[00:00] - To think for yourself and question authority. Witam oficjalnie w hiperprzestrzeni, kolejnym spektakularnym odcinku spektakularnej audycji, jak mi napisał słuchacz, mrożącej krew w żyłach. Bardzo dobrze. Także witam was serdecznie. Zapraszam wszystkich obecnych, żebyście nadstawili uszu albo jakoś tak. Puśćcie znajomym informację, że dzieje się absolutnie na żywca. Wszystko jest tu i teraz. Jestem oczywiście na czacie Radia Nafali. Wysłuchacie Radia Nafali. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”.
Ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, to oczywiście jak zwykle zapraszam was na kanały mediów społecznościowych Facebook, Twitter. Więcej nie mamy. Centralnie olałem Google+, bo już po prostu miałem dosyć. Także jesteśmy tylko na dwóch i chyba to wystarczy. Jesteśmy oczywiście na stronie Radia Nafali. Właśnie skończyliśmy remont, o tym może za sekundę. Na początek może po prostu podziękuję wszystkim mecenasom. Także mecenasi Radia Nafali peace and love, wielkie dzięki.
Przepraszam wszystkich mecenasów, którzy wpłacają na polskie konto. Jeszcze nie dostałem informacji co i jak, dlatego jeszcze was nie wpisałem. Także przepraszam kochani, aż mi głupio, ale to się dosłownie w ciągu następnych kilku dni załatwi. Po prostu się zrobi samo z siebie. Także przepraszam was kochani, że was jeszcze nie ma na liście. Za parę sekund już tam będziecie, a wszystkich z was chcących wspierać Radio Nafali bardzo serdecznie zapraszam, żebyście po prostu wpadli na stronę Radia Nafali: radionafali.com. Tam jest zakładka „Wspieraj RNF” i są trzy metody płatności: PayPal, jakiś tam polski mBank i Bitcoin oczywiście. Także jeżeli chcecie wspomóc radio, to już wiecie jak. A ja oczywiście chciałem podziękować wszystkim za wyrozumiałość, cierpliwość, bo mieliśmy remont serwerów. Może nie tyle remont, ile w ogóle taką troszkę gruntowną przeprowadzkę, remanent, przemeblowanie.
Generalnie działo się wiele. Jest nowy serwer do strony internetowej, także strona stoi już zupełnie gdzie indziej i będzie śmigała zawsze tak jak trzeba. Nie będzie już pewnych problemów, które zawsze, może nie zawsze, ale czasami z nią występowały. Tam jeszcze troszkę jest do zrobienia kwestia wyświetlania obrazków i tak dalej, ale to już są detale, które zostaną ogarnięte w tym tygodniu. Także nie przejmujcie się, całe archiwum jest z powrotem dostępne, także możecie sobie ściągać, słuchać do woli wszystkiego, co jest na stronie Radia Nafali. Także zapraszam bardzo serdecznie. Możecie oczywiście polecić znajomym, możecie zrobić z tym, co chcecie. Możecie wrzucić do zupy, możecie wyprać w pralce. Cokolwiek chcecie zrobić. Radionafali.com.
Dobra, po tych wszystkich ogłoszeniach... Właśnie, jeszcze jedna rzecz kochani, bo oczywiście jest sezon grzybowy. Ja tak ogłoszenia ogłoszeniami, a temat się zbliża. Już niedługo jak zwykle w sezonie „Hiperprzestrzeń grzybowa”, bo sezon iście grzybowy. Dostaję maile i listy od was. Dziękuję w ogóle bardzo serdecznie. Jest masa naprawdę świetnych maili. Także peace and love kochani, naprawdę wielkie dzięki. Bardzo miło dostawać sensowną korespondencję, także pozdrawiam wszystkich korespondujących. Przepraszam, że czasami tak odpisuję po czasie, ale normalna sprawa.
Po prostu jestem troszkę zajęty w życiu, także nie zawsze mam czas, żeby siąść i odpisać natychmiast i w tym momencie. Także czasami trzeba trochę poczekać. À propos tematu grzybowego, bo oczywiście jest sezon i wielu ludzi się wybrało na te grzyby. Ja to oczywiście cały czas mówię, że nie namawiam nikogo, nie zachęcam ani nie zmuszam do używania psylocybiny. Absolutnie. To jest indywidualna decyzja każdego dorosłego człowieka, co robi ze sobą. Ja używam psylocybiny i sobie bardzo chwalę, jak inni to nie wiem, ale przypominam, że przy psylocybinie są pewne żelazne zasady i czasami dostaję właśnie maile od was, że coś tam było nie tak, że coś nie tędy. I jak czytam tego maila, to się okazuje, że czasami, nie wiem, jak to nazwać, najprościej będzie powiedzieć: łamiecie wszystkie elementarne zasady, że tak powiem, dealowania z grzybami. Także przypominam jedną elementarną zasadę: nie bądźcie idiotami i nie róbcie grzybów w domu ani w takim zindustrializowanym miejscu. To są substancje, które nie przez przypadek rosną tam, gdzie rosną, czyli w lesie, na łące i pośród natury.
Nie rosną tam dlatego, żeby je wziąć, później zanieść do domu obok pralki, lodówki, telewizora i tam spożywać grzyby. Absolutnie nie. Dlatego rosną na łące, dlatego rosną w naturze, po to, żeby tam się przejść i tam zdealować tą sprawę. Także nie bądźcie wariatami i szaleńcami i nie róbcie sobie krzywdy. Te substancje absolutnie nie nadają się do spożywania w domu, w miejscach zindustrializowanych, w miejscach, gdzie jest tłoczno, głośno i dużo nowoczesnych urządzeń. Te substancje są dedykowane po to, żebyśmy z powrotem odzyskali kontakt z naturą. Także jeżeli złamiecie tą elementarną zasadę, może być mało fajnie. Także nie dziwcie się i pamiętajcie o elementarnych zasadach BHP. Są to substancje naturalne, które robimy w naturze i proszę o tym zawsze pamiętać. To tyle względem takich naprawdę emergency situation ze wszystkich maili.
Tak jak mówię, do tematu grzybowego w ogóle wrócę prawdopodobnie za tydzień albo jakoś tak. Już niedługo. Nie mam jeszcze na to jakiegoś specjalnego planu, ale w ciągu najbliższego miesiąca na pewno siądę i się zbiorę do tego. Także na pewno coś wam opowiem na ten temat, bo jest trochę badań naukowych na temat psylocybiny związanych z leczeniem ludzi z raka, z leczeniem ludzi z depresji, z leczeniem PTSD, czyli post-traumatic stress disorder, czyli stresu pourazowego po polsku. Także jest masa dodatkowych informacji, które aktualnie Powoli się pojawiają wyniki badań, także będę chciał to przytulić i trochę wam wrzucić tych wszystkich informacji, ale to za jakiś czas. Przy okazji zapraszam was, żebyście wpadli na stronę Radia Nafali oprócz tego, tak jak normalnie wpadacie, na przykład zasponsorować. Jak chcecie wysłać złote zęby babci i te banknoty, które znaleźliście w „Panu Tadeuszu” do radia. Mogą być te z Sienkiewicza, też przyjmujemy i z trylogii też przyjmujemy. Wszystkie banknoty przyjmujemy. Im więcej, tym lepiej.
Oczywiście poza tymi wszystkimi historiami są banery na stronie Radia Nafali, baner do Fraktalna.pl. Tomek Grubba i cała ta historia związana z Konwentem Wiedzy Alternatywnej. A że Tomek robi nie tylko konwent razem z Basią, robią kilka innych rzeczy, to przypominam, że są warsztaty, moi drodzy. Słuchajcie, jest warsztat świadomego śnienia w Londynie. Generalnie zapraszam, żebyście sobie wpadli na tą stronę, zobaczyli co i jak. 18 października, jeżeli ktoś z was mieszka tu w Anglii, w Londynie albo gdzieś w okolicy i ma ochotę wpaść i zobaczyć co i jak, to zapraszam bardzo serdecznie. Wszelkie informacje są oczywiście na stronie Fraktalna.pl, także ogarniecie się sami bez żadnych problemów. Ja wam tutaj nie muszę niczego mówić na ten temat. I tyle. Także przypominam, że jest fajna impreza.
A oprócz tego, że Tomek i Basia robią takie warsztaty, to oprócz tego pojawił się nowy dział w Radiu Nafali. I ten nowy dział to oczywiście Konwent Wiedzy Alternatywnej i powoli razem z Tomkiem tam wrzucamy wszelkie możliwe materiały z konwentów, bo to nie tylko jeden konwent, ale już właściwie konwenty, bo ta historia trwa od 2012 roku, także już troszeczkę za nami i tych materiałów jest trochę. Na razie wrzucamy te najbardziej stare, archiwalne, plus kilka jakichś tam świeżych rzeczy, ale generalnie luzujemy archiwa, także będzie się tego pojawiało troszeczkę. Jeżeli jesteście zainteresowani, to myślę, że całkiem sporo jak na sam początek jest na stronie Radia Nafali z konwentu materiałów. Co jeszcze chciałem powiedzieć? A właśnie. Chciałem wam przypomnieć, że część tych materiałów jest po prostu wideo, że możecie wpaść na nasze konto na YouTubie. Oczywiście link jest na stronie Radia Nafali i tam sobie elegancko sprawdzić co i jak, i sobie przede wszystkim obejrzeć, bo te materiały wideo to są prelekcje wideo oczywiście, gdzie są różne rysunki, różne takie rzeczy, o których czasami ciężko opowiedzieć tylko i wyłącznie dźwiękowo. Także zapraszam bardzo serdecznie. Archiwum się tam powiększa, niech będzie coraz większe.
Także miłej zabawy i miłego słuchania. Miłych refleksji. Tyle. I co dzisiaj, moi drodzy? Co dzisiaj po tych wszystkich ogłoszeniach, po tych wszystkich historiach, po tym, co się ostatnio działo ze stroną Radia Nafali mieliśmy masę roboty, także dzisiaj wreszcie z powrotem. No i co dzisiaj w hiperprzestrzeni, moi drodzy? Dzisiaj w hiperprzestrzeni chcę wrzucić na ruszt temat tajemniczej ziemskiej energii. W ogóle bardzo ciekawa sprawa, o której już mówiłem jakiś czas temu. Jeżeli słuchacie „Hiperprzestrzeni” od nie wiadomo kiedy, od początku świata, to na pewno pamiętacie odcinek o liniach energetycznych, geomagnetycznych i tych wszystkich tajemniczych sprawach, ley lines i tak dalej. Także dzisiaj chcę rozwinąć troszkę ten temat, bo już czas najwyższy, że tak powiem, wrzucić trochę więcej, a jest to bardzo intrygująca sprawa.
Myślę, że taka w ogóle ciekawa, bo jest taka legenda, że w Polsce jest takie tajemnicze miejsce i nazywa się Wawel albo jakoś tak. Różni ludzie podają różne rzeczy. Niektórzy podają Babią Górę, niektórzy podają inne miejsca, mówiąc, że są takie specjalne miejsca, tak zwane po angielsku, tłumacząc z angielskiego, właściwie byłoby to jakieś kardynalne miejsce, można powiedzieć takie główne, gdzie energia się przecina. Ja tak siadłem jakiś czas temu, było to lata temu i zacząłem sobie to sprawdzać. No i okazało się, że oczywiście fajnie by było, jakby były takie miejsca w Polsce, ale takich miejsc w Polsce nie ma. Oczywiście krążą legendy, słuchy, ale to jak zwykle w takich sytuacjach każdy chciałby mieć u siebie takie miejsce i każdy chciałby być taki, że tak powiem, nadmuchany, taki, że to właśnie u niego jest to najważniejsze miejsce, w którym dzieją się te magiczne cuda. Niestety lub stety takich potężnych miejsc w Polsce absolutnie nie ma. One są poza Polską, ale też nie ma z tym problemu, ponieważ w każdym miejscu na świecie są takie miejsca, w których energia się przecina, dzieją się różne rzeczy i można to sobie wyliczyć, można sprawdzić. No i dzisiaj troszeczkę właśnie o tym. Nawet nie trochę, ale cały czas dokładnie o tych tajemniczych liniach, o tak zwanej siatce geomancyjnej Ziemi, siatce energetycznej Ziemi.
Nie ma chyba za bardzo polskich tłumaczeń na te wszystkie nazwy. Inna sprawa, że temat, jeżeli chodzi o takie poważniejsze opracowanie, jest stosunkowo świeży, bo właściwie od lat 60., lat 70. dopiero jest w jakiejś takiej domenie publicznej. Ludzie biegają z licznikami, sprawdzają te miejsca i patrzą, co tam się w ogóle dzieje. Inna sprawa, że w ogóle historia jest oczywiście o wiele starsza. Jak to każda historia ma swoje o wiele głębsze korzenie. No i właśnie o tym dzisiaj będzie. Dokładnie. To zanim w ogóle zacznę to wszystko, to jak zwykle na sam początek muzyczka, moi drodzy. To co?
