[00:00] - To think for yourself and question authority Las. Timothy Leary. Ja za mikrofonem, czyli Tomek, radionafali.com tak to się nazywa. Oprócz tego, że transmitowany w Radiu Paranormalium w radiu Dream Time. Właśnie. Muszę się chyba rozgadać dzisiaj wieczorem. Właśnie, bo miał być temat i tak się zapowiadałem, że będzie temat. Będzie ciekawy temat związany z wodą, ale jakoś tak się okazało, że słuchaj człowieku, mam tu po prostu nawał gości. Nawet nie było czasu, żeby siąść i przygotować ci tą historię z wodą. Także historię z wodą zostawiam na boku.
Dzisiaj się po prostu pochilluję. Zresztą jest pewien powód, bo ostatnio tak, tak, te moje rozmowy o katastrofach doprowadziły do tego, że no właśnie temat katastrofy wisi nad nami nieustannie. I kilka takich różnych refleksji dookoła, bo tak wykańczałem ten temat katastrofy. W sumie ciężko wykończyć temat katastrofy bez katastrofy oczywiście. Także korzystając z okazji pociągnę troszkę katastroficzne historie. Czy jakoś tak. No może nie do końca. Różne takie przyszłościowo-przeszłościowe sprawy. Taki mam pomysł na dzisiaj. A co?
Spokojny wieczór w sobotę po robocie. Ja mam magnesiki w ręku, się bawię magnesikami. Żeby nie było, że nic nie mam w ręku i w ogóle nic ten teges. Że w ogóle coś robię, no nie? Dobra, żartuję. Skoncentruję się tylko i wyłącznie na mikrofonie. Poprawię krawat, koszulę. Właśnie, droga mecenasko i drogi mecenasie, pozdrawiam serdecznie. Dziękuję bardzo za wspieranie Radia na Fali. Pomimo że serwery nie działają, są jeszcze martwe jak disco.
No niestety, jeszcze chwilę może to potrwać. Nie wiadomo jak długo, nie wiadomo jak krótko. Tak czy siak radio cały czas funkcjonuje na żywo w czwartek o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści polskiego czasu, czasami z piętnastominutowym kwadransem opóźnienia. Synteza w moim wykonaniu o technologii Keshe. W środę książę Edward o godzinie dwudziestej drugiej trzydzieści albo dwudziestej drugiej, albo czasami jakoś tak. Książę ostatnio ciężko powiedzieć o jakich porach. Ja nie chcę za księcia tutaj decydować. Książę ostatnio jest po prostu lotny. Czasami nagrywa podcasty, czasami jest na żywo. Zawsze jest ciekawie.
Także w środę książę Edward. Zresztą jest ramówka na Radiu na Fali, także... No właśnie, no właśnie. A mi dzwoni telefon i zostawiam telefon. Zostawiam wszystkie te rzeczy. Jakoś tak. Aż sam nie wiem, co tu się w ogóle dzieje. Właśnie. Ulala. Właśnie jestem chyba poszukiwany przez telefon na dodatek jeszcze.
No bywa, proszę państwa, proszę koleżanki i kolegi. No właśnie tak to jest, jak się człowiek sobie nie wyłączy telefonu i czasami telefon dzwoni, a ja właśnie w tym momencie nie mogę odebrać. No i słyszałeś mój dzwonek telefonu. Kosmiczny dzwonek. Tak, właśnie. Ale wracając do tych wszystkich wątków, to oczywiście w piątek przypominam, że teoria chaosu. Swoją drogą dzisiaj ponoć Michał ma się pojawić z okazji Bilderbergów na wieczorowej porze i coś tam parę słów zamienić ze mną na ten temat. I w ogóle książę ma się pojawić na wieczorowej porze. Ja właściwie dzisiaj robię hiperprzestrzeń po to, żeby cię zabawić, żeby troszkę miło spędzić z tobą czas. Mam fajną muzę na dzisiaj.
Kilka takich wątków związanych z tą katastrofą, bo no nie będę udawał wśród znajomych jest to temat do rozmowy. Nie to, że wszyscy siedzieli i zbierali po prostu jak, jak trape-- preperzi zbierali słoiki, śpiwory, uczyli się rozpalać ognisko w dzikim lesie z tapczanem. Wszystkie te historie. Nie, nie, nie. Zostawiamy te sprawy absolutnie. Właśnie, ja tu w ogóle muszę jeszcze na, yy, Skype'a się przełączyć. Na Skype'a radiowego oczywiście, ale to za chwilę, jak włączę jakąś muzyczkę. Mam fajną muzyczkę na start, akurat tak w sam raz przygotowaną na dzisiaj. Na początek doskonały tekst w utworze. Taki standard.
Stały, stały stary standard muzyki popularnej. Puszczę ci go za parę chwil. Ale zanim o tym wszystkim, to pamiętaj, że nie tylko hiperprzestrzeń jest w Radiu na Fali. Ja tu się pobawić dzisiaj troszeczkę, bo przypominam o swoich kolegach. Wspomniałem dzisiaj, co się będzie zapowiadało. Mam ze sobą herbatę, także troszkę ten katastroficzny wiązek, yy-- co ja mówię wiązek? Związek, katastroficzny związek. Właśnie. Czy jesteś w katastroficznym związku? Rzuć go.
Żartowałem, żeby później nie było na mnie. Fala rozwodów się pojawiła. Dobra, słuchajcie drodzy słuchacze, właściwie powinienem powiedzieć słuchaczku, zgodnie z tym, tak jak wymyślił książę Edward. No więc, yy, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, czyli słuchaczku, mam taką mapę. Moi znajomi też. Dzisiaj, dzisiaj były odwiedziny znajomego. Pozdrawiam serdecznie. W każdym razie oczywiście pierwsze co to pochwalenie się nową aplikacją na telefonie. Ale nie po to, żeby się pochwalić aplikacją, tylko tym, że ona podaje, podaje, yy. Pod-- właśnie.
Podaje po prostu mapę wszystkich szczęść ziemi. No i teraz generalnie troszeczkę ludzi sobie poinstalowało te mapy. No i tak sobie przygląda to. No i z moich znajomych troszeczkę znajomych sobie poinstalowało. Nie wiem jak ty. Ja też coś takiego mam. Nawet patrzę w tym momencie na to urządzenie i widzę, co się dzieje na świecie. No i widać, że grzmi. Widać, że się dzieje. Widać, że wszystkie te opowieści, jakkolwiek by...
Przepraszam bardzo, muszę jeszcze wyłączyć urządzenie. Jakkolwiek by nie brzmiały tak egzotycznie i jakkolwiek ktokolwiek by nie powiedział, że: „Ale nudne. Zabawmy się, zróbmy coś innego w tym momencie. Przecież to takie nudne.” No jest to coś, co determinuje prawdopodobnie naszą przyszłość. Nawet nie prawdopodobnie, tylko troszkę bardziej niż prawdopodobnie. Zapowiada się całkiem srogo. No zapowiada się całkiem srogo. Mówiłem o tych wszystkich rzeczach. Nie będę teraz powtarzał i srożył tej całej sytuacji jeszcze bardziej. Nie, nie.
Zapomnij. Nic z tych rzeczy. Po prostu zwyczajnie troszeczkę wątków wrzucę pobocznych, związanych z tymi sprawami. No właśnie. To archiwum przestrzeni. Możecie już spokojnie dzwonić. Już jestem dostępny zwyczajnie na czacie, tak zwyczajnie. Jestem dostępny na czacie i jestem oczywiście dostępny na Skype Radio, na Fad. Już powoli ktoś mnie zaatakował jakąś propagandą. Ktoś przeżywa strasznie istotnie jakieś bullshity serwowane w gazetach.
To jest fenomen. Zauważyłeś. Na pewno ty też zauważyłaś, człowieku. I ty też, człowieku, taką historię, że w dzisiejszych czasach niektórych już tak mocno pogięło po głowie, że czasami jak się oglądam, myślę sobie: „What the fuck? Seriously”. Wszyscy ci ludzie przejęci losem, wojną pomiędzy religią, pomiędzy terrorystami. Myślę, że propaganda zrobiła swoje i wyprała tam mózgi już konkretnie. Już nie ma sąsiada, nie ma życia na co dzień, nie ma perspektywy do zrobienia, nie ma poważnych spraw, które się dzieją dookoła. Nie ma esencji życia. Jest tylko jakieś gówno z gazety, które jest gówno warte i gówno znaczy jakimś gównianym, wymyślonym przez gówniarzy świecie, którzy sprzedają broń.
Słyszałem, istotnie. Też to zauważyłaś? Ja też to zauważyłem. Przez moment miałem taką chwilę, że nawet u niektórych rozsądnych ludzi zauważyłem w mediach społecznościowych, na Facebooku jakieś memy związane z muzułmanami. Największy numer jest taki, bo ja mieszkam w Londynie, nie mieszkam w Polsce od 12 lat i zdarzyło mi się tak, że mieszkałem na arabskiej dzielnicy. Tak, mieszkałem chyba przez ponad rok czasu. I to na solidnie arabskiej dzielnicy, jeżeli ci o to chodzi. I zawsze widzę te memy robione przez nie wiem kogo, przez jakichś ludzi z Polski, którzy jedyne co widzieli, to może znak przekreślający nazwę ich własnej miejscowości, w której mieszkają i może to jest cała percepcja świata i takie napinanie muskułów. Propaganda działa. Kolega mi doniósł, zresztą widziałem zdjęcia, że niby nic strasznego się nie stało, ale zdaje się po 20 latach Polska z powrotem jest okupowana przez obce armie.
Niby ćwiczenia, ale zawsze jakoś tak wygląda, że potężne armie lądują. Teraz z kolei Jankesi. Ciekawy jestem, czy wezmą garnizony po Rosjanach, czy też będą kanadyjscy żołnierze, żeby nie było, że Amerykanie. Kanadyjscy przyjadą tylko na ćwiczenia, wyjadą, żeby nie było i przyjadą Kanadyjscy w ramach opieki. Nie wiem czego, będą się opiekować trawą, która jest ogrodzona od punktu A do punktu B, do punktu C, do punktu D, tworząc tajemniczy kwadrat na mapie, który zostanie wykazany tylko i wyłącznie na wojskowych mapach, natomiast zostanie wymazany z mapy Google'a. Stanie może tam jakaś wieżyczka, nie wiadomo co tam stanie, będą kosić trawę, będą przelatywały samoloty, odlatywały. Tak jest, to już się dzieje od jakiegoś czasu. A oczywiście gawiedź tam żyje newsem z gazety o jakimś zagrożeniu, jakiejś świętej wojnie. To jest fascynujące, naprawdę fascynujące. Pod nosem im kładą solidną petardę, a tam nic się nie dzieje.
Ale to może takie czasy, po prostu koniec świata. Część ludzkości zwariowała. Część już tak się przytuliła do gazet, telewizorów i mediów masowego rażenia, że właściwie rzeczywistość własna nie istnieje. Istnieje jakaś kalkomania powtarzana w nieskończoność. To, co usłyszę w gazecie, to podam dalej. I tak idzie w nieskończoność. Później się okazuje, że porozmawiać z człowiekiem ciężko, bo ten człowiek mówi tylko o tym, co jest w gazecie i właściwie ten człowiek nie ma własnej konkretnej myśli. A tu tyle rzeczy się dzieje. Wulkan Yellowstone się obudził. Obudziło się kilka innych wulkanów, które są bardzo stare.
Widać, jak mama Ziemia się ustawia w troszeczkę innym kierunku. Katastrofa katastrofą. Ja może pominę ten wątek katastroficzny, bo kto chce widzieć katastrofę, ten widzi katastrofę. Kto chce widzieć rozwiązanie, to ja podnoszę rękę do góry, to widzi rozwiązanie. Bo ja widzę w tym rozwiązanie, takie całkiem krzepiące rozwiązanie, bardzo solidne. Policjant świata znika. Być może ci kanadyjscy żołnierze i amerykańscy, którzy będą próbowali walczyć o wolność i demokrację tuż przy granicy z Rosją, bo mają bardzo daleko do Rosji, są bezpośrednio zagrożeni. Odgrodzili się już od Meksyku. Na granicy z Kanadą są posterunki policji. Także największe niebezpieczeństwo to oczywiście Rosja.
Także muszą przejechać na drugi koniec świata, założyć kolejny kraj trzeciego świata. Może będzie więcej McDonaldów, kto wie? Więcej amerykańskich seriali w telewizji. Niektórzy się ucieszą, bo niektórzy właściwie i tak w rzeczywistości esencjonalnie mają takie podejście do życia, żeby wrócić z pracy, zrobić sobie jakąś kanapeczkę z własnego chleba, może jakąś kawkę, może herbatkę, pooglądać coś w telewizji, jakiś serial sobie obejrzeć. Takie radosne, trzodne, stadne życie. Może jakiś sport? Teraz zdaje się sezon piłek kopanych nadchodzi kolejna kokopana kabana. I don't know jak to się nazywa nawet. Nie mam bladego pojęcia. W każdym razie widać, że jest pewna grawitacja w mediach, która ciąży na głowie i ludzie czasami żyją problemami, które w ogóle nie istnieją w rzeczywistości, ale dzięki temu umykają im zupełnie inne sprawy.
A się dzieje. Tam ludzie ściągają te aplikacje, sobie instalują i sprawdzają, jak z tymi trzęsieniami ziemi. I wygląda, że zaczyna trząść fajnie. Robi się takie coś. Cóż, czekamy wygodne wynurzenia się Atlantydy, bo jeszcze taka jedna mała wyspa jest na mapach Pirusa obok Irlandii. Nazywano to chyba Małą Irlandią czy jakoś tak. Jakieś Emerald Island. I don't know. Ja nigdy nie pamiętam tych wszystkich nazw, dopóki sobie notatek nie zrobię, a dzisiaj sobie nie zrobiłem. Także dzisiaj się relaksuję.
