[01:39] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejny odcinek niezwykłego cyklu audycji na żywo „Debata Niekontrolowana”, która to już chyba 10. czy właściwie 12. „Debata Niekontrolowana”, w której dziś będziemy dyskutować o przypadkach, gdy bigfoot atakował człowieka. Jak się okazuje, takich przypadków jest całkiem sporo, a dzisiaj razem z nami po drugiej stronie Skype'a jest nasz bigfootolog Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[02:10] - Ja również witam wszystkich. Witaj, Ivelliosie. Oczywiście przy okazji pierwsza rzecz to serdeczne życzenia z okazji okrągłej, piątej rocznicy Radia Paranormalium, którą właśnie dzisiaj obchodzimy. Takim tematem troszkę wydawałoby się z sezonu ogórkowego, bo będziemy mówili o Bigfoocie, a właściwie ja będę mówił, czyli jestem kolejnym -ologiem, tym razem bigfootologiem, i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dlatego że temat, mimo że wydaje się być egzotyczny i troszkę taki wydumany, ma swoje ciekawe aspekty i spróbujemy je dzisiaj razem jakoś wydobyć. Witam jeszcze raz wszystkich.
[02:45] - A audycją jak zawsze będę sterował ja, Marek Sęk „Ivellios”. Siedzę tutaj za konsoletą, za mikrofonem, mam te swoje pokrętła i mam też wszystkie kontakty do Radia Paranormalium, pod którymi można do nas dzwonić i pisać. Można do nas dzwonić na numer telefonu 32 746 00 08, Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu 36 08 80 02. Czekamy również na pytania na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Można również wysyłać nam pytania przez fanpage Radia Paranormalium facebook.com/radioparanormalium oraz pod fanpage'em portalu Infra. Chyba Piotra dzisiaj nie ma z tego, co mi wiadomo. Piotra niestety wywiało, ale za tydzień już będzie z powrotem. Piotr Cielebiaś, jeżeli nas, Piotrze, słuchasz, to bardzo serdecznie cię pozdrawiamy. Pytania można również zadawać na czacie, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube, a jeżeli ktoś woli, to można również wysyłać pytania i komentarze na adres radio@paranormalium.pl.
Rozpoczniemy od takiego pytania: New Mexico Shadow Seekers. Co to takiego i czy możesz coś o nich opowiedzieć? Czym się ta grupa zajmuje, kto wchodzi w jej skład i jakie stosują metody badawcze, Chrisie?
[04:15] - Jeśli zaczniemy od metod badawczych, to wydaje im się, że to są naukowcy, którzy będą pobierać jakieś próbki, będą mieli najrozmaitsze bazy danych i tak dalej, i będą próbowali wyciągnąć jakieś tego typu wnioski, konkretne wnioski, żeby coś można było określić z całą pewnością i móc stwierdzić, czy coś istnieje, czy nie. W tym przypadku New Mexico Shadow Seekers i parę innych grup, które powstały, a które zajmują się bigfootami, ich metody badawcze są bardzo proste. Polegają jedynie na tym, żeby odkryć ślady po bigfootach i dokonać jakiejś ich rejestracji. Ponieważ w większości są to ludzie, którzy są związani dokładnie z tym miejscem, gdzie występują bigfooty, więc mają z nimi do czynienia praktycznie, można powiedzieć, od urodzenia. Rozumieją wiele bardziej ich zwyczaje. Nie jest to dla nich właśnie jakaś nowalijka z sezonu ogórkowego bądź wymysł ludzi, którzy szukają sensacji, a część ich życia. Przynajmniej w przypadku Stanów Zjednoczonych, bo bigfoot jest właściwie stworzeniem, które przede wszystkim jeśli istnieje, to istnieje właśnie w Ameryce Północnej, w Kanadzie i w Stanach Zjednoczonych, częściowo także w Meksyku. Tych przypadków, kiedy ktoś widział takie stworzenie, jest cała masa. W tej chwili można śmiało powiedzieć, że zarejestrowano ponad 50 000 najrozmaitszych przypadków, które zostały opisane i to oznacza, że problem chyba nie jest wydumany, skoro jest ich aż tyle. Z drugiej jednak strony kompletnie ignorują to media, chyba że przedstawiają to jako jakąś taką właśnie historię niewydarzoną albo kiedy nie ma o czym pisać, to opowiada się o bigfootach.
Prawda na temat bigfoota jest niestety taka, że Jakoś świat w niego wierzyć za bardzo nie chce, a z kolei ludzie, którzy widują go, którzy mają spotkania z Bigfootem, mają zbyt małą siłę przebicia. Mają zbyt mały dostęp do mediów po to, aby móc te swoje dokumenty i te swoje przypadki opowiedzieć innym i przekonać, że jest absolutnie odwrotnie. Że Bigfoot jest absolutnie zjawiskiem realnym, jest żywym stworzeniem, które ciągle istnieje, funkcjonuje właśnie na obrzeżach ludzkiej cywilizacji i wraz z upływem czasu jest on coraz bliżej tej cywilizacji. Niestety miejsca w tych dzikich ostępach Stanów ma coraz mniej. Stany są wciąż pokryte lasami, mają olbrzymie, wspaniałe parki narodowe, mają wiele miejsc dzikich, ale ludności przybywa i niestety tych miejsc ubywa. Dlatego następuje to, co jest absolutnie nieuniknione. Następuje zderzenie z czymś, co do tej pory żyło sobie dyskretnie schowane gdzieś w lasach, pojawiające się od czasu do czasu, najczęściej jako cień, jako kształt bądź jako dziwny odgłos z lasu. A dziś co jakiś czas okazuje się, że można go dostrzec, to stworzenie w całej swojej okazałości i na dodatek nie jest to coś, co we wszystkich miejscach wygląda tak samo. Właściwie rzeczywiście można mówić powoli o czymś takim jak bigfootologia, bo Bigfooty mają różne wielkości, różne zachowania i różne czasami nawet kolory tego swojego futra. I na tej podstawie można stwierdzić, że są to wręcz nawet gatunki.
Czego nie możemy stwierdzić, to o co chodzi z tym Bigfootem. Czym tak naprawdę jest Bigfoot? Jedynie to, że jest on faktem, że istnieje. I właśnie takie grupy jak New Mexico Shadow Seekers rejestrują, tak jak powiedziałem, te zjawiska pokazywania się, pojawiania się tego wielkiego włochatego stwora, którego nazywamy wielką stopą, Bigfootem, ma mnóstwo imion. Znany jest w wielu cywilizacjach. Jego najstarszą nazwą jest oczywiście Yeti. Kiedy znaleziono dziwne, potężne ślady, odciski wielkich stóp właśnie gdzieś w Tybecie i później, kiedy rozpoczęło się wielkie zainteresowanie czymś takim i faktem, że coś takiego w ogóle może istnieć niezauważone przez naukę chociażby, rozprzestrzeniło się po całym świecie. Okazało się, że w innych miejscach też on istnieje, a szczególnie jest tego dużo właśnie w Stanach Zjednoczonych, o czym dzisiaj będzie mowa. New Mexico Shadow Seekers to są głównie Nawachowie i głównie Nawachowie, którzy żyją w swoich rezerwatach. My mamy w Polsce rezerwaty dla zwierząt.
Amerykanie mają w swoim kraju rezerwaty dla Indian. Są to, można powiedzieć, minipaństwa, miejsca, które mają dużą autonomię, mają swoją własną policję, gdzie prawo federalne obowiązuje w sposób jedynie częściowy. W przypadku na przykład jeżeli dochodzi tam do jakiegoś morderstwa bądź do jakiegoś bardzo poważnego przestępstwa, wówczas wchodzi tam policja stanowa. W większości Indianie załatwiają swoje sprawy w swoim własnym gronie, mają swoją własną policję, swoje własne obyczaje. Prawo jest oczywiście o wiele bardziej luźne tam, ponieważ ten proces, to będzie bardzo brzydkie, co powiem, cywilizacyjny nie idzie w tym samym kierunku i w tym samym tempie jak u nas, kiedy dyscyplinuje się nas do życia w cywilizacji od co najmniej tysiąca lat, od Mieszka I i chrztu Polski. U Indian ten proces idzie opornie, w związku z czym te tereny nie są tak zurbanizowane jak inne miejsca w Stanach i dlatego jest więcej tam lasu, więcej dzikich miejsc. I jest ten Bigfoot. Taką liderką Shadow Seekers jest pani, która się nazywa Brenda Harvey Harris, która urodziła się w Nowym Meksyku i mieszka w rezerwacie. Rezerwat nazywa się Upper Fruitland i jest to dość spory obszar właśnie dość dzikich terenów w Nowym Meksyku, gdzie nie ma zbyt dużej populacji ludzkiej. Jest za to sporo poligonów wojskowych, jest sporo pustyni i jest także sporo lasu.
I wśród tych lasów właśnie mieszkają Indianie i oni co jakiś czas spotykają Bigfoota. Jeśli ktoś miałby ochotę zajrzeć sobie na internet, zobaczy sporo filmików, jakie nakręcono, gdzie można zobaczyć dziwne szałasy, których nie zbudował człowiek, bądź na przykład drzewa porysowane pazurami, bądź rozszarpane, połamane jakąś niezwykłą siłą i to wskazuje, że istnieje coś znacznie więcej. Ja wiem, że ciężko jest, Joliosie, bardzo ciężkie jest życie po pięciu latach. Masz takie ciężkie westchnienie, jakby Bigfoot gdzieś usiadł ci na kolanach albo gdzie indziej.
[11:30] - I strasznie obniżony głos.
[11:32] - I strasznie obniżony. Ta Brenda Harvey Harris, która jest swego rodzaju liderką tej grupy, miała sama kilka przypadków, kiedy doszło do takiego spotkania z Bigfootem. Co ciekawe, wzrastając w indiańskiej rodzinie jakoś nigdy nie słyszała od rodziców, aby mówili właśnie o Bigfootie. Nawet kilka razy, kiedy jechała z nimi samochodem, rodzice słuchali stacji radiowej, która się nazywa Navajo Hour, Godzina Nawachów. I ta godzina rozprzestrzenia się na cały dzień. Opowiada o różnych rzeczach z życia Indian i co jakiś czas w tym radiu pojawiają się ostrzeżenia, tak jak pojawiają się ostrzeżenia w naszym radiu czy w innych mediach o tym, że nadchodzi zła pogoda, czy jest jakieś zagrożenie ze strony przestępcy, który akurat właśnie uciekł z więzienia i grasuje w danym rejonie. Nawachowie podają sobie ostrzeżenia, że w danym rejonie grasuje Bigfoot i żeby uważać. Mówią na niego Bigfoot, czasami mówią Sasquatch. Jest to bardziej indiańskie słowo. Określające tego olbrzymiego małpoluda.
I za każdym razem, kiedy pytała rodziców, co to jest ten Bigfoot czy Sasquatch, oni zbywali ją i nigdy nie opowiadali jej tego. Nigdy nie próbowali wyjaśnić jej, czym jest to stworzenie, na które trzeba nagle uważać, nie zbliżać się do rzeki. Kiedy dorosła i zrozumiała więcej rzeczy na temat życia, zrozumiała także to, że Indianie o takich rzeczach nie rozmawiają. Indianie nie rozmawiają ze sobą o rzeczach typu Bigfoot czy zjawiska paranormalne z tego względu, że wierzą, że mówiąc o nim, przywołują to zjawisko. Dlatego wolą o nim nie mówić, traktować je jako temat tabu i dzięki temu trzymać się na zewnątrz swojego świata. Jest to w pewnym sensie mądra taktyka, bo pewnie każdy z was zauważył, że trzeba uważać na to, co sobie człowiek życzy, bo może mu się to spełnić w taki sposób, że się czasami można nie pozbierać. Jak się takie życzenia spełniają. Brendę jednak zainteresowały te przypadki. Wówczas, w latach 80. i 90.
było to kompletnie na obrzeżu jej życia, aż do momentu, kiedy Bigfoot dosłownie stanął na progu jej domu. Wówczas była młodą mężatką, miała dwójkę dzieci, pilnowała także dzieci swoich sąsiadów. Jej mąż, a także mąż sąsiadki pracowali na nocną zmianę. Gdzieś około 10 wychodzili razem z domu i jechali do pracy. Było to akurat gorące lato 1986 roku. To był 1992 rok. Jeśli już zbieramy daty, jeśli już mamy być tacy konkretni. 1992 rok. Patrzę na moje chaotyczne notatki na ten temat, bo życie wakacyjne ma swoje prawa, w związku z czym moje notatki są też wakacyjne, pisane tu i ówdzie w pośpiechu, żeby móc zdążyć na tę audycję. W 1992 roku Brenda pilnowała dzieci.
Mąż wyszedł do pracy razem z ich sąsiadem i nagle Brenda usłyszała trzask czy zgrzyt żwiru na swoim podjeździe. Zaskoczyło ją to, bo mąż poszedł do pracy. Być może, pomyślała, zapomniał. Kroki były ciężkie i nagle te kroki zbliżyły się w stronę jej tarasu. Coś nagle zaczęło iść po schodach bardzo ciężkim krokiem. Brenda odezwała się: „Czy jest to mąż?” To nie był mąż. Nic się nie odezwało z powrotem, nic jej nie odpowiedziało. Wszyscy zamarli w bezruchu. Czekali, co się wydarzy. Zapadła głucha cisza w oczekiwaniu.
Ciężka cisza w oczekiwaniu na to, co będzie za chwilę. I nagle w tej ciszy dało się usłyszeć szelest czy raczej zgrzyt odsuwanej siatki z drzwi. W amerykańskich domach często montuje się te siatki, żeby nie wlatywały komary czy inne muchy do środka. Tę siatkę ktoś odsunął i nagle gałka w drzwiach, którą otwierało się, która służy im jako klamka. Też następna popularna rzecz w Stanach, że jest mniej klamek, więcej gałek do przekręcania, do wejścia do środka. Nagle zaczęła się poruszać. Coś zaczęło potrząsać tą gałką. Drzwi jednak na szczęście były zatrzaśnięte na zamek i nie otworzyły się. Natomiast cały dom był przerażony i oczekiwał, co się wydarzy, co tam może być. Był jeszcze w mieszkaniu brat Brendy i ona jako do mężczyzny powiedziała mu: „Wyjdź i sprawdź, co tam jest”.
Ale ten brat był bardzo mocno skamieniały ze strachu. Mimo że był Indianinem, nawet nie drgnął, żeby pójść w tamtą stronę, więc Brenda postanowiła zrobić to sama. Podeszła do drzwi, odsunęła zasuwkę i otworzyła te drzwi. Na zewnątrz stała olbrzymia postać. Olbrzymia, muskularna i cała włochata. Miała około dwóch metrów wysokości. Tak mniej więcej oceniła wysokość tej postaci Brenda. Stała i przez chwilę wszyscy zamarli razem z tą wielką postacią w kompletnym zaskoczeniu, patrząc się na siebie. Brenda usiłowała dojrzeć twarz tej postaci, ale nie mogła dostrzec żadnego szczegółu, bo twarz również była cała pokryta włosami. Niestety nad wejściem do mieszkania nie paliła się żarówka, która akurat parę dni temu się po prostu spaliła i nikt nie wymienił jej na nową.
Co niekoniecznie musi aż tak bardzo przeszkadzać. Nie trzeba tak często wymieniać żarówek i przez to nie można było zobaczyć dokładnie, z kim ma się do czynienia. Ta chwila znieruchomienia wydawało się, że trwała wieki, jednak po kilku sekundach olbrzymia postać nagle drgnęła i wielkim susem wyskoczyła przez barierkę tarasu i zniknęła w krzakach, które wiodły w stronę pobliskich gór. Wszyscy w domu nadal stali w wielkim oniemieniu i strachu, skamieniali tym, co tam pojawiło się w drzwiach. Brenda powiedziała szybko, że była to nie wiadomo jaka postać, która jest groźna i być może niebezpieczna, więc wszystkie okna zamknięto, drzwi zatrzaśnięto, zgaszono światła i próbowano zasnąć. Oczywiście po takim przeżyciu nikomu się spać nie chciało. I nagle w ciszy nocy usłyszano znowu hałas żwiru i znowu ciężkie kroki na schodach na taras i potem znów dźwięk tej gałki nieszczęsnej. Ta sama postać, ten sam osobnik znów usiłował wejść do środka. Kiedy zapalono światła, wszystko to ucichło. Kiedy wyjrzano przez okno, postać znowu zniknęła w krzakach.
