[00:26] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest kolejna, szesnasta już debata ufologiczna w Radiu Paranormalium, jak co niedziela o godzinie 19:00. Dziś będziemy dyskutować o Anunnakach i gigantach, czyli o opowieści o zagionionym kontakcie. Będziemy dociekać, czy Anunnaki i giganci to byli synowie kosmitów. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj: Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[00:55] - Dobry wieczór.
[00:56] - Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej.
[00:59] - Dobry wieczór.
[01:00] - Leszek Ostoja-Owsiany, artysta malarz i pasjonat tematów ufologicznych. Witaj, Leszku.
[01:06] - Witam wszystkich.
[01:07] - Oraz współprowadzący debatę, współzałożyciel portalu infra.org.pl Piotr Cielebiaś. Witaj, Piotrze.
[01:14] - Witam serdecznie.
[01:15] - Tradycyjnie na początku podam kontakty, pod które można przesyłać do nas pytania i komentarze do debaty. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać pytania na naszym radiowym mega długadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy również na pytania na czacie Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również wysyłać pytania pod numer komunikatora SMS-owego 517 986 778. Czekamy także pod adresem e-mail Radia Paranormalium: radio@paranormalium.pl. Oczywiście oprócz pytań do debaty czekamy również na wasze relacje z obserwacji UFO. Dzisiaj natomiast będziemy głównie debatować o tym, czy Anunnaki i giganci to synowie kosmitów. Panowie, dziś porozmawiamy o temacie kontrowersyjnym.
Teorii dotyczącej pobytu na Ziemi obcej cywilizacji, która mogła dać początek rasie ludzkiej, a jej dzieje zostały utrwalone w mitach i legendach. Czy zgadzacie się z wnioskiem, że u zarania dziejów po Ziemi stąpali bogowie? Czy zawdzięczamy nasze powstanie obcym? A może widzicie w tym rozumowaniu jakieś luki? Tradycyjnie pierwszemu oddam głos współprowadzącemu naszą dzisiejszą debatę, Piotrowi Cielebiasiowi z portalu Infra. Piotrze, prosimy.
[03:08] - Witam wszystkich jeszcze raz. Dzisiaj mamy mały jubileusz. Okrągła, szesnasta debata. Jest się z czego cieszyć. Poruszamy temat bardzo kontrowersyjny, związany bardziej z paleoastronautyką niż z ufologią, ale też mający bardzo rozległe konotacje. Czy osobiście jestem zwolennikiem hipotezy, że ludzkość jest dzieckiem innej cywilizacji? Wydaje mi się, że jest to możliwe i przemawia za tym wiele dowodów. Natomiast, jak może ktoś pamięta z poprzednich debat, bardzo sceptycznie podchodzę ogólnie do paleoastronautyki jako jednej dziedziny. Dlatego, że jeżeli przeczytamy, zapoznamy się z głównym materiałem dowodowym, to okazuje się, że tam nie ma ciągłości. Ktoś, kto czytał Dänikena powie: „To się wszystko fajnie układa”.
A guzik prawda, że się układa. Nic się nie układa. Dlatego, że tam mamy kilka głównych wątków, nurtów, nitek. W zasadzie Anunnaki i giganci plus bogowie stworzyciele to jest ten główny i wydaje mi się najciekawszy z tych wszystkich. Oczywiście są też inne wątki, na przykład bogowie nauczyciele. Natomiast to wszystko się nie układa w jeden logiczny ciąg. Jedyny logiczny ciąg, jaki próbowano stworzyć, to jest teoria Sitchina. On bardzo metodycznie starał się powiązać różnego rodzaju mity, legendy, podania, eposy w jedną całość i stworzyć z tego scenariusz od początku do końca. I on stworzył scenariusz o Anunnakich, bogach z kosmosu i ich potomkach, którzy pojawili się na Ziemi, zdaniem Sitchina pierwszy raz pół miliona lat temu. Stworzyli człowieka.
Poszukiwali tutaj surowców, głównie złota. Stworzyli tu swoje bazy. Mieli też bardzo burzliwą historię i ta burzliwa historia, przede wszystkim konflikt między tymi istotami, zapisał się w naszych mitach i legendach, także takich, które dostały się do Biblii. Chodzi o to, że Sitchin uważał, że wszystkie te historie mówiące o wielkich zniszczeniach, o potopie chociażby, o zniszczeniu Sodomy i Gomory plus relacje o indyjskich wojnach bogów zawierają prawątek związany z rzeczywistymi wydarzeniami, które kiedyś miały miejsce na Ziemi. Zecharia Sitchin oczywiście jest znany, jest nadal czytany, bywa mocno krytykowany. Natomiast jego teoria o Anunnakich, musimy to zaznaczyć, została troszkę wypaczona przez internet przede wszystkim.Ta koncepcja Nibiru została wykorzystana w dość dziwny sposób. Będziemy jeszcze o tym mówić. Wiele osób to kojarzy na przykład z rokiem 2012, z tą osławioną sprawą, kiedy Sitchin tak naprawdę twierdził, że Nibiru, jeżeli jest, to pojawi się za 1000 lat. Dobrze sobie zdaję sprawę z tego, że jest to temat bardzo kontrowersyjny i wiele osób może odnieść takie wrażenie, że nie ma tutaj żadnych dowodów. Poruszamy się po bardzo śliskim gruncie.
Moim zdaniem jest inaczej. To jest temat godny rozważań historycznych. Da się go analizować historycznie w pewnym sensie dlatego, że mamy pewne dowody materialne, będziemy o tym mówić. Mamy też eposy, które mogą, chociaż nie muszą opisywać prawdziwe wydarzenia. Dlatego ta rekonstrukcja historyczna jest troszeczkę możliwa. Oczywiście nie są to materiały źródłowe takie, jak byśmy chcieli. Natomiast są to materiały sugerujące lub poszlaki sugerujące, że coś takiego mogło mieć miejsce. Co mi się jeszcze nie podoba i co muszę zaznaczyć, nie wiem, jak się panowie do tego odniesiecie, to fakt, że od pewnego czasu, bo Sitchin nie żyje już chyba piąty rok, pojawia się mnóstwo bzdur, mnóstwo autorów, którzy wykorzystują ten stworzony przez niego schemat, powołując się na niego, dodając tam jakieś, za przeproszeniem, łajna. Chciałem użyć brzydkiego słowa, przepraszam. Wyssane z palca teorie, dodają jakieś tam wymyślone przez siebie rasy i tak dalej.
Na to nie ma absolutnie żadnych dowodów. Natomiast na teorii Sitchina jakieś malutkie dowody może są i to odróżnia go od reszty. Reasumując, czy uważam, że jest to możliwe, że bogowie chodzili po ziemi i nawet stworzyli człowieka czy go ucywilizowali? Moim zdaniem w świetle pewnych przesłanek tak, jest to możliwe. Tym bardziej, że w naszej historii są spore luki. Oddaję głos Chrisowi.
[08:35] - Myślę, że cała ta teoria o Anunnakach i stworzeniu nas przez nich, przez tych przybyszów z kosmosu jest realna w jednym bardzo mocnym sensie. Bo przecież te wszystkie eposy, z których dowiadujemy się o ich istnieniu, epos o Atraχasis czy Enuma elisz, czy wreszcie Gilgamesz. One w jakiś sposób zostały przepisane ponownie. Trafiły do Starego Testamentu, trafiły także później do innych religii i poprzez zmianę terminologii, zmian nazw czy reinterpretację tych wszystkich starożytnych sumeryjskich eposów jeszcze raz wypłynęły na powierzchnię i stworzyły taką cywilizację, w jakiej obecnie żyjemy. My jesteśmy właściwie jej wynikiem. I nawet gdyby Anunnaki nigdy tak naprawdę nie istnieli, byli wytworem fantazji starożytnych Sumerów, to tak naprawdę ta fantazja stworzyła nas dziś, ponieważ podwaliny całej naszej kultury oparte są właśnie na tych najstarszych religiach. Od judaizmu, przez chrześcijaństwo, później islam, które w jakiś sposób w swoich najgłębszych korzeniach czerpią z tego mitu Anunnakich. I z tego powodu widzę, że ta historia absolutnie ma sens, ma wpływ, ciągle działa, ciągle jest w jakiś sposób aktualna. Myślę o tym, że jeszcze w trakcie dzisiejszej dyskusji o tym porozmawiamy, gdzie co zostało zmienione i co w jaki sposób zostało z reinterpretowane, żeby dać zupełnie nowy obraz czegoś, co zostało już napisane wcześniej, znacznie wcześniej, w tych sumeryjskich traktatach. Mit jest żywy i myślę, że niekoniecznie trzeba go rozpatrywać tylko z punktu widzenia historii, ale także jego wpływu na nas teraz i w dziele obecnym.
Dziękuję.
[10:33] - Może teraz oddajmy głos Leszkowi Ostoi-Owsianemu. Leszku?
[10:46] - którą zaprezentował, właściwie rozpropagował. Bo trzeba pamiętać, że Sitchin pracował na materiałach, które interpretował, które dzięki temu, że znał akadyjski, mógł odczytywać i mógł przedstawić nam swoją interpretację tych tabliczek. Świat, który nam prezentuje, ma swoją ciągłość, tak jak tutaj ktoś wspominał, że to jest taka ciągłość, która nas dotyczy, nas cały czas dotyka. Większość ludzi chodzących do kościoła nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to ciągłość, która mówi nam o tym, że przylecieli obcy i sprawili, że jesteśmy tym, kim jesteśmy w tej chwili. Nie jest to tylko wymysł tej kultury. Te mity przewijają się właściwie przez cały świat. Jak wspominaliśmy niejednokrotnie, jest to zawarte w wielu legendach, w wielu mitach, które mówią o tworzeniu czy to świata, czy to ludzkości. Przewijają się obcy kosmici, których nazywano bogami. Ta cała koncepcja, którą przedstawił nam Sitchin, w zasadzie obejmuje większość świata, bo on nie tylko skupił się naAzji Mniejszej, na terenach tego półksiężyca. Popłynął dalej.
Przedstawił rozwój, te macki, które rozwinęły się na cały świat w zasadzie. Te pozostałości, czy to w Ameryce Południowej, czy w Północnej, czy też w Indiach, to jest pewien mit, który się przewija wszędzie w zasadzie, który jest różnie ujęty, różnie przedstawiony, ale opowiadający właśnie o tych obcych, którzy przylecieli i którzy tworzyli nas w swoich warunkach z tego, co było na miejscu. Co? Jak się to wydarzyło? To jest nasze dociekanie. Jeszcze gdybamy, jeszcze mamy zbyt dużo niewiadomych. Jest duże pole do popisu dla tych, którzy mają a to bujną wyobraźnię, a to chęć do dociekania. Może tyle.
[13:28] - Arku?
[13:32] - Mamy w sumie trzy kierunki, gdzie możemy sobie wierzyć w powstanie ludzi, ludzkości, czyli cywilizacji ludzkiej, obojętnie z której strony Ziemi. Więc albo na drodze ewolucji wykształcił nam się duży mózg i tak jak chce to archeologia akademicka i inne dziedziny, które bazują na tej teorii kontynuować to. A więc będziemy mieli siewców, którzy się nauczyli uprawiać rolę i później hodować zwierzęta w tej lub innej kolejności. Albo przyjmiemy dogmat, że od pstryknięcia palcem jest gdzieś tam jakiś wielki staruszek, który gdzieś tam między chmurkami, obłokami mieszka i stworzył to wszystko w siedem dni. A jest też i teoria paleoastronautyki, która mówi nam, że do pewnego momentu zaczęliśmy się rozwijać my jako przodkowie, znaczy nie my, a przodkowie ludzi. Później przylecieli obcy, którzy wykorzystując nasz materiał genetyczny, lekko go troszeczkę modyfikując, stworzyli zarówno człowieka, jak i podwaliny naszej cywilizacji. To jest najbardziej rozbudowane, dlatego, że w każdej cywilizacji jest praktycznie opis bogów, którzy przylatują z nieba, coś z krwi i z kości. Uczą konkretnych rzeczy, czyli uprawy roślin, wykorzystywania ziół, sposobów hodowli zwierząt, wprowadzenia jakiejś tam hierarchii i jakiegoś zalążku prawa. I to jest bardzo ważne. Po Sumerach zostało nam między innymi to, że mamy coś takiego jak pojęcie prawa, które jest skodyfikowane i według tych zasad państwo funkcjonuje.
Można myśleć, że genialnie wpadli na ten pomysł Sumerowie i to umożliwiło im ekspansję i zostawiło trwały ślad na późniejszych innych cywilizacjach, które czerpały z tego. Pomyślmy o tym, co się dzieje w innych częściach świata w tym samym czasie i jak wyglądają ludzie, jak byli przedstawiani ludzie w tym czasie przez archeologię akademicką. A więc w sumie zaostrzony w ognisku kij, polowanie na mamuta i to wszystko. Może już mamutów nie było, ale mniej więcej tak to wygląda. Tak powinniśmy się zachować. Czyli społeczeństwo typowo łownyczo-zbierackie. A tutaj od razu powstają budynki. Stolicą państwa Sumerów było miasto Ur. Inną sprawą jest to, że nie mamy żadnych dowodów, takich twardych, namacalnych, że to, co jest opisane w jakichkolwiek eposach o przodkach jest faktyczne, zdarzyło się naprawdę. I możemy wziąć do ręki na przykład jakiś fragment statku, na którym przylecieli.
Czegoś takiego nie ma. Prawdopodobnie jeszcze w dalszej części dyskusji będziemy mówili między innymi o tym, w jaki sposób Sitchin wnioskuje, na jakich podstawach wnioskuje swoje teorie. Myślę, że o tym w dalszej części porozmawiamy. Ja się składam osobiście przy tej trzeciej wersji. To znaczy, że do pewnego momentu rozwijaliśmy się sami
[18:22] - Później mieliśmy gości, którzy nas uczyli bez konkretnego powodu. Przylecieli, popatrzyli, w tym pomogli, w tym pomogli. Zabrali to, co im potrzeba i odlecieli. Dziękuję. Na razie.
[18:41] - Dodam też pewną rzecz, która jest niesamowicie ważna w naszych rozważaniach. Po pierwsze sama cywilizacja Sumerów. Nie ma jednoznacznej granicy, kiedy ona się zaczęła, kiedy w ogóle oni przybyli do Mezopotamii Południowej z bliżej nieokreślonego miejsca. Po drugie oni zastali już tam cywilizację. El Ubaid tak się nazywała. Także nie przybyli tam na goły teren, tylko zajęli coś, co już było. Także nie można być do końca pewnym, czy te mity są w 100% sumeryjskie. Czy one czasami nie pochodzą od wcześniejszej cywilizacji, która tam już działała? Kolejna sprawa to fakt, że kolejne ludy, które napływały do Mezopotamii, Babilończycy, Akadyjczycy, potem mieliśmy jeszcze Asyryjczyków. Wszystkie te organizmy przejmowały spuściznę po przodkach.
To może niektórych ludzi dziwić. Mamy konglomerat wierzeń. Natomiast on wyrasta z jednego źródła. I jeszcze jedna sprawa, o której chciałem powiedzieć. To, że my w naszych rozważaniach, bo widzę tutaj straszny, szybko rozprzestrzeniający się wirus debilizmów reptiliańskich. Nie będziemy dzisiaj rozmawiać o reptilianach ani podobnym chłamie. To są totalne bzdury. Tak jak mówiłem, jeżeli Sitchiny miał jeszcze jakieś podstawy do wysnuwania swoich wniosków, tak ci, którzy opowiadają o reptilianach i podobnych kretynizmach w jakiejkolwiek formie, nie mają absolutnie żadnych podstaw. Dlatego proszę nie przesyłać nam takich pytań. Nie będziemy brali tego pod uwagę.
Mówimy dzisiaj o konkretach. Mamy mnóstwo pytań z czata, także wybaczcie, jeżeli nie zadamy dzisiaj wszystkich. Wiemy, że ten temat jest bardzo ciekawy, ale przejdźmy do drugiej sprawy. Mamy już pewne podstawy.
[21:08] - Tutaj Chris chciał jeszcze coś dodać, także może oddajmy najpierw głos Chrisowi.
[21:13] - Chciałbym o jednej sprawie jeszcze wspomnieć, bo bardzo często w rozważaniach na temat cywilizacji Sumeru i ewentualnie ich kontaktu z pozaziemskimi istotami, które przekazały im wiedzę, prawo, przekazały im umiejętności, bo panuje takie przekonanie, że cywilizacja Sumeru niemalże eksplodowała. Że mamy łagodną ewolucję. W jaskiniach sobie człowiek siedzi na palmach, banany skubie i nagle ni stąd, ni zowąd ma miasta, ma prawo. Wszystko jest świetnie zorganizowane. Ma królów. Ludzie są podporządkowani sobie, wiedzą, co mają robić, czego słuchać. Jest system religijny. I to właśnie przypisuje się kontaktom kosmicznym, pozaziemskim, paranormalnym wręcz. Wplątuje się w to często Annunaków, że to niby oni mieli dla Sumerów wszystko to stworzyć. I stąd ta eksplozja około 5000 lat p.n.e.
naszej cywilizacji, która jest kontynuowana do dziś. Tymczasem wyjaśnienie tak zwanej eksplozji jest o wiele bardziej prozaiczne i wyszło ono przy okazji trwających wiele dziesiątków lat badań nad miejscem w Turcji, w Azji Mniejszej, które się nazywa Çatal Hüyük. Między innymi badają go polscy archeolodzy i okazało się, że to miejsce jest niezwykle stare i nikt nie wie tak naprawdę, jak bardzo stare ono jest, ponieważ tam jedna cywilizacja czy jedna epoka budowała na następnej, przekuwała się przez tą starszą, budowała coś swojego i trwało to naprawdę przez tysiące lat. Ale w całym procesie, kiedy wreszcie historykom i archeologom obraz rozwoju Çatal Hüyük się przedstawił, okazało się, że powstanie tego miasta czy miejsca, gdzie ludzie zaczęli mieszkać tuż obok siebie, gdzie przestali nagle wędrować i osiedli w jednym miejscu i zaczęli uprawiać ziemię. Powstanie tego miejsca ma bardzo prozaiczne źródła i wynikają one właściwie z odwiecznej podróży człowieka, z jego koczowniczego trybu życia, kiedy podobnie jak dziś antylopy na sawannie Serengeti podróżują z północy na południe, a potem z powrotem w nieustającym cyklu. Podobnie wędrował kiedyś człowiek i ten człowiek, wędrując przez tysiące lat samymi ścieżkami wzdłuż tych samych rzek, wzdłuż tych samych dróg, zaczął zdobywać wiedzę na tematy pogody, na tematy zmian, jakie następują. I ponieważ ciągle musiał zbierać, polować, żeby się jakoś żywić, niektórzy wpadli na pomysł, że może żeby było łatwiej, to wędrując na południe wrzucimy tu parę ziarenek. Jak będziemy wracali, to one wyrosną. I tak naprawdę, wędrując z jednego miejsca na drugie, trwały nieustanne zbiory. I to spowodowało, że powstała bardzo konkretna wiedza na temat budowania pewnych upraw.Tworzenia agrokultury czy nawet hodowania zwierząt.
I ci ludzie zaczęli osiadać w systemie chaotycznego ula. Zaczęli sobie budować domy, szałasy. One były posklejane ze sobą, nie miały praktycznie ulic. Ludzie chodzili sobie po dachach. I ponieważ to społeczeństwo było kompletnie utylitarne, egalitarne i nie miało żadnych wodzów, nie miało żadnej gradacji, hierarchii społecznej, więc wszyscy dzielili się ze wszystkim. Oczywiście z ekonomicznego punktu widzenia wiadomo było, czym to się skończy. Musiało się to skończyć wielkim rozpadem, bo nagle okazało się, że ludzi jest zbyt wielu, a jedzenia jest zbyt mało. I ci ludzie wszystko to opuścili, ale nigdy nie zapomnieli tego doświadczenia, które trwało przez tysiące lat. I ci właśnie cwańsi i mądrzejsi wymyślili sobie nagle, że warto wrócić do tego pomysłu, założyć miasto, ale na ich warunkach. I w taki sposób właśnie powstały te cywilizacje na obszarze, który my nazywamy Mezopotamią.
Wspaniała żyzna ziemia, wspaniale położona, bogata praktycznie we wszystko. I dlatego ci ludzie, którzy doszli do wniosku, że warto coś takiego stworzyć, robili to pod swoim własnym przywództwem. I z tego powodu nagle powstały prawo, planowanie miasta, zbudowano szereg innych inwestycji, infrastruktury miejskiej, która pozwalała takiemu obiektowi funkcjonować. To oczywiście zaciekawiło te wszystkie okoliczne, bardziej dzikie plemiona. One zaczęły nagle napływać w ten rejon. I właśnie stąd mamy ten wielki miks babiloński. Mamy Babilończyków, Akadyjczyków, Sumeryjczyków, nie wiem kogo jeszcze. Rozwój tego jest oczywiście bardzo gwałtowny, ale zakończony jest absolutnym sukcesem, czego my również dziś jesteśmy wynikiem. Także troszeczkę przydługie to moje sprostowanie, ale ponieważ ta informacja jest właściwie całkiem świeża, bo odkryto i ogłoszono ją mniej więcej około pół roku temu, może niecały rok temu. W jakiś sposób wyjaśnia ten fenomen i stawia linię, że nie ma tu mowy o żadnych siłach nadprzyrodzonych, nie ma tu mowy o kosmitach, że człowiek był w stanie o własnych siłach do czegoś takiego doprowadzić i dokonać tej rewolucji.
Podobnie jak na przykład świat kompletnie zmieniła maszyna parowa praktycznie w mgnieniu oka. Podobnie to doświadczenie, jakie obserwuje się na przykładzie Catalhüyk, zmieniło kompletnie ludzką cywilizację, pozwoliło jej osiąść, zbudować nagle świetnie zorganizowane miasta i funkcjonować aż po dziś dzień. Dzięki. Przepraszam za przydługie opowieści.
