ludzie, którzy mają odpowiedź na takie pytanie. Jaką odpowiedź mają na stwierdzenie, że wylądowało UFO? Jaka jest ich kontrola nad tym, że wylądowała cywilizacja pozaziemska? Żadna. Nie ma żadnej kontroli. Dlatego implikacje są ważne, ponieważ nie są w stanie kontrolować. Dlatego dopóki nie będą w stanie kontrolować, czyli na przykład nie zostanie zawarty jakiś układ, współpraca, kooperacja czy coś w tym rodzaju, nie będzie ujawnienia i nie będzie stwierdzenia, że istnieje życie pozaziemskie. Chyba że cel jest inny. Tak jak mówiłem wcześniej, będzie szybsze wprowadzenie globalizmu ze względu na takie typu zagrożenia, ale to również jest rozwiązanie, bo coś nam zagraża, więc musimy się zjednoczyć i tylko w takiej sytuacji to wszystko może funkcjonować.
Nie dlatego, że nas szokuje, bo oni mają pięć rąk i trzecie oko, które jeszcze na dodatek jakoś patrzy tak z ukosa. Tylko właśnie dlatego, że implikacje są ważne. Oczywiście są ważne ciągle implikacje religijne. Co to oznacza? Wyobraźmy sobie na przykład, gdyby ogłosić wszem i wobec, że mamy niezbite dowody na to, tak jak niezbitym dowodem będzie wylądowanie spodka, na przykład, że istnieje cywilizacja pozaziemska. Tak mamy na przykład niezbite dowody na to, że nie ma Boga. Co to oznacza? Nie ma grzechu, więc każdy może robić, co chce w tym momencie. Spójrzmy na inne implikacje. Dobrze, jesteśmy w epoce komputerów, smartfonów, internetu.
Nikt się takimi rzeczami nie przejmuje, ale pojawia się kompletnie inna wrażliwość. Pojawia się kompletnie inna seria zachowań. I na przykład widząc, że ludzie wierzą w płaską ziemię, mogę z łatwością sobie zbudować twierdzenie, że na przykład pojawi się ktoś, kto powie, że ja reprezentuję planetę Melmak i ja pochodzę z tamtej planety i jestem z nią w bliskim kontakcie. I dlatego ludzie nie słuchajcie tych wszystkich dookoła, bo my tu wiemy lepiej. My patrzymy ze spodka, my mamy technologię, my mamy cykawki, my mamy wszystko. I teraz coś takiego może sprawić również wiele zamieszania, więc niebezpieczne jest potwierdzenie czegoś takiego jak istnienie obcej cywilizacji, bo w telewizji nagle pojawi się jakieś któreś. Pojawi się na przykład albo na YouTubie taki Kaszpirowski i on powie, że ja jestem właśnie z innej planety albo jestem w bezpośrednim kontakcie, dlatego że już istnienie tej obcej cywilizacji zostało potwierdzone, więc równie dobrze on może być. I takich przykładów można by było mnożyć. Także to nie jest kwestia, że coś tak wygląda albo nie inaczej, czy jest takie czy inne, tylko kwestia implikacji. To jest najważniejsze.
Co się dalej z tym wiąże, że nie jesteśmy sami w kosmosie? A tego jest bardzo wiele, na każdym niemalże szczeblu. Dzięki.
[02:26:02] - Ale zobacz, że prawo w tej chwili nie ma nic wspólnego z zasadami religijnymi praktycznie jest skodyfikowane.
[02:26:09] - Ja już nie mówię, już odszedłem. Dałem tylko jeden przykład religijny. Nie chcę się grupować na religie. W tej chwili rzeczywiście religia jest zupełnie czymś innym. Jest to wiara w internet i w różne głupoty. Dlatego powiedziałem o płaskiej ziemi na przykład. Płaskoziemiści nie mają nic wspólnego z religią, a jednak są święcie przekonani w tą płaską ziemię. Wierzą w nią jak w religię, bronią ją. Czy globalni ociepleniowcy na przykład. To jest kolejna rzecz, to ci pokazuje.
To są te nowe religie, które się niechcący budują, takie rodzaje dziwacznych sekt, które nie są takie jak tradycyjne, bo mają inny kontakt ze względu na to, że mamy internet ze sobą. Także już odpuszczam te tradycyjne religie, chociaż to tylko my jesteśmy wyjątkowi w tych tradycyjnych religiach, że podchodzimy do nich z taką swobodą. Ale spójrz na islamistów. Czy on podejdzie ze swobodą? Nie, on nie podejdzie ze swobodą. On podejdzie z kałasznikowem i z rusznica przeciwpancerną.
[02:27:07] - Ze swobodą na pewno podszedł do Skype'a kolejny nasz słuchacz, pan Rafał. Witamy, jesteśmy już na antenie.
[02:27:14] - Dobry wieczór.
[02:27:15] - Dobry wieczór.
[02:27:15] - Mam takie jedno, może dwa pytania.Ostatnio co było o hybrydach, Chris opowiadał historię o kobiecie, która była niewidoma, a druga mieszkała razem z nią jako studentki.
[02:27:31] - Słynna historia Rachel. Dobrze kojarzę.
[02:27:35] - Tak. I tam jest jeden dowód w tej historii, który by udowodnił, że to była prawda. Dziewczyna, która studiowała, która wynajmowała to mieszkanie, była niewidoma, prawda?
[02:27:50] - Ona była legalnie niewidoma, co oznacza, że jej wzrok się bądź pogarszał, bądź polepszał. Były dni, kiedy widziała lepiej, mogła na przykład coś odczytać, a były dni, kiedy mroczność jasna ją kompletnie opanowywała. Stąd w Stanach jest taki termin: legalnie niewidomy.
[02:28:13] - Któryś słuchacz w komentarzu zgłaszał wątpliwości co do tego, jakim cudem ta niewidoma dziewczyna odczytała kartkę Rachel.
[02:28:25] - Na przykład doktor Russell Targ, słynny zdalny postrzegacz, jeden z tej grupy najsłynniejszych zdalnych postrzegaczy i człowiek, który stworzył wiele pomysłów technologicznych, między innymi budował części do wahadłowców. Doktor Russell Targ jest również legalnie niewidomy, ale prowadzi motor. Jeździ na motorze. Masakra mieć doktora Russella Targa gdzieś na motorze obok siebie albo jechać z nim na tylnym siodełku.
[02:28:56] - Zobacz, jakby to brzmiało. On wyprzedza, na przykład, ktoś do niego krzyczy: „Ślepy jesteś?”
[02:29:03] - Można tylko potwierdzić, pokazać kciuk w górę. Oczywiście. Także też ma te jazdy ze wzrokiem. Ma lepsze lub gorsze, ale legalnie jest uznawany jako niewidomy. Między innymi dzięki temu, jak dojrzy parking dla tych, którzy mają różne problemy.
[02:29:21] - Inwalidów.
[02:29:21] - Tak, inwalidów. Może jako niewidomy zaparkować, bo go dojrzał, prawda? Taki paradoks, ale to są kwestie prawne. Podobnie było z tą dziewczyną. Ona wzrok straciła przez cukrzycę. I to były dni gorsze i lepsze, że czasami widziała więcej, czasami nie widziała wcale. Na tym to polega.
[02:29:40] - Tak, ale na końcu historii podobno ona odzyskała ten wzrok.
[02:29:44] - W dużej mierze odzyskała wzrok. Nie było to tak, że widziała super i w 100%, że została wyleczona. Tylko w dużej mierze ten wzrok odzyskała i z punktu widzenia nawet medycyny lekarz nie potrafił tego wyjaśnić. Po prostu wydarzyło się.
[02:30:01] - To właśnie byłoby dowodem. To byłoby w papierach, zostało w lekarskich, że coś takiego się stało.
[02:30:07] - Oczywiście. I to jest. Te historie są badane i ostro krytykowane. Ten cały proces został przeprowadzony na temat tego wydarzenia.
[02:30:20] - A druga sprawa jest taka, chciałem zapytać właśnie Chrisa, czy oglądał „Czwarty stopień”? Film, który był o słynnej sprawie gdzieś w Alasce. Pojawiło się UFO i ludzie mieli problemy ze snem. Tam jeden gość był psychologiem, który zajmował się tymi ludźmi, ale niestety popełnił samobójstwo. Jego żona wróciła z innego stanu i też zajęła się tą sprawą. Tylko to był wtedy film, ale zrobiony na faktach autentycznych, bo były zdjęcia z filmu i zdjęcia z tego, co ten doktor nagrywał na kamerze z sesji, które prowadził.
[02:31:01] - Nie znam zupełnie filmu. Jestem troszkę zaskoczony, bo staram się być na bieżąco, ale sobie to z przyjemnością uzupełnię. Chcę tu też tylko dodać także to, że uzupełnianie historiami tak zwanymi dokumentalnymi jest ostatnio częstym zabiegiem. Upradawnadnia się dramatyczność różnych scen, pokazując dokumentalne fragmenty nakręcone właśnie z ręcznej kamery. To się wszystko zaczęło od filmu „The Blair Witch Project”, kiedy po zakończeniu tego filmu i kiedy włosy jeszcze stały dęba i nie można było złapać oddechu, człowiek się zastanawiał, czy rzeczywiście ktoś znalazł kamerę z takim zapisem, czy jest to film fabularny. Później okazało się, że jest to tylko udramatyzowanie, żeby podkreślić autentyczność, bo to, co autentyczne, działa bardzo mocno. Dlatego na przykład J.J. Abrams, znany reżyser amerykański, jest znany właśnie z tego typu zabiegów, że on dodatkowo tworzy wydarzenia w taki sposób, żeby zostały opowiedziane przez mainstream media dla ludzi i żeby w ten sposób powoli przygotowywać ludzi i zapowiadać nowy film, który nakręca. Także nie mówię, że to jest akurat nieprawda, bo się przyznałem, że filmu nie znam i z przyjemnością znajdę i obejrzę, ale mogli również zrobić taki zabieg w tym filmie.
[02:32:31] - Bo w tym filmie doktorce ci obcy porwali córkę i ona na końcu tego filmu siedzi na wózku inwalidzkim i rozmawia z reporterem. Ciekawy jestem, może coś, Chris, wiesz więcej o tej sprawie, bo to była podobno na faktach autentycznych ostra sprawa w Kanadzie. Nie w Kanadzie, tylko to było na Alasce, w jakimś małym miasteczku na Alasce były te porwania. I ci obcy, z tego filmu wynikało, że to obcy to byli Annunaki niby. Oni wspólny język sobie nawiązali. Tylko trzeba było człowieka wprowadzać w hipnozę i on wtedy z nimi rozmawiał w tym ich starym języku, co te tabliczki były znalezione. Nie wiadomo, czy to było na faktach autentycznych te ujęcia kamery, czy nie, bo to na jedynym ujęciu kamery z radiowozu jest ujęcie od stateku kosmicznego.
[02:33:19] - Jest również film taki o inwazji obcych w Meksyku
[02:33:23] - Gdzie też są właśnie. Udaje, że jest to z ręcznej kamery, że są to elementy dokumentalne.
[02:33:32] - Tak, to było kręcone chyba w 2000 roku. Ten film jest stary.
[02:33:37] - Jak widać, tego typu efekty zawsze działają, dlatego równie dobrze może to być zabieg tego typu. Ale tak jak mówię, filmu nie znam. Wygląda ciekawie. Poszukam. Dziękuję.
[02:33:50] - Polecam. „Czwarty stopień” nazywa się tytuł.
[02:33:53] - Zapisałem.
[02:33:55] - Dziękuję bardzo. Dobranoc.
[02:33:57] - Dziękujemy również. Dobranoc. Może przejdziemy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań jeszcze niezadanych. Pytanie numer pięć brzmi następująco: z debaty o okaleczeniach. Jakie konkretnie cele mogą mieć obcy porywający wnętrzności ze zwierząt? Co mogą z nimi robić? Nie do końca rozumiem, co Chris chciał powiedzieć przez swoją teorię, że obcy potrzebują czegoś w rodzaju iskry życia. Właśnie Chrisa poprosimy jako pierwszego o zabranie głosu w tym temacie. Chrisie?
