[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:06] - Zawsze i wszędzie oczywiście question authority, autorytety. Witam cię serdecznie słuchaczko i słuchaczu w radiu Nafali.com. Wiem, że jest to też retransmitowane przez Radio Paranormalium. Jakby coś się działo, jestem na czacie, bo coś słyszałem, że były jakieś problemy ponoć, ale myślę, że nie będzie żadnych problemów. Także witam cię w hiperprzestrzeni. Pozdrawiam serdecznie Mecenasko i Mecenasie. Właśnie aż powoli jestem na etapie ogarniania się troszkę ze swoimi sprawami w życiu. Dzisiaj też powiew wolności od połowy dnia. Nabrałem żwawości. Otóż to.
Szczęśliwie sprawy zaczynają się układać, troszkę więcej czasu się zaczyna znajdować. Nieszczęśliwie serwery Radia Nafali są jeszcze w zawieszeniu. Jeszcze nie uzupełniłem masy rzeczy, łącznie z podziękowaniami dla ciebie Mecenasko i Mecenasie. Także dziękuję ci serdecznie. Strasznie przepraszam, że nie wymieniam z imienia i nazwiska, nie dziękuję na Facebooku ani na stronie radia. Jeszcze tego nie zrobiłem. Podziękuję chyba gremialnie wszystkim, jak uzupełnię. Taki będę lui trochę, ale później już będzie normalnie, tak jak zwykle, jak zawsze i tyle. Na razie jeszcze troszkę zamieszania z tymi serwerami. Nie wiem, ile to potrwa, nikt tego nie wie.
Trzymajmy kciuki, żeby było krótko. Taki jest plan. Innego planu nie ma. Co jeszcze chciałem powiedzieć? Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje oczywiście hiperprzestrzeń i oczywiście słuchaczy Radia Dream Time od Jubego, które też transmituje hiperprzestrzeń i kogokolwiek, kto retransmituje hiperprzestrzeń w świecie i kosmosie. Mówię do ciebie ja, Tomek. Jest sobota, piękny sobotni wieczór. Ja mam tu strasznie ciepły dzień, bo ja jak zwykle, pewnie jak słuchasz to wiesz, nadaję z południa Londynu do ciebie, człowieku. Mówię na żywo teraz. Możesz zadzwonić: RadioNafali.com taki jest adres na Skypie.
Jestem na czacie Radia Nafali oprócz tego i jest jeszcze profil radia. Nawet tam dałem informację, że serwery są martwe. Anyway, jest jeszcze keselszczyzna, ale to zostawiamy. To w czwartek. Zapraszam wszystkich serdecznie na 22:30 polskiego czasu. W środę przypominam: książę Edward. W piątki, wczoraj nie było, coś Michał miał jakieś problemy z połączeniem się z serwerem. I don't know. W każdym razie w piątki o 24:00 jest teoria chaosu. A ja sobie łyknę może herbaty.
Mam dzisiaj doskonałą muzę. Trochę świeżej muzy, dosyć sporo świeżej zresztą. Co jeszcze mam na dzisiaj? Mam dzisiaj kilka takich wątków spiskowych. Może dlatego, że w radiu wczoraj nie udało się Michałowi nadać, ale niekoniecznie, bo to akurat nie zależy od Michała, mówiąc szczerze. Tylko w ogóle taka ciekawa historyjka, zapodał mi znajomy. Ja może w ogóle zacznę od tego. Od herbaty. Herbaty oczywiście w angielskim stylu z mlekiem, tak żeby nie było, że coś jest inaczej. Jak to?
Jak to ja teraz zapodam? Jak ja teraz to zapodam? Właśnie teraz próbuję sobie przypomnieć, gdzie to w ogóle było. Miałem to w linkach, ale nie wiem, gdzie to teraz mam. W każdym razie to po prostu powiem z niczego, czyli z głowy, jak to się popularnie mówi. Ale jestem przygotowany. Gdzieś to mam. Jak znajdę, to wkleję linka. Jeżeli Mike, nie słuchasz, podrzuć mi tego linka, bo to od Mike'a w ogóle dostałem. Także właśnie.
To może za parę chwil. W każdym razie link to historia z wydarzenia tutaj w Anglii związanego z głową koronowaną tego kraju, czyli z królową. Chodzi dokładnie o to, że się wyrwało starej kobiecie, która już w wieku dosyć solidnym niewiele może, ale dalej próbuje rządzić światem i dociskać wszystkich dookoła i korygować rzeczywistość. Mniejsza o to. Zostawiamy komentarze na temat królowej, biednej, starej, schorowanej kobiety. Do rzeczy. Wymsknęło jej się, myśląc, że chyba wszystko jest wyłączone, mikrofony czy jakoś tak. Jakoś tak się wydarzyło, że się wymsknęło i poszło w eter, że Wielką Brytanię czeka zagłada, czeka burza, jakiej jeszcze w historii tego kraju nigdy nie było, tak potężna. A drugie zdanie to było to, że II wojna światowa, w ogóle chodziło o zniszczenia II wojny światowej w ogóle w Europie i w Anglii. I przy tym, co nadchodzi, to jest taki bump, to jest takie wybrzuszenie na drodze, jak w Polsce są takie ograniczniki prędkości.
Po angielsku się nazywa bump. Takie wybrzuszenie na drodze, żebyś zwalniała samochodem na przykład jak jedziesz, żeby nie dociskać do gazu. W każdym razie, że to jest po prostu taki bump w stosunku do tego, co nadchodzi. Tak jej się wygadało. I że miała obowiązek ostrzec swoich pracowników, coś w tym stylu. Servants. Ona to właściwie do służby na jakimś spotkaniu wewnętrznym ciapnęła i ktoś tam się z tym wygadał. Tam w mikrofon poszło przez BBC i w ogóle usuwanie tego i awaria. I teraz spekulacje, czy chodzi o trzecią wojnę światową. Oczywiście moim zdaniem nie chodzi o żadną trzecią wojnę światową.
To jest tylko taka ściema. Chodzi o ten katastroficzny klimat dookoła. Ja troszeczkę pobłądzę przy tym katastroficznym klimacie. Nie, żebym ciągle o tej katastrofie. Nie. Jest kilka takich wątków dookoła tego wszystkiego Które są całkiem pozytywne. Katastrofa dla jednych, dla drugich troszkę mniej katastrofa. Tak bym to powiedział. Dla świata na pewno nie jest to katastrofa. Wszystko wraca do normy.
Generalnie mała tura wróci do normy i kilka innych spraw z organizmami i z tym, jak się wszyscy czują dookoła, bo to się synchronizuje wszystko dookoła w tym momencie. Wraca do klasycznej ponoć orbity, jak mówią legendy. To wszystkie opowieści o tym, że pewnego dnia się spotkamy ze swoimi braćmi bliźniakami oko w oko. Tadam! Serio. Starożytni kosmici. Some kind of extraterrestrials. Oczywiście doktor Some Kind Of. Tymczasem mam muzyczkę. Ja troszkę popenetruję ten wątek, bo to jest ciekawe, jakie są intrygujące koncepcje, co się wydarzy, człowieku, bo opowieść jest naprawdę nie z tej ziemi.
Troszeczkę science fiction dla niektórych, można powiedzieć, ale nie wiem, czy taka science fiction będzie. Kto wie? Ja może dokończę tą historię, bo dostałem wsparcie. Przypomnienie o tym artykule. Dzięki Mike. Nazywa się „Queen Elizabeth reveals she is ready to flee Britain”. Czyli generalnie znaczy to, że jest przygotowana do opuszczenia Wielkiej Brytanii, bo zapowiada się coś, co wstrząśnie tą wyspą, wstrząśnie Europą i tak dalej. Tam jest ściema, że to chodzi o drugą, trzecią, czwartą, piątą, szóstą wojnę globalną, światową. Jest to oczywiście ściema, moim zdaniem oczywiście, bo mowa jest o czymś zupełnie innym. Idą pewne zmiany, które dosyć mocno są widoczne na wszelkich urządzeniach podających.
Nawet pozwoliłem sobie sięgnąć za siebie, bo mam też wykres z takich urządzeń, z sejsmografów, bo o tych urządzeniach mówię w tym momencie. No i dzieją się na świecie takie rzeczy, że coś się zmienia, nasza planeta się przestawia. Mniejsza o to, co się wydarzy, generalnie się przestawia. Tak czy siak się poprzestawia. I kiedy się poprzestawia, to już wszystko będzie inaczej. I chodzi o ten moment przestawiania, że niektórzy myślą, że coś się ma tam... Generalnie chcą się pochować po kątach, mówiąc szczerze, bo jest pewna obawa, że nie będzie możliwości, żeby opanowali sytuację. No właśnie, a co się w ogóle wydarzy? Ciekawe są takie, można powiedzieć egzotyczne dla niektórych przypuszczenia. Mniejsza o to.
Myśl na ten temat, cokolwiek sobie żywnie chcesz myśleć, dziewczyno i chłopaku. Absolutnie. Pierwszy ślad wiedzie nas na sam środek. To ode mnie teoretycznie niedaleko Atlantyku, ale niedaleko jak niedaleko. To jest kawał drogi tak czy siak. Anyway, na środku Atlantyku aktualnie, właściwie zawsze było, jest zetknięcie dwóch płyt tektonicznych i się tam trzęsie. Dosyć mocno się tam trzęsie na zgięciach tych płyt. Aktualnie pięć, cztery i pół. Jakoś tak. Trzęsie się w każdym razie.
Ale tam jest jedna ciekawa historia związana z takimi wyspami niedaleko Maroka. Oczywiście chodzi o Santa da Cruz, La Palmas. Wyspy Kanaryjskie słyną z bardzo egzotycznych zabytków. Byli tam mieszkańcy, którzy gwizdaniem, nie wiem, czy dalej to się utrzymuje. Chyba tak. Gdzieś tam daleko. Chyba tam. Mają swój język w ogóle. Gwizdaniem się porozumiewają. Dziwnie to brzmi.
W każdym razie jest to tak zabytkowa historia, że w ogóle dziwna sprawa. Tam Hiszpanie i Portugalczycy dawno ich skolonizowali i Francuzi jeszcze tak po drodze gdzieś, bo to takie miejsce na kursie żaglowców, nie aż tak daleko od lądu. Ktoś tam wiedział o tych wyspach i zawsze te Wyspy Kanaryjskie jakieś gości miały. W każdym razie jest tam ślad bardzo starej kultury, jakichś kamiennych piramid, jakichś kamiennych struktur. Generalnie są ślady, co tu dużo mówić. Nie wszędzie może, ale są ślady. Ale ślady są jeszcze ciekawsze na dnie Atlantyku. Pojawiły się takie zdjęcia satelitarne. Właściwie pojawiło się parę zdjęć satelitarnych. Zdjęcia są robione przez takie trzy satelity geostacjonarne wypuszczone przez NASA, które sobie latają.
Taki trójkąt tworzą dookoła Ziemi i sobie latają na niskich orbitach i fotografują te rzeczy w wysokich już rozdzielczościach. Pomaga. Mają taki sprzęt, że naprawdę spokojnie widzą, co się znajduje na dnie. Podejrzewam z precyzją co do dwóch metrów. Easy piece of cake, ewentualnie bułka z masłem, ale nie mamy dostępu do takich zdjęć. Inna sprawa, że jeszcze są takie radary, które są na statkach, które pływają po tych kursach i są sklejone z satelitami, bo to jest taka technologia, która razem ze sobą funkcjonuje. Taki statek ciągnie za sobą radar, taką wiązkę kabli, na przykład 40, 100 kabli. Poważnie. Ciągnie przez pięć kilometrów takie potężne jednostki. Jest nawet taka świeżutka jednostka, która została wypuszczona jakiś czas temu z jakiegoś japońskiego portu.
Tak dziwnie to wygląda. Generalnie do kładzenia kabli. Takie też kable jak kable. Jeszcze są takie właśnie do robienia skanów tego dna oceanu. No i wiadomo, że są pewne anomalie. Anomalie wyglądają w ogóle zabawnie nawet na tych zdjęciach, które są mocno rozmazane. Jak drogi. Jest sporo takich miejsc. Jest słynne miejsce, które znajduje się w zupełnie innym miejscu, po drugiej stronie świata i nazywa się... Znowu zapomniałem.
Bahama Road. To jest taka droga podwodna. Kolejna droga podwodna, jeszcze większa znajduje się tam, gdzie są Indie. Na samym końcu Indii, tam, gdzie zaczyna się Cejlon. Też taka dziwna. Widać, że dawna droga. Widać, że są jakieś ślady potężnej cywilizacji. Jest historia Yonaguni w Japonii, gdzie są te bardzo ciekawe platformy. Niektórzy twierdzą, że naturalne, ale w ogóle nie wygląda jak naturalne. Po prostu zrobione normalnie, przemyślnie.
