[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Nie, to w ogóle nie o to chodziło. Nie o to, człowieku. Las. Po prostu las. Idziemy do lasu po długiej przerwie. Już miała być wieczorowa pora. Po długiej przerwie, jak zwykle w środę rano. Witam cię, droga słuchaczko i drogi słuchaczku, w Radiu Na Fali też między innymi. Wirtualnie w Radiu Na Fali, bo serwer leży, ale za pośrednictwem Radia Paranormalium. Dzięki wielkie Ivelliosowi, który pomógł mi ogarnąć w ostatnim momencie tą sytuację i dzięki temu ty mnie tutaj słyszysz.
Pozdrawiam i serdecznie dziękuję tobie, mecenasie i tobie, mecenasko, za wspieranie Radia Na Fali. Peace and love, człowieku. W takich sytuacjach dobrze jest wiedzieć, że ma się jakieś wsparcie. I dobrze jest mieć to wsparcie. Tak że dzięki wielkie. Chciałem w ogóle jeszcze podziękować wszystkim za cierpliwość, tobie, słuchaczku i tobie, słuchaczko, za cierpliwość, bo nie ma nas tutaj zbyt wielu do roboty przy tym radiu. To jest taka bardzo kameralna inicjatywa. Nigdy nie było zbyt wielu. Czasami roboty w życiu jest więcej, a o tym może trochę wspomnę dzisiaj. Co jeszcze chciałem powiedzieć?
Mam doskonały news od księcia Edwarda, o którym dzisiaj wspomnę, bo dzisiaj tak się nie będę rozpędzał ze specjalnymi tematami. Tym bardziej że mi umknęła masa czasu. I tak po długiej przerwie, to w ogóle miło się zwyczajnie usłyszeć, tak normalnie. Cześć! Co u ciebie słychać? Właśnie. U mnie dobrze. Ogłoszenia przy okazji, bo tak: Radio Na Fali jak zwykle. Się troszkę zmienia jak zwykle. Po drodze kilka rzeczy, które będę próbował zrealizować gdzieś tam po drodze.
Nawet nie będę mówił. Jak będą gotowe, to sam zobaczysz, człowieku. Tak że nie w tym mi tu robić jakichś szumnych zapowiedzi. Otóż to. Co będzie, czego nie będzie i tak dalej. Wiem, że jednej rzeczy nie będzie. Nie będzie już „Teorii Chaosu” w Radiu Na Fali. To moja decyzja. Absolutnie. Ale myślę, że to wyjdzie na zdrowie Michałowi i mi wyjdzie na zdrowie.
Każdemu wyjdzie na zdrowie, ponieważ „Teoria Chaosu” jest już nadawana w tylu radiach w polskim internecie, że gdziekolwiek właściwie człowiek nie skieruje swoich kroków, to jest „Teoria Chaosu”. Tak że nie jest potrzebny kolejny element do streamowania „Teorii Chaosu”. Tym bardziej że ona z Fali nie zniknie. Tym bardziej że to jest takie kameralne radio i to, że coś jest streamowane na tylu radiach, niekoniecznie oznacza, że koniecznie tutaj musi być dokładnie to samo. Raczej poszukuję jakiejś takiej indywidualnej, autorskiej wypowiedzi związanej bardziej z Radiem Na Fali. Tym bardziej że Michał wkroczył w karierę w cudzysłowie. Żartuję sobie oczywiście. Żaden tam kariera albo może kariera. W każdym razie ma umowy podpisane, w cudzysłowie podpisane. Ma umowy z różnymi podcasterami na streamowanie, tak że utrzymywanie tego w jednym miejscu już nie ma absolutnie sensu.
Tym bardziej że prawdę mówiąc „Teoria Chaosu” od prawie czterech lat i tak jest właściwie „Teorią Chaosu” jako niezależny podcast i nie ma nic wspólnego z Radiem Na Fali jako tako. Poza tym, że oczywiście znam się z Michałem. Absolutnie. Michał zna tą podłogę tutaj i lądował na niej nie raz, nie dwa. Myślę, że jeszcze nie raz wyląduje, jak znam życie. Anyway. Tak że „Teoria Chaosu” do znalezienia na Radiu Paranormalium, chociażby w wielu innych miejscach. Niekoniecznie w Radiu Na Fali, ale archiwa zostają. Tak że spokojnie, człowieku, żadne z tych archiwów nie znikną, wszystko zostaje na miejscu. A co będzie?
Nie wiem, co będzie. Różne ciekawe inne rzeczy. Wiesz, jak to jest. Czasy się zmieniają, kierownik pozostaje ten sam i bardzo dobrze. Tak że wracamy do oryginalnej formuły małego kameralnego radia bez popularnych, znanych wszędzie gwiazd polskiego podcastu. Tylko ty i ja. Otóż to, człowieku. Tak że taki news dla ciebie. I w ogóle ja może się przejmę troszeczkę na inne dni. Zrobię sobie wolny jakiś weekend, bo w sumie od czterech lat ja właściwie co sobotę jestem w Radiu Na Fali.
Jest to fajny moment, ale czasami fajnie sobie zrobić wolny weekend. Jak sobie ostatnio pomyślałem, że fajnie by było na jakiś czas zrobić wolne weekendy, a później może z powrotem. I don't know. Nie mam jakichś specjalnie ambitnych, gruntownych planów, poza tym, żeby zachować pewną kameralność miejsca i dobre samopoczucie, dobrą atmosferę. No i przede wszystkim miłą atmosferę. To jest chyba, myślę, najistotniejsze w życiu. Pewna higiena psychiczna na co dzień, jakieś miejsce, gdzie człowiek może usiąść, walnąć refleksjami, wrzucić sobie jakieś refleksje na ucho, posiedzieć, podumać, podrzemać. Nikt mu na plecy nie wskakuje, nikt się nie czepia płotu niczym pijany. Wiesz, takie spokojne miejsce. Prawie że chciałem powiedzieć jak ksiądz: relaks nad strumykiem.
Prawie że. Ale to w lesie. Tak intelektualnie troszkę bardziej, czasami z jakąś historią. Bo ja dzisiaj troszkę tak nawiążę do tych wszystkich wydarzeń, które się działy. Mam taką konkluzję, która tutaj się pojawia. W ogóle od wielu ludzi słyszę, to od lat słyszę oczywiście, ale faktycznie jest coś takiego, że jest jakiś taki czas podejmowania, nie wiem, czy ważnych decyzji dla niektórych. Bo dla mnie tak brzmi: ważna decyzja. Co oznacza ważna decyzja? To znaczy, że generalnie siedziałem, nie robiłem tego, co miałem robić. Na końcu okazało się, że muszę podejmować jakieś ultraważne decyzje, od których ultra milion spraw zależy, bo na jednej decyzji zawisło wszystko naraz.
Nie, żadnych ważnych decyzji, żadnych deklaracji, nic z tych rzeczy. Ale jest pewien rodzaj szaleństwa, który jest już taki dobrze widoczny, bym powiedział. Ja tu mam kontakty z różnymi ludźmi Mam tu trochę gości. Siedzimy sobie, gadamy o różnych sprawach. Wiesz jak to jest między ludźmi. Gadają. I przynoszą różne opowieści. I z tych opowieści wynika, że jest taki mocny przesyt u wielu normalnych ludzi, którzy jeszcze do pewnego momentu akceptowali taką zabawę. Ten cały system dookoła, taki mocny przesyt. I że było zabawniej.
Nie jest to tylko i wyłącznie przesyt z cyklu: mam już dosyć i mam dość. I rzucę się na kogoś z pięściami albo coś w tym stylu. Nie, nic z tych rzeczy. Absolutnie. Taki konstruktywny. Ludzie wyskakują z tego troszkę do własnych spraw, do własnych pomysłów na życie, cokolwiek to nie oznacza. Nie będę opowiadał ci jakichś prywatnych historii różnych ludzi. Sam jesteś człowiek albo człowieka i sama, i ty też sam dobrze wiesz, co lubisz robić w swoim własnym życiu i jak to robić. A ja oprócz tego, że jestem tutaj na mikrofonie w Radiu Na Fali i w Radiu Paranormalium, to jeszcze mam tu drugi mikrofon, który właśnie w tym momencie, jak zwykle tradycją wieczorowej pory... Co ja mówię, jakiej wieczorowej pory?
Hiperprzestrzeni! Dawno nie byłem za mikrofonem, wszystko mi się myli. No właśnie. Tradycją i wzorem hiperprzestrzeni i jeziorami, które tam panują, czyli takiego słuchowiska radiowego. Teraz będę rozkładał cały sprzęcik, czyli podłączam drugi mikrofon, a ty możesz zadzwonić radionafali.com na Skypie. A ja podłączam mikrofon. Jeziorany! Człowiek schodzi pod stół. Jeszcze talerze, szklanka na stole. Maryla, podaj pierogi.
Na zdrowie! Ja w ogóle mam szklaneczkę z herbatką, z mlekiem tym razem. Herbatka z mlekiem w angielskim zwyczaju, bo ja nadaję do ciebie, jak pewnie doskonale wiesz, prosto z bardzo słabo angielskiego Londynu. On nie jest angielski, ale coś jest z angielskiego. W końcu znajduje się na takiej wyspie. Anyway, ja w ogóle dzisiaj troszkę nawiążę do tych zmian, ale od takiej ciekawej strony, bo faktycznie dzieje się wiele. Ja nie chcę teraz wyrzucać takiej analizy specjalnej pod tytułem: jak zmienił się świat w ciągu ostatnich dni. Jedyna taka, że jakieś jeziora, coś mi poleciało pod stołem. Anyway. Nie będę robił żadnej specjalnej analizy.
Jedyne rzeczy, które sobie śledzę, to takie historie naukowe, rozumiesz pan i pani. Śledzę sobie aktywności wulkaniczne. Nie to, żebym oczywiście chciał polecieć w powietrze i to mnie strasznie pasjonowało, ale tak sobie śledzę różne rzeczy, czasami częstotliwości Schumanna, zapisy, które tak się nazywają, zapisy rezonansów częstotliwości jednych z paru. I tak sobie śledzę, tak sobie czytam, czasami rozmawiam z ludźmi. I faktycznie Ziemia się trzęsie, oceany się burzą, kontynenty się przesuwają. Widziałem takie fajne zdjęcia z Nowej Zelandii, jak kawał ziemi, nie wiem ile hektarów, ale kawał ziemi się podniósł o metr do góry. Tak zwyczajnie, nagle wszystko wjechało. Dzieją się jakieś mocne rzeczy. Japonia już mocno tam odpływa na Morzu Chińskim o kolejne metry. Z satelity widać, że odpływa.
Nikt o tym nie mówi. Są takie trzęsienia ziemi, że jeszcze może 10 lat temu ktoś w dzienniku telewizyjnym powiedziałby: „Proszę państwa, mamy poważne trzęsienie ziemi w skali czterech Richtera”, czy jakoś tak. A dzisiaj nikt ci tego nie powie, ponieważ te trzęsienia powyżej czwórki ładują non stop dookoła Pacyfiku. Widać, jak się wszystko przesuwa. Są jakieś ciekawe komunikaty z różnych miejsc. Dużo teorii spiskowych na ten temat, bo oczywiście jak zwykle nie jest to taki miły news od tej strony, że czyjaś chałupa stoi na tym kawałku ziemi, który ma się właśnie zatrząść. Ten news jest sklejony z wieloma innymi sprawami. Jest taka, można powiedzieć, kompleksowa historia. Tak mi się wydaje. Dzisiaj będę trochę opowiadał, jak to widzę, że właśnie zza tej całej kurtyny wystaje taka bardzo kompleksowa historia pod tytułem: przodkowie mówili, a mówili przodki dawniej.
Mówili. Trzeba było się słuchać przodków dawniej, że coś nadchodzi. Wielu geologów, wielu ludzi zajmujących się w ramach nauki akademickiej, uniwersyteckiej, z grantami i badaniami oficjalnymi siedzi i grzebie w tej ziemi i zauważają masę ciekawych rzeczy. W ciągu ostatnich 15 lat jest taki wykwit bardzo ciekawych badań związanych z aktywnością wulkaniczną chociażby Europy. Nawet zdaje się jakiś kanał telewizyjny, który serwuje jakiś taki paranaukowy, nie wiadomo co, rozrywkę paranaukową jak zwykle, jak to Discovery albo coś w tym stylu, nakręcił taki film dokumentalny o tym, jak wygląda nowo odkryta z przerażeniem przez naukowców platforma europejska, czyli właściwie ta ziemia, na której znajduje się Europa i chodzi o spękaniny. Pozwolisz, że sobie łyknę herbaty. Doskonała herbata. W ogóle chyba sobie wyjdę później jeszcze po jakąś herbatę, zostawić cię z jakimś długim utworem muzycznym. Ale póki co wracajmy do spękaniny skorupy ziemskiej. Od paru lat wychodzą takie badania, że właściwie, o ile dawniej jeszcze ktoś tam sobie myślał, że to tylko na styku płyt kontynentalnych będzie kopało, to się okazuje, że nie do końca.
Właściwie są takie tajemnicze ryśnięcia, które idą przez całą Europę i żeby było zabawniej, jedno z tych ryśnięć, uwierz mi albo nie, człowieku, magia dzieje się! Nie, żadna magia. To jest taki uskok, który znajduje się dokładnie w Anglii. Jest ich parę. Idzie ich cztery takie główne uskoki. W sumie więcej, ale takie cztery główne. I ten najciekawszy idzie przez Londyn, dokładnie wzdłuż Tamizy. Jak patrzysz na mapę i widzisz Londyn, to taki uskok sobie idzie tak centralnie. Tylko że Tamiza robi takie kółeczko dookoła, a uskok sobie idzie prosto. Nie ma tam kółeczka.
W każdym bądź razie po zbadaniu tej całej gleby w Europie okazuje się, że ruchy tektoniczne nie są niczym obcym i że my sobie tak żyjemy tutaj tak słodko i spokojnie, w ogóle nie zastanawiając się nad takimi aspektami jak trzęsienie ziemi. I nam się wydaje, że Europa teoretycznie, bo oczywiście podejrzewam, że są wśród nas ludzie, którym się tak nie wydaje. No mi się nie wydaje do końca. Może i tobie, ale ogólne przeświadczenie jest takie, że Europa jest stabilnym, starym kontynentem niewzruszonym. A tu się okazuje, że jest kilka ciekawych rys, które pokazują przerażające rzeczy. Właśnie bo jedna z tych rys idzie przez wybrzeże Francji i tam jest reaktor jądrowy. Przestań się bać. Przestań. Spokojnie, jakoś to będzie. Oprócz tego tam się znajduje takie bardzo ciekawe miejsce.
To są zabytki neolityczne i w ogóle w kilku miejscach, gdzie znajdują się te rysy pod ziemią. Nie mówię o Tatrach, Rysach i Beskidach, nie o górach polskich. Takie rysy w ziemi głęboko, które właściwie do tej pory się ruszają. Zaraz powiem jak. Tam się znajduje troszeczkę zabytkowych budynków. Swobodnie i frywolnie sobie nazywam zabytkowych, bo kto wie co to jest? Piramidy wszelkiego rodzaju. Mam swoją koncepcję na ten temat, którą czasami gdzieś tam pomiędzy słowami utykam, żeby nikt nie złapał mnie na całej koncepcji. Jeszcze sobie poczekam z takim ogólnym ujawnieniem. Poczekam jeszcze z tym ujawnieniem.
Doktor G. robił ujawnienie o UFO. Ja poczekam na niego. Wtedy ujawnię, czym są piramidy według mnie. Anyway, te budynki towarzyszą tym spękaninom i jest kilka zagadek dookoła starożytnych budynków. Do tej pory najczęściej wspominam o wszystkich wspólnych elementach, o konsolidacji tych wszystkich informacji. Ale jest kilka rzeczy, które są dziwne. Bardzo dziwne. Jedną z tych dziwnych rzeczy jest między innymi też ustawienie na gwiazdy. O ile zawsze opowiadam ci o tej części, która pasuje do gwiazd, to jest jeszcze jedna ciekawsza rzecz.
W tych starych zabytkach, starych wykopaliskach, najczęściej tych, które są nazywane out of place, czyli poza miejscem. Są różne nazwy. Swego czasu w Radio Paranormalium była debata na ten temat i dżentelmeni użyli tam polskiej nazwy. Polska nazwa zdaje się, jest inaczej skonstruowana. Nie pamiętam w tym momencie, ale z angielskiego jest to artefacts out of place, czyli artefakty poza miejscem. Co ja tu chciałem zrobić? Przepraszam, bo ktoś się pyta, gdzie ja nadaję na Skypie, a ja chyba nie wyjaśniłem gdzie nadaję. Wklejam dżentelmenowi linka do Paranormalium, że nadaję w Paranormalium dzisiaj. Sorry, będę dzisiaj taki trochę w biurze. Jeszcze pieczątkę sobie wezmę, będę przybijał.
Takie jeziorany. Ale wracając do naszej historii. Są te bardzo stare budynki. Na pewno kojarzysz wszystkie te fakty, że w tych starych piramidach, łącznie z Meksykiem, Egiptem. Nie wiem, jak jest w Chinach, bo posadzono na nich las, żeby nikt tam nie wszedł i żeby nie było tam nas. Na wszystkich piramidach z reguły, jeżeli są jakieś korytarze podziemne, to jest ten kawałek komory gdzieś tam na samym dnie i ta komora wygląda na najstarszą i z reguły okazuje się, że jest najstarsza i z reguły okazuje się, że w lokalnych legendach nosi ona znamię czegoś takiego, co zostawili po nas przodkowie, którzy mówili, że to zostawili ich przodkowie, którzy przybyli przed wszystkimi przodkami, kiedy żadnych przodków tu jeszcze nie było. Wow! Jest to takie super ultrastare. Jest kilka takich miejsc w Andach i to wcale nie kilka, tylko w cholerę, można powiedzieć. Miejsca, które są uznawane przez lokalną wiarę, lokalnymi legendy za punkty stworzenia świata.
Jest wiele takich miast. Wiele. Później przybyli Hiszpanie i wyciągnęli stamtąd wszystkie skarby, wszystkie rzeczy, które można było wyciągnąć, a szczególnie przedstawienia bożków. A jeżeli coś było więcej, to trzeba było to spalić. Informacja zniknęła. Cała, permanentnie. Ale zostały te budynki. Ciężko było wysadzić wszystko w powietrze, także zostały te stare obliczenia. Na potrzeby dzisiejszej audycji będę używał tego sformułowania. Stare budynki są troszkę jak obliczenia, jak opisanie pewnej reguły, pewnej zasady kosmicznej.
Aż się przyznałem, się przyznałem, czym myślę, że to jest. Ale mówiłem o tym bardziej raz, nie dwa, tak pomiędzy słowami. W końcu nawet parę lat temu. To radio wcale nie zaczęło się wczoraj. W każdym razie wracając do naszego wątku, są miejsca, które są oznaczone jako ekstremalnie stare, jako miejsca, od których zaczęła się jakakolwiek obecność istoty zwanej człowiekiem. Przynajmniej tej świadomości, którą jesteśmy w tym ciele na tej planecie. I te miejsca były zawsze w tych kulturach czczone. Dookoła tych miejsc budowano kolejne miejsca w kolejnych pokoleniach. Właściwie nikt nie wie, jak często to się działo, jak rzadko to się działo. Jest jedna ciekawa historia związana z obserwacjami nieba.
