[00:22] - Dzień dobry wszystkim bardzo serdecznie. Witam w radiu na fali w tym lesie. I co? Zaczynamy hiperprzestrzeń. Miałem lekkie zamieszanie, przedłużacz. Coś się stało z jednym kablem. Historie nie z tej ziemi, ale wszystko jest już okiełznane. Już się bałem, że mikser się spalił albo coś się stało. Kurczę blade, co za przygody! Niby nic, po prostu kawałek urządzenia, a przygód co niemiara, bez liku.
To ja może po prostu zacznę. Hiperprzestrzeń. Także słuchajcie, dzwońcie jak zwykle po wszystkich swoich znajomych na Skypie, że nadajemy na żywca. Ja na imię Tomek. No i zaczynamy kolejny odcinek. Właściwie sobotni wieczór z hiperprzestrzenią, a później wieczorową porą. Tadam! Teraz, kiedy już oficjalnie zaczęliśmy, mogę sobie zaczepić jeszcze jedną ekstra gumkę do mikrofonu. Jak ja ściszę się na sekundę, posłuchajcie lasu przez sekundę, a ja zaczepiam tą gumkę. Udało mi się.
Witam wszystkich w kolejnym odcinku hiperprzestrzeni w Radiu Na Fali. Wszystko jest absolutnie live. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy offline, którzy nie mogą słuchać tego live. Peace and love kochani. Pozdrawiam oczywiście wszystkich słuchaczy live. Pozdrawiam słuchaczy RadiaNaFali.com i Radia Paranormalium. Zapraszam na czata radiowego, tam się za dosłownie parę chwil na tym czacie pokażę i tam jak zwykle jednym okiem będę łypał. Dziękuję bardzo serdecznie. Kurczę, muszę sobie poprzesuwać chyba wszystko. Jak zwykle lekkie zamieszanie, ale co by było, gdyby nie było zamieszania?
Chaos jest istotą tej rzeczywistości. Dobra, żartowałem. Chciałem jeszcze bardzo serdecznie podziękować wszystkim mecenasom sztuki falowej. Aldona, bardzo serdecznie dziękuję. Grzegorzu, Mateuszu, Edwardzie, Rafale, Macieju i jeszcze jednym Rafale. Także peace and love kochani, dzięki wielkie za wsparcie radia. Jeżeli ktoś z was chce wesprzeć radio zapraszam bardzo serdecznie na stronę Radia Na Fali, RadioNaFali.com. Tam jest zakładka Wspieraj RNF i tam są wszelkie możliwe informacje na ten temat. Można sobie nawet baner ściągnąć i sobie wstawić jeżeli ktoś z was ma stronę. Wszystkie tego typu historie.
Także zapraszam bardzo, żebyście sobie spenetrowali stronę radia. Tam są wszystkie najważniejsze, najbardziej istotne rzeczy. Ja tu oczywiście chciałem bardzo serdecznie podziękować. Właśnie sobie zamknąłem. Otóż to, jak zwykle pełna zamota. Chciałem podziękować za maile moi drodzy, za bardzo miłe maile, za bardzo sympatyczne listy. Chciałem podziękować bardzo serdecznie jednej osobie za list o ego. Ja tu nie będę mówił komu, co i jak. Bardzo generalnie też inspirujący troszeczkę. Także dziękuję bardzo.
W ogóle temat ego się pojawi w hiperprzestrzeni myślę za jakiś czas, ale to już inna historia na inną opowieść. Ja tu jeszcze będę sobie troszkę poprawiał mikrofon jak zwykle, bo przygotowałem się, wszystko okej, a zaskoczyły mnie cwane kable. Teraz jeszcze sekunda. Tu się jeszcze dokręcam, skręcam, przykręcam ten mikrofon, żeby nic się nie przesuwało, nic się nie działo. Już chyba wszystko jest absolutnie okej. Przepraszam was za to drobne zamieszanie. Tak to jest. Człowiek się przygotowuje, ustawia i na koniec końców jak zwykle coś musi wyskoczyć. Skype do radia to oczywiście RadioNaFali.com. Ja chciałem pozdrowić wszystkich słuchaczy Radia Na Fali, którzy są aktualnie w Trójmieście na Konwencie Wiedzy Alternatywnej.
Bardzo serdecznie pozdrawiam, kochani. Pozdrawiam Tomka. Mam nadzieję, że mają świetną zabawę. Mam nadzieję, że w ogóle tego nie słuchają, tylko zajmują się właśnie ową zabawą, dysputami, rozmawianiem i wymieniają doświadczeń. Także jeżeli jesteście w Gdańsku, jeżeli ktoś z was jest w Trójmieście, to jeszcze jutro ostatni dzień. Powinniście się wybrać. Oczywiście nie namawiam, nie zmuszam, ale jeżeli lubicie takie spotkania z takimi ludźmi, interesujące tematy i poszerzanie troszkę percepcji patrzenia na świat, to bardzo serdecznie zapraszam. Jutro ostatni dzień, także można jeszcze się tam pojawić. To tyle z ogłoszeń na dzisiejszy wieczór. Dzisiejsza hiperprzestrzeń jest poświęcona absolutnie roślinom.
Dzisiaj był piękny dzień. Miałem jak zwykle troszkę spraw do zrobienia, jak to w życiu. Jedną z tych spraw było zatroszczenie się troszkę o moje rośliny, które mi tu rosną i umilają moje życie. Moich zielonych przyjaciół w paru doniczkach. Niektórzy z nich już wyrośli bardzo wysoko. Bardzo dużo takie palmy, które stoją i robią za moją lokalną wersję dżungli. Tak bym to nazwał. Więc wziąłem dzisiaj te wszystkie palmy i zrobiłem im deszcz, bo tak sobie stoją w pokoju, kurz na nie opada, ciężko to się wyciera. Przecież roślin się nie wyciera, to w ogóle bez sensu. Także przenosiłem te rośliny do wanny, spryskiwałem wodą symulując deszcz.
Generalnie dbałem po prostu o roślinki dzisiaj. I tak się zastanawiałem nad tymi roślinkami, jak troszkę mówiłem o tych roślinkach, a że temat od jakiegoś czasu już się gdzieś tam pałęta, wiadomo, grzyby. Wszystkie inne substancje, te dziwne sprawy związane z roślinami. Także dzisiaj wieczór poświęcony roślinom. Jedną z głównych inspiracji są moje rośliny, które dzisiaj ogarnąłem. Mam nadzieję, że czują się doskonale. Właśnie na nie patrzę. Wyglądają na zadowolone, tak sobie myślę. Właśnie o pewnym pomyśle na rzeczywistość chciałem dzisiaj z wami porozmawiać. Jeżeli będziecie chcieli dzwonić, zapraszam bardzo serdecznie: radionafali.com.
Taki jest adres na Skype'ie, jakbyście chcieli się odezwać. Bo dzisiaj roślinny wieczór. Oprócz roślin, moi drodzy, jeszcze jedna sprawa mnie, że tak powiem, dogoniła, przygoniła, zagoniła w te strony, żeby troszeczkę się dzisiaj nad tym zastanowić. A mianowicie odświeżyłem sobie chyba po 10 latach, bo dawno tego nie przeglądałem, nie słuchałem, kilka prelekcji Terrence'a McKenna. Może nie kilka, przesadziłem, aż tyle czasu nie miałem, ale dwie, trzy prelekcje sobie odświeżyłem i tam pojawia się bardzo fajna refleksja, o której Terrence mówił. A mówił to: „Roślinna telewizja”. Vegetable TV. Jak się zastanowiłem nad tematem roślin, nad tematem wielu spraw dookoła, postanowiłem, że dzisiaj najwyższy czas, żeby to wszystko z siebie wyrzucić. Może zacznę tą całą historię od początku. Przyglądając się swoim roślinom i też przyglądając się swoim doświadczeniom z różnymi roślinami.
Nie mówię tylko o substancjach psychoaktywnych, o których też dzisiaj wspomnę troszeczkę. Niewiele, bo niewiele, ale też się pojawią. Tak zastanawiając się nad roślinami, w ogóle swoimi relacjami z roślinami, doszedłem do bardzo szybkiego wniosku, który chyba nie wymaga zbyt skondensowanego myślenia. Do wniosku, że co by było z nami na świecie, gdyby nie rośliny? Wklatałem te rośliny w Wikipedię i przeczytałem, że są to organizmy wykorzystujące energię promieniowania słonecznego za pomocą barwników asymilacyjnych. Mają one charakter wtórny. Bla, bla. Rośliny zbudowane są z komórek tworzących u roślin wyżej zorganizowanych tkanki, organy, fotosynteza, wszystkie te historie. Nawet nie będę was tu próbował zanudzać tymi wszystkimi definicjami naukowymi. Od definicji naukowej jest Wikipedia.
Ale z tymi roślinami, jak sobie przeczytałem właśnie te definicje, mam troszkę inne refleksje. Wydaje mi się, że rośliny są czymś więcej, niż nam się wydaje. Absolutnie. Bez nich byśmy zginęli. Patrząc się w swój dzisiejszy obiad, swoje dzisiejsze śniadanie, ciężko uciec przed taką refleksją, że bez roślin nas tu po prostu nie ma. Gdzie byśmy mieszkali? Teraz mamy beton, ale wcześniej? Zresztą nie wszyscy mieszkają w betonie. Dookoła mamy właściwie cały gigantyczny świat roślin. Wszystkie istoty, które żyją, biegają na dwóch, trzech, czterech, ośmiu nogach, dowolnej ilości i konfiguracji, właściwie pożywiają się tymi roślinami na tej planecie i funkcjonują, egzystują tylko i wyłącznie dlatego, że owe rośliny dostarczają tych wszystkich fantastycznych substancji i są w ogóle dookoła nas.
Dają schronienie, dają możliwość zrobienia z nich et cetera. Tu można wymieniać w nieskończoność. Tak zwyczajnie, moi drodzy, rozejrzyjmy się chociażby na nasz dzisiejszy obiad. Co myśmy jedli na obiad? Ja to zdecydowanie rośliny. I co by było, gdyby nie było tych roślin? Nie wiem, co bym jadł. Ciężko jeść skały, ciężko jeść kamienie, ciężko jeść piasek. A roślinki? Idealne.
Jak myślałem o tych roślinach, przypomniałem sobie, że przecież w dzisiejszych czasach rośliny nie mają czegoś takiego jak swojego należytego miejsca. Tak mi się trochę wydaje. Żyjemy w czasach, które są zdefiniowane przez coś takiego, co się nazywa hierarchia potrzeb. Piramida Maslowa. Abrahama Maslowa. Tak to się poprawnie wymawia. Właściwie to jest model Abrahama Maslowa. To jest taka piramida ludzkich potrzeb, że na samej górze tej piramidy jest potrzeba samorealizacji, potem szacunku, potrzeby miłości, bla, bla, bezpieczeństwa, wszystkie te historie. Jeszcze kolejnym elementem tej piramidy Maslowa jest taki podział roślin. Nie wiem, jak to nazwać właściwie.
Chyba wszystkich istot żywych, które funkcjonują na tej planecie, z takim uszczególnieniem, że na samej górze piramidy jest człowiek, poniżej są zwierzęta, poniżej są robaki, poniżej jest coś tam, a na samym końcu, gdzieś na szarym dole, razem z planktonem są rośliny. I według naszej ogólnej definicji roślin, właściwie chyba takiego wzorca kulturowego, który jest dookoła nas, wydaje nam się, chociaż akurat nie mi i myślę, że chyba też nie wam, ale wprasowuje się w nas taki obrazek, że rośliny są tępe, głupie, nie mają uczuć, że są właściwie przedmiotem. Nie mają żadnej osobowości, nic z tych rzeczy. Ja osobiście mam zupełnie inne doświadczenie. Lubię sobie do roślinki czasami jednej, drugiej, trzeciej pomówić, coś jej opowiedzieć. Tak jak dzisiaj kąpałem te rośliny, to troszkę z nimi porozmawiałem. Tak miło, absolutnie miło. Przepraszam, ja też jak zwykle oddalam i przybliżam tego mikrofonu. Mam ze sobą troszkę gaśnotatek. Właśnie pomysł na dzisiaj, na te całe rozważania jest taki, żebyśmy odwrócili w ogóle tą piramidę, bo może się okazać, że świat wygląda absolutnie inaczej i że rzeczy, które wydają nam się dzisiaj najmniej istotne, tudzież zawierające najmniejszą ilość inteligencji, informacji, czegokolwiek, tych najważniejszych elementów do życia na tej planecie Może znajdują się zupełnie gdzie indziej, niż nam się wydaje.
Oryginalny pomysł jest, że to jest na samym dole, a ja dzisiaj chętnie odwrócę to wszystko do góry nogami, całą tą historię. Bo czymże jest naprawdę ten cały świat zwierząt bez roślin? Czym my jesteśmy bez roślin? Tu chyba należy wrócić do najstarszych skamielin, wykopalisk, które odnajduje się na świecie w różnych miejscach. O czym chyba wszyscy doskonale wiemy, najstarszymi wykopaliskami są grzyby i paprocie. Pierwsze rośliny na świecie. Zanim cokolwiek się pojawiło, wygląda na to, że pojawiły się rośliny. I to jest taki core naszej planety, core naszej egzystencji, źródło wszystkiego. Co jest z grzybami? Myślę, że chyba wszyscy doskonale wiemy.
Z paprociami jeszcze nie do końca sprawdziliśmy. Wyglądają niesamowicie. Generalnie okazuje się tak czy siak, że to wszystko jest od zarania dziejów, że zanim byliśmy my, nie było nas, to był las, nie będzie nas i też będzie las. I to, co zostanie, to z reguły skamieliny właśnie po roślinkach. Czyli jak z tym odwróceniem? Bo jeżeli rośliny są najmniej istotne, to generalnie nie powinny być na samym dole. Wydaje mi się, że powinny być na samej górze. Właściwie, skoro od nich zaczęło się całe życie, skoro wszystkie dokumentacje wykopalisk archeologicznych sięgające milionów lat w zamierzchłą przeszłość pokazują jasno i wyraźnie, że podstawą całego życia są rośliny, to może powinniśmy się zwrócić w tym kierunku. Pierwszym punktem do tych rozważań, przyglądając się na te swoje rośliny, była moja refleksja, że rośliny są właściwie, albo mi się tak wydaje, najlepszym interfejsem dla sił, które stwarzają świat. Dla sił, które stwarzają całe życie.
Dla sił, które stwarzają właściwie wszystko, co nas otacza, cały ten organiczny świat. Bo wszystko, co jest dookoła nas, jest oparte na węglu, takim organicznym klastrze węgla. To oczywiście ma swoją fachową nazwę w nauce. Niektórzy z tym walczą nazywając to CO2. Są różne pomysły na to, ale to ciągle jest dookoła. Ciągle jest i bez tego nie ma życia. Czyli okazuje się, że nie dość, że od tego przyszło całe życie na Ziemi, niektórzy twierdzą, że z wody. To jest już kwestia Darwina, który twierdził, że jesteśmy od małp, że jest ewolucja i wszystkie te historie. Z ewolucją jest ten drobny problem, że właściwie nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie ewolucji. Nie ma ich w kodzie DNA, czyli w najważniejszym miejscu, gdzie powinny znajdować się wszelkie możliwe informacje, jeżeli coś takiego rzeczywiście miało miejsce na tej planecie.