[27:04] - Zanim przejdziemy do drugiego pytania z naszej ściśle tajnej listy, pozwolę sobie odnieść się krótko do komentarza jednego ze słuchaczy na czacie Radia Paranormalium. Łukasz pisze: „To może zróbcie listę tematów, o których można pisać, a o których nie. Śmierć dezinformacją.” Łukaszu, zgodnie z moją wiedzą, nie wiem, jak pozostałych debatujących, ale zgodnie z moją wiedzą reptilianie przybyli na Ziemię dokładnie w momencie, kiedy David Icke rozpoczął karierę pisarską. Właściwie tyle mam do powiedzenia w temacie reptilian. Pytanie numer dwa brzmi następująco: teoria Zecharia Sitchina zakłada, że kilkaset tysięcy lat temu na Ziemię przybyły istoty z kosmosu, Anunaki, którzy nie tylko powołali do życia gatunek ludzki, ale też zbudowali na Ziemi swe kolonie. Czy jest to możliwe w świetle dzisiejszej nauki? Gdzie są ich bazy oraz kopalnie? Czy zostały po nich jakieś namacalne dowody? Może tym razem pierwszy niech się wypowie w tym temacie Arek Kocik. Arku, prosimy.
[28:20] - Najpierw chciałbym się odnieść do tego, o czym mówił przed chwilą Kris. Sposób udomowienia, że tak powiem, ziarna i sposobu zawiązywania się cywilizacji taki, jaki opisałeś, jest już od dawna nauczany między innymi w każdej szkole rolniczej. Więc to nie jest wielkie odkrycie, że w ten sposób, że przy przemarszach wysiewano coś tam, później spotykano z powrotem to ziarno już większe. Uprawa stąd jest właśnie pszenicy, jęczmienia i bodajże winorośli. To jest już dawno przerobione.
[29:09] - Ja tylko wejdę w słowo. Nie było to dla mnie rewolucyjne. Natomiast rewolucyjna była zmiana systemu egalitarnego na system kast poprzez eksperyment, którym było powstanie pewnych skupisk ludzkich w jednym miejscu, tak jak to było właśnie w Catalhüyk. Ja tą historię opisywałem. Następnie rozpad tego i założenie tego ponownie, tym razem jednak bez tej egalitarnej funkcji, jaką sprawowało miasto wcześniej, a pod czyimś konkretnym zarządem i pod czyjąś władzą, linią krwi czy pod pewnym reżimem. Po prostu skończyła się wolność, którą człowiek się cieszył przez tysiące lat. Nagle zaczęły się zależności i teraz każdy miał swoje własne miejsce, swoją własną rolę, w zależności od tego, z jakiego rodu pochodził, czy też na ile pozwala mu jego inteligencja i umiejętność. Natomiast nie mówiłem, że rewolucyjne było sianie po drodze tego zboża, tylko po prostu ono pozwoliło na zbudowanie pierwszego większego skupiska ludzkiego w jednym miejscu. Bo jak wiemy, żadne miasto, czy miasto Majów, czy miasto Inków nie byłoby w stanie istnieć, gdyby nie było zaopatrzone w taką prozaiczną rzecz jak żywność. W związku z czym musiała istnieć fantastyczna agrokultura, żeby to wszystko w jakiś sposób wspomóc i pozwolić tym ludziom, którzy żyją w mieście, zajmować się zupełnie czymś innym niż zdobywaniem pożywienia.
[30:33] - To tyle.
[30:35] - Dokładnie tak. Wróćmy może do Zacharii Sitchina i jego teorii. Należałoby wspomnieć czy wytłumaczyć, jak to się wszystko z punktu widzenia człowieka XX wieku zaczęło. Otóż w 1835 roku, nie jestem pewny, ale mniej więcej ten okres, odnaleziono zapis w trzech językach: akadyjskim, sumeryjskim i staroegipskim. Zapis tych samych słów na kamieniu. To dało możliwość odczytania tabliczek, które wcześniej i później zostały znalezione w dawnym mieście Ur i w Babilonie. Mniej więcej. Mówię o sposobie, w jakim do tego doszli. Przez długi okres czasu, przy odczytywaniu tych eposów o Gilgameszu między innymi i o wszystkich innych, sądzono, że to są mity, to są legendy i tak też zostało to wszystko sformułowane. Tak jak my możemy powiedzieć w tej chwili Matka Ziemia, mamy na myśli Ziemię jako planetę matkę nas wszystkich.
W archeologii, przy odczytywaniu tego, takie sformułowanie było brane jako mit. Zacharia Sitchin nauczył się języka akadyjskiego i sposobu odczytywania pisma klinowego i sam zajął się przekładem tego, co wcześniej już odczytano, ale z innym motywem przewodnim. Traktował to jako zapis historyczny, a nie legendy i mity. Stąd mu wyszło, że Anunaki w dosłownym tłumaczeniu miało być to potomstwo bogów, boga Anu. Było też inne znaczenie słów. Tam nie pisano o tym jako bogowie z dużej litery, tylko tak, jakby to były osoby, więc stanowiska. To jest cała dźwignia tego wszystkiego, co nastąpiło później. To, co opisuje później, że dwóch synów przyleciało tutaj, zaczęli kopać, między innymi pokłócili się, mieli swoją wojenkę. Przyleciał Anunaki i rozdzielił, jednego pozostawiając w dolinie Tygrysu, Eufratu. Drugi wziął w posiadanie Afrykę i tam kopali to złoto.
To jest kompletny początek, jakaś historia. W dalszym ciągu tej historii Anunaki stworzyli najpierw ród Iggu, którzy składali się z samych mężczyzn i pracowali non stop przy wydobyciu tego złota. A gdy ci się zbuntowali, stworzyli ludzi. Po jakimś czasie, gdy już nasycili się złotem, opuścili tych ludzi Adamów. Zaczęliśmy sobie tutaj żyć własnym życiem, ale już mieliśmy wzorzec. Pierwszym miastem nie było miasto Ur, a to wcześniejsze. Ono się nazywało coś tam, nie pamiętam w tej chwili, ale które prawdopodobnie jest jeszcze do odkrycia gdzieś pod grubą warstwą mułów, pyłów, które zostały naniesione w wyniku zatopienia tych terenów przez wielkie tsunami. Jest o czym myśleć. Jeżeli to by była w ten sposób opowiedziana historia, ma rację bytu. Być może są przesłanki ku temu, że tak to się wszystko zaczęło.
Dziękuję na razie.
[36:00] - Teraz może oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[36:07] - Po takim wstępie obszernym, jaki zafundował Arek, rzeczywiście można dojść do wniosku, że to wszystko układa się w pewną całość. To był właśnie plus Sitchina. On starał się zbudować, jak powiedziałem już wcześniej, taką swoją własną, ukrytą historię tego, jak to było przed powstaniem pisma. Ale pojawia się taka koncepcja, że mamy mity, mamy eposy. Często te przekazy są bardzo sugestywneNatomiast problemem jest brak namacalnych dowodów na przybycie na Ziemię tych istot i jakąkolwiek ich aktywność. Sitchin twierdził po pierwsze, że przybyli tutaj oni przed prawie pół milionem lat, aby wydobywać przede wszystkim złoto. Powstaje pytanie, bo według Sitchina Anunnaki przebywali na Ziemi od zamierzchłego okresu, jak powiedziałem, przed pół milionem lat, do prawdopodobnie szóstego tysiąclecia przed naszą erą. Zresztą teorie Sitchina, jego wnioski są bardzo czasami pokręcone. On często też zmieniał zdanie na przestrzeni lat. Dobrze jest zajrzeć do takiego słowniczka, który został sporządzony na podstawie jego dzieł.
Tam w hasłach mamy opisane kolejne zagadnienia tego, jak on to widział. Ale powracając do tematu, gdzie są namacalne dowody? Po pierwsze, tym namacalnym dowodem byłyby bazy tych istot, bo rzeczywiście przebywając tu przez tak długi czas, powinny stworzyć jakąś infrastrukturę. Owszem, jeżeli one się poruszały innymi środkami transportu niż lądowe, na przykład posiadały maszyny latające, to nie musiałyby rozwijać infrastruktury kolejowej. Natomiast powinny posiadać jakieś bazy. Sitchin twierdził, że takie bazy owszem, są. Jedną umiejscawiał na półwyspie Synaj. Twierdził, że znajdują się tam ślady bazy, która została prawdopodobnie zbombardowana pociskami jądrowymi podczas wojny Anunnaki. Pokazywał zdjęcia tego obszaru, twierdzi, że można tam znaleźć stopione kamienie i tak dalej. Każdy miłośnik Sitchina pewnie widział to w jego książkach.
Kolejna taka baza jego zdaniem, ale to już inna sprawa, znajdowała się gdzieś w Afryce. Niektórzy wskazują na słynną budowlę Wielkie Zimbabwe. Natomiast ta budowla nie jest taka stara, jak niektórzy uważają. Oczywiście Sitchin pierwotnie tę bazę umiejscawiał na terenie Mezopotamii. Tam też mogły być jakieś stanowiska tych istot. Kolejna sprawa, już dużo bardziej problematyczna niestety, to są kopalnie. Jeżeli oni kopali to złoto, jeżeli go szukali, to powinniśmy mieć pod ziemią całe systemy starożytnych sztolni, kopalni szybów. Z tego, co wiem, niestety czegoś takiego nie ma. Są osoby, które twierdzą, że takie struktury istnieją w południowej Afryce, natomiast są to dość prymitywne struktury, bo owszem, są prymitywne, prehistoryczne kopalnie wskazujące na poszukiwania jakiegoś surowca. Wiadomo na przykład, że w Wisconsin wydobyto mnóstwo miedzi w okresie prehistorycznym.
Natomiast jeżeli chodzi o złoto, jest problem, bo musielibyśmy założyć, że ci Anunnaki, posiadając tych swoich niewolników, stworzyli jakieś zaawansowane kopalnie. To nie było jakieś tam grzebanie, prawda? Przynajmniej hipotetycznie tak mi się wydaje. Niestety nie mamy jednoznacznych dowodów na istnienie takich struktur. Owszem, są pewne anomalne struktury nie w Republice Południowej Afryki, ale na przykład w Chinach. Są też takie struktury, które są na wpół legendarne lub nawet legendarne, jak słynna księżycowa jaskinia zagubiona gdzieś w Tatrach. I jeszcze jedna sprawa odnośnie Anunnakich. Kolejne dowody na ich wojnę, którą mieli między sobą toczyć. Po pierwsze, oczywiście jest jeszcze kwestia olbrzymów i ich rzekomego potomstwa, ale to inna sprawa. Jeżeli chodzi o wojnę, to z kolei możemy się doszukiwać pewnych wątków na przykład w literaturze indyjskiej.
Słynne opisy zawarte w „Mahabharacie” na przykład opisujące latające wozy, słynne vimany, broń agneję, która miała niesamowitą moc, potrafiła palić słonie bojowe i tak dalej. Jeżeli chodzi o namacalne dowody, to wcale nie jest tak trudno, bo na przykład mamy coś takiego jak słynną zagadkę stopionych fortów. Były to kamienne budowle znajdowane w wielu regionach świata, głównie w Europie Północnej, które noszą dziwne ślady nadpalenia. To znaczy kamień jest stopiony. Próbowano to wyjaśnić na wiele sposobów. Żaden nie wydaje się wielce wiarygodny, ale tak bym to widział. Także jeżeli szukamy dowodów namacalnych na istnienie tych Annunaków, one wcale nie są takie naciągane, jak niektórzy by mogli sądzić. Chris, co sądzisz na ten temat?
[42:32] - Ja myślę, że najpoważniejsze dowody na istnienie tych Annunaków są właśnie w Afryce i myślę, że są pewne fakty, obok których nie możemy przejść obojętnie.Przede wszystkim jest to sieć kamiennych kręgów. Odkryto je po raz pierwszy gdzieś w XVI wieku, kiedy to Portugalczycy zaczęli budować swoje kolonie w Afryce, mniej więcej zaczynając od dzisiejszego Mozambiku. Działali mniej więcej na takiej zasadzie, że przysyłali z więzień swoich przestępców, którzy albo mieli zginąć w więzieniu, albo mieli eksplorować nieznany ląd. Oczywiście wybierali eksplorować nieznany ląd, bo była jakaś szansa przeżycia. I właśnie z Mozambiku udawali się w głąb kontynentu i tam napotykali najdziwniejsze, najrozmaitsze ludy, zdobywali informacje i ci co wracali, ewentualnie byli ułaskawiani. Właśnie ci Portugalczycy przynieśli wiadomości o kamiennych kręgach i o tajemniczym ludzie Makarengę. Lud Makarengę miał już nie istnieć w tamtych czasach, gdzie pierwsi Portugalczycy się tam pojawili, ale opowiadali o nim tubylczy Murzyni Bantu i inni, którzy tam żyli i mówili o nich i nazywali ich dziećmi słońca. To pierwszy taki element, zalążek tego wszystkiego, co tam mogło być. Następnym człowiekiem, który to wszystko sprawdził, był angielski archeolog Bent, który już po wojnie burskiej zaczął badać nową kolonię królowej brytyjskiej i natknął się właśnie na te kamienne kręgi i zaczął je liczyć. Liczył je z siodła swojego konia.
Naliczył ich około 4000. Był zdumiony swoim odkryciem. Z czasem okazało się, że jest ich znacznie więcej. Nauka nie potrafiła sobie tego kompletnie wyjaśnić, skąd to się wzięło, ponieważ wszystko wskazywało na to, że ta część Afryki należała zawsze do bardzo słabo zaludnionych, więc nie było możliwości, żeby istniał lud, który zbudowałby taką ilość kamiennych kręgów. Temat właściwie zarzucono. Zarzucono go praktycznie do dziś, bo właściwie nikt tych kamiennych kręgów nie bada. Oprócz Michaela Tellingera, który wręcz obsesyjnie się tym tematem zajmuje. On razem ze swoim przyjacielem Heinem kilka lat latali nad terenem południowej Afryki helikopterem. Resztę zbadali przez Google Maps i odkryli, że tych kręgów jest co najmniej 20 milionów. Czyli jeżeli tych kręgów jest aż tyle, to jak gigantyczna musiała być populacja, która je zbudowała?
Wówczas Tellinger zaczął kojarzyć istnienie tych kamiennych kręgów właśnie z Annunaki, z tym, o czym opowiadał Sitchin, z poszukiwaniem przez nich złota i zaczął kojarzyć fakty ze sobą. Po drodze w poszukiwaniu tych faktów oczywiście wiadomo, że znajduje się złoto, czyli kruszec, po który Annunaki przyjechali na Ziemię. Jak wszyscy wiemy, w południowej Afryce tego kruszcu są olbrzymie ilości po dziś dzień. Nawet jeśli Annunaki wydobywali ich potworne ilości, to wciąż zostało wystarczająco dużo, żeby przysłonić swoimi złożami największe, najlepsze miejsca ze złotem na kuli ziemskiej. Podczas rozmów z górnikami, którzy pracują w kopalni, z inżynierami, którzy budują te kopalnie. Te kopalnie to jest sieć niezwykle rozbudowanych labiryntów ciągnących się często wiele kilometrów w głąb ziemi. Okazało się, że czasami po przekroczeniu kilometra, nawet i półtora w głąb ziemi, natrafiano na korytarz. Na korytarz na tyle wielki, że pomieścił dorosłego człowieka, który mógł spacerować tym korytarzem. Korytarze te były w tak dobrym stanie, że często ludzie, inżynierowie, którzy kopali te kopalnie, budowali te kopalnie, tworzyli te korytarze pod ziemią, wykorzystywali całe elementy znalezionych korytarzy półtora kilometra pod ziemią. Wyobraźmy to sobie.
I wykorzystali je do swoich własnych, współczesnych prac. Archeolodzy absolutnie nadal byli niezainteresowani tym, kto mógł to zrobić. Uznano to za wybryk natury, ale dla Tellingera był to dowód, że coś jednak istnieje. Coś jednak wydobywało to złoto wcześniej. Ktoś to po sobie pozostawił i zaczął próbować zdobywać więcej informacji od ludzi, którzy w tych korytarzach pracowali. Ci ludzie zaczęli przynosić mu różne elementy, jakie tam znaleziono. Okazało się, że według tych wszystkich regulaminów, wokół których działała tego typu kopalnia, każde znalezisko pod ziemią musiało być w jakiś sposób zapisane, wyewidencjonowane. I była specjalna firma, która zbierała rzeczy niezwykłe. Tymi rzeczami niezwykłymi były najrozmaitsze dziwaczne kamienne narzędzia. Najczęściej miały one kształt stożkowy nieco.
Nie wiadomo kompletnie, do czego one mogły służyć. Drugim takim elementem, który często znajdowano, był płaski kamień z wywierconą w środku dziurą. Od czasu do czasu znajdywano ślady płonącego ognia w tego typu korytarzach. Jedną z takich próbek udało się Tellingerowi załatwić i po zbadaniu go metodą radiowęglową okazało się, że ktoś w takim korytarzu palił ten węgiel i było to 200 000 lat temu. Była to informacja szokująca i w jakiś sposób bezpośredni potwierdzała istnienie i funkcjonowanie Annunaków na tych terenach właśnie wtedy. Bo jak wiemy od Sitchina Annunaki przybyli na Ziemię około 400 000 lat temu, więc 200 000 to są w samym środku swojej olbrzymiej produkcji złota. I tego typu instalacje, czyli te kamienne kręgi, któreKompletnie ich sens działania jest niezrozumiały dla przeciętnego człowieka, który sobie je ogląda, a także i dla naukowca. Był w jakiś sposób połączony z całym procesem wydobycia tego złota. Do dziś nie bardzo wiadomo, na czym to mogło polegać, ale widać, że te kamienne kręgi połączone są ze sobą siecią, połączone są ze sobą kanałami. I to, co widzimy obecnie, czego jest olbrzymia ilość, to jest to zaledwie niewielka część tego, co istnieje w dolinach.
Ponieważ jak wiemy z tej całej historii o Anunnakach, skończyła się ona tym, że wywołana została wielka fala tsunami, która miała zniszczyć tych wszystkich robotników i zatrzeć ślady po Anunnakach i ich działalności na Ziemi. Właśnie ta fala przykryła mułem większość tego typu konstrukcji, tych kamiennych kręgów, które dziś widzimy tylko dlatego, że w procesie erozji wiatr oczyścił szczyty gór z tego pyłu, z tego mułu i dzięki temu możemy je dziś zobaczyć, co oznacza, że w dolinach może być ich znacznie więcej. Czyli w miejscach ciągle przykrytych bardzo grubą warstwą mułu. Te elementy są bardzo mocnym dowodem na to, że ktoś jednak tam działał, coś się jednak działo i pokrywa się to z całą historią Anunnaków. Co ciekawe, Tellinger jest właściwie jedyną osobą na świecie, która zajmuje się tymi kamiennymi kręgami. Nikt inny nie jest tym więcej zainteresowany. Żaden instytut naukowy ani inni badacze. Dziękuję.
[50:19] - Mamy słuchacza na antenie, czatowicza z Radia Paranormalium. Jubi. Witaj, Jubi.
[50:26] - Bardziej z radia na fali, ale okej, też wysuwam. Słuchajcie, chciałem wam zadać jedno pytanie, bo dużo jest przysłanek odnośnie przekazów channelingowych i nie tylko. Jak goście się odniosą do przekazów channelingowych, gdzie są opisywane sytuacje, że tak naprawdę cały potop biblijny, który jest opisany w Biblii, przenosi się, że tak powiem... Inaczej, że tak naprawdę w tym wszystkim maczali palce właśnie Anunnaki. Może tak to określę.
[51:08] - Będziemy o tym jeszcze mówić. Posiadamy takie pytanie na naszej liście. Może nie tak sformułowane, natomiast też odnoszące się do końca Anunnakich i pobytu na Ziemi. Także zachęcamy do dalszego słuchania i na pewno ono padnie.
[51:25] - Przypuszczam, że pewnie jeszcze zadzwonię, bo ja też w tym temacie jestem dobrze obeznany. Może za sprawą pana Davida Icke'a, ale nie tylko, bo tym tematem się zajmuję już 15 lat co najmniej. Ale dobra, wiecie co? Posłucham was może dalej i jak będzie coś, będę.
[51:51] - Zapraszamy do kontaktu gdzieś tak po godzinie 9.00. Wtedy postaramy się przerobić kilka pytań, które ciągle napływają tu z czata, tu z BG albo z naszej poczty. Dziękuję. Kris tutaj poruszył sprawę anomalii górniczych. Ja jestem trochę sceptycznie do tego nastawiony, dlatego że brak mi kropki nad i, jeżeli chodzi o tego typu formacje. Dlatego że z drugiej strony fakt faktem występują takie, już nie pamiętam, jak się to fachowo nazywa. Natomiast geologia jest skomplikowana i musimy mieć na uwadze wiele czynników, które wpływają na dany obszar. Także ja zdaję sobie sprawę, że istnieją ślady wczesnego wydobywania złota w Południowej Afryce, ale problemem według mnie jest to, że brakuje ostatecznych potwierdzeń. To znaczy my się poruszamy cały czas po czymś, co dla niektórych może się wydawać pseudonauką. Natomiast wydaje mi się, że wystarczyłby jakiś jeden dowód grubszego kalibru, jakieś opracowanie geologiczne, chociażby jakaś mapa lub tego typu dowód.
Gdyż tak jak powiedziałem wcześniej, jest dużo osób, które lubi żerować na siccie i lubi dopisywać do tego swoje teorie i historie. Nie neguję tego, co powiedział Tellinger, ale wydaje mi się, że dla mnie osobiście jest to troszkę jeszcze nie do końca przekonujące. Leszku, co sądzisz o materialnych śladach pobytu Anunnakich?
