[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:07] - Las, Las, przyjaciel człowieka. Jonathan Nowa Szwabia. Widzę na czacie ktoś spytał się, czy gdzieś płyniemy do Nowej Szwabii. Ktoś na czacie się zapytał. Nie, nie płyniemy do Nowej Szwabii. Ja nie płynę do Nowej Szwabii. No i mam Tomek, to jest Hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali, dokładnie w sobotni wieczór prosto z Londynu. Nie jestem sam. Obok mnie jest nie kto inny jak sam Książe Varg.
[00:30] - Wow, wow. Jaki introduction. Dzięki.
[00:33] - Chciałem zapowiedzieć tak jak Jamesa Browna zapowiadano. Ale nie będę krzyczał.
[00:38] - Pobudzisz sąsiadów.
[00:39] - No, można powiedzieć. Także człowieku, witam cię i ciebie człowieczko w Hiperprzestrzeni w tą także miłą sobotę. Wiem, że są zaległości, nieupgradowane audycje i tak dalej, i tak dalej. Wiem o tym, wiem o tym. Niedługo to się wszystko poukłada się to wszystko wyjaśni. Już jestem po najcięższych, że tak powiem, organizacyjnych historiach. Jak chcesz zadzwonić radionafali.com na Skype człowieku i oprócz tego jestem na czacie. Oprócz tego Hiperprzestrzeń jest nadawana w Radiu Paranormalium. Oprócz tego jest nadawana w Radio Dream Time. Także no człowieku, się dzieje troszeczkę, się dzieje.
[01:17] - Ja pobiorę swoje etykiety też stąd.
[01:21] - Zaległe.
[01:22] - Tak. I też wszystko hurtem. Będzie zalew nagle.
[01:26] - A nie wiem, czy ciężko będzie tego posłuchać wszystkiego naraz. Tyle godzin, tyle podcastów. To tak miałem dzisiaj temat na dziś. Miałem taki konkretny, ale właściwie jako że gość tutaj w progi uderzył, to temat się troszeczkę tak... Chociaż jest taki temat.
[01:44] - Dajesz.
[01:44] - Daję. To temat jest. Ja ciągnę troszkę wątek katastroficzny dalej, ale w konkretnym, że tak powiem, aspekcie tego. W konkretnym aspekcie tej sprawy, a mianowicie chodzi o tą historię związaną z końcem historii jak najbardziej. I co się wydarzy z ludźmi? Co się z nami wydarzy? Kiedyś o tym mówiłem. Była Hiperprzestrzeń poświęcona tej historii, czyli mówiłem, że mam taką koncepcję, że jak miał być koniec świata, to wszyscy na dużego tripa się powinni wybrać. Trochę w tym stylu. Tak powinien wyglądać koniec świata według mnie i taka jest definicja końca świata, że to się łączy dokładnie z tymi samymi historiami jak doświadczenia po tak zwanych substancjach psychoaktywnych i w ogóle to jest bardzo mocno ze sobą połączone.
Oczywiście wielu ludzi nie chce na ten temat mówić. Jest to jak zwykle taka sytuacja pod tytułem towarzyskie faux pas, gdzie nagle wylazca powie: „Właściwie ten wylazek przyszedł mi do głowy, bo I don't know, ta substancja była całkiem niezła albo coś takiego i miałem wizję. Coś mi przyszło do głowy” i w ogóle generalnie wiele rzeczy przychodzi podczas wizji do głowy. Ja tu o wizjach często wspominałem w Hiperprzestrzeniach i myślę, że jeszcze będę wspominał o różnych takich historiach. No ale dzisiaj właśnie o tej zmianie. Bo tak: zmienia się cywilizacja, zmienia się świat. Niektórzy tego nie widzą, niektórzy nie chcą zobaczyć. I don't know, nie moja sprawa. Ja to widzę. Świat się mocno zmienia i widzę, że jednak ten mój scenariusz, chociaż nie był do końca mój tylko i wyłącznie, jednak jest właśnie tym scenariuszem, który jak się okazuje, no chyba się tu zdecydowanie wydarzy, jeżeli nie właśnie zaczął się wydarzać z wielu różnych powodów.
Chociażby rezonanse planety Ziemia, które się zmieniają i ten rezonans ma wpływ na nasz umysł i przez to troszeczkę inaczej podróżujemy przez ten cały kosmos. No nie wiem, jak to można inaczej nazwać, tylko chyba w ten sposób. Ja też sobie podkręcam troszeczkę, żeby się lepiej słyszeć. No.
[03:37] - Mnie będzie słychać tak w drugim planie.
[03:40] - Po prostu ja nie wiem, czy ty... Ty jesteś dobrze chyba ukręcony.
[03:42] - Nie no, teraz mnie ukręciłeś na nowo.
[03:45] - Dobra. To się zakręciłem za tymi gałkami. Ale poza tymi wszystkimi opowieściami, kręceniem gałkami i zastanawiałem się troszeczkę nad losem już w tym momencie nie świata, ale bardziej zdecydowanie losem nas, indywidualnych jednostek w skali czasu i przestrzeni na tej planecie, która jest statkiem kosmicznym płynącym przez odmęty kosmosu. I nadchodzą pewne zmiany na tym statku kosmicznym, jak na każdym statku kosmicznym z pewnych powodów. I wielu ludzi myślało, że to jest tylko i wyłącznie kwestia związana z materią, że to tylko i wyłącznie sprawa, że się obsunie elektrownia do oceanu albo druty wysokiego napięcia padną, trzeba będzie odbudować i wszystko będzie po staremu. A mi się wydaje, że w ogóle nie będzie po staremu i że to w ogóle jest zupełnie nie po staremu. Albo gdyby tak spojrzeć bardzo po staremu, to będzie dokładnie tak jak tysiące lat temu. To te ślady tej pradawnej cywilizacji. Ja mam taką książeczkę, o której czasami wspominam, Grahama Hancocka i tam jest fajnie opisane jego wszystkie spotkania w ciągu ostatnich lat z dziwnymi monumentami kamiennymi, takimi monolitycznymi budowlami rozsianymi po całym świecie. On dalej jeździ, dalej szuka.
Zdaje się Graham teraz się wybrał do samej Rosji, gdzieś na Syberię, bo tam odkryto potężne megality, które są tak potężne, że te skały w Baalbek przy tym, że tak powiem, płacz niemowlęcia, czyli nic. Takie x razy większe. Jest troszeczkę na temat tych dziwnych rzeczy, które stoją gdzieś tam w zagubionych odmętach Rosji, gdzieś pośród lasów albo tajgi, albo cholera wie gdzie. Są różne opowieści, jest troszeczkę zdjęć, bo zaczynają pojawiać się tam ludzie z kamerami i aparatami fotograficznymi i się troszeczkę dowiadujemy. I zawsze mamy bardzo podobny schemat. I ja myślę, zacznę od tego schematu. Ten schemat wygląda tak, że mamy te budynki i wszystkie opowieści, które powstały, pomijając bogów, stworzenia i tak dalej, i tak dalej, to zostawiamy wszystkie te sprawy. Generalnie znakomita większość tych opowieści mówi o tym, że nagle coś zniknęło. Zresztą jeżeli się przyglądamy na te wszystkie budowle, to w ogóle wygląda, jakby po prostu mieszkała tutaj potężna populacja, która nagle wyparowała. Oczywiście możemy mówić o katastrofie, że była wielka katastrofa, wszystkich pozabijało od razu na miejscu, urwało wszystkim ręce i nogi i tak dalej, i tak dalej, ale- Nie do końca, bo część tych budynków przetrwała w doskonałym stanie.
Doskonałym jak doskonałym, na 10 czy 20 parę tysięcy lat. Właściwie nikt nie wie, jak stare to jest. I co tu dużo mówić, wygląda trochę jak w indiańskich legendach, że dawniej tu mieszkali inni ludzie, ludzie z nieba. I oni odeszli pewnego dnia i obiecali, że powrócą. To, zdaje się, jest popularna religia, nawet chyba nie jedna, monoteistyczna, taka psychopatyczna, która ma taki czynnik, że jest jakiś zbawca, który przyjdzie pewnego dnia po nas wszystkich. Właśnie. Ja myślę, że zbawcami jesteśmy tutaj wszyscy, na końcu świata. Taki mam pomysł. Ja mam książkę przy sobie i będę się dzisiaj posiłkował kilkoma rzeczami z tej książki. Mowa jest o książce Grahama Hancocka „Magicians of the Gods”.
Jest tu kilka ilustracji, kilka wątków, które gdzieś tutaj mi się kolebią po głowie, a szczególnie chodzi o te historie związane z końcem świata. Bo tak, należy by zacząć i to chyba najlepszy pomysł, żeby się cofnąć z powrotem, jak zwykle, do zwłok w szafie i poszperać, co tam te zwłoki nam pokazują. Właściwie nie ma nawet zwłok w szafie. Już nie ma żadnych zwłok, są tylko kamyki po nagrobkach, a właściwie nie wiadomo jakie kamyki. Mamy te kamyki. Nie wiadomo, o co w nich chodzi. I są wyrzeźbione różne postacie. I jest troszeczkę tego, czy to w mitologii w Meksyku, czy w Mezopotamii, praktycznie wszędzie na świecie jest jakiś taki numer, że jest postać i ja to mam przed sobą w książce. Man in a Serpent, czyli człowiek spirali. Często spirala w ogóle w indiańskich historiach, taki smok.
Pokazuję tutaj ilustrację Edkowi. Dokładnie. Man in Serpent.
[07:32] - Serpent.
[07:32] - Serpent.
[07:33] - To jest wąż.
[07:34] - Dokładnie. Tak zwany Quetzalcoatl, czyli taki główny bóg. Niby stworzyciel, że przyszedł wąż i stworzył wszystko. Tylko że tam jest taki numer, że te zapisy tego węża, właściwie nie wiadomo, czym jest wąż. Bo tak, w dzisiejszych czasach wiadomo, że na węża się sprzedaje dużo książek. Jest taki koleś, który się nazywa David Icke i twierdzi, że biedna stara kobieta jest jaszczurką. Chodzi o królową angielską. Może ma kompleksy na tym tle. Ale mniejsza o to. Są te wszystkie stare legendy i one mówią o takiej fali, nie wiem, jak to nazwać, uchodźców, postaci, które ocalały z potężnej globalnej katastrofy, która się wydarzyła u zrania czegoś, co my nazywamy cywilizacją.
My mówimy o okresie 12 000 lat do tyłu, jakoś tak. Widzimy te wszystkie rzeczy w przekrojach geologicznych. Widzimy, że tak szarpnęło Ziemią, że jest wow. Jest oczywiście wiele różnych spraw dookoła, różnych koncepcji na to, co tak naprawdę się działo, skąd pochodzimy, kim jesteśmy i tak dalej. Ja dzisiaj nie będę wyjaśniał wszystkiego, ale ja wszystko wiem. Naprawdę wszystko wiem. Nic ci nie powiem, człowieku, nic nie wiem. I jest tego naprawdę masa, tych różnych znaczeń. Wow. Dobra, już tego nie będzie.
No i te znaczenia mówią właśnie o ludziach, którzy przetrwali po tej wielkiej katastrofie i przybyli z wody albo z powietrza. I zawsze, znaczy nie zawsze, ale często są kojarzone z wężami. Nie ma to zupełnie nic wspólnego z tymi wyobrażeniami, które nam się sprzedaje w religiach, teologiach dzisiaj. Wąż bardzo często symbolizuje w oryginalnych znaczeniach pierwotną siłę stworzenia. Ja myślę, że najbliżej są ci, którzy nazywają to falą, częstotliwością. To jest symbol Eskulapa w medycynie, czyli lewy i prawoskrętny wąż. To jest nic innego jak fala grawitacyjna i fala magnetyczna, dwie mieszkające w sobie. To jest właśnie ten prawoskrętny i lewoskrętny wąż. A to, co jest pośrodku, to jesteśmy my. I właściwie wygląda na to, że starożytni widzieli więcej niż aktualni nowożytni i to zdrowo więcej.
Chociażby skala budynków, o czym często mówię. Skala w ogóle przedsięwzięć nawet nie tyle architektonicznych, ile, nie wiem, czy to nazwać landscaping terenu, bo to przynajmniej jak ktoś zrobił całą Amazonię, wybudował od zera. Amazonia jest obszaru jak kilka takich Europ razem wziętych i wsypał tam ciemną, czarną ziemię, która się nazywa terra preta i wiadomo, że ona jest sztucznie zrobiona i ktoś to zrobił. No to wiadomo, że nie zrobił tego wywrotką, nie zrobił tego łopatą ani za pomocą młotka, ani kilofa. Musiał mieć potężną technologię. Są takie potężne ślady. Teraz jest ta cała historia związana właśnie z Syberią, że tam można już dotrzeć. Są potężne megality na Syberii, ślady potężnej kultury i właściwie wszędzie ta kultura wygląda tak samo, bo właściwie zawsze mowa o tych artefaktach jest taka sama. Jest grupa takich koleżków, którzy to badają, jak właśnie Graham Hancock i wielu, wielu, wielu innych. Grupa takich wariatów.
O! Moment, ja tu siedzę, mikrofon. Ktoś mi puka. Przekazuję Edkowi.
[10:28] - Dzieje się, dzieje się. Słuchaczku, jak słyszysz, audycja jest bardzo na żywo. Chwilowo do centrali zapukał jakiś gość i ja tutaj mówię, korzystając z tej okazji. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam w środę do Etykiety Zastępczej, gdzie pełno opowieści.
[10:49] - Siemano.
[10:50] - Siema. Są ludzie. Są ludzie, jest impreza.
[10:56] - No nie, nie, nie tak. Impreza to... Znaczy jest impreza, jest impreza, jest wszystko. Ale oprócz imprezy mam jeszcze troszkę zwłok w szafie.
[11:04] - Właśnie. Nie, nie, nie, rozumiem. Tu jest audycja sprofilowana, nie to, co Etykieta Zastępcza.
[11:09] - Ale dobrze, że troszkę rozluźniasz ten przygnój popołudniu. Terra preta.
[11:14] - Pozwolę poprowadzić ci wątek, dokończywszy tutaj swoje zadania.
[11:17] - Ale myślę, że ciebie też zainteresuje, bo jest związany z-
[11:19] - Tak, tak, słucham. Ja cały czas słucham jednym uchem.
[11:22] - Ja tu przyznam, że strzelę z kartek, ale książeczka jest rewelacyjna, bo są ilustracje. Naprawdę, jeżeli masz parę drobiazgów finansowych w kieszeni, nie ma polskiego wydania książki Grahama, nikt nie przetłumaczył tego na polski. To jest jego ostatnia książka „Magician of the Gods” i to jest jakby kontynuacja „Fingerprints of the Gods”, czyli odcisków palców bogów, tak można powiedzieć. To jest ta pierwsza książka, gdzie zaczął te swoje poszukiwania tych wszystkich starożytnych budowli i zastanawianie się, co tak naprawdę się wydarzyło, bo są te wszystkie ślady zapisane. No ale wracajmy do tych wszystkich wątków, bo wątków jest masę, symboli jest jeszcze więcej. W ogóle całej teologii dotyczącej symboli narosło, chociażby w ciągu ostatnich ... dziesięciu latach tona, chociażby za sprawą masy dzieciaków w Stanach, które siedzą przy internecie, siedzą przy YouTubie. Na przykład jak zobaczą kawałek pitagorejskiej matematyki, czyli pięcioramienną gwiazdę, to nazywają to okultystyczny symbol. A to jest pitagorejska matematyka znana jeszcze w czasach starożytnego Egiptu i nie ma tu za bardzo-- może ktoś sobie tego użył i stwierdził: „Okej, to ja dorysuję też jakieś wątki”. Każdemu mówi, że to jest szatan albo coś takiego, albo jakiekolwiek znaczenie.
Pięcioramienna gwiazda jest symbolem kilku religii. To nie jest tylko i wyłącznie symbol jednej. I tak jest z wieloma. Krzyżyk jest symbolem nie wiem ilu religii, a to ciężko by w ogóle policzyć. Kółka. Proste odniesienia. Księżyc, planety, Ziemia i propagacja energii, czyli krzyżyk. Tego jest masa, ale wiadomo, że jeżeli to się tak powiela wszędzie, to bardziej chyba, przynajmniej taka jest moja koncepcja, mamy do czynienia z informacją. To nie jest teza Grahama Hancocka. To jest moja nieustanna teza, którą wałkuję każdemu do głowy, jak z nim na ten temat gadam, że to są resztki informacji, która została po tej starożytnej cywilizacji.
I jest taki fajny zestaw rysunków, które się pojawiają właśnie na tych starożytnych budynkach. To wszyscy ci dżentelmeni, którzy przybyli, żeby odbudować tą cywilizację. Z reguły przybyli z morza, mają często jakieś atrybuty morskie albo atrybuty właśnie węża, tak jak Quetzalcoatl. Ten wąż, wąż mądrości. W Grecji medycyna, czyli symbol Eskulapa. Masa tego wszystkiego. Gdyby tak się wybrać chociażby nawet do British Museum, to przecież tego jest cholerę. Właściwie w każdym starożytnym muzeum jest cholerę. Nam się opowiada, że to jest coś innego. Jest dużo demagogii i teologii, demonologii chyba przede wszystkim wymyślanej około tych wszystkich symboli.
A one oryginalnie miały troszkę inne znaczenie. Ja podejrzewam właśnie to inne znaczenie. Pierwsza rzecz, na przykład wąż, to jest ta historia związana z Egiptem. To jest oczywiście moja spekulacja indywidualna. W Egipcie są te niesamowite postumenty istot, ludzi, po prostu ludzi. One nie są podpisane żadnym imieniem króla i tak dalej. Te kartusze wcale nie oznaczają imion króli. Te nowe tak, ale te starsze nie do końca. I tak naprawdę nikt ich do dzisiaj nie przetłumaczył. Nikt nie wie, co te kartusze znaczą.
Nikt nie wie, ale jest pewien jeden koncept i może uda mi się to rozwikłać. Będę nowym Szampolonem. Siedem, to by było coś. Nie wiem, co bym zrobił z taką sławą.
[14:21] - Smak sukcesu dzisiaj masz.
[14:22] - Oczywiście. Widzisz? Tak to jest. Cicha woda brzegi rwie. I wracając do naszego tematu, jest tam taka ciekawa historia związana z tym, że wąż właściwie nie jest wężem, że są to przedstawienia metaforyczne. Nie mówimy o rzeczywistych zwierzętach do końca. Mówimy o czymś, co jest metaforą. W moim mniemaniu i nie tylko w moim, kilka różnych pomysłów na świecie, które ocalały tysiące lat prawdopodobnie, mówią o tym, że wąż jest-- w ogóle symbol węża jest symbolem życia, symbolem tego, jak ta energia przenika. Brzmi to bardzo enigmatycznie, bo w sumie bardzo łatwo powiedzieć o czymś, co jest cokolwiek, powiedzieć: „Okej, to jest symbol życia. Od tej pory wszyscy umawiamy się, że to jest symbol życia.
