[01:09] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną regionalną. Dziś będziemy dyskutować o UFO nad Warszawą. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj: współpracownik „Nieznanego Świata” i współzałożyciel portalu infra.org.pl Piotr Cielebiaś. Witaj Piotrze.
[01:31] - Witam, witam.
[01:32] - Oraz założyciel bloga ufoskywatching.pl.blogspot.com Przemek Więcławski. Dobry wieczór Przemku.
[01:40] - Witam wszystkich, witam słuchaczy.
[01:41] - Dzisiejszą debatę realizujemy wyjątkowo w trybie taśmowym, że tak powiem. Także jeżeli macie państwo jakieś pytania, to oczywiście zachęcamy do ich nadsyłania, natomiast dzisiaj raczej ich nie poruszymy. Dziś będziemy dyskutować, tak jak mówiłem, o warszawskim UFO. Najpierw jednak prośba do Przemka, abyś opowiedział coś o sobie naszym słuchaczom, abyś się przedstawił.
[02:05] - Zapewne osoby, które siedzą w temacie UFO, gdzieś kiedyś może usłyszały o moim blogu ufoskywatching.pl. Prowadzę go gdzieś od 2011 albo 2012 roku. Mniej więcej od tego czasu. Wtedy też poważnie się zająłem tym tematem, właśnie w 2011. Oczywiście interesowałem się tym od zawsze, ale jakoś tak okoliczności sprawiły, że właśnie wtedy w to wszedłem głębiej dzięki Arkowi Miazdzie i Dariuszowi Cichockiemu, byłemu ufologowi. No i cóż, prowadzę bloga. Na początku celem moim było to, żeby bardziej się zajmować samą rejestracją jakichś dziwnych obiektów na niebie. Na początku się to w miarę udawało. Później tych obserwacji coraz mniej przybywało i stwierdziłem, że na swoim blogu zacznę również publikować jakieś może stare historie związane z UFO z terenu Warszawy, ale też nie tylko z terenu Warszawy. Udało mi się kilka razy w ostatnich latach odkryć kilka bardzo ciekawych przypadków.
Nowych, świeżych przypadków. Dosłownie kilka, ale jakieś tam mam na koncie udokumentowane przeze mnie. No i cóż, w zasadzie obecnie sytuacja wygląda tak, że jest trochę cisza w temacie, więc i na blogu się mniej dzieje. Ale oczywiście zapraszam, bo teraz, o czym pewnie jeszcze będziemy mówić, opublikowałem sprawę bardzo gorącą i bardzo pobudzającą zmysły i wyobraźnię. Także to chyba tyle, jeśli chodzi o mnie.
[04:00] - No właśnie Przemku, bo trzeba powiedzieć, że przejąłeś pałeczkę od badaczy starszego pokolenia po bardzo długim okresie milczenia, prawda? Bo w Warszawie przez lata praktycznie nic się nie działo w tym zakresie. A wiemy, że miasto ma długą ufologiczną historię, bo tak naprawdę pierwsza i bardzo ciekawa obserwacja latającego spodka w Polsce w tej współczesnej erze UFO to jest rok 1922. Nim do tego przejdziemy, to Przemku warto jeszcze wspomnieć o tym, że prowadzisz tego bloga i pojawiają się tam bardzo ciekawe historie. Także zapraszamy wszystkich, którzy chcą się z tobą skontaktować w jakiś sposób albo przekazać pewne opowieści do napisania pod twój adres mailowy. Możesz przypomnieć go teraz na wstępie. Jeżeli jakaś osoba się zdecyduje, to na pewno będzie to dla ciebie ciekawa zdobycz.
[05:14] - Tak, oczywiście. Wszystkich zapraszam na www.ufoskywatching.pl.blogspot.com. Również wpisując w Google normalnie „UFO skywatching” bądź „ufoskywatching.pl” na pewno się wyświetli.
[05:31] - Przemku, zacznijmy od historii Warszawy, ale nie tej historii konwencjonalnej, tylko tej historii ufologicznej. Kiedy się ona zaczęła? Wspomniałem o tej obserwacji z 1922 roku. Czy trafiłeś na jakieś wcześniejsze historie, na jakieś sugestywne legendy lub podania mogące się kojarzyć ze zjawiskiem UFO? Bo wiemy, że w innych częściach Polski takowe były. Wspominaliśmy o nich między innymi przy okazji tej debaty częstochowskiej. I czy możesz nam powiedzieć coś więcej o tej słynnej obserwacji latającego talerza, który przyziemił w 1922 roku w Targówku?
[06:11] - Tak, ta historia ufologiczna Warszawy jest dosyć długa i naprawdę ciekawa. Jednak mi się wydaje, że-Nie sposób dokładnie określić, kiedy się zaczęła. Dlatego, że rozpatrując UFO w kontekście całego zjawiska, trzeba by było sobie zdać sprawę, że tak jak na całym świecie, tak też i w Polsce, między innymi w Warszawie, to zjawisko się manifestowało w różnych odsłonach, równolegle, ale też w różnym czasie. Zwłaszcza na siekierkach warszawskich mieliśmy do czynienia z multum różnego typu dziwnymi obserwacjami czy spotkaniami. Biorąc na warsztat cały ten konglomerat dziwnych zjawisk, jakie tam były obserwowane, można by było się pokusić o taką hipotezę, że gdyby przekopać wszelkiego rodzaju podania ludowe czy kroniki, to okazałoby się pewnie, że od kiedy ten obszar, konkretnie mam na myśli warszawski Czerniaków, Siekierki, od kiedy mieszkali tam ludzie, tak naprawdę od tamtego momentu można by było jakieś historie znaleźć, dlatego, że ludzie mogli to spisywać czy przekazywać sobie ustnie, później to spisywać. Podejrzewam, że tak naprawdę to się tam dzieje może nie od zawsze, ale naprawdę od bardzo dawna. Myślę, że nie ma tu sztywnej granicy. Jeszcze tylko wspomnę, że nie natknąłem się na jakieś specjalne historie przedwojenne. Niestety musiałbym prawdopodobnie przekopać masę materiałów. Szczerze powiedziawszy, ostatnio nawet nie miałem specjalnie na to czasu, ale nie słyszałem o czymś takim.
Niestety nie. Natomiast jeśli chodzi o obserwację latającego talerza z Targówka, co miało miejsce w 1922 roku, to jest właśnie sprawa jedna z najwcześniejszych, jeśli nie najwcześniejsza, dotycząca typowego latającego talerza w Polsce, a na pewno w Warszawie i w województwie mazowieckim. Historia była opisywana przez Bronisława Rzepeckiego i Krzysztofa Piechotę w książce „UFO nad Polską”. Polecam. Sytuacja wyglądała w ten sposób, że główny świadek wraz z ciotką i szwagrem wybrali się na spacer. Było to latem, był to czerwiec lub lipiec i nagle coś ze świstem zleciało z nieba i zawisło tuż nad ziemią. Kształtem przypominało spłaszczone, przylegające do siebie talerze o szarej barwie. Przyglądając się temu z odległości około 100, 150 metrów dostrzegli, że te dwa przylegające do siebie talerze oddzielone są wirującą obręczą, która wprawiała powietrze w ruch. To też jest ciekawa ciekawostka. Ta obręcz wkrótce się zatrzymała, a po tym obiekt wystrzelił pod kątem 45 stopni, wytwarzając przy tym dosyć duży huk, jaki jest charakterystyczny zawsze podczas pokonywania bariery dźwięku przez samoloty czy jakikolwiek obiekt.
Sprawa była o tyle ciekawa, że obiekt pozostawił po sobie ślad w postaci spalonej trawy i ziemi. Świadków było podobno z tego, co czytałem, setki. Nie wiem, czy tak rzeczywiście mogło być, ale na pewno dziesiątki świadków było, bo to była taka pora spacerowa jeszcze. O sprawie napisano w „Kurierze Polskim”, tylko że to było już niestety w 1977 roku, a konkretnie 10 maja, jakby ktoś chciał dotrzeć do tego. Próbowano później jakoś to zdarzenie udokumentować, ale niestety tyle czasu minęło, tyle lat, że już po tym śladzie, nawet jeżeli miejsce by się zachowało, to prawdopodobnie śladu by nie było. Tutaj nawet to miejsce zostało zupełnie zmienione. Tam powstało osiedle mieszkalne, więc nawet nie można było dokładnie ustalić, gdzie to się wydarzyło. Tak wygląda sprawa tego latającego talerza. To tyle, co wiem na ten temat.
[11:22] - Oczywiście sprawa była ciekawa, bo dzisiaj mało wiemy o incydentach z tamtych lat. Zbierali je po II wojnie światowej prekursorzy polskiej ufologii. Ukazało się nawet kilka cykli prasowych dokumentujących obserwacje starsze, to znaczy te historyczne, a także te z początku XX wieku. Rzeczywiście ta sprawa z Targówka wyróżnia się na tle innych, bo mieliśmy tam do czynienia z latającym spodkiem takim typowym. A pamiętajmy, że współczesna era latających spodków liczy się w zasadzie od roku 1947, od słynnego spotkania Kennetha Arnolda. Natomiast w Polsce era ta zaczęła się wcześniej i o tym powszechnie nie wiadomo. Chociaż jestem pewien, że gdybyśmy przyjrzeli się relacjom z innych krajów, to latające spodki też tam występowały. Także ta granica między tymi erami ufologicznymi jest taka płynna i raczej umowna.Ale Przemku, przejdźmy do najważniejszego chyba okresu w historii Warszawy w XX wieku, do II wojny światowej, do powstania. Oprócz tragedii i bohaterstwa mieszkańców, czas ten przyniósł Warszawie także wiele dziwnych incydentów. Należy do nich między innymi obserwacje dokonane przez Kazimierza Bzowskiego nad warszawskim gettem w roku 1943 oraz słynne zdarzenie z udziałem pana Zenona Sergisa.
Ono jest o tyle kontrowersyjne i ciekawe, bo była to jedna z pierwszych obserwacji fu fightera dokonana z Ziemi. I nie dość, że dokonana z Ziemi, to jeszcze ten obiekt był bardzo nisko. Przypomnijmy, że fu fightery to były obiekty będące dla niektórych prekursorami latających spodków. To było UFO czasów II wojny. Fu fightery jednak widywano zazwyczaj wysoko w powietrzu. Świadkami byli zazwyczaj piloci. A tutaj pan Zenon Sergis widział coś bardzo dziwnego. I co ciekawe, ten obiekt przeleciał pod niemieckim bombowcem. Ale nim do tego przejdziemy, skupmy się na postaci Kazimierza Bzowskiego, bo w zasadzie ten incydent z czasów wojny wpłynął na to, kim pan Kazimierz się stał potem. My będziemy jeszcze mówić wiele o tej postaci, bo ona jest kontrowersyjna.
Ale Przemku, gdybyś mógł w kilku słowach przybliżyć to, co stało się tamtego pamiętnego dnia.
[14:00] - Tak, to wszystko się zdarzyło 9 kwietnia 1943 roku w Warszawie podczas wojny i świadkiem był Kazimierz Bzowski. Dobrze, że to powiedziałeś, że właśnie to w zasadzie było czynnikiem zapalnym chyba w jego życiu, który sprawił, że zajął się tym tematem później, w późniejszym wieku. To wyglądało w ten sposób, że Kazimierz Bzowski był uczestnikiem powstania warszawskiego. Opisał całą tą sprawę w swojej książce, która była dostępna w Internecie, „UFO nad nami”. Nie była drukowana, ale nie wiem, czy nadal jest dostępna. Kiedyś jej szukałem, nie mogłem znaleźć. Wówczas Kazimierz Bzowski miał 18 lat. Był zwiadowcą AK i razem z takimi dwoma towarzyszami obserwowali taką dziwną kulę na niebie. Jak to wyglądało? To było przy północnych murach getta, gdzie Bzowski zbierał informacje o rozlokowaniu niemieckich jednostek i przebywając właściwie incognito obok grupy niemieckich kolejarzy, jeden ze zwiadowców, który posługiwał się językiem niemieckim, pożyczył od nich lornetkę, dzięki której właściwie udało się zobaczyć szczegóły dziwnego obiektu, który notabene pojawił się około godziny 17:00 w polu widzenia i zaczął nadlatywać nad północną dzielnicę.
I Bzowski opisał to w ten sposób, że to była kula o ostrych konturach, wewnątrz której widać było takie przelewające się, mieszające ze sobą, przeplatające się palczasto zaokrąglone pasy dwóch ostro widocznych barw. Tutaj właściwie cytuję, bo on to świetnie po prostu opisał. Barw malinowej i ciemnozielono-niebieskiej, tak zwanej pawiej. Kula poruszała się ruchem falistym, podwyższając lekko i obniżając swój pułap. Dzięki temu, że właściwie Bzowski, a także inne osoby, które go tam w tym momencie otaczały, mieli takie rutynowe nawyki obserwacyjne, potrafili określić mniej więcej pułap tego obiektu, odległość, która ich dzieliła od tego obiektu. I właśnie ocenili odległość na mniej więcej bodajże 1600 metrów. Natomiast określili, że ten obiekt znajduje się gdzieś mniej więcej niż 60 metrów nad ziemią. Oni za punkt odniesienia wzięli kamienice i ustalili, że skoro przeciętna wysokość takiego starego domu to są tam cztery piętra plus parter, co daje około 20 metrów, więc pomnożyli to przez ileś. W każdym razie wyszło im, że ten obiekt nie znajdował się wyżej niż 60 metrów. On w ogóle nie znajdował się wyżej niż 60 metrów nad domami.
Tutaj muszę nadmienić, sprecyzować. I miała gdzieś około ośmiu metrów średnicy. Także mała nie była, trzeba przyznać. Przydała im się też podziałka kątowa w pożyczonej niemieckiej lornetce, dzięki której oszacowali tą odległość obiektu od nich na około 1600 metrów. I to wyglądało wszystko tak, że gdy ta kula wynurzyła się zza ścian budynków, ale i też zza ściany dymów, nadleciała właśnie nad ich stanowiska u wylotu ulicy Bonifraterskiej, w pobliże dolnej południowej części wiaduktu nad torami kolejowymi, dobrze widziane zarówno przez nich, jak i przez jakichś przygodnych obserwatorów niemieckich. Ten obiekt właśnie zaczął-W ogóle zaczęto go ostrzeliwać i to w zasadzie nic nie dało. Niemcy wypruli masę nabojów w kierunku tej kuli, ale wszystkie te kule przechodziły na wylot przez ten obiekt. Dalej to się potoczyło w ten sposób, że kula w zasadzie zupełnie nie zrobiła to najmniejszego wrażenia. Leciała sobie dalej w stronę Starego Miasta i na sekundę dosłownie zatrzymała się, po czym wzbiła wzwyż i zniknęła z wielką prędkością. Co ciekawe, ten obiekt chyba nawet odleciał w podobnym kierunku, z którego przyleciał.
Z tego, co ja pamiętam. Tak to się właśnie skończyło. Kula nadleciała od zachodu i po zatrzymaniu się odchyliła trochę tor o kilkanaście stopni ku zachodowi i jakby z powrotem odleciała, skąd przybyła. Tak to właśnie wyglądało. Natomiast druga sprawa, nie mniej ciekawa, gdzie głównym świadkiem był pan Zenon Sergisz, wydarzyła się w 1944 roku. Oczywiście wtedy też trwało Powstanie Warszawskie i około godziny 11.00, przebywając na ulicy Kruczej, korzystając właściwie z chwilowej przerwy w walkach, świadek oglądał sobie niebo, które nie było pokryte chmurami ani żadnym dymem. W pewnym momencie ujrzał na niebie takie trzy świetlne punkty, które mieniły się właśnie w słońcu. Były małe, ale bardzo jasne i wydawało mu się, że one tkwią tak nieruchomo. Dlatego zaczął je w ogóle obserwować i w pewnym momencie przyleciał jakiś bombowiec. On przeleciał gdzieś tam, krążył sobie, po czym odleciał i kule zaczęły się gwałtownie obniżać i po kilku sekundach opadły tak nisko, że zostały przesłonięte przez jakieś okoliczne bloki.
Ale po chwili pojawiły się znowu i wznosiły się tym razem ukośnie do góry i leciały takim odwróconym kluczem: dwa z przodu, jeden pośrodku i nieco z tyłu. W zasadzie już teraz były widoczne nie jako takie małe punkciki, ale były sporo większe, a więc się musiały przybliżyć i można było ewidentnie zobaczyć kształt tych obiektów, który był kulisty. Wkrótce świadkowi one zniknęły z oczu, ale co ciekawe nie zniknęły na zawsze, bo chwilę później znowu się pojawiły. Ale to było już w ten sposób, że gdzieś na wysokości pół kilometra świadek zaobserwował znowuż bombowiec niemiecki, a tuż pod nim, ocenił to na kilkadziesiąt metrów, leciały te same okrągłe obiekty w takim samym szyku odwróconego klucza. Świadek ocenił ich kształt na taki silnie spłaszczony. Coś pomiędzy taką soczewką a monetą. Były znacznie oczywiście mniejsze od samolotu. Leciały prostopadle do ziemi, to znaczy posuwając się swoją tą największą powierzchnią. Tak to właśnie opisał. Tak to właśnie wyglądało.
Nie wiem, jak one znikły, szczerze powiedziawszy, ale prawdopodobnie po prostu leciały i schowały się za jakimiś budynkami. Tak najprawdopodobniej to wyglądało.
[22:30] - Sprawa była rzeczywiście ciekawa. Pamiętam, że pan Zenon, który to opisywał, był również pod wielkim wrażeniem. Ta sprawa też przypominała troszeczkę inne zdarzenie wojenne, o którym wspominał w swojej książce Arek Miazga. Obserwacje dziwnego obiektu nad Wielopolem Skrzyńskim, także w czasie ostrzału artyleryjskiego, jak w przypadku zdarzenia z Bzowskim. Ale cóż więcej możemy powiedzieć? Te historie rzucają nam dużo światła na to, co działo się nad Warszawą w tym bardzo gorącym okresie i na pewno świadków było dużo więcej. Pozostaje pytanie, czym były te obiekty i jak sklasyfikować je w ogóle w ramach obserwacji UFO? Bo to, co widział Bzowski, rzeczywiście jest kontrowersyjne, bo on tę kulę uważał, może nie w 100% za równoważną latającym spodkom, natomiast na coś, co wykazywało pewne zainteresowanie tym, co dzieje się w dole. Pamiętam ten opis. On wspominał, że tam bodajże płonął dom i ten obiekt był jakby żywo zainteresowany tym, co się dzieje.
Ponadto kule wystrzeliwane z karabinów nie czyniły mu żadnej szkody. Także jest to bardzo interesujące. Ale przejdźmy do kolejnej sprawy, bo po II wojnie światowej nie było chyba miejsca na rozmyślania o UFO. Bezpośrednio po II wojnie światowej w Warszawie i przez pewien czas mieliśmy taką lukę i pustkę, bo kolejna obserwacja ze stolicy, taka obserwacja dużego kalibru to dopiero rok 1961. Chodzi o bardzo kontrowersyjną sprawę, która została jakiś czas temu przypomniana, a mianowicie o wielki obiekt, który był widoczny nad miastem i który oficjalnie miał być balonem.Natomiast nie wszyscy byli tego zdania. Przemku, jak odnosisz się do tej sprawy osobiście? Czy rzeczywiście jest to rzecz w 100% wyjaśniona, czy to jedna z najbardziej kontrowersyjnych i ciekawych spraw, do jakich doszło na niebie nad Warszawą?
