[01:11] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, 46. już debatę ufologiczną online. Wyjątkowo dzisiaj nie na żywo, tylko z taśmy, ale tak czy siak czekamy cały czas na wasze pytania, komentarze, jak również na relacje z obserwacji UFO. Jeżeli widzieliście niezidentyfikowany obiekt latający na niebie, to zachęcamy do kontaktu pod nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl bądź też pod kontakt do Damiana Treli dam.trela@gmail.com. Damian właśnie jest dzisiaj gościem specjalnym naszej debaty ufologicznej. Witaj Damianie.
[01:51] - Witam serdecznie. Pozdrawiam wszystkich.
[01:54] - I jak zawsze towarzyszy nam również Piotr Cielebiaś, współprowadzący debatę, współpracownik „Nieznanego Świata” oraz współzałożyciel portalu infra.org.pl. Witaj Piotrze.
[02:06] - Witam, witam.
[02:07] - Dzisiejsza debata jest jedną z audycji regionalnych, bowiem będzie w całości poświęcona obserwacjom UFO na terenie Dolnego Śląska. Zacznijmy może od takiego pytania do Damiana. Damianie, zanim przejdziemy do konkretnych przypadków, opowiedz proszę, jak zainteresowałeś się ufologią, od ilu lat działasz i co w tej dziedzinie najbardziej cię interesuje?
[02:31] - Działam od wielu lat, z jakimiś przerwami. Tak na dobre zacząłem działać już bardziej pod kątem terenowo-ufologicznym, że tak powiem, mniej więcej od 1998 roku, ale już wcześniej oczywiście w ten temat wsiąkałem, czytając różną literaturę mniej więcej od połowy lat 90. Ale w 1998 roku przyłączyłem się do Legnickiego Klubu Badań Zjawisk „Nieznany Kontakt”. To taka organizacja, która działała na terenie Legnicy. Ja pod szyldami tej organizacji funkcjonowałem, szlifowałem, można powiedzieć, rzemiosło ufologiczne przez parę dobrych lat, mniej więcej do 2006 roku, zanim wyjechałem za granicę. Przez ten okres sporo się nauczyłem, jeśli chodzi o taką ufologię terenową, więc miałem możliwość jeździć w różne miejsca, rejestrować różne przypadki. Później zaadoptowała się w to taka moja bardziej indywidualność, a więc zacząłem iść w stronę bardziej niezależnej działalności i po dłuższej przerwie od 2006 roku w 2012, kiedy wróciłem na stałe do Polski, wróciłem do tej ufologii i zacząłem działać. Działać już tutaj dosyć intensywnie na terenie Dolnego Śląska, bo to jest teren mi bliski, na którym od samego początku działałem. Oprócz Dolnego Śląska zdarzało mi się trafić też w takie zakątki jak województwo kujawsko-pomorskie. Tam też wiele przypadków rejestrowałem, gdzie działałem w ramach operacji w Latowo, kiedy jeszcze kręgi zbożowe pojawiały się w Latowie i sporo ciekawych ludzi się zjeżdżało tam.
Tam również działałem aktywnie, ale generalnie skupiam się na Dolnym Śląsku i są tego jakieś ciekawe efekty, ogólnie rzecz ujmując.
[04:32] - Damianie, możesz nam powiedzieć więcej o tym, jak działa klub ufologiczny z Legnicy? Czy macie dużo przypadków w takim rozliczeniu rocznym?
[04:46] - Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ Legnicki Klub Badań „Nieznany Kontakt” generalnie w tym momencie nie wiem de facto, czy dalej działa. Doszło do pewnych zwaśnień, nieporozumień między nami, więc ja obecnie działam niezależnie na terenie Dolnego Śląska. Natomiast LKBZ „Kontakt” jako taki działał do tego czasu, kiedy ja faktycznie tytułowałem się jako jego pełnoprawny członek, czyli do 2006 roku. Później można powiedzieć, że działalność aktywna tej organizacji zanikła. Nie wiem, czy w tym momencie główny szef tej organizacji, czyli Jarosław Krzyżanowski, działa jeszcze. Nie mam z nim kontaktu, więc w zasadzie niewiele mogę powiedzieć, jak wygląda zbieranie różnych dokumentacji, różnych relacji ufologicznych.
[05:45] - Niestety tak to w Polsce wygląda, prawda?
[05:47] - To jest niestety przykra sprawa, ale to nie dotyczy tylko i wyłącznie rejonu Dolnego Śląska. Generalnie to jest problem ogólnopolski.
[05:58] - Ja bym powiedział, że chyba nawet ogólnoświatowy.
[06:00] - Albo i nawet ogólnoświatowy, niestety. W każdym razie, jeśli mam coś dodać do tego, to mogę powiedzieć, że faktycznieW latach świetności LK Bezynkontakt, zresztą to nie jedyna organizacja, która działała na terenie Dolnego Śląska, zebrała sporą ilość relacji i te relacje są naprawdę bezcenne. Duża część z nich była publikowana na przestrzeni wielu lat, kiedy funkcjonowały różne periodyki ufologiczne. Mam na myśli tutaj periodyki Bronisława Rzepeckiego. Tam wiele tych przypadków było publikowanych i faktycznie niektóre są naprawdę ciekawe. Ogólnie jakbym miał podsumować archiwum LK Bezynkontakt, to bym powiedział, że tych relacji było co najmniej ponad 100, z czego jakiś wkład mój był, począwszy od 1998 roku, ale sporo relacji wpłynęło w połowie lat 90., kiedy na początku lat 90., czyli 5 listopada, miały miejsce falowe obserwacje UFO w południowo-zachodniej części Polski. Między innymi to mocno dotknęło też Legnicy. Także tutaj sporo tych relacji się zebrało z tego przypadku 5 listopada 1990 roku, ale oprócz tego temat ufologii był dosyć aktywny w pierwszej połowie lat 90. I LK Bezynkontakt ma ciekawe relacje. Tylko niestety te relacje spoczywają gdzieś w piwnicy jednego człowieka.
Te całe archiwum. Szkoda, że nie zostało nigdy upublicznione, bo myślę, że naprawdę byłoby się czym pochwalić.
[07:36] - Rzeczywiście masz rację. Swego czasu południowo-zachodnia Polska, Wrocław między innymi, wybijał się jako miejsce wielu spektakularnych obserwacji UFO. Teraz się dowiadujemy, że było też tak w innych miejscach. Ale nim przejdziemy do tych opowieści, Damianie, to zacznijmy troszeczkę nietypowo. Zacznijmy od tej sprawy, którą się zajmowałeś ostatnio, bo dowiedziałem się, że to prawdziwa ufologiczna bomba. Chodzi o ten przypadek z Opolszczyzny. Czy mógłbyś nam powiedzieć kilka słów na jego temat?
[08:13] - Sprawa jest ciekawa, w zasadzie jeszcze trwa dokumentowanie tego przypadku, chociaż już wizja lokalna miała miejsce i wspólnie z Marcinem Stachurskim z Wrocławia pojechaliśmy, odwiedziliśmy świadka, rozmawialiśmy z nim. Zobaczyliśmy też miejsce zdarzenia. Czekam jeszcze na kontakt ewentualnie drugiego świadka, bo tak naprawdę świadków tego zdarzenia były aż cztery osoby i z tego, co mi wiadomo, to jeszcze w Opolu mieszka drugi świadek tego zdarzenia. Miejmy nadzieję, że się ujawni. W takim razie wtedy ta relacja byłaby jakoś uzupełniona. Powiem szczerze, kiedy na gorąco poznawałem tą relację telefonicznie, miałem dosyć mieszane uczucia na temat tego zdarzenia odnośnie jego wiarygodności, ponieważ w tym zdarzeniu przewija się bardzo wiele takich niezwykłych elementów. Tego jest aż dla mnie za dużo, bo pojawia się element bliskiego spotkania z jakimś dużym obiektem. Obiektem, który możemy śmiało nazwać UFO. Pojawia się motyw istot, które wyszły nieoczekiwanie z tego obiektu. Pojawia się też motyw śladów pozostawionych, a jeszcze dodatkowo kręgów zbożowych, które gdzieś tam w pobliżu były prawdopodobnie.
Tak więc dużo tych elementów było. I powiem szczerze, jak jechałem na wizję lokalną wspólnie z Marcinem, miałem mieszane uczucia, czy faktycznie poznamy jakąś ciekawą relację, czy okaże się to zwykłym fałszerstwem. Ale muszę przyznać, że sprawa jest ciekawa. Poznałem świadka. To człowiek bardzo prosty, ale z jednej strony bardzo szczery i prawdomówny. Na pewno też nie jest jakoś zasadniczo mocno oczytany w tematyce ufologicznej. Także te szczegóły, które mi przedstawił, są szokujące. Można powiedzieć takie bardzo sensacyjne. Tak pokrótce opisując to zdarzenie, to powiem, że miało miejsce, daty nie udało się dokładnie ustalić. Mniej więcej to mogła być pierwsza połowa lat 80.
Opole, na peryferiach Opola dokładnie miało to miejsce. Czwórka osób, to wtedy były dzieci w wieku ośmiu, dwunastu lat. Późną porą przebywała w pobliżu swojego osiedla. To jest akurat jedno z takich ostatnich osiedli oddalonych, znajdujących się na peryferiach Opola. Przebywała właśnie po godzinach mniej więcej 21:00, 22:00. To był prawdopodobnie sierpień bądź wrzesień. Mniej więcej, jak się udało ustalić. I rzecz ciekawa, oni akurat znajdowali się na takiej otwartej przestrzeni. Zaraz za blokami jeszcze wtedy rosły pola, znajdowały się pola, na których było uprawiane zboże i prawdopodobnie tam już wtedy znajdował się jeden z jakichś kręgów zbożowych. Mówimy o latach 80.
Więc to też jest ciekawostka, bo jak wiemy, pierwsze przypadki kręgów zbożowych w Polsce wypływały gdzieś dopiero pod koniec lat 90. Także to jest też taka ciekawostka. W każdym razie nagle zobaczyli oni narastającą mgłę, która tworzyła się punktowo w jednym miejscu, mniej więcej w odległości do nich 100 metrów i jednocześnie usłyszeli bardzo dziwny dźwięk. Ten dźwięk przypominał brzęczenie pszczół. Tak to świadek opisał. Co jest też ciekawe, bo przecież ten element bardzo często przewija się w różnych relacjach bliskich spotkań z UFO. I ten dźwięk narastał z góry. I w momencie, kiedy spojrzeli w górę, zobaczyli opadający obiekt. Najpierw świadek to opisał jako taki punkt świetlny białego koloru, dosyć jasnego, który opadał tak majestatycznie, pomału i on się schował w tą mgłę. Ta mgła jednocześnie się zaczęła powiększać.
Była dosyć gęsta i taka nietypowa. On to opisał jako taka wręcz nierealna.I co ciekawe, wtedy mogli zobaczyć, co tak naprawdę się kryje w tym punkcie świetlnym, bo okazało się, że to był sporych rozmiarów obiekt, który świadek porównał mniej więcej do wielkości dwóch autobusów. Dosyć pokaźnie duży obiekt, który mniej więcej przypominał kształtem odwrócone ciasto babki. Dosłownie tak to przyrównał. I na tym obiekcie migały różne światła. Raz białe, raz czerwone. Była określona sekwencja tych świateł, które migały na przemian. Pojawiały się i znikały na tym obiekcie. Oni stali w odległości mniej więcej 100 metrów. Przyglądali się temu z wielkim podziwem i nieoczekiwanie w tej mgle zaczęły się pojawiać jakieś postacie.
Dokładnie dwie postacie wzrostu, jak on to opisał, mniej więcej metra czterdziestu. Z racji tego, że było ciemno, to niestety nie był w stanie sobie przywołać z pamięci, jak one wyglądały de facto. Były na pewno humanoidalne, a więc miały głowę, miały ręce, aczkolwiek były dosyć szczupłe. Te istoty zaczęły się przemieszczać, wyszły z tej mgły, przeszły na drugą stronę tej otwartej polany i co ciekawe, on to opisał, jakby te istoty sunęły. Nie przemieszczały się, a teren jest nierówny, bo tam wtedy znajdowało się pole, więc tak naprawdę byliby w stanie usłyszeć, że te istoty idą gdzieś, byłoby słychać jakiś dźwięk. Natomiast one poruszały się bezszelestnie i w pewnym momencie, co ciekawe, oni zaczęli gonić te istoty. Jeden z nich krzyknął do nich: „hej!” i nagle te istoty się niby zatrzymały, odwróciły się w ich stronę. I tak mniej więcej patrzyli na siebie przez minutę, może dwie. Świadek mi opisywał, że był troszeczkę sparaliżowany i teraz nie wiadomo, czy ten element, o którym on wspominał, dotyczył tego, że faktycznie po prostu ze strachu stał sparaliżowany, czy też nastąpił jakiś wpływ tego wszystkiego na niego. I te istoty nagle w pewnym momencie się odwróciły i schowały się do dziury.
Tam niedaleko znajdował się taki dziwny lej w ziemi. On też opisywał jako dziurę w ziemi szerokości może gdzieś pięciu, dziesięciu metrów, jako nienaturalną. I ona tam była już od dłuższego czasu i te istoty się schowały w tamtą dziurę. Obiekt był dalej widoczny i oni w tym momencie zaczęli podchodzić w stronę tego obiektu. Naraz pojawił się dźwięk tego brzęczenia, który był słyszalny na początku obserwacji i obiekt zaczął startować. Kiedy zaczął startować, nagle zmienił całe swoje oświetlenie. Przeszedł w taką świetlną sygnalizację, ja bym to nazwał tak dosłownie, taką białą sygnalizację. Zaczął startować i właśnie ten świadek poszedł praktycznie w samą mgłę i zobaczył, że ten obiekt, jak już poszedł do góry na kilka, kilkanaście metrów, to wywołał w tej mgle taki dziwny otwór. Ta mgła się ukształtowała, jakby zapamiętała kształt tego obiektu. I on wtedy widział, jak obiekt startował bezpośrednio do góry, aż w pewnym momencie wystrzelił mocno do góry i przebił się przez chmurę.
