[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:05] - Po tym oficjalnym początku z Timothy Learym muszę się jak zwykle rozgadać troszeczkę. Chyba jestem po tygodniu tak intensywnych zajęć w życiorysie. Z jednej strony bardzo intensywnych, a z drugiej strony nie do końca. Mniejsza o to, nie będę opowiadał. Był to intensywny tydzień. Miałem gości. Działo się wiele, jak to zwykle w życiu. Tak to po prostu jest. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali absolutnie na żywo. Ja mam na imię Tomek.
Audycja jest retransmitowana też w Radiu Paranormalium. Zapraszam was oczywiście na czata Radia Na Fali. Znajduje się on oczywiście na stronie radionafali.com. Tam sobie klikniecie na dział w nawigacji o nazwie Czat i będzie czadersko. Tam sobie wskoczycie od razu bezpośrednio na czata, także nie ma z tym żadnego problemu, moi drodzy. Zapraszam oczywiście do mediów społecznościowych wszystkich związanych z Radiem Na Fali. Aż sobie tutaj kliknę, bo zaraz, mam do dzisiaj taką nowość troszeczkę związaną z Radiem Na Fali, nowym materiałem, który się pojawił od Tomka Grubby, który zresztą się pojawił tydzień temu. Pozdrawiam Tomka serdecznie, jeżeli teraz przypadkiem słucha radia. Peace and love. To może ja zacznę jak człowiek, tak zwyczajnie od podziękowania dla mecenasów sztuki falowej za poprzedni miesiąc, za wsparcie radia we wrześniu, za dorzucenie się na serwery i za zrzutę na nagrywajkę, urządzenie, które planuję nabyć jak najszybciej, jak tylko się da.
Jeszcze akurat nie ma takiej sumy, żeby je nabyć, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Także jeżeli chcecie wspierać radio, a jeszcze go nie wsparliście, to zapraszam bardzo serdecznie radionafali.com zakładka Wspieraj RNF i tam są wszelkie możliwe informacje na ten temat. Także bez problemu się ogarniecie i zlokalizujecie i dowiecie się po prostu jak to zrobić. A już dziękuję mecenasom za poprzedni miesiąc: Katarzynie, Aldonie, Piotrowi, Grzegorzowi, Dariuszowi, Arkadiuszowi, Sławomirowi, Edwardowi, Mateuszowi, Rafałowi, jeszcze jednemu Mateuszowi, Łukaszowi i Maciejowi. Dziękuję Adrianie i Rafałowi. Peace and love kochani. Dzięki wielkie za wsparcie, które radio dostało od was. Dzięki temu to wszystko się dzieje, to wszystko jest możliwe. Ja tu sobie gadam do mikrofonu, jak to często powtarzam, ale tak to wygląda. Taka jest prawda tej sytuacji.
No właśnie, dzisiejszy odcinek też będzie troszkę o prawdach. Może nie tyle o prawdach, ile o pewnej zagadkowej, jak to nazwać? Tu zawsze są takie problemy z definicją na samym początku. Jak zdefiniować rzecz, o której chcę powiedzieć, a o której niezbyt wielu ludzi mówi? Chodzi mianowicie o zjawisko dualności, czyli proszę nie mylić z bardzo popularnym terminem duality, bo jest on bardziej zarezerwowany dla ludzi prowadzących jakieś tam warsztaty związane z non-duality i tak dalej. Ja generalnie się nie znam na takich rzeczach, to nie jest przedmiotem dzisiejszego programu, ale nad zwyczajną dwubiegunowością naszego świata, właściwie nas samych poniekąd, chociaż nie do końca. To też jest taka szalona iluzja według mnie. Ale o tym wszystkim dzisiaj w „Hiperprzestrzeni”. Także zapraszam was wszystkich serdecznie, żebyście to wpadli, dzwonili po znajomych. Mam nadzieję, że będzie miło, aż się muszę rozgadać po tej wizytacji gościnnej, którą tu miałem i sprawach, które się tu działy.
Głową byłem w zupełnie innym miejscu, także muszę wrócić na właściwe miejsce chyba. Chyba już jestem na tym właściwym miejscu. Pozdrowiłem, podziękowałem. Zaprosiłem was, żebyście oglądali media społecznościowe. A co jeszcze? Bo wspomniałem o takiej nowości związanej z Radiem Na Fali. Nowość polega na tym, że pojawił się dział. On jeszcze jest troszeczkę w robocie, bo trochę obowiązków na głowie mnie powstrzymało przed zrobieniem tego wszystkiego od razu. Mianowicie chodzi o materiały z Konwentu Wiedzy Alternatywnej, materiały z zeszłego roku, z tego roku, w ogóle wszelkie możliwe materiały, które Tomek Grubba ma tam gdzieś zbackupowane, zapisane na twardym dysku. Całe te archiwa tych wydarzeń.
Jest bardzo dużo ciekawych prelekcji i dużo ciekawych informacji. Na pierwszy strzał poszła prelekcja Kuby Babickiego na temat fitoterapii. Dobrze powiedziałem? Filoterapii. Przepraszam bardzo. Dokładnie. Fitoterapia. Ale się zamotałem. Nieważne. Materiał jest już do ściągnięcia, do odsłuchania.
Jest to oczywiście materiał dźwiękowy. Są jeszcze materiały wideo i tak dalej. Jest tego trochę. Także to wszystko będzie się teraz pojawiało w miarę regularnie na Radiu Na Fali, tak że będziecie mogli sobie przytulić troszeczkę nowych rzeczy do posłuchania, nowych koncepcji, różnych innych poglądów na rzeczywistość i tak dalej. Uprzedzam was, że nie są to najlepszej jakości materiały. Haha, tu oczywiście mrugam okiem w kierunku sponsorowania nagrywajki dla londyńskiego studia Radia Na Fali, żebym miał porządnie nagrany dźwięk, a nie tak, jak czasami się to zdarza. Chociażby na konwencie. Ale to są sprawy czysto warsztatowe, które są związane z technicznymi historiami, finansowymi historiami, dużą ilością kabli, mikrofonów, podłączaniem tego wszystkiego. Także jeżeli chcecie pomóc, żeby było więcej dobrych materiałów, to wiecie, co macie zrobić. Ja uprzedzam, że nie wszystkie materiały z Konwentu Wiedzy Alternatywnej są nagrane w takim rewelacyjnym stanie.
Także wybaczcie, moi drodzy. Jest tak, jak jest. Lepiej nie będzie. Tak czy siak najważniejsza jest informacja i przesłanie, które jest w tych materiałach i to jest największą istotą tej sprawy. To jest najważniejsze. Także nie powinniśmy chyba przejmować się drobiazgami. Dobra, to tyle względem wszystkich tych zapowiedzi. Jeszcze oczywiście chciałem podziękować wszystkim serdecznie za naprawdę bardzo ciekawe listy do Radia Na Fali. Dzięki wielkie kochani. Jeszcze nie odpowiedziałem na wszystkie.
Wiem, że tam kilku z was czeka na odpowiedzi. Dajcie mi parę chwil, żebym się z tym ogarnął i już wam odpisuję na te wszystkie maile. Sezon grzybowy się zaczął. To już w ogóle inna sprawa. O sezonie grzybowym myślę, że już za tydzień się coś więcej pojawi. Przynajmniej taki jest plan. Dzisiaj miałem taki plan, żeby o poważnych rzeczach porozmawiać, o bardzo starożytnej historii, ale z okazji relaksu, szuwaksu i tego, że miałem gości i wiele rzeczy się działo, postanowiłem przełożyć na przyszły tydzień. Także dzisiaj wrzucam na ruszt temat dwubiegunowości, bo to chyba tak można nazwać. Jest taka ciekawa koncepcja dotycząca naszego świata, naszej rzeczywistości, gdzie to się wszystko wywala. Jedna z tych koncepcji, która mówi właściwie o tym, gdzie jest pies pogrzebany.
Oczywiście tych psów pogrzebanych winnych złemu światu jest prawdopodobnie więcej niż tylko jeden. Ale my dzisiaj na temat dwuwymiarowości, dwubiegunowości, traktowania rzeczy osobno i powrotu do pewnej starej, oryginalnej koncepcji, że wszystko jest ze sobą związane i wszystko jest tak naprawdę jednością. I cała wykładnia naszej współczesnej cywilizacji mówiąca o tym, że każdy jest taką zatomizowaną jednostką, jest kompletnym szaleństwem. I tak samo jak technologia, która powstała razem z tą cywilizacją, też jest poniekąd, nawet chyba nie poniekąd, jest takim szaleństwem. Telefon do Radia Na Fali to oczywiście radionafali.com. Jeżeli chcecie zadzwonić i się odezwać głosowo do mnie, ja muszę się rozgadać. Zdecydowanie muszę się rozgadać dzisiaj, bo ostatnio jakiś taki słabo rozgadany jestem. To dlatego, że doznałem serii iluminacji, moi drodzy, kolejnej serii iluminacji w swoim życiu na temat owego zjawiska integracji. Ja to nazywam na swoje własne potrzeby integracją, że trzeba się zintegrować z samym sobą, żeby noga lewa współpracowała z nogą prawą, lewa ręka współpracowała z prawą ręką, a głowa współpracowała z całą tą resztą. I tylko wtedy to działa.
I jeszcze trzeba było to zintegrować z naszym światem kosmicznym w głowie, z naszą kosmologią, z naszymi snami, z tymi wszystkimi rzeczami, o których rozmawialiśmy tydzień temu z Tomkiem. I tak chyba właściwie prześlizgnęliśmy się po tematach, mówiąc szczerze. Ja też nie czytałem za bardzo książki Monroe'a na temat OBE i wychodzenia z własnego ciała. Także nie jestem tutaj ekspertem. Poza tym, że sobie oczywiście ćwiczyłem pewne rzeczy czysto intuicyjnie, jak to jest, kiedy śpiący spokojnie mogę wyjść z siebie i spojrzeć na siebie z góry. Ale o tych wszystkich rzeczach kiedy indziej. Właściwie troszkę po drodze dzisiaj też zahaczę, bo wiadomo, że temat jest kompleksowy, nawet mocno kompleksowy, bo wiąże się właściwie z każdym aspektem naszego życia. Jest to związane z wychodzeniem do sklepu, jest to związane z kontaktami z ludźmi, jest to związane z produkowaniem rzeczy, w ogóle z generowaniem świata dookoła nas. I gdzie tu jest ten pies pogrzebany? Tak się dzisiaj nad tym zastanawiam.
Była inspiracja do tej audycji dzisiejszej i tą inspiracją była oczywiście nieudana, jak się okazało, wyprawa w pewną część Londynu z moim znajomym, moim dobrym przyjacielem, który wpadł w odwiedziny na parę chwil. Chcieliśmy odwiedzić jedno miejsce na drugim końcu miasta. I tak jakoś się stało, że jadąc metrem wyjechaliśmy na tą część naziemną, bo w Londynie nie wszystkie odcinki metra są tylko i wyłącznie pod ziemią. Jest trochę jak w Nowym Jorku. Część linii metra jeździ pod ziemią i na powierzchni. I one sobie pod koniec tej swojej linii wjeżdżają na powierzchnię albo przez połowę jadą na powierzchni. Różnie to wygląda. Mniejsza o to. Do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że normalnie, kiedy metro sobie jedzie pod ziemią, żaden telefon komórkowy nie działa w tym metrze.
Działają na niektórych stacjach. Tam jest teraz reklama, że niedługo będzie wszędzie wireless i niedługo wszędzie będziemy mieli internet w metrze i wszystkie te historie, ale na razie nie działa to zbyt specjalnie. W ogóle nie działa. Także jeżeli schodzi się do metra, to się po prostu czyta gazetę, książkę, sprawdza się różne rzeczy na telefonie, gra się na tym telefonie, niekoniecznie rozmawia, bo nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym. I kiedy tylko metro wyjeżdża na ten odcinek już na powierzchni, jest taka grupa ludzi, która rzuca się od razu po swoje telefony komórkowe i od razu dzwonią wszędzie, zamieniając cały świat dookoła siebie w biuro. Takie przenośne biuro. Wielu z was na pewno to robi nie raz. Ja też to robiłem nie raz. Mam nadzieję, że będę to robił coraz rzadziej w życiu. Tak po prostu człowiek wyciąga telefon i musi pozałatwiać ileś tam spraw.
Nie to, żeby cokolwiek miał do zrobienia, tylko po prostu musi pogadać z tym, pogadać z tamtym. Wiecie, o co chodzi. Po prostu milion spraw do załatwienia. I tu się zawsze pojawia taki klasyczny syndrom wyjeżdżania tym metrem spod ziemi. Nagle specjalne jednostki chwytają za telefony i zaczynają obdzwaniać cały świat i robić jakieś niesamowite konferencje. I tak jadąc do miejsca, do którego koniec końców nie dotarliśmy, bo akurat metro się zepsuło, trzeba było wrócić z powrotem, a nam się już nie chciało autobusem. Byliśmy świadkami takiej sytuacji, że taki dżentelmen siedzący obok nas, jak tylko metro wyjechało spod ziemi, chwycił za telefon, zaczął obdzwaniać wszystkich i dosłownie zamienił pół wagonu metra w swoje własne biuro. Po paru minutach wszyscy byli lekko zdegustowani, ponieważ tutaj w metrze, w pociągach i wszelkich środkach tak zwanej publicznej komunikacji są takie nalepki i ciężko powiedzieć, żeby były dyskretne, bo rzucają się bardzo mocno w oczy. Małe nie są i nalepka mówi jasno i wyraźnie: proszę, zachowaj ciszę. Inni pasażerowie Też lubią mieć spokój lub coś w tym stylu.
Nie pamiętam oryginalnej angielskiej wersji językowej w tym momencie, ale generalnie chodzi o to, żeby zachować ciszę i szanować takie miejsce publiczne nawzajem. Ten dżentelmen nie mógł za jasną cholerę zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, a był dżentelmenem centralnie stąd. Ale był nabuzowany, był strasznie nabuzowany. Ustawiał się, załatwiał sprawy. Robił to na tyle głośno, że wszyscy mogliśmy zostać częścią jego kalendarza i dowiedzieć się kiedy, z kim, o której ma jakie spotkanie, jakie dokumenty ma zawieźć, co ma pozałatwiać. Koniec końców wagonik metra dojechał do stacji, na której wszyscy mieliśmy wysiąść, bo okazało się, że dalej nie będzie jechał. Tak się nieszczęśliwie czy szczęśliwie złożyło, że razem z moim przyjacielem akurat ruszyliśmy dokładnie w tym samym kierunku, w którym ruszył ten dżentelmen, który zamienił cały świat dookoła siebie w biuro. Dowiedziałem się, czy chciałem, czy nie, po prostu ten człowiek tak wrzeszczał do tego telefonu, że nie dało się tego nie słyszeć, że właśnie zamknął jakiś deal na kolejne pół miliona czy coś w tym stylu i że jest w ogóle niesamowicie. Milion spraw dookoła tego dealu, załatwianie, sprawdzanie dokumentacji, jakieś tam historie związane ze sprzedażą jakiegoś budynku czy cholera wie czego. Był tak głośny i ten syndrom tego człowieka, który właśnie zdobył kość, którą będzie teraz gryzł, był tak potężny, że nagle okazało się, że jest po prostu psychopatą , takim troszkę podręcznikowym psychopatą, który nie zważa na nikogo.
