[00:00] - To think for yourself and question authority Jak zawsze ta sama leśna polana w RadioNaFali.com. Nie wiem, czy nie jestem troszkę za głośno ze swoim mikrofonem. Chyba teraz jestem troszeczkę lepiej. Zatem witam cię w hiperprzestrzeni. Oprócz tego, że w Radiu Na Fali Marcyna audycja w Marcynym Radiu, a ja na imię Tomek, to oprócz tego jest to transmitowane w Radiu Paranormalium, w Radiu Dream Time, jeszcze w kilku miejscach pewnie. A ja przy okazji przypominam, że można sobie ściągać archiwalne odcinki te, które są z przeszłości, z tej krainy, która nigdy nie istnieje, z wczoraj są na Paranormalium. Tu wielkie podziękowania dla Ivelliosa za pilnowanie tego, żeby w ogóle była możliwość ściągnięcia i wielkie podziękowania dla Grzegorza za wrzucenie wszelkich pozostałych rzeczy z Radia Na Fali, które z powodu pewnych drobnych perturbacji z serwerem nie mogły być wrzucone aktualnie na żywo. Także dzięki panie Grzegorzu i dziękuję panie Ivelliosie. Peace and love panowie, wielkie podziękowania. No i przede wszystkim wielkie podziękowania dla mecenasów Radia Na Fali.
Mecenasko, mecenasie. Kłaniam się w pas aż po same kolana i dziękuję bardzo za wsparcie. Słuchaczko i słuchaczu on i offline, czyli na żywca i na truposza. Pozdrawiam serdecznie. Jeżeli gdzieś tam słuchasz na truposza, czyli offline gdzieś w samochodzie albo gdzieś coś jakoś tak. Mam nadzieję, że miło się bierze zakręty z takim piskiem opon przy słuchaniu tej audycji. Bardzo dobrze i bardzo dobrze. Ja to sobie puknę w stół jak Führer . Prawie że jak każdy dyktator. Mussolini też tak pukał w stół.
Żartuję, żartuję. Nie jestem wcale taki dyktatorski dzisiaj. Wręcz odwrotnie, będę antydyktatorski jak zwykle. Chociaż kto wie, czy to nie jest szatki moje lustro. Anyway, ty słuchasz hiperprzestrzeni. Ja jestem przy mikrofonie. Sobotni wieczór w Radiu Na Fali możesz śmiało dzwonić. Skype do radia to radionafali.com. Także wszystko jest na żywca. Teraz, tu i teraz.
Co jeszcze chciałem powiedzieć? Że jest czat Radia Na Fali. Pozdrawiam wszystkich na czacie Radia Na Fali obecnych czatowników. Ja tam już się wcześniej zamanifestowałem. Pojawiłem niczym upiór dla niektórych oczywiście. A właśnie co ja dzisiaj będę opowiadał? Czy będzie upiornie? Nie, nie będzie upiornie. Absolutnie nie będzie upiornie. Chociaż będzie troszkę upiornie.
I don't know. Się okaże. Granica strachu, człowieku. Tak sobie wymyśliłem dzisiaj. Granica strachu to jest nasza granica postrzegania. Taka jest moja koncepcja na dzisiaj. Ja to mam takie rozmowy, wiesz, a że jest przy sobocie po robocie, to troszeczkę mogę sobie właśnie wyrzucić trochę refleksji z tygodnia. Żadne jakieś tam właśnie specjalne wielkie opowieści, ale taka właśnie refleksja taka na dziś. A że jest za chwilę koniec wakacji czy jakoś tak. Tak w sam raz.
Gorące lato, u mnie pada za oknem. Ale mniejsza o to. Za chwilę wyrwę się na gorąco do tematu. Mam tu przygotowaną playlistę dźwięków różnych i chciałem od czegoś zacząć. I może ja po prostu zacznę od takiego starocia. On u księcia Edwarda często leci. Ja pozdrawiam księcia, on tu się niedługo pojawi, bo jest z powrotem z Brazylii dokładnie. Obrigado książę, obrigado. Jedyne słowo, które znam po portugalsku. Może znam więcej, ale sobie nie przypominam.
W każdym razie książę się tu pojawi. Być może opowie mi kilka ciekawych historii. Zapewne tobie opowie kilka ciekawych historii i mi też. Tak czy siak on to wszystko nagrywa tam na bieżąco. Chodzi i nagrywa, chodzi i nagrywa i notuje refleksje z olimpiady. I bardzo dobrze. Niech ktoś montuje te refleksje z olimpiady, niech one tam będą. I to ma pewien sens dokumentalny. Nie tylko, bo oczami księcia Edwarda możemy też zagościć w kraju zwanym Brazylią. Ale sobie tak lubię poprzekręcać.
Miało być wakacyjnie, ale jak się okazało książę, jak ostatnio mówił, jest mało wakacyjnie. Ma dużo roboty, ale zobaczymy co będzie opowiadał jak wróci. Tak czy siak przypominam, że nie tylko hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali. To, że archiwum jest troszeczkę unieruchomione, to nie znaczy, że tylko w sobotę i tylko hiperprzestrzeń. Jest też etykieta zastępcza księcia Edwarda. Jest też oczywiście teoria chaosu. Są rzeczy w archiwum, czas snu i nie tylko. Śmiało człowieku, zaglądaj i sprawdzaj. I jest oczywiście synteza w czwartek właśnie, są wieczorowe pory, także bądź na bieżąco. Tu się niewiele zmieniło, poza tym, że oczywiście nie mamy na bieżąco uzupełnionego archiwum.
Właśnie à propos granicy strachu. Wydaje mi się i takie mam podejście do tego. Oczywiście nie musisz się z tym absolutnie zgadzać. To jest moja indywidualna historia. To chyba jasne, co ci tu opowiadam. Przecież nie mówię za miliony. Jestem tu jeden i jak się oglądam do tyłu, to nie mam nikogo za plecami. Zatem nie dziw się, że tylko ja do ciebie tutaj mówię. Ja à propos przesuwania tej bariery strachu, to mam jedną taką refleksję związaną z substancjami, bo dzisiaj mniej więcej dotknę tego tematu. Przynajmniej taki mam pomysł.
A mianowicie chodzi o substancje psychoaktywne. I mam takie podejrzenie, że jest coś takiego jak granica strachu w naszym życiu. I substancje, które ja nazywam medycyną, usuwają z nas tą granicę. I to jest ta granica, która odpowiada za strach czy po niektórych egzemplarzy tego gatunku, którego ja jestem przedstawicielem na tej planecie, za niechęć do takich substancji i to, że prawo jest tak skonstruowane i to, że jest wiele rzeczy dookoła, które niczym Nancy Reagan w latach 80., kiedy Ronald Reagan udawał, że walczy o polską demokrację, mordując tysiące ludzi w Ameryce Południowej i nie tylko Mówiła: „Just say no to drugs”. Powiedz tylko „nie” narkotykom. Także ja dzisiaj się przejąłem słowami Nancy Reagan i dokładnie w tym kontekście o granicy strachu chciałem troszkę opowiedzieć dzisiaj. O umieraniu, o śmierci, o tym, czym to w ogóle jest. Czy jest coś takiego? Bo jest coś takiego jak granica postrzegania i to jest, moim zdaniem, granica naszego strachu. I zaczyna się tak niewinnie.
Zaczyna się od jointa. Ja specjalnie na tą okazję sobie też przygotowałem tutaj jointa. A co! Tymczasem wracam do swojego tematu, do granicy strachu, granicy postrzegania. No właśnie, bo mi się wydaje, że jest to strach przed substancją. Charakterystyczna rzecz związana ze strachem przed substancją to nie jest kwestia związana z substancjami, czyli z tym, czego używamy, bo wiadomo, że dzisiejsza cywilizacja jest cała powalona na kolana dopalaczami dodawanymi do żarcia, dopalaczami dodawanymi właściwie chyba wszędzie w medycynie. Alkohol to jest taki dopalacz. Jeszcze gdyby był zrobiony naturalnie, a z reguły są jakieś dziwne dopalacze właśnie. Wszystko jest na dopalaczach i generalnie i tak wszyscy mamy wykręcony, no prawie wszyscy, chyba za duże uogólnienie, no ale część z nas ma mocno wykręconą percepcję rzeczywistości i to tak naprawdę w bardzo dziwny sposób. Tak czy siak, sedno jest takie, że każdy z nas doświadcza pewnego ekstremum.
Oczywiście na swoją własną skalę. Nie chcę tu porównywać skali czy twoja jest większa, czy moja mniejsza, ale każdy z nas doświadcza pewnego ekstremum. Jest to część naszego doświadczenia życiowego. Standardowy numer. Właściwie po to chyba tu jesteśmy. No i pojawia się zjawisko selektywnego oceniania, jakie doświadczenie jest dobre, jakie doświadczenie jest złe, które jest za daleko, które jest okej, które nie jest okej. I to jest taka ciekawa historia, bo ta gradacja doświadczeń, tak sobie nazywam na potrzeby audycji, czyli ocenianie, jaka medycyna jest okej, jaka nie jest okej, która droga jest okej, a która nie jest okej. Takie coś, takie podejście, taka gradacja doświadczeń, czyli ocenianie, to jest zaprzeczenie chyba całej intencji związanej z medycyną, w ogóle ze zrozumieniem siebie w całym świecie i w całym kosmosie, że jest się tak zwaną, być może dla niektórych trywialnie brzmiącą, jednością z całym kosmosem i nie chce być inaczej. I oczywiście wiele osób opowiada niesamowite historie o jedności, o braterstwie, o wielu różnych historiach. Bardzo niesamowite oczywiście, swoją drogą.
I oczywiście bardzo szlachetne, pełne dużych słów, ale na końcu dochodzi do czegoś takiego jak walidacja, weryfikacja z rzeczywistością. Czy przypadkiem ten człowiek ma takie pełne doświadczenie? Przynajmniej to jest taka moja opinia. Czy to jest pełne doświadczenie, czy to jest jakaś ściema? Czasami tak mi się wydaje. Oczywiście niewiele to oznacza, poza tym, że sobie tak zwyczajnie wymyśliłem. Także nie przykładaj do tego jakiejś wielkiej wagi. Nie zawsze i nie w każdej sytuacji tak patrzę na sprawę. Czasami są zupełnie inne czynniki. Także spokojnie, nie jest to jedna elementarna zasada.
Mówię o konkretnych przypadkach, konkretnym przypadku albo jakoś tak, ale jest to dobra ilustracja tego, co chcę powiedzieć. Mianowicie jest coś takiego jak grupa użytkowników tej medycyny, która aktualnie jest dostępna legalnie lub nielegalnie, mniejsza o to, która bardzo lubi stopniować całą tą historię. Tak się wydarzyło. I najczęściej są tacy użytkownicy, którzy zrobili to może raz, może dwa. Tak bardzo na samym początku. I w tym momencie jest, czasami w niektórych z nas taka potrzeba, żeby już zostać ekspertem albo coś w tym stylu. Nie mam bladego pojęcia. Generalnie zaczyna się czasami taka zabawa, że okej, ta medycyna jest okej, inna medycyna nie jest okej i zaczyna się już taki wybór drogi, takie definitywne stwierdzenia, definitywne refleksje, definitywne oceny. A ja sobie myślę, że na to właśnie w ogóle nie powinno być żadnej przestrzeni na takie oceny po takim doświadczeniu. To znac, że coś jest jeszcze nie tak, bo wydaje mi się, że jest tylko jedna granica, którą mamy do przekroczenia, żeby zrozumieć w ogóle, na czym polega rzeczywistość, na czym polega nasze własne życie.
Reszta to już jest indywidualna rozprawka ze samym sobą tego, jak kto żyje i w jaki sposób chce żyć i w jaki sposób żył sobie do tej pory i w jaki sposób mu wygodnie. To już zostawiam indywidualnie każdemu z nas. Ale jest jedna rzecz, która jest wspólna, tożsama, dotyczy każdego z nas, czyli ta granica strachu przed opuszczeniem tej percepcji rzeczywistości, którą nazywamy tym życiem, czyli taka granica strachu przed śmiercią, przed granicą naszego postrzegania. Bo właściwie czymże jest śmierć? Od wieków opisywana jako granica postrzegania świata. Zawsze było opisywane, że tam jest w ogóle inny świat, drugi świat po drugiej stronie Hadesu. Trzeba łódką przepłynąć, facet z głową szakala nas wiezie. Tak niektórzy w Egipcie twierdzili. Później w wielu miejscach było inaczej. Niektórzy teraz twierdzą, że po drodze stoją w jakiejś kolejce, którą nazywają czyściec albo coś w tym stylu.
Różne są opowieści. Niektórzy twierdzą, że właśnie, no właśnie. Właściwie cokolwiek sobie wymyślisz jest „no właśnie”. Otóż to. Cokolwiek sobie nie wymyślisz tutaj. Jest kilka relacji, tak to można nazwać, kilku ludzi, którzy stwierdzili: „Przeżyłem własną śmierć i powiem wam, co widziałem, kiedy stamtąd wróciłem”. No i oczywiście grupa dookoła tych ludzi, wyznawców, bo niektórzy z nich napisali książki i oczywiście automatycznie stworzyły się grupy wyznające ich jako wiarę i mówiące: „Wow, to jest dokładnie tak, jak ten koleś mówi”, zapominając o tym, że na świecie takich przypadków ludzi, którzy na chwilę stracili kontakt z tą rzeczywistością i wrócili tu z powrotem, jest stosunkowo sporo. Sam należę do tej sporej grupy ludzi i podejrzewam, że ty też możesz należeć do tej stosunkowo sporej grupy ludzi. Czasami jest to wypadek, czasami jest to medycyna, a czasami są to różne rzeczy naraz. Różnie bywa.