To jest wszystko zgodnie z kierunkami kosmicznymi i wszystko z kierunkami grawitacyjnymi Ziemi, magnetycznymi i tak dalej. Konkretna sprawa. Są tunele, są przejścia, są schody. Że tak powiem, natura sobie schodów nie rzeźbi, rybki tego nie robią w wodzie. Ciężko uwierzyć w takie teorie, że to jest naturalnie zrobione. Widać, że jest zrobione przemyślną ręką naszych przodków, ale jest 100 metrów pod wodą i to jeszcze w takim miejscu, że ciężko się nurkuje. Zdaje się tylko przez trzy chyba miesiące w roku jest w miarę spokojnie. To są potężne prądy oceaniczne, takie dosyć ekstremalne miejsce i to zjechało jakiś czas temu do morza. Widać, że w niektórych miejscach zjeżdża, a w niektórych miejscach wychodzi do góry i wygląda na to, że to miejsce, które wyjdzie do góry, przynajmniej jest taki koncept. Wcale ci nie mówię, żeby się tego trzymała dziewczyno i ty też chłopaku.
To jest taki troszkę fantastyczny koncept, ale jak będzie nie wie nikt. W każdym razie tu chodzi o legendę starożytnej Atlantydy. Jest takie miejsce na środku Atlantyku i ono nie jest wcale aż tak głęboko teoretycznie, bo ono jest na spiętrzeniu trzech płyt. Kiedy te trzy płyty się ściskają, to wystarczy, że troszeczkę zejdą na swoich końcówkach, gdzieś tam trochę zejdą, to efekt wyparcia jest naprawdę potężny i nagle wyłania się potężna wyspa okalona archipelagiem. Czy ty to kojarzysz człowieku? Poważnie ci mówię. Bardzo ciekawa historia. Z górami. Jest taki basen wewnętrzny i to jest miejsce, dookoła którego można znaleźć, właśnie pomiędzy tymi wyspami — ja nawet patrzę na mapę, specjalnie taki cwaniak jestem — Kanaryjskimi Wyspami znajdują się takie konstrukcje, które przypominają drogi. I na tym polega cała zabawa, że jest coś, co prawdopodobnie może wynurzyć się z oceanu.
I są nawet ślady, bo to nie jest taka historia, że to się w ogóle nie dzieje. I są nawet takie wyspy w ogóle w tym miejscu, gdzie prawdopodobnie wynurzy się o wiele więcej. Takie wyspy na Atlantyku. Ponta Delgada się nazywa jedna z tych wysp. W każdym razie niedaleko. Wygląda na to, że jest to cały potężny archipelag, który zanurzył się dawno, dawno temu pod wodę dosyć głęboko. A że jest na spiętrzeniu tych trzech płyt, to naturalną siłą rzeczy on sobie wypłynie do góry w momencie, kiedy płyty się lekko przesuną. To jest jedno miejsce, które jest podejrzewane o to, że sobie podrośnie do góry. Kolejna rzecz to jest ta, o której wspominałem. Właśnie jak zwykle pomyliłem.
Chodzi mi o to miejsce w Indiach, tam, gdzie jest to połączenie pomiędzy wyspami. Chodzi oczywiście o połączenie pomiędzy Sri Lanką a Indiami, na samym południu, na samym dole, przy miejscowości Tutikoin i Jaffa, czy jakoś tak. Sri Lanka. Na samej górze Sri Lanki jest takie miejsce, które jest takim starożytnym mostem. Widać nawet ze zdjęć lotniczych, widać ze zdjęć satelitarnych. Możesz sobie wejść nawet na Google Mapy, widać od razu. Zdjęcia podwodne pokazują konstrukcję drogi. Jest masa zdjęć na Google na ten temat, także zostawiam cię tutaj z tym tematem. W każdym razie te całe miejsce i nie tylko te, bo właściwie dookoła Indii i dookoła Sri Lanki, jeżeli się przyjrzysz na taką mapę, która pokazuje głębokości na oceanie, to jest to stosunkowo płytkie miejsce. Stosunkowo w skali takiej globalnej oczywiście.
Ja może przesadzam czasami, bo to troszkę metrów jest, ale stosunkowo w skali takiej wielkiej płyty oceanicznej to jest prawie nic w każdym razie. Jest takie miejsce w Indiach, niedaleko Mumbaju, które się nazywa Surat. I w ogóle te okolice. To jest z kolei już troszeczkę wyżej, po drugiej stronie. To jest chyba Morze Arabskie dokładnie, nad Morzem Arabskim. Po drugiej stronie są wszystkie te arabskie historie. Szkoda, że nie mam żadnej mapy. Kurczę, bym ci pokazał człowieku, bo ja tak troszeczkę z opowiadaniem ci, jak to jest na mapie, to tak troszeczkę nie radzę sobie chyba za bardzo. Ale w każdym razie miejsce jest takie starożytne i wszystkie legendy, które tam się pojawiają i które do dzisiaj trwają, mówią o tym, że cała cywilizacja właśnie wylądowała stamtąd. To jest ta historia, która mówi o tym, co się wydarzyło z odtwarzaniem cywilizacji po wielkiej katastrofie 12 tysięcy lat temu.
O tym mówią te starożytne legendy w Indiach. Legendy jak legendy. My to możemy traktować jak legendy. Oni traktują to jako swoje święte księgi w sumie. Otóż to. Bramini i tak dalej. Całe te opowieści. Myślę, że każdy z nas doskonale o tym wie, to nawet nie będę nikogo zanudzał na ten temat. Okej, jeżeli nie znasz na ten temat, to szybko wspomnę, że jest taka kasta braminów w Indiach, która trzyma starożytną wiedzę i nazywa się to Wedy. W tych Wedach są takie traktaty, opisy historii świata, historii stworzenia.
W tych opisach stworzenia jest opisane, skąd się w ogóle wzięła cywilizacja, gdzie bogowie wylądowali, na vimanach latali w powietrzu, też były jakieś wojny między nimi. I w każdym razie jest podane miejsce, gdzie właściwie zaczęła się cywilizacja. Jedno z tych miejsc leży dokładnie tam, gdzie jest bardzo płytko. I była taka historia parę lat temu, gdzie było wielkie tsunami i walnęło w oceanie, wielkie trzęsienie ziemi też przy okazji. Ta fala tsunami w niektórych miejscach zalała dosyć sporo, a w niektórych miejscach spowodowała odpływ oceanu. W Indiach w kilku miejscach ocean sobie odpłynął. Opadł o parę metrów, tak dosłownie na parę godzin. Takie dziwne zjawisko obserwowane przy takiej potężnej fali tsunami w niektórych miejscach. Kiedy fala sobie opadła w dół, mieszkańcy zobaczyli ruiny po horyzont, które chowają się w oceanie, który schodzi gdzieś tam głęboko. I wygląda na to, że jest tam masa różnych rzeczy pod wodą.
Oczywiście rybacy o tym mówią, że tracą tam sieci, dzieją się dziwne rzeczy i to nie tylko na zachodzie Indii, ale też na wschodzie Indii, po obu stronach. Jeżeli się przyjrzymy na mapę, to cała Indonezja tak wygląda. W ogóle jest takie miejsce na Pacyfiku, które wygląda bardzo podobnie. Kilka miejsc troszeczkę się przytopi, ale kilka miejsc z kolei wyjdzie do góry. Jest takie miejsce, które się trzęsie nieprzeciętnie na środku Pacyfiku. Bardzo egzotyczne miejsce i wygląda to jak potencjalny kandydat na pojawienie się jakiegoś dużego archipelagu. Zresztą wszystkie legendy mówiące o tajemniczym ludzie o nazwie Mu. Kraina Mu, lud Mu. Właściwie nawet nie wiem, jak to odmieniać. To są wszystkie te historie związane z Wyspą Wielkanocną.
Jak na ironię, ten najstarszy kawałek kamienia został buchnięty przez Anglików i stoi w British Museum w Londynie. Przynajmniej ten, który jest określany za taki najbardziej święty. Oryginalnie na wyspie był lokalnych mieszkańców. Przyjechali Anglicy, zabrali sobie do muzeum. Dzięki temu ja go mogłem sobie oglądać nie raz, nie dwa. Nawet zrobiłem mu zdjęcie. Jest to bardzo ciekawy posąg. Ta postać jest ubrana w taki skafander, w ogóle ma jakieś wyryte symbole na plecach. To nie jest tylko i wyłącznie taka normalna postać, że tylko i wyłącznie jakiś paseczek, oczy duże, nos i coś w tym stylu. Nie, tam jest cała historia z tyłu wyryta.
Tego normalnie na zdjęciach nie widać. Przynajmniej nie na każdym, bo z reguły mało ludzi robi zdjęcia z tyłu. Ja gdzieś mam zdjęcia tych wszystkich rzeczy, które są właśnie z tyłu. Specjalnie to zrobiłem tak dla siebie, żeby się kiedyś temu przyjrzeć. Może przy okazji się temu przyjrzę. W każdym razie jest to coś, co jest praktycznie nie do odszyfrowania. W ogóle są symbole przede wszystkim ptaków. Trochę tak to wygląda. Ciekawe. Na ramionach wyglądają jak tatuaże.
Mi się kojarzy z czymś takim, co zostało znalezione na mumii gdzieś w dalekiej Rosji czy w Mongolii. Chyba w Rosji. Przepraszam, że ja taki słaby z faktami jestem dzisiaj. Nawet człowieku zapomnij, żebym zapomniał zaglądać sobie do jakichś notesów albo na internet i sobie posprawdzać te wszystkie fakty i tutaj śmigać datami, nazwami i tak dalej. Nie, dzisiaj mam wolne, dzisiaj mam refleksje w swojej głowie. Sobie sama znajdziesz. Ty też sobie znajdziesz. Tylko cię naprowadzam. Może ktoś na czacie pewnie doskonale wie, bo też nie są to takie oryginalne rzeczy. Myślę, że dużo ludzi zna te historie.
W każdym razie znaleziono taką mumię w Rosji. Nazwano to Księżniczka Syberyjska czy jakoś tak. Bardzo ciekawa, bo ma tatuaże takie bardzo specyficzne, fajne. Fajnie to wygląda, takie fajne wzorki. Gdzieś to jest na internecie. Muszę tego poszukać. W końcu jak będzie jakaś muzyczka to poszukam, może znajdę. Mówiąc szczerze te ptaki, te przedstawienia są troszeczkę może nie tyle podobne, bo są mocno zamazane i ciężko stwierdzić, jak daleko są prawdopodobne. To byłoby naprawdę mocne takie strzelanie troszkę na oko, to bym chyba troszkę wymyślał tobie. Nową historię bym tworzył.
Ale jest coś charakterystycznego, pewne krągłości, pewien sposób myślenia graficznego o przestrzeni. Jest coś takiego. Powiem ci, że przyznam się, jeżeli słuchasz tej audycji od niedawna i na przykład nie wiesz, co ja w ogóle robiłem w życiu czasami, to ja w ogóle i robię dalej czasami. Zawodowo jestem grafikiem praktycznie całe życie i zajmuję się tak komercyjnie grafiką. Także od tej strony jak się przyglądam tym wszystkim obrazkom, to dosyć łatwo jest zauważyć takie analogie, że na przykład jest podobny styl, podobna forma opisowa. Znaczy podobna forma opisowa to brzmi. Że charakter obrazka jest bardzo podobny, że na przykład są grupy ludzi, jedni z lewa, drudzy z prawa, jedni z lewej półkuli świata, drudzy z prawej. Historia mówi o tym, że ponoć nie było żadnej komunikacji między nimi, a na przykład przedstawienia graficzne wielu rzeczy są bardzo podobne. Sposób rysowania jest taki sam na przykład. Coś, co wygląda jak pismo.
To jest w ogóle ciekawa sprawa związana z Wyspą Wielkanocną. Pismo Mauí czy jakoś tak. Ranga Ranga. Swoją drogą bardzo popularne chyba na początku lat 90. Pamiętam masę koszulek z krótkim rękawem z tym pismem Ranga Ranga. Chyba dobrze to mówię. Ja nigdy nie pamiętam nazw tych wszystkich rzeczy, ale mniejsza o to. Przygoda jest samemu sięgnąć po te wszystkie rzeczy i samemu je przestudiować. Ja sobie odpuszczam dzisiaj wszystkie nazwy, pogubiłem je z głowy w ogóle. Jestem tu zajęty zupełnie innymi sprawami.
Dzisiaj tak relaksacyjnie, człowieku. Otóż to. I mam tu jeszcze kawał fajnej muzyczki, ale jeszcze zanim włączę, to jeszcze opowiem o kolejnym miejscu, o którym mówili Aborygeni. I to jest w ogóle ciekawa sprawa związana właśnie z na przykład naszą halo grupą, czyli tą słowiańską grupą tak zwaną, która pochodzi właściwie nie tyle ze Słowiańszczyzny, tylko pochodzi właściwie z miejsca, które aktualnie znajduje się w Rosji, na granicy Rosji i Mongolii. Dokładnie tam jest oryginał tej grupy krwi, a później jak sobie schodzi w dół, to gdzieś właśnie tak obchodząc troszeczkę dookoła, z jednej strony Mongolii i kawałek Chin przez Himalaje, czyli właśnie gdzieś tam się, że tak powiem, poszwędało po Nepalach i tak dalej takich miejscach, a druga strona poszła przez Iran jakoś tak i Indie. Jakoś tak to wygląda. Albo z dołu do Indii prosto, bo się okazuje, że dużo nowego miejsca, że tak powiem, sobie wyrośnie. Jest takie ciekawe miejsce na Oceanie Indyjskim i to jest też taka kultura, która istniała poważnie. Jest o tym mowa i to tak bardzo poważnie nawet mowa gdzieś tam w indyjskich opowieściach o trzeciej cywilizacji, która sobie istniała. Tadam!
