[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:07] - Dżungla w tle. Tym razem RadioNaFali.com. Ja mam na imię Tomek, a wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni”, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium oczywiście. Pozdrawiam serdecznie wszystkich mecenasów Radia na Fali. Peace and love, moi drodzy. Wielkie dzięki za wspieranie radia. Zapraszam wszystkich serdecznie do wspierania. Zawsze mamy jakieś serwery do opłacenia, jakieś koszta i tak dalej. Miło jest jak wspieracie. Dzięki temu można opłacać spokojnie te rzeczy i jakoś rozwijać te pomysły.
Także z góry dziękuję za wszelkie możliwe wsparcie, a wszystkim mecenasom mówię, że już za chwilę mecenas, jeden mecenas i jedna mecenaska, żeby tak było po równo rozdzielone zgodnie ze starożytną tradycją, dostaniecie książki od Grzegorza, który prowadzi „Czas snu”, który się pojawi w wieczorowej porze po „Hiperprzestrzeni”, na którą bardzo zapraszam serdecznie. A tymczasem pozdrawiam ciebie, słuchaczko i słuchaczu, online i offline, gdziekolwiek byś nie był, gdziekolwiek byś nie była. Mam nadzieję, że to jest miła godzina i że też masz miłą pogodę. Ja dzisiaj miałem doskonałą pogodę. Myślę, że w ogóle wszyscy mieliśmy doskonałą pogodę. Mam nadzieję. Piękny dzień w Londynie, naprawdę cudowny, ale o tym może później. Jak zwykle jakimś takim angielskim zwyczajem zacząłem o pogodzie mówić. Niezdrowe takie obyczaje zagraniczne. Dobra.
Co jeszcze chciałem powiedzieć tytułem wstępu? Że oczywiście zapraszam na Twittera radiowego, na Facebooka radiowego, na czata radiowego, na którym też jestem. Widzę, że książę Edward jest. Proszę bardzo. Witam serdecznie. Pozdrawiam serdecznie. Oczywiście Skype do radia to RadioNaFali.com, co by nie mówić. I co by nie mówić sto lat wszystkim tym, którzy mają urodziny dzisiaj, bo jak zwykle na Skype'ie mam potężną listę wszystkich słuchaczy, którzy kiedykolwiek dzwonili do Radia na Fali. Zawsze jak wchodzę na profil radiowy przed audycją, to widzę, że to już zaczęło być monstrualne troszeczkę. Dawniej kiedy było tego mało, było okej, ale teraz to przybrało jakieś monstrualne rozmiary.
Generalnie masa ludzi ma urodziny dzisiaj. Także jeszcze raz sto lat. Wszystkiego najlepszego od siebie, ode mnie, od Radia na Fali, od kosmosu, od wszystkich. Tysiąca kosmicznych lat powodzenia, szczęścia, radości i tak dalej. O czym ja w ogóle dzisiaj będę mówił? Dzisiaj co nas troszkę zmienia. Dzisiaj miałem taki podróżniczy dzień. Powiedziałem, że dzisiaj troszkę takim anglosaskim zwyczajem wspomniałem o pogodzie. Taki dzień, że troszkę załatwiania spraw, ruszanie się tu i tam. Szczęśliwie pojazdem z człowiekiem, z którym uciełem sobie rozmowę, z moim dobrym przyjacielem.
Tak sobie gadaliśmy, jeżdżąc przez miasto od jednego miejsca do drugiego. Trochę spaceru, trochę takich spraw. A był piękny dzień, naprawdę piękny. Dzisiaj takie refleksje troszkę trafiły o tym, co nas zmienia trochę. Jak się okazało, zaczęliśmy gadać, ile kto gdzie mieszka i tak dalej. Wyszło na to, że mieszkam już stosunkowo długo w Londynie i to jest taka dosyć długa ilość lat jak na człowieka, który mieszka w tym mieście, bo jest to miasto o potężnym współczynniku rotacji. Tutaj się mieszka albo bardzo krótko, albo całe życie. Jakoś tak. Takie dziwne miasto albo się lubi, albo się wręcz nienawidzi. Takie miejsce.
Dzisiaj przy rozmowie wyszło, ile lat tu mieszkam i tak się okazało, że trochę tego minęło. Właściwie ja tu się czuję jak u siebie w domu, jestem sobie w domu. Co zmienia człowieka, że na przykład zmienia sobie percepcję miejsca, w którym jest, że w ogóle zmienia sobie percepcję życia? Co w ogóle nas zmienia? Taki powrót do doświadczenia trochę dzisiaj, ale ja niekoniecznie będę jakoś tak strasznie o doświadczeniu i tak dalej. Ja trochę chcę wspomnieć o czymś takim, czego ślady gdzieś tam wiodą przez stulecia, tysiąclecia. O takim drugim obiegu wiedzy, który ujmuje takie sprawy jak procesy mieszkania gdzieś tam, bo pojawiło się troszeczkę ciekawych refleksji przy rozmowach dzisiaj o tych historiach związanych z mieszkaniem gdzieś tam ileś lat i mieszkaniem później ileś tam lat w innym miejscu. O tym, jakie są różnice pomiędzy miejscami, jak się człowiek czuł tam, jak tam. À propos pozdrawiam Kubego na czacie też bardzo serdecznie. Wszystkich na czacie Radia na Fali, bo to jest absolutnie live, absolutnie na żywca.
Tak się pojawiły troszeczkę takie dywagacje. Jest taka jedna historia, która tutaj mnie troszeczkę łapie za nogawki, bym powiedział, niczym wściekły pies. Jest to ta owa tajemna wiedza. Także dzisiaj zamierzam połączyć swoje jakże refleksyjne nastawienie do życia, swój jakże refleksyjny charakter z takim czymś, co się nazywa historią. Trochę taką tajemną historią. Nie nawet trochę, tylko całkiem tajemną historią, ale nie do końca tak tajemną, żebyśmy o tym nie wiedzieli. Dlatego dzisiaj zamierzam troszeczkę o tym opowiedzieć, wymiksować te tematy niczym w dużym mikserze i ten teges. Także zapraszam was na słuchanie moich szalonych refleksji. Jeżeli będziecie jakieś mieli, jeżeli macie jakieś refleksje dotyczące owych zmian, co nas zmienia, co jest tym doświadczeniem, jak coś robimy, się przeprowadzamy, nowe miejsce i tak dalej, jakaś nowa wiedza. W ogóle jak funkcjonuje ta wiedza?
Bo jest taka wiedza, która opisuje te wszystkie rzeczy. Może zanim opowiem o tej wiedzy i puszczę jakąkolwiek muzyczkę, to wskoczę na trop tej całej opowieści. Jest takie powiedzonko, które mówi, że jak się mieszka rok w jednym miejscu, właściwie prawie w ogóle jakby się tam nie mieszkało. Jest się turystą. Jak się mieszka gdzieś tam dwa lata, to dalej jest się trochę turystą, trochę już nie, ale to jeszcze dalej taka turystyczna forma. I dopiero ten trzeci rok jest momentem, kiedy człowiek zaczyna być swój w nowym miejscu. Tak ktoś kiedyś wymyślił. Ja to usłyszałem w formie prawie że ludowego porzekadła i takoż wam to przekazuję. Pierwszy rok jest taki, że wszystko jest zjawiskowe. Wszystko, co się dzieje dookoła jest kompletnie nowe w nowym miejscu.
Drugi rok jest rokiem zaskoczeń i porównywania. Okej, spędziliśmy pierwszy rok. Wiemy, kiedy zaczynają się sezony i co się będzie działo w drugim roku. Jakie procesy się powtórzą. Pewne procesy się powtarzają, pewne nie. I już zaczynamy łapać troszeczkę, ale dalej nic nie wiadomo, bo jeden rok może być kompletnie inny od drugiego roku. I dlatego potrzebny jest ten trzeci magiczny rok, żeby skumać, co się tak naprawdę powtarza. Jakie są te długie procesy, które dotyczą tego miejsca. Chociażby chmur na niebie, częstotliwości padania deszczu, mrozów, upałów i jak się ogólnie tam zwyczajnie czujemy. Kiedy w parku robi się zielono, a kiedy już nie jest zielono.
Takie proste sprawy. A później jest taki magiczny okres czasu, który zaczyna się po siedmiu latach. Tadam! Długi proces. Bo te trzy lata to też nie taki przypadek, bo w sumie trzy lata to jest, co by nie mówić, to się nazywa rok synodyczny słońca i księżyca. Kosmiczny cykl. Ale zostawiamy na moment kosmiczne cykle. Ja się nie będę dzisiaj aż tak mocno wbijał w te kosmosy, chociaż trochę jak zwykle o tym będzie, ale dzisiaj tak bardziej przy ziemi będę. Będę miał taki ziemisty charakter. A co!
Czas najwyższy połączyć się z mamą ziemią. Szczególnie kiedy takie piękne kolory się zaczynają. Nie wiem jak u was, ale tu było takie słońce. Ja se szlam z aparacikiem, oczywiście niczym turysta w swoim mieście, ale bardzo to lubię i polecam każdemu. Oczywiście jeżeli ktoś lubi. I powiem wam, że wypas! Takie słońce, takie klarowne, czyste niebo, błękitne chmurki. Dobra, okej, koniec tej gadki, czas na jakąś muzyczkę, moi drodzy, a później wrócę do refleksji, bo już się zaczynam niczym rodowity Anglosas, którym oczywiście nie jestem, bo jestem chłopakiem urodzonym we Wrocławiu, co by nie mówić. No ale właśnie z takim zwyczajem anglosaskim zaczynam się rozpływać w pogodzie. To już chyba czas najwyższy na muzykę, zatem posłuchajmy.
Płyta miesiąca jak dla mnie. Trochę was pokatuję tą płytą. Radio Na Fali, hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek. Oprócz tego jest to wszystko transmitowane w Radiu Paranormalium, którego słuchaczy też bardzo serdecznie pozdrawiam, jako że i Radia Na Fali, Marcynnego Radia słuchaczy też pozdrawiam serdecznie. Wszystkich pozdrawiam. Jak zwykle pozdrawialsko musi być. Każdy z nas musi czuć się pozdrowiony i każdy z nas jest pozdrowiony. Anyway, ja tu wrócę do swojej refleksji, bo tak zacząłem od podróży przez Londyn dzisiaj i tej rozmowie o tym, jak to jest, gdzie się mieszka, jak długo i jak to wpływa na życie. Ja miałem taką refleksję, że właściwie w pewnym momencie zacząłem już czuć się w miejscu, w którym się wychowałem, w którym się urodziłem i tak dalej, czyli we Wrocławiu jako turysta.
I to jest taki nieubłagany proces tego wszystkiego, że jak się nie mieszka w jakimś miejscu, to już gdzieś tam jest turystą. Jak się zaczniemy zastanawiać troszeczkę, jak to jest z tym doświadczeniem zmiany miejsca, czy to zawsze są lata, że trzeba mieć te trzy lata, a później kolejne siedem lat, coś w tym stylu. Czy jest jeszcze jakiś dodatkowy czynnik? Bo tak się zastanawialiśmy trochę. Okej, architektura, pewien sposób zaprogramowania przestrzeni dookoła nas. Właśnie taki funkcjonalny, że ulice są tak, a nie inaczej. Pewien sposób przemieszczania się, rozmawiania ze sobą. Są jakieś takie elementy wspólne gdzieś tam w wielu miejscach. Sklep na rogu, ta sama wysokość barierki na przykład. Nie wiem, różne takie drobne detale.
W każdym kraju jest troszeczkę inaczej. Każdy kraj ma swoją własną specyfikę i gdzieś tam czasami bywa tak, że każdy z nas znajduje takie wspólne połączenie pomiędzy miejscem, w którym aktualnie mieszka. Chociaż wcale nie jest to miejsce, w którym się urodził, a miejscem, w którym się urodził, wychował i dorastał. I są jakieś takie wspólne elementy, które wszędzie wyglądają tak samo i zawsze wszędzie się człowiek łapie na tym, że: wow, to jest tak jak właśnie w moim przypadku we Wrocławiu. Albo coś w tym stylu. Takie połączenie automatyczne. Jak widzę pewne anomalie, które są podobne dla wielu ekosystemów, w których dorastałem, mówiąc naukowym językiem. I się okazuje, że właściwie chyba miejsce nie za bardzo robi, bo tak się właśnie zastanawialiśmy nad tym, czy to miejsce robi taki klimat. W ogóle skąd to się bierze? I się okazuje, że właściwie to są takie dosyć istotne czynniki.