Zakładamy gacie na głowę i mówimy po szwedzku”, parafrazując film z Woody Allenem. Mogłoby tak być, ale jest kilka naprawdę bardzo solidnych wniosków wypływających chociażby z normalnej obserwacji kodu DNA, z normalnej obserwacji tych wszystkich zjawisk biologicznych pod potężnymi mikroskopami. Zaczynamy widzieć te formy, widzieć te kształty i zaczynamy podłączać mierniki, jakieś inne urządzenia. Widzimy te wszystkie rzeczy w przestrzeni. Nagle się okazuje, że te wszystkie spiralki, te wszystkie dziwne wzorki, które wyglądały jak, nie wiem, dłubanina jakiegoś pięcioletniego dziecka, nagle okazuje się, nie za bardzo mają nic wspólnego z dłubaniną pięcioletniego dziecka. Jest taki dżentelmen, ja ciągle zapominam, nie wiem, czy w książce jest jego nazwisko. Jest taki dżentelmen ze Stanów, który zajmuje się fizyką plazmową i to od lat, bo to jest taki starszy pan, już chyba sześćdziesiąt parę lat. Nie, chyba nie będę tutaj w tym momencie szukał jego nazwiska, sobie oszczędzę. I pan robi takie eksperymenty z plazmą jeszcze w szklanych takich gablotach i tak dalej. To nie jest ta plazma od Keshe'go.
To jest taka bardziej, że tak powiem, w próżni robiona w laboratoriach. I poddaje tą plazmę działaniu różnych pól magnetycznych, różnych pól elektrycznych i wszelkiego, co tylko jest możliwe w tym laboratorium. Efekt jest taki, że to oczywiście fotografuje, dokumentuje. I pewnego razu spotkał się z takim panem, który się zajmuje archeologią. Jenkins zdaje się, o ile dobrze pamiętam nazwisko. To jest pan geolog ze Stanów Zjednoczonych, z Uniwersytetu w Chicago i zajmuje się badaniem, jak stare są różne obiekty. Między innymi jest to jeden z tych ludzi, który postuluje i właściwie jako jedyny chyba ma rację, bo jest geologiem, po prostu profesorem geologii, że Sfinks jest o wiele starszy niż wszyscy mówią, bo widać to po prostu po wieku kamienia, z którego Sfinks jest zrobiony. To oszczędzę wszystkie te historie ze Sfinksem. W tym Egipcie jest element węża, który się pojawia na czapkach owych rzeźb, że z czoła wychodzi coś w rodzaju głowy kobry. Taki bardzo charakterystyczny element.
Jeżeli gdzieś słuchaczu i słuchaczko widziałeś, nie wiem, podobiznę Nefreteti, cokolwiek, jakieś takie egipskie historie. Bardzo znamienita sprawa. Te wychodzące z głowy węże ocalały gdzieś tam w resztkach greckiej kultury z Aleksandrii. To jest hydra, to już niebezpieczne znaczenie, że jest dużo węży. Każdy wąż jest inną myślą. I to też jest taka ciekawa, hellenistyczna, można powiedzieć, z jednej strony bajkowa historia, a z drugiej strony metafora, bo właściwie w starożytnej Grecji bardzo intensywnie używano metafor, pisano tak bardzo poetycko. I właściwie gdyby popatrzeć na to zjawisko z mojej strony, to oznacza to nieubłaganie, że niebezpieczną postacią jest ta, która ma bardzo dużo wątków w głowie, jak te węże. Te myśli są po prostu jak te węże. Aborygeni, kolejna historia. Rysują zawsze jako esencję życia po prostu węża.
My nazywamy to oczywiście wężem, ale w dawnych czasach to są jeszcze wszystkie elementy związane z winoroślami. Wszystkie rośliny, które się pną i oplatają po innych drzewach, po czymkolwiek do góry. Ta sama historia. I generalnie cała ta sprawa związana ze spiralą została uznana i do tej pory tak po cichu, pomimo tych wszystkich teologicznych opowieści wymyślanych tudzież przez młodzież gdzieś tam przy YouTubie, która próbuje nadać jakichś kabalistycznych, okultystycznych znaczeń symbolom, o których nie ma bladego pojęcia. Jedyne, co wiemy tak mniej więcej, bo też nie można powiedzieć na 100%, jest to, że w największej procentowej liczbie wszystkie te przedstawienia są dedykowane symbolowi życia. I ja się z tym absolutnie zgadzam, bo jest to właśnie dokładnie ta siła magnetyczno-grawitacyjna. Tak wygląda ten wir. To są te wszystkie fantastyczne eksperymenty i zdjęcia robione jeszcze czarno-białe 100 lat temu przez Viktora Schaubergera, takiego eksperymentatora od czegoś, co dzisiaj popularnie nazywamy wolną energią. Pozyskiwał energię z wody, z natury. Naturalista, mówiąc najzwyczajniej po ludzku.
Jest zresztą odcinek innego podcastu o nazwie „Synteza”, gdzie troszeczkę więcej na ten temat mówię. „Wiry Viktora” tak się nazywa odcinek. I ten pan zarejestrował bardzo dużo fotografii z takimi zestawami. No i jak tak się przyjrzeć dokładnie, wszędzie widzimy to samo. Jeżeli widzimy trajektorię lotu owada, jeżeli patrzymy, jak rosną rośliny, jak to wszystko pod mikroskopem wygląda, mamy dokładnie tą samą historię. Wszystkie kształty z reguły układają się dokładnie w ten sam sposób. I ciągle jesteśmy zaskakiwani przez mamę naturę, że wow, że to jest tak tajemnicze zjawisko, że wszystko jest czymś zupełnie innym. Wąż jest czymś zupełnie innym od drzewa. Ale jednocześnie jak spojrzymy i od nas, a jak spojrzymy na te trzy elementy pod mikroskopem, to się okaże właściwie wszyscy wyglądamy tak samo i w tej skali makro wszyscy jesteśmy tak samo. Jak się oddalimy z naszą kamerą od naszej galaktyki, to nagle wszyscy wyglądamy tak samo, łącznie z naszą galaktyką.
Ten sławetny rysunek, który się tam przetacza, zdaje się po Facebookach, YouTubach i wielu innych miejscach, wszystkich tych community social media. Zaczyna się od zdjęcia oka, które przelatuje przez całe życie, przez rośliny, przez masę różnych rzeczy, właściwie przez cały wszechświat, który znamy, taki materialistyczny i na koniec odlatuje w formę galaktyki komórek neuronowych przez mózg i kończy się właśnie galaktyką, że właściwie wszyscy jesteśmy galaktyką od początku do końca. I jak się bierze na warsztat do badania te wszystkie rzeczy z nami związane, z żywymi organizmami na tej planecie, to wychodzą takie jajka, że po prostu naukowcy zamykają buzie na kłódki i starają się o tym milczeć i nic nie mówić. I temat jest zamknięty, bo gdziekolwiek w kilku miejscach się nie dotrzesz, gdziekolwiek byś się nie dotarł... Co ja mówię, nie dotarł. Gdziekolwiek byś się nie dotknął człowieku, występuje zakłócenie tego pomysłu na rzeczywistość, który nam jest ogólnie serwowany. Podam doskonały przykład na dziś, a mianowicie taki, który się nazywa nasza krew. I to jest niezła historia, bo jak się okazuje, właściwie nikt nie wie, czym jest ludzka krew. 80% niby wody, 20% to są krwinki, ale krwinki swojej gęstości nie są wcale bardziej gęste od ścianki, które utrzymuje. Czyli generalnie powinny się rozlać.
Żyła nie jest w stanie utrzymać krwi fizycznie. Nie ma takiej możliwości, ponieważ mamy wodę. Może utrzymać niby tam wodę, ale w tej wodzie są drobne drobinki. To też nie jest tak, że ta rurka, co trzyma wodę, jest taka pusta. To jest taka pełna rurka. Ona też właściwie składa się z dziur. Składa się z takich drobinek i wszystko składa się z takiej kupy posklejanych drobinek. Niektóre zasuwają szybko w wodzie, a niektóre stoją w miejscu i są naszym mózgiem. Jak się okazuje, nikt nie jest w stanie zbadać krwi. Nikt właściwie nie wie, co to jest ta substancja.
Jak ona się nazywa z naszej krwi? Ma nawet swoją specjalną nazwę ta komórka. Wyciągasz tą komórkę i nie wiadomo, czym ta komórka jest w rzeczywistości, poza tym, że mamy-
[22:09] - Hemoglobina?
[22:10] - Coś takiego. Że mamy tylko nazwę tej komórki i ona umiera. Znamy jej długość żywotności i to wszystko. Ale o ile niektóre komórki jeszcze jesteśmy w stanie zlokalizować, że powstają z tamtej komórki, z tamtej, że jest jakiś tam proces, to z krwią jest taki numer, że właściwie nie wiadomo skąd się bierze i nie wiadomo gdzie znika i funkcjonuje w wodzie. To jest dobry numer. Krew nie rozpuszcza się jako taka w wodzie, bo jak się dostanie troszkę wody do ludzkiego organizmu, od razu umieramy. Natychmiast. Nawet parę, nie wiem, jeden gram wody wystarczy, żeby zabić człowieka wstrzyknięty bezpośrednio do organizmu. Jakaś taka absurdalna, niewielka ilość. Ale niby jesteśmy zbudowani z wody, czyli jakim cudem po wstrzyknięciu wody od razu umieramy?
Problem polega na tym, że właściwie hemoglobina i wszystkie te rzeczy, które my nazywamy krwią, właściwie nie są sklejone z wodą. One są w wodzie, ale tworzą taką plazmę w wodzie, nic więcej. Właściwie nie wiadomo nawet, jak to nazwać. Naukowcy o tym nie mówią. Nie wiadomo, o co chodzi. Nikt nie wie, o co chodzi. Efekt przy przetaczaniu krwi jest dosyć widoczny dla wszystkich użytkowników takiej sytuacji. Jeżeli miałaś albo ty wypadek samochodowy i przetaczano ci krew, to podczas przetaczania krwi podaje się taką substancję, która cię, że tak powiem, unieszkodliwia. Znieczulacz. Ponieważ szok organizmu jest tak potężny albo ketaminę się dodaje tutaj i to jest na autostradzie.
Jeżeli coś się dzieje, to dostajesz po prostu zastrzyk z ketaminy i to po prostu ratuje ci życie, bo nagle mięśnie się wszystkie rozluźniają. Można cię wyciągnąć z samochodu, można ci wbić żyłę w dowolne miejsce. Znaczy żyła nie jest, znaczy można ci wbić strzykawkę w dowolne miejsce, żeby cię dotankować. Żyły nie są napięte, nic nie strzeli. I jeszcze oprócz tego zdejmuje szok właśnie związany z transferowaniem krwi do innego organizmu. Okazuje się, że za każdym razem, kiedy do naszego organizmu cokolwiek się dostaje, dostajemy takiego szoku, takiego totalnego szoku. I właściwie cała ta współczesna medycyna bardziej się zajmuje tym, żeby ten szok nas nie zabił niż ta krew, która nam się dostaje do organizmu, bo szok jest tak potężny. Tadam! I nikt właściwie nie wie, czym jest krew. Dalej.
Jest taką substancją, która pływa w wodzie. No i to jest pytanie, czym my właściwie jesteśmy? Taką substancją, która w sumie Też zamieszkuje troszeczkę wodę. Teraz wróćmy do tych wszystkich kamiennych rzeczy. Wygląda na to, że ktoś, kto tu mieszkał, też był substancją, która zamieszkuje wodę, bo elementy ognia, elementy wody, właściwie wszystkie dokładnie te same żywioły na tych wszystkich starożytnych rzeźbach. Mój postulat brzmi tak, że ci ludzie doskonale wiedzieli, czym jest krew i znali całą historię świata. Istnieje koncepcja, do której się absolutnie skłaniam, która mówi o tym, że jeżeli chcesz zrozumieć, czym jest krew, musisz zrozumieć kompleksowo cały świat. To jest związane z obrazkiem, który gdzieś tam przemykał, o którym wspomniałem, że zaczyna się od ludzkiego oka taki przejazd, a kończy się na galaktyce. Jeżeli nie rozumiem pierwszego elementu tego fraktalu, tej konstrukcji, przynajmniej takiej prostej zasady działania pola, w którym funkcjonuję, które mnie tworzy, to w jaki sposób będę w stanie wyjaśnić sobie cokolwiek innego? To jest w ogóle inny fundament myślenia o rzeczywistości, bo tu nie myśli się o materii, tylko myśli się o czymś zupełnie innym.
I wszystkie te historie ze starożytnych czasów można żywcem przenieść z innej rzeczywistości, takiej bajkowej. I to nie są do końca bajki, bo teraz, jak zaczynamy grzebać w tej technologii, która się pojawiła, zaczynamy rozumieć troszkę więcej, kim jesteśmy, skąd się tu wzięliśmy. To wygląda na to, że to jest właściwie nasza technologia, bo o ile do tej pory produkowaliśmy różne rzeczy, takie jak silnik spalinowy, cokolwiek w tym stylu, które były takim intelektualnym, nieudanym lotem, próbą wymyślenia czegoś z niczego i nie za bardzo to działało, to okazuje się, że ta technologia plazmowa, która teraz wszędzie zagościła, ja o tym rozmawiam w czwartek w radiu Na Fali, także tu sobie oszczędzę techniczne sprawy. Ale tu w ogóle chodzi o plazmę, nie tylko o Teshiego, ale w ogóle wszelkie rodzaje plazmy, bo to też temat jest badany od czasów Tesli już, że te historie najlepiej opisać od strony plazmy. To jest taki vorteks energetyczny, który w jedyny sposób, w jaki możesz sportretować, to narysować sobie dwa węże, które się przemijają. Wracając do Egiptu i tych naszych dwóch dziarskich dżentelmenów, którzy się zebrali do kupy, czyli jednego pana od plazmy, od którego zaczęliśmy i drugiego pana geologa. Zaczęli sobie dyskutować nad symbolami w starożytnym Egipcie, bo przecież tam połowa tych wszystkich hieroglifów jest absolutnie nierozszyfrowana do dzisiaj. Zaczęli sobie przeglądać te wszystkie rzeczy i nagle wyciągnęli album ze zdjęciami z eksperymentów z plazmą. I okazało się, że gigantyczna część tych rysunków praktycznie wygląda dokładnie tak, jak zdjęcia plazmy w laboratorium poddanej konkretnym zjawiskom, w tym przypadku elektromagnetycznym, bo oni utrzymywali tą plazmę elektromagnetycznie w dużych pojemnikach wypełnionych specjalnymi gazami i cewkami. To w warunkach eksperymentalnych, kiedy technologia próbuje coś udawać, ale w rzeczywistości to my jesteśmy plazmą.
Drzewo jest plazmą, powietrze dookoła jest plazmą, woda jest plazmą. Teraz wyciągnijmy wszystkie cewki, wyciągnijmy tą miedź, wyciągnijmy żelazo, cokolwiek tam jest z tego wszystkiego i zobaczmy na nasze funkcjonowanie. My normalnie jesteśmy taką samą plazmą, tylko że poziom interakcji jest zupełnie gdzie indziej, bo jest emocjonalny. Ta plazma, którą my jesteśmy, jest zarządzana emocjonalnie, a nie na zasadzie strategii użytkowania jakiegoś przedmiotu fizycznego. Bo materia dookoła nas jest tylko materią i ona się nieustannie rozsypuje, tak samo jak my w stanie materii. To jest tak zwany biegun grawitacyjny. To jest tam, gdzie wszystko gnije, się starzeje. To jest materia, grawitacja. Natomiast drugi biegun, czyli magnetyczny, to jest nasz duch. To jest też ciekawa historia, dlaczego po substancjach psychoaktywnych czujemy się doskonale i też w obecności niektórych zjawisk plazmowych.
Bo to też jest ta sama historia, jak się okazuje. To nie jest tak, że można wziąć substancję psychoaktywną i wrzucić gdzieś tam, bo to substancja albo medycyna naturalnego pochodzenia, bo to medycyna, a tutaj mamy technikę. Tu się okazuje, że właściwie interfejsem ostatecznym jesteśmy zawsze my, czyli zawsze ta sama istota. I teraz odbieram telefon od pana Patryka. Dzień dobry, panie Patryku. Witam serdecznie szanownego pana. Jak zdrówko?
[28:31] - Bardzo dobrze, dziękuję. Wiesz co, mam takie pytanko. Bo skoro wszystko jest plazmą, to co w takim razie jest energią? Bo ja uważam, że energia-
[28:40] - No właśnie plazma.
[28:42] - Wszystko też jest energią, tak?
[28:46] - Plazma jest energią, to jedno przez siebie. To jest taka struktura energii.
[28:51] - Plazma to jest prąd energii, czyli to jest jedno i to samo tak naprawdę.
[28:53] - Otóż to. To zależy jeszcze jaka, bo na przykład robisz te eksperymenty. Ja tu też takie troszkę eksperymenty porabiałem u siebie z owymi plazmowymi historiami jeszcze w próżni. I masz coś, co jest wyprodukowane w próżni, jest takim produktem naszego intelektu i plazma jest dookoła. Z plazmy jest energia wtedy, kiedy ty chcesz ją zamienić na energię. Bo to jest też taki sposób myślenia. Ty mówisz „energia”, a ja nie wiem, czy ty mówisz o grzaniu, o prądzie elektrycznym, o przepływie wody, przepływie wiatru, o słońcu.
[29:26] - Dla mnie osobiście energią jest życie, czyli wszystko, co jest związane z życiem, czyli wszystko po prostu każde doświadczenie czy doświadczenie psychodeliczne nawet dla mnie jest rodzajem energii. Dla mnie jest to wszystko energią po prostu.
[29:44] - No i to jest takie-
[29:45] - Jakoś w ten sposób.
[29:47] - Ja to zawężam już naukowo do stwierdzenia, że jest to plazma. Właściwie za tym wszystkim stoi plazma. Żeby była jakakolwiek energia, bo energia to jest manifestacja.
[29:55] - Osobiście jeszcze nie rozumiem tego pojęcia plazmy. Plazma, mam takie wyobrażenie z jakichś filmów starszych. Plazma się często pojawiała w jakichś-
[30:05] - Albo 40 cali plazma.
[30:07] - Czyli strzelają, pistolet, karabin, strzelają z tej plazmy. Czyli jakiś rodzaj energii tak widzialny nawet można powiedzieć.
[30:14] - Po prostu zamieniasz energię, która jest wszędzie dookoła, z której wszystko jest zbudowane, bo wszystko jest właściwie taką Jakimś stanem energetycznym. Jeżeli wiesz, jak to zrobić, to zamierzasz to na kawałek błyszczącego pioruna, który trafia w konkretne miejsce, jak robi to mama natura i tworzy pioruny. Tak jak my, rozładowując się o sweter.
[30:34] - Żebyście sami potrafili zamieniać, tak?
[30:36] - Wiesz co, z tym nie ma za bardzo problemu. Ja bym to porównał do swetra. To jest dokładnie tak, że sweter jest, ale w momencie, kiedy zakładamy na siebie ten sweter, to nagle stajemy się elektryczni. I to nie jest to, że sweter jest elektryczny.
[30:51] - Interakcja z innymi przedmiotami.
[30:52] - Otóż to.
[30:53] - Teraz sobie myślę-
[30:55] - I to nie ma tak, że energia swetra.
[30:57] - A jakby tak zrobić, żeby wystrzelić ładunkiem energetycznym z ręki na przykład. Bez urządzenia żadnego.
[31:03] - Ale robisz to.
[31:04] - Urządzenie nasze ciało tylko i wyłącznie.