Zaczynamy od muzyczki, a wysłuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. A ja mam na imię Tomek. A właśnie, Skype do radia. Tak się rozgadałem, kurczę, że zapomniałem, jak to jest przez ten remont nadajników. Skype do radia, jeżeli chcecie zadzwonić, bo wszystko dzieje się absolutnie live. To jest oczywiście radionafali.com. Także zapraszam, jeżeli macie jakieś refleksje, jakieś informacje o tajemniczych miejscach, choćby w Polsce. Bo ja oczywiście powiedziałem, że tych głównych kardynalnych punktów w Polsce nie ma, ale są pośrednie punkty. Także jak macie jakieś informacje, jakieś newsy to śmiało dzwońcie do Radia Nafali. Ja tu będę odbierał i będę was wypytywał o te wszystkie rzeczy i w ogóle jestem ciekawy waszych refleksji.
A wysłuchacie oczywiście Radia Nafali. A ja mam na imię Tomek. Audycja nazywa się „Hiperprzestrzeń”. Jest też retransmitowana w Radiu Paranormalium. Zapomniałem przypomnieć, właściwie nie wiem, czy przypomnieć, bo pewnie wszyscy doskonale wiedzą, że jestem też na czacie Radia Nafali. Możecie wejść oczywiście przez stronę radionafali.com. Ja tam jak zwyczajem cyklopa jednym okiem zaglądam i tak się przyglądam. Ale jestem na tym czacie. Oczywiście, że jestem. Wchodząc do naszego dziarskiego tematu o tajemniczych energetycznych liniach.
Nie jest to do końca tylko i wyłącznie kwestia jakichś tak zwanych tajemnic, tajemniczych linii. Jest to bardzo ciekawa sprawa związana, przynajmniej tak mi się wydaje, kompleksowo z pewną sprawą, o której wiele ptaszków ćwierka. Mianowicie chodzi o starożytną cywilizację, o ten mit starożytnej globalnej cywilizacji ludzi, którzy zbudowali piramidy. Wszystkie te hece związane z budynkami, właściwie konstrukcjami neolitycznymi znajdowanymi praktycznie wszędzie na świecie. Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie nie byłoby jakichś konstrukcji neolitycznych. Nawet w Holandii, gdzie obniżano poziom wody na tych sztucznie robionych folderach, okazywało się, że nagle znajdują się gigantyczne kamienie, jakieś takie centra kamienne, dziwne miejsca, których przeznaczenia nikt za bardzo nie jest w stanie określić. Nikt właściwie nie wie, czemu to służyło, o co w tym wszystkim chodziło. Wiemy tylko jedno na 100%, że jest to jakaś gigantyczna cywilizacja, która funkcjonowała tysiące lat temu. Pierwsze szacunki mówią o 12 000 lat do tyłu. Kolejne szacunki cofają to troszeczkę do 36 000 lat do tyłu.
Jest kilka pomysłów na to, z którego okresu to wszystko pochodzi. Podejrzewam, że i tak nie będziemy w stanie dzisiaj podczas tej audycji określić ani zdefiniować właściwego punktu historii, w którym to się wszystko wydarzyło. Na pewno wiemy, że wydarzyło się to dawniej niż 12 000 lat temu i może przy tym po prostu zostańmy. Są to bardzo specyficzne budynki. Czemu są specyficzne? Fenomen tych konstrukcji polega na tym, że wszystkie są bardzo do siebie podobne, reprezentują pewien ten sam zestaw cech, są bardzo podobnie usytuowane. Właściwie gdyby potraktować to w ten sposób, że ktoś musiał to zaprojektować, to można pokusić się o taką refleksję, że był to ten sam człowiek. A jeżeli nie ten sam człowiek, to właściwie grupa ludzi myślących bardzo podobnie i mających bardzo podobny pomysł na rzeczywistość. Bo wszystkie te budynki mają bardzo specyficzne cechy. I tymi cechami jest orientacja na gwiazdy, czyli orientacja astronomiczna, o czym bardzo wielu z nas doskonale wie.
Są wszystkie te historie związane z tym, że na przykład te szafty, które są w piramidzie w Gizie, są tak wycięte, że w specjalnym momencie roku pokazują konkretne miejsca na niebie, są ukierunkowane w konkretne punkty. Podobnie jest z piramidami w Ameryce Południowej, w Ameryce Środkowej. Podobnie jest z piramidami w Chinach. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami, chociażby w Azji, gdzie tych zabytków kultury neolitycznej, jak to nazywamy w dzisiejszych czasach, jest potężna ilość i właściwie chyba nikt tam za bardzo nie liczył. W Anglii na przykład wszyscy znają Stonehenge. Kto się włóczy po Mongolii, po jakichś takich miejscach, gdzie właściwie normalny człowiek rzadko kiedy zagląda, może raz na 100 lat, a jest tam tego masa. Tak jak powiedziałem, takim wspólnym punktem jest to ukierunkowanie na te wszystkie zjawiska astronomiczne, które występują na naszym niebie i to też w bardzo specyficzny sposób, bo jest to ukierunkowanie z innego punktu widzenia, niż my używamy aktualnie. Jest to właściwie założenie, że Ziemia jest centrum i że Ziemia właściwie odbiera energię z kosmosu w ten sposób. Tak można by to najprościej chyba wytłumaczyć. Nie chcę za bardzo motać, bo jest sobota, wieczór, jest czas na troszkę imprezę.
Przecież nie będę tutaj cytował numerów i bardzo poważnych jakichś rozważań numerycznych. Ale generalnie pomysł był taki, że wszystko jest obserwowane z Ziemi, a nie z kosmosu. I na tym się zasadza cała specyfika tych budynków, że są tak poustawiane. I wszystkie te budynki, gdziekolwiek by się nie pojechało, łącznie z Japonią, są dokładnie tak samo poustawiane albo bardzo podobnie, a właściwie może nie tyle bardzo podobnie, ile co najwyżej na troszkę inne gwiazdy przesunięte, bo ciągle mówimy o tej samej historii, która się właściwie nigdy nie zmieniła. Dziwny kształt tych budynków. Do tego jeszcze dochodzą różne historie związane z tymi budynkami, chociażby w Ameryce Południowej, gdzie cała ta strefa duchowa, kulturowa dookoła tych budynków do dzisiaj funkcjonuje. Nie tylko w Ameryce Południowej, bo to właściwie jest w bardzo wielu miejscach, tak jak wspomniałem, w Azji, w Europie też w kilku miejscach. Te konstrukcje mają przypisane pewne specyficzne cechy, pewne specyficzne moce. Dosyć popularna historia we Francji, gdzie jest ten potężny kamienny zabytek neolityczny. Na południu Francji takie potężne pola, przez które przechodzą takie gigantyczne menhiry.
Nie wiem, ile ich jest tam. Setka, sto parę, cholera wie ile. Musiałbym sprawdzić, ale generalnie dużo ich jest. I jest taki specjalny kamień, że jak kobieta jest bezpłodna, to musi podejść w odpowiednią noc, najlepiej księżycową, taką, gdzie jest pełnia, i się przytulić do tego kamyka i być może z powrotem będzie płodna i pojawią się dzieci. Chodzi oczywiście o zdolności lecznicze i wiele spraw z tym związanych. Generalnie na pewno słyszeliście wiele historii i opowieści o kamiennych kręgach, o tym, że reprezentują dziwne moce, że ludzie się tam leczą albo doznają różnych dziwnych objawień. Masa historii z tym związana. Przede wszystkim jest to związane głównie i to wszędzie na świecie, to jest taka kolejna rzecz, która jest tożsama właściwie w każdej kulturze. To jest zjawisko kultu płodności, który jest automatycznie i z reguły zawsze przypisywany tym wszystkim neolitycznym zabytkom. W Ameryce Południowej do dzisiaj odprawia się pielgrzymki do tych kilku neolitycznych miejsc, czy to jest Peru, czy to jest Chile, czy to jest Ameryka Środkowa.
Cały czas, do dzisiaj się tam składa ofiary i generalnie wyciąga tę moc z ziemi, która ma poprawić nasze życie i spowodować, że będziemy czuli się lepiej i że wszystko będzie żyło o wiele zdrowiej, o wiele dłużej i o wiele bardziej przyjemniej, tak zwyczajnie mówiąc. Nie przez przypadek ten kult płodności, bo dookoła tych neolitycznych zabytków występują bardzo dziwne zjawiska, których normalna nauka nie jest w stanie za bardzo wyjaśnić. A może nawet po prostu nie chce najzwyczajniej w świecie. A mianowicie kwestia wegetacji roślin. Bardzo charakterystyczna rzecz. Dookoła wszystkich tych zabytków rośliny rosną w niesamowity sposób. Po prostu rosną jak dzikie. Rosną lepiej niż rośliny, które są obok i nie mają kontaktu z tymi kamieniami lub cokolwiek to jest. Sam zresztą odwiedzałem kilka takich miejsc. Jest takie bardzo intrygujące miejsce w Dublinie.
To jest taki cypel, który nazywa się Howth i tam jest taki stary dolmen, bo tak się nazywają właściwie te konstrukcje. Najczęściej to są właśnie dolmeny. Co to jest właściwie dolmen? To może zacznę od tego. To jest taki duży, płaski kamień, potężny głaz, mniejszy lub większy, ale generalnie potężny głaz, który stoi na kilku małych kamykach albo większych kamieniach. Generalnie trochę jak stół. Tak to można chyba najszybciej opowiedzieć, że wygląda jak stół, tylko że cały składa się po prostu z kamieni. Kilka kamiennych nóg, trzy, cztery, czasami jakaś komora pod spodem, a na górze gigantyczna kamienna płyta, która to wszystko przykrywa. Potężne takie konstrukcje znajdują się w Rosji. To w ogóle takie bardzo intrygujące, bo mają specjalnie okrągłe otwory powycinane w tych kamieniach.
Bardzo intrygująco to wygląda. Jest takich miejsc masa i pamiętam swoje odwiedziny właśnie w Dublinie, w tym miejscu. Słuchajcie, to było niesamowite. Dookoła po prostu zieleń szalała, po prostu kwitła. Było masy. To było najbardziej zarośnięte miejsce na wzgórzu, bo znajduje się na takim wzgórzu. Howth to jest taki właśnie cypel wysunięty w Irlandzkie Morze. W Morze Irlandzkie. Co ja mówię? Ach, muszę się rozgadać po prostu i tyle.
I jak dookoła wszystko rośnie normalnie, to dookoła tych kamyków, bo to właściwie jest parę kamyków, są takie trzy solidne głazy. Tylko że już oczywiście zniszczone. Ten głaz na samej górze jakby stanowił ten blat stołu, kompletnie jest jakby zawalony. Nie wygląda to już tak imponująco prawdopodobnie jak, nie wiem, sześć, może dwanaście tysięcy lat temu. Zdewastowany dosyć mocno, ale do dzisiaj widać, jak dookoła tych kamieni w dziwny sposób rośliny po prostu uwielbiają rosnąć. To jest coś, co naprawdę im bardzo służy. A dookoła jest tak normalnie. Dookoła po prostu rośliny rosną zwyczajnie, a tam chaszcze, dzikie chaszcze, żeby się na to wdrapać. Bo nie byłem oczywiście sam. Byłem z kolegami i musieliśmy się, że tak powiem, troszkę poprzedzierać przez chaszcze, bo jest tak mocno zarośnięte.
Nie jest to jedyne takie miejsce. Podobne miejsca, żeby było zabawniej, są nawet w Ameryce. Oczywiście my na przykład znamy Nowy Jork z reguły z filmów i kojarzymy ze szklanymi, aluminiowymi albo po prostu z drapaczami chmur, budynkami, z takim bardzo zindustrializowanym miejscem. A tuż za Nowym Jorkiem jest bardzo ciekawe miejsce, w którym też są takie dolmeny i właściwie nikt nie jest w stanie tego wytłumaczyć. Oficjalna nauka twierdzi, że są to zjawiska polodowcowe i że po prostu cofał się lód i że jak ten lód się cofał, to jedna skała była na górze na tym lodzie i gdzieś tam pod tym lodem były trzy malutkie skały. I jak ten lód odparował, to ta duża skała tak naturalnie osiadła sobie na tym. I to jest takie naturalne zjawisko. Nikt tego nie robił, to po prostu sama przyroda zrobiła. Nie do końca tak jest, bo oczywiście na tych wszystkich, może nie na wszystkich, ale na większości tych dolmenów są ślady ludzkiej działalności. Wiadomo, że przyroda tego nie zrobiła sama z siebie, bo jest to fizycznie niemożliwe.
Takiej opcji normalnie nie ma. Zresztą jeżeli ktoś nie wierzy, to niech sobie poczeka na zimę i spróbuje zrobić to w takiej skali makro, wysypując żwir, piasek czy kamyki na lód i zobaczyć, co się będzie działo, jak lód tudzież śnieg zacznie topnieć. Nic takiego się nie wydarzy. A naukowcy twierdzą, że dokładnie takie jest oficjalne wytłumaczenie i że to jest jedyne wytłumaczenie. No ale do czego zmierzam? Słuchajcie, chodzi o to, że okresy wegetacyjne roślin i w ogóle tak zwana, w cudzysłowie mówiąc, energia życia dookoła tych dolmenów jest potężna. Jest nie tylko że widoczna w postaci wegetacji roślin, ale też doskonale się zachowała w lokalnych wierzeniach, w lokalnych podaniach, szczególnie w miejscach, gdzie obok tych konstrukcji mieszkają ludzie i mieszkają od setek lat. W Anglii jest to bardzo popularne i tu jest bardzo dużo legend na ten temat, że na przykład ten kamień przynosi szczęście, ten nieszczęście, tego typu historie. Zresztą zdaje się chyba opowiadałem już tę historię właśnie w tym odcinku o tych tajemniczych ley lines. Zresztą jak zwykle z kablem.
