[00:00] - To think for yourself and question authority. Radio na Fali. Następny cudowny wieczór na planecie Ziemia, moi drodzy. Witam was wszystkich serdecznie w „Hiperprzestrzeni”. Oczywiście na imię mam Tomek, ale to chyba wszyscy wiedzą, którzy słuchają „Hiperprzestrzeni” w Radiu na Fali, która też jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Także pozdrawiam słuchaczy Radia na Fali, Radia Paranormalium. No i przede wszystkim pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia na Fali offline, którzy wskakują później na stronę Radia na Fali: www.radionafali.com. Nie wiem, ile razy to jeszcze dzisiaj powiem. Jeżeli nie wiecie, skąd wziąć tę audycję, to oczywiście ten znany, słynny adres internetowy i tam trzeba oczywiście wejść na archiwum, na audycje i podcasty. I tam sobie kliknąć i pościągać.
Tam znajdziecie więcej, moi drodzy. Dlaczego mówię, że znajdziemy więcej? Od czego ja w ogóle zaczynam? Bo dobrze zaczynam. Bo dzisiaj jest ostatnia kwarta. Dzisiaj jest ciekawy wieczór. Słuchajcie, jest zaćmienie Księżyca. Także dzisiaj uzupełnienie, właściwie zamknięcie, chciałem powiedzieć tryptyku, ale tryptyk składa się z trzech części, a to jest czteroczęściowa część, czyli zamknięcie naszego quadrilium, kwadratury w kole, czyli obraz większej całości, który się z tego wszystkiego wyłania. O tym dzisiejsza „Hiperprzestrzeń”, moi drodzy, ale wszystkie detale, co tam się pojawi, to dopiero za parę chwil. A tymczasem, jak już pozdrowiłem wszystkich słuchaczy online, wszystkich was słuchających offline.
Nie wiem, gdzie jesteście, moi drodzy, ale wielkie dzięki za listy. Gdziekolwiek byście nie byli, skądkolwiek mi je wysyłacie. Namaste. Wielkie dzięki. Skype do radia to oczywiście radionafali.com. Jeżeli oprócz wysyłania listów chcecie tu wpaść i się pojawić głosowo. Oprócz tego zapraszam was serdecznie na czata radiowego. Ja tam już klikam, już wskakuję, żeby być tam jak zwykle jednym okiem. Jak wejść na czata radiowego? Zwyczajnie przez stronę radia.
Mówiłem, że powtórzę ten adres radiowy dzisiaj kilka razy. www.radionafali.com. Dokładnie tam jest tajemnicze wejście na czata. Taka mała ikonka w dolnym rogu. Można też wejść na całego czata, klikając właśnie obok Facebooka, Twittera i tak dalej. Właśnie, wspomniałem o Twitterze? Nie, nie wspomniałem, to wspominam, że zapraszam jeszcze na radiowego Twittera jak najbardziej. No i zapraszam was na radiowego YouTube'a. Za parę chwil pojawi się troszeczkę materiałów z konwentu Wiedzy Alternatywnej. Tomek się odezwał.
Pozdrawiam cię, Tomek, jeżeli tego słuchasz w tym momencie. Nie zdążyłem jeszcze za bardzo odpisać dzisiaj. Taki dzień, w którym postanowiłem się wyciąć troszkę z rzeczywistości, zająć się kilkoma sprawami. Także nie wyrobiłem ze wszystkim, ale tak czy siak sprawy nadchodzą, moi drodzy, niezależnie czy ja wyrobię z tym, czy nie wyrobię. Wszystko jest w drodze, wszystko już się dawno wydarzyło. Tadam! Co jeszcze oprócz tego? Oprócz wszystkich tych historii, które wam opowiedziałem przed sekundą, czyli gdzie nas znaleźć, czego słuchacie i gdzie jesteście w tym momencie. Jakbyście mieli problem ze zlokalizowaniem się w tej kosmicznej przestrzeni, to już chyba wiecie. To jeszcze chciałem wam wspomnieć, żebyście wpadli do archiwum Radia na Fali.
Nie tylko po to, żeby je przesłuchać, żeby tam wpaść i posłuchać „Hiperprzestrzeni”, poprzednich trzech odcinków, którego ten odcinek jest uzupełnieniem. Także zapraszam was do tego archiwum, bo tam w archiwum jest odcinek „Syntezy”. Nie musicie wchodzić do archiwum Radia na Fali. Wystarczy, że wpadniecie po prostu na stronę radia i to jest drugi zaraz po „Czasie Snu” news na timelinie strony radiowej. A mianowicie chodzi mi o ostatni odcinek „Syntezy”, który się nazywa „Coś co działa”. Ja będę taki cwaniak, nie będę tutaj nic wymyślał. Przeczytam opis od „Syntezy” i sami skumacie, o co chodzi, bo tym razem w „Syntezie” było troszkę nowości i tak dalej, o tym, co się dzieje na świecie. Ale przede wszystkim i myślę, że to jest taka duża sprawa, przynajmniej dla mnie osobiście, nie wiem jak dla was. Po raz pierwszy od powstania owych patentów zostały przetłumaczone na język polski owe najważniejsze patenty Nikoli Tesli i są prosto do ściągnięcia i do używania kompletnie za darmo przez każdego z was, moi drodzy. Nie ma na to żadnych copyrightów, nie ma na to żadnego prawa, które mogłoby wam zabronić budować sobie takie urządzenia.
Po raz pierwszy, słuchajcie, to jest w ogóle fenomen, że to czekało ponad 100 lat, grubo ponad 100 lat, żeby ktoś wreszcie ruszył dupsko i to zrobił. A kto to zrobił i kto za to odpowiada? Ja mam jakiś tam drobny udział w tym wszystkim, ale najważniejszą osobą jest tutaj Mariusz, który sfinansował te całe tłumaczenie z własnych funduszy. Także wielkie podziękowanie tutaj oficjalnie za współpracę. Trzy osoby, cztery miesiące pracy, troszeczkę wydanej gotówki i efekt jest po prostu piorunujący. Po raz pierwszy w historii Polski, jakiejkolwiek by nie była, jakkolwiek by się ten kraj nie nazywał, czy ludowy, czy jakikolwiek inny owy. Po raz pierwszy w języku polskim można sobie przeczytać najważniejsze patenty Nikoli Tesli. Są tylko trzy patenty, ale nie martwcie się, jeżeli będzie możliwość, a chęci są, to będziemy oczywiście jechali dalej. Tam jest jeszcze kolejna rzecz w tłumaczeniu, o której mówiłem w „Syntezie”. Tutaj już nie będę wam nudził na ten temat, to zapraszam, żebyście sobie wpadli do „Syntezy”, która się nazywa „Coś co działa”.
Także jestem dumny, paruję, że tak powiem, tą radością, że wreszcie po ponad 100 latach, praktycznie chyba 110 latach udało się wreszcie przetłumaczyć na język polski, bo tyle ludzi dookoła opowiada niestworzone historie, tylu ludzi bije pianę, tylu ludzi ściemnia dookoła, tylu ludzi próbuje coś zrobić, nie robiąc niczego. A tu się okazało, że można, proszę państwa, można. Troszeczkę zaangażowania i jednak się da. Jest, po prostu jest. Także zapraszam was bardzo serdecznie Do wpadnięcia sobie do Syntezy, jeżeli jesteście miłośnikami zagadnień związanych z wolną energią i nie tylko z wolną energią. Głównie z wolną energią, ale jest to temat dosyć szeroki, także tutaj się nie będę w tym momencie rozpływał. Niech stanę o tej energii jak na razie. Po resztę musicie się zgłosić do archiwum Radia Nafani, czyli do audycji podcastów i sobie ściągnąć Syntezę, zacząć jej słuchać. Tam są wszystkie informacje na ten temat, o co w tym wszystkim chodzi. Także ja troszkę świętuję te pojawienie się po raz pierwszy polskiego tłumaczenia patentów Nikoli Tesli razem z rysunkami, razem ze wszystkim.
Wow! Jeszcze raz oficjalnie, głośno i dobitnie wielkie podziękowania dla Mariusza. Wielkie dzięki. Po prostu rewelacyjna robota. No nie wiem, co powiedzieć. Trochę się świat na to naczekał polskojęzyczny. Kiedy inni baraszkowali, chodzili na browara, pili coca-colę i udawali, że coś ważnego w życiu robią, opowiadając o reptilianach cały czas i strasząc wszystkich dookoła, a się okazało, że można zrobić coś zupełnie innego, coś bardziej konstruktywnego. Na tym polega cała ta historia. Dzisiaj w „Hiperprzestrzeni” ostatnia kwarta, czyli większy obraz całości, moi drodzy, który przedstawia cała ta koncepcja, która nie jest ani nowa, ani nowoczesna, ani wymyślona przez nikogo. Ona po prostu tu jest.
Jest od wieków, jest od zarania, jest od początków istnienia nas na tej planecie jako żywych istot. To może wartałoby od czegoś zacząć. Piłsudski tak mawiał, że jak się słowo rzekło, to kobyłka u płota. No to może zacznijmy od tej przysłowiowej kobyłki przy płocie, czyli od bardzo ciekawych danych, które pochodzą z okresu 1990 roku do 2011 roku. Poczekajcie, ja tu mam ściągę oczywiście dzisiaj wyjątkowo ze sobą poza notatkami. Tę ściągę muszę teraz zlokalizować. Okej, już mam tą ściągę. I mianowicie chodzi o wydarzenia, które są związane z aktywnością planety Ziemia. A ja tu już odbieram telefon prosto nie wiem skąd. Znaczy wiem od kogo.
Halo, halo, książę. Czekajcie, ja tu jak zwykle z tym Skypem mam zamieszanie. To ja się rozłączę na sekundę i zaraz się połączę jeszcze raz, bo u mnie czasami ten Skype świruje po tej reinstalacji. Także już sekundę, już się wdzwaniam. To się nazywa multitasking. Okej, troszkę mój Skype świruje czasami. Także nie dziwcie się, że takie rzeczy się dzieją, ale to ponoć każdemu świruje Skype. Dobra, już odbieram. Już jest telefon. Halo, halo, książę.
Halo, halo.
[08:37] - O halo, halo, halo. Witam serdecznie. Kłaniam się nisko tradycyjnie. Wiesz co? Właśnie dzwonię zanim się rozkręciłeś.
[08:44] - Bardzo dobrze. Bardzo dobrze. A gdzie jesteś człowieku? Skąd dzwonisz i jak się czujesz?
[08:48] - Jestem fine. To po pierwsze.
[08:50] - Cool.
[08:51] - Jestem na tyłach wroga, czyli obecnie w Rosji, w Petersburgu, skąd was pozdrawiam wszystkich serdecznie.
[08:57] - Robisz tajne zdjęcia, tajne mikrofilmy, które później schowasz w butach i przemodzisz przez granicę, aby spotkać się z drugim agentem i wytropić go za pomocą dziury w gazecie w restauracji.
[09:09] - Coś ten deseń, coś ten deseń.
[09:11] - Zuzanna lubi kasztany.
[09:15] - Na placu Pigall.
[09:16] - Oczywiście.
[09:18] - Nie no, wdzwaniam się teraz, bo później mogę nie doczekać, bo tutaj jest jednak jakiś taki myk z tym, z tym czasem. Jestem jakieś jeszcze z dwie godziny chyba w ogóle od czasu środkowoeuropejskiego. Nie, nie środkowoeuropejskiego. GMT, tak zwanego Greenwich Mean Time. Jestem jakieś trzy godziny do przodu. Także zanim przyjdzie czas na wieczorową porę, to ja już będę zawinięty w pościeli, bo rano pobudka i na stadion potem gnam do roboty. Nie ma letko. Nie ma świątek, piątek czy niedziela. Książę w pracy.
[09:51] - Tak to jest. Życie na gorąco, bym powiedział.
[09:53] - Życie na gorąco indeed. Także teraz daję znać. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy i słuchaczki serdecznie z Petersburga. Podbijam kartę. No i mam nadzieję. Słyszę, że kolejny odcinek to nawet właśnie mówiłeś, że nie tryptyk, tylko co to? No quadrilium chyba.
[10:09] - Dokładnie quadrilium.
[10:11] - Kwartet smyczkowy co najmniej.
[10:13] - Dzięki za nazwę. Właśnie się zastanawiałem jak to nazwać. Właściwie kwartet jest chyba najlepszą nazwą. To jest to brakujące słowo dzisiaj w mojej głowie. Tadam!
[10:21] - Okej, no widzisz. Wspominałeś o Twitterze też. Podesłałem ci tam coś na Twittera.
[10:28] - To zaraz. Znaczy no nie w tym momencie.
[10:31] - Nie, no jasne, jasne, oczywiście.
[10:33] - Słuchacze, gońcie na Twittera. Słyszeliście? Jest coś od księcia. Jest prezent. Jest spodka.
[10:37] - Jeszcze nie ma. Jak nic nie wyśle-
[10:38] - Ale będzie.
[10:38] - Jeszcze nie ma. Musi przejść przez twoje ręce kapitańskie przecież.
[10:42] - Ale niech już idą na tego Twittera. Niech sobie włączą. A co.
[10:46] - Niech wplątają. Oczywiście, oczywiście. Kilka ciekawostek właśnie chyba czytałem właśnie, jak to jest z tym czasem tutaj, bo ostatnio były jakieś przestawienia czasu i tak dalej. I zdaje się, że Rosja w ogóle zrezygnowała z przestawiania czasu.
[11:00] - Tak, tam było coś takiego, że zrezygnowali ze stref czasowych czy właśnie przestawienia czasu? Ja tak do końca.
[11:06] - Czytałem właśnie o tym, że z jedenastu stref chcieli zredukować do dziewięciu i to związane jest z tym właśnie, że nie wiem, chyba w zeszłym roku po przestawieniu na czas zimowy już po prostu tak zostali i...
[11:16] - Ci to mają fajnie.
[11:18] - No. Jakby, jakby tego było mało. Kurewsko się rozpadało jeszcze, tak.
[11:25] - Deszczem czy śniegiem? Bo jesteś w krainie lodu.
[11:29] - I tym, i tym, proszę ciebie. I tym, i tym. Myślę, że słuchaczom z kraju raju nad Wisłą jest to temat nieobcy, bo tam też podobno sypnęło śniegiem na święta tradycyjnie.
[11:40] - Miałem telefon, miałem cynk z Polski i słyszałem, że naprawdę sypnęło śniegiem i deszczem, i śniegiem. Przynajmniej we Wrocławiu.
[11:46] - No to nie żarty, to nie żarty. Ktoś konkretnie namieszał w pogodzie.
[11:51] - Dzisiaj ci powiem, kto i co namieszał w pogodzie, bo jest troszeczkę i o tym w „Hiperprzestrzeni” dzisiaj.