[31:06] - Właśnie to robisz, trzymając mikrofon w ręku albo długopis w ręku, albo wykonując jakikolwiek ruch ręką. Dokładnie to robisz. Właśnie na tym polega ta różnica. Bo my przełożyliśmy wszystko na maszyny, które za pomocą bez myślenia będą wszystko realizowały na rozkaz, nasze koncepcje. Był taki pomysł cywilizacyjny i się okazało, że właściwie jest to tylko związane z tą materią, tylko z biegunem grawitacyjnym, który właściwie nie jest sensem i istotą świata jako taki sam w sobie. To jest tylko i wyłącznie materia dookoła nas, z którą jesteśmy sklejeni. Natomiast sensem jest nasza dusza, można powiedzieć, jak to mawiano jeszcze w czasach Goethego, czyli nasza istota, my sami.
[31:40] - Chciałbym wrócić. Słuchaj, troszeczkę zmienić temat.
[31:44] - To ci się nie uda.
[31:45] - Kiedyś mówiłeś o takich piramidach, które widziałeś na niebie. Takich statkach. Ja miałem takie doświadczenie na Chorwacji. Byłem po LSD-ie.
[31:55] - To ja się zamieniam w słuch.
[31:57] - I widziałem mnóstwo obiektów latających. Licząc to 200, 300 może tych obiektów, aczkolwiek to nie były jakieś piramidy, ale przeróżne kształty i świecące obiekty. One jakoś tak dziwnie latały, dosyć wolno, w różnych kierunkach.
[32:18] - Powiem ci, że nie zbaczasz z tematu, bo częścią tego mojego poszukiwania jest moje zachłanne włóczenie się z aparatem po muzeach tu w Londynie. Ty widziałeś tę kolekcję zdjęć. Mam zdjęcia bardzo ciekawych kamieni, które pochodzą właściwie oficjalnie się mówi, że pochodzą z czasów Sumeru. Dokładnie. I tam są owe trójkątne statki latające wyrzeźbione na tym.
[32:51] - Ja właśnie trójkątnych tak de facto nie widziałem. Różne kształty były, przeróżne. Te doświadczenia się wydają takie dosyć... Ten stan jest taki trochę śmieszny.
[33:03] - Ale jest prawdziwy.
[33:06] - Troszeczkę człowiek czuje takiego uśmiechniętego kota oczywiście.
[33:15] - Kot z Cheshire.
[33:17] - Troszeczkę inaczej się odbiera tą rzeczywistość. To troszeczkę inaczej wygląda, aczkolwiek w stanie takim zwykłym nie doświadczyłem takiego czegoś. Nie widziałem tylu obiektów na niebie, jakoś nie dostroiłem się do tego.
[33:31] - Za każdym razem widzę właśnie. Ostatnio, nie wiem, dwa tygodnie temu, trzy jakoś tak. Też zawsze potężna ilość obiektów na niebie. Nie zawsze tak idealnie, że widzę kształty i konkretnie obiekty, ale jak widzę to już widzę wszędzie pełno.
[33:46] - No właśnie.
[33:46] - Autostrady, są takie konkretne gwiazdy.
[33:49] - Ta swoboda widzenia w ogóle jest też niezła. Że patrzysz w niebo i widzisz, co jest gwiazda i co jest dalej za gwiazdą.
[33:56] - Okej, Paweł, to mam do ciebie pytanko. Słuchaj, bo na pewno widziałeś troszeczkę tych starożytnych hieroglifów, o których się mówi, że nie wiadomo, co to jest. Ludzie wymyślają różne pomysły na to.
[34:06] - Dla mnie to są zwykłe malunki, nawet bez większego znaczenia tak naprawdę. Tak jak teraz ile powstaje przeróżnych znaków i grafik, tego wszystkiego.
[34:17] - Czekaj, ale ktoś to zrobił. Nie do końca. Mnie się wydaje, że nie do końca, ale to moja koncepcja.
[34:22] - Jakaś informacja jest na pewno zapisana.
[34:23] - Właśnie chodzi mi o tą informację.
[34:25] - Jaka? Co dany człowiek myślał w momencie-
[34:29] - Nawet nie. Jaki stan? Rozumiesz, bo zobacz, mamy do czynienia z dwoma stanami. Mamy stan grawitacyjny i stan magnetyczny. Grawitacyjny to jest stan, gdzie lgniemy do materii i nie potrafimy się od tego odkleić. Jesteśmy chciwi, musimy mieć rzeczy, pieniądze. Musimy coś mieć. Musimy mieć i to musi przetrwać do jutra.
[34:44] - Rozumiem. Ja to nazywam codziennością i niecodziennością.
[34:49] - Można powiedzieć, że nieco-
[34:51] - Czyli poniedziałek, piątek, sobota, niedziela. Jakoś tak.
[34:54] - Człowieku, to musi się skończyć! To musi się skończyć pewnego dnia. To jest nieprawda.
[34:58] - Fajnie by było tak cały tydzień, nie? Ale z pracą by było ciężko troszeczkę, a praca się z tym wiąże, z tą codziennością.
[35:06] - Wszystko będzie dobrze. Zostawmy tą pracę, ale wróćmy do tego pytania. Jeżeli przeglądasz takie rzeczy, to jakie masz skojarzenie? Ale wyrzuć w ogóle konkretnie takie zastanawianie się logiczne, bo ja tak okej, troszkę cię podpuszczę, bo ja myślę, że jest to właśnie opowieść z drugiej strony. To jest opowieść z tego świata normalniejszego, nie tego, w którym się pracuje przez osiem godzin dziennie. Tylko to jest właśnie opowieść stamtąd. Dokładnie. I wszystkie te znaczki do tej pory nie straciły na swojej aktualności. Mówiąc szczerze, one dalej są. Wszystkie te znaczki na egipskich piramidach, wszystkie te wzorki, które są tam rzeźbione, na tych wszystkich starożytnych kamieniach, o których my nic właściwie nie wiemy, jak je przetłumaczyć nawet.
Te wszystkie spiralki. Myślę, że to nic nie straciło na znaczeniu, że to dalej jest książka, którą doskonale potrafimy przeczytać i to każdy, nie znając jakiegokolwiek języka, bo jest to na poziomie emocjonalnym, bo to jest ta różnica.
[36:00] - Spróbujmy inaczej. Ja teraz mam włączonego Skype'a i mam naprzeciwko symbol logo Radia Nafali, nie? To też jest swego rodzaju znaczek.
[36:11] - Jest heksagonalny kształt.
[36:13] - No i co ja myślę? Ciężko mi powiedzieć.
[36:17] - Tak, ale widzisz, Radio Nafali nie powstało-
[36:19] - Nie jestem w stanie takim
[36:22] - Nie powstała tysiąc lat temu. Nie jesteśmy kuci na kamieniu jeszcze. Jeszcze nie. Chodzi mi o informację. Przynajmniej tak mi się wydaje, że ta informacja, która jest na tych starych wzorkach jest doskonała do odczytania i to nawet dzisiaj. Tylko że nie w stanie grawitacyjnym naszego umysłu, gdzie ta część naszych płatów czołowych, która jest zaangażowana w procesy grawitacyjne przejmuje kontrolę. Tylko rozwiązanie tego jest w tej drugiej części naszej głowy, tam gdzie jest RNA, ten najstarszy kawałek DNA, który odpowiada za całą historię, właściwie za to, że się tworzymy. Jak się okazuje, to RNA, a nie DNA. I ta część mózgu to już jest magnetyczna sprawa, to już jest emocjonalna rzecz. Tu nie ma rozmowy o materii.
Materia jest tylko efektem. To trochę wygląda tak, jakby w mózgu nam zamieszkała osoba, która uwierzyła, że wszystko to, co robi, to już jest zrobione przez kogoś innego. I nawet jak macha ręką, to mówi: „Nie, to nie ja macham ręką”.
[37:21] - Myślę, że śmierć jest taką bramą do tego. Chociaż też by było fajnie za życia w taki sposób odbierać rzeczywistość. To jest może kwestia odbierania.
[37:37] - To jest kwestia odbioru.
[37:39] - Bo materialny świat uważam, że też jest ważny.
[37:42] - Ale on zawsze będzie. Od niego nigdy nie uciekniemy.
[37:46] - Masz znak równowagi. To musi być i ten stan i ten drugi.
[37:53] - Porównajmy to troszeczkę do obiadu.
[37:56] - Pomiędzy stanami.
[37:57] - Wiesz co, porównajmy to do obiadu. Wyobraź sobie, że twój wybór polega na tym, że albo jesz ziemniaki, albo nie jesz nic przez całe życie. To trochę słaby wybór. A może być tak, że właściwie nie ma wyboru czy jemy ziemniaczka, czy jemy marchewkę, czy jemy najbardziej wykwintne danie, czy istniejemy. Może być tak, że takich postaci, takich światów, takich cywilizacji jak nasza, w której aktualnie mieszkamy, możemy sobie wymyślić z parę milionów na głowę każdy. I to tak spontanicznie.
[38:27] - Tu i teraz, tak?
[38:28] - Na przykład.
[38:29] - Tu i teraz.
[38:30] - A my się tak zamężamy i się zastanawiamy: „Jejku, a co będzie, jak część tej fizyczności odejdzie? Przecież tu miałem samochód albo coś. Gdzie ja zatankuję swoją furę w kosmosie?”
[38:41] - Tymi rzeczami to ja się nie przejmuję.
[38:42] - Nagle się okazuje, że kiedy lecisz w kosmos-
[38:44] - Abstrakcja w ogóle.
[38:48] - Niepotrzebna jest ci fura i tam nikt nie szuka fury. Także problem z tankowaniem samochodu tam znika na przykład. I nagle się okazuje, że rzeczy, które stąd wydają się problemem dla innych wymiarów, innych miejsc, troszeczkę szerszej perspektywy odbioru, właściwie nie są żadnym problemem z tamtej perspektywy. Zawsze chyba z każdym problemem.
[39:05] - Można odpłynąć tu i teraz, tylko nie każdy ma odpowiednie warunki do tego. Bo często ludzie, którzy nie są w tym, o czym mówimy, w tym stanie grawitacyjnym czy tym odwrotnym, to oni się sprowadzają z powrotem. I to jednak przeszkadza troszeczkę. Nie wiem, czy ludzie po prostu są niedostrojeni do pewnych rzeczy tak na co dzień przez pracę, przez to wszystko.
[39:35] - To trochę zależy. Ja się wtrącę z boczku. To zależy trochę od podejścia też, bo takie myślenie o tym, że musisz się z jakimiś ludźmi konfrontować i ten swój stan musisz z nimi konfrontować, wcale ta sytuacja nie musi zaistnieć. To jest tylko sprawa twoja w twojej głowie.
[39:59] - Nie do końca.
[40:00] - Ale powiem ci dlaczego. Początkowo wydaje mi się, że przygody z substancjami trzeba przejść taki etap po prostu takiego: „Wow, jestem w innym stanie”. Myślę, że po prostu przychodzi w końcu taki czas, kiedy zauważasz w drodze pewnej sublimacji, że pewne procesy po prostu-
[40:21] - Ja się zraziłem troszeczkę. Robię sobie wracać wspomnieniami. Teraz głównie żyję wspomnieniami.
[40:28] - To widzisz, to słabo, bo to już jest tylko i wyłącznie legenda.
[40:32] - Ale tak się zdarzyło po prostu, że miałem traumatyczne przeżycie, jakim było wylądowanie w szpitalu. Wiadomo jakim, tak?
[40:42] - Tak, takie rzeczy mówisz.
[40:43] - Tak. I teraz muszę codziennie rano i wieczorem brać leki.
[40:49] - Wolę pójść tak daleko w las, żeby nie było opcji, że mnie ściągną do szpitala i sobie ten szpital zrobić w lesie.
[41:00] - No właśnie, ale to jest właśnie ingerencja ludzi z zewnątrz. A jak odpłynąłem już tak, że-
[41:09] - A może właśnie przypłynąłeś do siebie dopiero wtedy?
[41:11] - Właśnie.
[41:12] - Może właśnie na tym to polega, że nagle wszyscy wariaci się złapali. „Łał, zaraz, zaraz, zaraz. Nie możemy człowiekowi pozwolić odlecieć, bo co będzie z naszym ważnym światem?”
[41:21] - No tak.
[41:22] - Okej, mam tu-
[41:22] - Właśnie o to chodzi.
[41:24] - Mam tu Anikę. Halo, halo. Cześć.
[41:27] - Dzień dobry. Czy dobry wieczór. Nie Anika, tylko Norbert.
[41:30] - Witam serdecznie, Norbercie. Jak zdrówko?
[41:33] - Tak, super. Moja żona dzwoniła ostatnim razem do pana.
[41:38] - Tomek mam na imię, spokojnie.
[41:40] - Jestem Norbert.
[41:41] - Ale możesz na pan. Wszystko możemy. Pan kapitan. Pan pozwoli.
[41:50] - Super. Chciałem w ogóle podziękować za penę przyszły i są tak skuteczne, że-
[41:56] - Słuchaj, to zadzwoń do mnie. Zadzwoń w czwartek, jak będziesz mógł do Syntezy, gdzie ja właśnie opowiadam dla wszystkich keszystów. Tam keszyści jadają.
[42:09] - Rozumiem. Tylko chciałem podziękować w ogóle za penę. Są tak skuteczne.
[42:15] - Wow, dziękuję bardzo. Strasznie się cieszę, bo to naprawdę szalenie miło, że nie boli. Naprawdę nie boli, że działa wszystko okej.
[42:22] - Chyba moja żona tam dzwoniła. Nie wiem, czy pamiętasz, ale dzwoniła.
[42:29] - I don't know. Musiałbym sobie przypomnieć. Chyba tak.
[42:32] - A to nic z tego.
[42:33] - Pamiętam, to było jakiś czas temu. Tak, pamiętam.
[42:36] - I teraz zacząłem swoje kręcić.
[42:41] - To mi się podoba. To jest dobry zaczyn. Pierwszy jeszcze może przyjść passa, ale drugi set to raczej samemu skręcić.
[42:50] - Dokładnie. Nie przerywam. Wszystko super. Dziękuję bardzo.
[42:58] - To ja dziękuję.
[43:00] - I pozdrowienia dla księcia.
[43:02] - Dzięki, odzdrawiam serdecznie.
[43:06] - Gdzieś w Rijadzie ostatnio jakieś zdjęcie widziałem.
[43:09] - Tak, dokładnie. W środę najbliższą opowieści i wstawki mięsne z terenu.
[43:16] - Dobrze, to ja jeszcze tutaj fajkę trzymam i za was zapalę.
[43:22] - Czujemy się zaszczyceni.
[43:24] - A to nie.
[43:24] - Też nie odmówię. Okej, wracamy do tematu. Wow! Dziękuję bardzo i do widzenia.
[43:30] - Trzymaj się. Hej.
[43:31] - Hej. Cześć.
[43:32] - Chciałem się zapytać jeszcze, bo mówię tu dużo z substancjami.
[43:37] - Ja nie konsumuję, po prostu używam.
[43:41] - Dokładnie.
[43:43] - Tak po przyjacielsku.
[43:44] - Skierowanych konkretnie, gdzie jest muzyka, dekoracje, wszystko jest właśnie pod to. Czyli festiwale jakieś.
[43:55] - Nie, zupełnie nie. Coś ty. Raczej takie kameralne wyprawy w wąskim gronie, czasami solo również.
[44:08] - Ale to też imprezy. My kiedyś robiliśmy, jako leszna szajka, imprezy w lesie. Także z jednej strony muzyka.
[44:16] - Ale właśnie widzisz, to nie to.
[44:20] - Ale czasem mieli, strasznie mieli mózg.
[44:23] - Dlatego właśnie mieli. Ma mielić. Przed tym mieleniem im szybciej przestaniesz uciekać, tym szybciej poznasz prawdziwe benefity tego. Bo tak jak mówię, jest cały czas taki efekt takiego wow, że coś przejmuje nad tobą kontrolę, że ty tracisz swoje zmysły, a ty jesteś cały czas tym. Po prostu posłuchaj tego głosu. Posłuchaj siebie. Nie bój się swoich strachów.
[44:48] - To jest dla mnie jakiś punkt odniesienia mój tak naprawdę.
[44:52] - To jest twój jedyny punkt odniesienia. Musisz zaufać sobie przede wszystkim, że dajesz radę i ogarniasz to wszystko i wtedy świat zaczyna wyglądać trochę inaczej. I ten stan przestaje być taki niezwykły i nagle zauważasz, że pewne-
[45:08] - Ale to jest ciekawe. Z jednej strony potęgowało doznania wszelakie, szczególnie ta muzyka przy dobrym brzmieniu.
[45:15] - Tak.
[45:16] - Dekoracje też. Aczkolwiek ja ostatnio, to był listopad chyba, jeszcze zebrałem jakieś grzyby i bez muzyki było spokojnie, tak delikatnie.
[45:31] - Zależy od ilości. Ale też pamiętam, że przechodziłem przez taki etap, że miałem zawsze jakąś playlistę ze sobą. Jak szedłem na grzyby, to po prostu musiała być muzyka i tak dalej. Ale w końcu te rytuały przestały mieć jakieś znaczenie. Nagle zaczęła docierać wiedza taka. Pamiętam tą pierwszą wyprawę, kiedy się odkleiłeś od dźwięku, bo ja byłem na tej wyprawie razem z tobą. Byliśmy na grzybach i to było właśnie odklejenie się od tego grawitacyjnego konceptu na życie, że musisz mieć coś, co cię zabezpiecza w materii.
[46:03] - Właśnie dlatego.
[46:03] - O tym koncepcie mowa. Jest o tym, że część z nas do pewnego momentu wierzyliśmy, że materia daje nam zabezpieczenie, że jak trzymasz coś twardego w ręku, co jest bardziej twarde niż ty i jest twoje, to jesteś bezpieczny.
[46:19] - Dlatego też tworzenie takiej atmosfery imprezy też jest jakby trochę odciągnięciem uwagi od w zasadzie istotnych spraw. Od tej konfrontacji.
[46:32] - Ciekawe. Może tak być.
[46:35] - I pamiętam, że skończyła się playlista, coś wysiadło, akumulatory się skończyły i nagle usłyszeliśmy ciszę. I to tak usłyszałeś ciszę. Wszyscy usłyszeli.
[46:45] - Najlepszy jest dźwięk kosmosu. Ten dźwięk, ten taki uuu.
[46:51] - Wielkie koła zębate.
[46:54] - Kosmosu.
[46:56] - Tak.
[46:56] - To jest piękny dźwięk.
[46:58] - Ale to zostawiamy koła zębate kosmosu. Dokładnie. I dźwięki z hiperprzestrzeni zostawiamy. I tak jesteśmy w hiperprzestrzeni. Na statku kosmicznym zwanym Ziemią. Tak się nazywa nasz statek kosmiczny.
[47:11] - No tak.
[47:13] - To jakaś muzyczka.
[47:14] - Wypasiony statek, nie?
[47:16] - Całkiem.
[47:17] - Ale można bardzo łatwo się przykleić, bo ma potężne zakłócenia grawitacyjne. Potężne i można się tak łatwo przykleić do materii w tym życiu. Można tak łatwo uwierzyć w to, że to jest jedyny sens życia.
[47:32] - Dlatego tak leci szybko czas niektórym. I to jest właśnie to. Że tak mija sobie roczek i w ogóle bez jakichś nie wiem.
[47:43] - Ja myślę, że czas w ogóle pędzi. Słuchaj, ale ja w tym momencie ścinam kwestię czasu. Wracam do wątku, brutalnie wracam do wątku. Dzięki w ogóle za telefon, Patryku.
