[00:50] - Witamy bardzo serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, czytelników portalu Infra, słuchaczy radia na Fani i wszystkich innych stron internetowych i miejsc w internecie, w których nas słychać. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". A dzisiejsza audycja to będzie kolejny odcinek internetowej, czy też ogólnie medialnej sagi pod tytułem „Indiana Jones i Złoty Pociąg z Wałbrzycha”. Może dzisiaj nie będziemy gościć Indiany Jonesa, ale będzie z nami również niezwykle interesujący gość, również eksplorator, również poszukiwacz przygód, łowca przygód Marcin Drews. Dobry wieczór panie Marcinie.
[01:31] - Dobry wieczór, kłaniam się panu, kłaniam się państwu.
[01:33] - Dużo się ostatnio mówi o tak zwanym złotym pociągu, który ma być gdzieś ukryty na terenie Dolnego Śląska. O co dokładnie chodzi? Jak prezentuje się jego historia? Czy zachowały się jakieś dokumenty, przekazy prasowe i tak dalej na jego temat?
[01:47] - Postaram się to państwu i panu przybliżyć. Mam nadzieję w takiej pigułce, dlatego, że wszyscy odczuwają lekki przesyt tą tematyką. Media nieco przesadziły z doniesieniami. Postaram się to wszystko w miarę sensownie uporządkować. Przede wszystkim trzeba powiedzieć o tym, że doszło tu do fatalnej pomyłki wynikającej z czystej ludzkiej niewiedzy i niestety dziennikarskiej niewiedzy. Otóż złoty pociąg faktycznie istniał, natomiast był to zupełnie inny skład. Złoty pociąg to dziewięć wagonów, którymi we wrześniu 1939 roku wywieziono złoto Banku Polskiego, by nie wpadło w ręce hitlerowców. W sumie było to około 95 ton kruszcu i faktycznie było to czyste złoto. W rumuńskiej Konstancy ten ładunek przeładowano na statek, i statek ten popłynął do Turcji. I tutaj zaczęła się wielka podróż przez różne kraje.
Tam była i Syria, i potem Francja. W końcu to złoto miało popłynąć do Stanów Zjednoczonych, ale to już temat na inną opowieść. Dość powiedzieć, że fortuny tej państwo polskie do dziś nie odzyskało, a jeszcze w czasie wojny generał Sikorski interweniował w tej sprawie u samego Winstona Churchilla. Tymczasem wałbrzyski złoty pociąg to tak naprawdę mariaż trzech odrębnych doniesień. Nazwę wzięto z opisanej tu przeze mnie przed chwilą historii, czyli z tego polskiego złotego pociągu. Drugi wątek to tak zwane złoto Wrocławia. Kilka do kilkunastu ton dóbr, w tym złota i srebra złożonych we wrocławskim banku i wywiezionych ciężarówkami w nieznanym kierunku. I tu w tym momencie pojawia się niesławne nazwisko Herberta Klozego. Trzecia historia dotyczy tajemniczego tunelu, do którego wjeżdżać miały niemieckie pociągi. Ten tunel znajdować się miał na 61.
kilometrze trakcji Wrocław-Wałbrzych. Pytał pan o dokumenty i doniesienia prasowe. Dokumentów nie mamy absolutnie żadnych. Nikt nigdy takowych nie widział. Natomiast są różne doniesienia prasowe. Ja tutaj posłużę się cytatem z Trybuny Wałbrzyskiej. Artykuł nosi tytuł „Świadkowie na 61. kilometrze”. Mam tu skan bez podanego roku, ale z opisu pliku wynika, że publikacja ta miała miejsce w roku 1991. Był to cykl „Tajemnice zamku Książ” i artykuł „Świadkowie na 61.
kilometrze” to część ósma tego cyklu. Autorem był pan Zbigniew Zalewski. Może niekrótki, ale mam nadzieję ciekawy cytat. „Po ukazaniu się siódmego odcinka tego cyklu otrzymałem informację, że w Świebodzicach mieszkają dwie panie, które wkrótce po wojnie widziały w okolicach 61. kilometra szlaku kolejowego Wrocław-Wałbrzych wejście do tunelu. Natychmiast podjąłem ten ślad. W 1947 roku panie te miały po 17 i 19 lat i wraz z innymi dziewczynami i chłopakami ze Świebodzic chodziły po okolicznych lasach. Mówi pani P.: To było wejście do tunelu. Nazywaliśmy go bunkrem. Czasem wchodziliśmy do środka, ale nie zapuszczaliśmy się za daleko.
Pamiętam, że nawet w maju był tam lód. Przynosiliśmy go do domu, bo wtedy nie było lodówek. Do tunelu prowadziły tory. Pani Ł.: Było wyraźnie widać tunel. U jego wejścia był spory nasyp z żółtego piasku. Pani L. udała się z nami do lasu. Szliśmy za nią, by nic nie sugerować. Doprowadziła nas do wyglądającego na nienaturalne zagłębienia w zboczu góry. Przy pomocy łopaty próbowaliśmy sprawdzić, czy w pobliżu występuje wspomniany przez nią żółty piasek.
Na kilka sztychów było coś żółtego, ale czy jest to piasek? Bardziej coś gliniastego. Wzięliśmy próbkę do zbadania przez specjalistów, choć towarzyszący nam leśniczy z okolic wysunął nieśmiałą hipotezę, że przez te 40 lat piasek, zwłaszcza tak zwany rzeczny, używany do betonowych zapraw w miejscach narażonych na działanie wody, mógł wymieszać się ze ściółką leśną i utracić swą sypkość. Pani P., choć w lesie z nami nie była, potwierdziła spostrzeżenia pani L., zwłaszcza jeśli chodzi o lokalizację tunelu. Wspólnie zastanawialiśmy się, kto mógł zawalić wejście. Pojawiły się dwie wersje. Otóż w tamtym czasie, właśnie w tamtej okolicy zbierali się pozostali jeszcze na tych ziemiach Niemcy. Raz nawet pewną ich grupę pojmali żołnierze polscy lub UB, czyli Urząd Bezpieczeństwa. Jest więc prawdopodobne, że tunel wysadzili albo ci Niemcy, albo jakiś młody oficer polski dał polecenie zawalenia tej dziury w ziemi. W pierwszych latach po wojnie istniała w wojsku spora niechęć do narażania życia, na przykład poprzez badanie jakichś dziur w ziemi, w których mogli ukrywać się esesmani i podobna swołocz.