Takie, że miejsce jest inne, że się inaczej funkcjonuje i tak dalej. Ale miejsce, jak się okazuje, może być sprawą drugorzędną. Istotne jest to doświadczenie, które powstaje podczas zmiany jednego miejsca na drugie. Tak zwyczajnie, kiedy przesuwamy się z punktu A do punktu B. Nie wiadomo jak długo, nie wiadomo jak. Po prostu zmieniamy miejsce, w którym siedzimy, to wszystko, co się wydarza, dzieje się po drodze, ani w punkcie A, ani w punkcie B. Taki wniosek nam przychodzi do głowy. I faktycznie, jak tak się zastanowić, to są miejsca, w których każdy z nas... No nie wiem jak wy słuchacze, ale akurat mój rozmówca też mieszkał w kilku miejscach w swoim życiu i mieliśmy takie wrażenie, że właściwie są takie momenty, że mieszka się gdzieś wcale nie tak długo, wcale nie trzy lata, ale dzieje się tam coś takiego. Następuje jakiś taki klik energetyczny, jakiś taki strzał, pyk i jedzie po mózgu jakieś takie doświadczenie.
I wszystko przyśpiesza na tyle mocno, że okazuje się, że właściwie jest troszkę, jakbyśmy mieszkali tam pięć lat, a mieszkamy tam parę miesięcy albo coś w tym stylu. Jest taki przeskok w doświadczeniu i się okazuje, że sprowadziliśmy to do znajomości starych kątów, że człowiek czuje się u siebie w domu, bo zna na przykład wszystkie kąty. Wie, którędy iść na skróty, zna wszystkie przejścia, wie, gdzie jest dziura w płocie. Takie niby drobiazgi, ale to jest taka idealna mapa terenu, że człowiek zawsze ma mapę i nigdy się nie gubi. A w nowym miejscu zawsze jest tak, że dzisiaj jak zwykle parkowaliśmy furę w miejscu, w którym oczywiście mieszkałem w tym mieście, bo przez jakiś czas mieszkałem w okolicy. To jest dzielnica o nazwie Brixton, dzielnica Boba Marleya, dzielnica jamajskiej społeczności, w ogóle karaibskiej społeczności i tak dalej. Teraz stosunkowo modna, imprezowa dzielnica, jak kilka takich miejsc w Londynie. Oprócz tego genialny market, czyli taki duży targ warzywny. Miejsce jest rewelacyjne. Jeżeli mieszkacie w Londynie albo bywacie tu czasami i chcecie sobie kupić coś do jedzenia, gotujecie i chcecie poeksperymentować, w ogóle zobaczyć, jak wygląda jedzenie z całego świata tak w praktyce i w ogóle dowiedzieć się czegoś o tym jedzeniu, to zapraszam na Brixton Market.
Możecie podejść bezpośrednio do każdego z tych sprzedawców i spytać się, co to jest i co się z tym robi, bo wygląda to kosmicznie i on wam powie łącznie z paroma przepisami. A jeżeli nie on, to zaraz ktoś obok wam powie, co to jest i jak to najlepiej przygotować. Jest to rewelacyjna historia i wypas. Jest nieprzeciętny. Owoce, które wyglądają tak egzotycznie, że za każdym razem jestem zaskoczony czymś nowym, czymś, co rośnie gdzieś w części świata, o której istnieniu nie miałem bladego pojęcia i jest na dodatek niesamowicie smaczne i tak dalej. Co to taki sklepikarский się zrobiłem. Chodzi o koloryt. Do tego zmierzam. I tak sobie szliśmy i stwierdziliśmy, że właściwie miejsce jak miejsce, bo każde miejsce jest trochę inne, ale jest ten kawałek czegoś, co powoduje, że człowiek gdzieś czuje się bardziej u siebie, a gdzieś już troszeczkę mniej, że nie można być w dwóch miejscach na przykład naraz. Jest to takie klasyczne doświadczenie, które stoi w opozycji do standardowego myślenia, że człowiek wrasta niczym drzewo korzeniami gdzieś tam w jakieś miejsce i zmusza nas do identyfikowania się z jakimś konkretnym polem, jakąś konkretną przestrzenią, konkretną miedzą.
Jest to niesamowicie przyjemne i sympatyczne. I tak się po drodze zastanawialiśmy troszkę, co by było, gdyby któryś z nas postanowił zakupić jakąś nieruchomość albo coś w tym stylu. Tak się zastanawialiśmy, w co byśmy uderzyli, co nam się wizualnie podoba. To nie chodzi o jakieś tam wypasy. Zrobiliśmy sobie taką zabawę troszeczkę. Jeżeli mielibyśmy zainwestować kawał życia w kawałek cegły, który gdzieś tam stoi, to w jak wyglądający i w jaki kawałek cegły? Od razu wszelkie apartamenty, takie rzeczy odeszły w kąt, od razu odleciały. I ja sobie przypomniałem o swoim takim ulubionym charakterze. Może dlatego, że właśnie z Wrocławia. To jest taki podobny charakter do Londynu.
Tylko że w Niemczech to się nazywało Liebenstein, tutaj i w Europie się nazywało art nouveau, później troszkę modernizm, takie wiecie, troszkę pomiędzy Bauhausem a modernizmem, coś w tym stylu. Tutaj jeszcze do tego jest miksowany cały ten wiktoriański styl i to tak troszkę wygląda taki neogotyk do tego wszystkiego. Taki śmietnik kompletny, można powiedzieć. Miało być futurystycznie, ale jest tak w ogóle bajkowo. Jest miło, tak czy siak ja to bardzo lubię. Taki wiktoriański styl z poprzedniego wieku. Powiem wam szczerze, jak sobie pomyślałem o mieszkaniu w jakimś miejscu, to w czymś takim, co ma taki charakter. Jest taką wiktoriańską, prawdziwą chatą kamienną, ceglaną sprzed 200 albo 150 lat, ze wszystkimi oczywiście mankamentami, tym, że ona jest diabelnie zimna i trzeba ciągle to remontować i ciągle coś z tym trzeba robić i tak dalej. Taka refleksja. Tak nas pognało troszeczkę.
Co by było, gdyby? Tak sobie pozwoliliśmy na taką jazdę do przodu. Taki inny obieg pomyślenia o tym, czy coś jest praktyczne, czy niepraktyczne, bo tak sobie pozwoliliśmy na taką właśnie refleksję pod tytułem: jak się człowiek zmienia, to troszeczkę teoretycznie mądrzeje z czasem i te wybory są już troszeczkę inne. Kiedyś wybrałby inną chatę, inne miejsce, inny klimat dookoła, teraz wybiera inny. I to doświadczenie to coś. Jest to coś i to coś właśnie ma jakieś takie swoje symptomatyczne elementy i można to nijako poniekąd zaprojektować, bo jak człowiek idzie ulicą, widzi ten tłum, który wybiega, żeby zrobić zakupy, jak to jest troszkę zaprojektowane tak do tego systemu ekonomicznego, żeby zawsze pod bankomatem była kolejka w weekend. Tego typu historie. Jakby wszędzie widzimy procesy. Ja wszędzie widzę procesy. Nie wiem jak wy.
Mam nadzieję, że podzielacie moją opinię i nie wytargacie mnie za ucho. Tak czy siak jest coś takiego, co jest nieopisywalne w sensie doświadczenia w książkach, cywilizacyjnego doświadczenia przekazywanej informacji o tym, że życie jest takie, jakie jest i tak dalej. Są oczywiście takie stare powiedzonka pod tytułem, że w marcu jak w gardła i tak dalej, ale z tymi powiedzonkami jest jeden problem. Pochodzą bardzo często z miejsca, z którego tych ludzi przesiedlono parę tysięcy kilometrów w zupełnie inne miejsce, inny mikroklimat. I nagle okazało się, że połowa powiedzonek ludowych ze wschodu Polski we Wrocławiu już nie działa na przykład, bo są to powiedzonka kogoś gdzieś tam zza Lwowa i tam troszeczkę inaczej wyglądają pory roku i trochę inaczej wyglądają te historie. A na Dolnym Śląsku mikroklimat jest zupełnie inny i wiadomo, że jest coś takiego. No i słuchajcie, jest taka ciekawa historia, która jest związana w ogóle z nauką. Ja tu mówiłem dzisiaj, że będę miksował takie indywidualne doświadczenie, takie prywatne rozmowy i rozkminki podczas bujania się po mieście z takim naukowym tropem trochę. Więc naukowy trop to drugi obieg wiedzy, tak to można nazwać. Ślady po tym są wszędzie dosyć widoczne.
Ja tu często w hiperprzestrzeni opowiadam różne takie, nie wiem, czy mrożące krew w żyłach historie, ale różne historie zabytkowe bym powiedział o teleskopach, o tym, co się działo z tajemnymi księgami. Dzisiaj troszkę wspomnę o tych wszystkich rzeczach. Może nie o wszystkich, ale o niektórych z nich. Bo to jest drugi obiekt. Bo kiedy się człowiek zagłębia troszeczkę w te informacje, to się okazuje, że ślad tego wszystkiego, tego, że gdzieś w jakimś miejscu po trzech latach nabieramy już właściwie tego miejsca, a po siedmiu latach mieszkania w tym miejscu jesteśmy już z tego miejsca i cokolwiek byśmy chcieli powiedzieć, że pochodzimy skądś. Pochodzimy skądś, ale już właściwie jesteśmy z tego miejsca. Ja to chyba jestem już po prostu stąd, z tego miasta, przynajmniej na dzisiejszy czas. Jeżeli się przeprowadzę, pomieszkam troszeczkę w innym miejscu, to będę z innego miejsca. I jest taka informacja, która jest sklejona z taką naukową historią przy tej całej refleksyjnej, zadumanym koncepcji, którą przedstawiam z tej dzisiejszej rozmowy. Mianowicie drugi obiekt wiedzy, który mówi o tych księżycowych procesach.
Nie na darmo dzisiaj wspomniałem o tej historii związanej z rokiem synodycznym Słońca i Księżyca. To są te pierwsze trzy lata. Zdaje się, musiałbym sprawdzić dokładnie. Przepraszam, nie mam w tym momencie precyzyjnych notatek, ale proszę sobie sprawdzić rok synodyczny Słońca i Księżyca. I to jest ten pierwszy okres. I tam jest później odliczanie, odliczanie i odliczanie. I jak się okazuje, tak troszkę powieję teoriami spiskowymi. Przecież jak człowiek się przyjrzy na banki, na te wszystkie rzeczy, które się dzieją dookoła, to tam są ludzie i to oficjalnie, bo wszyscy wiemy, znają się na cyklach słonecznych, znają się na takich procesach, które cały czas następują na tej planecie. Sprawdzają te wszystkie rzeczy na bieżąco. Jest kilka obserwatoriów astronomicznych, które pracuje dla bardzo dziwnych ludzi i wyniki nie są publikowane oficjalnie dla wszystkich, tylko dla tych, dla których pracuje to obserwatorium i tylko dla nich.
Taka elitarna wiedza. I w tym drugim obiegu wiedzy jest kilka rzeczy całkiem nieźle uchwyconych. Właśnie cała historia z tym, że nie jesteśmy takimi statycznymi istotami, jak nam się o tym opowiada. Bo dlaczego mówię o tym drugim obiegu wiedzy? Ponieważ on jest czymś, co jest, przynajmniej tak wynika z moich poszukiwań, taką alternatywą do tego, co nam się sprzedaje. Bo to nie jest problem nieustannie kontestować tą rzeczywistość, co jest dookoła, bo to możemy robić cały czas. Tutaj naprawdę niewiele jest rzeczy, które można pochwalić. Coś mi się tak wydaje. Natomiast drugi obiekt jest alternatywą. Ja myślę, że w ogóle jest to kwestia związana z tym, że on jest taki utajniony, że on jest tak schowany, że ta mainstreamowa nauka akademicka tak stara się troszeczkę spychać, pomimo że jest to naprawdę solidna, eksperymentalna wiedza.
To właśnie dlatego, że jest to taka bezkompromisowa wiedza. Ten drugi obiekt jest taki czysty, ciężko go skorumpować. On jest korumpowany, bo są te historie związane z czarnymi projektami. Są te wszystkie historie z tymi silnikami plazmowymi, które dopiero po 30 latach zostały oficjalnie opublikowane. W sensie NASA się przyznała, że faktycznie ma. Oczywiście wcześniej ta informacja była publikowana, ale nie rozeszło się tak specjalnie zdjęcia, tylko zostały dwa czarno-białe zdjęcia prototypu, który działał i to wszystko znika na 30 lat. Później się pojawia i wiemy, że nikt w nauce nie dokonał jakiegoś wielkiego przełomu. Czyli gdzieś ta wiedza się musiała odbywać. Ktoś gdzieś musiał robić jakieś tajne badania, o których nam nie powiedział, prawda? Wszystkie te dziwne urządzenia wtedy nagle pojawiają się na rynku.