[11:57] - O!
[11:58] - Tadam!
[11:59] - Well, well. Proszę, to ja chętnie się dowiem.
[12:02] - To jest synchronizacja, proszę pana. W ogóle żyjemy w czasie kosmicznej synchronizacji, o czym też będzie dzisiaj w hiperprzestrzeni. Dzięki, man, bo dzięki tobie mogłem wreszcie jakoś po ludzku powiedzieć, o czym w ogóle dzisiaj będzie.
[12:14] - No widzisz. Właśnie w tym momencie postanowiłem zadzwonić. Że jak będziesz mówił o tym, co będzie, to ja zadzwonię, żeby ci nie przeszkadzać już później z całą historią. No tak. I zaćmienie księżyca jeszcze dzisiaj, tak?
[12:29] - Słuchaj, czy ty będziesz widział tam u siebie to zaćmienie księżyca?
[12:31] - Nie. Wiesz co? Widziałem w TV pokazywali. Tę rzecz można obserwować na antypodach najbardziej dzisiaj chyba. Gdzieś tam Nowa Zelandia i tak dalej.
[12:42] - Okej, czyli tutaj u nas nie za bardzo.
[12:45] - Nie. Niespecjalnie, bo to było za dnia. Nie byłoby widać księżyca i tak, i tak. Ale przypomniała mi się wyprawa moja do Nowej Zelandii w zeszłym roku, gdzie też było zaćmienie. Nie wiem, czy pamiętasz, było przesilenie. Nie, sorry, to nie było zaćmienie. To było przesilenie z pełnią. Kurde, pamiętam czerwony księżyc wschodzący i myślałem, że to było zaćmienie, a to jednak nie. Przesilenie z pełnią.
[13:13] - Jesteśmy świadkami niesamowitych wydarzeń.
[13:17] - Kosmiczne wydarzenia, tak. Kosmiczne synchronizacje i tak dalej.
[13:22] - Otóż to. Ja na razie nie będę mówił co. Ja tak się zamknąłem, tak nabrałem powietrza w usta jak chomik i wydłę puliszki, żeby nie mówić zbyt wiele, bo tu przede mną są dwie kartki notatek.
[13:34] - Okej.
[13:36] - I milczę. Udaję, że nic nie wiem o tych zmianach kosmicznych.
[13:39] - All right.
[13:41] - Chcę wyjść na kogoś oryginalnego.
[13:43] - Przebierałem już nóżkami na te gorące tematy.
[13:47] - Ale pojawisz się oczywiście w „Etykiecie zastępczej” w tym tygodniu. Mam nadzieję, że cię nigdzie nie wywieje do żadnych zamorskich-
[13:54] - Mam nadzieję. Ze mną jest niestety tak, że czasem dzieją się różne niespodziewane rzeczy. Ale wracam jutro, czyli... Nie jutro. W poniedziałek rano wracam. Czyli generalnie w środę powinienem być u siebie. Ale...
[14:08] - Ja to się cieszę.
[14:10] - Jak to będzie, kto to wie? W każdym razie nagrywam tutaj wstaweczki, żeby nie było, że się tutaj opierdzielam tylko.
[14:18] - Jakiś kawałek języka rosyjskiego dla słuchaczy, żeby było pewne, że jesteśmy szpiegami.
[14:24] - Okej.
[14:31] - Zrozumiałem, ale nie potrafię powtórzyć.
[14:35] - À propos tego. Wyskoczyłem jeszcze coś zjeść, żeby sobie przeciągnąć ten czas, bo tutaj jest, że tak powiem, proszę pana, 1:20. Żeby być ścisłym. Wyskoczyłem sobie coś jeszcze zjeść, żeby przetrwać do początku audycji chociażby. I w miejscu, gdzie coś zjadałem, spotkałem człowieka, który zagadał mnie i po krótkich słowach okazało się, że wie coś o lucid dreams, że w zasadzie jest praktykującym lucid dreamerem.
[15:09] - Wow!
[15:10] - Tu ukłon, proszę pana, w stronę Hubego, czyli Grzegorza. Pozdrawiam go serdecznie, bo pomyślałem sobie od razu o nim.
[15:17] - Ja pozdrawiam.
[15:18] - Dostałem od człowieka e-mail. Mieszka naprzeciwko stadionu, na którym jutro będę robił zdjęcia. Zapraszał, żebym wpadł do niego na dach, z którego cały stadion widać, ale nie wiem, czy to się wszystko uda przy okazji tego pobytu. Ale jest jeszcze w planach jeden pobyt w Petersburgu gdzieś w okolicach końca maja. Mam nadzieję, że on dojdzie do skutku i wtedy na pewno wpadnę tam na dach do tego człowieka i może poopowiadamy sobie trochę o snach coś.
[15:45] - Usiądziesz przy samowarze. Przepraszam, rozmarzyłem się troszkę.
[15:51] - Tak, będziemy pić czaj nad Newą w trakcie białych nocy.
[15:58] - To brzmi naprawdę, co dużo mówić, książęco.
[16:03] - Proszę pana.
[16:03] - Bardzo dworsko, bardzo książęco.
[16:05] - Myślę, że i ty, i słuchacze też już przywykli do tego, że-
[16:10] - Etykieta zobowiązuje.
[16:11] - Etykieta zobowiązuje, oczywiście. À propos takich wypaśnych, książęcych klimatów spotkałem nad rzeką grupę ze Słowacji z lampkami szampana, wyobraź sobie. Poprosili mnie, żebym zrobił im zdjęcie. Zagadałem ich, o co chodzi. Cóż to za wypas taki, że oni sobie tutaj spacerują z lampkami szampana i się okazało, że jakiś ich znajomy tutaj z Rosji zaprosił ich i taki im zorganizował wypas, proszę cię.
[16:43] - Pilnuj naszych kontaktów w Moskwie.
[16:45] - Pilnuję? Nie, w Moskwie jeszcze nie mam kontaktów.
[16:47] - W Petersburgu.
[16:48] - Ale w Petersburgu pomału.
[16:50] - Długą karierę malutkimi kroczkami.
[16:53] - Tak jest.
[16:54] - W dobie globalnego konfliktu te kariery ponoć przyśpieszają szpiegowskie.
[16:58] - Zbliżamy się do Putina.
[17:01] - Otóż to. Może się dowiemy jakichś tajemniczych historii od Putina.
[17:06] - Tak, z pewnością. Okej, Ser. Ja myślę, że się nagadałem już tutaj. Nie będę powstrzymywał dłużej biegu audycji.
[17:16] - Dziękuję serdecznie za to, że się odezwałeś. Jeszcze tak dwa słowa. Co zjadłeś? Bliny? Jakieś rosyjskie jedzenie?
[17:22] - Nie. Wstyd się przyznać. Na obiedzie byłem dzisiaj w takiej rosyjskiej stołówce. Nie, to mało książęcy temat.
[17:32] - Rozumiem. Dobra, to zostawiamy. Skoro nie jest książęcy, zostawmy jednak etykietę.
[17:36] - Tym razem było bez kawioru i szampana w każdym razie.
[17:39] - Zostawiamy. Etykieta jednak zobowiązuje. Tutaj nie ma dwóch zdań.
[17:42] - Etykieta. Skromniejsza tym razem wizyta.
[17:46] - Ja z kolei cię odwiedzę. Jak tylko się pojawisz już w radiu, to wpadnę cię wypytać o moskiewskie... Co ja mówię. Nie wiem, o co chodzi. Ta Rosja mi się kojarzy z Moskwą.
[17:55] - Petersburskie.
[17:57] - Petersburskie noce. Cię wypytam.
[17:59] - Tak. Jeszcze jedna rzecz. Udałem się dzisiaj w stronę tę, gdzie parkuje krążownik Aurora.
[18:08] - Ciekawa historia
[18:09] - Niestety. Właśnie chciałem ci podesłać na Twittera coś na temat rewolucji i tak dalej. Niestety na miejscu okazało się, że Aurora poszła do remontu.
[18:20] - Są jeszcze słynne schody, na których w filmie ginęli ci bohaterowie.
[18:24] - Nie, to Odessa.
[18:27] - Przepraszam. To przez ten księżyc.
[18:31] - Siedzisz w tym Londynie, pojęcia o świecie nie masz.
[18:34] - Dokładnie. Taki wieśniak z dużego miasta, który zna trzy nazwy miast na krzyż. Wie tylko Tokio, Nowy Jork, Los Angeles i Moskwa. Dobra, jeszcze jest Paryż, ale to kontynent.
[18:46] - Pięknie. Widzisz, ja tutaj dopełnię powinności, uzupełnię twoją wiedzę. Są inne miejsca. Jest też Petersburg i Aurora właśnie w Petersburgu, ale niestety zabrana została do remontu gdzieś we wrześniu w zeszłym roku i ma wrócić dopiero w czerwcu 2016. Także niestety.
[19:08] - Nie będzie race'u.
[19:09] - Ale przykleiłem naklejkę i zdjęcie właśnie posłałem tobie. Także jak będziesz miał chwilę po audycji, to wrzuć może na Twittera. Niech ludzie wiedzą, niech widzą ślad tej naszej roboty.
[19:21] - Niech widzą, że ci się ciężko pracuje. Ja cię poproszę o jedną rzecz, żebyś zrobił eksperyment i sfotografował, jeżeli będziesz miał okazję, zorzę polarną albo skręcił jakiś filmik, bo masz tam myślę, wystarczający sprzęt przy sobie.
[19:34] - Sprzęt mam super, ale na pogodę nic nie poradzę, niestety.
[19:38] - Może się przejaśni, a może nie.
[19:40] - Oby. Jeśli nie tym razem, to może następnym.
[19:44] - Dobra, to cię nie trzymam więcej. Wracaj do tych swoich kolegów z Petersburga.
[19:50] - Okej. Ja chodzę na nasłuch w takim razie. Kłaniam się jeszcze raz nisko i do usłyszenia.
[19:56] - Dzięki wielkie za telefon. Trzymaj się. Do usłyszenia.
[19:58] - Nara.
[20:00] - To był książę Edward prostym rzutem na taśmę. Nie z Moskwy, ale z Petersburga. Dokładnie. A wysłuchacie już się Radia Na Fali. Właśnie, tak sobie przypomniałem jeszcze, że zapomniałem powiedzieć o jednej rzeczy przy tej całej rozbiegówce audycji. Spokojnie, żaden temat nie ucieknie. Ja tu pozdrawiam Ivelliosa bardzo serdecznie. Właśnie wysłał mi informację, że w Polsce, u niego w Katowicach sypnęło śniegiem, ale o tym może później. O tym, dlaczego sypie śniegiem o tej porze roku i tak dalej. A na razie wrócę jeszcze tak na szybko do mecenasów, kochani, bo jest koniec miesiąca, ja jeszcze nie mam danych z polskiego konta, także jeszcze nie wiem kto, co i zaś.
Także przepraszam was bardzo serdecznie, że was dzisiaj nie wyczytam, ale spokojnie, jak tylko dostanę konto to się będę woził ile się da i będę was wyczytywał i wyczytywał. A tymczasem chciałem bardzo serdecznie i bardzo wielce z całego serca podziękować wszystkim mecenasom Radia Na Fali, którzy wspierają własną kaską te wszystkie serwery i te nasze działania, żeby to w ogóle wszystko działało, funkcjonowało, czyli Aldonie, Katarzynie, Maciejowi, Krzysztofowi, Dariuszowi, Mateuszowi, Rafałowi, Grzegorzowi, Rafałowi, Maciejowi, Patrykowi. Raz, dwa mecenasom z tego miesiąca Grzegorzowi, Patrykowi. Peace and love kochani, wielkie dzięki. Namaste. Dzięki wam to wszystko się fajnie kręci. A oprócz tego jest nagroda. Jaka nagroda? Co ja mówię. Jakiś taki nagrodowy jestem.
To jest życie w tej cywilizacji. Nagroda i kara. Już się nie dam z tego wyleczyć chyba do końca pewnego dnia. Jest prezent dla mecenasów, moi drodzy i prezentem jest książka. I to nie o snach, nie do końca. A mianowicie jest to książka Carlosa Castanedy i chodzi o pierwszą część tego całego... To nie jest nawet tryptyk, to jest 10 książek. O pierwszą część tego całego zestawu. Także kochani mecenasi, szykujcie się na prezenty. Są w drodze i wygląda na to, że przez kolejne parę miesięcy będziecie dostawali prezenty od nas, czyli cały zestaw książek Carlosa Castanedy pojedynczo, po jednym egzemplarzu.
Nie mamy takiej fortuny, żeby każdemu z was wysłać do oporu, ale spokojnie, myślę, że tak czy siak jest to doskonały prezent. Książka jest doskonała, każda część tych książek jest naprawdę rewelacyjna i polecam osobiście od siebie. I to tyle na takie organizacyjne okoliczności. Zostawiamy te wszystkie sprawy. I właśnie miałem od czegoś zacząć. Idealna synchronizacja dzisiaj z tymi wszystkimi wydarzeniami, z telefonem księcia, z tą pogodą i z tymi rzeczami dookoła, które się wydarzają. A co się wydarza? To może zacznę od tego, co się już wydarzyło, bo naukowcy zajmują się badaniem wszystkich rzeczy dookoła nas. Co się dzieje na całym świecie, jakie są niszczące, destrukcyjne, zabójcze, mordercze siły, które przewalają się przez ludzki świat, przez ten cały glob, przez tą naszą całą planetę i jakie jest nasilenie tych destrukcyjnych, śmiercionośnych sił. Bardzo ciekawa historia, bo to wszystko jest badane i się okazuje, że w 1990 roku zaczęło się coś bardzo dziwnego, jeżeli chodzi o wszystkie katastrofy na świecie.
Bo te wszystkie katastrofy się notuje jako kropki na grafie. Liczy się, ile ich jest w ciągu roku. Robi się taką skalę, że wzdłuż są lata, na wysokość są ilości owych śmiertelnych katastrof, no i się później zlicza te wszystkie punkty. Dzięki temu można sobie wyliczyć, który rok był najbardziej katastrofalny. I się okazuje, że od 1990 roku do właściwie 2011, przynajmniej ja tu mam takie zapiski, takie dokumenty, stało się coś bardzo dziwnego. Wszystkie te naturalne wydarzenia, które są na planecie Ziemia nagle wyskoczyły do góry. Normalnie na skali tych wszystkich wydarzeń to mniej więcej się tak bujało w okolicach pięciu. Skala jest od zera do 40. Na każdy z tych pojedynczych punktów tej skali od 1 do 40 jest oczywiście przypisane ileś tam wydarzeń. To nigdy nie jest jedno wydarzenie.
