Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - To think for yourself and question authority. Radionafali.com, Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Jest sobotni wieczór, 13. w sobotę. Tadam, tadam! Witam cię, kłaniam się w pas. Witam wszystkich obecnych na czacie Radia Nafali bardzo serdecznie. Ja też jestem na czacie. Jednym okiem po piracku tam będę rzucał.
Co tam jeszcze chciałem zauważyć? Że oczywiście jestem na Skypie radionafali.com, tak to się nazywa. Oprócz tego przede wszystkim podziękowania dla mecenasów Radia Nafali za wspieranie Radia Nafali, bardzo serdeczne. I pozdrowienia dla wszystkich tych, którzy słuchają tego offline. Człowieku, gdziekolwiek byś nie był, pozdrawiam cię serdecznie. Szkoda, że nie możesz być na żywo. Czy jakoś tak. Właśnie, co jeszcze chciałem powiedzieć? Pozdrawiam swoich kolegów, bo ostatnio zapomniałem powiedzieć, ale etykieta zastępcza. Oczywiście, że tak.
Czas Snu oczywiście, że tak. Wszystkie pozostałe rzeczy w archiwum Radia Nafali, że w ogóle Grzegorz z powodu tego, że nie możemy wrzucać nowych rzeczy na serwer na razie, powrzucał wszelkie zaległości, wrzuca te zaległości w miarę na bieżąco na różne inne serwisy. Ja ciągle nie mam czasu, żeby siąść do strony radia i wrzucić tam linki do tych wszystkich rzeczy, ale dostaję je. Dzięki za linki. Za chwilę naprawdę będę musiał to ogarnąć. Nawet nie będę próbował, tylko po prostu to ogarnę. I tak to wygląda w praktyce, aczkolwiek jeszcze musi chwilę poczekać, bo jestem zajęty, zagruzowany, gości tyle. Pomaga. Dużo gości się zrobiło u mnie ostatnio. I bardzo dobrze.
Czasami musi być tak, że jest troszeczkę gości w okolicy i tyle. I też opowieści, i tak dalej. Jak zwykle refleksje i nie tylko. Jak zwykle mam troszkę refleksji na dzisiaj. Co dzisiaj chciałem? Troszeczkę o snach, o przyszłości. Tadam, tadam! Takie kryminalne tango troszeczkę. Oczywiście ten temat trochę się pojawia, trochę mniej lub bardziej. Dzisiaj się jak zwykle pojawi troszeczkę od strony snów.
To taki mój ukłon w stronę Grzegorza, bo tak, nie ma czasu snu ostatnio i ja trochę zawalam z montażem tego wszystkiego. Grzegorz też jest zajęty, zarobiony. Wiesz, człowieku, jestem w punkcie zwrotnym w historii świata. I tak się złożyło, że chyba coś mam z tym wspólnego. Otóż to. Także jestem zajęty troszeczkę robotą nad dziwnymi urządzeniami, o których opowiadam w czwartek w Radiu Nafali. Mówię o keszyźmie i nie tylko. Otóż to o plazmie opowiadam, polu magnetyczno-grawitacyjnym o godzinie 22:30 polskiego czasu w Radiu Nafali też na żywo. Ale dzisiaj jest Hiperprzestrzeń i oprócz tego, że w Radiu Nafali jest transmitowana też w Radio Paranormalium i u Grzegorza w radiu Dreamtime jest retransmitowana w tym samym czasie. Pozdrawiam obydwu dżentelmenów Ivelliosa, i Grzegorza bardzo serdecznie.
Pozdrawiam panowie. Witam, Grzegorz macha hura na czacie. Bardzo dobrze, ja też mówię hura! Wsparcie dla RNF, pisane razem, kropka, archiwum przez u zwykłe, kropka, czas snu razem, dwa s, secret sign. Czas Snu. Jeszcze raz. To będą jedne słowa pojedyncze i będą mówili, gdzie jest kropka. Wsparciedlarnf. archiwum.czasnu.com. Taki jest adres.
Dzięki wielkie. To się nagadałem, naczytałem z ekranu. A dzisiaj o snach, bo w ogóle miałem bardzo ciekawą rozmowę tutaj w domu, przy skręcaniu drutów dosłownie. Nie żartuję. Ten, kto wie, ten wie, o co chodzi, a ten, kto nie wie, o co chodzi, ten nie wie. Takie są natury dzieje, świata dzieje albo jakoś tak. I pojawiły się oczywiście rozmowy o snach, bo sny bardzo ważna rzecz w życiu człowieka. Radio Nafali w sumie zaczęło się od opowiadania o cannabis i o snach. I o kwasie. Takie tam, jak zwykle.
I o technologii, o której nikt nie chce nic mówić. No właśnie, to ciągniemy dalej ten wątek. Tym bardziej, że czas leci, nadszedł koniec historii, jak to wygląda. Właśnie ciekawa rzecz. Widziałem, człowieku, możesz mi nie wierzyć. Nawet wspomnę o tym. Nie to, że o technologii, ale widziałem dwa dni temu takie wideo, gdzie człowiek pokazuje, jak robić złoto. Także jeżeli masz zainwestowane pieniądze w ten Babilon, który porusza się za pomocą złota i jak mawiał doktor Plama z polskiej komedii „Hydrozagadka": „Esperanto świata. Złoto." Otóż to. Także złoto przestało być esperanto.
Inna sprawa, że esperanto było takim językiem, zawsze chyba będzie, którego zdaje się bardzo niewielu rozumie. Także właściwie można powiedzieć, że złoto właściwie w tym momencie stało się rzeczywiście esperanto świata. Także jeżeli ktoś ma złote sztaby, to w tym momencie ma strasznie pecha. Okazało się, że jest metoda na produkowanie tego w dowolnych ilościach, jeżeli ktoś wie, jak to zrobić. Ale ja to może zostawię. To taki po prostu znak czasów troszeczkę. Jeszcze nawiążę. Jutro, na to wygląda, czyli w niedzielę, czyli właściwie dzisiaj, za godzinę, za dwie godziny u mnie w Londynie, bo ja nadaję do ciebie prosto z Londynu. Za dwie godziny zacznie się dzień, w którym ujrzy światło dzienne publikacja, która jest tak zwanym z angielskiego blueprintem, czyli planem budowy i konstrukcji. Czyli jak sobie zbudować urządzenia, które jest generatorem można powiedzieć kolokwialnie wolnej energii, ale nie chodzi tu o wolną energię, tylko jest generatorem pola grawitacyjno-magnetycznego i dzięki temu daje prąd elektryczny bez potrzeby wpinalnia się w gniazdko w prądzie, które jest podłączone z kolei do elektrowni.
Także jak się okazuje, żyjemy w ciekawych czasach. Można powiedzieć, że jesteśmy właściwie wolnymi ludźmi. Ciekawe czasy i ja nawiążę troszkę do tego, ale nie od tej strony technologicznej, bo to, że czasy mamy takie, jakie mamy, ja tak specjalnie sobie powiedziałem: a niech zostanie w archiwum, kiedy ja to nadawałem, a niech będzie. Nie będę udawał, że wcale o tym nie wiedziałem. Dzisiaj chcę troszkę o snach, bo podczas rozmów, skręcania, opowiadania, picia herbat, kaw, palenia jointów. Nie będę udawał, że jest inaczej. Ale nie wszyscy palą jointy. Nie wszyscy. Naprawdę koleżanko i kolego, nie wszyscy. Także wcale nie musisz palić jointów.
To wcale nie jest mandatory, obligatory. Nic z tych rzeczy. Zapomnij. Ale możesz w intencji mojego zdrowia albo jakoś tak. Zapraszam serdecznie. Ja dzisiaj się troszeczkę stuknąłem w nogę. Poważnie. Tak biegałem po schodach. Gość był. Jak biegałem po schodach, żeby gościowi otworzyć drzwi, to otworzyłem, ale tak się lekko stuknąłem w palec.
Pomyślałem: „A, spoko”. I biegłem dalej, bo gość przyszedł, ja pobiegłem po jakąś herbatę czy kawę. Wchodząc czy wychodząc walnąłem się znowu w palec, ale w tym momencie było to oczywiście x razy większe. Co tu dużo mówić. Dosyć brutalne uderzenie, aż palec prawie że trzasnął. Także dzisiaj mam zderzenie z palcem. Szczęśliwie już schodzi. Nie jest absolutnie źle. Jest nawet całkiem nieźle. Szczęśliwie akurat noga nie boli, także wszystko jest w pracy.
Po prostu wygląda troszeczkę tak, jak to zwykle, jak się człowiek grzmotnie w palec. Takie rzeczy się dzisiaj działy, ale oprócz tego wrócę do wizyjnych spraw, bo troszkę tak z wizją. Za pierwszym razem wiedziałem, że coś będzie na tym zakręcie. I z tej okazji, że wiedziałem, że będzie na tym zakręcie, to jakoś nie zwróciłem uwagi na takie znaki. A znaki są jeszcze ciekawsze w snach i to u wielu ludzi, szczególnie ostatnimi czasy. Ja sobie zbieram swoje sny. Tym bardziej że ostatnio najczęściej śni mi się taka historia, która polega na tym, że mijają trzy dni, ja coś robię, rozmawiam z kimś, prowadzę swoje życie i nagle się okazuje, że widzę to samo, co śniło mi się trzy dni temu i dokładnie widzę tą samą sytuację. To już nie jest takie déjà vu klasyczne, że stoję w jakiejś sytuacji i nagle: „Wow, już tutaj byłem, już to wszystko widziałem. Wiem, co to jest. Wiem, co zaraz ktoś powie.
Wiem, co się wydarzy”. I faktycznie tak jest. I to jest to zjawisko déjà vu. Nie, nic z tych rzeczy. To jest dosłownie sen. I powiem szczerze, czasami, pomimo że nie zdarzyła się to zjawiskowo w sensie od ostatnich paru dni czy jakoś tak. To już jest dłuższy proces, bym powiedział. Poza tym zdarzało mi się tak w życiu już kilka razy wcześniej, ale ostatnio można powiedzieć nieustannie taka historia. Coś mi się śni, mija dwa, trzy dni i dokładnie się dzieje. Zabawna rzecz jest taka, że pomimo tego, że dzieje się to dosyć często, to powiem ci, że jest to bardzo zjawiskowe doświadczenie, bardzo ekscentryczne, bardzo ciekawe i zawsze wyrywające z butów.
Pomimo że przywykłem troszeczkę, chociaż ciężko powiedzieć, że człowiek może przywyknąć do takiej sytuacji. Chociaż poniekąd tak. Dzisiaj miałem taką sytuację. Wczoraj miałem taką sytuację. To takie zabawne momenty. Właściwie wygląda to trochę tak, jakby każdy dzień mojego życia śnił mi się wcześniej. I mieliśmy tę rozmowę parę dni temu, może być parę chwil temu. Nie wiem, czy te dni w ogóle odgrywają jakąś rolę. Może za chwilę dotrze do nas ten rzeczywisty koncept, czym jest przestrzeń i czym jest czas. Że to jest przestrzeń i że można podróżować troszkę inaczej.
Że to nie ma nic wspólnego z linearnym odczuwaniem, z wymiarami, wielowymiarowością, że to jest jeden wymiar. Tylko nasze położenie w tym wymiarze jest troszeczkę inne. Na przykład jednego dnia, a drugi dzień to jest inne położenie. Jeżeli wiemy, jak kształtować to położenie, to możemy podróżować pomiędzy czasem do tyłu, do przodu, gdziekolwiek właściwie. Ciekawa historia i powiem ci szczerze, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, nawet całkiem się skłaniam do tego, bo właściwie co dużo by nie mówić, tak jak ci opowiedziałem, jakie mam ostatnio sny, to takie jest moje doświadczenie. Cóż może lepiej to wyjaśniać, jak nie zrozumienie przestrzeni. Nie czasu, tylko przestrzeń. Po prostu przestrzeń, że mi się śni wcześniej, co się wydarzyło. I wielu z nas miewa takie sny. Ja nie jestem jedynym człowiekiem.
Tu szczęśliwie jak siedziałem, druty skręcałem z kolegami, cewki nawijałem, to działy się takie rzeczy, że sobie opowiadaliśmy i są bardzo ciekawe, prorocze sny i takie mocno prorocze. I w ogóle mamy wrażenie, że jest pewien sen, który nam się śni od lat. Sorry, przesadziłem. To nie jest sen, który nam się śni od lat. To jest sen, który nam się śni. Sen, który właściwie pamiętamy z dzieciństwa. Tak, właściwie od lat. Dokładnie. Chociaż znamy się od lat, bo jakoś tak się złożyło, że ci dżentelmeni, którzy wylądowali u mnie na podłodze, akurat są dżentelmenami, którzy znają mnie od co najmniej 20 lat, a ja ich też. I znamy się z czasów, gdzie mieszkaliśmy jeszcze w Polsce i znamy się tutaj doskonale, bo jesteśmy swoimi sąsiadami w tym samym mieście, co najmniej o parę ulic dalej.
