Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:35] - Głucho wszędzie, ciemno wszędzie. Co to będzie? Co to będzie? Po dłuższej przerwie na antenie Radia Paranormalium audycja będzie. Dziś rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świadomy sen: nasz drugi świat”. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiaj w duecie nadajemy. Po drugiej stronie Skype'a, a właściwie przy naszym telefonie jest Mariusz Sobkowiak z ruchu oneironautycznego. Witaj Mariuszu.
[01:04] - Witam serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium.
[01:09] - Dzisiaj w troszeczkę kameralnym składzie, ale postanowiliśmy już ruszyć po przerwie z audycjami. Audycja „Świadomy sen: nasz drugi świat” jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Czekamy również na pytania i komentarze do audycji na naszym radiowym czacie na www.paranormalium.pl, a także na grupach tematycznych na Facebooku poświęconych świadomym śnieniu, jak również na fanpage'ach Radia Paranormalium i Oneironautów. Dziś będziemy dyskutować o biologii i neurofizjologii LD, czyli o naukowych dowodach na LD.
Oddam już w tym miejscu głos naszemu ekspertowi Mariuszowi. Mariuszu, zaczynaj.
[02:19] - Jeszcze raz witam serdecznie wszystkich słuchaczy. W imieniu całego ruchu oneironautycznego chciałbym przeprosić, że tak długo nas nie było i za tę nieobecność. Tym bardziej się cieszę, że jestem, że znowu nadajemy i będziemy mogli porozmawiać o snach świadomych. Temat, który dzisiaj sobie obraliśmy, czyli biologia, neurofizjologia towarzysząca procesowi śnienia i tym bardziej śnienia świadomego, jest związana z pewną pułapką, która pojawia się u ludzi, którzy praktykują LD i którzy praktykują OOBE. Dzisiaj z racji tego, że stoimy na placu boju tylko z Markiem, to chciałbym was wszystkich na ten plac boju zaprosić. Będziemy staczać dzisiaj ciężką bitwę, w której będziemy próbowali udowodnić wielu niedowiarkom, również niedowiarkom ze świata nauki, że świadomy sen jest zjawiskiem jak najbardziej mierzalnym, jak najbardziej wiarygodnym i że istnieją przekonujące dowody na jego istnienie właśnie na gruncie biologii czy neurofizjologii naszego mózgu. Pułapka, o której mówiłem, to pułapka, w którą wpadają często wyznawcy OOBE, out of body experience, czyli tego przekonania o tym, że możemy opuszczać własne ciało i czy to odwiedzać inne krainy, czy po prostu unosić się nad swoim ciałem fizycznym. Osoby, które wierzą w OOBE, OOBE-nauci, kiedy przeprowadzaliśmy debatę z OOBE-nautami na antenie Radia Paranormalium, na antenie radia, które właśnie słuchacie, OOBE-nauci próbowali nas przekonać, że dowody, w tym szczególnie dowody naukowe, właściwie nie mają wielkiego znaczenia. Liczy się bardziej osobiste doświadczenie. Także z racji tego, że prawdopodobnie tych dowodów przekonujących co do istnienia OOBE nie ma.
Posługiwali się więc raczej swoim własnym doświadczeniem i opowiadali o spotkaniach z różnego rodzaju postaciami lub opowiadali o tym, jak opuszczali swoje własne ciało, głęboko przekonani o tym, że rzeczywiście się to dzieje, czy to na planie fizycznym, czy astralnym. Jednak dowodów brak. Dlatego tak daleko uciekali od dowodów, a skupiają się za to na osobistym doświadczeniu. Czytałem niedawno komentarze dotyczące tej debaty, które udostępnił mi jeden z członków ruchu oneironautycznego. OOBE-nautów zadziwiła moja pewność co do tego, o czym mówiłem. Zdziwiło ich, że jestem tak głęboko przekonany o tym, że mam rację. Ja natomiast mogę odpowiedzieć, że ta pewność wynika z tego, że mam argumenty, a te argumenty mam dzięki temu, że są dowody na istnienie LD, na istnienie świadomego śnienia. Dowody, które dziś będę próbował wam przedstawić po to, aby wyposażyć was w oręż, która pomoże wam przy rozmowach z ludźmi, którzy w LD nie wierzą. Ponieważ jest cała masa ludzi, którzy nie są przekonani o realności zjawiska świadomego śnienia, którzy wyśmiewają, kiedy mówią o snach świadomych i którzy łączą je raczej ze zjawiskami niezbadanymi, ze zjawiskami z pogranicza szeroko pojętej ezoteryki. Jeśli chcemy spopularyzować-
[05:42] - Tutaj muszę przerwać, bo też bardzo często spotykam się z osobami, które te wszystkie tematy, o których dyskutujemy na antenie Radia Paranormalium, LD, OOBE i tak dalej, również UFO, przypisują sekciarstwu
[06:01] - Tak, to też się zdarza. Ja bardzo sobie cenię Radio Paranormalium między innymi za podejście bardzo racjonalne. Często też na fanpage'u Radia Paranormalium, gorąco zachęcam do tego, żeby polubić fanpage radia, pojawiają się wpisy, tutaj nie chcę wymieniać, ale pewnej strony internetowej, pewnego ruchu, który popularyzuje zjawiska paranormalne, ale zupełnie bezkrytycznie. W związku z czym pojawiają się tam doniesienia bardzo dziwne, które tylko ośmieszają całą ideę związaną z badaniem tych zjawisk, które nie są do końca wyjaśnione.
[06:42] - Masz na myśli pewną fundację.
[06:45] - Dokładnie, pewną fundację, o której nie mówmy. Nie mówmy, bo nie ma po co.
[06:53] - Wstyd wymawiać nawet nazwę.
[06:56] - Dokładnie. Ale właśnie to jest to, za co cenię Radio Paranormalium. Także dzisiaj w taki oręż do walki z niedowiarkami czy z tymi, którzy uważają oneironautów za sekciarzy, chciałbym wam przekazać i w to was wyposażyć. Tym bardziej, że jeśli chcemy popularyzować wiedzę na temat świadomego śnienia, wiedzę na temat LD, przekonywać do tego ludzi, potrzebne nam są argumenty. Potrzebne nam są argumenty, jeśli chcemy wychodzić poza ten zamknięty, elitarny krąg ludzi, którzy interesują się tego typu zjawiskami, a trafiać do ludzi, którzy jeszcze o tym nie wiedzą. Do ludzi, dla których sen to po prostu spanie, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym, jak wiele rozgrywa się podczas snu i jak możemy to wykorzystywać. Ale żeby do nich trafić, potrzebne nam są argumenty. Potrzebne nam są pewne dowody. Drugi powód, dla którego taki temat dzisiejszej audycji podjęliśmy i chcemy rozmawiać o tych naukowych dowodach na istnienie zjawiska świadomego śnienia, to fakt, że osobistości świata nauki, w tym szczególnie osobistości polskiego świata nauki, bardzo krytycznie podchodzą jeszcze do zjawiska świadomego śnienia. W związku z czym w naszej działalności w ruchu oneironautycznym często spotykamy się z różnego rodzaju wypowiedziami osób z tytułami naukowymi, profesorów, doktorów nauk medycznych, które niesłychanie nas dziwią, które bardzo krytycznie podchodzą do możliwości uzyskiwania świadomości we śnie.
I w związku z tym jak możemy próbujemy z tymi osobami w jakiś sposób polemizować. O ile ci, którzy łączą oneironautykę z różnego rodzaju ezoteryką, jeszcze nie są tak niebezpieczni, o tyle wypowiedzi świata nauki już są bardzo dużym zagrożeniem dla popularyzacji oneironautyki. Z racji tego, że ktoś może później posługiwać się tymi wypowiedziami jako argumentem przeciwko LD. Argumentem, który będzie wspierany dzięki autorytetowi tych ludzi. I od tego może zacznę. Zacząłbym od tych wytycznych wypowiedzi ludzi, którzy reprezentują polski świat nauki, a wypowiedzi, które odnoszą się do tego, że LD jest jakimś stanem niewyjaśnionym, co do którego dowodów brak albo który w ogóle nie występuje. Jedna z takich wypowiedzi dotyczących świadomego śnienia, bardzo krytycznych wypowiedzi dotyczących świadomego śnienia ukazała się w jednym z popularniejszych w Polsce magazynów popularnonaukowych, mianowicie „Focus”. Bardzo niedawno, kilka miesięcy temu w numerze „Focusa”, w tej części magazynu, w której odpowiada się na pytania czytelników, na pytania miłośników „Focusa” pojawiło się pytanie niejakiej Patrycji Gajewskiej. Patrycji Gajewskiej, która za pomocą Facebooka zadała następujące pytanie ekspertom „Focusa”: „Czy zjawisko świadomego snu jest rzeczywiście możliwe?” Wydawałoby się, że pytanie proste, jednak odpowiedź, której udzieliła pani Edyta Jurkowlaniec-Kopeć, profesor Uniwersytetu Gdańskiego z Wydziału Biologii tego uniwersytetu, sprawiła, że zaczęliśmy się zastanawiać, o co tej pani chodzi. Odpowiedź, która chyba bardziej gmatwa niż tak naprawdę wyjaśnia, czym jest świadomy sen, czym jest LD i wprowadza więcej zakłopotania niż sensownej odpowiedzi.
Ja postaram się zacytować tę odpowiedź w pełni z racji tego, że gdybym próbował w jakiś sposób ją przełożyć, to mógłbym utracić sens, bo sam nie jestem do końca pewny sensu tej wypowiedzi i co miała na myśli pani Edyta Jurkowlaniec-Kopeć w swojej wypowiedzi. „Czy zjawisko świadomego snu jest rzeczywiście możliwe?” Cytuję: „Nie jest, choć bardzo sen przypomina. Zacznijmy od tego, że sen człowieka składa się z dwóch faz: snu wolnofalowego oraz snu nazywanego paradoksalnym. Choć fazy te różnią się znacząco od siebie, w obu przypadkach świadomość śpiącego jest wyłączona i w obu występują marzenia senne. W przeciwieństwie do snów w fazie wolnofalowej, sny z fazy paradoksalnej często zapadają nam w pamięć. Są baśniowe, zawierają elementy nierealne i niemożliwe z punktu widzenia logiki zdarzeń. Dlaczego tak się dzieje? Gdy w czasie snu paradoksalnego śnimy, aktywuje się część kory mózgowej zwana limbiczną. Obejmuje ona najstarsze części mózgu związane z indukcją emocji. Natomiast kora nazywana czołową, kontrolująca nasze zachowanie i związana z utrzymaniem świadomości, jest w tym czasie nieaktywna.
Co innego w przypadku marzeń snutych na jawie. Funkcjonuje wówczas kora czołowa kontrolująca zakres tych marzeń. Fenomen świadomego śnienia obejmuje więc zachowanie świadomości i mimo podobieństwa do snu paradoksalnego jest odmianą czuwania.” Koniec cytatu. Teraz pytanie, o co pani profesor chodziło?
[12:04] - Ja próbowałem zrozumieć i szczerze powiedziawszy zrozumiałem chyba jakieś 2% z tego, co przeczytałeś.
[12:11] - Dokładnie, bo zastanawiam się, czy pani profesor właściwie wie, czym jest świadomy sen, czy też po prostu poproszona o udzielenie odpowiedzi, udzieliła jej, mieszając tak naprawdę zjawisko LD z marzeniami na jawie. Tak mi się wydaje. Jeśli ktoś zaczyna pierwsze zdanie na pytanie, czy zjawisko świadomego snu jest możliwe od: „Nie jest, choć bardzo sen przypomina”, to dochodzę do wniosku, że pani Edyta Jurkowlaniec-Kopeć uważa, że zjawisko snu świadomego z tym snem, który w fazie REM się pojawia, tak naprawdę nie ma nic wspólnego. Wypowiedź dotycząca świadomego śnienia w tym krótkim artykule, w odpowiedzi pani profesor Edyty Jurkowlaniec-Kopeć, pojawia się w zdaniu, w którym opowiada ona o marzeniach snutych na jawie. Wydaje się więc, że pani profesor uważa świadomy sen za coś w rodzaju imaginacji, marzeń, które snujemy sobie na przykład czekając w długiej kolejce do lekarza. Ktoś, kto nie wczyta się dalej, bo dochodząc do tych momentów, w których jest mowa o śnie wolnofalowym, o śnie paradoksalnym, o korze czołowej, o korze limbicznej, stwierdzi, że ni cholery nic z tego nie rozumie i skupi się tylko na tym, co jest na początku. „Czy zjawisko świadomego snu jest możliwe? Nie jest, choć bardzo sen przypomina”. Dojdzie do wniosku, że przedstawiciele świata nauki, tacy jak pani profesor Edyta Jurkowlaniec-Kopeć, zaprzeczają istnieniu LD. Pojawił się tutaj pomysł ze strony Ruchu Oneironautycznego, co by do pani profesor napisać, z pytaniem, co właściwie autor miał na myśli, bo nie mamy zielonego pojęcia, ale wydaje się, że pani profesor zaprzecza realności występowania snu świadomego jako pewnej odmiany snów, które pojawiają się w fazie REM, ale w których możemy odzyskać świadomość podczas snu i zdawać sobie sprawę z konsekwencji tego stanu.
Bo zacząć powinniśmy od tego, w jaki sposób definiujemy najczęściej sen świadomy. A sen świadomy według nas jest snem, w którym jesteśmy świadomi tego, że śnimy w trakcie trwania marzenia sennego i zdajemy sobie sprawę z konsekwencji z tym związanych. W przypadku pani profesor Edyty Jurkowlaniec-Kopeć-
[14:36] - Wystarczy już chyba spojrzeć na wykres aktywności mózgu podczas normalnego snu, powiedzmy, i podczas LD. Ja mam właśnie taki jeden wykres przed oczami i tutaj aktywność mózgu jest zupełnie inna podczas normalnego snu, takiego przeciętnego, a inna podczas snu świadomego.
[14:56] - Tak, ponieważ istnieje kilka sposobów na to, żeby udowodnić, bo tym chcielibyśmy się dzisiaj zająć, przedstawić dowody na istnienie snu świadomego. Istnieje kilka, a właściwie nawet pogrupowałbym to w takie trzy metody, za pomocą których możemy udowodnić istnienie zjawiska LD, poczynając od wykorzystania polisomnografu, przez badanie fal mózgowych, do czego sprowadza się chyba wykres, który przedstawiłeś, jak również przy wykorzystaniu rezonansu magnetycznego, w szczególności funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. I są to ostatnie badania, bardzo niedawne, o których też chciałbym dzisiaj powiedzieć. W każdym razie wydaje się, że polski świat nauki, jest to bardzo niebezpieczne, nie posiada dogłębnej wiedzy na temat tego, czym jest sen świadomy. W związku z tym sprowadza masę dezinformacji i może przekonywać ludzi do tego, że sen świadomy nie istnieje. Tak przynajmniej wyglądałoby to w przypadku wypowiedzi zanotowanej w magazynie popularnonaukowym „Focus” pani profesor Uniwersytetu Gdańskiego, Edyty Jurkowlaniec-Kopeć, którą bardzo serdecznie pozdrawiam i z tego miejsca proszę o wyjaśnienie, co tak naprawdę myśli pani o świadomym śnieniu i o co do cholery jej chodziło. O ile na profesor Jurkowlaniec-Kopeć możemy jeszcze machnąć ręką i stwierdzić, że może nie mieć pojęcia, o czym mówi, o tyle rzecz wygląda zupełnie inaczej w przypadku drugiego przedstawiciela świata nauki, o którym chciałbym dzisiaj powiedzieć. Mam mianowicie na myśli pana doktora Michała Skalskiego. Pan doktor Michał Skalski, doktor nauk medycznych, postać, którą Ruch Oneironautyczny zajmuje się właściwie od zarania, od momentu swojego powstania i który był związany też z pewną akcją Ruchu Oneironautycznego, o której powiem. Otóż pan doktor Michał Skalski jest polskim ekspertem w dziedzinie badań snu.
W momencie, w którym media zajmują się tematyką snu i śnienia, osobą, która najczęściej wypowiada się w tym temacie, jest pan doktor Michał Skalski. Nie dziwi mnie to. Jest to założyciel pierwszego w naszym kraju gabinetu, w którym badano sen. Osoba, która rzeczywiście posiada na ten temat specjalistyczną wiedzę. Tym bardziej niebezpieczne są wypowiedzi, których publicznie pan doktor Michał Skalski udziela, wypowiedzi, które nas przerażają i które zmusiły nas tak naprawdę do działania. Bo o ile taką jednostkową wypowiedź pani profesor, którą cytowałem wcześniej, możemy jeszcze machnąć ręką, o tyle kiedy wypowiada się ekspert, kiedy wypowiada się ktoś taki jak doktor Skalski, nie możemy już pozostać obojętni i musimy prosić o wyjaśnienia. O czym mówię? Otóż 6 września 2013 roku na antenie radia TOK FM, radia, które bardzo cenię, radia informacyjnego, jak twierdzono, pierwszego radia informacyjnego w Polsce, podczas audycji, która miała miejsce z samego rana, „Pierwsze śniadanie w TOKU”, odbyła się rozmowa Piotra Maślaka, który prowadzi tę audycję, właśnie z panem doktorem Michałem Skalskim. Cała audycja dotyczyła snu świadomego, więc tym bardziej byliśmy zainteresowani, co ten polski ekspert, co specjalista w dziedzinie snu i śnienia powie nam na temat LD i powie nam na temat snu świadomego. I na opinie, które wygłaszał pan doktor Były tak naprawdę przerażające.
Pan doktor Skalski, tak jak zresztą by należało, rozpoczął swoją audycję od zdefiniowania podstawowych określeń, jak sen i świadomość. Po czym szybko stwierdził, że ściśle rzecz ujmując, według naukowej terminologii świadomy sen jest niemożliwy, gdyż świadomość i sen wzajemnie się wykluczają, ponieważ nieodzownym elementem snu jest utrata świadomości. To zacytowałem i już pierwsze zdanie nas przeraziło, bo mimo iż możemy tutaj zagłębiać się, co tak naprawdę pan doktor Skalski miał na myśli i dojść do wniosku, który jest też dość szeroko rozpowszechniony w takich kręgach naukowych, że nie należy rozpatrywać snu świadomego li tylko i wyłącznie jako snu, ale pewnego zjawiska dysocjacyjnego z pogranicza snu i czuwania, z pogranicza snu i jawy. I wtedy rzeczywiście moglibyśmy mówić, że sen w sensie stricte to nie jest, bo w sensie ścisłym, jak stwierdził doktor Skalski, sen i świadomość to dwie różne sprawy. Jednak takie ujęcie rzeczy i to niemalże w pierwszych zdaniach, od kiedy rozpoczyna się audycja, ukierunkowuje już słuchacza na to, że jest to niemożliwe. Podobnie jak w przypadku wypowiedzi pani profesor Julki Braniewskiej-Kopeć, którą wcześniej zanotowałem. Następnie było już jeszcze gorzej. Doktor Skalski stwierdził mianowicie, że w omawianym zjawisku śnienia świadomego chodzi o to, że człowiek nie zasypiając, tworzy marzenia senne. Wydałoby się więc, że ma to coś wspólnego z marzeniem na jawie, z wyobrażaniem sobie pewnych rzeczy. Podobnie jak w przypadku pani profesor Julii Braniewskiej-Kopeć.
