[00:01] - To think for yourself and question authority. To był jak zwykle Timothy Leary, który powiedział bardzo cenną rzecz moim zdaniem, ale o tym to może kiedy indziej. A dzisiaj przede wszystkim końcówka tematu związanego z okultyzmem. Takie zakończenie tryptyku, przynajmniej jak na razie. Także dzisiaj okultystycznie. Koniec tryptyku, proszę państwa, ale zanim zacznę, oczywiście jak zwykle, jak tradycja nakazuje, przede wszystkim pozdrawiam wszystkich mecenasów Radia Na Fali. Peace and love, kochani. Wielkie dzięki za wspieranie. Dziękuję w ogóle wszystkim serdecznie za maile, za kontakt bezpośredni. To bardzo sympatyczna rzecz, proszę państwa, bardzo sympatyczna rzecz.
Jak zwykle muszę się rozgadać troszeczkę. Oczywiście pozdrawiam słuchaczy offline. Peace and love, kochani, gdziekolwiek byście nie byli. Pozdrawiam słuchaczy online, którzy są tu i teraz, właśnie w tym miejscu i robią tę atmosferę, tę jakże przyjemną i radosną atmosferę w Radiu Na Fali i w hiperprzestrzeni. Pozdrawiam was wszystkich na czacie. Też już tam jestem jednym okiem, jak zwykle. Zapraszam na naszego radiowego Skype'a, czyli radionafali.com, jak macie jakieś refleksje. A dzisiaj mam nadzieję, że się pojawicie troszeczkę intensywniej na tym Skype'ie, bo ostatnio taka cisza zamarła, jakby makiem zasiał. Cicho się zrobiło. Także dzisiaj mam nadzieję, że się po prostu będziecie odzywali troszkę częściej.
A i też temat taki, że mam nadzieję, że macie troszkę własnych refleksji na ten temat. Anyway. Zapraszam oprócz tego na Facebooka radiowego oczywiście jak zwykle, na Twittera i do pozostałych audycji w Radiu Na Fali, o których zapewne przypomnę na końcu tej hiperprzestrzeni. Właśnie, à propos mecenasów, moi drodzy, bo zapomniałem powiedzieć w czwartek w syntezie o tym powiedzieć, w wieczorowej porze w czwartek. W ogóle zapomniałem kompletnie na śmierć o tym. Grzegorzu, przepraszam. Słuchajcie, Grzegorz ma prezent dla najbardziej hojnego mecenasa w tym miesiącu, mecenasa Radia Na Fali. Jest to książka, proszę państwa. Już wam mówię, jaka to jest książka. To jest książka „Krajobraz mojej duszy” Jarosława Bzomy.
Pierwszy tom: „Księga o podróży nocnej”. Wszystkie sprawy związane ze snami, ze świadomym śnieniem i tak dalej. Zresztą słuchajcie, jeżeli chcecie się dowiedzieć trochę więcej, jeżeli chcecie posłuchać snów, to oczywiście zapraszam was dzisiaj na wieczorową porę. Są bardzo ciekawe sny. Ja mam swoje takie bardzo ciekawe dwa sny. Są bardzo ciekawe sny od Grzegorza. Od was nic nie dostałem. Kurczę, nie wiem. Jeżeli macie jakiś sen, to wysyłajcie, ja je czytam tam wieczorowej porze. Ale o tym to, tak jak wspomniałem przed chwilą, w wieczorowej porze te wszystkie sny i wszystkie te historie.
I czas najwyższy chyba, żebym przeszedł do tematu dzisiejszej audycji, dzisiejszego odcinka „Hiperprzestrzeni”, czyli ciało energetyczne. Tak sobie to wstępnie nazwałem. I to takie właśnie wykończenie tematu okultyzmu. Dzisiaj chcę się zastanowić troszeczkę nad sposobem używania tej technologii, tak można by to określić w bardzo wielkim skrócie. Bo tak jak wspominałem w poprzednich odcinkach o różnych aspektach tego, jak to funkcjonuje dzisiaj, jak to jest wykorzystywane w propagandzie, jak to jest niecnie wykorzystywane przeciwko nam, można tak to chyba w skrócie i najszybciej powiedzieć. Więc chyba czas najwyższy, żebym wspomniał, jeżeli kogoś zaświerzbiło i stwierdził: „Kurczę, to ja też to wykorzystam do jakichś niecnych celów i będę taki niecny i może los przygarnie mi jakieś benefity z tej okazji”, to dzisiaj opowiem, dlaczego nie warto używać tej wiedzy w zły sposób i jakie są konsekwencje tego używania. Po drodze wrzucę wam kilka swoich refleksji związanych z tym tematem. Dzisiaj chciałbym troszeczkę właśnie od tej strony ruszyć i właściwie zakończyć jak na razie temat okultyzmu i zacząć od tego, czym właściwie jesteśmy. Od postawienia takiego prostego pytania: kim, czym jesteśmy? To jest taka dosyć, myślę, istotna sprawa, która się z tym wszystkim wiąże.
Dosyć solidnie się wiąże, bo właściwie od naszej definicji tego, kim jesteśmy, zależy sposób postrzegania rzeczywistości, która jest dookoła nas, tudzież cokolwiek jest dookoła nas. Nasze aktualne podejście, może nie akurat nasze personalnie, czyli ciebie, droga słuchaczko i ciebie, drogi słuchaczu, przynajmniej nie podejrzewam was o to absolutnie. Ale jeżeli chodzi o takie cywilizacyjne zręby i podwaliny tego, co jest dookoła nas, to co tu dużo mówić, żyjemy w takiej lekko disneyowskiej, nawet nie lekko, w takiej bardzo mocno disneyowskiej krainie wymyślonej przez Walta Disneya. Królewicze z bajki, księżniczki z bajek. Doskonałość, perfekcja na każdym kroku. Reklamy w telewizji, które mówią nam, że musimy być sterylni, tacy wręcz perfekcyjni. Doskonałość jest takim Świętym Graalem dzisiejszych czasów i to taka doskonałość, która polega na tym, że stajemy się albo królewiczem z bajki, albo taką królewną z bajki. Nikt nie puszcza bąków, nikt nie śmierdzi i tak dalej. Wszystkie te szalone pomysły, jak zamienić siebie na robota, takiego cyborga, który właściwie nie posiada już nic poza tak zwanym z angielskiego good look, czyli dobrym wyglądem. Właściwie nasza cała cywilizacja gdzieś tam zdryfowała dokładnie w kierunku jakiejś bardzo dziwnej obsesji na punkcie tego, kim jesteśmy.
Świadomość tego, kim jesteśmy, została zastąpiona przez percepcję tego, jak wyglądamy względem pewnych kanonów cywilizacyjnych. Co się w ogóle dookoła nas dzieje względem właśnie owych sterylnych, dziwnych zasad, które zostały wymyślone i właściwie pochodzą chyba tylko i wyłącznie z filmów i jakichś dziwnych wyobrażeń o tym, czym właściwie powinniśmy być. I czym chyba jesteśmy albo gdzie powinniśmy zmierzać i tak dalej. Cała ta szalona koncepcja współczesnego świata dookoła nas, czyli naszej cywilizacji. Ta bardzo disneyowska historia, gdzie jelonek Bambo. Myślę, że wszyscy doskonale rozumiemy, o co chodzi z tą nadmierną perfekcją i doskonałością, która jest szlifowana przez naszą cywilizację, próbującą wpoić nam, że taki jest właściwie obraz nas samych, że jesteśmy dokładnie taką istotą. A jeżeli nie jesteśmy, to powinniśmy dążyć przez całe życie do uzyskania tej szalonej perfekcji, do uzyskania tej doskonałości w czymkolwiek, co nie robimy, w czymkolwiek, co się dzieje dookoła nas. Ona ma się manifestować. Musimy zrealizować ten cywilizacyjny mit i stać się kimś, kto sprosta tym wszystkim wyobrażeniom, które są właśnie w owej tak zwanej popularnej kulturze, które są w bajkach, które są dookoła nas. Właściwie te bajki, które są dookoła nas, to już są takie wymyślone przez scenarzystów i producentów po to, żeby umieścić tam tak zwany product placement, czyli wrzucić reklamę jakiejś korporacji, z reguły najczęściej jakiegoś napoju gazowanego.
Tego typu rzeczy. Jakiegoś hamburgera. I wszystko to nam opowiedzieć w taki zgrzebny sposób, żebyśmy kupili to jako część samych siebie i uwierzyli, że to jest właśnie nasza predestynacja. To jest to miejsce, gdzie powinniśmy zmierzać. To jest to, czym jesteśmy i to jest esencja tego, kim jesteśmy i czym jesteśmy. Dobra, zacznijmy może od tej koncepcji człowieka, bo myślę, że koncepcję cywilizacyjną, która dookoła nas panuje, wszyscy doskonale znamy. Jak wcześniej wspomniałem, nie jest to żadną zagadką dla nikogo tutaj obecnego. Ale zanim zacznę o tej troszkę innej koncepcji, która dalej żyje na świecie, dalej funkcjonuje, ona dalej istnieje i myślę, jest tą sensowną koncepcją, tą właściwą koncepcją nas samych, to może jakaś muzyczka, proszę państwa. A wy słuchacie oczywiście Radia Na Fali, audycji Hiperprzestrzeń. Ja mam na imię Tomek, a wszystko to jest dodatkowo jeszcze transmitowane w Radiu Paranormalium.
I czas na muzyczkę. A wy słuchacie oczywiście Radia Na Fali. Ja mam na imię Tomek, a to, czego słuchacie, nazywa się Hiperprzestrzeń. Jest piękny sobotni wieczór. Nawet jeżeli słuchacie tego offline w jakikolwiek inny dzień tygodnia, to tutaj jest właśnie sobota. Także podróżujecie w czasie i przestrzeni. Pozdrawiam oczywiście słuchaczy Radia Paranormalium. Dziękuję za pozdrowienia. Kontynuuję tą całą opowieść. Właściwie może nie tyle opowieść, ile dzisiaj zdecydowanie bardziej rozważania.
Takie podsumowujące troszeczkę te kilka wątków, które się pojawiły właśnie dookoła okultyzmu związanych z koncepcją nas samych, tym, kim jesteśmy, właściwie czym jesteśmy. Właściwie można to w obydwie strony, bo kiedy to tak sprecyzujemy, to wiadomo, że widzimy się fizycznie jako istoty, czyli jesteśmy kimś, jesteśmy czymś. Czyli jesteśmy taką materialistyczną reprezentacją pewnych mocy. A z drugiej strony wiemy, że konsekwentnie, jeżeli jesteśmy reprezentacją owych mocy, które się materializują, to jesteśmy czymś. Czymś poza tymi mocami, bo to coś oznacza coś więcej. I jest ślad tych wszystkich rzeczy dookoła nas. I właściwie tych śladów jest bardzo dużo. Wygląda to troszkę tak, jakbyśmy weszli na bardzo zatłoczoną plażę i udawali, że nie ma nikogo dookoła nas. Tak się zachowuje ta cała cywilizacja, w której aktualnie uczestniczymy, przynajmniej w tak zwanym piku, czyli takim najbardziej wysuniętym, zradykalizowanym i chyba najbardziej patologicznym kawałku tego wszystkiego. Więc ślady tego wszystkiego możemy spotkać chociażby w Indiach na Dalekim Wschodzie.
To są te wszystkie systemy, o których wspominałem w poprzednich odcinkach Hiperprzestrzeni. Nie religie, tylko właściwie takie systemy informacyjne, które przekazują nam tonę owych informacji o energetyce naszego ciała, o energetyce świata dookoła nas, o tym, jak to funkcjonuje, jak to się wszystko zazębia, jak to ze sobą współpracuje, gdzie są te wszystkie tajemnicze powiązania, które są z naszego punktu niewidoczne. Tak jak mówi alchemia, że wiedza jest niewidoczna, bo te wszystkie rzeczy są poza nami. One się nie materializują. Dopiero materializują się konsekwencje używania tych mocy. Wiem, że to może dla niektórych dziwnie brzmi, ale właściwie o to w tym wszystkim chodzi. Także jeżeli macie inny punkt widzenia, przekręćcie swoją głowę w troszeczkę inny sposób i potraktujcie to tak jak sytuacje, kiedy wszystkie rzeczy, które obserwujemy, są efektem działań pewnych niewidocznych mocy. To, co my obserwujemy, to, czego możemy dotknąć, fizycznie doświadczyć, jest już samą końcówką terminala. To już jest ostatni etap. Materializacja tego wszystkiego, co jest niewidoczne, co jest właściwie esencją stwarzania życia dookoła nas, bo o tym jest de facto mowa.
W naszym świecie te wszystkie bajki, te wszystkie mity zostały podporządkowane procesom związanym z chciwością, z patologią i wieloma innymi sprawami. Nie na darmo wspomniałem o Waltcie Disneyu i tych wszystkich królewiczach i królewnach z bajki, jelonku Bambi i całej tej historii, bo to wszystko właściwie zostało wymyślone po to, żeby nam sprzedać jakąś ideologię, za którą czai się ktoś, kto jest producentem jakiegoś produktu, który my z kolei kupimy i on dzięki temu będzie mógł zrealizować swoje marzenia w postaci kupna jeszcze większego jachtu, kupna kolejnego domu za parę milionów dolarów albo funtów i tak dalej. I zrealizowania swojej wizji, że jest panem świata. I te wszystkie bajki niestety, przynajmniej te, w których my żyjemy aktualnie w tej cywilizacji, mają odcisk kapitalizacji każdego możliwego elementu, właściwie ugniatania nas. Nie na darmo tam pracują sztaby psychologów dziecięcych, sztaby ludzi zajmujących się generalnie, mówi się psychologii. Ja może po prostu powiem w skrócie praniem mózgów, wciąganiem nas w jakieś rozgrywki, zabawy i przesuwaniem nas troszkę jak pionki po szachownicy w lewo, w prawo, tak żebyśmy byli dobrym produktem. Tudzież kupowali te produkty, które nam proponują bez żadnych problemów, tak żeby ich ryzyko było jak najmniejsze, a my sięgali do kieszeni jak najczęściej. Do tego się to właściwie sprowadziło. Ale te rzeczywiste koncepcje, kim i czym jesteśmy, tak jak wspomniałem, ocalały. Jest ich naprawdę dosyć sporo.