Wszystko ma w dupsku, bo on właśnie teraz dostał swoją kość. To jest takie szaleństwo, które po części, moim zdaniem, wynika z takiego dualizmu, w którym funkcjonujemy, do którego nas się wprasowuje. O tym dzisiaj zamierzam trochę więcej powiedzieć. Mam na to trochę czasu, tak że nie będę tu wszystkiego zamykał w jednym zdaniu. Do czego jeszcze chciałem nawiązać przy tej okazji? Dlaczego metro? Dlaczego ten dżentelmen? Bo metro w takim mieście jak Londyn jest świetnym laboratorium społecznym, można to tak nazwać. Jest chyba najlepszą kozetką u psychoanalityka. Jeżeli byście chcieli zanalizować, co się tak naprawdę z nami dzieje, wystarczy wsiąść do londyńskiego metra.
Podejrzewam, że nie dzieje się to tylko i wyłącznie w Londynie. Dzieje się to w każdym dużym mieście, gdzie jest więcej niż jeden milion ludzi albo przynajmniej parę milionów ludzi. Wszyscy używają tych samych środków komunikacji i wszyscy przez jakiś czas jesteśmy w tym samym pomieszczeniu. Musimy robić to samo. Nie musimy, ale generalnie robimy to samo tak czy siak. Po prostu podróżujemy od punktu A do punktu B. Jak sobie umilić ten czas i co my w tym momencie robimy? To jest właśnie taka soczewka, takie piękne laboratorium do obserwacji naszych zachowań. Jak w ogóle się kształtuje nasza rzeczywistość? Skąd się biorą pewne rzeczy i o co w tym wszystkim chodzi?
O tym wszystkim po piosence. Proszę państwa, wysłuchacie „Hiperprzestrzeni”. Ja mam oczywiście na imię Tomek. Adres do radia, Skype'owy, jeżeli chcecie zadzwonić i coś powiedzieć, to oczywiście radionafali.com na Skype. Reszta, czyli czat, na który ja jak zwykle zaglądam jednym okiem, znajduje się pod adresem radionafali.com. Tam trzeba kliknąć na czata, wejść na tego czata i ja tam jestem. A wy słuchacie Radia Na Fali. Oczywiście w Radio Na Fali wszystko to jest też dodatkowo retransmitowane w Radio Paranormalium. Ja mam na imię Tomek. Voilà!
Dokładnie. Co chciałem jeszcze powiedzieć? Wiele rzeczy chciałem powiedzieć dzisiaj o takim szalonym pomyśle, że pewne rzeczy, które się dzieją dookoła nas, wynikają z odbioru rzeczywistości. To jest pierwsza rzecz. Skoro wynikają z odbioru rzeczywistości, to też my na to wpływamy, bo my sami sobie konstruujemy tą rzeczywistość. Tu jeszcze raz z miłą chęcią wrócę do syndromu obserwacji rzeczywistości poprzez londyńskie metro. Zdaje się, o tym bardzo długo rozmawialiśmy w wieczorowej porze, dawno temu, czy jakoś tak. Na czym polega ten obrazek? Co takiego ciekawego można zauważyć? Bardzo intrygujące zjawisko, które właściwie dotarło już wszędzie na świecie, to jest ta popularna gazeta.
Wszędzie nazywa się „Metro”. Nawet tam, gdzie metra nie ma. Jest rozdawana z reguły za darmo w każdej dużej stolicy europejskiej. Wiem, że w Stanach zdaje się chyba też są takie gazety, chociaż nie jestem pewien. Jest tego trochę. Zawsze jest taka darmowa gazeta poranna i gazeta popołudniowa, czyli gazeta, którą się czyta w pociągu, w metrze, w autobusie, gdziekolwiek się jest, jadąc do miejsca przeznaczenia rano, najczęściej do pracy, bo tam spędzamy znakomitą większość dnia. Przynajmniej jeżeli pracujemy w biurze. Kolejna gazeta to taka dokładka troszeczkę. Jak już jesteśmy po pracy, to wracając z pracy mamy świeższe newsy. Dokładnie te same , tylko że te już są z popołudnia, proszę państwa.
Już są troszkę inaczej napisane, inaczej skorygowane, inaczej to wygląda, że niby są świeższe. Na czym polega ta obserwacja? Ta obserwacja polega na tym, o czym tu jeszcze raz wspomnę, że rozmawiałem chyba z księciem Edwardem gdzieś tam dawno temu parę razy na ten temat, że wszyscy czytamy dokładnie te same artykuły. Później jest taka sytuacja jak z tak zwanymi serialami telewizyjnymi, tak zwaną całą popkulturą, że właściwie te tematy korumpują nasze tematy do rozmowy. Te tematy z gazet. Bo jak później człowiek przyjeżdża do pracy, wychodzi na pierwszą przerwę pogadać albo sobie zrobić kawkę, albo gdzieś tam, to z reguły rozmawia się o wspólnych tematach. A wiadomo, że wspólnym tematem na dzisiaj jest artykuł z gazety, którą wspólnie wszyscy razem czytaliśmy. To jest taka bardzo ciekawa obserwacja socjologiczna, która dowodzi tego, że nie jest to do końca nasz świat, bo wiemy o tym. Nikt za bardzo nie czuje się szczęśliwszy albo mniej lub bardziej z tą gazetą. Nie zmienia to naszego życia absolutnie.
Natomiast zmienia to naszą percepcję rzeczywistości na tyle, że Wskakujemy w jakiś świat i wydaje nam się, że mamy wspólną sprawę, która nas wszystkich jednoczy. Ja bym dzisiaj troszkę nawracał do tego dżentelmena, który strasznie nie mógł wytrzymać i musiał się pochwalić tym, że właśnie przyciął deala na pół miliona funtów i że to jest niesamowite. Bo to jest dokładnie jak w tej piosence, którą puszczałem przed chwilą. Człowiek po prostu oszalał. Jego ego oszalało. Nie wiem, czy moje ego by nie oszalało w takiej sytuacji. Mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że wasze ego też by nie oszalało. Ale do czego zmierzam? Jest to sytuacja, gdzie sami generujemy rzeczywistość dookoła siebie.
Ten człowiek chciał wygenerować taką rzeczywistość dookoła siebie, że wszyscy być może rzucimy wszystkie graty, które mamy przy sobie, zaczniemy nosić go na rękach i gratulować mojego wielkiego sukcesu. Dokładnie jak w przypadku tych gazet, gdzie gratulujemy sobie nawzajem tego, że jesteśmy w tym samym miejscu. Jesteśmy w tym samym pociągu, czytamy tą samą gazetę, jesteśmy częścią tej samej rzeczywistości, tego samego kraju. Te same sprawy nas dotyczą, a jeżeli nas dotyczą te same sprawy, to automatycznie szukamy tych samych rozwiązań. I to jest taka troszkę iluzja w iluzji, bo oczywiście wszystkie te rzeczy, wszystkie te newsy, o których doskonale wiemy, sprzedaje nam się pod pretekstem szukania rozwiązania, że ciągle szukamy rozwiązania na naszą dziwną naturę, dwulicową naturę. Wracając do tego dżentelmena, który zrobił ten szalony deal i był bardzo głośny w pociągu, w metrze właściwie. Wygląda na to, że dżentelmen zapomniał o tym, że rzeczywistość nie należy tylko i wyłącznie do niego, że wszyscy ją kształtujemy i na siłę uparł się, że zrobi swoją własną rzeczywistość. Dokładnie w ten sam sposób robią gazety, które są wszędzie dookoła nas. owe gazety, które się zabiera do przysłowiowego autobusu, metra, pociągu, tramwaju, gdziekolwiek i czymkolwiek byśmy nie jechali, są dokładnie tą samą historią. Jest grupa ludzi, już nie jedna osoba, która ma niezły deal i musi o tym powiedzieć, tylko grupa ludzi, która ma lepszy lub gorszy deal ze sponsorami gazety.
I niestety nie może powiedzieć o tym dealu, ale może powiedzieć nam kilka zabawnych historii tak, żeby przynajmniej poczuć ten deal troszeczkę w kieszeni. Tak to wszystko wygląda i tak to się kręci. Jako że ten deal nie jest naturalny z samej swojej istoty powoduje niejaki dysonans. To jest ten dysonans poznawczy, że mamy takiego dżentelmena, który teoretycznie przynajmniej tego dnia jest gwiazdą biznesu. Jest to człowiek, na którego wszyscy rodzice wskazują palcem i mówią: „Dzieci, kiedy dorośniecie, powinniście być tak samo dziarskie jak ten dżentelmen”. Z drugiej strony ten dżentelmen nie ma żadnych skrupułów, żeby tej swojej rzeczywistości nie wrzucić nikomu na głowę. On po prostu z miłą chęcią ją wrzuca na głowę, bo to jest jedyny moment, kiedy można kontrolować tą rzeczywistość, kiedy można po prostu ją popchnąć do ściany, przycisnąć i wyciągnąć z niej tyle, ile się da, żeby mieć więcej albo coś w tym stylu. Każdy ma swoje własne motywacje, nawet się nie będę za bardzo w to wbijał, ale zasada jest dokładnie ta sama. Jest grupa ludzi, która kształtuje nam rzeczywistość. Jak na ironię tą grupą ludzi jesteśmy my sami, kupując takie, a nie inne produkty, wybierając takie, a nie inne newsy, wybierając taki, a nie inny styl życia.
Jest to dosyć oczywiste i każdy z nas oczywiście to wie. Nie jest to żadną specjalną tajemnicą. I w tym jest pies pogrzebany. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ten pies, którego nazywamy rozdwojeniem osobowości. Dokładnie tak jak z tym dżentelmenem, od którego zacząłem całą historię. To mój taki dzisiaj przewodni przykład zachowań społecznych. Przecież ten człowiek powinien być wychillowany, powinien być zrelaksowany. To właściwie z definicji funkcjonowania i w ogóle życia w tym świecie. Po to to wszystko robimy.
Po to wykonujemy miliony telefonów, załatwiamy miliony spraw, czasami wyrywamy sobie włosy z głowy, czasami nie. Generalnie po to robimy wszystkie te rzeczy, żeby mieć spokój, żeby mieć święty spokój, jak powiedziałby ktoś wierzący. Nie wierzący też może powiedzieć, że święty spokój. Przecież po to zarabiamy te pieniądze, żeby usiąść i zająć się kontemplacją naszego życia. Niekoniecznie kontemplacją kolejnych kontaktów, które pozwolą na większy deal albo zabawią nas w jakiś specjalny, szczególny sposób, robiąc z nas gwiazdy, bohaterów sezonu, bohaterów dramatu. Niezależnie od tego, ile by to kosztowało. I czy my jesteśmy na to zwyczajnie gotowi? Czy my jesteśmy jako takie pojedyncze istoty, bo społeczeństwo to taki mit uknuty przez szaleńców troszeczkę według mnie, bo nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo, za to jesteśmy wszyscy z osobna, każdy z nas ma swoją własną koncepcję rzeczywistości i tak to wygląda. Właśnie, czy my wszyscy z osobna nie podbijamy codziennie tej samej karty, biorąc do ręki tą samą gazetę, włączając te same newsy i funkcjonując w taki sposób, tak jak właśnie ta historia z tym człowiekiem, który zamknął deal. Nagle się okazuje, że to całe zamknięcie dealu właściwie doprowadziło, może nie do frustracji, bo to było za duże słowo i za mocno powiedziane, bo nikt tam nie sfiksował w tym metrze nikt nie zwariował, nikt nie rzucił w tego dżentelmena gazetą, nikt nie nakrzyczał na niego.
Była tam jedna taka sytuacja, że jeden człowiek z naprzeciwka złożył gazetę i powiedział coś bardzo głośno. Powiedział: „Ale czy mogło być troszeczkę ciszej w tym biurze?”. Ale chyba człowiek, który siedział przy telefonie, aktualnie tego nie usłyszał. Także była reakcja z drugiej strony i nagle się okazuje, że cały ten piękny obraz tego, że pojawi się jakiś sukces, pojawi się jakiś bardzo wymierny sukces, pojawią się ludzie sukcesu, wcale nie oznacza sukcesu dla kogokolwiek innego dookoła. Z reguły przynajmniej tak się przyjęło w naszej cywilizacji i nieszczęśliwie lub szczęśliwie, zależy jak na to spojrzeć, wygląda to tak, że taki duży człowiek sukcesu ma ten sukces tylko dlatego, że przyniósł nieszczęście wszystkim pozostałym. Nie chce za bardzo wyglądać inaczej w wielu sytuacjach. Nawet jeżeli próbuje kapitalizować ten sukces, cieszyć się tym sukcesem, to właściwie wymusza na społeczeństwie dookoła, tak zwanym w cudzysłowie, czyli na wszystkich ludziach, którzy go otaczają, taką specjalną radość z tego, że on coś zrobił. Oczywiście jest to jak najbardziej zdrowe. Powinniśmy się cieszyć z sukcesów naszych przyjaciół, a nie z ich porażek. To jest taka elementarna sprawa, taki papierek lakmusowy poczucia zdrowia psychicznego.
Ale jest pewna granica, po której przekroczeniu właściwie nie cieszymy się z cudzego sukcesu, tylko podpieramy cudze ego i to bardzo ekstremalnie podpieramy cudze ego. I to jeszcze takie wyrośnięte na drożdżach, wyrośnięte na genetycznie modyfikowanym jedzeniu albo cholera wie czym. I tak podpieramy to ego, a za egem jest psychopata, który ma wszystko i wszystkich w dupie, bo on musi teraz wyciągnąć telefon i przez ten telefon coś najgłośniej na świecie zakomunikować, bo to jest jego pięć minut. Tak to wygląda. Podobnie wygląda to z gazetami. My, biorąc te gazety do ręki, szczęśliwie nie wrzeszczymy, nie krzyczymy, nie komunikujemy światu wielkiego zwycięstwa, wielkiej iluminacji nad sobą samym. Nic z tych rzeczy. Natomiast skrzętnie i skutecznie zabijamy swoje własne refleksje tylko tym, że nie zajmujemy się nimi, tylko zajmujemy się refleksjami z owych gazet, które zostały nam podane. To jest bardzo podobna historia, tylko że zrobiona troszkę w białych rękawiczkach. Już nikt nam nie stoi nad uchem, nie krzyczy, nie mówi do telefonu, nie opowiada jakiejś historii, która nas w ogóle nie interesuje, tylko podaje nam historię, mówiąc: „Hej, może cię to zainteresuje, może to jest kawałek twojego życia”.
I tak czy siak nabieramy się na to i tworzymy taką dziwną, można powiedzieć, wielowymiarową postać, w którą się zamieniamy. Czyli zamiast tego wymarzonego spokoju, tej radosnej ekscytacji, że coś robimy, coś nam wychodzi, poszło do przodu, jest okej i możemy usiąść i po prostu pomyśleć, to to nam nie wpada do głowy. Jest taki ciągły, nieustanny pościg za tym, żeby przygotować sobie taką porcję wiadomości, newsów na kolejny dzień. Tak samo jak z gazetą. Gazeta robi wyścig, żeby następnego dnia były jakieś newsy w tej gazecie, żeby się tam nic za bardzo nie zmieniło, żeby te newsy były nawet za dwa tygodnie, za miesiąc, żebyśmy mogli spokojnie zajmować się tymi wszystkimi newsami. Ja myślę, że tu jest cała ta historia. Dobra. O tym, gdzie jest cała ta historia, to chyba powinienem sprecyzować troszkę bardziej, bo dziś jestem taki wstrząśnięty, niezmieszany. Ale to jestem po swoich własnych iluminacjach, po swoich własnych eksperymentach, które też doprowadziły mnie do pewnych refleksji, którymi się z wami podzielę zapewne w syntezie, bo są to eksperymenty związane z troszkę bardziej technicznymi sprawami. Chociaż nie do końca mi się wydaje.