I też w australijskich opowieściach jest o tym mowa, że było nas troszkę więcej i że było troszkę tak ciekawie na świecie. Troszkę inaczej było, trochę bardziej spokojnie i zupełnie inna cywilizacja, inny poziom, nawet technologiczny. Nawet nie chcę o tym wspominać. W każdym razie wracając do Pacyfiku, to tam się, że tak powiem, widzi taki potężny wysyp potężnej cywilizacji od Australii, poprzez Indie, poprzez Chiny. I tam, gdzie znajduje się kawałek z Japonią, to część pójdzie pod wodę, ale z kolei kawał lądu się, że tak powiem, wycofa do góry. Kawał lądu. I połączenie pomiędzy Ameryką i oczywiście Azją zrobi się normalne, szerokie. Na to wygląda. Ale z kolei zdaje się z Ameryki będzie można przejechać samochodem autostradą, ponieważ będzie przez nią przebiegało coś w rodzaju Morza Norweskiego albo Morza Grenlandzkiego, coś w tym stylu. Przynajmniej takie są przypuszczenia.
Co się będzie działo w Europie? Dookoła Afryki troszkę będzie się działo ciekawych rzeczy. Myślę, że są takie spekulacje i nawet nie tyle spekulacje, ile po prostu obserwacje, że zmienia się od jakiegoś czasu, dosyć raptownie zresztą, Sahara zaczyna zielenieć. Dokładnie. Zaczynają rosnąć drzewa na Saharze. Swoją drogą na czacie pojawiło się zdjęcie od słuchacza, który sobie ciapnął koszulkę Radia Na Fali, sam zrobił. Podoba mi się ta inicjatywa. Tylko po co ten napis? Po co ten napis Radio Na Fali? Ja też mam koszulkę Radia Na Fali.
Kiedyś były koszulki Radia Na Fali, ale się skończyły. Jeszcze mam swoje, chyba dwie czy trzy. W każdym razie żadnych napisów, tylko znaczek. The best option. Ale tak czy siak wypas, szyku. Nieźle sobie człowiek koszulkę zrobił. Dzięki, nice. Ale wracam do opowieści, bo tutaj już zostałem uprzedzony. Mike czyta mi w myślach. Ten człowiek jest szpiegiem w mojej głowie.
Wspomniał o starych mapach, bo są stare mapy, bardzo fajne stare mapy, które pokazują różne ciekawe rzeczy. Przede wszystkim ja się ciągle będę odszczekiwał jak taki nieszczęśliwy, jak pijany płota do mapy Piri Reisa. To był taki turecki admirał żyjący w 1300 którymś tam roku, jeszcze zanim Kolumb popłynął do Ameryki, grubo przed. Piri Reis miał mapy. Turecka marynarka była taka dosyć prężna i bywała tu i tam i zbierali sobie mapy. A klęska intelektualnej zagłady w postaci wiary w szaleństwo i chorobę psychiczną o nazwie Jezus Chytrus powaliło cały intelekt Europy na kolana, także oni zaczęli palić książki i robić sobie jakieś różne dziwne jazdy. Cała wiedza przetrwała właśnie w krajach arabskich, które w ogóle tak naprawdę nie wyznawały islamu za bardzo. Były to bardzo liberalne, normalne miejsca. Właściwie gdy porównać europejskie miasta do miast w Arabii, można powiedzieć europejskie to syf, nędza, choroby i rozpad. Taka prawda.
Niestety. Jest taka historia jak pielgrzymi chrześcijańscy przybyli zdobywać Bizancjum. Stanęli pod bramą Bizancjum i bramy zamknięto, ponieważ przerażenie wzięło mieszkańców miasta, że przyszło im dealować z kimś tak zawszonym. Kimś, kto jest tak niezadbany, nieogarnięty ze sobą, że to jest taka dzicz po prostu z Europy, z Kolonii przyszła i nie tylko. Taka pasterka. Ale później zdobyli miasto, mniejsza o to. Taka wojownicza pasterka była oczywiście, jak zwykle. W każdym razie wiedza przetrwała w krajach arabskich, ponieważ one były bardzo liberalne i przede wszystkim pisownictwo potężne i przepisywanie wszelkich możliwych map, wszelkich możliwych rzeczy na lokalny dialekt i tłumaczenie tego wszystkiego. Więc cała matematyka, kawał mechaniki, wiele rzeczy. Do tej pory nie wiadomo jak dużo, bo do tej pory nasza kultura tak zwana ta zachodnia, spaczona tą sektą z Watykanu, ma troszkę zgięcie na informacje z drugiej strony i troszeczkę robi z nich zawsze takich przysłowiowych Rumunów, że tak się dziwnie wyrażę.
Czyli ludzi, którzy niekoniecznie są tak samo dobrzy jak ci, którzy nimi nie są w oczach niektórych. Zawsze jest taka narodowa przypadłość. Jedne narody lepsze, drugie gorsze i tak dalej. Robi się z jednych cwaniaków, z innych się innych robi. Mniejsza o to. Z nich zrobiono w ogóle nie wiadomo kogo aktualnie, turystów z nich zrobiono, ale oni posiadali oryginalną wiedzę i między innymi świadectwem tego jest ów admirał, który zbierał stare mapy. Tych map było ponoć dosyć sporo i kazał je kopiować. Ocalał tylko jeden kawałek pokazujący Atlantyk z doskonałym brzegiem całej Ameryki Południowej, dorzeczem Amazonii, pokazującym Kubę, kawałek Ameryki Północnej, pokazującym bardzo dziwną końcówkę Ameryki Południowej łączącą się z Grenlandią, zdaje się. To nie jest Arktyka? Antarktyda.
Zawsze to mylę. Ale zielenieć fok. To już w ogóle zawala na maksa. Mniejsza o to. Łączące się na dole z lądem. To się nazywa Drake Passage po angielsku. Po polsku to jest Przełęcz Horn. Dokładnie. Tamtędy sobie zasuwa. Otóż to.
Chyba jestem troszkę rozkojarzony dzisiaj. Mniejsza o to, o moje rozkojarzenie. Ja tu się posilę mapą troszkę, to mi pomoże. W każdym razie, jeżeli przyjrzysz się na mapę Piri Reisa, to zauważysz, że sama końcówka tam, gdzie znajduje się Argentyna, Urugwaj, nagle kontynent się rozszerza, nabiera innego kształtu i łączy się na dole z czymś dodatkowym. Że to nie wygląda tak jak teraz i jest w takiej dziwnej proporcji w stosunku do Afryki i że jest coś jeszcze ekstra. I ta mapa pokazuje ląd jeszcze przed zanurzeniem. Ciekawa historia. A najlepszy numer jest taki, że panowie geolodzy spadali mapę Piri Reisa, bo ona jest narysowana w taki fajny sposób, że jest piórkiem rysowana tak do wewnątrz. Ja mówię z punktu widzenia pana grafika tutaj, koleżanko i kolego, i tak zawodowego Jest użyta specyficzna technika do rysowania brzegów. Niby mogliby namalować normalnie.
Było parę technik do wyboru. Zwyczajnie o to chodzi. Nie wszystkie starodruki, nie wszystkie manuskrypty z tamtego okresu są malowane dokładnie w ten sam sposób. Są używane różne techniki, nawet w różnych kulturach. To podstawa, ale nawet w jednej kulturze masz kilka różnych technik. W zależności od materiału, w zależności od sposobu, w jaki kopiowano. Jest taka metoda na przykład kopiowania map i ta metoda była, na nieszczęście, stosowana bardzo mocno w średniowiecznej Europie przez jezuitów, ale metoda była świadomie wybierana w ten sposób. Mianowicie kopiowano mapy tak, że niszczono automatycznie oryginał. Jest taka metoda. Idealnie się kopiuje, pięknie się przenosi mapę, ale oryginału już nie ma.
To jest najlepsza metoda jak zatrzeć wszelkie ślady. Swoją drogą to poproszę następną koszulkę sobie zrobić po prostu bez napisu i tyle, a tą sobie zrobić jako piżamę do domu. Ciągle na temat koszulki, bo kolega się spytał. Wysłał do mnie maila z pytaniem, czy może. Oczywiście, że może. Każdy może sobie zrobić koszulkę Radio Paranormalium. Tylko oczywiście proszę jej nie robić na masową skalę, tylko dla siebie. Prywatnie, że tak powiem. Dokładnie, prywatnie, na swój własny użytek. Otóż to.
Żadnych komercyjnych zastosowań proszę. I róbcie sobie ludzie, co chcecie. Człowieku, rób sobie, co chcesz. Wszystkiego najlepszego w ogóle. Świetnie wygląda ta koszulka, także pozdrawiam serdecznie. Właśnie, tutaj mam podpowiedzi na czacie. Polecam wpaść na czata, bo jest Mike. Mike mi tutaj dzisiaj doskonale podpowiada. Jest takim sidekickiem, można powiedzieć z czata. Ja dzisiaj tak już wyluzowany, spokojnie.
Przez to, że nie mam takich notatek z więź, mogę spokojnie dzisiaj dzięki temu być na czacie. Także człowieku, wpadaj na czata. Ja taki jestem troszkę interaktywny dzisiaj dzięki temu. Fajnie, prawda? Czasami mieć troszkę swobodniejszą sobotę i wtedy można spokojnie tą hiperprzestrzeń poprowadzić i opowiedzieć historię od troszkę takiej swobodniejszej strony. Bez tych wielkich dat, bez robienia notatek. Słuchaj, bez oceny w dzienniczku, wiesz? Miło i przyjemnie. Anyway, wracając do historii. Mapa wygląda jak odmalowana ze zdjęcia satelitarnego.
Dokładnie. I to satelity znajdującego się nad Kairem. Otóż to. Rysunek zdjęcia satelitarnego nad Kairem, bo można po rozciągnięciu się współrzędnych na zdjęciu rozpoznać krzywiznę Ziemi zwyczajnie. Wiem, że niektórzy nie wierzą w krzywiznę Ziemi. To jest w ogóle fenomen. W dzisiejszych czasach są ludzie, którzy wierzą, że Ziemia jest płaska albo na przykład, że Księżyc jest wewnątrz Ziemi, albo że w ogóle nie było na przykład nikogo na Księżycu. Ale są dowody. Ja powiem tylko o jednym dowodzie. Nie wiem, czy o nim kiedykolwiek mówiłem.
Kiedyś chyba wspominałem. Jedna z wypraw. Nie wiadomo, czy filmy są oryginalne. Zdjęcia są oryginalne. Jest kilka oryginalnych zdjęć z lądowania na Księżycu i autentyczność ich zdjęć jest absolutnie nie do podważenia. I są to zdjęcia z NASA. Widać łuny dookoła ludzi. Widać pole, jak mawiał Wilhelm Reich orgonalne. Właściwie widać plazmę, tak to nazywamy w dzisiejszych czasach. Dawniej niektórzy podejrzewali, że to jest fake, że to jest odbijanie się dodatkowego światła w kombinezonach i tak dalej.
Jest kilka zdjęć, które są absolutnie oryginalne. Są czarno-białe. Nie było żadnych kolorowych zdjęć robionych wtedy na Księżycu i tylko niewiele. I one są mocno niedokładne, ponieważ były robione na specjalnej kliszy specjalnymi filtrami. Tych aparatów było dokładnie pięć egzemplarzy wyprodukowanych przez firmę, przy czym dwa zostały na Ziemi, trzy trafiły do NASA. Dwa zostały w Hasselbladzie, bo to robione przez Hasselblada aparaty. On był na aukcji ten aparat, zdaje się parę lat temu. Nie wiem, czy ja też o tym kiedyś nie wspominałem. Jakieś cztery lata czy pięć lat temu on był na aukcji. Ten jeden z tych ostatnich modeli do sprzedania.
Stanley Kubrick używał obiektywów właśnie specjalnie z tych aparatów do kręcenia jednego ze swoich filmów, bo używał oświetlenia ze świec i chodziło o czułość kliszy filmowej. Normalnie żaden aparat, żadne szkło, żadna mechanika sprzętu nie dawała takich możliwości, żeby nakręcić tak delikatne światło na filmie. A mu się udało właśnie dzięki temu sprytnemu obiektywowi, dzięki w ogóle temu aparatowi. On miał kamerę rozbudowaną właśnie z tym obiektywem, z tym układem optycznym. O to chodziło. I tam jeszcze zastosowano dodatkową sztuczkę, o której pisze Trevor James Constable. To jest historia, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Chodzi o książkę „The Cosmic Pulse of Life”. Książka sezonu, książka mojego życia. Żartuję sobie z tą książką mojego życia, ale książka sezonu tutaj teraz.