I tak wszystko trwało do czwartej rano, bo postać przychodziła i wracała. Trwało to jakiś czas i wiadomo było tylko, że jest to postać wielka, ogromna. W pewnym momencie Brenda nawet próbowała wyjrzeć przez okno, wyczekując, kiedy wróci z powrotem i miała okazję w bladym świetle księżyca przyjrzeć się jej. Kiedy podchodziła do drzwi i do schodów wiodących na taras i widziała, jak wielka, potężna, włochata jest i jak sprawnie i miękko porusza się po otoczeniu. Trwało to jakiś czas i postać zniknęła. Później nie pojawiła się już przez całe długie miesiące. Ale to wydarzenie tak bardzo wpłynęło na wyobraźnię i na życie Brendy, że wraz z innymi przyjaciółmi i Indianami Navajo, którzy mieli również kontakty i spotkania z bigfootem, założyli stowarzyszenie, organizację nieformalną, która zajmuje się rejestrowaniem tego typu przypadków spotkań z nieznanym, wielkim, włochatym stworem o wielkich stopach i czasami wielkich kłach. Może tyle na początek.
[19:55] - Poza anteną wspominaliśmy jeszcze o innej grupie Bigfoot Outlaw. Co można o nich powiedzieć?
[20:03] - Bigfoot Outlaw jest to kolejna nieformalna grupa. Nie są Indianami. To są wszyscy potomkowie pierwszych amerykańskich osadników. Wielu z nich założyło swoje gospodarstwa w miejscach naprawdę dzikich. Od Alabamy, przez Ohio, Idaho i wiele innych stanów. Założyli je w dzikich ostępach i próbowali te ostępy w jakiś sposób okiełznać, a jednocześnie żyjąc na łonie przyrody, musieli w jakiś sposób z tą przyrodą współpracować, funkcjonować tak, żeby móc przetrwać. Są to ludzie, którzy są nie tylko całkiem niezłymi myśliwymi, ale świetnymi tropicielami. Znają las, potrafią odgadywać pogodę z tego, co się dzieje wokół nich. Nie są Indianami, ale praktycznie ich umiejętności i rozumienie przyrody jest w jakiś sposób podobne. Dzieci tych ludzi również wyrastają w takim środowisku i z pokolenia na pokolenie taka wiedza jest im przekazywana.
Tak jak wielu z was ma swoje dziecięce wspomnienia z piaskownicy, huśtawki czy innych tego typu miejsc, dzieci tych osadników wychowywały się przede wszystkim w lasach, dzikich ostępach. Biegały po łąkach, biegały po lasach i wszystkie swoje przygody tam przeżywały. I to właśnie ich rodzice przestrzegali przed najrozmaitszymi leśnymi stworzeniami, które mogą się okazać dla nich niebezpieczne. Jednym z takich stworzeń jest Bigfoot, który ma tam wiele nazw. I dziś, kiedy mamy internet, kiedy mamy o wiele lepszą drogę do komunikowania się ze sobą, ci ludzie, którzy nazywają się Bigfoot Outlaw, są w stanie komunikować się ze sobą w różnych częściach Stanów. Stworzyli taką nieformalną grupę ludzi, którzy wyrastali w świecie, który był pełen bigfootów, w którym zawsze to stworzenie gdzieś w tle żyło, stwarzało być może czasami jakieś zagrożenie, wzbudzało strach. Byli oni zawsze przed nim przestrzegani. Dla tych ludzi jest to taki rodzaj hobby. Oni również nie są naukowcami. To są ludzie, którzy znają las i wiedzą, gdzie szukać bigfoota.
Wiedzą też, jakie triki robi ta postać czy ten stwór, ten kryptyd, żeby uniknąć na przykład wytropienia. Potrafi zmylić swoje ślady bądź potrafi przyglądać się niemającym pojęcia o nim ludziom, nawet jego najbliższe okolice będą doskonale zamaskowane w różnych miejscach. I teraz ci ludzie wymieniają między sobą doświadczenia i dzięki tej grupie nie tylko założyli swoje radio Bigfoot Outlaw, ale także wspólnie jeżdżą w miejsca, gdzie bigfooty się pojawiają, wymieniają doświadczenia i rejestrują te ślady. Podobnie jak Indianie Navajo, przede wszystkim ich działalność sprowadza się do rejestracji. Czasami pobierają najrozmaitsze próbki, jakie udaje im się znaleźć. Ale żeby zbadać takie próbki, zawsze potrzebne są pieniądze, ponieważ żadne laboratorium z własnej woli tego nie zrobi, jeżeli ktoś za to nie zapłaci. Są to rzeczy zazwyczaj kosztowne. Jeśli chodzi o DNA, nie raz mówiliśmy, czy to w przypadku wydłużonych czaszek, czy to w przypadku nawet audycji czy debaty, która kiedyś, parę lat temu była poświęcona kryptozoologii, bigfootom. Mówiliśmy o tym, że problemy są duże, ponieważ bigfoot jako stworzenie, jako kryptyd jest czymś, co teoretycznie nie ma żadnego uzasadnienia w nauce. Z punktu widzenia nauki jest to wyłącznie folklor z amerykańskiej prowincji, gdzie żyją sobie ci hillbilly, jak ich się czasami nazywa.
I są to wszystko legendy i zmyślone historie. Także oficjalnie bigfoot nie istnieje. Natomiast ci ludzie, którzy wzrastali w takich miejscach, mówią o tym stworzeniu jako o czymś absolutnie realnym, z czymś, z czym mieli do czynienia w dzieciństwie i z czymś, z czym mają do czynienia również dzisiaj. Dzięki temu przerodziło się to w taki rodzaj pasji. Rejestrują te przypadki, fotografują je dzięki temu, że nasza technologia rozwija się w sposób w miarę gwałtowny i wiele elektronicznych instrumentów jest o wiele łatwiej dostępnych, niż to było kiedyś. Można je mieć, nabyć i znając las, można użyć je lepiej niż na przykład Aparaty fotograficzne, pułapki, tak zwane aparaty myśliwych, które rejestrują czy włączają się, kiedy na przykład fotokomórka jest zakłócona jakimś ruchem w lesie. Najczęściej takie aparaty rejestrują sarny, najrozmaitsze inne stworzenia: szopy pracze, oposy i inne zwierzaki, które przechodzą. Nigdy nie zarejestrowano Bigfoota, mimo że Bigfoot był obserwowany w danym rejonie. Mówiąc o grupie Bigfoot Outlaw, chciałbym pokazać różnicę pomiędzy badaniem, chociaż badanie nie jest tu dobrym słowem, bo badanie kojarzy się albo z zabawą w lekarza, albo w badania naukowe, stosując różne wyrafinowane metody, najczęściej laboratoryjne, gdzie mamy do czynienia z doktorem habilitowanym niejednokrotnie w różnych dziedzinach wiedzy, który analizuje tę wiedzę i próbuje wyciągać wnioski. Ich metody badawcze polegają na tym, ażeby móc znaleźć sposób, aby Bigfoota uchwycić tak, aby móc określić, co on robi, gdzie jest i w jaki sposób się zachowuje.
Na przykład ostatnim wynalazkiem, który stosują z dużym sukcesem, są kamery termowizyjne. Bigfoot jest stworzeniem, które wydaje z siebie ciepło i nawet najciemniejszej nocy dzięki kamerze termowizyjnej można go dostrzec. Ci ludzie z Bigfoot Outlaw dzięki tym kamerom zauważyli, że Bigfooty są mistrzami kamuflażu. Często, kiedy rozmawialiśmy wcześniej o Bigfootach, panuje taka opinia, że Bigfooty być może są stworzeniami z pogranicza wymiarów, że być może ich struktura jest wielowymiarowa, że potrafią zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu. Wielokrotnie robiono nagonki na Bigfooty. Wiedziano, że Bigfoot jest w danym rejonie i że nie ma szans się wydostać. Mimo to odchodzono z pustymi rękami. Ale ci ludzie z Bigfoot Outlaw zauważyli, że Bigfoot jest tak nieprawdopodobnym mistrzem kamuflażu, że potrafi dosłownie stać tuż obok nas i my nie mamy pojęcia, że jest tuż obok, że jest w stanie nas wręcz dotknąć albo my niemalże jesteśmy w stanie wejść na niego i go nie jesteśmy w stanie zauważyć. Na przykład dostrzegli, że jest mistrzem czołgania się. Często czołga się w taki sposób, że dosłownie porusza się na czubkach palców swoich dłoni i czubkach palców nóg, przesuwając się, praktycznie nie zostawiając żadnych śladów, nie łamiąc żadnych gałązek pod sobą, nie zostawiając odcisków po sobie w trawie.
Są w stanie pokonać spory dystans i zmieniać miejsce, być niezauważonym, mimo że ludzie obok przeszukują teren na przykład silnymi reflektorami bądź obserwują niebo z powietrza, z helikoptera czy chociażby z drona. Bigfoot jest w tym momencie niedostrzegalny. Poza tym okazało się, że Bigfoot często zostawia ślady dla zmylenia takiego badacza w cudzysłowie. Badacz idzie, widząc te wielkie stopy odciśnięte tu i ówdzie. Niektóre są bardzo wyraźne. Jest bardzo zadowolony, już jest na jego tropie i nagle ślady znikają. Znikają, jakby Bigfoot rozpłynął się w powietrzu. Dlatego znowu ta opinia o tym, że jest on w innym wymiarze, znowu działa. Rozpłynął się, więc nie mamy czego szukać. Tymczasem Bigfoot zostawia te ślady specjalnie.
Wprowadza tych, którzy go ścigają i tropią, w błąd, a jest w stanie dokonywać bardzo dużych skoków i na przykład jest w stanie złapać, uchwycić się jakiejś gałęzi, która rośnie nad tą ścieżką, którą podąża i zręcznie jak małpa, skacząc z gałęzi na gałąź, po prostu oddalić się i zostawić te ślady tak, jakby się rozpłynął w powietrzu. Zauważono to właśnie dzięki kamerze termowizyjnej, kiedy śledzony przez nich Bigfoot dokonywał kilku piruetów na drzewie i potrafił w błyskawiczny sposób oddalić się na odległość kilkudziesięciu metrów w ciągu niemalże kilkudziesięciu sekund. Tak że zrobił to szybko, błyskawicznie, sprawnie i tyle ze ścigania Bigfoota.
[29:24] - Odnośnie ścigania Bigfoota, przepraszam, że ci przerwę, Artem. W tym czasie Radio Paranormalium napisał: „Z pogranicza wymiarów nagonka na Bigfoota, z której nie mógł uciec, dowodzi raczej, że nie było tam żadnego Bigfoota, a nie że uciekł w inny wymiar”. Jak skomentujesz te słowa?
[29:42] - O tym właśnie w tej chwili opowiadam. Bardzo fajny przykład. Bardzo mi się podoba właśnie dlatego, że Bigfoot, będąc mistrzem kamuflażu, jest w stanie zmylić ludzi, którym wydaje się, że tu już nie może nawet mysz prześlizgnąć. Na przykład zauważono, że Bigfoot potrafi cofać się po własnych śladach. Jeżeli nie ma gałęzi, gdzie by mógł wskoczyć na nią i przenieść się błyskawicznie w inne miejsce, jest w stanie cofnąć się po własnych śladach i dojść do miejsca, które w jakiś sposób ułatwi mu zniknięcie. Ci ludzie z Bigfoot Outlaw i parę osób najbardziej znanych to jest Jim Berking, Tim Cumbo Baker, Jim Hart, Don Ricky. Jest to cała grupa ludzi, którzy wychowali się w lesie, którzy są świetnymi myśliwymi, rozumieją życie lasu i przez to, że pasjonuje ich Bigfoot, te triki na nich już nie działają. Oni sami mówią z taką troszeczkę Nutką wyższości o tych wszystkich badaczach bigfootów, którzy przyjeżdżają z wielkich miast, wyperfumowani swoją świetną wodą kolońską i wchodząc z taką wodą kolońską do lasu, już informują cały świat dookoła, że są w tym miejscu, w tym lesie i są mieszczuchami, którzy i tak nic nie zrozumieją i w życiu niczego nie zobaczą na własne oczy, choćby nie wiem jak te oczy wytrzeszczali. Dlatego właśnie tacy badacze, ci wyperfumowani badacze, oni właśnie zrobią nagonkę i nie znajdą nic. Natomiast ludzie, którzy żyją w tym środowisku, reagują inaczej.
I dzięki tym kamerom termowizyjnym dokonano wreszcie kroku naprzód, dlatego, że bigfoota już można dostrzec, już można zobaczyć, gdzie on jest. Był taki przypadek, że jeden z takich ludzi jechał samochodem drogą mało uczęszczaną i nagle na środku drogi zobaczył siedzącą włochatą postać. Włochata postać w ogóle się nie ruszyła, nie drgnęła nawet. Podjechał do niej bardzo blisko. Tak blisko, że dotknął jej pleców zderzakiem swojego samochodu. Bardzo chciał zobaczyć w światłach reflektorów twarz tego stworzenia. To stworzenie nie było wielkie. Zazwyczaj mówi się o bigfootach, że mają ponad dwa metry wzrostu, czasami nawet trzy metry wzrostu. Są potężnie zbudowane. To było akurat mniejsze i ze względu na to, że zachowywało się w taki nieodpowiedzialny jak na bigfoota sposób, siedząc na środku drogi, on doszedł do wniosku, że to jest baby bigfoot, mały bigfoot, którego matka być może poszła na polowanie, a on sobie hasał po okolicy i wybrał sobie, że posiedzi sobie właśnie na środku drogi.
Więc on delikatnie dotknął go tym zderzakiem. W tym momencie ten stwór podskoczył w górę, rzucił mu się na maskę. On tylko zobaczył kły i żółte oczy. I dosłownie w tej sekundzie bigfoot zniknął. Rozpłynął się tak, jakby pstryknąć palcami i on się kompletnie rozpłynął. A ponieważ był to człowiek, który już znał te triki, wszystkie sztuczki bigfootów, on wiedział dobrze, że jest to ciągle sztuka kamuflażu, że bigfoot, wykorzystując grę świateł i cieni, wszystko, co dzieje się obok w naturalnym środowisku, jest w stanie to wykorzystać do własnej obrony, rozpłynąć się w stanie właśnie w powietrzu. W sensie oczywiście tu w cudzysłowie, czyli zakamuflować się, schować się, zniknąć z zasięgu naszego wzroku, a nie rozpłynąć się właśnie w powietrzu. I te kamery termowizyjne w tym bardzo pomagają. Ta grupa chyba nazbierała najwięcej przypadków. Zresztą jest to bardzo wesoła grupa, a ponieważ wszyscy mają to, co ich łączy, to praktycznie niemalże wszyscy są z południa, więc mówią bardzo interesującym akcentem, który czasami bardzo trudno jest zrozumieć.