I generalnie się tak schodzimy i sobie tu skręcamy i się okazuje, że mamy sny o tych samych miejscach. Dałabyś wiarę? A ty też? I sobie właśnie ostatnio rozmawiamy dokładnie o tych miejscach, bo każdemu się śni to samo, można powiedzieć, ale dodatkowe elementy, które nie śnią się innemu. Właściwie tak, ale poszerzone o dodatkowe elementy, które nie śnią się pozostałym. I tak składamy troszkę jakąś taką dziwną, przedziwną opowieść z tych snów, bo mi się śni droga, śni mi się miejsce. Miejsce jest dokładnie takie samo: korytarz, schody i tak dalej. I wiele spraw. Mógłbym cię tu zanudzić. Łącznie z tym, że jest w drewnie.
Cała chatka jest w drewnie. Ciemne dębowe drewno. Fajnie wygląda, takie stare, nic nowego, takie co najmniej chyba 100 lat, jak nie więcej. Anyway, takie bardzo staroświeckie, z małych kawałków cięte, pięknie rozłożone wszystkie naprężenia w drewnie. Piękna chatka, taka troszkę zakurzona. I pracownia jest tam. Laboratorium, tak można to nazwać. Znajduje się W piwnicy, chociaż właściwie jest to rodzaj piwnicy. W sumie jest to piwnica, ale jest to podpiwniczenie jednocześnie. Śni mi się takie miejsce i nie raz, nie dwa.
Śni mi się od lat i nie raz, nie dwa tam bywałem. I okazuje się, że nie jestem jedynym człowiekiem, któremu śni się, że tam bywał. Na dodatek każdemu śni się inny element tej układanki, czy wcześniej, czy później. Taka zabawna podróż przez czas, przez przestrzeń. Ciężko to opisać, bo właściwie musiałbym ci opowiedzieć historię. Na razie jesteśmy na etapie konstruowania elementów tej historii. Oczywiście dopowiadamy sobie, jak nieszczęście, wszystkie kawałki po drodze. Oczywiście wymyślamy część tej historii, ale wymyślamy na bazie rzeczywistych snów, bo wymyślamy w postaci snucia przypuszczeń, czym są te sny. Mam jeden taki sen, właściwie serię konkretnych snów, która chodzi za mną od jakiegoś czasu. Chodzi o to, że były tak rzeczywiste, że to właściwie nie były żadne sny.
To może włączę jakąś muzyczkę i sobie posłucham razem z tobą jakiejś muzyczki, bo troszkę zapomniałem z tymi wszystkimi dźwiękami, z muzyczką i tak dalej. Tak, jestem troszkę nieprzygotowany, bo tu goście non stop. Taka jest prawda. Ale co dużo mówić, zawsze mam coś pod ręką. To się nazywa być przygotowanym. To ja może zrobię jedną rzecz, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, bo o snach dobrze jest rozmawiać w oparach dymu. Ja to sobie spokojnie zapalę, coś sobie skręcę, a ty sobie też coś skręć i pogadamy o tych snach, o tych wizjach i o przyszłości. To jest związane z tym całym konceptem końca świata. Tak sobie myślę, przynajmniej tak się jawi w mojej głowie główny koncept, który za tym kroczy, że każdemu z nas— zanim puszczę muzę, to ci powiem, o co chodzi. Każdemu z nas śni się przyszłość albo kawałek tej przyszłości.
Czasami w troszeczkę innym opakowaniu, a czasami być może, i to jest najbardziej zaskakujące, w bardzo dosłownym opakowaniu. Jestem w szoku, że rzeczy, które śniły mi się parę lat temu, teraz się dzieją w moim życiu. Że to jest to pomieszczenie, że to są ci ludzie, że to jest taka, a nie inna sytuacja w takim, a nie innym kontekście. Jeżeli się cofnę pamięcią x lat do tyłu, chociażby 10 albo pięć, to ten sen wydaje się tak nierealny. Tak inne życie, tak w drugą stronę. Może nie aż tak, ale w sumie w drugą stronę wszystko. Nikt się czegoś takiego nie spodziewał, a już tym bardziej ja. Takie jest moje doświadczenie. Jakby co, to dzwoń dziewczyno i chłopaku i mów, co ty na ten temat myślisz, bo ja sobie myślę, że powoli ta cała historia zaczyna się zakręcać w kółko. RadioNaFali.com, „Hiperprzestrzeń” i historia związana z wizyjnością, snami.
Właśnie, tu wychodzi na to, że jest to coś o wiele grubszego i o wiele większego. Coś, co przekracza, przynajmniej w mojej opinii w tym momencie, percepcję snu, percepcję wizji, czegokolwiek. W ogóle w tym momencie sama kwestia przeszłość, przyszłość i tak dalej, jest generalnie mocno pod znakiem zapytania. Właściwie nie istnieje coś takiego w tym momencie. Istnieje co najwyżej grupa informacji, która generuje albo coś, co się dzieje teraz, albo coś, co się wydarzy za chwilę, albo coś, co minęło już jakiś czas temu. Generalnie informacja. I właściwie jest z tym całkiem zabawna historia, bo oficjalna część medycyny jest tu w poważnej kropce, ponieważ dawno temu był taki pomysł, że wszystko zapisujemy w sobie. To też jest związane z tłumaczeniem snów, że przerabiamy coś z poprzedniego dnia. Ale numer polega na tym, że właściwie jako istota nie posiadamy czegoś takiego jak twardy dysk, czyli miejsca, gdzie byśmy zapisywali jakiekolwiek informacje. Wyobrażasz sobie, co by się działo z naszym organizmem fizycznie, gdybyśmy wszyscy byli twardymi dyskami?
Jeszcze jakbyśmy mocno puchli. Stary człowieku, przeczytałbyś książkę, a ty dziewczyno obejrzała jeden film i co wtedy? Jeszcze człowiek by się wzruszył na tym filmie, to ile tych informacji by było? Człowiek by pękł. Nie mógłby wejść do biblioteki, bo byłoby to po prostu samobójstwem. Ludzie pękaliby w szwach od nadmiaru informacji. Ale się okazuje, że informacje są zupełnie gdzie indziej i jest coś takiego, co się tworzy w naszym DNA. Jest to tylko część oczywiście tej całej historii. Nie chciałbym, żebyś potraktowała to, i ty też, jako kompleksowe rozwiązanie i kompleksową wiedzę. To tylko kawałek tej całej wiedzy.
Ale bardzo ciekawa historia związana z naszym kodem DNA. Oficjalnie wszyscy wiemy, że jest DNA i tak dalej. Klasyczne DNA. Później mamy coś takiego, co odkryto parę lat temu. Nazywa się to RNA, czyli coś, co było schowane za tym oryginalnym kodem DNA, ponieważ w oryginalnym znajdowano pewne anomalie zachowania, które nie powinny się wydarzyć i zaczęto studiować te kawałki kodu DNA. A właściwie zaczęto studiować te kawałki, które wcześniej odrzucono, stwierdzając, że to jest tak zwany junk DNA i że to jest jakaś taka zupa, w której nic się nie dzieje, tylko pływa to oryginalne DNA, czyli ten zapis informacji. Oczywiście koncepcja była taka, że ten zapis dostaje informację z zewnątrz, przerabia ją, kształtuje komórki i tak oto wszystko powstaje. Ale z biegiem lat okazało się, że właściwie nie ma czegoś takiego jak zapis wewnątrz z zewnątrz. Czyli nikt z nas nie ma twardego dysku, który pozwoliłby zachować jakieś informacje o tym, jakie mamy linie papilarne, jaki mamy kolor oczu, ile mamy włosów, kiedy nam mają wypaść, a kiedy nie. Absolutnie nic z tych rzeczy.
I się okazało, że w tej zupie jest jeszcze jedna substancja, która o dziwo przypomina kod DNA. Ba, się okazuje, że ta informacja jest o wiele ważniejsza, jest o wiele starsza i tak naprawdę DNA jest tylko pewnym rodzajem interakcji biochemicznej, tak się oficjalnie mówi. Właściwie chodzi o pola magnetyczno-grawitacyjne z aminokwasami. Wtedy stwarza DNA. DNA jest produktem czegoś, co jest wcześniej, a to wcześniej to się nazywa RNA i dawniej uznano za śmietnik. I się okazało, że najstarszy kawałek aktualnie, przynajmniej- Do pewnego czasu. Zaraz opowiem, co się ostatnio okazało. Ale jeszcze zostając przy RNA, stwierdzono, że tam jest najstarszy kawałek ludzkiego genotypu, zawsze przechowywany w linii żeńskiej. Wszystko byłoby fajnie i zaczęło być fajnie, że już powoli łapiemy, o co chodzi. I nagle parę chwil temu gruchnęła informacja, że w tej pozostałej zupie, bo oczywiście okazało się, że po odcedzeniu RNA dalej została część zupy.
Tam już oczywiście nie ma takich zakusów za bardzo, żeby nazywać tego śmieciowym DNA. Już panowie powstrzymali troszeczkę tę lejce przed tą gonitwą, opamiętali się trochę, ale odłożyli to na bok i też zaczęli to badać i się okazało, że tam jest jeszcze większe halo, bo tam znajduje się ślad czegoś, co prawdopodobnie kształtuje RNA. Czyli mamy RNA 1, a teraz znaleźliśmy RNA 2. Coś o wiele starszego, coś o wiele bardziej źródłowego, coś o wiele bardziej kompleksowego. I jak wynika na razie z bardzo wczesnych badań, wszystkie interakcje na poziomie RNA, a później manifestujące się na poziomie DNA, wynikają właśnie z tego pierwszego. I teraz jest pytanie oczywiście, ile jest tych RNA do tyłu, bo jak na razie znaleźliśmy pierwsze, teraz mamy drugie. Może się okazać, że jest trzecie. Właściwie nie wie nikt. Ciekawostka? Wracając do tej informacji, ciągle wracamy do czegoś takiego, co ja sobie na swój własny użytek, nie musisz tego nazywać w ten sposób, ale to jest moja taka definicja, przyjmijmy ją na ten wieczór.
Nazywam to takim fraktalnym polem informacyjnym. Mały fraktal informacji, trójkącik, trzy rogi, odpowiednia kombinacja, jeden dalej, trochę bliżej albo wyżej, albo jakoś tak względem siebie tworzą zapis informacji, który bynajmniej nie jest zero-jedynkowy. Jest taki bardzo kompleksowy. Jeżeli chciałbym to porównać do jakichś matematycznych przepisów, to właściwie ilość zer byłaby równa ilości kombinacji przesuwania tych punktów tak, żeby dalej tworzyły trójkąt, ale żeby za każdym razem tworzyły inny trójkąt. Czyli właściwie ilość nieograniczona. Jeżeli złożysz jeszcze dwa trójkąty, to właściwie w ogóle nie ma limitów. Właściwie trzy trójkąty. Są jakieś tam, ale to są limity już poza ludzką percepcją, tak że nas za bardzo nie dotyczą. Jest to pole fraktalne. Czyli jeżeli się wbijesz w ten pierwszy trójkąt, ten najmniejszy trójkącik, to jesteś już w tym polu informacji, bo ta informacja się zasuwa mniej więcej w ten sposób w tym polu.
Jeżeli wszystko jest informacją, począwszy od naszego stworzenia, czyli RNA, DNA, bo myślę, że to chyba nikt nie będzie za bardzo specjalnie oponował. Stamtąd bierze się coś, co później zawija tym polem dookoła tak, że powstają komórki, wyrastają palce, oczy wyrastają, nogi wyrastają. Człowiek wyrasta. Bierze się z głowy, z DNA. Nie tylko, człowiek się tak ciekawie kształtuje. Po drodze jeszcze powstają w głowie kawałki magnetytu, ciekawego minerału o właściwościach magnetycznych. I najlepszy numer polega na tym, że oczywiście nie tylko w szyszynce jest ten magnetyt. Magnetyt jest rozsiany właściwie po całej naszej czaszce. W skrócie mówiąc, nasza kość zwana czaszką jest niczym innym jak anteną i odbiornikiem, i to takim magnetyczno-grawitacyjnym konkretnie, bo znajduje się tam magnetyt, który ma właśnie oddziaływania grawitacyjne troszkę inne. Słowem jesteśmy ciekawą konstrukcją i hologramem twardego dysku w środku.
I teraz wyobraź sobie, że kładziesz się spać, cokolwiek, wybierasz się na jakąkolwiek wycieczkę. Mogą być substancje psychoaktywne, cokolwiek to jest. Może być ayahuasca, może być czanga, może być psylocybina, cokolwiek to jest. Ruszasz do innego wymiaru w cudzysłowie, a być może w rzeczywistości ruszasz do jednego wymiaru. Jest tylko jeden wymiar. Być może w rzeczywistości wychodzisz z miejsca, w którym być może istnieje wiele wymiarów tylko dlatego, że większość mieszkańców tego miejsca nie skumała jeszcze zasad i prawideł, które rządzą tym światem i non stop wymyśla coś w rodzaju praw Newtona, jakichś takich historii i tam próbują się z tym poskładać. A drzewo dalej rośnie do góry, dalej nie słucha Newtona, dalej rośnie do góry, tylko jabłka spadają na dół. A co z drzewem? Jak ogarnąć ten temat? Co się dzieje z drzewem?
