[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:07] - RadioNaFali.com. Czy jestem dobrze ustawiony? Czy jestem odpowiednio głośno z tym wszystkim? Chyba tak. Sobotni wieczór, „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek. Słuchasz oczywiście, wspomniałem przed chwilą, RadioNaFali.com. Audycja jest oprócz tego retransmitowana jeszcze w Radiu Paranormalium, w Radiu Dreamtime. Także jest w dwóch miejscach poza tym miejscem. Archiwum możesz znaleźć też u Grzegorza, czyli w Radiu Dreamtime i w Radiu Paranormalium.
Archiwa jak zwykle aktualnie siedzą pusto w Radiu Na Fali. Tak się zdarzyło przez jakiś czas, jeszcze być może tak będzie. Anyway, ale to nie jest powód do zmartwienia ani do jakichkolwiek trosk, moja ty słuchaczko i mój ty drogi słuchaczku. W niczym to nie przeszkadza, żeby zrobić kolejną „Hiperprzestrzeń” w kolejny sobotni wieczór. Otóż to. Co jeszcze chciałem powiedzieć tytułem wstępu, że pozdrawiam oczywiście wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, mecenasko i mecenasie. Wielkie dzięki za wspieranie radyjka. Nawet pomimo tej awarii z serwerami i podziękowaniami dla mecenasów i wieloma sprawami ze stroną Radia Na Fali. Bo dużo rzeczy się dzieje teraz u mnie w życiu i dosłownie nie mam czasu, żeby się przysłowiowo, że tak nieelegancko powiem, po tyłku podrapać nawet za bardzo.
Także strona Radia Na Fali na razie jeszcze gdzieś tam w narożniku czeka na pierwszą sprzyjającą, nadarzającą się okazję, żeby ogarnąć to całe zamieszanie. Na razie jeszcze z mailami. Och, zamieszanie. Tak to jest. Tak to się zdarzyło, że mam po prostu dużo maili. Także jak chcesz mi coś wysłać, jakiś film i tak dalej, wstrzymaj się na razie. Wstrzymaj się, człowieku, nie wysyłaj mi zbyt dużo linków, bo naprawdę mam szaleństwo w poczcie, które przerasta mnie czasami. Ostatnio mnie przerosło. Spędziłem dwa dni i te maile dalej napływają. I jeszcze masa innych ludzi czeka na odpowiedź na maile.
Och, tak się porobiło. Anyway, jakby co, to poczekaj chwilę na tego maila. Ja już powoli odgruzowuję te wszystkie sprawy, także przepraszam za te długie oczekiwanie i za te długie odpisywanie, że tak to długo trwa. Otóż to. Ale nie przejmuj się, co ma wisieć, nie utonie. Co jeszcze tytułem ogłoszeń? Właściwie nie mam za bardzo specjalnych ogłoszeń. Odkładam na moment wszelkie te historie. Poza tym oczywiście w Radiu Na Fali „Hiperprzestrzeń” nie jest jedyną audycją, bo jest w środowy wieczór „Etykieta zastępcza” i teraz Książe już będzie cały zdrowy i będzie „Etykieta zastępcza” razem z Księciem i w ogóle z brazylijskimi opowieściami z olimpiady. Z backstage'a, czyli zza tylnej kurtyny.
Także zapraszam serdecznie absolutnie na środę. I tyle. Co jeszcze mogę tutaj powiedzieć ciekawego z takich rzeczy, które się tu będą działy? Na pewno będzie się coś działo w czwartek oczywiście, bo ciężko, żeby się nie działo w czwartek, kiedy jest mowa o keszyźmie. Oprócz tego jeszcze oczywiście w piątek o godzinie 24:00 „Teoria chaosu”. To tyle. Tak chciałem przypomnieć, że to wszystko oczywiście dalej się dzieje, dalej się toczy na żywca. To, że nie ma w archiwum Radia Na Fali, to nie znaczy, że sprawy w ogóle gdzieś poznikały. Nie, absolutnie. Wszystko dalej jest dokładnie tam, gdzie było.
I bardzo dobrze. Wcale nie chciało nigdzie iść. Czyli wszystko zawsze jest na właściwym miejscu. Mi się to bardzo podoba. Właśnie, a dzisiaj jest ciekawy w ogóle dzień, bo dzisiaj takim tematem jest, moim tematem moich rozważań, bo jestem w trakcie swoich spraw i jakoś tak nie chciałem się zbierać do jakichś poważnych opowieści wyciąganych z szafy, takich zabytkowych, ale poniekąd dzisiaj gdzieś muszę potrefować dookoła tego tematu, bo chodzi za mną od jakiegoś czasu. On się wynurza w kilku moich opowieściach i może czas najwyższy, żebym ja wreszcie... Nie wiem, na pewno mi się nie uda. Od tej strony to na bank, ale spróbuję wrzucić kolejne wątki i być może pewnego dnia wreszcie uda mi się zrobić taką pełnoprawną opowieść o tej całej historii od początku do końca, bo historia jest naprawdę intrygująca. Ale dzisiaj będę tak wrzucał takie wątki, bo to oczywiście moje alchemiczne opowieści gdzieś tam krążą dookoła. Ach, takie tam historie.
Dzisiaj widziałem niezłą rzecz. Mój dobry przyjaciel pokazał mi fotosy jednego miejsca i kurde, zapomniałem, jak się nazywa. Zaraz sobie znajdę, bo to gdzieś mam na komputerze, ale to w trakcie muzyczki. Jednego miejsca w Indiach, w którym dżentelmen zrobił niesamowitą rzecz, mianowicie własnymi gołymi rękami z rtęci, poważnie wylewał rtęć sobie z jakiegoś tam pojemniczka i kleił kolumnę. Okej, brzmi to egzotycznie. Wiem, każdy, kto się zna trochę na metalach, zaczyna się powoli pukać w głowę. Tak. A dlaczego się puka w głowę? Ponieważ rtęć jest takim metalem, który w normalnej temperaturze pokojowej jest płynny. Mam tu taki metal, też mam rtęć obok siebie.
Mam też odpowiedni rtęci. Jak to się nazywa? Gallinstan to po niemiecku, galium chyba po angielsku, czy jakoś tak. Po polsku nie mam bladego pojęcia. Anyway, to jest odpowiedni rtęci. To są takie metale, które się nazywa metalami przejściowymi, czy jakoś tak. I one w temperaturze pokojowej są płynne, tak jak rtęć. Przepraszam, muszę popić herbaty, bo coś mi gardło tak trochę. Mało rozgadany jestem. Przepraszam, muszę się rozgadać, gardło mnie trochę drapie od tego gadania.
Wracając do tego obelisku. Nie jest to mały obelisk, wygląda na trzy metry albo i więcej. Mniejsze są jego rozmiary. Nie jest mały. Jest jak dwa razy człowiek mniej więcej, minimum albo i większy. Stoi sobie w Indiach w pewnym miejscu. Znajdę linka i podeślę. I co z tym obeliskiem? Obelisk jest zrobiony z rtęci. I ten dżentelmen robił tą historię i tak ją robił, robił wylewając sobie rtęć na rękę i tak klejąc tej kolumny.
Przepraszam bardzo, ja mam jakiś syndrom kaszlenia aktualnie chyba. Także będę się ściszał co chwilę, żeby sobie odkaszlnąć. A tak to jest, jak się nie gadało do mikrofonu przez parę chwil. Siedziało w ciszy cały dzień. Anyway, ja może sobie wezmę coś do tej herbatki, kurde dodatek. Zdrowotnej wody dodam i napiję się przy mikrofonie. Od razu lepiej. Ale wracając do tej kolumny, bo tak ciągle przerywam nieszczęśliwie. Dżentelmen skleił tą kolumnę z płynnej rtęci, wylewając sobie na rękę i tak doklejając warstwami. Kleił i ukleił taką na początek kulkę, takie jajko.
Jajko ma bardzo dziwne właściwości. W ogóle to jest fenomen. Jak zrobić tak, żeby rtęć nie spływała? To Indie, jest gorąco człowieku, naprawdę wszystko się leje, łącznie z potem po tobie. To nie jest kraj, w którym panują wieczne mrozy. Zapomnij o czymś takim. I w takim miejscu stoi sobie to jajko. Widziałem dzisiaj zdjęcia, na takim granitowym cokole. I dookoła jest basen z wodą i jak wchodzisz do tej wody, to ponoć dostajesz niesamowitego oświecenia, iluminacji i czujesz się niesamowicie, zdrowiejesz i tak dalej. Same te wszystkie czarodziejskie rzeczy, czy jakoś tak.
Kolejnym elementem, bo to nie jest jedna rzecz, która tam stoi, zrobiona z rtęci. Jest taki cokół, który jest wysoki jak dwóch ludzi albo prawie jak trzech, sklejony też z rtęci rękami tego człowieka. Słyszałem dzisiaj historię o nim. Ponoć koleś jest nieprzeciętnie zabawny, dowcipny i w ogóle prowadzi takie miejsce. Każdy może tam przyjść, nie trzeba płacić za bilet, wszystko jest absolutnie za darmo. Możesz sobie wpaść, pomedytować. Ponoć jest nieprzeciętnie tam na miejscu. W sensie myśli się naprawdę bardzo lekko. Tak słyszałem. Mój dobry przyjaciel się tam wybiera, także dowiemy się od źródła, jak tam jest.
Bezpośrednio z pierwszej ręki. Taki będę cwany. Mniejsza o to. W każdym bądź razie ten cokół powoduje niesamowite wrażenie w odczuwaniu świata u ludzi, którzy tam przebywają i wszystko jest absolutnie za darmo. Dżentelmen jest żywy, cały zdrowy, chodzi na dwóch nogach, klei sobie te postumenty. Coś takiego. Taka historia. I oprócz tego wszystkiego, że sobie to klei, to prowadzi coś w rodzaju wykładów na temat jak funkcjonuje energia, jak świat jest skonstruowany i tak dalej. I to jest takie dosyć zabawne, bo mówi ponoć bardzo fajnym językiem. Jak będę miał chwilę czasu, zapewne postaram się zmierzyć z tym tematem i posłuchać, co człowiek ma do powiedzenia.
W każdym razie anomalia jest niesamowita, jeżeli chcesz to nazwać anomalią. Człowiek bierze rtęć, wylewa sobie na rękę i klei z tego stałą kolumnę, która wygląda jak ołów. Ale to nie jest ołów. To jest rtęć, tylko że ma taki ciemny, siny kolor, taki grafitowy troszeczkę. I cała kolumna się nie roztopiła, nie spłynęła, nic się z nią nie dzieje, nikt nie może jej dotykać. To jest inna sprawa. I ten pan mocnymi rękami to klei tak, że to zostaje w stałej formie. Rtęć, która powinna być płynna, jest w stałej formie. Ciekawa historia. Oczywiście do tego jest masa innych historii.
Jedną z takich historii, które ja dzisiaj usłyszałem, jest taka, że ten dżentelmen klejąc, chyba chodzi o pierwsze jajko, które ukleił, tą pierwszą kulę z rtęci, się przytrął troszeczkę rtęcią i jak lekarze wzięli go na badania w lokalnym szpitalu, okazało się, że facet jest naładowany substancją, która jest silnie toksyczna, czyli rtęcią, i że właściwie już umiera, bo nie ma dla niego ratunku. Nie da się wypłukać z jego krwi, z jego organizmu takiej ilości rtęci, która się tam dostała. Dżentelmen wyszedł ze szpitala, wrócił do siebie, położył się na sto parę dni, po czym wstał kompletnie zdrowy i wybudował jeszcze większą kolumnę z rtęci. Dobre. Podoba mi się to. To się nazywa siła człowieka, chciałem powiedzieć. No właśnie, a jednak się dzieją takie rzeczy. Jednak się dzieją, bo dzisiaj mamy ciekawy wieczór. Jakbyś nie wiedziała i jakbyś ty nie wiedział. Dzisiaj Mars jest najbliżej Ziemi po raz pierwszy od jakichś dwudziestu paru tysięcy lat.
Co jakieś 26 tysięcy lat, 27, 22. Jakoś tak. Jest jakiś taki długi okres czasu. Nie sprawdzałem. Przepraszam. Jeżeli ktoś szuka jakiejś daty, proszę sobie wyguglać. Ale generalnie jest taki moment, gdzie Mars jest najbliżej planety Ziemia raz na jakieś tysiące lat. Unikatowy moment. Wielu pewnie myślałoby, że to dobry moment na wojnę. Ja myślę, że to taki najgłupszy chyba moment na wojnę.
Inna sprawa, bo ten Mars, ta kolumna to mój główny temat, że jednak coś się dzieje. I jeszcze jest jedna rzecz, która dzisiaj dołączy do całej opowieści, bo muszę o tym wspomnieć. Mówiłem o tym jakiś czas temu. Niektórzy się śmiali, niektórzy traktowali to jako szaleństwo. Mówiłem o trzęsieniach ziemi, a teraz się nasilają. Trzęsienia ziemi w Szwajcarii, w Austrii, w Czechach. Trzęsienie ziemi parę dni temu tuż przy wybrzeży Kanału Francuskiego albo Angielskiego, czyli tutaj niedaleko Londynu. Także się dzieje. No i widać różne ciekawe anomalie dookoła. Pojawiają się różne ciekawe koncepty.
No i świat się zmienia. Także dzisiaj troszeczkę o tej historii i troszeczkę o O takim podejściu trochę niektórzy nazywają to technologią. Ja bym tego technologią nie nazwał. W ogóle o takim ogarnianiu świata troszeczkę w momencie końca wieku, że jednak takie rzeczy się dzieją, że ciekawie się dzieją. I dzisiaj trochę na ten temat. Tak wakacyjnie. Wiesz, korzystam z sytuacji i dokańczam pewne alchemiczne wątki, bo taki główny wątek, że jednak się dzieje, to jest wątek związany z tym, że nic się nie uda zatrzymać. Nie uda się zatrzymać wiedzy na zbyt długo, nie uda się zatrzymać informacji na zbyt długo i wszystkiego, co jest związane w ogóle z naszą percepcją świata. Bo te dwie, trzy czy cztery, czy cokolwiek bym nie wymówił, nie nazwał jakimkolwiek słowem, sprawy, które potocznie można nazwać informacją, która kształtuje naszą rzeczywistość, są nie do zatrzymania. To na jakiś czas można tylko zatrzymać, nie wiem, społeczeństwo, żeby żyło w jakiś konkretny sposób.
Wymyślić sobie królestwo albo jakieś państwo, jakąś broń, którą będzie się terroryzowało wszystkich dookoła. Tylko na jakiś czas, do pewnego momentu, dopóki ktoś nie skuma, że jest coś poza to, że tak powiem, stowarzyszenie, poza tą broń i poza tę historię i nie wymyśli coś, co obali kompletnie tę historię. Właśnie mam tu już nazwę. Podpowiedź. Dziękuję bardzo. Merci Bart. Ten dżentelmen z Indii nazywa się Diana Linga i już wam wklejam na czata. Właśnie człowieku, wskakuj na czata Radia Nafali. Radionafali.com. Na stronie internetowej radionafali.com jest link do czata.
Ja czasami jak tu sobie gadam, to sobie wrzucam te wszystkie nazwy na tego czata, jeżeli jest takowa możliwość i czasami linki i w ogóle takie historie. Ja tu zaraz wrzucę właśnie zdjęcia na tego czata, tej ciekawej kolumny, która sobie stoi w Indiach i jest zjawiskowa. Ja tu w ogóle mam pewne podejrzenia technologiczne, bo dzisiaj miałem tutaj rozmowę na ten temat i tak snułem swoje przypuszczenia. Czy mam rację? Kto to wie. Zobaczymy. Wysyłam tam człowieka. Właśnie nie, żartuję. Nie wysyłam człowieka. Człowiek się sam tam wysyła, a ja co najwyżej mogę się podpisać pod tym jak taki cwaniak.
Zgarnę całą śmietanę. Wysłałem tam swojego człowieka. Nic z tych rzeczy. Człowiek tam się wybiera i się dowiem troszeczkę więcej. A tutaj mam już pod ręką linka. To się nazywa D-- sobie przeliteruję ci to po polsku, a ty sobie to zapisz. To będzie najprostsza metoda, bo jest to oczywiście indyjskie imię i jak powiem to po indyjsku, czego zapewne nie potrafię, to wszystko pokręcę. Więc powiem ci po polsku literka po literce. D jak Danuta. Y jak Yeti.
A jak Anna. N jak Natalia. A jak Anna. N jak Linda. I jak Irena. N jak Natalia. G jak gangrena. A jak arszenik. I trzecie słowo. Nie, to jest to.