To jest tak, jakby rozmawiać czasami z ludźmi ze Śląska i próbować rozumieć język śląski, który niektórych może bawić, a innych śmieszyć. Jest absolutnym regionalizmem. Na południu Stanów te regionalizmy też są. Niekiedy dochodzi do takich momentów, że ktoś mówi po angielsku, tylko nie rozumie się ani słowa i trzeba się bardzo mocno wsłuchiwać, o co w tym wszystkim chodzi. Też widać, że ludzie ci wiedzą, jak się robi moonshine, czyli tutejszy bimber, jak się go pędzi. Także to też na pewno napędza opowieści. Ktoś powie może i wyobraźnię, ale jest ich sporo i wszyscy zgadzają się ze sobą i wszyscy kolekcjonują te dane. Mają mnóstwo zdjęć, pełne archiwa. I też, jak się okazuje, ta bigfootologia, to poszukiwanie, ściganie bigfoota może się przerodzić w absolutną pasję, która może nadać sens całemu życiu. Także to są ludzie, którzy tworzą tą właśnie grupę.
Natomiast kiedy mówimy o takich naukowcach jak Sykes, jak paru innych, czy nawet David Paulides, ich metody są już niestety inne i jeżeli ci ludzie nie mieli do czynienia z lasem, nie są też w stanie ani zrozumieć fenomenu bigfoota, ani próbować go nawet schwycić. Mówiłem już o Nawajach, a na przykład Tim Cumbow Baker, który jest jednym z liderów tej grupy Bigfoot Outreach, jego matka była Irokezem, więc też ta krew indiańska i to zrozumienie natury ma w genach i bardziej pozwala mu pojąć to, co się dzieje w lesie. Podobnie jest z Paulidesem, który ma również krew indiańską w swoich żyłach i rozumie tą mroczną stronę amerykańskiego lasu, bo amerykański las jest bardzo mroczny, jest nieprzyjazny i może dlatego nie chodzi się po tym lesie i nie szuka się grzybów. A jeśli już się chodzi, to dobrze jest mieć ze sobą jakąś strzelbę. Tak w zasadzie w razie czego. Ja już opowiadałem moje historie o lasach i zwłaszcza tą historię z gór Catskill. Nie będę więcej powtarzał, bo obiecałem, że to był ostatni raz, kiedy ją powtórzyłem, bo mówiłem o niej kilka razy, ale przy okazji bigfoota opowiem inną historię, być może w takim razie, która wydarzyła mi się w tym roku. Wydarzyła mi się na Florydzie. A w lesie byłem w zasadzie przez przypadek. Byłem wraz z grupą przyjaciół.
Podróżowaliśmy po Key West, po innych pięknych miejscach tego stanu. Zimą jest tam szczególnie pięknie, zwłaszcza jak się mieszka na północy, które są akurat skute lodem i śniegiem i brzydką czarno-białą pogodą. Tam na Florydzie jest ciągle ciepło, przyjemnie. Jest błękitna woda, zielona trawa, świetne lasy i mnóstwo bardzo ciekawej, interesującej natury do obejrzenia, a także Koralowy Zamek, do którego kiedyś, mam nadzieję, wrócimy. Bo tam też byłem. Całe pół dnia poświęciłem na ten Koralowy Zamek, ażeby obejść każdy jego kawałek i sfotografować tyle, ile się da. Sfilmować też troszkę, mimo że nielegalnie, bo filmować tam z jakichś powodów nie wolno. Ale wracam do tych lasów na Florydzie. Ponieważ podróżowaliśmy kamperem, w którym można spać, nie trzeba rozbijać namiotu, musieliśmy znajdować miejsca, gdzie można go było postawić. Niestety niektóre miejsca, gdzie ten kamper można podłączyć do prądu, kanalizacji, a nawet cable czy satelity i mieć basen do dyspozycji, restauracje, bary i parę innych rzeczy, były już wcześniej wykupione, pełne różnych innych turystów, którzy podróżowali po Florydzie w ten sam sposób.
Były już zajęte, więc trzeba było szukać czegoś bardziej dzikiego, bardziej na uboczu. I w którymś momencie tej naszej podróży dotarliśmy do parku Everglades. Tam wszystkie fajne, cywilizowane miejsca już były zajęte. Zostało jedno jedyne i to było takie dzikie miejsce w północnej części Everglades, które okazało się być polaną wyciętą w gęstej dżungli porastającej dookoła to miejsce. Dzika polana z olbrzymim napisem-
[38:23] - Oj, mamy problem z połączeniem. Coś się stało niedobrego. Skype się właśnie w tym momencie wyłączył. Nie wiem czemu, nie mam pojęcia. Musimy zrobić krótką przerwę i za chwilę do państwa wrócimy. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Spróbuję połączyć się z Chrisem Makino, a w międzyczasie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejsza debata niekontrolowana, tak jak prawie wszystkie debaty niekontrolowane w Radiu Paranormalium, realizujemy w całości na żywo. I właśnie takie przerwy, czasami techniczne problemy, to są uroki nadawania live. Takie dowody na to, że audycja leci w całości na żywca. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08.
Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy również na państwa pytania na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Dzisiaj niestety nie ma Piotra, więc na koncie portalu Infra nie można wysłać pytań. Krysiu, już się słyszymy?
[39:56] - Tak, coś zniknęło. Nie wiem, czy porwał cię Bigfoot.
[40:00] - Na szczęście nie. Wiesz co? Coś takiego dziwnego się stało, że wyłączył mi się Skype.
[40:06] - Mnie też się właściwie wszystko wyłączyło. Aha, bo tobie się wyłączyło, dlatego mnie się wyłączyło. I wszyscy jesteśmy teraz na antenie czy poza?
[40:15] - Jesteśmy teraz na antenie. Ja tutaj podaję właśnie kontakty. Jeżeli ktoś woli, to może jeszcze wysyłać pytania na adres radio@paranormalium.pl. Na czym to my, Krysiu, stanęliśmy? Bo się przerwało dziwnie historię.
[40:30] - Zbiło mnie to z pantałyku. Widocznie Skype jak słyszy moją historię, to zaczyna się zwijać i dostaje gęsiej skórki, się zastraskuje i zamyka.
[40:40] - Wszyscy jesteśmy pod nadzorem i na podsłuchu. NSA wie o nas wszystko.
[40:45] - Tak, ale Bigfooty jeszcze nie próbują zmienić tutaj ani rządu światowego, ani czegoś innego, więc powinien to być temat w sezonie ogórkowym spokojny i nic się nie powinno dziać jakiegoś niebezpiecznego. Zaraz ja-
[41:01] - Już jestem z powrotem. Pytać, czy będą również poruszone kwestie Bigfootów spoza Ameryki. Ale to może w dalszej części audycji spróbujemy.
[41:11] - Myślę, że tak. Poza tym coraz bardziej i mocniej jestem zwolennikiem tego, że kiedy rozmawiamy o jakimś temacie, żeby w jakiś sposób bezpośrednio czuć się z nim związanym. Ponieważ z faktu, że mieszkam w Stanach i być może przez to, a mieszkam już ponad 20 lat, rozumiem troszkę ten kraj i troszkę tych ludzi, sytuację i inne tego typu historie. Jest mi łatwiej mówić o tym, co się tutaj dzieje, niż na przykład opowiadać o jakichś odległych, egzotycznych lądach czy miejscach, wyobrażając je sobie jedynie. I być może często jest to najpotężniejszy problem tego typu badania z wygodnego fotela i sprzed komputera.
[41:59] - O, właśnie Grzesiek vel Jubi przypomniał, że skończyło się, przerwało na leśnej polanie w puszczy. Ale widzę, że tutaj ktoś dzwoni, tak więc dołączymy słuchacza telefonicznego. Dobry wieczór, witamy w Radiu Paranormalium.
[42:16] - Halo, halo.
[42:17] - Tak, słyszymy się.
[42:19] - Kłaniam się. Właśnie słucham audycji. Teraz chodziło o ten moment, kiedy pan się zerwał. Skończyliście na tym dzikim parkingu.
[42:27] - Tak. Dziękujemy bardzo.
[42:30] - Dobrze, dziękuję bardzo. Kłaniam się. Czekam dalej.
[42:33] - Na naszych słuchaczy zawsze można liczyć. Bardzo się cieszę. Bardzo dziękuję. Więc jestem na tym leśnym parkingu, dookoła jest dżungla i jest olbrzymi napis, żeby... Czy jesteśmy, czy już nas znowu zerwało? Halo?
[42:48] - Jesteśmy cały czas.
[42:49] - Jesteśmy. Jest wielki napis, żeby uważać na pumy, bo były tam przypadki, że pumy próbowały atakować zwłaszcza małe dzieci, żeby dzieci mieć ciągle na oku. Ale tam, raz, że w naszym kamperze nie było dzieci, drugi raz, że w ogóle nikogo więcej tam nie było, co zresztą już po pięciu minutach okazało się jasne, bo nie było tam nic. Nie było tam prądu, nie było tam jakiegokolwiek stolika czy miejsca do tego, żeby móc się w jakiś sposób wygodnie rozbić i rozłożyć i spędzić czas. Właściwie nie było nic oprócz tej puszczy dookoła. Podmokłej puszczy, która była pełna na dodatek aligatorów, po które tam zresztą przyjechaliśmy je obejrzeć, ale jako mieszczuchy nie spodziewaliśmy się czegoś takiego. Rozłożyliśmy się nieśmiało tym naszym kamperem. Zaczęliśmy zbierać jakieś drzewo na ognisko. Nie jest to takie proste, jakby się wydawało, zebrać we florydzkim lesie drzewo na ognisko, bo las, jak powiedziałem, jest podmokły. Gdzieś tam może żyć aligator.
A jak jeszcze przestraszyli nas tą pumą, więc za bardzo chętnych nie było, żeby chodzić po tym lesie. Próbowaliśmy, wyzbieraliśmy coś, co było tam w skraju lasu. Znaleźliśmy na szczęście kilka martwych drzew, które wyrwaliśmy po prostu samochodem, co może nie jest zbyt etyczne i nie powinienem się przyznawać do tego na antenie. Ale drzewa wydawały się być martwe, kompletnie bez liści, suche, więc żeby uratować sobie życie w nocy i mieć przyjemne ognisko, wyrwaliśmy te drzewa samochodem. Wywlekliśmy je z lasu, zapaliliśmy ten ogień i wówczas pojawił się ranger. Ranger był zaskoczony, że w ogóle ktoś jest na tym parkingu. Na szczęście miałem legalną rezerwację. On się tylko upewnił. Bardzo mocno się upewniał, czy mamy drzewo na ognisko. Mieliśmy już nazbieranego bardzo dużo, nawet imponująco dużo.
Nawet pokręcił głową z niedowierzaniem. Mieliśmy ten parking w lesie zamówiony na trzy dni. Tak jak powiedziałem, nikt tam się więcej nie pojawił. Powoli zapadała noc i ta puszcza ożyła. Ożyła w nocy. Ożyła najrozmaitszymi odgłosami, cykaniem świerszczy i co jakiś czas było słychać coś takiego jak dźwięk kwaczącej kaczki. Kiedy się słyszy na Florydzie dźwięk kwaczącej kaczki, to nie jest to kaczka. Jest to właśnie aligator. Aligatory jak się nawołują, to takie właśnie dźwięki wydają. Po to tam przyjechaliśmy, więc to jeszcze dodało takiego smaczku emocji.
I nagle w ciszy nocy dał się usłyszeć taki długi, przeciągły dźwięk, jak małpy wyjca. Może dokonam eksperymentu, ale będziecie sobie ze mnie potem jaja robić. Spróbuję ponaśladować ten dźwięk. Ten dźwięk był taki, jakby jakiś stwór, jakiś małpiszon gdzieś ganiał po drzewach i ja teraz będę tym małpiszonem. I to było coś takiego. I było coś takiego. I to powtarzało się po kilka razy. Ten dźwięk był dziwny, troszeczkę zbiło to nas wszystkich z tropu, ale jako mieszczuchy też nie za bardzo na to zwróciliśmy uwagę, aż do momentu, kiedy okazało się, że cały las ucichł. Ucichły nawet te muszki, komary czy inne cykady, które tam cykały dookoła. Po prostu wszystko ucichło.
Tak martwej ciszy nie słyszałem w całym moim życiu. Była to taka cisza, że tym dzwonieniem tej ciszy wręcz rozwalała uszy. Siedzieliśmy przykucnięci przy tym ognisku, które nawet wydawało się, że to światło w tej ciemnej, czarnej nocy, która nas otaczała, ta noc była tak gęsta, że to światło nie było w stanie przeniknąć. Dosłownie wystarczyło dać dwa, trzy kroki poza krąg ognia, żeby zniknąć w ciemnościach. Zaczęliśmy oczywiście sobie troszeczkę żartować, że może nas porwie puma albo coś innego, albo aligator, albo bigfoot, ale wśród moich kolegów ten bigfoot najmniej przekonywał, bo tak jak mówię, jak się żyje z daleka od lasów, to w takie rzeczy się nie za bardzo wierzy. Ja byłem najbardziej oczytany o tych bigfootach, ale nie kontynuowałem za bardzo tematu, widząc, co się święci dookoła. Oddalaliśmy się tylko na parę kroków i tylko za silną potrzebą fizjologiczną. W tym momencie fizjologia działa jak szalona. Także gdyby nie to piwo, które działa na dwie strony, z jednej strony dodaje animuszu, ale z drugiej strony napędza tą całą fizjologię, to nie wiadomo, jak by się ta noc skończyła. Skończyła się tak, że niewiele w niej spaliśmy.
Niewiele w niej spaliśmy, niewiele o niej rozmawialiśmy. Natomiast te dźwięki, które usiłowałem imitować, zastanawiałem się nad nimi, co takiego mogło wydać te dźwięki. I w pewnym momencie uświadomiłem sobie: przecież małpy nie żyją na Florydzie, więc to nie może być małpa, nie może być żadne inne zwierzę. Nie może to też być puma. Może to był jakiś szakal, może było to coś innego. I z tym zostałem aż do momentu, kiedy posłuchałem sobie którejś z audycji właśnie tych „Bigfoot Outlaw”. I oni puszczali te same dźwięki. Oni puszczali dokładnie ten sam dźwięk. Dlatego właśnie okazuje się, że w tym roku ja sam osobiście miałem może nie tyle bliskie, ale nie tak wcale dalekie spotkanie z bigfootem, że ten bigfoot albo coś, co wydawało ten dźwięk, właśnie gdzieś w tych chaszczach, tych zagajnikach, w tej dżungli żyło. Cisza była, tak jak powiedziałem, tak wielka, że rozbijała uszy.
I wtedy w sumie jedyne, czego mi brakowało do szczęścia, to żeby chociaż jakiś fajny mały latający spodek przeleciał przez niebo. Niebo było absolutnie czyste, rozgwieżdżone. Księżyc nie za bardzo przeszkadzał obserwacji, więc gwiazdy wyglądały tak, jakby ktoś powkręcał takie lampki, takie jak się wkręca na choinkę. Wyglądały wręcz sztucznie. Były tak ostro i pięknie widocznie odbijające się od czerni nieba. Niestety żaden statek kosmiczny nie przeleciał. Ale mimo wszystko wygląda na to, że bigfoot był w tym lesie i Tak jak powiedziałem, ludzie ci z Bigfoot Outlaw, a także inni. Jest taki facet, który się nazywa Moorhead, który chodzi po lesie nagrywać te bigfooty. On też nagrał tego typu dźwięki. Tych dźwięków jest sporo.
Mam nadzieję, że do tematu bigfoota wrócimy i może się uda zorganizować więcej tych dźwięków, żeby radiowo zrobić festiwal dźwięków, jakie wydają stworzenia, które niekoniecznie są opisane w książkach do zoologii, które żyją w tym lesie. Te dźwięki z siebie wydają i w związku z tym muszą być prawdziwe. Taka to była historia. Może jesteście rozczarowani. Nie jest aż tak mrożąca krew w żyłach, ale moje trochę zmroziła, mimo że to była ciepła, piękna pogoda we florydzkim lesie. Koniec tej historii był taki, że zamiast trzech dni, już następnego dnia wyjechaliśmy w bardziej cywilizowane strony. I tak to wyglądało.