To cytat jest. Sprawę załatwiała wiązka granatów lub trochę trotylu. Tak mogło być i w tym przypadku. I to koniec tego nieco przydługiego cytatu. Tak naprawdę to doniesienie to jedyna podstawa historii o zaginionej sztolni, gdzie ma znajdować się pociąg. Na bazie zeznań obu tych pań zaczęto budować miejską legendę. Każdy nagle przypominał sobie, że dziadek czy ojciec opowiadali o tunelu lub pociągu. Biorąc pod uwagę liczbę tych doniesień, można założyć, że potajemnie akcję ukrycia pociągu obserwował zza krzaka batalion naszych dziadków.
[07:54] - Różne źródła podają różne wersje. Jedne, że pociąg już znaleziono, inne, że może istnieć. Czy złoty pociąg faktycznie został odnaleziony? A jeśli nie, to jakie poszlaki wskazują na jego istnienie?
[08:07] - To historia nieco podobna do akcji odnalezienia drugiej Ziemi. Naukowcy podają, że prawdopodobnie odkryli glob, na którym mogłoby istnieć życie i może być woda. Zwracam uwagę na słowa prawdopodobnie i mogłoby. Tymczasem media z radością podają, że już jest druga Ziemia. Nic, tylko zamówić ciężarówkę i zacząć przeprowadzkę. To typowy przykład tabloidyzacji mediów. Dlatego gdy dwóch mężczyzn zgłosiło się do władz polskich z informacją, że mają dane na temat miejsca ukrycia pociągu, wszystkie gazety i portale napisały, że pociąg już odnaleziono. Aż chce się zacytować klasykę: już był w ogródku, już witał się z gąską. Niestety gorączka złota ogarnęła cały świat, więc tabloidalne doniesienia skopiowała także prasa zagraniczna. Stąd tyle sformułowań typu Nazi train found in Poland.
Niestety ten pociąg nie jest found, nie jest jeszcze znaleziony. Póki co nikt go nie znalazł, choć oczywiście ja akcji poszukiwawczej jak najbardziej kibicuję.
[09:11] - A jakie poszlaki każą sądzić, że pociąg jednak mimo wszystko, mimo tej euforii nie istnieje?
[09:20] - Tutaj na dwoje babka wróżyła. Ja w tej chwili stawiam taką dość smutną dla poszukiwaczy tezę, że jest 99% na to, że tego pociągu nie ma, a 1% na to, że jest. Natomiast sam osobiście trzymam się właśnie tego 1% i może powiem o tym, bo tutaj to, co intryguje bardzo, to powaga całej sytuacji. Ja osobiście nie sądzę, żeby to był żart. Gdyby ci panowie, którzy skontaktowali się z władzami poprzez kancelarię prawną, postanowili po prostu sobie zażartować, to mówiąc językiem młodzieżowym, byłby to największy trolling świata ever. Intrygujące też było oświadczenie generalnego konserwatora zabytków. Powiedział on przecież wprost, że widział zdjęcie z georadaru i że jest pewny istnienia pociągu na 99%. I tu nagle historia zaczyna się gmatwać i przyznam szczerze, że coraz bardziej przypomina klasyczny spisek. Tym bardziej, że władze miasta również żywiły przekonanie co do pociągu, a teraz nagle wszyscy wycofują się rakiem, mówią o plotkach i pomyłkach. Ale na miejsce wkracza wojsko.
Te najnowsze doniesienia, szczególnie te, których autorami są urzędnicy, mogą wskazywać na to, że pociąg był tylko plotką i nie istnieje. Natomiast jak powiedziałem, na dwoje babka wróżyła. W tej chwili mamy gros sprzecznych doniesień i ciężko powiedzieć. Nie powiedziałem, że jest 50 na 50. Powiedziałem, że daję 99% na to, że nie ma pociągu, ale robię to świadomie po to, żeby się potem nie rozczarować. Natomiast jak wspomniałem, trzymam się tego 1% i osobiście wierzę, że coś tam jest. W każdej legendzie jest ziarno prawdy, a doskonale wiemy, że Niemcy przyciśnięci z dwóch stron w '45 roku przez Amerykanów od zachodu i przez Rosjan od wschodu na Dolnym Śląsku musieli w pośpiechu chować wszystkie kosztowności, wszystkie dobra. Tym bardziej że liczyli, iż po zakończeniu wojny Dolny Śląsk pozostanie niemiecki i będą mogli tutaj wrócić po to wszystko. Okazało się, że granice przebiegły na Odrze Nysie i w związku z tym te tereny trafiły już w granice Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i do dziś nie są niemieckie i nie będą niemieckie. W związku z czym te wszystkie zakopane, schowane dobra muszą gdzieś tutaj być.
[12:12] - A czy znana jest przynajmniej dokładna lokalizacja Złotego Pociągu? Jeśli nie, to gdzie on się może znajdować?
[12:18] - Dotychczas mówiono o 61. i 65. kilometrze trasy Wrocław-Wałbrzych. O 65. można spokojnie zapomnieć. Byłem tam w minioną sobotę. Osobiście przyglądałem się tym terenom i widziałem, że wzniesienia są zbyt małe, by można w nich było wykuć sztolnię, która zmieściłaby pociąg. Chyba że mówilibyśmy tutaj o jakiejś wąskotorówce, która zresztą też tam podobno w okolicach była. Natomiast nie przyglądałem się terenom przy 61. kilometrze.