[47:53] - Dobra, hej.
[47:53] - Do usłyszenia. Dzięki za telefon. Wracamy do naszego głównego wątku końca świata, bo świat się kończy. Jesteśmy tego świadkami tutaj, czy chcemy, czy nie. RadioNaFali.com się nazywa. „Hiperprzestrzeń”. Jakbyś, człowieku, nie wiedział, czego słuchasz. Dziewczyno, ty też już wiesz, czego słuchasz. Radia Na Fali. Retransmitowane jest również w Radiu Paranormalium i w Radiu Dreamtime.
A to się nazywa „Hiperprzestrzeń”. Ja mam na imię Tomek, ze mną jest Edek.
[48:17] - Przelotem znowu.
[48:18] - Znowu z arabskich krajów.
[48:20] - Ale trzymajmy się węży.
[48:22] - Dobra, trzymajmy się węży. Wracając do tych wężowych historii.
[48:26] - Ja tak wtrącę swoje trzy grosze też, bo tak zeszliśmy troszkę na manowce substancyjne nieco i tam przecież tak samo pojawiają się węże.
[48:35] - Nieustannie.
[48:36] - Nieustannie. Ciągle się wiją
[48:38] - Czytałem raporty medyczne z prac z psychą w Amazonii, pisane przez panów z doktoratami, z dyplomem, z pieczątką buraka i ziemniaka, którzy robią tam terapię z ludźmi. Częścią tej terapii jest bardzo często rysowanie tych wszystkich rzeczy, bo człowiek opowiada i rysuje, co się działo. To po prostu aż rojny od wszystkich tych wężowych, kręconych istot. Wszystkie reprezentują dokładnie to samo: moce życia, energię życia. Niezrozumiałą na poziomie logicznym, zrozumiałą tylko i wyłącznie na poziomie emocjonalnym. To jest trochę jak te wszystkie starożytne budynki. Wszyscy czujemy się w nich: „Wow, tu jest coś znajomego”. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Nie wiem jak ty i nie wiem jak ty, słuchaczko i słuchaczu, ale ja ilekroć bywam w takich miejscach, czasami się zdarzy taki fu, takie stare kamulce, to się okazuje, że czuję się doskonale. Czuję się jak u siebie w domu i zawsze czuję nieodparcie.
Myślę, że chyba miliony ludzi w każdym z takich miejsc czują dokładnie to samo. Nieodparcie czujemy, że rozumiemy to wszystko, że znamy to doskonale, ale zgubiliśmy pamięć. Przynajmniej ja mam taki wątek, że mam taką historię i wielu ludzi podejrzewam, że ma dokładnie to samo. Stąd się bierze taka ilość książek na ten temat, taka ilość badaczy, chociażby Graham Hancock. Badamy te rzeczy, bo wydają się nam znajome z pewnych powodów. Myślę, że jednym z tych powodów, bo nie chcę wbijać w całą szeroką paletę tego zagadnienia, jest tylko i wyłącznie chociażby kwestia grawitacyjno-magnetyczna, można powiedzieć, czyli materia, czyli myślenie przedmiotem albo myślenie emocją. My budujemy przedmioty, które tworzą pewną kondycję, można powiedzieć fizyczną, nawet nie fizyczną. Tworzą po prostu w rzeczywistości warunki fizyczne. Powstaje gdzieś kawałek gorąca, gdzieś jest kawałek wody, to się nagrzewa, mamy ciepło w domu, idzie rurami. A teraz co się wydarzy, kiedy zaczniemy używać naszej głowy do robienia tego wszystkiego?
I wielu ludzi do tej pory używa własnej głowy. Są kraje Dalekiego Wschodu, gdzie są mistrzowie, którzy robią bardzo dziwne rzeczy ze swoim ciałem i wszyscy mają oczy w słup, bo nikt z tak zwanego cywilizowanego świata, gdzie jest tak zwane racjonalne myślenie, nie jest w stanie wyjaśnić tej kwestii związanej właśnie, jakim cudem ci ludzie posiadają takie właściwości. I tam też się pojawiają symbole węża. Przecież indyjska kultura, tego jest sporo. My oczywiście używamy naszych logicznych znaczeń. Inna sprawa, że podejrzewam, że gdyby tak prześwietlić wszystkich aktualnie użytkowników symbola węża, to często byśmy znaleźli ludzi, którzy nie mają bladego pojęcia o tym, czym jest w ogóle życie w samej swojej istocie. Bo żeby zrozumieć życie w swojej istocie, dobrze by było zacząć od tego, żeby zrozumieć, czym jest nasza krew. Chociażby od tego zacząć, tak na początek. Czysto emocjonalnie. A właśnie, czy da się to wyjaśnić czysto emocjonalnie?
Ja myślę, że absolutnie się da. To jest dokładnie oddziaływanie tych pól grawitacyjno-magnetycznego poprzez różne rzeczy i nagle powstaje coś. Najlepszym przykładem tu jest chyba każde ziarenko, każde nasionko, każdy orzeszek, cokolwiek ma skorupkę i z czegoś coś później wyrasta. Dookoła mamy nic innego jak warunki magnetograwitacyjne. Z zewnątrz mamy osłonkę, która zmienia te warunki i w środku to pole magnetyczno-grawitacyjne wygląda zupełnie inaczej. Tego ziarenka oczywiście. To jest troszkę jakbyśmy wzięli bańkę, odsączyli powietrze, włożyli tam dwa druty i puścili trochę prądu i też się pojawią iskry. Normalnie jak zrobimy ten numer z kablami bez odsączania powietrza, trzymając je w rękach zaizolowane, żeby nas nie pokopało, to właściwie może nie pojawi się żadna iskra, żadne łuna, żadne świecenie, może rozładować się w powietrzu bez naszego wizualnego udziału. A emocje? Emocje to jest ta chyba historia, która stoi za tym wszystkim od początku do końca.
Bo przecież żeby wybudować jakąkolwiek maszynę, trzeba mieć emocje. I tak naprawdę każda maszyna, którą buduje ta cywilizacja, jest niczym innym jak takim interfejsem, próbą zbudowania interfejsu samego siebie. I to wygląda troszkę jak zabawna zabawa i taka dosyć kretyńska zabawa w udawanie mądrzejszego niż się jest. Czyli nie rozumiemy, na jakiej zasadzie funkcjonuje nasza krew. Nie chcemy tego zrozumieć. Właściwie zrozumienie tego jest dosyć proste. Nie wymaga godzin lat na uniwersytetach. Jest to zjawisko plazmowe i wszystko jest z tym okej. Kondycja dwóch pól, które oddziałują poprzez tą rurkę, która tworzy warunki w środku i w środku wody. Ponieważ mamy w wodzie mirały, zaczyna tworzyć się spontanicznie plazma, która się nazywa krwią.
To jest żelazo przede wszystkim. Otóż to. I to żelazo właśnie powstaje w ten sposób. Można zrobić dokładnie krew w warunkach laboratoryjnych w ten sposób dokładnie posługując się takimi samymi metodami, że się bierze tkanki, bierze się odpowiednią wodę i można wyprodukować taką substancję, która może być podawana przy operacjach jako krew i stabilizuje organizm. Są takie historie w takich bardzo solidnych laboratoriach medycznych. Nam się o tym nie mówi, bo wiadomo, że jest to troszkę elitarna technologia i przeznaczona dla bardzo wąskiego grona do używania, nie dla każdego w dzisiejszych czasach. Ale wiadomo, że jeżeli chcemy się dobrać do naszego zdrowia w jakiś fajny sposób, generalnie zradzić tak dosyć skutecznie, to musimy kompleksowo podejść do sprawy, że przecież ludzie, którzy leczą się z nowotworów, jakichś naprawdę poważnych spraw, to nie jest tylko kwestia tego, że wzięli tabletkę albo zrobili jakąś terapię i przeszło, tylko to jest kwestia zmiany trybu życia, zmiany wszystkiego dookoła nas. Nagle się okazuje, że nasze emocje tworzą praktycznie nasz stan chorobowy i nasz stan zdrowotny. I wszyscy o tym chyba już w dzisiejszych czasach doskonale wiedzą. Oprócz korporacji farmaceutycznych, które też chyba zdaje się doskonale o tym wiedzą, tylko że sprzedają coś zupełnie innego w swoich reklamach po to, żebyśmy dalej tkwili w takiej słodkiej niekonsekwencji, żeby nam się wydawało, że nasz organizm, cokolwiek jest dookoła, ta cała kondycja grawitacyjno-magnetyczna nie odzwierciedla tego, co robimy Bo jest to taka fajna wymówka doklejenia się do materii, takiego chciwego, żeby się przykleić do niej bez jakiejkolwiek konsekwencji, żeby zapomnieć troszeczkę o tym naszym magnetycznym biegunie, czyli biegunie naszej duszy.
Cytując prawie, że Goethego. Teraz wracając do tej cywilizacji. Mamy tych ludzi latających na wężach, mamy ludzi będących jakimiś rybami, mamy powrót tej cywilizacji. Mamy taki epizod, że cała wiedza wraca i powstały jakieś potężne cywilizacje. Widzimy tego ślady, że coś tam się działo i później znowu wszyscy znikają, wyparowują. Jest taki fenomen właśnie w badaniu tych wszystkich zjawisk związanych z kulturami, tymi pradawnymi kulturami. Właściwie wygląda na to, że jest to jedna kultura, która była globalna na całym świecie. Chodzi mi o te wszystkie piramidy, o te wszystkie kamienie porzucone nie wiadomo gdzie, że ta globalna kultura się co jakiś czas pojawia i po prostu znika. To jest w ogóle fenomen i z reguły dzieje się to w okresach, kiedy Ziemia podlega potężnym zmianom. To są te największe ruchy tektoniczne, które się wydarzają co 12 000 lat.
To są te momenty, kiedy kontynenty się przesuwają i nabierają swojego finalnego kształtu na kolejne 12 000 lat. Dokładnie ten moment mamy teraz. Właśnie się przesuwa płyta. Właśnie zaczęła się przesuwać pod zatoką, Morzem Birmańskim? Tak to się nazywa? Obok Indii. Morze Birmańskie. Dokładnie tam zaczęła się przesuwać dosyć mocno, tak że było potężne trzęsienie ziemi pod wodą. I dokładnie taki świeżutki news prosto z Meksyku, że tam się pojawiły takie dziury w ziemi i że tam też się zatrzęsło troszeczkę. Są takie wstrząsy sejsmiczne i gdzieś tam jeszcze w Stanach zarejestrowano takie dodatkowe, niby zaskakujące, ale potwierdzające dokładnie wszystko to, o czym jest mowa w tych wszystkich opisach.
Bo jedyne, czego nie jesteśmy w stanie zatłuc, że tak powiem, nawet swoją logiką, to jest taki legendarny opis, który gdzieś tam został w tych wszystkich opowieściach. Czy one później zostały przerobione na religie, które tam wyznają swojego Mesjasza, czy zostały przerobione na jakieś teologie, które zostały nazwane cywilizacją. Cokolwiek by to nie było docelowo, to ten pomysł został przebrany jeszcze raz i jest używany do dzisiaj w różnych celach. Z reguły po to, żeby nas przestraszyć. Ale pomysł nie jest oryginalny. W sensie pochodzi z rzeczywistej historii, która się wydarzyła, czyli z tego potopu. To jest ten syndrom właśnie potopu. Przecież ten Bóg tak zwany... Ja tu sobie książeczkę otwieram, żeby sobie wspomóc troszeczkę. Ten meksykański Quetzalcoatl.
Ja nigdy nie wiem, jak to poprawnie wymawiać. Nigdy się nie nauczyłem tego języka indiańskiego. Może nigdy się nie nauczę. Może to jest emocjonalny język.
[57:21] - Ja sobie nigdy też nie radziłem z tym. Takie zlepki są liter, że po prostu-
[57:27] - Quetzalcoatl. Bo to się z hiszpańskiego czyta, bo to są jeszcze nazwy nadawane przez Hiszpanów. Takie miksy dziwne językowe. Historia jest dosyć prosta, że przybył taki koleś, przyleciał i to jest zabawne, że on trzyma w ręku takie zawiniątko, małą torebeczkę, w której trzyma coś. I przyleciał na takim wielkim smoku. I ten smok jest często opisywany jako kwestia związana z naszą intencją. To jest coś, co tworzy siłę życia. Energia, nasze, można powiedzieć, podłączenie do informacji, która jest całym kosmosem. I don't know. Można sobie tłumaczyć na różne sposoby.
Moim takim sposobem tłumaczenia jest po prostu intencja. To jest myśl, która wyskakuje nam z głowy. Myśl, która stoi, jest prapoczątkiem wszystkiego. Żeby poruszyć ręką, żeby jakakolwiek materia zamieniła się w silnik i ktokolwiek mógł powiedzieć, że: „A tam, to tylko emocje”. Żeby cokolwiek takiego mogło się wydarzyć i ten ktoś tam mógł, że tak powiem, zakwitnąć w swoim ignoranctwie, musi się pojawić intencja. Intencja ruszenia głową, intencja wysłania myśli, intencja zrobienia czegoś z tą myślą. Kolejny ten sam numer to są te historie o Nana, czy jakoś tak. Historia z powodzią jeszcze z Mezopotamii. Bardzo dziwny kostium. Tutaj mamy ilustrację, także posiłkujemy się ilustracją.
Ty, człowieku, możesz przerzucić książkę na stronę numer 27.
[58:50] - Szkoda, że państwo tego nie widzą.
[58:53] - Strona numer 27, ilustracja numer 6. I tam jest taka postać człowieka z rybą, który też ma koszyk w ręku, w którym coś tam przynosi. I dużo w ogóle jest takich postaci. Ręczny generator. I don't know.
[59:06] - Co on to trzyma?
[59:07] - Trzyma coś, co wygląda jak szynka, jak szyszka.
[59:11] - Szyszka i szynka też.
[59:13] - Dokładnie. Taka szynko-szyszka. Ciekawa historia. Przybył z ryby. Po prostu przybył z ryby. Ma krzyżyk na plecach. Taki symbol. To też nie przez przypadek. Ryby nie mają krzyżyka.
[59:26] - Ma skrzydła jakieś, ptasie pióra też.
[59:29] - Czyli reprezentuje wszystkie żywioły natury.
[59:33] - No tak.
[59:33] - Czyli wody i nieba, wszystkie żywioły oraz to, co się pomiędzy nimi dzieje. I sierść.
[59:41] - Ziemi może.
[59:42] - I ziemi też. Wszystko reprezentuje. Taki jakby cały przekrój form życia występujących na tej planecie i jest reprezentacją czegoś, co można nazwać regułą, która stoi za stworzeniem świata. I takie postacie pojawiają się na tych rysunkach w Mezopotamii. Teraz w Göbekli Tepe przecież jest taka też postać z koszyczkiem w ręku. Jest dużo takich historii. Niektórzy mówią, że tam różne zioła były noszone albo coś tam, ale I don't know. Ja bym się wcale nie zakładał. Tu mam kolejną ilustrację z takimi historiami. Porównanie już takie na bieżąco.
Reprezentacja Onanisa i Apka Kulu z Mezopotamii.
[01:00:24] - Wszyscy po prostu mają fajne designerskie torebki.
[01:00:30] - I wszyscy mają coś w ręku. Coś, co dawniej było w torebce, tylko wyciągnęli z tej torebki prawdopodobnie teraz. I to jest coś, co robi chyba życie. I don't know. Tak to wygląda zdecydowanie Właściwie nie ma, bo mamy tylko spekulacje na ten temat. I to są ślady po tej ostatniej katastrofie, która nam została, że wiemy tylko, co się wydarzyło później. Mamy te potężne, spektakularne budynki. Przesunę książkę troszkę na środek.
[01:00:56] - Słuchaczowi to nic nie pomoże i tak.
[01:00:59] - Ale my za to poczujemy się rześko. Tak że ty, słuchaczu, nic z tego nie zobaczysz. Ale książka Grahama Hancocka, troszkę wsiąknąłem w tą książkę ostatnio, o niej wspominam często. Warto o niej wspomnieć. Nic na niej nie zarabiam. Niech Graham sam na niej zarobi, jak ją kupisz. Polecam serdecznie. Jest tu cała ta historia, kiedy powstały piramidy, pomiar temperatur i widać, że coś innego się działo, był taki skok, w którym wydarzyło się coś. Było w miarę stabilnie. Ten jeden kawałek czasu 12 000 lat temu.
Do tego momentu widać taką amplitudę, która sobie idzie od małego, coś się tam dzieje, katastrofy mniejsze lub większe, nagłe zmiany i nagle jest takie łupnięcie i solidne łupnięcie. Kończy się gdzieś tak na 11 500 lat do tyłu i od tego momentu jeszcze jest jedno łupnięcie, takie delikatne, drobne. Idzie sobie w górę i to jest już nasz okres. Kolejny okres takiego odbicia w dół to jest 8200 lat do tyłu. Później zaczyna się cały ten okres historii do dzisiaj. Teraz jesteśmy w takim momencie, że ta linia schodzi w dół, czasy schodzą w dół. Właściwie zeszła dokładnie do poziomu bardzo bliskiego jak 8000 lat temu oraz okresu podobnego do czegoś, co się wydarzyło jakieś 5000 lat temu. Ludzie mówią czasami o zlodowaceniach. Zlodowacenia wyglądają troszeczkę inaczej na tym wykresie, chociaż one wyglądają trochę, jakby poprzedzały to wszystko i to zlodowacenie już mamy za sobą, tak zwane epokę lodu. Czyli dzieją się dziwne rzeczy dookoła, jest masa jakichś śladów.
Ja tutaj mam sporo zdjęć.
[01:02:36] - Mi się podoba ta jednostka before present. Jednostka czasu.
[01:02:42] - Tak, przed czasem.
[01:02:44] - To jest ciekawe, że ktoś w końcu zaczyna rzetelnie sprawdzać trochę starszą historię. Bo przecież to, co ogarniamy teoretycznie, każdy nosi jakiś tam w sobie kawałek tego kosmosu zasłyszany od rodziców w szkole czy coś takiego. Czasy historii datuje się w jakichś tam kilku tysiącach lat. Tam już dalej zaczynają się jakieś legendy, ale przecież skala czasu może być zupełnie inna. Jak popatrzysz na to, ile chociażby trwa erozja góry, gdzie zaczyna być widać wszystkie warstwy po kolei. Pokazuje to przeogromną skalę czasu.
[01:03:27] - A to jeszcze jest pytanie, czym jest czas, bo wiemy, że mieszkamy w kondycji grawitacyjno-magnetycznej.
[01:03:31] - To też prawda.
[01:03:32] - Zakręcasz tą kondycję i nagle z 8000 lat robi się skok 30-sekundowy.
[01:03:37] - Też prawda. Tak jak teraz też zauważyć można ten postęp. Wszystko dzieje się za naszego życia. Przewalają się przeróżne systemy.
[01:03:49] - Padły imperia, nowe się narodziły.
[01:03:51] - I dalej będą upadały. Tyle że trwa to coraz szybciej, w coraz szybszych pętlach.