To jest grupa na przykład 100 trzęsień ziemi i to w tym momencie jest na przykład punkt jeden. Jeżeli jest tych trzęsień ziemi 200, no to jest dwa. I tak dalej. So on, so gone. Anyway, jak normalnie wszystkie te wydarzenia na skali sięgają do poziomu piątki, to w 1990 roku do aktualnego czasu, bo to cały czas trwa, skala wyskoczyła poza skalę, można powiedzieć, bo normalnie, tak jak mówię, obejmowało pomiędzy 5 i 6. To były już ekstremalne wydarzenia w historii cywilizacji, w historii naszego pobytu na tej planecie. Coś dziwnego się stało, że wszystkie te naturalne katastrofy nagle się nasiliły i teraz jest ich około 40. Czyli skok jest od 5 do 40. To taki duży skok troszeczkę jest, dużo w każdym bądź razie. I są to wszystko katastrofy naturalne.
I teraz jest pytanie, o co właściwie chodzi z tym wszystkim? Jaki to ma sens? Skąd to się bierze? Bo normalne jest to, że nie jest to przyczyna aktywności człowieka na tej planecie. Nie jest to żadne ocieplenie globalne wywołane budowaniem fabryk i tak dalej. Nic z tych rzeczy. To są wszystko historie związane z naturalnymi ruchami tej planety, które nie mają nic wspólnego z naszą aktywnością. To takie potężne ruchy. Ciężko przesunąć płytę tektoniczną. Nawet jak się 30 fabryk wybuduje w okolicy tej płyty tektonicznej, to ta płyta tektoniczna bardziej przesuwa te fabryki razem ze sobą niż te fabryki tą płytę.
Z tego wynika kilka bardzo ciekawych refleksji, bym powiedział. To jest taka trzecia furtka dotycząca tego, co się dzieje na świecie. Trzecia furtka dotycząca historii naszego świata i wielu innych rzeczy. Taka bardzo mocna alternatywa. To może ja nie będę opowiadał, co to jest i po prostu poopowiadam wam te wszystkie historie i sami się dowiecie, o co w tym wszystkim chodzi. A na sam początek, żeby się w ogóle rozgadać, żeby mi się zaczęło kleić to mówienie dzisiaj, to może zacznę od muzyczki. A wy oczywiście słuchacie radia Nafali, jak gdyby nigdy nic. Słuchacie „Hiperprzestrzeni”. Ja mam na imię Tomek. Audycja jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium.
To co? Jakiś dźwięk do ucha proszę państwa, czas przytulić. Czas najwyższy. Yeah, whatever happened to humanity? Just more cowbell. Dobra, to był taki żart. Okej, moi drodzy, bo w tym całym chaosie na samym początku audycji powstało takie zamieszanie u mnie w głowie. To chyba czas najwyższy, żeby to zamieszanie się poukładało. Powiedziałem wam o tym ciekawym spostrzeżeniu, którego dokonali naukowcy. To spostrzeżenie zostało dokonane przez bardzo wiele uniwersytetów.
Ja dzisiaj będę podawał troszeczkę takich danych, których nie podaje się publicznie, ale są dane ogólnie dostępne. Jeżeli ktoś z was siedzi na uniwersytecie, który zajmuje się trzęsieniami ziemi, zmianami pogodowymi i tak dalej, to ma cały dostęp do tych danych. Tak czy siak te dane są ogólnie dostępne, z reguły poprzez strony uniwersytetów i instytutów badawczych, z czego ja osobiście sam bardzo często, właściwie nieustannie korzystam, zbierając sobie wszystkie informacje, które czasami wypluwam. Tak że zapraszam serdecznie, żebyście sobie tam poszperali, ale zanim zaczniecie szperać, to powiem wam, czego należy tam szukać. To może po tej historii o tym, że wszystko nagle zaczyna się trząść, wszystko nagle zaczyna, w cudzysłowie, eksplodować. Cała ta planeta nabiera wigoru, zaczynają się trzęsienia ziemi. Jest ich już nie pięć, ale 40 dokładnie w tym samym momencie, czyli na jedno trzęsienie ziemi, które na przykład przypadało w latach 70., 60., 50. albo nawet jeszcze 100, 200 lat temu, teraz przypada 40 trzęsień ziemi czy jakoś tak. To może zacznę dzisiaj od cofnięcia się w czasie do lat 50., moi drodzy, do takiego bardzo intrygującego projektu. Projektu, który się nazywał Starfish.
Ja tu jak zwykle muszę powklejać sobie linki, żeby wam powklejać później też te linki. Tak że dajcie mi jeszcze sekundę. Ja to jak zwykle pełne zamieszanie, pełna zamota. Wiadomo, sobota, to jakże mogło być inaczej? Sobota, imieniny kota. To o co chodzi z tym projektem Starfish? To był taki projekt wymyślony przez armię Stanów Zjednoczonych. Chodziło o testowanie ładunków nuklearnych w wysokich warstwach jonosfery, już nawet ponad jonosferą. To nie chodzi o ten najbliższy pas dookoła Ziemi. Chodziło o to, żeby wysłać rakietę najwyżej jak się da, jeszcze gdzieś tam w okolice Ziemi ją eksplodować.
Nie przez przypadek. Chodziło o to, żeby ją wysłać troszeczkę nad jonosferę, bo nad jonosferą znajduje się jedna rzecz. Rzecz, która się nazywa pas Van Allena. To się nazywa pas radiacyjny. Jest to obszar intensywnego promieniowania otaczającego Ziemię. Składa się z naładowanych cząsteczek o wielkiej energii, jak głosi tutaj definicja z Wikipedii, głównie elektronów, protonów, bla, bla. Wszystkie te gadki-szmatki einsteinowskiej retoryki, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale mniej więcej chodzi o to, że jest to takie pole elektryczne i właściwie magnetyczne. Właściwie nikt do końca nie wie jakie, bo oryginalnie zostało stwierdzone jako pole wysoko naładowanych cząsteczek elektrycznych. Od trzech czy czterech lat, kiedy NASA ponowiła badania tego pasa Van Allena, okazało się, że właściwie mówimy o wysoko naładowanej plazmie, co jest czymś troszeczkę większym niż tylko i wyłącznie prąd i magnetyzm. I całe te eksperymenty, które prowadziła armia amerykańska, polegały na tym, żeby eksplodować duże ładunki nuklearne, termojądrowe dokładnie w tym pasie Van Allena.
Dlaczego? Ponieważ tam jest tak duże naładowanie ładunkami elektrostatycznymi między innymi, że w ten sposób badano, w jaki sposób ta fala dociera do Ziemi. Czyli jeżeli wywołamy potężną eksplozję atomową w tym pasie Van Allena, w tym pasie radiacyjnym I mamy urządzenia pomiarowe na ziemi, to sobie obliczamy, jaka jest prędkość grawitacyjna wszystkich tych ładunków, które są takie ulotne w mierzeniu, wszystkich tych nanotesli, wszystkich tych ładunków elektrostatycznych dookoła, tych dziwnych zjawisk. Eksperyment zrobiono w roku 1962. To był eksperyment, który był kontynuacją pewnych bardzo szalonych eksperymentów robionych przez armię amerykańską, bo ci kolesie naprawdę są chyba centralnie świrami. Nie wiem, czy tam jest jakiś normalny człowiek w tym towarzystwie. Oni sobie wymyślili, że będą testowali ładunki nuklearne w jonosferze i do dzisiaj te ładunki sobie latają i opadają na ziemię. To jakbyście się zastanawiali, skąd na przykład wzięła się taka duża inwazja raka w ciągu ostatnich 30, 40 lat. To jest dokładnie ta przyczyna. Owe eksplozje nuklearne gdzieś tam nad naszymi głowami, żeby nikt nie widział, żeby sobie posprawdzać, jak to wszystko działa, zupełnie nie licząc się absolutnie z kosztami.
Cała operacja nazywała się Fishbowl, czyli właściwie rybak po polsku. Takim zamknięciem tej operacji, taką pieczątką na tym wszystkim, wisienką na torcie był eksperyment o nazwie Starfish Prime właśnie w 1962 roku, gdzie wywalono taki potężny ładunek w owym pasie Van Allena, żeby sprawdzić, co się dzieje z polem magnetycznym Ziemi, jak właściwie propagują wszystkie te ładunki i o co chodzi w kosmosie. Bo to nie jest tak, że my wiemy coś na temat kosmosu. Wiemy, ale oficjalna nauka i oficjalne koncepcje, oficjalne teorie to jest taka bajka science fiction. To tak, jak dawniej mówiono o dinozaurach. Wymyślano różne dinozaury. Po latach się okazało, że większość tych szkieletów jest poskładana z co najmniej pięciu różnych gatunków zwierząt i w rzeczywistości nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek historią, która się naprawdę wydarzyła na tej planecie. Jest to takie science fiction. Ale co z tą operacją Starfish Prime? Z tym eksperymentem Starfish Prime?
Zaczęły się dziać bardzo dziwne anomalie podczas tego eksperymentu, kiedy wywalono te bomby w tym pasie Van Allena. Okazało się, że błyskawice i wyładowania elektrostatyczne idą w przeciwnym kierunku niż wszyscy zakładali. Normalne jest tak, że te ładunki elektrostatyczne powinny się rozładowywać i zasuwać do Ziemi razem z tym wiatrem magnetycznym, tą energią kosmosu, która nas owiewa. Ale okazało się, że są jakieś bardzo dziwne anomalie i te błyskawice właściwie walą, ale w odwrotnym kierunku. Walą gdzieś w kosmos i nikt nie wie, o co chodzi i właściwie nikt nie jest w stanie zrozumieć natury tych wyładowań elektrostatycznych, które tam się odbywają. Są bardzo dziwne zdjęcia z tego eksperymentu. Ja tu zaraz wam będę wklejał to wszystko na czat. No i to były te bardzo dziwne anomalie. Błyskawice, które strzelały w odwrotnym kierunku. Pas Van Allena tak to się nazywa.
Ciekawa historia, prawda? I tutaj czas najwyższy przejść do tego, co się dzieje aktualnie w ogóle z planetą Ziemia, bo tu jest masa różnych ciekawych rzeczy. Ja tu jak zwykle sobie otworzę ściągę. Co w ogóle z tymi historiami, które NASA teraz mierzy? Okazuje się, że pole magnetyczne Ziemi maleje i to tak dosyć solidnie maleje. Można by powiedzieć, że warstwa atmosfery, która nas oddziela od kosmosu i daje nam wszystko to, czym możemy sobie pooddychać, po prostu się zmniejsza. Troszkę tak, jakby ktoś to kompresował. Nic nie znika, nic nie odpływa w kosmos, nic nie odparowuje. Jak najzwyczajniej w świecie po prostu się kurczy. I to tak, jakby ktoś docisnął z zewnątrz.
I tu się okazało, że wpływ na tą atmosferę ma właśnie ów pas Van Allena. Ten pas radiacyjny odkryty w 1958 roku. Okazuje się, że jest to bardzo mocno związane w ogóle z funkcjonowaniem wszystkiego na tej planecie. Przede wszystkim między innymi chociażby z tym śniegiem, który teraz gdzieś wam spada na głowy. Chociaż o tej porze roku, w tych miejscach, w których jesteście, ten śnieg w ogóle nie powinien się pojawić. Te wyładowania elektrostatyczne, ta cała historia doprowadziła do tego, że ten prąd oceaniczny zwolnił i wszystkie procesy związane z porami roku, tym, że przychodzi jesień, przychodzi zima, później jest wiosna zawsze o tej samej porze albo mniej więcej o tej samej porze. Nagle się poprzesuwały tak zwyczajnie. Po prostu w ogóle wszystko się poprzesuwało zupełnie w drugą stronę. I teraz Golfstream zwolnił. Ja mam przykład tego wszystkiego tutaj, w Anglii.
Zrobiło się w ogóle bardzo ciepło zimą i w ogóle nie było takiej zimy, jak była ostatnimi laty. Co akurat sobie bardzo cenię, bo nie lubię, jak jest zimno. Ale jest to efekt właśnie owego zwalniającego Golfstreamu. I tam były oczywiście hipotezy, takie oficjalne, że to jest efekt pracy człowieka, że to my to robimy i masa różnych ciekawych rzeczy związanych z CO2. Różne szalone pomysły związane głównie z ociepleniem globalnym, które niby ma wywołać człowiek. A tu się okazuje, że troszeczkę dziwnie to wygląda i to nie do końca tak, jakby chcieli to widzieć owi naukowcy, tudzież ludzie, którzy podają się za ekspertów w różnych mediach, opowiadając nam o tym różne historie. Więc owe pole magnetyczne, które ma nasza planeta, zaczęło maleć, bo oprócz tego, że ta warstwa atmosfery zaczęła się troszkę dociskać, to okazało się, że właśnie pole magnetyczne zaczyna znikać troszeczkę i zaczyna się przesuwać. I to tak dosyć konkretnie. Aktualnie zdjęcia z satelit NASA i tych europejskich obserwatoriów astronomicznych pokazują bardzo wyraźnie takie anomalie magnetyczne dokładnie nad Atlantykiem i nad Pacyfikiem, właściwie w Atlantyku i w Pacyfiku. Takie potężne zagięcia.
Wygląda tak, jakby się całe bieguny przesunęły, jakby całe natężenie elektromagnetyczne właściwie nagle zeszło z lądu i zamieszkało gdzieś pośrodku Atlantyku, a drugie zamieszkało gdzieś pośrodku Pacyfiku. I dokładnie to odpowiada za zwolnienie tego Golfstreamu, bo woda jest zjawiskiem elektrostatycznym, elektrycznym, plazmowym i te wszystkie siły na siebie oddziaływują. No i się okazuje, że to, że nam przychodzi zima w momencie, kiedy już powinna być wiosna, jest związane z tą historią grawitacyjną, jak to nauka nazywa. Czyli wszystkie anomalie, które dzieją się w tym pasie radiacyjnym dookoła Ziemi, automatycznie odbijają się na cyklach tej planety. I to tak jeden do jeden. Nikt do końca nie wie, jak mocno się odbiją te próby atomowe, które tam zrobiono. Możemy tylko podejrzewać, że nie będzie konsekwencji z tego wszystkiego, ale też właściwie nie za bardzo wiemy, czego się spodziewać po latach, bo to sobie cały czas opada na ziemię i nikt nie wie, jak długo będzie opadało. Nikt nie wie, ile tego tam jest, bo to jest taki vorteks. Powinienem powiedzieć może parę słów o tym pasie radiacyjnym. To jest taki vorteks.