Może nie zawsze zauważamy te koncepcje dookoła nas, ale one są wszechobecne. To są te prawdziwe bajki, które nie są nacechowane opowieściami o tym, że mamy pójść i coś kupić, tylko są nacechowane pewną, jak to się mówi, mądrością ludową, pewnym morałem, tak zwanymi prawdami uniwersalnymi, które są w stanie przetrwać każde stulecie, każdą cywilizację, każdego króla, każdego prezydenta i każdą dyktaturę. I nigdy się nie zmieniają. I zawsze trwają dokładnie w tym samym miejscu. I zawsze mówią nam dokładnie to samo. To są takie kamienie milowe cywilizacji poniekąd. Coś, co się w ogóle nie zmienia, jest taką stałą intelektualną. I kiedyś ludzie teraz stali na tych bajkach tak, że podejrzewam, że trochę lepiej ogarniali rzeczywistość. Ale mniejsza o to. Nie będę dzisiaj robił takiego bitchingu, czyli skrzyczą na rzeczywistość, która jest dookoła.
Zajmę się ciałem energetycznym, chociaż troszkę dzisiaj poskrzeczę na tą rzeczywistość. Ale nie za dużo. Jest sobota, bez przesady moi drodzy. Więc te koncepcje przetrwały tak jak wspomniałem w Indiach, na Dalekim Wschodzie. Jest tego naprawdę sporo. Począwszy od tych wszystkich nauk, które niektórzy biorą bardzo mocno, bardzo dosłownie do siebie i nie wiem, czy do końca są w stanie zrozumieć, o co chodzi, zrozumieć wszystkie metafory tam zawarte. Ale mniejsza o to. Grunt, że to wszystko cały czas jest, funkcjonuje i że ktokolwiek z nas, kto chce i ma na to po prostu ochotę, może sobie z tego spokojnie skorzystać. Do nas te bajki wróciły w troszeczkę inny sposób. Znaczy bajki, ten rzeczywisty obraz świata, przynajmniej według mnie i według okultyzmu, według tych wszystkich alchemicznych prawideł, tak zwany szamański, można powiedzieć, obraz świata.
Ten wyłom w murze pojawił się dokładnie w latach 50., 60. To był ten właśnie wyłom w murze owej doskonałości reklam, gdzie wszyscy mają hollywoodzki uśmiech, wszyscy mają właściwą fryzurę, która pasuje do odpowiedniego sezonu, wszyscy mają odpowiednie ubrania. I nagle pojawił się gigantyczny wyłom w murze, którym była książka Carlosa Castanedy. Jeszcze wcześniej była książka Huxleya pod tytułem „Drzwi percepcji”. No i popchnęło troszeczkę. Te książki towarzyszyły substancji, która się nazywała LSD i wpuszczeniu jej na rynek. To właśnie był taki potężny wyłom w murze i okazało się, że właściwie nie musimy do końca partycypować w tym całym szaleństwie, które jest dookoła nas. Nie musimy udawać jelonka Bambi ani księżniczki z filmu Walta Disneya, ani księcia z filmu Walta Disneya, ani „101 dalmatyńczyków”. Możemy być tym, kim jesteśmy. I właściwie okazuje się, że kiedy wracamy do tego naturalnego obszaru odczuwania, przynajmniej w nas samych, właściwie okazuje się, że te wszystkie mody, te wszystkie trendy, te wszystkie sprawy, którymi nas ładuje się z zewnątrz w postaci masowej kultury, zupełnie nie mają żadnego znaczenia.
Właściwie nie grają żadnej roli w naszym życiu, poza tym, że jeżeli w to uwierzymy, to wtedy zaczną grać jakąkolwiek rolę. I tu właśnie wyszło takie szydło z worka. Okazało się, że to, w co wierzymy, właściwie buduje naszą rzeczywistość. I to po raz kolejny, podejrzewam, w cywilizacji się pojawił ten moment. Ten moment był na tyle intensywny, że ten wyłom zadziałał i to zadziałał bardzo solidnie. Właśnie Castaneda był takim dosyć specyficznym wyłomem. Właściwie nie tyle Castaneda, ile jego książka „Nauki don Juana”, bo tam pojawiła się z powrotem w takiej bardzo stechnokratyzowanej cywilizacji taka naturalna koncepcja tego, kim i czym jesteśmy. Koncepcja, która zawsze istniała, to nie jest zasługa Carlosa Castanedy. On po prostu ją, że tak powiem, przywrócił z powrotem do takiej publicznej informacji w tym świecie pełnym prądu elektrycznego w gniazdkach z trzema bocami i tak dalej. Ta koncepcja przede wszystkim pochodzi od szamanów, a właściwie nikt nie wie, jak bardzo stara jest.
Prawdopodobnie to jest taka esencja nas jako ludzkości, jako cywilizacji, jako po prostu istot chodzących po tej planecie. I co ta koncepcja najstarsza właściwie z najstarszych, najmniej skrzywiona, najmniej zdeprawowana, bo ona funkcjonuje gdzieś tam z reguły w dżungli, gdzieś na jakichś bardzo odległych peryferiach cywilizacji albo w miejscach, gdzie w ogóle ta cywilizacja nigdy nie dotarła. Ta koncepcja mówi o tym, że jesteśmy ciałem energetycznym i to bardzo dosłownie ciałem energetycznym. U Castanedy pojawia się ten koncept, że jesteśmy kulą. Ja o tym zdaje się kiedyś kilka razy wspominałem, także dzisiaj troszkę wreszcie mogę spokojnie rozwinąć ten wątek. Więc o co tu w ogóle w tym wszystkim chodzi? Wyobraźmy sobie nas samych. Właściwie nie musimy sobie wyobrażać. Wystarczy, że spojrzymy na nasze ręce, nasze nogi. Jeżeli ktoś ma lustro, może spojrzeć sobie prosto w oczy.
Cały ten koncept mówi o tym, że nasze ciało fizyczne to jest tylko element pewnej dużej struktury. Tą dużą strukturą jest kula. Wyobraźmy sobie potężną piłkę. Piłkę, która ma średnicę od 30 do 15 metrów. Jakoś tak. Po prostu potężna, okrągła piłka, a my sobie wisimy w tej piłce. I my jesteśmy manifestacją tych mocy. Cokolwiek robimy, cokolwiek odczuwamy, widzimy na odległość granic tej piłki albo dalej. Rezonujemy z kolejnymi piłkami, które są obok. I to jest podstawowa koncepcja tego, kim i czym jesteśmy, że jesteśmy tym ciałem energetycznym, które odczuwa świat poza naszą skórą, poza fizycznością.
To jest ten klasyczny numer, o którym wspominałem, że czujemy ludzi, chociaż jeszcze nigdy ich nie dotknęliśmy. Czujemy ludzi, chociaż nigdy ich jeszcze nie spotkaliśmy, po prostu czujemy świat. Stąd się biorą nasze tak zwane przeczucia, emocje w niektórych sytuacjach. To, co Rupert Sheldrake nazywa polem morfogenetycznym, to co niektórzy nazywają telepatią. To wszystko jest oddziaływanie owego energetycznego pola, które jest dookoła nas. My jesteśmy tylko fizyczną manifestacją w tym polu. Cała ta historia, którą Castaneda przywrócił do naszej szalonej cywilizacji, która gna w szalonym pędzie nie wiadomo gdzie na złamanie karku i na końcu skacze z klifu po to, żeby jeszcze lepiej wyglądać. Mówi o tym, że tylko traktując siebie w energetyczny sposób, jesteśmy w stanie poprawnie funkcjonować i że esencja naszego bycia tutaj polega na obsłudze owego energetycznego ciała, niekoniecznie na obsłudze fizycznego ciała. To jest rzecz drugorzędna. Musimy dbać o siebie i tak dalej.
Musimy czasami coś zjeść. Dobrze jest się wyspać. Dobrze jest pójść na spacer. Dobrze jest przytulić się do kogoś. Dobrze jest funkcjonować normalnie jako zdrowy człowiek. Dobrze jest zrobić przede wszystkim coś dla kogoś tak zwyczajnie i tak dalej. Takie czysto fizyczne, organiczne rzeczy, można powiedzieć. Ale te wszystkie czysto fizyczne, organiczne rzeczy są związane z tą strukturą energetyczną. I to jest taki połączony układ zasilający. O tym już Castaneda za bardzo nie pisał.
On właściwie skoncentrował się na kwestii kontrolowania ciała energetycznego, na tym, żeby swój umysł wyekstrahować poza swoją czaszkę. Troszeczkę jakbyśmy otworzyli sobie wirtualnie głowę, wyjęli ten cały mózg na zewnątrz, cokolwiek tam jest. Przede wszystkim nasze serce wyjęli na zewnątrz i nauczyli się obsługiwać tę energię. Tam jest taki fantastyczny opis tak zwanych srebrnych nici, które łączą nas z kosmosem i tak dalej. Nie będę wam o tych wszystkich rzeczach opowiadał. Naprawdę bardzo zachęcam do przeczytania Carlosa Castanedy. Jest naprawdę rewelacyjny set książek. Tego jest chyba z 10 tomów. Nie pamiętam w tym momencie tytułów. Pierwszy jest „Nauki Don Juana”, ale jeżeli chcecie znaleźć, to sobie bez problemu znajdziecie jak to się wszystko nazywa.
Jest trochę czytania, także na pewno nie skończy się po pierwszym tygodniu. Jest to zabawa na troszeczkę dłużej i myślę naprawdę ciekawa lektura. O co chodzi z kontrolą tej energii? Tu wrócę z powrotem do Indii, do Dalekiego Wschodu, bo dokładnie o tym samym mówią wszystkie te kultury, że kontrola tej energii odbywa się poprzez porzucenie iluzji ciała fizycznego, tej iluzji materii. W cudzysłowie iluzji, bo nie jest to iluzja. Naprawdę jesteśmy zbudowani z materii. Jeżeli się rozpędzimy i walniemy głową w ścianę, to naprawdę bardzo mocno zaboli. Nie polecam tego robić nikomu. Taki słynny włoski matematyk, który miał takie bardzo fajne powiedzonko, że gdyby ból palca po walnięciu się młotkiem podczas przybijania gwoździa przychodził dwa miesiące później czy nawet tydzień później, większość ludzi miałaby sklepane palce do immamentu. Coś w tym jest.
Ja nawet z nim się bardzo często zgadzam. Ale o co chodzi z tym ciałem energetycznym? Ciało energetyczne właściwie buduje nasze relacje z tym światem materialnym, jak się okazuje i ma dosyć mocny wpływ na cały świat dookoła nas. Na ten świat, który tworzymy, na świat relacji z bliskimi, na świat relacji przede wszystkim samym ze sobą, bo to definiuje już wszystkie pozostałe relacje. To, jak się czujemy ze sobą, to czy zdrowo i dobrze śpimy, definiuje to, czy jesteśmy wkurzeni, czy jesteśmy rozdrażnieni i tego typu rzeczy. Normalne jest to, że jeżeli sobie nie radzimy ze sobą, to czy chcemy, czy nie, to nawet nie jest kwestia tego, jak mocno będziemy się trzymali w kupie, jak bardzo będziemy chcieli się zablokować przed tym, żeby nikogo tym nie zranić. To zawsze będzie z nas wyciekało i zawsze będzie szło na zewnątrz. To jest właśnie definicja ciała energetycznego. Ono przede wszystkim nie kłamie. Tam nie ma takiej opcji, że możemy odegrać jakąś rolę, że możemy wrzucić jakieś przedstawienie na te ruszta i to nas uratuje.
To nie jest taka sytuacja, że będziemy komuś opowiadali, że hej, czujemy się świetnie, wszystko jest super bla, a on nic nie poczuje. To jest taki troszkę fake, jak to się po angielsku mówi, czy taka fałszywa sytuacja. To ciało energetyczne w ogóle nie rezonuje z czymś takim jak kłamstwo. Ono jest stuprocentowo szczere. To, co się dzieje, to się dzieje. Tak ta energia promieniuje. Jeżeli dzieje się źle, to energia promieniuje bardzo słabo albo przestaje promieniować. Jeżeli dzieje się dobrze, to promieniuje bardzo intensywnie, bardzo zdrowo i ludzie dookoła nas się dobrze czują. Nawet jeżeli mamy zwiędłą minę i nie wyglądamy najlepiej, to ludzie dalej się czują dobrze dookoła nas. W drugim przypadku, niezależnie od tego, jak spektakularne show byśmy odgrywali, hollywoodzki uśmiech na twarzy, dużo gadżetów dookoła siebie i mówili każdemu, że jest naprawdę super.