[24:49] - Tak, sprawa bardzo ciekawa. Swojego czasu, na początku mojej, nie nazwałbym tego kariery, ale na początku mojej działalności publicystycznej, ufologicznej interesowałem się żywo tą sprawą. Później miałem długą przerwę, jakoś o tym incydencie zupełnie zapomniałem i niedawno odświeżyłem swoją pamięć. Sprawa miała miejsce w 1961 roku nad Warszawą. Świadków było wielu. Świecący obiekt pojawił się na nieboskłonie w zasadzie chyba nie wiadomo skąd. Poruszał się. No właśnie, czy on się poruszał, czy się nie poruszał? Tutaj też pojawia się problem z oceną. Cała obserwacja trwała około ośmiu godzin.
Świadków było wielu, ale oni byli niezależni, dlatego że oczywiście znajdowali się w różnych częściach miasta. Obiekt świecił, ale także błyskał. Co ciekawe, on też emitował niby jakieś światło po zachodzie słońca, ale gdyby zagłębić się w szczegóły, to się okaże, że niekoniecznie może to być super argumentem na rzecz tego, że to mogło być faktycznie UFO, dlatego, że to akurat było obserwowane latem. Po zachodzie słońca jeszcze długo jest jasno. Co możemy powiedzieć? On się poruszał bardzo równomiernie i bardzo powoli. Kształtem przypominał jakiś taki wielobok, taką nie do końca nadmuchaną piłkę futbolową. Coś takiego sobie sugerowało, że może to jakiś balon, z którego ulatuje powietrze na przykład. I on znikł jakoś przed godziną 22. Pojawił się chyba po godzinie 16, z tego, co kojarzę.
Także obserwacja naprawdę była długotrwała i media podały oczywiście oficjalnie informację, że on znikł po trzech godzinach, ale w rzeczywistości on tkwił na tym niebie sporo dłużej, kilka godzin dłużej tak naprawdę. Według jednego ze świadków, który akurat spacerował, przechodził przez las w dzielnicy Bielany, to jest północno-zachodnia część Warszawy, blisko Wisły. I nagle zaobserwował to światło na niebie. I co zauważył? Zauważył właśnie to, że ten obiekt świecił, błyskał również na różne kolory, co jest moim zdaniem ciekawym spostrzeżeniem. A po chwili, po jakimś czasie obserwacji, on to obserwował przynajmniej paręnaście minut, spotkał jakieś wojsko, które przeczesywało okoliczny teren, prawdopodobnie w poszukiwaniu jakichś szczątków tego obiektu, które ewentualnie mogłyby spaść. Co jeszcze ten świadek podkreślił? To, że w średnicy tego obiektu, bo w ogóle jeszcze nie powiedzieliśmy o tym, że do obiektu zostały wysłane myśliwce, Migi 29 prawdopodobnie. Prawdopodobnie Migi 29 to były. Były w liczbie czterech.
Cztery Migi. I świadek powiedział, że w średnicy tego obiektu zmieściłyby się cztery właśnie. A nie, to przepraszam, to ja aż poknociłem. Wysłano oczywiście samoloty, pewnie ze dwa, ale świadek powiedział, że w średnicy tego obiektu zmieściłyby się cztery samoloty właśnie tego rodzaju. Natomiast tutaj to też jest takie, ja bym mógł z tym polemizować, bo to też jest złudne. Dlatego, że porównując to na przykład załóżmy do fotografii, kiedy ja robię zdjęcie jakiemuś obiektowi i ten obiekt jest na tle księżyca, to wraz ze zwiększaniem mojej odległości, załóżmy, że robię zdjęcie samolotu, to wraz ze zwiększaniem mojej odległości od samolotu ten samolot staje się mniejszy oczywiście, a jednocześnie księżyc staje się pozornie większy. A jeszcze jak do tego dodać przybliżanie, załóżmy, jeżeli mamy obiektyw, teleobiektyw i przybliżamy sobie, to wtedy to się jeszcze powiększa. Ten księżyc i samolot w ogóle wpada i staje się coraz mniejszy na tle księżyca. Także to też zależy, jaka była odległość świadka od tego obiektu, bo mi się wydaje, że niekoniecznie mogło być tak, że ten obiekt był jakichś gigantycznych rozmiarów. Także to jest taka dosyć sprawa dyskusyjna, bym powiedział.
Co jeszcze? Tam był jeszcze świadek, na przykład dziecko, które bawiło się w piaskownicy bodajże i obserwowało światło. To światło później zniknęło za budynek. Chłopiec pobiegł z kolegami za tym budynkiem, żeby podążyć za tym obiektem. Ten obiekt dalej tam tkwił i po chwili również zauważył samoloty. Także to jest oczywiście sprawdzona informacja, że samoloty się pojawiły. Na początku, jak usłyszałem, że zaangażowało się w to wojsko, to szczerze mówiącWydawało mi się wątpliwe, że wysyłano by wojsko do balonu w celu zweryfikowania tego, czy to jest rzeczywiście balon, czy jakiś obiekt szpiegowski, bo prawdopodobnie gdyby był to balon, to pewnie nie byłby widoczny na radarze i tak dalej. Ale rzeczywiście wysłano te samoloty i okazało się, że tak naprawdę te samoloty nie są w stanie w żaden sposób osiągnąć tego niezidentyfikowanego obiektu latającego. W ogóle nie mogły osiągnąć jego pułapu. Prawdopodobnie ten obiekt był przynajmniej wielkości jednego myśliwca.
Te samoloty później chyba odleciały z powrotem z tego, co wiem. Natomiast obiekt pozostał dalej na niebie i w pewnym momencie już chyba po prostu znikł za horyzontem. Co tutaj jest ważnego? Sprawa jest właśnie o tyle dyskusyjna, że pamiętam jak dziś w zasadzie tą dyskusję, która się toczyła w internecie między innymi na temat tego, czy obiekt się w ogóle poruszał, czy się nie poruszał, dlatego, że on tkwił tak długo na niebie. Ale według mnie sprawa wygląda tak, że obiekt po prostu leciał bardzo powoli. A biorąc pod uwagę fakt, że Ziemia się obraca, to oczywiście zmienia swoją pozycję, prawda? Do tego jeszcze musimy dodać fakt, że mimo że na dole mogło być bezwietrznie, to na górze jakieś tam wiatry mogły się pojawiać i ten obiekt się przemieszczał, ale według mnie bardzo powoli. Dlatego ciężko jest mi w ogóle ocenić całą tą sprawę. Wydaje mi się, że na początku byłem bardziej przekonany co do tej teorii typowego UFO, że było to typowe UFO. Ale jednak jak przeanalizowałem te wszystkie fakty, które znałem, bo może nie wszystkie poznałem, może nie wszystkie fakty też wyszły na światło dzienne, ale na podstawie tego, co mi się udało zebrać, doszedłem do wniosku, że ten obiekt w sumie mógł być jakimś, załóżmy balonem.
Tylko pytanie, czy meteorologicznym, czy szpiegowskim, prawda? Tam żaden instytut meteorologii nie przyznał się do tego, że wypuszczał jakikolwiek balon. Więc w zasadzie można by było wziąć pod uwagę tylko i wyłącznie balon szpiegowski. Czy to był balon szpiegowski? Nie wiem. Natomiast cały ten obraz właśnie tego obiektu jako załóżmy balonu szpiegowskiego burzy mi taki fakt, że reporter gazety Express uwiecznił obiekt na kliszy. On w ogóle wyglądał dziwnie jak na jakikolwiek obiekt szpiegowski. Nie mówiąc już o balonie meteorologicznym. Ale jeszcze była taka sprawa, że podobno jakieś obserwatorium astronomiczne miało wycelowane w niebo wszystkie lunety. Tak donoszono, ale dziwnym trafem w ogóle żadnego zdjęcia nie opublikowano.
Obserwatorium nabrało pary w usta i na tym się skończyło, więc to wydaje mi się naprawdę zastanawiające. A takie obserwatorium astronomiczne musiało wykonać świetne zdjęcia. Na pewno bardzo szczegółowe. Świetne zbliżenie, świetna jakość obrazu ma taki teleskop czy teleskopy, więc to mi, szczerze mówiąc troszeczkę burzy ten obraz. I powiem szczerze, że gdyby nie ten fakt, to byłbym pewnie bliższy tej teorii balonu szpiegowskiego być może. Tam w ogóle była taka sprawa, że chyba to był jakiś balon, chyba meteorologiczny z Japonii, który zawędrował aż nad Polskę, ale po wystosowaniu chyba jakiegoś pisma do Japonii Japonia oczywiście zanegowała to, więc w zasadzie można by było to wykluczyć. W zasadzie sprawa pozostała nierozwiązana tak naprawdę, niewyjaśniona do końca. Więc szczerze powiedziawszy mam duże wątpliwości. Nie wiem tak naprawdę, co sądzić na temat tego zdarzenia do końca. W ogóle to zdjęcie jest dostępne w internecie.
To zdjęcie oczywiście wykonane przez reportera gazety Express. Chyba nawet ja robiłem zdjęcie tego artykułu w Bibliotece Narodowej. Także jakby ktoś chciał, to można to znaleźć. Bodajże to był chyba Kurier Warszawski i tytuł nosił: „Świecący przedmiot na niebie sensacją piątkowego wieczoru”. I właśnie jest tekst opatrzony takim właśnie zdjęciem reportera. Na ciemnym tle jest właśnie taki jasny, nieregularny obiekt. W zasadzie to chyba by było na tyle, co mogę powiedzieć o tej sprawie.
[36:31] - No właśnie, to sprawa jest niezwykle ciekawa, chociaż wiele osób o niej nie pamiętało i to po części dzięki tobie ona została odkopana i Arkowi Miazdzie została odkopana z tego kurzu.Ale przychodzi mi do głowy inna sprawa, trochę podobna. Nie bardzo podobna, ale trochę podobna sprzed kilku lat. Przemku, pamiętasz taką słynną historię, o której mówiliśmy, o której pisaliśmy na Infrze między innymi, a mianowicie o tych takich obłoczkach z nóżkami sfotografowanymi przez naszego kolegę? Pamiętasz tę sprawę? One również wisiały w miejscu. Nie pamiętam teraz dokładnie, w jakim rejonie Warszawy to było.
[37:16] - Ja pamiętam, bo to było na Targówku właśnie.
[37:20] - No właśnie. I ta sprawa też mi trochę nie daje spokoju, bo do dzisiaj nie udało się wiele wyjaśnić i nie udało się ustalić, co to tak naprawdę było. Masz w tej sprawie jakieś nowe fakty albo jakieś przemyślenia?
[37:34] - Szczerze mówiąc, nowych faktów nie mam. Natomiast z tego, co pamiętam, nawet jeszcze swojego czasu bardziej tym skywatchingiem tak zwanym się interesowałem, czyli obserwacją nieba i łapaniem w obiektyw tych obiektów, to pamiętam, że natknąłem się w ogóle na zdjęcia, ale też filmy z innych części świata właśnie z takimi obiektami. Wyglądały bardzo podobnie, niczym taka chmurka czy taki wacik, taka watka z takim jakimś dziwnym, podłużnym czymś u dołu. To bardzo dziwnie wygląda. Natomiast widziałem też takie same kuliste twory jakieś bez żadnych takich prostych elementów, bo tam to wyglądało właśnie tak, że to był taki grzybek z taką nóżką. Z tego, co pamiętam. I te zdjęcia nawet chyba są cały czas u nas na forum Infra. Nie wiem, szczerze mówiąc, bo jest taka koncepcja, że to mogło być jakieś takie, jak to się nazywa, wypuszczane właśnie przy okazji jakichś świąt, takich jarmarków. Wyleciało mi słowo. Jakieś takie pianki, coś takiego.
Swojego czasu to było popularne, natomiast szczerze mówiąc nie wiem, na ile to może rzeczywiście być jakiś twór właśnie nasz. Ale to, szczerze mówiąc, bo to tkwiło dosyć długo w powietrzu. To nie było tak, że dosłownie minutę, dwie, tylko przynajmniej paręnaście minut. A takie pianki raczej by nie wytrzymały tak długo i nie wiem, czy by się tak wysoko wzniosły w ogóle. Także nie wiem. Natomiast muszę jeszcze powiedzieć, że ja miałem w 2011 roku, w ogóle dla mnie 2011 rok był kluczowy, bo w zasadzie zająłem się tym wszystkim dlatego, że miałem jednego roku, w zasadzie jednego miesiąca, cztery obserwacje, o których może później powiem, jeśli będzie czas i jednej z obserwacji dokonałem od siebie z balkonu latem, w czerwcu. I to było coś takiego, że ja widziałem lecący samolot. On leciał dosyć nisko, myślę, że nie więcej niż tysiąc metrów nad ziemią. I od razu momentalnie zauważyłem, że na prawo od samolotu, chyba niżej, znajduje się jakiś obiekt, który był kulisty, taki metaliczny i miał coś, tak mi się wydaje przynajmniej, że to nie była jakaś halucynacja, że miał taki właśnie podobny, odchodzący od tego korpusu w dół, taki jakiś prosty element podłużny. Więc jeżeli to by się nie przywidziało, to byłby to taki wspólny mianownik z tamtym obiektem.
Oczywiście on tam później zniknął, więc nie udało mi się go sfotografować. Ale nie wiem, szczerze mówiąc. Teraz jakoś takich obiektów się nie widzi, prawda? Ja przynajmniej nic nie słyszałem.
[40:36] - Mało kto wie, że stolica ma też swoją strefę anomalną. Jeziorko Czerniakowskie oraz pobliską górkę. Do jakich zdarzeń tam dochodziło i dlaczego jest to miejsce szczególne?
[40:48] - No właśnie. W zasadzie chyba temat przewodni dzisiejszej audycji, czyli strefa warszawskiego Czerniakowa. To jest dzielnica Siekierki. No właśnie, ta strefa Jeziorka Czerniakowskiego i Górki Czerniakowskiej, która leży nieopodal, to takie właśnie jest ognisko przedziwnych zdarzeń, głównie z końcówki lat 70., lat 80. i początku lat 90. Choć w zasadzie ta zwiększona aktywność UFO miała miejsce na całej długości tego tak zwanego starorzecza Wisły, aż w zasadzie po Górę Kalwarię. To tam właściwie się głównie manifestowały te dziwne obiekty. No i ówcześni badacze mieli tam w zasadzie do czynienia z praktycznie całym spektrum zjawiska UFO. Od świetlistych kul na niebie przez świetliste kule pod wodą. Słyszałem właśnie o takim incydencie.
Przez bliskie spotkania trzeciego stopnia, przez dziury w lodzie w Jeziorku Czerniakowskim zimą, przez przeloty nocne świetlistych obiektów, przez przeloty nocne ciemnych obiektów. Co jeszcze? W zasadzie masa rzeczy. Masa rzeczy w zasadzie w jednym miejscu. Co jeszcze? Również miały tam miejsce objawienia maryjne przed powstaniem warszawskim. W ogóle warto zaznaczyć, że w tamtym czasie ten obszar był dosyć dziki. To były głównie tereny działkowe, więc taka aura tajemniczości musiała być niezwykle duża, bo to, że jest to niezwykłe miejsce, nawet dzisiaj czuć. Powiem szczerze, jak tam czasem bywam. Kiedyś bywałem tam często, teraz rzadko.
Może taka atmosfera się udziela tylko osobom, które znają historię tego miejsca? Nie wiem.Możliwe, ale zawsze jak tam jestem, to czuję się naprawdę wyjątkowo, szczerze mówiąc. Więc wtedy to musiało być naprawdę niesamowite wrażenie. Tym bardziej zważywszy na fakt, że te działki się ciągnęły a ciągnęły. Nie było wówczas trasy Siekierkowskiej, która zajmuje mnóstwo miejsca. Co ważne, żeby nadmienić, że w ogóle to jest teren, zwłaszcza jeziorko i teren wokół Jeziorka Czerniakowskiego to jest teren chroniony, bo tam występuje mnóstwo różnych chronionych gatunków ptaków, zwierząt. Odnośnie tych objawień maryjnych nie wiem, czy koniecznie musimy to wiązać w ogóle ze zjawiskiem UFO, chociaż ma to jakieś powiązanie ze zjawiskiem UFO, ale nie wiem, czy konkretnie w tym miejscu, czy to musimy razem jakoś mieszać, bo może to nie ma specjalnego związku. Niemniej stwierdziłem, że warto o tym powiedzieć. Na cześć tych objawień powstało później sanktuarium Matki Boskiej tuż dosłownie przy tej strefie anomalnej. Co jeszcze mogę powiedzieć?
W zasadzie cała ta aktywność w zasadzie zanikła zupełnie obecnie. Myślę, że wpływ na to, co się tam działo, miał przede wszystkim ten słynny kopiec Górka Czerniakowska. W zasadzie bardzo wiele tych incydentów działo się wokół górki, a sam Czerniaków skupiał też kilka innych ciekawych elementów, które myślę, że właśnie razem mogły mieć wielką siłę oddziaływania i dlatego pojawiały się takie dziwne historie. Musimy powiedzieć o tym, że w tamtym obszarze znajduje się elektrociepłownia Siekierki, która jest źródłem całego pola elektromagnetycznego, które się tam manifestuje. Linie wysokiego napięcia. Co jeszcze? Mamy sztuczny zbiornik Jeziorko Czerniakowskie, które jest sztucznym zbiornikiem. To nie jest naturalny twór. Ta strefa Jeziorka Czerniakowskiego i Górki Czerniakowskiej to było epicentrum przedziwnych zdarzeń, głównie w latach 80., 90. i w końcówce lat 70.
Ale ta zwiększona aktywność UFO w zasadzie była odnotowywana na całej długości tego starorzecza Wisły aż po Górę Kalwarię. Badacze, którzy wtedy działali na tym terenie, mieli do czynienia z całym spektrum tego zjawiska UFO. Od świetlistych kul na niebie, pod wodą czy bliskie spotkania trzeciego stopnia, przeloty nocne obiektów i tak dalej. Co ciekawe, tam miały miejsce również objawienia maryjne, tylko że to było wcześniej. To było tuż przed Powstaniem Warszawskim. Te wszystkie objawienia nie wiem, czy powinniśmy wiązać z tematem UFO w kontekście tego miejsca, bo generalnie oczywiście trzeba jakoś to powiązać, bo wychodzi na to, że to jest jakaś podobna siła, ale nie wiem, czy akurat na terenie Siekierek to jakieś miało powiązania z tymi innymi incydentami, które się tam działy. W zasadzie głównym odbiorcą tych objawień była nastoletnia wówczas Władysława Fronczak, która miała widzieć w zasadzie i Maryję, i Jezusa, i szereg innych symboli. Co ciekawe, Maryja pojawiała się głównie przy wiśni, więc to jest oczywiście znów powtarzający się motyw objawień. Cały zaś charakter tych objawień bym raczej określił jako pozytywny, dlatego że treścią tych objawień było takie wezwanie do poprawy życia w duchu 10 przykazań bożych. Co ciekawe jeszcze, Maryja przepowiadała przyszłość, która się sprawdzała.