A ja może na moment się wyłączę, włączę sobie jakąś radosną muzyczkę, żeby nie było, że tak dzisiaj gadam. Puściłem sobie troszeczkę muzyczki. Skręciłem sobie coś do palenia, tak że ja będę słuchał i puszczał jakąś chmurę w dobrej intencji miłości i pokoju dla świata. I się tak zastanawiam troszkę nad tym, z czym my mamy do czynienia, kiedy mówimy o snach, o takich wizjach przyszłości. Bo to nie tylko sny. Tu jeszcze się zalicza jedna kategoria, której jestem wielkim miłośnikiem. Nigdy mi się nie zdarzyło, nigdy się nie udało tego zrobić ze mną, ale niektórym się udało. Mianowicie chodzi o sesje regresyjne. Nigdy mi się nie udało, chociaż można powiedzieć, że po ayahuasce miałem bardzo mocną sesję regresyjną całego swojego życia. Długiego.
Anyway, to inna historia. Natomiast są ludzie, którzy mają takie doświadczenia związane z hipnozą, których ja specjalnie nie mam. Tu nie będę udawał, że jest zupełnie inaczej, ale tak czy siak i one wpisują się w pewien kalendarz przyszłych zdarzeń. Być może, a być może nie. Nad tym się dzisiaj zastanawiam. Alas, trzymaj mnie RadioNaFali.com, Hiperprzestrzeń i ja na imię Tomek, człowieku. A ty możesz dzwonić na Skypie. Ja tu się troszkę dzisiaj lenię z różnymi datami. Nie wyciągam żadnych zwłok z szafy, chociaż być może powinienem wyciągnąć kilka zwłok. Anyway, zostawię, bo dzisiaj taka bardziej refleksja, myślę, dotycząca każdego z nas, a mniej dotycząca zwłok z szafy, bo zwłoki są już dawno w szafie, a my jesteśmy tu i teraz i wszystkich nas dotyczy to zjawisko informacji.
Czyli pierwszy wniosek, którego nie lubi bardzo oficjalna medycyna, bo właściwie oni twierdzą, że mają monopol na informację w postaci produkcji substancji chemicznych, które stymulują nasz organizm do tego, tamtego, siamtego, owego, ale w rzeczywistości żadna z tych substancji nie potrafi zastymulować życia. Wręcz odwrotnie, bardziej stymulują zejście niż powrót do tego świata. To chyba normalne. Ale jest taki Święty Graal troszeczkę, ale to bardziej związane z takim stanem umysłu, który twierdzi, że koniecznie trzeba podporządkować sobie zjawisko. I nie polega to na obserwacji zjawiska, tylko polega to na panowaniu nad zjawiskiem. Czyli nieważne, czy to ryba, czy to małpa. Ważne, co my chcemy, żeby to robiło. Dlatego uparcie, na siłę próbujemy wytresować ryby w kakaniu po gałęziach na drzewie, a małpy zrobić najlepszymi podwodnymi pływakami. Trochę tak czasami to wygląda, przynajmniej od strony medycyny chociażby, od wielu stron: od strony energii, od strony w ogóle naszego konceptu na rzeczywistość i myślę, że przede wszystkim naszego konceptu na czas. Inna sprawa, że jesteśmy mocno ograniczeni i to naprawdę mocno.
Chodzi o naszą percepcję rzeczywistości, to, czym się martwimy na co dzień, przynajmniej znakomita część z nas. Czy chcemy, czy nie, świat potrafi być brutalny i potrafi docisnąć. Czy tak się nam podoba, czy się nie podoba. Kwestia na przykład chodzenia do pracy i kwestia tego, że każda rzecz jest okupiona jakąś aktywnością, która właściwie w ogóle nie służy nam, która nie wynika z naszej aktywności, się kompletnie nie wspiera czegoś takiego jak nasz wewnętrzny świat, przynajmniej w znakomitej większości. Część z nas absolutnie lubi swoją robotę. Sam należę do tych ludzi, którzy nigdy nie mieli z tym problemu i nawet pracując w biurach tego świata nigdy nie miałem problemu z tym, żeby wstać i ruszyć do tego biura. Pomagam. Akurat tak mi się zdarzyło, że pracowałem z naprawdę bardzo fajnymi ludźmi, robiąc bardzo fajne rzeczy. Także I'm the lucky one. I nigdy nie miałem z tym bólu dupska w rzeczywistości.
Dokładnie. I to jest piękne uczucie, kiedy cofam się pamięcią do tej przestrzeni, którą zostawiłem gdzieś tam za sobą. W każdym bądź razie niektórzy z nas doskonale się z tym spełniają, doskonale sobie radzą, wszystko jest okej. Myślę, że to nie jest kwestia nie radzenia sobie czy radzenia, tylko jest to kwestia bardziej naszej natury. Pomimo wszystko, czy sobie w tym radzimy, czy nie, nie jest to strukturalna część naszego życia, że człowiek wstaje i tyra. Nie ma takiego zwierzęcia na świecie, które by wstało i tyrało nieustannie. Tylko człowiek patrząc na zwierzęta, próbuje je złapać wtedy, kiedy tyrają. To jest ten numer wszystkich filmów zoologicznych, przyrodniczych i tak dalej, że one zawsze pokazują zwierzęta w akcji. Słuchaj, jak ci pokazać życie zwierzęcia, które generalnie spędza 20 dni obijając się centralnie, śpiąc, leniuchując, wygrzewając się, robiąc potomstwo, siku i kupę, i generalnie mając pełny relaks, to jak ty to ogarniesz? To trzeba sprasować i w ciągu godziny dostajesz na przykład takie parę lat z życia takiego lisa albo wilka, albo lwa, albo gazeli, albo czegoś tam, szczególnie okraszone, jeżeli to jest z Anglii, okraszone głosem słynnego lektora, który twierdzi, że na świecie jest za dużo ludzi i że trzeba zrobić depopulację.
A ja widziałem jego trawnik. Naprawdę, uwierz mi, mały nie jest. Człowiek ma taki trawnik po drugiej stronie domku, taki ogródek, że zmieściłyby się tam dwa boiska tenisowe, takie jak na Wimbledonie prawie że. I widzisz. I on nie ma nawet czasu po tym chodzić, bo siedzi ciągle w tym studiu BBC i nagrywa te podkłady. Chyba już nie. Chyba już zszedł. Sir David Attenborough, katastrofista nieustanny. Biedactwo, z takim ogrodem faktycznie zabrakło mu przestrzeni do życia. To się nazywa styl.
Anyway, wracając do naszych przestrzeni właściwie telewizyjnych bardziej i tego, co nam się podaje jako obraz rzeczywistości, to z reguły oglądamy życie takiego zwierzaka sprasowane z kilku ujęć, z paru lat do paru minut. Tam z reguły później są pokazane drzewa, że ptaki przeleciały na górze, że trzeba zwierzę znaleźć, tu ekipę telewizyjna szykuje się na wyprawę i tak dalej. Wszystkie te zabawy. Wydaje nam się po obejrzeniu tego materiału, że kurczę blade, tam to jest zadyma. Takie zwierzę to nic innego nie robi, jak tylko tyra w życiu. Się okazało, że panowie kręcili ten film. Na później było takie spotkanie autorskie. Oni siedzą: „Kręciliśmy film przez siedem lat. Nasz żółwik Bongo Bongo nie lubił wychodzić z lasu specjalnie. Był ten moment, kiedy czekaliśmy w środku nocy i o mało co nie zaatakowała nas gazela.
A to był twardy moment”. Bo po drodze jest książka, jest seria reportaży do Discovery, a ja to oglądam w ciągu jednej godziny. Znaczy nie oglądam, ale potencjalnie mógłbym obejrzeć. To jest jedna godzinka i tam żółwik Bongo Bongo robi taki dym, że ja się zastanawiam, że po prostu nie chciałbym tam mieszkać, stary. Bo co by się działo, gdybym tam zamieszkał i okazało się, że żółwik Bongo Bongo robi mi codziennie taką historię pod oknem, jak na autostradzie, jak na Marszałkowskiej można powiedzieć, albo w centrum Londynu. Także nasza percepcja rzeczywistości czasu, kiedy ktokolwiek cokolwiek robi, jest mocno wykręcona. Przynajmniej taka jest moja opinia, że w miejscu, gdzie ja mieszkałem, czyli w Londynie swego czasu, teraz jestem wycięty z tego, także nie wiem, ale najpopularniejsze słowo wszędzie, w każdym biurze było productivity, activity, czyli produktywność i aktywność. To był obowiązek. Jeżeli skończyłeś swoją robotę, to twoim zwykłym obowiązkiem, domyślnie nikt nie mógł ci tego dać na kontrakcie, bo to jak złamanie praw człowieka, bo nagle ktoś by ci powiedział: „To, że skończyłeś swoją robotę, to nie znaczy, że koniec twojej roboty dla firmy, niewolniku”. I tak batem.
Tam jest komputer, tam są projekty, tam masz robić po godzinach. Czy płacimy? Nigdy. Ale pozwolę ci wrzucić do swojego portfolio, jeżeli przeżyjesz. Coś w tym stylu. I tak to wyglądało. I dalej tak wygląda. Słuchaj, sam spędziłem tak przy biurku, człowieku, lata. Ty, dziewczyno, też słuchaj poważnie. Może ty spędzasz tak swoje radosne dni przy biurku, słuchając „Hiperprzestrzeni”.
Myślę, że to dobry pomysł swoją drogą. Mam nadzieję, że miło się słucha. Anyway. I z tej okazji właśnie Tak się zamyliłem o tych biurach troszeczkę, o tym spędzaniu czasu. Tak mi się przypomniało troszeczkę, jak mocno okrojona jest rzeczywistość, kiedy funkcjonujesz w ten sposób. Bo właściwie kiedy masz funkcjonować? Kiedy masz załapać ten poranny sen? Kiedy masz funkcjonować w ten sposób, że się nie ścigasz? Kiedy te inne wartości w twoim życiu grają główną rolę? Ciężko, bo oczywiście wiadomo, że przy pracy jest praca.
Nie to, żebym chciał krytykować wszystkich pracujących. Absolutnie nie chciałbym tutaj być branym za takiego krytykanta. Absolutnie. Ja też coś robiłem w życiu, nie zapomnij o tym, gdy spędziłem lata w ten sposób, wstając rano do biura. Niemniej, pomimo radości nawet z wstawania, jest bezsens tego zjawiska potem productivity activity, bo polega to na tym, że pracujesz ponad godzinę tylko po to, żeby udowodnić sobie, że właściwie życie składa się z doskonałego wykonania pracy. Akurat mieszkam w kraju i to od lat, w którym jest coś takiego jak protestancka etyka. Tak to się popularnie mówi w Polsce, kraju zboczonym na punkcie religii. Protestantcka. Nie masz normalna, protestancka. Nie, chodzi po prostu o to, że trzeba generalnie zasuwać.
Jeżeli chcesz mieć efekty, słuchaj, to musisz zasuwać, ale jeżeli zasuwasz, to generalnie wszyscy cię szanują i to naprawdę bardzo mocno szanują. W rzeczywistości ludzie, którzy siedzą po godzinach w biurze, wcale nie lądują tak źle od tej strony materialnej. Jeżeli masz olej w głowie, robisz to, co należy zrobić w fajny sposób i wszystko jest okej i atmosfera nie jest naprawdę krzywa, to gwarantuję ci, że osiągniesz potężną karierę i nie będzie z tym problemu. Inna sprawa, że nie będzie życia prywatnego, bo właściwie wszystko wtedy jest podporządkowane pod pracę. I tu nie ma żartów, łącznie z życiem prywatnym w weekendy. Zdarza się, ale na tym polega cena kariery. Bo często jest taka opinia o tym, że kariera to trzeba się wrodzić i tak dalej. To na pewno pomaga. Jeżeli skończysz dobrą uczelnię, jeżeli masz rodziców we właściwym miejscu z kupą kasy i tak dalej, to jasne, że bardzo pomaga, ale to naprawdę nie jest coś, co robi twoją karierę. Możesz po prostu zostać wsadzony gdzieś tam i tam siedzieć przez całe życie, bujać i tyle z tego będzie.
Natomiast kariera jest kariera. Otóż to. I do tego trzeba mieć cwany łeb. Nie znaczy to, że możesz być głupkiem. Absolutnie. Tam też nie ma idiotów. Taka jest prawda. Ale koniec końców nie ma życia prywatnego. Wszystko się kończy i nie ma miejsca na refleksję. I tam przestrzeń jest dosyć mocno limitowana, bo przestrzeń jest linearna.
Cała percepcja całego naszego zachowania, załatwiania spraw przez x lat, przez praktycznie większą część doby jest ograniczona do percepcji linearnej od do. Czas jawi się jako coś takiego, co istnieje pod nazwą kalendarz albo w telefonie, albo na biurku, albo gdzieś tam, albo w komputerze. Bardzo często. I to, czy chcemy, czy nie, wyciska troszeczkę taką piecząteczkę na mózgu. Czy chcemy, czy nie. Wyobraź sobie, że nie noszę od lat zegarka. Jeżeli masz z tym problem, jeżeli nosisz zegarek, spróbuj sobie zdjąć zegarek na tydzień czasu albo na miesiąc i nie chodź z zegarkiem, nie oglądaj się na godzinę. I tak w dzisiejszych czasach każdy ma telefon, każdy ma zegarek przy sobie. Jeżeli chodzisz z telefonem, to masz zegarek. Także jeden problem z głowy.