Przyznam szczerze, że ja niewiele z geologią mam wspólnego, poza tym, że lubię zbierać kamienie, więc nie chcę się wymądrzać tak jak dziennikarze, którzy nie znają się, więc się wypowiadają na łamach naszych polskich ukochanych tabloidów. Ponoć faktycznie istnieją tam na 61. kilometrze ślady świadczące, że ukształtowanie terenu zostało zmienione. Czyli mógł być tam ten tunel, a potem mógł on zostać wysadzony i jeszcze dodatkowo zamaskowany.
[13:24] - Jako jedno z możliwych miejsc ukrycia pociągu podaje się również kompleks Riese.
[13:30] - To prawda. Natomiast jakby to powiedzieli Anglicy, to taki long shot. Taki strzał w ciemno. Owszem, jest to oczywiście możliwe, natomiast nie mamy absolutnie żadnych poszlak, które kierowałyby nas w tamtą stronę, w stronę Riese. Jest więc to koncepcja właśnie na zasadzie strzelania w ciemno. A nuż się trafi. Na pewno jednak kompleks Riese skrywa jeszcze niejedną tajemnicę i może tam jest nawet kilka pociągów schowanych. Wciąż nie odkryliśmy wszystkich sztolni, nie odkryliśmy przeznaczenia tego kompleksu, więc tak naprawdę cała wielka przygoda jeszcze przed nami.
[14:08] - No właśnie, mówił pan przed chwilą, że tam może być również równie dobrze kilka pociągów ukrytych. Może rzeczywiście takich pociągów wyładowanych skarbami jest więcej.
[14:18] - To całkiem możliwe. Tutaj mówię oczywiście o akcji wywożenia i chowania wszelkich dóbr. Niemcy stosowali mocno posuniętą dywersyfikację. Nikt nie zaryzykowałby umieszczania wszystkich kosztowności i innych dóbr w jednym składzie. Tylko w Polsce się tak robi. Proszę spojrzeć na katastrofę smoleńską. Zawsze powołuję się na ten przykład. Wszyscy najważniejsi ludzie w kraju pakują się do jednego samolotu. To jest po prostu objaw głupoty zarówno ze strony tych ludzi, jak i kogoś, kto do tego wszystkiego dopuścił. W przypadku niemieckich transportów nie było miejsca na tego typu pomyłki.
Tam logistyka była bezbłędna i nikt nie zaryzykowałby utraty wszystkiego. Zatem mamy do czynienia z faktem, bo jest to fakt niezbity, iż transporty ruszały w różne strony i były ukrywane w różnych miejscach. Więc wiele jeszcze pozostaje do odkrycia.
[15:21] - Pomówmy teraz o tym, co w Złotym Pociągu najwartościowsze i najbardziej pobudza wyobraźnię: zawartość. Niektórzy twierdzą, że może być w nim ukryta nawet słynna Bursztynowa Komnata.
[15:34] - Tak. Mówi się o tym ostatnio wiele. Mamy na Dolnym Śląsku pewnego słynnego w niektórych kręgach badacza i odkrywcę, który twierdzi, że pociąg od dawna jest eksplorowany przez pojedyncze osoby, bo ma istnieć do niego jakieś tajne przejście, dziura, szczelina w skale lub coś w tym guście.
[15:53] - Czy to nie jest czasem ten eksplorator, o którym właśnie teraz pomyślałem?
[16:00] - Może pan myśleć o dwóch osobach. Jeśli pyta pan o człowieka, który powinien leczyć się w zamknięciu, to nie ten.
[16:13] - Co do szczęścia.
[16:15] - Tak. Natomiast jest pewien człowiek, który pojawia się na wszelkich możliwych imprezach, gdzie referuje ten temat i opowiada bardzo dużo. Ach, to jest osobna historia. On twierdzi, że z tego pociągu wydobyto już jajo Fabergé. Ja osobiście oglądałem kilka filmów tego pana na YouTubie i powiem, że ja tego nie kupuję. W jego teoriach jest chyba wszystko poza krasnoludkami. Myślę, że to tylko kwestia czasu. Krasnoludki zresztą byłyby bardzo dobre, żeby dostać się do pociągu, bo przecież przecisną się przez takie szczeliny, w które człowiek nie wejdzie, więc to byłoby idealne wytłumaczenie dla wyniesienia już pewnych artefaktów stamtąd. To jest dziwny człowiek, to facet z charyzmą, dobry mówca. Ja nie przeczę, że ma swój styl.
Natomiast moim zdaniem jest to mitoman i fantasta cierpiący na manię prześladowczą i wietrzący spiski nawet w szaletach miejskich. Facet, podobnie jak słynny pisarz Philip Dick, który zjadł więcej narkotyków niż chleba, ma jakieś manie. Twierdzi, że jest śledzony, podsłuchiwany, że męczą go jakieś byty nieziemskie, które mu nie pozwalają ujawniać tajemnic, bo on oczywiście wszystko wie.
[17:50] - A nie jest czasem otoczony i chroniony przez 666 esesmanów?
[17:56] - Tego nie słyszałem, powiem szczerze. Ale czyżby ktoś tak twierdził?
[18:02] - Jeden prawdopodobnie z tych dwóch eksploratorów, o których mogę myśleć, tak twierdzi.
