[00:00] - To think for yourself and question authority. Jest i dzika dżungla, jest i dziki las. Jestem i ja w słuchawkach. Tutaj sobie siedzę. Zaraz, zaraz, czy ja się słyszę? Teraz to ja się w ogóle idealnie słyszę. Sobotni wieczór, Radio Na Fali, „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek. Witam cię serdecznie, człowieku, w sobotni wieczór. Dzisiaj spóźniony jestem, ale miałem swoje powody.
Dzisiaj mam wolną sobotę. Nie tak do końca wolną. Do połowy dnia byłem zajęty, ale udało mi się zrelaksować troszeczkę. Dzisiaj trochę refleksji z tego tygodnia. Jak zwykle lubię sobie wyrzucać różne refleksje. Porobię jak zwykle jeziorany odrobinę, bo oczywiście jak z biegu dzisiaj do radia. Znaczy nie z biegu, nie, bez przesady. Nie to, żebym specjalnie gdzieś biegł. Po prostu zrobiłem sobie lekką sjestę, człowieku, bo i czas dla mnie czasami na sjestę, szczególnie po takim intensywnym tygodniu. Oczywiście dzisiaj opowiem ci kilka rzeczy, które się pojawiały podczas rozmów, bo mój intensywny tydzień...
Przepraszam za te jeziorany, ale słuchowisko radiowe w Radiu Na Fali oczywiście obowiązkowo. Przede wszystkim pozdrawiam mecenaskę i mecenasie. Pisano, człowieku, wielkie dzięki za wspieranie radia. Pozdrawiam serdecznie. Wiem, że troszkę ludzi czeka na odpowiedzi na maile, ale dajcie mi parę chwil, bo jestem zasypywany toną maili. Jest to sprawa związana z podcastem, który się nazywa „Synteza”, który prowadzę w czwartek. O tyle, o ile „Hiperprzestrzeń”... Nie wiem, o co chodzi. To jest taki sukces podcastu „Synteza”. Pomimo że „Hiperprzestrzeń” jest moim wychuchanym dzieckiem, to jak się okazuje, tam strasznie mnie ściąga ilość maili, korespondencji i kilka innych spraw.
Tak że sorry, człowieku, musisz poczekać jeszcze parę chwil, bo tam się dzieje trochę rzeczy. Czekaj, co ja robię w ogóle? Ja teraz podłączę mikrofon, bo ja oczywiście jestem na Skypie Radio Na Fali, radionafali.com. Tak że możesz śmiało do mnie zadzwonić. Jestem też na czacie Radio Na Fali. Wchodzi się przez stronę radionafali.com. Wszędzie dokładnie tak samo: radionafali.com. A ja mam na imię Tomek, a ty słuchasz „Hiperprzestrzeni”. Oprócz tego, że w Radiu Na Fali oczywiście, to retransmitowana w Radiu Paranormalium oraz w Radiu Dreamtime u Grzegorza. Właśnie, jak wspomnę o tych archiwalnych historiach, cały czas to przypominam, bo mamy lekki problem z serwerem.
Mniejsza o to. W każdym razie, żeby dorwać się do archiwalnych rzeczy, proszę odwiedzić stronę Grzegorza. Za chwilę może Grzegorz mi pomoże i wrzuci linka do strony. Ja nigdy nie pamiętam. To jest po prostu moja zaraza taka. Ale ja teraz mam tyle rzeczy na głowie, że ciężko pamiętać adresy stron internetowych, tych, które mają archiwum Radio Na Fali. Jakie herezje ja mówię? No właśnie, troszeczkę zajęty. Może nie herezje, bo faktycznie troszeczkę rzeczy do zapamiętania mam tu na co dzień zupełnie innej historii. Bardzo takiej, chciałoby się powiedzieć technologicznej, ale wcale nie ma w tym zbyt wiele.
Znaczy jest technologia i to dosyć sporo. Właściwie głównie technologia, ale jest też potężny aspekt, czynnik ludzki, bo ja tu w tygodniu spędzam troszkę czasu z różnymi ludźmi. Robię różne rzeczy, rozmawiamy o różnych sprawach i ja się przyglądam kilku rzeczom. I o ile często mi się tu zdarza opowiadać historie jak zwykle o trupie z szafy albo o jakichś takich historiach, to tym razem zostawię może jak zwykle te trupy w szafie i generalnie challenge jest... Co ja mówię? Zaraz, zakręcę tu gałkami przede wszystkim. Okej, ustawiam jeszcze sobie mikser. Dobra, zmierzając do celu, zostawiam dzisiaj troszkę trupy w szafie i przejdę do wątku, który tu się już ciągnie od jakiegoś czasu. Tym bardziej że jest ku temu sprzyjająca okazja. Katastroficzna okazja.
Trzęsie się ziemia, a ja wrócę troszkę do tego wątku, bo podczas rozmów pojawił się taki pewien podobny wątek, który ja sobie tak śledzę prywatnie. To jest wątek tych wszystkich zmian, o których ja tu nieustannie mówię. I sobie słucham, co ludzie mówią, w jakich momentach życia są. Oczywiście nie powiem ci jacy ludzie, bo ja tu zachowuję absolutnie pełną anonimowość dla tych wszystkich dżentelmenów, którzy ze mną rozmawiają. W każdym razie zostawmy te historie kto, co i jak. Myślę, że i ty słyszałeś nie raz w ostatnich czasach takie opowieści, bo i też nie sądzę, żebym był tu specjalnie oryginalny, ani żeby ludzie, z którymi ja się spotykam, byli specjalnie oryginalni. Myślę, że wszyscy jesteśmy bardzo mocno podobni do siebie w kilku kwestiach. W dzisiejszych czasach, które są bardzo ciekawe, można powiedzieć arcyciekawe, wychodzą podobieństwa i wychodzą w bardzo ciekawych miejscach. W miejscach, które ktoś mógłby nazwać kiedyś katastrofą, ale nie do końca. Właśnie, ja tu mam adres: czasnu.com/archiwum.
To jest u Grzegorza i to jest aktualnie archiwum części materiałów z Radia Na Fali. Tak że polecam serdecznie. Zapraszam serdecznie tam się udać po odsłuchanie archiwalnych historii. Mnie na przykład też brakuje troszkę archiwalnych historii księcia Edwarda. Bym sobie wsiadł i posłuchał, bo na przykład ostatnio przegapiłem pierwsze minuty audycji. A właśnie przypominam, że w Radiu Na Fali oprócz mnie jeszcze jest książę Edward w środę. Żeby nie było, że książę zniknął albo coś w tym stylu. Rozumiem. Ja też rozumiem. To jest środa, godzina 23 polskiego czasu.
W piątek jest „Teoria chaosu”. Ja ostatnio nie z łba z siodła, ciężko tak powiedzieć, ale ja właśnie nie mam czasu dzisiaj spójrzeć na „Teorię chaosu”. Jest niby o takiej porze, ale szczęśliwie jest na Radiu Paranormalium do ściągnięcia, tak że też możesz stamtąd ściągnąć. I oczywiście jestem w czwartek, tak jakbyś nie wiedział, czego, co tu się jeszcze dzieje poza tą „Hiperprzestrzenią” w sobotę. Dobra, koniec tego mieszania, bo ja strasznie się dzisiaj długo rozgaduję. Strasznie. I bardzo dobrze. Niech ktoś się rozgaduje troszeczkę. Ja jestem od tego, żeby się rozgadać. Dzisiaj wrócę do wątku katastroficznego, który się tu cichaczem przemyka po kątach gdzieś tam w tej hiperprzestrzeni, czasami w odcinkach i wyciągnę troszkę trupów z szafy.
Ciągle snuję, żeby wrzucić się w opowieść o historycznych historiach. Wyciągnąć te trupy z szafy, bo tych fascynujących opowieści z ostatniego tysiąca lat chociażby, które dotyczą naszego życia tu i teraz, człowieku, tego, jak widzimy świat. Jest tego trochę i jest kilka naprawdę bardzo ciekawych spraw. Ostatnia rzecz, która mnie fascynuje. Ostatnio wróciłem do alchemii i do swojej fascynacji alchemią sprzed lat. Jest to związane z technologią, w której ostatnio maczam swoje palce. Ale zostawmy technologię na boku. O tym jest czwartek. Poza technologicznymi historiami jest tam masa różnych ciekawych opowieści związanych z historią cywilizacji, można tak powiedzieć, z historią tego, co jest później nazywane wiedzą i tak dalej. Z historią naszej percepcji tego, gdzie żyjemy, jak my chcemy sobie żyć i o co w tym wszystkim chodzi.
Jak zwykle te same egzystencjalne pytania. Tak, to się nigdy nie zmienia. Ale zmienia się kilka rzeczy. O ile pytania się mogą nie zmienić, zmienia się odpowiedź na te pytania, a może właściwie refleksje wynikające z odpowiedzi. Mi się wydaje, że są takie czasy, gdzie zadawanie pytań nic nie robi, człowieku. Można zadawać sobie tysiące pytań i tłuc głową w ścianę i to niewiele zmieni. A są takie czasy, gdzie zadanie pytania albo miejsca, zależy jak potraktujemy czas, nazwijmy to czasem i przestrzenią. Jest taka czasoprzestrzeń, w której zadanie pytania wywołuje spontanicznie natychmiastową reakcję, ponieważ wszystko, co dzieje się w tej czasoprzestrzeni, na przykład mocno przyspiesza i wszystkie interakcje są o wiele szybsze. Ja sobie myślę, że przestrzeń i czas albo jedno i drugie naraz, dla mnie to jedno i to samo, w której się znajdujemy, właśnie wykonuje taki skok. Jest to dosyć popularna historia.
Myślę, że nie jestem jedynym dżentelmenem, który gdzieś tam w głowie układa sobie ten koncept. Może czas przyspieszył. W cudzysłowiu czas, bo chodzi o przestrzeń, że zmieniła się cała ta historia dookoła. Znaczy zmieniła się? Nie zmieniła się. Jest tak samo, ale jest szybciej. I teraz zadawanie sobie pytań wywołuje zupełnie inne odpowiedzi. Może właściwie nawet odpowiedzi są te same, ale tempo tego wszystkiego powoduje, że wywołuje większą interakcję niż tylko odpowiedź taka sama dla siebie. Pewnego dnia człowiek zaczyna się słuchać swojej własnej odpowiedzi na swoje własne pytanie, a nie w drugą stronę. I ja myślę, że to są te czasy i dobrze to widać gołym okiem.
Bardzo dobrze. Tak mi się wydaje. Dzieje się tyle dookoła. Zresztą zawsze się działo, bo to nie jest trend dzisiejszych czasów. O ile dzisiaj dzieje się bardzo szybko i bardzo dużo i bardzo naraz, to wcześniej działo się tak samo. Tylko że jak na tamte czasy to było bardzo dużo naraz. Mi się z tym ciągle kojarzy historia europejska, bo dosyć mocno związana z kalendarzem. Z tym, skąd my w ogóle mamy naszą percepcję czasu, że jest tak, jak jest, że koniec roku jest wtedy, kiedy jest, że początek roku jest wtedy, kiedy jest. To jest kalendarz gregoriański, kalendarz rzymskokatolicki dosłownie, przywieziony z Rzymu. I też ciekawe ślady w tym kalendarzu.
Widać, jak kolesie, którzy próbowali zarządzać całym światem i sumieniami narodów, przestawiali sobie kalendarz, żeby nikt ich nie mógł złapać za rękę, że oni też gówno na ten temat wiedzą. A jest jeszcze gorzej właściwie, bo oni są zaprzeczeniem wszystkiego, co można kiedykolwiek powiedzieć na temat sensu ludzkiego życia i że z tego powodu nawet przestawiali, ustawiali kalendarz, żeby nie wypaść później jak ostatnie ciapy. A historia ze słonecznym kalendarzem? Oczywiście, o tym mówię. Wszystkie ślady na Ziemi, na niebie to nie wiem, ale na Ziemi te archeologiczne wykopaliska bardzo mocno wskazują na orientację w kierunku kalendarza księżycowego. Taką orientację. Co ja mówię w ogóle? Orientację w kierunku kalendarza księżycowego. Tak, orientację, że tysiące lat temu nasi przodkowie, twoja prababcia, moja prababcia, pradziadkowie i tak dalej, wszystkie te historie sprzed lat, funkcjonowali według kalendarza księżycowego. I świadectwem tego jest na przykład ustawienie bardzo wielu kamiennych kręgów w konkretnych położeniach.
Dookoła kamiennych kręgów jest wiele różnych koncepcji. Ja dzisiaj właściwie mówiłem, że nie będzie trupów z szafy, ale ciężko nazwać to trupem z szafy. Właściwie mogę powiedzieć, że dzisiaj sięgam po wysypujący się popiół z szafy bardziej niż po trupy z szafy, gdyż po tylu tysiącach lat. Ale sięgnijmy po to, w końcu po to to jest. I ja mam takie wrażenie, zresztą kiedyś to mówiłem, że jest to konstrukcja, która nie do końca jest tylko po to, żeby się w niej schować. Te menhiry, te potężne kamienie, żeby tam sobie uklęknąć pod tym zadaszeniem, że jest to troszkę grubsza sprawa. Dla mnie to wygląda trochę jak podstawa takich reaktorów, że ktoś nagle stwierdził, że zabrakło energii, że trzeba zrobić jakieś podstawki pod reaktory. Reaktory z pewnych technicznych przyczyn nie mogą stać na ziemi. Muszą stać na lekkim podwyższeniu, żeby trochę dalej nosiły i muszą być odpowiednio ustawione, może grupami. Reaktory są takie kosmiczne, na kosmiczną energię.
To nie jest tylko i wyłącznie energia z Ziemi, gdzie włączasz sobie guzik, ustawiasz urządzenie i produkuje prąd, taki jak na przykład, przypuśćmy sobie, taki generator na benzynę, który zabierasz ze sobą do lasu. Tam nieważne jak postawisz grunt, żeby nie stał do góry nogami, żeby benzyna nie wyciekła, wystarczy tylko pociągnąć za linkę, nacisnąć guzik i tam sobie chodzi, dopóki jest paliwo w tym generatorze i robi prąd. A tutaj zasady były chyba kosmiczne, bo ten prąd był chyba robiony solid state, a nie na zasadzie dolewania czegokolwiek, bo te wszystkie menhiry są ustawione w konkretnych położeniach. Co ja mówię w konkretnych położeniach? Są ustawione adekwatnie do gwiazd na niebie i do takich konkretnych ustawień gwiazd na niebie. I dzięki temu możemy sobie tam podatować te kamienne kręgi, że powstały wtedy i wtedy. Ostatnio sobie śledzę taką bardzo mocną sprawę Która, żeby było zabawnie, pojawiła się głównie w języku polskim. Jest to chyba najmocniejsza sprawa, którą słyszałem z dziedziny archeologii starożytnego Egiptu, jakąkolwiek i kiedykolwiek w moim życiu. Poważnie. Człowiek zbił mnie z pantofelków, bardzo mnie ucieszył, potwierdził kilka moich przypuszczeń i tak dalej.
Jest to historia w języku polskim. Już mówię, o co mi chodzi. Chodzi mi o rozszyfrowanie zagadek związanych z tym, kto powstał piramidy, czemu one tam stały, kto to w ogóle robił, z czego to jest zrobione. Bo wiadomo, że to nie tylko piramidy, ale też te potężne głazy, te menhiry, o których tutaj mówię, które ja biorę za kawałek technologii, która jest związana z pozyskiwaniem energii. Właściwie nie energii, bo ciągle się zawieszam na tej energii, a właściwie, poprawnie to powinienem nazwać pozyskiwaniem informacji. Są to takie centra informacyjne, gdzie stały być może dodatkowe urządzenia, dlatego jest to ustawione ze swojej natury w odpowiedni sposób na konkretne gwiazdy, ponieważ konkretne gwiazdy w tych odległych wierzeniach, co zostało do dzisiaj w tym, co myślimy o świecie. Gwiazdy przynoszą nam informacje. My traktujemy to bardzo metaforycznie, bo tak już jesteśmy wychowani przez współczesną cywilizację. Nie traktujemy tego jako taką dosadną informację, na przykład informację o wszystkim, o tym, kim jesteś i tak dalej. Traktujemy to co najwyżej bardzo metaforycznie i co najwyżej pan astrofizyk albo astronom może powiedzieć, że taka gwiazda to dla mnie skarbnica informacji o kosmosie.