Tak się przyglądam na te symptomy nowego świata, które nadchodzą. Koniec historii. Terence McKenna o tym pisał. Nie tylko pisał, mówił o tym. Mówił, że koniec świata, koniec świata. Starożytni o tym mówili. Jest kilka ciekawych rzeczy. Mnie w ogóle jara. Właściwie powinienem się kręcić do jarania, skoro dzisiaj taka sobota letnia, bo pierwszy taki ciepły dzień po długim czasie w Londynie dzisiaj. Poważnie.
Może nie było słonka, ale było ciepło. Przy zachodzie tak trochę fajnie, słonko troszeczkę gdzieś tam przebiło. Ale mniejsza o small talk o pogodzie, angielskie typowe. Wróćmy do tego wątku, który mnie jara. To jest wątek kosmiczny tej całej opowieści, bo nie jest to wcale tak, że sprawy wzięły się znikąd i mówimy tylko i wyłącznie o planecie Ziemia i coś się przesunie, coś się zmieni i tak dalej. Jest taka historia, która się wydarzyła. Ja o niej opowiadałem, kiedy mówiłem o rezonansach Schumanna. Było trzęsienie ziemi w Nepalu chyba trzy lata temu czy jakoś tak. Mówiłem o tym na bieżąco w „Hiperprzestrzeni”, jak to się działo dawno, dawno temu w archiwum, ale archiwum niedostępne jeszcze przez jakiś czas, także sorry. Anyway, historia brzmi tak: było trzęsienie ziemi w Nepalu.
Akurat w tym momencie miałem obsesyjną wręcz obsesję. Obsesyjną obsesję miałem. Tak obsesyjnie wręcz, obsesyjnie. I ta obsesja mnie gnała do sprawdzania pewnych danych, takich jak częstotliwości Schumanna, takich jak zdjęcia z jonosfery, bo są takie trzy satelity amerykańskie. Wiem, że niektórzy twierdzą, że Ziemia jest płaska i wszystko jest spiskiem oczywiście. Wszystko, łącznie z tym, że Ziemia jest okrągła. Ale mniejsza o to. Są te trzy geostacjonarne satelity, które latają w takiej pozycji trójkąta dookoła planety Ziemia. Stosunkowo młode. Oni je wystrzelili zdaje się może 10 lat temu niecałe.
I to są takie satelity do użytku naukowego, publicznego i te dane są publikowane. Generalnie są dostępne. Anyway. Dobra historia, krótka historia. To są trzy satelity w kształcie trójkąta. Odległość między nimi jest zawsze taka sama, dzięki czemu wytyczają elegancko latencję orbity planety Ziemia. Między innymi z tych właśnie satelitów bierze się odczyty związane z polem grawitacyjnym, polem magnetycznym Ziemi i tak dalej, oraz różnymi anomaliami pogodowymi i nie tylko. Wracając do częstotliwości Schumanna, są one też rejestrowane tu na tej planecie. Rosjanie podają dalej z powrotem podają. Gdzieś miałem adres, ale zgubiłem.
Mniejsza o to, jak się postarasz to sobie znajdziesz. Można je znaleźć. W każdym razie kolekcjonuje się te rzeczy plus jeszcze zdjęcia, które się robi o jonosferze z takich satelit, które są na niskich orbitach. Robi się taki wykres. To się mówi zdjęcie. Nie jest to do końca takie stuprocentowe zdjęcie. Wygląda to jak takie chmury na wykresach. Nie wiem, jak to nazwać. Trochę jak taki wykres geodezyjny wysokości terenu, można tak to określić. Z kolorami oczywiście.
Każdy kolor oznacza inną interferencję energii i tak dalej. Widać po prostu skalę. Skala jest w ogóle wykręcona, bo to nie są rzeczywiste kolory. To są zupełnie z dupska wzięte, ze spektrometrów tak przetłumaczone jeden do jeden na ekran. Ale to nie są dokładnie te kolory, które tam powinny być. Ale mniejsza o to. To już takie duperele, które tu sobie, że tak powiem, wstawię do mikrofonu. Pseudonaukowe, ale zostawmy tą pseudonaukę, jak niektórzy twierdzą i do samego faktu, ponieważ te zdjęcia rejestrują wszelkie anomalie w jonosferze. Cokolwiek się dzieje na Ziemi poważnego, dzieje się też w jonosferze. Nikola Tesla z jonosfery chciał brać prąd.
Takie historie. No właśnie. Z jonosfery i Ziemi dokładnie. Z czegoś pomiędzy. I mamy te trzy dane. Mamy zdjęcia z satelit geostacjonarnych, mamy zdjęcia naszego stanu magnetycznego, grawitacyjnego Ziemi. Mamy zdjęcia z tych niskich satelit, bo są jeszcze inne, takie, które są wyczarterowane poniekąd przez uniwersytety, centra badawcze i tak dalej. NASA, Europejski Ośrodek Badań Kosmicznych, Chińczycy i tak dalej. Jest tego parę. Tam są z kolei dane właśnie z jonosfery na przykład, bo ona jest monitorowana.
Do tego jeszcze są zdjęcia już z kilku ośrodków Słońca jako czwarty czynnik. Quadridium, cztery elementy całej opowieści. I kiedy było trzęsienie ziemi w Nepalu, takie konkretne trzęsienie ziemi, że tam się mocno obsunęło pół kraju. Być może kojarzysz to trzęsienie ziemi jakiś czas temu. Sprawdź sobie w Google, na pewno znajdziesz. Jeżeli co to podrzucisz mi linka, będę wiedział, kiedy to się działo, bo nie pamiętam dokładnie kiedy. W każdym razie dwa, trzy lata temu, jakoś tak. Takie solidne trzęsienie. I dokładnie w tym momencie można było zaobserwować, jak jest sklejony cały kosmos ze sobą, bo oczywiście jest dużo teoretyków opowiadających o tym, że kawałek anteny, takiej normalnej anteny jednej i drugiej obok siebie i taki kwadrat anten to oczywiście jest system HAARP, że nim można zrobić trzęsienia ziemi i że w Dominikanie i tak dalej. A oczywiście każdy z tych teoretyków zapomina wziąć pod uwagę, że akurat te miejsca, które wymienia, są miejscami znajdującymi się na styku akurat płyt tektonicznych i akurat w takich miejscach, gdzie jedna płyta stoi bardzo sztywno, jest po prostu solid state, a druga jest mocno płynna.
I zawsze trzęsienia ziemi wyglądają tak, że połowa płyty jest dosłownie nietknięta, połowa wyspy nic się nie wydarzyło, a druga połowa jest zrujnowana. Chyba rozumiesz, o co mi chodzi. Takie miejsce znajduje się, i to chyba nie jedno nawet, w Nepalu. Tam sobie przechodzą przez Tybet takie linie tektoniczne. W każdym razie jak się zatrzęsło, to były wszystkie dane i akurat było tak szczęśliwie, że te wszystkie dane o trzęsieniu ziemi spłynęły bardzo szybko i akurat szybko ktoś sprawdzał zdjęcia z jonosfery i robił właśnie takie, można powiedzieć, animacje. Okazało się, że pięknie to wraz wygląda. Jak wygląda? Wygląda to tak, że jest wpierw znak w jonosferze. Dosłownie minutami możesz sobie sprawdzać, sekundami, bo wszystkie te instrumenty pomiarowe podczas robienia zdjęć i pobierania tych wszystkich danych automatycznie zapisują godzinę, minuty i sekundy pomiaru. Więc widać było, że pierwsze uderzenie, dosłownie jakieś niecałe 30 sekund przed jest w jonosferze.
Pojawia się anomalia w jonosferze, coś takiego jak fala. Wygląda dokładnie tak samo, jakbyś wziął kropelkę wody i spuścił na dużą taflę wody i oglądał to wszystko w zwolnionym tempie. Taka kropelka wody, która robi takie fale. Dokładnie tak samo wyglądało to w jonosferze. Tylko najlepszy numer polega na tym, że nikt nie widział kropelki, która mknie przez kosmos. Rozumiesz, o co mi chodzi? Natomiast jonosfera zachowała się dokładnie tak, jakby wpadła w nią niewidoczna kropelka tejże samej substancji jonosfery. Doskonałe zdjęcie. Nie wiem, czy gdzieś je znajdziesz. Gdzieś je miałem, gdzieś je właśnie nawet wrzuciłem w linkach dawno temu pod tą hiperprzestrzenią.
Ale wybacz mi, droga słuchaczko i drogi słuchaczku, że tego teraz ci nie podam. Musisz sobie sam to znaleźć. W każdym razie opowiadam ci, co widziałem. Jest to do znalezienia w internecie. Wygląda to dokładnie tak, jakbyś spuścił kropelkę wody niewidocznej substancji jonosfery na jonosferę. I takie fale się rozeszły. I dokładnie 30 sekund później zaczyna się trzęsienie ziemi, potężne przesunięcie płyt tektonicznych, właściwie jednej głównej płyty tektonicznej i takie grzmotnięcie. I dosłownie w tym samym momencie startuje aktywność słoneczna. I automatycznie jeszcze chwilę pomiędzy aktywnością słoneczną a trzęsieniem ziemi pojawia się taka anomalia grawitacyjno-magnetyczna dookoła Ziemi, liczona w nanoteslach. I tę anomalię na dodatek można doskonale przetłumaczyć, bo oczywiście niektórzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak grawitacja i magnetyzm, że to jest wymysł, że jest najwyżej elektrograwitacja albo elektromagnetyzm.
Właściwie elektromagnetyzm. Otóż nie. Dzięki tym zjawiskom, takim jak grawitacja i magnetyzm. Tak, grawitacyjno-magnetyczny system. Tym jest właśnie Ziemia i tym jest cały kosmos w sumie, na to wygląda. Wyliczamy spin, czyli prędkość Ziemi, proszę ja, koleżanki i kolegi. Właśnie stąd się bierze ruch obrotowy Ziemi. I jak łupnęło w Tybecie i to tak solidnie grzmotnęło, to pierwszą rzeczą, która się pojawiła na odczytach zegarów atomowych i to tych pod Paryżem, bo tam jest takie centrum, teraz to już jest Paryż. Miasto wchłonęło tą małą radosną miejscowość. Tam jest centrum pomiarów wag i jakości europejskie, historyczne i tak dalej.
Tam wstawiono pierwszy centymetr odlany ze stali, która miała ponoć najdłużej wytrzymać na świecie. Zegar, który nigdy się nie myli. Rozumiesz, o co mi chodzi? Są teraz zegary atomowe używane, które słabo się mylą i można w miarę systematycznie badać pomiary. I co wyszło podczas trzęsienia ziemi? Tuż po trzęsieniu ziemi okazało się, że prędkość ziemi obrotowa przyspieszyła całkiem znacznie, bo było to, zdaje się, jakaś dziesiętna część sekundy, dosłownie prawie sekunda na dobę. Jakaś taka historia. Nie przypomnę sobie teraz dokładnie wszystkich tych danych. Tak że proszę cię, żebyś tutaj wzięła duży kredyt na to, co mówię i sobie po prostu sama sprawdziła. I ty też, chłopaku, sobie sam sprawdź.
W każdym razie jest to do sprawdzenia w internecie. Serw pod Paryżem. Sevres. Nigdy nie umiem tego wymówić. Nieważne. Pod Paryżem. Otóż to. Dzięki za podpowiedź od Majka. W każdym razie Ziemia przyspieszyła o taką znaczną ilość, liczoną już w sekundach bardziej niż inaczej i to na dobę. To jest takie przyspieszenie, które normalnie zdarza się Ziemi, ale zdarza się podczas tysiąca lat lub coś w tym stylu.
A tu jedno takie trzęsienie ziemi, jedno walnięcie, przesunięcie tych gór odrobinę i takie coś się wydarzyło. I widać to wszystko na tych wszystkich polach, ale zmaślaniłem. Masło maślane. Widać to wszystko na wszystkich polach. Wszystko widać, wszyściutko, wszędzie. Wszystko. Otóż to. Czyli w miesiąc tracimy około pół minuty. Otóż to, dokładnie. Jakoś tak.
Czas przyspiesza. I jeszcze pojawiła się kolejna anomalia związana z owymi zegarami atomowymi, bo zegar atomowy jest właściwie takim urządzeniem, które najbardziej precyzyjnie mieli czas, czyli podaje czas, ile minęło, a ile nie minęło na podstawie rozpadu izotopów. Czyli mamy jakiś pierwiastek radioaktywny i on na przykład ma promieniowanie alfa. Wiadomo, że on traci swoją radioaktywność i to jest utrata rzędu na przykład 1% na milion lat albo jakoś tak. Można to sobie przeliczyć mniej więcej na jakąś tam skalę. I kiedy utraci ułamek tego swojego procenta radiacji, to na przykład świeci na inny kolor i ma już promieniowanie nie beta, tylko na przykład alfa. I tak się to mniej więcej w wielkim skrócie mierzy. Oczywiście są to mniejsze różnice i powiedziałem tak siermiężnie, tępą siekierą, ale mniej więcej taka jest zasada. Pomińmy detale. Przepraszam purystów.