[53:52] - Do mnie przemawiają akurat te dane, o których wspomniał Kris. Praca tego człowieka dużo ujawniła. Krąg kamieni, który tam znaleziono, który nazwano Kalendarzem Adama, datowany jest na około 12 000 lat. Jest sporo takich miejsc, które są ciekawe. Takim miejscem jest Baalbek. Miejsce, które jest od dawna zasiedlone i te najstarsze warstwy mówią nam, że była użyta do tego bardzo wysoko zaawansowana technologia. Wystarczy przyjrzeć się bardziej dokładnie temu, co mamy w Egipcie. W Egipcie jest tyle śladów obróbki zaawansowanej kamienia
[54:43] - Które mogą nam mówić o tym, że cywilizacje, które były wcześniej, nie były tak prymitywne. Tam była używana technologia, która pozwalała obrabiać tak twarde kamienie, które w tej chwili sprawiają nam problemy w obróbce, a tam rzeźbiono precyzyjnie z piękną finezją. Do dnia dzisiejszego mamy możliwość oglądania wielu figur, które zachwycają do dnia dzisiejszego. Jest pozostałość w Ameryce Południowej, o której wzmiankuje Sitchin. W Ameryce Południowej system podziemnych tuneli zachował się i jest do wglądu. Jest tam dużo również anomalnych trochę budowli, które do dnia dzisiejszego budzą zainteresowanie i nie są tak jednoznaczne w tym, jak posadowiono to. Do obróbki tak olbrzymich głazów z taką precyzją wskazane jest mieć technologię, która ułatwi tego rodzaju budowlę, a nagromadzenie tych budowli tak precyzyjnych w tak zamierzchłych czasach świadczyć może o tym, że była wysoko rozwinięta cywilizacja i jedynie możemy dyskutować, czy to są przybysze, czy to była cywilizacja, która miała szansę rozwinąć się wcześniej przed tym sławetnym potopem, który zmienił w zasadzie wszystko. Należy też pamiętać o tym, że od ostatniego zlodowacenia zmiana poziomu wszechoceanu była dosyć znaczna. Nasze centra cywilizacyjne były lokowane zazwyczaj blisko szlaków wodnych, blisko wody, blisko oceanów czy też mórz. I tam można by było się spodziewać nagromadzenia pozostałości po cywilizacjach wcześniejszych.
Należałoby bacznie poszukać na niżej zatopionych obszarach, które kiedyś były suchym lądem. Przypuszczam, że znaleźlibyśmy tam niejedną rzecz, która dałaby nam do myślenia. Także jeśli ktoś jest zainteresowany tematem i zacznie głęboko szukać, chociażby kierowany tym, co pisał Sitchin, to znajdzie jednak trochę tych dowodów, które mogą przemawiać za tym, że ta jego teoria, ta jego koncepcja, którą nam zaprezentował, jest może nie tyle w 100% pewna, ile daje do myślenia w tym kierunku, daje możliwość dywagacji na te tematy. Nie należy tego wrzucać do pojemnika „legendy i mity”, że jest to fantazja. Czemu mamy posądzać ludzi, którzy opisywali, ile poświęcili pracy na zbudowanie jakiegoś domu? Ile było potrzeba jajek czy też kur na wykarmienie robotników? To wszystko było opisywane przez tych ludzi dosyć sumiennie. I wśród tych zapisków, które odkryliśmy po Sumerach, są również opowiadania, które my od razu mamy traktować jako fikcję, jako legendę, jako coś, co wymyślili i zapisali dla potomnych. Także te wszystkie mity, które są przedstawiane przez różne cywilizacje, zawierają w sobie jakieś ziarno prawdy. Teraz musimy po prostu wysilić swoje szare komórki do tego, żeby odsiać to ziarno od plew.
Może być.
[59:03] - Dziękuję za wypowiedź. Panowie, kolejne pytanie, bo czas nas troszeczkę jednak goni. Mamy mnóstwo tych pytań. Według Sitchina, według jego teorii Anunnaki mieli przybyć na Ziemię z planety Nibiru. On oparł to o analizy wynikające z kosmologii sumeryjskiej, babilońskiej, o mity. Z drugiej strony eposy, też o zapiski wczesnych astronomów. On, wnioskując na tej podstawie, bo trzeba też pamiętać o tym, że ówczesna astronomia była troszkę powiązana z mitologią. To znaczy to nie było napisane zawsze wprost. Natomiast ówcześni astronomowie starali się opisywać to metaforycznie. To znaczy zapis wydarzeń na niebie, może tak to powiem, był często opisywany w formie opowieści, czegoś w rodzaju mitu o bogach.
Sitchin na tej podstawie doszedł do wniosku, że owi Anunnaki przybywają z planety o nazwie Nibiru, która krąży po obrzeżach naszego Układu Słonecznego. Powraca w nasze sąsiedztwo planetarne mniej więcej co 3500 lat. I zrodziło to oczywiście pewne wątpliwości, bo Anunnaki mieli wpadać na Ziemię, wykorzystując tak zwane okienko. Kiedy planeta się zbliżała i wywoływała niepokój na Ziemi i te wszystkie katastrofy, oni wtedy się pojawiali.I teraz pojawia się pytanie, bo skoro ta planeta rzeczywiście krąży gdzieś daleko na obrzeżach Układu Słonecznego, to czy w ogóle jest możliwe, że na takim świecie rozwinęłoby się życie? Czy jest tam wystarczająco dużo słońca? Sitchin na przykład twierdził, że energia dla mieszkańców Nibiru może pochodzić nie od słońca, nie z gwiazdy, ale z procesów, które dzieją się wewnątrz. Rodzi to pytanie, czy na takim świecie, który byłby troszkę zimny, na pewno ciemny, mogłyby się rozwinąć istoty podobne do nas. Skoro mamy w sobie jakiś zalążek Anunnaki, o czym świadczą pewne teksty, to z punktu widzenia astrobiologii wydaje się raczej niemożliwe, żebyśmy mogli być podobni do istot, które wyewoluowały na tak zupełnie innym świecie. Teraz pytanie, panowie, co sądzicie w ogóle o tej kwestii Nibiru, o legendzie, która wokół tego powstała? Co w ogóle stało się z tą planetą?
Czy to w ogóle była planeta? Może był to jednak jakiś wielki statek kosmiczny? Wywołało to wielkie kontrowersje. Wiele osób ma troszkę mylne pojęcie o tej teorii Nibiru. Chris, jak patrzysz na ten temat?
[01:02:20] - Planeta Nibiru, statek kosmiczny Nibiru, a może cały system planetarny Nibiru, taki mini system planetarny Nibiru, gdzie zespół planet krąży wokół czarnego karła. Gwiazdy, która nigdy nie odpaliła. Jej życie zakończyło się falstartem, ale wciąż produkuje wystarczającą ilość ciepła, żeby móc podtrzymywać życie na jakichś mini planetach, które krążą wokół takiego czarnego karła. Właściwie tu ciągle operujemy na etapie tej legendy, tej dwunastej planety, o której pisał Sitchin w swojej pierwszej książce, tej najbardziej rewolucyjnej, od której wszystko się zaczęło. Cały problem Annunaków i Nibiru. Jej historia i jej wejście w nasz Układ Słoneczny zaczyna się od tego, że ten cały system, podróżując po wszechświecie, został w jakiś sposób schwytany w pole grawitacyjne naszego Słońca i zaczął funkcjonować na orbicie dookoła Słońca. To było tuż poza Plutonem i jeden obrót według Sitchina miał trwać 3600 lat. System planetarny, nasz system planetarny wyglądał wówczas inaczej, bo istniała jeszcze jedna planeta. Planeta nazywała się Tiamat. Ta planeta istniała gdzieś w okolicach Jowisza, w miejscu, gdzie dzisiaj jest ten rój asteroidów.
Samo przebycie tego systemu planetarnego Nibiru zakłóciło kompletnie porządek naszego Układu Słonecznego. W tym układzie nie było jeszcze ciągle Ziemi i ona pojawiła się w wyniku tego, że te planety, które już istniały, takie jak Uran, Jowisz czy Saturn, zmieniły swój kąt nachylenia. Zrobił się jeden wielki chaos w naszym Układzie Słonecznym i jedna z planet tego systemu Nibiru miała uderzyć w ten Tiamat, doprowadzić do potwornej kosmicznej katastrofy. A jak pamiętamy, kosmiczna katastrofa często pojawia się we wszelkich mitach stworzenia, między innymi w mitach sumeryjskich, że wszystko zaczęło się od wielkiej katastrofy kosmicznej. I właśnie z szczątków tej planety wyłoniła się Ziemia, która utknęła na tej orbicie, na której my istniejemy dziś. Można powiedzieć, dodając elementu roli Annunaków nie tylko w naszej historii, ale w historii naszej planety, że właśnie to oni spowodowali, że w Ziemię zostało tchnięte życie. Zostało przyniesione to ziarno, z którego zaczęło jakiekolwiek życie kiełkować. Wystartowali oni Ziemię taką, jaka jest, produkując na niej życie biologiczne. Tak mniej więcej na tą historię patrzę, że Nibiru nie tyle jest statkiem kosmicznym, co jest pewnym mini zespołem, pewnym układem planetarnym, mini planet wokół brunatnego karła, które funkcjonuje gdzieś poza Plutonem. Może tyle na początek.
[01:05:59] - Może teraz oddajmy głos Leszkowi Ostoi Owsianemu. Leszku?
[01:06:06] - Z Nibiru to ciężko wyrokować, czy jest, czy jej nie ma. Nie wiem. Ciężko powiedzieć. Nie mamy takich przyrządów, które umożliwiłyby nam obserwację aż tak małych obiektów aż tak daleko. Krążąca planeta, która miała wtargnąć w nasz układ, tak jak tutaj Chris opowiadał, w „Enuma elisz” opisana dosyć dokładnie i prezentowana przez Sitchina jest taką formą przedstawienia pewnej katastrofy, która się przewija również w rozważaniach współczesnych astronomów, którzy szukają wTego początku. Czy to początku naszego Układu Słonecznego, czy to początku całego wszechświata. W tych rozważaniach również jest brana pod uwagę taka koncepcja, że ten pas asteroid jest może nie tyle pozostałością po całej planecie, tyle po tej katastrofie, która również dosięgnęła Ziemi. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby ta katastrofa przyniosła na Ziemię jakiś zalążek życia, bo to życie, jeśli możemy krzyżować się już z kimś, kto przylatuje do nas, to życie musi być na tyle pokrewne, na tyle zbliżone, że jest taka możliwość. Natomiast gdybyśmy byli tak oddaleni od siebie jak w odległości, tak i w rozwoju, to te możliwości byłyby znikome. Natomiast Annunaki podobno krzyżowali się z nami.
My jesteśmy owocem tej krzyżówki. Wychodzi na to, że jednak mieliśmy zbliżone geny czy sposób zapisu życia, aby to było możliwe. Jeśli jest ta Nibiru krążąca gdzieś tam hen, hen daleko, jeśli cyklicznie zbliża się do Ziemi, to może być to odpowiedzią, że jest pewna cykliczność w kontaktach między nami a tymi istotami. Może być tak, że jesteśmy w tej chwili w tym momencie, kiedy ta odległość jest na tyle znaczna, że ich aktywność ogranicza się do scedowania władzy tutaj na Ziemi tym, których tutaj pozostawiono. Są pewne legendy, które mówią o ciągłości władców, których powołali bogowie. Są to ponoć ludzie, którzy są po części bogami. Nie na darmo wszyscy starzy władcy starali się odwołać do pochodzenia boskiego. Każdy z nich doszukiwał sobie tej ciągłości boskości, aby sankcjonować swoje panowanie nad poddanymi, nad wszystkimi. I jest ktoś taki jak Laurence Gardner, który ze swoją koncepcją, która również zahacza o Sitchina, mówi nam, że jest pewna grupa, która siedzi u władzy i kontroluje. Jest to sieć ludzi, którzy są związani genetycznie z tymi bogami, tymi Annunaki.
I ta odległość Nibiru, problematyczne kontakty takie bliższe może być spowodowana tym, że jesteśmy w tej chwili w takim odstawieniu, że bogowie są z daleka, a na Ziemi dzieje się po prostu to, co miało się wydarzyć, co było zaplanowane. I teraz jedynie wypada nam czekać na powrót czy to Nibiru, czy też bogów. Może tyle.
[01:10:34] - Może oddajmy teraz głos Arkowi Kocikowi. Arku?
[01:10:42] - Powiem tak: kosmogonia zapisana na glinianych tabliczkach pismem klinowym około 5400 lat temu wyjaśnia wiele rzeczy z dziedziny astronomii, astrofizyki, z którymi nawet w dzisiejszych czasach nie radzą sobie teorie powstania Układu Słonecznego. A mianowicie owa planeta Tiamat została zniszczona przez tę planetę, o której mówią te tabliczki, która nadlatywała z drugiej strony, niż kręcą się pozostałe planety. Co to spowodowało? Spowodowało to, że części tej planety Tiamat latają po całym Układzie Słonecznym po takich orbitach, jak latają komety, czyli pokazują się raz na około 100 lat i z powrotem gdzieś odlatują w czeluści kosmosu. Jeżeli przyjąć, że wszystko zostało stworzone na zasadzie wiru i wciągania w jakichś punktach grawitacyjnych większej masy, to pojawienie się komet, które nadlatują skądś i nie opuszczają granic Układu Słonecznego, tylko w ten sposób sobie latają, jest w sumie na dobrą sprawę niemożliwe. Podejrzewam, że do tej pory nie ma rozwiązania zagadka, skąd taka możliwość, żeby te komety latały, a tym bardziej zawierały wodę. Drugą taką zagadką jest zagadka wody na Ziemi. Przyjmowało się długi okres czasu, że odpowiedzialne są za to owe komety, które uderzały w Ziemię i zostawiały tutaj lód i ten lód stopniał i stąd woda. A w kosmogoni glinianych tabliczekPlaneta Tiamat miała być planetą wodną. Ona już zawierała wodę w sobie i Ziemia jest częścią tej planety i tę wodę odziedziczyła z dobrodziejstwem inwentarza.
Jeszcze inną sprawą jest to, że naprawdę musiało dojść do kolizji, dlatego że Ziemia przy początkach budowy była planetą skalistą, a ma żelazne metalowe jądro, więc musiała być kolizja. Niewątpliwie taka, która uformowała zarówno Księżyc, jak i Ziemię. To również jest opisane na glinianych tabliczkach sprzed pięciu tysięcy lat. Do tego jeszcze można by było dorzucić to, że planeta Wenus obraca się w drugą stronę niż wszystkie inne planety, które latają. Kręci się w drugą stronę, czyli coś oni być może wiedzieli więcej. Stąd sądzę, że prawdopodobnie do takiego kontaktu doszło i ktoś, kto to spisywał, takie informacje uzyskał. Planeta Nibiru według Sitchina miała powracać w okolice Ziemi co trzy i pół tysiąca lat mniej więcej. Sitchin pisał w którymś miejscu, że ostatnie pojawienie się datował mniej więcej na tysiąc lat przed naszą erą. Około rok 2000 mieliśmy nagonkę na to, że będzie planeta Nibiru i każdy ją będzie wypatrywał jako jakiegoś złowrogiego posła, który przyniesie nam zagładę i śmierć. Oczywiście nic z tego nie wyszło.
Nie odkryliśmy planety, ale można się zastanawiać z drugiej strony, po co im to złoto było Anunnakom. Gdzieś tam jest również opisane, że potrzebowali go do osłonięcia swojej planety, swojej atmosfery kokonem ze złota, które nie przepuszczało promieniowania kosmicznego, że ono wymaga stałej naprawy. Tutaj należy wziąć pod uwagę, że złoto jest bardzo ciągliwym metalem. Można je rozciągnąć do takiej cienkości, że staje się przezroczyste i zrobienie z niego kokonu ze złota ma jakieś racje techniczne, technologiczne. Tylko czy w momencie, kiedy to złoto przykryje atmosferę i będzie stanowiło bańkę, czy my jesteśmy w stanie, czy to złoto, czy ta technologia osłonięcia planety od zewnętrznych szkodliwych promieniowań wszelkiego typu nie będzie na tyle skuteczna, że tej planety po prostu nie będziemy widzieć? Też jest taka możliwość, bo widzimy tylko to, co odbija od siebie promieniowanie słoneczne. Jeżeli oni mają coś takiego zainstalowanego dookoła swojej planety, to tej planety nie zobaczymy albo w ogóle, albo do czasu, kiedy oni nie będą chcieli zobaczyć, albo do następnej katastrofy, kiedy Nibiru zostanie osłonięta, ta osłona będzie zdjęta czy w jakiś sposób uszkodzona. Możemy się spodziewać w sumie, jeżeli to jest trzy i pół tysiąca lat, a wiarygodną historię mamy gdzieś tak od pięciuset lat przed naszą erą mniej więcej, to możemy się spodziewać w każdej chwili takiej wizyty czy wypatrzenia takiej planety gdzieś w granicach możliwości naszych technicznych, że tak powiem. Dziękuję.
[01:18:03] - Chciałbym dodać jeszcze parę rzeczy. Po pierwsze wiele razy powiedziałem, że opieramy się tutaj o teorie Sitchina, który jak wiadomo był postacią bardzo kontrowersyjną i według znawców tematu znał języki starożytne w niedostatecznym stopniu. Rzeczywiście nie mnie to oceniać. Natomiast jest taka sprawa, że nie mówimy tutaj tylko o nim, dlatego, że właściwie nie mówimy o nim, tylko mówimy o rzeczach, którymi on się zajmował. Rzeczach, które badał. Niektóre są widoczne niezależnie od tego, kto to przetłumaczy. Mamy też bardzo ciekawą pieczęć cylindryczną przechowywaną w Berlińskim Muzeum Wschodu. Mamy pewne odniesienia w eposach, prawda? Nie chodzi tylko o gliniane tabliczki. O tym będziemy jeszcze mówić.
Także Sitchin jest tu tylko jedną z postaci. To, że jest cały czas wymieniany, wynika z tego, że był po prostu najbardziej popularny. Jeżeli zaś chodzi o Nibiru, ja osobiście jestem trochę sceptyczny. To znaczyMożna to ugryźć na dwa sposoby. Co roku prawie od co najmniej dekady mamy wiadomości o odkrywaniu nowych planet. Dziś nazywa się je transneptunowymi. Ostatnio takie odkrycie zostało obwieszczone, nie będę strzelał, ale około dwóch, trzech miesięcy temu, prawdopodobnie gdzieś na przełomie tego i poprzedniego roku, przez hiszpańskiego astronoma, który nazywał się bodajże de la Fuente, który twierdził, że poza orbitą Neptuna, na co wskazują analizy tych dalszych obiektów, mniejszych, znajdują się prawdopodobnie inne planety. To znaczy ta hipoteza planety X, która miała tam gdzieś istnieć, została poszerzona. Możliwe, że tam jest coś więcej niż jedna planeta. Opiera się tu zwykle o bardzo różne wnioski, między innymi o zaburzenia w orbitach tych mniejszych obiektów transneptunowych, tudzież samego Neptuna.
Kolejna sprawa, która wiąże się z Nibiru, to pytanie, czy to obiekty, o których mowa, planeta X i tak dalej, mogą być utożsamione właśnie z Nibiru. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Sam Sitchin twierdził, że Nibiru pojawia się co 3600 lat i według ostatnich jego koncepcji pojawiła się ostatni raz bodajże w VI wieku i następne jej przejście to jeszcze sporo czasu, prawda? Przepraszam, że tak się motam. Cały czas pojawiają się nowe pytania i miga mi po prostu tutaj komunikator. Cieszę się, że są te pytania, dlatego że to pokazuje, jak to jest żywy temat. Nie ukrywam jednak, że to jest temat wymagający pewnych wyjaśnień. Stanęło na tych planetach transneptunowych i ich zbieżności z Nibiru. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście jest to pewna poszlaka wskazująca, że rzeczywiście może się tam coś kryć.
Natomiast z tego, co wiemy z podstaw astrobiologii, niemożliwym jest, by na planecie, która jest tak daleko od Słońca, rozwinęło się życie w znanej nam formie. Musimy pamiętać, że tam nie ma światła przede wszystkim. Zatem jak te istoty by wyglądały? Po pierwsze, jeżeliby to się stało i żeby się tam rozwinęło życie, jak te istoty by stworzyły swoją cywilizację, to tak jakby cywilizację stworzyły krety, prawda? Jest to trudne do pojęcia. Oczywiście w kosmosie nie da się powiedzieć, że coś się nie może zdarzyć. Kosmos jest tak wielki, że wszędzie czają się jakieś możliwości. Ale wydaje mi się, że teoria o Nibiru, zamieszkałym Nibiru, Nibiru jako planecie rodzimej, jest troszeczkę w świetle naszej wiedzy mało prawdopodobna. To znaczy Sitchin mógł się bardziej postarać i mógł wymyślić taką wersję, że Nibiru to jest taka stacja przesiadkowa albo to w ogóle jest sztuczny obiekt. Bo tak to troszkę jest to wszystko momentami nazbyt, nie chcę używać słowa naciągane, ale w tym doszukiwaniu się, w analizie materiałów źródłowych pokazał on pewną biegłość.
Wszystko się układa fajnie do pewnego momentu, aż dochodzimy do kwestii takich, kiedy nie wiemy nic i rodzi to zawsze wątpliwości, czy Nibiru to jest coś, co nie jest po prostu zwykłym wymysłem tego Sitchina. To znaczy nie istnieje samego Nibiru, ale po prostu to, co się na nim dzieje. Dlatego wydaje mi się, że to jest taki troszkę najsłabszy punkt tej jego całej teorii. Przejdźmy jednak do kolejnego pytania. Jedno z podstawowych, bazowych twierdzeń Sitchina mówi, że obcy, którzy przybyli z tamtej planety, owi Anunaki, owi synowie Anu, stworzyli człowieka. To znaczy powoływali przedtem do życia hybrydy jakieś tam. Dysponując inżynierią genetyczną w zaawansowanej formie, byli w stanie stworzyć istoty żyjące, które wykorzystywali na swój własny użytek. Natomiast, jak mówią niektóre pisma źródłowe, na przykład jest taka, nie wiem, jak to określić nawet, legenda czy mit o narodzinach człowieka. Ona tak chyba jest zatytułowana po prostu od pierwszych linii tego tekstu. Nazywa się „Narodziny człowieka z łona bogini”, czy jakoś tak.