I co ciekawe, w chmurze też było widać otwór. Przez moment jakby wystrzelił się przez ten otwór i było widać nawet gwiazdy. I to w zasadzie cała obserwacja. Bardzo ciekawa, bo jak wiemy, tutaj sporo takich charakterystycznych elementów się przewija. Oni następnego dnia udali się w to miejsce. Ta mgła oczywiście w międzyczasie się rozstąpiła. Następnego dnia udali się w to miejsce i znaleźli kilka otworów. Prawdopodobnie trzy bądź cztery otwory w ziemi. To były takie otwory, jakby ktoś włożył jakieś wiertło do ziemi i wyciągnął je. Nie było widać w ogóle nigdzie żadnych śladów, aby ta ziemia, która została wyciągnięta z tej dziury, gdzieś była porozrzucana w okolicy.
To były idealne okrągłe otwory. Rzecz taka dosyć niezwykła, bo przecież podobne dziury w ziemi znajdowano też w okolicach Golatowa jakiś czas temu, prawda? Nawet ostatnio, niedawno taka sprawa gdzieś tam wypłynęła. Nie wiem, na ile jest wiarygodna. W każdym razie oni próbowali zmierzyć, jaka jest głębokość tych dziur i wkładali tam deski. I okazało się, że dopiero przy włożeniu dwóch desek o długości dwóch metrów udało im się sięgnąć dna. I te otwory były idealnie okrągłe. One tam jeszcze znajdowały się przez jakiś czas, przez nie wiem jaki, ale na pewno były jeszcze widoczne w tym miejscu. No i to jest w zasadzie cała historia. Historia bardzo niezwykła.
Warto też dodać, że świadek po tym zdarzeniu miał jeszcze dziwne przypadki takich klasycznych, można powiedzieć, bedroom visitors. On kilka razy budził się, tylko teraz nie wiadomo, czy te przypadki następowały zaraz po tym zdarzeniu, czy też miały miejsce kilka lat później. On wspominał o tym, że na pewno towarzyszyło mu to jeszcze do końca lat 80. Gdzie budził się często w nocy i widział jakąś postać, ciemną postać ubraną w ciemną pelerynę, która wisiała gdzieś tam w pobliżu. I on był w tym momencie sparaliżowany i miał często taką samą sekwencję tych zdarzeń, a więc budził się, widział jakąś postać, po czym tracił przytomność. I tak to mniej więcej wyglądało. Sprawa jest bardzo ciekawa i mam nadzieję, że drugi świadek się ujawni tej historii. Wtedy moglibyśmy być może ustalić jeszcze więcej szczegółów na temat tego zdarzenia. Wiem na pewno od świadka, że w tym miejscu te kręgi zbożowe. On sam osobiście był w tych kręgach jako dziecko, bawił się nawet w tych kręgach.
Pojawiały się tam na przestrzeni dwóch czy trzech lat na tym polu pobliskim. Nawet rolnicy, którzy uprawiali to pole, skarżyli się na dzieci. Posądzali je z okolicznego osiedla właśnie o to, że to one wywołują, one wygniatają te kręgi. Opisał mi je mniej więcej jako takie okrągłe koła, które były połączone korytarzami. Tyle udało się w zasadzie ustalićW przypadku tego zdarzenia, które już jest odległe w czasie, więc dużo rzeczy na pewno świadek mógł zapomnieć. Ale na pewno jest wiarygodny, bo przeszedł bardzo dogłębne testy psychologiczne, które w takich sytuacjach zawsze przeprowadzam ze świadkami, więc mogę z całą pewnością stwierdzić, że opowiedział mi na pewno wiarygodne zdarzenie i nie jest osobą, która byłaby skłonna w jakiś sposób do nadinterpretowania czegokolwiek. Raczej szczerze i prawdopodobnie odpowiadał na moje pytania i tego, czego nie pamiętał, po prostu nic nie dodawał do tej historii. Myślę, że na pewno możemy zaklasyfikować to zdarzenie jako jedno z bardzo ciekawych bliskich spotkań w Polsce, które szkoda, że wypłynęło tak późno. Pytanie, ile takich jeszcze jest przypadków, które być może jeszcze czekają na swoje odkrycie.
[19:05] - No właśnie, albo ile jest takich przypadków, które są zbyt dziwne-
[19:10] - Właśnie, dokładnie
[19:11] - ... by świadkowie decydowali się o nich mówić. To również trzeba powiedzieć. Ale Opolszczyzna to już takie peryferie działalności. Skupmy się na Dolnym Śląsku, bo swego czasu rzeczywiście mieliśmy tam dość dużo doniesień różnego rodzaju. Jak to wygląda? Czy można powiedzieć, że na obszarze województwa dolnośląskiego mamy rejony, które można nazwać anomalnymi zonami czy strefami anomalnymi, takimi jakie mamy w innych częściach kraju? Czy innymi słowy UFO upodobało sobie pewne rejony Dolnego Śląska?
[20:04] - Trudno mi mówić o jakichś takich strefach typowo anomalnych, które były czy też są w niektórych częściach Polski, jak chociażby na Podkarpaciu. Na pewno są pewne rejony, pewne obszary, w których zjawisko się pojawia częściej, jeśli mówimy tutaj o Dolnym Śląsku. Natomiast nie nazywałbym tego bezpośrednio strefami anomalnymi, bo trzeba tutaj zauważyć, że Dolny Śląsk jako ten rejon, nazwijmy go tak ogólnie ufologiczny, jest pod tym względem wyjątkowy, że jest najlepiej udokumentowany. To znaczy, na przestrzeni tych wielu lat działało wiele organizacji ufologicznych, które dotarło do wielu świadków. Przypuszczam, że podobnych rejonów w Polsce znaleźlibyśmy więcej, gdzie tych obserwacji jest porównywalnie tyle samo. Ale z racji tego, że działało tutaj wiele organizacji ufologicznych, mam na myśli między nimi Legnicki Klub, mam też również na myśli Wrocławski Klub Ireneusza Hryja, który działał też swojego czasu jeszcze w latach 90. Działa też organizacja w Kłodzku, którą prowadził Łukasz Tetlak. Te organizacje właśnie dzięki temu, że działały aktywnie w terenie, dotarły do wielu ciekawych relacji i udało się przede wszystkim wiele tych relacji udokumentować. Szkoda tylko, że archiwa tych organizacji tak naprawdę są nam ogólnie mało znane, ponieważ nie zostały ogólnie upublicznione. Natomiast jeśli miałbym mówić o jakichś ogólnych takich strefach, miejscach, gdzie to zjawisko pojawia się częściej niż w innych rejonach, to na pewno bym wyszczególnił ogólnie rejon górski, gdyż statystycznie rzecz ujmując, więcej obserwacji wpływało jeszcze za czasów, kiedy ja działałem w legnickim klubie, do nas właśnie z rejonów górskich niż nizinnych.
Mam tutaj szczególnie na myśli rejon Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby, ale także rejonów takich miejscowości jak Wojcieszów, jak Marciszów. Generalnie gdybyśmy spojrzeli na mapę Dolnego Śląska, to te miejscowości są oddalone od siebie w granicach 30, 40 kilometrów, a więc jest to rejon taki zamknięty. Gdybyśmy pociągnęli kółko, to w zasadzie moglibyśmy mówić o jakimś takim obszarze rzędu 50 kilometrów, w którym zamyka się wiele ciekawych relacji. Drugim takim obszarem szczególnym to jest rejon właśnie Wrocławia. Ja osobiście udokumentowałem wiele obserwacji UFO właśnie w samym Wrocławiu, jak i również okolicach. W okolicach Leśnicy, okolicach Kątów Wrocławskich. Kolejny obszar, taki szczególnie aktywny, który był przynajmniej aktywny jakiś czas temu, to jest obszar Brzegu Dolnego, obszar Bołowa. To są miejscowości oddalone od Wrocławia mniej więcej około 50 kilometrów i tam na przestrzeni mniej więcej tych kilku miejscowości sporo się działo, szczególnie w latach 2000-2006, bym tak powiedział. To są takie wyszczególnione obszary, na których ja szczególnie udokumentowałem wiele różnych przypadków. Jeśli mielibyśmy to tak ująć geograficznie.
[23:27] - Na mapie spotkań z UFO szczególnie wyróżnia się Wrocław. Czy możesz opowiedzieć coś o najciekawszych zdarzeniach ze stolicy Dolnego Śląska?
[23:38] - Tak jak wspomniałem, Wrocław jest tam dużo tych relacji. Natomiast jeśli chodzi o jakieś takie spektrum niezwykłości tych zdarzeń, to one nie są jakoś tak zasadniczo porywające. Przeważnie przypadki, jakie dokumentowałem we Wrocławiu, to były przypadki dotyczące obserwacji jakichś kul. Zdarzały się również dyski, szczególnie rejon Nowego Dworu oraz rejon osiedla Popowic. To jest mniej więcej bardziej zachodnia część Wrocławia. Tam tych relacji było więcej. To jest też rejon, gdzie znajduje się lotnisko, więc tutaj w pewnych kwestiach też trzeba brać poprawkę na niektórePrzypadki, które ja dokumentowałem na obszarze Wrocławia, gdyż pewna część tych obserwacji mogła dotyczyć de facto lądujących, startujących samolotów. Natomiast te znane mi przypadki, które dokumentowałem i które uznaję za wiarygodne, są na pewno ciekawe. To też świadczy o tym, że w pobliżu lotnisk cywilnych czy wojskowych można często zaobserwować coś ciekawego. Mam relację z 2013 roku, gdzie niedaleko lotniska był obserwowany obiekt w kształcie dysku.
W tym samym roku, kilka budynków dalej inny świadek obserwował bardzo ciekawą kulę, która emanowała jasnym światłem i składała się z takiej mazi w środku, która się przemieszczała. Ten obiekt leciał ruchem jednostajnym i świadek miał wrażenie, jakby odczuwał ciepło pochodzące z tego obiektu. To jest też ciekawy element, mimo że obiekt był obserwowany z dosyć dużej odległości. Mam też ciekawą relację z osiedla Popowic, którą opublikowałem na swoim blogu. Dotyczyła obserwacji dużego obiektu, też dyskoidalnego, który szacunkowo, według relacji świadka, mógł mieć od 150 prawdopodobnie nawet metrów średnicy. Taki obiekt sunął sobie w stronę centrum miasta bezdźwięcznie. Obserwował go tylko on sam. Nigdy nie dotarłem do żadnej innej relacji, mimo że świadek twierdził, jakoby było wielu innych świadków tego zdarzenia i nawet relacje te wypłynęły do audycji radiowych, które prowadził kiedyś w Radiu Zet dziennikarz Bernatowicz. Nie wiem, ile w tych przypadkach jest prawdy. W każdym razie ta sprawa jest też ciekawa.
Mamy też bardzo ciekawe zdarzenie w Kątach Wrocławskich. To jest w zasadzie terytorialnie już nie Wrocław, ale miejscowość przylegająca tuż do Wrocławia. Tam w 2007 roku dwójka osób obserwowała i sfilmowała bardzo ciekawy obiekt unoszący się bardzo nisko nad budynkami. Ta sprawa była głośna. Zresztą bardzo medialnie ją nagłośnił dziennikarz Janusz Zagórski, który działa we Wrocławiu. On jako pierwszy dotarł do tego świadka. Ci świadkowie chcieli zachować anonimowość. W ogóle jeden z nich to jest jeden z takich przodujących biznesmenów działających we Wrocławiu. Obserwowali obiekt, który przypominał taki słup, odwrócone cygaro, wokół którego przemieszczały się różne pierścienie świateł. Obiekt był obserwowany w nocy.
Oni jechali samochodem. Zatrzymali się, zaczęli obserwować ten obiekt i filmować go. W momencie, kiedy ruszyli samochodem, obiekt zaczął ich gonić. Zaczął się przemieszczać w ich stronę. Oni dalej go filmowali. W pewnym momencie zawisł nad jednym z zakładów chemicznych, o ile dobrze kojarzę, które tam się znajdują na terenie Kątów Wrocławskich. Wisząc, jednocześnie przemieszczały się wokół niego różne pierścienie światła. Ten obiekt przygasał oraz się zapalał. No cóż, rzecz niezwykła. W ogóle ten film można obejrzeć na YouTube.
On jest do dzisiaj dostępny. Może nagranie nie jest bardzo jakościowe, gdyż było robione telefonem komórkowym, ale na pewno można zaliczyć to zdarzenie jako jedno z najbardziej sensacyjnych. Ten obiekt w pewnym momencie po prostu znikł. Tak jak go zobaczyli nagle, tak samo w pewnym momencie stracili go z pola widzenia. Ale jest bardzo ciekawa jedna sekwencja tego nagrania, które polecam słuchaczom. Wpisując sobie „Kąty Wrocławskie UFO”, takie hasło kluczowe, na pewno ten filmik się im wyświetli. Widać, jak ten obiekt w pewnym momencie się odbija od lusterka samochodu. I to jest właśnie niezwykłe. Możemy mieć z całą pewnością dowód, że było to coś materialnego, co się pojawiło w przestrzeni nieoczekiwanie i wprawiło w olbrzymie zdumienie tych dwóch świadków, którzy tak naprawdę sami nie wiedzieli, co obserwowali, chociaż twierdzili, że pewnie to było UFO. Ale co poza tym mogą powiedzieć na ten temat?
Niewiele. To jest jedno z takich ciekawych zdarzeń. Mamy też oczywiście Leśnicę, sprawę, która w zasadzie wypłynęła przez ciebie, Piotrze. Chodzi o zdarzenie-
[28:50] - To była sprawa dość dziwna.