[50:05] - Historia może nie kończąca się w straszny sposób, ale na pewno była bardzo ciekawa. A czy wśród spraw badanych przez New Mexico Shadow Seekers i Bigfoot Outlaw znajdują się jakieś przypadki atakowania ludzi przez bigfootów? Czy w ogóle kiedykolwiek udawało się udowodnić, że jakiś człowiek zginął z ręki, czy też raczej z łapska bigfoota?
[50:34] - Jest tam parę takich historii, gdzie te spotkania są bezpośrednie i sama Brenda opowiadała o takim spotkaniu. Jest to historia związana z jej synem. Do ich domu przyjechała grupa kuzynów i oni wszyscy byli w jednym wieku. To już wszyscy byli tacy późni nastolatkowie, po 18-19 lat. Siedzieli sobie przy stole, opowiadali różne historie i ten syn Brendy opowiadał historię właśnie o bigfootcie, który żyje w okolicy, w rezerwacie indiańskim. I oni go wyśmiali. Troszkę zaczęli sobie z niego robić jaja, nazywać go różnymi imionami i w końcu on powiedział, że chcą zobaczyć bigfoota? To im pokaże tego bigfoota, że pójdą nad rzekę i zobaczą tego bigfoota. Brenda trzeźwo kazała im wziąć ze sobą strzelby i latarkę. I poszli szukać sobie tego bigfoota.
Cała historia miała być właściwie taką rozrywką, żeby wstać trochę może od stołu. Chłopaki też byli Indianami, więc noc im niestraszna. To są rozrywki, które oni rozumieją bardziej niż my. Poszli w każdym razie nad rzekę. Doszli do takiego punktu, gdzie ten syn Brendy widział kilkakrotnie wcześniej bigfoota i zaczaili się w jakichś krzakach. Siedzieli w tych krzakach dobre dwie, trzy godziny, cierpliwie czekając, co się wydarzy. Nagle siedząc w krzakach usłyszeli taki złowrogi pomruk. Pomruk był bardzo blisko. To coś było bardzo blisko. Oni wpadli w lekką konsternację i przerażenie.
Syn Brendy miał latarkę ze sobą. Zapalił tą latarkę, omiótł potężnym strumieniem światła najbliższą okolicę przed krzakami i tuż przed sobą zobaczyli potężne stworzenie, które stało na czterech łapach. Nie na dwóch, na czterech łapach przed nimi i po prostu wpatrywało się wprost na nich, na te krzaki. Oni nawet nie mieli pojęcia, kiedy ono do nich podeszło, co jeszcze raz udowadnia, jak doskonale kamufluje się w naturze ten stwór. To zwierzę właśnie wpatrywało się na nich i groźnie pomrukiwało. Jak to zobaczyli kuzyni i syn Brendy, to oni wszyscy wpadli w panikę, poderwali się i zaczęli uciekać. W tym czasie zwierzę stanęło na dwóch łapach i wydało z siebie przeciągły ryk. Ten ryk jeszcze dodał im skrzydeł tak, że chłopcy gnali jak szaleni co sił w nogach w stronę domu. Kiedy biegli tą ciemną leśną ścieżką, usłyszeli trzaski tuż przed sobą. Trzaski dobiegały z miejsca, w którym znajdował się dom, do którego usiłowali zbiec.
Także w ich stronę biegło coś, co nie tylko odcinało im drogę do domu, ale jednocześnie było na tyle wielkie, że to łamanie gałęzi, trzask gałęzi nie dało się zignorować. Chłopaki stanęli, odbezpieczyli strzelby i czekali. Nie mieli już innego wyjścia. I nagle z tych krzaków wyskoczył taki mini bigfoot. Baby bigfoot. Właśnie to było prawdopodobnie to, co spotkali w krzakach wcześniej. Było to matką, samicą, która miała właśnie tego baby bigfoota, który wyskoczył na drogę. Oni stanęli jak wryci i zapomnieli o tym, że mają strzelby, a ten kryptyd poskakał po tej drodze i zniknął w krzakach. Chłopcy z powrotem wrócili do biegu, wrócili do domu i już nikt więcej nigdy nie żartował sobie na temat bigfoota ani już nie robił sobie jaj z tego syna Brendy. Także oni sami przekonali się, że jest to nie tylko zjawisko realne, ale potencjalnie może być niebezpieczne, bo w sposób dosłowny spotkali się z nim w cztery oczy.
Po prostu bigfoot patrzył wręcz na nich, a oni nie mieli pojęcia, że jest tuż obok. Natomiast jeśli chodzi o ewentualne jakieś spotkania z bigfootem, które się źle mogły skończyć, to jedno z takich spotkań miało miejsce też właśnie w tym rezerwacie, przez który płynie rzeka. I w tym rezerwacie dwóch Indian postanowiło, że zamiast pójść do pracy, to pójdą sobie raczej nad rzekę, bo robota to głupota. Wzięli ze sobą dwie szóstki piwa i żeby sobie w ciepełku na słoneczku posiedzieć, popatrzeć sobie na tą rzekę i troszeczkę schłodzić się tym piwem. Jest to historia z opowieści jednego z nich. Nagle, kiedy siedzieli i popijali piwko, w to miejsce, w którym siedzieli, wskoczył olbrzymi bigfoot i rzucił się na nich. Rzucił się strasznie agresywnie. Jeden z tych młodych Indian został złapany przez bigfoota i ciśnięty jak piłka, wrzucony do rzeki. On wpadł do rzeki, popłynął z jej nurtem, mógł wyjść w dole rzeki i dlatego tę historię opowiedział. Wyszedł z tej rzeki, pobiegł do pierwszego domu, który napotkał.
Zawiadomiono policję. Policja przyjechała na miejsce i zaczęła poszukiwać tego drugiego Indianina. Po jakimś czasie go znaleźli i okazało się, że jest bardzo mocno poszarpany, ma połamane kości i ma skręcony kark. Ale policjanci z rezerwatu indiańskiego powiedzieli, że nie chcą żadnych problemów z federalną policją i zapiszą to na konto wypadku podczas pijaństwa. W związku z czym nie zaliczono tego oficjalnie jako przypadku spotkania z bigfootem, a tylko jako dziwny wygłup. Ale według bezpośredniego świadka tego zdarzenia było to wielkie włochate monstrum, które rzuciło się na nich, kiedy pili piwo i zamordowało jednego z uczestników tej biesiady. Bigfooty, jak się okazuje, potrafią być bardzo niebezpieczne. Ciekawą historię opowiada Tim Cumbo Baker, który jest w połowie Irokezem. On mieszkał przez dłuższy czas w dzikich ostępach Alabamy i tam bigfoota nazywano cougar mount albo catamount. Nie był bigfoot, tylko catamount.
Trudno powiedzieć, co to słowo oznacza. Często kiedy mówi się catamount, to ma się na myśli największy gatunek pumy, jaki żył w Stanach. Praktycznie ten gatunek podobno już wymarły, bo ostatniego catamounta podobno zastrzelono w XIX wieku gdzieś w Pensylwanii. Ale jak się mówi podobno, to nigdy nic nie wiadomo. Była to puma, którą wielkością można było porównać do lamparta. Niektórzy nawet mówią, że do wielkości lwicy. Także był to nieprawdopodobnie potężny, silny i niebezpieczny kot, który był w stanie rozszarpać każde zwierzę. Ale ludzie żyjący w Alabamie, którzy nazywają bigfoota catamount, mają na myśli coś, co jest według ich opowieści, że jeśli popatrzeć na tego stwora, to jest to jakby krzyżówka pumy z niedźwiedziem, bo jest włochate, wielkie i ma potężne kły. I jest oczywiście niebezpieczne.
[58:29] - Halo, halo, Krysie, chyba znów mamy jakiś problem z połączeniem.
[58:41] - Baczne te nasze problemy dzisiaj. Czy już jesteśmy z powrotem?
[58:46] - Jesteśmy już, tak.
[58:48] - Nie wiem, na jak długo nas nie było.
[58:53] - Jakieś 10 sekund cię urwało.
[58:55] - Czyli niewiele. Czyli nie uciekłem zbyt daleko z tym bigfootem.
[58:59] - Za daleko nie odpłynąłeś.
[59:01] - Nie odpłynąłem. Ten catamount żyje w lasach Alabamy i, jak mówiłem, jest niebezpieczny. Dzieciaki są zawsze przed nim przestrzegane, żeby uważać w lesie, nie oddalać się zbyt daleko, bo taki catamount może ich dopaść i znikną na zawsze. Zostaną porwani i zjedzeni przez takiego catamounta. On opowiada historię, jaka przydarzyła się w jego rodzinie, kiedy był jeszcze kilkuletnim chłopcem. Była to historia, kiedy nagle coś zaczęło wyć tuż za domem. Ponieważ ten dom ciągle tam stoi, to było jakieś 100–150 metrów od domu. Wydawało z siebie strasznie wrogie i przejmujące dźwięki. Jego ojciec miał psy myśliwskie. Był myśliwym i miał psy myśliwskie.
One się tutaj nazywają coonhound. To jest rodzaj wielkich psów gończych. Są to silne psy, których stosuje się przy polowaniu na przykład na dzika, przy polowaniu na szopy pracze. Potężny pies. Cała rasa coonhound została stworzona do polowań, więc są to psy bardzo odważne i doskonale przygotowane do tego, by móc osaczyć jakąś zwierzynę i nie bać się jej. On miał siedem coonhoundów. Spuścił je z smyczy, na których je trzymał przy swoim domu, raczej w zagrodzie. I te psy, głośno i ciężko ujadając, pognały w to miejsce, skąd ten ryk się wydobywał. I po chwili usłyszano straszliwy skowyt tych psów. Wyskoczył jeszcze dziadek z pistoletem.
Zaczął strzelać w powietrze, żeby rozpędzić to całe towarzystwo. Ryk był tak dojmujący i skowyt psów był tak dojmujący, że wydawało się, że aż wręcz świat się kończy. Było to tak głośne i mocne. I po kilku chwilach ustało. To, co usłyszano, to jeszcze usłyszano Oddalający się ryk tego zwierzęcia. Oczywiście wiedziano, z czym ma się do czynienia, ale nie wiedziano, w którą stronę pójdzie cała sprawa, więc wszyscy zabarykadowali się w domu i czekali do poranka, żeby zobaczyć, co się wydarzyło, co się tam stało. Nikt nie szukał psów, wierząc, że psy poradzą sobie jakoś same. W końcu są to zwierzęta i szybkie, i agresywne, i potrafią się same obronić, a jeśli nie, to potrafią uciec. Rano okazało się, że wszystkie psy są martwe i całe miejsce wygląda makabrycznie. Psy zostały rozerwane na strzępy, miały poodrywane łapy, miały pourywane głowy, poukręcane głowy.
Kilka psów miało ukręcone kręgosłupy, były zwinięte jak korkociąg. Po prostu wydarzyła się straszna masakra tych psów, które były psami bojowymi, które były przyzwyczajone do tego, żeby w jakiś sposób zastraszyć zwierzynę. Tym razem one stały się ofiarą i wszyscy wiedzieli, że zrobił to właśnie ten catamount, czyli ten wielki włochaty stwór, którego my dzisiaj w tej audycji nazywamy bigfootem i cały świat właściwie w większości nazywa bigfootem, Indianie Sasquatchem, Tybetańczycy Yetim i tak dalej. Wówczas dziadek Cumbo Bakera oprowadził go po okolicy i zaczął mu więcej opowiadać o tym catamountcie. Pokazał mu miejsca, do których nigdy nie powinien się zbliżać. Między innymi pokazał mu olbrzymi dąb i powiedział, że w tym miejscu te catamounty wchodzą na drzewa i obserwują ludzi, i czekają na swoją ofiarę. Co jakiś czas ginęły na przykład krowy, ginęły konie. Dlatego ci ludzie zawsze byli w takim alercie, przed tym, że coś może wyjść z lasu i coś może być groźne i niebezpieczne. To, co jest charakterystyczne dla bigfoota, jest to to, że kiedy dopada on swoją ofiarę, a bigfoot lubi pojeść sobie mięsko, nie jest wegetarianinem, bynajmniej, najczęściej żywi się tym, co znajdzie w lesie, ale kiedy widzi krowę bądź konia, wobec którego ma zazwyczaj także i niecne różne inne zamiary, po prostu rozrywa takie zwierzę na strzępy. Podobno to potrafi także zrobić z człowiekiem, dlatego, że jest wiele przypadków ludzi, którzy poszli do lasu i nigdy nie wrócili.
O tych przypadkach mówiliśmy, kiedy rozmawialiśmy o Paulie Diesie i jego historiach zaginięć. Być może wiele z nich jest związanych z bigfootami, że być może ktoś taki spotkał takiego groźnego bigfoota jak catamount, który po prostu ich zabił. Bo takie przypadki są i nawet są one badane przez policję. Natomiast oficjalnie nigdy przyczyną takiej śmierci nie jest coś tak nieudokumentowanego i nienaukowego jak właśnie bigfoot. Dlatego policja woli zostawić to jako przypadek bez rozwiązania, niż choćby skierować się odrobinę, jeden kroczek w stronę tego, że być może był to bigfoot. Natomiast policjanci to są też ludzie i oni nieoficjalnie wiedzą, co widzieli i o tym mówią, ale oficjalnie nie chcą, ażeby ich zdanie czy w tym momencie ich zeznanie, czy wyznanie zostało gdzieś umieszczone w jakiejś książce, wywiadzie, artykule czy w radiu Paranormalium.
[01:04:56] - Słuchacie państwo kolejnej debaty niekontrolowanej w radiu Paranormalium. Dziś dyskutujemy o tych przypadkach, kiedy to bigfoot atakował ludzi, a właściwie bigfooty, bo bigfoot bigfootowi nierówny. Słuchacze pamiętają zapewne debatę, w której omawialiśmy badania Davida Paulidesa. Badał on między innymi przypadki domniemanych ataków bigfootów na ludzi. Krysiu, co można o nich powiedzieć? Czy którąkolwiek z tych spraw udało się wyjaśnić?
[01:05:28] - Tak jak powiedziałem wcześniej, na pewno nie w sposób, który obciążałby bigfoota oficjalnie, bo żaden bigfoot nie ma kartoteki swojej, tak jak powiedziałem, jako kryptyd, jako zwierzę czy raczej stworzenie o bardzo niejasnym pochodzeniu, nieumieszczone w naszej rzeczywistości. Nie może być o coś takiego oskarżone, ale wiele wskazuje, że coś w tym musi być, dlatego że tak jak wspomniałeś, bigfoot bigfootowi nierówny. Mamy różne rodzaje bigfootów. Ludzie je obserwują, tak jak mówiłem o tych catamount, które mają olbrzymie kły i trzaskają tymi kłami, wydając z siebie straszliwie groźne ryki, to na tej samej Florydzie, na której byłem, żyje inny, mniejszy bigfoot, na którego się mówi skunk ape, czyli małpia skunksia, bo straszliwie śmierdzi ten skunksowaty bigfoot. Ma on z kolei rude włosy i jest nieco mniejszy od tych właśnie catamount. Inne na przykład te w Oregonie są potężne. Niektóre z nich, Indianie przynajmniej opowiadają, że mają trzy metry i więcej wzrostu, także są to wręcz góry chodzące mięśni i spotkanie z czymś takim nie należy do przyjemności. Dlatego właśnie jeśli ktoś poszedł na jakąś leśną podróż i z niej nie wrócił, być może problem na tym polega, że spotkał się niestety z takim kryptydem i w ten sposób zakończył życie. Jest też taka opowieść o tym, jak wielki s- Strach i respekt wywołuje wśród ludzi, którzy wzrastali z bigfootami. Jedna z tych opowieści Bigfoot Outlaw mówi o tym, jak któregoś dnia uciekła im krowa, która lada chwila miała się ocielić.