I ona opisuje taką dość dziwną historię. To znaczy mamy tam proces, w którym Sitchin dopatrywał się akurat owej genetycznej ingerencji w rodzaj ludzki. Tam bogowie nakazują, bo to jest tekst babiloński, to nie jest tekst sumeryjski. Tam bogowie nakazują jednej zZe swoich koleżanek czy kuzynek, by po prostu urodziła człowieka. Natomiast przedtem następuje stworzenie człowieka i to stworzenie człowieka jest opisane tak na sposób trochę chemiczny. To znaczy użyte są do tego pewne substancje. Oczywiście wtedy nie było chemii, ale które dzisiaj byśmy nazwali chemicznymi. Oczywiście on jest metaforyczny, momentami naiwny. Opisane są tam jakieś bitumy, jakieś środki. Natomiast to tak, jakby ktoś tworzył jakiś eksperyment chemiczny.
I teraz pytanie, panowie, jak patrzycie na tę kwestię, też z punktu widzenia naukowego, możliwości powołania do życia człowieka przez inną inteligencję? Przejdziemy za chwilę do Nefilim i do rzekomego potomstwa Annunaki czy też synów Bożych, ale zostańmy na chwilę przy tych ludziach jako dzieciach kosmitów. Czy znajdujecie wytłumaczenie, opierając się na przykład na lukach w teorii ewolucji, albo inaczej, czy patrząc w ogóle na rozwój człowieka, czy patrząc na zaginione ogniwa w ewolucji, czy patrząc na nasz rozwój, który wydaje się też bardzo szybki jako homo sapiens, dopuszczacie taką możliwość, że obca inteligencja, wyższa inteligencja ingerowała w nasz gatunek? Arku?
[01:26:58] - Ten mit sumeryjski o powołaniu człowieka przez Annunaki ciągnie się praktycznie przez wszystkie inne cywilizacje. Tylko kwestia tego, który mit był pierwszy. Wydaje się, że ten mit, który był spisany w cywilizacji Sumeru, był tym pierwszym i ten przepis, który jest na stworzenie człowieka, wydaje się, że jest prawdziwy. W micie dokładnie chodzi o to, że Annunaki zauważyli, że na Ziemi szybciej się starzeją. Ci, których powołali do tego, żeby kopali złoto, zbuntowali się, więc wyjściem było po cichu zgładzenie ich wszystkich od razu i stworzenie kogoś, kto byłby trochę głupszy, trochę krócej żył, żeby nie zdążył się zbuntować i mógł pracować tak jak wszyscy inni. Więc stworzyli sobie Adamów, czyli nas. To jest jakieś wytłumaczenie powstania człowieka, ale za tym wszystkim idzie teoria ewolucji, na podstawie której dokładnie można prześledzić, w jaki sposób człowiek się formował. Jest oczywiście moment przejścia z człowieka, który ma małe możliwości intelektualne, nie różni się za dużo od szympansa. I tu nagle jest pokazany człowiek już myślący, współczesny, z półtorakilogramowym mózgiem, który świetnie sobie radzi ze wszystkim i działa jak powinien. Z jednej strony nie ma potrzeby, żeby ewolucja wytwarzała tak wielki mózg, który jest bardzo energochłonny i służy praktycznie takiemu człowiekowi do niczego.
Wiele tych funkcji nie mogło być wykorzystane i nie mogło być powodu do tego, żeby w tę stronę się rozwijała ewolucja. Można by się skłaniać ku temu, że w tym momencie zaszła jakaś ingerencja, która dała nam kopa do rozwoju. Dziękuję.
[01:30:10] - I mamy ponownie słuchacza na antenie. Witaj, Jubi.
[01:30:15] - Tak, panowie, zarzuciliście temat. Było takie pytanie: co by było, gdyby obcy stworzyli nas, ludzi, tutaj na planecie Ziemia, prawda? A ja teraz jeszcze zadam wam pytanie: a co myślicie o takiej teorii, jak na przykład to, że małpy pochodzą od nas?
[01:30:31] - Ciekawe pytanie.
[01:30:34] - Ostatnio czytałem, bodajże tydzień temu, taką teorię, gdzie gościu przedstawiał, że my żeśmy zostali stworzeni przez kosmitów, ale my żeśmy też mieli udział jako ludzie, ludzkość tu żyjąca na Ziemi, w tworzeniu małp. Popatrzcie panowie, jak zachowują się małpy, a jak zachowują się ludzie. Czy nie są to podobne zachowania?
[01:31:06] - Wszystkie zwierzęta stadne zachowują się mniej więcej w ten sam sposób. Niewielkie są różnice w zachowaniach społecznych nas od szympansów, zarówno jak i innych zwierząt.
[01:31:24] - Drapieżników, które są w stadach, jak na przykład hieny czy lwy. Tam są niewielkie tylko różnice.
[01:31:33] - Mnie się wydaje, że to jest trochę absurdalna teoria. Dlatego, że tutaj byśmy musieli wejść głęboko w antropologię i w biologię, prawda? Ale wydaje się, że jest wręcz odwrotnie. Proszę spojrzeć na liczbę gatunków małp. Nasi przodkowie rozdzielili się na pewnym etapie i z jednych powstały małpiatki, potem powstały małpy człekokształtne oraz te inne rzędy. Także wydaje mi się to troszeczkę nie w temacie naszej dyskusji.
[01:32:19] - Ja jeszcze coś dodam, bo na przykład wcześniej na czacie napisałem o gigantach.
[01:32:25] - Wie pan, ja mam ogólnie taką prośbę, żeby konsultować od razu jakieś dziwne teorie, chociażby z jakąś podstawową wiedzą, bo niedługo dojdziemy do takiego poziomu, jak ostatnio śmieją się w internecie z jakiegoś imama czy szejka arabskiego, który twierdzi, że Ziemia nie może się kręcić. Niedługo w blogosferze zaczną krążyć takie bzdury i ludzie zaczną w nie wierzyć. I będzie to do tego stopnia, że podstawowe fakty zaczną być kwestionowane. Nie dajmy się porwać temu nurtowi, dlatego że my chcemy, żeby dziedziny z pogranicza, alternatywna historia były odbierane lepiej przez naukowców. My wcale nie musimy szukać historii, że małpy pochodzą od nas czy że reptilianie tutaj grasowali i tak dalej. Szukajmy tego, co jest. Nie wymyślajmy nowych faktów, nowych teorii, które są śmieszne. Jeżeli chcemy dyskutować na jakiś temat, to przynajmniej utrzymujmy jakiś poziom. Dlatego, że ja jestem czasami przerażony różnymi rzeczami, które słyszę. Strasznie teraz przeciągam, ale gdyby to było jakieś rozważanie na temat albo jakieś rozważania związane chociażby z drobnymi detalami, z niuansami związanymi z kulturą sumeryjską.
Natomiast tutaj będziemy się kłócić w zasadzie o rzeczy, o których każdy z nas uczył się w szkole, prawda? Nie wiem, co to ma wspólnego.
[01:34:17] - To teraz może ja zadam pytanie. Z tego, co wiadomo, ludzkie DNA ma ponad 2000 błędów. Czyli de facto człowiek w postaci fizycznej tak naprawdę nie mógłby normalnie żyć, bo z każdej strony byłby atakowany przez wszystko: przez grzyby, przez choroby i tak dalej. Teraz mamy rozmowę odnośnie ingerencji obcych w nasze ciała. Czyli co mogło się przyczynić do tego, że możemy istnieć na Ziemi, jako istniejemy? Czyli jak wielka skala ingerencji tych obcych mogła być w nasze DNA, żebyśmy mogli normalnie funkcjonować? Nie wiem, czy dobrze się określiłem, bo to ciężko określić.
[01:35:28] - Czyli innymi słowy, jakimi kryteriami? Tu już pominę to o tych błędach w DNA, dlatego, że to jest też rzecz bardzo dyskusyjna. Używam bardzo dyplomatycznego języka. Chodzi o to, jakimi kryteriami kierowaliby się ewentualni stworzyciele ludzkości, żeby zaprojektować człowieka tak, jak to jest?
[01:35:47] - W tym sensie. Tak.
[01:35:49] - Dobrze.
[01:35:51] - Dziękuję.
[01:35:52] - Dziękuję. Chris. Co o tym wszystkim sądzisz? I co sądzisz o tej teorii, według której my jesteśmy Homo sapiens, nie jest wyewoluowaną małpą? Ja bym bardzo prosił, żebyś odniósł się do pewnej kwestii, mianowicie tych anomalii w naszej ewolucji. To znaczy powtarzanego często wniosku, że wzięliśmy się tutaj w zasadzie nie wiadomo skąd i to wszystko trwało zbyt szybko.
[01:36:32] - Rzeczywiście, bo jesteśmy chyba istotami wyjątkowymi na tej naszej planecie ze względu na to, że posiadamy mózg, który pozwala nam na abstrakcyjne postrzeganie świata, na mówienie o rzeczach, które wykraczają poza bezpośrednie interakcje z naturą, w której się żyje. Tam znowu jakieś zakłócenia chyba mamy. I mamy tę całą historię o Anunakach. Mamy historię świetnie opowiedzianą przez Sitchina i mamy mnóstwo różnych wniosków, które z tego możemy wyciągnąć bądź rzeczy, elementów, które dadzą nam mocno i poważnie do myślenia. Bo kiedy patrzymy na rozwój człowieka na kuli ziemskiej, właśnie mamy ten jeden podstawowy problem z tym brakującym elementem ewolucji. Czyli zadajemy sobie pytanie, gdzie nastąpił ten moment, gdy człowiek nagle przeistacza się ze zwierzęcia jakiegoś jak Homo erectus w osobę myślącą, zdolną do funkcjonowania na zupełnie nowym etapie i na zupełnie nowym poziomie?Patrzymy na to pod wieloma względami. Dziś patrzymy na to z punktu widzenia tego, że jesteśmy efektem manipulacji genetycznej przeprowadzonych przez przybyszów z innej planety. Innym obrazem tej samej historii jest wspaniały symbol Stanleya Kubricka z jego „Odysei 2001”, kiedy pojawia się monolit, który nagle oświeca tego Neopiszona i doprowadza do gigantycznej zmiany w jego postrzeganiu świata, w jego umysłowości, percepcji i przede wszystkim świadomości. A właściwie tworzy mu tą świadomość. Wracając do manipulacji Annunaków, historia wydaje się być bardzo logiczna, bo oni oczywiście potrzebują pomocników.
Na początku do pracy wykorzystują Igigi, których przynajmniej ja identyfikuję z nefilim, z biblijnymi gigantami, którzy są doskonałymi pracownikami. Pracują siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Przez jakiś czas nie narzekają, aż wreszcie się buntują i są zagrożeniem dla całej koncepcji Annunaków, aby pozyskiwać swój cenny kruszec, a jednocześnie uratować ich planetę. Annunaki muszą zareagować bardzo szybko. Nagle do akcji wkracza Enki razem ze swoją siostrą, która prowadziła coś w rodzaju instytutu medycznego Annunaków. Siostra nazywała się Ninharsag. Wówczas oni razem poprzez szereg eksperymentów genetycznych doprowadzili do tego, że Homo erectus, który najbardziej był zbliżony wyglądem do owych Annunaków, w krzyżówce z wprowadzeniem elementów kodu genetycznego samych Annunaków dał w efekcie człowieka. Jest to właściwie jedyny emocjonalny moment w całej historii, bo sam Enki nieoczekiwanie jest tak dumny z swojej produkcji, że do końca całej historii staje po stronie ludzi i zawsze stara się ich obronić przed innymi Annunakami, którzy traktują ludzi absolutnie instrumentalnie i w którymś momencie chcą ich wyeliminować z gry, podobnie jak swoich wcześniejszych pomocników Igigi. Ta ingerencja, jeśli rzeczywiście miała przynieść efekt Annunakom, mogła mieć miejsce. Ze względu na to, że nasz kod genetyczny jest tworem niezwykle skomplikowanym, którego sami do końca nie potrafimy zrozumieć, wskazuje, że jest to być może część pewnego eksperymentu, który wydarzył się wiele tysięcy lat temu, którego efektem jesteśmy my.
My sami jesteśmy po części Annunakami. Historia Annunaków i ich przebywania na Ziemi ciągle trwa. My jako ludzie ciągle kochamy złoto tak jak Annunaki. Dziękuję.
[01:40:53] - Leszku, co masz do powiedzenia na ten temat?
[01:41:00] - Tutaj może podam nazwę, jaką nadano nam: Lulu, czyli mieszanie. Jesteśmy mieszanką Annunaków i Homo erectusa. Mamy jedną część siebie samych, która jest przypisana Matce Ziemi. To jest zew zwierzęcy w nas. Jest niby wzniosłość, niepohamowany apetyt na wiedzę czy też posiadanie. To jest spuścizna boska. Mamy część DNA, które jest podobno boskie. Te ciągotki, wszystkie mity i podania Sumerów mówią nam, że to mamy też w spuściźnie. Czy to wojny, czy zhierarchizowane społeczeństwo, to, że mamy nadzorców i tory, po których mamy kroczyć, to jest spuścizna tego, co nam zostawili Annunaki. Jesteśmy tworem, hybrydą, która jest rozerwana na dwoje.
Ta walka w nas istnieje cały czas. Jesteśmy i stąd, i nie stąd. Nie wiemy, czego tak naprawdę słuchać. To, że nie wiemy do dnia dzisiejszego, jak w zasadzie powstaliśmy, to, że odkrywamy co chwilę pozostałości po innych człekokształtnych hominidach, wskazuje, że pula genetyczna była dosyć bogata. To, że nagle, znienacka pojawia się ktoś taki jak Homo sapiens sapiens, naga małpa, która powinna żyć w ciepłym, mokrym klimacie, aby stracić futro, która ma mowę. To wyróżnia nas, daje nam bogactwo, a zarazem nas ogranicza. Trafiłem kiedyś na koncepcję, że dopóki nie byliśmy skrzyżowani z Annunakami, z tymi przybyszami, bogami, to mieliśmy mowę wewnętrzną.
[01:43:47] - Nasze porozumienie było na zasadzie telepatycznej. Było na tyle bogate, na tyle jednoznaczne, że nie było tutaj formy zakłamania. Każdy odczuwał to, co jest, takie, jakie jest. W tej chwili pod płaszczykiem słów może kryć się wieloznaczność. To również jest spuścizna Annunaki. To oni podobno pomieszali nam język tak, abyśmy nie mogli dojść do wspólnego zrozumienia. Tych pozostałości, które dali nam w spadku, jest wiele. Jedną z nich jest DNA, które w tej chwili umiemy rozszyfrować, ale na razie jeszcze nam nie udoli. Zobaczymy, co czas przyniesie. Może być.
[01:44:42] - Dziękuję. Ja przypominam tylko wszystkim naszym słuchającym, także tym, którzy do nas dołączają dopiero, że dzisiaj dyskutujemy o możliwości odwiedzin na wczesnej Ziemi przedstawicieli innej cywilizacji, którzy zasiali tutaj życie. Może nie zasiali życia, tylko zasiali życie inteligentne, stworzyli człowieka, a potem odlecieli. Mówimy dzisiaj o Zecharia Sitchinie, mówimy o teorii Annunaków, o Nibiru i o wszystkich innych kontrowersyjnych sprawach. Ale na chwilę zejdźmy z tego nieszczęsnego Zecharia lub Zechariai, jak wymawiają to niektórzy. Przenieśmy się do takiego dowodu, do fragmentu Biblii, który jest powtarzany w każdej książce o tematyce paleastronautycznej. Mianowicie w Księdze Rodzaju jest mowa o, to zależy od tłumaczenia, ale jest taki werset, który mówi o synach Boga, którzy zstąpili z nieba, wzięli sobie za żony ziemskie córki i spłodzili pokolenie gigantów, Nefilim, olbrzymów i mocarzy, którzy potem dewastowali ziemię jako barbarzyńcy, po czym nastąpił potop. Panowie, giganci to jest ogólnie odrębny temat. Istnieje wiele ciekawych informacji na temat znajdowanych szczątków. Najciekawsze, moim zdaniem, pochodzą z Rosji i Gruzji.
Kiedyś napisałem o tym taki artykuł, który pojawił się na Onecie na „Strefie tajemnic”. Polecam. Istnieje dużo informacji o szczątkach gigantów z terenu Stanów Zjednoczonych. Natomiast nas najbardziej interesują Nefilim. To pokolenie półbogów albo ćwierćbogów, które pojawiło się na Ziemi. Jak podchodzicie do tego tematu? Czy owi giganci rzeczywiście mogli istnieć? Czy to wspomnienie o nich było tak silne, że przedostało się nie tylko do mitologii wschodnich, ale także do Biblii? Musimy wiedzieć, że rzeczywiście Biblia zawiera tych wątków pochodzących z wierzeń mezopotamskich sporo. Czy Sitchin w ogóle odnosił się do tej kwestii jakoś?
Tak, Sitchin twierdził, może miał na to nieco inny pogląd, że na przykład pewne linie królewskie posiadały w sobie krew owych przybyszów, owych bogów w stopniu troszkę większym niż reszta ludzi. On nawet pod koniec życia miał taki pomysł, żeby zbadać jedną z takich królowych o imieniu Puabi, która określana była jako nin, czyli istota półboska. On sobie myślał, że w szczątkach tej istoty półboskiej można będzie wreszcie znaleźć dowód na ingerencję obcych w rodzaj ludzki. Natomiast wróćmy do tych Nefilim. Chris, wiem, że to jest temat, który rozgrzewa amerykańskie fora, blogosferę i tak dalej. Jak myślisz, czy owi Nefilim są jakimś odległym echem rzeczywistych wydarzeń?
[01:48:19] - Myślę, że tak i myślę, że świetnie mieszczą się w kontekście dzisiejszej dyskusji. Tak jak już wspomniałem wcześniej, Nefilims, przynajmniej w moim pojęciu, kojarzą się z tymi Igigi, czyli z pierwszymi pomocnikami Annunaków. Sprowadził ich na ziemię Enlil, brat Enkiego, który sprowadził ich skądś z kosmosu. Nie bardzo wiemy skąd. Dlatego są to przybysze z kosmosu, przybysze z nieba. Właśnie ci Igigi byli silni, postawni, pracowali bardzo ciężko, aż wreszcie się zbuntowali i trzeba się ich było pozbyć i na ich miejsce wymyślić kogoś innego. Znamy ich pod nazwą Nefilims, dlatego, że te wszystkie sumeryjskie historie były przepisywane na nieskończoną liczbę języków. Na akadyjski, babiloński, a później także na wszelkie języki hebrajskie. Nefilim znamy właśnie z Biblii, czyli tej samej historii, o której my dzisiaj rozmawiamy, przepisanej i zinterpretowanej po hebrajsku, zinterpretowanej na swój własny, specyficzny sposób. Dlatego w ten sposób na nich patrzymy, ale według mnie nie należy tych dwóch rzeczy rozróżniać.
Wręcz przeciwnie, należy próbować znaleźć jakiś wspólny punkt. Właśnie w tym sensie ci owi giganci będą dla mnie tymi pierwszymi pomocnikami Annunaków, których wymieniono. Najpierw obiecano im ulgi, obiecano im swobodniejsze życie na Ziemi, a później z zimną krwią wycięto ich niemalże w pień i wymieniono ich na ludzi. Tutaj znowu mamy historie, które na przemian pojawiają się i w sumeryjskiej wersjiTej opowieści, jak i w tej judajskiej wersji tej opowieści, gdzie na przykład mamy historię z potopem i Noem. Noe jest jednym, tu użyję może brzydkiego słowa, z prototypów Enki, kiedy tworzony był człowiek. Noe żył w czasach potopu, żył 600 lat. Ludzie mogli żyć i 1000 lat, i ciągle dłużej. I dopiero wówczas Enki zorientował się, że może doprowadzić do overpopulacji, do tego, że ludzi będzie na tej ziemi żyło za dużo. Dalsze manipulacje kodem genetycznym sprawiły, że człowiek żyje tyle, ile żyje. I tu znowu mamy w Księdze Rodzaju bodajże, że człowiek nie może żyć dłużej niż 120 lat, co zresztą potwierdza się, bo chyba tylko jeden człowiek z zanotowanej historii medycznej przeżył 122 lata, a mało kto zbliżył się nawet do tej daty.
Także skrócono wydatnie życie człowieka po to, żeby go nie było za dużo na tej ziemi. Dlatego kiedy mówimy o tych genetycznych historiach, o tym, co, Piotrze, wspomniałeś, że niektóre linie królewskie były bardziej zbliżone do bogów, a niektóre mniej. Tu mamy linię królewską, linię na przykład Noego, który siłą rzeczy, będąc lepszym, lepiej zbudowanym człowiekiem, był przystosowany do dłuższego życia i mógł dłużej przetrwać. Być może to jest ta lepsza linia człowieka i być może z tego powodu tak dbano i stworzono cały ten system szlachetnej błękitnej krwi, która później rządziła ludzkością. Jedni byli lepsi niż inni, bo ich pochodzenie było bardziej boskie niż tych szaraczków na ziemi. Wracając do Nefilim, dla mnie są to właśnie Igigi i po prostu nie sprawdzili się w tym samym pomyśle Annunaki z wydobyciem złota i dlatego zostali zamienieni przez człowieka. Dziękuję.
[01:52:09] - Właśnie, tutaj pobrzmiewa pewne podobieństwo motywów. Pojawia się pokolenie, które z pewnych powodów nie nadaje się do funkcjonowania, stąd zostaje usunięte i zastąpione nowym. Znamy to przecież z teorii Sitchina. Arku, co sądzisz o Nefilim? Dlaczego ten kontrowersyjny fragment o synach Boga nie został ocenzurowany do tej pory przez kopistów lub przez Kościół, gdyż wywołuje straszne rozmyślania i kontrowersje?