[28:53] - Bardzo dziwna sprawa. Zresztą odległa w czasie, bo mówimy o latach 60.
[28:58] - Powiem ci szczerze, że nie wiem tak do końca, co o tym myśleć, bo ta historia, okazało się, że nie jest to bliskie spotkanie, tylko może nawet coś w rodzaju wizji. Ostatecznie ta kobieta bodaj to opisywała.
[29:18] - Tak.
[29:19] - Ale nim przejdziemy do Leśnicy, miałbym jeszcze jedno pytanie odnośnie takiej sprawy, która krąży w środowisku jako swego rodzaju legenda. Niektórzy uważają to wręcz za mit. Chodzi o taką historię wspominaną w niektórych publikacjach jak obserwacja NOLA z pasażerami w Parku Zachodnim we Wrocławiu. To był bodajże rok 1979 i wiem, że zajmował się tym Wrocławski Klub Badania UFO. Natomiast o tej sprawie nie mówi się. Słyszałeś o niej na pewno.
[29:56] - Tak, słyszałem, oczywiście.
[29:57] - Co o tym sądzisz?
[30:00] - Niewiele mogę powiedzieć na ten temat. Raz, że ja tej sprawy nie dokumentowałem. Dwa, że tak naprawdę znamy ją bardzo w wersji enigmatycznej, takiej okrojonej. Podobno badał ją właśnie klub Ireneusza Hryja. Chyba zdaje się teżW sprawę był zaangażowany Jan Pająk, który jak wiemy przez jakiś czas zajmował się ufologią. I w zasadzie tyle można powiedzieć. Nie było żadnego rzetelnie sporządzonego raportu na temat tego zdarzenia.
[30:34] - Był chyba rysunek z tego, co pamiętam.
[30:35] - Był rysunek, tak. I krótki opis tego zdarzenia. Sprawa wydaje się naprawdę sensacyjna. Bardzo ciekawa jest. Jeśli byłaby prawdziwą historią, mielibyśmy do czynienia z kolejnym niezwykłym przypadkiem z terenu Polski. Ale cóż mogę powiedzieć na ten temat? Niewiele.
[30:53] - Mówię o tym Parku Zachodnim, Damian, bo pamiętam swego czasu dotarła taka relacja, ale to było kilka lat temu i tam jeden młody mężczyzna twierdził, że po prostu będąc w parku zobaczył dwa latające talerze, jeden lecący za drugim. Potem się niestety nie odezwał. I tak zadawałem sobie pytanie, czy to miejsce samo w sobie nie jest jakoś szczególnie naznaczone takimi dziwnymi incydentami, bo to już by był drugi taki incydent wielkiej rangi, który miał tam rzekomo mieć miejsce, a o tym tak naprawdę już potem nie słyszano.
[31:34] - Nie znam, Piotrze, tej relacji, o której mówisz. Natomiast mi jest znana tylko jedna obserwacja w pobliżu tego parku, ale to była na pewno nie na tyle spektakularna, jak mówisz. To była obserwacja po prostu obiektu, który przypominał trójkąt. Były to trzy światła połączone ze sobą, nocą było obserwowane przez innego świadka. Ta relacja do mnie wpłynęła bodajże trzy lata temu, ale nie wiem, czy można ją wiązać z tym miejscem. Trudno też nadawać jakimś miejscom strefę anomalną, jeśli tak naprawdę mamy do czynienia z dwoma bądź trzema relacjami. Ale oprócz tego to nic nie słyszałem o jakichś innych obserwacjach w tej części miasta.
[32:21] - A jak to było z tą Leśnicą? Bo sprawa rzeczywiście była dziwna, obejmowała relacje wówczas grupki dzieci. To też była sprawa sprzed lat i tam główna świadek twierdziła, że podczas zabawy w miejskim parku. I tutaj jest dziwna sprawa, bo oni twierdzili, że weszli do czegoś w rodzaju rowu i na końcu tego rowu czy też takiego przejścia pod drogą bodajże zobaczyli bardzo dziwną postać. I ta postać wyglądała jak kosmonauta w skafandrze.
[32:57] - Dokładnie tak. Ja byłem tam, na tym miejscu zdarzenia, rozmawiałem ze świadkiem. Dokładnie, można powiedzieć, sprawdziłem ten kanał melioracyjny, który tam biegnie. Po pierwsze ten teren już wygląda zupełnie inaczej niż wtedy. Z opisu świadka spodziewałem się, że faktycznie zastanę jakąś długą, szeroką rurę, przez którą faktycznie te dzieci mogły tam sobie chodzić. W każdym razie z jednej strony otwór jest na tyle szeroki, że faktycznie dziecko niewielkiego wzrostu jest w stanie wejść tam, natomiast na pewno nie jest już w stanie dostać się na drugą stronę ulicy i przejść na drugą stronę tego kanału, bo z drugiej strony ten kanał jest mocno zwężony. Ale możemy zakładać, że na przestrzeni tych wielu lat w jakiś sposób prace melioracyjne mogły tam trochę zniekształcić, przekształcić ten rów, ten kanał. Więc nie wyklucza to, że faktycznie w latach 60. wyglądało to zupełnie inaczej. Ja też nie twierdzę, że to zdarzenie jest niewiarygodne, chociaż jak rozmawiałem ze świadkiem i później jak robiłem z nią różne testy psychologiczne, to ona w niektórych testach trochę wypadła źle, szczególnie w tym teście dotyczącym prawdomówności.
Natomiast w pozostałych wypadła bezbłędnie. I to było dla mnie takie trochę fenomenalne i niespotykane. Ale zakładam, że to zdarzenie raczej miało miejsce i myślę, że raczej ta pani nie zmyślała. Zresztą nie miałaby ku temu żadnych powodów. I czy można je kwalifikować, w ogóle łączyć z tematyką ufologiczną? Jak najbardziej tak, jeśli oczywiście spojrzymy na temat UFO w szerszym aspekcie. Jeśli zaczniemy dostrzegać w tym zjawisku bardziej elementy paranormalne, to na pewno tak. Bo tak jak mówisz, faktycznie przypominało to formę jakiejś takiej wizji. Ta istota była po prostu bardzo nierzeczywista. Wyglądało to wręcz jak jakiś rzut holograficzny.
Ona się pojawiła w miejscu, gdzie tak naprawdę kanał nie był na tyle szeroki, aby mógł tę istotę pomieścić. A jak wiemy, ona zobaczyła taką białą ścianę i na tle tej ściany pojawiła się ta istota niewielkiego wzrostu, ale mimo wszystko była wyprostowana, więc było to wręcz niemożliwe. Więc albo w tym miejscu doszło do jakiegoś takiego załamania rzeczywistości, że tak naprawdę być może doszło do jakiegoś otwarcia czasoprzestrzennego. Nie wiem, jak to nazwać ogólnie, że ten obszar w tym miejscu zaczął wyglądać zupełnie inaczej na moment tej wizji. Czemu miało służyć to zdarzenie? Tego nie wiem. Na pewno wywołało duży strach w świadkach i na pewno jest jednym z ciekawszych przypadków z tych okolic. I fajnie, że udało się go udokumentować. Mimo tego, że wiele lat upłynęło od tego zdarzenia, to jednak świadek była w stanie zapamiętać wiele szczegółów, chociażby jak ta istota wyglądała, a wyglądała dosyć typowo jak na relacje bliskich spotkań trzeciego stopnia właśnie z tych okresów. Przypominała kosmonautę, bym powiedział wręcz.
Ja nawet sugerowałem świadkowi, czy przypadkiem nie widziała może osoby dorosłej czy jakiegoś pracownikaMelioracyjnego, który po prostu miał jakiś taki kostium ubrany, ale zdecydowanie zaprzeczyła temu. Ta istota wyglądała bardzo nietypowo, a co ciekawe temu zdarzeniu towarzyszył taki dziwny stan ciszy. Czynnik OSS, jak to zwykle jest opisywane w literaturze ufologicznej. Tak więc ten element jest dosyć charakterystyczny. Warto też dodać, że ta świadek generalnie nie interesowała się tą sprawami ufologicznymi. Ona zdecydowała się z tą sprawą ujawnić najpierw tobie, a później dało się spotkać z nią właśnie dzięki jej sąsiadowi, który interesuje się tymi zdarzeniami i on ją nakłonił do tego, aby się z tą sprawą ujawnić. Zresztą był też na miejscu zdarzenia razem z nami i towarzyszył nam. Tak więc myślę, że ta osoba się nie kierowała jakimiś względami sławy, czy też tego, żeby zabłysnąć na chwilę taką historią wymyśloną. Bez wątpienia jest trochę w tym prawdy. Być może jej podświadomość trochę podpowiedziała i trochę nałożyła jakichś elementów zmyślonych w to zdarzenie.
Wydaje mi się, że mogło się wydarzyć tam coś więcej. To zdarzenie mogło mieć jeszcze ciąg dalszy. Tylko ta świadek ma jakąś taką blokadę. Blokadę, być może nieświadomie nałożoną przez podświadomość, że nie pamięta tych innych szczegółów tego zdarzenia, ani nie pamięta tak dosyć mgliście.
[37:48] - Damianie, wróćmy jeszcze na chwilę do Wrocławia. Przypomniała mi się jedna sprawa. Wspominałeś, że Janie Pająku. Jan Pająk wiąże się z jego nazwisko, wiąże się z jeszcze jedną historią. Znaczy jego nazwisko z tego okresu, kiedy można go jeszcze nazwać człowiekiem w miarę poważnym, bo teraz to już strach się wypowiadać momentami. I tenże Jan Pająk pisał o bardzo ciekawym zjawisku we Wrocławiu, mianowicie o tej takiej słynnej też historii, która też jest tak zawieszona gdzieś na granicy między miejską legendą a przypadkiem ufologicznym. Chodzi o tą sprawę słynną ze spalonymi płytkami PCV. Kiedy coś rzekomo miało wlecieć do mieszkania we Wrocławiu, wlecieć przez otwarte okno, wypalić, spalić nitkę, przepalić nitkę, na której suszyły się grzyby, a potem zostawić bardzo dziwne ślady na płytkach. Tutaj w literaturze możemy spotkać się z takim opisem, że to była istota jakaś, a tak naprawdę nie wiemy co to było, bo nikt tam niczego nie widział, prawda? Jednak te ślady były bardzo ciekawe, bo z tego, co pamiętam, to nie były ślady ognia, tylko to były ślady, bardzo nieduże ślady działania bardzo wysokiej temperatury.
Także jest to naprawdę ciekawa rzecz, tylko też jak mówimy zawieszona gdzieś w takiej próżni, bo nie udało się tam w sumie nic wyjaśnić. Te płytki potem gdzieś poginęły. Pamiętam, że Pająk pisał, że byli ludzie, którzy zbierali te płytki i on sugerował, że po prostu do tego mieszkania, przypominamy, że to był rok '79, wyfrunął jakiś intruz z osobistym rodzajem napędu, który przelatywał sobie w tę i nazad po holu tego mieszkania, po korytarzu. No i zostawił te dziwaczne ślady i wyleciał prawdopodobnie tym samym oknem. Osobiście nie wiem, jak tą sprawę ocenić, ale jest ciekawa, jest bardzo oryginalna i szkoda, że nie dopowiedziano do niej więcej, że nie ma tutaj jakiegoś finału. Ale Damianie, przejdźmy z Wrocławia albo z tematu UFO we Wrocławiu do kolejnej kwestii. Do takiej kwestii bardzo ci bliskiej z jednej strony, mianowicie do UFO i relacji pilotów. Jako człowiek zawodowo związany z lotnictwem na pewno masz na ten temat wiele do powiedzenia. Podzielmy to może na te relacje pilotów wojskowych i relacje pilotów cywilnych. Zacznijmy od tych pierwszych.
Czy spotkałeś się z takimi relacjami? A wiem, że się spotkałeś. Wiem, że masz kilka rzeczy do powiedzenia. Pilotów polskich, wojskowych, którzy mieli dziwne doświadczenia w powietrzu. I czy sądzisz albo inaczej, dlaczego oni tak nagle przestali o tym mówić? Bo od czasu, kiedy Polska weszła do NATO, wydaje mi się, że ten temat w polskim wojsku znalazł się trochę na cenzurowanym. Od tego czasu w zasadzie nikt z takimi opowieściami się nie wychyla.
[41:14] - Tak, jest to jakiś taki temat tabu chyba na tą chwilę, bo generalnie faktycznie niewiele mamy jakichś znanych relacji, które dotyczą obserwacji pilotów. Piloci jakby dziwnie milczą. Jeszcze w latach 80. w jakimś stopniu się ujawniali z tymi historiami. Natomiast teraz mamy taką posuchę, jeśli chodzi o tego typu relacje. Ja dokumentowałem jedną relację dotyczącą pilota wojskowego. To jest pewien pan, który obecnie mieszka w Obornikach Śląskich na Dolnym Śląsku. Jest już emerytowanym wojskowym od wielu, wielu lat, ale dawno temu, jeszcze w czasach PRL-u, doświadczył ciekawego spotkania, bardzo bliskiego spotkania, bym powiedział, właśnie z dziwnymi obiektami latającymi. Ta relacja dotyczyła obserwacji w okolicach lotniska Mogilno. Obecnie, jak wiemy, to lotnisko jest lotniskiem komercyjnym.