Z kablem się szaleje. Dobra, ale wracajmy do tych tajemniczych mocy dolmenów i tych wszystkich rzeczy. Słuchajcie, generalnie skala tego przedsięwzięcia, tych wszystkich urządzeń, bo tak to chyba można nazwać, bo to takie urządzenia, które wzmacniają energię dookoła. Bo jak rośnie lepiej w tym miejscu, to wiadomo, że wzmacnia jakiś rodzaj energii. że skala tego jest potężna. Od Nowego Jorku, poprzez Anglię, Japonię, Azję, nawet Australię. Wszędzie są takie dziwne konstrukcje, których oficjalnie nie jesteśmy w stanie zdefiniować. Przynajmniej zdefiniować ich przeznaczenia, celów, twórców, czasu powstania. Nie wiemy nic na ten temat. Po prostu są, a my udajemy, że ich nie ma.
Tudzież czasami nauce się wydaje, że to takie naturalne konstrukcje. Tu możemy wrócić do Buckingha Fullera, takiego amerykańskiego architekta, który zaprojektował coś, co się nazywa kopuła Fullera. To jest taka konstrukcja, która jest oparta na trójkącie, że z małych trójkącików, przyklejając jeden do drugiego, buduje się kopułę. I okazuje się, że kopuła zbudowana w ten sposób jest nieprzeciętnie wytrzymała. Te wszystkie kopuły do radarów, które czasami widzicie, jak jeździcie gdzieś obok jakichś militarnych, wojskowych konstrukcji albo obok jakiegoś lotniska. Takie dosyć specyficzne, okrągła kopuła, ale z kanciastych, trójkątnych elementów. To są kopuły konstrukcji Buckingha Fullera, Buckiego Fullera, jak mawiali jego znajomi. I o co w tym wszystkim chodzi? Co tu jest takiego tajemniczego? Bo mamy starożytną cywilizację, która stawiała te dziwne konstrukcje wszędzie, gdzie się dało.
Część z tych konstrukcji do tej pory emanuje jakimiś dziwnymi energiami. Jest używana do celów leczniczych, tak jak wspomniałem, w Ameryce Południowej jest traktowana jako takie centra kultu płodności, kultu powodzenia, wzrostu. Generalnie, żeby się dobrze działo. I o co w tym wszystkim chodzi? Jest jeszcze jedna taka rzecz, o której dzisiaj zamierzam wspomnieć, bo jest też dosyć mocno z tym związana. W 1981 roku sonda Cassini, mijając planetę Saturn, zrobiła zdjęcie północnego bieguna, północnego pola Saturna i okazało się, że chmury uformowały się w kształt heksagonalny. To wygląda bardzo podobnie do loga Radia Nafali anyway. I po latach, kiedy kolejna sonda przeleciała obok Saturna, okazało się, że dalej to tam jest, że to się w ogóle nie zmienia. Oczywiście na południowym biegunie Saturna tego zjawiska w ogóle nie ma, tylko na północnym. I fenomen polega na tym, że kiedy weźmiemy te wszystkie konstrukcje, te największe konstrukcje megalityczne, które są na tej planecie i zaczniemy sobie je łączyć liniami.
Przypuśćmy, że mamy globus. Jeżeli macie globus, to weźcie sobie globus i zacznijcie zaznaczać te miejsca, gdzie są te tajemnicze konstrukcje i łączyć liniami. I okazuje się, że występuje tutaj bardzo dziwna prawidłowość. Ta prawidłowość nie jest tak oficjalnie traktowana jako coś naukowego, a to z dosyć prostego powodu, ponieważ w dzisiejszych czasach żyjemy w troszeczkę innej rzeczywistości. Na tyle innej, że na przykład nasze centrum świata, nasz biegun świata, tudzież kierunki geograficzne, sposób, w jaki wyliczamy sobie wszystkie te długości i szerokości, są zupełnie inne niż szerokości i długości geograficzne, które były wyliczane przez starożytnych. Takim najlepszym przykładem jest piramida w Gizie. Normalnie jako centrum wszechświata, w cudzysłowie wszechświata, jako centrum Ziemi, od którego wyliczamy wszystkie te wartości kątowe, minutowe, czyli cały obwód Ziemi, ile czasu nam zajmie, strefy czasowe. Wiecie, o co chodzi. Strefy czasowe i podróżowanie dookoła planety. Jak długa, jak wysoka i jak to wszystko liczyć i mierzyć znajduje się w Greenwich.
To jest tak zwany południk zerowy. Ale w rzeczywistości takie centrum geograficzne planety Ziemia znajduje się zupełnie gdzie indziej. Znajduje się w Gizie. Dokładnie w tym miejscu stoi piramida w Gizie. To jest właściwie, gdyby tak pomierzyć całą planetę, jest dokładnie takim centrum naszego świata, przynajmniej tej planety, po której chodzimy. I to jest ta zupełnie inna geometria, zupełnie inny sposób wyliczania tego, w którym miejscu się znajdują rzeczy na planecie Ziemia i tak dalej. Także w ogóle trzeba by wszystko liczyć z zupełnie innej strony, bo jeżeli użyjemy naszych współczesnych metod wyliczania i porównywania tych wszystkich miejsc, długości, szerokości geograficznych, właściwie nic z tego nie wynika. Natomiast kiedy wrócimy do tego starożytnego konceptu, gdzie centrum naszej planety geograficznym jest piramida w Gizie i to jest tak zwane zero w pionie i poziomie, tak można to w cudzysłowie powiedzieć, i zaczniemy łączyć z tymi dziwnymi konstrukcjami neolitycznymi, to okazuje się, że zachodzą pewne bardzo specyficzne prawidłowości. Dlaczego wspomniałem o tej starożytnej, zaginionej cywilizacji? Ponieważ fenomen tych wszystkich konstrukcji polega na tym, że oprócz tego, że są zorientowane, tak jak wcześniej wspomniałem, na gwiazdy w ten sam sposób, to oprócz tego są ustawione w bardzo specyficznych liniach.
Niektórzy nazywają to linie Gai Ziemi. Gaja to po prostu Ziemia. Linie energetyczne Ziemi. Jest kilka nazw. W Anglii jest to znane pod nazwą ley lines, w Azji jest to znane jako linie smoka czy drogi smoka. Jest masa różnych innych określeń na to. Chodzi o tak zwane linie energetyczne, mówiąc w bardzo wielkim skrócie. Jeżeli zaczniemy to wszystko łączyć, nagle pojawia nam się jakiś taki dziwny pattern i zupełnie nieprzypadkowy, bo wygląda na coś, co ma sens, ręce i nogi. Nie jest to jakaś szalona linia, tylko wszystko idealnie do siebie pasuje. Wszystkie proporcje się zgadzają, wszystkie odległości się duplikują, wszystkie odległości się powielają.
Mamy do czynienia z czymś, co wygląda na bardzo zaawansowany język matematyczno-astronomiczny. Właśnie tak chyba moglibyśmy to powiedzieć. I to właśnie wyliczając od centrum Ziemi, które znajduje się w Gizie. Bo czym jest właściwie Ziemia? Ja mam dzisiaj książeczkę ze sobą, która będzie mi pomagała troszeczkę w tych wszystkich rzeczach, bo temat jest dosyć złożony. Ja dzisiaj będę chciał bardziej wam rzucić taki koncept do tego, bo właściwie, żeby to tak bardzo precyzyjnie może nie tyle wyjaśnić, ile opowiedzieć, musiałbym się Musiałbym mieć jakiś projektor, jakiś rzutnik, pokazywać wam zdjęcia, żebyście sami mogli zobaczyć, jak to jest, bo jak zwykle mówimy o czymś, co wygląda, a mówimy o tym w radiu. Ale wracając do tego modelu. Ziemia generalnie z definicji ma około 4,7 biliona lat starości, czy jakoś tak. Dla nas to akurat jest najmniej istotne, bo my właściwie żyjemy na tej Ziemi na tyle długo, albo właściwie na tyle krótko, że za naszego pobytu jako gatunku właściwie się niewiele zmieniła. Jakie są proporcje tej Ziemi?
Generalnie wyliczamy wszystko w tak zwanych minutach, czyli dzielimy sobie obwód Ziemi na 360 stopni, czyli 360 dni w roku. Tak jak się słońce pojawia i znika na horyzoncie raz na rok dokładnie w tym samym miejscu. Jak się to wszystko policzy, podzieli, to wychodzi 360 parę stopni. Już tu się nie będę wbijał w te wszystkie rzeczy. Generalnie to się nazywa polar radius, czyli nie wiem, jak to przetłumaczyć na polski. Generalnie jest tego jakieś 3949 mil. Drugi obwód Ziemi wynosi 3,963 miliony mil, czy jakoś tak. Jak wam powiedzieć o tych wszystkich numerach? To ja może po prostu porzucę te numery, bo to naprawdę nie da rady. Ciężko jest w radiu opowiadać o numerach jeszcze bez projektora.
Także nie poradzę sobie. Ale mniejsza o to. Generalnie był taki podstawowy koncept, że co wiemy o Ziemi? Że w Ziemi jest jakieś jądro, które cały czas grzeje, nagrzewa, jakaś reakcja termojądrowa i ona powoduje, że wszystko tu się dzieje. Ten koncept, o którym ja mówię, zakłada coś zupełnie odwrotnego. Zakłada coś, że w środku Ziemi jest prawdopodobnie zupełnie inna historia. Ale o tym może pod koniec. O co chodzi? Skąd w ogóle te pomysły? Te pomysły się biorą z tego, że Ziemia ma coś takiego jak pole geomagnetyczne, czyli wszystkie te zawirowania plus minus to, jak się kręci kompas czy w lewo, czy w prawo, czy na północ, czy na południe, nazywamy geomagnetycznym polem, czyli polem magnetycznym tej planety.
Skąd to się wszystko bierze? Bierze się stąd, że Ziemia składa się z minerałów i metali. Zawartość tych minerałów i metali w glebie powoduje, że ten materiał staje się doskonałym kondensatorem dla tej kosmicznej energii, która opływa tą naszą całą planetę. Są miejsca, gdzie oczywiście tego metalu jest trochę więcej i są miejsca, gdzie tego metalu i minerałów jest trochę mniej. Dokładnie tak samo wygląda to z wodą, bo oprócz tego, że są te wszystkie związki w ziemi, to jest jeszcze woda. Każda z tych dwóch rodzajów ziemi ma inne właściwości elektrograwitacyjno-magnetyczne. Właściwie tak to można powiedzieć. Mam tu jakiś telefon. Słuchajcie, proszę nie dzwonić na konferencję. Proszę absolutnie nie dzwonić na konferencję do radia.
Dzwońcie pojedynczo, proszę państwa. Dzwońcie pojedynczo, bez zdzwaniania się konferencję, a ja będę odbierał. Okej. Lekkie zamieszanie. Tak to jest po długiej przerwie wrócić do nadawania. Trochę jak zwykle zamieszania. Słuchajcie kochani, proszę naprawdę nie dzwońcie na konferencję. Jeżeli dzwonicie, to klikajcie radionafali.com i dzwońcie tylko i wyłącznie radionafali.com bez żadnych konferencji, proszę państwa. Pojedynczo. Tylko tak jestem w stanie was technicznie odebrać.
Dobra, lecę dalej z tą opowieścią. O co chodzi z tą Ziemią i z właściwościami elektromagnetycznymi Ziemi? Tam, gdzie tego jest więcej, to wiadomo, że te właściwości są o wiele wyższe, że ten magnetyzm jest o wiele większy i że przewodzenie prądu elektrycznego jest o wiele większe. Natomiast w miejscu, gdzie wody, tych wszystkich substancji, minerałów, metalu jest trochę mniej, jest tego zdecydowanie mniej. Chodzi o zjawisko, które występuje pomiędzy tymi polami. Tak pomiędzy. Jeżeli macie kawałek czegoś suchego i kawałek czegoś mokrego, to rzeczy, które się dzieją na styku, wywołują bardzo dziwne zjawiska. Bardzo dziwne. Nikt właściwie do końca nie wie, co to jest. Nazywa się to, szukam polskiego tłumaczenia, oczywiście jak zwykle, prądy telluryczne po polsku, czyli takie drobne ładunki elektryczne, które znajdują się w ziemi.
Definicja mówi, że są to prądy indukcyjne występujące w przewodzących warstwach skorupy ziemskiej, że powstają na skutek zmian ziemskiego pola magnetycznego, na przykład burz magnetycznych i tak dalej. Wszystkich tych historii, które się dzieją dookoła nas. Ale co z tego wynika? Co z tego wynika i co to ma wspólnego z tymi dolmenami? Co to ma wspólnego z tymi starożytnymi kulturami, tudzież z jedną starożytną kulturą? O co w tym wszystkim chodzi? A wy słuchacie oczywiście „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali, a na niej Tomek. Dzisiaj opowiadam wam o pewnych refleksjach związanych z czymś takim, co się nazywa liniami energetycznymi planety Ziemia. Ma wiele nazw, ale ja pozostanę przy tej dla ułatwienia. Tak zwyczajnie.