Są to stwierdzenia, które mogą wywołać wrażenie, że świadomy sen jest niemożliwy lub nie ma nic wspólnego ze snem jako takim, a bardziej przypomina coś w rodzaju omamów czy halucynacji. Stoi to oczywiście w sprzeczności z badaniami, które były prowadzone już trzydzieści lat temu i które jeszcze przytoczę. Ale skupmy się jeszcze na wypowiedzi pana doktora Skalskiego. W dalszej części audycji pan profesor bronił się przed byciem ekspertem w dziedzinie marzeń sennych. Śnienie jako takie, zjawisko snu jak najbardziej. Marzenia senne już niekoniecznie, gdyż jak stwierdził pan doktor, cytuję, „są to rzeczy mało mierzalne”. Co więcej, stwierdził na antenie radia na żywo, że nie ma miarodajnych badań nad świadomym śnieniem. Grzątąc dalej, odpowiadając na pytanie, czy możemy mieć wpływ na treść naszych marzeń sennych, pan doktor Skalski wyraził opinię, że pośrednio tak, bezpośrednio nie. Pośrednio, bo to, o czym myślimy za dnia, wpływa na treść naszych marzeń sennych. Z tym oczywiście jesteśmy w stanie jak najbardziej się zgodzić.
Badania od wielu lat wskazują na to, że sny są w pewien sposób odzwierciedleniem tego, co przeżywamy na jawie. Trudno się zgodzić natomiast z twierdzeniem o tym, że nie mamy bezpośredniego wpływu na treść marzeń sennych, bo o ile tak jest w przypadku większości snów, o tyle zupełnie inaczej jest w przypadku snu świadomego. Sen świadomy opiera się właśnie na możliwości bezpośredniego wpływania na treść marzenia sennego, kiedy w tym świecie marzenia sennego się znajdujemy. Takie twierdzenie zaprzecza chociażby możliwość wykorzystania LD do zwalczania koszmarów sennych, czyli coś, co od wielu lat jest prowadzone między innymi przez niemieckiego badacza Paula Tholeya. Cała masa wypowiedzi co do natury snu świadomego, które tak naprawdę przerażają, a wychodzą z ust eksperta w dziedzinie marzeń sennych, doktora Michała Skalskiego, osoby, która w mediach najczęściej wypowiada się na temat świadomego śnienia. A jeszcze nie skończył pan doktor. W trakcie audycji opowiadał między innymi o swojej magistrantce, której proponował przeprowadzenie badań nad oneironautami, nad osobami, które twierdzą, że śnią świadomie, aby sprawdzić, czy ich doświadczenia nie wynikają z jakiejś innej przyczyny, niż sam twierdził. Mówił o różnego rodzaju zaburzeniach psychicznych w tym zakresie. Takie wypowiedzi, które dzisiaj zacytowałem, są ogromnym zagrożeniem dla promocji oneironautyki, dla promocji wiedzy o śnieniu świadomym. Ktoś, kto nie wierzy w coś takiego po przeczytaniu wypowiedzi pani profesor Julii Braniewskiej-Kopeć, czy po wysłuchaniu audycji z panem doktorem Skalskim mógłby stwierdzić, że to rzeczywiście jakiś mit, że to jakaś bujda, coś, co praktykują członkowie jakiejś sekty przekonani o tym, że są w stanie wpływać na treść swoich marzeń sennych, a co jednak nie jest możliwe, na co wskazują autorytety ze świata nauki.
Absolutnie przerażające. I jest to jeden z tych powodów, dla których taki temat audycji dzisiaj obraliśmy. Jeden z tych powodów, dla których przedstawimy naukowe dowody na to, że świadome śnienie istnieje, ma miejsce najczęściej podczas fazy REM. Jest związane ze snami jako takimi, jednakże w sposób jakościowy znacząco się od nich różnią, również jeśli chodzi o fale mózgowe, o czym dzisiaj Marku mówiłeś, czy nawet o budowę mózgu. Ponieważ okazuje się, że u osób świadomie śniących i osób, które snów świadomych nie doświadczają, występują różnice nie tylko funkcjonalne, ale nawet strukturalne w budowie mózgu. Różnica więc musi istnieć. Sny świadome nie są, jak stwierdził chociażby doktor Skalski, snami o tym, że jesteśmy świadomi. One są snami, w których jesteśmy świadomi. Jest to podstawowe i główne założenie tego, czym są sny świadome.
[24:33] - Ale te zmiany w budowie dotyczą tylko obszaru mózgu odpowiedzialnego za sny, czy jest to coś większego?
[24:45] - Jest to coś dotyczącego zupełnie większego zjawiska, tematu dużo szerszego, mianowicie metapoznania, czyli zdolności do myślenia o tym, o czym myślimy, do takiej autorefleksji. Okazuje się mianowicie, że obszar, który odpowiada za to metapoznanie, za metaświadomość, czyli za tą świadomość, która uruchamia się w trakcie marzenia sennego. Ponieważ świat marzeń sennych to świat naszych myśli. Tam z tych myśli zdajemy sobie sprawę z tego, czym są, że są tylko naszym wyobrażeniem. Czyli tak naprawdę uruchamiamy tą świadomość wyższego rzędu, metaświadomość i obszar mózgu odpowiedzialny za tą metaświadomość, za poznanie, za autorefleksję okazuje się być dużo bardziej rozwinięty u osób, które praktykują świadome śnienie od tych, którzy śnienia świadomego nie praktykują. Ale zanim do tego przejdziemy, ponieważ są to najnowsze badania wykonane za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, zobaczmy, jak to wyglądało chronologicznie, jak to wyglądało w historii. Ponieważ kontrowersje dotyczące śnienia świadomego, jak próbowałem to dzisiaj pokazać słuchaczom, istnieją mimo tego, że już od drugiej połowy lat 70. udowodniono po raz pierwszy możliwość uzyskiwania świadomości w trakcie trwania marzenia sennego. Nazwiskami, które pojawiają się przy omawianiu dowodów na świadomy sen, to oczywiście Stephen LaBerge czy Keith Hearne ze swoim współpracownikiem Alanem Worsley. Od Hearne'a zacznijmy.
Otóż w drugiej połowie lat 70. Hearne razem z Alanem Worsleyem w ramach pracy doktorskiej Hearne'a udowodnili możliwość uzyskiwania świadomości we śnie poprzez eksperyment, w którym wykorzystywali kontrolowany ruch gałek ocznych. Ten eksperyment opisał później Keith Hearne w swojej książce, zresztą bestsellerowej „Dream Machine”, czyli „Maszyna snów”. Dla tych, którzy oglądali „Incepcję”, mogą się przekonać, że Dream Machine naprawdę istnieje. Dream Machine został wymyślony przez Keitha Hearne'a. Dla tych, którzy są zainteresowani szczegółami, jak to dokładnie wyglądało i jak działała Dream Machine, zachęcam do odwiedzenia Chomika Ruchu Oneironautycznego na chomiku.pl. Znajduje się tam do pobrania w formie PDF książka Keitha Hearne'a „Maszyna snów”. Żeby nie było, mimo że jesteśmy za wolnym dostępem do kultury, nie wspieramy piractwa. Keith Hearne sam udostępnił swoją książkę na swojej stronie i zachęca do tego, żeby dzielić się wiedzą na temat snów świadomych. Na czym polegał eksperyment Hearne'a ze współpracownikiem Worsleyem?
Otóż wykorzystywał mechanizm, który i dziś wykorzystuje się najczęściej jako formę kontaktu między osobą śniącą a osobą, która znajduje się w świecie jawy, osobą, która nie śpi, znajduje się w stanie czuwania. Bo istnieją, proszę państwa, metody na to, żeby porozumieć się z kimś, kto znajduje się w świecie marzenia sennego. Już sam fakt, że jest to możliwe i że istnieją takie metody, jest niesłychanie fascynujący. Ja, kiedy po raz pierwszy się o tym dowiedziałem, byłem po prostu zafascynowany i wstrząśnięty. Proszę sobie wyobrazić, że istnieje możliwość na to, żeby znajdując się w świecie na jawie, znajdując się w stanie czuwania, komunikować się z kimś, kto znajduje się w świecie marzenia sennego. Samo takie założenie jest czymś niesłychanie fascynującym. Na czym ta komunikacja miałaby polegać? Komunikacja, za pomocą której Hearne udowodnił w latach 70. możliwość uzyskiwania świadomości w czasie snu. Otóż, proszę państwa, mięśnie, które kontrolują ruchy naszych oczu, są jedynymi mięśniami, które nie ulegają paraliżowi sennemu i nad którymi mamy bezpośrednią władzę.
Paraliż senny to taki mechanizm, który odpowiada za to, że w nocy nie biegamy po swoim pokoju, odgrywając to, co nam się śni. Mianowicie, kiedy wchodzimy w tą fazę REM, w fazę, w której najczęściej pojawiają się marzenia senne, zostajemy całkowicie, absolutnie sparaliżowani, jeśli chodzi o mięśnie szkieletowe, właśnie po to, żeby uchronić nas samych przed samouszkodzeniami. Jeszcze dzisiaj, w dalszej części audycji opowiem państwu o pewnym zaburzeniu związanym z zasypianiem, zaburzeniu związanym z zaśnieniem, które uszkadza ten mechanizm paraliżu sennego, a które zostało użyte również do udowodnienia LBC. Ale o tym później. Zacznijmy od tego, że kiedy wchodzimy w sen, jesteśmy sparaliżowani. Nie poruszamy się, nie jesteśmy w stanie poruszyć naszymi mięśniami szkieletowymi po to, żebyśmy nie odgrywali tego, co nam się śni. Jedynymi mięśniami, które możemy kontrolować i które nie ulegają paraliżowi, są właśnie mięśnie, które zawiadują ruchami naszych oczu, naszych gałek ocznych. Wykorzystując ten fakt, możemy porozumiewać się z osobą znajdującą się we śnie poprzez wysłanie przez nią takiego ustalonego wcześniej komunikatu złożonego z określonej sekwencji ruchów gałkami ocznymi. Po prostu możemy się umówić, że gdy znajdziesz się we śnie i odzyskasz świadomość, wykonasz określoną sekwencję ruchów gałkami ocznymi lewo, prawo bądź góra, dół. I właśnie taki mechanizm zastosował Hearne i Stephen LaBerge, o którym dzisiaj też mówiłem, do tego, żeby udowodnić możliwość odzyskania świadomości w trakcie marzenia sennego.
Dzięki polisonografowi i badaniu EEG wykazali oni, że gdy osoba znalazła się w fazie REM, jednocześnie wysłała ustalony wcześniej komunikat za pomocą określonej sekwencji ruchów gałkami ocznymi. Oznaczało to, że mimo iż znalazła się w marzeniu sennym, mimo iż spała, znalazła się w tym swoim wyimaginowanym, wyobrażonym świecie, to pamiętała to, na co się umówiła z eksperymentatorami zanim weszła w sen i była w stanie kontrolować swoje ruchy. Kontrolować to, co się z nią dzieje. Chociażby ruchy gałkami ocznymi. Był to pierwszy naukowy dowód prawdziwości zjawiska świadomego śnienia. Samo wykorzystanie ruchu gałek ocznych, mimo że trwa jeszcze do czasów obecnych, spotyka się z ogromną krytyką. Uważa się, że nie jest to wystarczający dowód na istnienie zjawiska snu świadomego. Nie mam żadnych oporów przed tym, żeby o tym powiedzieć. Niczego nie ukrywamy. Nauka jest falsyfikowalna, to znaczy, że sama się kontroluje i jest w stanie zarówno ukazać dowody świadczące o tym, że jakaś teoria jest prawdziwa, jak i za tym, że jest fałszywa.
W związku z tym ci sami badacze, którzy udowodnili istnienie zjawiska świadomego snu dzięki wykorzystaniu komunikacji z osobą śniącą poprzez ustalone wcześniej ruchy gałek ocznych, byli również tymi, którzy twierdzili, że stosowanie sygnalizowania przy pomocy ruchów gałek ocznych, mimo że jest już rutynowo stosowane, nie jest wystarczającym dowodem na uzyskiwanie świadomości we śnie. Istnienie skoordynowanych ruchów gałek ocznych, na które wcześniej się umówiono w momencie, kiedy dana osoba wchodzi w fazę REM, wskazuje na korelację doniesień osób, które twierdzą, że miały sen świadomy z tymi ruchami, które wykonywały. Korelacja, czyli zbieżność jednego zjawiska z drugim, nie jest jednakże tym samym, co związek przyczynowo-skutkowy. Nie oznacza, że jedno z drugiego wynikało. Nie oznacza też, że osoby te były w stanie poruszać gałkami ocznymi w ten kontrolowany, umówiony wcześniej sposób, dlatego, że odzyskały we śnie świadomość. W związku z tym nie jest to rozstrzygający, definitywny dowód na istnienie snu świadomego. Dzisiaj najczęściej podawany, bo rzeczywiście pierwszy, jeśli chodzi o sposób zaprojektowania, genialny. Ktoś wpadł na pomysł, jak porozumiewać się z osobą znajdującą się we śnie. Dla mnie jest to zupełnie fascynujące i genialne wręcz, jednakże świadczy jedynie o korelacji, a nie o istnieniu związku przyczynowo-skutkowego między tymi ruchami gałek ocznych a faktem, że ktoś twierdzi, iż odzyskał świadomość. Mówi się o tym, że rolę w występowaniu skoordynowanych ruchów gałek ocznych może odgrywać warunkowanie instrumentalne, które często nie jest związane ze świadomością, a tę świadomość tak naprawdę omija.
Najczęściej bardzo znana metoda wywoływania stanu snu świadomego, TR-y czy też RT, reality test, testy rzeczywistości opierają się właśnie na warunkowaniu instrumentalnym i mimo iż powinny być wykonywane z pełną świadomością, wiele osób wykonuje je tak naprawdę mechanicznie. Także są w stanie je wykonać również w trakcie marzenia sennego. O co tu chodzi? Dla tych, którzy nie są zorientowani w temacie. Testy rzeczywistości polegają na wykonywaniu pewnych czynności kilka razy dziennie i skojarzeniu ich sobie z tym, że śnimy, z zastanawianiem się nad tym, że śnimy po to, aby te czynności weszły nam w nawyk i zostały później z tą samą świadomością i z tą samą intencją wykonane w trakcie marzenia sennego. Wykorzystują one fakt, że świat snu, świat marzeń sennych różni się w pewien sposób od świata na jawie, od świata, w którym się znajdujemy w stanie czuwania. Jednym z takich bardziej znanych TR-ów, takich, które ja również stosuję w wieloletniej praktyce oneironautycznej i które zwykle mi się sprawdzają, jest spoglądanie na swoje dłonie. Zwane też techniką Don Juana, ponieważ pojawiają się w książce napisanej przez Carlosa Castanedę „Podróż do Ixtlan”, w której opisuje on Don Juana Matusa. Don Juan Matus był Indianinem z meksykańskiego plemienia Yaqui, który nauczał Castanedę między innymi świadomego śnienia i zachęcał go do tego, żeby spoglądać na swoje dłonie z intencją sprawdzenia, czy nie śnię. Patrzę na swoje dłonie, czy wszystko jest z nimi w porządku.
Zadaję sobie pytanie, czy śnię, czy też nie. Powtarzając kilka razy tę czynność spoglądania na swoje dłonie z pełną świadomością, z pełną intencją sprawiamy, że ten nawyk jest powtarzany również podczas marzenia sennego. A w marzeniu sennym najczęściej coś jest nie tak z naszymi dłońmi, gdy patrzymy na nie w sposób intencjonalny. Wielokrotnie zdarzało mi się, że gdy znalazłem się w świecie marzenia sennego i spojrzałem na swoje dłonie, miałem chociażby sześcioro palców u jednej dłoni albo do dłoni przyrośnięta była wielka jednopalcowata rękawica. Więc kiedy to zobaczyłem z intencją sprawdzenia, czy nie śnię i okazało się, że mam te sześć palców, proszę państwa, niczym W druzie wszechmogącym, ale okazywało się, że mam tę księgę-
[36:37] - Mariusz, jedenaście palców. Dostałeś 10% więcej od życia.
[36:41] - Przykładnie. Albo patrzę, a tu do tej dłoni mam przylepioną tą wielką jednopalcową rękawicę, to uświadamiałem sobie, że śnię. Często jednakże i mówią o tym również oneironauci praktykujący świadome śnienie, powtarzanie wielokrotne w ciągu dnia różnego rodzaju TR-ów, czy to spoglądania na dłoni, czy próby oddychania przez nos, czy przełożenia ręki przez ścianę sprawiają, że wykonują również te czynności w trakcie marzenia sennego. Jak najbardziej, ale nie doprowadzają one do ich uświadomienia. Jest to częsty problem. Ćwiczenie TR-ów w taki sposób, że rzeczywiście wchodzą w nawyk i to tak, że wykonują je również podczas marzenia sennego, ale nie prowadzą do uświadomienia. I w ten sposób pokazujemy, że warunkowanie instrumentalne, nauczenie się czegoś może ominąć naszą świadomość. Możemy nieświadomie powtarzać te same czynności wielokrotnie w ten sposób, że będziemy je powtarzać również w marzeniu sennym, ale nie robimy tego świadomie. I podobnie mogłoby być również w przypadku tych kontrolowanych ruchów gałek ocznych. Umawiamy się wcześniej z eksperymentatorami co do tego, w jaki sposób będziemy poruszać gałkami ocznymi.
Ćwiczymy to oczywiście i później, wchodząc w marzenie senne, mamy w ten sposób zakomunikować, że uzyskaliśmy świadomość. Ale być może tak nie jest. Być może powtarzamy dzięki temu warunkowaniu pewną sekwencję, na którą się umówiliśmy, wcale świadomości nie odzyskując. Są to kontrowersje, które wskazują na to, że metody stosowane w latach 70., metody stosowane 40 lat temu nie są definitywne i ktoś, kto jest obeznany w temacie, mógłby nam powiedzieć, że wcale nie, świadome śnienie nie jest możliwe. To, co uważasz za dowód, wcale dowodem nie jest. W związku z czym my, jako oneironauci musielibyśmy się odwoływać li tylko i wyłącznie z naszego doświadczenia i krzyczeć, że jak niemożliwe! Ja tego doświadczam. Ja wiem, że jestem świadomy podczas snu, ale nie jest to żaden dowód, który mógłby kogokolwiek przekonać. To jest pierwsza z takich grup metod najczęściej stosowanych do udowodnienia istnienia zjawiska świadomego snu. W latach 70.
zarówno Stephen LaBerge, jak i Keith Hearne wykorzystywali polisonograf. Polisonograf, który mierzył między innymi właśnie za pomocą elektrookulogramu ruchy gałek ocznych. Mierzył również napięcie potencjału, potencjał elektryczny skóry, dlatego że istnieją pewne przekonujące dowody na korelację między wyobrażaniem sobie wykonywania pewnych czynności a zwiększeniem napięcia elektrycznego w określonych fragmentach naszego ciała. Jeśli wyobrażamy sobie, że zaciskamy dłoń, miałoby to zmieniać napięcie elektryczne w mięśniach, które odpowiedzialne są za zaciskanie dłoni. Jednak znowuż, nawet jeśli umawialibyśmy się i na tą sekwencję ruchu gałek ocznych, czy na to, że będziemy zaciskać dłoń w marzeniu sennym, żeby zakomunikować, że odzyskaliśmy świadomość w trakcie snu, nie będzie to nadal dowód na to, że świadome śnienie jest możliwe, że różni się w czymkolwiek znaczącym sposób jakościowo od zwykłego snu, że możemy śnić o tym, że zaciskamy dłoń czy że poruszamy gałkami ocznymi w określony sposób. W związku z tym potrzebne są kolejne dowody. Potrzebne jest dużo więcej dowodów na to, że sen świadomy jest możliwy. Zastanówmy się teraz, jak świadomy sen miałby wyglądać z punktu widzenia właśnie fizjologii, biologii, neurofizjologii mózgu. W badaniach naukowych najczęściej jest tak, że stawiamy pewną hipotezę. Stawiamy hipotezę, że coś działa w taki, a nie inny sposób.