Uciekła z farmy i ci farmerzy, to byli akurat młodzi ludzie, postanowili jej poszukać. Wsiedli do pickupa, widzieli jej ślady i ta krowa pobiegła w stronę lasu. Kiedy dojechali do lasu, postanowili wbiec do lasu, poszukać jej w tym lesie. Oprócz jednego z nich. Jeden z tych młodych ludzi, którzy pracowali na farmie, nie chciał w żaden sposób wyjść z pickupa i nie chciał pójść do lasu. Bał się tego lasu. Kiedy jego koledzy zaczęli go szarpać lekko za ubranie i mówili mu: „Słuchaj, przecież idziemy jej szukać, chodź z nami”. Ten nagle wyjął pistolet, dostawił drugiemu do głowy i powiedział, że odstrzeli ci mózg, jeśli mnie jeszcze tylko dotkniesz. Tak był przerażony tym, co go może spotkać w lesie. Ponieważ polowali, wielokrotnie widzieli coś, co sobie trudno wytłumaczyć logicznie, czym to jest i doskonale zdawali sobie sprawę, co w tych lasach może się czaić.
Na przykład jeden z nich nazywał się Jim Hart Bubble Gum. Takie miał przezwisko. Uwielbiał chodzić do lasu i polować. Miał takie hobby, że w jedno miejsce lasu chodził ze strzelbą i z bardzo mocnym szperaczem i co kilka godzin włączał ten szperacz i przesuwał nim po lesie. I w świetle tego szperacza widział wiele różnych dziwnych stworów. I wiedział dokładnie, że w lesie nie żyją tylko te zwierzęta, które mamy w książkach do zoologii, które opisują daną faunę i florę danego miejsca. Że istnieje tam coś jeszcze i to coś jest dużo bardziej niebezpieczne i trzeba mieć wobec tego respekt, bo spotkanie z czymś takim może się bardzo źle skończyć. W tym samym czasie, kiedy chłopcy tam szarpali się, jeden chciał drugiemu mózg odstrzelić za to, że go chciał wziąć do lasu na poszukiwanie zaginionej krowy, pojawił się dziadek jednego z nich i ten, który opisuje tą całą historię, został przez dziadka strasznie skarcony, że w pośpiechu nie zabrał broni ze sobą do lasu. Dziadek, bo na tamtych terenach broń nosi się jako normalny atrybut, jak niektórzy inni scyzoryk na grzyby. Broń nosi się ze sobą w sposób naturalny i nie wywołuje jakiegoś zaskoczenia, zdziwienia.
Jest to po prostu narzędzie. Dziadek natychmiast wyjął wielkie magnum dziewięciomilimetrowe ze skrytki na rękawiczki w samochodzie i zapowiedział mu, żeby nigdy pod żadnym pozorem nieuzbrojony nie wchodził do lasu. To też pokazuje, jak bardzo nieprzyjazne są amerykańskie lasy i że nie zawsze te wszystkie leśne podróże mogą skończyć się dobrze. Wracając do Paula Idsa. Część, być może, a właściwie można powiedzieć z dużą pewnością, część tych tajemniczych zaginięć, które nie mają żadnego wyjaśnienia, które często nie mają nawet jakiejś głębszej logiki, można przypisać bigfootom, które z kolei wielu ludzi uważa, że są wymysłem, wyssane z palca. A tak jak powiedziałem na samym początku, mamy co najmniej 50 000 spisanych opowieści na temat spotkania z tym właśnie stworem. 50 000. Czyli spokojnie można założyć, że co najmniej trzy razy tyle wydarzyło się, które nie zostały zapisane, o których nikt nie wspomniał, o których nikt nie chciał wspomnieć, o które nikt nie zapytał, żeby je zapisać. Bo zazwyczaj tego typu historie zdarzają się przecież nie na Times Square w Nowym Jorku, a właśnie na takich zadupiach, w zakątkach, które są jeszcze ciągle dzikie i niezbyt gęsto zamieszkane przez ludzi, gdzie cywilizacja dociera z dużymi kłopotami. Może tyle na ten temat.
[01:11:36] - Już się przez chwilę bałem, że znowu nam zerwało połączenie, bo ta cisza w radiu zawsze jest przerażająca. A teraz może pytanie z troszkę innej beczki: czym tak naprawdę jest Bigfoot? Małpą człowiekowkształtną, mieszanką małpy i człowieka, człowiekiem, być może poszelnikiem, a może istotą zmiennokształtną? I dlaczego istnienie Bigfoota i związane z nim kwestie są traktowane jak tajemnica poliszynela? Jak uważasz, Krysiu?
[01:12:06] - Ja myślę, że robiąc tą wyliczankę odpowiedziałeś na to pytanie. Myślę, że jest po trosze tym wszystkim. Dopóki nie uda nam się schwytać takiego bigfoota, bardzo trudno nam się będzie wypowiedzieć na ten temat. Nie znaleziono nigdy żadnych kości tego zwierzaka czy tego stworzenia. Nie zrobiono nigdy tak naprawdę dobrego, ostrego zdjęcia bigfoota. Nie zastrzelono nigdy bigfoota, mimo że Amerykanie mają w swoich domach więcej broni niż jest obywateli w tym kraju. W tym kraju jest 300 milionów obywateli, około 450 milionów sztuk broni zarejestrowanej, co oznacza, że przynajmniej połowę tyle więcej jest jeszcze niezarejestrowanej broni, która została z czasów jeszcze Dzikiego Zachodu i ciągle świetnie działa. Mimo to, że ludzie ci wiedzą, jak się obchodzić z bronią, nigdy nie zastrzelili bigfoota. Mimo że wiele przypadków, o których ja czytałem, strzelano do niego, ale nie znaleziono żadnego efektu działania tych kul. Także nie trafiono go po prostu, nie upolowano go nigdy.
I to właśnie sugeruje, że on może mieć jakąś niepokojącą, podwójną naturę. Stąd właśnie te pomysły, że gdzieś znika pomiędzy wymiarami i dlatego jest nieosiągalny dla kul i unika doskonale wszystkich pułapek. Ale wydaje się, że jest to stworzenie, które ma doskonały przegląd sytuacji tego, co dzieje się w pobliżu, co dzieje się w jego własnym otoczeniu i jednocześnie ma wielkie umiejętności adaptacji do tych warunków. Nie możemy powiedzieć, co to jest. Tak jak nie złapano nigdy ani yeti, ani innego podobnego człekokształtnego stworzenia, które żyło w innych rejonach świata, które przypomina, czy yowie na przykład w Australii, czy jakieś inne tego typu historie i stworzenia w innych częściach świata. Dlatego nauka nie bierze tego typu zjawiska zbyt serio pod uwagę. Natomiast to, co wiemy, to wiemy, że jest realne. Zostawia po sobie sierść, zostawia po sobie ślady, zostawia po sobie odciski tych stóp. Niekiedy zostawia ślinę, jak w przypadku jednego z myśliwych, który wjechał do lasu i w oczekiwaniu na poranne przejście zwierzyny przysnął sobie troszkę w swoim samochodzie. Miał zasunięte szyby i nagle, kiedy otworzył oczy, coś go tknęło.
Obudził się. Zobaczył, że jakaś dziwna, włochata twarz przygląda mu się przez szybę, patrząc do środka jego pickupa. Podskoczył, mało co sobie głowy nie rozbił o dach. Stworzenie zniknęło. Kiedy otworzył drzwi, już nie było po nim ani śladu, ale na szybie została paskudna ślina tego zwierzaka, który był bardzo ciekaw, co to jest w środku. Dlatego właśnie niektórzy uważają, że jest to jednak mimo wszystko zwierzę. Że zwierzę to dlatego nigdy nie złapano właśnie z tego względu, że jeżeli już coś może być niezwykłego w jego zachowaniu, to właśnie to niezwykłe wyczuwanie środowiska, w jakim się ono znajduje. Spójrzmy na przykład, jak reaguje kot. Kot nie tyle słyszy nasze polecenia czy słowa, bo kot nie słucha naszych poleceń, ale doskonale rozumie nasze emocje, doskonale je wyczuwa, ma niesamowitą intuicję. Także jeżeli założymy, że istnieje zwierzę, które jest w stanie tak intuicyjnie rejestrować wszystko, co się dzieje dookoła niego, być bardzo czułym, mieć bardzo czuły barometr na rozmaite emocje i jest w stanie również wykorzystać to do tego, aby móc ominąć te wszystkie pułapki, zasadzki, obławy, jakie się tworzy właśnie na Bigfoota.
Największy problem polega na tym, że nie mamy zbyt dużo. Właściwie nie można powiedzieć, że nie mamy nic konkretnego, ale z drugiej strony mamy tysiące konkretnych opisów czy spotkań z tego typu zjawiskiem. I teraz co lepiej jest uznać? Uznać jest lepiej, że jest to jednak zwierzę z krwi i kości i żyje w naszym środowisku i ciągle wymyka się naszej uwadze? Czy też pójść dalej, a może zbyt daleko i uznać je za coś nie z tego świata, coś nie z tego wymiaru? Także tu należy samemu wybrać, jaką drogę się co do tego właśnie obierze. Czy taki wielki stwór byłby w stanie tak długo ukrywać się w lasach i być tak długo nieuchwytny? Wydaje się chyba, że tak, bo jeśli ktoś obserwuje takie informacje na przykład opisywane w National Geographic czy w magazynie Discovery, czy w tego typu podobnej literaturze, to zauważy, że każdego miesiąca, kiedy te magazyny wychodzą, one zawsze opisują, że dokonano nowych odkryć, znaleziono nowe gatunki zwierząt. Czasami są to zwierzęta bardzo duże i dlatego jeżeli tak dzieje się co roku, że te nowe gatunki zwierząt są odkrywane, to być może Bigfoot ciągle czeka na swojego w jakiś sposób odkrywcę, a może wcale nie czeka, może wcale nie chce być kryty i ciągle doskonale potrafi się schować i ukryć. I ci, którzy tego Bigfoota usiłują w jakiś sposób wytropić, oni mówią, że kiedyś ten Bigfoot był o wiele bardziej dyskretny.
Był trudniejszy do zauważenia. Był bardziej mroczny, tajemniczy. Rzadziej dochodziło do spotkania oko w oko i oni zauważyli, że te obecne spotkania, kiedy Bigfoot wręcz wchodzi do ludzkich domostw, czasami grzebie po śmietnikach i staje się właśnie agresywny. Te agresywne historie to są historie z ostatnich 20, 30 lat i oni uważają, że dzieje się tak dlatego, że ludzie nagle w momencie, kiedy zaczynają być przekonani, że Bigfoot jest prawdą, że gdzieś istnieje w lesie, który rośnie tuż za ich oknami i że może być zagrożeniem, to co robią? Łapią za strzelby i próbują wyeliminować tego Bigfoota jako pierwszy. I teraz ta agresywna postawa Bigfoota wynika z tego, że to jest odpowiedź Bigfoota na zagrożenie jego własnego życia, że on sam chce przepędzić człowieka, który usiłuje gdzieś schwytać go w lesie, wytropić go w lesie. I przez to nagle zaczął się częściej pojawiać i stawać się o wiele bardziej agresywny, wydawać przerażające dźwięki, a czasami właśnie pokazywać, co potrafi, rozrywając zwierzęta czy zabijając ludzi. Bo to jeszcze nie wszystkie historie dotyczące morderstw. Jeszcze jedna bardzo brutalna na tak zwany bigfooci deser.
[01:19:13] - Krysie, mówiliśmy o domniemanych atakach bigfootów na ludzi, ale przecież istnieją też doniesienia o, uwaga, związkach między bigfootami a ludźmi, z których nawet powstało potomstwo. Znany jest przecież słynny przypadek Zany i jej syna, ale wiem również, że masz w swoich zbiorach między innymi przypadek Patricka z Oregonu. Czy możesz coś opowiedzieć o tej i innych sprawach?
[01:19:41] - Oczywiście, bo skoro tego bigfoota jest tyle w Ameryce, to nikt nie ma lepszego pojęcia na temat bigfootów i nikt nie będzie lepszym bigfootologiem niż właśnie Indianie, którzy zasiedlają ten kontynent dużo dłużej niż ktokolwiek inny. W związku z czym muszą mieć kontakt z tym bigfootem. Żyjąc blisko natury, siłą rzeczy muszą go brać pod uwagę. Jak powiedziałem wcześniej, Indianie niewiele w swoim folklorze mówią o bigfoocie. Nie ma zbyt bogatych informacji na ten temat, dlatego że jest to swego rodzaju temat tabu, o którym się nie rozmawia. Natomiast w bezpośrednich opowieściach czy w tradycji oralnej, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, opowieści o bigfoocie jest cała masa i są to najrozmaitsze opowieści. Są opowieści o tym, że bigfoot jest stworzeniem złowrogim. Są opowieści, że bigfoot jest stworzeniem uduchowionym, ale są opowieści, że bigfoot jest z krwi i kości, na dodatek to stworzenie niezwykle chutliwe. I trzeba uważać, żeby nie chodzić, nie pętać się po lesie, bo nigdy nie wiadomo, na jakiego bigfoota się trafi, który akurat będzie miał ochotę na małą chwilkę zapomnienia. Niekoniecznie romantyczną.
I wydarza się to w przypadku obojga płci. Nie tylko chodzi o kobiety, ale chodzi także o mężczyzn. Wśród Indian są opowieści o tym, jak pełne chuci bigfootice porywały dorodnych Indian, wyrywały ich z plemienia. Taki Indianin oddalił się w poszukiwaniu czegoś do upolowania i sam został upolowany przez bigfooticę, która spętywała go krzewami, które liany przypominają. Żeby Indianin nie krzyczał, mieszała żywicę z sosen i z innych drzew, które wydają żywicę razem z igliwiem i zapychała mu usta, żeby się z niego żaden dźwięk nie wyrwał. Używała go do niecnych celów, aż do momentu, kiedy Indianin został zużyty i wówczas ciągle się jeszcze przydał jako przekąska. Wiadomo to stąd, że co jakiś czas tym niedoszłym przekąskom, tym Indianom udawało się wypętać z okowów chutliwej bigfooticy i uciec. I to oni właśnie opowiadali, co się im przydarzyło. Że byli zabawkami. Seks zabawkami w łapach wielkich, pełnej chuci bigfootic.
Ale działa to też w odwrotną stronę. Jest taka historia z początku XX wieku, kiedy została porwana młoda Indianka w Oregon. Została porwana przez bigfoota. Indianie poszukiwali jej i wszyscy wiedzieli, co się wydarzyło, dlatego, że takie przypadki wydarzały się od lat. Już ją właściwie spisano na straty, bo po takich porwaniach mało kto wraca. W tym przypadku na szczęście stało się odwrotnie. Indianka została odnaleziona, wróciła do swojego plemienia i okazało się, że jest w ciąży. I wszyscy wiedzieli, że jest w ciąży z bigfootem. Urodziła syna Patryka. Patryk już na pierwszy rzut oka wyglądał dziwnie.
Indianka była niewielką, filigranową kobietą, taką typową Pocahontas, jaką każdy by mógł wyobrazić, czyli zgrabną i powabną. Natomiast urodziła syna, który miał niskie, neandertalskie czoło. Miał bardzo długie ręce, które sięgały mu za kolana, kiedy stał w pozycji pionowej. Był strasznie brzydki. Miał wielkie, grube wargi, krzywe zęby. Ale miał coś jeszcze. Miał inteligencję. Był najlepszym uczniem w indiańskiej szkole. Dlatego kiedy podrósł, był szanowanym obywatelem wioski. Okazało się też, że jego brzydota niekoniecznie razi tak wszystkich do końca, bo znalazł sobie żonę.