Wygląda to trochę jak pączek dookoła Ziemi. Jeżeli tam się wpuści jakąś energię, to ona po prostu sobie zasuwa w jedną i w drugą stronę i ta energia zawsze się rozładowuje na Ziemi. Normalne jest to, że te pola radiacyjne tego pasa radiacyjnego zawsze zakrzywiają i trafiają na Ziemię. Czyli cokolwiek tam wyrzucimy, przysłowiowo zostawimy jakąś starą puszkę, jakieś śmieci, jakikolwiek ładunek elektrostatyczny, to z powrotem przeleci dookoła Ziemi i zostanie wchłonięte w ziemię. Jeżeli chodzi oczywiście o wszystkie te siły. Dlatego jest taka obawa, co się stanie po tych wszystkich eksperymentach, bo nikt do końca nie wie, jaki to wywołało skutek w ogóle na naszej planecie. Ktoś sobie tam wywalił kawałek ładunku nuklearnego gdzieś nad tą planetą i ten cały ładunek elegancko zwiało na nas. Ta fala, która przychodzi z tego pasa radiacyjnego Van Allena, owiewa idealnie całą Ziemię. Czyli jeżeli ktoś z was wywali taki ładunek w kosmosie blisko Ziemi, jest to najlepsza opcja na rozpylenie śmieci po tym ładunku dookoła całej Ziemi. Tak idealnie wręcz.
To jest najlepsza metoda na rozpylanie jakiejkolwiek substancji, jakiejkolwiek energii dookoła Ziemi. Tak to się dzieje naturalnie, bo jest to naturalny cykl krążenia tych wszystkich zjawisk dookoła tej planety. I to nie jest wszystko, bo oprócz tego, że ten Gulf Stream zwolnił, atmosfera się zmniejszyła, dodatkowo maleje pole magnetyczne Ziemi i się przesuwa, to jeszcze dzieją się ciekawe rzeczy związane z owymi katastrofami naturalnymi. Tutaj czas najwyższy wrócić troszeczkę do owych wykresów, które tu mam przed sobą. Te katastrofy są bardzo intrygujące. Jeżeli weźmiemy taki troszkę dłuższy rekord, który się tam zaczyna od 1611 roku, bo nauka nie jest odkryciem dzisiejszego stulecia ani poprzedniego stulecia. Jak się okazuje, 100 lat temu byli bardziej łebscy naukowcy niż w aktualnych czasach często. I te wszystkie rzeczy były nieustannie notowane, zapisywane i sprawdzane. Sprawdzano coś takiego jak intensywność Słońca. Taki forecast pogodowy, można powiedzieć, takie przewidywanie pogody, czyli liczenie, ile tych spotów, tych czarnych punktów jest na Słońcu.
I te spoty są liczone tam już oficjalnie od 1611 roku. Na przestrzeni 1611 roku a 1621 roku zanotowano tych spotów 1365, coś koło tego. Ta krzywa sobie spadała w dół i nastąpił moment, kiedy praktycznie nie było żadnych spotów na Słońcu. I to był moment od 1641 roku, kiedy taki troszkę większy peak, później robi się równo i w 1711 roku peak z powrotem rośnie do góry i swoje apogeum ma w 1771 roku do 1781 roku, gdzie z powrotem pojawiają się te plamy na Słońcu i z powrotem spada w dół. To spadnięcie w dół jest w 1811 roku i później z powrotem rośnie w górę, czyli 1841 rok. Czyli przez 20 lat z powrotem ta aktywność Słońca się zwiększa, tak to możemy nazwać. Troszeczkę opada na początku stulecia 1901-1911, i z powrotem zaczyna rosnąć, czyli do dzisiejszego dnia. Ostatnie dane, które ja tutaj puściłem, są dane z 2002 roku. Ja wiem, że te dane są na bieżąco upgrade'owane, także można sobie to sprawdzić normalnie w internecie. Ta skala się po prostu skończyła.
Taki jest problem właśnie NASA, że była taka ustalona skala do tych wszystkich zjawisk, że się je wpisuje od-do i się nagle okazało, że jak wystrzeliło w górę, to się skala skończyła i trzeba było to wszystko troszeczkę przeprojektować, żeby można było zobaczyć to na grafie. I tu się pojawiają w ogóle bardzo ciekawe rzeczy, właśnie takie przerwy pomiędzy momentami, gdzie na Słońcu praktycznie nie ma żadnych czarnych punktów, a momenty, gdzie pojawia się ich bardzo dużo. I te wszystkie momenty się elegancko synchronizują właśnie z owymi zaburzeniami, można powiedzieć, tymi anomaliami, które są związane z funkcjonowaniem tej planety. Czyli na przykład anomalie związane z polem magnetycznym, anomalie związane z pogodą, z tym, że Gulf Stream zwalnia. To jest tylko część tego całego zjawiska. Wiadomo, że oddziaływuje to wszystko na całą planetę, na cykl życia roślin, w ogóle na nasze życie i tak dosyć mocno, bo jesteśmy częścią tej planety. Także normalne jest to, że poczujemy to w swojej własnej głowie. Tu się zaczyna cała historia tak dosyć solidnie, bo wygląda to naprawdę dziwnie. Wygląda to tak, jak nigdy do tej pory wcześniej. Tak to można powiedzieć.
Ten skok, który nastąpił od 1941 roku. To też jest dosyć ciekawe, bo 1941 rok jest takim znamienitym rokiem. Nagle na tych wszystkich grafach, gdzie te wszystkie rzeczy były monitorowane, zapisywane, nagle coś skoczyło do góry. Ja tu już odbieram telefon. Halo, halo.
[41:44] - Halo, halo.
[41:45] - Teraz słychać idealnie. Witam serdecznie. Jak zdrówko?
[41:49] - Witam. Dobrze. Właśnie chciałem powiedzieć na temat tych anomalii, o których ty teraz mówisz w audycji. Wyobraź sobie, że udało mi się trochę te anomalie badać, o których ty mówisz. Skonstruowałem takie urządzenie, które wykonuje losowanie liczb rzeczywistych.
[42:13] - Nie wiem, czy ty pierwsze skonstruowałeś, bo to urządzenie już jest od bardzo dawna znane. To jest taka znana historia, że się bierze właśnie liczby. Taki eksperyment prowadzony na świecie od ponad 30 lat chyba albo i dłużej.
[42:22] - Tak. Właśnie ja się zainspirowałem tym eksperymentem.
[42:26] - To się nazywa Coherence Consciousness? Czy jakoś tak. Coherence Consciousness Experiment.
[42:31] - Ja się zainspirowałem tym eksperymentem i postanowiłem go sam odtworzyć. Skonstruowałem takie urządzenie, które losuje liczby i podłączyłem je do małego serwera i monitorowałem przez prawie rok te wszystkie wydarzenia, które się dzieją na Ziemi, o których ty mówisz. Próbowałem znaleźć taką prawidłowość, która się pojawia, kiedy następuje jakieś wydarzenie. Zaburzenie tego losowania pojawia się tuż przed tym. Może za pomocą twojego radia jacyś inni ludzie też by chcieli skonstruować takie urządzenie i można byłoby jakoś połączyć te wysiłki.
[43:27] - Jest to fajny pomysł. Podejrzewam, że część ludzi akurat się zapisała do tego eksperymentu globalnej świadomości, bo to tak się chyba tłumaczy na polski. Znam trochę ludzi, którzy się wyżywają w tej materii. Może dobrze by było, jakbyś ty się z nimi skontaktował i podesłał im swoje dane i może zrobił razem coś wspólnie. Nie wiem, czy musimy robić coś od nowa. Możemy tutaj połączyć siły. Oni są otwarci na współpracę, jeżeli o to chodzi. Nie sądzę, żeby był jakikolwiek problem z tym. A to było ciekawe, bo twoja baza danych obejmuje rok czasu, natomiast oni mają troszkę większą bazę i ona obejmuje ileś tam lat już. Także można sobie troszeczkę wygodniej śledzić te wszystkie anomalie, chociaż tak czy siak powinny być widoczne w skali roku.
To jest w ogóle ciekawy czas na tej planecie. Nie wiem, czy zauważyłeś jakąś anomalię w jakimś specjalnym momencie?
[44:18] - Ja starałem się te wykresy wykonywać jak najbardziej dokładnie. Zbierałem te informacje co pięć minut, potem co minutę nawet zbierałem wyniki tych badań i tam się pojawiały różnego rodzaju zakłócenia tych funkcji losujących. I to niekoniecznie chodziło o jakieś trzęsienia ziemi, tylko na przykład o takie rzeczy, które się wydarzały w moim mieście. Na przykład wypadek samochodowy czy jakaś katastrofa trochę większa. Próbowałem to jakoś dopasowywać, ale nie udało mi się tego zrobić w pełni, ponieważ to moje urządzenie losujące być może nie było takie idealne jak w tym projekcie amerykańskim, który stosuje jakiś kwantowy efekt, a ja stosowałem tylko efekt szumu otwartej nogi na tranzystorze, więc nie wiadomo, czy nie było na to wpływu innych czynników, takich, które nie są całkowicie losowe. Jest taka organizacja Hackerspace, która promuje budowanie przez ludzi, przez obywateli różnych urządzeń.
[45:34] - Jest w Krakowie Hackerspace, jest w Poznaniu. Jest w kilku miejscach w Polsce. Ja tam mam w Londynie chyba nawet dwa Hackerspace.
[45:41] - I dzięki pracy tych ludzi, którzy konstruowali wykrywacze promieniowania radioaktywnego, dzięki dostępnym takim open source’owym dokumentom mogli wykrywać prawdziwe dane, które są w Fukushimie, a nie które są podawane oficjalnie przez tamte media. Wiem, że można stosować też to urządzenie, które wykrywa to promieniowanie, jako urządzenie do losowania liczb rzeczywistych. Więc nie sądzę, żeby jedynym możliwym i słusznym sposobem losowania był tylko ten projekt i żeby się do niego podłączać. Można byłoby spróbować samodzielnie coś. My tutaj w Polsce mamy takie możliwości. Jest tutaj dużo bardzo ludzi utalentowanych i moglibyśmy do tego problemu podejść po prostu inaczej.
[46:39] - Bo jest kilka metod na projektowanie takiego eksperymentu, na w ogóle postawienie takiego eksperymentu i sprawdzanie, jak to się zachowuje. Świetną metodą jest ta, która była stosowana przez Rudolfa Hauschkę. Chodzi o krystalografię. Lili Kalisko robiła takie eksperymenty w latach 50., że generalnie nie musisz mieć komputera, wystarczy jakiś roztwór, który się krystalizuje i on sobie odparowuje spokojnie. I sprawdzasz, jak wygląda ta struktura krystaliczna, która się buduje automatycznie po odparowaniu płynu. I sobie porównujesz tak czasowo, w którym momencie się bardziej krystalizuje, w którym momencie się słabiej krystalizuje. Jak wygląda interakcja na przykład z różnymi materiałami, czy to jest miedź, czy to jest mosiądz. Chodzi o natężenie ładunków elektrostatycznych i to jest takie podejście, że widzisz właściwie te moce fizycznie, bo na komputerze widzimy to w postaci liczb i wykresów. Natomiast jeżeli się zrobi taki eksperyment z kwasami, to widać od razu, że to naprawdę oddziałuje na całą przestrzeń dookoła, że to nie jest tylko kwestia czysto teoretyczna, tylko że to jest coś, co się naprawdę dzieje.
[47:40] - Tak, rozumiem ciebie.
[47:42] - To podeślij linka do tego swojego projektu, który masz, jeżeli masz jakąś stronę internetową, na czata radiowego. Być może ktoś się zainteresuje i dołączy do ciebie.
[47:51] - Nie mam strony internetowej, ale mogę udostępnić moje wszystkie dane, jakim się posłużyłem schematem, jak wykonałem połączenie tego do komputera i tak dalej. Mogę to udostępnić. Może ktoś by chciał to rozwinąć czy ulepszyć. A przede wszystkim może ktoś by udowodnił to lepiej niż ja to zrobiłem, że ta informacja w polu Ziemi istnieje dużo szybciej, niż się wydarzy ten wypadek.
[48:23] - To nawet chyba nie trzeba potwierdzać. To bardziej chyba jest problem z tymi, którzy twierdzą, że tego nie ma, że oni do tej pory nie udowodnili tego zjawiska. Oficjalna nauka, która twierdzi, że coś takiego nie istnieje Nie jest w stanie udowodnić swojej tezy w żaden możliwy sposób. To jest tak jak z tymi dinozaurami, jak wspomniałem na początku. Takie science fiction sobie chłopaki wymyślili i twierdzą, że tak jest, a nie ma na to żadnego dowodu. Okazuje się, że informacja przybiega o wiele szybciej. Właściwie informacja jest wcześniej niż się wydarzy. To są eksperymenty chociażby Ruperta Sheldrake'a z Cambridge University związany z polem morfogenetycznym. Bardzo ciekawa historia. To też polecam wszystkim wam, jeżeli lubicie takie sprawy, się przyjrzeć.
Też jest związany z wyczuwaniem tego, co się aktualnie dzieje, jakie moce oddziaływują na nas. Dawaj te swoje dane na czata. Zapraszam cię, żebyś tam wpadł, wkleił jakąś informację i zobaczymy. Być może znajdzie się trochę ludzi, którzy chętnie się dołączą do projektu.
[49:20] - Chciałbym za pomocą twojego radia bardziej skupić ludzi, którzy by chcieli coś ciekawego zrobić w tym kierunku albo w jakichś innych kierunkach dotyczących tej nowej nauki, powiedzmy, tak to w cudzysłowie nazwę.
[49:33] - Nazwijmy to starą nauką.
[49:36] - Albo starą, albo wolną.
[49:38] - Prawdziwa nauka. Nazwijmy to po ludzku. To jest nauka. To nie jest szarlataneria. Szarlatanerie są na uniwersytetach czasami. Często i gęsto.
[49:46] - To nie przeszkadzam ci w takim razie. Ja odchodzę na odsłuch w takim razie.
[49:50] - Zapraszam cię na czata. Zapraszam cię na czata, żebyś się tam pojawił, bo widzę, że już są zainteresowani.
[49:59] - Dodam, że to jest niski koszt bardzo.
[50:02] - To już tutaj zostawię te sprawy techniczne. Przepraszam, że cię tak przycinam z tymi technicznymi sprawami. Mam tu dwie strony notatek, które chcę wyrzucić z siebie dzisiaj.
[50:13] - Odchodzę na odsłuch i dziękuję za rozmowę.
[50:18] - To ja dziękuję wielkie za telefon i wrzuć tam wszystkie informacje i te techniczne sprawy. Zapraszam na czata. Tam na pewno coś znajdziesz.
[50:25] - W komentarzach do podcastu jak się twój pojawi.
[50:28] - Okej, nie ma problemu. Zapraszam serdecznie. Dzięki za telefon.
[50:32] - Dzięki.