I ta dziwna kosmologia związana z NASA, te wszystkie zagadki, którymi nas nieustannie paraliżuje. W cudzysłowie oczywiście, ale nie wiemy zbyt wiele o kosmosie, chociaż oczywiście mamy agencje kosmiczne, za które wszyscy podatnicy na tej planecie płacą i to srogie pieniądze. Mamy te wszystkie tajne stowarzyszenia, te wszystkie tajne tajemnicze symbole. I na koniec tego wszystkiego mamy takie podsumowanie tej całej opowieści, czyli naszą współczesną ekonomię, która jest też takim dziwnym zjawiskiem. I też widać, że tam jest taki drugi obiekt. Drugi obiekt już nie wiedzy, tylko taki drugi obiekt bankowy. Jest to ciekawe zagadnienie i się okazuje, że jest taka wiedza, która stoi obok, taka troszeczkę, można powiedzieć, dwupasmowa droga przegrodzona jakimś płotem. My jedziemy po jednym pasie i nie widzimy tego pasa z drugiej strony, po którym zasuwa być może coś, co jest bardziej wygodniejsze, bardziej praktyczne. I don't know. Kto wie, dobrze się poruszamy.
To jest przynajmniej to nasze doświadczenie. Poruszając się od punktu A do punktu B, czyli zastanawiając się nad tym wszystkim, mamy szansę zyskać jakieś doświadczenie i być może kogoś to z nas oświeci w tym temacie. To może zanim zacznę od czegoś, to włączę jakąś muzyczkę. Tym czymś będą piramidy oczywiście. Nieustannie piramidy. Ja mam jakiś taki na te piramidy zakręt. Ale też jest to tak intrygująca historia, że jak zwykle nie ominie was to, żebym się z wami nie podzielił po raz kolejny kolejną porcją swoich rozmyślań na temat tych dziwnych, tajemniczych budynków. Ale zanim oczywiście to zrobię, posłuchajmy troszkę słonecznej muzyki. RadioNaFali.com Hiperprzestrzeń retransmitowana też w radiu Paranormalium.pl. Tymczasem wracam do swojego szalonego tematu dzisiaj, do takich dwóch, można powiedzieć, kosmicznie odległych od siebie wątków.
A jednak wszystko dla mnie to jest jedna i ta sama historia. Właśnie tak wspomniałem, że jest ten drugi obiekt wiedzy. Ale jaki sens byłby istnienia drugiego obiegu wiedzy? Ja mam tu swoją tezę. Moja teza brzmi mniej więcej tak, że w rzeczywistości wszystkie te eksperymenty i cała ta rzeczywista wiedza, ta prawdziwa, ten drugi obiekt, ta, która jest bardziej skuteczna, tak można powiedzieć, dlatego jest tak trzymana w tajemnicy, jest związany z tym, że sami mamy możliwość zmieniania swoich własnych uwarunkowań życiowych, tak jak zmieniamy miejsce do życia i po jakimś czasie nagle się okazuje, że w nowym miejscu jesteśmy już właściwie kolesiami stąd, cokolwiek byśmy nie chcieli, jakkolwiek byśmy o tym nie myśleli, a nie kolesiami z miejsca, w którym kiedyś mieszkaliśmy. Jednym słowem mówiąc, jesteśmy sami sobie okrętem, żeglarzem i sterem. Samodzielnie. Jest to naturalny cykl. Jest to naturalna predyspozycja, że jesteśmy niezależni. Taki zdrowy układ, w którym normalnie funkcjonuje cały ekosystem, to jest taka niezależność, indywidualna niezależność.
Ona tworzy wtedy takie zdrowe społeczności, które na zdrowych zasadach ze sobą funkcjonują, bez żadnej patologii, ale tylko wtedy, kiedy każdy może stanowić sam o sobie. I jak się okazuje, ten drugi obieg wiedzy jest bardzo mocno z tym związany, bo jest to zupełnie inny koncept na świat. Spójrzmy na piramidy. Jednak będę troszeczkę nawoływał do oglądania się na nas w przeszłości, jak to kiedyś mieliśmy w głowach. Nie tak, jak mamy teraz, bo to jest rozwiązanie i to jest właściwe rozwiązanie. To jest właściwy trop. Nie każę się zapisywać do masonerii oczywiście. Nic z tego. Nie róbcie tego. Róbcie to poza masonerią.
Tak sobie myślę. Spójrzmy na te piramidy. Jak spojrzymy na tą piramidę, tą największą piramidę w Gizie, w tym kompleksie Giza, bo to jest cały kompleks trzech piramid. To nie jest ta pośrodku, tylko to jest ta jedna z boku, żeby było jak na ironię, wszyscy to mylą. Myślą, że ta piramida Cheopsa, ta, o którą chodzi, to jest ta pośrodku. Nie. To jest ta jedna z boku. Tu mam już telefon, już odbieram. Halo, halo, halo, halo. Witam serdecznie Konradzie.
[25:40] - No witam cię Tomku. Ja chciałem-
[25:45] - Stołat.
[25:47] - Dziękuję.
[25:47] - Proszę bardzo.
[25:48] - Akurat mamy małe posiedzenie ze znajomymi, więc tak generalnie chciałem tutaj poruszyć właśnie ten drugi obieg tej wiedzy mianowicie i generalnie mi się wydaje, że część rzeczy już jest tak jakby odgórnie powiedzmy ustalona przez kogoś tam, powiedzmy.
[26:10] - Nie no dobra, to wiemy, że jest odgórnie ustalona. Zakładamy, że tak jest, bo to nie jest nawet kwestią zastanawiania się nad tym, przynajmniej w obliczu faktów, które przed nami często stoją. Ale pytanie jest, czy masz na przykład jakąś swoją koncepcję, jakąś tezę, dlaczego tak właśnie jest? Co jest schowanego w tej wiedzy?
[26:29] - Wydaje mi się, że po prostu generalnie tutaj nawiązuję do NASA, że oni po prostu wiedzą więcej niż ludzie powiedzmy w odkryciach naukowych.
[26:40] - To już wspomniałem, to wiemy. Ale właśnie, bo możemy się zakopać i mówić, że jest źle i tak dalej. Wiem, że tak jest, ale dzisiaj zbiegałem w drugą stronę. Zbiegałem w stronę rozwiązań, bo w tym drugim obiegu jest schowane rozwiązanie. Taka jest moja teza. Dlatego się nie podaje tego tak oficjalnie, dlatego się to chowa gdzieś tam pod dywan zamiata i tak dalej, żeby nikt tego nie widział. A jeżeli już się gdzieś tam puszcza, to w takich bezpiecznych miejscach typu wojsko, bo wiadomo, że tam dobrze nie będzie.
[27:07] - No tak, dokładnie. Generalnie też przecież Pentagon sprawuje tak jakby największą kontrolę nad tymi wszystkimi osiągnięciami naukowymi. Tutaj też chodzi właśnie o Roswell. Jak już tam kiedyś też wspominałem, bo na przykład oni odkryli, że taki spodek, przypuśćmy, który się tam rozbił w tym 1947 roku, miał napęd antygrawitacyjny. Teoretycznie. I chodzi też o to po prostu, że wojsko chciało opanować tą technologię ponad wszystko. I oni też właśnie eksperymentowali nad specjalnymi zdolnościami typu telekineza i chyba też telepatia po prostu, że oni w latach w Wietnamie wykorzystywali te zdolności, żeby na przykład odnaleźć wroga albo fotograficzną pamięć. Jeżeli przykładowo ktoś miał zdolności, że mógł zapamiętać dokładne obrazy terenu, to automatycznie mógł wypatrzyć wroga tam z dalekiej odległości, wiesz.
[28:13] - Tak, to są te słynne eksperymenty robione w kosmosie z kosmonautami, którzy mieli tą talię kart i tą ekipą ludzi na Ziemi, która miała dokładnie taką samą talię kart. Tam gdzieś w hiperprzestrzeniach, dawno, dawno temu jest o nich troszeczkę więcej. O telepatii w tym odcinku. I robią taki eksperyment czy oni odczytają swoje myśli na odległość z cyklu kilku ludzi na stacji orbitalnej albo gdzieś w kawałku żelaza na orbicie nad Ziemią i kilku ludzi na Ziemi, którzy wysyłają im sygnały swoim umysłem, o jaką kartę chodzi. I ilość trafień była więcej niż połowa. Tam słuchy chodzą, znaczy słuchy chodzą. Tam wyniki mówią o osiemdziesięciu iluś tam procentach trafień, co jest więcej niż skuteczność działania silnika spalinowego, jeżeli chodzi o przeprowadzanie energii.
[28:57] - Prawdopodobieństwo większość jest.
[28:59] - Otóż to, dokładnie. Większym prawdopodobieństwem jest to, że silnik spalinowy w samochodzie, jeżeli ktoś ma samochód, nie zapali niż to, że karta zostanie nieodczytana. Jak się okazuje, taki fenomen.
[29:12] - I jeszcze chodzi mi też mniej więcej o to, że oni robili eksperymenty na taki temat. Kurczę, zgubiłem wątek.
[29:25] - Słuchaj mnie, to ja cię może zostawię.
[29:29] - Wiesz co, mój kolega jeszcze chciał się włączyć do dyskusji.
[29:31] - To zapraszam. Zapraszam.
[29:33] - Słuchaj Tomku, cześć.
[29:34] - Witam serdecznie.
[29:36] - Hej, hej.
[29:37] - Jak zdrówko? Jak zdrówko się spytam.
[29:39] - Bardzo dobrze zdrówko. Troszeczkę mnie katar wziął. Musiałem założyć czapkę.
[29:43] - Za zopera. Za zopera jak katara zacznie łapać, nie będzie kataru.
[29:47] - Dobra, słuchaj, mam taki bardzo poważny temat, bo kolega wcześniej wspominał o tych statkach kosmicznych i mi dosłownie w tym samym momencie się przypomniało. Kiedyś, jakieś ze dwa, może nawet trzy lata temu czytałem taki artykuł, gdzie jakaś jest wypowiedź w ogóle jakiegoś naukowca, który pracował dla NASA, dla wojska. Tam ścigali kosmitów w ogóle. I przypomniał mi się taki temat, gdzie było wspomniane o tym, że na całym świecie, w Europie, w Azji są zestrzeliwane na całym świecie sześć spodków każdego roku. Nieznajdowanych obiektów latających, że tak się wysłowie. I powiedz mi, co ty o tym sądzisz?
[30:23] - Nie mam bladego pojęcia. Po raz pierwszy to słyszę. Poważnie.
[30:26] - Aha. Ciekawa teoria.
[30:28] - Wiem, że są jakieś takie teorie. To są czasy YouTube'a i czasami szalonych młodzieńców z Ameryki, którzy kopiują wszystko, co tylko znajdą i wklejają jakieś dziwne- Koncepty do tego wszystkiego. Jest dosyć dużo śmieci, ale nie słyszałem o tym, żeby tak to wyglądało. Podejrzewam, że nie jest tak łatwo ustrzelić taki statek tą technologią.
[30:49] - To jest coś nieprawdopodobne.
[30:51] - Wydaje mi się, że jest taka-
[30:52] - Jeżeli ktoś potrafi dolecieć do nas nie wiadomo skąd, tych kilka świetlnych i nagle bam! Dolatuje do Ziemi i zostaje zestrzelony. To jest trochę komedia.
[31:02] - To tak jak rzucony kamieniem. To jeszcze powinien być taki obrazek, że tam dolatuje taki spodek, wisi nad łąką i podbiega człowiek w skórze z takim kamieniem, rzuca w kabinę, tam jest takie up, chrup i spodek spada.
[31:15] - I spada na pole kukurydzy.
[31:18] - Dokładnie, trochę tak to wygląda. Ja mam taki obrazek przed oczami, jak mi ktoś opowiada o tym, że są takie polowania. Polowania mogą być, ale podejrzewam, że chyba cienko się kończą. Jest ta słynna historia z tą sondą Tedar, którą Amerykanie próbowali wypuścić na orbitę, czyli taki generator Tesli, żeby go przetestować właśnie w warunkach tak zwanej próżni w cudzysłowie, czyli troszkę innej jonizacji gazów, bo się okazuje, że jest to silnik, którego nie jesteś w stanie zatrzymać. Cały czas produkuje tak potężną ilość energii, że nie wiadomo, co z tym zrobić. To miało zasilać, zdaje się, wojskowe satelity, te szpiegowskie i takie jakieś dziwne urządzenia wojskowe. Podleciały statki obcych i dwie kevlarowe linki po prostu zniknęły. Nie wiadomo jak. Po prostu zniknęły. Jest to wszystko nakręcone i normalnie można sobie zobaczyć.