Zresztą bardzo śliczną dziewczynę, co być może wskazuje na to, że oprócz intelektualnych miał jeszcze inne przymioty. Znał się na paru innych rzeczach, bo nawet po jego śmierci, bo zmarł, kiedy miał niewiele ponad 30 lat, jego żona bardzo rozpaczała po nim. Bardzo dobrze go wspominała. W tym czasie on zdążył już zmajstrować piątkę dzieci, z czego przetrwały niestety tylko dwie dziewczynki. Jedna z nich Magdalena, a druga się nazywała Maria Luiza. Obie te panie, co ciekawe, żyją do dziś. Są już staruszkami i w tej chwili między innymi laboratorium Briana Sykesa prowadzi testy genetyczne na tych paniach, ażeby stwierdzić, czy istnieje jakiś obcy element w ich DNA. Z tego względu, że one niestety wrodziły się do taty i za pięknie nie wyglądają. Oczywiście według naszych standardów. Podobno uśmiech mają od ucha do ucha naprawdę i olbrzymie, wielkie, szerokie szczęki, niezbyt powabne i kanciaste kształty.
Ale obie panie żyją do dziś i kto wie, czy nie są one przykładem tego, że bigfoot to jest nie tylko mroczne zagrożenie. Czy bigfoot to jest nie tylko coś, co szuka pożywienia, zjadając czasami człowieka, ale jednocześnie istnieje jeszcze inny element, że istnieje być może jakieś połączenie pomiędzy Tym stworzeniem a człowiekiem. Być może jest to jakiś bardzo odległy kuzyn człowieka. Trudno mi jest w tej chwili powiedzieć, bo oczywiście można się tego jedynie domyślać, ale jest możliwe stworzenie hybrydy. Byłoby, jeżeli okaże się, że te badania wykażą jakiś obcy element genetyczny. Na to pewnie trzeba będzie poczekać. Co prawda Sykes jest dobrze usytuowanym naukowcem, który ma sporą renomę na świecie, w związku z czym ma dostęp do laboratoriów. On sam dokonał już szeregu badań w tym kierunku. Co prawda prowadzi bardzo brzydką grę. On jest Anglikiem, usiłuje wyprzedzić Amerykanów i jako pierwszy być oficjalnym odkrywcą Bigfoota.
Naukowcy są zazdrośni o siebie. W Stanach jest jeszcze Melba Ketchum, która również dokonała badania kodu genetycznego i stwierdzenia ewentualnego DNA istoty, która na pewno nie jest człowiekiem, ale jest w jakiś sposób blisko związana z człowiekiem. To jest taka ciekawostka. Na razie jest to tylko folklor, bo to, że to są dzieci Bigfoota, że Patrick był synem Bigfoota, a jego dzieci przenoszą w sobie geny Bigfoota, to jest jedynie folklor. To są jedynie przypuszczenia i można o tym powiedzieć wyłącznie na podstawie tego, jak wyglądają ci ludzie, że przypominają raczej niezgrabne małpiszonki niż większość ludzi, z którymi mamy do czynienia. Także bardzo ciekawa historia i być może znajdzie ona swoje rozwiązanie, co pokazuje właśnie, że Bigfoot ma jeszcze inne zainteresowania. Jeśli chodzi o te inne zainteresowania, może nowy temat tu poruszamy: życie seksualne Bigfootów. Że te Bigfooty nie tylko lubią ludzi. Wspomniałem wcześniej o koniach, że w bardzo okrutny sposób konie są traktowane przez Bigfootów, bo konie są też traktowane jako sexy zabawki. Niestety i co te Bigfooty robią z tych końskich zadów, to się po prostu w głowie nie mieści.
I lepiej, żeby się nie mieściło. Taki Bigfoot tę chuć ma i czasami niestety ona eksploduje i tego efektem jest jakiś problem, który stwarza ludziom. Ta historia, o której wcześniej wspominałem, która miała zostać zostawiona, ten złowrogi deser, tego również dotyczy. Tej właśnie historii. Ludzie na przykład w Missisipi, bo w Missisipi też to stworzenie żyje. Zresztą tak jak w całych południowych Stanach. W Missisipi nazywają go Booger, tego Bigfoota. A Booger to jest nic innego, jak w prostym tłumaczeniu sodomita. Czyli już sama nazwa wskazuje, że coś z nim jest nie tak. I tu trzeba uważać właśnie, żeby na takiego chutliwego Bigfoota nie trafić.
A jeżeli już jesteśmy przy tym słowie Booger, to my na Bułgarów brzydko mówimy, nazywając, co oni tam robią z kozami. A słowo Booger jest w prostej linii od łacińskiego bulgar, od którego wzięli Bułgarzy zresztą imię, ale to już zupełnie inna historia. Nie będę taki złośliwy dla Bułgarów. Także to pokazuje, że z chutliwym Bigfootem nie ma żartów. Chyba o to pytałeś, Iwerioszu. Na tym skończę tę odpowiedź.
[01:29:36] - Słuchacie państwo kolejnej debaty niekontrolowanej w Radiu Paranormalium. Dziś dyskutujemy o Bigfootach, a głównym tematem naszej dyskusji są ataki, jakich Bigfooty miały rzekomo dopuszczać się wobec ludzi. Audycję oczywiście realizujemy w całości na żywo. Można dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. A właśnie ktoś dzwoni. Witamy ponownie słuchacza telefonicznego.
[01:30:09] - Dobry wieczór, kłaniam się jeszcze raz. Ja mam taką prośbę. Wiem, że Chris zaszek się odnośnie swoich doświadczeń, nie chciał tego przytaczać kolejny raz, ale ja osobiście bym bardzo prosił, żeby przypomniał tą historię. Bardzo uważnie słucham dzisiejszej audycji, a to by było takim mocnym dopełnieniem. Także jeżeli by mógł, to był pierwszy.
[01:30:37] - Ta historia jest nagrana. Można ją znaleźć w archiwum Radia Paranormalium. Mieliśmy jedną z debat poświęconą właśnie Davidowi Paulidesowi i tajemniczym zniknięciom w amerykańskich lasach. David Paulides napisał w tej chwili już pięć książek, bo właśnie wyszła piąta książka na temat tajemniczych zniknięć. Kiedy ludzie wychodzą do lasu i nagle słuch po nich niknie, ginie, nikt ich więcej nie znajduje. Czasami znajdowane są jakieś ich szczątki, czasami znajdowane są jakieś ich rzeczy, które należały do nich, najrozmaitsze przedmioty. Czasami jest też tak, że takie osoby wracają, ale wracają kompletnie odmienione. Wracają w innym ubraniu i z wielkimi lukami w pamięci. Nie wiedzą, co się z nimi działo. Czasami jest to nawet rok bądź dwa.
I te wszystkie informacje zbiera Paulides. Tyle że on nie nazywa po imieniu tego kogoś, kto mógłby za tym stać. Można założyć jedynie, że jedną z tych przyczyn może być właśnie ta złowroga wersja Bigfoota. Istnieje rzeczywiście stworzenie, które do tej pory wymyka się naszej uwadze. Nie potrafimy go schwytać i pokazać wszystkim na obrazku, zdjęciu, w klatce czy chociażby trupa takiego zwierzęcia, które zostało upolowane, co pokazuje, jak sprytne i niebezpieczne jest. Tego rodzaju kryptydów, przynajmniej na terenie Stanów, jest więcej i większość z nich uważa się za folklor. Ale przypadki, o których mówimy dzisiaj pokazują, że nie tylko ktoś to widział, ale jednocześnie odczuł to na własnej skórze, bo taki bigfoot zostawia po sobie ślady. Nazywamy to jednym ogólnym słowem „bigfoot”. Jest to śmierć zwierząt, czasami ludzi, w strasznych okolicznościach niekiedy. Zawsze to robi olbrzymie wrażenie na policjantach, którzy badają te sprawy i później niestety nie mogą tego opisać w swoich raportach, bo te raporty nie mieszczą się w obecnej logice, na jakiej funkcjonuje służba policyjna.
Obiecałem, że tej historii już nie będę więcej opowiadał, więc dotrzymam słowa. Natomiast jest ona nagrana kilka debat temu o tajemniczych zniknięciach. Proszę spojrzeć w archiwum Radia Paranormalium, zresztą bardzo bogate, i tam to wszystko jest. Zapraszam, można tego posłuchać. Nie ma w tej historii bigfoota, jest tylko zagrożenie.
[01:33:26] - Dobrze. Z pokorą przyjmuję odmowę. Oczywiście pogrzebię w starszych nagraniach i na pewno sobie odsłucham.
[01:33:36] - To jest jedna z pierwszych debat niekontrolowanych, więc dosyć łatwo będzie to odnaleźć.
[01:33:43] - Dziękuję bardzo w takim razie i kłaniam się. Cześć. Dzięki.
[01:33:47] - Dziękujemy również i zachęcamy do słuchania wszystkich audycji w Radiu Paranormalium, nie tylko debat niekontrolowanych, ale również debat ufologicznych, które przypomnę, wracają jesienią. Na czym skończyłem? Skończyłem na kontaktach do Radia Paranormalium. Numer telefonu to 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Jesteśmy również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Widzę, że Piotr się już uaktywnił na Facebooku, więc pewnie też będzie przekazywał jakieś pytania. Czekamy także na pytania i komentarze na czacie, który towarzyszy naszej transmisji na YouTube oraz pod e-mailem radio@paranormalium.pl.
Mam przygotowaną historię, która pewnie zainteresuje fascynatów kryptozoologii, szczególnie tych interesujących się kryptozoologią polską. Otóż jest taka historia o domniemanym pojawieniu się bigfoota na Kresach Wschodnich, dawnych Kresach II Rzeczypospolitej, w miejscowości Orynka, która zgodnie z moją wiedzą leżała – mówię leżała, bo już niestety nie istnieje – na terenach obecnej Białorusi. Tą relacją podzielił się jeden z użytkowników serwisu kryptozoologie.com. To jest Amerykanin polskiego pochodzenia, którego rodzina wyemigrowała z Polski prawdopodobnie po II wojnie światowej i pozwolę sobie przytoczyć jego relację w tym momencie. „Rozmawiałem dziś z Raną, z moją babcią. Powtórzyła mi ona historię, którą opowiedzieli jej rodzice, gdy była małym dzieckiem, o dzikich ludziach mieszkających w lesie. W końcu zapytałem ją, co jej rodzice mieli na myśli i czy byli to rzeczywiście niespokojni i złośliwi ludzie, czy może coś więcej. Jej odpowiedź brzmiała: oni byli nazywani„ – i tu nie jestem pewien wymowy – „„gecko” albo „dziecko”. Powiedziała mi, że choć jej rodzice nigdy nie widzieli żadnego z nich, byli z ich powodu przerażeni. Jej rodzice urodzili się w Orynce w północnej Polsce, w mieście, którego już nie ma na mapach, ponieważ zostało ono zniszczone podczas II wojny światowej.
Było to miasto zamieszkiwane przez rybaków. Miasto było nawiedzane przez czarnych jeźdźców, prawdopodobnie przez Kozaków między 1895 a 1900 rokiem”. I teraz przechodzimy do opisu, czym jest „gecko”. Najwidoczniej były to bardzo duże istoty wzrostu około 2 do 2,4 metra. Były one pokryte ciemnym futrem, spod którego wystawały tylko nos, oczy i usta. Mogły chodzić wyprostowane lub na kolanach, biec na czworakach, podobno też biec bokiem. Były niezmiernie potężne i wiadomo było, że mogą atakować ludzi. Żywiły się drzewnymi resztkami, jak to ujął dosłownie autor tej relacji. Czasami też raczyły się rybami. Jak było wiadomo, były nastawione przyjaźnie do koni, psów i innych zwierząt.
Wydawały podobno parskające dźwięki brzmiące jak końskie rżenie. „Pewnego dnia, gdy moja babcia wróciła ze szkoły do domu w 1939 roku, trzymała w ręce słownik. Jedno ze słów brzmiało "goryl" i było opatrzone ilustracją przedstawiającą goryla w pozycji wyprostowanej. Kiedy jej matka zobaczyła ową ilustrację, zaczęła wrzeszczeć i krzyczeć: "To jest Giecko, to jest Giecko!" I moja babcia musiała jej wyjaśnić: "Nie, mamo, to jest goryl". Moja babcia pamięta, jak rodzice opowiadali jej historie o Giecko. I tu następują trzy takie historie, które ze szczegółami ów użytkownik przytoczył. Jednej nocy była straszna burza. Babcia nie pamięta, czy była to burza, czy zamieć i mały chłopiec nie wrócił do domu. Nazajutrz, kiedy wrócił, powiedział, że owłosiony olbrzym zaciągnął go do jaskini i tam przetrzymywał do czasu, aż burza ustała. Druga z tych relacji jest następująca: jeden człowiek i jego żona zostali zaatakowani przez Giecko, kiedy szli przez ciemny las.
Jak pamięta moja babcia, w taki sposób określali to miejsce jej rodzice. Jak opowiadali, jeden z czarnych jeźdźców, czyli Kozaków, udał się do lasu, by zabić to stworzenie. Dwa dni później jego koń wrócił z ciałem jeźdźcy pozbawionym głowy. Miejski doktor, który był także masażem. Ciekawe. Doktor Masaż powiedział, że rana wygląda tak, jak gdyby głowa została wyrwana, nie odcięta. I trzecia relacja, bodajże najbardziej obszerna. Pewna rodzina próbowała utrzymać się z rybołówstwa. Pewnego dnia jeden z czarnych jeźdźców powiedział im, że jeśli nie zapłacą, za karę odbiorą im dzieci. Nie udało im się zmniejszyć kary.
Dzień przed tym, jak czarni jeźdźcy, czyli Kozacy, mieli przyjść i zabrać dzieci, sąsiedzi rano zapukali do drzwi i kazali im wyjść na zewnątrz. Na zewnątrz leżała olbrzymia ryba, tak duża, że tylko koń mógł ją wyciągnąć z wody. Później babcia powiedziała, że był to stirgan. Czyżby jesiotr? W każdym razie żaden z sąsiadów nie miał konia, a jedynym był koń czarnego jeźdźcy. Moja babcia powiedziała, że zapytała, jak to się stało, a jej matka odpowiedziała, że cytat: "W ziemi były odciśnięte ślady stóp dużo większe niż normalne stopy ludzkie i tylko z czterema palcami. Tylko dwa zwierzęta mogły wyciągnąć taką rybę. Koń i Giecko". I to właściwie tyle, jeżeli idzie o tę relację przytoczoną przez Amerykanina o polskich korzeniach. Mieszkaniec Chicago.
On mówi podobno z tego, co pisał po polsku, nawet próbował coś pisać po polsku, ale chyba tylko została mu zdolność mówienia w naszym języku. Tę relację można znaleźć na stronie w polskim tłumaczeniu, oczywiście moim tłumaczeniu na stronie www.kryptozoologia.pl. Jeżeli ktoś interesuje się tematami typowo kryptozoologicznymi, to zachęcam do odwiedzenia tej strony. Patrzę jeszcze na czata, czy tutaj nie pojawiły się jakieś pytania. Mam kilka pytań zapisanych, które pojawiły się wcześniej. O właśnie pytanie od Pawła Skubanego. Chciałbym zapytać Chrisa o jego zdanie na temat słynnego filmu Pattersona. Chrisie?
[01:41:54] - Film Pattersona wywołuje masę emocji oczywiście. Był od początku skazany na zagładę, że zrobiono to dla pieniędzy, że jest to ściema, że ktoś się przebrał w kostium Bigfoota. Ale dziś dokonano szczegółowej analizy dzięki temu, że mamy odpowiednią technologię, że można przeanalizować klatka po klatce, a jednocześnie można na to, co się obserwuje. Na przykład w tym przypadku mamy postać Bigfoota, który przez dobre pół minuty, czy może trochę ponad, przemieszcza się z jednego miejsca na drugie, maszeruje, jest w ruchu. Można dokonać analizy, jak pracuje jego ciało. Czy jest to naturalna praca ciała? Czy jest to naturalna praca ciała człowieka, czy też może jest to coś innego? I dziś okazało się, że jest to film, który jest filmem prawdziwym i że postać, która jest na nim uwieczniona, nie jest człowiekiem przebranym w kostium Bigfoota. Jego mięśnie poruszają się inaczej niż mięśnie człowieka. Taka motoryka nie jest ludzką motoryką, co wskazuje na to, że mamy do czynienia z czymś absolutnie prawdziwym i film jest prawdziwy.