[02:34:30] - Nie było to nic skomplikowanego. To, co miałem na myśli, rozmawialiśmy o hybrydach, więc z hybrydami kojarzy nam się wiele sytuacji. Między innymi kojarzą nam się te zbiorniki z płynem fizjologicznym, w którym taka hybryda dojrzewa. Widzieliśmy je na filmach. Było to w „X-Files” pokazane. Takie akwaria, gdzie sobie dorastała hybryda przypominająca ludzką postać. Wszystkie składniki potrzebne do życia uzyskiwała z tego płynu fizjologicznego, w którym ona żyła i dojrzewała. Zresztą spójrzmy, ludzkie dziecko również w podobny sposób dorasta. Oczywiście kobieta jest wówczas w ciąży i podobieństwo już na tym się kończy, ale między innymi dokarmianie polega właśnie przez dostarczanie odpowiednich płynów fizjologicznych, odpowiednich enzymów, składników, wszystkiego, co jest potrzebne. Praktycznie takie nienarodzone dziecko i w tym przypadku, kiedy żyje w tanku nienarodzona hybryda, potrzebują tych właśnie sił witalnych do tego, żeby móc dalej funkcjonować i rozwijać się aż do momentu, kiedy będzie gotowa do tego, żeby móc pojawić się w świecie zewnętrznym.
Próbowałem skojarzyć to, co nie znaczy, że koniecznie tak jest, ale zdrowy rozsądek, tutaj wręcz chłopski rozum podpowiada, że jeżeli popatrzymy na dzikie zwierzęta, na przykład na lwa, który rozszarpuje antylopę, pierwsze, do czego on się dobiera, to do podrobów, do wątroby, do serca, do trzustki. Pierwsze to wyżera. Ciekawe jest dlaczego. Okazuje się, że odpowiedź jest prosta. Dlatego, że te wszystkie podzespoły, że tak je nazwę, posiadają w sobie już przerobione substancje gotowe do zaabsorbowania przez organizm, więc posiadają najrozmaitsze enzymy, posiadają wszelkiego rodzaju witaminy, składniki, proteiny, wszystko, co jest potrzebne do życia. Ponieważ tam się to tworzy, jest ekspediowane do ciała, w związku z tym jest to gotowe do wykorzystania. Szybko się absorbuje, więc lew zjada najpierw to dlatego, że wszystko co najlepsze jest właśnie w tym. Dlatego szkoda mi ludzi, którzy nie lubią wątróbki, choć dziś o prawdziwą wątróbkę już bardzo trudno jest, ale ciągle można dostać. Paskudni obcy porywają krowy albo nie porywają, jeszcze na pastwisku wydobywają różne te podroby, tak jak to nazwał, wnętrzności czy coś. Być może w tym właśnie celu, aby uzyskać tego typu substancje, żeby po prostu dokonać ekstrakcji ich w swoich warunkach laboratoryjnych, łącznie na przykład z bakteriami w jelitach czy innymi elementami, które im są potrzebne do tego, aby ta hybryda mogła funkcjonować.
To było powiedziane przy tej okazji, ponieważ rozważaliśmy rozmaite scenariusze i tak to wtedy widziałem. Stąd ta właśnie iskra życia, bo to właśnie ten składnik, który jest potrzebny tej hybrydzie, żeby przeżyła, potrzebny jest on z Ziemi, jest przynoszony w tej właśnie formie i dzięki temu może nastąpić połączenie ciała istoty pozaziemskiej z hybrydą, czyli z tym fragmentem i stworzenie hybrydy poprzez dołączenie elementu ludzkiego do tego wszystkiego. Trzeba to jakoś odpalić i jakoś wyżywić. Dziękuję.
[02:38:08] - Czyli w sumie robienie pasztetu do jedzenia, bardzo pożywnego.
[02:38:17] - Coś w tym rodzaju, jak pastylek witaminowych, jak kroplówki na przykład, która dostarcza czegoś i wzmacnia organizm. Trudno mi porównać to do czegoś. Coś, co po prostu wpływa, daje możliwość utrzymania czegoś przy życiu w formie jak najlepiej przyswajalnej, a w tej właśnie formie doskonale przyswajalnej wszystkie tego typu składniki znajdują się w wątrobie na przykład.
[02:38:42] - Tak jak mówiłeś również wcześniej, zajmują się tym obcy od wieków. Zawsze wszystkie ofiary to były przede wszystkim wnętrzności zwierząt.
[02:38:55] - Tak, dokładnie. Czyż to nie jest dziwne? I krew, olbrzymia rola krwi w tym wszystkim.
[02:39:02] - I wszystkie rytuały związane na przykład Indian południowoamerykańskich, które tam były zastygłą epoką kamienną, też się kręciły wokół krwi, wokół serca i podrobów, że to właśnie ten bóg słońce tego potrzebuje, więc to mu chciano dać.
[02:39:24] - Na każdej mszy mamy taką ofiarę ludzką składaną. Mszy katolickiej, kiedy jestCiało i krew. W formie symbolicznej oczywiście, ale niemniej jednak. Niemniej jednak jest to nazwane po imieniu, z czym mamy do czynienia.
[02:39:38] - Posłuchać tego z boku, nie znając historii tworzenia religii, to wychodziłoby na to, że wszyscy katolicy stają się w tym momencie, chociażby symbolicznie, kanibalami.
[02:39:51] - Kanibalami oczywiście. To znaczy, że ja w takich moich latach młodości byłem tym, który dokonywał prześladowań takiego bydła, bo lubiłem się napić byczej krwi. Nie wiem, czy ktoś pamięta Egri Bikaver w tamtych czasach. Czy bycza krew.
[02:40:13] - W takich czarnych butelkach?
[02:40:14] - W czarnych takich butelkach.
[02:40:17] - No.
[02:40:19] - To było pierwsze węgierskie słowo, jakie poznałem. I chyba ostatnie.
[02:40:27] - Nie ma Marka, może więc przejdziemy do następnego tajnego pytania.
[02:40:34] - Przejdziemy. Jeszcze à propos węgierskich słów. Odkryłem zupełnie niedawno, pewnie wszyscy to wiedzą od dawna, ale polskie słowo „kapusta” po węgiersku to jest „káposzta”. Jest to to samo słowo, tak że węgierski jest easy. „Buroki” to nie jest to samo słowo.
[02:40:49] - To wiemy skąd mamy kapustę, skąd przyszła do nas do Polski kapusta.
[02:40:53] - Podobnie paprykarz. Paprykarz to jest dokładnie ta sama nazwa potrawy, tak samo brzmi po węgiersku. Tak że papryka jest słowem węgierskim. Ale to już nie przyszło z innego świata na statku kosmicznym, tylko pewnie z królem Batorym. Albo może jeszcze wcześniej.
[02:41:12] - Może jeszcze wcześniej.
[02:41:12] - A jakie masz pytania?
[02:41:17] - Mam tutaj pytania. I pytanie z debaty o technologii UFO. Pochodzi pytanie: co powiecie o teorii, że obiekty UFO to przede wszystkim pojazdy przeznaczone do poruszania się pod wodą albo pod ziemią, a nie w przestrzeni powietrznej? Czy to według was jest możliwe?
[02:41:35] - Ciekawe komu zadasz to pytanie. Jeszcze musisz wybrać.
[02:41:39] - Skoro ja czytam, więc zadaję tobie.
[02:41:43] - Myślałem, że cię zmylę trochę i zadasz sam sobie to pytanie.
[02:41:48] - Sam sobie, nie.
[02:41:49] - Widzisz, unikałem jak mogłem. Już schodziłem temat na kapustę, bo ja nie bardzo wiem, jak mam rozumieć to pytanie. Że one wolą lepiej pod wodą albo pod ziemią niż w przestrzeni powietrznej. Nie wiadomo czy wolą. Zwłaszcza że w przestrzeni powietrznej pojawia się ich cała masa. Jakby woleli, to jakby się w końcu nauczyli tylko zasuwać pod wodą, to już byśmy ich nie zobaczyli. A ciągle są obserwacje dokonywane. Być może są to po prostu rozmaite obiekty, w rozmaity sposób poruszają się w rozmaitej przestrzeni i poruszają się tu czy tam. Ale że wolą, że mają takie preferencje, żeby się poruszać pod wodą czy pod ziemią? Wydaje się niekiedy, że nie mają problemu z czymkolwiek do poruszania się, żadną substancją.
Często kiedy pędzą, znikają, jakby na przykład prędkość podświetlną nagle nabierały, bo znikają z pola widzenia. Może po prostu przechodzą do innego wymiaru. Tak naprawdę niewiele wiemy o ich pojazdach kosmicznych, dlatego trudno mi się jest wypowiedzieć na to pytanie bez porządnej szklanki Egri Bikaver.
[02:43:03] - Ja myślę, że one nie mają problemu. Przede wszystkim one nie są aerodynamiczne i nie mają problemu z tym, żeby taką samą prędkość rozwinąć zarówno pod wodą, jak i nad wodą.
[02:43:22] - Dokładnie.
[02:43:23] - Nie wiem, czy zdarza się, że ktoś widział je pod ziemią. Być może, ale tam część tuneli jakichś jest, które mają jakąś, tak przynajmniej zapewniał Daniken, gładką strukturę na tyle, że wyglądają jakby były zrobione sztucznie. Być może, że po przełacie czegoś takiego.
[02:43:47] - Nikt tego nie znalazł niestety nigdy.
[02:43:50] - Nikt tego nie znalazł. Dokładnie. Więc nie wiem czy-
[02:43:53] - Ale wiesz, że przeczytałem o tym właśnie wtedy w tej pierwszej książce Danikena, jaką kiedykolwiek sobie kupiłem wtedy w tej księgarni, co po kościele mnie ojciec zawlókł do kościoła. To właśnie ta informacja i co ciekawe, to też jedna z tych, która bardzo mocno podziałała mi na wyobraźnię. Takie tunele istnieją. Później okazało się, że nie ma takich tuneli, nikt ich jeszcze nie odnalazł, ale odnaleziono na przykład tunele w południowej Afryce. Teraz nie wiemy, dokąd prowadzą tunele pod wielkimi piramidami, pod Wielką Piramidą w Gizie. Z kolei największą jaskinią w Stanach, zdaje się nazywa się Mammoth Cave i ta jaskinia ma znanych korytarzy ponad 300 mil. To jest 500 kilometrów i nikt nie doszedł do końca, dlatego że to jest praktycznie cała wyprawa. Po prostu trzeba budować stacje po drodze, zostawiać jedzenie i wędrować dalej, żeby poznawać, dokąd prowadzą te korytarze. Nikt nie wie, dokąd one prowadzą. Nie ma na razie sposobu, żeby to sprawdzić.
Tylko że znów wyobrazić sobie statek kosmiczny, który pędzi takimi korytarzami. One się ścieśniają, zwężają, w stalaktyta można przywalić szybę sobie przednią, porysować, gumę złapać na stalagmicie czy coś. I dlatego to pytanie mi jest takie niewygodne. Chyba że jest Egri Bikaver.
[02:45:21] - Poza tym jak drzwi otworzyć, jak się leci i się zatną, to także byłoby trochę ciężko. Ale mimo wszystko latają z taką samą prędkością pod wodą, latają z taką samą prędkością mniej więcejNad wodą. Latają w bliskim kosmosie i latają z różnymi prędkościami i skręcają pod kątem prostym albo jeszcze większym, czyli mniejszym. Poza tym są jeszcze widoczne tylko dla niektórych osób. Tak jak mówiłeś o tej rodzinie, która wyszła i oni jako jedyni widzieli, natomiast wszyscy sąsiedzi dookoła nie widzieli nic. Czyli taka sytuacja jest możliwa tylko wtedy, kiedy zamknęłoby się dookoła tego statku pole grawitacyjne, które powoduje, że tak jak jest ta współczesna technologia maskowania, pomysł na nią, że jest widoczne to, co jest za obiektem, a nie sam obiekt. I właśnie światło w jakiś sposób jest uginane dookoła tego obiektu. To być może w jakiś sposób tłumaczyłoby to, że są widoczne tylko przez niektórych i tylko w niektórych punktach. Co dalej to nie wiem.