[01:52:53] - On został ocenzurowany i to bardzo skutecznie. Jedyną księgą, która od początku do końca opisuje historię gigantów w dawnej Biblii, jest Księga Henocha. To jest dziad Noego i jest włożona w Biblię koptyjską, jest kanonizowana w Biblii koptyjskiej, natomiast nie jest w katolickiej. I tu jest cały problemik, dlatego że tam jest dokładnie napisane, jak to było. To znaczy, że przylecieli. Są obserwatorzy w ilości 200 chłopa. Schodzą na ziemię, widzą bardzo ładne ziemianki. Każdy sobie bierze po jednej, żeby nie było, że coś było nie tak, żonie i z nią mają dzieci. Dopiero to rozsierdziło Boga na niebiosach, że z jednej strony powiedział do innych archaniołów, Gabriela i któregoś tam jeszcze, żeby szli na ziemię i tak podżegali jednych do drugich, żeby oni się wzajemnie niszczyli. W międzyczasie obserwatorzy, którzy zeszli, zostali uznani za upadłych, dlatego, że chcieli normalnie żyć na ziemi, jak żyją ludzie.
Chcieli mieć dzieci, chcieli coś tworzyć, a zostało to całkiem źle odebrane. To oni uczyli ludzi uprawy roślin, wykorzystania ziół, wytopu metali, użytkowania metali. I za to spotkała ich kara. Nauczyli ludzi pisma. I to jest też ciekawy motyw, bo według tego korzystanie z pisma powinno być grzechem, więc to jest jawna sprzeczność w stosunku do tego, co mamy i czym się posługujemy. W dalszym ciągu opisu tych gigantów w Księdze Noego jest to, że oni byli tak bardzo żarłoczni, że ludzie nie mieli co im dawać do jedzenia i po prostu jedli wszystko. Jedli ludzi prawdopodobnie. Stąd taka kara. Z drugiej stronyJeżeli średnia wysokość człowieka w tamtych czasach była w granicach powiedzmy 1,60 m, a pojawiali się osobnicy, którzy mieli chorobę genetyczną gigantyzm i oni nie przestają rosnąć, mają powyżej 2,20 m czy 2,5 m, to dla takiego człowieka wydawali się gigantami. Jeżeli do tego weźmiemy jeszcze to, że jest to choroba genetyczna, a więc przenoszona przez rody, przez jakieś linie czy żeńskie, czy męskie, to możemy mieć przykład tego, że ród gigantów i tak dalej, i się tworzyły legendy dookoła tego.
Ostatnią taką legendą, z którą zmierzył się Wojciech Bobilewicz, który gdzieś hen daleko na wyspach południowych chodził i szukał szczątków olbrzymów. Okazuje się, że owszem, znalazł grób, ale był to grobowiec tabu, a więc nie można było do niego ani podejść, ani go ruszyć, ani zobaczyć, co jest w środku. Jest legenda o gigantach. Tu jest zakopany gigant, ale my w to wierzymy i dlatego on jest. Więc jedno z drugim się wiąże i ciężko jest powiedzieć, czy oni faktycznie istnieli, bo gdyby istnieli, to gdzieś te skamieniałości by były, oni by byli gdzieś oddzielnie chowani i gdzieś takie groby by były najnormalniej w świecie odnalezione. I to nie w Ameryce Północnej, tylko tu, gdzie cała ta historia z upadłymi aniołami miała miejsce, czyli w rejonie Bliskiego Wschodu. Już nie chcę zawężać terenu do Izraela w żadnym wypadku, ale mniej więcej Bliski Wschód więcej lub mniej oraz w domniemanym Edenie, czyli mniej więcej między rzekami Tygrys, Eufrat, gdzieś tam w tych terenach. Powinno być już to dawno odnalezione, a śladów z tego, co wiem, to nie ma. Jest też legenda o wielkich olbrzymach, którzy byli w Ameryce Południowej, całe plemię, które tam było i było bardzo agresywne. I byli oni rudowłosi, nosili brody, ale to bardziej wygląda na jakiś zaginiony szczep wikingów, którzy gdzieś tam byli, a w porównaniu do Indian Ameryki Południowej mogli się wydawać olbrzymami.
Dziękuję.
[01:59:27] - Tutaj chyba Chris Mielcina chciałby coś dodać w tym temacie.
[01:59:32] - Tak, jeszcze sekundkę, panowie. Prosiłbym wszystkich, którzy zadają nam pytania, dlatego, że jesteśmy dopiero w połowie naszego materiału, by nie czuli do nas jakiejś urazy, że nie będziemy w stanie tego wszystkiego dzisiaj przerobić. Zapraszam was wszystkich na forum portalu Infra. Tam otworzony zostanie temat. Tam możecie umieszczać pytania, tam z pewnością się pojawimy, spróbujemy na nie odpowiedzieć. Kolejna sprawa to Arku, jeszcze tutaj dodam tylko, że rzeczywiście na Bliskim Wschodzie takich szkieletów nie znaleziono, ale jest bardzo wiele ciekawych relacji o tego typu znaleziskach na Kaukazie, w Gruzji, w Armenii. Odsyłam do tego mojego artykułu. Natomiast Chris ma coś do powiedzenia o szkieletach gigantów w Ameryce.
[02:00:26] - Nie chciałem się wtrącać za bardzo przed moim przedmówcą, bo bardzo ładnie tu spłukł. Chris tam coś wspominał o 120 latach bodajże, że chyba najstarszy człowiek żył i tak dalej, prawda? Ja bym tutaj jeszcze nawiązał do takiego wykładu, gdzie telewizja NTV promuje pana Pokrywkę, który miał wykład, w którym udowadniał, że przy odpowiednim ciśnieniu oraz przy odpowiednich warunkach można doprowadzić do stanu takiego, że człowiek będzie żył ponad 100 lat. I pan Pokrywka sam twierdzi, że śpi tylko 4,5 godziny w ciągu doby. Czuje się świetnie, rewelacyjnie przechodzi procesy uzdrowieńcze swojego ciała. Do tego udowadnia już teoretycznie, że gdyby wziąć mapę i przeliczyć to wszystko, to ileś tysięcy lat temu na świecie zupełnie inne ciśnienie panowało i to ciśnienie mogło być skutkiem tego, że ludzie byli więksi. To też mogło mieć przyczynę, zalążek tego, że może rzeczywiście w historii byli tacy giganci. Może nie mówmy na przykład o 50 metrach, ale powiedzmy o 3, 4, 5 metrach. Ale to było spowodowane tym, że zupełnie inne warunki wtedy istniały. Natomiast o tym mówi pan PokrywkaJak do tego się odnosić nie wiem, ale takie teorie on wysnuwa.
Trzeba by było pewnie do niego pojechać i sprawdzić, bo on sam twierdzi, że ma takie urządzenia, które pozwalają mu na dosłownie cztery i pół godziny spania w ciągu doby. Zresztą Darek Cugier też bardzo często podkreśla, że on śpi tylko cztery i pół godziny i mu to w zupełności wystarcza.
[02:02:34] - U nas mamy pana Pokrywkę. W Indiach mamy joginów, którzy na przykład odżywiają się światłem i żyją po 200 lat albo może i po dłużej.
[02:02:43] - Nie, ja tu mówię właśnie do Chrisa, co wcześniej mówił o 120 latach, prawda?
[02:02:49] - Tak. Natomiast ja wspomniałem wyłącznie w sensie metryki, że najdłużej żyjący człowiek, według tych metryk, do których mamy w tej chwili dostęp, żył 122 lata. I to była po prostu taka dygresja, że w jakiś sposób to potwierdza tę granicę, ten limit, jaki nam wyznaczono 120 lat. Natomiast oczywiście w historii naszej Ziemi było wiele najrozmaitszych epok, zmian klimatycznych, często bardzo radykalnych. Widzimy to chociażby po faunie i florze, jaka występowała. Kiedyś istniały ogromne, gigantyczne dinozaury. Dziś takie zwierzę trudno sobie wyobrazić, żeby w ogóle istniało. Wymarło, a skoro żyło wtedy, musiało żyć w jakichś specyficznych warunkach. Czyli pewnie było inne oczywiście ciśnienie, o którym wspominałeś. Był inny skład powietrza, był spełniony szereg warunków.
[02:03:43] - Jak mówię, można wspomnieć, że po prostu przynajmniej ja taką wyznaję ideologię, że jednak nasza matka Ziemia jest żywą planetą i cokolwiek by się nie działo, ta matka zawsze zareaguje w taki, a nie inny sposób. Nam się cały czas wmawia, że mamy ocieplenie klimatu, a jest wręcz przeciwnie, bo właściwie wszystkie badania dowodzą tego, że jest zupełnie odwrotna tendencja. Czyli po prostu jest zziębnienie klimatu i właśnie nawet dzisiaj taką też ciekawą teorię-
[02:04:20] - Odchodzimy, przepraszam bardzo, coraz bardziej od tematu i zaraz zaczniemy rozmawiać o tym, kto jest w Tele-Tobolach brazylijskich na TVN-ie.
[02:04:28] - Już się dobijam i nie mogę się oprzeć doczekać odpowiedzi. Co panowie sądzą o gigantycznych rzeźbach Marka Huasi? Temat gigantów. Ja to już zadałem tutaj na Skype wcześniej temat, ale może chciałbym, żeby panowie się odnieśli, bo cały czas tylko mówimy o reptilach, o Anunaki i tak dalej. No ale przecież tego chyba jest trochę więcej. Dziękuję bardzo.
[02:04:54] - Dziękujemy również.
[02:04:55] - Dzisiejszy temat mamy Anunaki, więc dlatego o nich rozmawiamy. Te rzeźby, o których ty wspominasz, które istnieją paru, kilkaset, chyba niecałe 100 kilometrów od Limy. Rzeczywiście w jakiś sposób korespondują chociażby swoją monumentalnością, ogromem z tym, że musiał dokonać to ktoś, kto posiadał jakąś i technologię i pewien specyficzny system swojego własnego funkcjonowania w rzeczywistości. Z jakiegoś powodu to zrobił. Te rzeźby są olbrzymie, monumentalne. Niektórzy kojarzą je z twarzami na Marsie czy z tą słynną twarzą na Marsie i inni kojarzą je jeszcze z innymi takimi megalitycznymi rzeźbami w różnych częściach świata. Tylko że z tymi rzeźbami jest jeden taki mały problem. My mamy taką tendencję do antropomorfizowania wszystkiego, na co patrzymy, że czasami wydaje nam się, że coś nam to przypomina. Patrzymy na chmurę, przypomina nam to jakiś kształt, jakiś obiekt, coś takiego i od razu identyfikujemy ten kształt właśnie z tym obiektem. Podobnie jest tutaj często z tego typu rzeźbami, że sam będąc w Andach widziałem mnóstwo takich właśnie skał, które coś mi przypominały i wskazywałem je ludziom obok mnie.
Rozmawialiśmy o tym, dyskutowaliśmy. Rzeczywiście jako żywo przypominały postać, miały proporcjonalne rysy twarzy nagle. I gdy okazało się, że takich odkryć jest bardzo dużo, po prostu to albo trzeba byłoby założyć, że gdzieś, kiedyś, w przeszłości jakieś dziwaczne plemię czy dziwaczni przybysze z kosmosu mieli jedną pasję nic nie robić innego, tylko rzeźbić w górach gigantyczne rzeźby, które właśnie w ten sposób interpretujemy. Albo jest to po prostu złudzenie. Dlatego myślę, że trzeba patrzeć na to z odrobiną rezerwy. Nie trzeba kompletnie wyrzucać tego do kosza, że jest to nieprawda, że są to twory tylko naturalne, ale myślę, że warto patrzeć, nie zadawać sobie takiej rozstrzygającej odpowiedzi, czy ktoś to był w stanie zrobić, czy jest to część czegoś, co istniało wcześniej. Zwłaszcza że takie rzeźby stoją właściwie w środku czegoś, właściwie niczego. W środku niczego. Nie ma tam nic, co by wskazywało, że funkcjonowała tam jakakolwiek kultura. Nie ma miast, nie ma śladów po żadnej cywilizacji.
Dlatego właśnie na tym polega również kontrowersja takich rzeźb. Jeżeli coś znaleziono by tam, w jakiś sposób wspierałoby to sens tworzenia tego typu rzeźb. Kiedy są one same w sobie, trudno nam znaleźć kontekst i punkt odniesienia. Dlatego w tej sytuacji, ponieważ nie ma dodatkowych elementów, które pomagają rozwikłać taką zagadkę, czasami lepiej jest dać krok do tyłu i pozwolić sobie na nieodpowiedzenie na takie pytanie. Po prostu dać czasowi znaleźć taką odpowiedź, skoro my nie potrafimy sami jej znaleźć, a nie od razu rozstrzygać, że jest to prawda, ściema, złudzenie czy rzeczywista rzeźba. Natomiast ja chciałbym jeszcze wrócić na momencik do tych nieszczęsnych gigantów.O których tutaj rozmawiamy. Chciałbym na nie popatrzeć z punktu widzenia Ameryki Północnej, gdzie sam zebrałem kilkaset notatek prasowych z najnowszej historii Ameryki, czyli od końca XIX wieku aż do lat 60., 70. czasów nam współczesnych, XX wieku. Te notatki prasowe wszystkie opowiadają o odkryciach takich kości, których rzekomo miałoby nie być. Odkrywa się kości i to często w olbrzymich ilościach.
Czasami odkrywa się pięć, siedem, osiem, 10 takich osób, a czasami trzy tysiące, jak to było na wyspie Catalina u wybrzeży Kalifornii. Te wszystkie notatki, te wszystkie historie z odkryciami kości tak zwanych gigantów, bo kości te mierzą sobie zwykle od co najmniej trzy i pół metra, a sięgają czasami do siedmiu, a w jednym przypadku sięgały 12 metrów wysokości. Ktoś je odnalazł, odkopał. Przybyli archeolodzy ze słynnego Smithsonian Institution i kończy się to jak zawsze, kiedy się pojawiają te znaleziska i artefakty nagle znikają i ślad po nich ginie. Moja teoria na ten temat jest taka, że Smithsonian znajduje je i po prostu wyrzuca to wszystko do morza po to, żeby ślad po tego typu znaleziskach nigdy nie został, bo musimy zdać sobie sprawę, jakie konsekwencje ogłoszenia istnienia takiego znaleziska, jakie konsekwencje by taka informacja przyniosła. Zrobiłaby ona kompletną rewolucję w patrzeniu na historię świata. Ci wszyscy kontrolerzy, którzy z takim trudem budowali ten system nauczania nas samych, naszych dzieci, wnuków po to, żeby stłumić w nas wolne myślenie i kontrolować to, o czym myślimy, w jaki sposób pojmujemy świat, to by się nagle zawaliło, runęłoby w gruzy. Dlatego w taki sposób bardzo brutalny i gwałtowny tego typu znaleziska są zwalczane i zlikwidowane. W Stanach doszło do tego, że gdy okazało się, że z niektórych prywatnych kolekcji nie można odzyskać tego typu szkieletów, wówczas doprowadzono do tego, że zmieniono prawo o tym, że wszelkie szczątki, jakie znajdują się na terytorium Stanów Zjednoczonych, które nie są szczątkami białych ludzi, białych osadników na tym kontynencie, należą do Indian i w związku z tym powinny być w sposób rytualny pochowane. Dlatego wszyscy tak zwani kolekcjonerzy, którzy posiadali w swoich zbiorach tego typu szkielety, musieli je oddać i zostały one pochowane, czyli po prostu zniknęły.
Dziś ich nie mamy. Są jeszcze tylko w kilku bardzo nietypowych miejscach. Jedno z nich jest w Filadelfii. Nazywa się to Mütter Museum. Mütter nie od matki, a od nazwiska niemieckiego lekarza, który założył tam pierwszą akademię medyczną i zbiera najrozmaitsze przypadki różnych dewiacji zdrowotnych. Według niego była to wspomniana gigantomania, natomiast szereg badań przeprowadzonych na tych kościach wskazuje na to, że był to całkiem zdrowy człowiek i to zupełnie gigantyczny, bo ma on ponad trzy metry wzrostu i żeby go całego sobie obejrzeć, trzeba po prostu wchodzić po schodkach, żeby przejść od stóp do głów. Ten szkielet jeszcze ciągle tam funkcjonuje właśnie jako ta dewiacja medyczna, choć trudno tam jakiekolwiek dewiacje zauważyć. Sami lekarze mówią, że tej dewiacji tam po prostu nie ma. Jest to jeden z nielicznych szkieletów gigantów, który wskazuje, że coś takiego kiedyś na Ziemi istniało. Poza tym giganci świetnie i bardzo żywo funkcjonują w indiańskich legendach.
I to nie tylko giganci tacy, jakich my sobie wyobrażamy, że są tylko większymi ludźmi, ale nawet tacy, którzy mieli dwa rzędy zębów i zjadali tych ludzi, atakowali ich, prowadzili z nimi wojny, ale ludzie byli sprytniejsi i doprowadzili do ich wygubienia. Jest wiele elementów, które wskazują, że nie jest to do końca legenda, że coś w tym jest. Ja mam nadzieję, że któregoś dnia ta sprawa zostanie wreszcie raz na zawsze definitywnie odkryta, ogłoszona światu i historia tym samym zostanie zmieniona. Wreszcie będzie wiadomo, że giganci istnieli na pewno i nie są żadną legendą czy wymysłem. Dziękuję.
[02:12:56] - Leszku, co sądzisz o Nephilim?
[02:13:01] - Przesłanki są dosyć znaczne za tym, że coś takiego istniało. Te legendy przewijające się przez wiele kultur mówią nam o istotach, które były właściwie człowiekiem, tylko wielkich rozmiarów, z większymi możliwościami za tym idącymi. Poza tym mamy budowle, które są wykonane w cyklopowej wielkości, przerastającej nas. Pewne rzeczy, które są wykonane w kamieniu, są na tyle znaczne, że przy naszej umiejętności i tym rozmiarze trzeba by było zaangażować znaczne ilości ludzi. Jednak legendy mówią nam, że było to budowane w miarę szybko i właśnie przez te istoty, które były znacznie większe niż my i posiadały większe możliwości. Zagadkowe są przesłanki mówiące o tym, że jeszcze do niedawna w naszych historycznych czasach gdzieniegdzie się jeszcze trafiał taki wielkiWielka istota, która niestety była wykańczana przez nas sukcesywnie, także do dnia dzisiejszego jedynie zachowały się mity, a działania, które mają na celu ukrycie pewnych szczegółów i wiadomości z naszej przeszłości, są na tyle skuteczne, że informacja o gigantach jest spychana cały czas na margines takiego kpiąco podchodzącego do sprawy zdrowego rozsądku naukowego, który każe nam raczej to skasować na kartę jakichś mitów, legend, podań, bajek, które się przywidziały dla niegrzecznych dzieci. Jest parę takich budowli, które kamienie użyte do zbudowania są na tyle duże, że można by było przypuszczać, że była zaangażowana duża siła. Takie istoty, które mają około czterech, sześciu metrów, jak to się podobno trafiało, miałyby znaczne możliwości, jeśli nawet nie byli tak liczni. Nie była to tak wielka populacja. Te rzeczy, jeśli już postawili, to postawili na tyle mocno, że człowiek chodził dookoła nich i raczej składał cześć w tych miejscach, niż próbował przypisać sobie pierwszeństwo i przypisać sobie zbudowanie tego rodzaju rzeczy.
Tutaj wymieniał Indian, którzy mieli dużo opowieści wśród swoich podań o tego rodzaju ludziach. Ja jestem w posiadaniu takiej maski indiańskiej, niedaleko z plemienia, które w swoim folklorze również miało podanie o tego rodzaju istotach. Tego rodzaju istotki nie dość, że miały dwa zestawy zębów, to jeszcze zdarzały się istoty z jednym okiem. Także możliwości było wiele. A w tych wszystkich legendach, które brał na ruszt Sitchin, jest mowa również o hybrydach, które były krzyżówką nie tylko ludzką. Były tam również i inne zwierzęta, które były krzyżowane z ludźmi, jak i między sobą. Także możliwości, jeśli już potrafili w genetyce kombinować, to mieli znaczne. Raczej nie ograniczali się do próbowania krzyżowania tylko i wyłącznie siebie z istotą człekopodobną. Nefilim istnieli. Taka ciągłość tej krwi, tej pozostałości, znaczniejszej niż dawne, przetrwała, myślę, do dnia dzisiejszego.
Możliwe.
[02:18:04] - Dziękuję. Rzeczywiście istnieją pewne archeologiczne dowody na znajdowanie ludzi, którzy mieli wzrost wyższy niż przewidywała średnia. Tłumaczone jest to w sposób racjonalny na kilka sposobów, między innymi niektórzy twierdzą, że te szkielety wydają się większe, ale tak naprawdę nie są większe, dlatego, że średnia wzrostu była wtedy dużo mniejsza. Jeżeli ktoś miał metr osiemdziesiąt, to już był bykiem, gigantem i tak dalej. Ja za bardzo nie wierzę w tego typu wytłumaczenia. Rzeczywiście archeologia kryje mnóstwo tajemnic, które są z jakichś powodów. Taka jest specyfika tej dziedziny, że jeżeli ktoś kiedyś widział, jak wygląda archeologia, jak wygląda sposób nauczania archeologii, ile tam rzeczy jest do pojęcia, to wie, że wprowadzenie tam nawet drobnej zmiany zburzyłoby ten cały porządek. Ale to inna sprawa. Mówiliśmy o Genesis, mówiliśmy o Nefilim, ale jest jeszcze drugie źródło. Arek nas trochę uprzedził, które opowiada tą samą historię, o której mówi Sitchin.