Coś wynika z czegoś. A później przeprowadzamy badanie. Później przeprowadzamy badanie, które miałoby udowodnić, czy nasza hipoteza jest słuszna. Udowodnić, że mieliśmy rację, że rzeczywiście tak to wygląda, że rzeczywiście coś działa w taki, a nie inny sposób. Jeśli istniałaby możliwość odzyskiwania świadomości we śnie, musiałoby dochodzić do aktywacji pewnych określonych części naszego mózgu, takich części naszego mózgu, które są zwykle podczas marzenia sennego nieaktywne. Bo gdyby aktywne były, to sen nieświadomy niczym nie różniłby się od snu świadomego. Oznaczałoby to, że jesteśmy w stanie odzyskiwać świadomość w trakcie trwania marzenia sennego. Co musiałoby się wydarzyć? Co musiałoby się stać z naszym mózgiem, żebyśmy mogli odzyskać świadomość? Żebyśmy mogli powiedzieć, że rzeczywiście sen świadomy jest możliwy.
Które części naszego mózgu za tę świadomość odpowiadają? Gdzie skrywa się to metapoznanie, o którym dzisiaj mówiłem? Gdzie skrywa się nasze świadome ja? Otóż początek LD, początek lucid dreaming, świadomego śnienia musiałby wiązać się ze zwiększoną aktywnością płata ciemieniowego w lewej półkuli naszego mózgu, bo tam zlokalizowany jest ośrodek mowy. Dlaczego? Osoby, które praktykują świadome śnienie, oneironauci jak ja mogą tutaj potwierdzić, że najczęściej sen świadomy zaczyna się od takiego stwierdzenia: „Kurde! To nie jest rzeczywiste. To musi być sen. U mnie tak to właśnie wygląda. Często zaczyna się od testu rzeczywistości.
Spoglądam na swoje dłonie i wtedy stwierdzam: „Kurde, rzeczywiście!” Mówię właściwie do samego siebie: „To chyba sen”. Na wszelki wypadek próbuję dokonać jeszcze czegoś niemożliwego, zanim zacznę biegać na golasa po ulicach, bo co jeśli okaże się, że to jednak nie sen, czego nie jestem w stanie dokonać na jawie? I gdy mam pewność, mogę z tego stanu świadomego śnienia korzystać, czy to dobrze się bawiąc, czy rozwijając swoje hobby, czy różnego rodzaju zdolności. A więc zaczyna się wszystko od stwierdzenia, powiedzenia sobie, że cholera, to jest sen, to jest rzeczywiste. W związku z tym aktywacji musiałby ulec ośrodek mowy. Ośrodek mowy, który jest zlokalizowany właśnie w tej części mózgu, o której mówiłem, czyli w płacie ciemieniowym w lewej półkuli naszego mózgu. Filozof Daniel Dennett uważa, że w ogóle pojawienie się samoświadomości, świadomości swoich myśli, metapoznania musi być jak najbardziej skorelowane, powiązane z pojawieniem się na etapie naszej ewolucji rodzaju ludzkiego, umiejętności posługiwania się językiem. Ponieważ żebyśmy mogli być samoświadomi, musi istnieć taki podmiot X, który mógłby zapytać, jak to jest być X, jak to jest doświadczać tego, a jak to jest doświadczać, że śnię. Świadomość jest więc nieodłącznie związana z językiem i od tego pełnego zdumienia okrzyku, że to jest sen, ja w tej chwili śnię. To nie jest rzeczywiste.
Od tego okrzyku skierowanego do samego siebie miałby zaczynać się sen świadomy. Ważną rolę w pojawieniu się snu świadomego odgrywać powinien również dolny płat ciemieniowy, który odpowiada za obraz nas samych w takim wyobrażonym, wyimaginowanym środowisku. Obszar ten aktywuje się między innymi u osób, które twierdzą, że ich jaźń jest w stanie opuszczać swoje ciało, na co wskazują badania, które zostały też swego czasu opisane w artykule na stronie Radia Paranormalium. Przebadana tam kobieta twierdziła, że posiada zdolność opuszczania swojego ciała i znajdowania się w takim zawieszeniu tuż nad swoim ciałem. Okazało się, że u niej również aktywacji ulega ten płat, który odpowiedzialny jest za obraz samego siebie i który aktywizuje się, gdy wyobrażamy sobie ruch naszego ciała w takiej wymarzonej, wyśnionej przestrzeni we własnej głowie. Mógłby to być przekonujący dowód na tym, że to, co uważamy za zjawisko OOBE, tylko i wyłącznie w naszym mózgu się odbywa i tylko i wyłącznie tam się mieści. Wyobrażamy sobie ten ruch nad swoim ciałem. W każdym razie, skoro sen oznacza ruch w takim wyobrażonym, wymyślonym, wyimaginowanym środowisku, to aktywacji powinna ulegać również ta część mózgu. Główną rolę i to ogromną, właściwie decydującą, odgrywałoby włączenie się pamięci roboczej. Pamięć robocza odpowiada za wiele funkcji wykonawczych naszego umysłu, za zdolność do planowania, zdolność do refleksji, do analizy, do podejmowania decyzji, również do uzyskiwania dostępu do tej pamięci długofalowej, do naszych wspomnień, do wspomnień zjawy.
Gdybyśmy znajdowali się w świecie marzenia sennego. W związku z tym, żeby uzyskać tę świadomość w czasie snu, aktywacji ulec musiałaby część mózgu odpowiedzialna za pamięć roboczą. Tą częścią mózgu jest grzbietowo-boczna kora przedczołowa, która zwykle jest nieaktywna w zwykłym śnie. Z racji tego ta pamięć robocza nie funkcjonuje i w związku z tym brak tej umiejętności, brak możliwości analizy tego, co się dzieje. I dlatego przyjmujemy wszystkie te niewiarygodne zdarzenia, które dzieją się w trakcie snu. To, że nasz pies potrafi rozmawiać, to, że znajdujemy się w miejscach, w których zwykle się nie znajdujemy i wcale nas to nie dziwi, jest spowodowane tym, że określona część naszego mózgu, ta grzbietowo-boczna kora przedczołowa jest nieaktywna, że nie działa nasza pamięć robocza. W związku z tym nie mamy zdolności planowania, decydowania o tym, co zrobimy, podejmowania decyzji. Nie mamy również dostępu do naszych wspomnień zjawy, czyli wspomnień ze świata rzeczywistego. Jak to często oneironauci mieli w zwyczaju, próbowali indukować pewne rzeczy w naszym śnie. Na przykład przed zaśnięciem stwierdzić, że w naszym śnie znajdujemy się w takim a takim miejscu albo w naszym śnie będziemy wykonywać takie, a nie inne rzeczy.
Na przykład weźmiemy udział w bitwie o pierścień w Śródziemiu albo że w naszym śnie będziemy w stanie latać, polecimy sobie na Księżyc. Z racji tego, że nie jesteśmy w stanie, gdy już znajdziemy się w świecie marzenia sennego, mieć dostępu do wspomnień. Między innymi pamiętać tego, co planowaliśmy sobie, zanim zasnęliśmy. Nie jesteśmy w stanie realizować tych marzeń w naszym śnie. Z tego też powodu ogromną, bo jedną trzecią część naszego życia spędzamy nieświadomie, mimo że moglibyśmy w tym stanie realizować nasze marzenia. Ale żeby było to możliwe, musiałaby aktywacji ulec pewna część naszego mózgu, grzbietowo-boczna kora przedczołowa. Więc pojawia się pytanie, czy rzeczywiście tak jest. Jeśli okaże się, że jest to możliwe, to znaczy, że świadomy sen jest możliwy. To znaczy, że we śnie jesteśmy w stanie realizować nasze marzenia i jesteśmy w stanie realizować nasze plany czy zamierzenia, które pojawiały się, jeszcze zanim zeszliśmy z fazerem, jeszcze zanim zasnęliśmy, zanim przyłożyliśmy głowę do poduszki. Sen świadomy wiązałby się więc z włączeniem pamięci roboczej, nazywanej też pamięcią operacyjną, włączeniem tej pamięci do takiego stopnia, by uświadomić sobie, że to sen.
Żeby zdać sobie sprawę, że śnimy i utrzymanie tego stopnia pobudzenia naszego mózgu, tej określonej części naszego mózgu na określonym poziomie. Jeśli stopień pobudzenia tej części mózgu byłby zbyt mały, wciągnęłaby nas akcja snu. Jest to jeden też z częstych problemów, który zgłaszają osoby, które zajmują się oneironautyką, które praktykują świadome śnienie. Między innymi, że wciąga ich akcja snu, w wyniku czego tracą oni świadomość. Teraz mamy wyjaśnienie tego z neurofizjologicznego punktu widzenia. Po prostu spada aktywność grzbietowo-bocznej kory przedczołowej. Tracą więc pamięć operacyjną, tracą pamięć roboczą. Mnie samemu często się to zdarzało. Przyczyną takiego stanu rzeczy często jest zagadanie przez postacie senne. Postacie senne mają skłonność do tego, żeby zagadywać nas, gadać po prostu różne pierdoły, co doprowadza często do tego, gdy wdajemy się w takie dyskusje, że tracimy naszą świadomość.
Wciąga nas akcja snu i dalej nie mamy już kontroli nad tym, co się dzieje. Mnie również to się zdarzało. Znalazłem się w hipermarkecie. Oczywiście w moim marzeniu sennym. Było tam wiele postaci i postanowiłem przeprowadzić pewne badanie na tych postaciach sennych. Postanowiłem sprawdzić, czy posiadają one zdolności matematyczne. Tych, którzy śledzą nasze audycje, czy tych, którzy interesują się oneironautyką, interesują się świadomym śnieniem, te osoby zdają sobie sprawę z tego, że jest to badanie przeprowadzone przez naukowców z Niemiec, które miało stwierdzić, jaką naturę właściwie posiadają te postacie senne, te postacie, które spotkamy w naszych snach. Skąd czerpią one swoją wiedzę? Ponieważ zdajemy sobie sprawę z tego, że postaci senne wydają się być istotami, nad którymi nie mamy kontroli. Nie decydujemy o tym, co zrobią, kiedy je gonimy.
Nie decydujemy o tym, co nam powiedzą, kiedy je zapytamy. W związku z czym, skąd pochodzi ich wiedza? Skąd posiadają one pewne umiejętności, pewne zdolności? Czasem zdarza im się na przykład śpiewać różnego rodzaju piosenki, więc posiadają niezwykłe zdolności twórcze, kreacyjne. Niezwykłe, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że miałyby być tylko i wyłącznie wytworami naszego umysłu. Postanowiłem więc przeprowadzić eksperyment polegający na tym, że będę zadawał tym postaciom spotkanym w hipermarkecie różnego rodzaju pytania, zagadki matematyczne, arytmetyczne, bardzo proste zresztą, dotyczące dodawania, odejmowania, mnożenia, dzielenia. Dwa plus dwa, cztery plus jeden. Tym, co zanotowałem, był fakt, że postacie wzajemnie sobie pomagały, ale miały one rzeczywiście ogromne problemy w udzieleniu mi odpowiedzi na to pytanie. W każdym razie w pewnym momencie postać, która siedziała sobie na ławeczce w tym hipermarkecie, którą bardzo dobrze zapamiętałem i która przykuła moją uwagę ze względu na to, że w okolicach uszu miała dodatkowe fałdy skórne przypominające coś w rodzaju rogi. Na moje pytanie: „Ile to jest dwa plus dwa?” zaczęła opowiadać mi jakąś historię o poziomkach, o warzywach, o swojej działce.
I tak słuchając tej postaci, w pewnym momencie straciłem świadomość i dalej brałem już udział zwykłym śnie nieświadomym. Postać mnie po prostu zagadała. Jest to jedna z tych rzeczy, przed którą ostrzega się początkujących oneironautów. Nie dajcie się zagadać postaciom sennym, ponieważ doprowadzi to do utraty świadomości.
[54:09] - Już słyszę uszami wyobraźni ostrzeżenia: „To był demon. To był demon. Demon cię zagada. Demon zje twoją duszę”.
[54:19] - Oczywiście, jeśli uważamy, że oneironauci są sekciarzami, to czemu dziwić się, że wchodzą w interakcje z demonami? O jego demonicznej naturze najlepiej świadczył fakt istnienia tych fałdów skórnych w okolicach oczu, uszu. Przepraszam. W każdym razie, gdybyśmy patrzyli na to z neurofizjologicznego punktu widzenia, z tego, jak funkcjonuje nasz mózg, to po prostu spadła aktywność tej określonej części mojego mózgu, grzbietowo-bocznej kory przedczołowej i utraciłem pamięć roboczą. Stąd fakt utraty świadomości we śnie. Trzeba więc uważać, żeby stopień pobudzenia tej części mózgu nie spadł. Drugie zagrożenie jest takie, że jeśli stopień świadomości, stopień aktywacji tej części mózgu odpowiedzialnej za pamięć roboczą będzie zbyt wysoki, to się obudzimy. Wysoka aktywność grzbietowo-bocznej kory przedczołowej jest wszak związana ze stanem trwania, przebywania na jawie, a nie ze stanem śnienia, nie ze światem marzeń sennych. Tak jak to przedstawiliśmy w świecie marzeń sennych, ta część naszego mózgu jest zwykle nieaktywna. W związku z tym, jeśli pobudzenie będzie zbyt duże, obudzimy się.
Teraz widzą państwo w teorii, według hipotezy na temat tego, jak wyglądałoby wejście w sen świadomy i utrzymanie tego stanu z punktu widzenia naszego mózgu. Jak bardzo delikatny jest to stan, który polega tak naprawdę na zachowaniu ogromnej homeostazy, zachowaniu zdolności pobudzenia określonych części mózgu. Pobudzenia, które nie będzie zbyt niskie, bo stracimy naszą świadomość czy pobudzenia, które nie będzie zbyt wysokie, ponieważ się obudzimy. To jest znowu drugi problem, na który uskarżają się najczęściej początkujący oneironauci, czyli fakt, że gdy tylko uzyskałem sen świadomy, to zanim jeszcze byłem w stanie to wykorzystać i dobrze się zabawić, obudziłem się. Jest to zresztą jeden z częstych tematów żartów, które pojawiają się wśród oneironautów. Także świadomy sen zwykle kończy się, zanim na dobre się zacznie. I rzeczywiście tak jest u osób, które nie są w stanie kontrolować tego stanu w sposób wystarczający, nie są w stanie kontrolować swoich emocji, swojego pobudzenia. Bardzo szybko dochodzi do przebudzenia się. Całość uzyskania tego stanu i jego utrzymania wiązałaby się z odpowiednim kontrolowaniem pamięci roboczej, z odpowiednim kontrolowaniem aktywacji określonych części mózgu w ten sposób, żeby ich aktywacja nie była za niska ani zbyt wysoka. Najnowsze badania wskazują na to, że jesteśmy w stanie w sposób funkcjonalny kontrolować, aktywować określone części naszego mózgu, wpływać na ścieżki neuronalne, a nawet zmieniać w ten sposób strukturę naszego mózgu, co jest czymś fascynującym.
Przeprowadzone badania na początku XXI wieku, chociażby badania Barsal z 2003 roku, wskazują na to, że rzeczywiście u osób, które twierdzą, że uzyskały stan snu świadomego, że odzyskały świadomość w trakcie trwania marzenia sennego, dochodzi rzeczywiście do aktywacji kory przedczołowej, szczególnie tej części grzbietowo-bocznej, o której mówiłem. Ten model teoretyczny, który państwu przedstawiłem, znalazłby potwierdzenie w praktyce. Teoria znalazłaby odzwierciedlenie w rzeczywistości. Oznaczałoby to, że jeśli rzeczywiście świadome śnienie byłoby zjawiskiem realnym, jeśli świadome śnienie byłoby zjawiskiem, które występuje w rzeczywistości, jeśli moglibyśmy uzyskać świadomość w trakcie marzenia sennego, a nie jedynie śnilibyśmy o tym, że jesteśmy świadomi, to muszą istnieć pewne różnice między oneironautami, między osobami, które praktykują świadome śnienie a osobami, które tego nie robią. Różnice polegające na funkcjonowaniu umysłu, na funkcjonowaniu mózgu, a może nawet na budowie tego organu i na to, że rzeczywiście takie różnice istnieją, na to, że rzeczywiście mamy do czynienia z tego rodzaju różnicami, wskazują ostatnie badania. Ostatnie to znaczy, że opublikowane zostały w Polsce w lutym tego roku. Więc rzeczywiście najświeższe, a które w styczniu 2015 pojawiły się w magazynie The Journal of Neuroscience. Wskazują one, że istnieją różnice funkcjonalne i strukturalne w mózgach osób, które twierdzą, że snów świadomych doświadczają i u tych, którzy tego stanu nie przeżywają, które nie mają dostępu do tej możliwości. Co tam, Marku, słychać?
[01:00:23] - Słychać tyle, że mało słychać, jeżeli chodzi o pytania ze strony słuchaczy. Tutaj tylko Mati Majster na czacie Radia Paranormalium podzielił się przed chwilą swoimi przeżyciami dotyczącymi świadomego śnienia, właściwie swoimi doświadczeniami. Ja najczęściej jeśli uzyskam sen świadomy, to tracę kontrolę nad ciałem. Przewracam się na boki, nie mogę się podnieść, tracę równowagę, znowu się przewracam.
[01:00:58] - Ciekawa sprawa. Jeśli dzieje się to w świecie marzenia sennego, po uzyskaniu świadomości człowiek traci kontrolę nad swoim ciałem. Jest to zjawisko dość rzadkie. Mówi się często o braku kontroli w LD z racji tego, że nie każdy świadomy sen jest taki sam, co również świadczy o tym, że jest to zjawisko realne, ponieważ również w świecie marzenia sennego przy zjawisku śnienia świadomego określone części mózgu mogą być pobudzone w różny sposób. W związku z czym również ten świadomy sen może różnie wyglądać. Możemy na przykład zdawać sobie sprawę z tego, że śnimy, ale nie mieć kontroli nad tym światem, który nas otacza, nie mieć kontroli nad marzeniem sennym.
[01:02:04] - Tak, bo sen świadomy to nie musi koniecznie być sen kontrolowany od razu.