[02:46:53] - Wiesz co, może powiemy i Veliosowi, że nam pytań zabrakło i że już koniec audycji.
[02:46:58] - Nie zabrakło, panowie, nic nie zabrakło. Ja tu jeszcze mam kilka pytań zadanych.
[02:47:02] - Zorientował się.
[02:47:04] - A kolejne pytanie niezadane, które za chwilę uroczyście zadanym będzie, brzmi następująco: z debaty o WikiLeaks i prezydentach. Co dalej z postępem projektu Disclosure? Czy publikacja filmu „Serious? Are You Serious?" nie zaszkodziła Greerowi? Szczerze? Dla mnie to była jakaś podpucha albo chęć wyciągnięcia pieniędzy. Co panowie sądzicie na ten temat? Może pierwszy Chris. Chrisie?
[02:47:31] - A ja się pytam dlatego Szczerego, nie wiem kto to jest, ale dlaczego podpucha? Dlaczego wyciągnięcie pieniędzy? Czy ktoś chciał wyciągnąć pieniądze od Szczerego? Ja nie rozumiem, dlaczego ktoś tak myśli. Przecież w filmie, zresztą świetnym, nie pada ani jedno słowo na temat tego, że ktoś chce pieniędzy od kogoś albo chce zrobić jakieś podpuchy. Jeżeli przyjrzeć się projektowi Disclosure, jeżeli przyjrzeć się całemu procesowi ujawnienia, jakie następuje w świecie, widać jak wiele problemów ten proces zatrzymuje. Jak widać, bo rozmawialiśmy dziś o tym wcześniej, nie ma co liczyć na polityków. Nie zrobią tego. Za każdym razem łudzimy się. Nie zrobią tego, nie pokazują wszystkich dokumentów, jakie mają do dyspozycji.
Za każdym razem łudzą nas czymś, troszkę nam sugerują, podpalają nas i to nie wychodzi. Steve Basset niestety przejechał się na swoich pomysłach. Co jakiś czas próbuje zrobić coś, zorganizować jakiś proces ujawnienia. Do niego nie dochodzi. Więc co mamy do dyspozycji? Możemy, tak jak mówiłem wcześniej, przestać zwracać uwagę na tych wszystkich, którzy nami rządzą, którym wydaje się, że są lepsi od nas. Możemy zrobić to ujawnienie dla samych siebie i o czymś takim, i coś takiego chce zrobić doktor Greer. I myślę, że jakimkolwiek człowiekiem by nie był, bo troszeczkę ma spore ego, ale mnie to jego ego nie przeszkadza, bo myślę, że wynika to z jego własnego doświadczenia życiowego. Robi to jako jedyny w miarę skutecznie. Jako jedyny stworzył naprawdę potężny ruch międzynarodowy.
W wielu krajach na całym świecie są ludzie, którzy funkcjonują w tym jego CSETI, w tej jego organizacji, która szuka sposobu na ujawnienie i myślę, że ma najlepsze efekty. Doktor Greer zgromadził ponad 200 filmów wykonanych w jego obecności w momencie, kiedy pojawiło się UFO. To jest 200 filmów. Nikt się nie może czymś takim pochwalić. Z kolei to są też tysiące obserwacji w momencie, kiedy nikt nie filmował. Wiele autorytetów w ufologii współpracuje z Greerem. Dlatego myślę, że jest to właściwa w tej chwili osoba, jedyna osoba, której działania nie zostały storpedowane, a mogły być. Bo przecież kiedy parę lat temu Greer i jego współpracownicy doszli do wniosku, że pora jest zadać ten ostateczny cios, ten establishment. Zadać ten cios i wreszcie powiedzieć światu, że istoty pozaziemskie istnieją i nie ma co do tego wątpliwości. I zaczęto się przygotowywać, bardzo dobrze zresztą, do takiego oświadczenia i to w taki sposób, ażeby i rządzący tym światem, i media musiały się wypowiedzieć i zająć stanowisko.
A dowody były przytłaczające i nadal są przytłaczające, że istnieją i że istnieje życie pozaziemskie. To co się stało? Nagle okazało się, że ci wszyscy whistleblowerzy, którzy przekazywali informacje na przykład z laboratoriów, przekazywali informacje z wojska, nagle zaczęli ginąć jeden po drugim. Jeden się utopił w Potomaku, inny popełnił samobójstwo, inny padł na serce. I jakby tego było mało, cała ta grupa ścisłych współpracowników doktora Greera, łącznie z nim samym, nagle w magiczny sposób zachorowała na raka. Wszyscy jego ludzie zmarli oprócz niego. Wszyscy. Co do jednej osoby. Wszyscy zmarli. Chyba to jest dobra nauczka i to jest dobry telegram, mocny telegram dla kogoś, kto zajmuje się ujawnieniem.
I ten ktoś tu mówi, że to jest podpucha. Na tej podstawie nie rozumiem. Dlatego, że gdyby był jakiś lepszy wybór, lepsza alternatywa, byłby ktoś inny, jakiś inny ruch, jakaś inna organizacja, która miałaby przynajmniej podobne, zbliżone efekty, inną koncepcję, lepszą, która nie byłaby dla zapytającego podpuchą, to może rzeczywiście miałoby to sens, bo mielibyśmy wybór. Natomiast w obecnej sytuacji nie mamy za bardzo wyboru. Doktor GreerZ punktu widzenia samego siebie i własnego życia to nie jest gwiazdor jak Owsiak, że jego firma czy firma jego żony Żabka, czy inna coś zarabia fortunę. Nie, przecież on żyje tak skromnie, jak żył do tej pory. Nie rozbija się luksusowymi samochodami, jest poświęcony samej idei. Jest nieco zakręcony. Jest dla wielu ludzi zakręcony z tego powodu, że obawiają się jego metodologii, jaką stosuje do tego, aby móc wejść w interakcję z istotami pozaziemskimi. Bo my przez nasz sposób wychowania w szkole przede wszystkim i przez to, czym nasiąkamy, wierzymy, święcie jesteśmy przekonani, jest to częścią wręcz integralną nas samych, że wszystko musi być przełożone na technologię.
Musimy mieć cykawkę i radyjko, i wtedy się połączymy. Słuchaweczki na uszy i łączymy się radarkiem czy inną antenką. Łączymy się z pojazdem pozaziemskim i już będziemy z niego nadawać i będziemy rozmawiać sobie z nimi. Natomiast to, co zrozumiał Greer, zrozumiał w momencie, kiedy zaczął medytować. Okazało się, że sposób komunikowania się ze wszechświatem wręcz w stanie medytacji jest zupełnie inny niż w stanie świadomym z użyciem tej właśnie technologii. Okazuje się, że w przypadku jego spotkań niemalże za każdym razem, kiedy ma spotkania, gdzie uczestniczy w nich czasami kilkaset osób, za każdym razem pojawia się UFO i to wiele przykładów. Wiele tego UFO się pojawia, dziwnych obiektów, które pojawiają się gdzieś na niebie, budują formacje. One po prostu są i są one rejestrowane przez ludzi. I tak dzieje się za każdym razem. Nie od czasu do czasu.
Za każdym razem, kiedy Greer zwołuje takie spotkanie. Ale to, co on robi, on po prostu nawołuje ludzi do wspólnej medytacji. Jeżeli ta medytacja jest w stanie osiągnąć rzeczywiście jakiś punkt energetyczny, jakiś moment, który umożliwia taki kontakt, to UFO, to coś pojawia się. I co ciekawe, na tych filmikach jeszcze można zobaczyć, to jest to, że w momencie, kiedy pojawia się jakieś światło na niebie, które porusza się w sposób inny niż cała reszta ciał niebieskich, wyraźnie pokazuje, że jakaś inteligentna siła steruje takim światłem. Natychmiast za chwilę pojawia się myśliwiec. Myśliwiec, który ściga takie światło. Po chwili ścigania światło po prostu znika, myśliwiec odlatuje. Także te historie się powtarzają ciągle i za każdym razem. I dlatego ta metoda, poprzez medytację przeszkadza tym badaczom UFO, którzy na wszystko muszą mieć mierniczki i kabelki, żeby móc to pojąć, zrozumieć i zaakceptować. I to jest taka walka wewnętrzna w ufologii, którą niestety szarpią najrozmaitsze siły we wszystkie strony, rozwalając ją na strzępy.
Dlatego my dla reszty świata jesteśmy groteskowi, wierząc w coś takiego jak UFO. Marnujemy po prostu swój czas i nic z tego tak naprawdę nie wynika, dlatego, że wojujemy ze sobą przede wszystkim. I dlatego właśnie to zdanie o Greerze jest takie, mieszane są uczucia wśród ludzi. Natomiast ten człowiek nie zrobił nic do tej pory, co by można mu było zarzucić jakiś ciężki grzech. Oprócz tego, że jego ego jest, ale myślę, że jego ego zbudowały właśnie jego doświadczenia. To, że stracił żonę, stracił wszystkich najbliższych swoich współpracowników w taki właśnie, a nie inny sposób. Myślę, że nawet jeżeli nie akceptuje się jego wizji ujawnienia, warto to przynajmniej z życzliwością obserwować, bo doprowadza to do jakichś efektów. Daje to coś, po prostu daje coś, co jest wymierne. Możemy to zobaczyć właśnie w postaci filmów. Może przy tej okazji w takim razie, bo się rozgaduję.
Mam nadzieję, że się Arek na mnie nie obrazi.
[02:55:58] - Nie, słucham z napięciem, bo bądź co bądź jesteś najbliżej tego, masz najlepsze...
[02:56:04] - Nie mam najlepsze, każdy ma taki sam dostęp. Nie mam najlepszego spojrzenia, ale dzięki za komplement. Fajnie, że słuchasz, bo właśnie przy tej okazji mówimy o doktorze Greerze, bo właśnie jedną z takich najbardziej kontrowersyjnych rzeczy, jaka się kojarzy z doktorem Greerem, to jest ten humanoid, który został znaleziony podobno na pustyni Atakama i jest to stworzenie przypominające człowieka, tylko że bardzo niewielkie. Ma ono mniej więcej 18 centymetrów wysokości, więc taki liliput proporcjonalnie zbudowany z wydłużoną czaszką. Znaleziony na pustyni Atakama, więc pasuje do tej właśnie koncepcji wydłużonych czaszek, ale wygląda nieco groteskowo, kiedy popatrzy się na zdjęcia tego stworzenia, tego wyschniętego szkieletu. Wydaje się, że musi to być ściema. Nie ma mowy. I to też może zirytować. I bardzo często taki pierwszy rzut oka i ten brak cierpliwości niestety psuje to nasze podejście do wszystkiego, do tego typu znalezisk. Po prostu nie mieści nam się w głowie, żeby takie stworzenie w ogóle mogło żyć i funkcjonować.
Doktor Greer zaniósł to stworzenie do Caltech i do Stanford University. To są dwie uczelnie, które są jednymi z najlepszych politechnik, jak nie najlepszymi obok MIT w Stanach Zjednoczonych. On tam to stworzenie zaniósł i zlecił za pieniądze przeprowadzenie badań. Oczywiście to wciągnęło troszkę tych badaczy, których uwikłał w to, zwłaszcza człowieka, który się nazywa Gary Nolan, który przyjął to zamówienie. Niestety chciał sobie na boku zarobić parę pieniędzy i wydawało mu się, że takie badanie nie potrwa długo. Bardzo szybko znajdą, że coś jest nie tak z takim kuriozalnym i absurdalnym znaleziskiemNagle okazało się, że nie ma żadnej ściemy, że ten wysuszony szkielet jest czymś absolutnie realnym, że absolutnie jest to postać humanoidalna, która kiedyś żyła, oddychała. Na dodatek nie jest to żaden wypluty embrion czy coś takiego. Jest to istotka, która miała, zanim zmarła, co najmniej sześć lat życia, czyli spory czas. Zaczęto przeprowadzać sekwencje genetyczne i okazało się, że ta istota jest bliżej do nas jako Homo sapiens niż szympans. A wiemy, szympans to jest 98% podobieństwa do nas, a ona jest jeszcze bliżej.