Dokładnie. To jest nazwisko tego dżentelmena. Otóż to. Także składa się z dwóch słów. Diana Linga tak to się pisze. A już wklejam linka na czata. Och, się nagadałem, się nagadałem. I zobaczcie jak to wygląda, bo tam jest jeszcze taka kopuła dookoła tego postumentu zbudowana. Natomiast taki postument, który wygląda jak reaktor na takiej kamiennej podstawie. Ja w ogóle mam wrażenie, że ta kamienna podstawa jest starsza niż ten reaktor.
Tak mi się troszeczkę wydaje. I don't know. Się dowiem. Człowiek będzie na miejscu. Poprosiłem, żeby się zapytał. Także się dowiemy. Dookoła płynie sobie woda i ta woda ma ponoć niesamowite właściwości. Takie, że ciężko to przecenić. Dookoła tego wszystkiego jest kopuła. Można tam sobie wpaść i zobaczyć jak to wygląda.
Są rzeźby. Ten człowiek tam siedzi i sobie to wszystko buduje i przychodzą tam inni ludzie i oczywiście sobie z tego korzystają. Ciekawa rzecz, ciekawa. Oczywiście symbol węża to dla tych wszystkich, którzy są miłośnikami teorii spiskowych na temat węży. Ale ja myślę, że historia, która jest schowana za wężami i wieloma innymi sprawami, które się tam czają gdzieś tam po kątach, czasami w ramach różnych teorii spiskowych albo cholera nie wiadomo czego, takich już bardzo odjechanych spraw, są związane ze starożytną wiedzą i że teraz jest taki moment, że te wszystkie sprawy się będą łapały. Pojawiają się tacy dżentelmeni, bo wiadomo, że to nie jest tak, że każdy potrafi wziąć kawałek ołowiu i ulepić takie coś. A może właśnie, a może cały numer cywilizacji polega na tym, że każdy potrafi coś takiego zrobić. I to jest taka najważniejsza informacja. To oczywiście można by się cofnąć troszkę do historii, do tych starożytnych cywilizacji. Ja mam taki swój koncept na to wszystko, taki bardzo konkretny, że naprawdę tak zwana wysoko w cudzysłowie rozwinięta cywilizacja, bynajmniej nie mówię o żadnych stopniowaniach, żadnych tam podziałach na tych, co latają na silnikach i tak dalej.
Dla mnie to głupota. Poważnie. Po prostu okej, jest to intrygująca teoria. Jest to bardzo ciekawa. Te skale tego Rosjanina, jak to się nazywał? Nie pamiętam. Mniejsza o to. Cywilizacji, która jest rozwinięta mniej lub która bardziej. Dla mnie to jest taki bullshit. Jest tylko jedna przestrzeń i albo jesteś ogarnięty na tyle, że potrafisz odblokować swój, ja to nazywam taki grawitacyjny shielding, czyli ten świat, który tworzysz swoją własną interpretacją tych wszystkich rzeczy, interakcjami i tak dalej i sposób, w jaki go odbierasz.
Albo jesteś w stanie połączyć się z informacją, z której zbudowany jest cały świat. Takie mam podejście. Oczywiście można się z tym nie zgadzać, ale jest to moje własne rozwiązanie na tą sytuację. I ja sobie myślę, że takich dżentelmenów przybywa, bo o ile jeszcze żyjemy w czasach, gdzie w sumie część z nas prowadzi taki sposób życia, że ciężko by było, żeby cokolwiek poczuć. Powaga. Ja czasami o tym wspominam. Przecież jest pełno ludzi na świecie. Pozwolisz, że popiję sobie herbatkę. Którzy wykonują, I don't know, jakieś poważne historie w sensie tego społeczeństwa, tej cywilizacji. Pełnią jakąś rolę, która wydaje się komuś bardzo serio, nie wiem, że przekładają jakieś ważne papiery według nich z jednego kawałka biurka na drugi kawałek biurka.
Że są menadżerami, że budują cywilizację albo coś tam. Jest masa takiego gówna dookoła, któremu się wydaje, że cokolwiek robi. Ale generalnie to jest management fizycznego świata niewolników, który gdzieś dookoła nas próbuje nas zawsze złapać za nogę. W tym świecie te wszystkie rzeczy są kompletnie niedopuszczalne i tam, kiedy się pojawiają, są zawsze zjawiskowe. Ktoś mówi: „Wow, to niesamowite! Słuchaj, miałem sen. Pamiętam swój sen albo coś poczułem. Normalnie nic nie czuję, ale jak można coś czuć? Przecież tego nie można czuć”. A tu się okazuje, że właściwie kluczem chyba do tego wszystkiego jest nic innego jak czucie.
Nawet nie chyba. Moim zdaniem to jest centralnie czucie. Ja tam mam taki koncept, że cała historia, potwierdzany zresztą przez medyków, żeby było zabawniej, związana na przykład z pamiętaniem, jest historią emocjonalną. Dlaczego wspomniałem o medykach? Kiedyś, dawno temu się nagadałem w jednym odcinku „Hiperprzestrzeni”, jest akurat dostępny w archiwum, także spokojnie możesz go odnaleźć, o historii związanej z MDMA, czyli z ecstasy i generalnie ze stresem, i ze stresem pourazowym, i z leczeniem tego stresu, i tak dalej. Jest taka postać żyjąca, absolutnie ci ma trupów w szafie. Gabor Maté, psycholog z Kanady, z rodziny węgierskich Żydów, jeżeli ktoś szuka pochodzenia. Nie, nie jest to Rockefeller, nie jest to Rothschild ani Rothschild. Cokolwiek by nie mówić, jest to po prostu zwykły koleżka, który emigrował w 56. roku, właściwie jego rodzice.
On się już urodził w Kanadzie. Pan psycholog, który się zajmuje ayahuasca od lat i naturalnymi medycynami z dżungli. Leczy ludzi z takich poważnych spraw jak ciężkie uzależnienia, heroinowe ciągi, alkoholowe ciągi, samookaleczenia, nieustanne próby samobójstw, zwichrowane już życia typu autyzm, zapadanie się w siebie, zejścia przy raku, który już jest ponoć nie do wyleczenia i tak dalej. Takie ekstremalne przypadki ludzi, którzy stąd schodzą. Niekoniecznie dlatego, że powinni stąd zejść, ale dlatego, że coś się w głowie poprzestawiało nie w ten sposób. Przestraszyli się. Taka jest końcowa konkluzja. Było coś w ich życiu takiego, że tak się przestraszyli, że siadło to tak na ich zdrowiu, że szlag ich powoli zaczął trafiać i musieli się zgłosić na bardzo radykalne leczenie. Taki bardzo, można powiedzieć, rescue treatment za pomocą ayahuasca i solidnych sesji właśnie z psychologiem, z lekarzami i tak dalej. Ci ludzie leczą się z raka, leczą się z śmiertelnych chorób dzięki temu.
To jest fenomen. Anyway, wracając do tej pamięci, o czym chcę wspomnieć. Pan doktor robi pracę naukową cały czas. To wszystko jest mierzone, badane, bo są to szpitale, to są badania kliniczne, mikroskopy, destylatory, shakery, spektrografy, ludzie w białych kitlach, dziwne urządzenia o dziwnych nazwach. Dużo kabli albo jeszcze więcej szklanych i plastikowych fiolek dookoła i nikt nie wie, o co chodzi. Grupa tych dżentelmenów robi cały czas badania, co się w ogóle dzieje z naszym organizmem, skąd się biorą te historie. Wygląda na to, że, co dużo mówić, jest to pamięć mięśniowa na przykład po poprzednim pokoleniu, która jest przechowywana w nas. Ta pamięć to nie jest nic logicznego, bo ani ja, ani ty nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć tego, co robiła nasza babcia w czwartek jakieś 80 lat temu. Przecież nikt nie ma o tym bladego pojęcia. Centralnie, bo moje tak zwane babcie ze krwi, takie rodzinne babcie, w sensie urodzone po tej samej linii, to już dawno odeszły stąd.
Inna sprawa, że mam taką ekstra jedną babcię, to już wiesz. Ja to mam fuksa w życiu. Anyway. Pozdrawiam serdecznie, babcia. Pozdrawiam serdecznie. Ta pamięć mięśniowa sobie w nas zostaje i to jest pamięć po wydarzeniach. Ktoś kiedyś miał jakąś historię na wojnie, strzał gdzieś, coś. Kolano u mnie w rodzinie, poważnie. Dziadek dostał przestrzelone kolano. W ogóle historia wojenna, nie będę ci teraz tu opowiadać.
Rok 1920 i tak dalej. Piłsudski. Takie historie. W każdym razie kolano przestrzelone centralnie. Śrut do końca życia mu został w kolanie i z tej okazji w ogóle w rodzinie ciągle jakieś problemy z kolanami. Mi to już przeszło, ale ja sobie zrobiłem taki treatment, że wszystko to wyrzuciłem z siebie. Ale na przykład mój tatko coś tam z kolanami miał. W końcu miał zabieg na kolana lata temu i gdzieś ta część rodzinki, która właśnie z tego nurtu się wywodziła, miała coś takiego, że to kolano było troszkę słabsze. Nie to, żeby było fizycznie słabsze, bo nie było żadnego genetycznego powodu, żeby coś się działo. Ale jakoś tak zapatrzeni na swojego tatkę, który miał duży stres na tym punkcie, bo całe życie później o lasce chodził, jakoś tak troszeczkę też utykali na tą nogę i koniec końców jakoś emocjonalnie zostało tak przeniesione, że jak się porodzili, bo urodzili się już wtedy, kiedy śrut był w nodze, to zostało troszeczkę w tych nogach.
Niby śrutu nie ma, a dalej troszeczkę ta noga jakby tam śrut był. Pamięć mięśniowa tak to się nazywa. Czyli w ogóle cała informacja, jak się okazuje, jest mocno przechowywana właściwie w nas. Badania wykazują te same paterny, bo to są zachowania na przykład grup aminokwasów, które są w naszych mięśniach. Uwaga! Tam się bada na wycinkach DNA właśnie grupy aminokwasów. Niekoniecznie DNA, chociaż to też badasz, bo to i tak jest taki marker, ale sprawdzasz, jak to w ogóle wygląda i się zachowują dokładnie według tego samego patternu gdzieś w konkretnych grupach mięśni. Widać, że nie jest to twoja historia. Jest to coś, co przyszło razem z tobą. I właśnie tu jest numer.
Aminokwasy są związane z emocjami. To jest taki fenomenalny coś, molekuł, można powiedzieć, który się pojawia w twoim organizmie i moim pod wpływem naszych myśli. W zależności od tego, jak myślisz, pojawiają się aminokwasy, na których się budują komórki DNA, a właściwie RNA. Takie tam historie. Musiałem się wygadać. Dzwoni telefon. Halo, halo, halo, halo!
[24:08] - Halo, halo! Jak mnie słychać?
[24:09] - Idealnie, proszę pana. Tu ściszam las. Jesteśmy już na antenie. Witamy cię bardzo.
[24:13] - Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Kapitana To pytanie, taka generalnie jest prośba czy można by było trochę głośniej dać?
[24:21] - Chyba nie za bardzo. Próbuję co mogę, ale niestety jest to, jest to już ponad moje wysiłki. Głośniej będzie. Trzeba podkręcić sobie radio, wzmacniacze, wszystko głośniej.
[24:31] - Więc chciałem sprecyzować parę rzeczy na temat tego posągu wspomnianego, jak można.
[24:38] - To ja poproszę, bo ja nie jestem ekspertem, a Ty wiesz troszeczkę.
[24:40] - Może parę detali po prostu tutaj przedstawię.
[24:44] - To ja poproszę, bo i tak wszystko, cokolwiek wiem, wiem od Ciebie. Także mów człowieku, mów. Niech przemówi źródło.
[24:52] - Właśnie tak pomyślałem. Skoro już o tym mówimy, to jakieś takie bardziej precyzyjne informacje może podam.
[24:58] - Dokładnie.
[24:59] - Więc generalnie pan wspomniany to jest pewien jogin z Indii. On ma nazwisko takie potoczne Sadhguru, więc generalnie jego imię to jest Sadhguru. Natomiast Dhyanalinga to jest taki postument, który on wybudował w pewnej takiej małej osadzie na południu Indii. No i to jest taki człowiek, który zgromadził już w tej chwili mnóstwo ludzi wokół siebie. Wydaje się, że to jest jakiś taki dosyć potężny świadomościowo ruch. Nie ma nic wspólnego totalnie z jakąkolwiek religią. Wręcz odwrotnie. Mówią o tym, że każdy, jakiejkolwiek wiary jest mile widziany tam, w tej takiej osadzie, że tak powiem. Przyjeżdżają tam ludzie z całego świata po to, żeby właśnie doświadczyć między innymi tego wspomnianego posągu. To się nazywa Dhyanalinga.
Pan Sadhguru twierdzi, że jest to po prostu osiągnięcie pewnego rodzaju alchemiczne, dlatego, że rtęć w warunkach temperatury pokojowej jest normalnie w stanie ciekłym. Natomiast on właśnie w tych gorących Indiach stworzył taki postument, który jest wspomniany w różnych księgach, że może istnieć powieki. Jeżeli są zapewnione wokół niego odpowiednie warunki, to ta struktura po prostu nigdy się nie zawali, nigdy się nie rozkruszy, będzie trwała wiecznie, ale pod warunkiem, że są stworzone odpowiednie warunki wokół niej. Tak jest to przedstawione.
[26:32] - Ja tu może wrzucę szybciutko, jaką ja mam spekulację, bo dzisiaj rozmawialiśmy o tej mojej spekulacji, że ten dżentelmen klejąc sobie to wszystko własnymi rękami, związuje to swoimi aminokwasami, myśląc konkretnie. Zawsze się pocisz, nawet jak nie myślisz. Człowiek się poci nieustannie. Tak jest skonstruowany ludzki organizm. No chyba, że odżywia się praną, wtedy już chyba w ogóle nie poci.
[26:54] - No właśnie. Może wspomnę trochę.
[26:57] - Poczekaj i tak skończę o tym koncepcie.
[27:01] - Aha, przepraszam.
[27:03] - I mam taki pomysł, że ten pan jak to klei tą rtęć, to oczywiście spłukuje sobie aminokwasy ze swoich rąk i oczywiście klei tam coś, co jest w jego układzie nerwowym. I to jest coś na zasadzie połączenia wireless. Taki remote control, taki pilot do tego postumentu. I że każdy, kto tam wchodzi, oddycha, zostawia swoją kombinację aminokwasów, bo to wszystko jest w powietrzu dookoła nas. Taka jest prawda. I tam się osadza. I to jest takie połączenie wireless. Jeżeli są odpowiednie warunki, to teraz twoja intencja w postaci dosłownie wręcz mocy grawitacyjno-magnetycznych wędruje do tego postumentu i może sobie stać w nieskończoność, dopóki fajnie myślisz. Jak skończysz fajnie myśleć, nagle się rozpuści i rozpłynie.
[27:42] - Otóż to. Wydaje się, że jest jakaś forma energii, która to wszystko wiąże i która powoduje, że właśnie jest takie, a nie inne oddziaływanie. Są różne, że tak powiem, recenzje ludzi, którzy tam przebywali w tym budynku.
[27:58] - No właśnie, to jest najciekawsze.
[28:00] - Każdy wychodzi generalnie bardzo uniesiony i ludzie mówią o tym, że to takie dosyć duchowe przeżycie. Obojętnie, czy masz jakieś doświadczenie z duchowością czy z medytacją lub nie, to po wejściu do tego budynku po prostu twój stan emocjonalny, umysłowy się diametralnie zmienia.
[28:21] - Więc przypomina mi to mocno historię z katedrami. Jest kilka katedr w Europie, zdaje się tylko pięć i to piąta jest chyba, zdaje się, nie skończona tak do końca oryginalnie, tak jak miała być skończona. I to wcale nie są oczywiście największe kościoły. Jak się okazuje, prawdziwe katedry nigdy nie były tymi największymi. Ta największa rozmiarami to jest katedra Notre Dame. Druga znajduje się pod Paryżem i też często i gęsto jest nazywana na przykład katedrą. Ale to już nie jest katedra. To już jest zbudowane przez innych ludzi i na zupełnie innych zasadach. Tam są pozmieniane proporcje. W każdym razie wracając do katedr, tam też jest kilka sztuczek związanych z pozycjonowaniem ciebie konkretnie w miejscu, tak żeby, co dużo mówić, wywrzeć na tobie bardzo duży nacisk.
