[00:36] - W Radiu Paranormalium mamy przyjemność właśnie teraz zaprosić wszystkich państwa na kolejny odcinek audycji „Świadomy sen: nasz drugi świat”. Audycja o snach. Ale my jeszcze nie śpimy, choć ciemno za oknem, my jeszcze nie śpimy. My będziemy nadawać. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie Skype'a jest dzisiaj z nami Mariusz Sobkowiak. Witaj Mariuszu.
[01:03] - Witam serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium.
[01:06] - Oraz oneironauta Kuba Xius.
[01:09] - Witam wszystkich.
[01:10] - A dziś będziemy dyskutować o słynnych oneironautach i napisanych przez nich dziełach. Najpierw jeszcze podam kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Skype: radio.paranormalium.pl. Czekamy również na komentarze na naszym czacie na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i Oneironautów. Na początek oddam głos Mariuszowi i Kubie. Mariuszu?
[01:53] - Jeszcze raz witam serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Ja może zacznę od tego, że mamy dziś dzień niezwykły. W każdym razie walentynki, dzień zakochanych. Myślę, że świetna okazja, żeby wyrazić trochę ciepłych uczuć w stosunku do tych, którzy są dla nas ważni. Ja z tego miejsca, korzystając z tego, że mogę rzucić w eter kilka tych ciepłych słów, pozdrawiam serdecznie koleżankę Alicję, która być może w tym momencie nas słucha. W każdym razie tydzień wcześniej naszej audycji słuchała z zaciekawieniem. Mam nadzieję, że również ta się spodoba. Właściwie chciałbym dzisiaj porozmawiać nie tylko o tym, co zostało wynalezione w snach, co zostało stworzone dzięki natchnieniu, jakie dają sny, czy tej inspiracji, jaką niosą nasze doświadczenia oneironautyczne, ale chciałbym porozmawiać też o ważnych osobistościach, o osobach, które odegrały ważną rolę dla rozwoju oneironautyki, skoro jest dzisiaj dzień ważnych ludzi, skoro mamy dzisiaj dzień ważnych osób, to myślę, że świetnie byłoby, gdybyśmy na ten temat porozmawiali. Ponieważ w obiegu rozwoju oneironautyki często powtarza się kilka takich nazwisk, które są znane, które wniosły bardzo duży wkład do rozwoju świadomego śnienia, lucid dreamingu. Myślę, że warto o tych osobach i o tym, co stworzyli w trakcie swojej pracy poopowiadać.
Ale żebym się tak nie rozgadał, to może Kuba, który jest dzisiaj ze mną, też chciałby kilka ciepłych słów do kogoś dzisiaj przesłać, korzystając z tego, że jest najbliższy ranek w Radiu Paranormalium. Jak tam Kuba?
[03:47] - Powiem ci, że wszystko okej, tylko ja niestety nie mam kogo pozdrowić raczej tutaj na antenie. Muszę powiedzieć, że tak naprawdę ja tutaj na świeżo przyszedłem. Zapomniałem zupełnie, że dzisiaj jest audycja i muszę się przyznać, że się nie przygotowałem wcale. Więc ja dzisiaj będę raczej komentował to, co wy mówicie, niż coś sam mówił.
[04:16] - Kuba, w każdym razie cieszę się, że jesteś ze mną. Wiem, że masz dużą wiedzę oneironautyczną i dzisiaj myślę, że wiele ciekawych informacji również dla nas. Od tego bym zaczął. Zacząłbym od tego, aby powiedzieć co nieco na temat znanych osobistości dla LD, dla oneironautyki, dla świata lucid dreamingu. I zacząłbym od takiej postaci bardzo kontrowersyjnej. Postaci, o której niewiele wiemy, jeśli chodzi o to, co jest prawdą, co jest zmyśleniem, czym tak naprawdę ta osoba nas karmiła z racji tego, że już nie żyje, próbując kreować swój własny wizerunek. W każdym razie, kiedy rozmawiamy o snach świadomych, kiedy rozmawiamy o oneironautyce, nazwisko tej osoby musi się pojawić. Tak naprawdę nie da się nie wspomnieć o tym człowieku. Ja sam w swojej książce, do której przeczytania bardzo gorąco zachęcam, „Nasze drugie życie. Przewodnik po fascynującym świecie snów”, odwołuję się też często do nazwiska tego pana i do jego dorobku.
Mimo iż nie jestem przekonany, że jest to osoba, która faktycznie doświadczała wszystkiego, co opisuje, to jednak doświadczenia oneironautyczne i ogromny rozgłos, jaki rósł wokół tej osoby, sprawił, że staje ona dzisiaj na czele tych wszystkich, których możemy nazwać współczesnymi szamanami. Osobami, które eksplorują świat swojego umysłu, między innymi za pomocą oneironautyki. Osobą, która zrobiła wiele dobrego, ale też kilka złych rzeczy, o których myślę, warto wspomnieć i warto porozmawiać. Taki długi wstęp, takie długie przedstawienie, a osoba, którą mam na myśli, to nie kto inny, jak słynny antropolog amerykański, autor wielu książek odnoszących się do szamanizmu, w których opowiada również o oneironautyce, Carlos Castaneda. Trzeba wspomnieć, że swoje nazwisko Castaneda z angielszczyzny, zmieniając „ni” w środku, które było pochodzenia brazylijskiego, na „n”, żeby łatwiej było w świecie anglojęzycznym go wymawiać. Carlos Castaneda, urodzony w 25. roku w Peru. Przez długi czas zapewniał wszystkich, że urodził się w latach 30. w Brazylii. Kiedy zaczynamy poznawać bliżej tę postać, bardzo ważną dla oneironautyki, okazuje się, że wymyślił wiele rzeczy, nie tylko datę swojego urodzenia.
Carlos zmarł w 98. roku. W międzyczasie stał się znany dzięki badaniom antropologicznym, które miał prowadzić od lat 60. wśród meksykańskiego plemienia Yaqui. Carlos był przekonany, że plemię Yaqui, którego skupiska znajdują się w Meksyku na pustyni Sonora, korzysta ze starożytnej wiedzy Tolteków, wiedzy magicznej, która pozwala im dostrzec to, co niewidzialne. Na to wyruszał on terminem „nagual”. I w 1960, jak opisuje Castaneda w swojej pierwszej książce, kiedy siedział sobie na przystanku autobusowym, spotkał tam pewnego człowieka, który przedstawił się jako Don Juan Matus. Miał on być czarownikiem, szamanem z tego meksykańskiego plemienia Yaqui. Opowiadał między innymi Castanedzie, że jest mistrzem, jeśli chodzi o wykorzystywanie lokalnych roślin do leczenia, uzdrawiania, otwierania umysłu. Carlos, będąc wtedy jeszcze studentem antropologii, zdołał przekonać Don Juana Matusa do tego, żeby ten przekazał mu część swojej wiedzy pochodzącej, jak uważał, jeszcze od starożytnych Tolteków, dotyczącej na początku eksperymentów z roślinami.
Te doświadczenia stały się inspiracją do napisania wielu książek, które koniec końców zostały sprzedane w ośmiu milionach egzemplarzy, które przetłumaczono na 17 języków, w tym język polski. Dzisiaj jego książki, takie jak „Podróż do Ixtlan”, jedna z moich ulubionych, można kupić za niewiele, 15 złotych w jednej z sieciowych księgarni. Jeśli ktoś nie potrzebuje trzymać tych książek na półkach, o ile nie lubi książek wąchać i dotykać, a wystarczy mu chociażby czytać je na ekranie swojego komputera, w swoim tablecie czy w innym urządzeniu z systemem Android, to informuję, że na naszym oneironautycznym chomiku, na chomiku.pl po wpisaniu Oneiro Society znajdzie on całą masę książek Castanedy Carlosa, takich jak właśnie „Podróż do Ixtlan” czy chociażby „Sztuka śnienia” w formacie PDF. Carlos Castaneda, który rozwijał swoją wiedzę dzięki temu, że poznał Don Juana Matusa, dowiedział się między innymi, w jaki sposób dostać się do innej rzeczywistości i rozwijać się w tej innej rzeczywistości, którą można nazwać rzeczywistością snu. Od Don Juana Matusa Carlos Castaneda uczył się między innymi świadomego śnienia. W swojej „Podróży do Ixtlan” Carlos Castaneda opisuje chociażby taką rozmowę, którą odbył z Don Juanem Matusem, którą ja pozwolę sobie zacytować. Jest to rozmowa, która dotyczyła drogi wojownika. Z racji tego, że Don Juan Matus opisuje trzy takie drogi, które powinien odbyć człowiek, który chce zostać nagualem, wtajemniczonym czarownikiem. Jedną z nich jest droga wojownika. I w trakcie rozmowy z Don Juanem Matusem, czarownikiem plemienia Yaqui, rozmawiano o tym, jak ta droga wojownika wygląda.
Cytuję tutaj rozmowę Carlosa Castanedy z Don Juanem Matusem z książki „Podróż do Ixtlan”: „Wojownik to człowiek, który szuka mocy. Jedną z dróg do jej osiągnięcia są sny, chociaż nie nazywa ich snami. Nazywa je rzeczywistością. Sen jest dla wojownika czymś realnym, ponieważ może on we śnie dokonywać świadomych wyborów. Może coś zaakcentować lub odrzucić, wybrać jedną z kilku możliwości, które doprowadzą go do mocy. Może więc kierować marzeniami sennymi i korzystać z nich, podczas gdy zwyczajnymi marzeniami nie potrafi świadomie kierować”. Castaneda pyta więc dalej: „A zatem myślisz, Don Juanie, że sen jest rzeczywistością? Jak najbardziej — odpowiedział Don Juan. Czy tak rzeczywisty jak to, co teraz robimy? Może nawet bardziej.
We śnie możesz decydować o wszystkim”. Jedna z technik, które opisuje Carlos Castaneda, które pozwalają na osiągnięcie snu świadomego, stała się dzisiaj Bardzo popularna. Ja często z niej korzystam i muszę powiedzieć, że na mnie działa. Ma duże znaczenie oneironautyczne w praktyce oneironautyki. Nazywana jest również techniką Kelcera, techniką Castanedy lub techniką Don Juana. Techniką Kelcera z racji tego, że bardzo szczegółowo opisał ją w swojej książce „Słońce i cień. Mój eksperyment ze świadomym śnieniem". Kenneth Kelcer, psycholog z Berkeley, też doświadczona, ważna osobistość, jeśli chodzi o rozwój oneironautyki. Jego książkę bardzo gorąco polecam. W każdym razie pierwszy raz o tej technice opowiedział Carlosowi Castanedzie właśnie Don Juan Matus, szaman Indian z plemienia Juku i nauczyciel Carlosa.
Na czym polega ta technika nazywana techniką Castanedy lub techniką Kelcera? Otóż ważną rolę w tej technice odgrywają dłonie. Polega ona na umiejętności spojrzenia we śnie na swoje własne dłonie i skojarzenia tego z tym, że znajdujemy się we śnie. Uświadomienia się. Aby tak się stało, należy kilka razy dziennie, cztery do pięciu razy, powtarzać pewne proste, krótkie ćwiczenie. Na czym ono polega? Składa się z pięciu prostych kroków. Po pierwsze, należy usiąść wygodnie, uspokoić swoje myśli, obserwować oddech. Nie zamykamy oczu, pozwalamy oczom się rozluźnić. Powoduje to efekt takiego nieostrego widzenia, jakby za mgłą.
Nie skupiamy wzroku na niczym. Oczy wtedy bardzo delikatnie łzawią do środka. Są totalnie rozluźnione, ale otwarte. Następnie podnosimy swoje dłonie tak, aby znalazły się w naszym polu widzenia przed naszymi oczyma. Oczy cały czas są rozluźnione. Obraz dłoni nadal nieostry. Nadal widzimy jakby za mgłą. Teraz powoli wyostrzamy swój wzrok. Dokładnie przyglądamy się dłoniom. Cały proces powinien przypominać zmianę ostrości w kamerze telewizyjnej.