W każdym bądź razie wracając do tej całej historii, okazuje się, że albo wszystkie izotopy na świecie przyspieszyły w sensie swojego rozpadu, bo wszystkie zegary atomowe zaczęły przyspieszać i teraz reguluje się je właściwie co miesiąc czasu, miesiąc z kawałkiem, jakoś tak. Przynajmniej takie ostatnie dane czytałem. Jeszcze około 20 lat temu te zegary atomowe regulowało się w okolicach raz na trzy lata, raz na dłuższy okres czasu, bo w ogóle ze swojego założenia, kiedy je wymyślono, stwierdzono, że są tak perfekcyjne, że właściwie nie trzeba ich w ogóle regulować. Przy czym pierwsze próby regulowania pojawiły się chyba po 10 latach. Się okazało, że nie są już tak dokładne, że te izotopy troszeczkę przyspieszają swój rozpad w tych minireaktorach. Taki minireaktor jądrowy, taka jest prawda. Okazuje się, że przyspiesza jeszcze bardziej. Teraz jest pytanie, czy rozpad wszystkich izotopów na świecie przyspiesza po prostu tak sobie sam z siebie, czy też dzieje się coś globalnego z planetą. Ale wiadomo, że ruch planety przyspiesza, a ruch planety wyliczamy, synchronizując położenie w kosmosie. Bo ten strzał, który nastąpił podczas trzęsienia ziemi w Nepalu, też był zjawiskowy, ponieważ jonosfera pokazała tą anomalię dokładnie nad Himalajami.
Widać było taki tajemniczy promień. Promień X połączył ten kawałek planety Ziemia, niczym wiązka promieni magnetycznych. Dosłownie jak dwa magnesy się połączyły dokładnie dwoma biegunami na chwilę i się coś ustawiło na Ziemi. Dosłownie tak to wygląda. Jakby każdy płat magnetyczny Ziemi był niczym innym jak kawałkiem magnesu, który się dostraja do pewnego magnesu, który znajduje się z kolei troszeczkę dalej. Być może jeszcze jest niewidoczny z naszego punktu widzenia jako mieszkańców tej planety, ale mamy poważny problem z zobaczeniem w ogóle wielu rzeczy, bo mamy tak skonstruowaną percepcję zewnętrzną. Przynajmniej tak to wygląda od strony naukowej. Taką zewnętrzną percepcję, czyli nasz wzrok, to co widzimy, to co chcemy zaakceptować logicznie, nielogicznie. Anyway, sposób, w jaki odbieramy rzeczywistość jest troszeczkę przycięty i może występować zjawisko, które występowało u Indian. A dokładnie to, kiedy Hiszpanie przybyli do brzegu Meksyku.
Okazało się, że zanim Hiszpanie przybyli, a była to niewielka flota, około siedmiu statków, nie tak dużo, to oczywiście zanim podpłynęli do lądu, to płynęli i widać ich było z daleka. Jedyni ludzie, którzy widzieli statki i mówili o tym, że widzą statki na horyzoncie, które płyną w kierunku brzegu, to byli szamani. I to podają normalnie hiszpańskie kroniki spisane przez jezuitów. Natomiast Indianie twierdzili, że nic nie widzą, że nie ma. To może jakaś chmura jest. Ich percepcja była tak leniwa, można to w skrócie powiedzieć, że nie dopuszczali do świadomości, że to, co widzą na horyzoncie jest czymś zupełnie innym niż to, co widzą przez całe życie. Czyli cokolwiek by się nie pojawiło na horyzoncie, było dla nich na przykład chmurką, która po prostu sobie tak stoi i sobie tak zwyczajnie stoi i przyspiesza. Czasami robi się większa w naszym kierunku albo wolniejsza, albo mniejsza, ale to chmurka. Natomiast szamani widzieli tam jasno i wyraźnie statki. I tak może być z nami, że pewnych rzeczy zwyczajnie nie dostrzegano.
Chociaż mowa o tej dodatkowej sile grawitacyjnej, która oddziałuje na nasz Układ Słoneczny, zaczyna się pojawiać na salonach, nawet takich oficjalnych salonach astronomów, astrofizyków i takich ludzi tak zwanej oficjalnej nauki. Poważnie. Tam się zaczyna dyskutować to, że mamy układ Parallo, że jest drugie słońce, że musi być druga planeta, że anomalie na przykład grawitacyjne Układu Słonecznego. Bo to jest ciekawostka, bo mamy tak zwane anomalie. Okazuje się, że żadna z planet, poważnie i to nie jest dowcip. Ja wiem, że są różne teorie w Polsce opowiadane, ale to podaję za ludźmi takimi, że tak powiem, też dyplom z ziemniaka z pieczątką z buraka. Ale panowie pracują przy takich praktycznych rzeczach bardziej w NASA i takich ośrodkach, gdzie się robi eksperymenty, a nie na placówce naukowej w Polsce. Także jest troszeczkę różnica w doświadczeniu i widzeniu najnowszych odkryć i technologiach. Okazuje się, że panowie naukowcy zauważają anomalię grawitacyjną w naszym Układzie Słonecznym. Chodzi o loty kosmiczne, wszystkie sprawy związane z satelitami.
Siła grawitacyjna w kosmosie jest tak mała, że właściwie to nie Słońce robi tą historię, że planety siedzą w tych miejscach, w których siedzą na swoich orbitach. Absolutnie Słońce nie ma z tym zbyt wiele wspólnego. Na pewno nie w bezpośredni sposób. Jest siła zewnętrzna zewnątrz naszego Układu Słonecznego, która powoduje, że wszystko to, co się tu kręci, trzyma się w kupie. I to jest siła oddziaływania na ten Układ Słoneczny przez drugi, który jest prawdopodobnie, mówią, że matczyny, czyli bardzo podobny. Nie wiem, na ile podobny, na ile mniej podobny. Ciężko to określić. Się człowiek dowie już niedługo myślę. W każdym razie ta historia jest już mocno dyskutowana przez takich poważnych astrofizyków i dżentelmenów z NASA, bo ta anomalia zaczyna być obserwowalna podczas obserwowania nieba. Tak, tak, widać, że coś zaczyna rozsuwać kilka miejsc w kosmosie.
Zaczynają się tak dziwnie zachowywać. Ostatnio pojawił się taki ciekawy news, który jest niestety dla tych oczywiście, niestety, którzy wyznają teorię wielkiego wybuchu i współczesną szarlatanerię zwaną fizyką kwantową i tak dalej. To opowieści o wielkich wybuchach w kosmosie. Ja tego nie uznaję, ale to moja prywatna sprawa. Anyway, taki news prosto z Obserwatorium Hubble'a, potwierdzono przez Obserwatorium Watykańskie i jeszcze kilka innych obserwatoriów, bo to, że się coś zaobserwowało, to jedna sprawa, a druga sprawa to to, że trzeba to potwierdzić w innych obserwatoriach. A co zostało potwierdzone? To, że z czarnej dziury wyłonił się obiekt. Po prostu wyleciał obiekt, planeta, słońce. Nie wiadomo co, po prostu wyleciało sobie z czarnej dziury gdzieś obserwowanej w kosmosie. Także wszelkie teorie na temat czarna dziura, która pochłania kosmos, jest zaginięciem w jedną stronę Troszeczkę legły w gruzach, bym powiedział mocno.
I to nie teoretycznie, tylko organoleptycznie, czyli poprzez doświadczenie, jak to się mówi empirie, jak mawiali dawniej. Hiperprzestrzeń w Radiu na Fali. Ja mam na imię Tomek i oczywiście dalej kontynuuję swoją opowieść po tym jakże romantycznym zestawie pewnego duetu, który się nazywa Le Catastrophe. Pierre Julien i Blandie Riegel. Tak to chyba się powinno poprawnie wymawiać. Czy Rinkel Rigel? Jakoś tak. W każdym razie Le Catastrophe. Świeżutka sprawa. Z tamtego roku płytka.
Fajna sprawa, polecam. Anyway, wracając do tej historii, bo oczywiście ja tu ciągle proklamuję tę historię z dwoma słońcami i z czarnym słońcem od nie wiadomo kiedy. Bo jest to historia, którą znam od lat. Nie będę ci udawał, że jest to historia, która mnie olśniła w ciągu ostatnich pięciu, dziesięciu lat. Nie, sięga daleko. Dużo mitów, dużo starych legend, dużo ikonografii, takiej hermetycznej ikonografii. Dużo ikonografii, która jest uznawana, nie wiem dlaczego. Znaczy wiem dlaczego. Mniejsza o to. Po prostu zgięcie współczesnej cywilizacji uznawano za religijną.
Nie wiem, z jakich powodów. Tylko dlatego, że biały kolonizator przyjechał i powiedział: „To na pewno jest jakaś szalona religia i wyznawcy religii”. Nie skumał, że to jest wiedza. Ale takich cwaniaków było wielu i tak już zostało. Także bujamy się z takim światem, jaki mamy. W każdym razie ta historia jest dosyć znana i znana jest wielu ludziom od tysięcy lat. Nie jestem tu jedyny i nawet w moim pokoleniu nie jestem jedyny. To jest szkoła wielu dżentelmenów, między innymi też hermetyczna szkoła. Też wiele spraw. Ale to zostawiamy.
Skąd to jest? Jest to stare. W każdym razie chodzi o to, że jest drugie słońce. Tak jak na początku w Bizancjum, zanim Bizancjum było katolickie, zanim wprowadziła się tam sekta, która doprowadziła miasto do ruiny, z której nie wydostało się do dzisiaj. W każdym razie były dwa słońca. Nawet na bramie Bizancjum był wizerunek dwóch słońc. Zresztą braty Zeus, Apollo, zawsze bracia. Gdzieś ta historia z tymi braćmi, jeden Kain, drugi Abel. Gdzieś próba przemycenia tego, żeby nie było, że zniknęło w ogóle. Gdzieś próba załapania się na ten złoty bilet do nie wiadomo kąt ciągle istniała i próby zaszyfrowania tego, podkładania pod religię, żeby podpisać się pod słońcem, niezależnie jakie by było czy jedno, czy drugie.
Każdy chce się podpisać, że to niby jego. No właśnie, ale sprawa generalnie zaginęła. Gdzieś tam hermetycznie jako szaleństwo było traktowane do momentu, dopóki nie pojawiło się zjawisko odczytu rezonansów Schumanna, bo rezonans Schumanna wykazały, że planeta oddycha, ma swoje cykle. A ja przyśpieszyłem teraz w tym momencie. Możesz sobie zrobić eksperyment. Polega na tym, że wchodzisz na stronę, na której są podawane odczyty takiego urządzenia, które sczytuje te właśnie częstotliwości, rezonanse Schumanna. Siedem podstawowych częstotliwości, wahnięcia w tych częstotliwościach pomiędzy jednym zakresem a drugim, bo mówimy o wahnięciach. Jest siedem wahnięć, które wyskakują w takim specyficznym momencie. Takie odbicie od normy, można powiedzieć. To odbicie od normy się waha cały czas.
Jeżeli zrobisz sobie takie screenshoty i później puścisz to jako animację, jest taki na przykład z sześciu, czterech miesięcy, to zobaczysz, jak planeta Ziemia oddycha. Są takie zdjęcia Ziemi. Nawet na Facebooku się pojawiły takie memy. Zdjęcia z satelity robione nieustannie Ziemi cały czas, sprasowane na przykład w cały rok i widać jak na przykład las tropikalny oddycha. Rewelacja, prawda? Wiem, że fani okrągłej Ziemi mają po prostu teraz ciężki orzech do zgryzienia i zaraz ktoś tutaj wymyśli, że obiektyw był rybie oko. Tak, obiektyw był rybie oko. Rybia głowo, po prostu kosmiczna pomyłko. Mniejsza o to. Są takie zdjęcia, można sobie zobaczyć i jest, proszę państwa, widać ten oddech.
I właśnie rezonanse Schumanna pokazały jako jedne z pierwszych takich pomiarów, że ta cyrkulacja funkcjonuje, że nie jest to tylko i wyłącznie przypływ i odpływ. Bo jest taka próba zagonienia nas do czegoś takiego jak kult solarny. To jest część starej wiedzy. Taka jest prawda. Nie ma to nic wspólnego z żadnym kultem. Jest to po prostu wiedza. Tylko że to jest połowa wiedzy, można tak powiedzieć. Połowa jabłka. Druga połowa to jest historia związana z cyklami, które my znamy pod nazwą cykle księżycowe. I to jest ta najważniejsza sprawa, bo cykle słoneczne są uzupełnieniem, są opisem czegoś zupełnie innego.
To może zostawię czego są opisem. Zostawię tutaj taką wielką niewiadomą czego są opisem. Pewnego dnia zrobię audycję o tych mocach solarnych i powiem ci, czego się dowiedziałem na ten temat przez lata studiowania tego tematu. W każdym razie zawieszę się na tym, co mnie obchodzi w tym momencie najbardziej, czyli na kwestii księżycowej, czyli rzeczywistym zegarze kosmosu, według którego my funkcjonujemy, według którego funkcjonuje cały świat dookoła nas, planety. Liczymy cykle planetarne, wszystkie historie związane z poprawną geometrią. Tak, właśnie tą euklidyczną, jak niektórzy nazywają, niektórzy nazywają hermetyczną. I to jest chyba najbardziej poprawna nazwa, ponieważ pochodzi od nauk Hermesa. Ziemia Hermesa znajduje się w Egipcie. Aleksandria, Biblioteka Aleksandryjska. Otóż to.
I stamtąd się ponoć to wzięło. Teorii jest wiele. Ja tu może cię zostawię z tymi teoriami, bo jak jesteś człowiekiem zaintrygowanym w takich teoriach, to znajdziesz ich masę. Ale w każdym razie Hermes to też chemia. Stąd się wzięła właśnie swoją nazwą chemia, bo nauki Hermesa. Hermetyczne nauki to też właśnie od Hermesa. Mniejsza o to. Poza tym rzeczywiście ukryte przed oczyma niewtajemniczonych. Stąd te dziwne rytuały z ludzką krwią. To jest jeden z potężniejszych gazów w stanie nanoatomowym.
Jeżeli weźmiesz spektrograf, taki laserowy spektrograf, poważnie, weźmiesz ludzką krew i sobie sprawdzisz. Ulala! To jest potężna energia. Inna sprawa, że nie każdy wie, jak jej użyć. Niektórzy próbują tych sztuczek z krwią zwierząt i tak dalej, stąd te ofiarne zwierzęta się wzięły. To jest kawałek starej wiedzy, który został zamieniony na religię. Tu nie będę się wbijał w temat. I tak mi to grozi. Także i tak ci opowiem o tych historiach troszeczkę, bo jest to kawałek starej wiedzy. Ale wrócę do tej połówki, która nas najbardziej obchodzi, tej połówki związanej z Księżycem, z cyklami kosmosu.