O ile te późniejsze, ale dalej tak samo niezrozumiałe dla nas jak te wcześniejsze budynki, mają znajome instrukcje gwiezdne, tak to chyba można nazwać. Czyli wszystkie te korelacje z niebem są dosyć czytelne, bardzo czytelne. Orion, konstelacja Smoka, wszystkie te historie na temat jak piramidy są usytuowane względem gwiazd. Dżentelmenem, który pierwszy postulował takie zjawisko był niejaki Robert Bauval i był to zdaje się 1976 rok. Jako pierwszy wydał książkę na ten temat i stąd się zaczęła cała jazda. Zresztą skończyło się dla niego wielkim biletem do Egiptu. Przez jakiś czas jeszcze tam Zahi Hawass był szefem egiptologii i pozwalał na takie hece, żeby on mógł tam kursować, podróżować, włazić po tych piramidach, włazić do nich i je badać. Ale kiedy się okazało, że teoria, którą opracował, kompletnie przeczy datowaniu piramid, ponieważ złapanie tego obrazu na niebie, który jest na piramidach, polegało na tym, że cofnięto kalendarz o 10 000 lat na komputerze i sprawdzono, jak wyglądało niebo nad płaskowyżem Giza. Okazało się, że dokładnie tak samo jak usytuowanie piramid. To był taki ślad pod tytułem: okej, jeżeli piramidy mają jakiś wiek, jeżeli jest jakiś czas i przestrzeń, to mówimy o 12 tysiącach, 11 tysiącach lat.
Oczywiście do tego dochodzi kolejny aspekt, że właściwie nie wszystko się zgadza co do joty. Piękne powiedzonko, co do joty. Nie wszystko się zgadza. Jest kilka gwiazd, które odstają i jest kilka różnych koncepcji. Przede wszystkim pierwsza podstawowa koncepcja, że nie wszystkie gwiazdy, które widzimy na niebie są gwiazdami. Jest to koncepcja z pogranicza mocnego science fiction. Podejrzewam, że każdy, nawet bardzo pokojowy astrofizyk rzuciłby się na mnie z pięściami, gdybym to przy nim powiedział, ale zrobię to nie ma tu żadnego astrofizyka, więc powiem. Chyba się nie rzuci, nie zdąży, nie przebiegnie po kablu. A może? Koncept brzmi tak, że część z tych gwiazdek, które widzimy na niebie to wcale nie są gwiazdki.
To są statki kosmiczne, które są zacumowane nad Ziemią i sobie wiszą. Cel ich jest generalnie bliżej znany części ludzkości, reszcie nie za bardzo. Reszta myśli, że to gwiazdy. Jest w tym generalnie pewien cel, pewien sens i jest pewna hipoteza na ten temat, którą opuszczę dzisiaj. Hipoteza jest niesamowita, ale ja to zostawiam na boku. Może zanim zostawię na boku, bo hipoteza brzmi zabawnie, brzmi przekonująco dla niektórych, ale Klaus Dona, taki dżentelmen, o którym mogłeś i ty też dziewczyno słyszeć. Badacz artefaktów out of place. Bardzo rzetelny austriacki dżentelmen z niemiecką precyzją, można powiedzieć, znajdujący wszystkie te tajemnicze wykopaliska. I jako że jest bardzo naukowy, sprawdza wszystko w laboratoriach, datuje, testuje i robi masę zamieszania technicznego dookoła tych wszystkich znajdowanych przedmiotów, żeby ustalić ich wiek. Ma takie przedmioty, które są bardzo stare.
Sięgają 24, być może 12 000 lat. Właściwie powyżej 12 000 lat ciężko jest cokolwiek zweryfikować, ale na pewno sięgają dalej niż 12 000 lat. Na tych kamykach, oczywiście kwestia dyskusyjna, czy są autentyczne, czy nie. Nie mi to badać, bo ja właściwie nie mam takiej maszyny do badania. Klaus Dona to zbadał, stwierdził, że są autentyczne. Są bardzo ciekawe rzeźby, rysuneczki. Jeżeli kojarzysz postać Nassima Harameina, to jest taka gwiazda fizyki alternatywnej, wschodząca od paru lat. Bardzo ciekawy koncept, bardzo ciekawe rozumienie i interpretacja tych wszystkich mocy dookoła nas i sam koncept na troszkę inne spojrzenie na tą oficjalną fizykę. Nassim Haramein myślę, że wszyscy doskonale wiedzą, bo to człowiek jest tak sławny jak Elvis Presley. Na spotkaniu Nassima Harameina i Klausa Dony, zdaje się w Meksyku, na jakichś wspólnych konferencjach pokazali wspólnie kilka z tych artefaktów.
Zdjęcia zostały zrobione, chociaż był zakaz robienia zdjęć. One wyciekły do publiczności, pojawiły się w internecie. Na zdjęciach są bardzo ciekawe rzeczy. Są statki kosmiczne, które wyglądają jak gwiazdy, które schodzą z nieba na ziemię, zabierają ziemian. Ktoś tu przylatuje, ktoś odlatuje. Generalnie jedno wielkie kosmiczne lotnisko i takie naprawdę duże lotnisko. Co tu można powiedzieć na ten temat? Oczywiście można powiedzieć, że teoria pod tytułem „Niektóre świecące punkty na niebie nie są wcale odległymi gwiazdami, tylko reaktorami statków kosmicznych” jest bardzo egzotyczna. Ale z drugiej strony mamy te kamyki i z trzeciej strony ciągle jest problem, żeby zrobić jakieś kosmiczne zdjęcie z jakiejś stacji orbitalnej, jakiegoś kosmodromu. Cokolwiek tam wisi w powietrzu i biegają po nim kosmonauci, żeby wzięli aparat do jasnej Anielki, zrobili ładne zdjęcie Drogi Mlecznej przez ten otworek, który tam mają w swojej metalowej puszce.
Okazuje się, że nie można zrobić zdjęcia Drogi Mlecznej w kosmosie, bo Drogi Mlecznej w kosmosie nie widać. Niebo jest czarne. Ja sobie oglądam czasami takie transmisje z ISS. Są takie live streamy na YouTubie. W nocy czasami pracuję i czasami trafię coś takiego. Jest taki ambientowy obrazek. Niektórzy oglądają palący się kominek w telewizorze. Jest taki kanał w Niemczech albo spływ barką po angielskich kanałach. Z kolei taki kanał jest w Anglii, relaksujący. Czasami jak przy czymś pracuję, zdarzyło mi się włączyć parę razy ten stream i czasami kątem oka sobie oglądam, jak oni wychodzą na zewnątrz, bo te streamy są najbardziej ciekawe wtedy, kiedy ta załoga wychodzi na zewnątrz.
Obserwuję, jak człowiek ubrany w te kosmiczne skafandry manipuluje przy tej stacji orbitalnej i zawsze przyglądam się z uwagą na niebo. I niebo zawsze jest czarne, nie ma żadnych gwiazd. A jak człowiek zobaczy na niebo, jak wyjdzie na pustkowie. Byłaś kiedyś w górach? Ja też byłem. No właśnie, to jest to niebo. Co tu dużo mówić. A teraz zobaczmy na życie kosmonauty. Straszna padaka. Człowiek poleciał w kosmos, cały czas szkolenia i nagle się okazuje, że nie ma żadnych gwiazd.
Lipa troszeczkę. Generalnie wygląda na to, że w kosmosie nie da się pójść na romantyczną randkę pod gwiazdami. Lipa. Zupełna lipa, ale zostawię może tą egzotyczną teorię co po dla niektórych z tymi statkami kosmicznymi, które udają gwiazdki dookoła nas, bo to jeszcze myślę, powinno poczekać. Ja sobie tutaj zbiorę jakieś materiały, opowiem o tym trochę więcej pewnego razu, bo jest to bardzo fascynująca mnie teoria i w ogóle strasznie mi się podoba. Anyway, wiesz jak to jest. Niektórzy lubią pomarańcze, niektórzy lubią ogórki kiszone, a niektórzy nic. Idąc dalej z tymi koncepcjami na temat naszych naukowych korzeni, tego stworzenia i datowania tych wszystkich zabytkowych przedmiotów, cofając się do tyłu, zauważamy, że właściwie o ile główne konstelacje gdzieś tam się zgadzają do 12 000 albo jakoś tak, to są te dziwne wykopaliska, już kompletnie odjechane, które nie pasują absolutnie w taki sposób oczywisty do jakiejkolwiek konstelacji na niebie. Oczywiście jest masa researcherów, naukowców albo ludzi badających te zjawiska, którzy w różny sposób próbują znaleźć korelacje pomiędzy tymi liniami. Świetnym przykładem są, moim zdaniem, linie na płaskowyżu Nazca.
To jest w ogóle fenomen. O ile część linii oczywiście jest skorelowana dosyć mocno z Drogą Mleczną, z kilkoma punktami na tej Drodze Mlecznej, które zresztą pojawiają się bardzo mocno w mitologii Azteków. A że pojawiły się w mitologii Azteków, to wiadomo, że musiały być wcześniej, bo Aztekowie, przynajmniej jak niesie fama ludowa, są tymi kolesiami, którzy przyszli na gotowe. I stwierdzili, że będą rzeźnisko poczyniać sobie jak tylko mogą i w ten sposób będą więksi albo coś. Nie mam pojęcia co im odjechało. Chyba nikt nie ma pojęcia. W każdym razie jest coś takiego, że znakomita część bardzo starych, zachowanych konstrukcji na tej planecie wskazuje na troszkę inny kalendarz gwiezdny. I ten kalendarz gwiezdny jest kompletnie niezrozumiały. Są te piękne, potężne centra astronomiczne, przynajmniej tak to oficjalnie się nazywa, w Belize. To jest Gwatemala, poniżej Meksyku.
Teraz tam potężnie trzęsie ziemią. Wygląda na to, że za chwilę Kalifornia się obsunie. I to chyba nie po raz pierwszy, bo Indianie Hopi zdaje się bardzo często o tym wspominali, że to jest takie miejsce, które raz jest nad, raz jest pod wodą. Są tam takie kompleksy w Belize. Oczywiście mówię o Indianach Hopi. W Belize są kompleksy astronomiczne, przynajmniej tak są określane. A mianowicie dlatego, że są to centralnie wręcz obserwatoria i ustawione na konkretne konstelacje gwiezdne. Ten cały koncept z tymi statkami kosmicznymi jest związany też z konstelacjami, że to jest powiązane właśnie w ten sposób, że to nie do końca są wszystko gwiazdy albo to jest coś troszeczkę ponad gwiazdy. Nie wiem co, nie wiem jak. Nie chcę w tym momencie się zagłębiać w ten temat.
W każdym razie jest to bardzo intrygująca rzecz do poszukiwań. Także jak coś znajdziesz na ten temat, może sprawdź, może coś odkryjesz. Jest ta druga część konstrukcji, która jest kompletnie zburzona i nie wiadomo, w którym kierunku były ustawione okna i nie wiadomo właściwie co było obserwowane. Bo to tak jakby zniszczyć połowę książki. I to właśnie tą połowę książki, gdzie dzieje się cała akcja i dowiadujemy się, jak się skończyły perypetie głównego bohatera. I ta właśnie część książki została zniszczona. To, co zostało jeszcze starsze, które się pojawia gdzieś tam na świecie, wskazuje na troszeczkę inny obraz nieba. Dalej jest to niebo, dalej są jakieś skoncentrowane punkty, dalej są legendy na ten temat, ale właściwie ciężko byłoby powiedzieć, że te sprawy przystają do siebie jeden do jeden. Masa ludzi, o czym ci wcześniej wspomniałem, próbuje to badać i szuka różnych ciekawych teorii. Jest taki dżentelmen w Anglii, który zasadza się na takie ciekawe, malutkie punkciki.
Nie powiem, jak się nazywa. Musisz sam poszukać. Zapomniałem. Chociaż to wstyd, bo pracowałem z jego kuzynem. Poważnie, tak się zdarzyło. Dżentelmen wydaje książki i prowadzi prelekcje. Ma taką bardzo ciekawą teorię, bardzo ciekawy koncept, z którym ja się akurat nie zgadzam, ale koncept jest bardzo intrygujący. Ciekawa historia. Być może nikt z nas nie ma racji, a pewnego dnia, jak to zbierzemy do kupy, to zobaczymy taki pełny obraz całości. W każdym razie o co chodzi w tym dziwnym koncepcie, z którym się nie do końca zgadzam?
Ten dżentelmen przerysował te rysunki prawie wszystkie, które znajdują się w tych starych kodeksach Indian Majów, Azteków. Wszystko to, co zostało po tych prekolumbijskich kulturach, czyli zanim zaczęła się tam rzeź, czyli najbliżej tych wszystkich oryginalnych piramid, przynajmniej tak jak się nam wydaje, najbliżej ich oryginalnej daty budowli tudzież tych oryginalnych konstruktorów, tej oryginalnej cywilizacji. Te wszystkie rysunki zawierały kilka ciekawych elementów. I tu się przydaje, niezależnie od konkluzji, jaką się ma i od tezy, jaką chcę się udowodnić, to nie jest istotne, ale taki konserwatywny, z angielskiego mówiąc research, czyli takie konserwatywne badania w terenie to jest piękna rzecz i w ogóle przyglądanie się sprawom od strony praktycznej. Ja to jestem taki praktyczny chłopak, że ja lubię sobie zbudować coś, zmontować, sprawdzić, czy coś działa, czy nie działa. Jak działa, to po prostu jest super. Jak nie działa, to mam inne wnioski. Ten dżentelmen ma to samo. Pojechał, porobił sobie kopie tych rysunków, zaczął je rysować, sprawdzać te wszystkie kamienie, na których te rysunki są porobione i znalazł ciekawą rzecz. Na bardzo wielu tych rysunkach, szczególnie utrwalonych w kamieniu, są takie specyficzne punkty, które wyglądają troszkę jak punkty zaczepienia.
Jeżeli odwrócisz te obrazki, jeden na lewą stronę, drugi na prawą, tak żeby tworzyły negatyw i zaczniesz nakładać na siebie, wychodzą bardzo ciekawe ilustracje. On ma oczywiście jakieś szalone koncepcje na ten temat, których absolutnie nie podzielam, ale zauważył jedną rzecz. Zauważył coś, co umknęło chyba praktycznie prawie wszystkim badaczom przez ostatnie dziesiątki lat. Coś, co ja bym nazwał takim punktem referencyjnym do ilustracji. A zawodowo jestem grafikiem i takim grafikiem całe życie. Moja rodzina się ze mnie śmieje, że jako dziecko, które jeszcze nie potrafiło chodzić, złapałem kredki do ręki, to do tej pory trzymam kredki w rękach. I tak trochę to wygląda. Także jako zawodowiec, a w końcu wyszło na to, że przepracowałem praktycznie całe swoje życie w tym zawodzie. Tutaj skorzystam troszeczkę ze swojego doświadczenia zawodowego, prywatnego. Wejdę troszkę na taką prywatną nutę.
Jest to bardzo ciekawa obserwacja, kiedy zauważasz, że w rysunku znajduje się coś takiego jak punkt orientacyjny. Oznacza to to, że wszystkie te rysunki, które były wykonane w ten sposób, mają jakieś pryncypia. Że jest jakaś zasada, która stoi za używaniem tego punktu. Ten punkt z reguły używany jest do wyznaczania jakichś geometrycznych elementów, do wytyczania proporcji, która ma być widoczna, ma być odczuwalna, ale nigdy w sposób werbalny znajdowana. Czyli jeżeli spojrzysz na taki budynek, jeżeli spojrzysz na taki projekt, to nie znajdziesz tej proporcji, nie znajdziesz tej symetrii, bo zapomnij o tym. Ona jest schowana. Jest tylko punkt referencyjny. Jeżeli w dzisiejszych czasach normalnie już tak to bierze i zrobisz sobie taki punkt referencyjny cyrklem. Jeżeli sobie robisz perspektywę, cokolwiek innego, jeżeli używasz takich urządzeń, to możesz sobie ten punkt zamazać. Tego punktu nie widać.
Natomiast co się stanie, kiedy rzeźbisz w kamieniu? Nagle pojawiają się właśnie jakieś takie dziwne punkty referencyjne. I o ile w grafice są to punkty referencyjne, o tyle w kamieniu wydaje mi się, że niekoniecznie. Chociaż nie chcę tu spekulować specjalnie godzinami, co to może być. Mi się wydaje, że są to uchwyty na jakieś urządzenia najczęściej. Przynajmniej taka jest moja koncepcja na to całe zjawisko. I to takie konkretne uchwyty, które coś tam robiły. I ona zna sporo tych punktów. I one mają bardzo ciekawą specyfikę, bo cokolwiek by nie powiedzieć, to odwracanie tych rysunków i nakładanie na siebie pokazało bardzo ciekawe zależności. Pokazało, że właściwie rysunki, czy chcesz, czy nie, są zorientowane dookoła tych punktów.
Czyli ktoś, kto robił te ilustracje, które były być może kopią kodeksów na kamieniu. Kodeksy zostały spalone. Teraz ponoć został odzyskany jeden nieznany wcześniej kodeks, ale nie znam żadnych detali. Nie wiem, czy to jest plotka. Kodeksy, czyli te oryginalne pisma Majów i Azteków z Ameryki Południowej, które były palone przez jezuitów nałogowo. W każdym bądź razie te punkty istniały wcześniej i wygląda na to, że te ilustracje właśnie są niczym innym jak opowieścią, być może jakąś alegorią, być może czymś dostatnim, czymś konkretnym na temat co to oznacza. Ten dżentelmen ma swoją koncepcję, co jest na tych rysunkach. On to łączy z jakimiś religijnymi historiami i tak dalej. Jestem od tego troszkę daleko, ale polecam ci, żebyś sobie sprawdził, jeżeli mi się uda przypomnieć imię, bo o ile dobrze pamiętam imię i nazwisko mojego dobrego znajomego, który należy do tej samej rodziny co autor tych publikacji, bo tych książek jest parę. Doskonale znany we Francji i w Anglii.
Nie wiem, czy sława dotarła do Polski. Chyba raczej tylko David Icke dotarł do Polski z takich rzeczy. Ale to troszkę inny research. Pan naprawdę sprawdzał te kamyki i szukał tych punktów w nich. A tam są takie wgłębienia w tych kamykach, takie dziureczki w bardzo specyficznych miejscach. Jak je połączysz w całość, to nie wygląda to zupełnie jak takie przypadkowe nie wiadomo co. Tym bardziej że kamienie są naprawdę twarde, tak żeby komuś się chciało robić dodatkowo dziurki w tych kamykach tylko po to, żeby obszyć tam cyrkiel i zrobić ilustracje dookoła, to nie za bardzo. To musiało być coś wcześniej. Jest kilka koncepcji z tymi rysunkami. Jest ta opowieść z Egiptu, że kiedy nadchodził schyłek Egiptu, część postanowiła, przynajmniej takie pryncypia naszego istnienia jako żywej istoty, przynajmniej wybrane pryncypia, wyrzeźbić w ścianach świątyni.
