[01:11] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, 47. już debatę ufologiczną online. Dziś postaramy się dokończyć temat UFO w Biblii. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj współprowadzący debatę: współpracownik „Niestaneego Świata” i współzałożyciel portalu infra.org.pl Piotr Cielebiaś. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:35] - Witam, witam.
[01:36] - Jest z nami również niestrudzony poszukiwacz prawdy oraz redaktor odrodzonej niedawno „Nowej Atlantydy” Chris Miekina. Dobry wieczór, Krisie.
[01:45] - Dobry wieczór.
[01:46] - A także współpracownik „Niestaneego Świata”, pisarz science fiction i publicysta Marek Żelkowski. Dobry wieczór, Marku.
[01:54] - Dobry wieczór.
[01:55] - Dzisiejsza debata, tak jak większość debat ufologicznych online, jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Radio Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy również na pytania i komentarze na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Można również przesyłać wiadomości na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium, na koncie portalu Infra, na grupie tematycznej czytelników „Niestaneego Świata” oraz Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to mamy jeszcze kontakt e-mailowy, adres radio@paranormalium.pl. Panowie, rozpoczniemy dzisiaj od takiego pytania. Właściwie wrócimy na chwilę do poprzedniej debaty. Które fragmenty Biblii mówią waszym zdaniem o możliwym spotkaniu z UFO lub obcymi?
Które z nich są najbardziej sugestywne i wartościowe? Nefilim i synowie Boga? Relacja o chwale Pańskiej? A może opis zniszczenia Sodomy i Gomory przez tajemniczą broń? Pierwszemu oddamy głos tradycyjnie Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:14] - W poprzedniej debacie mówiliśmy sporo o tych obliczach UFO w Biblii, które znajdowały się gdzieś na początku. Mówiliśmy o nefilim, mówiliśmy o synach Bożych, o patriarchach i zagadce ich wieku, a także o zniszczeniu Sodomy i Gomory. Rzeczywiście znajdowało się tam wiele bardzo sugestywnych opisów. Dla mnie osobiście największą zagadkę stanowi historia synów Bożych. Oczywiście w połączeniu z tym, co ma o nich do powiedzenia „Księga Henocha”, o której również mówiliśmy. Natomiast dzisiaj będziemy mówić o tych elementach, tych historiach biblijnych, które zdaniem większości badaczy, publicystów są takimi koronnymi dowodami. Bo o ile historia o synach Bożych jest w dużej mierze oparta na pewnych domniemaniach i odwołuje się do treści pozabiblijnych. Bo pamiętajmy, że „Księga Henocha” to apokryf. Także dzisiaj powiemy na przykład o „Księdze Henocha” i kilku innych, które mogą świadczyć o tym, że rzeczywiście naród wybrany był w jakiś sposób monitorowany przez tajemniczą siłę. I tutaj pytanie: dlaczego tak się działo i co było powodem takiej sytuacji?
Podjęliśmy już ten temat uprzednio. I taka moja mała refleksja odnośnie tego, dlaczego jakaś inteligencja wybrała Izraelitów do przeprowadzenia swojego planu. W poprzednim odcinku zadałem takie pytanie: czy oni rzeczywiście byli narodem wybranym, jedynym na ziemi? Czy tylko byli jednym z wielu narodów, ludów, które zetknęły się z tajemniczymi przybyszami, którzy zwykle mieli ludzkości do zaoferowania jakieś informacje. Byli to po prostu nauczyciele ludzkości. Wspomnieliśmy o tych siedmiu przedpotopowych mędrcach z Sumeru i Babilonu. Wspomniałem o Fu Hsi, czyli chińskim nauczycielu z nieba. Wspomniałem też o kilku innych przykładach. I z tego wyłania się taki scenariusz, że jakaś siła, inteligencja w różnych okresach tego, co nazywamy starożytnością, wysyłała do poszczególnych ludów na Ziemi swoich emisariuszy, by ci, nauczając ludzkość, przekazując jej albonakazy moralne albo wiedzę całkowicie praktyczną, jak w przypadku Synów Bożych. Wychowywali ludzkość, tworzyli podstawy, zręby cywilizacji.
Dlatego pod tym względem, jeżeli się przyjrzymy temu w szerszym kontekście, to Izraelici pod żadnym względem nie będą narodem wybranym. Będą po prostu jednym z wielu, którzy stali się beneficjentami wiedzy pochodzącej prawdopodobnie od innej cywilizacji. Tylko że oni to udokumentowali, bo inne ludy zrobiły to w sposób taki, że my nie mamy do tego dostępu na co dzień. Nie mamy na co dzień dostępu do materiałów czy mitów sumeryjskich, nie mamy na co dzień dostępu do mitów chińskich, a w Biblii zostało to opisane wprost. Biblia, która stała się podstawą cywilizacji, między innymi europejskiej, zawiera być może opis kontaktu. Chociaż kontakt to nie jest do końca dobre słowo, bo to jest kontakt, w którym ludzkość stoi w kategorii podmiotu. Jesteśmy beneficjentem, ale też uprzedmiotowionym beneficjentem, bo ta druga strona, kimkolwiek jest, tak naprawdę nie chce żadnej fraternizacji. Zachowuje się raczej jak karbowy, który stoi nad ludzkością z batem i chce nas z jakichś powodów na siłę ucywilizować. Dlaczego? Tego do końca nie wiemy.
Może ta siła, która za tym stoi, może ci tajemniczy obcy, bo chyba tak możemy ich nazwać, mają wobec ludzkości jakiś plan. Mieli wobec ludzkości jakiś plan. Być może nie mogli patrzeć na to, jak marniejemy na ziemi, tocząc prymitywne wojny, nie rozwijając się. Uznali, że taki kopniak cywilizacyjny jest nam potrzebny z tego powodu, że bez niego ludzkość nie byłaby w stanie przetrwać kataklizmów naturalnych, które bardzo często się zdarzają i mogą doprowadzić do zniknięcia cywilizacji w bardzo krótkim czasie. Mamy wiele przykładów tego, jak to się działo. Nie chodzi mi tu tylko o Atlantydę, ale na przykład o cywilizację minojską, która również została incesowana w wyniku takiego potężnego kataklizmu. Być może ta obca inteligencja, mając to na względzie, nauczyła nas podstaw cywilizacji, by ludzkość zawsze mogła w którymś miejscu globu się odrodzić. To tylko jeden ze scenariuszy. Nie wiem, jak było naprawdę. Natomiast jeżeli na to spojrzymy rzeczywiście chłodnym okiem, bo nie mówię, że musimy wierzyć we wszystko, co napisał Daniken czy Sitchin, bo tak naprawdę ten obraz nam się wtedy totalnie zamota, zaplącze.
Jeśli włączymy do tego Annunaki czy jakieś inne wątki, to wyjdzie zupełny miszmasz. Natomiast jeżeli przeanalizujemy mity pod tym względem, to rzeczywiście się okaże, że ktoś tam coś kiedyś poruszył w umysłach naszych przodków, by cywilizacja, by ich kultura, nie tylko materialna i niematerialna, ruszyła do przodu. Zauważmy, o czym zawsze mówią te mity odnoszące się do nauczycieli z nieba. Bo Jahwe w pewnym względzie też można nazwać nauczycielem z nieba. Przecież podarował Mojżeszowi tablice z Dekalogiem i to jeszcze w jakich sugestywnych okolicznościach. Pamiętacie państwo z tamtego odcinka, że działo się to w scenerii, która przypomina lądowanie jakiegoś nieziemskiego obiektu. W każdym bądź razie manifestację techniczną. Coś strasznego spoczywa na górze i wchodzi tam para ludzi, którzy nie mają pojęcia, z czym się stykają. Jahwe jako nauczyciel z kosmosu także kładzie nacisk na prawo, które stoi wyżej nad prawem plemiennym. Czasami umoralnia, ale daje jasne wskazówki.
Tak samo Fu Hsi na przykład, chiński nauczyciel z kosmosu. Ich tam było kilku. Nazywano ich grupowo Shi. Fu Hsi był pierwszym ze Shi. Znany był z tego, że przekazał ludzkości pewne prawa, obyczaje i wiedzę. Nacisk ze strony nauczycieli z kosmosu kładziony był na prawo zwyczajowe, moralne. Prawo odnoszące się do tego, jak czcić bogów, jak zbudować religię. Tutaj wiele osób się może zastanowić, czy czasami te istoty nie budowały od początku, nie nauczyły nas jakiejś formy manipulacji. Bo tak naprawdę, jeżeli spojrzymy na to od drugiej strony, to zobaczymy, że ci nauczyciele z kosmosu zapoczątkowali religie, które de facto na pewnym stadium rozwoju ludzkości były bardzo przydatne. Natomiast potem, jak widzimy na wielu przykładach, stały się narzędziem masowej manipulacji.
Możemy na to patrzeć od różnych stron. Poruszyliśmy też inne tematy, na przykład słynne zniszczenie Sodomy i Gomory. To też w kontekście słynnych atomowych wojen bogów. Ale jeżeli miałbym wybierać i powiedzieć, które elementy z tych, które poruszyliśmy, fascynują mnie najbardziej, to właśnie Synowie Boży.Chris, nie było cię na ostatniej debacie. Teraz czekamy na kilka słów od ciebie odnośnie tego, jak podchodzisz do tematu obcych w Biblii i czy jesteś w stanie znaleźć tam elementy, które twoim zdaniem świadczą jasno o tym, że ów palec Boży, który wysunął się zza chmury i dotknął Izraelitów, był tak naprawdę palcem istoty pozaziemskiej.
[12:35] - Mnie też się podoba ten sam moment, kiedy pojawiają się na Ziemi ci łaciarze, anioły stróże, obserwatorzy, a po nich Nephilim. Wszystko to zostało opisane w księdze Henocha. Mamy z tego dokładną relację i jest to moment w Biblii niezwykle intrygujący. Myślę, że z tego powodu wyleciał z kanonu katolickiego, ale księga Henocha jest ciągle w kanonie ortodoksyjnym. W prawosławiu jest jak najbardziej legalna i nie ma w tym nic złego. Prawdopodobnie, tak myślę, że kościoły koptyjskie również używają tej księgi jako części swojego własnego kanonu religijnego. Ta kontrowersja polega na tym, że ktoś rzeczywiście skądś przybywa. Przybywa spoza Ziemi, jest istotą nie z tej ziemi. I tutaj słychać odległe grzmoty tej wojny kosmicznej, która gdzieś tam się dzieje w jakiejś innej przestrzeni pozaziemskiej. Biblia opisuje to jako wojnę w trzecim niebie, gdzie nagle anioły zaczynają walczyć z Bogiem.
Buntują się. Czyli okazuje się, że Bóg, który w naszych oczach jest wszechmocny, wcale taki wszechmocny nie jest, bo ktoś potrafi przeciwko niemu konspirować. Część tych zbuntowanych aniołów pojawia się na Ziemi i od tego właściwie zaczyna się nowy rozdział w historii naszej planety, bo wraz z nimi pojawia się życie świadome. Ziemia przestaje być tylko taką cieplarnią, gdzie żyją sobie rośliny i zwierzęta i gdzie żyje sobie człowiek, który głównie zajmuje się tym, żeby się najeść, schować przed deszczem i ewentualnie rozmnożyć. Chociaż do dziś te przyjemności są główną częścią działania wielu ludzi. Ale człowiek zaczyna od tego momentu myśleć, zastanawiać się, tworzyć strukturę, tworzyć myśl, tworzyć to, co powiedziałeś, prawo. Myślę, że prawo jest to coś absolutnie unikalnego, ponieważ do tej pory wszystko funkcjonuje według tak zwanego prawa naturalnego, czyli siły przyrody wyznaczają, w jaki sposób mają przebiegać rzeczy. Ponieważ to, co jest fantastyczne i się nie sprawdza, przyroda w sposób naturalny niweluje. Natomiast człowiek jest w stanie to zmienić. Buduje prawo, buduje skupiska i buduje tą nieszczęsną religię.
I teraz zastanowić się można, dla czyjego dobra jest to tworzone. Czy dla ludzkiego dobra? Bo z jednej strony możemy tu widzieć wielki wzrost cywilizacyjny człowieka. Wszystko zaczyna się rozwijać. Nagle tworzy się ta olbrzymia ziemska infrastruktura. Z jaskiń i z palm schodzą ludzie, odgryzają sobie ogony i nagle budują całe miasta. Tworzą rządy, tworzą społeczności, tworzą nagle państwa, granice, religie. Wszystko zaczyna doznawać takiego olbrzymiego przyspieszenia. Mamy okresy w dziejach Ziemi, które trwają czasami setki tysięcy lat i te setki tysięcy lat można opisać w kilku zdaniach. Natomiast ostatnie 5000 lat, kiedy mamy do czynienia z cywilizacyjnym przyspieszeniem, które jest w jakiś sposób związane z pojawieniem się tych biblijnych aniołów, nagle wszystko zaczyna się zmieniać i to w sposób bardzo radykalny, tak jak nigdy do tej pory na Ziemi.
Dlatego myślę, że właśnie ten moment opisany w Biblii jest najciekawszy. Z drugiej jednak strony, kiedy przyjrzymy się bliżej Biblii, Staremu Testamentowi, pismom z tamtego czasu, tej całej żydowskiej filozofii, która została ujęta w Talmudzie, w Torze i w jej przypisach, która dała początek na przykład chrześcijaństwu, na którym wyrosła Europa, a także islamowi, gdzie duża część Azji w zasadzie hołduje tej filozofii i tej religii. Nie sposób nie zauważyć, że myśli, jakie tam są zawarte, często nie są oryginalnymi myślami Żydów i są one importowane z miejsc, które rozwinęły się dużo wcześniej niż tak zwany naród wybrany. Mam tu na myśli oczywiście Sumer i starożytny Egipt. Oba te miejsca były, jak na te swoje czasy, niesamowicie dobrze rozwinięte, eksplodowały wręcz cywilizacyjnie. I kiedy przyjrzeć się tamtym mitom, tak zwanym mitom, mówię to w cudzysłowie, mitom sumeryjskim i mitom egipskim, widzimy, że ten kontakt kosmiczny, kontakt z kimś, kto nie pochodzi z Ziemi, kto przybył z nieba, był w jakiś sposób już wcześniej obserwowany i w jakiś sposób wcześniej funkcjonował. Wraz z Biblią zmienia się jedynie forma pojmowania tej właśnie ezoterycznej istoty, którą nazywa się Bogiem. Bóg nagle staje się niewidzialny. Właściwie nawet nie ma za bardzo imienia. Jest wszystkim i niczym jednocześnie.
Nie ma określonego kształtu i formy.I trzyma ludzi na duży dystans. Wysyła raczej swoich wysłanników, wysyła swoich posłów do nas, czy naczelników, którzy mówią nam, jak ma być. Natomiast sam ze swojego tronu obserwuje to wszystko swoim surowym i chłodnym okiem i dokonuje często bardzo radykalnych i wręcz nieludzkich posunięć. W przeciwieństwie do tych bogów wcześniejszych, sumeryjskich i egipskich, przyjaznych człowiekowi, którzy chodzili razem z człowiekiem, spotykali się z nim twarzą w twarz, traktowali go może nie na równi, ale traktowali go w sposób podmiotowy, nie przedmiotowy, jak ten żydowski Bóg. Także ten moment jest w Biblii bardzo interesujący. Od tego momentu myślę, że wszystko się zmienia, dlatego ma on tak ogromne znaczenie. Jeśli wrócimy do obecnie oficjalnego kanonu, jest on opisany w kilku zdaniach w Księdze Rodzaju, gdzie to wszystko się zaczyna. I sam fakt, że z tej Księgi Rodzaju tego nie wycięto, nie ocenzurowano, mówi, że jest to ważny moment, być może właśnie najważniejszy. Księga Rodzaju jest to Księga genezy początku, czyli moment, od którego to wszystko się zaczyna i dlatego dla mnie to wydarzenie również ma największe znaczenie we wszystkich tych historiach biblijnych. Dziękuję.
[19:37] - Marku?