Ale dawniej traktowano gwiazdy jako skarbnicę informacji o nas. To było to główne przedstawienie i to jest to główne przedstawienie w alchemii gwiazd i sił kosmicznych. Tam jest troszeczkę inne podejście do tego wszystkiego. To podejście alchemiczne jest strasznie mocno związane z tym, jak stoją owe tajemnicze kamienne kręgi, owe menhiry. Właściwie nie będę ci tu ściemniał, ale dokładnie jest to to samo podejście, te same pryncypia stojące za konstrukcją. Wyobraź sobie, że taki alchemik jak robił swoje eksperymenty, to nie robił eksperymentów wtedy, kiedy miał do roboty i szef go wzywał. Nie, nic z tych rzeczy. Ten alchemik robił eksperymenty wtedy, kiedy były odpowiednie moce na niebie, bo one mu sprzyjały. On nie był takim cwaniakiem, który mówił: „A tam, nieważne od tego, co się dzieje dookoła”. On wiedział, że jest taki moment, że jak wykona jakąś sztuczkę magiczną, to najlepiej wtedy, kiedy jest pełnia albo coś z księżycem, albo przejście jakichś gwiazd.
Wtedy te siły będą większe albo mniejsze i wtedy ta sztuczka się lepiej uda. On wiedział, że nie jest to sztuczka, że jest to wiedza i jest to wiedza o współpracy całego kosmosu. Z alchemią wydarzyło się tak, że jak zwykle w przypadku wiedzy o współpracy człowieka z kosmosem, kiedy wydostało się troszkę za dużo na zewnątrz, w XVI i XVII wieku Watykan tego zakazał pod groźbą ekskomuniki, kary śmierci, spalenia, tortur, wygonienia z Kościoła katolickiego i uznania za pomiot szatański. Za dużo wiedzy. Tam w ogóle była taka historia, że Kościół katolicki uznał, że w ogóle robienie złota, produkowanie czegokolwiek w zasadzie artificial, mówiąc po angielsku, czyli po polsku sztuczny sposób produkowania czegokolwiek. Czyli jeżeli nie zrobisz dziury w ziemi, nie wykopiesz czegoś z ziemi w taki sposób, że jeszcze ktoś cię tam pilnuje, żebyś przypadkiem nie zabrał za dużo do kieszeni dla siebie samego z tego kopania. Żeby tam nie było, że tu do kieszeni jakaś grudka wędruje. Wszystko ma wędrować na królewską tacę, niewolniku. I żeby nie było, że jest niewiadoma albo jakiś taki niewyjaśniony status tej sytuacji, to Kościół, a dokładnie Watykan zakazał produkcji złota już jakiś czas temu i stwierdził, że każdy, kto podejmie się nawet tej próby, ja nie mówię o tym, że wyprodukuje to. Mowa jest o tym, że zakazane było w ogóle podejmowanie się jakiejkolwiek próby produkcji złota, bo oczywiście złoto jest symbolem transmutacji wszędzie od początku świata.
My mówimy, że tylko alchemii, a nie tylko alchemii. To jest taki dowód na to, że rozumie się istotę natury, że ma się tą wszechwiedzę o istocie natury. Oczywiście! Nie chce być inaczej, bo jeżeli potrafisz zrobić taką sztuczkę, że bierzesz i robisz coś z niczego i robisz najbardziej błyszczący metal na świecie, ten metal ma jedną właściwość. Nie tylko jedną, bo ma parę, ale ta jedna jest główna. Dlatego on został wybrany na taki wskaźnik twoich umiejętności. Jeżeli oczywiście chciałbyś albo ty, dziewczyno, chciałabyś zostać alchemiczką, albo ty alchemikiem. Złoto się nigdy nie utlenia. Złoto żyje wiecznym blaskiem, nigdy się nie starzeje. I to jest substancja, która ma ten dotyk wieczności, dotyk boskości, dotyk czegoś, czego nie ma człowiek, jak twierdzi oficjalna definicja nas samych, nasze spostrzeżenia o tym, jak funkcjonujemy.
Bo pewnego dnia tu przychodzimy, starzejemy się i odchodzimy. A złoto? A złoto jest. I czasami się zdarzył taki dżentelmen, który potrafił zamienić coś, czyli nic na złoto i dokonywał tej magicznej transmutacji. Bo alchemia mówi o tym, że wszystko jest wszędzie. To jest tylko kwestia zamiany informacji, że wszystko jest informacją. I w tym momencie, jeżeli potrafisz dokonać taką transmutację, że informacja, która jest niewidoczna w przestrzeni dookoła ciebie, zamienia się w twoich rękach w materię, która się nigdy nie starzeje, to znaczy, że rozumiesz wszelkie moce tworzenia. To jest tak zwana tajemnica transmutacji. Kolejną historią, która właściwie ciągle się ciągnie za naszą cywilizacją, tak w cieniu oczywiście, bo ja nie mówię o tych głównych historiach. Te główne historie to jak zwykle polegają na tym, że ktoś nas uczy, na które kolano mamy klękać, żeby być jeszcze lepszymi niewolnikami.
Ja mówię o tych prawdziwych historiach związanych z wiedzą. Jest historia o golemie, o tworzeniu życia. O ożywianiu każdej istoty dokładnie za pomocą tego czegoś, co alchemicy nazywali kamieniem filozoficznym. I to jest niesamowita historia. To jest coś, co ja sobie cichutko, jako hobby w życiu studiuję od lat, nie pamiętam ilu, jako zainteresowanie, przede wszystkim jako piękne legendy. Piękne jak piękne, oczywiście kwestia gustu, ale fajne legendy, bo dla mnie troszkę po sąsiedzku. Dorastałem we Wrocławiu, urodziłem się we Wrocławiu, także jestem człowiekiem z miasta na tak zwanym Śląsku, ale nie tym kopalnianym. I mam bardzo blisko do Czech, do Pragi i gdzieś te legendy, gdzieś ta atmosfera. To może po prostu chyba o to chodzi, że to blisko siebie i coś przeciekło z tej atmosfery, zaraziło moje dzieciństwo. Pan Samochodzik, Tajemnica templariuszy, Alchemicy.
Bardzo fascynujące historie. W każdym razie kamień filozoficzny jest tak intrygującą opowieścią, że same legendy na ten temat są już tak pożerające i fantastyczne, że sobie je po cichu kolekcjonuję od lat, bo gdzieś się kręcą w okolicy, w której dorastałem. Mówią o tym, że jeżeli wiesz, jak to zrobić, tworzysz coś w rodzaju substancji. Posiadasz kamień, który zmienia istotę rzeczy. Kompleksowo wszystko zmienia i ten kamień jest twoim wejściem do dokonywania transmutacji. Jeżeli ulepisz postać z gliny, wosku, różnych dziwnych substancji, to w tym momencie wdrapujesz się na drabinę, bo ta postać z reguły ulepiona w bajkach jest bardzo duża, wyższa od człowieka. Jeżeli masz ten cudowny kamyk, wkładasz tej postaci ulepionej z gliny kamyk w czoło w takie jedno specjalne miejsce i od tej pory ta postać ożywa, rusza się, chodzi i cię słucha, bo ty jesteś jej panem. Nazywa się golem ta postać. Każdy, kto wsadzi mu w czoło tego kamyka, jest jego panem. To też jest taka opowieść związana z wiedzą o tym, że może być tak, że człowiek, taki słuchaczek, słuchaczka albo i ja mamy właściwości tworzenia pełnego środowiska dookoła nas.
Już nie tylko zamiany materii i transmutacji metalu, ale też tworzenia życia. I jest trzeci element alchemii. Jest ich oczywiście o wiele więcej. Ja tylko po łezkach tutaj lecę, takie główne. Trzeci fascynujący element to jest coś, co często znamy z bajek. To jest idea, która opętała bardzo wielu ludzi i z tego powodu zrobili na przykład bardzo dużo złego w wielu opowieściach. Taki archetyp człowieka, który zwariował w poszukiwaniu jednej rzeczy, w poszukiwaniu nieśmiertelności. I to jest ta tajemnica alchemii, że człowiek się nigdy nie starzeje. I był taki dżentelmen, który ponoć zrobił kiedyś coś niesamowitego jako alchemik. Potem zniknął i pojawił się po 300 latach.
Był taki dżentelmen, ale to opowieść może na inną historię. Może dzisiaj troszkę o nim wspomnę, ale to może później. Dzisiaj bardziej o tych dzisiejszych czasach chciałem pomówić, bo ciągle się kręcę w tych alchemicznych sprawach, ale za chwilę wrócę troszeczkę do tych moich rozmów, które tutaj się toczą, że tak powiem, przy okazji dubaniny technologicznej z różnymi dżentelmenami i pojawi się kilka ciekawych refleksji, bo ja myślę, że to wszystko jest ze sobą absolutnie związane. Absolutnie. I nie ma co do tego żadnej dyskusji. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafal. Ja tu się rozsiadam w fotelu, bo dzisiaj za oknem centralnie słota u mnie w Londynie. Na południu Londynu pada i wieje. Jest taka troszkę pogoda, że nic, tylko otulić się kocykiem, rozpalić w kominku. W ognisku, co ja mówię.
Na ognisko się nie nadaje pogoda absolutnie. Natomiast rozpalić w kominku i usiąść sobie, pogadać troszkę o różnych rzeczach. Także w sam raz. Także ja sobie tu siedzę, dzierżę sobie herbatę. Może sobie zaraz coś skręcę do tej opowieści. Wrócę do tematu alchemików dzisiaj, bo to jest temat, który chodzi troszkę za mną od tygodnia. Powaga, wciągam jakieś masy dokumentów, przypomniałem sobie kilka prac alchemicznych, bo temat jest fascynujący. Kiedyś popełniłem taki moment w życiu, taką decyzję, że wziąłem się za taki zawód, z którego nawet zrobiłem dyplom i papiery, i tak dalej, który jest niejako troszkę alchemiczny. Także stałem w laboratorium i mieszałem różne rodzaje chemiczne, silnie żrące, silnie aktywne, badając, co tam się dzieje, wrzucając do nich metale, które zmieniały swoje właściwości. Oczywiście to wszystko w ramach oficjalnej nauki, jak najbardziej takiej mainstreamowej, silnie rzemieślniczej, można powiedzieć bardzo mocno, technologii.
Byłem świadkiem kilku takich zabawnych rzeczy i zawsze mnie korciło: „Kurde, jak to możliwe, że takie opowieści o takich kolesiach, którzy siedzieli i robili coś tam z niczego, że koleś nagle tutaj rach, ciach, ciach, tu zamienia jeden metal w drugi, tu w ogóle robi kamyk, wkłada w kawałek gliny, kawałek gliny ożywa i biega za tobą, i mówi: Tato, tato!””. Może tak być. Ale skąd to się wzięło? I te alchemiczne prawdy. Bo to właściwie sprowadza się do takiego bardzo kompleksowego konceptu na rzeczywistość. Bo tak, z jednej strony możesz robić jakąkolwiek materię chcesz. Z drugiej strony oprócz tego kontrolujesz wszelkie aspekty swojego życia. Aspekty w ogóle życia poza sobą. Bo co innego kontrolować swój własny organizm, co innego kiedy wyciągasz ręce jak słynna postać popkultury, czyli Lord Vader w „Gwiezdnych wojnach”. Nie pamiętam, który odcinek.
Teraz to już naprawdę nikt nie wie, który odcinek jest którym odcinkiem „Gwiezdnych wojen”. I może bardzo dobrze, wszyscy o tym szybko zapomną. Będzie zdrowiej. W każdym razie jest tam taka klasyczna scena, jak koleś wyciąga rękę i dusi drugiego na odległość. Czyli kontrola życia na odległość, taki remote control, że wkładam kamyk w kawałek glinki, kawałek gliny nagle ożywa, krzyczy do mnie: „Tato!”, a ja go wysyłam za pomocą pilota Do wykonywania ciężkich zadań specjalnych, gdzie naprawdę nie mam ochoty się pojawić ani nic robić z tym materiałem. Ja zostaję na kanapie, a on robi za mnie coś w tym stylu. I trzeci aspekt. Od tego momentu chyba zaczęła się oficjalna nauka. Trzeci aspekt to jest aspekt pod tytułem długowieczność. I tak ekstremalnie, żeby żyć wiecznie.
Życie wieczne było cenione przez władców na świecie. Złoto i życie wieczne, czyli żeby generalnie nigdy się nie kończyło i żeby zawsze było tak samo. Nikt z tych kolesi nie chciał zmieniać za bardzo swojego statusu w jakikolwiek sposób. Przepraszam, jak zwykle drobne poprawki mikrofonu. Jeszcze chwila. No właśnie. Musi troszkę hałasu tutaj się pojawić, jak zwykle. Teraz już jest dobrze. W każdym razie zostawiając władców i ich mrzonki, przejdźmy do tego alchemika Augusto Gandali, czy jakoś tak. Człowieku, wybacz mi, zapomniałem.
Chyba Gandali miał na nazwisko. Tak mówiono na niego. Ten słynny alchemik, który się pewnego razu pojawił. Ja wrócę do tej historii, bo to w ogóle dłuższa historia i tutaj na pewno nie zdążę jej streścić, bo to muszę sięgnąć po troszkę więcej trupów w szafie. W każdym razie był taki jegomość, który wyprodukował złoto. Chwalił się, że to zrobił, że mu się udało. Szczęśliwie akurat dla tych, którym się udało, była duża nagroda, bo to troszkę taki ryzki biznes w średniowiecznej Europie. Jeżeli ktoś uprawiał alchemię, czyli uprawiał naukę, bardzo szybko mógł spłonąć i to tak bez żadnego uprzedzenia. Szybciutko. I to tak nawet do XVII wieku nie wiadomo było, czy jeżeli uprawiasz naukę, którą nazywano wtedy alchemią, to czy przypadkiem nie spłoniesz.
Taki Newton do końca swoich dni się obawiał, czy on przypadkiem nie spłonie i generalnie wysmarował masę bzdur tylko po to, żeby nie było później na niego. Że jak zaczną biegać z latarniami i szukać kogo by tu puścić z dymem, to przebiegną obok jego chaty i sobie mówią: „Nie, ten jest okej, ten pisze wszystkie rzeczy poprawnie”. Ale prawda jest taka, że sir Isaac Newton uważał się za alchemika i też tak w swoich ostatnich słowach skwitował i podsumował swoje całe naukowe życie, że jest alchemikiem i zawsze był alchemikiem. Alchemicy szukają odkrycia pewnej prawdy. Nazywa się to Szmaragdowa Tablica. Jest taki dokument, który ocalał z Aleksandrii i jest to dokument, który ponoć zawiera tajemnicę robienia właśnie owego kamienia filozoficznego. Bo pojawiają się wątki pod tytułem kamień filozoficzny, a pojawia się jeszcze wątek Świętego Graala, bo wątek transmutacji. Ja dzisiaj oczywiście te wątki po kolei lecę, bez specjalnych detali. Myślę, że niektórzy z nas tu obecni doskonale znają tę historię. Chociażby San Greal, czyli krew Świętego Graala, czyli to, że właściwie nie chodzi o jakieś urządzenie, które robi cokolwiek, tylko chodzi o linię krwi.
Właściwie nie wiadomo do końca, czy chodzi o linię krwi, czy o coś z krwią. Ja mam takie podejrzenie, że chodzi o coś z krwią. To jest kwestia związana z naszymi aminokwasami. Jest kilka ciekawych zapisów z historii alchemii, ciężko powiedzieć, że zapisy alchemiczne, że to nie było tak, że każdy koleś według tej samej receptury potrafił zrobić złoto. Jest tam taki moment, w którym trzeba użyć swojej własnej krwi do zrobienia złota. Odrobiny mniejszej lub większej. Ale jest taki moment poważnie w tych alchemicznych zapisach. Jest to związane w ogóle z miedzią, która tam występuje w bardzo specyficzny sposób. Jeżeli ktoś tutaj kuma się w nowoczesnych technologiach plazmowych, to sobie załapie, o co chodzi, bo to jest taka rewolucyjna technologia, co się pojawiła ostatnio. Mniejsza o to.