Słuchajcie, ja tu jak zwykle troszkę ogarniam te wszystkie sprawy, bo tu się troszeczkę musiałem... Okej, jesteśmy. Czy jesteśmy? Chyba jesteśmy. Co tu się działo? Okej. Nie wiem, kochani, próbuję tu jeszcze zrobić jedną rzecz, bo mi gdzieś tu las znikł z tego wszystkiego i próbuję to wszystko ogarnąć. Sorry, moi drodzy za zamieszanie, ale po prostu dzisiaj jestem wszczęsięty, niezmieszany, także czasami tak jest. Ale zaraz wracam do tej całej historii o tych tajemniczych energetycznych liniach, bo jest naprawdę fascynująca. Okej, wszystko jest gotowe.
Chaotyczna sobota tak powinienem chyba nazwać ten odcinek. Mrożący krew w żyłach. O co chodzi z tymi tajemniczymi mocami? Dlaczego wspomniałem o Stonehenge? Słuchajcie, w 1862 roku zrobiono w Alpach eksperyment z użyciem magnesu wszystkich dziwnych urządzeń, które były wtedy dostępne, żeby sprawdzić, o co chodzi. Wtedy odkryto coś takiego jak prądy telluryczne, czyli prądy, które zasuwają po skorupie ziemskiej. Są właściwie wszędzie, ale w pewnych miejscach jest ich więcej, a w pewnych miejscach jest ich mniej. Jest taki fenomen tych prądów. Nikt nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi do pewnego momentu, dopóki nie pojawiło się kilka różnych bardzo ciekawych teorii. Generalnie ten prąd telluryczny, tajemnicza energia, która jest bardzo mocno związana, zaraz powiem dlaczego, z tymi wszystkimi centrami neolitycznymi, była używana jeszcze w 1859 roku, dokładnie do chyba 1859 roku w Stanach Zjednoczonych przy zasilaniu telegrafów.
Ponieważ wcześniej konstruktorzy telegrafu po prostu traktowali Ziemię jako dodatkową baterię i podciągali troszkę prądu tych wszystkich urządzeń, telegrafów właśnie w ten sposób, wykorzystując tak zwane prądy telluryczne, czyli ładunki elektryczne, które funkcjonują. Ale wróćmy od tej historii, bo ta historia zaczyna się troszeczkę wcześniej, jak zwykle. Okej, mam już swoją książeczkę, bo o tym wszystkim wspomniano troszeczkę wcześniej. Słuchajcie, był taki dżentelmen, James Bruce, który przetłumaczył rzecz, która jest znana ludziom wierzącym, że tak powiem, spędzającym dużo czasu nad świętymi w cudzysłowie pismami. Jest to człowiek, który przetłumaczył „The Book of Enoch”, tak to się nazywa, czyli „Księga Enocha” po polsku. Nie pamiętam, jak to się nazywało po polsku. Był to rok 1773 i tam była bardzo ciekawa rzecz. Ja mam tylko angielski kawałek, także mogę wam co najwyżej przeczytać po angielsku, bo polskiego tłumaczenia absolutnie nie mam. „And I saw in those days...”. Generalnie chodzi o to, że zeszły anioły z nieba i pokazywały jakieś dziwne rzeczy, pokazywały jakieś linie.
Generalnie zszedł anioł z nieba, zapytał się człowieka. Nie będę teraz tłumaczył, bo się zamotałem. Kompletna zamota. Generalnie w tej „Księdze Enocha” jest wspomniane o tym, że jest coś takiego jak miejsca, w których lądują dziwne istoty, które tam są nazywane aniołami. Są takie specyficzne miejsca. Później, po latach, w 1920 roku, wcześniej tam jest historia z Alfredem Watkinsem, z jego odkryciem ley lines w Anglii, o którym już opowiadałem. Także nawet nie będę o tym wam przypominał, żeby nie opowiadać pięć razy tego samego. Generalnie są te tajemnicze linie w Anglii, na których są ustawione te katedry ley lines, jak to się nazywa. Później po nim w 1960 roku pojawił się John Mitchell, który sprawdził kilka z tych rzeczy miernikami. No i okazało się faktycznie, że w tych miejscach, które wskazał Alfred Watkins w latach 20.
minionego stulecia faktycznie coś jest i że są pewne korelacje energetyczne, że jest to dosyć mocno wszystko powiązane ze sobą. Jak na ironię jest to powiązane oczywiście z konstrukcją skorupy ziemskiej. Dlaczego właśnie? Bo wspomniałem o Stonehenge. Stonehenge jest doskonałym przykładem pola geomagnetycznego Ziemi, ponieważ jest to miejsce, które jest w pewien sposób specyficzne. Jest tam załamanie tych wszystkich pól magnetycznych. Troszeczkę wygląda jak takie skrzyżowanie plusa i minusa i dużo rzeczy się dzieje pomiędzy, czyli generalnie generuje dużo prądu elektrycznego, dużo różnych tajemniczych mocy. My widzimy tylko prąd elektryczny, ale wiadomo, że jest troszeczkę więcej. Generalnie jeżeli wbijemy miernik w ziemię, to na tym mierniku troszeczkę nam wyskoczy tego prądu elektrycznego. Nazwano to po prostu polem geomagnetycznym, czyli właściwie elektrostatyczne, czyli telluryczna energia.
Tak to można nazwać. Tych miejsc na świecie jest parę. Oczywiście jak na ironię okazuje się, że z reguły centra neolityczne są budowane dokładnie w takich miejscach. I tu właśnie się pojawia historia z Alfredem Watkinsem, z tymi liniami smoka, z ley lines i z tymi latami 60., gdzie okazało się, że odkryto kolejną taką linię w Anglii, którą nazwano St. Michael Line. Ciągnie się od Avebury, Glastonbury i chyba przez całą Anglię aż prawie do Szkocji. Jakoś tak. Jest tego trochę. Jeżeli chce wam się poczekać troszeczkę, to jak zwykle wszystkie te linki będą pod audycją w Radiu Nafali, także tam wszystkie te informacje precyzyjne, łącznie z numerami i mapami znajdziecie bez żadnych problemów. Generalnie Anglia nie jest takim wyjątkowym miejscem, bo kolejnym takim miejscem jest na przykład Sankt Petersburg, do którego też ciągną kolejne takie linie na dokładnie tej samej przekątnej, można tak powiedzieć.
Kolejne takie linie znajdują się w Boliwii, w Peru, znajdują się na wschodzie, znajdują się w Australii. Aborygeni w ogóle nazywają to liniami pieśni. W Niemczech znajdują się takie linie. Słynna historia z 1939 roku, jak to Josef Heintz stwierdził, że są takie linie i na dowód tego, że to jest na pewno to, o czym on myśli, postanowił zrobić wykopaliska archeologiczne w miejscach, które wydawały mu się właśnie jakimś połączeniem linii. I jak na ironię, w każdym miejscu, które wypatrzył sobie i tam wbił łopatę, znajdował coś w ziemi. Znajdował jakieś zabytki neolityczne. Okazuje się, że właściwie jeżeli chcemy chyba szukać zabytków neolitycznych, to właściwie powinniśmy się poruszać po tych przysłowiowych liniach energetycznych. Jest tego troszeczkę. Teorie są różne. Jak zwykle teorii jest wiele.
Jedna z tych teorii mówi, że są to podziemne rzeki. Kolejne teorie mówią, że te wszystkie punkty i te linie to jest nawigacja dla jakichś extraterrestrials, dla kosmitów, którzy przylatują na planetę Ziemia. Inni mówią, że jest to nawigacja do duchów, które opuszczają tą planetę. Koncepcji na to jest masa i naprawdę jest bardzo dużo egzotycznych koncepcji, jest troszkę naukowych koncepcji. Ta pierwsza propozycja, o której wspomniałem z 1773 roku Jamesa Bruce'a, ta interpretacja Księgi Enocha właściwie wskazuje na to, że jest to związane z cywilizacją o nazwie Atlantyda, z jakąś pracywilizacją, która istniała wszędzie na całym globie i właściwie ta cywilizacja w jakiś sposób wykorzystywała te tajemnicze energetyczne linie do jakichś celów. On niestety nie zdefiniował jakichś celów. Właściwie do dzisiaj oficjalnie nie zdefiniowano żadnego celu. Ale jakie jest potwierdzenie tego, że to było takie globalne? Chociażby legendy Indian Hopi. Tam jest taki mit stworzenia dosyć specyficzny, który mówi o pajęczynie, która została stworzona przez mamę pająka i że wszystko właściwie się rozchodzi po tej pajęczynie.
Ta pajęczyna jest taką, można powiedzieć, przenośnią, jeżeli chodzi o te linie energetyczne, a właściwie dokładnie o tym jest mowa. Tam jest w ogóle bardzo ciekawy mit stworzenia, który mówi o tym, że kiedy mama stworzenia wysłała swoich synów, żeby zrobili życie na Ziemi, jeden zamieszkał na północy, drugi na południu i zaczęli stanowić te bieguny magnetyczne. Generalnie, kiedy jest balans pomiędzy tymi biegunami, wszystko jest okej. Kiedy brakuje balansu oczywiście cały świat szlag trafia na miejscu. Zresztą takie słynne przepowiednie Indian Hopi, że świat wróci do normy, kiedy sieć energetyczna, która jest na całym świecie, się odrodzi z powrotem i powróci do swojego normalnego stanu i zacznie funkcjonować. Z tego, co ja widziałem, te dolmeny, chociażby czy w Anglii, czy w Irlandii, one są z reguły potwornie zniszczone i tam niewiele z tego już pozostało. Znakomita większość tych dolmenów została w całej Europie rozebrana na potrzeby budowania kościołów, tudzież innych konstrukcji, które nie mają z tym nic wspólnego. Jest tego troszeczkę, ale to nie tylko Indianie Hopi. Indianie Sioux w swoim micie stworzenia też mają coś takiego. Tylko że oni mają jeszcze zabawniej, bo tam ta siatka energetyczna, o której jest mowa, że jest dookoła nas, dookoła Ziemi, wszystkie te historie, ona w ogóle wychodzi w kosmos.
I tu można było się zastanowić: zaraz, zaraz, czy to nie ma czegoś wspólnego z ową sondą Cassini w 1981 roku i zdjęciami Saturna, szczególnie jego północnego pola, które robi ten heksagonalny, niesamowity kształt, którego nikt nie jest w stanie wyjaśnić? Tam, jak po latach zrobiono kolejną sondą zdjęcia tego heksagonalnego kształtu, okazało się, że on właściwie się w ogóle nie ruszył, ani na przysłowiowy milimetr, że on dalej jest dokładnie perfekcyjnie w tym samym miejscu ustawiony i tak samo doskonale widoczny i tak samo doskonale wyraźny. On się nic nie zmienia. Absolutnie. Tu trzeba by wrócić troszeczkę do brył platońskich. To jest w ogóle ciekawa historia, bo właściwie zaczynamy powoli mówić o geometrii. To też jest taki fenomen, że cała ta historia z tak zwaną złotą, świętą, starożytną geometrią jest bardzo mocno związana, przynajmniej w tym kontekście, z tymi liniami energetycznymi Ziemi. Bo właściwie kiedykolwiek i gdziekolwiek byśmy się nie rzucili na ten temat i nie zaczęli go dogłębnie penetrować, trafiamy centralnie na bardzo podobne, właściwie na te same kształty heksagonalne, na trójkąt, na sześciokąt, na pięciokąt. To się w ogóle nie zmienia. Tylko że w tych wszystkich mitach stworzenia tych pradawnej cywilizacji kontekst tej sieci jest troszeczkę inny, ponieważ z reguły, jeżeli słyszymy jakieś prelekcje na temat złotej geometrii i wszystkich tych historii, to z reguły opowiada nam się jako o wielkiej tajemnicy, jako nie wiadomo co, jako o takiej legendzie.
Się opowiada troszkę jak taką bajkę o smokach, o Harrym Potterze, że nie wiadomo czemu służyła, po prostu jest, wszyscy w niej żyjemy i tak dalej. Ale nikt za bardzo nie chce się pokusić o próbę wyjaśnienia albo połączenia tych faktów. A tu, że tak powiem, wszystko wręcz leży przed nami. Właściwie nawet nic nie musimy łączyć, nic nie musimy wyjaśniać, bo jak na dłoni, bym powiedział, widać, że to wszystko jest ze sobą mocno połączone. I tu właśnie wrócę do brył platońskich. Ciekawa historia, bo my nazywamy to oczywiście bryłami platońskimi od Platona i od jego wynalazku, ale w rzeczywistości historia jest o wiele starsza. Parę lat temu w Szkocji podczas wykopalisk archeologicznych dokładnie obok jednego z takich centrów neolitycznych, które jest dokładnie zorientowane właśnie na jednej z tych ley lines, czyli generalnie posiada bardzo dużą ilość, jak na Ziemię oczywiście, stosunkowo prądu elektrycznego w ziemi. Nie jest to 220 wolt, jak tam włożymy żarówkę, także nie kopnie. Możecie spokojnie dotykać tam ziemi, możecie sobie położyć kocyk i się położyć i zrelaksować. Nie ma problemu, prąd was nie popieści.