[19:38] - Ja chciałem powiedzieć, że patrząc na historie zawarte w Biblii, warto uświadomić sobie, że człowiek ma taką zadziwiającą tendencję do zamieniania wraz z upływem czasu różnych wydarzeń w mit. Warto o tym pamiętać, bo to zresztą nie jest ani moje odkrycie, ani też odkrycie specjalnie nowe. Otóż w swoim czasie tacy ludzie jak chociażby Mircea Eliade czy Van der Leeuw, badacze religii, fenomenologowie religii, pisali dużo na temat mitu i na temat sposobów powstawania mitu oraz źródeł mitu. I tak naprawdę doszli do wniosku, że mit to, w przeciwieństwie do znanych nam różnego rodzaju baśni, podań, nie jest historią napakowaną fantazją opowiadającego, że mit u swojego źródła ma historię prawdziwą. To, co powiedziałem przed chwilą, pewno jest wszystkim dosyć dobrze znane. Natomiast warto to podkreślić, patrząc na historię przekazywaną w Biblii. To również mogą być historie, to zresztą już mówiliśmy w poprzedniej audycji, które źródło swoje mają w wydarzeniach prawdziwych. Co więcej, taką przesłanką, która świadczyłaby o tym, dla mnie przynajmniej, że te korzenie Biblii wbrew pozorom, czasem takiemu powszechnemu odczuciu, są bardzo racjonalne, to fakt, że na przykład my bardzo często kojarzymy chrześcijaństwo z jakimś mistycyzmem, z jakimiś wydarzeniami niesamowitymi, zaprzeczeniem różnego rodzaju praw fizycznych, biologicznych i tak dalej. Natomiast warto sobie uświadomić, że na kartach Starego Testamentu można znaleźć również informacje dotyczące tego, że oczywiście jest istota boska, ale wszechświat, świat, w którym żyjemy, rządzi się swoimi prawami. Prawami niezmiennymi, które należy domniemywać, w tym wypadku rzeczywiście jest to pewna próba analizy, które również dotyczą istoty boskiej.
I takie informacje można znaleźć chociażby w Księdze Jeremiasza, o ile dobrze pamiętam, oraz na przykład w Księdze Hioba. Tam znajdziemy informację o prawie księżyca i prawie gwiazd, o tym, że świat, wszechświat rządzi się swoimi prawami. To dla mnie jest informacja, że wśród tej powodzi różnych historii, które w Biblii można odnaleźć, jest tam również pewien bardzo racjonalny, bardzo rzeczowy przekaz i myślę, że to jest, przynajmniej dla mnie, również wskazówka, że zarówno Stary Testament, jak i w jakimś stopniu, będziemy pewno o tym dzisiaj mówić, jak i również po części Nowy Testament są odbiciem czegoś, co się zdarzyło. Co pewno wzorem Eliadego i innych fenomenologów religii musielibyśmy odkodować, to znaczy odczytać to na nowo, żeby zrozumieć. Niemniej jednak warto się chyba w tym zagłębić, aby prawdę odnaleźć. I to może na początek wszystko. Dziękuję.
[23:46] - Widzę, że dołączył do nas Arek Kocik. Witaj, Arku.
[23:49] - Cześć, witam. Tutaj mam troszeczkę małe problemy z łącznością w tej chwili. Nie wiem, jak mnie słychać. Nie wiem, czy mnie w ogóle słychać.
[23:56] - Bardzo dobrze, bardzo wyraźnie. Arku, który twoim zdaniem fragment Biblii mówi o możliwym spotkaniu z UFO lub obcymi? Który fragment jest według ciebie najciekawszy pod tym względem?
[24:10] - No oczywiście pierwszy
[24:11] - Ta Księga Mojżeszowa i to już od samego początku, dlatego, że zaraz na samym początku, przy stworzeniu człowieka, jest rzecz ciekawa. Niby stworzył Bóg człowieka, prawdopodobnie i mężczyznę, i kobietę, przy czym ta kobieta nazywała się Lilit. Nie wiem, czy o tym mówiliście wcześniej. Odeszła, poznając imię Boga, odleciała w kosmos, do nieba. Za nią Bóg wysłał anioły, które próbowały ją sprowadzić z powrotem, ale to się nie udało. I dopiero wtedy z żebra Adama, usypiając go wcześniej, stworzył drugą kobietę, którą Adam nazwał Ewa. Także to jest nie tak, jak się potocznie przyjęło. Mimo że dobry Bóg nakłaniał Lilit intensywnie do tego, żeby powróciła, mówił o tym, że będzie codziennie zabijał jedno z jej stu dzieci, dopóki nie wróci, ona nie uległa. Ale co jest ciekawe, właśnie to, że ona odleciała do nieba, nie chciała wrócić i Bóg wysłał za nią tych trzech aniołów. Od samego początku coś jest nie tak z tym.
Przechodząc do dalszych rzeczy, warto zwrócić uwagę na to, że prawdopodobnie źródłosłowem Sodoma jest „spalona”. Nie znam hebrajskiego, ale tak się doczytałem. Natomiast Gomora jest miastem zasypanym, więc te miasta nie mogły się tak nazywać w momencie, kiedy Lot i Abraham dzielili się terytoriami i jeden Lot poszedł w kierunku Sodomy i tam się osiedlił w pobliżu, bo ta nazwa nie miałaby sensu. Miasto, które nazywa się „spalone”? To trochę nie tak. Co jest jeszcze ciekawe, te miasta musiały się inaczej nazywać. I tak jak mówiłem na poprzedniej debacie, w trakcie historii miasta bardzo często zmieniają nazwy i przedkładanie tych miast, później przekłady, legendy do tego dorabiane w jakiś sposób zmieniają całkowicie obraz. Miasta zginęły dlatego, że była w nich rozpusta i tak dalej. Tak się przynajmniej przyjęło. Natomiast Abraham sprzedawał kilkukrotnie swoją żonę, mówiąc, że to jest jego siostra.
Mało tego, to była faktycznie jego siostra przyrodnia z tego samego ojca. Sprzedawał ją kilkukrotnie i cały jego majątek pochodził z tego, że sprzedał ją, oddał ją faraonowi i stąd miał swój majątek, niewolników, złoto i te wszystkie inne rzeczy. Troszeczkę dziwnie to wygląda. Samo przyjście tych trzech aniołów, czterech w sumie, jakby się tak dobrze policzyć, do Sodomy poprzedziło to, że wcześniej byli u Abrahama. Tam został Bóg, a reszta poszła. Bóg musiał być całkiem z krwi i z kości i musiał być widoczny. Później jest Księga Wyjścia, gdzie spotykamy się z chwałą Pana i jej działaniem, to znaczy prowadzeniem Egipcjan z jednej strony, a z drugiej strony chronieniem przed najazdem Egipcjan. Ten wir po jednej stronie widoczny. To jest cała Księga Genesis, Księga Pierwsza Mojżeszowa i później następne Wyjścia. Opis też między innymi, jak sobie poczynali Izraelici już po wyjściu na pustynię.
Ale o tym chyba jeszcze będziemy mówili. To jest jeden wielki kontakt i sprowadza się do tego, że prawdopodobnie eksperyment. Dziękuję.
[29:06] - Z wędrówką po pustyni wiąże się też inna zagadka. Manna. Tradycja żydowska zawiera tajemniczy opis, który wielu osobom kojarzy się z maszyną do produkcji pożywienia z glonów. Czy Izraelici mogli otrzymać od obcych jakieś urządzenia i czy kolejnym z nich była Arka Przymierza? Może teraz dla odmiany pierwszy niech się wypowie Arek Kocik. Arku?
[29:32] - Warto by było sprawdzić w ogóle, w jaki sposób ta maszyna do produkcji manny dostała się w ręce, skąd ona się w ogóle wzięła. W Biblii jest dosyć ciekawe sformułowanie, że Izraelici byli głodni. Oczywiście kolejny bunt przeciwko Mojżeszowi. Mojżesz ma ich gdzieś tam przyprowadzić i okazuje się, że w chwale Pana, czyli huk, płomienie i dużo dymu, pokazuje się coś i później oni już sobie spokojnie tą mannę zbierają. Przy czym w Biblii nie ma opisu żadnych urządzeń technicznych.Opis taki był przekazywany ustnie, a następnie był spisany w Talmudzie, w księdze konkretnie Zohar. Na podstawie tego stworzono plan czy szkic maszyny, która miała być. Właśnie na tym cała zabawa polega, że ta maszyna musiała być czyszczona co kilka dni, musiała mieć przerwę robioną i stąd faktycznie musieli zbierać Izraelici tyle jedzenia, żeby im przez te sześć dni starczyło właśnie na ten siódmy dzień, gdzie ta maszyna musiała być czyszczona. Oczywiście jest cały zbiór tradycji zapisanych, co trzeba robić, żeby obsługiwać tą maszynę, jak trzeba wyglądać, konkretne ubranie, jak dokładnie to ma wszystko wyglądać, jak dokładnie to ma wszystko przebiegać. Być może Piotr ma więcej na ten temat bezpośrednich informacji. Ja po prostu nie zdążyłem przygotować szczegółowego opisu tego zdarzenia i tego wyglądu.
Ta maszyna nazywała się Wiekowym Starcem i dopiero w tej chwili, znając język techniczny, jesteśmy w stanie przełożyć to tak, że to ma ręce i nogi. Podobna sytuacja była z Sitchinem, który żeby właściwie przetłumaczyć całe eposy asyryjskie, nauczył się tego języka i zauważył, że być może wszystko do tej pory jest źle tłumaczone, a wcześniejsze tłumaczenia były właśnie z XIX wieku, więc tutaj od nowa trzeba się troszeczkę wrócić i poznać możliwości języka. Tutaj akurat tak zrobiono i wyszło to, co wyszło. Natomiast jest dosyć ciekawe, co się stało z tą maszyną później. Przecież wiadomo, że jest to maszyna przymierza, którą dał Bóg, więc ona nie mogła być tak po prostu rozkradziona, pozostawiona gdzieś, zasypana. Ona musiała wędrować z Izraelitami nawet do Jerozolimy. Podejrzewam, że schował ją dopiero gdzieś w podziemiach król Dawid. Być może. Dziękuję.
[33:23] - Może teraz Marek Żelkowski. Marku?
[33:26] - À propos manny warto o kilku rzeczach powiedzieć. Podobno pojawienie się manny to była odpowiedź boga Jahwe na narzekania Izraelitów, że są głodni. Rzeczywiście, próby buntu. W związku z tym pojawiła się ta żywność. Rano pojawiała się manna, o której za chwileczkę troszeczkę więcej powiem. Natomiast o zmierzchu pojawiały się przepiórki. Tu jest pierwszy moment, w którym troszkę się waham, czy uwierzyć w teorię o starcu i o maszynie do produkcji żywności, ponieważ gdyby to była rzeczywiście tylko manna, to rzeczywiście wszystko by się zgadzało. Natomiast trzeba by troszeczkę uruchomić wyobraźnię, skąd się o zmierzchu każdego dnia brały przepiórki. Ja powiem jeszcze o tym, że Bóg, kiedy zesłał mannę, postawił kilka warunków. Otóż tej manny nie wolno było zbierać na później.
Jeśli się ją nawet próbowało zebrać i przechowywać, ona gniła i pojawiały się w niej robaki. Wyjątkiem był szósty dzień, kiedy ta manna nie gniła i można ją było na ten siódmy dzień zebrać. Na czas szabatu można było mannę zebrać i wtedy się nie psuła. Ta manna występowała w dużych ilościach, ponieważ głowa każdej rodziny zbierała dla siebie i dla swoich podopiecznych ponad dwa litry tej substancji. Działo się to przez 40 lat. Do momentu, kiedy Izraelici dotarli do Kanaanu. Z takich ciekawostek warto powiedzieć, że wywodzi się nazwę „manna” od „man hu”, czyli od zapytania, co to jest. Podobno takie pytanie zadawali Izraelici, kiedy pierwszy raz zobaczyli mannę. Natomiast cały czas dla mnie pozostaje zagadką, skąd te przepiórki o zmierzchu. Opisując mannę warto powiedzieć o jej cechach fizycznych.
To była biała substancja, ziarnista substancja, która przypominała szron. Była słodka. Już wspomniałem, trudna do przechowywania i na słońcu się topiła. Można ją było jeszcze rozetrzeć w moździerzu.Pojawiały się w latach 50. i troszeczkę później różnego rodzaju teorie mówiące o roślinach, czyli na przykład o tamaryszku i jeszcze jednej roślinie, której nazwy niestety nie pamiętam. Bardzo szczegółowe wywody dotyczące tychże roślin. Natomiast w latach 70. pojawiła się teoria Sassona i Dale'a. Wtedy pojawił się w 1976 roku artykuł w szanowanym piśmie „New Scientist”. Artykuł mówiący mniej więcej tyle, co późniejsza książka dotycząca tego tematu, tych autorów, która na podstawie głównie Księgi Zohar.
Ci dwaj autorzy starali się rekonstruować maszynę do wytwarzania manny. Kilka słów o Księdze Zohar. Znowu nie pamiętam pełnego tytułu. W każdym razie na polski to jest „Księga blasku”. Aczkolwiek ta nazwa jest dłuższa niż Zohar. To jest taki mistyczny komentarz do Tory, a więc do pierwszych pięciu ksiąg Biblii, Pięcioksięgu. Dalej także komentarz do „Pieśni nad pieśniami” i Księgi Rut, o ile dobrze pamiętam. Takim zarzutem stawianym w stosunku do tej księgi było to, że ona została spisana podobno około XIII wieku. Jednak ci krytycy powinni uwzględnić fakt, że Księga Zohar przez bardzo długi czas funkcjonowała w tradycji ustnej. Ona była przekazywana z ust do ust, podobnie jak na początku różnego rodzaju starożytne eposy, chociażby „Iliada” czy „Odyseja”.
One też na początku nie były dziełami spisanymi, tylko przekazywanymi ustnie. Tu znowu różne oczywiście źródła różnie podają, jeśli chodzi o czas powstania Księgi Zohar. W każdym razie ona jest znacznie starsza niż ten podany wcześniej przeze mnie XIII wiek. Przygotowując się do dzisiejszej audycji, znalazłem artykuł w internecie, w którym autor podaje przynajmniej kilkadziesiąt cytatów, którymi później posłużyli się autorzy wspomniani wcześniej przeze mnie. Posłużyli się do rekonstrukcji tejże maszyny. A zatem Księga Zohar bardzo szczegółowo to opisała. I dzisiaj oczywiście możemy się spierać, czy to jest fałszerstwo, czy nie. Moim zdaniem w XIII wieku i wcześniej, cały czas podkreślam, że ta księga powstała wcześniej, nikt nie mógł przewidzieć naszych debat ufologicznych, to przede wszystkim. Ale także całej krytyki, która się może pojawić. I myślę, że mamy tu do czynienia z jakimś zjawiskiem, ale na pewno nie fałszerstwem.
I to tyle, jeśli chodzi o mannę. I tutaj cały czas z uporem maniaka będę podkreślał, że manna jest dla mnie przekonująca. Cała książka, którą przeczytałem obu autorów Sassona i Dale'a dotycząca starca, rekonstrukcji tego urządzenia, napędu tego urządzenia, przerobu glonów, z których wytwarzano podobno mannę. To wszystko jest przekonujące i jeśli chodzi o aspekty techniczne, dosyć ciekawie ujęte. Ta książka jest do pewnego stopnia, żeby nie nadużywać słowa fascynująca, to bardzo intrygująca. I tu znowu zostanę uznany za takiego Katona, który bez przerwy powtarza jedną tezę, że Kartagina powinna być zburzona. Ja powtórzę, ale te wieczorne przepiórki nieco mnie intrygują i nie bardzo znajduję odpowiedź, skąd się tak naprawdę brały. W pytaniu jest jeszcze mowa o Arce Przymierza. To kolejne urządzenie, które być może pojawiło się w historii narodu wybranego. I warto pamiętać, że o ile maszynę do produkcji manny można domniemywać, że pojawiła się za sprawą Boga, po prostu została Izraelitom podarowana, o tyle w przekazach mówi się, że Arka Przymierza została wykonana na polecenie Boga i według precyzyjnych zaleceń.