Natknąłem się na dosłownie w zasadzie chyba dziesiątki świadectw w internecie objawień maryjnych. Tam wypowiadały się różne osoby, bo oczywiście głównym odbiorcą była Władzia Fronczak, ale tych odbiorców było prawdopodobnie więcej. Oczywiście odbywały się tam pielgrzymki w to miejsce. Matka Boska nieraz się pojawiała prawie że na zawołanie. Co jeszcze warto tam wspomnieć? Myślę, że tam nawet ktoś wspominał, że Matka Boska spełniała nawet życzenia niektórych osób. Oczywiście przepowiedziała powstanie i później nakazywała też wzniesienie świątyni na terenie Siekierek i określiła siebie jako nauczycielkę młodzieży.I tam wzniesiono później kapliczkę, którą w ogóle budowano z gruzów powojennej Warszawy, tak samo jak Górkę Czerniakowską. Była ona rozbudowywana aż do obecnego kształtu z roku 1999. Była tam nawet msza przeprowadzona za pozwoleniem kardynała Wyszyńskiego. Odwiedzał Siekierki kilkakrotnie.
Obiecywał, że wzniesie tam świątynię. I świątynia tam w końcu powstała i można ją odwiedzić także dziś. Natomiast odnośnie Jeziorka Czerniakowskiego, czemu w zasadzie tam manifestowało się tyle dziwności? Kazimierz Bzowski był zwolennikiem teorii, że przyczyniło się do tego w głównej mierze albo może nawet powodowało to szereg takich cech charakterystycznych tego terenu, na które się składały właśnie: skarpa Mokotowska, starorzecze Wisły, między innymi kopiec Górka Czerniakowska, która była piramidą ze ściętym wierzchołkiem. Wówczas nie było jeszcze na niej pomnika Polski Walczącej i również elektrociepłownia Siekierki wraz z rozciągającymi się na całej długości w zasadzie ulicy Bernardyńskiej liniami wysokiego napięcia. I to jeszcze w połączeniu z Jeziorkiem Czerniakowskim, które jest sztucznym zbiornikiem, powodowało prawdopodobnie, wyzwalało w jakiś sposób dziwne zjawiska albo może nie tyle wyzwalało, co umożliwiało temu czemuś w tej sile się tam manifestować. Tutaj głosy są różne i pewnie nie dojdziemy tak naprawdę, przynajmniej w najbliższym czasie, co w zasadzie powodowało przede wszystkim te dziwne zjawiska. Jeszcze może bym wspomniał o tym, że sama Górka Czerniakowska powstała z gruzów właśnie tej powojennej Warszawy i to także zdaniem Bzowskiego w jakiś sposób powodowało, że jakieś tam dziwne rzeczy się pokazywały. Dlatego, że Kazimierz Bzowski wiązał właśnie z tą kwestią temat tak zwanego biopola i emocji, które może przetrzymywać, gromadzić skała czy tam materiał nieożywiony. Właśnie dlatego, że Górka powstała z takiego materiału, to takie właśnie rzeczy, a nie inne się pojawiały w tamtym miejscu.
Ale w momencie, kiedy postawiono pomnik Polski Walczącej, w zasadzie może nie jakoś tak gwałtownie, ale na pewno to zanikło bardzo mocno, aż w zasadzie do zera. Można powiedzieć, że obecnie już w zasadzie od końca lat 90. tam się nic nie dzieje niestety. I wydaje mi się, że to może być dowód na to, że właśnie wszystkie te cechy, o których wspomniałem, tego terenu, to może być dowodem na to, że one wspólnie mogą rzeczywiście coś wytwarzać, prawda? Czy być jakimś pomostem w cudzysłowie dla jakiejś siły. A w momencie, kiedy to połączenie zostało zaburzone przez ten pomnik, to w tym momencie te zjawiska zanikły, zanikają. Więc mam podejrzenie, że w zasadzie tak idąc drogą dedukcji, gdyby ten pomnik zdemontować, to prawdopodobnie jest duża przynajmniej szansa, że znowu by się zaczęło coś tam dziać. Tak mi się też wydaje. Tak to wygląda, prawda?
[53:14] - Przemku, ale ta strefa anomalna warszawska to też słynne historie lądowań UFO. Mówię historie, bo choć entuzjaści UFO na pewno znają sprawę z dziwnym incydentem ze stanu wojennego, to ty całkiem niedawno dotarłeś do zupełnie nowej historii. I ta druga historia jest bardzo egzotyczna jak na polskie standardy, bo opowiada o spotkaniu z małymi humanoidami, które wyszły z dość niedużego obiektu UFO. Natomiast ta powszechnie znana historia odnosi się do spotkania, które zaliczył, jak się dowiadujemy od Bzowskiego, ojciec z synem, którzy widzieli w takiej niecce, w takim zagłębieniu terenu dziwny obiekt, a wokół niego bardzo chude postaci. Ta historia jest nieco przerażająca. Ona zawsze wywoływała u mnie gęsią skórkę. Potem dowiedzieliśmy się, że to zdarzenie miał też widzieć miejscowy milicjant. Chodzi o to zdarzenie z tymi chudymi postaciami. Natomiast ta sprawa z małymi humanoidami, która miała miejsce również niedaleko, została zapomniana. Ty ją przypominasz.
Przemku, czy możesz nam opowiedzieć o tych dwóch sprawach i wyjaśnić, dlaczego ta historia niewielkich humanoidów, które pewnego dnia wylądowały w Warszawie, została na tych bodaj 30 lat zapomniana?
[54:53] - Tak, dotarłem dosłownie niedawno, tydzień temu w zasadzie można by powiedzieć, do niesamowitej historii, o której się dowiedziałem z ustByłego ufologa, pana Dariusza, który współpracował z Kazimierzem Bzowskim, a która to sprawa do tej pory była w zasadzie nieznana. W sumie nie do końca wiadomo czemu. Czy w ogóle Bzowski, nie wiadomo, czy tą sprawę gdziekolwiek publikował, czy nie. Ja się z tym nie spotkałem, ale skoro nigdzie o tym nie słyszeliśmy, to prawdopodobnie nie. Sprawa wyglądała tak, że na terenie działek rekreacyjnych, może nie przy samej ulicy Bernardyńskiej, ale naprawdę w niedużej odległości od osiedla na ulicy Bernardyńskiej, na terenie ogródków działkowych zamanifestowała się po zmroku, latem, dziwna kula. Dziwne światło. Jednym ze świadków było kilku mężczyzn, którzy siedzieli sobie na działce, pewnie gaworzyli. Siedzieli tyłem do ich domku i dostrzegli w pewnym momencie poświatę. Tutaj zaznaczę, że to właśnie ci mężczyźni donieśli Bzowskiemu o tej sprawie. Dostrzegli jakąś dziwną, białą poświatę.
Nie wiedzieli do końca, o co chodzi, więc wstali i przemieścili się w ten sposób, bo to światło dochodziło zza domku. Przemieścili się tak, żeby móc dojrzeć, co to jest. Okazało się, że źródło światła jest na działce sąsiadki i jest nim taka kula. Kula miała nie więcej prawdopodobnie niż metr. Podejrzewam, że mogła być jeszcze mniejsza. I wokół kuli chodziły jakieś dziwne, prawdopodobnie trzy postaci. I te trzy postaci były ubrane w takie srebrne kombinezony i nie miały żadnych hełmów, więc już samo to jest bardzo ciekawe i dziwne jednocześnie. Mieli blond włosy i chodzili sobie wokół tej kuli, po czym po jakimś czasie ta kula, to wszystko znikło. Nie wiem dokładnie. Niestety to w ogóle się wydarzyło pod koniec lat 90., ale nie wiadomo dokładnie kiedy, dlatego, że pan Dariusz nie ma takiej super pamięci do tych dat.
Ale on oczywiście o tym opowie pod koniec audycji. Pod koniec lat 70. głównym świadkiem w zasadzie była kobieta, właścicielka działki, na której to się wydarzyło. Jednak ta kobieta była na tyle wystraszona, że schowała się w domku i całą obserwację obserwowała z wewnątrz, ze środka domu. Niestety prawdopodobnie wstyd, jakaś obawa przed ośmieszeniem nie pozwoliły jej, żeby nawiązać jakikolwiek kontakt z ufologami. Nie było z nią żadnego kontaktu, jedynie z tymi mężczyznami, sąsiadami był kontakt. Co ciekawe, ten obiekt pojawiał się również w następnych dniach kilkukrotnie, mniej więcej w tym obszarze. To znaczy nie wiadomo dokładnie, czy to konkretnie na tej działce, czy gdzieś obok, ale pojawiał się niestety już bez załogantów. Co jeszcze ciekawe, o czym nie powiedziałem, to ci załoganci podobno próbowali się skontaktować z tą kobietą w jakiś sposób, ale niestety to do skutku nie doszło. Nie wiadomo, jak to by się wszystko rozwinęło, prawda?
Więc ci mężczyźni donosili później, że ta kula się jeszcze pojawiała. Następnego dnia prawdopodobnie została cała sprawa udokumentowana. Ufologowie się tam udali i co zanotowali? Zanotowali, że w miejscu, gdzie unosiła się kula, bo ona nie przyziemiła, ona tylko się unosiła nad ziemią, widoczny jest taki ślad okrągły, średnicy mniej więcej metra, gdzie trawa jest bardziej nasycona. Nie było tam wypaleniska, tylko trawa miała wzmocnioną barwę. Poczyniono też pomiar liczczykiem Geigera, z tego, co wiem. I również zarejestrowano odchylenie od normy. Nie było jakieś super duże, ale było. Pojawiło się odchylenie. I w zasadzie to tyle, jeśli chodzi o takie kwestie merytoryczne związane z tą sprawą.
Nic więcej nie udało się żadnych informacji uzyskać. Sprawa jest rzeczywiście nietypowa i w skali miasta Warszawy, jak i chyba całego kraju, bo takich zdarzeń nie było jakoś super dużo, gdzie pojawiały się takie małe postaci. Pojawiały się, ale nie aż w takiej ilości. Nasuwa mi skojarzenie właśnie z tymi malezyjskimi bliskimi spotkaniami w latach 70., 80., bo tam też takie rzeczy się pojawiały. Mnie bardzo zainteresował fakt, że te istoty miały skafandry. Kiedy pan Dariusz mi o tym powiedział, to tak mnie mocno pobudziło, bo od razu uruchomiła się wyobraźnia i pomyślałem sobie, że może faktycznie byli to jacyś prawdziwi przybysze z krwi i kości. Ale niestety fakt, że nie mieli hełmów troszeczkę to komplikuje. Tak że nie wiem. Chociaż idąc takim tropem, że mogą zrobić wszystko, to równie dobrze mogą się pojawić bez hełmów, prawda? Tylko że po co im wtedy te skafandry?
Tak że tak wyglądała ta sprawa. Natomiast później, w roku 1982 miało miejsceNie mniej ciekawe zdarzenie, które wydarzyło się zimą. Nie, przepraszam, to była późna jesień. Pojawiały się już przymrozki i ojciec z synem, który udał się na działkę po jabłka, w zasadzie byli głównymi świadkami. Poszli po te jabłka i kiedy wracali, już była godzina policyjna. Było bardzo ciemno. W zasadzie była noc, można powiedzieć. To już było grubo po dziesiątej, a nawet jedenastej w nocy. W momencie, kiedy wracali, nagle poczuli jakiś dziwny swąd, jakby coś się paliło. Pomyśleli sobie, że trawa.
W pewnym momencie zaczęli dostrzegać poświatę pomarańczową, więc kiedy już byli bardzo blisko, podeszli do jakiegoś krzaku bzu i zza niego zauważyli coś, co w zasadzie poraziło ich. Dostrzegli obiekt w kształcie takiego bochna chleba, coś w tym guście. To w ogóle można zobaczyć sobie na moim blogu. Cała sprawa była opisana. Powstała nawet grafika na podstawie właśnie tej relacji, która mniej więcej oddaje, jak to mogło wyglądać. Wokół tego obiektu chodziło kilka postaci, które były już normalnych rozmiarów, to znaczy około półtora metra. Były dosyć wątłe i jedna z nich miała jakąś świecącą całość w ręku, jakiś taki dysk niedużych rozmiarów i sprawiały wrażenie, jakby czegoś szukały. Nie wiadomo czego. Ta postać z tym dyskiem chodziła, jakby wykrywała tym dyskiem coś, co mogło się znajdować pod ziemią. Ale czego mogły szukać?
Nie wiadomo. Przestraszeni świadkowie w zasadzie czmychnęli stamtąd z powrotem do siebie na działkę i czekali aż do rana w swoim domku. Co ciekawe, był jeszcze jeden świadek, który był funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej i obserwował całe zdarzenie z jakiegoś górnego piętra, prawdopodobnie z dziesiątego piętra, z balkonu za pomocą lornetki i doniósł o tym zdarzeniu razem z tamtymi świadkami na jednym ze spotkań właśnie Kazimierza Bzowskiego. On tam organizował z kolegami takie właśnie prelekcje, tego typu spotkania. Ta grupa się w zasadzie spotykała cały czas, omawiała różne sprawy, ale też organizowali dla mieszkańców, głównie byli to emeryci, jakieś tam spotkania. Wtedy się ci świadkowie ujawnili. Natomiast ja liczyłem, szczerze mówiąc na to, że może jacyś świadkowie się odezwą. Niestety się nie odezwali. Próbowałem nawet swojego czasu dotrzeć do tego milicjanta. Liczyłem się oczywiście z tym, że jest duże prawdopodobieństwo, że już nie żyje, dlatego, że minęło sporo lat, więc siłą rzeczy musiała to być już osoba starsza.
Być może żyje, ale nie dotarłem niestety. A na pewno gdybym miał zeznanie tej osoby, to by było na wagę złota. To chyba tyle, jeśli chodzi o te dwa bliskie spotkania. Ewentualnie jeszcze coś mogę dodać, jeżeli mi się przypomni za chwilkę.
[01:05:00] - To lądowanie to nie jedyna gorąca sprawa z tego okresu. W Warszawie doszło też do kilku abdukcji. Chodzi tu nie tylko o sprawę pana Ruska, ale też mężczyzny, który spotkał się z obiektem w formie szczeżui, a potem stało się coś dziwnego. Co?
[01:05:18] - Właśnie. Jeśli chodzi o sam temat abdukcji, to szczerze mówiąc nie mam za dużo informacji na ten temat. Być może nie było ich tam tak dużo. Wiem, że miało miejsce kilka abdukcji, natomiast nie znam żadnych szczegółów. W zasadzie wszelkie materiały po Kazimierzu Bzowskim zaginęły lub zostały przejęte lub po prostu zniszczone. Pozostał już w zasadzie tylko jeden były członek tej grupy badań. Natomiast on także niekoniecznie pamięta wszystkie sprawy. Jeśli chodzi o na pewno wymieniony tutaj przed chwilą w pytaniu pan Rusek. Pan Rusek również był poddawany abdukcji. Trzeba tutaj podkreślić, że panów Rusków jest dwóch, bo są to bracia bliźniacy, co jest dosyć symptomatyczne.
Oni w zasadzie od dziecka mieli jakieś dziwne historie. Dziwne historie im się przydarzały. Natomiast jeśli chodzi o sprawę szczeżui, ta sprawa w zasadzie wydarzyła się na terenie Mokotowa i głównym świadkiem właśnie był pan Rusek. Był pan Krzysztof Rusek, który wracał któregoś mroźnego wieczora do domu i zobaczył, że na początku podwórza stoi coś takiego naprawdę dziwnego między budynkami dosłownie. Było to zbliżone do takiej wielkiej, jak to nazwał, szczeżui, więc takiej jakby małży słodkowodnej. Miało taką skorupę i składało się z takich dwóchPodłużnych pokryw. Stało to w ten sposób, że było obrócone przednią szczeliną ku panu Krzysztofowi i ze środka biło takie żółto-pomarańczowe światło, co zaintrygowało pana Krzysztofa. Podszedł do tego czegoś i jakoś nie odczuwał strachu przed tym w ogóle. I w momencie, gdy podszedł, stało się coś nieoczekiwanego, bowiem został obezwładniony w jakiś sposób i zassany do tego wnętrza. Jak to zrelacjonował, oblepiło go światło i poniosło w głąb.
To światło było takie kleiste, jak on to określił. Leciał dosłownie, odniósł wrażenie, jakby to było kilka minut, takim jakimś tunelem, aż znalazł się gdzieś nie wiadomo gdzie, a wokół niego gromadziło się kilka postaci w takich lśniących kombinezonach. Od tej chwili można powiedzieć, że pan Krzysztof już nic nie pamięta. Urwał mu się film. Niestety był zupełnie odporny na hipnozę. Nie dało się niczego wydobyć z niego. Miał jakąś taką blokadę nałożoną na świadomość i to, co zapamiętał, to to, że kiedy się obudził... Jeszcze nadmienię, że zanim wpadł do tego czegoś, to była godzina około 22:00, a kiedy się obudził, była godzina po północy. Jakby nie było, to dwie godziny brakującego czasu. Więc ten missing time się pojawił tak zwany.
I co ciekawe, po tym obiekcie nie było ani śladu. Natomiast pan Krzysztof, jako że wówczas pracował jako hydraulik, wracał do domu z torbą pełną narzędzi. Kiedy się obudził po całym zajściu torby nie było. Natomiast leżały na ziemi narzędzia, które nie były jakoś bezładnie rozrzucone, lecz były tak jakby zlepione. Tak jakby zadziałało na nie jakieś pole elektromagnetyczne.
[01:09:56] - Jakiś rodzaj magnetyzmu.
[01:09:58] - Tak. Właśnie jakiś rodzaj magnetyzmu musiał to spowodować. No i co? I w zasadzie tak się skończyła cała ta sprawa. Torbę Szaszuja sobie wziął na pamiątkę. Może brzmieć to naprawdę śmiesznie, ale poznałem pana Krzysztofa. Poznałem również jego brata. Zresztą czytelnicy mojego bloga na pewno znają tych ludzi i śledzą ich różne historie, bo publikuję co jakiś czas różne przygody, które im się przydarzają, a przydarzają im się nadal. Z tym że z różną częstotliwością i tak naprawdę jest to od nich zupełnie niezależne, bo są to kontaktowcy swojego rodzaju. I co mogę powiedzieć?
Obaj panowie są dosyć wiarygodni, co także potwierdza pan Dariusz Byufolog. Oni się w zasadzie znają już tych dobrych parędziesiąt lat. Naprawdę są to osoby wiarygodne. Mają przeróżne zdolności, od prekognicyjnych aż po naprawdę bliskie spotkania. Jest to naprawdę niesamowite. I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o tą sprawę. Tyle mogę powiedzieć w tej kwestii.