[18:07] - Aha. Łacińskie przysłowie mówi: nomina sunt odiosa, więc my tutaj nazwisk nie będziemy wymieniać, ale myślę, że musimy któregoś razu zbadać, co obaj wiemy na ten temat, bo być może to będzie świetny temat na kolejną rozmowę. Zweryfikujemy własne informacje i porozmawiamy sobie może o tych najbardziej szalonych teoriach spiskowych. W każdym razie ten pan, o którym myślę, bardzo często nagrywa vloga we wrocławskich restauracjach. Nie wiem, czy to jest mniej czy bardziej wyraźny ślad, natomiast wiem, że linki do jego filmów niektórzy widzowie „Łowców przygód” wklejają nam w komentarze na Facebooku. Także jest ten człowiek dość popularny. Natomiast mówi on o tym, że w pociągu jest Bursztynowa Komnata. Ale mało tego, ja wczoraj przeczytałem u innego badacza, oczywiście w cudzysłowie. W ogóle nie kojarzę człowieka i podpisywał się tylko pseudonimem, którego zresztą nie pamiętam, że poza Bursztynową Komnatą w pociągu są także dokumenty na temat współpracy hitlerowców z obcymi cywilizacjami oraz dane dotyczące wszechświatów równoległych. I o ile bardzo bym chciał, żeby takie dokumenty w ogóle istniały i jestem zwolennikiem teorii mówiącej o wszechświatach równoległych, to powiem tak: fajnie jest popuszczać wodze fantazji, tylko że to niczemu nie służy.
Za to staje się pożywką dla najbardziej szmatławych tytułów prasowych, a przez to potem nikt nie traktuje doniesień o ukrytych skarbach poważnie. Przeciętny poszukiwacz traktowany jest właśnie z tego względu przez władze jak von Däniken na przykład, który wszędzie widzi obcych. Już wiemy, że na Dänikena moda minęła dawno i nikt nie chce już go słuchać i czytać, bo to się po prostu przejadło. I w momencie, kiedy polski poszukiwacz, eksplorator informuje władze, że ma jakiekolwiek informacje na temat ukrytych dóbr, traktowany jest jak zwykły szaleniec i odsyła się go z kwitkiem. Tak niestety skończyło się to zbyt ułańskie popuszczanie wodzy fantazji.
[20:34] - Spróbujmy może teraz ustalić jedno: czy złoty pociąg i złoto Wrocławia to to samo, czy chodzi o zupełnie różne skarby?
[20:42] - Moim zdaniem i tutaj mocno się tego trzymam, to dwa zupełnie różne tematy. Złoto Wrocławia albo zostało po wojnie rozgrabione przez Rosjan, albo nadal jest ukryte. Może być też to słynne 50/50. Mówiliśmy tu wcześniej o dywersyfikacji. Jeśli zostało rozparcelowane na różne lokacje, to możliwe, że część z nich odnaleziono, a część nie. Natomiast co znajduje się w pociągu pod Wałbrzychem? Cóż, tutaj tak naprawdę możemy tylko gdybać. Jedyne, co wiemy to to, że dwie panie twierdzą, iż widziały tunel i że jest badacz, który od wielu lat twierdzi, że w tym tunelu zaparkował, zatrzymał się pociąg, który wyjechał z Wrocławia z nieznanym ładunkiem. I to jest jedyne, co do dziś oficjalnie przynajmniej wiemy.
[21:42] - A co wiadomo o samym tym złocie Wrocławia? Gdzie ono może się znajdować, jeśli oczywiście istnieje? Czy chodzi o skarby w sensie złoto, skradzione dzieła sztuki i tak dalej, czy też może o przedmioty wartościowe i istotne z innego powodu?
[21:57] - W przypadku złota Wrocławia typuje się kilka lokacji. To są sztolnie Góry Wielisławki i to jest najbardziej prawdopodobna lokacja, ale o tym może powiem jeszcze później szerzej. Sztolnie Masywu Ślęży, hipotetyczne, bo nieodkryte do dziś sztolnie Ostrzycy, czyli tego najsłynniejszego polskiego wulkanu zwanego Śląską Fujiomą oraz Biały Jar w Karkonoszach. Czyli wszystko to są lokacje dolnośląskie. Niektórzy twierdzą, że część tego skarbu to kosztowności zrabowane Żydom, Polakom i Rosjanom. Ja osobiście wierzę w tę drugą wersję, o której czytałem wielokrotnie, że chodzi tu o legalne depozyty niemieckie. W końcu tutaj kiedyś było państwo niemieckie przed wojną i była to legalna fortuna, na którą składało się złoto, srebro i wyroby jubilerskie, a być może i dzieła sztuki. I wszystko to było złożone we Wrocławiu, zdaje się, że w komendzie policji. Wcześniej to było w banku, potem w komendzie policji i stamtąd to wyruszyło różnymi konwojami w różne strony.
[23:19] - Wspomniał pan o sztolniach Góry Wielisławki. Czy może pan coś więcej o tym powiedzieć?
[23:25] - Góra Wielisławka znana jest turystom, bo to niebanalny pomnik przyrody. To góra, której bok zajmują tak zwane Organy Wielisławskie. To jest odkryta struktura słupów porfirowych wulkanicznych. Przepiękna rzecz. Jeśli ktoś jakimś cudem nie widział lub nie słyszał o Organach Wielisławskich, to zapraszam po zakończeniu tej audycji na łamy Google'a. Proszę wpisać „Organy Wielisławskie” i obejrzeć zdjęcia. Fascynujące miejsce, natomiast docenić je można tylko na żywo, gdyż zdjęcia nie pokazują tego ogromu. To wielka góra W której były drążone sztolnie jeszcze przed I wojną światową. Tam znajdowały się jakieś kopalnie. Nie wiemy do końca, co tam wydobywano.
Natomiast jest dość skomplikowany kompleks sztolni, który nigdy nie został odpowiednio zbadany i nigdy go nie skatalogowano. Tak bym to określił. To dziwne i ciekawe wzgórze czy wręcz góra. Na jej szczycie znajdują się pradawne ruiny. W zasadzie już same fundamenty jakiegoś dawnego zamku. Ogólnie miejsce jest przepiękne, także warto się tam wybrać i warto poszukać swojej przygody. Wielisławka znajduje się, o ile dobrze pamiętam, kilka do kilkunastu kilometrów za Złotoryją. Jedzie się na miejscowość, która nazywa się Nowy Kościół. Także łatwo znaleźć. Tereny są przepiękne i bogate.