Jestem jej w czytaniu. No i jest w trakcie eksperyment, bo tam jest opisany eksperyment, jak fotografować właśnie w taki sposób, żeby było widać wszystkie te rzeczy. Bo to jest specjalna technika fotografii, która została zapomniana w latach 50. Ostatni raz wykorzystywana przez Wilhelma Reicha między innymi. No więc trzeba mieć specjalny aparat. Aparat już mam. Nie mój. Został mi udostępniony, ale aparat mam zorganizowany. Dokładnie ten model, o który chodzi. Dokładnie ten, który jest opisany w tej książce.
Aparat się nazywa... Mam go przy sobie, także to akurat mogę powiedzieć. Aparat się nazywa Praktica FX2. Dokładnie o ten model Praktici chodzi. Otóż tą. I specjalną kliszę na podczerwień. Jeszcze do tego jest dobry, bardzo głęboki filtr podczerwieni zakładany na obiektyw i tym się robi zdjęcia zjawisk, które są normalnym okiem niewidoczne. Owych łun i wielu innych rzeczy. I dokładnie bardzo podobnej, właściwie tej samej, zmiksowanej jeszcze z inną, dodatkowe filtry. Tej technologii używała NASA podczas robienia zdjęć na Księżycu, dlatego są takie dziadowskie.
Jest kilka oryginalnych zdjęć. Bardzo dużo jest bardzo dziwnych zdjęć. Generalnie wygląda na to, że 90% to są takie, nie wiem, co to jest w ogóle. Bardzo dyskusyjnie do tego podchodzę. Kilka zdjęć wygląda tak, że naprawdę ciężko mi uwierzyć w to, że to było robione na jakimkolwiek Księżycu. Jest kilka takich mocnych strzałów, które mnie tłuką po oczach jako zawodowego grafika. Przez całe życie właściwie chyba nie robiłem innej roboty nigdy w życiu. Robiłem, ale tak hobbystycznie. Robię kilka projektów w życiu. Nie żebym się zamykał tylko i wyłącznie w swoim zawodzie, ale to jest mój główny zawód.
Także mam troszkę czasu spędzonego właśnie na pracy ze zdjęciami, szczególnie specjalizując się w pracy z fotografami przez ostatnie lata tu w Anglii. I to właśnie z taką edytorialową fotografią profesjonalną, czyli tam jest dużo rzeźbienia, dużo wymyślania, tam jest przestawianie masy rzeczy na zdjęciach, robi się wszystko od nowa. I człowiek się uczy takich rzeczy. Zresztą to też takie stare klasyczne techniki, mniejsza o to. Po prostu zawód i tyle. Zresztą nie raz, nie dwa z kolegami rozmawiałem, bo moja ekspertyza jest tylko moją ekspertyzą. Nie musisz mi wcale wierzyć. Mam tu swoich kolegów po fachu też czasami i z nimi też rozmawiam na temat różnych zdjęć i są po prostu takie spostrzeżenia, które wszyscy mają bardzo takie same, że tak się zaplączę. W każdym razie zostawię te kontrowersyjne zdjęcia, które są bardzo dyskusyjne dla wszystkich z tej branży, w której przyszło mi czasami spędzić kawałek życia zawodowo. I wróćmy do tych oryginalnych zdjęć, bo to jest clou programu.
One pokazują właśnie takie dodatkowe zjawiska dookoła nas i to jest pewien ślad takich dodatkowych mocy, o których nikt tu nie ma pojęcia. I wracając do tego Księżyca, są dowody na to, bo poza tymi zdjęciami, oczywiście zawsze ktoś może powiedzieć, że „ale one też są fałszywe”. Dobra, okej. To ci kosmonauci zostawili jedną rzecz na Księżycu. Zostawili lusterko. Specjalne lusterko, które służy do pomiaru dylatacji Księżyca i Ziemi. Ponieważ Księżyc i Ziemia, co jest w ogóle dosyć zabawne i niewielu ludzi o tym wie w sumie, nie kręcą się swoimi własnymi osiami, tak jak większości często się wydaje, że Księżyc kręci się dookoła Ziemi na przykład, a Ziemia stoi w miarę w miejscu. Otóż nie. Mamy jeszcze trzeci malutki księżyc, który jest pomiędzy tym księżycem, który widzimy, a Ziemią. Taki malutki kawałek skały, taki ekstra księżyc.
I wszystko to razem właściwie kręci się bliżej tego małego księżyca niż Ziemi. To jest taki punkt pomiędzy Ziemią a Księżycem. To jest środek tego spinu, po której zasuwamy razem z Księżycem. Dlatego zawsze wydaje nam się, że widzimy Księżyc z jednej strony, bo kiedy widzimy drugą stronę, jest ona kompletnie ciemna. I na tym polega cały numer. Tadam! Tak to opisał Nikola Tesla w swoich pracach już prawie 100 lat temu. Mocna historia. Świat do tej pory ma problem, żeby w to uwierzyć. To jest fenomen.
No właśnie. Dlatego tak ciężko zrobić zdjęcia tej drugiej strony Księżyca. Taka historia. Anyway, zostawiam Księżyc i jest na to dowód. Jest kilku dżentelmenów na świecie, którzy robią pomiary dylatacji amatorsko i wykorzystują swój prywatny sprzęt wybudowany za swoją własną kasę gdzieś tam w górach i robią zdjęcia, robią sobie pomiary. Ustawiają laser dokładnie na to lusterko na Księżycu i dzięki temu możesz sobie odliczyć odbiciem, jak daleko jest Księżyc od Ziemi i wiadomo, kiedy jest blisko, kiedy jest daleko. Czyli zjawisko dylatacji, tej fluktuacji orbit Księżyca i Ziemi. Takie fajne zjawisko. W każdym razie można sobie to zmienić. Gdyby nie było ludzi na Księżycu, nikt nie zostawiłby lusterka i nie można było sobie zrobić pomiarów.
A kilku ludzi to mierzy. Jest kilka obserwatoriów astronomicznych, które to mierzą, łącznie z obserwatorium Watykanu. Ono też to mierzy. Także są takie historie. Ciężko było, gdyby Ziemia była plackiem albo była do wewnątrz. Te teorie w tym momencie zaczynają się troszeczkę sypać, łącznie z tą, że nas nigdy nie było na Księżycu. Byliśmy, ale co tam zostawiliśmy, tego tak naprawdę nie wie nikt. To już inna historia. Ja tu nie chcę nawet wymyślać dalszej opowieści. W każdym razie coś, co czeka nas teraz, jest niczym odkrycie, nie wiem, drugiego oddziału na Księżycu.
Ziemia się podniesie, bo jeżeli ktoś robił zdjęcia satelitarne z niskich orbit i rysował na podstawie tego mapy, no to umówmy się, słabo nie było, jeżeli chodzi o cywilizację. Było troszkę lepiej niż teraz. I mapy są w miarę świeże, bo mapy pokazują świat gdzieś tak jakieś 6000 lat temu, jakoś tak. Albo i może dawniej. Tak naprawdę też trudno nam szacować do tej pory, jak to się zmieniało, bo właściwie jak na ironię, pomimo potężnych budżetów reklamowych na hollywoodzkie produkty, na nie wiadomo co, wydaliśmy zatrważająco właściwie nic jako cywilizacja na zbadanie kilku takich dosyć istotnych wątków, z jaką historią mamy do czynienia jako cywilizacja. Skąd w ogóle jesteśmy, skąd wyszliśmy i jak to naprawdę wyglądało. Każdy element tej wiedzy jest zamiatany skrupulatnie pod dywan. Mi się zawsze chce śmiać, kiedy sobie przypomnę, bo jest kilka zabawnych historii. Zawsze chcę śmiać się, nie żebym taki zabawny był do sera, nieustannie się śmiał z każdej historii, ale jest to dosyć zabawne. Ironicznie oczywiście to mówię i ujmuję.
Jest taki instytut, nazywa się Instytut Smithsoniański w Ameryce. Jest on właściwie instytucją należącą do bogatych rodów bankierskich, które sobie wybierają tam szefostwo. Oficjalnie to rodzina Rockefellerów zajmuje się właśnie tym instytutem. Jest to taki instytut, który służy do szerzenia ich wiary, religii i czegokolwiek tam chcą szerzyć. W każdym razie mają gigantyczną kasę i przez prawie 100 lat zajmowali się wykupywaniem i zajmują dalej wykupywaniem wszelkich wykopalisk archeologicznych, finansowaniem różnych badań, czasami z tak zwanego pogranicza właśnie tych badań, gdzie znajduje się artifacts out of place, czyli artefakty poza miejscem, czyli te, o których nie wiemy nic. Te, które teraz już wiemy. Niektórzy z nas się domyślają, bo niektórzy wdepnęli w pewną technologię, także teraz nagle sprawy zaczynają wyglądać bardzo znajomo, ale to może zostawiam na czwartek. Także jak chcesz posłuchać o znajomych sprawach technologicznych to zapraszam na czwartek. Tymczasem nie daje to spokoju. Pojawiają się takie sytuacje i w tym momencie trzeba to schować.
Jest pierwsza dokumentacja archeologiczna i ślad tych rzeczy się pojawia. Później jest dokumentacja katalogowa i ona też jest dostępna, bo jest kopia tej dokumentacji katalogowej. Ludzie robią kopie z tej dokumentacji i tak dalej, bo tam są numery i wszystko jest skatalogowane i wiadomo, że jak zginie numer pomiędzy na przykład siódemką a dziewiątką to wiadomo, gdzie jest kartka numer osiem. Dowcip polega na tym, że w tych katalogach też to się pojawia, bo jest to księgowane. Jest to w katalogach magazynu, bo tam jest osobna księgowość. Poważnie ci mówię. Skąd to wiem? Zaraz ci powiem, bo wypłynęły dokumenty na początku lat 90. 1991 i 1993 rok, a dokładnie dotyczyło to mikroskopu Royal'a Kinga. Tego genialnego optycznego mikroskopu skonstruowanego w taki sposób, że jest wielkości takiego głośniku, takiego subwoofera do komputera, takiej kostki może 40 centymetrów na 30, może trochę większej, tylko może trochę wyższa, 40 do 50 centymetrów.
Mały taki mikroskop, poważnie mieszczący się dosłownie na biurku. Musisz mieć trochę większe biurko i jest okej. Metalowy, ale ze specjalnymi szkłami kwarcowymi z kawałkami kwarcu. Do tego jeszcze specjalne urządzenia w środku, cewki, akumulatory i tak dalej, bo zasilane było własnym prądem. Ten mikroskop robił powiększenia optyczne i to tak na żywca, w skali, która się po prostu w głowie nie mieści. Od 100 do 250 chyba 50-krotnie powiększenia optycznego ten dżentelmen użył w swoich obiektywach. Mikroskop atomowy to jest 1200. Tylko że mikroskop atomowy niszczy całą próbkę podczas prześwietlania. Właściwie podczas robienia próbki ona jest masakrowana, także nie wiadomo już. Ja lubię taki przykład, który czasami tutaj podawałem przy opowieściach, ale to może oszczędzę i gdzieś tam w archiwum się znajduje.
Jak ruszy to znajdziesz sobie. W każdym razie jest to potęga, bo widzisz optycznie żywe komórki i nie ingerujesz w ogóle w środowisko, które obserwujesz. To jest w ogóle fenomen. Optycznie widzisz normalnie kolory, widzisz wszystkie komórki kolorowo, tak jak to wygląda. Możesz kręcić z tego filmy i są filmy nakręcone z tego mikroskopu. Został, że tak powiem, skonfiskowany przez DA i oddany do Instytutu Smithsoniańskiego ten mikroskop i nikt nie wie do tej pory, jak zbudować ten mikroskop ponoć oficjalnie. To Fangi prowadzą próby na jednym z uniwersytetów i oni się przyznają do tego. Widziałem zdjęcie i dokumentację. Uniwersytet Lancaster zdaje się. Nie jestem pewien, ale jak zwykle z tymi datami i miejscami.
Wybacz, ale nie przypomnę sobie. Czy gdzieś w Cardiff? Nieważne, zostawiamy to. W każdym razie oni jeszcze nie dochodzą do tego pułapu. Są gdzieś na poziomie 20. Nie, może trochę więcej, ale jeszcze są na poziomie Kinga Royal'a, tego dżentelmena i jego mikroskopu. A to się działo w latach 50. i 40. minionego stulecia, także prawie 100 lat temu dżentelmen wymyślił taką technologię. Właśnie, ale o tym to mówiłem.