Ale o tym kiedy indziej. Zapraszam was przy okazji do syntezy w Radiu Nafani, którą prowadzę z reguły w czwartek o godzinie 22 polskiego czasu. Także przybywajcie i słuchajcie. Możecie sobie pościągać z archiwum Radia Nafani, tak samo jak wszystkie pozostałe audycje, jak „Teorie Chaosu”, jak „Etykietę Zastępczą”, jak „Pichontarium”, no i teraz „Konwent Wiedzy Alternatywnej”. Także zapraszam do odsłuchiwania innych rzeczy. A tymczasem wracam do mojego niesprecyzowanego dzisiaj umysłu, który błądzi nie wiadomo gdzie, żeby się przyjrzeć sprawie dwulicowości, bo właściwie wychodzi na taką kompletną dwulicowość. Ten system jest skonstruowany od początku do końca w oparciu o konflikt. To, czego jesteśmy często świadkami, bardzo eufemistycznie powiedziałem, czego jesteśmy świadkami właściwie chyba na co dzień, to jest sprzedawanie nam tego konfliktu nieustannie. Właściwie na tyle nieustannie, że sami się czujemy częścią jakiegoś konfliktu, sami się czujemy częścią jakiejś gry. Po raz kolejny wrócę do dżentelmena w metrze, który poczuł się częścią gry o wielkie pieniądze i to na tyle ważną częścią tej gry, że na pewno był świetny koleś, wszystko jest okej, tylko że nie mógł sobie odpuścić, żeby nie zakomunikować tego, że to on jest tego dnia największym graczem w tej grze, którą my tu wszyscy uprawiamy.
I to nawet nie jest jego wina, że on tak wrzeszczał do tego telefonu i taki był rozentuzjazmowany. Kazał komuś przygotować dokumenty, pomimo że niedziela, że sobota, nieważne. „Przygotujcie dokumenty, bo tu już coś tam”. Takie zarządzanie całym światem na odległość. I nic dziwnego, proszę państwa, tak zostaliśmy troszkę wychowani. Wychowuje nas się w takim, potocznie mówiąc, business as usual, czyli generalnie robienie pieniędzy nie ma nic wspólnego z naszą etyką ani moralnością. To jest jedna rzecz. Druga rzecz, nasze życie w ogóle nie ma nic wspólnego z robieniem pieniędzy ani z naszą moralnością, ani etyką. Podobnie jak nasza etyka i moralność nie ma nic wspólnego z naszym życiem i często z naszymi pieniędzmi. Jest promowany taki bardzo ciekawy obraz nas samych przez nas samych, gdzie właściwie wszyscy poddaliśmy się takiemu praniu mózgów, tak to można chyba najcelniej nazwać, gdzie właściwie zawsze dostajemy gotowe rozwiązania na wszelkie problemy i bolączki, które nas otaczają.
Problem zaczyna powstawać w momencie, kiedy zaczynam się przyglądać, czy przypadkiem owe rozwiązanie, które nie jest nam dostarczane, czy to jest rozwiązanie, które jest za pomocą gazety w postaci jakiegoś artykułu, o którym wszyscy teraz rozmawiamy, czy to nie jest przypadkiem rozwiązanie w postaci: „Hej, może ja będę jak ten koleś, też zrobię taki deal i też będę częścią tej gry”. Czy to rozwiązanie jest adekwatne do naszych wszelkich jakichkolwiek problemów? To jest chyba główne pytanie. Mnie się wydaje, że absolutnie nie jest adekwatne, a wręcz w drugą stronę. To rozwiązanie tworzy więcej patologii niż pomaga ludziom, czego jesteśmy świadkami myślę na co dzień nie raz, nie dwa, nie trzy, nie pięć. Obserwujemy takie sytuacje myślę, że przez kawał życia. W większej ilości miejsc człowiek bywa, się pojawia z W różnych miejscach, tym częściej zdarza się widzieć takie sytuacje. Jest to taki rak, który opanował nas wszędzie na tej planecie. Jest związany z wieloma aspektami życia. Pierwszy główny to oczywiście jak zwykle strach, czyli odgrywanie roli kolesia, któremu zawsze jest okej.
To chyba podstawowa sprawa. Albo dziewczyny, która zawsze się świetnie czuje i zawsze wszystko jest okej, co jest bardzo istotne, bo chciałbym oddzielić dwie rzeczy. Czucie się dobrze ze sobą to jest chyba bardzo elementarna sprawa, przynajmniej według mnie. Człowiek powinien się czuć ze sobą dobrze, nie powinien wieszać na sobie psów, nie powinien traktować się najgorzej jak potrafi. Powinniśmy się szanować sami ze sobą, tak zwyczajnie. Dopiero wtedy pojawia się opcja na to, że możemy zrobić coś z tą energią, z innymi ludźmi dookoła nas. Tylko wtedy to działa. W drugą stronę jakoś nie za bardzo chce, pomimo że wielu próbowało, wielu cały czas próbuje, wielu ma na to całe życie i jak na razie efektów nie widać. Ale wracając do naszego strachu, do naszych lęków, do tego wszystkiego, co nas definiuje. Może nie tyle nas, bo to jest pytanie, czy to jesteśmy my, czy to nas definiuje, czy to jest tylko rzeczywistość, którą sobie wymyśliliśmy i przypadkiem, przez zupełny zbieg okoliczności zdefiniowaliśmy sobie tą rzeczywistość do tego stopnia, że lekko zwariowaliśmy w tym wszystkim.
Może nawet nie lekko, a myślę, że nawet sporo zwariowaliśmy w tym wszystkim i rozwiązania, które proponujemy, czy to są rozwiązania technologiczne, czy to są rozwiązania związane z naszą sferą duchową, właściwie operują zawsze na dwóch dogmatach. Może nawet nie tyle dogmatach, ile na dwóch przeciwstawnych biegunach. Zawsze pokazuje się coś w jedną stronę, coś w drugą stronę. Ja jestem zwolennikiem procesu, a nie bycia albo na plusie, albo na minusie. Wydaje mi się zdecydowanie, że całe życie, wszystkie sprawy w ogóle dookoła są ewidentnie procesem, który się ciągnie. Nie znamy tego procesu z dzisiejszego punktu widzenia tak długo, jak chodzimy tutaj dwoma stopami na tej planecie. Kiedy ją będziemy opuszczali, być może dowiemy się czegoś więcej na ten temat. Jak na razie nic na ten temat nie wiemy, poza tym, że mamy pewne przeczucia, mamy pewne wizje, którymi się dzielimy i tak dalej. Ale jest to tak czy siak oglądanie życia w ogóle z zupełnie innej perspektywy. Z drugiej strony gdzie jest ten pies pogrzebany?
Pies jest pogrzebany w tym, że życie ma generalnie dwie strony. My nazywamy to stronami, bo taki koncept na rzeczywistość, który sami sobie wymyśliliśmy. Nie tyle, że nam się coś zrobiło, tylko sami sobie wymyślamy i sami go kultywujemy każdego dnia. Sami czcimy owych współczesnych bogów, wystawiając ich na piedestały i robiąc brązowe pomniki. Nie chcę grzmieć tak strasznie. Słuchajcie, ja może sobie zrobię przerwę, posłucham jakiejś muzyczki i się troszeczkę ogarnę w głowie z tym tematem. Właśnie chciałem o tej całej dychotomii, bo nie wiem z tej strony jak to ugryźć. Może tak odwlekam tą muzyczkę, jak wszystko dzisiaj w ogóle odwlekam, bo ciężko to ugryźć z takiej normalnej, konserwatywnej strony. Nie jest to temat, który poddaje się takiej charakterystyce związanej ze współczesną psychiatrią, ze współczesną psychologią, ze współczesną technologią. On w ogóle się absolutnie wymyka jakiejkolwiek oficjalnej wiedzy naukowej.
Dobrym przykładem jest tutaj kwestia samego snu. My nazywamy to drugim światem, ale to jest ciągle ten sam świat. My ciągle jesteśmy tą samą postacią, która się budzi każdego dnia rankiem albo o dowolnej porze wtedy, kiedy się budzimy po tym śnie i funkcjonujemy dalej w tym ciele. Czyli wracamy, wyskakujemy, wracamy, wyskakujemy, nawet nie za bardzo wyskakujemy, bo właściwie w tym ciele ciągle jesteśmy. To jest nasza taka baza podróżnicza, tak można to chyba w skrócie nazwać. I nie ma tu miejsca na żaden dualizm. I było masę eksperymentów robionych na ten temat. Pierwszy taki główny eksperyment polegał na tym, że stwierdzono, że skoro człowiek jest taką strukturą czysto chemiczną, organiczną, biologiczną i nie ma nic wspólnego z żadnymi tajemniczymi, ezoterycznymi mocami, którymi nauka się brzydzi, to wystarczy, że takiemu delikwentowi będzie podawało się odpowiednią strukturę, mieszaninę witamin, mieszaninę węglowodanów, protein, wszystkiego, co jest potrzebne do życia i wszystkiego, co jest potrzebne organizmowi, żeby mógł funkcjonować. I podając mu tą mieszankę, pozbawi się go snu. Teoretycznie powinno być idealnie.
Człowiek powinien stać się bardzo efektywny, taki bardzo wydajny, jak to się mówi produktywny, a z drugiej strony nie powinien odczuwać żadnego braku snu, ponieważ w organizmie teoretycznie wszystkie te substancje zostają uzupełnione od strony chemicznej. No i co się okazuje? Nie ma takiej opcji. Nie ma opcji, żeby człowiek nie zwariował, kiedy nie śpi. Tak jakoś się zrobiło podczas tych badań naukowych, że przeciąganie tej magicznej bariery snu powoduje tylko i wyłącznie, że człowiek gubi zmysły. Gorzej, jeżeli człowiek nie śpi przez odpowiednią ilość czasu, to po prostu umiera. Chodzi tylko o sen. Nie chodzi ani o wodę, ani o jedzenie. Żadne te magiczne dodatkowe składniki do naszego życia. Po prostu zwyczajny, zwykły ludzki sen, którego brak okazuje się śmiertelny dla każdego z nas.
No i jak tu teraz postawić granicę pomiędzy jednym światem a drugim? Gdzie jest miejsce na coś takiego jak: to jest jeden świat, a to jest drugi. Nie ma czegoś takiego. Nauka udowadnia: jest to jeden i ten sam świat organiczny, biologiczny, współpracujący ze sobą nieustannie, każdego dnia, w każdej minucie i każdej sekundzie. I to się nigdy nie zmieni tak długo, jak chodzimy obiema stopami na tej planecie albo w jakikolwiek sposób, w jaki lubimy chodzić po tej planecie. To się absolutnie nigdy nie zmieni. Nie ma takiej opcji, żebyśmy mogli traktować pewne sprawy na zasadzie bieguna, że to jest gdzieś tam daleko, to już nie jesteśmy my. To są nasze sny, które są czymś innym, a to jesteśmy my. Oczywiście kwestia definicji snów i tego, czym one są, co się nam śni, to już jest zupełnie na para kaloszy i w ogóle nie chcę się w to wbijać. Troszkę o tym rozmawiałem tydzień temu z Tomkiem.
Tak czy siak temat snów nadchodzi jeszcze raz do hiperprzestrzeni. Jak zwykle co roku, bo jest to temat, który minimum raz w roku się pojawia. Wracając do sedna sprawy, nauka jasno i wyraźnie pokazuje, że w naszym organizmie nie ma czegoś takiego jak działanie na kontrę, działanie na opozycję, że jest jedna rzecz, którą możemy zignorować i w tym momencie druga rzecz działa. Były takie pomysły, że z tego powodu, że jest paraliż senny, to znaczy, że nas tam nie ma albo że tylko jesteśmy w połowie, albo coś w tym stylu i nie można tego wliczać do normalnej rzeczywistości. Taki szalony pomysł, że jak nam się coś dzieje poza materią, to już z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Jakby zabrakło tego składnika, który mówi o procesie, że rzeczy się zaczynają, dzieją, przeplatają ze sobą i pewnego dnia dochodzą do wspólnego mianownika. My ten mianownik wycięliśmy. Sprzedajemy te wszystkie fantastyczne reklamy. Sprzedajemy te wszystkie fantastyczne pomysły na życie za pomocą gazet, za pomocą nas samych, za pomocą wydzwaniania, rozmawiania i zajmowania się sprawami, którymi się zajmujemy. Tworzymy taką, a nie inną rzeczywistość i automatycznie polaryzujemy tą rzeczywistość, tworząc kompletnie sztuczne bieguny za i przeciw.
Jest to myślę związane z kwestią naszej rozrywki poniekąd, że nie byłoby zbyt dużej rozrywki, gdybyśmy nie mieli takiej ostrej sytuacji, gdzie ktoś się rozpędził z lewej strony, ktoś się rozpędził z prawej i stuknęli się po środku w bardzo widowiskowy sposób i nas to akurat rozbawiło. Jakoś tak się porobiło, że rozbiegamy się z lewej, rozbiegamy się z prawej, zderzamy się ze sobą w środku i nic z tego pozytywnego nie ma. Ale cały czas twierdzimy, że ta rzeczywistość taka jest, że na tym polega cała ta zasada i tak ją właściwie konstruujemy. Bo może nie jest to kwestia tego, co mówimy, w co wierzymy, bo też do końca tak nie jest. Myślę, że bardzo wielu ludzi zapytanych o to, czy czują, że życie jest procesem, czy też życie procesem nie jest, automatycznie odpowiedziało by, że tak, życie jest procesem i jest to oczywista sprawa. Natomiast nie realizujemy tego zbyt często w swoim własnym życiu. Tak mi się coś wydaje. Inna sprawa, że patrząc na swoje życie i na swoje procesy w życiu i systematykę pewnych procesów, widzę po sobie, że wiele razy nie robiłem kilku spraw systematycznie i konsekwencje tych spraw gdzieś tam, w jakimś tam momencie wróciły do mnie. Ale to udowadnia po raz kolejny, że wszystko jest procesem. Nie była to żadna sytuacja z gatunku opozycja albo przeciwstawna sytuacja plus minus biegunowość.
Nic z tych rzeczy. Okazuje się, że ten moment, który nazywamy czasami minusem albo czasami plusem, jest tylko wychyleniem się, odrobiną sytuacji, w której funkcjonujemy. Nie jest niczym więcej. Za chwilę ta sytuacja się zmieni. Właściwie już się zmieniła. Już jesteśmy w innej sytuacji, już jesteśmy w innym świecie, już jesteśmy w innym życiu. I to jest proces. I ten proces jest wszędzie obserwowany, począwszy od chemii, począwszy od fizyki, a skończywszy na alchemicznych rozważaniach. Wszędzie ten proces funkcjonuje, wszędzie jest dostrzegany, akceptowany. To jest taki fenomen z tym procesem, że my go nie zauważamy albo nie chcemy go zauważyć.
Dla nas ten proces nie istnieje. Dla nas istnieje bardziej załatwiona sprawa. Sprawa, którą się zamyka. Gotowe. Kolejna sprawa. Gotowe. Kolejna sprawa. Gotowe. Ciekawy pomysł. Tylko że w tym pomyśle na załatwianie spraw automatycznie zawsze pojawia się w jakiś sposób polaryzacja.
Bo jest sprawa z jednej strony i sprawa z drugiej. Można zamknąć albo nie zamknąć. Jest wiele opcji. I tu się pojawia ta szalona dychotomia. To rozdwojenie osobowości, które nam nieustannie towarzyszy, przynajmniej w tej cywilizacji, w której funkcjonujemy. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali. A ja mam na imię Tomek. Audycja jest retransmitowana w Radiu Paranormalium, a wy śmiało możecie zadzwonić i podzielić się swoją refleksją. Adres na Skypie to oczywiście radionafali.com. Jakbyście mieli odwagę, chęci albo własne refleksje na ten temat.
