[00:00] - To think for yourself and question authority. Jak zwykle ten sam las, w którym pada nieustannie deszcz. Cześć, człowieku. Witam serdecznie. Właśnie witam cię słuchaczu Radia Paranormalium, słuchaczu Radia Dreamtime i oczywiście matczynego Radia Nafali. Słuchasz kolejnego odcinka „Hiperprzestrzeni" w kolejną piękną sobotę. U mnie deszcz za oknem niczym w tej dżungli. I zanim zacznę „Hiperprzestrzeń", to oczywiście wielkie podziękowania droga mecenasko i drogi mecenasie. Namaste. Tutaj szybkie ogłoszenie.
Za chwilę, dzisiaj chyba po tym, jak skończę swoje radiowe harce, nastąpi zmiana konta w Polsce, na którym można wspierać radio. Także zmiana banku, proszę państwa. Proszę o odrobinę cierpliwości. Jak tylko skończę harce za mikrofonem, od razu wbijam informację o nowym koncie i tyle. Taka drobna zmiana. Nie wiem, czy to pomoże. Bardzo dobrze, że nie wiem. Ale tymczasem borym lasem. Jeszcze chciałem z ogłoszeń tak na sam początek. Właściwie chyba to wszystko.
Poza tym, żeby oczywiście wpadać do archiwum Radia Nafali i że mam na imię Tomek i że to się nazywa „Hiperprzestrzeń". Jeszcze raz: radionafali.com. O, dokładnie. Ja tutaj siedzę w Londynie, mówię prosto do ciebie, słuchaczko i słuchaczu. I dzisiaj postanowiłem wrócić niczym bumerang do tematu, który pasjonuje mnie nieustannie. Może nie tyle nieustannie, jest to związane z moimi doświadczeniami życiowymi, déjà vu, które mam nieustannie przez całe życie i tak dalej. Takie historie. Troszkę o snach, troszkę o takich historiach, które wracają. Właśnie mam jedno ogłoszenie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Już niedługo, bo dostałem wiadomość od Tomka.
Pozdrawiam serdecznie. Odezwę się za chwilę, gdyż jestem zarobiony. Przepraszam bardzo za taką prywatę, ale muszę ci odpisać człowieku, sorry. Zaraz też odpiszę. Właśnie jestem trochę zagoniony, ale dzisiaj jest przy sobocie po robocie i wracając jak bumerang do tego tematu. Właśnie ogłoszenie. Zaraz, po kolei. Z ogłoszeń: Tomek Grubba, bo oczywiście Konwent Wiedzy Alternatywnej nadchodzi. Także ludzie, szykujcie się, będzie troszkę informacji na ten temat. Zdaje się, Tomek chce się pojawić.
Ja też chcę go zobaczyć. Jeszcze mu nie odpisałem. Chłystu, ale chamówa. Sorry Tomek, ale już ci odpisuję. Tak, oczywiście, że tak. Przepraszam bardzo. Tak wykorzystuję antenę, żeby ubić techniczne sprawy spotkania. Przepraszam, drogi słuchaczu i droga słuchaczko, ale przynajmniej słyszysz kawałek radia od kuchni. Tu jest troszkę jak w „Jezioranach". Ja mogę jeszcze kubkiem sobie stuknąć, przesunąć sobie po blacie, zapukać na blacie i tak dalej.
Ale wracając do tego tematu. Zaczyna się niedługo kolejny konwent. Także człowieku, szykuj się. A ja wracam do tematu „Hiperprzestrzeni". Poza tymi wszystkimi ogłoszeniami tematu na dzisiejszy wieczór. Właśnie tematu, jak to się wszystko zmienia. 2012, zmiana czasu, przestrzeni i tak dalej. Wszystkie te opinie czy to przestrzelone, czy nieprzestrzelone, czy coś się zmieniło i tak dalej. I w ogóle koncepcje na zmiany. Ja tu mam taką koncepcję, którą ciągle wałkuję, ale dzisiaj chcę trochę od technicznej strony potraktować kwestię zmian.
Nie wiem, czy rewolucji, po prostu zmian. Rezonanse, zmiana cywilizacyjna. Tak od technicznej strony chciałem to potraktować, bo jest kilka bardzo ciekawych rzeczy związanych na przykład z konstrukcją naszego mózgu i tego, co się tam dzieje. Takie bardzo ciekawe postulaty, które pojawiły się jakiś czas temu w bardzo ciekawym towarzystwie, można powiedzieć, albo w gronie. I też o tym będę chciał powiedzieć. Takie medyczne historie. I oczywiście o takim grząskim terytorium tego, co w definicji jest niby materią, a materią nie jest, bo to jest takie grząskie terytorium, ta definicja tej materii. O Walterze Kiwi troszkę chcę wspomnieć tu. Pozdrawiam serdecznie, bo dzisiaj podczas takich prywatnych rozmów został poruszony temat tego dżentelmena Waltera Kiwi. Takiego dżentelmena sprzed prawie 200 lat, 1830 rok, jakoś tak.
Takiego dżentelmena, o którym kiedyś opowiadałem w syntezie, która też nadchodzi szerokimi krokami, bo w tą niedzielę właśnie to ogłoszenie. Ale to może zostawię ogłoszenie jeszcze na koniec i powiem co i jak w tej „Hiperprzestrzeni". Właśnie na początek przepraszam wszystkich tych, którzy oczekują na poprzednie odcinki, na zaległe podcasty. Przepraszam cię serdecznie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. Jestem dramatycznie zarobiony. Bardzo szczęśliwy z tego zarobienia, bo to bardzo ciekawe rzeczy się dzieją, ale z drugiej strony cierpi na tym troszeczkę moja możliwość czasowa sięgnięcia do tego, ale będę starał się to odgruzować. Ale to się dopiero uda w połowie tygodnia, bo będę zajęty. Tak to wygląda, ale tak czy siak się pojawi. Co ma wisieć, nie utonie. Co najwyżej zostanie rozstrzelane.
Ale wracając do naszego tematu rezonansów zmian cywilizacyjnych. Właśnie od technicznej strony, że się powtórzę, od tego, co w naszym mózgu, grząskiej definicji rzeczywistości, takiej materialnej skali oddziaływań i różnych takich radosnych opcji na przyszłość. Także właśnie takie historie na dzisiaj. Taki mam pomysł. To co? To może zacznę jakąś muzyczką. Ja ostatnio postanowiłem sobie przedmuchać ucho, a dzisiaj miałem właśnie . Muszę się rozgadać. Byłem świadkiem takiego łomotu na gitarach, na żywo, live. Kurczę blade, człowieku!
Dobrze było. Przedmuchało troszkę ucho i tutaj mam pod ręką też troszeczkę łomicik. Wspólnie sobie przedmuchamy uszy. Ja jak zwykle muszę jeszcze wszystko poustawiać, poprzekręcać, bo jestem taki trochę nieogarnięty w tym wszystkim. Momencik. Przepraszam, taki ze mnie troszeczkę didżej po kwadracie. Bywa. Poza tym jest sobota, a jak wiadomo przy sobocie po robocie z herbatą miętową, to mówię do ciebie, człowieku, RadioNaFali.com. To co? Troszkę przedmucham sobie ucho i zapraszam do przedmuchania razem ze mną.
Piękny wieczór, piękna sobota. Orzeźwiające, prawda? Doskonały łomot. Swoją drogą, jeżeli kogoś tutaj obecnego interesuje postęp w karierze zespołu Rage Against the Machine w oryginalnym składzie z Tomem Morello, czyli z tym dżentelmenem, który śpiewał: „żeby każdy...” stąd. Ale to też będzie. Oczywiście nie chyba, tylko na pewno będzie. Ja sobie nawet zapiszę, specjalnie wziąłem kartkę papieru i będę notował skrupulatnie. Tak, właśnie. Taki element improwizacji na planie hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali oczywiście, jak najbardziej. Ale wracając do postępów tego dżentelmena i jego zespołu Rage Against the Machine, to raczej się nie uda, bo w temacie dzisiejszej opowieści, właściwie mojej nie tyle opowieści, ile refleksji na temat przemijającego czasu.
Ależ to zabrzmiało, prawda? Dobrze zabrzmiało. Dramatycznie. Tom Morello dostał propozycję od reszty bandu, żeby wrócić i zrobić powrotną historię związaną z trasą koncertową, zagrać te numery, zrobić nowy, fajny materiał, bo chłopaki dalej są sprawni muzycznie i robią bardzo ciekawe dźwięki, jeżeli chodzi o łomot, ale to już oszczędzę troszkę, bo nie każdy jest miłośnikiem rock and rolla. Przemija czas, człowieku. Jak chcesz znaleźć, to sobie spokojnie znajdziesz. Tom Morello odmówił, gdyż po drodze został praktykującym buddystą i stwierdził, że nie ma w sobie już takiej jazdy, żeby wyjść na scenę i powiedzieć: „Fuck you! I wanna do what you tell me”. Nie ma w sobie tej siły i agresji, nie ma w sobie tej dynamiki, żeby wyjść i to głośno powiedzieć. I to jest piękny objaw dzisiejszych czasów, moja droga słuchaczko i mój drogi słuchaczu.
To koresponduje niejako z techniczną stroną obsługi tej całej cywilizacji i rezonansów. Ja może zacznę jak zwykle od powracającego bumerangu, czyli od historii z rezonansami Schumanna. Ale pchnijmy sprawę dalej. Jest coś takiego jak Pas Keplera dookoła Ziemi. Generalnie chodzi po prostu o te pasy magnetyczno-grawitacyjne, tak można je w skrócie nazwać. Dookoła następuje, tak zwana mówiąc bardzo profesjonalnym językiem, indukcja w próżni, jak niektórzy mawiają. I pojawia się łuna i niektóre urządzenia widzą tą łunę. Niektórzy widzą łunę dookoła ludzi, niektórzy widzą łunę tak jak ja teraz dookoła świeczki, którą tu mam, żeby przewietrzyć troszkę to pomieszczenie. Oprócz tego mam tu jeszcze kilka innych urządzeń, bardzo ciekawych, ale o tym może kiedy indziej. O tym i tak wspomnę na koniec, o tej hiperprzestrzeni.
Przepraszam, że takie wtęty robię, ale taki roztrzepany jestem troszkę dzisiaj. Poza tym jest przy sobocie po robocie, dziewczyno i chłopaku, także naprawdę nie mam zamiaru tutaj za bardzo się stresować podążaniem. Myślę, że historia tak czy inaczej się swobodnie ułoży i opowiem ci w całości kilka swoich własnych refleksji związanych z tą ową zmianą cywilizacyjną, bo jak wspomniałem na samym początku, 2012 był taką datą, której wszyscy wyczekiwali, wielkich zmian, że staną się rzeczy. I ja sobie myślę, że rzeczy się stały albo stanęły jakieś nowe rzeczy w wielu miejscach, bo to nie tylko kwestie tego, co sobie każdy wyobrażał, takich wyobrażeń, tylko kwestie takich historii, które się w rzeczywistości można powiedzieć wydarzyły. Jak zwykle nie mam notatki pod ręką, kawałek papieru. Chciałem jeszcze zrobić taki dźwięk jak Bruce Lee. Siu! Ale pozwólcie, że oszczędzę tej kinematografii. W każdym razie wielu ludzi strasznie kwestionuje do dzisiaj tą całą historię z 2012 rokiem. Chodzi o kwestię związaną z taką bardzo techniczną stroną, bo ja dzisiaj będę taki bardzo techniczny.
Chodzi o zgodność z kalendarzem na przykład. Oczywiście wyliczenia bywają różne i tam zawsze jest taki argument, że każdy mógł się pomylić w wyliczeniach, ponieważ są to bardzo pradawne kalendarze. Nikt tak do końca nie jest pewien, na jakiej zasadzie one działają. Właściwie każdy może oskarżyć każdego o spekulacje. Zresztą tak powstała współczesna nauka. Ja tu przypomnę pana dżentelmena, który się nazywał zdaje się Carpenter. Taki Anglik, który stworzył archeologię i cały wydział tak zwanej egiptologii, wysadzając prawie połowę Egiptu w powietrze. Ale to już zostawię. Pominę tą smutną historię tego dżentelmena. Tak czy siak udało mu się zostać sławnym, bardzo sławnym dżentelmenem.
Tu troszkę was odsyłam do British Museum i takich bardzo fachowych opracowań historycznych, gdzie ten dżentelmen jest wspomniany jako taki bardzo zacny, przysłużony nauce. Mamie nauce i tak solidnie przysłużony. Ja tu sprawdzam, czy ja przypadkiem nie jestem ani za głośno, ani za cicho. Sorry za te wtręty. Tak mi się wyrywa troszkę tych technicznych opowieści. Ale wracając do tej całej mojej rzeczowej opowieści, są tak zwane punkty niezgodności charakterów na temat tego, czy zgadza się kalendarz, czy się nie zgadza, bo niektórzy wyliczają to w taki sposób, inni w drugi sposób. Właściwie nie do końca wiadomo, kto ma tutaj rację, kto racji nie ma. Ale jest jedna rzecz. Jedna rzecz jest dosyć znamienita. Ja tu szczęśliwie mam i po raz kolejny zaszę się tą książką, którą usilnie staram się, nie będę tu ściemniał, usilnie staram się przeczytać i utknąłem na samym początku.