Nie ma tych dowodów w wykopaliskach archeologicznych. Nie ma ich po prostu nigdzie. Jest to taka fantastyczna teoria, której się uczy wszędzie, wszystkich, we wszystkich możliwych uczelniach, szkołach. Ale jest to tylko i wyłącznie teoria. I ta teoria stawia nas troszeczkę na takim piedestale jako najbardziej inteligentną i najlepiej zorganizowaną formę życia na tej planecie. A wygląda na to, że jest absolutnie odwrotnie. Chociażby spoglądając właśnie na ten interfejs, który jest w naturze. Ja prowadząc dodatkowo audycję „Synteza” i podcast „Synteza”, do którego zapraszam wszystkich zainteresowanych bardziej technicznymi historiami cywilizacyjnymi, gdzieś tam sobie przeglądam te technikalia różnych urządzeń i często się okazuje, że właściwie najlepszym rozwiązaniem, żeby urządzenie działało, żeby wszystko było okej, jest sięgnięcie po prawa natury, jest zbudowanie czegoś na wzór rośliny. Ta sama historia odbywa się we współczesnej architekturze. Jeżeli przyjrzymy się na wszelkie nowoczesne budynki, które są dookoła nas, na wszelkie nowoczesne wieżowce, na to wszystko, co się chociażby buduje w Abu Dhabi i wszystkich tych szalonych miejscach, to zauważymy, że pomysły są wzięte żywcem z łąki, z lasu, z różnych takich miejsc.
Wszystkie te dziwne geometryczne struktury, które odnajdujemy pod mikroskopem, kiedy przycinamy rośliny, aktualnie znajdujemy na fasadach budynków. Okazuje się, że dzięki wykorzystaniu takich struktur, takich połączeń i takiego pomysłu na geometrię przy konstrukcji ten budynek jest o wiele bardziej wytrzymały, jest o wiele tańszy w budowie. Po prostu jest bardziej efektywny jako urządzenie, w którym zamieszkujemy. Jest wiele takich sytuacji, gdzie można z powrotem wrócić do natury, przyjrzeć się i okazuje się, że to natura najlepiej sobie radzi z rzeczywistością dookoła nas, z tymi wszystkimi mocami, z tymi siłami, które sprawiają, że to wszystko w ogóle funkcjonuje, że to się w ogóle odbywa, że to się dzieje. Nie ma chyba lepszego interfejsu. Pomysły na to, dlaczego jest to takim świetnym interfejsem, są różne. Ja dzisiaj wspomnę o paru tych pomysłach. Pierwszy pomysł bierze się stąd, z zaprzeczenia niejako takiej oficjalnej definicji, że rośliny są takim tłukiem, który sobie stoi, nie myśli, nie ma żadnych odczuć, reaguje tylko na proces fotosyntezy. Produkuje jeden gaz, wciąga drugi gaz i nic z tego nie ma. Znaczy jest.
Mamy atmosferę do oddychania, ale żadnych walorów intelektualnych, żadnych walorów poznawczych, żadnych dodatkowych ekstrasów, bym powiedział. Tu już wiemy doskonale, że te ekstrasy są. Bo chociażby patrząc na ową architekturę, patrząc na rozwiązania technologiczne, patrząc właściwie na kawał takiego cywilizowanego, bardzo stechnokratyzowanego świata dookoła nas. Przecież te pomysły się skądś wzięły. Masa tych inspiracji się właśnie wzięła od krojenia roślin, sprawdzania pod mikroskopem, jak to wszystko działa. I tłumaczenia tego wszystkiego na język techniczny, na język konstrukcyjny, na język inżynierów, tak żeby to, co budujemy, miało przynajmniej w przybliżeniu podobną formę jak rośliny. Bo o co chodzi z tym doskonałym interfejsem roślin? Właściwie rośliny nie potrzebują żadnego zewnętrznego zasilania. Rosną sobie samodzielnie. Czasami potrzeba troszkę wody, ale ta woda jest wszędzie dookoła, bo spada z nieba między innymi.
Tutaj nie będę tego dyskutował nawet. Po prostu samowystarczalne istoty, które właściwie nie potrzebują nikogo do przetrwania. To może trochę przesadziłem z tym, że nie potrzebują nikogo do przetrwania, bo oczywiście zwierzęta roznoszą nasionka roślin, my roznosimy nasiona roślin. To wszystko jest taki wspólny system, w którym wszyscy sobie spokojnie pomagamy, radośnie pomagamy i koegzystujemy. Z człowiekiem jest akurat fatalna sytuacja, bo nasza koegzystencja i jakakolwiek harmonia ze światem przyrody jest bardzo mocno zachwiana. Ale wracając do naszego interfejsu. Okazuje się, że rośliny prawdopodobnie są najlepiej skonstruowanymi istotami na tej planecie do odbierania jakichkolwiek rezonansów, jakichkolwiek form informacji, jakichkolwiek form tego, co nazywamy bardzo ogólnikowo, jest to taki bardzo mocny skrót myślowy, życiem w jakiejkolwiek formie. I nie potrzebują, tak jak wspomniałem, żadnego źródła zewnętrznego zasilania i nie potrzebują przede wszystkim pomocy. Rośliny mają swoje choroby, wszystkie tego typu historie. Tak samo jak zwierzęta, tak samo jak my.
Niemniej właściwie jeżeli roślina się złamie, to odrasta. Nie przybiegają inne rośliny na pomoc i nie usztywniają złamanej łodyżki. Nie robią wszystkich tych rzeczy, które my robimy jako ludzie. A dalej funkcjonują. I wygląda na to, że ta tajemnica to jest chyba odwrócenie tej piramidy, gdzie na dole teoretycznie powinny być najgłupsze rośliny. Się okazuje, że chyba rośliny są tak naprawdę najmądrzejsze absolutnie. Oprócz tego, że są, tak jak wspominałem, tym genialnym interfejsem, właściwie nie potrafimy tego do końca zrozumieć. Wiele rzeczy się wywodzi właśnie z tego interfejsu, o których dzisiaj będę wspominał. Ale zacznę chyba od pierwszej rzeczy. Wiele spraw wywodzi się, bierze swój początek w obserwacji owej natury.
I to jest sprawa związana właśnie chociażby z owymi wynalazcami, z odkryciami. Nie tak dawno opowiadałem w syntezie o Proteusie Steinmetzu, który zachwycony... Nie wiem, czy był zachwycony, bo błyskawica wpadła mu do domku letniskowego, roztrzaskała mu pół tego domku i ślad tej błyskawicy został na lustrze. I to było bardzo mocną inspiracją dla niego, żeby zająć się jakimiś technicznymi sprawami. Podobna historia jest z Teslą, który też obserwował wszystkie te rzeczy, wszystkie te zjawiska w naturze. Podobna historia z Viktorem Schaubergerem. Właściwie ciężko było znaleźć jakiegokolwiek naukowca, który zajmuje się odkrywaniem jakichś niesamowitych rzeczy, odciętego od tej inspiracji, która wychodzi prosto z natury. Każdy z tych ludzi gdzieś tam w pamiętnikach zapisuje, że las, że przyroda, że naturalizm. Wspominałem już chyba nie raz o tych historiach z naturalistami na świecie, że to była bardzo poważna filozofia jeszcze 100 lat temu. Później troszkę zniknęła, bo zakochaliśmy się w kanciastych blokach aluminium i szkle oraz betonie.
Ale cała ta technologia, której właściwie używamy w tym betonie, szkle i aluminium, pochodzi właśnie od tych naturalistów. Właśnie. I tu dochodzimy do takiej prostej rzeczy pod tytułem manifestacja natury. I wygląda na to, że właściwie rośliny oprócz tego, że są takim interfejsem same w sobie, że rosną bez żadnych problemów, że funkcjonują tu na tej planecie, nie oglądając się za bardzo na nic i na nikogo, to jeszcze w jakiś sposób przekazują nam informacje. Nie mówię tylko o substancjach psychoaktywnych zawartych w roślinach, ale chociażby właśnie tak jak wspomniałem o zwykłej obserwacji. Za pomocą zwykłej obserwacji jesteśmy w stanie ściągnąć masę rozwiązań i zrozumieć przede wszystkim, jak wygląda cały świat dookoła, tudzież jak sobie poradzić z pewnymi problemami. Taki przykład manifestacji natury. Tak jak z tym piorunem, że piorun się zamanifestował i nagle pan naukowiec dostrzega możliwość zrobienia czegoś. Oczywiście jest to chyba najbardziej sensowna droga rozwoju i chyba najlepsza droga rozwoju, bo to jest takie połączenie stuprocentowe z siłami natury. Rośliny nie mają tego problemu.
Drzewo nie musi udawać, że nie wygląda jak piorun. Drzewo po prostu wygląda jak piorun. Tak zwyczajnie. System korzeniowy wygląda jak odwrócony piorun w drugą stronę. Jeżeli się przyjrzymy na zjawiska atmosferyczne, są takie fantastyczne zdjęcia Ziemi robione przez satelity NASA. Zdjęcia burz, które się odbywają, to ten piorun, który dolatuje do Ziemi, to jest tylko część tego całego zjawiska. Natomiast następuje potężny rozbłysk w jonosferze i ten rozbłysk wygląda jak system korzeniowy drzewa albo w ogóle jakiejkolwiek takiej rośliny, która po prostu lubi się rozrosnąć gdzieś tam w ziemi. I się okazuje, że wiele zjawisk, które dopiero teraz trafiają na łamy może nie podręczników, ale opracowań naukowych, właściwie niczym się nie różnią od tych zjawisk, które obserwujemy w każdym parku, w każdym lesie, na każdej łące, w każdej możliwej sytuacji, gdzie mamy kontakt z naturą. Tylko pytanie, czy dostrzegamy w rzeczywistości tą moc natury? To jest cała historia błyskawic i wszystkich tych rzeczy, ale to może pominę.
Słuchajcie, z roślinami jest w ogóle bardzo ciekawa historia, bo oprócz tego, że są taką chyba najczystszą reprezentacją tych wszystkich sił w naturze, jako jedyne się nie łamią pod wpływem huraganów. Znaczy łamią się niektóre drzewa, ale natura jako taka jest na przykład w stanie przetrwać każdą katastrofę i odrodzić się z powrotem. Nasza cywilizacja już nie za bardzo. To świadczy bardzo dobitnie o tym, że nasz interfejs z tym światem dookoła, z tą całą rzeczywistością jest taki dosyć nieudany. Bo jak zabraknie jednego czynnika, nagle wszyscy znikamy z tej planety, robi się powódź, potop albo cokolwiek innego i nas już po prostu nie ma. Natomiast z roślinami jest tak, że rośliny sobie znikną na parę chwil i z powrotem wracają w glorii i chwale. Są takie tajemnicze opowieści z dżungli z Ameryki Południowej. Nie tylko, bo te opowieści są z Syberii, z wielu miejsc, gdzie jest potężny las, w którym nie ma nas. Mówią o tym, że w środku lasu, w środku tej dżungli mieszkają takie rośliny, które mają taki iloraz inteligencji, są jak żywe, chodzące istoty i potrafią się pożywić nami. Jest taka opowieść.
Nie wiem, czy to legenda, czy to jest prawda, czy wymyślili to podróżnicy. Słyszałem tą historię z paru różnych źródeł. Nigdy się nie pytałem oryginalnych mieszkańców tego miejsca, bo tam nie byłem, czy tak naprawdę jest. Ale opowieść mówi o tym, że gdzieś daleko w dżungli są bardzo dziwne miejsca. Są miejsca, gdzie cały roślinny świat ewoluował. To nie jest dobre słowo. Jak wcześniej wspomniałem o Darwinie, stało się coś takiego, że tam mieszkają rośliny, które mają o wiele większe moce niż komukolwiek się wydaje. I te rośliny są w stanie pożreć człowieka i tam się nie chodzi do takiego lasu, bo te rośliny traktują nas jak obiad i nie mamy w zderzeniu z nimi żadnych szans. Jak jest naprawdę? I don't know.
Dziwna historia. Inna sprawa, że nie zbadaliśmy wszystkich tych lasów, nie zbadaliśmy całej dżungli na świecie, nie zbadaliśmy wszelkich możliwych miejsc. Są miejsca, gdzie człowiek nie ma szansy dotrzeć. Co najwyżej z satelity za pomocą zdjęcia, a i tak nic nie widać, bo las jest wysoki na 100 metrów albo czasami nawet więcej i tylko widać samą górę i nie widać, co się dzieje w lesie. A tam w lesie mogą być bardzo dziwne rośliny, bardzo dziwne życie. Nie wiadomo co. Może rośliny, które potrafią się o wiele lepiej komunikować niż te, które mamy w doniczkach. Kto to wie? A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali. Ja mam na imię Tomek, a dodatkowo jest retransmitowane do Radia Paranormalium.
A jestem oprócz tego na czacie. Skype do radia to radionafali.com. A dzisiaj historia o roślinnej telewizji. Taki roślinny wieczorek dzisiaj i o tych wszystkich roślinach. Chcę zacząć od drzew. Te moje palmy, którymi się dzisiaj zajmowałem, troszkę urosły i powoli przypominają drzewa. Może bez przesady, do drzew to jeszcze dużo, ale generalnie rosną jak na drożdżach. Jak się dzisiaj przyjrzałem całej sprawie, stwierdziłem: „Człowieku, to trzeba do drzew”. Drzewo jest elementarnym symbolem świata roślin. To może zanim opowiem troszkę więcej, to zacznę od legendy prosto z Japonii.
W pobliżu Tobo rosło kiedyś bardzo stare drzewo wiśni. Pewnej nocy pan Matsui ujrzał w tym miejscu piękną kobietę. Natychmiast uświadomił sobie, że ma przed sobą ducha. Nocne wizyty się powtarzały, aż w końcu zniecierpliwiony pan Matsui spróbował zabić zjawę własnym mieczem. W efekcie drzewo uschło. Duch drzewa wziął jednak odwet na niszczycielu. Wstąpił w portret pięknej kobiety, którą nasz główny bohater powiesił sobie w swoim pokoju, by nocami go kontemplować, i ożywił go. O północy twarz na obrazie zaczęła się zmieniać, wykrzywiać, a po policzkach kobiety spływały krople krwi. Ciało opadało i wkrótce na portrecie widniała już tylko czaszka. Następnego ranka obraz wyglądał jak zawsze, lecz pan Matsui był wrakiem człowieka.
Po trzech kolejnych nocach popełnił samobójstwo. Przeklęty obraz jak stara pamiątka rodzinna wart był fortunę, jednak nie został nigdy sprzedany, gdyż żaden kupiec nie śmiał się go dotknąć. Mam troszkę więcej legend na dzisiaj z Dalekiego Wschodu na temat drzew, na temat roślinności. A dlaczego drzew? Bo drzewo jest chyba od zawsze symbolem życia, łącznie ze wszystkimi możliwymi kulturami, które pochodzą z Europy, jak i podejrzewam kulturami z wielu innych miejsc. Ja się przyjrzałem dzisiaj wyjątkowo na drugi koniec globusa. Taką podróż wirtualną sobie zrobiłem i okazuje się, że tam drzewo też jest ojcem, mamą stworzenia, początkiem wszystkiego. Nie ma żadnej specjalnej siły innej. To nie jest kamień. To jest zawsze po prostu drzewo.