Natomiast w ogóle prądu jest tam dosyć sporo w ziemi, porównując do innych miejsc. I w takim właśnie miejscu kopiąc archeolodzy wykopali kamienne bryły. One na początku wyglądały jak po prostu kamienne piłki. Kiedy zaczęli to oczyszczać z gliny, okazało się, że wykopali bryły platońskie. Taki pełen komplet, właściwie wszystkie możliwe kształty, jakie można było po prostu zrobić. Wszystkie te, które opisuje Platon. Ja to zaraz znajdę. Ja dzisiaj, że tak powiem, mam pełną zamotę, szaleję pomiędzy notatkami, książkami, z tym wszystkim, bo jest tego trochę. Temat jest bardzo kompleksowy. Ja nie wiem, czy ja przez przypadek nie zamotam, zamiast nie rozjaśnić.
Ale trudno, musicie mi to wybaczyć. To przez ten remont nadajników w radiu. Gdzieś tu mam te bryły platońskie. Gdzieś tu je mam. Już chyba tyle razy wam mówiłem o tych bryłach, że może nawet jak nie znajdę, to chyba nie będzie żadnego problemu. Dobra, nie znalazłem. Jest taka historia, która jest związana z bryłami platońskimi. Nazywa się Vile Vortex, czyli właściwie Vile Wkręt? Vile Wir. Tak można wytłumaczyć.
Na samym początku lat 70. Ivan Sanderson, biolog i autor książek, stwierdził, że są takie dziwne miejsca na świecie. Postanowił się przyjrzeć sprawom związanym z UFO, Trójkątem Bermudzkim i wielu różnych dziwnych rzeczy. Sprawdzić te wszystkie anomalie, o których tak głośno, że coś się dzieje, że statki znikają, pojawiają się kosmici, nie wiadomo co się dzieje, samochody wjeżdżają pod górę. Uszeregował te wszystkie miejsca, zrobił listę, sprawdził to wszystko i wrzucił to na mapę ziemi. Okazało się, że wszystkie te miejsca leżą dokładnie w tych samych dystansach od siebie, że jest to bardzo systematyczną, sprecyzowaną konstrukcją. Że to nie jest taki chaos. Wszystkie leżą dokładnie w tych samych odległościach od siebie i nie tylko, bo są dwa równiki: Tropical Cancer i Capricorn. Zawsze zapominam polskich nazw przy takich rzeczach. To jest chyba moje przekleństwo aktualnie.
Jak jest równik, to nad równikiem są główne linie. Nie będę teraz tłumaczył. Dzisiaj mam zamotę. Ekstra. Muszę się posiłkować swoim angielskim, także nie będę tłumaczył na polski. Później wszystkie te informacje znajdziecie w linkach, także dacie sobie radę. Generalnie okazało się, że miejsca, w których występują anomalie znajdują się w idealnym położeniu na tak zwanym Tropical Cancer, czyli równoleżniku, który leży wyżej nad równikiem i zaczyna się to od Bahama. To są te słynne historie z Trójkątem Bermudzkim, tak zwanym Diabelskim Trójkątem. Kolejny taki trójkąt w równym dystansie dookoła Ziemi znajduje się na Hawajach. Pierwszy to jest Devil Triangle.
To jest obszar na Pacyfiku, który znajduje się pomiędzy Japonią a Australią, tylko że nad równikiem. Kolejny znajduje się na Hawajach, kolejny znajduje się na Bermudach. To jest ten Trójkąt Bermudzki. Kolejny znajduje się na Saharze. To jest też takie tajemnicze miejsce na Saharze, gdzie znikają samoloty, dzieją się dziwne rzeczy. Zawsze się działy. Kolejne takie miejsce znajduje się w Indiach. To jest miejsce w Indiach, pomiędzy Himalajami a spokojniejszym miejscem. I to jest na samej górze. Poniżej równika mamy odwrotność tego w drugą stronę.
To jest miejsce, które znajduje się tuż za Australią. Później jest przy Nowej Zelandii takie miejsce, w którym obserwowano bardzo wiele zjawisk popularnie nazywanych niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Kolejne miejsce to jest Wyspa Wielkanocna. Kolejne miejsce to jest południowy Atlantyk i tam jest też takie przeklęte przez żeglarzy miejsce, gdzie statki toną, dzieją się dziwne rzeczy. Kolejne miejsce to jest oczywiście Swaziland, Afryka. Tak zwany Swaziland Triangle, czyli Trójkąt Swaziland. Kiedy sobie narysował to wszystko na mapie, to wyszło mu, że nad równikiem mamy pięć takich punktów i pod równikiem mamy dokładnie pięć takich punktów. Kiedy to wszystko obrysował na globusie i połączył te punkty ze sobą, okazało się, że stanowią one idealne trójkąty. Wyrysował sobie trójkąty. Kiedy się to wszystko połączy i się sprawdzi, to się okazuje, że właściwie Ziemia jest nieprzecięknie symetryczna.
Te wszystkie miejsca, w których się pojawiają anomalie są bardzo symetryczne, że to nie jest przypadkowe, że na przykład tu jest oddalone o dwa kilometry, a już następne jest o siedem. Nie. Zawsze jest o dwa kilometry dalej przesunięte. Zawsze jest ta sama proporcja, zawsze jest ten sam odstęp. To się nigdy nic nie zmienia. I to się nazywa Vile Vortex. Tam była cała historia z tym, że obserwowano zjawiska UFO pojawiające się w tym miejscu bardzo wiele razy. To jest historia związana z Bahama, z Puerto Rico. Jest tego masa. Tych opowieści każdy z nas zna co najmniej setkę, bo kto by nie słyszał o znikających samolotach w Trójkącie Bermudzkim bez żadnych informacji?
Do czego zmierzam? Generalnie okazuje się, że te wszystkie miejsca, w których występują anomalie tworzą bardzo symetryczną strukturę na planecie Ziemia, że nie jest to przypadek, że to zawsze jest dokładnie w tych samych odstępach. Jest to dosyć dziwne, bo w tych miejscach są znajdowane też zabytki neolityczne, bardzo stare, których pochodzenia nikt nie jest w stanie wyjaśnić. Nikt nie wie, skąd się to wszystko wzięło. Także kolejna zagadka w tym wszystkim. Dokładnie w tym samym okresie czasu, w 1973 roku rosyjscy naukowcy w Moskwie opublikowali, zupełnie nie wiedząc o Sandersonie, swoją pracę. Opublikowali to w Radzieckiej Akademii Nauki. To się nazywało Chemistry of Life, czyli Chemia Życia. I to był Nikolaj Gonczarow i Valerij Makarow. I oni generalnie poszli dalej troszkę z tym wszystkim.
Dlaczego wam wspomniałem wcześniej o kopule Fullera, tym architekcie, który odkrył metodę, jak budować gigantyczne kopuły, które są nieprzeciętnie wytrzymałe, których do dzisiaj się używa tej technologii przy budowie radarów i generalnie dużych konstrukcji przemysłowych też. Oni wzięli to wszystko do kupy, złożyli te wszystkie rzeczy, wzięli troszkę od Alfreda Watkinsa, tego od ley lines, tych tajemniczych energetycznych linii w Anglii. Wzięli to wszystko posprawdzali, przeliczyli, wrzucili to wszystko generalnie do jednego wiadra. I co im wyszło? Wyszło im coś takiego, że Ziemia posiada coś takiego jak kryształową strukturę. Przynajmniej tak to nazwali. Oparli się o słynne Dymaxion Map, tak to się nazywa, czyli ta mapa Bucky'ego Fullera Ziemi z 1946 roku. To jest taka nietypowa mapa Ziemi, bo o ile z reguły zawsze nasza percepcja jest o tym, że Ziemia jest okrągła, bo oglądamy globus, to Bucky Fuller zaprojektował taką mapę, która wygląda jak taka kostka. I wygląda właściwie bardziej jak kryształek niż jak kulka. I oni to wzięli, poskładali do kupy i w tych wszystkich miejscach, gdzie te wszystkie płaszczyzny się stykają, porobili kropki i zaczęli sprawdzać, co się w tych miejscach wydarzyło.
Czy tam przypadkiem są jakieś zabytki? O co w ogóle nam chodzi? Ta oryginalna mapa Bucky'ego Fullera nazywa się Air/Ocean World Map, bo w 1954 roku zmieniła nazwę z Dymaxion Map na Air/Ocean World Map. I tak już zostało. I co ci Rosjanie postulowali? Postulowali taką bardzo odważną tezę, że Ziemia jest kryształem, bo generalnie wszystkie zjawiska, które zachodzą na tej planecie, właściwie ciągle rozbijają się o tak zwane kardynalne punkty, których jest ich parę na tej całej planecie. I we wszystkich tych kardynalnych punktach są ślady jakiejś tajemniczej, pradawnej cywilizacji, o której nie wiadomo, co myśleć. I tu się pojawia koleżka o nazwie Bruce Cathie w Nowej Zelandii, pilot linii lotniczych, który generalnie miał doświadczenia z UFO i generalnie człowiek z Nowej Zelandii był zakolegowany z francuskim ufologiem Aimé Michel. I tak ogólnie sprawdzali troszkę te wszystkie rzeczy, szukali różnych takich właśnie niewyjaśnionych zjawisk. I pewnego dnia znaleźli coś takiego, co tu muszę jak zwykle posłużyć się notatkami.
To wygląda jak drogowskaz. Taki kawałek metalu, skrzyżowanie anteny z drogowskazem, który tam wyciągnęli. Znaleźli na głębokości 13 000 stóp gdzieś tam w głębokim morzu obok Cape Horn przy Chile. Taki po prostu z metalu zrobiony kawałek, wygląda jak antena. I postanowili to przeliczyć, sprawdzić te wszystkie kierunki, bo to wygląda troszkę tak właśnie jak drogowskaz. I kiedy zaczęli liczyć te wszystkie wartości kątowe, które na tym patyku były wyrysowane, tym właściwie metalowym patyku, kawałku drutu. Czekajcie, jak wam to opisać? Akurat dzisiaj jak zwykle sobie wybrałem temat, który właściwie bardziej powinienem pokazywać niż opowiadać. Wyobraźcie sobie drut wysokości 50 centymetrów i z tego drutu wystają druciki. Pionowy drut, poziome druciki, jak stara antena telewizyjna.
To chyba najlepsze porównanie. Tych drucików jest tam ileś. Czasami wystaje dokładnie w jednym miejscu trzy, czasami wystają dwa, każdy pod różnymi kątami, jedne trochę bardziej w lewo, trochę bardziej w prawo, inne na krzyż. I generalnie jak chłopaki zaczęli to analizować, to okazało się, że to coś, bo właściwie nie wiadomo co to jest, wskazuje na dokładnie te same proporcje, które zauważono przy studiowaniu tych dziwnych anomalii ziemskich. To, że te anomalie tworzą taką dosyć specyficzną mapę, która po zebraniu do kupy wygląda jak kawałek kryształu. I tu się okazało, że być może Ziemia jest kryształem, jak postulowali ci Rosjanie. Bardzo intrygująca sprawa w tym wszystkim. Generalnie całość wydarzyła się w 1952 roku, także troszeczkę dawno temu. Generalnie Rosjanie, którzy zajmowali się budowaniem tej koncepcji właśnie, że Ziemia jest jednym wielkim kryształem, doskonale o tym wiedzieli. I żeby było zabawniej, okazało się po latach później, że ten sam symbol jest wykorzystywany w taoizmie jako opis punktów do akupunktury, które są w naszym ciele, taki do szkolenia, do opisania gdzie, co i jak naciskać.
Czyli nie jest to jakaś tam przypadkowa rzecz. Oczywiście jest to dyskusyjne, bo do tej pory naukowcy się spierają, czym właściwie to coś metalowe jest. Czy to jest jakaś antena, czy to jest jakiś przedmiot rytualny, co to w ogóle jest? Nikt nie wie. Nikt oficjalnie po prostu się do tego nie przyznał. Generalnie jest taki artefakt znaleziono. Wiadomo, że jest zrobiony przez człowieka i to wszystko. I wiadomo, że wskazuje różne kierunki. I teraz jak się policzy te wszystkie kierunki, to się nagle okazuje, że to się zgadza doskonale właśnie z owymi dziwnymi liniami. Znaczy ten człowiek, czyli Bruce Cathie zrobił taki eksperyment, bo on po prostu wziął tą antenę, wziął okrągłą piłkę i zaczął rysować na tej piłce te kierunki, które wskazywała ta antena.
I co mu wyszło? Wyszły mu te wszystkie kardynalne punkty, które jak połączył ze sobą, zaczęły wyglądać jak, co tu dużo mówić, platońskie bryły. Ni mniej, ni więcej. Właśnie o co chodzi z tymi równikami? Bo tam wspomniałem o tych równikach. Zwrotnik Raka i zwrotnik Koziorożca. Także dzięki za podpowiedź. Już mam. Właśnie o to chodziło. O co chodzi z tymi zwrotnikami?
To jest intrygująca sprawa, że właściwie jeżeli spojrzymy na Ziemię od tej strony, en face, czyli prosto i wyrysujemy te wszystkie punkty i je połączymy, to mamy trójkąt, który się zwęża na dole i drugi trójkąt, który nachodzi na górze. Wygląda dokładnie jak Gwiazda Dawida, tylko że to jest obiekt 3D, bo on się cały czas obraca. Cała ta mapa Ziemi, o której mowa, wygląda dokładnie jak gigantyczna struktura zrobiona z trójkątów. Tam oczywiście wyliczano, ile tych trójkątów ma być, jak ma wyglądać ta mapa. Nasz bohater z Nowej Zelandii, Bruce Cathie, wyliczył specjalnie z tej siatki, z tego dziwnego urządzenia, które gdzieś znalazł na dnie morza, siatkę geomancyjną dla Nowej Zelandii. I ponoć działa. Nie wiem, nie sprawdzałem, bo to trzeba by się wybrać z miernikiem i posprawdzać to wszystko. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. Ja, Tomek, retransmitowany oczywiście w Radiu Paranormalium. A dzisiaj o tajemniczych energetycznych liniach, bo tak to chyba poprawnie się powinno nazywać.