[01:03:59] - Tak. Przy tych katastrofach jeszcze jest ta historia związana z niebem, o której jest tu dosyć często mowa, że masa tych spraw jest spuentowana w tych wszystkich rzeźbach, budynkach, tak astronomicznie właśnie na konkretne galaktyki, które wszystkie te starożytne cywilizacje doskonale znały, używały do nawigacji. I don't know, nie wiem dlaczego. To jest moja spekulacja właściwie, że mówię do nawigacji, bo dla mnie to wygląda jak nawigacja. Wygląda jak taki, po tych budynkach, zestaw potężnych informacji, które ktoś zostawił. Później zostały zburzone, przebudowane kilka razy. Nikt właściwie nie wie, ile razy były przebudowane i jak często były niszczone. Zostały tylko bardzo dziwne, tajemnicze figurki ludzi, którzy właściwie nie mają ust. Chyba jakby troszkę nic nie jedli. I mają duże oczy.
Wyglądają jak ludzie. Są bardzo tacy prości, mają duże głowy, że tak powiem. Normalnie wszystko jest okej. Normalny człowiek tylko właśnie raczej nic ci nie powie. Ale za to duże oczy.
[01:05:01] - A jak spojrzy w oczy, to...
[01:05:02] - Przeczyta na wylot. I to są wszystkie te rysunki, które ja znajduję w British Museum. Swego czasu zrobiłem taką rundkę nie tylko po British Museum, po kilku wystawach związanych z etniczną sztuką Indian Ameryki Północnej, bo w Londynie bywają takie okazje, że czasami bardzo fajne zbiory przyjeżdżają. Też prywatne kolekcje się czasami udostępnia, takie naprawdę konkretne. Do Stanów nie jest daleko stąd. Przeglądając sobie te rzeźby, zwróciłem pilnie uwagę na stan oczu tych rzeźb, tych przedstawień duchów w ogóle, bo Indianie nie nazywali ich w ogóle słowem „bóg”. Tam w mitologii nie powstało coś takiego, że bogowie przyszli z nieba, zbawili świat albo coś w tym stylu. Nie ma tego w ogóle pojęcia. Jest coś takiego, że bracia wrócili i bracia się zaopiekowali po wielkim powodzie. Przynieśli z powrotem wiedzę i później odeszli i powiedzieli, że wrócą jeszcze raz.
W ten sposób. U nich jest to taka ciągłość historyczna. To nie jest tak, że jest to sprawa wyrwana z kontekstu.
[01:05:58] - Że musi zająć konkretną ilość czasu.
[01:06:01] - Tak, że tu wyszedłem, tu mam giełdę, oni przylatują o 12:30 jutro, to załatwię sprawy jeszcze. Nie, tu nie ma takiej koncepcji. Jest tak, że jest to cykl, że z tej perspektywy jest to dużo lat, natomiast z perspektywy kosmosu jest to praktycznie nic. Jest to skok parosekundowy z jednego miejsca do drugiego. I widać te wyłaniania się planety, nieustanne wyłanianie się planety, potężne cywilizacje. Przecież ilu ludzi trzeba, żeby zbudować wszystkie te kamienne historie? I nie mówię tylko i wyłącznie o Egipcie. Ten, kto był w Egipcie albo widział zdjęcia z Egiptu, doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie jest tylko i wyłącznie piramida w Gizie. Tam problem polega na tym, że gdziekolwiek dosłownie wzdłuż Nilu się nie wbije łopaty, dosłownie gdziekolwiek, to trafi się na coś, co ma 2000 lat na dzień dobry. I to tak na dzień dobry.
Przekopuje się dwa metry głębiej, zaczyna się starożytny Egipt, starożytne cywilizacje, które sięgają do samego końca Afryki, do południowej Afryki, gdzie jest ten kalendarz Adama, czyli oficjalnie obwołany w sumie najstarszym takim centrum, okręgiem kamiennym, dokładnie, zegarem astronomicznym. Dlatego się nazywa Adam's Calendar. Zostało zniszczone przez chyba rząd Mozambiku, który jest chyba zdaje się właścicielem tego terenu, gdzie zabrano jeden z tych najważniejszych kamieni, który w środku wyznaczał ten centralny punkt astronomiczny. Zabrano go do muzeum, przesuwając to wszystko. On stał w oryginalnej pozycji przez 12 000 lat. Szlag tego nie trafił. Przyszła jakaś postać z muzeum wychowana w tej cywilizacji i zniszczyła sobie urządzenie, które właśnie dawało jej informację o tym, że być może coś ważnego się tu wydarza w tym momencie. I żebyś człowieku spojrzał na to, bo to nie po to ktoś stawiał te kamienie, robił to przez tysiące lat. To przetrwało tysiące lat. Specjalnie ustawił to w ten sposób, żebyś ty teraz wziął sobie ten kamyk, powiesił na ścianie, bo to troszkę takie głupie, bo zaraz spadnie meteor na ciebie i razem z tym kamykiem obsuniesz się pod ziemię.
Jo, zarymowałem. I wszyscy wiedzą o tym meteorze. Tylko ty będziesz ostatnim głupkiem, który tego nie wie. Bo ten kamyk, zamiast sprawdzić, co on w ogóle znaczy w tej konstrukcji, to tylko wziąłeś go do muzeum, postawiłeś w gablotce, opisałeś, że to jest przykład prymitywnej sztuki ludów pierwotnych biegających w skórach. Tadam, tadam! Ciekawe, prawda? Ciekawe koncepcje.
[01:08:23] - Indeed.
[01:08:24] - I tu jest jedna sprawa za tym schowana, że te istoty, o czym w legendach jest mowa, są jakby zmiennokształtne, można powiedzieć. To one kształtują materię, te istoty. To one przybywają, one się poruszają, one zmieniają warunki. To jest świat emocjonalny. To jest zupełnie inna cywilizacja, zupełnie inny sposób podejścia do historii. Do tego, kim się jest przede wszystkim. Oparcie się na polu magnetycznym, a nie na polu grawitacyjnym, czyli nie na budowaniu materii, czyli budowaniu silników rakietowych z paliwem, tylko na zakrzywianiu bardzo subtelnie pola magnetycznego za pomocą też pola grawitacyjnego.
[01:09:08] - Właśnie bardzo subtelnie.
[01:09:10] - Bardzo subtelnie, tak że nagle potrafi zniknąć pół planety.
[01:09:13] - Bo tak wygląda, jakbyśmy tak na rympał trochę chodzili dookoła tematu energii, można powiedzieć.
[01:09:21] - Tak.
[01:09:22] - Po prostu musi być z rozmachem.
[01:09:24] - Tak, musi być z rozmachem, a tu bez rozmachu nagle wyparowało praktycznie nie wiem ile milionów ludzi, bo przecież jak się człowiek przygląda na te kamyki, to Egipt to nie jest jedyny przykład. Cała Azja, praktycznie gdziekolwiek się nie pójdzie, tu w Anglii też stare menhiry. W Irlandii jest dokładnie to samo, w Europie jest to samo. Tylko wszystko oczywiście powyrywane, bo albo rolnik wyciągnął z pola, albo była wojna, albo coś się tam wydarzyło przez te ostatnie 12 000 lat. Ale jest tego tyle, że to się w głowie nie mieści. Teraz tak ktoś to zbudował. Wiadomo, że zbudowane było mniej więcej w tym samym okresie czasu, bo na to wskazują wszelkie warunki geologiczne. Wiadomo, że była wielka katastrofa i ona jest tym naszym warunkiem, który tu przysypał, że tak powiem. Dlatego to odkopujemy w niektórych warstwach wszędzie na świecie. No i teraz jest pytanie, gdzie przyspało to całą resztę ludzi?
Bo przecież jak ktoś to budował, to jakieś ślady katastrofy, odradzającej się cywilizacji w mozole, pocie krwi i trudzie musiały być widoczne, a nie ma ani śladu w ogóle. Wygląda to tak, jakby wszyscy wyszli na parę chwil, zanim jakakolwiek katastrofa się zaczęła. Wszyscy po prostu sobie wyszli i powiedzieli: „Wrócimy tu za 12 000 lat. Jak zmieni się pole magnetyczno-grawitacyjne Ziemi do poprzedniego układu, bo później będzie na przykład niesprzyjający”. Jest taka ciekawa koncepcja w Indiach. Saga Yuga się nazywa, czyli konkretne cykle historii. Trwa to 12 000 lat. Masz erę złotą, masz erę srebrną, erę żelaza, erę brązu. Każda z tych pór oczywiście ma swoją osobną długość. Najdłuższa jest pora tak zwana złota, czyli tak zwany golden age, złoty wiek.
Później jest srebrny, czyli takie już sklejenie z materią troszeczkę. Ten złoty to jest właśnie „nie musisz martwić się materią, bo potrafisz generować pole magnetyczne”. Nie nosisz żadnych komórek macierzystych w rękach, bo to trzeba być wariatem, żeby nosić komórki macierzyste w rękach, bo tego się nie da. To jest po prostu plazma. Ale za to masz urządzenie, które generuje taką kondycję, że te komórki macierzyste powstają dokładnie tam, gdzie ty chcesz. Nic więcej. I możesz w dowolnym wymiarze z tego korzystać. Czy to na ziemi, czy gdziekolwiek chcesz. Po prostu jeżeli są warunki albo ty chcesz stworzyć warunki do tego, to masz urządzenie, które tuninguje ci rzeczywistość dookoła przez zakrzywianie pola grawitacyjnego i magnetycznego. I to są te wszystkie historie, z których podejrzewam, wzięło się to zakłamanie, to logiczne zakłamanie o biegunach, że jest plus i minus, że jest zło i dobro.
Bo tu nie ma zła i dobra. Absolutnie. To jest tylko opis pewnego stanu podróżniczego, można powiedzieć.
[01:11:57] - To jest absolut.
[01:11:58] - To jest absolut, tak.
[01:12:00] - I nie mówimy tutaj o trunkach.
[01:12:02] - Nie. Kondycja jest jedna dla całego kosmosu jest dokładnie taka sama. Wszyscy żyjemy w tym samym kosmosie. Nie wiemy, jak wielki jest. Po prostu jest. Jesteśmy częścią tego kosmosu. I kolejnym etapem informacji, kiedy już wiemy, że jesteśmy w kosmosie, jest to, że te samooddziaływania, czyli jeżeli te samooddziaływania, to co? To taki koleś ma taki koszyczek, w którym ma małe urządzonko i tym urządzonkiem zmienia falę grawitacyjno-magnetyczną dookoła siebie w taki sposób, że może stworzyć planetę, cokolwiek chcesz. I stąd ta legenda, że ci, którzy przyszli, to byli bogowie i posiadali takie niesamowite właściwości, że odbudowali cywilizację.
[01:12:39] - Demiurg, tak. Takie greckie pojęcie jest przecież właśnie, takie coś około Boga, ale to jest taki właśnie-
[01:12:45] - Człowiek, który stał się Bogiem.
[01:12:46] - Stwórca, rządca taki wręcz.
[01:12:49] - Człowiek, który stał się Bogiem. Demiurg. Ale tam jest w negatywnym znaczeniu. Jest legenda, która mówi o tym, że ta cywilizacja, której jesteśmy uczestnikami, to jest dziecko złych demiurgów. Tu się coś stało z energetyką Ziemi. To jest w ogóle zagadkowa historia, nasza przeszłość jako planety. Mieszkańców to już w ogóle jeszcze bardziej zagadkowa. Już nawet nie chcę wspominać, ale samej planety jako miejsca to jest uhuhu. Księżyc. Ciekawa rzecz.
Wszyscy wiemy, że ślady po meteorach wyglądają jak takie rysy robione pazurami, jak zadrapania, bo nie ma grawitacji. Jak meteor przeleci nad Ziemią, wszystkie ślady po meteorach są takimi rysami. Meteor nigdy nie przywala.
[01:13:30] - To musiałoby być bardzo specyficzne prawdopodobieństwo, że tak centralnie.
[01:13:36] - 90 stopni pod każdym kątem.
[01:13:37] - Tak. I te wszystkie...
[01:13:38] - Pola magnetyczne, grawitacyjne, wszystkie będą tak samo. Także odrzut i jeszcze ładunek, który tam będzie eksplodował, będzie eksplodował w idealnych warunkach, że siła jego odrzutu będzie koncentryczna. Jest tylko jeden taki ładunek. Nazywa się termonuklearny. Tak wygląda krater po ładunkach termonuklearnych, jak kratery na Księżycu. I nikt nie jest w stanie tego wyjaśnić. My znamy te kratery jako kratery termonuklearne. Przecież jest ta historia jeszcze z Iranem, o ile dobrze pamiętam. I jeszcze przecież nie tylko z Iranem, bo to jest przecież połowa Sahary. Zielone szkło z Sahary.
Minerał. Wszyscy myśleli, że minerał do pewnego czasu, ale w rzeczywistości jest to stopiony kwarc, który możesz znaleźć na pustyni. Pustynia się zeszkliła po prostu w pewnym momencie. Jest taka warstwa potężna i to tak wygląda, jakby dosłownie wyobraźmy sobie dzisiejszą Saharę rozmiarem Europy. Nagle w ciągu dosłownie ułamka sekundy się zeszkliła pod wpływem wysokiej temperatury albo wytworzyła się taka kondycja, że kwarc, z którego był piasek, nabrał takiej temperatury. To nie znaczy, że musi być dookoła ciepło. To też jest dosyć istotna sprawa. Po prostu była jakaś kondycja, która stworzyła, że nagle kwarc zarezonował dokładnie w tym miejscu i cały zamienił się w taflę płynącej lawy. Następnie ta kondycja została zdjęta. Piasek zamienił się w taką taflę szkła.
Sahara musiała niesamowicie wyglądać po tej katastrofie, bo musiała być jak jedno wielkie lodowisko szklane, tylko że troszeczkę radioaktywne, bo to szkło wskazuje właściwości radioaktywne, czyli coś się tutaj działo z ciężkimi pierwiastkami, jakaś była ciężka kondycja, że tak powiem, manipulowana. Ta kondycja to słowo naukowe. Tak mi się wywołało. Widzę, jak tak kręcisz nosem. Wywołało mi się. Chyba dobrze pasuje tutaj.
[01:15:25] - Ja już nic nie mówię.
[01:15:26] - Przyzwyczaiłeś się, bardzo dobrze. Kłamstwo powtarzane nieustannie staje się prawdą, jak powiedział Goebbels.
[01:15:33] - Nic już nie muszę mówić. Widzisz, sam się nacinasz.
[01:15:38] - Zauważyłem to kątem oka, ale podoba mi się słowo kondycja. Ono szerzej oddaje, bo to jest kondycja, bo warunek jest jeden, a kondycja może być stwarzana przez wiele czynników i dlatego mi to bardziej odpowiada, bo warunek zawęża sprawę.
[01:15:52] - Można mówić warunki.
[01:15:53] - Ale warunki już musiałbym wymieniać.
[01:15:56] - To jest w ogóle...
[01:15:57] - Trivium. Logika języka. Tak zwane podstawy logiki. A widzi pan, starałem się, przesuwiłaś ostatnio.
[01:16:05] - Skończmy ten dyskurs.
[01:16:07] - Skończmy. I wracając do tego szkła, było ono na tyle cenne, że z niego robiono taki bardzo eksportowy produkt w ogóle w starożytnym Egipcie, bo już wtedy było używane jako ozdoba. Nikt nie wiedział, że jest radioaktywne, czyli ma duże zakrzywienie grawitacyjne. Czyli głupiejesz od tego. Nosisz dużo rzeczy przy sobie, dużo urządzeń elektrycznych, dużo mocy grawitacyjnej. To głupiejesz. Ja też głupieję. Każdy głupieje. Wyłącza się część mózgu, która po prostu odpowiada za procesy komunikacji ze światem zewnętrznym, niekoniecznie za obsługiwanie żołądka, śledziony, wątroby i kilku innych takich spraw. Energia wtedy w organizmie porusza się zupełnie inną drogą.
No i ktoś musiał tą Saharę zrobić w taki sposób i ktoś, kto robił, doskonale wiedział, którą drogą porusza się ta energia w człowieku. Bo musiał wiedzieć, czym jest krew. Musiał wiedzieć, jak krew powstaje, bo potrafił zamienić pustynię w jedno wielkie lustro i to w ułamku sekundy. Powierzchnie kwarcu. Do tej pory jest to wszędzie praktycznie na Saharze znajdowane, taki minerał. Takie zielone szkło kwarcowe, stopiony w bardzo wysokiej temperaturze, napromieniowany. Wszędzie tego pełno. I jest parę takich miejsc na świecie. Wygląda to z jednej strony albo jak potężna eksplozja termonuklearna, ale taka konkretna eksplozja. Tylko że jest to zrobione na takich potężnych obszarach.
Także ciężko było mówić, że ktoś zmasowanym atakiem zrzucił na kraj wielkości Polski 40 bomb atomowych, bo to nie ma sensu. W takich warunkach zrzuca się jedną. Czyli to musiało być coś bardziej potężniejszego. Są te opowieści w tych wszystkich indyjskich mitach. Vimany, czyli latające maszyny, za którymi uganiali się naziści, którzy ciągle szukali informacji na temat, jak naprawić swój napęd magnetograwitacyjny, bo oni mieli napęd magnetograwitacyjny, tylko że radioaktywny troszeczkę. I tam był ten problem, że to wszystko promieniowało, że tam specjalne skafandry. Później te skafandry były używane przez misje amerykańskich kosmonautów. Jak się przyznał von Braun do tego wszystkiego, że skafandry mieliśmy już wcześniej opracowane już długo przed Amerykanami, zanim w ogóle wojna była, czy jakoś tak. Przyznał, że już na tym tematy pracowali i właściwie mieli rozpracowane. Także to takie tylko historie z ostatniego stulecia.
I właściwie ile my wiemy na temat, co się wydarzyło w ciągu ostatnich 100 lat, to ile my wiemy na temat historii cywilizacji, skoro mowa jest o takich technologiach, które dosłownie były jeszcze za życia naszych dziadków. Jeszcze ktoś gdzieś coś tam mógł. Te miejsca jeszcze są do dzisiaj. Karkonosze, Góry Sowie, Riese, moje Riese.
[01:18:56] - Chyba moje.
[01:18:58] - Chyba twoje, bo ty stamtąd jesteś, człowieku. Wiesz, gdzie co ty pociąg?
[01:19:03] - Nie wiem.
[01:19:05] - To samomiejscowisz jesteś.
[01:19:07] - Niedokładnie tak. Wiadomo, że wiem gdzie.
[01:19:11] - Czyli miejscowy wiedzą. Nie powie. Dobra.
[01:19:13] - Nie wiem. Temat ucichł chyba trochę ostatnio. Nie wiem. Stanęło na tym, że nie mogą się dogadać, czy można kopać, czy nie.
[01:19:23] - I don't know. Zobaczymy, co z tego będzie. Może wykopią i może znajdą stare obrazy. „Łe rozczarowanie. Shit. Szukaliśmy złota. Fuck!” Zawołamy po muzealników. Taka historia będzie. A miało być tak kolorowo.
[01:19:43] - Poboczny temat oczywiście, ale gorąca historia wciąż i nadal. Coraz więcej się zrobiła taka dolnośląska gorączka złota.
[01:19:52] - 60 lat minęło. To jest fenomen. Zobacz na skalę czasu i teraz wyobraź sobie, że taka historia parkuje w przestrzeni 60 lat. Jest to gruba historia. Jeżeli cokolwiek tam jest, to jest to gruba historia, bo wiadomo, że były tam kopalnie radioaktywnych materiałów. Wiadomo, że Niemcy rozwijali tam dziwne technologie. Są nazwiska, są kontakty, są ludzie, są dokumenty. Poważnie. I nie wiemy nic na ten temat. Jakbyśmy mieli podejrzewam teraz zobaczyć część tej technologii, to być może wielu ludzi, naukowców, jakby zobaczyło coś, co lewituje, powiedziałoby, że nie wierzę w to, co moje oczy widzą, bo to jest niemożliwe, niezgodne z prawami fizyki.