A zatem kosmici albo w każdym razie załoganci UFO są niejako pośrednio odpowiedzialni za jej powstanie, za jej wykonanie. Aczkolwiek równie dobrze możemy założyć, że jednak to nie ludzie konstruowali to urządzenie. Na temat Arki Przymierza powstało wiele legend i powstało wiele ciekawych opowieści, chociażby „Poszukiwaczy zaginionej arki”. Ale warto sobie uświadomić, że Biblia dosyć szczegółowo opisuje wygląd tejże Arki Przymierza. Otóż opisuje wyraźnie jej długość, szerokość.Długość to 140 centymetrów, wysokość 80 centymetrów. Podobno została wykonana pod kierunkiem Mojżesza prawie 1500 lat przed naszą erą, w 1440 roku przed naszą erą. Podobno w tejże arce przechowywano święte przedmioty, takie jak kamienne tablice z przykazaniami, dzban z manną oraz laskę Aarona. To troszeczkę przeczy późniejszym domniemaniom, że być może Arka jest rodzajem broni. Tu też znajdujemy w Biblii odpowiednie fragmenty, gdzie Arka Przymierza gromiła wrogów i była utożsamieniem potęgi Izraela, która opierała się na tym, że Bóg wziął ten naród pod opiekę. Myślę, że warto pamiętać o tym, że Biblia dostarcza bardzo wielu informacji na temat powodu, czasu i miejsca zaginięcia lub właściwie ukrycia Arki Przymierza.
Otóż w Księdze Machabejskiej znajduje się opis ukrycia Arki w jednej z pieczar góry Nebo. To jest ta sama góra, na której Mojżesz spotkał się kiedyś z Bogiem. Warto o tym pamiętać, bo oczywiście na temat ukrycia Arki i tego, co się z nią stało, istnieją dziesiątki różnych teorii, z których chyba najpopularniejsza jest ta, która mówi o tym, że Arka jest przechowywana w Etiopii, w mieście Aksum. Żeby nie eksploatować tematu, oddam głos współdebatującym. Dziękuję.
[44:48] - Piotrze?
[44:49] - Trudno tutaj dodać coś do tego, co powiedział Marek. Wsłuchałem się tak w to, Marku, że po prostu straciłem wątek. Rzeczywiście, sprawa tak zwanego starta jest dość kontrowersyjna, ale równie kontrowersyjna jest sprawa samej manny. Bo o ile w Biblii znajdujemy opis wędrówki Izraelitów po pustyni jako zdarzenia długoletniego, wyczerpującego, obliczonego tak naprawdę na nie wiemy co, bo przecież ta droga nie mogła zabrać tyle lat, to opis samej wędrówki nosi zarówno elementy cudowne i bajkowe, jak i bardzo konkretne. Kiedy przyjrzymy się opisowi manny, to rzeczywiście odnajdziemy ten element zdumienia, o którym mówiłeś, bo nie wiadomo, czym była w 100%. Stary Testament, jeżeli chodzi o rośliny czy zwierzęta, bardzo konkretnie się odnosi do ich nazewnictwa. Nie występują tam potwory, oprócz może Lewiatana i kilku innych wspomnianych. Natomiast kiedy przeczytamy na przykład księgi dotyczące tego, co Żydom wolno jeść, czego nie wolno jeść, to zauważymy, że byli dość dobrze obeznani z fauną i florą tego obszaru, Kanaanu. Natomiast jeżeli chodzi o mannę, to pojawia się problem, bo to jest rzeczywiście coś. Znajdują to na ziemi.
To jest podobne trochę do szronu, ale z drugiej strony nie jest podobne do szronu. Da się jeść. Szybko się psuje, rzeczywiście. I pojawia się pytanie, skąd się to brało. Przez jakiś czas panowała taka hipoteza, że rzeczywiście mógł to być pewien pasożyt, tamaryszka. Sugerowano, że jest to rodzaj grzybka, ale tak naprawdę nigdy nie udało się tej hipotezy potwierdzić i do dzisiaj nikt nie wie, czym naprawdę ta manna była. Pojawiły się przeróżne hipotezy: że była to roślina jadalna, że były to na przykład jakieś pozostałości owadów, że był to symbol, że żadnej manny nie było, tylko że Izraelici mieli spożywać coś, co miało ich oczyścić. Ta strawa, którą spożywali, miała być dla nich rodzajem zdrowej diety. I to pokolenie, które weszło do Kanaanu, było wychowane na jedzeniu, które było prawe. Pamiętajmy, że Żydzi mają bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące diety.
Tutaj można się dopatrywać w zasadzie prapoczątków tego, co jest koszerne, a co nie, że Żydzi zachowują takie nawyki żywieniowe dlatego, że byli żywieni pokarmem, który pochodził bezpośrednio od Boga. Tak można na to patrzeć. Natomiast jeżeli szukamy naturalnych źródeł manny, to ich nie znajdziemy, dlatego że do tej pory nikt nie wie, co to mogło być. Sasson i Dale, czyli ci panowie, którzy opublikowali artykuł, o którym mówił Marek, doszli do takiego wniosku, żeManna mogła być wytworem. Oni przeanalizowali wszystkie dowody, o których mówiliśmy w tamtej audycji, wszelkie wzmianki w Biblii, dochodząc do wniosku, że rzeczywiście sugestia, że ktoś Izraelitami sterował jest na tyle mocna, żeby uznać mannę za wytwór obcych, którzy wynaleźli dla Izraelitów coś, czym mogli ich używić, bo to jednak była masa ludzi. Sasson i Dale szukali przede wszystkim tego, skąd manna mogła pochodzić i znaleźli w księdze Zohar. Zohar jest, o czym powiedział już Marek, księgą zawierającą tradycję mistyczną. Jest to księga de facto ezoteryczna o nieustalonym do końca pochodzeniu. Rzeczywiście istnieje hipoteza, że była przekazywana ustnie. Natomiast jeżeli chodzi o wiek pierwszych egzemplarzy, to jest dość młoda, dlatego że pojawia się w późnym średniowieczu.
Jeżeli przyjmiemy, że rzeczywiście ta wiedza była przekazywana ustnie przez rabinów, to zobaczymy, że tam jest cały rezerwuar wiedzy, która nie była dostępna wszystkim Żydom. Wszyscy Żydzi mieli znać Talmud, mieli znać Torę, ale kabała była już czymś dla tych, którzy byli wielkimi insiderami, którzy siedzieli w tym mocno i wiedzieli, jak sprawa Boga wygląda od środka. Dowiadujemy się między innymi z księgi Zohar. Co ciekawe, słowo Zohar, jak mówił Marek, oznaczające światłość, jasność, promienie, pojawia się po raz pierwszy w księdze Ezechiela, czyli najbardziej ufologicznej księdze Biblii. Ale o tym jeszcze będziemy mówić. W Zoharze pojawia się wzmianka o pradawnym, wiecznym dziadzie, starcu. Tam nie ma bezpośredniego opisu, co ten starzec robi. Tam po prostu ten opis jest. Natomiast Sasson i Dale skojarzyli ten opis starca z maszyną, która została zbudowana przez Sowietów. W Rosji zbudowano maszynę, która pozwalała na namnażanie alg.
Był to eksperyment w ramach programu kosmicznego mający sprawdzić, czy utrzymanie astronautów przy życiu przy pomocy takiej syntetycznej żywności byłoby możliwe. Oni skojarzyli te dwa fakty i uznali, że opis dziada czy też starca to tak naprawdę opis maszyny. Na przykład rurki, które wychodziły z tej maszyny, miały być jego wąsami i brodą. Wszystkie inne części, o których wspominają Sasson i Dale, takie jak ręce, głowa pełniły odpowiednie funkcje. Co ciekawe, zasugerowali oni, że głowa, czyli główny element starca, była wielką kadzią, w której algi były namnażane. Zohar wspomina też o naczyniu z ogniem i to od razu kojarzyło się ze źródłem zasilania. W książce „Maszyna do manny” chyba z lat 70. rzeczywiście starali się rozwinąć tę koncepcję. Jak to zostało przyjęte? Tak naprawdę muszę powiedzieć, że koncepcja Sassona i Dale'a jest trochę zapomniana, bo wszyscy dzisiaj pamiętają o Blumrichu i o maszynie Ezechiela.
Natomiast kwestia maszyny do manny zeszła trochę na drugi plan. Z czego to wynika? Po pierwsze chyba z tego, że sprawa jest bardzo tajemnicza. Pozostają te nieszczęsne przepiórki. Skąd brały się rzeczywiście przepiórki , jeżeli przybywały na równi z manną? Jahwe, czyli obca inteligencja, podarował ziemianom maszynę do manny, a z drugiej strony podarował im klatki z przepiórkami? To troszeczkę rzeczywiście nie idzie w parze. Nie udało się też wyjaśnić pochodzenia manny teoriami botanicznymi. Nikt nie znał takiego porostu. Nie znaleziono takiego porostu, nie znaleziono takiego pasożyta.
Nie znaleziono wreszcie owadów, które mogłyby odpowiadać za pojawienie się manny. Pojawiła się też taka teoria, że manna wcale nie służyła do jedzenia, tylko była czymś w rodzaju pajęczyny i potem w kolejnych wiekach zostało to ze sobą skojarzone. Sprawa tak naprawdę wygląda bardzo tajemniczo. Jeżeli dodamy do tego to słynne światło, które prowadziło ich po pustyni, jeżeli dodamy do tego kawot, czyli chwałę Pańską, jeżeli dodamy do tego te wszystkie elementy, to rzeczywiście sprawa jest bardzo sugestywna. A jeszcze jeśli dojdzie do tego kwestia arki przymierza, możemy dojść do wniosku, że Izraelici otrzymali polecenie zbudowania poza arki przymierza pojemnika na urządzenie, być może nawet na samego starca. Ale też na pewien bardzo enigmatyczny element, o którym również wspomina księga Zohar, a mianowicie tajemnicze ucho, którym miały być odbierane sygnały odIstot niebiańskich, że tak powiem. Ale to już wchodzimy w straszne zawiłości i rozważania. Sassoon i Dale wspominali dosłownie, że pismo wspominało także o tym zagadkowym uchu, które pozwalało kapłanom na przesyłanie głosu do władców skrzydeł. Oczywiście to wszystko jest bardzo sugestywne, natomiast na ile to jest powiązane z rzeczywistymi wydarzeniami, tego nie wiem, dlatego że to jest tylko hipoteza. Pamiętajmy, że autorzy książek z dziedziny starożytnych astronautów często bardzo popuszczali wodze fantazji i tak naprawdę możemy mieć do czynienia z kilkoma różnymi zjawiskami, które chce się ze sobą powiązać, a tak naprawdę nie wiemy, czy między nimi przebiega jakaś wspólna nić.
Jeżeli chodzi o Arkę Przymierza, jest to rzeczywiście intrygujące, bo oni otrzymują, jeżeli przeczytamy sobie w Biblii, to będziemy mieli dokładny obraz. Oni otrzymują takie wytyczne odnośnie tego, jak zbudować skrzynię z drewna, w której mają zostać umieszczone te święte rzeczy. Natomiast ten opis jest bardzo dokładny, jakby komuś zależało na przekazaniu bardzo konkretnych informacji. Czyli to jest opis ściśle techniczny. Pamiętamy, że w skład wchodziło jeszcze złoto, wchodziły słynne posągi cherubów. Istnieje wiele teorii na temat tego, czemu miały służyć. Niektórzy dopatrują się w tym nadajników i tak dalej. W każdym razie Sassoon i Dale postawili też taką teorię, że cały przybytek, który był schowany przed Izraelitami, mógł kryć ową maszynę do manny i wszelką inną maszynerię, która została przez tą obcą inteligencję podarowana Izraelitom. Innymi słowy, za jej pośrednictwem manifestował się Bóg, czyli Bóg krył się w tych wszystkich maszynach, które miały być ukryte przed wzrokiem ludu i które obsługiwali żydowscy kapłani.
[57:20] - To może teraz Chris Miekina. Chrisie?
[57:22] - Ja już po tym mocnym rozwinięciu tematu manny, to chyba mnie już zostały tylko te przepiórki do obgryzienia. Tak mi się wydaje, że chyba mam odpowiedź na to dręczące pytanie: skąd te przepiórki? Jak one tutaj pasują do tego obrazka? Otóż pasują i to doskonale, bo jeżeli przeczytamy opis manny, to manna pojawia się o świcie. Właściwie jest bardzo czuła na promienie słoneczne, więc muszą ją Izraelici zebrać bardzo szybko. Jest jej bardzo dużo, wystarcza dla wszystkich. Nie mogą jej przechowywać, bo jeżeli zaczną ją przechowywać, okazuje się, że tą mannę zeżrą robaki. Teraz trzeba założyć, że tej manny trochę na tej ziemi, na tej pustyni zostawało. Więc wylęgły się robaki, przyleciały przepiórki i wyżarły robaki. Cała zagadka jest rozwiązana.
Przepiórki po prostu bardzo szybko, 40 lat czasu miały na to, żeby się nauczyć, że za tą grupą Izraelitów warto sobie iść, bo tam zawsze będą pyszne, tłuste, wypasione na mannie robaki. Stąd ta cała zagadka. Natomiast zagadkowość manny powiększa jeszcze sam fakt, że jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość ludzi, jaką trzeba było nią wykarmić, bo ze źródeł biblijnych wiemy, że było ich około 600 000. I to policzono tylko mężczyzn, bo jako ludzi nie liczono kobiet i dzieci. Więc doliczając średnią statystyczną na rodzinę, wychodziło mniej więcej, że po pustyni błąkało się 2 miliony ludzi. Więc mamy tutaj do czynienia z tonami, olbrzymimi ilościami jedzenia. Teraz ta książka Sassona i Dale'a, która próbuje wyjaśniać fenomen maszyny do robienia manny. Jakbyśmy sobie tego nie wyobrazili, wychodzi na to, że po prostu ci Żydzi nieśli ze sobą gigantyczną fabrykę do robienia manny, że praktycznie cała ich męska populacja, silna byłaby zaprzątnięta do tego, żeby to wszystko jakoś przenieść. Te urządzenia, które by ją wyprodukowały w takiej właśnie ilości. Właśnie na tym polega chyba problem całej książki Sassona i Dale'a.
Oni jeszcze do tego dokładają jedną historię, taką, że był w to wszystko jeszcze zamieszany jakiś minireaktor nuklearny, który dodawał energii i na dodatek jeszcze laser. Generalnie oni opierają się na odkryciach naukowych i teoretycznie jest to wszystko możliwe do zrealizowania w dzisiejszych czasach. Jest możliwa do zrobienia taka maszyna, jest rzeczywiście możliwy do zbudowania niewielki reaktor, a także promień lasera, który był w stanie wytworzyć właśnie coś takiego na kształt tej biblijnej manny. Ale trudno sobie wyobrazić, że rzeczywiście miało to miejsce w tamtych czasach, kiedy Izraelici błąkali się po tej pustyni i to przez tak długi czas. Na dodatek każdego dnia musieli to składać na części, przenosić dalej, musieli raz w tygodniu czyścić. Oni zbierali tą mannę na sobotni szabas, jak się chyba okazuje. Okazało się, że w tym czasie ta manna się nie psuła. Ciekawe dlaczego. Może robaki też obchodziły szabas i dlatego nie psuła się ta manna akurat na sobotę. Biedne przepiórki.
Wymagało to, jak widać, dość dużo pracy.I dość dużo wiedzy i sporo obsługi, żeby ta maszyna mogła działać. Na dodatek wychodzi na to także, że była przenoszona w tej samej skrzyni co Arka Przymierza, więc to z kolei sugeruje, że w ogóle nie mogła być duża, że musiała być niewielka, bardzo prosta i bardzo łatwa w obsłudze. I to dostarcza całej masy kłopotów. Myślę, że kulminacją tych kłopotów jest książka Johannesa Fiebaga. Wy macie szczęście, bo te książki Fiebaga są tłumaczone z niemieckiego na polski. Do mnie one w ogóle nie docierają praktycznie, więc mam kłopoty z ich zdobyciem. On ma sporo ciekawych pomysłów na temat manny. Fiebag napisał taką książkę „Die Evig Keitz Machine” i tam jako solidny Niemiec wszystko dokładnie zmierzył i obliczył. Wyszło mu, że ona miała 63 centymetry średnicy i jednorazowo mogła zrobić 130 litrów manny. Fiebag jest słynny z tego, że dokonuje tego typu pomiarów.