[01:11:32] - Dziękujemy. Masz rację Przemku, pewnie Szaszuja tą torbę i klucz francuski trzyma sobie gdzieś do dzisiaj. Być może pokazują to w ichniejszym muzeum. Panowie Ruskowie, jeżeli mogę tak powiedzieć, to rzeczywiście postaci bardzo ciekawe, bo ja nazywam takie osoby może nie kontaktowcami, bo kontaktowcy to są osoby, które działają tak jak channelingowcy. Czyli oni nastawieni są na przekazywanie treści. Natomiast w ufologii angielskiej funkcjonuje takie określenie jak experiencerzy. Po polsku to brzmi „doświadczacze”, więc brzmi dość głupio. W każdym razie są to osoby, które nie są tak bardzo nastawione na uzewnętrznianie tego, co otrzymują. To znaczy przeżywają to wsobnie, natomiast nie mają parcia na szkło. Nie mają takiej chęci do dzielenia się wszystkimi swoimi doznaniami i nawracania innych.
Myślę, że kontaktowcy to raczej termin, dla mnie przynajmniej, pejoratywny. Dlatego że kontaktowcy, a kilku ich widziałem, zachowywali się zwykle dość specyficznie. Nie chcę powiedzieć, że byli upierdliwi, ale bywali. Natomiast tutaj mamy do czynienia z czymś zupełnie innym i z czymś ciekawym. Przemku, ty możesz to powiedzieć z doświadczenia. Ja przysłuchiwałem się wielu relacjom panów i rzeczywiście jest to ciekawe i też rzuca nowe światło na... Może nie nowe światło, ale też pokazuje nam, że zjawisko UFO może się rozgrywać na takiej płaszczyźnie, o której pisał doktor Mack, czyli na tej płaszczyźnie między rzeczywistością materialną a rzeczywistością nie chcę powiedzieć niematerialną, bo Bo to wyszłoby troszkę masło maślane, ale rzeczywistością duchową lub mentalną, raczej mentalną, że między tym jest jeszcze coś i w tym dzieje się ufologia i tam mieszka UFO. Niektórzy nazywają to innym wymiarem, ale to osobna sprawa. Przemku, my tutaj cały czas rozmawiamy o Warszawie i taką wybijającą się postacią był dla niektórych Kazimierz Bzowski. Wiemy, że tych osób skupionych wokół jego grupy było więcej, ale Bzowski był tym, który lubił się pokazywać.
Nie oszukujmy się, Bzowski lubił się pokazywać, lubił szum, ale nie wszystkim się to podobało. Pamiętam taką sytuację, dość kontrowersyjną, kiedy Zbigniew Blania-Bolnar, czyli słynny ufolog od Emilcina, ten, który zajmował się sprawą Jana Wolskiego, nazwał chyba Bzowskiego starą małpą, z tego, co dobrze pamiętam. To pokazuje, jak bardzo się nie lubili. I to pokazuje, że Bzowski nie zawsze był traktowany serio przez niektórych. To znaczy troszeczkę było w tym jego winy, moim zdaniem. Jeżeli mam to jakoś uzasadnić, to przypomnę sobie tylko te jego artykuły pisane na przykład dla „Gwiazdy mówią” czy jego występy w telewizji, gdzie często może nie ubarwiał, ale podawał tak dziwne szczegóły, że osoby, które tego słuchały, mnie to na przykład nie szokowało, bo ja czy Przemek, czy Marek, czy inni goście debat znają dzisiaj pojęcie wysokiej dziwności i wiedzą, że UFO to bardzo zróżnicowane zjawisko i często bardzo dziwne zjawisko. Im dziwniejsze, tym ciekawsze. Natomiast Bzowski potrafił przyjść do talk show Mariusza Szczygła i opowiedzieć o historii, że jakiś Polak przykleił się do latającego spodka i poleciał do Szwecji. Osoba, która to słyszała z widowni, raczej nie spojrzała na problem UFO z zaciekawieniem. Pamiętam też takie historie, które opisywał w miesięcznikach, w prasie.
Rzeczywiście one budziły czasami uśmiech politowania. Dla mnie jest to postać, którą bardzo trudno ocenić, bo on z jednej strony pisał o sprawach ciekawych, arcyciekawych, a z drugiej strony publikował artykuły o kosmicie, który siedział na ławeczce w parku albo o tym, jak emerytka szarpała się z obcym o kołdrę. I Przemku, pytanie do ciebie: jak oceniasz w ogóle Bzowskiego jako postać, jako ufologa? Co sądzisz o jego filozofii UFO i o sieci Wilka? Bo sieć Wilka to jest coś, co się wiąże nierozłącznie z jego postacią i z postacią Mirosława Wilka, radiestety, który jak twierdził, odkrył sposób albo odkrył metodę, którą wykorzystuje UFO do pojawiania się w naszej rzeczywistości. Nie oszukujmy się, sieć Wilka jest dla zwykłego człowieka niezrozumiała. Natomiast oni twierdzili, że coś takiego wynaleźli i wiedzą, jak to działa. Przemku, jak ustosunkowujesz się do tej koncepcji? I zadam to pytanie jeszcze raz: co sądzisz o Kazimierzu Bzowskim?
[01:16:54] - Kazimierz Bzowski rzeczywiście postać bardzo barwna, kontrowersyjna troszeczkę. W zasadzie może nie troszeczkę, pełna sprzeczności, ale dzięki właśnie jemu między innymi ja w ogóle się tym tematem zainteresowałem w ogóle, więc mam u niego dług wdzięczności, muszę przyznać. Niemniej staram się obiektywnie zawsze oceniać wszystko, więc również pana Kazimierza obiektywnie ocenić muszę. I cóż, pan Kazimierz Bzowski był z wykształcenia w ogóle chemikiem, więc był naukowcem. Jak już wspomnieliśmy, pierwszą obserwację UFO miał podczas Powstania Warszawskiego. Nie wiem dokładnie kiedy, ale prawdopodobnie kiedy był już na emeryturze, a chyba pojawił się na emeryturze wcześniej, niż pojawiłby się przez to, że nawdychał się jakichś oparów w trakcie właśnie powstania, kiedy przechodzili przez kanały, ewakuując się i prawdopodobnie na emeryturze zajął się zgłębianiem zjawiska UFO. No i tak się jakoś dziwnie złożyło. Nastąpił jakiś dziwny zbieg okoliczności, że akurat tam, gdzie mieszkał, działy się tak dziwne rzeczy. Można powiedzieć, że znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Może to nie był zbieg okoliczności?
Pewnie niektórzy tak powiedzą. I cóż, Kazimierz Bzowski nie działał sam. Działał razem z kilkoma osobami, w zasadzie głównie z panem Dariuszem Piechockim, z panem Miłosławem Wilkiem, z panem Pawłem Żarnochem i jeszcze z kilkoma osobami, których nazwisk nie wymienię, bo ich nie znam. Ale oczywiście trzeba to powiedzieć, że były inne osoby. Można powiedzieć, że tworzyli taką grupę, tak zwaną Grupę Badania UFO. Tak się nazywali nieoficjalnie, bo to nie było oficjalne, żadna grupa, stowarzyszenie, nic takiego. Więc prawdopodobnie też między innymi dlatego patrzono na nich troszeczkę z góry. Mi się wydaje. Tutaj, zwłaszcza przez panów Krzysztof Piechota czy Bronisław Rzepecki, utrzymywali zdrowy dystans, bym powiedział delikatnie do nich. Nigdy chyba nie współpracowali z tego, co mi wiadomo.Natomiast co ciekawe, a dowiedziałem się o tym niedawno, pan Krzysztof Kiechota razem z Bronisławem Rzepeckim, można powiedzieć, że zainteresowani tymi eksperymentami fotograficznymi, których dokonywali Kazimierz Bzowski zresztą i nie dowierzając jednocześnie im, próbowali sami to zweryfikować.
Sami próbowali robić takie eksperymenty, bo nie mogli uwierzyć, że nie tyle może im, co po prostu, że tyle manifestacji tam miało miejsce w tym terenie, że praktycznie na zawołanie można coś sfotografować. Oczywiście może nie do końca się z nimi liczono, ale myślę, że spędzali sen z powiek niejednemu badaczowi ufologii. Co dalej mogę powiedzieć? Kazimierz Bzowski w zasadzie z jednej strony starał się dosyć rzetelnie podchodzić do tego, co robi. Zawsze z tego przynajmniej, co mi wiadomo, poważnie podchodził do dokumentowania zjawiska, do rozmowy ze świadkami. Bardzo poważnie. Zawsze był gotowy do wyjazdu w teren. Również pojawiali się na piktogramach na pierwszych kręgach, też w Polsce. Problem jest taki, że Kazimierz Bzowski lubił czasem coś tam podkoloryzować. Taka już była jego natura, co niekoniecznie się podobało innym współpracownikom, bo to, co pan Kazimierz czasem opublikował, niekoniecznie opublikowaliby inni z tego, co się dowiedziałem.
Pan Kazimierz czasem potrafił coś dodać do jakiejś historii, co niekoniecznie pozytywnie wpływało na jego wiarygodność. To prawda, ale osoba, która zagłębi się w jego działalność, myślę, że dojdzie do wniosku, że jednak to jest mały efekt uboczny jego natury, który nie może przekreślić tego, co on zrobił dla ufologii, dla polskiej ufologii.
[01:21:55] - Dodajmy, Przemku, że w książkach jego już tego nie było.
[01:22:01] - W jego książkach tak. Tych książek było kilka. Zgadza się. Chociaż może tam jakiś element się pojawił, ale nie było tego tak dużo. Na pewno nie było o osobie, która została przylepiona przez UFO od spodu i przeniesiona gdzieś. To fakt. Co jeszcze mogę powiedzieć? Pan Kazimierz współpracował z naukowcami, między innymi z panią Fossar, która jest fizykiem i mieszka w Niemczech. Pani Fossar współpracowała z panem Bludorfem, jeśli nie przekręciłem nazwiska, który także jest fizykiem, więc oni często się spotykali i wymieniali różne poglądy. Co więcej, pan Kazimierz był o tyle niezwykłą postacią, że mimo swojego wieku, a miał już wtedy co najmniej 60 lat, bym powiedział, w zasadzie utrzymywał różne kontakty i nawiązywał zagraniczne kontakty internetowe przede wszystkim.
Z tego, co wiem, korespondował z różnymi osobami parającymi się ufologią spoza Polski. Co ciekawe, zajął się programowaniem, co wydaje mi się dla wielu osób w jego wieku obecnie jest w zasadzie czymś fantastycznym, wręcz niemożliwym, żeby zająć się czymś takim i jeszcze to opanować. A pan Kazimierz to opanował. Więc naprawdę był to niezwykły umysł, powiem szczerze, naprawdę niesamowita postać. Do końca życia jego umysł był trzeźwy. Niestety odszedł. Co mogę powiedzieć? Na pewno później będziemy o nim więcej mówić w kolejnych pytaniach. Natomiast skupiał inne osoby wokół siebie, takich stałych współpracowników, do których należał pan Dariusz, który miał zdolności i ma nadal radiestezyjne. Także pan Miłosław Wilk, który był wybitną postacią, jeszcze wybitniejszą niż Kazimierz Bzowski.
Niestety nie było mi dane go poznać. Wielka szkoda. Jedyne co, to udało mi się odsłuchać dosłownie fragment jakiejś rozmowy radiowej z lat 90., gdzie on udzielił głosu, ale to dosłownie chwilę, bo tak to jest, że naukowcy geniusze bywają niezrozumiali często. Powiedział dosłownie parę słów, po czym głos przejął ktoś inny, już nie pamiętam kto, ale usłyszałem go i być może kiedyś to jakoś mi się uda zdigitalizować i wrzucić na bloga. Pan Mirosław Wilk był pracownikiem technicznym, umysłowym, pracował w Świerku i w Warszawie i miał zdolności radiestezyjne. Miał dosyć mocne te zdolności. Był naprawdę osobą sensytywną. Pan Mirosław w zasadzie w pewnym momencie zauważył, że za pomocą różdżki może odkryć rzeczy, któreKtóre do tej pory nie były odkrywane, przynajmniej w Warszawie i w Polsce, a które wiązały się z UFO. Pierwsze olśnienie, z tego, co wiem, miało miejsce właśnie w Chałupach w bodajże 1981 roku, kiedy to odkrył, że w miejscu lądowania jego różdżka, a więc i on, bo różdżka jest jedynie narzędziem, a wszystko dzieje się przez osobę sensytywną, reaguje na jakiegoś rodzaju promieniowanie. Pan Miłosław przeszedł pieszo cały Półwysep Helski, odkrył tam różne ciekawe rzeczy i później te zdolności wykorzystywał na własnym podwórku, w Warszawie.
W zasadzie na terenie całej Warszawy, ale w ogóle i Polski, bo był osobą mobilną i zawsze gdzieś podjechał i próbował coś odczytać za pomocą różdżki. I tak właśnie powstała koncepcja sieci Wilka od nazwiska pana Miłosława, ponieważ odkrył on, że istnieje swojego rodzaju sieć promieniowania, jakaś sieć energetyczna, która oplata Ziemię. W zasadzie nie tyle on odkrył, bo to był chyba już motyw znany od setek lat. Przecież różne budowle, co ważniejsze, czy to obiekty kultu religijnego, czy jakieś ważniejsze urzędy budowano w miejscach mocy i nadal się to praktykuje, więc już ta wiedza musiała być znana. Musiano wiedzieć, że jakieś linie energetyczne istnieją, oplatają Ziemię. Zaś pan Miłosław odkrył to, że w miejscach pojawień się UFO, nie tylko lądowań, ale w miejscach, gdzie pojawiało się UFO, ale także, co ciekawe, gdzie może się pojawić UFO, występuje zwiększona aktywność promieniowania, które on może odczuć za pomocą różdżki. I w ten sposób można było na przykład przygotować się na pojawienie jakiegoś dziwnego czegoś w przestrzeni. Często okazywało się, że gdzie pan Wilk odkrył jakiegoś rodzaju silne promieniowanie, którego wcześniej tam nie było, można było się przekonać, że rzeczywiście coś tam się później dzieje i często to uwieczniano na kliszy fotograficznej, a czasem nawet gołym okiem. Także faktycznie pan Miłosław był osobą sensytywną i odczuwał takie subtelne promieniowanie. Co jeszcze trzeba powiedzieć?
Pan Miłosław doszedł do wniosku, że za pomocą tego można odczytywać również jakieś zdarzenia z przeszłości, niekoniecznie związane z UFO, bo także zdarzenia historyczne. Pan Miłosław współpracował z archeologami. Myślę, że niewiele osób wie, że za prośbą archeologów udał się na miejsce bitwy pod Grunwaldem, aby znaleźć dokładne miejsce, gdzie to się wydarzyło. Do tego stopnia. I znalazł jakiś obszar, gdzie się mogła skumulować cała ta bitwa. Można powiedzieć, że pan Miłosław uzyskiwał wgląd w coś, co byśmy nazwali polem morfogenetycznym czy Kroniką Akaszy, w której rzekomo coś może być zapisane. Nie coś, a w zasadzie wszystko. Całe dzieje ludzkości i dosłownie wszystko. I być może uzyskiwał w to wgląd. Na marginesie dodam, że pan Rusek, jeden z braci, również kiedyś, co prawda nie kontrolował tego, ale uzyskiwał jakiś wgląd w Kronikę Akaszy ponoć.
Nie jestem w stanie tego zweryfikować, niestety. I cóż, ta sieć Wilka. Co to właściwie jest? Po jakimś czasie badań ustalono, że jest to jakaś fala ultradźwiękowa, niesłyszalna dla ludzkiego ucha. Co ciekawe, sieć Wilka, może żeby to uściślić bardziej, to jest coś takiego, że w miejscach, gdzie krzyżują się linie energetyczne, o których mówiliśmy, pojawiają się jakiegoś rodzaju kanały i poprzez te kanały, wszystko na to wskazuje przynajmniej, że tymi kanałami podróżowały obiekty UFO. Tak właśnie było w Chałupach, gdzie ludzie obserwowali najpierw na plaży różową chmurkę, która leciała nad plażą równolegle do plaży, po czym prostopadle się skierowała na wydmy i na las okoliczny. I tam się już później zmaterializowało to w jakiś obiekt, powiedzmy w cudzysłowie zmaterializowało. O to właśnie chodzi, że tymi kanałami te obiekty się poruszały i być może UFO wykorzystuje tego rodzaju promieniowanie do przenikania na naszą planetęCzy z wszechświata do wszechświata, czy ze świata równoległego do równoległego innego. W zasadzie nieustalone, bo nikt do tej pory nie wie, z czym mamy do czynienia. Co ciekawe, sceptyków jest mnóstwo, było ich mnóstwo, jest ich mnóstwo i będzie ich wielu nadal.
I to jest zrozumiałe jak najbardziej. Ale zła wiadomość dla sceptyków jest taka, że to promieniowanie udało się zarejestrować. Takie zdjęcie wykonane aparatem analogowym uczulonym na podczerwień, w zasadzie wykorzystującym kliszę uczuloną na podczerwień. Zostało poczynione zdjęcie. Nie wiem, czy przez Kazimierza Bzowskiego, czy przez pana Dariusza, gdzie prawdopodobnie sfotografowano właśnie taki kanał, takie promieniowanie i jest to nawet dostępne w którejś z jego książek. Nie jestem pewien, w której. Chyba jest to „Sieć wilka”. Tak, bo nawet mam to pod ręką, więc mogę to sprawdzić i potwierdzić, że tak. Zdjęcie zostało wykonane w ciągu dnia, co też jest ciekawe. Widać bloki i widać to promieniowanie.
Jest takie różowawe, widać takie prostopadłe linie. Wygląda to naprawdę ciekawie. Co jeszcze trzeba powiedzieć? Sieć wilka składa się w zasadzie z oczek, tak zwanych oczek sieci. Występuje coś takiego jak oczko dwukrotne i te oczka później są krotności. Oczko dwukrotne, inaczej podwójne, to jest cztery na pięć metrów. Wyczuwalne oczywiście radiestezyjnie, ale pojawiały się też oczka większe, 18 na 22,5 metra. Z tym że to jest takie dosyć sztywne, bo to są oczka cztery na pięć metrów, potrójne sześć na 7,5, później poczwórne osiem na 10 i tak dalej. Co ciekawe, te oczka się zwiększały. To właśnie jest to, o czym mówiłem, że można było przewidzieć, że coś się pojawi i kiedy coś się miało pojawić, oczko się powiększało.