[50:33] - Dzięki wielkie. To był kolejny słuchacz, a my lecimy z tą opowieścią. Stanąłem na tym wykresie, który pokazuje plamy na słońcu. To jest dosyć ciekawą rzeczą. Tak zwane minimum i maksimum. To minimum, które było pomiędzy 1648 rokiem a 1715, jest nazywane Maunder Minimum, a to drugie, które wydarzyło się pomiędzy 1790 rokiem a 1830, nazywa się Dalton Minimum. Okazało się, że coś takiego występuje. W tych momentach dzieją się czasami dziwne rzeczy z tą planetą. Wystarczy sobie wziąć jakikolwiek rocznik statystyczny, jakikolwiek podręcznik historii, można nawet sobie Wikipedię otworzyć i sobie sprawdzić, co się działo w tym czasie na świecie, jakie ruchy zachodziły. Działo się troszeczkę.
To są ciekawe momenty w historii, takie zwroty akcji. Pomysł był taki, bo to są tak zwane forecasty, czyli przewidywania tych sunspotów, tych czarnych dziur na słońcu, ile tego będzie, ile nie będzie w przyszłości, jak to się zachowa i tak dalej. Okazuje się, że ostatni raz taką potężną ilość tych zjawisk na słońcu zaobserwowano w 1803 roku. Było jakieś 45 spotów, był taki jeden moment piku, gdzie nagle się wszystko pojawiło i zniknęło z powrotem w dół. Teoretycznie według tego całego schematu to wszystko powinno sobie elegancko teraz opadać i powinien być kolejny taki pusty moment, gdzie się nic nie dzieje, tak zwane minimum. Po tym minimum powinien być moment maksimum. Jest taka ciekawa historia, bo okazuje się, że nie ma momentu minimum od co najmniej 100 lat, od 1631 roku, dokładnie jak się zakończył tamten poprzedni okres minimum. Nie ma czegoś takiego i dzieje się coś zupełnie innego, a wręcz odwrotnego od wszystkich przepowiadanych przez naukowców rzeczy. Po prostu wszystkim rozsadziło głowy i nikt nie wie, jak to wyjaśnić. Mianowicie zabawa zaczęła się w 1941 roku, kiedy odnotowano 90 sunspotów, tych punktów na słońcu, które tam były widziane, bo to się porównuje w stosunku rocznym.
Czyli na przykład jeżeli mamy tam 90 tych punktów na słońcu, to porównujemy, kiedy w zamierzchłej przeszłości mieliśmy dokładnie tą samą sytuację. I te paralosytuacyjne dotyczyło roku 1928. Niektórym z was pewnie coś mówi kryzys na giełdzie i wielki krach giełdowy i w ogóle finansowy na świecie. Tak, moi drodzy, to jest dokładnie ten moment i powtórzeniem tego momentu był dokładnie 1941 rok. Ja się posłużę troszeczkę teorią czasu falowego Terrence'a McKenna, której jestem wielkim fanem i naprawdę uważam, że jest to bardzo łebska rzecz i dużo rzeczy wyjaśnia. Tam jest bardzo często mowa właśnie o tych sytuacjach paralo, które występują na świecie i o tym, że są takie momenty, w których nagle coś wybucha, pojawia się nowa idea, coś się dzieje i to są te momenty piku. To nie jest tylko tak, że to jest moment piku na jakimś wykresie, który sobie ktoś wymyślił, tylko kiedy nałożymy tą aktywność słoneczną na te punkty w historii, o czym zresztą nie raz tu czasami mówię, to się idealnie pokrywa, proszę państwa. Dokładnie tym momentem był rok 1941. To był moment, kiedy wybuchło powstanie w warszawskim getcie. To był dokładnie ten sam dzień, w którym Albert Hoffman odkrył LSD i dokładnie wtedy, kiedy powinno pójść wszystko na dół, nagle zaczęło iść do góry.
I tak idzie do tej pory. Podskoczyło. Jakby wszystkie rezonansy tej planety, cokolwiek tu jest, nagle cała ta energia, która idzie ze słońca, właściwie ilość tych spotów na słońcu nagle dwukrotnie się zwiększyły. Dziwne, prawda? Teoretycznie powinno być na dole. Teraz powinniśmy mieć tak zwane minimum i to tak od co najmniej 1941 roku schodzące i teraz powinno się być może powoli to minimum kończyć albo powinno się skończyć w 2000 roku i od co najmniej 10, 12 lat powinno z powrotem iść do góry. Ale stała się dziwna rzecz. Tak jak powiedziałem, zaczęło iść do góry od 1941 roku i stanęło mniej więcej na równej pozycji w latach 60. Tam 1961 jakoś tak. Teraz właściwie tak stoi cały czas.
Teraz zaczęło z powrotem rosnąć, co jest w ogóle ciekawą historią. Nie wiem jak wygląda przyrost w ciągu ostatnich dwóch lat, bo nie udało mi się dorwać tych wszystkich danych od NASA. Niestety nie mam takich pleców. Ale mniejsza o to. Jest kolejna historia związana z tą aktywnością słoneczną, która jeszcze bardziej zadziwia wszystkich. I to tak dosyć konkretnie, bo Słońce wysyła pewne fale do Ziemi. To się nazywa cosmic ray, czyli kosmiczne promieniowanie. I to kosmiczne promieniowanie się bada i wiadomo ile go jest, czy jest go dużo, czy jest go mało. Po sprawdzeniu tego kosmicznego promieniowania, które teoretycznie przy większej aktywności słonecznej, czyli przy większej ilości spotów na Słońcu, wybuchów i tak dalej, powinno być o wiele większe, robi coś zupełnie odwrotnego. Spada centralnie w dół i od 1990 roku leci sobie w dół.
Taki pik na samym dole był w 2001 roku. Kto kojarzy trzy duże wieżowce w Nowym Jorku z 2001 roku? Dokładnie w tym momencie był taki moment, kiedy to wszystko opadło mocno na dół. Tam oczywiście są wartości podawane przy tych częstotliwościach kosmicznych fal i ta wartość wynosiła 2 10 do potęgi minus czwartej, a normalnie powinno rosnąć przecież, bo aktywność Słońca rośnie, czyli ewentualnie nawet jeżeli stoi w miejscu i tam się nic wielkiego nie dzieje, to ta aktywność w latach 40. i 50. gigantycznie wzrosła do naszego czasu i generalnie powinno buzować. To powinien być po prostu wiatr tych słonecznych promieni owijający nam planetę tak, że włosy nam rozwiewa. Nic takiego się nie stało. Okazuje się, że to promieniowanie spadło i spadło poniżej poziomu właściwie poprzedniej epoki. To jest w ogóle fenomen, bo oczywiście jak się zapisuje wszystkie te dane, to robi się, po angielsku to jest record high albo record low, czyli rekordowo wysokie położenie oraz rekordowo niskie położenie.
I się okazuje, że właściwie wygląda to... Nie wiem jak wygląda, bo wszystko, co widzieliśmy do tej pory na ten temat legło w gruzach i od 2003 roku, gdzie tak się troszkę podniosło po tym 9/11 te kosmiczne promieniowanie, było na równym poziomie mniej więcej do 2003 roku, do 2004 roku. W 2004 roku zaczęło z powrotem rosnąć. Był taki pik w 2005 roku poskoczyło do 10 do potęgi minus czterech. I zaczęło sobie swobodnie rosnąć od 2006 roku cały czas do góry, dalej, nieustannie i dorosło do takiego poziomu, który naukowcy oceniają, że to musiało być dawno temu. To dawno temu, moi drodzy, to jest jakieś 12 000 lat temu. I to jest ten poziom, do którego to dotarło właśnie w 2008 roku. W 2008 roku był ten forecast, były te przewidywania, które mówiły o tym, że okej, osiągnęliśmy maksymalny pik dla każdej możliwej epoki, która jest zapisana, jeżeli chodzi o aktywność tych promieni słonecznych. Także teraz powinno spadać. Bullshit.
Nic nie spada. Zabawniej. Rośnie w górę. Fenomen, proszę państwa, aktywność słoneczna rośnie. Promieniowanie kosmiczne wygląda, że jest w ogóle odklejone od tego i w ogóle robi sobie zupełnie coś innego i funkcjonuje swoim własnym rytmem, nie mając nic wspólnego z tym, co się dzieje na Słońcu. Chociaż to ma ze sobą wspólne połączenia, a o tym to może za parę chwil. Generalnie połączenia są o wiele większe i obraz tej całej historii jest o wiele większy niż nam się wydaje i naprawdę nie ogranicza się ani do Słońca, ani do naszego układu galaktycznego, ani do Ziemi, ani do tego, co obserwujemy przez teleskopy. Chociaż nie do końca, bo przez teleskopy zauważono kilka ciekawych rzeczy, o których wam zaraz powiem. Ale jeszcze zanim powiem, nawiążę do jednej rzeczy związanej z tymi cyklami Słońca. Dlaczego się o tym nie mówi tak głośno wszem i wobec?
Ponieważ z tych cyklów korzystają wszelkie rządy i bardzo różne dziwne, podejrzane organizacje, które zajmują się masowym ludobójstwem, czyli po prostu duży, wielki, korporacyjny biznes. I zawsze było tak od 1917 roku już, nawet wcześniej, że wszystkie tak zwane krachy na giełdzie, wszystkie momenty kryzysowe były zaprojektowane od początku do końca i one były zaprojektowane w taki sposób, że zawsze oczekiwano na moment takiej dużej aktywności słonecznej. Czekano, kiedy będzie pierwszy pik, drugi pik, który jest trochę wyższy i później jest taka długa w dół, spada i jest podniesienie do góry. Jak by to wam powiedzieć? Bo to najlepiej byłoby pokazać po prostu na grafie. Jest linia, która sobie idzie do góry, później opada w dół, później jeszcze raz do góry, później opada w dół i kiedy się zaczyna podnosić po raz trzeci, no to w tym momencie się dokładnie robi kryzys. Dokładnie tak to wygląda, bo to jest ostatnie podniesienie tego piku. Przynajmniej tak zawsze to wyglądało. I po tym ostatnim podniesieniu wszystko leci w dół i kryzys jest konstruowany i projektowany w taki sposób, żeby dokładnie był dopasowany do tych cyklów słonecznych. Ten cykl wynosi pięć lat od jednego takiego wysokiego piku do drugiego.
Tak mniej więcej jest to ustalone, że mniej więcej tak to wynosi. To są trzy cykle Słońca. No generalnie jak się doda to wszystko razem do kupy, czyli pełne cykle Słońca z cyklami Księżyca, wychodzi 33 lata. Jeżeli sobie sprawdzicie wszystkie zachowania finansowe na giełdach świata i wielkie, duże interesy, które tam przemykają, to zauważycie to paralelą po prostu od razu. Są na to wykresy, są na to grafy. Generalnie ci ludzie się do tej pory posługują tą matematyką, znaczy tymi historiami. Także jeżeli jest projektowany jakiś kryzys, jakaś wojna, to zawsze jest projektowana dokładnie po tym momencie piku. Ciekawa rzecz, prawda? Ciekawa. To nie jest tak do końca, że to jest jakaś szarlataneria, z której korzystają jacyś dziwni ludzie.
To korzysta bardzo taki poważny biznes. Cały biznes jest właściwie współczesny, oparty dokładnie na tych cyklach słonecznych. To co? To chwila przerwy, jakaś muzyczka, a ja wracam i opowiadam wam dalej o tych historiach. Naprawdę dzieją się tam takie rzeczy, że to się po prostu w głowie nie mieści. Dzisiaj chyba jestem mistrzem pomyłek i przejęzyczeń. Oczywiście chodziło o 11 wrzesień. Anyway, wybaczcie mi to zmieszanie i wstrząśnięcie. I taka ciekawostka à propos tego tematu związanego ze Słońcem, bo jak wspomniałem o tych plamach na Słońcu, to się okazało, że wyszły z tego jeszcze większe klocki, jeszcze większe zamieszanie i jeszcze większa niewiadoma, bo okazało się, że o ile plam zaczęło przybywać, to w ostatnim czasie promieniowanie słoneczne zaczęło maleć. I to tak dosyć mocno maleć.
Ja podejrzewam, że ktoś na wysokich stołkach wie, o co chodzi z tą radiacją słoneczną. To widać po roślinach, to widać po globalnym ociepleniu, po wielu innych rzeczach dookoła, po tym, jak nam się próbuje czasami też projektować życie. Jeżeli obserwujemy, jak te banki się ustawiają do tego, żeby ugryźć nasz portfel, to widać od razu, że te skoki w nasze portfele są robione w bardzo specyficznych momentach czasu i przestrzeni. Tak bym to nazwał. Bardzo specyficznych. Anyway, wróćmy do tych cyklów, bo z tymi cyklami jest w ogóle bardzo ciekawa historia. Jest to też związane chociażby z horoskopem, moi drodzy, czyli z cyklem astronomicznym, który obejmuje 10 000 lat, 12 000 lat i tak dalej, do końca świata, od początku świata. Jeżeli weźmiemy sobie taki cykl astrologiczny i przyłożymy go do tych wszystkich naszych danych naukowych, to wyjdzie nam, że dokładnie rok Lwa to było 10 000 lat temu do 8000 lat temu przed narodzeniem tak zwanego Chrystusa. Później był Rak, czyli kolejne 2000 lat. Kolejne 2000 lat.
Kolejne 2000 lat. Kolejne 2000 lat. I doszliśmy do tego momentu, w którym jesteśmy teraz, czyli początek wieku Wodnika. Dokładnie to jest ten moment, mniej więcej 2000 Anno Domini. Oczywiście nie można tego tak ustawić konkretnie na jeden punkt, że to się wydarzyło tylko i wyłącznie w jednym momencie. Coś wybuchło, błysnęło i to był właśnie ten specjalny moment. To się dzieje cały czas. To jest moment przejścia z jednego znaku do drugiego. I żeby było zabawniej, jeżeli sobie rozrysujemy to jako spiralę, czyli mamy pierwsze raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć znaków na samym dole i drugie sześć znaków na górze tego okręgu i sobie go rozsuniemy, zrobimy z tego spiralę, to zauważymy, że to wszystko idzie w dół, następnie na górę, następnie z powrotem wraca w dół, następnie z powrotem pnie się do góry i tak cały czas, tworząc taką bardzo charakterystyczną spiralę. I każdy segment tej spirali, każdy ten osobny moment trwa około 2000 lat.