I tak oto dzięki temu jeszcze coś tam jest. Chociaż właściwie nikt z nas tu obecnych, zdaje się, nie potrafi tego odczytać w dzisiejszych czasach, bo nie potrafi, bo zwyczajnie, co dużo mówić, gdzieś ta wiedza zniknęła. Możemy się tylko domyślać i wszystko, co mamy na nasze radosne i życzliwe spekulacje. I to jest taki ciekawy element właśnie związany... Przepraszam, jak zwykle sobie mikrofon poprawiam. O, właśnie. Jest taki element związany jak zwykle z tym, że nic nie wiemy. Ktoś nas ciągle odcina od informacji, a jedyną informację, jaką mamy, to tą porównawczą z cyklu mogę sobie stanąć na łące, spojrzeć na niebo do góry, zobaczyć. Okej, konstelacja wygląda tak. Okej, tu mam plan budynku.
Widzisz pozostałości po tym budynku i teraz szukam jakichś wspólnych elementów. O ile znajduję połowę, to druga połowa kompletnie nie pasuje. Jest tu taka ciekawa teoria wysnuta przez nijaki dżentelmen o nazwisku Major Jenkins lata temu i druga teoria wysnuta przez jeszcze jednego pana. Och, nie przypominam sobie nazwiska. Ja to zawsze mam z tym problem. Takie ziorany wychodzą. Nie wiem, za szerość. Mariola, widziałaś te moje notatki? Zapomniałem. No właśnie.
W każdym razie chodziło o ten wiek piramid i Sfinksa ustanowiony, zaproponowany przez tego dżentelmena w latach 60., przez Bauvala. I okazało się, że właściwie jest pewna opcja, żeby synchronizować ten kosmiczny czas na niebie i te wszystkie budynki. Okazuje się, że kosmiczna opcja wygląda tak, że cofasz kalendarz o kolejne 12 000 lat i w tym momencie wyskakują ci kolejne cykle, można powiedzieć precesyjne, całej galaktyki, wszystkich planet. I wszystkie te układy się troszeczkę przesuwają w inne miejsce. I po sprawdzeniu kilku takich pozycji kolejne takie miejsce, w którym wszystko się idealnie zgadza, jeżeli chodzi o niebo. Właściwie nawet niektórzy twierdzą, że zgadza się o wiele bardziej. Ja próbowałem zrobić sobie takie porównanie. Cofnąłem sobie na specjalnym oprogramowaniu kalendarz o te 36 000 lat, bo tego dotyczy termin, o którym mówię i sprawdziłem sobie z kilkoma budynkami. Niestety zmartwię cię. Nic specjalnego nie znalazłem.
Moje research skończyło się porażką, ale kilku dżentelmenów poszperało i faktycznie są w stanie udowodnić paralo, że znaleźli paralo, czyli wspólne elementy. To, czy one w rzeczywistości istniały, to już jest nasze, że tak powiem, spekulowanie w tym temacie. Natomiast są pewne wspólne elementy. Jak się okazuje, właściwie wygląda na to, że więcej wspólnych elementów może być, kiedy przekraczasz tą liczbę 12 razy 3, niż kiedy masz tylko te 12 000 lat. I tu się zaczyna robić zabawnie, bo oznacza to tyle, przynajmniej taka jest konkluzja, że mieliśmy po prostu inne niebo nad sobą i część tej starej historii, która jest gdzieś tam zapisana w tych starych kodeksach, jest być może niezrozumiała, bo była kopiowana, kiedy niebo już było inne, takie jak dzisiaj. To ktoś kopiował starą wiedzę, gdzieś lekka, drobna pomyłka albo właściwie zniknęła informacja, że jest to niebo. Po prostu gdzieś to się pogubiło. I być może to jest rozwiązaniem tej zagadki właściwie gdzie my się znajdujemy w kosmosie? Bo jeżeli ktoś buduje takie budynki, które są odniesieniem do układu i pozycji gwiazd, to wiadomo, że jest to punkt referencyjny dla statku kosmicznego. Czy chcesz, czy nie, na to wygląda, przynajmniej z mojej perspektywy.
To po co ci konkretne dane, kierunki konstelacji punktów świecących na niebie? Cokolwiek by to nie było, czy to jest gwiazda, czy to jest reaktor statku kosmicznego, który wisi nad nami od 60 000 lat, to nie jest istotne. To jest dalej punkt referencyjny. Jeżeli masz na Ziemi konkretny kawałek instalacji, to on jest ustawiony jak pas na lotnisku dla samolotów, które podchodzą do lądowania. On ma światełka. I te światełka ustawiają twój kierunek. Być może. To jest bardzo popularna teoria, która oczywiście nie jest oryginalna. Nie jestem jej ojcem. Jeżeli ktoś jest z mojego pokolenia, to doskonale pamięta komiksy Polha z czasów jeszcze fantastyki.
Dawno temu, kiedy to historia science fiction w komiksie mówiła o przybyszach na Ziemi, którzy zaczęli tu cywilizację. Jest troszkę Erich van Däniken we mnie schowany. Nie będę udawał, że nie. Myślę, że w każdym z nas jest troszkę Ericha van Dänikena i o to w tym wszystkim chodzi. W każdym razie w temacie tych gwiazdek może tak być, że konstelacja na niebie wygląda troszkę inaczej. Albo konstelacja mogła być ta sama, ale reszta gwiazd mogła być inaczej. Właściwie nie wiadomo o co chodzi, ale wiemy, że mamy dwa punkty referencyjne. Być może to jest ta tajemnica schowana za dwoma słońcami, dwoma księżycami, że to jest moment przechodzenia planety przez nie wiadomo co. Jest masa ciekawych teorii, w które lubię się czasami wbić. Rzadko kiedy o nich opowiadam, bo są to bardzo astrofizyczne rzeczy.
Nie są astrofizyczne. Byłyby, gdyby nie były tak fantastyczne. Bardziej przypominają książki science fiction i to takie naprawdę gdzieś z daleka o rozsypujących się i konstruujących galaktykach niż opowieści Lema. W każdym razie jest taki koncept, który mówi o tym, że właściwie wszystko jest ciągle w ruchu, łącznie z naszym układem planetarnym i te ślady wielkich katastrof, jak niektórzy nazywają te roje meteorytów w naszej galaktyce, kawałków materiału skalnego, to są ślady wielkich eksplozji. Te rysy na Marsie, na niektórych planetach są takie przerysowania, jakby coś mocno podrapało taką planetę. Taka duża kometa. Są ślady aktywności. Niekoniecznie zawsze da się to wytłumaczyć jako upadek komety. Teraz jest bardzo ciekawa historia związana z publikacją, o której już mówiłem nie raz, nie dwa, ale dzisiaj wrócę. Grahama Hancocka.
I to jest historia pod tytułem: co potencjalnie się wydarzyło 12 000 lat temu? Jak wyglądał ten kataklizm? Graham Hancock postuluje tą kosmiczną historię. Myślę, że ma tu dużo racji, ale myślę, że kosmiczna historia bierze się z czegoś innego, o czym tu wcześniej mówiłem. Niemniej na potwierdzenie tego można tylko zbadać kratery. Jeżeli kratery wszystkie są okrągłe, to ta eksplozja musiała mieć jakiś inny charakter. Niekoniecznie nuklearny, jak postulują niektórzy. Były to serie wojen nuklearnych w kosmosie. Może niekoniecznie tak, może to były zupełnie inne moce. Może coś takiego samego jak na Słońcu.
Przez pewien moment się przeładowuje, planeta się zmienia. I to jest ciekawy punkt myślenia o przestrzeni dookoła nas, w sensie galaktyki. Czy to nie jest tak, że skoro widzimy, jak się zmienia cała planeta Ziemia, jak płyty tektoniczne się przesuwają, to czy przypadkiem nie byłoby wcale nie tak głupio wrzucić do głowy wniosek, że okej, jeżeli jedno się przesuwa, drugie się przesuwa, wszystko się przesuwa, to może być tak, że właściwie ruch planet w Układzie Słonecznym też jest dynamiczny. To nie jest stała. To nie jest tak, że zawsze planety są dokładnie w tej samej kolejności obok siebie. Może jest tak, że przez pewien kawałek podróży ten wielki statek kosmiczny zwany galaktyką konstruuje sobie troszkę inny potencjał i te planety są w innych kolejnościach, a może później w innych. Jest wiele zagadek, wiele tajemnic. Ja może się zamknę na parę chwil i puszczę jakąś muzyczkę. Tak gadam i gadam. Tak, bo chcę przejść sprawnie do wątku kalendarza słonecznego, bo to jest coś ciekawego, bardzo mocno związane z naszą cywilizacją i percepcją czasu i tym pomysłem na rzeczywistość taki, że okej, nasza cywilizacja to jest to, technologia to jest to, życie to jest to, kosmos to jest to, siamto i owamto.
Taki ogólnie zbitek, koncepcja całości można powiedzieć. Bo tu jest troszkę inna koncepcja. Jeżeli tak, to kalendarz gwiezdny przede wszystkim, bo jest to kalendarz tylko i wyłącznie związany z naszym układem dynamicznym, takim indywidualnym, a kalendarz słoneczny oznacza coś zupełnie innego i oznacza cykle, ale niekoniecznie tylko w ujęciu Ziemi, tylko cykle w ujęciu mocno kosmicznym. I być może wygląda to tak, że jest to kalendarz konstruowany z pozycji kogoś, kto właściwie nigdy nie mieszkał na Ziemi jako takiej. Tylko Ziemia jest jedną z wielu wysp archipelagu na jego mapie, z wielu innych archipelagów. I może to właśnie jesteśmy my. Właśnie wspomniałem o tych kosmicznych ruchach. W każdym razie gdzieś ślad tych kosmicznych ruchów jest świetnie zapisany gdzieś. To wcale nie jest gdzieś. To są wszystkie te opowieści zwane Wedami, wszystkie te najstarsze znane nam od strony wschodniej świata.
Już nie tych egzotycznych piramid gdzieś w Meksyku, tylko od tej dalej aktywnej, dalej funkcjonującej, dalej żywej kultury, która dalej funkcjonuje gdzieś w Indiach, gdzieś w Nepalu, gdzieś tam i sobie żyje, funkcjonuje, przekazuje sobie wiadomości. Te wszystkie wiadomości mówią o takich historiach jak potężnych bogach, którzy niszczą planetę. Nie wiem, jak mocno metaforycznie można to traktować. Czy były to dosłowne postacie, czy też jest to opis energii, która potrafi się spersonifikować albo cokolwiek. W każdym razie, jeżeli tak jest, to można wręcz się pokusić o doskonałe prace pani, która przeszła do legendy. Ty może nie znasz tej legendy. U mnie jest to troszkę taka legenda, bo jest to związane z historiami z Rudolfem Steinerem. Jest to pani Lilly Kaliszko. I czym się zajmowała pani Lilly Kaliszko? Zajmowała się badaniami nad krystalografią i biodynamiką.
Rudolf Steiner. Myślę, że niektórzy, którzy wysłali dzieci do szkoły steinerskiej, doskonale wiedzą, o co chodzi. Są szkoły steinerskie w Polsce. W Polsce też chyba są. Też powinny być w każdym kraju w Europie chyba. W Stanach też są. Jest ich parę na świecie. Mam znajomych, którzy mają tam dzieciaki. I jest to bardzo ciekawa koncepcja edukacji, która mówi troszeczkę szerzej o świecie i przede wszystkim opowiada o czymś takim jak biodynamika, bo właściwie ojcem biodynamiki, tych bardzo ekologicznych upraw Jest Rudolf Steiner. Właśnie on.
Wiele oczywiście nie wspomina o nim, bo to historia sprzed stu lat. Od tego to się zaczęło. I tam jest troszkę więcej na ten temat, bo zauważono, że minerały, wszystkie rzeczy, które znajdują się w ziemi, bardzo mocno reagują ze wszystkimi substancjami natury kosmicznej. Ale fajnie powiedziałem, substancje natury kosmicznej, prawie jak XIX wiek. Czyli wszystkie procesy, które nazywamy zjawiskami, procesami krystalizacji jakiejkolwiek substancji na tej planecie, planecie Ziemia, są bardzo mocno związane ze wszystkimi planetami, które są dookoła nas, tudzież tymi rzeczami, które świecą na niebie. Nieważne co to jest. Wszystkimi tymi świecącymi punktami, słońcem, księżycem i tak dalej. I są piękne zdjęcia. Tu gdzieś mam. Już mam.
Jest nawet książka w ogóle na ten temat. Historia jest dosyć stara, bo właściwie sięga 1928 roku. Nazywa się to „Pracując z gwiazdami i wczesnymi substancjami”. Jest na ten temat dosyć sporo. Są niesamowite zdjęcia reakcji chemicznych pomiędzy różnymi substancjami, takimi jak srebro, a na przykład słońcem podczas pełni albo zaćmienia księżyca. Piękna biografia, po prostu rewelacyjna. To nie jest biografia, to jest książka lekarska na temat krystalografii i tego, jak to wszystko ze sobą współgra. Więc jeżeli się cofniemy troszkę dalej, to wygląda na to, że te interakcje są właściwie chyba na każdym poziomie. Także dlaczego by nie brać tego pod uwagę? Tym bardziej, że są ślady kosmiczne i niektórzy twierdzą bitki, niektórzy twierdzą jakieś katastrofy.
Różnie to wygląda w zależności od tego, kto na to spogląda. Niektórzy widzą w tym upadek meteorytu na Ziemię. W każdym razie jest coś takiego jak cykliczne przestawienie się wszystkich mebli w całej okolicy, czy chcemy, czy nie. I właściwie do tego się sprowadza cała konkluzja zarówno wydobyta gdzieś tam w tych warstwach geologicznych przez geologów, jak i astrofizyków, że jest pewien moment, znaczy musi być taki moment, przynajmniej logicznie wynika, kiedy ta cała koncentracja energii, to całe nasilenie, te wszystkie zmiany nagle coś z siebie wydadzą. To jest troszkę jak kura siedząca na jajku. Siedzi, posępnieje i w końcu wyskakuje kurczak. Dokładnie ta sama historia i wygląda na to, że to jest dokładnie tuż zaraz. Zaraz teraz, właśnie. A co u ciebie? Dokładnie.
Jest to związane z tym kalendarzem i być może się okazało, że przez zupełny przypadek historii się troszkę sfrajerowaliśmy i z jednej strony zamieniliśmy wiedzę na kult cargo. Bo czym może być informacja o kalendarzu słonecznym? Może być informacją o punkcie referencyjnym takim, że jeżeli wyobraź sobie planetę Ziemię jako wielki lotniskowiec, kosmiczny lotniskowiec, który sobie może startować, mieszkać sobie na nim, cokolwiek chcesz. Jest jeszcze parę innych lotniskowców. Kto wie? Nikt tego nie wie. Się dowiemy w przyszłości. Albo i nie. To właściwie, cokolwiek by nie mówić, ten czas, przestrzeń jest czymś trochę innym. Kalendarz słoneczny nie jest do końca kalendarzem, jest tylko zapisem pewnych interakcji związanych z wykorzystaniem tego słonecznego napędu, można powiedzieć, który wykorzystuje Ziemia i my, i rośliny, i wszystko, co jest dookoła.
Albo jest to kalendarz księżycowy, czyli wykorzystanie jakiegoś własnego napędu, który jest wykorzystywany też przez nas, przez rośliny. Podlegamy tym dwóm cyklom. I teraz z tych kalendarzy zrobiliśmy nasze pojęcie czasu i przestrzeni. I to też nie jest przypadek. To też, jeżeli spojrzeć gdzieś tam daleko do tyłu, to może się okazać, że jest to ślad właśnie tej, być może, to jest moja spekulacja, także człowieku, nie wyskakuj z okna, spokojnie, nie łykaj aspiryny jeszcze wszystko jest okej, nie musisz wiązać butów i biec gdzieś do lasu i krzyczeć. Wszystko jest okej. Usiądź na kanapie, napij się kawy, rozluźnij. W każdym razie jest taki zapis, że być może są tak zwane dwa światy. Otóż to. I to nie jest tak, że one się wykluczają, że to jest taka jakaś mistyczna powieść pomiędzy jednym a drugim w mistycznym świecie oraz świecie rzeczywistym.
Nie, to jest jeden świat, który przechodzi, można powiedzieć, transmutację alchemicznym językiem. Gdzieś coś się zmienia i on funkcjonuje w różnych stanach. I ten stan jest określany właśnie w jednej pozycji od strony Słońca, a w drugiej pozycji od strony na przykład Księżyca. Kto wie? Znakomita część tych zabytkowych budynków jest tak zniszczona, że ciężko było cokolwiek wnioskować po tych budynkach, a jeszcze ciężej byłoby chyba odczytać jakikolwiek alfabet, który tam się znajduje, jeżeli cokolwiek się tam znajduje. Nikt nie ma bladego pojęcia, o co tak naprawdę do końca chodziło. Wiemy, że był tam cykl, bo jest zapisany w tej całej astronomicznej historii w tych budynkach. Jest zapisana pewna proporcja. Jest to proporcja Ziemi. Czyli to jest właśnie potwierdzenie tego cyklu słonecznego, tego, że ktokolwiek to robił, musiał mieszkać poza Ziemią, bo jak tu przylatujesz, to musisz mieć takie dyrektywy w głowie, żeby móc zbudować lotnisko, żeby stąd wylecieć.
Żeby sobie jakoś opisać to miejsce w kosmosie. I to miejsce do opisu w kosmosie to jest Słońce i Księżyc. I to nie jest związane być może z przestrzenią. Znaczy jest, ale widzisz, właśnie to jest ciekawa rzecz, bo my pojmujemy czas i przestrzeń dosyć linearnie. To jest kwestia cywilizacji, jaką stworzyliśmy. Takie wąskie gardło, można powiedzieć, że wszyscy wskoczyliśmy do takiego modelu zachowań homogenicznych. Wytworzyliśmy cywilizację, gdzie wszyscy chodzą do pracy o 8:00 rano i kończą o konkretnej godzinie, są o tej samej porze lunch, kolację, oglądają ten sam zestaw informacji i chcą żyć w ten sam sposób. No właśnie. I widać po ludziach, że korek w szampanie strzela. Człowiek nie jest w stanie długo wytrzymać w takim kieracie.
Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy to ciśnienie zewnętrzne i całej presji bycia takim homogenicznym serkiem homogenizowanym, zrównoważonym, znormalizowanym, takim samym jak wszyscy inni dookoła. Powoduje, że nie każdy wytrzymuje. Nikt normalny nie jest w stanie wytrzymać. Gdybyś kazał koniowi udawać drugiego konia, to nie wiem, czy by się udało. Chyba niemożliwe. Nie, to się jeszcze nigdy nie wydarzyło. Konie nie są w stanie udawać się nawzajem, a ludzie są w stanie udawać się nawzajem i żyć jeszcze w ten sposób dosyć długo. I tu powstaje zawsze jakieś ciśnienie w karku, tuż nad ramionami, w miejscu zwanym głową. I to ciśnienie wysadza ludzi na orbitę. Być może czy nie, jest to związane właśnie z tym przesileniem.