A prawa fizyki to jest tylko oficjalna historia, której się nas uczy, nic więcej. Jakiekolwiek prawo fizyki, jakiejkolwiek nauki jest tylko i wyłącznie oficjalną wersją oficjalnie panującego dogmatu, który jest nazywany historią. Taką mam definicję na to. I to jest tylko 100 lat.
[01:20:48] - Ale to właśnie ta historia nie jest za długa na dodatek.
[01:20:51] - Tak. To sobie wyobraźmy-
[01:20:52] - Tę historię cywilizacji tak się zawsze odcina, tak się robi jakieś prymitywne kultury, nie biorąc pod uwagę historii ludzkości w tym wszystkim, rozwoju człowieka pojedynczego. Zawsze się uczymy historii o królu albo o bitwach czy czymś w tym stylu, a nie ma takiej opowieści-
[01:21:14] - Ile było takich bitew, które się nigdy nie odbyły. Tam ruszyli archeolodzy.
[01:21:17] - Chociażby. To tak, jak każdy kraj ma swoją taką-
[01:21:21] - Na Psim Polu we Wrocławiu, która się nigdy nie odbyła. Ale książki o niej uczyły.
[01:21:25] - Każdy kraj ma swoją legendę, ale to jest tylko i wyłącznie taka legenda. Mnie bardziej interesowałyby na przykład jak wyglądał rozwój. Jak się zajmowali ludzie takimi zagadnieniami troszkę bardziej abstrakcyjnymi, a nie tylko kto komu przyłożył.
[01:21:47] - Są ciekawe czaszki w Ameryce Południowej i nie tylko. W Ameryce Południowej, ale są takie najbardziej znane. Nie mówię o tych długich czaszkach, bo wszyscy o nich wiedzą. Long skull to takie dziwne, długie czaszki, ale normalne czaszki Indian tak zwanych, tak to dzisiaj się nazywa. Właśnie, ostatnio wreszcie udało mi się dorwać badania genetyczne z Ameryki Południowej, z Amazonii. Udało mi się dorwać po latach szukania. Cztery lata szukałem tego. Udało się znaleźć. Co się okazuje? Oczywiście nazwali to w zupełnie inny sposób, innym wzorem, żeby nie było podobne do niczego.
Ale jest to dokładnie ta sama grupa co Aborygeni i my, Słowianie tak zwani i ludzie bramini. Czyli ci, którzy generalnie zachowali najdłużej ten oryginalny kawałek RNA. Naszymi ojcami są Aborygeni. To są nasi ojcowie. To nawet nie są starsi bracia. Aborygeni są genetycznie dla nas, dla każdego, kto genetycznie jest Słowianinem, czyli ma tą halogrupę kodu DNA.
[01:22:57] - Znaczy haplo.
[01:22:58] - Przepraszam, haplogrupę kodu DNA. No to w tym momencie dla ciebie tatą jest Aborygen, ewentualnie ktoś z Amazonii. Nie ma innej opcji. Ludzie z Afryki mają dokładnie tą samą historię. Dla nich ojcem jest albo ktoś właśnie z Australii, albo ktoś też z Ameryki Południowej. Podobnie ludzie w Azji. Wszyscy mamy gdzieś tam właśnie tych ojców, a najstarsi, tacy bracia nasi, można powiedzieć nie ojcowie, tylko jeszcze bracia w tym samym przedziale czasowym to są na przykład ludzie bardzo zbliżeni do plemion Inuit żyjących gdzieś tam w okolicach Syberii, jeszcze w Rosji. I to jest ten oryginalny taki kierunek jakbyś chciał wracać po tropach po swoich przodkach.
[01:23:44] - Ciekawe. Mnie zastanawia właśnie ten kierunek na wschód teraz.
[01:23:48] - I wrócę do tych czaszek, bo to jedna rzecz to DNA, które nagle się okazało, że trochę inaczej to wygląda, niż myśleliśmy. Nie było podziału na białego i innego koloru człowieka. To w ogóle nie jest kwestią jakiegokolwiek rozważania. To jest co innego. Gruba historia jest to, o wiele grubsza. A technologia, którą znaleziono w tych czaszkach, jest najciekawsza. À propos krwi, à propos tej wiedzy na poziomie takim, że nie musisz używać mikroskopów elektronowych, chirurgii kosztującej miliony dolarów, specjalnych monitorów, rękawiczek. Idealnie przycięte czaszki i były robione operacje na mózgu, gdzie były usuwane wylewy i te czaszki się zrastały. Były gdzieś kamykami przecierane tak elegancko. Może w dzisiejszych czasach ta krawędź cięcia jest bardziej dokładna, bo te narzędzia chirurgiczne są teraz takie bardzo precyzyjne.
Natomiast jeżeli chodzi o robotę wykonaną, wcięcia się w mózg i takie poważne operacje, które w dzisiejszych czasach rzadko kiedy kończą się sukcesem. Wtedy wygląda na to były robione tak z palca strzelał. Czyli informacja o tym, jak funkcjonuje kondycja, proszę pana, musiała być i ci ludzie operowali zupełnie inną technologią, resztkami tej technologii, bo nie mieli jej w całości. Nie latali już na vimanach, już nie tworzyli pięknych miast, ale mieli jej na tyle, żeby spokojnie zadbać o swoje całe zdrowie. To tylko ta kultura, która powstała w basenie Morza Śródziemnego. Ta dystopia ma problemy medyczne. Tego typu cywilizacje, które chwyciły za broń, mają problemy medyczne. Natomiast ci ludzie, którzy zostali w lesie, w buszu, nie mają problemów medycznych. Oni nie muszą mieć szpitali. To jest fenomen.
I tam jeżdżą wszystkie koncerny farmaceutyczne, wysyłają swoich przedstawicieli, żeby przywozili stamtąd wszystkie podkradzione im zioła i leki. I tak się nie uda, bo tak naprawdę te leki działają w tych lasach, w tych miejscach, bo to jest właśnie kondycja. One są częścią oddziaływania całego pola. I są takie numery, że korporacja wysyła 20 ludzi do Amazonii. Oni tam w przebraniu niby fundacji niezależnej badają kultury Indian. Poważnie, tak to wygląda często w praktyce, że niby medyczna, bo szukają lekarstwa na raka. Wszyscy szukają lekarstwa na raka nieustannie i tak się szlają, ale biorą wszystko. Wszystkie listki zbierają. Szukają lekarstwa na raka, ale zbierają wszystko, co jakikolwiek szaman da im w rękę. Non stop.
Kolekcjonerstwo trwa i myślą, że jak przywiozą to z powrotem do siebie, to wyekstraktują roślinę, wyekstraktują czynnik i mając czynnik chemicznie za pomocą tego, że jeden stuknie w drugi, bounce, bo to jest takie łączenie molekuł, że jedno uderzy fizycznie w drugie, w naszym organizmie zajdzie reakcja chemiczna. A tu się okazuje, że nie ma takich reakcji. To jest problem z naszą krwią, że właściwie niby jesteśmy z wody, krew jest z wody. Na przykład wymieniamy w sobie tylko trzy litry wody na dobę, pomimo że składamy się praktycznie z x litrów wody, bo jesteśmy cali wodą, ale wymieniamy. Są dwa rodzaje wody w ludzkim organizmie. Jest jedna, która jest zewnętrzna i ta, która zasila nasze organy. To są dwa inne rodzaje wody. I my się zastanawiamy nad tym, jak zbudować maszynę parową? To jaką wiedzę mają ci Indianie, którzy do tej pory potrafią, ci ludzie w buszu, doskonale podejść, nie znając się, oni się nie uczą na pamięć roślin, oni wiedzą, co oddziałuje ze sobą. Zrobić sobie mikstury, pomalować sobie twarz do połowy na konkretne kolory i nagle jak idą na polowanie, to widzą wszystko w nocy.
Później koleś zmywa kolory, wszystko jest okej, wraca do normy. Nagle na polowanie inaczej się maluje w pewne części ciała, które są receptorami, bo my jesteśmy jednym wielkim receptorem i on dokładnie oddziałuje na tą energię pola magnetycznego i grawitacyjnego. Robi strukturę plazmy z organicznych substancji, różne rzeczy mielą w kociołku. Następnie smaruje się tymi farbkami specjalne miejsca. My na przykład nosimy okulary w takim miejscu. Też masz okulary. Dokładnie, okularnicy. Jest takie miejsce w nosie. Jest taka chrząska na wysokości oczu, na dokładnie tej samej linii. To jest taka chrząstka schowana, bo jest jedna kość i chrząstka pod spodem.
To jest na przykład główny punkt energetyczny naszej twarzy w ogóle, tej części ciała. Cokolwiek się stanie, jak tam na przykład dostaniesz strzała, to mięśnie mają problem, żeby później się zrekonstruować. To już widać po twarzy. Ten złamany nos może się nie zrosnąć tak dobrze, bo w tym momencie niszczysz właściwie nadajnik plazmowy, który wysyła informacje o tym, jak ma się budować cała twarz, jak ma funkcjonować dokładnie z tego miejsca na całą twarz. To jest to połączenie. Jak się przyjrzysz na to, jak się malują ludzie na Papui Nowej Gwinei i w wielu innych miejscach, to poprzeczka nosowa, przegroda nosowa jest bardzo ważnym miejscem. W ogóle wiele kultur jest bardzo specyficznych. Prawie wszyscy się malują dokładnie w tym miejscu, bo to jest taki sensor. To jest radar, potężny radar, który jesteś w stanie zaktywizować. My się rzucamy na szyszynki, trzecie oko.
Teologia człowieka, który zwariował i dalej nic nie rozumie, ale już wydaje mu się, że coś wie. Szukamy trzeciego oka, a to jest właśnie ten strumień informacyjny, bo to jest to miejsce połączone bezpośrednio z naszym mózgiem na przykład. I o tym się nam nie mówi, tego się nie uczy. To są takie bardzo historie z pogranicza. Specjaliści w medycynie wiedzą o takich rzeczach, ale to tacy bardzo niszowi specjaliści, bo też nie jest to wykorzystywane w terapiach, bo ciągle jest ten pomysł, że nikt nie podejdzie do ciebie na zasadzie: „Okej, to może przyłóżmy coś do tej chrząstki i wtedy zdejmiemy ci ból z twarzy”. Tylko: „To może wyprodukujmy tabletkę, która będzie substancją chemiczną, która uderzy jedną substancję chemiczną w tobie i może ból z twojej twarzy zniknie”. To jest ta różnica, że do tej pory widać ślady tej potężnej cywilizacji, która była gdzieś tam u Indian. Oni sobie tylko zachowali to, co chcieli zachować i o tym w ogóle mówią. Tam jest dosyć dużo takich przekazów, informacji od nich, że mogli mieć całą wiedzę, mogli mieszkać w miastach, mogli mieć to wszystko, ale jak zobaczyli, co się stało z wiedzą, jak duże jest ryzyko posiadania wiedzy, to ich indywidualnym wyborem było po prostu wyjście do lasu. To tak jak historia z całą Ameryką Południową, która teraz jest dopiero tak naprawdę odkrywana, między innymi właśnie dzięki takim dżentelmenom jak Brien Hancock.
Wiemy o Indianach, o tych dużych miastach, wiemy o Peru, wiemy o Machu Picchu, wiemy o Meksyku, wiemy o tych wszystkich potężnych kulturach, miastach, wojownikach i tak dalej. To wszystko wiemy. Tam się dostali Hiszpanie i Portugalczycy. Ale nikt nie mówi o x razy większej populacji, która została przetrzebiona wirusami przywiezionymi przez białych, która mieszkała w dorzeczu Amazonii. Tam były potężne przestrzenie uprawnych pól i jeden tylko hiszpański podróżnik, któremu udało się przeżyć, przepłynął przez to i widział te miasta. Kiedy wyprawa wróciła, zdaje się chyba 36 lat później czy jakoś tak, tam już zarósł busz. Tam już nie było ludzi. Ktoś był chory na syfilis, miał jakąś zarazę, katar i wystarczyło, że ktoś z katarem się przepłynął. Ten wirus zdziesiątkował wszystko. I to jest tak jak z Indianami w Ameryce Północnej, że szacuje się, że prawie 30, 40 milionów ludzi zostało wybitych.
Przez białych. Tam była potężna populacja. I my teraz szacujemy, mówimy Ameryka Południowa, Indianie, Mezotek albo coś tam. Nie. Ci, co tam byli, to może 1% tego. Te krwawe kultury, które tam sobie wykrajały serca na tych piramidach, to był ten nieliczny, ten jeden krwawy procent, który zwariował, a reszta mieszkała zupełnie gdzie indziej. Reszta nawet nie dotykała tej cywilizacji. I oni właśnie mówili, że dlatego nie dotykają, bo tam jest dużo wiedzy i oni są w stanie udźwignąć odpowiedzialności za tą wiedzę. A ci, którzy wrócili do miast, nie udźwignęli tej odpowiedzialności. Tam zaczęły się rytuały takie, że jak najbardziej barbarzyńscy rzeźnicy z Europy przypłynęli, to rzeźnikom oczy stanęły w słup.
Rzeźnikom zabrało mowę. To oni byli przerażeni, jak to zobaczyli. A to byli kolesie, którzy patroszyli ludzi żywcem. I to niezależnie kim ten człowiek był. To była hiszpańska żandarmeria. To oni zmiękli, jak zobaczyli, co robią w Meksyku. Im się kolana ugięły. To co tam się musiało dziać. I to Indianie mówią, że to jest ta część, która zwariowała, wzięła na siebie część wiedzy, ale tak naprawdę nigdy do tej wiedzy nie doszła. Ta wiedza, zanim się objawiła, zniszczyła ich.
I de facto to też takie karmiczne troszkę, można powiedzieć, przesłanie, bo jedni trafili na drugich. Hiszpanie trafili na największych rzeźników.
[01:32:32] - Trafiła kosa na kamień.
[01:32:34] - Indeed. RadioNaFali.com. Hiperprzestrzeń prosto z Londynu. Ja tu mam gościa, mam tu księcia, także prowadzę w duo razem z księciem.
[01:32:47] - Nie no, ja ci pozwalam tutaj prowadzić po prostu audycję.
[01:32:50] - Dzięki.
[01:32:51] - Każdy w robocie, przecież tutaj w Londynie to wiesz, przy sobocie po robocie. Tak się złożyło, ale miła okoliczność jak zwykle. Ja lubię historie hiperprzestrzenne. Tutaj tak tylko jokinguję sobie na boczku. Rozrzucam gnój po polu.
[01:33:12] - Bardzo dobrze. Ktoś to musi zrobić.
[01:33:14] - Dokładnie.
[01:33:15] - Właśnie myślę, że ja nie skończę nawet dzisiaj tego wątku w ogóle z tym, że to jest taka historia związana z percepcją rzeczywistości, bo do tego chciałem dotrzeć. Właśnie stąd się wzięły te substancje psychoaktywne. To ja chyba za tydzień skończę ten wątek.
[01:33:28] - Tak. Ja ci nie będę przeszkadzał wtedy, bo to wymaga skupienia.
[01:33:31] - Nawet nie to. Po prostu przegadaliśmy z czasem. Pojawi się kilka dodatkowych wątków, których ja nawet nie zaplanowałem, że się w ogóle pojawią. Na przykład z tym strzałem między oczy. I tak przegadaliśmy troszeczkę i telefon, jak to w życiu.
[01:33:44] - Jak to w życiu.
[01:33:46] - Ale spoko, nigdzie się nie śpieszymy. Myślę, że jeszcze z parę minut zostaniemy z tobą, słuchaczko i słuchaczu.
[01:33:51] - Jeszcze z jeden numer musimy.
[01:33:52] - Dokładnie. Także na bank zostajemy przez parę chwil tutaj jeszcze. Ja dokończę właśnie, o co chodzi z tą historią, właśnie z substancjami psychoaktywnymi, bo teraz jak się to połączy, to jasne jest to, że substancja odcina część i to widać na zdjęciach, że odcina jakby część układu nerwowego. To jest ta historia czasami właśnie z różnymi medycznymi substancjami, że cię zwalają z nóg pewne dawki, że nagle nie jesteś w stanie chodzić. Po prostu odcięcie układu nerwowego, takie konkretne. Po prostu człowiek nie jest w stanie wstać. Po prostu leży i mu dobrze.
[01:34:26] - Widziałem dzisiaj takiego.
[01:34:28] - A ty widziałeś innego.
[01:34:30] - No niestety.
[01:34:31] - No właśnie. I leżysz i jest ci dobrze. Nie wiem, czy tamtemu było dobrze.
[01:34:37] - Nie wyglądał.
[01:34:37] - Właśnie to jest ta różnica.
[01:34:40] - Bo tak nawiązuję tylko króciutko właśnie do wizyty na stadionie. Twickenham znowu kolejne rozgrywki rugby i ja oczywiście z aparatem na stanowisku i dzisiaj troszeczkę bardziej słoneczny taki dzień i taki powiew wiosny w Londynie i wszyscy ruszyli szturmem do wodopojów Guinnessa po prostu. I gdzie byłem świadkiem właśnie takiego pana, który niestety za dużo, za dużo i na chodniku, krótko mówiąc leżał na chodniku i nie mógł wstać za nic w świecie. Próbował nawet pomóc sobie telefonicznie, ale nie pomagało.
[01:35:21] - Może zanim wrzucę do wątków, przypomniałeś mi jedną rzecz. Ostatnio w Anglii konkurs fotograficzny. Jest taki konkurs fotograficzny w Anglii na The Best Shot of the Year i są różne kategorie. I generalnie to jest The Best British Photo of the Year, czyli takie wiesz, musi być brytyjskie, angielskie. No i zdjęcie. Nagrodę dostał Polak, który zrobił zdjęcie imprezy w Manchesterze. Taki piątek, godzina 2:00 w nocy latem. Ja wiem, jak to wygląda. Tam mieszkałem przez lata i akurat tak się złożyło, że pracowałem często o tej porze, akurat w centrum, właśnie tam, gdzie jest ta największa impreza. Także ja właściwie byłem na imprezie w Manchesterze.
To jest inna sprawa, ale widziałem, jak to wygląda i udało mu się uchwycić tak pięknie kompozycję, bo ktoś to sprawdził jego zdjęcie. On to wrzucił na Facebooku i to po prostu się rozeszło szybko i się okazało, że ma idealne proporcje. Złapał tak z ręki dosłownie idealne proporcje, jak w obrazach wielkich włoskich mistrzów. Idealny złoty podział. I tam jest taki koleś na pierwszym planie, który właśnie już nie może. Leży z butelką w ręku i próbuje rozmawiać przez telefon. Taki klasyczny numer. Taki koleś, który już nic nie kuma, ale dalej walczy z telefonem, próbuje skontaktować się ze światem. Sam ze sobą nie ma kontaktu, ale próbuje wzywać świat na pomoc. I on jeszcze pokazuje takie okej, taki wyłożony na jakimś policyjnym radiowozie, zsuwający się z butelką koleś i wszystko tak idealnie rozłożone właśnie w tak zwanej złotej geometrii.