W tamtych okolicach znajdują się też tereny agatonośne, tak bym je określił. W ziemi spoczywa mnóstwo geod, czyli takich buł agatowych. To są takie buły, które były wyrzucane przez wulkan, a w środku dziś po przecięciu można znaleźć przepiękne agaty i powiem wprost najpiękniejsze na całym świecie. Także jeśli ktoś chce szukać skarbów, to niekoniecznie znajdzie złoto Wrocławia, ale może znaleźć skarby prehistoryczne w postaci tych pięknych kolorowych kamieni półszlachetnych.
[26:00] - Wracając jednak do skarbów historycznych, w kontekście złotego pociągu i skarbu Wrocławia znów przewijają się nazwiska Hubertusa Strugholda i Wernhera von Brauna. Co ich z nimi łączyło?
[26:13] - Właśnie tutaj wszystko łączy się w całość, ale tę teorię, ja nie będę tego ukrywał, opieramy tylko i wyłącznie na logice. Logika jest potężnym narzędziem i potężnym fundamentem. Zresztą ja jestem wychowany na Sherlocku Holmesie i hołduję logice i wyobraźni. Ale do rzeczy. Strughold i von Braun pracowali na Dolnym Śląsku nad technologiami rakietowymi i o tym wiemy. To jest dowiedzione. Byli też związani z kompleksem Riese, z zamkiem Książ, z podziemiami Szczawna-Zdroju. To są okolice Wałbrzycha i z zamkiem Czocha. To też są wszystko fakty. Z kolei pod Książem miał zostać wybudowany podziemny dworzec kolejowy dla Adolfa Hitlera.
Tego nie udało się oczywiście udowodnić. Udowodnić tego, że taki dworzec istnieje. Natomiast budowanie takiego podziemnego dworca było standardową procedurą, jeśli chodzi o kwatery wodza III Rzeszy. Także nie ma tutaj w tym żadnej wybujałej fantazji. Jeśli natomiast faktycznie istnieje ten dworzec, to trasa do niego wiodłaby właśnie z 61. kilometra. A jeśli faktycznie to wszystko prawda, jeśli istnieje ten tunel z 61. kilometra wiodący do zamku Książ, gdzie swoje nieludzkie eksperymenty przeprowadzał Strughold, to oznacza, że ta spiskowa teoria mówiąca, że polski rząd ukrywa przed nami prawdę, tuszując wszystko działalnością Polskiej Akademii Nauk, która zamknęła przed nami drugi poziom podziemi Książa, że ta spiskowa teoria jest prawdziwa. I to byłby szok. To byłoby odkrycie na miarę Bursztynowej Komnaty, bo może się okazać, że polski rząd, a przynajmniej pewne kręgi, doskonale wiedzą o tym, że jest ten dworzec, jest ten trzeci poziom, jest tam ukryty skład, z którego być może od lat pewni kluczowi działacze korzystają.
Pamiętajmy, że po '89 roku, kiedy zmienił się u nas system, nagle dawni kluczowi działacze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zostali wielkimi biznesmenami. Skądś musieli wziąć te pieniądze. Ja wiem, że to jest znowu strzał w ciemno, ale to się wszystko układa w logiczną całość. A ta działalność Strugholda i von Brauna wskazywałaby, że tam jest jeszcze jakaś technologia, której państwo polskie nie chce ujawniać.
[29:11] - W historii złotego pociągu pojawia się jeszcze jeden człowiek, niejaki Herbert Klose. Kim on był?
[29:19] - Właśnie to nazwisko już padło. Wspominałem o nim. Nie sposób pominąć tej postaci. Herbert Klose był kapitanem wrocławskiej policji. Mówię tu o policji niemieckiej oczywiście i prawdopodobnie członkiem Werwolfu. Po wojnie ukrywał się pod Złotoryją, korzystając z fałszywych dokumentów. Fakt, że mieszkał właśnie tam, może sugerować, że pilnował góry Wielisławki, bo Klose nie wyjechał jak inni Niemcy, tylko ukrył mundur. Ożenił się ze znajomą ze wsi Sędziszowa i zamieszkał właśnie u podnóży Wielisławki. Także to trochę za dużo jak na zwykły przypadek. Miał tam pracować jako weterynarz.
Podobno nawet miał fotokopie dokumentów, które wskazywałyby, że ma prawo wykonywać taki zawód. W 1953 roku Klose został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i prawdopodobnie w czasie tortur Ujawnił informację o konwoju ze złotem Wrocławia. Do dziś jednak nie wiemy, czy mówił prawdę. Wiemy, że w czasie wojny Abwehra mianowała go szefem grupy dywersyjno-sabotażowej na teren powiatu złotoryjskiego. Krose był więc dobrze przygotowany w temacie technik dezinformacyjnych. Dlatego możemy zakładać, że nawet torturowany w dalszym ciągu kłamał, żeby wprowadzić w błąd. Ale ciężko jest powiedzieć, czy faktycznie ten człowiek dał, czy nie dał się złamać. Jeśli dał się złamać, to powiedział prawdę i w tym momencie przynajmniej na części złota i innych wartościowych przedmiotów rękę położyłyby służby bezpieczeństwa, a te, jak wiemy, działają po dziś dzień.
[31:12] - Po tym, jak niedawno wyszły pierwsze informacje na temat Złotego Pociągu, wiele osób postanowiło poszukać go na własną rękę. Pojawiły się jednak pewne ostrzeżenia.
[31:22] - To prawda. Natomiast akurat w tym wątku chyba nie ma żadnej tajemnicy, przynajmniej jeśli chodzi o te klasyczne ostrzeżenia. Powiem tak: ludzie tam po torach pod Wałbrzychem chodzą wręcz stadami jak bezpańskie psy. To cud, że nikt jeszcze nie zginął pod kołami pociągu. Tam dziadkowie z wnuczkami chodzą, rodzice z dziećmi, nastolatkowie z psami. Mało tego, tam się odbywają suto zakrapiane imprezy. Sam w sobotę natknąłem się dokładnie na 65. kilometrze na przynajmniej kilkanaście rozbitych butelek po piwie. Ta gorączka złota odbiera ludziom rozum. Ktoś w końcu dokopie się do jakiejś miny i będzie tragedia.