Pierwsza religia świata. Na to wygląda. Symbol życia. To drzewo jest portretowane praktycznie wszędzie, gdzie się da, poczynając od owych germańskich mitów celtyckich, drzewo wiedzy w Kabale nawet tam to występuje. Mit stworzenia człowieka, że spadł z drzewa. Właśnie chyba tak się powinien zaczynać. My wierzymy w troszkę coś innego, bo nasz mit człowieka jest troszeczkę inny. My jesteśmy taką kulturą, która jest spadkobiercą pomysłu na dżina z butelki, takiej ekstremalnej personalizacji, że wszystko jest duchem, który wygląda tak samo jak my, że wszystko właściwie jest taką samą istotą jak my. Nie dopuszczamy za bardzo, przynajmniej w tej cywilizacji, w której dorastamy, że może jest zupełnie odwrotnie. Może powinniśmy tą całą piramidę najważniejszych istot na świecie i najważniejszych wartości, które wyszczególnił Maslow w ogóle odwrócić.
A w ogóle można nawet nie tyle odwrócić, ile dodać tam kilka brakujących elementów. A może po prostu wyrzucić tę piramidę do śmieci i stwierdzić, że najważniejszym elementem na świecie są żywe rośliny, bo dzięki nim my żyjemy. Że to nie jest kwestia naszej personalizacji, że to nie jest dżin z butelki. To jest drzewo. Z tym drzewem są niesamowite legendy. Za chwilę przytoczę troszeczkę więcej tych opowieści o legendach, o drzewach. Zanim przytoczę te opowieści, skoczę na moment do przedziału, który się nazywa święta geometria. Złoty podział, który jest nazywany najczęściej sekwencją życia. Często są mity i legendy na ten temat, że to jest takie coś, co reprezentuje formy życia. Może nie do końca, bo rośliny są tutaj bardzo specyficzne w całej tej opowieści.
Bardzo specyficzne. Rośliny mają swój własny podział. My jako żywe istoty funkcjonujemy na troszeczkę innej geometrii niż rośliny. I ten cały złoty podział, który się gdzieś tam pojawia, bardzo często właściwie, chociaż nie wiem, jak to powiedzieć, się zapętliłem. Słuchajcie, złoty podział, wszyscy wiemy, co to jest złoty podział, już nie będę cytował, jest związany tylko i wyłącznie z roślinami. Tam występuje takie bardzo fenomenalne, dziwne, ciężkie do opisania zjawisko, czyli to, że jedno wyrasta z drugiego w odpowiedniej sekwencji matematycznej. Człowiek nie jest zbudowany w ten sposób. Mamy tylko pięć palców. Kiedy kończymy któryś tam rok życia, nie wyrasta nam szósty palec, ani siódmy, ani ósmy, ani dziewiąty, ani dziesiąty. Nie mamy z tym nic wspólnego.
Natomiast rośliny i wszystkie organizmy żywe oparte na, właściwie może nie tyle oparte, ile my widzimy to jako złoty podział. Taka fala, I don't know, jakaś taka częstotliwość. Tak to się manifestuje jako kawałek czegoś, co wygląda jak zawinięta spirala do środka. Ta spirala ma w sobie ten fenomen, że znajduje się w każdej roślinie na tej planecie. Praktycznie w każdej. Są rośliny, które mają troszeczkę inną sekwencję i nie zawsze jest to sekwencja Fibonacciego, ale ten core całego zjawiska jest zawsze ten sam. To ja może wrócę do legend, bo jest ich trochę i chciałem wam kilka przytoczyć, bo są naprawdę bardzo intrygujące. Jest taka druga legenda z Japonii o starym drzewie wiśni. W ogóle w Japonii jest pewna obsesja na punkcie drzewa wiśni, o której zaraz powiem. To drzewo wiśni rosło w pobliżu hinduistycznej świątyni w Hirano.
Był to niezwykle piękny obraz. Drzewo stało się obiektem pożądań pewnego bogatego samuraja, który postanowił odkupić wiśnię od starego właściciela, zarządcy herbaciarni, na którego posesji stało to drzewo. Właściciel tego drzewa odmówił. Rozśmiechany samuraj dobył miecza, grożąc, że zetnie gałąź drzewa. Wtedy herbaciarz zasłonił drzewo własnym ciałem i otrzymał śmiertelny cios. Zmarł na miejscu. Samuraj wziął gałąź drzewa do rodowej siedziby i gdy przybył do tej rodowej siedziby, odkrył z przerażeniem, że jego ojciec zmarł chwilę wcześniej od strasznej rany. Drzewo dokonało zemsty. Samuraj okryty wstydem i hańbą musiał popełnić samobójstwo. Tymczasem drzewo uschło i stoi tak po dziś dzień, gdyż żaden drwal nie odważyłby się go zrąbać.
To jest chyba dobra ilustracja tego, jak mocne związki są między nami, żyjącymi istotami jakimikolwiek, biegającymi na swoich łapach po tej planecie, a czymś, co nie może się ruszyć z miejsca, bo rośnie w jednym miejscu. Inna sprawa, że chyba percepcja roślin jest zupełnie inna. Ja tu jeszcze na moment wrócę do tych wszystkich starych legend. Może nie tyle legend, ile do takich, właściwie nie wiem, jak to nazwać, bo z jednej strony właściwie powinienem powiedzieć religia, ale to nie do końca jest, przynajmniej w moim wyobrażeniu, religia. Chodzi o coś takiego jak symbol życia. Chodzi o te pierwsze teologie, pierwsze próby zrozumienia, opisania świata, znalezienia się w nim przez rudzki lud. Dokładnie tak samo było u Słowian. Słowianie też miłośnicy drzew, obwieszanie drzew lampkami dookoła. Tak samo jak w Japonii owo drzewo wiśni, które jest uznane za takie święte drzewo. Z tym drzewem wiśni jest taka historia, że uważa się, że kwitnące drzewo to żywa istota posiadająca indywidualną duszę i każde drzewo, które kwitnie jest indywidualną osobą, osobowością.
Dokładnie tak samo jak u Słowian lata temu. Dokładnie taka sama historia. Wszystko w drewnie. To samo jest, tak jak wspomniałem wcześniej, w germańskich mitach. Tam jest w ogóle jeszcze rozbite na poszczególne gatunki drzew. Zresztą praktycznie chyba w każdej takiej teologii, która jest bardzo stara i sięga właśnie do praw naturalnych, do takich koneksji bezpośrednich z przyrodą, każda roślina ma swój potencjał, każda roślina ma swoje znaczenie, każda roślina ma swoją historię i każda pomaga w czymś innym, a niektóre czasami przeszkadzają. Niektórych się trzeba strzec, a niektóre trzeba przytulić. Różnie to wygląda, ale każda z nich jest uważana za żywą istotę, która jest na tej planecie i żyje dłużej niż my i ma większą moc niż my. I że cokolwiek zrobimy, to zemsta ze świata przyrody przyjdzie i nas pochłonie. I trochę tak to wygląda, jeżeli przyjrzymy się na współczesną cywilizację.
To, co mamy dookoła, to powoli mama natura, która się budzi i mówi, że już dosyć tego bajzlu i chce z powrotem wrócić stary porządek. W Londynie lisy wracają do miasta. Wracają już od dawna. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Roślinność wraca wszędzie. Jak tylko człowiek zniknie z danego miejsca pierwsze, co się pojawia z powrotem, to roślinność, która robi z powrotem porządek w miejscu. Takim dobrym przykładem jest chociażby Czarnobyl, który prawdopodobnie już niedługo, może nie niedługo, minie pewnie jeszcze trochę lat, stanie się największym dzikim rezerwatem przyrody na świecie, przynajmniej na tej długości i szerokości geograficznej z tym rodzajem roślinności, bo tam nikt nie wchodzi od lat. Jak się okazało, w ciągu tego bardzo krótkiego czasu roślinność kompletnie zjadła cywilizację. Ta cywilizacja to już są takie resztki wystające gdzieś pomiędzy drzew, pomiędzy traw, gdzie już końcówka, bym powiedział. Jak się okazuje, rośliny doskonale sobie radzą.
Zdemontowały to całe zamieszanie i demontują cały czas. I pewnego dnia, jak minie ileś tam lat, to już chyba śladu po tym nie zostanie. Inna sprawa, że materiały budowlane wszystkie te Rzeczy, z których budujemy swoją rzeczywistość, są bardzo kruche w stosunku do roślin. Chociażby porównując do siły nasionka, które się posadzi pod asfaltem i to nasionko jak zaczyna kiełkować, potrafi przebić asfalt. Nasionko potrafi rozsadzić beton. Nasionko potrafi rozsadzić kamień. Jest potężna siła w roślinie. Nie wiem do końca, czy to jest fotosynteza. Jestem bardziej zwolennikiem elektromagnetycznego świata, właściwie elektrycznego. To chyba jest najbardziej precyzyjne określenie i wydaje mi się, że w roślinie mieszka duch, który operuje potężną mocą i w pewnym momencie zaczyna tę moc odbierać.
To jest ta cała historia z tymi tkankami roślin, że one wyglądają jak antena. Jeżeli się zbuduje antenę, która będzie miała bardzo podobne klastry, to może się okazać, że ta antena ma bardzo małe zakłócenia, bardzo daleki zasięg nadawania, jest wręcz prawie doskonała. Ale wracając do tych wszystkich mitów stworzenia, do tych wszystkich historii, zatrzymajmy się troszkę na dżinie, bo nasza kultura jest jednak sklejona tak mocno, że wszystko musi być jak człowiek. Nawet europejskie wyobrażenie Boga jest takie, że to jest starszy koleś, który ma siwą brodę lub coś w tym stylu. Że to z reguły jest zawsze ktoś. Że to nie jest roślina, tylko że to jest ktoś. Ktoś, kto jest większy od nas, ale wygląda tak samo jak my. To nigdy nie jest ktoś, kto wygląda jak kawałek paproci. A jak się cofniemy do prareligii, to się okazuje, że tam są tylko rośliny. Tam wszyscy się modlą do roślin.
Modlą w cudzysłowie. Tam z roślinami się po prostu rozmawia. To tak jak ta historia z tym złotym podziałem. Jeszcze na sekundę wrócę i do tych wszystkich legend. Skąd to wiemy? Ślady tego zostały zapisane na kamieniach. Widzimy te wszystkie płaskorzeźby z pradawnych czasów. I są tam rośliny. Widzimy symbol drzewa życia. Widzimy go praktycznie wszędzie na świecie, w tych najstarszych wykopaliskach archeologicznych.
Oprócz tego, że widzimy zwierzątka, to zawsze widzimy rośliny. Co przetrwało do naszych czasów? Przetrwał bardzo tajemniczy dokument. Ja zawsze podejrzewam, może nie zawsze, od jakiegoś czasu podejrzewam, że jest to dokument, który jest napisany troszkę inną wersją głagolicy i jest to historia związana z tak zwaną historią Słowiańszczyzny. Nazywa się Voynich Manuscript. Najbardziej tajemniczy manuskrypt aktualnie na świecie i to chyba od prawie 100 lat. Nikt nie jest w stanie rozszyfrować, o czym ten manuskrypt rozprawia. Jest napisany bez żadnego błędu. Był sprawdzany, datowany. Wiadomo, że napisano go jakieś 600 lat temu, gdzieś w tej okolicy.
Wiadomo, że napisano go na doskonale wyprawionej skórze. Zrobiono to wszystko za jednym strzałem, bez żadnego błędu. Jest masa tajemnic dookoła tego dokumentu. Nie wiadomo, skąd się wziął. Nie znamy autora. Nikomu nie udało się odszyfrować, o co chodzi w tym manuskrypcie. A oprócz tekstu, którego się nie udało rozszyfrować, są tam rysunki. I wszystkie te rysunki są ornamentami roślinnymi. Przedstawiają w ogóle bardzo dziwne rośliny. Udało się, zdaje się, skatalogować, znaleźć jedną roślinę, która gdzieś mieszka w Ameryce Południowej, która jest bardzo podobna do tego, co jest narysowane w manuskrypcie i chyba drugą, która się znajduje w Europie.
Poza tym reszta roślin jest kompletnie nierozpoznawalna i nie jesteśmy w stanie tego zidentyfikować. Absolutnie. Taka tajemnica. Najbardziej tajemniczy manuskrypt na świecie zawiera praktycznie na swoich arkuszach rysunki roślin, tajemniczych roślin. Nie wiemy, co to oznacza. Może to jest zaginiona księga Słowian? Nie mam pojęcia. Trochę tak wygląda. Fajnie by było, jakby tak było, ale jak jest? Nie mam bladego pojęcia.
A ja mam dla was kolejną legendę, kolejną opowieść o drzewach, bo tak troszkę dzisiaj drzewnie się zrobiło. Jest o roślinach głównie, ale drzewo jest chyba najbardziej prestiżowym, najbardziej wymownym i spektakularnym symbolem świata roślinnego. Daje nam schronienie, daje nam opał, daje nam owoce, daje nam cień, kiedy jest gorący dzień. Drzewo to przyjaciel człowieka, moi drodzy. Słuchajcie, Daikow jest z jednej z takich szalonych wysp gdzieś tam na Pacyfiku. Mają takie duchy, które nazywają... Zapomniałem, jak to się nazywa, ale mniejsza o to. Słuchajcie, mniejsza o takie nazwy. Generalnie mają duchy drzew. Podobno wyglądają one jak wysocy, przystojni ludzie płci męskiej lub żeńskiej, którzy niekiedy dobierają sobie partnerów wśród wędrowców zabłąkanych w lesie.
Takie drzewo może wywołać choroby i odbierać ludziom rozum, ale również obdarzać bogactwem i powodzeniem. Te drzewa, które są zamieszkiwane przez te duchy, mają taki status, że nie można ich absolutnie dotykać. Grozi to bowiem utratą zdrowia. Takie święte drzewa. W ogóle cały mit tego świętego drzewa przecież znamy chyba wszyscy dobrze. To w ogóle jest ciekawa historia z tym mitem, że nawet nie trzeba go znać, ale ja podejrzewam, że znakomita większość ludzi, przynajmniej ja, instynktownie odczuwa, że drzewo to jest coś. Może tu chodzi o percepcję czasu, czy jakoś tak, bo drzewo sobie rośnie tyle lat, a my tak porównując do życia drzewa, jesteśmy tylko mgnieniem na skali czasu takiego drzewa. Ja mam trochę więcej legend. Mówiłem, że będzie dzisiaj troszkę bajek, trochę legend. Także będzie.
Także są. W Indonezji na wyspie Nias mieszkańcy twierdzą, że duchy drzew zwane Belas to półbogowie, którzy zstąpili z niebios, dzieci bogiń i że to oni zsyłają wizję na człowieka, którego wybierają na szamana. W ogóle taki wybraniec musi uciec do lasu i potem przez pewien czas żyć w tym lesie razem z tymi duchami. Później mieszkańcy wioski wybierają się po niego, znajdują go na drzewie, zabierają z powrotem do wioski i wtedy jest już oficjalnie kapłanem. Mieszkańcy wierzą, że szaman dzięki wsparciu duchów drzew posiada moc leczenia ludzi umysłowo chorych. Z tym leczeniem chorób umysłowych to by się nawet zgadzało. Taka podstawowa terapia, którą podaje psycholog człowiekowi, który ma dużo problemów w życiu, to jest stwierdzenie: „Człowieku, może na spacer do lasu? Może troszkę pospacerować w łonie natury, się przejść, zobaczyć trochę zieleniny w okolicy?”. Generalnie zauważyliśmy wszyscy chyba, że zielone koi, że rośliny koją nerwy, że to jest przyjemne otoczenie. Każdy lubi siedzieć w miłym, zielonym miejscu.