No ale w tamtych czasach to były, o ile dobrze kojarzę, chyba lata 70., kiedy właśnie on, jak jeden z wielu zajmował się oblatywaniem MiG-ów. Nie, przepraszam, to były lata 60.Oplatywanie Migów. Podczas jednego z takich lotów wspólnie z kolegą pilotowali dwa samoloty. Robili oblot tych maszyn w okolicach lotniska i nieoczekiwanie dostrzegli dwa obiekty, które nadleciały z dwóch stron. Przytuliły się, mówiąc kolokwialnie, do skrzydła bardzo blisko. Te obiekty miały kilka metrów średnicy. Wyglądały jak typowe, klasyczne dyski i tak wisiały. Lecieli równolegle. W pewnym momencie stracili kontakt radiowy między sobą i te obiekty, jak się przytuliły, tak nagle wystrzeliły z ogromną prędkością i odleciały. Oczywiście nic nie było na radarach.
Zgłosili tę sprawę później, chociaż bardzo się obawiali tego, swoim przełożonym, bo chyba w tamtych czasach o takich sprawach ogólnie nie dyskutowało, bo to kolidowało więcej problemów niż jakichś zasług, że takie coś się przeżyło. Te obiekty po prostu nagle zniknęły im z pola widzenia. Naraz wrócił kontakt radiowy między obydwoma samolotami. I to w zasadzie tyle. Ta obserwacja była bardzo krótka, ale bardzo ciekawa, bo świadek mi opowiadał, że w pewnym momencie chciał wystrzelić nawet rakietą w stronę tego obiektu, ale to trwało tak krótko. To były dosłownie sekundy, więc nawet nie zdążył. Był to dosyć niebezpieczny manewr, bo te obiekty bardzo blisko się zbliżyły do samolotu i mogło dojść do katastrofy, ale na szczęście nie doszło. To jest jedna z takich znanych mi historii, jeśli chodzi o pilotów wojskowych. Natomiast mówiąc o pilotach cywilnych, to już bardziej są relacje współczesne, ale niedotyczące polskich pilotów. Z racji tego, że pracuję w komercyjnych, niepolskich liniach irlandzkich, to mam styczność też z pilotami różnej narodowości.
Ogólnie rzecz mówiąc, piloci nie są skorzy tak bardzo rozmawiać o tych sprawach. To jest bardzo hermetyczne środowisko, zamknięte w sobie i jeśli faktycznie jakieś historie gdzieś tam przechodzą, to mogę to na palcach policzyć. Wspominałem gdzieś na którychś audycjach o zdarzeniu pewnego pilota. To był Holender, który akurat wykonywał rejs w okolicach Malagi w południe Hiszpanii. Dostrzegł obiekt na dużej wysokości, który wisiał dosyć wysoko i był koloru mniej więcej jasnoniebieskiego. Jemu się udało zrobić zdjęcie temu obiektowi. Ja to zdjęcie mam. W zasadzie nie jest jakieś spektakularne. Widać faktycznie jakiś obiekt. Wygląda to troszeczkę jak punkt bardziej na niebie, ale jest to jakiś faktycznie dowód.
Oni ten obiekt widzieli bardzo długo. On się unosił przez kilka minut, po czym go stracili z pola widzenia. Ale to tylko dlatego, że po prostu samolot w pewnym momencie zmienił kurs, więc nie byli w stanie go już zobaczyć, bo byli do niego plecami odwróceni samolotem. To jest jedna z takich relacji. Druga relacja, trochę ciekawsza, do której dotarłem trzy lata temu, miała miejsce nad lotniskiem Eindhoven w Holandii. Świadkiem był pilot Belgijczyk, który pracuje do dzisiaj w moich liniach lotniczych. On miał bardzo ciekawe zdarzenie tego rodzaju, że podczas startu samolotu, akurat nie mogę sobie przypomnieć, w jakim kierunku samolot leciał z Eindhoven. Być może to był kurs w stronę Stansted, jeśli dobrze kojarzę. Tuż po starcie ten pilot, przynajmniej trzy lata temu jeszcze był pierwszym oficerem. Teraz być może już jest kapitanem.
Obydwaj piloci zobaczyli nagle niewielki punkt, który po prostu przemknął w dosyć bliskiej odległości od samolotu, ale ta prędkość była bardzo duża. Oni go nawet nie wychwycili gdzieś na radarach. Nie było go widać. Obiekt po prostu przeleciał. Odległość mogła być rzędu pół kilometra nawet, jak twierdził. Oni to zgłosili oczywiście wieży kontroli lotów, ale tamci nic nie mieli na radarach. Kiedy sporządził raport, bo oczywiście musiał sporządzić raport, wymagała tego procedura. Sprawa została zgłoszona tam dalej, poza szyld firmy do organizacji ICAO, która mniej więcej zbiera takie meldunki. Generalnie wszelkiego rodzaju meldunki dotyczące naruszeń bezpieczeństwa w przestrzeni powietrznej. Generalnie sprawa umarła śmiercią naturalną, bo uznano, że był to prawdopodobnie dron, chociaż on się z tym nie zgodził, twierdząc, że ten obiekt się przemieszczał bardzo szybko, zdecydowanie szybciej niż samolot podczas startu, więc w zasadzie nie wiadomo, co to było.
To jest jedna z ciekawych relacji, które są mi znane. Znam jeszcze relację pilota Anglika, który w Anglii w okolicach miejscowości Bishop's Stortford, to jest miejscowość położona niedaleko lotniska Stansted w Anglii. Akurat nie pilotując samolotu, ale z ziemi obserwował startujący obiekt w kształcie kuli, który wyłonił się w odległości mniej więcej kilometra od niego nad budynkami. Zawisł, po czym nieoczekiwanie zniknął. To jest też taka krótka relacja. On sam w zasadzie nie wiedział, co to było. Być może to mogło być coś, co możemy w jakiś sposób racjonalnie wyjaśnić, chociaż on sam nie umiał.Ale jeśli ogólnie mówimy o pilotach i o ich relacjach, to jest to naprawdę temat tabu. Mimo tego, że się obracam w tym środowisku, jest mi trudno czasami z niektórymi rozmawiać na ten temat, bo to jest taki kłopotliwy temat tabu. Mimo tego, że mam kontakt z pilotami, to ogólnie nie słyszę od nich o takich przypadkach. A być może jeśli faktycznie obserwują takie obiekty, to starają się raczej o tym nie dyskutować głośno.
Co akurat jest szkodą dla nas, bo być może poznalibyśmy wiele ciekawych relacji. Być może jeszcze ciekawszych niż te, do których mi się udało dotrzeć.
[49:18] - A czy dotarły może do ciebie jakieś relacje od pilotów polskich?
[49:23] - Niestety nie. Oprócz pilota wojskowego, o którym wspominałem, nie. Relacje, które mi są znane, to są relacje, które zgłosili mi piloci zagraniczni. To był Belg i Holender, więc póki co nie poznałem jeszcze żadnej relacji dotyczącej polskiego pilota. Mimo że teraz mam z nimi trochę większy kontakt, z racji tego, że przebywam na lotnisku we Wrocławiu, więc w większości mam styczność z polskimi pilotami. Ale jak zapuszczam języka, to raczej nikt nic takiego nie przeżył. Co jest też ciekawe, ale z drugiej strony można to racjonalnie wyjaśnić, gdyż piloci komercyjnych linii paradoksalnie nie tak często spoglądają w niebo. Są momenty szczególne podczas startu, podczas lądowania, kiedy wykonują dużo procedur związanych z checklistą. Natomiast w trakcie tak zwanego cruisingu wiele z nich nie spogląda przed siebie, tylko jest zajęta wykonywaniem kliknięć na komputerze. Więc paradoksalnie czasami pasażer może więcej dostrzec niż sam pilot siedzący z przodu samolotu.
To może w jakiś sposób tłumaczy, że tych relacji wbrew pozorom nie jest dużo. Oczywiście są ciekawe, sensacyjne, bo jeśli do nas dociera informacja pilota, to jest na pewno wiarygodna. Taki człowiek, opowiadając taką historię, na pewno nie zmyśla. Po drugie posiada bogaty zasób wiedzy, jeśli chodzi o określenie, umiejscowienie w przestrzeni takiego obiektu, określenie jego prędkości, jego kinetyki, jego zachowania się. Więc takie relacje są na pewno bogate w informacje, cenne i wiarygodne. Niestety mamy ich niewiele i to też jest ciekawe, dlaczego tak jest. Czy faktycznie to zjawisko w jakimś stopniu zanika, czy też to środowisko jest tak zamknięte w sobie, że obawia się dyskutować i ujawniać z takimi historiami.
[51:28] - A może inni pracownicy ZCH czy też linii lotniczych coś przebankują?
[51:33] - Nie, tutaj też niestety nie docierają do mnie sygnały. Swojego czasu wysłałem list do wieży kontroli lotów, ale niestety skończyło się bez odzewu jakiegokolwiek. Tutaj też niestety nic mi nie wiadomo na temat jakichś relacji.
[51:52] - A co ze sprawami takimi jak zdarzenie z Huty? Jak je oceniasz? Czy to jeszcze domena ufologii, czy może dowód na związek tej dziedziny z szerszym spektrum zjawisk paranormalnych?
[52:04] - Właśnie, Damianie, zdarzenie z Huty to ewenement swoisty w historii polskiej ufologii. To jest historia leżąca na przecięciu dwóch sfer: zjawisk paranormalnych i ufologii. To się rzadko zdarza. Takich historii było tylko kilka do tej pory. Między innymi słynna sprawa z Lasowa, gdzie świadkowie gonili dziwną istotę. A w Hucie było tak, że to ona goniła ich, prawda?
[52:39] - Dokładnie tak. Jak ja się odnoszę do tej sprawy? Traktuję ją jako jeden z najciekawszych przypadków, jakie dotychczas udało mi się udokumentować. Przez jakiś czas się zastanawiałem, czy faktycznie możemy ją wiązać w ogóle ze zjawiskiem UFO. Bo przecież wygląd istoty nieco odbiega od szablonowych przypadków, gdzie mamy do czynienia z istotami humanoidalnymi, które noszą jakieś skafandry, wyglądają troszeczkę jak kosmonauci. Tutaj mamy do czynienia z istotą, która aż się prosi, żeby nazwać ją wręcz demoniczną. Ubrana w czarny płaszcz czy zakapturzona, ze świecącymi się oczami, lewituje sobie po lesie, wywołując strach i zamęt wśród świadków. Wygląda to dziwnie i podejrzanie. W pewnym momencie moglibyśmy uznać, że może mamy tu do czynienia z jakąś formą zjawy, ducha. Ale w tym zdarzeniu przewijają się też takie elementy, które wskazują, że raczej możemy tutaj iść w stronę ufologii.
Ufologii takiej, która otwiera przed nami być może inny punkt widzenia na to zjawisko. Bo jak wiemy, temu zdarzeniu towarzyszył też dziwny stan ciszy. Ta istota się przemieszczała, lewitując, nie wywołując żadnego hałasu, a teren jest bardzo nierówny. Jest porośnięty różnymi gąszczami. I faktycznie można powiedzieć, że zachowywała się w sposób może nie agresywny, ale wścibski. Ona w pewnym momencie ich nachodziła i straszyła. Można powiedzieć, że to zdarzenie, to całe spotkanie miało na celu wywołanie strachu wśród tych ludzi, którzy późną porą przemieszczali się w okolicach miejscowości Huty tym terenem leśnym. Ten teren jest bardzo ciekawy pod względem folkloru ludowego.
[54:44] - Ostatnimi czasy udało mi się tam troszeczkę powertować i znalazłem kilka ciekawych relacji związanych z różnymi ciekawymi legendami związanymi z tym obszarem, z tym odcinkiem turystycznym, który biegnie w pobliżu tego miejsca zdarzenia. Wiele tych legend tak naprawdę dotyczy jeszcze legend niemieckich, bo jak wiemy, ten teren był wcześniej niemiecki. Dopiero po wojnie ten teren przeszedł po stronę polską. Te relacje są bardzo ciekawe, bo dotyczą też dziwnych zjaw, dziwnych duchów, różnych demonicznych postaci pojawiających się w tym obszarze, błędnych ogni nawet. Ogólnie można klasyfikować je jako leśne zjawy. Ale zdajemy sobie sprawę, że w tamtych odległych czasach ludzie troszeczkę inaczej interpretowali pewnego rodzaju zjawiska. My mając większy zasób wiedzy, jesteśmy w stanie konkretniejsze wnioski wyciągnąć z takich zdarzeń. Na pewno to zdarzenie jest niezwykłe, bo możemy tutaj mówić o jakiejś luce czasowej, która się pojawiła. Bo tak krótko streszczając to zdarzenie: była to grupka osób, która przemieszczała się lasem i widziała tę istotę. Po tym zdarzeniu oni sami stwierdzili, że ten krótki odcinek kilometra, jaki pokonali, pokonali w zdecydowanie dłuższym czasie niż powinni.
A odcinek znali doskonale. Wielokrotnie się przemieszczali tą drogą i zdawali sobie sprawę, że na pewno zajęłoby im to krócej. Druga sprawa, że inna grupa osób, która docierała do tej chaty położonej niedaleko tego zdarzenia, jechała motorami i miała nieco dłuższy odcinek do pokonania, dwukilometrowy, ale i tak mimo wszystko ten odcinek powinien zająć im kilkanaście minut, a zajął im ponad godzinę, co też jest zastanawiające. Zastanawiające jest również to, że inna osoba, zupełnie niezwiązana z tym wydarzeniem, obserwowała w tym miejscu jakąś taką startującą kulę. Widziała obiekt, jakiś dziwny, kulisty nad lasem. I świadek, osoba, która mi opowiedziała całą tę historię, później się udała w to miejsce, gdzie teoretycznie ta kula była widoczna. I co ciekawe, w tym miejscu znalazła dziwny krąg wypalonej trawy. A więc kolejny element, który pojawia się w tym zdarzeniu. Oczywiście nie wiemy, czy możemy go łączyć z całym zdarzeniem, ale jeśli spojrzymy na te elementy z całości, to może wskazywać na to, że było to jak najbardziej zdarzenie ufologiczne, aczkolwiek z dużym nośnikiem paranormalności. Ale ta paranormalność towarzyszy wielu zdarzeniom, wielu bliskim spotkaniom z UFO.