Tak to zazwyczaj działało. Co jeszcze można powiedzieć o tym? Kazimierz Bzowski także sfotografował na terenie Górki Czerniakowskiej takiego rodzaju promieniowanie albo może jakiegoś innego. Ciężko powiedzieć, co to dokładnie było, ale to zdjęcie także jest w jednej z jego książek i sfotografował je kliszą kolorową. Widać ewidentnie jakiegoś rodzaju promieniowanie. Prawdopodobnie jest to do uchwycenia, ale tylko w specyficznych warunkach, kiedy jest określona wilgotność powietrza. Dlatego, że te drobinki pary wodnej i załamujące się światło mogą w taki sposób zagrać, że to promieniowanie uda się naprawdę zarejestrować. Z tym że prawdopodobnie aparatem cyfrowym nie, prawda? Tak to już niestety jest. Państwo Fossarowie czy tam pani Fossar i pan Bludorf w owym czasie wyrażali naprawdę duże zainteresowanie tym odkryciem i sami mówili, że prawdopodobnie w Niemczech dostaliby już za to odkrycie Nobla i nawet opisali ten temat w swojej książce „Dziedzictwo Avalonu” bodajże.
Tak to wygląda. Cóż, na pewno warto jeszcze wspomnieć o panu Pawle Żarnochu, który niestety niedawno od nas odszedł, a którego udało mi się już poznać. Pan Paweł Żarnoch również był radiestetą. Był filmowcem. Skończył Politechnikę Warszawską, pracował w Telewizji Polskiej przy montażu filmów i tak dalej. Pan Paweł może mniej się interesował samym zjawiskiem UFO, za to samą radiestezją, jakimiś energiami, subtelnościami. Gdy go odwiedzałem, zawsze pracował nad czymś. Nawet pisał książkę, która nie była gotowa. Zawsze mówił, że jeszcze tam coś musi pozmieniać, dodać. I niestety, mimo że się oferowałem, nie zdążyłem.
Pan Paweł zachorował i odszedł. Zmarł rok temu albo niecały rok temu, więc wszystkie materiały po panu Pawle zaginęły. W zasadzie zostały zaprzepaszczone. Jeśli chodzi o pana Kazimierza Bzowskiego, to to samo musimy powiedzieć, że materiały po nim zaginęły. Części materiałów pozbyła się jego żona, z którą rozmawiałem, a która powiedziała mi, że przekazała je jakimś kolegom pana Kazimierza. Pan Kazimierz miał to w ogóle zapisane, nie wiem, czy wszystko, czy większość na komputerze. Jak już mówiłem, był bardzo biegły w tych sprawach. Nie sprawiały mu one problemów i ona te komputery pooddawała, a część wyrzuciła. Tak powiedziała. Niestety tak to wygląda.
Do tych materiałów nie da się niestety już dotrzeć, bo chyba wszystkieSzlaki przetarłem. Niestety nie da się tego w żaden sposób odzyskać. To samo po panu Paule Jarneult. Jeszcze oczywiście był pan Michał Zawadzki, który w latach 90. dołączył do Grupy Badań UFO. Było jeszcze parę innych osób, w tym mężczyzna, młody człowiek, który bardzo się zapalił, chciał badać te sprawy, ale ta siła mu nie pozwoliła na to. Raz miał jakiś dziwny wypadek, później w domu jakieś dziwne istoty go nawiedziły, więc musiał przestać.
[01:38:26] - Ta sprawa z tym dziwnym wypadkiem to również kuriozalny element, a z drugiej strony ciekawy. Może przejdźmy teraz do tych dziwnych spraw z archiwum.
[01:38:43] - Tak teraz mi się przypomniało. Może bym uzupełnił poprzednią wypowiedź o to, że w sieci Wilka występują tak zwane kanały penetracyjne, jak to określił pan Wilk, które docierają wszędzie, gdzie coś je zainteresuje. Może to być rzecz, jakieś wydarzenie, jakiś ośrodek kulturalny typu biblioteka, a może to być człowiek. Pan Wilk potrafił za pomocą takiego kanału dotrzeć do miejsca, którego nie znał. Na przykład, o czym się dowiedziałem niedawno, kiedy pan Dariusz zaprosił pana Wilka do siebie, bo gdzieś mieli się udać. Pan Dariusz chciał podać swój adres, ale pan Wilk powiedział: „Trafię do ciebie”. I trafił za pomocą tego kanału, jakież było wielkie zdziwienie pana Dariusza, kiedy zobaczył Wilka przed swoją klatką. Co ciekawe, pan Kazimierz z Wilkiem stworzyli taką teorię, że za pomocą tych kanałów jakaś inteligencja skądś mogła docierać do nas na Ziemię, bo te kanały w ogóle biegły tak naprawdę do samej ziemi, do gruntu od jonosfery. Później one zanikały podobno. I stworzyli taką teorię, że za pomocą formy informacji jakiś obiekt może do nas dotrzeć tym kanałem i zmaterializować się już na samej dole, na co w zasadzie mamy potwierdzenie w Hołubach, bo ta chmurka, która leciała, w zasadzie nie była materialnym obiektem.
Była, można powiedzieć, taką informacją. A w momencie, kiedy już w lesie przyziemiła i tam widzieliśmy tych ufonautów i ten obiekt, mieliśmy do czynienia z materialnymi śladami po odnogach tego obiektu, co oczywiście niekoniecznie musi się wiązać z tym, że to był materialny obiekt obcych z krwi i kości, ale to może później. Taki mieli pomysł na te kanały. To tyle. Dziękuję.
[01:41:06] - Wspomniałeś tutaj, Przemku, o sprawie młodego człowieka, któremu ta siła nie pozwalała na zaangażowanie się w ufologię. Jeżeli ktoś słuchał audycji o anomalnej strefie w Częstochowie, to tutaj mieliśmy podobny przypadek. Grzegorz o nim opowiadał. Ale przejdźmy może do tych niecodziennych. Jeżeli te wcześniejsze wielu osobom wydają się mało niecodzienne, to te sprawy, o których powiemy teraz, są bardzo egzotyczne, a dla niektórych po prostu dziwaczne. Przemku, Bzowski miał w swoim archiwum wiele tego typu przypadków. Wspomniałem o kilku, między innymi od sprawy kosmity na ławeczce, po kobietę, która wyrzuciła obcego oknem, po obserwacje domniemanych reptilian w jakimś ośrodku naukowym pod Warszawą i wiele więcej. Jak podchodzisz przynajmniej do tej ostatniej sprawy? Bo to było naprawdę ciekawe zdarzenie. Na szybie pojawił się bardzo dziwny ślad.
Obserwowane było UFO. Natomiast cała sprawa rzeczywiście została przez Bzowskiego zaprezentowana w bardzo dziwny sposób. Oczywiście tych reptilian należy tutaj traktować jako pewnego rodzaju synonim lub przynajmniej nie brać tego dosłownie. Która z tych spraw Bzowskiego jeszcze utkwiła ci w pamięci?
[01:42:44] - Powiem szczerze, że wszystkie mi utkwiły w pamięci. O dziwo. Dlatego, że wszystkie te sprawy, które wymieniłeś, niekoniecznie myślę, że należałoby je skreślać. Może zacznę od ostatniej sprawy, która powiem szczerze, że najbardziej mnie interesuje. Sprawa reptilian, reptiloidów czy gadoidów. To miało miejsce wszystko w Michalinie pod Warszawą, w jakimś ośrodku chyba dla osób starszych. Nie pamiętam. To było chyba w latach 90. O tej sprawie ekipa Bzowskiego dowiedziała się chyba po kilku miesiącach. Po czym, gdy udali się na miejsce, okazało się, że istnieje ślad po obiekcie.Na ziemi.
Sprawa była dosyć dobrze udokumentowana, może nie super udokumentowana. Może gdyby to było świeże, to byłoby to lepiej wykonane. Natomiast tam sprawdzono odchylenia w polu magnetycznym, które się potwierdziły. Całą sprawę zakwalifikowano jako bliskie spotkanie drugiego stopnia. Najciekawszym elementem był ten ślad. Ale zanim ten ślad się pojawił, to z zeznań tych osób, które chciały pozostać anonimowe, wynikało, że pojawił się jakiś dziwny obiekt, dyskoidalny na terenie tego ośrodka i on się przemieszczał nisko nad ziemią. Leciał sobie powoli, po czym gdzieś zakręcił i przy jakichś drzewach osiadł i sobie tam tkwił. Żadne postaci, załoganci nie byli widziani. Obiekt później gdzieś zniknął czy odleciał. I odkryto, dosłownie jakiś czas później, że na jednym z okien znajduje się dziwny ślad, który przedstawia taki odcisk.
Nie wiem, jak to nazwać. Takiego czegoś, istoty na kształt gada. Dlatego że struktura tego śladu wyglądała jak skóra gadzia. Każdy wie, że to wygląda tak specyficznie, prawda? I ten odcisk w ogóle nie dał się zmyć przez dobrych przynajmniej parę tygodni. A były próbowane różne środki czyszczące, z tego, co się dowiedziałem. I nic, to w ogóle nie schodziło. Pan Dariusz, jako że zajmował się tą fotografią najbardziej z nich wszystkich, to sfotografował to. Był trochę problem w ogóle z sfotografowaniem tego. Musiał dopiero z drugiej strony szyby podłożyć jakieś ciemne tło, żeby to wyszło.
I to zdjęcie nawet chyba wrzucałem na bloga. My to mamy w formie cyfrowej, więc w razie czego można je udostępnić. I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o tą sprawę. Nie wiem, jak to tłumaczyć. To naprawdę jedna z dziwniejszych spraw w Polsce, uważam. Nie wiem, czemu to akurat tego rodzaju ślad. Z tego, co pamiętam, to w tamtym czasie, a wtedy byłem jeszcze niezbyt dużym chłopcem, ale pamiętam, że wtedy takie teorie Ajka na kształt reptilian w ogóle nie były znane.
[01:46:46] - Wiesz co, ja pamiętam na przykład taki artykuł Bzowskiego, nie pamiętam, z jakiej gazety. Miałem je kiedyś zeskanowane wszystkie. Dużo było też starych artykułów i w tym artykule Bzowski napisał, i też nie wiemy, czy to była prawda, że ci pracownicy tego ośrodka, bo on to nazywał ośrodkiem naukowym. Ty mówisz, że to było ośrodek dla osób starszych. Oczywiście on mógł to danie po znaki zmienić, że oni zostawili kartkę, przykleili po prostu kartkę z drugiej strony koperty z jakąś wiadomością dla tych istot. I potem ta skóra odbiła się na tej szybie. Bzowski tak to pisał. Dlatego uważam, że to jest prawda.
[01:47:33] - Zgadza się, Piotrze, ja o tym zapomniałem. Tak było.
[01:47:36] - No właśnie. I ta kartka zniknęła. No i Bzowski twierdził, że tu kontakt został nawiązany.
[01:47:42] - Oczywiście Kazimierz Bzowski to wykorzysta, prawda?
[01:47:48] - No właśnie. On odwoływał się do wielu innych spraw, które były trudne do oceny. Wspominałem o tym człowieku, który się przykleił do UFO. Pamiętam też, o jakichś potworkach pisał, które wychodziły ze studni. Pisał między innymi o tym rozbitym samochodzie i ten rozbity samochód był fajny, bo to tak naprawdę była historia, która pozostaje bez precedensu. Ten maluch rozleciał się na drodze, prawda? Jakby uderzył w coś niewidocznego. Także milicja też nie wiedziała za bardzo, co robić.
[01:48:21] - Zgadza się. To było nawet w prasie, z tego, co wiem. Natomiast jeszcze chciałem się odnieść do tych innych spraw, bo sprawa kosmity spotkanego na ławeczce, jakkolwiek to śmiesznie brzmi, to powiem szczerze, jest dosyć ciekawa. Dlatego, że świadkiem zdarzenia, a to wszystko się wydarzyło w Lesie Kabackim tuż przed katastrofą słynnego samolotu. I głównym świadkiem zdarzenia był oficer, bo to się wydarzyło, zaraz moment, 22 lutego 1987 roku. Natomiast grupa się dowiedziała o tym w połowie marca w zachodniej części Lasu Kabackiego i głównym, w zasadzie jedynym świadkiem był oficer w stopniu pułkownika w służbie czynnej i codziennie chodząc do pracy spacerem przez las z przedmieścia Pyr do Powsina, wykonując za każdym razem po cztery i pół kilometra i po wyjściu właśnie z tych Pyr któregoś razu, właśnie tego pamiętnego 22 lutego, po przejściu nie więcej niż jeden kilometr spotkał jakąś taką małą istotę, która była odziana w taki kombinezon ciemnozielonej barwy. To też właśnie jest ciekawe, przypomina nam Golinę, prawda? I całą resztę, Milczin.Która siedziała na ławeczce w taki sposób, że nogami nie sięgała ziemi. I on określił jej twarz jako niebudzącą dobrych skojarzeń, że tak powiem. Zrobiło mu się nieprzyjemnie i jak on to określił?
Że była zbliżona do wykrzywionego małpiego pyska z dużymi, czarnymi oczyma, ale za to bez nosa. Głowa była obciągnięta kapturem tej samej barwy co kombinezon, a nad czołem na tle tego kaptura pojawiało się takie światełko jakieś żółto-fioletowej barwy. Świadek, mijając tą postać czuł silne drżenie ciała, mrowienie w oczach, mrówki na całej twarzy, przyspieszone łomotanie serca, czego, jak wspomniał, nigdy nie miał i nigdy takiego czegoś nie doświadczył. Czuł, że mu pod czapką włosy stają dęba. Trzeba przyznać, że są to symptomy często występujące przy spotkaniach z UFO. Co dalej? W zasadzie nie wiem, czy ta istota zniknęła. To już nie zostało opisane, ale trzy tygodnie później, dokładnie w tym miejscu, może nie trzy tygodnie później, coś mylę daty. W każdym razie miała miejsce ta katastrofa, co wydaje mi się, że jest dziwne. Natomiast jeśli chodzi o sprawę związaną z kosmitą, którego ta pani wyrzuciła o okno.
Tutaj jest tego typu nieścisłość, że tak naprawdę chodziło nie o żadną panią, tylko o samego Bzowskiego. Dlatego, że z tego, co wiem, pan Bzowski miał jakieś zdolności. Nie wiem, czy to zdolnościami trzeba nazwać, ale jakieś właściwości mediumiczne, okazuje się. To podobno spotkało pana Kazimierza, jakkolwiek to może głupio brzmieć. Rzeczywiście brzmi to niezbyt wiarygodne, ale nie zdziwiłbym się, gdyby to było prawdą. Dlatego, że pan Kazimierz, dowiedziałem się, że miewał tego rodzaju przypadki o charakterze bardziej paranormalnym u siebie w domu. Coś tam się czasem działo. Kiedyś podobno widział jakąś dziwną postać i denerwowało go to. Część historii w ogóle, które pewnie opisał, dotyczyły samej jego osoby. Tak było ze sprawą słynnego Antaresa, którą on opisał i użył pseudonimu Konstanty Janota.
Wchodził do klatki właśnie tam na terenie Bernardyńskiej i kiedy już otwierał drzwi, to już w tamtym momencie usłyszał jakiś przekaz telepatyczny: „zawieszona na beztarciowych zawiasach”. Wszedł do windy, a winda wydawała się jakaś dziwnie wielka, nienaturalnie wręcz. Kiedy pojechał gdzieś tam na górę i otworzył drzwi, okazało się, że wylądował gdzieś zupełnie indziej, w jakimś innym miejscu naszej galaktyki, powiedzmy przy planecie Antares. Tam spotkał jakieś dziwne postaci, które rozmawiały ze sobą i nagle go zauważyły dosłownie. Jeden z nich się zainteresował świadkiem, czyli w zasadzie Bzowskim i coś wspomniał podobno, że coś się zepsuło, jakiś kryształ czasochronu. Coś takiego niesamowitego. W każdym razie to było, pewnie gdzieś jest w tej książce Kazimierza Bzowskiego, pewnie w „UFO nad nami”. Jeśli ktoś by chciał, to może to odnaleźć. Także być może faktycznie mu się to przydarzyło. Może rzeczywiście, tak jak Krzysztof Krusek i Witek Krusek, Kazimierz Bzowski, czasem otwierały mu się jakieś, nie wiem, jak to nazwać, klapki w cudzysłowie, które pozwalały mu przenieść się w inną czasoprzestrzeń.
Rzeczywiście mogło tak być.
[01:54:54] - Albo po prostu ten system, który kieruje tym zjawiskiem, płata mu psikusy, bo my od dawna mówimy o tego typu przypadkach, że badacze UFO miewają takie historie. I to jest takie sprzężenie zwrotne. Jeżeli ktoś dotyka tego zjawiska, to ono mu odpowiada. I tak naprawdę myśmy nigdy nie chcieli podawać nazwisk. Tutaj dzisiaj, przy okazji tej audycji, można dowiedzieć się, jak to działa od środka. Wiele osób może być tym zaskoczonych. Wiele osób może uznać, że to bzdury. Natomiast przypomnijcie sobie państwo audycję o Mothmanie sprzed dwóch czy trzech tygodni i tam mówiliśmy dokładnie o tym samym. Że ktoś, kto ocierał się o to zjawisko bardzo blisko, kto się chciał nim zainteresować, dostawał od niego odpowiedź. Tylko że tam w Point Pleasant mieliśmy do czynienia na przykład z ludźmi w czerni.
Tutaj mieliśmy do czynienia z innymi postaciami. W Point Pleasant pojawił się Mothman, który zwiastował jakąś katastrofę. Natomiast w Warszawie przed słynną katastrofą lotniczą w Lesie Kabackim pojawił się jakiś dziwny intruz. Także w tym wszystkim przejawia się pewna wspólna filozofia, która nam się wydaje niedorzecznością, tylko że to zjawisko doskonale wie, jak się maskować. Przemek, nie wiem, może się ze mną zgodzi, może nie.
[01:56:15] - Zgadzam się. Wydaje mi się w ogóle, że te wszystkie postaci, które tam działały, były w jakiś sposób powiązane ze sobą i z tym zjawiskiem. Wszyscy wymienieni tak naprawdę posiadali jakieś dziwne zdolności. Może nawet nie tyle, że wszyscy posiadali dziwne zdolności, ale wszyscy nawet wchodzili w interakcję z tym czymś. Od Rusków przezBrzozowskiego i tak dalej. Może to rzeczywiście nie być przypadek, że te osoby znalazły się wszystkie w tym miejscu.
[01:56:51] - Ale Czerniaków czy inne miejsca, o których wspomniałeś, to nie jedyne elementy warszawskiej UFOstrefy. Do tego ona się ciągnęła dalej od Warszawy w stronę innych miejscowości. Na przykład mieliśmy słynną sprawę z UFO nad polem kapusty. To brzmi kuriozalnie, natomiast to było jedno z najciekawszych wydarzeń tamtych lat. Mieliśmy manifestację nad Górą Kalwarią. Przemku, dokąd ta mazowiecka w zasadzie strefa UFO sięgała?