On na przykład zbudował tego słynnego ptaka z Sakary w skali 1 do 1 i na dodatek wystartował go w powietrze. Okazało się, że ptak miał jakieś właściwości nośne i był w stanie latać. Także to jest podejście Fiebaga do tych wszystkich historii starożytnych. On je po prostu sprawdza w rzeczywistości, jak coś takiego mogłoby działać. Tyle że nawet 130 litrów to za wiele osób nie wykarmi. Z pewnością nie wykarmi dwóch milionów. Czyli musiała być w to uwikłana jakaś zupełnie inna technologia. Chyba mamy tutaj stały problem z tymi technologiami, kiedy próbujemy wyjaśnić różne tajemnicze technologie ze starożytności. Za każdym razem porównujemy to, co zrobiono tam bądź co używano tam do tego, co my mamy dzisiaj. I tym samym uznajemy nas jako właściwie szczyt jakiegoś rozwoju, że już nic nie może być lepszego, że już właściwie doszliśmy do punktu, że świat nie ma przed nami tajemnic.
A być może jest tak, że niektóre technologie kompletnie nam są nieznane i niekoniecznie one muszą być w jakiś sposób bajkowe. Mogą działać, mogą być proste, tylko my ciągle na ich trop nie wpadliśmy i ich nie rozumiemy. Tutaj trzeba właśnie może spróbować to zrozumieć pod kątem tego pierwszego momentu, kiedy powstają religie, powstają mity, opowieści, powstają historie, które mówią o początku tego świata i w wielu z tych religii świat zaczyna się od słowa, od dźwięku. Bóg stworzył świat słowem, prawda? Z kolei w religii buddyjskiej jest to słynne „om”, które jest początkiem wszystkiego. W starożytnym Egipcie na przykład wyśpiewywano świat, więc kto wie? Być może mamy do czynienia z egzotyczną technologią, która wykorzystuje do działania dźwięk, którego my w tej chwili nie bardzo wiemy, co z nim zrobić. Uważamy, że ma wiele ograniczeń. Widzę, że Marek wyrywa. Pewnie go te przepiórki zapodziobały tam bardzo.
Ale już w tej chwili z badań naukowych wynika, że na przykład dzięki dźwiękowi można lewitować, że można umieszczać w przestrzeni jakieś przedmioty, które będą się unosiły nad jej powierzchnią. Być może właśnie tak maszyna do robienia manny, podobnie jak i Arka Przymierza, były zbudowane właśnie na tej zasadzie, że wykorzystywały technologię dźwięku. Jeżeli dołożymy do tego teorię na przykład Ahmeda Osmana, który mówi, że Mojżesz tak naprawdę był egipskim faraonem Echnatonem, który po nieudanym eksperymencie z wprowadzeniem monoteizmu do Egiptu został z Egiptu wypędzony i razem ze swoimi wyznawcami błąkał się po pustyni 40 lat po to, żeby ci wszyscy, którzy pamiętają o Egipcie, powymierali i żeby móc rozpocząć nowy naród izraelski, naród tak zwany wybrany w nowym miejscu i w nowym kompletnie świecie, na nowych warunkach. Dlatego, żeby nikt więcej nie mógł tworzyć jakiejś konkurencji dla pojedynczego boga, jak na przykład Jahwe. Zakładając, że w tej teorii jest jakieś ziarno prawdy, można tutaj dojść do wniosku, że być może Echnaton, który przecież władał tym krajem, miał do swojej dyspozycji kapłanów, naukowców, cały sztab ludzi, którzy wykorzystywali wiele elementów tych starożytnych technologii, które ciągle funkcjonowały w Egipcie. Nie zapominajmy, że właśnie to w Egipcie są piramidy, które być może były elementem wykorzystywania technologii dźwiękowej. I być może Echnaton, uciekając, zabrał ze sobą Arkę Przymierza, która była właśnie tym elementem, który sprawiał, że piramida działała. Wyniósł ją z Egiptu. Dlatego był tak zaciekle ścigany przez Egipcjan chcących odbić to, co im zabrał. Także być może tak ta historia wyglądała i być może właśnie mamy tutaj do czynienia z czymś zupełnie innym, o czym my za bardzo nie mamy pojęcia.
Jeszcze chciałbym tylko dodać, że dźwięk jest czymś absolutnie niezwykłym, dlatego że na przykład według ostatnich badań, zdaje się z Uniwersytetu w Tennessee, okazało się, że dźwięk oczywiście ma swoją barierę dźwięku, ale w pewnych warunkach okazuje się, że może przekroczyć prędkość światła. Także jest to coś absolutnie niezwykłego. Zostało to sprawdzone doświadczalnie.Z kolei Marek wspomniał o tym, że Zohar był przekazywany ustnie, czyli był przekazywany dźwiękiem. I cała nasza historia zaczyna się zmieniać od momentu, kiedy zaczynamy ten dźwięk zapisywać. Od tego momentu tak naprawdę przestajemy ją rozumieć. Kiedy historia jest opowiadana ustnie, przekazywana, jest ta tak zwana oralna tradycja, świat jakoś funkcjonuje. Wszyscy wiedzą, o co w nim wszystkim chodzi. Od momentu, kiedy jest zapisywana, ten dźwięk tym słowem pisanym jest zabijany. Być może dlatego są te problemy w Zohar, aby pewne rzeczy właściwie zrozumieć, bo zapisano ją w XIII wieku. Przynajmniej wiadomo, że mniej więcej w XIII wieku wypłynęła na światło dzienne, gdzie została zapisana.
Wiadomo jest, że korzystali z niej Sasson i Deir, którzy znają hebrajski, ale ci, którzy tłumaczyli Zohar po nich, zauważyli mnóstwo błędów, jakie właśnie Sasson i Deir popełnili, przeinaczając niektóre słowa bądź interpretując je w zupełnie inny sposób, co daje kompletnie inny efekt. Stąd być może takie zamieszanie wokół tego wszystkiego. Dziękuję.
[01:08:03] - Dziękujemy. Marku, zanim oddam ci głos, to jeszcze dwa słowa ode mnie, bo moja poprzednia wypowiedź była nieco chaotyczna, dlatego że cały czas słyszałem w słuchawkach jakieś dziwne dźwięki i to mnie strasznie rozprasza zawsze. Chciałem tylko dodać, że tutaj nawet chyba nie jest problemem interpretacja, bo interpretacja tych wszystkich dziwnych zdarzeń rodzi się na podstawie źródła, a źródło nam mówi, że tam rzeczywiście do czegoś doszło. Księga Wyjścia i Księga Rodzaju mają to w sobie, że oprócz tego, że opowiadają dzieje realne, to dodają do tego jeszcze interpretację religijną. Mówiąc najprościej, mamy do czynienia z mitem z odrobiną prawdy. Te dwa światy się nam spajają w jedno. Trudno nam odróżnić to, co było naprawdę, od tego, co zostało dokoloryzowane. Przykład najbardziej jaskrawy: przejście przez Morze Czerwone. Wszyscy wiemy, jak jest przedstawione to w Biblii i wiemy, jakie są teorie naukowców na ten temat. Ale kiedy to wszystko poskładać do kupy, rzeczywiście wyjdzie nam z tego historia, która jest co najmniej mocno sugestywna, bo wygląda to po prostu na proces kształtowania narodu.
Proces odgórny, zaplanowany, bezlitosny. Jahwe się nie cacka. Bezlitosny, zimny, którego celem jest stworzenie pewnej grupy ludzi, stworzenie trzonu. My dzisiaj nie wiemy, czy ci, którzy spisywali Księgę Rodzaju i Księgę Wyjścia, zrobili to umyślnie, czy po prostu przypadkowo zdali relację z czegoś bardzo interesującego. Bo jeżeli się przypatrzymy temu, to zobaczymy, że rzeczywiście jest to zimny, wyrachowany proces mający na celu wytworzenie pewnej grupy ludzi, która będzie się zachowywała i będzie już żyła według narzuconych standardów. Bo to 40 lat błąkania się po pustyni nie wynikało z tego, że oni szli i szli, i nie mogli nigdzie trafić. Chodziło o to, by wygubić pewne pokolenie, by nowe pokolenie wyrosło już na nowych trawach, niepamiętających czasów pogańskich, czasów, kiedy Izraelici jeszcze wątpili i wznosili cielce, kiedy było prawo zwyczajowe. To nowe pokolenie miało już żyć prawem Jahwe. Tak że ten proces jest bardzo skuteczny. Ktoś, kto to robi, ma jasny zamysł.
Nie jest to chaotyczne, broń Boże. Dlatego jest to tak intrygujące. Nie dziwię się Sassonowi i Deirowi, że wpadli na taki pomysł. Bo rzeczywiście, jeżeli popatrzymy na to wszystko, możemy dojść do wniosku, że Księga Rodzaju i Księga Wyjścia, które są naładowane szczegółami odnośnie ewentualnego kontaktu, są po części relacją o prawdziwych wydarzeniach. Tutaj oczywiście wszyscy mogą się nie zgodzić i oburzyć. Napisano na ten temat mnóstwo. Zawsze dochodzimy do wniosku, że i tak niczego nie wiemy. Moim zdaniem przyczyną tych dywagacji nie jest wcale to, że Sasson i Deir, czy jak za chwilę będziemy mówić Blumrich, mieli wybujałą wyobraźnię, tylko że po prostu źródła były tak sugestywne i były tak potencjalnie mocnym dowodem, że trzeba to było wykorzystać, bo to było nienaturalne. To nie pasowało w ogóle do literatury religijnej, do relacji religijnej. To było zbyt realistyczne.
Nie wiem, czy się, Marku, ze mną zgodzisz.
[01:12:06] - Za chwileczkę się będę zgadzał albo nie zgadzał. Najpierw na chwileczkę do tego, co powiedział Chris. Mnie się bardzo podoba ta teoria o przepiórkach i robakach. Podoba mi się z dwóch powodów. To znaczy, ona rzeczywiście wyjaśniałaby. Ptaki, jak i inne zwierzęta bywają, używając słów kolokwialnych, bardzo cwane i rzeczywiście mogły się wyuczyć. Co więcej, jeszcze bardziej mi pasuje to, że przepiórki generalnie są bardziej roślinożerne niż mięsożerne. Równie dobrze rzeczywiście ta manna mogła być pochodzenia roślinnego, czyli zgadzałoby się to mniej więcej z tym, o czym mówiliśmy, z tą maszyną do produkcji manny, która wytwarzała ową mannę z glonów.
[01:13:04] - Ale jednocześnie fakt jest faktem, że przepiórki nie gardzą drobnymi bezkręgowcami. Czyli robaki również wchodziłyby w grę. Mamy tutaj rzeczywiście dosyć spójny obraz tego, że ptaszki mogły się żywić zarówno roślinnymi pozostałościami, tym, co nie zostało wyzbierane w postaci manny, jak i ewentualnymi robakami, które się pojawiały. Ta koncepcja rzeczywiście jest fajna i przekonująca. Przepiórki w ten sposób mogły się pojawiać. Chylę czoła przed przenikliwością Chrisa. Poza tym chciałbym jeszcze powiedzieć à propos tego, co powiedział Piotr. Ja cały czas podkreślam, że spoglądam na religię zawsze pod kątem trochę spaczonym przez czas, kiedy studiowałem fenomenologię religii. I rzeczywiście patrzę na religię, na mity zawsze jako na źródło. Że gdzieś tam w micie, w przekazie religijnym tkwi praźródło.
Tkwi przekaz, który musimy rozkodować. To nie zawsze się niestety udaje. I tak się zdarza, że odczytujemy to w sposób błędny. Natomiast wydaje mi się, że Biblia, tak jak każdy inny przekaz natury religijnej, jest dosłownie napakowana tego rodzaju prawdami, które albo nam się uda rozkodować, albo nie. Bo równie dobrze może być tak, że nasza dyskusja dzisiejsza, nasze próby zrozumienia, co naprawdę działo się w starożytności... Może my gdzieś hasamy po manowcach, natomiast prawda jest zupełnie inna i da się z owych przekazów biblijnych wyprowadzić zupełnie inne wnioski. Nie wiem. Być może. Natomiast muszę powiedzieć, że to, o czym w tej chwili rozmawiamy, wnioski wyciągane przez różnych autorów, przez różne osoby, są przekonujące. Ja nie wiem, czy dokładnie tak się działo.
Być może my zaledwie dotykamy problemu, ale mam wrażenie, że robimy to na tyle spokojnie i rzeczowo, że mamy szansę gdzieś zbliżyć się do tego, co się działo naprawdę. Czy dojdziemy tam? Nie wiem. Trudno mi powiedzieć. W każdym razie jeszcze raz, Chris, gratuluję tej koncepcji z przepiórkami. Wreszcie mamy jasność, co się tak naprawdę działo. Dzięki.
[01:16:06] - Ja mam tylko pytanie: co z tą laską Aarona? Jak ona miała na imię?
[01:16:15] - Zocha R. Ja się nie zgodzę z tymi przepiórkami, panowie. Wyobraźmy sobie: przepiórka jest ogólnie mała. Malutka. Jakby chciał zjeść taką przepiórkę, to jeden duży chłop musiałby zjeść z dwie. Poza tym wyobraźmy sobie, jakie to musiały być tabuny. Chyba że te robaki w mannie były tak dobre, że przepiórki z całej Ziemi Świętej ryzykowały życiem, żeby -
[01:16:45] - One tę mannę jadły. Mannę głównie, a robaki na dodatek, na deser.
[01:16:51] - Chyba że tak. Ale to musiałby być ogromny jedwabnik.
[01:16:54] - To może jeszcze ja, dobrze? Jeżeli mogę. Chris powiedział jeszcze o jednej bardzo ważnej rzeczy. O tym, że w momencie, kiedy pojawiło się pismo, przekazywanie informacji za pomocą pisma, a nie za pomocą słów, dźwięku, bardzo dużo się zmieniło. Otóż-
[01:17:15] - Nie, tak się nie da.
[01:17:19] - Halo?
[01:17:19] - No cóż, trudno. Nie będzie mnie w tej debacie. Po prostu rozkładam ręce. Ale zgadzam się z Piotrem. To by musiały być 2 miliony przepiórek dziennie. To są naprawdę ilości, że w żadnej hurtowni tego by nie było. Chyba ta liczba 2 milionów, czyli 600 tysięcy mężczyzn, które opuściło Egipt, jest raczej bardzo mocno przesadzona. I wtedy by się wszystko zgadzało inne. Natomiast to, o czym Piotr mówił przez cały czas. Jeżeli dokładnie przeczytamy Biblię, to tam będzie między innymi to, że nikt poza Izraelitami obrzezanymi nie mógł jeść tego, co zostało im dane.
Dziękuję i dobranoc. Życzę owocnej debaty.
[01:18:23] - Cześć, Jarku. Trzymaj się tam. Mam nadzieję, że nie będziemy mieli takich problemów w przyszłości. Marku, prosimy o dokończenie myśli.
[01:18:33] - Okej. Kiedy Chris mówił o tym, że cywilizacja zmieniła się wówczas, gdy przeszliśmy z ustnego przekazywania informacji na sposób pisany. Otóż to rzeczywiście jest kolejna ciekawa koncepcja. Proszę zauważyć, co się stało, kiedy ludzie zaczęli... Odwołam się do czasów współczesnych. Kiedy ludzie zaczęli ze sobą rozmawiać za pomocą SMS-ów i maili.Otóż język ma to do siebie, że w momencie, kiedy jest zapisany, a nie mówiony, traci bardzo wiele niuansów. Nie potrafimy na podstawie zapisanego zdania powiedzieć, czy ktoś mówi to ironicznie, czy ktoś mówi to żartobliwie, w jaki sposób należy odczytać tego rodzaju wypowiedź. Chodzi o to, że język pisany ma to do siebie, że nie oddaje niuansów emocjonalnych. I rzeczywiście przekaz ustny Księgi Zohar czy jakiegokolwiek innego dokumentu miał tę wyższość, że mógł oddawać niuanse różnego rodzaju, czyli pewne niedopowiedzenia, pewne ironiczne uwagi, pewne żartobliwe czy jakiekolwiek inne. W każdym razie język ma to do siebie, że zapisany nie oddaje niuansów.
Pewno się powtarzam, ale ponieważ nie wiem, w którym momencie ucięło, to powiem o tym. Dlatego się pojawiły emotikony w codziennej korespondencji mailowej czy SMS-owej, ponieważ one pozwalają podkreślić, że mówimy coś żartobliwie, że puszczamy do kogoś oko, że ta wypowiedź nie jest na poważnie albo że jest śmiertelnie poważna. Zapis myśli w postaci zdań nie zawsze to umożliwia. Dlatego znowu przychylam się do tego, co mówił Chris, że cywilizacja w momencie, kiedy zaczęła być zapisywana, jej przekazy zostały zapisywane, czasami te przekazy wiele traciły, ponieważ traciły właśnie ten element emocjonalny. I to myślę dosyć ważne w przypadku takiej historii, o jakiej dzisiaj rozmawiamy, ponieważ chłodny, czysty, sterylny zapis być może zupełnie nie oddaje tego, co ludzie patrzący na tamte zjawiska, na tamte wydarzenia tak naprawdę odczuwali. To tyle, dzięki.