Możemy wyobrazić sobie, że nasze oczy są obiektywem kamery. To bardzo pomaga w wykonaniu tego ćwiczenia techniki Don Juana. Wyostrzanie wzroku powinno potrwać dwie, trzy sekundy. Przyglądamy się swoim dłoniom, zwracamy uwagę na wrażenia wizualne. Przenosimy naszą uwagę na ten proces percepcji, na to spoglądanie, na te wrażenia, które odbieramy. W czasie przyglądania się swoim dłoniom powtarzamy dwa, trzy razy zdanie: „Widzę swoje dłonie we śnie. Wiem, że teraz śnię". Następnie pozwalamy z powrotem na rozluźnienie wzroku, na rozluźnienie uwagi. Obraz dłoni znowu stanie się nieostry, a uwagi swojej nie będziemy na niczym skupiać. Teraz ponownie powtarzamy cały proces skupiania się na dłoniach, na tych wrażeniach wizualnych, jak przy zmianie ostrości kamery TV i ponownie rozluźniamy wzrok.
Taka zmiana ostrości widzenia, zmiana naszej uwagi powinna następować około czterech, pięciu razy. Ostatnim razem powinna odbyć się już w wyobraźni po zamknięciu naszych oczu, a więc za pomocą wizualizacji. Wtedy możemy wyobrazić sobie, że w jakiejś scenie z naszego snu podnosimy dłonie do góry, przyglądamy się naszym dłoniom, uświadamiamy sobie: „Widzę swoje dłonie we śnie. Wiem, że teraz śnię". Na koniec powinniśmy posiedzieć w spokoju przez parę minut, nie myśląc o niczym. Wstać, przejść do naszych codziennych zajęć. Całe ćwiczenie należy powtórzyć jeszcze przed położeniem się spać, oczekując tego, że obraz naszych dłoni ukaże nam się we śnie, a my dzięki temu rozpoznamy, że śnimy. Tak tę technikę opisał Kenneth Kelcer w swojej książce „Słońce i cień". Książkę, którą bardzo gorąco polecam. Ci, którzy ją przeczytają, dowiedzą się, że po zastosowaniu tej techniki, którą Don Juan przekazał Carlosowi Castanedzie, Kelcerowi udało się uzyskać stan świadomego śnienia już po dwóch tygodniach praktyki, po dwóch tygodniach stosowania techniki Don Juana.
Ja wiele razy dziennie spoglądam na swoje dłonie właśnie z taką intencjonalnością, celem sprawdzenia tego, czy śnię, czy też nie śnię. I muszę powiedzieć, że we śnie właśnie często od tego spojrzenia na dłonie rozpoczyna się proces uświadomienia, odpowiednie zmiany w stopniu pobudzenia tych części mózgu, o których mówiłem tydzień temu. I wtedy często odzyskuję świadomość. Zwłaszcza że w naszych snach z naszymi dłońmi często jest coś nie tak. Wielokrotnie zdarzało mi się, że dłonie, na które spoglądałem we śnie, miały dużo więcej palców niż te tradycyjne pięć palców u każdej dłoni. Czy też do dłoni przylgnięta była wielka rękawica. Trzeba wspomnieć, że Carlos Castaneda, ucząc się podstaw magii, ucząc się podstaw różnego rodzaju praktyk szamańskich, ucząc się śnienia świadomego od Don Juana Matusa, stosował często halucynogenne rośliny, szczególnie pejot. To pejot był pierwszą rośliną, o której Don Juan Matus wspomniał podczas pierwszego spotkania z Carlosem Castanedą na przystanku autobusowym, gdy czekali na autobus. Jest to chyba najbardziej kontrowersyjny aspekt pracy Castanedy, ponieważ we wszystkich swoich książkach opisuje on stosowanie roślin psychodelicznych. W swoich dwóch pierwszych publikacjach Castaneda mówi o tym, że ścieżka wiedzy, ścieżka wojownika wymaga użycia silnych roślin halucynogennych, które występowały w tamtych regionach, jak pejot czy bieluń dziędzierzawa.
W swoich jednak dwóch ostatnich książkach Carlos nieco zmienił swoje podejście. Stwierdził on, że psychodeliki mogą uszkadzać ciało energetyczne, jak również ciało fizyczne i nie zachęca do ich stosowania przy praktykowaniu magii, widzenia czy śnienia. To tyle, jeśli chodzi o to, co tak naprawdę wiemy o Carlosie Castanedzie z tych przekazów, które on sam nam ukazał w swoich publikacjach i w swoich książkach. Trzeba powiedzieć, że swego czasu, do lat 70. jakoś Carlos był bardzo popularny, bardzo ceniony między innymi ze środowiska New Age. Do wielbicieli Carlosa należeli John Lennon, William Burroughs z grupy poetyckiej bitników, którą bardzo sobie cenię. Wiersz „Kowit” jeden z moich ulubionych. Federico Fellini był zachwycony Castanedą. Jim Morrison również. Proszę państwa, przez jakieś pięć lat 12 książek Carlosa Castanedy, jak widzimy napisał ich mnóstwo, niemalże taśmowo, było uważane za literaturę faktu, za literaturę antropologiczną.
Wierzono, że Carlos Castaneda rzeczywiście spotkał Don Juana Matusa, szamana z meksykańskiego plemienia Yaqui. Wierzono, że wszystkie nauki, które Carlos Castaneda przekazywał w swoich książkach, rzeczywiście zostały mu przekazane i są jakimś fragmentem, odpryskiem starożytnej wiedzy magii. Sceptycyzm zaczął narastać w 72. roku. Wtedy Joyce Carol Oates w liście do „New York Timesa” wyraził bardzo krytyczne zdanie wobec książek Carlosa Castanedy. Stwierdził, że dziwi go niezmiernie to, że książki Castanedy znajdują się na półce z literaturą faktu. Już wszystko to należy uznać po prostu za fałsz. Wprawdzie literaturę piękną, napisaną ciekawym językiem, ale nic z tego nie mogło wydarzyć się naprawdę. W następnym roku, w 73. „Times” opublikował artykuł, w którym stwierdził, że Carlos kłamał wielokrotnie, kiedy mówił o swojej przeszłości, między innymi o dacie urodzenia czy o miejscu urodzenia.
Największym badaczem, który niestrudzenie starał się udowodnić, że Castaneda kłamał, oszukiwał w swoich książkach i że nie należy ich traktować jako rzeczywistość, jako literaturę faktu, jako odbicie antropologicznych badań przeprowadzonych przez Castanedę, był psycholog Richard DeMille. Opublikował szereg prac, w których wykazywał nieścisłości w twórczości Castanedy. Pisał on, że są to swego rodzaju plagiaty. Wydał nawet w 1980 roku zbiór cytatów. Były to cytaty z myśli, słów Don Juana Matusa, jednocześnie podając źródła, z których prac te myśli tak naprawdę miały pochodzić. Z Einsteina, C.S. Lewisa, ze wschodnich duchowych mistrzów czy z antropologicznych periodyków. Tak naprawdę DeMille twierdził, że wszystkie te myśli, również te związane ze śnieniem, w tym śnieniem świadomym, które miały wychodzić z ust Don Juana, wypływają tak naprawdę z twórczości wielu różnych pisarzy, z których dorobku korzystał Carlos Castaneda. DeMille był więc przekonany, że był on kłamcą, ale kłamcą niezwykłym. Był urzeczony jego literaturą tak naprawdę.
Do końca Carlos Castaneda twierdził, że jego spotkania z plemieniem Yaqui, z tym niezwykłym magiem, czarownikiem plemienia Yaqui, Don Juanem Matusem, odbyły się naprawdę. Kolejnym dowodem na to, że jest to jednak mit i wymysł Castanedy, który odegrał ogromną rolę w praktykach szamańskich w latach 70., jak również dzisiaj, wielu oneironautów czyta książki, odwołuje się do Castanedy, również w psychologii zorientowanej na proces. Castaneda odgrywa bardzo ważną rolę i jego publikacje. Innym takim dowodem na to, że jednak kłamał, jest fakt, że Indianie Yaqui w swoich szamańskich rytuałach nigdy nie stosowali pejotu. A my pamiętamy stosowanie tej rośliny Było jedną z pierwszych rzeczy, o których mówił Don Juan Matus, gdy spotkał Carlosa Castanedę. Castaneda twierdził, że całą wiedzę, którą w swoich książkach prezentował, pochodziła tak naprawdę od plemienia Yaqui, że była to wiedza plemienia Yaqui. Jednak w przypadku, gdy rzeczywiście przeprowadzono antropologiczne badania tego plemienia, okazało się, że wcale pejot przez to plemię nie był stosowany. Najbardziej kontrowersyjną częścią życia Carlosa Castanedy i jego twórczości, co rzuca cień tak naprawdę na jego twórczość i na życie tego człowieka, zaczęło się dziać od pierwszej połowy lat 70. W 1973 roku Castaneda wycofał się z życia publicznego, gdy pojawiły się pierwsze głosy krytyczne, o których mówiłem, w licznie publikowanych w „Times” następnie dużych artykułach, w których ujawniono kłamstwa Carlosa Castanedy. W 1973 roku Carlos zaczął znikać z życia publicznego.
Zabronił wykonywania sobie jakichkolwiek zdjęć czy nagrywania go na kamerę. Gdyby nie kobieta, która śledziła go od tamtego okresu, robiąc potajemnie zdjęcia, grzebiąc w śmietniku Carlosa Castanedy w poszukiwaniu informacji na temat tego, co się z nim teraz dzieje. Kobiety, która później wydała na ten temat książkę. Trzeba przyznać, że była kochanką Castanedy, którą on jednak wykluczył ze swojego grona. Od 1973 roku Carlos Castaneda rozpoczął tworzenie sekretnej grupy osób, które skupił wokół siebie, wokół swojej twórczości. Carlos myślał nawet o stworzeniu czegoś w rodzaju kultu, swojej własnej religii, podobnie jak Hubbard zrobił w przypadku scjentologii. W końcu jednak odpuścił sobie tworzenie takiej grupy religijnej, duchowej, newageowskiej. Zaczął natomiast praktykować swego rodzaju ćwiczenia duchowo-ruchowe i zaczął wraz ze swoją grupą te ćwiczenia szerzyć, prowadzić kursy, które są prowadzone po dzień dzisiejszy. W tym celu założył firmę, którą nazwał Cleargreen. Promowała ona tensegrity.
Tensegrity były techniką ruchową, która przypominała połączenie tai chi z tańcem. Oczywiście cała filozofia tensegritów, jak również tej praktyki, miała zostać przekazana Carlosowi przez nikogo innego, jak przez Don Juana Matusa. I dalej w formie warsztatów tensegrity były promowane przez Castanedę. Castaneda skupił więc wokół siebie swoich zagorzałych zwolenników. Rozpoczął tworzenie sekretnej grupy, którą scalały jego książki i którą scalała technika ruchowych ćwiczeń tensegritów, która miała być odziedziczona po starożytnych Toltekach. Wokół Castanedy gromadziły się głównie kobiety. Ta zaufana grupa kobiet stanowiła trzon jego sekretnej grupy, jego organizacji. Wszystkie te kobiety, które skupiły się wokół Castanedy, zmieniały swoje imiona zgodnie z tym, że należy porzucić czy też wymazać swoją przeszłość, żeby stać się czarownikiem, nagualem. Zmieniały więc swoje imiona. Ogólnie nazywano je czarownicami.