Ja od lat w hiperprzestrzeni opowiadam wszystkie legendy związane z czasem przesilenia. Myślę, że zatwardziali słuchacze doskonale wiedzą, bo jest to dla nich już prawie nudny temat. Ekstremalnie nudny. „Zmiany, widzę ludzie będą szaleć”. Ale to prawda, bo w takim momencie każdy z nas dostaje swoją porcję szaleństwa i nie ma, że to tamto. Tak mi się wydaje, bo przede wszystkim żyjemy w czasach, gdzie wszystkie stereotypowe pomysły na rzeczywistość są już kompletnie wyeksploatowane i wiemy, że właściwie cokolwiek się za tym czai, tylko zaraza, pożoga i rozpacz. I że jest to kierunek, od którego wszyscy uciekamy. Przynajmniej część z nas. Ja uciekam, ty uciekasz. Twoi znajomi, przyjaciele uciekają.
Znam też takich ludzi, którzy biegną w drugą stronę. Ty też pewnie znasz ludzi, którzy biegną w drugą stronę po karierę, sławę. Rozliczać będą świat. Z tego, że są na tym świecie, będą świat rozliczać. Takich ludzi jest naprawdę pełno. W każdym razie ten korek ciśnieniem strzela i troszkę paruje. I samochód się zmienia. To jest koniec wieku niewinności, bo w momencie, kiedy tak czy siak, czy chcemy, czy nie, wszystko się zagęszcza. Ja mam taki postulat, zresztą chyba nawet się pojawił w hiperprzestrzeni, że jesteśmy niczym innym jak strukturą informacji. Czyli to, co my nazywamy potocznie zagęszczeniem czasu, przestrzeni, myśli, wszystkiego, nie jest niczym innym jak trafieniem na troszkę gęstszą chmurę informacji z jednej strony.
Jeden rodzaj teorii, a druga teoria brzmi: albo może zrobienie coś ze sobą w taki sposób, że nagle ta informacja, taka sama dookoła, jak była wcześniej, nagle jest dla nas dostępna. Ja postuluję za tym drugim punktem. Myślę, że ta informacja jest ciągle dookoła nas, tylko ona nie zawsze jest dostępna. A to nie z tego powodu, że ona jest popsuta, tylko nasz sposób patrzenia na rzeczywistość jest troszeczkę, nieelegancko mówiąc, od dupy strony i z tego powodu bardzo często się wywracamy w tak wielu aspektach cywilizacyjnych, organizowania sobie życia nawzajem, przede wszystkim jako żywych istot. Nie lubię tego słowa, bo straszną alergię na to mam, ale takich społecznych. Taka jest prawda. Cokolwiek nie dotkniemy, to jest jak w bajce o Midasie. Człowiek dotyka, zamienia się w złoto i wszyscy umierają z głodu dookoła sztabek złota. Tak to wygląda. Jest taki koniec wieku niewinności.
Dowiedzieliśmy się o tym, że w pewną stronę nie działa. Ten koniec wieku niewinności jest bardzo specyficzny, jeżeli oglądasz newsy. Ja newsów akurat nie oglądam, ale czytam, bo nie mam telewizora, ale mam internet, także czasami sobie poskrobię troszeczkę w tej przeglądarce, przeglądnę kilka gazet międzynarodowych, żeby światowo troszkę zaśmierdziało w okolicy. Szukam sobie tej aktywności wulkanicznej, tych wszystkich rzeczy, o których czytam z kolei w pismach naukowych, bo bardzo ciekawe historie tam z kolei wypływają. Że znajdują się nowe dowody na dodatkową aktywność Ziemi, że naprawdę nie jesteśmy takim stałym miejscem, jakim chcielibyśmy widzieć Ziemię od strony naszej oficjalnej edukacji mainstreamowej. Ja też miałem geografię w szkole tak samo jak ty. Naprawdę, uwierz mi. W pozostałych szkołach też. Tam zawsze był taki model, że te wszystkie procesy geologiczne to jest gdzieś poza nami. To jest jakaś jura krakowsko-częstochowska miliony lat temu, gdzie muszelka zamieniła się w skamielinę.
Właściwie ciebie to nie dotyczy. Mnie to nie dotyczy. To nie jest nasze ani jutro, ani dziś, ani wczoraj. A tu się okazuje po tych badaniach w Europie, że właściwie to się dzieje non stop i te przesunięcia Ziemi są co 100 lat, co 20 lat, co 30 lat, że ta Ziemia właściwie ciągle się przesuwa. Co tu dużo mówić, nigdzie nie ma informacji o tym wszystkim. Natomiast jeżeli już jakakolwiek informacja się pojawia, z reguły próbuje mnie złapać w taki sposób: „Tomek, zobacz, wszystko jest stabilne. To się zatrzęsło. Ale życie jest stabilne. To, że się zatrzęsło, to nie jest normalne. To nie jest normalna część rzeczywistości.
Normalne jest, jak jest stabilne”. A tu się okazuje, że rzeczywistość jest zupełnie odwrotna. Nic nie jest stabilne, wszystko się zmienia, wszystko jest w nieustannym ruchu. Inna sprawa, że nasza cywilizacja nie jest przygotowana na ten ruch, bo jest skonstruowana w taki sposób, że taka budka z biletami. Człowiek się rodzi, musi zapłacić bilet. Chce wyjść z kołyski, musi zapłacić bilet. Chce przejść na drugą stronę ulicy, musi zapłacić bilet. Do własnego życia człowiek musi zapłacić bilet, pracując lata, żeby mieć dach nad głową i tak dalej, żeby mieć bilet do swojego własnego życia na swojej własnej planecie. Jest to bardzo kuriozalne. Ciężko potraktować to zupełnie inaczej.
Jest to właśnie coś, co w takim nasyceniu, kiedy nawet, ja już nie mówię o takiej kosmicznej informacji, tym niewidocznym eterze dookoła nas, czy jak to zwać, ale mówię o takiej informacji z cyklu internet, że ty siadasz, czytasz gazetę, że masz dostęp do informacji z drugiego końca świata, masz coś w rodzaju skali porównawczej. Widzisz, że świat nie musi wyglądać dokładnie w każdym miejscu tak samo i wcale na tym nie polega, że wygląda tak samo. To, że mój sąsiad wygląda inaczej, a ja wyglądam inaczej. Właśnie na tym polega cały świat. Gdybyśmy wyglądali tak samo, byłby problem. Być może byśmy założyli brązowe koszule i zaczęli mówić: „Hola, hola, dobry człowieku”. Tak na zdjęciach później wnuczkom byśmy opowiadali, że dlatego tak machaliśmy rękami, bo mówiliśmy: „Hola, hola! Hola, hola, zły człowieku”. Tutaj ta różnorodność i ta dynamika jest czymś, co jest elementarną, nie wiem, jak to nazwać właściwie, bo to nawet nie jest struktura. Jak to nazwać?
Dynamiczna struktura, czyli coś, co się ciągle kręci. Wir, nieustanny wir. Jest to coś normalnego i to są historie, które są kompletnie zamiatane pod dywan. Nie jest to część percepcji rzeczywistości, w którą chcemy się po prostu bawić, jeżeli chodzi o ten materialny świat. To są na przykład historie, bo ja tu nie tylko o trzęsieniach ziemi, bo ja nie chcę, żebyś się bał przez całą noc i ty też dziewczyno śpij spokojnie sobie. Szklankę z herbatą postaw przy łóżku i spokojnie kolorowych snów. Spokojnie, nic się nie zatrzęsie, a jak się zatrzęsie to i tak nie ma to żadnego znaczenia w tym momencie. Anyway. I kolejną taką sprawą. Przepraszam bardzo, ja muszę sobie znowu popić herbaty, tak się rozgadałem.
Która się pojawia dokładnie w takim samym kontekście, jest chociażby sprawa UFO. Ja oczywiście tak czepię troszkę, jak gdyby nigdy nic tego UFO. Tu pozdrawiam wszystkich uczestników debaty na Radiu Paranormalium i słuchaczy debaty. Dokładnie, cokolwiek by nie mówić ta sama historia. Jak trzęsienia ziemi, jak aktywność planety, jak w ogóle taka natura, oryginalna natura i to, jak się zachowuje. Tak samo takie obserwacje zamiatane pod dywan i z reguły próba robienia z tego jakiejś drobnej manipulacji, żeby co najwyżej wykorzystać w celach marketingowych albo propagandowych, albo wojennych, albo cholera wie co. W każdym razie w celach, które nie mają nic wspólnego z twoim ani moim życiem. Jest to tylko i wyłącznie zabawa grupy ludzi w to, że uda im się kontrolować inną grupę ludzi. Tych się uda parę tysięcy ubrać w ten sam model buta i koszuli, spodni i gaci. Jeszcze na dodatek da im się łopaty do ręki i będą biegli z tymi łopatami na wroga i krzyczeli: „Aaa!” Rozumiesz?
I są to w stanie zrobić za pieniądze. Wyobrażasz to sobie? Są tacy ludzie. Wojskowi się nazywają żołnierze. Jaka ciekawa historia. Są też tak zwane alternatywne źródła informacji, które potwierdzają potwornie, jeżeli chodzi o dobitność potwierdzenia, to, że właściwie stała pozycja jest abstraktem. Nie ma pojęcia stałe w kosmosie. Wszystko jest dynamicznym ruchem, wszystko oddziałuje na siebie nieustannie. Każda planeta, my na siebie, komórka na komórkę. No właśnie, ale co to jest to alternatywne źródło informacji?
To alternatywne źródło informacji, przynajmniej taka jest moja koncepcja na dzisiejszy wieczór, na tą opowieść tutaj, dzisiaj do mikrofonu dla ciebie jest nic innego jak naturalna medycyna. To jest coś, co pozwala wejść w kontakt, w interakcję z tą informacją dookoła nas. Niekoniecznie załatwi za mnie albo za ciebie całe życie. To, że wybierzemy się na ayahuasca i spędzimy pół roku w dżungli wcale nie załatwi za nas naszego życia. To, że wybierzemy się na roczną wyprawę na LSD, to też nie załatwi za nas naszego życia. Nasze refleksje mogą nam pomóc w organizowaniu naszego życia. To samo z psylocybiną. Jeżeli wrócisz z wyprawy grzybowej, to też nie załatwi za ciebie żadnego życia, tym bardziej twojego. Ale to jest alternatywne źródło informacji, przynajmniej dla mnie, o moim życiu. Być może dla ciebie o twoim życiu.
To już nie chcę spekulować, jak to jest u ciebie, bo to każdy powinien sam indywidualnie. I tam się pojawia masę właśnie informacji. Okej, są też kosmiczne historie, ale to zostawię. Nie będę ci opowiadał o swoich tripów w tym momencie. Zapomnij. Zostawiam to sobie. Może kiedyś sobie przypomnę na antenie. Anyway. Clou tego wszystkiego jest niczym innym jak informacją. I to, czy ona jest w sensie kosmicznym, czy jakimkolwiek innym, jest to zawsze informacja.
I ta informacja to jest nic innego jak źródło wszechwiedzy. Przynajmniej ja to tak mógłbym nazwać. Przynajmniej w moim przypadku tak to wygląda. Nie wiem, jak jest u ciebie. Jak wybierasz się na wyprawę z ayahuasca albo na psylocybinę, to czy przypadkiem nie spotykasz się z duchem Mamy Natury, z duchem roślin? Istoty, która mieszka na tej planecie od samego początku. To my jesteśmy tu gośćmi w tej skali czasowej patrząc, a rośliny są tu właścicielami tej planety. To są bogowie tej planety i prawdziwi, prawowici właściciele. I w tym momencie ta informacja jest zupełnie inna, bo jeżeli jako gatunek, taka prosta, błaha sprawa, niby trywialna, ale jako gatunek. Wyobraź sobie, że jesteś człowiekiem, jesteś gatunkiem człowiek.
Idziesz do lasu, dostajesz taki zestaw informacji od psylocybiny. Dowiadujesz się: okej, fajnie, jesteś gatunkiem na planecie Ziemia, ale ani jesteś najstarszym gatunkiem, ani jesteś najmądrzejszym gatunkiem, ani jesteś najszybszym, najlepszym, jakimkolwiek. Jesteś potrzebnym gatunkiem, bo jesteś, jak by ci powiedziało drzewo. Wyobraź sobie, że jestem drzewem. Jesteś jednym z nas, choć nie jesteś drzewem. Ale wszyscy tworzymy ten sam ekosystem. Wszyscy tworzymy to samo pole informacji z wielu różnych przyczyn. Każdy biolog ci powie, nie tylko biolog, każdy lekarz ci powie, że jeśli zamkniesz się w betonowym pudełku, przez całe życie będziesz tam mieszkał, to w końcu dopadną cię jakieś paskudne choroby, bo Mama Natura leczy. Jak wyjdziesz do lasu, to się tam lepiej poczujesz. Nie przez przypadek.
Normalna sprawa. I to jest to pole informacji. I teraz, jeżeli sobie tak spojrzysz na to z boku, to gdzie jest to rzeczywiste pole informacji? Czy pole informacji polega na tym, że zawęzimy wszystko do naszego gatunku? Wybudujemy sobie taki duży mur dookoła, jak dookoła Strefy Gazy se naziści z Izraela wybudowali, bo za mało im było murów w życiu. Sobie wybudowali jeszcze jeden i będziemy dokładnie duplikowali ten sam model. Będziemy się zamykali w coraz mniejszej skorupie, coraz grubszej skorupie i coraz bardziej, coraz bardziej, coraz bardziej unikając interakcji ze światem zewnętrznym. I to będzie przyczynkiem naszego upadku. Ale dramatycznie to zabrzmiało. Albo pójdziemy w drugą stronę, albo wybierzemy się z otwartymi rękami i powiemy: „Ahoj przygodo, witaj w moich progach.
Wybieram się na nową przygodę. Słuchaj, gdziekolwiek mnie wywieje, tam mnie wywieje. Na tym to polega. Nic nie jest stałe w życiu. Jedyne co może być stałe, to jest środowisko, które sobie w tym momencie robię.” A to środowisko zależy od tego, cokolwiek by nie mówić, zawsze od tego samego. Od sposobu, w jaki o sobie myślę. Ty o sobie myślisz. Od tego zależy twoje środowisko dookoła ciebie, twoi znajomi, twoi ludzie, twój świat. Twoje rzeczy tak samo jak moje historie są moimi historiami. I to alternatywne źródło informacji jest dosyć uniwersalne, bo to jest ten moment, kiedy przekraczamy swoją prywatną barierę, swój murek dookoła domu i wchodzimy, może niekoniecznie na posesję sąsiada, ale wychodzimy na drogę i sąsiad z boku też wyjdzie na drogę.
Zobaczymy sąsiada. Sąsiad zobaczy nas. Cofniemy się do tyłu. „O, cześć, sąsiedzie, cześć sąsiedzi”. I to jest moment przełamania tej bariery. To jest ta interakcja. W tym momencie mamy źródło informacji. Nasz sąsiad normalnie jest za murem. Nie widzimy, nie słyszymy i nie wiemy, ale kiedy skonfrontujemy się, widzimy. To jest naprawdę takie proste, jak mi się wydaje.
Nie ma tu jakiejś strasznie matematycznej, skomplikowanej reguły na to, żeby to opisać. Wiem, że istnieje cała rzesza matematyków, fizyków, naukowców, psychofreników, psychologów i tak dalej, którzy siedzą i próbują znaleźć reguły i zasady, żeby móc napisać coś w rodzaju programu odzyskiwania czegoś. W przypadku lekarzy będzie to zdrowia, w przypadku naukowców będzie to program uzyskiwania czegoś. I zawsze to będzie taka instrukcja, jeden krok po drugim, dla idioty, żebyś zawsze mógł zduplikować, żebyś się nigdy nie zastanawiał. Musisz wziąć karabin do ręki, musisz cofnąć zamek, musisz go przeładować. To jest taka instrukcja, żebyś nie myślał po co to robisz, bo jeżeli zaczniesz myśleć, to po chwili zrozumiesz, że: „O shit, mam w ręku broń palną. Holy Moly! Po jaką cholerę ja to mam w ręku?” I to jest to kluczowe pytanie. Natomiast jeżeli wszyscy będą zajęci teraz w lewo przeładowuje, to zamykam, przeładowuję jeszcze raz, cofam, naciskam, to nikt w ogóle nie skuma gdzie jest. I nagle, w tym momencie, kiedy wszystkie kule zostaną wystrzelone i dookoła nie będzie ani jednego żywego, nagle będzie: „Oh shit”.
To chyba nie w tą stronę było, ale będzie już za późno. I to jest ta historia, która się wydarzyła z tym pojedynczym źródłem informacji, które jest wyłącznie dedykowane temu murkowi dookoła nas. Wilhelm Reich to pięknie opisał: zbroja dookoła człowieka. Jak napisał o tej zbroi, to jeszcze opisał nową technologię leczenia. Jak się okazało, niestety były to Niemcy, gdzie kilku ludziom odjechało i zaczęła się nagonka. Wyrzucili człowieka, bo jeszcze zbyt rewolucyjne koncepcje. Bo jak się mogło okazać, że ludzie, którzy mają inne podejście do życia, pracują ze sobą w inny sposób, a nawet nie pracują ze sobą, tylko zwyczajnie zaczynają się dogadywać ze sobą, bo to nie ma żadnej pracy, tylko dogadywanie, że ci ludzie zaczynają mniej chorować, że dzieje się kilka niesamowitych zjawisk w organizmach tych ludzi. I to potwierdzało tezę, że nie stres, że nie to homogeniczne opakowanie, te same buty dla całej grupy, że nie jeden murek dookoła nas, tylko że wyjście poza ten murek powoduje, że nagle zdrowiejemy. Ja to sobie mogę przełożyć. Nie wiem jak ty, ale sobie przekładam niemniejszym, że to źródło informacji równa się między innymi nasze zdrowie.
I to jest standard. Dlatego ludzie, którzy mają fajne kontakty z innymi ludźmi, z fajnymi ludźmi przede wszystkim i są mili, sympatyczni, nie wskakują sobie na plecy, nie zachowują się jak kawał gówna w stosunku do siebie. Ci ludzie tworzą troszkę inne otoczenie i trochę inne koncepcje się wyhodowują, wychowują i trochę inaczej to dzieje. Przede wszystkim każdy się inaczej czuje i myślę, że przede wszystkim zdrowie jako takie jest o wiele lepsze. Lepiej się czuje człowiek, który jest otoczony normalnymi ludźmi, którzy nie mają w sobie agresji, niż człowiek, który żyje w skonfliktowanym środowisku, w którym właściwie nie wiadomo skąd ci ktokolwiek przyłoży i kiedy. I zawsze jest taka przyczajka, nie wiadomo kiedy atakują. Się okazuje, że ta konsolidacja w naszym organizmie powinna wychodzić na tą drugą stronę. Nie na stronę konfrontacji, tylko konsolidacji. To jest ta ciekawa historia. Jeżeli połączymy to z tym sednem całego mojego dzisiejszego dochodzenia, to wychodzi na to, że ta konsolidacja może być mocno sklejona z tym dynamicznym aspektem naszej planety, naszego życia i tego, że wszystko jest dynamiczne, że właściwie konsolidujemy się nie przez siedzenie na stołku w jakikolwiek sposób, chociaż teoretycznie mogłoby tak wyglądać, bo są ludzie, którzy siedzą gdzieś tam, medytują latami i się konsolidują ze sobą i odkrywają cały kosmos dla siebie.