Mniejsza o to. Tak czy siak jest to pewne doświadczenie, cokolwiek by nie mówić. Doświadczenie, które polega na tym, że przechodzimy pewną granicę. Ty i ja, jeżeli ją przeszłaś albo ty kolego, jeżeli ją przekroczyłeś. Tak samo jeżeli ja ją przekroczyłem, to jeżeli ją przekroczyliśmy, to przekroczyliśmy granicę strachu. Jeżeli mieliśmy doświadczenie, że umieramy, to przekroczyliśmy najważniejszą granicę. Granicę percepcji nas w naszym ciele, czyli właściwie granicę percepcji całego świata, który tu postrzegamy, co tu dużo mówić. I zauważyliśmy, tak sobie myślę, nie wiem jak u ciebie, ale tak sobie myślę. Wiesz, taki biorę kredyt, wciskam ludziom kit, że wiem, co masz w głowie, ale nie wiem. A może wiem?
Ale dostrzegliśmy jedną zasadniczą rzecz. Jednolitość świata, jednolitość kosmosu, jego spójność, jego konsekwencję, która z poziomu obserwowania wszystkiego z pozycji trzeba wbić młotkiem gwóźdź w ścianę wygląda troszkę inaczej. Nie jest już tak materialna. Tam są subtelne moce, są kolory inne. Czasami widać w ogóle coś, czego normalnie nie widać przede wszystkim. To jest chyba największe zaskoczenie dla początkujących w podróżach, że są rzeczy, o których się filozofom nie śniło. Tak zwyczajnie, bo niby każdy ma sny, oczywiście czasami potężne mniej lub bardziej, ale wiadomo, to tylko sny. A to jest historia, która wykracza troszeczkę poza sny i to mocno. W każdym razie jest to takie doświadczenie, które przeciera nas, przynajmniej jeżeli ciebie przetarło i ja to mogę tylko powiedzieć o kilku moich przyjaciołach, jeżeli mówię o nas, bo myślę, że bez problemu by ci powtórzyli to samo. Powtarzają mi to nie raz, nie dwa, że przetarło to pewną granicę strachu, lęku przed śmiercią, że po takim doświadczeniu masz inną percepcję tego, czym jest życie, czym jest śmierć.
I to w takim konkretnym wymiarze. Porzucasz pewne czynniki zewnętrzne. Ależ to brzmi porzucasz czynniki zewnętrzne. Porzucasz pewne przywiązania, pewne maniery, pewne reguły. Przedmioty przede wszystkim się zmieniają dookoła. Jest ich coraz mniej. Dzieje się dużo takich spraw, o których człowiek sam siebie często nie podejrzewa. I są to takie długie procesy. To nie trwa nigdy dwóch, trzech dni. To z reguły trwa czasami pół roku, czasami dwa miesiące, czasami pięć lat, czasami 20 lat.
Różnie. Się ciągnie, jak kto lubi, jak kto chce. Każdy sobie wybiera swoją własną drogę. W każdym razie jest to takie wycieranie się, że tak powiem, na tej granicy strachu ze śmiercią i takie dosyć konkretne. Na tyle, że właściwie ja sobie myślę, że człowiek dzięki temu nie siwieje i że troszeczkę normalniej reaguje na przestrzeń dookoła. Przez co sam tworzy troszeczkę inną rzeczywistość dookoła siebie, przez co i ludzie inni, świat troszkę inny, a przez to wszystko jeszcze raz się powtórzę inna perspektywa, inne rozwiązania. Bo ta perspektywa to jest inne widzenie świata, a inne widzenie, to znaczy jest możliwość widzenia, że na przykład można podjąć inną decyzję. Kiedy podejmujesz inną decyzję, bo widzisz, że coś tam jest, a wszyscy to przegapiają. No, w cudzysłowie wszyscy, ale część to przegapia, to może się okazać, że akurat jesteś tą jedną osobą, która podjęła tą jedną właściwą decyzję i stanęła we właściwym miejscu, we właściwym momencie i we właściwym czasie tylko dlatego, że właśnie te subtelne moce tak delikatnie cię tam ustawiły. Dlatego, że się nie bałaś i ty też się nie bałeś lęku przed śmiercią, a innych z kolei, którzy się kręcili dookoła, strasznie motywowało to, żeby sobie teraz tak poskładać, żeby nigdy nie umrzeć, żeby kurde się zabezpieczyć na lekarza, na doktora, na przyszłość, na zdrowe dzieci, na miliony na koncie w przyszłości.
I don't know. Na dom z basenem czy dom z basenem, cokolwiek. Wiesz, zabezpieczyć się, bo śmierć nadejdzie, bo jest strach przed śmiercią. Co się stanie, jak odejdę? Świat zwariuje beze mnie, rozumiesz? A ty przekroczyłeś tą granicę i w tym momencie nie ma czegoś takiego. Wielu z nas twierdzi, że się nie boi, ale myślę, że jest pewien poziom weryfikacji, który tak czy siak każdy ma ze sobą. To nie jest tak, że ja ci powiem, czy się boisz, czy nie boisz, bo to nie jest moja sprawa. To naprawdę nie jest mój biznes mówić tobie, co ty masz albo co ty możesz. Człowieku, to wszystko należy do ciebie.
To jest twoje życie. Ale ci powiem, jak ja to widzę. Widzę to tak, że jeżeli się obijasz z łapaniem takiego doświadczenia w życiu, powaga, jeżeli się obijasz i mówisz: „A, bo wiesz, bo ja praktykuję inne coś, coś tam, coś tam”, to może być tak, że w rzeczywistości utrzymujesz się troszkę z boku. To jest takie bycie na dystans, ale jakby co, to spróbuję, jakby co, żeby nie było, że stoję z boku, ale jakby co, to tak wiesz. Ale to może jutro. Zobaczymy się pojutrze. Za miesiąc będę miał wolny termin. Mniej więcej w ten sposób to wygląda. Jeżeli ktoś taki definiuje siebie jako wielkiego poszukiwacza nie wiadomo czego, robi z siebie herosa, bohatera odkrywania przestrzeni międzyplanetarnej, międzykosmicznej bez skafandra, no to ja to mam zawsze takie sceptyczne podejście. Co tu będę ukrywał?
Oj człowieku, człowieku, człowieku. Oj joj joj. Jakoś tak leniwy, żeby zdjąć te kapcie i polecieć w kosmos. A już kurczę, pułczasz, jak tu w kosmos latać i jak kosmos wygląda i tak dalej. Ja to zawsze mam problem, szczególnie z wyznawcami wszelkich książek takich dżentelmenów, którzy opisali swoje własne doświadczenia, bo ze swojego własnego doświadczenia znam co najmniej chyba 30 osób, które przeżyły o niebo mocniejsze historie niż ci dżentelmeni opisali w swoich książkach razem wzięci. No takie rzeczy człowiek może usłyszeć. Takie rzeczy, aż głowa mała. Ale ja może zacznę, zanim zacznę opowiadać, wspomnę troszkę o tej granicy percepcji tak oficjalnie, bo jest coś jak granica percepcji. Jest i to jest nasz oficjalny świat, taki akademicki, naukowy, literacki, popkultury, cokolwiek to nie nazwiesz, to jest ta gazeta, którą bierzesz do ręki. To jest telewizor, który włączasz.
To jest radio, którego słuchasz. To jest cała propaganda, w której uczestniczymy, którą sobie budujemy. Wiesz, ha ha ha ha. Na wakacje gdzieś tam, nie? Rozumiesz? Cały ten bullshit. Anyway. Ten bullshit ma też swoje teologie i moja opinia jest taka, co zresztą tutaj powtarzam od chyba pięciu lat, że każda teologia jest niczym więcej niż tylko i wyłącznie dzieckiem swoich czasów, dzieckiem swojej epoki. Takim doskonałym dzieckiem swojej epoki był, było ich wielu, ale jeżeli chodzi o refleksję, niejaki Huxley, taki koleś po drugiej wojnie światowej, lata 40., 50., 30. Napisał książkę „Drzwi percepcji”.
Wielu kolesi patrzy na niego krzywym okiem, bo to nie wiadomo, co zrobić, bo i Berkeley Foundation finansowana przez Rockefeller Foundation, a oni to LSD, CIA i nie wiadomo, jak to ugryźć. Wiadomo, że Berkeley Foundation, a właściwie Rockefeller Foundation kręci się przy tych wszystkich substancjach i stara się to kontrolować. Nic dziwnego, starają się być panami ludzkich dusz za wszelką cenę. Ta rodzina Rockefellerów. Są takie rodziny Rothschildów, Rockefellerów. Szaleńcy, szaleńcy skupieni właśnie na tym, żeby zatrzymać się w tym materialnym życiu, bo się boją tej granicy strachu. Granicy strachu, granicy postrzegania, że przypadkiem coś się wymknie poza samo posiadanie materii. I to ich przeraża strasznie, że kiedyś umrą, odejdą i że nic po sobie nie zostawią. Dlatego są tacy obsesyjni na punkcie tworzenia jakiegoś nowego, dziwnego świata. Huxley jest podejrzewany o to, że był ich wspólnikiem przez wielu ludzi, ale to już zostawmy, bo to już naprawdę takie szalone dywagacje mniej lub bardziej.
Nawet jeżeli miałoby to sens, ręce i nogi, to i tak nie miałoby to już żadnego znaczenia w dzisiejszych czasach. Koncepcje, które opisał, nie są niczym innym jak tylko i wyłącznie obserwacją rzeczywistości, takim dziennikarstwem, bardzo wnikliwym zresztą moim zdaniem. Rzeczy, które działy się już w latach 50. i nie były akceptowalne w sensie nazewnictwa. To, że ktoś widział taką sytuację, to wcale nie nazywał tego obozem koncentracyjnym pracy przymusowej, tylko nazywał to na przykład korporacją, która osiąga sukces finansowy. To było po prostu inne nazewnictwo, inna nomenklatura. Dopiero nas tak szarpnęło w ostatnich latach, że tak nagle: wow, co tu się dzieje? I niektórzy stwierdzili: „Tak, tak, Huxley to przewidział”. Nie, on tego nie przewidział. On współpracował z nimi, on to wymyślał.
Ja myślę, że on to po prostu zaobserwował, bo wszystkie pomysły na dzisiejszą rzeczywistość nie są niczym nowym. Są starymi pomysłami propagandowymi z czasów jeszcze Trzeciej Rzeszy i nie tylko. Jesteśmy tylko teraz, że tak powiem, w nowszej edycji tej samej opowieści. Ten sam telefon, ta sama nazwa, ale nowszy model, odblokowanych kilka funkcji na chipie i kilka procesów zachodzi szybciej. Także zamiast na przykład czytać ulotki rozklejone wszędzie na płotach w twoim mieście, że twoim nowym prezydentem miał być Adolf Hitler albo Obama, albo ktoś taki, to widzisz te plakaty kandydackie. Widzisz taką nagonkę na to, że: „To jest racjonalna opcja, może powinniśmy pójść w tą stronę. To brzmi ciekawie”. Taką nagonkę pozytywną stronę widzisz w internecie. Tylko taka różnica, że zamiast kartki papieru masz to na swoim ekranie. Trafia bezpośrednio w twoje serce.
No i to jest ten cały świat propagandy. I nas ostatnimi laty wzięło, że zauważyliśmy, że nagle jest taki świat, ale przecież on istnieje. Istnieje czym była druga wojna światowa, czym była pierwsza wojna światowa. My się tylko budzimy troszkę z tego snu. Wow! Jak mówię za wielu: się budzimy. Myślę, że ty się budzisz, ja się budzę. Wielu ludzi na świecie się budzi, a niektórzy nie muszą się wcale budzić, bo w sumie nie jest to nic nowego. Jest to historia, którą nas prasowano dawno, dawno temu. W każdym razie wracając do Huxleya, miał kilka ciekawych refleksji.
Niezależnie od tego, kto nas to prasował, jak to wyglądało na początku. Ja Huxleya o to nie podejrzewam. Są inni ludzie, którzy walili kasę i wszystko, co tylko można było zrobić, żeby tak zapędzić świat w kilku jego miejscach w taki zaułek. W każdym razie Huxley miał ciekawą refleksję na temat rzeczywistości. Myślę, że jako nikt poza osobą portretującą swoje czasy przekazał to nam potomnym. A mianowicie koncept, że rzeczywistość limitowana, czyli to, co postrzegamy na co dzień, bez żadnych wizji, bez niczego, taka normalna rzeczywistość w gazecie, w telewizji, to co widzisz na ulicy, model samochodu sąsiada i tak dalej, to jest bezpieczna rzeczywistość. I że dlatego nie mamy takich wizji. Dlatego nie dzieją się takie rzeczy, bo to nas zabezpiecza na wypadek, gdybyśmy zobaczyli więcej. No i tu zachodzi pytanie: co oznacza...? Kto tu jest bezpieczny?
O jakim bezpieczeństwie jest tu mowa? Huxley bał się, że troszeczkę nie załapie, o co chodzi. A Huxley, żeby było zabawniej, ostatnio wyszedł list jego żony, która napisała, że kiedy umierał, poprosił o dwie działki LSD, bo odchodząc z tego świata chciał odejść na tripie. Nie mówi się o tym zbyt popularnie, ale taka jest prawda. Szczęśliwie pod koniec miał ciekawe zejście, miłą imprezę i zrozumiał, że to tylko granica strachu i że właściwie co najwyżej żegna ten świat. Być może nigdy tu nie wróci, a może kiedykolwiek tu wróci i powędruje sobie gdzieś w kosmos albo nie wiadomo gdzie. W każdym razie nic się nie kończy. Niektóre rzeczy właściwie nawet się nie zaczynają, tylko wraca świadomość. Może wraca pamięć, może gdzieś wracamy, może jest w drugą stronę. Właściwie to nawet nie jest istotne z tego punktu widzenia, w którym jesteśmy dzisiaj, tu i teraz, bo i tak jesteśmy tu i teraz.
I jedyne o co chodzi, to o coś, co może nas blokować przed odkrywaniem nowego świata, tego rzeczywistego świata, z tymi wszystkimi wizjami, dziwnymi historiami, co poza niektórych jeszcze dziwnymi, zupełnie innym podejściem do rzeczywistości, technologii, świata, siebie i tak dalej. To jest ta granica strachu, która nas trzyma przed zrobieniem takiego mocnego, odważnego kroku do przodu, żeby chociażby dać sobie energię, która nie spowoduje, że zatrujemy sobie wszelkie ujęcia wody. Takie proste sprawy, żeby nie być wariatem, który odpiłowuje gałąź, na której siedzi, a że siedzi wysoko na drzewie, to wiadomo, że się połamie jak spadnie z drzewa. Chodzi o to, żeby nie być zaprzeczeniem tej tak często i popularnie deklarowanej jedności ze światem, ale konsekwentnie. Tu wchodzą różne tematy: medycyna i technologia. Przede wszystkim myślę technologia, bo jest to trochę niedotykany temat zbyt ogólnie przez wielu ludzi, bo to, co dzisiaj funkcjonuje pod nazwą technologia, jest właściwie kompletnie odhumanizowane. Ciężko się za to momentami złapać i ciężko nie uciekać w drugą stronę. Ale wracając do tematu hiperprzestrzeni, czyli do granic strachu, właściwie do jednej granicy, bo myślę, że jest tylko jedna granica i to jest granica postrzegania. Wspomniałem o technologii, że jest to doskonały objaw tego, w jakim momencie jesteśmy, a myślę, że wszyscy doskonale to wiemy. Myślę, że doskonały przykład związany z percepcją, ponieważ nasza percepcja jest związana z kwestią wybuchowości i mamy pewne, nie będę wnikał w detale, pomysły na to, skąd się bierze na przykład jedzenie, skąd się bierze coś tam, skąd się biorą rzeczy, które są nam potrzebne i skąd się bierze to, że to właśnie jest nam potrzebne.
Cały pomysł, dlaczego właśnie tak, a nie inaczej. Dosłownie. Dlaczego wszystko jest tak, a nie inaczej? To wynika z akceptacji, moim zdaniem, tego, co zastaliśmy i tak dalej. A ta granica to jest, jak się okazuje, dogmatyczna historia i dogmatyczna sprawa, bo strach przed śmiercią, przed tym, że coś się zmieni, coś się wywróci, coś nigdy nie wróci na oryginalne miejsce, można powiedzieć. To jest tylko i wyłącznie problem z akceptacją ciągłości własnych działań w naszym życiu. Tak mi się wydaje. Dlatego, że mamy problem, że są konsekwencje, że to nie jest tak, że coś zrobisz i to znika, że nagle po paru latach może się okazać, że to, co robisz w tym momencie, nagle będzie ci niezbędne albo się przyda do czegoś i to będzie najbardziej kuriozalne wydarzenie w twoim własnym życiu. Na pewno ci się to wydarzyło nie raz, nie dwa, że nie spodziewałaś się ani ty też, chłopaku, się nie spodziewałeś, że coś, co kiedyś się nauczyłeś robić w wariacki sposób przez przypadek, nagle okaże się czymś, co przydało się w takim momencie i tak się bardzo przydało, że ciężko cokolwiek przecenić nawet, bo tak się przydało, mocno się przydało w tym wszystkim. Z tej okazji, że się tak przydało, można zauważyć, że ten pomysł na to, że to było na przykład bez sensu albo coś takiego, czyli to wrażenie, że robimy coś, czego nie powinniśmy robić.
Nie, to jest pomyłka. Wszystko było na właściwym miejscu, wszystko się działo we właściwym czasie i w tym momencie, kiedy mieliśmy czas na to, żeby się nauczyć tej jednej rzeczy, która na przykład pozwoli nam załatwić wszystkie sprawy we właściwy sposób za parę lat albo coś w ten sposób. To jest coś, co czasami zastanawia bardzo wielu ludzi, jak to jest możliwe. I kiedy widzą fragment tej ciągłości, tej synchroniczności, czy to w snach, czy gdziekolwiek indziej, nagle są tacy zaskoczeni, że: „Jejku, jak to możliwe? Przecież to są cuda. Przecież to niemożliwe, żeby nauka potwierdzała istnienie takich historii, że to się dzieje”. I ich zawsze zaskakuje to, że takie rzeczy się dzieją. Mnie się zawsze wydaje, że oni zwyczajnie nie zdają sprawy z tego, że to jest natura życia, że to jest właśnie esencja. Oni żyją w pomyśle technologicznym takiej współczesnej technologii, który opiera się na tym, że jeżeli nie jest to związane z akceptacją dogmatów, pomysłów sprzed 300, 100 lat albo nie wiadomo skąd, pomysłów, które były tylko i wyłącznie ilustracjami własnej epoki, ilustracją epoki, gdzie budowano elektrownie jądrowe po to, żeby wybudować jeszcze więcej bomb atomowych, gdzie budowano fabryki broni, gdzie były takie pomysły, że jak jeden odstrzeli głowę drugiemu, to na pewno na świecie będzie lepiej. I w tych jakże miłych okolicznościach natury powstawały wszystkie koncepcje, teorie naukowe, które służyły jak zwykle, jak wszystko w każdej sytuacji, tak samo jak ja tu teraz jestem tylko i wyłącznie dokumentalistą tego czasu, który się dzieje tu i teraz między nami.
Tak samo tamci dżentelmeni, technologia i wszystko, cokolwiek się działo, było tylko i wyłącznie dokumentem epoki, w której dorastali. Cokolwiek by mi nie mówić, słuchaj, mogę ci tylko powiedzieć, że jestem obrazem koncepcji, które noszę w kieszeniach albo jakoś tak. I tylko te koncepcje się manifestują dookoła mnie. I każdy z nas jest dokładnie w tej samej sytuacji, że jest obrazem koncepcji, które ze sobą nosi. I to jest jego świat, który się manifestuje. Jeżeli ktoś sobie zakłada, że inaczej się nie da, że to jest jedyna droga, to normalne jest to, że nie zobaczy innej drogi. Jeżeli ktoś sobie zakłada: „Okej, dobra, poszukam innej”, to to jest już pierwszy punkt wyjścia, żeby sprawdzić, czy może jest parę dróg. A może kiedy się okaże, że jest parę dróg, to się okaże, że właściwie jest też w sumie jedna droga, tak jak było wcześniej na początku, tylko że ta jedna droga jest na przykład w drugą stronę i że jest to bardzo radykalne przesunięcie w drugą stronę. Bo oczywiście jest pewien koncept, który mówi, że dróg jest wiele, który myślę, że wszyscy doskonale znamy i jest to trywialny, można powiedzieć, pomysł. Dróg jest wiele.
Co to oznacza? Nic nie oznacza. Oznacza tyle, że możesz pójść w każdą dowolną stronę. Czy to ma jakiś sens? Na pewno jakiś ma, ale poza tym, że pójdziesz w dowolną stronę, nie ma żadnego. Natomiast za tym wszystkim czai się jeszcze pewien ogólny koncept, który jest związany z granicą strachu, granicą postrzegania. Się okazuje, że nasze postrzeganie wykracza śmiało i zdecydowanie poza granice percepcji rzeczywistości fizycznej. Umieramy, czasami wracamy i się okazuje, że cały czas byliśmy obecni i cały czas słyszeliśmy, co ludzie mówią dookoła. Przelatywaliśmy przez kosmosy, przelatujemy przez te kosmosy, wracamy z tych kosmosów, dzieją się różne dziwne rzeczy, ale nigdy nie tracimy swojej własnej świadomości. Czasami na chwilę zapomnimy, jak się nazywaliśmy na Ziemi, ale po chwili sobie przypominamy i nagle się okazuje, że Ziemia to nie jest jedyne miejsce albo jakoś tak.
I że to nasze życie na Ziemi nie jest jedynym miejscem i jedną sytuacją, która się nam w ogóle do tej pory w naszym istnieniu wydarzyła, że być może czujemy, że są o wiele głębsze historie, z których pochodzimy, niż tylko te związane z naszą planetą. Cokolwiek. Słuchaj, opcji może być wiele. Nie chcę tu zajmować się rozpatrywaniem tych opcji, bo nie moja w tym głowa. Generalnie chodzi tylko i wyłącznie o tą świadomość, że to jest tylko część tej całej opowieści i zaakceptowanie tego, że pewne sprawy, że właściwie nie ma żadnej innej sprawy, że wszystko jest kontynuacją tego, co się dzieje cały czas, na bieżąco. Że to wszystko ma swoje konsekwencje, że nie ma przypadków na przykład. No ale właśnie zaakceptowanie tego, że nie ma przypadków, wymaga zaakceptowania tej opcji, że właściwie jest droga, tylko że w drugą stronę. Też jest jedna, ale w drugą stronę. Wielu z nas ma problem, podejrzewam, bo teologicznie, jeżeli rozpatrujesz to w taki sposób intelektualny, to wygląda trochę jak taki monolit, w który ktoś chciałby się potencjalnie wrzucić. Czyli jest tylko jedno rozwiązanie, nie można szukać.
Otóż nie, można szukać, ale zobacz, skąd się te rozwiązania biorą. Jak funkcjonuje kosmos. Bo jest oczywiście taki odwieczny koncept, któremu ja tutaj bardzo sprzyjam, nieustannie od lat. Koncept takiej jedności kosmosu. Niektórzy nazywają to teorią unifikacji, że wszystko jest jednością. W jednym wielkim skrócie. I ta jedność jest związana z kontynuacją pewnych wydarzeń w naszym życiu, z tym, co się dzieje dalej, jak podróżujemy, jak się rodzimy, jakie koncepcje podejmujemy z podłogi. Właśnie tu się pojawia historia, co właściwie możemy zrobić w tym życiu, co my właściwie robimy, a co jest robione przez wiatr historii i losu poza nami. Ja myślę, że właściwie wszystko jest robione przez nas, bo pomimo że jest to bardzo zdeterminowana droga taka do jednego, bo jest to jedna droga w jednym kierunku i wszyscy się na niej spotykamy, chociażby wtedy, kiedy przekraczamy granicę naszego strachu. Wizje mogą być różne, ale doświadczenie zawsze prowadzi dokładnie w tym samym kierunku.
To jest charakterystyczna historia związana z podróżowaniem poza ten wymiar. I być może dzięki temu właśnie zbiera się dookoła tego często tak wielu ludzi, którzy właściwie szukają w tym kolejnego kultu cargo, bo sami się potwornie boją wynurzyć swojej własnej głowy nawet odrobinę poza ten świat. Ale chcieliby się poczuć tak, jakby przez całe życie tam właśnie mieszkali, a nie tutaj. Także nieustannie się powołują na doświadczenia innych. I to jest taka dosyć ciężka historia w ich życiu, bo w pewnym momencie tak czy siak zostaną skonfrontowani z tą granicą strachu, jak każdy z nas albo coś w tym stylu. To się jakoś, podejrzewam, niespecjalnie zmieni. Co najwyżej możemy to, że tak powiem, przeżyć w zupełnie inny sposób. Ale ja tu może zostawię takie historie, bo wiadomo, że każdy z nas ma do przeżycia pewne sprawy i granica strachu przed tym, że stąd odchodzimy, jest tą jedną główną granicą, przynajmniej tak mi się wydaje, która determinuje bardzo wiele ruchów w naszym życiu. To właśnie nasze nieustanne zbieractwo, które powoduje, że przedmioty stają się ważniejsze od żywych istot. I nie zdajemy sobie w tym momencie sprawy z tego, że udając się na dalszą część podróży, zostawiając to zbieractwo, bo w pewnym momencie przychodzi ten moment, że zostawiamy zbieractwo, podróżujemy sobie dalej, to na swojej drodze spotykamy żywe istoty, a nie swoje zbieractwo.
Czyli generalnie inwestowanie w zbieractwo jest trefnym numerem, bo lepiej inwestować w żywe istoty, jeżeli ktoś chce potraktować życie na zasadzie inwestycji. I relacje oczywiście, i emocje, bo to one tworzą cały ten świat połączeń, można powiedzieć, całe to doświadczenie. To jest coś, co myślę chyba wszyscy wynoszą spektakularnie wręcz z psychodelicznych doświadczeń, czyli z obcowania z taką naturalną medycyną, prawdziwą medycyną. Oczywiście w zależności od tego, jak jest to podawane, jak jest to robione i tego, co każdy z nas w sobie nosi. Bo też jest inna historia, że każdy z nas przeżywa swoje własne doświadczenie w zależności od tego, co do tego doświadczenia sobie wniósł. Jeżeli ktoś wnosi słabe sprawy, to wiadomo, że będzie słabo. Jeżeli ktoś wnosi dobre sprawy, to wiadomo, że jest dobrze. Tu też jest historia związana z naszą percepcją konsekwencji, twoją i moją. Czasami ciężko jest zapamiętać, że kto sobie pościele albo właściwie jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, jak mawiała moja babcia. I nam się czasami wydaje, że jeden dzień to jest wystarczający okres czasu.