Jedną z czarownic, z których pięć odgrywało główną rolę wokół Castanedy, była Florinda Donner. Florinda Donner, jedna z kobiet, która jak uważano, dorównywała mu inteligencją i charyzmą, napisała swoją własną książkę, w której twierdzi, że spotkała Don Juana Matusa, który przedstawił jej się pod innym imieniem, Mariano Aureliano. Trzeba przyznać, że według czarowników plemienia Yaqui imię, nasza przeszłość nie są istotne i nie są ważne. Dlatego łatwo tej kobiecie przyszło przyjęcie nowej tożsamości wraz z nowym imieniem, jak Florinda Donner. Napisała więc swoją książkę, w której twierdzi, że również pobierała nauki w plemieniu Yaqui. Spotkała Don Juana Matusa, spotkała oczywiście Carlosa Castanedę. I książka, w której na swoich 215 stronach opisuje nauki, jakie pobierała od szamanów, dotyczą ściśle tylko i wyłącznie świadomego śnienia. Książka Florindy Donner pod tytułem „Życie we śnie. Inicjacja w świecie szamanów” traktuje o tym, w jaki sposób świadome śnienie przenika się z naszym życiem na jawie, w jaki sposób świadome śnienie można praktykować. Na początku Florinda Donner, gdy jest nauczana przez czarowników i przez kobiety z plemienia Yaqui, jest przerażona tym, że nie jest wręcz w stanie w pewnym momencie odróżnić snu- Od rzeczywistości.
Nie wie, czy śni, czy też nie. Tym bardziej, że należy wspomnieć, iż według plemienia Yaqui, co przezwiera przez wiele książek Carlosa Castanedy, jak również przez książki Florindy Donner, wierzono i praktykowano wspólne świadome śnienie. Wspólne świadome śnienie, czyli takie zjawisko, które miałoby polegać na tym, że kilka osób mogłoby przebywać we wspólnym śnie, we wspólnej przestrzeni sennej. Gdybyśmy uznali, że książki Castanedy, kilkanaście książek Castanedy rzeczywiście stanowią literaturę faktu i są dziełami antropologicznymi, wtedy powinniśmy uwierzyć również w możliwość wspólnego świadomego śnienia, tak jak widzieliśmy to w filmie Nolana „Incepcja”. Wielokrotnie z postaciami, które i Castaneda, i Florinda Donner spotykali w świecie na jawie, spotykali się z nimi również w świecie we śnie, gdzie wchodzili z nimi w interakcje, rozmawiali, a później na ten temat rozmawiali również ze sobą w świecie jawy i wszyscy o tym pamiętali. Więc wspólne świadome śnienie miałoby być czymś dla plemion dawnych, takich jak plemię Yaqui, czymś normalnym. Według Florindy Donner w jej książce „Życie we śnie” to właśnie kobiety posiadają niezwykłą zdolność do świadomego śnienia większą niż mężczyźni. Prawdziwe imię Florindy brzmiało Regina Margarita Tally. Dlaczego o niej wspominam? Ponieważ podzieliła ona los pięciu innych kobiet nazwanych czarownikami, które skupiły się wokół Castanedy.
Castaneda zmarł w 98 roku na raka wątroby. Należy przyznać, że społeczność skupiona wokół Carlosa Castanedy wykazywała wiele cech sekty. Wiele rzeczy było tam ukrywanych przed niewtajemniczonymi. Nie utrzymywano tak naprawdę kontaktu ze światem zewnętrznym. Sam Carlos Castaneda, tak jak mówiłem, zabronił nawet filmowania siebie czy robienia sobie zdjęć. Osoby, które zajmowały się tym tematem, są przekonane, że ten wtajemniczony krąg pięciu kobiet nazywanych czarownicami sypiał z Carlosem. Była to zresztą jedna z form inicjacji tej tajemniczej grupy, którą po 73 roku zaczął tworzyć Carlos Castaneda. Najbardziej zastanawiające jest to, że gdy Carlos zmarł w 98 roku, zaczęły ginąć również te kobiety, te czarownice z jego wewnętrznej grupy. Florinda Donner, o której tutaj mówiłem i której książkę trzymam właśnie w ręku, „Życie we śnie” — bardzo gorąco polecam, niezależnie od tego, czy opisane w niej wydarzenia są fikcją, czy też wydarzyły się naprawdę, w co gorąco wierzyła Florinda Donner. Florinda zniknęła dzień później po śmierci Carlosa i do dziś nie mamy zielonego pojęcia, co się z nią stało.
Wszystkie z tych pięciu kobiet zaginęły w roku śmierci Carlosa. Zaginęła również jego przybrana córka, Patricia Parker. Osoby, które badały ten temat, są przekonane, że wszystkie te kobiety popełniły samobójstwo. Przytacza się wypowiedzi tych kobiet zasłyszane wkrótce przed zniknięciem. Wskazuje się na dyskusje przeprowadzane przez Castanedę podczas prywatnych spotkań, kiedy mówił on o samobójstwie. Stwierdził, że osiągnięcie transcendencji, przejście do nieznanego, skroczenie na wyższy poziom, na poziom nagual, jest możliwe dzięki samowolnej śmierci. Pod koniec życia Carlosa Castanedy samobójstwo stało się głównym tematem jego nauczania. Wydaje się więc, że ten tajemniczy krąg kobiet z Florindą Donner na czele odszedł za Carlosem Castanedą. Do opinii publicznej dotarła informacja przygotowana przez firmę Cleargreen, tę, która prowadzi do dziś warsztaty z ćwiczeń ruchowych, które miał przekazać Don Juan. Przekazała więc ta firma do informacji publicznej wiadomość o tym, że nie tyle umarł, co razem z Don Juanem Matusen przeszedł do swego rodzaju wyższej rzeczywistości, właśnie do tego stanu nagual.
Informacja o tym, że Carlos Castaneda cierpiał na raka wątroby, była ukrywana również przed członkami jego sekretnej grupy. Zdaje się, że wiedziały o tym tylko jego czarownice, takie jak Florinda Donner czy Amelia Marquez, Taisha Abelar. Informacja ta nie mogła przeniknąć do wiedzy i członków grupy, i opinii publicznej z racji tego, iż uczono, że czarowniowie i czarownice nie mogą tak naprawdę- ... chorować, więc wiadomość o tym, że Carlos Castaneda cierpi na raka wątroby, powodowałaby znaczne kontrowersje wewnątrz grupy. Do dziś nie mamy zielonego pojęcia, co stało się z kobietami skupionymi wokół Carlosa Castanedę. Niektórzy twierdzą, że popełniły one samobójstwo, skacząc do szybu w sztolni, które znajdowały się na pustyni w okolicach Palo Alto. W każdym razie na dnie takiego kanionu w Dolinie Śmierci w Stanach Zjednoczonych znaleziono w 2006 roku szkielet, który na podstawie badań DNA określono jako szkielet przybranej córki Patrici Patty. Wydaje się, że popełniła ona samobójstwo i prawdopodobnie to samo stało się z resztą kobiet skupionych wokół Carlosa Castanedę. Przy całym szacunku do Carlosa wynikającym z ogromu pracy, jaką wykonał dla popularyzacji wśród ówczesnej wiedzy na temat rozwoju własnej świadomości, w tym oneironautyki, należy zaznaczyć, że w pewnym okresie jego życia zaczął on tworzyć coś w rodzaju prywatnej sekty i jego historia ma wiele ciemnych kart, takich jak to, co stało się z czarownicami skupionymi wokół Carlosa. Książki Carlosa „Podróż do Ixtlan.
Sztuka świadomego śnienia” oraz wiele innych są ogólnie dostępne. Wiele z nich przetłumaczono na język polski. Czy, Kubo, czytałeś może którąś z książek Carlosa Castanedę albo jego postać jest ci znana? Przewijała się gdzieś, jeśli chodzi też o wiedzę na temat świadomego śnienia, oneironautyki?
[38:21] - Ja powiem tak: o samym Carlosie słyszałem, ale czytać jego książek niestety nie miałem okazji jeszcze. Chociaż o technice Don Juana słyszałem. Przewijała się wiele razy. Ciężko tego uniknąąć. Za każdym razem, kiedy czyta się o świadomym śnie, zazwyczaj trafia się na Carlosa Castanedę.
[38:49] - Tak, to jest właśnie jedna z takich postaci najbardziej kontrowersyjnych i historycznie rzecz biorąc, też chronologicznie, podróżując od osoby do osoby związanej ze świadomym śnieniem, od Carlosa właśnie należałoby zacząć. I tak też zrobiłem. Gorąco apeluję do tego, żeby nie traktować jego literatury jako rzeczywiście literatury faktu czy tych rzeczywistych badań antropologicznych, jakie przeprowadził na pustyni Sonora. Wydaje się wręcz, że więcej czasu spędził w bibliotece, czytając Wittgensteina czy C. S. Lewisa i później przepisując ich myśli, które skompilował w swoich 12 książkach. Są jednakże ludzie głęboko przekonani o tym, że wszystko, co napisał, jest prawdą. Na wielu forach internetowych znajdą państwo apologetów niemalże twórczości Carlosa Castanedę. Znajdziecie państwo osoby gorąco przekonane o tym, że wszystko to, co opisywał Carlos, wydarzyło się naprawdę. Znajdą państwo osoby, które wierzą, że świadome śnienie, to wspólne świadome śnienie jest możliwe.
Tak jak pisał to Carlos, że plemiona dawne, takie jak meksykańskie plemię Yakuli, weszły już na wyższy poziom ewolucji, potrafiąc właśnie dokonować tego stanu, wchodzić w ten stan świadomego śnienia i wchodzić w interakcje z innymi osobami we wspólnej przestrzeni ze mną. Ja bym przestrzegał przed takim traktowaniem literatury Carlosa. Zachęcam jednakże do czytania. Dla tych, którzy są zainteresowani, już dzisiaj mogą pobrać wiele publikacji Carlosa, naszego oneironautycznego chomika. Nasza spiżarnia jest wypchana niemalże po brzegi, a codziennie członkowie ruchu oneironautycznego starają się dokładać tam kilka cegiełek wiedzy, zarówno książek, filmów, muzyki czy różnorodnych innych dzieł kulturowych związanych nie tylko ze śnieniem świadomym, ale również z snami jako takimi. Żeby to zrobić, wystarczy wejść na stronę chomikuj.pl i w wyszukiwarkę wpisać Oneiros Society. Ten chomik, który się państwu wyświetli, będzie naszym chomikiem. Chciałbym zaznaczyć, że żeby ułatwić osobom zainteresowanym zdobywanie wiedzy na temat świadomego śnienia, udostępniliśmy całość naszego transferu odnawianego co tydzień za darmo osobom zainteresowanym, więc można pobierać wszelkie pliki, również książki Carlosa Castanedę na koszt naszego transferu. Słyszałeś, Marku, o Carlosie Castanedzie? Masz jakieś odczucia, opinie dotyczące tej osoby?
Swoje własne doświadczenia związane czy to z nim, czy z jego dziełami, z jego książkami?
[41:59] - Ja, podobnie jak Kuba, raczej tylko słyszałem o Castanedzie takie czy inne informacje, natomiast szczerze mówiąc, nie kusi mnie, żeby sięgnąć po jego dzieła.