I to zdjęcie wygrało. Ma doskonały potencjał reportażowy. I wszystkie na przykład postacie na planie to jest jak piękne malarstwo. Koleś namalował piękny obraz tym jednym strzałem. To było genialne. I właśnie wygrał to kolega o polskim nazwisku, pochodzący stąd, który postanowił zrobić takie zdjęcie w piątek w Manchesterze takiej mocnej imprezy. Właśnie, ale co się dzieje?
[01:37:02] - Ścięło z nóg.
[01:37:03] - Kiedy ścina z nóg, ale ścina pod wpływem medycyny. Bo kiedy ścina pod wpływem alkoholu, heroiny i opiatów różnych takich dziadowskich substancji i alkoholu przede wszystkim, to ścina pole magnetyczne. W ogóle przestaje za bardzo działać. Zostaje tylko pole grawitacyjne. Dlatego też problemy z równowagą.
[01:37:24] - No tak.
[01:37:25] - Właśnie z tego powodu. To nie jest dowcip. Jak w magnesie zrobisz elektromagnes i wzbudzisz nim część tego pola właśnie w ten sposób, że się tworzy, jest grawitacyjne i magnetyczne i masz bączek, żyroskop i zakłócisz ruch tego żyroskopu z jednej strony, zakłócisz pole magnetyczne, to w którą stronę żyroskop poleci? Proste. To też może być tajemnicą do momentu, dopóki sobie z tego nie zdajesz sprawy, z tych połączeń. A kiedy zobaczysz to jako działającą całość wszędzie w naturze, nagle się okazuje, że ups. A jak padasz na ziemię obezwładniony medycyną, to z kolei wyłącza się pole grawitacyjne. To jest właśnie to odcięcie układu nerwowego. Sen, błogi sen, zrelaksowany sen, takie bardzo wypoczęte.
[01:38:07] - Tak, często jest porównywane to do stanu snu po prostu.
[01:38:11] - Otóż to. Błogi stan taki. Nie walczysz z niczym, nie szukasz telefonu.
[01:38:15] - Nie, najlepiej nie walczyć. Najgorzej, jak się próbuje właśnie walczyć.
[01:38:19] - Dokładnie. I wtedy, kiedy mamy to pole magnetyczne, nagle zaczynamy funkcjonować tak, że rozumiemy te dziwne języki, rozumiemy zwierzęta, rozumiemy rzeczy, które nie są do zapisania logiką w żaden sposób. I jak się okazuje, wszystkie te historie, łącznie z plazmą robioną w butelkach i tak dalej, właściwie nie są do zapisywania logicznie. To jest stan pewnego momentu, który się dzieje tu i teraz. I to ma swoją wartość tylko i wyłącznie, że to jest stan pewnego momentu i możesz to zrobić od początku do końca w dowolnej skali, tylko o tym nie wiesz. Albo na przykład w tym momencie twoje pole magnetograwitacyjne jest zakłócone. To są te być może opowieści o bogach, którzy podnosili kamienie, a to przecież zwykli ludzie byli, tacy sami jak normalni ludzie. To, że latali w kosmos, to, że coś tam. Nagle się okazuje, że przecież my też latamy, tylko używamy do tego troszkę innych mocy i przez to mamy swoje ograniczenia. Natomiast jeżeli idziemy w drugą stronę, czyli jeżeli dorośniemy, a musimy tak czy siak, bo jesteśmy zmuszeni do tej zmiany, czyli wrócimy do lasu, można powiedzieć, do Indian dosłownie.
Tylko że jeszcze pójdziemy o krok dalej i odtworzymy tak normalnie to pole magnetyczne, to w tym momencie lądujemy chyba w sytuacji takiej pradawnej cywilizacji, która nagle mogła zniknąć. Bo mając obsługę takiego pola magnetycznego opanowaną i to, że nie jesteś sklejony z grawitacyjnym, czyli nie kleisz się do żadnej planety, nie ma takiej potrzeby, że musisz gdzieś mieć stację do zatankowania paliwa. W tym momencie sam jesteś swoim paliwem, bo właśnie na tym polega cała ta historia. Jeżeli jest to oparte na mocy grawitacyjnej, to to jest to twoje paliwo, to jest twoja ropa. Gdzieś musisz mieć zbiorniki, gdzieś musisz je postawić, musisz przylecieć statkiem, odebrać, załadować i tak dalej. W tym momencie, kiedy operujesz tylko mocą magnetyczną, masz już silnik ze sobą zawsze. I to jest taki ślad takiej dziwnej cywilizacji, która wygląda na to, jakby miała silnik zawsze ze sobą i pojawia się co jakiś czas tutaj w płomieniach, odmętach. Coś się dzieje z tą planetą. Ona zawsze się pojawia, kiedy coś się dzieje z planetą. Albo czasami jest kojarzona jako, nie wiem, siejąca zagładę.
Czasami w indyjskich mitach. Ale ile w tym jest prawdy, ile mitów? Nie wiadomo. Wiadomo, że pojawiają się dokładnie w tym samym momencie. Ja z tym czytaniem legend i mitów stawiam bardziej na takie czytanie, co się pojawia w tym samym czasie. Niekoniecznie, żeby wyciągać takie wnioski, że kto co robił, bo naprawdę te wszystkie legendy mogą być tak mocno zmanipulowane. Tak jak wspomnieliśmy, ta historia przecież sprzed lat, co 60, 80 lat, historia z złotym pociągiem, historia ostatnich 100 lat. Ile my wiemy? Nic nie wiemy. To co my wiemy o czymś, co się wydarzyło tysiąc lat temu?
A co my wiemy o czymś, co się wydarzyło 10 tysięcy lat temu? A potem były jeszcze trzy powodzie, które przeorały cały kontynent, planety się poprzestawiały na niebie, kontynenty jedne się zatopiły, drugie się wynurzyły. To co my wiemy? To jest dobre pytanie. Wiemy tylko tyle, ile nam przekazano. I jak się okazuje, ja myślę, że tej informacji jest masa, tylko jeszcze nie potrafimy jej odczytać. To jest chyba nasze połączenie z tym polem grawitacyjnym bardzo mocne. Bo tak wygląda ta cywilizacja. Strasznie przyklejeni do maszyn, przyklejeni do przedmiotów, przyklejeni do wartości, która jest stanowiona przez przedmiot, który rozsypuje się dłużej niż my. I przedmiot, który ma dłuższą datę trwałości w materii, stał się dla nas odzwierciedleniem czegoś, co ma wartość.
Nie coś, co stwarza ten przedmiot w rzeczywistości. Coś, co tak naprawdę kontroluje jego sytuację, czyli to, ile lat będzie się rozpadał, ile lat będzie drzewo rosło, ile lat będzie rzeka płynęła w tym samym miejscu i tak dalej. To jest kondycja grawitacyjna wszystko. Gdzieś oglądałem albo czytałem. Czytałem też, jest taki rosyjski chirurg bardzo ciekawy i nie tylko, bo jest kilku w ogóle bardzo dziarskich naukowców z Rosji. Tam się troszkę inaczej myśli. Mają trochę otwarte głowy, chyba trochę bardziej niż na Zachodzie wbrew pozorom. I pan opowiadał o takiej technologii, którą stosują, którą testują. Też familia Taharawskich ją z jakimś szejkiem testuje. Taka kosmiczna technologia tam do wysyłania ludzi na orbitę, że organizm się w ogóle nie starzeje, że to jest właśnie kondycja organizmu.
I że znają taką sztuczkę, że wpływają z zewnątrz wireless, bez żadnego zasilania, bez żadnych takich rzeczy, za pomocą po prostu pewnej stymulacji. Mają jakiś tam swój system stymulacji, nie wiem, czy kolorów, czy dźwięków, czy ktoś z tobą rozmawia. Nie mam pojęcia, ale jest jakiś opracowany system stymulacji właśnie żeby twoja energetyka magnetograwitacyjna w tych miejscach, w których jest zaburzona, wracała do normy. Czyli na przykład jeżeli masz raka, masz nowotwór, to jest dokładnie to, że masz zakłóconą pozycję jednego pola względem drugiego i to tak mocno zakłóconą. Dlatego wtedy rośnie coś zupełnie innego. Rośnie-
[01:43:13] - Obcy.
[01:43:14] - Rośnie nie obcy, bo dla niego to są normalne warunki. To jest istota, która rośnie w warunkach, kiedy te pola są Przesunięte w inną stronę. Ja myślę, że to jest coś, co odpowiada za czasami dziwne wizje, kiedy przerzuca nas po dziwnych światach, w których widzimy stwory nie z tej ziemi, które wyglądają dziwnie. Co najmniej. To właśnie czasami są takie istoty, które mają inne balansy energetyczne, można powiedzieć, i z naszej perspektywy wyglądają-
[01:43:40] - Przesunięte subtelnie.
[01:43:42] - Tak.
[01:43:44] - W prawo lub lewo.
[01:43:46] - To subtelne przesunięcie jest takie dosyć konkretne, bo nazywa się dokładnie niecałym 1,5%. Jest to przesunięcie pomiędzy człowiekiem a szympansem. Jest to 1,5% w kodzie DNA. Subtelne przesunięcie. Gdybyś badał jakąkolwiek roślinę w lesie, jakiekolwiek drzewo, to nie bierzesz pod uwagę w ogóle takich rozmiarów, bo 1,5% to jest żaden rozmiar. Nie znajdziesz drzew, które są idealnie nawet... To nie jest 1, to jest 20% do 40 różnicy. A tu się okazuje, że różnica między nami a szympansem jest praktycznie żadna. Ale to drobne przesunięcie. Drobne przesunięcie pola.
Im mniejsze, tym większa różnica. Im mniejsze przesunięcie, teoretycznie z muchy robisz słonia. Tak jak w komiksie, jak w filmie animowanym, jak w kreskówce. Po prostu chmura dymu, powstaje słoń z muchy. Robisz jeszcze raz w drugą stronę, z powrotem to samo. Bo właściwie nie ma śladu ewolucji. To jest najlepszy numer, że do tej pory widzimy, jak wszystkie gatunki ewoluują, znaczy ewoluują w sensie semantycznym, czyli się zmieniają wizualnie i części zachowań się zmieniają. Właściwie bardziej zachowania i opakowanie, ale niekoniecznie struktura mięśni i tak dalej. To czasami ulega jakiejś tam metamorfozie. Ale to bardziej jest metamorfoza, a nie ewolucja.
Bo ewolucja to jest taki proces, gdzie wszystkie czynniki, które z definicji-
[01:45:08] - Kierunkowany taki jest. Do przodu.
[01:45:10] - Tylko do przodu. Wszystko, co nie jest używane, odpada. To jest właśnie ewolucja. Jeżeli zanika, to jest właśnie ewolucja. To jest prawdziwe świadectwo ewolucji. Natomiast jeżeli coś jest, ale na przykład jest uśpione, czyli nie korzystasz z tego. Wyobraźmy sobie, że mamy właściwość taką, że wyrasta nam trzecia albo czwarta ręka, ale tylko wtedy, kiedy pomyślimy w piątek o godzinie 14:00 i zapalę jointa. I tylko wtedy. I musisz tak pomyśleć trzy razy, kiedy będzie pełnia księżyca.
[01:45:37] - Nie, nie.
[01:45:40] - Zrób to, zrób to. I w tym momencie wyrasta ci trzecia ręka. I robisz dokładnie taką samą sztuczkę później jeszcze raz i ta ręka znika. I wraca z powrotem do normalnej sytuacji, że możesz stymulować te zjawiska. I ten rosyjski naukowiec mówił o takich rzeczach, że oni to wykorzystywali właśnie na stacjach orbitalnych te technologie, bo tam nie ma lekarza, nie ma medyka. Kosmonauta ma inny job do robienia, a nie uczenie się byciem medykiem. Też nie nauczy się byciem swoim medykiem, nawet jakby chciał, bo nie ma tylu lat już doświadczenia za sobą z innymi ludźmi w pracy. On już musi dostać gotowe rozwiązanie, a tam nie wyślesz lekarza z karetką. Procedury. I się okazuje, że procedury nie działają żadne.
NASA zrobiło test procedur w kosmosie. Taki poważny test jeszcze za czasów lotów promów kosmicznych i z testów zwycięsko wyszło tylko jedno urządzenie, które wykazało wysoki współczynnik niezawodności na zniszczenie. Był to młotek odlany z jednego kawałka żeliwa. I to się okazało najbardziej niezawodnym urządzeniem na stacji orbitalnej, dzięki której w ogóle oni wrócili, bo im coś się zblokowało. Jak się okazało, to jest jedyne urządzenie, które właściwie wszystkim tym misjom pozwoliło, które się zablokowały na orbicie, wrócić na Ziemię. Kawałek młotka. Dokładnie tak. Właśnie sklepać tą budowlę, bo może silnik się włączy. Nic się nie zmieniło bardzo. Trzeba wysiąść z samochodu, poprosić damę o kawałek rajstopy i można pojechać dalej, jak za czasów dziadków.
To nie jest ewolucja. Nie ma procesu ewolucji w tym wszystkim. Trzeba utrzymać tego człowieka na chodzie w tym kosmosie. I się okazało, że tylko te metody działają. I ci panowie właśnie od tych metod mówią tak bardzo ciekawe rzeczy, które przeczą ewolucji, przeczą oficjalnej medycynie. Oni w ogóle nawet się nie kręcą przy tej oficjalnej medycynie. Mają prywatne kliniki, nie zawsze się kręcą w takich oficjalnych kręgach, ale jakoś nie narzekają na brak sukcesów. Mają same sukcesy w swojej pracy i chętnie to tłumaczą. Ale oczywiście wielu nie chce słuchać, bo oni nie sprzedają żadnych leków. To też jest taka historia.
Oni mówią o tym, że właściwie każdy człowiek ma sam możliwość naprawienia się od początku do końca ze wszystkim, że oni tylko stymulują procesy. To jest fenomen. I pan dokładnie opowiada o tym, że jest bardzo niewielka różnica właśnie, żeby zmienić właściwości naszego organizmu, że robili takie eksperymenty z kosmonautami. I teraz wyobraźmy sobie, że zmieniamy lekko właściwości. I co się dzieje z tym końcem świata? No właśnie. Początek chyba raczej. Ciekawa historia.
[01:48:20] - Koniec historii.
[01:48:22] - Koniec. Terence McKenna mawiał, że to jest koniec historii. McLuhan to samo. Koniec historii.
[01:48:27] - No tak, zapętla się to. Zapętla się to w coraz większym tempie. Zjadanie własnego ogona.
[01:48:36] - To jest ten powód, dla którego teraz, jak myślę, widzimy wszystkie rzeczy naraz. Nigdy nie było w historii świata tak, żeby wszystkie rzeczy, katastrofy takie, które wywołuje ja był jako istota swoim myśleniem, żeby wydarzyły się naraz, żebym był świadkiem tak pięknej katastrofy.
[01:48:54] - Tym razem też się nie uda.
[01:48:56] - I też będzie pięknie. Tak właśnie, ksiądzze.
[01:49:02] - Indeed.
[01:49:03] - Właśnie. Wrócę jeszcze na zakończenie tego odcinka do tego wątku, który tutaj istnieje cały czas dzisiaj i nie jest dalej skończony i dalej będę rozwijał ten wątek, bo jest kilka rzeczy o archeologii, których dzisiaj nie chciałem tutaj przy tobie wyciągać książki i robić takiego cyrku.
[01:49:18] - Nie, no rozumiem.
[01:49:19] - Ksiądzę sobie sam ze słuchaczką i ze słuchaczem, kamera nagra. Porozmawiamy sobie troszeczkę na temat 400 kartek papieru. Rozumiesz, ale to następnym razem ja troszkę więcej przytoczę tych przykładów wykopywanych z ziemi. Do czego zmierzam? Bo jest takie przeświadczenie często, nawet na czacie w tym momencie widzę dyskusje, takie bardzo techniczne o zmienianiu DNA i tak dalej. Ale nikt dalej nie dopuszcza, że jedyną opcją i tą, którą działa interakcji z naszym DNA, jak się okazuje, czy w ogóle jakiejkolwiek interakcji, jest to, co stosują Indianie — emocje. To nie jest tak, że jakaś elita może ci wykraść technologię, może ci coś zrobić. Tego nikt nie zrobi za ciebie. Ta elita, jak na ironię, będzie miała najbardziej zablokowany i ma najbardziej zablokowany dostęp do tej technologii, bo opcja jest dosyć prosta. Właściwie bez wyboru można powiedzieć, że albo jest się elitą, albo ma się dostęp do tej technologii.
Troszeczkę kabel tutaj zaszwankował.
[01:50:19] - Chciałoby się zmienić las.
[01:50:21] - Otóż to. Nie, tu są jeszcze jak zwykle jakieś... Ta maszyna szaleje po prostu. Wracając do tego tematu. O jejku, mam już! Gotowe. Tak to jest z tymi urządzeniami. O wiele łatwiej byłoby emocjami.
[01:50:46] - Szybka podróż po wymiarach.
[01:50:48] - Tak. W innej przestrzeni, w przestrzeni urządzenia. I to jest zabawne. Urządzenie nie ma tej samej przestrzeni, którą ja mam. Dlatego zawsze jest szukanie doskonałego interfejsu do urządzenia. Cała nasza cywilizacja, że tak powiem, sczezła na szukaniu jeszcze lepszego uchwytu do śrubokręta. Się do tego się to sprowadziło.
[01:51:05] - Emocja jest takim uniwersalnym interfejsem w sumie.
[01:51:10] - Robi właściwie wszystko. My jej używamy tylko jako cienia. Dopiero wtedy, kiedy już ogarniemy tę emocję, siadamy i coś robimy. I też w taki głupi sposób, że bierzemy materię i mówimy: „Nie, zrobimy to tak, żeby to fizycznie było zrobione z czegoś, co jest twarde albo miękkie”. Nie szukamy zjawiska, tylko budujemy maszynę, która coś popchnie. A tu się okazuje, że świat nie jest oparty na popychaniu. Przynajmniej tak twierdzili ci, którzy zostawili te wszystkie zabytkowe historie po sobie. Tak samo twierdzą ci, którzy dalej zostali w lasach. I tak samo głoszą te wszystkie słuchy o tej całej historii, tak zwanej zmianie, która właśnie teraz się dzieje. O pewnych sprawach, które i tak nastąpią, które są takie dosyć zjawiskowe, bo teraz jesteśmy w takim łagodnym okresie tego wszystkiego.
Raptem tylko dwa trzęsienia ziemi, takie większe, ale może być moment, że będzie ich 20 na minutę. Także się to może dosyć raptownie zmienić. Ty miałeś taki ciekawy sen z tą historią, w ogóle z tym znikaniem ludzi.
[01:52:11] - Nie sen.
[01:52:12] - Nie sen. Wizja.
[01:52:13] - To taka wizja właśnie była. Taka wizja, że widziałem, jak wszyscy... Wyglądało tak, jakby wszyscy odlatywali i bardzo zapraszali mnie, żebym z nimi odlatywał. „Chodź, koniecznie” — wyciągali ręce, a ja tak byłem przekonany o tym, że nie chcę z nimi odlatywać. I zostałem sam. Mam do dyspozycji własną planetę.