Także ten film ciągle jest jednym z najważniejszych dokumentów dotyczących Bigfoota i myślę, że jeszcze nie raz będę do niego wracał. Mam trochę materiałów, przez które jeszcze nie przeszedłem, analiz właśnie tego filmu. Przepraszam. I kilka osób się tym interesuje i szczegółowo opisuje, dlaczego ten film jest prawdziwy i nie jest żadną ściemą. Jednocześnie do tego dochodzą kolejne historie o Bigfootach. Ja mam nadzieję, że ten temat będzie jeszcze wracał, bo zorientowałem się nagle, że on ma wiele aspektów, ma wiele przypadków i każdy z nich jest ciekawy. Jeśli nawet ktoś nie wierzy w Bigfoota Są to przynajmniej interesujące i bardzo egzotyczne opowieści na ten temat. Wracając do filmu Pattersona, wszystko wskazuje na to, że prawdziwy bigfoot jest sfilmowany przez przypadek i że film trzeba traktować poważnie, że rzeczywiście coś się za tym kryje. A wracając do tych historii polskich, to mnie z kolei przypomina się „Prawiek i inne czasy”. Jeśli ktoś czytał książkę Olgi Tokarczuk, to z pewnością wie, że jest tam opisana postać złego człowieka.
Człowieka, który żyje w lesie, który jest porośnięty futrem. Ma on romantyczną historię z główną bohaterką książki, Kłoską, która po swoich różnych frywolnych wyczynach – oni pasowali w jakiś sposób do siebie, przynajmniej jeśli chodzi o hormony – została wypędzona ze wsi, zamieszkała w lesie i tam właśnie spotkała tego złego człowieka. Ta historia pojawia się bardzo często. On ciągle żyje na granicy wsi Prawiek i całe jego zachowanie, jeśli analizować pod względem tego, co wiemy na temat bigfoota w Ameryce, pokazuje, że mamy do czynienia niemalże z tym samym stworzeniem, że jest to dokładnie to samo. Kłoska ma nawet taki epizod, że próbuje go wyśledzić, bo on znika i za każdym razem znika w sposób gwałtowny i ona nie wie, co się z nim stało. Któregoś dnia przygotowuje się bardzo dobrze do tego, żeby go móc śledzić. Nawet leży w wywarze liści, naciera się wywarem liści, ponieważ ten zły człowiek ma niesamowity węch i za każdym razem, kiedy próbowała go śledzić, on szybko wiedział, że jest śledzony, bo wyczuwał jej zapach. Kłoska, która świetnie poruszała się po lesie, zostawiała inny zapach i on doskonale wiedział, że ona go obserwuje, więc przygotowała się do tego śledzenia. Wysmarowała się specjalnym wywarem z ziół i liści, tak żeby ten zły człowiek nie był jej w stanie wyczuć i zaczęła za nim podążać. Przez dłuższy czas podążała za nim, aż w pewnym momencie zniknął jej kompletnie z oczu.
Zaczęła rozglądać się dookoła. Stanęła pod drzewem i w tym momencie zły człowiek zeskoczył prosto z drzewa i powiedział jej ludzkim głosem, żeby tego nigdy więcej nie robiła. Oczywiście książka jest fikcją literacką, zresztą bardzo piękną. Wszystkim polecam, kto nie czytał książki Olgi Tokarczuk, żeby ją przeczytał, bo jest tam masa świetnych historii. Doskonała literatura, świetnie skrojona. Warto spędzić czas nad tą książką. Jeśli przyjrzeć się jej pod względem dzisiejszego tematu, to zły człowiek będzie właśnie bigfootem, który żyje w Polsce, gdzieś w jakimś miejscu, bo Prawiek jest oczywiście fikcyjnym miejscem. Nie wiemy za bardzo, gdzie ono leży. Tokarczuk nie opisuje, w którym miejscu Polski ono leży, ale jest to miejsce odludne. Jest to miejsce wśród lasów.
Jest to miejsce trochę oddalone od cywilizacji, które tworzy swój własny mikrokosmos otoczony lasem. Żadna literatura nie rodzi się na kamieniu. Każda jest oparta na czymś, co wydarzyło się gdzieś w rzeczywistości w jakiś sposób. Być może tu też jest związek z opowieściami, które dotyczą takiego stworzenia jak bigfoot, który żyje na terenie Polski.
[01:47:32] - I kolejne z naszej ściśle tajnej listy pytań. Właściwie to jest ostatnie pytanie, jakie mamy na liście. Tu jeszcze jest parę pytań od słuchaczy. A co z rzekomymi morderstwami dokonywanymi przez bigfooty? I Jubi wysłał podobne pytanie: czy są znane jakieś śmiertelne przypadki z udziałem tych, jak to ujął Jubi, skurczybyków? Czy należy to traktować jako wymysł, iluzję czy też wybujałą fantazję?
[01:48:03] - Ten najbardziej drastyczny przypadek, jaki znam, wydarzył się w Oklahomie, w miejscu, które nazywane jest Brown Spring. Jest to praktycznie dzikie odludzie gdzieś pomiędzy Dallas a Oklahoma City na olbrzymim obszarze. Istnieją tam lasy, bagna, nieprzyjemny teren. Ludzie się tam za bardzo nie osiedlają, ale często tam przebywają. Tam zresztą przyjeżdżają co jakiś czas ci, którzy zajmują się bigfootami, dlatego, że tam najczęściej rzeczywiście można znaleźć ślady bigfootu odbite w różnych miejscach. Są tam często skarpy z gliniastym podłożem i właśnie tam można znaleźć przepiękne odciski stóp bigfootów i odlać je sobie z gipsu. Potem pokazywać, jakie tam stworzenie mogło być, obliczać jego wzrost i tak dalej. Ale nie wszystkie historie kończą się aż tak dobrze. Zupełnie niedawno, stosunkowo niedawno, bo w 2001 roku doszło właśnie tam do zbrodni. Dowiedział się o niej reporter.
Nazywał się Bud Crichlow, który był lokalnym reporterem. Był bardzo wścibskim reporterem. Miał policyjny skaner, mógł słuchać policyjnych radiostacji. Dzięki temu zdobywał informacje, że coś się dzieje, gdzieś dokonano przestępstwa, coś się wydarzyło. Mógł przyjechać w czasie, kiedy policja dopiero zabezpieczała ślady. Rozpoczynało się śledztwo, ale dzięki temu był na miejscu wydarzenia. Opisywał to w lokalnych gazetach, te wszystkie historie. Któregoś dnia usłyszał, że coś wydarzyło się właśnie w Brown Spring i pojechał sprawdzić, co tam się wydarzyło. Pierwsze, co zauważył, to olbrzymia ilość policji na całym terenie. Zjechało się mnóstwo radiowozów.
Wszystko było otoczone taśmami, które mówiły, że to jest miejsce zbrodni. I mają być tam przeprowadzane między innymi badania forensyczne. Czekano właśnie na forenzyków, bo była to lokalna wiejska policja, w większości z okolicznych powiatów, która na razie zabezpieczała teren. Leżały dwa martwe ciała. Griges, który był znany całej okolicznej policji, oni doskonale wiedzieli, że on ich podsłuchuje, z większością dość dobrze się znał, zaczął wypytywać, co tam się stało. Okazało się i opowiadał mu to jeden ze znajomych policjantów, który zabezpieczał teren i który zastrzegł sobie, że cała ta historia jest nieoficjalna i niczego oficjalnie nigdy nie potwierdzi. Ale jest historia, która jest niemiła, nawet można powiedzieć przerażająca. Okazało się, że były to ciała pewnej młodej pary z Teksasu, która zdecydowała się, podążając prawdopodobnie długą drogę w stronę większej miejscowości na północy, jadąc z Teksasu przez Oklahomę. Zdecydowali, że w taką piękną letnią noc spędzą noc właśnie w naturze. Zatrzymali się w Brown Spring, jechali pickupem.
Nie ma tam za bardzo miejsca do spania, więc mężczyzna postanowił, że rozłoży sobie koc na ziemi, będzie spał na ziemi. Natomiast kobieta rozłożyła sobie koc na masce samochodu. Postanowiła wyspać się na masce samochodu. I właśnie wówczas pojawiło się to stworzenie. Pojawiło się coś, co ich zabiło i zabiło ich w straszny sposób. Mężczyzna został znaleziony z ukręconą głową i ukręcona ona była w ten sposób, że głowa patrzyła tam, gdzie są jego plecy. Po prostu została odkręcona w przeciwną stronę. I tak została. Także jego śmierć chyba była na miejscu i musiało tego dokonać coś, co miało niezwykłą siłę. Natomiast z kobietą było znacznie gorzej i znacznie bardziej okrutnie.
Przede wszystkim nie ulegało wątpliwości, że zanim kobieta zginęła, została w okrutny sposób zgwałcona. Wskazywały na to ślady na jej udach i rany na jej udach. I skoro znaleziono tam ślady po różnych wybroczynach, określono, że ona ciągle jeszcze żyła. To coś, co ją zaatakowało, poraniło jej ramiona, poraniło jej ciało, jej oczy zastygły, kiedy były jeszcze ciągle bardzo szeroko otwarte. Jej usta zastygły w krzyku, jej twarz wskazywała na olbrzymie przerażenie i to coś, co dokonało tego okrutnego gwałtu na niej, po prostu rozdarło ją na pół aż do pasa. Także jej wnętrzności były na zewnątrz. Wyglądało to niesamowicie makabrycznie i ślady te, które później zbierali forenzezy wskazywały, że nie był to człowiek, że było to coś zupełnie innego i tego czegoś nie ma. Nie jest oficjalnie uznane, że istnieje, w związku z tym nie można tego ścigać. I o tym wszystkim opowiadał ten policjant, później paru innych, ponieważ dziennikarz interesował się tym śledztwem. Później opowiedział tę historię moim ulubionym Bigfoot Outlaw, którzy pojechali w tą okolicę, żeby przyjrzeć się temu miejscu i również zebrali ślady po bigfootach.
Natomiast to, co jeszcze zauważyli i zabezpieczyli policjanci, kiedy szukali śladów, to jest następna historia, która jest historią niepokojącą, bo ślady, jakie znaleziono, były śladami, które wyglądały jak ślady bigfoota. Była to wielka stopa, wielki odcisk stopy. Tyle że w odróżnieniu od innych bigfootów ta stopa miała pazury. Czyli można sobie wyobrazić, że łapska też miały pazury, że było to coś zupełnie innego, że był to jakiś bigfoot, być może, który jest czymś, co ciągle jest nam jeszcze mniej znane niż te typowe bigfooty, które przypominają swoją wielkością wielkie małpiszony. To było coś takiego. I ten przypadek nie był absolutnie pojedynczym przypadkiem, bo ich było więcej. I jest jedna historia, którą opowiedziały dwie pracownice NASA. Jest to historia tym razem z Alabamy. One pracowały w miejscu, gdzie NASA budowało taką stację, która między innymi miała monitorować ruch satelit w powietrzu. Ta stacja była w miejscu, które było bardzo odludne.
Trzeba było dojeżdżać tam drogą przez las samochodem. I te dwie pracownice właśnie, które obsługiwały te urządzenia na tej stacji, jadąc samochodem któregoś dnia do pracy w biały dzień zobaczyły na drodze stojącą postać. Była to wielka włochata postać, która wyglądała jak małpiszon. Tyle że ta postać bardziej im przypominała wilkołaka. One nawet nie nazywały jej bigfoot. Nazywały go wilkołak. Postać miała kły, które wystawały na zewnątrz. Miała pazury u łap i stała w pozycji pionowej. Jej wysokość określiły mniej więcej na trzy metry, więc aż trudno uwierzyć, że to było takie trzymetrowe złudzenie. I kiedy przejeżdżały obok tej postaci, jedna i druga mówiły, że miały wrażenie, że ta postać hipnotyzuje ich wręcz wzrokiem i czuły się tak, jakby wysysała z nich wręcz duszę.
Były one w panice, były absolutnie rozhisteryzowane. Tym swoim doświadczeniem. I o tej historii dowiedział się między innymi Tim Cumbo Baker, ten pół-Irokez, który działa i poszukuje Bigfoota. I on sam z kolei też opowiada podobną historię. On prowadził obozy harcerskie, ponieważ znał świetnie naturę, lubił pracę z młodzieżą, więc organizował obozy harcerskie w Alabamie. Jednym z takich miejsc było miejsce, które nazywa się Land Between the Lakes i tam postanowiono z harcerzami rozbić obóz, żeby zdobywali sprawności, nauczyli się życia w naturze. Organizował to Tim i spotkał się z okolicznymi rangersami, żeby ustalić, co się będzie działo, ile będzie osób i żeby mieć kontakt z służbą leśną, która patroluje tę całą okolicę. I wtedy, kiedy wybierali miejsce obozu, rangers wskazał im miejsce na mapie, gdzie pod żadnym pozorem żeby harcerze nie rozbijali tego obozu. I później, każdego dnia do obozu i rano, i wieczorem przyjeżdżali rangersi sprawdzać, czy wszystko jest w porządku. I Tim Baker był bardzo tym zaskoczony, że tak bardzo zależy im, żeby mieć na to wszystko oko i żeby mieć tą całą sytuację pod kontrolą.
I w końcu zaczął się dopytywać, dlaczego tak ich to bardzo interesuje, co ci harcerze robią i czy wszystko jest w porządku. Przecież zawsze jest wszystko w porządku. On jest instruktorem od wielu lat, ma doświadczenie w tego typu historiach. Sam znalazł. I wówczas rangers opowiedział mu o tym, jak właśnie w tym rejonie Land Between the Lakes wydarzyła się historia, która znów miała coś wspólnego z tymi dziwnymi stworami, które można porównać do wilkołaków. Była to sytuacja sprzed paru lat, kiedy w tym miejscu jak co roku odbywały się polowania na jelenie i jest sezon, w którym poluje się na jelenie z łuków w Alabamie. Ci wszyscy łucznicy zdobyli pozwolenia na odstrzał jeleni z łuku i ruszyli w las. Ponieważ polują z łuków, mogą rozbijać się w każdym dowolnym miejscu, ale mniej więcej muszą informować, które miejsce sobie wybierają na teren swoich polowań, tak żeby to ci wszyscy rangersi mieli pod kontrolą. I właśnie kolejny sezon się rozpoczął. Łucznicy ruszyli w las, polowali na jelenie i jeden z myśliwych nie wrócił do domu.
Po kilku dniach nie wrócił, nie znaleziono go. Jego żona bardzo się tym zaniepokoiła. Oczywiście zawiadomiono policję, zawiadomiono rangersów i jeden z rangersów, patrolując las, spotkał tego myśliwego i wiedział, gdzie on obozuje. Pojechano w to miejsce i znaleziono pozostałości po obozowisku myśliwego. Te pozostałości to był rozszarpany na strzępy namiot i rozszarpane rzeczy należące do tego myśliwego. Jego ciała nie znaleziono, znaleziono za to dość dużo krwi, co wskazywało, że wydarzyło się tu coś bardzo niepokojącego. Rozpoczęły się poszukiwania i rzeczywiście znaleziono ciało tego myśliwego kilka mil dalej i jego ciało było na drzewie. Było całe poszarpane. Widać było, że to, co go dopadło, było czymś strasznie potężnym i straszliwie brutalnym. I było po części już zjedzone.