[42:15] - Tak, rzeczywiście wiele osób Tak szczególnie zainteresowanych snami, oneironautyką, nie do końca zna fakty z życia tych znanych osobistości kojarzonych z oneironautyką. Właśnie dlatego pomyślałem, że dzisiejszy dzień, trochę przewrotnie, który poświęcony jest właśnie osobom ważnym, osobom często dla nas bliskim, będzie też dobrym dniem ku temu, żeby spróbować opowiedzieć nieco o osobach ważnych dla oneironautyki i dla świadomego śnienia. Carlos do dnia dzisiejszego dla wielu osób jest swego rodzaju guru. Dotyczy to w szczególności osób, które zajmują się eksploracją własnej świadomości, własnego umysłu, również przy zastosowaniu różnego rodzaju substancji psychoaktywnych. To, co trzeba oddać Carlosowi, to że w końcowym okresie swojego życia był przeciwnikiem stosowania tego rodzaju substancji, twierdząc, że uszkadza zarówno to ciało świetliste, energetyczne, jak i ciało fizyczne. Kolejną taką osobą, bardzo ważną osobistością dla rozwoju oneironautyki, osobą, którą chyba każdy zna i o której każdy słyszał, jeśli zainteresował się świadomym śnieniem, również osoby początkujące i te, które snów świadomych nie doświadczają, jest amerykański psychofizjolog, lider, jak się często powtarza, naukowych badań dotyczących świadomego śnienia, założyciel takiego Instytutu Świadomości The Lucidity Institute, gdzie promowane jest świadome śnienie i oneironautyka. Mowa oczywiście o urodzonym w 1947 roku Stevenie LaBerge'u. Steven LaBerge zaczął od tytułu licencjata w matematyce w '67 roku na Uniwersytecie Stanforda. Zainteresował się zaś świadomością, neurofizjologią, zastosowaniem techniki, nauki technologii do badań procesu świadomości, w tym również świadomego śnienia. Steven LaBerge jest często wymieniany jako osoba, która pierwsza udowodniła istnienie świadomego śnienia, która pierwsza odkryła, znalazła naukowy dowód na świadome śnienie.
Fakt jest jednak taki, że nie był pierwszy, o czym jeszcze powiem. Osobą, która odkryła, jako pierwsza udowodniła z pomocą techniki, technologii, że świadome śnienie jest możliwe, która pierwsza skontaktowała się z osobą śniącą, był inny naukowiec. Również postać bardzo ważna dla rozwoju świadomego śnienia. W każdym razie często, szczególnie w internecie, można spotkać się z tą informacją nieprawdziwą, nieco krzywdzącą dla prawdziwego odkrywcy tego stanu i dla pioniera badań, że to Steven LaBerge był pierwszym, który udowodnił świadome śnienie. Steven LaBerge jest prawdopodobnie najbardziej znanym światowym naukowcem, który tematem lucid dreamingu się zajmuje. Właśnie dzięki temu myślę, że bardzo zaangażował się w promowanie tego stanu, tego zjawiska. W tym celu zresztą założył Instytut, który jest po dzień dzisiejszy dyrektorem, który działa od 1987 roku. Ja zachęcam do tego, żeby wejść na stronę The Lucidity Institute. Tutaj trzeba przyznać, że nie mam zielonego pojęcia, kto panom od LaBerge'a przygotowywał layout tej strony, bo jest bardzo ubogi i nieładny. To muszę powiedzieć.
Natomiast zachęcam również do wejścia na profil na Facebooku, który my bardzo sobie cenimy, Ruchu Oneironautycznego, z tego względu, że znajduje się tam wiele ciekawych informacji, z których często korzystamy, informacji w języku angielskim, które tłumaczymy i staramy się udostępniać na naszej stronie. Tutaj bardzo ważna informacja, o której nie mogę zapomnieć i którą zapisałem sobie wręcz, żeby nie zapomnieć i przekazać. Proszę państwa, zmienił się adres naszej strony internetowej Ruchu Oneironautycznego. Obecnie jest to już nie oneirosociety.tk, a oneirosssociety.tk przez dwa S. Łatwo sobie skojarzyć z pewną niemiecką formacją SS. Także oneirosssociety.tk. Bardzo serdecznie zapraszam do wejścia na stronę. Znajdziecie tam wiele artykułów, ciekawostek, kontakt do nas, informacje, czym właściwie jesteśmy, Ruch Oneironautyczny. Udostępniliśmy również możliwość słuchania Radia Paranormalium bezpośrednio ze strony oneirosssociety.tk. Steven LaBerge napisał wiele książek, wiele publikacji dotyczących świadomego śnienia.
Oparł je oczywiście na swoich własnych doświadczeniach i swoich własnych badaniach. Wiele z tych publikacji, jak „Exploring the World of Lucid Dreaming” czy „Przewodnik po świadomości w swoim śnie i w swoim życiu” z roku 2004 można znaleźć również na naszym oneironautycznym chomiku, do którego państwa odsyłam. Zachęcam do zasłuchania, zachęcam do polecania nam również, co jeszcze chcielibyście tam znaleźć. Co więcej, do dzielenia się różnego rodzaju dziełami, literaturą, filmami czy nagraniami, innymi dorobkami kultury, nauki, techniki dotyczącymi świadomego śnienia. Z racji tego, że wszystkim nam powinno zależeć na tym, aby wiedza o świadomym śnieniu była promowana i przekazywana jak najszerszej liczbie odbiorców. Wtedy możemy liczyć na nowe doświadczenia i odkrycia, tak jak w przypadku Stephena LaBerge'a. Powinien być kojarzony jako osoba, która stworzyła jedną z metod osiągania śnienia świadomego. Tę technikę, zwaną techniką MILD od Mnemonic Induction of Lucid Dreams, odkrył on, prowadząc badania w ramach swojej pracy doktorskiej. W 1978 roku została opublikowana. Na czym polega technika MILD?
Czy Kuba chciałby się z nami podzielić swoimi doświadczeniami lub wiedzą dotyczącą techniki MILD odkrytej i opisanej przez Stephena LaBerge'a?
[49:35] - Muszę ci powiedzieć, że zbyt dużych doświadczeń z tą techniką nie mam, ponieważ zazwyczaj używam techniki WILD. Ciężko mi mówić na ten temat.
[49:47] - Prawda? Brzmi podobnie i WILD, i MILD, ale tak naprawdę, jeśli chodzi o sposób ich przeprowadzenia czy korzystania z tych technik, to są one odmienne. Ja cię poproszę jednak, żeby na chwilę moje gardło zniszczone alkoholem i narkotykami odpoczęło. Opowiedz nam o technice WILD, jeśli możesz. Być może o swoich doświadczeniach dotyczących techniki WILD, a ja potem przekażę państwu, na czym polega technika MILD, oryginalna, przez Stephena LaBerge'a wymyślona. Dasz radę opowiedzieć o WILD-zie?
[50:24] - O WILD-zie? Myślę, że powinienem dać radę. WILD jest techniką polegającą na świadomym usypianiu. Polega ona na tym, że podczas zasypiania nie ma przerwy w naszej świadomości i przechodzimy świadomie przez cały proces usypiania. Najlepiej tę technikę wykonywać po kilku godzinach snu, po czterech godzinach mniej więcej. Następnie położyć się do łóżka i spróbować usnąć ponownie. Aby zachować świadomość podczas usypiania, używa się takich rzeczy, które nazywa się kotwicami snu. Mogą to być różne rzeczy. Zwykłe skupienie się na oddechu jest już kotwicą. Samo wchodzenie do snu polega na tym, że leżąc na łóżku, na samym początku zaczynamy odczuwać hipnagogi.
Najprostsze hipnagogie są to różne obrazy, doznania i dźwięki, które rozpoczynają nasz sen. To są halucynacje, przywidzenia. Mniej więcej coś takiego. Następnie zaczniemy czuć pewne mrowienie, które będzie oznaczało to, że nasze ciało wchodzi w paraliż senny. Paraliż senny jest punktem kontrolnym tej techniki. Ciężko mi się wysłowić o tej porze. Jest punktem kontrolnym, który świadczy o tym, że technika nam się udała. Jeśli uda nam się dojść do paraliżu sennego, to znaczy tego, że nie możemy poruszyć naszym ciałem, jesteśmy już na miejscu. Wtedy wystarczy wyobrazić sobie chociażby scenerię, w której chcemy znaleźć się we śnie, a po chwili nasz umysł przerzuci nas w to miejsce. Paraliż jest o tyle ważny, że powoduje on, że nasze ruchy nie przenoszą się bezpośrednio na świat fizyczny, a od razu do świata snu.
Mniej więcej na tym polega technika WILD.
[53:19] - Paraliż jest informacją o tym, że wchodzimy w fazę REM, gdy pojawiają się marzenia senne. Tak jak mówisz, jest to cel naszej podróży i często wtedy wystarczy sobie wyobrazić, że gdzieś się znajdziemy i w tym naszym marzeniu sennym tam właśnie będziemy. WILD opiera się więc na przechodzeniu od jawy do stanu marzenia sennego bez utraty świadomości. Technika MILD, która została odkryta przez Stephena LaBerge'a. Już chociażby za to należą się temu panu wielkie podziękowania od społeczności oneironautycznej. Dlatego możemy o nim mówić jako o znanej czy wielkiej osobie zasłużonej dla świata oneiro. Na czym polegała ta oryginalna technika MILD wymyślona przez Stephena LaBerge'a? Składa się ona z dwóch faz, dwóch procesów. Niezbędnym przygotowaniem do techniki MILD jest specyficzny trening naszej pamięci, ponieważ polega on na tym, by reagować przypomnieniem sobie o tym, że miało się pamiętać, by sobie coś przypomnieć. Brzmi to dość dziwnie, ale jest bardzo proste w wykonaniu.
Wariantem techniki MILD jest ćwiczenie przy okazji określonych okoliczności testu rzeczywistości, czyli skupianie się na obserwacji naszego otoczenia, rzetelne ocenianie tego, czy to, co widzimy, jest snem, czy też jawą. Dla przykładu w poniedziałek rano postanawiamy, że przypomni nam się, by zrobić test rzeczywistości, reality test za każdym razem, gdy zobaczymy bardzo ładną dziewczynę chociażby albo przystojnego chłopaka. Walentynki w końcu dzisiaj mamy. Albo postanowimy sobie, że wykonamy test rzeczywistości, gdy usłyszymy swoje imię, albo za każdym razem, gdy dotkniemy pieniędzy. We wtorek możemy wykonać test rzeczywistości za każdym razem, gdy usłyszymy przekleństwo, gdy włączymy albo wyłączymy światło, gdy zobaczymy czerwony samochód. Każdego dnia zmieniamy sobie cele. Zmieniamy sobie te okoliczności, w których wykonujemy test rzeczywistości, by wyrobić pewną dyspozycję pamięci, a nie konkretne skojarzenie z określonym bodźcem tego, że w rzeczywistości mamy wykonać, więc mamy sprawdzić, czy śnimy, czy nie. Bo co będzie, jeśli we śnie nie zobaczymy czerwonego samochodu? Nie wykonamy wtedy testu rzeczywistości, nie uświadomimy się. Po kilkunastu dniach takiej praktyki zobaczymy, że nasza pamięć ulega poprawie.
Coraz łatwiej nam wykonywać testy rzeczywistości w zaplanowanych sytuacjach. Coraz łatwiej przypomnieć nam sobie o tym, że mieliśmy zrobić reality, kiedy zobaczymy coś określonego, czy też usłyszymy coś określonego. Wtedy możemy przejść do kolejnej fazy, drugiej zasadniczej techniki MILD. Co jest fajnego. Jeśli brak wam pomysłów na to, kiedy możecie wykonać taki test rzeczywistości, zachęcam do tego, żeby na portalu społecznościowym Facebook polubić sobie taki profil. Wejść na profil „MILD na dzisiaj”. „MILD na dzisiaj” jest to profil społecznościowy na określone dni. Dla przykładu 20 lipca Facebook „MILD na dzisiaj” zachęcał nas do tego, by wykonać test rzeczywistości za każdym razem w niedzielę 20 lipca, gdy będziemy mieli styczność z wodą albo gdy zobaczymy dziecko na rowerze lub gdy poczujemy wstyd. We wtorek właśnie 22 lipca zeszłego roku zachęcał nas do tego, by wykonać MILD za każdym razem, gdy zobaczymy kobietę z zakupami lub gdy usłyszymy trzask lub grzmoty. Także zachęcam, jeśli ktoś chce spróbować techniki MILD, żeby polubić sobie profil „MILD na dzisiaj”, gdzie znajdzie ciekawe pomysły na to, w jakich okolicznościach, w jakich sytuacjach można wykonywać testy rzeczywistości.