Tyle wiemy. Czyli generalnie jeden kompletny cykl przypada, taki planetarny, w którym my normalnie funkcjonujemy jako planeta, tak zwany cykl precesyjny, przypada nam plus minus jakieś 25 000 lat. Cykl na początku się zwiększa, a później się zmniejsza. On nie jest taki idealny do wyliczenia, bo prędkość całej ekliptyki, po której leci nasza planeta, cała nasza galaktyka, cały ten kawałek kosmosu też się wlicza w te wszystkie obliczenia. I wiadomo, że jak się startuje ten ruch w wolnym miejscu, to tego czasu jest więcej. To jest na przykład 2200 lat. A jeżeli dochodzimy do samego centrum, gdzie wszystko przyspiesza, to wiadomo, że to jest troszkę mniej niż 2000 lat. Także się rozciąga albo kurczy, ale mniej więcej ustalono to na około 25 000 lat. Taki pełny cykl. I my dokładnie, wygląda na to, moi drodzy, jesteśmy idealnie po przekroczeniu połowy tego cyklu.
Jesteśmy w tym momencie największej transformacji. Kolejne transformacje, znaczy inne transformacje się dzieją jakieś 12 000 lat za nami, a kolejna, która jest przed nami, wydarzy się dokładnie za kolejne 12 000 lat. To będzie 14 tysięczny rok Anno Domini, jeżeli Anno Domini się uchowa do tego czasu. I to są takie dziwne cykle, które są opisywane właśnie w tych wszystkich kulturach. To jest to, o czym mówi quadrilium, czyli ten podział na sekwencje, że mamy kulę, którą dzielimy na cztery kawałki i każdy z tych kawałków ma swoje własne predyspozycje. Czyli generalnie moment, w którym my teraz jesteśmy, to jeżeli spojrzymy na zegarek, to jest dokładnie godzina dziewiąta wieczorem i dokładnie od tej godziny dziewiątej pniemy się do godziny dwunastej. Ta godzina dwunasta będzie dokładnie o godzinie 8000 rok Anno Domini, jeżeli oczywiście owe Anno Domini dalej pozostanie. I tak to wygląda w praktyce. To jest dalej dokładnie to quadrilium. Jeżeli przyłożymy sobie tą miarkę z tego quadrilium do tego cyklu, który funkcjonuje dookoła nas, którego częścią jesteśmy, to zauważymy, że każda z tych części ma swoje predyspozycje, że tak powiem.
Te moce wyglądają trochę inaczej. I to nie są takie przypadkowe moce, moi drodzy, bo chodzi o położenie naszego Układu Słonecznego i tak konkretnie względem centrum Galaktyki, bo tak to jest odliczane. I to nie jest wymysł współczesnych akademików, naukowców, astronomów. Otóż nie, moi drodzy, ten pomysł właściwie jest od zawsze. Jeżeli się wybierzecie do takiego miejsca w Meksyku, które się nazywa Chichen Itza, półwysep Jukatan. Tam jest masa takich zabytkowych starożytnych piramid. Niektórzy twierdzą, że wybudowali to Majowie. Majowie twierdzą, że nigdy tego nie wybudowali i że to wybudowali bogowie, a oni już przyszli na gotowe. Zauważycie dużą ilość dziwnych budynków, które stoją porozstawiane na bardzo dziwnych planach. I te plany są bardzo dziwne do momentu, dopóki nie skoreljemy ich z mapą gwiazd.
I nagle się okazuje, że to całe pozycjonowanie naszej planety i położenia w kosmosie, nie wiem, jak to nazwać, położenia w przestrzeni właściwie względem jakiegoś centrum jest nam znane od tysięcy lat. I że jest to taka bardzo ważna sprawa, bo ludzie spędzili potężną ilość środków, potężną ilość energii, żeby zostawić nam tą informację właśnie zakodowaną w tych budynkach, że jest taki moment, w którym to centrum Galaktyki się zeruje. I ten moment to jest takie ciekawe miejsce, które się nazywa Dark Rift. Ja o tym miejscu mówiłem w hiperprzestrzeni poświęconej historiom związanym z rokiem 2012. I teraz w tym momencie trochę wrócę do tego. Jeżeli zrobimy wykres tego, jak słońce idzie przez niebo i jak wygląda ten kawałek w Drodze Mlecznej, który się nazywa Dark Reef, czyli Ciemna Zatoka po polsku, to musimy sobie trochę porysować na kartce papieru. Ja tu sobie będę rysował. Pozwolicie? Pozwolicie, że będę rysował i wam opowiadał. Więc jeżeli narysujecie linię, która opada w dół, tak po prostu, swobodnie, nie w górę, tylko linię, która opada w dół i wytyczycie jej środek.
To jest mniej więcej nasz środek Drogi Mlecznej, bo to wszystko się znajduje w Drodze Mlecznej. Jeżeli wyjdziecie na ogródek i spojrzycie w niebo i widzicie tą smugę na niebie w środku nocy, to jest właśnie Droga Mleczna. I ten Dark Reef znajduje się dokładnie w centrum owej Drogi Mlecznej. Jeżeli narysujecie sobie Drogę Mleczną na kartce papieru w postaci takiej linii, która schodzi w dół, nieważne pod jakim kątem i zrobicie sobie taką linię, która to przecina w połowie już pod prostym kątem i podzielicie na odcinki, to wygląda troszeczkę tak, że 3000 lat temu ten pierwszy spot, w którym było słońce dokładnie w momencie tego przesilenia solarnego, było zupełnie gdzieś tam na lewo od tego centrum galaktycznego, które widzimy w owej Drodze Mlecznej, gdzieś zupełnie z boku. Później był ten moment 1500 rok BC, czyli before Christ, czyli przed tak zwanym Chrystusem. I tam już troszeczkę bliżej, bo to już się znajdowało w połowie tej Drogi Mlecznej. I teraz Słońce, o ile myślę, że wszyscy doskonale pamiętamy, w roku 2012 znalazło się dokładnie w centrum tego miejsca i przeszło przez to miejsce na drugą stronę. To jest nazywane często zmianą ekliptyki, że przeszliśmy na drugą stronę ekliptyki i że teraz wszystko jest troszkę do góry nogami niż przez ostatnie tysiące lat. I mowa jest nie ostatnich trzech, sześciu, tylko mowa jest bardziej o 12 tysiącach lat na dzień dobry, a właściwie cały cykl zawiera 24 tysiące lat. Także ostatni raz Słońce w tym miejscu, w którym się znajduje dzisiaj, nawet jeżeli w tym momencie go nie ma na niebie, ale jutro rano wstanie, to dokładnie w tym samym miejscu znajdowało się 24, 25 tysięcy lat temu.
Tak to wygląda w praktyce. Czyli właśnie jesteśmy w takim zwrotnym punkcie dla całego tego kosmicznego systemu i nikt do końca nie wie, o co chodzi. To są te wszystkie anomalie związane z aktywnością Słońca, że pojawiają się jakieś punkty na Słońcu, pojawiają się jakieś wybuchy, ale na przykład promieniowanie gamma znika albo jakieś inne promieniowanie znika. Chociaż teoretycznie w momencie, kiedy tam coś walnie, to w ogóle powinno być wszędzie, a tu się okazuje, że obserwujemy coś, czego nie jesteśmy w stanie w ogóle w jakikolwiek sposób wytłumaczyć sobie za pomocą oficjalnie panujących koncepcji i teorii naukowych. I tu trzeba się przyjrzeć, jak wygląda w ogóle cały ten koncept ustawiania się w galaktyce. Bo nie przez przypadek owi starożytni mówili, że ten moment w 2012 jest momentem, że tak powiem, aligning moment, czyli jakby to powiedzieć po polsku? Ja dzisiaj w ogóle jakieś tak głupie słowa, ewidentnie. Jakiś taki rozrzucony jestem tymi myślami. Że jest coś takiego jak moment, w którym wszystkie na przykład planety stają dokładnie na tej samej ekliptyce. Że jeżeli się spojrzy na taki wykres nieba i się narysuje te planety na tym wykresie tam, gdzie były w danym momencie i się połączy te wszystkie kropki jedną linią, to się nagle okazuje, że właśnie stoją w jednej linii i że jest tak zwane wyrównanie do centrum galaktyki.
Bo o co w ogóle chodzi z tym wyrównaniem właśnie do centrum galaktyki? Bo my mówimy, że obserwujemy to po Słońcu, czyli Słońce generalnie musi wstać i przejść przez ten moment w Drodze Mlecznej. Dlaczego? To dosyć proste, ponieważ cały nasz układ galaktyczny podąża właściwie za Słońcem, czyli Słońce wytycza kierunek, z którego patrzymy się z Ziemi prosto w kosmos. To jest nasze centrum. Jeżeli to centrum się przesuwa, to znaczy, że jesteśmy w ruchu, że gdzieś zmierzamy i tym centrum nie jest tylko Słońce. W to wszystko jest wpisane Księżyc, Ziemia i wszystkie te cykle dookoła. Generalnie nagle wszystkie te planety stają na takiej równej linii w stosunku do tego centrum galaktycznego. Czyli jeżeli mamy piłkę, to po prostu prosto do tej piłki i wszystkie planety stają dokładnie na tej linii. To tak to można przedstawić wizualnie.
I dokładnie taki moment się wydarzył w 2012 roku. Ten moment nie był taki spektakularny, że tak powiem. Znaczy był spektakularny, ale nie był taki spektakularny, żeby coś tam wybuchło, się poprzestawiało na świecie, coś strasznego się wydarzyło. Nic z tych rzeczy, bo ten proces, moi drodzy, trwa. To jest proces, który jak mawiali dawni, ponoć ma zająć około 20, 30 lat. Zaczął się już tak dosyć konkretnie 29 czerwca 2002 roku. Jest takie pojęcie, które się nazywa sygnatura na niebie. Po polsku można przetłumaczyć. Takie troszkę jeszcze alchemiczne określenie. Mianowicie chodzi o siedem tak zwanych kardynalnych punktów na niebie i te siedem kardynalnych punktów na niebie wytycza koniec i początek cyklu słonecznego.
Jeżeli kojarzycie duże piramidy w Egipcie, Sfinksa, to to jest dokładnie ta historia. To się nazywa sygnatura na niebie i siedem kardynalnych punktów oraz Słońce Oriona. Dlaczego się nazywa Słońce Oriona? Bo to jest moment, kiedy konstelacja Oriona staje dokładnie w tym miejscu, że jest dokładnie na tej linii prosto do centrum galaktyki, do tego czegoś dziwnego, o czym wam za chwilę powiem. I nazywa się to uścisk Oriona czasami. I się okazało, że po raz pierwszy od tych 24 tysięcy lat Orion stanął dokładnie w tej samej pozycji. Czyli co tu dużo mówić, nie jest to specjalnie nic mistycznego. Chodzi po prostu o taką informację, że wytyczyło to koniec cyklu słonecznego. Ta informacja jest zakodowana praktycznie w każdej możliwej religii. To jest ten mit o Horusie, Ozyrysie i tak dalej, i tak dalej, że Horus wstaje z pustego grobu i zmartwychwstaje.
Dokładnie. To są te wszystkie budynki. My je nazywamy neolitycznymi, które są tak dziwnie zbudowane, że słońce podczas tego piku słonecznego, podczas momentu, gdzie jest najkrótszy i najdłuższy dzień, przesileń, wszystkich tych specjalnych momentów w roku Wędruje przez te budynki i ten promyk słońca trafia na specjalne, wyliczone miejsce, które jest tam zaznaczone i zawsze trafia dokładnie w to miejsce, wyznaczając dokładnie ten moment. Właściwie przechodzi przez ten moment i to jest owe mistyczne wstawanie z grobu. To jest we wszystkich religiach, we wszystkich starych tribe'ach. Także to nie jest nic nowego. To chrześcijanie to tylko ukradli i oni to zamienili na mit o Jezusie, który wstaje z grobu. Ale to jest dokładnie ta sama historia. Co tu dużo mówić. Ów Horus wstał z grobu dokładnie w 2012 roku.
Czyli słońce się po prostu podniosło i jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Nie ma to nic wspólnego z systemem kopernikowskim, który w ogóle nie zakłada takich cykli. On jest troszkę płaski, można powiedzieć. Inna sprawa, że system kopernikowski wynika z takich czystych kalkulacji matematycznych, a nie obserwacji rzeczywistego świata. To jest takie założenie, że skoro to się kręci razy dwa, to wszystko będę teraz liczył razy dwa i wyjdzie mi coś z tego. Coś zawsze wyjdzie, ale czy to jest zgodne z rzeczywistością, to już zupełnie inna sprawa. Tu się okazuje, że energetycznie Ziemia jest po prostu centrum, takim zwyczajnie centrum. Trochę jak magnesy. Można sobie spekulować oczywiście, że magnesy nie są centrum świata, nie są centrum magnesów, że ta siła magnetyczna to biegun północny, południowy, ale wystarczy sobie zrobić prosty eksperyment, wziąć kilka magnesów do ręki i zobaczyć, co się stanie. Nagle wszystkie się skleją ze sobą, chociaż nie powinny, bo biegun magnetyczny jest w innym miejscu niż my stoimy.
Chyba że ktoś z nas w tym momencie stoi na biegunie magnetycznym którymś z tych biegunów magnetycznych owej planety, na której właśnie wszyscy w tym momencie jesteśmy. Chyba że słuchają nas ludzie, którzy nie są na tej planecie. Też jest to możliwe. Anyway. Jak się okazuje, magnesy są po prostu samo wystarczalne, same sobie definiują te centrum. I się okazuje, że to nie tylko magnesy. Po prostu w magnesach to widać najlepiej, bo one się przyciągają tak dosyć solidnie i ten ruch jest widoczny dla nas. Natomiast pozostała część przyrody jest tak troszkę przez nas traktowana na zasadzie: „A nie chce mi się zwracać na to uwagi, nie chce mi się przyglądać. Na pewno czegoś takiego tam nie ma”. Się okazuje, że jest zupełnie odwrotnie.
Właściwie ten cykl to przyciąganie, ów magnetyzm i to specyficzne zachowanie, które mówi jasno i wyraźnie, że każdy przedmiot, każda istota żywa jest centrum swojego własnego kosmosu. Jest prosto przed nami. Właściwie każdy jest w stanie to zaobserwować, bo to się dzieje dokładnie wszędzie. Taka historia i ta sygnatura tak zwanych planet, bo to też się nazywa sygnaturą planet. Ja tu w ogóle się muszę pani astrolog zapytać, bo w astrologii jest bardzo dużo informacji na ten temat. Ja nie jestem takim specem od tego. Generalnie ma też swoją inną, dodatkową nazwę. Nazywa się doktryna sygnatury i to jest termin używany w astrofilozofii, czyli takiej filozofii, która traktuje wszystko bardzo holistycznie. Chodzi o Rudolfa Steinera. Tu się nie będę w tym momencie rozbijał na wątki.