Ja dzisiaj o takich swoich własnych refleksjach z ostatnich iluminacji, które gdzieś tam mnie dorwały tą jesienią na temat tego dualizmu nieustannie katowanego przez naszą cywilizację. Ciągle podaję te przykłady, ale chyba czas najwyższy, żebym zmierzył do celu, bo dzisiaj strasznie topornie zmierzam do celu. Ale to przez to, że mam taki miły reset w swojej głowie ze sobą. To chyba dlatego. Strasznie miło jest się zatrzymać. Właśnie tak. Ale radio nie znosi takich momentów. Także wracam już na temat, moi drodzy. Wracam na temat, bo dzisiaj naprawdę jestem wstrząśnięty, nie zmieszany. W bardzo angielski sposób.
Wracając do tego dualizmu, cała ta historia wygląda dosyć komicznie, przynajmniej patrząc z takiej perspektywy człowieka, który się wysadzi z tego szaleństwa. Przynajmniej z mojej perspektywy tak to bym odebrał. Przynajmniej na jakiś czas albo do pewnego stopnia, bo rzeczywiście mieszkam w dużym mieście, także jestem tak czy siak, czy chcę, czy nie, związany z szaleństwem świata dookoła. Także od tego nie ucieknę, nawet nie mam zamiaru od tego gdziekolwiek uciekać, bo jest to część rzeczywistości, która mnie otacza. I nawet lubię tą rzeczywistość, także nie mam z nią specjalnego problemu. Niemniej cała ta historia z kwestią edukowania nas samych siebie jest dosyć zabawna, bym powiedział. To jest taki dowcip, który sobie nieustannie robimy. To jest jeden z takich złotych strzałów w kolano codziennie rano, żebyśmy przypadkiem nie poczuli się zbyt dobrze przez resztę część dnia. Taka niespodzianka, którą sobie serwujemy codziennie albo czasami co jakiś czas. Zależy co kto lubi.
Ja staram się generalnie unikać serwowania sobie jakiejkolwiek niespodzianki w tym stylu. Niespodzianka polega na tym, że pewnego dnia wstajemy, czytamy jakieś ogłoszenia, czytamy jakieś informacje, cokolwiek robimy. Przychodzi do nas po prostu informacja, która mówi o tym, że: hej, człowieku, nie musisz już teraz myśleć dwubiegunowo. Teraz czas najwyższy, żebyś się, że tak powiem, stalił, że wszystko jest jednością. Jest z tym troszkę problem, bo właściwie ta cywilizacja, w której żyjemy, nie oferuje nam żadnej opcji na to, żebyśmy tak spokojnie mogli skontemplować to poczucie jedności. To jest pierwsza rzecz. Nie ma za bardzo gdzie tego zrobić. Możemy wziąć gazetę do ręki i tam zobaczyć to, co będzie próbowało skontemplować nasze życie. Podejrzewam, że efekt będzie bardzo mierny. Możemy też, jak niektórzy dżentelmeni i niektóre damy wymuszać na świecie swoje ciśnienie, swoje odkrycia i swoje prawdy w sposób bardzo intensywny, wręcz destrukcyjny, tak żeby zdefiniować tą rzeczywistość podług nas samych.
Właściwie do tego się to sprowadza, że stwierdzamy, że coś jest sukcesem, stoi w opozycji do jakiejś tam sprawy, to redefiniujemy tą rzeczywistość na nasz sukces. Także od tego momentu to, co my wskażemy palcem jest sukcesem, a to drugie już sukcesem nie jest. Pojawiają się takie opcje, że: hej, przestań myśleć dwubiegunowo, człowieku, stań się w jedność. Ale gdzie? Pytanie jest gdzie? Oczywiście znam odpowiedź. Odpowiedzią są substancje psychoaktywne. Odpowiedzią są rozmowy z ludźmi. Odpowiedzią są właściwie takie świadome kontakty ze swoim własnym światem snu. Wiele różnych rzeczy.
Na co dzień w naszej normalnej cywilizacji jesteśmy od tego odcięci i to jest taka rzecz zarezerwowana trochę gdzieś na szarym końcu, w tych wszystkich newsach, w tych wszystkich ogólnych informacjach, które gdzieś tam się dookoła nas przewalają. Jak już się skończy poradnik dla kucharki domowej, jak ugotować smaczną zupę, gdzie pójść do restauracji, jaka drużyna wygrała mecz, to już następnej strony w gazecie nie ma. I to jest chyba ta brakująca strona, która by się nam chyba wszystkim bardzo mocno przydała, gdybyśmy chcieli zredefiniować troszeczkę swoją rzeczywistość i znaleźć to miejsce, gdzie po prostu jesteśmy sobą od początku do końca, gdzie nie ma tej nieustannej batalii o tym, że ktoś coś wykręca w którąś stronę i musi spolaryzować tą rzeczywistość, bo jak jej nie spolaryzuje, to nie będzie wtedy bohaterów i nie będzie przegranych, bo cała zabawa właściwie dotyczy tej nieustannej gry zwycięzców i przegranych. Przynajmniej tak wygląda to z mojej perspektywy. Ta gazeta codziennie rano dostarczana do metra, do pociągu, do autobusu, do wszystkich tych instytucji służy tylko po to, żebyśmy mieli taki bardzo jasny, klarowny obraz zwycięzcy, tudzież przegranego, żebyśmy mogli sobie zdefiniować naszą rzeczywistość, stwierdzić, że ten kierunek jest właściwy, a ten kierunek nigdy nie będzie właściwy, a ten kierunek jest dyskusyjny. Także nad nim pomyślimy trochę. Nie będziemy nic robili, ale pozastawiamy się troszkę na tym. Niemniej ciągle tam nam kolebie oczywiście ta kwestia snu w głowie, kwestie wizji, kwestie drobnych iluminacji, mniej lub bardziej drobnych. Zależy u kogo, kiedy, co i gdzie. Ale generalnie na to po prostu nie ma miejsca.
Natomiast na robienie deali, na robienie wszystkich pozostałych rzeczy mamy bardzo dużo miejsca. Właściwie cała przestrzeń, którą stworzyliśmy, stworzyliśmy po to, żeby w tej przestrzeni odgrywać jakąś rolę. Odgrywać rolę z lewej albo z prawej, albo tego, który właśnie się zastanawia pośrodku, albo jakoś tak. Natomiast nie ma połączenia tych wszystkich rzeczy. Jest to świetnie widoczne w nauce, o czym właśnie akurat tak się złożyło, z Tomkiem Grubą też gadaliśmy jakiś czas temu, też w hiperprzestrzeni. To akurat temat, który ostatnio w moim domu zagościł na ostatni tydzień i te rozmowy pojawiały się bardzo często. Jak to jest od tej strony technologicznej i od strony umysłowej, że my właściwie jesteśmy jedną istotą od początku do końca, razem ze swoimi wizjami, snami i całym tym bagażem doświadczeń. Natomiast wszystkie urządzenia techniczne, które konstruujemy, konstruujemy w zupełnie drugą stronę. Konstruujemy właściwie takie bardzo mało holistyczne urządzenia. Co znaczy holistyczne urządzenie?
Bo tak troszkę strzeliłem grzywką w parapet. Holistyczne znaczy takie urządzenie, które emanuje na zewnątrz, gdzie cała reakcja nie jest zamknięta w jednej fiolce i to się wszystko nie dzieje w jednej fiolce i my nie kontrolujemy tego procesu jak z silnikiem odrzutowym, że tam wybucha kawałek benzyny, coś się spala, eksploduje, a my otwieramy kurek albo bardziej, albo go przymykamy troszeczkę, zmniejszając ciąg tego płomyka. Tak jak z palnikami w kuchence gazowej. Nasza cywilizacja właśnie w ten sposób funkcjonuje, że właściwie bardziej przykręcamy ten kurek, niż zastanawiamy się, skąd się w ogóle wziął ogień i może po prostu powinniśmy zostawić ten ogień gdzieś tam płonący nieustannie. Oczywiście była już taka idea, żeby ten ogień płonął nieustannie. To była idea religii, która się nazywa zaratustrianizm, która zresztą funkcjonuje do dzisiaj. Jest to taka religia, z której się wywodzi część chrześcijaństwa. Właściwie tak w połowie można śmiało powiedzieć. Druga połowa pochodzi gdzieś tam z Egiptu. Ale ja tu nie o tym.
Tam była taka instytucja jak święty ogień. Ten święty ogień na jakiejś tam górze, na której zresztą pali się do dziś. Jest to jakieś złoże gazu, które tam parkuje na dole. Ktoś kiedyś zapalił ten ogień i ten płomień się pali, reprezentuje boga, bóstwa i wszystkie te historie, które są niezmienne na naszej planecie. My z czasem nawet ten obrazek sprofanowaliśmy i to stało się jednym jedynym bogiem, a nie procesem, który to reprezentuje. Nie budujemy maszyn, które reprezentują procesy, tylko budujemy maszyny, które mają konkretny cel do wykonania. To jest bardzo zasadnicza różnica. Myślę, że jest to jedna z takich genialnych różnic, związana też z tematem, który przemyka w Radiu Na Fali i chociażby w syntezie, tematem wolnej energii. Że budujemy zupełnie od drugiej strony. Budujemy urządzenie na wzór cywilizacji, którą tworzymy.
To jest ta nieustanna prawda, że tworzymy najlepszą ilustrację naszych czasów sami z siebie. Sami się programujemy, sami jesteśmy najlepszym obrazem tego, co się dzieje dookoła. Nie musimy wcale nikogo czekać, nie musimy czytać mądrych książek. Wystarczy, że się rozejrzymy dookoła. Jeżeli się rozejrzymy na ową technologię, to mamy taki sam przykład jak z nami samymi, gdzie mamy nas samych jako normalne, żywe istoty, a z drugiej strony próbujemy wyrywać jakiś konstrukt rzeczywistości, w której czy chcemy, czy nie, ktoś jest przegrany, ktoś jest wygrany, ktoś jest gdzieś w drodze, ale nie ma miejsca na zbyt wiele kombinacji. Kombinacja jest dosyć prosta: albo wygrywasz, albo przegrywasz. Natomiast nikt z nas za bardzo nie czuje się graczem. Przynajmniej w momencie, kiedy ściąga buty, skarpety, kładzie się do łóżka i zaczyna spać. Nikt z nas nie czuje się bohaterem, wchodząc pod prysznic czy do wanny. Wszystkie tego typu historie.
Czyli generalnie cokolwiek robimy, widać jasno i wyraźnie w naszym życiu, że wszystko jest procesem, że nie ma czegoś jak taki pojedynczy statement, takie ogłoszenie, że: „Hej, tu i teraz”, niczym Amerykanie, którzy przylecieli na kosmos, wbili tam flagę, powiedzieli: „Okej, teraz Amerykanie są już na Księżycu”. Czegoś takiego w naszym życiu nie ma. To jest proces. Wszystkie rzeczy się dzieją, ponieważ kiedyś, lata temu zaczęliśmy ten proces. Wydarzyły się pewne sytuacje, które doprowadziły nas do tego momentu tutaj i następnie te sytuacje, które są tutaj, doprowadzą nas do pewnego momentu w przyszłości. I tu się włącza nasza własna odpowiedzialność za to, jaką byśmy chcieli mieć przyszłość w tym całym zamieszaniu. Czy naprawdę warto układać część życia w ten sposób, żeby mieć takie zabezpieczenie z tą rzeczywistością, trzymać ciągle twardo ten parapet i odgrywać tą rolę w tym przedstawieniu, które sobie sami wymyślamy? Bo świat w dzisiejszych czasach jest bardzo plastyczny i razem z tymi plastycznymi mediami, które właściwie są już na tyle plastyczne, że każdy może sobie je ulepić, każdy z nas może zbudować obrazek własnego świata. I jest pytanie: jaki obrazek świata zaczęliśmy budować z tym wszystkim? Część z nas zaczęła budować bardzo indywidualny obrazek świata, which is good, czyli jest to zdrowe, odpowiednie i właściwe.
Jest taka szczera relacja z całym światem dookoła, ze wszystkimi ludźmi, z którymi się chcemy podzielić lub nie informacją o tym, co nam siedzi w głowie. A z drugiej strony mamy takie zjawiska, które czy chcemy, czy nie, jest to kolejny etap wyścigu szczurów, tylko że troszeczkę bardziej zawoalowany. Trochę lepsza kurtyna to zasłania, tak że tych szczurów już tam nie widać. Za bardzo nie widać nawet, że się śpieszą. Widać, że są fajnymi ludźmi, widać, że wszystko jest okej, ale brakuje tam takiego połączenia. I zaczęły się robić takie esencjonalne pogadanki w wielu miejscach w internecie, jakby tu się scalić jeszcze raz, jakby tu to zrobić od początku do końca. Koncepcje są różne. Tak jak wspominałem, są standardowe rozwiązania, takie, których nikt nie jest w stanie zignorować. Takie rozwiązania, które orają naszym ego i orają naszą percepcję od tego, że wydaje nam się, że nasza lewa noga myśli co innego od prawej ręki i że jesteśmy zamieszkani przez 389 różnych istot i każda ciągnie w swoją własną stronę. Są takie twarde substancje zwane chociażby psylocybiną, zwane chociażby ayahuasca.
Słuchajcie, wszystkie rzeczy, które są neurotransmiterami, o czym tu często w Hiperprzestrzeni mówię, tak że dzisiaj będę was oszczędzał troszeczkę. Ale generalnie mamy rozwiązania, ale nie chcemy skorzystać z tych rozwiązań, ponieważ one oznaczają, cokolwiek byśmy nie mówili, koniec tej gry, koniec tej fantastycznej gry, w której ktoś może wygrać, a ktoś może przegrać. Po prostu ta gra już w tym momencie nie istnieje. I gubi się sens tej porannej gazety, bo właściwie kiedy wstajemy w takim idealnym świecie, może nie idealnym, po prostu lepszym świecie do załatwienia jakiejś sprawy, musimy gdzieś ruszyć. Towarzyszy nam z reguły jakaś gazeta, jakaś informacja. Pierwsze co, to zaczynamy dzień od złapania, po angielsku się mówi „grip”, czyli uchwytu z rzeczywistością, co się wydarzyło dzisiaj, tak żebyśmy zawsze byli zorientowani, że jeżeli ktoś się zapyta nas i nie akurat o godzinę, tylko zapyta się, co słychać na świecie, to my szybko powiemy: „A wiesz co? W gazecie czytałem, że...”. I tak to wygląda. Teraz wyobraźmy sobie, że odkładamy wszystkie te rzeczy, odkładamy te gazety. Ja to robiłem eksperyment ze swoim dobrym przyjacielem, bo na początku mieliśmy taką jazdę, że oczywiście zabawna historia, żeby wziąć tą gazetę ze sobą, sprawdzić, co w tej gazecie piszą, co właściwie jest napisane w tej gazecie i w ogóle generalnie tak troszeczkę podilować tą rzeczywistość, tak zwaną mainstreamową, popową rzeczywistość.
I pewnego dnia stwierdziliśmy: „Okej, dobra, to już po raz chyba trzeci czy czwarty dzień, biorąc gazety, mamy dokładnie te same newsy, więc może zróbmy eksperyment. Po prostu nie bierzmy gazety”. I pewnego dnia po prostu nie wzięliśmy żadnej gazety z tego metra ani do metra, ani do pociągu, ani nigdzie. Nie wzięliśmy żadnej gazety. I okazało się, że jest tak samo fajnie, nie ma z tym żadnego problemu i chyba nawet nieźle się zrelaksowaliśmy. Po prostu tak bez ciśnienia przejechaliśmy się na przejażdżkę po Londynie odwiedzić kilka miejsc. Oczywiście ludzie po drodze czytali gazety Czytali masy tych gazet. Ciężko było uciec wzrokiem od tych wszystkich tytułów, które atakują i mówią, że coś tam się dzieje, że coś jest bardzo ważnego, że coś wymaga pilnie naszej uwagi. Żadna sprawa, jak się okazało, nie wymagała naszej uwagi. Po tygodniu nic się na świecie takiego nie wydarzyło.