Nie zadziała. Ludzie będą się czuli dookoła nas bardzo kiepsko i zawsze będą starali się uciec gdzieś daleko, gdzieś po prostu zostawić nas, pobiec gdzieś na drugi koniec świata, tak żeby o nas jak najszybciej zapomnieć. To jest taka klasyczna interferencja, można powiedzieć takie klasyczne oddziaływanie naszego ciała energetycznego na świat dookoła, że tu już po prostu wszystkie kłamstwa się kończą. Te kłamstwa funkcjonują tylko i wyłącznie w tym materialnym paradygmacie. Tam, gdzie możemy sobie, że tak powiem, przypudrować nosa i udawać kogoś, kim nie jesteś, licząc na to, że ktoś to kupi. W dzisiejszych czasach kupujemy, ponieważ nasza cała cywilizacja jest nastawiona właśnie na jelonków Bambi księżniczki i królewiczów z bajek Disneya. I to jest taka hipokryzja, w której dorastamy, która kompletnie ignoruje owe okultystyczne tradycje. To, że jesteśmy ciałem energetycznym i cokolwiek by się nie działo, wszyscy dookoła będą to czuli. My zastąpiliśmy to pieniędzmi. Kiedyś o tym wspominałem, bo czymś musieliśmy to zastąpić.
To był poniekąd naturalny proces. Jeżeli wyeliminowaliśmy energię, tą rzeczywistą, energię płynącą z serca, energię płynącą z naszej duszy, z tego, czym i kim jesteśmy, to naturalnie trzeba było ją czymś zastąpić. Zastąpić czymś, co będzie pozwalało funkcjonować razem ze sobą jako społeczeństwo. I tym czymś, co wskoczyło na to miejsce i usiadło na tym krześle, były pieniądze i wartości materialne oraz nasza chciwość. Tak to się skończyło i tak trwa w niektórych miejscach do dzisiaj. Szczęśliwie dla nas wiemy, że nie jest to jedyne rozwiązanie, że jest to tylko taka pułapka, że tak powiem, w którą ciągle próbujemy się sami złapać. Jeszcze próbujemy z niej wyskoczyć albo w drugą stronę, cokolwiek. Jaka jest esencja tego ciała energetycznego i tej korelacji z naszym ciałem materialnym? Ta korelacja to zasilanie. Ja mam tu swoją koncepcję.
Ona nie jest taka oryginalna, bo jest właściwie oparta w wielu miejscach na koncepcjach, które płyną z Dalekiego Wschodu, na koncepcjach, które pochodzą od szamanów, czy to z Ameryki Południowej, czy to z Syberii, czy to od szamanów z Ameryki Północnej. Jest masa takich plemion, które sobie dalej żyją i zachowały te tradycje i to właściwie dokładnie pochodzi od nich. Więc o czym mówi ta tradycja? Ta tradycja mówi o tym, że nasze ciało fizyczne jest rodzajem kondensatora. Zbiera część tej energii, która jest niezbędna po to, żeby nasze ciało energetyczne, które jest tą dużą piłką dookoła nas, tą niewidoczną piłką, mogło spokojnie funkcjonować, że zbieramy troszeczkę tą całą energię jak antena przez ścianki tej piłki i one się jak w soczewce, jakbyśmy mieli szklaną kulę i zaświecili światełka, to jak w soczewce one się zbiorą w środku. Jak się zbiorą w środku, to wtedy powstaje ta właśnie fizyczna materia. Powstaje to coś, co nazywamy atomami. Później zamienia się w biony, później z bionów zamienia się w komórki, później z komórek zamienia się w organizmy, a później z organizmów zamienia się w takie żywe istoty, które wyglądają jak człowiek i zachowują się jak człowiek, czyli dokładnie nasze ciało fizyczne. I że wszystko jest właśnie kwestią owego zasilania, że to nie jest na darmo, to nie jest taka przypadkowa rola, to nie jest taka bardzo ezoteryczna historia, że sprawy nie są ze sobą połączone. To wszystko ze sobą jest właśnie sklejone i to dosyć mocno sklejone.
Bo nasze ciało eteryczne, jak dawniej mawiano, to jest właśnie ta tradycja okultyzmu, która nazywa tą piłkę dookoła nas owym ciałem eterycznym. To nie jest ciało fizyczne, to jest właśnie ciało eteryczne. To jest ten duch, który się unosi z nas na tych starych obrazach, kiedy umieramy i zostawiamy swoje ciało. Ten duch jest malowany z reguły na tych obrazach tak samo jak my. Nie jest malowany jako taka duża piłka, bo ta tradycja w Europie została bardzo zniszczona. To jest jakieś 700 lat palenia książek, także ciężko było, żeby ta wiedza przetrwała. Ale tak czy siak przetrwała. Także nie jest źle, nie ma na co marudzić. Wszystko sprowadza się właśnie do tej kwestii energetycznej, do kwestii zasilania, że pewien rodzaj energii przychodzący z zewnątrz, z kosmosu świeci na tą kulkę jak na soczewkę. To troszeczkę jakbyśmy wzięli lupę i sobie przypalali kawałek drewienka w piękny, słoneczny dzień tą lupą.
Na pewno każdy z was to robił w dzieciństwie. Jeżeli nie przypalał mrówki. Nie przypalaliście mi zwierzaków. Nigdy więcej. Wystarczy, że to robiliście w dzieciństwie. Ja też zresztą. Anyway. Wstyd! Cywilizacja białego człowieka. Ale przestałem.
Już nie przypalam mrówek. Słowo harcerza. Nie, nigdy nie byłem harcerzem. Wyrzucili mnie. Co wy? Anyway. Ta cała energia trafiając na tą piłkę elegancko się skleja w środku i tworzy ciało materialne. I to ciało materialne, którym jesteśmy, jest czymś w rodzaju anteny. Właściwie dalej jest anteną i odbiera drugi rodzaj energii, który funkcjonuje dookoła nas, bo tych energii jest parę. I ten drugi rodzaj energii pozwala zasilać to ciało energetyczne dookoła nas.
To jest ta tajemnica, że kiedy czujemy się dobrze, to wszyscy ludzie dookoła nas czują się dobrze, że to nie pochodzi od takich czysto fizycznych spraw, że to nie jest kwestia związana z tym, jak dobrze albo jak źle wyglądamy. To jest kwestia związana z tym, jak się czujemy. Nie chcemy często w dzisiejszych czasach o tym mówić, bo jest to takie troszkę faux pas. To się wymyka naszemu portfelowi, to się wymyka reklamom telewizyjnym. To w ogóle czasami przede wszystkim przeszkadza w dzisiejszych czasach, przede wszystkim w biznesie i wielu innych miejscach, ale o tym to może wspomnę później. Także nie lubimy płacić konsekwencji tego, że jest świat bez kłamstwa i ten świat jest obok nas. Właściwie nawet nie tyle jest obok nas, to jest część naszej rzeczywistości, która nigdy się nie poddała tej iluzji, nigdy nie poddała się kłamstwu, nigdy nie poddała się manipulacji. Ona cały czas jest częścią nas, cały czas jest tutaj obok. Dokładnie. I to jest ten unit, który nas zasila po to, żebyśmy mogli funkcjonować na tej planecie.
Taki ciekawy koncept. Czyli do sedna. Zamykając ten pierwszy rozdział, jesteśmy taką dużą, przeźroczystą piłką, w której w środku pojawia się kawałek mięsa, kości, trochę wody i to wszystko tworzy nas, czyli ludzi. I to jest ten podstawowy koncept ciała energetycznego. Tak samo zresztą, jeżeli wrócimy troszeczkę wcześniej w historii Europy, jeszcze wcześniej do czasów istnienia alchemików, ale jeszcze kiedy alchemików nie palono na stosach, czyli przed krucjatami albigieskimi, czyli 1200 rok i zobaczymy na te wszelkie tak zwane ezoteryczne nauki, czyli nauki hermetyczne To zauważymy, że wiele rysunków, wiele przedstawień tego, kim właściwie jesteśmy, jest związanych dokładnie z ową piłką, z ową kulką. Część religii z tego skorzystała. Jak myślę, niektórzy z was się doskonale domyślają, o co tu chodzi. O tym to może później. Troszeczkę muzyczki, proszę państwa, bo sobota. Przecież nie będziemy tak siedzieli o suchych uszach.
Także posłuchajmy sobie troszeczkę muzyczki. A wy słuchacie dzisiaj Radia Na Fali, moi drodzy. Radia Na Fali Hiperprzestrzeni. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj zakończenie tryptyku o okultyzmie. I oprócz tego, że słuchacie Radia Na Fali, niektórzy z was słuchają też Radia Paranormalium, które transmituje Hiperprzestrzeń. Także pozdrawiam słuchaczy Radia Na Fali i Radia Paranormalium. Kolejna część tej dzisiejszej refleksji na temat ciała energetycznego, którym jesteśmy. Wiemy już, jak wygląda ten koncept od strony alchemicznej. Lubię używać słowa „alchemiczny”. Wiem, że to nie jest do końca poprawne, bo właściwie poprawne jest słowo okultystyczne, ale jakoś tak I was stick with the alchemy.
Stick for good. Utkwiłem z tym po prostu i niech tak zostanie. Bardziej czuję się sklejony z tą częścią okultyzmu. Wybaczcie mi to, moi drodzy. Niech już tak pozostanie. Może pewnego dnia się to po prostu zmieni. Zobaczymy. Jeżeli wiemy, jak wygląda nasza struktura od tej strony energetycznej, to teraz czas się zastanowić chyba nad tym, czym jest ta energia. Co właściwie tak naprawdę ładujemy? Bo tak jak wspomniałem, jedno ciało, owe eteryczne, to ciało energetyczne, które jest dookoła nas.
Ta duża kulka odpowiada za pewną część mocy, można powiedzieć eterycznych, przyciąganie tego wszystkiego, jak słońce wpadające do lupy, a z tej lupy idzie światełko i potrafi przypalić nawet mrówkę, jak ktoś jest okrutny dla mrówki. Nie przypalajcie mrówek, nie przypalajcie, nie róbcie tego. A w środku tego wszystkiego w naszym przypadku powstaje tam życie. Koncept jest dokładnie ten sam, tylko że siły są odwrócone. W naszym przypadku, kiedy to ciało eteryczne ma właściwą pojemność, właściwy rozmiar. Nie wiem, jak to określić. Ciężko to zdefiniować. Także nawet nie będę chyba próbował. Wszystko się załamuje w środku i powstaje istota żywa. I my jesteśmy tą istotą żywą.
Ale co dalej z tą energią? Bo właściwie energia znika? Gdzieś coś się dzieje, czy się w ogóle nic nie dzieje? Co dalej z tą energią? Wygląda na to i to wcale nawet nie tyle wygląda, ile właściwie tak jest. I to jest kwestia czysto taka sprawdzalna naukowo, jak można by to powiedzieć. To jest to, że sami jesteśmy akumulatorem, nawet czysto fizycznie nasze fizyczne ciało, to, czym jesteśmy, wszystkie mięśnie, nasze serce, mózg, kości i tak dalej, też jesteśmy anteną. Nie tylko właśnie owa kulka energetyczna dookoła, która załamuje tą całą energię, która tworzy nas fizycznie, ale my też jesteśmy kondensatorem w drugą stronę. I teraz jest pytanie, gdzie ta cała energia zmierza? Wygląda na to, czy chcę, czy nie, że jest to taki vorteks energetyczny, który przepływa przez nas, że ta energia poprzez nasze emocje, poprzez to, kim jesteśmy i co ze swoim życiem robimy, wypływa w zupełnie innej częstotliwości.
Do takiej częstotliwości, która jest w stanie przejść przez tą kulkę na zewnątrz i dotrzeć do tych innych kulek energetycznych, do tych innych ciał fizycznych, do naszych bliskich, naszych przyjaciół, ludzi, których kochamy, ludzi, których nie lubimy. Do każdego na świecie. Dotrzeć do psa, do kota, którego mamy, do wszystkich zwierzaków, do roślin też, do każdej formy żywej. I że jest to trochę tak, że ściągamy pewien rodzaj energii tym właśnie ciałem energetycznym, transformujemy w środku za pomocą kondensatora, którym jesteśmy, a następnie ta energia wypływa z nas i leci sobie gdzieś dalej. I jakość tej energii, która z nas wypływa, definiuje to, w jaki sposób funkcjonujemy. Bo jeżeli tworzy się jakiś problem z tym przepływem energii, to zaczynają się problemy w nas. Przynajmniej tak mówi owa koncepcja alchemiczna, owa koncepcja szamańska. Wszystkie te prawdziwe opowieści, które zostały po naszych przodkach. Nie mówię tu o bajkach Walta Disneya oczywiście. O co z tym wszystkim chodzi?
Castaneda opisał szamanów jako ludzi używających tego jako narzędzie. I to by się absolutnie zgadzało. Tu jest mowa o tym, że zła energia, która jest wysłana gdzieś tam w świat, wraca do nas. Wygląda na to, że część tej energii załamuje się na tej kulce dookoła naszego fizycznego ciała i nieustannie do nas wraca na zasadzie interferencji. To jest trochę, jakbyśmy wrzucili kamień do jeziora. Część fali sobie popłynie gdzieś tam na środek jeziora i zniknie, a druga część fali wróci do brzegu, nad którym sobie siedzimy i z którego wrzucamy te kamyki do jeziora. Jeżeli wrzucimy zbyt duży kamień i zrobimy zbyt dużą falę, to może być tak, że nas zmyje z tego brzegu. I tak to wygląda, nie chce za bardzo inaczej. Tutaj dochodzimy do pewnego konsensusu w tych wszystkich naukach. Naukach szamańskich, naukach alchemicznych, koncepcjach z Indii, koncepcjach z Dalekiego Wschodu.
