[00:02] - Radio Paranormalium. Radio Paranormalium to radio internetowe nadające audycje o tematyce paranormalnej, ezoterycznej oraz konspiracyjnej. Słuchaj nas na www.radioparanormalium.pl. Portal Infra prezentuje „Paralaxa. Spojrzenie Chrisa Miekiny”. Witam wszystkich serdecznie. Nazywam się Chris Miekina i zapraszam wszystkich do pierwszej audycji pod tytułem „Paralaxa”. Paralaxa to punkt widzenia i będzie to mój punkt widzenia na rozmaite tajemnice historii, tajemnice naszej cywilizacji, a także tajemnice kosmosu. Dziś odcinek pierwszy i będzie on dotyczył Atlantydy. Atlantyda jest najsłynniejszą ze wszystkich zaginionych cywilizacji.
Jej historyczne istnienie i położenie było i jest przedmiotem zaciekłych debat od co najmniej dwóch tysięcy lat. Nigdy nie udało się z całą pewnością wskazać miejsca tego zaginionego kontynentu. A wszystko zaczęło się od greckiego filozofa Platona, który o Atlantydzie dowiedział się z przekazu rodzinnego, powtarzanego z pokolenia na pokolenie, a który rozpoczął się od praprapradziadka Platona, niejakiego Solona, który był prominentnym greckim politykiem, często wędrującym po całym basenie Morza Śródziemnego. Około 600 roku p.n.e. Solon zapędził się do Egiptu, gdzie podczas rozmowy z egipskim kapłanem dowiedział się o istnieniu tajemniczego lądu, który tamten nazwał Atlantydą. Solon skrzętnie zapisał te wszystkie informacje i informacja ta doczekała Platona, który zapisał ją w dwóch swoich dialogach, „Timajos” i „Krytjias”. Z obu tych dialogów wynika, że Atlantyda została zniszczona przez wybuch wulkanu, trzęsienie ziemi, tsunami 9000 lat przed tym, zanim dowiedział się o tym wszystkim Solon, czyli gdzieś około 9600 roku p.n.e. Z historii tej można się było dowiedzieć, że Atlantyda przypominała sobą raj. Samo słowo Atlantyda oznacza krainę kolumn. Należała ona do Posejdona, boga mórz, który, jak to jurny bóg grecki, zakochał się w zwykłej śmiertelniczce zwanej Klejto i zbudował dla niej pałac na wzgórzu w samym centrum wyspy.
Pałac ten otoczony był promieniście rozchodzącymi się kanałami o rozmaitej szerokości. Była to praca niemożliwa do wykonania przez ludzi, dlatego tylko bóg mógł dokonać takiego dzieła. Klejto urodziła Posejdonowi pięciokrotnie bliźniaki, samych chłopców, którzy później stali się kolejnymi władcami Atlantydy. Wyspa została podzielona pomiędzy synów Posejdona, z których najstarszy, Atlas, został jej królem. Na jednym z górskich szczytów wyspy Atlas kazał zbudować świątynię poświęconą Posejdonowi, w której władcy wyspy dyskutowali nadawane swojemu ludowi prawa, rozdawali wyroki, no i oczywiście oddawali cześć swojemu bogowi, Posejdonowi. Atlantyda bardzo szybko stawała się morską potęgą. Promieniste kanały zostały przekopane tak, aby do wnętrza miasta mogły wpływać statki, a samo miasto rozrosło się do wielkich rozmiarów. Klimat na Atlantydzie był wręcz wymarzony, łagodny, ciepły, pozwalający na żniwa dwa razy do roku. Sami Atlantydzi wiedli życie cnotliwe i proste, lecz niestety w końcu dopadło ich to, co nigdy nie opuszcza żadnego z ludzi, czyli żądza bogactw i władzy. Oczywiście bogowie, którzy temu wszystkiemu się przyglądali zawistnie, tylko czekali na taką okazję i od razu Zeus szybko przekonał innych bogów, że oczywiście Atlantydę trzeba ukarać.