Technologia Keshe. Anyway. W każdym razie w alchemii była ta historia bardzo dawna. Chodzi o symbolikę materiału, który się nazywa miedź. Miedź, jak wszyscy wiemy, ma kolor miedziany, ale w alchemii nie wiadomo dlaczego, miedź zawsze wszędzie od niepamiętnych czasów ma zupełnie inny kolor. Ma kolor czarny i to jest ta właściwa miedź. W każdym razie ci alchemicy mieli swoje dziwne oznaczenia i ta czarna miedź była związana z ludzką krwią. Uwaga! W tych wszystkich zapisach bardzo metaforyczne opisy, że tu, tamto, siamto. Pewnie jak księżyca po wschodniej stronie wzgórza.
Rzeczy są tak napisane, że jak to czytasz, zastanawiasz się, kto tu zwariował, o co tu w ogóle chodzi. Poważnie. Tak jest to napisane i to każdy zdrowy przy umyśle człowiek powinien to tak potraktować, bo to nie jest przypadek. Tak były zapisywane te rzeczy, żeby był to język metaforyczny, który opisuje pewne zasady, które są zupełnie niewidoczne dla niewtajemniczonych. Jeżeli nie wiesz, co oznaczały konkretne elementy tej opowieści, wszystko na zawsze zostanie ukryte pod kurtyną tajemnicy przed twoimi oczami do końca tysiącleci. I nawet jeżeli tą książkę wykujesz na pamięć, wydrukujesz w milionie egzemplarzy, wytatuujesz sobie na przedramieniu, jeżeli ci się uda i ją zmieścisz. Musisz dużo pakować na siłowni, żeby mieć duże ramiona. To i tak jej nie zrozumiesz. Tak może to trwać tysiące lat i nic z tego nie wyniknie, bo jest tam coś, czego ty nie rozumiesz i to coś pochodzi z hermetycznych szkół. To są konkretne zapisy tłumaczące symbolikę symboli.
Paranoja, prawda? Tak, tajemnica w tajemnicy. Oczywiście, jak najbardziej. Tak przechowywano wiedzę przez ostatnie tysiąc lat, bo wiedza była tak ryzykowna. Właśnie. I myślę, że dalej jest tak samo przechowywana częściowo w podobny sposób. Przynajmniej te resztki, które ocalały w tych hermetycznych szkołach do dzisiaj. Nie zmanipulowane. Chociaż ciężko byłoby znaleźć coś, co nie jest zmanipulowane, chociażby przez sekciarzy od różokrzyżowców, sekciarzy od masonerii, sekciarzy od Watykanu i tych wszystkich różnych dziwnych organizacji. Oni mają duże biblioteki, zbierają książki od setek tysięcy lat.
Uwierz mi, że zbierają też traktaty alchemiczne, bo zasada polegała na tym, że dżentelmen, który napisał taki traktat, jeżeli traktat wpadł w ręce niektórych osób na przykład w Watykanie 400, 500 lat temu, to dżentelmen był już kompletnie cenzurowany i jego próba pojawienia się w granicach Cesarstwa Rzymskiego, czyli imperium zarządzane przez Wiarę w spadochroniarza, nazywam tak między innymi tego kolesia rozpiętego na krzyżyku, to w tym momencie ryzykował swoje własne życie. I to dosyć mocno. Jeżeli ktoś skoma, że to jest ten koleś, który napisał ten właśnie manuskrypt, tą książkę. Bo wbrew pozorom tu muszę dodać jedną rzecz, bo jest taki ogólny mit, że książki w średniowieczu były bardzo drogie. Były do pewnego czasu drogie, dopóki nie pojawiła się na masową skalę drewniana prasa drukarska. Wtedy książki bardzo mocno staniały. Dalej nie były oczywiście najtańszą rzeczą, ale pamiętaj o jednej sprawie, że papier w Europie był ogólnie dostępny. To była substancja, z którą nigdy nie było żadnego problemu, przynajmniej o tej porze historii, jak można to powiedzieć, w średniowieczu i troszeczkę po średniowieczu. Gdyż był to papier konopny, którego produkowano dosłownie na tony i jeżeli ktoś zbierał, ktoś akurat miał taką możliwość, bo był z możnego rodu i zbierał księgi, to biblioteki były potężne i zawierały po parę tysięcy nominałów. W sensie książek.
Ja wcale nie żartuję. I były w Polsce takie kolekcje książek. Niestety znakomita część tych kolekcji poznikała, że było zabawniej. Część takiej dużej kolekcji z Polski, z mapami, z historią Polski jest tu w Londynie. Właściwie nikt nie wie gdzie, bo trafiła jakieś 300 lat temu w prywatne ręce, sprzedana przez króla, który miał długi. I były tam i monety i kawał historii tej sprzed Mieszka I, tej rzeczywistej w dokumentach, takich królewskich, poważnych dokumentach. No ale to wszystko poznikało. Wiadomo, że jest tu gdzieś w Londynie, bo zostało kupione przez korporację miasta Londyn. Przynajmniej człowieka, który to reprezentował. No i gdzieś to tu się wala.
Ale wracając do tej alchemicznej historii, to rozprzestrzenianie się tych książek groziło człowiekowi tyle, że książka mogła się nie spodobać i mógł trafić do więzienia w najlepszym wypadku, a w takim klasycznym wypadku zwyczajnie spłonąć. I była to wiedza, której wszyscy się obawiali, ponieważ była zapisana tak hermetycznie, że mówiąc szczerze w ogóle niegroźna. Manuskrypt Wojnicza funkcjonuje do dzisiaj i właściwie nikomu się jeszcze nie udało nic zrobić z tego manuskryptu. Absolutnie. Jest to jeden z takich ostatnich manuskryptów zapisanych bardzo symbolicznym językiem, bez żadnych błędów, żadnych wymazań, żadnych skreśleń, wręcz perfekcyjnie opisujący jakieś bardzo starożytne reguły. Nikt nie wie jakie. Może pewnego dnia zrozumiemy i jak skorzystamy z tej książki, to coś zbudujemy i wtedy się dowiemy faktycznie, że to jest to, o czym myśleliśmy, bo jeszcze musimy zweryfikować w praktyce. No właśnie. No i nauka stanęła w takim momencie, że albo będzie tylko dla elity, tak mi się wydaje, albo będzie dla wszystkich. No i jak się okazało bardzo szybko jednak taka opcja, że tylko dla elity.
Bo jeżeli byłeś światłym alchemikiem z dobrymi pieniędzmi, z dobrej rodziny, to mogłeś sobie uprawiać tą swoją alchemiczną sztukę. I powiem ci jeszcze lepszy numer, że gdy uprawiałeś tą alchemiczną sztukę, mogłeś dostać robotę w takim miejscu jak Watykan. I to nie jest wcale dowcip. Wielu alchemików, tylko że z troszeczkę innym urodzeniem i rodowodem pracowało dokładnie w Watykanie. I to takich dosyć konkretnych alchemików. Normalnie kolesie z taką wiedzą płonęli na stosach dokładnie w tym samym mieście. Składano stosik i puszczano takiego z dymem, a w drugim końcu miasta koleś z taką samą wiedzą dostawał ekstra złote dukaty, dostawał komnaty i dostawał możliwość robienia swoich eksperymentów. I jest na to wiele dowodów. Jest wielu alchemików, którzy zostawili swoje ślady w Rzymie, w Watykanie dokładnie. Bardzo wielu.
I widać, że byli wykorzystywani. Pracowali po prostu dla Watykanu. No ale pracowali tylko nieliczni. To troszeczkę jak z Galileuszem, bo to też taka nieznana historia. Znaczy znana, ale nieznana. Cała historia Galileusza myślę, że jest doskonale w większości znana, bo każdy do szkoły podstawowej jeszcze chyba chodził. A przynajmniej to myślę każdy wie, że Galileusz, który odkrył, zbudował... Może nie odkrył, tylko jako pierwszy zbudował działający teleskop. Bo Galileusz nie odkrył teleskopu, tylko zbudował jako pierwszy działający teleskop. I nie zbudował jednego teleskopu.
Zbudował dwa egzemplarze. Drugi teleskop był jego polisą na życie. Jeden trafił do Watykanu, a drugi miał u siebie i mógł z niego sobie swobodnie korzystać. Przy czym oczywiście miał zakaz publikacji, ale był to zakaz oczywiście publikacji książek. Natomiast mógł sobie pisać na swoich notatkach, cokolwiek chciał. Mieszkał w areszcie domowym w Rzymie, czyli nie mógł opuścić miasta. Był takim troszkę do pewnego czasu pupilem papieża, który go trzymał właśnie w tym areszcie domowym po to, żeby nie stracić kontaktu z informacją i z jedynym facetem, który potrafi skonstruować działający teleskop, dzięki któremu można sprawdzić, ile z tych prawd zapisanych w manuskryptach, tym bardzo enigmatycznym językiem, często bardzo dziwnych tłumaczeń pozbieranych po klasztorach z zupełnie innych religii, w zupełnie innych miejscach na świecie przez krzyżowców. O czym one mówią? Bo było tam bardzo dużo odwołań do Słońca, a szczególnie bardzo dużo w dokumentach, które przypłynęły z południowej Ameryki. Szczególnie właśnie z tych dużych miast Inka, Peru.
Te dziwne kultury. Tam zostało troszkę zapisanych manuskryptów. Zasada była prosta, że wszystko palimy na miejscu, a te najważniejsze w pojedynczych kopiach albo przepisujemy i robimy taką kopię jeden do jednego z tłumaczeniem na na przykład łacinę i palimy oryginały, żeby nikt nigdy nie znalazł właśnie tego oryginalnego manuskryptu i nie było na nas. Albo ładujemy oryginał i oryginał znika w Bibliotece Watykańskiej najprawdopodobniej. No i wiadomo, że kilka takich oryginałów być może tam się znajduje. Nikt nie wie ile, bo oczywiście jak zwykle rozmawiamy o chyba najbardziej tajemniczym miejscu na świecie. Nazywa się Biblioteka Watykańska. Wiadomo, że dżentelmeni, którzy lubią przebierać się w sukienki, mają bardzo cenną bibliotekę. Bardzo dużą, bo zbierają te książki od chyba z jakiegoś tysiąca lat. Przede wszystkim w łapy im trafiły bardzo cenne zbiory, na przykład króla Szwecji.
To były jedne chyba z największych zbiorów w średniowiecznej Europie. Król Szwecji, który walczył z Kościołem katolickim. To był ten człowiek, który rozpętał, prowadził wojnę trzydziestoletnią i miał potężną alchemiczną bibliotekę. Bo właściwie, gdyby tak się przyjrzeć od tej alchemicznej strony na historię Europy, to nie mamy do czynienia nigdy z konfliktem politycznym. Mamy zawsze do czynienia z konfliktem, za którym stoi dosyć mocna wiedza. Nagle okazuje się, że w kilku królestwach książęta zezwalają na pracę alchemikom, dają im nawet do dyspozycji całe części miast. I nagle się okazuje, że powstaje kilka kolesi, powstaje kilka legend o kilku kolesiach, którzy produkują złoto, produkują życie. Fenomen tych królestw polega na tym, że rozkwitają, a nie cofają się w nędzę. A z kolei królestwa, które stoją murem za Watykanem i produkują tylko i wyłącznie armie i niewolników dla tej zbrodniczej korporacji, popadają w ruinę. Jest taki dosyć mocny kontrast, bo nie wiadomo, co z tym zrobić, bo biedacy mogą się przyłączyć do tych, którym już jest lepiej i nie chcą dalej być niewolnikami.
Więc jest jedna opcja: albo oni, albo my. I teraz pytanie, kto będzie dzierżył wiedzę? Wtedy nie było problemu, że wiedza trafi pod strzechy, bo chyba nikt się nie silił na to, że nagle upubliczni wszystkie alchemiczne traktaty i ludzie zaczną się uczyć, jak sobie samodzielnie radzić w życiu, produkować wszelkie możliwe medyczne substancje i w ogóle robić złoto albo cokolwiek w tym stylu. Nie, to dalej była zakazana wiedza, ale wojna była o dominację. Kto będzie rządził w Europie? Czy ci, którzy mają tą jedną bibliotekę, czy tamci, którzy też zainwestowali troszeczkę w wiedzę. Po drodze jeszcze okazało się, że mamy niezależnych alchemików, którzy podróżują przez całą Europę i potrafią robić bardzo ciekawe rzeczy i są to najbardziej cenieni naukowcy tamtych czasów. I niezależnie od tego, czy oficjalnie Watykan uznaje herezję i pali heretyków na stosie, czy nie, ci dżentelmeni zawsze mają wjazd do Watykanu i nigdy nic im się nie dzieje. Ba, żeby było zabawniej, ich książki, traktaty są publikowane w samym Rzymie. Oczywiście nie w masowych nakładach.
Często są to dosłownie pojedyncze egzemplarze. Pojedyncze pięć, siedem, może dziesięć sztuk, ale są publikowane. I wiadomo, że są tacy ludzie w tej organizacji o nazwie Watykan, którzy te prace czytają i też prowadzą laboratoria, bo przecież ktoś ten drugi teleskop Galileusza obsługiwał. To w ogóle była taka polisa na życie dla Galileusza, budowanie tych teleskopów, bo wiadomo było, że jak spalą Galileusza, to nikt nie wybuduje teleskopu i nigdy nie wiadomo, czy nie okaże się, że gdzieś w Pradze, po drugiej stronie Europy nie ma kolejnego dżentelmena, który ma teleskop. W ogóle z tym teleskopem była zabawna historia, bo na przykład został przewieziony przez całą Europę do Pragi, żeby niejaki monsieur Kepler mógł sprawdzić prawdziwość swoich koncepcji o obrotach sfer niebieskich. I ten właśnie kawałek urządzenia zwany teleskopem podróżował w tajemnicy przez całą Europę tylko i wyłącznie po to. To w ogóle jest kilka takich historii z podróżowaniem kilku urządzeń pomiarowych. Swego czasu takim tajemniczym urządzeniem był pryzmat, czyli kawałek szklanego trójkąta zrobionego z bardzo czystego szkła, żeby nie miało żadnych zanieczyszczeń, zakłóceń. Pięknie wyszlifowany taki trójkąt, który doskonale rozbija promienie słoneczne. Tylko że szkło tej jakości było koszmarnie drogie w Europie i tylko niektóre możne rodziny było stać na to, żeby ich członkowie mogli prowadzić takie eksperymenty, zamawiając sobie takie narzędzia do eksperymentów.
To między innymi pryzmat należał do takich urządzeń i pryzmat, z którego korzystał na przykład Goethe do obalenia kompletnie wszystkich teorii wysnutych przez Newtona na temat zachowań optycznych, co zresztą udało mu się doskonale. Obalił kompletnie całe teorie Newtona i to tak bez dwóch zdań. Niestety został uznany za poetę, bo Newton miał za sobą Królestwo Wielkiej Brytanii, a Goethe był właściwie takim troszkę bezpaństwowcem, bez żadnych koneksji z rodami koronowanymi ówczesnego świata. Został tylko poetą, a nie naukowcem. W każdym razie pryzmat do Goethego jechał też przez pół Europy, bo oczywiście nie było opcji, żeby taki koleś sobie zamówił taki pryzmat na własność do eksperymentów. Takie czasy były. Także nie było tak, że każdy miał pod ręką notesik i tam wszystkie rzeczy, z których mógł sobie korzystać. I czasami trzeba było się udać do biblioteki i poszperać w tych pracach alchemicznych. I wiadomo było, że wiedza przechodzi tylko dwoma kanałami. Pierwszy kanał to są tajne biblioteki, często w rękach tajnych stowarzyszeń albo zbrodniczych stowarzyszeń, takich jak Watykan, albo niektórych królewskich bibliotek, często w ogóle niedostępnych dla ludzi z zewnątrz.