[01:21:26] - Kolejna wielka zagadka Biblii to Księga Ezechiela. Ów prorok miał zobaczyć nad rzeką Chebar tajemniczy obiekt. Jego relacja o spotkaniu z boskim rydwanem zawiera wiele sugestywnych szczegółów. Czy Ezechiel rzeczywiście zobaczył wytwór zaawansowanej techniki? Może teraz pierwszy niech się wypowie Chris Mikina. Chrisie?
[01:21:47] - Rzeczywiście ta historia, którą opowiedział Ezechiel, jest chyba najbardziej sugestywna, bo on dość szczegółowo opisuje coś, co reprezentuje bardzo wyrafinowaną technologię. Jeżeli Bóg miałby się objawiać w ten sposób, a do tej pory objawiał się w bardziej ezoteryczny sposób, to tutaj mamy do czynienia właściwie z czymś, co jest fizyczne, co jest wielkie, głośne i na dodatek ma w sobie załogę. To urządzenie, które obserwował nad rzeką Kebar, nazwał rydwanem Jahwe. Urządzenie to lądowało w wielkim obłoku. Dookoła było pełno ognia, błyszczało się złotem i srebrem. I nagle pokazały się istoty. Ciekawe było to, że miały one postać człowieka, ale każda z nich miała cztery twarze i cztery skrzydła. Także w jakiś sposób koresponduje to z tym, co obserwujemy na tych płaskorzeźbach sumeryjskich, gdzie widzimy Annunaków. Co prawda oni nie mają aż tylu twarzy, ale mają skrzydła. A ponieważ te wszystkie płaskorzeźby są w dwóch wymiarach, być może reszta tych twarzy mieści się w tych innych, których nie przedstawiono na obrazku.
Ezechiel zobaczył ten statek kosmiczny, który znów, podobnie jak w książce Sassona i Dale'a, o której mówiliśmy w przypadku manny, próbowano w dzisiejszych czasach w jakiś sposób zrozumieć, zrekonstruować. I tych rekonstrukcji trochę powstało. Chyba ta najsłynniejsza jest właśnie ta rekonstrukcja Bloomricha, który pracując dla NASA przy rakietach Saturn budował także Skylab. Próbował w jakiś sposób odtworzyć to urządzenie, ten aparat kosmiczny. Wynikało z tego, że jest coś takiego możliwe dziś mniej więcej do zrobienia czy przynajmniej do zrozumienia. I być może rzeczywiście Ezechiel obserwował lądowanie kogoś z innej planety. Kilka razy do czegoś takiego doszło. Ezechiel nawet udał się na przejażdżkę, gdzie mógł obserwować świat z powietrza razem z przybyszami z kosmosu. W tym przypadku on uważał ich za wysłanników Boga. Cała ta historia jest absolutnie zdumiewająca i jest kolejną historią, która do Biblii w jakiś sposób nie pasuje, bo nagle mamy tutaj urządzenie, gdzie są śrubki i nakrętki, gdzie istnieje coś absolutnie fizycznego, potężnego, coś, co funkcjonuje jako maszyna.
Nie funkcjonuje w sposób magiczny czy cudowny, tylko jest w stanie wylądować, poruszać się, dać znać o sobie i mieści w sobie załogę. Także jest to według mnie najbardziej zdumiewający opis ewentualnego jakiegoś kontaktu pozaziemskiego w całej Biblii. Dziękuję.
[01:25:06] - Marku?
[01:25:07] - Jeśli chodzi o Księgę Ezechiela, toTo jest jeden z proroków, który niesłychanie ekscytuje mnie i ludzi, którzy są zainteresowani tematyką, o której rozmawiamy. Otóż podobno ta księga została spisana w VI wieku przed naszą erą. Warto o niej powiedzieć, bo zawiera kilka wizji, myślę, ciekawych z naszego punktu widzenia. Otóż to jest wizja rydwanu Jahwe, o którym już częściowo Chris wspominał. To jest wizja Nowej Jerozolimy, czyli wizja Boga powracającego w chwale do Nowej Świątyni. Są tam jeszcze w tej księdze dwie wizje, czyli wizja grzechów Jerozolimy i wizja wysuszonych kości, o ile dobrze pamiętam. Zostawmy te dwie ostatnie. Skupmy się na wizji rydwanu Jahwe. O tym częściowo już była mowa i na podstawie tej wizji próbował to Brunlich zrekonstruować, ów pojazd. Ja sobie nawet wynotowałem taki cytat, w którym on, analizując różne tłumaczenia Księgi Ezechiela, napisał mniej więcej coś takiego: „Był to niemal stożkowaty kadłub wsparty na czterech jednostkach ze śmigłami.
Ezechiel zauważył obiekt po raz pierwszy z odległości około kilometra w momencie uruchomienia napędu jądrowego. Widział poruszające się wirniki otoczone ogniem. Dostrzegł też wsporniki i mechaniczne ramiona przyczepione do sekcji ze śmigłami. Na pierwszy rzut oka wydawały mu się one podobne do sylwetek ludzi, ale następnie mówił o nich już jako o istotach żyjących, co było wyrazem niepewności”. To tyle Brunlich i ta jego wizja. Natomiast warto jeszcze na chwileczkę wrócić do tej wizji, o której mówiłem, czyli wizji Nowej Jerozolimy. To również warte jest podkreślenia, bo to może być ślad kontaktu czy nawet zabrania proroka w podróż. O ile dobrze pamiętam, ale tu mogę się mylić, w jego relacjach pojawia się nawet szczegółowy opis Ziemi, którą opisuje. Porównuje to do mieszaniny wody i mąki. Czyli jak spojrzymy sobie na Ziemię z dużej wysokości, to rzeczywiście jakieś podobieństwo można wykazać.
Te pasma chmur, które widać z dużej wysokości, rzeczywiście są podobne. Tutaj jednak mówię zupełnie z pamięci. Być może się mylę. Natomiast ważne jest to, że ta wizja Nowej Jerozolimy to może być również opis kontaktu, do którego ewentualnie doszło w przypadku proroka. To myślę, warte jest również podkreślenia. Myślę, że jeśli chodzi o Ezechiela, to chyba z mojej strony wszystko. Dziękuję.
[01:28:57] - Piotrze?
[01:28:58] - Księga Ezechiela w zasadzie pozostaje tym elementem Biblii, tą księgą, która występuje może nie w każdej, ale w większości książek ufologicznych. Jeżeli ktoś interesuje się zagadnieniem, to dobrze o tym wie. Z czego to wynika? Z tego, że opis Ezechiela jest bardzo dokładny. To znaczy, on nie ogranicza się do powiedzenia: „Siedziałem nad rzeką i zobaczyłem Boży rydwan i miałem wtedy wizję”. Nie. On mówi, że, uwaga: „Patrzyłem, oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący oraz blask dookoła niego. Z jego środka promieniowało coś jakby połysk stopu złota ze srebrem. Było pośrodku coś podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd.
Miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i skrzydła”. Nie mógłbym być lektorem w kościele, wiem. Jakoś nie wkładam w to odpowiednich emocji, nie nadaję mojemu głosowi patosu. Powinienem pewnie cytować to z lekkim zadęciem. W każdym razie, co on widział? Ten opis kontynuuje dalej. To jest Księga Ezechiela, rozdział pierwszy. Nawet nie dowiadujemy się za bardzo, kim Ezechiel był, bo wiemy tylko, że był synem kapłana i nad rzeką Kebar lub Kebar, to się działo w VI wieku przed naszą erą, spoczywał sobie, kiedy miał ową słynną wizję. Czy była to wizja, czy była to relacja, tego do końca nie wiemy i pewnie się nie dowiemy.
Natomiast pierwsze spotkanie Ezechiela z tym obiektem, bo on miał ich kilka, jest bardzo szczegółowe. Możemy odnieść takie zdarzenie, że on zdaje relację z czegoś, co przeżył. I teraz zapytajmy się, czy starotestamentowy prorok, gdyby chciał przekazać nam pewne wartości religijne, to czy on by przez tak długi czas, przez tak wiele-Zdań i wersetów podawał opis tego, co widział? Raczej nie, dlatego że opis tego zdarzenia, opis tego, co obserwował nad Hebarem oczywiście dawał pewien wgląd w chwałę Pana, natomiast był bardzo tajemniczy. Zwykły Żyd, który tego słuchał, jakoś za bardzo chyba nie mógł tego skojarzyć z Jahwe. Zatem było to coś bardzo dziwnego. I teraz pojawia się nam Joseph Blumrich, czyli były pracownik NASA, Żyd, który przekłada nam to na język techniki. My musimy pamiętać o tym też, że Księga Ezechiela przez całe lata była inspiracją dla różnego rodzaju artystów i kiedy przejrzymy ich dzieła inspirowane Księgą Ezechiela, to zobaczymy na przykład, że są to obręcze, coś w rodzaju kilku przecinających się pierścieni naszpikowanych słynnymi oczami. W innych miejscach zobaczymy tajemniczą postać siedzącą w niewielkim obiekcie, który również składa się z pierścieni. Natomiast Blumrich oferuje nam coś zupełnie innego.
On tak naprawdę przedstawił projekt oparty o relację Ezechiela. I wygląda to, jak zapewne wiecie... To znaczy musimy też pamiętać, że to, o czym teraz mówimy, lepiej się czyta, niż się o tym opowiada, dlatego, że musielibyśmy przytoczyć całą relację Ezechiela. Ale to sobie państwo możecie zrobić sami. Możecie ją przeczytać. Musielibyśmy przytoczyć rozważania Blumricha. One były dość suche i ta książka jest de facto nudna. Natomiast on rekonstruuje w oparciu o swoją wiedzę wygląd tego Bożego rydwanu. I wychodzi mu coś takiego: odwrócony bąk, taka zabawka bąk lub też taki grzybek trochę podobny do pieczarki, wspierający się na czterech wspornikach ze śmigłami w dolnej partii. To znaczy jest to coś w rodzaju latającego spodka ze śmigłami u spodu.
Tak naprawdę jest to dość skomplikowany projekt, bo my się dowiadujemy, że Blumrich widział istoty żyjące i że każda miała cztery twarze i cztery skrzydła. O co tutaj chodziło? Blumrich rozwiązał ten problem w następujący sposób: po prostu dolna partia tego obiektu, ta, która dotykała ziemi, miała wsporniki. Powyżej wsporników były takie cylindry, powyżej były jeszcze takie nasadki i od tych nasadek wychodziły cztery śmigła. I prawdopodobnie te śmigła się obracały. I on miał takie wrażenie, że to są istoty żyjące. Kiedy one się przestały obracać, to on zobaczył wówczas te cztery słynne skrzydła. Ale sprawa jest dużo bardziej kontrowersyjna. Kiedy przeczytamy całą Księgę Ezechiela, dowiemy się, że tak naprawdę chwila konfrontacji z tym obiektem, znaczy ta chwila spotkania z tym obiektem była najciekawsza, bo wtedy widział najwięcej. Natomiast potem się rozpoczęło coś, co możemy nazwać bliskim spotkaniem.
Bo wiemy, że Ezechiel nie kończy na tym. On wstępuje do tego obiektu. On ma potem jeszcze kilka z nim spotkań. On się tam dowiaduje kilku rzeczy, które mają wielkie znaczenie wówczas dla ludu Izraela. I taka moja mała koncepcja, która z tego wypływa, mówi, że Ezechiel mógł po prostu tak jak współczesne osoby, które padły ofiarą abdukcji, również został uprowadzony przez ten obiekt, po czym został wypuszczony i tak jak wielu uprowadzonych doznał tak zwanego syndromu proroka. Będziemy o tym za chwilę mówić. Wiele osób, które przeszły uprowadzenie przez UFO, doświadczają silnych zmian psychicznych. Na pewno pamiętacie państwo słynnych kontaktowców. Zresztą oni działają jeszcze dzisiaj, którzy zachowują się troszkę jak współcześni prorocy. Czy Ezechiel padł ofiarą tego samego zjawiska?
Bardzo możliwe. Natomiast taką największą wartość dla badaczy UFO miało to, co on widział na samym początku, czyli owo spotkanie z rydwanem Jahwe. Co ciekawe, to zdarzenie bardzo pasowało do takiego technologicznego spojrzenia na zjawisko UFO. To znaczy on tam wspomina o tym szumie, o huku, o przerażeniu, które towarzyszyło tej manifestacji. I z tego powodu wiele osób doszło do wniosku, że rzeczywiście było to takie materialne, bardzo materialne spotkanie z UFO. Natomiast potem mogło dojść do czegoś, co my określamy mianem abdukcji i mogły tam zajść pewne scenariusze i schematy, które my dobrze znamy z dzisiejszych ufologii. Bo jeżeli przebrniemy przez całą Księgę Ezechiela, to my zobaczymy, że on tam na przykład widział Jahwe, widział słynnych cherubinów, miał wizję księgi. Podobnie jak wielu uprowadzonych dostał coś do zjedzenia. Nie wiem, tutaj Chris chyba wspominał Feebaga. Feebagowie napisali kiedyś taką książkę o cudach na niebie i ona traktowała po prostu o...
objawienia. Jak wiecie, dyskutowaliśmy już nie raz o ufologii i o zjawisku UFO w kontekście objawień. Tam Fibach pisał, że w wielu przypadkach, na przykład w Fatimie, na przykład w Garabandal, wizjonerzy otrzymywali coś do jedzenia. Zazwyczaj była to jakaś mistyczna hostia. Natomiast Fibachowie wysunęli taką hipotezę, że osoby te biorące udział w objawieniu, które de facto było innym rodzajem kontaktu z obcymi, były w pewien sposób implantowane. Otrzymywały coś, co pozwalało im widzieć te obiekty w przeciwieństwie do innych. Jeżeli przyjrzymy sobie wiele innych przykładów abdukcji, jeżeli zajrzymy do Johna Maca, do jego książki, to zauważymy, że wielu uprowadzanych również otrzymywało coś do jedzenia lub do picia. Nie zawsze dobrego. Tutaj z Księgą Ezechiela kojarzy mi się przypadek Betty Andreasson, bo Ezechiel z jednej strony otrzymuje coś do jedzenia. Pamiętamy, że Betty Andreasson przed podróżą na obcą planetę, kiedy została porwana, też dostała coś do spożycia, po czym poszła spać i umieszczona została w jakiejś komorze hibernacyjnej.
Poza tym w Księdze Ezechiela pojawia się motyw księgi, książki, zwoju. Pamiętamy, że Betty Andreasson również otrzymała słynną księgę, w której były jakieś tajemnicze znaki, jakieś równania i ona w zamian jako podarunek podarowała owym obcym Biblię. To wszystko się jakoś zazębia. Jest bardzo tajemnicze. Widzę, że nadchodzą komentarze, już sprawdzam. Księga Ezechiela jest tak naprawdę bardzo zróżnicowana i to, co krąży w większości literatury, to jest odniesienie do pierwszej części pierwszego rozdziału. Natomiast potem nastąpiła jeszcze cała seria innych spotkań proroka Ezechiela, która być może tak mocno skrzywiła jego psychikę, że zdecydował się zostać prorokiem. On być może po prostu źle rozpoznał to spotkanie. Miał bliskie spotkanie, a tak naprawdę zetknął się z inną inteligencją w taki sposób, jak dzieje się to dzisiaj. Pamiętamy przecież tych wszystkich kontaktowców z lat 50.
Pamiętamy współczesnych kontaktowców. Pamiętamy chociaż Betty Andreasson. Betty Andreasson przeszła to samo. Ona do dzisiaj jest pewna, że to byli aniołowie. Te istoty, które spotkała wtedy, kicające po jej podwórku w South Ashburnham. Sprawa jest rzeczywiście bardzo kontrowersyjna, ale chyba najlepszą odpowiedzią na to pytanie dla państwa będzie otwarcie Biblii. Będzie znalezienie, jeżeli ktoś nie ma Księgi Ezechiela, na internecie w Biblii internetowej i samodzielna lektura. Wtedy zobaczycie, że to, co pisze Ezechiel, jest bardzo żywe, przepełnione emocjami, ale z drugiej strony przepełnione też pewnym patosem. Ten człowiek jest pewien, że styka się z Jahwe, styka się z samym Bogiem, natomiast Bóg porusza się w sposób bardzo dziwny. Lata rydwanem, mimo że de facto nie da się go zdefiniować.