Jest to Księga Henocha. Apokryficzna księga, czyli taka nieuznawana przez Kościół, opowiadająca dość dziwną historię, to znaczy będąca kontynuacją opowieści o Henochu, o którym mówi Księga Rodzaju. Henoch był patriarchą, jednym z pierwszych, który żył w wielkiej przyjaźni z Bogiem, jak mówi Pismo, a w wieku 365 lat został zabrany przez Boga. Zabrany przez Boga. Nie zmarł śmiercią naturalną. Biblia podaje, że patriarchowie, którzy żyli w tamtych czasach, dożywali rzeczywiście bardzo sędziwego wieku. Henoch lub Enoch, jak podają niektóre tłumaczenia, umarł bardzo młodo. To znaczy zniknął w młodym wieku 365 lat. Księga Henocha to dzieło, które podaje to, co działo się z nim po wniebowstąpieniu. Składa się ona z kilku części.
Jedna z tych części dotyczyLosów upadłych aniołów, tak zwanych Grigori lub Obserwatorów, jak mówią polskie tłumaczenia. O czym jest w ogóle ta księga? Otóż Henoch twierdzi, że została przedstawiona historia, zgodnie z którą upadli aniołowie zstąpili na Ziemię i, jak już wiemy, połączyli się z ziemskimi córkami. Co ciekawe, mieli oni nauczyć ludzi podstaw cywilizacji. Dowodził nimi Semjaza. Nie pamiętam, ilu ich było dokładnie, chyba 200 tych upadłych aniołów. Nauczyli ludzkość podstaw wszystkiego: od wiedzy astronomicznej, przez matematykę, rolnictwo, sztukę czytania i pisania i tak dalej. Natomiast opuścili nas, czyli Ziemię, w sposób podobny, jak przedstawia to Sitchin. Zostali po prostu uziemieni, zniszczeni razem z całym swym potomstwem. I teraz, panowie, pytanie, jak oceniacie „Księgę Henocha”?
Czy jest ona najprostszym źródłem? Bo Sitchin wiadomo, lawiruje, przedstawia swoje własne wyobrażenie, rozkodowuje pewne mity, przedstawia ich interpretację. Natomiast tu mamy wyłożoną kawę na ławę. Ktoś tutaj przyleciał, ktoś coś zrobił, ktoś nas nauczył i tak dalej. Czy według was można to traktować dosłownie? Czy „Księga Henocha” może być dowodem na to, że istnieją istoty, jacyś Obserwatorzy? Podkreślam to słowo, Leszku, dlatego, że wiem, że masz o tym dużo do powiedzenia. Czy istnieją jacyś Obserwatorzy, którzy mogą cały czas mieć oko na naszą cywilizację? Oddaję ci głos.
[02:22:17] - Mogą jak najbardziej. Są cały czas obecni. Uovaczałem panu, że cały czas w naszym rozwoju. „Henoch” to nie tylko jeden jedyny. Tych ksiąg jest więcej. Jest „Księga Jehowy”, jest „Księga wojen Jehowy”. Jest tych ksiąg naprawdę sporo, które mówią nam o kontaktach Synów Boskich, którzy przylecieli tutaj z pierwszymi załogami, którzy się krzyżowali i pozostawili po sobie pokolenia, które najpierw były zaliczane do licznej arystokracji, która niestety została przetrzebiona przez ten potop. Kataklizm, który w zasadzie wymazał większość istot w tym wyżej rozwiniętym społeczeństwie, a później po potopie ta ciągłość cały czas była. Cały czas istniały kontakty z tymi panami. Są do dnia dzisiejszego.
Także te wszystkie stowarzyszenia tajne, te wszystkie miejsca, gdzie wiedza była przekazywana. Na początku wiedzę, nawet podstawową, murarską, przekazywano w tajnych kompletach, w miejscach, gdzie przekazywano wiedzę dla nielicznych. Nie można było jej na zewnątrz wypuścić. Każdy, kto się tego dokonał, był karany w zasadzie śmiercią. Zazdrośnie była traktowana wiedza, którą posiedliśmy dzięki istotom, które przybyły do nas. Obserwatorzy są do dnia dzisiejszego. Nie działają tak otwarcie, jak to było na początku. Wycofali się do cienia. To są istoty, które stoją z tyłu za nami, które podszeptują nam, jak podążać, gdzie podążać, w jakim kierunku. Mamy przykładów mnóstwo.
Mówiliśmy o złocie, które było podstawą do tego, żeby tutaj przybyć. To tłumaczenie Sitchina, które mówi nam, że mieli wydobywać złoto po to, żeby uchronić swoją planetę, też nie do końca musi być trafne. Może być zupełnie do czego innego wykorzystywane to złoto. Między innymi można by było wykorzystać je jako biały proszek, o którym pod koniec XX wieku się dowiedzieliśmy za sprawą pana Davida Hudsona, który ogłosił uzyskanie białego proszku ze złota 99,9-procentowego. Po spaleniu uzyskał proszek, który, okazało się, niesie ze sobą tak wielkie możliwości, że jest w zasadzie magicznym proszkiem. To, co było powodem przybycia ich na Ziemię i stworzenia nas, ludzi, nie wiemy do końca. Możemy spekulować. To, co nam powiedziano, co nam ujawniono, między innymi za sprawą Henocha, który był jednym z niewielu ludzi, którzy mieli zaszczyt polecieć tam i wrócić z powrodem i móc to opowiedzieć, po czym ponownie poleciał do swoich panów jako jeden z niewielu ludzi.Ale tak jak mówiłem, jest takich ksiąg sporo, które mówią o tych obserwatorach, że ich działalność nie ograniczała się do czasów biblijnych. W Biblii wielokrotnie jest mówione nie o jednym Bogu, a o wielu bogach. Ci wszyscy kompilatorzy, którzy przepisywali, mimo że usuwali tego rodzaju niuanse, żeby nie pokusić nas przypadkiem do znacznego myślenia, pozostawili jednak pewne fragmenty, które mówią nam wyraźnie o tym, że nie jest tu mowa o jednym Bogu, lecz o wielu bogach, którzy owszem, mieli swojego jednego pana, który był tym Bogiem ponad bogami, ale można by było domniemać, że były to po prostu istoty, które miały znacznie większe możliwości niż my w tej chwili.
Może za jakiś czas, jeśli będzie nam to dane, bogami również będziemy. Może tyle.
[02:27:42] - Tak, „Księga Henocha” jest trochę dziwna, prawda? Bo nawet jak na swój wiek przedstawia historię, która jest dobrą historią, nawet fantastycznonaukową. To jest fajna literatura. Jak myślisz, czy to jest jakaś metaforyczna opowieść o czymś? Czy jest to raczej odniesienie do prawdziwych wydarzeń? Jaki cel mógł przyświecać Henochowi oprócz podania historii, która w zasadzie mogła opisywać realne zajścia? Innymi słowy, czy to, co zostało w tej księdze opisane, może być echem tej zapomnianej wiedzy, która cały czas pobrzmiewała w ludzkich umysłach, w folklorze, w wierzeniach? Jakie jest twoje zdanie o „Księdze Henocha”? Jeszcze kilka słów, jeżeli możesz.
[02:28:40] - Ja przyjmuję, że „Księga Henocha” jest zapisem w miarę dokumentalnym, który pozostał do naszych czasów. On tak naprawdę nie zachował się w całości. Te fragmenty, które udało nam się odkryć, są na podstawie chociażby tego, co zachowało się w Qumran. Te fragmenty po złożeniu do kupy nie tworzą jednej wspólnej opowieści, która rozwija się od A do Z. A jest to zbiór pewnych przypowieści, opisów, których doznał Henoch. Jest to próba opisania czegoś bardzo technologicznego w sposób bardzo prymitywny. Nie zapominajmy o tym, że pewne pojęcia, które w tej chwili u nas są na porządku dziennym, kiedyś były nie do pomyślenia, jak chociażby opisać zwykły laptop człowiekowi ze średniowiecza, a już nie mówiąc, sięgając dużo dalej w przeszłość. Pewne rzeczy były przyjmowane jako magia, jako nadprzyrodzoność, jako coś, co umyka nam tak daleko, że jest po prostu cudowne. I ta cudowność była tą woalką, która zakrywała wiele z tego, czego doświadczał chociażby sam Henoch. Chociażby to, że człowiek, który wylatuje ponad ziemię, którą uważał za płaską, za coś, co jest olbrzymie.
Nagle się okazuje, że jest to kulka zawieszona w czerni, w przestrzeni i tych kulek jest więcej. I tych światów z tymi kulkami zamieszkanych jest dużo więcej. Możliwości tyle, że dla nas jest to czasami nie do zrozumienia i nie do przyjęcia, a co dopiero dla ludzi, którzy nie mieli tego na co dzień, nie stykali się z takimi pojęciami na co dzień i było to dla nich tak mocne doświadczenie, że próba opisania niektórych rzeczy może wydawać nam się śmieszna, naciągana. Może to wynikać właśnie z tego, że brak zrozumienia, brak możliwości opisania i ujęcia tego tak, jak to powinno być ujęte. Może tyle.
[02:31:26] - To może jeszcze teraz w kwestii „Księgi Henocha” oddajmy głos Chrisowi McKinnay. Chrisie?
[02:31:34] - Jest to rzeczywiście chyba najbardziej kontrowersyjna z wszystkich ksiąg religijnych. Nie znalazła się w kanonie chrześcijaństwa. Znajduje się w kanonie judaizmu, ale jednocześnie wiadomo, że jej źródła są absolutnie sumeryjskie. I teraz tutaj mamy chyba największą kontrowersję, jaką niesie ze sobą ta księga i interpretacja konfliktu pomiędzy Anunnaki, do jakiego doszło. Polega właśnie na tym, że w historii Anunnaki mamy do czynienia z konfliktem między dwojgiem braci, Enlilem i Enkim. Enki był tym, który tworząc człowieka, chronił go w jakiś sposób, promował go. Człowiek był dla niego dzieckiem Bożym, był czymśTym samym, czym właściwie ciągle funkcjonuje w religii chrześcijańskiej każdy chrześcijanin jest dzieckiem Bożym. Natomiast jego brat Enlil nie był z tego pomysłu zachwycony. Enlil był kimś, kto tych ludzi niezbyt lubił i chciał się ich pozbyć. Doprowadziło to do konfliktu pomiędzy braćmi i do wielkiej wojny pomiędzy Anunnaki.
Problem, o którym wspomniałem i gigantyczna kontrowersja, jaka wiąże się z Księgą Enocha, jest w tym, że Enlil, jego judaiskie imieniem jest Jahwe. Czyli mamy tutaj nagle do czynienia z czymś fundamentalnie poróżniającym całą ludzką rasę. Bo skoro Jahwe jest przeciwko tym ludziom, jest tym gorszym czy tym nam nieprzyjaznym bratem, to ustawia to nas w bardzo dziwnej sytuacji. I ustawia nasze pojmowanie tego, kim jest Bóg, skąd przyszliśmy, jaka jest nasza rola i po co właściwie jesteśmy na tej ziemi. To właśnie chyba tworzy największą kontrowersję. Im bardziej się będę w to wszystko zagłębiał, tym prawdopodobnie będę kopał pod sobą bardzo głęboki dołek, który jak wpadnę, zostanie mi przylepione mnóstwo łatek. Ale mam nadzieję, że wszyscy widzą znaczenie tego konfliktu i tego, jak bardzo przemienne są nawzajem wszystkie historie, o których dzisiaj rozmawiamy, które zostały stworzone najpierw w językach sumeryjskich, później zostały przepisane na języki hebrajskie, gdzie nagle te dwie kultury stanęły w opozycji do siebie, jakby kontynuując ten jeden wielki konflikt, który wybuchł u samego zarania ludzkości.
[02:34:32] - To może przejdźmy do kolejnego z listy naszych pytań. Chyba że Piotr jeszcze chciałby coś dodać? Nie pamiętam, czy-
[02:34:41] - Tak. Rzeczywiście Księga Henocha jest bardzo sugestywnym źródłem. Jeżeli kogoś, jak powiedziałem wcześniej, nie przekonują te domniemania, interpretacje zawarte u Sitchina, tak Księga Henocha jest po prostu skrótem tego wszystkiego. Jest wyłożeniem kawy na ławę. Warto też pamiętać, że w tych wszystkich źródłach przejawia się jedna myśl. Może nawet mówimy o tym samym scenariuszu wszędzie. To już odnośnie następnego pytania. Panowie, pozostaje w tym wszystkim jeszcze jeden motyw. Mówimy o stworzeniu ludzkości, o nauce, o inwazji na Ziemię. Ale jest jeszcze jedna sprawa.
Wielki konflikt. Taki apokryficzny, pierwotny konflikt opisywany w wielu mitach, legendach. Wojna między bogami. My wiemy dobrze o hinduskiej wersji mitu o tej wojnie, kiedy bogowie zostali wygnani na ziemię przez demony z kosmosu. Błąkały się po świecie, po subkontynencie indyjskim. Potem część z nich wróciła do nieba, część została. Przypomina to nawet wersję z Księgi Henocha. O tutaj dostajemy wiadomość od Chrisa, że niestety choroba uniemożliwia mu dalsze uczestnictwo w debacie. Szkoda, Chris. Może jeszcze pożegnaj się z naszymi słuchaczami.
Dziękuję wszystkim bardzo dzisiaj za to, że przyszli posłuchać, o czym rozmawiamy i bardzo przepraszam za moją postawę, ale złapała mnie bardzo mocna grypa i co chwila mam ataki kaszlu i one się powtarzają coraz wcześniej. Guziczek od kaszlu, który mam w mikrofonie, czasami już się nie włącza we właściwym momencie, a gorączka i kaszel odbiera głos. Właściwie pozostaje tylko jeszcze jeden wielki szum w głowie. Także na pewno już bym się w dalszej części dyskusji za bardzo nie przydał. Jeszcze raz wszystkim dziękuję i na pewno spotkamy się w następnej debacie. O ile rady panów-
[02:37:11] - Jeden ze słuchaczy napisał właśnie: „Chris, herbatka z prądem postawi na nogi. Ja mogę polecić herbatkę z imbirem i cynamonem”.
[02:37:22] - Dziękuję jeszcze raz wszystkim.
[02:37:23] - Chris, dziękujemy! Wszyscy słuchacze wysyłają teraz do ciebie pozytywną energię, żebyś wyzdrowiał. Także dziękujemy i do usłyszenia.
[02:37:35] - Jeszcze raz.
[02:37:37] - Panowie, powracamy do konfliktu między Annunakami, bo oni rzeczywiście zaczęli się między sobą kłócić, o czym mówi Sitchin, o czym mówi nawet Księga Henocha. O wojnie niebian opowiada także mitologia germańska, mitologia hinduska, chociaż ta jest bardzo złożona. Jak sądzicie, czy wojna bogów pojawiająca się w licznych źródłach również może być relacją z rzeczywistych wydarzeń? Co sądzicie o tych wszystkich dowodach typu stopione kamienie, zeszklone forty, relacje o bombach, o broni jądrowej w przekazach hinduskich? Czy możliwe, że ta wojna zapisała się w świadomości ludzi tak mocno, żeMówiono o niej w różnych kulturach, od tych bliskowschodnich po te na subkontynencie indyjskim. Arku?
[02:38:45] - Powiedzmy to od drugiej strony. Gdyby bogowie byli bogami, gdyby był jeden Bogiem, to z kim miałby walczyć? Jest bezsensowna walka bogów, bo o cóż bogowie mieliby się spierać, skoro jest około dwa miliardy planet podobnych do Ziemi w naszej galaktyce tylko. Tu raczej byłoby to bez sensu. Natomiast te zapisy, które są, są tak czasami precyzyjne i są na to tak niepodważalne dowody, że to nie może być coś wyssane z palca. Co prawda nie udało się znaleźć zatopionego gdzieś w mule czołgu czy latającego spodka z dużą armatą, ale w Mohendżo-Daro mieliśmy szkielety, które mają podwyższoną radioaktywność. Są tam stopione cegły, więc żeby do tego doszło, musiała być użyta broń atomowa. Bezwzględnie. Temperatura, jaka powstaje podczas wybuchu, jest w stanie zeszklić cegły czy napromieniować szkielety. Temat wojen bogów.
Tu nie można tego w żaden sposób połączyć z walką dobra ze złem, jak to próbują zrobić kościoły. Dlatego że tak jak tutaj już Chris mówił, co jest dobre, a co jest złe? Ciężko tutaj rozpatrywać w Księdze Henocha. Upadli aniołowie uczą nas pisma, nas, czyli Ziemian, jakichś zalążków cywilizacji, i za to są potępiani. Dzisiaj sobie nie wyobrażamy, żeby kościół jakikolwiek, z wyjątkiem może pewnym, negował czy karał za umiejętność czytania i pisania. To jest absurd. Skoro nie można bezwzględnie rozdzielić dobra od zła, jest ono subiektywne, więc podział taki jest typowo instrumentalny, kościelny. Natomiast te pierwsze czy podstawowe teksty, na bazie których rozwijały się wszystkie inne opowieści, są jednoznaczne. Konflikty tych, którzy przylecieli, którzy mieli różne interesy. W przypadku synów Anu było to, że oni po prostu za mało tego złota wydobywali i dostali parokrotnie reprymendę za to i stąd był konflikt.
Jeden chciał może bardziej troszeczkę naciskać na to wydobycie, drugi bardziej na to, żeby ci Adamowie bardziej żyli niż pracowali. Stąd konflikt. Jeden dostał Afrykę, drugi musiał zostać w miejscu, gdzie zaczynali, czyli w Mezopotamii ostatecznie. Jest jeszcze inna sprawa. Jeżeli czytamy stare teksty, to wyraźnie widać tekst, który jest tekstem źródłowym, czyli spisywanym przez osobę, która to przeżyła, i następni skrybowie przepisywali słowo w słowo to, co ona napisała z dopiskami, które mają w jakiś sposób uwznioślać te słowa. Nikt oczywiście ze skrybów nie chciał i nie robił czegoś takiego jak dopisywanie czy przekreślanie wizji jakiegokolwiek proroka, bo to nie miałoby sensu. To jest właśnie najbardziej wartościowe. To, co w tej chwili otrzymujemy, to są szczegóły z Henocha, z jego przekazów, ale one są obarczone bardzo często późniejszymi dopiskami. To jest bardzo łatwo wyłuskać z tego pisma. Dziękuję bardzo.
[02:43:47] - Tak rzeczywiście, te atomowe wojny bogów, jak jest to nazywane w literaturze i w środowisku badaczy paleoastronautyki, to bardzo ciekawy temat. Wspominałem już dzisiaj o opisach zawartych w „Mahabharacie”, o bojowych vimanach, czyli samolotach, gdyż w języku hindi do dzisiaj samolot określany jest mianem vimana, tak jak przed kilkoma tysiącami lat. „Mahabharata” nie ma określonej daty powstania. Prawdopodobnie krążyła od jakiegoś czasu w różnych wersjach, potem została spisana. Pojawia się też bardzo ciekawy opis, o którym mówiłem wcześniej. Tak zwana agneja, czyli broń, która była w stanie niszczyć wszystko. Dosłownie wszystko. Trudno nie odnieść wrażenia, żeChodzi tu o coś, co można porównać z bronią jądrową. Ale powróćmy do tematu. Mówimy dzisiaj o Anunnakach, o istotach z innej planety, które miały określone zamiary względem Ziemi, które bywały tutaj być może w czasach głęboko prehistorycznych i starożytnych.
Leszku, jak ty sądzisz, czy ta wojna między Anunnakami była tak doniosła, że nasi przodkowie wyryli ją sobie w świadomości tak skutecznie, że przetrwała po dziś dzień?
[02:45:19] - Raczej tak. Skoro przetrwało to w tych podaniach, miało na tyle dużą siłę, że zapisało się, musiało odcisnąć na nas piętno. Poza tym legendy Sumeru mówią nam, że to bogowie nauczyli nas wojen, że te pierwsze wojny, w jakich braliśmy udział, to było właśnie po stronie albo jednego, albo drugiego boga. Byliśmy stawiani jak pionki w grze, która toczyła się nad naszymi głowami. My byliśmy tylko świadkami, ofiarami w zasadzie, które brały udział w tym wszystkim. Jak tutaj już było wyliczane, jest dużo przesłanek mówiących za tym, że takie wojny były i pozostałości mogą świadczyć o tym, że była używana taka technologia, która w tej chwili jest wykorzystywana przy broni masowego rażenia. Czy to jakieś atomowe środki, czy też inne, które pozostawiają pewien ślad po sobie, który odkrywamy w tych miejscach, o których mówią eposy, że tego rodzaju wojny się toczyły. Można przyjąć w zasadzie to, że coś takiego doświadczyliśmy. To, jak była mowa, wywarło na nas tak mocny wpływ, że zmieniło nas z samych na bardziej agresywnych i pozostawiło ślad na tyle znaczny, że ten ślad pozostał do dnia dzisiejszego.
[02:47:14] - Pytanie numer osiem brzmi następująco: jakie cele mogły przyświecać Anunnaki? Czy możliwe, że nie porzucili oni swoich dzieci? Czy teoria, według której starożytni astronauci przybywają do nas jako istoty z UFO, ma według was sens? Może pierwszy niech się wypowie tym razem Leszek Ostaja-Owsiany. Leszku?
[02:47:38] - Jak najbardziej. To zjawisko, które my opisujemy jako UFO, może być widomym świadectwem tego, że ktoś się kręci. Poza tym nie zapominajmy o tym, że niekoniecznie to musi być tylko i wyłącznie jedna rasa, że te istoty, które my określamy mianem Anunnaki, mogły się zaangażować tutaj na Ziemi dawno temu, a w międzyczasie kręcą się inni, którzy może podczas tych wojen bogów brali udział w potyczkach z tymi Anunnaki o prymat na Ziemi. Gdybamy w zasadzie i te rozważania, czy to Anunnaki, czy inne rasy, Reptilianie czy jakikolwiek inni, to jest to w zasadzie gdybanie. Nie mamy możliwości zweryfikowania pewnych rzeczy. Możemy przyjąć jako założenie. A jak to wygląda naprawdę, mam nadzieję, że czas pokaże.
[02:49:02] - Arku?