To są oryginalne zdjęcia zrobione przez NASA. Komentarz kolesia, który to ogląda, jest taka chwila ciszy i konsternacji, bo nie wiadomo, jak to jest możliwe. Takie rzeczy się nie dzieją i naprawdę tam ciekawe rzeczy zaczęły dziać się z tą sondą, jak odleciała troszeczkę od statku matka. Została porwana przez obcych i to, w jaki sposób, i co się z nią działo. Zamieniła się w dużą jarzeniówkę. Ogólnie dostępne fakty. Film jest ogólnie dostępny, ale nie za bardzo chyba często poruszany. Z tą technologią obcych, w sensie, że ktoś za pomocą kamienia łupanego próbuje rzucić do nieba nawet promieni X Nikoli Tesli czy tego typu wynalazków, próbuje tam zeskanować niebo, to podejrzewam, że raczej i tak chyba nie ma szans, bo mowa jest o zupełnie innej technologii, o troszkę większym zaawansowaniu. Tak mi się coś wydaje.
[32:59] - No tak.
[33:00] - Ja jeszcze chciałem tutaj poruszyć temat właśnie à propos tych UFO, bo był przypadek też nad Finlandią. Nie wiem, czy słyszałeś. To było bodajże około 10 lat temu, gdy ludzie po prostu zaczęli widzieć takie światła, które się formowały w trójkąt. I potem Pentagon próbował wyjaśniać, że to były niby jakieś szpiegowskie samoloty. Potem zmienili wersję, że to były ptaki. Ale ogólnie świadkowie po prostu i tak wiedzieli swoje. Sprawą zajęli się ufolodzy.
[33:33] - Się zastanawiam, ile z tego jest urządzeniami, które są budowane na Ziemi i są wojskowymi urządzeniami, są testowane i przez jakąś chwilę na niebie widzimy obiekt, który ma zupełnie inny napęd, a wiemy, że takie rzeczy są prawdopodobne. Nie wiemy, czy są. To oczywiście jest spekulacja. Ja mogę powiedzieć, że ja wierzę, że są, ale to jest moja prywatna, indywidualna spekulacja. Także tutaj nikogo nie chcę namawiać na to, żeby mi wierzył na słowo. Warto sobie samemu sprawdzać i samemu sobie wyrobić na ten temat opinię.
[34:01] - Tak, dokładnie.
[34:02] - I mam takie podejście, że może być tak, że połowa z tych rzeczy, które widzimy na niebie, to nie są statki naszych sąsiadów z kosmosu, naszych braci z kosmosu, tylko to są statki wypuszczane przez armię w ramach testów. Chodzą słuchy o różnych takich dziwnych napędach i właściwie nie wiadomo, co jest co, można powiedzieć.
[34:21] - Jeszcze przecież nikt nie wspominał... Oglądałem kiedyś taki dokument właśnie o Wunderwaffe. Chodzi mi też o broń Hitlera, gdzie oni właśnie wymyślili taki pierwszy latający spodek.
[34:34] - Gorący temat jak gorący kartofel w ręku. Kompleks Riese i co znajduje się w sztolniach? Czyżby silniki antygrawitacyjne? Muchołapka?
[34:43] - Pojęcie „stworzyć pole”, gdzie po prostu ten spodek się uniósł na pewną wysokość. I była jeszcze historia o tym, że był taki projekt Die Glocke, czyli Dzwon.
[34:54] - Dokładnie.
[34:55] - To jest też bardzo ciekawa-
[34:56] - Muchołapka. Historia z muchołapką.
[34:59] - Oni podróżowali. Nie wiem, czy przez tunel czasoprzestrzenny.
[35:03] - Nie wiadomo. Właśnie nie wiadomo. To jest taka tajemnica, bo wygląda na to, że testowali urządzenie. Nie wiadomo, czy ktoś je oblatywał, czy w ogóle była szansa na to, żeby je ktoś zapełnił w środku. Jakaś żywa istota. Tego nie wiemy. Chodzą tylko słuchy o dziwnej technologii. Ja polecam w ogóle każdemu z was, drodzy słuchacze, rzucić okiem na książki Igora Witkowskiego. Tam ma bardzo ciekawe dokumenty i też instalacja elektryczna, która znajduje się w tym całym kompleksie Riese. Ja to sobie tak amatorsko studiuję dzieła Tesli i nie tylko Tesli.
I powiem szczerze, że ta instalacja, która jest w Riese, to nie jest normalna instalacja. To jest instalacja do chyba plazmowych urządzeń. Tak to wygląda. To nie jest takie normalne. Jest normalne, ale do zupełnie czegoś innego. Do tego, o czym Tesla mówił. Tak, to by się zgadzało. Chłopaki doskonale okablowali cały ten kompleks. Taki mieli.
[36:00] - Ogólnie też bardzo ciekawe. A jeszcze właśnie à propos tego dzwonu, to prawdopodobnie Pentagon znalazł ten pojazd i go gdzieś przetransportowali, żeby-
[36:15] - Tego nie wiemy. To są, podejrzewam, spekulacje. Ja bym tak się powstrzymał z tymi spekulacjami i tutaj raczej stawiał na takie twarde fakty i raczej konsekwentnie sprawdzał dokumentację techniczną istniejących urządzeń typu na przykład free energy, troszkę z Nikoli Tesli, trochę Viktora Schaubergera, tego typu sprawy z tym, co zastano tam na miejscu, o czym wiemy, że jeszcze istnieje. I tak porównywał konstrukcyjnie, czy przypadkiem-
[36:43] - Też właśnie à propos tego Roswell Spółkę, gdzie gość znalazł folię, czy coś takiego, która potrafiła się sama unosić. I tam był podłużny przedmiot.
[36:58] - Słuchaj, z tym Roswell to ja w ogóle tutaj troszkę przytnę temat, bo temat jest potężny. Tam w ogóle jest mowa o dwóch statkach.
[37:04] - Powiem ci, że ja się tym strasznie jaram.
[37:06] - Bo to kompleks, w którym testowano bomby atomowe i to nie przez przypadek ten statek obcych mógł tam się pojawić. Ale zostawmy Roswell, bo ja chcę ten temat drugiego obiegu troszkę szerzej zahaczyć.
[37:19] - Jeszcze tylko chciałem nawiązać do tego, że chodzi mi też o ludzi, którzy rzekomo zostali porwani przez obcych, którzy doświadczyli zetknięcia z obcą cywilizacją. I bardzo ciekawy przypadek jest w tym czasie, kiedy mają oni brakujący czas, czyli godziny, które im uciekły z życia.
[37:41] - Są takie ciekawe fenomeny. Kolega, który swego czasu prowadził podcast w Radiu Na Fali, Pichond, którego jeszcze możecie znaleźć w archiwum, miał takie wydarzenie. Miał taką historię. Jego kumpel z pracy dokładnie w tym samym miejscu. Polecam poszukać. To jest ciekawa sprawa. Chłopakom nagle zniknęło troszeczkę czasu. Nie wiadomo gdzie, chociaż było wszystko na urządzeniach, bo byli w pracy, było wszystko w samochodzie powłączane, wszystkie urządzenia i ciekawe rzeczy się dzieją czasami. Ale to zostawiamy. Słuchajcie moi drodzy, ja bym chciał to połączyć z tym drugim obiegiem od technicznej strony, takiej trochę alchemicznej.
[38:17] - Generalnie te wszystkie tematy, jeżeli chodzi o ten drugi obieg, to jest bardzo interesująca sprawa.
[38:25] - Dokładnie. Ja myślę, że tam jest rozwiązanie, proszę panów, że tam jest coś, co może spowodować, że życie będzie o wiele przyjemniejsze, takie na co dzień każdego z nas na tej planecie. Dlatego jest tak chowane. I dzisiaj będę próbował wyłuszczyć tą swoją tezę.
[38:38] - Właśnie mi się też wydaje, że gdy te wszystkie tajemnice zostaną rozwiązane, to ludziom będzie się żyć łatwiej.
[38:46] - Też tak myślę.
[38:48] - Jeszcze tak wepnę. Mi się przypomniało, jak kolega opowiadał o tej folii całej, która jakoś tam przybiera kształt. Nie wiem, nie znam historii, opowiadaj, ja się w to zagłębię. Przypomniała mi się ta satelita w cudzysłowie, która krąży w orbicie ziemskiej, Black Knight. Słyszałeś o tym coś?
[39:03] - Oczywiście, tak. To jest ciekawa historia, ale dzisiaj to zostawiam, bo ten wątek jest tak głęboki. Zamierzam pewnego dnia do niego wrócić, bo to jest ciekawa historia. To jeszcze związane z tym, że Księżyc jest sztucznym satelitą Ziemi.
[39:16] - Dokładnie tak.
[39:19] - Dobrze, zostawiamy panowie, ja tu wracam do swojej szalonej tezy.
[39:23] - Dzięki Tomku.
[39:24] - Dzięki wielkie za telefon. Trzymajcie się.
[39:27] - Na razie.
[39:28] - Tak jak mówili dżentelmeni przed chwilą przez telefon. Dokładnie tak te sprawy się kleją. Ja troszkę przyciąłem te wątki, ale nie dlatego, że one się nie kleją do siebie, tylko dlatego, że są po prostu duże. A dzisiaj tak troszkę z boku będę o alchemikach, ale myślę, że tak czy siak zahaczę o nie. Słuchajcie, mowa o tych kosmicznych historiach, UFO, te sprawy, coś, co lata na niebie i w ogóle technologia przede wszystkim, tak jak wspomnieliśmy w rozmowie, że technologia, która jest z tej drugiej strony, jest tak potężna, że nikt tego nie użyje za bardzo ze strachu, że zostanie zmieciony jeszcze większą technologią. Czyli nikt nie będzie próbował ze Ziemi zestrzelić UFO, raczej będzie się obawiał robić takie rzeczy, bo tam jest dosyć mocne zaawansowanie technologiczne z drugiej strony. A jak mocne? Słuchajcie, wyobraźmy sobie, jak potężne było zaawansowanie technologiczne naszych przodków. Tych, którzy budowali tą jedną piramidę, tą jedną, która stoi z jednej strony, nie pośrodku, tą największą i najstarszą. Tą, która nie ma żadnych hieroglifów w sobie, tą najbardziej tajemniczą.
Piramidę tak zwanego Cheopsa. I teraz co z tą piramidą? Ona ma proporcje Ziemi. Zrobimy sobie przekrój Ziemi tak, jak ją widzimy en face, czyli z przodu, jakbyśmy stanęli sobie na równej wysokości z Ziemią. I mamy taki jajowaty, taką położoną piłkę jajowatą troszeczkę, bo Ziemia nie jest okrągła do końca, jest lekko jajowata. I jeżeli sobie ją tak położymy i nagle przyłożymy ten trójkąt, to się okazuje, że ten trójkąt to jest rozmiar połówki Ziemi. Te półkole zawiera się na tym trójkącie z jednej i z drugiej strony. Czyli jeżeli złożymy sobie dwa trójkąty, jeden na górze, drugi na dole i wyrysujemy kółko dookoła nich, to jest właśnie kształt Ziemi. I piramida ma idealny mnożnik tej Ziemi, taki doskonały według swojej dokładnej miarki. Cegła, z której jest zbudowana, jest dokładnie tej długości, żeby pokazywała dokładnie tą proporcję i na nią wskazywała jednoznacznie.
Jest ustawiona w specjalny sposób na Ziemi. Może wspomnę o tym, bo to też jest fenomen. Jest ustawiona idealnie na północ i na południe, wschód i zachód, ale nie magnetyczne, tylko tak, jak rozkłada się fizycznie masa Ziemi. I na dodatek jeszcze tego wszystkiego, jeszcze jest ustawione względem ruchu precesyjnego gwiazd. Ruch precesyjny to jest obrót tej najwyższej gwiazdy, która jest prosto nad nami przez całą noc o jeden stopień kątowy przez 72 lata i tak o jeden stopień kątowy, o jeden stopień kątowy, o jeden stopień. Ten obrót jest dosyć długi i troszeczkę trwa. Policzcie sobie, 360 stopni. Każdy stopień trwa 72 lata. To troszeczkę zajmuje i jeżeli się policzy wszystkie te odległości i się to obmierzy, no to w tym momencie mamy pełny ruch precesyjny, czyli na lewo, trochę na prawo, tak jak bączek się troszkę kręci wokół własnej osi. Raz jest przechylona trochę na lewo, raz na prawo i tak cały czas wiruje.