On mówi o sobie: „Jestem, który jestem. Jestem bez imienia. Nie mam imienia, ale latam rydwanem w towarzystwie cherubinów, którzy mają cztery skrzydła”. Stoi to troszkę w sprzeczności z tym, jak Żydzi wyobrażają sobie chwałę Państwa. Ta chwała jest tak wielka, a z drugiej strony tak mała, że da się opisać czymś momentami absurdalnym, jak te porównania, których używa Ezechiel, bo on tam pisze na przykład o wyglądzie cherubinów jako hybryd ludzi i zwierząt. On nie jest w stanie podać dokładnie, jak one wyglądały. Tutaj rodzi się pytanie, panowie: czy rzeczywiście ludzie w dawnych czasach mieli ograniczoną możliwość opisywania zjawiska UFO? Ezechiel mógł opisać jako rydwan Jahwe zjawisko zupełnie mu nieznane i on użył sobie znanych porównań. Czy inni świadkowie w okresie tym lub w późniejszych czasach, kiedy nie znano jeszcze awiacji, również mogli przecież używać tak poetyckich czasami porównań, tak poetyckich i pompatycznych porównań i epitetów związanych z tym, co widzieli? Innymi słowy, człowiek obserwujący jakieś dziwne zdarzenie mógł nawet w średniowieczu nadawać mu rangę jakąś sakralną.
To wszystko musimy też rozpatrywać przez pryzmat filozofii epoki, przez pryzmat pewnych motywów i pewnych schematów myślowych, jakie wówczas panowały. Nie będę chyba oryginalny. Gdybym miał wskazać źródło historyczne, które w sposób najbardziej konkretnyOdnosi się do obserwacji. Wskazałbym Księgę Ezechiela. Oczywiście mam na myśli źródło starożytne. Taki jest mój pogląd na tę sprawę, ale najlepszą odpowiedzią na kwestię Ezechiela jest lektura jego księgi.
[01:43:46] - Widzę, że Marek chciałby coś dodać jeszcze. Marku?
[01:43:50] - Nie, ja wymieniałem tylko komentarze pomiędzy uczestnikami debaty. Chodzi mi po prostu o dosyć szczegółowy, jak na tamte czasy, opis, który jest zawarty w jednym z fragmentów księgi, o której mówimy. Zinterpretujmy to w ten sposób: zabrania proroka przynajmniej na orbitę i używający pewnych poetyckich przenośni opis tego, co tam widział, tego, nazwijmy to, statku bazy. Użyjmy takich słów, że wahadłowiec z Ziemi zabrał go do statku bazy na orbicie i tam nastąpił pewien przekaz, pewne pouczenie proroka. To tyle. Myślę, że tak jak Piotr powiedział, nie ma co w tej chwili próbować opisywać czy interpretować przekazu, jaki jest zawarty w księdze. Lepiej, żeby każdy ze słuchaczy debaty zapoznał się z tym przekazem. To będzie z pewnością intrygujące wydarzenie dla kogoś, kto będzie czytał to po raz pierwszy. Ponieważ naprawdę w tym tekście znajdują się fragmenty, które są niezwykle intrygujące. A jeśli człowiek uruchomi wyobraźnię, popuści jej wodzy, to wówczas wizje, które się pojawią, mogą być naprawdę intrygujące.
I to tyle. Myślę, że dla każdego, kto nie czytał jeszcze Księgi Henocha, to wzorem pewnego mojego profesora, który mi kiedyś powiedział w ten sposób: „Drogi panie, tyle wzruszeń przed panem, aż panu zazdroszczę”. To tyle, dziękuję.
[01:45:59] - Przechodzimy więc do kolejnego z naszych pytań. „Patrzałem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przebywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają go przed niego” — mówi Księga Daniela. Ja też nie nadaję się raczej na kościelnego lektora, także przepraszam. Czy ten i inni prorocy starotestamentowi mogli być ofiarami abdukcji? Brzmi to sensacyjnie, ale tak naprawdę syndrom proroka nie jest niczym niezwykłym u ludzi, którzy mieli bliskie kontakty z obcymi. Co na ten temat sądzisz ty, Marku?
[01:46:38] - Ja już częściowo zacząłem o tym mówić. Jeżeli zrobimy takie założenie, że mamy do czynienia z kontaktami ludzi żyjących w starożytności z przedstawicielami innych cywilizacji, to jest to jak najbardziej prawdopodobne. Taki scenariusz, w którym obcy zabierają przedstawicieli naszej cywilizacji przynajmniej na orbitę albo gdzieś dalej, wydaje mi się bardzo prawdopodobny i myślę, że w Biblii da się znaleźć przynajmniej kilka takich fragmentów. To mogą być relacje wspomnianego już Ezechiela, to mogą być chociażby wszelkiego rodzaju wniebowstąpienia, z którymi mamy do czynienia w Biblii. Myślę, że to jest temat, który albo może stać się początkiem zupełnie osobnej debaty ufologicznej, albo też należy go potraktować nieco skrótowo. Ja tym razem potraktuję go właśnie skrótowo, oddając głos współdyskutującym. Dziękuję.
[01:48:02] - Piotrze?
[01:48:03] - Właśnie też zacząłem o tym mówić. Jak państwo wiecie, a może nie, zresztą mówiliśmy po części o tym już w tamtym sezonie DBB. Osoby, które padają ofiarą abdukcji lub które miały bardzo bliski kontakt z zjawiskiem UFO, przechodzą często zmianę osobowości. Ta zmiana osobowości może się objawiać na różne sposoby. Niektórzy doznają duchowego kopniaka, uduchowienia, stają się bardziej otwarci na pewne problemy. Problemy duchowe, zagadnienia duchowe, zagadnienia związane z problemami planety. Ale są też osoby, u których idzie to o krok dalej. I nazywamy to zwykle syndromem proroka. Ja to tak nazywam. Spotkałem się też z takimi opisami w literaturze angielskojęzycznej i okazuje się, że niektóre osoby po spotkaniu z obcymi nabierają wiary w to, że są rodzajem emisariuszy niosących słowo dla naszej cywilizacji od kosmicznych braci.I my możemy wymienić mnóstwo osób, które padły ofiarą tego zjawiska.
Padły ofiarą dlatego, że ono... Nie wiem, czy dla nich to było coś chwalebnego, bo tak naprawdę w czasach religii, już takich, które zapuściły mocno korzenie, nie ma miejsca na nowych proroków. Pamiętacie państwo te dyskusje o wszelkich prorokach z latających spodków, o kontaktowcach, czyli o wszystkich tych osobach, które pod wpływem kontaktu z UFO doznawały takiego przewartościowania, że zaczynały mówić tym samym tonem, którym mówili prorocy. Zaczynali upominać przede wszystkim. Zaczynali mówić o możliwej karze, która nadciąga. Zwykle nie używali jednak takiej samej argumentacji, że zrobi to Bóg. Nie. Oni twierdzili, że nasza cywilizacja zawali się sama albo że to przyroda, natura nas ukarze. Natomiast osnowa, motywacja, czasami nawet narracja, jaką stosowali, była taka sama, jak spotykamy w księgach prorockich. Może była tylko nieco krótsza.
Jeżeli spojrzycie państwo na to, co mówią osoby uprowadzone, to odnajdziecie tam cały szereg ostrzeżeń od Zeta Reticulan albo innych obcych, którzy twierdzą, że człowiek źle się prowadzi, że jest wykrzywiony moralnie, że niszczy planetę i tak dalej, i tak dalej, że czeka go kara. Tak naprawdę o tym samym ostrzega Jahwe. Tylko że Jahwe nie mówi do całej ludzkości, mówi do Żydów. I przeplata się w tym pewna nić. Tę samą nić znajdziemy w przypadku objawień. Wszelcy świadkowie objawień również w swoich orędziach mówią o tym samym. Kimkolwiek jest ta inteligencja, która się w ten sposób komunikuje, ona zawsze ostrzega i zawsze straszy. Straszy, że jeżeli się nie zmienimy, to coś się stanie. Od tych kilku tysięcy lat ona ostrzega i widać, że człowiek jest chyba niereformowalny, bo nie dość, że nie słucha, to jeszcze w żaden sposób nie modyfikuje swoich poczynań. Ale wiąże się to z tym, co powiedziałem na początku, że ta siła, kimkolwiek jest, nie tylko zapoczątkowała naszą cywilizację, ale stara się ją cały czas modelować.
Ci nauczyciele z kosmosu przemawiają cały czas. Mówią to samo. Być może są świadomi, że religia, przynajmniej w świecie zachodnim, nie ma już tak wielkiego pogłosu. Dlatego pojawiają się ci, których nazywa się prorokami z latających spodków. Innymi słowy, ta siła, ta obca inteligencja, inna inteligencja trzyma cały czas kuratelę nad Ziemią. To właśnie od niej pochodzą wszelcy kontaktowcy, channelingowcy, ale też pochodzili od niej prorocy starestamentowi. Zobaczmy chociażby to, co przydarzyło się Ezechielowi. Zobaczmy to, co przydarzyło się Danielowi. Zachariasz pisał o czymś podobnym. Chociaż tutaj już można zauważyć pewne subtelne niuanse w narracji, czytając Księgę Ezechiela i Księgę Zachariasza.
Bo Księga Zachariasza jest już, i można to wysnuć z kontekstu, tworem literackim, nie jest relacją. Natomiast Księga Ezechiela jest relacją. Przynajmniej tak wygląda. Jeżeli zobaczymy te wszystkie księgi, jeżeli zobaczymy na przykład Apokalipsę, bo w Apokalipsie też pojawia się, pobrzmiewa ten nurt, to zobaczymy, że to tak naprawdę nie różni się wiele, oprócz sagi innej, od współczesnych channelingów. Chociaż channelingi nie są współczesne, bo są też takie, które pochodzą z XIX wieku. Ale od channelingów na przykład Księgi Urantii, od wszelkich przekazów kontaktowców i tak dalej, i tak dalej. To znaczy są to zwykle dość płytkie filozoficznie przekazy, koncentrujące się głównie na tym, że ludzkość powinna się poprawić. Czyli innymi słowy, jest nad nami jakaś siła, być może zaawansowana, a być może niematerialna, która kształtuje umysł człowieka. Ona nas może nie do końca rozumie, bo ona nas ma nadal za tych prymitywów. Może dobrze, może to jest dobre wrażenie, ale ma za tych prymitywów, których trzeba prowadzić za rękę i straszyć, a przede wszystkim przedstawiać się jako Bóg, jako ktoś, kto może wszystko.
Pojawia się tutaj wniosek, że ci nauczyciele z kosmosu nadal działają, tylko w zupełnie inny sposób. Ale żeby nie być gołosłownym, to proponuję państwu porównanie chociażby przypadku Ezechiela, który jest takim sztandarowym, moim zdaniem, wzięciem, z przypadkiem Betty Andreasson. Betty Andreasson to, jak wielu z was wie, jeden z najsłynniejszych przypadków abdukcji i też jeden z najbardziej kontrowersyjnych. Z jakiego powodu? Takiego, że jest to przypadek ezoteryczny. To znaczy to zdarzenie miało, na co wszystko wskazuje, miejsce naprawdę. W 1967 roku Betty Andreasson, jej dzieci plus jej rodzice zobaczyli, że do ich domu zbliżają się dziwne postaci. Poprzedziła to oczywiście manifestacja świateł. W pewnym momencie wszyscy domownicy wpadli w stupor. Do domu wtargnęły dziwne postaci.
Tylko Betty Andreasson i jej córka Becky. Chociaż Becky była w stanie takiego zawieszenia, ale mózg jej pracował, także ona to obserwowała.Obserwowały to, co działo się później. Betty miała swobodę ruchów i zaczęła się komunikować z tymi istotami. To zdarzenie miało miejsce na przecięciu naszej rzeczywistości z inną. Ono z jednej strony było materialne, ale z drugiej strony przemieniło się potem w serię wydarzeń, które rozgrywały się gdzieś na pograniczu snu i jawy. Było pełne ukrytych symboli. Betty była osobą bardzo religijną i ta podróż w kosmos, w którą została rzekomo potem zabrana, również była wypełniona pewnymi analogiami do tego, w co wierzyła. Była na tyle religijna, że w momencie konfrontacji z tymi istotami nie tylko wzięła je za aniołów, ale nawet przekazała im Biblię. Wyobraźcie sobie państwo. Także gdzieś tam pewnie na Zeta Reticuli, w jakimś magazynie muzealnym spoczywa teraz Biblia Betty Andreasson.
W każdym razie udała się na podróż szamańsko-kosmiczną. Każdy sobie o tym może przeczytać, czytając „W sprawie Andreassonów”. Ta książka była wydana w Polsce w dwóch tomach. Była bardzo popularna swego czasu. Ta sprawa szokuje, dlatego że niektórzy mogą uznać, że to bajka. Natomiast pokazuje nam, jak duży jest stopień skomplikowania przypadków abdukcj. One się rozgrywają na pewnym przecięciu. One są tylko trochę materialne. Betty wyciągnęła z tego taką naukę, że te istoty są ogrodnikami Ziemi. One się nami opiekują.
Ona ich tak nazywała. Z tego zrodziła się potem cała saga. Natomiast jeżeli porównamy te dwa przypadki, to zauważymy jasne analogie. Innymi słowy, podsumowując tę sprawę, mogę powiedzieć, że prorocy tacy jak ci starotestamentowi nadal się rodzą. Tylko że dziś uważamy ich za nawiedzonych lub, brzydko mówiąc, wariatów. Słyszałem nawet taki cytat, nie wiem, czy jego autorstwa, że nikt nie wie, ilu proroków skończyło w pokojach bez klamek. Tak naprawdę ten mechanizm cały czas działa i gdybyśmy zastanowili się nad tym głębiej, to możemy dojść do takiego wniosku, że ktoś cały czas stara się ludzkość kształtować i wychowywać. Czyli ten proces zapoczątkowany przez nauczycieli z kosmosu wcale się nie skończył. Tak to widzę. Chris?
[01:58:09] - Co o prorokach. Mając teraz na tapecie Daniela, chciałem parę słów o nim powiedzieć, że w moim mniemaniu, w moim podejściu on troszeczkę nie pasuje do tych wszystkich innych proroków. To jest zupełnie inny prorok, bardzo przysięgły prorok, doskonale wykształcony, sprytny i o niezwykłym zmyśle politycznym. Myślę, że jego działalność i jego wizje są jego autorstwa. Sam je stworzył i wymyślił w pewnym określonym celu, dla pewnej określonej sprawy. Są to czasy tak zwanej niewoli babilońskiej, kiedy po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora Żydzi są podobno schwytani i uwięzieni w Babilonie. Ale wiedzie im się tam całkiem dobrze. Daniel razem z paroma swoimi świetnie wykształconymi kolegami tworzą grupę inteligentnego nacisku. Wszyscy z nich mają doskonałą wiedzę na wiele tematów i najważniejszy z nich jest Daniel, który podoba się Nabuchodonozorowi. Przebywa z nim razem i interpretuje jego sny.
I to jest chyba największy wkład Daniela w Biblii i w jego tak zwane proroctwa, które myślę, że sam stworzył. Dlatego, że każdy król, który poprosił go o jakąkolwiek interpretację tego, co mu się przyśniło bądź tego, co zobaczył, źle kończył. Daniel wychodził na tym najlepiej. Oczywiście najsłynniejsza historia z Danielem jest to ta, kiedy przez rozgniewanego króla Dariusza został wtrącony do jaskini z lwami i lwy go nie ruszyły. To była kara za to, że nie chciał oddawać czci królewskiej. Oddawał cześć Bogu. Ale jeżeli przyjrzeć się działalności Daniela w tamtych czasach, to głównie chodziło mu o to, żeby zamienić wiarę w króla Boga, w wiarę w Jahwe, żeby wprowadzić monoteizm. Praktycznie całe jego życie temu było podporządkowane. Na przykład kiedy podczas uczty króla Baltazara na ścianie niewidzialna ręka napisała napis, stworzyła napis, którego nikt nie mógł przeczytać. Oczywiście przeczytał go Daniel.