Wszystkie te wydarzenia są chyba z góry zaplanowane przez kogoś, tak że tak czy siak nie dotyczą ani mnie, ani ciebie, droga słuchaczko, ani ciebie, drogi słuchaczu. To jakaś gra, która się odbywa poza nami. Przynajmniej taka jest moja percepcja. Tak czy siak uczestniczymy w tej szalonej percepcji. Teraz sobie wyobraźmy, jak by wyglądał świat bez tego. Bez tych gazet, bez tych modulowanych zachowań, tresowanych zachowań, ale takich zachowań, które sami sobie wymyślamy. Ja nie mówię o takich zachowaniach, że ktoś nam każe coś zrobić, bo coś. To jest jedna strona tego medalu. Ale to, że w ogóle pojawiają się takie sytuacje, że my musimy coś zrobić, bierze się stąd, że wymyślamy sobie świat, w którym musimy coś zrobić. Jako że świat nie znosi pustki, to automatycznie taka sytuacja się pojawia i za pierwszym rogiem pojawia się ktoś, kto mówi: „Hej, musisz zrobić to tak”, a my mówimy: „Hej, no dobra, zrobię to tak”.
A wtedy koleś mówi: „Hej, to wszyscy razem gramy w jakąś grę wspólną, jesteśmy społeczeństwem” i tak dalej. Zaczyna się cała ta szalona wyprawa nie wiadomo dokąd, nie wiadomo po co, nie wiadomo dlaczego. Nikt do końca nie czuje się w tym szczęśliwy. Wszyscy bardziej czują się podłamani niż zadowoleni. Czasu za bardzo nie ma. Jedyny czas, jaki jest, to jest czas spędzony z czytaniem owych newsów, czytaniem owych gazet i próbą dostrojenia się do tej rzeczywistości. Fenomen tego wszystkiego, że to wszystko w ogóle działa, przynajmniej w moim mniemaniu, polega na tym, że poprzez te cudowne narzędzia, takie jak pożądanie tej materii, podążanie za tymi gazetami, podążanie za tymi newsami, za tą rozrywką powoduje, że automatycznie nas wyrywa ze świata duchowego. To chyba najlepsze słowo. Takiego świata, gdzie jest współczucie, gdzie jest jakaś normalna relacja z ludźmi. Kompletnie wyrywa.
Nie ma miejsca, bo albo robimy jedno, albo robimy drugie. W tym momencie pojawia się cała kwestia sprzedawania nam tej jedności jako takiego Świętego Graala, że za chwilę w tym samym oficjalnym systemie pojawi się jakaś nowa oficjalna metoda szkolenia, jakaś nowa prelekcja, pojawi się jakiś guru, pojawi się ktoś tam, kto wstanie i powie, że już nie jesteśmy podzieleni, rozdzieleni, że jesteśmy jednością. Jasna sprawa, jesteśmy jednością. To bardzo oczywiste. Jak się rodzimy, to się rodzimy od razu z pięcioma palcami u nóg i u rąk. Żadne z tych palców nie wyrastają nam po drodze w przeciągu następnych pięciu lat, tylko tak od razu jesteśmy i co najwyżej palce rosną większe, a nie mniejsze. Do tego się sprowadza cały ten proces, że od początku jesteśmy tacy, jacy byliśmy i właściwie jutro będziemy tacy sami, jacy jesteśmy dzisiaj i to się niespecjalnie zmieni. Nie ma tu żadnych szans. Natomiast całe to szaleństwo z tą zabawą w przegranych i wygranych polega na zmienianiu sobie ról. Tu już jest troszeczkę inaczej, bo tu już proces nie działa.
Nie ma takiej percepcji, że coś jest i jest cały czas. Jest dzisiaj tak samo, jak będzie jutro i jak było wczoraj. Nie, tu jest troszkę inna sprawa. Tu ciągle jest gra. Ktoś ciągle musi wygrać, ktoś ciągle musi przegrać. Kiedy odkładamy tą grę, to tak wiele rzeczy odpada z naszego życia. Tak wiele spraw znika, że ciężko tego nie zauważyć. Ja tak się zastanawiam, że gdybyśmy naprawdę chcieli w jakikolwiek sposób skonsolidować naszą rzeczywistość, na pewno byśmy zaczęli zdecydowanie od siebie tą całą konsolidację, ten cały proces i na pewno zacząłby się od tego, że nie powielalibyśmy wszystkich tych newsów, którymi jesteśmy atakowani zewsząd po to, żeby sprzedać kolejny produkt, żeby ten biznes się dalej kręcił. Myślę, że wszyscy doskonale wiemy, o co chodzi w tak zwanym mainstreamie informacyjnym. Przynajmniej to, co oficjalnie się nazywa informacjami.
Nie są to żadne informacje. Jest to taka rozrywka dla nas, żebyśmy poczuli się zaangażowani, żebyśmy poczuli, że ktoś właśnie przegrał, ktoś wygrał. Co by było, gdyby nie ta rozrywka? Gdyby nie ta rozrywka, która nas utwierdza w tym przekonaniu, że właśnie na tym to polega. Może gdyby nie ta rozrywka, może wszyscy byśmy załapali, że jutro obudzimy się dokładnie tacy sami, jacy jesteśmy dzisiaj. Co najwyżej możemy obudzić się lepsi, bo czemu nie? Każdego dnia człowiek, moim zdaniem, budzi się lepszy, bo każdego dnia jest bogatszy o doświadczenie z poprzedniego dnia, które jeżeli jest dobrze przeżyte, to zmienia każdego z nas. I to nie ma dwóch zdań na ten temat. Absolutnie. Jakby tu zmienić ten cały świat?
To proste chyba. Nie brać gazety do ręki, nie czytać newsów, o czym często mówię. To jest taka chyba normalna historia. Kolejna taka rzecz z tym związana, historia też, właściwie bardziej historie z tym związane, to te wszystkie dramaty i próba wkręcenia nas w dramat. To jest bardzo ciekawa rzecz. To jest coś, czym się zarażamy właściwie od bardzo wczesnego dzieciństwa. I tu jest właśnie chyba ten pies pogrzebany, że gdzieś tam z tym poczuciem winy, gdzieś z tymi wszystkimi rzeczami dookoła, przede wszystkim z syndromem wyścigu szczurów, gdzieś ciągle biegniemy, biegniemy, biegniemy. Właściwie nie zastanawiamy się za bardzo, dokąd biegniemy. Nikt z nas nie jest zawodowym biegaczem. Człowiek nie jest koniem z urodzenia, tak że naprawdę nie wygramy w zawodach ze zwierzętami, jeżeli chodzi o bieganie na prędkość.
Kolejna rzecz to kwestia materii. Z materią jest o tyle zabawnie, że wiemy już, jak ją robić i właściwie w dzisiejszych czasach wiemy, jak generować każdy rodzaj materii. Tak że gra, która opiera się na tym, że sprzedajemy sobie kawałki tej materii z jakichś tam powodów, jest już takim naprawdę szalonym abstraktem. I ta gra do nas wraca i się odbija. I powstaje właśnie ten fantastyczny dysonans związany z tym, że w sumie mamy świetnie, jest super, tak jak ten koleś, który w metrze zakłócał nam spokój, wrzeszcząc do tego telefonu, umawiając się na milion rzeczy i po prostu mówiąc każdemu, że właśnie zamknął jakiś gigantyczny deal na jakąś gigantyczną sumę pieniędzy czy coś w tym stylu. I on tak goni z tym wszystkim i my gonimy dokładnie jak ten koleś. I zastanawiamy się: zaraz, ale gdzie jest ta szczypta? Gdzie jest ta odrobina szczęśliwości, odrobina miłości, radości i tego wszystkiego pozytywnego, co powinno towarzyszyć tym wszystkim rzeczom? Jeżeli cała cywilizacja, którą zbudowaliśmy, jest zbudowana po to, żebyśmy mogli być coraz bardziej szczęśliwi, to gdzie podziało się całe nasze szczęście? Gdzie podziały się te wszystkie dobre, wolne chwile?
Gdzie podział się wolny czas? Gdzie podziało się to, że ludzie sami ze sobą robią swoje własne historie? Gdzie podział się czas na przeżycie własnego życia? Zniknął pomiędzy gazetami. Zniknął pomiędzy odgrywaniem ról w tą całą zabawę zwaną społeczeństwem. Dzięki tej zabawie można sprzedać teraz kolejną zabawę, która teraz się nazywa wracaniem do siebie. To jest nowy, taki biznesowy chyba trend, żeby konsolidować, żeby sprzedać wszystko jako: hej, dzięki temu produktowi uzyskasz zjednoczenie z kosmosem. Niedługo podejrzewam, pojawią się takie reklamy, bo każdy z nas czuje i to jest chyba normalne, instynktowne, naturalne dla tego gatunku, którym jesteśmy, że rzeczywistość nie składa się tylko i wyłącznie z zabawy wygranych i przegranych, że jest czymś zupełnie innym. Jest opowieścią o zupełnie innej mocy. Właściwie o zupełnie innych mocach, bym powiedział.
I punkt ciężkości ważnych spraw w naszym życiu leży zupełnie gdzie indziej. Można powiedzieć bardzo daleko od tego, o czym nam się mówi, gdzie ten punkt ciężkości się oficjalnie znajduje. Ten konflikt jest tak potężny, że właściwie ta gra też nie jest chyba taka przypadkowa do końca, bo ona wielu z nas pozwala tak zwyczajnie przetrwać ten kiepski moment, kiedy gra się kończy. Te wszystkie gazety tracą na aktualności. Jeszcze nie wyszła jutrzejsza gazeta i jeszcze nikt nie zrobił żadnego dealu i do nas nie zadzwonił ani nie powiedział o tym. Nie mamy jeszcze sukcesu naszej armii gdzieś w zamorskich krajach, która rozgromiła przeciwnika, którym się będziemy cieszyć. Nic z tego nie mamy i nagle musimy sobie znaleźć coś. A że życie nie znosi próżni, to pojawia się automatycznie refleksja. Refleksja jest brutalna, czasami mniej lub bardziej i weryfikująca tak dosyć ostro, bo wszystkie refleksje, które są związane z naszym życiem, są związane, czy chcemy, czy nie, z umieraniem i narodzeniem się ponownym albo z narodzinami i umieraniem w dowolną stronę. Zależy w co kto z nas wierzy.
To już jest taka indywidualna sprawa. Tu się pojawia ten właśnie zabawny proces, taki naturalny proces. I wobec śmierci wszystkie te sprawy, którymi się zajmujemy, wszystkie te artykuły gazetowe, wszystkie te deale do załatwienia, wszystkie te historie są właściwie niczym. Jest taki moment weryfikacji każdego dnia i tu się dzieją niesamowite rzeczy. To jest cała banda ludzi, która już jest teraz chyba nawet nazywana jakoś specjalnie przez psychologów. Ponoć ma to już swoją nazwę w psychologii. O, mam telefon. Że człowiek, który nie potrafi zasnąć bez oglądania telewizji. Halo, halo, witam serdecznie.
[01:04:30] - Tu stały słuchacz.
[01:04:31] - Witam serdecznie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:04:33] - Bardzo dobrze.
[01:04:35] - Doskonale. Zapraszam zatem do dyskusji. Słuchaj, czy wydaje ci się, że jesteś jednością? Czy życie jest procesem, czy to jest takie porozbijane na kawałki? Jak ci się wydaje z tym?
[01:04:50] - Czy jestem rozbity czy nie? Normalnie żyję. Czy to jest rozbite, czy nie rozbite? Ja tego nie odczuwam.
[01:05:02] - Słuchaj, czy widzisz jakąś różnicę w świecie funkcjonowania takiej cywilizacji? Często sięgasz po newsy, tego typu sprawy. Czy nie masz czasami dosyć stwierdzenia, że: hej, ale może to nie jest droga, może powinienem sam zrobić swojego własnego newsa?
[01:05:20] - Nie mam informacji takich, żebym mógł stworzyć własnego newsa. Musiałbym coś znaleźć, odkryć, ale niestety takich rzeczy nie odkryłem, żeby zrobić newsa, więc mogę tylko coś wygrzebać i przekazać dalej.
[01:05:40] - Może cały dowcip polega na tym, że takim najlepszym newsem są takie nasze własne, indywidualne, życiowe, drobne odkrycia.
[01:05:48] - Moim własnym newsem jest, że wreszcie uruchomiłem swoją małą elektrownię fotowoltaiczną.
[01:05:53] - Gratulacje, proszę pana.
[01:05:55] - Od tygodnia wisi na dachu. Było parę dni ładnych, słonecznych i chodziła cały dzień od 10:00, bo to połowa instalacji, do wieczora, bo tak jest ustawiony. Muszę na drugiej części dachu w przyszłym roku położyć dodatkowe trzy panele i wtedy będzie chodziła od wschodu do zachodu słońca.
[01:06:14] - Przyjemnie. Teraz kąpiel w tej podgrzewanej domową metodą wodzie.
[01:06:21] - Nie, kolektory to już mam. Mówię o prądzie.
[01:06:24] - To już zasilanie laptopa z tego. Wow!
[01:06:26] - Nie, to pół domu chodzi na tym.
[01:06:28] - To jeszcze lepiej.
[01:06:30] - 800 watów mam zamontowane i mam podłączone trzy pokoje, kuchnia, cała kotłownia. Wszystko jest podłączone do tego normalnie na tym gula.
[01:06:40] - Miło, proszę pana. Bardzo miło. I to jest dobry news.
[01:06:43] - Nie jest tylko podłączone oświetlenie, bo nie ma sensu, bo w dzień się świeca, w nocy nie świeci i nie podłączona jest pralka i zmywarka i piekarnik. Tam jest dużych mocy, bo na razie instalacja jest mała, więc nie uciągnie i te są podłączone normalnie do sieci, a reszta jest podpięta już do instalacji fotowoltaicznej.
[01:07:01] - To jest właśnie ten news. To jest taki news. Wyobraźmy sobie, że na przykład bierzemy gazetę do ręki albo jakiekolwiek takie sytuacje, gdzie ludzie teoretycznie z definicji powinni dzielić się informacją i sobie czytamy taką informację, że na przykład ty sobie założyłeś fotowoltaikę, która ci odpala już pół domu na prądzie. Ktoś jeszcze inny
[01:07:22] - Ja panu powiem, bo ja się dużo rzeczy nauczyłem z tego forum elektroda. Tam ludzie mają instalacje takie, że one by mogły napędzać ze trzy chałupy w lecie. Takie instalacje potężne ludzie mają pomontowane po 8, 10 kW, 20, jeden fotowoltaikę, a jeden ma 40 zamontowane.
[01:07:43] - Proszę bardzo, całkiem miło. Ale odstawmy może fotowoltaikę.
[01:07:48] - Jeszcze jedną rzecz, bo pan opowiadał o plazmowych żarówkach Tesli. I właśnie niedawno oglądałem program, gdzie te żarówki normalnie są stosowane do oświetlenia w pojazdach, tylko w ratrakach do oświetlania, jak ratrak w nocy jedzie, to są tam używane te żarówki Tesli, plazmowe, tylko w nowoczesnej konstrukcji.
[01:08:12] - Proszę bardzo. Nie wiedziałem, że w ratrakach, że Tesla wrócił na śniegu.
[01:08:16] - Właśnie dlatego, bo tam potrzeba bardzo dużo światła.
[01:08:21] - Takiego czystego po prostu.
[01:08:22] - Jasniejsze.
[01:08:23] - Tak.