Ale wracając do tych wszystkich drzew, jeszcze na moment wrócę do opowieści z Japonii, bo to jest bardzo ciekawe. W Japonii panuje przekonanie, że niektóre drzewa, na przykład wiśnia, orzech, sosna, śliwka, wierzba, są zamieszkiwane przez duchy, które potrafią mówić takim normalnym, ludzkim głosem i czasami ukazują się nam, kiedy sobie wędrujemy pomiędzy tymi drzewami. W ogrodzie pewnego samuraja rosło drzewo wiązowca. To się nazywa enoki. To jest taki wiązowiec japoński, tak to chyba poprawnie się nazywa. To drzewo przetrwało tam wiele pokoleń i kiedy właściciel postanowił je wyrąbać, jego matce przyśnił się sen, w którym ogromne monstrum się pojawiło, takie potężne przyszło i powiedziało: „Jeśli drzewo umrze, umrze każdy człowiek z tego domostwa”. Słysząc to, jej syn się tylko roześmiał i nie zważał na sny mamy. Wziął siekierę, poszedł i ściął drzewo, tego wiązowca i jeszcze tego samego dnia stracił rozum. Jego przeraźliwe krzyki rozlegały się wokoło, a krzyczał: „Drzewo! To drzewo rozdziera mnie na strzępy!” Ciekawe legendy.
Myślę, że mówią bardzo jasno i wyraźnie, że nasze koneksje z naturą są o wiele głębsze. Może niewidoczne. Łatwiej nam zobaczyć czasami nasz związek z jakimiś materialnymi przedmiotami, które nas otaczają, chociażby z laptopem czy sobą albo czymś takim. Czasami mamy problem, żeby dostrzec, że drzewo jest takie ważne. Nie jest to jedyna taka historia. Fenomen tych historii polega na tym, że zawsze drzewo reprezentuje najważniejszą moc, esencję życia. Jest trochę jak słoń. Właśnie, à propos tej historii, opowiem wam historyjkę z Tajlandii. Dawno temu w Tajlandii panował król Kuna, który upolował w lesie wiele słoni, ale za to, że obraził życie i przyrodę, spotkała go surowa śmierć i kara po śmierci. Odrodził się ponownie jako duch, wilmo mieszkające w drzewie stojącym na straży lasu.
Dusza króla doznała ukojenia dopiero wtedy, gdy jego syn zbudował ogromną pagodę w kształcie gigantycznego świecznika, symbolu rozprzestrzeniającego się oświecenia. To trochę jak w Polsce z tymi historiami, że stoi wierzba na rozdrożu i o północy... Znacie takie legendy? Jest ich masa. Tylko że w Polsce, tak jak w każdym chyba schrześcijanizowanym kraju, często przyznawano stygmaty tym drzewom. Że tam mieszkają diabły, że tam mieszkają złe duchy, tak żeby ludzie się bali tego, żeby nie kładli kwiatków przy drzewach, żeby tam nikt świeczek nie palił. Chociaż właściwie dołożono krzyżyk i ludzie dalej przy tych drzewach palą świeczki, kładą kwiaty. Teraz wydaje mi się, że kładą do krzyżyka, ale tam i tak dalej stoi drzewo i drzewo jest o wiele większe. Nie jest to jedyna taka legenda. Jest więcej takich legend i właściwie wszystkie, tak jak wspomniałem, potwierdzają to, że drzewo jest esencją.
W Indonezji mówią, że bardzo stare i duże drzewa zamieszkiwane są przez jednego ducha albo bandę duchów. Duch ten nazywa się Bela. Żaden drwal nie zrąbie takiego drzewa, zanim nie złoży jego mieszkańcom ofiary z żywności i nie poprosi uprzejmie, by przeniosły się gdzie indziej. Bela może ukazywać się w snach. Gdy jest niezadowolony, wywołuje rozmaite choroby. Czasami prosi się kapłankę, by wskazała ducha odpowiedzialnego za pojawienie się dolegliwości. Potem kapłan czy kapłanka modli się, przywołując imię ducha drzew. Składa mu ofiary. Tam się daje trochę ryżu, trochę kurczaków i stara się generalnie przekonać, żeby pozostawił chorego w spokoju i wrócił do siebie, do lasu, do drzewa. Może stąd się biorą nasze dziwne cywilizacyjne choroby z tymi drzewami.
Jeszcze mam jedną bardzo króciutką historię na temat drzew. Dobra, może dwie. Jest taka wyspa na Pacyfiku, Suavesi, jakoś tak. Nie pamiętam. Zawsze mam problemy z tymi nazwami. Tam jest taka historia, że ludzie na przykład kierują prośby do duchów drzew, by zwróciły duszę chorej osobie, która jest bliska śmierci i same wróciły do lasu. Prosta sprawa. Ktoś jest chory, idziemy do lasu, prosimy drzewo o zdrowie i zdrowie może wrócić. Na kolejnej wyspie jest taka historia, że ludzie wyobrażają sobie duchy drzew jako olbrzymy, tak zwanych gigantów z długimi rękami i nogami, które w księżycowe noce pojawiają się na ścieżkach ludzkich. Tamtego, kto przypadkowo dotknie długiej kończyny ducha wyglądającej niby jak pień drzewa, czeka rychła śmierć.
Dobra, jeszcze jedna opowieść. Jest taki archipelag wysp, który się nazywa Kalimatanu czy jakoś tak. Tam duchy drzew... Nie, tą historię wam zostawię. Dobra, bo się zamotałem. Już za dużo tych historii. Zrobię sobie przerwę na muzyczkę, popiję herbaty i wracamy do tej opowieści, bo nie przez przypadek chciałem poruszyć tymi legendami waszą wyobraźnię. Twoją, droga słuchaczko, i twoją, drogi słuchaczu, żebyśmy spojrzeli na to troszkę z innej strony, że to jest potężna moc, która się manifestuje. Jeżeli teraz wrócimy do tego wcześniejszego kawałka, o którym wam opowiadałem, z tymi piorunami, tymi Steinmetzami i tymi technicznymi rzeczami, to jeżeli drzewo wygląda jak piorun, a piorun ma potężną moc To jaką moc może mieć drzewo? A wy słuchacie radia Na Fali retransmitowanego w Radiu Paranormalium.
A audycja nazywa się Hiperprzestrzeń, a ja mam na imię Tomek. I dzisiaj jest bardzo leśnie, bardzo roślinnie. Roślinny wieczór w radiu Na Fali. Dlatego las w tle. Las jest zawsze, ale dzisiaj specjalnie. Wracając do naszego tematu roślin. Czas najwyższy poruszyć temat złego lasu, dziwnych kręgów, rezonansów i takich rzeczy. Tak jak wspomniałem, w tych legendach na Dalekim Wschodzie jest bardzo mocno zakorzeniona tradycja, że drzewo jest potężnym duchem, stwarza całe życie. Generalnie wszystko się kręci dookoła pnia drzewa. Dawniej zapewne w Europie było dokładnie tak samo, aczkolwiek te wszystkie ścięte drzewa zostały wycięte przez najazd z Watykanu.
Wszystkie pozostałe zostały chyba spalone, a te, które przetrwały, dorobiły się własnego krzyżyka i zmieniły troszkę nazewnictwo. Wbrew swojej własnej woli oczywiście. Ale jest jedna rzecz, która przetrwała w tej całej kulturze, w tych wszystkich opowieściach. Nie przetrwała w legendach, jak na ironię, które gdzieś tam poznikały, tylko przetrwała właśnie w owym złotym podziale, w świętej geometrii. Tak jak wspomniałem wcześniej, rośliny mają ten fenomen, że właściwie cały czas rosną. Nie jest to nic nieznane nauce. Nazywa się to dokładnie tkanką twórczą. Merystem tak to poprawnie chyba się nazywa po łacinie. Nie pamiętam dokładnie. Generalnie po polsku tkanka twórcza.
Oznacza to dokładnie tyle, że komórka cały czas się rodzi, cały czas powstaje, cały czas ulega podziałowi i cały czas rośnie. Dlatego drzewa cały czas rosną. My nie rośniemy cały czas. Dochodzimy do pewnego momentu i się zatrzymujemy. Natomiast w roślinach ten podział następuje nieustannie. To się nigdy nie zatrzymuje. Dlatego miałem dzisiaj taki problem, żeby przenieść te palmy przez drzwi do łazienki, bo to przecież wyrosło trochę do góry. Się zastanawiałem, jak to przenieść, żeby nie połamać liści. A pamiętam, jak były takie małe, do kolan mi sięgały te palmy. A teraz?
Teraz już dosyć duże. Tak się zastanawiam. Kurczę, chyba doniczki muszę większe do nich wstawić. Zjawisko tak zwanej tkanki twórczej przetrwało w złotej geometrii. Właściwie jeżeli się zastanawiamy czasami, co opisuje złota geometria, nie dam wam definicji na wszystkie znaczenia złotej geometrii i wszystkie te historie, ale jedną rzecz na 100%. Jest to sposób, w jaki funkcjonuje cały organiczny świat, ale organiczny świat roślinny, nie zwierzęcy. Jest to owe continuum, które się nieustannie powtarza. Ten nieustanny vortex, ten wir, który się nigdy nie zatrzymuje. Jeżeli się przyjrzycie na wszelkie historie związane ze złotym podziałem, to praktycznie polega to głównie na odwzorowywaniu tej struktury ruchu wirowego, który występuje w roślinach. Wiemy, że występuje, bo widzimy, jak roślina rośnie.
Widzimy to wszystko po korze drzewa. Widzimy to w słoneczniku, widzimy to w różach. Widzimy to praktycznie w każdej roślinie. Jeżeli ją przekroimy, to widzimy kolejne warianty dokładnie tego samego. Jeżeli przekroimy jabłko, widzimy dokładnie to samo. I wszędzie tam jest właśnie ów złoty podział, ta sekwencja życia. Mówi się czasami, że ten złoty podział, ta złota geometria dotyczy ludzi. Nie do końca. To jest coś, co jest obok nas. To jest to życie obok, które determinuje nasze życie.
To jest jakby nasz brat bliźniak, który ma troszeczkę inną geometrię, trochę inną strukturę i nigdy nie przestaje rosnąć. I jest potężny, jeżeli go zostawimy w spokoju oczywiście. Nigdy się nie zatrzyma. Niektóre rośliny lubią się zatrzymać czasami i wydać nasionka i się urodzić na nowo. Ale to już inna historia. Wróćmy do tego rezonansu tego złego lasu, ponieważ te komórki są tak fenomenalne, że oczywiście zawsze są takie same, zawsze się duplikują, to wszystko cały czas rośnie. Są takie opowieści o złym i dobrym lesie, szczególnie wśród Indian Ameryki Północnej i Południowej. W Polsce jest to samo. W Norwegii, w całej właściwie Skandynawii są dokładnie te same legendy, że są miejsca w lesie, w których nie jest dobrze przebywać. Trzeba stamtąd szybciutko zawijać nogi.
W ogóle się zawijać. W ogóle nie można tam zostawać. Trzeba szybko znikać z tego miejsca. Legendy mówią o tym, że ten las zupełnie inaczej brzmi, że idziemy sobie spokojnie przez las. Dla przykładu idziemy, wszystko elegancko szumi. Przypuśćmy, jak teraz. Taki lekki deszczyk. Szumi sobie las. Nie ma żadnego dźwięku takiego złego lasu, niebezpiecznego lasu. Ale w pewnym momencie okazuje się, że coś się zmienia.
Zmienia się dźwięk. Pioruny w tle. I ten dźwięk powinien nas ostrzec, że to nie jest miejsce przeznaczone dla nas, że w tym momencie powinniśmy zawijać nogi za pas i dawać dyla w drugą stronę. I było to przez setki lat legendą i traktowane było to dokładnie tak jak legenda, czyli z dużym przymrużeniem oka. Jakaś tam kolejna wersja Harry'ego Pottera. Parę lat temu kilku naukowców postanowiło zbadać to zjawisko od strony akustycznej, bo okazało się, że faktycznie las wydaje bardzo dziwne dźwięki. Wyniki badań były naprawdę zaskakujące. Okazuje się, że las mówi. W cudzysłowie mówi. My tego nie słyszymy.
My słyszymy tylko szum. Zmierzając do sedna. Słuchajcie, kiedy pada deszcz, te wszystkie kropelki osadzają się na liściach. W ogóle jakakolwiek forma wilgoci. Wszystko to wędruje do drzewa. Takie jedno drzewo jest depozytem razem ze swoim układem korzeniowym. Przypuśćmy 40-letnie drzewo dla około trzech ton wody. Tam tyle kursuje wody cały czas. Trzy tony wody są wypychane do góry, wracają na dół, wypychane do góry, wracają na dół. Żadnego silnika elektrycznego, nic z tych rzeczy.
Jeżeli ktoś z was zna się troszkę na elektrycznych sprawach, na cewkach, na wszystkich tych technicznych historiach, to doskonale wie, że jeżeli owinąć cewkę wokół czegoś takiego, to dałoby bardzo dużo prądu. I faktycznie rośliny mają potężny potencjał elektryczny, bardzo niska ilość amperów, za to potężny woltaż, gigantyczna ilość energii. Normalnie do zmierzenia miernikiem. Można sobie wbić ten miernik w ziemię w lesie i zobaczyć ile to ma i się okazuje, że całkiem nieźle. Jeżeli są tam takie moce jak prąd, to następują zjawiska grawitacyjne, czyli coś tam się rusza. Dodatkowo jeszcze jest wiatr. Generalnie cały system jest nieustannie w ruchu. Jest to taki samowystarczalny, samonapędzający się system i ten system wydaje swój własny rezonans. Liście uderzając o liście wydają szum. W lesie szumi, prawda?
Kiedy szumi w lesie, to można sobie ten szum nagrać i sprawdzić te rezonansy. Okazuje się, że kiedy człowiek zaczyna wycinać las, las zmienia brzmienie, jakby był smutny, jakby opowiadał bardzo smutną historię. Autentycznie panowie rozstawiali mikrofony i sprawdzali wszystko bardzo czułym sprzętem, analizując wszelkie możliwe spektrum dźwiękowe, które tam występuje. I okazało się, że jest coś takiego jak dźwięk zdrowego lasu. Absolutnie istnieje. Nie jest to żadną fantazją, nie jest to żadną iluzją, nie jest to już tylko bajką. Okazuje się, że w rzeczywistości coś takiego istnieje. I tu wychodzi na jaw, że wszyscy ci ludzie, których uważaliśmy za szalonych, głupich, tępych dzikusów biegających w przepaskach biodrowych po lesie, są nieprzeciętnie inteligentni, nieprzeciętnie spostrzegawczy. Bo te wszystkie legendy, które od nich pochodzą, o tym, że ten las dobrze brzmi, a ten las brzmi źle i tam nie idziemy, mają jak najbardziej rację bytu, bo tak to w rzeczywistości wygląda. Las potrafi swoim dźwiękiem manifestować swój rodzaj, emocje, to co czuje, to co się z nim dzieje.