Właściwie nazywa się to siatka Ziemi. Różne są nazwy, tak jak wcześniej wspomniałem. The Gaia Sacred Sites — też w języku angielskim funkcjonuje taka nazwa. Jest tego trochę. Podejrzewam, że co kultura i co miejsce na świecie to inna nazwa na ten temat. Ale wracajmy do tych wszystkich interesujących punktów i do anomalii występujących w tym wszystkim. Skąd to się bierze? Czy da się w ogóle zmierzyć? I tak dalej. Bo nie jest to zjawisko czysto teoretyczne.
Zrobiono zdjęcia z satelity. Robili to Rosjanie, Amerykanie i potwierdzili, że te odległości pomiędzy specyficznymi punktami, na przykład pomiędzy jednym z tych punktów, który znajduje się w Maroku a drugim, który znajduje się w Pakistanie, jest od 150 do 200 mil różnicy odległości na tej siatce. Ta siatka jest tak skonstruowana, że licząc w jedną stronę jest 150 mil, w drugą stronę jest 200 mil. Ale generalnie ciągle mówimy o tych samych proporcjach. Jeżeli użyje się tych samych proporcji, to nagle się okazuje, że lądujemy w południowym Meksyku, na granicy południowego Meksyku, w Sierra Cubay i generalnie też znajdujemy takie różne dziwne miejsca. Później mamy Great Abaco Island na Bahama, później mamy El El Gab na Saharze, niedaleko Timbuktu dokładnie. I się okazuje, że tych miejsc jest sporo i w każdym z nich zostały ślady jakiejś starożytnej cywilizacji. Nie mamy pojęcia, co to jest, ale zawsze jak się tam coś wbija łopatę, to coś tam się znajduje. I to wcale niemało, a raczej więcej niż mało. Te punkty znajdują się też w Australii.
Znajdują się też na południe od Rio de Janeiro. Wszystkie te punkty znajdują się dokładnie na takiej siatce i kiedy się te wszystkie punkty elegancko ze sobą połączy, to otrzymujemy kolekcję trójkątów, z których jest zbudowany cały świat, gdybyśmy to rozrysowali sobie na płasko. Tu się pojawia kolejna fascynująca historia związana ze starożytnymi mapami. Na pewno słyszeliście o mapie Piri Reisa, słynnego admirała tureckiej armii sprzed ponad 500 lat, kolesia grubo przed Kolumbem, który miał taką mapę, na której była cała Ameryka Południowa, łącznie z kawałkiem Florydy i Arktyki, zdaje się. I nie jest to jedyna starożytna mapa, która ocalała do dzisiejszych czasów, która pokazuje takie tajemnicze rzeczy. Ja to sobie zaraz znajdę. Nie wiem, czy mam. Powinienem mieć jakieś szczątki informacji o tych mapach. Jak zwykle przy dużej ilości informacji zawsze jest problem, że można się bardzo łatwo zamotać w tym wszystkim. I to jest rzecz, która mi się nałogowo zdarza.
Sorry, kochani, bywa. Wy możecie zadzwonić do Radia Nafali śmiało. radionafali.com — taki jest adres na Skype. Ja szukam. Okej, dobra, ja będę pomijał te detale, bo chyba najistotniejsza jest refleksja na sam koniec, którą mam dla was przygotowaną. To, co chcę wam wrzucić, to kilka bardzo ciekawych historii na ten temat, bo to jest wszystko do sprawdzenia w internecie. Tak że nie chcę wam odbierać przyjemności robienia własnego researchu, tylko powiedzieć o tych kilku najważniejszych sprawach związanych z tą historią. Kolejna rzecz to jest sprawa, która się nazywa Great Circles on Earth. Nie wiem, czy są polskie tłumaczenia na te wszystkie angielskie nazwy. Generalnie taka sinusoida, która obchodzi Ziemię dookoła.
Jakbyśmy spojrzeli na Księżyc tudzież na ustawienie Ziemi i jak to wygląda, i byśmy chcieli sobie narysować, jak to jest najlepiej widoczne, to wyszłaby nam taka sinusoida, że wszystko funkcjonuje w sinusoidzie, która idzie w górę, potem idzie w dół, po czym idzie z powrotem w górę. I ta sinusoida też jest wyrysowana dokładnie na tych punktach kardynalnych, tych tajemniczych energetycznych linii, które wyliczyli wszyscy ci naukowcy, starożytni, które wynikają właśnie z tych tak zwanych brył platońskich i tak dalej. Jak to połączymy, tę sinusoidę, to się dzieją jeszcze zabawniejsze rzeczy, bo na tej sinusoidzie, jak zaczniemy może od chyba najpopularniejszej... Oczywiście w centrum tego wszystkiego jest piramida w Gizie. To jest podstawowy element. To jest centrum tego całego zamieszania. Niektórzy nazywają to piątą czakrą. Różne są nazwy. Kolejny taki punkt znajduje się w Anglii i nazywa się Glastonbury. Kolejny nazywa się Moskwa.
Dokładnie, to jest Moskwa. Kolejny punkt znajduje się w Tybecie i to jest góra, zdaje się, Kila, jedna z takich świętych gór, że ponoć stamtąd się buddyzm wziął, stamtąd się życie wzięło i tak dalej. Kolejne takie miejsce znajduje się na Bali w Pul Mountains. Kolejne takie miejsce to jest Uluru to jest ta tajemnicza płaska skała w Australii, taka czerwona. Wszyscy tam jeżdżą, żeby zobaczyć tą skałę. Takie tajemnicze miejsce kolejne. Linia idzie w dół i przechodzi przez Jezioro Titicaca w południowej Ameryce i z powrotem wraca do Glastonbury. To jest jedna część sinusoidy, jako że są dwie sinusoidy, które się mijają po drodze i są miejsca, gdzie te sinusoidy się schodzą i spotykają. Jednym z takich miejsc jest Jezioro Titicaca i kolejnym z takich miejsc jest właśnie Poor Mountains w Bali, czyli góry na wyspie Bali. Ale co zahacza ta druga sinusoida?
Ta druga sinusoida zahacza, żebym nie skłamał. Nie wiem, czy mam opisane to wszystko tak bardzo precyzyjnie. Zahacza Hawaje, Maui. Też taka tajemnicza historia. Oczywiście później jest Palenque, czyli Meksyk. Te dziwne, tajemnicze piramidy, o których przeznaczeniu nikt nie wie. Później sobie idzie w dół przez Jezioro Titicaca i wracając zahacza o wyspę Bali i kolejnym miejscem jest góra Fudżi w Japonii. Także mamy bardzo symetryczne układy. To taki wręcz fenomen, bo jeżeli to wszystko zaczniemy łączyć, okazuje się, że wszystkie te tajemnicze budynki stoją dokładnie na jednej i tej samej linii. Żeby było zabawniej, jeżeli sobie weźmiemy i połączymy kilka dziwnych budynków, takich jak na przykład Stonehenge przez Delfy, które się znajduje w Grecji i puścimy taką strzałkę po globusie, to dojdziemy, to następnym punktem zaraz po Delfach jest piramida w Gizie, a następnym punktem po piramidzie w Gizie jest miejsce, które teraz jest nazywane Mekką.
I to jest taka ciekawostka. Jeżeli w ogóle sobie zrobimy takie zdjęcie Ziemi, jak się obraca, bo Ziemia nigdy nie stoi w miejscu. Ziemia się lekko przesuwa w lewo i lekko się przesuwa w prawo, cały czas się kręcąc dookoła. Jeżeli byśmy fotografowali Ziemię z jednego punktu, gdybyśmy postawili naszą kamerę gdzieś w kosmosie, która by się w ogóle nie ruszała, tak żeby moglibyśmy zaobserwować wszystkie te ruchy Ziemi, to ta linia, o której jest mowa, właściwie jest prosta i przelatuje centralnie przez cały globus. To złudzenie, że mamy do czynienia z elipsą bierze się stąd, że po prostu żyjemy na ruchomej planecie. Stąd się bierze elipsa. Natomiast widziana z kosmosu jest to taka prosta linia, która jakby przecina tą całą planetę. I tu generalnie ciekawa historia związana z tak zwanym Prime Meridian, czyli takim głównym meridianem, głównym równoleżnikiem, który znajduje się na świecie. Przynajmniej znajdował się według starożytnych. To główne miejsce znajduje się dokładnie w Egipcie.
To jest ta właśnie owa tajemnicza piramida. Jeżeli na przykład spojrzy się na to, jak wygląda cała Aleksandria, właściwie tak zwana nie Memphis, tak to się dawniej nazywało. Z jednej strony jest pustynia, z drugiej strony jest Morze Czerwone. To jeżeli sprawdzimy, to tam też jest taka historia z trójkątem i z jednego końca trójkąta mamy zabytki neolityczne i z drugiego końca mamy zabytki neolityczne. Pośrodku mamy tą deltę Nilu, która się rozlewa, a na samym dole punkt, z którego startuje cała ta delta, to są oczywiście piramidy w Gizie. Jak na ironię oczywiście kolejna historia, że to miejsce w Egipcie jest takim centrum świata. Ktoś w ogóle kiedyś tam policzył, gdzie znajduje się centrum, jeżeli chodzi o masę kuli ziemskiej, to dokładnie właśnie tam. Nie w Greenwich, bo Greenwich oczywiście był wybrany politycznie. To była kwestia walki o wpływy i pieniądze brytyjskiego królestwa, a nie o to, gdzie w rzeczywistości jest centrum świata. Dlatego być może my nie do końca jesteśmy świadomi tych wszystkich energetycznych linii, bo po prostu liczone z Greenwich nie istnieją.
One istnieją dopiero wtedy, kiedy przesuniemy ten punkt zerowy w zupełnie inne miejsce. I nagle się okazuje, że wszystkie te interwały odległości, w których się znajdują od siebie te wszystkie dziwne, tajemnicze budynki, nagle zaczynają się zgadzać. Tu nie ma żadnej lipy, po prostu. I to, żeby było zabawniej, zgadza się co do praktycznie centymetra albo nawet milimetra prawdopodobnie. Jeszcze w starych czasach w ogóle zupełnie inaczej liczono wszystkie rzeczy. Na przykład centrum Anglii było liczone od wyspy Man. To jest taka wyspa na środku Morza Irlandzkiego i nawet zdaje się jeden z rzymskich cesarzy, czy w rzymskich dokumentach jest zapisane, że Anglia jako taka i Irlandia jest jednością. Natomiast centrum tego wszystkiego, takie geograficzne centrum to jest właśnie wyspa Man, która się znajduje. Isle of Man tak to się nazywa. To też jest fenomenalne miejsce, bo tam też są bardzo dziwne zabytki neolityczne, szczególnie bardzo dziwne petroglify, których właściwie znaczenia nikt do dzisiaj nie odkrył.
No dobra, i tu musimy tak przeskoczyć do kwestii miar i wag. W dzisiejszym systemie zapisowym Giza znajduje się-- poczekajcie, ja tak jak zwykle muszę sobie odtworzyć troszkę poglądowe pomoce, żeby się nie zamotać w tych wszystkich numerach, bo to zawsze jest problem dla mnie w opowiadaniu o numerach w radiu, bo to w ogóle wziąłbym kartkę papieru, markera narysował i wszystko byłoby jasne. A tu kurczę, jak to powiedzieć? Jak to powiedzieć? Więc Giza znajduje się na wysokości 30 stopni i to jest właściwie, u nas jest to 30 stopni, ale w rzeczywistości jest to właśnie dla starożytnych taki punkt zerowy. I kiedy się to wszystko przelicza i wracając do tych wszystkich starożytnych map, o których wcześniej wspomniałem, mapa Piri Reisa i tak dalej. Właśnie znalazłem te mapy dokładnie. Są jeszcze mapy z 1335 roku, tak zwana słynna mapa Dicariusza zdaje się. Jest kilka innych jeszcze. Z czasem odkrywamy ich coraz więcej.
Ale co takiego fenomenalnego jest w tych mapach? Te mapy używają właśnie jako takiej siatki geograficznej owych kardynalnych punktów tak zwanych, czyli tych punktów mocy. Jeżeli się weźmie mapę Piriusa, ja właśnie trzymam teraz w ręku kopię tej mapy, oczywiście oryginału nie mam, chociaż szkoda. Ciekawie byłoby spojrzeć na oryginalną. Te dwa główne punkty, z których się wylicza całe te wartości na tej mapie, znajdują się dokładnie w tym samym miejscu, w którym owi rosyjscy, amerykańscy naukowcy, ten człowiek z Nowej Zelandii i wszyscy inni, którzy zajmują się tymi liniami energetycznymi, postulowali owe krytyczne miejsca, gdzie te wszystkie linie się bardzo chętnie spotykają i gdzie przez siebie przechodzą. Tam jest coś. No i tu musimy przeskoczyć do kolejnej rzeczy. Znaczy musimy jak musimy. Przeskoczmy do kolejnej rzeczy, do tak zwanych harmonicznych, czyli do długości harmonicznych. Tak to można chyba przetłumaczyć.