Tylko tak naprawdę przez długi okres czasu przez wielu ufologów była zakopywana pod dywan, gdyż te zdarzenia o takim nośniku absurdu, jak ja to nazywam, były zbyt kontrowersyjne, aby w ogóle je gdziekolwiek ujawniać, publikować, więc były szufladkowane jako zdarzenia w ogóle niezwiązane z ufologią. Dzisiaj, patrząc z dystansu na to, możemy wyrobić sobie inne zdanie na ten temat. Myślę, że zdarzenie w Hucie jest na pewno ciekawe, wręcz sensacyjne. Na pewno wiarygodne też, bo świadek jest osobą absolutnie szczerą, prawdomówną i to zdarzenie wywołało w niej olbrzymi, może nie wstrząs, ale odbiło się jej zasadniczo na psychice w tym sensie, że zaczęła się interesować sprawami związanymi z zjawiskami paranormalnymi. Interesowała się takimi rzeczami jak OOBE. Zresztą praktykowała i praktykuje do dzisiaj takie metody wychodzenia z ciała. Jest też osobą bardzo twórczą artystycznie. Z zawodu jest dziennikarką, a oprócz tego pisze powieści i maluje z tego, co mi wiadomo. Być może to zdarzenie w jakiś sposób zmieniło jej osobowość i sposób widzenia na świat, co jest też dosyć typowe, jeśli popatrzymy na inne relacje, na inne bliskie spotkania z UFO, kiedy ich świadkowie tak naprawdę przechodzą transformację osobowości. I tutaj możemy o czymś takim mówić.
Zresztą ta demoniczna postać, która się pojawiła tam wtedy w lesie w lipcu 1987 roku, towarzyszyła tym ludziom jeszcze przez jakiś czas. Nawet część z nich kojarzyło ją z zwiastunem śmierci, bo co ciekawe, pojawiała się w ich snach w momencie, kiedy na przykład ktoś później z ich bliskich umierał. To też jest zastanawiające. Dużo w tym jest demonologii. Oczywiście nie twierdzę, że sama ufologia stanowi wyznacznik demonologii, ale na pewno jest w tym dużo elementów paranormalnych, które przez folklor ludowy zostały zaklasyfikowane jako demoniczne zdarzenia.
[59:56] - Właśnie, bo to, co powiedziałeś, jest bardzo znaczące. Trochę wcześniej pojawia się istota, której głównym celem jest w zasadzie to, żeby kogoś przestraszyć. Obiekty UFO często dążą do tego samego. One mają bardzo dziwną naturę, bardzo dziwną mentalność, filozofię działania. One się pojawiają po to, żeby się zamanifestować i pokazać, żeby kogoś przestraszyć na przykład albo dać do myślenia. Natomiast nie idzie za tym żaden kontakt. Tutaj możemy się zapytać, czy to zjawisko nie ma momentami, bo nie mówię, że całe zjawisko UFO możemy sklasyfikować jako coś wypływającego z jednego źródła, aleCzy czasami nie jest tak, że część tego wypływa z sił, których jeszcze nie znamy i to sił, które mogą przybierać różną formę, różną postać albo inaczej mogą oddziaływać na świadomość. Z tym oddziaływaniem na świadomość, Damianie, wiąże się kolejne pytanie, bo jakiś czas temu gościliśmy Popik i ona opowiadała o słynnym przypadku ze Sztumu, kiedy dwóch panów zostało zabranych przez dziwny obiekt, dziwny transformujący się obiekt na coś w rodzaju badania psychologicznego, badania inteligencji. Oni byli przerażeni tym wydarzeniem. Natomiast w annałach polskiej ufologii mamy do czynienia z wieloma innymi przypadkami, kiedy UFO działało mocno na ludzką świadomość i to do tego stopnia, że albo rzeczywistość ulega poszerzeniu albo zwężeniu.
Parametry widzenia świata się zmieniały albo po prostu UFO momentami odbierało rozum świadkom. Przykładem tego jest choćby słynna sprawa ze Szczecina. Sprawa, którą kiedyś opisywała Arek Gniazda bodajże gdzieś spod Sanoka. Ale ty na swoim blogu czas tajemnic.blogspot.com, który wszystkim polecamy i o którym mam nadzieję jeszcze powiemy. Opisałeś kiedyś bardzo fajną historię i dającą do myślenia opowieść ze Szklarskiej Poręby. Była to historia dwóch panów, którzy spotkali się z UFO w formie szklanej kuli, szklanej bańki. Ale co się okazało, to nie ono było najdziwniejsze. Najdziwniejsze było to, co się działo w międzyczasie, bo ich świadomość uległa swego rodzaju załamaniu. To znaczy czas albo zwolnił, albo się zatrzymał. Co możesz powiedzieć o tej sprawie ze Szklarskiej Poręby i tym, co się tam stało?
Czy tego typu zdarzenia mówią nam coś o miejscu pochodzenia tych obiektów? Czy one przybywają spoza czasu, a może z jakiejś innej linii rzeczywistości?
[01:02:56] - To zdarzenie jest dla mnie szczególnie interesujące i ciekawe z tego względu, że można powiedzieć w takiej pełnej okazałości po raz pierwszy styknąłem się z cechą szczególną zjawiska UFO, czyli właśnie z czymś, co ogólnie określamy jako czynnik OS. Ale w tym przypadku ten czynnik OS był bardzo szczególny, specyficzny z tego względu, że można powiedzieć, że doszło do załamania tej rzeczywistości, bądź też samo zdarzenie rozgrywało się na planie świadomości tych dwojga ludzi, którzy nieoczekiwanie na swojej drodze spotkali dziwną szklaną kulę. Zdarzenie miało miejsce mniej więcej pod koniec lat 70. Może na początku. Świadek, który mi relacjonował to zdarzenie, bo tak naprawdę to jest jedyna osoba, która mi zdała tą relację. Nie znam relacji drugiego świadka, nie wiem, czy jeszcze żyje nawet, bo zdarzenie przecież odległe w czasie. Opowiedział mi właśnie tą historię w ten sposób, że jadąc drogą samochodem on akurat pracował w pobliskiej hucie szkła. To była Huta Szkła Julia tak się nazywała. Znajdowała się w miejscowości Piechowice koło Szklarskiej Poręby. Jechali oni służbowym samochodem i w pewnym momencie dostrzegli obiekt w pewnej odległości, może nieznaczącej, ale mniej więcej ten obiekt wisiał nad pobliskim szczytem Kotłów i ten obiekt przypominał taką kulę.
Kulę, która nie świeciła może własnym światłem, ale odbijała promienie słoneczne od siebie i przypominała taką szklaną kulę. Może nie była przezroczysta, ale wyglądało to, jakby była pokryta powierzchnią szkła. Oni zatrzymali samochód, zjechali delikatnie na pobocze. I to jest też ważny szczegół, warty szczegół zapamiętania. Wyszli z samochodu i zaczęli się temu przyglądać. Ten drugi świadek, nie ten, który mi zdawał relację, w pewnym momencie potraktował to jako jakiś znak od Boga. Być może, bo klęknął i zaczął się modlić. On natomiast świadek główny, który mi relacjonował to zdarzenie, pan Marek, tak go nazwijmy umownie. On wręcz przeciwnie, miał bardzo obojętny stosunek do tego, co widzi. Sam się nawet nad tym zastanawiał, że w końcu widział coś tak spektakularnego, tak niezwykłego, a w tej danej chwili miał bardzo obojętny stosunek do tego, co widzi.
Ta kula sobie wisiała i w pewnym momencie nieoczekiwanie nagle ustawił się za nimi sznur samochodów. Ta droga akurat w tym momencie wygląda zupełnie inaczej niż wtedy. Ona jest znacznie szersza, natomiast wtedy była dosyć wąska, więc mimo tego, że oni stanęli gdzieś z boku tym samochodem, to i tak tarasowali przejazd samochodów. I te samochody ustawiły się sznurkiem i żaden z kierowców nie reagował w żaden sposób. Wszyscy cierpliwie siedzieli, jak twierdził świadek w samochodach. Nikt nie reagował na to, że droga została zablokowana przez nich. Oni jeszcze stali tam chwilę i ta kula w pewnym momencie nagle wystrzeliła, zniknęła im z pola widzenia. Oni wsiedli do samochodu, pojechali, ale świadek, jak mi później opowiadał pan Marek, on się długo zastanawiał nad tym, że coś było nie tak w tym zdarzeniu. Przede wszystkim on doskonale znał ten obszar, bo codziennie tam jeździł do pracy. Znał, można powiedzieć, każdy z kamarek, skrawek tej drogi i nie rozumiał tego, jakim cudem oni byli w stanie tam w ogóle się zatrzymać.
Więc on podjechał tam prawdopodobnie chyba następnego dnia w to miejsce. Stanął samochodem i uświadomił sobie, że tak naprawdę w tym miejscu fizycznie oni nie mogli stać, bo tam jest bardzo stromy spadek w dół. Więc jego kolega, który mu towarzyszył, gdyby on w tym momencie się znajdował tam, gdzie się faktycznie znajdowałTo po prostu byś się zsunął w przepaść i to było takie nieprawdopodobne. Druga sprawa, że nagle wtedy też się ustawiły samochody i automatycznie ludzie zaczęli nerwowo reagować i trąbić na niego, że tarasuje przejazd. Natomiast wtedy, w tym danym momencie, ten czas jakby on twierdził sam, że się zamroził, jakby stanął w miejscu. On tego nie był w stanie zrozumieć, jak to było możliwe. A więc możemy tutaj mówić w tym przypadku o nagięciu rzeczywistości. Nie wiemy, czy to zdarzenie się rozgrywało na planie ich świadomości, czy też było realnym zdarzeniem. Czasami dzieje się tak, że przy bliskich spotkaniach z UFO może dochodzić do zmiany otoczenia i nie wiemy tak naprawdę, jak wyjaśnić takie zdarzenia. Być może dzieje się tak, że to zjawisko w jakiś sposób oddziałuje na naszą świadomość i może zmienić scenariusz otoczenia.
To miejsce, które jest nam dobrze znane, nagle wygląda zupełnie inaczej. Może dochodzić w takim zdarzeniu do dziwnych anomalii czasowych bądź innego rodzaju zjawisk anomalnych. To zdarzenie jest na pewno ciekawe właśnie pod tym względem, że mamy tutaj do czynienia z takim szablonowym przykładem czegoś, co w literaturze ufologicznej nazywa się mianem czynnika Oss.
[01:08:12] - A czy w swojej praktyce ufologicznej spotkałeś się z wieloma przypadkami lądowań UFO?
[01:08:19] - Może nie wieloma, ale było ich kilka i też nie wszystkie możemy traktować jako takie dosłowne, bezpośrednie lądowania obiektów UFO, po których później znajdowano jakieś ślady. Teraz na myśl mi przychodzi zdarzenie, które swojego czasu opisywałem na blogu. Miało miejsce w Wojcieszowie. To też szczególny obszar, gdzie mi osobiście udało się udokumentować kilka ciekawych relacji. To zdarzenie miało miejsce na początku lat 80., gdzie dwójka osób jadących samochodem widziała przelatującą kulę nad pobliską górą. W pewnym momencie ta kula ich tak zainteresowała, że oni pojechali w to miejsce. Zaczęli jechać w to miejsce, gdzie ona się przyziemiła i kiedy podjechali pod górę, kawałek jeszcze był taki możliwy, że mogli przejechać samochodem. Zatrzymali się. To widzieli tak naprawdę zamiast tej kuli jakąś taką dziwną formację ekranu, który był ciemniejszy od otoczenia. Wtedy już była późna pora.
Była noc, więc ta ciemność, która się uformowała nagle nisko nad łąką, była takiego nierzeczywistego kształtu. I ten świadek w pewnym momencie stwierdził, że podejdzie w to miejsce. A jeszcze obok funkcjonowała wtedy kamieniołom, a więc było słychać dokładnie dobiegające hałasy właśnie stamtąd. On, idąc w tę stronę, w stronę tego dziwnego kształtu, trudno to nazwać obiektem, w pewnym momencie jakby wszedł w taką ciemność. A dodajmy na to, że właśnie ten kształt ciemny wisiał bardzo nisko nad ziemią. Nastała dziwna ciemność i on naraz miał wrażenie, że wszystko nagle ucichło wkoło. Ten dźwięk, który jeszcze słyszał dobiegający z kamieniołomu, nagle ucichł. On jakby przekroczył taką magiczną granicę. Co jest właśnie niezwykłe. Znalazł się w takim dziwnym otoczeniu, poczuł się dziwnie i stwierdził, że jednak musi się wycofać.
I kiedy się wycofał i znów przekroczył tą magiczną granicę, okazało się, że dźwięk nagle z powrotem wrócił i było wszystko słychać. Obiekt był oczywiście dalej widoczny. On się przestraszył, wrócił z powrotem do swojego brata, który siedział w samochodzie. Ten brat, co też ciekawe, bardzo dziwnie się zachowywał, bo być może on był zaciekawiony tym zjawiskiem, natomiast tamten był jakby wyłączony. Do dzisiaj nie był w stanie wyjaśnić w ogóle, dlaczego jego brat wtedy, mając do czynienia z tak niezwykłym zdarzeniem, po prostu był obojętny na to wszystko, co się działo. Oni oczywiście odjechali z tego miejsca zdarzenia, ale w tym miejscu później ten świadek znalazł dziwny ślad w trawie. To był właśnie taki ślad wypalonego kręgu trawy, który utrzymywał się w tamtym miejscu jeszcze przez wiele lat. Niestety nie są mi znane żadne zdjęcia, bo on sam nie robił żadnych zdjęć z tego miejsca zdarzenia, ale można powiedzieć, że w tym przypadku mogliśmy mówić o jakimś przyziemieniu obiektu. Inne ciekawe zdarzenie, które udokumentowałem, być może nie z rejonu Dolnego Śląska, dotyczy takiej słynnej sprawy, która miała miejsce w miejscowości Żabno niedaleko Byłatowa. To jest właśnie powiat mogileński.