Takiej fundamentalnej sprawy tego, że wszystko jest jednością energetyczną. Że ta energia, która jest dookoła nas, ta energia, która tworzy drzewa, ta energia, która tworzy nas, ta energia, która tworzy zwierzęta, która tworzy w ogóle życie na tej planecie, jest dokładnie jedną i tą samą energią. Dokładnie ta sama odpowiada za chmury na niebie. Ta sama odpowiada za to, że widzimy słońce. Ta sama odpowiada za to, że robaczki żyją w ziemi i sobie tam mieszkają od milionów lat. To ponoć chyba największa i chyba najstarsza populacja na tej planecie. To właśnie robaczki, które sobie gdzieś tam w ziemi drążą swoje korytarze i sobie tam funkcjonują. I cały ten recycling, bez którego ten świat by zwariował. Generalnie wszystko jest jednością. Wszystko jest energetyczną jednością i wszystko właściwie jest zasilane dokładnie tą samą energią.
Ja tak śmierdzę troszkę pod nosem, bo w czwartek prowadziłem syntezę, gdzie opowiadałem o wynalazkach Nikoli Tesli. On dokładnie zauważył to samo, że wszyscy jesteśmy zasilani dokładnie tym samym rodzajem energii. To jest jedna i ta sama energia wszędzie na świecie. Nie ma żadnych absolutnie różnic. Dlatego jego systemy były oparte na jednym drucie. Tam nie było plusa i minusa. Jest jeden drut, na którym wszystko idzie. I to jest dokładnie ta sama elementarna zasada, która funkcjonuje w buddyźmie, która funkcjonuje u joginów w Indiach, która funkcjonuje u szamanów w Ameryce Południowej i Północnej, u tych plemion, które sobie mieszkały gdzieś tam na kole podbiegunowym, u Aborygenów. To jest dokładnie wszędzie ta sama historia. Oni wszyscy twierdzą, że świat jest ową jednością energetyczną.
To jest owa tajemnicza energia, to co nazywamy. I żeby było zabawniej, oczywiście nie jest to energia stała, ona jest cały czas w ruchu. To jest ta dynamika świata. Ona przepływa przez nas. I teraz sposób, w jaki ją odbieramy, sposób, w jaki jej używamy, definiuje nasz pobyt tutaj na ziemi. Bo oczywiście, kiedy zostawiamy swoje fizyczne ciało, znikamy do innego wymiaru. Niektórzy mówią, że umieramy, odchodzimy gdzieś tam. Po prostu przenosimy się na parę chwil do innego wymiaru. Czasami tu wracamy, czasami nie, w zależności kto skąd jest i co ma do zrobienia, bo każdy ma indywidualną drogę. Ciężko tutaj o takie ogólne zasady dla każdego.
Kiedy zostawiamy te fizyczne ciało, właściwie wtedy jesteśmy już taką czystą energią. Ta nasza kulka energetyczna jest już taką czystą i wyłącznie wibracją, która nie ma nic wspólnego z tym fizycznym, manifestującym się światem. Dlatego możemy podróżować do tych wszystkich wymiarów, możemy podróżować do tych różnych światów. Stąd są te historie związane z snami. Przynajmniej na przykład tak mówią właśnie Aborygeni, że kiedy zostawiamy to ciało fizyczne, chociażby podczas snu, nie musimy od razu schodzić z tego świata. Wystarczy, że sobie dobrze śnimy i zostawiamy nasze połączenia neuronowe, które są taką anteną dla tych wszystkich fizycznych zmysłów. Nagle się okazuje, że możemy sobie polecieć na Księżyc, na Marsa, na Saturna, wszędzie. Możemy sobie po prostu zwiedzać cały świat, możemy odwiedzać innych ludzi, możemy bywać w innych wymiarach. Jest to taka normalna historia. W naszej kulturze nie traktuje się tego jako normalną historię, ponieważ u nas paradygmatem jest oczywiście ten Walt Disney i ten fizyczny świat, że koniecznie trzeba sięgnąć do portfela, że wszystko jest przekuwalne i wszystko musi się materializować.
Wszystko musimy przekuć na materię de facto. I to jest ten taki ogólny paradygmat, w którym nas się wychowuje. Dlatego część ludzi sobie myślę, czasami nie radzi ze swoimi własnymi emocjami, bo właśnie w pewnym momencie dociera do nich to, że świat wygląda inaczej. I nagle się okazuje, że nie potrafią sobie poradzić z tą historią, że jest potężny dysonans. Ten dysonans nie jest w świecie. Ten dysonans jest w nas samych. I kiedy ta energia odbita od tej kulki wewnątrz, w której jesteśmy, wraca i nie potrafimy jej zdealować, to zaczynają się problemy. Problemy zdrowotne, problemy emocjonalne, problemy psychiczne, wiele różnych rzeczy. Na pewne dolegliwości psychiczne czasami chorują szamani właśnie dlatego, że dealują z potężną energią i czasami gdzieś robią się zatory, gdzieś coś się z tą energią niewłaściwego dzieje. Ona wraca do takiego szamana i potrafi go tak zaorać, że facet już do normalności nie wraca.
Ale to rzadko kiedy się zdarza. To jest taka unikatowa raczej sytuacja. Jeżeli spojrzymy na naszą współczesną cywilizację, to się okazuje, że 50% populacji jest zdrowo zaorana w głowie. Także współczynnik jest naprawdę o wiele większy. To nie jest jeden na milion, tylko to jest co drugi człowiek w tej cywilizacji. Także nie wygląda to dobrze. O czym jest mowa w ogóle z tym przepływem energii? Bo skoro już wiemy, że kondensujemy i puszczamy na zasadzie iskierki albo czegokolwiek. Ja tu chyba myślę, że Tesla miał rację. Puszczałem to na zasadzie takich impulsów, takich bardzo szybkich impulsów z siebie, bo tak funkcjonują nasze emocje.
Jeżeli przyjrzymy się sposobowi, w jaki funkcjonujemy, to emocja jest takim króciutkim momentem w naszym życiu. To nie jest tak, że czujemy się przez 24 godziny kiepsko albo doskonale. To są takie krótkie momenty, w których mamy wyładowania, w zależności od sytuacji oczywiście dookoła nas, bo to też nie ma na to żadnego standardu. To są takie ludzkie mikrofale, można powiedzieć, które sami wysyłamy w świat. Nie możemy ich zbadać. Możemy tylko zbadać efekt działania tych mikrofali na podstawie EKG naszego serca, na podstawie częstotliwości pracy naszego mózgu i na podstawie tego, co się w ogóle dzieje dookoła nas. Po prostu zwykłej obserwacji, bo ta energia jest po prostu niezmierzalna. Nie ma mierników na świecie, które mogłyby pomierzyć takową energię. Był taki dżentelmen, który kiedyś stwierdził, że on zmierzy, ile ducha jest w człowieku i wyszło mu ile tam chyba 30 gramów, czy jakoś tak. Taki słynny eksperyment.
Nie wiem, ile tego jest naprawdę. Nie ważyłem siebie nigdy, ani w tym, ani w poprzednim życiu, także nie wiem nic na ten temat. Ale wracając do tego przepływu energii. Wszystkie te klasyczne opowieści, wszystkie te prawdziwe tradycje, które tam właśnie zostały po przodkach i są dalej kontynuowane w tych owych dzikich miejscach, może nie zawsze dzikich, mówią o tym, że jest bardzo poważny konflikt pomiędzy kumulowaniem a przepływaniem energii. Że albo zaczynamy ją kumulować i to jest bardzo niebezpieczny moment, albo jesteśmy zdrowi, bo dajemy szansę tej energii przepłynąć przez nas i puszczamy ją w dobry sposób dalej, albo ją transformujemy na coś bardzo pozytywnego i tylko w ten sposób to działa. W taki sposób do nas wraca i w taki oto sposób możemy sobie spokojnie funkcjonować i w ogóle generalnie jest fajne życie dookoła nas. I tu jest ta cała sprawa związana z tym złym wykorzystywaniem okultyzmu. Więc kiedy kumulujemy tą energię, to co robią podświadomie wszyscy ci ludzie, którzy łapią się nieustannie za portfel, to co robią wszyscy ci ludzie, którzy nieustannie próbują kapitalizować chociażby wszelkie relacje towarzyskie. Na pewno znacie takich ludzi, którzy odzywają się do was tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mają interes do zrobienia. Jest masa takich ludzi.
Sam czasami się odzywam do kogoś wtedy, kiedy mam do niego sprawę. Owszem, robię takie rzeczy, ale z większością ludzi, niezależnie od tego, czy mam z nimi sprawę, czy nie, utrzymuję kontakt. Chyba że jest to jednostkowa sprawa. Po prostu wychodzę do sklepu, ale nawet wtedy staram się utrzymać kontakt z tą panią, która tam sprzedaje w sklepie. Chociażby po to, że być może pewnego dnia spotkam ją gdzieś na ulicy, idąc obok tego sklepu i zamienimy dwa słowa i będzie bardzo przyjemnie. Także nie chodzi do końca o kapitalizację, bo ta kapitalizacja jest bardzo ryzykowną sprawą. I to jest właśnie powód, dla którego szamani czasami zapadają w owe psychiczne choroby. Ponieważ szaman kumuluje dużo energii, żeby wykonać później tak zwany skok w inny wymiar. I czasami tej energii trzeba dużo, żeby wyskoczyć gdzieś w potężny wymiar i przeżyć ten moment. Ten moment kumulowania energii jest bardzo ryzykowny i tu się okazuje, że właściwie to jest troszeczkę wbrew naszej naturze.
O ile szamani są ludźmi, którzy się trenują do tego momentu, żeby kumulować tą energię. I to jest bardzo długi trening, to trwa latami. To w ogóle generalnie jest tak specyficzny zawód, bycie szamanem. Ja wiem, że wielu ludzi w dzisiejszych czasach mówi o sobie, że jest szamanami, ale traktujcie troszkę takie rzeczy z dystansem, bo jest to tak poważna robota, jest to tak ciężki zawód w życiu. Ja sam nie jestem szamanem i jak na razie nie zamierzam być szamanem. Absolutnie. To jest w ogóle zupełnie inny rodzaj życia. Trzeba po prostu dedykować całe swoje życie, wszystko, czym jesteśmy, dokładnie tej pracy z energiami. I tak to wygląda w praktyce. Natomiast nas dotyczy przepływ energii, ponieważ nie jesteśmy szamanami.
Chyba że słucha tej „Hiperprzestrzeni” jakiś szaman. Wtedy pozdrawiam bardzo serdecznie przede wszystkim. Ty nie musisz tego słuchać, bo nas dotyczy bardziej przepływanie energii, żeby zachować ten przepływ na zdrowym, normalnym poziomie, żeby nie kumulować tej energii, żeby nie powstrzymywać jej nigdzie, żeby nie było zatorów energetycznych. Ja bardzo często używam takiej metafory, że to jest tak jak z górską rzeką, na której próbuje się podczas bardzo suchego lata wybudować zaporę, nie zdając sobie sprawy, że wszystko jest układem dynamicznym, że cała ta energia, wszystko, co się dzieje dookoła, jest cały czas w ruchu. I przyjdzie taki moment, kiedy tej energii jest trochę więcej dookoła nas, kiedy w środowisku to wszystko rośnie do góry, kiedy opada. I kiedy budujemy zaporę, kiedy wszystko jest na samym dole, to przyjdzie moment, kiedy tej energii przybędzie. I kiedy jej przybędzie, to przyjdzie taka fala, że nas razem z tą zaporą zwieje. I tutaj nie ma już dla nas żadnego ratunku, żadnej szansy na przetrwanie z reguły, bo to są potężne energie, potężne moce. Rzecz z tymi mocami jest taka dosyć solidna. Konsekwencją tego, że tej mocy przybiera i ubywa, że to jest taki dynamiczny proces.
Jeżeli ją oczywiście źle skumulujemy w sobie, jeżeli w ogóle skumulujemy sobie zupełnie niepotrzebnie, to jak jej przybędzie, to w tym momencie musimy pamiętać o tym, że ona współpracuje na zasadzie właśnie ładowania z zewnątrz tego kondensatora, którym jesteśmy. Czyli mogą się pojawić poważne problemy ze zdrowiem. Zawsze zaczyna się od problemów z głową. To jest taka podstawa w tej historii. Zaczynają się lęki, zaczyna się złe spanie, zaczyna się złe samopoczucie. To jest taki pierwszy szczebelek na tej całej drabinie. Później zaczyna się powoli sypać nasz organizm i tak dalej. To jest na przykład związane ze stresem, wszystkimi tymi historiami dookoła. To jest kwestia tego przepływu energii, zachowania tego przepływu w naturalny sposób. Jeżeli nie zachowamy tego przepływu w sobie w naturalny sposób, to po prostu szybko skończymy, szybko zejdziemy z tego świata i to najczęściej w taki brutalny sposób.
My tego nie dostrzegamy w dzisiejszych czasach, bo nasza cywilizacja mówi, że tej energii w ogóle nie ma, że istnieje tylko materia. I czasami się dziwimy, dlaczego ludzie, którzy zawsze się uśmiechali, ludzie, którzy zrobili na przykład finansowo duży sukces albo jakiś inny taki spektakularny sukces, wyglądali dobrze i mówili, że czują się dobrze, umarli w jakiś taki dziwny sposób, powykręcani i w ogóle było to takie, no nie było to godne człowieka czy jakoś tak, coś w tym stylu. Sprawa jest banalnie prosta. My nie siedzimy w głowie tego człowieka i nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób on odbiera rzeczywistość. Być może właśnie jego odbiór rzeczywistości, to, co robił w swoim życiu, było produkowaniem tej kumulacji energii. W pewnym momencie to tak, jak zakładanie dużego plecaka na siebie. I ten plecak może być po prostu za ciężki i nas przygniecie do ziemi. I dokładnie tak to wygląda. My po prostu tego plecaka fizycznie nie widzimy, bo jest to, tak jak wspomniałem, niewidoczna energia, zupełnie niewidoczna i niezmierzalna i nawet sobie nie zdajemy czasami z tego sprawy. Inna sprawa, że nie lubimy zdawać sobie z tego sprawy w tej cywilizacji, ponieważ jeżeli byśmy zaczęli, to w tym momencie zaczęłoby się dużo wątpliwości, czy naprawdę ta cywilizacja dookoła nas, czy ten świat ma jakikolwiek sens, ma ręce i nogi, czy nie powinniśmy czegoś zmienić.