Druga rzecz to oczywiście przekazywanie bezpośrednio, ale wtedy trzeba było być uczniem alchemika i siedzieć w tym po uszy. I to jeszcze, żeby było zabawniej, trzeba było być uczniem właściwego alchemika. I to nawet nie było wystarczającą gwarancją, że cokolwiek zrobisz. Wszyscy alchemicy, którzy cokolwiek zrobili, o których słuchy krążą ze średniowiecznych czasów, którzy zamienili coś tam w złoto i tak dalej, generalnie zostali zamordowani. Czyli udało im się. Wszyscy ci alchemicy właściwie zbierali tą wiedzę, włócząc się po całej Europie. Nigdy nie było tak, że któryś z nich miał oficjalną szkołę, do której ktoś tam chodził, tak jak jeszcze w czasach greckich, że były hermetyczne szkoły. Nie, żadnych takich historii, nic z tych rzeczy. I to jest w ogóle ciekawy element tej opowieści, że widać, że dostajesz tylko kawałek wiedzy, resztę musisz sobie wystrugać samodzielnie. Ale efekt był taki, że dżentelmeni strugali i wystrugali tego na tyle, że Watykan się tak przestraszył, że w pewnym momencie zostało to oficjalnie zakazane i ten zakaz został wprowadzony we wszystkich królestwach, które oficjalnie były sklejone z korporacją watykańską.
Czyli gdziekolwiek w Europie byłeś, próba podjęcia się leczenia W jakikolwiek normalny sposób, czyli transmutacji komórek na przykład z chorych na zdrowe mogłaby skończyć się twoją śmiercią, bo przez przypadek na przykład mógłbyś wpaść na pomysł, jak transmutować metale, jak robić kilka innych rzeczy. A to było potężnym zagrożeniem dla królewskiego skarbca oraz wszystkich tych kolesi, którzy już wtedy kontrolowali cenę złota oraz transport i całą informację. Tadam! Ciekawa historia ciągnie się za nami do dzisiaj. Tak mi się trochę wydaje. Ta alchemiczna rzecz. W każdym bądź razie w pewnym momencie, kiedy pojawił się Paracelsus, pojawiły się troszeczkę inne historie. Okazało się, że wyseparowano z alchemii ten jeden drobny element związany z naszą długowiecznością i ktoś stwierdził, że okej, na tym da się dobrze zarobić, bo wielu ludzi ma taką obsesję, że chce być długowiecznymi. I tak oto powstała oficjalna medycyna. Nic więcej.
Taka prosta historia. Oczywiście z oficjalnej alchemii powstała też chemia, stąd jej nazwa chemia, al-chemia. Ja tu nie będę dzisiaj tłumaczył pochodzenia słowa al-chemia. To sięga starożytnego Egiptu. Właśnie, bo ja tak do tych egipskich historii chcę tutaj na chwilę wrócić, bo tak wspomniałem na samym początku o pewnym dżentelmenie, który powalił mnie na kolana swoimi badaniami. Dżentelmen nazywa się Zalewski. Doktor Franz Zalewski pochodzi z Polski. Jest to dżentelmen z Polski, który ma taki zabawny wschodni akcent, bo też urodził się na Wschodzie. Ale człowiek i wykłada, i studiuje w Polsce, i w Polsce ma wszystkie papiery i zrobił niesamowite badanie naukowe. Mianowicie zbadał wszelkie rodzaje piaskowca, skały i kamienia, z którego zbudowano piramidę i wszelkie okolice piramidy w Gizie.
No i okazało się, że wnioski są szokujące, że jest to właściwie cement, że te wszystkie rzeczy to w ogóle zostało wszystko zrobione przez człowieka i to w taki sposób, i to taką technologią, że to nikt dzisiaj nie ma bladego pojęcia, jak to zrobić. Jest wiele zdjęć spod mikroskopu komputerowego i tak dalej, i tak dalej. Ja nie chcę w ogóle w tym momencie opowiadać, o czym jest cała ta historia, co ten człowiek odkrył badając kamienie, ale zrobił z tego doktorat i obronił ten doktorat normalnie, oficjalnie, naukowo i polecam się przyjrzeć. Jest rozmowa z tym dżentelmenem u Alexa w Porozmawiajmy.tv. Pan nazywa się Franz Zalewski. Bardzo ciekawa postać i potężna wiedza. No, jeżeli się przyjrzysz na te wszystkie melhiry i tak dalej, to też zauważasz, że jest to nietypowy typ kamienia. Taki... No właśnie. Widać, że robione ludzką ręką.
Widać, że ktoś miał jakąś potężną wiedzę, bo jeżeli cofniemy się do Egipcjan, to ciągle jest ta legenda, że ktoś te kamyki zrobił, że one latały w powietrzu, coś się działo. W każdym razie nie będę tu snuł tych wszystkich koncepcji, jak mogły zostać zbudowane piramidy, ale ciągle jest ta sama idea, taka kompleksowa, która się za tym chowa, że człowiek operuje tak materią, że najtwardszy kamień właściwie staje się niczym jak plastelina w jego rękach. I nie ma czegoś takiego jak ograniczenia fizyczne dla technologii, dla w ogóle istoty, która funkcjonuje w ten sposób, funkcjonuje z taką ilością informacji. To jest jakość tej informacji i to jest ta alchemiczna informacja, która właśnie dotarła do naszych dzisiejszych czasów, która zawsze była spychana gdzieś tam na manowce, która zawsze była chowana. I koniec końców z tej alchemii zrobiono troszeczkę takie dzikie zwierzątko, cyrkowca albo coś w tym stylu. Uznano to za taki stek bajek, za rzeczy wręcz niemożliwe, za rzeczy, które zaprzeczają nauce i w ogóle wymyślono zjawisko nauki, pomimo że ta nauka się wywodzi z alchemii i gdzieś to wszystko poznikało po kątach. Minęło sto lat, a my mamy już takie oficjalne rzeczy, teleskopy na satelitach, badania laserem, jakieś tego typu historie. I nagle się okazuje, że w sumie sięgając troszeczkę do tyłu — nie troszeczkę, trochę więcej niż troszeczkę — do tych prochów w szafie, już nawet nie zwłok w szafie, do czasów Egiptu, okazuje się, że nasza technologia jest niczym w stosunku do tego, co jest zapisane na tych kamykach. I droga, w którą my poszliśmy jako technologia, jako cywilizacja, nie ma nic wspólnego z rozumieniem czegokolwiek i obrabianiem czegokolwiek w takiej skali. Otóż to.
Jesteśmy gdzieś w ogóle daleko od zrozumienia tego wszystkiego. My wylądowaliśmy w momencie, gdzie właściwie zaprzeczyliśmy transmutacji jako takiemu nadrzędnemu zjawisku, jako cywilizacja. W naszej oficjalnej nauce to nie istnieje. Nie możesz zamienić jednego materiału w drugi. W oficjalnej nauce jest tylko jedna metodologia i jedna droga. Jeden materiał istnieje w swojej formie, w takiej, jaki jest i to wszystko. Co najwyżej możesz go zniszczyć. I wtedy używając komponentów z tego materiału, dodając czegoś innego, spróbować zrobić coś, co będzie jego, nie wiem, odpowiednikiem. Na pewno nie będzie dokładnie tym samym. Chociaż są próby robienia niesztucznych kryształów i innych rzeczy syntetycznie.
Czasami wychodzi lepiej, czasami troszeczkę gorzej. No ale dalej mamy to rozróżnienie na syntetyczne i niesyntetyczne. Dalej nie przekroczyliśmy bariery produkcji materiałów, które zawierają taką dokładność w wiązaniach polimerów jak na przykład rośliny. Pomimo że produkujemy doskonałe materiały polimerowe i czasami widać zdjęcia pod mikroskopem elektronowym, gdzieś tam robione na internecie, takich doskonałych włókien, to w stosunku do tego, jak jest zbudowana roślina, to my dalej jesteśmy gdzieś daleko. Nawet nie wiem, nie wiem, czy w lesie. Jesteśmy gdzieś daleko na pustyni, na której, na której nawet wiatr nie woła. Dlatego też ubrania z niektórych materiałów o wiele lepiej się sprawdzają niż jakiekolwiek polimery syntetyczne, które do tej pory właściwie są na etapie testowania przez nas, jak to się zachowa w przeciągu najbliższych lat. Co ma na to wpływ, co nie ma na to wpływu. Nie jesteśmy w stanie nadrobić najprostszych rzeczy za mamę naturę i nagle z tą całą potężną technologią doszliśmy do momentu, że jak chcemy założyć skarpetki na nogi, to z reguły takie, które byłyby robione albo z prawdziwej bawełny, ale nie tej sztucznej, bo jednak ta prawdziwa jest fajniejsza. I po tych latach cyrkowych sztuczek pod tymi specjalistycznymi urządzeniami za miliony dolarów właściwie doszliśmy do tego momentu, że Taki naukowiec siedzi przy tym urządzeniu w bawełnianych skarpetkach i woli mieć te bawełniane skarpetki niż te z poliestru.
To jest zabawne podsumowanie tego, jak daleko zaszliśmy od momentu wzięcia się za naukę, ale od zakazanej strony. Bo jeżeli się przyjrzysz właściwie współczesnej nauce, to jest to dziecko koncepcji Watykanu, takiej XVI-XVII-wiecznej, że od tej pory zakazujemy alchemii. Nie ma alchemii, ustanawiamy prawa. Umówimy się na jakieś prawa, ustawimy coś, co będzie zaakceptowane w całej Europie przez wszystkie rody koronowane. Chodzi o to, żeby nikt nigdzie nie wyskoczył z produkcją cennych produktów, które stanowią podporę rynku, który sobie wymyśliliśmy, na przykład rynku złota. W ogóle to jest zabawna historia, bo jak się pojawił zakaz w Europie produkcji złota, to akurat wtedy wzrósł transport do Ameryki Południowej i okazało się, że jest tam dużo złota w kilku miejscach i na przykład takie kraje jak Portugalia kompletnie zbankrutowały. Nie dlatego, że nie miały złota, tylko dlatego, że miały za dużo złota. Bo kolonie, które zajęli w dorzeczu Amazonki, wszyscy ci Indianie, których wymordowali bezlitośnie, zostali zamienieni na złoto. Bo oczywiście Indianie czasami mieli złoto zdobne na sobie i na swoich, jak to Hiszpanie nazywali, świątyniach, więc musieli zginąć w imię pana oczywiście. Panem jest złoto.
Powiedzmy, że krzyżyk trzeba zrobić z czegoś. Także wiadomo, że trzeba było na krzyżyki przetopić to złoto. No cóż, chłopaki nie mieli zbyt wielu szans. I tego złota na krzyżyki przypłynęło do Europy tyle, że doprowadziło do potężnej inflacji. Nagle się okazało, że praktycznie wszystkie królewskie skarbce w całej Europie po kilku miesiącach operowania Hiszpan i Portugalczyków na rynku złota i jeszcze jak dołączyli Anglicy, to już w ogóle się zaczęło, i Francuzi, nagle się okazało, że te wszystkie zasoby, te tony złota są warte o połowę mniej, bo Nowy Świat oferuje coś potężnego, oferuje gigantyczne zasoby złota. Podobny problem pojawił się podczas gorączki złota w Kalifornii, w Stanach Zjednoczonych. Nagle się okazało, że właściwie nikt nie chce siedzieć na zachodzie Ameryki i budować porządnego protestanckiego, masońskiego kraju, w którym jest niewolnictwo, tylko ludzie dostrzegli, że nagle mogą w ciągu jednego miesiąca albo przez pewien przypadek losu, po prostu bierzesz łopatę, kopiesz w ziemi i wykopujesz jakiś gigantyczny samorodek, sprzedajesz go i masz wszystko w dupsku do końca życia. Właśnie, tak to jest. Piękny pomysł. Ja do tego pomysłu nawiązuję, bo właściwie reasumując ten cały koncept, o czym tu dzisiaj chcę ci powiedzieć, o czym tu w ogóle były rozmowy przez ten tydzień, właściwie doszedłem do takiego prostego wniosku: czym jest alchemia?
I można sobie odpowiedzieć na to jednym zdaniem, takim bardzo prostym. Alchemia to jest wiedza, która ci zapewnia taką informację na temat, jak tworzyć świat dookoła siebie, że nie musisz iść do roboty. To jest właśnie alchemia. W tym momencie już nie jesteś niewolnikiem jakiegokolwiek systemu, czy jest to system feudalny z twoim królem, księciem, czy akurat wylądowałeś w Watykanie 500 lat temu i jesteś w dupie, bo nie możesz wyjechać z tego miasta, bo jak wyjedziesz, to twój powrót będzie jednoznaczny z tym, że cię zwiążą i sprawdzą, jak głęboko wierzysz w Boga, zanurzając cię na przykład w misce wrzącego oleju. Mieli różne szalone pomysły. Tak sprawdzali wytrzymałość wszystkich na swoją koncepcję Boga. Niewielu wytrzymało tą koncepcję w praktyce. Poza tymi, którzy oczywiście byli sprawdzającymi. Ale wiadomo, komisje są dla tych, którzy zasiadają w komisjach, a nie dla tych, którzy stoją przed komisjami, jak zawsze jest w życiu. I okazało się, że właściwie sprowadza się to nie mniej, nie więcej dokładnie do pojęcia naszej wolności.
Właściwie za alchemią nie stoi nic innego jak doktryna permanentnej wolności. Z tej doktryny skorzystało wielu frajerów i cwaniaków w ciągu ostatnich setek lat. Na bazie tej doktryny, tej szkoły filozoficznej, próbując ją ukraść i zmanipulować, zostać jedynymi właścicielami, powstała hołota, którą nazywam jezuitami. To są ci zbrodniarze, którzy mają na rękach połowę tego globu. Druga część hołoty to masoneria. Dokładnie to samo, ręka w rękę. Ten sam deal chłopaki zawsze robią ze sobą. I nagle się okazuje, że zmieniają się czasy. Ludzie zaczynają powoli, coraz głośniej myśleć o tym, że chyba wiedza powinna czemuś służyć, bo nawet ta oficjalna wiedza, której pryncypia zostały dawno złamane i zakłamane, nawet ona w sobie nosi ten jeden podstawowy, elementarny ślad tego, po jaką cholerę nam ta wiedza, po jaką cholerę ty spędziłeś te lata na uniwersytecie, po jaką cholerę ci te wszystkie papiery, dyplomy i całe te wszystkie nie wiadomo co. Tylko po to, żebyś był wolnym człowiekiem, żebyś mógł w każdej możliwej sytuacji wstać i mieć tą świadomość, że wiem, jak jest skonstruowany ten kawałek świata dookoła mnie i jestem w stanie to zrobić tak, jak ja chcę i zrobić to w taki sposób, że od tej pory będę sobie leżał przysłowiowo, excuse my French, może nie French, ale kolokwialne określenia, że będę sobie leżał wentylem do góry i nikt mi nic nie zrobi, ponieważ wiem, jak robić cały świat dookoła.
Ponieważ mam kamień filozoficzny, mam tą wiedzę, która stwarza świat. I ta wiedza była jedynym sensem studiowania owych informacji. Bo przecież po to była ta wiedza. To był zapis owych informacji, mówiąc w ten sposób, to jest poprawniejsza wersja, które czynią nas wolnymi ludźmi. I jak na razie okazało się, że oficjalna nauka jest zakłamaną doktryną z samej swojej natury. Ponieważ jeżeli się przyjrzysz, jak daleko odeszła od swoich pryncypiów, tam w ogóle nie ma pryncypiów pod tytułem wolność. Gdzie masz wolność, kiedy masz granty? Kiedy nauka służy do robienia jeszcze lepszych bomb, do jeszcze szybszego i skuteczniejszego zabijania jeszcze większej ilości ludzi. To nie jest żadna nauka. Nauka nie potrafi już nic otworzyć.
Nauka tylko zaprzecza wszystkim tym, którzy wracają do miejsca, gdzie nagle komórki zaczynają się restrukturyzować i niekoniecznie jest to związane z budżetem dużej korporacji farmaceutycznej, ich laboratoriami oraz wnioskiem patentowym. Nagle okazuje się, że w tym momencie wszelkie odkrycia są już faux pas. No właśnie. Ale alchemia wraca i to w bardzo ciekawym wymiarze, bo myślę, że z natury każdy z nas jako żywa istota, jeżeli oczywiście jesteś osobą, która się interesuje zagadnieniem, jak być swoim własnym menadżerem swojego własnego świata, niekoniecznie być pracownikiem jakiegoś menadżera jeszcze za darmo, to jest potrzebna wiedza. Ta wiedza jest fascynująca i teraz wycieka. Sama świadomość tego, po co jest ta wiedza i po co właściwie żyjemy, jest fascynująca, bo myślę, że to jest ten moment, kiedy wszystko przyspiesza i nasza refleksja na temat, czemu ma służyć wiedza, też do nas bardzo szybko zaczyna wracać. Coraz więcej ludzi, których znam, zaczyna się zastanawiać, czemu ma służyć ich życie. Czy wiedza, czy ten cały czas, który spędzamy, manifestując różne fizyczne historie, różne fizyczne hece, takie jak pracowanie, zarabianie, kupowanie, wydawanie, robienie materialnych rzeczy i tak dalej, cały ten cyrk czemuś miał przecież służyć. I nagle jest to odkrycie. Zaraz, zaraz.