Oczywiście po telefon musisz sięgać, po zegarek nie. Aczkolwiek większość ludzi nosi telefony w ten sposób, że i tak cały czas oglądają ich ekran. Także jeżeli oglądasz cały czas ekran swojego telefonu, a masz zegarek, to zostaw zegarek i zobacz, co się będzie działo. To zmienia troszkę percepcję czasu i to zdecydowanie. Ja myślę, że kawał tej cywilizacji, sposób w jaki jest poskładana jest dokładnie tym krzywym pomysłem, który odciąga nas od tej percepcji, że czas jest tylko składową informacji, że to jest takie pole informacji i my sobie wędrujemy po tym polu. Tak z powrotem nawiążę do samego początku, do tych snów i wizji. Przynajmniej w moim przypadku jest to taka mocna wyprawa w przyszłość. Nie wiem na ile, bo oczywiście nie każdy sen i nie każda taka wizja jest automatycznie wyprawą do przyszłości. To nie jest tak do końca na 100%, ale potężna ilość tych wizji jest i mam na to dowody w postaci tego, co widzę na własne oczy, chociażby tego, co widziałem dzisiaj. Takie historie się dzieją.
A wiadomo, że jak coś się przydarza częściej niż dwa razy, częściej niż trzy razy, to jest to już zjawiskowa rzecz. I wiadomo, że jak się przydarza więcej niż jednej osobie, a na spotkaniu było więcej niż jedna osoba i mamy tą historię z tym snem, że jesteśmy w tym samym miejscu. I jeszcze jest jedna osoba, która też jest związana z tym snem i też bywa w tym samym miejscu. I tak sobie składamy to miejsce każdy ze swojego snu. Ciekawe puzzle. Ciekawe. Dokładnie. Właśnie. A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. Ja mam na imię Tomek.
Telefon do radia to radionafali.com. Na Skypie oczywiście. To jest absolutnie live w sobotni wieczór. Ja tu dzisiaj o naturze przestrzeni, można powiedzieć o snach, o przyszłości. Właśnie, bo ja tu chciałem powiedzieć o jednej rzeczy związanej z informacją. To jest taka istotna sprawa i myślę, że odczuwalna przez wielu z nas. To jest ta granica weryfikowalności, bo do pewnego momentu każdy z nas potrafi opowiedzieć niesamowitą historię i to jest myślę normalne albo i nie, zależnie jak na to spojrzysz. Historię pod tytułem jak bardzo oświecony jest i od czego zależy oświecenie, od czego zależy zrozumienie, od czego zależy cokolwiek. Problem z 99,999 opowieściami z tego gatunku polega na tym, że są to tylko i wyłącznie opowieści teoretyczne i co bardzo zabawne, często opowiadane przez teoretyków. Jednak konkretnych teoretyków, którzy właściwie samym swoim życiem, tym, jak funkcjonują, zaprzeczają temu, co piszą.
Czyli można powiedzieć, że informacja nie Spotyka się z wiedzą praktyczną, doświadczeniem. Dokładnie. Tu mam Grzegorza. Halo, halo, panie Grzegorzu. Halo, halo! Dobry wieczór.
[36:39] - Dobry wieczór.
[36:40] - Jak zdrówko szanownemu panu?
[36:42] - Hej! Super. Rewelacyjnie. Miałem problemy ostatnio z uchem, ale sobie poradziłem dzięki technologii Keshe.
[36:49] - Ja tu mam coś dla pana, ale to prywatnie zostawiamy tutaj na boku.
[36:52] - Jasne. Bardzo fajny temat dzisiaj wybraliście, właściwie mój ulubiony.
[36:57] - Tak się domyślam, że nie szarp tylko za opakowanie telefonu. Nie skrob po nim. Połóż go. Stój w miejscu, nie ruszaj się. Mów do mikrofonu.
[37:06] - Okej, w pracy jestem, więc wiesz jak jest.
[37:08] - Rozumiem.
[37:09] - Słuchaj, przede wszystkim jedno pytanie, czy tylko mówisz o snach proroczych, czy ogólnie o snach dzisiaj?
[37:18] - Słuchaj, o takim czasie. Kładziesz się spać, wydaje ci się, że to sen. Po chwili się okazuje, że to nie był sen. To było po prostu coś z przeszłości tak zwanej. Czyli czym jest przyszłość? Czym jest przeszłość? Że to jest tylko przestrzeń, to jest informacja. I teraz pytanie, co się nam śni w przyszłości? Co się tobie śni w takiej dalekiej przyszłości? Co podejrzewasz za taką, przypuśćmy, przyszłość świata za rok, dwa, trzy lata w twoich doświadczeniach sennych?
[37:48] - Słuchaj, wiesz co, ja w ogóle zaczynałem, że tak powiem, od strony ezoterycznej, te wszystkie śnienie swoje i tak dalej. Natomiast z czasem to się wszystko ewoluuje, prawda? Dziś właściwie już nie podchodzę od strony ezoterycznej, tylko właśnie wykorzystuję już od ponad pół roku tą technologię Keshe. I powiem ci szczerze, że tak jak tutaj nie raz wspominałeś, również u mnie są te sny po prostu masaktyczne, ale w tym sensie, że tak realne, tak pozytywne, prawda?
[38:21] - To nie ma być audycja o technologii Keshe, ale teraz wszyscy słuchacze hiperprzestrzeni dowiedzieli się, że są z tym jeszcze związane potężne sny. Tak, to prawda. Nie będę udawał, że jest inaczej. To prawda. Tego nie mówiłem.
[38:32] - Tak. I wbrew pozorom jednak tego, co ty tam mówiłeś i ostrzegałeś. Ale ja myślę, że to jest po prostu kwestia tego, kto na co jest gotowy, prawda?
[38:42] - Ale zostawmy technologię z boku, bo omijam technologię w sobotę, żeby samemu odpocząć troszeczkę od tych dwóch prac.
[38:49] - Dobra, to ja powiem tak w skrócie. Według mnie to całe OOBE i lucid dreams można porównać do takiego oceanu, w którym jesteśmy wszyscy rybami i powiedzmy, co któraś tam ryba w miarę swoich możliwości i wyszkolenia, preferencji i tak dalej wyskakuje ponad powierzchnię wody i po prostu ma spojrzenie na tą rzeczywistość, tą prawdziwą rzeczywistość, prawda?
[39:20] - Rozumiem.
[39:20] - Tak według mnie to wygląda. Ale też również przychylam się do takiej tezy tego hologramu, czyli właściwie gdzieś poza tą rzeczywistością jesteśmy kimś właściwym, prawdziwym, natomiast w tamtej rzeczywistości tworzymy po prostu takie swoje światy, prawda? Dlatego ja tutaj też jestem za tą wielowymiarowością i podróżami pomiędzy wymiarami i to mi się sprawdza. I bardzo dużo mam takich snów, które mi to po prostu potwierdzają. Co do weryfikalności, bo coś tam mówiłeś wcześniej o weryfikalności. Tak, to prawda. Tu jest właśnie ten problem.
[40:00] - Wiesz, nie jest to taka zamierzona weryfikalność, że w sensie ja robię eksperyment i koniecznie muszę otrzymać takie, a nie inne wyniki. To jest taka rzecz, która się po prostu dzieje w życiu i to jest coś, co po prostu jest. Nie planujesz tego.
[40:12] - Dokładnie. Ale tak czy inaczej nie jesteś w stanie wszystkiego zweryfikować, bo wiadome, nie da się wszystkich rzeczy badać rzeczami, które tutaj mamy w tej naszej rzeczywistości, czyli według tej naszej nauki. Natomiast powiedzmy tak, zostawiłbym to wszystko w ocenie każdej osoby, bo tak naprawdę-
[40:36] - Indywidualnie.
[40:37] - Dokładnie. Jeżeli ty coś widzisz i po prostu jesteś tego przekonany, to po co ci jakakolwiek inna weryfikacja? A tym bardziej, jeżeli powoduje to, że ty stajesz się tym lepszym człowiekiem.
[40:50] - Otóż to. Dokładnie. Znaczy chodzi mi o taką wewnętrzną weryfikację, że każdy z nas, tak jak mówisz, ma po prostu dokładnie własną. Otóż to. Nic więcej. Albo się zgadza, albo się nie zgadza.
[41:00] - Także wiesz, nie każdy na przykład śni, prawda? Tutaj jest ten problem. Ja bym na przykład na miejscu tych osób się zastanowił, bo co mi jest takiego, że oni nie śnią? Bo jeżeli nie śnisz, to prawdopodobnie życie masz starane i coś jest nie tak w tym twoim życiu. Ja powiedzmy, że po latach, kiedy wróciłem do tego śnienia, do zjawisk OOBE, lucid dreams, zupełnie inaczej dziś moje życie wygląda niż jeszcze parę lat temu. A też byłem krawaciarzem i też jakiś tam biznes prowadziłem kiedyś. Powiem ci szczerze, że tamto życie było dla mnie takie trochę, jak teraz z tej perspektywy patrzę, po prostu nudne. Jedna wielka monotonia, jedno i to samo i tak dalej.
[41:44] - To był ten sen. To był ten sen.
[41:48] - Tak, dzięki snom po prostu unormalizowałem swoją psychikę i po prostu czuję się naprawdę rewelacyjnie. Stosuję te sny tak samo do samoleczenia. Tutaj też bardzo to polecam, bo naprawdę każdy ma te zdolności. To nie ma, że ten, tylko po prostu trzeba to uaktywnić i po prostu zrobić, no nie?
[42:08] - Ja tu mam pewną koncepcję, którą dzisiaj opowiem. Ja ciągle się nad tym snem zastanawiam. Miałem ostatnio taką nową koncepcję właśnie na ten temat. Podobną do twojej, aczkolwiek zupełnie nie z punktu widzenia ryby. Już nie.
[42:22] - No słuchaj.
[42:23] - Ale słuchaj, im więcej koncepcji, tym lepiej. Ja uważam, że nikt nie ma racji, ale jak zbierzemy to wszystko do kupy, to będziemy wiedzieli wszystko.
[42:33] - Ja tutaj się bardziej przechylam w stronę tego hologramu, bo mam bardzo dużo takich snów. Oczywiście z różnej perspektywy weryfikuję sobie sam dla siebie. Ja tu nie potrzebuję żadnego innego weryfikatora. Zaraz ci opowiem, może nie opowiem, ale w skrócie opowiem właśnie o proroczym śnie. Można powiedzieć, że to jest proroczy.
[42:54] - Należy się. Już najwyższy czas, żeby w tej audycji pojawił się jakiś proroczy sen.
[42:58] - Słuchaj, tylko to będzie takie trochę seksistowskie, ale pominę pewne rzeczy.
[43:04] - Trudno. Powiedz to najmniej seksistowsko.
[43:08] - Okej, będąc na urlopie zaprosiłem znajomych, żeby przyjechali do mnie, parę dni ze mną pobyli, rybki pochodzili, pojeździli i tak dalej. Kolega przyjechał z koleżanką. Przyjechaliśmy wieczorem, położyliśmy się spać. Jeszcze zanim położyliśmy się spać, to poszliśmy na krótki spacer. Kolega przedstawił. Koleżanka już coś wiedziała, że ja się tymi snami zajmuję. Usiedliśmy sobie nad jeziorem, na promenadzie. Było ciemno. Opowiadałem różne sny. Ona słuchała.
Poszliśmy spać. Rano mam OBE. Spaliśmy we trójkę w jednym pokoju. Wychodzę z pokoju, chodzę po podwórku, czegoś szukam, ale coś mnie tak stroiło do tego, coś mnie ciągnęło, żeby z powrotem wrócić do swojego pokoju. Wracam do pokoju. Wszystko tak jak w realu. Poza jednym. Koleżanka siedzi na łóżku, wokół niej trzech facetów. Koleżanka ubrana na czarno. Lęknęła się jak mnie zobaczyła.
Ja tylko popatrzyłem, powiedziałem tylko coś takiego jak: „Aha, okej”. Zamknąłem drzwi i wyszedłem i się wtedy wybudziłem. Opisałem ten sen. W skrócie powiedziałem, co w tym śnie wychodziło. W tym samym dniu dostałem 120 SMS-ów od tej koleżanki. Przepraszam, dwa dni później 120 SMS-ów od koleżanki, żeby mi zinterpretował ten sen. O co w tym śnie chodziło. Później z kolegą rozmawiam. Koledze też przedstawiłem ten sen. On mi później opowiedział historię jego koleżanki.
I to, co dostałem w śnie, nie znając wcześniej żadnych faktów.
[45:04] - Okazało się prawdą.
[45:09] - Okazało się dokładnie prawdą z perspektywy mojego kolegi, który mi to wszystko później opowiedział, jak to u niej wygląda.
[45:17] - Dobra, pomijamy więcej detali, bo już robi się gorąco.