I co on tam przeczytał? Przeczytał straszne rzeczy, że Medowie i Persowie zdobędą Babilon i zniszczą królestwo Babilonu i razem z nim Baltazara. Król straszliwie się przestraszył tej całej przepowiedni, za co złośliwy Daniel kazał mu jeść trawę. Wszyscy uważali Baltazara za szalonego króla. Nabuchodonozorowi z kolei też źle wszystko przepowiedział, bo Nabuchodonozorowi przyśniło się kiedyś drzewo, które ściął. Daniel powiedział mu, że ten sen oznacza, że ścina drzewo, pod którym kryje się i chroni się świat. I w tym momencie świat się zawalił. Daniel słynny jest także z paru innych proroctw, które jeżeli się chce, to spełniają się dla tych, którzy lubią takie rzeczy. Spełniają się właśnie teraz. Jedno z jego proroctw mówi o czterech bestiach, które wypełzną z morza i kiedy zetnie się jeden róg, to wyrastają cztery następne i mają zniszczyć świat.Dzisiaj te z morza, te bestie, kto wie, czy to właśnie nie jest nawała muzułmańska, która próbuje zniszczyć kompletnie nasz świat i czy to proroctwo Daniela się nie spełnia.
Myślę, że w przypadku Daniela jest on najmniej ezoteryczny ze wszystkich znanych nam biblijnych proroków, najbardziej praktyczny. Efektem tego było to, że kiedy królowa Estera, Żydówka, stała się królową babilońską, sami Babilończycy zorientowali się, że na ich oczach tracą swoje państwo. Poprosili Żydów, żeby już z tej „niewoli” wrócili z powrotem do Izraela, co też się stało. Dziękuję.
[02:02:23] - Chris, jak patrzysz na koncepcję, o której mówiłem, że jakaś inteligencja, ta sama, która kierowała zresztą Izraelitami, która odpowiadała za ten proces, może cały czas działać, tylko teraz ma węższe pole do manewru w wyniku tego, że instytucje, które powstały na ich wcześniejszych naukach, nie dopuszczają już nowych proroków do głosu.
[02:02:49] - Myślę, że ta energia czy te istoty ciągle funkcjonują z taką samą siłą, jak funkcjonowały wcześniej. W zależności od tego, w jakich czasach żyjemy i w jakich okolicznościach, dostosowują swoją działalność do warunków, w których ma coś podobnego funkcjonować. W czasach starożytnych, dawnych, kiedy nie funkcjonował ani internet, ani telewizja, ani Radio Paranormalium, najbardziej wpływowymi osobami byli właśnie tacy prorocy. Ludzie nawiedzeni, którzy wędrowali, opowiadali te swoje historie, a sława o nich roznosiła się po całym świecie w sposób wręcz błyskawiczny, razem z karawanami, z kupcami na statkach w różne miejsca świata. Przez to mieli wpływ na to, co się rozgrywa i co się dzieje i przez to ta siła w jakiś sposób miała również wpływ na rozwój wypadków. Jaka jest ta siła? Tego za bardzo nie wiemy. Wiemy jedynie, że jest to siła bardzo mroczna i bardzo się przed nami ukrywa. Stara się być anonimowa, bo zauważmy, Jahwe nawet nie chce zdradzić swojego imienia. Zzabrania ludziom wyjawiać swoje imię.
Z kolei nazywa siebie Elohim, a Elohim jest to liczba mnoga. Czyli nawet nie jest tu mowa o jednym Bogu. Jest mowa, że jest ich właściwie dwóch i nie bardzo wiemy, z kim mamy do czynienia. Do tego dochodzi jeszcze to, że ten Bóg nas za bardzo nie lubi, że jest dość złośliwy, bardzo zazdrosny i ciągle ma dobry powód, żeby nas czymś straszliwym ukarać. I swoich wyznawców. Natomiast jego wyznawcy, jego naród wybrany fanatycznie realizuje pewien określony plan. Co to jest za plan? Pewnie moglibyśmy godzinami rozmawiać, do czego on zmierza i gdzie ukryta jest ta siła, która kryje się za tą całą ideą i skąd ona pochodzi. Czy jest to siła demoniczna, czy jest to siła kosmiczna, czy jest to rzeczywiście jakiś przybysz z innego świata, z innego wymiaru? Tu można jedynie spekulować.
Natomiast te sytuacje cały czas się wydarzają i w jakiś sposób oddziałują. Tak jak powiedziałem, zmieniają się w zależności od czasów, w jakich żyjemy. Dziś można w o wiele bardziej zawoalowany sposób tworzyć różne formy nacisku, żeby ludzie dokonali jednej rzeczy, a nie robili innej rzeczy. To jest tak, jak dzisiaj czytałem w komentarzach, które rozgrywały się na czacie po tym, jak powiedziałem, że stworzono doświadczenie, w którym dźwięk był w stanie pokonać prędkość światła. Ktoś napisał: „Przecież jest to niemożliwe, bo według Einsteina światło jest najszybsze i nic nie jest w stanie pędzić szybciej niż światło”. Właśnie tak się tworzą te pudełka, te paradygmaty, w których my się zamykamy i w pewnym momencie taki dogmat nie pozwala nam wyjść, wyjrzeć przez okno i zobaczyć, że za oknem świat wygląda zupełnie inaczej, że pewne rzeczy są absolutnie możliwe. Jeżeli chcieć to przełożyć na jakiś chłopski rozum, to spójrzmy, co się z dźwiękiem dzieje w tej chwili. Mimo że jesteśmy oddaleni od siebie o setki, a tysiące kilometrów, słyszymy się wszyscy w jednym czasie. Używamy bardzo pewnego instrumentu technicznego do tego, ale pozwala on na to, żeby dźwięk przemieszczał się z tak niezwykłą prędkością i był słyszany przez wszystkich w jednej chwili, w jednym czasie. Wszystko zależy oczywiście od punktu widzenia.
Podobnie jest z wpływem tych tajemniczych postaci. Parę razy wcześniej wspominałem o archontach, którzy przez gnostyków uznawani byli za demony, które chciałyby się osiedlić na Ziemi. Ale do tego, aby się osiedlić, potrzebny im jest człowiek. Człowiek musi spełnić kilka warunków, żeby taki archon mógł przedrzeć się przez naszą atmosferę i nasze bakterie, by móc zamieszkać w nas samych i opanować Ziemię. Używa nas tylko i wyłącznie jako pojazdów, które mają ich wprowadzić na naszą planetę, a następnie chce się nas pozbyć. Kiedy patrzymy na to, co się wydarzyło w historii Ziemi, widzimy, że kilka razy nasza Ziemia pozbyła się swoich mieszkańców. Mam tu na myśli dinozaury, ale wystarczy popatrzeć w troszeczkę bliższą przeszłość. Gdzieś się podziali neandertalczycy, denisowan i parę innych nacji.... które niekiedy nazywamy naszymi przodkami. Być może te wszystkie historie są bardziej skomplikowane, niż nam się z pozoru wydaje.
Dziękuję.
[02:07:57] - Dziękujemy. Wiele osób może poczuć pewien chaos intelektualny, dlatego że wyszliśmy od rozmowy o nauczycielach ludzkości, którzy przybyli z nieba i to chyba w całkiem cielesnej formie, jako Anes, a kończymy na opowieści o przekazach, które napływają skądś. Może wynikają z kontaktu z tym, co od wieków nazywa się światem astralnym. Wyszliśmy teraz na taki grunt, gdzie ściera się parastronautyka z ezoteryką, bo tak naprawdę to, co przekazują channelingowcy czy osoby, które przekazują różnego rodzaju komunikaty z innych wymiarów, sprowadza się zwykle do bardzo prostych treści, ale też związanych z tym, na czym opiera się Biblia. To jest pewien uniwersalny język. I teraz pytanie, czy Biblia czasami nie powstała na zasadzie kontaktu z tym samym źródłem. Może już to nie byli kosmici, może ten nic z kosmitami został dawno przerwany, a teraz działa nasze połączenie z innym, niematerialnym źródłem. To druga hipoteza i też całkiem możliwa. Także weszliśmy, Marku, na grząski grunt. Zostało nam chyba jeszcze jedno pytanie w tej rundzie, i to bardzo kontrowersyjne.
[02:09:39] - Kolejne z pytań brzmi następująco: nie ma tematu UFO w Biblii bez gwiazdy betlejemskiej. Czym był ten tajemniczy obiekt astronomiczny i czy wielokrotne porównania gwiazdy z UFO mają sens? Piotrze?
[02:09:55] - No właśnie, czym była gwiazda betlejemska? Tego do końca nie wiadomo. Nie jest to pierwsze tego typu stwierdzenie w dzisiejszej debacie. Tak naprawdę pojawiło się mnóstwo hipotez i ta najpopularniejsza obecnie mówi o koniunkcji kilku planet. Jowisza i Saturna z tego, co pamiętam. Natomiast hipotezy, które jeszcze jakiś czas temu królowały, mówiły, że gwiazda betlejemska, zresztą jak widzimy na większości przedstawień, przypomina kometę. I przez lata rzeczywiście wierzono, że gwiazda betlejemska, która, jak wiemy, według tradycji chrześcijańskiej zapowiadała narodziny Chrystusa, była kometą. Potem pojawiła się taka koncepcja, która mówi, że był to rozbłysk supernowej. Natomiast nie udało się do tej pory zidentyfikować takiej supernowej, która mogłaby za to odpowiadać. Pojawiła się sugestia, iż tak naprawdę owa koniunkcja, w zasadzie nałożenie się na siebie dwóch planet, mogło mieć miejsce około 7 roku przed naszą erą.
I rzeczywiście pojawiła się wtedy nowa wielka gwiazda. Pojawiły się takie koncepcje, że zdarzenie to zostało odnotowane przez wschodnich magów, gdzie popularna była astrologia. I oni uznali to zdarzenie za tak niezwykłe, że ono w jakiś sposób potem w opowieściach zlało się w jedno z historią o narodzeniu Jezusa. Moim zdaniem nie ma miejsca w rozważaniach na temat gwiazdy betlejemskiej dla UFO, dlatego że wiemy o tym zdarzeniu na tyle dużo, że możemy taką hipotezę wykluczyć. Po pierwsze nie wiemy nic o gwiazdzie betlejemskiej praktycznie. Nie mamy żadnych przesłanek na to, żeby ją łączyć w ogóle ze zjawiskiem UFO. Poza tym wiemy, że w 2. roku przed naszą erą miała miejsce jeszcze jedna koniunkcja Wenus i Jowisza. I te gwiazdy również były bardzo blisko siebie, czyli w okresie narodzenia Chrystusa mogło tak naprawdę dojść do kilku bardzo ciekawych zjawisk astronomicznych, które wywołały popłoch wśród ludów, które przypisywały duże znaczenie astrologii. A wiemy, że była to nauka bardzo popularna, wykorzystywana nie tylko w celach dywinacyjnych do wróżenia i przewidywania przyszłości, ale też była połączona w tamtych czasach z astronomią.
Tak naprawdę rozpad astronomii i astrologii nastąpił gdzieś u zarania oświecenia. Wielu biblistów, w tym Simo Parpola, fiński badacz, sugerują, że to właśnie koniunkcje sprawiły, że wschodni magowie zaczęli się interesować tym zdarzeniem i to oni tak naprawdę przypisali mu wielką moc symboliczną. I ona potem, poprzez naukę tajemną, kontynuowaną przecież w całym basenie Morza Śródziemnego, przenikała i krążyła, dając początek mitowi o gwieździe zwiastującej narodziny Zbawiciela. Ja jestem zdania, że
[02:13:54] - Oczywiście pozostaje to tajemnicą. Natomiast tajemnicą astronomiczną. Wszelkie ufologiczne konotacje to chyba zbyt mocne naciąganie przysłowiowej gumy. Chris?
[02:14:10] - Też nie widzę tutaj ufologii, zwłaszcza że wspomniałeś o bardzo ważnej, istotnej rzeczy: o astrologii. Astrologia w tamtych czasach była dyscypliną, która miała kolosalne znaczenie. To, co się działo na niebie, odzwierciedlało się na ziemi. W związku z tym należało żyć wśród sił, które trzeba było brać pod uwagę po to, żeby czegokolwiek dokonać. I trwa to praktycznie do dziś. Wielce tego świata, Ronald Reagan czy Hitler też używali astrologów do wszystkiego, co robili w swoim politycznym życiu. Nie za dobrze na tym wyszli. Chyba Hitler gorzej nawet, choć kto wie. To też temat na osobną debatę. Ale astrologia ten wpływ ogromny rzeczywiście miała.
Mechanika kosmiczna była absolutnie bezwzględna i należało się jej podporządkować. I właśnie tutaj decydującym wydarzeniem jest, że pojawia się tych trzech magów ze Wschodu, czyli absolutnych specjalistów w swojej dziedzinie. Pojawiają się w Palestynie i pytają króla Heroda, ówczesnego króla Żydów, Judei, pytają się, gdzie jest Betlejem, gdzie się urodził ten nowy człowiek, który ma być królem żydowskim. I Herod jest wstrząśnięty. Jak to nowy król żydowski? Przecież on jest królem żydowskim. I tutaj właśnie zaczynają się te problemy. Układ gwiazd wskazywał na to, że może się pojawić człowiek, ktoś taki właśnie jak Mesjasz, który kompletnie odmieni świat. I spójrzmy, co się stało. Rzeczywiście odmienił ten świat.
A jeśli przyjrzeć się tej sytuacji z punktu widzenia historycznego, oczywiście jest to historia, która ma mnóstwo dziur i luk. Wspominałem kiedyś o tym wcześniej. O tym, jak Wespezjan zorientował się, o co w tym wszystkim chodzi i zaczął zacierać ślady i sam siebie chciał umieścić jako właśnie tego Mesjasza. O powstaniu żydowskim, które wybuchło przeciwko Rzymianom. I przez lata Rzymianie nie bardzo mogli zrozumieć, dlaczego Żydzi tak zażarcie walczą. Właśnie w sumie chodziło generalnie o to, kto ma być tym Mesjaszem świata. Dlatego ten czas, to miejsce i ten układ gwiazd, ta Gwiazda Betlejemska zwiastowała, że te nowe czasy nadchodzą. A politycznie sytuacja była skomplikowana, bo w tym czasie nieoczekiwanie człowiek, który występuje pod imieniem Izas, bardzo blisko do imienia Jezus, jeden z najbogatszych ludzi w Judei, okazuje się być potomkiem i Cezara, i Kleopatry, a jednocześnie potomkiem królów Babilonu. Więc ma w sobie najlepszą, można powiedzieć, krew ze wszystkich we ówczesnym świecie. W związku z czym jest on jakby predestynowany do tego, żeby być tym nowym Mesjaszem, żeby rządzić tym światem i legalnie połączyć ze sobą cały świat w jedną całość.
W sposób legalny, ponieważ więzy krwi uprawniały go do tego, aby być cesarzem rzymskim, ale jednocześnie królem Babilonu, a jednocześnie faraonem egipskim. Więc to tak wstrząsnęło wszystkimi dookoła, że skończyło się tym gigantycznym powstaniem. Później Wespezjan przemyślał całą sprawę. Zwłaszcza że mamy tutaj w międzyczasie do czynienia ze śmiercią Nerona, który zostawił swoją dynastię bez potomka i nie wiadomo było, co wydarzy się z Cesarstwem Rzymskim. Czy właśnie ten Izas nagle nie zasiądzie w Rzymie i nie będzie on nowym cesarzem. Więc tym bardziej to wszystkich właśnie bardzo podekscytowało. Dlatego ta Gwiazda Betlejemska jest dla mnie raczej symbolem układu astrologicznego, który zauważyli ludzie dookoła i zauważyli, że może to mieć wpływ i konsekwencje na resztę świata. Co też miało i co jeszcze raz potwierdza, że w gwiazdach jest dużo rzeczy zapisane i nie należy tego lekceważyć i nie należy tego tak do końca wpychać pomiędzy bujdy i bajeczki, i zmyślenia na temat przyszłości, wróżenia przyszłości, bo pewne rzeczy rzeczywiście mają miejsce w taki czy inny sposób. Chrześcijaństwo zmieniło świat, zmienia go nadal i nie wiadomo, do czego ono tą naszą cywilizację doprowadzi. Także ja nie widzę osobiście w jeździe betlejemskiej sytuacji, gdzie mogło się pojawić tam jakieś UFO, a raczej właśnie coś, co miało zupełnie inne podłoże, o którym wspomniałem.