Dość powiedzieć, że któryś z lokalnych poszukiwaczy podpalił ostatnio las na 61. kilometrze. Nic więc dziwnego, że władze ostrzegają przed poszukiwaniami na własną rękę, bo po prostu robi się nieprzyjemnie i niebezpiecznie, a prędzej czy później jakiś urząd będzie musiał za to wziąć odpowiedzialność. Także jeśli chodzi o te standardowe ostrzeżenia, to tutaj nie szukałbym żadnego spisku, aczkolwiek nie twierdzę, że takowego nie ma.
[32:36] - Właśnie pojawia się pewien wątek spiskowy, czy też spiskogenny, że tak powiem, bo znów trudno nie odnieść wrażenia, że komuś zależy na ukryciu prawdy o Złotym Pociągu. Nie dalej bowiem jak wczoraj gruchnęła wieść, że terenu będzie pilnowało wojsko. Może komuś zależy na tym, żeby pociąg nie został odnaleziony.
[32:57] - Właśnie. Tutaj taki zabawny wątek. Gdyby zapytał mnie pan o to dwa tygodnie temu, odpowiedziałbym, że to kompletna bzdura, że nie ma żadnego spisku i że wszyscy działają zgodnie, by ten pociąg odnaleźć. Natomiast dzisiaj sądzę już zupełnie inaczej. Mam zupełnie inne zapatrywania na całą tę sytuację. Szczerze mówiąc, zaczynam sam osobiście w ten spisek wierzyć, a jestem człowiekiem małej wiary. Dlatego warto by zapytać, co takiego się stało, że zaczynam być zwolennikiem teorii spiskowej. Otóż zastanawia mnie przede wszystkim bardzo sztuczny zwrot w polityce władz. To jest zwrot o 180 stopni. Od zachwytu po milczenie i wykręty.
Weźmy na chwilę wspomnianą już spiskową teorię dotyczącą Polskiej Akademii Nauk. Bardzo możliwe, że generalny konserwator zabytków i wiceminister w jednej osobie nie był poinformowany, że służby bezpieczeństwa od dawna wiedzą o trzecim poziomie podziemi pod Wałbrzychem i o ukrytym składzie. Radośnie więc wyćwierkał, że ten pociąg istnieje, a zaraz potem został odwiedzony przez kilku panów, którzy mu wytłumaczyli, że powiedział za dużo. Z ostatnich doniesień wynika, że otrzymał on zakaz publicznego wypowiadania się w temacie. Także sprawa zaczyna poważnie śmierdzieć. I muszę powiedzieć, że obecność wojska jest kolejną cegłą w fundamencie tej całej teorii spiskowej.
[34:45] - W przeszłości zdarzało się już, że ktoś zgłosił znalezienie jakiegoś skarbu, powiedzmy Złotego Pociągu na przykład, a potem nagle się z tego wycofywał. To zgłoszenie, o którym właśnie dyskutujemy, to jest chyba pierwszy przypadek, że ktoś w ogóle pofatygował się, żeby zgłosić sprawę formalnie.
[35:02] - Tak jest. Też jestem przekonany, że to pierwsza taka historia. W każdym razie nie przypominam sobie innych podobnych przypadków. Natomiast dlaczego ludzie się wycofują? Myślę, że za każdym razem taki szczęściarz odwiedzany jest przez delegację, powiem to w cudzysłowie wyraźnym, mocnym, grubym, tłustym cudzysłowie, przez delegację ludzi dobrej woli, którzy mu tłumaczą, że sięga po nieswoje. I nie mówię tu wcale o mafii, a o grupie znacznie groźniejszej, czyli właśnie o służbach bezpieczeństwa.
[35:40] - Na koniec tego wątku takie pytanie: co dla Dolnego Śląska oraz samego Wałbrzycha zmienia sprawa Złotego Pociągu? Co zmieniłoby jego ewentualne odnalezienie i pokazanie światu?
[35:53] - Sam pociąg, nawet pusty, byłby wielkim odkryciem. Mógłby wiele wnieść do podręczników historii i poszerzyć naszą wiedzę o II wojnie światowej. Wciąż bardzo mało wiemy na temat tego, co działo się na Dolnym Śląsku, a najgorsze jest to, że więcej od nas wiedzą Amerykanie, Anglicy i Rosjanie. Natomiast my niestety na to, że podzielą się wiedzą, liczyć nie możemy. To bardzo krzywdzące, bo alianci wiedzą na przykład wiele o kompleksie Riese i byłoby bardzo miło, gdyby w końcu nas poinformowali o czymkolwiek, co związane jest z tą tajemniczą budowlą. Niestety nie chcą się taką wiedzą dzielić. Wracając do samego pociągu, byłby zabytkiem bezcennym. To wpłynęłoby z kolei na renesans dolnośląskiej turystyki. Oczywiście ta turystyka nie ma się źle, ale mogłaby się mieć znacznie lepiej. Wszyscy kojarzą Wałbrzych tylko ze stereotypów.
Mówi się o tym mieście jako o mieście pijaków i biedaszybów, a jest to bardzo krzywdzące. Wałbrzych jest naprawdę pięknym miastem. Zresztą w ciągu ostatnich lat bardzo się zmienił i wraca do wizerunku miasta przedwojennego, które było przepiękne. Okolice Wałbrzycha z kolei to jeden z najbardziej atrakcyjnych turystycznie obszarów w Polsce. I nie ma w tym stwierdzeniu grama przesady. Tylko że niestety nikt o tym nie wie. Dlatego postanowiłem, że Łowcy Przygód będą działać na rzecz zmiany wizerunku tego obszaru i tego miasta. Chcemy pokazać, ile tajemnic, przygód i atrakcji kryje się w Wałbrzychu i w jego okolicach. I chcemy o tym mówić nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Miałem już okazję kilkukrotnie oprowadzać wycieczki holenderskie.
Oczywiście robimy to pro publico bono. To są nasi przyjaciele, którzy fotografują namiętnie wszystko, co na Dolnym Śląsku się znajduje. Są pod wielkim wrażeniem przepięknych ekologicznych terenów, nieprzebranych lasów i tych wszystkich mrocznych zabytków kultury industrialnej, jak bunkry, sztolnie, podziemia, opuszczone kopalnie. Dolny Śląsk i okolice Jeleniej Góry czy Wałbrzycha to przecież słynna kraina zamków, pałaców, ogrodów i wulkanów. Niestety wskazuje się zawsze tylko i wyłącznie na Jelenią Górę. Natomiast Wałbrzych tu powinien jak najbardziej partycypować. Także ja życzę sobie i innym, i całej Rzeczpospolitej, żeby ten pociąg jednak został odnaleziony, bo w tym momencie to złoto się pojawi. Oczywiście nie będzie to złoto Wrocławia, natomiast będą to dolary i euro, które będą tutaj spływać strumieniami, pozwalając na zwiększenie stopy życiowej mieszkańców Dolnego Śląska. Turystyka to potężne narzędzie. Wie o tym na przykład taki kraj jak Nowa Zelandia, który zarobił potworne miliony dolarów na historiach związanych z „Władcą Pierścieni”.
A my mamy tutaj mnóstwo sensacyjnych historii i to opartych na faktach, więc najwyższy czas, żeby przekuwać to na atrakcje turystyczne.
[39:26] - I najlepsze na koniec. Co nowego u Łowców Przygód?
[39:31] - W ostatnią sobotę wróciliśmy do Wałbrzycha, żeby w pewnym sensie kontynuować sprawę pociągu. To znaczy my się odcięliśmy od wszystkich doniesień dotyczących skarbów, natomiast postanowiliśmy, że przy tej okazji pokażemy pewną trasę, która nie łączy się bezpośrednio ze złotym pociągiem, natomiast związana jest bezpośrednio z ukrywaniem pociągów niemieckich na czas bombardowań. Otóż przeszliśmy się z kamerami dwoma najdłuższymi tunelami kolejowymi w Polsce. To są niesamowite trasy. To są tunele wykute w masywie góry Mały Wołowiec. Pierwszy tunel został wyryty i oddany do użytku pod koniec XIX wieku. Drugi został wykuty na początku XX wieku, więc to są jeszcze czasy przedhitlerowskie. Potem w czasie II wojny światowej ten starszy tunel został przekonstruowany w ten sposób, by można tam było chować wysokowartościowe składy kolejowe i ochraniać je przed bombardowaniem. Oczywiście przeszliśmy tymi tunelami i tam złotego pociągu nie ma, co nie zmienia faktu, że w ścianach tego tunelu poszukiwacze amatorzy wciąż ryją. I to jest bardzo niepokojące, bo po pierwsze niszczą przepiękny zabytek, a po drugie, powiem ordynarnie, kiedyś się komuś to w końcu na durny łeb zwali i będzie tragedia.
Wolałbym osobiście tego uniknąć, a już szczególnie jeśli chodzi o moją własną głowę. Myślę, że to są zabytki, które powinny być otwarte. Jeden z nich, bo przez drugi pociągi wciąż jeżdżą, ale ten starszy tunel już jest pozbawiony torów i powinien być atrakcją turystyczną. Powinien być też wyposażony w system monitoringu, żeby pogonić tych wszystkich, którzy niszczą ten tunel. My się tym tunelem przeszliśmy. Opowiedzieliśmy troszeczkę o tajemnicy sztolni, które są w Małym Wołowcu. To też jest niesamowita historia. Otóż są tam do dziś niezbadane sztolnie, które eksplorowały dwie grupy poszukiwaczy. W obu tych grupach znajdują się jakieś tam autorytety naukowe, z akcentem na „jakieś tam”, bo bardzo często są to ludzie, którzy sami sobie przypisują pewne tytuły. Natomiast niesamowita jest historia interakcji między tymi grupami, bo są to grupy, które się wzajemnie od lat zwalczają.
Jedna Oskarża drugą o wszystko co najgorsze. Jedna podobno napadła na drugą. Ludzie w kominiarkach, ukrywając swe twarze, napadli na tę drugą grupę. Z kolei ta druga grupa przez tę pierwszą jest oskarżana o zniszczenie tej sztolni. I taka wojna w internecie, najpierw w mediach niszowych, czyli między innymi w takim miesięczniku, który chyba powinien być znany słuchaczom Radia Paranormalium. Mam tu na myśli miesięcznik „Odkrywca”. W tym miesięczniku ta wojna się toczyła, toczy się teraz w internecie i jest to dość smutne, ale w pewnym sensie też zabawne, chociaż to raczej taki czarny humor. Wskazuje to chyba przede wszystkim na nieudolność aparatu państwowego. Gdyby tych eksploratorów wziąć za rękę, pomóc im dofinansować, przyznać im jakiegoś twardogłowego profesora plus opiekę, nadzór geologiczny, to razem można byłoby wiele odkryć. Niestety państwo nie jest tym zainteresowane.
Patrzy na tych odkrywców jak na idiotów. Natomiast ci odkrywcy sami się zachowują jak idioci, plując na siebie nawzajem publicznie. I to nie wróży dobrze polskiemu procederowi odkrywania tych fascynujących historii. My to wszystko podsumowujemy w materiale, który właśnie dzisiaj jest montowany, więc prawdopodobnie jutro trafi na łamy naszego kanału Łowcy Przygód TV, więc zachęcam do oglądania. A w sieci wisi już odcinek o złotym pociągu. On jest dość krótki, treściwy. Przy okazji bardzo dobrze się spopularyzował w sieci. To mówię z dumą dlatego, że nasze programy nie szczycą się specjalnie dużą oglądalnością. To nie jest tak zwany lol content. Nie pokazujemy kotków.