Na twoją głowę. Spowodować, że poczujesz mocny stan uniesienia, ale taki konkretny i otacza się ciebie masą obrazków świętych, żebyś swoje uniesienie kojarzył z jedną konkretną teologią. Jest kilka sztuczek.
[29:19] - Właśnie to chciałbym o tym opowiedzieć trochę dlatego, że to miejsce, o którym tu rozmawiamy, ta Dhyanalinga, to są Indie. Indie to jest potężny kraj, gdzie tak naprawdę jest mnogość kulturowa. To nie jest jedna konkretna kultura, tylko tam jest po prostu tyle ludzi, że tam, jeżeli chodzi o religię, to też nie jest tylko i wyłącznie tak zwany hinduizm, dlatego że tam jest taka mnogość religii. Kraj jest szeroki jak kontynent praktycznie, więc po prostu mnogość jest przepotężna i praktycznie ilość bogów jest porównywalna do ilości ludzi wierzących. Dlatego, że każdy ma prawo stworzyć sobie swojego boga. Są takie rysuneczki, różne zdjęcia, które ludzie trzymają w domach i się do nich modlą. Ale właśnie to przedsięwzięcie tutaj, które zostało zapoczątkowane przez Sadhguru, nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek religią, pomimo to, że on się wywodzi z Indii. Tam się urodził, tam pobrał pierwsze nauki. Ale teraz właśnie o tym chciałem powiedzieć. Kim jest Sadhguru?
Jest to tak zwany jogin i mistyk. Czyli jest to taka osoba, która poprzez pewną pracę umysłową, ale tak naprawdę pozaumysłową, dochodzi do stanu oświecenia, który polega na tym, że podróż dokonuje się nie na zewnątrz jako obserwator, który znajduje się w świecie i wszystkie jego doznania docierają do nas poprzez pięć zmysłów i tylko przez pięć zmysłów, co w pewien sposób definiuje nasz odbiór i ogląd świata. Jest to po prostu taki filtr możliwości, który buduje nasz światopogląd i to, w co my wierzymy, to, czego się boimy, to, co sobie wyobrażamy i tak dalej. Jest to po prostu totalne odwrócenie od istoty rzeczy, że tak powiem. Każdy mistyk twierdzi, że podróż należy dokonać do wewnątrz i że tam tkwi całe sedno i cała odpowiedź na wszystkie pytania.
[31:17] - Nie tylko mistycy, bo jest to klasyczna alchemiczna szkoła. W ogóle to są wszystkie hermetyczne szkoły, które my teraz nazywamy szkołami hermetycznymi, czyli to, co się wywodzi z Aleksandrii poprzez Grecję, poprzez szkoły gnostyckie, które przetrwały na terenie Hiszpanii, na pograniczu Morza Śródziemnego. To wszystko dokładnie ta sama koncepcja. Zawsze jest tak, że wiedza jest w nas. Zapadamy się w siebie i tam jest ten portal, przez który przechodzimy do tego innego wymiaru, gdzie jest informacja.
[31:49] - Otóż to. Teraz okazuje się, że są takie przekazy, które sięgają hen daleko w historii. One się przejawiają w dzisiejszych czasach na różne rozmaite sposoby. To są czasem ugrupowania religijne, sekciarskie, magiczne, druidzkie i tak dalej. Akurat to miejsce, o którym mówimy, Dhyanalinga, jest rzekomo niepowiązane z żadną religią ani z żadną obrządkowością tego typu. Tam nie ma hierarchii kapłanów i tak dalej. Zresztą sam Sadhguru twierdzi, że on nie jest dla nikogo ani Bogiem, ani nie jest dla nikogo jakimś idolem. On tylko doznał oświecenia, dlatego dzieli się tą wiedzą z jak największą ilością ludzi. Robi to zresztą w świetny, znakomity sposób, bo ma bardzo głębokie przemyślenia i jego sposób mówienia jest bardzo prosty do zrozumienia.
[32:45] - Mam jedno pytanie. Czy to jest jedyny dżentelmen, który robi takie sztuczki, w cudzysłowie sztuczki, że na przykład robi coś z takiego metalu, czyli z rtęci? Czy któryś z jego uczniów w ogóle gdzieś podąża?
[32:55] - To znaczy nie. To jest człowiek, który doznał oświecenia od wewnątrz. Ta kultura jogińska w Indiach jest bardzo mocno i bardzo staro zakorzeniona. Tylko oczywiście jest mnogość tego i są różne tego frakcje.
[33:13] - Czyli po prostu jest takim przykładem kolesia, który spojrzał wewnątrz siebie i zobaczył, jak to zrobić i właściwie jest traktowany przez... Na tym polega ten koncept, że jak ty czegoś takiego szukasz, jak znaleźć drogi przez siebie, to wpadasz do takiego kolesia, żeby zobaczyć, jak on funkcjonuje i być może pomoże ci znaleźć twoją własną drogę.
[33:30] - Otóż to. Dlatego mówię o tym, bo to wszystko, wydaje się, ma bardzo dużo wspólnego z całą technologią, o której jest mowa w Radiu Na Fali i z Magravem. Tak naprawdę to, o czym Keshe mówi, ja bardzo mocno znajduję porównanie do kultury indyjskiej, ale to ogólnikowo teraz ujmuję, dlatego że to są takie różne frakcje systemów filozoficzno-religijnych, z których można czerpać tylko fragment, ale nie sugerowałbym się, że cała jednolita religia ma coś do przekazania i coś wpływowego dla nas. To jest jakaś stara wiedza, która została w szczątkach zachowana przez tą bardzo starą kulturę indyjską i ona w tej chwili się przejawia w różnych formach. Jedną z nich jest właśnie tego rodzaju struktura Dhyanalinga.
[34:21] - Ciekawie to brzmi, bo tak to wygląda. Tym bardziej że wiesz lepiej ode mnie, bo ty tam byłeś, człowieku. Ja tam nigdy w sobie nie byłem.
[34:29] - Byłem i cała ta idea życia, bycia energią raczej niż człowiekiem, który doznaje świata tylko i wyłącznie przez pięć zmysłów. Tak jak wspomniałem wcześniej, to jest coś, co buduje nasz światopogląd i nam się wydaje, że to jest jedyna forma istnienia, jaka jest możliwa. Tu się okazuje, że są jednak przesłania i jest duża wiedza zgromadzona na temat tego, że ciało ludzkie to nie jest jednak tylko ciało, że jest oprócz tego całe ciało energetyczne z tym związane, że tak naprawdę energia, która nas wszystkich napędza, to nie jest jakiś węgiel w piecu, który rusza turbinami, tylko to jest jakaś centralna wspólna energia, która zasila te wszystkie organizmy żyjące na tej planecie jako część tej planety.
[35:24] - Otóż to, proszę pana, ciężko byłoby nawet traktować to inaczej. Ja akurat wychodzę z tego alchemicznego podejścia, niekoniecznie, bo ja nie byłem w Indiach zupełnie. Mnie jakoś skusiły te alchemiczne historie i to jest właściwie dokładnie to samo, bo też masz tych alchemicznych szkół hermetycznych dowolnej ilości i gdybyś chciał to całkiem serio traktować, są tacy ludzie, owszem, nazywają się masoni, drudzy się nazywają różokrzyżowcy. Jednym i drugim odjechało konkretnie, tak jak braminom.
[35:50] - Są to po prostu różne przejawy starej wiedzy, wiedzy naszych braci. I to ludzie wykorzystali na różne sposoby. Jest cała historia rodu Rothschildów, którzy-
[36:02] - Zdewastowali nie powiem ile świata.
[36:05] - Zdewastowali cały świat praktycznie poprzez to, że wprowadzili po prostu produkt złoto na rynek. Produkt złoto został pozyskany w zupełnie inny sposób, niż ludziom się wydaje, że jest to jedyna metoda, czyli odkrywka.
[36:23] - To ja kiedyś wspominałem.
[36:24] - Albo płukanie koszem rzeki.
[36:27] - Dawno temu gdzieś tu się pojawiła w hiperprzestrzeni opowieść o dwóch takich alchemikach, którym się udało to zrobić. Przyznam, że tych dwóch alchemików, którzy później zniknęli gdzieś w okolicach Szwajcarii czy jakoś tak, ale nie odrąbano im głów i wyszli z dworu cało, bo wyprodukowali tonę złota. Się rozpłynęli w powietrzu, a się później okazało, że to są właśnie owi bracia Rothschild. Bo oni zawsze zmieniają nazwisko, później wypływają w innym miejscu, ale dokładnie ci sami ludzie.
[36:55] - Otóż to.
[36:55] - Tajemnica z południa Francji. Ciekawa rzecz, też związana z historią Jezusową tak zwaną, czyli ze Świętym Graalem. To w ogóle jest ciekawa historia. Ja myślę, że niedługo wszystkich nas spotka coś takiego, jak można nazwać rozwiązaniem naszych zagadek. Dowiemy się, jak to było naprawdę. Ile było tych tak zwanych Jezusów? Otóż to. Ile było takich ludzi w tamtych czasach? Bo to jest taka historia troszeczkę. Ja nie jestem wielkim fanem akurat Jezusowej sekty, nic z tych rzeczy.
Chodzi o postać historyczną, traktowanie tej postaci w ogóle w jakimkolwiek kontekście historycznym. Jest tylko jeden kontekst, który ja właściwie dopuszczam do swojej głowy. To jest moja opinia na ten temat. Także słuchaczko i słuchaczu, naprawdę nie zgadza się ze mną. Nie musisz absolutnie. W każdym razie musiał być pierwowzór i to nie jeden, tylko nawet parę pierwowzorów tej postaci. Postać jest tam poklejona w tej książce, taka ściema porobiona, ale pierwowzór musiał istnieć. I że był to ponoć jeden z tych pierwowzorów, takich alchemików, można powiedzieć, którzy gdzieś tam jeszcze tą wiedzę posiadali z Aleksandrii, tudzież doznali ją własnym wewnętrznym oświeceniem, bo był ku temu właściwy moment, właściwy czas. I są jacyś dżentelmeni na przykład w Indiach, tylko że on się pojawił w innym miejscu, zrobił inne rzeczy, posłużył za kanwę opowieści, na podstawie której ktoś zrobił najbardziej zbrodniczą organizację na świecie o nazwie Watykan. I tak się to skończyło.
[38:18] - To po prostu ludzie, którzy posiedli wiedzę tajemną, tak zwaną niedostępną dla tak zwanego pospólstwa, którzy mają albo wiedzę alchemiczną, albo po prostu mieli w użyciu i w posiadaniu urządzenia takowe, jak chociażby Arka Przymierza tak zwana albo w tradycji żydowskiej menora, którą ja uważam, że do tej pory, że jest to po prostu przykład jakiegoś bardzo potężnego urządzenia.
[38:49] - Albo kawałek urządzenia, który został.
[38:51] - Albo kawałek urządzenia, które oczywiście jest zaginione albo bardzo silnie strzeżone przez kogoś.
[39:00] - Masoni mają swoją historię z reaktorami, które nazywają... Nie wiadomo, czy to jest Święty Graal. Co jest właściwie Świętym Graalem? Jedna z koncepcji, taka bardzo sensowna, mówi, że właściwie nie chodzi o przedmiot, tylko chodzi o stworzenie właśnie pewnego momentu, stworzenie pewnych warunków dookoła. To jest związane z pentagramem i kilkoma innymi historiami. Trzeba użyć kilku substancji.
[39:24] - To jest właśnie to. To jest ciekawe, bo dzisiaj to wspomnieliśmy wcześniej. Pięć elementów. Pentagram to jest gwiazda, która reprezentuje w różnych kulturach i między innymi też w Indiach symbol pięciu różnych elementów, z których jest po prostu wszystko zbudowane i z którego my jesteśmy stworzeni.
[39:42] - W Europie zakazano oficjalnie posługiwania się pentagramem jako-
[39:46] - Został wyklęty jako symbol diabła i tak dalej. Watykan wziął po prostu w ryzy całą kulturę. Jesteśmy przecież pod okupacją Watykanu od roku 966, od chrztu Polski tak zwanego.
[40:04] - Na to wygląda. Nie chce być inaczej. Na Wawelu-
[40:07] - Okupacja trwa.
[40:09] - Zawsze było oryginalne logo właścicieli na królewskich zamkach w Polsce. Do tej pory na Wawelu widnieje logo owej włoskiej rodziny, która zbierała te informacje, manuskrypty i być może posiadali część tej aleksandryjskiej wiedzy. To jest sprawa w ogóle związana z Watykanem, dosyć mocno z przebudową Watykanu swego czasu. Kiedyś wrócę do tego wątku, bo to jest historia z ustawieniem wszystkiego na kult solarny i uciekaniem od rzeczywistego zegara, który jest księżycowy, jak się okazuje, bo człowiek i wszystkie istoty żyją według księżycowego cyklu, a nie cyklu słonecznego, ale nie wiadomo było, który jest właściwy i którym odmierzać czas do tak zwanej, jak to nazywają ci sekciarze z Watykanu, apokalipsy. Czyli w dosłownym tłumaczeniu, bo to jest w oryginale po tym starohebrajskim oznacza znaczenie tego słowa. To jest koniec właściwie nie tyle tyranii, ile koniec znanego porządku. Coś w ten sposób, że zakończy się władza tych, którzy teraz władają, a ci, którzy teraz władają, to ci, którzy korumpują informację, że to historia właściwie całej cywilizacji europejskiej jest niestety sklejona, czy chcemy, czy nie. I to paskudnie z historią tak zwanych hermetycznych szkół, począwszy od Republiki Rzymskiej, czasów Platona, jeszcze Grecja. Aleksandria zdaje się, była ostatnim miejscem, w którym, ale jeszcze przed cesarzami rzymskimi, jeszcze kiedy była końcówka Egiptu, gdzie można było się czegoś nauczyć i czegoś dowiedzieć. Przynajmniej tak to wygląda.
Później spłonęła biblioteka, powstały tyranie i już wiedza stała się bardzo hermetyczna. Trzeba było znać właściwych ludzi, należeć do właściwej szkoły, przejść właściwe etapy. Jak to się nazywa? Masoneria to stosuje. Wtajemniczenia, kolejne etapy. I dopiero wtedy dostępowało się wiedzy. I tak oto utracono potężną ilość wiedzy, bo wiadomo, że przecież to wszystko służy tylko po to, żeby kontrolować informację, a nie po to, żeby ona się rozchodziła. Taka ciekawa rzecz. Ja tu sobie przeglądam książeczkę troszeczkę. Właśnie widziałem takie alchemiczne rysunki.
Ciekawa historia z tymi pięcioma elementami w każdej kulturze, bo to wiele kultur.
[42:16] - To może właśnie wspomnijmy, jakie to są elementy. Co to jest te pięć elementów? Dlatego, że każdy wie o czterech elementach. Jest to jak gdyby powszechne odczucie w kulturach różnych, czyli cztery elementy, czyli cztery żywioły tak zwane. Ogień, woda, powietrze i ziemia. No ale teraz okazuje się, że jest jeszcze jeden dodatkowy element, bez którego to wszystko nie mogłoby funkcjonować. No i Po angielsku to się nazywa space, ale to słowo nie do końca opisuje znaczenie tego piątego elementu.
[42:56] - Przestrzeń.
[42:57] - Przestrzeń. Ale to nie jest przestrzeń powietrzna, tylko to jest coś na wzór bardziej eteru. To jest to, o czym mówił Tesla. To jest to, co nas otacza i to jest to, co w każdej strukturze atomowej jest obecne jako dodatkowy element.
[43:14] - Nazywane jest też praną, bo jest wiele różnych nazw dokładnie na to samo. To jest ta energia, która jest wszędzie dookoła nas.
[43:21] - To jest właśnie to, co-
[43:22] - Woda, w której żyjemy jako ryby.
[43:28] - Jesteśmy z wody tak naprawdę. 75% do 80% naszej struktury tkanki to jest woda.
[43:36] - Nie przez przypadek dzisiaj wspomniałem na początku audycji o Marsie, bo dzisiaj mamy taki specjalny dzień, że dokładnie ten pentagram, te pięć kątów się manifestuje w kosmosie. Jesteśmy częścią jednego z tych pięciu kątów dokładnie dzisiaj, bo jest taki moment. To się wydarza raz na jakiś czas i dzisiaj akurat jest ten moment, kiedy ekliptyki Wenus i Marsa się spotykają. Jeszcze dodatkowo Ziemi z Marsem. I to tworzy coś w rodzaju przestrzennej bryły, która się nazywa dodekahydron. Kiedy połączymy orbity wszystkich tych planet, czyli Ziemi, Marsa i Wenus razem z Marsem, bo to są dwa połączenia: Wenus z Marsem i Ziemia z Marsem. Jeszcze oprócz tego nałożymy to wszystko na siebie, to wychodzi nam dodekahydron, który reprezentuje połączenie Wenus i Marsa. Ten drugi nazywa się icosahydron, czyli odwrotność, odbicie lustrzane wewnątrz tego, oparte na tych samych kątach. I to jest kąt.