Po tym, gdy zaczniemy już w tych wielu bardzo różnych określonych sytuacjach wykonywać testy rzeczywistości, przypominać sobie o tym, że gdy widzimy to albo słyszymy tamto, to należy reality wykonać. Możemy przejść do drugiej fazy naszej techniki wymyślonej przez Stevena LaBergea. Na czym polega ta druga faza techniki MILD? Otóż wcześnie rano obudzimy się ze snu, zanotujemy go sobie, a następnie przez 10-15 minut zajmiemy czymś swój umysł, na przykład czytaniem, jakąś aktywnością, która wymaga od nas pełnej przytomności. Także po przebudzeniu nad ranem z najdłuższej ostatniej fazy REM notujemy swój sen. Przez 10-15 minut angażujemy w coś swój umysł. Gdy ponownie będziemy zasypiać, powinniśmy skupić swoją uwagę na myśli: „Następnym razem, gdy będę śnił, chcę pamiętać, aby rozpoznać, że śnię”. Bardzo ważne jest, aby położyć nacisk na funkcję pamięci, na to, że chcę pamiętać, aby rozpoznać, że śnię, a nie na przykład na to, że chcę być świadomy we śnie. Zaraz wytłumaczę państwu dlaczego. Powtarzamy sobie tę frazę kilka razy.
I w czasie, kiedy powtarzamy sobie, że chcemy pamiętać, aby rozpoznać, że śnimy, możemy zwizualizować sobie to, jak stajemy się świadomi we śnie. Możemy ustawiać sobie tam jakiś znak snu, czyli coś, co będzie nam przypominało o tym, aby wykonać test rzeczywistości, którąś z tych rzeczy, które wcześniej widzieliśmy albo słyszeliśmy, ustawiliśmy sobie podczas wykonywania reality, o czym mówiłem w fazie pierwszej. Ważne, żebyśmy tę wizualizację Przeprowadzili nie tylko za pomocą zmysłu wzroku, ale wszelkimi możliwymi zmysłami, abyśmy poczuli tą niezwykłą ekscytację, jaka pojawia się, gdy uświadamiamy sobie, że osiągnęliśmy stan świadomego śnienia. Powtarzamy sobie tę frazę. Powtarzamy sobie tą wizualizację tak długo, aż nie poczujemy, że wyraźnie utrwaliła nam się ona w pamięci nim zaczniemy. Następnie zasypiamy. Proszę państwa, istnieje duże prawdopodobieństwo, że po zaśnięciu znajdziemy się najprawdopodobniej we śnie, który sobie zwizualizowaliśmy albo w jakimś innym śnie i rozpoznamy, że śnimy dzięki tym okolicznościom, które wcześniej sobie ćwiczyliśmy. Dlaczego tak ważne jest to nastawienie na pamięć? Otóż Stephen LaBerge, który właśnie w ramach swojej pracy doktorskiej opracował tę technikę WILD, stosował wizualizacje i autosugestię przed snem, wypowiadając zdanie: dziś w nocy będę miał świadomy sen. Udawało mu się osiągać stan lucid dreaming.
Częstotliwość snów świadomych wynosiła około pięciu na miesiąc, ale gdy zmienił tą swoją autosugestię ze zdania: dziś w nocy będę miał świadomy sen na: następnym razem, gdy będę śnił, chcę pamiętać, że śnię. Ilość snów świadomych wzrosła do, uwaga, dwudziestu jeden miesięcznie! Myślę, że warto zastosować tę technikę. Wypróbować techniki WILD. Nie wiem, jak jest z jej skutecznością. Możemy zapytać Kubę, który stosuje technikę. Kuba, jak jest ze skutecznością techniki WILD, przynajmniej u ciebie? Czy udaje się osiągać ten stan świadomego śnienia? Jak często te sny świadome się pojawiają u ciebie?
[01:02:46] - WILD jest o tyle specyficzną techniką, że aby go wykonać potrzeba trochę czasu. Trzeba mieć chwilę wolną, żeby móc się wcześniej położyć, żeby móc wstać po tych czterech, pięciu godzinach. Później godzinę sobie zrobić przerwy, następnie znowu się położyć. Więc to zależy od tego. Poza tym to trzeba naprawdę samozaparcia trochę mieć też, żeby wstać o tej godzinie, więc to jest tak naprawdę zależne od osoby. Niektórzy będą mieli siłę wstawać tylko w weekendy i to będzie się wtedy ograniczało do ośmiu snów w miesiącu, sześciu. A jeśli ktoś będzie miał naprawdę siłę to robić codziennie, co tak naprawdę jest już męczące, to będzie mógł to nawet też do dwudziestu myślę mu się udać.
[01:03:38] - Czy jest jeszcze jakaś technika oneironautyczna, którą stosujesz, którą chciałbyś się z nami podzielić?
[01:03:48] - Ciężko mi powiedzieć tak naprawdę. W sumie stosowałem tak naprawdę tylko właśnie WILD i technikę Don Juana.
[01:03:59] - Nie próbowałeś nigdy na przykład Wake Back to Bed?
[01:04:06] - No właśnie. WBTB najlepiej sprawdza się z WILD-em.
[01:04:15] - Tak. Wake Back to Bed plus WILD, czyli taka technika pomieszana.
[01:04:21] - Tak naprawdę WILD-a bez WBTB się nie opłaca stosować, bo przechodzenie do stanu REM z takiego normalnego stanu jak się kładziemy wieczorem, chociażby o jedenastej spać albo o dziesiątej zajmuje do dziewięćdziesięciu minut. A po WBTB, czyli takim czterogodzinnym śnie, następnie godzinnej przerwie udaje się to skrócić nawet do piętnastu minut.
[01:04:56] - To jest jeszcze dobra rada. Dobra rada i ważna informacja dla naszych słuchaczy do wykorzystania, za którą ja ci również Kuba dziękuję. Nie wiem, czy stosowałeś kiedykolwiek jakieś różnego rodzaju technologie, programy, urządzenia, które zostały wymyślone tylko i po to, żeby wywoływać u nas stan świadomego śnienia, jak chociażby gra Lucid Dreamscapes. W każdym bądź razie Stephen LaBerge, założyciel Lucidity Institute, wymyślił również wiele urządzeń czy programów, które miały wspomagać osiągnięcie stanu świadomego śnienia. Jednym z nich była maska Nova Dreamer. Przepraszam, DreamLight nosiła wtedy nazwę DreamLight, kiedy ją wymyślił jeszcze Stephen LaBerge. Została później ulepszona właśnie do postaci Nova Dreamer przez członka Lucidity Institute, Craiga Weba, na której opiera się też chociażby REM Dreamer Pro na zasadzie działania. Także możemy powiedzieć, że również zastosowanie tego urządzenia, takich masek, które mają indukować stan świadomego snu, zawdzięczamy nikomu innemu, tylko Stephenowi LaBerge. Stephen LaBerge do dnia dzisiejszego żyje nam jak najbardziej. Stephen LaBerge żyje, gdyby ktoś miał ochotę- zadać mu jakieś pytanie, skontaktować się ze Stevenem LaBerge'em, to podaje on do siebie e-mail, który jest jednocześnie e-mailem do Instytutu Lucidity: contact@asdmaopalucidity.com.
Steven LaBerge do dzisiaj prowadzi doświadczenia i szerzy wiedzę dotyczącą świadomego śnienia. Między innymi jest zafascynowany tybetańskim buddyzmem i tradycyjną jogą śnu, która z tym buddyzmem jest związana. Żałuję, że nie ma dzisiaj z nami Bartka Zięby. Bartek Zięba o jodze śnu, którą również jest zafascynowany, mógłby nam opowiedzieć. Wiemy również, że o wykorzystaniu jogi i medytacji pod kątem świadomego śnienia bardzo dużo wie i dużą wiedzę posiada Adam Bytof. W każdym razie Steven LaBerge również zafascynowany jogą śnienia i tybetańskim buddyzmem szerzy wiedzę na temat lucid dreamingu. Ze strony Lucidity Institute możemy się dowiedzieć, że prowadzi warsztaty na całym świecie. Głównie bardzo lubi podróżować na Hawaje. To mnie nie dziwi, brzmi bardzo przyjemnie, a przy tym można pouczyć się czegoś dobrego. Więc w maju tego roku 2015, od 2 do 10 maja prowadzić będzie warsztaty ze świadomego śnienia i z jogi śnienia na Big Island na Hawajach wraz ze swoimi przyjaciółmi z Lucidity Institute.
Jeśli ktoś ma zasobny portfel, a przy okazji chciałby w maju wybrać się na jakieś fajne wakacje i nie rezygnować jednocześnie z oneironautyki, to być może 2-10 maja 2015 spędzi na Big Island na Hawajach na warsztatach prowadzonych przez Stevena LaBerge'a i jego przyjaciół z Lucidity Institute. W każdym razie dziękujemy LaBerge'owi za wszystkie jego dokonania, za badania, które prowadził nad świadomym śnieniem, za książki, które przybliżają nam kwestie świadomego śnienia, takie jak „Explore the World of Lucid Dreaming”, którą czytałem. Niestety dostępna jedynie w wersji anglojęzycznej, ale dla tych, którzy czytają w tej współczesnej łacinie, nie lada gratką będzie móc przeczytać książki napisane przez człowieka, który uważa się za ojca naukowych dowodów na świadome śnienie. Książki są dostępne na naszym oneironautycznym komiku Oneiro Society. Chciałbym zaznaczyć wszystkim tym, którzy słuchają naszych audycji na antenie Radia Paranormalium cyklicznie co tydzień, że wiele informacji, które się tutaj pojawiają, bardzo wiele z tej wiedzy, którą się z państwem dzielę, można wykorzystać do tego, żeby rozwiązać nasz oneironautyczny quiz. Jak wspominałem, zorganizowaliśmy kolejny, drugi już, długo oczekiwany nowy quiz dotyczący wiedzy o świadomym śnieniu. Wiele pytań, które się tam pojawia, może nie być łatwych, ale odpowiedź na nie możecie znaleźć podczas dzisiejszej audycji. Przynajmniej trzy informacje, które państwu dzisiaj przekazałem, można wykorzystać do rozwiązywania tego quizu. Ja gorąco do tego zachęcam i odsyłam do quizu na stronie santero.pl z racji tego, że dla tych, którzy osiągną największą ilość punktów w naszym quizie do końca lutego 2015, przygotowaliśmy nagrody niespodzianki. Dlatego zachęcamy do tego, żeby w swoim nicku, który będzie się pojawiał przy punktacji, nie wpisywać jakiejś nazwy wymyślonej samemu sobie, ale jakiś adres mailowy.
Oczywiście jest uwierzytelniony, czy to założony specjalnie w tym celu, czy prywatny, wykorzystywany również do innych celów. I na ten adres mailowy z najwyższą liczbą punktów prześlemy nagrody niespodzianki. Proszę państwa, kolejną osobą, która odgrywa ogromną role w rozwoju oneironautyki, w rozwoju wiedzy o świadomym śnieniu i w promowaniu świadomego śnienia jest Keith Hearne. O ile wspominałem w przypadku Stevena LaBerge'a, że często mówi się o nim jako o osobie, która udowodniła w sposób naukowy, że lucid dreaming jest możliwy, że świadomy sen jest możliwy, to jest to błąd, gdyż pierwszą osobą, która udowodniła świadome śnienie w sposób naukowy i która skontaktowała się z osobą śniącą, był właśnie doktor Keith Hearne. Zacznijmy może od tego, jak to właściwie było, że Keith Hearne w jakiś sposób i kiedy udowodnił istnienie świadomego śnienia. Proszę sobie wyobrazić, że w ramach swojej pracy doktorskiej Keith Hearne razem ze swoim współpracownikiem Wolfem prowadzili badania, za pomocą których chcieli udowodnić istnienie takiego zjawiska snu świadomego. I w tym celu jako sposób na komunikację z osobą śniącą wybrali sobie synchronizowane ruchy gałek ocznych. Jak państwo wiedzą i oczywiście wspomniał też kolega Kuba, który jest wraz ze mną na antenie, kiedy wchodzimy w fazę REM snu, dochodzi do paraliżu mięśni szkieletowych, w związku z czym nie jesteśmy w stanie się poruszyć mięśniami, które nie zostają sparaliżowane, są mięśnie, które poruszają gałkami ocznymi. Wykorzystując ten fakt i wykorzystując wiarę w to, że możemy znaleźć się w świecie marzenia sennego i jednocześnie nie stracić świadomości ani stracić pamięci dotyczącej tego, co działo się na jawie, Keith Hearne umówił się z badanymi, z osobami, które twierdzą, że doświadczają snów świadomych, że gdy znajdą się one w fazie REM, gdy znajdą się w stanie snu świadomego, zasygnalizują osiągnięcie tego stanu poprzez synchronizowane ruchy gałek ocznych left right, czyli prawo, lewo, prawo, lewo. Ten sygnał połączony z badaniem EEG wskazującym, że dana osoba znajduje się w fazie REM, będzie dowodem na to, że taka osoba nie straciła świadomości w czasie snu.
Będzie pierwszym naukowym dowodem na prawdziwość zjawiska świadomego śnienia. Wcześnie rano, około godziny 8:00 nad ranem, 3 kwietnia 1975 roku w laboratorium snu stworzonym przez Keitha Hearne'a, osoba śniąca, badany oneironauta, znajdując się w fazie REM zasygnalizował dzięki sekwencji ruchów left right, że znalazł się w stanie snu i to w stanie snu świadomego. Był to pierwszy na świecie, pierwszy w historii sygnał przekazany przez osobę śniącą do świata na jawie. Niestety cały sprzęt, który miał monitorować ruchy gałek ocznych, sygnalizację gałek ocznych był wtedy wyłączony. Proszę państwa, więc straciliśmy możliwość zanotowania tego sygnału i udowodnienia całemu światu, że jest to możliwe. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jakiś tydzień później, również wcześnie rano, 12 kwietnia 1975 roku, ta sama osoba, ten sam oneironauta znowu wszedł w stan snu świadomego i zasygnalizował to, że znalazł się w śnie świadomym za pomocą sekwencji ruchów gałek ocznych left right. Wysłał ten sygnał, który został odczytany przez okulodram, zanotowany i dzisiaj jako pierwszy naukowy dowód na świadome śnienie i pierwszą informację przekazaną tak naprawdę przez osobę śniącą do świata na jawie możemy podziwiać w Muzeum Nauki i Techniki w Londynie. I to właśnie wtedy, 12 kwietnia 1975 roku, Keith Hearne stał się pierwszą osobą, doktor Keith Hearne stał się pierwszą osobą, która udowodniła naukowo zjawisko snu świadomego. Dlaczego dzisiaj często zmienia się Stephena LaBerge'a jako tą osobę, co jako pierwsza udowodniła lucid dreaming, a nie Keitha Hearne'a, którego nazwisko zostało nieco przymilczane i nieco zapomniane w świecie oneironautycznym, w świecie oneiro.
[01:16:30] - No właśnie. Ja pierwszy raz przyznam ci się, że pierwszy raz w ogóle słyszę dzisiaj to nazwisko na uszy, także głównie LaBerge, Castaneda i na tym lista zwykle się kończy w większości źródeł.
[01:16:43] - Tak, a tych osób jest trochę więcej. Rzeczywiście Stephena LaBerge'a wszyscy kojarzymy. Tak jak mówię, w dużej mierze to jest związane z jego działalnością w Lucid Dream Institute. Jeśli ktoś założył taką organizację, która ma promować świadome śnienie, ja nie chcę tutaj nawet porównywać naszego skromnego ruchu społecznego pod nazwą Ruch Oneironautyczny, który stara się, jak może promować ten lucid dreaming w naszym kraju w Lucid Dream Institute, choć podobny mamy cel działania i zajmujemy się właściwie tą samą materią, to dzięki tej działalności i dzięki temu, że po dzień dzisiejszy Stephen LaBerge prowadzi takie warsztaty dotyczące śnienia świadomego, jest bardzo aktywny w tej dziedzinie i w tych wspaniałych okolicznościach hawajskiego słońca warsztaty o lucid dreamingu i o wielowymiarowym śnieniu w cudownym budzińsku prowadzi. To Keith Hearne takiej działalności nie ma. Żadnej organizacji nie założył. Jednak nota bene jest tą właśnie pierwszą osobą, która udowodniła zjawisko lucid dreamingu, co również my w Ruchu Oneironautycznym staramy się podkreślać. Tym bardziej ja w swoich artykułach, które publikuję również w Internecie, staram się podkreślać rolę Keitha Hearne'a. Jest to bodajże też jedno z pytań w naszym quizie w Ruchu Oneironautycznym. Wszystkim tym, którzy słuchają naszych audycji na antenie Radia Paranormalium, to staram się dzisiaj w ten właśnie sposób pomóc, nagrodzić niejako również za to, że są z nami co tydzień, ułatwiając wypełnienie tego quizu, przekazując takie informacje.
Doktor Keith Hearne jest właśnie pierwszą osobą, która udowodniła zjawisko snu świadomego. Stephen LaBerge przeprowadził podobne badanie, również wykorzystując do tego osoby świadome śniące, wykorzystując oneironautów, sekwencję ruchów ustaloną wcześniej, sekwencje ruchów gałek ocznych. Mierzył również napięcie mięśniowe, które się zmienia, gdy wyobrażamy sobie ruchy naszych mięśni bez śnie. Jednak swoje badanie przeprowadził kilka lat później. Dwa, trzy lata, to był chyba '78 rok. Jednak w przeciwieństwie do Hearne'a jego badania pierwsze zostały opublikowane w nagrodzonych czasopismach naukowych, cieszących się sławą. Dlatego świat dużo szybciej dowiedział się o odkryciu dowodów naukowych na istnienie świadomego śnienia, kojarząc to z nazwiskiem Stephena LaBerge'a niż Keitha Hearne'a. I Hearne został niemalże zapomniany, na co zgodzić się nie mogę jako ktoś, kto bardzo sobie ceni pracę doktora Hearne'a. Doktor Keith Hearne jest brytyjskim psychologiem, jak również parapsychologiem, ponieważ zajmuje się nie tylko snem świadomym, ale przeprowadzał również pierwsze naukowe w laboratorium badania dotyczące postrzegania pozazmysłowego ESP, Extrasensory Perception. Zajmował się również kwestią przeczuć, przewidywania przyszłości, wskazując na to, że kobiety mają dużo większe predyspozycje do tego.
Był więc osobą, o której na antenie Radia Paranormalium wspomnieć należy nie tylko w kwestii oneironautyki jako pierwszą osobą, która w laboratorium snu prowadziła badania dotyczące świadomego śnienia i udowodniła istnienie tego stanu. Dla tych, którzy chcą się dowiedzieć więcej na temat Keitha Hearne'a, mogę wysłać ich na stronę autora www.keithhearne.com. W '78 roku Keith opublikował pracę doktorską, bo uzyskał dzięki temu stopień doktora dotyczącą snów świadomych „Lucid Dreams: An Electrophysiological and Psychological Study” w Anglii na Uniwersytecie w Liverpoolu. Ze swoich badań napisał bardzo ciekawą książkę, właściwie kilka książek. Tą, która mnie szczególnie zafascynowała, była książka „Dream Machine”, czyli „Maszyna snów”. Na pewno wszyscy dobrze pamiętamy Dream Machine z filmu Nolana „Incepcja”. Tam mieliśmy do czynienia z maszyną, która po wstrzyknięciu jakiejś substancji wprowadzała daną osobę w sen świadomy i to był sen świadomy. Keith Hearne rzeczywiście Dream Machine wynalazł, mimo że nie działała ona tak jak maszyna Hearne'a. W artykule, który opublikowałem na stronie portalu dla osób, które mogą mieć problem z uzależnieniami od substancji psychoaktywnych na ekumaria.org w artykule „Oneironautyka jako alternatywa dla substancji psychoaktywnych” zwracałem uwagę na dokonania Hearne'a i opublikowałem tam również zdjęcie Keitha Hearne'a trzymającego w dłoni swoją maszynę snów, którą sam zresztą opatentował. To urządzenie wynalezione przez Hearne'a nie tylko miało możliwość monitorowania snu, ale pozwalało również wyrwać kogoś z koszmaru sennego, który jak wiadomo nie jest zbyt przyjemny do tego, żeby go przeżywać.
Byłoby to wręcz idealne narzędzie myślę dla głównych bohaterów kultowych swego czasu filmów z Freddym Kruegerem. Te osoby, młode najczęściej, próbowały różnych sposobów na to, żeby w momencie, kiedy przeżywają koszmar z seryjnym zabójcą Freddym, żeby się obudzić, namawiały swoich znajomych do tego, żeby czuwali, gdy będą przeżywać koszmar senny, żeby ich obudzili. A gdyby posiadali taką maszynę wynalezioną przez Keitha Hearne'a, nie miałyby z tym żadnego problemu. Można powiedzieć, że Keith Hearne znalazł sposób na przechytrzenie Freddy'ego Kruegera, prawda? Maszyna ta mianowicie notowała wysoki poziom hormonu stresu, jak również wzrost przewodnictwa mięśniowego, żeby stwierdzić, iż ktoś doświadcza koszmaru sennego. Jeśli ktoś jest zainteresowany, jak ta maszyna Keitha Hearne'a wygląda, to odsyłam do artykułu. Podam oczywiście link Markowi Schenkowi „Ivelliosowi” do umieszczenia pod dzisiejszą audycją. Można będzie poczytać na temat tego. Był to jeden z pierwszych zresztą artykułów, który opublikowaliśmy w ramach naszej akcji „Świadomy sen alternatywą dla narkotyków” i zwracałem tam uwagę na dokonania Keitha Hearne'a i na tą Dream Machine, którą wynalazł. Książkę Keitha Hearne'a, która powstała na bazie jego pracy doktorskiej, na bazie jego dokonań z lat 70., która opisuje również, w jaki sposób udowodnił on istnienie świadomego snu, można znaleźć, niestety znowuż w wersji anglojęzycznej, na naszym oneironautycznym Chomiku po wejściu na Chomikuj.pl i wpisaniu Oneiros Science.
W Muzeum Nauki i Techniki w Londynie znajduje się dzisiaj Dream Machine, maszyna snu Keitha Hearne'a. Znajduje się tam również pierwszy zapis z okulogramu przedstawiający sekwencję ruchów gałek ocznych osoby śniącej, która sygnalizuje eksperymentatorowi, że znalazła się w świadomym śnie. Tę sekwencję ruchów gałek ocznych swego czasu pokazaliśmy również na naszym Facebooku jako pierwszy naukowy dowód fizyczny, którym możemy chwalić się dziś na to, że świadomy sen nie jest żadnym wymysłem grupki fanatyków, sekciarzy za przenoszeniem pokroju Castanedy, ale tak można stwierdzić, ale czymś namacalnym, naukowo weryfikowalnym. Pewnie tę sekwencję jeszcze niejednokrotnie będziemy pokazywać na naszym Facebooku, żeby udowodnić, że mamy dowody na świadome śnienie. Ten zapis sekwencji ruchu gałek ocznych ustalony wcześniej z eksperymentatorem sekwencji ruchów parallel left-right. Znajduje się również zdjęcie tego zapisu, skan właściwie, książki Keitha Hearne'a „Dream Machine”, do której przeczytania zachęcam i która znajduje się na naszym oneironautycznym Chomiku.
[01:26:37] - Ja pozwolę sobie przypomnieć, że „Anglicja. Świadomy sen. Nasz drugi świat” jest realizowana w całości na żywo. Przypomnę jeszcze kontakty do nas. Gdyby ktoś chciał do nas zadzwonić lub napisać, nasz numer telefonu to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na kontach Radia Paranormalium i Oneironautów na Facebooku.
[01:27:24] - Właściwie mamy jeszcze całą masę osobistości różnego rodzaju nazwisk, które przewijają się w oneironautycznym świecie, poczynając chociażby od- oczywiście ja mówię teraz o osobach znanych w kręgach międzynarodowych. Możemy zaś wspominać również o osobach, które dobrze znamy tutaj z naszego krajowego światka związanego z oneironautyką. Oczywiście w takim przypadku nie moglibyśmy pominąć nazwiska Adama Buta, honorowego członka Ruchu Oneironautycznego, Adama Buta, którego gościliśmy swego czasu na antenie Radia Paranormalium, również w naszej audycji „Nasz drugi świat”. Osoby znane zaś na świecie. Można do nich spokojnie zaliczyć Kennetha Kelefera, znanego chociażby z techniki, o której dzisiaj mówiłem. Z techniki, o której pierwszy raz Don Juan Matus, szaman plemienia Yaqui, opowiedział Carlosowi Castanedzie, a którą nazywamy również techniką Kelefera ze względu na to, iż to Kenneth Kelefer w swojej książce opisał w sposób bardzo szczegółowy wykorzystanie tej techniki. Sam ją również wykorzystywał, wprowadzając się w stan świadomego śnienia, dzięki której osiągnął on ten lucid dream już po dwóch tygodniach jej stosowania. Kenneth Kelefer, który jest psychologiem, psychoterapeutą ze Stanów Zjednoczonych, ukończył studia wyższe na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Studiował tam psychoterapię Gestalt, hipnoterapię Eriksona, psychoterapię jungowską. Obecnie w Marin County w Kalifornii prowadzi swoją własną praktykę psychoterapeutyczną.
Napisał książkę, którą również mam tutaj na swojej półce z przepiękną niebieską okładką „Słońce i cień”. Książkę, którą mogę spokojnie polecić każdemu oneironaucie. Kenneth Kelefer odegrał ważną rolę w oneironautyce. Polskie wydanie tej książki z bodajże 1993 roku z przedmową Adama Buta to była jedna z pierwszych publikacji tutaj w Polsce dotyczących oneironautyki, jakie zostały wydane. Jak dobrze pamiętamy z wizyty Adama Buta, który gościł nam tutaj na antenie Radia Paranormalium i opowiadał o snach świadomych, oneironautyka była tematem swego czasu w Polsce nieznanym w żaden sposób. Adam But musiał sprowadzać literaturę zza granicy, żeby móc czerpać informacje na temat świadomego śnienia. I właśnie książka Kennetha Kelefera „Słońce i cień” Mój eksperyment ze świadomym śnieniem była jedną z pierwszych pozycji w języku polskim wydanych przez wydawnictwo Reus w Polsce. Jest książką wyśmienitą, którą spokojnie możemy karmić się do dziś, która składa się z dwóch głównych części. Pierwsza to opis eksperymentu Kennetha Kelnera, psychoterapeuty, który poddał się badaniu i eksperymentowi, wykorzystując między innymi technikę Don Juana Matuska. Możemy ją nazwać techniką Castanedy, jak szerzej opisał, opracował i pokazał swoim czytelnikom w książce „Słońce i cień”.
Do tego, żeby wprowadzać się w stan świadomego śnienia, dzięki czemu po dwóch tygodniach udało mu się osiągnąć pierwszy sen świadomy, a później osiągał je wielokrotnie. Swoim snom nadawał tytuły, do czego ja również zachęcam, proszę państwa, co ułatwia ich zapamiętywanie, bo pamięć jest bardzo ważna. Jeśli prowadzimy dziennik snów, to tytułujmy również nasze sny, biorąc pod uwagę chociażby elementy, które są w przypadku tych snów najbardziej znaczące, elementy, które się powtarzają. Kenneth Kelner opisuje więc swoje sny świadome w książce „Słońce i cień”, jak również stara się je w jakiś sposób analizować. Opowiada o tym, w jaki sposób świadome śnienie wpłynęło również na jego życie na jawie. Kenneth Kelner jako psychoterapeuta ze Stanów Zjednoczonych gorąco wierzy w to, że świadome sny mogą mieć zastosowanie terapeutyczne. Organizował on zresztą w ramach nauki, którą prowadzi, z racji tego, że jest również wykładowcą akademickim, nauki, którą prowadzi razem ze studentami. Prowadził warsztaty fakultatywne, na których między innymi dyskutowali i eksperymentowali ze swoimi snami. Sen świadomy. Sen, który był snem o treści erotycznej, który przekazała studentka Kennethowi Kelnerowi, jest jednym z najczęściej powtarzanych w innych publikacjach, w mojej i w książce Adama Buczka dotyczącej znaczenia świadomych snów dla naszej erotyki i dla naszego życia seksualnego.
Był to sen, który studentka opisywała jako niezwykle, że zacytuję: „Orgazmiczny”. Z racji tego, iż w tym śnie lewitując, studentka napotkała wielkiego, ogromnego penisa.
[01:33:47] - A więc mamy wątek walentynkowy.
[01:33:51] - Wątek walentynkowy oczywiście, bo takie wątki muszą się pojawiać w audycji. Świadomy sen, nasz drugi świat w ramach tradycji. Ten wątek w naszych audycjach to tradycja i walentynki to tradycja, więc trudno o tym nie wspomnieć. Napotkała ona więc, lewitując, ogromnego penisa, można powiedzieć największego od niej, powiązanego z jakikolwiek innym członkiem, zupełnie oderwanego od jakiejś cielesnej powłoki. Ten penis wniknął następnie w tę studentkę, która stwierdziła, że przeżyła wtedy największy, najbardziej przejmujący, obezwładniający i przyjemny orgazm swojego życia. Jeśli kogoś z państwa jeszcze nie zachęciłem do praktykowania świadomego śnienia, oneironautyki, to już naprawdę nie wiem, co mógłbym więcej dodać i co mógłbym więcej powiedzieć. W każdym razie opis tego erotycznego snu świadomego znajdującego się w książce Kennetha Kelnera „Słońce i cień” jest dziś najczęściej powielanym snem erotycznym, świadomym również w książkach Adama Buczka. Kenneth Kelner jest również osobą głęboko wierzącą, dlatego jego sny są często przepełnione swego rodzaju mistyką. Daleko mu wprawdzie do newage'owskich publikacji kilkunastu Carlos Castanedy, natomiast książki Kennetha Kelnera, opisy snów świadomych Kennetha Kelnera są w dużej części przesiąknięte symboliką chrześcijańską. W swoich snach świadomych często napotykał on właśnie tego typu symbole.
Zresztą był głęboko przekonany, co mu wyrażał w swoich publikacjach, że w snach świadomych jesteśmy w stanie łączyć się z czymś w rodzaju wyższej świadomości, jak również sen świadomy mógłby nam posłużyć do naszego rozwoju duchowego. Jest to akurat element doświadczeń Kennetha Kelnera, z których ja może nie do końca podzielam, może nie do końca rozumiem. W każdym razie bardzo boję się i dlatego też takie pytanie zadałem Adamowi Buczkowi na antenie Radia Paranormalium. Tych, którzy nie pamiętają wizyty Adama Buczka w naszej audycji na antenie radia, odsyłam oczywiście do archiwum Radia Paranormalium. Można tam znaleźć zapis tej audycji, odsłuchać. Co też ciekawego o snach świadomych opowiedział nam Adam Buczek, jako też osoba znana chyba najbardziej tutaj w kręgu polskiej oneironautyki, osoba zasłużona Dla oneironautyki w Polsce. Z racji tego, że taką osobną audycję z Adamem mieliśmy i do tej audycji możemy się zawsze odwołać, bo archiwum radia, jak długo działa i funkcjonuje, to o Adamie dzisiaj nie opowiadałem. Starałem się opowiadać o osobach mniej znanych, o wiele mniej znanych, a bardzo zasłużonych dla rozwoju oneironautyki. Oddać im swego rodzaju ze swojej strony i w imieniu całego ruchu oneironautycznego hołd i przybliżyć sylwetki tych osób. Kim są, czego dokonali.
Z racji tego, żebyśmy mogli, promując wiedzę oneironautyczną, wspomnieć o tym, że nie jest to wiedza oderwana od człowieka, że są ludzie, którzy przysłużyli się do tego, że dziś możemy promować tą wiedzę, że dziś możemy praktykować świadome śnienie, że dziś możemy wykorzystywać różnego rodzaju narzędzia, technologie, że mamy dziś dowody na istnienie snu świadomego, że możemy dziś prowadzić badania nad snami świadomymi. I to jeszcze głęboko zaawansowane, że możemy badać nawet poszczególne elementy tych snów świadomych, jak niemieckie badania dotyczące postaci sennych. Druga część książki Kennetha Ringa „Słońce i cień”, bo wspomniałem już o pierwszej części dotyczącej opisów eksperymentu Kennetha Ringa, w którym ludzie byliśmy zgodni, że w praktykowaniu oneironautyki występują naturalne wzloty i naturalne upadki proszę państwa. Często możemy się spotkać z takim zrozpaczonym niemalże komentarzem oneironautów, którzy piszą, że niedawno mieli kilka, jeśli nie kilkanaście snów świadomych w ciągu miesiąca, a nagle zero. Posucha, nic się nie pojawia. Nie są w stanie osiągnąć świadomości. Kenneth Ring przechodził dokładnie to samo. Wszystkich więc zaniepokojonych tym spadkiem oneironautycznej formy, spadkiem ilości tych snów świadomych, przerażonych ludzi, którzy nie wiedzą, co się dzieje, tym bardziej mogę odesłać do tego człowieka, Kennetha Ringa i do jego myśli, które przekazał nam za pomocą swojej książki „Słońce i cień”. Książkę „Słońce i cień” Kennetha Ringa również znajdziecie na naszym oneironautycznym Chomiku, na chomiku.pl po wpisaniu Oneiro Society, nazwy naszego chomika. Kenneth Ring twierdzi, że jest to jak najbardziej naturalne, że wykres dotyczący częstotliwości snów świadomych przypomina sinusoidę.
Jest więc zgodny z takim wykresem dotyczącym zjawisk, które pojawiają się w przyrodzie niemalże cyklicznie. I tak również cyklicznie miałyby wyglądać nasze doświadczenia oneironautyczne. Na początku duży wzrost pojawiania się snów świadomych, aż po ich apogeum, a później swego rodzaju posucha, kiedy już sny świadome się nie pojawiają, a następnie z powrotem duża ich liczba. Nie wiem, nie zastanawiałem się, nie spotkałem się, z czego może wynikać taka cykliczność pojawiania się snów świadomych. Natomiast nauczeni doświadczeniem Kennetha Ringa, mogąc odwoływać się również do jego doświadczeń i do jego eksperymentu, możemy być spokojni, a ja spokojnie mogę państwa odesłać do tej książki „Słońce i cień”, którą znajdziemy również na naszym oneironautycznym Chomiku.
[01:41:03] - Drodzy słuchacze, dzisiejsza audycja może być troszeczkę krótsza niż normalnie z uwagi na problemy z gardłem zarówno moje, jak i Mariusza. Ja podziwiam Mariusza, że tyle już nam tutaj opowiada i jeszcze ma siłę, żeby opowiadać dalej, prawda?