Ale inna sprawa, że jak tylko mam czas, to rzucam się na wideo i rozmowy z Grahamem Hancockiem. Także jestem troszkę na bieżąco o tym, co jest w książce i tam sobie troszkę przeczytałem. To nie jest tak, że w ogóle jej nie ruszyłem, tylko tak czytam ją po kawałku. Otwieram sobie, czytam sobie rozdział w środku, później wracam do rozdziału na początku. Tak trochę sobie skaczę, ale zacząłem z powrotem ją czytać tak już od początku do końca, także może wreszcie znajdę czas i myślę, że będę miał troszeczkę czasu. Także w najbliższym miesiącu może i sobie puszczę ją, że tak powiem, kartka po kartce. Ale do rzeczy, bo ja nie jestem tu oryginalny, bo kilku ludzi badało ten temat i Graham Hancock, ponieważ to właśnie on jest autorem książki, która to opisuje, nie jest niejako ojcem tego całego zjawiska. Jest tu kilku innych ludzi, którzy się przysłużyli tej historii. Ja w jakichś tam hiperprzestrzeniach, jakiś tam daleki czas temu o tym dosyć głośno powiedziałem. Chodzi o to położenie piramid w Egipcie, że pasują do pasa Oriona tak idealnie.
Tam oczywiście były kłótnie na początku, że jak to tak, przecież tu nie pasuje pas Oriona jest w drugą stronę. Ale jeżeli się stanie dokładnie w takim miejscu, w jakim my stoimy, człowiek stoi nogami do ziemi i głową do nieba. No chyba, że wisi jak nietoperz, to od razu skojarzy, że jeśli chcesz to narysować, chcesz to przekazać dalej wnukom, to musisz narysować to ze swojego punktu widzenia, czyli stojąc, że tak powiem, twardo nogami na ziemi, a głową bujając w obłokach. W tym przypadku w pasie Oriona. W każdym razie wielu postulowało, że to nieprawda, ale okazało się, że jest to idealne wyliczenie. Idealnie do siebie pasuje taki kalendarz gwiezdny i doskonale się zgadza z pewnymi cyklami w Ziemi, które są postulowane przez kilku zacnych geologów, którzy z kolei kopią w ziemi. Także nie jest to też jedynie dziedzina dżentelmenów zajmujących się tym, jak jest ustawiona piramida, tylko ludzi kopiących w ziemi. Tacy też są. Stanęło na tym, że całą historię właściwie wymyślił Robert Bauval. To jest taki dżentelmen, który właściwie jest z Belgii, Aleksandrii, Włoch.
Ciekawy dżentelmen, robi bardzo ciekawy research na temat Watykanu i kultu solarnego i o tym opowiadałem. I ta audycja niestety gdzieś tam zniknęła, nikt jej nie nagrał. Ja wrócę do tego tematu i to jak najszybciej jak się da. Także spokojnie, droga słuchaczko, bo rzecz jest naprawdę gorącym ziemniakiem, że tak powiem. Ale zostawmy gorące ziemniaki i przejdźmy do nieco chłodniejszej okładki książki „Magicians of the Gods”, która troszkę się ciągnie za mną, bo to też troszeczkę taki objaw czasów nadchodzących zmian, właściwie nie tyle nadchodzących zmian, ile zmian już aktualnie obecnych, że takie publikacje wychodzą i są to takie bardzo solidne opracowania, łącznie ze zdjęciami, mapami, całą dokumentacją i ileś tam stron samych przypisów prac naukowych, które są ogólnie dostępne w PDF-ach do ściągnięcia z różnych uniwersytetów i z różnych instytucji. Temat taki dosyć do sprawdzenia po prostu. W każdym razie stanęło na tym, że z tymi kalendarzami, o ile zgodność z wyliczaniem ich w matematyczny sposób, długości miesiąca, jak kalkulowano, kiedy były święta itd. Może budzić bardzo dużo sprzeczności i dużo kontrowersji. To wyliczenia związane z kosmicznym aspektem tej historii są bardzo, jak to się po angielsku mówi accurate, czyli bardzo dokładne, bardzo precyzyjne. I to by się zgadzało z wyliczeniami takiego dżentelmena, który się nazywał Major Jenkins.
Już nieobecny na tej planecie. No chyba, że narodzony był w wcieleniu. Odszedł zdaje się dwa lata temu. Taki specjalista od kultury Majów, który rozszyfrował niezły kawałek tego alfabetu i niezły kawałek mitologii. Poskładał to wszystko do kupy. Bardzo ciekawe koncepcje na ten temat, jeżeli o niego chodzi, właśnie trafiły na światło dzienne. Także polecam sobie przyjrzeć się jego postaci. Major Jenkins. On napisał książkę właśnie o tym, jak funkcjonuje ten kalendarz Majów. On miał jakieś tam swoje oczywiście koncepcje, z którymi nie każdy z nas musi się zgadzać.
Ja nie ze wszystkim się zgadzam, jak zwykle. Ten dżentelmen mówił bardzo dużo na temat właśnie zmian i tego jak Cała ta mitologia Majów, pomimo swojej brutalnej historii, opisuje naturę owych zmian, to, w jaki sposób będą następowały po sobie i tak dalej. I dopisywał do tego cykle. Tu się pojawia bardzo dużo ciekawych koncepcji. Dużo jak dużo. Przytoczę dwie główne, które rają mi się po głowie. Rają mi się po głowie? Bujają się po głowie czy jakoś tak. To może być nowe słowo. Why not?
I stanęło na tych kosmicznych historiach, bo o ile wszystko dyskutowalne, to te kosmiczne historie, łącznie z tymi Inkami, elegancko sprawdzalne. Pamiętam moment w 2012 roku, bo mam oko do gwiazd, że czasami lubię sprawdzić, jakie gwiazdy będą na niebie, bo zaglądam w te tematy, poczytuję i staram się czasami ruszyć swoje dupsko do ogrodu, o ile się da, bo mieszkam w mieście, w którym jest duże zanieczyszczenie ze sztucznego oświetlenia miasta. Jest łuna nad miastem Londyn, ale czasami widać fajnie gwiazdy i widać ustawienie tych dużych gwiazd, bo to ciężko przegapić. Przynajmniej tu na południu, gdzie mieszkam, gdzie dosyć fajnie wieje. To jest zaleta tego miasta na południu, że nie ma smogu. I widać czasami te wszystkie ustawienia. Tak się złożyło, że dokładnie w tym momencie było to ustawienie, o którym była mowa w tych wszystkich legendach, które nie mają nic wspólnego z żadnymi systemami matematycznymi. To jest nasza dowolna interpretacja, jak chcemy to ugryźć, od której strony. Natomiast doskonale pasują do cyklów gwiezdnych. Ten opis, w skrócie mówiąc, bo jest sporo o tym w „Hiperprzestrzeni”, a ja nie będę ci to zanudzał po raz kolejny.
Gdzieś w archiwum jest tego trochę. Jest dosyć sporo. Mowa jest o tym, że oprócz pewnych fizycznych zmian związanych z pojawieniem się nowej wyspy, może wybuchem wulkanu, nie chcę nikogo straszyć, z różnymi aspektami mamy natury, które mogą być czasami dla niektórych troszkę ciężkie do przegryzienia. Mogą być czasami problematyczne. Są aspekty związane ze światem naszej duchowości, jak niektórzy nazywają, czyli z tym, jak traktujemy to wszystko, z naszą percepcją rzeczywistości. Do tego się to sprowadza. Jest to związane też z techniczną historią, bo mamy te rezonanse. Nikt do końca nie wytłumaczył, czym są rezonanse Schumanna, poza tym, że wiadomo, że Schumann je wyłapał. Wiadomo, że mamy te rezonanse. Wiadomo, że jest skala mierzalna, ale z drugiej strony nie wiemy za bardzo, co my mierzymy, jeżeli chodzi o te rezonanse.
Jest to dobry przykład tego, jak dużo wiemy o tym, czego nie wiemy. A wiemy, że wiele nie wiemy. To na pewno wiemy. Także zobaczmy, co tak naprawdę wiemy, kiedy już nic nie wiemy. Rezonanse to jest cykl siedmiu częstotliwości, które są bardzo charakterystyczne i jeżeli rejestrujesz jakikolwiek sygnał radiowy, elektromagnetyczny, radiowy, masz urządzenia elektryczne, które szumią, wyłapują szum i jesteś w stanie się zadekować na kompletnym pustkowiu, na którym nie ma żadnych kabli, zakopać się jeszcze trochę w ziemi, odizolować od kilku czynników zewnętrznych, ustawić czułe maszyny, to słyszysz nieustanny szum i słyszysz, że w tym szumie, w szerokim paśmie od-do na całej skali wybija takie górki w kilku miejscach. To jest te parę górek, które się nazywa rezonansami Schumanna, częstotliwościami Schumanna. Nie będę przytaczał tych wszystkich częstotliwości, można sobie je znaleźć. Można sobie przeczytać dużo rzeczy na ten temat, że na przykład częstotliwości Solfeggio pasują do tego i tak dalej. Jest troszeczkę na rzeczy. Jest tu kilka bardzo ciekawych, można inteligentnie powiedzieć, parallel, czyli wspólnych sytuacji, nawet sporo.
Ale to może zostawię, bo dzisiaj bardzo technicznie będę mówił od tej strony. Te rezonanse odkryli lekarze lata temu i to ci zajmujący się wszystkimi historiami związanymi z biciem ludzkiego serca i z pracą ludzkiego mózgu. Okazuje się, że częstotliwości, na których operujemy, są dokładnie te same. Jeżeli podłączymy się pod kawałek elektrycznej aparatury, jakąś tonę okablowania ze specjalnymi czujnikami, to one też pokażą takie szszsz i na tym sz będzie kilka skoków dokładnie w tych samych miejscach. Okazuje się, że wszyscy jesteśmy zgrani, bo to dotyczy wszystkich żywych istot na tej planecie z tym rezonansem. To w wielkim skrócie, czym ten rezonans Schumanna jest. Oszczędzam troszkę technicznych spraw. Wracając do jednej największej zagadki tego rezonansu, to jest jego mierzalność, bo my mierzymy ze swojego punktu widzenia, a z naszego punktu widzenia jest tak samo jak w przypadku ryb, które są w wodzie. Czyli nie wiemy, co mierzymy, poza tym, że mierzymy, to lubimy sobie zmierzyć. Which is nice anyway.
Całkiem miła sytuacja. Mamy rzeczywistość taką, jaką chcemy mieć. To jest bardzo miła lekcja od mamy natury, czasami bardzo mocno niedoceniana. Ale to takie krakanie troszeczkę. Wracając do rezonansów i naszego mózgu, okazuje się, że odgrywa to dosyć istotną rolę w naszych procesach poznawczych. Tak to nazywają, hoszsz, taplerzą nazwie, psycholodzy. Otóż to. Ta historia związana z naszą percepcją, interakcją z rzeczywistością, to jak daleko sobie zdajemy sprawę Z tego, gdzie sięgają nasze macki i macki naszej energii. Kim jesteśmy? Czym jesteśmy?
Co jest czym? Taki rzeczywisty obraz cywilizacji dwiema nogami, dosyć mocno, twardo na ziemi. Można powiedzieć raj. Można powiedzieć miejsce, gdzie nie ma patologii. Takie zdrowe funkcjonowanie w każdym razie. Są takie rezonanse, które faktycznie są z tym związane. I nie jest to związane tylko i wyłącznie z ludzkim organizmem, bo jest to właściwie siła natury dookoła. Są takie bardzo ciekawe eksperymenty do zrobienia z wodą. Wystarczy mieć specjalne urządzenie, które restrukturyzuje wodę. Może być orgonowe urządzenie, czasami magnetyczne.
Są różne rodzaje urządzeń. Może być z wykorzystaniem technologii Keshe. Tych urządzeń jest naprawdę sporo. Mogą być biorezonacyjne urządzenia. Każde działa. I jest taki moment, kiedy stawia się zwykłą wodę, a pH wody, takie dla zdrowia, tak zwane pH radiacyjne, można sobie przeliczać na natężenie prądu elektrycznego w tej wodzie, na oporność tej wody. Takie zjawiska elektryczne. Mówiąc w wielkim skrócie, jeżeli przyłożymy miernik, to tam wskazówka coś pokazuje na tym mierniku i zawsze jest albo plus, albo minus. Na elektrycznych miernikach jest minus. Czasami schodzi w dół.
I jeżeli postawimy wodę w takim miejscu, gdzie oddziaływuje właśnie takie urządzenie, to woda zmienia swoją strukturę i można to zmierzyć miernikiem. I są takie badania robione z ludźmi, którzy są, jak to się mówi, chronicznie chorzy na takie bardzo poważne w dzisiejszych czasach przypadłości, bardzo popularne, takie jak nowotwory. Zawartość tego prądu elektrycznego w wodzie, którą mają dookoła siebie, jest często bardzo mała. To jest takie bardzo znamienite i w ogóle okazuje się, że komórki, które funkcjonują w takiej wodzie, dosyć słabo się rozwijają. Właściwie zaczynają się bardziej zwijać niż rozwijać. I teraz zabawa polega na tym, że kiedy stawiamy nasz kubek z wodą albo cokolwiek w zakresie działania tego urządzenia, to woda zmieniając swoje właściwości zaczyna na mierniku pokazywać wartości ujemne. Czyli właściwie pH tej wody się zmienia. Jest to taki przelicznik elektrycznego pola. Nie do końca jest to takie czyste jeszcze pH. Pewnie jak chwilę postoi to na 100% będzie.