Dziękuję.
[02:18:48] - Piotr już się musi ewakuować. Dziękujemy jeszcze raz, Piotrze. I prosimy o zabranie głosu Marka Żelkowskiego. Marku.
[02:18:58] - Ja chciałbym powiedzieć o tym, że w czasach, o których rozmawiamy, astronomia i astrologia były połączone. To były czasy, kiedy nie rozróżniano tych dwóch nauk. Podział na astronomię i astrologię to tak naprawdę dziedzictwo może ostatnich 400 lat. Jeszcze Mikołaj Kopernik, wbrew temu, co jest przedstawiane przez bardzo wiele źródeł, że był to mąż niezwykle uczony i bardzo racjonalny, tak naprawdę zajmował się również astrologią i nie widział w tym nic zdrożnego. To znaczy to jedno chciałem podkreślić, że w czasach, o których mówimy, czyli gdzieś na przełomie dwóch epok, dwóch er, astronomia i astrologia dla przeciętnego człowieka nie było takiego podziału.To była jedność. Obserwacja ciał niebieskich i wywodzenie z tego określonych wniosków to była oczywista oczywistość, już odwołam się do klasyka. Natomiast warto też powiedzieć, nawiązując do tego, o czym mówił Piotr i Chris, oczywiście przez cały czas szukano, jakież to zjawisko mogło stać za Gwiazdą Betlejemską. I tak przedstawiciele Królewskiego Brytyjskiego Stowarzyszenia Astronomicznego stwierdzili, że w 5 roku przed naszą erą doszło do wybuchu supernowej w konstelacji Koziorożca. Być może to jest to, ale równie dobrze za zjawisko Gwiazdy Betlejemskiej może odpowiadać kometa Halleya, która według obliczeń pojawiła się w 12 roku przed naszą erą. Zważywszy na to, że tak naprawdę nikt do końca nie wie, kiedy urodził się Chrystus, to jest równie prawdopodobne.
I tak dalej. Takich różnego rodzaju zjawisk, o których wspominali już moi przedmówcy, czyli koniunkcji ciał niebieskich różnego rodzaju, ale i gwiazd. Dobra, zostawmy te różnego rodzaju zjawiska, te różnego rodzaju koniunkcje. Żeby nie przedłużać i szanując czas wszystkich, którzy nas słuchają, ja powiem tak: oczywiście możemy sobie przyjąć taką koncepcję, że oto niezidentyfikowany obiekt latający prowadził trzech magów, czy też trzech królów ze Wschodu ku Chrystusowi. Oczywiście możemy taką koncepcję przyjąć. Ja, podobnie jak moi przedmówcy, nie widzę tego, ale jeżeli ją przyjmiemy, to ja mam wrażenie, że zbliżamy się gdzieś do powieści SF klasy B albo C. To znaczy niespecjalnie oryginalnej, niespecjalnie nośnej, jeśli chodzi o fabułę. Myślę, że szukanie na siłę to jest w ogóle przestroga dla każdego, również dla mnie. Szukanie na siłę niezidentyfikowanych obiektów latających w każdym przejawie tego, co donoszą źródła starożytne, czy też bardziej nowożytne. Szukanie takiego przejawu dosłownie w każdym źródle, w każdej wzmiance to jest stąpanie po dosyć grząskim gruncie i w gruncie rzeczy sprowadzi nas chyba na manowce.
Myślę, że te poszukiwania, które czynią współcześni astronomowie, próby dojścia, to jest bardziej realne. Chociaż z drugiej strony, ponieważ padła tutaj teza, że owa nieznana siła, która odpowiada za niezidentyfikowane obiekty latające, a być może to jest inna rasa, być może zupełnie coś innego, jakaś nieznana siła, ponieważ stara się manipulować, w jakiś sposób oddziaływać na ludzką cywilizację, to równie dobrze mogła taki obiekt, który prowadził owych magów, sprokurować. Możemy i takie stanowisko zająć, możemy się go trzymać i bronić go. Natomiast w tej chwili odnoszę wrażenie, że rozmawiamy o przekonaniach własnych. I tu przychylam się do stwierdzeń moich przedmówców. Ja również nie do końca widzę w Gwieździe Betlejemskiej przejaw niezidentyfikowanego obiektu latającego. Myślę, że raczej było to zjawisko naturalne. Co więcej, ja specjalnie na początku swojej wypowiedzi podkreśliłem jedność astronomii i astrologii w tamtych czasach, o których mówimy, ponieważ wydaje się oczywiste, że dla podkreślenia specyfiki, ważności, wielkości wydarzenia odwoływano się również do niezwykłych zjawisk. A zatem ewangeliści, którzy spisywali Ewangelię. Zresztą znamy czterech ewangelistów z Biblii.
Natomiast warto sobie uświadomić, że tych ewangelii w zależności od tego, kto liczy i jak liczy, to jest ich przynajmniej kilkanaście, kilkadziesiąt albo jeszcze więcej. Są niezwykle różne i niektóre bardzo kontrowersyjne. Zostawmy to poza dzisiejszą dyskusją. Natomiast powiedzmy sobie jasno: ewangeliści spisywali wydarzenia, o których mówili z dużym opóźnieniem. Jeśli nawet mamy do czynienia z ewangeliami synoptycznymi, to jednak są pisane z perspektywy, i to wielu dziesięcioleci. A zatem istniała naturalna pokusa, żeby zjawisku takiemu jak narodziny Mesjasza, narodziny Chrystusa nadać specjalną rangę. A w świecie, w którym astrologia i astronomia są jednością, tę specjalną rangę poprzez zjawisko astronomiczne, astrologiczne jest bardzo łatwo nadać.I dlatego myślę, że w zjawisku Gwiazdy Betlejemskiej chyba nie warto doszukiwać się zjawiska, które dzisiaj nazywamy UFO. Dziękuję.
[02:26:21] - I tak oto dotarliśmy do ostatniego z pytań, a brzmi ono następująco: jeśli biblijne historie mogące świadczyć o obcej ingerencji złożymy w całość, to czy wyłoni się z nich konkretny scenariusz? Czy rzeczywiście Izraelici to naród wybrany przez inną inteligencję do szczególnych celów? Pierwszy może w tym temacie niech się wypowie Chris McKenna. Chrisie?
[02:26:45] - To jest bardzo tricky pytanie, dlatego że każe nam wyciągnąć pewien wniosek i ustosunkować się do tego, z czym mamy do czynienia i w jaki sposób należy rozumieć sformułowanie „naród wybrany”. Myślę, że w tym sensie jest to rzeczywiście naród wybrany, bo spójrzmy na to, co ten naród dał światu. Dał światu większość poważnych i potężnych religii. Dał światu kasę, ukochanie dla złota i dał światu administrację religijną, czyli praktycznie system, który wymyślił naród wybrany na bazie monoteizmu. Na bazie tych spotkań, które opisuje Biblia, które opisuje Stary Testament, wymyślił coś, co dziś praktycznie rządzi i kontroluje świat pod każdym względem. Każde inne działanie jest uważane za coś niepoprawnego i musi być zlikwidowane. Dlatego między innymi, Marek wcześniej wspomniał, rozłączono astrologię od astronomii, zrobiono z tego dwie nauki. Nauka stała się dogmatyczna. Nauka teraz, zamiast szukać czegoś nowego, nowych rozwiązań, pilnuje, żeby tych rozwiązań tak naprawdę nie było, żeby móc utrzymać to, co zdobyto do tej pory, pod kompletną kontrolą i stworzyć jeden świat pod kierunkiem tego narodu wybranego. Tak mi się wydaje, dlatego że wszystko, co się dzieje na świecie, wszystkie instytucje, jakie zostały stworzone, tak jak powiedziałem wcześniej, wywodzą się z czasów, o których dzisiaj rozmawialiśmy, z czasów biblijnych.
Wszystkie gdzieś mają swój początek w Starym Testamencie i temu wszystkiemu podlegamy. Zauważmy, nawet kiedy Adam samotnie, jeszcze bez Ewy, był sobie w raju, gdy rozmawiał z Bogiem, z Jahwe, to Jahwe mu mówił: „Słuchaj, Adamie, tu niedaleko jest wspaniała kraina mlekiem i miodem płynąca. I jest tam złoto”. Po co Adamowi złoto, jak był tylko jeden na świecie? Już to złoto miało olbrzymie znaczenie. I to złoto jest przekleństwem naszej planety. Od samego jej początku aż po dzisiejsze czasy pogoń za nim, jego unikalność i historie, które się wydarzają wokół niego, praktycznie ciągle i nieustannie budują to, do czego zmierza nasza planeta, do czego zmierza nasza cała cywilizacja. Jeśli chodzi o naukę, spójrzmy, co się dzieje w sytuacji, gdy nauka zaczyna szukać innych rozwiązań. Spójrzmy, co się stało z Teslą i paroma innymi. Niedawno widziałem taki film, w którym człowiek nazywał się Peter Davey, niestety już nie żyje.
Kiedy filmowano go, miał 92 lata. Był u kresu swojego życia i wymyślił maszynkę, za pomocą której dzięki pewnej modulacji dźwięku był w stanie zagotować wodę w szklance i demonstrował to przy różnych okazjach. Naukowcy byli zdumieni, ale żaden z nich nie próbował nawet zapytać, czy nie mógłby zobaczyć, jak to działa, czy zrozumieć, jak to działa. Na wszystkich spadło jakieś przerażenie. Wkrótce potem Peter Davey zmarł. O wynalazku zapomniano albo go skradziono. Podobnie działo się z podobnymi ludźmi, takimi jak Tesla czy wielu innych, którzy myśleli poza tym typowym pudełkiem, w którym wyrastamy. Mówię o tym dlatego, że to będzie znowu taka dwuznaczna historia, bo kiedy mówi się o nazistach na przykład i o ich nienawiści do Żydów, o ich straszliwym, krwiożerczym antysemityzmie, który skończył się ohydnymi obozami koncentracyjnymi. Jednym z elementów, które oni zwalczali, było coś, co nazywali żydowską nauką. Zacząłem się zastanawiać nad tym, o co im chodziło.
Dlaczego pozbywali się ludzi, którzy mogli im dopomóc w tworzeniu nowych wynalazków? Na przykład nie obchodził ich w ogóle Einstein. Mogli go praktycznie uwięzić i mógł pracować dla nich. Mogli go do tego zmusić albo przynajmniej sprawić, żeby nikt więcej go nie miał, skoro był takim geniuszem. Tymczasem okazuje się, że ci naukowcy niemieccy, którzy tworzyli te wspaniałe wynalazki na podstawie nowatorskiego podejścia do nauki, niekonwencjonalnego podejścia do nauki, które nie mieści się bardzo dziś w kanonie i formule, w jakim funkcjonuje nauka, szli zupełnie inną drogą, sięgali do zupełnie innych źródeł.I patrzyli poza to, co proponowano światu od czasów oświecenia, gdzie nauka idzie pewnym wyznaczonym kierunkiem, gdzie powstaje teoria najpierw Newtona, potem kolejne. Dziś mamy mechanikę kwantową, która tak naprawdę jest pewnym wydumanym matematycznym spojrzeniem na świat. Są tacy, którzy uważają, że jest to pewna wyrafinowana forma kabały, gdzie miażdży się masę liczb po to, żeby uzyskać tak naprawdę kompletne nic. Dojść do kompletnego zera albo do zaprzeczenia czegokolwiek, czego się tak naprawdę szuka, że nie ma to nic wspólnego z mechaniką świata. I taka nauka idzie w złym kierunku. Idzie zupełnie w ślepy zaułek.
Dlatego można różnie patrzeć na tego typu sytuacje i problemy i zastanawiać się, czy rzeczywiście coś w tym jest. Czy rzeczywiście naród wybrany ma tak olbrzymie znaczenie i taki olbrzymi wpływ na świat, w którym żyjemy, czy może rzeczywiście jest to tylko bujda na resorach i tak naprawdę są to tylko jakieś głupie uprzedzenia ludzi, którzy mają jakieś problemy z samymi sobą, którzy nie są otwarci na świat i nie chcą tego globalnego szczęścia dla wszystkich, gdzie wreszcie wszystko będzie piękne, wspaniałe i wszyscy będziemy szczęśliwi w takim świecie. Także w taki sposób na to patrzę. Widzę w tym, tak jak powiedziałem, olbrzymi wpływ tego, o czym rozmawialiśmy dzisiaj. Tego, co wydarzyło się w Starym Testamencie. I myślę, że dalej będzie jakaś kontynuacja, czy nam się to podoba, czy też nie. Dziękuję.
[02:33:47] - I na koniec prosimy jeszcze o zabranie głosu Marka Żelkowskiego. Marku.
[02:33:52] - Mówiąc o narodzie wybranym, warto spojrzeć na współczesny Izrael. Proszę zobaczyć, że to jest kraj, naród, który nie do końca podąża za trendem, który został ukształtowany w Europie i w Ameryce Północnej. Proszę zobaczyć, że to jest miejsce na ziemi, w którym wyrafinowana technika na bardzo wysokim poziomie styka się z bardzo głęboką religijnością. I z religijnością, i z mistycyzmem, który również w obrębie religii żydowskiej występuje. A więc głęboka duchowość, a jednocześnie bardzo wysoki rozwój technologiczny. Warto wziąć to pod uwagę, bo współczesny świat poszedł — mówię o Europie i Stanach Zjednoczonych — drogą, przynajmniej w sporej większości, taką, że to są dwa światy, które do siebie nie przystają, których nie wolno łączyć. Dzisiaj odwołanie się do wartości czy do zjawisk natury religijnej, czy w każdym razie mistycznej w środowisku naukowym europejskim to jest duże faux pas. Tymczasem Żydzi nie mają tego rodzaju problemów. Oni zupełnie spokojnie te dwa światy łączą. Świat wyrafinowanej nauki na bardzo wysokim poziomie.
To, o czym wspominał Chris, czyli myślenie w sposób niekonwencjonalny, który może odsłonić nowe trendy, nowe idee. Łączy się to z myśleniem jak najbardziej religijnym. A zatem być może jest to droga. Podział, który zaistniał w cywilizacji zachodniej na naukę i wiarę, na naukę i religię, w przypadku Żydów, praktycznie rzecz biorąc, nie występuje. Oczywiście można się powołać, że żyją w Izraelu Żydzi ateiści, którzy nie są ludźmi wierzącymi, ale gros mieszkańców Izraela to są ludzie wierzący bądź też głęboko wierzący. Nie przeszkadza to jednocześnie w skojarzeniu tego państwa z wysoką technologią, z bezpieczeństwem. Linie lotnicze izraelskie to są najbezpieczniejsze linie lotnicze świata. Od wielu dziesięcioleci nie miał miejsca żaden zamach na tę linię lotniczą. A zatem to jest zupełnie inne podejście do spraw naszego świata i warto wziąć to pod uwagę. Być może, tak jak już powiedziałem, to pęknięcie, które nastąpiło w cywilizacji zachodniej na naukę oraz wiarę, to nie jest dobre podejście.
Być może to, co zostało przekazane ludzkości za pośrednictwem Starego Testamentu, to jest podejście bardziej właściwe i podejście, które prowadzi nas we właściwym kierunku.Może patrząc w ten sposób warto wyciągać wnioski i myśleć o narodzie wybranym. Dziękuję bardzo.
[02:37:49] - I na tym możemy zakończyć naszą dzisiejszą, wyjątkowo obfitującą w problemy techniczne debatę. Była to chyba udana próba dokończenia, mimo problemów technicznych, tematu UFO w Biblii. W dzisiejszej debacie udział wzięli: nieobecni już na Skypie Piotr Cielebiaś, współpracownik czasopisma „Nieznany Świat” i współzałożyciel portalu infrarok.pl, Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, a także obecni jeszcze na Skypie Chris Miekina, nasz poszukiwacz prawdy, który ostatnio wskrzesił serwis Nowa Atlantyda. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:38:28] - Ja również dziękuję. Do następnego razu.
[02:38:30] - Oraz pisarz science fiction, publicysta i również współpracownik „Nieznanego Świata” Marek Żelkowski. Dziękujemy jeszcze raz, Marku.
[02:38:39] - Dziękuję. Dziękuję współdyskutantem. Dziękuję słuchaczom. Do usłyszenia.
[02:38:43] - Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.