Nie robimy głupich min przed kamerą, w związku z czym odpadają te miliony gimnazjalistów. Natomiast 17 000 obejrzeń w tydzień to jest dla Łowców Przygód wynik bardzo dobry i ja się z tego bardzo cieszę. Wskazuje to na to, że jesteśmy coraz bardziej doceniani i dostaliśmy wiele maili, w których dziękowano nam za to, że uczciwie podchodzimy do tematu, a nie odcinamy kuponów jak nasze polskie tabloidy. Staramy się uczciwie zawsze działać. Powiem więcej zawsze działamy uczciwie. Na pewno nie jesteśmy wolni od błędów i na pewno zdarzają się nam pomyłki. Także i w tym materiale pomyliłem się o cały rok, z czego się śmieję. Już tego nie zmieniałem. Prawda jest taka, że choć znam wiele dat z historii Dolnego Śląska, to nigdy nie wiem, jaki jest bieżący rok. I to jest moja ogromna słabość, bo w różnej maści urzędach muszę podwójnie wypełniać dokumenty, bo najczęściej robię błąd.
Żyję poza kalendarzem. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że wiedza Sherlocka Holmesa też była bardzo szeroka, natomiast w pewnych miejscach fragmentaryczna. I zawsze się tym przykładem zasłaniam, żeby się wytłumaczyć z własnych błędów. Nie robi błędów tylko ten, kto nic nie robi. Natomiast faktycznie staramy się jak najlepiej przygotowywać do tego. Nie opowiadamy wyssanych z palca historii, a jeśli mówimy o teoriach spiskowych, to w takim kontekście, że one są. Natomiast nie przychylamy się do żadnej z nich. Dzisiaj to zrobiłem po raz pierwszy, bo naprawdę wiele wskazuje na to, że ktoś ten pociąg chce ukryć, a to z kolei wskazuje na to, że ten pociąg faktycznie jest. Ale to pierwszy taki przypadek. Natomiast w Łowcach Przygód raczej zajmujemy się tylko i wyłącznie niezbitymi faktami.
I to się oczywiście nie zmieni. Co oczywiście nie znaczy, że nie będziemy informować o tym, co sądzą inni.
[46:42] - I tak trzymać. Mówię to jako również widz Łowców Przygód, a ostatnio również jako lektor. Słychać mnie właśnie w odcinku o złotym pociągu. To był kolejny świetny, bardzo konkretny wywiad z Marcinem Drewsem z Łowców Przygód. Dziękuję panu jeszcze raz, panie Marcinie.
[47:01] - Ja również dziękuję. Bardzo się cieszę, że jestem regularnie obecny w państwa domach, w państwa słuchawkach czy głośnikach. Mam tylko jedną ogromną prośbę. Jeśli uznacie państwo, że zaczynam nudzić czy za dużo mnie jest w Radio Paranormalium, proszę śmiało pisać do mnie. Ja się nie obrażę. Myślę, że pan Marek też się nie obrazi. Staramy się obaj wyszukiwać jak najciekawsze tematy, natomiast myślę, że obaj jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje i sugestie, także nic na siłę. Mam nadzieję, że jesteśmy tutaj obaj ciekawi, że że udaje nam się wyciągnąć to, co państwo chcecie poznać. I będziemy się starać o to, żeby takich tematów było więcej. Ale tak jak mówię, wszelkie uwagi i sugestie mile widziane.
Może poza wulgaryzmami. Trafił mi się ostatnio jeden mail. To jest temat, który pan Marek zna i który znam ja, natomiast nie będziemy go wyciągać na światło dzienne. Dość powiedzieć, że w grupie tysiąca słuchaczy zawsze musi znaleźć się czarna owca, która nie przebiera w słowach. Natomiast jeśli ktoś rzuca przysłowiowym mięsem, to znaczy, że nie ma już żadnych argumentów i tej wersji się trzymamy, bo jest to wersja jedyna prawdziwa.
[48:35] - Na razie z sygnałów, jakie dochodzą od słuchaczy, wynika, że słuchacze chcą pana coraz więcej i więcej. Tak że niech się pan spodziewa jeszcze wielu zaproszeń do Radia Paranormalium. A dzisiaj już kończymy powolutku. To był wywiad z Marcinem Drewsem. Zachęcamy również do słuchania poprzednich wywiadów w archiwum Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także do śledzenia na bieżąco i zasubskrybowania oraz dawania łapek w górę, jeśli się podoba, „Łowców przygód” na YouTube. Zachęcamy również do śledzenia na bieżąco strony „Łowców przygód”: lowcyprzygod.tv, bo tam zawsze znajdziecie to, czego eksploratorowi, ale również pasjonatowi tych tematów do szczęścia potrzeba.
[49:26] - Ja tylko dodam, mówiłem, że można się z nami kontaktować. Jest formularz na stronie, ale gdyby ktoś chciał pisać na konkretny adres mailowy, to podaję ten adres: komunikacja@lowcyprzygod.tv. To jest mail specjalnie stworzony właśnie dla słuchaczy Radia Paranormalium, dlatego że po pierwszej naszej wspólnej audycji tak mój kolega Mateusz Stan i ja postanowiliśmy. Chcemy, żeby słuchacze mieli z nami kontakt i mogą do nas pisać w każdej możliwej sprawie. Odpowiadamy na każdy mail. To się do dziś nie zmieniło.
[50:06] - Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy bardzo serdecznie za uwagę i zapraszamy do śledzenia newsów na stronie Radia Paranormalium, bo tam zawsze dowiecie się jako pierwsi, kiedy wyemitujemy kolejny wywiad z „Łowcą przygód”, z Marcinem Drewsem.