Ale część z nas, o czym doskonale wiemy, uwielbia stać w sytuacji status quo, definiować się na materię i twierdzić, że życie jest tylko wtedy, kiedy możemy czegoś fizycznie dotknąć, kiedy trwa fizyczność, a kiedy jej już nie ma, to życia nie ma. Ale to już zostawiam innym pod dyskusję. Kolejny punkt tej całej opowieści to jest to, w jaki sposób funkcjonujemy ze sobą, w jaki sposób ta energia się przenosi. Słynna historia z telepatią to są właśnie te niesamowite eksperymenty Ruperta Sheldrake'a związane z polem morfogenetycznym, że im dłuższa odległość pomiędzy rodzinami, tym szybsze i większe połączenie telepatyczne, na przykład pomiędzy Anglią a Australią. Tak były robione eksperymenty z telefonami. Zanim telefon zadzwonił, osoba, która miała odebrać ten telefon, doskonale wiedziała, kto jest po drugiej stronie. Im dłuższa odległość, tym większa precyzja trafienia. Na czym polega ta cała historia? Wygląda na to, przynajmniej tak mówią szamani i tak mówią te wszystkie stare tradycje Że każdy z nas tworzy taki klaster energetyczny. Jesteśmy czymś w rodzaju takiej otuliny planety Ziemia.
Tworzymy coś w rodzaju skórki pomarańcza na tej pięknej planecie. I ta nasza gigantyczna kulka, która jest dookoła nas, ta niewidoczna kulka zawsze styka się z inną kulką. Czy to jest jakiś zwierzak dookoła nas, czy to jest drzewo, czy to jest kawałek robaczka, który sobie mieszka tam w ziemi, czy to jest przede wszystkim drugi człowiek. To dokładnie rezonuje w ten sam sposób. To jest ta sama energia. Jeżeli Ziemia jest pokryta dokładnie płaszczem tej samej energii wszędzie, to ta energia sobie elegancko rezonuje i nie ma problemu z przepływem, nawet jeżeli w nas coś nie do końca działa jak należy, bo sobie czasami nie radzimy ze sobą, z tym kumulowaniem, z tym kapitalizowaniem świata czy cokolwiek tam jest. Energia, która jest z zewnątrz, pozwala nam się wykaraskać z tego, pozwala nam nie zwariować. To jest ten fenomen, dla którego tak dużo ludzi jeździ do Ameryki Południowej na ayahuasca. Ja się wcale nie dziwię, bo tam jest ta energia życia. Jeżeli człowiek siedzi w dżungli, to po prostu to czuje.
Jeżeli człowiek pójdzie do lasu, to to czuje. Nie trzeba wcale jechać do dżungli. Nie trzeba wcale robić takiej dalekiej podróży. Wystarczy korzystać z psylocybiny i pójść do polskiego czy angielskiego lasu, czy gdziekolwiek indziej, gdzie macie po prostu prawdziwy dziki las. Tą energię się zwyczajnie czuje. To nie jest żadna tajemnica i wiemy o tym już nawet z naukowego punktu widzenia, że ta energia jest. Są dowody na manifestację jakiejś tak zwanej w cudzysłowiu dziwnej energii, że nie wiadomo, co się dzieje, ale wiadomo, że coś musi być, bo następują pewne wydarzenia, które normalnie, gdyby nie było tej niewidocznej energii, nie miałyby prawa wystąpić. Jednym właśnie z tych zjawisk jest owa telepatia, bo jeżeli wszyscy jesteśmy owinięci dookoła tą kulką, jesteśmy jak te klasterki, jesteśmy jak plaster miodu. Każdy jest gdzieś w środku tego klastra, a ścianki tych wszystkich klastrów się razem dotykają. To jeżeli wyślemy jakiś rezonans, to on sobie przechodzi przez te wszystkie pozostałe ścianki, jeżeli jest właściwie wysłany oczywiście.
Jeżeli nie jest zmanipulowany, jeżeli nie jest żadnym kłamstwem, nie jest żadną toksyczną energią, jest wysłany. Nawet jeżeli jest toksyczną energią, to idzie dalej, ale o tym może za parę chwil. Jeżeli jest tą dobrą energią, to nie ma problemu z propagowaniem, bo każdy chętnie poda dalej. Każdy lubi się czuć dobrze. To jest taki naturalny stan każdego z nas, każdej żywej istoty na tej planecie. Być może to właśnie odpowiada za ową telepatię. Przynajmniej tak mówią szamani. Tak mówią wszystkie te stare, ezoteryczne, tajemnicze szkoły filozoficzne, które opowiadają o tym, jak jest zbudowany w rzeczywistości świat i na czym to się opiera, że tworzymy właśnie ową skórkę dookoła tej planety, tą rezonującą niewidoczną skórkę. My tych kulek nie widzimy, tej skórki nie widzimy. My jesteśmy po prostu tą skórką.
Ja tak jak zwykle przywołam swój ulubiony przykład: jesteśmy jak ryba w wodzie. Po prostu nie widzimy tej wody, która pomaga nam funkcjonować, w której właściwie cały czas jesteśmy. A ta woda jest nieustannie. Tu wrócę do tego, co się dzieje, kiedy mamy złą energię w sobie. Bo dzisiejsza audycja jest o tym, dlaczego nie warto robić właśnie tych złych rzeczy, dlaczego nie warto korzystać z okultyzmu w paskudny sposób. Ponieważ po pierwsze ta energia się wydostanie z tej kulki, którą jesteśmy. Ona sobie pójdzie dalej, ale jej zasięg jest bardzo ograniczony. To jest pierwsza rzecz. To jest akurat zdrowe dla nas i dobrze, że tak właśnie jest. Oczywiście okultyzmem i tymi technikami, które są tam zawarte, można wzmacniać tą energię.
Czy ona jest dobra, czy jest zła, bo właściwie nie ma podziału na dobrą ani złą. To, co wysyłamy, to jest kondensacja tej energii. Jeżeli zmusimy kogokolwiek perswazją czy w jakikolwiek inny sposób nakłonimy go do kondensowania tej energii, wtedy ten poziom energetyczny będzie podobny do naszego i tylko wtedy ten kiepski rezonans, na przykład nasza chciwość. Wyobraźmy sobie, że chciwość jest właśnie taką skondensowaną energią. Tylko wtedy będzie rezonowała z tą drugą osobą. Czyli żeby nasza chciwość owładnęła połową świata, musimy skorumpować niezły kawałek świata. Musimy doprowadzić naszego sąsiada do sytuacji, gdzie też chce kumulować energię, gdzie widzi sens w tym i tylko wtedy to rezonuje. Ta energia nie rezonuje z czymś, co nie jest jej istotą. To jest tak jak olej i woda. Żeby olej mógł się połączyć z takim samym płynem, to ten drugi płyn też musi być olejem.
Jeżeli woda ma się połączyć z jakimś drugim płynem, to raczej też musi być na podstawie wody, inaczej się tego nie da zrobić. To są jakby dwa przeciwstawne kierunki. Tak wygląda korzystanie z tego, że tak powiem, złego pomysłu na okultyzm. Stąd się bierze cała ta patologia, stąd się bierze cała ta korupcja i stąd się bierze nakłanianie nas do tego, żebyśmy partycypowali w tym krzywym systemie, ponieważ ten system, tak zwana cywilizacja, nie jest w stanie funkcjonować bez tej metody: zatrzymaj energię przy sobie, zostań takim mocno naładowanym chciwością kondensatorem i wtedy podaj dalej, i wtedy podaj dalej do kolejnego kondensatora, który jest tak samo chciwy. I tylko w ten sposób ta patologia się rozszerza. Rozszerza się bardzo skutecznie, bo to nie jest naturalny stan dla żywych istot. To rozpowszechnia się tylko i wyłącznie za pomocą propagandy, takiej jak telewizja i takiej jak właśnie owa kultura popularna. Za pomocą strachu przede wszystkim przed tym, że nas ktoś skrzywdzi. Stąd się biorą te historie związane z tym, że gromadzimy rzeczy, że gromadzimy bardzo dużo spraw dookoła siebie, ponieważ nie jesteśmy pewni zwyczajnie swojego losu. Nie wiemy, czy jutro będziemy najedzeni, czy za tydzień dalej będziemy mieli pieniądze na to, żeby nie zginąć gdzieś tam, czy dalej będziemy mieli dach nad głową.
To wszystko jest zawsze kwestią dużego znaku zapytania i większość tych ruchów, jeżeli nie prawie wszystkie, które wykonujemy, robimy właśnie po to, żeby ten znak zapytania przestał wisieć nad nami. No i w tym momencie zaczynamy kumulować. A jak kumulujemy materię, to dokładnie odpowiednik dzieje się w naszym ciele energetycznym. Zaczynamy kumulować naszą energię. No i w tym momencie się stajemy takim właśnie elementem zła, czy chcemy, czy nie. Tak działa ta energia. To nie jest kwestia jakiegoś chciejstwa. Ani uleganiu czemuś. To jest po prostu naturalna zasada funkcjonowania, przynajmniej według tej alchemicznej, okultystycznej, szamańskiej szkoły. Tak to działa.
Nikt nie jest w stanie tego zmienić. To jest naturalny stan rzeczy. I dlatego ludzie, którzy są uwikłani w władzę, ludzie, którzy są uwikłani w bardzo duże pieniądze, są często patologicznie chorzy na bardzo psychopatyczne zboczenia. I to nie jest żadną tajemnicą. Wielu z was doskonale o tym wie. To są te wszystkie skandale. To jest to, że polityk zawsze jest uwikłany w jakieś bandziorstwo, że każdy człowiek, który ma więcej niż potrzebuje, na końcu okazuje się, że jest psychopatą, który doprowadza innych ludzi do nieszczęścia. To jest taka klasyczna historia, którą obserwujemy chyba od początku istnienia materii na świecie, od tego momentu, kiedy zaczęliśmy kumulować te rzeczy. I tu jest bardzo niebezpieczna historia, ponieważ ta energia jest bardzo destrukcyjna. Tak jak wspomniałem, część tej energii wraca do nas.
Jeżeli jesteśmy chciwym klastrem, ona wraca do nas odbita i niszczy nas. Przestajemy poprawnie rezonować tą całą energię. Właściwie ta energia przestaje przepływać przez nas w taki właściwy sposób. Ona dalej przepływa, ale to już jest troszkę inna częstotliwość i ona nie pozwala dotlenić naszych rąk, dotlenić naszego serca, dotlenić naszego mózgu, dotlenić naszych nóg. I właściwie zaczynamy zapadać na bardzo dziwne choroby i te choroby się zaczynają rozprzestrzeniać. My właściwie nie wiemy, dlaczego tak się dzieje. Kumulujemy te rzeczy, bo musimy. Żyjemy w strachu, bo ten strach stał się naturą tej cywilizacji. Stał się elementem podstawowym, na którym jest zbudowana i nie wiemy, skąd się to wszystko bierze, bo tak się już przyzwyczailiśmy do tego wszystkiego, że nie zauważamy tych wszystkich rzeczy. To jest troszkę jak siedzieć w pokoju, w którym śmierdzi.
Jeżeli wejdziemy do niego po raz pierwszy, to poczujemy, że śmierdzi, ale jak tam posiedzimy parę godzin, to przestaniemy czuć ten smród i stwierdzimy: „A, to w sumie nawet ładnie pachnie”. I tak to w praktyce wygląda. Jest to proces, który powoduje, że energia w nas umiera. Jeżeli energia w nas umiera, ta piłeczka energetyczna się kurczy, czyli ta antena do odbioru kosmicznej energii, żeby zasilała nasze ciało, się zmniejsza. W pewnym momencie właściwie nie mam już zasilania. Rak jest taką klasyczną chorobą, na którą zapadają ludzie, którzy nie mają takiego zasilania. Niekoniecznie wszyscy i niekoniecznie jest to regułą, bo jest to też związane z jedzeniem, z wodą, którą pijemy, z całym toksycznym sposobem życia generalnie, tym, co przyjmujemy do swojego organizmu, ale też w dużej mierze jest związane z toksycznym sposobem energetycznego życia, które jest dookoła nas. To stąd się też bierze, jeżeli nie w znakomitej większości. Więc żeby powstrzymać to wszystko na chodzie i żeby ten cały świat działał, wymyśla się takie sytuacje, że trzeba kogoś zamordować, że trzeba zrobić wojnę, wybić innych ludzi. I to jest właśnie takie przerażające coś, co świadczy o tym, że ludzie w tym momencie doznają takiego kompletnego objawu szaleństwa, bo nie zdają sobie sprawy, że kiedy wybiją elementy tego całego klastra, tej całej skórki, która otacza Ziemię, to jest tak, jakbyśmy wzięli pomarańcza, wyrwali kawałek skóry z niego i odłożyli go na półkę, licząc na to, że nic się nie stanie.
On zacznie tam bardzo szybko w tym jednym miejscu gnić. Ta skórka na każdym owocu chroni go przed szybkim zepsuciem. Chroni go przed infekcją tych wszystkich rzeczy z zewnątrz. Dzięki temu możemy sobie trzymać takie jabłko w koszyczku przez parę dni. Albo pomidora, albo pomarańcza, albo cokolwiek. Jeżeli ściągniemy z niego skórę, zaczyna umierać. Świetnym przykładem jest owoc kiwi. Jeżeli wyrwiecie kawałek skóry z owoca kiwi i go położycie sobie tak chociażby na pół dnia, zobaczycie, co się dzieje. Mango dokładnie to samo. Każdy owoc.