Natomiast energetycznie już pokazuje, że ma dokładnie te same właściwości i taka woda jest poniekąd wodą życia. To jest woda w górach. Tam każdy stopień takiego strumyka w górach na przestrzeni jednego kilometra to jest czasami 500 wolt do odebrania takiego elektrostatycznego prądu. Jeżeli ktoś chciałby sobie iskierki robić, to tak całkiem nieźle. Można nawet całkiem mocniej troszeczkę tą iskierkę wytworzyć i to korzystając tylko z kawałka miedzianego druta, odległości kilometra i takiej właśnie czystej, nieskażonej górskiej wody źródlanej. To jest fenomen. Niewielu ludzi o tym wie. Dlatego przecież w akumulatorach czasami jest woda. Zresztą w nas jest woda. Właśnie do tego zmierzam, bo te rezonanse Schumanna oddziaływują też z wodą.
Są widziane właściwie wszędzie, w każdej możliwej substancji, a my właściwie składamy się z wody. Także cokolwiek by nie mówić, ten cały koncept, który gdzieś tam został odgruzowany przez Jenkinsa podczas przekopywania tych wszystkich mitów i legend gdzieś tam w Meksyku, trafia doskonale na taką techniczną historię. Znaczy sam jest nieźle techniczny, bo jest astronomiczny i to taki idealnie astronomiczny. Wszystkie te budynki właściwie nie tyle wybudowane, ile zamieszkane przez tych Indian, których odkryli Hiszpanie. Chodzi mi o te piramidy, które zostały wybudowane o wiele, o wiele prawdopodobnie wcześniej przez zupełnie innych ludzi. Noszą znamiona potężnej astronomicznej wiedzy i ta wiedza jest absolutnie sprawdzalna do dzisiaj. I ta wiedza pokazuje dokładnie właśnie ten 2012 rok, że to jest ten moment, w którym zaczyna się jazda w zupełnie innym kierunku. No i gdyby spojrzeć, to właściwie tak to trochę wygląda. Ja tu niekoniecznie chciałem na przykład brać tylko i wyłącznie tego wokalistę zespołu z piosenki, którą tu puszczałem, ale też kilka innych rzeczy, głównie sposób funkcjonowania właśnie owych rezonansów. Bo o ile właśnie nie możemy pomierzyć oddziaływania tych rezonansów, a wiemy, że oddziaływują wszędzie.
Wiemy, że jest jedna metoda mierzenia tego wszystkiego. To się nazywa oddziaływania właśnie dlatego, że to oddziaływuje. Jeżeli jest szybszy rezonans, to rzeczy troszeczkę inaczej się zachowują. Jeżeli jest wolniejszy rezonans, rzeczy zachowują się troszeczkę inaczej. Widać to czasami w różnych egzotycznych eksperymentach. I ja tu nie będę przytaczał takich szalonych eksperymentów. To troszeczkę oszczędzę, bo one są tak czasami skomplikowane i złożone i są tam tak dziwne wyliczenia, że sam czasami się gubię, aczkolwiek takowe są. Są też takie eksperymenty, które potwierdzają, że prędkości takich rzeczy jak światło i tak dalej są związane z zupełnie innymi zjawiskami. No, jest tego masa i przede wszystkim są bardzo ciekawe historie, które dotyczą odkrywców, którzy, że tak powiem, od takiej technicznej strony dotknęli tematu, bo to jest chyba najbardziej interesujące. Znaczy od tej strony, bo wymyślać każdy z nas teorię sobie może jaką chce.
Ale ja tu wrócę do takiego dżentelmena, właśnie Waltera Kiwi. Jeżeli nie wiesz, kim był ten dżentelmen i chcesz troszkę więcej historii na ten temat, to zapraszam cię do archiwum Radia Nafali, do Syntezy. I to jest jeden z pierwszych odcinków Syntezy pierwszej serii, bo w ten czwartek startuje druga seria Syntezy, ale o tym to może później. W każdym bądź razie ja zaraz ci opowiem troszkę na temat tego dżentelmena, bo to jest związane z tym wszystkim. Jeżeli znasz tamten odcinek, to możesz sobie pójść na kawę i tak dalej. Ale tu jeszcze raz wspomnę, bo historia jest zabawna, a dzisiaj się pojawiła w rozmowach i Myślę, że warto ją przypomnieć, bo naprawdę jest zabawna. A ja tu miałem piosenkę. Właśnie, ja tu miałem piosenkę! Właśnie, co ja narobiłem? Troszkę się zamotałem w tych wszystkich piosenkach.
No dobra, mam już pod ręką. Troszkę dłuższa historia, ale obiecałem sobie, że puszczę, bo troszeczkę dawno nie słuchałem, a co tu dużo mówić. James Brown. I że król jest jeden i nazywa się James Brown. Otóż to. Ale wracając do tematu i pozostawiając moje fetysze muzyczne, wrócę do historii dżentelmena o imieniu i nazwisku Walter Kiwi, Walter Thomas Kiwi. Jest cały odcinek w syntezie o nim. Także zapraszam. Przypominam jeszcze raz archiwum Radia Nafali: radionafali.com. Tam się zgłoś po to wszystko, tam to znajdziesz.
Wracając do tego tematu. Ten dżentelmen doprowadził do ciężkiej historii na giełdzie złota w Los Angeles podczas gorączki złota. Poważnego krachu, dokładnie rzecz ujmując. A mianowicie zrobił pokaz maszyny własnej konstrukcji, którą postawił naprzeciwko kawałka granitowej skały, w której środku gdzieś tam była żyła złota. Zademonstrował zarówno przedstawicielom amerykańskiego rządu, jak i przedstawicielom korporacji wydobywczych to urządzenie. Obok stał taki baniaczek okrągły na wysokości 40 centymetrów średnicy. Taka okrągła bańka podłączona miedzianymi rurkami, właściwie mosiężnymi rurkami do działka, które stało na trójnogu. Wręcz wiktoriański styl, że tak się wyrażę. Przezabawnie, z dużą lufą. Troszkę taki styl Rumcajsa bym powiedział z kreskówki.
Wszystko to się działo gdzieś tak w okolicach 1830 roku, zdaje się. Nie pamiętam dokładnie dat. Słuchajcie, wszystkie daty są dokładnie w tamtej syntezie. Cała ta historia troszkę precyzyjniej i o wiele więcej tej historii. Ja tylko dzisiaj taki wstęp dla tych wszystkich, którzy nie znają. Ten dżentelmen puknął w to okrągłe coś, ten generator, jak to nazywał, laską. Wytworzył się tam dźwięk. Urządzenie zaczęło się ładować. Ładowało się przez ileś tam minut do pół godziny. Następnie oddało strzał w kierunku skały.
Niewidoczny promień. Skała zaczęła zamieniać się w parę. I taki pył, taki dym, kurz, nie wiadomo co. Dzisiaj już wiemy, że prawdopodobnie chodziło o zjawisko plazmowe. I kiedy wiatr rozwiał całą parę, okazywało się, że po skale nie pozostało ani śladu, a na ziemi leżą samorodki złota, które wcześniej znajdowały się w środku skały. Wiadomość o tym, ponieważ na miejscu było co najmniej 10 reporterów lokalnych i międzystanowych gazet, obiegła cały kraj. I co się stało następnego dnia nad ranem? Wielki krach na giełdzie złota w Los Angeles podczas gorączki złota. Co za numer koleś wykręcił. Oczywiście wynalazek uwalono, ukręcono.
Tam się skończyło procesami sądowymi. Właściwie i tak się ciągnęły nieustannie jakieś podchody, zakusy i tak dalej. Dziwna historia. W każdym razie więcej na temat tej historii oczywiście w archiwum. Do czego zmierzam? Bo ten dżentelmen odkrył prawdopodobnie za pomocą swojego urządzenia, właściwie nieprawdopodobnie, bo właściwie musiał odkryć, bo musiał wiedzieć, jak użyć, jak podłączyć, ile ma mocy, jak ma to kombinować, skręcać, łączyć. Odkrył coś, co jest związane właśnie z naszym mózgiem i rezonansami Schumanna. Nie bezpośrednio. Chodzi o pewne paralo. A mianowicie droga słuchaczko i drogi słuchaczu, chodzi o metodę mierzenia tego oddziaływania.
Bo wiadomo, że oddziaływanie to jest odchylenie pola. Czyli jeżeli mamy jakieś pole czegoś, coś jest, czyli na przykład jest słońce i nie ma deszczu. Albo jest deszcz i pada dookoła tak jak u mnie za oknem. Taki deszcz i aż miło troszkę zwilżyć gardło, poczuć tą jakże miłą porę roku. Już niedługo koniec zimy w Londynie swoją drogą. Ale wracając do tematu, zostawiając nasz small talk. Chodzi o metody mierzenia za pomocą odchylania pola jakiegoś oddziaływania. Czy to jest prąd elektryczny, czy to jest pole magnetyczne? Czy to jest przede wszystkim pole plazmowe, z którego bierze się i prąd i to drugie? Otóż to.
Taka historia jest za tym schowana i widać jak to się wykręca w jedną stronę albo w drugą stronę. To te słynne eksperymenty Nicoli Tesli z tymi piorunami, że wiedział, w którym kierunku ukierunkować pioruny i taki piorun się odchyla albo nie odchyla. Jak ktoś ma kulę plazmową i dotyka łapskami, to wie, o co chodzi. To się od razu klei palców albo i nie. Można sobie różnie to ustawić. To jest dokładnie cały czas ta sama historia związana z logiką, która za tym stoi, bo technicznie to można sobie za każdym razem troszkę inaczej wybudować. Oczywiście każdy ma swój własny pomysł, także można śmiało tutaj każdego zostawić samopas. Natomiast zasada jest ciągle ta sama. Mierzymy to na zasadzie odchylenia pola, że coś się wychyla w inny sposób i to odchylenie jest albo mniejsze, albo większe. I wiadomo, że jest interakcja z zewnętrznym światem, czyli z czymś, co jest poza tymi rezonansami.
I że wynik tej interakcji to jest właśnie wynik naszego mierzenia owego oddziaływania, tego odchylenia. Zamotałem. Mam nadzieję, że cokolwiek z tego rozumiesz. Koniec końców się okazuje, że coś się dzieje z rezonansami Schumanna i one się zmieniają. Właściwie zmieniają się dosyć szybko. Tam są różne dziwne skoki. Swego czasu była taka strona prowadzona przez taki instytut gdzieś na kole podbiegunowym, polarnym czy jakoś tak w Rosji, który podawał cały czas nieustannie dane. Dalej jest na stronie organizacji, która zajmuje się badaniem tak zwanej świadomości społecznej dane z jakiegoś urządzenia. Nie wiem, czy od nich. Nie pamiętam.
Dawno nie sprawdzałem, przyznam ci się szczerze. Troszkę zapomniałem o tym. Jestem zajęty sprawdzaniem zupełnie innych mocy. Wiemy, że te rezonanse się zmieniają i że przyspieszają, że coś się tam przesuwa w jedną stronę i to dosyć dynamicznie. Właśnie widać to po oddziaływaniach. To są różne historie z anomaliami, które się dzieją na przykład podczas mineralizacji różnych materiałów. Nie tylko, bo się okazuje oczywiście, o czym pewnie znamienita część słuchaczy Radia Na Fali oraz hiperprzestrzeni doskonale wie, każdy z nas w głowie ma kawałek magnetytu, kryształu, który ma wyładowania elektrostatyczne pomiędzy sobą, czyli plazmowe i pojawiają się iskierki. Czyli każdy z nas, ty dziewczyno, ja, ty chłopaku, każdy, ty babciu, ty dziadku i ty młody człowieku. Każdy z nas i ty kosmito oczywiście w ziemskiej skórze ma w środku taką lampkę plazmową w szyszynce. Wiadomo, że ta lampka plazmowa działa na rezonansach takich samych.
Oddziaływuje, bo to wszystko jest ze sobą sprężone. To może nie działa na rezonansach, bo to jest troszkę inna siła, ale rezonansy są tą siłą oddziaływań, za pomocą której możemy może nie tyle mierzyć, ile operować tym polem. Tak to można w wielkim skrócie ująć. To jest nasz klucz do tych drzwi, żeby je otworzyć dosyć szeroko na różne sposoby. Na przykład choćby po to, żeby to zrozumieć, żeby później sobie przeskoczyć do takich plazmowych historii, że tak powiem. Przepraszam, ja sobie łyknę herbaty, bo coś tak troszkę zachrypłem. Co za herbata! Tymczasem zapraszam na czata Radia Na Fali, radionafali.com. Ja tam jestem na czacie, jednym okiem spoglądam na czata, także pozdrawiam wszystkich obecnych. Oczywiście na Skype'a Radia Na Fali, radionafali.com, bo ja jestem absolutnie live w tą sobotę.
Otóż to. Ale wracając do mojego zagadnienia na dzisiejszy wieczór. Okazuje się, że te magnetyty i te całe rozładowania tak zwane, przynajmniej my widzimy jako rozładowania elektrostatyczne, czyli te iskierki definitywnie i finalnie są zsynchronizowane właśnie z tymi rezonansami. Właściwie cokolwiek się nie dzieje, to ten cały tak zwany peak. Czyli jeżeli robisz wybuch w długim tunelu, to masz ilość odbić w tym tunelu. Ja to może chyba nawet zasymuluję troszkę ilość odbić w długim tunelu. Kiedy masz ten długi tunel, w którym wszystko się tak odbija, to wiadomo, że co parę odbić jest nagromadzenie energii. Nagle ten słupek się podnosi. Nie wiadomo skąd. To są te rezonanse Schumanna.