Nie był tego w stanie dokonać żaden kot, bo nawet największy kot, jaki żyje w Stanach, nie byłby w stanie unieść solidnego człowieka i wywlec go na drzewo. Musiała to dokonać jakaś inna siła. I wówczas znów, ponieważ jest to morderstwo, przyjechali forenzycy i znaleźli ślady. I na tych śladach znów były pazury, co pokazuje, że jest to coś nowego i coś bardzo niepokojącego. Nie są to tylko pojedyncze przypadki, które zdarzają się to tu, to tam, w jakimś określonym rejonie, bo mówiłem o Oklahomie, tutaj mamy Alabamę, a zupełnie podobna historia wydarzyła się w Nowym Meksyku, wśród Nawajów, od których zacząłem te wszystkie dzisiejsze opowieści o bigfootach. Nawajowie szczególnie cenią sobie owczą wełnę i bardzo dbają o swoje stada owiec. Nagle zaczęli znajdować swoje owce martwe. Nie tylko martwe, ale coś wypiło im krew. Oczywiście w tamtym rejonie pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy, to czupakabra się pojawiła i zrobiła swoje i zaczęła zabijać owce w taki sposób, że nie rozlewała żadnej kropli krwi, a wypijała całą krew z tego biednego zwierzęcia. U Nawajów jest jeszcze tak, że oni znają te wszystkie opowieści i wiedzą doskonale, że gdzieś w tym lesie, w naturze czai się coś bardzo złego.
Jeśli na przykład zwierzę zginie w takich dziwnych okolicznościach, zabijają resztę stada i zakopują, ponieważ uważają, że takie zamordowane zwierzę zaraziło całą resztę stada, więc nie można ich już trzymać i hodować. I te historie zaczęły się powtarzać i Na początku mówiono właśnie, że to Chupacabra. Jak wiadomo, Chupacabra ma swoje możliwości, ma swój limit i ten limit chyba został przeszacowany w momencie, kiedy w jednym z zaatakowanych stad znaleziono martwego barana. Baran był potężny, ważył około 150 kilo. Był to baran rozpłodowy. Bardzo o niego dbano, bo miał świetne potomstwo, więc miał osobną zagrodę. Na dodatek był pełen testosteronu, był bardzo wojowniczy. Miał specjalnie wzmocnioną zagrodę, bo potrafił ją rozbić, jak wpadł we wściekłość czy zakochał się w jakiejś owcy na przykład. W każdym razie chroniono go i trzymano osobno. Był wielkim, potężnym, silnym zwierzęciem.
Którejś nocy coś rozbiło drzwi do tej zagrody i wywlekło tego barana na zewnątrz. Po śladach, kiedy próbowano odtworzyć to, co się wydarzyło, ten scenariusz wyglądał mniej więcej tak, że coś strasznie potężnego złapało barana za tylne nogi i zaczęło go wlec. A ponieważ jest to potężny, wielki baran, silne zwierzę, agresywne zwierzę, ten baran się rzucał i widocznie bardzo przeszkadzało to temu czemuś, co go wlekło z zagrody. To coś było na tyle silne i potężne, że uniosło barana jak piórko do góry za dwie nogi i przywaliło nim z całej siły o ziemię tak, że złamał sobie kark. Następnie to coś wypiło krew z barana. To następna historia, która pokazuje, że coś wydarzyło się niepokojącego. Kiedy przyglądano się dookoła i szukano śladów, a Indianie są tropicielami, znów znaleziono ślady wielkich stóp z pazurami. Jest to coś nowego, co się rozgrywa. Coś, co pokazywało się tu i tam, ale w ciągu ostatnich lat pokazało swoją strasznie mroczną stronę. Okazało, że potrafi być bardzo niebezpieczne, potrafi być bezpośrednim zagrożeniem i nie jest tak płochliwe jak na przykład płochliwy czasami potrafi być Bigfoot, który niekiedy pojawia się w pełnej swojej gali, krasie i nawet kiedy porykuje, łatwo jest go wystraszyć, jeżeli pojawi się dla siebie w obcym środowisku.
Tak jak opowiadałem wcześniej, kiedy pojawił się na tarasie w domu Indianki Brendy, o której mówiłem wcześniej. Nie ryzykuje on takiego bezpośredniego spotkania z człowiekiem jak to stworzenie, które bardziej przypomina wilkołaka niż Bigfoota, ale jednocześnie jest w jakiś sposób Bigfootem, bo ma wielkie stopy. Tyle że ma stopy z pazurami. I nie jest z pewnością niedźwiedziem, dlatego że ich ślad jest bardzo łatwo rozróżnić. Kiedy niedźwiedź idzie w pionie na dwóch nogach, to stawia swoje stopy obok siebie. Tak że mamy ślady, które są równoległe do siebie. Już nie mówiąc o tym, że niedźwiedziom daleko jest do gracji baletnic czy do sprawności fizycznej Bigfootów, które są sprawne mniej więcej jak małpy. Potrafią przeskakiwać wysokie płoty, wspinać się po drzewach, huśtać się na gałęziach i skakać na olbrzymie odległości i tak dalej. Niedźwiedź jest raczej w porównaniu z Bigfootem nieporadny i stawia stopy równolegle do siebie. Natomiast Bigfoot stawia stopy podobnie jak człowiek: stawia je w jednej linii, jedna przed drugą.
Dlatego mamy tutaj do czynienia z czymś nowym w kryptozoologii i z czymś niebezpiecznym, co nie zachęca do odwiedzania lasu, zwłaszcza samotnie. To tyle.
[02:06:26] - Wyczerpaliśmy naszą ściśle tajną listę pytań, ale pozostało parę pytań od słuchaczy. Zeus na czacie Radia Paranormalium zadał te dwa pytania: „Mam pytanko do audycji, jeśli znajdzie się czas. Mianowicie w książce swojej «Szamani, mumie i jałmużny» pan Wojciech Grzelak mieszkający na Ałtaju opisuje swoją wyprawę z zagadkową kością znalezioną w zmarzlinie na lodowcu Kurkurek. Nawet miał artykuł w «Niestanym Świecie» bodajże w 2004 roku. Czy wiadomo coś więcej odnośnie odpowiednika Bigfoota w Rosji i czy będzie poruszone coś na ten temat w audycji, Krisie?“
[02:07:06] - Tak jak powiedziałem w trakcie audycji Rosja, dobrowolnie zrezygnowałem z tych tematów, dlatego że jest zbyt daleko ode mnie. Zapewne wszystkie uwarunkowania, zwłaszcza jeśli chodzi o kontakty kryptydów z ludźmi, będą zupełnie inne, bo wynikają one z innej kultury, z innego sposobu traktowania tych stworów i ich funkcjonowania w mitologii. Ponieważ materiału tutaj, w Stanach, jest wystarczająco dużo, w Stanach, w Kanadzie i w Meksyku, więc skupiłem się na tym. Ale żeby może nie rozczarować słuchacza, to opowiem o czymś, co jest także z Syberii, tyle że kanadyjskie tym razem. Jest to następny stwór, który można schować pod tym samym mianownikiem. Można go nazwać Bigfootem i nazywa się Naga. Naga żyje na terytorium północnym w Kanadzie, zwłaszcza w okolicach jeziora Lac La Martre. Są to tereny absolutnie dzikie, nieeksplorowane i tam zapędzają się właściwie jedynie myśliwi. Myśliwi i wędkarze, bo żyją tam przewspaniałe szczupaki. Tam się właśnie jedzie w Kanadzie na szczupaka, bo można powiedzieć rymowankę, że tam można złapać szczupaka wielkości kajaka.
Mieszka tam lud, który się nazywa Telicho. Są to ciągle prymitywni mieszkańcy. My ich nazywamy prymitywni, bo oni mają swoją własną kulturę, swój własny język, który jest bardzo dla nas trudny do pojęcia. Posługuje się logiką, która ciągle wymyka się zrozumieniu, a ponieważ jest to lud bardzo odległy, więc w zasadzie nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Ludzi tam jest mało, ale w opowieściach Telichów znajduje się właśnie Naga, ten stwór, który jest czymś w rodzaju wielkiej włochatej małpy, ale jednocześnie sprytnej i przebiegłej. Małpy, która wędkarza łowiącego swojego szczupaka jest w stanie za pomocą magicznej sztuczki zwabić w pułapkę. I tacy ludzie nigdy nie wrócili już więcej ze swojego wędkowania czy ze swojego polowania. Tam jest sporo przypadków, gdzie zginęli myśliwi z naszego kręgu cywilizacyjnego i zginęli wędkarze. Po raz ostatni taką historię opisywał Jackie Tony Willis. On był wędkarzem i czy to zadziałała magia, czy też nie?
Trudno powiedzieć, ale wszystko pasuje do pewnego scenariusza, bo on płynął po tym jeziorze kajakiem i nagle dostrzegł coś na wodzie. Wyglądało to jak pływająca torba wypełniona czymś. Chciał ją podnieść i wykonał bardzo nieostrożny ruch. Na tyle nieostrożny, że wywrócił kajak. Ten kajak zatonął i on dopłynął wpław do wyspy na tym jeziorze. Później już nigdy więcej, będąc nad wodzie, nie zobaczył tego na powierzchni wody. Także w jakiś sposób pasuje to do czarów Nagi z opowieści Telichów. Na tej wyspie spędził dwie noce i to były dla niego najbardziej przerażające noce w jego życiu, bo zobaczył tego olbrzymiego stwora. Ten stwór go nie zaatakował, ale był blisko i wprawił go w olbrzymie przerażenie. Willisa uratowano, dlatego mógł tę swoją historię opowiedzieć.
Pasuje to do innych tego typu historii opisanych w tym rejonie, między innymi książki pisze taki człowiek, on się nazywa Michel Louis Rebeca. To francuskie nazwisko, może nie za bardzo mi wyszło dobrze do przeczytania, ale on opisuje legendy Telichów i pełno jest tam opowieści o Naga, które podkradają się do wsi, kradną ludzi, kradną kobiety i wciągają myśliwych i wędkarzy w zasadzki po to, żeby się oni już nigdy nie pojawili. Naga w opowieściach Telichy jest stworzeniem okrutnym i wygląda jak Bigfoot. Jest olbrzymie i bezwzględne, nie ma ludzkich uczuć. Jest bardzo groźne.
[02:11:51] - I ostatnie chyba pytanie w dzisiejszej debacie niekontrolowanej. Zeus zadał jeszcze jedno pytanie: skoro łatwiej mówić o Ameryce, to może jest jakiś szczególny park krajobrazowy, gdzie więcej pojawia się doniesień o Bigfootach?
[02:12:11] - Takim miejscem jest z pewnością Oregon i stan Washington, i cała północna Kanada. Dlatego, że ciągle jeszcze jest tam ten dziewiczy las i tego typu spotkań jest tam najwięcej. Natomiast można powiedzieć, że w każdym miejscu, gdzie znajduje się większy las, większa puszcza, będą też opowieści o Bigfootie i będą też spotkania z Bigfootem. W tej chwili zanotowano Bigfoota w co najmniej 36 stanach Stanów Zjednoczonych od wschodniego po zachodnie wybrzeże. To pokazuje, jak wielki jest zasięg tego stworzenia i jak bardzo spójne są historie na jego temat. Oczywiście można o nich przeczytać, ale ci ludzie wędrują po lesie i widzą różne rzeczy. I czasami mają taką pewność, że coś w tym lesie obok nich istnieje. Na przykład w Oregon znaleziono takie miejsce, które nazywa się często gniazdem Bigfoota. To jest taki rodzaj szałasu, który jest bardzo prymitywny, ale to, co wskazuje, że nie jest to dzieło człowieka, to jest sposób, w jaki on jest zbudowany z gałęzi. I te gałęzie to są często takie solidne, młode dęby, wyrwane jakąś ogromną siłą z ziemi i ukręcone wręcz ogromną siłą.
I z tych wyrwanych gałęzi czy ułamanych konarów, potężnych konarów, do czego potrzebna jest olbrzymia siła, stworzony jest taki rodzaj gniazda i co jakiś czas myśliwi czy ludzie, którzy wędrują lasem, spotykają coś takiego. Także spotykają takie zapory. Zapory z ukręconych, połamanych drzew. I jest to bezpośredni sygnał dla ludzi: „Nie wchodźcie tutaj, bo na tym terenie Bigfooty mają swój czas godów”. Gdzieś tam znajdują się małe bigfooty i Bigfoot w ten sposób ostrzega, że coś niedobrego się wydarzy, jeśli wkroczy się na ten teren. Dlatego być może niektóre z przypadków zaginięć w lesie są z tym związane, że ktoś zignorował takie ostrzeżenie. Co jakiś czas można to odczuć niemalże na własnej skórze, fizycznie. Taką historię sobie przypominam, że paru myśliwych wędrując po Oregon znaleźli takie miejsce i jedno z tych drzew było ukręcone, miało ukręcony z wielką siłą konar. A oni byli przekonani o istnieniu Bigfoota i wiedzieli doskonale, że to jest zapora zrobiona przez Bigfoota. To wszystko wskazywało, że ten teren lepiej omijać z daleka.
I oni tak też zrobili, ale zrobili z pozoru głupi eksperyment. Po prostu całe to miejsce sobie stanęli pospołu i obsikali. Zaznaczyli to jako swój teren i wrócili kilka dni później na to miejsce. Miejsce, gdzie stało między innymi drzewo, było zmiażdżone olbrzymią siłą. Zostały tylko drzazgi i strzępy z konarów, pnia, z gałęzi. Coś wpadło w straszliwą wściekłość, jak się zorientowało, że ktoś tu był i ktoś tutaj zaznaczał teren po swojemu. Bigfoot oszalał z wściekłości i lepiej mu w drogę nie wchodzić. Między innymi siedliskiem tego kryptyda, gdzie niemalże na 100% można go spotkać, są okolice wulkanu Mount Saint Helen. Są nawet opowieści, które mówią o tym, że nie tylko myśliwi uciekali, kiedy ten wulkan eksplodował i lawa szła w dół, ale uciekały także bigfooty, które tam zanotowano. I wówczas, kiedy uciekały, musiały się odkryć i także je widziano.
Oczywiście, jak za każdym razem w tego typu historiach, tego typu informacje nie trafiają do oficjalnych opisów, są absolutnie odrzucane, ignorowane i czegoś takiego oficjalnie nie ma. Coś takiego to tylko bajeczki i opowieści wyssane z palca dla ludzkiej przyjemności. Mam nadzieję, że wy też mieliście przyjemność posłuchać tych wszystkich historii i pobyć tutaj z Ivelliossem i ze mną w piątą rocznicę Radia Paranormalium. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i bardzo dziękuję wszystkim za uwagę i za to, że mieliście czas i cierpliwość, żeby tu pobyć razem z nami. Zapraszam też na następne historie, następne audycje. Cieszę się bardzo, że wielu z was tak żywo reaguje, dzwoni, zadaje pytania i mamy wreszcie bardziej bezpośredni kontakt. Jeżeli ktoś chciałby, żebym podyskutował z wami na jakiś temat i była audycja na inny, nowy temat, to z przyjemnością przyjmę wszelkie propozycje tego typu. Jeżeli chcecie o czymś posłuchać, co was intryguje, a ja się tym akurat zajmuję, to z przyjemnością taką audycję byśmy tu w Radiu Paranormalium zorganizowali. Dziękuję bardzo jeszcze raz.
[02:17:47] - Dziękujemy Krisie. Czas najwyższy reaktywować Paralekcję. Zachęcamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium i czytelników portalu nowaatlantyda.com do nadsyłania propozycji tematycznych, a nuż jakaś audycja się z tego rozwinie. I tak oto możemy zakończyć kolejną, którą już? Chyba 11. czy 12. debatę niekontrolowaną w Radiu Paranormalium. Dziś dyskutowaliśmy o domniemanych atakach bigfootów na ludzi i nie tylko. Audycję od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a był z nami dzisiaj Kris Miękina, nasz polaidisolog, bigfootolog, nowoatlantydolog. Dzięki jeszcze raz, Krisie.
[02:18:47] - Ja również jeszcze raz dziękuję.
[02:18:49] - Dziękujemy i zapraszamy na kolejną debatę niekontrolowaną, którą planujemy nadać już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.