Tam w 79. roku pewna kobieta, wówczas młoda dziewczyna, obserwowała przyziemienie nad polem dyskoidalnego obiektu o średnicy kilku, kilkunastu metrów, który dosłownie wylądował w polu pszenżyta, o ile dobrze kojarzę. I naraz koło obiektu pojawiło się kilka humanoidalnych istot, które coś wykonywały. Nie wiadomo, czy jakieś czynności badawcze, ale krzątały się wokół tego obiektu. Ona w pewnym momencie, obserwując to, straciła świadomość. Ten obiekt po czym za chwilę wystartował i co ciekawe, w tym miejscu później, jak twierdziła świadek, został znaleziony krąg w zbożu. Podobno była to dosyć głośna sprawa na okolice w tamtych czasach, bo jak sama twierdziła świadek, sprawa była opisana nawet w ówczesnej gazecie „Trybuna Ludu”. Niestety nie udało nam się dotrzeć do tego nagłówku prasowego, bo podobno było nawet tam publikowane zdjęcie. Gdyby się udało dotrzeć do tego zdjęcia, mielibyśmy chyba mocny dowód na to, że zjawisko kręgów zbożowych jest bardzo odległe w czasie i pojawiało się w Polsce już dużo wcześniej, zanim po raz pierwszy zostały udokumentowane pierwsze przypadki pod koniec lat 90.To jest jedno z ciekawych lądowań, jeśli mówimy o klasycznych lądowaniach UFO. Ale kolejne zdarzenie, które mi przychodzi na myśl, miało miejsce na Dolnym Śląsku, niedaleko Legnicy, w miejscowości Polska Nowa Wieś Legnicka.
To jest taka wioska położona niedaleko Legnicy. Ja osobiście tej sprawy nie dokumentowałem, natomiast znana mi jest relacja jednego z tych świadków, a było ich tam kilku. Zdarzenie miało miejsce na początku lat 90. Mniej więcej chyba w 1991 roku. Grupka dzieci, to był styczeń albo luty, zima, bawiła się na sankach na pobliskim wzgórzu. Za tą miejscowością jest kilka pagórków, na których można trochę pojeździć na sankach i oni akurat w ciągu dnia, to była godzina południowa, bawili się na sankach i w pewnym momencie zobaczyli obiekt, który zaczął się w ich stronę przybliżać. Z opisu świadków wynika, że wyglądał jak klasyczny, dosłownie latający spodek, u którego od spodu były widoczne wypustki. Ten obiekt zaczął się w ich stronę przybliżać. Miał wokół obracający się pierścień świateł. Przyziemił się na pobliskim pagórku w odległości od nich może pół kilometra.
Oni ewidentnie widzieli, że dotknął ziemi, po czym znowu wystartował, jakby się odbił dosłownie od tej góry i przefrunął na drugi pagórek, który znajdował się niedaleko. Zatrzymał się na chwilę. Oni oczywiście się przestraszyli i zaczęli uciekać. Ten obiekt wystartował znowu do góry i w pewnym momencie się oddalił. Ten przypadek badał klub LK Bezden Kontakt. Ja akurat nie byłem wtedy, bo to nie były jeszcze czasy mojej działalności ufologicznej. Członkowie klubu byli na miejscu i co ciekawe, w tym miejscu, gdzie ten obiekt był przyziemiony, odnaleziono ślady. To były ewidentnie takie ślady wgniecenia od wypustników, odstających odnóg, które były widoczne przez te dzieci. Udało się nawet przeprowadzić w tym miejscu badania z licznikiem Geigera i okazało się, że poziom tła był delikatnie podwyższony. Nie wiemy, czy to faktycznie możemy kwalifikować jako margines błędu wykonanego pomiaru, ale nieznacznie anomalia tam występowała.
I to jest jedno z takich bardzo ciekawych zdarzeń, które ja może osobiście nie dokumentowałem, ale które mi są znane i które miały miejsce właśnie tutaj, na terenie Dolnego Śląska.
[01:15:52] - Mamy do czynienia z wieloma takimi typowymi elementami powtarzającymi się w zjawisku UFO. Jednym z tych elementów jest też kwestia abdukcji, porwań przez UFO. Akurat tak się składa, że ze Świebodzic na Dolnym Śląsku pochodzi jedna z najsłynniejszych ofiar tego procederu, pani Zofia Namlik. Co sądzisz o jej przypadku i w ogóle o zjawisku uprowadzeń? Bo jej historia jest troszeczkę szczególna. Bo o ile Jan Wolski nie został porwany, tylko został zaproszony na pokład obiektu i poszedł tam z własnej woli, tak w przypadku pani Namlik historia była sensacyjna. Natomiast w pewnym momencie pojawił się przełomowy dowód. Dowód, który mógł mieć znaczenie niebywałe i to w skali całego świata, bo znaleziono w jej mózgu implant. I pamiętam, że nawet Kazimierz Bzowski, świętej pamięci ufolog z Warszawy, pisał dość dużo na ten temat, pokazując słynne zdjęcia. Już nie pamiętam, czy to były zdjęcia z rentgena, czy to były wyniki tomografii komputerowej pokazujące ten obiekt ksiący w jej mózgu.
A potem ta sprawa przybrała bardzo dziwny bieg. Jak podchodzisz do sprawy pani Namlik?
[01:17:19] - Powiem szczerze, że mam mieszane uczucia odnośnie pani Zofii Namlik. Ja wiem, że jej historia jest bardzo ciekawa, bardzo sensacyjna. Wiem, Piotr, że lubisz często powoływać się na historię pani Zofii Namlik. Natomiast trudno też mi się wypowiadać na jej temat, bo tak naprawdę ta sprawa gdzieś ucichła w pewnym punkcie. O pani Zofii Namlik nagle przestało być słychać gdziekolwiek. Ona była bardzo aktywna medialnie jeszcze w pierwszej połowie lat 90., gdzie się ujawniła ze swoją historią, bo jak wiemy, jej pierwsze przeżycie miało miejsce chyba w 1986 roku, o ile dobrze kojarzę. I nawet nie na Dolnym Śląsku, ale gdzieś w rejonie zielonogórskim. Tak więc ona tak naprawdę ze swoją historią ujawniła się nieco później, właśnie w latach 90. Stała się bardzo medialna, bo dotarła aż do Warszawy, bo przecież badał ją sam Kazimierz Bzowski. Wiem też, że udzielała różnych wywiadów w telewizji, nie tylko w lokalnych gazetach, nie tylko w lokalnych mediach, ale pojawiała się nawet w Polsacie i chyba w TVN-ie, o ile dobrze kojarzę.
W każdym razie była bardzo medialna. I tak faktycznie w tej całej historii najbardziej ciekawe jest to, że mieliśmy do czynienia z jakimś dowodem. Dowodem w postaci być może implantu. Nie wiem, czy tak faktycznie było. To zdjęcie chyba nawet dalej gdzieś krąży po internecie. Zdjęcie z tomografii komputerowej, na których z opisu wynika, że tą tomografię rzekomo pani Zofia Namlik zrobiła we Wrocławiu, w jednym ze szpitali wrocławskich, na którym rzekomo widać jakieś ciało obce.Tak przynajmniej na to wskazuje opis medyczny. Nie wiem, na ile jest wiarygodny ten opis medyczny. Nie jestem lekarzem, aby ocenić wiarygodność tego, co tam jest. Ja się tylko zastanawiam, czy to zdjęcie przedstawia faktycznie jakieś ciało obce, czy też może mamy tu do czynienia z krwiakiem w mózgu. Bo tak czasami jest, że takie dziwne ciała obce wyglądają tak, ale być może dla nas, laików medycznych, coś takiego kojarzy nam się z jakimś implantem, a de facto może dotyczyć jakichś krwiaków, które akurat może pani Zofia Namlik miała i które medialnie zostały obrócone w stronę implantów.
Tego nie wiemy. Trudno mi się tak więc wypowiadać ogólnie o przypadku pani Zofii Namlik. Jest na pewno spektakularny. Tylko problem polega na tym, że pani Zofia Namlik po tym, jak się ujawniła medialnie i zaczęła mocno nagłaśniać swój temat, albo inaczej, jeśli generalnie była bardzo otwarta na dziennikarzy, to te historie, które przekazywała mediom, zaczynały się czasami w niektórych kwestiach wykluczać. Najbardziej kontrowersyjny wątek, jaki dotyczy pani Zofii Namlik, jest związany z jej zdolnościami bioenergoterapeutycznymi, które się pojawiły nieoczekiwanie, z których tak naprawdę pani Zofia Namlik w pewnym momencie zaczęła żyć. Bo ona, jak wiemy, obecnie funkcjonuje dalej, w Świebodzicach mieszka i prowadzi działalność leczniczą, stosując niekonwencjonalne metody leczenia, twierdząc, że ma jakąś aurę bądź też zdolność do leczenia ludzi. Ale może faktycznie by trzeba było tą sprawę po latach wyjaśnić. Może by trzeba było dotrzeć do pani Zofii Namlik, przeprowadzić z nią rozmowę i ten temat ugryźć po latach. Bo owszem, pan Kazimierz Bzowski bardzo był przekonany do tego, że pani Zofia Namlik jest osobą szczerą i prawdomówną, ale te różne wątki, które się pojawiły w mediach, szczególnie w mediach lokalnych, w Gazecie Świebodzkiej, o ile dobrze kojarzę, nie wskazywały na to, że pani Zofia jest osobą szczerą, a być może jest osobą, która po prostu chciała nagle zaistnieć w mediach, znaleźć się w centrum uwagi, po czym wykorzystać to być może do jakichś celów komercyjnych. Tego nie wiemy.
[01:21:42] - Pamiętam, że ta jej historia robiła straszne wrażenie jako nastolatka. Pamiętam relację chyba w Ekspresie Reporterów na temat jej spotkania z tą dziwną istotą w lesie. To był po prostu horror. Kiedy ona o tym opowiadała, człowiek dostawał gęsiej skórki, bo to było przerażające. Ona twierdziła, że pojechała na grzyby z mężem, ale to już do Wolsztyna chyba, w okolice Wolsztyna i w pewnym momencie zbliżył się do niej jakiś tajemniczy stwór w lesie, który obnażył jej przeguby dłoni. Żeby ktoś sobie nie pomyślał, że coś innego. I na tych przegubach miał takie wirujące jakieś koła. I ona zapadła wtedy w trans. Zaczęła krzyczeć. Mąż przybył.
Niestety już intruza nie było, ale to była tylko jedna z wielu historii z jej życia. Masz rację, że można byłoby to przypomnieć, ale z tego, co pamiętam, to ktoś to próbował robić i pani Zofia chyba unikała tego. Także rzeczywiście sprawa jest po części otwarta, po części zamknięta. Jest tak na pół drogi. Ale co sądzisz w ogóle o przypadkach abdukcji? Czy jest to zjawisko, bo wiele osób się zastanawia, jak to jest tak naprawdę, czy jest to zjawisko w pełni fizyczne, czy raczej takie również na pewnym przecięciu dwóch światów: świata niematerialnego i materialnego.
[01:23:13] - Myślę, że raczej to drugie. A więc wiele takich zdarzeń rozgrywa się gdzieś na planie świadomości ludzi doświadczających takich spotkań, takich zdarzeń. Ale to oczywiście nie umniejsza faktu, że takie zdarzenia są realne i one bardzo mocno odbijają się na psychice świadków. Ja gdzieś tam dokumentowałem podobne zdarzenia, chociaż w większości były to takie klasyczne bedroom visitors, ale z całą pewnością możemy tutaj mówić o realnym zjawisku, bez względu na to, w jaki sposób się manifestującym, czy też fizycznie, czy też na planie parafizyki, jeśli tak już możemy to ująć. Przypomina to pewnego rodzaju, zresztą to mówił nawet John Mack, który jak wiemy jest światowej sławy badaczem zjawiska abdukcji, możemy tu mówić o jakiejś takiej inżynierii psychologicznej, bym powiedział wręcz, a więc kreowania pewnych zdarzeń, które być może niekoniecznie się rozgrywają autentycznie, ale wywołują tak duży wstrząs, mimo tego, że są traumatyczne w ludziach, to mimo tego wywołują tak olbrzymi wstrząs, że ta osoba przechodzi jakąś taką transformację, przemianę. Bardzo często się zdarzało, że ludzie, którzy doświadczali tych abdukcji, później stawali się zupełnie innymi ludźmi. Byli bardziej empatyczni, bardziej wrażliwi, odkrywali w sobie zdolności artystyczne, byli bardziej kreatywni, bardziej otwarcie patrzyli na świat. I to jest przede wszystkim ciekawe zjawisko socjologiczne, na które John Mack właśnie spoglądał właśnie od tej strony, tej bardziej ciekawej, bo inni badacze, jak wiemy, traktowali przypadki abdukcji dosłownie.Jako rozgrywające się na planie fizycznym. Myślę, że dużo w tym jest elementów parafizycznych, co nie umniejsza faktu, że jakieś zjawisko, jakaś inteligencja, bez wątpienia powiązana ze zjawiskiem UFO, próbuje na nas wywierać jakiś wpływ, czasami absurdalny, czasami dla nas niezrozumiały, ale bez wątpienia realny.
[01:25:30] - Wiemy też, Damianie, że interesujesz się piktogramami i napisałeś o tym książkę, która czeka na wydanie. Czy mógłbyś streścić nam swój pogląd na ten temat?