Wszystko zaczyna się od piramidy w Gizie, która jest właściwie takim centrum zerowym dla starożytnych. I teraz o co chodzi z tymi interwałami? Są bardzo dziwne odległości. Na przykład 140 stopni na zachód od Dużej Piramidy znajduje się to miejsce na Atlantyku, które jest na mapie Piriusa jako jeden z tych centralnych punktów, z których się wylicza rejs statku, gdzie jesteśmy i nasze położenie. 130 stopni na wschód od piramidy Giza znajduje się Teotihuacan. To jest to miejsce w Meksyku. 120 na wschód od piramidy znajduje się Copán, czyli kolejne takie tajemnicze miejsce, o którym właściwie nic nie wiemy. Też Meksyk. 120 stopni na zachód od Gizy znajduje się Rubán Tom, tak to się chyba poprawnie mówi. Później jest 110 stopni na zachód, później jest Kito.
A później jest 100 stopni na zachód i znajduje się Tihuanaco. I generalnie jakby tak policzyć, to właściwie wychodzi na to, że jakbyśmy spojrzeli na planetę Ziemia z góry, wyobraźcie sobie po prostu globus. To w ogóle takie ciężkie rzeczy troszkę do obgadania, że patrzycie na globus prosto z góry. I teraz wyobraźcie sobie pentagram, taką po prostu normalną gwiazdkę. Teraz łączymy wszystkie te rogi gwiazdki. I co nam wychodzi? Taki bardzo geometryczny kształt, który zawiera się w 72 stopniach. Te dwa kąty, jeżeli dodamy do siebie, to jest 144 stopnie, a kąt rozwarty to jest 108 stopni. Generalnie jak zaczniemy liczyć, nagle się okazuje, że te wszystkie miejsca znajdują się dokładnie tam, gdzie ta gwiazdka ma swoje rogi. Czyli na jednym z rogów znajduje się piramida w Gizie.
Przesuwając w dół, przesuwając w bok o te 72 stopnie znajduje się Angkor Wat. Później od Angkor Wat znajduje się Kirjati, tak to się chyba poprawnie mówi. Generalnie wszystkie te zabytki neolityczne, o których jest mowa, dokładnie leżą na takiej samej siatce geometrycznej. Wygląda to trochę tak -- ja może po prostu odłożę tą książkę, bo chyba ona wprowadza więcej zamieszania niż porządku. Najprościej mówiąc, wyobraźcie sobie po prostu oszlifowany kryształ jakikolwiek, który jest jedną z takich właśnie platońskich brył. I teraz jeżeli przyłożymy do jednego czubka, tam, gdzie się zbiegają te wszystkie linie, to będzie Giza, to będzie nasz punkt zero, ta wielka piramida i zaczniemy sprawdzać, co się dzieje na tej planecie, na której mieszkamy, w tych pozostałych miejscach, gdzie te wszystkie płaszczyzny się spotykają ze sobą, to w nieznany sposób, nie wiadomo dlaczego, tam zawsze jest coś. Tam zawsze są jakieś dziwne konstrukcje, dziwne nie wiadomo coś i tajemnicza historia naszej planety. Nikt właściwie nie wie, co tam się kiedykolwiek wydarzyło. Właśnie nie znamy przeznaczenia. To są tylko nasze spekulacje.
I stąd się wzięła ta koncepcja, że Ziemia jest właściwie dużym kryształem. Później, że tak powiem, cała ta koncepcja mocno okrzepła, bo porobiono masę wyliczeń. Tam już się pojawiła historia z tak zwaną złotą proporcją, z tak zwanym pozycjonowaniem, co jest też dosyć specyficzne, że wszystkie te miejsca, o których jest mowa, są bardzo precyzyjnie ustawione na północ i południe, wschód, zachód. Tam nie ma żadnych przypadków. Wszystkie te długości, szerokości kątowe są bardzo specyficzne. Jak na ironię na przykład ta odległość kątowa 72 stopni odpowiada dokładnie kątowi precesyjnemu planety Ziemia. Czyli to jest coś, co definiuje nasze położenie w kosmosie, w naszym układzie galaktycznym. Co tu dużo mówić. Ktoś, kto projektował te budynki, ktoś, kto projektował te piramidy, miał tak zaawansowaną wiedzę, że właściwie bije nas, że tak powiem, na łopatki, bo my dopiero wiemy takie rzeczy od lat 50., kiedy wystrzeliliśmy pierwsze satelity i dopiero wtedy zaczęliśmy kumać, że coś takiego jak długości precesyjne w ogóle istnieją. A tu się okazuje, że właściwie wszystkie te konstrukcje, cała ta tajemnicza cywilizacja, która była przed nami, doskonale to wiedziała i właściwie wszystkie budynki, które budowała, były właśnie oparte na tej zasadzie.
Jest coś takiego jak shift grid, czyli ta siatka w jedną i w drugą stronę się przełącza. Można tak powiedzieć, że są dwie siatki, które ze sobą funkcjonują. To wygląda troszkę tak, jakby Ziemia była czasami w dwóch stanach, że raz jest ciemno, raz jest jasno i kiedy na przykład jest jakaś jedna era na tej planecie, to ona jest troszkę inaczej ustawiona i wszystko się dzieje na troszeczkę innych punktach energetycznych. A kiedy coś się przestawia, planeta się lekko obraca, włącza się inna siatka geograficzna i te miejsca się troszkę przesuwają i ta energia znajduje się gdzieś indziej. Ale generalnie ciągle według tego samego schematu, że rozmawiamy o trójkątach wrysowanych na tej planecie. I tam jest tego troszeczkę. Jak zwykle po prostu muszę na skróty lecieć. Ale dojdźmy do tej muzyki w ogóle planetarnej, bo to jest w ogóle ciekawa historia Tak zwane harmoniczne. Jeżeli spojrzymy na tę planetę z góry i sobie sprawdzimy, to oprócz tego, że na wszystkich czubkach tego diamencika spotykają się wszystkie neolityczne zabytki, nie tylko na całej planecie, ale też lokalnie, chociażby w Anglii. Na przykład w Anglii jest taka historia z kamieniem, który się nazywa Rollright Stones.
Później jest Avebury, a później jest Stonehenge. Jeżeli się policzy wszystkie długości kątowe tych wszystkich budynków, to dokładnie znajdują się na tej samej linii, bo to jest 52 stopnie. Później jest 360 stopni, a później jest 51,18 i dochodzą do 51 stopni. Jak to się wyrysuje na mapie, to jest prosta strzałka prosto po horyzont. Na tej linii leży jeszcze Delfy, Delfos. Leży kilka różnych tajemniczych miejsc. To są te miejsca w Grecji, z których pochodziła tak zwana tajemnicza wiedza. Tam wyjeżdżali filozofowie, żeby dowiedzieć się, jaki jest sens istnienia tego świata. Na pewno słyszeliście o takiej rzeczy, skoro już jesteśmy przy muzyce, coś, co się nazywa cinematics. Jeżeli weźmiemy kawał blachy albo w ogóle jakiegokolwiek materiału, postawimy głośnik na dole, wysypiemy na tę blachę trochę piasku i puścimy odpowiednie częstotliwości, to one układają się w konkretne wzory.
Okazuje się, że z Ziemią jest bardzo podobnie, bo właściwie są pewne rodzaje częstotliwości i pewne rodzaje patternów, które dokładnie są takie same jak nasza Ziemia, bo są dokładnie te same kształty. Mówimy o tych wszystkich platońskich bryłach, o tych wszystkich bardzo jasno zdefiniowanych geometrycznych kształtach. I tu się okazuje, że autentycznie coś takiego istnieje. Czyli kolejny wniosek, że ten kryształ, na którym mieszkamy, ma swój specyficzny rezonans i ten rezonans się manifestuje w bardzo widowiskowy sposób. I w tych wszystkich miejscach, w których się manifestuje, warto budować jakieś budynki, ponieważ tam ta energia troszkę wyskakuje na zewnątrz. Tylko że pytanie, jakie są te budynki? Czemu mają służyć te budynki, skoro tam wyskakuje energia? Tu można się zastanowić nad Edem Leedskalninem, który wybudował swój koralowy zamek. Kiedy go wybudował i pomieszkał w tym zamku troszeczkę. Legenda mówi o tym, że ktoś go tam pobił i z tego powodu się przeprowadził z całym zamkiem troszkę dalej.
Ale Leedskalnin twierdził, że zrozumiał, gdzie jest błąd w jego wyliczeniach i okazało się, że żeby to wszystko lepiej pracowało, on musi dostroić się do miejsca, które leży w tej siatce geomancyjnej Ziemi. Także wziął ten cały zamek, w tajemniczy sposób przeniósł te tonowe skalne bloki w inne miejsce i ponoć zadziałało. Tam ten zamek już został na zawsze. Do dzisiaj można go tam sobie oglądać. Podobnie Robert Tesla też miał dosyć specyficzne podejście do tych wszystkich rzeczy. Też sobie wyliczał na przykład gdzie postawić laboratorium, a gdzie nie, że pewne miejsca są fajniejsze, a pewne troszkę mniej fajne. Tu się zaczynają bardzo ciekawe rzeczy z tymi wszystkimi liniami energetycznymi. Przepraszam was, że tak troszkę ścinam i na skróty straszne jadę z tym tematem, ale to naprawdę taka historia, która wymaga zdecydowanie slajdów, żeby wam pokazać zdjęcie planety Ziemia i kreskę, która na przykład idzie po planecie Ziemia, i że tu jest piramida, tu są jacyś Meksykanie starożytni, tam jest coś tam innego. I tak przechodzi wszystkie te zabytki neolityczne. Taka naturalna siatka Ziemi, o której wiedzieli wszyscy nasi starożytni przodkowie.
A wy słuchacie dzisiaj radia Na Fali mojej dzisiejszej zamotyw hiperprzestrzeni na temat energetycznych linii. Jak to próbuję zastąpić projektor dźwiękiem. To ja może popróbuję zastąpić ten projektor dźwiękiem jeszcze troszeczkę. Słuchajcie, bo jest jedna sprawa z tym związana. W 1978 roku profesor William Becker i niejaki Bates Haggens rozwinęli ten cały model. To, co zrobili Rosjanie, o których mówiłem, i Bucky Fuller. Te wszystkie koncepcje, jak rysować w ogóle tę siatkę i gdzie tak naprawdę są te wszystkie tak zwane kardynalne, główne, energetyczne punkty na planecie Ziemia. Zrobili coś takiego, co nazwali „Pierścień Gai”. Policzyli to wszystko, pomnożyli. Wyszło im 15 takich dużych okręgów dookoła Ziemi.
Z tych 15 okręgów odizolowali jakieś 120 trójkątów, z których to się wszystko składa. Takich nierównoramiennych, takich, które nachodzą na siebie, tworzą taki vortex. Z tego wyszło, że jest 62 punkty, w których te wszystkie trójkąty się zbiegają, i to są właśnie te główne punkty. Jest ich ponoć 62. My mieszkamy generalnie na dużym krysztale i dlatego te wszystkie rzeczy się dzieją w tych dziwnych miejscach. Manifestują się dziwne moce, ponieważ tam właśnie następuje jakieś wyładowanie energetyczne, takie dosyć solidne. Nazwali to Unifield Vector Geometry, UVG. Tak to się nazywa oficjalnie. I żeby było zabawniej, jest to używane normalnie przez satelity do badania terenu i tak dalej. Jest to zaakceptowane normalnie, ogólnie naukowo.
Wiadomo, że są takie miejsca i że to są takie główne miejsca na planecie Ziemia. Jak satelita leci, to sobie wymierza z tych miejsc czy jakoś tak. Generalnie orbitę Ziemi można z tego wyliczyć i tak dalej. Tak jak wspomniałem o tej muzyce, o tym, że każdy kształt ma swój rezonans, okazuje się też, że można dokładnie z kształtu właściwie Ziemi, ułożenia tych wszystkich konstrukcji ... grę tych tajemniczych punktów, wyliczyć na przykład rezonans tej planety i w pewien sposób dostroić się do niej w jakiś naturalny sposób, żeby dostroić się do tej zdrowej, kosmicznej energii. Tak jak zrobił Ed Leedskalnin przesuwając swój korolowy zamek na właściwe miejsce. Miałem powiedzieć o tych tajemniczych miejscach związanych z liniami energetycznymi. Ponoć, nie wiem, czy to prawda, ale plotka głosi, że tak zwany Philadelphia Experiment, czyli ten statek cały załadowany marynarzami, owinięty elektromagnesami, został podłączony, zniknął i dopiero później pojawił się 200 mil dalej, po czym z powrotem wrócił do portu za pomocą pola elektromagnetycznego. Cały ten Philadelphia Experiment był dokładnie robiony na jednej z tych ley lines. Jest taka koncepcja, że nie można robić prób atomowych w miejscach, gdzie przechodzi cała ta energia.