[01:08:23] - I są właśnie te żarówki plazmowe. Tylko jest dodany też gaz szlachetny. Argon jest dodany, który jeszcze zwiększa wydajność tych żarówek i one świecą praktycznie jak światło słoneczne. Kierowca mówił, że po kilku godzinach pracy oczy bolą od światła i ma okulary przyciemnione, jak w nocy pracuje. Takie daje to światło. Nawet zdjęcia były pokazane. Normalnie to jest tak, jakbyś miał słońce nad sobą. Tak jasno, tak oświetlony jest teren z tych lamp.
[01:08:56] - Wow, nice. Czekamy teraz, aż te lampy wreszcie się pojawią troszkę bardziej w publicznej domenie.
[01:09:02] - Podobno w niektórych bardzo drogich samochodach są stosowane.
[01:09:08] - Ale w bardzo drogich. A tu chodzi o to, żeby było to normalnie, niekoniecznie tylko i wyłącznie dla elity. Także idźmy w tym kierunku.
[01:09:15] - Do domowych warunków się nie nadają, bo nie wytrzymałbyś przy tak jasnym oświetleniu w domu.
[01:09:21] - A może troszeczkę mniejsza żaróweczka?
[01:09:26] - Bo tam chodzi o to, żeby jak największa. To tylko taka ciekawostka. Prześlę panu trzy artykuły. W pierwszym artykule są zasoby ogólnie, jakie mamy zasoby paliw kopalnych i na końcu jest napisane, co może być alternatywą. Alternatywą może być zimna fuzja. Prace trwają intensywnie. Artykuł z „Manka” co by mogło być alternatywą dla paliw kopalnych. Drugi artykuł, który dokładnie szacuje zasoby ropy i gazu i trzeci artykuł, jest opisane, jak długo ludzkości przychodzenie z jednego nośnika, na przykład z drewna na węgiel, z drewna na ropę naftową, ile nam czasu zajmowało przejście z jednego nośnika, że on w skali kraju dużego czy kontynentu 40% zastępują energii. Bardzo ciekawy artykuł. I z tego artykułu wynika, że przechodzenie z jednego nośnika średnio trwa 40 lat, że on zastępuje na przykład jeden nośnik w 40%.
[01:10:30] - No ciekawe.
[01:10:31] - Od 20 do 30 lat trwa przejście z jednego nośnika na drugi.
[01:10:35] - A kto to powiedział?
[01:10:37] - Taki pan, on to badał. Od pięciu lat badał wszystkie zapiski historyczne, przechodząc z jednego nośnika na drugi. Oszacował, że tyle trwa zamiana jednego nośnika na drugi.
[01:10:52] - Szkoda, że ten pan nie oszacował, dlaczego pewne nośniki zostały tak specjalnie spowolnione i dlaczego tyle trwało.
[01:10:58] - Nie, chodzi o przejścia na przykład z drewna XIX-wiecznego na węgiel. To chodzi o tempo zamiany nośnika, że on nie jest ukrywany. Mi chodzi tylko w tym artykule o to, że ogólnie dostępny nośnik zastępuje jedno źródło na drugie. Chodzi o czas.
[01:11:18] - My jesteśmy w tej sytuacji, że sprawy, o których mówimy, z których powinniśmy korzystać, wydarzyły się 100 lat temu, a my dalej korzystamy z głupoty.
[01:11:28] - Ukrywane, ale mówię o tempie, jakby było ogólnie. Teoretycznie ogłaszają w internecie, we wszystkich mediach: opracowaliśmy jakąś technologię pozyskiwania energii, jest ogólnie dostępna, wszystko jest opracowane, wrzucamy to na rynek i budujcie te urządzenia. Wszystkim są plany dostępne dla wszystkich. Ile czasu zajmie zastąpienie na przykład jednego nośnika drugim? O to chodzi. Czyli od jutra jest wszystko dostępne i ile czasu zajmie nam zamiana jednego, na przykład węgla na ten nowy nośnik? Ile czasu zajmie przestawienie gospodarki na ten nowy nośnik? O to chodzi. Ile tempo trwało, przechodząc z jednego nośnika na drugi.
[01:12:14] - Dla mnie to brzmi jak taka troszkę statystyczna teoria, troszkę dopasowana do tezy autora, ale wiesz co?
[01:12:23] - Są liczby.
[01:12:25] - Ze statystyką jest ten problem, że profesor statystyki utopił się w statystycznie płytkim jeziorze. Rozumiesz, że statystyka jest taką nauką science fiction.
[01:12:34] - Ile według pana by zajęło przestawienie 40%? Od jutra technologia zimnej fuzji, podane wszystko do świadomości, wszystkie urządzenia od jutra byłyby już gotowe do masowej produkcji.
[01:12:52] - Najszybciej.
[01:12:53] - Ogłoszone. Ile by według pana zajęło przestawienie energii?
[01:12:56] - Najszybciej jak to tylko możliwe. Jest tylko jeden-
[01:13:01] - Ile według pana zajęłoby przestawienie energetyki na przykład w Europie?
[01:13:06] - Jak sobie policzymy na przykład, ile pieniędzy zużywamy na wojny.
[01:13:11] - Ale mnie nie chodzi o pieniądze, tylko o czas wybudowania fizycznie nowej infrastruktury.
[01:13:17] - Wybudowanie-
[01:13:18] - Czy pracujemy na trzy zmiany na złamanie karku, czyli budujemy to w szalonym tempie na trzy zmiany, czy robimy to drogą ewolucyjną? Czyli powolutku, wolno.
[01:13:31] - Tu nie ma akurat, stały słuchaczu, z tą zimną fuzją nic specjalnego do odkrywania. Cała dokumentacja jest otwarta, wszystko jest jasne. Nie ma tu żadnych specjalnych tajemnic. Wiadomo, że trzeba stworzyć specjalne warunki. Jak napiszesz do pana Rossiego, to sam ci wyśle maila, jak to zrobić i jeszcze jak mu powiesz, że na webcamie możesz z nim porozmawiać, żeby ci pomógł, bo coś ci nie działa, to on ci bardzo chętnie pomoże. Nie ma z tym problemu, bo technologia już jest. Pytanie powinno brzmieć nie ile czasu zajmuje, tylko dlaczego ktoś nieustannie zatrzymuje te technologie. Rozumiesz?
[01:14:04] - Inna sprawa.
[01:14:06] - To jest elementarna sprawa.
[01:14:07] - Jakby nikt nie zatrzymywał tej technologii.
[01:14:09] - Jakby nikt nie zatrzymywał, może być tak, że w rok czasu jesteśmy już w zupełnie innym miejscu.
[01:14:14] - Czyli według pana w rok czasu energetyka przestawiłaby się na nowy źródło energii?
[01:14:24] - To wystarczyłoby.
[01:14:25] - W rok czasu 80% elektrowni zastąpiono nowymi jednostkami.
[01:14:33] - Jest to możliwe, absolutnie.
[01:14:35] - To chyba by była budowa na trzy zmiany.
[01:14:37] - Jakoś wojny nie ma problemu.
[01:14:40] - Połowę kraju musiałabyś rzucić do budowy elektrowni, żeby-
[01:14:44] - Nie ma czegoś takiego, bo my ciągle myślimy kategoriami wielkiej elektrowni.
[01:14:49] - Ja myślę wielką elektrownią.
[01:14:51] - Poczekaj, ale ty nie możesz myśleć kategoriami wielkiej elektrowni, bo jak zobaczysz urządzenie do robienia owej zimnej fuzji, urządzenie mieści się w czymś wielkości wanny. I nie musisz budować elektrowni, która ma miliony hektarów betonu, tony betonu wylane, stali i tak dalej. Nie musisz tego robić.
[01:15:09] - Ale wiesz, ile to urządzenie ma mocy? Bo to Rossiego, jak było głośno, to te urządzenia miały po 20 kW i w kontenerze mieściło się ich 30 i miało moc jednego megawata. Ja mówię o gigawatach, a pan mówi o kilowatach.
[01:15:29] - Na początek przede wszystkim myślę, że rok wystarczyłby, żeby zmienić zaopatrzenie domowe, czyli to, co najważniejsze, czyli energia, z której my korzystamy, przestałaby być toksyczna. I prąd elektryczny do domu.
[01:15:41] - Urządzenie Rossiego generuje tylko ciepło, nie generuje prądu.
[01:15:46] - Ale są urządzenia do generowania prądu. Ja to chciałem zostawić na syntezę.
[01:15:50] - Dobra, to ja tylko wyślę te linki, żeby pan poczytał.
[01:15:57] - Chętnie.
[01:15:58] - Jeszcze jedną rzecz, to dla wszystkich słuchaczy, którzy są w Polsce i mają dostęp do Discovery Science. Od poniedziałku od 21:00 do 22:00 będzie cykl o kosmitach, nowe programy o kosmosie, o napędach nadświetlnych.
[01:16:14] - Szarlataneria z NASA.
[01:16:18] - Będą. Pan opowiadał też o fizyce, o grawitacji. To był cykl w środy.
[01:16:28] - Sam jestem ciekaw.
[01:16:30] - Było właśnie o teoriach grawitacji, co pan mówił. Fizycy się naprawdę tym zajmują, co pan mówił, że tym nie zajmuje, a są fizycy, którzy się tymi teoriami zajmują.
[01:16:45] - No chyba są skazani. Są skazani, bo jeżeli się tym nie zajmą, to cała ich fizyka umrze.
[01:16:51] - Nie, pierwsze wstępne badania były prowadzone sześć, siedem lat temu. Zaczęli się tym zajmować, a tak na poważnie, to z osiem lat temu.
[01:17:03] - Szkoda, że chłopaki czekali te sto lat, bo gdyby wrócili do kilku książek napisanych sto lat temu, to właściwie mają to wszystko dawno opisane. Nawet za bardzo nie trzeba nic wymyślać.
[01:17:13] - W przyszłym roku Ziemia się ustawi wobec centrum naszej galaktyki, czarnej dziury i wszystkie największe teleskopy zostaną wycelowane w pewnym dniu i będą robić jednocześnie zdjęcia. Każdy teleskop będzie jakby jednym okienkiem matrycy w aparacie cyfrowym i w sumie będzie to po prostu w bardzo wysokiej rozdzielczości. Będą zdjęcia robione centrum galaktyki i ciekawe rzeczy prawdopodobnie będą odkryte przez to, że się Ziemia idealnie ustawi wobec centrum galaktyki. Tam, gdzie jest ta gigantyczna czarna dziura prawdopodobnie.
[01:17:52] - No to z czarną dziurą.
[01:17:54] - Albo jest tam czarna dziura.
[01:17:57] - Wiesz, jak jest z czarną dziurą? To jest też taki dowcip nauki, że w Polsce być może jeszcze się operuje czarną dziurą. Na świecie się już odchodzi, ponieważ autor teorii czarnych dziur właśnie rok temu ją odwołał, ponieważ jest taki bullshit. Po prostu tam nic się nie zgadza. To jest taka bzdura jak teoria Einsteina.
[01:18:14] - Właśnie się w przyszłym roku okaże na 100%, co tam faktycznie w środku naszej galaktyki siedzi. Idealnie ustawi, żeby dokonać obserwacji bardzo wysokiej jakości.
[01:18:29] - Szkoda, że nie wiem, czy masz informację, czym będą to fotografowali, bo to jest bardzo istotne.
[01:18:32] - Nie, będą używać wszystkich największych teleskopów na Ziemi, bo się Ziemia ustawi idealnie z tej strony, gdzie są te teleskopy. Każdy będzie robił zdjęcie i te zdjęcie po prostu złoży razem i dzięki temu uzyska się bardzo wysoką rozdzielczość.
[01:18:46] - Tak, ale to nie jest zdjęcie optyczne.
[01:18:48] - Nie, to jest w pewnym zakresie widma po prostu. I radioteleskopy.
[01:18:54] - To są właśnie, tak jak powiedziałeś, tak zwane widma, pasm podczerwieni, widmo różnych spektrum. To nie ma nic wspólnego z pasmem widzialnym naszego światła, które my widzimy.
[01:19:05] - Wiem, podczerwieni. W tym, gdzie Ziemia się ustawi idealnie w stronę centrum galaktyki, będzie można dokonać bardzo dokładnych obserwacji.
[01:19:16] - To jest właśnie, stały słuchaczu, taki paradoks, że była kasa na to, żeby postawić te obserwatoria, które i tak, za przeproszeniem, gówno obserwują, bo to, co widzimy, jest obrazem z takiego pasma podczerwieni, że jakbyśmy zaczęli oglądać Ziemię w paśmie podczerwieni, to byśmy się więcej dowiedzieli o naszym życiu niż o kosmosie. To jest inna sprawa. Na to była kasa, natomiast ciągle jest problem z tym, żebyśmy mieli walizkę, na której chodzi cały prąd w domu. Taki mały unit wielkości skrzynki.
[01:19:44] - Astronomią człowiek się zajmował od czasów starożytnych.
[01:19:50] - Jasne, ale zajmował się jakimś celem, a teraz już nie ma celu.
[01:19:57] - Badanie kosmosu ciągnie ludzkość w tę stronę. Coś w nas siedzi, że tam patrzymy stale.
[01:20:06] - Jesteśmy zrobieni z kosmicznego pyłu, czy chcemy, czy nie.
[01:20:09] - Nas tam ciągnie, więc jeżeli jest okazja, żeby dokonać jakichś dokładnych odkryć, jak się Ziemia ustawi w interesujący i można dokonać odkryć, wykorzystując to, co mamy, to róbmy to. Może się jakichś ciekawych rzeczy dowiemy.
[01:20:26] - Może się dowiemy jakichś ciekawych rzeczy.
[01:20:28] - Trafiłem na kolejną informację, że astronomowie już planet nie liczą w milionach, tylko w miliardach. Szacunki dotyczące planet, a planet, gdzie prawdopodobnie może być życie na niskim poziomie, to już liczy się w milionach.
[01:20:46] - Tak. I teraz pytanie, zobacz, minęło kilka lat, wiemy, że planet są miliony. Czy coś się zmieniło w naszym życiu?
[01:20:52] - A czy ktoś znalazł jakiś-
[01:20:56] - To powinno mieć, przynajmniej z definicji cywilizacji. Po to robimy wszystkie te rzeczy, żebyśmy mieli fajniejsze, lepsze, zdrowsze życie. Jak się okazuje, cena za odkrycia jest ceną samobójstwa.
[01:21:10] - Astronomia nigdy nam nie dała bezpośrednio. To jest tylko ciekawość człowieka. Co tam jest dalej?
[01:21:21] - Nie do końca. Ja ci nie będę opowiadał, ale jest-
[01:21:24] - Po co człowiek w XIX płynął na biegun? Chciał się tam dostać. Były zawody między Amundsenem, ludzie tam ginęli. Chcieli zobaczyć, co tam jest. Tak samo jest z astronomią czy badaniem dna oceanu.
[01:21:41] - To prawda. Zgadzam się.
[01:21:43] - Chodzą ludzie do łodzi podwodnej, nurkują na osiem kilometrów. Co tam jest? To jest tylko to, gdzie można zginąć. Nas coś ciągnie w tym kierunku. Jakby człowiek miał możliwość teraz latania z prędkością nawet dwukrotnie większą niż światło, jakby mógł zbudować taki statek, to by znalazło się kilkanaście tysięcy śmiałków, którzy wsiedliby w taki statek i polecieli.
[01:22:18] - Na pewno by się znalazło kilku takich ludzi bez żadnych problemów.
[01:22:23] - Co tam jest fizycznie, żeby zmierzyć się i to zbadać, zobaczyć. Nas ciągnie, żeby coś odkrywać.