On miał służyć temu, żebym ja był wolnym człowiekiem. I teraz jest pytanie: jeżeli nauka nie służy temu, żebym był wolnym człowiekiem, to być może powinniśmy wrócić do alchemii, bo alchemia jest właściwie niczym innym jak odzyskaniem, sportem tej wolności, nadaniem sobie statusu wolnego człowieka. Dlatego też, o czym wspominałem, jest ciekawa historia z życiorysami alchemików. Oni nigdy nie zbudowali żadnej oficjalnej szkoły, która przekazywałaby jakąkolwiek doktrynę. Wiadomo, że wcześniej nie zawsze nazywali się alchemicy. Alchemicy to bardziej średniowieczne nazewnictwo. Wcześniej byli to gnostycy. Częściowo wśród gnostyków byli ci ludzie, bo gnostycy posiadali wiedzę jeszcze z Aleksandrii, a gnostykami w Europie nazywali się katarzy. Katarem był zresztą nie kto inny jak Leonardo da Vinci. Michał Anioł akurat nie za bardzo.
Leonardo da Vinci dokładnie był właśnie katarem. Był heretykiem. Nigdy nie wyznawał wiary katolickiej, pomimo tego, że oczywiście produkował dla nich kilka obrazków na ścianę, które wywierały wrażenie na ludziach, dzięki czemu chłopaki mogli się ustawić w propagandzie tak, jak chcieli, bo mieli najlepszego producenta plakatów w tamtym czasie, który robił im kampanię reklamową. Tylko do tego się to sprowadzało. Nie wiem, czy posiadali jakąkolwiek wiedzę. Natomiast na pewno Leonardo da Vinci posiadał odrobinę tej hermetycznej wiedzy, którą sam studiował. Miał ucznia. Wiadomo, że wielu alchemików miało swoich uczniów. Są w ogóle bardzo ciekawe zasady wybierania tych uczniów, że jest ich konkretna ilość, że nie może być więcej niż siedmiu na przykład, albo tylko 12, albo tylko trzech znających konkretne zasady. Wygląda na to, że ta wiedza jest chyba naprawdę potężna, bo mocno przeraziła i dalej przeraża bardzo wielu możnych ludzi od setek tysięcy lat.
Sam fakt, że jest ktoś na tym padole, kto posiada taką wiedzę, budzi mocne przerażenie różnych placówek badawczych czy jakichkolwiek korporacji, bo nagle może być tak, że z powrotem wraca ten moment, kiedy wiedza przynosi wolność człowiekowi i nagle się okazuje, że on właściwie nic nie potrzebuje od innego człowieka, bo on sam jest w stanie sobie wyprodukować cokolwiek chce, dokonując dowolnego procesu transmutacji. W dzisiejszych czasach mamy coś takiego jak pojęcie o UFO, o kosmici, wszystkie te hece związane z science fiction. Ale z drugiej strony, jeżeli spojrzysz na to od strony alchemii, to znajdziesz opowieści o różnych istotach w alchemicznych traktatach, które przychodzą z kosmosu, aniołach i tak dalej. Kwestia nazewnictwa. Przynajmniej tak to wygląda w moich oczach. Oprócz tego, że znajdziesz tam te opowieści, to jeżeli sobie porównasz metodologię, tylko że my używamy takiego technokratycznego języka. Reaktory, silniki, dysze, pokoje, lodówki, kable, druty albo wireless albo coś tam. Mówimy bardzo technologicznie. To jest nasz sposób opisywania świata w dzisiejszych czasach. Dawniej ten opis był bardzo poetycki, metaforyczny, bo też logika myślenia była bardziej schować, ukryć tak, żeby mnie nie złapali, bo przecież zaraz spalą na stosie.
Być może ciężko jest się nam dogadać z tą informacją z przeszłości, ale myślę, że wiele rzeczy by się mocno pokrywało i wiele tych alchemicznych zapisów, gdyby przetłumaczyć na taki bardzo technokratyczny sposób myślenia, brzmiałoby trochę jak przysłowiowe uprowadzenia przez kosmitów. I takie opisy silników, jak działają generatory na statku, gdzie trzeba podejść, co i jak. Ten kosmiczny element związany z gwiazdami, ustawienia gwiazd, konkretne koniunkcje na niebie. I ten trzeci element związany z nieśmiertelnością naszej duszy, która jest reprezentowana przez naszą krew gdzieś w tych wszystkich historiach. Bardzo ciekawe. To przeszło do jakichś dziwnych sekciarskich rytuałów w różnych dziwnych zakonach. Oni tam dalej, zdaje się, praktykują jakieś krwiste obrządki. Nie wiem, czy tak do końca sobie zdają sprawę, o co w tym wszystkim chodzi. Ale jest kilka tajemnic tego kamienia filozoficznego i te tajemnice ciągle się ciągną za naszą cywilizacją. Bo stara legenda mówi, że dawniej było tak, że kamień filozoficzny to jest ta zagubiona wiedza po naszych przodkach, którą miał każdy i niewiele z tego zostało.
Jedna legenda mówi, że jest to przedmiot, który daje ci tą moc. I to jest właśnie taka metafora kamienia filozoficznego, Świętego Graala, wszystkich tych pudełek, które jak gdzieś znajdziesz, wykopiesz w jakiejś tajemniczej kaplicy zakopanych przez różokrzyżowców albo masonów. Otworzysz to pudełko, to nagle dostaniesz wszelkie supermoce na świecie. To jest jedna sprawa. I taka główna legenda, w którą wszystkich chyba wpakowano. A druga rzecz to jest ta alchemiczna opowieść, która mówi o tym, że właściwie wszystkie elementy, o których jest mowa jako przedmiotach, są tylko otoczeniem, które stwarza konkretne warunki do wykonania alchemicznej reakcji. A ta reakcja jest czymś ponadto. Ta reakcja jest czymś, co wisi w powietrzu i ty tylko musisz umieć klasnąć rękami w odpowiedni sposób, w odpowiednim otoczeniu, żeby stać się panem tej całej rzeczywistości. Ciekawy numer, ciekawa koncepcja. Powiem szczerze, teraz wracam.
Czytam sobie ostatnio jak zwykle, czasami jak znajdę chwilę, prace eksperymentalne z różnych laboratoriów. Przesadzam, prace eksperymentalne, czytam newsy z gazet naukowych, takich akademickich, że tam gdzieś dokonano takiego odkrycia, a tam takiego. I nagle okazuje się, że właśnie, o czym często tu ostatnio mówię, w tych czasach ostatecznych pojawia się dużo odkryć, które jeszcze 10 lat temu nigdy by się nie pojawiły na łamach tych publikatorów z tego powodu, że nie wiadomo, jak to opisać. Dzisiaj już doszliśmy przynajmniej do tej odwagi, że świat nauki potrafi się przyznać do tego, że jest to bardzo ciekawe zjawisko, w którym na przykład dzieje się lewitacja albo wszystkie ładunki optyczne, tak zwane fotony zakrzywiają i obraz puszczany przez tą rurę w ogóle wygląda zupełnie inaczej albo coś tam innego. W każdym razie cokolwiek by nie mówić, jak sobie przeglądniesz te wszystkie newsy, wygląda na to, że nawet ta oficjalna nauka zaczyna się powoli ocierać o proces transmutacji. I żeby było zabawniej, coraz częściej mi się zdarza słyszeć to słowo nawet w ustach poważnych naukowców, którzy niby żartem, niby dowcipem zaczynają powoli się przyznawać, że jednak ten rzeczywisty koncept... Może robią to tylko podświadomie. Może nie jest to oczywiście świadomie. Ja troszkę naciągam tą sytuację, ale myślę, że gdzieś w ich głowach już powoli się pojawia, że to jednak transmutacja, że zasady są troszeczkę inne, a może nawet grubo inne, a może zupełnie, a może o 360 stopni. Niby takie same, ale wszystko zupełnie inaczej.
I to jest ta prawdziwa wiedza. I dopóki się jej nie uwolni, do tego momentu właściwie nikt nie będzie sobie zdawał sprawy, jak potężne to jest zjawisko i na wiele można sobie pozwolić. Ale żeby sobie uwolnić tą wiedzę, jeszcze trzeba sobie stworzyć warunki do tej wiedzy. To jest coś, o czym piszą właśnie owe alchemiczne traktaty. Tam połowa jest o tym, jak masz sobie wymieszać te wszystkie dziwne rzeczy w kociołku. Ja też nie rozumiem, co tam trzeba wrzucać do kociołka. Także spokojnie człowieku, też nie wiem jak zrobić w tym kociołku złoto. Nawet nie próbuję. Ale oprócz tego jest zapis pewnego stanu emocjonalnego, który temu towarzyszy. I pomiędzy tym stanem emocjonalnym a tym technicznym opisem tego, co wrzucasz do gara, jest ludzka krew.
Aminokwasy. Taka historia. Przynajmniej takie jest moje rozszyfrowanie tego skrótu, ale to zostawiam na moment, bo to taka technologiczno-alchemiczna sprawa. Nie w ogóle w tej audycji. To w ogóle moje takie gdzieś tam na boku historie. Za długo by trwało, żebym musiał ci tłumaczyć, o co chodzi w tych alchemicznych reakcjach chemicznych. W każdym razie wracając na główny wątek do tego świata alchemii, zanim cokolwiek wrzucisz do gara, musisz mieć odpowiednią kondycję psychiczną. I okazuje się, że głównym wstępem do tego, żeby wykonywać jakąkolwiek działalność w garku fizycznie musisz wykonać, i ja potencjalnie też musiałbym wykonać albo wykonuję, jakąś operację w swojej głowie, która powoduje, że zaczynam widzieć coś, czego nie widzą inni ludzie. Jest kilka opisów prób alchemicznych, bardzo ciekawych w średniowiecznej Europie, zrobionych akurat w Pradze, nie w Rzymie, nie w Watykanie, bo tam można było generalnie wpaść w niełaskę za praktykowanie tego publicznie. Ale były takie próby publiczne w Europie robione w Pradze i była jedna taka próba, o której ja słyszałem.
Być może było ich więcej. Ja dotarłem do jednej takiej informacji, że był taki dżentelmen, który udowodnił wyprodukowanie złota na oczach ludzi i akurat zrobił to w taki sposób, że ponoć nie oszukał. Jak było nie wiemy. To oczywiście są spekulacje. Także nie łap mnie tu za słowo, ale dżentelmen według opowieści był sprawdzany przez wszystkich alchemików i specjalnie zrobił taki numer, że zwołał ludzi na ulicy i publicznie na ich oczach i nie tylko na oczach ludzi, bo zawołał swoich kumpli alchemików, żeby im pokazać, że można to zrobić dosłownie na straganie ulicznym, wyprodukować złoto. I tak też zrobił. Wyprodukował złoto wręcz na straganie na ulicy i jego kumple alchemicy sprawdzali wszystko, bo oni też się znają na tej robocie. Oni też wiedzą, gdzie możesz kantować, co możesz podrzucić, bo oni też szukają tego samego. Nie znaleźli ani jednego dowodu na fałszerstwo tej całej sytuacji. Ba, powtórzono próbę jeszcze w zamkniętej komnacie i w kilku innych miejscach.
Za każdym razem ten dżentelmen produkował złoto i w pewnym momencie przestał i zniknął. Ale zanim zniknął, zrobiono jedną próbę. Drugi alchemik poprosił go, czy nie mógłby wyprodukować złota razem z nim, nie mógłby spróbować na jego sprzęcie. Na co ten się oczywiście zgodził. Dał mu dostęp do swojego całego sprzętu. Tamten podszedł, zaczął produkować dokładnie według jego receptury i co się stało? Nie mógł wyprodukować ani grama złota. Na co tamten oryginalny alchemik wrócił do swojej własnej maszynerii, zrobił to, co miał zrobić i on z kolei z powrotem wyprodukował złoto. Tamten wrócił i nic. Wyglądało na to, że tylko jeden człowiek, ten, który zbudował to całe urządzenie, jest władny produkować złoto w tym całym setupie.
Natomiast ktokolwiek z zewnątrz, posługując się nawet tą samą technologią, posługując się tymi samymi narzędziami, nie miał żadnej możliwości na wyprodukowanie odrobiny złotego kruśca. Tak mówi legenda. Ile jest w niej prawdy? I don't know, człowieku, nie mam bladego pojęcia. Właśnie à propos tego dżentelmena, który się kiedyś pojawił, wyprodukował złoto i zniknął, a później, 200 lat później, dokładnie w Paryżu pojawia się w pewnej restauracji Kawiarni dżentelmen, który przedstawia się, że jest dokładnie tym samym alchemikiem, który zniknął 200 lat wcześniej, nie dając nikomu znaku. Po prostu nagle wyparował. Człowiek, który bił złoto, mówił, że poznał tajemnicę nieśmiertelności i podróżowania w czasie. Nagle znika. 200 lat później pojawia się młody człowiek, który posiada nieprzeciętną alchemiczną wiedzę. Posiada pieniądze.
Nigdy mu nie zbywa. I twierdzi, że jest właśnie tym alchemikiem. Ciekawe. Las. Hiperprzestrzeń. Radio na fali, a ja mam na imię Tomek. Można dzwonić. Radionafali.com Oczywiście, że można dzwonić. Ja jestem absolutnie na żywca i rzucę taką refleksję, bo ja dzisiaj tak bardzo alchemicznie, że to jest ta różnica, że w pewnym momencie stwierdzono, że wiedza, która mogłaby potencjalnie trafić do rąk naszych, rąk indywidualnie, jest zbyt niebezpieczna. I ta wiedza mówi o tym, że możemy stworzyć warunki do tworzenia czegoś, że nie musimy koniecznie tworzyć materiałów poprzez wysadzenie czegoś w powietrze, że jest zupełnie inna droga.
Jest pewna alternatywna droga. Rzeczy biorą się z powietrza i bierze się wszystko z powietrza, nawet złoto. To, które się nigdy nie starzeje. I teraz jest pytanie, czy zbudujemy społeczeństwo na zasadzie, że każdy sobie robi cokolwiek chce i wiadomo, że wtedy nie ma już podziału na niewolników i właścicieli, czy też budujemy społeczeństwo, w którym mówimy społeczeństwu tak zwanemu, że nie ma takiej wiedzy. To jest wszystko bajka, to jest bzdura, są jakieś zasady, prawdy i w ogóle nie możemy ponad to wyskoczyć, bo tak wszystko jest skonstruowane. I w tym momencie wszyscy umawiamy się, że jedyną metodą pozyskiwania energii, pozyskiwania jedzenia, czegokolwiek, jedyną metodą na w ogóle życie jest ta jedyna oficjalna metoda, która jest opatentowana i która jest zalicencjonowana, można powiedzieć i która jest przywożona statkami handlowymi konkretnej korporacji tuż pod nasze drzwi i za to wszystko musimy płacić pieniędzmi produkowanymi przez drugą korporację, która właściwie należy do dokładnie tej samej. Jedna sytuacja jest taka, że ciągle zależysz od tego, że ktoś musi wyprodukować coś, co ty wrzucasz w siebie. I teraz nie wiadomo, co tak naprawdę w nas wszystkich siedzi, więc musimy mieć sztab specjalistów, którzy dbają o to, żeby przypadkiem ten kawałek czegoś, co wrzucamy w siebie, nas nie zabił. No ale jako że wiedza jest kompleksowa, wiadomo, że my takimi specjalistami nie jesteśmy. Ale specjalista nie żyje tanio.
Specjalista potrzebuje pieniądze. Specjalista ma pieniądze od korporacji, która ma wyłączność na sprzedawanie tego. I to jest ten numer z naszym zdrowiem, że my właściwie poszliśmy po nasze zdrowie do korporacji farmaceutycznych, które widzą tylko i wyłącznie w naszych kieszeniach portfele. I dziwimy się, że oni nas zabijają, oni nas mordują, wszystkie szczepionki niszczą dzieci. To jest ludobójstwo. To zawsze było ludobójstwo na taką skalę. To ludobójstwo chyba było mocno zaplanowane, bo też jest to kwestia właśnie z całym tym konceptem na życie. Ale czasy się zmieniają, czasy przyspieszają. Ja tu wrócę do tego głównego wątku, który mi tu siedzi na głowie dzisiaj po tych rozmowach i okazuje się, że po prostu wiedza wraca i nie tylko na tych akademickich ośrodkach badawczych, gdzie są robione te dziwne eksperymenty. I już chłopaki się mocno śpieszą, żeby zacząć nadrabiać tych ludzi, którzy w domach robią eksperymenty w technologii plazmowej.
I żeby nie było tak, że ludzie na uniwersytecie, którzy mają sprzęt za miliony dolarów, są największymi głupkami na całej wiosce, bo facet, który ma dwie wiertarki, dwie lodówki i kawałek miedzianego drutu robi więcej rzeczy tym drutem niż całe Los Alamos przez ostatnie 100 lat i przez najbliższe 100 lat kiedykolwiek zrobi. To jest ta różnica, że nagle ci wszyscy kolesie, którzy mają mniej tą zaawansowaną hermetyczną wiedzę, nagle zostali centralnie, excuse my French, zostali centralnie w dupie z niczym. To tak jak współczesna psychologia, która po zderzeniu z substancjami, które nazwała psychoaktywnymi, czyli naturalną medycyną roślinną, okazała się centralnie w dupie. I właściwie przeciętny psycholog z całą swoją wiedzą na temat złożoności ludzkiego umysłu jest generalnie bardziej w dupie niż człowiek, który mieszka przez całe życie w dżungli i nigdy w życiu nie widział miasta, bo ten wie więcej na temat swojej natury niż ten psycholog na temat swojej, bo po drodze musiał się uczyć tego, co ktoś inny myśli o jego naturze. Podobnie jest teraz z technologią i teraz to wychodzi. I wychodzi w ciekawy sposób, bo nie jest to kwestia tego, że ktoś odkrył coś genialnego tak do końca, chociaż to też. Ja myślę, że wszystko jest ze sobą połączone, ale chcę powiedzieć o innym połączeniu w tej całej historii. O połączeniu, które się nazywa ruch naturszczyków, można tak to nazwać. Grassroot movement, czyli taka trawa, która ci sama wyrasta bez oglądania się na nic. Po prostu samo sobie wyrosło, że zmęczenie i takie poczucie sensu, logiki współczesnego świata sięgnęło zenitu, można powiedzieć.
Nie wiem, czy ja się dobrze wyrażam. Chodzi mi dokładnie o to, że gigantyczna ilość ludzi na świecie zaczęła rozumieć, gdzie właściwie żyje, co właściwie robi, z czego składa się ich własna egzystencja i jak wygląda cała ta zabawa w technologie, w to, czym my jesteśmy dla siebie, jak dużo czasu mamy dla siebie, jak skonstruowany jest ten świat. I nagle każdy z nas dostrzegł, że właściwie żyjemy w czymś, co jest kompletnym absurdem, pod którym praktycznie zdrowy człowiek nigdy w życiu się nie podpisze. Bo to jest tak, jak wydać na siebie wyrok z taką klauzulą do wykonania natychmiast, w największych katuszach i cierpieniach. Nikt nie chce wydawać na siebie wyroku i każdy z będących tu aktualnie na tej planecie doskonale widzi, że ta droga, oficjalna droga jest niczym innym jak wydaniem na siebie takiego wyroku, po prostu pełnym samobójstwem. Droga w kierunku pełnego szaleństwa, wojen, szczepionek, depopulacji, jakiejś psychopatycznej rozgrywki o to, kto zbierze więcej papierków z nadrukiem jakiegoś pajaca, a kto mniej papierków. I od tego będzie zależało twoje szczęście, wszystkie te rzeczy. I nagle dzieje się. Bo też już pewna granica została przebrana. Wielu ludzi ma centralnie dosyć i zaczynają się zastanawiać dosyć solidnie nad alternatywą.
O ile dawniej informacja była dosyć mocno blokowana, to teraz już się nie da, bo okazało się, że rynek komercyjny, ten bardzo korporacyjny, ten, który ciągle stara się wszystko poustawiać w szufladach, zaczął zależeć od przepływu informacji. Gdyby nie przysłowiowe sklepy na eBayu, gdyby nie transakcje internetowe, żaden bank nie przemieliłby i nie wyprałby tyle brudnych pieniędzy, ile pierze teraz. Jeżeli cokolwiek się stanie z internetem, to cała ta ekonomia leży. I mówię o internecie od strony użytkownika. I nawet nie mówię o tym, że nagle ktoś wyłączy internet, gdzie są jakieś zakazane podcasty mówiące o spisku globalnej finansjery. Nie, to nie o to chodzi. Tego się nikt nie obawia. To naprawdę nic nie robi światu. Wszystko jest okej. Tym bardziej że bardzo często na stronach internetowych o spisku globalnej finansjery jest link do książki na temat spisku globalnej finansjery, która jest do kupienia na należącym do globalnej finansjery portalu Amazon, eBay tudzież gdziekolwiek indziej.
Tak że spokojnie z tym wyłączaniem internetu i z tym cenzurowaniem internetu. Gdzie jest cenzurowany, to jest. Jest cenzurowany w ten sposób, że duże portale nie podają pewnych newsów, pewnych informacji i trzymają cię z dala na przykład od technologii, którą możesz sobie zrobić na stole. To jest standard, ale to się zawsze działo. To nie jest tak, że nagle z pojawieniem się internetu pojawiła się cenzura robiona przez duże domy medialne, żebyś przypadkiem za szybko nie przestał być niewolnikiem. To było zawsze. Nie wiem, czego się spodziewałeś. Ja się nigdy niczego innego nie spodziewałem. Czytałem książkę Marka Twaina, kiedy byłem nastolatkiem i Mark Twain już wtedy pisywał, że dziennikarz to jest taki człowiek, któremu się płaci za napisanie odpowiedniej ilości słów na kartce papieru i że ktoś mu płaci. A on nie jest od tego, żeby robić politykę, robić uświadamianie, tego typu rzeczy.
To jest praca. Płaci się za wierszówkę i to wiemy, znaje się od 200 lat, tak że ciężko byłoby odkryć tą prawdę po raz kolejny na nowo. Tym bardziej że Marka Twaina czytałem jako dziecko i wiem o tym. Myślę, każdy o tym wie. Tak że ciężko się tam spodziewać takich rewelacji. Ale te rewelacje dzieją się na polu informacji zwanym internetem, gdzie już jest z dala od tych wszystkich komercyjnych rzeczy. I wiadomo, że ten prywatny internet nigdy nie zostanie wyłączony, ponieważ podczas tej prywatnej rozmowy akurat ludzie dokonują zakupów na eBayu. I teraz wyobraź sobie, że ta globalna finansjera nagle nie ma dostępów do swoich kont. Nagle wszystko staje w miejscu, bo ktoś zwariował i stwierdził, że nie podoba mu się, jak ludzie piszą o Rothschildach, to zawiesza internet. Nie ma takiej opcji.
Pisanie o Rothschildach przynosi bardzo dużo pieniędzy Rothschildom, bo przecież połowa tych operacji finansowych, jeżeli prawie nie wszystkie, wykonywane po to, żeby kupić i sprzedać książkę o Rothschildach, są robione w bankach, które są prowadzone przez Rothschildów. Tak że jest to taki numer pod tytułem: „Tak, wiem, że o mnie źle piszą. Płakałem ze smutku nad sobą, kiedy szedłem do banku wybrać swoje miliony, które na tym zarobiłem”. Dokładnie w ten sposób. Nikt się za bardzo chyba nie przejmuje. Tam się rewolucja nigdy nie wydarzy i tam się rewolucja nigdy nie dzieje. Ona się dzieje bardziej w naszych głowach. Zwyczajnie, kiedy czasami człowiek wraca gdzieś po robocie, jeżeli jeszcze chodzi gdzieś do roboty i się zastanawia: po jaką cholerę ja do tej roboty chodzę? Co właściwie daje mi ta robota, poza tym, że odkąd do niej chodzę, od tej pory mam wiecznie same długi? Coś w tym stylu.
Okej, mieszkam, mam samochód, mam dom. Ale właściwie samochód jest na raty, to jest na raty, to jest na raty. Może to kiedyś będzie moje. Właściwie to nawet nie jest tak do końca moje, bo jak przestanę płacić za to regularnie, to jutro odpływa i właściwie dokładnie tak, jak tu stoję w tej jednej koszuli, to dokładnie tak samo w tej jednej koszuli stąd wychodzę. Pomimo że mam pracę, mam wszystko, mam ustawioną sytuację, to się okazuje, że właściwie nic nie mam. A robiłem to po to, żeby mieć to wszystko. I to jest taka refleksja, do której chyba każdy dochodzi w dzisiejszych czasach i tu chyba każdy z nas czuje. Przynajmniej z moich znajomych. Ja tak samo. Ja czuję taki powrót i bardzo miłą ochotę zwracania do tej alchemii, do tej królowej nauk, która mówi o tym, że jest taki moment, kiedy łapiesz wiedzę, że sobie sam tuningujesz rzeczywistość do swoich własnych potrzeb.
I wiesz co, żeby nie opowiadać dyrdymał. Niedaleko spada jabłko od jabłoni. Akurat to, że do ciebie mówię w tym momencie, to jest zasługa takiego urządzenia, które nazywa się Magrav i wszystko jest podpięte do tego urządzenia, wszystkie miksery i tak dalej, to w komputery, które to nadaje urządzenie w tym momencie robi mi redukcję zużycia prądu elektrycznego o 80%, jakoś tak. 80 do 75%. Taką redukcję mam tutaj na tym urządzeniu. Czyli właściwie mówiąc tak kolokwialnie w 75, 80%, jeżeli chciałbym tak statystycznie, jak amerykańskie wyniki drużyn futbolowych i koszykarskich, nie jestem już niewolnikiem, jeżeli chodzi o prąd elektryczny. Tak zwyczajnie. Jeżeli chodzi o zużycie energii elektrycznej z elektrowni, jestem niewolnikiem tylko w 20 do 25% i to się redukuje. Schodzi coraz niżej. I mam nadzieję, że już niedługo zejdzie kompletnie do 0%.
I w tym momencie ja już właściwie zacznę dyktować warunki dla elektrowni. I właśnie to jest ten moment, kiedy człowiek wybiera się po wiedzę, coś tam sobie pokręci, poklei, poskręca różne cewki dziwne i jeszcze jak mu się chce nauczyć. Właśnie, bo wszyscy mówią, że jest taki moment na naukę, a później jest moment na pracę. Nie wiem, czy to nie jest etap jakiegoś spisku globalnego. Wiesz, że ktoś ci mówi: „Stary, ty już się nauczyłeś. Słuchaj, teraz łap za swój dyplomik i zasuwaj w tym kieraciku. Nie, wszystko już wiesz. Daliśmy ci dyplom. Słuchaj, wiesz wszystko na ten temat. Jesteś ekspertem.
Za mało dyplomów? Dam ci tytuł naukowy drugi. Dam ci trzeci tytuł naukowy, dam ci granta. Wystarczająco dużo już wiesz. Nie szukaj dalej. Nie szukaj, żebyś nic przypadkiem tam nie znalazł specjalnego”. I to na tej zasadzie działa. Natomiast z drugiej strony ja akurat sobie poszukałem, bo stwierdziłem, że ile można już w życiu być niewolnikiem? Przecież to już przerasta ludzkie pojęcie. Koń by dawno zdechł Krowa by nie wytrzymała.
Już o innych zwierzakach nawet nie mówię. A człowiek wytrzymuje. Ale do czasu. Bo kiedy pojawia się wiedza, a wiedzy nie można zatrzymać. Możesz zatrzymać na tysiąc lat, możesz zatrzymać ją na pięćset lat i to wszystko. Im mocniej ją trzymasz, tym z większym łoskotem wystrzeli. To jest tak jak z szampanem. Im szybciej i mocniej potrząsasz butelką, tym więcej będzie dymu, kiedy piana wystrzeli z butelki. Z wiedzą jest dokładnie tak samo. Ja myślę, że to, co nas czeka, to jest przede wszystkim nasza refleksja do wewnątrz, bo ja myślę, że wiedza jest przede wszystkim wewnątrz.
To każdy z nas musi sobie znaleźć swój własny kluczyk do wiedzy, tak mówiąc jak do dzieci. Swój własny kluczyk do wiedzy. Tak to wygląda. To jest w nas, a nie na zewnątrz. Twój szef ci tego nie powie, bo twój szef potrzebuje niewolnika. Nawet jeżeli jest z tobą dobrym kumplem, to przyjdź i powiedz mu: „Słuchaj stary, powiem ci tak: od dzisiaj zamiast jechać na wakacje, dajesz mi całą swoją kasę, bo na przykład potrzebuję tej kasy”. On powie: „Zwariowałeś, człowieku. Jesteśmy kumplami. Wiesz, pracujesz dla mnie, ale wiesz, że jestem twoim szefem”. Na tym to polega.
A tu robisz coś, że przychodzisz sam do siebie i mówisz: „Słuchaj, potrzebuję, to sobie zrobię. I mam”. To jest zupełnie inna opcja, bo nie potrzebujesz pośredników. Ale to jest opcja związana z wiedzą, która tkwi w nas samych. Na sam początek, myślę, że to jest najważniejsza rzecz, która się aktualnie dzieje. To jest ta podstawowa refleksja, która wynika z tego, że czas strasznie szybko biegnie. To jest poczucie, że ta przestrzeń naprawdę porusza się w takim kosmicznym tempie, mocno przyspiesza. I co z tego wynika? Z tego wynika, że ta refleksja o sensowności naszego życia w takim otoczeniu, jakie sobie stwarzamy na stan dzisiejszych rzeczy, nie ma sensu. Właściwie to, co robimy jako cywilizacja, jest takim abstraktem, jest takim absurdem, że ciężko traktować to poważnie z jakiejkolwiek strony.
Są ludzie, którzy traktują to serio, ale ciężko traktować serio tych ludzi z jakiejkolwiek strony. Tak że tu chyba myślę sprawę mamy wyjaśnioną na starcie. Konsekwencją tej refleksji, że tu już nie ma miejsca dla normalnego człowieka, bo tu nie ma nic normalnego, jest takie radykalne zdecydowanie, że „ej, ja mam to w dupie, ja po prostu wracam do normalności”. Jak się okazuje, właściwie tak mi się wydaje, oglądając troszkę dookoła, w dzisiejszych czasach wygląda na to, że nie mamy zbyt wiele do stracenia. Przynajmniej ja ze swojej własnej sytuacji. Nie jestem w twojej sytuacji, tak że nie wiem, ile masz do stracenia. Nie wiem, jak się czujesz, jak dużo masz do stracenia, bo to moim zdaniem jest kwestia bardziej samopoczucia, że czujesz się, że masz coś do stracenia. Ja akurat czuję, że za bardzo nie mam nic do stracenia i na tym się cała historia kończy. O, dzwoni telefon. Już odbieram.
Halo, halo? Halo, halo, panie Tomku.
[01:21:38] - Halo, witam.
[01:21:39] - Witam serdecznie. Jak zdrówko szanownego pana?
[01:21:43] - Dobrze. Właśnie skończyłem herbatę, słuchałem ciebie i próbowałem się dobić, ale chyba ten Magrav ci coś nie działa z tym komputerem, ponieważ się dzwoniłem tyle razy, że-
[01:21:53] - Wiesz co, coś mam ściszone. Po prostu nie patrzę specjalnie na ekran, jak mówię do mikrofonu zwyczajnie. A Magrav działa idealnie. Polecam ci, kolego, też sobie odpal to urządzenie. Przecież po co? No chyba, że lubisz być niewolnikiem frajerów, którzy cię kasują za coś, co powinno być za darmo.
[01:22:06] - Ostatnio z technologii Keshe to kupiłem sobie Health Pen na Allegro. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Pewnie zaraz skarcisz.