Ma natomiast duże różnice genetyczne. Doktor Nolan tego typu badania przeniósł także do innych instytucji naukowych po to, żeby mieć świeże i krytyczne spojrzenie na ten temat. On sam mówi, że mówić mu na ten temat jest bardzo trudno, ponieważ tym samym może sam sobie jako naukowiec wyrządzić krzywdę, że wiele rzeczy nie jest w stanie powiedzieć publicznie, nie jest w stanie powiedzieć wprost, nazwać chociażby tego po imieniu. Ale to, co powiedział, to jest to, że ta istota była, żyła i jest blisko związana z człowiekiem, aczkolwiek różnice genetyczne między człowiekiem są duże i wyraźne i wszystko jest na papierze. Jest to wszystko zrobione w najlepszych instytutach naukowych. Jest to znalezisko Greera, więc jest to następny element. Następna rzecz, której się nie nagłaśnia, o której się nic właściwie nie mówi w mediach, a gdzie efekt badań przeprowadzonych przez elitarnych naukowców jest sensacyjny. Absolutnie sensacyjny. Powinno być to wszędzie, w każdych mediach. Nie ma tego nigdzie, więc to też nam pokazuje, czym są i po co są te wszystkie media, które nami sterują.
Są właśnie po to, żeby nas tylko i wyłącznie kontrolować. Informacji one nie przekazują żadnych. Także trochę się rozgadałem, ale chciałbym trochę obronić Greera i jego ruch i ludzi z nim związanych, że nie jest to tylko Hare Kryszna i śpiewanie mantr i medytacja i kwiat lotosu, ale jest jeszcze konkretna naukowa robota, jaka się za tym kryje i konkretne dane w postaci właśnie na przykład filmów. Dziękuję. Arku?
[03:00:25] - Tutaj akurat nic nie można dodać więcej ponad to, co powiedział Chris. Z drugiej strony chyba nie znam osoby, która by się dorobiła jakichś olbrzymich pieniędzy, za które warto by było tracić reputację i zyskać miano jakiegoś ufologa, że tak powiem, a nikt na tym się pieniędzy nie dorobił, więc tutaj jakiejś chęci wyciągnięcia pieniędzy nie widzę. Gdyby Greer pracował, z tego, co pamiętam, chyba był dentystą. Gdyby pracował skrupulatnie w swoim zawodzie, na pewno by miał, jeżeli chodzi o stronę materialną, więcej.
[03:01:11] - Oczywiście. Lekarze są obok prawników. Zrzutka była na film. Na film „Sirius”. Ten, który jest w pytaniu zadany. Film powstał dzięki crowdfunding, czyli była jakaś zrzutka. Ja się nie dorzuciłem. Reżyserem filmu jest reżyser z Bollywood. Zresztą się Kaleka nazywa, dlatego zapamiętałem. Dlatego jest z Bollywood, bo był tańszy niż amerykański reżyser, co nie znaczy, że był zły.
Oni tam potrafią składać film dobrze do siebie. Chodziło o to, żeby opowieść, która została stworzona, była pokazana profesjonalnie. Często oglądamy te filmiki na YouTubie i one są strasznie toporne. Nie ma w nich wątku, nie ma linii harmonijnej opowieści tego, co się dzieje na ekranie. Trzeba do tego środków. A on chciał pokazać ludzi, historię, całą tą sytuację i potrzebna mu była ekipa filmowa, która z nim jeździła w różne miejsca, a potem na koniec stworzyła cały ten właśnie film. Na to potrzebował pieniędzy, na to pieniędzy nie miał i dlatego zrobił crowdfunding. Jeżeli ktoś uważa, że dzięki temu chciał się w jakiś sposób wzbogacić, to myślę, że to jest trochę przesada. Faktem jest, że masz rację Arku, na doktorstwie na zębach dorobił się lepiej niż na tym całym UFO, bo lekarze są obok prawników jedną z najbardziej zarabiających grup społecznych w Stanach. W Stanach zdrowie to jest biznes, dlatego leku na raka się nie produkuje, bo teraz zarabia się najwięcej.
Nie daj Boże wyleczyliby i by się skończyły wielkie zarobki.
[03:03:00] - Inną sprawą jest, wszyscy ci, którzy współpracują w tym programie, wypowiadają się jasno zarówno o swoich obserwacjach, czy o tym, że pracowali w agencjach rządowych i stykali się z problemem UFO. Teraz naprawdę trzeba dużej odwagi, żeby wystąpić. Czyli trzeba jakiejś osoby, która na tyle skutecznie potrafi przekonać co do wartości, jakimi się człowiek kieruje, żeby móc wyjść na jakiekolwiek forum i powiedzieć, że faktycznie ja pracowałem tam i tam tyle lat, miałem z tym i z tym kontakt i przysięgnę to pod kongresie i tak dalej. Potrzeba bardzo dużej odwagi osobistej. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że osoba, która zadaje to pytanie, chowa się w sumie za nickiem, czyli nie wiemy, kim jest.
[03:04:08] - Wiele osób tam też jest, które podają siebie z imienia i nazwiska i od razu też mówią, że zdają sobie sprawę, że są klaunami w oczach swoich pracodawców, w oczach swoich bliskich są szaleńcami. Wiele osób stawia swoją karierę i swoje życie, spokojne życie, które mogliby prowadzić, stawia pod dużym zagrożeniem ze względu właśnie na uwikłanie się. Dlatego tak mnie to zirytowało, że ktoś mówi szczerze, że to jest podpucha dla niego. To ja nie wiem, co to dla niego jest nie podpucha. W jaki sposób ten ktoś wyobraża sobie, żebyŻeby jemu przedstawić ten materiał, czy przeprowadzić ujawnienie w jakiś inny, lepszy sposób. W takim razie to jest szansa dla tego Szczerego, żeby teraz wziął to na siebie.
[03:04:54] - Polskie realia. Gdyby jakikolwiek poseł, który w tej chwili w naszym narodowym cyrku występuje, powiedział nawet to, że on widział taką obserwację i wystosuje w tym momencie pytanie do szefa MON, czy Wojsko Polskie coś takiego rejestruje i czy ma jakieś pytania w zakresie UFO od obywateli i on to będzie ciągnął dalej. Czy znalazłby się odważny taki poseł, który by to powiedział? Wszystkie media by miały z niego taką radochę, że hej. Oczywiście byłby bardzo popularny, ale nie w tym kierunku. Tyle. Naprawdę, tak jak mówię, trzeba bardzo dużej odwagi.
[03:05:37] - Lepper powiedział, że widział UFO czy Talibów w Klewkach. Tak, Klewki to były. Wszyscy się z niego śmiali, a potem okazało się, że Talibowie rzeczywiście lądowali w Klewkach.
[03:05:49] - Faktycznie byli.
[03:05:51] - Ale zniszczono go politycznie. Ośmieszono go kompletnie jako człowieka, który był niewart zaufania kogokolwiek. Wszyscy patrzyli na niego z pogardą. A dziś, kiedy się słucha tego, co mówił i porówna się do tego, co jest, to aż się ma gęsią skórkę.
[03:06:07] - Nie wszyscy. Na przykład jego plany dotyczące obliczania dochodu narodowego, że trzeba to wliczyć i tamto wliczyć. Na początku zostało to wyśmiane, a później, w tej chwili to jest normalnie wliczane do naszego dochodu narodowego. Tak jak mówił Lepper. To tak bywa.
[03:06:35] - No właśnie.
[03:06:37] - Słuchacie państwo kolejnej debaty ufologicznej online. Dziś pytanie niezadane, a więc poszukujemy odpowiedzi na pytania, które jeszcze nie doczekały się odpowiedzi w trakcie naszych poprzednich debat. Tak, wiemy, nasze debaty trwają po trzy, cztery, czasem pięć godzin, ale niestety nawet mimo tak długiego czasu trwania, czasami na niektóre pytania nie wystarcza czasem czasu, że tak powiem, i dlatego czasami musimy robić takie debaty z pytaniami niezadanymi, aby znalazły one wreszcie swoją odpowiedź. A kolejne pytanie pochodzi z debaty o nauczycielach z kosmosu. Co sądzicie o związkach obcych z budową piramidy Cheopsa? Czy są na ten temat jakieś konkretne przesłanki, czy to tylko teoria spiskowa? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku?
[03:07:35] - Należałoby zacząć od tego, żeby umiejscowić w czasie piramidę Cheopsa. Według wszelkich archeologicznych dociekań i tego typu rzeczy mówi się, że powstała dwa i pół tysiąca lat temu. Zbudował ją lud Egiptu kierowany przez faraona i budowali ją przez 25 lat maksymalnie. Jeżeli się przyjrzymy tej piramidzie, jest to jedna z takich budowli, budowla doskonała. Dlaczego? Dlatego, że wpisuje się, można w niej znaleźć wpisane wszystkie wymiary. Zarówno liczbę pi, której nie mogli znać jeszcze Egipcjanie, liczbę fi, o której też nie mogli mieć pojęcia nawet. Na szczycie piramidy znajdował się piramidon, który był dokładnie wysokości jednego metra, a więc miał powiązania z obwodem Ziemi. Jej wysokość piramidy też jest związana z odległością od Księżyca. Te wszystkie obliczenia, jakie do tego potrzebne by były, nie powinny być znane Egipcjanom.
Nie mogło być tak, że piramida została po prostu tak sobie oznaczona i wytyczona i przez przypadek im to wszystko wyszło, dlatego że jest dokładnie przemyślaną budowlą. Nawet samo wyprostowanie tego terenu pod tą piramidę musiało być bardzo dokładne. I to zrobiono. Można mówić, że wystarczy zalewać sukcesywnie wodą i to, co wystaje nad wodę ścinać. Ale to jest wszystko czas, a tam było tylko 25 lat. W tej chwili nie potrafilibyśmy wybudować tej piramidy. Jeżeli chodzi o obróbkę granitu, to w tej chwili też nie potrafilibyśmy w tym momencie nawet wyciąć tego sarkofagu, który w środku znaleziono w tej formie, jaki jest obecnie. Nie ma takiej możliwości, żeby go wyciąć i włożyć tam do środka. Pod piramidą jest tunel, który ma ponad 100 metrów, stały spadek i w zasadzie uniemożliwia przejście wyprostowanej osoby, bo tam jest chyba bodajże metr wysoki. Nie pamiętam dokładnie tych wymiarów.
Także ona jest po prostu zbyt dokładna, zbyt przemyślana.Zbyt dokładnie postawiona, bo w momencie równonocy okazuje się, że ta piramida jest lekko załamana i wszystkie jej boki są lekko załamane. Natomiast samo wybudowanie jej można ciągać, ale weźmy pod uwagę to, że Egipcjanie nie wykorzystywali siły zwierząt. Nie ma nic takiego, że wykorzystali siłę zwierząt. To nie jest tak, żeby słonie wykorzystywali do ciągnięcia tych czasami bardzo ciężkich głazów, bo tam są nawet granitowe głazy, które mają po 80 ton. To jest coś niesamowitego. Do tego jeszcze rampa, żeby wnieść te kamienie na wysokość. Powiedzmy, piramida ma 147 metrów wysokości. Gdyby wnosić tylko na 100 metrów do góry i rampa miałaby tylko 10% spadek, to potrzeba kilometrowej rampy. Dobrze liczę? Chyba jakoś tak.