[01:02:09] - Dokładnie, ponieważ istnieją i sny kontrolowane, istnieją sny o LD i istnieje samo LD. Utrata równowagi w świecie marzenia sennego jest rzeczywiście czymś niezwykłym. Oznaczałaby brak umiejętności świadomego kontrolowania wyobrażenia samego siebie, swojego ciała. Bardzo ciężko odnieść się do tego bez posiadania szczegółów, jak ten stan miałby wyglądać. Zachęcałbym do tego, żeby spróbować imprintingu, czyli pewnego rodzaju warunkowania, które później przenosi się do świata marzenia sennego. Z racji tego, jak już mówiłem, jedną z tych części naszego mózgu, która ulega aktywacji, jest dolny kłąb ciemieniowy, który odpowiada za wizję naszego ciała, naszej jawi, nas samych w wyimaginowanym, wymyślonym środowisku i aktywuje się, gdy wyobrażamy sobie poruszanie się naszego ciała w tym środowisku. Zachęcam do tego, żeby próbować marzeń na jawie i kontrolowania swojego ciała poprzez te marzenia na jawie z racji tego, że zjawisko jest bardzo zbliżone do snu świadomego. W każdym razie przechodząc do tematu naszej audycji, do tego, jakie są dowody naukowe na istnienie stanu świadomego śnienia, zacząłem od przedstawienia badań, które miały miejsce jeszcze w latach 70., żeby wskazać, iż mimo że od tak dawna prowadzi się badania dotyczące lucid dreamingu i przedstawia się dowody na to, że możliwym jest uzyskanie świadomości w trakcie trwania marzenia sennego, to nadal wiele osób ma wątpliwości dotyczące tego, czy jest to możliwe. Mimo 40 lat badań. Przedstawiłem państwu pierwsze badania Laberge'a i Hearne'a, które wskazywały na to, że można komunikować się z osobą śniącą poprzez kontrolowany ruch gałek ocznych i kontrowersje, które są z tym związane.
Otóż te kontrowersje sięgają jeszcze głębiej. Mianowicie nie jesteśmy przekonani, czy ruch naszych gałek ocznych mógłby w ogóle odpowiadać temu, co dzieje się w naszym śnie, w marzeniu sennym. Opowiedziałem państwu, że istnieje pewne zaburzenie związane z paraliżem sennym, mianowicie zaburzenia fazy REM – REM Behavior Disorder. O ile, tak jak przedstawiłem, w zwykłym przebiegu marzenia sennego wygląda to tak, że gdy wchodzimy w fazę REM, gdy znajdujemy się w świecie marzeń sennych, dochodzi do paraliżu mięśni szkieletowych, tak abyśmy nie mogli odgrywać tego, co dzieje się w naszym śnie. W przypadku osób cierpiących na REM Behavior Disorder, czyli zaburzenia zachowania w fazie REM, do tego paraliżu nie dochodzi. Jest to bardzo rzadkie, a niezwykle ciekawe i fascynujące zjawisko. Proszę sobie wyobrazić, że osoby, które cierpią na to zaburzenie, odtwarzają tutaj w świecie na jawie, w swojej sypialni wszystko to, co im się śni. Jeśli śnią, że uciekają przed jakimś monstrum, że uciekają przed jakimś potworem, to w tym momencie, kiedy ten sen się pojawia, zaczynają też biegać po swoim pokoju. Wiąże się to często z uszkodzeniami ciała, więc jest to schorzenie, zaburzenie bardzo niebezpieczne, a badania nad tym zaburzeniem, nad osobami, które cierpią na RBD, zostały wykorzystane do tego, żeby udowodnić, że ruchy naszych gałek ocznych we śnie odpowiadają temu, na co faktycznie we śnie patrzymy, więc że odpowiada to w pewien sposób naszej woli. Badania takie przeprowadziła doktor Isabelle Arnulf ze swoim zespołem w Paryżu.
Były to szczegółowe obserwacje kilkunastu śpiących pacjentów cierpiących na zaburzenia zachowania w fazie REM. Obserwowano ich w momencie pojawienia się marzeń sennych, oczekując, że gdy pacjent będzie na przykład sięgał nieistniejącym papierosem do nieistniejącej, do wymarzonej, wyśnionej popielniczki we śnie, to ruchy jego oczu, jego głowy będą skoordynowane i będą ukierunkowane w stronę celu, w stronę fikcyjnego papierosa trzymanego w ręku i fikcyjnej wymarzonej popielniczki. Wśród wszystkich zaobserwowanych ruchów oczu u tych pacjentów cierpiących na zespół zaburzeń zachowania w fazie REM, 82% było skoordynowanych i skierowanych na określony cel, co silnie wskazuje na to, jest dowodem na to, że ruchy kończyn, ruchy rąk, ruchy głowy i przede wszystkim ruchy oczu, ruchy gałek ocznych są związane z tym, na co faktycznie patrzymy we śnie. Że zarówno oczy, głowa, ręce, kończyny poruszają się w sposób koherentny, powiązany i spójny, w określonym wspólnym kierunku, w określonej wspólnej płaszczyźnie. Ostatecznie okazało się, że położenie oczu, położenie gałek ocznych wskazywało na rzeczywiście wyśniony fikcyjny przedmiot, na przykład na wyśnionego papierosa. Poza tym zauważono, że im bardziej złożone było czyjeś zachowanie w marzeniu sennym, tym częściej takiemu zachowaniu towarzyszyły ruchy oczu. Zresztą tak samo jest w przypadku świata na jawie. Kiedy wykonujemy czynności złożone, które wymagają skupienia, również mamy do czynienia z częstszymi ruchami gałek ocznych. Jakie to ma znaczenie w tych badaniach nad świadomym śnieniem, o których dzisiaj mówiłem i w udowodnieniu, że zarówno LaBerge, jak i Green mieli rację? Otóż jak wskazywałem od początku lat 70., kiedy Green i LaBerge wpadli mniej więcej w tym samym czasie na ten sam genialny pomysł komunikowania się z osobą śniącą poprzez wykorzystywanie sekwencji ustalonych wcześniej ruchów gałek ocznych.
To narzędzie do weryfikowania świadomości podczas snu jest wykorzystywane do czasów obecnych. Ba! Wykorzystywanie tego sygnalizowania za pomocą ruchu gałek ocznych jest wykorzystywane już szeroko, między innymi do określania tego, w jaki sposób wykonujemy pewne czynności we śnie. Tego również, jak przebiega czas we śnie. Kiedy pojawiają się pewnego rodzaju kontrowersje czy mity dotyczące świadomego śnienia, jednym z tych mitów, który pojawia się najczęściej, jest mit dotyczący tego, w jaki sposób płynie czas we śnie. Na pewno na popularyzację i na wzmocnienie tego mitu, że czas we śnie płynie inaczej niż w rzeczywistości, wpłynął znany film Nolana, Bruce'a Nolana, bodajże Bruce na imię, „Incepcja”. Popularny film, który chyba jest na liście do obejrzenia i to wielokrotnego każdego oneironauty czy osoby zainteresowanej snem świadomym. Jednym z głównych założeń, które pojawiało się w tym filmie, jest założenie, że czas w świecie marzenia sennego płynie zupełnie inaczej niż czas na jawie. Płynie mianowicie wolniej i to dużo wolniej. I bohaterowie tego snu, którzy posiadali zdolność wnikania na jeszcze głębsze poziomy snu, jak było to określane, czyli zapadali w sen we śnie, to gdy znajdowali się w śnie we śnie i w śnie we śnie we śnie, czyli na jeszcze głębszych poziomach snu, to ten czas płynął jeszcze wolniej.
Koncepcja snu we śnie może się wydawać też kolejnym mitem, jednak jestem tutaj skłonny przyznać, że jest możliwa. Że rzeczywiście sny we śnie istnieją. Zasypianie we śnie i przechodzenie na, jak to umownie się nazywa, kolejny poziom snu jest jedną z metod stabilizowania marzenia sennego. Jak dzisiaj mówiłem, jedną z takich rzeczy, na które skarżą się początkujący oneironauci, jest to, że gdy uzyskują już stan świadomego śnienia, czyli kiedy wchodzą w fazę REM, kiedy wchodzą w sen i uzyskują świadomość, kiedy aktywuje się ten ośrodek mowy i stwierdzają: „Kurczę” — mówiąc do samych siebie — „to jest sen. Ja śnię”, to często dochodzi do przebudzenia. Mówimy wtedy o tym, że sen jest niestabilny, szybko się rozpada i przebiega to w ten sposób, że tracimy po kolei kolejne wrażenia zmysłowe związane ze snem. Najczęściej zaczyna się od czucia. Przestajemy czuć. To, co się dzieje wokół nas. Zaczynamy tracić wrażenia wzrokowe.
Świat, który widzimy, świat marzenia sennego zaczyna się rozpływać, zaczyna się rozmazywać. Jaki jest na to sposób? Jak ustabilizować sen? Jest kilka metod stabilizacji snu, które można polecać osobom, które chciałyby praktykować świadome śnienie. Jedną z nich jest kręcenie się szybko wokół własnej osi. Wiele osób poleca krzyczenie we śnie. Każdą z tych metod próbowałem i stosowałem. Wiele z nich działa w mniejszym lub większym stopniu. Nie będę tutaj mówił o tym, która jest mniej, a która bardziej skuteczna, dlatego, że w przypadku marzeń sennych, w przypadku oneironautyki często jedne rzeczy, które działają u kogoś, u innych ludzi się nie sprawdzają. Tutaj bardzo wiele rzeczy jest indywidualnych.
Bardzo wiele rzeczy zależy od pewnych określonych cech psychicznych, które są przypisane danej osobie. W każdym razie jedną z takich metod, które ja uważam za skuteczne, jest właśnie wejście w sen we śnie, które polegałoby na tym, że kładziemy się na podłodze, między innymi oczywiście na podłodze wyśnionej, wyobrażonej, wyimaginowanej. Zamykamy oczy, zasypiamy. Kiedy je otworzymy, znajdziemy się najpewniej w zupełnie innym miejscu, w naszym kolejnym śnie i świat tego snu, to marzenie senne będzie już dużo bardziej stabilne, nie będzie się już rozpływać. Czy jak mówią oneironauci, posługując się swoją terminologią, nie wywali nas ze snu, mówiąc w sposób kolokwialny. Czyli po prostu zasypiamy we śnie i wchodzimy dzięki temu na, posługując się terminologią z „Incepcji” w kolejną, głębszą fazę snu, na kolejny głębszy poziom snu i dzięki temu ten sen jest już dużo bardziej stabilny. Jest to też technika, którą ja często stosowałem i która dawała mi wrażenie właśnie wchodzenia w kolejny, głębszy sen. Wpływało to również na poczucie czasu. Jak to więc wygląda z tym czasem we śnie, z tym mitem spopularyzowanym przez „Incepcję”? Do określenia tego, jak przebiegają czynności we śnie, czy zajmują nam więcej, czy mniej czasu, służy właśnie wykorzystanie zsynchronizowanych ruchów gałek ocznych.
Wykorzystywanie tej sekwencji ruchów gałek ocznych wcześniej ustalonej. Mianowicie, jeśli umówimy się z kimś, że we śnie, oczywiście jeśli ta osoba twierdzi, że śni świadomie, że we śnie będzie wykonywać pewne czynności, na przykład fizyczne, polegające na wykonywaniu przysiadów, to w momencie, kiedy robi ona przysiad i kończy przysiad, ma to sygnalizować określonym poruszaniem gałkami ocznymi na przykład dwa razy w lewo, raz w prawo. W związku z tym wiemy, kiedy we śnie, w marzeniu sennym wykonała ona daną czynność, kiedy ją rozpoczęła, kiedy ją zakończyła. Pozwala nam to określić czas, który mija na wykonywaniu danej czynności we śnie w odniesieniu do czasu, który mija na jawie. I okazało się, że czas, który jest potrzebny na wykonywanie tych czynności, jest właściwie zbieżny, taki sam z czasem, który mija na jawie. Czas we śnie nie płynie w żaden sposób inaczej. Występuje jedynie niewielka różnica, jeśli chodzi o czynności fizyczne. Wykonywanie czynności fizycznych we śnie, jak bieganie, podnoszenie ciężarów, skakanie przebiega nieco wolniej w marzeniu sennym. Ta metoda więc, o której mówiłem, sekwencjonowane ruchy gałek ocznych, która miała już w latach 70. udowodnić, że świadome śnienie jest możliwe, że dana osoba może uzyskać świadomość poprzez to, że gdy znajdzie się w fazie REM, to wykona tą określoną umówioną wcześniej sekwencję ruchów gałek ocznych, jest obecnie nadal wykorzystywana i to nawet w szerszym zakresie, pozwalając określić czas, który mija we śnie na wykonywanie pewnych czynności.
Metoda ta została opracowana w oparciu o, tak jak mówiłem, korelacje. Badania korelacyjne pomiędzy zarejestrowanymi przez elektrookulograf ruchami gałek ocznych a relacjami osób, które te ruchy wykonywały tuż po przebudzeniu. I choć jest to kluczowa metoda wykorzystywana do dziś, wiąże się z krytyką, o której mówiłem. Mówi się o tym, że korelacja nie oznacza jeszcze związku przyczynowo-skutkowego. Mówi się o tym, że ruchy gałek ocznych mogą być instrumentalnie uwarunkowane, a nie świadome. Te badania natomiast, które przedstawiłem, badania dr Isabelle Arnulf przeprowadzone w Paryżu, badania francuskich badaczy wskazują, że metoda sygnalizacji ruchami gałek ocznych jest słuszna. Jest możliwa, gdyż te ruchy gałek ocznych są skorelowane z tym, co we śnie robimy. Jeśli wnioski z tego badania przeprowadzonego przez Arnulf są prawdziwe- Oznaczałoby to, że ten sygnał w postaci określonej sekwencji ruchów gałek ocznych wykorzystywanych podczas snu świadomego ma swoje odbicie w postaci takich samych ruchów, które są rejestrowane przez elektrookulograf lub elektrookulogram w laboratorium. Jeśli osoba świadomie wykonuje takie ruchy we śnie, jeśli takie ruchy odbieramy w laboratorium poprzez EOG, to znaczy, że te ruchy również osoba wykonała świadomie w trakcie marzenia sennego. W każdym razie to badanie przy wykorzystywaniu ruchu gałek ocznych, mimo że stosowane do dnia dzisiejszego, spotyka się z ogromną krytyką i jest już stare.
Badanie z siwą i dość długą brodą. Dzisiaj wykorzystuje się raczej bardziej zaawansowane technologie, jak chociażby MRI, czyli rezonans magnetyczny czy jego rozbudowana wersja fMRI, funkcjonalny rezonans magnetyczny. Na czym miałoby to polegać? Bo jeśli chcę wskazać państwu uwagę na to, że za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego udowodniono istnienie świadomego śnienia, udowodniono, że sen świadomy występuje podczas fazy REM i że jest czymś jakościowo różnym w stosunku do snu zwykłego, że występują różnice w określonych obszarach mózgu odpowiedzialnych za poznanie. W tych obszarach, o których dzisiaj mówiłem, między osobami, które twierdzą, że doświadczają snu świadomego, między oneironautami a osobami, które tego stanu nie doświadczają. Różnice nie tylko funkcjonalne, ale również organiczno-strukturalne. Muszę państwu wyjaśnić pokrótce, na czym badanie funkcjonalne rezonansem magnetycznym miałoby polegać. Otóż nasz mózg jest galaretką. Jest galaretką, która składa się w dużej mierze z tłuszczu, odrobiny białek, w dużej mierze z wody i przez tą galaretkę płynie prąd. Przez tą galaretkę płynie prąd i ten przepływ prądu elektrycznego to miałoby być to wszystko, czym jesteśmy.
To miałaby być nasza świadomość, nasza jaźń, nasze marzenia, nasze postanowienia, to, co sobie wyobrażamy. Również nasze marzenia senne. Wszystko, co tam widzimy, miałoby być tak naprawdę epifenomenem przepływu prądu elektrycznego przez tą tłuszczową galaretkę. Wzmożona czynność elektryczna tej galaretki naszego mózgu, a konkretnie większa aktywność neuronów komórek nerwowych, zwiększa zapotrzebowanie na energię. Na energię, czyli na tlen i na glukozę. Konsekwencją tego procesu miałby być zwiększony przepływ krwi do określonych obszarów mózgu. Innymi słowy, jeśli wyobrażamy sobie, leżąc pod funkcjonalnym rezonansem magnetycznym, że poruszamy ręką, to część naszego mózgu, która odpowiada za wyobrażanie sobie tej czynności, powinna się aktywować. Powinna być bardziej aktywna. Te części naszego mózgu, te neurony zlokalizowane w tej części naszego mózgu powinny pracować w sposób bardziej intensywny, w związku z czym wzrasta zapotrzebowanie tej części mózgu na energię, na tlen i glukozę, a co za tym idzie, ta część mózgu powinna być bardziej ukrwiona w tym momencie. Dzięki temu, że do krwi wstrzykniemy pewien radioaktywny izotop, wstrzykniemy tak zwany kontrast, który umożliwi nam obserwowanie pod rezonansem magnetycznym przepływu krwi.
Jesteśmy w stanie stwierdzić, które części mózgu są bardziej ukrwione, a co za tym idzie, które części mózgu w tym momencie wykorzystujemy, które części mózgu pracują bardziej intensywnie u określonych osób. Teraz przechodzi nam kolej na opisanie badania, w którym ten funkcjonalny rezonans magnetyczny został wykorzystany do tego, żeby przedstawić różnice między osobami, które twierdzą, że śnią świadomie, a tymi, którzy świadomie nie śnią. Jeśli sen świadomy jest fikcją, jeśli jest tak naprawdę, jak często powtarzają to autorytety nauki, jak chociażby doktor Skalski, jeśli sen świadomy byłby tylko snem o tym, że jesteśmy świadomi, a więc sen LD miałby być tylko snem LD, takiej różnicy by nie było. Elisa Filevich przeprowadziła badanie, w którym przebadała 69 osób przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Tym osobom dała do wypełnienia formularz, w którym pytała ich między innymi o to, jak często przypominają sobie swoje marzenia senne, jak funkcjonuje ich pamięć snów oraz czy doświadczają snów Świadomych. Przy wypełnianiu tego testu wykorzystano skalę LUCID z racji tego, że osoby badane mogą mieć zupełnie różne definicje snu świadomego, mogą zupełnie inaczej rozumieć ten stan, mogą nawet nie rozumieć, o co chodzi ze snem świadomym. Często osoby, które spotykam na swojej drodze pierwszy raz słyszą takie pojęcie, nie mają zielonego pojęcia, o co chodzi. Gdy przedstawiam skróconą definicję, wcale to nie pomaga. Nie tak dawno wygłaszałem prelekcję dla studentów pewnej uczelni i opowiadałem tam o wykorzystaniu nowoczesnych technologii, takich jak aplikacje na system Android do indukowania stanu snu świadomego. Spotkałem się z ogromnym zdziwieniem większości, niezrozumieniem, ponieważ nie mieli zielonego pojęcia, o czym mówię.