Bo Ziemia przyspieszyła i teraz chyba przyspieszenie Ziemi jest zdaje się trzy minuty. Jakoś tak. I normalne będzie to, że wszyscy o tym wiedzą. I to jest niedyskutowalne, jeżeli chodzi o zjawisko, bo tak się właśnie dzieje, czy ci się to podoba, czy nie. Kolejne trzęsienie, takie mocniejsze walnięcie zapoczątkuje inny ruch obrotowy Ziemi. Przyspieszy, zmieni go troszeczkę. Ruch obrotowy Ziemi nie jest tylko i wyłącznie ruchem obrotowym Ziemi. To jest takim papierkiem lakmusowym całej tej historii. Masz lunetę jakąś albo teleskop? Przyglądaj się Wenus.
Wenus jest spięta w jakiś sposób dokładnie w tym samym układzie magnetycznym. Zresztą każda planeta, to samo Jowisz, wszystkie te planety, które orbitują dookoła nas, są spięte w tym samym układzie grawitacyjnym z czymś, co jest innym magnesem, ale takim samym, zbudowanym z tego samego materiału co nasza galaktyka, bo na tym polega przyciąganie się w kosmosie. To jest w cudzysłowie mówiąc próżnia, czyli wszelkie zjawiska, które występują grawitacyjno-magnetyczne manifestują się o wiele spektakularniej i mocniej niż w rozładowującej jonosferze, czyli w naszej atmosferze, w której oddychamy. Nam się wydaje, że te moce mogą nie działać, bo to tak troszkę magicznie brzmi. Prawo Newtona, jakieś bzdury Einsteina, tego typu sprawy. Ale w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie i w kosmosie widać to doskonale, jak to się wszystko przyciąga. Jest sprytny taki pattern, który się pojawił na, zdaje się właśnie Jowiszu. Heksagonalny układ chmur. I ludzie się zastanawiali: kosmici, baza na Jowiszu i tak dalej. Nie, chodzi o pola grawitacyjno-magnetyczne.
One układają tak zwany z angielskiego spin, czyli ruch obrotowy i zawirowania dosyć specyficzne. Jeżeli bawisz się płynem ferromagnetycznym na przykład, to jest taki płyn, który jest magnesem, płynny magnes. Wygląda troszkę jak rtęć albo jak tellur. Nie tellur, tylko galium. To jest taki metal, który jest tak jak rtęć, tylko że nie jest toksyczny. Galium możesz sobie wziąć do ręki. Mam tu gdzieś właśnie całą taką fiolę z galium. Srebrne, takie jak rtęć. Dawniej używana w termometrach, teraz już zakazane i wycofane w Europie. W każdym razie są takie substancje i po nich można sobie sprawdzić, jak to się wszystko zachowuje, bo to też używane do instrumentów pomiarowych.
Ale w każdym razie wracając do tych historii, które się dzieją w kosmosie, to widzimy to wszystko w postaci przyciągania. Jeżeli weźmiesz ten płyn ferromagnetyczny, który właśnie wygląda jak rtęć, bo o tym jest mowa i przyłożysz magnes, to zobaczysz, co się będzie działo. To od razu pokazuje pola. Tadam! Od razu pokazuje struktury geometryczne. Bierzesz okrągły magnes. To fajnie wygląda, bo ludzie czasami nie kumają takich rzeczy i dla nich to jest takie odkrywcze, zjawiskowe. Wiesz, takie: wow, pattern się ułożył. Do tej pory jakby po raz pierwszy drzewo w życiu zobaczył. Albo to, że koń ma cztery nogi i że on ma sam pięć palców z każdej ręki.
Jakby nagle odkrycie symetrii takie wow, świat jest symetryczny. Symetria nie jest wymysłem logiki człowieka. Człowiek tylko próbuje nieudolnie podążać za naukami kosmosu swoją ułomną logiką, pokrętną czasami. W każdym razie jak przyłożysz okrągły magnes do takiego pojemnika, takiej fiolki, jak wylejesz na talerz płyn ferromagnetyczny, on strasznie syfi. Także uważaj na dywany, obrusy tego typu rzeczy, bo po prostu wyprać później z tego to się praktycznie nie da. Syfi nieprzeciętnie. I przykładasz magnes od spodu i powstają ci takie niesamowite struktury. Wszystkie linearne. Wszystkie pola grawitacyjno-magnetyczne zawsze mają swoją geometrię, idealną geometrię. Ta euklidyjska geometria, starożytna aleksandryjska geometria, jak niektórzy czasami nazywali.
Egipska geometria starożytna, można powiedzieć pradawna, sprzed 6000 lat. Ta geometria właśnie pokazuje pulsacje tych pól grawitacyjno-magnetycznych. Nie wszyscy się oczywiście chcą z tym zgodzić. Są ludzie, którzy nazywają to na przykład świętą geometrią. Ale tak to jest, jak religia zastąpiła wiarę. I mają tą geometrię i nawet nie wiedzą do czego użyć. Budują jakieś dziwne urządzenia mówiąc, że to łapie jakieś fale i tak dalej. Nie do końca, chociaż niektórzy mają rację. Niektórzy się znają, ale tylko niektórzy się znają. Ale mniejsza o to, sam nie jestem ekspertem, także nie chcę tu nikogo oceniać.
Sam studiuję ten temat od chyba 20 lat i czuję się naprawdę, że nie znam się za bardzo na tym temacie, chociaż zawodowo właściwie przetrzepałem ten temat i dalej trzepię dosyć skutecznie. I można powiedzieć, że mam pewne osiągnięcia. Niemniej dalej jest to tak potężna wiedza, że ciężko tutaj być ekspertem. Ciężko. Są tacy ludzie na świecie, jest ich paru, ale raczej ciężko trafić, że tak powiem. W języku polskim to w ogóle nic nie istnieje, bo w ostatnich latach było chyba tylko czterech dżentelmenów, którzy opublikowali coś na ten temat i na dodatek dwóch z nich to, żeby było zabawniej, poważnie zakonnicy zakonu różokrzyżowców. Shit. Maltańskich rycerzy, przepraszam. Jeden koleś to rycerz maltański, a drugi różokrzyżowcy, czyli kolesie z tej drugiej branży, którzy puszczają troszkę pary z ust i troszeczkę opowiedzieli o tych hermetycznych naukach i tak dalej. Szczęśliwie nauki Hermesa są przetłumaczone na język polski, także można przeczytać oryginał bez czekania, aż jakiś różokrzyżowiec albo inny mason puści troszkę pary.
Można sobie zrobić trochę eksperymentów naukowych i samemu to przeczytać, bo też nie trzeba specjalnie czekać, bo to kwestia otwartych oczu i otwartej głowy, żeby to zauważyć. W każdym razie te synchroniczne pola grawitacyjno-magnetyczne to są te kształty chmur właśnie na biegunach planet w naszym Układzie Słonecznym. Heksagonalne. Wszyscy się zastanawiają, co to jest. Jak to co? Pole grawitacyjno-magnetyczne. Tak, tam też jest atmosfera i też ma swoją bliźniaczą planetę. Coś nagle powoduje, że część substancji, która buduje właściwie nasz kosmos i każdą planetę z osobna, łącznie z Ziemią, zaczyna być przyciągana i ustawiać się według pewnego bieguna. To jak dwa magnesy, które są krzywo ustawione względem siebie i kiedy się znajdują blisko siebie, kiedy je przybliżasz, to z powrotem się synchronizują i ustawiają dokładnie w tej samej pozycji, w której mają być, tak jakby chciały za chwilę stworzyć jeden magnes. Z dwóch nagle sklejają się w jeden i tworzą jeden.
Dokładnie ta historia czeka nasz Układ Słoneczny, ale nie fizycznie. Nie skleimy się w jedną Ziemię, nie będzie katastrofy, nie będzie nic z tych rzeczy. Poza tym rzeczywiście efekt przesuwania się płyt tektonicznych na planecie Ziemia bierze się stąd, że są to takie duże powierzchnie magnetyczne, które w tym momencie dostrajają się do jakiegoś układu planetarnego, który ma dokładnie ten sam potencjał magnetyczny, który zasuwa przez tą tak zwaną próżnię w kosmosie, w której nie ma czegoś takiego jak opóźnienie. Bo sygnał grawitacyjno-magnetyczny to jest w ogóle ciekawą rzeczą, co już postulował Nikola Tesla budując swoje urządzenia, pokazując jak to działa. Nawet Hertz to odkrył i nazwał w pokraśny sposób, że to jest częstotliwość Hertza. Nie chcę się nawet wbijać w ten temat. Generalnie Hertz dał ciała centralnie i nawet nie wiedział za bardzo, co bada i przez to powymyślał niesamowite bajki. Później Tesla zbudował urządzenie, którym obalił kompletnie teorię Hertza na temat co to jest i nazwał to falą skalarną, aby pod koniec życia nazwać to siłą kosmosu. W technologii Keshe nazywa się to fala magnetyczno-grawitacyjna i właściwie zawsze jest to fala grawitacyjno-magnetyczna. To są te rysunki naskalne, te spiralki, które są rysowane obok siebie.
I też nie przez przypadek, bo ma to swój cel. Ale mniejsza o to. Teraz w tym momencie zostawię. Może się domyślisz. Sobie może łyknę herbaty. A ty słuchasz oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. Właśnie, bo to jest na żywo, jakby ktoś się pytał. Absolutnie. Ja tu w ogóle przepraszam, popijam herbatę przede wszystkim i myślę, że do tej katastroficznej opowieści czas najwyższy, żebym sobie coś skręcił i nie siedział tutaj tak o suchym pysku, kiedy o tej katastrofie tak opowiadam. Wracając do tej historii z naszymi płytami tektonicznymi i tym, do czego się nasze płyty tektoniczne teraz ustawiają.
Tak, ustawiają się dokładnie do tego czegoś, co jest gdzieś. Czegoś, czego jeszcze nie widać, a co będzie widać. Co będzie. Nadleci panie i będzie się działo. Tak będzie. Oczywiście, że tak będzie. Nie wszyscy oczywiście chcą w to wierzyć, ale to już kwestia prywatnych, indywidualnych, religijnych aspektów życia. Jak ktoś jest wierzący, niewierzący. Mniejsza o to. Nie jest to historia, która jest specjalną tajemnicą.
O tym się po prostu zwyczajnie nie mówi. Tylko tyle. Chociaż każdy astrofizyk i tak dalej, wszyscy to wiedzą. Bo jest też jeszcze jedna rzecz, która jest związana bardzo mocno z tą historią, z drugą planetą. Że nie jest to taka bajeczka, taka opowieść na dobranoc i tak dalej. Jakaś teoria spiskowa, coś w tym stylu. Nie. Mianowicie chodzi o zjawisko, które jest związane właśnie z prędkością obrotową Ziemi. Bo Ziemia jako że się kręci, ma prędkość obrotową, to się kręci dookoła czegoś. Poza tym, że się kręci dookoła takiego punktu, który znajduje się pomiędzy Ziemią a Księżycem, jeszcze takim małym kawałkiem skały, który jest właściwie drugim księżycem Ziemi, o czym też nie wszyscy wiedzą.
Jest taki malutki kawałek skały. Nie mówię wcale o satelicie Black Knight. Nie o tym. Mówię o kawałku małej skały, która jest pomiędzy Ziemią a Księżycem i gdzieś w takiej proporcji, teraz tak na oko strzelam ci mniej więcej. Jakbyś podzieliła odcinek, i ty też, pomiędzy Ziemią a Księżycem na trzy części, to ta oś, według której kręci się Ziemia razem z Księżycem jako jeden układ, znajduje się jedną trzecią tej odległości od strony Ziemi. I to jest centrum tego ruchu spinowego. Oprócz tego Ziemia kręci się po prostu dookoła sama siebie. I to, że się kręci dookoła siebie, to nie znaczy, że ona się kręci na swojej osi, która stoi w miejscu. Ta oś się kręci. Ta oś jest wygięta i to się nazywa ruchem precesyjnym.
72 lata obejmuje ruch precesyjny, czyli jak startuje na Gwieździe Polarnej, to się cały czas przesuwa i po 72 latach wraca na to miejsce i z powrotem widzisz nad horyzontem dokładnie tą samą gwiazdę. To jest obrót precesyjny Ziemi. Prędkość Ziemi wylicza się właśnie z obserwacji kosmicznych. Nie tylko obserwacji Ziemi, ale obserwacji wszystkich gwiazd i położenia Ziemi względem pozostałych gwiazd. Nie względem Słońca. Absolutnie. Na tym polega cały numer. To jest ta najważniejsza brakująca część wiedzy w dzisiejszych czasach. Szczęśliwie wraca i już wróciła, można powiedzieć. Także Także nie ma się co martwić za bardzo.
Trzeba sobie tylko przypomnieć. Wracając do tego ruchu precesyjnego. Skąd się bierze ruch precesyjny? Bo to jest ciekawa rzecz. O tym się nie mówi. O ile o ruchu precesyjnym na pewno usłyszysz nie raz, nie dwa albo już usłyszałaś. Pewnie nie raz, nie dwa, bo jest to sprawa związana z tajemnicą zagłady, katastrofy na świecie 12 000 lat temu, że było inaczej ustawione wszystko, że wygląda na to, że równik był w innym miejscu, że Ziemia była ustawiona troszkę inaczej według własnej osi. Otóż ta oś to jest oś grawitacyjno-magnetyczna Ziemi. Jakby się to wytłumaczyć najprościej, mówię „grawitacyjno-magnetyczna”, bo jest osią grawitacyjno-magnetyczną, ale w rzeczywistości jest spinem grawitacyjnym. Tak to można nazwać.