[44:40] - Widzę, że kolega łaciną włada.
[44:42] - Mam książkę w ręku, jestem cwany.
[44:45] - Ja tutaj wyszukuję, co to jest dodekahydron.
[44:47] - Dodekahydron. Słuchaj, to jest-
[44:49] - Czy to jest dziesięciokąt? Deka to 10.
[44:52] - Dodekahydron jest-
[44:53] - Moja łacina już trochę jest zakurzona.
[44:55] - Słuchaj, masz pięciokąt. Pięciokąt to jest jak piłka futbolowa. Dokładnie wygląda jak piłka futbolowa. To jest dodekahydron. I teraz sobie wyobraź piłkę futbolową, ale zrobioną z trójkątnych kawałków, a nie z pięciokątnych. I te pięciokątne kawałki to jest dokładnie ta druga bryła. Icosahydron. Tak to się powinno. To jest po łacinie, taka jest prawda. Straszne.
W każdym razie dzisiaj jest dokładnie dzień, właściwie noc, ta doba, gdzie te bryły przechodzą idealnie przez siebie i są ustawione idealnie swoimi kątami. Czyli mamy, można powiedzieć, kryształ w krysztale i Ziemia jest częścią, jest pomiędzy idealnie tymi zjawiskami. Jesteśmy w takim alchemicznym momencie, gdzie mamy owo otoczenie, ten piąty czynnik w tym pentagramie zakazanym przez sektę z Watykanu w Europie. Zabronionym i palono na stosach ludzi za to, że w ogóle zauważyli u kogoś taką historię.
[45:50] - Taką prawidłowość.
[45:51] - Dokładnie, dziś jest ten dzień. I to jest w ogóle związane z pasem asteroidów i wieloma innymi rzeczami, bo są te magiczne połączenia pomiędzy planetami, że oczywiście Wenus z Uranem odpowiada Wenusowi z Marsem i tak dalej. Wszystkie te historie związane z łaciną. Ja może po prostu zostawię te sprawy, bo nie chcę być już taki cytujący tu książki. Mam pod ręką, mogę cytować, ale to było naprawdę strasznie nudne. Takie tam alchemiczne historie. W każdym razie to jest ten moment, w którym teoretycznie, jeżeli ktoś właśnie teraz produkuje złoto, będzie miał doskonałe efekty.
[46:28] - Bo dokładamy przestrzeń, dokładamy dzisiaj przestrzeń.
[46:31] - Dokładnie. Dzisiaj dokładamy przestrzeń. Dzisiaj jest ten moment, kiedy do całej struktury dołącza przestrzeń i wiadomo, że jeżeli przestrzeń będzie związana, to to wiązanie już zostaje do końca kosmosu. To jest jakby złapanie połączenia, złapanie sygnału. I to jest jeszcze do tego taki zabawny moment pod tytułem ustawienie Drogi Mlecznej, które teoretycznie, właściwie musiałbym wyjść i sprawdzić, bo nie jestem pewien, ale teoretycznie wszystkie gwiazdy powinny iść teraz w poprzek tego diamentu. Jak sobie zrobimy taki kryształ z tych dwóch brył jedna w drugiej, to dokładnie w połowie powinny być ustawione te planety.
[47:05] - A czy to widać gołym okiem?
[47:08] - I don't know. Musiałbym wyjść na zewnątrz. Ciężko mi będzie to zaobserwować. Według tej geometrii stoją na swoich ekliptykach w równym miejscu. I jeszcze Droga Mleczna tak fajnie przechodzi przez tą środkową piramidę w tym najniższym krysztale w środku. Jest takie bardzo graficznie spektakularne wydarzenie, bo wszystkie kąty do siebie pasują. Nie będę opisywał co i jak, bo naprawdę ciężko to zrobić w radiu po prostu. Musiałbym ci podać, człowieku, numer ilustracji albo coś w tym stylu. Odkładam książkę. Koniec tego.
Chodzi o symetrię. Jesteśmy dokładnie w tym momencie, w którym alchemicy toby się posikali ze szczęścia, bo to jest bardzo ciekawa noc, kiedy można dokonać transmutacji. To jest ta moc, kiedy nasza myśl dostaje potężną ilość energii. Zresztą wykorzystywano to często właśnie w katedrach. Stąd cena weneckiego szkła i wykorzystywanie tego tajemniczego weneckiego szkła właśnie do witraży w katedrach. Ono ma jeden taki barwnik, który ma bardzo ciekawe interakcje z ludzkim organizmem. Niejeden. Wszystkie barwniki są tak skonstruowane. Chodzi o czerwony barwnik. On pochodzi z żelaza, ale zrobionego dzięki miedzi.
Nie będę opisywał procedury. Niektórzy już doskonale znają. I to jest taka czerwona maź. Ją się suszy i później się dodaje do tego dodatkowe składniki. To jest pigment, który się ładuje do szkła. Z reguły, jeżeli chcesz zabarwić szkło tak, żeby nigdy nie straciło swojego czerwonego koloru, to dokładnie suszysz tą miksturę. To się zamienia w taki pył. Czerwony, szkarłatny pył i dosypujesz do szkła i szkło dostaje swojego koloru. To jest tajemnica owych florenckich witraży. To są te specjalne substancje.
Z nich robiono kolory nieba na obrazach. Niektórzy słynni malarze do tej pory pozostawili po sobie masę zagadek. Czasami o tym wspominam, ale właśnie zagadkami są substancje, których używali do robienia pigmentów. No i efekt jest taki, że wszyscy kochają te obrazki, chociaż wcale nie są najpiękniejsze. A te obrazki mają bardzo ciekawe interakcje, bo tak jak te witraże w tych katedrach, tam jest ta czerwona substancja i ta sama czerwona substancja jest w naszej krwi. Tworzymy coś w rodzaju reaktora. Połączenie wireless. Słońce wpadając przez okna aktywuje działanie na poziomie mikrograwitacyjno-magnetycznym te wszystkie substancje, bo to wszystko ma swój rezonans i przefiltrowane przez ołowiane szkło z bardzo dużą ilością ołowiu tworzy bardzo ciekawy reaktor. Jeżeli człowiek przyłoży tam w odpowiedni sposób miernik jeszcze do miedzianej ramki, która nie jest z takiej normalnej miedzi, to nagle się okaże, że oddaje całkiem nieźle prądu na takich małych zakresach. W każdym razie ma też ciekawe właściwości optyczne, bo ta fala też ulega załamaniu i do nas dociera już taki przefiltrowany obraz i czujemy się troszeczkę inaczej, kiedy mamy takie witraże w okolicy.
Trudno nie zauważyć. Takie stare sztuczki teraz dopiero wracają. Czytałem ostatnio jakieś wybryki „Gazet Science” i tak dalej. Powoli już naukowcy mówią, że faktycznie te cząsteczki powodują zakrzywienie się światła lasera na przestrzeni 30 mikrometrów, w efekcie czego snop światła jest rozbity na dodatkowe pasma. Jest to nowoczesne odkrycie. Nigdy nie widzieliśmy bardzo ciekawych właściwości, na przykład tlenku żelaza. Do przyszłych badań. A to już jest w witrażach od 800 lat, czy jakoś tak.
[50:28] - Kapitanie, ja się żegnam.
[50:30] - Ja dziękuję bardzo za telefon.
[50:32] - Do usłyszenia. Dziękuję bardzo. Pozdrawiam wszystkich. Peace and love.
[50:36] - Nawzajem, sir. To był Bart. A przy okazji właśnie, bo Ivellios mi podesłał, a zapomniałem ostatnio powiedzieć, bo jest impreza, człowieku, pomiędzy tymi witrażami, katedrami i z tym wszystkim. Za tydzień w Podzamczu w Świętokrzyskiem o godzinie 12:00 odbędzie się panel ufologiczny na żywca, któremu patronuje Radio Paranormalium i pismo „Niezależny Świat”. I wiele wskazuje na to, że będzie transmisja na żywca. Także start o 12:00. No właśnie. I to wyglądałoby dokładnie, że to jest chyba za tydzień. Dokładnie. Otóż to.
Także zapraszam serdecznie, jeżeli ktoś jest gdzieś w Świętokrzyskim, w Podzamczu. Godzina 12:00. Niech tam w ogóle jeszcze sprawdzi na stronie Radia Paranormalium co i jak z tą imprezą, bo tam jest więcej informacji. Także zapraszam serdecznie. Ale ja wrócę troszkę do tego głównego tematu. A jednak się dzieje, bo się dzieje. I trzęsienia ziemi. To jest dokładnie ten moment związany z tym piątym czynnikiem, który jest wyklęty w europejskiej kulturze z racji tego, że zbrodnicza sekta z Watykanu dorwała się do władzy. Wymyślili sobie takie swoje własne pierwowzory oddziałów SS w postaci jezuitów. Spacyfikowali kawał świata, łącznie z kawałkiem wiedzy, ale trochę tego i oni też posiadają.
Do tego zresztą z tym walczyli. Anyway, aczkolwiek wiedza znalazła się zupełnie poza Watykanem i okazało się, że chłopaki zrobili deal z tymi, którzy byli poza Watykanem i też skumali, o co chodzi. Wszyscy na tym skorzystali. Takie hermetyczne, tajemne szkoły. Po latach się wszyscy dowiadują, że ojejku, masoneria, różokrzyżowcy, przecież wszyscy ci ludzie i Watykan, i politycy, i korporacje, i nafciarze. Shit. Jedna i ta sama hołota, jedna i ta sama banda, jeszcze pedofila na dodatek. Kryją jakieś zbrodnicze rytuały. Po prostu świry centralne. No tak, jest powód do ześwirowania, bo gdzieś tam mają kawałek wiedzy i próbują go sobie chyba odnaleźć.
Częściowo korzystają z pewnych receptur, takich właśnie jak ludzka krew. W ogóle krew. Krew właśnie zawiera tą substancję. Nie na darmo wspomniałem o witrażach, ponieważ ta substancja powoduje jedną zjawiskową rzecz w ludzkim organizmie. Pomaga wszystkim procesom rekonstrukcji opartym na systemie immunologicznym. Dokładnie. Nie na systemie nerwowym, tylko na systemie immunologicznym. Daje, że tak powiem, takie fizyczne doświadczenie, że dostajemy taki zastrzyk energii, tak można to określić. I faktycznie komórki dostają wtedy zastrzyk energii. Tego się używa w medycynie, takiej bardzo nowoczesnej, w technologiach plazmowych i tak dalej.
Dokładnie tej samej substancji, tylko że już do celów medycznych. W każdym razie wtedy używano do wzbudzenia w użytkownikach takowych budowli, jakimi były na przykład katedry albo specjalne miejsca i właściwie było stać na te wypasione witraże i na specjalne obrazy. Zamawiano konkretnych mistrzów po to, żeby wywrzeć wrażenie na innych, a mistrzowie strzegli swojej własnej tajemnicy i nikomu się specjalnie nie chwalili, że używają specjalnych substancji do robienia swoich obrazów, że używają specjalnych substancji do robienia swoich witraży. Słuchaj, człowieku, najlepszy przykład, uwaga, najlepszy przykład w historii ostatnich tysięcy lat i chyba najbardziej spektakularny to jest Leonardo da Vinci. Bo wiedza została przechowana między innymi dzięki arabskim zapisom, czyli tłumaczeniom z Biblioteki Aleksandryjskiej, które gdzieś tam powstały w Afryce, gdzieś powstały już poza Aleksandrią w każdym razie. I one gdzieś na początku, tysiąc lat temu się pojawiły z powrotem w Europie. W sumie zawsze były, ale zawsze były tak pochowane. Ale się pojawiły z powrotem i ten koncept powrócił. To jest ta historia związana z pentagramem. Ma to kilka nazw i jest taka oryginalna nazwa.
To się nazywa „Sekret siedmiu”, bo właściwie cała bryła, jest taka pełna bryła, która operuje tymi wszystkimi mocami, składa się z siedmiu. Dlatego jest siedem dni i tak dalej. Siedem ciał kosmicznych, niebieskich właściwie. Tak to powinno się poprawnie tłumaczyć na polski, bo właśnie wtedy używano „niebo” jako „niebo”, nie jako „kosmos”, bo kosmos też wtedy był używany, ale kosmos oznaczał coś innego. Niebo. Bo chodzi o sposób obserwacji. Wszystko jest bardzo sprecyzowane. Tu lekka pomyłka w rozumieniu jednego słowa może spowodować, że cała praca takiego alchemika, jego praktycznie 60 czy tam 80 lat siedzenia i robienia eksperymentów nigdy nie zaowocują udanym wynikiem. Ponieważ jedno złe zrozumienie, hermetyczne znaczenie słów w tej alchemicznej technologii i jesteś już out. Już cię tu nie ma.
Możesz do końca życia sobie mieszać te składniki. Możesz zamienić wszystkie rośliny na pył. Które rosną do ciebie i sprawdzać przez kolejne tysiące lat. I tak tego nie zrobisz, bo brakuje najważniejszej wiedzy. Brakuje odniesienia kiedy i jak to zrobić i w jakiej korelacji w stosunku do siebie. Taki najważniejszy przepis. Bo to nie jest problem, żeby wiedzieć, z czego składa się chleb. Chleb składa się z mąki, zakwasu, wody, soli i odrobiny tłuszczu. Oleju na przykład albo oliwy. I to wszystko.
I piekarnika jeszcze, bo do chleba trzeba piekarnik i foremki. I teraz składam ci te wszystkie elementy i mówię: „Stary, a nigdy nie piekłeś chleba? You can do it”, czyli możesz to zrobić. To troszeczkę tak, jakbym rozsypał przed tobą wszystkie części, z których składa się jumbo jet i powiedział: „Stary, jest dziesiąta rano. Do dziesiątej wieczorem została ci czas. Jak wpadnę wieczorem, to się przelecimy. Ale śpiesz się strasznie, bo troszkę śrubek zostało do poskręcania” . Wiadomo, że bez instrukcji. A tą instrukcją jest ten niewidoczny element. Jest położenie w przestrzeni.
W naszym przypadku nazywamy to czasem, czyli wtedy, kiedy konkretne układy na niebie się zerują. Ja nie jestem takim ekspertem od nieba. Czasami mnie korci, żeby zostać takim ekspertem i się nauczyć. Powinienem się zgłosić do kilku ludzi i pobrać u nich solidne lekcje, ale nie wyrabiam z czasem. Ale korci mnie, żeby pewnego dnia to wreszcie zrobić. I u takich prawdziwych specjalistów od horoskopów, ale wyliczanych właśnie z domów gwiazd i tak dalej. To są ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi. Dostać troszeczkę wiedzy, ale jak będzie okazja, to się zapewne w to wbiję. Być może kiedyś będzie okazja, to spróbuję się dowiedzieć, bo to bardzo ciekawa, historyczna wiedza też dla mnie. Anyway, to sobie zostawiamy, bo to moje prywatne fobie i hobby na przyszłość w kraju, który nie istnieje.
W każdym razie wracając do tego sekretu siedmiu niebieskich ciał. Dokładnie. Czyli chodzi o konkretne planety i każda z tych planet ma konkretne właściwości. I teraz numer polega na tym, że każda z tych planet ma właściwości. No ale jak? Weźmiesz planetę z nieba, wrzucisz do garnka, zamieszasz z wodą, posypiesz solą, dodasz pieprzu i zjesz na obiad? Nie zrobisz nic takiego. Co najwyżej możesz oglądać księżyc, który się odbija pięknie podczas pełni w stawie, jeżeli nie będzie zbyt dużej fali. I to wszystko. Tyle masz z gwiazd, jeżeli chcesz po nie sięgnąć.
Ale możesz po nie sięgnąć w inny sposób, ponieważ każda gwiazda opisana jest w alchemii jako obiekt, który istnieje na Ziemi. Jest to konkretna materia. I ta konkretna materia jest jeszcze podporządkowana konkretnemu znaczeniu. Czy to jest ogień, czy to jest woda, czy to jest wiatr, cokolwiek to jest, są konkretne znaczenia. Jeżeli byś sobie tak wypisała albo ty musiałabyś zrobić taką tabelkę, że masz opisane na przykład pięć albo siedem dni w tygodniu, bo tak się opisuje, chodzi o przeloty gwiazd i tak dalej. Tak zostało po alchemicznej szkole. Nie będę ci opowiadał dlaczego, co i jak. Zostawię to sobie może na jakiś inny wieczór. Zupełnie gdzieś z boku. W każdym razie numer polega na tym, przynajmniej w naszym przypadku, że chodzi o pentagram, więc mamy pięć gwiazd.