Mimo iż moim celem było przedstawienie do tego, w jaki sposób nowoczesne technologie mogą wpłynąć na rozwój naszej świadomości, w jaki sposób nowoczesne technologie mogą doprowadzić do rozwinięcia self-awareness, to większość czasu musiałem poświęcić podczas tej prelekcji na wyjaśnienie, czym jest właściwie sen świadomy. A mimo to spotkałem się z ogromnym oporem osób, które twierdziły, że nie jest to możliwe. To też jest jeden z powodów, dla których powinniśmy posiadać wiedzę na temat dowodów, które wskazują na istnienie snu świadomego, na to, że jest to możliwe. Z racji tego, że ludzie nie mają pojęcia, czym jest sen świadomy, często nie rozumieją definicji stanu snu świadomego. Wykorzystuje się skalę LUCID. Skala LUCID składa się z kilku punktów dotyczących tego, czego doświadczamy, co robimy, co jesteśmy w stanie zrobić, a czego nie jesteśmy w stanie zrobić we śnie, a następnie na podstawie tych odpowiedzi jesteśmy w stanie określić, czy ktoś doświadcza bądź doświadczał stanu snu świadomego, czy też nie. Dla tych, którzy są ciekawi, jak wygląda skala LUCID opracowana przez badaczkę Ursulę Voss, zachęcam do wejścia na stronę ruchu oneironautycznego, który reprezentuję: oneirosociety.tk, gdzie dla potrzeb polskich oneironautów przetłumaczyliśmy skalę LUCID. Także każdy może sam ją wykorzystać do określenia tego, czy doświadczył snu świadomego i co więcej, jakiego rodzaju był to sen świadomy. Ponieważ tak jak mówiłem, sny świadome również są różne. Sen świadomy bez kontroli, sen świadomy z pełną kontrolą, sen kontrolowany bez świadomości.
I do określenia tego, czy mieliśmy już do czynienia z OOBE, czy nie, może nam posłużyć skala LUCID. Skala ta posłużyła też w tym badaniu, o którym dzisiaj mówię, 69 osób do tego, żeby podzielić ich na dwie grupy. Na tych, które, jak twierdzą, świadomych snów nie doświadczają, i na tych, którzy twierdzą, że doświadczają stanu snu świadomego. Osoby te zostały następnie poddane badaniu przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Sprawdzono więc, jak bardzo rozwinięte są określone obszary ich mózgu. Było to badanie struktury. Sprawdzono również, jak funkcjonuje ich mózg. Było to więc badanie funkcjonalne i strukturalne ich mózgów i funkcjonalnych strukturalnych różnic w mózgach między tymi, którzy twierdzą, że śnią świadomie, i tymi, którzy twierdzą, że nie śnią. Po pierwsze, żeby stwierdzić, czy taka różnica występuje i jakich obszarów mózgu miałoby to dotyczyć, czy rzeczywiście tych obszarów mózgu, o których dzisiaj mówiłem, odpowiedzialnych między innymi za świadomość, kluczowych w uaktywnieniu się pamięci roboczej, bez której nie ma snu świadomego. Pamiętacie jeszcze, o jakiej części mózgu mówiłem?
Ja wiem, że ja dużo mówię. Marku, pamiętasz może, jak nazywa się ta część mózgu odpowiedzialna za pamięć roboczą i za naszą świadomość, która miałaby tą samoświadomość budzić?
[01:30:11] - Niestety zdążyłem już zapomnieć. Ja mam mind leak z tymi nazwami, odkąd przetłumaczyłem ten artykuł o OBE.
[01:30:20] - Tak, bo tam też się pojawiało.
[01:30:22] - Tak, ten tekst jest bardzo mocno usiany terminologią naukową-
[01:30:28] - Bardzo.
[01:30:29] - -nazwami poszczególnych części mózgu.
[01:30:32] - Bardzo.
[01:30:33] - Po przetłumaczeniu stwierdziłem, że rozumiem jakieś 15% tego, co sam przetłumaczyłem.
[01:30:45] - Właśnie. Dlatego też większość oneironautów, mimo że jest bardzo wykształcona, bo tak to nazwę, w oneironautycznej praktyce, znają wszystkie metody: WILD-y, WBTB i tym podobne, to mają nikłą wiedzę teoretyczną. W momencie, w którym przychodzi rozmawiać z laikiem, a taka rozmowa zaczyna się od tego, o czym ty właściwie mówisz, jak miałoby to funkcjonować, czy masz jakieś dowody, czy jest to zwyczajne bajdurzenie. Wtedy pojawiają się problemy. Dlatego osobom, które praktykują sen świadomy, oneironautom dużo łatwiej rozmawia się i komunikuje w zamkniętym, elitarnym gronie innych oneironautów, czy też obonautów, czyli osób, których nie trzeba przekonywać, którym nie trzeba tych wszystkich dowodów prezentować, poczynając od LaBerge'a i Keena w latach 70. ruchów gałek ocznych, tego, jak w teorii miałoby to wyglądać, że zaczyna się od tej części mózgu, gdzie zlokalizowany jest ośrodek Broca odpowiedzialny za mowę, poprzez dolny płat ciemieniowy odpowiedzialny za wyobrażanie sobie siebie w określonym środowisku i co najważniejsze ta część mózgu odpowiedzialna za samoświadomość, za pamięć roboczą, a mówię o części mózgu, którą jest grzbietowo-boczna kora przedczołowa.
[01:32:21] - Tak, ale mówiąc w taki sposób o OLDe trzeba by było mieć w głowie całe te drzewko, czy też na kartce wypisane całe drzewko wszystkich tych określeń, tak?
[01:32:35] - Dlatego ja mam o tyle łatwiej, że o tym mówię i to dość często różnym ludziom. A to jest tak, że jeśli często coś powtarzamy, wzmacniamy ślad pamięciowy, to później zapada nam to w głowę. Oneironauci zwykle o tym nie mówią, oni mają wyrobione, przepraszam, że tak się wyrażam, bo też się do nich zaliczam. Oneironauci mają najczęściej wyrobioną całą terminologię związaną z iludami, mirudami, sildami. A jeśli chodzi o sposób, w jaki funkcjonuje mózg, już dużo gorzej. Dlatego cieszę się, że udaje się dzisiaj taką audycję przeprowadzić. Nie będzie łatwo na pewno po jednej audycji zapamiętać całą tą naukową terminologię, w jaki sposób ten mózg miałby funkcjonować, w jaki sposób udowadnia się, że w taki sposób funkcjonuje w trakcie świadomego snu. Ale tu z pomocą przychodzi archiwum Radia Paranormalium. Dzisiaj wiemy, że słucha nas wielu słuchaczy, których mógłbym nazwać świeżynkami z racji tego, że słuchają nas po raz pierwszy, bo wiele takich osób dzisiaj zachęciłem do tego, żeby posłuchać Radia Paranormalium. Wiem, że będzie to też kilka osób z tej uczelni, na której przeprowadzałem prelekcję.
Oni będą mieli możliwość przypomnienia sobie pewnych rzeczy, inni będą mieli możliwość usłyszenia o nich dzisiaj po raz pierwszy. W każdym razie jest archiwum audycji. Zachęcam do tego, żeby do niego wracać. Zachęcam do tego, żeby zaglądać na stronę ruchu oneironautycznego oneirosociety.tk, gdzie również o kwestiach takich naukowych i dowodów na istnienie piszemy. Z racji tego, że naszym celem jest popularyzacja wiedzy o śnie świadomym i obalanie mitów też dotyczących snu świadomego. A jeśli chcemy obalać mity ezoteryczne, to nie możemy li tylko i wyłącznie posługiwać się, jak chcieliby niektórzy oneironauci, osobistym doświadczeniem i mówić, że tak wcale nie jest, bo ja od wielu lat snów świadomych doświadczam i wcale tak nie odczuwam. Ale musimy posługiwać się dowodami czy argumentami naukowymi, do których możemy się zawsze odnosić. Zachęcam więc do tego, żeby odsłuchać sobie jeszcze kilkakrotnie, jeśli będziemy chcieli sobie przypomnieć, tej audycji w archiwum Radia Paranormalium. Odsyłam również do strony naszego partnera ruchu oneironautycznego. Z racji tego, że ruch oneironautyczny jako pierwszy rozpoczął zawiązywanie partnerstw między różnymi grupami oneironautycznymi, między forami, na których promuje się wiedzę o OLdzie, magazynami, profilami na portalu społecznościowym Facebook.
Jedną z takich stron, z którą zawiązaliśmy partnerstwo, z czego byłem bardzo dumny z racji tego, że bardzo ją cenię, jest strona lucidologia.pl. Jest to strona, która gromadzi właśnie wiedzę dotyczącą badań naukowych odnoszących się do snów, w szczególności snów świadomych. Znajdziecie tam badania dotyczące też postaci sennych, dotyczące tego, w jaki sposób metodami naukowymi, za pomocą stymulacji prądem zmiennym udaje się uzyskać stan świadomego śnienia. Także tutaj, wywiązując się też niejako z umowy partnerskiej, promuję lucidologia.pl. Zachęcam do tego, żeby wchodzić na tę stronę i zapoznawać się z całą tą tematyką, z całą tą problematyką. Ta więc część mózgu, która odpowiada za naszą świadomość, która uaktywnia pamięć roboczą, miałaby być siedliskiem tej naszej świadomości, metapoznania, czyli myślenia o myśleniu, metaświadomości, jest grzbietowo-boczna kora przedczołowa. Jak wykazało to badanie przeprowadzone przez panią doktor Filevich i cały jej zespół badaczy, badanie przeprowadzone, podkreślam, w tym roku, w styczniu, opisane w naukowym periodyku, więc coś absolutnie świeżego. W momencie, kiedy Przeprowadzono pomiary, badanie przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Wykazano strukturalne różnice w budowie mózgu między osobami, które twierdzą, że sen świadomy uzyskują, co stwierdzono dzięki wykorzystaniu skali LUCID, a tymi, którzy świadomego snu nie doświadczają. Te różnice dotyczyły budowy dopola 9:10 mózgu.
To nam wprawdzie nic nie mówi, ale chodziło o objętość istoty szarej w rejonie grzbietowo bocznej kory przedczołowej, czyli tego miejsca, o którym ja tutaj dzisiaj męczę i magluję Marka, a które jest siedliskiem samoświadomości. Tego miejsca, które miałoby odgrywać kluczową rolę w uzyskiwaniu stanu świadomego śnienia. Co za tym idzie? Okazywałoby się, że osoby, które twierdzą, że uzyskują świadomość w trakcie snu, rzeczywiście strukturalnie i funkcjonalnie różniłyby się od tych osób, które twierdzą, że snu świadomego nie doświadczają. Na dodatek ta różnica dotyczyłaby właśnie tej sfery mózgu, tej części naszego mózgu, która w teorii za pojawianie się stanu świadomego śnienia miałaby w istocie odpowiadać, która miałaby odgrywać główną rolę w uzyskiwaniu świadomości we śnie. Reasumując, osoby, które doświadczają snu świadomego, mają wyższą zdolność autorefleksji, metapoznania, zastanawiania się nad stanem swojego własnego umysłu. Pojawia się kolejne bardzo ważne pytanie. Z racji tego, że stworzyliśmy nowy quiz odnoszący się do świadomego śnienia, quiz o LD, już drugi. Quizy te cieszą się ogromną popularnością na stronie fantest.pl. Odnośnik do tego quizu, który składa się z 15 pytań, mogą państwo znaleźć na naszym fanpage'u na Facebooku Oneironauci.
Zachęcam do wejścia i do rozwiązania tego quizu. Jedno z pytań quizu, i teraz trochę ułatwię wszystkim, którzy ten quiz rozwiązują. Jedno z pytań quizu dotyczyło tego, kto może doświadczać stanu snu świadomego. Czy wszyscy, jak jeden mąż tutaj siedzący, słuchający Radia Paranormalium i niesłuchający, wierzący w LD i niewierzący, czy tylko określone osoby o określonych na przykład skłonnościach psychicznych albo osoby o określonych wrodzonych możliwościach. Wrodzonych, czyli najczęściej biologicznych, dotyczących chociażby budowy mózgu. Gdyby okazało się, że tylko określone osoby o określonych predyspozycjach wrodzonych mogą doświadczać snu świadomego, to znaczy, że cała idea ruchu oneironautycznego, cały sens istnienia RO jest bez sensu tak naprawdę i spala na panewce. Bo jeśli chcemy promować LD po to, żeby każdy mógł doświadczać tego stanu i wychodzimy z tą wiedzą do każdego i przekonujemy, że każdy przy odpowiednim treningu jest w stanie osiągać sen świadomy, to musimy głęboko w to wierzyć, że każdy rzeczywiście jest w stanie ten stan osiągnąć. Jeśli zaś dotyczy to tylko określonych grup o odpowiednich predyspozycjach wrodzonych, dotyczących na przykład budowy mózgu, to jest to zupełnie bez sensu. Ci, którzy mogą osiągać stan świadomy, będą go osiągać, bo tak mają zbudowany mózg, a reszta niestety, przykro mi, takimi się urodziliście. Jaka jest więc odpowiedź na to pytanie?
Naukowa odpowiedź na to pytanie. Prawdę mówiąc, ta odpowiedź dopiero nadejdzie, proszę państwa. Ta odpowiedź dopiero nadejdzie, dlatego, że pani doktor Hillebrand, ta, która udowodniła, że istnieją funkcjonalne i strukturalne różnice dotyczące grzbietowo bocznej kory przedczołowej u osób doświadczających snu świadomego i niedoświadczających, chce wykonać kolejny krok w swoich badaniach. Chce mianowicie sprawdzić przy wykorzystywaniu technik neuroobrazowania, czy jesteśmy w stanie poprzez określone ćwiczenia wpłynąć na gęstość istoty szarej naszego mózgu w określonych rejonach. Właśnie w rejonie chociażby grzbietowo bocznej kory przedczołowej. Jeśli okazałoby się, że jest to możliwe, że jesteśmy w stanie zwiększać aktywność tej części mózgu odpowiadającej za samoświadomość w czasie snu, to uzyskalibyśmy potwierdzenie naukowe i dowód na to, że każdy poprzez odpowiednie ćwiczenia takich technik jak WILD, MILD czy TR test rzeczywistości jest w stanie wpłynąć na swój mózg, na gęstość sieci neuronowej w określonych częściach mózgu, a co za tym idzie osiągnąć LD. Skończyłoby się narzekanie wszystkich tych, którzy mówią, że w ich przypadku nie jest to możliwe, że dotyczy to tylko wybrańców i elity. Na to pytanie przyjdzie nam jeszcze odpowiedzieć. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na wyniki badań pani doktor Hillebrand. Na razie jej badania wskazują na fakt, iż świadomy sen Jest nie tylko możliwy, ale funkcjonowałby właśnie w taki sposób, jak było to zakładane.
Czyli ten mechanizm wyglądałby tak, jak to państwu przedstawiłem. Dla tych, którzy są raczej wzrokowcami niż słuchowcami, a chcą sobie przypomnieć, jak miałoby to wyglądać z neurofizjologicznego punktu widzenia, w jaki sposób nasz mózg miałby funkcjonować, kiedy ze stanu snu zwykłego przechodzimy w stan snu świadomego, zachęcam, i to będzie trochę autoreklama, zachęcam do sięgnięcia po moją książkę „Nasze drugie życie. Przewodnik po fascynującym świecie snu”. Książkę można zupełnie nieodpłatnie pobrać na stronie publikatornia.pl lub na stronie wydaje.pl, a można ją znaleźć również na naszym chomiku oneironautycznym, gdzie znajdziecie całą masę literatury o LD w naszej spiżarni, chociażby książkę z badań Hearna z pierwszych naukowych badań z lat 70. W mojej książce znajdziecie podrozdział pod nazwą „Neurofizjologia LD i napadowy paraliż senny”, w której przytaczam naukowe badania i wszystkie te strasznie trudne nazwy, jak światełoboczna kora przedczołowa, jak nasz mózg miałby funkcjonować właśnie w przypadku uzyskiwania świadomości w trakcie marzenia sennego. Doktor Filevich udowodniła przy pomocy badania funkcjonalnym rezonansem magnetycznym, że rzeczywiście tak jest. Rzeczywiście u osób, które doświadczają stanu snu świadomego, dochodzi do aktywacji światełobocznej kory przedczołowej, czyli tej pamięci roboczej, a poza tym idzie do samoświadomości, uzyskania samoświadomości właśnie z racji tego, że ta samoświadomość, zdolność do autorefleksji, do metapoznania jest wyższa u oneironautów. Ta część mózgu funkcjonuje u nich bardziej intensywnie, większy jest przepływ krwi. Ta część mózgu potrzebuje u oneironautów więcej glukozy, więcej tlenu, jest bardziej rozbudowana, bardziej gęsta jest sieć neuronowa. Jest to dowód na to, że LD jest prawdziwe.
Dowód właściwie już niepodważalny, choć pewnie pan doktor Skalski czy pani doktor Jurkowlaniec-Kopeć znajdą i na to wytłumaczenie. I to takie wytłumaczenie, którego my nie zrozumiemy, a które nam chętnie zaprezentują, a na które możemy w ten sposób odpowiedzieć: proszę państwa, istnieją specyficzne różnice między oneironautami a tymi, którzy świadomego snu nie doświadczają. Jesteśmy głęboko przekonani, że odpowiednie ćwiczenia mogą wywołać zmiany w objętości struktur naszego mózgu odpowiadających za osiąganie LD. W związku z tym dlatego do wykonywania tych ćwiczeń będziemy zachęcać. Na badania, które udowodnią, że rzeczywiście te ćwiczenia wpływają na możliwość uzyskiwania samoświadomości we śnie, będziemy jeszcze czekać na wykonywanie takich badań. W każdym razie dzisiaj widzimy, że świadomy sen nie jest wymysłem, nie jest bajką. Dla tych, którzy mają jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, tych odsyłam do naukowej bazy PubMed. Zachęcam do tego, żeby w Google wpisać sobie nazwę PubMed. W Polsce PubMed jest to baza prac naukowych z dziedziny medycyny. Kiedy wejdziemy sobie w tę bazę internetową zawierającą prace naukowe, medyczne i wpiszemy sobie w wyszukiwarkę hasło, które nas interesuje, żeby odnaleźć badania, w których to hasło się pojawia.
Załóżmy, że rzeczywiście interesuje nas świadome śnienie i z racji tego, że jest to angielskojęzyczna baza, to wpisujemy sobie tam, co właśnie w tej chwili czynię, żeby sprawdzić, czy nic się nie zmieniło i nie wpuszczam was w kanał. Wpisujemy więc sobie w bazę PubMed hasło lucid dreaming, a więc świadome śnienie. Po wciśnięciu enter pojawi nam się, proszę państwa, 71 wyników, a więc 71 naukowych publikacji z dziedziny medycyny, które dotyczą zjawiska snu świadomego. Zobaczmy, jakie publikacje się tam znajdują. Między innymi świadome śnienie w narkolepsji, świadome śnienie jako metoda leczenia koszmarów. Studium pilotażowe. Było więc prowadzone, proszę państwa, badanie dotyczące wykorzystania snów świadomych w leczeniu koszmarów sennych. Podczas gdy doktor Skalski i pani Jurkowlaniec-Kopeć tutaj w Polsce jako przedstawiciele świata nauki zastanawiają się nad tym, czy sen świadomy jest możliwy, to w anglojęzycznym świecie nauki zastanawiają się już nad tym, jak świadome sny wykorzystywać. Niestety zdajemy sobie sprawę z tego, że znajdujemy się jeszcze, jeśli chodzi o badania naukowe, 100 lat za Murzynami.