Niemniej świat jest układem dynamicznym, czyli być może, jak sobie żartuje mój dobry przyjaciel, którego pozdrawiam serdecznie, wyjście z tego pokoju jest przez podłogę, czyli w najmniej oczekiwanym miejscu, w jakimkolwiek byśmy się nie spodziewali. Czyli ta konsolidacja zaczyna się w momencie, kiedy sprawy zostają rozsypane i mogą się pokleić tak, jak chcą, bo ten stary, oryginalny klej, który nie wiadomo kto tam wlał, czy to miało sens, czy nie, się rozsypał. I to jest moim zdaniem taka ciekawa rzecz, żeby się temu przyglądnąć. Właśnie owa konsolidacja w ujęciu dynamicznym można powiedzieć, że wszystko się kręci, że nigdy nie będziemy skonsolidowanymi ludźmi żyjącymi dokładnie w taki sam sposób jak wczoraj albo dzisiaj. Że nasza konsolidacja jutro albo za 10 lat, gdziekolwiek będziemy, będzie jednocześnie oznaczała, że będziemy w zupełnie innym miejscu. Zbieramy sobie zdjęcia, zbieramy sobie różne pamiątki z naszego życia, ale tak czy siak zawsze z tego lekcja jest taka sama. Kiedy sięgasz po to stare zdjęcie: „Jejku, jaki inny wtedy był świat, jak ja inaczej reagowałem na ten świat”. Ja tu uparcie powtarzam, że to nie jest tak, że świat się jakoś specjalnie zmienia. Znaczy zmienia się, jest dynamika, jest cały czas w ruchu, ale może tak: świat jest taki sam, tylko że się rusza. Garki czy talerze w zlewie są dokładnie takie same zawsze tylko, że się ruszają.
Raz są szklanki, raz talerze. Się przemieszczają, natomiast struktura jest dalej taka sama. Tak samo jak my jesteśmy dalej tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy, kiedy się pojawiliśmy na tej planecie i tylko w tym momencie zmienia się to, o czym mówiłem już nie raz, nie dwa. Myślę, że to cenna refleksja. Zmienia się tylko i wyłącznie nasza perspektywa patrzenia na rzeczywistość. Jeżeli perspektywa się zmienia, zmieniają się wybory, zmienia się wiele spraw. I to jest właśnie to coś, co przeczy kompletnie jakiemukolwiek konceptowi na temat: życie jest stabilne. To, co jest normalne, to jest coś, co jest powtarzalne, duplikowalne. Okazuje się, że w naturze nie ma takiej stuprocentowej duplikowalności. Gdybym miał to przetłumaczyć na język współczesnej technologii i robić takie rzeczy na obrabiarkach, można by było powiedzieć, że każda śrubka i każda nakrętka byłaby swobodnie, spontanicznie wykonaną ekspresją.
Nie wiem czym właściwie. Bardzo ekspresyjna by była. Wątpię, żeby jakakolwiek śrubka i nakrętka pasowała do siebie. Myślę, że zbyt dużo ekspresji by się tam pojawiło. Tylko że nasze życie nie polega na skręcaniu śrubek i nakrętek. I historia, która jest związana z tym, jak konstruujemy się od strony organicznej, też tego nie ma. Jest część życia, którą sobie wymyśliliśmy, która polega na tych śrubkach i nakrętkach. Część interfejsu, który nazywamy cywilizacją technicznego i tak dalej. To jest to, z czego do ciebie mówię. Z statywu, z mikrofonu, ze śrubek, nakrętek, podkładek, kabli, drutów.
To tylko część tego wszystkiego i to właściwie dalej mocno zapatrzona w analogowe wzory. Bo w sumie i tak jak sięgniesz sobie gdzieś głęboko w te wszystkie wynalazki, to zawsze jest facet, który mówi: „A, bo byłem w lesie, popatrzyłem na gałąź i nagle coś mnie olśniło i później zrobiłem to z urządzeń zębatych i staram się udawać drzewo”. Zawsze jest to udawanie drzewa i stworzyliśmy taką cywilizację, która udaje dosyć mocno. Praktycznie wszystko, cokolwiek jest obserwowalne w tym rzeczywistym świecie, który nas konstruuje organicznie. Bo czymże jest maszyna na kółka zębate bez kogoś, kto by obsłużył tą maszynę? Jest niczym, jest po prostu bezużyteczną maszyną. Ale w swoim zapędzie zbudowaliśmy te maszynki na kółka zębate, ale sami nie jesteśmy na kółka zębate. Gdzieś nastąpiło takie rozłożenie tego wszystkiego, że tu z jednej strony spodziewamy się mechanicznego duplikowania wszystkich elementów i taki świat budujemy, bo naszymi rękami to budujemy. Jeżeli budujesz urządzenie, które ma w sobie element powtarzalności, to znaczy, że gdzieś w tobie ten element powtarzalności siedzi. Ja mam coś takiego w sobie, mam pewne elementy powtarzalności, mam rzeczy, które nie mam pojęcia, czy są stałe, czy zmienne.
Nie mam pojęcia, jak długo będą towarzyszyły mojemu życiu, ale przez jakiś czas coś się włącza i wykonuje pewne rzeczy. Choćby to radio. Właśnie to jest taki element powtarzalności. W sobotni wieczór zawsze. I wykonuję pewne czynności, żeby świat wyglądał jak wygląda. Ale z drugiej strony też jestem taki cwany i nie jestem takim szaleńcem, żeby zapomnieć o tej drugiej stronie medalu, czyli o tym, że to wszystko jest w ruchu i jest to live. I to, że ja to robię regularnie, systematycznie, można powiedzieć, wcale nie oznacza, że stoję w miejscu. I to być może, przynajmniej tak się czuję z tym, co mówię do mikrofonu, to jest takie prywatnie dla mnie alternatywne źródło informacji. Wyskoczenie poza te swoje opakowanie, wyrzucenie tych wszystkich koncepcji, niezależnie od tego, czy one mają jakąkolwiek rację bytu, czy nie mają. Jest to wyrzucenie tego wszystkiego na zewnątrz i czy chcę, czy nie, ta koncepcja może się skonfrontować z inną koncepcją.
Być może ktoś coś znajdzie, co spowoduje, że kiedy dotrze do mnie, usłyszy i powiem: „Faktycznie, to był słaby pomysł”. Albo się może okaże, że to był całkiem ciekawy pomysł i można go podrążyć. Ale to wszystko wynika dokładnie z tej konsolidacji, która polega na tym, że wszystko jest w ruchu. Zabawna sytuacja. Okazuje się, że najbardziej stabilna pozycja to jest po prostu bycie w kajaku, którym miota rwący górski strumień pomiędzy jednym a drugim wodospadem. I że to jest taki standard. I to w sumie jest standard. Myślę, że chyba nam po prostu odmówiono, jeżeli chodzi o konstrukcję tego molocha kulturowego, w którym się wychowaliśmy. Odmówiono nam takiej frajdy z odkrywania i poznawania świata. Wysypano przed nami taki obrazek pięknego, powtarzalnego świata, że ktoś tam ma buty X, buty Y, to ty chcesz mieć albo buty X, albo buty Y.
Nikt z nas nie jest wychowany w ten sposób, że przyjrzy się na jego buty. A może sobie wymyśli swoje własne? Już nie X, Y, tylko twoje własne. Raczej nie. Raczej jest ta kultura followersów i to jest ten homogeniczny model i odbiera nam się tą frajdę odkrywania, tą radość. Otóż to. To, że możesz stać, coś sobie wymyślać, możesz to zrealizować. Możesz sobie podłubać przy różnych dziwnych projektach. Przede wszystkim możesz żyć swoim własnym życiem bez tłumaczenia się komukolwiek, z czego to ty robisz. I to jest coś, co ta kultura wybija z nas dosyć mocno.
Część z nas uwierzyło, że właściwie nie ma już czegoś takiego jak własna indywidualna chęć robienia czegokolwiek. Z reguły znakomita część działań, przynajmniej w tym współczesnym otoczeniu, ma jakąś tam etykietkę, że jeżeli ktoś coś robi, to po to, żeby uzyskać jakiś konkretny cel, który jest związany z jakimiś urządzeniami na kółka zębate i śrubki zębate. I koniecznie chodzi o to, żeby było ich więcej, jeszcze szybciej i jeszcze więcej. A jeżeli się okaże, że model jest zupełnie inny, że właściwie chodzi tylko i wyłącznie o wrzucenie tej informacji, nic więcej. O zrobienie tego pola informacji, bo właściwie czym jest wyrzucanie siebie owej informacji? Po prostu robisz miejsce. Dokładnie. Puszczasz swoje, to buduje jakąś informację z drugiej strony, one się łapią, coś tam powstaje z tego. Proste rzeczy, nic specjalnego. Kobieta, mężczyzna, interakcja, dziecko.
Całe życie na tym polega. Rodzi się kolejne pokolenie. Kolejne pokolenie wstaje, zastanawia się, coś robi, spotyka kogoś. Kolejne dziecko, kolejne, kolejne. Nagle w tym momencie pokolenie znajduje się na statku kosmicznym i jest bardzo fajnie i w ogóle jest niesamowita przyszłość. Kto wie? Może tak być. Tylko że myślę, że to będzie polegało dokładnie na zrozumieniu tego momentu, w jakim się tu pojawiamy, w jaki sposób funkcjonujemy, że jakakolwiek konsolidacja, czy to ktoś chce widzieć jako kulturę połączoną z technokratycznym aspektem cywilizacji, czyli że będzie po ludzku i zmechanizowane. Ja myślę, że będzie zupełnie inaczej. Myślę, że ta konsolidacja się dzieje w innym miejscu.
To jest pozwolenie sobie na to, żeby życie naprawdę płynęło, żeby nie stało w miejscu, żeby nie było tak, że każdy dzień jest przewidywalny, że budujemy sobie projektowane życie. Przede wszystkim projektowane od strony tego, co się stanie jutro z nami. Jeszcze projektować sobie na dzisiaj, co jest do zrobienia. Fajny pomysł. Jest zawsze kilka spraw do zrobienia, warto o nie zadbać. Natomiast takie projektowanie w ogóle rzeczywistości, że nam się wydaje, co będzie w przyszłości i tak się ustawiamy dzisiaj, żeby przypadkiem coś, co mogłoby być o wiele lepsze, się nigdy nie wydarzyło, bo naszym nastawieniem zablokujemy wszystkie rozwiązania. To jest jedyne ryzyko w tym wszystkim. Troszeczkę tak jak z tymi dżentelmenami, którzy tu w Londynie jeszcze jakieś sto parę lat temu mocno demonstrowali przeciwko samochodom elektrycznym. Wtedy praktycznie każdy samochód był elektryczny, szczególnie tu, w Londynie. I były potężne demonstracje, protesty i strajki woźniców?
Nie wiem, jak to odmienić po polsku poprawnie. Jak to jest po polsku? Woźnica. Nawet jeden woźnica z drugim zrobili sobie strajk w Londynie. I oczywiście były artykuły w gazetach i było zamieszanie, bo był poważny problem związany z przyszłością tego miasta, problem komunikacyjny. I problem brzmiał tak, że kto, proszę ja koleżanki i kolegów, kto wtedy utrzyma te wszystkie konie na świecie? I kto utrzyma, kto zapewni zbyt tej ilości siana? I że to się rynek załamie, bo przecież te konie, które powożą dorożkami przez miasto Londyn jak długie i szerokie, żrą ten owies i jeżeli samochody wyprą konne dorożki, to rynek owsa się załamie i rynek koni się załamie i po prostu będzie dramat. Będzie wielka katastrofa i miasto nie przeżyje do następnego dnia. Jak się okazało, wydarzyło się zupełnie inaczej.
Konie znalazły swoje miejsce na zawodach sportowych, ewentualnie w takich luksusowych raczej historiach. Nie przypomina to końskiego życia z Londynu sprzed 100 lat. Konie dzisiaj są lepiej traktowane niż ludzie w Anglii, jeżeli o to chodzi. Dostają chyba lepsze jedzenie niż ludzie w wielu miejscach i to nie tylko w Anglii. Tak się to skończyło, ale największym problemem było właśnie to założenie, że wszystko musi wyglądać tak jak dzisiaj i gigantyczne problemy były generowane w umysłach ludzkich właśnie na temat przyszłości pod tytułem, że jeden wynalazek może zniszczyć jakąś dziedzinę kompletnie, że może zaorać całe nasze życie i tak dalej, bo ktoś na tym mniej zarobi. Taki troszkę dziwny koncept. I to jest ten koncept, który moim zdaniem wielu ludzi chciało uznawać za konsolidację, za coś, co będzie scalało cały świat. I chyba po to był wymyślony kalendarz, żeby wreszcie na kalendarz patrzeć nie jak na coś, co jest naszą pozycją w kosmosie, jak dla przyszłych kosmonautów, którzy właśnie polecą zaraz w gwiazdy. Nie, nic w ten sposób. To było tylko po to, żebyś zapłacił podatki, a w rzeczywistości nie da się tym za bardzo odmierzać czasu, bo ciągle są jakieś przesunięcia.
Przecież te zegary atomowe ciągle są poprawiane, regulowane. To nie jest tak, że Ziemia się nieustannie kręci z tą samą prędkością. Jedno trzęsienie ziemi i nagle parę sekund znika z obrotu Ziemi. Tadam! A numer jeszcze jest zabawniejszy, bo się okazuje, że tak jak Ziemia przyśpiesza, co można tłumaczyć trzęsieniami ziemi na tej planecie, to jeszcze Wenus analogicznie przyśpiesza do Ziemi. No ale wiadomo, okej, nie widzimy trzęsień ziemi na Wenus, nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy były, czy nie. Można założyć, że dokładnie takie samo było na Wenus i też przyśpieszyła z tego powodu. No ale w tym samym momencie, w tym samym czasie jeszcze te chmury na tych planetach, dziwne zachowania planet Jowisz, Saturn. Jest coś takiego. Jest coś takiego, jest obserwowalne i to są być może opowieści o dwóch słońcach.
Być może właśnie to jest ta legenda, bo ciężko było teraz dowodzić, jak tak naprawdę wyglądało niebo 20 000 lat temu, 36 000 lat temu. Możemy sobie odpalić oprogramowanie komputerowe, które ma wczytaną pozycję dnia dzisiejszego i będziemy tak cofali. No ale właśnie, skąd ta jest pozycja, jeżeli coś się dzieje grubszego, jakiś grubszy proces? Parę lat temu NASA walnęło tekstem i to takim mocnym tekstem, który zmroził praktycznie wszystkich badaczy zawodowych, astrofizyków i tych, którzy badają aktywność Słońca. Okazało się, że Słońce poza znanymi cyklami posiada jeszcze jeden, który nikomu nie był znany. Jest bardzo długi i właściwie nic na temat tego cyklu nie wiadomo i jest zaprzeczeniem tego, co do tej pory było wiadome na temat Słońca, że jak jest gorące to wybucha albo coś takiego i kiedy jest aktywne, kiedy jest nieaktywne. Okazało się, że ups, mamy coś, co jest zaprzeczeniem naszego schematu, który sobie wyprodukowaliśmy przez ostatnie 100 lat obserwacji Słońca, właściwie 400 lat obserwacji Słońca. No i to się zdarza z wieloma dziedzinami nauki. I może być tak, że za chwilę się dowiemy, że właściwie nie ma tu nic nawet od takiej akademickiej strony stałego. I że te dwa słońca, opowieści o różnych takich zduplikowanych systemach.
Bo jeżeli się przyjrzysz na te legendy, ja teraz na sam koniec wrócę do tego, to zobaczysz właśnie zawsze, że coś, co później legło jako podstawy konceptów dualistycznych na świecie. Przynajmniej taka jest moja koncepcja. Ale mówi to o dwóch miejscach położenia, że jest moment, kiedy Ziemia jest położona w innym miejscu. Okej, niekoniecznie być może przesunięta w innym miejscu Układu Słonecznego, chociaż taka jest moja koncepcja i tak sobie o tym myślę. Ale jakkolwiek by nie było, jest to po prostu przemieszczenie się planety konkretnie w czasie i przestrzeni. I z jednego punktu, w którym jest, widać to niebo troszkę inaczej, a z drugiego punktu widać zupełnie inaczej, chociaż zasady są dokładnie te same i być może kilka elementów na tym niebie się zgadza. I teraz jest pytanie: czy to są elementy z nieba? Czy to są elementy, które są według tych wszystkich opowieści statkami kosmicznymi naszych braci, które tutaj czuwają nad nami cały czas, bo są i takie opowieści. Kto wie? Jeszcze przez parę chwil z tobą, człowieku, tutaj w Radiu na fali nadawanym przez Radio Paranormalium.
Gdyż o czym mówiłem, coś się stało z serwerami znowu. Może ta Kalifornia wreszcie się zaczyna już obsypywać i serwery tam po boisku strzelają. Na to trochę wygląda chyba. Ja tak o tym mówię, się śmieję, a koniec końców serwery zjadą mi do Pacyfiku i tyle z tego będzie. Chyba tak się to skończy. Zobaczymy. Wtedy będę szukał nowych. Ale wracając do całej historii z tym dualizmem. Ja sobie myślę, cały czas to powtarzam, bo zawsze w każdej legendzie, w każdej dziwnej opowieści jest kawałek ziarenka prawdy. Bo czy chcemy, czy nie, zawsze opowiadamy ten kawałek historii o sobie samych.
I tu się nie da skłamać. Część oczywiście można sobie dopisać, dokonfabulować, doprawić różnymi przyprawami. Oczywiście, ale podstawa zawsze będzie taka sama, żeby była wiarygodna, bo to jest ten jedyny kawałek informacji, który jest poza naszym płotkiem, poza naszym ogrodzeniem, poza naszą chawirką, który jest walidowany przez wszystkich pozostałych. Jeżeli wyjdziesz na ulicę, spotkasz sąsiada i obydwaj pamiętacie, co było rok temu, a była wielka powódź i powiesz do sąsiada: „Pamiętasz wielką powódź rok temu?” On powie: „Pamiętam.” To jest właśnie moment, kiedy informacja się łapie i wszyscy stoją dokładnie w tym samym miejscu i to jest moment, w którym możesz zwalidować informację. Wtedy powiesz: „Tak jak mówił mój sąsiad wtedy, kiedy była powódź, to tuż zaraz po tej powodzi...”, i możesz opisać cokolwiek chcesz. Po tej powodzi uratowałeś słonia. Był różowy i w kratkę. Cokolwiek. Wiadomo, że pewnego dnia pamięć o sąsiedzie może się zatrze, a może ty sam ją zatrzesz. Jedyne, co zostanie, to opowieść o tym, jak podczas powodzi właściwie historia nie była taka specjalnie istotna, ale w pewnym momencie pojawił się różowy słoń i znakiem jego pojawienia się była właśnie wielka powódź.