Pa bam, pa bam się odbija. Generalnie to oddziaływanie cały czas jest widoczne na każdym działaniu właściwie wszystkich rzeczy na tej planecie. Rezonanse Schumanna. Wiadomo, że je widać i słychać i można w ten sposób właśnie poustawiać. Tu jest właśnie wytrych do tego od strony takiej mierzalnej i wiadomo, że to się zmienia. Wiadomo, że to oddziaływuje na wszystko, szczególnie na prąd elektryczny, który się pojawia oraz zjawisko plazmowe w naszej głowie, które oddziaływuje na połączenia neuronowe. Tu się pojawia bardzo ciekawa historia związana z neurochirurgią. Jest taki dżentelmen w Ameryce. Zawsze zapominam nazwisk i imion. Wybacz mi, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, taka przypadłość.
Długo się muszę tego uczyć. Nigdy nie będę nadawał się na prezydenta Stanów Zjednoczonych albo inną łajzę tego typu. Jeden z tych dziarskich neurochirurgów, koleś, który ma ręce ciągle gdzieś tam w cudzym mózgu. Taki praktyczny kolega, który stoi obiema nogami twardo na ziemi, bo siedzi dosyć sporo na sali operacyjnej. Właściwie stoi i robi operacje, ratując ludziom życie, czasami naprawiając zdrowie i tak dalej. Właśnie w tej technologii, że tak powiem, krojenia głowy. Jeżeli już trzeba taką rzecz wykonać, jeżeli trzeba w ogóle wykonać taką rzecz. Zajmuje się badaniem mózgu, bo go to fascynuje. To jest taki prawdziwy pasjonat. Zawsze zapominam nazwisk, ale postaram się w linkach.
Dopomóż, Milosie i kosmiczna energio, żebym o tym pamiętał. Postaram się pamiętać i wrzucę w linkach. Sprawdź w linkach na radionafali.com pod hiperprzestrzenią. Jasna sprawa. Pan doktór ma swoją koncepcję, bo zaczął badać mózg od takiej strony czysto fizycznej i znalazł coś takiego, co nazwał nanotubes, czyli pośrodku naszego rdzenia nerwowego w mózgu, bo mamy taką siatkę połączeń, która wygląda jak korzonki rośliny. W środku każdego z tych korzonków jest pustka i on to nazwał nanotubes. Ona ma takie ciekawe właściwości. Teraz, jeżeli ktoś śledzi technologię Keshe'go, może sobie zbudować bardzo łatwo analogię, bo to są nanorurki, które są dokładnie nadprzewodnikiem One oddzielają krew od pozostałych substancji i tak dalej. Wszystkie tkanki od siebie. Chociaż teoretycznie te tkanki, to jest to ciekawe pytanie, z czego my jesteśmy skonstruowani, powinny się zlać w jedną szarą masę.
Bo właściwie gęstość w stosunku do wody, z której jesteśmy zbudowani, jest właściwie żadna. Znaczy się ta różnica pomiędzy gęstościami naszej skóry, wątroby, krwi i tak dalej. Normalnie powinniśmy po wejściu do wanny rozpłynąć się w tej wodzie, a tym bardziej ciepłej wodzie. A tu się okazuje, że się nie rozpływamy, a wręcz odwrotnie, całkiem dobrze się w niej czujemy i w ogóle przychodzimy na świat właśnie w tej wodzie i to jest bardzo mocno z nami związane. To jest część naszego, że tak powiem, environment, naszego środowiska. Poprawnie po polsku. Przepraszam za anglicyzmy, aczkolwiek ja tu z Londynu, tak że wybacz mi, droga słuchaczko, musisz z tym żyć. Musisz z tym żyć. Właśnie wracając do skali oddziaływań. To jest ta skala oddziaływań.
Wyobrażasz to sobie? Czyli wszystko na nas oddziaływuje. Gdziekolwiek się nie obrócimy na tej planecie, to te rezonanse Schumanna robią pyk, pyk cały czas w naszej głowie. Jakiś taki dodatkowy szum, tak to można nazwać. To jest taka częstotliwość Browna. Szum Browna. Brown noise. Co ja w ogóle mówię? Nie szum Browna. Co ja pokręciłem.
To się nazywa brown noise, czyli brązowy hałas. O co chodzi z brązowym hałasem? Są dwa głośniki. Jeden emituje jedną częstotliwość, drugi emituje drugą, inną częstotliwość. I kiedy słuchasz tylko głośnika lewego, prawy jest ściszony do zera, to nie słyszysz nic. Nie ma ani grama szumu w powietrzu. Nic. A wzmacniacz odkręcony jest na maksa. I przekręcasz teraz gałkę na drugą kolumnę, tak że tylko słyszysz prawą kolumnę. Lewa jest skręcona do zera, czyli w drugą stronę.
Słyszysz zero tak zwane. Czyli dalej jest cicho. Śpiewają ptaki za oknem. Kiedy natomiast ustawisz balans na połowie, obydwie kolumny dostają tą samą moc i grają tak samo głośno, słyszysz szum dookoła i to potężny szum. To się nazywa brown noise i rezonanse Schumanna mają takie oddziaływanie na nas. I wiadomo, że jeżeli coś tam się kręci, to wiele rzeczy się kręci w naszej głowie, czyli sposób, w jaki podróżuje. Właściwie nawet nie wiem, czy podróżuje. Sposób, w jaki jest odbierana i streamowana informacja w jedną i w drugą stronę w naszej głowie. Bo to jest konstrukcyjnie, można tak to nazwać, jeżeli chcielibyśmy porównać do jakiegokolwiek urządzenia, jeżeli już ktoś ma taką jazdę, że jest taki bardzo cyber albo ma nieustanny transhumanizm niespełniony, to nasz mózg jest taką anteną izometryczną, naturalną, analogową. Każde drzewo to, co na górze, to na dole.
System korzeniowy zawsze jest dokładnie tej samej wielkości, której energia, taki płaszcz energetyczny dookoła drzewa, który można sobie bardzo łatwo zmierzyć bardzo czułymi miernikami elektrycznymi, czujnikami nanotesli. Bardzo mocno widać. Są też takie czujniki plazmowe, którymi można to mierzyć. Wiesz, że dookoła jest hu hu? I to nawet po roślinach widać, po zwierzętach jak latają dookoła drzewa, po owadach. Widać takie rzeczy. Trzeba się troszeczkę uważniej przyjrzeć. To już wielu postulowało od dawna. Goethe o tym pisał. Moja droga i mój drogi.
Mój Goethe. Taką zakończającą refleksję na koniec tej części ciągu myślowego, że okazuje się, że te rezonanse dosyć mocno tłuką po naszej głowie i wszyscy mamy mniej więcej ten sam bit. Czy chcemy, czy nie. Po prostu mamy taki bit. Oczywiście można go próbować zakłócić i tak dalej. Wiadomo, że Wi-Fi i tak dalej nie jest to zdrowe, bo to ingeruje właśnie w te rezonanse, a one są związane z pulsem bicia naszego serca między innymi i w ogóle takie oddziaływanie dookoła nas, to tak czy siak nic nie jest w stanie tego zaorać, bo to jest po prostu taka siła, że jak ktoś próbuje to zaorać, to maszyny się psują i tak dalej. To też jest, być może, ale bredzę takie techniczne teraz każdy pan technik z dyplomem z buraka i pieczątką z ziemniaka spojrzy na mnie spod oka i powie: „Tak, kolego techniku, tak. Ten kolega zwariował." Ale może być coś takiego, że te urządzenia, przynajmniej w tej częstotliwości, w tym prądzie, w tych technologiach oficjalnych, które mamy dookoła siebie, już pachnę spiskami, nie działają jak należy. Często się psują, bo one są wbrew mamie naturze. Tam są poważne problemy, takie technologiczne.
I tu właśnie wrócę, żeby nie było, że jestem taki Harry Potter. Wrócę twardo obiema nogami na ziemię, bo to nie są czary-mary, że urządzenia mają problemy. Cały myk leży w materiałoznawstwie. Chodzi o to, że materiały nie wytrzymują tych napięć, naprężeń, nie wytrzymują pomysłu na to, jak te wszystkie moce są załadowane do tego małego urządzenia. I to jest standard we wszystkich tych projektach. Generalnie każdy inżynier i teraz każdy, tak, ty też, mój kolego, kiwasz głową, rozumiesz, o co mi chodzi. Dokładnie. Tu się zgadzamy doskonale obydwaj. Ja i ty, mój drogi inżynierze. Otóż to.
Jest masa cholernej roboty, którą trzeba odwalić. Po prostu robota młota, żeby zaprogramować urządzenie tak, żeby szlag jasny go nie trafił zaraz, kiedy go włączymy do sieci elektrycznej, bo tam się dzieją takie rzeczy, że normalnie, żeby taka przysłowiowa szczoteczka do zębów elektryczna zadziałała, to naprawdę trzeba troszeczkę spędzić na mierzeniu, kombinowaniu, przeliczaniu tego wszystkiego i nie jest to... Znaczy można zrobić, ale nie trwa to naprawdę pięciu minut i nie da się zrobić tego tak bez głowy, że tak powiem, i konkretnej wiedzy, żeby nie pieprznęło nam tak, że przy okazji wypieprzymy sobie wszystko prądem 230 z gniazdka przez szczoteczkę na przykład, jeżeli ktoś używa takich elektrycznych rzeczy albo w ogóle na przykład dotykając się każdej metalowej obudowy czegokolwiek, że nas poraziło prądem mocno. No właśnie taka historia. Wiemy o tym doskonale wszyscy, że te urządzenia nie wytrzymują. Nic nie wytrzymuje, bo po prostu powód jest trywialny. Nie wytrzymują materiały, następuje proces krystalizacji. Moce, które pojawiają się dookoła zakrzywienia pola są tak duże, że na przykład metale bardzo szybko się utleniają, kable stają się bardzo łatwo łamliwe. Każdy, kto korzysta z dużej ilości urządzeń elektrycznych zawodowo, szczególnie takich, z których korzysta się często z jednego urządzenia przez bardzo długi okres czasu, bo jest jakimś urządzeniem pomiarowym albo spina jakieś urządzenia, dostarcza sygnał z jednego miejsca do drugiego i tak dalej, doskonale wie, że wszystkie te końcówki kabli podczas używania zaczynają się łamać, pękać i tak dalej. I też nie jest to proces związany tylko i wyłącznie z materiałem, że ma swoją wytrzymałość, ale z tym, że sygnał idzie po nim.
I też takie rzeczy dzieją się w urządzeniach, które w ogóle się nie ruszają. Tam czasami kable potrafią ześniedzieć, coś się potrafi zacząć palić, a to już nie kable, tylko obudowy na kablach, przez co kabel się zaczyna dziwnie zachowywać. Jak to jest miedź, to pokrywa się tak zwanym nano coatingiem. I to są te niesamowite opowieści, prawdziwe opowieści. Ja sam słyszałem takie opowieści i teraz znowu ktoś przypomniał mi. Gdzieś to słyszałem, nie pamiętam gdzie, ale gdzieś słyszałem taką opowieść z powrotem. Ale to pamiętam od swoich chyba wujków, czy jakoś tak. W starej chacie we Wrocławiu na Biskupinie. Już wiem. Od pana, który naprawiał te wszystkie stare chaty we Wrocławiu na Biskupinie, w takiej dzielnicy, gdzie mieszkałem, gdzie też dorastałem jako bardzo niewielki młokos.
W każdym razie wracając do czasów takiej późnej młodości na Biskupinie i rozmów z panem hydraulikiem, który tam serwisował wszystkie te chatki. Pan opowiedział tak, że w tych starych domach, jak się instalacja zjarała i później zrobiono remont i zostawiono starą instalację, to wszystko było okej. Wszystko działało, a później jak przyszedł nowy właściciel, wymienił instalację na nowo, tak dla zasady, to telewizor zaczął strzelać. Coś tam się zaczęło dziać. Obraz nędzy i rozpaczy generalnie, jeżeli chodzi o działalność urządzeń elektrycznych. Generalnie zaczęły już troszkę szwankować. No i jest coś takiego w tym wszystkim, że wszyscy doskonale wiemy, że to trzeba spędzić masę czasu, masę badań i masę kasy wywalić w to, żeby sprawdzić, jakie materiały wytrzymają, jak to zaprojektować tak, żeby drugiego dnia po tym, jak to zostanie odpalone w jakichś ekstremalnych warunkach, czyli takich, w których funkcjonuje cały ten prąd w gniazdku, który mamy. Dlatego nie można go dotykać, bo troszeczkę grozi zaprzestaniem akcji serca. Tak dosyć mocno na parę chwil. Nie wszyscy wracają z powrotem.
Niektórzy odlatują do innego wymiaru. Bywa i tak. Dlatego trzeba uważać bardzo z tym prądem w gniazdkach. No i się okazuje, że te urządzenia tak samo jak my nie dają rady. Nic z tego. No właśnie, a to tylko dlatego, że przesunięte są te wszystkie wartości w drugą stronę i nie ma to nic wspólnego z rezonansami Schumanna. Dlatego też biorą się zakłócenia w pracy ludzkiego organizmu. I to są te historie związane ze smogiem elektromagnetycznym, problemy ze spaniem i tak dalej. Jeżeli nie wierzysz, to sobie zrób prosty eksperyment. Bierzesz taki kompas, harcerski kompas.