[01:52:41] - Jest bardzo ciekawa teoria na temat tego, co się może wydarzyć. Wszystkie legendy, bo i tak o tym powiem, i tak wspominałem o starych hiperprzestrzeniach, także tutaj nie zdradzę wątku i plotu tej historii. Mówi o tym, że zostaniemy wyssani. Część z nas zostanie wyssana. Wyobraź sobie, że pojawia się obiekt obok planety Ziemia, który ma inny potencjał grawitacyjno-magnetyczny. Inny.
[01:53:02] - Tak, taki magnes na, wiesz...
[01:53:05] - Lekka różnica potencjałów.
[01:53:06] - Tak.
[01:53:07] - I nagle dosłownie wysysa ludzi z jednej planety i przenosi na drugą.
[01:53:15] - Kosmiczne podróże.
[01:53:16] - I właściwie nie wiadomo teraz, w tym momencie, na której my jesteśmy. Czy jesteśmy na tej, która wysysa, czy na tej, która odsysa, bo ponoć są dwie. I jeszcze, o czym niewielu ludzi wie, zanim zaczęło się Bizancjum chrześcijańskie... Byłeś w Stambule. Właśnie, nawet tam byłeś. Hagia Sophia tak się nazywa.
[01:53:36] - Tudzież Blue Mosque.
[01:53:37] - Okej, jedno i to samo.
[01:53:39] - Tak.
[01:53:40] - Zanim to się wszystko zaczęło, zanim zaczął się mosk, zanim się zaczęła Hagia Sophia, zanim zaczął się jakikolwiek rytuał, jakakolwiek sekta wierząca w cokolwiek, to tam jeszcze na samym początku był taki mocny mit dwóch braci, którzy się spotykają raz na jakiś czas i się wymieniają żoną. Coś w tym stylu. Jakiś taki bardzo metaforyczny obraz. I ten drugi brat był nazywany Czarne Słońce w tamtej mitologii. Konkretnie brat naszego Słońca, tego, które widzimy na niebie. A my jesteśmy tą istotą, która może sobie podróżować. To są też takie historie. Nie wiadomo, co się za tym kryje. Koncepcji jest wiele. Możesz teraz usiąść i w przeciągu pół godziny zbudować teologię z tego oczywiście.
Opowiedzieć o reptilianach.
[01:54:32] - Wiele teorii.
[01:54:33] - Możesz wszystko wymyślić. Jeszcze Biblię do tego dodać. To już w ogóle, stary, godziny.
[01:54:38] - To już wszystko wymyślone, ale jeszcze i tak można-
[01:54:42] - Własny miks
[01:54:43] - ... wybrać. Tak. Każdy może sobie swoją planetę stworzyć.
[01:54:45] - Ale freski jeszcze zostały. Oryginalne freski, gdzie właściwie na samym początku Bizancjum, zanim to jeszcze była taka monolityczna kultura, panowało tam takie przekonanie i zdobienia o tym świadczą, że Słońce nie jest jedno. Są dwa Słońca. Czarne Słońce. O tym też kilka innych ludzi mówi. O tym mówią Dianie Navajo, o Czarnym Słońcu, o bracie naszego Słońca, o tym, że jesteśmy zduplikowanym układem. I się przeciągamy co jakiś czas.
[01:55:17] - Rozpięci jesteśmy od do.
[01:55:20] - Otóż to.
[01:55:21] - Tak, to sobie knułem też kiedyś. Bo nie jesteśmy, jeśli można mówić o sobie jako o osobie i zestawie jakichś rzeczy, to jesteśmy właśnie rozpięci zazwyczaj Some days are better than others. Nie jesteśmy codziennie takimi samymi ludźmi i widać ciągły przepływ tej energii. Czy w takim razie dwa bieguny?
[01:55:53] - Nie, zawsze jest jeden.
[01:55:53] - Traktować to jako dwa bieguny czy po prostu dwa punkty, pomiędzy którymi to oscyluje?
[01:55:57] - Dwa punkty, które są naszym horyzontem w danym momencie. Jeżeli potrafisz sam kształtować ten punkt, to w tym momencie twój horyzont może znaleźć się wszędzie. Nie tylko na drugim słońcu, na drugiej Ziemi, tylko twój horyzont może znaleźć się na końcu kosmosu. W tym momencie już nie ma ograniczenia, bo jeżeli zmierzamy tą samą drogą, którą zmierzali nasi poprzednicy, wszyscy ci, którzy zbudowali te budynki i wszyscy ci, którzy zostawili tu informacje. I wygląda na to, że zawsze zmierzamy dokładnie co 12 000 lat w tym samym kierunku. Być może. To właściwie nieubłaganą konsekwencją tego jest bycie niezależnym od miejsca, jakkolwiek byśmy na to nie spojrzeli.
[01:56:43] - Tak, żartowałeś tu o moim skłotowaniu, ale właśnie tak troszeczkę ostatnio się czuję.
[01:56:48] - To jest brak grawitacji.
[01:56:49] - Jakbym tracił stałe miejsce zamieszkania. Występuję pomiędzy różnymi miejscami i różnymi funkcjami.
[01:56:58] - Pomiędzy różnymi stanami.
[01:56:59] - Pomiędzy różnymi stanami, tak. W Stanach również byłem. Jest w archiwum.
[01:57:06] - To prawda. Damn it, ten człowiek był wszędzie. Nie wiem, co zrobić w tym momencie.
[01:57:12] - Nie, nie wszędzie.
[01:57:13] - Prawie wszędzie.
[01:57:14] - Przywiozłem piach pustyni.
[01:57:19] - Pewnego dnia zacznę szczepiać tym piachem z pustyni, który przyjechał, do badań. Zobaczymy ten piach pustyni, co on potrafi. A tam jest troszeczkę tego zielonego kwarcu, jeżeli się przyjrzeć. Poważnie. Zaraz będziemy mogli sprawdzić tą historię.
[01:57:34] - Tylko trochę daleko od Sahary jest.
[01:57:36] - To nie istota, tam jest wszędzie tego pełno.
[01:57:38] - W sumie ta pustynia ma różne kolory. W jednym miejscu jest troszkę bardziej czerwona, w innym taka wpadająca bardziej w kolor brzoskwiniowy.
[01:57:50] - No właśnie, skąd to się wzięło? Skąd to się bierze? Bo to się ciągle bierze. To ciągle jest, bo my tu jesteśmy.
[01:58:00] - Mieli się.
[01:58:01] - Także w ciekawe miejsce idziemy jako cywilizacja. Normalne jest to, że to, co mamy teraz i tak nie przetrwa. To jest naprawdę dowcip. Wszyscy zbieracze złotych monet i kont w banku przestraszą się dosyć mocno, bo właściwie nie będą w stanie otworzyć swojego sejfu, nawet gdy dostaną kluczyki do ręki. Po prostu będą w takim stanie, podejrzewam. Ta sztuczka może się nie udać. Zresztą to i tak już nie będzie miało żadnej wartości. Bo w momencie, kiedy jest przejście na zarządzanie sobą emocjonalnie i na to, że emocją wybierasz sobie ten punkt w kosmosie, do którego chcesz podróżować, to automatycznie jest porzucenie jakiejkolwiek grawitacji, czyli porzucenie materii. Możesz zrobić sobie taką materię, jaką chcesz. Jeżeli potrzebujesz, twoja sprawa.
Autentycznie nie zasoby, ale informacje. To jest też kolejny aspekt tego wszystkiego, że tego się nie da obejść w inny sposób. To jest taka kompleksowa historia. To jest tak jak z tą krwią. Jeżeli chcesz to zrozumieć w całości, to musisz zrozumieć tą historię ze swoją krwią. To jest coś na zasadzie prawdy objawionej. Dlatego wszystkie te konstrukcje wyglądają jak prawdy objawione. Matematyki, wszystkie proporcje są te same, nawiązania do gwiazd te same. Plany architektoniczne, na których jest to budowane, praktycznie odzwierciedlają te same kawałki galaktyk. Wszystko jest kompleksowe.
Tam nie ma czegoś, co mogłoby być przypadkiem. Ostatnio taką rzeczą, szalenie fascynującą, zamierzam sobie do tego w wolnym czasie wrócić i przejrzeć. To jest manuskrypt Wojnicza. To jest fenomen. Koleś, który to pisał, nie pomylił się ani razu, a jest to naprawdę tęgi manuskrypt napisany ręcznie w XV wieku. Nikt nie wie, kto to zrobił. Jest zapisany tak dziwnym pismem, którego nikt nie jest w stanie rozszyfrować i ma bardzo dziwne rysunki. I żeby było zabawniej, wydaje mi się, że rozumiem te rysunki i właściwie zbudowałem urządzenie dokładnie według tych rysunków. Dokładnie to urządzenie panie widzi teraz.
[01:59:55] - I szkoda, że państwo tego nie widzą po raz drugi.
[02:00:01] - Otóż to. To jest fenomen, że jest taka książka, której nikt nie jest w stanie odczytać. I być może był to ostatni zapis gdzieś tam w alchemicznych kręgach, który gdzieś tam krążył, który się zachował jeszcze. Być może w księgozbiorze watykańskim coś jest. Tam mają niezłe zbiory. Gdzieś ślady tej informacji, bo ja nie sądzę, żeby to wszystko zginęło, cała ta informacja. Zawsze było kilku ludzi, którzy ją przekazywali dalej. Zawsze było kilku jakichś kolesi typu Nikola Tesla, którzy nagle otwierali bramy do nowego świata i mówili: „Hej panowie, to nie materia, to my stwarzamy materię i robimy to tak”. I pokazywał, jak to robić. I teraz przychodzi już pora na takie masowe ruszenie, bo już było po pierwszych wizjonerach, impuls został wpuszczony w środowisko, pierwsza iskra poszła.
Teraz jest ta generacja. I ta generacja jak na ironię jest sklejona z tym całym ruchem Ziemi magnetyczno-grawitacyjnym, bo to się nie dzieje wtedy, kiedy jest spokojnie. Przynajmniej na to wygląda. Te wszystkie piramidy, te wszystkie dziwne budynki w Meksyku, te dziwne kultury. To się dzieje wtedy, kiedy jest albo pomiędzy tymi katastrofami, albo chwilę przed. To jest taki moment pobudki przed tym, żeby zostawić troszeczkę ku pamięci poprzedniemu pokoleniu, żeby miało się od czego odbić, ewentualnie zostawić sobie miejsca do lądowania jak kurz opadnie i wszędzie być może troszkę porządki zrobić, odwiedzić znajomych, zobaczyć kto tutaj jak się ma. Rozumiesz? Zostawili sobie takie lotniska. I generalnie kurz opada. Można z powrotem się pojawić, zobaczyć co jest grane.
Jeżeli wszystko jest dalej grane okej, to w tym momencie możesz, jeżeli chcesz tu wrócić albo nie, albo cokolwiek robić. Opcji jest wiele. Nie wiemy. Ta historia jest dalej zagadką dla nas. Strasznie się ją mitologizuje i demonizuje. To przede wszystkim. Nie szuka się połączeń. Połączenia sami musimy chyba znaleźć, przeglądając same czyste dokumentacje. Najlepiej wybrać się do muzeum i sobie samemu pooglądać te kamyki, bo te historie o reptilianach to ja z mocnym dystansem traktuję. Tym bardziej że nie sądzę, żeby ta biedna stara kobieta, którą nazywają królową, która ma bardzo poważne problemy wieku starczego w toalecie, żeby zmieniała skórkę jak jaszczurka.
[02:02:24] - Ostatnio otwierała linię kolejową. Jeszcze z takich rocznicowych spraw to minęło jakoś pięć lat od Fukushimy.
[02:02:39] - Tak.
[02:02:39] - Tak, widziałem tam kątem oka na ekranach.
[02:02:42] - I tepko czyści. I czyszczą metodą Keshego. I to jest jedyna metoda, która działa. Odzyskują złoto z tego na kilogramy. Mają deal z rządem Japonii. Potężny deal. Wyciągają to wszystko, tony złota. I rząd Japonii sprzedaje teraz amerykańskie papiery właściwie. Dlatego teraz jest taki boom na złoto, żebyś kupował złoto. Wszyscy cię namawiają do złota, wszyscy produkują masowo złoto.
Rosjanie produkują, mają swoją własną technologię. Japończycy teraz mają własną technologię. Po to idzie ta napromieniowana woda z reaktorów, morska. To jest słona morska woda napromieniowana, gdzie masz wszystkie te radiacje. Dobra, to czas najwyższy chyba zakończyć.
[02:03:26] - Tak. Ktoś mignął, jakiś słuchacz.
[02:03:28] - Dokładnie.
[02:03:29] - Nie wiadomo co, kto, ale znikło.
[02:03:34] - Pojawia się i znika.
[02:03:35] - My znikamy.
[02:03:36] - Tak, my też znikamy. Tak że dzięki słuchaczko i słuchaczu za wysłuchanie. Zapraszam cię na środę do księcia.
[02:03:44] - Dokładnie.
[02:03:45] - Już z Wicklow.
[02:03:46] - Masa wstawek, normalnie mrożące krew w żyłach historie.
[02:03:50] - Ty nagrasz wystawkę tutaj ze mną? Nagraj wystawkę.
[02:03:52] - Właśnie myślałem o tym, że zagościsz w wstawce.
[02:03:56] - I would like to do it.
[02:03:58] - To będzie wkładka, wstawka, wkładka koronna.
[02:04:04] - Wow.
[02:04:05] - W środę, tak. Zapraszam wieczorem.
[02:04:08] - To zapraszam i ja do siebie. Do siebie zapraszam w czwartek wszystkich keszystów. Dziękuję strasznie za recenzje health penów. Tu chcę głośno podziękować na samym końcu audycji za naprawdę rewelacyjne recenzje i cieszę się, że udało się stworzyć taką konstrukcję, że tak dobrze działa, człowieku, z tobą. Tak że naprawdę miło mi, że tak dobrze z tobą działa. Taki był cel tego urządzenia, żeby się dobrze z nim czuł i żeby działało tak jak trzeba. Tak że peace and love i miłego używania. A do reszty przesyłki są popakowane i być może jak już będzie kolejny odcinek syntezy i będziesz słuchać syntezy, to właśnie w tym momencie będziesz mieć już swoją paczuszkę w ręku, już rozpakowaną. Tak że kto wie? A później zapraszam oczywiście do księcia Edwarda.
Nie, księcia zaprosiłem już, a później zapraszam w czwartek, co ja mówię, do Michała do Teorii Chaosu.
[02:05:03] - To w piątek.
[02:05:04] - W piątek. Co ja? Myślisz, że pogadałem z siebie? Tu dzwoni stały słuchacz. Czy to odbieram? Halo, halo, witam serdecznie. Dobry wieczór. No nie, tu chyba coś nie zadziałało panu. Coś nie zadziałało. Trudno, zostawiamy to.
Nie zadziałało. A może teraz działa?
[02:05:23] - Może.
[02:05:25] - O, może coś działa.
[02:05:26] - Halo, mnie słychać?
[02:05:27] - Słychać ci idealnie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[02:05:29] - Bardzo dobrze.
[02:05:30] - Doskonale, bo ja się tu zwijam, człowieku. Czas najwyższy na mnie. Wykończyłem swoje normy. Tak że mów szybko, o czym chcesz powiedzieć i cię zrzucam. Nie daję ci nawet szansy. Raz.
[02:05:43] - Chciałem powiedzieć, bo pan wspominał w zeszłym tygodniu o komorach deprywacyjnych. Ja sobie jeżdżę na taką komorę.
[02:05:51] - Bardzo dobrze.
[02:05:52] - Dwie i pół godziny sobie leżę w tej wodzie.
[02:05:55] - Jak się czujesz?
[02:05:55] - Totalnie odświeżony.
[02:06:00] - Wiesz, nie wiem, czy polecam. Dobrą metodą jest, słuchaj, poważnie, nie żartuję, dobrą metodą jest zapalić sobie dobrego jointa przed komorą deprywacyjną. Poważnie, robi takie wrażenie. Jest konkretnie.
[02:06:15] - Bardzo odświeżające. Bardzo przyjemne.
[02:06:20] - Dzięki za newsa. Może to zachęci innych do korzystania z tego urządzenia.
[02:06:23] - A żeby wpisywać właściwie w internecie jak się szuka to wpisywać floating.
[02:06:29] - Floating. Komora deprywacyjna. Dokładnie floating.
[02:06:31] - Floating wpisywać i sobie poszukać w swojej miejscowości.
[02:06:34] - Dobra, dostał słuchacz. Dzięki wielkie. Trzymaj się człowieku, ja tu kończę. Dzięki za telefon. Miłego pływania człowieku. Ten to kurde już ma fajnie. Komora deprywacyjna. Słyszycie ten zrelaksowany głos? Tak że dzięki słuchacze za wysłuchanie, za bycie tutaj obecnymi w tą piękną sobotę w hiperprzestrzeni. Trochę się przeciągnęła.
Przepraszam za zakłócenia ze wrzucaniem audycji. Za chwilę powrzucam jakieś dwa odcinki, bo są gotowe. Później się będzie rozładowywało. Tak że jeszcze raz zapraszam do Edwarda na środę na 23:00 polskiego czasu.
[02:07:08] - Ja też dorzucę swoje odcinki.
[02:07:10] - Dokładnie. Do siebie zapraszam w czwartek na 21:00 polskiego czasu wszystkich keszystów. Dokładnie. Zapraszam cię człowieku serdecznie. Chodź, pokręcimy na drutach. Nie bądź taki. Chodź. I ty dziewczyno też. Spodoba ci się. Chodź, wezmę cię za rękę.
Chodź, pokażę ci jak cewki skręcać.
[02:07:25] - No proszę.
[02:07:27] - Taki byłem. Musiałem to powiedzieć. Tak że zapraszam w czwartek do siebie na skręcanie cewek. W piątek zapraszam do Michała do Teorii Chaosu. Zapraszam oczywiście później w sobotę jak zwykle. Cykl się powtarza. Saga Yuga. Złoty wiek. Hiperprzestrzeń. I pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium i Radia Dreamtime, które transmitują „Hiperprzestrzeń”.
Joł ziom! To teraz możesz powoli wyłączyć i zacząć mówić hip-hopem do rana. Żartowałem.
[02:07:58] - Oj dana, dana.
[02:08:00] - Do samego rana. Tak że dzięki słuchaczu. Peace and love.
[02:08:02] - To był taki odpowiednik Beastie Boys.
[02:08:05] - Tak.
[02:08:06] - On and on till the break of dawn.
[02:08:09] - On and on.
[02:08:09] - Oj dana, dana do samego rana.
[02:08:12] - Dokładnie. Nie odbieram żadnych telefonów. Nie odbieram do samego rana.
[02:08:16] - Zamknięte, nieczynne.
[02:08:17] - Nieczynne. Nie ma że.
[02:08:19] - Żadne podwójne, żadne potrójne.
[02:08:21] - Sobota. Zarobiony jestem proszę pana. Zarobiony i proszę pani też. Tak że do usłyszenia następnym razem. I dziękuję wielce. I na sam koniec pozdrawiam serdecznie wszystkich mecenasów Radia na Fali. Peace and love człowieku. Dzięki za wspieranie. Szczególnie teraz, kiedy troszeczkę się opóźniam z tym wrzucaniem audycji. Nie masz czego słuchać.
Dzięki za wspieranie radia tak czy siak człowieku. A za chwilę się pojawią rzeczy w archiwum, tak że będzie do odsłuchania, nic nie stracisz. To co? Do usłyszenia. Do usłyszenia następnym razem.
[02:08:56] - Oj, ja znowu echo.