W konsekwencji jeden dzień i jedna noc wystarczyły, aby Atlantyda i jej mieszkańcy zniknęli z powierzchni ziemi i stali się legendą. Nikt dziś dokładnie nie wie, gdzie znajdowała się ta nieszczęsna wyspa. Platon podał, że mieściła się ona gdzieś za słupami Herkulesa, które uważane są dziś za Cieśninę Gibraltarską i miejsce, gdzie Atlantyk łączy się z Morzem Śródziemnym. Amerykański pisarz Ignatius Donnelly w swojej książce o Atlantydzie, którą napisał w 1882 roku, uznał, że jedyną pozostałością po Atlantydzie są jej najwyższe szczyty, jakie ostały się jeszcze na środku Atlantyku i są dziś archipelagiem Azorów. Co ciekawe, Azory geologicznie wsparte są na wielkim podwodnym płaskowyżu, który jest wielkości Hiszpanii. Cały płaskowyż był prawdopodobnie nad powierzchnią wody w czasie epoki lodowcowej, kiedy poziom oceanu był znacznie niższy. W 2007 roku geolog planetarny Peter Schultz wraz ze swoimi kolegami z Brown University wysunął teorię o komecie, meteorze, asteroidzie, która spadła na Ziemię i stopiła pokrywę lodową około 12 900 lat temu. Katastrofa ta wywołała szereg niezwykle gwałtownych zmian klimatycznych, co zakończyło się wyginięciem mamutów i innych groźnych bestii epoki lodowcowej. Po tym katastroficznym zdarzeniu pozostała cienka, czarna warstwa węgla, którą znaleziono w 50 rozmaitych archeologicznych stanowiskach w Kanadzie, w Kalifornii, Arizonie, Południowej Karolinie, a nawet w Belgii. Podobny węglowy osad znaleziono na stanowiskach archeologicznych, gdzie badano życie prehistorycznych mieszkańców Ameryki, tajemniczych ludzi kultury Clovis, którzy zniknęli z powierzchni Ziemi gdzieś około 10 900 roku p.n.e.Bezpośrednio pod węglowym osadem znaleziono sporą koncentrację irydu, węgla drzewnego, sadzy.
Znaleziono także sferule węgla i fulereny, w których zamknięty był hel z pewnością niepochodzący z Ziemi. Znaleziono również mikroskopijnej wielkości diamenty, które mogły być stworzone jedynie w warunkach wielkiego ciśnienia i wysokiej temperatury, co mogło powstać za przyczyną uderzenia meteorytu. Jeśli więc Atlantyda mieściła się w miejscu, gdzie dziś z Atlantyku ledwie wystają Azory, to scenariusz mógł być taki: kometa spadając na atlantyckie wybrzeże Ameryki wyżłobiła gigantyczny owalny krater, który widać do dziś i jest on nazywany Zatoką Karolińską. Uderzenie było to tak silne, że wywołało ono pęknięcie dna oceanu i erupcję magmy, wraz z którą w powietrze dostały się miliony ton popiołu. Magma wypływała spod Płaskowyżu Azorskiego i zostawiła po sobie pustą przestrzeń, która załamała się pod własnym ciężarem i zatonęła wraz z leżącą na płaskowyżu Atlantydą. Zmieniło to także kompletnie balans Ziemi i biegun północny, który znajdował się gdzieś w miejscu, w którym dziś jest Zatoka Hudsona, przesunął się na obecne miejsce w samym środku Oceanu Arktycznego. Podczas epoki lodowcowej duża część Antarktydy była wolna od lodu. Profesor Charles Hapgood w swojej książce „Mapy starożytnych królów morza" zwrócił uwagę, że Antarktyda istniała na mapach morskich na długo przed tym, zanim została odkryta przez kapitana Cooka. Niektóre z tych map, tak jak słynna mapa Piri Reisa, pokazują kontury Antarktydy zupełnie wolne od lodu. Hapgood uznał, że mapy te powstały na podstawie innych map stworzonych w odległej przeszłości Ziemi przez wysoko rozwiniętą kulturę o doskonałych umiejętnościach żeglowania.
Swoje teorie Hapgood podparł tym, że w latach 60. w pobranych próbkach lodu z Morza Rossa znaleziono poleny wskazujące, że klimat w tym rejonie był znacznie łagodniejszy aż do 4000 roku p.n.e. Uznał on, że Antarktyda pokryła się lodem około 9500 roku p.n.e., co jest związane z końcem epoki lodowcowej na półkuli północnej. Teoria ta miała wpływ na badacza o egzotycznym imieniu Rand Flem-Ath, który uznał, że Atlantyda, o której opowiadał Platon, jest Antarktydą. W „Timajosie" Platon pisał, że Atlantyda jest większa niż Libia i Azja razem wzięte. Antarktyda doskonale odpowiada temu opisowi. Jedyny problem z tą teorią jest taki, że wokół Antarktydy nie znaleziono żadnych śladów ludzkiej cywilizacji. Inni badacze umieszczają Atlantydę w Ameryce Południowej, na płaskowyżu, na którym stoi dziś Tiahuanaco, które uznawane jest przez niektórych archeologów za najstarszą budowlę na Ziemi. Tiahuanaco wciąż jeszcze kryje swoje tajemnice, bo zaledwie 10% powierzchni tego obiektu zostało do tej pory zbadane. W przeszłości miało ono dostęp do jeziora Titicaca, które jednak w swojej historii skurczyło się gwałtownie i proces ten trwa nadal, a jezioro nie jest zasilane żadną rzeką.