Otóż to. Jeżeli ktoś harcerzem był. Kompas bierze do ręki i podchodzi do kaloryfera. Jeżeli jest włączony. Może być też wyłączony z ciepłą wodą. Jeżeli jest centralne ogrzewanie w domu, kompas zaczyna zachowywać się w bardzo specyficzny sposób. Widać od razu, że kaloryfer stanowi ogniwo magnetyczne w tym układzie, a jeżeli się przyłoży miernik, to też potrafi pokazywać, że ma prąd, bo stanowi ogniwo elektromagnetyczne. Taka historia z kaloryferami. Czasami gdzieś przebicia są w instalacji bardzo często. O to chodzi.
Tak bywa w różnych domach. Nie pytajcie mnie, dlaczego tak jest. Po prostu tak jest i to widać od razu. I to nie jest zdrowe w każdym razie. To nie jest naprawdę zdrowa sytuacja. Inna sprawa, że jeżeli tam się podłączy właściwy rezonans, to jak na ironię, to dokładnie tak jak w powieści Paracelsusa, tego słynnego alchemika, który założył medycynę w XVI wieku i tak dalej. Paracelsus. To dawka czyni truciznę, jak zwykł mawiać. Czyli wszystko potrafi zabić w zależności od tego, jak dużo i jak tego użyjemy. Czasami potrafi wyleczyć, a czasami potrafi zabić.
I to dotyczy praktycznie wszystkiego. Obiadu też. No i tej energii też. Jeżeli przestawimy te rezonansy w inny sposób, w ogóle podejdziemy do całej sprawy od strony właśnie takiej myślenia o tym, że to jest harmonijna historia, to jest interakcja mocy ze sobą, która jest zsynchronizowana, no to w tym momencie sprawy stają się proste. Przypomina to wizualnie ósemkę, wstęgę Möbiusa. Dokładnie ten sam układ, niczym się nie różni. Postulowane we wszystkich alchemicznych pismach od nie wiadomo kiedy w postaci węża, który jest zawinięty i zjada własny ogon czasami i tak dalej. Te wszystkie symbole, czasami kompletnie niezrozumiane przez tych, którzy później powielali te symbole. Mi się tak wydaje. To jest taka moja spekulacja troszeczkę właśnie, bo ja tu tak odjechałem trochę na ten temat.
Ale wracając do tego oddziaływania. To skoro to wszystko oddziaływuje, a wiadomo, że ma to wpływ na naszą percepcję, bo takie badania zostały zrobione nie raz, nie dwa i to przez różnych ludzi, takich czasami bardzo pokręconych, takich jak Fundacja Rockefellera. I te badania do nas trafiają. To jest to, że może nikt akurat nie wejdzie ani mi, ani tobie do głowy, bo to jest taka mocna abstrakcja z myślą, żeby ktoś tam nagle zaczął mówić do ciebie i wiesz, jest taki zwykły na przykład dzień. Budzisz się jutro w niedzielę. Tak, wiesz, wstajesz sobie rano, robisz sobie jajecznicę, kawkę, kawkę z mlekiem. Wiesz, taki relaksik poranny. No i nagle w głowie słyszysz taki głos: jutro lecisz do Afryki, jutro lecisz do Afryki, jutro lecisz do Afryki, jutro lecisz do Afryki, jutro lecisz do Afryki, jutro lecisz do Afryki. Odłóż tą jajecznicę. Odłóż tą jajecznicę.
Nie, tak za bardzo chyba nic się nie dzieje. Ale za to można zmontować taką historię, że czujemy się albo fajnie, albo niefajnie. Nasza kondycja energetyczna znika, bo okazuje się, że ten rezonans jest związany z polem żywym dookoła każdej żywej istoty. I to nie jest dowcip. Był taki pan, George Lakowski. Tutaj ekspertem od jego urządzeń i od badań, takim żyjącym człowiekiem, który to robi na żywca, jest Jan Taratajcio. Przypominam, zapraszam serdecznie, w ogóle odwiedzić sobie stronę z zapperami przy okazji. Jeżeli ktoś ma jakieś problemy, to jeszcze są inne urządzenia oprócz Health Penny, ale to proszę na maila do radia. O tym wszystko powiem w zupełnie innej audycji, w podcaście. To tylko przypominam.
Jakby ktoś nie wiedział co i jak, to jest jeszcze jedno urządzenie. Jeżeli ktoś ma jakieś pytania to zapraszam na maila. Ja tu nie będę głośno o tym mówił jeszcze przez parę chwil i tak naprawdę jestem zarobiony wszystkim. Wracając do rozmowy na temat naszych oddziaływań, okazuje się, że jest to tak widoczne w naszym organizmie i oczywiście można potraktować to od strony jakiejś tam szarlatanerii, ale doskonale chyba wielu z nas zdaje sobie sprawę, że tu tak pachnie spiskiem, bo medycyna oczywiście nie uznaje tego jako oficjalne coś. Z reguły zawsze jest dookoła tego masa wątpliwości, bo to nie ma tabletki i tak dalej. Ale wiadomo, że działa i to działa całkiem nieźle. I wiadomo, że to jest kwestia tych oddziaływań. To jest związane z interakcją na maksa, że to nie jest kwestia tego, że tylko sobie we wtorek od godziny 5.00 do 18.00, a później już zupełnie inna historia, a później w czwartek na godzinkę tak po 15.30. Może niecałe 40 minut, bo później jeszcze przerwa. Nic z tym stylem.
Tu się okazuje, że to jest taka kompleksowa historia, która musi być zaangażowana w ciebie. Ta historia od czubka twoich palców do końca twoich włosów, jeżeli jeszcze masz. Do końca twoich palców rąk też. Wszędzie musi dojść. Taka kompleksowa sprawa i się okazuje, że wszystko ma swoje pole. To jest to badanie George'a Lakowskiego z tymi dzikimi miernikami w paryskim szpitalu rządowym w latach 30. i 20. To nie jest żart, jest masa dokumentacji. Są niesamowite zdjęcia, jak leczył ludzi z raka, jak usuwał narośla. Może nie było regeneracji kończyn, ale było naprawdę mocno blisko tego.
I robił to za pomocą plazmy elektrycznej. I zostały takie kolekcje zdjęć roślin, które traktował jakimś specjalnym polem i robił zdjęcia tego wszystkiego. Widać, że to potężnie działa, jeżeli to pole jest pobudzone i wiadomo, że automatycznie fajnie to wpływa na życie pacjentów, bo tam przebadano w okolicach paru tysięcy pacjentów tak normalnie, bo to rząd francuski zlecił te badania w latach 20. jeszcze nad takimi alternatywnymi metodami. Tak samo rząd belgijski. To w Europie było bardzo popularne. Może nie każdy wie, ale Nikola Tesla, o ile został orznięty na kasę w Stanach do czystka, do gołego, to żył właśnie z patentów, które sprzedał do Europy, gdzie był traktowany bardzo fair play. I to właściwie była kasa, z której się utrzymywał. Dlatego mógł spokojnie prowadzić dalej badania naukowe i to, że się z niego robi takiego jakiegoś dziwnego nędzarza, to troszeczkę taka lekka przesada. Mocna.
Był okradany przez swojego księgowego, można powiedzieć i tak dalej, ale to już inna historia. Zostawiam takie podkarskie historie może jako dodatki do nadchodzącej w ten czwartek syntezy. Także zapraszam na chyba 21.00 albo 21.30 boskiego czasu. Tutaj już z góry mówię tak, żeby już nie odkładać tego na dalszą część, na kolejny czas. Już się wygadałem. Także zapamiętaj człowieku Radio Na Fali, czwartek, godzina 21.30. Technologia Keshe. Synteza. Druga seria podcastów o wolnej energii. Ta-dam!
Nadchodzi. Nie będę puszczał tutaj soundtracku, muzyczki. Wszystko to usłyszysz w ten czwartek. Także zapraszam serdecznie, jeżeli masz ochotę posłuchać, o czym jest tam mowa. Ale ja wracam do tych wszystkich rzeczy związanych właśnie z ową propagacją energii i widać, że ma to bardzo mocny związek z życiem pacjenta, z jego decyzjami, które później podejmuje, ze sposobem, w jaki zaczyna odbierać rzeczywistość. To zmienia życie pacjentów. Mówiąc tak dosłownie, w skrócie i wprost. I się okazuje, że bardzo wielu ludzi, jeżeli nie prawie wszyscy, którzy wskoczyli na takie kuracje gdzieś tam w tych eksperymentach George'a Lakowskiego i wielu innych dżentelmenów, Wilhelma Reicha też i wielu, wielu innych. Kinga Royala ta sama historia. Ci ludzie zaczęli zmieniać swoje własne życie po tej kuracji i zawsze następowała taka bardzo pozytywna transformacja, tak to można w skrócie ująć.
Pozbywali się złych nawyków, zmieniały się ich relacje dookoła. Takie w ogóle ciekawe, zjawiskowe historie, bo prowadzono kartoteki dookoła tych wszystkich pacjentów. I te terapie były takie eksperymentalne pod tym kątem, żeby zbadać wszystkie te sprawy długodystansowo. I to nie, że tam jeden rok albo trzy miesiące, tak jak teraz korporacje farmaceutyczne badają tabletki, tylko trwało to jakieś 10–15 lat i było robione w takiej bardzo dużej skali, bo wtedy takimi badaniami zajmowały się też takie drobne, małe szpitale i to wszystko było ze sobą sklejone i duża społeczność była dookoła tego w Europie. Także było to dosyć zaawansowane. Bardzo ciekawe urządzenia medyczne robiono wtedy. Takie łóżka, na które pacjent się kładł w szpitalu. Specjalne łóżko, dosłownie na może dwie, trzy noce. Specjalnym rezonansem traktowano go podczas snu. To takie normalne, komfortowe warunki, dosłownie jak w takim bardzo miłym, przytulnym ...
domowym wręcz prawie pensjonaciku, takim jak u znajomych w odwiedzinach. Kładł się dosłownie na jedną, czasami trzy noce, w zależności od choroby i wyniki badań były niesamowite, jak stawia to ludzi na nogi. I nawet doszło do tego, że zaczęto leczyć tym bardzo skutecznie raka. Nie pamiętam, jak to wyglądało od strony ilości sesji i tak dalej, bo też nie przeglądałem tej dokumentacji tak wnikliwie, ale gdzieś tam to wszystko jest zapisane. Można to trafić, można przeszperać. Także takie rzeczy są znane od dosyć dawna. No i wiadomo, że to wszystko z nami funkcjonuje tak jak mówił Paracelsus, że jak przestawimy tą częstotliwość na troszkę toksyczny sposób, na jakiś niewłaściwy rezonans, zapomnimy o tym, że to powinno być zharmonizowane, to ona nam automatycznie kasuje to pole, bo czy chcemy czy nie działa w tym momencie w drugą stronę i wysysa z nas, można powiedzieć, tą część tej ósemki. My stajemy się mniejszą częścią ósemki. Tracimy troszkę taki partnerski układ z całym światem. I też jak wygląda w tych badaniach prowadzonych przez pana neurobiologa i tego neurochirurga nad tymi nanotubes, też zmienia się nasza świadomość, kiedy coś porusza, że tak powiem, nami na tyle, że następuje przyrost tych połączeń neuronowych, coś się aktywuje w naszym mózgu, a to jest związane z prędkością, jakby dynamiką obrotu danych w naszej głowie.
My to nazywamy obrotu danych. Tak to można w skrócie ująć, ale to jest ilość energii, która się manifestuje w tym wszystkim. Także ciekawa historia i to taka całkiem zastanawiająca, jak to mocno oddziałuje na nasze codzienne życie. I to są właśnie sprawy związane z emocjami. Myślę, dziewczyny akurat doskonale wiedzą, bo cykl księżyca jest im doskonale znany. Chłopaki myślę też sobie radzą, bo każdy potrafi znaleźć przypływy i odpływy i wie, że coś takiego jest i wie, że sprawy wracają i przypływają. Czuje się regularności w życiu w wielu sytuacjach. Chociażby sen. Zwyczajnie czasami się położyć albo czasami coś zjeść. Także nie jest to żadną tajemnicą.
My tak troszeczkę omijamy tą regularność. Zaakceptowaliśmy być może tak cynicznie tylko kawałek z tego jako cywilizacja. Czasami robię taki beating cywilizacyjny, tak tylko technicznie odcinając troszeczkę dalszy sens tego znaczenia, że za tym stoi to połączenie energetyczne. Za tym stoi część wiedzy związana z tym, że jesteśmy taką ósemką energetyczną, że to działa trochę inaczej i że warto się przestawiać. Warto iść w takim kierunku, w którym możemy się zsynchronizować z tą energią w troszeczkę fajniejszy sposób, żeby lepiej korzystać z tego, co nas nie gasi, tylko korzystać z tego, co nas stawia na nogi. No wiadomo, że tu oczywiście pachnie troszkę spiskami, że może nie ma sterowania myślami w głowie, ale jest taka opcja, żeby wyemitować w kierunku człowieka taką wiązkę, że generalnie będzie ciężko się pozbierać w głowie. Taką wiązkę dźwięku, taką wiązkę częstotliwości. Jest to możliwe. Inna sprawa, że te urządzenia niestety, czy chcemy, czy nie, emitują takowe wiązki. No i są oczywiście szczęśliwie różne opcje na niwelowanie tego pola, także nie ma z tym aż takiego strasznego problemu.