To może być bardzo niebezpieczne. Kolejna historia to jest to, że większość manifestacji UFO, które się obserwuje, też się dokładnie dzieją w tych miejscach. Zresztą znakomita większość. Kolejna rzecz to stare legendy, jeszcze tu w Anglii, w Irlandii, o Merlinach, wszystkich tych tajemniczych, starych historiach, które mówią o tym, że kamienie latały w powietrzu. I te legendy też pochodzą z konkretnych miejsc. Kolejna legenda to jest tak zwany Oregon Vortex. To jest miejsce, gdzie rzeczy znikają, nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Ślad po nich znika. Tu jest pytanie, czym właściwie są te wszystkie linie energetyczne? Ponieważ poleciałem po łebkach, myślę, że łapiecie cały ten koncept.
Generalnie wygląda na to, że cała ta planeta jest świetnie zaprojektowana i że ma miejsca, z których można ciosać energię do oporu. I to bez żadnych absolutnie problemów. Wygląda na to, że starożytni chyba mieli na to jakiś pomysł, że oni używali dokładnie tych punktów. Do czego? Do tego, żeby się komunikować, żeby produkować jakikolwiek rodzaj energii? Tego nie wiemy do dzisiaj. Ja mam taką swoją spekulację, że te wszystkie tajemnicze budynki, o których jest mowa, właściwie służyły do pozyskiwania i dystrybuowania energii. Może troszeczkę innej energii niż my dzisiaj używamy. Może nie chodziło dosłownie o taki sam prąd elektryczny. Może chodziło o coś, co bardziej nazywamy prana, energia życia.
Jest wiele różnych nazw. Coś bardziej kompleksowego, coś bardziej większego. I że tak to działało, że to jest troszkę taki zestaw nadajników wykorzystujący naturalne predyspozycje planety Ziemia. Jak wiemy, te predyspozycje w ciągu ostatnich 100 lat zostały świetnie policzone, w ciągu ostatnich 30 czy 50. Tak jak wam wspominałem o profesorze Williamie Bakerze i Betty Hagansie, którzy zrobili cały system UVG, który jest wykorzystywany przez satelity. Jest to coś, co istnieje. Nie są to czary-mary, nie jest to Harry Potter. Wiemy, że coś takiego jest i jest to wykorzystywane normalnie w technologii. Starożytni nie wiadomo, kim byli, ale musieli być bardzo kompleksowi. To musiała być jakaś globalna kultura, która mieszkała na całej planecie, bo te wszystkie budynki są ustawione i nakierowane na siebie.
Wszystkie są zbudowane tak, jakby były zaprojektowane po to, żeby być stacjami nadawczymi dokładnie tej samej formy energii, informacji, czegokolwiek, co tam było. Być może właśnie to jest ta tajemnica, że była jednak wielka cywilizacja, że było coś zupełnie innego przed nami, a my zapomnieliśmy o tym wszystkim. Nam się o tym nie mówi. Może dlatego nauka nie chce badać tych starożytnych zabytków. Uznaje archeologię za zakazaną, że to się w ogóle nie wydarzyło. Wszyscy mamy myśleć, że jesteśmy dzikusami, że 12 000 lat temu biegaliśmy w skórach i próbowaliśmy zabić dinozaura, żeby zjeść coś na kolację. A może było coś zupełnie odwrotnego? Może w rzeczywistości to wtedy była zaawansowana cywilizacja? Tak się rozglądając troszkę po tych, w cudzysłowie, kamykach, właściwie chyba głazach set-tonowych, które pozostawili po sobie spadkobiercy tej kultury 12 000 lat temu, może 36 000 lat temu, nie wiadomo, gdzieś tak dawno temu. To wygląda na to, że było chyba zupełnie odwrotnie.
Przecież tu też jest taka ciekawostka. Mam listę kilku takich miejsc. Moment, bo nie chcę was tak zanudzać tymi wszystkimi rzeczami. Inna sprawa, że naprawdę w dzisiejszych czasach jest to ogólnie dostępne. Wiem, że NASA w ogóle wykorzystuje też te wyliczenia. Na pewno słyszeliście o czymś takim jak Baalbek. Jest to jeden z największych monolitów na świecie. To miejsce też jest dokładnie na siatce tajemniczych punktów na Ziemi. Praktycznie każde takie tajemnicze miejsce znajduje się dokładnie na tej siatce i nie ma tam żadnego przesunięcia nawet o milimetr. My właściwie tej siatki w ogóle nie używamy.
Właściwie troszkę ignorujemy. Może nie do końca ignorujemy, bo niektórzy ją wykorzystują, ale nie jest to coś, co funkcjonuje w normalnej publicznej domenie jako coś standardowego. Nam się opowiada, tak jak wspomniałem, że dzicy w skórach z dzidą biegaliśmy za dinozaurem, bo przymieraliśmy głodem, a tu się okazuje, że być może było coś zupełnie innego i wszystko wygląda na to, że było coś zupełnie innego. Dobra, tak szybciutko wam powiem o kilku tych miejscach, które się znajdują na tych liniach. To jest na przykład Aleksandria, Angkor Wat, Arrol Law, Avebury, Baalbek, Babylon, Bimini. Bimini to jest taka tajemnicza kamienna droga, którą odkryto pod wodą w latach 50. Przypadkowo pilot leciał i zobaczył bardzo dziwną strukturę, bardzo płytko pod wodą. Okazało się, że to gigantyczny zabytek neolityczny. Kolejne miejsce to oczywiście piramida w Bośni też. Canterbury, Caral, te słynne piramidy w Ameryce Południowej.
Karnak to jest to miejsce w Brytanii, we Francji, tam gdzie są te gigantyczne melchiry, do których się przytulają kobiety, które chcą mieć fajniejsze dzieci. Delfi, Cuzco, Wyspa Wielkanocna, Giza, Glastonbury, Göbekli Tepe też się znajduje dokładnie na tej siatce geomagnetycznej. Jerycho, Jeruzalem, Knoss. Mogę tak wymieniać i wymieniać. Luksor, Machu Picchu, Mekka, Nazca, tam gdzie są te tajemnicze linie. Te wszystkie obiekty znajdują się dokładnie w tym bardzo specyficznym położeniu geometrycznym, bo to nawet nie jest położenie geograficzne, tylko jest położenie geometryczne. One wszystkie wyglądają jakby obsiadły narożniki takiego dużego kryształu. I taka jest koncepcja, jak na razie przynajmniej ludzi zajmujących się tym, że ta nasza planeta ma coś wspólnego z kryształem, że prawdopodobnie mieszkamy na takim dużym krysztale, który sobie pędzi gdzieś w kosmos i te wszystkie moce się tak manifestują, że na rogach tego kryształu jest po prostu najlepiej. I że jeżeli produkujemy jakąś energię, jeżeli chcemy się komunikować, to powinniśmy wykorzystywać taki naturalny wzmacniacz, po którym ta energia propaguje najlepiej. Ponoć.
Taka historia z tym związana. Jeżeli macie jakiś pomysł, proszę śmiało dzwonić: radionafali.com. Kto wie, jak jest, moi drodzy. Ja stawiam na to, że starożytni byli naprawdę cwani i chyba wiedzieli, o co chodzi. Ja mam taką swoją tezę, że jeżeli była jakaś starożytna cywilizacja i była połączona w ten sposób, to jak coś grzmotnęło, to być może z tego powodu cała ta cywilizacja się zawaliła, bo jak poleciał taki impuls po tej siatce, to mógł wywalić w powietrze wszystkie te urządzenia, a nie tylko jedno. Generalnie bardziej obstawiam na to, że były to miejsca, w których stały urządzenia, które służyły do tego, żebyśmy lepiej funkcjonowali, mieli energię, mieli wszystkie te rzeczy, które są nam potrzebne do życia. I dlatego właśnie te budowle, te miejsca na te urządzenia stały dokładnie w tych specyficznych miejscach, które są bardzo mocno skorelowane z tą energią, która płynie pod naszymi stopami. Z tą całą energią Matki Ziemi, która przypływa gdzieś tam z kosmosu i gdzieś tu zasuwa ciągle, nieustannie i my jej nigdy nie widzimy, ale ona cały czas jest, ona nas tworzy. I że to chyba o to chodziło. Może dlatego rozbierano te budynki.
Może dlatego taka zmowa milczenia zapadła na ten temat, żeby tam nikt z nas się nie domyślał, że było coś lepszego. Było coś za darmo, było coś, co działało i było wszystko okej. My budujemy linie wysokiego napięcia, budujemy jakieś drogi, budujemy miasta w zupełnie innym celu, w inny sposób. Taki normalny, cywilizacyjny sposób dla nas to jest wymyślić sobie hutę szkła i wybudować fabrykę dookoła tej huty, a później dookoła tej fabryki, huty wybudować miasto, żeby było wygodniej. A starożytni w zupełnie inną stronę. Oni po prostu sprawdzali, gdzie ta energia jest najbardziej efektywna, gdzie jest jej po prostu najwięcej, gdzie jest najzdrowsza. I dokładnie w tym miejscu budowali miejsce do mieszkania. My odeszliśmy bardzo daleko od tego schematu. Patrzymy się na te piramidy z otwartą gębą, rozdziawionymi oczami, mówimy: „Wow, niesamowite! Kto to zrobił?
Jak to zrobiono?”. Nie wiadomo, ale wiemy, gdzie to zrobiono. Wiemy, na jakich zasadach to zrobiono. Wiemy, że używano zupełnie innego pomysłu na ziemię, innego pomysłu na liczenie odległości na ziemi i zupełnie innego pomysłu na to, gdzie jest dobrze postawić budynek, a gdzie nie powinniśmy stawiać tego budynku. To w ogóle była zupełnie inna historia. Ja obstawiam na to, moi drodzy, że to są pozostałości po takich generatorach plazmowych, tak bym to nazwał, które sobie tam stały w tych miejscach i zasilały swoją energią całą tą planetę i że ludzie sobie z tego korzystali. I właśnie dlatego zostało to wszystko zniszczone, tak mi się wydaje, bo później oczywiście nikt tego nie dbał. To zostało wszystko zdemolowane. Inna sprawa, że minęło prawie chyba co najmniej 12 000 lat od tego momentu. Pamięć też dawno zaginęła o tym wszystkim.
Gdzieś może w podaniach ludowych zostały jakieś opowieści o tym, że latały kamienie w powietrzu, działy się dziwne rzeczy, tajemnicza cywilizacja Atlantydy i tak dalej. To może właśnie są ślady po tym wszystkim, po tej starej technologii, która była takim systemem wireless na całą planetę, że wystarczyło postawić piramidy w odpowiednich miejscach, postawić odpowiednie generatory w tych piramidach i odległość, czas, dystans nie grały w ogóle absolutnie roli, bo wszystko się działo spontanicznie i było tego pod dostatkiem. Może tak było, może nie. I don't know. Myślę, że może uda nam się dowiedzieć tego jeszcze za naszego życia. Tak mi się coś wydaje. Coraz więcej ludzi zajmuje się badaniem tego tematu. Zobaczymy. Może ktoś wreszcie odkryje tą całą tajemnicę, zbuduje działający prototyp i się okaże, że faktycznie to było coś takiego. A może to jest coś zupełnie innego, kto to wie?
I don't know, moi drodzy. W każdym razie brzmi bardzo intrygująco i jedna rzecz, która jest chyba na 100% pewna w tym wszystkim, że na pewno musiała być wielka, gigantyczna cywilizacja z potężną technologią, która była w stanie policzyć wszystkie te wartości kątowe, wszystkie te wartości planet, policzyć, jak duża jest Ziemia, ile razy się obraca w ciągu doby, gdzie leży w kosmosie, czy to jest 30 stopni, czy 40, ile wynosi precesja planety Ziemia względem Układu Słonecznego i jak wykorzystując te wszystkie proporcje budować budynki, które bezpośrednio wykorzystują tą całą kosmiczną moc. My o tym nie mamy bladego pojęcia. My dopiero patrzymy na to i dopiero powoli odkrywamy w ogóle, że to faktycznie jest tak kompleksowa, złożona i bardzo poważna sprawa, w sensie zaawansowana, że nas po prostu przerasta. Ale my to dopiero odkrywamy, a oni to doskonale wiedzieli. Także chyba była ta wielka cywilizacja i chyba nikt nie biegał za bardzo w skórach za tym dinozaurem. Wręcz odwrotnie. To wygląda na to, że to my właściwie jesteśmy chyba jak na razie takim pokoleniem największych dzikusów na tej planecie, którzy wywalają bomby atomowe i ignorują całą tą naturalną moc, która jest dookoła, bo nie potrafimy jej zwyczajnie wykorzystać. Może tak być, proszę państwa. I don't know.
Mam nadzieję, że się dowiemy już całkiem wkrótce. I to było tyle mojej zamoty dzisiejszej w hiperprzestrzeni. Kurczę, następnym razem nie wezmę sobie takiego tematu, żebym musiał patrzeć na obrazki i zastanawiać się, jak wam opowiedzieć obrazek. Następnym razem wezmę coś bardziej normalnego do słuchania. Także zapraszam na kolejną hiperprzestrzeń. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Zapraszam was wszystkich oczywiście na wieczorową porę. I zapraszam do kolejnej hiperprzestrzeni. Ja jeszcze zanim zaproszę, to jeszcze oczywiście zapraszam do pozostałych audycji w Radiu Na Fali. Także śmiało odwiedzajcie archiwa, które już działają na nowym serwerze.
Wszystko już jest odpalone, wszystko już jest okej. Śmiało, moi drodzy. A wy słuchaliście „Hiperprzestrzeni” w radiunafali.com.