Właściwie natura ma dokładnie tą samą historię i my jesteśmy częścią tej natury. I przerażającym zjawiskiem jest to, że nie wszyscy z nas sobie zdają z tego sprawę, że krzywdząc kogoś, niszczymy jego energetyczną kulę, która jest dookoła. Ale ta kula nie jest tylko dookoła niego. To nie jest tylko jego własność. To nie jest tylko twoja własność ani moja własność ta kula. Jeżeli zniszczymy tę kulę, to przestaniemy się komunikować. To nie dość, że my zaczniemy chorować i to coraz częściej na coraz poważniejsze choroby, to w konsekwencji cała planeta zacznie chorować. Może akurat planeta przeżyje szczęśliwie bez nas. Przynajmniej taką mam nadzieję. Natomiast my jako gatunek generalnie będziemy kompletnie do bani.
I to jest ta tajemnica, która się chowa za niewłaściwym wykorzystaniem okultyzmu, ponieważ przyspieszanie tych procesów, o czym wspominałem w zeszłym tygodniu, tudzież kondensowanie tej energii, spowalnianie i gromadzenie powoduje, że ta kulka dookoła nas zaczyna umierać. A co się stanie dalej? To już wszyscy doskonale wiemy. A tymczasem muzyczka, żeby was troszkę rozpogodzić po tej jakże dramatycznej opowieści na temat, jak to może się stać, kiedy się zdejmie skórkę z owoca i zostawi go na parę chwil. Posłuchajmy jakiejś muzyczki. Radionafali.com. Ja mam na imię Tomek, a wy słuchacie „Hiperprzestrzeni”, która jest retransmitowana w Radiu Paranormalium. Skype do radia to oczywiście radionafali.com. Jeżeli chcecie się odezwać, jeżeli macie własną refleksję w tym temacie. A ja jadę dalej z tą opowieścią o ciele energetycznym.
Ostatni odcinek o okultyzmie. Przynajmniej jak na razie. Na pewno coś jeszcze będzie, ale zrobię sobie przerwę na jakiś czas po tym odcinku. Więc wracajmy może do tematu związanego z przepływem energii, bo są na to dowody i to takie dosyć mocne dowody. Zależy, jak to potraktujemy. Oczywiście jest to jak zwykle kwestia dyskusyjna, kwestia wiary, że tak to powiedzieć. To jest ta tajemnica udanego polowania w takich plemionach, które sobie gdzieś tam żyją w dżungli. Dlatego owe plemiona, wszyscy ci, którzy biorą udział w polowaniu, nie tylko wojownicy, całe plemię robi sobie imprezy, ale całe. To jest właśnie ten klaster energetyczny. Każdy ma tą energię dookoła siebie i jeżeli wszyscy będziemy połączeni, to będziemy rezonowali jak taka wielka, duża antena i każde polowanie się uda.
Dlatego jeżeli jest impreza, są substancje psychoaktywne, które pozwalają przeniknąć do innego wymiaru, pozwalają zostawić tą część materii troszeczkę w dole, złapać dystans do tej rzeczywistości, popodróżować troszeczkę na innym wymiarze, dostroić się do całego kosmosu, dostroić się do Mamy Natury. I to jest jedyna recepta na udane polowanie. Dlatego przed polowaniem robi się imprezy, robi się specjalne tańce, są specjalne tak zwane rytuały. Zaprasza się tą energię, żeby przybyła, żebyśmy mogli czuć, gdzie jest zwierzę, a gdzie zwierzaka nie ma. Normalnie biały jak idzie na polowanie z takimi kolesiami, to nie widzi tych zwierzaków, a oni go tam pukają w plecy. Mówią: „Cii, tam jest.” „Gdzie? Gdzie? Gdzie?” „Tam.” Biały pół godziny patrzy. Po pół godzinie: „Faktycznie.” Albo z reguły widzi dopiero jak upolują. Oni go czują.
To są tacy kości, którzy idą przez dżunglę, mówią: „Tam będą zwierzęta.” I po prostu idą. Nie zastanawiają się nad tym tak jak Aborygeni. Idą przez sawannę i mówią: „Tam będzie woda.” I nie muszą robić pomiarów z satelity, nie muszą używać specjalnych radarów geodezyjnych. Absolutnie nic z tych rzeczy. Po prostu idą i widzą. I tam jest woda. I to zawsze działa. To jest właśnie budowanie tego klastra w pozytywny sposób. Jak ta energia pozytywnie rezonuje, jest oparta na sercu, na miłości, na wzajemnym zaufaniu, na dobrej zabawie. Nie na hedonizmie, nie na strachu, nie na panice i nie na próbie skondensowania, skumulowania albo przyspieszenia jakichś procesów, tylko na takim naturalnym przepływie.
Jeżeli chcesz coś zrobić, to coś zrób. Jeżeli chcesz machnąć ręką w swoim tempie, machnij w swoim tempie. Chodzi o to, żebyśmy wszyscy żyli w swoim naturalnym tempie, bez przyspieszania albo zwalniania tych procesów. I wtedy, kiedy jest ta impreza, to jest udane polowanie. To jest cała tajemnica. Po prostu całe plemię się dostraja. Oni i tak są dostrojeni z reguły na co dzień, bo nie mieszkają w środku tej dżungli, ale tak na wszelki wypadek dostrajają się właśnie do tego pola. Stąd są specjalne substancje, których się używa tylko i wyłącznie na ceremoniach przed polowaniem. Są inne tańce, inny rodzaj energii, troszeczkę bardziej związany ze zwierzakami, inny rodzaj energii jest, kiedy już jest po polowaniu i wtedy się wykonuje inne tańce i tak dalej. To są wszystkie historie z tym związane.
Żadna tajemnica, prawda? My do końca tego w tej cywilizacji nie rozumiemy. Udajemy, że nie rozumiemy, bo myślę, że wszyscy doskonale wiedzą, o co chodzi. Każdy to czuje, bo to nawet nie trzeba rozumieć. Nie trzeba mieć na to żadnego dyplomu z ziemniaka i z pieczątką z kartofla. To po prostu czuć. Tego nie trzeba tłumaczyć. To tak, jak czuć, czy woda jest ciepła, czy jest zimna. To nie jest kwestia dyskutowania o paradygmatach naukowych. To oczywista sprawa.
Słońce albo świeci, albo jest noc. Jasne, prawda? Aktualna cywilizacja, w której żyjemy, jest takim hamulcem. Stara się zahamować nasze emocje, ponieważ kiedy te emocje runą, może się okazać, że wrócimy do momentu, gdzie odłożymy portfele, odłożymy wszystkie te niepotrzebne rzeczy i stwierdzimy: „To chyba nie o to chodzi. To chodzi o to, żebyśmy czuli się dobrze ze sobą, żebyśmy razem współpracowali.” Ale ta kultura jest hamulcem. Stara się zrobić wszystko, żeby współpraca pomiędzy mną a tobą słuchaczko, a tobą słuchaczu była skorumpowana czymś po drodze. I ona jest skorumpowana. Tu muszę za serwery zapłacić i tak dalej. To jest taka korupcja. Nie ma się co czarować, że jest inaczej.
Tu w ogóle pozdrawiam wszystkich mecenasów, bo dzięki nim to wszystko się odbywa. Także peace and love, kochani. Kolejnym elementem tego, że tak ciężko nam się dostroić do tej cywilizacji, dlatego nawet jeżeli chcemy robić dobrze, robimy dobrze, generalnie jest wszystko okej, to dookoła świat się wali. Faktycznie się troszeczkę wali dookoła. Nawet nie trochę, tylko bardzo. I skąd to się bierze? Przecież my jesteśmy okej. Okej, jesteśmy skorumpowani do pewnego stopnia, ale staramy się robić te dobre rzeczy. Nawet nie tyle staramy się, ile robimy te dobre rzeczy. I dlaczego on się ciągle wali?
Bo jest kilka innych toksycznych substancji dookoła nas, takich jak na przykład teologie dualistyczne, które są z natury przeciwnikiem tego, że to jest jedna i ta sama energia, że to jest przepływ energii, że jesteśmy wszyscy tą jedną skórką, że nie ma różnic pomiędzy kolorami skóry, nie ma różnic pomiędzy językami, którymi mówimy. Wszyscy jesteśmy żywymi istotami na tej planecie. Wszyscy tworzymy tą skórkę, która ją otacza. Jeżeli ta skórka zacznie znikać z tej planety, planeta zacznie gnić, a właściwie nie tyle gnić, ile my zginiemy, bo my właściwie zależymy od tego, czy ta skórka funkcjonuje. Planeta sobie przeżyje, wyhoduje się nowa skórka. Dinozaury jeszcze raz wyrosną. Kto to wie? Nikt nie ma bladego pojęcia. Nas tu wcale nie musi być na tej planecie. To nie jest powiedziane, że my tu jesteśmy for granted i że zawsze będziemy.
To jest kwestia tego, jak dealujemy z tą energią. I te teologie dualistyczne są takim naturalnym przeciwieństwem tego normalnego przepływu energii. Chociażby z tego powodu, że tam zawsze jest pośrednik pomiędzy kimś a kimś, pomiędzy mną a tobą, droga słuchaczko. Zawsze jest pośrednik. Tak jak w przypadku opłaty za serwery jest jakiś bank, który trzyma pieniądze, gdzieś to trzeba przelać. W ogóle jest pieniądz. To jest właśnie ten pośrednik. Tak samo jak w przypadku każdej religii, która ma tak zwanych kapłanów. Pośrednikiem jest kapłan. Nie ma opcji, że jesteśmy bezpośrednio podłączeni.
Mówi się, że oczywiście wszyscy są dziećmi bożymi, ale to kapłan jest pośrednikiem pomiędzy Bogiem a kimś. Zawsze jest jakiś hamulec i to ten hamulec jest ustawowy, on jest z zasady. Ta cała teologia działa na zasadzie hamulca. Właściwie jeśli się modlimy, oddajemy całe życie temu hamulcowi. To samo państwo, które jest dokładnie takim samym hamulcem, które nam mówi o tym, że ci ludzie, którzy żyją po drugiej stronie rzeki i mówią innym językiem, to już nie są tacy sami ludzie jak my i my musimy coś z nimi zrobić. My musimy mieć jakąś politykę dla nich, my musimy mieć jakąś pozycję dla nich, my musimy w ogóle coś z tym zrobić. W naturze to nie istnieje. Wilki nie budują sobie państw, mrówki też nie budują państw. Budują kopce, ale przemieszczają się z jednego do drugiego. Ptaki też nie mają państw, drzewa też nie mają państw.
Słońce nie ma państwa, woda nie ma państwa, nic nie ma państwa. To jest właśnie to szaleństwo tego dualistycznego widzenia świata i próby nas zagonienia do tego, żebyśmy mogli bardzo szybko i skutecznie zapomnieć o tym, że jesteśmy ciałem energetycznym i że każdy z nas jest ciałem energetycznym dokładnie w takim samym stopniu, i że jeżeli zabijemy kogokolwiek, to tak samo, jakbyśmy zabijali samego siebie. Zresztą te religie często sprofanowały absolutnie te stare wierzenia naszych przodków, biorąc sobie część tych zasad i mówiąc, że to jest etyka. I teraz podpisują się tymi zasadami na zasadzie: „Bo to jest etyczne zachowanie. Nie możesz zabijać ludzi, bo Bóg tego nie lubi”. To nie jest kwestia Boga, to nie jest kwestia etyki. To jest kwestia energetyki, kwestia tego, kim jesteśmy i czy ta energia, którą wysyłamy, pójdzie dalej i co do nas wróci odbite. To czy nasze dzieci będą szczęśliwe, czy nasi przyjaciele będą szczęśliwi, czy dziewczyny i chłopaki będą szczęśliwe, czy rodziny będą szczęśliwe. Czy to naprawdę zadziała? Wiemy, że jeżeli ta energia wróci odbita w kiepski sposób, nikt nie będzie szczęśliwy.
Wiemy, że jeżeli ktokolwiek zniknie, znikną elementy tego klastra. Znikną ci ludzie z naszego otoczenia, bo ktoś ich pozabija, bo mówią innym językiem albo wydaje im się, że wierzą w coś innego. Cokolwiek się będzie działo, wiemy, że zaczniemy częściej chorować, niż chorowaliśmy do tej pory. Wszystkie konsekwencje przychodzą od razu. Nie trzeba wcale na nie czekać. Wystarczy się rozejrzeć po świecie dookoła. I to jest to niebezpieczeństwo życia w tej iluzji państwowości, iluzji monoteistycznych religii, dualistycznych konceptów i poglądów na życie. To jest właśnie to szaleństwo, które ciągle korumpuje tą cywilizację. Szaleństwo, bo to chyba bardziej się powinno nazywać szaleństwo, a nie cywilizacja. I tu chyba powinniśmy skoczyć do cyklu narodzin i śmierci, do strachu, który nam właśnie jest wpajany dzięki tym dualistycznym koncepcjom, który jest na koncie kompletnie do zrozumienia tego procesu, którym jest miłość, akceptacja.
Otóż to, takie proste rzeczy, takie naturalne sprzeczności. Muszę wam opowiedzieć bardzo szybko swoją koncepcję, jak ja to widzę. Mam na to taką swoją obrazkową metaforę, jak sobie to wyobrażam. Bo ta energia jest cały czas w ruchu. To nie jest energia, która stoi. To nie jest układ statyczny. To jest układ dynamiczny. Raz jest mniej, raz jest więcej. Jak przypływ i odpływ na oceanie. Wszystko tak w naturze działa.