Doszliśmy cywilizacyjnie do pewnego momentu rozwoju, także da się to zrobić. Niemniej szczęśliwie jeszcze dla nas dodatkowo wchodzi nowa technologia i to naprawdę mocno z buta. To jest właśnie technologia Keshe'go. Także hu hu hu. Ona jest bardzo zdrowa od tej strony i to taka ekstremalnie zdrowa i to mocno stawia na nogi, jeżeli chodzi właśnie o wyrównywanie tego pola energetycznego. Także warto się przyjrzeć człowieku, jeżeli się zastanawiasz, czy wszystko jest okej z twoim polem, tutaj zapraszam, żebyś skorzystał. Będzie troszkę informacji na ten temat i wiedzy jak to ogarnąć. Ale wracając do naszego głównego tematu, bo to tak czy siak się myślę klei z tym tematem, bo to myślę też jest taki objaw zmiany tej cywilizacyjnej, że w 2012 miał się coś zmienić. Ja tak się lubię skleić z powiedzonkiem Timothy'ego Leary'ego, tam sprzed chyba 30 czy prawie 40 lat, że: „Revolution is a silent and invisible process.", czyli rewolucja jest cichym i niewidocznym procesem. I naprawdę wszystko wygląda, że tak zawsze jest.
I jest moment narodzin. Kiedyś pierzyczyłem, ja zawsze się przyznaję do tego, jeżeli to wspominam, taką rozmowę na samym początku Radia Nafali, gdzieś tam dawno z papieżem polskiego anarchizmu, który mnie tam przytrzymał troszeczkę i powiedział, jak on patrzy na sprawy zmian w ogóle, które się dzieją dookoła nas w życiu i na takich społecznych zmian, tak zwanych wszystkich, czy to ktoś nazywa polityką, czy technologią, czy w ogóle cokolwiek to jest, pal licho. Generalnie wszystko tak się dzieje, jeżeli generalnie chodzi o sprawy dotyczące bezpośrednio naszej egzystencji jako istot, czyli ludzi, a mianowicie chodzi o taki cykl dorastania, że normalne jest to, że dziecko potrzebuje na przykład czterech lat do momentu, żeby spokojnie radziło sobie z własnymi sznurówkami i tak dalej. Gadało, ogarniało sprawy, wiedziało, gdzie jest lodówka, umiało sobie pokroić kanapkę. Proste rzeczy. No i się okazuje, że w całej tej historii istotna jest właśnie... Jakby to ująć? Kurczę, słuchajcie, bo tak starałem się złapać taki bardzo prosty. Tak to jest czasami człowiek się zamyśli z taką myślą i tak poleci. I kurczę, jak to przekazać?
Wracając do tego dzieła, bo tak się aż po prostu zawiesiłem na tym. Tam jest tak ciekawa rzecz w tym wszystkim. Przepraszam bardzo, bo to naprawdę bardzo ciekawa refleksja za tym stoi. Bo z jednej strony właśnie jest taki stracony punkt energetyczny, a z drugiej strony właśnie te wszystkie zmiany, które się dzieją w kosmosie, podlegają właśnie takiej tendencji odliczania sobie czasu. Tak powiedział ów papież polskiego undergroundu, właściwie polskiego anarchizmu. I taka jest prawda. I ja się z tym troszeczkę tak kłóciłem i tak się zastanawiałem, czy jest opcja przyspieszenia jakiejś tam historii, że na przykład coś robimy i jeżeli dochniemy tam trochę więcej, to na przykład szybciej się pojawi jakaś zmiana. Teoretycznie tak, ale wydaje mi się, że właściwie kiedy coś robimy, to nie ma najwyżej cień takiej zmiany. To są takie bardzo zdawkowe działania, które właściwie bardziej spalają energię, niż jakąkolwiek wyzwalają. Także są bardziej destrukcyjne niż konstruktywne.
No i koniec końców Wszystko podlega takim samym cyklom czasowym, ramom czasowym, czyli cztery lata na przykład. W tym momencie taki brzdąc się sam ogarnia. Czyli jeżeli jest jakaś idea, to potrzebuje na przykład dwóch lat, żeby móc swobodnie chodzić. Potrzebuje czterech lat, żeby już być tak ogarnięta, że cokolwiek chcesz, to funkcjonuje swoim własnym życiem i jeszcze cię zaora. To jest, myślę, rzeczywisty czas odmierzania jakichkolwiek zmian na świecie. Jeżeli patrzę na to właśnie z tego punktu widzenia, na ten cały 2012 rok, to jak nic sprawy chcą tak wyglądać. Mamy teraz trzeci rok, czy chcemy, czy nie. I wygląda na to, że dziecko się nauczyło nieźle chodzić, sznuruje sobie buty i już potrafi sięgać do lodówki i sobie czasami nawet jakąś kanapkę skomponować samodzielnie, czyli się ogarnąć w tej sprawie. I to jest, myślę, taka sprawa, którą można wrzucić na ruszte i stwierdzić, że zaraz, zaraz, to wcale nie było tak, że w 2012 nic się nie stało i to była wielka kicha, tylko my troszeczkę nie zauważyliśmy tego, jak to wszystko przyspiesza. Bo też ta sprawa z rezonansami Schumanna.
Wiemy, że jest anomalia, że przyspiesza. Wiemy z badań laboratoryjnych, że przy synchronizacji naszego mózgu w szybkich częstotliwościach zaczynamy być troszkę bardziej łebskimi postaciami niż mniej łebskimi. I to nie jest żaden dowcip. Na przykład są takie opcje, że możemy przetrenować. To nie jest sytuacja stała, bo to jest taki trening dla umysłu, że możemy spowodować taką kondycję, w której nasz mózg zaczyna się uczyć troszeczkę innego rezonansu. Możemy to robić z substancjami psychoaktywnymi, możemy to robić plazmą. Możemy to robić właściwie na każde dowolne sposoby, które działają. To jest związane z naszymi myślami. Jeżeli ćwiczysz medytację, lubisz sobie po tym, jak się obudzisz rano, ciapnąć sobie taką chwilkę medytacji albo po południu. Doskonała rzecz.
Albo wieczorem przed snem. Tak się troszkę wychillować. To jest, myślę, idealna opcja. Tak się dostroić do tego, bo to się, jak się okazuje, brzmi może dla niektórych abstrakcyjnie, bo jesteśmy wychowani w świecie przyciskania takiego czerwonego guzika, który niezależnie od tego, co mamy w głowie, zawsze zadziała. A to jest pole, które działa na zasadzie interakcji właśnie z tym, co mamy w głowie. To jest nasze pole i nasza emocja jest dosyć istotnym składnikiem tego zjawiska, wywoływania tego zjawiska, wzmacniania jego działania. I to jest ciekawa historia, która nam się wydarzyła, że właściwie jeżeli sięgniemy do tych legend, od których zacząłem, tych z Meksyku, tych właśnie od pana Jenkinsa, związanych ze zmianami cywilizacyjnymi opisanymi w legendach Majów i tak dalej, i zobaczymy na to, jak jest zbudowany nasz mózg i na te bardzo ciekawe badania, że odkryto nanorurkę w głowie, puste miejsce, w którym dzieje się niesamowita historia, bo manifestują się, on to nazwał elektrony. Bo wiadomo, że są to rozładowania elektrostatyczne. Dla nas są widoczne między innymi w tej postaci, tak to nazywamy. Ja już tu nie będę wnikał w jakieś takie definicje.
Są to rozładowania plazmowe. To jest właściwie poprawna nazwa i myślę, że okej, zostaje z poprawną nazwą, więc widać je w postaci błysków i widać, że myśl manifestuje się wcześniej, niż pojawi się jakikolwiek ślad podróży pomiędzy myślami. Po prostu wszystko manifestuje się w naszej głowie spontanicznie. To, co widzimy, to jest taka fala, troszeczkę jakby fala przepływała przez nasz mózg. To nie jest podróż z centrum na jakieś odległe galaktyki. To jest coś, co zachowuje się bardziej jak ocean. Coś, co cały czas funkcjonuje, oddycha całą swoją powierzchnią. Wcale nie pracujemy tylko i wyłącznie jakimiś tam pięcioma lub dziesięcioma procentami mózgu. Cały czas funkcjonujemy pełnym zakresem, czyli jedziemy na 100%. Tylko pytanie jest, jak mamy pobudowane połączenia neuronowe i jak one szybko się przebudowują, dobudowują nowe w taki sposób, że zaczynamy kojarzyć rzeczywistość w troszeczkę inny sposób i dzięki temu być może właśnie dokładnie dochodzimy do tego momentu, że znajdujemy nawet technologicznie, poza intelektualną całą historią z tym, że wiemy, jak chcemy żyć, wiemy, co znaczy normalność, znamy pojęcie dobra, miłości, pokoju.
Wszystko jest okej od tej strony. To jeszcze znajdujemy, można powiedzieć, rozwiązanie, jakby koncept na opakowanie tego w postaci technologii, która jest potrzebna, żeby zamanifestować to tak czysto, po prostu fizycznie, egzystencjalnie, w tej części materialnej, w której funkcjonujemy. To jest dokładnie to, co się dokładnie teraz dzieje i to jest ta zmiana, o której chyba mówili dawniej jak nic. Tak mi się wydaje, że nagle dostajesz prądem po głowie i zaczynasz widzieć dodatkowy kolor albo dodatkowy przedmiot w okolicy, albo coś się pojawia takiego, czego nie było wcześniej. Chociaż było to cały czas, bo zawsze było widać cień tego urządzenia albo przedmiotu, albo czegoś tam i tylko cień, który gdzieś tam się pojawiał i był kompletnie niepraktyczny. Nie można było tego ugryźć. I nagle pojawia się parę takich cieni. I to jest jak zobaczyć nowy kolor. To jak zobaczyć, poznać nowy owoc, który nagle zmienia nasze całe życie. Takie dosyć konkretne zmiany, że tak powiem.
Jedna taka drobna rzecz, która na przykład może być składnikiem takim troszeczkę magicznym jak w przypadku ayahuaski, że potrzebny jest jeden składnik, który dezaktywuje nasz żołądek i nagle okazuje się, że wszyscy lądujemy w kosmosie, używając tej substancji. Niezłe jajko. I nagle okazuje się, że jest odpowiednik technologiczny, że właściwie to jest dokładnie to, co na górze, to co na dole. Taka pełna alchemia. I to znaczy, że jeżeli patrzę na drzewo, to muszę drzewo potraktować całkiem serio. Dokładnie taki sam system korzeniowy jak i system z tymi listkami. A ja tymczasem włączę jakąś piosenkę, bo mówiłem, że będzie polski charakter troszeczkę. Pozdrawiam księcia Edwarda, jeżeli słucha. „Pisaną o człowieku.” A ty słuchasz „Hiperprzestrzeni.” Droga słuchaczko i drogi słuchaczu, ja tu się tak troszeczkę obijam po swoich mandrach umysłu na temat zmian, wiekopomnych zmian, które Zaczęły się, i to na mocną skalę trzy lata temu, aby teraz powoli zacząć manifestować się. Dobra, żartowałem.
Troszeczkę oddechu. Muszę poluzować ten krawat, żeby nie być taki, że wiem co mówię i mówię jak jest. Posłuchajmy jak jest, bo to też ciekawe posłuchać jak jest. Young man and a young woman. Wszyscy ci, co słuchają Chucka Mangione. Which way, which hole, which goal? Everyone must spierdalać stąd. Young man and a young woman. Wszyscy ci, co słuchają Erica Claptona. Which way, which goal, which hole?
Everyone must spierdalać stąd. Spierdalać, spierdalać. All the people you know what I mean. Spierdalać, spierdalać. All the people you know. Heile silencia. To chłopaki polecieli. Heile silencia oczywiście. Pogodno, jakby ktoś nie wiedział. A ty słuchasz sobie spokojnie Radia Na Fali w hiperprzestrzeni, retransmitowanie w Radiu Paranormalium i w Radiu Dream Time, także w matczynym radiu, nadawane przede wszystkim w radionafali.com.
A ja mam na imię Tomek i tak sobie snuję swoje refleksje, zebrane ostatnio do kupy, nad tą zmianą, nad tym, co się właściwie wydarzyło i co się właściwie dzieje. Bo mnie się wydaje proszę jak koleżanki i proszę jeszcze jednego kolegi, że dzieje się, ale dzieje się dokładnie takim torem jak dorasta dziecko. Tak jak sobie rośnie mała natura. Co najwyżej, jeżeli będzie większy rezonans, to będą rośliny rosły szybciej. Wiadomo, co się dzieje z roślinami. Jak rosną szybciej, to wiadomo, że rezonans rośnie do góry, bo rośliny są dosyć mocno związane z tym bitem. Nie ma tu bardziej niż mniej niż my. Jesteśmy wszyscy tak samo. Tylko że my się zanieczyszczamy troszeczkę nieszczęśliwym zanieczyszczeniem, elektrosmogiem. Straszne.
Przerażające, ale tak czy siak widać dookoła, że dzieją się takie rzeczy. Bo tu jest ta skala oddziaływań, ta cała historia za tym schowana. To są te wszystkie opowieści, za którymi czai się taki jeden bardzo ciekawy wniosek. Część z nich bardzo spiskowa i tak dalej, a bardzo duża część oprócz tego, że być może niektórym się wydaje spiskowa, bardzo prawdziwa. Mianowicie chodzi o zakres badań tych wszystkich, zrobi się spiskowo, dziwnych fundacji Rockefellera, tych pokręconych ludzi. To się okazuje, że to jest badanie skali naszych oddziaływań jako żywych istot. Jak można oddziaływać na nas, jak można oddziaływać na siebie i jaka jest skala przede wszystkim, bo do tego się to sprowadza. Kierunek to jest drugorzędna rola. Na razie najistotniejsze dla nas przypuśćmy, będzie to, w jakiej skali to się dzieje. Okazuje się, że dzieje się to w potężnej skali.