Tak może się to skończyć. Nigdy nie wiadomo. Zostały piękne rysunki na płaskowyżu Nazca, które prowadzą może być donikąd. Prowadzą w dziwne galaktyki, dziwne miejsca w kosmosie, część nam znanych, część nieznanych. Są obrysowane w ciekawy sposób ptaki, małpy. Koncepcji jest wiele. Jedna koncepcja mówi, że zwierzęta zostały dorysowane później na tych liniach. Ta podstawowa mówi, że wszystko zostało zrobione naraz. Niewielu ludzi wspomina w ogóle o tym, co się znajduje pod płaskowyżem Nazca, że cokolwiek by nie mówić, ciężko traktować to w kategoriach stricte religijnych, jak przyzwyczailiśmy się traktować jakąkolwiek formę zrozumienia kompleksowego świata, bo na swoje nieszczęście, jeszcze w tym całym cywilizacyjnym zgięciu niektórym z nas tak odjechało, że próbę złapania tego konceptu w całości, kim jesteśmy i czym jesteśmy na tej planecie i właściwie czym jest ta planeta w kosmosie i czym jest ten kosmos, stało się jakąś zabawą religijną, wiarą, historią, która determinuje ich do robienia jakichś dziwnych, krzywych, pogiętych rzeczy. A to jest tylko i wyłącznie informacja.
Jeżeli wiesz, jak z niej korzystać, to być może i ty będziesz chodził po wodzie. Kto wie, człowieku. Kilku ludzi po wodzie chodziło, kilku ludzi robiło inne rzeczy i nikt z nich nie był bóstwem. Posiadali pewną informację, której inni po prostu nie posiadali. I to cała filozofia. Nic więcej. I teraz jest tylko kwestia dostępu do tej informacji, że wiadomo, że wszystkie organizacje religijne, wszystkie organizacje rządowe, takie oficjalne, które są w jakikolwiek sposób ugotowane w tym całym sosie, nigdy nie pozwolą na taką sytuację, żeby ktokolwiek z ich wyznawców wyszedł poza tą magiczną szklaną barierę i uwierzył w to, że nie będzie wieczornej porzy. I uwierzył w to, że świat zawsze będzie taki sam i został z nimi tak do końca świata i budował ten sam świat codziennie. Zawsze jest obawa, że w pewnym momencie, kiedy każdy z nas zauważy, że życie jest ruchomym, dynamicznym procesem, stwierdzimy, że sprawdzimy chociażby na sam początek, jak to jest żyć w zdrowy, dynamiczny, ruchomy sposób ze zdrowiem psychicznym. Nagle się okazuje, że kiedy człowiek już tego trochę złapie, nie chce się wcale wyskakiwać z tego zdrowia psychicznego.
Jest całkiem miło, jest rewelacyjnie. Nareszcie jest po prostu normalnie. Nie ma szaleństwa. Są fajne pomysły w głowie, fajny sposób myślenia o sobie i ludziach dookoła. To jest bardzo istotna sprawa. Właśnie bez tego szaleństwa, jak się okazuje, monotonia powoduje, że mamy ciężki problem, żeby dobrze się traktować nawzajem. To jest fenomenalna historia. Dlatego tylko w ten sposób można zapewnić sobie karną armię, doprowadzić ludzi do psychopatycznej monotonii, w której zabijanie innych ludzi okaże się jedyną rozrywką. No właśnie, a co z informacją? Wracając troszkę do tych legend, bo mówię, że tam jest ziarenko prawdy i tak dalej, to jest taka dodatkowa trzecia alternatywa.
Można powiedzieć trzecia, czwarta, piąta, szósta. Właściwie nie wiadomo która alternatywa, ale dodatkowa alternatywna na te wszystkie radosne opowieści pod tytułem koniec świata. Bo do tej pory, jeżeli spojrzysz z takiej teologicznej historii, koniec świata normalnie albo jakakolwiek zmiana cywilizacyjna, jedno i drugie to samo, zawsze będzie opisywane przez tych, którzy są aktualnie przy stołkach, że to będzie koniec świata. Koniec rządów jest końcem świata tych, którzy są aktualnie w każdym rządzie. I to jest w każdej chyba sytuacji, niezależnie od planety, miejsca, galaktyki, kosmosu, statku kosmicznego, gdziekolwiek jesteś. Zawsze zmiana, która wysadza tych starych z siodła i powoduje, że znikają jakieś mury, jakieś obostrzenia, że dostajesz trochę więcej wolności, jest taką zmianą, która uderza mocno w system. Koniec świata, katastrofa. I teraz jest pytanie: jak my jesteśmy wychowywani? Pytanie jest retoryczne, bo wszyscy doskonale wiemy, że dla nas w takim standardzie jest sprzedawany pakiet pod tytułem: zawsze musi być tak samo, żebyś miał bezpieczne życie. Jeżeli coś się będzie zmieniało, twoje poczucie bezpieczeństwa będzie automatycznie zagrożone i w ogóle twoje bezpieczeństwo będzie zagrożone.
Nawet nie poczucie, tylko w ogóle, czego nie przeżyjesz. I to jest obrazek, który naprawdę nagminnie się nam sprzedaje, nieustannie. Alternatywa jest zupełnie inna i myślę, że tak czy siak, czy chcemy, czy nie, nadchodzi ten moment. Nie wiem, kiedy on oczywiście nastąpi, ale tak czy siak nastąpi. Nadchodzi ten moment, kiedy już nie będzie ucieczki przed tą alternatywą, bo tak czy siak, nawet chodząc dookoła każdego pomysłu, w końcu trzeba na niego trafić. I nasza cywilizacja chodząc dookoła swojej zagłady w końcu i na tą zagładę trafi. Właściwie już myślę, że trafiła i już właściwie jest chyba po. A ta cywilizacja nie wygląda specjalnie romantycznie jak dla mnie. Chyba że ktoś za coś romantycznego uznaje, nie wiem co właściwie. Ciężko by uznać coś romantycznego poza oczywiście planetą, nami i naszymi dobrymi zachowaniami.
Niemniej, do czego dążę? Do tej alternatywy, która mówi, że te dwa słońca, te dwa światy, to, że wszystko się zmienia, jest związane z takim stałym cyklem. I to jest jeszcze zabawniejsze w tym wszystkim, że nie dość, że jest to dodatkowa alternatywa, która jest jeszcze bardziej kosmiczna niż Erich von Däniken, chociaż to już chyba mniej egzotyczne, bo w tym momencie, jak mówisz coś takiego, to już nieistotne, czy to jest cyklem, czy to nie jest cyklem, czy to się wydarza co 26 000 lat, czy to się wydarza co 12 000 lat, czy co 34 000 albo 6 000 lat czy 8. To już właściwie chyba nie jest istotne. To już taki drobiazg troszeczkę. Tak czy siak, ta koncepcja dwóch słońc i tego, że jesteśmy dynamiczni, różne koncepcje religijne, które się pojawiły na przestrzeni ostatnich tysięcy lat. Chociażby ten koncept życia po śmierci, czyli to, że cały czas jesteśmy aktywni. Oczywiście, że jesteśmy cały czas aktywni i nigdy nie umieramy. Co najwyżej możemy pozbawić się fizycznie tego ciała. I podejrzewam, że tak samo jak dla mnie i dla ciebie też nie jest to żadnym odkryciem.
Niemniej zrobiono z tego religię. To też jest informacja, która nagle stała się kwestią dotkniętym wiary, a nie kwestią dotkniętej wiedzy w żaden z możliwych sposobów. I gdyby tak połączyć te wszystkie rzeczy, to może być tak, że cała religia nagle wyparuje jednego dnia, bo nagle się okaże, że co by nie mówić, była to grupa ludzi, która zawłaszczyła sobie fragmenty wiedzy i to w taki sposób, żeby nikt tego nie zrozumiał, żeby panował taki nieustanny zamęt, żeby to było niewyjaśnione zjawisko, pod którym może się podpisać każdy z fałszywych i powiedzieć ci: „O, zobacz, to jest świadectwo mojego Boga. Mój Bóg jest nieodgadniony, robi rzeczy nieodgadnione. Ja ci mogę tylko powiedzieć kiedy i gdzie”. I oczywiście prowokuje tą sytuację za pomocą sztuczek technicznych na przykład, o których my nic nie wiemy. Po czym my widzimy takie zjawisko, które jest niewyjaśnione według nas oczywiście, bo nasza percepcja to się kończy. Mieszkaliśmy długo w domu ogrodzonym wysokim murem i mieliśmy mało informacji. I nagle się okazuje, że zamiast się rozwijać, zaczynamy się zwijać, bo w tym momencie zaczynamy wierzyć w coś, co jest poza nami. Ale gdybyśmy zrobili dwa kroki do przodu, przyjrzeli się zjawisku, okazałoby się, że tam są na przykład jakieś kable pochowane w trawie albo jakiś głośnik.
Zawsze przypomina taka bajka „Czarnoksiężnik z Krainy Oz", głośnik schowany za fotelem, coś w tym stylu. I może tak być, że za chwilę się okaże, że właściwie ta religia, że wiele rzeczy to nic innego, jak tylko taki właśnie głośnik schowany za fotelem. A ta cała historia związana z tym, że łapiemy taki, można powiedzieć, rzeczywisty balans na tej planecie jako żywe istoty z całą resztą gatunków, że nie musimy wyorać wszystkich drzew na planecie, wybić wszystkich żywych istot poza nami i siebie wybijać. Synteza. Tak. Otóż to. Ta konsolidacja jest w zupełnie innym miejscu. Nie przebiega przez budowanie sobie interfejsu mechanicznego. Biegnie z drugiej strony. Biegnie od strony zrozumienia procesów, które są takimi wywrotowymi historiami według dzisiejszej cywilizacji, czyli tymi nieodgadnionymi zmianami, że klimat się zmienia.
Wielki dramat na przykład dzisiaj, prawda? Klimat się zmienia nieustannie. Będzie wielka burza, wielki deszcz, spadnie znowu wielki śnieg. Sto lat temu spadł taki wielki śnieg. To na pewno będzie wielka katastrofa. I wszyscy żyjemy w obliczu wielkiej katastrofy, zamiast się cieszyć, że właściwie jest to znak tego, że planeta żyje. Nigdy nie jest tak, że śnieg zawsze jest taki sam. Przez sto lat być może jest taki sam, ale wiadomo, że to taki krótki okres czasu. Jeżeli masz taką samą zimę jak poprzednia zima, to masz po prostu ten moment zwolnienia tych wszystkich interakcji. Przynajmniej taka jest moja opinia na ten temat.
A następnego lata? Kto wie, co będzie następnego lata? Kto wie, co będzie następnej zimy? Kto wie, co będzie następnej jesieni? Nikt tego nie wie. To są tylko nasze słodkie spekulacje, które wynikają tylko i wyłącznie z naszej słodkiej naiwności, że tak właśnie będzie i nic za tym nie stoi. Oczywiście jest masa analiz, masa strategii, jest cały potężny rynek, który powstał dookoła takiej naszej wiary, bo my jesteśmy bardzo religijną cywilizacją. Mamy głęboką wiarę w to, że to, co zapiszemy na papierze w postaci planu, jest już świętą religią i jeszcze wydrukujemy sobie papier z portretami nieobecnych wśród nas i to przekona ludzi do robienia nawet złych rzeczy i nie będzie z tym problemu, że jak dostaną taki papier do ręki, to będzie całkiem nieźle. Ja może jakąś muzyczkę puszczę jeszcze przed końcem, bo ja tak się rozgadałem do tych mikrofonów o takich alternatywnych pomysłach na to, jak może podróżować Ziemia i że cała ta nasza podróż jest troszkę bardziej kosmiczna niż nam się wydaje, że to nie jest tylko i wyłącznie zarezerwowane nawet do poziomu karmy, że żyjesz na tej planecie, umierasz, rodzisz się w nowym wcieleniu. Być może historia jest o wiele grubszymi nićmi szyta i te grube nici cały czas widać.
Tylko to jest tak jak z tym klasycznym obrazkiem, że wiesz- Mądry zobaczy, a głupi będzie tysiąc razy mijał prosto przed oczami i nigdy się nawet nie domyśli, co mija. I może tak być, że my z tej perspektywy jeszcze jesteśmy troszeczkę w takim kulcie cargo. Szukamy wytrychu w mechanicznym pudełku, które wykopiemy gdzieś na wykopaliskach archeologicznych i odkryjemy mechaniczną sytuację, która spowoduje, że uwierzymy w to, że jest coś więcej niż ta mechanika, którą my znamy. Właściwie to się sprowadza, że jeżeli znajdujemy coś więcej na tych wykopaliskach archeologicznych, coś więcej niż coś, co znamy z technologii, ze świata, który nas otacza, to automatycznie ludzie, którzy to wykopują i całe te wykopaliska lądują w cichych korytarzach, w cichych archiwach, tak żeby nikt tego nie widział, ponieważ to podważa nasz indywidualny obraz świata i twój, i mój, i pana prezydenta i kogokolwiek, jeżeli oczywiście ma taki obraz świata. Jedyna opcja na to, żeby nie zwariować w takiej sytuacji, to zaakceptować to, że świat ma różne oblicza. Właśnie pytanie jest, kto to zaakceptuje w dzisiejszych czasach, kiedy jest tak ciężko zaakceptować tą prostą rzecz, że wszystko się zmienia i nawet mroźna zima, która nie jest już tak samo mroźna jak z zeszłego sezonu, powoduje czasami wielkie dywagacje na temat sensu życia. A świat się zmienia. Jest tego naturalna historia. Taka natura, naturalna natura. Masło maślane.
Wracając i kończąc ten wątek na dzisiaj, bo ja to chciałem połączyć w jedną zgrzebną całość jak zwykle. Jest taka historia, o której rzadko kiedy się mówi. Historia pochodzi od tych wszystkich tajemniczych dla niektórych szczepów, wszystkich tych żyjących gdzieś z dala od prądu, bankomatu i telewizora. Tych, którzy nawet nie wiedzą o istnieniu takich rzeczy. Jest kilka ciekawych opowieści, które niezbyt chętnie są propagowane dalej. Nie trafiają zbytnio na podatny grunt, czasami się przerastają na zewnątrz. Co to są za opowieści? To są opowieści od niektórych plemion, nie wszystkich Indian oczywiście, ale są takie plemiona, które mówią jasno i wyraźnie, że są podróżnikami i teraz są na tej planecie i będą tutaj do pewnego momentu i pewnego dnia stąd odejdą wszyscy. Całe plemię. Oni tu przychodzą tylko na jakiś czas i w ogóle są z innej planety.
Pokazują gdzieś tam na niebo. Czasami jakiś naukowiec, który ma troszkę bardziej otwartą głowę, trafi w takie miejsce, opisze to wszystko. Później jakiś tak zwany poszukiwacz śladami Erika von Dänikena złapie tą historię, troszeczkę ją poturbuje, poprzekręca, zrobi, że kosmici przybyli i tak dalej. Różnie to się kończy z tymi historiami, często przerabiane w nieprzewidziany sposób na niesamowite legendy. A historia jest banalnie prosta. Mowa jest o tym, że przychodzimy i odchodzimy stąd i że właściwie bywamy też w innych miejscach, ale tego to już nawet nie będę dodawał, bo to chyba wynika samo przez się. I to są te wszystkie zagadkowe historie, o których ja tu czasami mówię, częściej niż czasami, że potężne ślady cywilizacji, gigantyczne budowle i ani grama zwłok, ani grama trupów. Wszystko, co się rozpuściło w dżungli pomiędzy tymi kamykami. Nie widać tego, kto to zbudował. Wszyscy mówią, że zawsze stało, zawsze było zbudowane.
Przodkowie. A gdzie przodkowie? Przodkowie odlecieli w kosmos. Aha, a co było po przodkach? Po przodkach później nie było nic. My nawet nie widzieliśmy przodków. My tylko zastaliśmy budynki po nich. Jakoś tak. Coś w tym stylu. Taka kompletnie urwana historia, jakby człowiek stracił kompletnie pamięć jako istota, jakieś takie dziwne wydarzenie.
I to dziwne wydarzenie to może być przechodzenie chociażby z planety na planetę. Nas po prostu przez parę chwil nie ma i ciężko było, żebyśmy szukali pamięci w mechaniczny sposób tutaj. Być może coś znajdziemy, być może nie. Być może prawda jest właśnie taką bardzo dziwną kosmiczną alternatywą, że po prostu przychodzimy i odchodzimy. Indianie twierdzą jeszcze zabawniej, że wszystkie zwierzęta, które tu są na ziemi, wszystkie rośliny, każda żywa istota jest tu z własnej woli. Przychodzi i odchodzi. I może być przez jakiś czas i może zdecydować się odejść na przykład z tego miejsca. Czyli jakiś gatunek drzew, gatunek ptaków, gatunek wielorybów, cokolwiek może nagle zdecydować, tak jak indiańskie plemię, że gremialnie odchodzi. Zresztą przyjrzyj się uważnie na plemiona delfinów. Tak sobie powiedziałem plemiona.
Niektórzy nazywają to stadami. Nagle plemię delfinów wpływa na płytką plażę tuż przed odpływem i do taką, z której się nigdy nie wydostaną i czekają na odpływ i wszystkie odchodzą. Później przyjeżdża lokalna straż pograniczna albo jakiś tam urzędnik, albo ktoś, kto tam mieszka i przejeżdżał po drodze samochodem. No i jest afera w gazecie, bo znaleziono tonę martwych delfinów i nikt nie wie, jak to się wydarzyło. A ja mam telefon i odbieram telefon na sam koniec. Witam serdecznie. Does it matter? Halo, halo! Nie słyszę cię, nie słyszę cię człowieku, a podłączyłem cię. Powinienem cię słyszeć.
Czekaj, jeszcze raz sprawdzę u siebie ustawienia, bo to może być u mnie. Nie zrzucam na ciebie nic z tych rzeczy. Sekunda, moment. Jeszcze sprawdzam czy. O! I teraz chyba. Teraz chyba. No właśnie. No właśnie teraz. Teraz nie słyszę.
Jeszcze raz. Jeszcze raz. No i teraz chyba. Chyba powinienem słyszeć. Chyba powinienem słyszeć i chyba okej. No nie, nic nie słyszę. Co za historia jest z tym. A teraz? Czy mnie słychać? Mnie może być słychać, ale widzę, że ja po prostu nic nie słyszę.
No tak. Po długiej przerwie wróciłem na antenę. Jak zwykle zamieszanie w tych wszystkich ustawieniach. Podejrzewam, że może być zamieszanie u mnie, ale jeszcze szukam jak by tu się troszeczkę. I teraz proszę coś powiedzieć. Proszę coś mówić.
[01:37:10] - Halo, halo!
[01:37:10] - No i wreszcie słychać pana idealnie. Uff. Witam serdecznie. O zdrowie pytam. Uff.
[01:37:17] - U mnie dobrze. Właśnie tak słucham, ale nie dosłuchałem, bo przerwało coś. Cały czas tam ci te serwery jednak się sypią.
[01:37:25] - Okej, ja tu mam jeszcze towarzyszącego Damiana. Witam Damianie. Halo, halo.
[01:37:32] - Witaj Tomku. Słychać mnie?
[01:37:35] - Idealnie wszystkich słychać, miło, że zdzwaniamy się na koniec. Nice. Miło słyszeć ludzkie głosy po tak długiej przerwie.
[01:37:43] - To nie mów, że przez ten czas, co cię nie było, to z nikim nie rozmawiałeś.
[01:37:46] - Nie, rozmawiałem, tylko rozmawiałem face to face. A oprócz tego też przez internet. Spokojnie, rozmawiałem. To tak tylko udramatyzowałem ten efekt. Słuchajcie, mówcie z czym dzwonicie, bo dzisiaj mamy mało czasu, także nie będę przeciągał strasznie długo, bo jesteśmy w gościnie u Ivelliosa. Także panowie, zapraszam na krótką, a rzeczową dyskusję.