[01:49:21] - Mnie interesuje, czy państwo Skalski, Jurkowlaniec-Kopeć i inni przedstawiciele świata nauki w Polsce odnieśli się jakoś do tych publikacji, które można znaleźć choćby w PubMedzie czy do badań Stephena LaBerge. Przepraszam, czy to badań LaBergea? Czy wiadomo coś o ich stosunku do tych publikacji, do tych badań?
[01:49:50] - Bardzo dobre pytanie, z racji tego, że i pan doktor Skalski, i pani Jurkowlaniec-Kopeć wypowiadają się, i to w sposób bardzo kontrowersyjny z naszego punktu widzenia, na temat snów świadomych. Postanowiliśmy coś z tym zrobić. Z racji tego, że w przypadku pana doktora Skalskiego całe zdarzenie związane z audycją w Radiu TOK FM miało miejsce już dwa lata temu, w 2013 roku. Podjęliśmy wtedy akcję, działanie, które polegało na tym, że napisaliśmy sążniste pismo do pana doktora Skalskiego, które zaadresowaliśmy na jego klinikę badań snu i tam wysłaliśmy. Wysłaliśmy również na adres mailowy pana doktora Skalskiego. W swoim piśmie odnieśliśmy się do tez, które postawił pan doktor Skalski i zwróciliśmy uwagę na badania naukowe, tak jak ja to dzisiaj robię, poczynając od badań Stephena LaBergea, poprzez badania Stamysa, który bada już postacie senne przy wykorzystaniu LD, do badań pani profesor, o których dzisiaj mówiłem, pani doktor z 2015 roku. Niestety odnieść się nie mogłem, bo jeszcze nie zostały przeprowadzone, ale wskazywaliśmy na te badania, które były dostępne. Poprosiliśmy o odniesienie się do tych badań, o konkretną odpowiedź na temat tego, czym jest świadomy sen według pana doktora Skalskiego jako autorytetu w dziedzinie badań snu, i co więcej, chcąc, żeby w polskim świecie nauki świadome śnienie zajmowało należne mu miejsce, przedstawiliśmy gotowość poddania się badaniom w Klinice Badań Snu u pana doktora Skalskiego. Z racji tego, że zrzeszamy wielu oneironautów, którzy chętnie takim badaniom by się poddali, wysłaliśmy pismo, zapieczętowaliśmy, posłaliśmy, wysłaliśmy drogą mailową. Napisaliśmy również do Radia TOK FM z prośbą o kontakt z panem doktorem Skalskim.
Z racji tego, że pan doktor jest stałym specjalistą w Radiu TOK FM, jeśli chodzi o tematykę dotyczącą śnienia. Niestety, mimo tego żadnej odpowiedzi, informacji od pana doktora nie otrzymaliśmy, więc mi z tego powodu bardzo przykro, że nie mogę przedstawić tutaj odniesienia się pana doktora do tych badań, które zostały przeprowadzone. Wydaje się, że pan doktor niespecjalnie poczuł się godny temu, żeby się odnieść.
[01:52:43] - A może trzeba by to jeszcze raz wysłać, tylko że powiększoną czcionką napisać?
[01:52:47] - Powiększoną czcionką. To jest bardzo dobry pomysł. W każdym razie po publikacji na naszym fanpage'u artykułu, który ukazał się w „Focusie” pani Jurkowlaniec-Kopeć, zastanawiamy się nad wystosowaniem podobnego pisma do pani Jurkowlaniec. Być może w ten sposób uzyskamy jakąś miarodajną odpowiedź od polskiego przedstawiciela świata nauki. W każdym razie jest to coś, z czym się nosimy i najprawdopodobniej zrobimy, a o odpowiedzi poinformujemy również na stronie Radia Paranormalium.
[01:53:19] - Mnie się wydaje, że to jest wskazane, szczególnie ze względu na fakt, że z tego, co ty przeczytałeś, wynika, że odpowiedź pani Jurkowlaniec-Kopeć miała się nijak do pytania, które czytelniczka zadała.
[01:53:35] - Jestem przekonany, przynajmniej taka jest moja interpretacja na pytanie, co autor wiersza miał na myśli, że autor wiersza, nie mając zbyt wielkiej wiedzy na temat świadomego śnienia, skojarzył ją ze śnieniem na jawie, bo w tym samym zdaniu, właśnie w tym samym akapicie, w poprzednim zdaniu opowiadał o śnieniu na jawie, a już w następnym o śnieniu świadomym. Podejrzewam, że sobie te zjawiska uznała za tożsame pani Jurkowlaniec-Kopeć i szkoda, że taka odpowiedź została w piśmie, które szanuję, które ma naukę popularyzować, zamieszczona. Ale trudno. Odnosząc się jeszcze do tej bazy prac naukowych z dziedziny medycyny, o której mówiłem, bazy PubMed, do której państwa również odsyłam, na której znajdują się publikacje naukowe, mogą państwo znaleźć dużo obszerniej to, o czym dzisiaj mówię, bo te kilka godzin dla jednego człowieka to jednak jest zbyt mało, żeby opisać wszystkie te badania, które były przeprowadzone. Ja zgrupowałem je i starałem się przedstawić zbiorczo. Jednak w bazie PubMed możemy znaleźć takie publikacje jak „Neurobiologiczne mechanizmy stojące za świadomym śnieniem”. Tutaj cytuję ich tytuły czy „Neurobiologiczne i kliniczne implikacje świadomego śnienia”. Jak więc widzimy, jest to kwestia jak najbardziej poważnie traktowana przez naukowców, przez doktorów nauk medycznych. W związku z tym mamy podstawy, mamy dowody wskazujące na to, że świadomy sen jest możliwy. Te badania, które przeprowadziła doktor Filevich teraz w 2015 roku, spadły nam niczym manna z nieba i są dla mnie takim koronnym dowodem, który wskazuje również na to, że praktykowanie świadomego śnienia znajduje Również pewne odniesienie naszego świata na jawie, ponieważ ogromne znaczenie dla naszego życia ma rozwój naszej samoświadomości, autorefleksyjności, metapoznania, co ma później również wpływ na rozwinięcie zdolności do świadomego śnienia.
Swego czasu również w swojej książce zastanawiam się nad tym, czy świadome śnienie nie jest kolejnym ogniwem ludzkiej ewolucji. Ogniwem, które dotyczyłoby rozwoju samoświadomości ludzkiej. W każdym razie podsumowując wyniki najnowszych badań z 2015 roku pani doktor Filevich udowodniła za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, że ta część naszego mózgu, która miałaby odpowiadać za kształtowanie się umiejętności śnienia świadomego i uzyskiwania samoświadomości, grzbietowo-boczna kora przedczołowa, jest w dużo większym stopniu aktywna u tych osób, które twierdzą, że świadomego śnienia rzeczywiście doświadczają. Nie tylko grzbietowo-boczna kora przedczołowa. Ta aktywność dotyczy również innych rejonów mózgu, nie mniej ważnych, jak kora czołowa, która odpowiada za wyższe umiejętności analityczne, za umiejętności zastanawiania się nad pewnymi kwestiami, nad złożonymi kwestiami. Kora ta z racji tego, że jest nieaktywna w sposób wystarczający właśnie sprawia, że nie dziwią nas wszystkie dziwne rzeczy, które się tam dzieją, ponieważ nie mamy zdolności do analizy i do refleksji. Więc te dwie części naszego mózgu, bo ich dotyczyło badanie, grzbietowo-boczna kora przedczołowa i kora czołowo-biegunowa są w dużym stopniu dużo lepiej rozwinięte u oneironautów niż u osób, które snu świadomego nie doświadczają. Z wielką niecierpliwością będziemy czekać na wyniki kolejnego badania, które zapowiada pani doktor Filevich. Badania, które wskaże na to, czy za pomocą odpowiednich ćwiczeń jesteśmy w stanie wpłynąć na sposób funkcjonowania naszego mózgu, również na zmianę objętości neuronalnej w tych obszarach naszego mózgu odpowiadających za samopoznanie i autorefleksję. A z racji tego, że rozwijamy się również pod kątem świadomości autorefleksji w trakcie naszego rozwoju ontologicznego przez całe życie i nie jesteśmy tacy sami od momentu narodzin do momentu śmierci, jesteśmy więc głęboko przekonani, że każdy z nas jest w stanie tą samoświadomość rozwinąć na tyle, że uzyska również zdolność świadomego śnienia.
Ale żebyśmy nie mówili tutaj o naszych własnych przekonaniach czy o naszych osobistych doświadczeniach, potrzebujemy badań naukowych i dlatego tak dużą rolę przywiązujemy do tych badań. I dlatego temat dzisiejszej audycji. Dlatego przez te dwie godziny starałem się dzisiaj sam przedstawić państwu, jak rozwijało się badanie świadomego śnienia, naukowe badanie świadomego śnienia. Uważam całą zdolność naukowego myślenia i cały proces naukowy za jedno ze szczytowych osiągnięć w historii rozwoju ludzkiej myśli. I dlatego badania naukowe są dla mnie tak ważne i tak wielką rolę przykładam do tych badań, które udowadniają istnienie stanu świadomego śnienia. Mam nadzieję, że dzisiaj podczas tej audycji na antenie Radia Paranormalium byłem w stanie, reprezentując ruch oneironautyczny, mam nadzieję godnie, udowodnić wszystkim niedowiarkom bądź osobom niezdecydowanym, że świadome śnienie jest faktem, że jesteśmy w stanie uzyskiwać świadomość w trakcie snu. Że nie jest to bajka. Nie jest to mit, fikcja. Nie jest to science fiction, że tego zjawiska nie powinno się ustawiać w tym samym rzędzie co różnego rodzaju zjawiska ezoteryczne, jak podróże astralne. Świadome śnienie jest faktem.
Założenia dotyczące tego, w jaki sposób nasz mózg miałby funkcjonować, gdy uzyskujemy świadomość w trakcie marzenia sennego, zostały potwierdzone dzięki najnowszym badaniom, które państwu przedstawiłem. Dla tych, którzy są zainteresowani szczegółami tego badania, odsyłam do naszej strony oneirosociety.tk i na stronę lucydilogia.pl. Ja ze swojej strony dzisiaj gorąco dziękuję. Jeśli są jakieś pytania i jeszcze zdążę, to odpowiem. Chociaż padam czy zdaje się, padam.
[02:00:34] - Ja też bym padł, referując dwie godziny ponad. Już przekroczyliśmy chyba dwie godziny.
[02:00:41] - Temat niełatwy dzisiaj. Mam nadzieję jednak, że mi się udało, że udało mi się państwa przekonać do tego, że świadome śnienie jest faktem i mamy na to dowody.
[02:00:54] - Zerkam tutaj właśnie na czata Radia Paranormalium, ponieważ tutaj w międzyczasie rozwinęła się duża dyskusja na temat między innymi świadomych snów, ale również OBE, NDE i różnych innych rzeczy. Tutaj maku66 pyta, czy podczas OBE również występuje ruch gałek ocznych? Czy takie badania były robione pod tym kątem? Tak, maku66, podczas OBE również występują ruchy gałek ocznych, no i aktywność mózgu, tak jak tutaj Mariusz opowiadał. Wygląda dosyć podobnie w świadomym śnie i w OBE. Humaneros-
[02:01:40] - Tak, tutaj dość łatwo rzeczywiście, bo przeglądałem dzisiaj też zasoby internetowe Jak mam to w zwyczaju, szukając ciekawych informacji dotyczących LD i znalazłem również taką informację na temat badań, które dotyczyły tego, czy podczas OOBE mamy do czynienia z ruchem gałek ocznych, więc mogę przyklasnąć temu, co zostało wcześniej powiedziane.
[02:02:03] - Humaneros tutaj na naszym czacie zwrócił uwagę na to, że OOBE to zbiór doświadczeń między innymi LD, NDE, regresja hipnotyczna. Z tego można wywnioskować, że Humaneros uważa OOBE za wrzucenie do jednego worka kilku takich doświadczeń. Mariuszu, co o tym sądzisz?
[02:02:31] - Bardzo eklektyczne podejście. Ja swoje twierdzenie na temat tego, czym jest OOBE, starałem się przedstawić niejednokrotnie na antenie Radia Paranormalium, między innymi w debacie między OOBEonautami a oneironautami. W tych komentarzach, o których mówiłem dzisiaj na początku, zostałem nieźle skrytykowany przez osoby, które nie wierzą, że OOBE może być albo LD, albo halucynacją. Zgodzę się co do tego, że OOBE możemy łączyć ze zjawiskiem LD. Trudno się nie zgodzić. Trans hipnotyczny, chyba regresyjny, nie pamiętam, z hipnotycznym doświadczeniem pewnie miałoby to wiele do czynienia, ponieważ w swojej książce „Paranormalność” Charles Weisman zachęca do tego, żebyśmy sami ćwiczyli OOBE. Przez OOBE rozumiem właśnie przekonanie o tym, że opuszczamy własne ciało, ale rozgrywające się tylko i wyłącznie w naszej głowie, a nie mające miejsca gdzieś w przestrzeni czy to fizycznej, czy astralnej. Ćwiczenia te miałyby polegać w dużym stopniu na wprowadzaniu się właśnie w swego rodzaju trans czy też autohipnozę, więc z tym jestem w stanie się zgodzić. Co do NDE, tu już trochę trudniej, bo nie jestem w stanie nawet zdefiniować, czym miały być te doświadczenia bliskie śmierci, near-death experience. W jak dużym stopniu rozgrywają się one w naszej głowie?
W jak dużym stopniu dotyczą czegoś więcej? Na pewno doświadczenia, które towarzyszą NDE, które w końcu też są związane z opuszczaniem własnego ciała, bo od tego miałoby się zaczynać. Poprzez często podróż przez tunel, spotkanie świetlistej istoty czy też bliskich zmarłych, czy odwiedzenie jakiejś krainy, która miałaby być niebem bądź piekłem. Więc są to zjawiska bardzo zbliżone do tego, czego doświadczamy w trakcie OOBE. Jednak nie jestem przekonany, czy moglibyśmy tutaj mówić o korelacji, czyli związku, jak twierdzi nasz tutaj słuchacz, między OOBE a NDE, czy też bardziej konwergencji, czyli takiego podobieństwa, które wynika z tego, że aktywują się w przypadku tych dwóch zjawisk podobne rejony w mózgu, a jedno z drugim jednak nie jest związane w ten sposób, że OOBE miałoby być NDE czy też NDE OOBE. Uważam, że są to zjawiska podobne, jeśli chodzi o funkcjonowanie mózgu, jednak znacząco różne i można je rozpatrywać oddzielnie, a nie jako coś wspólnego. W przypadku OOBE i LD jest już inaczej. Uważam, że OOBE często może być właśnie LD. Szczególnie to OOBE związane z podróżami astralnymi do różnych innych światów. Jednak co do takiego wrzucania do jednego worka wszystkiego OOBE, LD, NDE to już bym był trochę bardziej krytyczny, szczególnie jeśli chodzi o porównywanie OOBE do NDE.
Myślę, że są to mechanizmy, które wiążą się z aktywacją podobnych rejonów, ale nie są tożsame.
[02:05:55] - Mati Majester na czacie Radia Paranormalium podzielił się pewnymi swoimi odczuciami na temat ukrywania czasu w LD między innymi. Pisze tak: „Precyzyjnie określić na pewno nie można tego, o ile wolniej płynie czas we śnie, ale na pewno następują pewne załamania czasu. Po przebudzeniu mamy przecież wrażenie, że to, co nam się śniło, wydaje się jakby strasznie odległe, jakby trwające od dawna. Dochodzi do tego, że w pewnym momencie w pierwszym odruchu mamy trudność z określeniem, czy coś działo się tylko we śnie, czy miało to miejsce w prawdziwym życiu, a teraz tylko o tym śniliśmy”.
[02:06:42] - To przeczucie często związane z tym, że nie jesteśmy przekonani i ciężko nam odpowiedzieć na pytanie, czy coś nam się śniło, czy miało miejsce w rzeczywistości, jest związane tak naprawdę z podobieństwem między światem snów a światem jawy. Co do tego, że kiedy się budzimy, mamy różne poczucie tego czasu, który upłynął we śnie, to jest to zjawisko, o którym swego czasu pisał Lloyd Auerbach i próbował w swojej książce „Ludzie i sny” wyjaśnić, na czym miałoby to zjawisko polegać. Zgodzę się, że we śnie podczas jednej nocy, czy też podczas jednego marzenia sennego nawet może minąć kilka dni, ba, kilka lat. Naprawdę w to wierzę. Jednak na czym miałby polegać ten mechanizm? Jak pisał Lloyd Auerbach, miałoby to działać podobnie jak w przypadku techniki stosowanej w filmach. Jeśli chcemy pokazać upływ czasu w filmie, pokazujemy zmianę pór roku, pokazujemy spadające kartki z kalendarza, nastanie dnia i nocy to zmiany naświetlenia. Czy też przerwanie ciągłości czasu. Podobne rzeczy występują w marzeniu sennym. W marzeniu sennym również może następować dzień i noc podczas jednego marzenia sennego.
Jednak wcale to nie znaczy, że spędzilibyśmy tam te całe 24 godziny. Ale z racji tego, że akcja snu jest nieciągła, często zmienia się miejsce, w którym się znajdujemy, może nam się wydawać, że minęło dużo więcej czasu, niż minęło w rzeczywistości. Do tego, żeby zbadać, jak ten czas płynie, tak jak mówiłem, były wykorzystywane ustalone wcześniej sekwencyjne ruchy gałek ocznych. Dlatego też o tym dzisiaj opowiadałem. Ustalamy sobie pewien określony ruch gałek ocznych jako początek wykonywania czynności i określony ruch gałek ocznych jako koniec jej wykonywania, a następnie porównujemy relację tej osoby, która się obudziła i nam powie, ile według niej minęło tego czasu, gdy na przykład robiła pompki, z tym czasem, który został zmierzony na jawie od momentu wysłania sygnału poprzez sekwencję ruchu gałek ocznych do momentu, kiedy wysłano sygnał o zakończeniu wykonywania czynności poprzez również sekwencję ruchu gałek ocznych. I gdy w ten sposób mierzono czas też z tym subiektywnym poczuciem czasu osoby śniącej, okazało się, że czas płynie jak najbardziej tak samo, czy też bardzo podobnie. Jeśli czas we śnie miałby płynąć zupełnie inaczej, dotyczyłoby to wszystkich tych zjawisk, które się tam dzieją. Więc jeśli ktoś wykonuje te przysiady czy pompki we śnie i sygnalizuje początek i zakończenie tych ćwiczeń fizycznych, różny czas powinien upłynąć we śnie i różny czas powinien upłynąć tutaj na jawie. Okazuje się, że jednak tak nie jest. Więc czego miałaby dotyczyć ta różnica w upływie czasu?