[01:22:30] - Ja myślę, że nas ciągnie do fizyczności, że to jest takie szaleństwo na punkcie materii. Nam po prostu odjechało już tak kompletnie w kosmos, że nie potrafimy się zatrzymać i zastanowić się nad prostymi procesami i zacząć od tego, żeby każdy z nas miał prąd, każdy z nas miał tyle, ile potrzebuje do funkcjonowania. Natomiast w świecie, gdzie panują nieustanne wojny, te same korporacje, które produkują te wojny, które sprzedają sprzęt i zarabiają na tym sprzęcie na wojnach-
[01:22:57] - Oczywiście, że zarabiają
[01:22:59] - ... wysyłają jakieś rakiety w kosmos i łodzie podwodne na dno oceanu. Przecież to jest jakiś bullshit, to jest jakiś chyba dowcip sytuacyjny. Ktoś naprawdę mocno upadł na głowę i tak chyba na dosyć twardą, granitową posadzkę i tak prosto czołem na płasko. Rozumiesz? Tego się nie da zrozumieć. To nie jest świat dla normalnych ludzi, bo teraz właśnie doprowadziliśmy do tego, że zrobiliśmy takie zawody, że kto więcej ludzi zamorduje po to, żeby wysłać swojego satelitę w kosmos. Rozumiesz? Tylko w ten sposób funkcjonujemy. Gdzie tu jest szczęście?
Gdzie tu jest esencja współczesnej cywilizacji? Gdzie tu jest rozwój, jakikolwiek rozwój? Ja tu jeszcze rozwoju nie widzę. Rozwój był 100 lat temu. Na razie jeszcze jest taki nieśmiały powrót, czy wrócić do tej starej fizyki, bo ta nowa po 100 latach okazała się nic niewarta. Czy jesteś cały, słuchaczu?
[01:24:00] - Jestem.
[01:24:01] - Ja mam takie dosyć, że tak powiem, z drugiej strony spojrzenie na tą sprawę. Absolutnie z drugiej strony, z dala od tego wyścigu.
[01:24:09] - Po prostu nie wiem, że ciągnie ludzi w takie rejony, nawet tam, gdzie nie ma nic do odkrycia. Po co ludzie się pchają na Mount Everest?
[01:24:22] - Nie wiem. Czytałem-
[01:24:23] - Płacą paręnaście tysięcy dolarów, żeby tam wleźć. Przecież to jest bez sensu.
[01:24:28] - Poznałem kilku takich.
[01:24:31] - Coś ludzi ciągnie, żeby coś zobaczyć na własne oczy.
[01:24:35] - Pierwsza rzecz, słuchaj.
[01:24:36] - Ciągnie, nie wiem dlaczego.
[01:24:37] - Pierwsza rzecz to doświadczenie. Myślę, że to naturalna rzecz, że zbieramy doświadczenia i że jesteśmy w nowym miejscu, to chcemy się nauczyć czegoś nowego. Jest taki naturalny odruch uczenia się czegoś nowego.
[01:24:48] - Coś ludzi ciągnie w takie dziwne rejony.
[01:24:51] - Tak, ale dzisiejsze wyprawy na Mount Everest to jest taka ściema. Helikopter cię zawozi.
[01:25:00] - Ale mówię, że dawniej, 100, 150 lat temu, w takich rejonach, że tam ludzi ciągnęło.
[01:25:09] - Wtedy to gwiazdorami byli.
[01:25:11] - Ciągnęło ludzi. Takie oglądałem stary Film dokumentalny ze starymi zdjęciami. Facet nie miał pieniędzy, żebrał pieniądze, żeby się z minimalnym kosztem pchał. Kilku ludzi wziął ze sobą, część ludzi zginęła, żeby coś zobaczyć. Ale w jakim celu? Bo chciał to zobaczyć. Później się okazało, że był sławny, ale na początku jak wyruszał, to pięć osób go żegnało i tyle. Myśleli, że nie wróci.
[01:25:47] - Większość odkrywców była tak żegnana.
[01:25:52] - Dlaczego ludzi ciągnie w to odkrywanie tego typu rzeczy? Czy jakieś dziwne rozważania fizyków teoretyków. Głowa się zawraca, co wymyślają ci fizycy teoretycy, a potem inni fizycy głowią, żeby sprawdzić, czy to jest realne. Też to po prostu-
[01:26:18] - Jest to zabawne, bo siedzą ludzie, żaden nie zrobił eksperymentu, żaden nie chce zrobić eksperymentu.
[01:26:22] - Jest część fizyków teoretyków. Oni w myślach tworzą symulację, bo najpierw trzeba coś wymyślić. Teraz jest podział w fizyce na fizyków teoretyków i fizyków eksperymentatorów. Fizyk teoretyk robi eksperyment myślowy, potem na wzorach matematycznych, a fizyk eksperymentator robi eksperyment, który ma albo potwierdzić, albo zaprzeczyć tej teorii. Jest to podzielone. Jedni się zajmują wymyślaniem teorii fizycznych, a drudzy starają się potwierdzić lub ją zaprzeczyć, że ona jest nierealna.
[01:27:03] - Ta gra jest bardzo popularna od wielu lat, że jedni stają w opozycji do drugich. Kto będzie większym bohaterem?
[01:27:11] - Kto potwierdzi.
[01:27:13] - Tak, tylko posłuchaj, bo to jest ciągle-
[01:27:18] - W ustawieniu-
[01:27:19] - Stały Słuchaczu, poczekaj, bo to jest tak, że na przykład ta nauka chce coś potwierdzić, a ja wcale nie wymagam od kolesia, jakiegokolwiek kolesia, żeby mi coś potwierdzał. Niech on sobie sam potwierdza dla siebie, to jest wszystko okej. Jeżeli on lubi się potwierdzać, niech się chłopak potwierdza codziennie rano albo wieczorem, w południe.
[01:27:35] - Nie chciałby pan sprawić, że ktoś jakąś teorię sprawdzi, czy ona jest realna? Bo w myślach możemy wymyślić, co chcemy wymyślić.
[01:27:44] - Ja myślę, że to jest naturalna rzecz. Mnie na przykład dziwi współczesna fizyka i dziwi współczesny koncept nauki. Mój znajomy opowiadał mi, jak wygląda aktualnie studiowanie chemii. To jest pan z laboratorium, który studiował chemię, biologię i kilka innych takich rzeczy tu w Anglii. Mówi, że jest przerażony, bo te dzieciaki się uczą na modelu komputerowym. Tam nikt nie pracuje w laboratorium sensu stricto. Tam są modele komputerowe, na których się opracowuje rzeczy. I na czym polega ta nauka? Gdzie jest nauka? Nauka na badaniu modelu komputerowego, że ktoś napisał-
[01:28:16] - Studenci się tak bawią, jak mówię, nauką, ale też było tak w Polsce. Stworzył facet model cząsteczki na komputerze, ją przebadał wirtualnie, tak się robi zderzenia. Potem ją stworzył fizycznie i dzięki temu, że przetestował tą cząsteczkę na modelu komputerowym skrócił się czas do finalnego produktu. To było w medycynie, o dwa lata. Najpierw ją wymyślił, potem zrobił test wirtualny na komputerze, a potem stworzył ją w rzeczywistości i krócej mu to zajęło do finalnego produktu.
[01:29:04] - Jasne, tylko że dalej nikt nie skróci tych na przykład 40 pokoleń, które musiałyby zażywać tą substancję, żeby sprawdzić na przykład jak side effect, czyli ten skutek uboczny reaguje w kolejnym pokoleniu i wszystkie tego typu rzeczy. Kolejna rzecz to taka jak na przykład cząsteczka. Co to jest cząsteczka? Z czego składa się cząsteczka? Oczywiście każdy tutaj może powiedzieć, że z atomów. Okej, to z czego składa się atom?
[01:29:30] - Z protonów i neutronów.
[01:29:32] - Dobra, czym są protony i neutrony?
[01:29:36] - Ja nie jestem fizykiem.
[01:29:37] - Właśnie, ale nie przejmuj się Stały Słuchaczu. Absolutnie tutaj-
[01:29:44] - Ale to pan też nie wie, z czego się składa.
[01:29:47] - Żaden fizyk na świecie nie wie, z czego się to składa. Rozumiesz? Budowanie teoretycznego modelu cząsteczki, która się rozbija jest fajnym pomysłem. Myślę, że na pewno świetną zabawą.
[01:29:59] - Jeżeli jeden model potem w rzeczywistości wystarczająco dokładnie się sprawdza, to możemy go na razie użyć, jeżeli nam to przyspieszy badania. To nie ma problemu. Ale mi chodzi o to, żeby ten model, co stworzyliśmy, potem sprawdzić w rzeczywistości. Jeżeli nam to przyspieszy działania, ułatwi nam badania, to nie ma dla mnie problemu.
[01:30:30] - Ja jestem jeszcze trochę starej daty, gdzie jeden i ten sam człowiek pierw budował prototyp i nie zajmował się wymyślaniem ideologii, żeby dopasować teraz wszystkie elementy do tej swojej ideologii, tylko po prostu budował prototyp bez żadnego założenia. Nie miał tego syndromu, że jest fizyka teoretyczna i-
[01:30:47] - Dzisiaj jeżeli coś jest tak zaawansowane, że musiałbyś wybudować 300 prototypów, a dzięki obliczeniom i symulacjom może wystarczy zrobić pięć prototypów i to-
[01:31:03] - I know, man. Powiem ci szczerze nie wierzę, bo nie widzę tego w działającym świecie od 100 lat. Rozumiesz? Natomiast widzę masę wariatów, którzy twierdzą, że jest teoretyczna fizyka, fizyka eksperymentalna i tak dalej, ale nie wiem, czy oni w ogóle wiedzą, czym jest fizyka. To jest w ogóle pierwsze pytanie, bo żaden z nich nie wie, czym jest cząsteczka. Definicje mogą-
[01:31:26] - Wiele rzeczy było. Najpierw było, mówię o fizyce. Najpierw była to teoria na wzorach matematycznych.
[01:31:34] - Dasz mi skończyć?
[01:31:36] - Po pięciu, sześciu latach-
[01:31:37] - Dasz mi skończyć, słuchaczu? Słuchaj, cała teoria, o której mówisz, opiera się na trzech newtonowskich prawach, które właściwie zostały już rozbite, roztrzaskane z łoskotem ponad sto lat temu. Nikt nowych praw nie wymyślił, a nauka, jak ci moi współtowarzysze podróży w metrze, zajmuje się dokładnie czytaniem tego samego newsa przerabianego nieustannie na około po to, żeby bawić się w grę, którą symulują, wymyślanie czegoś. Symulują rozwój cywilizacji i wydaje im się, że były jakieś genialne kroki, bo udało im się spłaszczyć jakąś cząsteczkę do mniejszych rozmiarów. I tak nie wiedzą, czym jest cząsteczka i tak nie wiedzą, skąd to się bierze. Nie mają pojęcia, jaki będzie skutek działania na ludzki organizm. To, że sobie koleś przetrenował przez dwa lata, skrócił czas sprawdzania reakcji biochemicznych, to właściwie niczego nie sprawdził, bo nikt dalej nic nie wie. To jest cząsteczka, która działa biochemicznie i może nas zatruć na przykład albo i nie. I to wszystko, co wiemy. A są rozwiązania i nikt nie chce się nad nimi pochylać, bo rozwiązania nie mają konfliktowego charakteru.
Tego, że jest fizyka teoretyczna, fizyka eksperymentalna. To nie ma podziału na fizykę siaką czy owaką. Jest urządzenie, które działa i jest koncepcja, która tłumaczy, dlaczego to urządzenie działa. Nie ma nic więcej, nie ma żadnych wielkich słów, nie ma żadnych skomplikowanych urządzeń. Albo działa, albo nie.
[01:32:59] - O czym pan mówi?
[01:32:59] - O tym, jak to wyglądało sto lat temu, kiedy powstawały te urządzenia.
[01:33:03] - Ale w miarę proste. Nie były tak bardzo zaawansowane rzeczy. Jakbym wrócił w czasie i przesłał jakieś współczesne urządzenie zaawansowane, rezonans magnetyczny, czy byliby w stanie je odtworzyć? Jak wysłałbym im plany, wszystko, byliby je w stanie odtworzyć? Czy jakieś bardzo zaawansowane dzisiaj urządzenie byliby w stanie odtworzyć w tamtych czasach?
[01:33:31] - Nie mam pojęcia. Ale posłuchaj, stały słuchaczu.
[01:33:35] - Tak jak pan chciał 200 lat temu Dreamlinera i kazać najlepszej w tamtych czasach firmie lotniczej go odtworzyć.
[01:33:43] - Ale sprawa jest dosyć prosta. Mamy rozwiązania, mamy je od ponad stu lat i je mamy. One działają. Nie ma problemu.
[01:33:53] - A jak było pokazane w programie, są używane, tylko są udoskonalone. I pan mówi, że ich nie używa się, a się je normalnie używa.
[01:34:04] - Oficjalnie się nie używa.
[01:34:06] - Nieoficjalnie. Są zamontowane na urządzeniu, które normalnie obsługują, normalnie się go używa.
[01:34:11] - Nie wiem, bo to zaczyna się robić konfrontacyjne.
[01:34:15] - Pan mówi, że jakiegoś urządzenia się nie używa, a ja na przykład w jakimś filmie czy na jakiejś stronie jest to urządzenie pokazane i ta zasada działania jest w tym urządzeniu stosowana, tylko jest urządzenie zamknięte.
[01:34:27] - Już ci powiem, o co chodzi. Ale to jest hiperprzeseant. Nie chciałem za bardzo o tych technicznych rzeczach mówić, ale po prostu szybciutko ci powiem.
[01:34:36] - Urządzenie mówi, że jest utajnione.
[01:34:39] - Ale musiałbyś na chwilę zamilknąć i dać mi-
[01:34:41] - Widzę to urządzenie, zasady działania w tym urządzeniu widzę.
[01:34:45] - Musiałbyś na chwilę zamilknąć i dać mi dojść do słowa.
[01:34:48] - Dobra.
[01:34:49] - Okej. Więc lampa Tesli nie polega tylko i wyłącznie na tym, że ma pewien wkład w środku, że jest taką właściwie lampą katodową, tylko polega na sposobie montowania tej lampy i na metodzie, w jaki sposób pozyskuje tak zwaną energię do świecenia. I to jest takie rozwiązanie, którego do tej pory żaden z nas nie ma w domu. I to nie jest kłamstwo, tylko jest to prawda. To, że gdzieś ktoś zamontował żaróweczkę, która jest wkręcana w gwint w ratrakach na drugim końcu świata, to tego to nie wiedziałem. Chwalić ich za to, że wrócili do pomysłu Tesli, ale to dalej nie ma nic wspólnego z pierwotnym pomysłem Nikoli Tesli na to, żebyśmy mieli żarówki w systemie wireless zupełnie bez problemów w całym domu, żeby nie było na przykład instalacji elektrycznej do oświetlenia.
[01:35:37] - Ale to pan mówi o energii.
[01:35:42] - Jeżeli dasz mi skończyć, to ci wyjaśnię. System Tesli został zaprojektowany jako pełen system, łącznie z uchwytami na żarówki jako cały system, a nie tylko i wyłącznie jako mieszanka gazów. Właśnie to jest coś, o czym ja postuluję, że w jakiś dziwny sposób zapatrzyliśmy się na jeden biegun i nie zauważamy, że to jest proces, że to jest całość, bo ty się patrzysz na to: „Bo to tylko żarówka Tesli wkręcona do ratraka”. Nie, to jest tylko to, co wzięto z żarówki, cewki. Wzięto jeden element plus gazy w środku, a my dalej nie mamy do tego dostępu, bo ty dalej musisz używać kabla, żeby sobie zaświecić żarówkę. Dalej musisz tą lampkę podpiąć. Ja tak samo. No, ja już nie. Ja mam lampkę, której nie muszę podpiąć.