Grawitacyjny jest dookoła równika. Dobrze mówię, grawitacyjny jest dookoła równika, a magnetyczny jest w pionie z góry na dół. Tak to wygląda w praktyce. I te dwa pola się stabilizują dokładnie do położenia tej drugiej planety. Ta druga planeta w tym momencie też przeżywa pewne zmiany. To nie jest tylko tak, że to na planecie Ziemia się dzieją takie rzeczy. Aczkolwiek są ciekawe spostrzeżenia panów astrofizyków, takich już poważnych, przeliczających sobie zwyczajnie masę tych wszystkich rzeczy. I oni twierdzą, że jeżeli to jest to, o czym tutaj mówimy, czyli to jest bliźniaczy układ planetarny, to jest on dwukrotnie większy od naszego. One się nigdy nie łączą, te orbity zawsze się odrzucają. Jesteśmy właśnie w pasie Keplera między innymi i pas Keplera służy właśnie do odbijania, jest takim polem grawitacyjno-magnetycznym, co się zmienia w ogóle.
Tam się to pole zmienia, dlatego ciężko jest wylecieć poza to pole. Odbija satelity, dzieją się dziwne rzeczy i tak dalej. Nic stamtąd jeszcze nie wróciło. Nie. To jest taki kawałek kosmicznego pyłu, który otacza nasz układ planetarny. Układ słoneczny. Tak to można nazwać. Dookoła jeszcze tego mamy ten układ dookoła Ziemi, grawitacyjno-magnetyczny. Z tego się biorą rezonanse Schumanna i tam też widać, że rezonans jest efektem oddziaływania innych planet. I wszystkie takie poważne katastrofy na świecie.
Jeżeli zbierzesz sobie dane z kilku urządzeń pomiarowych, zbierzesz te satelity, zbierzesz sobie zdjęcia z urządzeń, wszystkie te pomiary i sobie sprawdzisz, nagle się okazuje, że trzęsienie ziemi nie jest kwestią tego, że ktoś sobie bierze harpa i odpala harpa, tylko trzęsienie ziemi jest sprawą naprawdę mocno kosmiczną. My sobie nie zdajemy sprawy, bo większości nam się wkłada do głowy bzdury pod tytułem: „A, bo to napięcia powierzchniowe płyt tektonicznych, które wchodzą na siebie”. Nawet na geografii tego uczą ludzi, że to w ogóle są wulkany, aktywność termojądrowa wnętrza Ziemi, buc i nieszczęście. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Chodzi po prostu o ustawianie się Ziemi względem swojego oryginalnego pola, względem właśnie tej drugiej matczynej planety. To jest właśnie to wspólne pole grawitacyjno-magnetyczne i wszystko w kosmosie jest tak ustawione, jak się przelicza ruchy planet. Stąd się bierze między innymi owa sławetna złota geometria. Dlatego się to właśnie nazywa złotą geometrią, ponieważ jest to tak zwana stała, która się nigdy nie zmienia. Tak samo jak złoto nigdy nie śniedzieje w warunkach ziemskiej atmosfery. Jest takim minerałem, materiałem, metalem właściwie.
Dokładnie jest zapisane jako metal, który nie podlega w ogóle prawu tak zwanego utleniania. Jeżeli jest oczywiście w czystym stanie, czyli takie 999 999, czyli nigdy nie śniedzieje, nigdy nie zmienia swojego koloru, zawsze jest takie samo. Co najwyżej pokrywa się warstwą nano-coatingu, która jest niewidoczna dla naszego oka i dla nas wygląda cały czas tak samo. Jest po prostu błyszczące, śliczne, co dla niektórych nigdy się nie starzeje. Dlatego się używa słowa „złoty”, ponieważ jest to coś stałego z naszej perspektywy. Dlatego też nazywa się złotą geometrią. Ponieważ oryginalnie pochodzi z obserwowania tych wszystkich prawideł kosmicznych i tego, jaka jest geometria całego kosmosu i na jakiej geometrii jest oparta energetyka kosmosu. I jest to cykl tak zwany księżycowy. Absolutnie nie jest to cykl solarny, słoneczny, nie ma z tym nic wspólnego. Ma wspólnego bardzo dużo, bo to jest druga uzupełniająca połowa tej wiedzy, tylko że w tym momencie odkładamy słońce.
To jest coś, co można nazwać naszym oryginalnym zegarem biologicznym, naszym zegarem intelektualnym, naszym zegarem logicznym. To jest właśnie owa geometria, owe pryncypia, można powiedzieć, bo to nie jest geometria. Geometria jest tylko i wyłącznie metaforą tego, jak to odbieramy i jak na przykład budować sobie niektóre urządzenia i tak dalej. To jest tylko metafora, z której możemy skorzystać. Natomiast cała idea jest dosyć gruba i dosyć konkretna. I tłumacząc to na nasz współczesny język, nawiązując do trzęsień ziemi, o których tak ciągle mnie znosi. Jak na trzęsieniu ziemi. Chodzi o to, że jak coś w kosmosie się rusza, to rusza się też na naszej planecie. Nie jest to kwestia związana z harpem, nie jest to nic innego. Są takie próby, owszem, jasne.
Na pewno były. Myślę, że nie raz, nie dwa. Wielu szaleńców próbowało doprowadzić świat na skraj zagłady i to nawet dalej, myślę, takie chęci ich nie opuszczają. I gdyby tylko mogli nacisnąć duży czerwony guzik, który rozpieprzy wszystko w drobny mak, to na pewno by to już dawno zrobili. Gdyby nie było kogoś, kto mógłby ich zatrzymać. Takich wariatów na świecie nie brakuje. Nieszczęśliwie lub szczęśliwie dla nas, ale ich zostawiamy, ponieważ mówimy o grubej sprawie. Widać, że trzęsienie ziemi zaczyna się w jonosferze, a nie na Ziemi. I to jest ciekawa sprawa. I to jest sprawa jeszcze bardzo naukowa, która sięga czasów Nikoli Tesli, który twierdził, że trzęsienia ziemi można bardzo łatwo przewidywać, nasłuchując tego, co się dzieje w ziemi za pomocą specjalnego odbiornika I że w ogóle używając zasilania z Ziemi, czyli plazmy z Ziemi, od razu słyszysz, co się dzieje i od razu możesz diagnozować, kiedy będzie trzęsienie ziemi, bo słychać nasilenie ładunków elektrostatycznych, owej fali skalarnej, jak to nazwał na początku, a później mocy kosmosu.
I jest takie urządzenie zbudowane za pieniądze amerykańskiego rządu, o czym niewielu ludzi wie. Działa już od roku. Jest zbudowane na pustyni w Nowym Meksyku. Szefem tego, wspominałem o tym nieraz, jest Eric Dallard. Chłopaki badają trzęsienia ziemi i idealnie słychać. Zanim w ogóle ruszy cokolwiek, słychać szum na wykresie. Na odpowiednich częstotliwościach zaczynają się szumy, takie dziwne dźwięki, wyładowania i trzaski elektrostatyczne. Takie specyficzne wykresy i widać jak nadchodzi, widać jak się kumuluje i można bardzo łatwo spozycjonować, z którego miejsca przychodzi sygnał. Bo jeżeli masz dużą antenę, to na tej antenie bez problemu widzisz, gdzie jest mocniejszy sygnał. Także bardzo łatwo sobie sprawdzić.
Ustawiasz kierunkową antenę, drugą, wpinasz ją do ziemi, która jest naturalnym transmiterem takiej potężnej instalacji. I masz od razu informację, skąd idzie sygnał i gdzie następuje przeładowanie w skorupie ziemskiej. Prawda, że ciekawe? Ludzie o tym na co dzień nie dyskutują, bo z reguły jest taki mit o trzęsieniach ziemi, że nie wiadomo skąd i tak dalej. Nie, są pewne narzędzia, które pozwalają troszkę wcześniej wiedzieć, co się dzieje. I wiadomo o tych narzędziach od bardzo dawna. To, że nam się o tym nie mówi, to jak zwykle. Taka historia, tak się potoczyło. W każdym razie puenta tego jest taka, że zjawiska, o których mowa, czyli owe globalne katastrofy, przebudzenia się wulkanów, trzęsienia ziemi, wynurzenia, zanurzenia lądów, oceanie, cokolwiek się dzieje, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, jest związane wiesz z czym? Wiesz z czym już teraz?
Z tym, że mamy drugi układ planetarny, który oddziałuje na nas niczym... Co? Magnes. Oczywiście, że magnes. Jeszcze tutaj do tego jest taka dosyć fajna historia związana właśnie z ruchem precesyjnym Ziemi, bo na początku, kiedy go odkryto, to był taki szok, cios i do tej pory właściwie dla nauki cios i to mocny cios między oczy. I do tej pory, kiedy się w ogóle mówi o tym wszystkim. Co mi tak trzeszczy? Przepraszam bardzo, ja tak zwykle rozpędzam jakieś maszynki, trzeszczą. Strasznie tu głośno chodzi. Nie wiem, co to jest.
Mniejsza o to. Jeden z wentylatorów pewnie. Zostawiamy te szumy. W każdym razie, co było takim ciosem dla świata nauki w tym odkryciu, że Ziemia ma ów właśnie taki dziwny ruch dookoła, że jest ten ruch precesyjny, że ta oś nie jest równo, że ona się kręci cały czas. Co było takim szokiem? Powód, skąd się bierze ruch precesyjny Ziemi. Bo to jest cios między oczy. Bo tak sobie normalnie myślimy, tacy atomizowani, że Ziemia, to, co się dzieje na Ziemi jest niezależne. Niektórzy wymyślają, że HAARP trzęsie ziemią i tak dalej. Różne pomysły chodzą dookoła.
Teologie, religie są po prostu niezbadane. Natomiast to zjawisko wynika tylko i wyłącznie z jednego. Biegun grawitacyjno-magnetyczny Ziemi. Rozumiesz już teraz? Dwa magnesy ze sobą i to jest ten biegun. Jeżeli nasza planeta jest blisko centrum grawitacyjnego naszego Układu Słonecznego, blisko najcięższego gazu w stanie nadatomowym, czyli plazmy, najcięższego ładunku plazmy. W tym przypadku jest to Słońce, które też nie jest centrum całego naszego spinu galaktycznego, też jest, można powiedzieć w cudzysłowie, czymś na kształt planety. Ten środek naszego Układu Słonecznego znajduje się dokładnie obok Słońca. Jeżeli sprawdzisz, jak planety się kręcą dookoła Słońca, to nigdy Słońce nie jest w centrum. Słońce jest obok tego centrum i nigdy nie znajduje się właśnie pośrodku.
Też taki fenomen. Też coś oddziałuje potężnie na Słońce magnetycznie i to także wyciąga je z tego centrum i to tak bez żadnego problemu. To oddziaływanie magnetyczne, które oddziałuje na Słońce, oddziałuje też na planetę Ziemię, oddziałuje na wszystko. I to jest właśnie ten magnes, który wszystko pozycjonuje w naszym Układzie Słonecznym. Drugi układ planetarny i wszystkie te ruchy mają tylko jedną przyczynę. Właśnie ten układ. Oczywiście można wymyślać różne szalone teorie na różne szalone tematy i w różny sposób próbować się tłumaczyć. Jasna sprawa, ale to jest takie, przynajmniej to wytłumaczenie, które ci podałem w tym momencie, oficjalne z punktu widzenia oficjalnej astrofizyki, gdzie każdy ma dyplom z ziemniaka z pieczątką z buraka i nawet tam nie sposób temu zaprzeczyć, bo wiadomo, że jeżeli Ziemia zbliża się do ciała grawitacyjnego, to gubi swoją orbitę, czyli na przykład zwalnia prędkość obrotowa Ziemi albo coś takiego, albo przyśpiesza, albo coś się z nią dzieje. W każdym razie wybija się ze swojej orbity, czyli ruch precesyjny się rozciąga, na przykład z 72 lat ruchu precesyjnego robi się 62 lata. I to jest taki kalendarz kosmiczny.
Raz na jakiś czas Ziemia wybija na 72 lata. Później ten ruch precesyjny się zmienia, bo Ziemia ściągnięta z powrotem do swojego właściwego położenia właśnie przez ten bliźniaczy układ planetarny. Bo ten bliźniaczy układ planetarny jest jak lekarstwo na grawitację, którą gubi planeta Ziemia. Gdyby on nie nadleciał w porę i gdybyśmy nie przytulili się do niego na czas, to wszyscy byśmy się skręcili w środku naszej galaktyki w jedną masę ze słoneczkiem i z czymś jeszcze, z innymi planetami, bo wszyscy w tym spinie gubimy część swojej mocy magnetycznej i nabieramy mocy grawitacyjnej, bo się cały czas kręcimy. Jesteśmy taką substancją po prostu magnetyczno-grawitacyjną, jak każda planeta. I ten spin to jest coś, co nas utrzymuje na chodzie. To jest pobudka dla naszego systemu słonecznego, całego, dla wszystkich planet. Być może to są szalone wizje, że na przykład ożyje życie na Marsie albo coś w tym stylu, że po prostu zmieni się układ grawitacyjno-magnetyczny i z powrotem wyszarpie te planety na ich właściwe orbity, a przynajmniej poustawia je we właściwy sposób na ich orbitach, które aktualnie istnieją. Może zwolni, może przyśpieszy i nagle się okaże, że na przykład na niektórych planetach z powrotem jest życie. I to są te dziwne ślady, które obserwujemy właśnie w naszym Układzie Słonecznym, że wszyscy się zastanawiają, a może tam kiedyś była dżungla?