Wkleję wam linki pod audycją, także zapraszam serdecznie. Rudolf Steiner, czyli wielki fan Goethego, był wielkim fanem takiego podejścia. Był wielkim badaczem, jeżeli chodzi o robienie eksperymentów i potwierdził to właściwie w taki sposób, że ciężko to przewrócić nawet do dzisiaj. Nikomu się jeszcze nie udało. Właściwie wszystkie eksperymenty, które są robione przez oficjalną naukę tylko i wyłącznie potwierdzają owe eksperymenty na plus. O co w ogóle chodzi z tą doktryną sygnatury? Te wszystkie połączenia w kosmosie między nami są czymś naturalnym, stałym i funkcjonują nieustannie. Tą doktryną sygnatury jest na przykład jabłko, kiedy je przekroimy. I szlaczek, który wytycza planeta Wenus, wędrując po nieboskłonie przez ten swój cały rok dookoła Ziemi. Jak sobie to wyrysujemy, to powstaje nam taki pentagram.
Jeżeli weźmiemy ten wyrysowany pentagram, który się wziął z obserwacji ruchów planet, ciał niebieskich po naszych sferach i obok położymy rozkrojone jabłko, to się nagle okazuje, że ups, mówimy dokładnie o tym samym, że jabłko posiada tak zwaną doktrynę sygnatury Wenus albo sygnaturę Wenus. Generalnie jest to widoczne w każdym żywym organizmie na tej planecie, bo to jest odbicie tego połączenia, tego połączenia kosmosu, który gdzieś jest daleko poza nami, niedotykalny, wręcz tylko obserwowany przez teleskopy, a tej materii, która tutaj definiuje część naszej rzeczywistości. I to jest właśnie owa sygnatura planet. Te sygnatury spotyka się w wielu innych miejscach. Przyjrzyjcie się na owoce, moi drodzy. Przyjrzyjcie się na układy tańców planet na niebie, bo to się nazywa taniec na niebie też czasami. To są te wszystkie ciekawe wzorki, które są wytyczane właśnie kiedy następują koniunkcje planet. Ile one tych obrotów robią dookoła Ziemi. Z takiej troszkę innej perspektywy patrzenia sobie posprawdzacie z owocami. Zobaczycie, które rośliny mają jakie sygnatury.
I tak się też sadzi rośliny. Tak się w ogóle dba o rośliny. Bo normalne jest to, że jak roślina ma sygnaturę Wenus, to trzeba ją sadzić w momentach, kiedy Wenus jest albo najbliżej, albo najdalej Ziemi. Trzeba to sobie wszystko zsynchronizować. Dokładnie o tym mówi owa sygnatura planet, moi drodzy. Tutaj na Ziemi to jest właściwie takie centrum kosmosu, bo to jest potwierdzenie tego konceptu, że to jest centrum, bo obserwujemy te wszystkie sygnatury z Ziemi, nie z kosmosu i one nas dotyczą tylko wtedy, kiedy jesteśmy tu na Ziemi. Kiedy sadzimy tą roślinę gdzieś nie wiadomo gdzie w kosmosie, to ona za bardzo nie wie, czy chce rosnąć, czy nie chce rosnąć. Nikt jej tam nie sadzi. One są dedykowane do tej planety. Wyrosły na tej planecie.
Tu się pojawiły razem z nami i wszystkie są elegancko podłączone, niczym system specjalnych anten do całego kosmosu dookoła nas, do Drogi Mlecznej, do tego centrum galaktycznego, do wszystkich planet w naszym Układzie Słonecznym. Bez dwóch zdań. I podłączone w taki sposób, że automatycznie ustawiają się w pozycji centrum owej galaktyki. Tadam! Taka ciekawa historia, prawda? Gdzie to centrum jest? A tymczasem jakaś muzyczka, moi drodzy, jakaś muzyczka, tak się zagadałem o tych sygnaturach planet. I ten znamienny dźwięk zapalniczki bonga na końcu. A wy słuchacie oczywiście radia Na Fali, co by nie było. Co ja mówię?
Ale mam zamotę dzisiaj. To chyba przez ten księżyc. Muszę na coś zwalić. Dobra, zwalę to na siebie, ale to może później. To tak: słuchacie Hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali transmitowanej też w Radiu Paranormalium. A dzisiaj o ostatniej kwadrze, o większym obrazku tej układanki dookoła nas związanej z gwiazdami, z tymi wszystkimi ruchami i tą najstarszą informacją, która została tutaj na tej planecie dla nas, żebyśmy mogli z niej skorzystać. Wrócę, bo jak zwykle dzisiaj wyjątkowo. Może nie jak zwykle, chociaż kto to wie. Dzisiaj wyjątkowo mieszam te nazwy, słowa. Wszystko mi się troszkę poprzestawiało.
Jeżeli chcecie znaleźć bardzo konkretne informacje na temat jak wyglądają oddziaływania roślin, planet. Chodzi o tak zwaną sygnaturę planet, to bardzo serdecznie polecam wam rzecz, która się nazywa antroposofia. To jest poprawna nazwa. Zdaje się przekręciłem troszeczkę. To jest nauka, której ojcem jest nie kto inny jak Rudolf Steiner. On opublikował gigantyczną ilość prac na ten temat. Cała szkoła steinerowska właściwie opiera się dokładnie na antroposofii, czyli na takim postrzeganiu świata właśnie, żeby wszystko było dopasowane do siebie, żeby wszystko było robione zgodnie z tymi kosmicznymi cyklami, które napędzają to całe życie wszędzie w kosmosie. Ale wróćmy może do współczesnych naukowców, bo jest naprawdę kilka ciekawych rzeczy. Te wszystkie historie z antroposofii to można wrzucić do worka ze złotą geometrią, z wieloma innymi sprawami i powiedzieć, że to jest takie troszkę z boku i to takie nie do końca. Ale jeżeli się przyjrzymy na kosmos i to już od takiej bardzo naukowej strony, czyli od tych tak zwanych, jak naukowcy nazwali czarne dziury, a chodzi po prostu o ładunki plazmy w kosmosie.
Więc są to absolutnie żadne czarne dziury. Czarne dziury nie istnieją. No chyba że w głowie człowieka, który czarną dziurę wymyślił. On musiał mieć chyba największą czarną dziurę w głowie. Chodzi o te ładunki plazmy, które się przemieszczają przez cały kosmos. My to widzimy jako takie rozładowania potężne na zdjęciach z Hubble’a, robione w różnych spektrach różnych pasm podczerwieni, radiacji i innych takich. Naukowcy śledzą te, jak to nazywają, czarne dziury, czyli te ładunki elektrostatyczne, które się poruszają po całym kosmosie. Szczególnie śledzą je w samym tak zwanym centrum owej naszej galaktyki, czyli takiego zawijasa spiralnego. Wygląda to troszeczkę jak takie francuskie ciasto zawinięte do środka z rodzynkami i rodzynki przedstawiają planety, a ta spirala przedstawia ten ruch owego zjawiska plazmowego, czyli tej energii, jak ona podąża do samego centrum. Od pewnego czasu naukowcy tam śledzą sobie te centrum owej galaktyki, do której należymy.
My tam jesteśmy gdzieś na obrzeżach tej galaktyki. Znajdują bardzo ciekawe rzeczy. Znajdują owe czarne dziury, które znikają, pojawiają się, przesuwają się, łączą się, dzielą się i zachowują się w taki sposób, że umarła teoria o czarnych dziurach, która została oficjalnie odwołana zdaje się rok temu. Tak już oficjalnie, naukowo, że stwierdzono, że po prostu nie ma czarnych dziur. Bada się tam te zjawiska. Używa się tego terminu, że to jest czarna dziura, ale już wiadomo, że coś takiego po prostu nie istnieje. Ale mniejsza o nazewnictwo i terminologię, i dyplomy. Co widzimy na tych teleskopach? Widzimy obiekty, które się łączą, dzielą, zachowują się dosłownie jak komórki pod mikroskopem. Jeżeli chodzi o oddziaływanie.
I widać jeden specyficzny pattern w tym oddziaływaniu. Mianowicie to, że wszystkie te ładunki, które tam dziwnie się zachowują, ściąga dokładnie w jedno konkretne miejsce. Zauważono to miejsce i nawet je opisano i znaleziono. I to wszystko jest opublikowane. Widać, jak te wszystkie oddziaływania ściągają tą całą energię do centrum. Tam jest nawet wyliczone, że to mniej więcej z jakieś osiem kilometrów na godzinę mknie czy nawet na sekundę taka chmura gazu, jakieś takie kosmiczne, zawrotne prędkości, które w ogóle są nie wiadomo skąd. Nam to ciężko już objąć wyobraźnią. Zauważono jeszcze jedną ciekawą historię przy tym wszystkim, że oddziaływanie na przykład korony magnetycznej, jak to się nazywa Słońca, tych tak zwanych wyładowań koronalnych na Słońcu, czyli tych rozbłysków, idealnie pokrywają się z ilością tak zwanych czarnych plam na Słońcu. I to tak jeden do jeden. Pokrywają się latami, pokrywają się datami.
Pokrywają się w każdy możliwy sposób. I nikt nie jest w stanie skumać, o co w tym wszystkim chodzi. Dawniej pokrywały się tak jeden do jednego można powiedzieć. Teraz to się zaczęło troszeczkę jakoś przesuwać w dziwny sposób. Tak trochę jakby jedne sprawy szły na lewo, drugie trochę na prawo, jakby się tak trochę rozjeżdżały. I wygląda to dokładnie tak jak z tym obrazem naszego centrum galaktyki, gdzie naukowcy myśleli, że wszystko jest stałe, że jest jakiś wielki wybuch, który to wszystko rozsadza do końca i się okazuje, że jest zupełnie odwrotnie. Nie ma żadnego wielkiego wybuchu. Właściwie ściąga wszystko do środka. Jest taki wielki wir, który nas przyciąga wszystkich, przyciąga całą tą energię. Coś się tam robi i tam się robi coś niesamowitego.
I zauważono, że te wyładowania na Słońcu są związane z ruchami w centrum galaktyki. Może brzmi troszkę egzotycznie, ale ciekawa sprawa, prawda? Bo w sumie coś jest oddalone od nas o miliardy, jak niektórzy twierdzą, lata świetlnych. I zanim jakakolwiek informacja dotrze do nas, to minie gigantyczny kawałek czasu. Wszystko się zmieni, ślad po tej cywilizacji zaginie i tak dalej. A tu się okazuje, że nie do końca. Właściwie wszystko się dzieje tu i teraz i wszystko się dzieje w czasie rzeczywistym. I nie chce być za bardzo inaczej, że te oddziaływania właściwie dzieją się natychmiast. I te korelacje są troszkę bardziej złożone i wygląda to trochę tak, jak połączenie jabłka i planety Wenus. Planeta Wenus jest gdzieś daleko od planety Ziemia, a każde jabłko w środku ma dokładnie ten sam pattern.
Jeżeli sprawdzimy, jak jabłonka rośnie, kiedy rozkwita, kiedy wydaje jabłka, to dokładnie są cykle planety Wenus. Owa sygnatura planet. Ciekawa historia, prawda? Nagle tutaj wszystkie te wątki zaczynają się powoli, dosyć mocno zbiegać w jedno. I co z tą chmurą plazmy gdzieś tam w kosmosie, która gna, która przez naukowców nazywana jest czasami czarną dziurą? Okazuje się, że ona nie ma żadnego promieniowania gamma. Czyli kolejne zagadkowe zagadnienie, że jest coś, co widzimy, ale właściwie to coś nie istnieje jako materia nam znana. Są zdjęcia tych czarnych dziur, jak to nazywają, ale to są zdjęcia wymyślone na komputerze za pomocą połączenia różnych dziwnych spektrum. Nie do końca oddaje nawet to, jak to wygląda w praktyce. To właściwie niewiele oddaje, poza tym, że my swoje wyobrażenie opakowaliśmy w coś tam i z tego wysunęliśmy jakiś wniosek.
I nagle się okazuje, że chmura naładowanych ładunków jest, a promieniowanie gamma znika i nie ma go. I to są te zmiany w naszym Układzie Słonecznym, a zmian jest masa i właściwie nikt nie wie, skąd się biorą. Przynajmniej dawniej nie wiedziano, skąd się biorą. Teraz już mniej więcej się troszeczkę zaczynamy w tym łapać. Zaczynamy wracać do takiej prawdziwej wiedzy naszych przodków, że te zmiany wszystkie są ze sobą połączone. I jak w dowcipie prawie że okazuje się, że te trzęsienia ziemi, aktywność słoneczna, te wszystkie historie wykazują coś, co się w nauce nazywa antykorelacją. Kiedy aktywność rośnie, promieniowanie maleje. Tłumacząc na ludzki, okazuje się, że Słońce i to całe promieniowanie, które stamtąd idzie, tak naprawdę nas ochrania przed tym promieniowaniem kosmicznym, które jest wszędzie dookoła, w całej galaktyce. Galaktyka jest zanurzona w tym promieniowaniu po same uszy i to Słońce odpowiada za wyprodukowanie takiego pulsu dodatkowego, tak zwanej antykorelacji, czyli zrobienie czegoś na podobieństwo fali stojącej, żebyśmy mogli sobie spokojnie na tej planecie funkcjonować. Takie cykle: depresja, recesja są dokładnie z tym związane.
Tak banki sobie to projektują. I to można sobie sprawdzić w zależności od ilości tych plam na Słońcu. Aktualnie zdaje się chyba jest 120 i dalej rośnie. Jakoś tak. I nikt do końca nie wie, kiedy ten peak zacznie opadać, który z tych peaków aktualnie będzie ostatni. Także widać chyba nawet po świecie wielkich finansjerów, że oni to już sobie przygotowali jakieś wojenki, przygotowali sobie jakieś roszady na świecie, żeby jeszcze pokradać wszystkich tych, których się jeszcze okraść da. I tak czekają na ten moment, kiedy będzie to trzecie uderzenie i kiedy będą przekonani, że zaraz ta krzywa pójdzie w dół, żeby mogli wywołać kolejny kryzys i obarczyć tym kryzysem najbiedniejszych ludzi na świecie. Że to przez tych biedaków ci bogaci mają takie problemy, nie mogą robić tej swojej ekonomii. Tak, ale ciekawe rzeczy dzieją się też na planetach dookoła Ziemi. Wenus jest taką planetą, która mi się troszkę chodzi po głowie.
Także dzisiaj kilka słów o Wenus. Wenus zwolniła, cały ruch Wenus po eliptyce dookoła Słońca zwolnił. Natomiast, żeby było zabawniej, atmosfera Wenus przyspieszyła dookoła planety. Czyli planeta sama w sobie wiruje szybciej, ale dookoła Słońca już zasuwa troszkę wolniej. Jest jeszcze kolejna sprawa z planetą Wenus, która jest naprawdę zagadkowa. I tu nas cofa do legend naszych przodków. Bardzo dalekich legend. Mianowicie okazuje się, że ten znak, kiedy Wenus jest widoczna nawet jeszcze w ciągu dnia na niebie, jest takim bardzo jasnym punktem. Jest informacją, która funkcjonuje w bardzo starych legendach, bo właściwie normalnie Wenus przez ostatnie 12 tysięcy lat nie była. Nie było możliwości zobaczenia w taki normalny sposób, jak my teraz widzimy.