I to jest ten ruch precesyjny. I w tym momencie, po wykonaniu 360 stopni ruchu precesyjnego Ziemia wraca do tego samego punktu położenia, w którym była wcześniej. To jest taki zegar astronomiczny dla całej planety. I żeby to wyliczyć, czy chcemy, czy nie, musimy wysłać satelitę, bo z Ziemi ciężko jest wyliczyć jej fizyczną wielkość po to, żeby sobie móc później wyliczyć idealnie fizycznie proporcje jej całego rozmiaru jako fizycznego obiektu. Trzeba mieć technologię, która pozwala latać w kosmos, mierzyć sobie Ziemię w taki sposób, w jaki my zaczęliśmy mierzyć Ziemię jako cywilizację dopiero w latach 50. Tam w latach 40. były pierwsze przymiarki, ale taka prawdziwa historia wydarzyła się w latach 50. i 60. Dopiero wtedy poznano ruch precesyjny Ziemi. W ogóle go odkryto, bo wcześniej nie wiadomo było, co to jest.
Wiadomo było, że nie do końca jest stabilna Ziemia i nie wiadomo, czy to się dzieje spontanicznie, czy inaczej. Były różne hipotezy, a później się okazało, że to jest stały proces. Ruch precesyjny to fenomenalna sprawa i to jest ta kosmiczna wiedza, którą mamy zakodowaną w piramidach. Tam jeszcze jest ta historia z bośniackimi piramidami. To jest fascynujące. Bardzo kontrowersyjny temat, bo z jednej strony rząd aktualnie w Bośni zakazał kopania tych piramid i robienia jakichkolwiek wykopalisk archeologicznych. Powaga. Nie wiem, czy się przestraszyli. Tam jest drugi obieg. Właśnie to jest ten drugi obieg wiedzy.
To jest ta wiedza, o której się nie mówi w szkole, która jest gdzieś z boku. Ona nie jest strasznie ciężko dostępna. To nie jest jakaś tajemnica pochowana po kątach, tylko zawsze trzeba zboczyć z tego głównego nurtu, tego głównego szlaku, zejść sobie troszeczkę na bok i takimi ścieżeczkami pochodzić. Okazuje się, że jest masa książek, masa wiedzy na ten temat. Dużo ludzi chce się dzielić tą informacją, bo jest ona zjawiskowa, bym powiedział. Przynajmniej w języku angielskim. Jest naprawdę sporo tego, jest potężna ilość opracowań na ten temat. Ja też poniekąd opowiadając o tym i zastanawiając się nad tym, robiąc sobie jakieś rysunki, siedzę i też poniekąd nad tym pracuję. Może coś kiedyś mądrego wymyślę, a może nigdy nie wymyślę nic mądrego. Może ktoś z was to wymyśli, kto to wie?
Wracając do tych piramid w Bośni. Tam jest taka kontrowersyjna sprawa, że odkryto te kamienne płyty na zboczu piramidy, ale kamienne płyty mają charakterystykę betonu. Jest taki specjalny rodzaj betonu, który robiono jakieś 3, 4 tysiące lat temu. Taki dziwny bazaltowy beton. Rzymianie już później troszkę zmienili tą technologię. Zresztą jest dalej podobna. To się niewiele zmieniło, dlatego często przez archeologów jest mylone właśnie z rzymskim cementem i betonem. Robili sobie chłopaki, mieli odpowiednie składniki, skały z odpowiednimi minerałami i robili z tego pierwsze mieszkania z wielkiej płyty, można powiedzieć. Przynajmniej podłogi z wielkiej płyty. Tam jest taka dyskusyjna historia, że jedni się kłócą, ci konserwatywni archeolodzy, że to prawdopodobnie są pozostałości jakiejś rzymskiej cywilizacji, ale wiadomo, że warstwa geologiczna wskazuje, że musi być to o wiele starsze.
I teraz szczęśliwie okazało się, że gdzieś w kilku miejscach odnaleziono gdzieś w Syrii resztki jakichś starych budynków z jeszcze bardziej starym cementem, jakieś 3, 4 tysiące lat do tyłu od tego momentu. Bo dawniej myślano, że Rzymianie mieli 2000 lat z kawałkiem ten cement, a tu się okazuje, że on jeszcze wcześniej był znany i używany i że jego struktura jest bardzo podobna do tej struktury cementu i betonu w tej piramidzie w Bośni, w tej piramidzie słońca zdaje się. Visoko, tak to się nazywa. I człowiek, który to badał, taki geolog, zapomniałem w tym momencie jego nazwiska, badał to przez parę lat. To jest taki spec od geologii. To jest jeden z tych profesorów, który siedzi na uniwersytetach i ma tytuły naukowe i jest taki bardzo fi fa ra fa fał i tak dalej. I on nie odpuszcza. I robiąc te badania gdzieś w Syrii czy Iranie, czy jakoś tak, nad tymi starymi budynkami, starym cementem stwierdził, że właściwie to nie do końca jest cement, że właściwie to jest kamień. To jest piaskowiec, który podczas krystalizacji nabrał charakteru cementu. Wow!
I stwierdził oficjalnie, że to, co wcześniej twierdził, że jest to rzymska podłoga, jest już nieaktualne, ponieważ właściwie odkrył kamień, który dokładnie koroduje w ten sposób. Bo jest to rodzaj korozji, krystalizacji materiału w taki sposób, że dokładnie zamienia się w taką skałę. I się okazuje, że z tą piramidą jest to taki kontrowersyjny spot, kontrowersyjny punkt, w którym nie wiadomo, jak to ugryźć. Inna sprawa, że są tam oczywiście tunele, jak to się głośno mówi, pod piramidą, ale one nie są pod piramidą. One są trzy kilometry od piramidy i one są ogólnie znane tam w rejonach. To legendy o nich chodziły. To nie jest aż takie nowe. Aczkolwiek tak czy siak, ten cały site archeologiczny wygląda bardzo ciekawie i bardzo atrakcyjnie i może być bardzo stary. Tego nikt nie wie. Tym bardziej że teraz jest ta głośna historia, o której huczą tu w Anglii prawie wszyscy zainteresowani w temacie, a mianowicie takie ciekawe odkrycie potężnego kamiennego okręgu znalezionego dokładnie raptem chyba trzy mile od Stonehenge, słownie już po drugiej stronie autostrady.
Potężny kamienny krąg zakopany cztery metry z kawałkiem pod ziemią, jakieś 100 kamieni czy coś takiego. Tam są wszystkie detale aktualnie opisane. Tak że jak wejdziecie na BBC, jakikolwiek serwis albo sobie wpiszecie w Google, to sobie znajdziecie, bo to jest tak zwane Stonehenge Version 2. Jest potężne, jest gigantyczne i przypomina te kompleksy Göbekli Tepe. Przynajmniej konstrukcyjnie. To jest taki zasypany świadomie przez kogoś prawdopodobnie okrąg. Tak że kosmiczna historia, moi drodzy. Jest ten drugi obieg wiedzy nawet w archeologii, bo właściwie najlepiej to chyba cofnąć się do tyłu i zobaczyć, co wiemy o naszej przeszłości. Jak się okazuje, są zawsze dwie różne wersje naszej przeszłości. Jest ta wersja oficjalna oraz ta wersja, która jest często wykopywana na wykopaliskach archeologicznych.
To są te artifacts out of place, czyli artefakty poza miejscem znalezienia, gdzie się mówi, że tam przez przypadek się pojawiły, bo ktoś przejeżdżał tamtędy konno, wypadł mu z worka, a jechał z zupełnie innego końca świata. Są różne hipotezy. Mają swoją specjalną nazwę, która je od razu dyskwalifikuje. Po to to powstało, że artifacts out of place. Po prostu nie można przyłożyć do żadnego miejsca. Tak że odkładamy na półkę, nie pokazujemy nikomu. I to jest ten drugi obieg, proszę państwa, taki bardzo mocny drugi obieg. I nawet jeżeli są tam takie historie jak właśnie ta piramida w Bośni, to jest dalej troszeczkę kontrowersyjna, bo to nie jest takie stuprocentowe, że ona jest bardzo stara i tak dalej. Aczkolwiek tak to wygląda. Cokolwiek by nie mówić, są te jaskinie i wcale nie są takie młode.
I są takie dziwne artefakty znajdowane na miejscu. Niekoniecznie musi być to młode i niekoniecznie może być to młode. Może być to jeszcze o wiele starsze. Kto to wie? Na razie wiemy tylko tyle, że nie jest to do końca rzymskie, aczkolwiek są pewne przesłanki o tym, że Rzymianie być może coś na ten temat wiedzieli. Być może też byli na miejscu albo coś w tym stylu. Także sprawa jeszcze jest niewyjaśniona. I tu jest kolejna historia. To jest mój eksperyment, moi drodzy. Ponieważ oprócz tej wiedzy teoretycznej, czytania tych historii, myślę, że warto czasami sobie zrobić eksperyment.
Ja też jestem taki eksperymentalny. Ale zanim eksperyment, to troszkę dźwięku, żeby nie było, że tak gadam i gadam, i gadam o tej swojej szalonej hipotezie, że ten drugi obieg wiedzy przekazuje informację o tym, że jesteśmy sami sobie sterem, żeglarzem, okrętem i że mamy potężne moce jako istota. Możemy robić niesamowite rzeczy, mamy niesamowitą technologię i ona jest naprawdę tak dopasowana do nas, że wszelkie nasze zmartwienia, problemy, stresy możemy odłożyć na bok. Możemy wreszcie poczuć się u siebie w domu, gdziekolwiek byśmy nie byli od ilu lat. I to jest taki naturalny stan naszego funkcjonowania. Ciekawe. Dzisiaj w obronie tej tezy z twardą klatą dumnie wypiętą do przodu. To posłuchajmy sobie muzyczki. Siebie. RadioNaFali.com.
Hiperprzestrzeń. Ja mam miętową herbatę i na imię Tomek. To co? Wracam do tematu oczywiście. Opowiem wam o swoim eksperymencie związanym właśnie troszeczkę z tymi starożytnymi zabytkowymi konstrukcjami, ale może mniej związanymi z Egiptem, ale bardziej z Ameryką Południową. Ponieważ jest tam znajdowane masę przedziwnych, można powiedzieć, piramid. Właściwie można powiedzieć platform. To też czasami jest używane, bo w Ameryce Południowej dużo tych obiektów wygląda jak platformy, takie potężne platformy na takich potężnych wystających. Widzieliście na pewno takie rzeczy. Jak wygląda to w Ameryce Południowej i ciężko mi to opowiadać przez radio, przez mikrofon.
Po prostu piramidy z Ameryki Południowej z takimi dużymi platformami, takie potężne kompleksy. Jest tego ponoć masa jeszcze w dżungli. Nikt głośno o tym nie mówi. Tam rabusie cały czas chodzą, szczególnie w Gwatemali. Cały Jukatan jest czymś takim, że tak powiem, wypchany po brzegi. Gdziekolwiek się nie wbije łopatę, znajduje się tam dokładnie coś takiego. Nie wiem, czy słuchacz tutaj chyba czyta w moich myślach. Właśnie wysłał mi okładkę pewnej książki Wilhelma Reicha, bo ja tam mam swoje skrzywienie eksperymentalne. Jeżeli ktoś z was słucha Radia Na Fali, to zapraszam do archiwum Radia Na Fali. Tam jest seria „Synteza”, do której pewnego dnia wrócę, która mówi o moich fascynacjach związanych z tymi wszystkimi urządzeniami i technicznymi aspektami życia.
Tak można to w skrócie nazwać. Lubię sobie gdzieś tam pogrzebać i robię swoje eksperymenty, jako że mam obsesję na punkcie naturalizmu niczym Wilhelm Reich, Viktor Schauberger. Uwielbiam prace Tesli i tak dalej. Wszystkie te historie. Nie będę was zanudzał. Zapraszam do „Syntezy”, tam was mogę pozanudzać przez godziny. Jest gotowe, nagrane, czeka na was, żebyście posłuchali. Archiwum RadioNaFali.com i tam znajdziecie „Synteza”. Wracając do moich fascynacji elektrycznością i tych platform dla maszyn, bo ja mam taki koncept, że są platformy dla maszyn, dla pewnej technologii. W skrócie będę nazywał to technologią plazmową, bo to jest chyba najbliższa nazwa do tego, o czym myślę.