Więc znowu trzeba usypać podwaliny do tej rampy, zrobić ją na odpowiednią szerokość, żeby ludzie mogli ciągnąć i żeby ludzie mogli z niej schodzić. I to jest następna kubatura, która musiałaby zostać zbudowana. Naprawdę rozplanowanie logistyki ludzi, którzy zajmowali się tą budowlą myślę, że przewyższało możliwość pojmowania ówczesnych władców Egiptu. To nie jest takie proste. Do tego jeszcze trzeba było przez cały czas bronić Egipt przed innymi. Do tego jeszcze były te wylewy Nilu, które stanowiły o wielkości Egiptu i możliwości nadprodukcji żywności, bo o to chodziło głównie. Do tego mieli tylko do wykorzystania miedź. Nie mieli brązu, tylko miedź. Niedawno był taki program o odnalezionym w Egipcie cylindrze, który został wycięty z granitu. Okazuje się, że on nie był wycięty tak, jak w tej chwili próbowano to tłumaczyć przy pomocy kija i sznurka ciąganego przez jedną w drugą stronę tulei miedzianej, dlatego że cięcie było spiralne cały czas, przez cały ten obiekt.
Na dodatek było dosyć głębokie, więc cylinder musiał być przez cały czas stłaczany z dużą siłą i przez cały czas mieć ten sam kierunek obrotu. Więc to niemożliwe, żeby robili to w ten sposób, jak archeologowie by chcieli. Skoro nie wiadomo jak, a wszystkie inne plany budowy przeczą temu, żeby to zrobiono w tym czasie, więc raczej wszystko wskazuje na to, że to nie oni po prostu i tyle. Nie wiadomo kto i nie wiadomo kiedy, ale prawdopodobnie i być może, i prawie na pewno sprawcą tej pierwszej piramidy, czyli planem budowy i rozwinięciem logistyki, nie byli Egipcjanie. Takie jest moje zdanie.
[03:14:37] - Krysie?
[03:14:39] - Tu już chyba Arek wszystko na ten temat powiedział. Ja się z tym w zupełności zgadzam. Może na temat dlaczego zostało to wszystko uznane za robotę Egipcjan i za robotę Cheopsa, bo nazywana jest ta piramida Piramidą Cheopsa i dlatego jej wiek określono na 2550 lat przed naszą erą. I koniec. Tak mamy to opisane w naszych podręcznikach. I teraz jest taka postać. Skąd to wiadomo? Skąd się w ogóle ten Cheops wziął? Wziął się stąd, że była taka postać, która działała w Egipcie. Był to pułkownik, nazywał się Howard Vyse.
I ten Howard Vyse zrobił rzecz w dzisiejszych czasach skandaliczną. Zresztą wydaje mi się, że i wówczas też. Po prostu zrobił dziurę w Wielkiej Piramidzie, wysadził kawałek jej w powietrze. Wysadził jej w powietrze, zrobił dziurę, żeby wejść do środka. Wszedł do środka ze swoimi asystentami i tam na jednym z kartuszów odnalazł zapis, który wskazywał, że to jest właśnie Piramida Cheopsa. Opowiedział o tym naukowcom, pokazał im to i oni wszyscy zakrzyknęli zgodnie: „Tak jest, tak jest. Mamy dowód. To Cheops. Cała reszta jest nieważna. Cheops to zrobił, bo na tym kartuszu jest to wszystko napisane”.
Do tego dochodzą takie dowody, że ci wszyscy kamieniarze, którzy tworzyli te bloki kamienne, z których zbudowana jest piramida, zostawiali co jakiś czas swój znak. Znak swojej grupy, brygady czy co oni tam mieli. I na podstawie tych znaków można było określić, że to brygada z czasów Cheopsa i ona kuła te kamienie. I znaleziono z jeden czy dwa takie, które pokazywały, że są one wykute przez robotników pracujących dla Cheopsa. Od tego czasu mówi się, że taki jest wiek tej piramidy, że jest to Piramida Cheopsa i że zrobili to wszystko Egipcjanie. To są te podstawowe dowody. Natomiast te dowody są absolutnie śmiechu warte. Nikt poważny nie powinien brać ich pod uwagę.Trwa to bardzo długo, ale trwa tak ze względu na to, że nauka służy czemu innemu niż zdobywaniu wiedzy czy posuwaniu nas do przodu w rozwoju naszym. Nauka posuwa nas w zupełnie inny sposób, bardzo brzydki zresztą, o czym nie będę dziś mówił. Ale jeśli chodzi właśnie o ten napis i te wszystkie znaki, dziś okazuje się, że sprawa i rzeczy się miały troszkę inaczej, bo znaleziono pamiętniki pułkownika Barbarzyńcy, który chciał wysadzić tą piramidę, gdzie zrobił w niej dziurę, bo wysadzić pewnie by nie był w stanie nawet, bo jest to potężna budowla.
Otóż z tych pamiętników okazuje się, że pułkownik był niesamowitym megalomanem. Marzyła mu się wielka sława. Marzyło mu się być kimś wielkim i nieustannie o tym pisał w swoich pamiętnikach. I to z nich wynika, że on razem ze swoimi pomocnikami stworzyli te znaki. Na dodatek stworzyli je nieudolnie. Dziś okazuje się, że każdy dobrze wykształcony egiptolog, klasycznie wykształcony egiptolog szybko zauważy, że oznaczenia tej brygady budowlanej są nieco inne niż te same oryginalne z realnych czasów Cheopsa. Różnią się nieco. Podobnie jest z tymi malowidłami na kartuszu. I teraz oczywiście bardzo łatwo to sprawdzić. Wystarczy pobrać odrobinę ochry, z którego jest stworzony napis na kartuszu, ażeby zbadać, ile ona ma lat, kiedy ją położono i skąd pochodzi ta ochra.
Ale oczywiście nie da się tego zrobić, ponieważ byłoby to zniszczenie zabytku światowej klasy, więc nie można pobrać nawet odrobinki. Prawdopodobnie pamiętacie, parę lat temu niemiecki naukowiec pobrał odrobinkę takiej ochry. Oskarżono go o wandalizm. Był poszukiwany w Egipcie listem gończym. Skończono jego karierę naukową. Po prostu wydarzyły się straszne rzeczy. Pandemonium, momentalnie gigantyczne pandemonium. Tylko dlatego, że pobrał kawałek ochry, która w żaden sposób nie uszczupliła napisu na kartuszu, który oglądał. Został odsądzony od czci i wiary. Właśnie dlatego.
I to pokazuje, dlaczego nie można pobrać fragmentu tego napisu, odrobinki tego napisu z kartuszu, gdzie napisane jest, że piramidę wybudował Cheops i wyszłoby na jaw, że napis jest podrobiony. I to wynika z pamiętników doktora, gdzie on opisuje siebie i dwóch pomocników i wszystko wydaje się być jasne na ten temat. Oznacza to, nie ma wątpliwości, że wszystko to podrobił. Zrobił to wyłącznie dla sławy i z własnej próżności. I jest to olbrzymie wyzwanie dla egiptologów. Wszystko zostało opisane w książce Scotta Creightona pod tytułem „The Great Pyramid Hoax. The Conspiracy to Conceal the True History of Ancient Egypt", czyli konspiracja w celu ukrycia prawdziwej historii starożytnego Egiptu. I ta książka jest napisana w sposób taki, że jest weryfikowalna przez naukę. I co ciekawe, naukowcy nie kwapią się do chociażby ukrzyżowania Creightona, który czeka na to, ażeby móc spróbować przynajmniej zreformować tą egiptologię i wreszcie odrzucić te kajdany, które mówią, że cywilizacja egipska powstała 2500 lat p.n.e., maksymalnie 3500 lat p.n.e., a piramidy ciągano na kawałkach belek i rzeźbiono tymi dłutkami miedzianymi, o których Arek już opowiedział, że nie nadawały się do takiej pracy za bardzo. A tak w ogóle korzystając z okazji, to nie wiem, czy macie czas i ochotę, bo ja wymyśliłem, jak można zbudować piramidę w starożytnym Egipcie, na przykład bez użycia technologii, którą my mamy na myśli.
Piramidę można zbudować. Zawsze mnie fascynowało, oczywiście jak każdego fascynują piramidy i zawsze mnie fascynowało, w jaki sposób można to było zbudować. I za każdym razem widzimy dźwigi, wyciągarki, windy. Widzimy technologię, widzimy dużo narzędzi, żeby móc coś takiego stworzyć i uzyskać. Zwłaszcza budowle tej klasy, tej wielkości, tej dokładności. I to przedstawia duży problem w dzisiejszych czasach również, żeby coś takiego chociażby odtworzyć. Jest to bardzo trudne do odtworzenia, o ile w ogóle jest. Nikt nie próbował, więc nie wiadomo. Można jedynie gdybać. Środki dziś mamy, mamy maszyny, urządzenia, mamy ludzi, mamy wszystko.
Natomiast wyobraźmy sobie czasy, w których tak naprawdę narzędzi nie ma. Mamy meselki z miedzi, kijaszki, w sumie trochę lin i nic poza tym. Nic co by się nadawało do ciężkiego tworzenia takiej budowli jak wielka piramida. I teraz nie chcemy oczywiście użyć pomocników z kosmosu, tylko chcemy to zrobić o własnych siłach. I doszedłem do wniosku, że tak naprawdę to się da zrobić. Da się coś takiego zrobić. Można to zrobić w taki sposób. Mianowicie jeżeli każdy widział doniczkę, jak wygląda, to teraz weźmy taką doniczkę glinianą i odwróćmy ją do góry nogami. I mamy taki kształt odwróconej doniczki. Teraz, żeby już nie zabierać strasznie dużo czasu, będę starał się w miarę to wszystko upraszczać.
Także weźcie to pod uwagę i wybaczcie mi nieścisłości. Od razu mnie nie krzyżujcie w tych swoich żarłocznych komentarzach, bo to jest tylko taki projekt. Jak to można zrobić? Może macie lepszy pomysł? I teraz jak stworzyć taką doniczkę większych rozmiarów? Można ją stworzyć oczywiście mając do dyspozycji co? Glinę. No i trochę patyków, żeby stworzyć jakiś rodzaj szkieletu, żeby to się nie zapadło, utrzymało. Nie musi to być wielka doniczka. Może to być proces od większej do mniejszej, aż po dosyć sporą doniczkę, a można ją wypalić w ten sposób, że taki stworzonyStworzoną konstrukcję, niekoniecznie musi przypominać doniczkę, ale coś wznoszącego się do góry.
Taką stworzoną konstrukcję z gliny i patyków można budować etapami, schodkami. Kolejną coraz wyższą, jeszcze wyższą i każdy z tych elementów, kiedy powstanie z gliny, a gliny było w Egipcie pod dostatkiem. Mułu było pod dostatkiem w Nilu, więc było z czego budować. Można było po prostu wypalić. Dzięki temu nabierała twardości i odporności. Można było rozpalić ognisko. Taka doniczka, w której zapali się ogień, mając ten otwór na swoim szczycie działa jak komin, jak wyciąg. Robi ciąg powietrza. Oczywiście wszystko się świetnie pali. Powiedzmy, że wypaliliśmy jakimś sposobem.
Już nie wchodząc w szczegóły, jak by to było budowane. Wypaliliśmy sobie taką wielką doniczkę. Co należy z taką doniczką zrobić? Należy ją wypełnić piachem czy jakąś ziemią, czy czymkolwiek, co jest pod ręką najłatwiejszego i najpowszechniejszego. Ci wszyscy Egipcjanie czy ewentualnie ludzie, którzy nie mają żadnej technologii, mieli te koszyki, którymi mogli nanieść olbrzymią ilość ziemi. Robota nieskomplikowana do zrobienia w ich warunkach. Czyli wszystko, co było wewnątrz, można było zasypać ziemią, szczelnie zasypać ziemią tą doniczkę. Następnie tą doniczkę należało oblepić znowu gliną, mułem czy czymś takim, co trzymało to wszystko w miarę dokupy. Według przepisu jak zbudować piramidę jest potrzebna tania siła robocza, ale jest potrzebny przynajmniej jeden łebski inżynier, który wie, co robi. Jeżeli jest facet taki jak Imhotep, który zna się trochę na matematyce, zna się na astronomii, zna różne sposoby, jak stworzyć taką konstrukcję w teorii.