[01:38:13] - Cieszymy się, że znowu radio nadaje.
[01:38:18] - Dziękuję bardzo. Nigdy nie przestało. Znaczy przestało, ale tylko techniczne historie.
[01:38:22] - No tak, to techniczne zostawmy.
[01:38:25] - Dokładnie. Zdarzają się.
[01:38:28] - Co można powiedzieć? Kto się rozgląda, ten widzi. Szkoda niektórych, że nie chcą nic zobaczyć i dalej są zaplątani w tą rzeczywistość i tą krótkowzroczność po prostu, że chciałoby się, żeby więcej ludzi oczy otworzyło, ale z drugiej strony też trzeba zrozumieć, że nie każdy tego chce. Na siłę mu oczu nie otworzysz.
[01:39:00] - Nie, absolutnie. Zresztą ja się nie dziwię, bo przy takim wychowaniu jak tobie się wydaje, że wszystkie sprawy załatwisz na zewnątrz, nie będąc uczestnikiem tego wydarzenia, a twoje życie będzie stabilne. Takie nasze przekonanie do samochodu trochę, że siedzisz w samochodzie, zawsze kierownica będzie po tej samej stronie. A tu nagle się okazuje-
[01:39:20] - No tak, a tu nagle się okazuje, że kierownica nagle jest po drugiej stronie.
[01:39:23] - Gorzej. Nie ma kierownicy, nie ma kół, a samochód wisi nad ziemią. Co wtedy? Rozumiesz?
[01:39:30] - Wisisz w powietrzu po prostu.
[01:39:32] - Dokładnie. Ty, a jak wysiąść z takiego samochodu, bo nie ma kół? Jest taki strach trochę, bo to fajnie wygląda na filmach, ale w rzeczywistości wiadomo, że zawsze takie wnioski w głowie, które mamy, są troszeczkę dalej idące niż wyobraźnia hollywoodzkich reżyserów. Wiadomo, że jeżeli można robić coś, co powoduje, że chociażby jak ten samochód tak lata, to nagle się może okazać, że połowa maszyn w fabrykach na świecie może używać tej samej technologii. Nagle wszyscy mają wolne. Co wtedy? Co wtedy z tym banknotem, którym się wymieniamy? Ten koncept nie za bardzo zadziała, bo ten banknot jest tym czymś, co ma nas przekonać troszkę do tej stałej wersji rzeczywistości.
[01:40:13] - Nie bez powodu Hollywood jest nazywane też fabryką snów. Czyli produkuje jakiś sen. Po angielsku wiemy, jak jest sen, to jest też dreams. To oznacza też marzenia, więc jest kreacją jakichś marzeń. Podsuwane są marzenia dla dużej ilości ludzi. Oni marzą sobie o takich różnych później rzeczach, ale przy okazji zawsze można jakieś treści podrzucić, które tam będą się tłukły w tej głowie.
[01:40:45] - Zawsze wydaje mi się, że finał jest ten sam, bo czy chcemy, czy nie, tak czy siak, na koniec, jeżeli wychodzimy z takiego punktu wyjścia, trafimy na konfrontację tego takiego słodko pierdzącego myślenia o tym, że zawsze będzie tak radośnie i zawsze tak samo. Im dłużej tak żyjemy, tym mocniejsza jest konfrontacja z drugiej strony. A myślę, że teraz, jeżeli jako cała cywilizacja, jako społeczność dołączyliśmy do takiego trybu, że w dużej mierze wybraliśmy w części dosyć sporej taką opcję, że będziemy duplikowali niedziałające rozwiązania, to automatycznie przyspieszyliśmy troszkę ten proces konsolidacji, tak mi się wydaje. Trochę ta konfrontacja się zamanifestowała, bo niektórzy prą na maksa, żeby docisnąć wszystko do oporu, a drudzy nagle w tym momencie poszli po rozum do głowy. I to jest taki najbardziej kiepski moment w każdej sytuacji, kiedy jest dwóch ludzi, z których jeden oszalał, a drugi właśnie poszedł po rozum do głowy. I to nie jest istotne, kto jest szalony, a kto jest z rozumem w głowie. Generalnie finał jest zawsze taki sam.
[01:41:47] - Nie spotkają się, bo i tak ten rozsadzi wilną rzeczywistość.
[01:41:54] - Właśnie! Właśnie ja to chciałem powiedzieć.
[01:41:56] - Tomku, ja będę schodził teraz ze Skype'a, także przechodzę na nasłuch.
[01:42:02] - Dziękuję bardzo za telefon w ogóle i miło, że ktoś tam czeka na tą audycję.
[01:42:08] - Peace and love.
[01:42:09] - Nawzajem sir. Peace and love. A my wracamy, a my jeszcze jesteśmy. Spokojnie, nigdzie nie idziemy. Dostałem cynk, że możemy trochę dłużej posiedzieć, ale nie będę od siebie nadwyrężał, żeby nie było, że gość się psuje tak szybko jak ryba. Także jeszcze chwilę możemy pomarudzić. Znaczy pomarudzić. Ja mam dzisiaj tą koncepcję, którą chcę powoli wrzucać, bo ona jest dosyć ciekawa i jest związana z tym, co nas czeka właściwie, bo wszystkie nasze plany, takie strategiczne jako cywilizacja zakładamy do momentu skończenia kopalni, skończenia się ropy, benzyny, zagłady. Wrócimy do epoki kamienia łupanego. Ja złapię za maczugę, odzieję się w skórę, które zedrę z wiewiórek i lisów, które biegają po londyńskich ogródkach i będę przymierzał z maczugą.
Słuchaj Lony, taki podupadły, zarośnięty i ja: . Taki jest pomysł, ale to jest taki pomysł, nie będę mówił, że słaby, bo może dla kogoś fajny. Rozumiesz? Wszystko jest okej, ale to jest taki pomysł, który nas przekonywał, że powrót jest zawsze w drugą stronę, jest zawsze w dół. A tu się okazuje, że zobacz-
[01:43:18] - Przerażający musi być taki efekt. No jak to tak? Mam tyle fajnych rzeczy, nagle jest praca i będę musiał iść do lasu i ganiać wiewiórki z tą maczugą.
[01:43:27] - Otóż to. A tu się okazuje, że wiesz-
[01:43:29] - Do kożuchu. A się okazuje, że to wygląda zupełnie inaczej.
[01:43:36] - Otóż to. Bo jeżeli się okaże, że-
[01:43:39] - Tej ropy nie zabraknie, tylko jak świadomość wzrośnie, to powie: „Po cholerę w ogóle tą ropę wydobywać?” I wtedy to jest załamanie obecnej gospodarki, która stoi na tej ropie.
[01:43:52] - Dokładnie. Nie ma co ukrywać. Co dużo mówić, to jest taki moment zwrotny w historii, bo jeżeli już nie widzisz siebie w przeszłości, przynajmniej ja nie widzę siebie w przeszłości albo przyszłości zbiegającego z maczugą, bo gniazdka elektryczne nagle przestały zielić prądem. Normalna perspektywa byłaby, że maczuga, ale może być tak, że ta normalna perspektywa jest zupełnie inna i ta normalna perspektywa nazywa się statki kosmiczne podróżujące po różnych nieprzebytych galaktykach do tej pory. Witaj w filmie „Star Trek”.
[01:44:25] - Na przykład. Ale żeby coś takiego zrobić z takim stanem świadomości jak mamy, to najpierw ze sobą musimy zrobić porządek. Dopiero później możemy gdzieś się udawać w jakieś tematy, kontakty z kimś, kto jest na trochę innym poziomie postrzegania. Bo po co? Jak nie będziemy mieli wspólnego porozumienia.
[01:44:54] - Tak. Ale jeżeli miał faceta, który będzie cię koniecznie chciał w twoim kokpicie, gdzie jest kryształ, który steruje twoim statkiem kosmicznym. Cokolwiek. Strzelam teraz naprawdę z głowy. A może nie? Kto to wie. Anyway. I w tym kokpicie koleś nagle wyciąga siekierę i wali nią w podłogę, rozbija kryształ, wyciąga hubkę i rozpala ognisko. Rozumiesz?
[01:45:22] - To było najcenniejsze, co wyciągnąłem z „Star Trek”.
[01:45:26] - Rozumiesz. A ty akurat poszedłeś do toalety. Przypuśćmy, że jeszcze chodzisz do toalety. Powiedzmy. Wyszedłeś prywatną sprawę załatwić. Rozumiesz. I akurat nie było cię przez parę chwil. A właśnie w tym momencie ten koleś dorwał się do sterów, wziął siekierę, strzaskał to wszystko, bo miał wizję jakiegoś bóstwa. Przeraził się w każdym razie. Zobaczył.
I nagle cały statek kosmiczny spadł na ziemię i się roztrzaskał. To było już w jakimś komiksie i w paru filmach. I oni próbowali później wrócić. Ja myślę, że my jesteśmy takimi kolesiami chyba, którzy usilnie, pokolenie po pokoleniu próbują wrócić. Bo jedni chcą ciągle tej maczugi, chcą ciągle biegać po tych pustkowiach w tych wiewiórczych skórach z borsuka.
[01:46:11] - Możliwe, że to im się podoba.
[01:46:14] - A druga część nagle odkrywa: „Ojoj, te banknoty to chyba nie tędy droga. To zamiast banknotu to może jakiś statek kosmiczny?”
[01:46:23] - Na przykład.
[01:46:24] - Czemu nie? Opcja jest fajna.
[01:46:26] - Czemu nie? Tylko że tak jak mówię, musisz być gotowy do takiej podróży też.
[01:46:34] - Ja myślę, że przede wszystkim jak już ktoś jest gotowy do takiego pomyślenia, to znaczy już ma tą zabawę w głowie, już ma ten fun i tą percepcję, że co najwyżej poboi się przez pięć minut, a później mu przejdzie i będzie wszystko okej. I będzie to dobra zabawa, bo właściwie sprowadza się naprawdę tylko i wyłącznie do dobrej zabawy. Jak się okazuje fajna perspektywa na życie. Przynajmniej taka jest moja refleksja po moich latach przeżytych życiorysu, że dobra perspektywa na życie oznacza po prostu dobre samopoczucie. Po prostu bycie dobrze ze sobą. Fajnie się czujesz, fajnie jest. Fajną perspektywę masz w głowie, fajnie jest, ale to jest fajna perspektywa w głowie. Niekoniecznie oznacza sektę w głowie. „Moja dobra perspektywa w głowie. Muszę przestać z tobą rozmawiać, bo właśnie muszę odmówić 30 modlitw za moją dobrą perspektywę.” Nie, nic z tych rzeczy.
Absolutnie. Po prostu dobra perspektywa. Widzenie tego naprawdę kosmicznie.
[01:47:30] - To jest właśnie to, że rozwijasz się i widzisz swoje rozwijanie się, ale to się odbywa w totalnym spokoju, a nie w takim szaleństwie i takim: „Wow, co to będzie? Jeej, och, co bym robił.” Właśnie sprowadza się do tego spokoju, że: a co by było, jakbym mógł to robić? Co bym musiał w sobie pohamować, a co nie, żeby to zadziałało na przykład. Bo się okaże, że przez to, że we mnie jakieś głupie pomysły wysiądą, to nie zadziała.
[01:48:07] - To są kawałki tego mechanicznego systemu, który każdy w nas nosi. Ja to zawsze się tak odwołuję nieszczęśliwie. Trevor obraca się, Constan pewnie w grobie nieustannie. Ciągle powołuję na te jego „Smash down the little man inside” musisz po prostu smash down. Musisz sklepać tego kolesia, zdjąć tego kolesia w środku ciebie, który mówi ci, że to nieprawda, że to w ogóle niefajnie, że nie będzie fajnie. Musisz tego kolesia po prostu smash down. Take down.
[01:48:37] - Tak jest. My mamy dla ciebie tego drugiego kolesia i ten musi tutaj tobą kierować i sterować, bo my wiemy, tak dla ciebie będzie dobrze.
[01:48:46] - Wiesz, ja się troszkę śmieję, ale ta kosmiczna perspektywa, o której tak mówię i śmieję się, bo i należy się śmiać, tak sobie myślę. Ale ta kosmiczna perspektywa przeraża wielu astrofizyków, bo się okazuje mało teoretyczną. Okazuje się, że do pewnego stopnia właściwie z każdym dniem, każdym odkryciem w tej dziedzinie okazuje się, że prawdopodobieństwo rośnie. Może być tak, że wszystko się rusza, cały kosmos zasuwa i to wcale nie jest tak, że to jest nasza jedyna planeta i że w ogóle nasz sens jako istot jest zupełnie gdzie indziej, jest kosmiczny i że cały ten dowcip o tych kolesiach, którzy biegali w skórach to były-
[01:49:26] - Kiedyś zauważył, że skoro my mielibyśmy być jedynym bytem w tym całym kosmosie, to by było straszne zmarnowanie przestrzeni.
[01:49:36] - Dokładnie. Przerażające wręcz. Nie, wtedy ja się wypisuję. Nie, to ja wychodzę wtedy. To mi się nie podoba. Jest taki koncept. Myślę, że ten koncept będzie się powoli pojawiał. Może jeszcze znajdę dodatkowe, egzotyczne koncepty, które krążą dookoła tego tematu, że jest taki moment, że Ziemia zmienia swoją pozycję w Układzie Słonecznym i w tym momencie cała cywilizacja jako żyw, lud biegnie na swoje lotniska i znika w inne miejsce.
[01:50:10] - Ale dokąd?
[01:50:10] - Widzisz, są inne miejsca. Znika do owych statków kosmicznych, które są zakotwiczone na tą sytuację na parę chwil. To jest moment przeprowadzki. Ziemia i tak ma swój własny ponoć, nie jestem astrofizykiem. Zresztą nawet astrofizyk tego do końca nie wie, bo który z astrofizyków wziął Ziemię w kieszeń, przeniósł do innej galaktyki, wyciągnął z kieszeni i sprawdził, jak się zachowuje w innej galaktyce? Nikt tego nie wie, ale jest takie podobieństwo, że Ziemia z tym Księżycem albo straci Księżyc, albo nagle wróci na swoją inną orbitę, bo są ciekawe ślady. Rosyjscy naukowcy o tym mówią, że wcześniej kosmos wyglądał inaczej. Te rysunki u Sitchina i nie tylko Sitchina, te starożytne, z tym, jak niektórzy twierdzą, kolejnością planet, która się nie zgadza z dzisiejszą kolejnością planet. Wiadomo, że są planety, bo jest opisane jako planety. Człowiek stoi, macha ręką, jest niebo, planety, rozpisane słońce i tak dalej, ale nie ta kolejność.
Wszyscy mówią: „Ci starożytni to głupi byli”. Nie wiem, czy głupi. Może oni po prostu gdzie indziej byli na tej Ziemi. U szwagra w odwiedzinach. Rozumie pan, u szwagra na odwiedzinach byli, to już inne niebo było. Takie ciekawostki wychodzą.
[01:51:17] - Jeden haczyk też, bo jeżeli jest jakaś strona, która zna to i wykorzystuje do swoich celów pewne rzeczy, to może zesłać takie fałszywe statki kosmiczne, które powiedzą: „Przyjechaliśmy was zbawić, zabierzemy was z tej Ziemi. Ona i tak już się kończy, to wsiadajcie”. I to może być fałszywe.
[01:51:47] - Nie sądzę, żeby coś takiego było możliwe w sensie fałszywego zagrania, bo jeżeli ktoś robi taki numer, to nie musi wysyłać i czekać na to, aż planeta zacznie zmieniać swoją pozycję w galaktyce, tylko przyleci wtedy, kiedy ma ochotę i tak zrobi to, co ma zrobić. Bo jak masz już taką technologię, to sobie przylatujesz, robisz to co chcesz i nie ma tak, że się pytasz kogokolwiek. Nie będziesz czekał wcale. Skoro nie musisz się pytać dzisiaj, to co? Za tydzień będziesz się musiał jeszcze bardziej pytać? Przecież normalne, że nie. Jeżeli nie musisz się pytać dzisiaj, to wiadomo, że za tydzień będzie tak samo z twoją technologią.
[01:52:18] - Tak.
[01:52:20] - Chyba że tak na zaś: „Chłopaki, bo reaktory nam siadają. Mamy jeszcze pięć minut, ale jakby co to wpadniemy po was”.
[01:52:29] - Może nie o to chodzić, bo może dojść do faktycznego przejścia do jakiegoś innego wymiaru czy z innych planet.
[01:52:40] - Wszystko wskazuje na to.
[01:52:45] - Takich bytów, które nam sprzyjają, które tak naprawdę myślę, że są nami, tylko że w innej czasoprzestrzeni rzeczywistości, z którą po prostu przyjdzie nam się połączyć.
[01:52:57] - I zobaczyć samego siebie z innej perspektywy. A to my wszyscy.
[01:53:00] - I zobaczyć samego siebie, jak przylatuje statkiem kosmicznym.
[01:53:04] - Na przykład. Niezły koncept.
[01:53:07] - I to zrozumienie powoduje zjednoczenie z samym sobą. Może tak. Ci, którzy by chcieli utrzymać jakąś kontrolę dalej nad nami, nad naszymi bytami, to by mogli zrobić taką podmienkę, żeby nie uciec im spod kontroli.
[01:53:30] - Oni co najwyżej mogą, ale nie da się oszukać. Prawda jest taka, że nie da się oszukać takiej technologii. Gdyby mieli, już by dawno wszyscy chodzili tutaj, w tym mieście, dosłownie. Taka jest moja opinia. Gdyby rząd Stanów Zjednoczonych, rodzina Rothschildów, ta sama, która rządzi Anglią, mieszka tu w Londynie i oczywiście cała reszta tej chałazy. Gdyby oni mieli tą technologię, to wszyscy tutaj w Londynie chodziliby zakuci w łańcuchy od 100 lat. Fizycznie chodziliby zakuci w łańcuchy. Nie byłoby dyskusji na ten temat absolutnie żadnej, gdyby to działało. Natomiast podejrzewam, że poza naszym strachem ta elita, która rządzi światem, nie ma żadnego atutu. I to jest jedyny ich atut, nasz własny strach i nasza bierność wywołana tym strachem.
Ale to już odpowiedź na inną historię. Myślę, że powoli będziemy kończyli. Dokładnie.
[01:54:25] - To już się właśnie kończy ten strach. Coraz mniej tego strachu, bo coraz więcej ludzi otwiera jednak oczy.
[01:54:31] - Dokładnie, nowa perspektywa.
[01:54:32] - Coś mi tu nie gra, coś mi tu śmierdzi w tym wszystkim, co mi tu opowiada większość. Może ja sobie sam się rozejrzę, poszukam, poczytam, porobię coś ze sobą. Trzeba.
[01:54:42] - Jest to nowa perspektywa, cokolwiek by nie mówić. I ta perspektywa troszkę inaczej oddziaływuje na głowę i na samego siebie przede wszystkim. Jak człowiek nie musi się martwić o stabilne jutro, to nagle tyle problemów spada z głowy. To mi się najbardziej podoba z tą konsolidacją. Jak człowiek się skonsoliduje, to nie musi się martwić o stabilne jutro i nagle problem spada z głowy. Och, jak pięknie! To co? To ja dziękuję za telefon, proszę pana, za odezwanie się po tej mojej długiej przerwie.