Wenus była takim słabowicie świecącym punkcikiem na niebie i ciężko było odróżnić ją od innych planet. I teraz, w momencie tej transformacji widać Wenus idealnie. I to jest coś, co zostało w tych starych legendach, że pewne planety nagle są bardziej widoczne i powinniśmy zwrócić na nie bardzo mocno uwagę. Dzieje się w ogóle dużo różnych rzeczy z wieloma planetami. Uran zmienia pola magnetyczne i pojawia się zorza polarna. W ciągu dosłownie 10 dni potrafi się zmienić cała konstrukcja planety praktycznie, czyli przebiegunować. Zabawne. 10 dni. I to nie jest kwestia globalnego ocieplenia wywołanego fabryką, która stoi gdzieś tam na Ziemi. Nie, nie ma nic z tym wspólnego.
To po prostu gdzieś na Uranie się zmieni pole magnetyczne w ciągu raptem 10 dni i nikt nie wie skąd. Sztormy na Saturnie wzrastają. Pluton jest coraz cieplejszy. Neptun też zmienia klimat. Były takie dramatyczne zmiany klimatu między 1996 rokiem a 2002, jeżeli chodzi o Neptuna. I nikt tak naprawdę nie wie, o co chodzi. Nikt w ogóle nie wie, co to jest w ogóle ten Neptun. To jest taka zagadkowa planeta. Kolejna planeta to Mars. Też globalne ocieplenie.
Malejące lodowce i trzęsienia ziemi oraz zmiany w polu magnetycznym. Dokładnie ta sama historia. Jupiter — dramatyczne zmiany. Zmieniły się częstotliwości rezonansów planety, bo każda planeta ma swój rezonans. Czyli jeżeli włączymy urządzenia nasłuchowe, to słyszymy to jako szum. I się okazuje, że drastycznie się zmienił ten dźwięk, który wydaje planeta z siebie. Sygnał jest głośniejszy oprócz tego, że się zmienił oczywiście. W ciągu jednego roku. I właściwie też nikt nie wie, co to jest ten Jupiter i co tam się tak naprawdę dzieje. My widzimy taką kulkę Na teleskopach, nic więcej.
Coś się dzieje w poprzek naszego Układu Słonecznego i to coś naprawdę grubego. Widać, jak idzie i ryje po tych wszystkich planetach. I to tak konkretnie ryje po tych planetach. To nie jest dowcip. Nauka twierdziła, że to są takie cykle, które obejmują tysiące lat. Jasne, te cykle obejmują tysiące lat, ale jak się okazuje, te cykle dzieją się w ciągu dosłownie dni i kilku lat, a nie tysięcy lat. I to jest ten moment, ten jeden zagadkowy moment, w którym my aktualnie się znajdujemy. To jest moment, kiedy ta sygnatura planet, wszystko to się zebrało razem do kupy i okazuje się, że nasze położenie, jeżeli chodzi o nasz cały Układ Słoneczny, to miejsce, z którego to wszystko obserwujemy, jasno i wyraźnie wysyła nam sygnał, że właśnie zakończył się jeden cykl słoneczny. Bardzo długi cykl. O tym wszystkim są te stare legendy, te stare budynki, o których często wspominam w „Hiperprzestrzeni”.
Dzisiaj będę troszkę opuszczał. Nie wiem, czy zdążę opowiedzieć to wszystko. Skoro coś się dzieje w poprzek naszego Układu Słonecznego i to coś grubego, to musiało się kiedyś zacząć. I tu się okazuje, że te wszystkie zmiany, które my często podpisywaliśmy pod rokiem 2012, tak naprawdę zaczęły się troszeczkę wcześniej. Zaczęły się jakieś 20 lat wcześniej i to jest taki proces, w którym partycypują wszystkie te planety. Astrologowie mówią o tym, że jest przejście ciężkich, dużych planet na nieboskłonie. To jest dokładnie taka historia, proszę państwa, dokładnie taka opowieść. Koniec epoki. Wygląda na to, że zaczęła się nowa epoka. Początek nowego świata, alternatywny koncept na cały świat dookoła.
Z tym alternatywnym konceptem jest związana jedna ciekawa sprawa, mianowicie dotycząca tych wszystkich zagład, katastrof, które były przed nami. Jeżeli śledzicie wszystkie te przepowiednie, opowiadania, bajania starych ludów, łącznie z Indianami Hopi, to na pewno trafiliście na opowieści o iluś tam światach. Że jeden świat się kończy, później nastała era jakaś tam, zaczął się nowy świat, później tamten świat się skończył, zaczął się nowy świat. Tak są cywilizacje mniej więcej odliczane. My jesteśmy taką jedną ciągłą cywilizacją od mniej więcej 6000 lat. Wygląda na to, że właśnie ten świat, ta cywilizacja się skończyła i o tym mówią te wszystkie starożytne legendy, proszę państwa. I tu trzeba wyciągnąć z walizki taki bardzo ciekawy koncept związany z opisem tych wszystkich katastrof na świecie, które się wydarzyły chociażby 12 000 lat temu, które są zapisane we wszystkich skamielinach, które można sobie wykopać w ziemi i zobaczyć, że coś się ciekawego działo. Coś dramatycznego się wydarzyło, bo wszystkie mamuty wymarły, wszystkie dinozaury wymarły, zdmuchnęło potężną cywilizację, zostały jakieś kawałki kamieni, piramidy. Właściwie nie wiemy, co zostało. Niewiele zostało.
Co się stało? Bo tam są oczywiście różne pomysły, że walnął meteoryt, że coś wybuchło, wulkan, coś się roztopiło i tak dalej. A jest taka trzecia koncepcja na to wszystko. Taka, która sobie siedzi tam w walizce i czeka chyba na dobry czas, żeby ją wyciągnąć z tej walizki, bo nikt nie chce jej za bardzo w naukowym świecie podnosić, ponieważ jest tu zbyt dużo rzeczy związanych z takimi rzeczami jak sygnatura planet, złota geometria i wszystkie te rzeczy, które nauka nazywa szarlatanerią i alchemią. Nauka nie lubi takich rzeczy, bardzo nie lubi, bo tutaj się troszkę nie da oprzeć na starych, sprawdzonych newtonowskich zasadach. One tu w ogóle nie działają. Więc ta trzecia opcja mówi o tym, że chodzi o zupełnie inne zjawisko. Zjawisko elektrostatyczne, zjawisko elektryczne przede wszystkim. Pojawia się jakieś takie duże wyładowanie elektryczne, które nagle potrafi zaorać całą planetę. Jest na to masa dowodów.
Ja dzisiaj troszkę przytnę ten wątek, tym bardziej że już prawie dobiegamy do końca. Takim dowodem na to jest chociażby krab, którego wykopano w stanie Waszyngton. Taka skamielina sprzed 10 czy 12 000 lat. I okazało się, po zbadaniu oczywiście tej skamieliny, że jest tu coś nienormalnego w tym wszystkim. Mianowicie krab zachował się idealnie w taki sposób, w jaki nie ma prawa zachować się żadna tkanka żywa wpuszczona w inną tkankę żywą, czyli krab w błocie. Nawet jeżeli wyschnie bardzo szybko z tego błota, to i tak nie ma prawa przetrwać w ten sposób jako skamielina. Nazwano to electrofossilizing, czyli elektroskamielina. Tak to można powiedzieć. Okazuje się, że zjawiska elektryczne wywołują takie środowisko i takie rzeczy dookoła, że taki krab może spokojnie zamienić się w kamień i to w bardzo szybkim okresie czasu, nie tracąc nic ze swojej urody i przetrwać tysiące lat. I jest to wszystko za pomocą prądu elektrycznego.
Nikt nie wie jak, nikt nie wie co. Znaczy nie do końca. Wiadomo troszkę na ten temat, ale o tym to może innym razem. Tak czy siak okazuje się, że jest trzecia opcja na to wszystko, która elegancko pasuje do tej całej opowieści związanej z tym, w którym momencie swojego istnienia w kosmosie razem z planetą Ziemia jesteśmy, że jest to właśnie ów moment transformacji. Moment, w którym wkroczyliśmy w coś zupełnie innego. I sensem całej tej historii jest nowy pogląd na całą tą rzeczywistość, która jest dookoła, bo widzimy powtarzające się paterny i widzimy jednoznacznie, że jesteśmy częścią tej materii, tego powtarzającego się patternu nieustannie dookoła nas, że te światy mają cały czas te swoje cykle, mają swoje paterny. To właśnie jest owa złota geometria. My to staramy się oddać za pomocą cyrkla, linijki i dlatego się czujemy tak fajnie czasami, jeżeli się czujemy fajnie w otoczeniu takich zaprojektowanych w zdrowy sposób przedmiotów. Tak jak czujemy się zdrowo w otoczeniu roślin, które są naturalnie zaprojektowane zgodnie z zasadami złotej geometrii. One po prostu mają to naturalnie w sobie, jak my, jak nasz organizm.
I tu się okazuje, że jest coś jak kosmiczna orientacja. Bardzo ciekawa historia. Mianowicie chodzi o punkt, według którego się orientujemy po całym kosmosie, że ta orientacja jest dokładnie oparta na tym, że to my jesteśmy Centrum kosmosu i to, co się dzieje teraz, ta cała destabilizacja naszego świata, naszych właściwości, te wszystkie zmiany, to się naprawdę mocno dzieje. To jest nic innego jak tylko zmiana naszej orientacji w tej całej przestrzeni dookoła. Czym jest ta nasza właściwie orientacja? Nasza orientacja to jest nasza intencja oraz nasza wiedza. To są te dwa czynniki, które powodują, że jesteśmy w stanie nawigować samymi sobą w tej przestrzeni, w której jesteśmy dookoła. Czy to jest przestrzeń pod tytułem wychodzę do sklepu, czy to jest przestrzeń w kosmosie. Potrzebujemy zawsze tych dwóch składników: intencji i wiedzy, żeby się w tym wszystkim znaleźć. Wiedzy, gdzie jesteśmy i gdzie są drzwi albo gdzie jest wyjście z tego pomieszczenia, albo wejście do kolejnego pomieszczenia.
I intencji, żebyśmy wiedzieli, czy my chcemy wejść do tego pomieszczenia, czy chcemy wyjść z tego pomieszczenia. Takie rzeczywiste archetypy kosmosu, którymi jesteśmy w czystej formie. Czyli okazuje się, że właściwie te odpowiedzi na te najbardziej zagadkowe pytania dotyczące naszej cywilizacji: skąd się bierzemy, gdzie zmierzamy i jak wygląda ten cały proces, który nas obejmuje, leżą cały czas przed nami. Wystarczy się schylić. One nawet nie są poukrywane w niczym tak po prostu. To są te obiektywne prawdy, tak zwane naukowe fakty potwierdzone prawdziwą metafizyką, można powiedzieć. To jest ten moment w historii, kiedy zaczęliśmy to zauważać. Co będzie dalej? Nie mam bladego pojęcia. Moment jest naprawdę ciekawy.
Jest dużo legna na ten temat. Dzisiaj i tak przeleciałem tak po łebkach w tej swojej zamocie przez to wszystko, ale spokojnie wrócę do tego tematu, moi drodzy. Także powiem wam trochę więcej o tych wszystkich zmianach. O tym, co zebrała nauka do tej pory i o tym, co z kolei wykopaliśmy z ziemi i co elegancko się, że tak powiem, układa w tą samą układankę, która mówi o tej samej historii. Ale o tym wszystkim to może już w następnej hiperprzestrzeni. Koniec mojej zamoty na dzisiaj. Dziękuję wam serdecznie za wysłuchanie kolejnego odcinka, tym razem wstrząśniętego i dosyć solidnie zmieszanego. I zapraszam na kolejną hiperprzestrzeń oczywiście. Zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Na Fali, moi drodzy, żebyście mi nie ominęli pozostałych audycji i nie ominęli po raz pierwszy przetłumaczonych na język polski patentów Tesli, które znajdują się pod ostatnim odcinkiem syntezy. Proszę nie zapominać o takich rzeczach.
Jeżeli znacie jakichś konstruktorów, to ściągnijcie te patenty i dajcie im w prezencie, tak jak wy wzięliście sobie w prezencie z Radia Na Fali. Dokładnie jest to w prezencie dla wszystkich ludzi na świecie. Tych, którzy mówią w języku polskim i mieli problem z tym patentem. Ja tu chciałem podziękować Mariuszowi jeszcze raz za włożenie swojej gotówki i swojego czasu w zorganizowanie tego wszystkiego, bo było troszkę pracy przy tym. Także peace and love, wielkie dzięki. A wy, moi drodzy, zasuwajcie po te patenty Tesli, jeżeli coś dłubiecie. Tam są wszystkie te dodatkowe informacje, które żeby było zabawniej, też są połączone dokładnie z tym wszystkim, o czym tu dzisiaj próbowałem opowiedzieć. Z tą całą kosmiczną orientacją, z tym, jak my się dostrajamy tym swoim własnym rezonansem do tego kosmosu, jak to wszystko wygląda. Ale o tym wszystkim to może w następnej już hiperprzestrzeni. A tymczasem zapraszam was na wieczorową porę.
Dzięki jeszcze raz wielkie za wysłuchanie tego zamotanego odcinka. Chciałem pozdrowić jeszcze przy okazji wszystkich mecenasów Radia Na Fali, którzy wsparli Radio Na Fali w poprzednim miesiącu. Peace and love kochani, wielkie dzięki. Przepraszam wszystkich tych z was, którzy wspieracie radio za pomocą polskiego konta. Te dane zawsze ściekają troszeczkę później, także zawsze trzeba trochę poczekać. Ja też muszę poczekać, ale tak czy siak dzięki wielkie Aldono, Katarzyno, Macieju, Krzysztofie, Dariuszu, Mateuszu, Rafale, Grzegorzu, Rafale, Macieju i Patryku. Peace and love panowie i panie oczywiście. Wielkie dzięki za wspieranie radia. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Pozdrawiam w ogóle wszystkich słuchaczy, łącznie ze słuchaczami Radia Paranormalium, którzy też słuchają hiperprzestrzeni.
Peace and love kochani! Zapraszam na kolejną hiperprzestrzeń i tam postaram się już troszkę bez zamoty opowiedzieć dalej tą część historii. Kurczę, miały być cztery odcinki, miało być quadrivium, a to się tak rozciąga jak zwykle. No trudno, takie życie po prostu. Zatem do usłyszenia następnym razem. Słuchaliście hiperprzestrzeni w radioanafali.com.