[01:25:41] - Tematem kręgów zbożowych interesuję się od bardzo dawna, w zasadzie od 2001 roku, kiedy po raz pierwszy miałem przyjemność dokumentować pierwsze kręgi zbożowe, jakie pojawiły się na Dolnym Śląsku. Książka, którą napisałem i która czeka na wydanie, to jest owoc mojej trzyletniej pracy publicystycznej. Natomiast dokumentacyjnej to już idzie w dobre lata, bo miałem przyjemność badać i dokumentować kręgi zbożowe i na Dolnym Śląsku, i w województwie kujawsko-pomorskim. Zdarzyło mi się również być nawet w słynnym hrabstwie Wiltshire koło Stonehenge i tam też miałem przyjemność robić wizje lokalne w bardzo ciekawych piktogramach, jakie pojawiły się tam w 2008 roku. Tak więc mam dosyć szerokie pojęcie na ten temat i ta książka jest zapisem dokumentacyjnym dotyczącym mało znanej w Polsce historii kręgów zbożowych, angielskiej historii, ale również na tle tej historii, którą opisuję w odniesieniu do przypadków z Wielkiej Brytanii. Kreślę również naszą polską historię kręgów zbożowych, bo ona jest może nie na tyle spektakularna, ale bez wątpienia ciekawa. Oczywiście nie można było nie wspomnieć również o Wylatowie, bo w książce poświęcam też dużo miejsca Wylatowie, gdzie miałem przyjemność uczestniczyć w badaniach na przestrzeni lat 2002–2004, gdzie badałem kręgi, ale i relacje różnych obserwacji UFO z tego obszaru. To wszystko składa się na całość tej książki. Myślę, że byłaby to pierwsza tego rodzaju publikacja, która tak kompleksowo opisuje zjawisko agrosymboli, bo zjawisko agrosymboli ogólnie w skali światowej, jak i polskiej, praktycznie zamarło. Można powiedzieć, że kręgów zbożowych pojawia się mniej niż kiedyś, a temat nie jest tak medialny jak kiedyś.
Wynika to z tego, że mamy do czynienia z mniejszą ilością kręgów zbożowych na świecie, w Polsce praktycznie już w ogóle. Starałem się w tej książce też naświetlić temat dotyczący crop makerów, bo tak przecież temat agrosymboli został zaszufladkowany i generalnie większość ludzi, a nawet badaczy, którzy przez wiele lat zajmowali się badaniem zjawiska agrosymboli, w pewnym momencie odeszli od tematu, twierdząc, że w tym wszystkim nie ma nic niezwykłego i raczej mamy tutaj do czynienia tylko i wyłącznie z działalnością ludzi. Ale jak wiemy, w ostatnich latach wypłynęło wiele ciekawych faktów wskazujących na to, że zjawisko jest bardzo stare. Chociażby mając na względzie dokumentację fotograficzną, lotniczą dokumentację fotograficzną jeszcze z drugiej połowy lat 40. XX wieku, szczególnie z rejonu Anglii. To jest jeden z koronych dowodów wskazujących na to, że zjawisko jest odległe i towarzyszy nam od dawna. Staram się spojrzeć na ten problem od strony socjologicznej. To, jak symbolika kręgów zbożowych wpływa i oddziałuje na naszą świadomość, bo można powiedzieć, że to zjawisko działa troszeczkę kolektywnie i udział crop makerów w tym jest znaczący i znamienny. Będąc w kontakcie z wieloma różnymi osobami badającymi kręgi zbożowe w ostatnich latach, między nimi również z niektórymi crop makerami miałem przyjemność dyskutować, rozmawiać. To też jest pokłosie tego, co piszę w książce.
Temat crop makerów został niesłusznie zaszufladkowany jako zwykły czynnik ludzki, bo w tym czynniku ludzkim można zauważyć wiele niezwykłych elementów. Mianowicie takich elementów, że ci ludzie, którzy chodzili w pole i którzy wygniatali kręgi, często traktowali to jako sztukę spirytystyczną i znaki, formy, symbole, jakie wygniatali w zbożu, często nawet sami byli zdumieni, że potrafią takie formy tworzyć w zbożu. A jeszcze co ciekawe, oni to traktowali jako informację przekazywaną im w głowie, dosłownie mówiąc w sposób kolokwialny, że te pomysły na tworzenie kręgów rodziły im się w głowie, ale to było dla nich często wręcz na kanwie spirytystycznej czegoś nienaturalnego. I to jest też ciekawy element, który opisuję w książce. Można spojrzeć na kręgi zbożowe wieloaspektowo. Ja się tak właśnie staram przyjrzeć temu zjawisku, temu problemowi w swojej książce, bo to jest z jednej strony zjawisko anomalne, które tworzy faktycznie fizycznie znaki w zbożu. W większości przypadków, jeśli mówimy o tych autentycznych w cudzysłowie kręgach zbożowych, to są zwykle pojedyncze koła, proste piktogramy. Natomiast te bardziej skomplikowane, zaawansowane, fraktalne wzory, które się pojawiają między innymi na terenie hrabstwa Wiltshire, to w rzeczywistości przeważnie dzieła ludzi. Ludzi, którzy traktują to nie jako sztukę, ale jako agraną duchowość, jak ja to nazywam. I to jest też ciekawy element w tym wszystkim, w tym ogólnym spojrzeniu na kręgi zbożowe.
A zjawisko, jakie kryje się za nim, jeśli mówimy o paranormalności, to na pewno jest anomalne i zachowuje się w sposób bardzo inteligentny.I wywołuje takie kolektywne zmiany wśród ludzi. Ludzi szczególnie zajmujących się badaniem kręgów zbożowych. Bo jeśli przyjrzymy się niektórym badaczom, którzy zajmowali się dokumentacją kręgów zbożowych, to oni przechodzili też taką dziwną metamorfozę świadomości. Mam tu na myśli między innymi Colina Andersa, z którym miałem przyjemność też rozmawiać. Tak więc myślę, że książka na pewno znajdzie swoje zainteresowanie. Mam taką przynajmniej nadzieję.
[01:31:45] - My też mamy taką nadzieję. Kiedy książka się ukaże, to będziemy ją przedstawiać i promować. Ale teraz takie pytanie, które idzie za tym, co powiedziałeś. Czy twoim zdaniem zjawisko UFO również jest jakimś takim katalizatorem ludzkiej świadomości? To znaczy, że ono jest po coś, bo wydaje się, że ono nie ma innego sensu niż ten sens zmiany świadomości i zmiany spostrzegania pewnych spraw, bo kontaktu do tej pory nie było. Czy możemy zatem założyć, że UFO jest wytworem zbiorowej nieświadomości lub też jakiegoś inteligentnego żywiołu, który prezentuje nam się w formie obiektów UFO tylko po to, żeby nauczyć ludzkość myśleć o życiu w kosmosie, żeby przyzwyczaić ludzkość do istnienia obcych inteligencji? Jak podchodzisz do kwestii UFO jako czegoś, co transformuje ludzką świadomość i myślenie?
[01:32:49] - Bardzo przychylnie muszę dodać do tego, bo też muszę wspomnieć, że wcześniej na to zjawisko spoglądałem z zupełnie innego punktu widzenia. Z punktu widzenia teorii ET, bo tak się zaczęło moje zainteresowanie. Tak się zaczęły moje pierwsze kroki w ufologii, kiedy tak naprawdę w tym zjawisku dostrzegałem tylko i wyłącznie kontekst pozaziemski. Dopiero później zacząłem spoglądać bardziej szeroko na ten fenomen i bardzo bliskie mi są teorie, o których wspomniałeś, Piotrze, czyli teorie Carl Junga, teorie Jacques'a Vallee czy Johna Keela, którzy mówią właśnie nie o czymś spersonifikowanym, inteligentnym, ale czymś takim, co ma formę nierzeczywistą, formę jakiegoś takiego dziwnego systemu i żywiołu, który w przedziwny, czasami absurdalny sposób próbuje nawiązać kontakt z ludźmi. Być może, który jest pokłosiem naszej zbiorowej świadomości, który wywołuje albo ma na celu wywołać właśnie jakieś zmiany. Te zmiany czasami są z naszego punktu widzenia, jeśli to oceniamy socjologicznie, jeśli zastanowimy się, jeśli jakaś inteligencja by próbowała na ludzi oddziaływać w tak absurdalny sposób, to wydaje nam się to po prostu chore i nierzeczywiste. Ale faktycznie się tak dzieje, bo z całą pewnością możemy mówić o realności tego zjawiska. Zjawiska, które współistnieje tutaj z nami, bo bez wątpienia nie możemy tutaj mówić o zjawisku pozaziemskim, chociaż co samo sobie nie wyklucza, że paralelnie do tego udział jakiegoś zjawiska pozaziemskiego jest albo być może był kiedyś. Natomiast teraz możemy mówić o czymś, co jest tu i teraz na Ziemi, co jest częścią naszego ekosystemu. Być może symbiozuje z naszą świadomością i chce wywołać jakieś zmiany.
Te zmiany zachodzą, być może my ich nie rozumiemy i one się rozkładają na przestrzeni wielu lat, ale bez wątpienia te kontakty wywołują jakiś wstrząs, czego zalążkiem później są różnego rodzaju zmiany w szerokim tego słowa znaczeniu. Więc na pewno tak też spoglądam na to zjawisko teraz, w tej chwili.
[01:35:10] - Wiele osób słysząc takie koncepcje, jest zdegustowanych, a często przerażonych, bo zauważam, że większość osób wychodzi od tego zainteresowania ET, zainteresowania kosmitami i na tym kończy. Traktuje to jako pewnik, natomiast nie robi głębszej analizy tego zjawiska. Ale z drugiej strony też, przynajmniej w moim odczuciu, UFO to jest zjawisko bardzo pojemne i tam gdzieś w małym procencie tych wszystkich zjawisk mogą czaić się rzeczywiści, prawdziwi przybysze spoza Ziemi. Czy spotkałeś się kiedyś z takim zjawiskiem w swoich badaniach albo takim zjawiskiem z terenu Dolnego Śląska czy Polski, które sklasyfikowałbyś jako możliwe zetknięcie z przybyszami z krwi i kości, z przybyszami z kosmosu?
[01:36:04] - Jedynie, co mi na myśl przychodzi, to zdarzenie z Krosna Odrzańskiego, które już zresztą omawialiśmy wielokrotnie na audycjach radia. To jest zdarzenie, które właśnie obrazuje wygląd istot humanoidalnych, które przypominały w zasadzie postacie rzeczywiste, nie jakieś zjawy demoniczne, które unosiły się gdzieś nad polami, które pojawiały się, znikały. Te istoty w opisie świadka, przypomnijmy, to zdarzenie miało miejsce właśnie niedaleko Krosna Odrzańskiego na początku lat 90., gdzie jeden ze świadków wracając z Niemiec do Polski, przejeżdżając koło miejscowości Brzózka, zatrzymując się na krótki postój, widział właśnie przyziemiony obiekt, a wokół niego krzątające się istoty. I z opisu świadka wynika, że te istoty wyglądały troszeczkę jak roboty, a więc były takie materialne. Może nie z krwi i kości, bo w sumie wyglądały troszeczkę bardziej tak robotycznie, natomiast wyglądało to jak właśnie taka manifestacja jakiejś pozaziemskiej siły, która przybyła sobie i która robiła jakieś pomiary, badania.Tylko teraz możemy się zastanowić, czy to zdarzenie nie było de facto jednak teatrzykiem odegranym przed świadkiem, który z jego punktu widzenia wydał się być jak najbardziej realnym fizycznym zdarzeniem. A być może było zupełnie inaczej. Ale to takie jedyne zdarzenie, które mi przychodzi teraz na myśl.
[01:37:45] - Kiedy mówimy o pozaziemianach, to do głowy przychodzą od razu próby niektórych organizacji czy też służb specjalnych, które starają się podszywać pod to zjawisko. I my być może w naszym kraju byliśmy świadkami czegoś podobnego. Do tej pory nie jesteśmy pewni. Chodzi mi o latające trójkąty. Temat bardzo kontrowersyjny, trudny, niełatwy w ocenie. My przeżyliśmy w Polsce kilka fal tego zjawiska. Może niedużych fal, ale jednak. One dawały sporo do myślenia, bo rodziły pytanie, czy to, co lata ponad głowami ludzi, nie są czasem zabawki Amerykanów, którym polski rząd pozwolił robić tu, co im się żywnie podoba. Natomiast były też aspekty, które wskazywały, że te obiekty trójkątne lub te w formie bumerangu, bo takie też się pojawiały, mają naturę anomalną. One są bardzo podobne swoim zachowaniu do UFO.
Do której koncepcji ty się przechylasz? Wiem, że zajmowałeś się takimi zdarzeniami również na Dolnym Śląsku. Czy było ich tam sporo?
[01:39:08] - Powiem tak: jeśli teraz w ogóle jakiekolwiek sygnały docierają do mnie, relacji UFO, to zwykle dotyczą właśnie takich kształtów obiektów. Zwykle są to obserwacje przeważnie dalekie, a więc są to zwykle obiekty trójkątne bądź też projekcje takich świateł ułożone w formę trójkątów bądź też takich delt. Takich relacji było kilka na terenie Dolnego Śląska. Ja dokumentowałem takie zdarzenia między nimi w okolicach Wrocławia, w miejscowości Dobrzykowice, gdzie pewien astronom obserwował właśnie przelot takiego obiektu. Obserwacja może mało spektakularna, bo ten obiekt po prostu sobie przeleciał gdzieś tam wysoko, ale świadek był pewien z całą pewnością, że miał do czynienia tutaj z czymś absolutnie nierzeczywistym i nie był w stanie tego przyrównać do niczego mu znanego z racji chociażby posiadanej wiedzy astronomicznej. Podobne zdarzenie miało miejsce też całkiem niedawno we Wrocławiu. Dosłownie w tamtym roku, chyba pod koniec tamtego roku, też dwójka osób obserwowała na innym z osiedli Wrocławia pojawienie się takiego obiektu w kształcie trójkąta. To znowu były światła, które tworzyły kształt trójkąta. One leciały na dosyć sporej wysokości. Co ciekawe, to jest też ciekawy element, który się przewija w wielu tych współczesnych relacjach, że ten obiekt jakby się trochę kamuflował.