[01:55:12] - Ja dziękuję.
[01:55:12] - Za gościnę.
[01:55:13] - Pozdrawiam serdecznie. Trzymaj się.
[01:55:15] - Na razie. Trzymaj się. To był „Doesn't Matter”, a ty słuchasz „Hiperprzestrzeni” po długiej przerwie. Ale tak zapowiadam jak taki dżentelmen, który wychodził przed Jamesem Brownem mówił: „Ladies and gentlemen, James Brown!” Właśnie taka była długa przerwa, ale mam nadzieję, że już nie będzie więcej przerw. Wszystko zmierza ku normalnym, regularnym audycjom. Już normalnie też w Radiu Nafali. Tam jeszcze chwila. Chwila z serwerami, to jeszcze się trochę ustawia, nie do końca chce działać tak jak należy. Takie czasy, nie spodziewajmy się cudów. Słuchaj, kontynenty się przestawiają, to i radio może nie grać przez parę chwil.
Nikomu ręki nie urwie, nic się nie stanie. Ja jestem w stanie, nie znikam, nic mi się nie znudziło. Słyszałem, że niektórzy: „Się wypalił człowieku". Człowieku, ja się dopiero zapalę. Sobie skręciłem jointa swoją drogą. Właśnie, skręciłem jointa, jako że nie będzie dzisiaj wieczorowej pory, a to jest nagrywane i za chwilę się pewnie pojawi na Paranormalium między innymi i na Radiu Dream Time. To ja odpalam tego jointa z pozdrowieniem dla wszystkich tych, którzy wyczekiwali na wieczorową porę, której nie będzie i na momencik z tym relaksem peace and love, z dobrą intencją, żeby jak Indianie zrobić dym i puścić ten dym w dobrej intencji. To ja ci przekażę taki news, który dostałem od księcia Edwarda w dobrej intencji. Także właśnie zaciągnąłem się, puszczam dymy. Powiem ci zabawną rzecz.
Palenie zioła w moim hrabstwie w sumie jest legalne. Tak się okazało ostatnio. Niekoniecznie wszystkie numery, o których myślisz, są legalne. Chociaż nie wiem, o czym tam myślisz, nie mam bladego pojęcia, ale mogę sobie zapalić jointa. Niekoniecznie przy policjancie, w domu mogę. Wyobrażasz to sobie? Tak się świat zmienia. Więc news pochodzi prosto od krainy deszczowców, w której mieszkałem swego czasu, z Irlandii, czyli od księcia Edwarda ze Szmaragdowej Krainy. A mianowicie, nie potrafię wymówić, bo nazwisko pisze się w jakimś Gaelic. The Deal.
To jest generalnie dialekt irlandzki, którego nigdy się nie nauczyłem. Okej, czyli przegłosowano prawo robiące cannabis dostępne w Irlandii na potrzeby medyczne. Kurczę. Po tym, kiedy rząd powiedział, że nie widzi żadnej opozycji do legalizacji cannabis. Put forward by people before Gino Kenny. Jest taka organizacja People Before Profit, czyli ludzie przed profitem. Jest taka organizacja w Irlandii, jak widzę też jest. TD Gino Kenny powiedział, że ten dokument legalizuje i reguluje produkcję cannabis na użytek medyczny w Irlandii. Czyli generalnie właściwie od tego momentu wygląda na to, że w Irlandii, nie wiem, jak jest dokładnie jeszcze z tymi wszystkimi prawnymi sztuczkami, bo co innego, kiedy wszystko zostało przegłosowane i tak dalej, i wylądowało w sejmie. Chyba już zostało nawet przegłosowane.
Nie było żadnej opozycji zdaje się. Już wklejam artykuł na czata. Ciężko mi tłumaczyć teraz w locie, także pozwolisz, że zluzuję ten temat tłumaczeń. Nie będę zachowywał się jak tłumacz w tym momencie. Także poszło. Też link. Wracam do tego linka z medical cannabis. I to zostało podane w telewizji RTI. To jest ta główna telewizja w Irlandii, rządowa. Mr Kenny said the research showed cannabis can help a lot of people.
Taki irlandzki akcent troszeczkę. I generalnie w telewizji RTI powiedział ten koleś od rządu, że badania naukowe pokazują, że cannabis pomaga bardzo dużej ilości ludzi i to doktor będzie decydował z pacjentem o benefitach pacjenta z używania tej medycyny i tak dalej. Jest cały artykuł na ten temat. Akurat nie mogę sobie obejrzeć materiału RTI, ponieważ mieszkam poza Irlandią. Mieszkam w Imperium Brytyjskim, które kupowało Irlandię i tutaj ten sygnał internetowy nie jest streamowany, musiałbym wykupić coś tam. Nieważne. W każdym razie był przy tym wszystkim dżentelmen, który jest opisany jako the British consultant neurologist with many years of experience in NHS. Czyli brytyjski konsultant neurologa z wieloma latami doświadczenia w NHS, czyli National Health Service, czyli w Ministerstwie Zdrowia, w Ministerstwie Głupich Kroków. Powiedział, że legalizacja medyczna cannabis jest progresywnym krokiem. Podoba mi się ten progresywny krok.
Progresja należy do przodu. Jak robisz krok, to robisz do przodu. Jest progresywny krok. Bełkot polityka jak zwykle. Troszeczkę taki wychodzi. Niech mu będzie, że jest progresywnym krokiem, czyli krokiem do przodu i ruchem, który jest totally welcome. Czyli jest absolutnie welcome, jest przywitany. Oczywiście się nie zmienia to faktu, że w Anglii dalej jest jak jest. Nie ma jeszcze takiego walnięcia. Aha, ten dżentelmen nazywa się profesor Barnes i powiedział na końcu: said he would like to the UK.
Chciałby widzieć United Kingdom, czyli Zjednoczone Królestwo legalizujące medyczną cannabis teraz. Teraz to ja dodałem. On po prostu chciałby widzieć, że to się dzieje teraz. I tam oczywiście były wszystkie historie pod tytułem rozmowa publiczna, debata w telewizji RTI na Drive Time. I tam był profesor Mike Barnes, który mówił o kondycji i o kryteriach tego, jakie kryteria musi spełnić, żeby doktor ci przepisał cannabis. Spokojnie, nie jest tak źle. Jeżeli doktor może przepisywać ci cannabis, to znaczy, że możesz hodować samodzielnie w domu na własne cele. Także rewelacja. Świat się zmienia i naprawdę zmienia się nieźle. Także podałem linka.
Proszę sobie kliknąć w linku. Jeżeli ktoś ze słuchających mieszka w Irlandii, to masz tam bezpośrednio w linku Materiał RTI, który ci się wyświetli w twoim kraju, gdyż opłacasz podatki. Ja tu mam BBC, a ty masz RTI, a w Polsce jest chyba Telewizja Polska. Nie wiem, jak to jest. Generalnie w krajach typu Anglia, Irlandia z podatków opłacam telewizję, której i tak nie oglądam i ona jest w internecie, w tym kraju za darmo, żebym nigdy nie zapomniał o tym, że mam obejrzeć telewizję. Zabawne. Już o niej zapomniałem w sumie, ale tak czy siak to telewizja musi chyba teraz pamiętać o tym, żeby legalizować, a nie ja. To jest miłe. Ja tak nawołuję do legalizacji kanabis od samego początku istnienia radia. I co by tu dużo mówić, to była moja perspektywa, to była moja opcja i to była moja wizja przyszłości.
Zresztą mogę powiedzieć jedynie z brytyjskim akcentem: dreams come true. Dokładnie. Jeszcze ten na koniec: dreams come true, young man and young lady will soon be together. Czy jakoś tak, nad tym jointem. Legalnie już, tak sobie myślę. W Anglii też. Może zdążą jeszcze przed tym, zanim Ziemia zacznie się mocno trząść, bo widać po ruchach sejsmicznych na całej planecie, że niewiele czasu przed nami. Panowie geolodzy mówią o sześciu, siedmiu tygodniach, w których może się wydarzyć... Właściwie mówią nie wiadomo co, bo nikt nie chce oficjalnie puentować tego, co się może wydarzyć. Każdy wie oczywiście, co się może wydarzyć, bo to nie jest żadna tajemnica.
Wiadomo, które płyty się obsuwają, w którym kierunku. Jest to monitorowane od co najmniej 100 lat, a już od 50 za pomocą wszystkich możliwych satelit dostępnych ludzkości. I wiadomo, że pierwsza pójdzie Kalifornia, że mocno będzie trząsło na wybrzeżu Chile, następnie idą Włochy, środek pustyni Libia, bo tam muszą się rozładować siły i w kilku miejscach na środku pustyni pojawi się trzęsienia ziemi, na środku Australii może być troszeczkę takich anomalii. Generalnie przesuwają się całe płyty, energia się musi rozładować i jak już poleci, to poleci. Nie wiadomo tylko jeszcze do końca kiedy, ale wszyscy, przepraszam bardzo, już tak bardziej w pozycji wyczekującej niż pozycji grzebania palcem w nosie i zastanawiania się: może kiedyś w przyszłym pokoleniu. Jest troszeczkę odwrotnie, ale zobaczymy co się będzie działo. Mam nadzieję, że nic złego nikogo z tutaj obecnych nie spotka na tym świecie podczas zmian. Zobaczymy. Może wtedy nasi kosmiczni bracia się ujawnią, jak zatrzęsie ziemią. Kto wie?
Niezbadane są wyroki przyszłości, można powiedzieć. A może zbadane. Może my po prostu zapomnieliśmy. Może to gdzieś jest zapisane, a może każdy z nas o tym doskonale wie, tylko jesteśmy tak zajęci tą zabawą w dzisiejszą cywilizację, że nikt nie zapamiętał i dopiero powoli sobie przypominamy, o co tu w ogóle chodzi. Może tak być, kto wie. Zostawiam cię z tą garścią pytań fantastycznonaukowych albo i rzeczywistych koncepcji na świat przyszłości, na to, co przed nami w związku z tym trzęsieniem ziemi, ruchami, zmianami. Właśnie, tak à propos na sam koniec powiem ci taką ciekawostkę, gdyż dotarłem do newsów i to bardzo wiarygodnych, że Brexit i wszystkie te ruchy nacjonalistyczne to nie są ruchy nacjonalistyczne związane z jakimiś politycznymi sprawami. Chodzi o to, że tak zwany government advisor, czyli ktoś, kto jest doradcą rządowym od spraw tego, co się wydarzy w przyszłości, bo rządy mają takich doradców i są to ludzie nauki, którzy sprawdzają to, co się dzieje. Wiedzą o tym, że ziemia się może zatrząść i na wypadek przymusowej współpracy Unii Europejskiej, że się okaże, że ziemia zatrzęsie tutaj, tam, siam, tędy, owędy będzie trzeba wysłać na przykład jakąś pomoc na kontynent. Anglia już nie musi wysyłać pomocy na kontynent, bo ogłosiła Brexit.
Za chwilę wybory wygra nacjonalistyczna partia we Francji, bo już jest tak ponoć ustawione, tak słyszałem i we Włoszech i wszędzie, gdzie się da. Bo teraz te nacjonalistyczne partie są potrzebne po to, żeby każdy z tych krajów wystąpił z Unii, bo te przepisy o wspólnej pomocy podczas katastrofy globalnej są wiążące i każdy chce się od tego wykręcić. Każdy myśli, że jak się wykręci od tego, to będzie mu lżej. Jak się ziemia zatrzęsie, to nie trzeba będzie wtedy wysyłać swoich wojsk, pielęgniarzy, ratowników pogotowia, w ogóle swojego sprzętu, pieniędzy na pomoc innym krajom, bo w tym momencie mówisz: „O nie, w Unii to my byliśmy, ale przecież wyszliśmy parę lat temu z Unii i aż się zatrzęsło dzisiaj idziemy. Ja już ci nie pomogę. Mi też się zatrzęsło. Radź sobie sam”. I że to jest powód, dla którego są robione wszystkie dziwne ruchy w Europie, takie polityczne, że nagle kraje się tak odklejają, bo każdy chce samodzielnie zdealować ten numer. Taki szalony pomysł troszeczkę. Tak słyszałem.
A jaka jest prawda, się dowiemy w przyszłości. A ja tymczasem kończę swoje nadawanie na dzisiaj, na tą sobotę. Także dzięki ci, słuchaczko i słuchaczu, wielce i serdecznie. Dzięki ci, mecenasi i mecenasko Radia Na Fali. Peace and love, człowieku. Sorry za nieodpisywanie na maile. Po prostu mam tu masę roboty. Maili jest tona. Próbuję to ciągle przegrzebać i dosłownie nie mam czasu, żeby usiąść. Od czterech tygodni dosłownie nie miałem czasu, żeby zajrzeć w ogóle do skrzynki pocztowej.
Znaczy zajrzeć to ja sobie mogę. Tylko co mi da zajrzenie, skoro nie mam czasu, żeby siąść i odpisywać na wszystkie maile i nawet przeklikiwać je wszystkie po kolei? Także wybacz mi to, że zniknąłem z maila. Jak masz dla mnie ważną wiadomość, poczekaj chwilę. Ja tak czy siak muszę to rozładować. Przecież nie zostawię tego i nie zniknę. Także za chwilę będę siadał i próbował to jak najszybciej ogarnąć te wszystkie maile. Także przepraszam cię serdecznie, słuchaczko i słuchaczu, za oczekiwanie na moją odpowiedź. Strasznie mi głupio, ale trudno. Roboty mam tu tyle, że tak jak widzisz, czasami radio muszę odstawić sobie na bok, żeby pozałatwiać kilka spraw.
Ale szczęśliwie robota, można by tak kolokwialnie powiedzieć, nie poszła w las. Dzięki temu myślę będzie czas na to, żeby spokojnie, tak długo, jak będzie to możliwe, ziemia się nie zatrzęsie, nie polecimy w kosmos albo nie zaczniemy nadawać telepatycznie Żeby się tu spotkać w przyszłą sobotę i o czymś fajnym pogadać. Także do usłyszenia niebawem. Przypominam, że w Radiu Na Fali lekkie zmiany. „Teoria chaosu” została pożegnana. Sam pożegnałem osobiście Michała. To prawda. Pożegnałem Michała i sam koniec hiperprzestrzeni. Dzięki wielkie Michał za nadawanie, siedzenie w Radiu Na Fali i retransmitowanie tutaj „Teorii chaosu”. Także peace and love człowieku.
Wielkie dzięki za audition przez te lata. A teraz lekka zmiana i coś tam się pewnie pojawi, bo jak wiadomo w naturze nie ma próżni, zawsze coś się nowego pojawia, coś się klaruje, coś się zmienia i to jest piękne. A „Teoria chaosu” oczywiście dalej w Radiu Paranormalium, także spokojnie, nigdzie nie uciekła. Radio Na Fali staje się troszkę bardziej kameralnym radiem. I właśnie przy okazji, jako że jest kameralnym radiem i konsekwentnie prowadzi pewne tematy, prowadzi też wątek keszyzmu. Ponoć strasznie w Polsce dziwnie traktowanego, tak słyszałem, ale o tym nie będę się nawet rozgadywał, bo to nie o keszyzmie ta historia. W każdym razie są warsztaty w czwartek w Syntezie, takie warsztaciki tej technologii i możesz się dowiedzieć co i jak. Możesz zadzwonić, odezwać się i tak dalej. W czwartek o godzinie 22:30, 21:30 polskiego czasu. Mam nadzieję, że będzie wszystko działało i że będzie okej.
Serwery nie padną, nic się nie wydarzy. A jeszcze oprócz tego się pojawiam dodatkowo w warsztatach związanych z tą technologią wideo. Także jak chcesz sobie wpaść, się nazywa Technologia Plazmowa na YouTubie. Po prostu idź sobie na YouTube'a. Już ci wkleję linka nawet na czacie. Jak chcesz sobie pooglądać wszystkie te rzeczy, które są związane z kawałkiem miedzianego drutu i gansami, o których ja tu dzisiaj nie opowiadałem i w ogóle w sobotę z reguły nie opowiadam o tym, bo wiesz, w sobotę mam troszeczkę inne tematy. To nie jest tak, że tylko drutem człowiek żyje. Ten drut jest dodatkiem do życia. Ja tu mam głębsze treści. Kosmos jest ważniejszy od drutów, a jeżeli drut ma jakikolwiek sens istnienia, to po to, żebyśmy mogli wyrwać się w kosmos na przykład tym drutem albo jakoś tak.
Kto wie? Zobaczymy. Anyway, także zapraszam serdecznie na te pozostałe działalności Radia Na Fali no i na profil facebookowy Radia Na Fali. Ja coś tam zacznę powoli wrzucać, zacznę powoli odgruzowywać to wszystko. Troszeczkę czasu się pojawia, także wreszcie złapię jakiś oddech i będzie więcej przy radiu rzeczy do oglądania i zapraszam serdecznie na tego Facebooka radiowego, na czata radiowego. Pozdrawiam wszystkich obecnych na czacie, nawet tych, którzy już parafrazując Marka Twaina, otrąbili moją śmierć, więc chciałem tutaj stanowczo wyjaśnić, że pogłoski o mojej śmierci są stanowczo przedwczesne. Otóż to. To tak troszkę za Markiem Twainem. No i co jeszcze z takich ogłoszeń? To chyba wszystko.
I troszeczkę przerabiam playlisty. Połowa playlisty, w znakomitej większości tej świeżutkiej jest księcia Edwarda, także książę, pozdrawiam serdecznie. Doskonała selekta, troszeczkę polskich bitów. Także jeżeli lubisz sobie posłuchać to zapraszam. Będzie to wszystko uzupełniane. Ja właśnie mam tą całą robotę przed sobą i to jeszcze parę chwil potrwa. Także sorry, że to jeszcze nie jest takie wiesz, rach-ciach-ciach. No ale wiesz, dwie ręce zajęte po łokcie to kiedy zrobić radio? No właśnie. Ale tak czy siak to radio będzie robione, jest robione i jest cały czas, także nigdzie nie znika.
Także człowieku, na zimowe, długie wieczory, tak długo, jak one będą trwały, zapraszam serdecznie, żebyś ty wpadł w odwiedziny i posłuchał. A tymczasem borem, lasem ja sobie znikam tutaj do swoich obowiązków. Dziękuję jeszcze raz Radiu Paranormalium i Ivelliosowi za udostępnienie łącza. Peace and love, człowieku. Pozdrawiam cię słuchaczko i słuchaczku i do usłyszenia w następnej hiperprzestrzeni. A ty nie zapomnij, że w Radiu Paranormalium, bo ja tutaj dziś poszedłem taki koncept, że jest troszeczkę z bliska, trochę tak niedaleko, jest fajna dysputa o różnych kosmicznych historiach w niedzielę. Wchodzisz na główną stronę i widzisz dysputy i rozmowy na Radiu Paranormalium. Także zapraszam serdecznie, żebyś tam się pojawił, człowieku. No właśnie, bo to jest ciekawa pozycja na niedzielę. A ja tymczasem znikam i do usłyszenia w kosmosie.
Czuj, czuj kosmiczne. Czuwaj! Słuchałeś RadioNaFali.com gdzieś w kosmosie.
[02:12:22] - To think for yourself and question authority