I jest taka historia, o której wspominałem. Chyba nawet cały odcinek poświęciłem kiedyś, dawno temu w Hiperprzestrzeni o złotych miastach w Amazonii, o takiej dziwnej w cudzysłowie anomalii, która tam występuje. Jeżeli ktoś z was nie wie, o co chodzi, to już szybko wyjaśniam. Cała Amazonka, całe dorzecze Amazonki jest czarnoziemem. To jest piękna ziemia. To jest powód, dla którego tam wjeżdżają korporacje gigantyczne. Wycinają las, sadzą tą genetycznie modyfikowaną soję, która później ląduje jako jedzenie dla krów, z których są robione hamburgery, żeby ktoś je kupił w McDonaldzie razem z tymi dopalaczami albo w innym fast foodzie. Tak to wygląda. I dlaczego się to wycina? Ponieważ ta ziemia jest niesamowita.
To jest czarnoziem i to taki niesamowity czarnoziem, na którym wszystko rośnie jak dzikie. Znaleziono takie dziwne ślady tego czarnoziemu w bardzo wielu miejscach i to bardzo daleko od rzeki zwanej Amazonką. I zaczęto śledzić temat. Okazuje się, że ktoś dawno, dawno temu, nie wiadomo kiedy, są przypuszczenia, bo można datować, jest to materiał organiczny, wykonał taką sztuczkę, że piasek, bo cała właściwie Ameryka Południowa, dorzecze Amazonki to jest piasek. Pod tym czarnoziemem jest zwyczajny piasek, na którym nic nie urośnie. I ktoś w jakiś cudowny sposób na tej całej powierzchni wywalił do trzech metrów czarnoziemu. I to takiego sprytnego czarnoziemu, który zawiera takie bakterie i takie przede wszystkim kultury bakterii, że zamienia każdą jałową glebę w czarnoziem. Tak sam z siebie. Jest jak grzyb, który infekuje wszystko. I ta ziemia się nazywa terra preta.
Jeżeli ktoś z was jest miłośnikiem kwiatów, ogrodnictwa, to zna dokładnie tą ziemię, ponieważ jest to taka bardzo ekskluzywna, droga ziemia do kwiatów. Można sobie ją kupić, bo fenomen z tą ziemią polega na tym, że nawet jak się ją zapakuje w paczkę i wyśle na drugi koniec świata, to ona dalej ma te cudowne właściwości, że jak się wrzuca do normalnej ziemi, ona zaraża wszystko czarnoziemem. Taka cudowna struktura organiczna, taki projekt, że po prostu głowa mała. Ja postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda. Przeczytawszy sobie książkę Messie Lakowskiego, to jest taki pan od wolnej energii. Tu odsyłam wszystkich do syntezy, właśnie do tego podcastu. Sorry, że tak was odsyłam, być może do takich technicznych spraw, ale lepiej tam opowiedziałem o tym dżentelmenie i więcej. Także tutaj nie będę powtarzał tego samego. Tak się, że tak powiem, poskracam na zakrętach. W każdym razie ten człowiek pracował z plazmą i roślinami.
Postanowiłem, że sprawdzę, jak to się zachowa i porobiłem kilka modyfikacji z ziemią w doniczce. Wziąłem taką zwyczajną, kiepską, strasznie wyoraną ziemię z ogrodu, która naprawdę nie jest czarnoziemem. Jest taką bardzo słabą ziemią wymieszaną trochę z piaskiem. Wziąłem to wszystko, załadowałem do donicy, zrobiłem odpowiednią konstrukcję. Załadowałem tam malutki orgonit. W ogóle całą doniczkę zrobiłem według koncepcji Wilhelma Reicha, tak żeby kumulowała orgon. Z takim pojemnikiem ceramicznym na wodę odpowiednim na dole, który ma metalowe dno, tak żeby nie było tak, że jest tylko jeden materiał, żeby był metalowy materiał, który filtruje tą energię orgonalną. Z góry też była odpowiednio zrobiona modyfikacja. Troszeczkę minerałów, sporo kwarców ziemi, odrobinę pirytu, trochę takich odcinków miedzi, ale takich opiłków miedzi. Nie za dużo, tak troszeczkę, żeby ten metal zaczął tam korodować i transformować i się rozsypywać na minerały.
Taki miks i niespecjalna ziemia i woda. Zwykła woda. I wziąłem jeszcze odrobinę, chyba trzy takie szklaneczki deszczówki takiej, która się zebrała gdzieś tam w takiej kałuży, takiej brudnej kałuży, tak żeby mieć takie oryginalne bakterie z deszczówki gdzieś tam, gdzie sobie żabki skaczą po tej wodzie, gdzie jakieś robaki po tej wodzie, gdzie jest zawsze kałuża z wodą i ona sobie tam stoi ta woda i wszystko wpada do tej wody z drzew, które rosną dookoła. Tak żeby troszkę życie tam przynieść. Wlałem te szklaneczki. To akurat przyniosło taki sobie efekt. Roślinki fajnie wyrosły. W sensie poczuły, że dostały kompostu, nawozu takiego oryginalnego i tak dalej, ale to był taki krótki moment. Później odpaliłem koncept właśnie pana Lakowskiego, czyli plazmę, po prostu lampę plazmową przy doniczkach. Odpowiednią jakąś tam konfigurację i tak dalej, i tak dalej.
Tu nie chcę was zanudzać. Po prostu wystarczy postawić tą zwykłą plazmę. Ona tak zaczęła oddziaływać na to wszystko, że ziemia zamieniła się w czarnoziem. Nie wiem jak. Po prostu zamieniła się w czarnoziem. Wczoraj robiłem porządek w tej doniczce i sprawdzałem to tak eksperymentalnie, co się stało z tą ziemią po tych wszystkich eksperymentach i zabiegach. Ona sobie stała tam przez rok czasu. Zwyczajnie sobie stała. To cały czas ładowało w nią. Tam nic nie zmieniałem.
Roślinki sobie rosły, były cały czas regularnie podlewane. I kiedy wywaliłem wszystkie stare korzonki, żeby posadzić nowe roślinki, nowe liście, nowa zieleń czy jakoś tak na zimę. Zobaczymy, czy urośnie, bo jest zimno, a rośliny nie za bardzo lubią, ale coś na zimę niech rośnie nowego, żywego. Tak zacząłem przekopywać tą ziemię ręką i okazało się, że w środku są dżdżownice, czyli ziemia nagle ma niesamowite właściwości, bo skoro są tam dżdżownice, które lubią sobie żyć i które sobie elegancko funkcjonują i jest im naprawdę jak w ulu, to ziemia musi być zdrowa. I faktycznie czarnoziem. Wziąłem ją do ręki, powąchałem to. Przecież czuć mamy naturę. Czuć, że to jest dobra, zdrowa ziemia. Ciekawy eksperyment. Jeżeli tak spojrzymy na tą całą Amazonię i ten obszar, który jest wywalony tą terra pretą, tym czarnoziemem, to jest taki obszar dwa razy większy niż Europa.
To wyobraźcie sobie, że ktoś odpala taki projekt pod tytułem bierze wszystkie firmy transportowe, potężne ciężarówki i przez nie wiadomo ile, przez jakąś cholerną ilość czasu jeździ tymi ciężarówkami i ma skądyś cały czas czarnoziem i tak zwozi cały czas i usypuje połowę kontynentu czarnoziemem. Przecież to jest tytaniczna robota. Nie wiem, jak to można zrobić, a ktoś to zrobił, bo ten cały czarnoziem, cała ta terra preta jest sztucznie usypana i świadczy o tym ceramika, która tam jest znajdowana właśnie w tej terra precie. To jest taki fenomen. Nie wiadomo, jak to zrobiono. Wiadomo, że w pewnym momencie technologia zniknęła, ale zostały w dżungli właśnie ślady takich dziwnych platform skierowane w kierunku dżungli, takie dziwne piramidy. Wszyscy mówią, że to są kultowe rzeczy, a to tak technologicznie trochę wygląda. Dla mnie te rysunki tych wszystkich zawijasów, esów floresów, które tam po sobie zostawili, czy to Aztekowie, czy jakieś starożytne kultury w Chinach zawsze wyglądają jak instrukcja obsługi do jakichś urządzeń mocy. I te instrukcje obsługi pokazują elegancko, jak się zmienia to pole elektrostatyczne dookoła, czy tam pole eteryczne dookoła, czy pole orgonalne dookoła. Jak to wszystko funkcjonuje, gdzie tam jest zakręt tej energii, gdzie jest odbicie tej energii, jak wygląda interferencja.
Ja to mam takie wrażenie, moi drodzy. Takie wrażenie na bank. I to jest taka historia, która jest schowana w tym drugim obiegu, bo tam jest dosyć sporo wiedzy na ten temat. Praktycznie cała wiedza, która jest tam schowana w tym drugim obiegu, bardzo jasno i wyraźnie o tym mówi, że tak to jest, tak to wygląda. Ale o tym może za chwilę, bo są ślady owego drugiego obiegu. Jest taki dżentelmen, który był podejrzewany o bycie autorem tajemniczego manuskryptu Voynich. Ale to nie on, jak się okazuje. Przynajmniej tak chodzą słuchy. A nazywał się Roger Bacon. 1214-1292.
Dżentelmen przeżył 78 lat. Był takim alchemikiem, ciekawym alchemikiem, ale to za chwilę o nim opowiem. Na razie weź muzyczka. A co, w końcu jest sobota wieczór, jest impreza, ja tu wrzucam takie ciężkie tematy. Posłuchajmy. Gdzie ja mam tą muzyczkę? Właśnie, bo tu już sobie pozamykałem te wszystkie rzeczy jak zwykle. Zatem posłuchajmy utworu muzycznego. Hiperprzestrzeń w Radiu Na Fali oczywiście. Ja mam na imię Tomek.
Jeżeli chcecie dzwonić: radionafali.com. A ja zaczynać z opowieścią, bo wspomniałem o Rogerze Baconie. Ciekawa postać, słuchajcie, naprawdę intrygująca. Co takiego intrygującego? Poza tym, że jak wszyscy w tamtych czasach był duchownym, franciszkanin i tak dalej. Ale za chwilę wyjaśnię dlaczego. Kiedyś tu mówiłem o tym, ale wspomnę jeszcze raz. I pracował jako naukowiec na Oksfordzie. Tam później się pożarł z kolesiami, musiał wyjechać do Paryża. Później napisał pracę, którą przedstawił bezpośrednio papieżowi, chociaż nie powinien tego robić.
I zamiast go spalić na stosie, okazało się, że wszystko jest okej i że wysłano go z powrotem do Oksfordu z wsparciem papieża. Także ciekawy dżentelmen. Robił bardzo ciekawe badania naukowe przez te swoje 78 lat życia od chyba 18. roku życia już poświęcony dedykowane nauce. On doktorem został, mając 26 lat, czy coś koło tego, i od tamtej pory już tylko i wyłącznie laboratorium i eksperymenty. Bardzo dziwne eksperymenty. Dlaczego o nim mówię? Poza tym, że oczywiście był alchemikiem i miał dostęp do bardzo różnych ksiąg, bardzo dziwnych ksiąg. Facet był zafascynowany całą wiedzą, która przetrwała dzięki właśnie Arabom. Bo jak Watykan spustoszył całą Europę, to się okazało, że wieki głupoty i ciemnoty nastały i cała matematyka musiała z powrotem wrócić, dzięki Arabom, do Europy okrążną drogą.
I ten człowiek tłumaczył część tych książek. Wiedział doskonale, że Ziemia jest okrągła. Był to jeden z tych ludzi, którzy zdało sobie z tego sprawę, chociaż o tym głośno nigdy nie mówił. I co takiego ciekawego znalazł? Mniejsza o to, że wiedział, że Ziemia jest okrągła i tak dalej. Tego możemy się domyślać, że wielu o tym wiedziało i wielu o tym głośno nie mówiło, bo takie były czasy. Każdy miał ku temu swoje powody. A dżentelmen jeszcze na koniec życia zaczął mówić o bardzo ciekawej technologii, bo zajmował się bardzo ciekawymi badaniami optycznymi. Grubo przed każdym, przed wszystkimi można powiedzieć. Nie tylko optycznymi, bo zajmował się właściwie badaniem świata, takim konkretnym badaniem fal interferencji różnych takich dziwnych zjawisk i tego, jak to wszystko się zachowuje, jak cała natura pracuje ze sobą.