Ma tanią siłę roboczą do dyspozycji, żeby zbudować to w praktyce. Ewentualnie ma kolegę gdzieś na latającym spodku, który mu coś tam podpowiada, jak to można zrobić. Wracam do mojej doniczki wypełnionej jakimś piachem, czymś. Następnie nałożona jest na nią glina czy muł, czy cokolwiek innego, która z kolei układana jest w formie piramidy. Już nie jest to trudno zrobić, ponieważ ta doniczka tworzy doskonały szkielet, więc wszystko utrzymuje się świetnie przy sobie. I kiedy wreszcie ten kształt zostaje ułożony, wówczas można nakładać bloki. Nieraz już opowiadałem o doświadczeniu Davidovitsa, który uważa, że bloki skalne na piramidę nie wycinano, a że one są polimerem i po prostu je odlewano jako bloki z cementu. Dlatego tak doskonale pasują i dlatego nie potrzeba było świetnej technologii i ciężkiej pracy, żeby je wycinać. Wystarczyło tylko kruszyć i jeszcze raz kruszyć tanią siłą roboczą ten wapień z kamieniołomu, wozić ten wapień w górę Nilu i następnie przerabiać go na taki cement, polimer, dodając składniki, które Davidovits w swojej książce wyodrębnił. Powiedział, jakie one są, z czego się składa taki blok kamienny i potrafił w swoim laboratorium, bo on z tego żyje, odtworzyć pięć ton takich kamieni.
Dokładnie takich samych. Dał je egiptologom do zbadania. Oni powiedzieli, że to jest prawdziwy kamień z piramidy, nie wiedząc, co badają. Dopiero później wpadli w wściekłość, gdy okazało się, że kamień został zrobiony trzy tygodnie wcześniej w laboratorium Davidovitsa i nie ma nic wspólnego z Egiptem, oprócz tego, że został z tych samych kamieniołomów pobrany gruz do tego, by móc taki kamień stworzyć. Taką piramidę można było układać z tego typu polimeru i dzięki temu możliwa była precyzja. Trzeba było w różnych punktach tej piramidy zostawić dostęp do tego szkieletu glinianego, który stał oblepiony na tej wypalonej wewnątrz doniczce. Jaki jest następny element? Kiedy wreszcie taka piramida stanęła obłożona tylko jedną warstwą takiego polimeru. Pamiętamy ciągle, że mamy zachowane tu i ówdzie różne otwory, gdzie mamy dostęp do wnętrza szkieletu. Te otwory oczywiście obliczał inżynier, gdzie one powinny być.
Wówczas można było, korzystając z nich, wejść do tych otworów w obłożonej piramidzie, zacząć wydobywać glinę od środka. Na chłopski rozum, jeżeli wydobędziemy fragment tej gliny, który pozwala na ułożenie następnego takiego polimera od wewnątrz, bloku z polimera od wewnątrz, to się go dokłada. Dzięki temu niepotrzebne są żadne rusztowania, tylko po prostu dokładamy kolejne kamienie. Budujemy od zewnątrz do wewnątrz, aż wreszcie dochodzimy do tej nieszczęsnej doniczki. Co można wówczas z niej zrobić? Można ją po prostu skuć takim nawet młoteczkiem z kamienia czy młoteczkiem z miedzi. Taka glina już pójdzie pod jego naporem. Idąc do wnętrza powoli właśnie zabudowujemy piramidę. Inżynier, który steruje całym przedsięwzięciem, wie, gdzie zostawić korytarze, ponieważ w jego głowie całym celem i sensem takiej budowy jest stworzenie pewnej określonej maszyny, która będzie działać. Można już nawet stworzyć, żeby się nie pomylić w tej właśnie wypalonej doniczce te korytarze z gliny.
One już w tym momencie zostają i wiadomo jest, budowniczowie wiedzą, budując od zewnątrz do wewnątrz, wiedzą doskonale, w którym miejscu muszą zostawić przestrzeń i tworząc w ten sposób piramidę, są w stanie elegancko wszystko dokładnie zbudować z zewnątrz do środka. Tak to mniej więcej widzę. Prosta, jak się okazuje konstrukcja może zająć 25 lat.Żeby ją stworzyć niepotrzebne są dźwigi, niepotrzebna technologia, niepotrzebne ciężarówki, niepotrzebne rusztowania ani ta kilkukilometrowa rampa, którą trzeba by wnosić kamienie na szczyt. Wystarczy tylko nosić ziemię w koszykach i zaprawę w koszykach i budować na miejscu od zewnątrz do środka kolejne elementy tej całej konstrukcji. Oczywiście pod czujnym okiem człowieka, który wie, co chce zbudować tym sposobem. Dziękuję bardzo.
[03:29:27] - I tak oto przechodzimy do ostatniego pytania z naszej ściśle tajnej listy pytań. Podkreślam z listy, bo jeszcze jest kilka pytań, które pojawiły się dzisiaj na naszym czacie. A to ostatnie pytanie z listy brzmi następująco: z debaty o hybrydach pochodzi pytanie. Istnieje teoria Jacobsa, że hybrydy to mali Nordycy. Czy to możliwe? Co sądzić o relacjach z uprowadzeń, gdzie to hybrydy grają główną rolę? Może pierwszy niech się wypowie w tym temacie Chris Smokiak. Chrisie?
[03:29:59] - Takie miałem przeczucie, że na mnie padnie. Donald Trump raczej będzie zajęty budowlą muru. Będzie kolejny mur w historii po murze chińskim, niż naciskaniem guzików. Tak mi się wydaje, ale to inna historia. Natomiast o tych hybrydach, że to mali Nordycy. Może w pewnym sensie, bo Nordycy byliby tymi jedynymi istotami pozaziemskimi, które w jakiś sposób nas przypominają, że są blondynami. Ich kobiety, te nordyckie, są przepiękne. Zresztą rozpływał się nad nimi ten szwajcarski ufolog, który miał z nimi częste kontakty. I może rzeczywiście tak jest. Jacobs jeszcze mówi o tym, że w zależności od miejsca ci, którzy się kontaktują z takimi ludźmi, w zależności od miejsca geograficznego na Ziemi, oni sami w jakiś sposób są troszeczkę inni.
Na przykład w Stanach są to szaraki. Nie wiadomo dlaczego tak uznano, że z jakichś powodów szarak zunifikuje wszystkie możliwe rasy mieszkające w Stanach Zjednoczonych. Z kolei gdzie indziej, na przykład w Afryce, są to częściej reptilianie i nawet w krajach Ameryki Południowej z kolei są to takie istoty jak właśnie czy pakabra, czy inne jakieś dziwne, tajemnicze kryptydy, które my źle odbieramy, ponieważ uważamy, że są to dziwaczne zwierzęta, a tak naprawdę są to przybysze z kosmosu.
[03:31:32] - Halo?
[03:31:34] - Wyglądają inaczej.
[03:31:34] - Halo?
[03:31:36] - Przepraszamy, tutaj taki mały problem techniczny. Przez przypadek przy próbie połączenia z Arkiem Kocikiem połączyło też pana. Także przepraszamy.
[03:31:45] - Połączyło pan Edka.
[03:31:47] - Edka włączyło.
[03:31:49] - Jeśli już jestem to tylko słówko. Są takie szkodniki, jednym z czołowych w egipologii jest Zahi Hawass, który właśnie robi niezłe pieniążki na bzdurach, które głosi na prawo i lewo. To w kwestii tam poprzedniej. Jeśli już jestem na antenie, to tylko tyle co chciałem dwa słóweczka.
[03:32:14] - Dziękujemy bardzo.
[03:32:14] - Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam. Kłaniam się.
[03:32:16] - Dołączył właśnie ponownie Arek Kocik. Arku, czy się słyszymy?
[03:32:21] - Już teraz tak. Coś mnie odłączyło od internetu na chwilę.
[03:32:24] - To rząd światowy.
[03:32:26] - Rząd światowy. Za dużo Chris powiedział o budowie piramidy i wątpliwości, jakie miałem z tym związane. I po prostu ciach, ciach.
[03:32:34] - Ja mówiłem, że cię wymiecie. To, co ja powiem. Jak mnie już wymiotło, to powiedziałem to Ivelliosowi, że widocznie to jest ta przyczyna.
[03:32:45] - To może Chrisie kontynuuj o hybrydach i za chwilę oddamy głos Arkowi.
[03:32:50] - Z największą niechęcią, bo trudno tutaj więcej coś dodać do tego tematu, przynajmniej w moim pojęciu. Może Arek będzie miał ciekawsze historie do opowiedzenia, więc nie będę się starał zajmować zbyt dużo czasu. Mówię tylko o tym, że to, jakie mają być hybrydy i w jaki sposób one wspomagają, bo one rzeczywiście wspomagają, w jakiś sposób pomagają w selekcji nowych ofiar, bądź ewentualnie kontrolują te hybrydy, które już przystosowują się do tego, co się dzieje, do tego życia, które prowadzą one wśród nas. I w zależności od tego, jaki jest rejon kulturowy naszego globu, one troszeczkę wyglądają i zachowują się inaczej. W naszym przypadku, ponieważ w jakiś sposób najmocniej nasza kultura rozmawia na temat UFO, na temat hybryd, na temat tego typu historii, więc one bardziej przypominają Nordyków. Są one dla nas najbardziej, najlepiej akceptowalni i przyswajalni. W Stanach są to właśnie przede wszystkim szaraki, gdzie indziej co innego. Także tak to z mojej perspektywy wygląda. Siłą rzeczy ta historia o Rachel potwierdza to, że hybrydy odgrywają jakąś rolę właśnie w tych różnych uprowadzeniach. Dlatego, że w momencie, kiedy okazało się, że się ta Rachel zdekonspirowała, że spadły jej okulary i wyszło wszystko na jaw, na światło dzienne, te jej niezwykłe zielone oczy, to za parę dni już jej nie było.
Po prostu ci, którzy jej pilnowali i kontrolowali ją w sposób dyskretny, doprowadzili, że zatarła po sobie niemalże wszelkie ślady swojego istnienia. Dzięki.
[03:34:32] - Arku.
[03:34:33] - Już o hybrydach mówiliśmy nawet podczas dzisiejszej debaty już parokrotnie. Ciężko cokolwiek jeszcze więcej dodać na ten temat, bo już mówiliśmy zarówno o królewskich rodach i hybrydach. Także tutaj jest temat niemalże wyczerpany, że tutaj nic więcej dodać w sumie do tego nie można. Poza tym, że w sumie w Europie tak naprawdę o hybrydachRaczej mało jest takich doniesień. Chyba nawet nie ma. Hybrydyzacja, jeżeli jest, dotyczy tylko Ameryki Północnej. Tutaj można oczywiście iść w stronę Ajka i jego wypowiedzi na temat reptilian, ale to raczej co najmniej dziwne jest. Nic nie mogę tutaj specjalnie dodać.
[03:35:43] - Rozmawialiśmy o tym, że hybrydyzacja może mieć różne postaci, że być może właśnie sam człowiek Homo sapiens jest efektem takiej hybrydyzacji. Ja się troszeczkę rozwijałem na temat tajemniczego zaginięcia neandertalczyków, którzy być może są takim efektem. Dziś opowiadałem o niezwykłym stworzeniu znalezionym czy przywiezionym do doktora Greera w celu zbadania i zbadane przez instytuty światowej sławy, instytuty naukowe potwierdzające, że mamy do czynienia z hybrydą, bo jest to postać ludzka, ale od nas inna. Jest to więc hybryda. Ta mała istotka z pustyni Atakama. Z kolei z drugiej strony nie zapominajmy o czaszce Star Child, która również reprezentuje żywą istotę, która również genetycznie różni się od nas, a jednocześnie w jakiś sposób ma podobne cechy jak my, czyli jest również hybrydą. Do tego dochodzą ostatnie badania Briana Forstera w kwestii wydłużonych czaszek, gdzie badania genetyczne w tej chwili są na pełnym etapie. Już wszystko to, co znaleziono do tej pory, wskazuje, że tych różnic jest bardzo wiele. A ostatnie sensacyjne odkrycie, jakiego dokonał Brian, jest znalezienie noworodka, który zmarł zaraz po porodzie. Miał wydłużoną czaszkę, czyli to jest koronny dowód na to, że nie była ona kształtowana sztucznie, że po prostu w taki sposób ci ludzie wyglądali i w taki sposób się rodzili, z taką wielką głową.