[01:41:19] - Tak. Zwłaszcza, że muszę państwa przeprosić, ale w tym okresie takiego przesilenia wiosna nam nadchodzi, ja już czuję w nozdrzach, po prostu jak wychodzę, mimo że ostatnimi czasy możemy zauważyć, że chłodno się robi, to zimą jeszcze coś tam było, ale w tym okresie właśnie przesilenia i zmiany nastrojów to gardło mi zawsze doskwiera. Dzisiaj również, żeby się trochę podkurować, piję sobie herbatę z miodem i staram się z państwem dzielić tą wiedzą dotyczącą znanych osób i znanych osobistości zasłużonych. Może w ten sposób będzie lepiej. Zasłużonych oneironautów, którzy przysłużyli się temu, że dziś możemy praktykować oneironautykę, że mamy tak ogromną wiedzę dotyczącą tego, jak wykorzystywać sny świadome i jak w te sny świadome wchodzić, że posiadamy dowody, którymi możemy się dzielić na to świadome śnienie. Coś mi się wydaje dzisiaj, proszę państwa, że chyba wrzucę na naszego Facebooka oneironautycznego, zapraszam na facebook.com na nasz profil Oneironauci, ten zapis ruchu gałek ocznych historyczny w Londynie przedstawiający pierwszy kontakt, pierwszy zanotowany kontakt, bo tak jak mówię, pierwszy eksperyment, mimo że się odbył, to nie został zarejestrowany, bo pechowo nie włączono urządzeń, które miały notować ruchy gałek ocznych. Ten pierwszy odcinek wrzucę na Facebooka, żeby przypomnieć państwu, od jak dawna mamy dowody, jak dzięki ciężkiej pracy, a i genialnemu pomysłowi jednego człowieka, jakim był dr Keith Hearne, możemy dzisiaj mówić i przedstawiać dowody na istnienie świadomego śnienia. Niektórzy się trochę nabijają, bo Keith Hearne jest rzeczywiście doktorem. Pisze w literaturze anglojęzycznej „doctor philosophiae”. Niektórzy uważają, że jest doktorem filozofii.
[01:43:37] - To jest chyba ichniejszy odpowiednik naszego tytułu naukowego doktora, philosophy doctor, z tego, co kojarzę.
[01:43:46] - Tak, dokładnie. Bardziej w rozumieniu pierwotnym, greckim, gdzie oznaczał zbiór pewnych nauk, nie konkretnie z tej jednej dziedziny, jaką jest filozofia. Ale z czymś takim się spotkałem. Ktoś tam się nabijał, że jak to jest możliwe, że filozof prowadzi tutaj badania i udowadnia, że świadome śnienie jest możliwe, to rzeczywiście musi być coś pokrętnego i tajemniczego, że filozof nam to udowadnia. Ale nie, doctor philosophiae przez „philosophiae” rozumie takie bardzo pierwotne, oryginalne rozumienie tego słowa „filozofia” jako miłość mądrości. Nie jest to odwołanie do filozofii jako dziedziny, tylko bardziej do tych liberal arts, czyli sztuk wyzwolonych, których doktorem był właśnie Keith Hearne.
[01:44:52] - Mariuszu, mamy Carlosa Castanedę. Właściwie mieliśmy. Mamy doktora Stephena LaBerge'a, doktora Keitha Hearne'a. W Polsce mamy Adama Bettefa, Mariusza Sobkowiaka. A czy jest jeszcze ktoś?
[01:45:06] - Musimy się ustawiać w tym rzędzie. Wspominałem również dzisiaj o Kennethu Ringu, więc chyba pierwsza publikacja, która się w Polsce pojawiła na temat świadomego śnienia, to właśnie jego „Słońce i cień”. Miałem ogromne szczęście, bo dorwałem ją tak naprawdę w antykwariacie za śmieszne pieniądze i jestem ogromnie wdzięczny, że mi się to udało, jakiejś istocie najwyższej czy też osobowi, że rzeczywiście tak było. Myślę, że dzisiaj taką osobą, której nazwisko ciągle się powtarza, jeśli chodzi o sny świadome, jest pani, może pamiętacie, bardzo często na Antoni Radia Paranormalium, bardzo często w tej audycji „Świadomy sen, nasz drugi świat” wspominałem tę kobietę. Myślę, że jest to nazwisko, które już niedługo będzie znane i związane z lucid dreamingiem. Pani Ursula Voss, chyba Niemka, jeśli się nie mylę. Ursula Voss jest naukowcem i prowadzi badania z zakresu świadomości i snu świadomego. To ona jest, proszę państwa, tą kobietą, która w zeszłym roku przeprowadziła badania, w których za pomocą indukcji prądem zmiennym osiągała u swoich osób badanych stan świadomego śnienia i udawało się to u ogromnej ilości tych, których przebadała. Było to bardzo skuteczne. Ursula Voss pojawia się również jako osoba, która mówi o wykorzystaniu świadomego śnienia przy leczeniu PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego u weteranów wojennych.
W ogóle, jeśli chodzi o świadome śnienie, wykorzystanie terapeutyczne świadomego śnienia, jak również o sposoby jego osiągania przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi technicznych, takich jak indukcja prądem zmiennym o niskiej częstotliwości. Czego bym nie wpisał, to znajduję Ursulę Voss, proszę państwa, więc Ursula Voss naprawdę wyrasta tutaj na taką autorkę bardzo wybitną i myślę, że specjalistkę również od lucid dreamingu i świadomego śnienia. Zwłaszcza że jedno z jej narzędzi, które zostało opracowane właśnie do jej badań, za pomocą których pokazała ona, w jaki sposób można osiągać sen świadomy przy wykorzystaniu indukcji prądem zmiennym, opracowała do tego specjalną rubrykę pytań i odpowiedzi, ankietę, która miała umożliwiać określenie, czy ktoś ten stan snu świadomego osiągnął, czy też nie. Kwestionariusz świadomości, który mogą znaleźć państwo również na naszej stronie. Przypominam nowy adres: oneiros society.pl. Myślimy już o zmianie domeny na jakiś bardziej ludzki adres .pl czy też .com. Tak że jeśli do tego dojdzie, to poinformujemy na pewno też na Antoni Radia Paranormalium. W każdym razie taką ankietę, która umożliwia poprzez odpowiedź na kilka pytań określenie tego, czy osiągnęliśmy stan snu świadomego i jakiego rodzaju był to sen świadomy, z kontrolą czy też bez, możemy znaleźć na naszej stronie oneiros society.pl. I ta ankieta została również przygotowana przez zespół badawczy Ursuli Voss. Więc jeśli mówimy o takich badaczach, naukowcach ze świata, którzy ogromną rolę odgrywają w badaniu lucid dreamingu, śnienia świadomego, to myślę, że Ursuli Voss nie możemy tutaj przeoczyć.
[01:48:57] - Tak jak mówiliśmy, zbliżamy się powolutku do końca naszej audycji. Może Mariusz chciałby jeszcze podsumować jakoś krótko dzisiejszy odcinek?
[01:49:08] - Proszę państwa Kiedy ćwiczymy, praktykujemy oneironautykę, jak również kiedy promujemy sen świadomy i opowiadamy innym ludziom o świadomych snach, kiedy działamy w różnego rodzaju organizacjach, takich jak ruch oneironautyczny, kiedy uczymy się na snach, dzielimy się swoją wiedzą, zdobywamy wiedzę, można powiedzieć bez cienia wątpliwości, że stajemy na barkach olbrzymów. Na barkach olbrzymów, ludzi, którzy stawiali pierwsze kroki w danej dziedzinie. Ludzi, którzy tworzyli techniki osiągania snu świadomego, które my dziś wykorzystujemy. Ludzi, którzy udowadniali i udowadniają po dzień dzisiejszy, że świadome śnienie jest możliwe. Ludzi, którzy badają oneironautykę, żeby zrozumieć, jak to działa, jak to jest z postaciami sennymi, żeby zrozumieć, jak funkcjonuje nasz mózg podczas snu świadomego, żeby dowiedzieć się, czy każdy z nas może praktykować świadome śnienie. Ludzi, którzy tworzą narzędzia, które mają nam ułatwiać osiąganie tego stanu, jak maska NovaDreamer czy Dreamer Pro. Stajemy na barkach olbrzymów. Stajemy na barkach tych ludzi i myślę, że nie należy o nich zapominać. Myślę, że trzeba o nich pamiętać. Dzisiejsza audycja jest hołdem, jaki oddajemy tym ludziom, jaki oddajemy Carlosowi Castanedzie, pamiętając również o ciemnych stronach jego dualności, Stephenowi LaBerge'owi, jaki oddajemy doktorowi Keithowi Hearnowi, pamiętając o tym, że to on wymyślił prawdziwą dream machine.
Pamiętając o tym, że to on był pierwszą osobą, która udowodniła za pomocą sekwencji ruchów gałek ocznych, że świadome śnienie jest możliwe. Hołdem, jaki oddajemy Kennethowi Keizerowi, psychoterapeucie, który na samym sobie praktykował świadome śnienie, choć nie było mu łatwo, jak możemy się dowiedzieć z jego książki „Słońce i cień”. Niejednokrotnie jego żona czy jego syn byli oczywiście wsparciem, ale również utrudnieniem w jego oneironautycznej praktyce. A więc człowiekowi, którego książka jako pierwsza znalazła się na polskim rynku i to była pierwsza polskojęzyczna publikacja dotycząca świadomego śnienia, a więc umożliwił też promowanie oneironautyki w naszym kraju. Oddajemy również hołd, bijemy czoło nisko przed Adamem Gotofem, człowiekiem, który wprowadził oneironautykę pod polskie strzechy. Przed Ursulą Voss, która prowadziła i prowadzi badania nad świadomym śnieniem. Być może uda się kiedyś wykorzystać jej doświadczenia ku temu, żeby każdy z nas i to właściwie bez większego wysiłku mógł sen świadomy osiągnąć. Oddajemy wielki hołd badaczce, o której mówiłem tydzień temu, a która prowadzi badania dotyczące tego, czy każdy z nas poprzez zmianę funkcjonalną i organiczną naszego mózgu może świadomego snu doświadczać. Ci wszyscy ludzie to olbrzymi, proszę państwa. Stawiają pierwsze kroki.
Za kilka lat będziemy mówić o tym, co oni udowadniali jako o oczywistościach. Pewnie dla wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium świadomy sen jest oczywistością. Techniki MILD, WILD, o których mówił dzisiaj Kuba Miedź, to rzeczy oczywiste, które można praktykować i można się dziwić, że ktoś ich nie rozumie. Ale byli ludzie, którzy je wymyślili. Byli ludzie, którzy jako pierwsi weszli na ten zupełnie nieznany, nowy teren badań, na tę ziemię nieznaną, którzy tworzyli mapę tak naprawdę tego nieznanego świata, którzy otworzyli nam drogę. Otworzyli nam drzwi, bramę do świata naszych snów i pozwolili nam doświadczyć wszystkich niezwykłych rzeczy, które są związane z oneironautyką. Dzisiejszy odcinek naszej audycji „Nasz Drugi Świat. Świadome sny” dedykujemy tym właśnie ludziom, olbrzymom.
[01:53:34] - Proszę państwa, zbliżamy się właściwie do końca naszej audycji „Świadome sny. Nasz Drugi Świat”. Przypomnimy tylko, że adres strony oneironautów chwilowo się zmienił. Teraz pisze się przez dwa S: oneirosssociety.tk. Także jeżeli ktoś szuka właśnie teraz strony naszych ekspertów, oneironautów, to zachęcamy do zajrzenia właśnie pod ten adres: oneirosssociety.tk. Zapis dzisiejszej audycji, tak jak zawsze, już niedługo trafi do naszego radiowego archiwum. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie Skype'a byli z nami dzisiaj Mariusz Sobkowiak.
[01:54:19] - Bardzo państwu dziękuję za dzisiejszy udział. Proszę pamiętać o tych wszystkich olbrzymach, o których dzisiaj opowiadaliśmy.
[01:54:25] - Oraz Kuba Ksiąz.
[01:54:27] - Ja też dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze się usłyszymy.
[01:54:30] - Usłyszymy się na pewno. Miejmy nadzieję, że te różne sesyjne przygody, sesyjno-zaliczeniowo-edukacyjne przygody wszyscy oneironauci mają już za sobą i że za tydzień usłyszymy się w troszeczkę większym składzie. Na razie Radio Paranormalium życzy wszystkim słuchaczom pięknych, zdrowych, kolorowych, paranormalnych, pełnych magii i miłości, erotyki też, a przede wszystkim świadomych snów.