Jest w jednej z syntez w archiwum Radia Na Fali. Także zostawiam te mikroskopy. W każdym razie jest taka technologia i można robić różne rzeczy z tą technologią. Także to, o czym chciałem wspomnieć przy okazji tych mikroskopów, to to, że ta technologia jest nawet w dzisiejszych czasach, już nie mówiąc o znaleziskach. Instytut Smithsoniański skupuje takie rzeczy. Właściwie dostaje od FBI, od CIA, chora wie. Generalnie są to ludzie, którzy próbują pociągać za sznurki z dosyć, że tak powiem, skutecznym efektem od paru dziesiątków lat. Sobie coś takiego ogarnęli i wszystko to, co tylko mogą, łapią i kładą na tym łapę. Na razie jest dokumentacja, to się czasami znajduje taka dokumentacja. Właśnie się znalazła na początku lat 90.
tego mikroskopu i widać było, że jest pierwsza dokumentacja zaksięgowana, druga jest na magazynie i później jest robiony coś w rodzaju remanentu na magazynie i wtedy część dokumentacji czasami znika. Jest taka legenda, nie wiem, czy wspominałem, że wszystkie te najbardziej I że tak powiem, kontrowersyjne zabytki, które znalazły się w Muzeum Smithsoniańskim, w tak zwanym Instytucie Smithsooniańskim, w ich magazynach. Trochę jak w Indianie Jones, że wchodzisz do takiego magazynu i masz skrzynki, a w nich same Arki Przymierza po kolei zebrane z tysięcy lat. Ale mniejsza o to. Wróćmy do tej historii, która pachnie troszkę tym Indianą Jones. Okazuje się, że legenda mówi o tym, iż najbardziej kontrowersyjne znaleziska mówiące o naszej historii ludzkości, które są tak widowiskowe i spektakularne, że każdy po spojrzeniu na nie chociaż raz od razu skumałby co było grane i co się działo, i skąd jest i o co tu w tym wszystkim chodzi. Zostały zapakowane w specjalne skrzynie, wywiezione statkiem na specjalną jakąś taką sprytną głębinę i zatopione w specjalnych case'ach, żeby sobie tam parkowały. Czekały do czasu, kiedy naprawdę nikomu nie odbije, żeby to wyciągać, bo jak na razie nikomu nie zależy na tym, żeby ktokolwiek dowiedział się, jak wyglądała rzeczywista historia cywilizacji. I właściwie jest taka sprawa, że jest to zamiatane mocno pod dywan. Nam się sprzedaje jakiś transhumanizm, wojny, niesamowite jakieś takie historie.
Próbuje się nas skleić z polityką, angażując jakieś projekty polityczne nieustannie, tak żeby odebrać potężną część naszej uwagi. A tu się dzieją grube sprawy i wiadomo, że rządzący tym światem doskonale o tym wiedzą. I tu according to Her Majesty, czyli nawiązując do królowej, prosta sprawa. Ta stara, biedna kobieta doskonale wie o tym, co się wydarzy, bo troszeczkę się będzie działo i ona na wszelki wypadek się tam bunkruje gdzieś tam w Dallas do bunkru masońskiego w kształcie swastyki z opakowania z Myszką Miki. Tak to powinno brzmieć. I w ogóle Myszka Miki powinna mieć taką swastykę zawsze na ręku. To doskonale pasuje do siebie. Walt Disney wielki fan. Największy mecenas Ku Klux Klanu w czasach, kiedy żył. Największy.
I był z tego dumny chłopak nawet. Ale mniejsza o to. Zostawiamy królową na parę chwil. Tylko wspomnę, że wiadomo o tym, że troszeczkę przytrzęsie. Wiadomo, że będzie fala tsunami, ale to są takie katastroficzne rzeczy. Wiadomo, że jest próba ustawki. Może nie ustawki, bo właściwie nikt nie wie, jak się ustawić na to, co będzie później. Właściwie nikt nawet chyba nie próbuje się ustawiać. Nawet po tych możnowładcach widać, że właściwie nikt nie wie, co się wydarzy. Część z nich zastanawia się, czy się w ogóle wydarzy, czy naprawdę w to wierzyć, czy nie.
Bo w sumie świat wydał się tak realny, że to wszystko ma sens, że to będzie do końca świata, że to się nigdy nic nie zmieni. I te miliony baksów, te wszystkie konta, ta wojna. A drudzy wiedzą, że czas taki, że dociskamy do maksa, jedziemy. Książę Edward o tym wspominał, że trwa potężne dociskanie globalnie. On tak na tych swoich podróżach długich, krótkich, odległych i krótkich i bliskich zauważa. To dociskanie widać wszędzie. Ja widzę tu w Londynie jest cały czas, spekulacyjna bańka trwa, jest gonitwa za mamoną, jest próba zaangażowania jak największych środków i zasobów w to, żebyśmy wszyscy się ślizgali jak po kruchym lodzie na łyżwach. Troszeczkę krzywy numer, ale widać, że niektórzy coś kumają, bo ruchy są takie trochę wycofujące się w niektórych sekcjach, że tak powiem. Szczególnie nafta wycofuje się z kilku rzeczy. Tam są zamykane niektóre sprawy, widać przy reaktorach jądrowych, widać w ogóle w polityce, że na bardzo wysokich szczeblach władzy.
Na przykład taka ciekawostka: spotkanie Grupy Bilderberg było planowane w Stanach, a zostało odwołane w Stanach i zostało przeniesione do Europy, w miejsce, gdzie jest twarda, gruba płyta kontynentalna, w Niemczech zdaje się. Otóż to. I myślę, że to nie przez przypadek. Światowa ekonomia też jest przerażona, bo właściwie ten nowy świat, który nadchodzi, nie jest tylko i wyłącznie światem katastrofy. Jest światem innowacji. Wiadomo, że w tym momencie kończy się hegemonia amerykańskiego nazisty. Tak to można powiedzieć, bo tak można nazwać rząd amerykański. Szczęśliwie w Stanach jest masa normalnych ludzi, masa zwyczajnych, normalnych ludzi, jak i w Europie, jak wszędzie, bo to nie ma co polaryzować ludzi. Wszędzie wszyscy jesteśmy wspaniałymi dżentelmenami i damami. Wszystko jest absolutnie okej.
Wszyscy dajemy radę. Tylko ta próba polaryzacji bierze się z polityki. Niektórzy nas próbują zaangażować. Zauważyłeś, że niektórzy przyspieszają ruchy? Niektórzy nawet myślę podświadomie, bo to też nie jest kwestia świadomości tego, że świat się zmienia i nadchodzi to, co nadchodzi. To, co wieszczę prawie że to nawet nie to. To jest w podświadomości, to jest pole morfogenetyczne, to jest informacja. Jest masa eksperymentów, które jasno i wyraźnie potwierdzają, że tak to działa i nie chce być inaczej. My mówimy teoria polu morfogenetycznej. Tak traktujemy to z buta trochę.
Ale wiesz, teoria teorią stary. Wszystkie eksperymenty, czy ci się to podoba, czy nie, potwierdzają tak to działa. Im większa odległość i więcej ludzi myśli, tym bardziej słabo oryginalny jesteś ty i ja. I bardzo dobrze, bo w sumie może nie o to oryginalność chodzi. Chodzi o to, żeby było normalnie. Anyway, włącz jakąś muzyczkę, bo tak się zagadałem. A tu warto przepłukać gardło, bo coś tak wyschłem. Gorący i ciepły dzień dzisiaj. Na bosaka pierwszy cały dzień. Rewelacja.
Chociaż jeszcze nie jest tak ciepło, jakbym chciał. Wracamy do naszej historii. Co się w ogóle potencjalnie może wydarzyć? Bo wygląda na to, że przyszłość wygląda naprawdę zaskakująco. W sensie też zmiana klimatu. Może być tak, że zamienimy się miejscami troszkę pomiędzy Amazonią a Saharą. Może tak być. Kto wie? Właściwie nie wiadomo. Tam właściwie zawsze było zielono, także tam może po prostu zostanie.
Kto wie? Miejsce właściwie nie do ruszenia, takie prastare, tak samo jak pewna część Australii, która dokładnie znajduje się właśnie w miejscu Które jest na pograniczu tych potężnych, dosyć płytko zatopionych pozostałości po nie wiadomo czym. Ja sobie tak mówię pozostałości, a Brygani też mówią, że coś tam jest i naprawdę znajdują się różne ciekawe rzeczy. Ojoj, długo by wymieniać, można całą listę tutaj wyrzucić. Ale mniejsza o to. Jest tam masa różnych rzeczy, które się po prostu w głowie nie mieszczą. Chociażby na Jawie takie neolityczne zabytki, które sięgają właściwie nie wiadomo jak dawno i kiedy. Mniejsza o to. W każdym razie są ślady potężnej cywilizacji i wiadomo, że jeżeli tąpnie, to konsekwentnie tam się troszkę podniesie w pewnym momencie. Tam się jakoś troszkę pozmienia na Ziemi, tak zwyczajnie.
I miejsca będzie naprawdę potężnie i też takiego miejsca bardzo fajnego do życia, bo właściwie ciepło, miły klimat, świetnie nawodnione, zielono, doskonale. Taki raj na ziemi, mówiąc szczerze. Raj utracony. Jest dużo właśnie takich ciepłych, fajnie skonstruowanych miejsc. Ta kultura, jeżeli się przyjrzysz na mapę i tak solidnie przyjrzysz, to zauważysz, że mieszka taka stechnologizowana, stechnokracyzowana w miejscach, gdzie jest generalnie zimno. Wszyscy pouciekali do miejsc, gdzie jest zimno, ponieważ tam nie ma po prostu kolonii karnych. Jak się przyjrzysz po krajach równikowych, to zauważysz, że większość z nich dawniej to właściwie się nazywała na przykład Kampania Wschodnioindyjska albo Kampania Wschodnioafrykańska, albo Związek Korporacji. Tak się nazywały całe kraje. Później przemianowano to na republiki bananowe, narodowe, coś w tym stylu, ludowe niektóre. Ale to się niewiele zmieniło.
Kopalnie dalej należą do tych samych ludzi, którzy zakładali je 100 lat temu i ziemia dokładnie tak samo. To tylko fasada jest troszkę inna. I tam troszkę ciężko się funkcjonuje i nie jest to takie łatwe, żeby wziąć i zabrać się w troki i na przykład stwierdzić: „Okej, żaden problem. Przenoszę się na przykład dzisiaj w jakieś ciepłe miejsce na jutro”. Po prostu się przenoszę. Mam na przykład takie środki transportu, które nie wymagają angażowania portfela do tego wszystkiego. Mogę jakimś sprytnym urządzeniem, niczym urządzenia vimany latające w starych opowieściach. Nie tylko vimany, bo też takie w ogóle specyficzne rysunki w Egipcie znajdowane i w Ameryce Południowej ludzi, którzy oczywiście można powiedzieć metaforycznie, że jest to metafora, ale unoszą się na czymś, nad czymś, jakby latali trochę. To zjawisko lewitacji jest takie dosyć powszechne w tych rysunkach. Oczywiście jest to tylko kwestia interpretacji.
Tutaj trzeba to jasno i wyraźnie i głośno powiedzieć, że to jest moja interpretacja i nie musisz się z tym zgadzać. I bardzo dobrze. W każdym razie jest coś takiego, co obserwuję. Jeżeli masz coś takiego, taką technologię, w tym momencie jest tyle miejsca na świecie. Jakie jest spokojne, bo jeżeli masz taką technologię, to możesz spokojnie mieszkać gdzie chcesz, bo to mowa jest o zmianie całego świata, bo w sumie dokładnie te zmiany miejsca, że będzie o wiele więcej, też powodują bardzo mocne rozprężenie, bo też wiadomo, że cała struktura w ogóle się zmienia. W tym momencie niemożliwe jest utrzymanie tej starej struktury w ogóle. Traci ona jakikolwiek sens. Tam zapewne są jakieś zakusy robione, żeby gdzieś tam ocalić takie korporacyjne podejście do człowieka jako do produktu i zasobu jednocześnie i zarządzania nim jako tanią siłą roboczą, jako bydłem. Są robione takie zakusy, żeby ustawić to w taki sposób, że jakby coś się stało, to zaraz tam armia jakaś wyskoczy albo coś w tym stylu. W Europie już się pojawiła armia.
Polska już została znowu wzięta w okupację. Tym razem nie Sowieci, ale tym razem Jankesi wzięli w okupację Polskę. Amerykańskie samoloty już lądują na polskich lotniskach. Wojskowe oczywiście. Przywożą amerykański sprzęt wojskowy. Ja pamiętam czasy rosyjskiego garnizonu, chyba pięć kilometrów od mojego domu dokładnie w Polsce. Tak, teraz będą amerykańskie garnizony. Swoją drogą ciekawe. I tutaj też chyba nie zdążą chłopaki, bo wygląda na to, że te zmiany bardzo szybko nadchodzą. To też nie jest jakaś taka dramatyczna historia, bo w sumie zmiana może być, będzie dramatyczna do pewnego stopnia w pewnych miejscach i dla części z nas na pewno.
Ale z drugiej strony to, co następuje po tej zmianie, jest bardzo budujące, bo to jest bardzo mocne uwolnienie technologii, uwolnienie właściwie wszystkiego, bo właściwie dokładnie w tym momencie świat bierze taki mocny oddech. Wszystkie te kraje, które odgrywają rolę policjanta światowego, właśnie odpadają z całej tej zabawy. Właściwie nie ma już światowych policjantów, nie ma już po co sprawdzać paszportów i robić kilku innych rzeczy. Także sprawy się nieco upraszczają. Dosyć konkretnie się upraszczają, bym powiedział. Właściwie jedyne co zostaje, to rozmawianie ze sobą i dealowanie ze sobą takimi, jakimi jesteśmy. I to cała filozofia. Także dosyć proste w sumie. Ale są zakusy, żeby próbować jeszcze kontrolować ten moment, który się tam wydarzy, żeby ten lot gdzieś jeszcze dalej ciągnąć. Ale to bardziej takie próboprzetrwanie i nawet możni tego świata wiedzą, że właściwie szanse ich stosunkowo marne, jeżeli w ogóle żadne.
Dlatego też mówią, że katastrofa będzie i oni się zawijają. Jakby co tam już jest przygotowany samolot albo helikopter i w ostatniej chwili, 24 godziny przed szybki włom, że tak powiem, do helikoptera i gdzieś tam ucieczka na jakieś tajne lotnisko, gdzieś do jakichś podziemnych konstrukcji, do bunkra i przeczekiwanie, przeczekiwanie, przeczekiwanie. A jak się stanie, co się stanie? Może w bunkrze przespam. Jakaś szalona próba ocalenia iluzji po to, żeby później wyjść z tego bunkra i próbować się znaleźć w świecie, gdzie już nikt nie potrzebuje takich postaci. Bo do czego? Co możesz zrobić z takimi postaciami? Nic. Niech samo o siebie zadbają, właściwie już nie będą potrzebne nikomu. To jest ten nowy porządek świata, ale zupełnie inny.
To jest ten nowy nieporządek świata, bez porządku. Porządek jest teraz taki ustalony. Jak wszystko wróci w miarę do normy? Myślę, że lokalne społeczności to jest chyba ta miła rzecz, która nas czeka. Tylko że jeszcze czeka nas bardzo miła technologiczna historia, która się wydarzyła, bo właściwie głównym aspektem tego systemu jest to, że ja nie chcę tutaj mówić o konkretnej technologii, bo naprawdę nie chodzi mi o konkretną technologię. Mówię o wszystkich takich technologiach, które się popularnie nazywa egzotycznymi, alternatywnymi, cokolwiek. One nie dlatego nie istnieją na rynku, przynajmniej według moich informacji, które zebrałem, dłubiąc i grzebiąc w tym temacie. Nie dlatego, że są niewydajne, coś nie potrafią robić, są drogie, kosztowne i tak dalej. Nic z tych rzeczy. Absolutnie.
Wręcz odwrotnie. Są ekstremalnie tanie i ekstremalnie wydajne, ale właśnie z tego powodu bardzo słabo można zarobić na tych technologiach i nie można kontrolować ludzi. Dlatego są blokowane. Jeżeli tylko znika hamulec, to one się automatycznie spontanicznie pojawiają niczym grzyby po deszczu. Co tu dużo mówić. Także nie ma obawy, że coś złego nas trafi, bo właściwie jesteśmy skazani na taki sukces, jakiego ja jeszcze razem z tobą, człowieku, na oczy nie widzieliśmy. Chociaż ja już tu takie drobne sukcesy widuję powoli. Może nie powiem, że włosy dębami stają, bo nie jestem przerażony, ale zapiera mi dosłownie dech w piersiach i wcale nie żartuję. Takie rzeczy czasami podczas eksperymentów widuję. Się rymuje.
Wracając do historii. Jeżeli chcesz dzwonić, to radioamorfali.com taki jest telefon na Skypie. Możesz śmiało dzwonić. Właśnie co będzie z Europą? I don't know co będzie. Ciekawie się zapowiada. Są ciekawe takie na przykład wykopaliska w Holandii. Nikt by się nie spodziewał zupełnie czegoś takiego, ale tam są takie centra neolityczne i to znajdowane właściwie na polderach. Bo Holandia to właściwie jeden wielki taki polder, czyli kawałek ziemi odgrodzony od morza, od oceanu kawałkiem ziemi. Taka zatoka po prostu odseparowana.
I w tej zatoce wysypana woda. Co ja mówię? Już mówię. Poldery, czyli po prostu wysypana ziemia i zrobiony sztucznie taki niski ląd. Dawniej tam była woda, ale jak się okazuje, jeszcze zanim tam była woda, to tam był w ogóle ląd. Przecież z Anglii się przychodziło normalnie suchą stopą na kontynent i tak mocno suchą stopą. W pewnym momencie to zaczęło się zmieniać. Ruch płyt tektonicznych zaczął się rozjeżdżać i jak się zaczęły rozjeżdżać, to Szkocja zaczęła się podnosić do góry, a ta część Anglii, bo Anglia jest na jednej płycie kontynentalnej, jednym kawałku, że albo Szkocja się podnosi do góry i wtedy robi się tam diabelnie zimno, albo jest w drugą stronę i może zrobić się bardzo gorąco. Albo właśnie się podnosi do góry i robi się przejście kontynentalne i w ogóle ten kawałek wody się usuwa troszeczkę stąd. Dzięki temu płyta staje się lżejsza i może wybić do góry i się wyrównać.
Na tym to polega, bo ten nacisk na płytę, to, że ją wyrzuca tak do góry w Szkocji, a tutaj ją wciska, to jest właśnie między innymi woda, głębokość, na której się znajduje. To jest taki kompleksowy układ. To nie jest tak, że zależy tylko i wyłącznie od walnięcia wulkanu i że coś tam się przysunie po czymś. Nie, to jest w zależności od tego, jak dużo wody jest w ogóle nad tą skorupą jeszcze oprócz tego. I teraz dociska do góry, kiedy jest mniej, troszkę więcej wypuszcza, bo właściwości magnetyczne skorupy ziemskiej, piasku, wszystkiego tego są właśnie właściwości magnetyczne, grawitacyjne są takie, że wyciąga do góry, na powierzchnię tego wszystkiego naturalnie. Także jeżeli znika woda, to wszystko chce się wyrównać do właściwego poziomu. I tak to wygląda, że troszeczkę się podniesie do góry, zrobi się trochę więcej miejsca. Bałtyk chyba stanie się z powrotem słodkim jeziorem. Na to wygląda. Albo słonym jeziorem.
Są takie słone jeziora. Jest takie ciekawe miejsce i to właściwie tyczy się historii, która się dawno temu wydarzyła, bo też nie jest to z tego, co mi się jasno tutaj widzi, przynajmniej mi jasno, nie wiem jak tobie, z opowieści gdzieś tam z Egiptu. Są takie miejsca, gdzie są na przykład w środku lądu słone jeziora i nikt nie wie, skąd się tam wzięły słone jeziora. Jest oczywiście sól dookoła, jest jakieś złoże soli, ale złoże soli też musi się skądś wziąć. To nie jest taka przypadkowa historia. Musi gdzieś tam osiąść w jakiś sposób i tak dalej. I są ślady, że była tam woda. Są specyficznie wyrzeźbione kaniony i to jest na przykład w Afganistanie, gdzieś w Azji, to jest właśnie w Egipcie. To jest ta historia związana z tymi tajemniczymi labiryntami pod ziemią. Hawara to miejsce poniżej Kairu, wzdłuż Nilu, pustynia i piramida stoi.
Dawniej stała na środku jeziora, a teraz stoi na środku właściwie pustyni i pod nią znajduje się potężny kompleks podziemnych obiektów, które do tej pory nie zostały sprawdzone. A są tam różne rzeczy. Są tam na pewno zwłoki, bo radar pokazał kości. Są metale szlachetne, bo to też radar pokazał. Kamienie jakieś szlachetne. Wszystko radar pokazał, różne rzeczy, ale na razie nikt tam nie wszedł, bo nie ma zezwolenia. I nagle, jak to się wszystko skończy, to myślę, że masa ludzi po prostu ruszy tam sobie, żeby sobie sprawdzić chociażby dla własnej przyjemności i nie po to, żeby zniszczyć. Tylko teraz ci, którzy zawsze chcieli to zrobić i mają środki na to i możliwości. Ci za pomocą tego, że nie było czasu, jak na ironię, robiąc te filmy dokumentalne, robiąc ten cały content, który powstał dzięki chociażby rozprzestrzenianiu się wiedzy w internecie, trafił do wielu ludzi. I teraz mają wsparcie na przykład z mojej strony i z twojej strony, jeżeli będą chcieli coś takiego zrobić, bo zawsze byli zatrzymywani w tych badaniach.
Nie. Instytut Smithsoniański, że wziąć i zabronić i zakazać, bo jeszcze się dowiemy za dużo o naszej naturze, a jak się dowiemy za dużo, to przestaniemy być niewolnikami, którzy się świetnie sprawdzają właśnie w roli takiego taniego robola, który będzie zasuwał na cudzy, że tak powiem, nie wiem co, bo wikt i opierunek ci ludzie już mają i to taki na pokolenia. Nie wiem właściwie, na czym pracujemy. Na ich zasoby finansowe, na coraz większe konta w banku. Dziwne. Tak że w tym momencie ta cywilizacja, która się pojawia, kompletnie zrywa z tą koncepcją jakiegokolwiek konta w banku w sumie. Otóż to. To chyba nie będzie aż tak potrzebne. Ciekawie się zapowiada, bo to inny świat. Świat, w którym normalnie będzie każdy z nas i ty też i ja.
Możesz robić swoje. To, co chciałeś robić. Jeżeli chciałeś się byczyć, przedstawiałeś się bycz. Jeżeli chcesz sobie czytać książki, to czytaj książki. Jeżeli chcesz oglądać film, oglądaj film. Jeżeli chcesz jeździć na rowerze, jeździć na rowerze. Jeżeli chcesz malować obrazy, maluj obrazy. Bez ciśnienia. Nikt nie musi nikomu nic sprzedawać. Wszystko jest.
Miejsce jest w cholerę. Mieszkać można, gdzie chcesz. Zasoby do mieszkania są. Jedyne co, to tylko koncept na życie, który musisz sobie dopuścić do głowy. Nic więcej. Cała tajemnica zjawiska. Koncept do głowy. Musisz sobie uświadomić, że po prostu możesz to zrobić i you got it. That's all. I ta jedna zmiana jest taką chyba bardzo radykalną zmianą, szczególnie jeżeli chodzi o funkcjonowanie systemu.
Tutaj mamy tak, że mamy policjanta, który stoi z zasadami i pilnuje, żeby ten elegancki, że tak powiem, niewolnik tutaj zasuwał cały czas zgodnie z zasadami, które wyznaczył menadżer tego policjanta, bo obydwaj doją z tego jednego kolesia i wydaje mi się, że na tym to polega. Albo sytuacja, gdzie wszyscy są niezależni i wiadomo, że sytuacja, gdzie wszyscy od ciebie zależą, a szczególnie już od wąskiej elity, jest podyktowana tylko i wyłącznie taką zastaną strukturą transportu i komunikacji. Taka jest prawda. To wszystko jest związane z technologią. Jak się ogarniamy na co dzień? Kiedy nam zawieje wiaterek, to skąd weźmiemy sweterek? Otóż to. Trzeba pójść do fabryki, do huty, założyć buty, narobić się, zrobić zakupy, żeby narobić zupy. Zupę jem. Dokładnie.
I tak funkcjonuje świat dzisiejszy. A w tym momencie znikają całe te zależności, czyli nagle się okazuje, że właściwie każdy zależy tylko i wyłącznie od tego, co ma w głowie. Bo to tylko i wyłącznie koncept na życie w tym momencie. Jeżeli masz zasoby, to cokolwiek sobie nie wymyślisz, jest twoje. Jakiekolwiek miejsce, nikomu już nie musisz latać po piętach. Poza tym każdy i tak ma dostęp do takiej technologii w takiej sytuacji, w której spokojnie może się odseparować od ciebie. Jeżeli nie chce się z tobą widzieć, to się z tobą nie zobaczy i naprawdę nie ma z tym problemu. Wszystko jest okej, naprawdę nikt nie musi, że tak powiem, wchodzić sobie w paradę. Jednocześnie dzięki temu wszyscy możemy się lubić jeszcze bardziej, bo nawet wtedy, kiedy się nie lubiliśmy, bo jeszcze gdzieś komuś ktoś deptał po piętach, to w sytuacji, kiedy mamy taką opcję, że możemy spokojnie każdy niezależnie funkcjonować, to w tym momencie te ciśnienia też się o wiele zmniejszają. I nasze relacje społeczne zaczynają inaczej wyglądać, bo już nie ma tej zależności w pojemności dziecka, tej, że albo on, albo ja.
Tego dualizmu w głowie. To jest trochę inna cywilizacja, bo też inne rozwiązania technologiczne, bo wiadomo, że po czymś takim jak stary nie przetrwa, to od razu jest sięgnięcie po nowe. Nowych jest parę. Prawda jest taka, że raczej wszystkie z nich działają i jak tylko się wydarzy okazja, to one automatycznie przejmą cały, można powiedzieć, rynek zaopatrywania nas samych w technologie, w nową technologię, bo to jest związane też z ruszeniem nowej technologii taka zmiana. To wymusza poważne perturbacje w czymś, co mamy teraz. Wiadomo będzie, że internet będzie wyglądał inaczej, że w ogóle czy będzie coś takiego jak internet, czy zostanie zastąpiony czymś troszeczkę bardziej rozbudowanym, teoretycznie bardziej kompleksowym, ale bardziej prostszym. Taka komunikacja będzie głębsza, będzie być może jeszcze bardziej wizualna, bardziej będziemy mogli czuć rozmówcę, z którym gadamy i rozmówca nas. W ogóle będzie taki wypas. Prawie że holodeck ze „Star Treka”. No właśnie.
Czemu by nie? W końcu już chyba czas najwyższy. Trochę czasu minęło. I jak się okazuje, jedyną barierą jest tylko i wyłącznie głowa, którą nosimy na swoim karku. Właściwie to, co w głowie. To nasze przywiązanie do tego, że musi być zawsze tak samo i że jeżeli ktoś wymyślił jakieś prawo, to my już do końca życia jesteśmy skazani na to prawo. Tu się okazuje, że właśnie ta sytuacja, taka radykalna zmiana zmazuje wszelkie prawa z naszych postaci i możemy ruszyć troszkę nową drogą. Tym bardziej że po drodze się pojawiło masę rozwiązań. Tylko kwestia zastosowania. Nie było nigdy okazji, nie było nigdy takiego przymusu.
A teraz, kiedy sprawy się już tak ułożą w tak radykalny sposób, nawet nie jest kwestia przymusu. To jest kwestia Inaczej się zwyczajnie nie da, bo to jest technologia, która działa, jakakolwiek by nie była, z jakiejkolwiek bajki. Zupełnie inna i to taka open source, bo to na tym polega, że każdy sobie robi technologię. Ciekawy świat. Jeszcze podejrzewam loty i wyprawy poza tą planetę, bo to jest konsekwencja tego wszystkiego i myślę, że poszerzenie swojej świadomości o trochę inną perspektywę. Perspektywę sąsiadów w kosmosie. Kto wie? Anyway, słuchasz „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. Ja mam na imię Tomek i można zadzwonić: radionafali.com. Do mnie tutaj śmiało.
Ja sobie opowiadam o historii, która jest związana z tymi zmianami, bo to, że może być element katastroficzny w cudzysłowie, mniejszym lub większym. Anyway, zostawiamy element katastroficzny, bo to nie jest koniec. To jest właściwie początek. Przynajmniej tak to wygląda. Dosyć konkretnie tak to wygląda. Wiadomo, że żadna infrastruktura tego nie przetrwa. Żadna. Nie ma takiej możliwości. Zatem ruszamy w zupełnie nową wyprawę. Jedyny problem jaki będzie, jeżeli jakikolwiek będzie, to będzie chyba problem z ludźmi, którzy nie będą mogli się ogarnąć.
Ale to też myślę, że nastąpi, bo właściwie naturalnie jesteśmy tak skonstruowani, że się ogarniamy w takiej sytuacji lepiej niż w sytuacji, którą mamy teraz. Brak ogarnięcia jest związany z naszą radosną iluzją, którą sobie nieustannie ładujemy do głowy i twierdzimy, że tak będzie zawsze, że na tym to polega, że to są te zasady. Troszeczkę lipna sprawa, bym powiedział. Absolutnie lipna sprawa. Zupełnie się do tego nie nadaje w nowych czasach tak zwanych, kiedy wszystko się zmienia. Szczególnie nasza koncepcja tego, skąd jesteśmy. Bo kiedy nagle się okazuje, że granica poruszania się, przemieszczania, granica powstawania lądu, w ogóle znikania lądów, to daje zupełnie inną perspektywę myślenia na rzeczywistość. Tak troszeczkę w inną stronę, bym powiedział. I tak mocno w inną stronę. Jakby to opisać najprościej?
Tak jak mówię, nie ma państw żadnych, nie ma społeczności jako naród. Jest najwyżej grupa ludzi, która dobrze się ze sobą czuje, bo wygodnie się ze sobą komunikuje, bo tworzy kolektyw, tworzy małą społeczność. Nic więcej. Coś na zasadzie dosłownie maksymalnie wiosek, podejrzewam 100-osobowych maksymalnie, bo to taki naturalny czynnik. Trochę w dżungli wygląda to oczywiście, można powiedzieć dziko, bo to jest dżungla, jest dzika. Na tym polega jej urok. Otóż to. Ale to jest tylko model związany z technologią, której używają ci ludzie. Natomiast ten sam model władowany dokładnie w tą samą technologię, tylko już dostosowaną do naszego przechodzenia przez te wymiary zwane życiem na Ziemi, wygląda dokładnie tak samo. Mając technologię, dzięki której masz zasoby, możesz robić sobie małą, dowolną lokalną społeczność.
Możesz to samodzielnie, możesz jakkolwiek chcesz. Ale społeczność jest fajna, bo fajnie z kimś sobie pogadać czasami. Normalne jest to, że jak już wszyscy mają po równo w cudzysłowiu, znaczy mają tyle, ile potrzebują. Może w ten sposób, nie po równo, bo to nigdy nie będzie po równo. Ale każdy ma tyle, ile potrzebuje, to problemy żadne nie istnieją i ten kontakt między nami jest troszkę bardziej radosny. Myślę, że zdecydowanie. Także tworzenie się pewnych małych społeczności. Nie mówię o wielkich. Może 15, może 10, może 3 osoby, może 4, może 5. Małe społeczności, po prostu małe lokalne społeczności, które sobie kursują, wymieniają sobie idee, pracują nad różnymi projektami dla zabawy.
To jest codzienność, która nas spotka już za parę chwil. I to taka mocna codzienność, że każdy z nas będzie miał opcję zrobienia dokładnie tego w ten sposób, jak lubi. Część z nas, która będzie chciała zostać tam, gdzie jest, będzie mogła sobie spokojnie tam zostać. Podejrzewam, że to będzie chyba najtrudniejsze zadanie, bo w tym momencie ciężko będzie utrzymać swoją rolę, swoje życie dokładnie w tym samym miejscu. I to chyba dotyczy bardzo wielu z nas, jeżeli nie wszystkich nas. Nam się wydaje, że co najwyżej będzie coś inaczej. Jedna niewielka część zawsze wróci poniekąd do tego samego swojego łóżka. A może być tak, że jak mówi stare dzieckie przysłowie: „wykopie nas to z siodła”, ale w zupełnie inne miejsce i wcale nie będzie strachu przed tym i obawy przed tym, i poczucia straty przede wszystkim, że coś straciliśmy. Bo to jest chyba największy mankament tego wszystkiego, że myśląc o tych zmianach, zatrzymujemy się tylko i wyłącznie na tym katastroficznym wątku i pojawia się taka nostalgia w głowie. W książce, o której dzisiaj wspominałem, jest takie zdanie.
W ogóle gdzieś sąsiad wyszperał. Nie wiem, gdzie jest w tej książce. On też szuka. Mniej więcej zdanie brzmi, mam nadzieję, że nie przekręcam tego wszystkiego. Kiedy Trevor James Constable mówi o tym, w co wierzymy jako istota w ogóle, co dopuszczamy do głowy, jakie możliwości, czy pewne rzeczy są możliwe, czy niemożliwe. To jest skala naszych ograniczeń tak naprawdę. To wyobrażenie o tych wszystkich rzeczach to jest właśnie ta rzeczywista skala ograniczeń. I on nazwał to małym draniem w środku. I tam w książce jest taki tekst: „Smash the little bastard inside”, czyli zmiażdżyć tego małego drania w środku. „Smash down this little bastard inside”.
I to jest właśnie ten little bastard, ten mały drań. To jest właśnie ten kawałek racjonalnego umysłu w naszej głowie. Takiego racjonalnego, niewierzącego, analitycznego, ale podważającego, szukającego logiki, której w ogóle Nie ma nawet powodu zatrudniać do tych zjawisk, bo to jest zupełnie poza współczesną logiką pojmowaną z takiej klasycznej strony. Jest w nauce taki termin, w technologii, nazywa się reverse engineering, czyli odwrócony engineering, inżynieria, odwrócona inżynieria. I chodzi o to, że operuje się technologiami. To jest normalne, oficjalne. To są właśnie te, jeżeli są tajne projekty, black budgets i tak dalej, to są te historie tak zwane odwrócone. Numer polega na tym, że tam się bada te wszystkie tajemnicze moce, których oficjalna nauka nie uznaje. Oficjalnie oczywiście, ale tam pracują jak najbardziej oficjalni naukowcy. Jest kilku ludzi na świecie, którzy się na tym znają i pracują w kilku miejscach w Rosji, w Stanach.
W Stanach mają najgorzej, bo tam są niestety najbardziej do tyłu, jak się okazuje. Aktualnie zdaje się Kenia nawet wyprzedza Stany Zjednoczone, jeżeli chodzi o loty kosmiczne. I to nie jest dowcip. Za bardzo się porobiło na świecie, także się okazuje, że małe społeczności, małe kraje, które zawsze były skazywane przez tych wszystkich banksterów na bycie właściwie taką kolonią niewolników. Bo zawsze był tam lokalny rząd, który został zastapowany, włożony tam za pomocą lokalnej partyzantki, która jest sponsorowana za pomocą lokalnych pieniędzy CIA, które są oczywiście przepuszczane, żeby nie było podejrzeń, że to są pieniądze CIA przez lokalny bank watykański, który oczywiście też nie robi tego jako kasę. Ale to jest transakcja z operacji finansowej dokonywana gdzieś na City, przelewu aktywów za płatności bronią, która z kolei ląduje gdzieś w Iran-Contrast. Żeby nie było. A z drugiej strony są pieniądze zbierane przez Bank Watykański jako gotówkę, ponieważ te karabinczyki właściwie sprzedawane za kokainę, która później ląduje w Stanach Zjednoczonych, jest sprzedawana nielegalnie, tak samo jak w Anglii przez służby specjalne. Także wszystko po sąsiedzku przez Bank Watykański idzie. Takie mają układy chłopaki i to jest część tego biznesu, bo to jest jakby jego krwiobieg, tak samo jak ropa.
To jest kolejny krwiobieg tego systemu. Reszta to już takie dodatki, że tak powiem, estetyka. To, że ktoś tam handluje diamentami i próbuje na cenie złota robić interesy, to też jest taka już można powiedzieć kosmetyczna historia bardziej w tej całej zabawie. Właśnie dla mnie poprawiono troszeczkę. Coś tu mi potencjometry troszkę czyszczą czy jakoś tak. Mam tutaj jakieś takie zagwozdki czasami z mikrofonem. I don't know. Przepraszam bardzo, jak tu jeszcze trochę kręcę gałkami. Mam nadzieję, że ty nie słyszysz żadnego skrzeczenia, że to jest tylko i wyłącznie gdzieś tam u mnie w słuchawce. Chyba u mnie w słuchawce.
Dokładnie. Wszystko okej. Tym razem u mnie zagwozdka natury technicznej. Także myślę, że złoto kopalne, wszystkie te rzeczy one stanowią, że tak powiem, clue zabawy. One stanowią część mechanizmu finansowego do wysysania takich zasobów czasowych, jakby kontrolowania wszystkich. Bo co tu dużo mówić, jest to wrzucone wszystko na giełdę i podlega nieustannej spekulacji, tak jak cena złota, tak jak ceny nieruchomości. To wszystko jest taką zabawą, zabawą dzieci w dorosłych ludzi, że jedne dzieci teraz wyliczają, ile inne dzieci będą mogły zjeść na przykład albo jakoś tak. Albo ile na przykład jednych dzieci zachoruje i będzie miało na przykład dostęp do medycyny i ile z nich umrze. I to tak dzieci. Taka zabawa w piaskownicy troszeczkę cudzym życiem.
I to jest coś, co mamy aktualnie. Także to jest w ogóle katastrofa i myślę, że to, co nas spotyka teraz, to jest naprawdę mocne otrzeźwienie i to już nie wróci. To już szczęśliwie jest właśnie końcówka. Właśnie to jest ten moment, kiedy ta centralnie planowana, sterowana struktura właśnie traci swoją wiarygodność, bo ta zmiana i pojawienie się nowych miejsc, nowych technologii podważa przede wszystkim wiarygodność tej struktury w takich naszych prywatnych oczach. Kiedy widzimy, że jest coś innego, coś, co zawsze wydawało nam się na przykład science fiction albo coś w tym stylu, to zmienia się percepcja patrzenia na świat. Już jest troszeczkę inaczej. Tymczasem mam tu telefon od kolegi Tyńca. Halo, halo. Ja to jak zwykle podłączam mikrofon. Halo, halo.
Już chyba mnie słychać. Okej, już chyba mnie słychać. Zaraz się dowiemy. Już jest okej. Halo, halo. Czy mnie słychać? Chyba mnie słychać. Już powinno być okej. Ja tu jeszcze ustawiam wszystkie opcje, żeby nie było, że... Okej, ja już ciebie słyszę w tym momencie.
[01:24:17] - Słyszysz mnie teraz?
[01:24:18] - Idealnie. Także słyszymy się nawzajem. Witam serdecznie, Tyńcu.
[01:24:21] - Serdecznie. Witaj, witaj, Tomku.
[01:24:24] - Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:24:26] - Powiem ci, że całkiem przyjemnie. Wszystko jest okej.
[01:24:28] - Doskonale. Pan pozwoli, że troszkę potrzęsę jednym mikrofonem, bo tu muszę odplątać kabel, także będziesz nie słyszał tak troszkę, nie brało przez parę sekund, ale już się stabilizuje. Mów pan, jaką masz pan refleksję na temat tej historii?
[01:24:41] - Taką refleksję, bo wczoraj Michał z Teorii Pałusson plotł coś.
[01:24:46] - Właśnie nie słuchałem, to ciężko mi komentować. Powiedz, jaką ty masz refleksję, bo mi tak ciężko się odnosić, bo ja nie słuchałem w ogóle.
[01:24:53] - Znaczy odniosłem takie wrażenie, że dzisiaj miało być otwarcie tego Open Space.
[01:24:57] - To do Michała. Ty jesteś już na wieczorowej porze, Michał, to podejrzewam, że się pojawi.
[01:25:04] - Po prostu myślałem, że nie wiem, że będziesz brał udział w tym otwarciu czy...
[01:25:08] - No man, jestem w Londynie. Oczywiście. Jestem w Londynie u siebie. Ja tu mam swoje sprawy, człowieku. Ja mam swoje życie. Co ty mi tam tutaj wiesz, jakieś tam kluby towarzyskie. Ja tu mam sprawy. Nieśpiące zwłoki oczywiście, jak najbardziej.
[01:25:24] - Po prostu liczyłem na to, że zbierze się większa grupa i odprawicie rytuały otwarcia studia.
[01:25:32] - Nie, ja tak żartuję, że tu w Londynie jest jakaś taka atomizacja, ale to jest projekt Michała. Ja z tym nie mam za bardzo nic wspólnego, jeżeli o to chodzi. Tłumacząc na ludzki język, to jest naprawdę projekt Michała. Jako radio wspieram, jak wspieram. Wspomniałem parę razy o tym, bo Michał poprosił i spoko. Natomiast to projekt Michała, także pozdrawiam serdecznie. Tak się umawialiśmy. Nie wiem, co z tego będzie i jak to będzie, ale mówił, że się pojawi na wieczorowej porze. Także te sprawy związane z projektem Michała to zapraszam na wieczorową porę. Może Michał sam się zgłosi, sam opowie, bo ja nie śledzę tego wątku.
Ja mam zupełnie inną historię. Także zostawmy to studio, zostawmy to na boku, projekt Michała i mów, jaką ty masz refleksję na temat moich wynurzeń. Co ty myślisz na ten temat?
[01:26:23] - Ja się dopiero co podłączyłem do radia i po prostu nie wiem, o czym mówiłeś.
[01:26:28] - Dobra, trudno. To ja cię w tym momencie wyłączam. Nie będę streszczał tego i ja kończę swój szalony wątek.
[01:26:34] - Trzymaj się.
[01:26:35] - Dzięki za telefon. Trzymaj się. No nie, zupełnie inna historia, proszę państwa. Ale faktycznie mam nadzieję, że Michał się pojawi, bo coś wspominał, że pojawi się na wieczorowej porze. Także why not? Oni tutaj świętują otwarcie. Niemniej ja tu mam coś zupełnie innego. Anyway, wracając do tej opowieści, bo zahacza też o politykę, która jest związana właśnie przez te maski finansowe, o których wspominałem. Z tą zmianą. Także to, co możemy teraz obserwować, to pewne drobne szaleństwo, bo normalne jest to, że jest to chyba taka ostateczna próba zmanipulowania tego wątku.
Po prostu mam taką refleksję globalnie na ten temat. Można się z nią zgodzić lub nie. Myślę, że też nie jestem oryginalny. Wielu ludzi ma tą refleksję, że ludzie, którzy właściwie trzymają rękę na osobach aktualnie. W jakiś taki sposób się to poukładało, że uwierzyliśmy w pewien wspólny pomysł na rzeczywistość jako cywilizacja. Wymyśliliśmy sobie tych liderów. Na nasze nieszczęście okazali się tą konkretną patologią. Efekt jest taki, że to jest patologia w nas samych, że to nie jest lider na zewnątrz, to jest ten little bastard inside w każdym z nas. I to jest związane z naszym konceptem w ogóle pojmowania rzeczywistości, takim nawet transcendentalnym, bym powiedział, bo to nie dotyczy tylko i wyłącznie fizyczności, tylko w ogóle takiego kompleksowego spojrzenia na to, kim jesteśmy w tym całym układzie. Jaki jest sens bycia w swoim własnym życiu tu i teraz?
Tak dosyć konkretnie. Czy po to, żeby być niewolnikiem drugiej żywej istoty, czy też jest ku temu zupełnie inny cel? To jest przede wszystkim taka podstawowa sprawa. To jest to pierwsze pytanie, które się pojawia w momencie, kiedy system wysiada. I to takie mocne pytanie. Zatem w tym momencie startuje troszkę inna refleksja w głowie. I kiedy jeszcze pojawia się coś, czego tutaj dawno nie było, chociażby różne rodzaje technologii, która do tej pory wydawała się egzotyczna. W tym momencie jest troszkę tak, jakbyśmy przeskoczyli z ery człowieka, który modli się do pioruna, w erę człowieka, który buduje praktycznie od zera urządzenia, które generują dowolną ilość piorunów w dowolnych kierunkach, w dowolnych kształtach. I to jest ta różnica. I jeszcze wie, dlaczego tak się dzieje i potrafi te pioruny zrobić i w kosmosie, i na ziemi, i w wodzie i wszędzie, gdzie tylko sobie dowolnie wymyśli.
A z drugiej strony mamy człowieka, który klęka przed piorunem i się modli do jakiegoś swojego bóstwa, o którym mu ktoś inny powiedział. Także to jest ta zasadnicza różnica i to zmienia konkretnie punkt widzenia, bo jest to związane też z nami, bo to jest ta prawdziwa istota nas samych. I teraz będzie wreszcie czas, żeby to wszystko spokojnie móc sobie odkryć. I kiedy tylko kurz opadnie, to zacznie robić się ciekawie, mocno ciekawie. Bo pamiętajmy, że stara struktura, ta, która teraz dogorywa, która zostanie wstrząśnięta, nie ma żadnego backupu na tą sytuację. To jest najpiękniejsza sprawa w tym wszystkim. Oni nie mają żadnego backupu. I zarówno z tą technologią, bo ona nie ma sama w sobie zabezpieczenia, żeby mogła przetrwać taką radykalną zmianę. Nie jest w stanie się odbudować w ten sposób. Nie ma sensu konstruować czegoś w ten sposób.
Szczególnie teraz, kiedy jest dostęp do zupełnie innych opcji. I ten dostęp jest oddolny już w tym momencie, a nie odgórnie narzucony jakąś strukturą hierarchiczną, którą sobie wymyśliliśmy, że skoro tak jest, to musimy właśnie w ten sposób żyć. Musimy tak to realizować, musimy kogoś słuchać pod tym względem. To już będzie troszeczkę inaczej. Właściwie nie troszeczkę, tylko konkretnie inaczej. I to jest mocne uwolnienie, bo to jest coś, co idzie w parze z naszym intelektem i naszą tak zwaną, jak niektórzy nazywają, duchowością. To jest takie troszkę trafne porównanie, bo to od razu zrzuca nas na jakiś taki dualizm, że jest duchowość i nieduchowość. Mi chodzi o ten szerszy aspekt naszego życia, bardziej holistyczny, bo to otwiera w ogóle sposób innego spojrzenia na siebie, takiego już bez stresu, bez dealowania czegoś, co nas po prostu wręcz fizycznie upośledza, o czym mówią wszyscy lekarze zajmując się prześwietlaniem naszego organizmu na różnych dziwnych urządzeniach i badaniem, co się dzieje, kiedy jesteśmy pod wpływem różnych dziwnych stresów. Nagle się okazuje, że tracimy swoje naturalne właściwości i widzimy to jako cień właściwości, chociażby odpornościowych organizmu. Choroby, zdrowie, rozpaczy, wojny, nędza to nie jest radość, szczęście i spokojne funkcjonowanie.
Także idziemy w zupełnie fajnym kierunku, powiedziałbym Właśnie tego spokojnego, normalnego funkcjonowania. Przed nami jeszcze wstrząs, który zaora ten system. Niestety tak musi być i tak zawsze jest. To jest naturalny moment. Też jest to związane z cyklem astronomicznym, który jest bardzo ciekawy od tej strony, bo wygląda na to, że Ziemia jest w ten sposób naturalnie stabilizowana w cyklu co 12 000 lat, ale to jest naturalny sposób stabilizowania Ziemi. Gdyby nie to, nadmiar fali grawitacyjnej, która tu się pojawia, nadmiar grawitacji Ziemi zacząłby ściągać ją dosyć mocno w kierunku Wenus. I widać, jak system przyspiesza. To są te obserwatoria astronomiczne i ich tajemnicze dane. Nie takie tajemnicze, można sobie to sprawdzić, bo wykresy naszego systemu słonecznego bardzo jasno i wyraźnie pokazują, że w ostatnich latach zaczął mocno przyspieszać i to jest właśnie to przyspieszenie grawitacyjne. I w tym momencie pojawia się coś w naszym Układzie Słonecznym albo gdzieś obok.
Coś, co tworzy bardzo mocną interakcję między Ziemią, Słońcem, Wenus, Marsem i wieloma innymi miejscami, całym Układem Słonecznym, na tyle mocną, że układ z powrotem się odsuwa, rozszerza. Tak to można określić. Jakby się przeładowuje i wszystko wraca w miarę na swoje miejsce. Kiedyś pewnego dnia ten spin się w jakiś sposób zmieni, stanie się czymś innym, bo to jest normalna natura kosmosu, ale w rzeczywistości to i tak jest jedna i ta sama stała struktura. To jest fenomen funkcjonowania tego zjawiska, które jeszcze wydaje się bardzo abstrakcyjne. Przede wszystkim jest bardzo mocno niepoznane. Przepraszam. Jest to nie do końca może świeży koncept, ale jeżeli chodzi o nasze przygotowanie do niego, myślenie nim, jest tak świeży i jest tak jeszcze niepoznany. Jest tu tyle miejsc i zakątków do spenetrowania. To jest taki carte blanche, czysta karta, absolutnie czysta karta i to taka, że się w głowie nie mieści.
Każdy po prostu na swoim wreszcie. Fenomenalny moment, troszeczkę brutalny, ale z drugiej strony być może właśnie o to chodzi. Być może ta brutalność jest tym, co nas budzi do pionu i na tym polega piękno tej sytuacji. Piękno, którego jeszcze być może dzisiaj nie widzimy, bo jeszcze jesteśmy troszkę zakopani w pewnych historiach z przeszłości w naszej głowie. Ten little bastard inside. So smash the little bastard inside, jak mawiał Trevor James Consta w swojej książce. A ja tymczasem kończę tą „Hiperprzestrzeń”. Dzięki wielkie za wysłuchanie, człowieku. Pozdrawiam serdecznie, Mecenasie i Mecenasie, bardzo serdecznie. I zawijam się do wieczorowej pory.
Po drodze zniknę zrobić sobie jakąś kawkę do kuchni, także włączę tu jakąś muzyczkę. Zaraz, muszę sobie znaleźć jakąś muzyczkę, żeby ją włączyć. Chwila, muszę tutaj poklikać. Przepraszam za te nutki. To może tak: skończę „Hiperprzestrzeń”, a później sobie poklikam. Zatem dzięki jeszcze raz za wysłuchanie. Redaktor, poczekaj. Chcę sobie normalnie skończyć, zrobić taki profesjonalny koniec, żeby się nie zacinać, nie jąkać, nie powtarzać, nie przekręcać. Czasami mi to doskwiera, że chciałbym to sobie tak ładnie skończyć sam dla siebie. Sorry, że się tak pruję dupę i przeciągam tą końcówkę, nic mądrego tutaj nie powiem.
Sorry, to dla mnie, sam dla siebie to robię. Tak lubię. To jest frajda. Anyway. You got it. Wiesz, o co chodzi. Tak więc słuchałeś „Hiperprzestrzeni”, drogi człowieku, w radionafali.com.