Może był las, kiedy nie było tam nas, kto tam wie. A my tymczasem wracamy do tych wszystkich opowieści. Skąd w ogóle informacje na ten temat? Bo wiadomo o tym, że jest drugie słońce i nie jest to żadna tajemnica ukrywana przez wszystkich nieustannie. To jest tylko to, że nam się nie chce czasami podrapać po głowie i dowiedzieć i sprawdzić, bo informacje o tym są, są potwierdzane jak najbardziej naukowo. Jeżeli komuś brakuje Newtona, Einsteina i wszystkich tych bzdur, to ma stałym dobrodziejstwem inwentarza wszystkie te historie. Tak, absolutnie. Ten ruch precesyjny Ziemi. Otóż to, precesyjny Ziemi. Wygląda na to, że to też ulegnie zmianie.
I właśnie ten ruch precesyjny Ziemi, który jest związany z wyznaczaniem czasu, bo według niego odliczamy właśnie skoki w czasie i przestrzeni wobec innych układów planetarnych. Przynajmniej tak nam się wydaje, bo nie wiemy jeszcze, jakie jest zakrzywienie grawitacyjne dookoła, na przykład pasa Kupplera dookoła nas i kilku innych rzeczy. To wcale nie musi być tak, że wygląda tak samo. I wiemy już, że wygląda zupełnie inaczej z kosmosu niż wygląda z Ziemi. Dlatego teleskop Hubble'a jest na orbicie, a nie na Ziemi i nie z powodu, że atmosfera ziemska i tak dalej, bo to są takie wytłumaczenia dla dzieci. Powód jest zupełnie inny. Chodzi o grawitację ziemską, o czym nam się nie mówi, bo wiadomo, że są pewne moce, o których ponoć niektórym się nie śniło, ale bardzo wielu się śniło i wielu ludzi penetruje ten temat od lat. Wszystkie laboratoria wojskowe, wszystkie laboratoria rządowe od lat starają się złapać falę grawitacyjną, próbując zrozumieć, o czym mówił Nikola Tesla. Do tej pory niewielu się udało. Właściwie poza tym, że odbudowali kilka jego maszyn i troszeczkę je unowocześnili, to niewiele tam pozmieniali.
Natomiast są jeszcze inne technologie, które się pojawiły szczęśliwie i wypłynęły. I się okazuje, że technologie, które są o wiele starsze, sięgają dalej niż 6000 lat do tyłu. Co zresztą widać po czymś, co muzea z dziwnych powodów nazywają biżuterią, elementami sakralnymi, kultowymi. Zupełnie inna historia. Widać świadectwo zupełnie innej informacji. Przede wszystkim zostawmy może muzea, bo to oczywiście jak zwykle można się przyczepić do tego. Okej, Tomek, to jest spekulacje i faktycznie jest to spekulacja, moja radosna spekulacja, ale są jeszcze warstwy geologiczne Ziemi i widać, że na przykład Ziemia nieustannie się zmienia. Ma takie wyjścia z orbit i wejścia na orbitę. Jest to związane z klimatem na Ziemi, tym, że na przykład teraz tam, gdzie jest Amazonia, robi się pustynia, a tam, gdzie jest pustynia Sahara, robi się taka druga Amazonia. I jeżeli się wbije łopatę, to tak się te wszystkie warstwy przeplatają na zmianę.
Dawniej był ocean, później były góry i później z powrotem ocean i później znowu góry. A część niektórych kontynentów zawsze stoi wysoko, zawsze stoi przez tysiące lat w tym samym miejscu, niewiele się przesuwa i wiadomo, że jest to takie mniej więcej stałe miejsce. Klimat tam jest tylko podły i bardzo mocno się zmienia, bo to nie jest tak, że można znaleźć na kuli ziemskiej miejsce, które w ogóle jest odporne na te kosmiczne ruchy. Absolutnie, wszystko podlega ruchom kosmicznym i patrząc z tej perspektywy, wygląda na to, że Ziemia jako planeta jest zaangażowana w taki potężny, właściwie tak kompleksowy zestaw przyczynowo-skutkowy, że nam się w głowie nie śni i nawet w ogóle nie przychodzi do łba, że to jest tak wielkie, tak potężne, że zależymy od sił, które są niewidoczne na przykład na naszych teleskopach. Nie widzimy takich rzeczy absolutnie. One po prostu umykają sobie temu wszystkiemu. Nie zobaczysz tego ani na teleskopie, ani na radarach. Zobaczysz tylko cień tego wszystkiego. Jest badana na przykład fala grawitacyjna, która się gdzieś tam odbija od satelitów i odbija od Ziemi. Takie zdjęcia w spektrum podczerwieni robione, bo podczerwień jest dosyć charakterystycznym pasmem i tam łatwo złapać różne wariacje światła.
Wiesz, że na przykład pojawi się łuna dookoła planety w odpowiednim spektrum podczerwieni. Zakłada się takie specjalne filtry na aparaty. Zakłada się jeszcze specjalne obiektywy kwarcowe, które przepuszczają dużo tego światła, bo normalne szkło potrafi zatrzymać. Nie każde i nie zawsze, ale jest troszkę gorzej zawsze. Generalnie to jest zupełnie inny sprzęt i to też jest, myślę, często doskonałe paliwo dla znamienitej ilości teorii spiskowych na temat, czy człowiek był w kosmosie, czy Ziemia jest płaska, czy jest kwadratowa i tak dalej. Większość z tego wynika tylko i wyłącznie z braku takiej wiedzy, takiej chęci sprawdzenia, że okej, jest kawał tak zwanych tajnych budżetów i nie wiemy, co się tam dzieje, bo nie wiemy. Ale kawał takiej wiedzy, tej nawet kosmicznej, jest ogólnie dostępny dla każdego z nas. Wystarczy się podrapać po głowie i posprawdzać w kilku miejscach. Jest tego masa i można sobie nawet stamtąd wziąć te wszystkie informacje. To nie jest wcale jakoś tam specjalnie pochowane i nikt tego nie zakopał pięć metrów pod ziemią, na cmentarzu, w trumnie z gnijącym trupem, żeby nikomu nie przyszło do głowy wykopać.
Nie, wszystko jest okej. Widać te rzeczy i wiadomo, że Ziemia się synchronizuje i to jest normalne zjawisko, fenomen. I te 72 jest określane w ogóle ciekawie w różnych systemach. W egipskim systemie są 72 bóstwa na niebie. Każdy oznacza jeden pojedynczy rok i to oznacza taki specyficzny czas, kiedy w ogóle jest inny czas na Ziemi i on jest w ogóle opisany w tych hieroglifach. Oczywiście nie wiadomo do końca, co te hieroglify znaczą. Jeden z tych hieroglifów wisi nawet w British Museum. Jeżeli pójdziesz do British Museum, będąc w Londynie, na najwyższe piętro, tam jest wydział Egiptu. Polecam ci do British Museum z ranka, bo tam jest duży tłok i raczej nie na ostatnią chwilę, bo te piętra zamykają szybko, bo później przez godzinę zganiają z tych niższych pięter. To jest na samej górze.
Także wal od razu do British Museum na samą górę i tam przy wyjściu na tą antresolę pośrodku, zrozumiesz to, o czym mówię teraz, spokojnie, znajdziesz papirusy tuż obok tak zwanej Księgi Umarłych. Znajdziesz papirus. To jest w ogóle fragment Księgi-- co ja mówię, obok Księgi Umarłych. To jest w ogóle fragment Księgi Umarłych przede wszystkim, egipskiej Księgi Umarłych. I to jest taki rysunek na papirusie, gdzie jest narysowane dokładnie 72 postacie, które przychodzą po nas. To jest ten bad time, który po nas idzie i to jest czas, w którym na przykład strasznie łatwo tracimy swoją fizyczność. I to jest czas, w którym mamy pamiętać ponoć, to jest jedno z wielu tłumaczeń tych hieroglifów. Oczywiście jak zwykle możesz się tutaj przyczepić, bo jest to absolutnie interpretacja. Tu musisz mi zaufać na słowo, że interpretacja, po prostu swobodna interpretacja. Nie trzymaj się tego jako faktów historycznych.
Wygląda na to, że była to informacja związana z tym, że będziemy, że przechodzimy przez okres, w którym doświadczamy fizycznego gubienia swojego ciała, gubimy wiedzę, gubimy wiele rzeczy i wkraczamy na drogę szaleństwa. I wszystkie te postacie reprezentują skrajne postawy naszego szaleństwa, można powiedzieć jako istot chodzących na tej planecie. Nawet jeżeli chodzi o zwierzęta, tam też są reprezentacje tego wszystkiego. Zresztą co by nie było, zwierzęta, postacie tam mają zwierzęce głowy. To też nie przez przypadek. Ja nie wierzę do końca, że starożytni byli takimi głupkami, którzy byli już tak metaforyczni i tak odlotowi, że po prostu wiecznie na jakiejś nieustalnej fazie rysowali jakieś pokręcone rzeczy. Nikt z takim kunsztem nie robiłby takich rzeźb w taki sposób, z taką technologią, żeby tylko i wyłącznie, że tak powiem, odreagować swój, jak mawiają młodzi ludzie odpał. Też tak sobie myślę. Mhm. Słaby numer.
Także ja bym stawiał na coś zupełnie innego. W każdym razie ta wiedza wraca i częścią tej wiedzy jest właśnie wiedza o polach grawitacyjno-magnetycznych. To są wszystkie te spiralki, wszystkie sprawy związane właśnie z cyklem księżycowym, tym rzeczywistym cyklem, bo to jest opis rzeczywistych oddziaływań, którym wszyscy podlegamy. Podlegają komórki w naszym organizmie. Taka jest prawda. Tak samo jak ruch precesyjny, bo ruch precesyjny na przykład jest związany z magnetyzmem Ziemi i magnetyzm Ziemi jest związany z magnetyzmem oceanów, przypływy i odpływy na oceanie, cykle w naszym życiu dokładnie to samo. Kiedyś w ogóle miesięcy było trzynaście w roku, bo cały kalendarz był księżycowy. Do tej pory w kilku krajach na świecie normalnie obowiązuje księżycowy kalendarz jako obowiązkowy, taki normalnie oficjalny, urzędowy. Oprócz oczywiście grecko-rzymsko-jakiegoś tam. Na przykład w Iranie.
W Iranie jest normalny kalendarz księżycowy. Uwaga! No ale to jest w ogóle ciekawy kraj, który żeby było zabawniej, ma najbardziej zaawansowaną technologię na świecie. I to, co mają Amerykanie, to jest taki dowcip, to jest Ameryka przy Iranie, to jest taki kraj trzeciego świata. Chociaż wydawałoby się, że kraj mów, nawoływania z meczetów i taki no nie wiadomo co, wszyscy pasą owce na polu. Ale się okazuje, że kraj jest tak postępowy i tak rozwinięty technologicznie, że Amerykanie nawet im, że tak powiem, nie dorastają do pięt. Mają bardzo poważny problem, bo jest to jeden z tych nielicznych krajów posiadających taką technologię, że nawet nie są w stanie ich szpiegować, w ogóle podsłuchiwać, wszystkie drony i tak dalej. Wszystko jest zablokowane, nie lata. Nawet Izrael się boi tam wstawić w ogóle swój nos. Cokolwiek.
Oni się boją tego jak nie szczęście, bo wiedzą, że zostaną zmieceni z powierzchni ziemi, bo tam jest po prostu kosmiczna technologia w Iranie. Taka jest prawda. No ale to zostawmy kosmiczne wojenne technologie, bo to nie o wojny chodzi na świecie, ale o pokój, o pokój i miłość człowieku. To jest propagacja w ogóle tej fali grawitacyjno-magnetycznej. To jest w ogóle fenomen, że emocja związana z miłością, taką bezwarunkową i z takim spokojem ducha to jest emocja, która powoduje, że fala grawitacyjna Ziemi, ta, która nas dociska do ziemi, w ogóle z tego konceptu wynika, że nas dociska, a nie przyciąga. To jest w ogóle taka ciekawa rzecz, którą polecam zapamiętać. O niej już wspominałem kiedyś, kilka, kilka razy temu, nawet kilka lat temu tu w radiu, że nas dociska, a nie przyciąga. I jak zmieniamy swój ładunek grawitacyjny i robimy to emocjonalnie, zmienia się kombinacja pól, z których jesteśmy skonstruowani. My tego nie widzimy, ale to jest troszkę tak, jakby magnes zmieniał, zmieniał temperaturę, bo dosłownie ten sam eksperyment, który się dzieje z nami, można powiedzieć eksperyment. Nasza pewna prawidłowość zachowania dzieje się w świecie fizycznym w sposób dosłowny.
I to tak wiesz, bez dwóch zdań. Nie wierzysz? Zrób sobie prosty eksperyment. Bierz magnes taki neodymowy. Tak dziewczyno, szczególnie jeżeli lubisz sobie piec ciasta. Poważnie dziewczyno, zrób sobie taki eksperyment. Ja kiedyś zrobiłem i straciłem tak magnesy. Stąd się to wzięło. Bo ja sobie piekę chleb i piekę sobie różne rzeczy w piekarniku, nie? Lubię sobie przypiec.
Powoli teraz mniej jem i mam taką obawę, że pewnego dnia stracę, stracę sens robienia chleba w życiu i się, i tak się nostalgicznie robię troszkę taki do jedzenia. Chyba zaraz dosypię jakiegoś zakwasu, żeby chleb zrobić. Ale zanim dosypię zakwasu, opowiem ci historię o tym, co zrobić z magnesem. Bo ja zrobiłem ten numer, że papier do pieczenia, bo miałem taką fajną metalową foremkę do pieczenia, że ciasto sobie do tej foremki ładujesz i sobie elegancko rośnie. Papierem wykładasz i wiesz, jest wypas. No ale papier zawsze tak wystaje z tej foremki mi się zawsze tak nierówno ucina i takie tam historie. No to wziąłem magnesy neodymowe, takie solidne magnesy, takie jak na lodówki takie. Tylko że solidne, okrągłe. Przylepiłem ten papier z magnesami do metalowej foremki, tak że elegancko wszystko przylegało. Metalowy magnes.