[01:57:27] - Ona w zasadzie sięgała najsilniej do tej Góry Kalwarii. W samej Górze Kalwarii miał miejsce szereg obserwacji i prawdopodobnie również abdukcji. Były obserwowane eskadry UFO nad Wisłą, które się przemieszczały. Brzozowski był częstym gościem w Górze Kalwarii razem z innymi współpracownikami. Tak, to trzeba przyznać. Natomiast faktycznie miała miejsce taka sprawa z UFO na polu kapusty, która wydarzyła się w 1984 roku. To chyba było w nocy z 3 na 4 września, około 23:30. Można powiedzieć, że o całej sprawie dowiedział się Brzozowski dzięki temu, że wyszedł wczesnego ranka z psem na spacer i zauważył, że jakiś kierowca Fiata 125p myje z zapałem swój samochód. Zwłaszcza trąc namydloną szmatą niektóre miejsca karoserii przy górnych jej płaszczyznach i klnąc dosyć mocno. Brzozowski oczywiście się tym zainteresował, zapytał, o co chodzi i ten człowiek mu wszystko wyłożył.
Powiedział mu, że około 23:30 jechał Wałem Międzyrzeckim. To jest tuż nad samą Wisłą, który się ciągnie od miejscowości Świder aż do mniej więcej Pragi, dzielnicy Warszawy. Kiedy wracał, rozszalała się dosyć duża burza z piorunami. Kiedy dojeżdżali do Józefowa, ruch w zasadzie był znikomy i w pewnym momencie zdarzyło się coś dziwnego, wręcz przerażającego dla świadka, a mianowicie jakaś dziwna zamanifestowała się kula. Świecąca kula, która świeciła ostrym fioletowym światłem i mogła mieć nawet średnicę kilkunastu metrów. Jak to ocenił świadek, wisiała nad nimi około 10 metrów. Przemieszczała się oczywiście razem z samochodem i w pewnym momencie zgasł im nawet silnik. Przestało też świecić światło, radio zamilkło, a oni oczywiście byli totalnie przerażeni. Co ciekawe, oprócz kuli jeszcze się pojawiły na masce samochodu takie języczki, iskierki żółtofioletowego ognia. One się zatrzymywały w miejscu na sekundę, dwie, a później przeskakiwały kilkanaście centymetrów obok.
Co też myślę, że jest dosyć ciekawym elementem całej tej historii. W pewnym momencie kula się przesunęła nad wał, kilkanaście metrów w bok i spodem biło światło niczym takiej solid light. Nie wiem, czy był tak wyrazisty, ale na pewno była to jakaś poświata, która się wydobywała w dół. I gdy kula minęła już szczyt wału, zaczęła się tam zniżać i schowała się. Wówczas silnik zaczął na nowo pracować i pojechali do domu czym prędzej. Tak to właśnie wyglądało całe to zajście. Brzozowski oczywiście dzięki temu, że zainteresował się sprawą, dowiedział się, gdzie ta kula, na jakiej wysokości się schowała. Okazało się, że schowała się na wysokości takiego miejsca, gdzie uprawiano kapustę z racji tego, że gleba była tam dosyć żyzna i ta kula zostawiła po sobie ślad. Nadpaliła krzak pobliski. Później, jak oni już tam przyjechali, sprawę dokumentowało pan Mirosław Wilk, pan Dariusz Cichocki, pan fizyk Gross.
Sprawdzono także liczczykiem Geigera pole elektromagnetyczne. Okazało się, że oczywiście odchylenie występuje w polu elektromagnetycznym. Natomiast to jeszcze jest ciekawe, że gdy sprawdzono glebę w tamtym miejscu, to gleba, mimo że została namoczona, to... wodzie. Mieli jakiś pojemnik, wzięli tę glebę, zamoczyli w wodzie, po czym przyłożyli ją do dłoni. I ta gleba, mimo że błotko powinno się przylepić, to się nie przylepiało w ogóle. Nie pozostawiało żadnego śladu na skórze, co świadczy o tym, że jakiś efekt fizyczny wystąpił. Było to dobrze udokumentowane zdarzenie. Nawet wykonano tam kilka zdjęć. Jedno z tych zdjęć jest nawet w książce „UFO nad nami”.
Można zobaczyć tam pana Dariusza obok krzaku róży, bo to chyba był krzak róży nad polą. Tak to wyglądało.
[02:03:39] - Co się dzieje w Warszawie obecnie? Które z nowszych lub najnowszych obserwacji uznajesz za najciekawsze?
[02:03:47] - Niestety w Warszawie w zasadzie obecnie nic się nie dzieje, co stwierdzam z dużym smutkiem i żalem. Można powiedzieć, że wszystko to zanikło już wtedy, kiedy w drugiej połowie lat 90. postawiono, wzniesiono pomnik Polski Walczącej. Ale zawsze coś się jednak działo co jakiś czas. Prawdopodobnie jesteśmy w tym momencie podczas przestoju. Ale to tyczy się nie tylko Warszawy. To się tyczy w ogóle Polski i całego świata. Wiemy przecież, że w temacie jest cisza. Prawdopodobnie jest to przerwa między jakimiś falami. Być może będziemy świadkami następnej fali.
Oby tak było. Albo to zjawisko w ogóle zanikło definitywnie, ale tego w stanie stwierdzić nie jesteśmy. Natomiast udało mi się całe szczęście udokumentować kilka spraw, a w zasadzie dwie sprawy czysto ufologiczne, w ostatnich latach. To było w 2012, 2013 roku. W 2012 roku to jest sprawa, gdzie był obserwowany w miejscowości Baniocha, to jest pod Warszawą, jeszcze pod Piasecznem. Zgłosił się do mnie mężczyzna w wieku 30 paru lat. Skontaktował się ze mną mailowo. Następnie spotkaliśmy się i przeprowadziłem z nim wstępny wywiad. Później spotkaliśmy się drugi raz. Przeprowadziłem z nim taką samą rozmowę.
On narysował mi to, co widział. Wszystko nagrałem i wszystko to jest dostępne na moim blogu. Świadek obserwował, jadąc w stronę Warszawy do Piaseczna, gdzie mieszka. Wracał z grzybów razem z rodzicami i z narzeczoną i w pewnym momencie zobaczył kątem oka, że nad polami wisi. To był dosłownie ułamek sekundy. Zobaczył unoszący się kilka metrów nad drzewami obiekt, który wyglądał bardzo ciekawie. Można go podpiąć pod klasyczny spodek. Nie był wyjątkowo płaski, ale wyglądał jak te obiekty często widziane w latach 90. I to trwało dosłownie ułamek sekundy, po czym obiekt po prostu znikł. Świadek zeznał, że nikt oprócz niego tego nie zobaczył.
Ani rodzice, ani dziewczyna. Natomiast ruch był spory na ulicy, więc prawdopodobnie świadków powinno być więcej, ale nikt się nie zgłosił niestety do mnie, więc można domniemywać, że tylko on był tym świadkiem. Kto wie, czy to nie było zarezerwowane tylko dla niego. Jak powiedział, później tego samego dnia udał się na siłownię i po treningu, kiedy wracał do domu, jeszcze przed wyjściem z siłowni pomyślał sobie, że wróci w to miejsce, bo po prostu odczuwał taką wielką potrzebę. Ale po chwili odczuł duży strach. Stwierdził, że jednak tam nie pojedzie, bo za bardzo się boi. Sprawa naprawdę niesamowita. Ja udałem się na miejsce, ale niestety żadnych śladów obiekt nie zostawił. Wielka szkoda. Mógł mieć paręnastometrową maksymalnie średnicę, więc nie był mały.
Sam świadek, oceniam, że był dosyć wiarygodny. Nigdy nic nie dodawał, nie ubarwiał. Posiada własną działalność gospodarczą. Jest osobą racjonalną. Wydaje mi się przynajmniej. Sprawa naprawdę niesamowita. A innym przypadkiem była sprawa z 2013 roku, kiedy dostałem informację o latającym trójkącie nad Warszawą. Zgłosił się do mnie mężczyzna, który zamieszkały naprawdę blisko lotniska Chopina na warszawskim Okęciu.Mieszka na ulicy 17 Stycznia i w nocy leżąc, a prawdopodobnie on mieszka w domku jednorodzinnym i zobaczył poprzez okno dachowe, takie uchylne, jak przelatuje jakiś dziwny obiekt. Wówczas była taka pogoda, że były niskie chmury i ten obiekt, który przelatywał, rzucał jakieś takie światło na chmury, więc to w zasadzie sprawia wrażenie, że to był materialny obiekt, prawda? Ale jednak wydaje mi się, że mało jest prawdopodobne, żeby to był obiekt wojskowy lecący tak nisko nad miastem.
Jeszcze do tego oświetlony w jakiś sposób, co się wydaje po prostu absurdalne. Świadek zeznał, że zobaczył jakiś błysk nawet i ten błysk oświetlił ich okno z góry. Nawet sam wykonał grafikę, wysłał ją do mnie. To także jest na moim blogu. Z jego wyliczeń wysokość przelotu tego obiektu to nie więcej niż kilometr nad ziemią. Sam obiekt też ocenia wielkościowo na jakieś kilkanaście metrów, więc to naprawdę sporych rozmiarów obiekt. Sprawa naprawdę niesamowita. Nawet tutaj dotarłem, teraz sobie przeglądam właśnie to zeznanie świadka i z jego wyliczeń wynikało, że obiekt mógł mieć nawet długość 100 metrów. Jeżeli faktycznie taki był wymiar obiektu, to faktycznie sprawa niesamowita. To są właśnie takie te sprawy ostatnie.
Poza tym oczywiście mam kontakt z osobami, które wchodzą w jakiś kontakt z tym zjawiskiem i to w zasadzie na tyle. Więcej obserwacji już do mnie nie napływa, nad czym ubolewam serdecznie.
[02:11:24] - Przynajmniej na razie. Mamy nadzieję, że się to zmieni po audycji. Szkoda, że nie ma dzisiaj z nami Michała Kuśnierza, bo on również działa na tym polu z przerwami. Ja pamiętam, że do nas docierały, jeszcze wtedy się nie znaliśmy, Przemku, pewne sygnały. To już kupę lat, z Warszawy. Pamiętam parę historii, które się wybijały na tym tle. To było chyba w roku 2006, 2005, nie pamiętam. Dostaliśmy taką relację ze Służewa nad Dolinką od pewnej pani. To było bardzo dziwne w ogóle, bo ona zadzwoniła z taką relacją. Ja z nią później rozmawiałem i ona opisywała rzecz, która jest niewiarygodna.
Twierdziła, że na niebie pojawiło się po prostu mnóstwo drobnych latających trójkątów i kiedy wyjrzała, to po prostu tak, jakby doznała wizji, że zobaczyła niebo, które po prostu było usłane drobnymi obiektami w formie właśnie latających trójkątów. Sprawa też z rangi tych dziwnych, niewyjaśnionych. Oczywiście, co dziwne, podobne relacje nie nadeszły od innych osób. Także to był przypadek bardzo wysokiej dziwności, zaliczający się do tej grupy, która znana jest z innych przykładów i przypadków, kiedy jedna osoba widzi obiekt, a druga nie. Zresztą wspomniałeś przed chwilą o czymś podobnym. Mieliśmy też całkiem niedawno przecież takie ciekawe relacje z Placu Bankowego, którym towarzyszyły zdjęcia. To były drobne obiekty, ledwo widoczne, natomiast były. Także miejmy nadzieję, że tych obserwacji przybędzie. Jeżeli ktoś ma takie obserwacje, to bardzo prosimy, żeby zgłaszać je bezpośrednio do Przemka albo do nas. My je przekażemy Przemkowi.
Dlatego że warto, bo myślę, że Warszawa ma tak długą ufologiczną historię. Zresztą po tej dzisiejszej audycji żeśmy się o tym przekonali, że warto kontynuować to, co jest zaczęte i zwracać baczniejszą uwagę na to, co lata nam nad głowami. Ale Przemku, ostatnie pytanie. Jaka część zjawiska UFO intryguje cię najbardziej? To znaczy, które aspekty tych manifestacji mówią najwięcej o jego naturze? Wiem, że, tak jak powiedziałeś, interesowały cię najpierw obserwacje albo zabiegi typu skywatching, natomiast teraz zwróciłeś swoje zainteresowania w stronę bardziej tej wysokiej dziwności, prawda? Co ona mówi o zjawisku?
[02:14:17] - Pojawił się jakiś problem z połączeniem, więc pozwólcie, że dokończę to pytanie. Co ta wysoka dziwność i spotkania z bardzo nietypowymi stworzeniami mówią o głębi zjawiska UFO? Tak. Właśnie to się zaczęło w ten sposób, że oczywiście na początku zajmowałem się tym bardziej skywatchingiem i wówczas też moje podejście do UFO było klasyczne. To znaczyTo znaczy traktowałem to tak jak wszyscy kiedyś, czyli jako tych kosmitów gdzieś tam skądś, którzy tutaj się pojawiają i są z krwi i kości, a później gdzieś lecą. Po jakimś czasie faktycznie, mimo że nie bez oporów, powiem szczerze, zacząłem się zastanawiać nad tym wszystkim, bo pewnie gdyby nie Arek Miazga czy ty, to pewnie w ogóle bym się nad tym nie zaczął zastanawiać, bo nie poznałbym takich autorów jak John Keel, Jacques Vallée czy Salvador Freixedo i w ogóle bym nie poznał innej strony tego zjawiska, innego spojrzenia. A wydaje mi się, że ono jest naprawdę ciekawe i bardzo wartościowe, dlatego, że nie traktuję tego zjawiska tak pobieżnie. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale wydaje mi się, że nadal jednak pokutuje przeświadczenie, że UFO to muszą być kosmici. Zwłaszcza tyczy się to ufologów starszej daty. Nawiązując jeszcze do Bzowskiego, to Bzowski nigdy nie był nastawiony typowo kosmicznie do tego zjawiska.
On uważał, że mamy do czynienia z czymś na kształt innego, nie wiem, jak to określić, bo teraz tego nie zacytuję tak dokładnie, ale z jakimś innym rodzajem czasoprzestrzeni. Kiedy był zapraszany do telewizji czy do radia i był pytany o te wszystkie słynne zdjęcia, on tego nie traktował jako obcych. On to traktował jako coś nie stąd, coś innego zupełnie, ale nigdy nie mówił, że to muszą być kosmici. W przeciwieństwie do wielu innych ufologów. Tak samo było, jeśli chodzi o innych jego współpracowników, choć część pewnie nadal uważa, że to są głównie kosmici. Natomiast zaczęło mi się wydawać dziwne to, że ufonauci, którzy pojawiali się przy okazji bliskich spotkań, zawsze wyglądają podobnie. To było naprawdę wałkowane wiele razy już na łamach Radia Paranormalium, więc ja tu niczego nowego nie wniosę. To naprawdę wydaje się dziwne i pobudza do refleksji. Także to, że zjawisko UFO tak naprawdę istnieje od zawsze. Praktycznie prawdopodobnie istniało, jeszcze zanim powstała ludzkość albo z momentem powstania ludzi, człowieka.
To zależnie od teorii, za którą pójdziemy. I faktycznie ma wiele twarzy. Zmienia się na przestrzeni wieków, zmienia swój wygląd, choć tak naprawdę w każdej epoce możemy znaleźć jakieś wyjątki, które tak naprawdę potwierdzają regułę. Bo w latach od 1947 roku mniej więcej mieliśmy wysyp tych latających spodków. Później to zanikło, a z kolei w roku 2013, 2012, przepraszam, miałem tę sprawę z Baniochy, gdzie mieliśmy do czynienia z czymś na kształt latającego spodka. Mieliśmy do czynienia w latach bodajże 2008, 2009, jeśli się nie mylę, ze słynnymi obserwacjami statków kosmicznych, nazwijmy to, nad Krakowem i w okolicach lotniska krakowskiego. Ale mimo wszystko to zjawisko cały czas pokazuje się z innej strony. To wszystko wygląda tak, jakby to wszystko pochodziło albo z jednego źródła i pokazywało swoje różne oblicza, włącznie z objawieniami maryjnymi, o których wspomnieliśmy, albo mamy do czynienia z różnorodnością. I może faktycznie jest tak, że za część zjawisk odpowiadają kosmici, ale jest to prawdopodobnie duża mniejszość, bym to tak określił. Za część zjawisk odpowiadają równoległe wszechświaty.
Ciężko naprawdę jest powiedzieć. Ja to widzę tak, jakbyśmy mieli do czynienia z jakimś systemem, bo to tak wygląda troszeczkę, który się aktualizuje. Coś na kształt takiego programu komputerowego, który jest sterowany przez coś lub przez kogoś nie wiadomo skąd. I ten ktoś dokonywał aktualizacji tak, jak dokonujemy aktualizacji oprogramowania w komputerze, ale nie do końca zawsze to jest zgodne z tym, co dzieje się u nas. Dlatego mamy takie różne dziwności związaneZ tymi różnymi sprawami. Mamy przecież wysyp różnych dziwnych stworzeń. To fakt. To mnie bardzo interesuje. Typu człowiek-zwierzę. Mamy przecież Yeti, który tak naprawdę też do końca nie wiemy, jak go ugryźć.
Czy to bardziej jest jakaś pozostałość po jakimś gatunku bardziej starym, czy może bardziej jest to paranormalne, bo wiele rzeczy na to wskazuje. To wszystko się tak dziwnie przeplata i jest naprawdę skomplikowane. Przeplata się ta paranormalność z fizycznością, z tymi śladami. Naprawdę jest to ciężko ugryźć. Wydaje mi się, że te najdziwniejsze incydenty rzeczywiście jakoś świadczą o tym zjawisku, że tak naprawdę jest to bardziej skomplikowane, niż nam się to wydaje. Czy w ogóle to kiedykolwiek poznamy? Naprawdę tego nie wiem. Jest to naprawdę wielka zagadka.
[02:22:06] - Przemku, wspominałeś też wcześniej o swoich kilku obserwacjach. Czy mógłbyś coś więcej o nich powiedzieć?
[02:22:14] - Tak, oczywiście mogę powiedzieć, bo w zasadzie pierwsza obserwacja, jakiej dokonałem, to chyba było jeszcze w szkole podstawowej, kiedy na osiedlu byłem razem z kolegami gdzieś na placu zabaw. Było dosyć ciemno, ale gwieździście i w pewnym momencie zobaczyłem obiekt, który się przemieszczał. Wyglądało to jak trzy gwiazdy uformowane w trójkąt i przemieszczały się w jedną stronę po cichu. I to było chyba pierwsze, z czym się zetknąłem. Natomiast pamiętam, że w 2011, właśnie wtedy, kiedy się zainteresowałem tym zjawiskiem i kiedy poznałem strefę warszawską, czerniakowską i udałem się pierwszy raz w to miejsce, zobaczyłem nad polem, z którego widać Górkę Czerniakowską, kulę metaliczną. Do tej pory nie potrafię tego opisać ani określić, dlatego że to wyglądało naprawdę dziwnie, bo zobaczyłem to kątem oka i wziąłem to na początku za torebkę po chipsach, srebrną. Tak to wyglądało dosyć nieregularnie i przemieszczało się nisko nad ziemią, maksymalnie parędziesiąt metrów nad ziemią. Oczywiście miałem aparat, ale nie udało mi się tego sfotografować, bo wówczas płatał mi figle. Miałem problemy techniczne i ten obiekt sobie poleciał. Co ciekawe, nie tak dawno temu, parę lat temu, może z rok temu, dotarła nie do mnie, ale do kogoś, chyba do Infry jakaś taka sprawa z kulą właśnie w tamtym rejonie.