Panowie robili testy przy wycinanych lasach, przy starych lasach, młodych. Było tego ileś tam wariantów. Nie ściągałem całej dokumentacji, ona gdzieś jest dostępna na internecie. Okazuje się, że las zaraz kiedy zaczyna się wycinka, zmienia brzmienie. Zaczyna po prostu być smutny. Las, który sobie rośnie tak radośnie ma w ogóle zupełnie inny dźwięk. Las, który umiera też ma zupełnie inny dźwięk. I ten las, który umiera jest prawdopodobnie tym chyba złym lasem. Ja do końca nie wiem, bo w sumie chyba w życiu nie trafiłem na takie miejsce w lesie, żebym mógł powiedzieć, że to jest zły las. Szczęśliwie dla mnie.
Nie wiem, może mnie tak tylko znosi w te miejsca, gdzie las jest szczęśliwy, ale podświadomie słyszę ten szum i idę w kierunku radości. Może tak się właśnie dzieje. Nie mam pojęcia, ale w rzeczywistości to zjawisko istnieje, występuje i to wcale nie jest bajka. Czyli jest ten rezonans. Słuchajcie, nie przez przypadek okazuje się, co zresztą zbadali lekarze na świecie. Jest też kilka badań na ten temat, też na internecie do znalezienia. Też możecie sobie sami sprawdzić. Wystarczy wziąć ze sobą sprzęt do mierzenia ciśnienia i kilka innych drobiazgów i wybrać się do lasu. Kiedy jesteście na przykład zestresowani w mieście albo w domu, wybierzcie się i przejdźcie się po lesie. Nagle okazuje się, że bicie serca w lesie ma tendencję do stabilizowania się, że w ogóle przytulenie się do drzewa powoduje, że lepiej się czujemy.
Na pewno niejedna z was, drogich słuchaczek i was, drogich słuchaczy przytulała się do drzewa. Ja też lubię się przytulić do drzewa. Lubię pogłaskać drzewo. Lubię coś powiedzieć do drzewa. Chyba każdy ma tak. W środku jest woda, te komórki jak anteny. Okazuje się, że właściwie to, z czym mamy do czynienia, to nie jest tylko i wyłącznie zjawisko akustyczne. Bo jeżeli spojrzymy na źródła tego zjawiska, to musimy wrócić właśnie do takich może nie technicznych rzeczy, ale do tego, że coś tam się dzieje, jest jakaś moc. I że te komórki zachowują się jak antena, bo muszą coś wyłapywać, żeby ta energia w drzewie była, żeby mogło sobie rosnąć, to musi być skądś zgarniana. Ja jestem zwolennikiem oczywiście teorii eteru i śmiem twierdzić, że to drzewo, o którym mówimy, jest taką doskonałą anteną na te pozytywne moce eteru i że po prostu odbiera ten rezonans.
Niektórzy nazywają to rezonansami Schumanna, częstotliwościami Schumanna, po prostu rezonans Ziemi, który jest taką nieustannie pulsującą falą. I ta fala jest niczym jedzenie dla drzewa, można powiedzieć. Oczywiście poza składnikami mineralnymi, które występują w glebie, poza całym ekosystemem, poza tymi fizycznymi rzeczami, występuje właśnie to dodatkowe zjawisko, które jest takie trudne do zmierzenia. Ale jeżeli się przyglądamy na te komórki pod mikroskopem i później odtwarzamy je w postaci małych mikroprocesorów, to okazuje się, że faktycznie tak to działa, że coś w tym jest, że te kształty mają w sobie to coś, co pozwala propagować energię w taki naturalny sposób. Nie ma żadnych zakłóceń, nie ma żadnych deformacji i roślina nieustannie rośnie. Niewiele jest takich zwierząt na świecie, które by mogły doścignąć rośliny w ich inteligencji. Jedne z nielicznych zwierząt to węże i jaszczurki, bo tylko one zdaje się z tego, co wiem, posiadają możliwość regeneracji każdego elementu swojego ciała, wytwarzając spontanicznie komórki macierzyste. Właśnie to, co nazywamy tkanką twórczą w roślinach, jest dokładnie odpowiednikiem komórek macierzystych dla człowieka. Tylko że w naszym przypadku te komórki macierzyste wytwarzają się tylko w momencie, kiedy przychodzimy na świat. I to wszystko.
Chyba że poddamy się jakiejś intensywnej wibracji w jakimś specjalnym polu i być może uda nam się zbudzić te komórki macierzyste i będą odrastały ręce i nogi i będziemy nieustannie rośli. Kto to wie? Kto to wie? Ale tak czy siak Co by nie mówić, wygląda na to, że rośliny są świetną anteną i jest na to kilka bardzo konkretnych, potwierdzających tą koncepcję badań. Jest taki dżentelmen, który się nazywa Eric Dallard. Konstruuje bardzo dziwne urządzenia w stylu Tesli, dziwne anteny do fali skalarnej. Przez lata konstruował te wszystkie anteny od początku do końca z drutu, z kabli, zwijał różne kształty. Po latach zaczął je podłączać do drzew. Okazało się, że system korzeniowy drzewa, takiego Joshua Tree na pustyni w Stanach Zjednoczonych, w jakimś odludnym, słonecznym miejscu, gdzie rośnie tylko parę drzew, jest idealną anteną i odczyty ściągane z tego drzewa są doskonałe. Dlaczego są doskonałe?
Ponieważ nie ma żadnych zakłóceń. Wszystko, co my budujemy, korzystając z materiałów, które są dostępne dla nas, wytwarza jakieś zakłócenia w tym polu. I to, co mierzymy, to musimy później sprawdzić, co jest rzeczywistym sygnałem, który do nas dotarł, a co jest zakłóceniem. A podłączając się pod systemy korzeniowe niektórych roślin, w zależności od tego, jak duże są, okazuje się, że dostajemy sygnał absolutnie bez żadnych zakłóceń. Była taka próba zrobienia anteny, która jest odlana z metalu w taki sposób, że przypomina układ korzeniowy drzewa. Po tej próbie okazało się, że antena bardzo dobrze działa. Oczywiście jest to bardzo żmudna sztuczka, żeby zbudować taką antenę, żeby odtworzyć, bo właściwie my nie wiemy, na jakiej zasadzie to działa. My znamy tylko część tej historii. Widzimy tylko zewnętrzny kształt. Wiemy, że komórka ma taki kształt w środku.
I teraz jest problem, jak to odtworzyć. Czy przypadkiem to nie jest tylko to, że nasza percepcja się zatrzymuje tylko i wyłącznie na wizualnym kształcie korzeni i na tym, że wiemy, jak wygląda komórka. Może tam jest coś więcej, coś, co nam umyka. Tego nie wiemy. Najlepszą opcją jest podłączyć się do drzewa. I może stąd się bierze to, że kiedy się przytulamy do drzewa, kiedy mamy rośliny dookoła nas, czujemy się doskonale. I tu jest kolejna ciekawa historia związana z kątem 90 stopni. Na pewno wszyscy kojarzycie piramidy, wszystkie te tajemnicze rzeczy po naszych tajemniczych przodkach, o których nic nie wiemy. Piramidy, czyli trójkąt, czyli wartości kątowe. To, o czym zdaje się nawet...
nie zdaje się, o tym była mowa w syntezie z Janem Tarajcą. Dokładnie wyjaśnia, o co chodzi z wartościami kątowymi fali i odbijaniem się fali, tymi wszystkimi historiami. Może jest tak, że to wszystko, co się odbywa, jest tylko i wyłącznie próbą odebrania tego sygnału z zewnątrz i że pewne kształty doskonale to propagują. I że starożytni to absolutnie wiedzieli. Mieli o tym nawet bardziej niż chyba świetne pojęcie, bo skoro budowali takie budynki i one stoją. Nie wiem, co robiły, bo to wszystko jest oczywiście zagadką, tajemnicą i nie do końca sobie zdajemy sprawę z tego, co się tam działo, do czego one służą i wszystkie te historie. Ale zostały do dzisiaj. Wytrzymały wszystkie trzęsienia ziemi, wytrzymały wszelkie kataklizmy, te, które się działy od czasu zbudowania do dzisiaj. Na tyle wytrzymały, że możemy podziwiać te wszystkie budynki. Dokładnie chyba podobna historia jest z drzewami, z roślinami.
Kiedy się przytulamy do tych roślin, to jest chyba ten sam rodzaj interfejsu. Oczywiście możemy tego nie odczuwać dokładnie w ten sam sposób, ale wygląda na to, że to jest bardzo podobna historia. To się dzieje wszystko jako antena, że gdzieś jest rezonans i to drzewo wychwytuje ten rezonans i nam przekazuje bezpośrednio. Być może drzewa, jak każda inna roślina, jest właśnie związana z dostarczaniem tego rezonansu do tej planety w formie fizycznej, żebyśmy mogli my, jako wszystkie żywe istoty, na tyle żywe, że możemy się przemieszczać z miejsca na miejsce podczas jednego życia, żebyśmy mogli tu w ogóle funkcjonować. Jest to ciekawa historia z tym. Absolutnie ciekawa. A wy słuchacie „Hiperprzestrzeni” w Radiu Na Fali retransmitowanej w Radiu Paranormalium. Ja mam na imię Tomek, a dzisiaj jest roślinnie. Roślinny wieczór. Właśnie tak się rozgadałem o tych piramidach, ale nie doszedłem do sedna.
O co chodzi z tymi piramidami i z kształtem trójkąta? Jeżeli się przyjrzycie uważnie na tą największą piramidę w Gizie, tą, która jest najbardziej tajemnicza, tam nie ma żadnych fresków. Nie tak całkiem. Ostatnio się okazało, że ten podpis faraona to jest ściema zrobiona w XIX wieku, bo ktoś zdrapał, nie informując lokalnych autorytetów i władzy o tym, że będzie to robił. Po prostu tak w tajemnicy zdrapał kawałek tego pigmentu, następnie oddał do analizy i okazało się, że to jest fałszerstwo dokonane prawdopodobnie przez jednego z brytyjskich odkrywców piramid, w cudzysłowie odkrywców, po to, żeby stworzyć teorię o piramidzie wybudowanej przez faraona. Ale wracając do sprawy, jest tu zakodowana bardzo ciekawa informacja, która jest związana z kątem 90 stopni. Kąt 90 stopni. Chyba wszyscy wiemy, o co chodzi. Jest to kąt, jedna kreska pionowa, druga pozioma. Pomiędzy tym jest 90 stopni.
Jeżeli te kreski będą dokładnie tej samej długości i połączymy je ze sobą, otrzymamy trójkąt. A wszyscy doskonale chyba wiemy, że piramidy nie są do końca trójkątami. Piramidy właściwie nie mają czterech rogów, tylko mają osiem, bo w każdej ze ścian piramidy jest takie dodatkowe wcięcie. I gdy tak policzyć to wcięcie, to właśnie otrzymujemy kąt 90 stopni. I to jest bardzo specyficzny kąt, związany między innymi z tym samym interfejsem, który posiadają rośliny do odbioru rzeczywistości, do odbioru świata. Jest to bardzo mocno też związane z naszą percepcją rzeczywistości, ponieważ kąt 90 stopni to jest dokładnie, jeżeli przeliczymy to na długość fali, to jest kolor zielony. Tak się składa. To jest ten moment, kiedy fala trafia dokładnie na naszą siatkówkę pod kątem 90 stopni, czyli tak prościutko. Jeżeli patrzymy na coś, na ścianę na przykład. I nie jest zielona.
To znaczy, że jest jakieś odchylenie od tego kąta, że światło się odbija w innej częstotliwości i dlatego otrzymujemy inne kolory. Jeżeli się przyjrzymy każdej strukturze pod mikroskopem, to zauważymy, że ona jest z reguły nierówna. I te nierówności kształtują kąt odbicia fali świetlnej. Ten kąt definiuje kolor, jaki widzimy. Rośliny są tak skonstruowane, że jak byśmy nie spojrzeli, to praktycznie zawsze są zielone. I to jest dziwny łącznik pomiędzy starożytnymi historiami a tym, jak wygląda świat roślin. Wygląda troszkę na to, to jest moja interpretacja, że starożytni wiedzieli troszkę więcej od nas na temat połączenia z tym interfejsem naturalnym, z tym, co odczuwają rośliny, z tym, jak czerpią energię niż my w dzisiejszych czasach w jakikolwiek sposób jesteśmy w stanie to pojąć, zrozumieć i wykorzystać do swoich własnych celów. Ci starożytni chyba robili to lepiej, bo wygląda na to, że prawdopodobnie używali dokładnie tej samej technologii co drzewo do swojego wzrostu. I tak dalej. Kąt 90 stopni jest kolorem zielonym.
Inna sprawa, że ten kąt się jeszcze powtarza w kilku konstrukcyjnych sprawach, ale tu już nie będę was zamęczał. Generalnie okazuje się, że jest to bardzo wytrzymała sprawa. Jest w stanie wytrzymać tak jak ta piramida, nie wiadomo ile. Oficjalne szacunki mówią, że to jest 4000 lat. Teraz przesunięto o kolejne 2000 chyba dwa miesiące temu, bo po zbadaniu zawartości czegoś w mumiach okazało się, że mumie są starsze o 2000 lat. Nie wszystkie, ale część z tych mumii jest starsza o 2000 lat niż wcześniej sądzono po kolejnych testach. A piramida może mieć 36 000 lat, może mieć 24 000 lat. Kto to wie? Może być nawet starsza. Jesteśmy w stanie tylko korzystać z tej orientacji astronomicznej przy piramidzie.
Ale to z piramidami jest troszkę osobna historia. Mnie interesuje tutaj tylko i wyłącznie ten kąt 90 stopni, ponieważ wygląda na to, że jest to wartość związana z propagacją się fali energii, która stwarza całe życie na tej planecie. I don't know. Może tak jest, może nie. Może pewnego dnia się dowiemy. Może sam to odkryję pewnego dnia. Ale przejdźmy dalej, bo tu się pojawia kolejny temat. Piramidy to nie jest jedna z tajemnic pomiędzy światem roślinnym, nami i tym kątem 90 stopni. To nie jest jedyna reprezentacja tych wszystkich tajemnic. Kolejna historia jest jeszcze bardziej tajemnicza.
Kolejna historia to są kręgi w zbożu, moi drodzy. I tu jest kolejny fenomen, który jest bardzo ciężki do opisania, zakwalifikowania i stwierdzenia, co tak naprawdę się dzieje. Część z tych kręgów i to chyba czasami znamienita część tych kręgów jest podróbką robioną przez ludzi. I to nawet powiem szczerze widać. Nigdy nie byłem w takim kręgu, ale przeglądałem masę zdjęć z takich miejsc. W Anglii jest to bardzo popularne hobby, że ludzie jeżdżą, zwiedzają takie miejsca, bo tu takie kręgi są. Masa z nich jest tandetną podróbą, ale są takie, które podróbą nie są. Chociażby sposób złamania się tych roślinek, sposób, jak powstaje wzór. Kilku ludziom się udało nakręcić na kamerach. Jeszcze 15 lat temu na kamerach wideo nakręcili, jak powstają te kręgi.