Może miesiąc, może rok. I nie zdajemy sobie sprawy, że relacje z ludźmi trwają dłużej niż relacje z przedmiotami i chcemy to zastąpić, budując przedmioty, które przetrwają tysiące lat. Teraz nawet przestaliśmy udawać, że właściwie chodzi o przedmioty. Teraz już udajemy, że chodzi o koncepcję, która chodzi za przedmiotem, że to przedmioty pomagają nam się komunikować z innymi istotami. Stąd ta obsesja troszkę telefonów komórkowych, wszystkich tych rzeczy dookoła. Słowem zaakceptowaliśmy ograniczenia i bardzo łatwo je dalej akceptujemy jako, można powiedzieć, społeczność, jako taka zwięzła grupa ludzi. Znakomita część z nas widzi swoją przyszłość w nowym modelu telefonu bardziej niż w jakiejś drugiej istocie. Dosyć spektakularne, bardzo mocno widoczne. Myślę, że każdy z nas, ty i ja możemy tutaj podać milion przykładów, chociażby z ostatniego tygodnia, kiedy zaobserwowaliśmy, jak to niektórym z nas odjeżdża troszkę na głowę. Jak to cały świat, w którym żyjemy, staje się jednym wielkim zaprzeczeniem jedności, o której czasami niektórzy z nas mówią i dalej zaprzeczają.
Mi też się zdarzyło. Każdemu się zdarza. Oczywiście. Hiperprzestrzeń Radio Nafali.com. Tak to się nazywa. Oczywiście ja mam na imię Tomek, a ty słuchasz oczywiście Hiperprzestrzeni i możesz zadzwonić Radio Nafali.com na Skypie. A ja wracam do swojej opowieści o tych historiach związanych przy jednej historii, o granicy naszego strachu, czyli granicy naszej percepcji, czyli postrzegania. Tak jak w technologii jest taki mocny zacof, że ktoś kiedyś wymyślił, że można zrobić tylko i wyłącznie to, bo moja teoria mówi, że nic więcej nie można. I wszyscy powiedzieli: „Okej, zgadzamy się na to. Wchodzimy w ten numer i metodą głosowania wybierzemy, kto jest za”.
I tak wybrano wiele rzeczy w nauce, wiele teorii, które przechodziły na zasadzie głosowania, że zbierało się stu kolesi, 56 podnosiło rękę do góry, 20 nie było, 10 podniosło przeciw. Stwierdzono: „Okej, to jest nowe prawo”. Tak wyglądają badania nad wprowadzaniem nowej teorii, nowego prawa i tak dalej. Nie chcę opowiadać konkretnie, detali już zostawię, bo gdybym miał prześwidrować naukę na wylot, tą oficjalną, akademicką, to nic by z niej nie zostało poza bełkotem. Ale generalnie ten bełkot definiuje nasze podejście do technologii, bo właściwie z nauki zrobiono religię i ona mówi: „Okej, to jest możliwe, a to nie jest możliwe, a to jest kosmos, a to już nie jest kosmos. To jest science fiction, a to jest zaawansowana technologia amerykańska”. W to możesz wierzyć, ale dopiero możesz w to uwierzyć za 300 lat, kiedy rozwiniemy tą technologię do momentu, kiedy będziesz mógł z niej skorzystać. Na razie tylko w laboratorium i do testów wojskowych. I to jest świat, który nam się sprzedaje i mówimy: „Okej, zgadzamy się na to”. I jest taki koleś z grupą kolesi, który wychodzi i mówi: „Przytnę ci, kolesiu kaskę, przytnę ci wszystko, wtrącę cię w taką zabawę, że ci naprawdę słabo się zrobi”, a my mówimy: „Okej, zgadzamy się na to i wybieramy rząd w wyborach”.
Rozumiesz? To jest nasza percepcja, twoja i moja. Albo się na to zgadzasz, albo masz to w dupie. I tu jest jasna sprawa. Właściwie cała ta granica strachu sprowadza się tylko i wyłącznie do strachu przed poważną decyzją, chyba najważniejszą w życiu. Okej, albo dowiem się, jak jest z drugiej strony, dowiem się, gdzie są punkty wspólne, gdzie sprawy się przenikają i co od czego zależy, jakie są korelacje pomiędzy światem, w którym funkcjonuję teraz, a światem, z którego przychodzę i do którego wrócę pewnego dnia. I albo zobaczę to na własne oczy, albo będę ściemniał, książek się naczytam, warsztaty ludziom zrobię z 300 punktów. Rozumiesz? Wszystkie te ściemniackie historie związane z zbieraniem banknotów z nadrukiem czyjejś twarzy. Klasyczny numer.
Albo te plastikowe karty. Znana historia. Aldous Huxley wierzył w takie historie. On wierzył w to, że to jest niebezpieczne, że gdyby człowiek dowiedział się wszystkiego, to zwariowałby, bo on był na etapie zwariowania i kiedy schodził z tego świata, zażyczył sobie dwa papiery. Nie chcę, obrażać Aldousa Huxleya, absolutnie, bo naprawdę napisał książkę zjawiskową. „Drzwi percepcji” była książką, która stała się manifestem epoki. Poważnie. To książka, która wyorała kompletnie wszystkich. Tytuł brzmi „Drzwi percepcji”. To nie jest tytuł Huxleya, to się wzięło z pewnego poematu, ale to może zostawię.
Ten sam autor co w przypadku The Doors, nie Jim Morrison, tylko Francis Bacon, zdaje się. Czy jakoś tak. Ten, który napisał „Drzwi percepcji” jako wierszyk czy coś w tym stylu. Mniejsza o to, zostawię te literackie poszukiwania. Nie jestem w tym dobry. Nie pamiętam, nic nie pamiętam. Pamięć mi uciekła. To przez te jointy na pewno. W każdym razie zostawiając tą poezję, książka wywołała takie spustoszenie, że wszyscy rzucili się na substancje psychoaktywne. Książka też włożyła taki koncept, że dobrze mieć limitowaną rzeczywistość, bo jak zobaczysz za dużo, to zwariujesz, tak jak ci powiedziałem.
I gdyby tak się przyjrzeć z dzisiejszego punktu widzenia człowiekowi, który przed śmiercią brał dwa kwasy, żeby mu się łatwiej odchodziło. Nie chcę być brutalny, ale muszę się przyznać, dwójeczka to nie jest jakaś specjalna ilość nawet takich, które produkowano dawno temu z tą ilością LSD na kartoniku. To nie jest aż taka wielka ilość. Ja myślę, że ta jedyna granica to też nie jest ilość LSD, którą się przyjmuje albo jakiejkolwiek substancji medycznej. To też nie jest ta granica. Ja myślę, że ta granica to jest dogmatyczna historia w środku naszej głowy. To jest to, czy sobie pozwalamy na zobaczenie tych wszystkich korelacji, które już nie wynikają ze snów, z tych opowieści sennych, wizyjnych, takich jedną nogą tu, jedną tam. Ja mówię o opowieściach, kiedy jesteś dwiema nogami tam albo tu. Zależy, jak zdefiniujesz tą i tamtą rzeczywistość. Dla mnie to już jedna.
Cokolwiek to oznacza dla ciebie w tym momencie. Anyway, albo chcesz się dowiedzieć i przekraczasz to obiema nogami, tą granicę, albo nie przekraczasz. I tu nie ma chyba takiej opcji na skróty. Jest opcja w połowie, ale zawsze jest opcja w połowie. W połowie zawsze jest przeciąg i nie wiadomo, z której strony wieje. Nigdy nie wiadomo do końca, co jest co. Zawsze jest dużo pytań, dużo zagadek. Co nie znaczy, że po przekroczeniu tej granicy zagadki znikają i pojawiają się same rozwiązania. Częściowo tak, ale nie zawsze. Czasami pojawiają się nowe zagadki.
Różnie to wygląda. Nie powiem ci, że zawsze znajdujesz gotowe rozwiązanie. To jest kwestia tego, czego szukasz, jak szukasz, jak żyjesz. Być może na pewno lepiej zrozumiesz, kim nie jesteś. To jest moja opcja, którą powtarzam od lat, że substancje medyczne służą głównie do tego, żeby każdy z nas zrozumiał, kim nie jest. Chociażby po to, żeby nie prowadzić patologicznego życia sam ze sobą, żeby nie prowadzić takiego biegu na kraniec klifu i się rzucać z niego. Nie, nie stójmy na krańcu klifu w wieczny dzień. Absolutnie nie jest to zupełnie potrzebne do życia. Życie jest tu i teraz i świadomość innego wymiaru, jak dla mnie, nie jest absolutnie jakimś eskapizmem związanym z tym, że trzeba uciekać, że trzeba się izolować, że niedobrze jest, że dopiero po śmierci. Nie, to jest dla mnie obłęd wariatów.
Dokładnie. Myślę, że tacy wariaci, korzystając z tego dogmatu, wymyślili wiele religii. Między innymi tą, która mówi, że raj jest dopiero, kiedy umrzesz, kiedy zapłacisz swoje wszystkie podatki, pracując jak niewolnik przez całe życie, a twoje dzieci zostaną... Już nawet nie chcę mówić, co zostaną. W każdym razie dzięki temu, że to pytanie, które sobie myślę i ty, i ja zadajemy w życiu nieraz: czy to jest właśnie to? Czy to ma taki sens? I teraz konsekwencja tego pytania, czy idziemy po tą odpowiedź, czy nie idziemy, cokolwiek by to oznaczało, czy znajdziemy, czy nie. Tu ważny jest ruch w kierunku odpowiedzi. Po prostu ruch. Nie można stać w miejscu i spodziewać się, że odpowiedź przyjdzie do nas sama.
Oczywiście są takie szkoły stoickie, które mówią, że góra przyjdzie do Mahometa. Ja się śmieję i twierdzę, że Mahomet zawsze jest skazany na jedną sytuację: musi przyjść do góry. Nigdy nie będzie inaczej. I to jest ten moment, żeby to zaakceptować, żeby sobie dać szansę i ruszyć w kierunku góry. Otóż to. Taka jest moja koncepcja, jeżeli bez ruszania się w kierunku góry nie ma żadnych odpowiedzi. Jeżeli nie ma próby, to nie ma odpowiedzi. Nie znaczy to, że pierwsza próba od razu przynosi odpowiedzi. Ale tak czy siak, jeżeli masz ochotę zrozumieć pełną perspektywę, troszeczkę wychodzącą poza świat skórki fizycznej, tutaj obecnej, to normalne jest to, że trzeba się dwiema nogami fantomowymi czy jak to nazwiesz, wybrać na wyprawę w drugą stronę. Tak się zdarza, że akurat mam sporo znajomych użytkowników substancji o nazwie ayahuasca.
Sam właściwie nie należę do użytkowników tej substancji. Jest to nieprzeciętna medycyna. Nie to, żebym zachwalał, chociaż ciężko nie zachwalać. Ja myślę, że każdy użytkownik doskonale wie. Anyway, to jest też takie piękne doświadczenie, które pomaga ludziom zobaczyć samych siebie w rzeczywistym świetle. Mówię ludziom, ponieważ nie jest to jedyny przypadek, czyli ja i moi przyjaciele. Jest to przypadek opisywany w tak wielu filmach dokumentalnych, w tak wielu książkach, aktualnie już w pracach naukowych i tak dalej. Nie będę nawet przywoływał tych wszystkich nazwisk, które pewnie wszyscy doskonale znamy. W każdym razie esencją już odcedzoną do końca jest to wspólne doświadczenie jedności i zrozumienie, że nie jesteśmy tymi dodatkami, które sobie wymyślamy do życia, tymi materialnymi dodatkami, które często przez parę lat potrafią zdeterminować nasze życie. I to jest takie ogólne doświadczenie, które jest przeżywane przez praktycznie znakomitą część użytkowników takowej medycyny.
Jest to pierwsza rzecz, która właściwie, co dużo mówić, odpowiada za naszą kondycję medyczną, zdrowotną kondycję naszego organizmu. Stąd się biorą te niesamowite historie, że ludzie leczą się z raka po takich sesjach z naturalną medycyną, że ludzie wracają do siebie i w ogóle nie chcę tu opowiadać, bo mógłbym tak godzinami. To w ogóle wątek na osobną historię. Ja to może po prostu zostawię, bo to jest historia potężniejsza ode mnie, potężniejsza od jakiegokolwiek człowieka na tej planecie. To jest historia tego, co ma do zaoferowania ten świat dookoła nas w momencie, kiedy usuwamy tą granicę naszej perspektywy, naszego strachu przed poznaniem tego, kim w rzeczywistości jesteśmy, bo jeżeli jesteśmy tutaj i mamy sny, to oznacza, że jesteśmy w wielu miejscach naraz. Jeżeli chcemy zobaczyć, jak wygląda to drugie miejsce, a są ku temu doskonałe metody, które są używane od tysięcy lat, to na czym polega szaleństwo, które jest niczym innym jak zaprzeczeniem tego, że można z tej metody skorzystać? Skąd się bierze ten strach mówiący nam, że nie, musimy to jakoś inaczej. Ja myślę, że to jest ciągle ta sama ideologia, ten dogmat, że tutaj ciało, tam duch, ten nieustanny dualizm, który gdzieś tam ktoś próbuje zaczepić w nas i my często z chęcią podnosimy ten dualizm, bo jest to historia związana z brakiem odpowiedzialności i konsekwencji, że wiadomo, cokolwiek zrobisz, umrzesz, jakoś to będzie. Taki numer, jakoś to będzie i przez to jakoś to będzie. Taka jest moja opinia.