I to było bardzo ciekawe. Natomiast tego samego roku, bodajże w czerwcu albo w lipcu, miałem możliwość wejścia na teren lotniska cywilnego, naszego Lotniska Chopina i kiedy się przemieszczałem z hangaru do hangaru, zobaczyłem czarną kulę. Najpierw moją uwagę przykuły ptaki, które leciały w stronę pasa startowego, w poprzek lotniska. I nagle zobaczyłem, że wśród tych ptaków jest jakiś obiekt, który nie jest ptakiem. To była czarna kula, która odbiła kilka razy światło. I to było naprawdę niesamowite. Oczywiście w tym momencie także nie wykonałem zdjęcia, bo aparat miał znajomy moich rodziców, który pracował na lotnisku i zanim go wziąłem, to ten obiekt już był malutki. Miałem jeszcze obserwację tą z balkonu, o której mówiłem. Obiekt, który znikał i pojawiał się. Miałem także dwie obserwacje z jakimiś dziwnymi światłami żółtymi, które leciały przez widnokrąg.
A nie były to lampiony, bo potrafię je odróżnić. Co ciekawe, miałem jeszcze w 2011 bodajże czy 2012 roku obserwację trójkąta, który leciał nad moim osiedlem. To było dzień przed przylotem prezydenta Stanów Zjednoczonych, więc ja to tak trochę wiązałem, bo wydawało mi się, że to może być wojskowy obiekt, ale do tej pory nie wiem. W każdym razie był to sporych rozmiarów trójkątny, ciemny obiekt, który miał jakieś dwa jaśniejsze elementy i przemieszczał się bezgłośnie. To piorunujące wrażenie na mnie zrobiło, pamiętam. I ostatnia obserwacja, jaką miałem, a to miało miejsce ze dwa lata temu na terenie niedaleko Czerniakowa, tylko po drugiej stronie Wisły, nad Mostem Siekierkowskim. Muszę tutaj powiedzieć, że udaję się z zamiarem podjęcia obserwacji gołym okiem. I kiedy dotarłem na Most Siekierkowski i stałem na przystanku, spojrzałem w górę i zobaczyłem w zenicie dosłownie, a to już był wrzesień koło godziny 18:00, 17:00. Była ładna pogoda, ale robiło się ciemno powoli.Zobaczyłem punkcik dokładnie w zenicie, który sprawiał wrażenie fluorescencyjnego, barwy biało-zielonej. Było to naprawdę dziwne.
Sfilmowałem to, ale wyszło kiepsko. Kto wie, czy to nie miało związku z moją świadomością, bo UFO jednak, jak wiemy, w jakiś sposób z świadomością świadka koresponduje i prawdopodobnie my również mamy czynny wkład w całą manifestację. Przynajmniej w niektórych przypadkach. W jakiś sposób to się może manifestować zgodnie z jakimiś wzorcami, które mamy w głowie. Takie miałem obserwacje. Było to dosyć intensywne właśnie wtedy, kiedy zaczynałem się tym interesować. Obecnie zupełnie to zanikło. Także dziękuję.
[02:27:13] - I tak możemy właściwie zakończyć tę część debaty, bowiem za chwilę wyemitujemy gratkę dla słuchaczy Radia Paranormalium. Jeszcze nie będę teraz mówił, co to takiego będzie. Piotr Cielebiaś musiał się już niestety ewakuować z uwagi na ograniczenia czasowe. Przemku, czy chciałbyś coś jeszcze dodać na koniec?
[02:27:34] - Przede wszystkim bardzo dziękuję za zaproszenie i za możliwość podzielenia się różnymi historiami, w tym też moimi, ale moje najmniej istotne. Przede wszystkim bardzo cieszę się, że mogłem nieco zaznajomić słuchaczy ze sprawą strefy anomalnej warszawskiego Czerniakowa, bo to naprawdę wyjątkowe miejsce na mapie ufologicznej Polski. Kto wie, czy jeszcze kiedyś nie stanie się ono aktywne. Jest to oczywiście możliwe. Bardzo dziękuję i do usłyszenia.
[02:28:10] - To był Przemek Więcławski, autor bloga ufoskywatching-pl.blogspot.com. Słuchaczy z Warszawy i okolic bardzo serdecznie zachęcamy, jeżeli państwo dokonaliście obserwacji UFO bądź jakiegokolwiek innego obiektu, którego pochodzenia nie jesteście w stanie wytłumaczyć, to zachęcamy do przekazania relacji albo Radiu Paranormalium na adres radio@paranormalium.pl, albo Przemkowi właśnie za pośrednictwem jego bloga. Przypomnę adres: ufoskywatching-pl.blogspot.com. Dzięki jeszcze raz, Przemku.
[02:28:49] - Dziękuję bardzo. Pozdrawiam.
[02:28:51] - Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Nie wyłączajcie państwo jeszcze odbiorników, komputerów i różnych innych urządzonek, na których nas słuchacie, bowiem już teraz na naszej antenie w ramach dzisiejszej debaty obiecana wcześniej gratka, czyli wypowiedź byłego ufologa, pana Dariusza Cichockiego, w której pan Darek podzielił się pewnymi mało znanymi, czy też praktycznie szerzej nieznanymi smaczkami ufologicznymi.
[02:29:28] - Oglądowań. Ojej, kiedy to było? Najgorzej jest ustalić datę, bo ja nie pamiętam kiedy. Miałem gdzieś 20, 21 lat, jak się to kotłowało wszystko. No i właśnie zgłosili się do nas, do Kazia głównie, a Kaziu od razu do mnie dzwonił i mówi: „Chodź, przyjedziesz i trzeba zrobić weryfikację i pójdziemy nagrać tych ludzi”. Takie były prymitywne metody. On miał tę magnetowidzetkę, chyba 125, nie wiem. To było takie coś wielkie, duże, na baterie, takie R coś tam się ładowało do środka. I myśmy poszli właśnie z nim. I wtedy pamiętam, za pierwszym razem chyba był taki starszy pan, który opowiadał o tym, że siedzieli na ławce sobie, na działce, bo to na działkach się działo.
I w pewnym momencie zrobiło się dość jasno za domkiem i za ich domkiem z tyłu, tak to było. Gość miał wykoszoną trawę. My potem poszliśmy, nawet ten krąg sfotografowałem, bo poszliśmy jeszcze z licznikiem Geigera, bo nie było wiadomo, o co chodzi. On zaczął opowiadać o tym w ten sposób, że jak wyszli zza swojego domku, to zobaczyli białą mleczną kulę i kilka postaci wielkości, nie wiem ile to jest, możemy zmierzyć. Możesz mnie zmierzyć, nie wiem, na palcach. 15, nie wiem, 12 centymetrów. 12 to może nie, ale 15. Ciekawsze było to, bo ci ludzie, którzy tam... Była próba jakiegoś kontaktu, tylko myśmy już nie dotarli do tej kobitki, która tam była też właścicielką tych działek.
[02:31:06] - To było w ciągu dnia normalnie?
[02:31:07] - Nie, w nocy. Ludzie, jak wychodzili po pracy, to osiedle policyjne, na Bernardyńskiej, wiesz, o co chodzi. Część tych osób pracowała w sądach, tak jak Kazia Brzoskiego chyba żona. Nie wiem, czy ona jeszcze żyje. Oni potem przychodzili. Część w ogóle było takich dzikich działek, gdzie sobie tam budowali ławki, jakieś takie budy i tam siedzieli. Nie wiem, albo pili. Starsze osoby rekreacyjnie sobie odpoczywali tam. I tak jak z tą budą. Pamiętasz tego chłopaka, co był, co w tą budę się wcisnął?
Nie wiem, Brzoski ci to opowiadał?
[02:31:39] - To było opisywane w sieci nawet.
[02:31:40] - Było opisywane, że on się wcisnął tyłem w tą budę, aż ją rozsadził całą. To był ten czas, kiedy to się pojawiało tam. I on mówi, że ten przypadek był taki, że maksymalnie trzyTrzy istoty tej wielkości w srebrnych kombinezonach. I co? Wyglądali jak mikro Nordycy, czyli blond włosy i srebrne kombinezony. Najdziwniejsze było to, że nie było śladów typu coś usiadło w trawie, tylko wisiało cały czas w powietrzu. Ja nie wiem, jak oni tam przez to wychodzili czy nie wychodzili.
[02:32:16] - Oni mieli jakieś hełmy?
[02:32:18] - Nie, normalnie bez hełmu, bo była próba ustnej komunikacji z tą babką. Tylko że ona się przestraszyła. Z tego, co ja pamiętam, jak myśmy z nią rozmawiali, to ona mówi, że się przestraszyła, uciekła, zamknęła się w swojej budzie i czekała. Oni, jak dobrze pamiętam, przez jakiś czas tam byli, chodzili wokół tej kuli i potem sobie odlecieli. W ogóle bezszelestnie. I wylądowali też bezszelestnie, bo coś usiadło jasnego i oni wyszli. A sąsiedzi tej babki przez drugą budę obok zobaczyli, że się zrobiło jasno i siedzieli tyłem do tego, bo nagle im się zrobiło jasno. Myśleli, że ktoś z latarką idzie. Tam było ciemno, nie było żadnych latarni, dziczyzna, chaszcze tylko i już. Tak to było.
[02:33:06] - I jak to się skończyło? Oni się zamknęli.
[02:33:08] - To tylko informacja, bo myśmy później poszli za dnia któregoś i pamiętam, że się zastanawialiśmy, czy ona nas nie przegoni, jak my jej tak wejdziemy. Tam już część ludzi miała pogrodzone to drutami, patykami. Myśmy się wpakowali z Kaziem, ja robiłem zdjęcia. Tylko że oczywiście było tak ciężko z tymi zdjęciami, że chyba smyenką, Kaziu, robiłem te zdjęcia, bo ja byłem gościu od fotografii i od różnych innych. On wiedział, że zawsze zdjęcia zrobię i filmów nie było, to trzeba było kombinować. Każdą kliszę żeśmy kombinowali, bo nie było. Jeździło się na stadiony jakieś, łomo się kupowało, takie klisze zielone pamiętam chyba były. Ja przez jakiś czas nawiązałem kontakt z Fotonem i można było na metry kupić klisze na podczerwień i taką HL, to było dobrze. I niskoczuły taki ośmiodinowy film też kupowaliśmy i ja ciąłem na rolki, takie metalowe, wkręcałem. Taką korkę sobie nawet zrobiłem, żeby nakręcać te mniej więcej 36 normalnie, a tak to 34, 30 z tej kliszy nam się mieściło, bo to oczywiście ręcznie było.
Plaster musiał się zmieścić, żeby to przykleić. Takie były rzeczy.
[02:34:29] - Jakie jeszcze były przypadki z tymi małymi postaciami?
[02:34:33] - Z małymi? Oni kilka razy tam siadali. Myśmy mieli informację, że po jakimś czasie znowu siadali.
[02:34:40] - W tym samym miejscu?
[02:34:41] - Tak. Tam w okolicy coś było. Poszedłem tam z Kaziem, zbadaliśmy geigerem tło. Była różnica w tle. Nieduża, ale była. I ja zrobiłem zdjęcia, bo kula nie to, że wypaliła, tylko w tym miejscu po dwóch, trzech dniach trawa była ciemniejsza zielona. Tak jakby ją donawozili albo coś. To miało około metra średnicy. Regularne koło.
[02:35:10] - A Wilk radiestezyjnie tam czuł?
[02:35:13] - Wilk obszedł te wszystkie działki dookoła, całe jeziorko. Pamiętasz sytuację z lodem i z tymi dziurami w lodzie, co była?
[02:35:21] - Tak.
[02:35:21] - Wcześniej to żaden tam chodził, ale Wilk chodził po tych dziurach, po tym lodzie. Ja też chodziłem po tym lodzie, żeby zobaczyć, jakie tam są odczucia, co tam się dzieje.
[02:35:34] - Ale w tym konkretnym miejscu, gdzie ci mali byli.
[02:35:36] - Gdzie coś było?
[02:35:37] - Tak.
[02:35:38] - On obszedł w ogóle wszystkie działki i wszystkie dookoła miejsca. Nawet pamiętasz, ty chyba byłeś ze mną tam, jak była plaża, co chodziliśmy. To w tym miejscu, pamiętam śp. Urszula, taka koleżanka moja. Opowiadałem ci o tym siedzeniu. Myśmy się tam chodzili kąpać. Ona siedziała i słychać było buczący transformator nad głową. Wszyscy siedzieliśmy i było słychać ten buczący transformator. Wszyscy się rozglądali, nic dookoła nie było, tylko cisza. Ani ptaka, ani pies nie szczekał, nic.
Tylko ten buczący transformator. Ja potem zrobiłem zdjęcia. Gdzieś to zdjęcie mam, może mi kiedyś wpadnie w ręce, to ci nawet dam.
[02:36:20] - Ale czy odnośnie tego konkretnego przypadku?
[02:36:23] - Nie, mówiliśmy o Wilku, bo Wilk schodził i te wszystkie miejsca, gdzie ci ludzie siadali, bo na przykład tam przychodzili powstańcy, taka grupa ludzi z AK, którzy zaprzyjaźnieni od powstania przychodzili się tam kąpać. I to miejsce było bardzo ciekawe, bo Wilk mówi, że tutaj są szczególne te oczka. Myśmy byli tam, na tych oczkach siedzieliśmy też. Tam było jedno wielkie lądowisko, czyli tych oczek było pełno. I on przychodził czasami i mówił: „Poszerzyło się, czyli będzie niedługo lądowanie”. Pamiętam, jak mieliśmy swój klub w pierwszym bloku. Mówiłeś o tym, Kaziu? W pierwszym bloku na samej górze mieliśmy swój klub, takie miejsce na spotkania. Kazio wykombinował z administracją, żebyśmy mogli tam przychodzić zrobić sobie herbatę. Tam był dookoła tego bloku taki balkon.
Ja z tego balkonu też robiłem zdjęcia. Parę ciekawych zdjęć tam wystrzeliłem. Tam nawet chyba telewizja przyjeżdżała też do tego naszego klubu.
[02:37:28] - Czyli to tyle, jeśli chodzi o tych małych załogantów.
[02:37:33] - Tak. To tylko informacja taka, że oni tam byli, że była próba kontaktu, bo oni coś do niej skrzeczeli, a ona się przestraszyła i uciekła. Ta kobieta schowała się w tamtej budzie i potem nie było już innych. Tylko że ktoś przychodził do Kazia, mówił, że znowu byli, bo przylecieli, bo widzieli tą kulę. Tylko ze trzy razy może. Ale cały ten teren, nawet ta droga z tego mostku, jak się przechodzi w stronę Górki Czerniakowskiej, co prosto widać Górkę Czerniakowską, to nawet jak się przechodzi tą drogą, to dookoła te trawy wszystkie. Zresztą myśmy rozmawiali z Wilkiem przez długi czas, bo to jest to miejsce o tych nietoperzach, co w nocy robiliśmy zdjęcia, zaraz powiem. Cały ten teren, gdzie myśmy kiedyś, też byłeś ze mną, robiliśmy te pierwsze zdjęcia, te pierwsze spotkania co były, to tam wszystko było upchane tymi oczkami na gęsto. Wilk chodził, rozrysowywał te plany. Ja nie wiem, czy to pewnie jeszcze gdzieś może jest.
Nie wiem, czy Gzowski to miał. On miał córkę. Nie, Wilk był kawalerem z tego, co ja wiem. Zatwardziałym kawalerem. I chyba jego jakaś kobieta czy ktoś, kto z nim tam był, to może ona wiedziała. Ja nie wiem, co się stało z tymi planami, bo byłem dwa razy u Wilka i to była jedna wielkaZrulonizowane pomieszczenie, czyli wszędzie papiery, rulony, wykresy, masakra. Metr na metr, dwa na dwa, trzy na trzy metry. Wszystko rozrysowane. On był, jak ja mieszkałem swojego czasu na Podchorążych, niedaleko Górki Czerniakowskiej, to on przyszedł do mnie. Ja nie wiedziałem.
On mówi: „Ja trafię po kanale do ciebie”. I szedł, szedł, szedł. Pod klatkę go prowadziło, nawet po schodach pod drzwi. Ja słyszałem: bim, bom. Możesz sobie wyobrazić? Brzozowski o tym nie pisał, że są takie kanały penetracyjne, które dochodzą do ciekawych ludzi. Tak to określę. Do ciekawych ludzi. Dochodzą i interesują się przez jakiś czas. Potem to zanika.
Jak się coś dzieje, to one się znowu pojawiają. Stąd myśmy wiedzieli przy tych poszerzających się oczkach, że warto by było. On mówił: „Wilku, jeszcze ze dwa dni pewnie, bo to się cały czas poszerza”. Zmieniają się wymiary tych oczek głównych. Czytałeś „Sieć wilka”? Tam są takie kwadraciki w tej sieci i jest czasami kilka kwadracików wzdłuż linii prostej. I w momencie, kiedy coś się dzieje, to jakaś grupa tych podwójnych, lewy i prawy, zaczyna się poszerzać. Albo tylko lewe, albo tylko prawe. Zmienia się wielkość tego oczka. Było trzy na trzy, a jest osiem na osiem.
I tu się zaczyna coś dziać. To nie tak, że od razu będzie widać latające coś, że myśmy się przygotowywali na to. Nie. Czasami szliśmy wieczorem i udało się zobaczyć ni to płachty, ni to latające duże płaszczki czy coś takiego. To wyglądało, jak nisko nad trawą przelatywało. Myśmy parę razy to widzieli, jak to się pojawiało.
[02:40:49] - Jakie to kształty miało?
[02:40:50] - Właśnie zbliżone do płaszczki, ale skrzydła były bardziej nietoperzowate. Nie wiedzieliśmy, czy to jest jakaś forma istoty, czy po prostu jakieś zwierzę. Na pewno nie ptak, bo jestem mistrzem w rozpoznawaniu ptaków, więc nic nie tam. Od wielu lat.
[02:41:06] - A wielkościowo?
[02:41:07] - Wielkościowo metr dwadzieścia i czasami trzy metry. Kilka razy też tam chodziliśmy. To były momenty, kiedy Wilk dzwonił czasami do Kazia, mówił: „Lećcie na lądowisko i zróbcie parę fotek, bo chyba to może być ten układ”. Bo on był rano, mówił: „Już jest duże”. Ja pracowałem. Kazio jeszcze czasami się budził wcześnie o 12 w południe ze snu. I było tak, że umawialiśmy się dopiero, jak ja przyszedłem z pracy, zjadłem coś i mówię na to: „Idę do Kazia i wrócę później”.
[02:41:47] - To było bezgłośne zupełnie, tak?