Bardzo dziwne zjawiska. Takie dziwne kulki świecące latają nad polem i nagle powstaje gigantyczny wzór na polu. Gigantyczny jak gigantyczny. Dla nas jest to duże. Normalnie gdyby się wysłało taką ekipę na pole, to ta ekipa na tym polu musiałaby to robić chyba tak co najmniej z godzinkę minimum i nie pogubić się w tych wszystkich sznurkach, żeby sobie te wszystkie długości policzyć. I ciężko jest odtworzyć tak precyzyjnie tak geometryczne kształty. Te kształty, które się pojawiają w tych, które ja osobiście podejrzewam za oryginalne, też mają bardzo duży związek z ową świętą geometrią, tradycją świata roślinnego, tego ducha, który drzemie w tej planecie, która przetrwała do naszych czasów w owym złotym podziale. Przetrwała w piramidach. My to nazywamy kątem 90 stopni, jeżeli chodzi o uderzanie fotona w naszą siatkówkę. Tu się dzieje taka dziwna historia, bo te kręgi się manifestują generalnie w zbożu.
Tu z powrotem wrócę do tego konceptu, że rośliny są najlepszymi, najbardziej precyzyjnymi antenami do odbioru tej całej kosmicznej informacji, która jest dookoła nas. To jest chyba najbardziej doskonały nośnik tej informacji, odbiornik tej informacji, nadajnik tej informacji. Nie wiem, jak to nazwać. Myślę, że my jako ludzie też nie jesteśmy całkiem kiepscy, skoro jesteśmy na tej planecie i tu żyjemy nie wiadomo ile milionów lat ponoć. A może miliardów? A może byliśmy tu od zawsze? Kto to wie? Fenomen polega na tym, że te wzory się manifestują tylko i wyłącznie w polu ze zbożem. Tak się zacząłem zastanawiać, skąd się to bierze, dlaczego to się nie manifestuje na przykład w trawie na trawniku? Dlaczego się nie manifestuje w lesie?
Dlaczego się nie manifestuje w polu kukurydzy? Dlaczego się nie manifestuje w rzepaku, w innych uprawach? Być może jest to związane na przykład ze specyficznymi właściwościami niektórych roślin. Być może. Zboże ma specyficzne właściwości. To jest roślinka, która rośnie bardzo wysoko, ma bardzo cienką łodyżkę. I ta propagacja wody, czyli prędkość, z którą woda podróżuje sobie w górę, w dół, jest z naszej perspektywy zawrotna. Pamiętajmy, że tam nie ma żadnej pompy, tam nie ma silnika elektrycznego, który by to pompował, silnika spalinowego, a prędkość jest wręcz niesamowita. I to wszystko sobie podróżuje mikrokanalikami. Każdy z tych kanalików, jeżeli sobie przekroimy to na płasko, włożymy pod szkiełko pod mikroskop, zobaczymy, że ma strukturę bardzo heksagonalną, bym powiedział.
Tam zawsze wszędzie jest złoty podział. I ta woda pomiędzy tymi kanalikami sobie podróżuje tak sama z siebie, jakby się lepi do jednej ścianki, następnie lepi się do drugiej ścianki, do drugiej takim ruchem troszkę wahadłowym. Ciężko to opisać. Trzeba było po prostu zobaczyć. Mam nadzieję, że się domyślacie. Chodzi o to, że ta woda podróżuje dosyć szybko w górę i w dół. Jeżeli się przyjrzymy na strukturę tej rośliny, jest Jest takim cudem natury, bo na samej górze mamy coś w rodzaju gigantycznej anteny. Około 60 lub 40 paru ziaren. Każde z tych ziaren ma taką samą strukturę, wyrasta z tego samego pnia, można tak powiedzieć, ale każde z tych ziaren jest indywidualne. Każde posiada inny rozmiar.
Pomimo że fraktalnie, jeżeli chodzi o pattern, z którego jest to zbudowane, jest to dokładnie ta sama struktura, to jednak te rozmiary są troszeczkę inne. Jeżeli zaczniemy porównywać każdy kłos zboża, każde nasionko, okazuje się, że właściwie nie ma dwóch takich samych nasionek. Nie ma dwóch takich samych kłosów zboża. Każdy jest indywidualny. Przypomina to dokładnie historię z naszymi liniami papilarnymi. Nie ma dwóch takich samych ludzi na świecie. To jest fizycznie niemożliwe. Nie ma dwóch takich samych ludzi, którzy mieli dokładnie ten sam rezonans elektromagnetyczny serca. Każdy z nas jest indywidualny od początku do końca, łącznie z owym elementarnym rezonansem bicia naszego serca. I podobnie się odbywa z roślinami.
Być może te pola są w jakiś sposób taką gigantyczną anteną i być może tylko dlatego te znaki się pojawiają w polu zboża. Ponieważ kiedy skomasujemy wszystkie takie rośliny, szczególnie jeden gatunek, który ma idealne właściwości, jeżeli chodzi o bycie anteną, posiejemy go na dużej przestrzeni, to on może zadziała jako antena i może coś się wydrukuje na nim. To jest troszeczkę jakbyśmy popatrzyli na schemat działania takiej klasycznej drukarni, która drukuje za pomocą sitodruku. Jest takie sito, w którym jest wytrawiony wzorek. Ktoś to polewa tuszem, kładzie kartkę pod spodem, przeciera tym tuszem, podnosi to sito i na kartce się odbija tylko ten pattern, a nie cała struktura sita. Być może jest dokładnie tak samo z tymi roślinami. Jest kilka tez, które by przemawiały za to. Jedną z takich głównych tez są rozmiary tych ilustracji, które się pojawiają na polach zboża. One zawsze mają dosyć specyficzne proporcje wymiarów w stosunku do wielkości pola. I to wygląda troszeczkę tak, jakby to pole zachowało się jak antena.
Do czego zmierzam? Jeżeli antena ma konkretny rozmiar, to nie jest w stanie przyjąć ani większego, ani mniejszego sygnału. Jest po prostu ograniczona fizycznie. To jest taki rodzaj rezonansu, że powyżej pewnego poziomu nie przeskoczy albo nie zejdzie w dół. Jeżeli pamiętacie takie stare czasy, gdzie jeszcze nie było telewizji takiej w kablu cyfrowej, gdzie montowano antenę na dachu, to wystarczyło dołożyć na przykład kawałek drutu do tej anteny i ona już lepiej odbierała albo gorzej odbierała, albo trzeba było coś zdjąć i wtedy lepiej działała. Zawsze trzeba było dopasować dokładnie ten sam rezonans anteny do odbiornika telewizyjnego i były anteny do takich telewizorów, anteny, które działały z tamtymi telewizorami, anteny, na których na przykład lepiej odbierało program pierwszy, anteny do programu drugiego, bo każdy z tych programów jest nadawany na innej częstotliwości. I teraz sztuczka polega na tym, żeby dobrać odpowiedni rozmiar anteny, żeby zgarnął ten sygnał. I być może właśnie dlatego te kręgi się pojawiają tylko i wyłącznie w zbożu. Inna sprawa, że w dzisiejszych czasach jest to szalenie ułatwione, moi drodzy, ponieważ te zboża są opylane i to jest monokultura, tam nie ma innych roślin. W tym momencie otrzymujemy coś jak doskonałą, analogową, organiczną antenę, która rośnie na przykład na 20 hektarach kwadratowych albo na 10 hektarach kwadratowych.
Jeżeli ta antena wzbudza jakiś rezonans, a jak zauważyliśmy wcześniej, przynajmniej ja zauważyłem, wszyscy to wiemy. Nawet nie będę mówił, że zauważyłem, bo aż głupio się czuję, jak mówię coś takiego, jak idiota. Wszyscy wiemy doskonale, że rośliny nie używają żadnego zasilania zewnętrznego, że ta energia idzie skądś i że one po prostu wyłapują doskonale tą energię. I teraz, jeżeli przyjrzymy się dokładnie proporcji, jak dużo energii może wyłapać takie pole, to właściwie otrzymujemy, można by to sprawdzić. Nie robiłem tego. Tak się czasami szarpię, że może pewnego dnia to zrobię, żeby sprawdzić proporcje w stosunku do rysunku, który jest drukowany na tym polu. Bo jeżeli takie pole na przykład produkuje ileś tam energii, przypuśćmy, że to jest 10 jednostek energii, to na odbiór tej anteny, na położenie tego zboża w środku trzeba zużyć jakąś energię. To się samo nie dzieje. Może właśnie zależy to od wielkości pola. Może na tym polega cały fenomen, że tylko zboże jest w stanie takie monokultury przyjąć na siebie jakikolwiek sygnał, po prostu odebrać jakikolwiek sygnał i się tak poskładać.
Może ktoś inny to stymuluje, ale nawet gdyby ktokolwiek inny z kosmosu albo skądkolwiek inąd, z innego wymiaru stymulował ten rezonans, to podejrzewam, że właśnie dlatego stymuluje w takiej roślinie i na dużych polach, że właśnie dzięki tej skali otrzymuje tą ilość energii, która jest potrzebna, żeby to się zamanifestowało. To jest taka niewidoczna energia. Ja w ogóle wierzę, że to jest jakby z wymiaru obok, że to są informacje takie, które dokładnie dzieją się w tym samym miejscu, w tym samym czasie, tylko dzieją się troszkę obok. My tego nie widzimy i one się manifestują fizycznie. Dopiero wtedy docierają do nas. Mówimy: „Okej, coś jest, mamy anomalię. Widzimy coś, co nie powinno się wydarzyć. Nikt nie jest w stanie tego wytłumaczyć”. Mamy nawet zdjęcia filmowe, które pokazują jakieś świecące obiekty, które się pojawiają nad tymi polami i się pojawia wzór, jakby ktoś rozwinął dywan wręcz. Wziął rolkę i puścił przed sobą i nagle jest wzorek.
Trwa to niecałą minutę. Ja mam takie podejrzenie, że to jest właśnie mocno związane z tą inteligencją roślin, że rośliny są taką bardzo inteligentną anteną, która sama potrafi przetwarzać ten sygnał. I niektóre rośliny być może mają większe predyspozycje do tego, żeby przetwarzać ten sygnał. Na przykład takie gigantyczne monokultury. Wiemy, że takie monokultury grzybów, które sobie rosną w Stanach Zjednoczonych Zapomnę, jak się nazywa ten rezerwat przyrody. Potężny rezerwat przyrody, gdzie jest trochę gór, generalnie masa lasów i rośnie sobie grzybnia. Naukowcy zajmują się badaniem tej grzybni i zauważyli bardzo podobne zjawisko, że grzyby stymulują sobie warunki do życia. Jeżeli na przykład jest suche lato, to pozwalają roślinom intensywniej rosnąć. Robią więcej miejsca dla niskich roślin, które dają więcej cienia, tak żeby woda wolniej parowała z gruntu. A kiedy jest mokre lato, to rośliny za bardzo się nie przejmują, nie rosną.
Grzyby pilnują tego, żeby cała ta woda trafiła tam, gdzie ma trafić i żeby tam nic nie zatrzymywało w ziemi. W taki oto sposób jest utrzymywany cały czas stały poziom w ekosystemie. Przy czym to tak dziwnie wygląda, bo ten poziom jest utrzymywany w ten sposób, że są zdjęcia, które to ilustrują, bo tam robią zdjęcia od iluś lat tego lasu z góry, satelitarne i lotnicze. I się okazuje, że na przykład grzyby potrafią przesunąć łąkę z jednej strony na drugą wzgórza, w zależności od tego, z której strony ekosystem potrzebuje więcej wody albo mniej wody. To dosyć zabawnie wygląda, bo okazuje się, że właściwie taka potężna grzybnia, która jest na przestrzeni zdaje się chyba dwudziestu paru hektarów co najmniej czy dwustu paru hektarów nawet, kontroluje w sposób inteligentny swoje otoczenie. To tak jak my, jak budujemy miasto, trochę dokładnie w ten sam sposób. I to może być podobnie jak z tymi kręgami w zbożu. Może też stąd się biorą. Ja mam takie podejrzenie, że to jest właśnie antena, że zboże jest po prostu fajną anteną, która świetnie rezonuje. Nie przez przypadek może dlatego w zbożu pojawił się sporysz, czyli główny podstawowy składnik LSD.
Może stąd się to wzięło, bo to jest taka dziwna struktura, która właściwie jest taką jedną wielką, gigantyczną anteną, która odbiera sygnał, którego my nie jesteśmy w stanie w ogóle zbadać, zmierzyć, w ogóle w jakikolwiek sposób odczuć. My już widzimy efekty tego sygnału. Czujemy ten sygnał cały czas, bo jesteśmy z niego zrobieni jak wszystko, co żywe na tej planecie, ale z jakichś powodów on się manifestuje właśnie przez rośliny, nie przez nas. To jest ten tajemniczy kąt 90 stopni z kolorem zielonym. To jest ten tajemniczy złoty podział, który w ogóle w człowieku nie występuje. Występuje tylko i wyłącznie w roślinach. Nie wiadomo. Mi to wygląda absolutnie na antenę, proszę państwa. Inna sprawa, że taka roślinka ma niesamowite właściwości, jeżeli chodzi o przytulanie jakichkolwiek informacji z zewnątrz. Takie nasionko potrafi przeżyć nawet dziesiątki lat, a czasami nawet setki lat i wykiełkować we właściwym momencie.
Nauka to tłumaczy, że to jest stworzenie pewnych warunków, ale nikt właściwie nie jest do końca w stanie wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje. Jak to możliwe, że kawałek substancji organicznej, która gdzieś sobie leży w ziemi, dawno powinna zgnić, dawno powinna się rozsypać. Jeżeli zakopiemy obok tego nasionka stalowy szpadel, to ten szpadel się szybciej rozsypie i zardzewieje na pył niż to nasionko. Nasionko wyrośnie pewnego dnia, kiedy po szpadlu już nie będzie ani śladu. To też jest fenomen, którego nikt nie jest w stanie wyjaśnić. Jedyne, wydaje mi się, nie jest to na pewno jedyne, ale jedno z takich sensownych wytłumaczeń jest, być może jest to po prostu anteną. Jest to taką genialną anteną, przystosowaną od samego początku do końca, właśnie żeby współpracować z tą planetą, żeby cały czas rosnąć, cały czas propagować, żeby ten ruch cały czas się odbywał bez żadnych przerw, żebyśmy mogli po prostu coś włożyć na talerz. No właśnie, bo skoro już wróciliśmy z tych wypraw, z tych pól zboża, może chyba zgłodnieli wszyscy. Może wróćmy troszkę do talerza. To może coś zjedzmy, coś roślinnego.
W ogóle z tymi roślinami, nie tylko takimi rosnącymi dziko w lesie, jest kolejna historia związana z naszym zdrowiem oczywiście. Tu myślę, że chyba wszyscy sobie doskonale zdajemy sprawę, że jest masa roślin, która ma właściwości lecznicze. Kuchnia w wielu miejscach na świecie, taka oryginalna kuchnia, która tam występuje z dziada pradziada od tysięcy lat, nie mówię o McDonald'yzacji i tych wszystkich bzdurach, jest kuchnią, która się opiera na takiej zasadzie, że dieta właściwie powinna być jednocześnie lekarstwem na jakiekolwiek schorzenia. Po prostu dieta jest medycyną, czyli to, co jemy, generalnie wzmacnia nas, powoduje, że lepiej się czujemy. Takie przeciwdziałanie, prewencyjne działanie, także dzięki temu na przykład nie chorujemy, bo nasza dieta jest obfita w coś i tak dalej. To są słynne historie roślin w medycynie. Do dzisiaj duże korporacje, jeżeli szukają czegokolwiek, szukają jakiegoś lekarstwa na coś, to oczywiście szukają wśród roślin. Stąd jest dalej nieustanna gonitwa wszystkich tych naukowców do dżungli, sprawdzanie tych roślin, szukanie czegoś, co zadziała po to, żeby później móc zrobić syntetyczny odpowiednik tej rośliny, opatentować i sprzedawać jako coś, co działa. Tu się jeszcze pojawiają owady, które są sprzymierzeńcami roślin, a ja o owadach dzisiaj odpuszczę. Także z tymi roślinami wygląda naprawdę dosyć solidnie.
Jeszcze wrócę na sekundę do specyficznych właściwości odbioru rzeczywistości przez rośliny, bo to jest coś, co siedzi mi w głowie już od bardzo dawna. To jest kwestia nawet percepcji czasu. I nawet jeżeli nam się wydaje, że rośliny nie są inteligentnymi istotami, to być może tylko i wyłącznie z jednego powodu, ponieważ my wymyśliliśmy sobie pojęcie czasu, przestrzeni od punktu A do punktu B. A może być tak, że przestrzeń, w której żyje roślina jest zupełnie inna. To jest zupełnie inny rezonans. To jest tak, jakbyśmy widzieli czubek góry lodowej. To jest trochę jak z piorunem. To wyładowanie elektryczne trwa raptem ułamek sekundy. Widzimy ten piękny widok na niebie i widzimy ten błysk i to wszystko, i to znika. Tam mogą się dziać takie zjawiska, że jakbyśmy się być może znaleźli w środku, to czas by się zatrzymał.
Być może odczuwalibyśmy to jako coś, co trwa 24 godziny i cały ten błysk byłby dla nas po prostu jednym dniem. Tak zwana historia z wzięciem przez obcych. Że ktoś zostaje porwany przez kosmitów. Opowiada historię, że spędził tydzień gdzieś na jakiejś planecie. Gdziekolwiek, cokolwiek by się nie działo, wraca i okazuje się, że to była jedna minuta, że to było 30 sekund, a nawet mniej. Gdzieś zniknął ten cały czas. Jest masa takich przypadków i wygląda na to, że być może, jeżeli takie przypadki właściwie się zdarzają nam jako gatunkowi ludzkiemu. W ogóle obserwujemy coś, jak długość fali. Wiemy o tym, że rzeczywistość może być troszeczkę czymś innym niż nam się wydaje, że może być po prostu parę rzeczywistości naraz, w zależności od tego, z jaką częstotliwością to wszystko wibruje. Może być tak, że rośliny wibrują z taką częstotliwością, której się nawet nie spodziewamy i że to, co widzimy jest takim czubkiem góry lodowej, jest ułamkiem tego wszystkiego.
A gdybyśmy się przestrolili, to nagle roślina zaczęłaby do nas mówić, zaczęłaby się odzywać, zaczęłaby z nami rozmawiać, dyskutować i być może byłoby zupełnie inaczej. Być może. To nie jest do końca być może, moi drodzy. A wy słuchacie dzisiaj radia na fali retransmitowanego w Radiu Paranormalium. A my jesteśmy w lesie, bo dzisiaj taki zielony temat. Roślinny wieczór, proszę państwa, w hiperprzestrzeni. Właśnie wspomniałem o tych roślinach, specjalnych roślinach. Mowa jest oczywiście o roślinach zawierających substancję o nazwie DMT, grzyby halucynogenne, popularnie to się nazywa ten rodzaj grzybów zawierający psylocybinę. Kannabis, sporysz na zbożu, wszystkie te substancje, które się w całości po prostu nazywa substancjami psychoaktywnymi, które przestrajają nasz mózg i powodują, że widzimy trochę więcej niż trochę mniej. I być może jest to właśnie potwierdzenie tej doskonałej anteny pomiędzy światem dookoła a roślinami a nami.
Może to jest właśnie ten brakujący interfejs. Może dlatego starożytni budowali na tym kącie 90 stopni. Może stąd przetrwała właśnie ta tradycja złotego podziału. Może właśnie stąd się to wszystko wzięło, że właśnie specyficzne właściwości odbioru rzeczywistości. Wracając jeszcze na sekundę do tego złotego podziału. Co jest fenomenalnego w złotym podziale? Że nie da się go wyliczyć do końca. Tam zawsze ta końcówka jest przesunięta i zawsze on się będzie mnożył przez siebie tak długo, jak nam wystarczy sił, energii, możliwości i chęci. Tak długo da się to po prostu dzielić. To nie ma fizycznie końca ani w jedną, ani w drugą stronę.
I przypomina to dokładnie sytuację z piorunem na niebie i drzewem rosnącym na łące. Dokładnie ta sama struktura, tylko że jedna struktura trwa ułamek sekundy, a druga struktura przynajmniej manifestuje się w naszych oczach, w naszym trybie postrzegania rzeczywistości jako coś, co trwa sekundę. A drzewo trwa lata. Drzewo jest w stanie przeżyć parę pokoleń ludzi. I może właśnie o tą perspektywę chodzi. Może właśnie rośliny odbierają ten rodzaj informacji, który jest związany z troszeczkę inną percepcją czasu. Czasu jako przestrzeni, w której coś się odbywa, coś nieustannie się manifestuje, coś nieustannie się wymienia, coś nieustannie się odradza, a jednocześnie cały czas trwa i nic się właściwie nie zmienia. Nic się nie powiększa i nie zmniejsza. Komórki w drzewie są dokładnie takie same. To wielkość drzewa się zmienia, natomiast wielkość komórek w drzewie się nie zmienia.
To nie jest mutant, że po 300 latach ta komórka jest wielkości pięści. Dalej jest tak samo mała. Dalej potrzeba mikroskopu, żeby to wszystko zobaczyć. Dalej nie wystarczy ludzkie oko. Czyli reasumując, podstawa zawsze jest taka sama wszędzie. Podobnie jest z piorunem. Jeżeli przyjrzymy się uważnie tej strukturze elektrycznej, eterycznej, jak to nazwać, już zostawiam dowolność każdemu, to widzimy dokładnie to samo zjawisko. Jota w jotę. Tylko że jedno, tak jak powiedziałem, trwa sekundę, a drugie trwa czasami setlecia, czasami tysiąclecia. Najstarsze drzewa mają po tysiące lat.
Jak się przyglądałem tym swoim roślinom, sympatycznie wyglądają, sympatycznie. Zadowolone takie są. I à propos właśnie tego, czy są w ogóle inteligentnymi istotami. Tak jeszcze wrzucę na koniec taką historię. Okazuje się, że rośliny mają swoją inteligencję i są szalenie bystre. Sprawdzono to eksperymentalnie wiele, wiele razy. Na pewno część z was słyszała o tych eksperymentach. Jeżeli ktoś z was nie słyszał, to usłyszy właśnie teraz. Polegało to na tym, że podłączało się roślinki pod czujniki tego, jak się zachowa, co się będzie działo, jaki prąd wydobędzie z siebie, co się stanie z liśćmi. Wszystkie te historie.
Po prostu wszystko, cokolwiek możemy zmierzyć dookoła żywej istoty. Ustawiano wszystkie te mierniki dookoła roślin i robiono coś w rodzaju takiej monokultury. Następnie część tych roślin pozbawiono na przykład liści. I okazywało się, że druga grupa roślin, która w ogóle nie była dotykana, automatycznie pokazywała jakąś reakcję. Na tych czujnikach coś się działo. Wyglądało to tak, jakby jedne rośliny przesyłały informacje poprzez ten luminescent ether, czyli to pole eteru drugiej rośliny. I bywam na to, że świetnie się komunikują. O ile z grzybnią i badaniami prowadzonymi w lesie sprawa jest w sumie dosyć prosta, bo jest to bardzo spójne pole morfogenetyczne, wręcz dosłownie. Grzybnia się rozprzestrzenia i rozciera na obszarze czasami setek kilometrów i to jest właściwie jeden grzyb. On się manifestuje w postaci małych grzybków.
Kiedy zbieramy je z łąki, to jest jeden grzybek, drugi, trzeci, czwarty. Ale jeżeli chodzi o organizm i właściwe, poprawne nazewnictwo, to mamy zawsze do czynienia dokładnie z tą samą jedną rośliną, która się tylko manifestuje. My widzimy tylko drobną część. To troszkę jakbyśmy zrywali liście z drzewa. Dokładnie ta sama sytuacja. Drzewo jest dalej to samo. Dalej mamy do czynienia z tą samą rośliną, która ma ten sam system korzeniowy, tę samą rolę w ekosystemie. My tylko widzimy liście, bo reszta jest schowana głęboko pod ziemią. Okazuje się, że rośliny czują, absolutnie czują. Zresztą stąd się bierze ten fenomen mówienia do roślin.
Wszyscy chyba doskonale wiemy, że jeżeli się mówi do roślin, to rośliny lepiej rosną. Jeżeli się rośliny głaska, to też to lubią. W ogóle rośliny są przyjacielskie. Są rośliny, które są mniej przyjacielskie, ale taka jest chyba natura świata, że niektóre rośliny są mniej w stosunku do ludzi. Mają być może inną rolę. Być może czemuś innemu służą. My do końca sobie nie zdajemy z tego sprawy. My nawet nie mamy pojęcia, jakie właściwości mają rośliny, które są dookoła nas. A już co dopiero sprawdzać właściwości roślin, przy których nie chcemy mieszkać, bo są w jakiś sposób potencjalnie szkodliwe dla nas. Nie wiemy absolutnie nic na ten temat.
Wiemy tylko o procesie fotosyntezy. Wiemy o chemii w roślinach. Potrafimy czasami to wyekstraktować. Natomiast o komunikacji między roślinami, o tym, jak wygląda życie w tym innym wymiarze, gdzie czas jest z naszego punktu widzenia po prostu zamrożony, stoi w miejscu, a wtedy rośliny żyją. My nie wiemy nic. Dla nas jest to terra incognita. Zupełnie nic nie wiemy. Możemy się tylko domyślać. Widzimy tylko takie reakcje. Podobnie jest z rośliną, która się nazywa cannabis, która jest szalenie inteligentna i potrafi się dostosować do każdych warunków.
Zresztą nie jest to akurat jedyna roślina, która potrafi się dostosować do każdych warunków, ale jest to przykład idealnej rośliny, która praktycznie rośnie wszędzie. Potrzebuje trochę ziemi, trochę słońca i wyrasta gdziekolwiek się da. Są krzewy, które rosną w Australii, które zawierają DMT i z których korzystają Aborygeni. Te same krzewy rosną w tak zwanym byłym Babilonie, czyli tam, gdzie jest teraz Iran, Irak, tam, gdzie delty rzeki Tygrysa i Eufratu według konserwatywnej nauki wyprodukowały naszą współczesną cywilizację. Wiemy już, że cywilizacja się tam wcale nie zaczęła, że to tylko część tego wszystkiego, co znajdujemy w ziemi. To wcale nie taka najstarsza, mówiąc szczerze, stosunkowo młoda. Jeżeli wrócimy jeszcze do Egiptu, do tych najstarszych kawałków Egiptu, widzimy płaskorzeźby, na których są owe niesamowite krzewy. Krzewy, które zawierają DMT. To jest akacja, moi drodzy. To jest dokładnie akacja.
Nie wiem, czy ta akacja akurat rośnie w polskim klimacie. Chyba nie za bardzo, bo ona potrzebuje ciepłej zimy i ciepłego lata, a w Polsce jest jednak troszeczkę mroźno zimą i taka roślinka może sobie zamarznąć. Ona jednak lubi, jak jest ciepło. I tu może być tak, że część tej informacji, która do naszych czasów dotarła w postaci chociażby opowieści o tych dziwnych reptilianach, które rozprzestrzenia David Icke i tak dalej, jest tylko kalką pewnej informacji. My nie do końca sobie zdajemy sprawę z tego, o czym mówimy. Być może, być może nie. Być może jest to właśnie kalka tej informacji, która jest zawarta w tych roślinach, tych podróży pomiędzy wymiarami. Być może właśnie to jest ta dodatkowa informacja. Skoro rośliny żyją w innym czasie, w innej przestrzeni, tylko się manifestują w naszych oczach. My po prostu rośniemy na tej samej planecie.
Widzimy tylko kawałek tej rośliny, widzimy system korzeniowy, liście, gałązki i tak dalej, ale nie widzimy energii, którą pochłania ta roślina. Nie widzimy energii, którą ta roślina emituje. Widzimy tylko, że współpracują ze sobą. Tak jak w tym eksperymencie, gdzie się część tej monokultury sztucznie uśmierca i nagle się okazuje, że ta druga część dokładnie w tym samym czasie spontanicznie dostaje ataku paniki. To jest trochę tak, jakby ktoś nam powiedział, że właśnie ktoś zamordował naszych przyjaciół. To jest dokładnie to samo uczucie i okazuje się, że rośliny dokładnie tak samo reagują jak ludzie, że jest tam troszeczkę intrygująca informacja. A ja tu mam telefon i także już odbieram. Halo, halo? Halo, halo. Witam serdecznie.
Proszę sobie zrobić głośniej.
[01:36:06] - Czołem, kapitanie.
[01:36:07] - Witam serdecznie. Już słyszę. Wszystko jest okej. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:36:11] - Bardzo dobrze. A jak u ciebie?
[01:36:12] - Doskonale.
[01:36:14] - Bardzo przyjemna audycja.
[01:36:17] - Roślina. Mam nadzieję, że tam szeleścisz roślinami w tle.
[01:36:20] - Dokładnie odłożyłem reklamóweczkę z dwoma, może trzema kilogramami czosnku, który będzie przerobiony jutro.
[01:36:30] - Co robisz z tego czosnku?
[01:36:34] - Będzie połączony z pomidorami.
[01:36:36] - Wow, rewelacja! Ja dzisiaj łączyłem z jogurcikiem. Mmm.
[01:36:40] - Sympatycznie. Chciałem wtrącić jakieś takie małe trzy grosze.
[01:36:47] - Zapraszam.
[01:36:48] - Mam wrażenie, że rośliny odnajdują nas same. Trzy lata temu kupiłem domek i w zeszłym roku wyrósł mi bieluń w ogrodzie.
[01:37:05] - Wow.
[01:37:07] - Tak sam z siebie, bo nie widziałem go w okolicy, a lubię las. Lubię chodzić, lubię oglądać, lubię szperać. I pozwoliłem mu dorosnąć, uschnąć. Jest to dość straszna roślina, jeżeli się ogląda ją Po prostu w procesie dochodzenia do siebie, że tak powiem, zachowałem nasiona.
[01:37:35] - Proszę bardzo.
[01:37:35] - Coś czuję, że z tego będzie, ale jeszcze nie wiem co.
[01:37:41] - Z bieluniem proszę uważać.
[01:37:47] - Owszem, tak. Ja mam respekt dość spory do tego, ale w tym roku wyrósł u sąsiadki, która jest typową wiedźmą, bo ma swoje moce i ciekawy jestem co z tego wyjdzie.