[02:49:03] - Tu jest największa dziura w tej całej teorii. Jakie cele mogły przyświecać Anunnakom? Dlatego, że skoro przybyli tutaj jakieś 400 000 lat temu, przez cały czas wydobywali złoto i wysyłali je gdzieś tam, to powinni zabrać tego złota naprawdę kolosalne ilości. Jakim cudem jeszcze mamy? Być może mogli wykorzystywać złoto, które jest w najłatwiej dostępnych miejscach. Ale tak jak wcześniej powiedział Leszek, zaledwie 12 000 lat temu zlodowacenie było na tyle duże, że poziom wód obniżony był, z tego, co pamiętam, o 140 metrów. Także prawdopodobnie w innych miejscach całkiem występowała woda i miejsca dobre do przeżycia, a niektóre były w ogóle niedostępne ze względu na duże czapy lodowe. Tu jest jakiś problem z tym, jaki cel. Zecharia Sitchin wyczytał, że podstawowym celem było zdobywanie złota, dlatego że to ratuje ich cywilizację. W tej chwili przy spotkaniach bliskiego kontaktu, abdukcjach wtłacza się w pamięć tych wziętych świadków, że to ich materiał genetycznyMa ratować zagrożone cywilizacje, które już się nie mogą rozmnażać.
Tego typu rzeczy. Przez cały czas kręcimy się wokół teorii, że to, co oni robią, ci obcy dla nas, ma jakiś głębszy sens, chociaż tak naprawdę chyba niekoniecznie taki musi mieć. Nie wspominaliśmy tutaj o tym, że istnieją trochę inne dowody na to, że oni są. Między innymi Piotr wspominał o pieczęci, która znajduje się w muzeum w Berlinie i przedstawia Anunnaków. W górnym prawym rogu tej pieczęci, to były takie pieczęcie walcowe, które należało odgnieść w miękkiej glinie i wtedy po wysuszeniu czy wypaleniu utwardzało się to. W górnym lewym rogu, z tego, co pamiętam, jest narysowany szkic Układu Słonecznego. Ludzie sprzed 5000 lat, o ile mogli domniemywać, że Ziemia jest kulą w jakiś sposób. Chociażby dlatego, że skoro przez cały czas idą i przez cały czas ten widnokrąg jest okręgiem, więc samo z siebie takie coś może być tylko wtedy, kiedy chodzi się po kuli. O tyle nie mogli znać budowy Układu Słonecznego. Także na pewno ten kontakt był.
Cele Anunnaków. W sumie jest ten dowód, bo tak można przyjąć. Te sztolnie, które są w Afryce. Ale to jest wszystko takie rozmyte jak giganci czy jak Atlantyda, czy inne rzeczy, że nie są tam, gdzie powinny być. Jeżeli w Ameryce Północnej odnajdują się giganci, którzy powinni być w sumie w Mezopotamii czy na Bliskim Wschodzie, a są gdzieś tam hen daleko, to nie o to chodzi. Jeżeli Atlantyda ma być kontynentem za Słupami Herkulesa, to tam powinny się znajdować jej szczątki, a nie gdzieś indziej. Skoro Annunaki żyli i tam funkcjonowali, mieli swoje bazy w konkretnym miejscu. To była Mezopotamia, to był teren odgrodzony rzekami. Tam powinny być jakieś ślady ich działalności. A tego nie ma.
I to jest najsłabszy punkt tej całej teorii. Tak na dobrą sprawę możemy tylko domniemywać, że coś takiego jest na podstawie tego, że ktoś tam to opisał. I tyle. Dziękuję.
[02:54:22] - Piotrze?
[02:54:25] - Przede wszystkim trzeba zrozumieć jedną rzecz. My cały czas mówimy o teorii. Sitchin w przeciwieństwie na przykład do Ike'a, który w ogóle powinien być wykopany poza sferę rozważań intelektualnych. Ike to jest pisarz, to jest twórca dla ludzi o bardzo niskiej inteligencji, bardzo niskich wymaganiach wobec siebie. Cały czas my nie mówimy o rzeczach, które zaszły na pewno. My mówimy o teorii, która na podstawie pewnych anomalnych znalezisk czy też nowej interpretacji już istniejących, próbuje dokonać rewizji dziejów. Bo tutaj pojawiają się pytania, że Annunaki na pewno stworzyli albo tak. Nie, to jest cały czas teoria. To też trzeba rozumieć, kiedy się do tego podchodzi. O ile Sitchin robił to ciekawie, tak jak na historyka przystało, czyli na podstawie źródeł starał się opisać pewien proces, o tyle inni autorzy, szczególnie ci amerykańscy, późniejsi, po prostu zajmowali się bzdurami.
Oni wymyślali sobie coś chwytliwego, byleby było fajnie i byleby gawiedź uwierzyła, prawda? Niestety na tym to polega. Ja nie jestem zwolennikiem Sitkina, Sitchina. Różnie się go nazywa.
[02:55:56] - Dymostowicz nazywa go Siczyn.
[02:56:01] - Siczyn. Ja nie jestem zwolennikiem jego teorii w pewnej rozciągłości, dlatego że po pierwsze ona była zbyt długa i zbyt rozbudowana. On musiał napisać do swoich książek słowniczek i chyba nawet nie on to zrobił, tylko ktoś to zrobił za niego. On się pod tym podpisał, bo był za stary. I jest ona też w wysoce spekulacyjna w pewnych obszarach. To znaczy to, co jest oparte na domniemaniach, na materiałach źródłowych czy jego interpretacji mitów to jedno, ale jest też mnóstwo domniemań. I te domniemania są między innymi w kwestii Nibiru. Te domniemania są między innymi w kwestii celów. Także jest to taka teoria, w której jest mnóstwo łat i one nie zawsze sąRacjonalne. Bo dlaczego teraz Anunaki mieliby opuszczać Ziemię, pozostawiać tu wszystko, uciekać na planetę, która jest w zasadzie za rogiem, prawda?
Istoty, które mają supermożliwości zostawiają tu wszystko, niech się wali, niech się pali, uciekają i tak w zasadzie przepadają na zawsze. Nie wiadomo, co się z nimi stało, nie wiadomo, czy w ogóle są. I ten moment ucieczki Anunaków, motywów ich działania był dość słabo opisany. Bo szczerze mówiąc, jeżeli już te całe bazowe dowody, czyli że ktoś tutaj był na Ziemi, działał i są na to ślady, to bardziej pasowałaby taka wersja, że na przykład była to cywilizacja, która charakteryzuje się tym, że są to tacy eksploratorzy wędrowni. To znaczy oni nie zatrzymują się gdzieś na zawsze, tylko poruszają się po kosmosie, wydobywając te materiały, złoto i tak dalej. Po czym odlatują, jeżeli osiągną swoje i pędzą ku innym galaktykom, może nawet innym światom. Nie muszą mieć żadnego Nibiru. To by bardziej, moim zdaniem, domykało tę hipotezę. Natomiast to był wymysł Sitchina i on tak sobie to wszystko poukładał w głowie. Natomiast czy można łączyć zjawisko UFO z teorią Anunaki?
Moim zdaniem nie. Dlatego, że istnieją dowody przekonujące. Znaczy my mamy przede wszystkim 70 lat badań nad UFO za sobą. Zgromadziliśmy mnóstwo materiałów i wynika z nich jasno, że w zasadzie to nie jest zjawisko stricte materialne zawsze. Stoi za tym jakaś inteligencja, która nie do końca jest tym, za co się ją powszechnie uważa. Zjawisko UFO jest bardzo różnorodne. Jest zbyt różnorodne nawet, żeby mogło pochodzić spoza Ziemi, bo w zasadzie każda obserwacja jest inna. One są podobne, ale wszystkie są jednocześnie inne. To jest jeden z paradoksów, o których będziemy może jeszcze kiedyś mówić. Gdyby oni tutaj rzeczywiście byli, znaczy Anunaki i gdyby mieli takie możliwości, jak przypisuje im Sitchin, to po pierwsze trafilibyśmy na ich wytwory.
Po drugie pewnie byśmy zauważyli ich działanie. No i po trzecie oni pewnie by się wypuszczali poza tę swoją planetę okazjonalnie gdzieś. Także prędzej czy później byśmy ich spotkali. I to jest jeden z wielkich minusów tej całej hipotezy. Na czacie Gość pyta. Gość to jest akurat nick. „Jeżeli założymy, że Anunaki są tak rozwinięci technologicznie, to bez problemu mogliby zatrzeć ślady. Poza tym jaka budowla utrzymałaby się przez 200 000 lat?”. Z tego, co pamiętam, Sitchin twierdził, że to przekonanie, że oni powinni pozostawić na Ziemi jakieś zaawansowane materiały czy tam środki, czy elektronikę, jest błędne, dlatego, że on twierdził, że Anunaki, jeżeli tworzyli tutaj swoje bazy, to wykorzystywali to, co było i to, co było najprostsze i najbardziej trwałe, czyli kamień przede wszystkim. Tym bardziej że nie zamierzali tutaj chyba zostać na dłużej.
Tak to wygląda. Czy jakaś budowla by tyle przetrwała? Trudno powiedzieć. Na pewno mamy dobry dowód na to, że kamienne megality są w stanie długo przetrwać w pewnej formie. To znaczy poruszona została tutaj kwestia Markazji na przykład oraz masywu Bucegi. To są takie dwa regiony, gdzie znajdują się skały, które zdaniem wielu osób wyglądają dziwnie, to znaczy wyglądają jak rzeźby. Natomiast są one — przepraszam, bo też mnie gardło boli i tak co jakiś czas pewnie załamuje mi się głos. Markazji i Bucegi w Rumunii to takie dwa regiony, gdzie są rzeźby, które zdaniem wielu — nie rzeźby. Skały, które zdaniem wielu są rzeźbami po prostu tak starymi i tak zerodowanymi, że przypominają zwyczajne skały. Nie ma jednoznacznych dowodów, że one zostały stworzone ręką człowieka.
Natomiast gdyby istniały budowle tak stare, mające 200 000 lat, gdyby były zbudowane z kamienia i nawet gdyby były silnie zerodowane, to są pewne, a nawet duże możliwości, że byśmy to po prostu zauważyli. Dlatego, że archeologia jest dość biegła w rozpoznawaniu śladów działalności człowieka. Poza tym na pewno przetrwałoby coś więcej po obecności Anunaki na Ziemi. Więcej w sensie jakichś pozostałości materialnych. Także reasumując już wydaje mi się, że ten koniec Anunaki może nie sama wielka wojna, o której żeśmy przed chwilą mówili. Bo ona jest ciekawa, prawda? Są na to ciekawe dowody, że w naszej prahistorii zdarzyło się coś o takim zasięgu, że nasi przodkowie musieli to zapisać w swojej świadomości, że to było tak daleko idące i tak wstrząsnęło tymi prymitywnymi społecznościami, że potem przekazywano z pokolenia na pokolenie opowieści, które ostatecznie ukształtowały się na przykład jako Ramajana. Jako Mahabharata, przepraszam. Jako wielka wojna w mitologii skandynawskiej na przykład. Jako identyczna wojna w mitologii greckiej.
Natomiast jeżeli chodzi o zniknięcie Anunaki, to, co się z nimi stało, jest to najsłabszy punkt hipotezy Sitchina. On to przewidział. Powiedział, że za tysiąc lat może się wyjaśni, jeżeli Nibiru tu powróci.Czy to prawda? To było sprytne zagranie, ale mimo wszystko pozostał jakiś taki niedosyt. Co się z tym wszystkim stało? Bo my możemy powiedzieć zawsze: „Ukrywają dowody. Ktoś tutaj czegoś nie chce pokazać”. Ale nie oszukujmy się, nie można cenzurować tej historii w 100%. Prędzej czy później taki naprawdę mocny dowód by się znalazł. Na razie niestety niczym takim nie dysponujemy.
Co nie znaczy, że ja kwestionuję tutaj w ogóle hipotezę palen astronautyki. Nie. Kwestionuję tutaj może pewne wnioski Sitchina.
[03:03:55] - Może tutaj co nieco dopowiem. Tłumaczył to w ten sposób, że wystraszyli się tego, że ich okres życia skraca się tutaj na Ziemi. Oni tak naprawdę uciekli z Ziemi przed śmiercią. To, co tam przekazał nam, to podobno na Nibiru życie trwa znacznie dłużej. Wynika to między innymi z tego, że obieg planety wokół Słońca, który ustawia właściwie całe cykle życia, jest znacznie dłuższy niż tutaj u nas. Ich życie względem naszego jest dzięki temu bardzo długie. Tyle.
[03:04:46] - Tak. Tak jak powiedziałem, Sitchin już w tych swoich późniejszych publikacjach zaczął troszkę tak tworzyć... Nie wiem, jak to nazwać. Nie chcę z jednej strony go obrazić, dlatego że mimo wszystko istnieją takie materiały jak chociażby „Enuma elisz”, jak chociażby „Gilgamesz”, jak inne teksty, na których się opierał, jak „Księga Henocha”, które są sugestywne. One sugerują, że coś się stało. Jest opowieść o siedmiu mędrcach, jest opowieść o Oannesie. To wszystko wypływa tak jakby z jednego źródła. Jest ciekawe. Natomiast Sitchin zinterpretował to na swój sposób. On dodał potem do tego różne wątki, które moim zdaniem są wysoce może nie to, żeby były bajkowe, natomiast troszeczkę za daleko rozwinął swoją wyobraźnię.
Na przykład w opisie tego, jak miało być na tym Nibiru. Nie sądzę, żeby on znalazł akurat dowody wśród tych tabliczek z pismem klinowym opisujące to, jak wyglądało życie na Nibiru i tak dalej. Dlatego, że sam charakter tych tabliczek jest dość enigmatyczny. Tam nie ma nic napisanego wprost. To, co jest na tabliczkach klinowych z pismem klinowym, jest tak jakby odpisem z odpisu. To znaczy jest tak jakby wariacją pierwotnej treści. Tam rzadko są sprawy opisane wprost. Jest to jakby zapis symboliczny. To tak, jakby ktoś kopiował informacje, których nie rozumie. I my dopiero możemy się domyślać, co one znaczyły.
Nie wygląda na to, żeby były to jakieś wymysły czy jakieś fanaberie owych skrybów, bo większość tabliczek zawiera tak naprawdę informacje bardzo błahe. Sami Sumerowie też nie mieli przecież zaawansowanych urządzeń. Chodzili w sukniach z liści, w zasadzie hodowali krowy i to wszystko. Natomiast są wskazówki sugerujące, że byli oni jedną z cywilizacji, która odziedziczyła zaawansowaną wiedzę w pewnym stopniu. Nie wiedziała, co z nią zrobić. Ona była dla nich nieprzydatna w wielu aspektach. Ta wiedza mogła zostać przejęta na przykład przez warstwę kapłańską, wykorzystywana w pewien sposób. Z wiekami ulegała zatarciu lub jakimś zmianom. Mimo to można powiedzieć, że jest wysoce prawdopodobne, że ktoś tą wiedzę im przekazał. I teraz pytanie, bo to też nie jest sprecyzowane, bo jak powiedziałem na początku paleoastronautyka jest bardzo pokrętna.
To znaczy, jeżeli ktoś obejrzy serial „Starożytni kosmici” albo przeczyta wszystkich von Dänikenów, to on dojdzie do takiego wniosku: z jednej strony to wszystko jest fajne i daje do myślenia, natomiast nie wynika z tego nic konkretnego, nie układa się to w żaden schemat dziejów. Tak samo jest na przykład z teorią Sitchina. Bo okej, mamy Anunnakich. Mamy wzmianki o nich u Sumerów. Ale skąd one się wzięły tam u tych Sumerów? Czy Sumerowie zrobili to jakoś specjalnie? Czy zostali wybrani? I tak dalej. Pojawia się przecież też drugi wątek nauczycieli z kosmosu. W sumeryjskiej mitologii przetrwał właśnie ten wątek o siedmiu mędrcach.
Tam Adapa kojarzony z Adamu czasem to nie jest tylko ten pierwszy człowiek. Adapa jest też mędrcem, który naucza Sumerów podstaw wiedzy. On został potem utożsamiony z innymi postaciami mitologicznymi. W Babilonie nazywany był, może nie w Babilonie, bo to jest określenie pochodzące z greki, Oannesem, istotą morską, która nauczała ludzi wychodząc z Zatoki Perskiej. Także pojawia się pewien konflikt. Czy Sumerowie zostali nauczeni tego przez Anunnakich, czy przez jeszcze kogoś, kto po prostu przekazał im pewną wiedzę, natomiast ta historyczna pochodziła z innych źródeł. To też jest do końca niezrozumiałe. Dlatego tak łatwo jest się w teoriach Sitchina pogubić.
[03:09:19] - Tu mamy do czynienia z wizją, wersją historii według Sichina. Nie jest powiedziane, że to jest pełne kompendium. To jest jego wizja, jego zrozumienie danej sprawy. Tak ja podchodzę do niego. Mogę się zgadzać z częścią, ale niekoniecznie muszę się zgadzać z całością.
[03:09:40] - Oczywiście. Tym bardziej, nawet jeżeli on się mylił, nawet jeżeli tłumaczył pewne rzeczy źle, to plusem jest to, że on jednak to wszystko ułożył w sensowną całość, a przynajmniej próbował. Nie mówię, że zrobił to dobrze, że trzeba się z tym zgadzać, że on pisze prawdę i że ta jego wersja jest prawdziwa. Natomiast plusem jest to, że on to starał się ułożyć w sensowną całość, w przeciwieństwie do innych. Kiedy obejrzymy serial „Starożytni kosmici”, to w zasadzie ci panowie przedstawiają mnóstwo dowodów w sumie na nic, bo oni uważają, że starożytni kosmici pojawiają się zarówno u Sumerów, jak i u Inków, których dzielą przecież tysiąclecia. To jest wynik strasznego zubożenia myśli. My nie możemy ubożać swojego myślenia, swojej myśli. Jestem przerażony tą popularnością teorii o reptilianach, które się wywodzą nie wiadomo skąd. Ludzie! Zwracam się teraz do zwolenników Icka.
Ick was może zaskoczyć, jeżeli to jest jedyna książka, jaką żeście w życiu przeczytali. Natomiast jeżeli zaczniecie troszkę bardziej myśleć i sięgać do innych źródeł, zobaczycie, w jakim intelektualnym szambie siedzicie. Tutaj pojawia się wiele zarzutów o naszą krytykę reptilian. Przejdźmy do kolejnego pytania, Marku.
[03:11:07] - Nie wiem, czy Arek Kocik się w tym temacie już wypowiadał, bo tutaj długie są wywody. Marku?
[03:11:15] - Nawet jeżeli nie, to powiedziałbym to samo, co mówili przedmówcy, bo czasami mnie wywalało. Mniej więcej to, co mówili moi przedmówcy, to ja również bym powiedział. Chyba tak, mówiłem o tym, w stosunku do tego, o czym pisał Sitchin i jak to interpretował. Możemy przejść spokojnie do następnego pytania.
[03:11:47] - To reptilianie się chyba obrazili za te poglądy, jakie tutaj szerzymy na antenie Radia Paranormalium. Przejdźmy do ostatniego pytania z listy pytań, które przyszły przed debatą. Pytanie numer 10: czy pewnego dnia możemy spotkać Anunaki po raz kolejny? Nie chodzi tyle o te same mityczne istoty, co raczej powtórkę następującego scenariusza. Na Ziemi pojawiają się obce istoty zamierzające szukać cennych metali. Tu magiczne trzy kropki. Co się wtedy stanie? Może pierwszego poprosimy o głos Arka Kocika.
[03:12:31] - Tutaj dochodzimy do podstawowej sprawy. Sądzę, że o wiele łatwiej jest znaleźć jakiekolwiek wartościowe minerały do produkcji technicznej czy jakiejkolwiek innej w kosmosie, w asteroidach, niż kopać gdzieś tutaj na Ziemi. Jeżeli czasami włączycie Discovery i tam jest pozyskiwanie złota, to zobaczycie, jakimi środkami, jakimi olbrzymimi kosztami, ciężką pracą wydobywają ten drobny kruszec. A przecież zapewne w kosmosie jest o to dużo łatwiej. Sądzę, że nawet złoto, żelazo czy jakiekolwiek inne metale są o wiele łatwiej dostępne gdzieś tam w kosmosie niż na Ziemi, gdzie jest tlen, który wchodzi w reakcje, gdzie są bakterie czy wirusy, które mogą stanowić największe zagrożenie, bo bezpośrednie zagrożenie dla życia. W tej chwili jesteśmy jeszcze my w ilości siedmiu miliardów, którzy będziemy utrudniać jakiekolwiek takie rzeczy. Jeżeli się pojawią, to zapewne będą próbować zmylić nas jakąś zmyłką, żeby pozyskać to. Będą kupowali to za nie wiem co. Jeżeli się poczyta to, co nam zostało przekazane, to oni nie dysponowali techniką super hura, tylko to była technologia taka, która mogła zaskoczyć ludzi sprzed 10 000 lat na początku rozwoju cywilizacji, ale nie w tej chwili. Jeżeli nas nie zaczną tępić bezpośrednio, to będą musieli od nas w jakiś sposób kupować te minerały.
Jeżeli będą. Nasze szczęście, że do tej pory nie spotkaliśmy się z żadną cywilizacją, która by była cywilizacją nomadyczną czy ustosunkowaną do tego, że trzeba pozyskiwać z planet cokolwiek, wydobywać.Bo by nas po prostu już tutaj podejrzewam, że nie było. Jedyną naszą obroną jest to, co mamy w atmosferze drobne pyłki, drobne bakterie i inne mikroby, które wbrew pozorom nas chronią i dbają o nas, nasze bezpieczeństwo więcej niż my sami. Mniej więcej na tym skończmy na razie. Dziękuję.
[03:16:01] - Piotrze?