[01:22:13] - Nie, czemu? To jest twoja robota. Ty sobie kupujesz tego Health Pena, ja sobie robię.
[01:22:19] - Jak zobaczyłem sobie, że tam jest za trzy dychy na Allegro, to pomyślałem sobie, że kupię. Czy tam za dwie dychy. Więc kupiłem sobie. Niestety akurat to nie zadziałało na mnie tak, jak powinno.
[01:22:30] - Może właśnie o to chodzi, że on jest dokładnie w takiej cenie i może on jest po prostu reprezentantem tej ceny. I don't know, ale może zostawmy tą technologię, bo ja tu wiesz, w sobotę sobie-
[01:22:38] - Tam było co wybrać nanocoatingowanie i wybrałem sobie, żeby było nanocoatingowane poprzez opalanie, nie poprzez sodę kaustyczną, więc-
[01:22:45] - Wiesz co, ja po prostu może odpuszczę ten temat, bo musiałbym tu konkretnie dosyć powiedzieć kilka spraw na temat tego urządzenia. A to nie jest pora, to jest sobota, to troszkę inne sprawy. Zostawiamy technologię. Technologia jest w czwartek. Zapraszam w ogóle ciebie. Jeżeli masz jakieś pytania na ten temat w czwartek, jeżeli będę mógł coś odpowiedzieć, to chętnie odpowiem. A dzisiaj odpuszczamy technologię.
[01:23:07] - Tak, bo chciałem wcześniej na temat alchemików i w ogóle. Z tym że troszeczkę wypadłem z rytmu. Zacząłeś tam inne tematy poruszać, ale pamiętam jedną rzecz, którą chciałem tam wrzucić odnośnie tego, że chyba tam byli alchemicy wytłamszeni właśnie przez Kościół katolicki, przez Watykan.
[01:23:25] - Oczywiście dalej są tłamszeni. Krystyna Hołota, ta Hołota przecież zawsze generalnie jedyne co potrafi zrobić, to przypieprzyć się do kogoś. Jeżeli nie zabiorą mu pieniędzy żywcem, to go po prostu spalą, zamordują. A jak nie, to wynajmą jakąś armię, wyślą, zamordują cudzymi rękami. A jak nie, to zrobią w inny sposób.
[01:23:45] - To w takim razie czemu jeszcze Meran Travoi Keshe żyje?
[01:23:50] - Powiem ci dlatego, że chłopak dba o siebie. Rozumiesz? Dlaczego ty jeszcze żyjesz? Dlaczego ja jeszcze żyję?
[01:23:59] - Ja jeszcze nie kupiłem Magravów. Odnośnie tego chciałem poruszyć, że ty mówisz, że Kościół się bał alchemików i dlatego ich zwalczał. Ale przypomnę ci-
[01:24:10] - Oczywiście
[01:24:11] - ... że nie tylko alchemików się bał. Także bał się wiedźm, bał się ziemi.
[01:24:17] - Ja w to nie wnikam. Po prostu słuchaj, mówimy o bandzie psychopatów, która próbuje kontrolować cudze życie, więc boją się każdego, kto stoi w opozycji do sytuacji, kiedy mają monopol na twoje życie.
[01:24:29] - Tak.
[01:24:29] - I naprawdę ani chodzi o czarownicę. Po prostu prosta rzecz: masz chorego psychopatę, który generalnie żyje z tego, że kontroluje twoje życie i ty robisz na niego. Rozumiesz? Prosta sprawa.
[01:24:40] - Nie neguję tego akurat, tylko chodzi mi o argument sam, że to, że akurat Kościół z czymś walczył, to nie oznacza, że to jest z automatu prawdziwe i nie wiadomo co. Tak samo z wiedźmami walczył.
[01:24:51] - Nie, ja mówię o konkretnej sprawie. Nie obchodzi mnie zabawa, w co oni się bawią, jaki kościół sobie wymyślają. Ich zabawy mnie nie obchodzą. Oni noszą sukienki, ja noszę spodnie. Także nie mam z tym problemu i zostałem ich zabawami. Wiem, że włożyli duży akces w Europie do tego, żeby zakopać tą wiedzę i zrobili wszystko, co tylko mogli. Dalej spróbują.
[01:25:12] - W takim razie ty chyba sam siebie określiłeś nawet w dzisiejszej audycji jako alchemik.
[01:25:16] - Nie, ja tego nie określiłem. Absolutnie nie. W życiu tego nie powiedziałem, człowieku.
[01:25:21] - Ja bym chciał zostać alchemikiem tak naprawdę. Oglądałem wiele dokumentów właśnie na temat alchemików, jak próbowali stworzyć kamień filozoficzny. Właśnie było tak, jak mówiłeś, że trzeba było krwi ludzkiej. Tylko że tam z tego, co czytałem, to nie były krople krwi, tylko to były całe życia ludzkie.
[01:25:38] - Właśnie nie do końca. Ja czytałem troszkę inne traktaty. Chodzi o krew alchemika, który przygotowuje tą substancję. Dokładnie o ten moment chodzi i ta jego krew jest wytrychem, jest kluczem, jest szyfrem do tej reakcji. Na tym polegał numer.
[01:25:53] - Z tego, co ja czytałem, to było już pod sam koniec, ale żeby stworzyć sam ten kamień, bo to było już zgranie siebie swoją krwią do całej reszty. Połączenie siebie z kamieniem filozoficznym. Ale żeby sam stworzyć na początku ten kamień, to trzeba było właśnie skondensować tą krew ludzką, żeby po prostu powstał ten przedmiot sam, bo on przecież z czegoś musiał powstać, a on nie powstał z nicości.
[01:26:16] - Wiesz, tam receptur na kamień filozoficzny, do których ja dotarłem z samego wczesnego średniowiecza, jest około 20.
[01:26:24] - No to ja właśnie przytoczyłem jeden poświęcony kilku ludzi do tego.
[01:26:28] - Podejrzewam, że możemy doliczyć nawet dwa zera, bo tych receptur na kamienie filozoficzne jest dosyć sporo i ja podejrzewam, że i tak dotarłem do niewielkich ilości, bo każdy alchemik to próbował znaleźć swoją recepturę. Pamiętaj, że część z tych receptur była sprzedawana też często pod takim pretekstem, że to jest ta prawdziwa.
[01:26:44] - Znaczy ja mówiłem o tej recepturze Edwarda... Kurde, jak on miał?
[01:26:51] - Jest przetłumaczona na język polski receptura tworzenia kamienia filozoficznego przez 7 czy 14 lat. To jest ta receptura, zdaje się.
[01:26:57] - Elias z Burgu, właśnie.
[01:26:59] - Tylko że nikt tej receptury nigdy nie zrealizował. To jest zabawna historia. Przynajmniej nie słyszałem o tym, żeby ktokolwiek ją spróbował zrealizować. Tylko słyszałem, że jest przetłumaczona na język polski. To wszystko.
[01:27:10] - Nie wiem, czy czytałeś, bo pewnie masz cały czas przed oczami Europę tylko, ale też przypomnę, że na innych kontynentach również próbowali coś na kształt kamienia filozoficznego zrobić i na przykład Sengoku Nadeko właśnie z Chin próbowała zrobić coś takiego i się niestety nie udawało.
[01:27:27] - Wiesz co, jest kilka ciekawych śladów w chińskiej metalurgii, znajomości rzemiosła na bardzo wysokim poziomie i japońskiej metalurgii. Są tak zwane magiczne lustra, które odbijają obraz, który jest wydrukowany na lustrze z drugiej strony, a lustro jest z brązu. I teraz jak to się odbija? Jest dżentelmen w Japonii, mieszka w Tokio, który odświeżył starą szkołę jakieś parę lat temu i jako chyba aktualnie jedyny człowiek teraz robi te lustra i zdaje się odrodziła się ta szkoła. Także technologia wróciła. Nie wiem jak się to robi.
[01:27:57] - Możesz rozwinąć temat? Bo zaciekawiłeś mnie.
[01:27:59] - Weź sprawdź sobie u wujka Google. Jest taki temat magicznych luster, które rzucają takie dosyć specyficzne cienie holograficzne. Tylko proszę Cię, nie w tym momencie. Proszę odłożyć klawiaturę. Takie rzeczy strasznie słychać w mikrofonie. To ja może mam propozycję. Słuchaj, jak masz jakiś konkretny wniosek, to ja zapraszam do wrzucenia tego wniosku, bo ja tu będę dalej leciał ze swoimi refleksjami.
[01:28:19] - Nie, tylko chciałem ten argument jeden podważyć. No i w sumie przypomnieć, że nie tylko w Europie były takie rzeczy robione, tylko też w Azji. Nie wiem jak na innych kontynentach. Bardziej się interesuję właśnie Azją, Chinami i tymi sprawami.
[01:28:32] - Absolutnie się zgadzam. Jest taki zapisek nawet z Tybetu, że robiono tam bardzo ciekawe rzeczy. Właśnie owi mnisi buddyjscy. Bardzo ciekawe rzeczy, które też interesowały możnych w Europie, ale to może za parę chwil dołączę do tego wątku i go tu podrzucę na parę chwil.
[01:28:47] - Dobra, to ja w takim razie lecę poczytać o magicznych lustrach. Trzymaj się.
[01:28:50] - Na razie. Trzymaj się. To był Tomek. Tomek Axel, a ja tu włączę jakąś muzyczkę. A może zanim włączę, to skończę jeszcze o tych tybetańskich historiach, bo na pewno ktoś z nas tutaj obecnych i ty, i ja słyszeliśmy o tym, że w czasach III Rzeszy pracownicy naukowi III Rzeszy szukali tej niesamowitej technologii. Poszukiwali jej między innymi gdzieś tam, szukając tajemniczych królestw, które dawno zaginęły gdzieś tam w Tybecie. Słynne historie o drodze do Szambali, o tajemniczym królestwie Szambali, ale tajemnicze królestwo jako takie nie pobudzało wyobraźni z tego powodu, że było tylko i wyłącznie tajemnicze. Tylko że za tajemniczym królestwem chowała się wiedza, chowała się technologia i widać ślady poszukiwań tej technologii. Oczywiście chyba najbardziej aktualnie w dzisiejszych czasach znany nam jest przykład III Rzeszy i Niemców szukających czegoś w Tybecie. No bo wiadomo, skarby Riese, złoty pociąg.
Słuchaj, człowieku, jestem z Wrocławia, wiem coś na ten temat. Mogę ci pokazać miejsce tajnych, ukrytych złotych pociągów w podziemiach wrocławskich. Dobra, żartowałem, żeby nie było, ale generalnie legenda legendą, ale to już było wiele wcześniej. I to się tyczy Napoleona. Zresztą co tu dużo mówić, wszyscy żyjemy w cieniu dokładnie tej obsesji odnalezienia tej uniwersalnej prawdy o kosmosie, która potrafi tak scalić całą tą wiedzę, że siadasz i produkujesz każdą możliwą substancję, którą sobie dowolnie wymyślisz. I te czasy były za czasów Napoleona, kiedy armia francuska pojawiła się dokładnie w Aleksandrii i na płaskowyżu Giza i okazało się, że stoją tam piramidy i trzeba sprawdzić, co jest w tych piramidach. I to był moment, kiedy pojawiło się w Europie odrodzenie, oświecenie i nagle pojawiło się z powrotem kilka takich konceptów. Jeszcze wtedy istniała alchemia, jeszcze odrobinę tego było. Co prawda już istniała taka bardziej sformalizowana nauka, ale ona jeszcze przypominała takie szaleństwo eksperymentów. Była duża dowolność, szczególnie we Francji, kraju, który Z powodu na rewolucję francuską miał troszeczkę inne podejście do kwestii nauki.
Przez pewien moment po rzezi rewolucji francuskiej zrobiło się troszeczkę luźniej i kraj nie był już pod wpływem Watykanu. I nagle nastąpiło takie odrodzenie różnych nauk, sztuk tajemnych, hermetycznych. Pojawiła się potężna ilość tajnych stowarzyszeń. Zresztą we Francji jest słynna historia związana ze Świętym Graalem i ową tajemniczą krwią Chrystusa tak zwanego. Ta krew, która tworzy Święty Graal, ta krew, o której tutaj słuchacz wspominał, między innymi też w innych legendach służąca do przekazania metafory, z czego zbudowany jest ten kamień filozoficzny robiony z krwi i tak dalej. Są różne metodologie. To chodziło za rewolucją francuską. Zresztą to, co się działo podczas rewolucji, jest bardzo ciekawą historią. O tym muszę pewnego dnia koniecznie opowiedzieć, bo są to tak nieznane fakty i tak tajemnicze i tak dużo magii jest w tym wszystkim dosłownie. Tak dużo dziwnych rytuałów.
Ale to pewnego dnia, dzisiaj to odpuszczam. W każdym razie rewolucja z powrotem przywróciła status alchemii we Francji. Pojawiło się troszeczkę wiedzy, pojawiło się trochę manuskryptów. Wiadomo było, że nikt już nie spłonie, bo co najwyżej ktokolwiek może spłonąć, to jakiś biskup na stosie i to wszystko. Natomiast przez moment można się powymieniać książkami, które do tej pory przez ostatnie 300, 200 lat były albo zakazane, albo były w bardzo tajemniczych bibliotekach i zupełnie niedostępne. I efektem tych wszystkich poszukiwań było utworzenie standardu pomiaru czegoś, co używamy do dzisiaj, a mianowicie jednostki metra. Ten metr, którego używamy, nie jest niczym innym jak dokładnie miarą zdjętą z piramidy w Gizie przez Francuzów, ponieważ trwało poszukiwanie idealnego rozmiaru metra. I normalne było to, że rozmiar, którym się będziemy poszukiwali jako nowe imperia, bo ten pomysł na to, żeby odrodzić świat, zmienić kilka spraw, już się pojawił troszeczkę przed Napoleonem. Takie pomysły, że ktoś weźmie i zrobi jedną wielką korporację, to już się pojawiało od bardzo dawna, nie są niczym nowym. I był pomysł na to, jak zunifikować te wszystkie rzeczy, szczególnie w czasach kolonialnych, gdzie się mierzy, waży towary i ten, kto właściwie posiada monopol na system miar i wag, ten właściwie poniekąd posiada monopol na transport tego wszystkiego.
Tu przypomnę pokrótce historię Rockefellera, który właściwie całą fortunę zrobił tylko dlatego, że udało się wprowadzić monopol na transport ropy, że trzeba to zamknąć w takiej, a nie innej beczce, a ta beczka kosztuje i transport tej beczki kosztuje. Tu trzeba było stworzyć nową matematykę, nowy świat, który zastąpi coś nowego w momencie, kiedy podbijane są inne kultury, które wyglądają tak, że to się w głowie nie mieści. I człowiek, który przyjeżdża z Europy z karabinem i strzela do tych ludzi tam na miejscu właśnie najczęściej w imię swojego Pana Boga panującego, a tamci wyznają inne bóstwa, nagle łapie, że zabija kolesi, którzy mieszkają w architekturze, o której on nie ma bladego pojęcia, że wiedza tych ludzi, do których on strzela, jest tak potężna, że on jest przy nich po prostu przygłupem, jest centralnie wściekłym, głupim, barbarzyńskim przygłupem, który jedyne co potrafi, to zamordować człowieka w napadzie swojego szaleństwa tylko dlatego, że tamten człowiek sobie lepiej radzi z życiem niż on sam. I potrafi tylko zabrać jego rzeczy, zgwałcić jego rodzinę, zabrać jego dobra i zabrać jego ziemie, wszystkie zasoby i cieszyć się tym. I to jest jego esencja życia. I nagle wylądował w momencie konfrontacji, że cały ten europejski świat, który miał o sobie pojęcie, że jest wyjątkowy, jedyny, cudowny i wspaniały, nagle skonfrontował się z czymś, co przekracza granice jakiejkolwiek wyobraźni. Pierwsze piramidy, odkrycie francuskiej armii, rzeczy, o których donosili jezuici z Nowego Świata, gigantyczne budowle, technologia zupełnie nikomu nieznana. Inna sprawa, że szamani posiadający wiedzę, której też w Europie właściwie nikt poza paroma alchemikami nie posiadał, bo tam też dokonywano pewnych transmutacji. Nie wiem jak dużo, nie wiem jak mało. Jest to świat objęty taką mocną zasłoną tajemnicy przede mną.