Genetyka to potwierdza. Do tego jeszcze mamy wiele innych. Te, co już znamy, to Denisowa i człowiek z Flores, również różniące się genetycznie. I kto wie, na co jeszcze natrafimy. To pokazuje, że ten program hybrydyzacji być może trwa już od zamierzchłych czasów. Biblia mówi o hybrydyzacji, bo przecież kiedy aniołowie spadli na ziemię, zaczęli się rozmnażać z ziemskimi kobietami, tworząc nefilim. Teraz dochodzimy na końcu tej historii do Noego, który może wybrać sobie na swoją łódź, na swoją arkę tylko te osoby, które są czyste, nie są spaprane genetycznie. Jeśli się dobrze w to wczytać, to się da to wyczytać. I to właśnie robi. W obawie przed tym Bóg na to tylko zezwolił.
Jahwe na to tylko zezwolił z tego względu, że postanowił całą resztę zniszczyć, bo to były koszmarne efekty tych doświadczeń, jakie były prowadzone na tych ludziach i co z tego powstawało. Więc postanowił zniszczyć wszystko, co było skażone i dlatego wybrał Noego i jego rodzinę, bo byli najczyści rasowo i dlatego oni mogli być podstawą do odtworzenia ludzkości, czyli do zresetowania eksperymentu i kolejnej próby. Mamy to niemalże wszędzie. Mamy to w opisach Anunnaki. Ciągle jest mowa właśnie o tym, że hybrydyzacja jest podstawową rzeczą w człowieku, jaka jest u jego powstania.
[03:38:57] - Tylko tu podpieranie się Biblią to raczej jest tak, przynajmniej według mnie, Biblia jest pokłosiem wcześniejszych eposów, które powstały w Mezopotamii i to na warunki stworzenia nowego narodu, pewnej nacjonalistycznej, populistycznej, populistycznego dzieła stworzył sobie Mojżesz. Miał przy tym czas, wiadomości i wszystko. A to jest legenda troszeczkę wcześniejsza i być może jeszcze wcześniejsza. Być może, że ci, którzy budowali właśnie te pierwsze miasta w Mezopotamii, ściągnęli to z jeszcze wcześniejszej historii.
[03:39:57] - Ale to nie ma znaczenia, skąd to przyszło. Ma znaczenie to, że to zostało zapisane, że taki był proces.
[03:40:06] - Tylko że to mogło mieć całkiem inny wydźwięk w momencie powstania, a całkiem inny wydźwięk w momencie, kiedy zostało później opisane i dostosowane do warunków i realiów późniejszych.
[03:40:20] - Możemy to łatwo porównać. Na przykład historia Noego to jest historia Gilgamesza, a jeszcze inną historię mamy w hinduskich historiach. Gilgamesz będzie w sumeryjskich historiach, a mamy jeszcze historię Utanapisztli. Wszystkie opowiadają tą samą opowieść i dzięki temu możemy śmiało powiedzieć, że nie ma problemu. Jest to podobna historia jak Noe. Nie ma niczego innego, nie mają na myśli. Także jest to na ten sam temat. Oczywiście na tym etapie nigdy nie dojdziemy do źródła, bo będziemy szukali w takim razie, kto to wymyślił i prowadzili śledztwo. A kto pierwszy poddał pomysł? Bo może on miał coś na myśli, a cała reszta to wszystko po prostu spieprzyła.Dlatego przynajmniej w tej historii mamy trzy osobne źródła tej samej historii i one mają absolutnie podobny wydźwięk.
Gniew Boga i uratowanie się głównych bohaterów dzięki interwencji boskiej, która wybrała tego, a nie innego, żeby się uratował.
[03:41:30] - W sumie można do tego tak podejść, ale w momencie, kiedy się będziemy cofali pod tym względem, kto to wymyślił i dlaczego.
[03:41:37] - Nie mamy się gdzie cofać.
[03:41:41] - A my za bardzo mamy. Dlatego, że przed wielkim potopem jeszcze, który podejrzewam miał miejsce wcześniej niż powstało Göbekli Tepe, dlatego że oni są tymi, którzy-
[03:41:59] - Ale nie mamy żadnego konkretnego śladu, że coś wtedy było. Nie mamy przecież nic. Göbekli Tepe jest ostatnio najstarszą w tej chwili budowlą, którą możemy stwierdzić mniej więcej wiek jej, jak jest starą. I ponieważ przewyższa wszystko inne, odstaje od wszystkiego innego prawie dwa razy tyle, więc jest nieprawdopodobną sensacją. Natomiast nie bardzo mamy się gdzie cofać. Mamy jedynie takie przesłanki, jak na przykład w Gunung Padang, że te najgłębsze odwierty wskazują na węgiel aktywny, który mówi 20, 22 tysiące lat temu. Ale to jest jeden jedyny taki przypadek, to miejsce i ewentualnie możemy mieć nadzieję, że następne badania to potwierdzą. Na razie jest to tylko hipoteza. Natomiast w przypadku Göbekli Tepe jest to pewnik i nie mamy nic wcześniej. Nawet nie mamy nic porównywalnego, co by było w tym samym czasie, co Göbekli Tepe.
Wszystko inne jest młodsze. To jest właśnie niesamowite. Dlatego mówię, nie mamy się za bardzo gdzie cofać, bo się nie mamy tam o co oprzeć już.
[03:43:01] - Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że właśnie to miejsce jest dlatego takie ważne, że zostało zasypane i tylko dlatego, że możemy w tym miejscu umieścić to w skali czasu. Ale mamy budowle z Ameryki Południowej, które są równie stare, mniej więcej z tego tytułu, że ukształtowanie terenu umożliwiające wybudowanie i nadające sens tych budowli właśnie też umiejscawia czasowo je mniej więcej w tym samym czasie albo troszeczkę jeszcze wcześniejszym. To jest po prostu dobra wola albo zła wola archeologów.
[03:43:45] - Owszem tak, ale to tak jak w przypadku piramid. Nie wiemy czy Sfinksa, kiedy został zbudowany, kiedy został stworzony. Tu możemy przypuszczać i spekulować, ale jak się trzymamy konkretów, to najstarsze wychodzi Göbekli Tepe i nic wcześniej nie mamy. Nie mamy nic, co by powiedziało 15 tysięcy albo co by powiedziało, że ten sam czas. Historyk powie, patrząc na budowle południowoamerykańskie, że to wszystko Inkowie stworzyli. I to przeczytasz w każdym podręczniku. To jest robota Inków.
[03:44:16] - Akurat tą drogę podwodną, która jest w Mini, to ciężko, żeby to ktokolwiek inny wybudował. Tym bardziej pod wodą.
[03:44:29] - A tu jest akurat przypadek. Tak po prostu się wydarzyło. Dziwaczny przypadek. Oczywiście to jest kwestia nauki. To jest tak, jak opisuje to nauka.
[03:44:38] - Są budowle pod wodą jeziora Titicaca, które zdecydowanie też w sumie nie są nawet przebadane czasowo, bo tam się po prostu nikt poza-
[03:44:53] - Nikt się nie kwapi.
[03:44:53] - Nikt nie chce tego odkrywać.
[03:44:58] - Sami Peruwiańczycy reagują tak samo jak Egipcjanie. Tak jak Hawas jest takim antyprzykładem tego, jak jest niegościnny, jakim jest wielkim obrońcą tego zastżałego systemu egiptologii. To samo dzieje się w Peru w przypadku tych wszystkich budowli, które absolutnie uważane są za budowle Inków. I teraz, w tej chwili sytuacja tam jest taka, że jeżeli ktoś na przykład zaczyna mówić jakieś herezje, opowiadać o tym, że to nie byli Inkowie w takim obiekcie, opowiadać innym ludziom, wówczas tam jest strażników naszpikowane. Nie będę porównywał do czego, bo będzie znowu problem. W każdym razie strażników jest oj dużo. Dużo strażników jest dookoła. Jeżeli któryś usłyszy, że ktoś opowiada o takich rzeczach, natychmiast pojawiają się inni strażnicy z jednym bardzo surowym i poważnym, który straszy, że jeżeli to się powtórzy, bo notuje imię takiego kogoś i ten ktoś na przykład jest przewodnikiem, to mu zabierze licencję przewodnika, bo trzeba mieć licencję przewodnika, żeby móc do ludzi publicznie przemówić. Do tego stopnia. Także jest to absolutnie ściśle kontrolowana historia i nawet jeżeli ktoś coś zauważył, że jest na dnie jeziora Titicaca, to jeszcze długo nie będzie żadnej ekspedycji, która cokolwiek tam pokaże bądź będzie próbowała stwierdzić.
To się absolutnie nikomu nie opłaca i dlatego nikt tego nie zrobi. Ani Boliwia, ani Peru. Po tych samych pieniądzach są i będą pilnować i cieszyć się, że to zrobili Inkowie. Tak samo jak Egipcjanie młoteczkami i dłutkami wydłubali sobie piramidy, bo mieli czas, nie mieli nic więcej do roboty. Także dlatego jest taki właśnie problem z tymi odkryciami i dlatego to, co zrobiono w Turcji, było czymś absolutnie niesamowitym. Jest cudem, absolutnym cudem i tylko temu można zawdzięczać, że akurat Niemcy mają ten taki tradycyjny od kilkuset lat dobry układ z Turkami. I to była dobra wola Turków, że pozwolono na to Niemcom. Z kolei jedną z narodowych wad Niemców jest ich super dokładność. Schmidt miał taką dokładność. Wszystko dokładnie notował, zapisywał, badał i mimo że sam nie był zwolennikiem tego, że jest to jakaś historia, która wykracza poza klasyczną historię, przyczynił się do tego, że dziś nie ma wątpliwości co do wieku tej budowli i co do wieku, w tym samym przesunięcia wieku powstania naszej cywilizacji.
Tej, którą my znamy i którą jesteśmy częścią dziś.
[03:47:23] - No tak.
[03:47:25] - Lista pytań została wyczerpana, ale zostało jeszcze kilka pytań od słuchaczy z czata, a właściwie z czatów, ponieważ zbieraliśmy pytania z czatów na www.paranormalium.pl oraz z czatu towarzyszącego naszej transmisji na YouTube. Jedno z pytań dotyczyło tego, dlaczego kraje Ameryki Południowej dużo częściej ujawniają nagrania UFO, nawet wojska, niż reszta świata. Inne prawo? Czy UFO lubi bardziej tropikalne klimaty? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie człowiek, który ma zdecydowanie bliżej do Ameryki Południowej, czyli Chris Macieja. Chrisie.
[03:48:08] - Myślałem, że Arek. Dobra, niech będę ja. Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że odpowiedzią jest na to, że te kraje są lekceważone przez Stany. One po prostu mają tak tańczyć, jak się im gra, ale od czasu do czasu przez to, że są lekceważone, coś takiego wymyka się spod kontroli. Dlatego co jakiś czas jakiś pewnie generał lotnictwa myśląc sobie złośliwie, że tym samym zrobi małe kuku Amerykanom, opublikuje takie informacje, które nie mają praktycznie żadnych konsekwencji. Na przykład mamy historie fantastyczne z Chile. Nie ma konsekwencji, nikt o tym nie mówi, nie pokazują tego w telewizji, mimo że są zdjęcia świetne i wszystkie historie, jakie tam zostały opisane są również świetne. Dlatego tak naprawdę nie ma się czym przejmować. Natomiast to, co się dzieje w Stanach, mocarstwie czy w Rosji, jest kontrolowane i reglamentowane z powodów, o których mówiłem na początku tego programu.