Nie wiem. Jak mówię, może być to różnica tylko i wyłącznie subiektywna, odnosząca się do tych technik, które są też stosowane, jak mówiłem, w filmach, które mają wskazywać na upływ czasu, czy też wynikają z nieciągłości tej historii, która jest opowiedziana podczas marzenia sennego. Jestem jednak głęboko przekonany, że nie istnieje ogromna różnica w upływie czasu, a więc to zjawisko dystorsji czasu we śnie nie występuje. Jest tylko jednym z mitów, o których też mówił Nolan w swoim słynnym filmie „Incepcja”. Dla tych, którzy są zainteresowani tym tematem, odsyłam również do mojej książki „Nasze drugie życie”, gdzie opisuję badania naukowe dotyczące czasu we śnie. Czasowi we śnie poświęciłem zresztą cały podrozdział.
[02:10:56] - Tutaj nastąpił na czacie Radia Paranormalium prawdziwy wysyp komentarzy. W dalszej części audycji jeszcze kilka takich najciekawszych wyłowiłem. Humaneros pisze: „Podczas NDE aktywność fal mózgowych nie występuje, a jednak osoba ma wrażenie przebywania poza ciałem, co później potrafi też zresztą zrelacjonować. Do jakiej kategorii to zaliczyć? Można wywnioskować, że sen nie jest ostateczną barierą, a mózg niekoniecznie musi brać w tym udział”.
[02:11:32] - Nie zgodzę się co do tego, że w trakcie NDE nie występuje żadna aktywność mózgu. Swego czasu słyszałem o jakimś badaniu, które miałoby pokazywać, że ta aktywność nie występowała. Jednak pamiętam, że było obalone całkiem świeże. Może nie aż tak bardzo, bo kilka lat temu. Ale mówienie o tym w taki sposób, z całkowitą pewnością, że podczas NDE nie występują fale mózgowe, nie występuje żadna aktywność mózgu, w związku z czym miałoby być to zjawisko jakieś fizjologiczne, wewnątrz mózgu się rozgrywające, co za tym idzie podobne do OOBE czy do LD, to jest, myślę, duże naciągnięcie tak naprawdę. I mit po prostu. Chyba że ktoś będzie w stanie zaprezentować miarodajne dowody na to, że rzeczywiście tak było.
[02:12:36] - Humaneros bardzo się tutaj uaktywnił. Jeszcze napisał odnośnie tego wrzucania wszystkiego do jednego wora: „OOBE to doświadczenie poza ciałem. NDE i LD to takie doświadczenia. Skrót OOBE jest terminem określającym zbiór tych doświadczeń charakteryzujących się wrażeniem przebywania poza ciałem”.
[02:13:01] - Tak, ja się zgodzę, że występuje podobieństwo między OOBE czy NDE. Jednak łatwo się przekonać, NDE dotyczy określonych momentów opuszczania swojego ciała i tak naprawdę w pewnych określonych sytuacjach i udawanie się, że tak powiem, do określonego miejsca. Do doświadczenia bliskie śmierci, near-death experience, które tak naprawdę trudno badać. Bo w jaki sposób mielibyśmy tego dokonywać? Mielibyśmy prowadzić miarodajne badania na osobach, które znajdują się w stanie bliskim śmierci. Byłoby to dość nieetyczne i kontrowersyjne. W każdym bądź razie to zjawisko NDE, o którym była mowa, że nie występują tam fale mózgowe, nie występuje aktywność mózgu. W różny sposób staramy się wyjaśniać te rzeczy, które mają do czynienia poprzez takie zjawiska jak NDE, chociażby ta wizja Tunelu. Wizja wspólna dla wielu osób, które doświadczają zjawisk bliskich śmierci, które znajdują się w tym stanie, miałaby wynikać z aktywacji kory wzrokowej w pewien określony sposób, co miałoby tworzyć tę wizję tunelu i światła na końcu tego tunelu. Nie jest wielkim naciągnięciem uznawanie, że NDE możemy uznać za formę zjawiska OBE.
Przy czym formę bardzo skrajną, ponieważ występującą w sytuacjach ekstremalnych, zakończenia życia czy też bliskich śmierci. Natomiast zawsze będę oponował przeciwko temu, żeby tworzyć takie meta pojęcia, czyli jak wrzucanie OBE, LD i NDE do jednego worka i uznanie, że jest to to samo. Są to różne zbieżne zjawiska, jeśli chodzi o ich mechanizmy. Jak tutaj Humaneiros stwierdził, i w jednym, i w drugim przypadku mielibyśmy mieć do czynienia z doświadczeniem opuszczania swojego ciała. W przypadku LD się niekoniecznie zgodzę, ponieważ w jaki sposób w łóżku mielibyśmy opuścić swoje ciało? Gdzie ono miałoby wędrować? Świadomy sen polega między innymi na świadomości tego, że to ciało posiadamy i w nim się znajdujemy i żadnej wędrówki nie odbyliśmy. Między innymi jest to jeden z elementów określenia tego, czy ktoś doświadczył śnienia świadomego, które Ursula Voss ujęła w swojej skali LUCID, o której dzisiaj mówiłem. Czyli świadomość tego, że to moje ja, to moje wyobrażone ciało, na które patrzę, nie jest prawdziwe, a tak naprawdę znajduję się w tym ciele, które leży w łóżku, albo, że znajduję się tak naprawdę w swojej sypialni i wcale jej nie opuściłem. W przypadku OBE już tak nie jest.
Osoby te są przeświadczone i na tym miałoby to polegać, że rzeczywiście ich jaźń, ich ciało opuściła i w tym ciele się nie znajduje. Podobnie w przypadku NDE. To też miała być podróż przez świat fizyczny, nawet do świata metafizycznego, nadfizycznego. W przypadku LD tak nie jest. O ile przy OBE pojawia się często zagrożenie, według mnie nieprawdziwe, ale często jest poruszane, tego, że do ciała można nie wrócić, że można przerwać nić łączącą to nasze ciało astralne z ciałem fizycznym. O tyle w przypadku LD o czymś takim nie mówimy z racji tego, że nić ciała nie opuszcza. Więc na pewno do jednego worka tych wszystkich pojęć wrzucać bym nie zachęcał.
[02:17:19] - Słuchacz Marku odniósł się do badań wykorzystujących uwarunkowanie. Pisze tak: „Kwestie uwarunkowań, tak uwielbiane przez wszystkich manipulatorów, komunistów, faszystów i wszelkiej maści łajdaków — tak napisał — nie jest takie w 100% adekwatne dla wszystkich. Jak wskazują niepublikowane badania, ponieważ niezgodne z poprawnością polityczną, także uwielbiane przez wyżej wspomniane towarzystwo, są różne znacząco dla różnych ras. A jeżeli dla ras, to na pewno i dla innych większych i mniejszych grup czy społeczności ludzkich. Tyle się mówi o badaniach, doświadczeniach Pawłowa, jego pospolitego już psa, ale nie mówi się o drugim badaniu, doświadczeniu grupy Pawłowa na owych pieskach. A już zupełnie nikt nie odważa się wysnuwać publicznie wniosków z drugiej części badań grupy Pawłowa, szczególnie w Polsce”.
[02:18:24] - Teraz się pojawia pytanie, bo tutaj kolega opowiadał o badaniach niepublikowanych. Jednak gdzieś zostało opublikowane chyba, skoro-
[02:18:34] - Skąd musiał o nich wiedzieć?
[02:18:37] - Przyznaję, że pewnie chodziło o to, że ktoś tam protestował, że nie ukazały się w renomowanych naukowych czasopismach. Pojawia się pytanie dlaczego? Przyznaję, że warunkowanie instrumentalne jest etycznie wątpliwe. Otóż swego czasu, pracując w pomocy społecznej, proszę państwa, gdzie byłem pracownikiem socjalnym, mój bezpośredni przełożony zaczął studia z dziedziny psychologii. Na tych studiach uczyli się między innymi warunkowania i w ramach zaliczenia mieli warunkować swoje zwierzęta domowe. Warunkowali swojego pieska, doprowadzając do pojawiania się pewnych odruchowych zachowań. Później te zachowania miał oczywiście wygaszać, czyli doprowadzić do ich zaniknięcia. W każdym razie pan, który prowadził te zajęcia, poinformował ich, że jeśli by się dowiedział, iż kiedykolwiek coś takiego próbowali na ludziach, czyli warunkować u nich pewne zachowania, to pożegnaliby się z uczelnią i z nauką. Warunkowanie jest więc bardzo kontrowersyjnym zagadnieniem, dość nieetycznym. Jeśli ktoś się zgadza na eksperyment, jak w przypadku tego lucid dreamingu, o którym dzisiaj mówiliśmy, i warunkowanie miałoby polegać na tym, że w świecie marzenia sennego będzie poruszać gałkami ocznymi w określony sposób, nie będąc tego świadomym.
Jeśli ustalilibyśmy, że rzeczywiście jest to wynik warunkowania, to jeszcze tak źle nie jest, ale jednak wywołaliśmy jakieś nieświadome, odruchowe zachowanie u osoby. Zachowanie, które jest poniżej progu jego świadomości. Takim zagadnieniem związanym z warunkowaniem, bardzo kontrowersyjnym, a które ostatnio zaprzątnęło nieco moją uwagę, jest przekaz podprogowy. Przekaz podprogowy, proszę państwa, czyli taki, który zachęca nas do wykonywania pewnych rzeczy, który jest odbierany przez nasz mózg, jest przez nasz mózg kodowany, jednakże nie dociera do naszej świadomości. Coś więc do naszego mózgu dotarło, coś zostało zapisane, coś być może wpłynęło na nasze zachowanie, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy, że wynikło to z jakiegoś zewnętrznego przekazu, który został nam przesłany. Trzeba zaznaczyć, że jest to zagrożenie i to bardzo znaczące. Dlatego w polskim prawie, w ustawie radiowo-telekomunikacyjnej znalazł się zapis o zakazie stosowania w reklamach czy filmach przekazów podprogowych, czyli takich, które docierają do naszego mózgu bez udziału świadomości. Ustawodawca surowo tego zakazał. Pamiętam, że swego czasu, kilka lat temu, była nawet kara dla jednego z reklamodawców, który próbował przekaz podprogowy przemycić do swojej reklamy. I z tego miejsca chciałbym państwa gorąco przestrzec przed oglądaniem różnych rzeczy w internecie, między innymi filmików produkowanych przez osoby prywatne, wrzucanych na YouTube.
Nie macie państwo zielonego pojęcia, czy różnego rodzaju techniki psychomanipulacji nie zostały w tych filmach zastosowane, czy nie został zastosowany przekaz podprogowy. Bardzo słynne ostatnio, bardzo popularne filmiki opowiadające o pewnej pani z krainy grzybów. Dorotko, pewnie tak. Mam rację, Marku?
[02:22:39] - Agatka. Prawdziwa Agatka.
[02:22:40] - Agatka, przepraszam. Ja od razu o to myślę, bo w tę dziurę wskoczyłem, z krainy szarów. Agatka z krainy grzybów. Często mówi się o tym. Nie sprawdzałem tego osobiście, ale jest teoria, że filmy, które są produkowane o Agatce, niosą przekaz podprogowy. Zachęcam do tego, żeby puścić sobie te filmiki na przykład w tempie nieco zwolnionym i sprawdzić, czy czegoś tam się tam nie przemyca. W każdym razie to, co pojawia się w internecie, to, co każdy z nas może wrzucić w internecie, nie jest w ten sposób kontrolowane przez ustawodawców. W związku z tym może się tam znaleźć cała masa przekazu, za którego pomocą ktoś spróbuje nami manipulować i wpłynąć na nasze zachowanie, spróbować nas uwarunkować. Bardzo gorąco ostrzegam przed tym i zdaję sobie sprawę z tego, że trudno nie oglądać w internecie, trudno nie korzystać z tego kanału transmisji wiedzy, ale musimy sobie zdawać sprawę z zagrożeń. Często, jeśli mówi się o tym, że do internetu trafił dziwny filmik, który wszyscy oglądają, różnie na każdego wpływa, warto się zastanowić, czy rzeczywiście jest to bezpieczne.
Trochę straszę, jak komitet obrony przed sektami zacząłem się czuć nagle. Proszę państwa, przekaz podprogowy jest faktem. On rzeczywiście istnieje. Zastanawiamy się co najwyżej nad tym, jak duży jest wpływ przekazu podprogowego na nasze zachowania i na nasze działania. Jednak faktem jest, że istnieje i że nasz mózg odbiera te sygnały. W związku z tym powinniśmy być świadomi niebezpieczeństwa, które jest ogromne od momentu, kiedy powstała sieć internetowa i kiedy każdy może tam wrzucić swoje dzieła.
[02:24:41] - Jeszcze parę komentarzy na zakończenie audycji. Maku66 na czacie Radia Paranormalium podzielił się swoim sposobem, jak wyłączyć tę gadającą postać, która nas zagaduje. Domniemuję, że Maku ma pewne doświadczenia w kontaktach z takimi postaciami w snach. „Jeśli to ma znaczenie, to wciągają mnie kolory i kształty przed oczami, aby wyłączyć gadacza w głowie.”
[02:25:15] - Wciąga. Jeszcze raz!
[02:25:18] - Jeśli to-
[02:25:19] - Jeszcze raz, bo nie złapał.
[02:25:21] - Zacytuję dosłownie to, co napisał Maku66 w swoich wpisach. „Jeśli to ma znaczenie, to wciągają mnie kolory i kształty przed oczami, aby wyłączyć gadacza w głowie.” Troszkę niejasno to sformułowałeś, Maku66, ale spróbujemy dojść, o co ci chodzi.
[02:25:44] - Ciężko. Czuję się trochę, jakbym czytał tutaj teksty pani profesor Uniwersytetu Gdańskiego, Julii Bralik-Kopeć. Przyznaję, że nie do końca wiem, o co chodzi.
[02:25:57] - Chodzi mu o to, żeby po prostu wyobrazić sobie takie kształty i kolory czy różne rzeczy w momencie, gdy uaktywnia się ta istota, która nas próbuje zagadać. Ja to tak rozumiem przynajmniej.
[02:26:14] - Też swego rodzaju uwarunkowanie, wyrobienie w sobie pewnego odruchu, że w momencie, kiedy ktoś zaczyna zagadywać, w świecie marzenia sennego pojawiają się jakieś ostrzeżenia w postaci czy to obrazów, jakichś figur, dźwięków, kolorów. Nie próbowałem. Najprościej, proszę państwa, uważać. Najprościej nie wdawać się w długie dyskusje z postaciami sennymi. Warto, i to jest bardzo skuteczne, podczas takiej rozmowy z postacią senną co jakiś czas wtrącać jej, że czy wie, że to sen, że wiemy o tym, że nie jest prawdziwa. Są to takie komunikaty, które będą utrzymywać wysoki poziom pobudzenia tej części mózgu, o której dzisiaj mówiłem, odpowiadającej za self-awareness, naszą samoświadomość, metakognowanie ścieżkowo-bocznej kory przedczołowej. I takimi komunikatami okraszać naszą rozmowę. Często mogą państwo zauważyć, jeśli spróbujecie śnić świadomie, a ci, którzy doświadczają świadomych snów, być może potwierdzą, że postaci senne różnie reagują na takie komunikaty, że nie istnieją albo że jest to sen. Zwykle ich reakcje są dość nieprzyjemne. Nie wiem dlaczego.
Mogę się zastanawiać, tworzymy hipotezy. Jeśli te postacie senne są odbiciem samych naszych własnych przekonań, to jakbyście się poczuli, proszę państwa, gdyby ktoś was poinformował, że nie istniejecie? Świetnie to zostało przedstawione w filmie „Otwórz oczy” i w jego remake'u amerykańskim „Vanilla Sky”, gdzie terapeuta, który zajmuje się głównym bohaterem, dowiaduje się od niego, że wcale nie istnieje i został przez niego wymyślony. Totalnie się człowiek załamuje i zaczyna płakać. Terapeuta nie poradził sobie z tym ciężarem, niestety. Pewnie każdy z nas by tak zareagował, prawda? Jakby ktoś nam udowadniał, że nie istniejemy. I pewnie dlatego postacie senne, które są odzwierciedleniem naszych własnych fobii, myśli, przekonań, też w ten sposób reagują. Ale to jest właśnie tak: rozmawiamy z jakąś postacią senną, żeby nas nie zagadała, nie sprawiła, że utracimy tą samoświadomość, to okraszać tą rozmowę takimi stwierdzeniami, które utrzymują nas w tej świadomości, że śnimy.
[02:28:54] - Maku teraz doprecyzował na czacie, o co mu dokładnie chodziło. On wtedy mówił nie o śnieniu, tylko o medytacjach. Tak, pewnie też się da uciszyć tego gadacza. Jeszcze kilka komentarzy tutaj zostało od Humane Rosa. Humane Rose napisał między innymi tak: „Na pewno niektórym jest łatwiej. Na przykład u osób leworęcznych ośrodek mowy może być w prawej półkuli, a wielkość spoidła nawet 20% większa w porównaniu do osób praworęcznych. Dobrze rozwinięte spoidło to lepsze połączenie międzypółkulowe, a to ma istotny wpływ na LD”.
[02:29:41] - Te połączenia międzypółkulowego, to wiąże się to z pojęciem lateralizacji mózgu, przekonaniem o tym, że każda półkula jest inna w sensie funkcjonalnym i odpowiada za coś innego. Jest to bardzo głęboko zakorzenione przekonanie i w związku z tym dużą rolę przykłada się do wielkości spoidła wielkiego między półkulami i przepływu sygnału między jedną półkulą a drugą. Na tym opiera się chociażby jedna z technik Wschodu, która przyjęła się bardzo szeroko. W Polsce jest stosowana w szkołach, jest stosowana między innymi z dziećmi niepełnosprawnymi. Swego czasu, kiedy odbywałem praktyki studenckie w jednej ze szkół, było to gimnazjum dla dzieci z niepełnosprawnością umysłową. Jedną z takich technik, które były stosowane w pracy z tymi dziećmi, była metoda Dennisona. Metoda Dennisona, nazywana również kinezjologią edukacyjną, miałaby polegać na wykonywaniu pewnych ruchów, technik, sposobów, które miałyby doprowadzić do lepszego przepływu sygnałów między jedną a drugą półkulą. Czyli było to zasadzone na tej wierze w lateralizację mózgu. To, że w dużej mierze każda półkula naszego mózgu odpowiada za zupełnie coś innego i trzeba zwiększyć komunikację między jedną a drugą. Jestem głęboko przekonany o tym, że kinezjologia wcale nikomu nie służy tak naprawdę.
Swego czasu wiele pisałem o tym, że kinezjologia jest tak naprawdę wymysłem i to wymysłem z pogranicza ezoteryki i że wprowadzanie tej metody do szkół, prowadzenie kursów przez państwowe ośrodki, takie jak wojewódzkie ośrodki metodyczne, które finansują również kursy z kinezjologii, jest swego rodzaju kpiną z racji tego, że nie ma żadnych wiarygodnych badań naukowych odnoszących się do skuteczności kinezjologii, która miałaby się opierać na teorii lateralizacji mózgu i przekonaniu o tym, że powinniśmy polepszyć przepływ sygnałów między tymi półkulami. Tak naprawdę teoria lateralizacji mózgu jest teorią starą, mimo że często się ją powiela, bardzo często uczy się jej w szkołach, w tym szkołach wyższych, nie uczono o lateralizacji mózgu. To tak naprawdę nie jest prawda. Mimo że każda półkula naszego mózgu jest powiązana z twierdzeniem, że za określone czynności, określone zdolności czy umiejętności odpowiada rejon w lewej albo rejon w prawej. Z tym, że to nie jest prawdą. Nie istnieją takie bardzo spomasowane moduły, które byłyby umiejscowione w jednej bądź w drugiej części mózgu. Te ścieżki neuronowe, które miałyby odpowiadać za jedno bądź drugie, są bardzo płynne, na co wskazuje najlepiej fakt ludzi z uszkodzeniami mózgu. Ludzie, którzy doświadczają uszkodzeń określonej części mózgu, często aktywują się u nich rejony zupełnie inne, również w innych półkulach mózgowych, które przejmują funkcje uszkodzonej części. Ciężko mówić o tym, że możemy wykonać badania. Zdolności jakieś miałyby być umiejscowione w jednej bądź drugiej półkuli.