Na samej górze mamy Marsa. Sobie będę rysował po drodze. Na samej górze mamy Marsa. To jest czubek gwiazdki na samej górze. Po lewej stronie mamy Wenus. Po prawej stronie mamy Jupitera. I w tym momencie łączymy sobie linią Wenus z Jupiterem. Dokładnie. Czyli pozioma linia. I teraz dorysowujemy dwie kropki na dole, pod tymi dwoma pośrodku, tylko że już węże.
Kolejne czubki tej pięcioramiennej gwiazdki. I teraz od prawej strony będzie Saturn, a od lewej strony będzie Merkury. I teraz łączysz sobie Marsa z Merkurym, Marsa z Saturnem i łączysz sobie Jupitera z Merkurym i Jupitera z Wenus, a później sobie łączysz Saturna z Wenus i Saturna z Marsem oczywiście. I w ten oto sposób otrzymujesz piękną pięcioramienną gwiazdę. Jak będziesz tak się wybierał i ty też po wskazówkach zegarka, to na samej górze godzina 12 to jest Mars, godzina 15 to jest Jupiter, godzina jakaś 16.30 to jest Saturn, 18.30 to będzie Merkury i 21.30 czy 22.00 to będzie Wenus. Coś w tym stylu. Tak dookoła, w ten sposób. Gdzieś tu miałem tabelkę, nawet sam sobie kiedyś robiłem notatki, bo sobie spisywałem do tego różne historie i gdzieś to wszystko mam, ale nie wiem, czy uda mi się w tym momencie znaleźć. Tu jestem osaczony troszkę biblioteką, szczęśliwie, także nie biorę tego z głowy, człowieku. Jeszcze nie zwariowałem na tyle, żeby się uczyć aż tak mocno na pamięć.
Czasami pamiętam, czasami zapominam. Ciężko mi to wszystko spamiętać tak non stop. Mam gdzieś tutaj takie tabele materiałów, które są związane właśnie z tymi wszystkimi rzeczami, mocami. Gdzieś ich teraz w tym momencie szukam. Może uda mi się to znaleźć. W każdym razie ciągnąc dalej ten wątek i po drodze szukając tej nieszczęsnej tabeli, jest to związane z projektowaniem, z architekturą katedr. O to właśnie chodzi. Ponieważ wtedy wszystko jest pozycjonowane kosmicznie. Tam tym piątym elementem, tym eterem, jak powiedział Bart, tą praną, tą energią, tą wodą, w której jesteśmy jako ryby, jest cały kosmos dookoła nas. I ten kosmos to są wszystkie interakcje, które się tam dzieją.
Część interakcji zapewniamy sami tutaj ze swojego poziomu. I to jest nasza podstawowa gwiazda. Nasze pozostałe ramiona gwiazdy, które są przedstawiane jako konkretne moce wiatru, wody i tak dalej. I oprócz tego są przedstawiane jako konkretne substancje, czy to siarka, czy to żelazo, czy to miedź. Poważnie. Właśnie dokładnie w ten sposób. I to były podstawowe alchemiczne kombinacje. Zresztą, żeby było zabawniej, nie jest to tylko i wyłącznie związane z materiałami, bo jest to też związane z muzyką i to bardzo mocno. To są tak zwane sfery w muzyce. Historia związana z odkrywaniem kosmosu.
Nie wiem, czy odkrywaniem, bo to jest ciekawe zagadnienie. Okazuje się, że właściwie co najwyżej to my chyba odkrywamy coś, co przed nami schowano, bo cofając się do tyłu mamy masę śladów elementów bardzo zaawansowanej wiedzy rozrzuconej nieprzeciętnie i to tak rozrzuconej, że właściwie biorąc jakiś przykład z książki, która ma tysiąc stron, nagle się okazuje, że tylko pół kartki ma w ogóle jakikolwiek sens. I żeby to skumać, ty musisz przerobić to wszystko, przeczytać jeszcze pozostałe pięć książek, które się odwołują do tej połowy kartki w jakiś tajemniczy sposób i wiedzieć, że to wszystko jest powiązane ze sobą. I te powiązania to są na przykład sekretne kody. Francis Bacon, słynna historia z Shakespeare'em. Masoni, którzy zakopali swój skarb nie wiadomo gdzie, żeby przypadkiem kogoś nie korciło. Ja sobie wyobrażam, że to jest jakiś generator, który powstał po naszych braciach dawno temu i oni, różokrzyżowcy, ten generator dziabnęli. Wiadomo, że robił dziwne rzeczy, robił dziwne anomalie. Różokrzyżowcy dużo wiedzieli i dalej dużo wiedzą. Akurat niekoniecznie więcej od nas w tym momencie, bo czasy się troszeczkę zmieniły i niektórzy z nas mają pojęcie o tym, że są takie rzeczy jak na przykład technologia plazmowa na świecie aktualnie i tajemnice różokrzyżowców przestały być już dawno tajemnicami i sztuczkami religijnymi po to, żeby wymusić na kimś wiarę w nieistniejącego Boga albo coś w tym stylu.
W każdym razie ślady po tym zostały. Chociażby kaplica Roswell tutaj na wyspie w Szkocji, gdzie są przecież wyrzeźbione kukurydze, rośliny, które rosną w Ameryce Południowej, a kaplica została wybudowana w czasie, kiedy oficjalnie nikt nie wiedział o drugim kontynencie. Tak że wiadomo, że wiedza zawsze była, wiedza zawsze jest. Teraz jest pytanie, jaki kawałek tej wiedzy jest schowany za nami. Przecież historia związana na przykład z symboliką to jest w ogóle ciekawa sprawa. I tu przechodzimy do tak zwanej muzyki, bo wszystko to jest oczywiście związane też z rytmami, bo ten kosmos był opisywany jako coś muzycznego, jako dźwięk kosmosu. Stąd przecież się wzięło strojenie, proszę koleżanki i kolegi, 432 herce. Dokładnie owo strojenie Solfeggio to jest właśnie owa harmonia, pitagorejskie strojenie, tak to się nazywa. Poniżej 16 herców jest rytm, powyżej jest melodia, sfery kosmiczne, overtony, interwały, podziały. To, jak się dźwięk wzmacnia, jak się nie wzmacnia.
Generalnie cała sprawa związana z całą tą niewidoczną energią. Bo jeżeli staniesz w konkretnym miejscu, w konkretnym otoczeniu i wypowiesz jedno słowo, nagle usłyszysz to słowo wzmocnione, odbite echem set razy. Staniesz w drugim miejscu, nie ma wzmocnienia. I teraz jest pytanie: okej, to jeżeli słowo tak wzmacnia, to co jeszcze możemy wzmocnić? To wszystko możemy wzmocnić, bo właściwie każda interakcja nasza z otoczeniem w właściwych warunkach zachowuje się jak potężny wzmacniacz. I ta wiedza o tych wzmacniaczach związanych z tym, jak długo żyjemy, jak zdrowi jesteśmy, jak pozyskujemy zasoby, myślę, jest z nami obecna od tysięcy lat. Czasami troszeczkę lepiej, czasami troszeczkę gorzej. Parę chwil temu wspomnieliśmy o rodzinie Rothschildów, dwóch alchemikach, którym ktoś dał wiedzę, jak robić złoto i zrobili to złoto. I z tego powstał ród finansisty, który zniszczył życie tak wielu ludziom, że to się w głowie nie mieści. Żeby było zabawniej, ja się tak śmieję, bo jeżeli jesteś osobą oczytaną w literaturze europejskiej albo po prostu lubisz słuchać „Hiperprzestrzeni” i sobie czasami zapamiętać, o czym mówię, to kojarzysz postać Goethe.
Goethe, mój Goethe. Co powiedział Goethe? Więcej światła. Już wszystko zapaliłem w okolicy, a mam zapalniczkę. Goethe, mój Goethe. Czym jest ta siła, która wiecznie pragnąc dobra, zło tylko czyni? Czy jakoś tak. W każdym razie napisał książkę i zrobiono z niego poetę, chociaż był wielkim naukowcem, chyba największym naukowcem swojej epoki, który przebił kompletnie Newtona i wielu innych. Udowodnił istnienie energii orgonalnej, jeszcze zanim była nazwana orgonalną, tego pola magnetograwitacyjnego, tego, że wpływa na rozszczepianie się światła. Przez 35 lat robił eksperymenty.
Miał potężne laboratorium. Część tego laboratorium można zwiedzać do dzisiaj. Część została w Rzymie, bo w Rzymie mieszkał. Takie czasy były, że można było mieszkać w Rzymie i wymyślać takie rzeczy. Miał osłonę, miał parasol, miał mecenasów. Wiadomo, że robił taki research, że wielu ludzi się tym interesowało, bo jak się sprzedaje ludziom kit pod tytułem sekta watykańska oparty na bullshicie od początku do końca, to trzeba generalnie inwestować w kolesi, którzy wiedzą, o co chodzi. Bo kiedy cokolwiek się wydarzy, cokolwiek się zatrzęsie, to w tym momencie można będzie za pomocą swojej wielkiej maszyny propagandowej wciskać ludziom kit, że oto dokonaliśmy nowego odkrycia i zmieniamy teraz losy ludzkości. I to my, i to dalej jest nasz Bóg, i dalej musisz nam płacić kasę za to, że jesteś naszym niewolnikiem, a my spieprzymy ci dzieci tak, że się nie pozbierasz i całe życie ci spieprzymy. A jeszcze później wyślemy cię na wojnę z niewiernymi tak, żeby ci ostrzelali twój durny łeb. Jeszcze nam za to zapłacisz i twoja rodzina przyjdzie płacić nam, żebyśmy stukali czołami w jakiejś intencji w kierunku tych zwłok.
Jeszcze nam za to zapłacą. W zębach przyniesiesz kasę. Tak chłopaki traktują ludzi. Zawsze tak traktowali. To tylko i wyłącznie po to było. Po to tylko jest. Chociaż wielu chciałoby to widzieć jako idealistyczną bajkę, w której nikt nie handluje ludzkim towarem, dziećmi, nikt nie czyści kasy z pralki CIA, z heroiny i handlu bronią i mordowania ludzi na zlecenia. Wszyscy chcieliby to widzieć inaczej, ale nawet ci kolesie, ponieważ są durni nieprzeciętnie, nawet oni muszą mieć pewien rodzaj inteligencji, który pozwala im być w tym miejscu, w którym są, dzięki czemu mogą trzymać rękę na spuście. Nie tylko oni, bo do tego jeszcze dołączyły korporacje w dzisiejszych czasach, które mają swoje potężne centra badawcze i nikt właściwie nie wie, co tam jest badane. Swego czasu tutaj opowiadam troszeczkę o zjawisku free energy.
Opowiadam oczywiście bardzo zabawkowo, bez specjalnych detali, bez technologicznych opowieści i tak dalej. Może nie do końca, czwartek akurat się skupia na tych plazmowych historiach, ale w takich starych odcinkach Syntezy i jak tutaj czasami gdzieś wspominam w Hiperprzestrzeni. Ale to nie jest tak, że te technologie są gdzieś tam na odkryciu i nikt nie wie, o co chodzi. Znakomita część tych technologii, jak nie od 100 lat, od 50 albo 20, są mocno opracowane w tych laboratoriach i tam jest specjalnie zaciśnięty hamulec na to. Ludzie są uwaleni grantami, za które mają piękny basen i właściwie cokolwiek wymyślą w laboratorium zawsze należy do korporacji i jedyne co mogą zrobić, to się zbuntować. Wtedy korporacja powie: „Kończymy z tobą kontrakt i szukaj kogoś, kto spłaci twój basen. My tego nie zrobimy. Nie pracujesz już dla nas. Do widzenia. A badania zostają z nami, bo takie jest prawo”.
Są takie rzeczy i wiadomo, że one powstają, bo to nie jest tak, że historia cywilizacji jest historią tylko i wyłącznie katastrof, ale to jest potężny rozwój, takim sanskryckim mówiąc giant development ludzkiej myśli. Nie tylko tej uniwersyteckiej, ale jakiejkolwiek. Przecież masa ludzi na świecie wymyśla różne genialne rzeczy i to jest naprawdę sporo. Do tej pory byli mocno uciszani, ale teraz żyjemy w innych czasach. Pojawił się piąty element, przestrzeń. I to się bardzo ciekawie manifestuje, bo jest to taka alchemiczna historia. Nie dość, że żyjemy w czasach, kiedy pojawiają się takie technologie, duże koncerny zaczynają świrować i zaczynają wypuszczać na rynek nagle produkty, które są genialnym odkryciem, bo telefon zużywa mniej energii, samochód Tesla już jest tańszy tylko dlatego, że weszła plazmowa technologia i się przestraszyli, że nikt już nie będzie chciał używać tych elektrycznych grawitacyjnych historii. Skoro jest plazma, która jest i jednym grawitacyjnym, i magnetycznym, i wszystko można robić. I nagle się okaże, że wszystkie te technologie, które były blokowane i ciągle był taki pomysł, że damy im po kawałku, będziemy tak odcedzać po kawałeczku, najdłużej jak się da i najbardziej powoli. Wszystko to szlag trafił, bo pojawiła się cała historia związana z nauką plazmową, o tym, jak się zachowują te wszystkie pola magnetyczne, które tak ścigał pod koniec życia Nikola Tesla, na które prawdopodobnie wpadł Wilhelm Reich też pod koniec swojego życia i kilku innych po drodze.
To długa historia. To może zostawię, bo to nie jest o technologii, ale o tym piątym elemencie, o tym, że jednak się dzieje i że ten element, w tym momencie Mars, się pojawia. To jest właśnie ten element na samej górze, który zamyka i spaja tą całą historię. Także nagle się okazuje, że jesteśmy w ciekawym miejscu alchemicznie. I żeby było zabawniej, można oczywiście mówić, że tam się nic nie dzieje, nie ma żadnej różnicy pomiędzy wczoraj a dzisiaj. Jest różnica. Nie było takich technologii, jakie są dzisiaj, które są dostępne wręcz na naszym biurku, takie, że można sobie samemu zrobić takie kosmiczne technologie, które powodują, że nagle cała ta historia związana z utrzymywaniem tej wiedzy w hermetycznych szkołach kompletnie wyciekła na zewnątrz i właściwie nie ma szans, żeby wróciła do swojego hermetycznego poziomu. Co najwyżej część z nas zostanie na takim poziomie, że stwierdzi „zostaję niewolnikiem do końca życia przy tym stadium i do końca życia będę płacił rachunek za prąd” i tak dalej. Ale to już jest kwestia tylko i wyłącznie prywatnego, indywidualnego wyboru. To nie jest kwestia tego, że nie ma technologii.
Ja to akurat mówię i się podpieram często technologią plazmową, bo to jest mój konik, taka dziedzina, w której wydaje mi się, że coś kumam. Natomiast nie jestem takim ekspertem od tych wszystkich elektrycznych, magnetycznych rzeczy, chociaż pewnie bym chciał, ale nie jestem. Absolutnie. Jest wielu ludzi, którzy są naprawdę niezłymi ekspertami w tej dziedzinie i nawet w tych grawitacyjnych historiach dosyć mocno, tam, gdzie naprawdę wystarczy tylko zbudować maszynę, która ma przycisk. W cudzysłowie wystarczy. Trzeba wiedzieć jak. Nawet w tych historiach jest masa urządzeń, które chociażby pochodzą z czasów Tesli, gdzie jeżeli wiesz jak to zmontować, wiesz o co chodzi, jaka jest zasada właśnie i co tam dodać do tego wszystkiego, to wybudujesz sobie to urządzenie. I to tylko jest zabawa wyłącznie dla cierpliwych. A teraz jako że świat się zmienia, wszystko jest w ruchu, a jednak się dzieje. Ta cierpliwość zaowocowała tym, że dosłownie takie potężne pole morfogenetyczne jak w eksperymencie ze szczurami.
Kiedyś opowiadałem o tym eksperymencie. Opowiem jeszcze raz. W Nowym Jorku i w Sydney zebrano grupę szczurków w terrarium, domek dla szczurków i wstawiono im zadanie do wykonania. Zadaniem było przejść labirynt, żeby dostać się do jedzonka. No i co się okazało? Szczury pokonywały labirynt. Pierwszy szczurek pokonywał labirynt bardzo długo. W końcu pokonał i wpuszczono kolejnego szczura, ale kolejnego szczura wpuszczono zupełnie gdzie indziej, bo w Nowym Jorku, a nie w Sydney, do tego samego labiryntu. I się okazało, że tamten drugi szedł jak po mapie. Pole morfogenetyczne.
Tak jest z nami, tak jest ze wszystkim. Tak jest z roślinami, kiedy rosną obok siebie. Dlatego nie warto wycinać roślin dookoła drzewa. Musi być zawsze taki ochronny wał roślin, które osłaniają pień drzewa na dole. To jest wszystko jeden ekosystem. My nie lubimy o tym myśleć jako całości, bo ta całość czasami nas kole w oczy. W sensie udowadnia, jakimi idiotami jesteśmy jako gatunek i ciągle staramy się trzymać jak tonący brzytw z szalonych pomysłów. W każdym razie jest ten piąty stan dzisiaj, ten piąty tajemniczy stan. I wygląda na to, że to jest po prostu włączenie tego stanu, bo są momenty, kiedy to jest on i są momenty, kiedy to jest off, czyli kiedy jest włączone, kiedy jest włączone. To jest kolejna historia związana z alchemią, czyli to, że to wszystko się dzieje w ruchu, że to wszystko się kręci, że jeden stan energetyczny przechodzi w stan drugi.
Bo oprócz tego, że mamy tą gwiazdkę pięcioramienną, to mamy te punkty, z których każdy jest na przykład konkretnym metalem reprezentowany przez konkretny metal, konkretną energię. To oprócz tego wszystkiego, oprócz metali i samych punktów geometrycznych mamy jeszcze vorteks tych punktów, czyli kierunek, w którym następuje zjawisko transmutacji. Tak są opisane wszystkie te tajemnicze gwiazdy, za które kiedyś palono na stosie, że na przykład ogień zamienia się w parę i tak dalej. Wszystko po kolei. Transmutacja od wody, poprzez węgiel do kryształu i z powrotem się rozsypuje. Z powrotem się rozpływa. Z powrotem twardnieje. Z powrotem się na pył zamienia i wraca z powrotem. Po drodze przechodząc przez wszystko, z czego skonstruowany jest świat. Transmutacja, historia alchemii, czyli historia tak zwanego kamienia filozoficznego.
I się okazuje, cokolwiek by nie mówić, przynajmniej z tej dzisiejszej perspektywy w mojej głowie, że żyjemy w czasach, w których właśnie odkryliśmy kamień filozoficzny i to nawet na parę sposobów, bo ja tutaj akurat najczęściej w soboty i głównie, bo tak jak powiedziałem, jest to moja historyjka w mojej głowie, opowiadam o historii plazmowej, ale oprócz tego jest jeszcze kilka metod, chociaż to zawsze jest tak naprawdę dokładnie to samo, tylko że oczywiście pozyskiwane różnymi metodami, różnymi urządzeniami i droga dojścia do tego momentu jest taka sama. Ale efekt jest taki, że mamy ten kamień filozoficzny. Mamy ten kamień, który był legendą alchemików, chociażby w czeskiej Pradze, że ożywiał Golema. Taki kamień włożony postaci sklejonej z gliny. Ale ta glina miała kilka składników, w które też wchodziły ludzkie aminokwasy człowieka, który to robił swoimi własnymi rękami. I on wkładał kamień. I ten, kto wkładał kamień w czoło Golema, ten ożywiał tą postać z gliny i można było ulepić takiego potężnego potwora, który miał wysokość kilku pięter i trzeba było tylko włożyć mu własnoręcznie kamień w czoło. I ten kamień ożywiał tą istotę i była na nasze żądanie i wykonywała każdy rozkaz. No i żeby istotę unieruchomić trzeba było wyjąć kamień własnoręcznie. Czyż to nie jest takie bardzo ciekawe, że mówimy o swoich własnych aminokwasach?
W dzisiejszych czasach, w najbardziej zaawansowanych klinikach medycznych, gdzie stosuje się takie najbardziej, można powiedzieć, pojechane technologie, czyli już centralnie się plazmą leczy, o tym się nie mówi ludziom, ale takie urządzenia, które na przykład produkuje Jan Tara Taicho znajdują się w tak wielu prywatnych klinikach, które żyją ludzi tam w okolicach 10-15 tysięcy czasami dolarów za dobę. Oni właśnie używają takich rzeczy, tylko nikt oczywiście o tym głośno nie mówi. Czasami są o wiele większych obudowach, bo wiadomo, że jak wydasz 15 tysięcy dolarów na dobę w takim hotelu, to urządzenie nie może wyglądać jak mały zaper, który bierzesz do ręki, bo się zastanowisz, za co ja płacę. Tylko urządzenie wygląda jak wielka ściana z gałkami, ale jest dokładnie to samo. Zresztą robione często przez tych samych ludzi na zamówienie właśnie do tych klinik. Oczywiście wszystko to łączone jest z takimi najmniej inwazyjnymi, oficjalnymi technikami medycznymi. To jest na takim pograniczu. Bardzo nowoczesne rzeczy. To w kosmos jest wysyłane kawałek tej technologii do leczenia. Poważnie.
Rosjanie są ekspertami w tej dziedzinie. Amerykanie to kawał, że tak powiem, idiotów pod tym względem. Tam się czasami ktoś trafi i od razu jest wykańczany przez korporacje, jeżeli już to jakiś prywatny research. Natomiast Rosjanie pod tym względem i logika myślenia i w ogóle łapanie tematu to są mistrzowie świata. Przynajmniej jak na razie. Ludzie w Indiach, ludzie w Chinach, ludzie w Afryce. Ci kumają, o co chodzi, to bez żadnych problemów. Natomiast reszta świata ma bardzo poważny zgryz z tą technologią medyczną, bo po prostu nie chce. Chce się trzymać tabletek i korporacji, bo to jest też wymuszone. To nie jest tak, że chce, nie chce.
To jest tak, że jedyne co widzisz, to widzisz ogłoszenia i reklamy dużych korporacji, także nawet nie wiesz, że istnieje w ogóle jakikolwiek drugi świat. Jeżeli istnieje, to jest z reguły w propagandzie przedstawiany jako zło najgorsze coś, co cię zabije, jakiś ciemnogród. I to wszystko. O takich rzeczach naukowych ci nikt nie mówi, że pobiera się twoje aminokwasy. I w tych klinikach, kiedy jest taka potrzeba, dokładnie za pomocą kilku różnych dziwnych, szwanych sztuczek, tworzenia po prostu odpowiedniego pola magnetyczno-grawitacyjnego za pomocą na przykład urządzeń elektrostatycznych produkuje się komórki macierzyste, produkuje się twoje aminokwasy, które się później ładuje do urządzeń, żeby cię wzmacniało, bo wiadomo, że to działa lepiej wtedy. Różne takie historie. Głośno się o tym nie mówi, bo to wiesz, za dużo kosztuje. Jest taka elita na świecie, którą stać na te ekskluzywne kliniki, a reszta matłochu niech wpieprza tabletki i się wykręca po paru latach do góry nogami. To wystarczy. Mamy ich ubezpieczenia w kieszeni i do tego się to sprowadza.
I ten piąty czynnik jest dosyć znany tylko i wyłącznie hermetycznie, nawet w dzisiejszych czasach, jeżeli chodzi o medyczne historie. Szczęśliwie właśnie ta hermetyczność w tych czasach się skończyła. Ten piąty czynnik być może właśnie to jest ta informacja, że się odblokowuje właśnie wtedy, kiedy kończą się duże cykle. Ciekawa rzecz jest w horoskopach, ale takich prawdziwych horoskopach, w takiej astrologii prawdziwej, nie takiej gazetowej. Chodzi o długie cykle. Jest tam mowa o długich cyklach planet, że przechodzą bardzo długo, zanim się z powrotem pojawią w tym samym miejscu na niebie. I te długie przejścia zwiastują takie bardzo radykalne zmiany. Zmiany związane z naszą percepcją rzeczywistości. To nie jest wcale dowcip, bo jak sobie obserwuję, co się teraz dzieje, to jest naprawdę taki konkretny strzał. Widać, że się zmienia.
Widać, że to już nie jest ten sam świat. Widać, że nie wszyscy z nas kupują ten sam stary kit, który kupowaliśmy przez ostatnie 6 tysięcy lat albo coś w tym stylu. Widać, że hermetyczność wiedzy powoli się rozpuszcza. To przestaje już być taka ciemna ściana. Masa ludzi doskonale wie na świecie, że na przykład technologia związana z rynkiem finansowym, czyli z tą zabawą zwaną ekonomią I pieniądzem. To jest największa religia świata. Pieniądz. Do tego modlą się ludzie do każdego bóstwa o pośrednictwo w zdobywaniu pieniędzy, bo boją się modlić do pieniędzy, bo wtedy wyszliby na główków. Jak ktoś jeszcze modli się do Boga, to wydaje mu się, że jest jeszcze inteligentny, bo modli się do wielkiej istoty. W rzeczywistości ludzie najczęściej modlą się, żeby mieć więcej pieniędzy.
To jest taki paradoks sytuacyjny. W każdym razie zostawmy te paradoksy. Konsekwencją tego jest, że jeżeli chcesz się dowiedzieć, to znajdziesz informację o kilku patentach na produkcję złota. Jeden patent posiadają Rosjanie. Nie mówią tego nikomu. Nie wiem, jak robią. Jest kilka ciekawych pomysłów, spekulacji dookoła krążących, jak im się to udaje. Czy używają do tego nanocoatingowanej miedzi? Jest pewne prawdopodobieństwo, że tak. Mają być może jakieś procesy chemiczne, może w reaktorach jądrowych.
I don't know. Nie mam bladego pojęcia. Mają swoją własną technologię i produkują złoto na kilogramy, jeżeli chcą. Te kopalnie, które widzisz na zdjęciach, to tylko po to, żebyś wierzył w to, że cena złota jest kształtowana przez cenę tej koparki i pracę ludzkiego czynnika na tej kopalni. Kolejni kolesie to Amerykanie. FED ma patent na produkcję złota od zdaje się 86. czy jakoś tak. Wtedy, kiedy wyszedł ten patent, to odpięli dolara od złota i przypięli go do ropy, bo ropę łatwiej kontrolować. Samo wydobycie. Co z tego, że masz ropę, skoro musisz ją zrafinować, a zanim zdążysz ją zrafinować, wyląduje ci kilka helikopterów, kilka tysięcy helikopterów i rozmażą cię po podłodze.
Zapącą ołowiu, nic się nie dostanie. I tak się to skończy. Tak że łatwiej kontrolować olej niż złoto w momencie, kiedy jest już technologia na jego produkcję. Z benzyną też jest zabawna sprawa. Benzynę można sobie produkować. Taki też w sumie łatwy proces. Jeżeli ktoś chce poszukać, to sobie znajdzie. Nawet ostatnio gdzieś trafiłem na materiał, że jeden dżentelmen, chyba u Alexa. Polecam serdecznie. Świetny materiał na temat wynalazków tak zwanej wolnej energii.
Poważnie. Na stronie porozmawiajmy.tv u Alexa Petrovica jest taka bardzo fajna rozmowa z pewnym dżentelmenem, który chciał zachować swoje dane w anonimowości. On opowiada, bo jest takim mocnym praktykiem montowania tych urządzeń od strony właśnie Tesli i tak dalej. Ma naprawdę potężną wiedzę, której nawet ja nie mam. I to taką praktyczną, bo ja aż tyle, człowieku, nie zrobiłem nigdy w życiu. Nie zajmowałem się przede wszystkim tyle lat tematem. Tak że jestem naprawdę taki żółtodziób przy tym dżentelmenie, jeżeli chodzi o konstruowanie tych urządzeń w praktyce i sprawdzanie, które rozwiązanie się nadaje do życia normalnego, kiedy masz chatę z dala od prądu i trzeba coś zrobić, żeby to wszystko działało. Tak że nawet tam padły te informacje, jak to sobie zrobić. Wiadomo, że kilku ludzi produkuje, na przykład w Strefie Gazy jest produkowana ropa. Kilku ludzi sobie produkuje, bo wiadomo, że tam Izrael nie pozwala wjechać nikomu, ani lekarzom, ani pielęgniarkom, ani ropie, ani jedzeniu.
Takie getto. Dokładnie tak samo jak naziści w Warszawie. Niczym się to nie różni. Zresztą prawda jest taka, że robią to potomkowie tych, którzy wymyślili getto w Warszawie. Bo getto w Warszawie, jak wszystko na to pięknie wskazuje, zostało wymyślone w Nowym Jorku na biurkach Fundacji Rockefellera jako taki zabawny pomysł na życie. Jak się okazało, niewiele się zmieniło. Właściwie chyba te same biurka też w Nowym Jorku. Może teraz już w jakichś bardziej egzotycznych miejscach, może gdzieś indziej, może na jakiejś tropikalnej wyspie z drinkiem w ręku. Dokładnie ta sama historia. W każdym razie cała ta wiedza jest używana i wiadomo, że jest.
I teraz co się stanie, kiedy ta wiedza trafi do ludzi? Świat się zmienia i objawem zmiany nie jest do końca tylko i wyłącznie samo pojawienie się wiedzy, ale to jest właśnie ta alchemiczna wiedza, to, że coś się pojawia, że pojawia się jakaś informacja, to jest odpowiedni moment w czasie i przestrzeni, czyli ten punkt. I trzeba dotrzeć do tego punktu. To nie jest tak, że w każdej sytuacji jesteśmy w stanie to podnieść z ziemi. Jest taki moment, gdzie przyjeżdża, w cudzysłowie mówiąc, właściwy autobus na właściwy przystanek i wtedy możemy do niego wskoczyć. I na tej zasadzie się to odbywa, że jest właściwy moment, właściwa przestrzeń, która ku temu powstaje. Wreszcie schodzą ciężkie planety z jednej połowy nieba na drugą połowę nieba. Interakcje nasze z kosmosem, te takie subtelne interakcje, o których mówi cała alchemia, czyli te drobne uczucia, to, co kształtuje właśnie nasze uczucia, czyli to, co kształtuje nasze aminokwasy, które później są składnikiem naszego otoczenia. To jest sposób, w jaki filtrujemy wszystko jako interfejs i to tak czysto organicznie i biologicznie. Ja wiem, że być może nie jest to takie łatwe do przełknięcia, że twoim życiem sterują emocje w 100%, ale taka jest prawda.
Taka jest prawda, moja droga koleżanko i mój drogi kolego. Tylko i wyłącznie emocje. To jest to wiązanie aminokwasów. I tu jeszcze raz się powtórzę, na którym może zamieszkać pierwszy kawałek RNA, DNA się zmaterializować i zacząć się rekonstruować. Bo DNA samo w sobie jest taką maszyną do rekonstrukcji. Po prostu zwyczajnie. To jest taki engine. Dzięki temu można badać ludzkie DNA, bo badanie opiera się na tym, że się stymuluje wzrost łańcuchu DNA. Wrzuca się do maszynki, odwirmuje, podwyższa temperaturę na 33 stopnie, wiruje potem z powrotem parę godzin, później z powrotem się temperaturę podwyższa o 50 parę i takie skoki. Nie pamiętam już różnic.
Generalnie w ten sposób się robi osocze, wytrąca się kod DNA i później jest gotowe, że można sobie wrzucić na urządzenie i zbadać, co tam właściwie jest i czego jest najwięcej, a czego jest najmniej. Wszystkie urządzenia należą do korporacji Rockefellera. Powaga. To jest firma, która to produkuje i to jest jedyna firma, która ma patenty na te wszystkie urządzenia do badania DNA na całym świecie. Dokładnie tak to wygląda. Tak że nawet ta informacja była blokowana. A tu się okazuje, że właściwie w nowych czasach, które już mamy, to też nie za bardzo potrzeba jakichś wielkich, wyspecjalizowanych laboratoriów do robienia Od takich interakcji z naszym organizmem. Chociażby te wszystkie historie medyczne, zaczynając od biorezonansa, kończąc na tych wszystkich najnowszych rzeczach związanych z technologią plazmową, które po prostu miażdżą, bo to kończyny odrastają. Ciekawe rzeczy się dzieją. Oczywiście trzeba odpowiednio przygotować sprzęt i tak dalej.
Nie jest to takie, że każdy to zrobi od razu, przynajmniej jeszcze nie teraz, ale myślę, że za parę chwil tak właśnie będzie, bo to już właściwie się dzieje. To jest właśnie ten moment. I teraz jest pytanie, czy ten moment zawsze ma swojego człowieka? Chyba tak. Chyba nawet ma paru ludzi i to podejrzewam, tak nawiązując troszkę do tego sekciarstwa z Watykanu i w ogóle tych pomysłów, które się tam pojawiły na kanwie tego sekciarstwa. Jest to trochę starsze i straszne. To starsze pochodzi, to się nazywa zaratustianizm, czyli ofiarowywanie siebie dla jakiegoś bóstwa. Dosłownie wręcz. I to się stąd przywlekło, gdzieś tam pomiksowane. Taka totalitarna religia, właściwie żadna tam religia.
To jest po prostu system totalitarny do kontrolowania ludzi, kiedy ludzie nie mają dostępu do wiedzy, kiedy jedyną wiedzę ma bardzo wąska grupa kapłanów i władców. I cokolwiek się dzieje, to oni wyświetlają sobie różne takie cyrkowe sztuczki i dzięki temu pokazują: „Zobacz, to jest moja moc. Potrafię na przykład zrobić zdalnie taką sytuację, że wywołam burzę albo cokolwiek”. No i w tym momencie normalne jest to, że człowiek, który nie ma takiej wiedzy, raczej klęka na kolanko, bo you are my master, bo ten człowiek może sprowadzić ci zagładę na głowę takim pstryknięciem palców. Przynajmniej tak to wygląda. I jeszcze do tego ma zbirów z nożami, którzy zanim on pstryknie palcami i tak ci obetną głowę. I to jest taki słaby numer troszkę w całej tej opowieści. I tak się pojawiły te wszystkie totalitarne systemy. Przecież nigdy nie było tak, żeby ludzie dobrowolnie chodzili do kościoła. Zawsze muszą tam zanieść swoje dzieci.
Czy to jest kościół spod gwiazdy Dawida, czy to jest kościół spod półksiężyca, czy spod krzyżyka, czy jakikolwiek inny. Zasada jest dokładnie taka sama wszędzie. Nikt nie stara się, żeby był jakikolwiek wybór, bo jest za tym schowana wiedza też. I ta wiedza sobie tam kursuje, bo przecież wszystkie te tajemnice związane, dziś się tak wieszam troszkę na tych sekciarzach z Watykanu, tych psychopatach, ale oni mają doskonałą bibliotekę, bo dzięki temu chłopaki przetrwali setki lat. Właśnie dzięki temu, że co jak co, może wierni stawiają na wiarę, ale oni raczej stawiają na wiedzę, bo robią tak krzywe numery, że jedyne, co może ocalić im dupę, to jest wiedza. Czyli jeżeli będą wiedzieli, jak skutecznie manipulować środowiskiem dookoła i jak na przykład robić to, jak robić tamto, siamto, leczyć i tak dalej, to być może wtedy wreszcie uda im się wprowadzić taką kontrolę totalną i wtedy nie będzie ryzyka, że coś wyskoczy spoza kontroli. Bo zawsze jest ryzyko. Przyjdzie nowa sekta, która jest jeszcze bardziej brutalniejsza od nas i nas wytnie. To jest przede wszystkim chyba pierwsza obawa takich kolesi. I dzięki temu ta wiedza trzymała się pięknie w piwnicy, bo przecież to przetrwało.
Te alchemiczne pracownie funkcjonowały. Był jeden taki moment w historii Europy. To był okres wojen trzydziestoletnich. Przepraszam, były dwa. Pierwszy to jest okres wojen trzydziestoletnich, a drugi to jest okres tuż przed krucjatą abigejską, czasy, kiedy powstawały katedry. Bo katedry były budowane przez gnostyków, a nie przez katolików ani chrześcijan. Gnostycy posiadali wiedzę, ową hermetyczną wiedzę. Dlatego te katedry są tak troszeczkę inaczej wybudowane i składają się właśnie z owych ciekawych witraży. Bardzo ciekawe kombinacje kamieni, posadzek, z których są zbudowane właśnie te kościoły. Znaczy nie zbudowane z posadzek, tylko sposobu, w jaki są zbudowane posadzki w tych kościołach.
Jeżeli sobie poprzykładasz takie bardzo czułe mierniki pola, to zobaczysz, co się tam dzieje. Jeżeli wrzucisz tam dużo ludzi do środka, to wiadomo, że każdy z nas jest dużym reaktorem. Wiadomo, że to się zachowuje jak reaktor i wiadomo, że można prowokować pewne reakcje spontanicznie, czyli stany uniesienia, stany uleczenia. Dlatego niektóre kościoły, stare katedry, te jeszcze oryginalne. Poza tym w kilku innych kościołach też udało się odtworzyć tą sztuczkę, bo to nie jest tak, że ta wiedza zniknęła razem z wycięciem gnostyków. Kilku z nich się uchowało i tą wiedzę sobie przekazywało. Kilku z nich zrobiło deal być może z Watykanem i przetrwało. Nikt tego nie wie. To są wszystko tak tajemne, tajemnicze historie, że to w ogóle obawiam się, że nie ma czegoś takiego jak kroniki do tych wydarzeń. Co najwyżej wtedy, kiedy będziemy już sobie spokojnie budowali maszyny do podróży w czasie.
Wtedy będziemy mogli się cofnąć i zobaczyć, jak wyglądała alchemiczna historia Europy, bo jak na razie to jest mocno zakopane. Wiemy tylko o kilku zjawiskach i wiemy, że było na pewno na 100%, można powiedzieć w każdym pokoleniu kilku dżentelmenów więcej niż jeden, którzy widzieli kilka takich spraw, które spowodowałyby, gdyby pojawili się w dzisiejszym czasie, tu i teraz, w jakimkolwiek laboratorium, to byliby bogami. Myślę, że w Los Alamos nie ma takich speców na 100%. Uwaga, bo chociaż mają tam tęgie mózgi, to jednak te tęgie mózgi to słabo. Taka wiedza. I zawsze takich paru ludzi jest. I teraz jest chyba moment syntezy tej wiedzy, tego, że kilku ludzi przetrwało, kilku nowych się pojawiło. Wiadomo, że wszystko zaczęło mocno przyspieszać. Wszystkie te odkrycia. Wiadomo, że nie każdy jest draniem.
Wielu ludzi normalnie w dobrej wierze pracujących na uniwersytetach nagle dostaje ting! ciekawego olśnienia i ciekawe efekty podczas eksperymentu i pchają to dalej. Bo to nie jest do końca tak, że ta parszywa instytucja uniwersytecka parszywi wszystkich ludzi. Część, duża część jest sparszywiona, ale to jest z własnego wyboru, to o nich się nie martwmy. To sami muszą się martwić o siebie. Ale jest tam kilku naprawdę bardzo zdolnych ludzi, którzy wykorzystali tą sytuację do nauczenia się czegoś o świecie i o samym sobie, co jest zacne i myślę całe nasze życie właśnie na tym polega, że jest to najcenniejsza lekcja i często wielu z nich i gęsto popełnia jakiś eksperyment. Nagle się okazuje, że wszystko wyskakuje poza normy, poza jakiekolwiek prawa naukowe. Nie wiadomo, co z tym zrobić i zaraz jest próba przyciśnięcia, żeby to zamknąć i tak dalej, i tak dalej. Niemniej są takie rzeczy i wypływają, bo jest internet. Internet jest chyba największą zasługą dzisiejszych czasów.
To jest coś, czego zabrakło w latach 60. Dlatego z powrotem wojna w Wietnamie zalała krwią pół świata. I te wszystkie rzeźnie w Ameryce Południowej, wszystkie rzeźnie w Afryce i w wielu innych miejscach, w Azji przede wszystkim. Gdyby być może był internet, nie udałoby się zrobić takiej wojny totalnej amerykańskim korporacjom i nie udałoby się wymordować tylu niewinnych ludzi. Kto wie? Teraz mamy internet. Dalej trwa wojna w Iraku i Afganistanie. W Iranie szczęśliwie wojny nie ma. Taka druga Polska. Tylko że zamiast do kościoła to chodzą do meczetu.
Powaga. A ludziom w Polsce się sprzedaje kit, że tam jest jakoś niesamowicie nie wiadomo co. Weź młodą dziewczynę, poważnie, weź młodą dziewczynę na polską wieś, taką bez męża i ją tam posadź z małą ilością pieniędzy i przyjeżdżaj do niej raz na dwa tygodnie i zobaczysz, jak wszyscy będą traktowali tą dziewczynę na tej polskiej, niby wierzącej w coś tam wsi. Wiesz, o czym mówię. Jeżeli szukasz draństwa, to znajdziesz wszędzie taką drańską wioskę, ale jak szukasz fajnych ludzi, to znajdziesz wszędzie. Akurat Iran się niczym nie różni od Polski właśnie poza tym, że tam ich próbują przekonać nieustannie do meczetu, a w Polsce wszystkich próbują przekonać nieustannie do Kościoła. A w Anglii, w której mieszkam, wszystkich nas się próbuje przekonać nieustannie do portfela, do tego, żebyśmy mieli coraz większe konto. Pieniądz tu jest Bogiem taki już oficjalnie w sumie, przynajmniej w Anglii. I wracając do tych wojen, pomimo że jest internet, oczywiście wojny się nie skończyły, ale inaczej już wyglądają. Już nie ma takiego bohaterstwa, nie ma takiej historii, że przynajmniej w moim świecie, nie wiem, gdzie ty żyjesz, nie wiem, jakich masz znajomych, ale ja sobie nie wyobrażam, żeby któryś z moich znajomych powiedział dumnie, że to dobra wojna albo coś takiego, coś w tym stylu.
Nie ma takich ludzi. Wszyscy są mocno przerażeni i niezadowoleni mocno z tego, delikatnie mówiąc. Tym bardziej że znam człowieka, który tam spędził, poznałem i znam też, który tam spędził dokładnie po wojskowo dwa turnusy w brytyjskiej armii. Historia z zaopatrzeniem i tak dalej, i tak dalej. I tam siedział przez chyba wszystkiego było, jakby tak zebrać niecałe dwa lata. Był pierwszą turę i drugą turę i druga tura go zniszczyła jako człowieka. Nie to, żeby tam strzelał, bo był bardziej zaopatrzeniowcem, ale to, co tam widział, to go wyorało potężnie. I już nie ma w okolicy ludzi, którzy by w jakikolwiek sposób mówili, że to ma jakikolwiek sens. To, że to jest, to jest tylko dlatego, że nikt nie ma wpływu, przynajmniej każdy tak myśli o sobie, że nie ma wpływu na decyzje ludzi, którzy tą wojnę prowadzą. To jest jeden powód.
Natomiast cały internet, cała ta oficjalna, już dostępna informacja tam, gdzie możesz sobie zobaczyć, co ja na przykład sobie myślę, to widzisz zupełnie inny obraz rzeczywistości niż ten, który widzisz w mediach. Już nawet media nie są w stanie, że tak powiem, robić takiego cover up, czyli przykrywać tej wojny już tak długo, bo media muszą nadążać za czymś, co jest szybsze. To jest to prawo inercji, alchemiczne prawo, że jeżeli coś goni bardzo szybko, to wszystko jest w układzie binarnym, czyli składa się z dwóch elementów powiązanych magnetycznym połączeniem między sobą, tak jak taką niewidoczną gumką, która sprężynuje. To są te dwa elementy. Układ binarny. One cały czas się osuwają dookoła siebie. Jeżeli energia w jednym układzie jest zbyt wolna, a w drugim jest bardzo szybka, to zawsze będzie starała się wyrównać do tej bardzo szybkiej energii. Jeżeli przepływ informacji w internecie jest tak potężnie szybki, wylatują wszystkie te skandale, nazbierało się tego już masa. Jeszcze nie, jeszcze nie. A nazbierało się tego naprawdę dużo, tych wszystkich parszywych historii i teraz wypływają i nie da się tego zatrzymać.
Wielu ludzi tam pomstuje czasami: „Internet to tylko dla głupków, bo tam za dużo informacji”. Jest za dużo informacji tylko i wyłącznie dla tych, którzy się boją tych informacji. Dla nich zawsze będzie za dużo. Dla nich zawsze to będzie głupia informacja, ponieważ jedyna informacja, na jaką oni trafiają, to jest informacja dla nich skierowana. Są tacy ludzie, którzy chodzą tylko i wyłącznie po serwisach internetowych, żeby oglądać dekolty oraz komu się podwinęła sukienka albo jakoś tak. I normalne jest to, że ci ludzie raczej na nic inteligentnego nie wpadną, chociażby tylko dlatego, że kiedy mają dwa obrazki do wyboru, to mimowolnie, odruchowo klikną na ten dekolt na zdjęciu. Akurat tak się już potoczyło. To jest energia po prostu, gdzie indziej ich zabija. Także ci ludzie zawsze będą marudzili, że w internecie jest za dużo, że nieprawda, że fałszywe, że nie wiadomo czego się słuchać. A to jest po prostu informacja.
To jest ślad tego momentu, w którym jesteśmy, tego piątego elementu, że jednak się dzieje i że mocno się dzieje, i że teraz być może się manifestuje dokładnie ten moment tej przestrzeni, która spaja wszystko, tą pięcioramienną gwiazdę, czyli symbol i esencję naszej egzystencji, można powiedzieć. Jeszcze jako taki drugi symbol egzystencji ludzkiej uważam taki dodatkowy wzorek z Egiptu. Bardzo ciekawa rzecz. To jest trójkąt, taka piramida trójkątna, bynajmniej nie w masońskim stylu. Absolutnie. Po prostu równoramienny, równoboczny trójkąt i w nim jest oko, ludzkie oko. To oko to jest nasza percepcja, a trójkąt to są czubki tego trójkąta. To są trzy pola, które tworzą nasze podstawowe interakcje, tak żebyśmy mogli cokolwiek zaobserwować. I to też jest taka starożytna wiedza, która została kompletnie skorumpowana, bo oczywiście te wszystkie symbole sobie przyznały te tajne stowarzyszenia, które robią te sekciarskie, czasami morderstwa jakieś rytualne, dziwne msze, cholera wie co robią ci popaprańcy. I trochę się tak albo spauperyzowało, bo przeszło do popkultury, albo otrzymało status jakichś strasznie demonicznych symboli, które znaczą urywanie małym dzieciom głów.
Ja myślę, że to resztki starej wiedzy i że teraz jest ten moment, właśnie go obserwujemy, jak to wszystko elegancko wraca, jak coraz więcej ludzi zaczyna łapać, o co chodzi. Widzimy zresztą też w otoczeniu coraz więcej chyba rozmów na temat Czy to wolnej energii, czy to zdrowia, czy w ogóle konsolidacji jako takiej. Coraz więcej, przynajmniej takie jest moje wrażenie i takie jest moje doświadczenie, spotykam rozmów z ludźmi i jestem świadkiem rozmów na temat konsolidowania świata, a nie roztrzaskiwana go na milion kawałków. I to jest ciekawa rzecz. I być może to jest ten piąty element, który jest właśnie teraz na niebie i to jest Mars, i to jest ten długi, potężnie długi cykl, który zamyka wszystkie rzezińskie numery tej cywilizacji. Mars na horyzoncie. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń, która powoli zbliża się do końca. Odcinek dzisiaj o tym, że jednak się dzieje. Bo tu jest taka ciekawa sprawa.
Na sam koniec mam taką ostatnią rzecz do wrzucenia. Podsumowanie tej interakcji, ponieważ do interakcji ten piąty czynnik i tu jest taki największy numer, ten czynnik jest nieistniejący. Go nie ma. To jest największy numer. Tego czynnika nie ma. Ten piąty, ten kosmiczny, ta przestrzeń. Ona jest. To jest zabawne. Ona jest i jej nie ma. Widzimy tylko manifestację tej przestrzeni.
I to jest historia związana z naszą cywilizacją, którą jesteśmy teraz. I tu muszę nazwać to po imieniu, gdyż jesteśmy dokładnie cywilizacją kanibali. Zjadamy sami siebie, zjadamy swoje własne pola emocjonalne, czy to najlepsze, czy to najgorsze. Po prostu wyżeramy je wszystkie i niszczymy je doszczętnie. Jak to się dzieje? Prosta sprawa. Nasze pola aminokwasów to są chmury, które nad nami latają. Kiedy oddychasz, kiedy cokolwiek robisz, się pocisz. Wszystkie te rzeczy wędrują sobie do góry i wiążą się w pole aminokwasów. Jeżeli sprawdzisz chmury, jeżeli sprawdzisz sobie temat, co tam się dzieje, to odkryjesz całą gałąź oficjalnej nauki, która mówi o takich bakteriach, siakich bakteriach, siamtych bakteriach, które żyją w tych chmurach.
I są takie ciekawe pytania. I to są oficjalne pytania nauki takiej bardzo mainstreamowej, która nie chce dopuścić pewnych rzeczy do siebie, że skąd się biorą te bakterie w chmurach? To niesamowite, żeby w takiej sferze, gdzie jest takie promieniowanie, gdzie jest taki prąd, gdzie jest takie wszystko i taki wiatr, i takie ekstremalne warunki, cokolwiek żyło w tych chmurach, to teoretycznie powinna być tylko i wyłącznie skroplona para wodna. Ale to nie jest skroplona para wodna. Para wodna się czegoś trzyma. Para wodna się trzyma za pomocą niewidzialnego składnika, który jest wytwarzany przez pola aminokwasów. Bo aminokwas to też taka cząsteczka mikro pole grawitacyjno-magnetyczne i działa jak magnesik. Jeden aminokwas z drugim, jeden z drugim. Tak się elegancko klei. I to jest jedna część naszych pól, które sobie tworzymy na tej planecie.
I teraz, jeżeli wylejesz inne aminokwasy, na przykład cudzą krew, to w tym momencie tak zasyfisz to całe pole, że się w głowie nie mieści. Nie ma żadnej szansy, żeby po prostu nie trafiło do ciebie. Jeżeli tam jest jeszcze cierpienie, a wiadomo, że też masz taką substancję, masz dokładnie te same składniki chemiczne krwi jak jakikolwiek inny człowiek na tej planecie, niezależnie od koloru skóry, to cokolwiek mu zrobisz, jeżeli jego krew się poleje, to w tym momencie wszystkie emocje związane z tym stanem automatycznie wędrują do góry, do chmurek i sobie latają dookoła ciebie. I dzięki temu czujesz się jak kawał gówna cały czas, a twoje dzieci jeszcze bardziej, bo twoje dzieci dorastając będą korzystały z tej puli informacji, ponieważ w aminokwasach jest pula informacji, z której korzysta DNA. I w tym momencie mogą być pewne historie związane z tak zwaną pamięcią mięśniową, bo w tym momencie pole aminokwasów jest tak mocne, bo jest ludzkiej krwi. To jest najmocniejsza substancja, jeżeli chodzi o radiację w dziedzinie aminokwasów, jeżeli chodzi o interakcje z ludzkim organizmem. Dokładnie, ludzka krew. Jeżeli tam wyślesz ludzką krew, to normalne jest to, że ona będzie towarzyszyła przy procesie powstawania nowego życia i każdego życia na tej planecie. Do pewnego stopnia oczywiście, mniejszego lub większego. To jest taka podstawowa historia i to jest tylko i wyłącznie połowa tego obrazka.
Druga połowa znajduje się dokładnie pod naszymi nogami i nazywa się ropa naftowa. I to są też związki aminokwasów tej planety. To jest wszystko to, co się skrapla, przelatuje, rafinuje i odkłada w tej warstwie pod ziemią. To jest właśnie ropa naftowa. Także jeżeli się zastanawiasz, dlaczego nazywam tą kulturę kulturą kanibalów, tą całą cywilizację. Bo zżeramy swoje własne aminokwasy, mordujemy się nawzajem, przy czym powstaje potężna ilość aminokwasów z krwi. Przecież każda ta kropla krwi paruje do nieba. Wszystkie te informacje w tym DNA, przede wszystkim na poziomie emocjonalnym, tak jak medycyna oficjalna już nawet pokazuje, że całe te uszkodzenia są związane z polem emocjonalnym, a nie z polem fizycznym. Dlatego też są takie niesamowite sukcesy leczenia ludzi, czy to ayahuascą, czy to LSD, czy to psylocybiną, czy to MDMA. I to są oficjalnie, aktualnie już bez żadnej lipy substancje, które są uznane za po prostu Święty Graal medycyny.
Bo są to substancje, które po prostu, czy chcesz, czy nie, praktycznie leczą ze wszystkiego. Czy to się komuś podoba, czy się nie podoba, to już jest jego problem. Natomiast wyniki badań są jasne i to tak od co najmniej 50 lat, bez żadnych przerw. Dokładnie te same. Pomimo wielkiej propagandy korporacji farmaceutycznych i prób zdyskredytowania wszelkich tych badań nigdy się nie udało. Wręcz odwrotnie. Jedyne co się dzieje, to jeszcze większe potwierdzenia, jak doskonale to działa. Oczywiście zmienia to nasze pole emocjonalne. To jest ta historia w nas, że zatapiamy się w sobie, szukamy odpowiedzi wewnątrz, bo dzięki temu właśnie cała wyprawa jest już nie na zewnątrz, tylko do wewnątrz. Tam jest ta odpowiedź.
I nie zżeramy cudzych aminokwasów, tylko produkujemy, żeby się budować. Tylko to nasze pole w tym momencie już nie jest takie grawitacyjne, już nie przyciąga tego wszystkiego z zewnątrz, tych wszystkich kawałków aminokwasów z tych morderstw, całego tego ludobójstwa i ludożerstwa. Do nas, tylko w tym momencie mamy taką osłonę magnetyczną, która odpycha tą część rzeczy od nas. Dzięki temu informacja, która się w nas znajduje, ta właściwa, zawsze wzorcowa informacja nie ma problemu z wzorcowym manifestowaniem się i dzięki temu jesteśmy zwyczajnie po prostu zdrowi albo jakoś tak. I żadne licho się nas nie ima i inaczej nam się myśli, mamy inne sny, mamy w ogóle inne relacje ze światem przede wszystkim. To jest w ogóle istotna sprawa. Zwierzaki od razu czują. Nauka twierdzi, że to zapachy. Zastanów się, czym jest zapach. Zapach to jest po prostu grupa aminokwasów w formie vapor, czyli gazowej.
Gdzieś tam sklejona taka kombinacja bardzo lotna, która sobie wisi w powietrzu. To są dokładnie aminokwasy. Tam jest ta informacja. Także na tym polega ten numer, żeby stworzyć odpowiednie warunki do tego wszystkiego. I tym jednym z najważniejszych warunków jest interakcja naszych własnych aminokwasów jako żywych istot, czyli wszystkiego tego, co robimy z całym kosmosem dookoła nas. Bo cała nasza atmosfera, cały filtr, który mamy, to jak dobrze widzimy gwiazdy albo jak słabo widzimy gwiazdy, zależy od kombinacji, jak się okazuje, aminokwasów w atmosferze. Wiesz, że zamglone niebo oznacza bardzo dużą ilość aminokwasów. Czyste, przejrzyste niebo oznacza troszeczkę mniejszą ilość inaczej budujących się aminokwasów. To jest jedyna różnica pomiędzy przejrzystym a takim zaćmionym niebem. I teraz zastanawiając się, dlaczego na przykład jest tak, że od paru lat coraz mocniej widać gwiazdy.
Zauważyłeś? I ty dziewczyno też zauważyłaś, że jak byłaś w tym roku na wakacjach, siedzieliście, było ognisko, to gwiazdy były takie potężne, że z roku na rok są coraz mocniejsze i to nawet w dużych miastach, które mają dosyć duże zanieczyszczenie światłem. Całkiem nieźle widać te gwiazdy coraz mocniej. Zmienia się kombinacja aminokwasów na Ziemi. Ciekawa rzecz. A ta kombinacja aminokwasów zachowuje się jak reaktor, bo obok są oceany, pod spodem jest ropa, na górze są chmury. Nasze aminokwasy i aminokwasy naszej percepcji tworzą bardzo ciekawe rzeczy. Nasze są aminokwasy, ale energia jest kosmiczna i nagle zderzenie tych wszystkich rzeczy powoduje powstanie na przykład nowego gatunku ryb w oceanach, którego nigdy nie widziano. Albo nagle z powrotem wypływa gatunek, który okazał się wymarły 20 milionów lat temu. Ostatnio wypłynął jakiś gatunek ryby i ktoś właśnie mówił, że 22 tysiące lat temu ostatni raz gdzieś tam w wykopaliskach archeologicznych widziano tego zwierzaka czy coś w tym stylu.
Ja tak się dzisiaj śmieję, że to jest trochę taki znak, może marsjański. Muszę to sprawdzić, bo nie jestem pewien tych dat, czy to naprawdę było 22 tysiące, ale z tego, co pamiętam, właśnie gdzieś w tym rejonie skamielina jakiejś rybki. I się okazało, że ta rybka do dzisiaj żyje gdzieś w jakichś odmętach oceanu. Właśnie ją sfotografował jakiś japoński nurkujący batyskaf z kamerą HD. I się okazało, że żyje. I w ogóle są ciekawe przypadki, że w ogóle powstaje nowe życie na tej planecie. I to jest właśnie mieszanka tej informacji, ponieważ my nosimy tą informację jako właśnie ta istota z aminokwasami emocjonalnymi. Zwierzaki później noszą tą informację. To jest nasza interakcja w tym całym polu. Rośliny.
Czyli jak wylejemy dużo krwi, to może być tak, że niebo się mocno zasnuje i nie będzie widać zbyt dobrze gwiazd. Będą bardzo słabo widoczne. A jak przestajemy się mordować, to nagle widzimy na niebie już nie tylko gwiazdy, ale widzimy statki kosmiczne naszych braci. I być może to jest ta tajemnica związana z substancjami medycznymi, że kiedy jesteś pod działaniem tych substancji medycznych, twoja percepcja wygląda zupełnie inaczej i bez problemu łapiesz kontakt wzrokowy z tymi wszystkimi latającymi pojazdami braci na niebie. Jeżeli takowy kontakt łapiesz. Nagle okazuje się, że niebo jest po prostu pełne. Taki fenomen. I ja może zostawię te rozważania dokładnie w tym miejscu. Kończąc o tej kulturze kanibali. Tylko tak zakończę na sam koniec takim podsumowaniem z tymi aminokwasami, że właśnie to jest spalanie ropy.
Spalasz ropę, wpływasz na swoje emocje. Nigdy nie będziesz się czuł z tym dobrze. Niszczysz bank danych, bank danych tej planety. Przez to część twoich interakcji z tym światem obumiera, czyli prowadzisz samobójczą walkę. I to nie jest dowcip. Mocno samobójczą walkę. Nam się normalnie opowiada, że jesteśmy myślą, później słowem, działaniem. Wszystko jest tak rozbite na czynniki. Wszyscy zapatrzeni w ten katolski, sekciarski obrazek Trójcy Świętej tak cytują jedno słowo i tak dalej, a to jest tylko jedno słowo i to jest tylko jedna rzecz, interakcja. Nic więcej.
I pola. To jest dokładnie to samo. Po prostu interakcja w polu, nic więcej. I do tego się właściwie sprowadza cała tajemnica, że my jesteśmy tym jednym z brakujących elementów w tej przestrzeni. I właśnie dzięki temu, że jesteśmy i że wszystkie elementy się zgadzają, powstaje ten element, który jest kompletnie niewidoczny, ale jest. Można tylko stworzyć pole, które go zaprasza. Na tym polega numer, że stwarza się pole, które tworzy zjawisko i dopiero to zjawisko wywołuje interakcję. Na tym polega stara sztuczka. Dlatego tak jest to sprytnie opisane w księgach alchemicznych, w taki sposób, że niewielu wpadło na ten pomysł, jak to zrobić. Bardzo niewielu wpadło na ten pomysł.
Taka, jak się okazało, bardzo trudna do zrobienia sztuczka, kiedy wszystko jest opisane tak symbolicznie, tak żebyś się nigdy nie dowiedział, jeżeli nie jesteś z tej hermetycznej szkoły, jak tutaj zmienić na przykład kolor kwiatów na inny w ciągu jednej doby za pomocą kawałka wody. Oczywiście odpowiednio przygotowanej. No właśnie, trzeba wiedzieć, co wywołuje interakcje i kto jest tym czynnikiem tych interakcji i ile jest tych czynników i jak je trzeba połączyć. I to była cała ta hermetyczna wiedza, którą- Schowano przed nami na chyba jakieś 6000 lat. I z tego, co pokazuje niebo, przynajmniej u mnie gwiazdy coraz lepiej widać. Mars coraz bliżej. Teraz się będzie znowu oddalał, zdaje się. Także chyba czas najwyższy, żebyśmy przestali spalać tę ropę i w głowie i spalać te chmury i zatruwać te chmury przede wszystkim tą ropą, zrzucając ją tam spaloną z samolotów albo coś w tym stylu. Widać zmianę i to dosyć mocną zmianę. Pojawił się, przynajmniej taka jest moja opinia, ten brakujący czynnik, który zaczął wywierać mocny wpływ na naszą rzeczywistość i myślę, że jest to bardzo dobry czynnik i myślę, że wszyscy chyba czekaliśmy na ten czynnik.
To jest właśnie ten świat, którego oczekujemy, a nie świat niewolników. Otóż to. Nie myśl, nie gadka, nie działa, nie istnieje. Zostawić to. Po prostu interakcja, cokolwiek to się nazywa, jest to po prostu pełna interakcja, każdy rodzaj interakcji. Cokolwiek robisz, czy myślisz, czy nie robisz, zawsze. Interakcja jest zawsze. Na tym polega numer. Dlatego dobrze jest być chyba świadomym tej interakcji. Nieustanej, nigdy się niekończącej 24 na dobę.
Dobra, to ja zostawiam cię w tej interakcji, człowieku. Dzięki za wysłuchanie „Hiperprzestrzeni”. Mam nadzieję, że fajnie się słuchało i zostawiam cię z tym problemem filozoficznym lub teoretycznym, albo praktycznym, bo ja tu mam na urządzeniach podobne historie, powiem ci szczerze. Także dla mnie jest to taki bardzo rzeczywisty element, traktowanie kilku spraw, ale to już moja refleksja. A jaka jest twoja? Zostawiam cię samopas. Wyprowadź ją na spacer samodzielnie, tą swoją refleksję. A ja dziękuję bardzo tobie, mecenasko i tobie, mecenasi za wspieranie radyjka, dzięki czemu mogę sobie taką refleksję opowiedzieć w sobotni wieczór. Także peace and love i namaste. I dziękuję bardzo serdecznie za wysłuchanie tego odcinka i pozdrawiam wszystkich słuchających offline, dzięki właśnie Ivelliosowi i Grzegorzowi, którzy nagrywają i udostępniają u siebie w archiwach „Hiperprzestrzeń”.
Także peace and love panowie, wielkie dzięki. I przypominam jeszcze raz, że jest impreza. Ivellios robi imprezę w przyszłą niedzielę na drugim końcu świata ode mnie. Robi imprezę w Polsce, w Częstochowskim. Często, ale myślę, że nie chorym. Częstochorskim. Już ci czytam co i jak. Start odbędzie się w przyszłą niedzielę o godzinie 12:00 i będzie też transmisja na Radio Paranormalium. Pozdrawiam monsieur Ivelliosa. Świętokrzyskim.
To u świętego Krzycha będzie i tyle. Właśnie. Teraz to każdy jest święty. Z tą wiedzą, numer polega na tym, z tą wiedzą każdy może być świętym. Każdy jest Bogiem. Każdy może sobie chodzić po wodzie. Każdy może sobie zamieniać wodę w cokolwiek chce. Z tą wiedzą każdy jest czy synem, czy Bogiem. Może sobie dowolnie wymyślać. No właśnie, ale to cię zostawiam samodzielnie.
Naprawdę zostawiam. Koniec tej „Hiperprzestrzeni”. Także dzięki człowieku za wysłuchanie serdecznie. Ja przypominam, że zapraszam do księcia Edwarda w środę o 23:00 polskiego czasu na etykietę zastępczą opowieści z Brazylii zza kulis o olimpiadzie. Dokładnie tak, jak to wygląda naprawdę. Tego w telewizji nie ma. I zapraszam do „Teorii chaosu” w piątek o godzinie 24:00. Chyba będzie za tydzień, I don't know. Ja nigdy nie wiem, człowieku. Michał zawsze mnie zaskakuje.
Albo po fakcie, albo jakoś tak. Dowiaduję się zawsze na końcu. Anyway, tak czy siak dowiemy się w przyszłym tygodniu. A ja oczywiście w czwartek wracam z keszyzmem, czyli „Cewki na sztorc” i peace and love. I tyle. Także do usłyszenia człowieku. Do usłyszenia i dzięki jeszcze raz za spędzenie ze mną tych dwóch godzinek. Nara. Słuchałeś radia na fali. Uhu hu.
Z bliska i oddali.