Może kiedyś się dowiem. Ciekawie będzie postudiować sobie taką historię właśnie co tam się wtedy działo. Może kiedyś będzie mi to dane. W każdym razie kontrą na tą odpowiedź z drugiej strony na to, że okazuje się, że ci ludzie, do których strzelamy i których mordujemy, nie są takimi przygłupami i że są tam ślady potężnej cywilizacji, było tylko i wyłącznie odkorkowanie wiedzy, żeby ruszyć swoje własne sprawy do przodu i spróbować zbudować coś, co przewyższy jako kultura kolonialna to, co tam zostało na miejscu. I to był taki goal dla nauki w tamtejszych czasach. Też komunikacja, łatwość podróżowania. W Europie zrobiło się troszeczkę luźniej, bo wiadomo było, że masa ludzi zwiała do Europy i też mniejsze ciśnienie, bo świat się zrobił trochę większy. Nie każdy musiał żyć pod pętnem feudalnym. Niektórzy uciekali z Europy i też niektórzy widzieli, że jak przycisną chłopów troszeczkę, to chłopi się zapakują i uciekną do Nowego Świata. Inna sprawa, że wielu ludziom i królom było na rękę wyganiać ludzi do Nowego Świata, bo tam potrzeba było farmerów, którzy zorganizują przypływy gotówki.
Ale z drugiej strony ci farmerzy często uciekali do Indian i mieli w dupie wysyłanie gotówki do Europy. I tak się to kończyło. Także troszeczkę luzu się zrobiło i nagle pojawia się informacja. Z powrotem pojawia się informacja, wraca alchemia, wraca oświecenie. I tak ciągnie przez parę lat. Pojawiają się nazwiska typu Nikola Tesla, pojawia się Maria Curie-Skłodowska. Myślę, że dosyć mocno niedoceniana albo tylko doceniana z tego powodu, że ma polskie nazwisko. Ale ta pani robiła bardzo ciekawe badania właśnie na temat alchemii, bo to, co zaobserwowała, to transmutacje materiałów podczas reakcji, które zachodzą w tych pierwiastkach promieniotwórczych. I właściwie cały czas badała naturę owych transmutacji, że są pewne promienie, które przeskakują wszystko i że być może ten promień jest tym jednym ładunkiem, który Zamienia się po drodze z substancji radioaktywnej przez całą tablicę Mendelejewa gdziekolwiek indziej. To wtedy pojawia się pierwszy koncept czegoś, co my nazywamy tablicą Mendelejewa.
Właściwie chodzi o układ pierwiastków okresowych, który pierwotnie był układem dynamicznym i nikt nie traktował tego poważnie jako taki zestaw stałych pierwiastków. Tylko pierwsze koncepty, bo to nie był też jeden koncept, wnioskowany był taki, że nareszcie zrozumieliśmy istotę natury wszechświata, że jest to jedna i ta sama energia, która podróżując przez ten świat dookoła nas, przez tą widoczną część tego eteru, jak to wtedy nazywano, manifestuje się na różne sposoby. I jeżeli człowiek zna się na nauce, zna się na alchemii, to potrafi tą cząsteczkę złapać i otrzymać z niej czy to wodę, czy złoto, czy cokolwiek innego. I to jest ta tajemnica alchemii. I żeby było zabawniej, czasy oświecenia doprowadziły do jednej ciekawej historii, do odrodzenia się bardzo poważnej alchemii już w takim chemicznym wydaniu. I numer polegał na tym, że udało się kilku dżentelmenom zrobić złoto. XVII wiek. Otóż to. Ale o tym może po muzyczce. To ja włączę tu jakiś kawałek muzyczki, już nie złoty specjalnie, taki radosny kawałek muzyczki i opowiem ci, co z tym złotem, bo ja o tym wspominałem troszkę tydzień temu chyba.
I dzisiaj dobrze było wykończyć tą historię. Jak to oświecenie się skończyło, te wojny napoleońskie, te wszystkie rzeczy i ta historia związana z miarą metra, która jest dokładnie wzięta z piramidy. Także za każdym razem, kiedy łapiesz linijkę do ręki, wyliczasz sobie centymetr, milimetr, metr, to możesz czuć się jak Egipcjanin albo jak ktoś, kto budował piramidy. Ponieważ właśnie po to, żeby opisać ten świat, francuskie imperium zdjęło miarkę dokładnie z piramidy i wszyscy to zaakceptowali, ponieważ zostało to uznane za najstarszy dowód, świadectwo ludzkiej myśli. I na dodatek jeszcze to była ta ludzka myśl zgodna z tymi hermetycznymi szkołami, które przetrwały w Europie i odradzały się przynajmniej częściowo pod płaszczykiem masonerii tajemniczych stowarzyszeń. Różokrzyżowcy, którzy szukają do tej pory tajemnicy Świętego Graala i chcieliby produkować złoto, ale już nie wiedzą, jak produkować złoto, a chcieliby wiedzieć. Ach, i wiele innych historii. Słuchasz „Hiperprzestrzeni" w Radiu Nafali. Otóż to. A ja mam na imię Tomek i myślę, że czas powoli zbiegł do końca tej „Hiperprzestrzeni".
Nie wyczerpałem tematu alchemików, ale myślę, że to dobry początek. Myślę, że wdepnę teraz na kilka odcinków troszkę w te jakże hermetyczne tematy alchemiczne. I tak się troszkę ustawiam, żeby sobie wygodnie w tą historię wpłynąć. No właśnie, bo z tą alchemią jeszcze chciałem na sam koniec dodać, jest bardzo ciekawa sprawa. Teraz myślę, jeżeli nie wiedziałaś dziewczyno albo ty nie wiedziałeś, skąd się wziął twój system miar, wag i jakości, czyli słynny meter, centymetr i tak dalej. Wziął się właśnie od alchemików. To była ta tajemnicza egipska miara i wiadomo było, że jeżeli utracimy miarkę, utracimy to coś, czym się odmierza wszystkie te najważniejsze elementy kamienia filozoficznego, to stracimy całą wiedzę. Także jedyna rzecz w panice została zachowana. Sposób odmierzania. I ta egipska miara już była znana w średniowiecznej Europie.
Jest na kilku manuskryptach nawet z 1200 roku. Ta egipska miara to nie jest nic nowego. Ten metr, jak się okazuje, wcale nie jest taki unikatowy. Inna sprawa, że kiedy pojawiła się rewolucja francuska, pojawił się nowy kraj i ten nowy kraj dziwnym trafem był bardzo alchemiczny. I w tym kraju, na granicy właściwie, można powiedzieć, z Belgią a Francją jakoś tak pojawili się dżentelmeni, którzy skorzystali z tej okazji i akurat w jakiś taki sposób wyprodukowali ten kamień filozoficzny, że stali się właścicielami dużej ilości złota. Historia o nich jest słynna. Dzisiaj wypowiedziałem to chyba nazwisko nawet, raz tej rodziny, a mianowicie chodzi o rodzinę Rothschildów. Rodzina ta posiadała recepturę na produkcję złota, ale recepturę w pewnym momencie stracili i się okazuje, że już jest nie do odtworzenia. Przez lata ludzie zastanawiali się, o kim pisał Goethe swoją książkę, gdyż Goethe napisał bardzo ciekawy tekst o nazwie „Faust". Jest to historia alchemika i jego nieszczęśliwego życia, ponieważ zapragnął on leczyć ludzi.
Chciał robić same dobre rzeczy. Ale diabeł. Pojawił mu się diabeł i diabeł pokazał mu, że oprócz tego, że może leczyć ludzi, może też produkować złoto. I ów alchemik zwariował na tym punkcie. I kiedy produkował złoto, wszyscy zachorowali. I nagle okazało się, że on nie ma właściwie niczego poza złotem, a potrzebuje lekarstwa, bo jego ukochana umiera. Jego córka, jego żona, jego przyjaciele. Wszyscy znikają. Cała społeczność. A on ma złoto i szybko.
A diabeł mu pokazał, jak produkować złoto. Więc on szybko do diabła, żeby diabeł pokazał mu, jak produkować coś zdrowego. A diabeł powiedział, że chyba mu nie pomoże za bardzo, że on sam musi na to wpaść czy jakoś tak. I się okazało, że alchemik dostał tylko jedną opcję wyprodukowania złota, ale niestety jego chciwość go tak zaślepiła, że nie mógł już wyprodukować medycyny, że tak powiem. Przegrał swój talent w kości, rozmienił na drobne i spotkała go straszna kara. Wylądował w międzyczasie, z którego nie było już powrotu. Ulala, taka historia. I jeżeli się kiedykolwiek zastanawiałeś, o czym pisał Goethe, co to był za koleś, ten alchemik, bo to nie była przypadkowa postać, bo była grupa ludzi, która nagle pojawiła się w Europie z toną złota, po prostu tonami złota. Byli w stanie zrealizować każde zamówienie. Jeżeli byłeś Napoleonem, królem Francji, skądkolwiek, po prostu musiałeś mieć tylko armię, zbrojną armię z bronią, którą jesteś w stanie wysłać na wojnę.
To był warunek pożyczenia ci kasy, bo wtedy wiadomo, że wyślesz tą armię i kasę odbierzesz. No zwyczajnie masz tą siłę, żeby, że tak powiem, odebrać swoje długi. I przede wszystkim masz armię, która jeżeli nie zapłacisz, to się zbuntuje. A chłopaki mają kasę i nagle się pojawili ludzie, którzy mają potężne zasoby finansowe, złota. Niektórzy myśleli, że to z Nowego Świata, inni myśleli, że z Dalekiego Wschodu, inni myśleli, że nie wiadomo co. W rzeczywistości okazało się, że byli to alchemicy, którzy mieli tą recepturę. Ja może pewnego dnia też się nazwę alchemikiem. Może dopiero wtedy, jak wyprodukuję taką twardą materię. Znaczy produkuję różne takie materie w procesach transmutacji. Robię tego sporo, różnych rzeczy, takich, że taki naukowiec z laboratorium by się za głowę złapał i stwierdziłby, że po raz pierwszy w życiu widzi, bo to niemożliwe.
To prawda, zdarzają się tu takie eksperymenty, które ponoć są niemożliwe dla świata nauki. Ale wiesz co? Ja też poczekam, zanim zacznę się nazywać alchemikiem. Poczekam, aż sobie zrobię jakiś ciekawy eksperyment. Jeszcze bardziej ciekawszy. To może wtedy będzie miało więcej sensu. W każdym razie pewni ludzie się pojawili, pojawili się z grubą kasą i okazało się, że ta gruba kasa poszła na to między innymi, żeby nikt nie dowiedział się o tym, że jest możliwa inna opcja, że jest coś, o czym mówią alchemicy, że jest świat warunków zewnętrznych, który zależy od nas. Coś, co jest schowane za legendą, czy to Świętego Graala, czy kamienia filozoficznego, czy w ogóle jakiejkolwiek reguły, która tworzy rzeczywistość. Tym elementem, który jest schowany, są nasze aminokwasy, nasza krew. To ona pomagała stwarzać wszystkie te niesamowite substancje tym wszystkim nie magikom, ale alchemikom, którzy przeżyli czasy, kiedy nas tu nie było albo kiedy byliśmy w innym wcieleniu.
I teraz wygląda na to, że każdy z nas zmęczony, jeżeli jesteś oczywiście tą zmęczoną osobą, ja myślę, że każdy jest zmęczony tym niewolnictwem, bo to już przerosło wszelkie rozmiary. Nagle dostrzega, że hej, to jest ta chyba oryginalna wiedza, bo w oryginalnej wiedzy alchemicznej jest prosta zasada, że każdy może być alchemikiem, że to jest wiedza dla każdego. To mówili katarzy, to mówiły wszystkie te doktryny, które były tak zwalczane nieustannie na przestrzeni ostatnich tysięcy lat w Europie, żeby się tutaj nikt nie poczuł zbyt wolno. Była tylko jedna rzecz, która je łączy. Te wszystkie pomysły i doktryny, idee, że człowiek jest wolny i nie ma pana nad sobą i że posiada wiedzę, jak tworzyć świat. Żeby było zabawniej, na kanwie tej wiedzy napisano jedną z największych manipulacji w historii świata, którą nazywamy Biblią. Tam też jest mowa o człowieku, który tworzy warunki takie, jakie chce w miłości i pokoju. Tylko że to już jest taka mocna manipulacja. Jeżeli ktoś chyba pójdzie tym tropem, to nie uda mu się chyba za bardzo nic zrobić. Wszyscy ci, którzy poszli tamtą drogą, wylądowali w jakimś piekle, które sobie sami wymyślili.
Na dodatek jeszcze ściągnęli innym na głowę. A w alchemii nie ma piekła. W alchemii jest odpowiedzialność za to, co tworzysz. To jest akt twojej i mojej kreacji, nasza rzeczywistość i pośrednikiem do tego jest coś, co jest związane z naszą krwią. Ale spokojnie, dziewczyno i chłopaku, nie szalej, nie upuszczaj sobie do wiadra całej krwi. Zostaw te żyletki, zostaw te noże. To nie o to chodzi. Pomysł jest zupełnie inny. Pomysł jest schowany w naszych aminokwasach, w naszym kodzie DNA. Jest kilka ciekawych odkryć, powiem ci mocno naukowych, tak zwanych nawet już takich, wiesz, używający słowa nauka w takim oficjalnym znaczeniu.
Bardzo ciekawych, ale o tym to może następnym razem. Także człowieku, sezon jesienno-zimowy się zaczął. Trzęsienia ziemi. Świat się trzęsie, wszystko się zmienia. Ja myślę, że chyba czas najwyższy, żebym ja w tym sezonie poruszył kilka tematów związanych z alchemikami. Tak w sam raz na te sobotnie wieczory. To zapraszam cię na kolejną część tej opowieści za tydzień, a na dzisiaj skończę. Zostawię cię w tym tajemniczym temacie z alchemikami. Trochę więcej powiem za tydzień, a ciebie zapraszam do słuchania w ogóle Radia Na Fali. Jak chcesz sobie ściągnąć „Hiperprzestrzeń” to zapraszam do Grzegorza.
Zaraz przypomnę adres Dreamtime Radio. czas-snu.com Tak to się nazywa u Grzegorza i tam w archiwum jest. Dokładnie czas-snu.com/archiwum. Tam znajdziesz „Hiperprzestrzeń”, tam znajdziesz inne rzeczy z Radia Na Fali, tam znajdziesz syntezę, wszystko to, co na bieżąco jest tutaj robione, tam jest wrzucane aktualnie. I jeszcze „Hiperprzestrzeń” znajdziesz oczywiście w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Peace and love człowieku. Pozdrawiam serdecznie. A i przypominam, że tam też są ciekawe rzeczy. Też chłopaki debatują nad sprawami, które że tak powiem nie mieszczą się w kategoriach oficjalnej nauki i oficjalnych, ogólnie przyjętych dogmatów.
No i stawiają takie duże znaki zapytania nad tym, co się dzieje dookoła nas. Czy przypadkiem nie jest to jakaś integralna część naszej rzeczywistości, na którą powinniśmy zwrócić trochę więcej uwagi? I wiesz, wszystkie te niewyjaśnione sprawy oczywiście. Także zapraszam na debaty nie tylko ufologiczne do Radia Paranormalium po sąsiedzku, no i oczywiście do siebie na czwartek do Radia Na Fali, do księcia Edwarda na środę jak najbardziej. Etykieta zastępcza. Człowieku, luz w środku tygodnia u księcia to podstawa. I ja tam jestem i ty też tam bądź. No i zapraszam w piątek do Theory House'u. I jeszcze raz dziękuję serdecznie za wszelkie maile. Dajcie mi chwilę, żebym odpisał, bo jestem zasypywany pytaniami w sprawie Keshe i ciężko mi po prostu odpowiadać tak na bieżąco na wszystko.
Także przepraszam serdecznie za te długie okresy oczekiwań. Pozdrawiam serdecznie Ciebie słuchaczu i słuchaczko offline. Nawet jeżeli ciebie tu nie ma razem ze mną, człowieku, jestem z tobą nawet w środku tygodnia. Yeah. Okej, koniec tych podśpiewywań. Koniec „Hiperprzestrzeni”. Słuchałeś RadiaNaFali.com.
[01:48:49] - Think for yourself and question authority.