Są takie naprawdę bardzo znane historie o tym, jak to ludzie, którzy medytują, robią takie historie związane z dyscyplinami gdzieś tam ze Wschodu, które właśnie są oparte o tak zwaną energię chi i ogarnianie tej energii, swojej własnej energetyki w taki sposób, że można produkować dowolne ilości prądu. Było masę eksperymentów, gdzie podłączano ludzi medytujących pod urządzenia sprawdzające, jak dużo prądu produkują. I się okazuje, że taki człowiek potrafi 240 woltów wyprodukować z siebie taką iskierkę i ci strzelić taką iskierką. To jest ta tajemnica związana z tym, że pole niektórych ludzi jest na tyle, można powiedzieć niezaśmiecone, że świetnie nadają się na przykład do leczenia kogoś przez dotyk i potrafią doskonale to robić. Można robić to urządzeniami, ale wiadomo, że jest to pole, które funkcjonuje normalnie, organicznie i ono właściwie nigdy od nikogo nie wymagało jako takie do obsługi śrubki, śrubokręta, młotka i żelazka oraz silnika elektrycznego. To działa samo w sobie. To jest ta historia, którą odkrył Wilhelm Reich, za którą przypłacił cenę swojego życia. Nazwał to bionem i w momencie, kiedy chciał opublikować takie właśnie kompleksowe badania, które były efektem chyba prawie 20 czy 30 lat pracy właśnie kompleksowej teorii orgonu, takiej zamykającej od początku do końca całość i opublikować właśnie swój generator orgonowy, został aresztowany i w konsekwencji zamordowany przez rząd amerykański na zlecenie prawdopodobnie jednej z tych fundacji. Kto tam wie. I tak wszyscy wiemy, w którym kierunku zmierzają wszystkie te kroki.
Także szkoda, nie będę strzępił języka na te bzdety, także zostawiam tych bandziorów. Myślę, że tak czy siak mama natura sobie doskonale poradzi i sama się ogarnie tą sprawą. Ja tu nie muszę się zajmować tym, komu wmiarzać sprawiedliwość. Wróćmy do faktów. W każdym razie były takie opracowania i były bardzo intrygujące i były na tyle rewolucyjne, że musiały bardzo szybko zniknąć. Ale wiemy, że coś takiego było i wiemy, że wielu ludzi nad tym pracowało. I ciągle dotyczyło to właśnie naszej energetyki. Na bardzo podstawowym poziomie, który sprowadza się, czy chcemy, czy nie, do odpalenia w sobie eksperta od leczenia samego siebie, od leczenia innych ludzi, od dealowania z własnym polem energetycznym. Jest to bardzo mocno związane z zakresem działania naszego mózgu, bo wiadomo, że wyższa częstotliwość powoduje aktywację większej fali na naszym mózgu. To nie jest tak, że większa część mózgu zaczyna pracować, bo dokładnie pracuje ta sama, tylko że fala zaczyna przyspieszać.
To tak, jakby się bardziej trzęsło. Impuls jest o wiele większy i przez to powstają interferencje wielu różnych zjawisk. Ja tak sobie w skrócie nazywam interferencje. Niepoprawnie może albo i poprawnie. Kto tam wie. Mniejsza o to. Wszystkie te oddziaływania tworzą dodatkowe fale, które przyspieszają to wszystko. Jeżeli cała ta historia jest upakowana w harmoniczny system, który działa w ten sam sposób, czyli jest sklejony z planetą, po której chodzimy, z oddziaływaniem ze Słońca, z oddziaływaniem całej plazmy, z której zbudowany jest cały świat, to w tym momencie ciężko byłoby, żeby jakikolwiek szlag nas trafił. W sensie jako żywych istot. Chodzi o choroby, wszystkie sprawy z tym związane.
Chodzi o, chociażby dla niektórych, obsesyjna historia związana z wiekiem, czyli starzenie się. Przede wszystkim leczenie. I to bardzo zaawansowane leczenie samego siebie, które jest wręcz w dzisiejszych czasach dla wielu z nas niedopuszczalne. W sensie wyobrażenia sobie, że człowiek bez cudzej pomocy może sam taką rzecz zrobić, bez pomocy zaawansowanej technologii, do której często przywykliśmy. Postawiliśmy ją na piedestał. To jest dla nas często taki standard, że jest urządzenie, które jest dziwne, kosmiczne, jest 20 facetów w białych kitlach i parę tysięcy, którzy musieli spędzić tysiące godzin, żeby wyprodukować to urządzenie. Dla nas jest to potwierdzenie jakości tego, że skoro tyle tysięcy ludzi złożyło swoje życie w ofierze, to na pewno ma to jakiś sens. Nie do końca. Też ma jakiś sens, nie przeczę, aczkolwiek jest też sens z drugiej strony, całkiem naturalny, bo natura właściwie zawsze posługuje się tym sensem i nigdy go nie musiała szukać. To jest coś takiego, co jest oczywiste i nie trzeba się zbyt daleko rozglądać.
Skorzystanie z tego od tej strony okazuje się bardzo ciekawym pomysłem i rozwiązaniem, jeżeli się połączy z technologią, bo dzięki temu można ugryźć się od bardzo prostej, elementarnej sprawy i można dzięki temu bardzo łatwo zrozumieć swoją własną energetykę. Dzięki temu, że się ją rozumie, można do pewnego stopnia, w zależności od każdego z nas, ją kontrolować i zarządzać w taki sposób, że jeszcze można komuś innemu pomóc. To jest fenomen i ta cała teoria spiskowa mówi o tym, że owa fundacja doskonale o tym wie, bo robi cały czas badania nad tym, jak potężnymi istotami jesteśmy, a jednocześnie stara się wszelkimi możliwymi wpływami, całym tym Babilonem, jak ja to nazywam, doprowadzić do sytuacji, gdzie będziemy niewolnikami zagonionymi jak szczury do takiej klatki i zwariujemy w końcu w tej klatce. Taka bardzo dramatyczna historia, że zwariujemy na punkcie kasy, kariery i odjedzie nam już centralnie. Zamienimy się w takie chomiki biegające w kółko po drabince. Nieustannie w kółko za banknotem, w poczuciu winy. I nasza energia się rozładowuje chociażby właśnie na te kaloryfery, które są w niewłaściwej częstotliwości. Być może. Ja myślę, że oni doskonale o tym wiedzą, bo naprawdę jest dużo pracowań na ten temat, że ludzie, którzy podejmowali decyzje, jakie są standardy technologiczne wdrażane, jakie nie są, doskonale zdają sobie z tego sprawę, bo przecież te badania zdrowotne są cały czas robione. To nie jest samopas.
Inna sprawa, że historia tych badań sięga czasami 100 lat do tyłu i też są ogólnie dostępne. Wiele uniwersytetów robi te badania, wiele szpitali, bo jest to związane czasami z wypadkami. Różne hece dookoła tego. Tylko kwestia, czy oczywiście ktokolwiek chce to znaleźć, rzucić na to okiem albo zaakceptować, ponieważ jest to z daleka od takiego mainstreamowego poglądu na rzeczywistość, gdzie wszyscy musimy wtryniać jakąś tabletę. Okazuje się, że jest to pole energetyczne dookoła nas i niektórzy mówią, że plotka, ale ja się z tym zgadzam. Może niektórzy stwierdzą, że jestem zbyt spiskowy. Cóż, droga dziewczyno, drogi chłopaku, ja naprawdę też w to wierzę. Myślę, że jest to taka specjalna krecie robota, żeby nas trzymać na niskiej orbicie, gdzie się rozładowujemy dosyć szybko wszędzie dookoła, przez co dorywają nas choroby. Przez to jesteśmy bardzo zależni od strategii, która jest związana z kontrolą zasobów, przede wszystkim z kontrolą iluzji, którą mamy na temat zasobów i wiele innych rzeczy. Ja bym to nazwał po prostu iluzją, tak naprawdę skończoną iluzją.
I myślę, że ludzie, którzy projektują niektóre historie, są tego świadomi. Ja myślę, że transhumanizm jest taką doskonałą historią, że to jest taka świetna pułapka na przestawienie organizmu w drugą stronę, bo właściwie nikt nie zna skutków ubocznych, takich docelowych. W sensie jak daleko źle to na nas działa, bo wiadomo, że są skutki uboczne. Natomiast nie wiadomo jak daleko sięgające tego właśnie prądu, tych wszystkich rozwiązań, które dalej są dookoła nas. Szczęśliwie dookoła mnie jest już troszeczkę inne rozwiązanie, zupełnie inne i daje zupełnie inną moc, która bardzo elegancko niweluje to dziadostwo, które jest serwowane z gniazdka. I to tak, że sam jestem w szoku. Widać po roślinach. Słuchajcie, ja to mogę się mylić, ale widać po tym, jak mi zakwas na chleb rośnie. Może niektórzy się lubią śmiać w takiej sytuacji, ale człowieku, jest to substancja organiczna, która właściwie działa plazmowo. To jest zakwas, to jest kultura bakterii, która sobie żyje, która nie transformuje w grzyba.
Cały czas zachowuje ten sam stan energetyczny, bo każda istota, żeby być dokładnie w takiej samej formie, musi zachowywać ten sam stan energetyczny. Jeżeli ewolucja by gdziekolwiek istniała, to nie istniałoby coś takiego jak stan energetyczny stały. Czyli nie istniałby stan człowiek, nie istniałby stan zakwas na chleb. Oczywiście odpowiednie warunki muszą być spełnione, żeby człowiek istniał, żeby zakwas istniał i tak dalej. Taka zwykła logika życia, że trzeba zadbać o roślinkę czasami i tak dalej. Widać to po tym, jak te kultury się zachowują, jak doskonale rosną, bo są to bardzo analogowe sprawy, które potrzebują mieć pełny balans, można powiedzieć energetyczny. Ta ósemka musi być harmonijna z tym całym światem dookoła, bo to już nie ma „zlituj się”. Taki zakwas może nie wyrobi w zakrętach w myśleniu o tym, żeby sobie rosnąć, bo go rozładowuje na przykład smog elektromagnetyczny w domu, czyli komputery, gniazdka elektryczne i tak dalej. Nagle się okazuje, że jeżeli się zmienia pole, zmienia się prąd. Właściwie może nie tyle prąd, ile zamienia się prąd na plazmę, to nagle przedmioty zaczynają zachowywać się troszeczkę lepiej.
W sensie przedmioty, które dostarczają do tej plazmy podstawowe zasilanie, żeby to odpalić na samym początku oraz wszystkie organiczne zjawiska, żyjątka, które są dookoła tego mechanicznego czegoś. Ciekawe połączenie. Mnie to się kojarzy troszeczkę z takim kamieniem filozoficznym. Jest taka legenda z dzieciństwa, którą pamiętam, zawsze bardzo enigmatyczna. To w ogóle taka fajna historia z Pragi, bo z Pragi jest dużo legend o alchemikach, o Golemie, o kamieniu filozoficznym, który dokonywał transmutacji czegokolwiek w cokolwiek, między innymi w złoto. I nagle się okazuje, że żyjemy w wieku transmutacji. To jest właśnie ta zmiana chyba 2012. Może właśnie to jest to, czego niewielu z nas chce czasami zauważyć, że zmiany niekoniecznie są wybuchowe. Wybuchowe są rewolucje, które się sponsoruje. Wiemy o tym z dokumentów, widać to na kartach historii.
Niektórzy to próbują zawsze zamieść pod dywan, ale wiadomo, że kłamstwo ma krótkie nogi i bardzo szybko wyskakuje spod tego dywanu, bo takich ludzi poszukujących informacji na ten temat jest coraz więcej. A to naprawdę nie jest trudno znaleźć, bo ślady wiodą prosto do niektórych banków, do których dalej wiodą dzisiaj. Ci sami ludzie robią te same rzeczy, które robili czasami setki lat temu. Tak to wygląda czasami. Taka historia, troszkę spiskowa. Ja nie wiem, czy spiskowa. Ja bym nazwał to biznesową historią. Jest to historia managementu, strategii, planu zarządzania. Otóż to. Tak samo na przykład kompot.
Proszę bardzo, jaką mam elegancką podpowiedź na czacie. Pozdrawiam serdecznie Close'a. Dokładnie kompocik. To są takie naturalne rzeczy i jak się okazuje, jak człowiek łoi taki kompocik z naturalnych owocków. Ja przepraszam, że tak dziecinnie o tym mówię, ale mi się przypominają czasy dzieciństwa. Nie obraź się, młody chłopaku, tu warto dziecinnieć. Poczuj się bobasem, poczuj się młokosem. Otóż to. No właśnie, takie świeże owocki z kompociku ja sobie zaplanowałem w tym roku właśnie z okazji. Ja przepraszam, że tak będę francował, ale muszę się pochwalić, bo warto się dzielić wiedzą.
Poważnie, bo to nie będę trzymał przy sobie. Przecież to nie jest żadna tajemnica, bo zajmuję się tutaj produkcją health panów tej technologii, także zainteresowani wiedzą o tym. Jak chcesz się zgłosić po informację w tej sprawie to zapraszam na maila do radia. W każdym razie częścią tej technologii jest woda, która zostaje po części produkcji tych substancji, którą ciekawie się podlewa rośliny. Efekt jest taki, że rośliny rosną niesamowicie. Konsekwencją tego wszystkiego jest to, że w tym roku odpalam taki solidny ogródek w domu, eksperymentalny. Nie w domu, tylko w ogrodzie odpalam. Mam już miejsce, mam już wszystko zorganizowane i mam taki szalony pomysł, żeby to ruszyć. I to już za chwilę będę ruszał. Właśnie po to, żeby sprawdzić sobie, właściwie nie tyle sprawdzić, ile wykorzystać to dokładnie w naturze.