Pozbawiamy się piękna, pozbawiamy się raju na ziemi, bo właściwie ciągle żyjemy w poczuciu winy, że robimy ciągle coś wbrew sobie. Jeżeli ci się wydaje, że robisz wszystko normalnie, że cały ten świat chodzi normalnie, to zastanówmy się wspólnie ty i ja, tu i teraz. Ilu ludzi chce codziennie przez pięć dni w tygodniu wstawać o dokładnie tej samej porze rano i iść do pracy? I teraz czy to jest coś, co lubimy robić? Nie, nikt tego nie lubi robić na taką skalę. To jest może fajne na jakiś czas sobie pochodzić, popracować z ludźmi, ale nie przez całe życie zapieprzać w kieracie. A jednak ustawiliśmy się, że to jest w granicy akceptacji tego, co nazywamy rzeczywistością. Akceptujemy ten numer, ustawiliśmy siebie ze sobą, tak ustawiamy sobie świat. Okej. I tak się dzieje.
Ale czy tak powinno się dziać? No właśnie, każdy wie, że nie powinno się tak dziać, ale wiadomo, że granica naszej rzeczywistości, którą sobie wymyśliliśmy, mówi, że okej, tak już jest. No i teraz, żeby usunąć sobie wszelkie niedogodne punkty w naszej przestrzeni, które nam mówią: „Hej, stary, chyba zwariowałeś, musisz wymyślić coś innego, bo naprawdę zaraz walniesz kopytami w dębowy piórnik i zakopią cię dwa metry pod ziemią, bo twój organizm nie wytrzyma tego sposobu życia. Cywilizacja, którą tworzysz, jest patologią. Naprawdę, człowieku, stoisz na krawędzi klifu w bardzo wietrzny dzień i być może nie dotrwasz tam do końca tego pięknego dnia. Może nie będzie tego zachodu słońca, rozumiesz?” Ale my tam stoimy i jeżeli widzimy jakąś sytuację, która mówi: „Nie, zejdź stamtąd. Zejdź stamtąd. Jest piękna łąka, nadal jest wszystko. Mam dla ciebie piękny obiad na łące, piknik, wszystko”. To ty myślisz: „Nie.
Nie mogę. Tam nie ma tego obiadu”. Nawet jeżeli go widzisz, to mówisz: „Nie, nie ma. To fatamorgana. Jest tylko mój klif i mój dramat. I ja zaraz spadnę i muszę teraz się zabezpieczyć. Jejku, wymyślę jakieś pieniądze, zacznę się z kimś wymieniać tutaj na krawędzi klifu tymi pieniędzmi. Może to mi ulży. To mi na pewno ulży”. Jest taki pościg za taką szaloną iluzją.
I stąd się bierze takie rozdwojenie, myślę. To jest jedyny moment, gdzie w ogóle dualizm ma jakikolwiek sens, ma jakąkolwiek siłę na przeżycie w otaczającym go świecie, bo właściwie nie ma nigdzie dualizmu w świecie. Jedyne sprawy związane z dualizmem to są koncepcje człowieka, które zostały stworzone w ciągu ostatnich stu lat, głównie za pomocą dziedziny oficjalnie nazywanej nauką, głównie akademicką. Ale wiadomo, że tam to ciśnienie jest dosyć mocne, ponieważ jest to dosyć mocno limitowana rzeczywistość. Wiadomo, wszyscy biją się o bezpieczeństwo i lepszy kurs dolara, bo lepszy kurs dolara oznacza lepsze bezpieczeństwo naszych dzieci i lepsze szkoły dla naszych dzieci, żeby nie musiały, w przypadku jak się okaże, że są tłukami, rezygnować z bycia elitą i nawet jak będą tłukami, to będzie tyle kasy, że i tak pójdą na najlepszy uniwersytet. Wiadomo, dyplom robi swoje, tam jakoś przeciągną. I to jest ta piękna, limitowana rzeczywistość. Właściwie jestem naukowcem, buduję coś, co ma zmienić świat, zbawić świat, spowodować, że na przykład będziemy zużywali mniej węgla. Ale właściwie mam niezłą zabawę korzystając z banknotów, które wymyśliła firma i spółdzielnia, która mi ten węgiel i ropę przywozi. I właściwie swoje dziecko wysyłam do szkoły, która jest własnością fundacji, która należy do facetów, którzy sprzedają tą ropę.
Ale wiesz, walczę o lepszy nowy świat. Walczę o bezpieczeństwo. Rozumiesz? Taka limitowana rzeczywistość, która polega na walce o bezpieczeństwo w swoim kolejnym basenie, luksusowym samochodzie dla żony albo coś w tym stylu, albo pięknych wakacjach nie wiadomo gdzie. No właśnie, ale kto tu jest bezpieczny? I co tu jest bezpieczne? Czy te rozwiązania technologiczne, które oferują nam ci ludzie, licząc na to, że nie dosięgną ich konsekwencje ich własnych działań, czy też... No właśnie, kto tu jest normalny? To jest dobre pytanie. Ja sobie lubię zadawać to pytanie: słuchaj, kto tu zwariował?
Naprawdę, kto tu jest wariatem w tej całej sytuacji? No właśnie. To jest to akademickie pole widzenia z krawędzi swojego własnego basenu, z drinkiem w ręku, ze swoją własną kliniką, programem badawczym, grantem za parę milionów. Rozumiesz? Intelektualnymi dyskusjami z przyjaciółmi naukowcami. Wiesz, życie jakoś leci. Dzieci na uniwersytetach studiują, może pewnego dnia zrobią karierę. Wiesz, jakoś leci. Nie to, że mam pretensje. Absolutnie.
Jest to kawałek rzeczywistości i nawet jeżeli to nie istnieje i jest to tylko i wyłącznie hollywoodzki obrazek, to część z nas czasami zapatruje się na ten obrazek i widzi samych siebie w takich rolach. Nawet nie prowadząc takiego życia oczywiście. Ale wiesz, aspiruje do tego, żeby aspirować, jak można by powiedzieć. Także zdarza się, że takie historie się dzieją i jak się okazało, te dziejące się historie gdzieś tam na marginesie naszego życia stworzyły taką szklaną barierę doświadczenia, która zatrzymuje część z nas na tej granicy strachu, że to jest jedna rzecz, że musimy zbierać, musimy kolekcjonować, bo inaczej jakoś nie pójdzie. Zjechałem troszeczkę po tych naukowych historiach, no ale to prawda, bo to kształtuje chociażby w postaci takiej propagandy jak Discovery młode pokolenie. Goethe mawiał, jeszcze raz się powtórzę, chyba po raz setny, że zła wiedza jest w stanie zepsuć pokolenia. Pokolenia! I to prawda. Zobaczmy, gdzie wylądowaliśmy. Wylądowaliśmy w sytuacji, gdzie kilku starców wywaliło reaktory jądrowe po to, żeby wybudować kilka bomb, bo generalnie srali po gaciach ze strachu, co się stanie, jak jeden drugiemu wjedzie do ogródka i powie: „Stary, zabieram twoje diamenty twojej żony, zabieram twoje złoto, zabieram i zabieram twoją ziemię.
Zabieram twoich niewolników”. Właściwie nawet nie chodziło o to, że zabieram mu coś, tylko zabieram twoich niewolników. „Co? Zabierasz moich niewolników? To ja cię bombą trachnę”. I dokładnie takie świry po prostu kompletne wymyśliły rzeczywistość, że teraz stoi taki budynek jeden obok drugiego, gdzieś tam na świecie. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty. Ilość niezliczona reaktorów jądrowych i cokolwiek się dzieje, a wiadomo, że planeta Ziemia jest planetą aktywną. Wszystkie skrupy ziemskie sobie pływają i wszystko się zawsze trzęsie. To jest natura tej planety.
No i człowiek był tak szalony minionej epoki, stary, bojący się własnego cienia dupek, że wybudował wszystkim reaktory jądrowe. I efekt jest taki, że nie wpadł chłopak na pomysł, że jego wnuki nie przeżyją albo słabo przeżyją, albo wnuki jego wnuków. I to właściwie sam skazał swoją własną kolejną generację, jak oczywiście z przyzwyczajenia zupełnie nie zdając sobie sprawy, prawie że na zagładę. Gdyby coś się wydarzyło, to jeżeli ta generacja pójdzie dalej jego tropem i dalej będzie się bawiła w reakcje termonuklearne, to może się okazać, że nie dociągną do trzeciej generacji. A może skończą nawet szybciej. A może w ogóle ich nie będzie, bo napromieniowanie powoduje niestety problemy z dziećmi i w ogóle z urodzeniem się generalnie bardzo poważne. Człowiek czasami rodzi się w taki sposób, że w ogóle właściwie nie za bardzo udaje mu się oddychać po przyjściu na ten świat. Także generalnie nie jest to zdrowe. Zupełnie niezdrowe, o czym wszyscy doskonale wiedzą od czasów badania tej substancji, ale jakoś się okazało, że koncept naukowy się zgadza, teoria się zgadza i przede wszystkim jest bardzo daleko od tej koncepcji jedności. W ogóle jedność całego kosmosu, w ogóle takie pojęcie, że wszystko jest spójne, wszystko jest ze sobą powiązane, że to są interakcje i tak dalej, i nagle został wymazany z nauki, wymazany z życia.
Nie ma interakcji, nie ma. To jest tylko teoria, tylko koncept taki. Wiesz, zostawiamy ten koncept, mamy atom i to jest nasza nauka. Weźmiemy większy młotek, wbijemy większego gwoździa. I w ten sposób powstała nasza granica limitacji, bo w tym momencie wytworzyliśmy sobie obraz, który polega na tym, że tylko wtedy, kiedy mamy wielką siłę, możemy zrobić wielką i dużą rzecz. Tylko i wyłącznie. I wielką siłę utożsamiamy tylko i wyłącznie z wielkim wybuchem, jakąś eksplozją, potężną ilością materiałów, dużą ilością pieniędzy, pięknym wyglądem. Wiesz, duży może więcej. To jest to. To jest ten numer, na który się dobrowolnie złapaliśmy w kilku miejscach swojego życia.
I to jest ta granica strachu, bo wiemy, że jeżeli to przekroczymy, to w tym momencie wszystkie te rzeczy, które mają dla nas bardzo wielkie znaczenie właśnie teraz i budują całe nasze życie Nasi rodzice, nasze dorastanie, szkoły, dyplomy, cokolwiek. Nagle wszystko traci sens zupełnie i lądujemy w miejscu, gdzie właściwie, bardzo kolokwialnie to zabrzmi, ale wszystko dookoła nas ma centralnie w dupie to, co robiliśmy do tej pory w swoim własnym życiu. A jedyne, co ma znaczenie, to to, jakimi ludźmi jesteśmy. I to jest taka trywialna, brutalna prawda, którą znają wszyscy użytkownicy substancji medycznych pochodzących z natury, że to jest to największe objawienie. Jest tylko jedna granica, którą się przekracza. Można ją nazywać, definiować na wiele różnych sposobów. Można nazywać to granicą, momentem widzenia swojej własnej duszy. Bardzo mi się podoba ta nazwa i myślę, że coś w tym jest i że nawet więcej niż coś, bo to jest moment, kiedy w rzeczywistości widzimy swoją własną duszę właśnie bez tych attachmentów. Widzimy, jak wiele poświęciliśmy tylko po to, żeby zadowolić swoje własne lęki i psychozy maniakalne. I to kosztem żywych istot, które w rzeczywistości tworzą nasze życie.
To one tworzą te wszystkie interakcje. Generalnie to jest ten lęk, to jest ta granica strachu. A co jest z drugiej strony? Właśnie, bo z reguły wszyscy mówimy: tak, lęk, strach przed przejściem i zatrzymujemy się w tym momencie, że stwierdzamy to wszystko, co ja stwierdziłem do tego momentu i temat się wyczerpał. Ale z drugiej strony jest coś ciekawszego i to jest dopiero początek tematu. Chociaż to już prawie koniec audycji, ale to jest początek tematu dla każdego z nas i w sam raz na koniec audycji, bo to jest coś, co każdy z nas powinien przeżyć w swojej własnej głowie, w swoim własnym życiu, a nie wysłuchując gadki jakiegoś koleżki, który opowiada coś do mikrofonu, czyli na przykład w tym momencie mojej gadki. Absolutnie. Moje doświadczenie i nie tylko moje, ale tu nie będę podawał imion i nazwisk ludzi, którzy mi o tym opowiedzieli, chociażby w tym tygodniu, jest takie, że nic nie tracisz. Ten strach cię paraliżuje, utrzymuje w miejscu, a numer polega na tym, że nic nie tracisz. Powaga.