[01:36:23] - Pokazywali te żarówki Tesli, to tam on zamiast gwintu ma takie pręciki, co się wkłada.
[01:36:29] - Nie, ma haczyk, na którym się ją zawiesza po prostu. Także to troszeczkę inaczej. Ale wiesz co, man?
[01:36:38] - Rywalizacja była z Edisonem. On opatentował ten gwint i Tesla zamiast tego użył po prostu-
[01:36:47] - Żarówek bez gwinta. Skończyło się tak, że użył żarówek bez gwinta. Jednak były żarówki jeszcze bez pręcików w środku, z samym gazem.
[01:36:55] - Czyli były tylko dwie elektrody.
[01:36:59] - I odpowiednia mieszanka gazów.
[01:37:01] - To tak, to właśnie dokładnie jest tak, jak pan opisał. Tam jest zastosowana w ratrakach.
[01:37:09] - Bo to jest ta technologia, która pozwala-
[01:37:12] - Dwie elektrody i między tymi elektrodami wskakuje iskra i specjalny jest gaz, który zwiększa wydajność tej żarówki kilkanaście razy.
[01:37:21] - Ale to wiemy doskonale. To już nawet nie musimy powtarzać. Zasada jest prosta. Żarówka Tesli i w ogóle ten cały system oświetleniowy pozwala ominąć wszelkie kable i problemy wynikające z ich spotykania się w domu i przedłużacze i wszystkie tego typu sprawy. I to wszystko. Także to jest ogromna różnica.
[01:37:38] - W jaki sposób jest dostarczona do niej energia? Jest nadajnik Nadajnik musi być-
[01:37:42] - Ojejku, ale stały słuchaczu, ja tu w ogóle w hiperprzestrzeń. Ja tu chcę porozmawiać o troszeczkę innych sprawach, bo tu w ogóle wbiliśmy w techniczne rzeczy i to jeszcze tak półgębkiem, że-
[01:37:52] - Zakończenie dyskusji i się już... Ja chciałem tylko te linki wysłać i zawsze się taka dyskusja się z nami robi.
[01:38:01] - Bo to trzeba w całość, proszę pana, bo to trzeba w całość myśleć. Dokładnie.
[01:38:04] - Słuchaczy.
[01:38:06] - Dobra, to ja biorę te linki od ciebie. Rozłączam. Dzięki wielkie w ogóle za telefon.
[01:38:11] - Tak i przepraszam za długi monolog.
[01:38:13] - Nie ma problemu. Wszystko jest okej.
[01:38:15] - Bo ktoś narzekał, że po prostu za długi monolog.
[01:38:18] - Trudno. Ponarzeka. Tyle będzie miał z tego. Dobra, dzięki jeszcze raz za telefon.
[01:38:25] - Dobra, ja jeszcze mam jakąś prośbę, w którejś audycji Synteza zrobić co się dzieje w tej fundacji.
[01:38:33] - Wszystko będzie. Zostawiamy to. Zostawiamy to. To jest hiperprzestrzeń. Zostawiamy na razie Syntezę.
[01:38:37] - Zastrzelić.
[01:38:39] - To już jest jasne. To już była mowa o tym trzy lata temu, ale to już była mowa o tym.
[01:38:42] - Rozłączam.
[01:38:43] - Dobra, dzięki wielkie. No i wiecie jak to jest z tą wolną energią, że po prostu jak człowiek wejdzie w ten temat, to jak się okazuje do hiperprzestrzeni przemyka w taki sposób. No ale przemyka jak przemyka, ale przemyka ciągle ten nasz taki światopogląd, że wydaje nam się, że — i to nie jest bynajmniej do stałego słuchacza, bo to jest związane jakby też z moim sposobem pojmowania rzeczywistości i w ogóle takim ogólnym graniem, jeżeli można coś uogólnikować w tym kierunku — że właśnie dzielimy coś, że na przykład nauka się podzieliła na pododziały, że podzieliliśmy nawet samą fizykę w samej fizyce, podzieliliśmy na kilka rozdziałów, samą matematykę podzieliliśmy na kilka rozdziałów, samą chemię w ogóle i samo to, że podzieliliśmy naukę na chemię, matematykę, fizykę i tak dalej, wszystkie te rzeczy doprowadziło do takiej, można powiedzieć, globalnej katastrofy, gdzie koleś, który zajmuje się fizyką, nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki wpływ mają te procesy na przykład na rośliny dookoła. Z kolei koleś, który się zajmuje chemią, nie ma pojęcia często jak elektryczny wszechświat dookoła wpływa na materializację jego związków chemicznych. I każdy z tych kolesi wymyśla sobie swoją własną teorię, swoją własną koncepcję o tym, czym ta cząsteczka, właśnie nawet nie mówi, czym ta cząsteczka jest, bo żaden z tych kolesi nie wie, czym ta cząsteczka jest. Ja nie wiem. Ty też nie wiesz. Nikt nie wie, czym jest. Na tym polega urok tej sytuacji. Natomiast ci kolesie twierdzą, że oni wiedzą, czym to jest i to daje im naturalnie prawo do tworzenia jakiejś kolejnej zabawy w to, że oni wiedzą, a ktoś nie wie.
Czyli znowu wracamy do zabawy zwycięzca, przegrany. My wiemy, oni nie wiedzą albo oni wiedzą, a my już nie. Taki świat. I jak w takim świecie potraktować sprawy normalnie? No nie da się. Dochodzimy do takiej sytuacji, że żarówka Tesli jest wykorzystywana dalej, wkręcana na gwint, tak jak stały słuchacz powiedział, ale żadne z nas nie ma dostępu do tego, żeby sobie taką instalację Tesli zrobić w domu. A ta instalacja polega na tym, bo to jest taka ciekawostka oczywiście w tym wszystkim, że to są tak zwane nieśmiertelne żarówki. Dopóki jej nie zbijemy fizycznie, dopóki ten gaz nie uleci z tej żaróweczki, ona cały czas będzie świeciła. I czy będzie sto lat, czy będzie dwieście lat, czy będzie trzysta lat. Tak długo, jak jej nie zbijemy, tak długo będzie działała.
I to jest ta różnica, gigantyczna różnica pomiędzy tym bullshitem, który używamy teraz i tym, że się stawiamy w różnych kątach, jakby bronimy na przykład nauki oficjalnej, albo bronimy tamtego z tej nauki, albo bronimy siamtego, nie zastanawiając się czasami zupełnie, gdzie nas to zaprowadziło i w którym miejscu tej opowieści jesteśmy. I czy naprawdę ma sens branie tego pod obronę, skoro właściwie nigdy nie było to przeznaczone do tego, żeby robiło nam dobre życie. To zawsze było przeznaczone tylko i wyłącznie po to, żeby ktoś mógł odcisnąć swój świat na rzeczywistości. Ktoś mógł wydrukować swoją gazetę i powiedzieć nam, że dzisiaj będzie ważne to i to, bo mu się tak wydaje. I on zarobił milion dolarów. I on teraz nam powie, co jest ważne. Nie, stary, to nie jest ważne. Ważne jest coś indywidualnego dla każdego z nas i każdy ma zupełnie inną wagę swoich spraw w życiu. I ta waga się spotyka zupełnie gdzie indziej i o zupełnie co innego chodzi. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu na Fali.
Ja, na nie Tomek. I tak się zastanawiam nad właśnie tą kwestią dualizmu, tego szaleństwa, tego, że sztucznie rozdzieliliśmy nas samych od naszych korzeni, można powiedzieć, od w ogóle korzeni istoty rozumienia całego wszechświata jako pewnej esencjonalnej jedności. My to wszystko podzieliliśmy na kawałki i chcemy to zrozumieć. Nie wiem jak. Jak na razie po stu latach, właściwie dwustu latach oficjalnej nauki się nie udało. Dalej wierzy, wyznaje Newtona, teraz wyznaje jeszcze Einsteina i ma bardzo poważne problemy, bo się okazało, że ani Newtona prawa, ani te Einsteina nie działają ani eksperymentalnie, ani w jakiś sposób potwierdzone. I że więcej z tym problemu niż pożytku. No ale dzięki temu to funkcjonuje, bo jest zabawa. Można się ganiać w berka w tę i z powrotem. Można się zastanawiać, kto jest lepszy, kto jest gorszy.
O! Taka zabawa nauki. Szaleństwo, proszę państwa. Szaleństwo i szarlataneria, bym powiedział wręcz. No ja tak chciałem się rozpędzić troszkę z takimi trochę bardziej psychologicznymi sprawami dookoła tego dziwnego zjawiska, które nam towarzyszy, że sami się, mówiąc w skrócie nakręcamy i sami nakręcamy tą swoją własną rzeczywistość, zachowując się niczym ci szaleni oficjalni naukowcy z dziedzin choćby fizyki, którzy twierdzą, że jedne jest teoretyczne, a drugie jest eksperymentalne, a drugie jest jakieś tam inne, atomowa, trzecie jakieś tam inne zagadnienie. Odrzucając w ogóle od siebie koncept, że świat jest jednością, a my w tym świecie jesteśmy jednością i to taką integralną, jakiekolwiek zjawisko tu zachodzi, czy to jest zjawisko w formie fizycznej pozyskiwania energii, czy to jest zjawisko w formie emocjonalnej, tej emocjonalnej energii miłości i dobrego robienia dobrego życia dla siebie, dla ludzi dookoła. To nam ciągle umyka. I ten moment, kiedy chcemy zestroić te dwie rzeczy, ciągle jest mocno po kancie. Tu wrócę do tego dżentelmena, od którego zacząłem całą opowieść o tej historii, o tym wrzeszczącym człowieku w metrze w Londynie. Gdyby świat wyglądał tak, jak wydaje się nam, jak wygląda, gdyby naprawdę ta koncepcja jednolitości, to, że rozumiemy, że razem tworzymy to wszystko, nie żaden kołchoz, tylko indywidualnie każdy dorzuca swoją cegiełkę i dzięki temu powstaje cały ten gigantyczny budynek, w którym możemy sobie spokojnie mieszkać, to ten człowiek właściwie musiałby natychmiast rozdać swoje pieniądze z tego dealu i odłożyć wszystkie telefony na bok, usiąść sobie wygodnie, zamknąć oczy, pomedytować o jakiejś dobrej intencji, podziękować światu za to, że przydarzyło mu się to, co mu się przydarzyło, a nie robić z tego sensację, robić z tego news.
Tak jak my robimy często newsy z dziwnych sensacji. To jest chyba dobra lekcja, przynajmniej dla mnie, przyjrzeć się z boku, spenetrować psychologiczno-socjologiczne aspekty życia wielkiego miasta oraz ludzi w nim mieszkających za pomocą podróżowania metrem. Okazuje się, że wszystkie te zjawiska są dosłownie jak w soczewce powiększającej. Wszystko widać idealnie i widać to tajemnicze zjawisko owej dualizacji, owego tego, że rozdzielamy te rzeczy, że z jednej strony chcemy być fajni dla świata, który sobie ktoś tam wymyślił, ale wiemy, że ten świat nie jest naszym światem, nigdy nie będzie naszym światem, bo po pierwsze nie my go wymyśliliśmy, nie reprezentuje on naszych potrzeb, naszych dążeń, naszych marzeń i naszego szczęścia. I to już wystarczy, żeby odłożyć to do pudełka i odesłać na adres nadawcy, nie zadając sobie zbyt wiele trudu z tą sprawą. Natomiast my ciągle otwieramy to pudełko, wyciągamy te wszystkie rzeczy i ciągle wtryniamy się w tą zabawę. Wtryniamy się, podgrzewamy atmosferę, twierdząc, że jest coś na plusie i jest coś na minusie. Ja mam takie dosyć radykalne podejście. Twierdzę, że wszystko jest jednością i nie ma ani plusa, ani minusa, po prostu jest cały czas w ruchu. Ten stan, który my odczytujemy czasami technicznie albo umysłowo, albo jakoś intelektualnie nazywamy plusem, jest tylko momentem, kiedy zauważamy tą sytuację.
A minus to jest moment, kiedy ta sytuacja znika z naszych oczu, a to, co się dzieje po drodze dalej, jest dla nas wielką zagadką, a już dla świata, który jest oparty na takiej nieustannej polaryzacji, jest tylko i wyłącznie zagadką, której nigdy nie wyjaśni. Także przed nami dosyć prosta droga. Możemy się jedynie skonsolidować i zostawić te wszystkie szaleństwa związane z dzieleniem i darciem szat na czworo, żebyśmy z powrotem wrócili do tego elementarnego poziomu, gdzie widzimy kompleksowość tych wszystkich zjawisk. Czy to jest techniczna historia, czy to jest historia w naszym życiu, czy to jest historia z naszą karmą. Cokolwiek, co się dzieje dookoła nas, jest kompleksowe, jest procesem. I też właściwie znamy tylko ten moment tego procesu, w którym jesteśmy. Mieliśmy mieć z tego chyba dobrą zabawę albo nawet jeszcze lepszą zabawę. I tak to powinno wyglądać. A jak na razie? Na razie jeszcze gdzieś tam kątem oka dorzucamy do pieca zupełnie niepotrzebnie, ale myślę, że to już końcówka tego dorzucania do pieca.
Powoli wszyscy czują się mocno tym zmęczeni, także nowy świat przed nami. Ja już myślę, że za kolejnym zakrętem pojawi się coś, co trochę zapuka nam do głowy i powie: „Hej, człowieku, świat nie jest podzielony. Świat nie jest zdywersyfikowany” tak jak się mówi o współczesnej ekonomii. Świat nie jest rozdzielony, nie ma przeciwstawnych biegunów, nie ma takiego w ogóle pojęcia w naturze. Wszystko jest jedną i tą samą, tożsamą ze sobą całością. I jeżeli zaczynamy jakiś proces, to powinniśmy się rozejrzeć bardzo szeroko dookoła, czy przypadkiem to, co zaczynamy na swoim stoliku, nie wysadzi całego świata w powietrze. Chociażby biorąc jako przykład bombę atomową, że ten pomysł okazał się troszeczkę trefny i właściwie miał zastąpić pomysły Nikoli Tesli, miał zastąpić pomysły genialnych wynalazców sprzed 100 lat. Okazało się, że doprowadził tylko i wyłącznie do kolejnej katastrofy. Teraz to się nazywa Fukushima. Znajduje się tuż niedaleko Tokio i nikt właściwie za bardzo poza tymi ludźmi, którzy siedzą gdzieś właśnie w owej tajemniczej wolnej energii i tych dziwnych eksperymentach, nikt poza nimi za bardzo nie wie, jak rozładować te dziwne, popaprane moce promieniowania, które zostały wymyślone tylko po to, żebyśmy wszyscy mogli odgrywać tą samą zabawę, że naprawdę nam na tym zależy, że to jest tak istotne i esencjonalne dla naszego życia, że bez tego wszystkich nas pozabija.
A może jest zupełnie odwrotnie? I z tą refleksją na dzisiaj was zostawiam. Zapraszam już na taką bardziej archeologiczną hiperprzestrzeń w przyszłym tygodniu. Kolejny odcinek. Zatem dziękuję wszystkim serdecznie za wysłuchanie kolejnego odcinka moich rozważań hiperprzestrzeni. Pozdrawiam wszystkich sponsorów i mecenasów Radia Na Fali bardzo serdecznie. Zapraszam wszystkich do wspierania. Pozdrawiam słuchaczy Radia Paranormalium, które retransmituje Radio Na Fali, a dokładniej „Hiperprzestrzeń”. I tyle. I to by było tyle w dzisiejszym odcinku mojej gadki.
Gadki-szmatki. Moich rozważań nad światem i nad tym, gdzie i w którą stronę to zmierza. Dobra, czas najwyższy zakończyć tą „Hiperprzestrzeń”. Zatem do usłyszenia w następnym odcinku.