Jego prace przypominają troszeczkę prace Wiktora Grabielnikowa. I wcale nie żartuję. Go się podejrzewało o to, że jest autorem manuskryptu Voynich. Jak się okazało, że jednak to nie jest ten sam dżentelmen. Później dzięki datowaniu manuskrypt jest troszeczkę młodszy niż czasy tego dżentelmena. Ale co ten dżentelmen wniósł takiego ciekawego? Bo zapomniałem najciekawszą rzecz, bo to jest bardzo znany dżentelmen, bo ja tak mówię Roger Bacon, ale jego najbardziej znana nazwa, pseudonim to doktor Mirabilis. To jest ten wspaniały nauczyciel z łaciny. Dokładnie to jest właśnie ten dżentelmen. I ten koleś pisał, że nie potrzeba żadnych specjalnych silników, żadnej ekstra mocy, żeby statki mogły unosić się w powietrzu, wozy mogły latać i tak dalej.
To, o czym pisał, to była lewitacja, antygrawitacja, jak to się nazywało. Koleś opisywał to zjawisko i to dosyć konkretnie. Bardzo ciekawe prace. Czyli widać, że gdzieś ta wiedza była, ten drugi obieg wiedzy był. Bo skoro tak: mamy piramidy, te wszystkie historie, te kosmiczne zagadki, które znajdujemy wszędzie, gdzie wbijemy łopatę. Mamy tych kolesi po drodze, którzy gdzieś tam pościągali tą wiedzę, bo ona gdzieś tam w krajach arabskich, na manuskryptach przetrwała tą pożogę intelektualną w Europie Imperium rzymskiego, rzymsko-chrześcijańskiego. Się okazało, że ta wiedza gdzieś tam zawsze jest, zawsze jej szczątki są i właściwie tylko od chętnych zależy, czy podniosą tą wiedzę z podłogi. Dlaczego Roger Bacon i wszyscy ci kolesie byli duchownymi? Bo wtedy była taka zasada, że jeżeli chciało się czegokolwiek uczyć, trzeba było się koniecznie zapisać do duchownych. Nie było takiej opcji, żeby przyjęto na uniwersytet, kiedy ktoś nie był duchowny, a już do pracy na uniwersytecie tym bardziej.
Trzeba było przyjąć jakieś tam święcenia, zaprzysiąść swoją wiarę jakiemuś tam panu i dopiero wtedy można było zostać człowiekiem nauki. Newton tego nigdy nie zrobił. Do końca życia był alchemikiem, który nie wstąpił oficjalnie w szeregi Kościoła i nigdy nie przyjął statusu księdza. Bo każdy musiał mieć na Oxfordzie oprócz tytułu naukowego swój religijny tytuł. Jaka pokręcona historia. W tym momencie ją odstawię, bo już nie będę sobie mieszał w głowie. To, o czym mówię, to to, że taki ciekawy koleżka, który sobie żył gdzieś tam w 1214 roku do 1292, pisał prace, które ożywo przypominają pracę Grabelnikowa na temat grawitacji i lewitacji. To, co się dzieje w naturze, to jak natura propaguje te siły. I o dziwo pisał o urządzeniach, maszynach, które latają, które nie potrzebują żadnej zewnętrznej energii do zasilania. Pisał o różnych rzeczach, przesuwał troszeczkę granicę w takie miejsce, że uhuhu.
To było 800 lat temu z kawałkiem, co by nie mówić. Ciekawa historia, takie troszkę szersze pole manewru cywilizacyjne i się okazuje, że taka wiedza była. Jest jego książka. Ostatnio trafiłem na możliwość kupienia. Kurczę, nie przypomnę sobie w tym momencie. Chciałem sobie przypomnieć nazwę oficyny i kiedy to było wydane dokładnie. Ale to jest taki przedruk z XVI wieku, nie najlepszej jakości. Oczywiście cały łaciną i to taką łaciną jeszcze średniowieczną, także nie wiem, ile by mi zajęło przeczytanie tego dzieła, ale reprint wszystkich oryginalnych ilustracji Bacona. Tylko że cena za to oryginalne dzieło, które ma 300 lat, wynosi prawie 3000 funtów, bo jest to oczywiście stara książka, którą można sobie kupić. Jeżeli ktoś jest kolekcjonerem starych książek i posiada odpowiednie fundusze, to może nabyć coś takiego.
Jest aktualnie do sprzedania jedna z jego szalonych prac, gdzie snuje swoje bardzo ciekawe tezy, które są poukrywane pomiędzy słowami. Oczywiście wszystko to jest zapisane specjalnym kodem, jednym z tych średniowiecznych kodów geometrycznych, że trzeba się przyjrzeć na okładkę, połączyć duże litery linią między sobą i litery, które znajdują się na przecięciu linii z inną linią tworzą to właściwe słowo. Tam jest kilka takich sztuczek. Ciekawa historia ciekawą historią, ale słuchajcie, koleś po prostu pisał książki science fiction czy co? 800 lat temu o latających maszynach. I to taki koleś, który jest nazywany empirystą, ojcem współczesnej metody naukowej czy jakoś tak. Chyba nie był takim szaleńcem, żeby pisać takie bzdury. Chyba doskonale wiedział, co pisze, czyli jakaś wiedza tam musiała być i w ogóle ślady po tych księgach zostały. Tak jak dzisiaj wspomniałem o tym manuskrypcie Voynich. To jest manuskrypt, który prawdopodobnie opisuje część propagacji tej naturalnej, tej ziemistej siły natury.
To, o czym mówił Viktor Schauberger, to, o czym pisał Grabbe Nikov. Prawdopodobnie to jest ta historia. To oczywiście są moje swobodne przypuszczenia. Nie każę nikomu w to wierzyć, ale gdzieś tam widzę po prostu parallel tych wszystkich rzeczy, chociażby w ilustracjach, proporcjach na ilustracjach, w metaforycznym sposobie opisywania tego, czym to jest. I to jest takie bardzo ciekawe doświadczenie, że ci kolesie robiąc te urządzenia, przechodzili przez takie coś w głowie, że zapisywali to w taki sprytny sposób, że my się chyba nad tym do dzisiaj głowimy co to jest. Bardzo łatwo jest elegancko ukryć tą wiedzę tak, żeby przetrwała do naszych czasów, tak żeby nikt przez przypadek nie wziął tej księgi i nie spalił. Z tym manuskryptem Voynich, który był w ogóle z pochodzenia Polakiem, żeby było zabawniej i zainwestował całe życie w tą książkę, w ten manuskrypt i właściwie to go zniszczyło poniekąd. Ale tą historię zostawię, bo to jest w ogóle osobna historia odkrycia tego manuskryptu i w ogóle o tym manuskrypcie swoją drogą. Ale ja wrócę do takiej postaci, która tam się pojawiła 500 lat temu z kawałkiem. Janek Marii Marcy to taki koleś z Czech, który właściwie jest tym kolesiem, który pierwszy miał tą książkę, czyli manuskrypt Voynich.
I on jest w tych dokumentach jako pierwsza osoba, która gdzieś tam położyła na tej książce łapę i właściwie nie wiadomo, skąd się ta księga wzięła. Są takie legendy i takie przypuszczenia oczywiście, bo tu nie ma żadnych dowodów na poparcie tego wszystkiego, że książka jest napisana czymś w rodzaju głagolicy, takiej bardzo starożytnej głagolicy i jest to jeden z takich zapisów cywilizacyjnych, który gdzieś tam przetrwał w cudzysłowie w słowiańskich plemionach i tak dalej. Bo wiadomo, że były tak zwane heretyckie księgi. Nikt nie nazywa tego słowiańskimi księgami, nic z tych rzeczy. Wiadomo, że były książki pisane przez heretyków, że była potężna cywilizacja, która funkcjonowała obok Rzymu. Taki drugi obiekt, o którym Rzym zawsze pisał, że to byli barbarzyńcy, że nigdy się do niczego nie nadawali, że oni nie chcieli płacić podatków i jak się wkurzyli, to zawsze robili taki najazd, że rzymska armia spieprzała prawie na Sycylię, bo nie wiedziała, jak zatrzymać owych wkurzonych barbarzyńców, którzy przyszli po swoje. I oni mieli jakąś potężną cywilizację. Nawet jeżeli nie mieli w czasach rzymskich jakichś takich cywilizacji miejskich, to ponoć posiadali potężną wiedzę o naturze, taką wręcz techniczną wiedzę. Ja to dzisiaj nie przez przypadek wspominam o Viktorze, Grabbe Nikowie, tym kolesiu, tej platformie, która lewitowała sobie i na której sobie latał, zrobionej z owadów, ze skrzydełek pewnego żuka. Bardzo taka zagmatwana, intrygująca historia pełna zagadek.
A tu tacy kolesie 500 lat temu, 800 lat temu mówią dokładnie o tym samym. I wygląda na to, że gdzieś ten drugi obiekt zawsze istniał. Ten drugi obiekt zawsze tu gdzieś jest, zawsze funkcjonuje i jest zawsze ktoś, kto ma dostęp do tej wiedzy. Nie mówię o tym, że wszyscy łapiący tą wiedzę zawsze łapią ją z książek, ale gdzieś coś zostawiają po sobie i każde pokolenie ma takiego Nikolę Teslę, można powiedzieć, albo takiego Grabbe Nikova, albo Viktora Schaubergera, albo Wilhelma Reicha, albo ciebie, drogi słuchaczu i ciebie, droga słuchaczko. Każde pokolenie ma takich ludzi. Każdy z nas zostawia coś po sobie Jakiś kawałek zapisanego czegoś w jakiejkolwiek formie albo kawałek urządzenia, kawałek czegoś, nawet wybudowania domu. Dzisiaj była wspominka o wiktoriańskich domach. Właśnie tam jest troszkę inny koncept rzeczywistości zapisany, ale do tego wrócę za parę chwil, bo nie przez przypadek zacząłem od tych skojarzeń o tym, w jakim domu mieszkać w Anglii i tak dalej. Nie przez przypadek. Ale do sedna!
Wracając do tego drugiego biegu. Wygląda na to, że jest dosyć sporo książek i jest taka legenda o jednej znamienitej książce, która była napisana przez heretyków, tak jak mówiłem, i opisywała te wszystkie tajemnicze moce mamy natury i manipulowanie tymi mocami, korzystanie z nich. I ona ponoć zaginęła. To była najbardziej pożądana księga przez Watykan swego czasu. Jest jeszcze ta druga księga, o której pewnego razu wspominałem. Do niej jeszcze wrócę, która została znaleziona. Ona pochodzi z Aleksandrii prawdopodobnie. To jest ten Hermes Trismegistos. Otóż to, już nie będę zwlekał z tą nazwą. I to są wszystkie te alchemiczne opowieści.
Stąd się właściwie wzięła alchemia, dokładnie z tych ksiąg. I tam oficjalnie nie wiadomo, ile było tych ksiąg, bo mówi się, że niby 12, ale jest 13. A właściwie mowa jest o pojedynczych stronach manuskryptu i nie wiadomo, ile z tej wiedzy zostało utracone, bo nie jest to najstarsza wersja. To jest gdzieś tam przepisywane w koptyjskich klasztorach i zakopywane razem z mnichami, żeby nikt, kto nawet zburzy klasztor, kto wjedzie tam po to, żeby zrabować wszystko i spalić, nie znajdzie tych ksiąg, bo one są zakopane razem z tymi mnichami gdzieś na cmentarzu, tam za kościołem. I tak też są te księgi znajdowane dzisiaj w Aleksandrii, w wielu różnych miejscach, owe hermetyczne prace. Bo jak chrześcijanie się pojawili, to każdy, kto był hermetykiem, każdy, kto był gnostykiem, od razu szedł pod topór, a książki szły do dużego ognia. Takie czasy, proszę państwa. Weszła ta nowa wiara i część z tych starych rzeczy gdzieś tam została. Taka bardzo źródłowa, z Aleksandrii, jeszcze sprzed spalenia owej słynnej biblioteki. I ponoć część tych tekstów to jest właśnie ten traktat z tej tajemniczej księgi o alchemii w każdym razie.
To może jakaś muzyczka, bo aż się tak zapętliłem w tych starożytnych księgach, w tych wszystkich rzeczach związanych z drugim obiegiem, które tutaj funkcjonują dookoła, gdzieś tam może w jakiejś bibliotece jakiś manuskrypt, jakiś maszynopis. Właśnie, to może jeszcze zanim włączę dźwięk, wrzucę jedną rzecz. To oczywiście nie tylko średniowiecze, ale spójrzmy na lata 40., Amerykę, Floryda. Mamy ten ciekawy budynek, czyli Coral Castle, ten zamek koralowy i historia z Edem Leedskalninem. Co znaleziono po jego śmierci? Pod jego poduszką, na jego łóżku znaleziono dwa maszynopisy. I te maszynopisy gdzieś tam krążą po świecie. Na szczęście są już dostępne na internecie. Każdy może sobie przeczytać w oryginalnej angielskiej wersji ten maszynopis i z oryginalnymi rysunkami. No właśnie, a wiele ksiąg ze starych czasów, które ponoć zawierają bardzo cenne informacje dotyczące zupełnie innego oglądania rzeczywistości, takiego sklejonego z mamą naturą.