[03:16:02] - Przychyliłbym się w zasadzie do tego, co mówi Arek. Z tego powodu, że jeżeli taka cywilizacja wysoce zaawansowana w ogóle potrzebuje innych światów do produkcji swojej gospodarczej czy innej, to Ziemia nie nadaje się do podboju. Dlatego, że po pierwsze jest wiele planet ziemiopodobnych, niektóre są nawet większe. Z tego, co wiemy, kilka Keplerów i tak dalej. Oczywiście, jeżeli by potrzebowali czegoś w postaci wody czy czegoś podobnego, trudno mi to sobie ogólnie wyobrazić, że jakaś zaawansowana cywilizacja potrzebuje na gwałt materiałów i jest w stanie pokonywać ogromne kosmiczne odległości. Prawdopodobnie czerpaliby to z najbliższego otoczenia, dlatego, że kosmos jest zbudowany w miarę homogenicznie. Są też takie światy. Wiemy, że są planety, które gdybyśmy się do nich dorwali, na przykład Merkury. O rany, jakby było fajnie. Tam jest mnóstwo złota.
Są planety, gdzie prawdopodobnie panuje takie ciśnienie, że mogą padać diamenty. Są planety pełne węglowodorów. Gdyby Amerykanie mogli latać w kosmos, to pewnie też na takim świecie, gdzie są płynne węglowodory, gdzie jest mnóstwo metanu i tak dalej. Pewnie tam też by zaprowadzili demokrację, chociaż to pusta planeta. Dlatego powtórka takiego scenariusza, owszem, w kosmosie, jak mówiłem wcześniej, wszystko jest hipotetycznie możliwe, ale gdyby jakaś rasa szukała nawet planety po prostu do zamieszkania, to chyba by się nie patyczkowała. Wybrałaby coś, co może być puste. Chodzi mi o jakąś super Ziemię, jakąś inną ziemię, bo tutaj po pierwsze trzeba by było wytruć ludzi, po drugie trzeba by było troszkę oczyścić tą planetę. Ona by musiała poczekać, zregenerować się. Także nie jest to takie opłacalne chyba z tego punktu widzenia obcych istot. Oczywiście jest taka też możliwość, że to są stworzenia, które myślą zupełnie inaczej niż my i mogą nas zaatakować po prostu dla samej przyjemności.
Ale taki scenariusz, że oni tutaj przylatują tylko po to, żeby coś wykopać, ewentualnie żeby sobie pomieszkać, wydaje mi się mało prawdopodobny. Bo oczywiście cały czas mówimy o istotach, o rasach, które mają niesamowite możliwości, dużo większe niż my, które pozwalają im na dokonanie wyboru miejsca takiej eksploatacji. I o to się wszystko rozbija. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wydaje mi się, że Annunaków nie znajdziemy nigdy dlatego, że w tej wersji Sitchinowskiej, czyli Annunaków mieszkających na Nibiru po prostu nie ma. Mógł ktoś tutaj wpaść na naszą planetę, mógł narozrabiać do tego stopnia, że to wszystko zapisało się w naszej zbiorowej świadomości. Natomiast chyba nie poleciał na koniec Układu Słonecznego. Leszku, co ty myślisz o tej hipotezie powrotu jakiejś rasy?
[03:19:29] - Jeśli już powrócić by mieli, to jeśli mieliby przylecieć na Ziemię, żeby pozyskiwać jakiekolwiek substancje, jakiekolwiek minerały, mija się to z celem. Jedynym właściwie dobrem, którym Ziemia obfituje i jest ewenementem, przynajmniej znanym nam tutaj w okolicach, to jest życie. Jeśliby przylecieli, to eksplorować coś, co jest wyjątkowe, co jest nigdzie indziej niespotykane, czyli życie, czyli między innymi nas samych. Całkiem możliwe, że właśnie jesteśmy świadkami tej eksploracji, wszystkich doniesień o abdukcjach, o porwaniach, o częstych wizytach. Mamy do czynienia właśnie z taką eksploracją. Eksploracją bogactwa, którym jest na Ziemi życie. Jeśli już ja bym widział przylot w tej chwili jakiejś cywilizacji, to właśnie w celu raczej eksploatacji życia nas samych, a nie pozyskiwania złota czy innych substancji. To, co opisywane jest w Sitchina, że takim motorem napędowym do działania było złoto, to nie wiem. Albo ktoś próbował go wprowadzić w błąd, przynajmniej tego, który zapisywał te wszystkie podania. Mowa o tym, że tylko chodziło o złoto.
To było jakieś wielkie nieporozumienie. Może złoto było jednym z tego, co chcieli pozyskać. Nie wiadomo tak naprawdę. Tak jak mówię, jeśli już w tej chwili bym się miał rozglądać za podobnymi istotami, które przyleciały do nas tutaj eksplorować cokolwiek, to właśnie będzie to eksploracja życia. Tyle.
[03:21:36] - Wyczerpaliśmy limit pytań na dziś. Przeglądam tutaj pytania od słuchaczy. W zasadzie do większości jakoś żeśmy się odnieśli w naszym programie dzisiejszym. Pozostało jednak kilka. Jedno z nich odnosi się do tego, w jaki sposób przedstawiono tę historię w filmie „Czwarty stopień”. Wielu może skojarzyć ten film. To była taka fikcyjna, wzorowana na filmie opartym o faktach historia o uprowadzeniach w jakiejś małej mieścinie na Alasce. I tam doszło do tego, że podczas bodajże sesji regresingu jakaś istota przemówiła w języku sumeryjskim, w języku wymarłym. Także wyglądało na to, że uprowadzenia są dokonywane przez istoty, które są kulturowo związane z tamtym regionem. Wiele osób myślało, że historia w „Czwartym stopniu” jest prawdziwa, bo producenci wprowadzili rzeczywiście wiele osób w błąd.
To była totalna fikcja. Tak to wygląda. Kolejne pytanie zadał Neolog dokładnie trzy godziny temu. Przeczytam je. „Nasi mniejsi bracia psy również mimo różnic w wyglądzie ras posiadają różne wielkości. Jak sądzicie, dlaczego mit i całe wyobrażenie o nefilim jest tak abstrakcyjne? Ja sądzę, że patrzymy na wszechświat wyłącznie przez pryzmat ego rodzaju ludzkiego, zapominając przy tym o nieskończonej różnorodności istniejącego w nim życia”. Neologu, jeżeli nas słuchasz, wydaje mi się, że tak. Zresztą to, co powiedziałem już, że istoty, które miałyby wyewoluować na hipotetycznej Nibiru, w zupełnie innych warunkach niż ziemskie, w całkowicie innym otoczeniu. Przecież tam nie byłoby roślin, tam nie byłoby zwierząt na pewno w takiej formie jak my.
Woda byłaby zamarznięta. Jak można na takim czymś wyewoluować? To jest z kwestii naszej wiedzy o życiu w kosmosie absurdalne, prawda? I nagle okazuje się, że te istoty są tak podobne do nas, że tworzą nas na swoje podobieństwo, czyli musimy być do nich podobni. To jest ogromna nieścisłość, a my na życie w kosmosie rzeczywiście patrzymy strasznie przez swój pryzmat. Najlepiej widać to w działalności projektu SETI, który spodziewa się znaleźć w zasadzie drugą ludzkość, która będzie nadawała akurat w kierunku Ziemi swoje sygnały i która będzie miała te same przekonania. Będzie miała te same podniety związane z poszukiwaniem obcych ras w kosmosie. Jest to wszystko troszeczkę takie myślenie dość prymitywne. Jak można spodziewać się tego, że na innej planecie istnieje życie w identycznej formie? Przecież to jest niemożliwe.
Nawet jeżeli ono będzie podobne, to patrząc na różnice kulturowe, jakie są między ludźmi na Ziemi, ludźmi pochodzącymi z różnych kręgów cywilizacyjnych, to będziemy zszokowani ich zachowaniem nawet. A może się okazać, że ich myślenie, nawet jeżeli różnica w potencjale intelektualnym między nami a obcymi jest niewielka, to może się okazać, że jeżeli oni są po prostu troszeczkę tylko mądrzejsi, ich rozumowanie może być tak abstrakcyjne z naszego punktu widzenia, tak dziwne i tak niedorzeczne, że będzie ono wyglądało czasami na absurdalne. O tym pisze między innymi Jacques Vallée, który mówi, że obcy, którzy pojawiają się na Ziemi, wykazują się swego rodzaju metainteligencją. Oni z naszego punktu widzenia zachowują się głupio, ale być może stoi za tym inny plan. Ale o tym będziemy jeszcze mówić. Panowie, to już ostatnie pytanie na dziś. Co sądzicie o tym naszym postrzeganiu obcych przez swój własny pryzmat? Arku?
[03:26:27] - Jest teoria panspermii, że wszystkie, a przynajmniej bardzo dużo organizmów pochodzi z jednego punktu czy z paru punktów życia, które się rozprzestrzenia poprzez wszechświat na różnego rodzaju kometach, które gdzieś tam przechodzą w pyle kosmicznym. W informacji, która zostaje nakreślona na sposób budowy, łączenia się poszczególnych atomów ze sobą. Innymi słowy, te aminokwasy mogłyby się łączyć na Ziemi w sposób podobny, jak ma to gdzieś tam w kosmosie może mieć miejsce. Z drugiej strony, z tego, co wiem, to chyba żaden pies nie stworzył inteligencji ani nie wyprodukował żadnego narzędzia, dlatego, że po prostu nie może. Do tego, żeby tworzyć coś, trzeba miećCo najmniej dwie ręce, żeby przekładać z jednej ręki do drugiej cokolwiek. Trzeba mieć stereoskopowy wzrok, a więc co najmniej dwoje oczu, jakiś centralny układ nerwowy, mniej lub bardziej rozbudowany, który jest ośrodkiem czegoś. Przepływ prądu, światła czy czegokolwiek innego, czyli elektronów albo fotonów przez te zwoje. Ale mimo wszystko niektóre organy są po prostu wymuszane. Nie będzie cywilizacji bez możliwości manualnych osoby, która je tworzy. Z tym, że to mogą być równie dobrze owady, mrówki, które umieją budować, jak i mali szarzy ludzikowie nie wiadomo skąd.
Mi się wydaje, że stąd się bierze takie myślenie. Ja również tak myślę, że żeby coś zrobić, trzeba móc to zrobić. I trzeba mieć jeszcze możliwości, bo skoro do polowań nie potrzeba jest nic, tylko powiedzmy płetwy, to nie ma sensu budować czegoś więcej, jakichś pułapek, tylko wystarczy się szybko poruszać, tak jak to robią delfiny na przykład. Żyją we wspólnocie i we wspólnocie polują, ale nie stworzyły nic, co można by było nawet podciągnąć pod budowę cywilizacji technicznej. A tylko z cywilizacją techniczną jesteśmy w stanie się skontaktować i w jakiś sposób oni są w stanie nas zobaczyć. Mogą mieć wtedy chęć nas zobaczyć. Każdy przypadek spotkań z UFO jest inny. Prawie każdy. Nie ma wspólnego rdzenia, że to mogłoby pochodzić chociażby z jakiejś części kosmosu. Oczywiście są jakieś channelingi, jeszcze inne niestworzone historie.
Niemniej jednak ja do tego podchodzę bardzo sceptycznie i bez jakichś dowodów takich, że to się temu przychannelingowało i on o tym powiedział, i to faktycznie jest. Takich rzeczy nie pamiętam, żeby były konkretnie. To jest jak wróżenie z fusów. Nawet największy channelingowiec mówił, że już dawno powinny być odkryte tajemnice piramid, komory pod piramidami i tak dalej. Tak że to też odpada. Czy program SETI miał jakiś sens? My emitujemy fale radiowe w bardzo szerokim zakresie, rozrzucamy je po całym wszechświecie, ale coraz bardziej idziemy w technologię, że informacja idzie z punktu do punktu po jednej linii, czy to będzie wiązka lasera, czy to będzie innego tego typu rzecz, ale to wymaga najmniej wtedy energii, więc ten okres krzyku elektronicznego jest w sumie bardzo krótki. U nas to zajmie na Ziemi jakieś 70 lat, nie więcej. I się skończy. A poza tym, jeżeli pamiętacie rozwój telefonii komórkowych, na początku były telefony komórkowe analogowe.
W tej chwili nawet gdyby mieć taki telefon, nie porozmawiamy ani nie usłyszymy żadnego innego telefonu, który jest obecnie w tej chwili użytkowany. Technologia poszła w tą stronę, że to wszystko jest na zasadzie zapisu i odtwarzania cyfrowego, więc nie jesteśmy w stanie nawet w tej chwili włożyć kabla do telewizora i odbierać program, jak to jeszcze miało miejsce 10 lat temu. Więc nawet takiej emisji ci domniemani UFOlutkowie nie byliby w stanie nawet odtworzyć, na dobrą sprawę. Tak jak my na Ziemi nie jesteśmy w stanie odczytać pojedynczego pisma, na przykład jak rongo rongo z Wyspy Wielkanocnej. Nie jesteśmy w stanie tego odczytać. Nam potrzebne są przynajmniej dwa, trzy przekłady tego pisma na języki, które już znamy. Tak było z hieroglifami, tak było z tabliczkami sumeryjskimi. Nawet gdyby ten kontakt był z cywilizacją zbieżną z naszą, to i tak nie jesteśmy w stanie tego odebrać, odcyfrować. Tak że musimy czekać, aż przylecą, zastukają do nas, powiedzą. I będzie to mniej więcej wyglądało jak w filmie „Dystrykt 9".
Dziękuję.
[03:33:28] - Leszku, co powiesz na ten temat?
[03:33:31] - Oczywiście, że nasze zrozumienie rzutuje na to, co widzimy, co obserwujemy i co próbujemy rozgryźć. To nie ulega wątpliwości. Mamy tylko i wyłącznieTaki zakres poznania, do jakiego się dokopaliśmy. To, co jest naszym poznaniem, to jest zapewne tylko fragmencik całości. Nasz nasłuch, SETI czy obserwacje najbliższej okolicy to jest macanie na razie, na początek. A co będzie za 100, 200 lat? Nasza technika idzie tak szybko do przodu, że ciężko nam właściwie wyobrazić sobie, jak to będzie wszystko wyglądało. Te przepowiednie rozwoju naszej cywilizacji sprzed 50 lat wydają się nam w tej chwili śmieszne. Wizje, gdzie mieliśmy latać już poduszkowcami, gdzie na Księżycu już powinny być dawno bazy i tak dalej, nie sprawdziły się. Za to technologie, o których w ogóle nie myśleliśmy, nie braliśmy ich pod uwagę, poszły tak daleko do przodu, że dają nam teraz takie możliwości, jakie posiadamy.
Także przypuszczam, że dużo jeszcze przed nami wody, zanim będziemy w stanie tak naprawdę nasłuchiwać i wyszukiwać, wyłuskiwać te cywilizacje, które są. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest ściana w kosmosie. Dajmy sobie czas. Jesteśmy młodą cywilizacją, która dopiero raczkuje w kosmosie. Nie możemy od razu zdobyć wszystkiego. Nie będziemy alfą i omegą już na samym początku.
[03:35:31] - Dziękuję. Panowie, w zasadzie wyczerpaliśmy temat. Prosiłbym was jeszcze o dosłownie trzy zdania podsumowania dzisiejszego problemu, mianowicie Annunaków i gigantów. Czy jest czego szukać? Czy jest w tym jakieś ziarno prawdy, Arku?
[03:35:58] - Zdecydowanie jest ziarenko prawdy, chociażby z tego względu, że są takie dowody jak ta pieczęć, okrągły walec, który wykracza poza możliwości pojmowania ówczesnych ludzi, świata, jaki jest. Z tym że trzeba mieć również na względzie to, że całość książki Sitchina „Dwunasta planeta” to jest jego interpretacja. To niekoniecznie musi być tak, jak on to pisze. Jest w sumie bez sensu to, żeby na jakiejś planecie, która lata i ma czas obiegu dookoła Słońca 3600 lat, żeby ktoś się tam gnieździł, podczas gdy jest Mars, Ziemia, gdzie można normalnie zamieszkać. Nawet jeżeli przeszkadza to jakieś promieniowanie, to można je na pewno wygłuszyć. Jeżeli to nie Ziemia, to Mars. O wiele prościej, o wiele łatwiej niż na jakiejś planecie, z którą raz należy się borykać z nadmiernym promieniowaniem przysłonecznym, a później całkowitym jego brakiem. Dlatego jest to jedna z teorii paleoastronautycznych. Bardzo ciekawa, bardzo dobrze napisana, bardzo dobrze udokumentowana na twardych podstawach. Niemniej jednak to jest tylko teoria i tak ją należy traktować.
Dziękuję.
[03:37:59] - Leszku?
[03:38:01] - Dla mnie to też teoria, którą polecałbym poznać. Dla ludzi, którzy jeszcze tak do końca nie zetknęli się, jest to bardzo fajnie zaprezentowana teoria, która daje nam postrzeganie takie, jakie miał właśnie Zecharia Sitchin, którą podziela bardzo wielu ludzi. Uważam, że zrobił naprawdę rzetelną robotę, z którą wypadałoby się zapoznać. Polecam. Tyle.
[03:38:38] - A moim zdaniem z kolei to, od czego wyszedł, czyli analizy pewnych eposów, pewnych mitów, wierzeń, nie mówię, że tych przetłumaczonych przez niego, obojętnie w jakim tłumaczeniu, wskazują na to, że coś jednak na Ziemi się wydarzyło. Ale czy miało to zasięg tak bardzo rozległy, jak on twierdzi? Wątpię. Jedno jest pewne: ktoś pewnie tutaj w jakiś sposób interweniował. Działy się na Ziemi rzeczy przed epoką historyczną, które mocno zapisały się w świadomości ludzi do tego stopnia, że my w zasadzie do dziś te historie przetwarzamy, uważamy je za swoje dziedzictwo. Mowa tu o potopie, mowa tu o jakichś wielkich wojnach, o wielkim konflikcie, o bogach zstępujących z nieba. To wszystko oczywiście folklorzyści czy antropolodzy wpisują w sferę mitu, natomiast wydaje się, że częśćTych opowieści ma jakieś realne źródło. Jedyne co mnie martwi w hipotezie paleoastronautycznej to fakt, że jest ona po pierwsze mocno niespójna, po drugie może nawet źle odbieramy to wszystko z tego powodu, że dowodów jest dużo, natomiast one się nie układają w jeden ciąg i pochodzą z różnych okresów. Wskazuje to na to, że albo te istoty ingerują w życie ludzkości w jakiś sposób, co pewien czas w różnych miejscach, albo musimy przebudować naszą koncepcję starożytnych astronautów na rzecz czegoś zupełnie innego. Może czegoś takiego, jak proponował Jacques Vallée, czyli mamy do czynienia z inteligencją, która się nami w jakiś sposób opiekuje, ale źle na nią patrzymy.
Bogowie wcale nie przybyli z kosmosu. Oni tu cały czas mieszkają, cały czas doglądają nas, natomiast nie są tym, za co ich uważamy. Może to być jakiś rodzaj nadinteligencji nad naszą planetą. To jest jeszcze do rozważenia. Marku, co przewidujesz na następny tydzień?
[03:41:04] - Na następny tydzień oczywiście poprosimy słuchaczy, żeby pomogli nam w wyborze tematu. Jeżeli będzie Chris i jeżeli będzie Damian Trela, to prawdopodobnie weźmiemy temat nazistowskie UFO. W pewnym sensie dobór tematu jest uzależniony od tego, kto w danej debacie może uczestniczyć. Drodzy słuchacze, zbliżamy się już do końca debaty. To była 16. już debata ufologiczna online. Dziś po raz kolejny padł rekord słuchalności Radia Paranormalium. W szczytowym momencie słuchało nas 191 osób. A przecież poza Internetem słychać nas także na FM. Jeden ze słuchaczy retransmituje naszą audycję w Łobzie na Pomorzu.
Ogromna frekwencja również na naszym czacie pokazuje, jak duże jest wśród słuchaczy Radia Paranormalium, Radia Wolne Media, Radia Na Fali, Radia Bez Cenzury głód wiedzy na tematy ufologiczne. Debaty mocnym krokiem wchodzą do kanonu polskiej ufologii i stały się już właściwie pozycją obowiązkową dla każdego fascynata tematyki ufologicznej. Drodzy Państwo, bardzo wam dziękujemy za to, że tak tłumnie zebraliście się dzisiaj przy komputerach i radioodbiornikach i liczymy, że będziecie z nami na kolejnych debatach. A kolejna debata, tak jak mówiliśmy przed chwilą, już za tydzień. Liczymy też, że pomożecie nam wybrać temat. Lista tematów będzie oczywiście udostępniona na naszej stronie www.paranormalium.pl, na profilu Radia Paranormalium na Facebooku. Zapraszamy również do odwiedzenia forum portalu Infra pod adresem paranormalne.eu, ponieważ tam znajdziecie dział pod tytułem „Debaty ufologiczne”, w którym kontynuujemy dyskusje rozpoczęte, czy też, jak tutaj niektórzy piszą, wyczerpane w naszych debatach. Ja ze swojej strony chciałbym również złożyć serdeczne podziękowania za przyjęcie zaproszenia do dzisiejszej debaty na ręce nieobecnego już na Skypie niestety dzisiaj Chrisa Miokiny, a także do Arka Kocika z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dziękujemy Arku.
[03:43:27] - Ja również dziękuję i dobranoc wszystkim.
[03:43:31] - Leszka Ostoję-Owsianego.
[03:43:34] - Dziękuję wszystkim. Miłej nocy.
[03:43:38] - Jak również współprowadzącego dzisiejszą debatę Piotra Cielebiasia z portalu Infra. Piotr już chyba też zniknął ze Skype'a. Zdematerializował się. Nie wiem. Piotrze, jesteś jeszcze?
[03:43:53] - Jestem, jestem. Usnąłem.
[03:43:57] - Tak, debaty są wyczerpujące nie tylko tematycznie, ale i fizycznie.
[03:44:02] - Tak. Dziękuję. Zapraszam na następną debatę i w ogóle fajnie to wszystko wychodzi. Dobranoc. Trzymajcie się i rozmyślajcie o anunakach.
[03:44:15] - Dziękujemy. Dziękuję również ja. Mówił do Państwa z tej strony Marek Sęk „Ivellios”. Pięknych, zdrowych, paranormalnych, świadomych snów wam życzymy i do usłyszenia już za tydzień. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc.