[00:01] - Poltergeist Świat Duchów, audycja Grzegorza Tarczyńskiego. Witam was już w ósmej części mojego cyklu felietonów radiowych pod tytułem Poltergeist Świat Duchów. Jak większość już z was wie, nazywam się Grzegorz Tarczyński i od wielu lat zajmuję się zagadnieniami ze sfery parapsychologii. W moim programie staram się przybliżyć słuchaczom mało znane i często kontrowersyjne aspekty spotkań z duchami. Dziś opowiem wam o jednej z największych zagadek lat 80. — o niezwykłych umiejętnościach kilkunastoletniej Joasi Gajewskiej, które oparły się naukowym wyjaśnieniom. Kim była Joasia i jak to wszystko się zaczęło? Był to rok 1983. Joasia miała wtedy 13 lat i mieszkała wraz z rodzicami w niewielkim mieszkaniu przy ulicy Plonów w Sosnowcu. W zasadzie do tego okresu nie wyróżniała się niczym szczególnym spośród rówieśników.
W Święta Wielkanocne uaktywniła się jednak siła, która przez następne kilka lat spędziła w rodzinie Gajewskich sen z powiek. Tego dnia był 4 kwietnia, pan Gajewski wyszedł do pracy na nocną zmianę. W mieszkaniu pozostała matka Joasi i jej dziadek, który z racji późnej pory postanowił przenocować u córki. Kiedy wszyscy położyli się spać, zaczął się horror. Pan Marian Tomecki, dziadek Joasi, twierdził, że obudził się w nocy, czując na sobie słomianą matę, która jak się zdawało, oderwała się ze ściany. Kiedy starał się ją z powrotem umocować, czuł, że wyrywa mu się z rąk, jakby ciągnęła go jakaś niewidzialna siła. Była to jakby uwertura tego, co miało stać się za chwilę. Pojawił się huk i domownicy zauważyli, jak w powietrzu latają z wielką prędkością szklanki i inne naczynia i trzęsą się szyby. W powietrzu latały również zapałki, które zapalały się jakby za pośrednictwem niewidzialnej ręki. Przerażona trójka uciekła do mieszkania sąsiadów, państwa Jachów.
Pan Jach, stojąc w progu, zobaczył piekło, które rozgrywało się w mieszkaniu państwa Gajewskich. W kolejnych dniach na miejscu zjawiła się milicja, aby sporządzić raport z dziwnych zdarzeń, jakie zachodzą w tym mieszkaniu. Starszy sierżant Tadeusz Słowik widzi na własne oczy, jak w mieszkaniu Gajewskich sprzęty samoczynnie unoszą się w powietrzu. Sporządza z tego raport, ale początkowo nikt nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Naczelny architekt Sosnowca twierdzi, że winne jest osiadanie ścian budynku. Ekspertyza tego nie potwierdza. Z racji tego, że w mieszkaniu zdają się dziać rzeczy niezwykłe, utrudniające normalne życie, prezydent Sosnowca decyduje się o przyspieszeniu przydziału nowego mieszkania. Rodzina państwa Gajewskich przeprowadza się do Czeladzi. Niestety w ślad za nimi podąża tajemnicza siła. Wiele osób, które usłyszało o tym przypadku, bowiem pisała o nim szeroko prasa, twierdziło, że za samoczynnie poruszające się przedmioty odpowiedzialne są duchy.
Czy tak jest rzeczywiście? Tuż po przeprowadzce Gajewscy i uczeni, którzy zainteresowali się historią, zauważyli, że odpowiedzialność za te wydarzenia spada nie na pokutującą duszę, lecz niezwykłe zdolności telekinetyczne ich córki. Parapsychologia, moi drodzy, zna wiele przypadków rozgrywających się według podobnego scenariusza. Zwykle obwinia się za to działalność chwaśnych duchów znanych niemiec kao poltergeistami. Udało się jednak ustalić, że prawda zwykle wygląda nieco inaczej. Sprawcą zamieszania są niekontrolowane zdolności psychokinetyczne, czyli zagadkowa siła generowana najprawdopodobniej przez ludzki umysł, która jest w stanie poruszać przedmiotami często z ogromną siłą. Ale w przypadku Joasi Gajewskiej na tym się nie kończyło. Jej przypadek możemy nazwać unikatem, perełką, ponieważ zajęła się nim grupa uczonych o bardzo otwartych umysłach. Mentorem badań nad fenomenem Joasi Gajewskiej był doktor Eustachiusz Gadula, który w momencie aktywowania u dziewczynki tych zdolności pełnił funkcję dyrektora jednego z wydziałów w Górniczym Centrum Rehabilitacji w Reptach. W październiku 1983 roku skierował on do Ministerstwa Zdrowia specjalne pismo, w którym prosił o zainteresowanie się tym niezwykłym przypadkiem.
Jak twierdził, dziewczynka wykazywała szereg zdolności paranormalnych, które łamały przyjęte zasady fizyki. Joasię poddano wtedy badaniom medycznym, psychologicznym i biofizycznym, które starały się określić, skąd wzięły się u niej te niezwykłe zdolności. Moi drodzy, zdolność do niekontrolowanej psychokinezy to tylko jedna umiejętność z całego arsenału zdolności Joasi Gajewskiej. Kiedy dochodziło u niej do wyładowań zagadkowej energii, odczuwała ona ból głowy i cierpiała na gwałtowne skoki temperatury, nierzadko dochodzące do ponad 40 stopni Celsjusza. Lekarze, którzy ją badali, musieli używać nawet specjalistycznych termometrów kąpielowych, bo na zwykłych często kończyła się skala. Siła dawała o sobie znać również w postaci zagadkowych, suchych trzasków. Oprócz tego Jasia potrafiła, co zostało wielokrotnie potwierdzone, zginać łyżeczki przez samo ich pocieranieW czasie późniejszych testów wykonała bardzo wiele podobnych prób. Niestety Politechnika Gliwicka, która obiecała wykonać specjalistyczne testy metalurgiczne na przedmiotach wyginanych przez dziewczynkę, nigdy tego nie zrobiła. Samo poruszanie się przedmiotów w czasie aktywności niewidzialnej siły miało często bardzo zagadkowy przebieg. Doktor Radwanowski, jeden z uczonych eksperymentujących z Joasią, twierdził, że podczas jednego z badań widział, jak stojąca na stole szklanka z herbatą, a właściwie jej obraz, dziwnie faluje.
Po chwili doszło do huku, jakby szklanka zapadła się w sobie. Mówiąc językiem fizycznym, dokonała implozji. Zagadką było to, że hałas, jaki powodowały rozbijające się o ścianę czy pękające w powietrzu szklanki, były nieporównywalnie większe, niż gdybyśmy próbowali rozbijać je ręcznie. Co ciekawe, w wielu przypadkach przedmioty jakby znikały z jednego miejsca i szybko materializowały się w drugim. Innymi słowy, dochodziło do zagadkowej telekinetycznej teleportacji. Jej najsłynniejszy przypadek zdarzył się, kiedy Joasia przebywała w Akademickim Centrum Rehabilitacji w Zakopanem. Miało to miejsce na początku 1985 roku. Doktor Gadula, który pełnił tam funkcję dyrektora, przydzielił jej specjalny pokój. W tym czasie doszło do wielu innych, pomniejszych przypadków aktywności telekinetycznej u dziewczynki. Ale to, co stało się 28 stycznia, należy do najdziwniejszych elementów jej historii.
Świadkami tego wydarzenia były pielęgniarki Krystyna Kolak i Maria Wojtasik-Opiela. Kobiety przechodziły korytarzem. Krystyna Kolak wydała swojej podwładnej polecenie umycia dużego łazienkowego lustra. W pewnej chwili z pokoju 309, w którym przebywała Joasia, doszedł potężny huk. Kiedy Krystyna Kolak weszła do środka, na jej fartuch poszybował deszcz odłamków. Jak się okazało, w pokoju na ziemi leżało rozbite w drobny mak łazienkowe lustro. W jakiś sposób przeniknęło przez zamknięte drzwi do pokoju Joasi. Tylko pytanie jak? Tego nikt nie potrafił wytłumaczyć. W 1984 roku na Joasi Gajewskiej przeprowadzono szereg testów w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Warszawie.
Sporządzono raport również o bardzo dużej wartości. Mówił: „Opisane wyniki eksperymentów wskazują, że mamy do czynienia ze zjawiskiem oddziaływania organizmu żywego na otaczające go przedmioty, nie dającego się zinterpretować na gruncie znanych zjawisk fizycznych”. Dobrze, powiecie, ale co telekineza lub, jak kto woli, psychokineza ma wspólnego z duchami? Otóż ma. Jak już mówiłem, przypadki spontanicznego uwalniania tej energii brane są często za działalność duchów, poltergeistów. W rzeczywistości przyczyna nie leży jednak w zaświatach, a najprawdopodobniej w nieodkrytych dotąd możliwościach ludzkiego umysłu. Zdolności telekinetyczne, co ciekawe, występują zwykle u dziewcząt w okresie dojrzewania i mogą mieć jakiś związek ze zmianami hormonalnymi zachodzącymi w ich organizmie. Skąd jednak bierze się zagadkowa siła? Na to do końca nie udało się odpowiedzieć. Na pewno Joasia nie emitowała żadnego wykrywalnego oddziaływania elektromagnetycznego, cieplnego lub innego.
Przypadek Joasi i ukłon doktora Gaduli sprawiły, że to jeden z najlepiej naukowo opisanych przypadków zjawiska paranormalnego w Polsce. Telekineza, o czym już mówi się znacznie mniej, aktywowała się również u innych dzieci, mniej więcej w tym samym okresie co fenomen sosnowiecki. W Sochaczewie mieszkała Joasia Sokół, która również zadziwiała umiejętnością niekontrolowanej psychokinezy. Z kolei w Myszkowie podobne właściwości wykazywała córka państwa Kudrysów. Ten przypadek był może jeszcze dziwniejszy od historii Joasi Gajewskiej, a to głównie przez natężenie energii emitowanej przez dziewczynkę. Niestety nie wiadomo o nim praktycznie nic poza opisami w prasie. Oczywiście to też nie całość fenomenów odnotowanych w przypadku z Sosnowca. W Joasi zdarzyły się bowiem inne doświadczenia, jak na przykład przebłyski telepatii czy umiejętność ściągania wody. Jeśli ktoś z was chce dowiedzieć się więcej o przypadku Joasi Gajewskiej, zachęcam was do przeczytania książki „Nieuchwytna siła” autorstwa pana Marka Remuszki. To jest redaktor naczelny „Nieznanego Świata” oraz Anny Ostrzyckiej.
Przypominam też, że archiwalnych audycji Poltergeista posłuchać możecie na forum Infra. Znajdziecie tam również adres, skąd ściągnąć można audycję w formacie MP3. Jeżeli ktoś chciałby posłuchać jej na odtwarzaczu czy też komputerze. Przypominam również, moi drodzy, że czekam na wasze relacje i opowieści o dziwnych doświadczeniach. Naprawdę nie bójcie się o tym mówić. Mój adres to merkury79@op.pl. Do usłyszenia w następnym odcinku Poltergeista, w którym zajmiemy się zagadką nawiedzonych szpitali. Ja was gorąco pozdrawiam. Do usłyszenia. Produkcja i realizacja: portal Infra www.infra.org.pl.