Dlatego że za każdym razem w tą sytuację uwikłane jest wojsko, więc opublikowanie takiej informacji sugeruje pewne działania wojskowe, wynalazki bądź taktykę, bądź cokolwiek jeszcze innego, bądź miejsca, w których się to robi, czy rutyny, które się wykonuje. Także lepiej nic nie mówić, niż cokolwiek przekazać, odrobinę informacji, kroplę informacji dla ewentualnego wroga. Takie Chile nie ma nic do stracenia, więc może sobie takie rzeczy publikować. Dlatego my o nich wiemy więcej.
[03:49:37] - Arku?
[03:49:38] - W sumie tak jak Chris mówi, nikt nie traktuje poważnie doniesień z Ameryki Południowej. Tak jak był taki kiedyś synonim takiej kaczki dziennikarskiej, to był potwór z Patagonii. I wszyscy, jeżeli ktoś pisał o tym, że znowu widziano potwora w Patagonii: „Tak, dobra widziano”. Tak mniej więcej się traktuje część doniesień z Ameryki Południowej. Ale w momencie, kiedy faktycznie ktoś jakąś akcję podaje, tak jak pułkownik, który podał do wiadomości ogólnej akcję, gdzie wojsko uczestniczyło w badaniu UFO, padł ofiarą seryjnego samobójcy. Więc to, w jakiś sposób, jeżeli za dużo powiedzą czy za dużo będą mieli konkretnie rzeczy do powiedzenia, dzieje się z nimi to samo, co się dzieje z ludźmi, którzy za dużo mówią w innych rejonach świata. Także te informacje, które można potraktować błaho i przejść do porządku dziennego. Okej, jakieś akta, których nikt nie przeczyta dlatego, że są po portugalsku czy nawet po hiszpańsku, nie mają wielkiego wpływu na to, co się dzieje. Natomiast jeżeli już jest coś konkretnego, to tak jak wszędzie ludzie giną czy w inny sposób.
[03:51:33] - W trakcie dyskusji o kręgach w zbożu jeden ze słuchaczy na YouTube nadesłał takie pytanie: jeżeli mowa o kręgach, to jeśli można, opowiedzcie o kręgach afrykańskich, w których według Michaela Tellingera gubi się sygnał GPS. Który z panów chciałby zacząć?
[03:51:51] - Chyba ja, bo tak mi się wydaje. A może mam po prostu przewrócone w głowie. Myślę, że chyba najwięcej z tym tematem miałem wspólnego, mimo że nie byłem w Afryce. Ale z Tellingerem znamy się bardzo dobrze, kontaktujemy się regularnie i myślę, że sporo informacji na jego temat do polskiej ufologii jest trochę filtrowane przeze mnie. Takie mam wrażenie, ale nie mam przewrócone w głowie, nie myślę sobie wcale. I tylko z tego tytułu właśnie pozwoliłem sobie uprzedzić Arka z Południowej Ameryki i zabrać głos w tej sprawie. Historia jest zostawiona odłogiem, tak jak to było kilka lat temu. Trudno jest badać tego typu rzeczy bez pieniędzy. Skala zjawiska jest ogromna. Mamy do czynienia z dziesiątkami tysięcy kamiennych kręgów, które w tysiącach są widoczne na powierzchni ziemi i najczęściej są widoczne na szczytach wzgórz z tego względu, że erozja odkryła je.
Wiatr wywiał glebę i dziś są one widoczne. Natomiast gdzieś pod ziemią znajduje się ich znacznie więcej. Skąd to się wzięło? Michael Tellinger uważa, że Afryka była przedmiotem eksploracji dokonywanej przez Annunaków, bo przecież w Afryce złota jest cała masa, więc Annunaki poszukiwali złota.I potrzebny im był jakiś sposób ekstrakcji tego złota. Być może było to związane z pomocnikami, których sobie tworzyli, takimi jak na przykład Grigori, czyli Gigi. Może z powodów energetycznych. I do czego im te kręgi były potrzebne? Wszystkie kręgi wyglądają jak specyficzne ogniwa. Nie ma dwóch takich samych kręgów. Oficjalnie uznaje się, że są to zagrody dla kóz.
Tylko że te zagrody nie mają drzwi. Nie ma jak kozy do środka wprowadzić w większości przypadków. Według Tellingera w momencie, kiedy Annunaki doszli do wniosku, że czas zakończyć projekt i go skasować, coś trzeba było zrobić z pomocnikami. Trzeba było ich w miarę szybko i skutecznie w dużej ilości zabić, więc stworzono olbrzymią falę, która miała przyjść od Antarktydy. Czy był to kawał lodowca, który został oderwany z wielkim hukiem, czy było to gigantyczne trzęsienie ziemi? Nie wiadomo, ale ta fala przewaliła się przez całą południową Afrykę, zalała wszystko, zniszczyła wszystko i to właśnie ona przyniosła tę olbrzymią ilość mułu, która przykryła te kamienne kręgi. Te, które dziś widzimy, są widoczne zwłaszcza na szczytach różnych wzgórz, bo właśnie tam najbardziej dała się we znaki erozja i dzięki temu mogła odkryć te kamienne kręgi. Kręgów jest tak ogromna ilość, że naukowcy mainstreamowi, historycy przestali się tym interesować, ponieważ oznaczałoby to, że jeżeli ktoś w zamierzchłych czasach, w dalekiej historii Afryki to budował, to oznaczałoby, że na południu Afryki żyła wielosetmilionowa populacja, co z punktu widzenia obecnej nauki jest absolutnie niemożliwe. W związku z czym nauka, jak zawsze, kiedy nie wie, jak odpowiedzieć, udaje, że problemu nie ma. Tak też udaje w tym momencie i dlatego kamienne kręgi nie są badane.
Próbuje tego dokonywać, oczywiście w miarę swoich możliwości, Michael Tellinger. Między innymi jednym z interesujących efektów działania takiego kręgu jest to, że w momencie, kiedy się do niego wejdzie, traci się zasięg telefoniczny. Przed kręgiem, obok kręgu jest, wewnątrz kręgu nie ma. To pokazuje, że taki krąg ciągle ma jakieś właściwości elektromagnetyczne, że tworzy jakąś energetyczną strukturę, która zawirowuje całą lokalną przestrzeń dookoła kogoś, kto w takim kręgu przebywa. I dlatego tego nie ma. Zainteresowanie przez to też, że jest to tak odległy kawałek świata, jakoś też nie ma wśród innych badaczy zainteresowania tym tematem. Prawdopodobnie właśnie dlatego, że jest daleko i nie jest tam zbyt bezpiecznie, żeby podróżować po tych bezdrożach południowej Afryki, żeby te kręgi oglądać. Michael Tellinger robi mniej więcej jeden tour do roku, kiedy swoich gości oprowadza po tych kręgach. Do tego stopnia sytuacja zaszła, że ostatnio jest nawet kłopot ze skompletowaniem jednego touru, żeby móc sobie pozwolić, żeby wynająć na przykład helikopter i z niego obserwować je i tak dalej. Jest coraz trudniej.
Problem przysypia, pewnie się kiedyś znowu obudzi. Zobaczymy, kto to tym razem zrobi. Na razie jedyną osobą, dosłownie jedyną, która się tym zajmuje, jest Michael Tellinger. Michael Tellinger z kolei jest zajęty jeszcze czymś innym. Miał swoje polityczne próby. Zresztą bardzo źle one wypadły, dlatego że w momencie, kiedy zaczął zdobywać jakąś popularność, a stworzył ruch, który krótko mówiąc był utopijny, chciał stworzyć raj na ziemi. Jakby troszkę poczytał nawet klasycznej historii, to by się dowiedział, że do takiego czegoś w życiu nigdy nie doszło, więc nie ma powodów, żeby doszło właśnie akurat teraz. Oczywiście przegrał z Kretesem wybory, zniszczono jego kwaterę główną, zebrano mnóstwo dokumentów i papierów, wprowadzono go w ciężkie długi za jego pomysł kariery politycznej. On odpuścił politykę, a teraz zajmuje się czymś innym, poszukiwaniem wolnej energii i podobno ma jakieś efekty. Ma też pomysł tej utopii socjalnej i energetycznej.
To się nazywa ubuntu. Pracuje nad tym. Ma nową dziewczynę, jest szczęśliwym facetem, robi to, co lubi i być może kiedyś znowu więcej napisze o kamiennych kręgach. Jeżeli ktoś czytał jego książki, zwłaszcza o kamiennych kręgach, to zauważy, że więcej w nich jest zdjęć wielkiego formatu niż treści, bo tak trudno jest coś oryginalnego na ten temat powiedzieć. Może tyle. Arku, chciałbyś coś dodać?
[03:58:14] - Tu nie ma co dodawać. Po prostu została udzielona całkowita odpowiedź na pytanie.
[03:58:23] - Tutaj już nie widzę, żeby pojawiały się jakieś kolejne pytania, dlatego myślę, że będziemy już powolutku kończyć. Ktoś tutaj próbował się dodzwonić na Skype'a. Niestety coś się popsuło i nie udaje się w ogóle dołączać słuchaczy do konferencji, ale myślę, że możemy już powolutku kończyć. Jeżeli komuś nie udało się dołączyć dzisiaj, to będzie miał taką okazję ponownie już za tydzień. Panowie, może jeszcze parę słów na koniec tej debaty, tych pytań niezadanych. Arku?
[03:59:00] - Prawdę powiedziawszy, po tylu godzinach odpowiadania na pytania i miłej konwersacji nie za bardzo wiem, co można by było powiedzieć. Dziękuję za uwagę. Dziękuję, że słuchaliście nas.... tyle osób. Dziękuję również panom współprowadzącym. Życzę miłej nocy.
[03:59:22] - Dużo dzisiaj mieliśmy słuchaczy. W pewnym momencie pękło magiczne 500+. Co najmniej 503 unikalnych użytkowników nas słuchało w szczytowym momencie, także całkiem niezła frekwencja.
[03:59:35] - A co to oznacza? To znaczy, że to jest wysoko czy daleko od rekordu?
[03:59:43] - To jest bardzo wysoko. Jak na takie niszowe radio to jest bardzo wysoko. Dziękujemy jeszcze raz, Arku, Krysie.
[03:59:51] - Ja również dziękuję. Prawdę mówiąc myślałem, że w pół godzinki te parę pytanek oblecimy. Jakoś nam zeszło z tymi pytaniami, ale okazało się, że mamy coś sobie do opowiedzenia i różne pomysły na różne tematy, z czego się bardzo cieszę. Fajnie, że można było taką debatę zrobić i zobaczymy, jakie będą jej efekty, jakie będzie pokłosie tego wszystkiego. Czy coś to da, czy nic nie da. Ale wtedy sobie zrobimy następną debatę. Jeszcze raz dziękuję wszystkim bardzo za uwagę. Bardzo lubię tu się z wami spotykać, z Arkiem, z Iveljosem. Szkoda, że nie ma Piotra i szkoda, że nie pojawiają się nowi chętni do dyskusji. Tu jeszcze pozdrowienia dla pana Edka.
Pan Edek wytrwale zawsze nas słucha. Absolutnie niesamowita energia, doskonała recepta na zdrowie, którą też innym polecam. I dobranoc.
[04:00:46] - Dziękujemy, Krysie. To był Chris Miekina, nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor serwisu nowaatlantyda.com. W dzisiejszej debacie ufologicznej online nieposiadającej numerka, w debacie z pytaniami niezadanymi udział wzięli Chris Miekina, autor serwisu nowaatlantyda.com oraz autor audycji „Paralaxa”, oraz Arkadiusz Kocik, ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. O temacie kolejnej debaty ufologicznej online poinformujemy państwa w ciągu najbliższych kilku dni. Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej debacie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.