Wrzucić tam taką substancję, która ma dokładnie te właściwości, że uzupełnia ten balans energetyczny. Mógłbym tam zakopać Zapera, ale szkoda mi zakopywać Zapera, bo ja też jeszcze oprócz tego wszystkiego mam Zapera, jak na taratajciu, bo ja wierzę w takie rzeczy i to nie tyle siłą wiary, ile siłą eksperymentów, które tutaj sobie przeprowadzam i widać to pole. Ciekawą zmianą dookoła jest to, że ten cały koncept, który sobie tutaj tak powolutku sprawdzam w domu eksperymentalnie i naprawdę bardzo mi się to wszystko podoba, bo wszystko się elegancko zgadza. Jedno, drugie, trzecie, czwarte. Tu pozdrawiam w ogóle bardzo serdecznie wszystkich pracujących przy tych konceptach, właśnie między innymi Mariusza, który teraz siedzi przy bardzo ciekawym urządzeniu. Mam nadzieję, że po wyładowaniu podstawowej substancji na temat tej technologii Keshe, w którą wdepnąłem teraz mocno w syntezie, tam szybko wdepniemy z Mariuszem wspólnie razem i Mariusz wyjaśni i opowie troszkę o tym, w co on wdepnął, bo tam też jest ciekawa alternatywa do tego i to bardzo konkretna. Też bardzo fajna. Cała ta historia związana właśnie z tymi zmianami na świecie, z tym dorastaniem i właśnie z takim liczeniem czasu, że właściwie gdyby tak się spojrzeć na to z boku, okej, nie musi być to racją, nie trzeba się z tym zgadzać. Nie muszę mieć racji. To może być moja równie dobrze szanowna spekulacja, ale widać, że to jest dokładnie tak, jak to się dzieje, że to jest taki obrót w czasie i przestrzeni, który musi się wykonać.
Po prostu bez tego się nie wydarzy. To jest taka radosna opcja, że do tego momentu dziecko może tupać, marudzić i tak dalej, ale w końcu koniec końców rozumie, o co chodzi. Pierwszy raz się zatnie nożem, to się nauczy, że nóż jest ostry i nie będzie z tym problemu. Proste sprawy. Takie historie, które mój tato nieustannie opowiada. Którą podejrzewam wszyscy opowiadamy w pewnym momencie życia, bo do każdego z nas trafia dokładnie ta sama tak zwana obiektywna, jakby powiedział jakiś szaleniec, prawda uniwersalna. To jest to właściwe słowo, jedyne chyba na opisanie tej sytuacji. To jest ta uniwersalna końska prawda, że koń zawsze wraca do stajni. Co tu dużo mówić. Radosna opcja, bo ta skala oddziaływania jest, jak się okazuje, tak potężna.
Wygląda na to, że czy chcemy, czy nie, to w tym momencie coś takiego się na świecie dzieje, coś, co wzbudza te rezonanse, coś, co stoi za nami, za rezonansami, coś, co jest o wiele większego. Ja bym to nazwał polem plazmy energetycznym dookoła. Zostało dosyć mocno pobudzone i jest wzbudzane dosyć mocno, nieustannie. I ta energia naprawdę ładuje mocno. Można oczywiście sobie łączyć to wszystko tak jak ja z tymi wszystkimi hecami Terrence'a McKenna o końcu historii, wszystkie te saga Yuga. Ja lubię sobie kleić te opowieści razem do kupy. I powiem ci, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, że można się śmiać lub nie. Można to ignorować lub nie. Można to kwestią wiary traktować, ale nawet od technicznej strony, przyglądając się właśnie na te całe historie z tym, jak funkcjonuje mózg, jak te połączenia się budują, że one bardzo lubią szybki rezonans. Im fajniej to podskakuje do góry, ten cały świat dookoła nas, tym fajniej nasz mózg się rekonstruuje.
Te połączenia neuronowe się budują, nasze procesy kojarzenia cały czas rosną i dzieje się taka fajna sprawa, że na starość, bo to jest naturalna cecha właśnie takiej anteny, która się sama uczy jeszcze na dodatek, takiej jak nasz mózg, że w tym nowym systemie energetycznym im człowiek dłużej będzie z tej anteny korzystał właśnie w tym systemie, tym bardziej będzie to wszystko doskonale działało. I to tak, że będzie można niesamowite rzeczy robić właśnie koncentrując troszeczkę ten feedback energetyczny, który jest dookoła nas tak czysto praktycznie, że nie wiem, czy nie będzie tak jak w „Gwiezdnych wojnach", ale myślę, że takie wariactwo nam nie grozi. Ale chociaż żeby sobie buta przysunąć: użyj mocy. I don't know. Ciekawa historia się za tym kroi, bo naprawdę wyniki badań, które są dookoła tego, są tak intrygujące. Naprawdę już w tym momencie powoli bardzo poważny problem dla wszystkich naukowców do zwiedzenia, takich jeszcze twardogłowych, bo już trochę takich laboratoriów awangardowych, nie wiem, jak to nazwać, ludzi, którzy właściwie ładują własną kasę w eksperymenty, ale są z wykształcenia akademickiego, się za to wzięło w swoich własnych zakresach. Troszeczkę tego zaczęło wypełzać spod dywanu. I czy chcemy, czy nie, tak mi się wydaje, ale to jest moja refleksja, to nie musi się zgadzać. Dobra, to ja tak powiem od siebie. Czy chcę, czy nie, jawi mi się w głowie, że dokładnie w ten sposób dzieje się ta cała rewolucja teraz.
Tak cichutko, trochę jak Tom Morello, że może przestał ryczeć, że fuck you do majka, ale całkiem dobrze się czuje, żeśko sobie radzi i może jakąś bardzo ciekawą rzecz wykręci wtedy, kiedy się wycziluje do końca i pewnego dnia jako buddysta praktykujący wykręci jakiś bardzo ciekawy manewr, niekoniecznie dźwiękowy. Cokolwiek to będzie, jakakolwiek interakcja z otoczeniem, to właśnie chodzi o tą ósemkę. Niekoniecznie jej formy, bo jak się okazało ta forma, czyli ten prąd elektryczny, który do nas dotarł w gniazdkach, niekoniecznie musi pasować do tego wszystkiego. Więc moja refleksja jest taka, że przyszłość nie jest związana z formą, że warto się skleić do zasady, a nie do formy. To jest właśnie ta rewolucja. To jest taki, można powiedzieć, intelektualno-techniczny aspekt rewolucji, że do zasady, nie do formy, nie do konkretnej ilości nawijki drutu, nie do sposobu, w jaki to sklejasz do kupy, tylko do zasady, żeby rozumieć, co tak naprawdę to sklejenie daje i w jaki sposób to podróżuje. Jeżeli coś tam podróżuje albo w jaki sposób się przenika i jakie tworzy pole dookoła. To jest dobre określenie, bo to tworzy pewną kondycję, bo tak naprawdę okazuje się, że to wszystko jest i to jest właśnie chyba ten pierwszy punkt, z którego warto by wyjść w głowie, żeby sobie tak postawić taki początek, słowo. To jest. Po prostu się pojawia i w tym momencie się pojawia to pole.
Ono cały czas jest dynamiczne, ale to nie jest tak, że ono podróżuje od do. Ono jest cały czas. Można je powiększyć albo zmniejszyć i to jesteśmy my. I ponoć jest to tak potężne, ja to widzę po roślinach dookoła. I powiem ci szczerze, człowieku, że czuję się z tą technologią bardzo, bardzo zdrowo. Narzekać nie mogę, co tu dużo mówić. Całkiem dobrze mi jest. No właśnie. To czas najwyższy kończyć tą hiperprzestrzeń, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, bo ja tu wyrzuciłem z siebie takie refleksje, które tu mnie doganiają, jak tu się organizuję ze swoimi sprawami, bo mam troszkę tego dłubania. Zapraszam do nowej audycji.
Właściwie nie tyle nowej. Do drugiej serii syntezy o wolnej energii poświęconej właśnie technologii Keshe. Będę ci mówił, jak ja to robię od początku do końca i mam nadzieję, że jeżeli chcesz to zrobić, to cała ta opowieść się okaże bardzo praktyczna, bo będę taki bardzo praktyczny i będę w taki bardzo starał się zabawny sposób. Mam z tego niezłą zabawę i dużo żartów się generalnie takich przygłupawych w głowie mi się kręci dookoła. Takich lapsusów intelektualnych bym powiedział, żartownych. Takie tam po mojemu. Także zapraszam cię serdecznie. Będę mówił to tak troszeczkę po swojemu, bo ja też mam swoje podejście do tej technologii i u mnie działa, także jest okej. Jak zrobisz to tak, jak mówię, to i tak ci zadziała, to i tak jesteś skazany i ty też dziewczyno na sukces, bo tu naprawdę nie da się zepsuć. Naprawdę się nie da.
Także spoko. Co najwyżej można się pomylić czasami i czasami można nie złapać gdzie. Ale spoko, to da się ogarnąć. Wszystko jest do ogarnięcia. Ja też takie rzeczy robię i robiłem i mam nadzieję, że będę robił, bo to jest część rozwoju w tym wszystkim. Także o tym wszystkim będzie osobno w czwartek już ten. A jeżeli słuchasz tego jako podcastu gdzieś z archiwum Radia Na Fali, to po prostu w czwartek Radio Na Fali oraz w archiwum Radia Na Fali. Jest coś takiego o nazwie synteza. Tam znajdziesz, poznasz po okładce między innymi oraz pozostałe podcasty. Substancja, która się skończyła, która myślę, że też ma coś wspólnego z tym wszystkim, bo myślę, że substancje psychoaktywne, jak je nazywamy, też mają bardzo poważny wpływ na podbicie naszego rezonansu.
Jeżeli wiemy, jak się ogarnąć w swojej własnej głowie podczas takich wypraw, to doskonale wiemy, jak później skorzystać z tej abstrakcji, która się pojawia. Jeżeli jest taka możliwość technologiczna, a w głowie jest zaczyn takiej abstrakcji fajny, to jest bardzo miłe połączenie. To jest taka bardzo miła, pełna pętla ósemki, też na takiej płaszczyźnie jak sobie przynieść z tripu technologiczny pomysł, który powoduje, że urządzenie działa i generuje energię. Ciekawa historia. Dla mnie to jest właśnie ta radosna przyszłość. Także myślę, że nie należy się martwić za bardzo o czasy, które nadchodzą. Myślę, że jesteśmy w doskonałym miejscu. Może czasami jeszcze przez chwilę poubierać bucie, ale to już jest naprawdę taka miła historia. Naprawdę bardzo miła, bardzo sympatyczna, bym powiedział. Może nie jako taki ogólny trip, że całe społeczeństwo dostanie niczym kwasem po głowie albo ayahuasca.
Może nie aż w ten sposób. Ja myślę, że działające tak samo, bo chodzi dokładnie o ten sam efekt. Koniec końców pojawiają się w głowie połączenia neuronowe i pojawia się inna intensywność, częstotliwość tej fali, która tam się kolebie w tym wszystkim i powoduje, że to wszystko ze sobą sprzęga. I ta ósemka się łączy troszeczkę szerzej z tym polem dookoła nas. Inne jest czucie, energetyka emocjonalna. Inaczej dzięki temu nam się w ogóle rozumie, jak robimy sprawy, jak żyjemy, jak się z ludźmi dogadujemy. To jest rewelacja. Myślę, że to jest właśnie ten kierunek. Anyway, zostawiam cię człowieku z tą refleksją i dziewczyno też. Mam nadzieję, że miło się słuchało i mam nadzieję, że masz swoją własną refleksję, jakakolwiek by nie była.
Zadzwoń kiedyś jakby co i powiedz co masz w głowie, jak będzie ci się chciało. Radionafali.com. Resztę informacji następnym razem. I przypominam, że zawsze możesz wspierać Radio Na Fali. Także jeżeli wspierasz radio, a masz konto na PayPalu albo chcesz sobie założyć konto na PayPalu, bo kupujesz coś na PayPalu albo coś, używasz tego do transakcji i coś, to zapraszam do wspierania Radia Na Fali właśnie przez to konto, bo to bardzo ułatwia funkcjonowanie, a to wszystko szybko dociera tutaj na miejsce, także to jest taka bardzo wygodna opcja, ale to tylko wtedy jak ci jest po drodze. Także ja z góry będę bardzo wdzięczny za takie ułatwienie w funkcjonowaniu. No i wielkie dzięki za wszelkie wsparcie i przede wszystkim wielkie dzięki za wszelkie maile. Dajcie mi chwilę na odpisanie, bo czasami ciężko to ogarnąć, przynajmniej w tym momencie, ale za chwilę będę już miał trochę więcej czasu dla ciebie, człowieku i dla siebie też przede wszystkim. Także jak tylko znajdę czas dla siebie, to kontaktuję się z tobą i wreszcie się odezwę i zamienię dwa słowa. Także peace and love.
Dzięki wielkie jeszcze raz za słuchanie. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium i słuchaczy Radia Dream Time. I nie tylko. I ciebie słuchaczu słuchający i słuchaczko tego offline gdzieś. Może właśnie podlewasz kwiata, a zapomniało się o roślinach. Do roślinek podlać roślinki. Dobra, żartowałem. Na pewno pamiętasz o kwiatach. To jeszcze raz dzięki za słuchanie. To była hiperprzestrzeń w radionafali.com.