Przepraszam, łyknę tu herbatki, bo się troszkę zaschłem gerade. To się trochę zwilżę, się trochę nawet bardziej kawą zwilżę. Mówiłem, że są jeziorany czasami w radiu. To są jeziorany. Audycja na żywo, sobotni wieczór, człowieku, nie będę sobie odpuszczał. Daj spokój, jestem po całym tygodniu. No właśnie, ci, którzy słuchają audycji w czwartek, wiedzą, o co chodzi. Ręce mnie bolą. Ale kawa łagodzi, nawet ten ból rąk. Ale wróćmy do tego tematu, jakże ważkiego i myślę, najważniejszego podsumowania tych całych dzisiejszych opowieści.
Chodzi mi o to, że nic nie tracisz, jeżeli prowadzisz fajne życie i naprawdę czujesz, że wszystko jest okej, bo to jest często taką barierą, że moje życie jest okej. Jeżeli twoje życie jest okej, to nie powinieneś się naprawdę niczego obawiać, bo jedyne, czego się dowiesz, to to, jak robić je jeszcze bardziej okej. To jest ta granica strachu, którą przełamujesz, przechodząc przez każdą taką historię. I to nie jest istotne, czy to jest dachowanie w samochodzie, czy to jest twoja sesja z ayahuasca, czy to jest twoja sesja z psylocybiną, z LSD, czy to jest twoje odejście w szpitalu, jak ci ktoś źle coś podał i zobaczyłaś siebie albo ty też się zobaczyłeś z góry, kiedy lekarze siedzieli nad tobą i zastanawiali się, co zrobić z tak fajnie wyglądającymi zwłokami. To może się wydarzyć na milion sposobów. Zawsze jest związane z fizycznym wyskoczeniem i taką fizyczną percepcją. Znaczy wyskoczeniem fizycznym siebie, czy chcemy, czy nie. To jest ten cios, który musimy przyjąć na siebie. To jest właśnie ten moment widzenia swojej własnej duszy. Nie wiem, dlaczego tak jest.
Albo wiem. W tym momencie nie będę ci tego opowiadał, nawet jeżeli wydaje mi się, że wiem coś na ten temat, zostawiam to wszystko. Ale jest coś takiego w tej granicy strachu, że wymaga po prostu zrobienia konkretnego kroku z naszej strony, twojej i mojej. To nigdy nie jest coś, co się dzieje na poziomie tej rzeczywistości. To jest coś, co jest podpowiadane zawsze w postaci snów, w postaci stanów wizyjnych etc. Ale to jest tylko podpowiedź i zapowiedź wycieczki. Taka jest moja opinia na stan dzisiejszy rzeczy. Jest pewien moment, kiedy te opowieści troszeczkę mocniej przechodzą do naszego życia, ale to już jak zwykle bardziej zaawansowany temat i to już musiałbym wrzucić to na inną sobotę. Pewnego dnia to opowiem. Ale taka elementarna historia z tym doświadczeniem jest taka, że albo je łapiemy, albo w tym momencie przechodzimy, albo go nie łapiemy.
I tam z tej drugiej strony nie ma nic do stracenia. I to jest najlepszy numer tej całej opowieści, że to jest ten strach, dogmatyczny strach, w którym jesteśmy wychowywani tylko po to, żeby można było nas kontrolować. Ponieważ, to jest moja opinia, człowiek, który boi się swojej własnej śmierci, jest człowiekiem, którego bardzo łatwo można kontrolować za pomocą utrzymywania albo tworzenia warunków jego egzystencji, ponieważ wtedy cała energia, którą ma w głowie, koncentruje się na egzystencji materialnej, na przetrwaniu od poniedziałku do piątku albo coś w tym stylu. I właściwie nie ma zbyt wiele miejsca na myślenie o troszeczkę innych wyprawach, na robienie innych wypraw. Wiadomo, że takie wyprawy wymagają trochę spokoju, odcięcia się od rzeczywistości. To jest moment, kiedy człowiek trochę inaczej funkcjonuje i dobrze, żeby zwyczajem greckich gnostyków i nie tylko wybrał się w takie miejsce jak w Delfy i takie spokojne miejsce, gdzie nikt nie będzie zwracał mu dupska, gdzie będzie mógł jeszcze parę dni po tym spokojnie się zastanowić nad swoim własnym życiem. Prawda jest taka, że jeżeli wszystko z tobą jest okej i czujesz, że naprawdę jest okej i robisz naprawdę fenomenalną robotę w swoim własnym życiu tym, co robisz, to naprawdę ostatnią rzeczą, której powinnaś i ty też się bać, to jest naturalna medycyna. To są substancje, czy to jest LSD, czy to jest psylocybina, czy to jest ayahuasca, czy to jest meskalina, cokolwiek to jest, to nie ma w ogóle opcji na strach. Absolutnie. Zobaczysz tylko i wyłącznie dodatkową informację.
Która jest bardzo cenna, bo każda z tych substancji, moim zdaniem, ma pewną indywidualną cechę. Chociaż wszystkie prowadzą w jedno i to samo miejsce, to każda z nich ma dokładnie tą samą cechę. To jest ta cecha schowana głęboko pod spodem, że wszystko jest jednością i dzięki temu, że wszystko ma indywidualną cechę, daje bardzo szerokie spojrzenia, albo można powiedzieć daje bardzo szeroki wachlarz spojrzeń na swoje własne życie, na to, kim się nie jest. Jeżeli rozumiesz tą elementarną sprawę, to znaczy, że jesteś na właściwej drodze i że nic cię nie zatrzyma przed twoją własną konfrontacją z obrazem twojej własnej duszy, z ostatnią granicą twojego strachu, z granicą postrzegania świata według jakichkolwiek schematów. Czy to są schematy, które wyrosły razem z tobą z dzieciństwa, czy ze szkoły, czy z jakiegokolwiek innego miejsca, to w tym momencie nie ma absolutnie żadnego znaczenia. I tak nigdy nie tracisz. I to jest najlepszy numer. I to jest coś, co warto sobie wbić do głowy, bo w przeciwieństwie do tego, o czym jest najczęściej nam opowiadane, jeżeli chodzi o naturalną medycynę, o troszkę inny sposób traktowania rzeczywistości, bo cokolwiek to jest. Ja tu opowiedziałem o kilku rzeczach, ale też nie chciałbym się tylko i wyłącznie na nich koncentrować. Każdy, myślę, ma swoją własną drogę.
Chodzi o to przekroczenie tej granicy strachu w taki naturalny, zdrowy, normalny sposób, że przekraczasz i wracasz. Wcale nigdzie nie zostajesz, nie umierasz, tylko symbolicznie, tylko po to, żeby zobaczyć siebie z zupełnie innej perspektywy. Tylko i wyłącznie po to. Także jeżeli jesteś świadomą istotą, to ten strach cię już powinien dawno opuścić. Albo w tym momencie powinnaś, droga istoto, być na drodze do opuszczenia tego strachu po wiekuiste czasy, ponieważ ten strach nie jest naszą naturą. My nie jesteśmy istotami, które żyją wyłącznie tylko tu i teraz. Poruszamy się po wielu wymiarach. Wiele podpowiedzi dostajemy w snach. Myślę, że warto o tym pamiętać, bo to doskonałe podpowiedzi. Myślę, że ciężko znaleźć naprawdę coś lepszego.
Sam mam ciekawe sny. Absolutnie. Nawet mówiąc o snach potrafię się mocno zawiesić tak jak przed chwilą. Otóż to. Dzisiaj się zawieszam troszkę na swoim śnie. Tak wspomnę, że śniło mi się, jak się tu działy rzeczy. Śnił mi się prawdopodobnie kawałek z przyszłości. Tak à propos poprzedniej hiperprzestrzeni, troszeczkę o tym déjà vu, o tej przestrzeni, o czasie. Mam takie wrażenie, że za chwilę zobaczę to, co mi się śniło w śnie. Nie będę opowiadał detali.
Generalnie miałem tu wizytę pewnych gości. Rozmawialiśmy o pewnych sprawach, w pewnych konkretnych nastrojach emocjonalnych i zapamiętałem to bardzo dobrze. I teraz zobaczymy, co się będzie działo. A jak się nie będzie działo, to i tak opowiem ten sen za jakiś czas. Tak czy siak jest to piękna podpowiedź, tak samo jak dla mnie déjà vu. Niemniej to jest tylko podpowiedź. Całe funkcjonowanie, to jest moja oczywiście opinia, wcale nie zmuszam cię do powielania tej opinii, jest taka, że przechodzi się obiema nogami, a nie jedną nogą. I że nic nie tracisz i że nie ma się czego bać, że ten strach to jest ta ostatnia rzecz, której nam potrzeba w życiu. Jeżeli przekroczysz pierwszą barierę, to już nie ma praktycznie żadnej bariery. I z tym przekraczaniem barier też jest jedna historia.
Właściwie nawet nie wiem, czy historia, bo historii jest parę, ale taka moja własna refleksja, bo wielu z nas, przynajmniej zdarzyło mi się to słyszeć nie raz, nie dwa. Szczęśliwie nie wszyscy, ale jest taka grupa, która uwielbia stopniować te wszystkie doświadczenia, opowiadać o tym, w którym momencie, gdzie, jak, do którego poziomu. Moim zdaniem nie ma żadnego poziomu, jest tylko poziom zdecydowanego przejścia na drugą stronę, zobaczenia się z innej perspektywy i spokojnego powrotu do siebie z dobrymi intencjami, posprzątaniem w swoim własnym życiu. To jest jedyna sprawa do zrobienia i to jest ta piękna sprawa. Jest cudowna. Nic się nie traci, wygrywa się swoje własne życie, cokolwiek to oznacza dla ciebie w tym momencie. I taki jest sens i taka jest robota, którą się wykonuje, wybierając się na takie wyprawy. Po to, żeby poszerzyć granice swojej własnej percepcji nie tylko na poziomie technologicznym czy tym, że istnieje coś więcej niż kolory, które znamy do tej pory. Tylko na poziomie dostrzegania, że istnieje ktoś więcej niż tylko my sami, że istnieją jeszcze inne istoty i że sens naszego życia jest związany z tym, jak się czują te istoty dookoła nas. I to jest esencją naszej egzystencji na tej pięknej planecie.
Esencjonalna historia, niczym odcedzona mocna herbata o doskonałym smaku. Tymczasem akurat sięgam po swoją kawkę i może odrobinkę muzyczki, bo tak się zagadałem o tej esencjonalnej historii. No właśnie. Radio na fali hiperprzestrzeń, człowieku. No ja już powoli będę się tak zawijał z tymi refleksjami. Chociaż nie do końca. Jeszcze przez parę chwil razem z wami, jak się okazuje. Ach, tak mi czas jakoś dziwnie dzisiaj przeskakuje w jedną i w drugą stronę. Ale wracając do swojego tematu, bo dzisiaj oczywiście o granicy strachu, granicy naszego postrzegania, która jest związana tylko i wyłącznie z, moim zdaniem, percepcją tego, gdzie jesteśmy i jak wiele od nas zależy, w jakich procesach uczestniczymy. Szczególnie takie procesy w naszym życiu.
Ile lat zajmuje przestawienie sposobu myślenia albo tego typu historie? Jak długo przede wszystkim zajmuje nam zrozumienie, że to, jak myślimy, determinuje nasze życie? Właściwie do tego wszystko się sprowadza i tak dosyć konkretnie się sprowadza, bo nic innego nam nie pozostaje. No i to jest chyba ta najtrudniejsza rzecz, którą trzeba przyjąć, kiedy wyruszysz na tą drogę, że tak powiem, kiedy zadasz sobie to pytanie, czy przypadkiem warto się bać. I kiedy stwierdzisz, że nie warto się bać, to wiadomo, że w tym momencie wszelkie dogmaty muszą runąć ostatecznie i jedyne, na co można się przygotować, to na to, że po prostu życie jest piękne. No i musisz zaakceptować, tak samo jak ja muszę zaakceptować to, czy chcę, czy nie. Dokładnie. To już jest właściwie na zasadzie muszę, bo inaczej Inaczej to ta rzeczywistość się zwyczajnie nie pojawi, ale nie jest to na zasadzie przymusu, że ktoś mnie do tego zmusza. To jest po prostu jedyna właściwie opcjonalna reakcja na tego typu obserwacje i na tego typu rzeczywistość, która się dzieje, kiedy masz takie podejście do sprawy. Wiadomo, że sprawy są ze sobą powiązane.
Wiadomo, że nie ma przypadków. Wiadomo, że oddziaływanie pomiędzy nami tworzy rzeczywistość pomiędzy nami. Wszystkie te rzeczy są oczywiste, więc jeżeli są oczywiste, to nie pozostaje nic innego, jak zacząć stosować te oczywistości w życiu i troszkę poszerzyć swój własny horyzont, mówiąc w bardzo wielkim skrócie, czyli zostawić tą granicę strachu, że być może poza tymi oficjalnymi opowieściami, poza tymi oficjalnymi koncepcjami jest coś, co może im zaprzecza, może się nie zgadza, może według tych oficjalnych teorii jest szaleństwem, ale może właśnie te oficjalne teorie są permanentnym szaleństwem. I to naprawdę bynajmniej nie chodzi tylko i wyłącznie o naukę, bo nauka jak większa część, właściwie chyba nie większa, chyba właściwie cała literatura, która powstawała kiedykolwiek w historii jakiejkolwiek cywilizacji na tej planecie, zawsze jest dokumentem swojej epoki. Także myślę, że główna zaleta prac naukowych objawi się niedługo, za jakiś czas w postaci takiego dziennika szaleństw intelektualnych ludzi owładniętych takim bardzo zatomizowanym myśleniem o sobie samych, niepoddającym w ogóle wątpliwości tego, że jest ktoś w ogóle... Jak by to powiedzieć? Bo mi się po prostu wydaje, że kultura, w którą nas wrzucono albo my się obudziliśmy w tym momencie w tej kulturze, albo jakoś tak wyszło, że jesteśmy tu i teraz, w tym momencie została zbudowana przez ludzi, którzy strasznie obawiali się samych siebie i to tak się obawiali, że właściwie wymyślali wszelkie możliwe metody, żeby uciec od swojej własnej natury, że byli takim chodzącym zaprzeczeniem tego, czym są jako żywe istoty. Czy to chodzi o pozyskiwanie energii, czy to w ogóle chodzi o coś, co nazywamy teraz współczesną religią, czyli systemem ekonomicznym. W ogóle pryncypia życia. Po co się spotykamy?