[45:20] - Dokładnie.
[45:21] - Ciekawe.
[45:23] - Jeden ze snów. Różne naprawdę te sny są. Mnie to tak fascynuje, że tam dużo rzeczy możesz otrzymać w odpowiedzi, prawda?
[45:37] - Dokładnie. Do tego zaraz wrócę. Do tych odpowiedzi zaraz wrócę. To jeszcze wątek przed nami.
[45:43] - Połóż się, prześpij problem i się sam rozwiąże. Dobra, wiesz co? Ja zadzwonię później o wieczorem, bo tylko chciałem taką lekką wstawkę wrzucić, a później sobie może trochę luźniej porozmawiamy.
[45:55] - Dobra, dzięki za telefon. Trzymaj się.
[45:58] - Dziękuję. Trzymaj się. Hej.
[46:00] - Właśnie to był Grzegorz i proroczy sen. Mówiliśmy o proroczym śnie, o proroczych snach, wizjach. No i jest taki, w skali eleganckiej, takiej makro, że wow! Dokładnie. Foxy Lady, można powiedzieć, Jimi Hendrix. Ja wspomnę, bo mam dzisiaj do wrzucenia ciekawy koncept, o którym czasami gdzieś wspominałem dawno temu w „Hiperprzestrzeniach”. Zawsze po kawałku, nigdy w całości. Ale koncept jest związany z tym, czym jest sen. Jest to oczywiście jeden z wielu pomysłów na to, czym jest sen. Jest to mój pomysł na to zjawisko.
Także nie musisz się z nim kompletnie identyfikować. Także spokojnie wywal sobie nogi na biurko, weź sobie kawkę do ręki i posłuchaj, o czym jest mowa. Ja tu nawrócę troszeczkę do Aborygenów, ponieważ u Aborygenów jest coś takiego jak Dream time i generalnie wszystko jest jedną wielką krainą, a to jest tylko część tej krainy, ten świat. I wrócę do tej weryfikacji, ponieważ cała ta historia z tym, jaki jest sens życia i tak dalej, wszystkie te odpowiedzi na te bardzo poważne, egzystencjalne pytania, moim zdaniem wiążą się z jeszcze jedną rzeczą. Wiążą się wręcz z doskonałym interfejsem obsługi tej rzeczywistości. I tak długo, jak teoria, która za tym stoi, nie pozwala zrozumieć praktyki do obsługi rzeczywistości jako takiej w wymiarze materii, tak długo czegoś tu brakuje, tak długo coś tu nie działa, tak długo może być to ściema. Tak długo może być to specjalnie wykręcona kiedyś, dawno temu, w dawnych czasach teoria, żeby nikt nie wpadł na pomysł, jak łączyć te wszystkie interakcje i jak tu nagle zrozumieć świat od zupełnie innej strony. Moim zdaniem jest taka druga strona i to jest ta właściwa strona. Ale to, tak jak powiedziałem, jest moje indywidualne podejście do całej tej historii i o tym ci opowiem za chwilę. O tym jednym wymiarze w czasie, przestrzeni, przeszłości, przyszłości.
Jeden wymiar. Nie ma poziomów, nie ma wymiarów. Jest tylko jeden wymiar. A słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali i czas najwyższy, żebym ci powiedział o koncepcji jednego wymiaru. Cała historia polega na tym, że to jest tylko i wyłącznie nasza percepcja. Na tym się zasadza cały koncept, że właściwie jako istoty jesteśmy ciągle ci sami wszędzie. W każdym kawałku kosmosu jesteś tą samą istotą. Może inaczej się nazywasz, może inaczej wyglądasz, może cokolwiek. W każdym razie, jeżeli chodzi o świadomość, to że jesteś tym, kim jesteś, pamiętasz rzeczy, które robiłaś albo robiłeś i tak dalej. Cokolwiek by się nie działo Masz tą informację ze sobą w pewien magiczny sposób.
Tworzysz pole informacji, z którym wędrujesz dookoła. I teraz numer z tą weryfikalnością polega na zbudowaniu sobie pola informacji. pola informacji, ja mówię warunków, żeby to pole informacji sobie przetrwało razem z tobą w dowolnym miejscu, gdziekolwiek sobie chcesz zawędrować, czy w kosmos, czy gdziekolwiek indziej. Na tym polega cały numer. Niektórzy alchemicy potrafili robić bardzo ciekawe sztuczki. Alchemicy? No właśnie. Był taki moment w historii, gdzie zastanawiano się, czy przypadkiem nie nazwać tych dżentelmenów naukowcami. Był jeden taki dżentelmen, który robił karierę na salonach i w Londynie, i w Anglii. W Londynie, w Anglii i w Paryżu, we Francji.
Znany doskonale Marie Curie-Skłodowskiej. Kurczę, miało nie być zwłok w szafie, to ja nawet nie będę mówił. Ale był taki dżentelmen. Kiedyś opowiem o nim konkretnie jakąś większą historię, bo naprawdę jest on tego wart jak nic i cała ta historia jest tego warta. Ale tak tylko wspomnę. Fenomen z tym dżentelmenem polegał na tym, że latał, unosił się w powietrzu i przechodził przez szyby, przez ściany. Robił dziwne rzeczy razem w swoim kubraku. Nie robił tego nago. Absolutnie. Nagle podlatywał na wysokość dwóch metrów albo metra.
Były takie historie. W każdym razie, żeby było zabawniej, Marie Curie-Skłodowska wraz ze swoim mężem zajmowali się badaniem fenomenu tego dżentelmena i sprawdzaniem, czy aby nie jest to, jak to się w dzisiejszych czasach z angielskiego mówi hoax, czyli nie jest to żadna ściema. Czy chcesz w to wierzyć, czy nie, małżeństwo państwa Curie-Skłodowskich nie znalazło nigdy ani jednej wątpliwości, ani jednego dowodu na to, żeby w ogóle móc powiedzieć, że jest to fałszerstwo. Wszystko wydawało się rzeczywiste, absolutnie rzeczywiste. I takie rzeczy się działy. I to był moment historii, gdzie właściwie twierdzono, że cóż, jest to część prawdopodobnie nauki i że trzeba to badać. I badano jeszcze w tamtych czasach. Inna sprawa, że wtedy chyba było więcej takich dżentelmenów albo może po prostu zostały zapiski. Dzisiaj nie wiem, może gdzieś znikają, może stają komercyjnymi magikami. I to jest historia z czasów, gdzie wierzono tak samo jak Marie Curie-Skłodowska i wielu innych ludzi w tamtych czasach w coś takiego jak jeden wymiar, że tworzymy coś takiego jak pole dookoła siebie.
Rysunki tego dżentelmena jasno zawsze przedstawiały łuny dookoła niego. On w ogóle dawał komercyjne pokazy z tym, ale może zostawię tego dżentelmena, bo osobna historia. Takich historii było parę zresztą w Europie i nie tylko w Europie, bo i w Stanach kilku zjawiskowych dżentelmenów, którzy potrafili na pokazach pokazać coś, czego żaden człowiek jeszcze nie widział i nikt nie złapał ich na tym, żeby to była jakaś sztuczka magiczna. Wszystko wygląda na to, było po prostu, działo się naprawdę. Nie było tam żadnego oszustwa, po prostu tak się działo. I ten człowiek potrafił to zrobić. No i w dzisiejszych czasach dawno to już zniknęło i zamieniło się troszkę w coś takiego, że właściwie zostały tylko teorie i zostało bardzo wiele różnych szkół. Często jest to związane z naszą psyche, z tym, jak się czujemy w głowie. Są to na przykład szkoły, warsztaty i tak dalej. Wszystkie te historie, nie chcę tu wnikać.
Związane z uczeniem nas tego, jak mamy się czuć lepiej ze samym sobą. To jest troszkę taką trzecią sprawą, bo okazuje się, że jeszcze sto lat temu był taki kawałek wiedzy, który mówił o tym, że właściwie nie za bardzo jest opcja, żeby ktokolwiek kogoś czegoś nauczył, że to jest kwestia informacji, kwestia pola, kwestia doświadczania. W tamtejszych publikacjach naukowych jasno jest opisywane to jako doświadczenie. Doświadczenie bierze się z doświadczania, niekoniecznie bierze się z analizy. Słowo analiza to zupełnie inna historia. Analiza to jest rozbieranie na pierwiastki, na czynniki pierwsze, analizowanie. Natomiast no właśnie, pierwsze słowo oznacza coś zupełnie innego. I dawniej było to jeszcze traktowane trochę bardziej serio. I to zniknęło, ale ślad pozostał w owych, że tak powiem, wolnych myślach, różnych teoriach, koncepcjach na życie. Jakby tu pięknie, zwiewnie i gładko o tym życiu myśleć, jakby czuć się dobrze.
Tylko że żadna z tych koncepcji do tej pory właściwie, no jak się okazało, nie oferowała rozwiązania, które polegają na tym, że możemy przejść ze sfery teoretycznej poprzez interakcję z materią na poziomie fizycznym i wrócić z powrotem, otrzymując dowolną materię. Kilku alchemikom się udało. Absolutnie się udało. Jest taka ciekawa postać. Nie powiem, że moja ulubiona, bo to ciężko było powiedzieć, że jest to mój ulubiony magik. Alchemik. Jest taka zjawiskowa postać. Ja po prostu mieszkam w mieście, gdzie on mieszkał i tak jakoś swego czasu się zaczytałem troszkę na jego temat i utkwiło mi to w głowie. Nazywał się John Dee. Otóż to.
Angielski alchemik był jednym z tych kolesi, którzy zrobili złoto, ale nie za pierwszym razem, bo ponoć raz podwinęła mu się noga. Jak głosi legenda, miał na tyle fucha, nie wiadomo co zrobił, co wyprodukował, ale na tyle coś sensownego, że jego życie zostało ocalone, gdyż kiedyś, dawno, dawno temu, w czasach alchemików były takie staroświeckie zasady, że jeżeli ktoś stwierdził, że panuje nad wszystkimi żywiołami, nad prawami takimi, nad jakimi panuje Bóg, tak to wtedy określano w średniowieczu, że jeżeli ktoś ma prawa Boga do tworzenia materii i tworzenia życia, czyli taki alchemik, to musi to udowodnić. Nie wystarczyło napisać książkę na przykład pod tytułem: jak zmienić swoje życie w dwunastu punktach albo na zasadzie warsztatów, za które płacisz pieniądze i oni cię tam naprawiają, rozstawiając cię po trzydziestu kątach i opowiadając jakieś niesamowite historie. Rozumiesz? Nic z tych rzeczy. Nie, nie, nie. Zasada była prosta. Jeżeli wiedziałeś, na czym polega istota świata i rozumiałeś to wszystko, to musiałeś dać temu dowód taki konkretny. Jeżeli oczywiście chciałeś z tego żyć, bo to nie jest kwestia, że tak powiem, tworzenia dowodów tylko i wyłącznie dla widowiska. Z reguły było to bardzo, że tak powiem, no hermetyczne wydarzenie.
Nikt praktycznie o tym nie wiedział. To w ogóle zawsze trzymane było w tajemnicy. To nie było tak, że Wszyscy widzieli, że w zamku odbywa się próba alchemika i dookoła zamku było rozbite pięć tysięcy namiotów. Kolejne dwadzieścia było w drodze. Całe królestwo przybyło. Nie, nic z tych rzeczy. Było to trzymane w bardzo mocnej tajemnicy i ci panowie przybywali na dwór zazwyczaj w nocy i tak dalej. W ogóle takie postacie, które do tej pory są zagadką historii, co tu dużo mówić. Dane wielu alchemików właściwie, żeby je znaleźć... Właściwie ciężko je znaleźć.
Nie zostawili po sobie nic i specjalnie dbali o to, żeby nic po nich nie zostało. I kilku takich dżentelmenów, w tym John Dee, zrobiło taką próbę i próba prawdopodobnie nie wyszła, bo stracił jedno ucho, a była to kara za nieudaną próbę, gdyż nie posłuchał, co miał wyprodukować i wyprodukował coś, co być może też miało dużą wartość i też zachwyciło króla, ale nie było dokładnie tym samym. Oczywiście cała ta próba, cała ta weryfikacja, bo tak mówię o tym odciętym uchu, ale to taki lajtowy przypadek, polegała na tym, że alchemik ryzykował zawsze własnym życiem za całość przedsięwzięcia, za cały projekt. Zamykano go w celi, ważono, rozbierano do rosołu. Poważnie. Ważono kolesia, sprawdzano. Wszyscy pozostali alchemicy go sprawdzali. Nie było opcji, żebyś cokolwiek wniósł i żebyś ty cokolwiek wniósł do celi w zamku. No i wpuszczano cię do celi nagiego i robiłeś listę rzeczy, których potrzebowałeś albo ty potrzebowałaś. Następnie dostarczano wszystkie ci rzeczy bardzo szybko i właściwie nie było kwestii z czasem.
To znaczy był taki deadline, że właściwie miałeś to zrobić, ale nie aż taki, żeby nie było trzech, czterech, pięciu lat czasami. Czasami trochę krócej. Zależało od twojej deklaracji. Ty mówiłeś, ile ci to zajmie i król albo zgadzał się na to, albo nie. Albo jakoś tak. Albo książę, albo ktoś, kto miał wystarczająco dużo kasy, żeby móc taką imprezę zrobić i komu na tym zależało. Bo oczywiście za tym stał eliksir nieśmiertelności, za tym stał eliksir wiecznego zdrowia i tak dalej. Wiadomo, że jeżeli zrobisz taką historię, że zamienisz ołów w złoto, to potrafisz zamieniać praktycznie wszystko, bo to jest klucz do wszystkich innych interakcji. Czyli jeżeli masz tą wiedzę, to masz wiedzę na temat stworzenia całego świata. I w tym momencie królestwo nigdy nie zginie.
Także byłeś cennym zawodnikiem na dworze i numer polegał na tym, że jeżeli ci się nie udało, to żeby wszelkie dowody tej całej historii zakopać pod ziemię, bo nie było prawa, żeby ktokolwiek z pospólstwa, ktokolwiek się dowiedział, że jest taka opcja, że to nie jest na zasadzie, że ona nie istnieje, tylko że ona istnieje. Najmożniejsi tego świata o tej opcji wiedzą, tylko pospólstwo ma ładowany i sprzedawany obrazek Boga wszechmogącego, który robi cuda. Natomiast niektórzy królowie wiedzieli, że nie są to żadne cuda, że są ludzie, którzy te cuda robią na zamówienie i że jest to wiedza. Ale żaden z tych ludzi niestety nie mógł się zbyt często przedstawiać własnym imieniem i nazwiskiem. Było ryzyko zostania zabitym. No i wiele innych rzeczy. Zresztą duża konkurencja, produkcja złota. Ryzykowny biznes. Zawsze ktoś mógł cię najechać, komuś się mogło nie spodobać i tak dalej. Niemniej alchemicy akurat od tej strony mieli jedną rzecz zagwarantowaną, że jeżeli potrafili zrobić coś takiego, to byli praktycznie nie do ruszenia.
Absolutnie nie do ruszenia. I alchemicy zajmowali się też podróżowaniem, jak to się teraz mówi, do czasów przeszłych, do czasów przyszłych. Mieli różne wizje, przynosili te wizje, doradzali często królestwu. Tak się działo w Anglii. John Dee doradzał królowej Anglii, co ma wykonywać, aby utrzymać się na tronie. No i panna się tak utrzymała na tronie, że stworzyła potężne Imperium Brytyjskie. Naprawdę potężne. I to był ten koleś. I stracił jedno ucho. Właśnie, bo ja tak krączę dookoła, a karą za oczywiście nieudaną próbę było ścięcie głowy i takie szybciutkie.
Rach, ciach, ciach. Dżentelmen znikał. W ogóle nie było śladu po dżentelmenie. I tak się kończyła nieudana próba produkcji złota. Nie było innej opcji. Było zbyt ryzykowne i dla tego, kto tą próbę finansuje, i dla tego, kto tą próbę robi, i dla wszystkich, którzy wiedzieli o tym. Także wiadomo, że ktoś musiał zniknąć, a najlepiej jak zniknie ten, który tą próbę robi, bo wtedy sprawa znika. Także albo ci się udało, albo twoja głowa i nogi wychodziły z celi w osobnych workach. No może w jednym, ale na pewno w osobnych kawałkach. W każdym razie John Dee należał do tych ludzi, którym się pierwsza próba prawdopodobnie, jak mówi legenda, nie udała, ale udało mu się coś innego wyprodukować, dlatego obcięto mu tylko jedno ucho.
Do końca życia nosił perukę i specjalne czapki, żeby mu zakrywało to obcięte ucho. Ale druga próba prawdopodobnie mu się udała, bo został takim bardzo głośnym doradcą królowej brytyjskiej i takim bardzo wpływowym dżentelmenem. Miał bardzo ciekawych, można powiedzieć w cudzysłowie, uczniów. To był Francis Bacon i dżentelmen, którego wszyscy znamy pod imieniem i nazwiskiem William Szekspir. I to byli panowie związani bardzo mocno z powstaniem masonerii w ogóle w tej części świata, z powstaniem tego tajemniczego stowarzyszenia, które miało trzymać na czymś łapę. Mają jakąś wiedzę, coś tam mieli, ale się chowają i tam że niby sterują światem zza kulis. No bo faktycznie próbują, jak tylko mogą. No jest to związane też z początkami języka angielskiego. Tu jest w ogóle ciekawa sprawa z Williamem Szekspirem, o czym wspominałem już dawno temu, że jest coś jak kod Bacona i się okazuje, że pierwsze wydania Szekspira, oryginalne, jeszcze te za czasów Williama Szekspira, są właśnie wręcz wydrukowane tym specjalnym kodem. I ten kod tworzy troszkę inny aspekt tej całej historii, bo tam są troszkę inaczej poskładane zdania i te zdania znaczą kilka rzeczy i wysyłają nas na Wyspę Dębów, gdzie jest bardzo ciekawy skarb ukryty, schowany, którego już szukają chyba od stu lat albo chyba od trzystu lat i dalej nie mogą go znaleźć.
Ale to zostawiam może skarb i Wyspę Dębów. W każdym razie też jest w tym historia związana z powstaniem języka angielskiego, że język angielski był poprzestawiany specjalnie po to, żeby coś tam, żeby stworzyć nową nację. I don't know. Wiesz, pomysłów jest bardzo dużo. Wiadomo, że nowy język służył do stanowienia prawa, stanowienia legislatury. Wcześniej był rzymski, to wiadomo, że jak masz swój własny język, który operuje w troszkę większym stopniu, jest bardziej, że tak powiem Flexible, czyli elastyczny. Możesz sobie pozwolić na drukowanie większej ilości papieru i historia, przynajmniej część historii, którą wyprodukujesz w swoich drukarniach, będzie propagandą, która będzie pracowała na twoją korzyść. I tak też było z Królestwem Brytyjskim i kolesiem, który stał troszkę za tym wszystkim był John Dee, który w ogóle używał bardzo ciekawych rzeczy i ponoć, tak jak wspominałem, był jednym z tych kolesi, którzy potrafili zamienić teorię w praktykę oraz praktykę w teorię i w drugą stronę. Dlatego cieszył się takim powodzeniem. Był takim dzikim doradcą królowej brytyjskiej.
Alchemik. Zresztą nie mieszkał tylko tam, bo włóczył się przez Europę. Czasy wojny trzydziestoletniej w Europie, czasy wojny Watykanu z księciami, wolnymi księstwami w Niemczech, jeszcze wtedy częściowo słowiańskimi. Ale jak się okazało, bracia Słowianie mieli podpisaną umowę z jezuitami i, że tak powiem, weszli z drugiej strony na plecy. Tak że wiadomo, że wojna trzydziestoletnia się słabo skończyła dla tych, którzy chcieli się odciąć troszkę od Watykanu. Ci, którzy chcieli się odciąć od Watykanu. Ja pominę nazwy wszystkich króli i książąt, którzy tam walczyli, ale jeden z nich miał taką cenną bibliotekę. To zresztą są czasy, kiedy było takie bardzo ciekawe księstwo. Istniało księstwo o nazwie Bohemia i to były Czechy. Potężna biblioteka prac alchemicznych, potężna biblioteka tłumaczeń z arabskiego, starożytnych ksiąg.
Właściwie nikt nie wie, co tam do końca było. Na pewno i ty, i ja, i milion ludzi na świecie doskonale wie, co to jest mapa admirała Piri Reisa, tureckiego admirała. Mapa sprzed odkrycia Ameryki chyba dobre 100 lat i na mapie jest nieźle odkryta Ameryka. Znamienita sprawa. Wszyscy o tym doskonale wiedzą i wszyscy śledzący los tej mapy doskonale wiedzą, że tam są na boku zapiski, które mówią o tym, że jest to część większej, dużej mapy całego świata i to jest w ogóle zbiór ze starych map i tak dalej. Tak że nie jest to nic nowego, robionego specjalnie dla admirała, tylko jest to jakaś staroć. Zresztą tam jest ta historia związana z linią brzegową, która jasno i wyraźnie wskazuje na to, że mapa była stworzona 12 000, 8 000 lat do tyłu, bo linia brzegowa wyglądała wtedy inaczej. Poziom wysokości wody w oceanach zmienia linię brzegową i to właśnie o te kawałki. Oczywiście tu jak zwykle dużo podejrzeń, ale wiemy, że informacja krążyła, że była informacja. I wracając do tego jednego wymiaru, to jest taka alchemiczna historia z tym jednym wymiarem, która mówi o tym, że właściwie żyjemy w jednym wymiarze, nie przekraczamy wielu wymiarów.
Nie jest tak, że jesteśmy trochę jak ryba, która wychyla głowę, tylko właściwie ani nie jesteśmy rybą, ani nie jesteśmy małpą. Jesteśmy taką substancją, która w odpowiednich warunkach, jeżeli stworzy sobie odpowiednie otoczenie, potrafi w dowolnym stanie poruszać się wszędzie i robić wszystko, co tylko chce. Zresztą dowodem na to jest właśnie owa produkcja alchemicznego złota. A kilka alchemików w Europie to zrobiło. Wiemy o tym. Jest kilka zapisków. Kilku z nich po prostu wyszło z tej próby cało. A była tylko jedna opcja, żeby wyjść cało z zamku. Niezabitym, nieskróconym o głowę. Koniec końców takie historie się działy.
Są teraz takie ciekawe materiały wideo, które się pojawiły na YouTubie jakiś czas temu. Pochodzi to z francuskiej telewizji, która nagrała to, zdaje się albo w Kambodży, albo gdzieś w Wietnamie, albo gdzieś w jednym z tych krajów Indochiny. To był wywiad z dżentelmenem, który jest mistrzem takiej specjalnej sztuki leczenia energią. My to nazywamy energią fantomową. I ten dżentelmen na prośbę operatora kamery i dziennikarza zaprezentował rozpalanie ognia rękami z gazety. Wziął gazetę i rozpalił ogień rękami. Był w koszulce z krótkim rękawem i on robił takie rzeczy. Oczywiście później dostał potężny taki opieprz od swoich mistrzów, że w ogóle pokazywał takie rzeczy i że w ogóle to nakręcono i musiał się wycofać. I niestety nie było żadnych badań naukowych na ten temat, bo on miał zostać poddany jeszcze ekstra badaniom, żeby to uwiarygodnić i tak dalej. Ale został poproszony przez swoich mistrzów, właściwie zmuszony.
Taką karę dostał, że nie może pokazywać takich mocy, bo się ludziom w głowie przewraca od tego i zamiast być dobrymi ludźmi, zamiast szukać dobrych spraw, to zaczynają szukać cudów po to, żeby jeden mógł zrobić krzywdę drugiemu. Takie troszkę krzywe podejście. Ja uważam, że to takie niewłaściwe, ale może coś w tym jest. Ale wracając do tej koncepcji jednego wymiaru, mówiąc w bardzo wielkim skrócie, jest troszkę tak, jak mawiał Wilhelm Reich, tylko że w sensie metaforycznym, że mając to fantomowe ciało dookoła siebie, przypuśćmy, że jesteśmy kulką. Mamy skorupę dookoła tej kulki. To jest troszkę tak jak jajko. Jest żółtko, czyli my w tym jajku. To jest nasza fizyczność. Jest białko, czyli ta nasza fajna, niektórzy nazywają to eteryczna historia dookoła. Nasze ciało fantomowe dokładnie.
Następnie mamy coś w rodzaju skorupki. Element, który powoduje, że informacje są filtrowane, zanim dotrą do nas. Tam jest ta pierwsza interakcja. W jajku powstaje skorupka, dookoła nas powstaje jakieś pole, które jest niewidoczne. Bo skorupki nie ma przecież, prawda? Ale jest jakieś pole, bo dookoła wszystkiego jest. Drzewo jak zetniesz, widać dokładnie to samo, każda roślina i tak dalej. To jest natura stworzenia wszechświata, tak można to określić w każdej komórce i tak dalej. Przynajmniej w tym moim koncepcie, jeżeli chodzi o układ, tak jak to się wszystko konstruuje. No i co dalej za tą skorupą od jajka?
Za tą skorupą od jajka mamy pole niezmierzonej informacji. I teraz numer polega na tym, że jeżeli przełamiemy tą skorupę od jajka, tą niewidoczną w naszym przypadku taką osłonę grawitacyjną, to w tym momencie mamy dostęp do potężnej informacji i wydaje mi się, że znamienita, jeśli nie prawie wszystkie takie oryginalne szkoły filozoficzne, ale szkoły filozoficzne, a nie doktryny religijne, czyli na przykład buddyzm, bo buddyzm nie jest religią. Tam każdy jest tym wcieleniem Boga i każdy może nim zostać. I cała ta historia polega na tym, że dostajesz pakiet informacji, co masz robić, żeby dostąpić po prostu bycia Bogiem. Na tym polega cała historia. Nic więcej, nic mniej. Niektórzy szukają w tym Boga nie wiadomo po co i skąd i gdzie. Ale to już inna historia. W każdym razie są takie systemy, które są niczym innym jak taką instrukcją, żeby dojść gdzieś do tego momentu, gdzieś na skraj tego momentu, jak najdalej i tak dalej. Tu się okazuje, że mamy jeszcze inną opcję, taką alchemiczną i że to jest taka, ciężko nazwać to drogą na skróty.
Jest to droga poprzez zrozumienie, nie poprzez wysiedzenie, ale bardziej właśnie zrozumienie tego, jak funkcjonuje cały kosmos dookoła nas. I jest to taka droga weryfikacji. Ja sobie tak myślę, że to istnieje, bo tak zauważam po swoich znajomych. To jest chyba być może taki pierwszy objaw czasów, które nadchodzą, że następuje takie weryfikowanie się dwóch mocy, które przez setki, tysiące lat były odcięte i nagle Ziemia ustawia się w innym miejscu i włączają się troszeczkę inne oddziaływania, przez co wszystko zaczyna krążyć bliżej siebie. Numer polega na tym, że częścią tego krążenia jest znikanie tej osłonki, można powiedzieć grawitacyjnej, tej skorupy jajka. W końcu pewnego dnia po prostu kurczak się wykluwa z tego jajka, mówiąc w bardzo wielkim skrócie i skórka nie gra już żadnej roli. Kurczak czerpie informacje już nie z materiału, który znajduje się wewnątrz skorupki i niewielkiego dookoła typu temperatura i tak dalej. Natomiast tworzy pełne interakcje z całym kosmosem, bezpośrednio całym swoim jestestwem, już bez dodatkowej osłonki. I wtedy właśnie sobie rośnie. Wygląda na to, że rośliny tak funkcjonują.
Dlatego rosną sobie w nocy, a nie w ciągu dnia, bo w nocy to pole jest dwa razy mocniejsze i wtedy ta informacja dwa razy mocniej dochodzi do roślinki. My też zresztą rośniemy w nocy. Taka jest prawda. Ciekawe zagadnienie. I to takie, można powiedzieć, gdyby się zastanowić, takie przaśne, takie dosyć mocno chłopski zdrowy rozum. Nie ma żadnej specjalnej nauki, żadnej specjalnej wytycznej krzywej algebraicznej wzoru do przemielenia w głowie, który składa się z 30 kartek maszynopisu. Nic z tych rzeczy. Wszystko wydaje się być bardzo proste. Po prostu przeskakujesz bramę wymiaru i czasami ten moment przeskakiwania bramy wymiaru jest tym momentem, gdzie światy się nakładają na siebie. Być może właśnie to jest ten sen, to jest to wypuszczenie się na parę chwil, takie zaczerpnięcie powietrza i powrót z powrotem do odkrywania piękna tego świata.
Bo moim zdaniem wszyscy jesteśmy tu z wyboru. Absolutnie. Takie mam przeświadczenie. A ty słuchasz oczywiście może najlepszej, której słyszałeś „Hiperprzestrzeni” w radiu Nafali.com. Oprócz tego jeszcze jest transmitowane i w Radiu Paranormalium. Pozdrawiam panią Ivelliosse i w radiu Dream Time u Grzegorza zwanego Jubym. Pozdrawiam serdecznie. Wracam do swojego tematu, bo ja dzisiaj o tych snach, o naturze rzeczywistości troszeczkę, przestrzeni właściwie i wizyjności. Tu się pojawia taka ciekawa rzecz, przynajmniej w takiej chłopskiej logice. Ja tak dzisiaj omijam troszkę trupy z szafy, nie chcę rzucać nazwiskami, datami i dokumentami, ale są.
Pewnego dnia wrócę do tematu i powiem tak konkretnie, ale to bardziej tak po kolei, po wątkach, bo historia jest naprawdę fascynująca, długa, dużo nazwisk i tak dalej, ale do rzeczy. Na chłopski rozum. Jest dookoła wszystkich monoteistycznych, poważnych religii, takich dużych organizacji finansowych dużo ciekawych historii, przede wszystkim takich schowanych historii związanych z całą tą sprawą teorii spiskowych. I to najczęściej idealnie się pokrywa, z reguły pokrywa to, najczęściej jest związane dokładnie z esencją tego, w co właściwie wierzą owi papieże, w co wierzą ci ludzie, co tak naprawdę stoi za tym oficjalnym wizerunkiem, który jest sprzedawany wiernym. I z reguły okazuje się, że tam są jacyś, w przypadku szaleńców z Watykanu ktoś tam mówi, że diabelskie historie demoniczne i tak dalej, ale to wiadomo, że demonologia jest też wynikiem Watykanu w dużej mierze. Co by było, gdyby nie było Boga? Nie byłoby diabła. No cóż. Anyway. Ale rzeczywista historia i taka konkretna, na której oparty jest Watykan, o której kiedyś wspominałem, to się nie nagrało.
Ja to chyba jeszcze raz opowiem tak konkretnie. To jest kult słoneczny, solarny, bo panowie w pewnym momencie skumali, że długo nie pociągną z tym biznesem. W momencie, kiedy człowiek odkrył, że jest drugi kontynent, okazało się też, że Ziemia nie jest płaska i kilka innych rzeczy. I był problem właśnie, jak pociągniemy z tym biznesem dalej. Oczywiście wiadomo, że wszystkim wiernym się mówi, że Ziemia dalej jest płaska i nie wiadomo co. Bóg odkrył kontynent z poganami dla nas, żebyśmy mogli ich nawrócić i tak dalej. To niewolnicy, to psy, wszystkie te teologiczne pomysły. W każdym razie to jeszcze przechodziło, ale już wtedy wiedzieli, że to długo nie potrwa. Także sami przestawili się na kult solarny, domyślając się, jak się okazało, właściwie nikt z tych kolesi, ani masoni, ani Watykan, ani nikt inny za bardzo nie kuma, o co w tym wszystkim chodzi. Oni tylko wiedzą, że należy powtarzać pewne rytuały, powtarzać pewne historie w pewnych cyklach i jest pewna szansa, że trzymając kciuki założone jeden za drugi, coś nam się w tym wszystkim uda.
Uda nam się utrzymać władzę. Jak się okazuje, słabo się udaje. Wymaga to jakichś potężnych nakładów. Takich nakładów, że ci ludzie centralnie zwariowali, tworząc globalne wojny, globalne krachy finansowe po to, żeby udowodnić sobie siłę swojej własnej racji, swojej własnej percepcji i koncepcji na świat. Pełne szaleństwo, prawda? Człowiek, który próbuje udowodnić sobie coś, niszcząc życie drugiemu człowiekowi, to trzeba być naprawdę mocno szurniętym po łbie. Ale jak się okazało, stało się częścią takiej, to można nazwać demonologią codziennego dnia. Demonologia stosowana we współczesnej cywilizacji współczesnej religii, która nazywa się religią pieniądza. Są takie organizacje właśnie, które dają temu taki zapas teologiczny, że to tylko pieniądz, że nawet jeżeli pieniądz, to Bóg błogosławi nasz pieniądz. Bóg jest naszym pieniądzem.
I ci kolesie już jakieś 600, 700 lat temu zaczęli przestawiać się na kult solarny, wiedząc, że długo nie pociągną na tym, co mieli wcześniej. Wiadomo, że nie mogą wrócić do księżycowego, bo wtedy efekt domina. Ktoś może odkryć wiedzę i się okaże, że są bandą dupków, która nie ma bladego pojęcia o niczym, poza tym, że są po prostu chciwą i zbrodniczą bandą dupków. Nic więcej. I wielu innych kolesi, bo te historie naprawdę nie dotyczą tylko i wyłącznie Watykanu. Dotyczą kręgów władzy, kręgów rodzin królewskich, wielu ludzi dookoła. Kręgi rodzin królewskich zwariowały do tego stopnia, że stwierdziły, że zatrzymają swoje linie rodowe, linie krwi w swoim własnym zakresie, myśląc, że w ten sposób będą zdobywali więcej informacji, że to ma większą rolę. To jest ta informacja o tym, że ludzka krew jest bardzo ciekawą substancją. Jest jedną z najbardziej potężnych substancji w historii kosmosu, można powiedzieć. Tak, twoja i moja krew.
Właśnie ta substancja ma bardzo przedziwne, cudowne właściwości. To, co się dzieje z płynem, który się nazywa wodą, co się dzieje z komórkami. Ludzka krew to wielka zagadka do tej pory dla nauki, taka nawet oficjalnie. I potężny materiał. Jak ktoś widział zdjęcia, ja widziałem parę zdjęć zrobionych za pomocą fotografii kirlianowskiej ludzkiej krwi, to to jest cios. To jest substancja, która jest tak promieniotwórcza, że to się w głowę nie mieści. W każdym razie oni zwariowali. Stwierdzili, że są tak naładowani, że będą się krzyżowali sami ze sobą, zapominając o tym, że informacja musi mieć dostęp do innej informacji, że jedyną metodą na usunięcie sobie tej skróbki grawitacyjnej jest otwarcie się na inną informację, która tej skróbki nie posiada. Anyway, szaleństwo sięgnęło zenitu. Wymyślono pierwszą wojnę światową, żeby utrwalić standard ropy, drugą wojnę światową, żeby go jeszcze lepiej utrwalić.
Kolejne wojny po drodze w Iraku i Afganistanie. To się dalej nie skończyło. Trwa chyba już 15. rok ta pokojowa inwazja na ropę. Wiemy, że za tymi wszystkimi kolesiami czai się kult słoneczny. Mają obsesję na punkcie słonka. Wszystkie te cokoły, wszystkie te imprezy, które są robione specjalnie w cyklach przesileń słonecznych z różnymi planetami. Jeżeli ktoś jest astrologiem, to doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wszystkie te cykle ekonomiczne, krachy giełdowe tak elegancko poustawiane jak przeloty dużych, ciężkich planet na niebie, tak żebyś się czuł dodatkowo skonfundowany troszeczkę, żeby może wrzucić i tobie, i mi na głowę takie poczucie winy, że to nasza wina, że ten pieniądz się nie sprawdzi, że to my jesteśmy tacy. To jest właśnie ta historia, że oni nawet sami nie wiedzą, jak kontrolować te wszystkie cykle.
To wszystko jest na zasadzie naprawdę mocnej propagandy i kopania wszystkich po dupach i nic innego. A jeżeli kopanie po dupach nie pomaga, to się wysyła armię strzelców doborowych albo po prostu zwykłych kolesi, gdzieś po sąsiedzku się wynajmuje, polaryzuje doświadczenie, rozdaje się darmowo karabiny maszynowe i się czeka, do kiedy złoża ropy się nie zregenerują. Tam 30 lat trwa wojna domowa. Po 30 latach czy tam 40 złoża są z powrotem zregenerowane. Także wchodzi oczywiście rozjemca w postaci Wielkiej Demokratycznej Republiki Faszystowskiej, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii oraz Polski po drodze. Taki korpus inżynieryjno-wojskowych poetów z karabinami. I oni tam stanowią teraz prawo i oczywiście ochraniają tylko i wyłącznie za pomocą prywatnych firm wojskowych, które są na rządowych kontraktach, instalacje typu kopalnie, szyby naftowe. I na tym polega cały ten numer. Do tego się to wszystko sprowadziło. Czyli nie ma tam dalej odpowiedzi.
Dalej trzeba dociskać, żeby znaleźć odpowiedź. Dalej nie ma kwintesencji, esencji życia i każda próba znalezienia tej kwintesencji jest sekowana przez tych dżentelmenów z lewej i z prawej strony, bo to właściwie zrobiła się jedna i ta sama mafia, jeden i ten sam gang na świecie, który sobie wymyślił taki koncept, że ktoś jest niewolnikiem, a ktoś jest jego panem. A wiadomo z zasady, że panów musi być więcej niż niewolników, bo wtedy niewolników nie wystarcza. Także zrobiono z tego elitę. Nawet doszli do tego, że własną krew traktują jako elitarną substancję. Ale jak już jest jakaś choroba we krwi i wylądują w szpitalu, to już byle jakakolwiek, byle działała najczęściej. Wtedy już się nie przejmują swoją błękitną krwią. To też jest takie pełne hipokryzji, bo biologia mówi jedno, a rzeczywistość mówi drugie, a teoria mówi trzecie, a zachowanie to już w ogóle nie wiem. Czasami się zastanawiam, ile twarzy trzeba mieć, żeby obsłużyć taką ilość urojeń. W każdym razie doszliśmy do tej ilości urojeń, która jak się okazuje, istnieje tylko i wyłącznie w tym bardzo wąskim zestawie grawitacyjnym, można powiedzieć, pod tą skróbką jajka.