Zima, lato, pora deszczowa, pora sucha. To jest naturalne. Wszystko cały czas w ruchu. Więc koncepcja, która mi się jawi w głowie. Wyobraźmy sobie, że tym czymś ruchomym jest latający dywan, że mieszkamy sobie na latającym dywanie, który nieustannie się rozwija z przodu. Jest taki nieskończony. Po prostu zawsze się rozwija z przodu i zawsze się zwija z tyłu. Nigdy nie jesteśmy w tej samej pozycji pośrodku. Zawsze lekko oscylujemy albo z przodu, albo trochę z tyłu. Kiedy się rodzimy, to startujemy od samego przodu tego latającego dywanu.
Jesteśmy na samym przodzie. Wtedy te rzeczy się manifestują. To jest początek tej energii. Wtedy powstają właśnie owe biony, które zauważył Wilhelm Reich. Wtedy jest ta energia stworzenia. Wtedy wszystko powstaje, cały ten świat, powstaje życie. I to życie sobie trwa na środku dywanu, ale też nie trwa wiecznie. To nie jest coś, co stoi w miejscu. To jest cały czas proces, bo ten dywan się cały czas przesuwa. On ma swój naturalny ruch, taki powolny, także nie ma problemu.
Nikt nas nie pośpiesza, nikt nas nie goni, nikt nas nie kopie w plecy, nikt na nas nie krzyczy. Wszystko jest okej. To jest naturalny cykl, bo ten dywan się rozwija dokładnie w tym samym cyklu, w którym my jesteśmy stworzeni, także wszystko jest dopasowane do siebie idealnie, wręcz co do tysięcznej części milimetra. Kiedy przychodzi pora, to my się przesuwamy na koniec tego dywanu, a na końcu tego dywanu mieszkają wszystkie te robaczki. Mieszkają wszystkie te rzeczy takie jak grzyby, które robią recycling tej planety. Kiedy się przesuniemy do samego końca tego dywanu, jesteśmy recyclingowani. Dzięki temu nasza energia wraca z powrotem do Mamy Ziemi. Użyźniamy tą planetę, tak mówiąc elegancko, a nasze ciało energetyczne dalej zostaje i może sobie spokojnie wrócić na początek dywanu, jeżeli tego potrzebuje. Prosta rzecz. My nazywamy w tej dualistycznej cywilizacji te sprawy jako przeciwności, że przód dywanu jest plusem albo minusem, a tył jest też plusem albo minusem.
Z reguły są to po prostu przeciwstawne wartości. Śmierć jest przeciwieństwem życia, życie jest przeciwstawieniem śmierci i tak dalej. Nie, to jest to samo. To jest dokładnie jeden i ten sam proces. Po prostu jesteśmy. A to, że się rodzimy i to, że odchodzimy z tego świata, jest po prostu elementem tego procesu. Nie ma tu żadnej tajemnicy. To jest po prostu naturalna sprawa, która się wydarza każdemu. Wszystko jest dyskusyjne w życiu, absolutnie wszystko. Nawet podatki są dyskusyjne.
Natomiast śmierć nie jest dyskusyjna, tak samo jak narodziny. Żeby tu przyjść, trzeba się urodzić i żeby stąd odejść, też trzeba umrzeć. Jest to naturalny proces. My nie lubimy tych rzeczy z tyłu, bo nasza cywilizacja właściwie jest taką cywilizacją Walta Disneya, która mówi, że wszyscy powinniśmy używać pachnących dezodorantów i generalnie wyglądać jak aktorzy w hollywoodzkich filmach z hollywoodzkim uśmiechem. To jest taką chyba kpiną z ludzkości. I że generalnie to jest jedyny obraz nas samych, który powinniśmy zaakceptować, ponieważ każdy inny, odstający od tego już nie pasuje do tego obrazka i przeczy tej całej teologii, przeczy tej całej wierze, tej całej cywilizacji, która jest na tym oparta. A tu się okazuje, że życie dookoła i mama natura niewiele sobie z tego robi. My dalej jesteśmy na tym latającym dywanie i dalej się przesuwamy na tym dywanie. Nigdy nie uda się zatrzymać w jednym miejscu tego dywanu. Chociaż ta cała cywilizacja twierdzi i wierzy w to, że jest jakiś mechanizm, który spowoduje, że skondensujemy tyle energii, że zatrzymamy ten dywan.
Nigdy nie umrzemy i nigdy nie zachorujemy. Nigdy nic złego się z nami nie stanie. Nigdy nic dobrego się nie stanie. W ogóle żaden proces się nie odbędzie. Zatrzymamy wszystko w miejscu, zamrozimy, a pieniądze na koncie w banku będą rosły. Jest taki szalony pomysł. To się nigdy nie uda. Im bardziej próbujemy zatrzymać się na środku dywanu, tym bardziej ten dywan zaczyna przyspieszać. To jest trochę jak próba bycia bardzo dynamicznym kolesiem, kiedy zapadamy się w bagnie. Im bardziej się ruszamy, tym szybciej osiadamy w tym bagnie, tym szybciej toniemy.
Na tym polegają całe te energie dookoła nas. Tak mi się coś wydaje. Przynajmniej ja to tak widzę. Także to jest taki naturalny proces. Jeżeli przyspieszymy ten proces albo zwolnimy ten proces, załadujemy się dużą ilością energii, na przykład zrobimy się ciężcy, przez co naciśniemy ten dywan, wciśniemy dosyć mocno i dywan może przyspieszyć, bo dywan reaguje z nami. Tak samo, jak będziemy próbowali biec do przodu, to może się okazać, że przyspieszamy pracę tego dywanu i nas szybciutko wysyła do tyłu, tam, gdzie sobie robaczki ryją w ziemi. I tak się skończy cała ta historia bardzo szybciutko, że trafimy w miejsce recyklingu. Nie lubimy tego miejsca. My nazywamy to złem. Widzimy to jako śmierć, jako ciemności, siły zła, siły śmierci.
A to są siły życia, które odpowiadają za recykling tego wszystkiego, żeby potem z powrotem mogło się narodzić życie. Ale to jest kwestia zaakceptowania całości tej energii, całości naszego życia jako procesu. Bez akceptowania i rozumienia tego zawsze będziemy się kopali z koniem i zawsze będziemy stawali w opozycji przed naturalnymi prawami mamy natury i prawami stworzenia, prawami życia i tym, kim i czym naprawdę jesteśmy. Przynajmniej według mnie. Nie wiem, jakie jest wasze zdanie, a ja myślę, że jakaś muzyczka, proszę państwa, jakaś muzyczka, w końcu sobota. A wy słuchacie „Radia na fali”, ja na imię Tomek, a wszystko to nazywa się „Hiperprzestrzeń”. Pozdrawiam słuchaczy „Radia na fali” i „Radia Paranormalium”, które retransmituje „Hiperprzestrzeń”. I powoli zmierzam do wniosków. Jak chcecie zadzwonić, to oczywiście radionafali.com. Jeżeli chcecie się podzielić swoją własną refleksją na ten temat.
Ja tu jeszcze mam kilka takich drobnych wniosków. Oczywiście nie są to wszystkie wnioski, które wyczerpują cały temat, ale ja lubię was zostawiać z tymi wnioskami, żebyście sami się drapali po głowie i sami się rozglądali po świecie dookoła i wpadali na własne wnioski. Tylko kilka swoich własnych jeszcze tutaj wrzucę dzisiaj w audycji. Dlaczego nie warto używać okultyzmu do złych rzeczy? Tak jak wspomniałem, jeżeli przyciśniemy tą całą cywilizację, to musimy pamiętać, w ogóle cokolwiek przyciskamy, że akcja powoduje reakcję. To jest jak wywoływanie fali, jak w układzie hydraulicznym. Jeżeli mamy wodę z jednej strony i wodę z drugiej, przyciśniemy z jednej strony, to z drugiej strony nam chluśnie albo odwrotnie. Wszystko tak działa na świecie. Nie ma żadnej opcji, żeby było inaczej. Jeżeli my znikniemy jako ta skórka, to ta energia trafi do ziemi i wyora wszystkich pozostałych.
Coś zrobi z tym wszystkim. Być może to jest powód, dla którego na świecie teraz się dzieją tak dziwne rzeczy. To jest manifestacja przecież owej energii, bo to nie jest kwestia tego, że komuś się coś ubzdurało i sobie coś wymyślił, tylko że ktoś narobił takiego bigosu i takiego zamieszania, że mama Ziemia zaczęła mocno reagować. I ta reakcja, która wcześniej była tylko i wyłącznie w polu energetycznym, zaczyna się powoli manifestować. I to jest taka normalna rzecz, taka normalna część cyklu. Jeżeli my będziemy w tym momencie przyspieszali albo zwalniali, próbowali zatrzymać mamę naturę, będziemy dalej oplwali wszystkich aluminium, które jest w paliwie lotniczym. Będziemy dalej robili takie rzeczy jak genetycznie modyfikowane trucizny do jedzenia. Będziemy dalej produkowali banki, które niszczą poczucie bezpieczeństwa u ludzi, bo do tego się to wszystko sprowadza. Robią z ludzi niewolników. Jeżeli dalej będziemy prowadzić ten toksyczny styl życia, gdzie medycyna i lekarze służą tylko po to, żeby zarabiać na ludziach pieniądze, a nie żeby leczyć ludzi, co jest kompletną patologią, to mama natura jeszcze bardziej przyspieszy i te procesy będą coraz mocniejsze, coraz większe i zaczną się odbijać coraz większą czkawką dookoła na tych, którzy partycypują w tych procesach.
Dlatego ja tam za bardzo się tych zmian nie boję. Właściwie bardziej się cieszę, że te zmiany nadchodzą, bo wiem, że ta czkawka to raczej mnie nie dotknie. Chętnie pomogę i poklepię w plecy takiego, co to będzie miał tą czkawkę już powoli. Właśnie, bo tu dochodzimy do takiej koncepcji czym jest zło, a czym jest dobro. Według tej oryginalnej, okultystycznej koncepcji świata, według tej wiedzy złem jest owa blokada albo przyspieszanie energetyczne. To jest właśnie to coś, co religie dualistyczne nazywają złem na świecie albo próbują spacyfikować właśnie jako zło. Próbują nam przeciwstawić, że to jest złe. To nie jest kwestia ani zła, ani dobra, to jest tylko blokowanie energii. Ale okej, jeżeli ktoś z was chce sobie nazywać to złem, to faktycznie jest to zło. Wtedy zło się tak naprawdę manifestuje.
Ale ono nie jest dlatego, że jest zło, tylko dlatego, że ten przepływ energii jest zaburzony. I to jest manifestacja tego, co się dzieje w tym energetycznym polu. Tak samo czym jest dobro? Dobro jest tym zrównoważonym, tym właściwym przepływem energii. To jest ta tajemnica udanego polowania, o której wspominałem. Odpowiedź na pytanie, dlaczego nasze kontakty biznesowe koniecznie zawsze muszą umrzeć. Zauważyliście? Na pewno część z was prowadziło niejeden interes w życiu i robiło niejeden deal z niejedną osobą. Jak człowiek spojrzy do tych starych notesów sprzed paru lat, po tych wszystkich telefonach, po tych wszystkich zapiskach, to ilu z tych ludzi do dzisiaj jest naszymi przyjaciółmi? Ilu z tych ludzi jeszcze znamy?
To jest taka natura rzeczy, natura świata. Dlatego każdy kontakt biznesowy musi umrzeć. On jest po prostu na to skazany. Być może stąd się wzięło takie powiedzonko, że nie rób interesu z przyjaciółmi, bo stracisz przyjaciół. To nie o to chodzi. To jest właściwie niezrozumienie tej naturalnej istoty rzeczy dookoła, bo to nie o to chodzi, że trzeba sobie zniszczyć przyjaciół, robiąc z nimi coś wspólnie, bo to jest kłamstwo. Absolutnie. Ja jestem potwierdzeniem tego. Zrobiłem masę rzeczy z przyjaciółmi. Zadziałały.
I ci ludzie dalej są moimi przyjaciółmi. Trwa to lata i wszystko naprawdę jest okej. Czasami bywało różnie, ale dalej jesteśmy przyjaciółmi. To jest właśnie fenomen. W tym przysłowiu, jak w każdym przysłowiu, jest ziarnko prawdy, bo chodzi o to, że ta natura kapitalizacji, natura kondensacji albo przyspieszania rzeczywistości, tego, że zaczniemy szarpać tą energię, nie będziemy jej propagować w taki normalny sposób, ona nie będzie przepływała przez nas tak, jak powinna, skończy się tak, że generalnie stracimy dobre samopoczucie ze sobą i skończą się przyjaźnie. Bo moment, kiedy zaczynamy kondensować coś i kiedy natura naszych relacji opiera się tylko i wyłącznie na tym rezonansie, który wynika, że mamy właśnie ten nadmiar energii, to co się dzieje, kiedy któraś ze stron naturalnie traci ten nadmiar energii? Co się wtedy dzieje? Naturalne jest to, że przestaje to rezonować jako wspólny układ. Także nawet nie ma żadnej szansy na to, żebyśmy zostali przyjaciółmi. Co najwyżej możemy mówić, że znamy się albo jesteśmy znajomymi i to tak przez pierwsze pół roku, a później wszystkie te telefony znikają.