Po co w ogóle funkcjonujemy razem ze sobą na tej pięknej planecie? To był chyba największy problem z tymi dżentelmenami, że właściwie ich perspektywa życia sprowadzała się do tego, że albo się coś ma i przez jakiś czas trzymasz to w ręku i biegniesz, reszta biegnie z dołu, próbuje ci to wyrwać. A jak zamówisz gdzieś jakichś kolesi z bronią, to rozstrzelają tamtych, którzy biegną za tobą i zaczniesz biegać za innymi i zabierzesz innym to, co trzymają w ręku. Wiesz, to jest troszkę taka niezdrowa zabawa i zaskakuje trochę ten moment, że jeszcze tak duża część z nas jeszcze wierzy w to, że to ma jakiekolwiek znaczenie dla naszej przyszłości. Przecież to jest jakiś obraz rzeczywistości, która już dawno umarła. Najczęściej była wymyślona przez wariatów i tego już dawno nie ma. My jesteśmy w zupełnie innym świecie i właściwie jeżeli chcemy wyskoczyć do nowego świata, to nie pozostaje nam nic innego, jak zaakceptować to, że w tym nowym świecie, stary, wszystko się może wydarzyć. Oglądałeś kiedyś filmy science fiction? To sobie wyobraź teraz, że przyszłość wygląda jeszcze lepiej niż filmy science fiction, bo te filmy też były obrazem swojej epoki. A tu wchodzimy w coś zupełnie innego.
Właściwie już tu jesteśmy z wielu różnych powodów. Doskonałym przykładem naszej percepcji, myślę, jest tutaj nie kto inny, jak znajdujący się dawno w szafie z trupami Nikola Tesla. To jest taki genialny przykład, znany każdemu. Wszyscy o nim słyszeli. Trudno zaprzeczyć. Ciężko, no właśnie. I nikomu nie trzeba przede wszystkim nic tłumaczyć. Ogólnie znany temat Nikoli Tesli, że robił genialne wynalazki, z których nikt w historii cywilizacji, żadna fabryka, żadna firma, żaden rząd nie chcieli skorzystać. I że patenty przepadały i że nikt nie chciał tego robić. W rzeczywistości jest tak, że nawet te, które można zrobić, nie są robione, bo znakomita część z nas lubi sobie usiąść przed telewizorem, gdzie pan ubrany w marynarkę opowiada nam o tym, że Nikola Tesla był fantastą i być może coś tam z tego jest, ale właściwie szkoda na to naszego czasu.
I do tego się sprowadziło nasze doświadczenie z Nikolą Teslą. Później, po latach ktoś się dowiedział, że faktycznie to działa, że to są działające urządzenia, bo wojsko stosuje i się okaże, kurczę, właśnie tak to jest. Nikola Tesla, geniusz swojej epoki. Kurde, geniusz, przerośł epokę. I teraz każdy, niezależnie od tego, czy się z tym zgadza, czy nie, czy cokolwiek, każdy mówi, że tak, Nikola Tesla był geniuszem i każdy się zastanawia, przynajmniej tak domyślę, że po prostu świat go nie docenił wtedy, bo to było sto lat temu. Ludzie byli głupi. My jesteśmy teraz mądrzy, korzystamy z jego wynalazków. No właśnie nie korzystamy z jego wynalazków, nie korzystamy z wynalazków, które mamy dzisiaj, przynajmniej w takiej masowej skali, bo to nie jest kwestia wynalazku, kwestia szukania rozwiązania, jak tu kiedyś opowiadałem w jakiejś tam hiperprzestrzeni, tylko to jest kwestia naszego dogmatu, który jest kształtowany dokładnie tą granicą, tym, że boimy się, że nagle całe nasze zbieractwo straci sens i że zobaczymy, jak jest po drugiej stronie i że zobaczymy, że nie ma tylko jednej strony, że są dwie i że tutaj można zupełnie inaczej żyć i że wyjdą na jaw jakieś tam numery, które chcemy pochować sobie. Być może niektórzy mają jakieś takie ciągotki, które są lekko dewiacyjne i mają jakieś obsesje na tym punkcie. Tworzą świat, w którym właściwie rządzą takie dewiacje, żeby to wszystko ukryć, przykryć wielkim dywanem i jak będzie za mało, zrobimy drugi dywan.
Nieważne, że wszyscy zbankrutują, że ten dywan nikomu nie jest potrzebny. Przykryjemy trzecim dywanem. Troszeczkę w ten sposób. Ja sobie myślę, że jest takie szaleństwo, taki etos w ogóle wymyślony w dzisiejszych czasach jeszcze gdzieś tam pokutuje taki etos dzikiej pracy, etos zbieractwa, etos tego, że Nie kładziesz się na łące, nie wywalasz się kopytami do przodu, wentylem do góry, twarzą do słonka w piękny dzień. Nie leżysz i nie słuchasz sobie śpiewu ptaków na tej łące. Ja uważam, że jeżeli masz ochotę spędzić w ten sposób parę lat w życiu, to ci się to należy jak psu kość. Powaga. To naprawdę nie jest żaden problem. Uważam, że człowiek leżący na łące, patrzący się w chmury, robi więcej dla dobra ludzkości niż człowiek, który zajmuje się mieleniem banknotów z nadrukowanymi portretami. Uważam, że świadomość tego człowieka produkuje o wiele ważniejsze rzeczy dla mojej świadomości, tak zwanej mojej, dla nas wszystkich, dla ciebie, dla mnie.
To ma więcej sensu. I to jest właśnie ta cała logika, bo człowiek właściwie został wymyślony w cudzysłowie przez samego siebie po to, żeby funkcjonować w radosny sposób. A tu się okazało, że część z nas wymyśliła zupełnie inną rolę. I ta rola opiera się tylko i wyłącznie na budowaniu nam dogmatu, że jesteśmy zlimitowani do momentu, gdy się rodzimy. Musimy żreć i musimy umrzeć. Coś w ten deseń. Na tym powstały, tak jak wspomniałem na samym początku, religie, te wielkie monoteistyczne gmachy, że wmawiano ludziom, że nie możesz się kontaktować z tymi, którzy mówią ci, że możesz przekroczyć tą granicę samodzielnie i możesz sam się dowiedzieć, co jest po drugiej stronie. Nie rób tego nigdy. Ci to są szamani, to są czarownicy, alchemicy. Nie rób tego z nimi.
Nie, my zabijemy tych wszystkich ludzi. Ty nie możesz mieć tej informacji. Jest tu papież i ten papież jest wysłannikiem Boga na ziemi. Rozumiesz pan? I jak papież mówi, że pan płacisz dziesiątaka na papieża, to pan płacisz, a jak nie, to przychodzimy i obijamy mordę. I tak się kończy rozmowa. Mniej więcej w ten sposób wygląda do tej pory nasza cywilizacja. Podobnie wygląda z automatami do parkowania w każdym dużym mieście. Jeżeli ktoś ma samochód, doskonale wie, że sztuką jest zaparkowanie tego samochodu w każdym dużym mieście w Europie i nie tylko w Europie, na całym świecie. Klasyczny numer.
To jest ciągle ta sama zabawa i to jest nasza percepcja, bo z drugiej strony też zgadzamy się na to. Wyznaczyliśmy taką granicę, że okej, to jest granica naszego człowieczeństwa i że traktujemy się jak ostatnie dupki, to jest okej, to dalej jesteśmy ludźmi i wszystko jest okej. Może być tak, że właśnie to jest jedyny powód, dla którego niektórzy z nas mają te wieczne, nieustanne problemy z samymi sobą i z tym całym światem dookoła nich. Czy to są teorie spiskowe, czy to są problemy bankowe, czy cokolwiek to jest, to jest ta granica wewnętrznego strachu, granica przed oderwaniem się od tej rzeczywistości, zobaczeniem w troszkę większym obrazku większej ilości składowych, z których się składamy, jeżeli chodzi o naszą egzystencję na tej planecie, żeby troszkę więcej wziąć pod uwagę, zobaczyć, czy przypadkiem nasze relacje z częścią tej rzeczywistości nie są z kosmosu na przykład w cudzysłowie zupełnie innego albo bez cudzysłowia. Że nie wynikają stąd, że my tutaj przemielimy ilość papierków, wykonamy ileś tam telefonów albo zrobimy coś w tym stylu, że wynikają z czegoś, co i tak jest niezbadane. A może i zbadane. Może właśnie metoda do zbadania tego, co jak na razie nawet ci wyrywający się na dalekie podróże nazywają niezbadanym. Może to jest zbadane, tylko wymaga oczywiście odpowiedniego zaawansowania w badaniach. Może na razie jeszcze świat nie jest gotowy, a może już jest gotowy. Może właśnie to jest ten moment, że świat jest absolutnie gotowy.
Skoro ja do ciebie mówię o takich rzeczach, to myślę, że jest pewna gotowość świata w zrozumieniu tego, że składowe wyrastają troszkę poza ten obszar, który nazywamy od urodzenia do śmierci oficjalnie i wyrastają bardzo mocno poza ten obszar związany z tym, co nazywamy pracą, obowiązkami, cywilizacją, kulturą. Jest to bardzo mocno związane w sensie naszej egzystencji, naszego organizmu, nawet tego, jak jesteśmy zbudowani z pewnymi kosmicznymi aspektami, które są spoza tej, można powiedzieć, przestrzeni fizycznej. Myślę, że tych połączeń jest bardzo dużo i cały problem, jeżeli jakiekolwiek problemy są, wynikają na zwyczajnie nieakceptowaniu tych połączeń i robieniu czegoś wbrew tym połączeniom. Jeżeli wszystko jest okej, jeżeli kumasz, o co chodzi, to nigdy ci się krzywda nie stanie. Myślę, że to jest właśnie ten wytrych, jedyny wytrych. To nawet nie jest wytrych. To jest ta właściwa droga. Tylko ta percepcja ogólna, masowa nas przekonała, że nie, to jest jakaś droga na skróty. To jest jakaś ucieczka, to jest jakieś nie wiadomo co. I mówią nam ludzie, którzy przez całe życie o ucieczce mówią nam i drodze na skróty.
Mówią nam ludzie, którzy chcą kupić sobie relacje z drugimi ludźmi za pomocą pieniędzy. To kto tutaj mówi o drodze na skróty? Ja czy dżentelmen, który próbuje sobie kupić przyjaźń za pieniądze? Oczywista sprawa, że dżentelmen, który próbuje sobie kupić przyjaźń za pieniądze. I tak samo jest w twoim przypadku. Tak samo jest w każdym innym przypadku. Myślę, że są pewne prawdy, które są kosmicznymi prawdami w cudzysłowie mówiąc i to się nigdy nie zmienia. To jest ta konsekwencja, że właściwie granica naszej percepcji zawsze jest widoczna w naszym zachowaniu. Cokolwiek byśmy nie naściemniali, cokolwiek byśmy nie powiedzieli, cokolwiek byśmy nie zrobili, to i tak się zamanifestuje w tym, co wychodzi spod naszych rąk. Nie chce być inaczej, nie będzie inaczej.
Możemy oczywiście zbudować piękną dekorację do tego wszystkiego. Dekorację, która wytrzyma do końca naszych dni. Dużo ludzi wydaje na to potężną kasę, żeby do końca życia właśnie tkwić w takiej dekoracji, żeby nikt się nie domyślił, jak wyglądają sprawy za kurtyną, na backstage'u tak zwanym, za tą wielką sceną. Pytanie jest, w jaki sposób ty chcesz to robić? I to właściwie też jest pytanie bardziej do ciebie, bo to właściwie nie jest pytanie do mnie i niekoniecznie jestem tu adresatem twojej odpowiedzi. Ja mam tylko taką refleksję, że zanim człowiek sobie zada pytanie, co chce, to warto się wybrać na wyprawę po to, żeby się dowiedzieć, czego my właściwie nie chcemy. To jest taka przyjemna historia i to jest coś, co daje doskonałą perspektywę spojrzenia na całość jako jedność, a nie jakieś takie rozbicie, że tylko duchem, tylko ciałem. Jakieś takie dziwne historie, że próbuje się za pomocą gimnastyki, nie wiem- Zwiększyć duchowość pacjenta. Rozumiesz tego typu sprawy. Nie, żadnych takich historii pod tytuem płatne komercyjne warsztaty, które spowodują, że po tym, jak mi zapłacisz, poczujesz się lepiej.