Zapomniałem o jednej najważniejszej rzeczy, o której sobie przypomniałem, jak wyciągnąłem z piekarnika. Pomyślałem na początku: metalowy magnes jest metal, to może się nagrzewać do oporu, to niech się grzeje, przecież nic się magnesowi nie stanie. To i tak jest pokryte chromem, a temperatura chromu to jest chyba 1500 stopni Celsjusza. Ja i tak rozgrzewam piekarnik na 230 max stopni przy pieczeniu chleba 210 to jest ekstremalna terma u mnie. Wyjąłem oczywiście chleb z piekarnika i ze zdziwieniem zauważyłem, że jak tylko postawiłem foremkę na stole, to magnesy odpadły same z siebie, a były to najmocniejsze magnesy, jakie miałem w domu. Takie małe, neodymowe. Nagle się okazało, że kiedy zmienia się temperatura, zmienia się też pole grawitacyjne magnesu i magnetyczne. Rozmagnesowuje się pod wpływem temperatury i przestaje się kleić do materii. I dokładnie to samo dzieje się z nami czysto fizycznie i dlatego też inaczej nam się myśli w głowie i tobie, i mi. To wcale nie jest dowcip.
To jest ta tajemnicza alchemiczna wiedza, o której wiedzą różokrzyżowcy. Otóż to. Dlatego mają takie dziwne rytuały związane z ludzką krwią, z cyklami księżycowymi. Tak, dokładnie o to chodzi. Także jeżeli czujesz dobre emocje, nie żaden wściekłość, żaden wkurw na kogoś, tylko naprawdę dobre emocje. Postaraj się zrozumieć kogokolwiek, bo to dla ciebie dobrze. To nie dla tego człowieka, tylko dla ciebie. Pozbywasz się w tym momencie mocnego pola grawitacyjnego, które cię zaciąga do ziemi, dociska cię do ziemi jeszcze bardziej. Szybciej się starzejesz, twoje procesy zaczynają zwalniać. Połowa część twojego organizmu zaczyna zwalniać w niesprzyjający sposób.
Myślenie w ogóle zaczyna zwalniać i też zaczyna się myśleć bardzo grawitacyjnie, bo nasza myśl, ten koncept, który się klei grawitacji, to też jest taka alchemiczna wiedza, że robi się na przykład amulety, które mają na celu odkleić cię od tej grawitacji, niezależnie od tego, jak ciężko będziesz przylepiony. To są właśnie te różne dziwne wywary robione przez alchemików. Takie historie. Alchemiczna wiedza, prawdziwa, czysta, alchemiczna wiedza sięgająca dalej niż 6000 lat do tyłu. Fragmenty tej wiedzy rozrzucone wszędzie dookoła trzeba zbierać po omacku troszeczkę. Teraz już troszkę mniej po omacku, bo szczęśliwie komunikacja w postaci internetu i to, że ta planeta się zbliża, zmienia grawitację, ponieważ to pole, które nas dociska do ziemi, bo to też jest historia właśnie jak my się zmieniamy jako społeczność nawet, tak zwana. Nie lubię tego słowa, ale tu użyję, a co. Wezmę kredyt za cały świat tym razem, bo wszyscy jesteśmy dociskani do planety Ziemia z tą samą siłą. Jasna sprawa. Jeżeli to jest jasne, to co się dzieje, kiedy pojawia się druga galaktyka obok Układ Słoneczny, który nas, że tak powiem, zeruje grawitacyjnie.
Czyli w tym momencie znosi część tej grawitacji, mniej wszystko dociska do planety. To nie jest grawitacja, którą my widzimy. Puszczasz szklankę w powietrzu i szklanka wisi sobie w tym powietrzu i czeka na kolejnego dżentelmena albo na ciebie, aż wrócisz i odbierzesz tą szklankę. Jeszcze może nie w ten sposób, ale zmienia właściwości pola grawitacyjnego, bo to wychylenie aktualne precesyjne Ziemi pokazuje jedną rzecz. Pokazuje, że pole grawitacyjne jest odchylone w bardzo nienaturalny sposób od pola magnetycznego. I to pokazują właśnie zdjęcia z tych trzech satelit, które ma NASA. Jest taki fajny monitoring pól grawitacyjnych Ziemi. Sprawdza się to. I pól magnetycznych. Gdzie są największe?
Bo największe pola grawitacyjne i magnetyczne, o czym nie wszyscy wiedzą, nie znajdują się wcale w ziemi, tylko kombinacja tych pól znajduje się zawsze w słonej wodzie. Znajduje się w oceanach. Jeżeli sprawdzisz sobie, gdzie aktualnie znajduje się pole grawitacyjne, ten środek pola grawitacyjnego, magnetyczno-grawitacyjnego Ziemi, znajduje się dokładnie w Pacyfiku, właściwie prawie na równiku. Zdziwko. Miała się cofnąć linia grawitacyjna i cofnęła się. Jest prawie na środku Pacyfiku, czyli prawie na równiku. I to jest to niezdrowe odchylenie, które jest związane z naszą odległością od Słońca i oddziaływaniem też drugiego układu, który prawdopodobnie jest z drugiej strony, po przeciwnej stronie też go nie widzimy. Innego Słońca, które ma inne właściwości być może. Mowa jest w ogóle o trójcy. To też nie przypadek.
To jest taka bardzo starożytna alchemiczna szkoła, która cofa się gdzieś do u-hu-hu. Tu już możesz powiedzieć, że są bardzo mocne kontakty z szamańskimi historiami, także opuszczę tutaj. Nie czuję się w tym momencie. W kompetencjach to się czuję, ale to w ogóle musi być opowiedzieć w zupełnie inny sposób od początku o innych sprawach opowiedziana. Nie chcę ci tutaj męczyć w głowie, ale jest coś takiego. Jest i to jest bardzo starożytna wiedza, jest wykorzystywana przez nawet niektóre rządy na świecie. Jest kilku dżentelmenów, którzy z niej korzystają, kilku ludzi, którzy o niej wiedzą, ponieważ jest to najprostsza metoda aplikowania, budowania aplikacji. Tak mogę to technicznie opisać. Jest to najprostsza metoda budowania aplikacji interfejsu tych pól grawitacyjno-magnetycznych z fizycznością. Czyli z tym, cokolwiek chcesz, że tak powiem, odcisnąć tutaj w wymiarze, by coś się przesunęło, latało, cokolwiek.
Ludzie zdrowieli albo chorowali. Coś w tym stylu. Generalnie możesz dociskać tutaj za pomocą tych trzech elementów. Bardzo starożytna wiedza. Anyway, wracając do tego wątku z tymi grawitacyjno-magnetycznymi historiami, widać, że pola są odchylone, nie tworzą równego kryształu. Bo fenomen polega na tym, że Te dwa pola są jak dwie piłki w sobie. Kiedyś o tym wspominałem. I kiedy, że tak powiem, objęły się o siebie, tworzą konkretne punkty, taką siatkę połączeń. Ta siatka jest często nazywana na przykład siatką wilka. To jest ta siatka geomancyjna Ziemi, ponieważ odwzorowanie tej siatki energetycznej z jonosfery i proszę koleżanki i kolegi o odwzorowanie tej siatki geometrycznej nie tylko z jonosfery, bo mowa jest o naszym Układzie Słonecznym.
Mówi się o siatce geomancyjnej Ziemi, ale to jest właściwie tylko 10% tematu i to takie chyba najmniej istotne w tym wszystkim, bo chodzi o odwzorowanie ruchu planetarnego, takiego sprawnego systemu pełnych cykli. Jeżeli sobie zaczniesz liczyć przejścia wszystkich planet przez siebie, przez swoje ekliptyki, wychodzi ci idealna matematyka. Tam wychodzi idealna liczba pi. Tam wychodzi idealna geometria. To jest ten wektor przesuwania się energii. Jeżeli cokolwiek sprawdzasz, to sprawdzasz jego synchronizację w stosunku właśnie do owego wektora energii. Czyli albo pasuje, albo jest gdzieś odchylenie. Czyli pole grawitacyjne tworzy taką strukturę kryształu, tylko że ona jest lekko odsunięta od struktury, którą z kolei tworzą rozładowania na przykład w jonosferze, już na najwyższych warstwach. Tak długo, jak się nie pokrywają, tak długo oznacza, że między nimi następuje pewna interakcja, interferencja, która niekoniecznie jest dla nas od tej strony naszego zdrowego myślenia zdrowa. Może wprowadzać zamieszanie, zakłócenia i tak dalej.
My to nazywamy zakłóceniami. W rzeczywistości nie ma czegoś jak dobre albo złe albo zakłócenia, tylko wprowadza albo większe pole grawitacyjne, albo większe pole magnetyczne. Jeżeli jest zakłócenie, to wprowadza głównie i przede wszystkim pole grawitacyjne bardzo mocne. I w tym momencie zaczynamy kleić się z planetami dookoła. Potwierdzenie tego znajdziesz dosłownie na stronach organizacji o nazwie NASA i nie tylko, bo też Europejskie Obserwatorium Astronomiczne. Sprawdź sobie, co się dzieje z obrotem Wenus. Wenus to jest taka planeta, która lata sobie tuż obok Ziemi na bardzo podobnej orbicie, tylko że w drugą stronę. Najlepszy jest numer taki, że Wenus ma dokładnie ten sam dzień jak na Ziemi, mniej więcej te same miesiące. To jest taka bliźniacza Ziemia, można powiedzieć. Tylko że kompletnie w drugą stronę.
Jeżeli zobaczysz, co się stało, to obydwie planety zwolniły. I Ziemia, i Wenus zwolniły dokładnie w tym samym czasie. Widać, jak wszystko ze sobą współpracuje nieustannie i widać, jak aktualnie następuje moment synchronizowania się tych dwóch pól grawitacyjno-magnetycznych, że przez jakiś czas te pola były z tendencją grawitacyjną. One schodzą i włącza się jakiś mechanizm, który automatycznie powoduje, że w tym momencie pojawia się druga galaktyka w okolicy ze swoim silnym grawitacyjnym sygnałem, który jest dokładnie taki sam jak wszystkie planety, za wyjątkiem Słońca, bo Słońce jest w negatywie i następuje przyspieszenie, wyrównanie. Właściwie nie wiemy co. Za chwilę się wydarzy, to się dowiemy. To coś się wydarza ze wszystkimi planetami Układu Słonecznego i wszystkie wracają na ten swój oryginalny bieg. A my jesteśmy kosmicznymi istotami, które sobie podróżują i obserwują ten kosmiczny fenomen. I właściwie uczymy się chyba, jak korzystać z tego fenomenu, w jaki sposób korzystać w naturalny sposób z praw natury, nie naciągając ich, nie spalając ich, nic nie niszcząc, bo to jest mechanizm, który jest związany z potężną energetyką. Tu są przesuwane całe planety, całe kontynenty.
Zaraz zobaczysz zresztą, już się przesuwają kontynenty, a nikt nie używa silnika elektrycznego. Nic tam takiego nie ma. Nie ma reakcji termojądrowej w jądrze Ziemi. Nic takiego się nie dzieje. Gdyby była reakcja termojądrowa, każdy wulkan byłby radioaktywny jak jasna cholera, człowieku. Nie byłoby opcji w ogóle przeżycia na tej planecie po wybuchu, a Europa byłaby już kompletnie skażona, szczególnie po ostatnich dwóch tygodniach, kiedy Wezuwiusz się obudził i plujczeta na trzy kilometry do góry. Tak że nie byłoby mowy o żywych istotach. Wszyscy byśmy już dawno byli skażeni radioaktywnie. Tak że zapomnij o takich numerach. To jest zupełnie inna historia i widać, jak to się dzieje, że wcześniej masz impuls elektromagnetyczny w Ziemi, który jest odczytywany za pomocą fali tak zwanej grawitacyjnej, którą 100 lat temu nazywano skalarną.
W rzeczywistości jest to sygnał grawitacyjny. To, co Tesla nazywał właśnie falą skalarną, falą kosmiczną, to jest sygnał grawitacyjny, ale nie sygnał magnetyczny. To jest tylko połowa tego układu. Ale też działa i to idealnie, bo używa Ziemi jako anteny i w tej antenie w okolicach tygodnia nawet można usłyszeć do dwóch tygodni, gdzie następuje kumulacja ładunków i można przewidzieć, że coś się będzie działo. Taka fajna historia. Do tego jeszcze mamy tę historię magnetyczną, którą też możemy sprawdzić. Mamy zdjęcia z jonosfery robione przez satelity. Widać, że zanim się pojawi trzęsienie ziemi, to są znaki z kosmosu i że tak naprawdę zmienia się kosmos dookoła nas, a ostatnimi kolesiami, którzy widzą tą zmianę, jesteśmy my na tej planecie. I już nie mamy takich głupków opowiadając sobie, że to tam Hale'a zbudził trzęsienie ziemi i tak dalej. Być może, ale zanim Hale'a wzbudzi trzęsienie ziemi albo ktokolwiek powie taką opowieść, to lepiej sobie sprawdzić aktywność słoneczną, bo trzęsienia ziemi, a teraz jest świetna okazja, żeby to sprawdzić, jest związana z aktywnością słoneczną.
Absolutnie. Trzęsienia ziemi i słońce to jest po prostu one to one. Jest kolejny fenomen, o którym też oficjalnie nauka nie chce mówić, bo przeczy tej opowieści o tym, że sygnał ze Słońca potrzebuje chyba siedmiu czy 15 minut, żeby dojść do Ziemi. Jest jakiś limit czasowy, że tyle potrzebuje impuls światła, bo jest prędkość światła, bla, bla, bla. Bullshit jakich wiele. W rzeczywistości wszystko się dzieje w tak zwany zero delayed time. Po angielsku. Po polsku czas z tak zwanym zerowym opóźnieniem. Czas zerowego opóźnienia. Dokładnie w czasie rzeczywistym.
O, to była poprawna polska nazwa. Także wszystko się dzieje w czasie rzeczywistym i obserwatoria słoneczne doskonale to wiedzą. Ludzie, którzy mają cały czas monitoring satelitarny, doskonale to wiedzą, ponieważ jest to związane ze stacjami orbitalnymi, z satelitami. Czasami jest tak, że po prostu w ataku paniki jest próba przestawienia satelitów, ustawienia ich troszeczkę inaczej do aktywności słonecznej albo coś w tym stylu. To i tak niewiele można w tym momencie zrobić, jeżeli coś takiego się pojawia. No ale jest cały czas monitoring, także od razu wiadomo, co się dzieje. I gdyby działo się tak, jak niektórzy opowiadają, to ludzie, którzy operują tymi HAARPami, nie wiadomo czym, musieliby mieć moc co najmniej kilku galaktyk, bo właściwie nie wiadomo, z jak daleka dochodzą do nas sygnały. Jest taka mocna konkluzja i taki mocny, z angielskiego się mówi statement, czyli mocna konkluzja naukowa, taka z krainy dyplomu z buraka i ziemniaka, że prawdopodobnie mówimy o jakichś tak kosmicznych odległościach, i że w ogóle odległość tutaj nie robi żadnego znaczenia, ponieważ to zjawisko grawitacyjno-magnetyczne jest tak skonstruowane, że niezależnie, w której części wymiaru i jakim wymiarze będziesz, to te ładunki zawsze jako te dwa jedyne zawsze się zobaczą przez cały kosmos, przez galaktyki, przez miliardy tak zwanych lat, przez wymiary. To są rzeczy, które się zawsze widzą. I tu wchodzi w ogóle ciekawa koncepcja różnych wymiarów, bo się okazuje, że to jest jedyna moc, która funkcjonuje pomiędzy wymiarami.
Dlaczego? Co jest w ogóle potwierdzeniem, bo tak troszkę egzotycznie brzmi pomiędzy wymiarami, ale tu mówię, że dyplom z buraka i ziemniaka. To proste, drogi Watsonie. Chodzi o kwestię związaną z tak zwaną dilatacją czasu, opóźnieniem czasu. Jak się okazuje, wpływ precesji i przyspieszenie ruchu Ziemi powoduje zmianę zachowań atomów w strukturze atomów. To jest ta zmiana w zegarach atomowych, od której zacząłem całą opowieść. I teraz sobie skojarz wszystkie te fakty kropka po kropce, nitka z jednego do drugiego i połącz to w jedną całość. I od razu otrzymujesz historię, która mówi, że świat jest skonstruowany zupełnie inaczej. Naukowcy o tym wiedzą. Nie wszyscy, nie chcą się tym chwalić.
To zostaje w bardzo takich cichych laboratoriach, ale wiadomo, że jest drugi układ słoneczny i być może jest to kwestia związana z czymś, co jest międzywymiarowe i za żadną cholerę jeszcze przez jakiś czas nie zobaczymy tego układu. On się dopiero zamanifestuje, kiedy pojawi się bardzo blisko naszego pola grawitacyjnego, kiedy stworzy takie bardzo mocne pole, właśnie magnetyczno-grawitacyjne razem z Ziemią, żeby informacja mogła się bez problemu wymieniać. I wtedy w polu informacji pomiędzy naszymi dwoma układami słonecznymi powstanie coś takiego, co nazywamy światłem. I dzięki temu ten układ będzie możliwy do obserwacji. Na razie widać bardzo dziwne anomalie, troszkę jakby kosmos się rozsuwał w kilku miejscach. Ale to nie jest rozsuwanie. To jest chyba perspektywa, z której my widzimy świat. Ciężko nazwać to prędkością. No cóż, zobaczymy, jak to będzie wyglądało w przyszłości. W każdym razie taki koncept związany z tą całą katastrofą i to wcale, że tak powiem, tęgie głowy się nad tym aktualnie głowią, żeby zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.
No my szczęśliwie, mam nadzieję, że ty i ja mamy na tyle otwarte głowy, że nie musimy się aż tak mocno drapać po tej głowie i zastanawiać, o co tu w tym wszystkim chodzi, bo chyba wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi. Wymaga to wrzucenia na warsztat takiej koncepcji, która jest kompleksowa. Nie da się tu już rozdzielić świata na atomy, rozdzielać świata na teorię Newtona, teorię Einsteina, na oddziaływania pola grawitacyjnego i osobno oddziaływania elektryczne. Tu już właściwie nie ma czegoś takiego. Tu już trzeba złapać, że tak powiem, mocno sprawę za rogi i to bez takich lęków osobowościowych, bym powiedział, charakterystycznych dla współczesnej nauki. I złożyć te fakty do kupy. Tu jeszcze dochodzi masa innych historii. Dzisiaj to chyba tak dotknąłem, nawet nie dotknąłem. Przeleciałem się nad czubkiem tej góry lodowej i to tylko od tej strony naukowej, bo jest takie halo związane na przykład z obserwacją procesów krystalizacji na Ziemi. To w ogóle coś, przy czym utkwiłem na parę lat, bo swego czasu zafascynowały mnie kryształy.
A z kryształami jest taka historia, że oficjalna nauka do tej pory nie ma żadnego wytłumaczenia, nawet hipotezy na temat, jak kryształy rosną i skąd się kryształy biorą. Potrafimy hodować kryształy. Teraz aktualnie potrafimy robić nawet diamenty i to można je robić dosłownie w domu. Odpowiednia technologia, wcale nie droga, nie kosztowna, kosztuje dosłownie parę funtów i możesz zmieścić jakiś setup, który zrobi ci diamenty. Nie ma z tym problemu. Pokrywanie jakiejkolwiek powierzchni taką powłoką nano diamentami jest tak dziecinnie proste, że każdy może sobie to zrobić w domu. Mam kilka takich rzeczy pokrytych tą powierzchnią. Co tu dużo mówić, komputer, z którego jest streamowana część tego sygnału, czyli mojego głosu, który trafia do twoich słuchawek, idzie właśnie przez maszynę, która jest pokryta właśnie taką warstwą. Taka ciekawostka własnej produkcji. Chociaż z pozoru nie wygląda.
Wkładasz na spektrograf, takie urządzenie do rozbijania czegoś na pasma i podawania ci, czym jest materia, którą tam właśnie włożyłeś. I ten spektrograf wyświetla ci jasno i wyraźnie, że to, co widzi, to jest diament. Taka ciekawostka. Świat wygląda chyba zupełnie inaczej niż nam opowiadano i ta cała katastrofa dla niektórych będzie mocną katastrofą, a dla nas, czyli ciebie i mnie prawdopodobnie, a nawet bardziej niż prawdopodobnie, jest to wyzwolenie. Jest to moment, kiedy wracamy do starożytnej wiedzy i do normalnego funkcjonowania, bo to oznacza zmianę wielu aspektów życia, takich praktycznych na co dzień. To oznacza koniec płacenia za benzynę. To oznacza koniec płacenia jakichkolwiek rachunków. Kto opłaca? Tu nie ma już kogoś, kto coś opłaca. To jest technologia, która pozwala kształtować wymiar i przestrzeń, bo do tego się to sprowadza, że kształtujemy w tym momencie i funkcjonujemy w bardzo wielowymiarowej przestrzeni i widać to po tym wszystkim, co się dzieje dookoła nas.
Może nie wszyscy chcą dopuścić to do świadomości, ale to oddziaływanie pól grawitacyjno-magnetycznych, przesuwanie się planet, trzęsienia się ziemi jasno i wyraźnie zmierzają w kierunku wielowymiarowości. Bo przecież nikt nie widzi tej planety aktualnie na żadnym teleskopie nie ma ani grama śladu. Jest jeden układ, który się pojawił nowy, świeży, ale nikt nie wie, co to jest, bo to nie wygląda do końca jak planeta. To jest po prostu chmura energii. Tak to oficjalnie opisał dżentelmen z NASA, że nie wiemy, co to jest. Jest to coś, co wygląda jak chmura energii. Jest pierwsze zdjęcie dziwnego czegoś, co gdzieś się pojawiło w okolicy Drogi Mlecznej i to jak na ironię właśnie w tym miejscu, o którym mówili starożytni Indianie, którzy pamiętali jeszcze, co powiedzieli przodkowie, którzy żyli 6000 lat temu, żeby przekazywać z pokolenia na pokolenie, żeby nie uległo zapomnieniu. Jak się okazało, uległo zapomnieniu dosyć mocnemu, chociaż szczęśliwie nie w całości. Także ja ci tutaj przypominam o tym, co mówili. A czy mieli rację?
I don't know. Zostawiam cię z tym problemem. Zobaczymy, co będzie. Przed nami ciekawa jesień w tym roku. Nauka jest tu bezlitosna, także zobaczymy co się wydarzy. Droga słuchaczko i drogi słuchaczu, a ja tymczasem kończę swoją „Hiperprzestrzeń”. Kolejny katastroficzny odcinek w jakże mało katastroficznym nastroju. Piękna pogoda, szykuje się być może jutro słoneczny dzionek. Pięknie by było. Pięknie, cudownie, doskonale.
Mi się tu szykuje wieczorowa pora bardzo sympatyczna, także jak nie idziesz jeszcze spać, to zrób sobie kawkę. Może się pojawi książę Edward. Na pewno się pojawi i być może się pojawi Michał, czyli Claude Monet, tak zwany Claude Monet, czyli Michał z teorii chaosu i być może opowie coś o Bilderbergach, bo tam się buja w tym klimacie teraz. Ja myślę, że to już koniec problemu z Bilderbergami, koniec z innymi historiami, bo to też takie troszkę szaleństwo, taka grupa ludzi, która próbowała zatrzymać informację, nawet sami sobie nie zdając sprawy za bardzo z tego, o czym jest ta informacja. To troszkę jakby ślepy się bał, że przez przypadek nauczy drugiego ślepego malować piękne obrazy, a trzeci ślepy zobaczy, że są to tak piękne obrazy i je kupi płacąc banknotami, które wszystkie mają ten sam rozmiar. Taki był sens tej zabawy do tej pory. Zabawa się skończyła jakiś czas temu. Widać, że sprawy się zmieniają i grawitacja w nas się zmienia. To dociskanie nas do planety się zmienia. To widać dosyć globalnie, dosyć mocno.
Myślę, że widzisz to po swoich znajomych, po sobie, jak się troszkę inaczej w dzisiejszych czasach myśli, trochę inaczej się dobiera refleksję do rzeczywistości, łatwiej zobaczyć, o co chodzi. Tak mi się wydaje. Wielu ludzi zauważa tą łatwość oceniania sytuacji. Dawniej było troszkę trudniej złapać, czy to właściwe, czy niewłaściwe, czy to właściwa strona. Czasami ciężko było złapać odpowiedni kąt patrzenia na sprawy i podjąć właściwą decyzję. Dzisiaj wydaje się to troszeczkę łatwiejsze i wygląda na to, że idzie ku temu, że będzie jeszcze łatwiej, bo zmienia się grawitacja. Ten ładunek grawitacyjny maleje na korzyść ładunku magnetycznego i wszystko zaczyna się stabilizować do pewnego poziomu, na którym było prawdopodobnie w tych cywilizacjach 6000 lat temu, które nie miały żadnych pól uprawnych, tworzyły potężne aglomeracje. Bardzo dziwna biżuteria, która nie wygląda jak biżuteria i nie wiadomo z czego i jak żyli według współczesnych norm. Podejrzewam, że gdy oni się na nas patrzą, to by się zastanowili: po co ci ludzie muszą z czegoś żyć? Czy nie mogą po prostu żyć?
I myślę, że przed nami dokładnie moment, że już nie będziemy żyli z czegoś albo po coś, tylko będziemy po prostu żyli i robili to, co będziemy chcieli robić indywidualnie. I takie coś nas czeka. To jest ta wielka zmiana, także dla niektórych katastrofa, dla niektórych wyzwolenie. Z tym cię zostawiam. Dzięki ci mecenasko i mecenasie za wsparcie dla radia. Sorewicz Borewicz za nieczynne serwery. Mam nadzieję, że za jakiś czas to ruszy te serwery i będzie można sobie spokojnie ściągać wszystkie te sprawy, wszystkie te podcasty bez żadnego problemu. Także troszkę cierpliwości. Mam nadzieję, że to się odkorkuje. Na razie szczęśliwie tu dziękuję głośno Ivelliosowi.
Pojawi się to na Radiu Paranormalium, także możesz ciosać sobie „Hiperprzestrzeni” z Radia Paranormalium, które też zresztą retransmituje „Hiperprzestrzeń”. Także zapraszamy w odwiedziny do Radia Dream Time i w ogóle człowieku, generalnie, żeby było miło. Także do usłyszenia następnym razem. Jeszcze raz wielkie dzięki za wysłuchanie. Mam nadzieję, że pokrzepiłem twój katastroficzny nastrój i zapraszam cię na wieczorową porę za parę chwil. Ja tu sobie zrobię jakiś utwór muzyczny albo nawet dwa utwory muzyczne, czy jakoś tak. I jak sobie zrobię te dwa utwory muzyczne, to sobie wrócę tutaj. Pojawi się być może książę Edward i pojawi się być może Michał. No i ja coś pogadam sobie tutaj już na opowieści. To tyle.
Także dziękuję za obecność na „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam cię w ogóle słuchaczu offline, jak sobie tam słuchasz tego gdzieś w jakimś pojeździe. Fajnie, człowieku, że w ogóle mogę ci towarzyszyć. Także mam nadzieję, że był to miły czas, miło spędzony i do następnego razu. Siebie. Siebie. Słuchałeś „Hiperprzestrzeni” w radio nafali.com.