Są tacy, którzy pilnują tych telefonów, cały czas dzwonią, żeby cały czas być w kontakcie, mieć zawsze możliwość zrobienia jeszcze lepszego interesu i nie stracić nikogo z horyzontu, żeby łapać wszelkie kontakty i wszelkie możliwości i kapitalizować nieustannie. To już się nazywa chorobą psychiczną. Z tego się bierze też potężny stres, bo to jest życie wbrew sobie, proszę państwa. To jest właśnie oddalanie się od tego naturalnego przepływu energii. Dlatego właśnie nie warto używać okultyzmu i nie warto używać tej starożytnej, pradawnej wiedzy przeciwko sobie, przeciwko jakiejkolwiek żywej istocie. Ta wiedza ma tylko jeden cel. Ona służy temu, żeby komuś pomóc, żeby pomóc sobie i żeby pomóc ludziom dookoła i żywym istotom przede wszystkim dookoła, żeby życie było fantastyczne. Temu służy oryginalnie cała ta technologia nazywana okultyzmem, szamanizmem. To są te wszystkie tradycje Wschodu, to są wszystkie te rzeczy od Indian i tak dalej. Właśnie temu to służy.
Dlatego właśnie współczesna cywilizacja jest skazana na zagładę, czy tego chce, czy nie, bo zaczęła używać tej wiedzy przeciwko ludziom, którzy tworzą tą cywilizację, przeciwko samemu sobie. Słowo się rzekło, jak mawiał marszałek, kobyłka u płota. Także uważajcie z tą informacją. Nigdy nie używajcie jej w złym kierunku, bo to do was wróci i zawieje was tak, że czasami możecie się nie pozbierać. I to bardzo poważnie. Ludzie chorują na śmiertelne choroby, kiedy złamią to przymierze z matką naturą, bo to właściwie jest nasze przymierze z tym światem dookoła. Także próba łamania tego przymierza kończy się zawsze tragedią. Tutaj uprzedzam i polecam pilnować takich rzeczy, moi drodzy, bardzo mocno pilnować. Oczywiście dotyczy to tylko tych z nas, którzy w to wierzą, bo na pewno są tacy ludzie na świecie, nawet nie tyle na pewno, ile na 100%, którzy nie wierzą w takie rzeczy, którzy zostają przy tych swoich szaleństwach cywilizacyjnych, którzy dalej będą wierzyli w Walta Disneya, Królewnę Śnieżkę, księcia z bajki, jelonka Bambi i to, że wszyscy muszą wyglądać jak bohaterowie hollywoodzkiego filmu, bo inaczej świat ich nie zaakceptuje. Ale to już jest chyba taka walka ze sobą na poziomie akceptacji samego siebie i akceptacji tego, kim i czym się jest i dawania sobie przyzwolenia na kłamstwo i próbę redefiniowania takich normalnych, naturalnych rzeczy na jakieś zakłamane pojęcia typu religia, typu teologie.
Tutaj można wymieniać w nieskończoność. Ja tu się w ogóle chyba powstrzymam od wymieniania tego wszystkiego. Etyka, chyba to jest jeszcze takie słowo, które się często pojawia, że ludzie powołują się na etykę. Nie oczki się, etyka. Co to jest etyka? Nie ma etyki, jest tylko przepływ energii. Jeżeli ten przepływ będzie niewłaściwy, ona zawsze nas wróci. To wszystko, moi drodzy. To jest ta cała esencjonalna wiedza, która dotyczy owego okultyzmu. Dlatego uważajcie z tym wszystkim.
To znaczy uważajcie, jeżeli robicie dobre rzeczy, nie musicie na nic uważać. Po prostu róbcie dobre rzeczy i korzystajcie z tej wiedzy. Korzystajcie z tych patternów, korzystajcie z tej geometrii. Korzystajcie z tych relacji, które się budują w tym polu energetycznym. O to chodzi. To tak naprawdę buduje życie. Natomiast jeśli robicie złe rzeczy i korzystacie z tego, to życzę powodzenia. Naprawdę życzę powodzenia. Na pewno będziecie mieli udane życie. Na pewno wiele rzeczy się uda.
Będzie powodzenie w biznesie. Wielu ludzi będzie patrzyło z zazdrością na was, co wam będzie przynosiło chlubę i będziecie się czuli mile połaskotani, jeżeli chodzi o wasze ego. Ale wasz koniec będzie dosyć brutalny, bo w życiu wszystko jest kwestią dyskusyjną. Ale narodziny i śmierć nie. Moment, kiedy opuszczamy to miejsce, żeby być może wrócić albo podejść gdzieś indziej, jest tym momentem weryfikacji. I tam cała ta iluzja, którą sobie budujemy w życiu, się kończy. Tam już nie ma miejsca. Ciało energetyczne nie akceptuje kłamstwa, nie akceptuje tej iluzji. Znika. Nie można sobie wsadzić do kieszeni banknotów, nie można sobie klocików od Ferreri ze sobą zabrać.
Nic z tych rzeczy, proszę państwa, nic. Wszystko zostaje tutaj i zostaje tylko naga prawda o nas samych. I nagle te wszystkie złe sny, które przez całe życie wracają. I być może się okaże, że jedyne, co zostanie w tym momencie odchodzenia, to będą właśnie tylko i wyłącznie złe sny. I to odchodzenie z tego świata będzie bardzo brutalne, chociaż na co dzień wyglądało tak rewelacyjnie, prawda? Każdy chciał być takim kolesiem, każdy chciał wyglądać tak dobrze, każdy chciał mieć tyle co on. No właśnie, a ta końcówka była taka: ulala. Takie jest życie. Także słuchajcie, jesteśmy na dużym latającym dywanie. Cały czas się przemieszczamy na tym dywanie.
Na końcu skończymy gdzieś, gdzie nas być może zrecyklingują jakieś robaczki. Być może jako jakiś pył się rozpuścimy gdzieś w powietrzu, kto to wie. Może zjedzą nas ptaki. To nie jest istotne. Grunt, żeby cała nasza podróż miała właściwe parametry, była oparta na tej pozytywnej energii, tej właściwej energii. Na tym właściwym przepływie energii, bo do tego się to wszystko sprowadza. Zły przepływ energii to wiemy, jak skończymy. Wystarczy się rozejrzeć dookoła. To co jeszcze jakaś muzyczka na koniec i powoli kończymy tą hiperprzestrzeń. Proszę państwa, ja to specjalnie przygotowałem na koniec taki relaksujący utworek dla wszystkich miłośników hiperprzestrzeni i nie tylko.
Zatem posłuchajmy. A wysłuchać już się radia na fali hiperprzestrzeni docieramy do końca tej całej opowieści o tych okultystycznych sprawach. Na sam koniec takie podsumowanie straight to the point. Zmierzając do sedna sprawy. Słuchajcie, nie należy się bać wszystkich tych tajemniczych, tak zwanych symboli. Jeżeli jesteście dobrymi ludźmi, jeżeli robicie dobre rzeczy, jeżeli ty słuchaczko i ty słuchaczu robisz dobre rzeczy w swoim własnym życiu, naprawdę wykorzystuj te wszystkie piramidy, wykorzystuj te wszystkie wzory do oporu. One służą dobrym ludziom. One zawsze służą dobrej idei. Ci, którzy mają w sobie jakąkolwiek zawiść, chciwość, w tym też zadziała. Ale pamiętajmy, że im zadziała zawsze w drugą stronę.
Na początku będzie działało tak samo jak dla każdego oczywiście. Będzie działało okej, czyli będzie teoretycznie przynosiło jakieś powodzenie, wymierny materialny sukces albo jakąś iluzję smarowania własnego ego, że będą się czuli doskonale. Ale na końcu każde świństwo, każdy cwaniacki numer, który polega na kopaniu kogoś w tyłek i próbie wykorzystywania strachu, nienawiści wróci. I to bardzo, bardzo szybko. Życie jest bardzo krótkie. Nam się wydaje czasami, że to tyle trwa, tyle trwa. To jest bardzo krótkie. To jest raptem kilka mgnień wiosny, kilka mgnień lata i zimy. I już po wszystkim. I wracamy z powrotem albo lecimy gdzieś w inne miejsce.
Także nie ma powodu się absolutnie tego bać. Raczej właściwie należy to wykorzystywać, ale tak jak mówię, tylko w dobrych celach, bo to są wszystko wzmacniacze tej energii. Jeżeli wzmocnimy taką gównianą energię, no to wróci do nas to, co wzmocniliśmy. A jak wzmocnimy dobrą energię, to nie dość, że wróci do nas dobro, to jeszcze to dobro sobie pomaszeruje dalej do innych ludzi i będzie z tego, jak to mawiali dawni: będzie z tego chleb, będzie z tego dobry obiad, będą z tego zadowoleni ludzie, będzie z tego szczęśliwe życie i nie będzie strachu. I do tego przecież wszyscy dążymy, żeby tak wreszcie zaczęło wyglądać na tej planecie od początku do końca. Żeby psychopaci wreszcie przestali definiować znakomitą część naszej cywilizacji, bo ta cywilizacja w całości jest zdefiniowana na strachu, na takich mitach i legendach służących tylko i wyłącznie kapitalizacji materii i zbierania jej pod siebie, żeby było jak najwięcej. Także nie bójcie się ludzi, którzy używają takich symboli, bo tak naprawdę to wszystko do nich wróci. To wszystko. Na tym to się opiera. Przynajmniej do tego ja dotarłem w swoich poszukiwaniach.
O tym mówią wszystkie te starodawne opowieści naszych przodków. Mówią to bardzo dosadnie, mówią to bardzo precyzyjnie i dokładnie. Także polecamy spróbować. Jeżeli oczywiście macie w sobie dobrego ducha, macie w sobie serce, wtedy zawsze zadziała. Natomiast jeżeli czujecie, że coś z wami jest nie tak, że odgrywacie jakąś rolę, jakieś przedstawienie w swoim życiu, w którymś momencie życia każdemu się trafia. Mi też się trafiło nie raz, nie dwa. Mam nadzieję, że już się nie będzie trafiało odgrywanie żadnych przedstawień, ale jeżeli coś takiego się pojawia, to wtedy nie używajcie tych symboli. Wtedy je odłóżcie. Wtedy odłóżcie całą tą okultystyczną, całą tą alchemiczną wiedzę na bok. Usiądźcie, pomedytujcie, zróbcie sobie jakiś relaks.
Odpuśćcie te wszystkie sprawy. Wróćcie do siebie w takim normalnym, niewzburzonym i niewzmieszanym stanie, żeby nie było w was agresji, nienawiści, zawiści. I dopiero wtedy z powrotem zacznijcie używać tych narzędzi, bo to jest Dosłownie jak obosieczny miecz. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. W każdym przysłowiu jest ziarenko prawdy. I to było tyle na dzisiaj, proszę państwa, w „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję wam bardzo serdecznie za wysłuchanie tego odcinka. Pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy online, wszystkich słuchaczy na czacie, wszystkich słuchaczy offline. Was szczególnie pozdrawiam, bo was tu nie ma. Nie mogę was tu poczuć, ale czuję was gdzieś na odległość w czasoprzestrzeni.
Tak że gdziekolwiek jesteście kochani peace and love. Przypominam o tym, że najbardziej hojny mecenas Radia Na Fali w tym miesiącu dostanie prezent od Grzegorza. Grzegorza, który odpowiada za serię podcastów „Czas snu”. Otóż to. Dostanie książkę o tym, jak śnić. Ale o tym wszystkim już niedługo będzie na Facebooku. Tak że zapraszam was przy okazji. Na stronie radia też zresztą, tylko muszę oczywiście znaleźć chwilę czasu, żeby to wszystko wrzucić. Tak że o tym wszystkim będziecie mogli sobie spokojnie przeczytać. Dlatego zapraszam was na profil Facebooka Radia Na Fali, na Twittera Radia Na Fali, no i na stronę radionafali.com.
Oczywiście zapraszam po sąsiedzku, żebyście odwiedzali sobie Radio Paranormalium, które retransmituje Radio Na Fali. Tam też są fajne audycje, tak że zapraszam, żebyście sobie buszowali po tym internecie, łącznie z archiwum Radia Na Fali. Jeszcze zaproszę przy okazji, wykorzystam ten moment, was oczywiście do „Syntezy”, która jest troszkę bardziej techniczna. Tam mówię o sprawach, które się potocznie nazywa free energy. Tak że zapraszam bardzo serdecznie do siebie. Zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Na Fali, takich jak „Etykieta zastępcza”. Zapraszam do „Pichontarium”, które odżyło. Pozdrawiam Pichonta bardzo serdecznie. Peace and love, man. Rewelacyjny pies swoją drogą.
Zaczynam się zastanawiać, czy sobie nie sprawić psa niczym Pichont. Nie mam warunków za bardzo. Nie mam czasu na psa, ale tak troszkę fajnie by było mieć takiego psiaka. Anyway, zapraszam was oczywiście do „Czasu snu”, do „Teorii chaosu” zapraszam, do „Konwentu wiedzy alternatywnej”, do „Dokładki” oczywiście zapraszam. Za parę chwil zapraszam do „Wieczorowej pory”. A oprócz tego właśnie taka istotna sprawa, bo za tydzień gość w „Hiperprzestrzeni”, dokładnie Tomek Grubba. Może się pojawi razem z Basią i będziemy rozmawiali o różnych ciekawych rzeczach. Ja na razie nie zdradzę, o czym będziemy rozmawiali, ale jednym z tematów będzie na pewno nadchodzący Konwent Wiedzy Alternatywnej, który się odbędzie 6-7 lutego w Trójmieście. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie fraktalna.pl. Tam już się część tych rzeczy objawiła i pojawiła.
Resztę informacji usłyszycie za tydzień w „Hiperprzestrzeni”. Nie tylko o konwencie, ale też o innych, myślę, intrygujących rzeczach. Tak że zapraszam na następną „Hiperprzestrzeń” i dziękuję bardzo serdecznie wszystkim za wysłuchanie tego odcinka. Peace and love kochani. A wy słuchaliście radionafali.com.