W 1980 roku Hugo Barrow Rojo, boliwijski archeolog i znawca kultur prekolumbijskich, ogłosił, że znalazł ruiny na dnie jeziora Titicaca. Inny boliwijski archeolog, Hans Schindler Bellamy, urodzony zresztą w Polsce, uznał, że kultura Tiahuanaco rozwijała się około 12 000 lat p.n.e. Duża ilość osadów solnych wskazuje na ogromne wewnętrzne morze, które wypełniało obecne dorzecze Amazonki, co oznacza, że kultura Tiahuanaco, którą mogła być zaginiona Atlantyda, miała dostęp do morza. Podczas uderzenia komety w 10 900 roku p.n.e. cały południowoamerykański kontynent przesunął się na wschód, a zachodnie wybrzeże Ameryki Południowej podniosło się o tysiące metrów, tworząc Andy. I wraz z Andami, wraz z całym tym wybrzeżem, Tiahuanaco również przesunęło się mocno do góry, a wewnętrzne morze w dzisiejszej Amazonii po prostu wylało się do Atlantyku. Ciekawostką jest fakt, że papirus, który rośnie tylko w Egipcie, można znaleźć także na wybrzeżach jeziora Titicaca. To z niego budowane są tam trzcinowe łodzie identyczne z tymi, jakie budowali Egipcjanie. Nawet jeśli Tiahuanaco nie było mityczną Atlantydą, z pewnością rozwijała się tam kultura na tyle zaawansowana, że umożliwiała kontakty morskie ze starożytnym Egiptem, co wykazał później w swojej wyprawie Thor Heyerdahl, który popłynął wielkim, zbudowanym z trzciny okrętem Ra z Egiptu do Ameryki Południowej. Jednak najmocniejsza i najlepiej uzasadniona teoria lokalizująca miejsce, w którym znajdowała się mityczna Atlantyda, została stworzona przez greckiego, ale tym razem współczesnego archeologa Spiridona Marinatosa, który w burzliwym 1939 roku uznał, że opis Platona i katastrofa Atlantydy miała miejsce w czasach, kiedy na Krecie panowała tak zwana kultura minojska.
70 mil morskich na północ od Krety znajdowała się wyspa zwana Kallisti, co oznacza tyle co „najpiękniejsza".Dziś wyspa ta nazywana jest Terą lub Santorini. W 1628 roku przed naszą erą gigantyczna eksplozja wulkanu, dziesięć razy większa od wybuchu słynnego Krakatoa w Indonezji, zniszczyła nie tylko wyspę, ale także olbrzymi obszar Morza Egejskiego i przyczyniła się do gwałtownego końca rozwijającej się na Krecie cywilizacji. Olbrzymie tsunami nie tylko przewaliło się przez Kretę, ale zniszczyło także część Egiptu, a nawet Syrię. W Księdze Wyjścia w Starym Testamencie można przeczytać o słupach dymu w ciągu dnia i słupach ognia w ciągu nocy widzianych z Egiptu, co było przyczyną tsunami na Morzu Czerwonym, a także źródłem dziesięciu plag egipskich. Według Marinatosa, Solon, słuchając opowieści egipskiego mnicha, popełnił losowniczy błąd i odczytał hieroglif oznaczający setki jako tysiące. Dlatego uznał, że zagłada Atlantydy miała miejsce dziewięć tysięcy lat wcześniej, a powinien uznać, że było to zaledwie dziewięćset lat wcześniej, co pokrywa się z wybuchem wulkanu na Terze. Jeśli zredukować podawane przez Platona liczby z tysięcy na setki, to także obszar Santorini będzie odpowiadał opisowi Atlantydy. Nie przeszkadza to jednak innym w poszukiwaniu zaginionej Atlantydy w najrozmaitszych częściach świata. Szczątków Atlantydy szuka w Argentynie Doug Fisher. Na Bahamach odnalazł ją Edgar Cayce.
Atlantydy szukano w Meksyku, w Irlandii, na Grenlandii, w Hiszpanii, w Maroku, na Cyprze i w wielu innych miejscach. O ile nie ma stuprocentowego fizycznego dowodu na istnienie wyspy, to pamięć o żeglującej po światowym oceanie supercywilizacji jest niezwykle silna i mocno zakorzeniona w naszej kulturze, co świadczy, że być może legenda Atlantydy wcale nie jest mitem. Dziękuję wszystkim za uwagę. Do zobaczenia w następnym odcinku. Produkcja i realizacja: Portal Infra. www.infra.org.pl