[01:38:06] - Ja jestem zwolennikiem, tak po cichu przemycam tę ideę, że właścicielami ziemi są rośliny. Absolutnie. I że one się poruszają. Tylko my oczywiście tego nie widzimy. To jest ten słynny eksperyment, który był w Stanach. Eksperyment, zdjęcia wielkiego lasu. I tam na przestrzeni chyba stu lat zaobserwowano, że las się przesuwa w którąś stronę albo się cofa w którąś stronę, że to jest jak jeden wielki żywy organizm. Z naszej perspektywy można mówić jak Louis Armstrong lądując na Księżycu, że mały krok dla człowieka, wielki dla ludzkości. I to tak wygląda, że z naszej perspektywy jest to sto lat, las się przesuwa o sto metrów, ale gdybyśmy zmienili troszeczkę naszą percepcję czasu, nagle by się okazało, że jesteśmy jak mucha, która żyje tylko przez ułamek sekundy.
[01:38:56] - Całkiem możliwe. Na pewno nie jesteśmy czymś więcej.
[01:39:05] - Jesteśmy częścią tego całego kombinatu organicznego. Bym to podkreślił. Na to wygląda.
[01:39:12] - Dokładnie.
[01:39:13] - I nie można bez tego żyć.
[01:39:16] - Oczywiście, całkowicie się zgadzam.
[01:39:21] - Słuchaj, pytanko, czy masz jeszcze coś ciekawego do opowiedzenia?
[01:39:27] - W tym momencie akurat nie, ale będę słuchał z przyjemnością twojej audycji.
[01:39:33] - To zapraszam, bo ja tu powoli będę kończył. Tylko tak się nieszczęśliwie zapytałem czy jeszcze coś. Tak po prostu, jak się zapytać, żeby dobrze zabrzmiało.
[01:39:41] - Brzmisz dobrze, jest okej.
[01:39:45] - Dzięki wielkie. Już ulga. Okej.
[01:39:49] - Słucham dalej. Do usłyszenia.
[01:39:51] - Dzięki za telefon. To był słuchacz. A my powoli zawijamy do końca tej audycji. Wygląda na to, że tak naprawdę rośliny nas kształtują, determinują, pozwalają nam mieszkać w danym miejscu. Właściwie dają nam wszystkie możliwe rzeczy, których potrzebujemy do życia. Jeżeli cokolwiek się stanie z tą cywilizacją, cokolwiek szlag ją trafi i ten prąd już nie popłynie w kablu przynajmniej przez parę chwil, to jedyne co nam zostanie, to przytulić się do roślinek, przytulić się do marchewki w ogródku, przytulić się do drzewa, przytulić się do jabłka. I to nie w kontekście politycznej walki, tylko po prostu do owocka. I to jest jedyna forma, żebyśmy przetrwali. Tak robiono na świecie od tysięcy lat i wygląda na to, że wszelkie kultury, o których my już dawno zapomnieliśmy, wszelkie cywilizacje, których ślady odkrywamy, coś na ten temat wiedziały i chyba miały lepsze połączenie być może z roślinami niż nam się to wydaje. My traktujemy to wszystko tak bardzo mechanicznie, tak bardzo technicznie.
Ale te wszystkie kąty, te wartości anten, te wszystkie techniczne rzeczy, kiedy sprowadzimy do tego samego mianownika co rośliny i zaczniemy się przyglądać pod mikroskopem, jak to wygląda, jak to działa, to najczęściej się okazuje, że działa zawsze tak samo, że to jest pewna stała, która występuje w naturze. I ta stała to jest informacja, jaką podają nam rośliny na temat tego, co zrobić, żeby się lepiej komunikować, żeby lepiej funkcjonować, żeby być zdrowszym, żeby to wszystko sobie elegancko działało, żeby rośliny mogły rosnąć. My moglibyśmy rosnąć, mogliśmy rosnąć i żeby wszystko odbywało się we właściwym porządku, tak jak należy. Także moi drodzy, kochana słuchaczko i kochany słuchaczu, jutro biegiem przytulić się do jakiegoś drzewa, żeby nie było „nas był las, nie będzie nas też będzie las”. Jeżeli będzie okazja przytulić się do jakiegoś drzewa, nawet w ogródku postać na trawie na bosaka, póki jeszcze jest ciepło i można wykonać taki numer. Tak po prostu złapać kontakt z przyrodą i zastanowić się, czy przypadkiem to nie jest ta najwłaściwsza informacja, czy to nie jest to miejsce, gdzie powinniśmy szukać rozwiązań technologicznych, rozwiązań intelektualnych, rozwiązań praktycznie w każdej możliwej dziedzinie. Skoro rośliny przetrwały tysiące lat i dają nam tyle wiedzy, tyle informacji, karmią nas, żywią, zapewniają normalne życie, to może tam powinniśmy szukać rozwiązań. Jeszcze raz odbieram. Halo, halo?
[01:42:34] - Halo? Jak mnie teraz słychać?
[01:42:35] - Idealnie. Witam serdecznie. Jak zdrówko szanownemu panu?
[01:42:38] - Bardzo dobrze.
[01:42:39] - Doskonale.
[01:42:40] - Audycja była bardzo ciekawa o roślinach.
[01:42:43] - Jeszcze trwa, także ostatnie minuty.
[01:42:45] - Rośliny przede wszystkim energię pobierają ze słońca. Fotosynteza. Nie są samowystarczalne, bo pobierają energię ze słońca. Jak słońca nie ma, to umierają. Wystarczy przykryć trawę czymś ciemnym i po kilku dniach ona będzie martwa.
[01:43:05] - To wiemy. Ale jest jeszcze taki rodzaj informacji, która występuje w roślinach, której nie jesteśmy w stanie zdefiniować. Nie wiemy skąd to się bierze.
[01:43:12] - Czyli informacja, a nie energia. Energia jest ze słońca.
[01:43:16] - Część energii jest ze słońca, się okazuje.
[01:43:17] - Albo ze sztucznego światła o odpowiedniej barwie. Wtedy rośliny też żyją.
[01:43:24] - To używają w szklarniach, doświetlają rośliny.
[01:43:28] - To jest, podejrzewam, tylko część tego wszystkiego. Przynajmniej jak na razie na to wygląda.
[01:43:32] - Ale to najważniejsza część, bo bez tej części rośliny są martwe, nie będą żyły.
[01:43:37] - Szczęśliwie te rośliny żyją na planecie, gdzie słońce dociera.
[01:43:39] - To jest jednak główne źródło energii dla roślin, te 98%, można by tak powiedzieć.
[01:43:45] - To już jest zagwarantowane roślinie. Ja widziałem rośliny, które pomimo dużego słońca usychały.
[01:43:51] - A to miały na przykład za mało wody. Albo niektóre rośliny muszą być w półcieniu, że bezpośrednim promieniowaniem im szkodzi, ale są rośliny, które muszą być w ostrym świetle.
[01:44:03] - Ja tu się powołuję troszkę na badania Viktora Schaubergera na temat drzew.
[01:44:07] - Każde ma swoje w doniczce. Jedna rodzina lubi być przy samym oknie, inna lubi być w cieniu.
[01:44:16] - Jasne.
[01:44:17] - Niektóre rośliny lubią być w ostrym świetle, niektóre w rozproszonym.
[01:44:23] - Ja wrócę jeszcze na moment do Viktora Schaubergera, bo on odkrył bardzo ciekawą zależność, jeżeli chodzi o funkcjonowanie roślin. Zajmował się badaniem, jak duży wpływ ma udział proces fotosyntezy w roślinach i czy przypadkiem nie jest tak, że owszem, fotosynteza definiuje istnienie rośliny. To oczywiście tak, ale pewne warunki do wzrostu, to, że w ogóle to funkcjonuje, że samo słońce naprawdę nie jest wszystkim. Odkrył bardzo ciekawą rzecz związaną właśnie z drzewami. Okazuje się, że drzewo używa liści do tego, żeby zasłaniać się przed słońcem. Jeżeli drzewo posadzimy na środku łąki, to drzewo rośnie wtedy rozłożyste, ponieważ za wszelką cenę stara się zasłonić korzeń, cały pień, zasłonić od słońca tak, żeby woda nie wyparowywała na zewnątrz, żeby ta propagacja wody mogła przebiegać.
[01:45:14] - Im więcej jest słońca, tym-
[01:45:17] - Daj mi skończyć, poczekaj
[01:45:18] - ... pobiera więcej energii. To jest drugi miast. Są rośliny, które mają bardzo duże liście i one ustawiają się do słońca, żeby jak najwięcej przechwycić energii, ale są też inne, które wymagają mniej tej energii, więc mają mniejsze liście.
[01:45:34] - Ale badania Viktora potwierdzają jedną rzecz, że kiedy rośliny rosną razem ze sobą, nagle okazuje się, że ta ilość słońca, która jest potrzebna, którą my definiowaliśmy jako główną potrzebę do istnienia rośliny, jest praktycznie minimalizowana do niezbędnego minimum. Okazuje się, że praktycznie drzewa w lesie wyłapują światło tylko górnymi partiami liści. I okazuje się kolejna rzecz, że bardzo duży wpływ na funkcjonowanie roślin ma właściwie zjawisko elektryczne, bo woda, która podróżuje w drzewie, powoduje bardzo dziwne zjawiska. Jeżeli weźmiemy miernik i pomierzymy sobie, ile jest prądu na czubku drzewa, a ile jest w systemie korzeniowym, nagle zobaczymy, że ta różnica potencjałów jest potężna. To drzewo zachowuje się jak wielki agregat, można powiedzieć. Oczywiście nie są takie moce, żebyśmy mogli podpiąć pod to żarówkę ani z tych rzeczy.
[01:46:27] - Wie pan, o tym, co pani mówiła, skonstruowali czujniki, które będą zasilane właśnie z energii różnicy potencjałów w lesie. Nie będą wymagały ani akumulatora, ani paneli fotowoltaicznych, tylko będą w bezpośredni sposób podłączone do drzewa i one będą miały pewnie jakiś bufor z kondensatora energii i będą pobierały energię elektryczną z drzew do samo zasilania tych czujników. Podejrzę będzie podawał wilgotność, temperaturę i to będzie przesyłać dane na przykład tam, gdzie będziemy chcieli. A energię elektryczną będzie pobierało urządzenie z drzew.
[01:47:09] - Ja tu jeszcze wrzucę. Dziękuję wielkie za telefonik.
[01:47:12] - Aha, jeszcze wyślę linka, ale to niestety smutny link. Co ideologia z ludzi robi. Bardzo niepokojące.
[01:47:23] - Poproszę o linka, wrzucę na czata.
[01:47:25] - Bardzo smutny i trzeba mieć ostre nerwy, żeby obejrzeć zdjęcia. To są nieocenzurowane zdjęcia.
[01:47:29] - Nie wiem, czy będę oglądał. Nie lubię trzymać swoich nerwów.
[01:47:32] - Po prostu jak to zobaczyłem, to mnie przeraża, że człowiek to jest. Jakbym miał technologię w tym momencie, jak zobaczyłem te zdjęcia, to bym tam zrzucił jakąś atomówkę, jak to zobaczyłem.
[01:47:45] - I know.
[01:47:45] - Co oni robią. Niech pan sobie szybko przewinie. Po prostu dla mnie to jest przerażające. To są zwierzęta. To nie jest człowiek, to jest człowiek, który jest chory na jakąś chorobę, wściekliznę czy coś takiego. Chce ich zabić. Dla mnie to nie jest człowiek.
[01:47:58] - Myślę, że brak kontaktu z naturą właśnie powoduje, że on odbija.
[01:48:02] - Po prostu mnie to przeraża. Po prostu mnie ta ideologia, jak potrafi zniszczyć człowieka.
[01:48:06] - To ja poproszę o tego linka. Nie wiem, czy go puszczę dalej. Nie chcę straszyć ludzi.
[01:48:10] - Jeszcze informacja. Przez trzy tygodnie prawdopodobnie nie będę miał dostępu do komputera, więc w innych audycjach nie będę się pojawiał. W piątek stały słuchacz, więc nie będę osiągalny, więc w tej audycji będę musiał odsłuchać z MP3.
[01:48:28] - Myślę, że się da. Dzięki wielkie za telefon. To był stały słuchacz. Wspomnieliśmy o tym prądzie elektrycznym. Dobrze, że stały słuchacz wspomniał o tym, bo prawie bym zapomniał. Ostatnia rzecz na koniec. Nawet Tesla robił taki eksperyment. Chociaż większość ludzi nie kojarzy Tesli z naturą, z drzewami i tak dalej. Tesla zrobił taki eksperyment, że jak podstawił jedną ze swoich cewek, jak robił eksperymenty, to sprawdzał, czy w ogóle jest to taka zdrowa energia, czy jest niezdrowa, po prostu stawiając rośliny dookoła. Jeżeli rośliny umierały.
Pierwsza cewka była taka, że wszystkie rośliny mu zdechły, trawa dookoła, bo później ją wystawił gdzieś na jakiś trawnik czy jakoś tak. Okazało się, że trawa dookoła cewki po prostu zdechła. I automatycznie stwierdził, że to nie jest rozwiązanie, że trzeba to wszystko zmienić. I zmienił. Także ta natura może być poważną inspiracją. Ja tu polecam sobie obserwować naturę. Jeszcze tylko dorzucę, że sam jestem takim obserwatorem. Na przykład bawię się czymś takim jak orgonit. W kilku roślinach, które mam w różnych miejscach, mam poustawiane orgonity i sprawdzam, jak one się zachowują. Czy roślina lubi rosnąć w takim otoczeniu?
Czy to ma jakikolwiek wpływ na roślinę, czy nie ma żadnego wpływu? Jak się to zachowuje? Powiem wam szczerze, że niektóre rośliny się bardzo dziwnie zachowują i widać, że coś tam się dzieje. Na przykład wyginają się od orgonitu, bo go nie lubią, a niektóre rośliny bardzo lubią i się przyginają do niego. Próbowałem to sprawdzić, obracając doniczkę, żeby nie było tak, że roślinka sobie wyrosła w jednym miejscu albo zmieniając położenie orgonitu, żeby nie było, że roślinka zawsze idzie do słońca i zawsze jak ją obrócę, to i tak mi zmieni pozycję. Po takim eksperymentalnym sprawdzeniu okazuje się, że jest coś ciekawego w każdej roślinie. Odbiór innej rzeczywistości, o której my jeszcze nie za bardzo mamy pojęcie. Może jak będziemy się przytulać więcej do drzew, będziemy bardziej przyjaźni dla roślin i przestaniemy wierzyć w aluminium i szkło, a zaczniemy wierzyć w rośliny, to może ta informacja do nas wróci. Może już wraca. Na koniec tego wszystkiego jeszcze raz.
Nie było nas, był las. Nie będzie nas, będzie las. Dbajmy o las, dbajmy o rośliny, sadźmy je. Bądźmy blisko z naszymi chyba największymi przyjaciółmi na tej planecie. Przyjaciółmi, którzy nam zapewniają wszystko, dzięki czemu funkcjonujemy. Na koniec specjalne wielkie pozdrowienia dla wszystkich roślin z „Hiperprzestrzeni”. Dziękuję bardzo serdecznie za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Zapraszam na kolejny odcinek w przyszłą sobotę, a tych, którzy jeszcze nie idą spać, zapraszam na wieczorową porę do Radia Na Fali. To była „Hiperprzestrzeń”.