W związku z tym ważne jest zwiększenie przepływu między jedną a drugą, a za tym idzie ogromna rola spoidła wielkiego. Ta lateralizacja mózgu wcale nie jest tak wielka, jak mogłoby się wydawać.
[02:34:04] - Mamy jeszcze parę komentarzy od Humanairosa, który tutaj się bardzo rozpisał. Zobaczmy, co on tutaj pisze. Podczas OOBE osoba ma wrażenie przebywania poza ciałem, podczas NDE też i podczas LD również. Gdzie jest różnica?
[02:34:30] - W świadomości. Osoba, która doświadcza OOBE i osoba, która doświadcza NDE, jest najczęściej głęboko przekonana o tym, że rzeczywiście opuściła swoje ciało i znajduje się w jakiejś przestrzeni pozacielesnej. W przypadku osoby, która śni, czy też osoby, która śni świadomie, doświadcza lucid dream, ona wie, że żadnego ciała nie opuściła, że nie znajduje się w jakiejś innej przestrzeni, przestrzeni pozacielesnej. Nawet tak nie uważa. Na tym właściwie polegałaby ta różnica. Ja rozumiem podejście kolegi Humanairosa, a tak naprawdę jest to kłótnia leksykalna, językowa. Czy jeśli ktoś śni, to możemy powiedzieć, że przebywa poza ciałem? Nie, nie uważam, żeby jego jaźń opuściła miejsce swojego pobytu, którym jest ciało. Jeśli przyjmiemy, że wszystko, co dzieje się we śnie, rozgrywa się w ciele, bo rozgrywa się w mózgu, to tego ciała nie opuszcza. Oczywiście moglibyśmy się bardzo długo sprzeczać o kwestie językowe, ale nie jestem przekonany, czy to ma znaczenie i czy to kogokolwiek zainteresuje.
Czy rzeczywiście, jeśli ktoś odczuwa, skoro znajduje się we śnie, to odczuwa to swoje ciało senne, fizyczne jako prawdziwe. W związku z tym musi mieć to poczucie, że jego jaźń znajduje się w jakimś innym miejscu niż jego ciało. Jednak jeśli będzie w to wierzył, jeśli będzie przekonany, że jego jaźń znajduje się w innym miejscu niż ciało, to ciężko mówić tutaj o świadomości związanej ze świadomym śnieniem. Osoba, która śni świadomie, jak najbardziej jest świadoma tego, że ciała nie opuściła, że jego jaźń nie znajduje się w jakimś świecie pozacielesnym, a że wszystko dzieje się w głowie. To są kwestie takie, jak mówię, językowe. Trudno się o to sprzeczać.
[02:36:39] - I jeszcze dwa pytania od Humanairosa. Pierwsze: LD, NDE daje skalę doświadczeń od marzeń sennych do... No właśnie. I drugie pytanie: po jakim czasie od momentu zatrzymania akcji serca znika aktywność fal mózgowych?
[02:37:02] - Zacznę od drugiego pytania. Nie mam pojęcia . Nie wiem, dlaczego kieruje się do mnie to pytanie. Znaczy mniej więcej wiem, bo rozmawialiśmy tutaj o tym, że w momencie, kiedy ktoś doświadcza NDE, mówił tutaj kolega Humanairos, zresztą pisał, że zdarzał się brak odczytu fal mózgowych, a więc brak odczytu na EEG przy jednoczesnym doświadczaniu jakichś zjawisk z pogranicza śmierci, a więc zjawisk określanych NDE. W związku z tym chce pewnie określić, kiedy ktoś umiera, żeby móc stwierdzić, czy faktycznie doświadcza tych zjawisk po swojej śmierci. Określenie momentu śmierci to jest coś niezwykle fascynującego. Czytałem niedawno ciekawą pozycję „Etyka a transplantacje”. Bardzo dużo miejsca, więc tego, że dotyczy etyki, poświęcono tam kwestii określania momentu śmierci, ponieważ jeśli nie wszystkie, to większość kontrowersji związanych z transplantacjami dotyczy tego, w jaki sposób określić, że ktoś nie żyje. W jaki sposób określić to, że ktoś przestał być funkcjonalną jednostką biologiczną? Od wieków były na to różne sposoby.
Jednym z nich, ale to już bardzo dawno, było określenie tego, kiedy przestaje bić serce. Dzisiaj to, że przestaje bić serce, nie jest żadnym dowodem na to, że ktoś umarł. To jest niesamowicie interesująca kwestia. Odsyłam do książki „Etyka transplantacji”. Dzisiaj możemy mówić o ideologii, którą można by nazwać mózgocentryzmem, ponieważ największą rolę przypisuje się mózgowi. Co za tym idzie nawet nie do samego mózgu, bo kiedyś, jeśli nie kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu definicją śmierci człowieka była śmierć mózgowa, czyli moment, w którym przestał funkcjonować jego mózg jako organ, jako całość. Od niedawna przyjęliśmy określoną definicję śmierci, którą stosujemy do dzisiaj, która pozwala nam określić, że ktoś nie żyje, definitywnie przestał istnieć jako jednostka ludzka. Chodzi oczywiście o śmierć pnia mózgu, określonej części mózgowia. I tak jak kiedyś zaczynaliśmy od organizmu ludzkiego poprzez różne układy: serce, oddychanie, tak skupialiśmy się na poszczególnych organach jak mózg, tak dzisiaj zajmujemy się tylko i wyłącznie określonym fragmentem mózgu, jakim jest śmierć jego pnia. Z racji tego, że pień mózgu odpowiada za wszystkie mimowolne odruchy, które są konieczne do samodzielnego życia.
Zdarza się, proszę państwa, że osoba z uszkodzonym pniem mózgu, to jest zresztą jedna z kwestii poruszanych w książce, do której odsyłam, nie ma uszkodzonych wyższych funkcji mózgowych i przed śmiercią chroni ją to, że jest podłączona do maszyn, które odpowiadają za te wszystkie mimowolne funkcje, takie jak oddychanie czy bicie serca. Osoba taka jest świadoma tego, co się z nią dzieje i jest świadoma tego, że tak naprawdę z punktu widzenia biologii nie żyje. Jest sztucznie podtrzymywana przez maszyny, nie może w ten sposób funkcjonować, w związku z czym zostaje odłączona od tej maszynerii, która podtrzymuje życie. Trochę przypomina to kwestię określenia tego, kiedy płód staje się człowiekiem, czyli momentu, kiedy moglibyśmy terminować płód, przerwać ciążę. Tym momentem jest najczęściej ten moment, w którym płód jest w stanie samodzielnie funkcjonować poza organizmem matki. Czyli to znaczenie w określaniu człowieczeństwa, tego, kto jest człowiekiem, a kiedy przestaje być człowiekiem i staje się zwłokami, dotyczy tak naprawdę określenia tego, czy jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Dzisiaj uważamy, że bez pnia mózgu, z uszkodzonym pniem mózgu, a z brakiem aktywnego pnia mózgu, kiedy ta część mózgu nie jest aktywna, ktoś taki przestaje być człowiekiem, nie jest w stanie funkcjonować, nie jest w stanie żyć. I tak stwierdzamy, że ktoś umarł. Także jeśli zastanawialibyśmy się nad tym, w którym momencie możemy uznać, że ktoś umarł, a mimo to doświadcza zjawisk, o których mówimy NDE, to musielibyśmy odwoływać się do momentu, od kiedy przestaje być aktywny pień mózgu. I w takim przypadku moglibyśmy mówić o tym, że ktoś rzeczywiście nie żyje, a doświadcza różnego rodzaju stanów i mówić o tym, że doświadcza ich po śmierci.
Bicie serca tutaj jakiegoś wielkiego znaczenia nie przywiązywałbym, może w ten sposób do tego. Zapomniałem pierwsze pytanie, bo się długo-
[02:42:39] - Pierwsze pytanie dotyczyło skali doświadczeń. Może przytoczę je w całości: „LD, NDE daje skalę doświadczeń od marzeń sennych do...”
[02:42:52] - Rozumiem. Co takiego miałoby się wydarzyć w NDE? Czy rzeczywiście moglibyśmy mówić o tym, że między LD a NDE rozciąga się tak naprawdę skala ludzkiego doświadczenia od marzeń sennych, po doświadczenia pośmiertne, po doświadczenia pozacielesne związane z opuszczaniem swojego ciała biologicznego? Nie sądzę. Tak jak mówiłem, jestem raczej sceptyczny w tej kwestii, choć zastanawiam się czasem, co dzieje się z nami po śmierci i czy faktycznie coś po nas zostanie. Jeśli już tak bardzo przypiera mnie do muru z pytaniami na temat tego, czym miałoby być NDE, a więc jakiego rodzaju doświadczeniem, w związku z tym o jakiej skali doświadczeń między LD a NDE moglibyśmy mówić. Doświadczenia bliskie śmierci są dla mnie doświadczeniami związanymi z wygaszaniem się funkcji wyższych części mózgu. Wyrzut ogromnych ilości substancji, który temu towarzyszy, może powodować różnego rodzaju halucynacje, które są później opisywane jako doświadczenia bliskie śmierci. I w ten sposób bym to rozpatrywał. Uważam, że wszystko, począwszy od LD, które przedstawiałem dzisiaj jako pewną funkcję wynikającą z biologicznego, neurologicznego, fizjologicznego funkcjonowania naszego organizmu, bo NDE byłoby tak naprawdę zakorzenione również w naszym mózgu, w naszej fizjologii, w naszym doświadczeniu, że tak powiem, cielesnym.
[02:44:56] - Będziemy już powolutku kończyć, bo o 23:00 zchodzi na antenę Radia Paranormalium „Hiperprzestrzeń”. W ogóle to my planowaliśmy dzisiaj nadawać do 22, ale oczywiście audycja troszkę się przedłużyła.
[02:45:09] - Troszeczkę.
[02:45:11] - A słuchacze chyba nie mają nic przeciwko, prawda?
[02:45:15] - W ogóle. Uwielbiam to, wręcz. Żałuję, że przez te dwa tygodnie nie mogłem być. Także dzisiaj uważam, że wybawiłem się z państwem, ze słuchaczami za te dwa tygodnie, kiedy nie byłem. Także czuję się usprawiedliwiony.
[02:45:37] - Słuchaj, zawiesił się program nagrywający naszą audycję, także będę musiał jakoś... Nagrał 2 godziny 34 minuty i się powiesił radośnie. Przeszedł w stan nieświadomego snu. Ale ja nagrywam zawsze na dwa fronty, więc myślę, że audycję uda się w całości odzyskać. Czy chciałbyś może powiedzieć jeszcze na koniec parę słów do słuchaczy, podsumować krótko dzisiejszą audycję? Jeżeli da się podsumować oczywiście audycję trwającą prawie trzy godziny.
[02:46:15] - Oczywiście. Postarajmy się zebrać to, co dzisiaj zostało, proszę państwa, powiedziane. Jeśli chcemy promować wiedzę o świadomym śnieniu, jeśli chcemy zajmować się oneironautyką, musimy tak naprawdę znać podstawy tego zjawiska i podstawy tego, w jaki sposób funkcjonujemy podczas świadomego snu. Dlaczego? Po co? Jeśli, dajmy na to, za kilka miesięcy, daj Boże nie dłużej, badania pani doktor Schieve wskażą, że jednak ćwiczenia związane z rozwojem samoświadomości, związane z rozwojem metapoznania w żaden sposób nie prowadzą jednak do rozwoju określonych części mózgu, do wykształcenia się gęstszej sieci neuronowej w grzbietowo-bocznej korze przedczołowej, to znaczy, że wszystkie nasze wysiłki związane z osiąganiem LD tak naprawdę spalą się na panewce. I będziemy męczyć się bez powodu i bez celu. Żeby tego nie robić, musimy śledzić tego typu badania i na nich opierać swoją wiedzę dotyczącą LD. Zjawiskiem, które mnie przeraża, a które jest ogromnie powszechne, jest opieranie przez większość oneironautów swojej wiedzy na temat tego, co przekazują inni, a więc tak zwanych dowodów anegdotycznych. Bo ja tego doświadczyłem, bo jaśniłem świadomie, wyglądało to tak i tak.
Spędziłem tam trzy lata w jedną noc. I później opieranie się na tym w swojej praktyce, czy co więcej, przekazywanie dalej tych mitów. Ogromna większość oneironautów nie korzysta z tej wiedzy, którą przekazują im naukowcy z prostego powodu: jest to wiedza trudna. Nie jest łatwo zrozumieć, co oni chcą nam przekazać przez tą swoją sterylną pisaninę, przeczytać nazwę grzbietowo-bocznej kory przedczołowej. Jak mamy LDSPC, to trafia nas po prostu szlag. Zamykamy te publikacje i nie czytamy. Dlatego tak wielką rolę odgrywają wszelkiego rodzaju organizacje, instytucje, zrzeszenia, fora, fanpage, strony, które zajmują się popularyzacją oneironautyki. Z tego miejsca, z anteny Radia Paranormalium, dzisiaj z audycji, która miała trwać dwie godziny, trwa trzy, przekazuję prośbę do wszystkich oneironautów, którzy są tak zwanymi prosumentami, jakby to ujął Alvin Toffler. Czyli nie tylko korzystają z wytworzonej wiedzy, ale też ją tworzą, publikując różnego rodzaju treści w Internecie, do tego, żebyście spróbowali przekazywać w sposób zrozumiały dla innych wiedzę naukową dotyczącą LD, wiedzę dotyczącą badań, które są prowadzone, bo jak widzimy, są one niezwykle fascynujące. Najnowsze badania sprzed zaledwie miesiąca pokazały nam, że świadome śnienie jest możliwe.
Mamy niezbity dowód. Pokazano nam, że istnieją strukturalne różnice w mózgu między oneironautami a osobami, które świadomego śnienia nie doświadczają. Być może niedługo dowiemy się, czy te strukturalne różnice wynikają z ćwiczeń, wynikają ze stosowania różnego rodzaju technik, co będzie bardzo ciekawe. Kiedy patrzy się jednak na te publikacje naukowe, jak są przygotowane, to już wcale tak fascynująco nie wyglądają. Czytać o funkcjonalnym rezonansie magnetycznym, o wstrzykiwaniu kontrastów i tym podobne O tym, jakie części mózgu się aktywują. Kto normalny zrozumie, o co chodzi? Dlatego wielka, ogromna rola tkwi w tych, którzy popularyzują wiedzę na temat LD. Wielka, ogromna rola tych wszystkich prosumentów, którzy tworzą te treści w internecie. Jeśli rozumiecie, na czym polega LD, przestańmy reprodukować mity. Przestańmy reprodukować zasuszone wieści.
Zacznijmy reprodukować wnioski, które wynikają z miesięcy, jeśli nie z lat badań po to, żebyśmy mieli twarde dowody, którymi możemy się posłużyć i żeby nikt nigdy nie powiedział nam, że świadomy sen jest niemożliwy. Brak dowodów. Po to, żeby nikt nigdy nie stawiał świadomego snu na równi z różnego rodzaju ezoteryką. Po to, żebyśmy nie wrzucali do jednego worka, jak dzisiaj było to pokazane, takich zjawisk jak OOBE, LD czy ND. Po to, żebyśmy mogli pokazać: badania pokazują, świadomy sen jest możliwy, a działa to tak, tak i tak. Zostało to potwierdzone w sposób naukowy, w praktyce. Dzięki temu świadomy sen zyska należną mu rolę, zyska należną mu rangę i miejmy nadzieję, że być może również polskie środowisko naukowe zacznie interesować się tym tematem i to my zaczniemy wysyłać w świat informację, że uniwersytet w Polsce udowodnił, że jest możliwe uzyskiwanie świadomości w czasie marzenia sennego i to przez każdego tym zainteresowanego. O wynikach badań, które zostaną przeprowadzone, które będą dotyczyć tego, czy rzeczywiście ta część mózgu odpowiedzialna za samoświadomość może być zmieniana w sposób strukturalny przez ćwiczenia, poinformujemy i na naszej stronie, i na antenie Radia Paranormalium. Zachęcamy do słuchania. Zapraszam za tydzień.
Będzie równie ciekawie. Dołączą inni, na co ogromnie liczę.
[02:52:46] - Dzisiaj była audycja w bardzo kameralnym składzie, żeby nie powiedzieć w duecie.
[02:52:53] - Tak jest, ale to bardzo przyjemny duet. Mi się zawsze z Markiem świetnie współpracowało, także jak zwykle daliśmy radę. Czemu mielibyśmy nie dać? Mam nadzieję, że się państwu podobało. Zachęcam do interakcji. Starałem się dzisiaj, o ile to możliwe i o ile moja wiedza mi na to pozwala, odnieść się do różnego rodzaju komentarzy. Także czekamy zawsze na państwa opinie, na groźby i obelgi. Bardzo chętnie się odniesiemy.
[02:53:24] - Na hejty.
[02:53:26] - Na hejty, tak. Na wszystkich hejterów.
[02:53:28] - Czekamy na hejty.
[02:53:32] - Także proszę państwa, zaczynamy zwykle od LD, rozmawiamy o snach świadomych, dochodzimy do granic życia, określania momentu śmierci. Jak zawsze ciekawie. Zapraszam za tydzień. Wykończony do granic możliwości Mariusz Sobkowiak.
[02:53:50] - Dzisiaj chyba nie było nic o seksie.
[02:53:53] - O przepraszam. Seks w LD to świetna sprawa. Dziękuję.
[02:53:59] - Dziękujemy również. Z tej strony Marek Sęk "Ivellios". Był z nami dzisiaj Mariusz Sobkowiak z Ruchu Oneironautycznego. Dziękujemy bardzo serdecznie Mariuszowi za długi wykład o neurobiologii, neurofizjologii LD, czyli o dowodach naukowych na występowanie świadomych snów. Audycja będzie już niedługo dostępna do pobrania w naszym radiowym archiwum na www.paranormalium.pl. Tam również można komentować, dyskutować, udostępniać audycję swoim znajomym na Facebooku. Zachęcamy również do wgrywania audycji na Chomiki, jeżeli ktoś ma konto na takim czynnym serwisie. Zachęcamy do udostępniania audycji z Radia Paranormalium, między innymi audycji „Świadomy sen. Nasz drugi świat”. Linki z dzisiejszej audycji będą również podane w opisie w naszym archiwum na www.paranormalium.pl.
Dziękujemy bardzo za uwagę i życzymy pięknych, kolorowych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.