[02:41:50] - Tak. Nawet szumu nie było. Czasami się coś dzieje, jest ruch powietrza albo coś. Nic takiego. Poza tym masę takich rzeczy typu błyski pojedyncze w przestrzeni. Można to różnie interpretować, jakieś ładunki elektrostatyczne. Ale skąd ładunek elektrostatyczny? Przecież musi być źródło naładowania i coś, co to przebije. Tak jak z piorunem. Do czego ma to przeskoczyć?
[02:42:16] - Odnośnie jeszcze tych obiektów latających nisko, ciemnych w nocy. To było w latach 80. czy jeszcze gdzieś?
[02:42:28] - Wiesz co? Zaraz ci powiem.
[02:42:30] - I to samo pytanie odnośnie tych małych postaci.
[02:42:33] - Te małe postacie to było przed rokiem '80. Przed całą zadyma z wojną polsko-jaruzelską, jak to Kaziu mówił. To było przed, bo pamiętam, on ci mówił chyba o tym, że w niedzielę, kiedy Jaruzel ogłaszał stan wojenny, to myśmy stali na mostku czerniakowskim i robiliśmy zdjęcia, a obok nas stali ci goście z koksownikami i z tymi kałaszami. I oni się pytali, co my tu robimy. „Eksperyment naukowy”. Takie tam bzdury. Ale nie robiliśmy elektrociepłowni, tylko robiliśmy na jezioro, w tamtą stronę na górkę, więc oni też byli zaciekawieni. Kazio im tam później powiedział, bo on w zasadzie potem dość często chodził tam na ten mostek. To żaden on, to on. I tam fotografowali w stronę górki, bo to trzeba wiedzieć, w którą stronę jeszcze robić te zdjęcia.
W stronę górki z lekkim zahaczeniem elektrociepłowni po lewej stronie. Z lekkim. Tam, gdzie dochodziły słupy wysokiego napięcia. Albo z drogi z Bernardyńskiej na wprost. Pamiętam, była taka rozmowa, że Brzozowskiemu zarzucali, że to linie uskokowe tam są, te iskry przeskakują, jakieś pioruny kuliste. On chyba nigdy w życiu nie widział pioruna kulistego. Jak słyszę relacje na przykład gości z NASA w telewizji, którzy się wypowiadają, że piorun kulisty. Ja mówię: „No dobra, piorun kulisty”. To jest zjawisko krótkotrwałe i wszystko. Chodzi mi o to, żebyśmy jeszcze wrócili do tej sytuacji z tymi wyskakującymi rzeczami.
Była wielokrotnie, jak staliśmy w nocy. W nocy, w dzień nie. W dzień było tylko inne uczucie. To, co ci kiedyś tłumaczyłem na temat, jak się wchodzi na bramkę. Pamiętasz? Na lądowisko, na bramkę. W dzień było trochę inne uczucie. W nocy wydawało się, że coś jakby wyskakiwało stamtąd. Czy to była jakaś kulka, czy właśnie taki rozbłysk, czy jakaś taka niby smuga, tylko Brzozowski czasami łapał tam na tych zdjęciach jakieś takie pierdoły albo jakieś takie nie wiadomo, co to jest. Zresztą chyba na okładce sfotografowane ma w tej swojej książce.
Ja też kilka razy złapałem. On chyba mówił w jakimś wywiadzie w „Nie do wiary” o tym moim latającym autobusie. To było na Chomiczówce i autobus jedzie ze światłami i w pewnym momencie podnosi się do góry cały układ smug świateł i leci jakby w powietrzu. Rzecz nie doAparat jest na statywie, nic się z nim nie dzieje. Jest przykręcony, mocowany, bo całość: drzewa, światła, wszystko jest, tylko same światła samochodu idą do góry. Mnie się też udało kilka razy złapać ten przelot energii. Kasjo trochę fantazjował może z tymi tachionami, bo rzeczywiście trudno jest określić, co to jest i przyporządkowanie jakiejś nazwy do zjawiska, które jest dopiero co poznawane. Czymś to trzeba nazwać. Ja niekoniecznie się akurat bym skłaniał do tej nazwy, ale zostało i trudno. I właśnie coś wyskakiwało.
Ale najważniejsze według mnie w tym całym układzie chodzenia wieczorem po tych oczkach czy po tych polach, to było to uczucie, jak się wchodziło. Bo co się działo? Ja to nazwałem pułapką. Jeżeli wchodzisz i nie wiemy, gdzie jest lądowisko, a chcemy sobie gdzieś coś fotografować, w momencie, kiedy wchodzisz na lądowisko, to jest takie tąpnięcie, jakby ktoś z tyłu cię chciał, przestraszył i ty nagle masz takie szarpnięcie, jakby poczułeś się przestraszony. Ktoś ci zrobił tak jak czasami do kobiety zza winkla albo coś, to ona wtedy podskakuje cała. I uczucie takiego podskoczenia, takiego szarpnięcia następowało, kiedy myśmy wchodzili. To właśnie było połączone z tym wyskoczeniem czegoś tam. Coś, co myśmy obserwowali. Nie mówię tu o tych płaszczkach, które tam gdzieś sobie latały. To nie.
Tylko mówię o takich rzeczach, które wyskakiwały. Nie było tam żadnych takich postaci. Nie. Coś wyskakiwało, ale co? Nie wiadomo co. Czasami można było sfotografować jakąś kulkę albo tego typu rzeczy. To takie były historie. Potem ja już wiedziałem, że jak na przykład szedłem sobie gdzieś przez pole w okolicach Górki Czerniakowskiej i strzeliło mnie takie szarpnięcie, to wiedziałem. Wilk powiedział tak: „W momencie, kiedy wchodzisz na tę pułapkę, to one startują i wtedy już jest po zdjęcia”. Czyli trzeba znaleźć takie miejsce, gdzie nie uruchamiasz pułapki, a wtedy możesz zrobić ciekawe zdjęcie.
I widziałeś te wielkie obiekty, które były. To ja z daleka fotografowałem to, żeby nie wejść na pułapkę, bo wiedziałem, gdzie ona jest mniej więcej, bo on określił. Myśmy wiedzieli. Potem wbijaliśmy takie patyczki z białą taśmą, żeby było wiadomo, że do tego miejsca się nie zbliżamy i wtedy się udawało fotografować różne rzeczy. To było sprytnie zrobione na ówczesne czasy. Teraz to już inaczej się fotografuje. W ogóle żeśmy nie kombinowali z podczerwienią i z robieniem zdjęć, poszukiwaniem, kręceniem czy tam jeszcze jakimiś innymi rzeczami. Do dyspozycji mieliśmy określone możliwości. Jakiś stary aparat. Może dobry ktoś kupił Zenita gdzieś na stadionie, trochę filmu.
No i trochę szczęścia.
[02:48:02] - Wilk w ogóle potrafił odczytywać z przeszłości różne wydarzenia?
[02:48:06] - Wiesz co, ja myślę, że w pewnym momencie, bo to jest tak, że taka brzytwa Ockhama, tworzenie bytów ponad konieczną ilość. W pewnym momencie psychika człowieka zaczyna. Ja nie mówię, że on miał coś tam. Nie. To bardzo porządny człowiek i bardzo mądry człowiek. Naprawdę bardzo mądry człowiek. Tylko że ja też chodziłem po tych oczkach i po tych jego kanałach. Chodziłem, bo on mnie nauczył chodzić. Ja jako nieliczny chodziłem z nim nawet. Pojechaliśmy kilka razy w Polskę i tutaj sobie sprawdzałem, czy mogę sfotografować, czy nie, czy dochodzę do pewnych rzeczy, do lądowiska, czy nie dochodzę, bo tam były charakterystyczne punkty tych wahnięć tą różdżką hiszpańską.
I jak on zaczął czytać daty, ja tego nie wykluczam, bo informacja, która była zawarta w tej całej sieci, ona mogła być dość świadomościową projekcją dla niego. Ja takiej projekcji nie dostałem. Dostawałem inną rzecz, czyli gdzie jest, jak wygląda, ile ma kroków, ile szerokości. Wiedziałem i myśmy to potwierdzali, bo on robił swoją stronę, ja robiłem swoją stronę i wszystko się zgadzało. Czyli potwierdzenie istnienia kanału bezsprzeczne. Jest, na pewno jest. Są takie rzeczy i taki rodzaj promieniowania istnieje. Tylko mówię, że ja nie miałem takiej możliwości odczytywania. Aczkolwiek teraz nie muszę się zastanawiać nad takimi rzeczami, bo w inny sposób mogę sobie-
[02:49:58] - A on miał jakąś koncepcję odnośnie tego, co się tam działo, czy nie?
[02:50:02] - Wiesz co, on cały czas mówił, że oni tu są od wielu milionów lat.
[02:50:06] - On uważał, że to wszystko, co się tam działo, to z jednego źródła?
[02:50:09] - Tak. Jedno źródło. Nikt nie słyszał o tym, o czym my teraz wiemy, co się dzieje z tymi chłopcami z góry. Podejrzewam, że już wtedy domyślał się. Nie to, że wiedział. Domyślał się, jak to wszystko jest zorganizowane, że to jest taka sieć, która pomimo tego, że jest, której nie widać, to w jakiś sposób, nie chcę powiedzieć, że nas kontroluje, ale jest taką siecią, która przekazuje informacje o wszystkim. I on wiedział o tym. Domyślam się. Wiedział, jak to jest zorganizowane. Wiedział, że na Polu Grunwaldzkim to się działo czy tamto.
I wiesz, pamiętam, że potem jeszcze, jak już naprawdę dużo wiedział, miał duże doświadczenie, zebrał, bo on też się uczył tego wszystkiego rozpoznawać, toIm był bardziej zaangażowany, tym jego odbiór był bardziej ludzki. Nie taki, że nie wiadomo, co to jest, tylko było to już takie przetransformowanie informacji stamtąd na normalną. Mówi: „A, bo tutaj 10 lat temu to coś było, prawda? 10 lat temu”. Jeszcze datę sobie odczytał, 10 września czy coś jeszcze. Ja myślę, że to była taka projekcja dość świadomościowa tego wszystkiego. Natomiast to, że on znalazł kwadrat, w którym ta data się znajduje, to nie znaczy, że trzeba było chodzić z różdżką i rysować trójki, piątki czy ósemki, bo on tak potem to robił. Tylko że wydaje mi się, że to była projekcja dość świadomościowa i on już wiedział o tej dacie, a to potem już jest inne. Jeżeli ktoś ma do czynienia z radiestezją, to wie, jak to działa. To nie jest tak, że ty już wiesz wcześniej, że w tym miejscu jest woda, niż przyjdziesz do tego miejsca.
Kto by powiedział, że wiesz? Czarodziej.
[02:52:07] - Tam w ogóle były jeszcze objawienia maryjne i przeczytałem gdzieś, że w 1982 było jakieś objawienie.
[02:52:13] - Tutaj?
[02:52:14] - Na Siekierkach.
[02:52:16] - O tym to ja nie wiem.
[02:52:17] - Nie wie pan.
[02:52:18] - Nie. Wiem, że do Góry Kalwarii jeździliśmy i też była swojego czasu jakaś tam zadyma w Górze Kalwarii, ale ten przypadek wydał mi się mało wiarygodny. Samo przeżycie tego świadka, który opowiadał, bo byłem dwa razy, rozmawiałem z nim, raz z Bzowskim, raz sam pojechałem jeszcze, żeby powtórzyć całą historię, to zaczął się trochę plątać i ja go pociągnąłem w te miejsca. Za pierwszym razem byliśmy w tych miejscach, które on pokazywał i ja mówię: „To chodź jeszcze raz pójdziemy tam i powiesz mi dokładnie, co jeszcze raz się wydarzyło”. Mogę to zweryfikować po swojemu. Nie pasowało mi to. Tam w ogóle było coś dziwnego, bo to jest tak, jakby ktoś się zgłosił i opowiadał historię innej osoby. Nie wiem, czy to była jego siostra, matka albo dziewczyna, nie mam pojęcia. To coś takiego było, bo te osoby, które były w trakcie przesłuchania i nagrywania, też dziwnie się zachowały. Ja szybko to odbieram, więc mnie wystarczą tak naprawdę tylko dwa, trzy słowa, jak zaczyna mówić świadek i ja już jestem w tym miejscu.
Zresztą potrafię narysować obiekt.
[02:53:32] - A jeśli chodzi o ab-
[02:53:33] - Jak tylko zobaczę, moment i już.
[02:53:35] - O abdukcje, bo tam też były jakieś przypadki porwań tak zwanych. Dużo tego.
[02:53:44] - Ale gdzie?
[02:53:44] - Chodzi mi konkretnie o Czerniaków.
[02:53:46] - O Czerniaków?
[02:53:47] - Tak.
[02:53:49] - Nie kojarzę takich sytuacji. Wiem, że były różne relacje, bo do Bzowskiego dzwonili ludzie. Ja też chodziłem do paru osób. Raz na górę bloku, raz na dół bloku. Pamiętam, była taka sytuacja. Niedaleko tego ZUS-u, który jest, pierwszy blok przy ZUS-ie, który stoi, ale równolegle do Czerniakowskiej, to tam chyba spółdzielnia medyczna była czy coś. Nad tą spółdzielnią ktoś mieszkał. Jakaś kobietka zadzwoniła do tego i ja tam też poszedłem, ale ona za bardzo nie chciała mówić, bo wstydziła się i takie tam różne rzeczy. Ale ja to odebrałem w ten sposób, że to było potwierdzenie tego lądowania, co ci tu chciałem narysować, że po przeciwnej stronie ZUS-u są takie łąki. I ta babka, która obserwowała to z tego bloku, gdzie ZUS-u jeszcze nie było, powiedziała, że tu się nic nie wybuduje, bo oni tam chcieli jakąś wieżowcę stawiać czy coś takiego.
I ona powiedziała wtedy, że oni jej powiedzieli, że tu się nic nie wybuduje, dokąd my stąd się nie wyprowadzimy. I rzeczywiście do tej pory ta łąka tam jest. Z jednej strony jakieś tam bloczki postawili takie niskie. Pamiętam, jeszcze ich nie było, tylko były takie torfowiska i bagna, że my chodzili, to ja czasami do kolan się zapadałem, bo tam było miękko. Jakieś trzciny tam rosły, te pałki wodne i piżmakii latały, bo tam taki kanałek był. Nie wiem, czy płynie jeszcze, ale płynął. I ona mówi, że dokąd oni się stamtąd nie wyprowadzą. Tam też były. To było w śniegu zimą. Ona widziała jak to coś siada.
Wytopiło śnieg. Myśmy tam polecieli z Bzowskim na to miejsce. Chyba był świętej pamięci Wawrzonek jeszcze z nami był tam na tym lądowisku. Ja też nie byłem sam, tylko z osobą towarzyszącą, bo to było ciekawe. Tak wytopiony placek na środku tego, że do trawy, tu śnieg, a tutaj trawa. Takie rzeczy.
[02:55:53] - A jeśli chodzi jeszcze o braci Rusków, to oni wtedy mieszkali też tam gdzieś w okolicy?
[02:55:58] - Nie.
[02:55:58] - Bo oni bywali chyba.
[02:56:00] - Słuchaj, wiesz co? Tak naprawdę to było parę osób. Trzy osoby, cztery osoby. Też świętej pamięci Śledziewski, Andrzej Brzeziński, też świętej pamięci już, Kazio Bzowski. Moja skromna osoba pojawiała się tam zawsze z aparatem, bo ja zawsze miałem ze sobą aparat. Oni wiedzieli, że na mnie zawsze można liczyć. Ja zawsze mam aparat. Więcej nie. A Ruskie? Parę osób.
Jak to się robiło głośne, czyli ten klub ufologiczny, jaki był założony, Ossa się nazywał czy coś, bo nas przenieśli z tej góry, właśnie z tego pierwszego bloku, bo tam za dużo ludzi przychodziło, to jeszcze było przed stanem wojennym, więc spółdzielnia zaczęła się denerwować, czy przypadkiem tam czegoś nie kombinują ci ludzie. Pamiętam, że wcześniej byliśmy na parterze, gdzieś w takiej suterynie, taki był klub seniorów. Tam były różne wykłady i rozmowy na temat ufiastek i jeszcze innych. Zdjęcia trochę pokazywaliśmy. Emeryci nie mają co robić, to siedzieli i słuchali. I potem myśmy się przenieśli, bo też wymówili tu na dole. Myśmy składki musieli płacić za wynajmowanie tego pomieszczenia. W ówczesne czasy to było drogo.I potem mieliśmy to super miejsce na samej górze z balkonem i tarasem, gdzie była cała panorama. Było ekstra. Stamtąd też nas wyrzucili i przenieśli nas do klubu Ossa, który był wcześniej przed Bernardyńską.
To było naprzeciwko tego Opla. Pamiętasz? Jest taki serwis Opla tam jak się jedzie. Był taki Opel, to było naprzeciwko. Taki budynek moloch, była chyba jakaś przychodnia pod spodem w suterenie, a myśmy siedzieli. Tam dopiero dużo ludzi przychodziło. Tam też się pojawili Ruscy i mnóstwo innych osób.
[02:57:57] - Właśnie, ale Ruskowie, jak pan ocenia ich wiarygodność?
[02:58:04] - Wiesz co, ja ci powiem, to jest wiarygodność zupełnie innego poziomu. Dlatego, że któregoś razu oni mi powiedzieli o czymś, co tylko ja mogłem wiedzieć, bo to było moje spotkanie. Ich nie widziałem, ale oni mnie jakby z drugiej ręki spotkali po tamtej stronie. Dlatego mówię, że tutaj jest jakaś, nie chcę powiedzieć więź, ale oni wiedzieli o czymś, co się ze mną działo, a nie mogli tego wiedzieć, bo przecież nie byli tam, gdzie ja byłem. Ale ci ich opiekunowie powiedzieli im o mnie i o tych różnych rzeczach. Stąd wiem, że ta relacja, którą oni przeżyli u siebie, miała znamiona wysokiej wiarygodności. Aczkolwiek jak znam tych dwóch braci, to oni trochę fantazjują. Zawsze tam coś jest, jakieś ubarwienia, ale fajnie.
[02:59:01] - Czyli trochę jak Bzowski.
[02:59:03] - Tak. Tak jak Bzowski dodają swojego, żeby to miało posmak sensacji. Bo niektóre rzeczy są bardzo prozaiczne. To tak jakby ci powiedział ktoś stoi i fotografuje niebo. Co pan tam robi? Nic się nie dzieje. Jakby to powiedział ten w rejsie: „Nuda panie, nuda, nic się nie dzieje. Patrzę w lewo, patrzę w prawo, nic się nie dzieje”.
[02:59:26] - Ale oni faktycznie tego typu przygody, takie jak pan też mają normalnie. To nie są niespodzianki.
[02:59:35] - To są kontaktowcy. Czasami ja też mam dla nich informacje z tamtej strony. Ja nawet nie wiem, czy się mogę nazywać kontaktowcem.
[02:59:45] - Tak oto kończymy w Radio Paranormalium kolejną debatę ufologiczną online. Dziś przypomnę dyskutowaliśmy o UFO nad Warszawą. Pozostaje nam jeszcze tylko zaprosić państwa na kolejną debatę ufologiczną, która na naszej antenie odbędzie się już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.