Ja to lubię nazywać takiego ziemistego, takiego dotknąć trawy przyjemnie, na bosaka, bez tej chemii. Skorzystać z tych dobrodziejstw technologii, które mamy, bo w sumie po to teoretycznie zostały wymyślone. Przecież nie po to, żebyśmy harowali od świtu do nocy, tylko po to, żebyśmy po prostu spędzali tu sympatyczne życie i robili to, co lubimy tu robić ku swojej uciesze i uciesze wszystkich naszych znajomych, którym odpowiada to, co robimy. Tak zwyczajnie, bez żadnej patologii oczywiście. O tym mowa. Dla niektórych może taki idealistyczny nieco świat. Być może dla niektórych nieco idealistyczny, ale właśnie historia się powtarza i coś w tym jest z drugim obiegiem. Coś w tym jest. Ja naprawdę mam taki mocny postulat, że tam jest właśnie informacja o tym, jak to jest być sobie sterem, żeglarzem i okrętem. I to w taki sposób, że tworzymy bardzo fajne społeczeństwo, bardzo fajnie funkcjonujemy ze sobą samymi, bardzo fajnie jesteśmy w stanie pomóc komuś, kto stoi obok, bo jesteśmy sami skonsolidowani jako istoty dzięki takiemu oglądowi sytuacji, dzięki tej wiedzy, dzięki doświadczaniu troszeczkę innego życia, które jest mniej zestresowane, mniej naładowane takimi rzeczami, które są strasznie tymczasowe, tak jak ta współczesna technologia, które są takie wyrwane z kontekstu być może.
Bo co jest w drugim obiegu? Te wszystkie czarne projekty, silniki, które cały czas produkują energię, różne dziwne rzeczy, o których nam się nie chce oficjalnie mówić tylko dlatego, żeby nie było nam za lekko prawdopodobnie. Troszeczkę przypomina to dominację rzymskiej cywilizacji. Nie na darmo się mówi, że nasza cywilizacja to właściwie rzymska cywilizacja. I jest to niestety prawda. A rzymska cywilizacja była cywilizacją niewolników. A tymczasem posłuchamy sobie muzyki w hiperprzestrzeni w Radiu Nafali.com. Radio Nafali.com, Hiperprzestrzeń. No i nie pozostało mi nic innego jak na zwieńczenie moich rozważań na temat właśnie, co nas zmienia. Czy miejsce, w którym byliśmy, czy też miejsce, w którym jesteśmy?
I co jest tą właściwie zmianą po tych refleksjach? Czas dotknąć tego tematu mieszkaniowego, od którego zacząłem tą opowieść między innymi. O co chodzi w ogóle z tymi wiktoriańskimi domami? Są takie momenty w historii, gdzie ten drugi obieg wiedzy troszkę mocniej wypływa, wybija go troszeczkę bliżej powierzchni i wtedy część całej cywilizacji jest zarażana tym troszkę innym spojrzeniem na życie. Mieliśmy takie momenty. To były czasy wiktoriańskie w Anglii, później początek minionego stulecia w Stanach Zjednoczonych, w Europie też, gdzie pojawili się właśnie tacy ludzie jak Tesla, Wilhelm Reich, Schauberger i tak dalej. Wszystkie te charaktery. Teraz wygląda na to, nadchodzi kolejny taki moment, proszę państwa, że właśnie coś takiego się ujawnia. Takie, można powiedzieć, punkty w czasie i przestrzeni. I dlatego właśnie mam taką sympatię do tych wiktoriańskich domków, tak samo jak do tego nieszczęsnego neogotyku, który zastałem w miejscu, w którym się urodziłem, we Wrocławiu.
Też fajnie wygląda. Jest to takie miłe dla oka. Jest to takie, że tak powiem, ziemiste. Tam widać ten kawałek drugiego obiegu wiedzy. Tam widać, że jest próba zrozumienia mamy natury. Te wszystkie fantazyjne, dekoracyjne ornamenty roślinne, które mają swój sens, bo oczywiście są reprezentacją pewnych mocy kosmicznych. Tam te wszystkie alchemiczne historie, które już są nieco śmielej artykułowane w tych budynkach. Jakoś się okazuje, że te budynki, pomimo że minęło sporo czasu, 200 lat, ileś tam pokoleń, czy jakoś tak, czy 150 lat dalej stoją, dalej cieszą oko, przynajmniej moje, i są takie naturalne, pasują do tego otoczenia. Nie jest tak, że to jest takie, że tak powiem, spod ogona wypadnięte, bym powiedział. Nie jest to jakimś takim kanciastym boksem wciśniętym nie wiadomo gdzie, takim odstającym od mamy natury, jakimś wykrzyczanym i prosto w twarz.
Nie, jest takie ciekawe. I te właśnie ornamenty, ta dekoracyjność tych budynków, to, że próbują właśnie oddać mamę naturę w drobiazgu, w detalu troszkę kwiatów. Ja nie jestem jakiś taki strasznie kwiatowy koleś, co sobie kwiaty w wazonie stawia. Dajcie spokój, jestem chłopakiem, nie robię takich rzeczy, naprawdę. To na pewno pięknie wygląda, jak kobieta to robi, ale ja się do tego nie nadaję. Ale jeżeli chodzi o dom, który jest obrośnięty bluszczem, urokliwie to wygląda. Jest tak fajnie. To jest ten właśnie moment połączenia się z tym prawdziwym obiegiem, z tym drugim obiegiem. Bo główną częścią tego drugiego obiegu, to, co ja postuluję, to jest ta naturalna wiedza o tych rzeczywistych procesach, które się dzieją na tej planecie. O tym, że właściwie wszystko jest ciągle w ruchu i że nie ma nic stałego, że my jesteśmy ciągle w ruchu i że to jest normalne.
I to ogólnie, jeżeli przyjmiemy troszkę na czaszkę taki koncept, to trochę powiększa nasze pole manewru, takie nawet intelektualne, mentalne, jakiekolwiek. Troszeczkę go rozszerza, to pole robi się trochę większe i człowiek troszkę swobodniej oddycha, tak mi się wydaje. I to jest ta, myślę, wiedza związana z drugim obiegiem. Dlatego ona jest tak chowana do tyłu. Tam wspomniałem o tej rzymskiej cywilizacji. No tak to jest. I myślę, że to jest głównym powodem, dla którego ta wiedza jest tak fascynująca i przynajmniej tak fascynujące dla mnie są poszukiwania w tych wszystkich starożytnych cywilizacjach, w tych tajemniczych maszynach, tych rzeczach, które są takie niedopowiedziane, takie wiadomo, że są, bo jest masa dokumentów na to. Jeżeli człowiek chce się, że tak powiem, zmierzyć z tematem, to nagle się okazuje, że wcale nie jest takie anonimowe i że więcej faktów na działanie tego niż na te wszystkie oficjalne prawa. No ale gdzieś zawsze to jest tak z boku, tak troszkę z boku stoi. No ale tak czy siak myślę, że chyba o to chodzi, bo te poszukiwania same w sobie są po prostu fascynujące.
Lustro, takie odbicie świata, jaki powinien być. W tej starożytnej cywilizacji, w tych wszystkich poszukiwaniach, w tych wszystkich rzeczach, tam jest ta tajemnica zapisana tego drugiego obiegu, tego, że po to to służy, by wszyscy byli zrelaksowani, żeby nie było stresów. I dlatego właśnie tak fascynujące są te poszukiwania w tych wszystkich dziwnych tematach, tajemniczych dla niektórych. To jest chyba, myślę, naprawdę taki wytrych do... Wstęp właściwie do takiego naszego prawdziwego świata. Tak mi się wydaje, moi drodzy. Tam właśnie w drugim biegu jest ten prawdziwy świat, przynajmniej ta prawdziwa wiedza, taka bardziej potwierdzona eksperymentalnie. Może dla niektórych ta lewitacja i wszystkie te rzeczy brzmią tak enigmatycznie i tajemniczo, ale myślę, że to jest ta prawdziwa wiedza. Niekoniecznie jest to świat, słuchajcie, rzymskiej cywilizacji, tak mi się wydaje. Absolutnie, gdzieś to siedzi z boku i dlatego jest tak upychane po kątach, tak żebyśmy się nie dowiedzieli albo żebyśmy długo na to czekali.
No ale czasy się zmieniają i co jakiś czas przychodzi ten moment, że słonko pryśnie, pojawia się jakiś spot energetyczny i nagle pojawia się nowe pokolenie, które wyskakuje z butów, zmienia miejsce swojego położenia i przez tą zmianę z punktu A do punktu B powstaje to doświadczenie, że świat jest taki, jaki jest i że jest w ruchu. I nagle się okazuje, że ten drugi obieg przestaje być drugim obiegiem i zaczyna być pierwszym obiegiem. Tak może być. Tak może być, proszę państwa, już niedługo. Dzięki wam serdeczne za wysłuchanie moich radosnych sobotnich refleksji, pojeżdżenia po tym mieście i tak się zastanawianiu, jak to z tym jest, z tym zmienianiem miejsca, w którym się mieszka, a później się okazuje, że to miejsce już właściwie nie jest nasze, że ciągle się zmieniamy. Jakie jest prawo tego nauki? Czy to nie jest tak, że to wszędzie jest tak samo? Czy to nie jest tak, że ta tajemnicza wiedza z tego ukrywanego drugiego obiegu cały czas mówi dokładnie o tym samym? Że jesteśmy takim dynamicznym obiegiem, a nie stałym, i że cała ta dekoracja, gdzie mamy uwierzyć w coś, że coś jest stałe, że mamy się przywiązać do czegoś, wierzyć w jakąś ideę, jakiś sztandar narodowy albo jakieś takie historie pokręcone mocno, kwalifikujące się na wizytę u psychiatry i to dobrego. No właśnie, a my w to wnikamy, w to wnikamy, a ta wiedza mówi jasno i wyraźnie, że człowieku, jesteś w ruchu.
Chill down. Po prostu w życiu na luz. Jesteś i tak w ruchu, i tak się cały czas kręcisz. Na tym polega ta historia. Także fajnie się pokręcić w miłych okolicznościach przyrody, prawda? Być może właśnie w takim wiktoriańskim domku, który jeszcze pamięta jakiegoś naturaliście zafascynowanego opium i substancjami halucynogennymi przywożonymi z dziwnych, egzotycznych krajów. I próbujący oddać w tym domu owe roślinne atrybuty mocy natury. Kto to wie? I tyle byłoby z mojej refleksji na dziś, proszę państwa. Zatem zapraszam was na „Wieczorową Porę”, jeżeli jeszcze nie zgaśliście, do Radia Na Fali oczywiście.
Dziękuję za wysłuchanie bardzo serdecznie moich szalonych pomysłów. Zapraszam do wszystkich moich kolegów w Radiu Na Fali do „Czasu Snu”. Mecenasi, niedługo książki lądują u was. Zapraszam do „Etykiety Zastępczej”. Zapraszam do — słuchajcie, tam tego troszeczkę jest, w archiwum nawet takim już zaległym, ale to pominę — do „Wieczorowej Pory”, do „Teorii Chaosu”, do „Dokładki”, do „Materiał z Konwentu”, i jeszcze do „Synteza”. O tym wspominałem dzisiaj wystarczająco dużo, tak że na pewno pamiętacie, jeżeli oczywiście chcecie. Jeszcze raz dzięki za wspieranie radia. Dzięki wsparciu od was można to prowadzić, utrzymywać i propagować ten zupełnie odmienny sposób myślenia, zdaje się czasami, w stosunku do oczywiście tej rzymskiej cywilizacji. Ja tu postuluję drugi obieg zdecydowanie, tak żeby go ujawnić. Ujawniajmy drugi obieg.
Tak że jak macie okazję, macie czas, to przyjrzyjcie się tej sprawie. Może się okaże, że w tym drugim obiegu jest coś, co idealnie się nadaje do pierwszego obiegu i to coś powoduje, że nasze życie jest naprawdę fajne i wszystkim jest miło dookoła i jest mniej jakichś psychopatycznych historii. I w ogóle jest sympatycznie. I o to w tym wszystkim chodzi. Zatem żegnam was. Do usłyszenia następnym razem. Słuchaliście RadionaFali.com.