On był trochę taki przymglony, jak to mi opisywał świadek. I on też tego nie za bardzo mógł zrozumieć, że skoro ten obiekt się kamuflował, to jednak mimo wszystko był widoczny, bo niebo było bezchmurne, nie było gwiazd, widoczność bardzo dobra. I ten obiekt sobie sunął nad największym miastem Dolnego Śląska. I co ciekawe, oczywiście zwykle w takich relacjach jest tak, że docierają do nas sygnały od pojedynczych świadków. Rzadko kiedy udaje się dotrzeć do relacji, gdzie mieliśmy do czynienia ze zbiorową obserwacją. To są zwykle pojedyncze obserwacje. I to jest też takie bardzo zastanawiające w tym wszystkim. Dokumentowałem też przypadek w Białej. To jest miejscowość w powiecie chojnowskim koło Legnicy, gdzie dwójka osób, małżeństwo obserwowało prawdopodobnie wręcz start obiektu takiego, który właśnie tworzył układ trzech świateł. Ten obiekt wyłonił się nisko nad horyzontem, przechylił się i gdzieś tam poleciał.
Więc to też jest takie ciekawe, bo według opisu wynika, że ten obiekt mógł być duży, bardzo duży wręcz i mieszkańcy Chojnowa, pobliskiej miejscowości musieli go widzieć, a nic do mnie takiego nie dotarło. Bardzo ciekawa sprawa jest, którą dokumentowałem w okolicach Bełchatowa. To już zupełnie inna część Polski, w pobliżu jednej z największych takich zakładów odkrywkowych, chyba, o ile dobrze kojarzę. Tam właśnie pojawiły się dwa takie gigantyczne obiekty wręcz, które przypominały świecącą choinkę. I te obiekty sunęły tutaj akurat dosyć nisko. Były oświetlone tak, że praktycznie mogły być widoczne z odległości kilometrów przez innych ludzi. A relacja znowu dotyczy dwójki czy też trójki osób, która stała sobie gdzieś tam na uboczu i obserwowała pojawienie się takich obiektów. No jest to zastanawiające. Oczywiście możemy myśleć, że w tym przypadku, w tych współczesnych relacjach mamy do czynienia z jakimiś eksperymentami wojskowymi, ale przede wszystkim na logikę biorąc takie zdarzenia, zastanawiamy się, po co w ogóle ktoś miałby testować takie maszyny lotnicze, które dodam, często są dużych rozmiarów, nad jakimiś dużymi obiektami, aglomeracjami miejskimi, bo przecież Wrocław to spore miasto. W Legnicy też były takie zdarzenia, no i w wielu innych rejonach Polski.
Ostatnimi czasy troszeczkę mniej jest takich relacji, bo one gdzieś tam napływały parę lat temu, ale być może to wskazuje, że mamy tutaj do czynienia ewidentnie z jakąś inną odsłoną zjawiska UFO, że tak powiem.Bo to zjawisko, jak wiemy, przybiera przeróżne formy i na przestrzeni różnych dekad obserwuje się pewne szablony. Jeśli spojrzymy na odleglejsze czasy XX wieku, to mieliśmy erę ufologiczną w postaci latających spodków. Mieliśmy też i cygara. Teraz mamy trójkąty, choć trójkąty już się pojawiały wcześniej i w latach 80. i latach 60. ale teraz, jeśli spojrzymy na współczesne relacje UFO, to dotyczą one tylko i wyłącznie takich relacji. Relacji obiektów trójkątnych, deltoidalnych, które suną nocą przeważnie po niebie i nie wiadomo, co o tym wszystkim sądzić. Myślę, że jest to jedna z kolejnych odsłon tego zjawiska, które próbuje się w jakiś dziwny sposób kamuflować. I w tym wszystkim problem polega na tym, że tak naprawdę nie wiemy, co o tym sądzić.
[01:44:24] - A jak w kilku słowach, Damianie, opisałbyś naturę zjawiska UFO? Czy twoim zdaniem zbliżamy się bardziej w stronę jej wyjaśnienia, czy wręcz przeciwnie?
[01:44:34] - Myślę, że wracamy do korzeni, bo jeśli dyskutujemy o zjawisku UFO jako zjawisku, które ma wiele wspólnego z paranormalnością, jest zjawiskiem pochodzącym być może z jakiejś równoległej rzeczywistości, albo być może jest częścią naszej zbiorowej świadomości, to sięgamy do samych korzeni ufologii. Kiedy jeszcze zanim era ufologiczna w drugiej połowie XX wieku się narodziła, kiedy sięgnęła tematu ET, kiedy temat życia pozaziemskiego był stricte powiązany ze zjawiskiem UFO, to wcześniej przewijały się takie różne wątki w literaturze ezoterycznej, które mówiły o traktowaniu pewnych zjawisk, które mogą dotyczyć jakiejś inteligencji, ale ta inteligencja ma formę niespersonalizowanego bytu, która nawiedza nas wręcz. Dlatego też jeszcze w odleglejszych czasach to zjawisko było ściśle kojarzone z demonologią, a współcześnie przypięto mu łatkę pozaziemską. Bo przecież cała ufologia szlifowała tą teorię przez dekady i my się z nią oswoiliśmy. Ona stała się medialna. Nie przyjmowaliśmy żadnej innej teorii za możliwą. Teraz wracamy i zaczynamy spoglądać na pewne teorie, czy to Jacques'a Vallee, czy Johna Keela bardziej otwarcie i być może sięgamy prawdy. Być może zaczynamy dostrzegać rzeczywisty kontekst w tym zjawisku i być może kolejne odsłony tego zjawiska. Na razie mamy stagnację, ale być może to zjawisko działa falowo, więc za niebawem będziemy mieli do czynienia z kolejną falą UFO. Wtedy być może kolejne materiały wskażą, bądź też podtrzymają tą teorię, ale już ten zebrany materiał faktologiczny wskazuje wyraźnie, że mamy tutaj do czynienia absolutnie ze zjawiskiem, które nam towarzyszy, które jest w naszej rzeczywistości albo i równoległej, innowymiarowej, jakkolwiek byśmy to nazwali.
I na pewno jest to forma jakiejś inteligencji, która kontaktuje się z nami, próbuje z nami nawiązać kontakt. Robi to czasami w sposób absurdalny i niezrozumiały, ale wywiera jednak jakiś wpływ.
[01:47:03] - Dziękujemy ci, Damianie, za to bardzo ciekawe spotkanie, za naświetlenie kilku bardzo ciekawych spraw z obszaru Dolnego Śląska. Mam nadzieję, że nasi słuchacze z tego rejonu zainteresują się tymi sprawami. Być może dostaniesz wkrótce ileś nowych zgłoszeń. Jak można się z tobą skontaktować, Damianie?
[01:47:31] - Można się ze mną skontaktować drogą mailową. Jak pewnie niektórym wiadomo, prowadzę bloga „Czas Tajemnic”. www.czastajemnic.blogspot.com. Tam znajduje się na stronie mail, przez którego można się ze mną kontaktować, więc wszystkich potencjalnych świadków, osób zainteresowanych tematem, które chciałyby ze mną podyskutować na różne sprawy, zachęcam, zapraszam do kontaktu. Dziękuję serdecznie za rozmowę. Pozdrawiam wszystkich serdecznie słuchaczy.
[01:48:09] - My również dziękujemy.
[01:48:10] - Żegnam się.
[01:48:11] - My również dziękujemy. Zachęcamy do odwiedzania bloga Damiana „czastajemnic.blogspot.com”. Przypominamy też, że „Czas Tajemnic” jest dostępny na Facebooku. Damian też jest do złapania na Facebooku, więc jeżeli macie coś ciekawego mu do powiedzenia, to z pewnością się odezwie. No cóż, na dziś to tyle. Dziś debata nieco krótsza, ale debata pełna treści, prawda Marku?
[01:48:39] - Tak, Radio Paranormalium to jest takie paranormalne radio, które debatuje nawet w Niedzielę Wielkanocną. Co prawda dzisiaj wyjątkowo z taśmy, ale jednak myślę, że również możecie państwo być zadowoleni. A co za tydzień Piotrze, jak tam wyglądają nasze plany debatowe?
[01:48:59] - Za tydzień, czyli w pierwszy tydzień po świętach będziemy kończyć „UFO w Biblii”. Odniesiemy się do kilku spraw, o których jeszcze nie mówiliśmy, a które w Piśmie Świętym są zawarte. No i cóż, powoli będziemy dryfować do końca drugiej serii debat ufologicznych online. To budujące, bo jak ostatnio mówiłeś, mamy chyba sto kilkadziesiąt godzin przeprowadzonych rozmów, debat. Cieszymy się z opiniiCieszymy się z miłych słów, które państwo nadsyłacie. Cieszymy się z wysokiej frekwencji zazwyczaj na naszych debatach. Przypominamy też, że gdzieś około czerwca, nie pamiętam teraz dokładnie kiedy, planujemy, Marku, rozruch „Debat paranormalnych”.
[01:49:49] - Chyba jeszcze w maju, z tego, co pamiętam. Będzie krótka przerwa i będziemy startować z debatami na tematy ogólnoparanormalne.
[01:49:58] - Właśnie, bo zauważyliśmy, że dyskutujemy prawie od dwóch lat na temat zjawiska UFO i tak naprawdę doszliśmy gdzieś. Nie wiem w ogóle, czy zrobiliśmy wstęp, szczerze mówiąc, ale ostatnio spisałem sobie wszystkie tematy, które mamy jeszcze do przerobienia, i wyszło, że jest ich pięćdziesiąt kilka. Tak że przynajmniej jeszcze na dwa kolejne sezony mamy zapewnione tematy do debat ufologicznych. Natomiast debaty paranormalne będą w zasadzie tym samym, tylko że już na nieco inne tematy i będziemy mówić o innych zagadnieniach z bardzo szerokiego pola. Dlatego że wielu z nas, tak jak choćby Chris i ja, zajmujemy się albo interesujemy się od dawna innymi kwestiami, nie tylko ufologicznymi. Tak że znajdziecie tam państwo wzmianki chociażby o zjawiskach paranormalnych, o parapsychologii, może trochę o ezoteryce. Na pewno będzie coś o dziwnych stworzeniach, o reinkarnacji, o szeroko pojętych duchach. I na pewno będzie ciekawie, bo mamy dużo do powiedzenia. Jedno, co mnie cieszy w debatach ufologicznych, to fakt, że wielu osobom pokazaliśmy, że jest coś poza Roswell. Że istnieje życie ufologiczne poza Roswell.
I teraz wiele osób na pewno zdaje sobie sprawę, że to jest zjawisko ogromnie głębokie, które tak naprawdę jest jedną ogromną tajemnicą. Sam fakt, że dyskutowaliśmy o tym przez 150 godzin do tej pory już na coś wskazuje, tak?
[01:51:52] - I też sądząc po relacjach, po reakcjach ze strony niektórych przynajmniej słuchaczy, można wyciągnąć taki wniosek, że ta wiedza, te wszystkie informacje, które przekazujemy w trakcie debat ufologicznych, są tak naprawdę szokiem dla wielu osób.
[01:52:08] - Mam nadzieję, że tak jest. W każdym razie rezerwujcie sobie państwo czas na „Debaty paranormalne” i szykujcie pytania. Dlatego że prawdopodobnie gdzieś po oficjalnym zakończeniu drugiego sezonu „Debat ufologicznych”, co wypadnie prawdopodobnie gdzieś około maja, planujemy zrobić tak zwane „Pytania niezadane”. W tym sezonie jeszcze tego nie było. W tamtym było. Czyli ten odcinek, kiedy będziemy odpowiadać na pytania, które pojawiły się na przykład na czacie, na GG, na poczcie, w e-mailach. Tak że jeżeli ktoś ma jakieś pytanie do naszych dyskutantów czy ma jakieś uwagi, prosimy je przesyłać. Postaramy się do nich ustosunkować, dlatego że do większości pytań się ustosunkowujemy w czasie debaty. To znaczy, jeżeli są pytania, a uznajemy, że odpowiedź pada w czasie debaty, to już nie poruszamy ich po raz drugi. Ale są takie pytania, które pozostały bez odpowiedzi.
Tak że jeżeli ktoś ma palącą potrzebę zapytania nas o coś, to proszę przesyłać te pytania do „Pytań niezadanych” na adres Radia Paranormalium.
[01:53:23] - To ja jeszcze pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium, bowiem Radio Paranormalium przyjmuje pytania i komentarze nie tylko w czasie „Debat ufologicznych”, ale również poza nimi. Również w trakcie debat odtwarzanych z taśmy. Nasz e-mail to radio@paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można także do nas dzwonić na Skype'a pod nick radio.paranormalium.pl. Tam również można pisać. Można także dzwonić pod numer telefonu 32 746 00 08 bądź też pisać do nas na fanpage'u Radia Paranormalium na Facebooku. A w dzisiejszej debacie ufologicznej, dolnośląskiej możemy powiedzieć, wzięli udział badacz ufologii z Legnicy Damian Trela. Dziękujemy bardzo, Damianie.
[01:54:18] - Dziękuję jeszcze raz serdecznie.
[01:54:20] - Był z nami również współzałożyciel portalu Infra, współpracownik czasopisma „Nieznany Świat” i człowiek, bez którego tych „Debat ufologicznych” chyba by nie było. Piotr Cielebiaś. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[01:54:32] - Również dziękuję. Pozdrawiam. Zapraszam na następny raz.
[01:54:36] - A debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.