Tam, gdzie jest żółtko, tam gdzie jest jajko. Dopóki jajko się nie zamieni w kurczaka, który się nie wykluje z tej skróbki, z tego jajka. Do tego momentu jesteśmy troszkę przygłupawi i jest to związane właśnie z tym pojmowaniem wymiarów, że do tego momentu wydaje nam się czasami, że są różne wymiary, że przechodzimy przez wymiary, że to jest jakaś droga i tak dalej. Natomiast być może z tej pełnej, permanentnej perspektywy całości już dostępu do tej informacji, która powoduje, że troszkę inaczej obsługujemy świat, nie musimy koniecznie budować wielkiej fabryki czegoś, żeby wyprodukować to coś, bo możemy te same rzeczy zrobić za pomocą czegoś, co dawniej było nazwane alchemią i tak dalej. Nie chcę tu mnożyć tych wszystkich tajemniczych sztuczek, ale wiesz, o czym mówię. O samochodach, które latają w powietrzu bezszelestnie, o deskorolce z „Powrotu do przyszłości”. Rozumiesz, o czym mówię? O technologii, którą sobie robisz sam na stole i właściwie masz prąd z pudełka samodzielny, bez elektrowni. O wszystkich tych historiach. O tym, że możesz sobie lewitować nad ziemią.
Właściwie jeżeli obsługujesz pełną informację, z której składa się kosmos, to wszystkie rzeczy fizyczne tutaj, tak dosłownie wszelkie rzeczy fizyczne, które ci wejdą do łba, są absolutnie możliwe. Jeżeli chcesz mieć na przykład zamiast rąk macki jak ośmiornica, to też jest to możliwe i na pewno jest na to sposób. Nie wiem jaki, ale na pewno jest na to sposób, bo jeżeli kosmos tworzy ośmiornicę, to na pewno ty jesteś w stanie stworzyć odpowiednią kombinację tych wszystkich pól dookoła siebie, żeby zamienić się w ośmiornicę. Być może tylko wyświetlić jako ośmiornica, bo tu jest ciekawa historia związana też z koncepcją hologramu, że to się nam wszystko wyświetla i niektórzy to w ten sposób traktują, że właściwie sterujesz tą percepcją hologramu. Całkiem możliwe. Można powiedzieć, że jest to dokładnie ta sama historia, aczkolwiek mi się wydaje, że jest to kwestia bardziej jednego pola. Po prostu jedno pole i moment wkraczania w to pole jest zawsze tym momentem dysonansów, czasami turbulencji. To troszkę jak wylatywanie z ziemskiej atmosfery. Tam znika połączenie pomiędzy bazą. Jest: „Houston, Houston!” Nic nie słychać, takie rzeczy.
I nie ma sygnału, jest tylko . „Nie mamy ich. Zgubiliśmy sygnał”. Jest taki moment, kiedy gubimy sygnał, to wtedy przeskakujemy przez bardzo dziwne rzeczy i być może wtedy nam się tak przestawia trochę, że ta informacja dociera w takim, z jednej strony niby metaforycznym, ale z drugiej strony nie do końca, bo ten metaforyczny pomysł na informację, jeżeli na przykład kumasz, co ci się śni i kumasz, na czym polega twoje życie, to się okazuje, że mało w tym czasami metafor. Przynajmniej w moim przypadku praktycznie żadne tam metafory. To jest zdecydowanie, cokolwiek by nie mówić, rzeczywistość i to taka, która się dzieje tu i teraz, czasami z poślizgiem trzydniowym. Także z tym czasem, z tą informacją może ja po prostu wyskakuję do tego wymiaru i to jest jeden wymiar. Z tej perspektywy wydaje nam się, że jesteśmy rybą w wodzie, bo na przykład załamanie przestrzeni powoduje, że widzimy się podobnie jak widzi się ryba. Może tak być. Chociaż w rzeczywistości jesteśmy tylko projekcją tego, czym chcemy być w owej wodzie.
I kiedy tylko zmienimy środowisko, jeżeli utrzymamy pewne standardy tego środowiska dookoła siebie, czyli na przykład potrafimy utrzymać to, co daje nam w przypadku ryby pod wodą woda dookoła, to utrzymamy to bez posiadania tego całego oceanu, to właściwie możemy w stanie ryby być wszędzie. Ale pojechałem. W stanie ryby być wszędzie. Radiofali.com, tego właśnie słuchasz. To się nazywa „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek i czas najwyższy powoli dojechać do samego końca. Ja tu mam taką refleksję w ogóle na koniec, poniekąd związaną. Jest to jedna z takich obserwacji właśnie związanych z tym jednym wymiarem. Jeden wymiar, jedna przestrzeń, że jak ją przekraczamy, to lądujemy w polu informacji, takiej permanentnej, totalnej informacji. I to każdy z nas.
I być może to jest ten numer, który odpowiada za to, że kiedy się spotykamy, nawet jeżeli się nie znamy od lat, czasami tak jest. Często tak jest. Bardzo często tak jest. Jeżeli spotkasz kogoś, mi się tak zdarza bardzo często. Nie znam człowieka, nigdy nie znałem. Pierwszy raz go poznałem, ale mam wrażenie, jakbym znał go od lat i wszystko dokładnie jest tak, jakbym znał go od lat i nie ma problemów. I to jest fenomen. I ja sobie myślę, że to jest dokładnie historia związana z każdym z nas. W momencie, kiedy przeskakujesz albo ja przeskakuję, razem musimy przeskoczyć w każdym razie tą skrótkę i nasze doświadczenie jest już zupełnie inne i nasza perspektywa patrzenia na siebie, kim my jesteśmy. Patrzymy z drugiej strony kija, można powiedzieć w tym momencie.
Zmienia naszą komunikację. Stajemy się troszkę inaczej transparentni ze sobą emocjonalnie i tak dalej. Kilka takich dosyć normalnych rzeczy. Po prostu wymieniamy się pełnym spektrum informacji. Nie jest to biznes, nie jest to deal. W tym momencie się okazuje, że my się dobrze znamy i to znamy się całe życie, bo właściwie nie ma nawet percepcji chyba całe życie. Całe życie to jest tylko percepcja, być może tego, użyję tego słowa, hologramu, w którym my występujemy aktualnie fizycznie. Te miejsce interakcji fizycznych, w którym się manifestujemy. I to też tylko do momentu, dopóki nie nauczymy się po prostu ogarniać tych interakcji, bo to wszystko jest częścią nas. Jak się okazuje, jesteśmy właśnie tą istotą, która po prostu w swojej naturze ma ogarnianie tych interakcji i to w taki sposób, że nie pozostaje po tym nawet ślad.
Być może to jest ta zagadka tych nieistniejących cywilizacji, które poznikały. Być może ta zagadka jest związana właśnie z tym cyklem, który na nas czeka. Być może właśnie to jest ten numer, na który nabrali się wszyscy frajerzy świata, którzy do tej pory próbowali nam wymyślić ustrój niewolniczo-właścicielski. A tu się okazało, że cykl jest. Owszem, wszystko działa, tylko że cykl polega na synchronizacji właśnie tych dwóch rzeczy. Na synchronizacji się tego centrum grawitacyjnego. Czyli nagle to centrum grawitacyjne zapada się do środka, tak można powiedzieć, a na zewnątrz wychodzi to pole informacyjne. I nagle zaczynamy łapać się nie po obsadce grawitacyjnej, tylko po polu informacji. I jest to taki proces, który jest procesem globalnym, niezależnym od tej planety, niezależnym od tej cywilizacji. Jest to po prostu proces kosmiczny, gdzie w pewnym momencie galaktyki po prostu zwyczajnie formy energii wpadają na siebie i wymieniają się informacją.
I to jest właśnie ten moment. I my wszyscy jesteśmy w samym środku potężnej autostrady w kosmosie, tylko jeszcze o tym nie wiemy. I to jest taka kosmiczna autostrada, tylko jedyny powód, dla którego tego nie widzimy, to na przykład niebo. Ponieważ niebo, właśnie to jest ciekawa koncepcja, którą ci zostawię na cały tydzień do następnej „Hiperprzestrzeni”. Niebo posiada zjawisko zwane chmurami. Nikt do końca nie wie, czym są chmury. Oczywiście są badania naukowe na ten temat, ale właśnie jest bardzo dużo „ale” na ten temat, ponieważ z jednej strony jest to woda, ale ta woda ma zupełnie inną polaryzację, inną energetykę, inne zachowania i to w ogóle tworzy pole jako takie i w ogóle ma troszkę takie dziwne składniki, które tam powstają. Okazuje się, że tam jest lokalny mikroklimat w tych chmurach, że są osobne bakterie, które tam żyją. To jest w ogóle jakby osobny świat, troszkę tak jak życie pod wodą, w jakichś szuwarach na przykład albo zaroślach podwodnych. Troszkę tak to wygląda.
No i się okazuje, że bardzo dużo chmury i zawartość tlenu w atmosferze dookoła nas, szczególnie na tych wysokich poziomach atmosfery, jest bardzo mocno związana z naszymi aminokwasami, aminokwasami wszystkich żywych istot na tej planecie. Aminokwasy, jak się okazuje, są jedną z najbardziej Potężnych, z najpotężniejszych substancji radioaktywnych, bo właściwie to jest taka kosmiczna radiacja, promieniowanie. Jeżeli jest dużo wojen, dużo krwi wsiąka w ziemię, to co się może dziać z naszą szybką? W tym momencie szybka, która jest naszym lustrem na świat, oknem na świat, zaczyna matowieć i przestajemy widzieć świat, który składa się z informacji. Przestajemy dostrzegać część informacji. Dalej widzimy piękne błękitne niebo, ale być może widzimy już inne konstelacje gwiazd. Dlatego być może na starych rysunkach są narysowane inne konstelacje gwiazd. A kiedy ta krew znika z aminokwasów, nie ma jej w chmurach. Nie ma tej rzeźni w chmurach, bo to wszystko są związki chemiczne parujące z naszego potu, z naszej krwi, ze zwierząt, z roślin, z całej planety. I te interakcje pomiędzy nimi to jest cała ta kombinacja, co mamy we krwi i co w ogóle ma cywilizacja jako taka.
W ogóle ma planeta do zaoferowania. Trochę tak wygląda. Kiedy zmienia się kompozycja aminokwasów, czyli zmienia się kompozycja chmur, nagle niebo staje się troszeczkę inaczej przejrzyste. Zauważamy rzeczy, których wcześniej nie widzieliśmy. Być może to jest ten numer. Kiedy kosmonauci przekraczają atmosferę Ziemi, nagle niebo zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Wystarczy tylko przekroczyć tę barierę aminokwasów. Być może. Kto to wie? I z tym konceptem zostawiam cię, człowieku, w głowie.
Także dzięki za wysłuchanie kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Jeszcze raz dziękuję Radiu Paranormalium, które umieszcza u siebie na stronie w archiwum. I dziękuję Grzegorzowi Ubemu, który umieszcza w necie na swojej stronie linki do ściągania audycji. Peace and love panowie, wielkie dzięki. I dziękuję wielce mecenasom Radia Na Fali, którzy pomimo tych trudności z serwerami wspierają radio. Także dzięki dziewczyno i dzięki chłopaku za wspieranie Radia Na Fali finansowo. Adres jak zwykle znasz. Po prostu wchodzisz radionafali.com/wspierajrnf i tam są wszelkie możliwe informacje na ten temat. Jeżeli chcesz dorzucić swój bilon z Babilonu do funkcjonowania radia, ja będę z góry wdzięczny i bardzo wielkie ci dziękuję. I dziękuję serdecznie wszystkim tym, którzy sobie ściągają i słuchają gdzieś po drodze, jeżdżąc samochodami, w długich trasach.
Mam nadzieję, że się miło słucha i że jest ciekawy pomysł do rozważania, kiedy droga mija twój widok z okna. Co ja powiedziałem w ogóle? Droga mija twój widok z okna. O man, ja powinienem kończyć tę audycję, człowieku. Także pozdrawiam ciebie słuchający offline i ciebie też. I do usłyszenia następnym razem. I przypominam o moich zacnych kolegach. O księciu Edwardzie, który ostatnio nadał pierwszą audycję Radia Na Fali prosto z Brazylii, z Rio de Janeiro. Także Radio Na Fali nadaje absolutnie live, czasami z Rio de Janeiro, jak się okazuje. On jest tam ze specjalną misją, która się nazywa CO2.
Zapraszam cię w środę na godzinę 23 polskiego czasu. I zapraszam cię oczywiście na czwartek do siebie na „Keszyzmy, czyli technologię Keshe” o godzinie 22.30 polskiego czasu. I zapraszam do „Teorii chaosu” w piątek na godzinę 24 polskiego czasu i za tydzień do siebie do „Hiperprzestrzeni”. Wpadnij czasami na profil facebookowy Radia Na Fali. Tam rzadko kiedy zaglądam, bo ostatnio spędzam dużo czasu w warsztacie i bardzo mało siedzę przy komputerze. Nie mam czasu. Z ludźmi siedzę, uczę ich robić kilka rzeczy. Tak mi czas przecieka przez palce i powstają piękne rzeczy, ci powiem. Anyway, także daj mi chwilę, ale tam sobie zaglądaj, ja tam coś wrzucę. Wrzucę jakąś informację na stronę, niedługo wrzucę wszystkie linki do tych miejsc, gdzie można uderzyć i sobie pościągać zaległe audycje.
Także chwila moment, daj mi sekundę, żebym dotarł do komputera. Także dzięki wielkie. Peace and love człowieku. Miłej niedzieli, bo dzisiaj jeszcze jest sobota. Także miłej niedzieli, człowieku. I jak kończysz słuchać, peace and love. I do usłyszenia następnym razem. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radionafali.com.