Czegoś takiego nie ma. Czujemy się lepiej, bo tworzymy kondycję w naszym życiu, która powoduje, że świat dookoła nas jest okej, że ludzie widzą swoją szansę w swoim własnym życiu tylko wtedy, kiedy ty widzisz tą swoją własną szansę w swoim własnym życiu i ty wtedy spotykasz tych ludzi, bo jest dokładnie ten sam magnetyzm. Tak to nazwano 200, 100, 300 lat temu: magnetyzm. Później to słowo wyleciało kompletnie z nauki, wyleciało w ogóle z pojęcia. Zostało tylko być może gdzieś w poezji, gdzie słowem magnetyzm opisuje się relacje damsko-męskie. I bardzo dobrze, że tam przynajmniej jeszcze zostało, bo to jest dalej magnetyzm, dokładnie ten sam. W ogóle wszelkie relacje międzyludzkie, moja droga koleżanko i mój drogi kolego, są oparte na magnetyzmie i jak się okazuje, nie tylko nasze międzyludzkie, bo i praktycznie cały świat. I to jest ta koncepcja, która została zakopana bardzo mocno pod ziemią przez tą część wynikającą z Fundacji Rockefellera, przez tych płatnych morderców sprzedających ropę i karabiny na pierwszą wojnę światową. Nauka, którą ufundowali swoimi uniwersytetami i stypendiami, właściwie uciekła kompletnie od tego. Stwierdziła nawet ba, że nie ma magnetyzmu, że to jest tylko i wyłącznie taka pseudo teoria, czyli pseudonauka.
Można powiedzieć. To się nazywa pseudoscience po angielsku, czyli pseudonauka. I zakopali to gdzieś w ogródku. A my w tym momencie, myślę sobie tutaj dziarsko wracamy do tego momentu, że przypominamy sobie o tym, że jednak to magnetyzm kształtuje całe otoczenie. To to jest ta główna siła, która powoduje, że wszystko się klei do kupy. I to jest właśnie ta siła, która powoduje nawet, że ten naukowiec się klei do tej kasy, żeby mówić, że tego magnetyzmu nie ma i klei się do tych ludzi, którzy mają więcej kasy i większe dojście do grantów, a mówi, że nie ma magnetyzmu. No właśnie. Ciekawy pomysł na życie. No ale wiadomo, będziemy żyli w czasach ostatecznych. Właściwie żyjemy w czasach ostatecznych, w czasach zaprzeczeń.
Tak mówili Indianie Hopi. Ja myślę, że jest w tym bardzo dużo racji. Przed naszymi oczami wiele zaprzeczeń aktualnie możemy obserwować. Strasznie nieskładnie w ogóle dzisiaj mówię po polsku i bardzo dobrze, niech będzie nieskładnie. Jest w końcu przy sobocie po robocie. Uhh. I ja też sobie odpoczywam po tym całym tygodniu, który był pełen zajęć z ludźmi i bardzo ciekawych rozmów swoją drogą, których częścią są te refleksje dzisiaj. Ja przepraszam, las mi wyskoczył oknem i musiałem łapać go w locie. A ty słuchasz Radia na Fali w hiperprzestrzeni, a ja tu tak z kawką w ręku się tak bujam przy tym mikrofonie w tą i w tamtą, opowiadając o swoich refleksjach na temat wypuszczania się poza granice strachu. Powiem ci skąd te refleksje, bo tak się miele, mielą te granice strachu, ale powiem ci skąd, bo nie przez przypadek.
Jest ku temu bardzo solidny, konkretny powód, gdyż tak się złożyło w życiu. Nie mogę od tego uciec. Co jakiś czas, co parę lat mnie to dopada. Się przyznam, nie będę udawał. Zamieniam się z angielskiego na tutora, czyli nauczyciela, korepetytora i co jakiś czas udzielam korepetycji. Czasami są to bardzo młodzi ludzie, czasami są to bardzo starzy ludzie. Tak się zdarza w życiu. Jakoś tak. Taka dodatkowa fucha w życiu wypada. Czasami dobrowolnie, czasami tak się wydarza.
Anyway. I są pewne rzeczy, których uczę. Tak gównianiej brzmi troszeczkę, bo ja właściwie nikogo nie uczę. Są pewne informacje, które przekazuję, na przykład technologiczne i tak dalej, i tak dalej. I pokazuję ludziom, jak coś robić i tak dalej, i tak dalej. W każdym razie jest grupa ludzi, która korzysta z tych informacji, uczy się i wiem, co to za ludzie, bo mam z nimi kontakt bezpośredni. Robimy to, wiesz, twarzą w twarz. No i powiem ci ciekawą rzecz, że najlepsi w edukacji w ogóle jakiejkolwiek, moim zdaniem ludzie to są ci, którzy nie mają problemu z przekraczaniem swojej własnej granicy strachu. Ci ludzie po prostu kumają, o co chodzi. To są jedyni ludzie, których możesz zostawić z narzędziami, urządzeniami, z teorią i ze wszystkim.
Samopas. Wrócisz po miesiącu i są lepsi niż ty i lepiej wszystko potrafią zrobić. I mają genialne pomysły i w ogóle praca z nimi to jest po prostu przyjemność. To jest fenomen. To jest po prostu wow. Wszystko płynie i to są wszyscy. I to są ludzie, którzy nie mają problemu właśnie z granicą swojego własnego postrzegania. Wiedzą, że jest tak, że mogą zobaczyć w życiu jeszcze rzeczy, o których im się nie śniło. Nie mają z tym żadnego problemu. Dawno przeskoczyli tą granicę strachu.
Jak na ironię najzdolniejsi ludzie, których w życiu poznałem, to są ludzie, którzy mają za sobą więcej sesji ayahuaski niż ja w życiu na przykład. Ale ja akurat lubuję się w troszkę innych substancjach. Ale, ale tak czy siak, cokolwiek by nie mówić, są to dalecy podróżnicy i nie mają z tym żadnego problemu. I są to właśnie ci ludzie, którzy doskonale ogarniają rzeczywistość i robią to na takim poziomie, że się w głowie nie mieści. I zawsze jestem pod wielkim wrażeniem, że po prostu różnicę od razu widać. Nawet nie ma dyskusji na ten temat. Widać od razu skąd kto przychodzi. I ten koleś, który siada, bierze i roztrzaskuje cały problem od razu. Ja to w ogóle jestem w szoku, że po prostu po paru godzinach pracy z takim człowiekiem ja właściwie nie mam mu nic do przekazania dalej. Się dalej tylko zaczynam na zasadzie współpracownika, dosłownie na zasadzie partnerstwa, wymiany informacji, nic więcej, bo jego doświadczenia są już takie, że ja właściwie takich nie miałem w tym momencie.
I to są wszystko ludzie, którzy przychodzą właśnie z miejsca, gdzie nie ma czegoś jak granica strachu, gdzie nie ma granicy postrzegania rzeczywistości, gdzie nie ma limitu, gdzie nie ma dogmatu, gdzie wszystkie dogmaty, wszystkie obrazy samego siebie zostały dawno strzaskane. To jest właśnie taki gatunek człowieka. Tak mogę to opisać. Wszyscy mają inny sens życia i doskonale, przynajmniej ci ludzie, którzy przychodzą z tamtej strony, mają bardzo jedną, mają jedną drogę. I to nie jest dowcip. I każdy z nich deklaruje to osobiście sam jeden. To nie jest grupowa deklaracja, że nagle staje przede mną paru ludzi i mówi wyznajemy to i to. Nic z tych rzeczy. To są nasze rozmowy prywatne W to, w co każdy z nas wierzy i tak dalej, to, co widzimy, jak odczuwamy. Jak człowiek siedzi, uczy się razem ze sobą, to na takie rozmowy troszeczkę czasu przeleci.
W każdym razie, gdzie wszyscy ci dżentelmeni widzą sens swojego życia? Fenomen. Wszyscy ci dżentelmeni, którzy potrafią doskonale sobie radzić z maszynami, z matematyką, ze wszystkimi tymi aspektami teoretycznymi, naukowymi, technologicznymi. Gdzie to jest? Gdzie według nich jest sens życia? Jest w budowaniu relacji między ludźmi. To jest fenomen. Żaden z tych ludzi, którzy są genialnie utalentowani w robieniu w miarę precyzyjnych rzeczy, w ogóle nie widzi sensu w tym, że on grzebie przy śrubkach i tego typu historiach, że on używa suwmiareczki, odmierza te wszystkie rzeczy. Nie. Sens tych ludzi jest zupełnie gdzie indziej.
To jest ich droga. I to jest właśnie powód, dla którego doskonale się uczą. Dlatego doskonale sobie radzą z przyswajaniem informacji, ponieważ nie ma tej bariery. Oni widzą sens swojego życia zupełnie gdzie indziej. Widzą go poza tym attachmentem fizycznym, widzą go poza granicą, którą niektórzy nazywają śmiercią. I ci ludzie robią zwyczajnie, co dużo mówić, cuda. Ci budują relacje z innymi ludźmi i wychodzą z tego więzienia, własnego więzienia, własnego wizerunku zbudowanego z własnych ograniczeń. Tam tego nie ma. Jak się okazuje, wtedy wiedza płynie po prostu jak wartki strumień na wiosnę, którego nie jesteś w stanie niczym zatrzymać. Zwyczajnie.
Fenomen. Fenomen z mojego doświadczenia w pracy z ludźmi, kiedy przekazuję im wiedzę. I to taki fenomen, który trwa już lata. Tyle ci mogę na ten temat powiedzieć. I tak wygląda z tym doświadczeniem. Oczywiście, jak wspomniałem, doświadczenie psychodeliczne, doświadczenie z medycyną nie jest tym jedynym, które cię wyrywa z butów, ale moim zdaniem, to jest moja indywidualna opinia, jest najbezpieczniejszym i najlepszym doświadczeniem, żeby wyrwało cię z butów i okowów własnej psychozy maniakalnej na własnym punkcie i żeby postawiło cię w takiej perspektywie, że zobaczysz naprawdę, kim nie jesteś. Dzięki temu możesz spokojnie, z oddechem się zastanowić, kim ty właściwie w życiu chcesz być i z kim ty właściwie w życiu chcesz być. I to nawet tak bardzo indywidualnie. Z kim ty chcesz być, będąc ze sobą samym w lusterku naprzeciwko siebie? To jest właśnie to magiczne zobaczenie twarzy swojej własnej duszy.
Ciekawa historia. Ja myślę, że nowe czasy nadchodzą i to są te nowe czasy na nowe doświadczenia i ta nowa technologia, która już teraz jest na świecie obecna, o której chyba wszyscy już wiemy. Wiele innych rzeczy i to, że ja tu sobie opowiadam takie historie i że ty sobie opowiadasz takie historie z przyjaciółmi. Widzisz, świat się zmienia i to jest ten nowy świat, zupełnie inny. Gdzie jest relacja? Otóż to. To ja cię zostawiam z tym wszystkim, z całym tym bigosem. Zastanawiaj się nad tym samodzielnie dalej, a ja tu kończę swoją hiperprzestrzeń. Sobie znikam przytulić kolejne refleksje na temat swojej radosnej egzystencji w tym jakże pięknym świecie i nabierania perspektyw na swoje życie z różnych możliwych wielu stron. Im więcej perspektyw, tym przyjemniej, tym wydaje mi się bardziej poukładany obrazek całości.
I właśnie na tym polega sens widzenia swojej własnej perspektywy. Bo jeżeli zobaczę jedną, to dlaczego ma mnie to zatrzymać przed zobaczeniem drugiej, trzeciej, czwartej, piątej? Efekt jest taki, że człowiek nabiera dystansu do siebie i to jest bardzo miłe. I wie, gdzie dystans się zaczyna i wie, gdzie dystans się kończy. I znika pojęcie dualizmu. Znika pojęcie zastanawiania się, co z numerami i liczbami, a co z duchem. Znika takie rozstrzyganie świata. Zaczyna się zrozumienie i widzenie powiązań, nawet tych, które przekraczają ten fizyczny wymiar. Taka jest moja opinia na ten temat. Z tym cię zostawiam, droga słuchaczko i słuchaczu.
Dziękuję wielkie za wysłuchanie. Zapraszam cię do pozostałych aktywności w Radiu Na Fali, do księcia Edwarda, do etykiety zastępczej i oczywiście do syntezy cię zapraszam na czwartek. I zapraszam cię do teorii chaosu i zapraszam przede wszystkim do archiwum w Radiu Na Fali i w Radiu Paranormalium, które kolekcjonuje hiperprzestrzenie i do archiwum, którego adres za chwilę podam, się pojawi. Za chwilę się pojawi na stronie Radia Na Fali i tak dalej cała ta informacja, jak tylko znajdę odrobinę czasu, bo już tutaj Grzegorz wrzuca na Chomiki i w kilka innych miejsc te zaległe audycje. Także możesz sobie pościągać i posłuchać. Także dzięki tym dwóm dżentelmenom audycje są dostępne offline. Co prawda poza archiwum radia, ale są dostępne. Już się zaczynam powtarzać. Także czas najwyższy, żebym się zawinął sprzed tego mikrofonu. Zatem dzięki wielkie za wysłuchanie tej hiperprzestrzeni.
Pozdrawiam cię mecenasko i mecenasie za wspieranie radia, pomimo niedziałającego archiwum na świeżo. Peace and love i do usłyszenia następnym razem. Trzymajta się. Kosmici! No i nie zapomnę dodać oczywiście, że słuchałeś RadiaNaFali.com.